IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Wrz 28, 2017 8:41 pm








____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Wrz 28, 2017 10:11 pm


IMIĘ | GARY BERTRAND
NAZWISKO | UNWIN
W SKRÓCIE | EGGSY
KRYPTONIM | GALAHAD
DATA NARODZIN | TRZECI CZERWCA
WIEK | DWADZIEŚCIA PIĘĆ LAT
ZNAK ZODIAKU | BLIŹNIĘTA

 
KOLOR OCZU | ZIELONY
KOLOR WŁOSÓW | BLOND
WZROST | 178 CM
WAGA | 77 KG
SYLWETKA | WYSPORTOWANA
ZNAKI SZCZEGÓLNE | BRAK
> Eggsy jest agentem Kingsmana zwerbowanym przez Harry'ego – swojego najlepszego przyjaciela i dawnego współpracownika ojca Eggsy'ego.
> W dzieciństwie wygrywał liczne zawody gimnastyczne na poziomie olimpijskim, ma bardzo wysokie IQ oraz do pewnego momentu miał równie dobre wyniki w szkole. 
> Porzucił szkolenie Royal Marines. 
> Przez kilka miesięcy umawiał się z Tilde – księżniczką Szwecji. Po rozbiciu Złotego Kręgu przez agentów Statesman oraz Kingsman rozeszli się w zgodzie.
> Zachował szczeniaka, którego dostał w prezencie od Tilde. Nazwał go Quiller. Jest to suczka.
>  Chciałby kontynuować studia. Jego celem jest Oxford, ale aplikował również na Harvard, gdzie go przyjęto. Póki co nie ma jednak czasu na uczęszczanie na studia.
> Ma czteroletnią siostrę – Daisy. Dziewczynka mieszka z matką.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Lis 11, 2017 12:30 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Wrz 28, 2017 10:54 pm

 

             


 
 


   

       



____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pon Lis 06, 2017 10:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Wrz 30, 2017 5:05 pm


 – Źle…źle….bardzo źle… – wyliczał Merlin, wskazując czubkiem długopisu na kolejnych kadetów. – Okropnie, doprawdy.
Kingsman stanął na nogi błyskawicznie. Merlin miał jednak dużo pracy przed sobą. Naprzeciw stało kilkudziesięciu młodych ludzi – agentów wywiadu, talentów, zdolnych dziedziców.
Przy stole obecnie było dwanaście wolnych miejsc, które należało zapełnić najlepszymi z najlepszych.
Merlin wiedział zaś, że tacy się tu oczywiście znajdują… Miał nadzieję.
 – Wydaje się wam, że gdzie się znajdujecie? – spytał retorycznie Merlin, marszcząc czoło na elegancko odzianych paniczy i panienki. Większość z nich miała na sobie ciasne kalesony, szykowne marynarki i fikuśne berety.
Przybyli tu wszyscy dnia wczorajszego. Ulokowani zostali w dokładnie ten sam sposób, jak zwykł to robić Kingsman – kilkanaście łóżek pod ścianą, warunki polowe.
Pokoje były dwa.
Merlin nie mógł się doczekać aż wszystkie te modne bryczesy zmokną im do suchej nitki.

***

 – Odjazd… – mruknął pod nosem Eggsy, pakując do ust kolejne winogrono i wpatrując się w lustro weneckie, po którego drugiej stronie widział pracujących w pocie czoła agentów. – Są świetni. Weźmy wszystkich.
 – Nie możemy wziąć wszystkich – powiedział znudzonym tonem Merlin, ażeby nie pozostawić żadnych niedopowiedzeń. – Wiesz, że nie powinieneś tu mieszkać?
Eggsy skrzywił się lekko i spojrzał ponuro ku Merlinowi.
 – Mam dużo pracy.
Merlin nie skomentował tego nijak.
 – Naprawdę. Mnóstwo, tony roboty. Nawet gdybym miał gdzie mieszkać, to zostałbym tutaj.
Mężczyzna nadal milczał, leniwie przesuwając wirtualne obrazy po ekranie urządzenia trzymanego w ręce.
Eggsy westchnął.
 – Lubię tamtego… – wskazał na niskiego czternastolatka, osieroconego syna jednego z zamordowanych Kingsmanów. Został wytypowany głównie ze względu na to, że gdyby nie trafił tutaj – wylądowałby w Domu Dziecka. Był także ponoć nadzwyczaj genialny i potrafił sobie poradzić. Kingsman postanowił wystawić chłopaka na próbę. Obecnie był najmłodszym kandydatem w historii.
 – Tybalt Priestley – przeczytał na głos Merlin, siadając tuż obok chłopaka. – Sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu, pięćdziesiąt kilo wagi.
 – Nie wygrywa się tylko mięśniami – zaznaczył Eggsy, marszcząc brwi na Merlina.
 – Siłą samego umysłu nie podniesiesz bazuki.
Eggsy parsknął cicho po czym kolejne zielone winogrono wylądowało w jego ustach.
 – Porozmawiaj z Harrym.
Chłopak wydawał się tego nie słyszeć i dalej pałaszował w spokoju śniadanie.
 – Jesteście najlepszymi przyjaciółmi. Najlepsi przyjaciele mogą poprosić o przysługę.

***

Tybalt opadł ze zmęczeniem na łóżko. Obok niego kilka osób zrobiło dokładnie to samo, dysząc i ocierając pot ręcznikami.
 – Nieźle sobie radzisz z komputerami. – Usłyszał głos nad sobą.
Natychmiast się odwrócił, by sprawdzić do kogo ów należy.
Obok jego łóżka stał jeden z kandydatów. Faworyt tych zawodów – wysoki, wysportowany, przystojny, dystyngowany i inteligentny młody mężczyzna. Mógł być jedynie kilka lat starszy od Tybalta.
Z tego co pamiętał, chłopak miał na imię…
 – Jestem Sawyer – przedstawił się, posyłając czternastolatkowi zniewalający uśmiech. – Sawyer Ainsworth. – Wyciągnął ku niemu dłoń. Tybalt niepewnie ją ścisnął.
 – Tybalt… – powiedział ciszej. – …Priestley.
 – Mogę? – Sawyer wskazał na miejsce na łóżku obok chłopca.
Ten skinął nieznacznie głową.
Chłopak usiadł obok Tybalta, nadal z zadowoleniem się uśmiechając.
 – Gdzie się nauczyłeś tego wszystkiego? – pytał.
 – Nigdzie…Znaczy… – bełkotał dzieciak. – W domu.
 – Nieźle. Jesteś naprawdę genialny. Ja zupełnie nie potrafię zrobić tego, co ty zrobiłeś wtedy.
 – Dzięki – odpowiedział niepewnie i spróbował się uśmiechnąć.
Przez chwilę patrzyli na siebie w milczeniu, czując kolejne spojrzenia pozostałych kandydatów na sobie.
W końcu Sawyer pochylił się nad uchem Tybalta, by wyszeptać mu coś.
 – Lepiej dzisiaj nie zasypiaj, Tybalcie. Chyba, że życie ci niemiłe.

***

Obecna baza Kingsman mieściła się w sercu Szkocji. Tajne położenie i wiele podjętych środków ostrożności zapewniało bezpieczeństwo przed ewentualnymi naśladowcami Poppy Adams.
Pokaźnych rozmiarów zamek został odnowiony i przejęty przez Kingsmana na początku dwudziestego wieku przed pierwszą wojną światową.
Obecnie stanowił główny ośrodek działań agentów Kingsman pozostałych przy życiu.
I tam właśnie pomieszkiwał Eggsy.
Po tym jak jego mieszkanie w Londynie zostało zniszczone przez rakietę Poppy z jego psem i przyjacielem w środku – nie miał odwagi lokum odbudować. Bał się również szukać kolejnego miejsca do życia w obawie przed tym, że ktoś znów może zginąć w środku. Kierowała nim oczywista paranoja i strach.
Eggsy bał się zamieszkać sam, nie chcąc jednocześnie się do tego przed sobą samym przyznać.

Harry bywał w zamku często. Podziemne linie ruchu przyspieszonego nadal działały. W Glasgow się kończyły i stamtąd pozostawało jedynie dwie godziny drogi samochodem do zamku.
Eggsy mógł zatem poprosić Harry’ego nawet pare razy w tygodniu, by móc z nim zamieszkać. Czy zrobił to choć raz? Nie.
Czy ma zamiar? Nie.
Czy jest to konieczne? Owszem.
Kolejna okazja nadeszła tego samego dnia.

 – Harry – zawołał Eggsy z końca korytarza i potruchtał w kierunku mężczyzny. – Cześć.
Zatrzymał się przed mężczyzną, by uścisnąć jego dłoń, a następnie pozwolić sobie na krótkie klepnięcie w plecy i spacer we wspólnym kierunku.
 – Więc teraz jesteś Arturem – zaczął dwudziestopięciolatek. – Będziesz mną pomiatał i wzywał w środku nocy na misję?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Wrz 30, 2017 8:17 pm


Jestem w domu…
Harry Hart szybkim krokiem przemierzał korytarz nowej siedziby agencji. Priorytetem na ten moment było jak najszybsze wypełnienie wolnych miejsc przy stole Arthura. To znaczy wszystkich miejsc.
Mężczyzna przyspieszył. Pokoje młodzików powinny znajdować się niedaleko.
Wciąż trudno było mu uwierzyć w to, co wydarzyło się podczas jego śmierci. Że jego dawni przyjaciele nie żyją, że wszystkie miejsca, które stanowiły jego świat, jego dom przez ostatnie dekady zostały jak za pstryknięciem palca zniszczone.  Wciąż nie do końca odzyskał wszelkie utracone podczas blisko roku w zamknięciu umiejętności, dlatego należało czym prędzej uzyskać nowych agentów. Galahad nie jest w stanie wykonywać wszelkich misji, mimo tego co za każdym razem powtarza.
Eggsy…
Wiadome było Harremu, że dom chłopaka został zniszczony, a on nie palił się do odbudowania go. Prędzej czy później zamieszka pod dachem Harta – to była tylko kwestia czasu. A Harry był na to gotowy.
 
Z zamyślenia wyrwało go własne imię, wołane przez znajomy głos. Zwolnił  i spojrzał w kierunku źródła. Uśmiechnął się na widok przyjaciela i uścisnął mu rękę.
O wilku mowa.
-Witaj, Eggsy.
Chłopak podążył za nim w stronę dormitoriów kadetów. Dzieciak koło niego sam niedawno przechodził taki sam trening. To wspomnienie wywołało niewielki uśmiech na jego twarzy. Jego dawny podopieczny, chłopak z ulicy, pokonał wszelkich paniczyków, po czym właściwie samodzielnie odszedł poprzez decyzję o oszczędzeniu mopsa. Odważył się na to, na co Harry nie mógł. Fakt, że pistolet był naładowany ślepakami to co innego.
 
-Oczywiście, że tak. Zważając na fakt, że Kingsman liczy sobie aktualnie aż trzech agentów, muszę cię trochę pomęczyć, mając nadzieje, że dobrze wybrałeś pretendentów – uśmiechnął się szczerze do towarzysza, zatrzymując na nim spojrzenie. – A skoro jesteśmy przy temacie kadetów… jak sobie radzi Priestley? – Arthura dręczyły wyrzuty, czy pakowanie nastolatka w szkolenie było dobrym pomysłem.
Merlin wciąż powtarzał, że Tybalt samodzielnie podjął decyzję o rozpoczęciu normalnego treningu, zamiast spokojnie szkolić się pod okiem Merlina, by dopiero jako pełnoletni przystąpił do treningu lub od razu zostać Kingsmanem, ale nie odejmowało mu to żadnych obaw.
Hart odetchnął z ulgą, słysząc, że chłopiec faktycznie okazał się być geniuszem i radzi sobie dobrze.
 
Zatrzymali się przed drzwiami prowadzącymi do pomieszczenia oddzielonego lustrem weneckim od kwater kadetów. Eggsy otworzył przed Harrym drzwi i z lekkim ironicznym skinieniem zaprosił go do środka. Hart spodziewał się tego typu zachowań od przyjaciela.
Stanęli przed szybą i przyjrzeli się młodym.
Kilkoro z nich już niedługo zasiądzie z nimi przy stole na miejscach nieżyjących agentów. 

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pon Paź 02, 2017 12:18 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Wrz 30, 2017 11:49 pm

Razem pomaszerowali powolnym krokiem do loży obserwacyjnej.  Po drodze rozmawiali o czymś niekoniecznie znaczącym, ale także o Tybalcie. Eggsy wiedział, że Harry martwi się o chłopca. Zapewne dokładnie tak samo martwił się o Eggsy’ego, gdy to jemu nie szło najlepiej i miał najmniejsze szanse spośród wszystkich kandydatów na miejsce Lancelota.
Roxy okazała się być najlepsza, a nawet to jej nie uchroniło przed Poppy Adams. Eggsy miał szczęście, Harry na swój sposób również.
Eggsy już raz musiał się pogodzić ze śmiercią przyjaciela. Pamiętał jak trudno mu było.
Nie miał pojęcia czy dałby radę zrobić to dwa razy.

 – Sawyer Ainsworth – przeczytał na głos Merlin, podchodząc do obydwu agentów od tyłu i stając między nimi. – W wieku piętnastu lat rozpoczął studia na Oxfordzie, w tym roku je skończył. Ma sto osiemdziesiąt punktów IQ, tytuł doktora i…dziewiętnaście lat.
 – Maszyna do zabijania, huh? – skomentował to Eggsy, przyglądając się wymianie zdań pomiędzy Sawyerem a Tybaltem. Po chwili starszy z nich nachylił się nad czternastolatkiem, by wyszeptać mu coś na ucho.
 – Ostrzegł go – powiedział Eggsy, marszcząc brwi. – Skąd Ainsworth cokolwiek wie? – zastanawiał się. – Sprawdziłeś go z każdej strony? – zwrócił się do Merlina.
 – Tak. Nie jest szpiegiem. To zwykły geniusz.
 – Zwykły geniusz – zaśmiał się Eggsy.

Harry stał obok i w milczeniu wpatrywał się w kandydatów.
Na chwilę zapadła cisza między nimi wszystkimi.
Merlin westchnął przeciągle po czym pokręcił z niedowierzaniem głową.
Eggsy posłał ku niemu spojrzenie kątem oka.
Nie waż się.
Eggsy nie miał odwagi prosić Harry’ego o tak ogromne poświęcenie jakim byłoby zamieszkanie razem z nim. Harry był typem samotnika, więc chłopak bał się, że w końcu mężczyzna zacznie mieć go dość. Była to ostatnia rzecz, której by chciał.
Ich relacja była czymś, co bardzo sobie cenił. I mimo, że Eggsy miał kłopoty – nie chciał nimi obciążać przyjaciela. Nie dawał sobie do tego przyzwolenia, uparcie twierdząc, że jest to nazbyt nietaktowne.
Potrzebował czasu, by zebrać się w sobie. Wówczas, gdy już nie będzie się obawiał zamieszkania samemu – kupi mieszkanie i wszystko będzie tak, jak dawniej.
Póki co…nie była to jeszcze pora, by Eggsy sobie wybaczył śmierć przyjaciół.

***

Na zewnątrz ściemniało się, zapadał zmrok. Eggsy napełniał już którąś szklankę whisky, patrzył przez weneckie lustro i zastanawiał się, co poszło nie tak?
Był tu zupełnie sam…z Harrym.
Merlin gdzieś zniknął, mówiąc, że wychodzi tylko na chwilę i nie wrócił przez następne dwie godziny.
Było to podejrzane, ale Eggsy…Eggsy nie miał siły już o tym myśleć.

Zapadł się tylko w fotelu, oparł nogi na konsoli i popijał z naczynia złocisty płyn.
Nie pamiętał kiedy ostatnio odezwał się do swojego towarzysza. To mogło być godzinę temu, gdy wypełniał jakieś dokumenty lub piętnaście minut temu, gdy ten nalewał sobie swoje whisky.
 – Harry…? – zwrócił się do mężczyzny i odchylił głowę do tyłu, by spojrzeć na niego. – Nadal tu jesteś. Wspaniale. – Odchylił się z powrotem i znów patrzył na śpiących pretendentów. – Miałem nadzieję, że wciąż tu siedzisz.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 01, 2017 1:56 am




Zwykły geniusz, powtórzył po Eggsy’m w myślach i parsknął niemo Harry. Za każdym razem trafiają się tacy, a i tak prędzej czy później któryś odpada w najgłupszy sposób. Geniusze mają to do siebie, że próbują przechytrzyć system, co nie raz doprowadza ich do zguby. Nie spodziewał się niczego innego i tym razem. W głębi duszy jednak miał nadzieję, że którykolwiek z nich, na przykład Sawyer, okaże się nie porywać z motyką na słońce.
 
Około godziny później Merlin zdał raport z własnych spostrzeżeń odnośnie kadetów. A niedługo potem zniknął z pomieszczenia. Harry zdążył rozsiąść się w kącie i pogrążyć w lekturze biografii każdego z młodych, nim spostrzegł, że zostali z Unwinem sami. Oderwał się od tableta na moment i przyjrzał chłopakowi.
Czasem nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo tęsknił za nim. Eggsy, ubrany w garnitur, lecz z rozpiętą pod szyją koszulą oraz bez krawata, wyglądał na niesamowicie pochłoniętego obserwacjami szykujących się do snu kandydatów. Przyglądając się jego sylwetce, przed oczami pojawił mu się obraz świętej pamięci Lee Unwina. Trudno było odnaleźć fizyczne podobieństwo pomiędzy nim a jego synem. Eggsy nie wdał się w żadne z rodziców. Aczkolwiek jest tak samo wspaniałym agentem, jak jego ojciec. Lee byłby z niego dumny. Tak jak Harry jest w tej chwili.
 
 
-Nie ruszyłem się z tego krzesła od ponad godziny.
Harry uniósł głowę na towarzysza i podniósł się, by rozprostować nogi. Przed chwilą prawdopodobnie przysnął, nie był do końca pewien.
Podszedł do szyby i powoli omiótł wzrokiem każdą śpiącą twarz. Zatrzymał się na chwilę dłużej na najmłodszym z nich. Jeżeli odpadnie – trafi do sierocińca. A Hart dobrze wiedział, jak wyglądają sierocińce. Wiedział aż za dobrze.
Wzdrygnął się na wspomnienie swego dzieciństwa. Eggsy na pewno zauważył zmianę wyrazu twarzy Arthura, lecz było to mimowolne. Każdy wzdrygnąłby się na wspomnienie oślizgłych ścian brudnego budynku i tak zimnej pościeli, że wydawała się wręcz permanentnie mokra, czy o dwukrotnie przeżutym jedzeniu.
Tak zapamiętał to Harry. Taki wizerunek sierocińca zachował w pamięci. Tak naprawdę to miejsce było całkiem przyzwoitym miejscem, niektórzy mogliby wręcz rzecz, że ładnym. Nie był to w końcu pierwszy lepszy biedny przytułek, a dofinansowany przez podatników dom dziecka średniej klasy. Mężczyzna nie był też wyjątkowo dręczony, jak to zazwyczaj w sierocińcach bywa. Chłopięcy oddział dogadywał się całkiem nieźle i był przeciętnie dobrze zgrany. Niektórzy z jego kolegów nawet byli zainteresowani tym, co Harry miał do powiedzenia o motylach, które studiował od nastoletnich lat.
Dobrze wiedział, że powinien przyznać przed sobą, że nie było to najgorsze miejsce na świecie.
 
Hart nalał sobie whisky i stanął tuż obok chłopaka. Przyjrzał się jego twarzy w odbiciu. Nad czymś intensywnie myślał, zapatrzony w przestrzeń. Starszy mężczyzna zwrócił wzrok na Sawyera Ainswortha. Spał nadzwyczaj spokojnie; o wiele spokojniej niż reszta. Arthur zastanowił się chwilę, czy powinno to go zaniepokoić czy wręcz przeciwnie. Czy może nie powinien w ogóle zwrócić na to uwagi. 
Merlin prosił go nie tak dawno, żeby wziął tego dzieciaka do siebie, skoro boi się mieszkać sam. Harry natomiast spostrzegł później, że wcale nie przeszkadzała mu idea mieszkania z Unwinem, a nawet znajdował ten pomysł intrygującym.

-Jeżeli nie masz gdzie mieszkać, mam wolny pokój gościnny – zaczął, a gdy spostrzegł poruszenie na twarzy chłopaka, nie odrywając wzroku od Sawyera dodał – Merlin się na ciebie skarży. 

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Czw Paź 05, 2017 12:17 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 01, 2017 7:24 pm


Eggsy oderwał wzrok od szyby i przeniósł go na strapioną czymś twarz Harry’ego. Nie wiedział czy wypada pytać, czy też okaże się to nazbyt wścibskie z jego strony. Harry bowiem nie wychował go przecież na prostaka, a na dżentelmena.
Nie może zatem go zawieść.
Dlatego nie odezwał się ani słowem, decydując się jedynie na blady uśmiech, który posłał mężczyźnie, by pokrzepić go nieco i podnieść na duchu.

Eggsy był niegdyś dla Harta jedynie dzieciakiem, którego należy ratować przed samym sobą. Bo i rzeczywiście – gdyby nie Harry, Eggsy już dawno sam zniszczyłby swoje życie sam. Gdyby nie Hart, Eggsy nie miałby szansy zapobiec śmierci bliskich. Byłby zbyt słaby, zbyt bezsilny…gdyby nie Harry. Gdyby nie Kingsman.
Zawdzięczał wiele właśnie jemu – najlepszemu przyjacielowi, człowiekowi, który stał obok.
I chciałby mu to móc kiedyś wynagrodzić i okazać we właściwy sposób, jak ogromnie zobowiązany jest Eggsy.
W ostatecznym rozrachunku jednak..nie wszystko poszło wedle planu. Nie uchronił przed śmiercią Roxy i Brandona. Ale w przyszłości będzie silniejszy.

Rozmyślania chłopaka przerwał głos Harta.
Eggsy potrzebował chwili, by uświadomić sobie, co też właśnie usłyszał.
W jednej chwili wydał z siebie nieartykułowany wydźwięk frustracji po czym zasłonił twarz, zbyt zażenowany faktem, że cały ten czas Harry wiedział od Merlina, jak żałośnie nie potrafi sobie poradzić Eggsy.
 – Cholerny Merlin… – wybełkotał, czując jak zaczyna mu być trochę cieplej. Alkohol tylko wzmógł to uczucie.

Eggsy dopił duszkiem zawartość naczynia trzymanego w dłoni.
 – Nie trzeba… – zaczął, krzywiąc się na smak alkoholu. – Poradzę sobie sam.
Nie było to prawdą, a Eggsy nie umiał kłamać. Na pewno nie Harry’emu.
Hart nie tylko był agentem służb specjalnych, ponadprzeciętnie inteligentnym mężczyzną i z natury podejrzliwym człowiekiem, ale również przyjacielem Eggsy’ego. Jeżeli ktoś miał szansę wiedzieć doskonale, co trapi Unwina, to był to właśnie Harry Hart.
 – Potrzebuję czasu, Harry. Wszystko wróci do normy za chwilę – spróbował wypaść jak najbardziej przekonywująco. – Mam ostatnio dużo pracy, więc i tak powinienem tu zostać.
To wszystko były tylko wymówki. Eggsy zdając sobie z tego sprawę – coraz bardziej się tylko pogrążał.
Na chwilę udało mu się zamilknąć i wówczas spojrzeć kątem oka na Harry’ego. Podniósł do ust pustą szklankę, wsparł jej brzeg na wardze po czym spuścił wzrok.
 – Nie patrz tak na mnie, proszę – wymruczał. – Nie chcę, żebyś musiał się mną zajmować.

Potrafił się sobą zająć sam, oczywiście. Momentami był bardzo dziecinny, lekkoduszny, ale w gruncie rzeczy całkiem nieźle szło mu dbanie o siebie i psa, umiał gotować, doskonale radził sobie z praniem, coraz lepiej wychodziło mu prasowanie koszul…
Pił coraz mniej i już nie każdego wieczoru…
Był w kompletnej dupie, tak.

Nie miał już czasu na dłuższe użalanie się nad sobą, bowiem do pokoju wszedł Merlin.
Otaksował obydwu mężczyzn podejrzliwym spojrzeniem i zbliżył się do konsoli.
 – Już nigdy ci nie zaufam – bąknął Eggsy pod nosem w kierunku Merlina. Ten niezbyt sie przejął, począł klikać kolejne guziki na konsoli, a następnie woda poczęła wlewać się do obydwu pokoi kadetów, w zawrotnym tempie wypełniając je.
 – Sam byś tego nigdy nie powiedział – mruknął Merlin. – Nie ma za co.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Czw Paź 05, 2017 11:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Paź 02, 2017 12:14 am


- Oczywiście – wymruczał, biorąc łyk napoju.
Oczywiście, że sobie poradzisz.
Prawdę mówiąc, Harry dobrze wiedział, że Eggsy sobie poradzi. Będzie udawał, że wszystko ma pod kontrolą, podczas gdy w rzeczywistości…
Mężczyzna uśmiechną się pod nosem, słuchając marnych wymówek chłopaka.
- Dobrze więc – z trudem powstrzymał niedowierzające pokręcenie głową, towarzyszące uśmieszkowi. – Gdybyś jednak zmienił zdanie - daj znać.
 
Drzwi otworzyły się i bezceremonialnie wkroczył przez nie Merlin, obdarzając agentów nieufnym spojrzeniem. Harry’emu wydawało się wręcz, że mężczyzna dobrze wie, czego dotyczyła przerwana konwersacja.
A jeżeli jednak nie wiedział, to prychnięciem Eggsy podał mu to jak na tacy.
 
Dopijając spokojnie alkohol, Arthur obserwował, jak kadeci kolejno budzą się przerażeni. Znów zaczął martwić się o młodziutkiego Tybalta, bowiem dzieciak zdawał się nie radzić sobie z pływaniem. Wszelkie obawy jednak przeszły, gdy Priestley przestał się miotać, ale pełen determinacji starał się pomóc o wiele bardziej zszokowanej niż on sam koleżance. Panna Greenwater, jak się zdaje. Tak, Harry pamiętał, że zaledwie parę godzin temu wyczytał w jej biografii, że mimo licznych prób, młoda panienka jak na ironię nigdy nie nauczyła się pływać.
Praca zespołowa.
Gdy kadeci zaczęli zbliżać się do szyby, Hart spojrzał na odbicie skupionej, acz nadal delikatnie zagniewanej twarzy młodego Unwina. To z kolei przypomniało mu, co chłopak wykonał podczas swojego szkolenia. Mężczyzna pochwycił butelkę whisky i odsunął się pod równoległą ścianę. Jak gdyby nigdy nic, nadał sobie trunku i przysiadł na konsoli, zadawolony ze znajdowania się poza zasięgiem ewentualnej wody.
 
Jego myśli zostały nagle przekierowane na tor „Eggsy”. Teraz, gdy wypowiedział na głos, że Galahad może zamieszkać u niego, poczuł, że tego właśnie chce. Wypełnić odwieczną ciszę, która z niewiadomych przyczyn zaczęła mu przeszkadzać. Być może to wstręt do sterylnego pomieszczenia, w którym spędził niemalże rok. Może to obecność szczeniaka w domu wprowadzała zamęt i pociągała za sobą chęć czegoś nowego. Harry wiedział tylko, że Eggsy prędzej czy później będzie musiał wynieść się z zamku. A znając Merlina – stanie się to raczej prędzej  niż później.
 
Ci, którzy obudzili się pierwsi i zdążyli wybadać całe pomieszczenie w poszukiwaniu innego wyjścia – skierowali się do pryszniców, czyli do prawidłowego rozwiązania. Problemem było jednak nie znaleźć owe rozwiązanie, ale wykonanie, to jest znaczy praca zespołowa. Bowiem kadetów było kilkudziesięciu, a toalet jedynie cztery. Przyszli Kingsmani byli zmuszeni do działania zespołowo. To nie jest konkurs, który można, a nawet trzeba przejść idąc po trupach. Prawdziwy dżentelmen powinien troszczyć się o towarzyszy.
Tak jak robił to właśnie młody Priestley.
Harry podniósł się i postąpił krok w stronę szyby. Sawyer Ainsworth, umieściwszy rurę prysznica gdzie trzeba, odchylił się w stronę zmagającego się czternastolatka. Z łatwoścą złapał dwójkę za ramiona i przyciągnął do swej rury.
Czyżby młody geniusz dostrzegł, na czym właściwie polega ten konkurs? Czyżby źle założyli?
Hart skrzyżował ręce na piersi i rozejrzał się po reszcie zmagających się kandydatów. Wyglądało na to, że praca zespołowa nie była aż tak głęboko ukrytym sensem całej tej zabawy.
Zaraz Merlin upuści wodę i młodzi staną oko w oko ze swoimi decyzjami o pomocy innym lub egoistycznej próbie przeżycia.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Paź 03, 2017 12:18 am

Eggsy nie ukrywał przejęcia, gdy rozpoczął się pierwszy etap odsiewania tych, którzy we właściwy sposób wykonają zadania, od tych, którzy nie wykonają go tak, jak tego sobie życzył Merlin.
Doskonale pamiętał, jak trudno było roztrzaskać szybę pomiędzy pomieszczeniem takim, jak to, w którym właśnie się znajdowali.
Widząc zaś reakcję Harry’ego – zrozumiał, że myśleli właśnie o tym samym.
Eggsy zaśmiał się cicho pod nosem, wyraźnie nadal zadowolony z siebie. To był świetny plan, jakby nie patrzeć.

Żaden z kadetów jednak nie wpadł na tak brawurowy pomysł, na jaki wpadł Eggsy. Szło im sprawnie…Przynajmniej tym w pierwszym pokoju, w którym znajdował się Tybalt.
Drugi pokój wpadł w kompletną panikę, ludzie rozpychali się na boki, nie dając dostępu do źródła powietrza tym słabszym.
Eggsy zaczął się zastanawiać, czy aby Merlin nie podzielił ich tak umyślnie.
Zdawał sobie sprawę z tego, jak niezawodny jest umysł mężczyzny, ale nie sądził, że jego instynkt również nie ustępuje mu prawie wcale.
Jeszcze nie odczuł na swojej skórze żadnej pomyłki Merlina.

Wciąż tym samym rozemocjonowanym spojrzeniem Eggsy śledził poczynania Sawyera oraz Tybalta, a także pozostałych faworytów tych zawodów. Byli…doskonali.
Bezbłędnie wykonywali zadanie, podając sobie powietrze, momentami z ust do ust, bez chwili zawahania. Wiedzieli doskonale, co w rzeczywistości oznacza słowo współpraca.
Eggsy jednak zdawał sobie sprawę, że Sawyer musiał się wszystkiego domyślić i podpowiedzieć wszystkim swoim współlokatorom, jak należy się zachować i czego oczekuje od nich Merlin.
To nie mógł być zatem przypadek.
Owszem, Merlin był nieomylny. Umieścił Sawyera w drużynie, która miała największe szanse na powodzenie.
Jeżeli tylko reszta będzie słuchała Ainswortha…wygrają.

Woda zaczęła opadać, rozlegały się głośne kaszlnięcia, do pokoi wbiegali ratownicy, by dostarczyć ciepłych koców i uratować podtopionych.
Eggsy zwrócił swoje oczy na Merlina, taksując go podejrzliwym spojrzeniem.
To była sprytna zagrywka.
Chytra.

***

 – A więc…drugie zadanie? – zaczął Eggsy, gdy on i Harry, opuściwszy obserwatorium, wyszli na ciemny korytarz zamku i udali się w stronę kwater agentów, tudzież stałego miejsca pomieszkiwania Unwina.
 – Psy? – upewnił się Eggsy, doskonale pamiętając tamten dzień, gdy JB trafił w jego ręce. Był mu lojalnym towarzyszem i kolejnym, którego Eggsy nie zdołał ochronić.
Za każdym razem, gdy o tym myślał – jego gardło zaciskało się nieprzyjemnie, a umysł wypełniał się czarnymi chmurami.
Musiał je rozpędzić nim Harry się zorientuje.
 – Orzeszek nie sprawia kłopotów? – spytał chłopak, przypominając sobie szczeniaka, którego widokiem przywrócił wspomnienia Harry’ego. – Myślisz, że polubiłby się z Quiller? – dopytywał, chowając dłonie w kieszeniach garniturowych, wąskich spodni. Nadal nie zdejmował spojrzenia z Harta, oczekując odpowiedzi na obydwa pytania, które zadał.
Które zadał…zupełnie bez powodu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Paź 05, 2017 12:16 am

Nieprzenikniona czerń zalewała wszystko, co nie mieściło się w zasięgu automatycznych lamp. W niemalże całkowitej ciszy przerywanej jedynie krokami i ich oddechem można było usłyszeć nawet szczek szczeniaków, które najwyraźniej nocowały w tym samym korytarzu.
 
- Tym razem nie ma wśród nich mopsa – uśmiechnął się blado Harry, poprawiając okulary. – Twój JB tak naprawdę w ogóle nie miał się tam znaleźć. Percival… - zamilkł na chwilę, wspominając zmarłego kolegę. – Percival zgubił dalmatyńczyka – parsknął. – Mopsa udało się nam znaleźć najszybciej na zastępstwo.
 
Ponowną ciszę przerwał tym razem dźwięk telefonu Harta. Mężczyzna szybkim ruchem wysunął komórkę z kieszeni i rozświetlając swoją twarz na niebiesko, przyjrzał się ekranowi. Chwilę milczał, udając, że rozważa odebranie, po czym odrzucił połączenie. Dobrze wyczuł zmianę w głosie Eggsy’ego, więc dobrze ważył swą odpowiedź. Schował telefon do kieszeni i spojrzał na młodszego Kingsmana.
-Ojciec sąsiadki, która wyprowadza Orzeszka, gdy jestem tutaj - odpowiedział na pytające spojrzenie chłopaka. Czyli dość często. - Myślę, że polubiliby się dość szybko. Ten szczeniak jest równie inteligentny, co Mr. Pickle, ale jest też zdecydowanie żywszy. I niesamowicie dużo szczeka. Odnoszę wrażenie, że jest samotny.
 
Harry niejednokrotnie rozważał zabranie Orzeszka ze sobą do Szkocji, jednakże martwił się o zdrowie psychiczne szczeniaka po takiej podróży. Co doprowadziło do zatrudnienia okolicznej dziewczynki w charakterze wyprowadzacza psa. Samotnemu ojcu przydaje się wsparcie finansowe w postaci kilkunastu funtów przynoszonych przez dziecko.
Arthur dobrze pamiętał, gdy on sam wybierał psa. Kierował się niczym szczególnym – cairn terier to rasa Toto z Krainy Oz, a podczas tego zadania w głowie leciało mu Far Over The Rainbow. Fakt faktem, że to bardzo dobra rasa do polowań.
 
-Cairn Terriery najlepiej z terierów dogadują się z innymi rasami, więc prawdopodobnie nie byłoby między nimi wielu starć…
 
Nim Harry się obejrzał – docierali już do drzwi, za którymi mieszkał aktualnie Eggsy. Chłopak bez zastanowienia wypuścił suczkę, która jakby czekając na jakąkolwiek szparę – wręcz wylała się z pomieszczenia. Zatoczyła parę rundek wokół Galahada, po czym, po uzyskaniu powitalnej pieszczony, ruszyła w stronę Harry’ego. Mężczyzna pochylił się do szczeniaka i podrapał za uchem.
 

Dzień pracy Kingsmana nie kończył się, gdy zachodziło słońce, czy gdy byli już zmęczeni. Dzień pracy Kingsmana potrafił trwać 24h bez czasu na drzemkę.
Dlatego też Harry wraz z Eggsym znaleźli się przed zamkiem otoczeni gromadą psów, które już za parę godzin trafią do nowych rekrutów.
Z kawą.
Zupełnie nic nie stało na przeszkodzie wyjściu na świeże powietrze z kubkiem gorącej kawy.
Ponownie w całkowitej ciszy przechadzali się po wyjątkowo suchej trawie w dół szkockiego pagórka, co jakiś czas zderzając się ramionami. Ojczyzna Merlina. Niewielki kawałek od zamku powinna płynąć niewielka rzeka, do której to się kierowali.
Harry mógłby oczywiście wrócić do domu, aczkolwiek gdy dłużej się nad tym zastanowił, porzucił ten pomysł. Sama droga z Glasgow tutaj zajmowała autem dwie godziny. Miałby czas aż na szybki prysznic i przebranie się, co równie dobrze może zrobić na miejscu. Poza tym, jedynym co ciągnęło go do domu był Orzeszek. Budynek, do którego wprowadził się stosunkowo niedawno wcale nie zachęcał w swoje progi, a Harry czuł się tam… nieswojo. Jego poprzedni dom stał się jedynie gruzami.
 

- Eggsy – głos Arthura rozdarł odgłosy nocy, a wszystkie psy zwróciły ku niemu głowy – nie możesz mieszkać w bazie. To nie jest dobre dla zdrowia psychicznego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Paź 05, 2017 4:11 pm


Dalmatyńczyk?! – zawołał głośno Eggsy, ale od razu się zreflektował. – Na nic nie wymieniłbym mopsa. – I to była najszczersza prawda.
Następnie jego wzrok zatrzymał się na dłoniach pieszczących miękkie futro Quiller.
Coś znów sprawiło, że się uśmiechnął z pełnią melancholii w tym grymasie.

Eggsy jęknął przeciągle, wylewając nieco kawy ze swojego kubka przez nieuwagę. Nie sprawił wrażenia szczególnie tym poruszonego. Skończył zatem ziewać i jedynie wziął łyka ciepłego napoju.
Był wczesny ranek, ledwo świtało. Unwin pracował dla Kingsmana już od…pewnego czasu. Zdołał się przyzwyczaić do nurkowania w najdziwniejszych miejscach, licznych uszkodzeń ciała, kawałków szkła w ręce, braku życia prywatnego, ale…do wstawania o tak pogańskiej porze nigdy w życiu nie zdoła przywyknąć.
O takiej godzinie ostatnim czego chciał słuchać były kazania Harry’ego.
 – Harry…proszę – wybełkotał, przewracając oczami. – Dobrze wiesz, że nie mam ochoty już o tym gadać – dodał i wziął kolejnego łyka kawy, podchodząc następnie do klatek z psami i próbując dotknąć ich miękkich futerek przez kraty. Zwierzęta nie miały nic przeciwko. 
Eggsy cieszył się, że przynajmniej one nie każą mu mieszkać z Harrym.
Chłopak zerknął ku mężczyźnie kątem oka. Był to jednak jedynie ułamek sekundy, bo potem znów jego wzrok wbijał się w szczęśliwe mordki szczeniaków.

 – Jacob Cross – zaczął Merlin, przystając przy dwójce agentów i zerkając na wyświetlacz urządzenia gdzie widniało zdjęcie młodego rekruta. – Amerykanin, przysłał go Statesman. Chłopak ponoć sprawia problemy. Uznałem, że zechcecie go dla siebie.
Eggsy ocenił blondyna od stóp do głów. Chłopak wyraźnie żywił wobec Sawyera (i przy okazji wszystkich innych wokół) chęć mordu. Sposób w jaki drobniejszy blondyn patrzył na nieco młodszego Brytyjczyka wskazywał tylko na jedne skłonności, jakie mógł przejawiać Jacob.
Byli podobnego wzrostu, w podobnym wieku i o podobnie światłych umysłach.
Jacob jednak odczuwał dużo większe pragnienie rywalizacji i zwycięstwa, podczas gdy Sawyer wygrywał bez aplauzów, pomagając młodszemu Tybaltowi z jakiegoś niezrozumiałego dla Unwina powodu.
Tegoroczni uczestnicy byli nadzwyczaj barwni.
Zresztą…wystarczyło spojrzeć nieco bardziej w lewo i…
 – Nike – od razu wyjaśnił mężczyznom Merlin.
 – Emily Swann – powiedział na głos Eggsy. – Była córką przyjaciela ojca…
 – Jednego z naszych agentów – dokończył za niego Merlin.
 – Czasami zostawiali nas z tą samą niańką – próbował sobie przypomnieć Eggsy. – Pewnie mnie nie pamięta.
Dziewczyna w tym samym czasie zerknęła ku niemu, zatrzymując na dłużej wzrok na Unwinie.
Następnie się uśmiechnęła, niemalże nieszkodliwie.
Eggsy zaś odwzajemnił ów grymas w nieco mniej zdolny sposób.
Nie mogło być mowy o pomyłce. Emily musiała go pamiętać.
To sprawiło, że Eggsy poczuł presję.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pią Paź 06, 2017 1:28 am


Harry Hart ziewnął przeciągle, wyjmując z kieszeni ponownie dzwoniący telefon. Studiując ekran, dokończył kawę i spojrzał na Eggsy'ego.
- Muszę to odebrać - mruknął podnosząc telefon. - A ty powiedz to Merlinowi, nie mnie – rzucił przez ramię na odchodne.

Harry w tym momencie porzucił swoją misję przekonania chłopaka do zmiany miejsca zamieszkania. Merlin będzie musiał poradzić sobie z nim sam. Drzwi pokoju gościnnego stoją dla jego najlepszego przyjaciela otworem.
Szybkim krokiem ruszył w drugą stronę, ku prywatnym łazienkom, jednocześnie odbierając telefon. Połączenie nie było wyjątkowo ważne, jednakże dzięki tej małej wymówce zmusił siebie do przedwczesnego opuszczenia przyjęcia. Nie miał za wiele czasu, ale miał sporo do roboty.
Ale najważniejszy - prysznic.


Mężczyzna delikatnie odłożył okulary na umywalkę i przyjrzał się swemu oku. A raczej miejscu, gdzie go brakowało. Wciąż nie wierzył, że udało mu sie przeżyć strzał w głowę, a oto proszę - niewielkie oszpecenie jest jedynym wspomnieniem po masakrze w kościele.
Masakrze, której sam był częścią.
Oficjalna wersja wydarzeń brzmiała tak, że znaleźli go konającego i nieprzytomnego na zakrystii. On jednak wiedział, że własnymi rękami zabił około pięćdziesiąt niewinnych osób.
To są blizny, które Kingsman musi nosić.
Przejechał palcami po oku. Musiał przyznać, że nadawała mu charakteru. Merlin stwierdził raz, że wzbudzi to szacunek u kadetów.

Mężczyzna rozpiął koszulę i powoli odsłonił tors. Widniało na nim tuzin mniejszych i większych blizn. Niektóre przypominały mu czasy wojska, inne – początki jako Galahad. W większości były to okrągłe blizny po kulach. Kilka z nich upamiętniało feralną misję, gdzie w rezultacie ogromnej pomyłki jednego z jego poprzednich Arthurów – tego samego, do którego śmierci przyczynił się sam Eggsy - Harry torturowany był przez przeszło tydzień w kuchni psychopaty. A także jedna niewiadomego pochodzenia, która tkwiła pod lewym płucem odkąd pamiętał. Ta na oku była trzynastą na jego ciele.
Pechowo.
Chłodna woda zalała ciało mężczyzny. Od dzieciństwa brał jedynie zimne kąpiele i raczej w najbliższej przyszłości nie planował tego zmienić.


Odsunąwszy od siebie stertę ważnych papierów, Hart spojrzał na zegarek. Kadeci prawdopodobnie wybierają właśnie szczeniaki. Postanowił więc skierować się na dziedziniec i poobserwować chwilę żywych ludzi. Musiał także odpocząć. W końcu miał tylko jedno oko, przez co umiejętność szybkiego czytania nieznacznie zanikła. Wystarczająco jednak, żeby Harry miał już dość. Poza tym, kadet z Ameryki powinien już tu być.
Chowając dłonie do kieszeni spodni ciemnoszarego garnituru, bacznie obserwował postawy i nieznaczne zachowania rekrutów z daleka. Faktycznie, lada chwila mieli ruszyć do klatek i wybrać towarzysza. Eggsy stał koło Merlina wyglądając niezwykle poważnie. To, jak szybko chłopak potrafił zmienić się z dzieciaka z Londynu w dżentelmena nieustannie intrygowało mężczyznę.  A wszystko za sprawą zwykłego garnituru i pary okularów.
Harry uniósł delikatnie brodę do góry, gdy jego spojrzenie spotkało się ze spojrzeniem Galahada. Wymienili krótkie uśmiechy powitalne, a skoro tylko kadeci ruszyli po szczeniaki – Arthur począł spacerem przemieszczać się w ich stronę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Paź 07, 2017 5:07 am


Merlin wykonywał większą część roboty w kwestii przeprowadzania sprawnych ćwiczeń dla kandydatów Kingsmana. Robił to już wiele razy w swojej karierze – sprawiał, że ludzie tracili na moment pewność siebie i słuchali go w skupieniu.
Sam Eggsy ani drgnął, gdy rozległ się głos Merlina przesiąknięty szkockim akcentem.
Chłopak nie powstrzymał jednak krótkiego grymasu rozbawienia, gdy mężczyzna poważnym tonem zaznaczył, że zawsze należy sprawdzić specyfikę rasy psiego towarzysza, którego sobie wybiorą.
Przecież Eggsy nie miał pojęcia, że coś takiego jak mops w ogóle ma prawo funkcjonować…
Jednak dobrze się stało, że trafił na JB.

Kadeci ruszyli truchtem do klatek z psami. W tym samym czasie Eggsy podniósł wzrok na dziedziniec, a gdy jego spojrzenie odnalazło to należące do Harta – chłopak się uśmiechnął na powitanie i nieznacznie skinął głową.
Kilka spostrzegawczych spojrzeń również podążyło ku Arthurowi. Mianowicie to właśnie wzrok Tybalta, Sawyera, Jacoba i Nike zarejestrował tę szczególną obecność.
Szybko się uczyli i widocznie odstawali od grupy pod względem prezentowanego przez siebie poziomu oraz faktu…że niemal każdego z nich cała reszta nie cierpiała tak samo mocno.
Myśli Eggsy’ego powędrowały do czasów, gdy on sam był w wieku tej czwórki.
Jego ambicje wówczas przygasały z dnia na dzień coraz bardziej, by w końcu wyczerpać się do cna. Wówczas Unwin zrezygnował ze szkolenia Royal Marines ze względu na matkę.
Oni z kolei mieli szansę odnaleźć sens swojego życia w tym właśnie konkretnym momencie, na oczach Eggsy’ego, Merlina i Harry’ego.
Było w tym coś pokrzepiającego.

 – Eggsy – usłyszał obok siebie i wyrwało go to z zamyślenia w tej samej sekundzie. Chłopak zwrócił swoje oczy na niższą nieznacznie, rudą dziewczynę.
Emily.
 – Pamiętasz mnie – powiedział blondyn, a jego dłonie wysunęły się z kieszeni garniturowych spodni. Następnie jego wzrok podążył w dół, by przyjrzeć się szczeniakowi, który przypadł dziewczynie.
Na widok zupełnie niewielkiego pieska o brązowawym umaszczeniu, uśmiechnął się wesoło.
 – Basset bretoński. Pies gończy.
 – Wygląda jak jamnik – stwierdził Eggsy, marszcząc brwi na psa. Jego uśmiech poszerzył się.
Nie powinni rozmawiać.
 – Dawno się nie widzieliśmy. Miło jest rzucić okiem na znajomą twarz – odezwała się następnie Nike i przeczesała palcami pasmo rudych włosów.
 – Nie sądziłem, że… – Eggsy wzruszył ramionami, rozglądając się następnie po reszcie rekrutów. – …kiedykolwiek spotkamy się właśnie tutaj. Nieźle.

Kątem oka Eggsy spostrzegł, że Harry zmierza w ich stronę i jest coraz bliżej.
Coś mówiło mu, że nie powinien wcale tu stać razem z Emily i rozmawiać z nią jak równy z równym. W końcu… nie była tylko kandydatką na agenta.
Unwin poczuł nagłe ukłucie żalu na myśl o tym, że gdyby tylko Emily została jego przyjaciółką, skończyłaby prędzej czy później jak Roxy.
Eggsy znowu czułby się winny.

Zadręczałby się tym całą rozmowę z Emily, gdyby nie to, że poczuł jak jego ramię muska to, należące do Harta, powodując niemalże bezdźwięczny szelest materiału, gdy odzienia obydwu mężczyzn zetknęły się ze sobą.  
Eggsy nigdy nie był typem skłonnym do refleksji szczególnie abstrakcyjnych, jednak tym razem coś poruszyło go znacznie w tej krótkiej chwili, gdy poczuł jak jego ponure myśli rozpędza na moment intensywne obnażenie rzeczywistości.
To, co było teraz, na czym powinien był się skupić.
Szelest materiału, poszczekiwania psów, powiew wiatru, który czuł na skórze oraz Harry.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Paź 07, 2017 5:29 pm

Pomimo że Harry odzyskiwał utracone sprawności w zawrotnym tempie, jego ciało wciąż zaskakiwało go nieznaczną niesprawnością. Mijając pochłoniętego rozmową Eggsy’ego, delikatnie otarł o jego ramię swym. Żaden z nich nie zareagował w sposób oczywisty, jednakże sprawne oko, na przykład Merlina, byłoby w stanie wyłapać drobne zmiany w twarzach obu.
A może Hart zrobił to podświadomie, sugestywnie przywołując chłopaka do rzeczywistości i wyrywając go ze wspomnień. Dżentelmen nie powinien dać się ponieść sentymentom w sytuacji oficjalnej.
-Galahadzie – skinął ku niemu głową i uśmiechnął się, po czym uścisnął ręce z drugim agentem, uprzednio odrywając go od lektury tableta zakamuflowanego w skórzanym eleganckim clipboardzie. - Merlinie – przywitał się aż nazbyt formalnie, bowiem mężczyzna wymagał od rekrutów całkowitego szacunku i nie tolerował sytuacji nieoficjalnych w ich obecności, a Harry przestrzegał skromnych wymogów przyjaciela. – Czy Amerykanin już przyjechał?

Podążył wzrokiem za końcówką długopisu, skierowaną w stronę gościa. Faktycznie, wysokiego blondyna powinien rozpoznać już podczas niedługiej drogi tutaj.
Harry przestudiował krótko postawę, mimikę i zachowania nowego dodatku. Wiedział, że chłopak niesławny był ze swoich niewielkich rebelii, a mimo to, po prywatnych obradach z Merlinem,  Arthur przygarnął go. Agencji właśnie tego potrzeba. Kopa w dupę.
Młodzieniec, niewiele młodszy od Eggsy’ego, nawet nie starał się ukrywać spojrzenia pełnego rządzy krwi. Być może jednak uda im się nakierować jego pragnienia na odpowiednie cele.
A może jedynie sprawiał takie wrażenie.

Echo szkockiego głosu Merlina rozległo się na dziedzińcu. Podążając za poleceniem wszyscy rekruci wrócili do szeregu ze szczeniakami przy prawej nodze. Do Harry’ego dołączył Galahad, a ich ramiona ponownie otarły się. Hart podniósł brodę i poprawił okulary.
Szkot oznajmił, że w południe odbędzie się test pisemny, a tymczasem mają wykonać jeszcze parę zadań, które rozdysponuje za moment.

Niedługo później Arthur wraz z Galahadem z daleka obserwowali ćwiczenia fizyczne młodzieży. Stali w absolutnej ciszy, przerywanej jedynie spostrzeżeniami odnośnie kadetów.
Harry dopiero niedawno zauważył, jak podobnie wyglądali. Nic dziwnego, chłopak w końcu zajął jego miejsce, gdy ten został uznany za zmarłego.
Starszy z nich wysunął jedną z rąk z kieszeni i poprawił niesforny kosmyk włosów. Spojrzał na zegarek.
- Pozwolisz za mną, Eggsy? – przerwał ponownie zapadłą ciszę i nie czekając na odpowiedź, ruszył w głąb zamku.

- Mam dla ciebie prostą misję – powiedział Arthur, gdy znaleźli się w mniejszej sali odpraw. Uruchomił ekran i wyświetlił mapę wraz z danymi paru celów. – Wysłałbym agenta Tequille, ale… wysyłam ciebie – mruknął. – Udasz się do Castleknock w Irlandii, a tam we wskazane później przeze mnie miejsce. Twoim celem jest Fintan O'Casey, prawa ręka irlandzkiego lorda narkotyków o pseudonimie Donn, działającego na terenie całej Irlandii. To czego szukasz to – wyświetlił ledwo wyraźne zdjęcie skórzanego notesu z wygrawerowaną pięciolistną koniczyną w jednym z rogów, trzymanego przez bardzo kościste dłonie – spis klientów Donna. MI6 twierdzą, że ktoś z rządu Wielkiej Brytanii mu pomaga.
Harry zamilkł na moment i spojrzał na Eggsy’ego, który uważnie studiował zdjęcia.
- Teraz zabawna część. Musisz dotrzeć do notesu pokojowo. Mało wiadomym jest, że znajduje się w posiadaniu O’Casey’a, a ten… gustuje w młodych Walijczykach.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Paź 07, 2017 7:06 pm


 – Co to jest, Jacob? – parsknął z rozbawieniem inny z kadetów, trzymając na smyczy czarnego szczeniaka, najpewniej dobermana.
Blondyn uśmiechnął się złowróżbnie, szarpnął swoją smyczą i jego szczeniak momentalnie cicho popiskując, usiadł.
 – Rekin – szepnął w odpowiedzi, co wywołało fale rozbawienia w ludziach, którzy go otaczali i przyglądali się zajściu.
 – To pieprzony maltańczyk, tępaku! – śmiał się rozmówca Jacoba dalej. Chłopak nie zdradzał żądnej oznaki tego, że jego nerwy są jakkolwiek nadszarpnięte. W rzeczywistości – miał ochotę przegryźć chłopakowi tchawice własnymi zębami.
Dlaczego wybrał maltańczyka? Nieszczególnie zależało mu na tym, żeby pies był duży, agresywny czy inteligentny. Chciał, by zwierze było mu lojalne i oddane oraz wdzięczne. Maltańczyk wydał mu się być najlepszym wyborem.

Jak się okazało później – Jacob wykonał swoje zadanie najlepiej spośród wszystkich kadetów. Na metę od razu po nim dotarli Sawyer z wybranym przez siebie szczeniakiem wilczarza irlandzkiego, Tybalt ze swoim foksterierem i Nike z bassetem.
Plasowali się póki co na szczycie rankingu, który pieczołowicie aktualizował Merlin.


Eggsy pomaszerował za Harrym. Jego humor miał się nadzwyczaj dobrze, gdy obserwował jak Tybalt i Emily świetnie sobie radzą. Dokonywali właściwych wyborów, równoważyli siły i współpracowali ze sobą i resztą kadetów, którzy powoli orientowali się w sytuacji, która jasno wskazywała na to, że właśnie oni są zwycięzcami tych zawodów.
Chłopak nie wiedział jeszcze cóż za niespodzianka na niego czeka przygotowana przez Harry’ego.

Galahad usiadł na swoim miejscu, poprawił okulary i podniósł wzrok na ekran przystosowany tylko dla oczu agentów. Poza posiadaczami okularów – nikt nie był w stanie zobaczyć co się na nim dzieje.
Następnie słuchał uważnie kolejnych szczegółów zadania, kiwając głową i dając znać, że wszystko jest dla niego jasne.
Przed ostatnim elementem tej misji – zdecydował się sięgnąć po szklankę z wodą. To był jego błąd, bo gdy usłyszał ostatnią część i zrozumiał, jakie jest konkretnie jego zadanie – zawartość jego ust, którą była wodą z naczynia – znalazła się w złym miejscu, o złej porze.
Eggsy zaniósł się kaszlem, posiniał lekko i zgięty w pół na swoim miejscu, spróbował ratować swoje życie.
Udało mu się to w ciągu następnych kilku sekund. Był jednak pewien jeszcze ten moment temu, że to już to. Tak się to skończy.
Miał przynajmniej nadzieję…

Podniósł zaskoczone spojrzenie na Harry’ego. Nadal był nieco czerwony na twarzy.
Nie wiedział, co miałby odpowiedzieć Hartowi, który uważał to zapewne za nadzwyczaj zabawne.
 – Mam go… – wychrypiał i odkaszlnął, by spróbować się wysłowić jeszcze raz. – Mam go poderwać? – wydukał z tym samym niedowierzaniem, które było widoczne na jego twarzy.
 – Kiedy ja zupełnie… – mówił, po chwili unosząc oczy do nieba i powoli osuwając się na oparcie ze zrezygnowaniem. Jego uszy były czerwone od wstydu. – Nie mam pojęcia jak poderwać faceta. Nigdy tego nie robiłem. – W jego głosie była wyraźnie słyszalna lekka panika i wahanie.
Potrzebował chwili, żeby przypomnieć sobie, gdzie tak właściwie się znajduje, kim jest i jakie obowiązki należą do niego
Był Kingsmanem, a to…było obligujące.
Odetchnął zatem głęboko i spróbował się rozluźnić oraz doprowadzić do porządku.
 – Mam zabrać notes? To wszystko?




Eggsy znalazł się w swojej komnacie. Przed misją czekała go jeszcze odprawa. Teraz musiał się spakować na tyle szybko, by zdążyć jeszcze zjeść obiad.
Chłopak nie miał jednak pojęcia, co też miał Harry na myśli mówiąc mu, że ma się „ubrać stosownie na misję o tym charakterze”. Coś mu mówiło, że zarówno garnitur jak i jego codzienne ubrania niestety nie są „stosowne”.
Począł się zastanawiać…czy zna jakiegoś geja?
Skąd mógłby wiedzieć jak się ubrać? Mógłby go zapytać?
Jego pierwszym kandydatem był Merlin, jednak gdyby Eggsy zapytał mężczyznę o to, jak ma się ubrać, by wyglądać odpowiednio homoseksualnie – ten zapewne by się śmiertelnie obraził.
Dlatego Unwin zmusił się do głębszego pomyślunku.
Z pewnością Roxy by wiedziała, w co ma się ubrać. Dziewczyna miała odpowiedź na każde jego pytanie.
Roxy jednak przy nim nie było.
Mógłby zamiast niej poprosić…Emily.




Eggsy pojawił się na odprawie, wchodząc do pomieszczenia ze spakowaną walizką i czując na sobie spojrzenia wszystkich obecnych – Tequili, Merlina oraz Harry’ego.
Na chwilę zapanowała całkowita cisza, podczas której Eggsy zdołał nałożyć na nos okulary Kingsmana, poprawić ułożone włosy i zająć swoje miejsce.
Nadal panowała cisza.
Unwin zaczął tracić resztki pewności siebie, obawiając się najgorszego.
 – Coś nie tak? – spytał i rozejrzał się po wszystkich obecnych.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Paź 07, 2017 10:48 pm

Czteroosobowe odprawy okazały się być ulubionymi odprawami Harry’ego. O ile cała czwórka faktycznie stawiła się na nią. Czekając na gwóźdź programu, Merlin przysiadł na stole, tuż obok Arthura, a naprzeciwko Tequilli. Gdy Harry dopijał szklankę szkockiej, słuchając powodów, dla których tequilla jest lepsza, drzwi w końcu otworzyły się i stanął w nich Eggsy z walizką.
Harry chciał zwrócić uwagę na spóźnialstwo, lecz gdy podniósł wzrok na chłopaka – zamarł, natomiast Merlin zsunął się ze stołu i poprawił okulary, jak gdyby upewniając się czy dobrze widzi. Harry spodziewał się, że chłopak nie pójdzie na ową misję w zwykłym garniturze. Nie spodziewał się jednak, że zwykła zamiana marynarki na płaszcz, może sprawić aż tyle.
Bowiem w drzwiach stanęła zupełnie nowa odsłona Galahada. Czarny płaszcz do kolan przykrywał garniturowe spodnie i o tym samym odcieniu… sweter?
Harry sięgnął do krawata i ledwo zauważalnie poluźnił go.
Jednakże to nie tylko w odzieży chłopaka nastąpiła zmiana. Korekcie uległa także jego fryzura. Zazwyczaj elegancko ulizane blond włosy były tym razem roztrzepane, co tworzyło dość uroczy obrazek. I Harry musiał przyznać to sam przed sobą. Nie docenił tej ślicznej buzi chłopca z południa Hampstead, zakładając, że ręcznie skrojony garnitur i uczesane włosy to szczyt jego możliwości.

- Za trzy i pół godziny staruje twój samolot z Glasgow do Dublina. Z Dublina nasz kierowca odwiezie cię do hotelu w Castleknock. Stamtąd do baru, w którym masz się znaleźć dzisiaj wieczorem, jest niedługo ponad 20 minut drogi – Harry oderwał wzrok od map, poprawił kosmyk, który przez ostatnie dni wyjątkowo dawał się we znaki i nerwowo oblizał wargi, łapiąc kontakt wzrokowy z adresatem komunikatu. – Merlinie – skinął na mężczyznę, który położył przed Galahadem skórzane etui.

– To są drugie okulary. Mają dokładnie takie same funkcje, ale nieco inny wygląd. Widzisz? Mają cieńsze oprawki, przez co wyglądają naturalniej. Mój ojciec miał takie do czytania, więc sugeruję tak je traktować.

- Twoim sąsiadem w samolocie jest Calum Brothaigh, przyjaciel twego celu. Pierwszy etap twojej misji to zapoznanie się właśnie z nim. On doprowadzi cię do Fintana. Dalej wiesz co robić - Arthur osunął się na oparcie fotela, pozwalając Merlinowi wyjaśnić Galahadowi resztę dotyczącą sprzętu i fałszywej tożsamości, a tym samym przyspieszyć koniec odprawy.


-Eggsy! Eggsy, zaczekaj – zawołał Harry podchodząc do chłopaka wsiadającego do prywatnej taksówki. Oparł się o maskę samochodu i nachylił. – Zabiorę Quiller do siebie, jeśli nie masz nic przeciwko. Sprawdzimy, czy rzeczywiście polubi się z Orzeszkiem.
Starszy mężczyzna uśmiechnął się w odpowiedzi, skinął głową na pożegnanie i zatrzasnął drzwiczki.
Niedługo kadeci rozpoczną kolejne zadanie, a on musiał jeszcze porozmawiać z Tequillą. Tytuł Arthura niósł za sobą wiele więcej, niż tylko przydzielanie misji i stanie na najwyższym szczeblu drabiny o nazwie Kingsman.
Hart włożył ręce do kieszeni, rozejrzał się bezczynnie po pustym już placu, po czym wrócił do środka.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 08, 2017 12:41 am

Z reakcji wszystkich zebranych wywnioskował, że wyglądał…względnie dobrze. Nie wiedział jednak w jak wielkim stopniu powinno było go to zmartwić. Póki co jedynie mu…schlebiało. Będzie musiał wysłać Emily kosz owoców lub karmę dla psa w podzięce. Wiedział, że nienawidziła kwiatów. Pamiętał to doskonale.

Po krótkiej chwili od razu przeszli do odprawy.
Eggsy dowiedział się kiedy odlatuje jego samolot, całą resztę informacji o dojazdach również zdołał zapamiętać. Niecierpliwił się już jednak w związku z tym, co też Merlin przygotował dla niego w ramach tej misji. Kochał tę część z gadżetami.

Do jego rąk trafiły kolejne okulary. Od razu je założył, przekonał się, że rzeczywiście ich działanie jest dokładnie takie samo, jak tych, które zdjął kilka sekund wcześniej ze swojego nosa.
Spojrzał na Harry’ego i Merlina. Uśmiechnął się, gdy Merlin pokiwał głową z aprobatą na ten widok.
Następnie przeszli do najistotniejszych informacji odnośnie nowej tożsamości Eggsy’ego, według której Unwin miał się wcielić w rolę walijskiego delegata podróżującego przez Londyn do Irlandii. Zatrzymać się miał w pięciogwiazdkowym hotelu i przejść się do baru nieopodal, w którym znajdzie się Brothaigh oraz cel Eggsy’ego – Fintan O’Casey.
Wytyczne w tym momencie się kończyły. Jedyne co wiedział o Fintanie Eggsy to to, co zawarte zostało w kartotece, a to go zupełnie nie interesowało, skoro miał go sobą zainteresować. Mężczyzna nie miał również żadnych kont na portalach społecznościowych. W gruncie rzeczy – niewiele było o nim informacji. Wiadome jednak było to, że mężczyzna nie kryje się ze swoimi upodobaniami.
Eggsy zaczynał się stresować.
Musiał jednak wziąć się w garść.
Doszedł także do wniosku, że nadzwyczaj radował go fakt, że trening kadetów niebawem dobiegnie końca i puste miejsca się wypełnią.


 – Harry – odpowiedział i powstrzymał kierowcę przed odjazdem gestem dłoni widocznym w lusterku.
Gdy tylko Hart odezwał się ponownie – na usta Unwina automatycznie wpłynął uśmiech.
Z jakiegoś powodu…Eggsy naprawdę ucieszył się z tego powodu. Za każdym razem, gdy Harry wykazywał inicjatywę tego typu i wyświadczał przysługę Eggsy’emu – chłopak był mu niezmiernie wdzięczny. Harry bowiem nie był typem człowieka, który…robił coś dla innych ludzi. Oczywiście, nadal pozostawał uprzejmy i zachowywał dobre maniery, ale rzadko można było w nim poznać po nim emocje, które tak naprawdę w sobie odczuwał.
W takich momentach Eggsy widział własną wartość w oczach Harta. Bardzo wyraźnie.

 – Dziękuję, Harry – odpowiedział po czym nagle go olśniło. – Koniecznie wysyłaj mi ich zdjęcia, jak będą się bawić! – zawołał podekscytowany. – I pamiętaj, że Quiller nie może jeść wołowiny. Ma po niej gazy. – To powiedziawszy, pożegnał się po chwili z Harrym, a kierowca na znak Unwina ruszył.
Sylwetka Harta powoli zanikała w miarę jak samochód oddalał się od zamku coraz bardziej.


Eggsy odłożył swój bagaż do luku po czym usiadł na swoim miejscu. Ostatnio miał wiele okazji, by przyzwyczaić się do wysokiego standardu funkcjonowania. Wszelkie pierwsze klasy, prywatne odrzutowce, pałace i mieszkanie w pięciogwiazdkowych hotelach miał już za sobą. Musiał przyznać, że…pasowało mu to. Nie miał na co narzekać.

Usiadł obok niego. Pachniał całkiem przyjemnie, włosy miał ciemne, krótko ścięte, a oczy jasnoniebieskie.
Brothaigh spojrzał na niego przelotnie, począł zdejmować z siebie kurtkę, a następnie zabrał się za pisanie wiadomości na telefonie.
Spojrzenie Unwina, które cały ten czas taksowało mężczyznę nagle spotkało się z odwzajemnieniem. Brothaigh przestał na chwilę stukać w telefon.
Dopiero, gdy Eggsy przerwał ten kontakt wzrokowy – ten dopisał wiadomość, wysłał ją i schował telefon do wewnętrznej kieszeni marynarki.
 – Ciekawy wybór perfum. Co to? – spytał. Eggsy odwrócił spojrzenie od okna i znów zatrzymał je na brunecie.
 – Kingsman – odpowiedział, uśmiechając się do mężczyzny delikatnie.


Między Calumem, a Eggsym nawiązała się szybko rozmowa o przyziemnych sprawach. Unwin musiał przyznać, że jego rozmówca był kimś, kto z łatwością mógłby zmanipulować wielu używając jedynie swojego uroku osobistego i inteligencji.
Eggsy przyłapał się na rozważaniu tego, jak bardzo wolałby, żeby to Calum był jego celem. Miał chociaż nadzieje, że Fintan okaże się być przynajmniej w połowie tak enigmatyczny jak Brothaigh.
 – W jakim hotelu się zatrzymujesz, Reese? – spytał w końcu.
 – W Castleknock Hotel – odpowiedział zgodnie z prawdą.
 – To niedaleko miejsca, gdzie mieszkam. Chętnie zaproszę cię na drinka. Byłbyś zainteresowany?
Eggsy skinął głową i odpowiedział twierdząco.
Wszystko szło zgodnie z planem.
Dublin był coraz bliżej.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 08, 2017 2:24 am

Szklana butelka dźwięcznie stanęła na metalicznym stole, przy którym Merlin ewidentnie nie robił nic ważnego. Za butelką podążyły dwie szklanki. Na ten moment, w agencji nie było zupełnie nic do roboty, co poprowadziło myśli Harry’ego na alkohol. Napicie się whisky Kingsman wydawało się odpowiednim rozwiązaniem nudy, a Merlin myślał podobnie.
Niedługo później, mniej więcej w połowie butelki, rozmowy z bieżących i zaległych spraw Kingsmana zaczęły się nudzić i ustępować miejsca głębszym tematom.
A wszystko rozpoczęło się od zwykłego pytania, jak Eggsy zareagował na wieść, że musi poderwać cel. Harry stwierdził nawet, że jeżeli zdąży, to powie mu, że wcale nie musi uprawiać z celem seksu, gdyż kto wie, jak daleko posunąłby się Unwin dla Kingsmana. Temat ten przerodził się łatwo w dyskusję o orientacjach, a zakończył na ponownym wyjawianiu swego sekretu przez Merlina. Informacja, że mężczyzna jest homoseksualny nie była zbyt szczególnie ukrytym faktem.

Około dwóch godzin później Harry Hart wraz z Merlinem, nadal trzeźwiejąc powoli, obserwowali Eggsy’ego, który niczym dziecko zachwycał się swym pokojem hotelowym.
- Sam wybierałem, dziękuję – mruknął siedzący za konsolą Merlin. Zdawało się, że jedynie Arthur to usłyszał, gdyż Eggsy był w trakcie robienia tour po łazience. Starsi mężczyźni pusto wpatrywali się w wielki ekran, mając nadzieję, że Galahad tego nie zauważy. Da mu to bowiem pretekst do picia podczas godzin pracy.
Nagle w zasięgu kamery w bazie znalazł się niewielkich rozmiarów okruch, który skupił całą uwagę. Gdy jasny punkt z podłogi znalazł się przy jego nodze, ocierając się o nią, Harry spojrzał w dół, po czym podniósł Quiller na ręce i posadził ją wygodnie za połami marynarki, zostawiając jedynie łapy i pyszczek na świeżym powietrzu. Rozczulające słowa najmłodszego agenta zmusiły Harry’ego do odmachania psią łapką Eggsy’emu.
Dopiero po jakichś dobrych dziesięciu minutach Galahad uspokoił się na tyle, by przyjąć dokładne rozkazy i dyspozycje odnośnie nadchodzącej misji.
Potencjalne sposoby wykradnięcia dziennika popłynęły jak woda, a chłopak po drugiej stronie starał się by zapamiętać jak najwięcej. Były to w głównej mierze banalne metody, ale mimo wszystko takie, które przez swoją prostotę umykają z mózgu.



Koniec końców, każdy znalazł sobie jakieś zajęcie. Oprócz Harry’ego. On z kolei postanowił wrócić do domu, w którym nie było go od dwóch dni. Nim jednak zapoznanie szczeniaków będzie możliwe, Hart musiał tego szczeniaka złapać.
Quiller najwyraźniej wybrała grę w berka, zamiast powrotu do jakiegoś domu.
Niby mały piesek nie powinien stanowić trudności w złapaniu go, to ten jednak nie dawał się.
W końcu jednak udało się złapać i przenieść pod pachą niewielkich romiarów mopsa do wnętrza prywatnej taktsówki.

Dwie godziny podróży samochodem upłynęły Arthurowi naprzemiennie: na zabawie z psem oraz na zastanawianiu się, czy szczeniak faktycznie się polubią, czu Quiller nie będzie sprawiała problemów? Czy Peanut zachowa się przyzwoicie?
Wątpliwości, zarówno jego jak i te niewypowiedziane przez właściciela psa zniknęły jak za dotknięciem magicznej różdżki. Skoro tylko przekrozcył próg domu, przywitał go jego własny drobniutki szczeniak.
Potem już tylko natychniastowe połączenie z Eggsy’m.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Paź 09, 2017 12:14 am

Eggsy po tym jak już wziął numer od Caluma, szczęśliwie dotarł do hotelu, pokazał Merlinowi I Harry’emu swój apartament i porozmawiał chwilę ze swoim psem – wreszcie zaczął się rozpakowywać i sprawdzać działanie sprzętu, jednocześnie słuchając kolejnych wytycznych Merlina i Harry’ego.
Czuł się już znacznie pewniej. Był już zupełnie mniej samotny, wiedząc, żę ktoś wspiera go gdzieś tam w Szkocji. Powinien ten humor wykorzystać w odpowiednim celu i jak najskuteczniej skupić na sobie uwagę O’Caseya.

Gdy tylko zakończył połączenie z obydwoma mężczyznami i swoim psem – ruszył w kierunku ogromnej łazienki. Mając ochotę na kąpiel, puścił wodę, by napełnić wannę. Sam zaczął się rozglądać za bokserkami na zmianę i ubraniami, które założy dzisiejszego wieczoru do baru.
Nagle…dotarło do niego, że nie ma zielonego pojęcia o tym czy według mężczyzn byłby atrakcyjny. Skoro misja miała się powieść…musiał zadbać o każdy szczegół.
Miał się ogolić wszędzie? A może lepiej nie?
Użyć perfum?
Założyć czarne czy czerwone bokserki?
Miał tak wiele pytań, a na żadne nie znał odpowiedzi, która wydałaby mu się…prawidłowa.
Nie miał pojęcia, kogo mógłby zapytać o radę. Emily tym razem raczej mu nie pomoże.
W jednej chwili Eggsy doznał olśnienia.

Kilka sekund później znalazł się przed laptopem, wpisując w karcie incognito odpowiedni adres strony. Następnie wystarczyło zmienić kategorię…i voilà!  
 – Co…? – cicho wyrwało się spomiędzy ust Unwina, a jego brwi zmarszczyły się w konsternacji.
Nie miał pojęcia, że w przypadku mężczyzn…coś takiego jest nawet możliwe.
Eggsy postanowił się nie poddawać i począł wniknąć w temat głębiej…i głębiej…i jeszcze głębiej…za głęboko.
W końcu odważył się wybrać jeden z ciekawszych tytułów i wyciszyć niemalże zupełnie głośność komputera.


W wannie spędził dobrą godzinę. Potrzebował tej chwili tylko dla siebie, by zastanowić się poważnie nad tym, co zaszło między nim a jego wspólnikiem tam na dole. Nie sądził, że jego organizm jest w stanie zareagować tak intensywnie…na cokolwiek.
Wstydził się tego i za każdym razem, jak o tym myślał – w jednej chwili czerwienił się na całej twarzy. Nie było dla niego ratunku dlatego po prostu zdecydował się zapomnieć.
Nie było mu to jednak dane. Obrazy wciąż powracały do jego umysłu, a on stawał się coraz bardziej bezsilny wobec tego dziwnego rodzaju podniecenia.

Wyszedł z kąpieli, wysuszył włosy i ogolił twarz, a następnie zabrał się za zakładanie na siebie wcześniej przygotowanego stroju.
Wtedy właśnie zadzwonił Harry.
Eggsy przez chwilę wahał się przed tym czy odebrać. Jego paranoja sięgała zenitu i przeszło mu przez myśl, że Hart dzwoni w sprawie tego dziwnego porno, które włączył sobie w karcie incognito, doskonale wiedząc, że Merlina nie powstrzyma to od sprawdzenia tego, co konkretnie oglądał Eggsy.
Szybko jednak zorientował się, jak bardzo absurdalnie to brzmi i natychmiast odebrał telefon od mężczyzny.
 – Cześć, Harry – przywitał się. – Właśnie wychodzę do baru. Jesteś już w domu? Jak tam pieski? – dopytywał, łapiąc po drodze klucz do pokoju, zakładając okulary, buty i przelotnie spoglądając w lustro, by skontrolować swój wygląd.
Wyglądał…zupełnie…dobrze.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Paź 09, 2017 8:50 pm

Rozmowa z Eggsym była nieszczególnie długa i interesująca. Harry jedynie pokrótce opisał moment poznania się szczeniąt i nie skupiając się na szczegółach  streścił ich natychmiastowe przystąpienie do zabawy. Oczywiście także życzył powodzenia, przypominając sobie dawne pytanie chłopaka, czy jako Arthur będzie go bardziej dręczył.
Odpowiedź nadal brzmiała 'tak'.

Następne pół dnia Harry’ego Harta niczym nie różniło się od dnia przeciętnego Brytyjczyka. Mężczyzna zaparzył sobie herbatę waniliową, przeczytał raz jeszcze ostatnie wiadomości, skontaktował się z Merlinem odnośnie spraw w agencji. Napisał nawet krótką informację dla młodej sąsiadki odnośnie tożsamości nowej lokatorki i rozkazał w razie problemów kontaktować się bezpośrednio i bez wahania z nim. Spróbował nawet sięgnąć po jakąś wyższą lekturę, jednakże nowy szczeniak pod dachem nieustannie rozpraszał go, przez co odłożył do połowy przeczytanego Fausta Goethego i nalał sobie martini. Od kilku lat nie mógł skończyć czytać owej nieszczęsnej książki. Jak na ironię – operę widział dwa razy.
Już szybciej przeczytał całego Harry’ego Pottera.


Około godziny osiemnastej czarna taksówka zatrzymała się pod  elegancką fasadą brązowego budynku. Ze środka wysiadł mężczyzna w ciemno granatowym garniturze i rozejrzał się, po czym skierował się ku drzwiom. Przestrony przedsionek wieńczyły dwuskrzydłowe drzwi, najprawdopodobniej mahoniowe. Po prawej stronie znajdowały się jeszcze jedne drzwi. Harry Hart skierował się od razu ku drzwiom na prawo i znalazł się w części wizualnie różniącej się od holu jedynie jedną parą drzwi oraz kilkoma krzesłami pod ścianą i etażerką. Wyjął telefon z kieszeni i przejrzał ostatnie wiadomości. Eggsy nie miał póki co żadnego problemu. Wiadomości urywały się, gdy chłopak wszedł do klubu, więc Harry mógł przypuszczać, że i tu nie spotkał problemów. Inne wiadomości pochodziły od Merlina, który informował o rzeczach godnych uwagi przed i podczas wykonywania kolejnego zadania przez kadetów. Arthur postanowił jednak odłożyć przyjrzenie się lekturze na później, gdyż drzwi otworzyły się.
-Oh, mr. Hart. Jak dobrze pana widzieć – zza drzwi wyłonił się na moment mężczyzna sporo młodszy od Harry’ego, by za chwilę zniknąć z zapraszającym uśmiechem.

Niedługo po jego powrocie do Kingsmana, Merlin zmusił go do spotkania się z prywatnym psychiatrą pracującym dla służb specjalnych, a Harry - z szacunku do swego przyjaciela – zgodził się. Nie spodziewał się jednak, że przerodzi się to w serie spotkań, które trwają już od dwóch miesięcy. Najprawdopodobniej cierpiał na PTSD, jednakże nie było to dokładnie stwierdzone. Jak powtarzał dr. Finnegan Downes, niemożliwym było, żeby ktokolwiek po takowych wydarzeniach – to jest zabiciu pięćdziesięciu niewinnych ludzi, zostaniu postrzelonym w głowę, spędzeniu roku w sterylnym białym pomieszczeniu, jedynie po to by odzyskując pamięć dowiedzieć się, że wszyscy jego przyjaciele nie żyją, przez co awansował na najwyższą funkcję w agencji - nie miał jakiegokolwiek PTSD.
Faktycznie, w życiu Harry’ego wiele się wydarzyło w ciągu ostatniego półtora roku. A wszystko zaczęło się od wyciągnięcia młodego Walijczyka z aresztu.

- Skoro już jesteśmy przy temacie Gary’ego, co pan właściwie czuje do niego? Teraz, po wszystkich tych wydarzeniach? - psychiatra Harta miał niezwykle dziwny akcent, co zawsze intrygowało mężczyznę, bowiem doktor Downes wychowywał się w Suazi. Harry za każdym razem z niewiadomych przyczyn znajdował ten fakt bardzo interesujący.

- Cóż, jest moim najlepszym przyjacielem, nic się tu nie zmieniło – zmarszczył brwi Harry, niezbyt rozumiejąc pytanie.

-Mam na myśli seksualne uczucie, panie Hart.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 22, 2017 7:24 pm

 – Reese! – zawołał chłopaka ktoś od razu, gdy ten przeszedł przez drzwi baru.
Spojrzenie Uniwna podążyło w kierunku, z którego dobiegł entuzjastyczny okrzyk. Jego wzrok odnalazł grupę mężczyzn. Wszyscy ubrani byli całkiem podobnie – w białe koszule i ciemne spodnie. Zapewne pracowali…ze sobą.

Eggsy zamachał dłonią w odpowiedzi na zawołanie do mężczyzny z samolotu – Caluma.
Podszedł do grupy mężczyzn, przywitał się ze znajomym osobnikiem po czym przeszedł do przedstawiania się reszcie grupy, gdy Calum zajął się tłumaczeniem wszystkim zebranym, że to ten chłopak, o którym im opowiadał. Spotkało się z dosyć znacznym entuzjazmem.
Można by pomyśleć, że nader jest to miłe ze strony dżentelmenów, by tak przyjąć gościa, ale Eggsy wiedział, że…nie wszystko było takie, jak mu się wydawać mogło. W mężczyznach w rzeczywistości pozostawało niewiele z dżentelmenów. Do tego byli niebezpieczni i połowa z nich była uzbrojona.

 – Oh…Co my tu mamy? – usłyszał nagle za plecami Eggsy. Natychmiast niemalże spojrzał przez ramię na postać, której to oczy czuł na sobie już od samego momentu, gdy wszedł do baru.
Fintan O’Casey – prawa ręka narkotykowego barona ściganego od roku przez różne służby, właściciel notesu i cel Eggsy’ego.
Chłopak widział go wcześniej na zdjęciach, ale kiedy ten stanął przed nim żywy – Unwin przez chwilę zastanawiał się czy aby na pewno nie powinien zrobić kroku do tyłu.
Fintan był typem przystojniaka o kwadratowej szczęce, ciemnych i bujnych lokach, śnieżnobiałym uśmiechu oraz porażająco niebieskich oczach. Do tego pachniał zabójczo, był od Eggsy’ego być może dziesięć centymetrów wyższy, podobnie szeroki w barkach i roztaczał aurę czającego się niebezpieczeństwa.
Mężczyzna pożerał Eggsy’ego wzrokiem, podczas gdy ten próbował wymyślić jak mógłby to wykorzystać już teraz.

To Fintan był tym, który pierwszy się poruszył.
Wyciągnął ku Gary’emu dłoń, a gdy ten spróbował podać mu własną, by Fintan mógł ją uścisnąć – ten zrobił coś, co zupełnie zbiło Unwina z tropu.
Niebieskooki mafioza uniósł dłoń dwudziestopięciolatka do ust i pocałował jej kłykcie.
Eggsy zmusił się do głębokiego odetchnięcia, powstrzymania się od oblania się rumieńcem zawstydzenia i posłaniu O’Caseyowi nieznacznego uśmiechu.

Po chwili siedzieli już wszyscy przy stole – Eggsy obok Caluma, dokładnie naprzeciw Fintana. Pili niewiele, więc Eggsy nawet nie musiał wymyślać sposobów na to, by jak najszybciej pozbyć się alkoholu z kieliszka inaczej niż wlewając jego zawartość w swoje ciało. Chłopak zdał się na wysoką tolerancję alkoholową i sprawianie wrażenia, jakby ta była niższa niż jest w rzeczywistości.

 – Skąd jesteś, Reese? – spytał nagle Calum, dolewając chłopakowi alkoholu do kieliszka.
 – Z Rhyl – odpowiedział krótko Eggsy, uśmiechając się do Caluma i muskając opuszkami palców kieliszek wypełniony alkoholem.
Calum zerknął błyskawicznie na Fintana po czym wrócił spojrzeniem równie szybko do swojego rozmówcy.
 – Masz bardzo charakterystyczny akcent, wiesz? – zauważył mężczyzna, taksując go subtelnie wygłodniałym spojrzeniem. – Powiedz, Reese…masz chłopaka?


 – Jak poszło z Downesem? – spytał Merlin, przystając obok Arthura, którego całą uwagę zaskarbił sobie widok rozprzestrzeniający się za oknem zamku.
Mężczyzna nie odpowiedział nic, więc Merlin uznał to za sygnał do tego, by przejść do następnego tematu.
Uruchomił urządzenie trzymane w rękach i przeszedł do aktualizowania postępu misji, jeszcze raz zerkając na milczącego przyjaciela.
 – Eggsy od kilku godzin wlewa w siebie alkohol i na szczęście trzyma się dobrze. Trochę mnie jednak martwi to, że Brothaigh poświęca mu za dużo uwagi. To może zniechęcić O’Caseya. Jak myślisz, Harry?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 22, 2017 11:17 pm

Jeszcze tego samego dnia, prosto z centrum Londynu Harry Hart powrócił w objęcia  Szkocji. Wspomnienie o Eggsy’m przywróciło w mężczyźnie niepokój o chłopaka. Prawdopodobnie nigdy nie przestanie się o niego martwić, mimo że sam wybiera dla niego misje, które w głównej mierze mają na celu sprawdzenie jego umiejętności i ciągłe popychanie na przód. Harry dobrze wiedział, że Galahad poradzi sobie w każdym postawionych mu zadań. Sam przecież go szkolił.
I tu jest pies pogrzebany. Gdyby dzieciak nawalił byłaby to wina Harta. Znając Merlina czy dr. Downesa, przekonywaliby go, że nie jest to prawda, że nie może się obwiniać, jednakże to Harry wciągnął go do Kingsmana i to Harry do końca będzie odpowiadał za ten wybór.
W głębi duszy jednak mężczyzna obawiał się, że Eggsy pójdzie w ślady ojca i powoła się na heroiczny czyn, pozostawiając po sobie jedynie złamane serca najbliższych osób. W tym to należące do niego.

Dlatego też Harry Hart około trzech godzin później stał przed ogromnym oknem, beznamiętnie obserwując pochmurne pagórki Szkocji. Uprzednio zapoznał się z najnowszą aktualizacją raportów o rekrutach oraz ich postępach w ostatnim zadaniu. Dowiedział się między innymi, kto nie poradził sobie ze skokiem ze spadochronem. Jeden z nich - młody Pickering, wnuk świętej pamięci zasłużonego agenta MI6 – odmówił skoku w pierwszej kolejności. Chłopak wytłumaczył się osobistą zasadą, bowiem tak właśnie zginęła jego matka, przez co obiecał babce, że nigdy nie skoczy ze spadochronem. Merlin uznał jego rezygnację za godną jego pozycji społecznej. Natomiast po wyrzuceniu jeszcze kilku z kadetów, grupka coraz bardziej zbliżała się do upragnionej ilości najlepszych.

Niedługo później Harry usłyszał kroki, po których łatwo poznał ich właściciela. Koło niego przystanął Merlin, a jego pytanie zostało przez Arthura zignorowane, jedynie dlatego, że były teraz sprawy ważniejsze niż jego wizyta u psychiatry. Merlin prawdopodobnie stwierdził to samo, gdyż odrzucił niewielki plik kartek i uruchomił nieodłącznego tableta ukrytego w clipboardzie.

Harry położył na ustach palec w zamyślonym geście. Chłopak bowiem nigdy nie podrywał żadnego mężczyzny, w porównaniu do… reszty agentów Kingsmana. Co on myślał na ten temat?
-Być może będzie mu potrzebna drobna rada – mruknął w końcu Harry i bez słowa więcej ruszył w kierunku ulubionego pomieszczenia Merlina.

Gdy za sobą usłyszał podążające za nim kroki drugiego mężczyzny, wyjął z kieszeni marynarki okulary i pokazując je przez ramię agentowi za  nim, krótko nań spojrzał porozumiewawczo, po czym założył je. Arthur został połączony z kamerą Galahada, by na własne oczy zobaczyć jak chłopak radzi sobie z grupą irlandzkich mafiozów.
Faktycznie dało się przed nim zauważyć pokaźną ilość opróżnionych szklanek oraz roześmiane podpite towarzystwo, z którego przynajmniej połowa patrzyła na chłopaka pożądliwie.
Mężczyźni dotarli do pokoju zabaw Merlina, a ten skoro tylko przestąpił próg – załączył obraz z okularów Galahada na ekran, a także połączył ich głosowo.

-Galahadzie, wydaję mi się, że potrzebujesz skorzystać z toalety – powiedział na przywitanie Merlin rozsiadając się za konsolą. Harry jedynie zaczaił się za jego plecami, zakładając ręce na piersi. Dzisiaj był wyjątkowo bez krawata oraz nie czuł potrzeby zapinania ostatniego guzika białej koszuli. Zaczekali chwilę aż chłopak przeprosi towarzyszy kielicha i wyruszy na samotną wyprawę oraz upewni się, że jest tam sam.
-Witaj Eggsy – zaczął Harry, gdy chłopak spojrzał w lustro, ukazując swoją twarz. Miał delikatne rumieńce, które były przyczyną chwilowego zająknięcia Arthura. – Wydaję nam się, że niewielka rada mogłaby popchnąć misję do przodu. Oczywiście jeżeli się dobrze bawisz…- na usta Harta wpłynął niewielki uśmiech, szybko wyłapany przez jego rozmówcę i odwzajemniony.

Żaden z pozostałych w Szkocji agentów nie zastanowił się, czy Unwinowi nie wyda się jakkolwiek podejrzanym fakt, jak ochoczo zaczęli udzielać mu rad odnośnie zaciągnięcia innego mężczyzny do łóżka. Najważniejsze było teraz powodzenie misji i być może chłopak również skupi się głównie na tym.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 525
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Paź 23, 2017 12:10 am

Z ulgą wyszedł do łazienki, przepraszając towarzystwo i niemalże potykając o własne nogi, gdy już nikt nie patrzył. Alkohol i jego spożycie miały zdradzieckie działanie. Dopiero, gdy się wstawało okazywało się jak naprawdę ma się sytuacja.
Eggsy’emu również ulżyło na dźwięk głosu Harry’ego. Nie miał pojęcia co robić, sprawa wydawała się wymykać spod kontroli. Unwin radził sobie oczywiście doskonale z walką wręcz, strzelaniem i pozostałymi „tajnymi” kwestiami. Jednak to, co teraz musiał zrobić…było trudniejsze niż cokolwiek, co było od niego wymagane wcześniej. O wiele trudniejsze niż misja dostarczenia pewnego nadajnika w pewne miejsce za pomocą amerykańskiej technologii, do diabła!  
Eggsy zdecydowanie potrzebował chwili na uspokojenie, chwili samotności.
Czuł się osaczony.

Wszedł do łazienki, sprawdził każdą kabinę, by upewnić się, że nikt go nie podsłucha.
Następnie przystanął przed lustrem, wspierając się ramionami na umywalce.
 – Harry, nie wiem co mam robić… – jęknął, spoglądając błagalnie w lustro.
Oczywiście, Harry w przeciwieństwie do chłopaka wiedział doskonale jakie kroki podjąć i to sprawiło, że Eggsy poczuł się pewniej. Zaś komentarz mężczyzny przyczynił się do tego, że myśli chłopaka przestały szamotać się we wszystkie strony.
Wsłuchał się w to, co miał mu do powiedzenia Harry oraz Merlin.


 – Nie zrobię tego, Merlin – syknął Eggsy, żałując, że w ogóle ma z agentami jakikolwiek kontakt. Wolał tego nie usłyszeć.
Wszystko to tak go zawstydzało. Niemożliwym było to, by odważył się posunąć się do czegoś takiego.
Był przecież…hetero?

Chłopak potrząsnął głową, kładąc obydwie dłonie na swoim karku i podejmując się kolejnej próby dojścia do jakiegoś konsensusu ze swoim wnętrzem.
Nieważne, czym był. Nieważne było to, jak bardzo nie miał pojęcia o tym wszystkim. Nieważne, że nie chciał tego robić.
Zawsze powinien pamiętać, że przede wszystkim jest agentem Kingsmana.

Niespodziewanie drzwi łazienki zaskrzypiały, zwiastując pojawienie się kogoś w pomieszczeniu.
Odbicie w lustrze szybko uświadomiło Eggsy’ego o tym, kim jest tajemniczy przybysz.

Fintan przystanął obok chłopaka, nachylił się nad umywalką obok i począł myć ręce, cały czas nie odzywając się ani słowem i zerkając na Unwina jedynie kątem oka.
Na ustach nosił nieznaczny uśmiech.

Strząsnął zbędną wilgoć nad umywalką po czym sięgnął po ręczniki papierowe, których dystrybutor znajdował się tuż obok Eggsy’ego. By dostać się tam – mężczyzna musiał przystanąć tuż obok chłopaka, który cały czas śledził jego każdy ruch w odbiciu lustrzanym.
Fintan sięgając po ów ręczniki, nie omieszkał otrzeć się o pośladki Unwina własnym kroczem. Co więcej – w lustrze sprawdził reakcję chłopaka na ten zabieg.
A była ona bardziej niż zadowalająca.
 – Masz zamiar tam wrócić? – spytał O’Casey, ciskając zużytym ręcznikiem do kosza.
Eggsy nie odpowiedział, a zamiast tego odwrócił się do mężczyzny przodem i zacisnął palce na umywalce jeszcze mocniej.
Fintan zrobił kilka kroków do przodu i zatrzymał się dopiero wówczas, gdy jego biodra zetknęły się z tymi chłopaka.
Gary odetchnął głęboko, spuszczając wzrok na dłoń mężczyzny, która szybko odnalazła swoje miejsce na jego talii.
 – Coś nie tak? – spytał Fintan, nachylając się nad chłopakiem.
Eggsy pokręcił przecząco głową, a następnie jednym zdecydowanym ruchem przyciągnął O’Caseya do siebie, atakując jego usta niecierpliwym pocałunkiem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Paź 23, 2017 4:22 pm

Na usta Harry’ego wpłynął mimowolny uśmiech. Reakcja Galahada zdecydowanie rozbawiła obu mężczyzn.
-Eggsy, nie możesz się wycofać – napomniał chłopaka Hart. Byli zbyt daleko posunięci z misją, by wymienić agenta. Poza tym nie mieli agenta na wymianę.
Obraz podążył za dźwiękiem otwieranych drzwi. Widok prawej ręki największego lorda narkotykowego na terenie Wielkiej Brytanii zazwyczaj nie wróżył nic dobrego. I tutaj był cień szansy na zdemaskowanie Eggsy’ego, jednakże Arthur był przekonany o powodzeniu misji. Dobrze widział, jak O’Casey spoglądał na chłopaka.
-Do dzieła, Gary – mruknął Merlin, obserwując poczynania mężczyzny. – Czas zabłysnąć – dodał odsuwając się od mikrofonu i wyciągnął nogi.
Niemalże z zapartym tchem przyglądali się, jak Galahad przyciąga do siebie Irlandczyka i czekali na jego reakcje. Szczęśliwie, Fintan kontynuował pocałunek, a nawet, jak dało się wywnioskować głownie ze zbliżeń na twarz starszego mężczyzny, pchnął chłopaka na ścianę i agresywnie pogłębił pocałunek.
Dobrze ci idzie, Eggsy. Harry podparł brodę na dłoni, podczas gdy Merlin wyciszył odgłosy i mikrofon.

-Niech tylko nie zapomni, że notes jest w pokoju hotelowym O’Casey’a, a nie jego bokserkach – mruknął Merlin, odwracając się na krześle obrotowym i podłapując kontakt wzrokowy Harta. Arthur opuścił spojrzenie na przyjaciela i delikatnie uśmiechnął się. Czuł niespotykane jak dotąd uczucie, które usiłował zignorować, tłumacząc małą ilością snu oraz zmartwieniem. Obawiał się jednak, że tylko oszukuje siebie i prawda o źródle owego uczucia jest zupełnie inna.

-Wierzę, że misja jest jego priorytetem -  odwrócił się i podszedł do szuflady z drugiej strony pokoju. Wyjął z niej butelkę szkockiej i dwie szklanki. Merlin udał zaskoczenie, jakby wcale nie ukrył owej butelki w tym miejscu zaledwie kilka dni temu. Harry rozlał złoty napój i podał drugiemu mężczyźnie, na co ten odpowiedział uśmiechem.
-Za powodzenie misji – powiedział Merlin, unosząc szklankę. Harry odpowiedział tym samym i spojrzał krótko na ekran, upewniając się, że chłopak nadal dobrze sobie radzi.


-Niedługo test w barze – powiedział Merlin, przerzucając karty na tablecie. Mężczyźni czekali aż  rozbudzeni w nocy kadeci ustawią się w szereg. Harry przyjrzał się ich twarzom. Niektóre z nich były zupełnie pozbawione wyrazu, inne niesamowicie zdeterminowane by utrzymać oczy otwarte. – Myślę, że warto zaczekać z tym do powrotu Galahada lub Tequili. Mamy za mało agentów na ten moment, by zrobić cokolwiek.
Harry skinął głową na te sugestię. Nie wiadomo było jednak jak długo zajmie Eggsy’emu jego misja, być może trzeba będzie sprowadzić w tym celu kogoś z MI6.

-Kingsman powinien być gotowy o każdej porze, nawet wyrwany ze snu. Na rozbudzenie polecam rozgrzewkę przy świetle księżyca – powiedział głośno Merlin.
Obserwowanie, jak inni biegają wokół ogrodu, odkąd Hart pamiętał sprawiało Merlinowi zbyt wiele radości. Sprawdziwszy uprzednio czy Eggsy wciąż siedzi w barze – nadal sączył drinki z irlandzkim towarzystwem - śledzili wzrokiem jak rekruci truchtają po żwirowej ścieżce.
Harry dobrze pamiętał swój trening. Po nim właśnie zaprzyjaźnił się z Merlinem. Oglądanie męczących się rekrutów już wtedy sprawiało mu przyjemność. Jednakże po przeciętnym wojskowym treningu Harry’emu nie trudno było wyrwać się w środku nocy i biegać bez celu w kółko. To właśnie zwróciło uwagę technika Kingsmana oraz ściągnęło na grupę więcej ćwiczeń fizycznych.
-Wystarczy – powiedział Arthur, przyglądając się delikatnie czerwonej twarzy Sawyera. Zaczekał aż wrócą do szeregu i kontynuował – Jak widzicie, jest was coraz mniej, co znaczy, że zbliżamy się do końca treningu. Jeżeli uważaliście na początku, wiecie że potrzebujemy jedenastu z was. Mam też nadzieję, że jedna z głównych idei tego treningu nadal wam przyświeca. Przed wami jeszcze parę zadań…

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   

Powrót do góry Go down
 
Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: