IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#76PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Gru 25, 2017 12:50 am

Eggsy zaśmiał się pod nosem na widok niewielkiej Rosie przewracającej o połowę większego Georga. Dziewczyna z łatwością pokonała mężczyznę, ale ten nie wydawał się szczególnie wzruszony. Najwyraźniej posiadł tę umiejętność, którą niewielu ludzi ma, czyli umiejętność przyjmowania ciężaru przegranej na swoje barki i radzenia sobie z nim. W końcu…nie zawsze się wygrywa.
Unwin miał już rzucić kolejnym poleceniem, gdy ujrzał Harry’ego przyglądającego się treningowi. W Harcie zaszła zamiana doskonale widoczna nawet z tej odległości.
Chłopak rzucił im krótkie „zaraz wracam” i potruchtał w kierunku mężczyzny.

 – Harry! – zawołał, zatrzymując się tuż przed nim i przyglądając się z zaciekawieniem jego twarzy, a konkretniej – oku.
Przez chwilę próbował dobrać właściwe słowa, by wyrazić swój podziw dla kunsztu autora i zasług nauki, kręcąc przy tym głową z uznaniem.
 – Wyglądasz świetnie – powiedział w końcu, uśmiechając się i stojąc na tyle blisko, by móc dobrze przyjrzeć się oku. – Merlin jest niesamowity… – mruknął Eggsy, sięgając dłonią do twarzy mężczyzny, ale decydując się na zatrzymanie ręki na poziomie ramienia Harry’ego. Miał wrażenie, że gdyby dotknął jego twarzy – mogłoby się to nie spodobać Harry’emu.
 – Jak działa? – spytał, wciąż przyglądając się mężczyźnie.
Czuł na sobie ponad tuzin spojrzeń. Nie zwracał na to jednak uwagi.
Harry nie wyglądał już dłużej jak widmo wydarzeń sprzed roku, ale jak Harry, który uratował Eggsy’ego przed więzieniem tamtego dnia.
Wywołało to w Uniwnie ciepłe wspomnienie, na które się uśmiechnął.
 – Jest piękne.


Tybalt przysiadł sobie na trawie, oddychając ciężko. Miał chwilę na odpoczynek, gdy Galahad postanowił zostawić ich samych sobie i zająć się Arthurem.
Obok niego usiadł za chwilę Sawyer, również ciężko oddychając i podając mu butelkę zimnej wody.
 – Strasznie ich podziwiam – powiedział dziewiętnastolatek, spoglądając w stronę gawędzących agentów. – Gdyby nie oni, Kingsman przestałby istnieć.
Tybalt parsknął cicho niewesołym śmiechem.
 – A Merlin? – spytał, marszcząc następnie brwi na Sawyera. – On nic nie robi według ciebie?
Ainsworth pokiwał głową ze zrozumieniem po czym uśmiechnął się na przekór wszystkiemu i klepnął Tybalta delikatnie w ramię.
 – Masz rację – przyznał, spoglądając w zielone oczy chłopca. – Chciałbyś zostać kiedyś Merlinem?
Priestley wydawał się być zaskoczony tym pytaniem.
Zamrugał gwałtownie, a gdy dotarło do niego to, co miał cały czas z tyłu głowy – skinął twierdząco głową w odpowiedzi na pytanie Sawyera.
 – Bardzo.
Nagle usłyszeli nad sobą głos.
 – Ainsworth…Priestley… – zwrócił się do nich jadowitym, ale i znudzonym tonem Virgil nim przysiadł się do obydwu kadetów. Przez chwilę siedział obok w ciszy z tą samą ponura miną, którą zwykle przywdziewał. Następnie odezwał się ponownie.
 – Mogę wody? – spytał, już nieco sympatyczniejszym tonem. Tybalt sięgnął w jednej chwili po butelkę i podał chłopakowi.
Ten podziękował krótko i napił się. Wyglądał przy tym tak…dobrze – jak stwierdził Tybalt.
Virgil Snout był poważny i zazwyczaj wyglądał na strasznie nieufnego. Pojawiał się i znikał, gdy mu się podobało, a wyglądał przy tym jak rzadki okaz pięknego ptaka – wysoki, dumny, wyprostowany. Tybalt podziwiał jego bezstronność.
Poza tym…to musiał być pierwszy raz, gdy Virgil z własnej woli odezwał się do kogokolwiek.
Tybalt poczuł niespodziewany zryw ekscytacji.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#77PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Gru 25, 2017 3:24 am

-Nadal czuję się nieswojo z tym okiem, ale to tylko kwestia czasu  – mruknął, gdy młodszy agent podszedł do niego. Odrobinę rozbawiła go ekscytacja, z jaką chłopak przywitał jego stary wygląd. Uśmiechnął się do niego. – Póki co jak normalne oko. Merlin obiecał, że jak tylko skończy się zamieszanie z pustymi miejscami przy stole, to zajmie się takim, w którym byłyby podobne funkcje, co w okularach. Prawdę mówiąc... nie mogę się doczekać - Harry założył ręce na piersi i odwrócił głowę w stronę kadetów.
Z bliska jeszcze bardziej dało się zauważyć zmianę psychiczną na ich twarzach.Jego wzrok zatrzymał się na małym Priestley'u, który na ten moment nie był już najmniejszy w grupie. On z kolei wydoroślał nie tylko psychicznie, ale tez zdecydowanie zmienił się jego wygląd zewnętrzny.

- Jak postępy dzieciaków? Bardzo zakatowani przez Merlina?
Sam dobrze wiedział do jakich ekstremów zdolny był posunąć się mężczyzna. Przekonał się o tym na własnej skórze, ale też obserwując liczne treningi kadetów z uprzednich lat.
Wysłuchawszy krótkiego raportu o młodzieży, przyjrzał się z bliska oficjalnej postawie Eggsy'ego. Już wcześniej zauważył, że nie prezentował się tak w domu, ale dopiero z niewielkiej odległości dostrzegł, jak bardzo różni się jego mimika. Nie było to jeszcze spojrzenie, które zaobserwował podczas faktycznej walki - odrobina szaleństwa szczelnie skryta pod nieruszoną maską spokoju, czasem cynicznego uśmiechu. Świadkiem podobnego wyrazu twarzy był tylko raz, gdy Blake Peterson, jego przyjaciel ze studiów udzielał grupowych korepetycji licealistom, a Harry miał zaszczyt obserwować go przy pracy z tyłu sali. Spojrzenie, mimo że pozornie wyluzowane, przepełnione powagą godną podstarzałego akademickiego profesora, niespotykane w tym młodym wieku.
A jednak Harry musiał przyznać, że do twarzy mu było z takim spojrzeniem, chociaż nie jest to coś, co chciałby widywać zbyt często.
Uśmiechnął się na podsumowanie, że wszyscy radzą sobie wybornie i być może powinno się dostawić krzesła przy stole Arthura.

- W porządku, Galahadzie. Znajdź mnie gdy skończysz się nad nimi pastwić. Wrócimy razem do domu - delikatnie klepnął chłopaka w ramię i odwrócił się, ruszając w stronę budynku. Koło jego nogi dreptał dumnie i niestrudzenie Peanut.


Harry stał oparty o taksówkę, czekając aż Eggsy w końcu przyjdzie. Kilkanaście minut temu poinformował go, że za pięć minut będzie gotowy, więc od dziesięciu Hart stał przy taksówce, spoglądając na zegarek, jak gdyby byli już spóźnieni.
Gdy Unwin w końcu wyszedł na dziedziniec, Harry podniósł rękę i teatralnie zastukał w zegarek, unosząc na niego brew.

- Co powiesz na odwiedzenie mojej ulubionej restauracji w Glasgow. W czasie studiów, gdy spędzałem wakacje w tym mieście, co wieczór wraz z moim drogim przyjacielem wpadałem właśnie tam na kolacje.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#78PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Gru 25, 2017 8:09 pm

 – Eggsy – usłyszał za sobą chłopak, gdy już miał ruszać w kierunku wyjścia z budynku, by wrócić do domu z Arthurem. Było całkiem późno. W domu powinni być koło dziesiątej.
Odwrócił się błyskawicznie, a przed nim pojawiła się Nike – jego towarzyszka zabaw z młodości. Nie mili szansy poznać się za dobrze, ale z tego co pamiętał – dobrze się dogadywał z Emily. W dodatku, dziewczyna pomogła mu ostatnio z wybraniem ubrań na misję, co było ogromną pomocą.
 – Emily. Cześć – przywitał się, a następnie uśmiechnął delikatnie do dziewczyny. Jej rude włosy były zebrane w wysoki kucyk. Rysy jej twarzy nadal wyraźnie odznaczały się w znikomym świetle lamp na przyciemnionym korytarzu.
 – Zastanawiałam się…czy to na pewno nie problem jeżeli zaprzyjaźnię się z przełożonym? – Usta dziewczyny wykrzywiły się w nieszkodliwym uśmiechu.
 – Skądże – odpowiedział Eggsy, wzruszając ramionami. – Jeżeli przejdziesz ostatni etap, nie będę już dłużej niczyim przełożonym – dodał i zrobił pierwszy krok w kierunku wyjścia. Dziewczyna ruszyła w ślad za nim, zapewne z zamiarem odprowadzenia go do wyjścia.
 – Cóż za ulga. Nie chciałabym, żebyś miał przez to problemy. – Emily kroczyła powoli obok Unwina. Eggsy poczuł się nieco…zabawnie, gdy zorientował się, że jego towarzyszka jest nieco od niego wyższa.
Dwudziestopięciolatek nie należał do najwyższych…
 – Merlin mówił, że sama się zgłosiłaś na ochotniczkę – mruknął Unwin. Było to o tyle niezwykłe, że Kingsman był utrzymywany w tajemnicy swojego istnienia.
 – Tak. Chciałam zostać Kingsmanem odkąd pamiętam. Śmierć ojca sprawiła, że miałam swoją szansę, jakkolwiek okrutnie to nie zabrzmi.
Eggsy zmarszczył brwi delikatnie, a następnie zatrzymał się.
 – Jak dowiedziałaś się o tym, czym jest Kingsman? – spytał.
 – Tata mi powiedział. Chciał, żeby została częścią tego, gdy dorosnę – odparła, rozglądając się wokół.
Potrzebował chwili na uświadomienie sobie faktu, że w sytuacji wielu kadetów w grę wchodził biznes rodzinny. Jego matka nie miała pojęcia o tym, czym się zajmuje ojciec, ale czy i on zostałby zaangażowany, gdyby tylko mężczyzna przeżył? Czyżby Kingsman był mu pisany od samego początku?
 – Nie możesz zawieść taty. Na pewno będziesz godnym zastępstwem – powiedział Unwin, nieco zgaszony własnym zastanowieniem. Kingsman zawsze był dla niego niezwykłym miejscem, elitarnym i dostępnym dla wybranych. Nie twierdził, że Emily nie będzie równie doskonałym agentem, co jej ojciec, ale…
Eggsy niemalże potrząsnął głową, by wyrzucić te wątpliwości z głowy.
Ufał przecież osądowi Merlina. Czy ten go zawiódł kiedykolwiek?

Pożegnał się z Emily tuż przed wrotami prowadzącymi na dziedziniec zamku, gdzie czekał na niego Harry.
Życzył jej powodzenia i obiecał, że gdy tylko jej się uda zostać Kingsmanem – odpowiednio to uczczą, co było obowiązkowym punktem programu zważywszy na fakt, że odkąd się ponownie zobaczyli – nie mili szansy na wspominanie dawnych lat.
W rzeczywistości łączyło ich naprawdę dużo.

Chłopak przewrócił oczyma na ostentacyjne uświadomienie mu przez Harta własnego, drobnego spóźnienia.
Godziny pracy w Kingsmanie były nieregularne.
Następnie Harry odezwał się, by przedstawić młodemu agentowi swoją propozycję. Ten nie miał nic przeciwko temu, by przystać na ów.
 – Bardzo chętnie, Harry – odparł, uśmiechając się uprzejmie i wsiadając następnie do taksówki.
Już w następnej chwili byli w drodze do Glasgow.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#79PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Gru 26, 2017 5:24 pm

Droga do Glasgow minęła praktycznie milcząco. Na kolanie Harry'ego spoczywała główka śpiącego szczeniaka, którego mężczyzna pieszczotliwie drapał po szyi.
Hart odwrócił głowę w stronę chłopaka, przyglądając przez chwile jego profilowi. Eggsy wyglądał na spokojnego, nawet nie zmęczonego przepracowanym dniem i rzucaniem dzieciaków na ziemię.

Gdy dojechali w końcu do miejsca docelowego, Harry wysiadł pierwszy i powoli domykając drzwi taksówki, uśmiechnął się w zamyśleniu przyglądając się fasadzie starego lokalu z odnowionym napisem. Doskonale pamiętał miesiąc spędzony w Glasgow. Każdy aspekt wyjazdu. Z daleka od ówczesnych problemów, wraz z Blake'iem zatopieni w historię miasta i okoliczne krajobrazy. Młody Peterson bowiem parał się malarstwem krajobrazowym, a więc większość dni chłopcy spędzali na obrzeżach miasta.
Z przeszłości wyrwał go Unwin, pytający czy wszystko w porządku. Hart odchrząknął, odpowiadając krótko, że złapał go sentyment i odwrócił się do kierowcy, by dać mu znać, że może odjechać. Kenneth, ich kierowca, zgodził się zająć psami. Jak stwierdził, jego córeczka będzie zachwycona, nawet jeśli szczeniaki spędzą w jego domu zaledwie parę godzin.
Jeżeli dobrze mu się wydawało, lokal powinna prowadzić teraz córka poprzedniego właściciela, z która nie omieszkał zapoznać się Hart podczas swego pobytu tutaj. Przeurocza, parę lat starsza ruda dziewczyna, mogąca wręcz robić za wizytówkę stereotypowego wizerunku Szkotki, z pewnością już go nie pamiętała.

- Stolik dla dwóch? Proszę za mną - blondyn w uniformie kelnera podreptał  do nich uśmiechając się serdecznie i poprawiając kołnierzyk. Podniósł dwa menu i wskazał dłonią kierunek.
Lokal był średnio wypełniony ludźmi w każdym wieku, zajętymi własnymi sprawami i jedzeniem.
- Mogę panom zaproponować wino na początek? - uśmiechnął się do nich młody kelner, gdy usiedli przy wskazanym przez niego stoliku.Sięgnął do tylnej kieszeni i wyciągnął zapalniczkę, by rozpalić świeczkę na środku stołu.

Harry podniósł pytający wzrok na Eggsy'ego pozwalając mu zdecydować, po czym uniósł kartę menu, studiując potrawy, które również prawie się nie zmieniły. Uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie długi monolog dziewczyny o tym, że restauracja ta ma kultywować tradycję.
Znad karty spojrzał na chłopaka, który równie dokładnie przeglądał spis.

- Jak się czujesz po powrocie do pracy?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#80PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Gru 27, 2017 2:48 am

Całkiem szybko znaleźli się na miejscu ze względu na brak jakichkolwiek utrudnień po drodze. Dotarli do centrum Glasgow, gdy słońce zaczęło już na dobre zachodzić, tworząc nastrój swoiście…romantyczny.
Taki widok pięknego miasta przypomniał Unwinowi to, jak rozważał swoje ewentualne zamieszkanie tutaj pewnego dnia. Zrezygnował z tego pomysłu przez wzgląd na to, że miałby daleko do rodziny i Harry’ego, ale co gdyby udałoby mu się wziąć ze sobą wszystkich? Mógłby być wtedy naprawdę szczęśliwy.
Spojrzał na Harta, który rozglądał się naokoło z zagadkowym wyrazem malującym się na przystojnej twarzy.
 – Wszystko w porządku? – spytał chłopak, uśmiechając się delikatnie. Gdy tylko Hart utwierdził go w tym, że wszystko rzeczywiście gra – wysiedli z samochodu, pozostawiając psy pod opieką zaufanego kierowcy Harta, który obecnie także i wspólnym Uniwna.

Podążyli w kierunku wyznaczonym przez mężczyznę i weszli do wnętrza restauracji. Wystrój był przyzwoity, a zapach potraw panoszący się po pomieszczeniu także wydawał się być bardziej niż satysfakcjonujący. Przypomniało to Eggsy’emu o tym, jak głodny był.

Kelner zaprowadził ich do stolika dla dwojga, a gdy zaś położył przed Unwinem kartę dań, przed rozpoczęciem studiowania jej z miejsca przeszkodziły mu kolejne działania kelnera, który – ni tego, ni z owego – sięgnął do kieszeni po zapalniczkę i rozpalił świeczkę stojącą na środku stołu pomiędzy dwoma mężczyznami. Nie było to nic takiego, choć zamiar mężczyzny był oczywisty, ale Eggsy poczuł jak coś dziwacznie ściska go w środku.
Chłopak odkaszlnął, a następnie – starając się nie dać po sobie nic poznać – skupił się na karcie dań, dyskretnie odprowadzając kelnera wzrokiem, gdy Harry zgodził się na propozycję wina, którego wybór doradził mężczyzna.

Eggsy był zajęty przeglądaniem karty, co w gruncie rzeczy nie dawało żadnego pożytku bowiem chłopak jedynie wodził oczyma po nazwach dań, nie rozumiejąc ani słowa z tego, co było tam napisane. Był zbyt…zbity z tropu.
Jeszcze bardziej zatem wyprowadziło go z równowagi nagłe pytanie Harry'ego.
Unwin spróbował się odezwać, ale do tego uprzednio musiał zebrać myśli, więc odłożył na bok kartę, która rozpraszała go aż nadto.
 – Dobrze – odpowiedział mało ambitnie Eggsy. – Cieszę się, że robią postępy. Pojutrze czeka ich ostatnia próba, a następnie jeszcze więcej ciężkiej pracy dla nich i dla nas – dodał i uśmiechnął się słabo. – Ale dosyć o pracy… – kontynuował z wyraźnym rozbawieniem Unwin. Nawet nie zwrócił uwagi na kelnera, który zaserwował wino tuż obok niego.
 – Opowiedz mi więcej o tym przyjacielu, o którym mówiłeś.


Na rozmowie i jedzeniu kolacji spędzili kolejną godzinę czy półtorej. Eggsy wyraźnie odprężył się i pozbył się jakichkolwiek niewygodnych myśli, które wadziły mu wcześniej. Po raz pierwszy od…dawna potrafił nie martwić się o wszystko i wszystkich wokół, a po prostu skupić się na spędzeniu miło czasu. Namiastkę tego uczucia dzielił razem z Merlinem zaledwie poprzedniego wieczoru, ale ten dzisiejszy sprawił, że nie było mowy, by cokolwiek mogło Eggsy’ego wyprowadzić znów z równowagi.

Przy ich stoliku ponownie pojawił się kelner, na którego widok Unwin przejął się faktem, że niebawem będą musieli się stąd ruszyć w kierunku domu w Londynie.
 – Czy mogę panom podać coś jeszcze? – spytał, a gdy otrzymał przeczącą odpowiedź i został poproszony o chwilę czasu oraz rachunek – skinął uprzejmie głową i wycofał się w głąb restauracji.
Kieliszek Eggsy’ego był niemalże całkowicie pełny.
Chłopak musnął naczynie opuszkami, głaszcząc nóżkę w zamyśleniu.
 – Harry… – odezwał się następnie unosząc kieliszek do ust i upijając łyk. Odstawił lampkę, a po chwili uniósł roziskrzone spojrzenie z powrotem na Harta. – Czy to randka?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#81PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Gru 27, 2017 4:00 am

- No cóż – odchrząknął Harry, upijając łyk wina. Co ciekawego mógł opowiedzieć o najdroższym przyjacielu, nie zdradzając zbyt wiele? – Blake Peterson. Był ze mną na roku na studiach, szybko się polubiliśmy. Prawdę mówiąc, był moim najlepszym przyjacielem – mruknął mężczyzna, nieświadomie ściszając głos. – Dogadywałem się z nim tak dobrze, jak z samym sobą i nie było jednej rzeczy, której nie robiliśmy razem. Po studiach nasze drogi zwyczajnie się rozeszły. 
 
Wspomniane pożegnanie po ostatnich wspólnych wakacjach było być może najtrudniejszym doświadczeniem w życiu ich obu. Na ten moment, Harry nie wiedział nawet, czy Peterson wciąż żyje. Chłopak był bowiem słabego zdrowia i często chorował, więc nie zdziwiłoby go, gdyby… Być może mógłby zapytać Merlina, ale czy na pewno chciał odświeżyć dawne uczucie, gdy owa przyjaźń już na dobre wygasła?
 
W związku z chwilą ciszy w oczekiwaniu na kelnera, Hart wyciągnął komórkę z kieszeni, przelotnie przewijając ostatnie powiadomienia w poszukiwaniu czegoś ważnego. Uniósł kieliszek do ust i gdy już miał schować telefon w powrotem do kieszeni, pytanie Unwina prawie spowodowało zachłyśnięcie, które z trudem, acz umiejętnie zakamuflował. Nie odstawiając kieliszka i nie podnosząc wzroku, schował komórkę, jednocześnie uśmiechając się pod nosem.
 
- Oh Eggsy. Gdyby to była randka, zaprosiłbym cię w nieco bardziej eleganckim stylu – uśmiechnął się Harry, podnosząc wzrok na chłopaka, jednocześnie próbując zachować kamienną twarz.
 
Batalię spojrzeń przerwał nieco spłoszony kelner, zwalniając tuż przed stolikiem i powoli kładąc rachunek na stół.
 

Resztę drogi do domu mężczyźni spędzili w nieco bardziej rozmownej atmosferze, a nawet Kenneth streścił im pokrótce, jak szczeniaki wspaniale dogadały się z jego córką oraz że być może jest teraz zmuszony do adoptowania jednego dla niej. U celu byli nieco przed północą. Harry, idąc przodem, otworzył drzwi i przepuścił niesamowicie spieszące się psy. Zatrzymując się w salonie, Hart odwrócił się do młodszego agenta i, powołując się na fakt, że noc jest jeszcze młoda, zaproponował kolejne wino.
 
- Otwórz je – powiedział, wręczając butelkę wytrawnego czerwonego wina w podobnym wieku co Unwin, po czym ruszył po kieliszki. – Wiesz Eggsy, jeśli cię to interesuje, to mogę znaleźć zdjęcie Blake’a. Jednakże wydaje mi się to o wiele zabawniejsze, gdy nie wiesz jak wygląda bohater moich opowieści.

W jednym z pudeł pełnych przeszłości z pewnością znajdował się obszerny plik polaroidów, które wykonali wraz z Petersonem przez te kilka lat znajomości. Harry nie był jednak pewien, ile z nich było odpowiednich do pokazania komuś. W związku z pojawieniem się Blanki, widocznie nadchodził czas, by odkurzyć pamiątki.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#82PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Gru 28, 2017 3:35 am

Eggsy z przyjemnością wsłuchiwał się w kolejne historii z młodości mężczyzny. Wiedział dużo o Harry’m, którym był dzisiaj, o jego nawykach, tikach, przyzwyczajeniach, ideałach, ale z pewnością nie był on tym samym dżentelmenem całe życie. Młodość agenta jawiła sie Unwinowi w żywych kolorach Glasgow, lat osiemdziesiątych, studiów i pierwszych przyjaźni. Było o czym słuchać, zdecydowanie. Eggsy pewnego dnia opowie o tym samym komuś, kogo za parędziesiąt lat spotka na swojej drodze. Miał nadzieje, że będzie to młody człowiek pełen wątpliwości, na rozstaju dróg. Wówczas Unwin będzie mógł dołożyć wszelkich starań, by pomóc mu wybrać najlepszą opcję. Czyż nie brzmiało to jak prawdziwe marzenie?
Eggsy bowiem nie chciał mieć pieniędzy, zaszczytów, tytułów, sławy. Chciał jedynie…odwdzięczyć się za to, jakie szczęście go spotkało pewnego dnia, gdy poznał Harta. Pragnął zapisać się na kartach historii nie swoim nazwiskiem, a zaś swoimi czynami.
Oczywiście, bardzo ogromną miał nadzieję, że…dożyje tak sędziwego wieku dla agenta, by móc opowiedzieć komuś o tym, co mu się przydarzyło, gdy miał dwadzieścia pare lat.

Na odpowiedź odnośnie randki, które zadał Eggsy w żartobliwym tonie, roześmiał się subtelnie, zasłaniając przy tym usta dłonią.
Randka z Harry’m… To brzmiało tak absurdalnie, że nie sposób było się nie śmiać. Bo jak w rzeczywistości wyglądają randki? Czy Eggsy kiedykolwiek był na takowej?
Gdy był z Tilde często zdarzało mu się zabierać dziewczynę do różnych restauracji, kin, teatrów…
I choć to, co często robił z Hartem przypominało takowe, nie mogło nimi być, bo w końcu…nie da się chodzić na randki, gdy…
Eggsy pogubił sie w swoich rozważaniach i urwał swoją myśl w połowie, nim zdołał ją zrozumieć. Być może zastanowi się nad tym głębiej w drodze do Londynu (choć nic nie obiecywał).


Znaleźli się w domu nocą, gdy ulice Londynu były niemalże puste, a okolica, w której mieszkali agenci – wyludniona.
Ten spokój wcale jednak nie sprawił, że zapał oraz energia Unwina przygasły. Na propozycję otworzenia kolejnego wina chłopak zareagował entuzjastycznie, a wiadomość o tym, że Harry powie mu więcej o Blake’u spotkała się z radością Eggsy’ego.

Gotów by wysłuchać więcej opowieści, Eggsy usadowił się po turecku na kanapie, rozlał do kieliszków wino i odwiesił na oparcie swój krawat, który już od dawna był bardzo luźno zawiązany wokół jego szyi.
Miał wspaniały humor, a jego oczy były tak żywe jak wtedy, gdy Harry odkrywał przed nim tajemnice Kingsmana, pokazując magazyn z bronią i główną bazę agencji.
Hart miał dzisiaj ujawnić przed chłopakiem kolejne sekrety, nieco innego typu tym razem.

 – Dlaczego nie próbowałeś znów sie z nim skontaktować po studiach? – zainteresował się Eggsy. Harry właśnie grzebał w pamiątkach, w których kilka tygodni wcześniej począł myszkować jego współlokator.
Nie przejrzał jednak wszystkiego, a i nie powiedział Hartowi o tym, co tam znalazł. Miał tylko nadzieję, że Harry sam się tego nie domyśli.

Harry odnalazł kilka zdjęć, o które mu chodziło i przyszedł je pokazać młodszemu towarzyszowi. Eggsy ujął odbitki w swoje ręce najdelikatniej, jak tylko potrafił. Począł się im przyglądać z zaciekawieniem, a twarz mężczyzny na zdjęciach przywiodła mu na myśl coś, co już gdzieś widział.
Brwi blondyna się zmarszczyły, szybko wracając do normalności, gdy zorientował się, że Hart mógłby ten grymas odebrać jako przejaw nieuprzejmości.
Minęło kilka sekund i doskonała pamięć chłopaka powiązała obrazy.
Mężczyzna, którego zdjęcie trzymał przed swoimi oczyma był tym samym człowiekiem, którego szkice sylwetki i twarzy widział między stronicami książek w pamiątkach Harry’ego, gdy na własną rękę je wertował.
Musiał być naprawdę bliskim przyjacielem.
 – Miło cię poznać, Blake.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#83PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Gru 28, 2017 11:48 pm

Usłyszawszy, że Eggsy zainteresowany jest dalszą opowieścią o jego przeszłości, Harry odstawił dwa kieliszki na etażerkę i ruszył by przeszukać pudła. To zawierające wspomnienia ze studiów znajdowało się w miarę na wierzchu. Przerzucił parę śmieci, mających jedynie wartość sentymentalną, na przykład wygnieciony bilet kinowy na Koszmar z ulicy Wiązów czy Gwiezdne Wojny. Praktycznie na samym dnie znajdowało się pudełeczko zawierające owe zdjęcia. Pobieżnie przejrzał te nieinteresujące go i dotarł do tych właściwych. Odłożył pudełko obok i wyjął plik fotografii, wybierając z nich takie, nadające się do obejrzenia przez osoby trzecie, resztę chowając na spód. Powolnym krokiem wrócił do salonu, przeglądając je z delikatnym smutnym uśmiechem.
 
Blake przy sztaludze, niesamowicie rozczarowany swoim dziełem, które Harry uważał za bardzo dobre. Blake pozujący na oknie pokoju hotelowego z kwiatkiem we włosach, rozpiętą koszulą oraz filiżanką w dłoni. Oni dwaj w barze popijający piwa. Zaaferowany czymś i wyraźnie gestykulujący Blake w oddali, nieświadomy bycia fotografowanym. Blake uśmiechający się do aparatu znad książki. Blake oparty na głowie Harry’ego, obaj z zainteresowaniem patrzący na kogoś poza kadrem.
 
Hart podał fotografie młodszemu mężczyźnie, odbierając od niego swój kieliszek z winem i zdejmując marynarkę oraz krawat.
 
- Prawdę mówiąc, nie wiem – odparł, siadając obok i przyglądając się raz jeszcze przeglądanym zdjęciom.  – Rozstaliśmy się w takim porozumieniu. Zresztą, teraz już za późno – Harry uśmiechnął się kwaśno i upił łyk trunku. – Co więcej mogę ci o nim powiedzieć… Był moim współlokatorem i towarzyszem młodzieńczych przygód – podniósł wzrok na twarz Unwina i przez chwilę obserwował jak przygląda się zdjęciom. – Był znacznie bardziej spontaniczny niż ja, ale też zdecydowanie bardziej przyziemny, co z pozoru wydawało mi się wykluczać się z jego duszą artysty. Wspaniały malarz. Krajobrazy głównie, chociaż portrety również. Próbował i mnie przekonać do farb, ale nigdy nie miałem odwagi wyjść poza ołówek – uśmiechnął się pod nosem, unosząc kieliszek do ust. Dopiero po chwili ciszy kontynuował temat, zerkając na uważnie przysłuchującego się chłopaka. - Jego rodzina pochodziła z Cardiff, więc podejrzewam, że właśnie tam wrócił po studiach. Cóż, nasza przyjaźń była jak.. wakacyjny romans – zaśmiał się mężczyzna i wstał, dopijając alkohol. – Gorliwa i skazana na krótkotrwałość.
 
Podszedł do butelki z winem, dopełniając kieliszek. Za oknem przejechał samotny samochód, rozświetlając na moment okno, w tym i twarz Harry’ego. Powoli odstawił butelkę na stolik.
Relacja, która łączyła go z owym chłopakiem wychodziła poza granice przyjaźni. I owym czasie była również najmocniejszą. Ponownie uśmiechnął się kwaśno pod nosem uświadamiając sobie, że najdłuższa z jego przyjaźni była z Merlinem.
Odwrócił się do Unwina, który ponownie przeglądał zdjęcia. Miał spokojne, zaciekawione oczy i zaczerwienione od dużej ilości wina usta. Obecność młodego agenta w jego domu z niewiadomych przyczyn znacznie uspokajała Harta. Miał na niego oko, pilnując by nie zrobił czegoś głupiego i porywczego, ale także miał przy sobie przyjaciela. Prawie jak trzydzieści lat temu z Petersonem. Z tym, że z Eggsy’m łączyła go tylko przyjaźń.
Harry oparł się o stół, dalej przyglądając się młodej twarzy. Chłopak przypominał mu siebie z czasów studiów pod wieloma względami.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#84PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Gru 31, 2017 2:14 am

Usta Eggsy’ego były wykrzywione w delikatnym uśmiechu cały ten czas, gdy przyglądał się zdjęciom, na których widniał Blake. Relacja mężczyzn widoczna na zdjęciach wyglądała ładnie i prawdziwie i Unwin zaczął się zastanawiać, czy możliwym było, by tylko na zdjęciach to wypadało tak pięknie? Być może w rzeczywistości była jeszcze bardziej doskonała, a może wręcz przeciwnie – burzliwa. Skoro rozstali się i nie odzywali do siebie ani słowem po studiach…to coś musiało się stać, prawda?
Unwin nie wyraził swoich spostrzeżeń na głos, a jedynie postanowił się skupić na młodszej wersji Harry’ego, którego widział na zdjęciach.
Wyglądał na szczęśliwego i beztroskiego.
Serce Eggsy’ego nagle niebezpiecznie zabiło na chwilę mocniej, gdy kolejne pytanie pojawiło się w jego głowie.
Czy gdyby Harry i on byliby w tym samym wieku…zaprzyjaźniliby się ze sobą?
Eggsy momentalnie podniósł wzrok na Harta, który stał oparty o stół.
Chciał zadać pytanie, ale bał się, że wyjdzie na histeryka, gdy okaże się jak bardzo zależy mu na twierdzącej odpowiedzi ze strony Harry’ego i jak okropnie zabolałoby go to, gdyby ta brzmiała nie.
Bo przecież Unwin tak się starał, by nie zawieść mężczyzny, że gdyby spotkał się z takimi słowami ze strony Harta…byłby zdruzgotany.
Starał się, to był fakt.
Przy Harry’m nie pozwalał sobie na zbyt głośne mówienie, na nieuprzejmości, na błędy. Przy znajomych, którzy nie byli jego współlokatorem pokazywał się ze strony energicznego chłopaka, którego głos zawsze rozbrzmiewa w pomieszczeniu i którego osoba pochłania najwięcej uwagi. Zawsze chciał się czymś popisać…
Gdy chodziło zaś o Harta – stawał się mężczyzną, a nie „chłopcem”. Tym, kim Harry oczekiwał, że Eggsy będzie.
Nie robił tego ze względu na to, że chciał oszukać przyjaciela, ale dlatego, że chciał pokazać mu, jak stosuje się do jego wskazówek i jak jest mu wdzięczny za każdą chwilę poświęconą jego edukacji.
Tak bardzo chciał, żeby Hart go lubił.

Unwin spuścił wzrok znów na zdjęcia, biorąc solidnego łyka alkoholu.
Nagła świadomość zalała jego ciało gorącem, a jego twarz zapewne była obecnie zarumieniona ze wstydu. Odbył ze sobą walkę i gdy wreszcie poddał się temu, by w efekcie dojść do pewnego wniosku – poczuł się obnażony. I zmieszany.
Postanowił inaczej ukierunkować swoje myśli.
 – Mówisz, że to była wspólna decyzja, a mnie się wydaje, że to nieprawda – odezwał się, odkładając zdjęcia na bok. – Starasz się brzmieć jakbyś pogodził się z tym bez trudu, ale wcale tak nie jest…prawda? – Eggsy spojrzał na mężczyznę, przekrzywiając lekko głowę w charakterystyczny dla zwierząt sposób. Był ciekaw czy jego spostrzeżenie okaże się właściwym.
Unwin był niemalże pewien, że kryło się za tym coś więcej niż przyjaźń i nagłe jej zakończenie. W dodatku…wyglądało na to, że to Harry został pozostawiony ze złamanym sercem i pustką.

 – Przyjaźniłem się kiedyś z chłopcem z mojej okolicy – zaczął Eggsy niespodziewanie. – Na początku każdą wolną godzinę po szkole spędzaliśmy razem na dworze, bawiąc się aż do nocy, bo nie chcieliśmy wracać do domów, gdzie nas bito i poniżano – kontynuował, a jego głos nie zadrżał ani razu, a Eggsy nie miał w sobie zawahania. – Wtedy poszliśmy do gimnazjum, on znalazł sobie nowych znajomych i razem z nimi zaczął mnie wyśmiewać za to, jaki byłem. – Eggsy pokiwał powoli głową, ściskając usta w wąską linię. – Uznałem wtedy, że to nic takiego, bo jemu się poszczęściło i znalazł przyjaciół, a jeżeli taką cenę przyszło zapłacić, to byłem gotów to znieść dla jego dobra.
Zamilkł na chwilę, by dopić wino ze swojego kieliszka.
Następnie poświęcił chwilę na konsternację i rozważenie swojego stanowiska.
 – Potem ja znalazłem przyjaciół – odezwał się znowu, kładąc nacisk na ostatnie słowo. – Ale to nie było dobre towarzystwo. Robiłem wszystko, żeby im się przypodobać i po drodze zapomniałem o tym, kim jestem. – Eggsy wzruszył ramionami, krzywiąc się przy tym lekko na własne zachowanie. – Zacząłem kraść samochody i takie tam…

Opowieść z młodości chłopaka ani była poruszająca, ani przyjemna. Była ponura i smutna, ale Eggsy nie zwykł opowiadać ich na imprezach czy spotkaniach towarzyskich. W zasadzie…nikomu tego nie miał szansy nigdy wyznać. Nikt nie chciał wiedzieć o jego przyjacielu Carlu ani o tym, jak przykre miał Unwin dzieciństwo i jak mało było w nim sympatycznych wątków czy życzliwych ludzi. Nikogo to nie obchodziło.
Samego Eggsy’ego też już nie.
Tamto życie należało do kogoś innego, a nie do niego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#85PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 01, 2018 7:17 pm

- Masz rację, podjęcie tej decyzji nie było łatwe – odezwał się po chwili ciszy, ruszając w stronę okna. - Tak jednak było najlepiej dla nas obu. Blake udał się na zachód Anglii, a ja… zaciągnąłem się do wojska. Kurczowe trzymanie się przeszłości nie było w tym przypadku wskazane – Hart oparł się o parapet, wyglądając przez okno. – Wymieniliśmy kilka listów przez następny rok – zakończył ciszej.

Harry nie miał żadnej rodziny, ani innych niż Peterson bliskich przyjaciół. Nie mając do kogo wracać, brał na siebie ogromne ryzyko. Właściwie nie miałby problemu umrzeć za Anglię dość wcześnie. Na szczęście dla niego, wszystko zmieniło się, gdy pojawił się elegancko ubrany jegomość z propozycją posady zdecydowanie bardziej znaczącej dla kraju. To był przełom, który pchnął życie Harry’ego w odpowiednim kierunku. W jakimkolwiek kierunku właściwie. Agent, który wybrał go do szkolenia, Gawain, zmarł niedługo po objęciu przez Harry’ego posady Galahada. To zainspirowało go do tego, by stać się jednym z najlepszych agentów w historii.
Mężczyzna w garniturze miał podobny wpływ zarówno na życie Harry’ego, jak i Eggsy’ego. I Hart był dumny, że dzięki niemu życie młodego Unwina zmieniło się diametralnie. Odwrócił się od okna i przyjrzał młodej sylwetce na kanapie.

Harry uniósł nieznacznie głowę, gdy chłopak zaczął opowiadać o swym dawnym przyjacielu. Nie zaskoczyła go wiadomość, że ojczym bił go od najmłodszych lat, a mimo to odrobinę zasmuciła. Unwin zasługiwał na o wiele więcej od życia.
W końcu gdyby Harry w porę zauważył, że zamachowiec trzymał granat, Eggsy miałby szczęśliwe dzieciństwo i kochającego ojca.
Prawdę mówiąc, nie spodziewał się jednak, że w szkole również nie miał lekko. Chłopak zawsze sprawiał wrażenie duszy towarzystwa, otoczonego grupą ludzi. Jednakże ton, jakim chłopak opowiadał przykrą historię z dzieciństwa brzmiał, jakby już dawno pogodził się z przeszłością i zostawił ją daleko za sobą. Podobnie postąpił Harry, wstępując do wojska i żegnając się na zawsze z Blake’iem. Nie było potrzeby więcej rozpamiętywać tamtego okresu.
Harry pokiwał ze zrozumieniem głową i zebrał zdjęcia, odłożone przez chłopaka na stolik. Dolał trunku do kieliszka chłopaka i usiadł obok.

- Na kiedy planujecie ostatnie zadanie dla kadetów? – temat musiał zostać zmieniony czym prędzej, gdy sentymentalna cisza zaczęła wypełniać pokój.

Właściwie gdyby się bardziej zastanowić, Eggsy był swego rodzaju mężczyzną w garniturze w życiu Harry’ego. Pchnął go na zupełnie inne tory i wprowadził nowy zaskakujący aspekt do jego codzienności. Niedawne bliskie spotkanie ze śmiercią utwierdziło go w przekonaniu, że choć kochał pracę w Kingsmanie, to potrzebował zerwania z monotonnością. Zwłaszcza w życiu prywatnym, które na dobrą sprawę nie istniało.
Jego spojrzenie padło na komórkę leżącą nieopodal. Za kilka dni jego dawna przyjaciółka wróci do Londynu, co być może wprowadzi kolejny nowy ciekawy element.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#86PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 01, 2018 10:25 pm

Eggsy potrzebował chwili na przypomnienie sobie dzisiejszej daty.
Z pewnym zaskoczeniem uświadomił sobie, że był pierwszy maja, co oznaczało, że termin ostatniego zadania dla kadetów przypadał na…
 – Na pojutrze – powiedział chłopak na głos, jednocześnie odpowiadając Harry’emu na pytanie.
Obecnie znajdowali się tak blisko odbudowania niemalże w pełni Kingsmana. Niebawem w Londynie stanie nowy sklep krawiecki, a nowi agenci otrzymają swoje pseudonimy i w późniejszym okresie także misje, zadania i obowiązki.
Eggsy poczuł ogromną dumę. Czuł się odpowiedzialny za ten sukces chociaż w pewnej części. Oczywiście, większość zasług należała się Merlinowi i Arthurowi, ale on też przy tym był i pomagał.
Chłopak szybko jednak wrócił myślami do agentów i ich czynnej służby, bo przypomniał sobie o pewnej ważnej kwestii jaką była niepełnoletność przynajmniej trzech rekrutów. Zakładając, że cała trójka – Tybalt, Rosie oraz Jacob – przejdą przez ostatnie zadanie, ich służba zacznie się dopiero w momencie, gdy wszyscy ukończą osiemnasty rok życia, co oznaczało, że Tybalt będzie miał…bardzo dużo czasu na naukę.
Trening pozostałych, którzy ostatecznie uzyskają status agenta, będzie musiał zostać dopełniony, co potrwa kilka następnych miesięcy.
Mimo tych pewnych kwestii – Eggsy oraz pozostali czynni agenci poczują się nieco odciążeni wraz z dniem trzeciego maja.
 – Już niedługo będą gotowi – odezwał się cicho, spoglądając na Harry’ego z ognikami wesołości kryjącymi się w jego oczach.
Już niedługo.


Sawyer siedział przygarbiony na fotelu. Jego dłonie były splecione ze sobą, a na twarzy odbijało się zamyślenie.
Chłopak starał się nie stresować ostatnim zadaniem, ale było ono nieprzewidywalne i o ile rozwiązanie dla każdego poprzedniego widział jak na dłoni, z wyprzedzeniem przewidując wszystko, tak teraz…nie miał pojęcia, jak może wyglądać ów test.
Obok na kanapie siedziała Nike. Czytała książkę, ale Ainsworth zauważył, że nie przewróciła kartki od dłuższego czasu, co oznaczało, że nie może się skupić na tekście. Jej myśli również musiało pochłaniać zadanie i choć starała się tego nie okazywać – Sawyer widział to.

 – Widziałaś Tybalta? – spytał, chcąc przynajmniej na chwilę odsunąć swoje myśli od podążania torem rozważań nad ostatnim zadaniem.
Dziewczyna przez chwilę nie odpowiadała, ale odłożyła w końcu książkę i spojrzała na Sawyera.
 – Nie – odparła chłodno, zbyt chłodno jak na siebie nawet. Przez moment zapadła między dwójką kadetów cisza. Spędzili ze sobą wiele czasu. Wraz z Jacobem i Tybaltem stanowili zespół, który rozumiał się niemalże bez słów.
Dlatego teraz także Sawyer wiedział co dziewczynie chodzi po głowie.

 – Cztery lata, tak? – powiedział na głos i opadł na krzesło. Obydwoje wiedzieli, że jakiekolwiek zadanie by nie było – Tybalt znajdzie sposób, żeby je wypełnić. Martwiło ich tylko jedno, a mianowicie nieobecność Priestleya przy nich, gdy już oni zostaną agentami. Tybalt był od nich bowiem o wiele młodszy, ale to właśnie jego chcieliby mieć przy sobie podczas misji i to jemu ufali, bo nigdy ich nie zawodził. Nieważne w jakim wieku by był – pozostawał jedynym w swoim rodzaju.
 – Nie wiem czy jestem gotowa – odezwała się Nike. – Ale wszyscy widzą, że on jest.
Sawyer uśmiechnął się do niej i skinął głową, przyznając jej rację.
 – Jest najlepszy z nas – parsknął chłopak z wesołością.
Nie czuł wobec tego zazdrości, a jedynie był dumny, że jego przyjacielem był właśnie Tybalt. Jego sukcesy cieszyły go bardziej niż własne.

Siedzieli tak jeszcze przez następne kilka minut, gawędząc i przestając na chwilę myśleć o tym, jak stresująca była ta niewiedza, ten nastrój i fakt, że to są być może ich ostatnie chwile w tym budynku, w tym towarzystwie. Byli jeszcze nadal tak błogo nieświadomi.
Nie miało to jednak trwać ani chwili dłużej, bo niespodziewanie pojawił się przy nich Galahad, spoglądając w dół prosto na Sawyera.
Mina chłopaka szybko zrzedła, a on zbladł nieco na widok agenta.
 – Twoja kolej – powiedział mężczyzna i nakazał mu gestem ręki, by ten podążył za nim we wskazanym kierunku.
Sawyer rzucił ostatnie spojrzenie Emily i bez słowa ruszył za Galahadem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#87PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Sty 02, 2018 8:41 pm

Tym razem do Szkocji udali się razem z samego rana. Podczas ostatniego zadania Arthur musiał być obecny. Już dzisiaj powitają nowych agentów, tym samym dopełniając puste miejsca przy stole. Kingsman ostatecznie stanie na nogi w pełnej swej okazałości i skuteczności. Pozostała jedynie kwestia kadetów będących poniżej osiemnastego roku życia, jeżeli oczywiście przejdą ostatni najtrudniejszy test.
Podczas piastowania swej pozycji Galahada, Harry był świadkiem porażek wielu wspaniale zapowiadających się potencjalnych towarzyszy, w tym chłopca, który po jego śmierci przejął stanowisko Galahada, a obecnie mieszkającego wraz z nim. Tamtym razem był to konieczny wyjątek, którego Harry do tej pory nie był świadkiem.

- Mamy trzech kandydatów poniżej osiemnastki – odezwał się Merlin z końca pokoju. Harry poderwał głowę, wyrwany z zamyślenia. – Rosie Roosvelt i Jacob Cross mają po siedemnaście, więc tu pójdzie łatwiej, ale Tybalt ma tylko czternaście. Nie może przystąpić do czynnej służby przez kolejne kilka lat.

- Merlinie, dobrze o tym wiem. Co ze specjalnym programem, o którym rozmawialiśmy? – Hart wsparł głowę na dłoni opartej o podłokietnik fotela. Obaj nie mieli wątpliwości, że dzieciak przejdzie ostatnią próbę.

- Nadal odmawia. Musimy zastanowić się nad czymś nowym – mruknął znad swego tableta mężczyzna. – Za chwilę dziewiąta. Pierwszy jest George Willmott.

Harry skinął głową, a Merlin wpuścił do środka wysokiego blondyna. Spotkanie przebiegło stosunkowo szybko. Chłopak miał opory, ale - tak jak się spodziewali - zdał egzamin.
Następnie wprowadzony został Sawyer Ainsworth. Harry spokojnym głosem wypowiedział małą formułkę, jedynie delikatnie różniącą się w przypadku każdego agenta. Nakazywanie młodzieży zabicia ich pupila wcale nie wzbudzało w Harry’m żadnych pozytywnych emocji i najchętniej zmieniłby ów zadanie, gdyby od niego to zależało. Widząc napięte mięśnie i szklące się oczy szatyna, przypomniał sobie, jak sam przechodził przez coś podobnego wiele lat temu. Bycie świadkiem wielu śmierci przeróżnych ludzi, w tym swoich towarzyszy, nauczyło go opanować emocje do tego stopnia, że mógłby sprawiać wrażenie całkowicie spokojnego, niezależnie jak bardzo rozdarty emocjonalnie byłby pod spodem. Dlatego też odetchnął z ulgą, gdy jeden z jego faworytów ostatecznie wystrzelił ślepakiem w stronę sporych rozmiarów jasnego wilczarza. Na jego usta wpłynął uśmiech podczas gratulowania mu i odsyłania go do innego pomieszczenia, w którym czekał go Merlin.

Podobną trudność owe zadanie sprawiło Emily. Mimo że nie ukazała na swej twarzy uczuć, widział jak trzęsą jej się ręce, gdy odbierała od niego pistolet. Nie odezwała się, ale widać było, że walczy ze sobą w środku. Po niedługim napiętym milczeniu, wycelowała i z zamkniętymi oczami wystrzeliła. Nie otwierała ich jeszcze przez chwilę, bojąc się zobaczyć basseta zastrzelonego przez nią samą. Pies z kolei patrzył na nią ogromnymi oczami, równie przestraszony co ona. Gdy w końcu otworzyła oczy, jej spojrzenie natychmiastowo rozpogodziło się, a następnie przybrało nieco wrogi i urażony wyraz, spotykając się ze spokojnym spojrzeniem Harry’ego. Arthur skinął na nią głową, obdarzając pocieszającym uśmiechem. Najchętniej przeprosiłby każdego kadeta i psa z osobna za stawianie w owej sytuacji, ale musiał zachować niewzruszoną postawę.

Kolejna dwójka rekrutów, Patrick Bowes-Lyon oraz Marcus Mowbray, nie ukończyło zadania, spotykając się z karcącym spojrzeniem Harry’ego i odrobinę poirytowanym „Naprawdę sądziłeś, że karzę ci zabić szczeniaka?”. Nie było to co prawda oczywiste, ale Harry pokładał w nich nadzieje, zwłaszcza, że Marcus radził sobie naprawdę dobrze z opanowywaniem sztuk walki.

Następnym z faworytów całej trójki był Jacob Cross, będący jednocześnie jednym z niepełnoletnich kadetów. Merlin zapewnił Harry’ego już wcześniej, że chłopak poradzi sobie i z tym zadaniem, a mimo to złapały go wątpliwości, gdy ujrzał podobnie co u Sawyera szklące się oczy. Nie mógł go jednak winić, zwłaszcza ujrzawszy spływające ledwo widoczne stróżki łez, gdy już po wszystkich chłopak upadał na ziemię i unosił swego maltańczyka do uścisku. Harry, choć starszy w tamtym czasie i po kilku lat w wojsku, miał podobne odczucia, już gdy celował w swojego teriera. Odczuwszy po raz kolejny kamień spadający z serca, odesłał siedemnastolatka do Merlina.

Rekrutem, który wzbudził u Harry’ego niewielkie uczucie niepokoju była Rosie Roosvelt. Siedemnastolatce o aparycji aniołka nie zadrżała nawet powieka, gdy naciskała spust prosto w swego czworonożnego przyjaciela. Wiedział, że plasowała się wysoko w rankingu, ale nawet najlepsi mają duży problem z zabiciem psa wychowywanego od szczeniaka. Mimo to spojrzał na nią z uznaniem i pogratulował, gdy wyszeptała przeprosiny do ucha malca.

Kolejni kadeci średnio wyróżniali się na tle grupy. Leslie Gulliver, Jonathan Truscott oraz Percy Lander, wszyscy w podobnym wieku strzelili do swych pupili z niewielkim wahaniem. Z kolei Sebastian Lennox i Philip Pembroke nie zdecydowali się na poświęcenie niewinnego życia.
Następnie spojrzenie pełne uznania uzyskał Virgil Snout. Odwracając wzrok w ostatnim momencie, wystrzelił do swego psa, uśmiechając się z tryumfem, gdy uświadomił sobie, że był to ślepak.

Witając najmłodszego z rekrutów nieśmiało przekraczającego próg, spojrzenie Harry’ego spotkało się na moment z zatroskanym wyrazem twarzy Eggsy’ego. Hart skinął doń głową, opierając po chwili brodę na złożonych dłoniach. Obserwował Tybalta od początku i nie miał wątpliwości, że i tym razem dzielnie postawi Kingsmana nad swym osobistym komfortem czy życiem, jak bez wahania zrobił to przywiązany do torów. Martwo spoglądając chłopcu w oczy rozkazał zabić foksteriera. Czternastolatek przyjął nakaz ciężko przełykając ślinę. Priestley’owi jednak udało się zaskoczyć Harta. Tuż przed wystrzałem chłopak przesunął nieznacznie lufę, ale wprawione oko Harry’ego dostrzegło, że gdyby w środku faktycznie byłaby kula, ominęłaby ona psa. Stłumił w sobie śmiech i pogratulował dziecku, odsyłając go do Merlina.
Młody był sprytny. Gdyby był pełnoletni, być może z miejsca stałby się tak dobrym agentem, jak Harry i Eggsy razem wzięci.

Podniósł się i odruchowo poprawił okulary. Pozostało mu jedynie pogratulować młodzieży oraz pozostałym agentom za wyśmienite wytrenowanie dziesiątki przyszłych agentów.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#88PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Sty 02, 2018 11:59 pm

Ulżyło mu ogromnie, gdy po drugiej stronie drzwi rozległ się stłumiony wystrzał.
Spojrzał w tym samym czasie w kierunku Emily, której policzki aż zarumieniły się z dumy.
Tybalt, on, Emily oraz Jacob oficjalnie przeszli ostatnie zadanie Kingsmana.
Sawyer nawet nie czuł się zawstydzony faktem, że emocje wzięły górę i po jego twarzy niemalże pociekły łzy, gdy on tkwił w tym pokoju. Czuł się jak najgorsza istota na tym świecie, gdy był pewien, że ta decyzja, którą podjął  uśmierciła jego przyjaciela. Sully – bo tak właśnie wabił się czworonóg – wydawał się jednak w jednej chwili wybaczyć mu to, jakby wiedział, że przecież nic się nie stanie i nic mu tak naprawdę nie groziło.

Gdy tylko drzwi pokoju otworzyły się i Tybalt przekroczył ich próg ze swoim wiernym Seneką kroczącym dziarsko tuż przy nodze chłopca, Sawyer dopadł nastolatka i porwał go w ramiona, unosząc ponad ziemię i przytulając go mocno do siebie. Tybalt w reakcji na to jedynie pozwolił się uściskać, z ulgą uświadamiając sobie, że żaden z jego najbliższych towarzyszy nie opuści go dzisiaj. Ta myśl sprawiła, że ściślej przylgnął do Sawyera, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi i oplatając jego biodra nogami, by przyjaciel go nie upuścił.
 – Udało się – usłyszał drżący głos Ainswortha tuż przy swoim uchu.
Czternastolatek podniósł twarz, by spojrzeć Sawyerowi w oczy. Gdy tylko zobaczył przed sobą szklące się z podekscytowania i szczęścia tęczówki – jego własne również niebezpiecznie zabłyszczały.

Ainsworth zdołał wreszcie wypuścić z ramion chłopca. Nie przyszło mu to łatwo, bo mimo, że Priestley nabrał nieco masy mięśniowej i podrósł – nadal był niesamowicie lekki…i ciepły.
Sawyer mógłby trzymać go o wiele dłużej zwłaszcza, gdy te zielone oczy były tak hipnotyzujące, że niemalże odbierały zdolność ruchu czy oddechu. Były magiczne. I niebezpieczne.

Do Tybalta w następnej kolejności zaczęli podchodzić kolejni rekruci, gratulując mu przejścia ostatniego zadania. Emily nawet zdobyła się na to, by objąć go. Zrobiła to niezbyt zgrabnie, bo nie miała zapewne wprawy, ale Tybalt docenił te starania.
Nawet George oraz Rosie uścisnęli jego dłoń, posyłając ku niemu pełne uznania grymasy.
Jedną z ostatnich osób, które podeszły, by pogratulować chłopakowi był nie kto inny, a Virgil.

Na jego widok Priestley spoważniał nieco, spoglądając prosto w oczy wyższego o wiele dwudziestoczterolaska.
 – Nie miałem wątpliwości, że ci się uda – wymruczał ledwo słyszalnie, a następnie – zawahawszy się – poklepał Tybalta po ramieniu niepewnie.
Gdy tylko Snout usunął się z pola jego widzenia i dołączył do reszty, ku Tyblatowi podążył Galahad.
Mężczyzna był zazwyczaj poważny, ale miewał momenty, gdy ponosiły go emocje. Zapewne próbował wówczas tym zwrócić na siebie uwagę, nie zdając sobie sprawy z tego, że i tak zazwyczaj wszystkie pary oczu skupiają się na nim.
Agent również mu pogratulował, posyłając ku niemu uśmiech. W jego spojrzeniu pobłyskiwała duma.
Tybalt był z siebie bardzo zadowolony.


Eggsy przyglądał się temu zjawisku z największym…rozczuleniem. Ukrywał je, oczywiście. Ukrywał je pod maską profesjonalisty, pozwalając sobie jedynie na delikatny grymas tańczący na wykrzywionych w uśmiechu wargach.
Tybalt był kimś, kto zdecydowanie zasługiwał na tak ogromne grono wspierających go ludzi. Eggsy miał nadzieje być jednym z tych ludzi.

Kątem oka dostrzegł sylwetkę Harry’ego, która ustawiła się tuż przy nim.
 – Są rozkoszni… – powiedział ciszej. Miał nadzieję, że usłyszał go tylko Hart. – Zaraz sam się rozpłacze – dodał, uśmiechając się nieco wyraźniej. Podążył ku niemu wzrok Emily, która widząc ten sympatyczny wyraz, odwzajemniła go, zakładając przy tym włosy za ucho i następnie wracając do rozmów z nowymi agentami.
Gdy się uśmiechała była o wiele ładniejsza.

Rozmowy nieco przycichły co oznaczało, że to pora na oficjalne przyznanie…pseudonimów.
Eggsy odchrząknął głośniej, zwracając na siebie uwagę wszystkich zebranych.
Wtedy właśnie pojawił się Merlin, pchając gablotkę na drobnych kółkach. Pod szkłem tkwiły liczne pary okularów – każda przeznaczona dla jednego agenta.
 – Podejdźcie tutaj, proszę – odezwał się Unwin, a gdy wszyscy znaleźli się w szeregu przed nim, uśmiechnął się i spojrzał w dół na gablotę, której osłona w jednej chwili zniknęła i okulary dostępne były dla agentów.
 – Pewnie wiecie co to jest – zaśmiał się Eggsy. Wszyscy tutaj obecni byli zaznajomieni z użytkownością gadżetów tajnych służb Kingsman, a okulary były jednym z podstawowych dodatków. – Te są wasze. – To powiedziawszy, odsunął się i pozwolił każdemu po kolei podejść i wziąć swoją parę okularów.


Virgil wsunął na nos swoje soczewki. Zamrugał kilkakrotnie, a przed jego oczami pojawił się zielony komunikat.

Witaj, Bediverze.

Chłopak uśmiechnął się delikatnie i powoli ściągnął okulary.
Bedivere – jednoręki anioł śmierci. Czyż nie pasowało to doskonale do niego?

Usłyszał za sobą kroki, a gdy odwrócił się i zobaczył Tybalta, który w zamyśleniu przyglądał się swojej parze okularów – skinął mu głową na przywitanie.
Chłopiec równie zdawkowo odpowiedział na pozdrowienie.
 – Niech no zgadnę… – zaczął tym samym, nieco znudzonym tonem Virgil. – Percival?
Tybalt uśmiechnął się w odpowiedzi, kiwając głową potwierdzająco.
 – Sawyer mógłby mieć na czole wypisane Lancelot – dodał Virgil.

Tybalt i on dogadywali się całkiem nieźle. Nie rozmawiali ze sobą zazwyczaj, o ile nie było to niezbędne. Dlatego właśnie ta pogawędka wydawała się być niemalże…sielankowa.
 – Emily wydaje się być zadowolona z Gawaina, a Jacob nawet nie wie kim był Lamorak – wymruczał Tybalt, uśmiechając się blado. Jego humor wydawał się być nie najlepszy. Virgil domyślał się o co mogło chodzić.
Snout przyglądał mu się bez słowa przez chwilę nim zdecydował się nachylić się nieco w jego stronę i zajrzeć prosto w zielone ślepia chłopca.
 – Poczekam na ciebie – powiedział tak cicho, że graniczyło to z szeptem. – Bez ciebie…
 – Nie czekaj – przerwał mu Tybalt. – Chcę być z was dumny.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#89PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Sty 04, 2018 12:27 am

Gdy i Harry dołączył do trójki agentów i grona najnowszych nabytków, najmłodsi nieco zbyt wylewnie cieszyli się z dostania się do zespołu. Najbardziej wyróżniała się grupka najlepszych z nich, tworzący również niezawodną grupę przyjaciół. Zmarszczył z delikatnym rozbawieniem brwi, obserwując rosłego szatyna tulącego młodziutkiego Tybalta. Stanął obok Eggsy’ego i uśmiechnął się na jego słowa. Gdy chłopak w końcu przywołał ich do siebie, Harry obdarzył i ich witającym uśmiechem.
W milczeniu obserwował, jak odbierają okulary i zapoznają się z przyznanymi im pseudonimami. Wyglądali na zadowolonych ze swych nowych ról.
Oto przed nim malowała się owocna przyszłość Kingsmana i powód powrotu do świetności.

- Witam was wszystkich w szeregach Kingsmana. Wierzę, że przyniesiecie chlubę nie tylko Wielkiej Brytanii, ale i samym sobie – Hart w końcu zabrał głos, bacznie przyglądając się po kolei każdemu z nich, gdy radość względnie ucichła i zwrócili swe oblicza ku niemu. – Mimo że najcięższa część już za wami, to nie czas, by spoczywać na laurach. Już jutro przystąpicie do kontynuacji treningu, nieco mniej intensywnego. Póki co, na dzisiaj to wszystko – zakończył, uśmiechając się przyjaźnie. – Merlinie, Galahadzie, Tequilo, dołączcie do mnie w sali konferencyjnej w najbliższym czasie – dodał ciszej, odwracając się do wspomnianych agentów.

Mając ostateczne potwierdzenie z góry pewnego powodzenia Priestley’a w ostatnim, kluczowym zadaniu, musieli szybko zadecydować, co zrobić z nastolatkiem. Nie była to łatwa decyzja, gdyż dzieciak upierał się przy dołączeniu do czynnej służby, co było wykluczone ze względu na jego wiek.
Harry zasiadł u szczytu długiego stołu i złożył dłonie, opierając o nie usta. Zupełnie nie miał pomysłu na tego chłopca. Mógł więc liczyć jedynie na pozostałą trójkę i ich ewentualne wspaniałe decyzje. Inaczej będą zmuszeni stanowczo wstrzymać Tybalta od czynności związanych z tajnymi służbami poza terenem posiadłości w Szkocji i liczyć, że nie zabierze się za nic na własną rękę. A nawet tego nie mogli być pewni, biorąc pod uwagę zapał czternastolatka.
Najważniejszą kwestią było ukończenie przez niego szkoły.

Drzwi otworzyły się i wkroczył przez nie Merlin. Eggsy i Tequila prawdopodobnie nadal gratulowali nowym agentom, najpewniej każdemu z osobna po dwa razy. Mężczyzna podszedł do stolika z alkoholami i nalał szkockiej do dwóch szklanek, jedną stawiając przed Harry’m. Podszedł do okna i w milczeniu obserwował pogodny poranek. Hart dopiero po chwili chwycił naczynie i powolnie napił się trunku.

- Wspaniały dobór młodzieży, Merlinie – przerwał w końcu ciszę Arthur, lecz drzwi ponownie otworzyły się wpuszczając do środka wyraźnie w dobrych humorach pozostałą dwójkę wezwanych agentów.
Merlin odwrócił się i oparł o parapet, na który również odstawił szklankę. Zdjął okulary i niespiesznie przetarł szkła. Był całkowicie świadom swego sukcesu, zarówno w selekcji, jak i treningu ich pod nieobecność Galahada.
Harry zaczekał aż mężczyźni zasiądą za stołem.

- Bezspornie odnieśliśmy dzisiaj sukces, wypełniając puste miejsca przy stole – odstawił szklankę, zamieszawszy wpierw niedopitym alkoholem. – Pozostaje więc ostatnia, równie ważna kwestia – Tybalt Priestley. Jakie macie, panowie, sugestie co do najmłodszego w historii agenta? Oprócz oczywiście ukończenia przez niego edukacji – utkwił w nich wyczekujące spojrzenie, wracając do pozycji sprzed przyjścia Merlina.
Mimo celebracyjnego nastoju Harry'ego, kiełkował w nim coraz większy niepokój dotyczący najbliższych czterech lat. Ostatnie czego pragnął w tej chwili, to zniszczenie szczęścia dzieciaka, umieszczając go w swego rodzaju areszcie domowym.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#90PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 07, 2018 1:53 am

Eggsy zasiadł na miejscu. Jego własnym miejscu przy stole Kingsmana. Dopiero wtedy spojrzał na obecnych już wcześniej w sali agentów. Merlin wyglądał na pochłoniętego jakimiś myślami oraz jakby jakieś słowa ugrzęzły mu w gardle.
Harry zaś przystanął u szczytu stołu, Tequila opadł na krzesło dosyć głośno, a sam Eggsy poprawił się na swoim miejscu. Poczuł aurę wzniosłości. Wiedział, że w powietrzu wisi coś, co należało przedyskutować.
I wtedy odezwał się Harry.

Eggsy zmarszczył brwi, nieco nachmurzając się. Wiedział, że była to trudna do podjęcia kwestia, bo nikt nie chciał powiedzieć na głos tego, co wszyscy myśleli – Tybalt był idealnym kandydatem na agenta, a jego jedyną wadą było to, że był bardzo młody. Nadal chodził do gimnazjum, będąc na poziomie dużo wyższym niż ktokolwiek z jego rówieśników. W kilka tygodni opanował do perfekcji języki programistyczne, celność, obsługę broni i działanie w kryzysowych sytuacjach. Dowiódł także swojej ogromnej lojalności, a gdyby tego było mało to z pewnością jego szerokie grono przyjaciół wymyśli jeszcze pare rzeczy, w których Tybalt sobie doskonale radzi.
Wszyscy chcieli go w szeregach Kingsmana i to nie za cztery lata, ale…teraz.
Było to jednak niebezpieczne dla delikatnej psychiki dziecka, którego rodzice nie żyli, który prawdopodobnie wyląduje niebawem pod opieką gdzieś u dalekiej rodziny, gdzie wcale nie byłby mile widziany. Dzieci takie jak Tybalt nie były dobrze rozumiane. Ludzie zwykli myśleć o nich jak o problemie.
Eggsy nie wiedział, jak można rozwiązać ten kłopot. Ufał jednak, że Harry podejmie najlepszą decyzję.

– Jest za młody. Nie ma szans – odezwał się Tequila, pochylając się nad stołem. – Nie ma mowy, żeby został wysłany na niebezpieczną misję w tak młodym wieku. Cholera, przecież dzieciak ma czternaście lat!
Unwin wbił skonsternowane spojrzenie w blat stołu. Nie zgadzał się z Tequilą. Tybalt poradzi sobie z misją, ale bycie dzieckiem sprawia, że jest się wrażliwym na wiele kwestii rozwojowych. Była to delikatna kwestia.
Powinien skończyć szkołę – odezwał się po krótkiej chwili ciszy, która nastąpiła między agentami. – Jeżeli skończy szkołę…nic nie będzie stało na przeszkodzie temu, żeby został także czynnym agentem.
Tybalt mógł się wydawać grzecznym dzieckiem, ale powstrzymywanie go i hamowanie jego skrywanego zapału nie byłoby dla niego zdrowe. Eggsy nie chciał, by coś mu się stało, ale mógł jedynie zaproponować to, by wszyscy pozwolili mu ruszyć w tę stronę, w którą chce i wspierać go w tej decyzji oraz pilnować, żeby mu się nic nie stało.

Wzrok Unwina przesunął się po wszystkich mężczyznach, gdy spróbował odczytać z ich twarzy reakcję. Wyglądało na to, że jedynie Merlina coś nadal bardzo wyraźnie martwiło. Mężczyzna był niespokojny.
Nie widzę sensu, żeby głosować – mruknął ponownie. – Harry podejmie decyzję.

Kiedy uznał to za stosowne, a temat za zakończony – wstał ze swojego krzesła i ruszył w kierunku drzwi. Tequila zrobił to samo. Merlin nie ruszył się z miejsca nawet o milimetr.
Eggsy chciał, by wszelkie swoje wątpliwości omówił z Harry’m w cztery oczy.
On i Tequila jedynie zawadzali.


Merlin poczekał aż drzwi za agentami się zamkną. Dopiero wtedy podniósł wzrok na Harry’ego.
Przez chwilę wahał się, ale w końcu odezwał się pewnym głosem.
– Chciałbym się nim osobiście zaopiekować. – Jego wzrok był pełen determinacji. – Dopilnuję, żeby skończył szkołę oraz trening. Nie mogę pozwolić na to, żeby zajmowali się nim ludzie, którzy nigdy nawet nie pomyśleli o tym, by zapobiec temu, żeby trafił do sierocińca.
Merlin zacisnął palce na teczce trzymanej w dłoni. Następnie spojrzał na ów, jakby przypomniał sobie nagle, że ją ma. Położył ją na stole. W środku znajdowały się papiery adopcyjne.
– Chcę go adoptować – powiedział. – I zrobię to tak, jak należy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#91PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 07, 2018 8:12 pm

Gładząc brzeg szklanki w zamyśleniu wysłuchał Tequili i Eggsy’ego. Beznamiętnie wpatrywał się w stół, dochodząc do wniosku, że obaj mężczyźni mają dokładnie takie same zdanie i nic nowego nie wnieśli do rozwiązania problemu. Jedynie Merlin nie odezwał się ani słowem, chpć wyglądał, jakby miał do powiedzenia coś bardzo ważnego. Gdy Eggsy ponownie przerwał ciszę, Harry podniósł nań wzrok, podłapując kontakt wzrokowy. Chłopak był równie niespokojny o dalsze losy dzieciaka, co on. Skinął mu głową z aprobatą. Podejmie decyzję. Po chwili ciszy agenci wyszli, zostawiając Merlina oraz Arthura samych. Harry podniósł szklankę i dopił napój i utkwił wyczekująco wzrok w mężczyźnie. Jeżeli miał coś kluczowego do powiedzenia odnośnie Priestley’a, powinien to zrobić teraz. Przyszłość młodego miała się rozstrzygnąć właśnie teraz.

Adopcja… Prawie fizycznie odczuł, jak spada mu kolejny dziś kamień z serca. Nie spodziewał się takiej inicjatywy ze strony swego wieloletniego przyjaciela, ale doskonale wiedział, że Merlin będzie wspaniałym opiekunem dla tak genialnego nastolatka. Być może jedyną odpowiednią osobą. Chłopiec z pewnością ukończy szkołę wybitnie i szybciej niż jego rówieśnicy, których już i tak przegonił z materiałem.  

- Mam nadzieję, że nie prosisz mnie o zgodę na to. Rozumiem, że zamieszka w twoim domu w Szkocji? – zapytał, przeglądając dokumenty złożone przed nim przez mężczyznę. Wszystko wydawało się gotowe. – W porządku, przekaż mu tę informację i za kilka dni, gdy wszystko będzie załatwione–przeprowadzi się. - Hart podniósł się i klepnął przyjaciela w ramię, uśmiechając się sympatycznie. – Gratuluję, zostałeś ojcem.

Pewnym było, że Tybalt odwiedzał będzie swych prawdopodobnie jedynych przyjaciół. Harry planował nawet umożliwienie mu nadzorowania niektórych misji, by nabrał jeszcze więcej praktyki. Zdecydowanie jednak nie prędko zostanie wysłany w teren.
Hart z rękami w kieszeniach kierował się ku swojemu  gabinetowi z zamiarem zapoznania się z najnowszymi wiadomościami ze świata. Eggsy w tej chwili albo ponownie gratulował nowym współpracownikom, albo już rozpoczął dalsze treningi. Sprawa Tybalta trafiła w najbardziej odpowiedzialne ręce, jakie Harry znał, a więc i tym nie musiał się przejmować. Wszystko było na swoim miejscu, co Harry mógł odczuć nawet w tym, jak się poruszał. Całe napięcie ostatnich dni oraz stres związany z najmłodszym Kingsmanem zostały finalnie zażegnane.
Zamknął drzwi swego gabinetu mieszczącego się na drugim piętrze. Podszedł do okna, wyglądając na spokojne przedpołudniowe słońce. Dało się odczuć wiosnę. Wtedy zadzwonił mu telefon, czego zarejestrowanie zajęło mu moment. Wyjął prywatną komórkę z kieszeni, sprawdzając numer.
Blanca.
- Harry! Wracam jutro do Londynu. Co powiesz na kolację? – usłyszał, skoro tylko odebrał. Z drugiej strony w tle dało się słyszeć ruch ulicy i ludzi mówiących po hiszpańsku.

- Z największą przyjemnością – uśmiechnął się mężczyzna. Być może dowie się czegoś więcej o rodzinie, do której trafiła lub o jej dorastaniu. Może o tym, jak trafiła do MI6.

- Jutro dam ci znać gdzie i o której, ale strzelam, że koło dziewiętnastej – głos Blanki brzmiał, jakby zaczęła iść. Po chwili z oddali dał się słyszeć damski głos wołający jej imię. – Do zobaczenia jutro, Harry Hart – powiedziała z uśmiechem, który dało się wyczuć nawet przez telefon i szybko rozłączyła się.

Harry odsunął telefon od ucha i ponownie wbił wzrok w krajobraz za oknem, powoli blokując telefon i wkładając do ponownie do kieszeni. Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien poinformować Unwina, że następnego dnia wieczorem Harry będzie zajęty. Doszedł jednak do wniosku, że wspomni mu o tym w domu i zasiadł za komputerem z zamiarem popracowania chwilę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#92PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 07, 2018 9:28 pm

 – Galahadzie – usłyszał za sobą Eggsy. Natychmiast się odwrócił, by napotkać przed sobą wysoką sylwetkę Sawyera.
Na widok świeżo upieczonego agenta, Unwin poczuł ogromną sympatię. Chłopak był od niego sześć lat młodszy, ale dojrzalszy niż ktokolwiek, a do tego wyjątkowo wrażliwy i empatyczny. Nie dało się go nie lubić.
 – Lancelocie – odparł w odpowiedzi Eggsy i uśmiechnął się do dziewiętnastolatka.
 – Emily mówiła, że nie będziesz miał nic przeciwko temu jeżeli zwrócę się do ciebie z propozycją spotkania – zaczął chłopak, posyłając ku drugiemu agentowi własny olśniewający uśmiech. – Chcieliśmy zrobić coś wspólnie ze wszystkimi w związku z tym, że…jesteśmy teraz częścią Kingsmana, co jest… – Sawyer wziął głęboki oddech. Był nadal podekscytowany. – Co jest niesamowite.
 – Fajny pomysł – stwierdził szczerze Eggsy. – Kiedy?
Ainsworth wydawał się być zadowolony odpowiedzią, której udzielił Galahad.
 – Pojutrze.
 – Świetnie. Jesteśmy umówieni.
Przez chwilę jeszcze stali i na siebie patrzyli nim Sawyer zorientował się, że rozmowa jest właściwie skończona i żaden z nich nie pociągnął jej dalej.
Pożegnał się z Eggsy’m i wycofał się, zostawiając go samego przed gabinetem Arthura.

Od pewnego czasu tradycją stało się to, że on i Harry wracali do domu razem i o ile Eggsy się nie mylił to Hart już powinien zbierać się do domu.
Chłopak uniósł rękę i zapukał kilkakrotnie w drzwi.


Eggsy rozchylił powieki, wpuszczając pod powieki światło słoneczne, które dostało się do jego pokoju oknem.
Przez chwilę leżał w łóżku, próbując otrząsnąć się po śnie, z którego się właśnie wybudził.
Unwin poczuł się znów jak nastolatek, który budzi się z namiotem w łóżku i dzieje się to przez kilka kolejnych dni pod rząd, bo takie są przecież uroki dorastania.
Ale Eggsy już dawno temu skończył dorastać (dosłownie…skończył dorastać i został z ledwie 178 centymetrami wzrostu), a więc nie powinno go to nigdy już męczyć…prawda?
A jednak.

Chłopak wstał z łóżka i błyskawicznie ruszył pod zimny prysznic.
Harry zapewne już dawno się obudził, a być może nawet już wyszedł gdzieś, być może wyruszył do Szkocji.
Unwinowi nie śpieszyło się do pracy. Humor, z którym obudził się tego ranka był okropnie…skomplikowany.
Czuł się dobrze i był wypoczęty, ale…coś zupełnie nie grało.
Cieszył się, że nie będzie musiał dzisiaj zbyt wiele czasu spędzać przy Harry’m. Mężczyzna od razu wyczułby, że coś jest nie tak z nastrojem jego młodego przyjaciela.
A gdyby zapytał, o co chodzi, to co wówczas miałby mu Eggsy odpowiedzieć? Że miał mokry sen?
Miał być dorosłym i dojrzałym mężczyzną, a tymczasem czuł się zagubiony w wielu kwestiach.
Zaczął nawet rozważać psychiatrę, którego polecił mu Merlin.

Eggsy wypluł do umywalki ślinę wymieszaną z pastą do zębów, a następnie przemył sobie twarz i spojrzał wprost na odbicie w lustrze.
Jego włosy były przydługie, a twarz zbyt chuda…
Chłopak zmarszczył brwi na swój widok, jakby chcąc samego siebie upomnieć i ostrzec, że kolejny taki incydent spotka się z jego naganą. Nie wiedział czy to podziała, ale nie zaszkodziło spróbować.

Spod prysznica wymaszerował na wpół nagi. Miał na sobie luźne spodnie dresowe, a nadal mokre włosy postanowił pozostawić same sobie w kwestii wysuszenia się.
Mógłby pójść pobiegać…
Czy Harry był w domu?
Na pewno nie było go w kuchni, gdzie właśnie znalazł się Eggsy, witając się krótko z psami i zaglądając następnie do lodówki.
 – Harry… – mruknął i westchnął cieżko, widząc, że lodówka jest niemalże całkowicie pusta, a przecież była kolej Harta na zrobienie zakupów. Mężczyzna nigdy nie pamiętał o tym, żeby uzupełnić zapasy, nie był szczególnie dobrym kucharzem i rzadko jadał śniadania.
Ostatnio jego cały czas i uwagę pochłaniała praca i kadeci…chyba.

Chłopak ubrał się w ciągu następnych paru krótkich minut. Założył na siebie szarą koszulkę, bluzę i jeansową kurtkę, a następnie wyruszył w towarzystwie obydwu psów na spacer do supermarketu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#93PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 07, 2018 11:20 pm

Spotkanie z Blancą było przyjemniejsze, niż Harry się spodziewał. Mimo że wymieniali częste historie z przeszłości, w tym wspominając wspólne przygody w sierocińcu, żadne z nich nie odczuwało, że od tamtego czasu minęło znacznie więcej, niż kilka lat.
Harty był szczęśliwy, że blondynka znów wkroczyła w jego życie i że i tym razem nie musi zbyt wiele przed nią zatajać.
Wspólna kolacja w jednej z bardziej lubianych przez Harry’ego oraz Blancę restauracji przebiegła bez żadnych niezręcznych momentów, praktycznie tak, jakby nie widzieli się zaledwie tydzień, a nie kilkadziesiąt lat. Kolacja szybko przedłużyła się o spacer po parku, gdyż kobieta zażyczyła sobie lodów. Natomiast spacerując po parku Hyde, Blanca postanowiła, że czas na alkohol, na co Harry przystał bez dyskusji i skierowali się ku najbliższemu pubowi.

- Nienawidzę tej piosenki… Harry, muszę w końcu poznać tego dzieciaka, który z tobą mieszka. Opowiedz mi coś o nim w końcu – odezwała się Blanca po chwili, gdy oboje zasłuchali się w muzykę grającą w lokalu. Postawili na wysoko alkoholowe drinki i po którymś z kolei, Blanca zaczynała już patrzeć błędnie wokoło, nie mogąc skupić ostrości na przedmiotach. Harry również poczuł zmianę w swym samopoczuciu.
- Zapraszam więc dzisiaj do mnie – odrzekł bez zastanowienia, podnosząc głowę na nią. Nie był pewien, czy pomysł był dobry. Jeśli Eggsy nie spał, to co całym dniu pracy prawdopodobnie nie miał ochoty poznawać tajemniczej kobiety, na spotkanie z którą Harry zniknął bez słowa. W dodatku pijanej.

Dziewczyna najwyraźniej stwierdziła, że zmiana lokacji była wyśmienita, gdyż już po chwili poderwała się i rozkazała Hartowi również się ruszyć. Powoli podążając za nią do wyjścia, obserwował jak Blanca zdradza pierwsze oznaki mocniejszego wstawienia. Przytrzymał ją pod ramię, gdy znaleźli się na chodniku i zawołał taksówkę. Dopiero w środku zastanowił się nad swą decyzją. Spojrzał na zegarek. Dochodziła północ. Jeżeli mu się poszczęści, Eggsy będzie już spał.  
Głowa Blanki opadła na jego ramię. Spojrzał na nią, upewniając się, że nadal jest przytomna. Jej wzrok utkwiony był w nocnych światłach, które również odbijały się w jej oczach. Zauważyła, że mężczyzna na nią patrzy i przesunęła delikatnie głowę, by spojrzeć na niego lepiej.
- Tęskniłam za tobą, Hart. Byłeś najlepszym przyjacielem, jakiego kiedykolwiek miałam – utkwiła wzrok w jego twarzy.
Harry uśmiechnął się. Blanca była pijana.

Taksówka nie jechała długo. Hart zauważył podczas tej krótkiej podróży, że odrobinę odzwyczaił się od normalnych taksówek, zwykły przemieszczać się głownie w towarzystwie Kennetha, kierowcy ze Szkocji. Otworzył drzwi po swojej stronie i pomógł kobiecie wysiąść. Światło w salonie było zapalone, czyli Unwin prawdopodobnie wciąż nie spał.
Rozbawiony bełkotem towarzyszki, otworzył drzwi domu. Zawieszona na jego ramieniu szybko zjechała w dół, kucając do dwóch szczeniaków, witających nową osobę. Zaraz za nimi wyłonił się Eggsy, którego nie widział prawie cały dzień. Uśmiechnął się na jego widok, chowając ręce do kieszeni. Blanca po chwili wstała, wracając do pozycji bardzo blisko ramienia Harry’ego.

- Eggsy, to jest Blanca – powiedział podniesionym głosem. Dziewczyna natychmiastowo szeroko się uśmiechnęła i ruszyła, by uścisnąć rękę zdziwionego młodzieńca.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#94PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 08, 2018 11:05 pm

Dzień zapowiadał się leniwie.
Eggsy wykonał kilka telefonów, wypełnił większość raportów w rekordowym czasie, mimo swojego wątpliwego skupienia. Następnie zabrał się za przygotowanie drugiego śniadania.
Co jakiś czas zerkał tęsknie w kierunku barku, w którym przechowywany był alkohol domowników, czyli głównie to, co Harry kupował. Eggsy nie narzekał szczególnie dopóki w grę nie wchodziło piwo w puszkach. Wszystko inne było w porządku. Nie mógł nic zarzucić w tej kwestii Hartowi.
Miał z kolei wiele do zarzucenia sobie w paru innych kwestiach.

Unwin spędził resztę dnia na ćwiczeniach, montowaniu drążka do podciągnięć i wypróbowywaniu go. Przy okazji oczywiście nie omieszkał wysłuchać kolejnych płyt z muzyką. Tym razem wybór padł na Georga Michaela – jednego z kolejnych ulubionych wykonawców Eggsy’ego. Z tego, co pamiętał chłopak – muzyk był homoseksualistą. Unwin do tej pory nie zwracał na to aż takiej uwagi, ale zaczęło go coraz bardziej zastanawiać to, jakie tajemnice kryją jego znajomi i współpracownicy.
Nie był zaskoczony, gdy dowiedział się, że Merlin jest gejem. Nic innego nie pasowało Eggsy’emu do niego.
Czy ktoś poza nim także mógł kryć taki sekret?
Unwin czuł się niemal winny, gdy tak się nad tym zastanawiał.
Nie mógł jednak nic na to poradzić. Nie miał nic szczególnego do roboty dzisiejszego popołudnia.

Doszedł po długich zastanowieniach do wniosku, że nie ma zupełnie pojęcia…jak rozpoznać to, czy ktoś jest homoseksualny. Każdy z kolejnych kandydatów wydawał mu się być jedną wielką niewiadomą.
Skąd w takim razie Eggsy wiedział, że Merlin nie jest…normalny?
Chłopak natychmiast skarcił się w duchu za używanie dyskryminującej terminologii.
Dlaczego nie bycie gejem miało świadczyć o tym, że ktoś jest bardziej normalny?
Gdyby Eggsy był gejem to byłby (gdyby był) zupełnie nienormalnym gejem, ale to nie potwierdzało wcale tego, że każdy gej był nienormalny. Doskonałym przykładem byłby Harry, który wydawałby się być (gdyby był) całkowicie normalnym gejem. No być może pomijając jego nienaturalny spokój i opanowanie w kwestiach, gdy było to właściwie, no cóż, nienaturalne.

Eggsy westchnął przeciągle, następnie zaciskając wargi w cienką linię i podnosząc wzrok z przyrządzanego obiadu na zegar.
Była ledwie czwarta popołudniu, a on już tracił zmysły.


Wygodnie mu było samemu na kanapie i w ogóle…w domu. Nie potrafiłby tak żyć na stałe, oczywiście. W końcu by się zanudził na śmierć.
Kingsman zapewniał mnóstwo roboty jednego dnia, a już następnego Eggsy nie miał co ze sobą zrobić. Może jest zbyt wydajny? Zbyt gorliwy? Powinien się mniej starać?

Chłopak przeciągał się, głośno przy tym ziewając. Była noc.
Hart powiedział mu dzień wcześniej, że wróci później. Dopiero kilka godzin temu doprecyzował, co też go zatrzyma na dłużej poza domem.
Eggsy nie martwił się o mężczyznę, który w końcu był doświadczonym agentem i – przede wszystkim – dorosłym facetem.
Mimo to, Unwin taki już właśnie był – uzależniony od wymyślania najczarniejszych scenariuszy. Nasiliło się to w ostatnim czasie, gdy na stałe nabawił się paranoi, która nieustannie przypomniała mu o swoim istnieniu oraz o istnieniu broni palnej, morderczych karteli narkotykowych z siedzibami w dżunglach, cholernych cyborgach…
Jak Eggsy miał się nie martwić o Harry’ego?
Nie sposób było przestać, gdy już się zaczęło w pewnej chwili.

Niespodziewanie, drzwi w korytarzu zatrzasnęły się, a do środka domu wtoczyły się wesołe głosy dwójki ludzi. Eggsy momentalnie zmarszczył brwi i poderwał się na równe nogi.
Czając się przy ścianie, rozpoznał głos Harta oraz…kobiety.
Kobiety?
Brwi Eggsy’ego zmarszczyły się możliwie jeszcze bardziej, tworząc na twarzy chłopaka wyraźnie niezadowolony grymas.

Jego twarz błyskawicznie wygładziła się, gdy do jego oblicza, niewątpliwie, dotarło spojrzenie podpitego Harta.
Wzrok Unwina szybko jednak zjechał z niego na blondynkę witającą się z psami.
Co u licha…?
Gdy tylko kobieta, na oko czterdziestoletnia, ale zdecydowanie piękna, zauważyła obecność dwudziestopięciolatka – dopadła go, ściskając jego dłoń.
Eggsy zareagował odruchowo, posyłając jej delikatny, napięty uśmiech i odwzajemniając przywitanie.
Zagubiony Eggsy wrócił spojrzeniem do Harry'ego, oczekując najwyraźniej jakichś wyjaśnień.
Nie wiedział dlaczego, ale nagle w środku jego klatki pojawiło się uczucie czegoś w rodzaju złości i rozczarowania. Z pewnością nie zdążył tej emocji ukryć przed czujnym okiem drugiego agenta.
Pożałował od razu, że choć nie spróbował tego zamaskować.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#95PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Sty 09, 2018 7:27 pm

Harry podszedł do stolika z alkoholami, zastanawiając się, co będzie najlepsze na ów wieczór. Blanca w tym czasie obrała sobie na cel młodego Unwina, opierając się na oparciu kanapy i przyglądając jego twarzy z delikatnym uśmiechem.
- Jak się poznaliście? - odezwała się po chwili. - Harry praktycznie nic mi o tobie nie opowiedział - mruknęła, wymownie wskazując na mężczyznę głową.

Harry odwrócił się na moment, słysząc swoje imię. Eggsy, mimo życzliwego tonu, nie wyglądał zbyt komfortowo, będąc bombardowanym pytaniami. Na chwile ich spojrzenia spotkały się, na co Hart uśmiechnął się pokrzepiająco. Spodziewał się tego. Poluzowawszy krawat, odwrócił się od stolika i przyjrzał niewinnej scenie.
Blondynka z uśmiechem próbowała wyciągnąć z chłopaka to, na co Harry nie odpowiedział za wczasu. Być może gdyby wcześniej opowiedział jej o nim, Eggsy uniknąłby przytłoczenia.

Dowiedziawszy się wystarczająco, kobieta podniosła się i ruszyła w stronę Harry'ego, który zdążył zdecydować się na whisky i rozpoczął przygotowanie drinków. Objęła jego ramię i obserwowała dłonie, jak wprawionym ruchem rozlewał napój.
- Jest przesłodki - uśmiechnięta wyszeptała.

Rzeczywiście, Harry przez ten czas mieszkania razem, gdy ujrzał jego prywatną twarz, wyszedł z podobnym wnioskiem. Młodzieniec miał w sobie ogrom uroku, zarówno wewnętrznego, jak i skrywanego w uśmiechu. Była to bezsporna kwestia, wspomniana również przez Merlina podczas szkolenia chłopaka.

Harry uśmiechnął się, spoglądając na Blankę. Nie przejawiała już takiego upojenia alkoholowego, z jakim weszła do domu, chociaż nie minęło wiele czasu. Była przepiękną kobietą. Już w dzieciństwie przejawiała takie zadatki. Rówieśnicy Harry'ego zawsze zwracali na nią szczególną uwagę, nawet w tak młodym wieku.
W pewnym momencie poderwała się i odwróciła do Harta.
- Zdejmij to po prostu. Jesteś w domu - jej delikatne i zdecydowanie zadbane dłonie sięgnęły ku jego krawatowi, rozwiązując go. Gdyby nie znał jej zawodu, pomyślałby, że w życiu nie wykonała żadnej pracy fizycznej. Harry wyprostował się odruchowo i zmarszczył brwi, by po chwili rozluźnić się.

Podał jej szklankę i gwałtownie odwrócił się do Eggsy'ego, gdy ten oznajmił, że idzie spać.
- To dla ciebie - powiedział, unosząc sugestywnie trzymaną szklankę. - Nie zostawiaj nas tak szybko, Gary.

Po całym dniu z daleka od Unwina, zdecydowanie nie chciał, by ten wychodził, gdy on dopiero wrócił. Perspektywa spędzenia wieczoru w towarzystwie najlepszego przyjaciela oraz najbliższej mu osoby z dawnych lat zapowiadała się niemalże idealnie. Chłopak mógłby dowiedzieć się więcej o przeszłości Harry'ego, o którą jeszcze niedawno dociekliwie pytał.
Gdyby tylko Unwin nie był... zdenerwowany? Mimo dokładnego ukrywania emocji, Harry z łatwością dostrzegł zmiany.
Oczywiście nie chciał zatrzymywać chłopaka wbrew jego woli. Uśmiechnął się do stojącego w drzwiach chłopaka mieszaniną prośby i przeprosin za całe zamieszanie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#96PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 14, 2018 7:04 pm

Eggsy przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią na pytanie, które zadała mu kobieta. Jej imię brzmiało Blanca i jedyne co o niej wiedział to to, że była towarzyszką zabaw w młodości Harry’ego i bardzo bliską mu osobą.
Pytanie brzmiało…jak blisko byli ze sobą Harry i Blanca?

 – Eeee… – zaciął się. Co miał jej powiedzieć? Że poznali się, gdy Eggsy miał cztery lata i Harry przekazał jego matce wieść o śmierci jego ojca? To nie brzmiało zbyt…magicznie. – Pracujemy razem – mruknął zatem jedynie.
Zaczął się wycofywać w kierunku swojej sypialni, ażeby nie przeszkadzać Harry’emu w spędzeniu czasu z przyjaciółką. Miał wrażenie, że wcale nie powinien tu być, jakby nie należał do tego świata, gdzie Harry jest starszym dżentelmenem spędzającym czas w towarzystwie pięknej kobiety. Nawet brzmiało to tak, jakby nie było tu dla niego wystarczająco miejsca. Nie był częścią tej opowieści.
A może po prostu wmówił to sobie na tyle dobrze, że teraz w zupełności był przekonany do tej wersji?

Zrobił pierwszych kilka kroków, by udać się ciemnym korytarzem do pokoju, ale zatrzymał go Harry.
Gdy zaś Unwin usłyszał swoje pełne imię, którym to nikt nie zwykł się do niego zwracać – w pół kroku zastygł i wbił natychmiast spojrzenie w przyjaciela, który wyciągał ku niemu rękę dzierżącą drinka.
Eggsy zmarszczył brwi i postąpił kilka kroków ku Harry’emu. Następnie wyciągnął dłoń, by wziąć od mężczyzny drinka.
 – Jesteś pewien? – spytał na tyle cicho, że Blanca krzątająca się po salonie nie mogła go usłyszeć. – To żaden problem, jeżeli wolicie pobyć sami?

Eggsy usiadł w fotelu naprzeciw kanapy, którą zajęła pozostała dwójka.
Podniósł do ust drinka i upił nerwowego łyka. Przyglądał się Blance i Hartowi z dyskretnym zdenerwowaniem, ale i ciekawością, nie mogąc oderwać wzroku od hipnotyzującego widoku.
Wyglądali ze sobą tak dostojnie i elegancko, że Eggsy poczuł się zawstydzony.
Gdy zaś w końcu udało mu się spojrzeć gdzieś indziej – pogrążył się w dziwnie mrocznym świecie swoich rozmyślań.
Co jeżeli nigdy nie będzie wystarczająco dobry? Co jeżeli obok Harry’ego wygląda zawsze już będzie wyglądał jak żarzący się ognik, a nie zaś jak płomień, który nadawałby się do oświetlania drogi młodym rekrutom?
Co jeżeli był tylko oszustem? Nigdy nie powinien był się tu znaleźć, prawda? Nie przeszedł ostatniego zadania i zawiódł Harry’ego.

Chłopak westchnął przeciągle i upił kolejnego łyka, podnosząc wzrok znów na Blankę i Harry’ego. Nadal byli…piękni.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#97PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 15, 2018 4:22 pm

Gdy chłopak zgodził się zostać, oczy Harry’ego widocznie rozpromieniły się.
- Oczywiście, że nie – uprzedziła go Blanca, gdy Hart otwierał usta, by zapewnić go, że jego obecność nijak im nie przeszkadza. – Bardzo chętnie dowiem się o tobie czegoś więcej – twarz blondynki również rozpogodziła się.

Wraz z Blancą zasiedli na kanapie i zaczekali, aż Unwin usiądzie w fotelu, by napić się alkoholu. Harry ze swej pozycji miał wspaniały widok na dwójkę towarzyszących mu osób. Gdy ostatnio widział się z kobietą, mieli po kilkanaście lat i upijanie się pozostawało im jedynie w planach na przyszłość, które właśnie ziszczały się. Natomiast gdyby dwadzieścia lat temu ktoś mu powiedział, że kilkuletni syn dołączającego właśnie do Kingsmana Lee zostanie najlepszym przyjacielem Harry’ego... A tymczasem właśnie w tej chwili oboje siedzieli tuż obok niego i ze spokojem spożywali procenty. Hart zwyczajnie nie mógł uwierzyć w swoje szczęście.

- Harry, pamiętasz jak ukradliśmy butelkę wina z pokoju pani Morrison? – roześmiała się w pewnym momencie kobieta. Harry pamiętał zbyt dobrze. Uśmiechnął się i ze wstydem pokiwał głową. Blanca zwróciła się w stronę Eggsy’ego, poklepując Harta po kolanie. – Wypiliśmy je z jakimś starszym chłopakiem. Harry pierwszy zwymiotował. To było koszmarne. Ile mieliśmy lat? Około dziesięciu? Ja rzygałam prawie godzinę.

Harry zdecydowanie nie chciał pamiętać. Pierwsze spotkanie z alkoholem zakończyło się tragicznie dla ich żołądków, mimo że pani Morrison uznała to za zatrucie jedzeniem.
Hart podniósł wzrok na chłopaka siedzącego nieopodal. Uśmiechał się życzliwie, ale dostrzegł, że w środku toczy się gonitwa myśli, niekoniecznie miłych. Harry poprawił się na kanapie i upił więcej alkoholu.
Blanca w końcu rozpoczęła zwiedzanie salonu Harry’ego. Usiadła bliżej mężczyzny, opierając się o jego ramię i rozejrzała się dokładnie, chwilę przyglądając zdjęciom z oddali. Jej wzrok w końcu padł na nietknięte pianino, samotnie stojące w kącie pokoju. Dawniej Harry grywał, ale od jakiegoś czasu nie przynosi mu to takiej radości jak w młodości. Twarz kobiety rozpromieniła się raz jeszcze i wcisnęła swoją szklankę w rękę Harta, o mało nie wylewając napoju, po czym podniosła się gwałtownie. Harry uniósł brwi w zaskoczeniu, podążając za nią wzrokiem.

- Pamiętam, jak graliśmy razem na fortepianie w domu dziecka – z nostalgicznym uśmiechem spojrzała na Harry’ego, podnosząc klapę i siadając na stołku. Zastanowiła się chwilę, po czym ułożyła palce na klawiszach i zagrała pierwsze nuty. Melodia była delikatna i cicha, ale Hart od razu ją rozpoznał. Dream a little dream of me Elli Fitzgeralt i Louisa Armstronga. Obejrzała się jeszcze raz na mężczyznę, nie przerywając grania. – Zaśpiewaj ze mną. Jak dawniej - uśmiechnęła się zachęcająco. Harry odpowiedział uśmiechem i pokręcił głową.

Eggsy również się podniósł, by zaraz usiąść na kanapie obok Harry’ego, skąd był zdecydowanie lepszy widok na pianino.
Blanca wzruszyła ramionami i zaczęła śpiewać sama, kiwając się delikatnie.
Gdy dotarła do partii Louisa Armstrona, Harry nie mógł się oprzeć przed delikatnym nuceniem. Uśmiechnął się, gdy Blanca na niego spojrzała, śpiewając za obie osoby. Miała wspaniały głos, z tym nie można się było nie zgodzić. Odkąd pamiętał onieśmielała nim wszystkich. Mężczyzna uniósł szklankę do ust, dopijając ostatki alkoholu. Jego wzrok przeniósł się z kobiety na chłopaka siedzącego w prostej linii pomiędzy nim, a blondynką.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#98PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 15, 2018 5:42 pm

Wieczór nie zapowiadał się szczególnie…wesoło. Z jakiegoś powodu Eggsy zapałał negatywnym uczuciem do sytuacji, w której się znalazł. Może chodziło o jego samopoczucie, które nie było najlepsze od kilku dni, a może o fakt, że nie był przygotowany na takie okoliczności. Harry był wystarczająco onieśmielający, a w zestawieniu z Blancą wyglądali…
To było zbyt wiele.  
Jakakolwiek nie byłaby prawda – uczucie, które męczyło Unwina od środka było paląco nieprzyjemne.


Tybalt zamrugał kilkakrotnie na widok swoich spakowanych bagaży. Sawyer siedział tuż obok nich na łóżku w jednoczęściowym kostiumie treningowym Kingsmana. Dopakowywał bagaż podręczny przyjaciela, sprawdzając czy chłopiec niczego nie zostawił. Obydwaj wiedzieli, że Sawyer próbuje jedynie przedłużyć czas do pożegnania z chłopcem.
 – Będziesz mógł ze mną się spotykać…wiesz o tym? – upewnił się czternastolatek, odchrząkując następnie cicho. Jego gardło zdarło się do reszty podczas ostatnich kilku dni treningów, których to ciąg dalszy będzie kontynuował pod okiem Merlina w…jego domu.
Opiekę nad nim przejął Kingsman i było to już oficjalne. Nie musiał wyjeżdżać za granicę do rodziny, ale nie mógł też zostać sam tutaj. Musiał zamieszkać w „rodzinie zastępczej”, kontynuować naukę i zakończyć szkołę jak najszybciej, by rozpocząć czynną służbę.
 – Wiem – odpowiedział Sawyer, odkładając plecak Tybalta i wstając z łóżka. – Po prostu…wolałbym umierać z wycieńczenia podczas porannych joggingów razem z tobą – powiedział i uśmiechnął się smutno.
Tybalt podszedł niepewnie do Ainswortha.
 – Nasze drogi wcale się tutaj nie rozchodzą – mruknął. – Wręcz przeciwnie.
Sawyer przygarnął przyjaciela do uścisku, całując go następnie w czubek głowy i nie uciekając od tej czułości od razu, ażeby dać sobie szanse napawania się delikatnym, słodkim zapachem jego włosów jeszcze kilka sekund więcej.
 – Jesteś moim najlepszym przyjacielem, wiesz? – wymruczał Tybalt cicho.
 – Wiem – odparł Lancelot i przycisnął go jeszcze mocniej do siebie. – Ty jesteś moim.

Kilkanaście minut później wsiadał do pociągu, w którym miał spędzić kolejnych kilka godzin w drodze do Aberdeen. Tam odebrać go miał Merlin, a następnie zwieźć do miejsca docelowego położonego kilkanaście kilometrów od Aberdeen.
Miał dużo czasu na…myślenie o tym wszystkim, co zaszło w jego życiu. Jeszcze kilka miesięcy temu był tylko kolejną sierotą w prestiżowym domu dziecka. Dowiedział się o śmierci rodziców chwilę po tym jak skończył czternaście lat. Uszedł z życiem tylko i wyłącznie dzięki znienawidzonej szkole z internatem.
A teraz…a teraz miał przyjaciół i perspektywę zaznaczenia swojej obecności na tym świecie.
Powinien za to wszystko podziękować Merlinowi, a raczej…Jackowi – jak to się mężczyzna kazał nazywać.
I zrobi to przy najbliższej okazji, gdy tylko znajdzie się w Aberdeen.


Uśmiech Eggsy’ego poszerzał się z każdą sekundą, gdy widział jak Hart po cichu nuci słowa piosenki. Był to niecodzienny widok, ale z pewnością przegnał większość ponurych myśli z głowy chłopaka.
 – Śpiewaj… – zachęcał go, trącając jego ramię dłonią.
Dopił następnie swojego drinka i wstał, by zrobić sobie kolejnego, który był już chyba…którymś z kolei.
Wracając, zatrzymał się w progu i zaśpiewał na głos refren, dziwiąc się po chwili temu, jak czysto mu się to udało wyśpiewać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#99PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 15, 2018 8:24 pm

Prośba wychodząca bezpośrednio od Eggsy’ego zdawała się z niewiadomych przyczyn zmusić Harry’ego do zastanowienia się nad tym. Mimo chęci do zaśpiewania, nie zdecydował się na ów przyjemność i jedynie pokręcił jeszcze raz głową, uśmiechając się do chłopaka. Ulżyło mu, widząc, że Unwin jest mniej skrępowany, a nawet szczerze się uśmiechał. Być może kiedyś zaśpiewa. W każdym razie nie teraz.
Gdy Eggsy się podniósł i skierował ku stolikowi z alkoholem, Harry uświadomił sobie, że jemu również skończył się napój. Nie chciał jednak przerywać grającej kobiecie.
Odwrócił się gwałtownie, słysząc jak Unwin śpiewa. To był pierwszy raz, gdy chłopak faktycznie zaśpiewał. Blanca z kolei nie wydawała się zdziwiona, ale posłała Eggsy’emu sympatyczny uśmiech. Śpiewał naprawę dobrze. I zdecydowanie powinien to robić częściej. Harry nie miałby zupełnie nic przeciwko.

Gdy Blanca dokończyła piosenkę, odwróciła się do swojej dwuosobowej widowni, pytając o następne piosenki. Harry podniósł się w końcu i chwycił obie szklanki. Uniósł tę należącą do kobiety w jej stronę, patrząc pytająco, na co ta skinęła głową. Skierował się więc po więcej alkoholu.

- Eggsy, umiesz grać na pianinie? – zagadnęła go Blanca, która zdążyła się już odwrócić z powrotem do klawiszy i wygrywała jakieś nieokreślone melodie. – Nauczę cię, chodź tu. Harry  w młodości świetnie grał. Uczyliśmy się razem w sierocińcu. Opowiadał ci o tym? Połóż tu palce – poprawiła jego dłonie, umiejscawiając we wskazanych miejscach. – The way I feel inside od Zombies – pokazała Unwinowi w jakiej kolejności nacisnąć klawisze, po czym ułożyła swoje palce w drugiej części pianina i zaczęła grać, dając mu znak, by i on zaczął. – Obiecuję ci, że zagracie razem kiedyś – uśmiechnęła się, spoglądając na skupioną twarz młodzieńca.

Harry zatrzymał się w miejscu, w którym wcześniej stał Eggsy i przyjrzał scence przy pianinie. Cieszył go ten widok. Unwin wydawał się bardziej rozluźniony, w porównaniu do początku wieczoru. Hart uśmiechnął się, biorąc łyk i opierając się o framugę.
Doskonale pamiętał wieczory przy pianinie w pokoju muzycznym. Niewiele osób się tam pojawiało, więc gdy już tam przychodzili to mieli spokój. Nigdy jednak nie zgodzili się na występ przed publicznością większą niż kilkoro najbliższych kolegów czy panią Morrison. A teraz koło blondynki siedział jego obecny najlepszy przyjaciel, grając jedną z jego bardziej lubianych piosenek.

Powolnym krokiem podszedł do dwójki i opierając dłoń na plecach Eggsy’ego, nachylił się, by postawić szklankę Blanki na pianinie. Chwilę potem przeniósł dłoń na głowę chłopaka, delikatnie mierzwiąc mu blond włosy. Słuchając jak Blanca kontynuuję melodię, zapatrzył się w uśmiechniętą twarz Eggsy’ego, a jego dłoń zsunęła się na jego kark. Zielone oczy młodzieńca były teraz zdecydowanie pogodniejsze, a jego policzki delikatnie różowe od ilości wypitego alkoholu. Wpatrywał się chwilę, studiując uważnie wszystkie detale. Eggsy był nadzwyczaj atrakcyjny, a rumieńce dodawały mu wiele uroku. Harry był zwyczajnie szczęśliwy, że chłopak pojawił się w jego życiu.
- Teraz twoja kolej na zaśpiewanie nam czegoś, Eggsy – upił łyk alkoholu, zdejmując dłoń z rozgrzanego karku i chowając ją do kieszeni.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 709
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#100PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Sty 18, 2018 1:05 am

To nie był długi moment, ale wystarczająco intensywny, by sprawić, że w chwili, gdy się skończył – Eggsy zatęsknił za nim w tej samej sekundzie.
Przyjemnie ciepła dłoń mierzwiąca jego włosy i posyłająca po jego ciele dreszcz przyjemności, gdy zetknęła się z jego nagą skórą na karku…
Oh, Harry…
Mężczyzna zapełnił na te kilka krótkich chwil cały jego umysł.

Kiedy Eggsy się otrząsnął i jego wzrok znów spoczął na pianinie, a palce delikatnie popieściły gładkie klawisze – przypomniał sobie swoje lata młodości, której to jedynie minuty lub godziny w sumie były wypełnione spokojem…oraz muzyką. Eggsy należał do chóru i do kółka muzycznego będąc jeszcze w podstawówce. Dopiero zaczynało się robić trudno, ale dopóki chłopiec spędzał czas w szkole – czuł się bezpiecznie. W miarę.
 – Jakieś propozycje? – spytał obydwojga. Blanca wstała od pianina i dała chłopcu wolną rękę. Unwin nie był szczególnie dobry w graniu na tym instrumencie. Umiał grać nieźle na gitarze, kiedyś próbował swoich sił w grze na skrzypcach, ale ta przygoda zakończyła się bardzo szybko.
 – Ostrzegam, że nie umiem zbyt wielu piosenek… – dodał po chwili, prostując się nieco i odgarniając zabłąkany kosmyk z czoła.

Unwin przymierzył się do piosenki, wygrywając nieco nieumiejętnie pierwsze nuty. Później poszło lepiej i nieco czyściej aż w końcu melodia stała się już wyraźniejsza.
Eggsy był fanem Oasis, gdy był młodszy, a zatem siłą rzeczy umiał przynajmniej jedną piosenkę z ich repertuaru. Tę konkretną, czyli Stop Crying Your Heart Out zdecydowanie lepiej grał na gitarze, ale i na pianinie nie wychodziła mu szczególnie źle. Tekst też pamiętał, oczywiście. W liceum, gdy wypady do baru karaoke były modniejsze, często wybierał właśnie kawałki Oasis lub…Georga Michaela. Ewentualnie Madonny.
Można powiedzieć, że ich piosenki same się cisnęły mu na usta.

Być może to była kwestia alkoholu, że śpiewanie przychodziło mu z o wiele mniejszym oporem przy ludziach niż…kiedykolwiek. Gdyby Eggsy nie był tak pijany zapewne nigdy nie ośmieszyłby się przed Hartem aż tak, jak teraz to robił.
Na szczęście, szybko zabrakło mu tchu i jego krótki muzyczny popis skończył się przed drugą zwrotką.
Chłopak westchnął przeciągle, dopiero wówczas zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo był zawstydzony.
Wstał od pianina i chwytając po drodze swojego drinka – przystanął obok kanapy, spoglądając na Blankę i Harry’ego.
 – Chyba za dużo wypiłem – mruknął, uśmiechając się i następnie znów zatrzymując wzrok jedynie na Harcie. Nie wyglądał na zażenowanego jego popisem.
W rzeczywistości widział na jego twarzy wiele pozytywnych emocji kierowanych pod swoim adresem.


Tybalt rozejrzał się wokół po pokaźnej wielkości domu.
Podgrzewana podłoga przyjemnie ocieplała jego stopy, a przestronne wnętrze zachwycało swoją elegancką przytulnością.
 – Ładnie – mruknął chłopiec zdawkowo, patrząc na Merlina, który przemknął obok niego, porywając jego torbę.
 – Zaprowadzę cię do pokoju. Chodź – powiedział mężczyzna wspinając się na schody.
Tybalt pomknął za nim, będąc nieco przerażony wizją pozostania samemu w pomieszczeniu obcego domu.

Jego pokój znajdował się na drugim piętrze, na końcu korytarza.
Sypialnia wyglądała na raczej pustą, jakby przygotowaną dopiero niedawno do użytku ludzkiego.
 – Nie jest jeszcze skończona – oświadczył nieco sztywno Merlin, stawiając jego torbę na ziemi tuż przy łóżku. – Ale pomyśleliśmy, że zostawimy dekorowanie jej tobie.
Priestley spróbował się uśmiechnąć wdzięcznie. Wyszło mu to całkiem naturalnie, bo właśnie wdzięczność wobec mężczyzny czuł. Wiedział, że dla żadnego z nich nie była to łatwa sytuacja.
 – Dziękuję – odezwał się, odnosząc się nie tylko do faktu pozostawienia mu wolności w urządzaniu pokoju, ale również wobec tego, że wiele stało się dzięki Jackowi. – Za wszystko.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#101PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   

Powrót do góry Go down
 
Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: