IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Paź 23, 2017 11:24 pm

Łopatki Unwina zetknęły się gwałtownie z zimną ścianą łazienki. Z chłopaka na moment uciekło powietrze, a palce wplątane w ciemne loki zacisnęły się na nich mocniej.
Fintan nie obawiał się pogłębić pocałunku czy sięgnąć po to, co sprawiało mu przyjemność. A w tej chwili tej przyjemności dostarczyć mu miał Eggsy.

Dłoń O’Caseya sunęła w dół ciała mężczyzny, wślizgując się po chwili podstępnie po wnętrzu uda wprost między nogi młodego agenta.
Eggsy w pierwszym odruchu chciał chwycić Fintana za nadgarstek i udaremnić jego starania, ale zamiast tego zwolnił nieco, uśmiechnął się lisio, gdy obydwaj odsunęli się od siebie, by zaczerpnąć oddechu, a następnie niespiesznie przesunął swój delikatny uścisk z przedramienia mężczyzny aż na dłoń tkwiącą między nogami chłopaka.
Mafioza nie stawiał siłowego oporu, gdy Unwin usuwał jego rękę stamtąd. Zamiast tego, zielonymi tęczówkami śledził z uwagą każdy krok dwudziestoparolatka.
 – Jeszcze dzisiaj w nocy będziesz mój – wymruczał z ledwo słyszalnym rozbawieniem Fintan.
Eggsy parsknął na to krótko i uniósł brew delikatnie wyzywająco do góry.
 – Oby to była prawda.


Tybalt ledwo trzymał się na nogach, Sawyer kilka razy miał atak astmy, Jacob udawał, że daje rade doskonale, a Nike zaś…a Nike była w doskonałej formie i wyglądała jedynie na nieco zdyszaną, gdy wreszcie pozwolili im się zatrzymać.
Większość po porostu runęła na ziemię. Tybalt wsparł się na Ainsworthcie, a Jacob otarł pot z czoła.
Nadal byli na górze rankingu.
Spośród kilkunastu pozostałych kadetów…byli jednymi z najlepszych. Cała czwórka trzymała się razem i nawet mimo ogromnej potrzeby rywalizacji Jacoba z Sawyerem – chłopcy starali się współpracować, szybko odnajdując wspólny grunt zainteresowań, którym były…modele samolotów.
 – Chyba….umie…umieram… – rzęził Sawyer, po raz drugi w ciągu minuty pociągając życiodajną porcję resuscytacji z inhalatora.
Emily spojrzała na niego, zręcznie ukrywając rozbawienie i poprawiając przy tym włosy związane w kitkę. Jacob siedział cicho, zerkając na Sawyera z pewnym zdezorientowaniem.
Tybalt z kolei poklepywał biedaka po plecach.

Wtem chłopiec poczuł na sobie spojrzenie. Wrogie.
Odwzajemnił je, a adresant okazał się być jak najbardziej spodziewany.
Po tym jak Jacob niechętnie dołączył do obozu Sawyera – utworzyły się dwie grupy, które łączyła wyjątkowa niechęć głównie Tybalta i Rosie Roosvelt względem siebie nawzajem.
Tybalt uważał, że było to zupełnie nienaturalne, by ktoś taki jak Rosie istniał. Zachowywała się jak wyjątkowo wysublimowany, psychopatyczny robot w ciele siedemnastolatki o jego wzroście. On i Rosie byli najmłodszymi rekrutami i choć w przypadku Priestleya zawdzięczał on swój sukces towarzyszom – Rosie wydawała się tylko sprawiać pozory takiej, która pracuje w grupie. Rozstawiała wszystkich po kątach, kierowała nimi jak marionetkami, a jej spojrzenie było przy tym puste, bez wyrazu.
Tybalt bał się przegrać jedynie z nią.
 – Jesteś do dupy, Ainsworth – syknął Jacob na tyle głośno, by pozostała trójka to słyszała.
Sawyer zmarszczył na chłopaka brwi, a w związku z tym, że nadal jeszcze wówczas nie odzyskał w pełni oddechu – zupełnie przytyku Jacoba na skomentował.


Eggsy zajął swoje miejsce naprzeciw Fintana, sięgając po napełniony kieliszek.
Obserwował w napięciu jak mężczyzna nachyla się nad jednym ze swoich popleczników, by zapewne poinstruować go w kwestii zakończenia tego spotkania jak najszybciej.
Unwin poczuł na sobie jeszcze jedno spojrzenie. Nie musiał patrzeć w tę stronę, by zorientować się, że to do Caluma ów należało.
Wiedział, że złamał tego wieczoru niejedno serce na rzecz O’Caseya. Reszta musiała jednak sobie z tym poradzić. Poza tym…długo nie będą tego Eggsy’emu wypominali. Chłopak miał zamiar dopiąć misji tej nocy, jeszcze nim słońce wzejdzie ponad horyzontem.

Wszyscy poczęli wstawać od stołu, gdy jeden z podwładnych mafioza zasygnalizował późną porę, sugerując, by wszyscy dopili swoje drinki i podnieśli się z krzeseł po czym nie nazbyt spiesznie udali się do wyjścia z baru.
Eggsy poszedł w ślady za wszystkimi – wstał od stołu, chwycił swój płaszcz i skierował się do wyjścia.
Szybko poczuł jednak, że nawet gdyby chciał – nie miałby teraz możliwości ucieczki.
Fintan chwycił mężczyznę w pasie, przyciągnął do siebie i w ten sposób dopiero pozwolił mu na opuszczenie baru.
Eggsy nie oponował.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Lis 11, 2017 12:29 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Paź 24, 2017 1:04 am

Krótki wywód Harry’ego został przerwany przez krótkie pikanie dochodzące z tableta oraz Merlina oznajmiającego, że Galahad opuścił bar. Pokrótce dokończył, ujmując istotę swojej wypowiedzi i nakazał drugiemu agentowi skończyć, co zaczęli z kadetami, to znaczy pomęczyć ich jeszcze chwilę ćwiczeniami fizycznymi, natomiast sam skierował się do środka pałacyku. Merlin miał do niego dołączyć jak tylko odeśle rekrutów do dormitorium.

Ta misja była niezwykle ważna i wymagała równie niezwykłych środków. Zazwyczaj misje polegały na potajemnym wykradnięciu czegoś czy zrobieniu rozróby. Tym razem jednak prawdopodobnie nieunikniona będzie potrzeba przespania się z celem. A to wymagało nadzwyczajnego nadzoru i natychmiastowego działania w razie gdyby coś poszło nie tak. Gdy Harry znalazł się przed ekranami, Galahad z O’Casey’em dojeżdżali do hotelu. Ten zupełnie różnił się od tego, w którym miał spać Eggsy. Także w środku wystrój sprawiał wrażenie znacznie droższego. Kingsman oczywiście bez problemu mógłby pozwolić sobie na studio w owym hotelu, jednakże przykrywka Unwina wymagała czegoś znacznie uboższego.
-Eggsy, słyszysz mnie? - Harry uruchomił mikrofon i powrócił do zamyślonej pozy z brodą wspartą na pięści. Zaczekał aż chłopak da dyskretny sygnał. - Wierzę, że dasz sobie radę w tym ... nietypowym zadaniu. Pamiętaj, że wystarczą skany notesu. Oczywiście jeśli dobrze to rozegrasz, to nie będziesz nawet musiał się rozbierać - mruknął, uśmiechając się. Oboje jednak dobrze wiedzieli, że jest to praktycznie nieuniknione.

Tak jak przewidywał, Fintan O’Casey zaprowadził go prosto do swojego prywatnego pokoju. Zachowywał się jakby nie miał nic do ukrycia, jakby wcale nie był prawą ręką króla narkotyków, mającym w posiadaniu listę, dysponującą mocą zniszczenia całej tajnej siatki rządu Wielkiej Brytanii. To mogło się wiązać z upadkiem nie tylko brytyjskiego rządu, a także Kingsmana. A dopiero zaczynają odbudowywać dawną potęgę tak łatwo zniszczoną przez Poppy i Charliego.
Dlatego też podjęli się tego zadania. I dlatego Eggsy wylądował w pokoju potężnego mafiozy. Arthur nie zdradził mu całej wagi zadania, by nie obciążać chłopaka jeszcze tą informacją. To było coś zupełnie innego niż ratowanie całego świata, co chłopak wykonał już przynajmniej dwukrotnie. Tym razem działał potajemnie i nie mógł zwyczajnie oddać się fizycznej walce.
Z tego powodu Harry nadzorował dokładnie przebieg misji i był gotów na każdą ewentualność.

Zgodnie z planem O’Casey nie był w stanie oprzeć się czarowi Unwina. Skoro tylko znaleźli się w windzie, zaczął całować chłopaka po szyi, a gdy przekroczyli próg pokoju - zaczął rozbierać i siebie, i Eggsy’ego. Agent musiał uważać, by napaleniec nie pozbawił go zbyt wielu rzeczy - agenci musieli pozostać w stałym kontakcie.

Nieznane uczucie powróciło w okolice podbrzusza mężczyzny, ale i tym razem wytłumaczył je przed sobą stresem o powodzenie misji oraz martwieniem się o dzieciaka, a wszystko przyozdobione brakiem snu i kofeiny w organizmie. Nie mógł przecież przewidzieć, jak zachowa się jego organizm, więc stwierdził, że właśnie tak się to objawia.
Zmarszczył brwi, gdy uczucie zaczęło narastać wprost proporcjonalnie do tego, jak zmniejszała się ilość ubrań pozostająca na mężczyznach.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Sob Paź 28, 2017 5:31 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Paź 25, 2017 10:12 pm

Nietypowym zadaniu, huh? Tak to nazywasz?
Eggsy zacisnął wargi w wąską linię.
Byli coraz bliżej hotelu, w którym mieszkał Fintan i reszta jego popleczników.
Tylna kanapa była rozległa, a Fintan chcąc zachować przynajmniej resztki przyzwoitości – usiadł po przeciwnej stronie limuzyny, wlepiając spojrzenie w widok za oknem i pozwalając Unwinowi zająć się samemu sobą.
Eggsy zaś usilnie próbował nie myśleć o tym, jak bardzo chce wyskoczyć z tego pędzącego podmiejską drogą samochodu.

Dotarli do hotelu w przeciągu następnych paru minut, wsiedli do windy. Gdy tylko dźwig poruszył się, Fintan przysunął się bliżej młodego Walijczyka i począł powoli badać kolejne płaszczyzny jego ciała ukryte pod ubraniem. Usta mężczyzny zaś postanowiły bliżej poznać się z szyją agenta.
Eggsy spróbował zachowywać się jak najnaturalniej potrafił, odchylając głowę, wzdychając ledwo słyszalnie i niecierpliwie poruszając biodrami.

Gdy winda ogłosiła koniec swojej podróży w górę – obydwaj mężczyźni wytoczyli się z niej, nadal splątani ze sobą ciałami, całując się i w zniecierpliwieniu od progu zdejmując z siebie wierzchnie ubrania, buty.
Fintan niespodziewanie oderwał się od ust chłopaka, by nie wpaść na żadną ze ścian i bezpiecznie dotrzeć do rozległej części sypialnianej. Tam O’Casey postanowił kontynuować wypełnianie swojego planu.
Nim jednak mężczyzna przywarł do Eggsy’ego na powrót, chłopak zdołał uruchomić transmisję obrazu do bazy w Szkocji, mając nadzieje, że przynajmniej Harry jest sam.
Zdjął z nosa oprawki i położył je dokładnie na wprost łóżka.

Unwin nie był szczególnie cierpliwy. Szybko zmęczyło go rozpinanie guzików koszuli O’Caseya, więc szarpnął jej połami. Kilka guzików się oderwało, a tors mężczyzny ukazał się Walijczykowi w pełnej okazałości. Eggsy wczuł się na tyle, że nawet nie przeszkadzał mu szczególnie widok męskiego ciała przylegającego do jego własnego, również półnagiego.
Szybko znaleźli się zatem przy ogromnym łóżku hotelowym Fintana.
Wyższy mężczyzna gwałtownie pchnął na nie Unwina, zmuszając go do tego by ten raptownie usiadł.
Kolejne jego kroki sprawiły, że Unwin nie był w stanie na nie jakkolwiek zareagować.
O’Casey klęknął przed nim i zabrał się za rozpinanie jego rozporka.
 – To raczej nie potrwa długo – mruknął nieco prześmiewczo Fintan, gdy uwolnił sprzęt Unwina z jarzma spodni, które powoli zsunął chłopakowi do końca i odrzucił gdzieś w bok.
Eggsy, ku zdziwieniu wszystkich zebranych (głównie jego samego i zapewne Harta), był już niemalże zupełnie twardy. Każde muśnięcie dłoni O’Caseya posyłało po całym jego ciele dreszcz.

Mężczyzna nachylił się nad wybrzuszeniem w bokserkach dwudziestoparolatka, chuchnął na nie ciepłym oddechem. Eggsy szukając jakiejś podpory, odchylił się do tyłu i wsparł się na rękach. Obserwował poczynania Fintana z pewnej odległości, która była zdecydowanie zbyt mała jak na heteroseksualnego faceta.
Reakcje jego organizmu były nieprzewidywalne.
Zwłaszcza w momencie, gdy Irlandczyk przysunął swoje usta bliżej, a następnie począł ssać Unwina przez bieliznę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Paź 26, 2017 12:57 am

Harry Hart podszedł do pozostającej na wierzchu butelki whisky i nieuważnie nalał sobie prawie całą szklankę. Zrezygnowany spojrzał na złoty płyn i uznał, że nie może się on zmarnować. Zasiadł więc za konsolą, uważnie obserwując poczynania swojego agenta. Dokładny widok z kamery w okularach na to, co działo się przy łóżku przesłaniał sam O’Casey, jednakże Harry łatwo mógł domyślić się, co mężczyzna poczyna. Gdy sytuacja w irlandzkim pokoju hotelowym stała się jasna i jednoznaczna, Hart wziął głęboki łyk trunku, pozwalając mu wypalić swoje gardło.
W miarę jak Eggsy posuwał się coraz dalej ze swoją misją, uczucie w żołądku Arthura stawało się coraz bardziej nieznośne. Mężczyzna upił kolejny zbyt głęboki łyk. Whisky zdawała się z wolna upośledzać mu kubki smakowe, ale nie skupiał się na tym. Ważniejsza była misja.
Hart przyłapał się nawet na przemyślaniu, czy wysłanie tego chłopaka było dobrym pomysłem. Być może był inny sposób, by zdobić tę listę. Może ktoś inny mógł to wykonać. Mógł równie dobrze oddać sprawę MI6, gdy jeszcze był czas; tam roi się od młodych zdolnych. Z jakiegoś powodu jednak uznał, że ciekawie będzie wysłać do Irlandii Galahada. I było nawet zabawnie, dopóki akcja nie wyniosła się z baru. Wtedy Harry’ego dopadły kolejne wątpliwości, bynajmniej powiązane z troską o bezpieczeństwo chłopca z południa Londynu.
Do dyskomfortu w żołądku dołączyło kolejne odczucie, o niezidentyfikowanym ośrodku. Zdawało się wypełniać mężczyznę w całości po równo, prócz nieszczęsnego podbrzusza, gdzie skupiało się w szczególności. Mimo tego, jak uzdolnionym był agentem, nie potrafił zrozumieć przyczyny tych odczuć.

Hart zarejestrował kątem oka ruch na ekranie i podniósł wzrok ze szklanki - którą obserwował nieświadomie gładząc nierówności - na obraz. Po czym zastygł w bezruchu. Nie tego spodziewał się zobaczyć. I nie na to był gotowy. Poczuł jak bardzo delikatny rumieniec wpływa na jego policzki, a drugie odczucie orbitujące wokół dołu brzucha nasiliło się. Mężczyzna wstał i dopił alkohol jednym haustem. Zdecydowanie był to zły pomysł, albowiem skrzywił się i na moment poczuł stan niemalże agonalny. Mimo szczerych chęci, nie mógł oderwać wzroku od monitora.

Gwałtownie wyłączył ekran dopiero gdy usłyszał szelest powoli otwierających się drzwi. Jak gdyby nigdy nic przetarł szkła swoich okularów i odwrócił się do przybyłego mężczyzny. Merlin stał w uchylonych drzwiach, zbyt zajęty aktualizowaniem raportów dla Statesmana, by właściwie przekroczyć próg czy chociażby zauważyć, gwałtowny ruch Harry'ego. Arthur wsadził ręce do kieszeni i zaczekał aż przyjaciel podniesie na niego wzrok.
-Eggsy jednak skończył z celem w łóżku. Natomiast ja potrzebuję kawy – mruknął i ruszył by opuścić pomieszczenie. Merlin rozejrzał się i zatrzymał się na chwilę na wyłączonym ekranie. Najprawdopodobniej nie wiedział, co dokładnie tam zaszło. Przekaz Harry'ego był na tyle jednak jasny, by zdecydował się nie włączać transmisji z powrotem. Skinął więc głową i usiadł za konsolą, nie ruszając przycisków.
-Dam ci znać, gdy skończy - zawahał się na moment. - Przypuśćmy, że za dziesięć minut?

Harry skierował się ku bocznemu wyjściu z budynku. Chłód nocy ogarnął jego ciało, gdy przekroczył próg zamku. Potrzebował zaczerpnąć świeżego powietrza, ochłonąć. Oparł się o ścianę i przetarł oczy.

Podniecenie? Szok? Któreś z tych słów chyba było odpowiednim opisem nowej emocji przejawiającej się w ciele mężczyzny. 
Harry był... przestraszony. Jeszcze nigdy nie czuł czegoś takiego, a to prawie skutecznie go uspokajało. Miewał bowiem różne przygody łóżkowe i jeżeli do tej pory nie pojawiła się u niego owa czy chociażby podobna emocja - to musiało znaczyć jedno.
Harry Hart włożył ręce do kieszeni i ruszył w stronę rzeczki płynącej niedaleko zamku.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Paź 28, 2017 12:35 am

Eggsy westchnął głośno, odchylając głowę do tyłu i machinalnie podążając dłonią do głowy Fintana, by przytrzymać ją w odpowiednim miejscu i dopilnować, żeby stamtąd nie zniknęła do czasu, aż Eggsy będzie usatysfakcjonowany.
 – Kurwa… – mruknął chłopak, przygryzając dolną wargę.
Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała w przyspieszonym tempie jego oddechu.
 – Aaahh….
O’Casey nie przerywał. Jego usta miarowo przesuwały się wzdłuż przyrodzenia Unwina, jego ciepły język pieścił wszystkie jego czułe punkty, o których istnieniu Eggsy nawet nie wiedział.
Mężczyzna znał się na rzeczy i to całkiem nieźle.

Usta Fintana oderwały się nagle od pracy, ale jego dłoń nie zaprzestawała zaspokajania Unwina.
Irlandczyk spojrzał chłopakowi w oczy, przysuwając się bliżej i składając na jego ustach pojedynczy pocałunek.
 – Wolisz górę czy dół? – wymruczał cicho, a jego głos wywołał dreszcz na ciele Eggsy’ego.
 – Górę – odparł, sięgając do ręki Fintana i zatrzymując jej ruchy przez złapanie za nadgarstek i odciągnięcie jej.
Z reakcji mężczyzny wynikało, że jest mu to zdecydowanie po drodze. Zarówno pozycja jak i sugestia Unwina, by przejść do rzeczy.
 – Zerżnij mnie dobrze.


9:32 PM, SKRZYDŁO TRENINGOWE, SZKOCJA

Tybalt usiadł zdyszany na ziemię. Jego ramie bolało jak diabli, trzymał się za nie bez przerwy i krzywił się przy tym z bólu.
 – Za jakiś czas będziesz w tym lepszy – powiedział Sawyer, wyciągając ku niemu rękę, by pomóc mu wstać. – Jak urośniesz – zaśmiał się chłopak, ale wesołość szybko zgasła na jego twarzy. Bo Tybalt być może rzeczywiście zdołał wstać i utrzymać się na dwóch nogach, ale wyglądał na naprawdę wykończonego. To prawda, że dzisiejszej nocy nie spali zbyt długo, a z samego rana czekała ich mordercza przebieżka, ale…Priestley wyglądał naprawdę słabo. Był blady, jego oczy były podkrążone i czerwone, a usta spierzchnięte.
 – Coś się stało? –  spytał, podając mu butelkę swojej wody.
 – Nie spałem całą noc – odpowiedział i sięgnął po wodę. Upił kilka łyków po czym znów stęknął cicho z bólu. Musieli dzisiaj odbyć pierwsze szkolenie samoobronne. Odbywało się ono w parach. Tybalt nigdy nie miał farta i przydzielony mu został przeciwnik o głowę conajmniej wyższy, szerszy dwa razy i…pałający do niego dziwną niechęcią. Cóż za zaskoczenie.

Oprawca Tybalta nazywał się George Willmott. Należał do tego drugiego, bardziej elitarnego kręgu konkurentów, który trzymał się Rosie. Chłopak nie miał jednak zamiaru uśmiercić na miejscu Priestleya. Rzucił nim raz o ziemię i czternastolatek klepnął kilka razy w ring, poddając się.
To Sawyer wypadł lepiej podczas sparingu. Jego przeciwnik był podobnej budowy, co on i wydawać by się mogło, że nawet nieźle się dogadywali posyłając ku sobie kolejne ciosy.
Percy Lander, bo takie nosił imię i nazwisko dwudziestoczterolatek, nadawał się doskonale na tajnego agenta. Rzadko się odzywał, rzadko pojawiał się gdziekolwiek zauważony. Był typem samotnika, który mógł się wydawać na pierwszy rzut oka niesympatyczny, ale w rzeczywistości…był tylko trochę zgorzkniały.
Emily z własnym przeciwnikiem trafiła też całkiem nie najgorzej. Przypadł jej średniego wzrostu, nieco zbyt rozgadany, całkiem miły Patrick Bowes-Lyon. Pokonała go w niespełna dziesięć sekund.
Jacob z kolei trafił najgorzej, bo na Rosie, której z początku nie docenił, co w rezultacie okazało się być…bardzo złą decyzją. Chłopak również poddał walkę.

 – A jadłeś coś chociaż? – dopytywał Sawyer.
 – Nie miałem ochoty. Miałem wrażenie, że zwrócę od samego patrzenia.
Ainsworth wskazał mu gestem drogę do szatni, w której mieli się przebrać po treningu, wziąć prysznic i opatrzyć swoje ewentualne obrażenia.
 – Musisz coś zjeść inaczej nie dożyjesz ostatniego zadania.
Mroczna myśl wypowiedziana na głos przez Sawyera wstrząsnęła nieco Tybaltem. Chłopiec zmarszczył brwi w skonsternowaniu.
 – Nic mi nie będzie…
Zamilkł pod naciskiem krytycznego spojrzenia Sawyera.


Eggsy opadł zdyszany na pościel tuż obok Fintana.
Mężczyzna miał skute kajdankami nadgarstki, które z kolei były związane nierozerwalną więzią z ramą łóżka.
Jego włosy były potargane i w zupełnym nieładzie, a twarz czerwona ze zmęczenia i od nieoddychania.
Być może Unwin posunął się nieco za daleko…
Miał przynajmniej pewność, że mężczyzna zaśnie, zbyt wykończony tym, co działo się przez ostatnie dwie godziny między nim, a młodym Walijczykiem, któremu to sam kazał się przykuć do łóżka.
Reszta pojawiła się później, dosyć spontanicznie.

Obydwaj milczeli. W powietrzu unosił się specyficzny zapach ekstazy, lubrykantu i podniecenia.
Eggsy z kolei nie potrafił poruszyć ani jednym mięśniem. Czuł się jak wyrwany z transu, zbudzony.
Nie miał pojęcia, co się wydarzyło.
Nie wiedział, kim jest.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Paź 28, 2017 5:30 pm

-Harry, minęła już godzina – mężczyźni stali mroku na tarasie i spoglądali w gwiazdy. Arthur zdążył doprowadzić się do mentalnego porządku, a mimo to był niemal pewny, że Merlin zauważył pewne zmiany. Z braku czegokolwiek lepszego do roboty, Hart postanowił powtórzyć swoją wiedzę o konstelacjach. Dawno temu miał przyjaciółkę, której pasją było wszystko związane z kosmosem, w tym także wszelkie teorie o kosmitach. Chcąc nie chcąc, Harry zmuszony był do przyswojenia podstawowej wiedzy o gwiazdozbiorach. Niejednokrotnie wymykali się po nocach, by Blanca mogła podręczyć zaledwie dwunastoletniego Harry’ego swoją wiedzą. Ich kontakt niestety urwał się dość szybko, gdyż mieszkanka żeńskiego oddziału sierocińca została adoptowana zaledwie dwa lata po trafieniu doń.
Być może Hart powinien odszukać ją i sprawdzić, jak ma się jej wiedza o motylach.

-Podobno nigdy nie miał do czynienia na ten sposób z mężczyzną – mruknął w odpowiedzi Arthur. Był w stanie praktycznie usłyszeć kpiąco niedowierzający wyraz twarzy przyjaciela na te słowa. Cóż, Merlin był doświadczony. Harry poczuł potrzebę zmiany mało komfortowego tematu. – Tequila poinformował mnie, że jutro wraca do Szkocji. Na potrzeby następnego zadania dla kadetów zabierze paru amerykańskich agentów, więc będzie można przeprowadzić je już jutro. Im szybciej zakończymy ten trening, tym lepiej dla nas. Kingsman powinien w końcu stanąć na nogi – drugi mężczyzna pokiwał głową i ponownie zapadła cisza.

- Rozpocznę więc przygotowania – przerwał ją po chwili Merlin, poprawiając okulary. – Kawy?


Kolejną godzinę spędzili w sali konferencyjnej dyskutując o sprawach prywatnych. Harry w końcu postanowił streścić swoją wizytę u dr. Downesa, z drobnym pominięciem jednego wątku, na co Merlin również podzielił się kilkoma anegdotami ze swojego życia prywatnego.
Mężczyźni przyjaźnili się już ponad dwadzieścia lat, ale ich przyjaźń nadal miała nieco formalny charakter i rzadko spotykali się poza pracą. Obaj wielokrotnie podejmowali inicjatywę zmiany tej sytuacji, jednakże za każdym razem kończyło się to na spotykaniu się jedynie w bazie Kingsmana. Mimo to ich relacja była bardzo zażyła już od pierwszych dni Harta jako Galahada.

-Odnoszę wrażenie, że skończyli – Merlin podsunął tablet z obrazem z szafki irlandzkiego pokoju hotelowego z delikatnym uśmieszkiem w kąciku ust. Harry podniósł podsunięte mu urządzenie i momentalnie zmarszczył brwi. Żaden z nich nie spodziewał się, że chłopak posunie się tak daleko. Zdecydowanie było to pierwsze takie zadanie prawdopodobnie w całej historii Kingsmana, a z pewnością pierwszy raz tak rzetelnie wykonane. Wszystko zdawało się iść zbyt łatwo. Mimo spełnienia się pewnych oczywistych założeń, chociażby faktu, że Eggsy spodoba się O’Casey’owi, Harry wciąż miał pewne obawy.

-Daj mu jeszcze chwile. Wyglada na wybitego z kontekstu - powstrzymał Arthura Merlin. Nawet w półmroku dało się zauważyć zmianę na twarzy chłopaka. Technik klepnął przyjaciela w ramię i podniósł się.

Chwilę później ponownie siedzieli w jaskini Merlina, czekając aż Eggsy da znak. Rozwiązywał się właśnie kluczowy moment misji.
Wycieńczony alkoholem i stosunkiem Fintan O’Casey z wolna zasypiał, wciąż przykuty do łóżka. Żaden z nich najwyraźniej nie miał siły zrobić coś z tym faktem. Mogło być to też zaplanowane działanie Galahada, bowiem przykuty prawdziwymi kajdankami Irlandczyk nie byłby w stanie przeszkodzić agentowi w wykonaniu jego misji.

-Mam nadzieje, że jesteś świadom, że wystarczyło dosypać mu do drinka to samo, czym odkurzono ciebie podczas treningu - zaczął Harry, gdy upewnił się, że klatka piersiowa O’Casey’a unosi się spokojnie i regularnie.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Gru 03, 2017 1:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 29, 2017 2:22 am

Alkohol już dawno nie działał na niego tak, jak to robił na początku, posuwając go do coraz śmielszego działania. Teraz Eggsy doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak daleko to zaszło. Jego oddanie Kingsmanowi, jego oddanie misji sprawiło, że przekroczył własne granice.
Czuł się prawdziwie zbrukany.

Podniósł się do siadu, sięgnął po bokserki i spodnie. Wsunął obydwie części garderoby na siebie po czym wstał powoli z łóżka, a słysząc głos Harta w słuchawce wepchniętej do ucha, nie wytrzymał.
Wydarł urządzenie z głębi ucha i cisnął nim o ziemię.
W jakiś sposób…zirytowało go to, jak odniósł się do niego Harry.
Mógł zrobić wiele rzeczy. Mógł Fintana ogłuszyć, otruć, zabić. Oczywiście, że tak.
Ale…był zły sam na siebie, że postanowił misję wykonać w ten sposób.
Czyżby…czyżby to znaczyło, że Eggsy…Nie, to było niemożliwe. Irracjonalne.
On nigdy nie…
Eggsy potrząsnął głową ze złością. Jego misja nadal nie należała do wykonanych.
Chłopak zatem upewniwszy się, że O’Casey zasnął – ruszył w kierunku miejsca, gdzie pozostawił okulary.
Następnie rozpoczął poszukiwania notesu.

Nie miał pojęcia, co też się działo w jego umyśle. Miał ochotę w tym samym momencie zawodzić jak dziecko, by ze zmęczenia w końcu zasnąć i obudzić się z tego pokręconego snu. Miał ochotę przeklinać Harry’ego za to, że posłał go na tę misję. Zapewne mężczyzna miał nadzieję na niezłą rozrywkę, chwilę ubawu z Eggsy’ego. Unwin z kolei miał zamiar o tym zapomnieć, gdy tylko wróci do domu.
O ile jeszcze jakiś czas temu pod wpływem emocji począł rozważać wszelkie za i przeciw zamieszkania z Harrym, tak teraz nie mogło być o tym nawet mowy. Harry zapewne widział wszystko i Eggsy nie będzie mógł już nigdy sprawić, że ten zapomni o tym i będzie traktował go tak samo, jak wcześniej.
 – Kurwa… – jęknął Unwin, zamykając kolejną szufladę, w której nie znalazł notesu. Frustrowało go to wszystko nie do wytrzymania. Nie mógł jednak dać upustu emocjom w tej chwili. Każda minuta była na wagę złota, gdy chodziło o misję.
Fintan mógł w każdej chwili się obudzić.

Chłopak odetchnął głęboko, łapiąc się za głowę po czym chowając ją między kolanami i pozostając w kucającej pozycji przez kilka sekund. Potrzebował się uspokoić.
Potrzebował mieć przy sobie…kogoś…kogoś…
Był zupełnie sam.
Harry…


Był ciężki, wyłożony skórą i miał na sobie tę samą koniczynę, którą Eggsy widział na zdjęciach.
Chłopak poprawił okulary na nosie, wetknął słuchawkę z powrotem do ucha, a następnie otworzył notes na pierwszej jego stronie.

Eggsy wpatrywał się z niedowierzaniem w to, co widział.
A widział…zupełnie pustą stronę. Nie było na niej kompletnie nic.
Przewrócił na kolejną, która także okazała się być pusta, a następnie na trzecią i okazało się, że ta także nie jest zapisana.
Unwin w panice począł wertować cały notes, a nie widząc nic poza pustymi kartkami…począł wpadać w zupełny popłoch.
 – Tu nic nie ma… – szepnął do agentów, którzy zapewne z tym samym zawodem przyglądali się temu, jak Eggsy oblewa misję.
Notes był zupełnie pusty.
 – Tu nic nie ma – powtórzył.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 29, 2017 6:25 am

-Szafa koło łazienki. Komoda z lustrem. Etażerka z lewej strony - agenci jednocześnie wydawali podpowiedzi co do miejsca ukrycia dziennika. W rzeczywistości praktycznie przekrzykiwali się, rzucając pierwszym co przychodziło im do głowy.

Gdy w końcu Galahad odnalazł cel - zapadła cisza z obu stron.
-No nie wiem, może przekartkuj do końca - mruknął Merlin, tonem nieco wyższym od szeptu. Jakby Eggsy właśnie tego nie robił.
-Ultrafiolet? - wzruszył ramionami z rezygnacją Harry, na co Merlin spiorunował go spojrzeniem mówiącym „to głupie”.

Tak, tego nie przemyśleli. Arthur był równie zbity z tropu, co chłopak. Mężczyzna złożył ręce na piersi. Musiał pomyśleć. Z drugiej strony ekranu zaczynała się panika. Chłopak nerwowo kartkuje notatnik, szukając czegokolwiek.
-Eggsy, opanuj się. Nic się tam nagle nie pojawi - powiedział niezwykle spokojnie Merlin. Harry przetarł nerwowo szczękę i podszedł do ekranu.
-W porządku, Galahad. Odłóż to na miejsce i idź do łazienki - Hart był mistrzem w ukrywaniu stresu. - Uspokój się. Musimy się zastanowić.

Merlin zasłonił ręką mikrofon i odwrócił się do przyjaciela. Był w pełni świadomy niepokoju i poddenerwowania w postawie Harry’ego. Hart wciąż nerwowo patrzył na ekran.

-Niech wraca do swojego hotelu. Nic więcej tu dzisiaj nie zrobi. Musimy przemyśleć dalsze postępowanie na spokojnie - Merlin sięgnął po tablet. - Zamawiam mu taksówkę. Nie wierzę, że nie przemyśleliśmy takiej ewentualności.

Zaczekał aż chłopak wejdzie do łazienki, po czym pokrótce wyjaśnił mu następne kroki. Unwin odetchnął głęboko, spoglądając sobie w oczy, a następnie ruszył, by pozbierać części swej garderoby. Agenci obserwowali go w milczeniu, nie licząc krótkiego „Eggsy, to nie twój płaszcz” ze strony Harry’ego.

-Zaraz wracam - Merlin ponownie wyciszył mikrofon i wstał. - Zostań z nim i mów do niego, bo on jest chyba bliski płaczu.

Hart zdążył już to zauważyć.
Oraz upewnić się w tym, gdy Galahad spoglądał beznamiętnie w lustro windy.
Dokładnie tej samej, gdzie dwie godziny temu misja zaczęła iść w stronę niepowodzenia.
Taksówka czekała już na niego, gdy wychodził z windy, zarzucając na siebie płaszcz. Harry niespokojnie okrążył pokój, by ostatecznie nachylić się nad mikrofonem i, włączając go uprzednio, zacząć uspokajanie swego agenta.

-Słyszysz mnie, Eggsy? - słuchawka zdecydowanie ucierpiała w wyniku zderzenia z podłogą, lecz działała wystarczająco, by Arthur mógł do niego dotrzeć. - Wszystko w porządku, nie obwiniaj się za niepowodzenie.  Eggsy, jestem z tobą - dodał ciszej, gdy w odbiciu twarzy Galahada zauważył raz jeszcze skraj rozpaczy. - Oddychaj, chłopcze. Radzisz sobie świetnie, to tylko drobne niedogodności. Rozwiążemy to.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 29, 2017 8:04 am

Tracił to. Tracił to z każdą chwilą coraz bardziej. Miał wrażenie, że jego umysł nie dopuszczał do siebie żadnych racjonalnych wniosków. Czuł się jakby jego ciało toczyła choroba, jakby z każdą sekundą topił się i lada chwila miało zabraknąć mu oddechu.
Coś boleśnie przy tym zaciskało pętle na jego żołądku. Do gardła podchodziły mu wymioty.
Nie słyszał Merlina ani Harry’ego, a jedynie niezrozumiały bełkot.

Pozbierał błyskawicznie swoje rzeczy, odłożył te, które nie były jego. Chciał stąd zniknąć jak najszybciej.
Ruszył niemalże biegiem do windy i wcisnął jej guzik kilkakrotnie, nieco zbyt mocno. Nie dbał już o to czy jest spokojny, czy wręcz przeciwnie – postępuje wręcz przeciwnie, angażując w swoją sytuację emocje. Miał ochotę krzyczeć z wściekłości, ale zmusił się do przełknięcia tej ochoty. Jego wargi były mocno zaciśnięte, podobnie szczęki.
Wsiadł pospiesznie do windy i ponownie przydusił kilkakrotnie przycisk piętra parteru.
Spostrzegł tam swoje odbicie w lustrze, w którym nie rozpoznał z początku siebie. Nie widział nikogo znajomego czy chociaż podobnego do siebie. Stał tam nieco młodszy Eggsy, który bezmyślnie patrzył przed siebie, nie widząc przy tym zupełnie nic. Z lustra spoglądał na niego siedemnastoletni chłopak, w którym jak przez mgłę rozpoznawał tego, którego konkubent jego matki stłukł go na kwaśne jabłko i zadowolony z siebie wyrzucił go z mieszkania prosto na cementowy, zimny bruk tuż obok wycieraczki.
Był zagubiony, zziębnięty i brakowało jedynie kilku stłuczeń.

Znalazł się w taksówce moment później. Nie poczuł żadnej ulgi. Przypomniało mu się jedynie, że zawiódł i zawiedzie Kingsmana jeszcze nie jeden raz. Obecnie nie mógł się zdobyć bowiem na nic poza pójściem spać.
Głos Harry’ego przywrócił go nieco do rzeczywistości. Mówił, że to nie jego wina, że nie jest sam i że jeszcze nie wszystko stracone.
Eggsy próbował mu wierzyć, ale nie szło mu to najlepiej.
 – Harry… – mruknął Unwin, spuszczając wzrok na swoje dłonie umiejscowione na jego udach. – Przepraszam – powiedział krótko po czym sięgnął do ucha, by wyjąć zeń słuchawkę. Rzucił mężczyźnie następnie ostatnie spojrzenie w odbiciu i to samo zrobił z okularami. Schował je w kieszeni płaszcza razem ze słuchawką.

Gdy tylko dotarł do swojego pokoju hotelowego, wziął szybki prysznic, zwymiotował w naprawdę paskudny sposób kilkakrotnie po czym upewnił się, że drzwi są zamknięte – położył się spać.



 – Hej, hej… – usłyszał obok siebie zaspany Tybalt. Powoli rozchylił powieki, zamrugał kilkakrotnie, a widząc Sawyera przy swoim łóżku, jęknął coś i już miał się przekręcić na drugi bok, gdy chłopak go powstrzymał.
 – Jest deszcz meteorytów.
To wyrwało czternastolatka natychmiastowo ze snu.
 – Zapomniałem! – jęknął ochryple i czym prędzej usiadł na łóżku. Sawyer doskonale wiedział, że Tybalta fascynują wszelkie zjawiska astronomiczne. Pamiętał cały kalendarz nadzwyczajnych konfiguracji gwiazd i planet na pamięć na kilka lat do przodu.
Nie mógł zatem uwierzyć, że zapomniał…o tym.
Na szczęście na dworze nadal było ciemno.

Obydwaj czym prędzej się ubrali i ruszyli w kierunku wyjścia z kwater, a następnie ku drzwiom prowadzącym na najbliższy taras.
Tam usiedli obok siebie, podzielili między siebie koc i wpatrzyli się w rozgwieżdżone niebo, które przecinały co chwila pojedyncze smugi delikatnego błysku.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 29, 2017 6:23 pm

-Eggsy. Eggsy! – Harry ze zrezygnowaniem opadł na fotel przez zaciemnionym ekranem z migającym napisem „połączenie przerwane”. Teraz powodzenie misji faktycznie stanęło pod znakiem zapytania. Rozbicie Galahada uniemożliwiało mu poprowadzenie jej skutecznie.
Ziściło się to, czego Harry obawiał się przez ostatnią dobę. Chłopak jest bliski nawalenia, a wina leży po stronie Harta. Teraz musiał posprzątać swój bałagan.

Drzwi otworzyły się gwałtownie. Harry nerwowo przetarł oczy i spojrzał na przyjaciela.
-On nie jest w stanie poprowadzić dalej misji. Nie w najbliższym czasie.
Przychodziło mu do głowy tylko jedno rozwiązanie. A i ono wprowadzało mnóstwo niewiadomych i wątpliwości. Jedno było pewne – Eggsy nie powinien być w tej chwili sam.

-Będzie musiał założyć kamery w jego pokoju. I sprawdzić laptop – odpowiedział Merlin nerwowo. – O’Casey musi mieć ten spis przy sobie.

Właściwie nie było nad czym dłużej myśleć. Wizja wysłania chłopaka z powrotem do hotelu Fintana O’Caseya wcale nie brzmiała zachęcająco. Harry podjął decyzję momentalnie. Wybierze mniejsze zło.
-Przygotuj mi transport. Nie możemy się narażać na niepowodzenie, gdy jesteśmy tak blisko.

Merlin skinął głową. On również dostrzegał wagę zapewnienia komfortu psychicznego chłopakowi, mimo że mogło się wydawać, iż skupia się jedynie na misji. Natomiast jedyną osobą będącą w stanie to zapewnić Galahadowi był właśnie Arthur.
Harry dotrze na miejsce za co najmniej dwie godziny, wliczając przygotowania oraz przelot. Babranie się ze zwykłym samolotem pasażerskim trwałoby zbyt długo, a dzięki funduszom Statesmana zdążyli odbudować swą flotę samolotów. Merlin niejednokrotnie był także wdzięczny za dobre kontakty z MI6 i to właśnie od nich pilot miał odstawić Arthura na lotnisko w Dublinie. Wywiad był wyjątkowo skłonny do tego przedsięwzięcia, gdyż to im najbardziej zależało na zdobyciu nieszczęsnej listy klientów. Dlatego zgodzili się bez wahania i natychmiast udostępnili swego człowieka.
Hart nie planował zostawać w Irlandii długo. Jeżeli wszystko dobrze pójdzie, już jutro będą mogli powrócić do Szkocji z kolejną domkniętą misją.


Dopiero w samolocie dotarły do niego pierwsze oznaki zmęczenia. Nie spał już drugą dobę, choć jego rekord był odrobinę wyższy. Oczywiście mógłby się zdrzemnąć podczas lotu, jednakże nie był w stanie uspokoić swojego umysłu na tyle, by odpłynąć chociażby na moment.
Nalał więc sobie burbonu i zasiadł przy oknie, rozważając następne kroki.
Pierwszym i najważniejszym było uspokojenie Unwina.

Podstawioną taksówką - tą samą, którą podróżował Eggsy – dotarł na miejsce w zaledwie piętnaście minut. Upewnił się, że żaden z ludzi Donna nie obserwuje jego agenta. Z kolei ominięcie obleśnego recepcjonisty i zdobycie klucza do pokoju chłopaka było prawdopodobnie najłatwiejszym zadaniem w najbliższym czasie.
Harry obszedł pokój, przyglądając się przypadkowym rzeczom. Sprawdził ubrania chłopaka pod kątem pluskiew czy innych nadajników. Długo jeszcze minie, nim Eggsy się obudzi. Zajrzał profilaktycznie do łazienki i na chwilę zatrzymał się na niespłukanych wymiocinach.
Eggsy Unwin był w gorszym stanie, niż Harry się spodziewał.
Połączył się z Merlinem, zdając krótki raport, po czym zasiadł w fotelu nieopodal okna.
Teoretycznie miał czas, by wykonać polecenia Merlina, to jest zamontować sprzęt w pokoju Fintana, a nawet by sprawdzić jego komputer. Nie miał jednakże sposobności. Irlandczyk miał bowiem stałą ochronę, a osoba będąca w stanie wrócić do jego pokoju była teraz niedysponowana.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 29, 2017 7:32 pm

Eggsy nie spał spokojnie. Gdy tylko położył się do łóżka, do jego świadomości dotarły wszystkie obrazy. Chłopak miał doskonałą pamięć, niemalże fotograficzną, a zatem pozbycie się tych wizji nie należało do łatwych czynności. Ów cisnęły mu się przed oczy tak nachalnie, że gdy tylko przymykał oczy – wszystko tam było. Razem z dźwiękami, zapachami, każdym muśnięciem. Eggsy nie wiedział, co było najgorsze. Najprawdopodobniej wszystko na raz jeszcze raz i kolejny raz.

Chłopak budził się w ciągu nocy średnio co pare minut. W końcu zbyt wycieńczony trwaniem w stanie czuwania – zasnął na dwie pełne godziny, a następnie znów się przebudził i poszedł zwymiotować.
Na jakiś czas przed tym jak Harry pojawił się w jego pokoju – Eggsy znów zasnął na dłużej.
Tym razem sen był znacznie mniej stresujący i wstrząsający jego psychiką. Ukojenie przyniosło mu wspomnienie z dzieciństwa, gdy jego ojciec wrócił z kilkutygodniowej misji w Azji i całe dnie spędzał tylko z nim, rozpieszczając chłopca i kupując mu wszystkie zabawki, których to chłopiec tylko zapragnął.
Jego matka również była szczęśliwa.
To był ostatni raz, gdy widział ojca.
Mężczyzna kilka dni później wyjechał znów, tym razem nie wracając już nigdy.


Było późne przedpołudnie, gdy Eggsy z trudem rozchylił powieki i podniósł się do siadu. Tym razem na szczęście nie zbierało mu się na wymioty, co uznał za dobry znak.
Sen sprawił, że poczuł się nieco lepiej, a widmo poprzedniej nocy mimo, że nadal nad nim wisiało – wydawało się być już jedynie blaknącym wspomnieniem.
Powróciło jednak do umysłu Unwina poczucie zrezygnowania. To samo, które czuł wczoraj, gdy wracał do hotelu. Było ono jednak znacznie słabsze, ale równie gorzkie.
Nie mógł uwierzyć w to, że…poddał się tak po prostu.

Niemalże potknął się o własne nogi, gdy w fotelu przy oknie swojego pokoju zastał Harta.
Przez chwilę stał w szoku, gwałtownie mrugając.
 – Harry..? – wychrypiał z niedowierzaniem.
Eggsy nie potrafił zrozumieć, dlaczego szef Kingsmana stawił się tutaj osobiście? Czyżby Unwin nawalił jeszcze bardziej niż sądził? Został zdemaskowany? Powiedział coś, czego nie pamiętał?
 – Dlaczego tu jesteś? – spytał, przejeżdżając po twarzy dłonią. Po chwili dotarła do niego cierpka świadomość.
Z jego gardła wyrwało się niewesołe parsknięcie.
Harry był tu, by ratować jego tyłek.
Mężczyzna nie wierzył, że Eggsy był w stanie doprowadzić misję do końca. Przyjechał tu wypełnić ja osobiście.
Litość.
Eggsy nie odezwał się już ani słowem i ruszył do łazienki, w której zamknął się na klucz, by wyszorować zęby i zmyć z siebie męczącą noc za pomocą długiego, gorącego prysznica.
Powróciło poczucie bezsilności.


Po wyjściu z łazienki, nie odezwał się do Harta ani słowem, w ciszy kontemplując menu usług gastronomicznych hotelu. Nie miał ochoty na nic do jedzenia choć czuł jak żołądek skręca się, domagając się jedzenia.
Mógłby się napić czegoś, co ukoi jego nerwy…
Zrezygnował z tej możliwości w następnej sekundzie, czując odpychający posmak na języku.
Nie był alkoholikiem.
Wyjął obydwie dłonie z kieszeni czarnej, ciepłej bluzy z kapturem, by wybrać numer na telefonie. Następnie zamówił dwie herbaty ziołowe i trzy butelki wody.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 29, 2017 10:06 pm

Harry ostrożnie otworzył drzwi balkonowe i oparł się o barierkę. Było chłodno, ale uznał, że świeże rześkie powietrze dobrze zrobi śpiącemu.
Kilku amerykańskich agentów z Tequilą na czele zdażyło już zapoznać się z podstępną pogodą Szkocji i zostać przemoczonym do suchej nitki na krótkiej drodze z samochodów do wejścia zamku Kingsmana, przed którym pod parasolem czekał na nich Merlin. To właśnie oni zajmą się egzekwowaniem kolejnego zadania dla kadetów.
Harry wyjaśnił z Merlinem parę kwestii dotyczących zarządzania pod jego nieobecność, choć wyglądało to raczej jak wymienianie oczywistych faktów i bezwarunkowe zgadzanie się w kilku kwestiach. Po oficjalnej części, będącej częścią procedur w sytuacji nieobecności Arthura, Hart podzielił się swoimi spostrzeżeniami i zmartwieniami odnośnie wciąż niespokojnie śpiącego Eggsy’ego. Jakiś czas temu poważnie zaniepokojony ogólnym stanem chłopaka, przyłożył mu dłoń do czoła, sprawdzając czy nie ma przypadkiem gorączki. Był gorący, ale nie wystarczająco żeby bardziej zaniepokoić mężczyznę. Unwin za to wyraźnie uspokoił się na ten dotyk, jednakże po jakimś czasie powrócił do ciężkiego oddechu. Mężczyźni zgodzili się więc, że próba budzenia go będzie bardzo nieodpowiednia. Harry zaczeka aż chłopak sam się obudzi, lub aż coś wyraźnie go zaniepokoi.

I faktycznie już wczesnym południem Eggsy zdawał się znacznie uspokoić, po czym rozbudzić. Harry uniósł na niego wzrok znad karty menu i uniósł brew.

-Masz ochotę na herbatę? - rzucił, lustrując sylwetkę Unwina. Chłopak był bledsze niż zazwyczaj, co kontrastowało z wypiekami na jego policzkach.
Agent położył kartę na kolanach, skupiając jeszcze więcej uwagi na młodym. Starał się odgadnąć, co właściwie było nie tak i jak mógłby w tym pomoc. Czuł się bardziej niż odpowiedzialny za niego.

Eggsy zaraz zniknął w łazience, nie dając Harry’emu odpowiedzieć na swoje pytanie. Mężczyzna westchnął i przeczesał dłonią włosy.
Jak miał wytłumaczyć mu, że martwił się o niego, a dociągnięcie misji do końca nie było w tej chwili najważniejsza rzeczą.
Wstał by odłożyć menu na komodę i przeszedł się ponownie do okna. Po tej stronie stało zaparkowanych kilka samochodów, które można uznać za podejrzane, jednakże Merlin już je sprawdził. Bezpieczeństwo ponad wszystkim. Eggsy nie był teraz w najlepszym stanie.

Nie czekał na niego długo. Już po około piętnastu minutach drzwi łazienki uchyliły się, a zza nich wyłonił się cień człowieka w czarnej bluzie i niebieskich bokserkach.  Harry wpierw spojrzał przez ramię, po czym odwrócił delikatnie w jego stronę. Chłopak bez słowa podszedł do telefonu, zamówił herbatę i ponownie zapadła cisza.

-Nie nawaliłeś, Eggsy - powiedział w końcu starszy z nich, odwracając się z powrotem do okna. Nie uzyskując odpowiedzi spojrzał ponownie na chłopaka. - Wina leży po stronie mojej i Merlina.

Milczenie znów zalało pokój. Harry przyjrzał się swemu agentowi raz jeszcze. Miał podkrążone oczy i nieprzytomny wzrok. Rumieńce nabrały innego, nieco bledszego odcienia, ale nadal były dobrze widoczne.

Harry powoli podszedł do chłopaka i zatrzymał się tuż przed nim. Uniósł dłoń i odgarniając mokre włosy, przyłożył ją raz jeszcze do jego czoła. Nadal było gorące. Zsuwając dłoń, założył mu włosy za ucho i ukrył rękę w kieszeni. Odchrząknął i spróbował podłapać kontakt wzrokowy Unwina.

-Spójrz na mnie, Eggsy - mężczyzna widocznie górował nad nim fizycznie i psychicznie.. - Jak się czujesz?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Paź 29, 2017 10:47 pm

Eggsy czuł się upokorzony. Nie potrafił spojrzeć na Harta mimo to, że nie wyczuwał z jego strony żadnej negatywnej emocji. Zazwyczaj był w stanie stwierdzić kiedy Harry był na niego zły, a kiedy z kolei nie. Wszystko mówiło mu, że Hart nie jest na niego wcale wściekły, a zatem…musiał współczuć Eggsy’emu.
A on nie potrzebował współczucia.
Potrzebował jak najszybciej naprawić to, czego nie udało mu się zrobić wczoraj.
Nie nawaliłem?
Śmiechu warte.
Eggsy czuł to w kościach, że cała wina leżała po jego stronie. Przez to, jaki był teraz potrzebował pomocy Merlina i Harry'ego, a przecież…agentów nie było zupełnie w zasobach Kingsmana. Nie mógł liczyć na pomoc i nie powinien był jej otrzymać.
Harry był tu zupełnie niesłusznie. Potrzebny był gdzieś indziej, a tymczasem egoistyczne pobudki Unwina ściągnęły go tutaj, by mógł użalać się nad stanem dorosłego już podopiecznego.
Eggsy czuł się jak najbardziej winny.
Nie odpowiedział jednak nic.

Drgnął lekko, czując dotyk na swoich włosach. Dłoń Harry’ego była ciepła i kojąco działała na Unwina, który w jednej chwili, gdy tylko odprężył się – spiął się natychmiast. Miał wrażenie, że nie ma prawa…żeby zachowywać się w ten sposób.
Koić swój ból, który znalazł się w nim zupełnie na jego własne życzenie.
Chciał się nim karmić. Chciał przyjąć pokutę.

Eggsy spojrzał w górę na przyjaciela i automatycznie do oczu napłynęła mu wilgoć, gdy do jego uszu dotarło pytanie.
 – Źle – mruknął cicho i natychmiast zamrugał kilkakrotnie, by przegnać chęć rozpłakania się.
Był Kingsmanem, a emocje na misji były niewskazane.  
 – Czuję się źle, Harry – dodał słabo. – Nie sądziłem, że to takie trudne… – powiedział i spuścił wzrok w dół. – Zawiodłem cię.
W gardle miał bolesną gulę, która uniemożliwiła mu dalsze narzekanie. Zamilkł zatem, a gdy wnet rozległo się pukanie do drzwi – chłopak podskoczył na swoim fotelu ledwo zauważalnie.
Harry sam podszedł do drzwi, otworzył obsłudze.
Następnie podsunął Unwinowi pod nos jego herbatę, swoją stawiając tuż obok.

Eggsy podmuchał na swój napój po czym pociągnął nieśmiały łyk.
Ciepło rozlało się po jego ciele, dostarczając nieco ulgi jego umęczonemu istnieniu.
Miał nadzieje, że wypicie filiżanki postawi go na nogi i sprawi ,że w końcu jego organizmu pozwolił mu na zjedzenie czegoś.
Gdy zaś juz będzie w dobrym stanie – może pojawią się też odpowiedzi na nurtujące go pytania oraz zapał do wykonania misji.
Musiał przecież pokazać Hartowi, że jeszcze do czegokolwiek się nadawał.
Na szczęście przechodziło mu powoli poczucie bycia potraktowanym jak dziecko, które sobie nie jest w stanie poradzić z najłatwiejszą czynnością czy spełnić oczekiwań, które zostały wobec niego wystosowane.
Harry nie był na niego zły i zamiast obsypywać go pustymi słowami otuchy interesował się stanem chłopaka.
To było…miłe.
Eggsy czuł się trochę mniej samotny.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Paź 30, 2017 12:34 am

-Właśnie dlatego tu jestem - Harry stał na środku pokoju z rękami w kieszeniach, starając się posłać Eggsy’emu jak najcieplejsze spojrzenie. Gdy chłopak ponownie przelotnie spojrzał na meżczyzną, ten obdarzył go zmęczonym uśmiechem. - Nie zawiodłeś mnie w żadnym momencie. Niestety jedynym, którego mogę obwiniać jestem ja sam - opuścił wzrok i jego twarz zupełnie straciła jakikolwiek wyraz. Nie potrafił znaleźć odpowiednich słów, by przekazać Unwinowi, że chłopak nie miał wpływu na to, co się zadziało. Westchnął jedynie i potrząsnął ze zrezygnowaniem głową.

Harry nie czuł się śpiący, a tylko ogólnie zmęczony. Wiedział, że i tak by nie zasnął, wiec nawet nie planował próbować. Bardziej niż herbata, przydałaby mu się teraz kawa.
Za późno jednak było na zmianę zamówienia, gdyż właśnie rozległ się dzwonek z hotelowych drzwi. Obecność kolejnej osoby w pobliżu wyrwała Harry’ego z rozmyślań i poczuł się nieswojo. Szybkim krokiem ruszył do drzwi, otwierając je przed śliczną brunetką, zapewne dorabiającą w hotelu. Uśmiechnął się do niej elegancko i odebrał tace z zamówieniem, dziękując przy okazji. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało w odpowiedzi i czmychnęła w korytarz wypełniony żółtym światłem tanich żarówek, być może spłoszona nietypowymi okularami mężczyzny, za którymi Bóg wie co się kryło.
Hart ustawił napoje na stoliku, podsuwając filiżankę Eggsy’emu.

Niepokój nie odpuszczał. Młody agent wyglądał niezwykle słabo. Za każdym razem, gdy spoglądał na jego twarz, wracała do niego myśl, że to on do tego doprowadził. Nikt nie mógł się spodziewać, jak potoczy się misja, ale to Harry obejmował stanowisko Arthura, do niego należy zadanie przewidywania takich rzeczy.

Trzymając białą filiżankę w dłoni, Hart znowu stał przy oknie. Herbata była za gorąca, a on nieszczególnie miał w tej chwili ochotę sparzenia sobie języka, mimo że całkiem to lubił. Prawdę mówiąc nie miał siły podnosić filiżanki. Stał więc trzymając nieszczęsne rozgrzane naczynie i obserwował drzewa z drugiej strony ulicy.

Harry chciał rozpocząć jakąś konwersację. Cisza zaczęła mu przeszkadzać, a poza tym uznał, że niezależna pogawędka jakkolwiek poprawi Eggsy’emu humor.

-Tequila wrócił do Szkocji. Zabrał ze sobą kilku agentów, więc zadanie na lojalność zostanie przeprowadzone już niedługo - z dwóch tematów, które przyszły mu na myśl, wybrał pracę. Podjęcie tematu psa Eggsy’ego mogłaby wywołać w nim tęsknotę, a aktualnie uczuć w nim już jest wystarczająco. - Myślę, ze gdy wrócimy będziemy znali już listę agentów do wypełnienia pustek okrągłego stołu.

Myśl o szczeniakach siedzących samotnie  w domu Harry’ego przyprawiła jego samego o tęsknotę za maluchem. Prawdopodobnie do końca życia będzie wdzięczny Unwinowi za ten prezent, mimo pierwotnego jego celu.

-O dalszych krokach tej misji porozmawiamy później... - urwał nagle. Odwrócił się do chłopaka. - Powód mojego przyjazdu tutaj w głównej mierze dotyczy ciebie. Bez problemu moglibyśmy poprowadzić cię stacjonarnie, czy nawet wysłać agenta MI6. Eggsy, wyglądasz na chorego, a ja czuję zbyt wielką odpowiedzialność wobec ciebie, by zostawić cię tak na obcym terenie. Nie jako twój szef, ale jako twój przyjaciel.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Lis 05, 2017 3:00 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Lis 01, 2017 2:07 am

Eggsy mimowolnie uśmiechnął się delikatnie pod nosem, gdy Hart począł mówić o pracy. Chłopak doskonale był świadom tego, jak starał się działać w tej chwili Harry. Zdawał sobie sprawę również z tego, że mężczyzna robi to w trosce o niego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że Eggsy’ego ta myśl uderzyła gwałtownie i odbiła się na jego uczuciach jeszcze bardziej niespodziewanie.
Poczuł momentalnie jeszcze większe ciepło, które wcale tym razem nie było spowodowane łykiem ciepłej herbaty ziołowej.

Następnie Harry przeszedł do sedna, którego nadmienienia Eggsy spodziewał się już od samej chwili, gdy Hart otworzył usta po raz pierwszy kilka chwil temu.  
Unwin nie miał najmniejszej ochoty kontynuować misji. Nie czuł się…upoważniony. Agent w tym stanie może popełnić najbardziej kategoryczne błędy, jakie można tylko sobie wyobrazić, a to mogłoby zaważyć o czyimś życiu.
Postanowił nie rozważać swojej myśli na głos.
Był to zapewne jeden z tych błędów, o których możliwości zaistnienia uświadomił sobie Eggsy na kilka sekund wcześniej.
 – To tylko… – zaczął dwudziestoparolatek i w jednej chwili przerwał, kręcąc głową z dezaprobatą odnośnie własnych słów. – Poradzę sobie z tym. Potrzebuję tylko paru godzin dla siebie.
Jego wzrok wbił się wyczekująco w Harta. Chciał wierzyć w to, że wystarczy tylko przestać o tym myśleć i wszystko wróci do normy.
 – Dziękuję, że przyjechałeś i przepraszam, że cię zmartwiłem – dodał, podnosząc się z krzesła, na którym siedział.
Podszedł bliżej do przyjaciela po czym przystanął naprzeciw niego, opierając się o framugę drzwi prowadzących na taras.
Nie próbował się odzywać, a jedynie naprzemiennie swój wzrok kierował to na widok na oknem, to na Harry’ego.
Czuł się winny. Czuł się jak kłamca.


Minęły dwie godziny. Harry i Eggsy cały ten czas przesiedzieli w hotelu rozmawiając z Merlinem przez wideo-połączenie.
Unwin w międzyczasie ogolił się, przebrał się w coś, co nie było bielizną oraz ciepłą, wygodną bluzą. Udało mu się nawet odnaleźć komfort w zwykłym białym t-shircie i ciemnych spodniach. Nie nawykł do ubierania się tak…normalnie. Gdy nie miał na sobie idealnie skrojonego garnituru, fraka czy koszuli i spodni garniturowych, zazwyczaj chodził w przydużych bluzach, luźnych spodniach i pierwszych lepszych wygodnych tenisówkach.

 – Czyli wystarczy, że uda nam się wejść do jego pokoju, gdy go tam nie będzie, dostać do komputera i ściągnąć dane z dysku? – upewnił się Eggsy, kierując swoje słowa do Merlina.
 – Nie muszę już go oglądać? Nigdy? – dopytywał Unwin. – Bo coś mi się wydaje, że nie ucieszyłby się na widok kogoś, kto zostawił go nagiego przykutego do łóżka… – stwierdził lekko żartobliwym tonem, nie ryzykując jednak uśmiechu zadowolenia, który zazwyczaj widoczny byłby na jego ustach w momencie tak błyskotliwego dowcipu.
Otrzymując potwierdzenie swoich domysłów od Merlina – spojrzał na Harta, który znajdował się tuż za krzesłem, na którym siedział Eggsy, przechadzając się powoli po pokoju.
Już chciał nadmienić kolejną zabawną uwagę, gdy spostrzegł jak Harry rozmasowuje z wyraźnym wyczerpaniem nasadę nosa.
Brwi Eggsy’ego natychmiast się zmarszczyły w trosce o Harta.
 – Wszystko w porządku? – spytał.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Lis 02, 2017 12:16 am

Przez dwie godziny spędzone na rozmowach, wpierw miedzy sobą, później także z Merlinem o dalszych krokach misji, Harry poczuł się na tyle komfortowo, by zdjąć marynarkę i poluzować krawat, a także delikatnie podwinąć rozpięte mankiety. Upewniwszy się, że Galahad wrócił do siebie, pozwolił mu zdecydować, czy podejmie się skończenia misji. Znając chłopaka wystarczająco, przewidział, że będzie chciał kontynuować to, co zaczął. Będzie próbował sobie coś udowodnić. Harry nie był jednak pewien, czy młody agent był faktycznie w stanie na coś poważnego, jednakże postanowił pozwolić mu spróbować. W końcu w razie skrajnego przypadku, Hart był na miejscu.

-Hm… - wskutek zbyt gwałtownie podniesienia głowy, ta rozbolała go na moment otępiając. – Ah, tak. Nie spałem… długo – skwitował. Hart nie był pewien, jak długo unikał snu. Zdecydowanie zbyt długo, to pewne. Za bardzo skupił się na chłopcu z południa Londynu, żeby zadbać o własne zdrowie czy chociażby odpowiednią ilość snu. Cóż, w tym przypadku jakąkolwiek ilość snu.

Mając gotowy plan działania oraz godzinę rozpoczęcia go przypadającą na za kilka godzin, Harry uznał, że dobrym pomysłem będzie wmuszenie w Eggsy’ego jedzenia. Chłopak bowiem nie jadł od wczoraj, a dobijało już późne popołudnie.
Mężczyzna obdarzył Unwina krótkim uśmiechem, mającym upewnić go, że wszystko w porządku, po czym oparł się o drzwi balkonowe. Odetchnął głęboko, przymykając oczy. Kawa w tej chwili stała się jego numerem jeden. Co prawda nadal nie czuł się senny, ale przezorny zawsze ubezpieczony. Poza tym, właśnie tak spędził ostatnie …dni.

-Eggsy, uważam, że powinieneś coś zjeść – powiedział, unosząc na niego głowę, gdy Merlin rozłączył się i pobiegł do pracy. Najwyraźniej amerykańscy agenci nie do końca jeszcze odnajdywali się na wyspach. – Nie interesuje mnie, że nie jesteś głodny, ani że masz nudności. Nie jadłeś od wczoraj. Dżentelmen powinien przestrzegać zdrowego odżywiania.
Harry nie był głodny, jednakże wiedział, że jakoś musi przekonać Galahada do pożywienia się. Mężczyzna przyjrzał się twarzy młodszego agenta. Wciąż miał podkrążone oczy, lecz ogólnie wyglądał lepiej i sprawiał wrażenie tylko skacowanego.
Pierwszym, co przyszło mu do głowy było wyjście do restaurancji, natomiast w obliczu celu przebywającego w tym samym niewielkim miasteczku, publiczne pokazanie się Unwina w towarzystwie Harry'ego było ryzykowne. Wybrał więc opcję pozostania w hotelu i pożywienia się na miejscu.


Zamówiony posiłek oraz dwa parujące kubki zostały dostarczone po krótkim czasie przez tę samą młodą dziewczynę, która umknęła z tym samym nieśmiałym uśmiechem, co parę godzin wcześniej. Hart ustawił tacę na niewielkim stole i wskazał Unwinowi miejsce, unosząc kubek kawy do ust. Pośpieszył się jednak zbytnio i poczuł, jak napój wypala mu język i gardło, niestety w zupełnie inny, znacznie mniej przyjemny sposób niż whisky.

-Nie zachowuj się jak dziecko, Eggsy – Harry zmarszczył brwi. Chłopak był jednak nieustępliwy w swoim postanowieniu nie zjedzenia swej porcji. Mężczyzna posłał mu groźne spojrzenie z drugiej strony okrągłego stołu. Zmartwienie o stan Unwina powróciło. Fakt, że mimo około dwunastu godzin niejedzenia i wyczerpującej nocy chłopak nie był głodny nie brzmiało jak coś normalnego. – W porządku. Będę cię traktował jak dziecko.
Mówiąc to nabrał kawałek ryby na swój widelec i podsunął mu go przed twarz i z trudem powstrzymał się od dodania „leci samolocik” na głos.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Lis 02, 2017 1:49 am

Eggsy przyglądał się jeszcze przez chwilę przyjacielowi nim upewnił się, że ten nadal nie zemdlał i rzeczywiście wszystko z nim dobrze.
Zastanawiał się…jak długo da się nie spać i nadal stać na nogach? Jeżeli Hart nie mrużył oka odkąd Unwin opuścił bazę w Szkocji – chłopak powinien był zacząć się martwić.
Agent powinien być zawsze gotów do pracy i utrzymać doskonałą formę.
Skoro zaś Hart był Arthurem – musiał o tym bardzo dobrze pamiętać. Ta myśl zaś nieco uspokoiła młodego Walijczyka. Pokładał w mężczyźnie ogromne zaufanie.
 – A ja uważam, że powinieneś się przespać – odpowiedział Eggsy, uśmiechając się do mężczyzny z przekąsem. – Jeżeli obiecasz, że przynajmniej się zdrzemniesz, to może coś zjem – dodał, odwracając się przodem do Harry’ego i układając twarz na ramionach wspartych na oparciu krzesła.


W jakiś czas później przed Eggsym stanął posiłek, na który ten nie miał wciąż najmniejszej ochoty. Myślał, że gdy tylko poczuje się nieco lepiej i znikną mdłości – jego apetyt wróci. Tak się jednak nie stało i mimo zaniepokojenia swoim stanem – Unwin niezbyt chętnie zabrał się do jedzenia. W rzeczywistości…przez dłuższą chwilę jedynie patrzył się na swój apetyczny obiad beznamiętnie, z ociąganiem rozkładając na kolanach serwetkę.
Nie zauważył nawet tego, jak Harry nieostrożnie napił się gorącego napoju i skrzywił się pod wpływem tej temperatury.
Był zbyt skupiony na tym, by wygrać pojedynek na spojrzenia ze swoim łososiem.
Zwlekał na tyle długo, że wzbudziło to zainteresowanie Harta, który postanowił interweniować.

Nim dwudziestoparolatek się spostrzegł – Harry nabrał na widelec nieco ryby i podsunął ją chłopakowi pod usta.
Eggsy odruchowo się cofnął w ucieczce przed sztućcem, następnie parsknął delikatnym śmiechem, spoglądając z rozbawieniem na Harry’ego.
 – Naprawdę, Harry? – zaśmiał się chłopak, ale widząc zdeterminowane oblicze Harta naprzeciw, postanowił się dłużej nie kłócić.
Powoli rozchylił usta, a gdy już ryba znalazła się we wnętrzu jego ust – jego wargi powoli zdjęły ów z widelca.
Chłopak przeżuł kęs jedzenia, nie wkładając w tę czynność zbyt wiele entuzjazmu po czym zdecydował się na kolejny kawałek ryby, po który tym razem sięgnął już sam.

Eggsy’emu udało się zjeść całą swoją porcję, a gdy już był pewien, że nie zwróci jej muszli klozetowej – poczuł się znacznie lepiej. Z jego twarzy zniknęła chorobliwa bladość.
Pojawił się jednak chytry uśmieszek, gdy chłopak przypomniał sobie o tym, jakie były warunki zjedzenia przez niego posiłku.
 – Mamy jeszcze trzy godziny do rozpoczęcia akcji – powiedział Eggsy, patrząc na zegarek tkwiący na jego nadgarstku. – Więc idziesz spać, Harry – rozkazał Unwin, spoglądając na Harta, a następnie na łóżko.

Eggsy praktycznie zapomniał o tym, co go męczyło jeszcze kilka godzin wcześniej, gdy Harry tu się pojawił.
Gdy jednak świadomość i wspomnienie poprzedniej nocy powróciły – chłopak czuł jak wstyd, dyskomfort i pustka ogarniały całe jego ciało i umysł.
Nie chcąc jednak martwić Harry’ego – zdusił w sobie to niewygodne uczucie i nadal sprawiał wrażenie, jakby nic zupełnie się nie stało.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Lis 02, 2017 4:21 pm

Na usta Harry’ego wpłynął mimowolny uśmiech. Zdecydowanie zadowolił go fakt, że chłopak postanowił zjeść.
-Właśnie wypiłem kawę, Eggsy. Poza tym nie jestem zmęczony. To jeszcze nie jest mój rekord braku snu – pokręcił głową opierając ją na złączonych dłoniach, wspartych na stole.
Gdy się jednak dłużej zastanowił nad tym pomysłem, nie wydał mu się aż tak zły. Zmartwienie o chłopaka znacznie opadło, więc być może nawet uda mu się zasnąć. Poza tym, taka była umowa.
Podniósł wzrok na towarzysza, który piorunował go groźnym spojrzeniem błękitnych oczu z naprzeciwka.
-Dobrze, nie patrz tak na mnie – westchnął, uśmiechając się do Eggsy’ego. – Dobrze, zdrzemnę się. Zajmij się czymś pożytecznym.

Harry odchylił się na krześle i zdjął krawat, po czym rozpiął dwa ostatnie guziki koszuli. Podszedł do łóżka i odłożył swój zegarek na etażerkę. Przeczesał palcami włosy, a następnie wsunął się pod koc, rozłożony na pościelonym łóżku. Dopiero wtedy zdjął okulary i położył je obok zegarka. Mając w pamięci, jak Eggsy zareagował na widok jego nieszczęsnej blizny, zdecydował nie narażać go na ten widok jeżeli nie było to konieczne.
Być może, jeśli poleży tak dłuższą chwilę, przejdzie to jako drzemka.

-Eggsy, przestań patrzeć na mnie gdy próbuję spać – powiedział nagle, czując na sobie parę oczu. W odpowiedzi usłyszał szelest odwracającej się osoby, na co uśmiechnął się ledwo zauważalnie.


Harry nie był świadom, że faktycznie zaśnie. Nie czuł, jak bardzo wyczerpany był, dopóki nie położył głowy na poduszce.
Ponownie stał przed kościołem w Kentucky. Niemalże czuł zapach krwi na swej koszuli. Najprawdopodobniej znajdowała się tam też jego własna. Nie czuł jednak bólu doznanych obrażeń. Przynajmniej nie tych fizycznych.
Usłyszał swój głos, jakby dochodzący zza ściany. Przed nim stał Valentine i mierzył do niego z pistoletu. Już tutaj Hart wiedział, że jest to jego koniec.
Nie patrzył na twarz mężczyzny, gdy ten mu odpowiadał, a na jego palec naciskający spust.
Ostatnim co widział nie była jednak kula mająca za moment przywitać się z wnętrzem jego czaszki ani nawet jego ukochany mr. Pickle, a pogodny uśmiech pewnego londyńskiego chłopca.

Poderwał się  w momencie zderzenia pocisku z jego okiem. W pełni rozbudzony odgarnął włosy z czoła i rozejrzał się. Przez chwilę spodziewał się zobaczyć białe ściany ozdobione różnymi gatunkami motyli. Ulżyło mu więc, gdy zobaczył przyciemniony pokój hotelowy.
Wtedy dotarło do niego, gdzie był i w jakim celu. Gwałtownie sięgnął po zegarek sprawdzając godzinę. Raz jeszcze ulżyło mu, gdy okazało się, że przespał tylko niecałe dwie godziny. Przetarł oczy i odłożył zegarek z powrotem na szafkę.
Rozejrzał się raz jeszcze, a jego wzrok zatrzymał się na sylwetce obok niego. Najwyraźniej Eggsy postanowił towarzyszyć mu w drzemce.
Chłodny dreszcz przeszedł ciało Harry’ego. Odwrócił się w stronę okna i jak się spodziewał – było uchylone.  Ponownie zwrócił się w stronę Unwina i naciągnął mu koc na ramiona.
Podniósł się i nałożył zegarek, obserwując łagodnie oddychającego agenta. Spał teraz o wiele spokojniej, niż parę godzin temu.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Lis 05, 2017 2:57 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Lis 02, 2017 9:30 pm

Eggsy uśmiechnął się delikatnie i zgodnie z wolą przyjaciela – zwrócił swoje spojrzenie w inną stronę.
Przez chwile wpatrywał się jedynie przed siebie, następnie kilkakrotnie przyjrzał się wytycznym przesłanym przez Merlina.
Zorientował się w końcu, że Harry zasnął, słysząc wyraźnie spokojny oddech mężczyzny.
Wówczas Unwin wstał ze swojego miejsca, po cichu przespacerował się na taras, pozostając tam na jakiś czas.
Szybko znudził się chodzeniem bez celu po pokoju hotelowym. Widok śpiącego Harta przypomniał mu o tym, że miał za sobą niewiele ponad cztery godziny snu. Ta myśl natychmiast sprawiła, że zachciało mu się ziewać.

Eggsy usiadł na skraju łóżka ostrożnie, nie chcąc budzić przyjaciela. Równie delikatnie ułożył się na materacu w pewnej odległości od Harry’ego.
W kolejnej chwili zamknął oczy, a gdy tylko to się stało – zasnął błyskawicznie.


Tym razem nic mu się nie śniło. Fintan nie niepokoił go w snach, a ciężar straty ojca nie przypominał o swoim wpływie na całe życie chłopaka.
Chłopak spokojnie drzemał u boku Harta. Czuł się bezpieczny.

Powoli rozchylił powieki. Pierwszym, co spostrzegł było puste miejsce obok niego, które wcześniej zajmowało ciało Harta.
Chłopak podniósł się do siadu, trąc ocz w zaspaniu. Gdy tylko jego obraz wrócił do ostrości – Eggsy spróbował odnaleźć wzrokiem Harry’ego.
Mężczyzna stał nieopodal, dopinając guziki mankietów i poprawiając kołnierzyk koszuli.
Unwin uśmiechnął się do niego na przywitanie i opatulił się szczelniej kocem, którym go nakryto.
 – Która jest godzina? – wymruczał Eggsy, przeczesując palcami włosy i rozglądając się po pokoju w poszukiwaniu czegoś, na czym mógłby sprawdzić godzinę.

Okazało się, że Unwin spał około dwóch godzin i pozostawało mu jeszcze dużo czasu na przygotowanie.
Merlin poinformował obydwu mężczyzn, że O’Casey opuścił swój pokój hotelowy. W towarzystwie Caluma odjechał następnie limuzyną spod budynku i ruszyli w kierunku obwodnicy.
Eggsy był pełen zapału. Czuł, że rozpiera go gotowość do działania.
Był nawet pewien tego, że gdy tylko znajdą się w tym pokoju – zdoła sobie z tym poradzić bez zająknięcia.


Dwudziestopięciolatek stanął przed lustrem, by zapiąć swoją koszulę, poprawić nóż spoczywający wewnątrz nogawki i ułożyć odpowiednio włosy. Zrezygnował ze swojego wcześniejszego przebrania. Nie było potrzeby znów brać udziału w teatrzyku, gdy nie mieli widowni. Plan polegał jedynie na dostaniu się do pokoju O’Caseya. Nieważne było to, jak.

 – Harry? – zwrócił się do mężczyzny Eggsy, poprawiając mankiety koszuli. – Co jeżeli nie znajdziemy tej listy w jego komputerze? – spytał, niepokojąc się nieco niepowodzeniem misji.
Kingsman nie praktykował zazwyczaj torturowania celu, ale gdy nie było innego wyjścia – agenci musieli stosować drastyczne metody.

Dostanie się do pokoju Fintana było trudne zważywszy na to, że notatnik mężczyzna miał zawsze ze sobą podczas, gdy prawdziwa lista znajdowała się w komputerze, który zostawiał w hotelu. Nie mógł on jednak ryzykować brakiem ochrony.
Merlin zdobył informacje na temat tego, jak ów wygląda.
Całe piętro okupywali goryle O’Caseya.
Harry oraz Eggsy musieli się ich pozbyć na tyle szybko i cicho, by nie zaalarmować całej obsługi ani gości przybytku.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pią Lis 03, 2017 10:07 am

Harry stanął przed lustrem i przygładził włosy. Poczuł się dużo lepiej po tej krótkiej drzemce. Spojrzał sobie w oczy. Źrenicę miał lekko rozszerzoną, ale nie otaczała jej już czerwień. Można było więc rzecz, że Harry Hart się wyspał.
Względnie.
Przeszedł się po pokoju, sięgając po krawat. Zarzucił go sobie wokół szyi i zabrał się za wyrównanie rozpiętych mankietów swej białej koszuli. Była odrobinę pogięta, lecz nic alarmującego.
Gdy wiązał sobie krawat, do jego uszu dobiegło poruszenie ze strony łóżka. Stojąc plecami doń, spojrzał w odbicie w szybie, czy chłopak już się obudził. Upewniwszy się, że tak, odwrócił się do niego i dopiął mankiety.
-Po siódmej - powiedział, zerkając na osadzony na przegubie zegarek. - Wstawaj, Eggsy.


Dłoń z filiżanką wsunęła się w pole widzenia chłopaka, podając mu filiżankę z parującą kawą. Harry podmuchał na swoją, czekając, aż Eggsy odbierze napój, po czym ruszył w stronę stołu, by zasiąść przed laptopem. Mężczyzna uznał, że kawa będzie bezkonkurencyjnie lepszym rozpoczęciem przygotowań do misji, niż herbata. Tym razem upewnił się wpierw, że napój nadaje się do spożycia, nim bezmyślnie wlał ją sobie w gardło.

Otworzył zakładkę z nadesłanymi przez Merlina planami budynku, by raz jeszcze przestudiować je. Mimo że będzie miał je dostępne bez przerwy i to w dość wygodny sposób, gdyż wyświetlane na szkłach okularów, za każdym razem wolał ogólnie ogarnąć drogę samodzielnie, by nie wchodzić na ślepo w nieznane miejsce. Ten nawyk przyniósł ze sobą z wojska i już raz ocalił mu i Lancelotowi życie, gdy podczas jednej misji zostali pozbawieni okularów oraz łączności z bazą. Mimo licznych przekonywań Merlina, że podobny incydent nie powinien się ponownie zdarzyć, Harry trzymał się swoich przyzwyczajeń.

Spojrzał w stronę źródła głosu. Galahad dokonywał ostatnich poprawek w swym stroju przed lustrem. Wyglądał zupełnie inaczej, niż zaledwie wczoraj, gdy pod przykrywką ruszył do Irlandii, a także diametralnie różnił się od Gary’ego, którego Harry spotkał dziś rano.
W garniturze wyglądał niezaprzeczalnie przystojnie, chociaż Hart mógł nawet pokusić się o określenie go seksownym. Szczególnie, gdy mężczyzna miał przed oczami także obraz małego rozrabiaki, którego poznał około dwóch lat temu.

-Wtedy, Eggsy, polegamy na zamontowanych przez nas kamerach, ponieważ gdy wróci i zastanie swych ochroniarzy w … wiadomym stanie, najprawdopodobniej sprawdzi, czy lista jest na miejscu oraz czy jego dobytek poniósł inne straty. A wtedy my będziemy wiedzieli czym jest,  jak wygląda i w co mamy celować następnym razem - beznamiętnie upił łyk wolno stygnącego napoju. - Doprawdy, Eggsy, powinieneś już sam do tego dojść - zmarszczył brwi, lecz zaraz posłał drugiemu agentowi uśmiech, po czym zwrócił się z powrotem do laptopa.

Za niedługo znów będą walczyć, a tego właśnie najbardziej brakowało Harry’emu. Wspólnych misji. Być może też dlatego przyleciał do Irlandii. Musiał znaleźć się w terenie.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Lis 05, 2017 2:54 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lis 05, 2017 1:18 am

Eggsy skrzywił się lekko. Oczywiście, domyślił się tego, że wyjście ostateczne polegało na tym, że…będą musieli wrócić tam jeszcze raz. Unwin nie miał jednak na to najmniejszej ochoty. Każdy kolejny dzień spędzony w Castleknock sprawiał, że tęsknił on coraz bardziej za Szkocją.
Największą jednak tęsknotą darzył Eggsy Londyn.
 – Obyśmy nie musieli zostawać ani dnia dłużej w tym przeklętym kraju… – wymruczał chłopak, rozpoczynając wiązanie krawata.


Tybalt siedział przy barze, sączył kolę i przyglądał się w niemym skupieniu brunetce ze zdjęcia, które dostał, gdy Merlin wyznaczał mu ją jako cel.
Z tego, co zdołał zauważyć, przynajmniej połowa grupy miała ten sam.

Miała na imię Jennifer. Według wytycznych jej ojcem był bogaty bankier, łapówkarz. Ostatnio wplątał się w brudne interesy, a jego nastoletnia córka była jedyną drogą dojścia do jego kieszeni.
 – Jak będziesz tu tak siedział, to nigdy nie wypełnisz misji, młody – usłyszał głos za sobą. Należał do Jacoba.
Tybalt zwrócił na niego swoje szmaragdowe spojrzenie.
Chłopak wyglądał całkiem nieźle w ciemnym garniturze i z uczesanymi włosami, które zazwyczaj pozostawiał w nieładzie. Jego taktyka była łatwa do przewidzenia.
Tybalt wzruszył ramionami.
 – Powodzenia – powiedział Tybalt, unosząc jedną brew powątpiewająco do góry. Jacob ruszył w kierunku celu, przysiadł się do dziewczyny i rozpoczął z nią konwersować.
Gdzieś nieopodal Tybalt dostrzegł Sawyera, dalej jeszcze Emily.
W głowie czternastolatka zrodził się pomysł.

Kilkadziesiąt minut później cała piątka – Sawyer, Emily, Jacob, Tybalt i Jennifer – siedzieli przy stoliku w rogu klubu.
Ich cel osuwał się w dół po oparciu coraz bardziej, tracąc powoli przytomność w reakcji na środek, który z pomocą Emily i Sawyera Tybalt dosypał jej do drinka.
Każde z nich, oprócz Jennifer, miało mało wesołą minę.
 – Przepraszam… – mruknął Tybalt. – Ktoś mnie popchnął i jakoś tak…się sypnęło.
 – To nie twoja wina – mruknął bez przekonania Ainsworth.
 – Właśnie, że jego – syknęła Emily, krzyżując ramiona na piersi i zarzucając włosami.
Jacob wyjątkowo się nie odezwał. Był strasznie wkurzony.
Sawyer pociągnął nerwowy łyk z kieliszka z szampanem.
Emily zrobiła po chwili to samo.


Eggsy parsknął śmiechem, przyglądając się wyświetlaczowi telefonu. Miał w komórce sześć numerów – do Harry’ego, do mamy, do dwóch najbliższych kumpli, do Merlina oraz…do Roxy.
Obecnie przyglądał się nadesłanemu przez Merlina zdjęciu czwórki kadetów śpiących na sobie nawzajem po tym, jak podano im tego przeklętego szampana.
 – Harry – zwrócił się do mężczyzny, by pokazać mu zdjęcie. – Spójrz na nich.

Eggsy musiał jednak schować po chwili telefon bowiem przeszli właśnie do lobby hotelu O’Caseya.
Unwin zbliżył się do portierni, uśmiechnął się uprzejmie do trzydziestoletniego pracownika, a następnie przeszedł do ataku.
 – Dobry wieczór. Ja i mój przyjaciel chcielibyśmy złożyć wizytę pani Bramwell.
 – Który pokój?
 – Pięćset dwadzieścia osiem.

Plan był prosty – musieli się dostać jak najszybciej do pokoju Fintana, nie wzbudzając podejrzeń. Pani Bramwell oczekiwała ich w pokoju pięćset dwadzieścia osiem. Pokój obok należał do O’Caseya.
Kim była pani Bramwell?
Merlin zapewne wiedział najlepiej, czyjej tożsamości użył, by stać się jednym z gości hotelu i zapewnić swobodne przejście Eggsy’emu oraz Harry’emu.
 – Pani Bramwell was oczekuje.
Eggsy uśmiechnął się czarująco w odpowiedzi, następnie podziękował mężczyźnie i ruszył w kierunku windy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lis 05, 2017 7:29 pm

Usadowiwszy się w taksówce podstawionej przez Merlina, Harry zdjął okulary i przetarł oczy, przeglądając się w szybie. Już niedługo Merlin wszczepi mu pierwszy prototyp sztucznego oka, prawdopodobnie jak tylko wróci do Szkocji. Potrzebował go bardziej, niż wydawało mu się na początku, również ze względów estetycznych, ale też używanie tylko jednego męczyło go i znacznie ograniczało ruchy oraz zasięg widzenia. Chciał już w pełni powrócić do tego, co utracił przez rok nieobecności.

Nałożył okulary z powrotem, spoglądając na ekran telefonu Eggsy’ego. Kadeci już zostali uśpieni i lada chwila znajdą się na torach w tunelu, przepytywani przez niepokojącego mężczyznę. Hart uśmiechnął się na widok dzieciaków poskładanych jedno na drugim. Dobrze pamiętał oczekiwania, aż jego własny rekrut się obudzi i niepokój o to, jak się zachowa i jaki podejmie wybór w niebezpiecznej sytuacji, jaką było widmo rozjechania przez pociąg. Równie dobrze pamiętał minę uprzedniego Arthura, który dowiedział się, że przypadkowy chłopiec okazał się lojalniejszy, niż wytypowany przezeń panicz.

Gdy agenci podeszli do biurka recepcjonisty, Harry pozwolił Galahadowi poprowadzić tę misję, usuwając się za niego i rozglądając po holu. Dawno temu zatrzymał się w tym hotelu prywatnie, gdy Merlin wysłał go na przymusowe wakacje. Wnętrze jednak zmieniło się ogromnie od tego czasu. No cóż, w końcu od tego wypadu minęło już około dwudziestu lat.
Uśmiechnął się do młodego chłopaka za ladą i skinął doń głową. Położył dłoń na dole pleców chłopaka, popychając go delikatnie. Chłopak bowiem zatrzymał się niespodziewanie, tępo patrząc na drzwi windy. Hart dopchnął go pod owe drzwi i wcisnął przycisk. Po krótkiej chwili odrzwia rozsunęły się i Arthur ruszył przodem. Pozwolił Galahadowi nacisnąć guzik odpowiedniego piętra i spojrzał mu w oczy.
-Wszystko w porządku, Gary?

Winda wydała dźwięk i zatrzymała się. Kingsmani wyjrzeli na korytarz, zwracając uwagę na mężczyzn stojących nieopodal. Dwóch jegomościów elegancko ubranych całkowicie na czarno przerwało rozmowy i spojrzało na nich.

-Pani Bramwell, tak? – powiedział Harry głośno, wychodząc z windy i kierując się w ich stronę. – Który to był numer pokoju? – ochroniarze powrócili do rozmowy o ostatnim meczu, jedynie powierzchownie upewniając się, że goście pani Bramwell nie zmierzają do złego pokoju, gdy młodszy z nich podał numer obok ich strzeżonego obiektu.
Swobodnym krokiem zbliżyli się do nich.
-Nie strzelaj, póki nie jest to konieczne – powiedział cicho, jednocześnie przystępując do akcji.

Przyłożył jednemu z nich z łokcia dwa razy w twarz, przytrzymując jego rękę, by nie sięgnął po broń, a następnie rozwalił mu nos wnętrzem dłoni. W tym samym czasie młodszy agent ogłuszał drugiego z ochroniarzy. Harry postawił nogę na klatce piersiowej leżącego delikwenta i strząsnął krew z dłoni. Spojrzał w dół na ruszającego się mężczyznę i kopnął go parę razy w twarz, powstrzymując jakiekolwiek więcej próby wstania. Odwrócił się do chłopaka, wycierając krew w chusteczkę wyciągniętą z (klintaszy) brustaszy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Lis 06, 2017 7:25 pm

Jego powieki rozchyliły się powoli. Wpadł pomiędzy nie promień przyćmionego światła
Nie mógł się ruszyć.
Jego mózg począł gorączkowo przetwarzać sytuację, w której się znalazł.
Z zaskoczeniem przekonał się, że…jest przywiązany do torów, zupełnie jak w tych staroświeckich westernach.
 – Co się…? – warknął Sawyer, próbując wyszarpnąć się z więzów.
Gdzie jest Tybalt? Gdzie są wszyscy? Co tu się dzieje?
Nagle usłyszał zbliżające się kroki.

Badawcze spojrzenie mężczyzny przeszywało go na wskroś, a lśniące ostrze w jego dłoni oślepiało go swoim złowrogim blaskiem.
 – Ten nóż mógłby ci uratować życie – mruknął zachrypniętym głosem mężczyzna. W jego postawie było coś znajomego.
Sawyer zmarszczył brwi.
W oddali dało się słyszeć łoskot pociągu.
 – Powiedz mi czym jest Kingsman i będziesz wolny.
Ainsworth szarpnął więzami jeszcze raz, nadal wbijając nieustępliwe spojrzenie w mężczyznę.
 – Jesteś tylko dzieciakiem. Nie pozwól tym oszustom zmarnować sobie życia.
Pociąg zbliżał się coraz bardziej. Sawyer czuł jak tory oddają wibracje.
 – Nie powiem ci nic – syknął.
Reflektor pociągu zaświecił prosto w jego oczy.
 – Czy warto jest umierać dla Kingsmana? Powiedz Sawyer! Powiedz!
Pociąg był tuż tuż.
 – Tak, jest!!! – wrzasnął chłopak i wówczas nie byłoby dla niego ratunku…gdyby nie zapadnia, w którą bezpiecznie się osunął, ratując się przed rozpędzonym pociągiem.
Kurwa, wiedziałem!



Korytarze hotelu były wąskie. Wykorzystanie tutaj ewolucji powietrznych, które były specjalnością Eggsy’ego, było niemożliwością. Chłopak musiał zadowolić się krótkimi ciosami wymierzanymi łokciami i pięściami, ewentualnymi kopnięciami. Gdy chodziło o ogłuszenie przeciwnika – w zupełności to wystarczyło.

Rozkwasił nos mężczyzny na ścianie, a odbijając się od płaskiej powierzchni, na którą go popchnięto – wykorzystał ten impet, by wzmocnić swój cios z łokcia, który gładko przeszedł w zwalający z nóg lewy sierpowy.
Poczuł jak coś ciągnie go w dół.
Błyskawicznie zdołał się wyplątać z dźwigni i w parterze uspokoić napastnika pięścią.

Otrzepał się następnie z niewidzialnego kurzu, by po chwili westchnąć ze zrezygnowaniem, gdy spostrzegł Harry’ego, który tam stał z już dawno skończoną zapewne robotą.
Chłopak miał szanse stać się tak dobry, jak Hart, ale nim to nastąpi…minie jeszcze trochę czasu.

Eggsy przysłonił zegarek od Merlina do czytnika kluczy hotelowych.
Mężczyzna poradził sobie z tym błyskawicznie i równie szybko Eggsy znalazł się w środku pokoju.
Na chwilę stanął jak wryty, chłonąc otępiające wspomnienia wciąż pozostałem tu po nim. Szybko się jednak otrząsnął i ruszył czym prędzej na poszukiwania ośrodka danych, które potrzebne były do wykonania misji.
Dasz radę, Eggsy. To nic takiego. powtarzał sobie w myślach, nie wierząc sobie w ani jedno słowo.
Przywołał się jednak do porządku.
Szukał dalej.
Musiał go znaleźć.

 – Tu jest! – pisnął niemalże z wesołości, spoglądając ku Hartowi, który stał na czatach i pilnował, by nikt ich nie zaskoczył w środku poszukiwań.
Eggsy czym prędzej sięgnął po pendrive, na którym znajdował się program, dzięki któremu mogli dostać się do zabezpieczonego komputera.
Następnie Eggsy włączył transmisję w swoich okularach.
 – Świetnie, Eggsy. Prawie to mamy – usłyszał głos Merlina w słuchawce.
Unwin trzęsącą dłonią włożył pendrive do portu USB, a gdy usłyszał, że ma czekać – westchnął cicho i przetarł wilgotne czoło.

Trzydzieści sekund wystarczyło, by Merlin i jego program otworzyli przed chłopakiem drogę do wnętrza komputera.
 – Eggsy, musisz sam znaleźć folder z listą.
Chłopak czuł jak jego dłonie latają niemalże na boki.
Przekonał siebie, by oddychać powoli i głęboko.
Gdy to nie podziało – zmusił się do przymknięcia powiek i policzenia do pięciu.
 – Spokojnie, Eggsy. Świetnie sobie radzisz. Czy masz atak paniki?
 – Nie – warknął niemalże Unwin, gwałtownie mrugając, a następnie skupiając wzrok na ekranie laptopa i w tempie błyskawicznym odnajdując folder, który potencjalnie był tym, którego szukali.
On również był zabezpieczony.
Eggsy mógłby sam rozbroić te zabezpieczenia. Był do tego szkolony.
Merlin zrobi to jednak znacznie sprawniej, dlatego Eggsy jedynie przerzucił ów na dysk przenośny.
 – Skopiuję wszystko.
 – Pospiesz się. Widzę ruch na klatce schodowej.
Dwie minuty.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Lis 07, 2017 10:36 pm

Arthur dość szybko znalazł się przy drzwiach i zaczekał na potwierdzenie od Merlina, że pokój jest pusty. Odwrócił się, spoglądając na zmierzającego w jego kierunku Galahada oraz uniósł na niego pospieszająco brwi.  W walce radził sobie wyśmienicie, jak na jedynie roczny staż w Kingsmanie. Harry mógł otwarcie przed sobą przyznać, że był dumny zarówno ze swojego wyboru kadeta, jak i z agenta, który zajął jego miejsce przy stole.
Hart obserwował, jak chłopak otwiera drzwi, jednocześnie debatując wewnętrznie czy powinien zostawić ciała ochroniarzy na widoku, czy raczej ukryć je. Nie zdążył jednak dojść z sobą do konsensusu, gdyż niższy agent już przekraczał próg pomieszczenia. Mężczyzna raz jeszcze zmuszony był do delikatnego pchnięcia chłopaka do przodu, dając mu tym do zrozumienia, że nie mają czasu. Rozumiał zaparcie Eggsy’ego, mając w pamięci wydarzenia poprzedniej nocy i w zwykłych okolicznościach dałby mu czas na powrócenie w rolę tajnego agenta, jednakże w tych okolicznościach liczyły się sekundy. O’Casey był zbyt dobrze osłonięty, by pozwolić sobie na tracenie czasu. Być może już dostał informację o zamachu na jego ochroniarzy i właśnie wracał do hotelu.

W pierwszej kolejności sprawdził obrazy na ścianach w poszukiwaniu ukrytego sejfu. Oficjalnie nie było go w planach hotelu, ale nie wiadomo do jakiś środków ostrożności mógł posunąć się ten człowiek, zwłaszcza, że bywał w tym hotelu, co więcej – w tym pokoju, dość często.
Wyjrzał na korytarz, uprzednio upewniając się, że Merlin zapętlił nagranie i nie widać ani bezwładnych ciał dwóch mężczyzn, ani gości pani Bramwell znajdujących się nie w tym pokoju, w którym powinni. Gwałtownie odwrócił się do Galahada, który dość głośno oznajmił znalezienie poszukiwanego laptopa i zamknął drzwi. Rzucił mu pendrive i zabrał się do montowania kilku mikrokamer w różnych częściach pokoju. Nawet jeśli lista znajdzie się na komputerze, MI6 dostanie podgląd na ulubiony pokój prawej ręki lorda narkotykowego.

Podszedł do okna pokoju i wyjrzał na zewnątrz, pilnując się, by nie było go widać z zewnątrz. W słuchawce dostał informację, że pod budynek od strony wejścia właśnie zajeżdżał granatowy mercedes, z którego już po chwili wysiadło więcej mężczyzn ubranych jak ci leżący w korytarzu. Nie było więc wątpliwości, że O’Casey już wie o zabłądzeniu gości jego sąsiadki.

- Eggsy, czy masz lęk wysokości? – zapytał otwierając okno.
Musieli dostać się do pokoju pięćset dwadzieścia osiem po zewnętrznej fasadzie budynku. Na ich szczęście gzyms był wystarczająco szeroki, by agent Kingsmana bez problemu przespacerował się po nim. Drugim plusem był fakt, że okna znajdowały się blisko, więc stosunkowo szybko znikną z pola widzenia.

Nie musiał długo czekać, aż jego towarzysz odłoży laptop na miejsce i dołączy doń po drugiej stronie okna. W momencie, gdy ręka Unwina zamykającego okno znalazła się w niewidocznym ze środka miejscu, drzwi otworzyły się. Z drugiej strony słuchawki Merlin poinformował agentów, że kilku z nich powoli weszło do pokoju i cicho sprawdzało kolejne zakamarki pomieszczenia, upewniając się, że laptop jest na miejscu. To znaczyło, że lista klientów Donna faktycznie znajduje się wśród plików skopiowanych przez Galahada.

Po tylu latach współpracy, Harry’ego nie zaskoczyło jak dokładnie dopracowany był plan Merlina. Najbliższe okno pokoju rzekomej pani Bramwell było uchylone i wystarczyło je pchnąć, by bez problemu dostać się do środka. Pomieszczenie znacznie różniło się od poprzedniego, co mogło potwierdzać przypuszczenie o personalizacji pokoju pięćset dwadzieścia siedem przez O’Casey’a.

- Co teraz, pani Bramwell – zapytał Arthur, wyglądając przez wizjer na korytarz. Z tego miejsca dało się zauważyć jedynie ruch ciemnych sylwetek w głębi korytarza. – Ilu ich jest?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lis 11, 2017 12:53 am

Tybalt przybił piątkę Sawyerowi oraz Emily, gdy wszyscy razem znaleźli się przed monitorem Merlina. Z tej pozycji mogli obserwować jak pozostali kadeci sobie będą radzić podczas testu lojalności.
Czternastolatek podszedł bliżej do konsoli, nachylając się nad nią i zaglądając Merlinowi przez ramię.
 – Dobrze ci poszło – mruknął mężczyzna, spoglądając na chłopca kątem oka. Następnie uśmiechnął się do niego ciepło.
 – Dziękuję – odparł bez zawahania. – Mogę o coś spytać?
 – Już to zrobiłeś – powielił znany żart Merlin, ale jednocześnie skinął na chłopca, udzielając mu prawa głosu.
 – Czy pare dni to nie jest…za mało?
Merlin uniósł brwi do góry, nieco dziwiąc się.
 – Za mało na co? By przekonać się o tym, jak dobrymi Kingsmanami będziecie?
 – Tak…To znaczy, większość z nas brała udział w treningach zanim się tu zgłosiła, ale…
 – Powiem ci coś, Tybalt – przerwał mu mężczyzna i oderwał się na chwilę od konsoli, by odwrócić się na krześle do czternastolatka. – Często o naszej prawdziwej wartości nie świadczą treningi czy lata praktyki, ale sekundy, w których podejmujemy najważniejsze decyzje. Taką decyzją było dołączenie do programu treningowego Kingsmen. Nie od razu przystąpicie do służby. Potrzebujecie wielu godzin ukierunkowanych ćwiczeń pod okiem profesjonalistów, ale… – Merlin przerwał i uśmiechnął się delikatnie do chłopaka. – Ale Harry wybrał was osobiście, a on…nigdy się nie myli w kwestii tego, kto nadaje się na Kingsmana.



Eggsy…zdecydowanie nie miał lęku wysokości. Pamiętał jak wiele rozrywki dostarczyło mu skakanie ze spadochronem…wielokrotne. W jakiś sposób był uzależniony od adrenaliny. Zapewne dlatego był gotów podjąć się każdej misji, którą zlecił mu Arthur kiedykolwiek.
Był ryzykantem, ale być może to właśnie czyniło go tak skutecznym?
Unwin bał się, że zawiedzie Harry’ego i pamięć o swoim ojcu. Dlatego był gotów na wszystko.

Chłopak stanął na parapecie okna i ruszył dalej, ostrożnie krocząc po gzymsie. Jedno spojrzenie w dół przypomniało mu o tym, jak bardzo reakcje jego organizmu czasami są niezależne od temperamentu człowieka.
W głowie zakręciło mu się przez chwilę od tej wysokości.
Szybko jednak umknęli ochroniarzom i wsunęli się z łatwością przez okno do pokoju pani Bramwell.
Stanął na ziemi, tuż obok Harry’ego.
 – Zaraz tu będą… – powiedział przyciszonym głosem Eggsy, rozglądając się na boki w poszukiwaniu rozwiązania.
 – Merlin? – zwrócił się do mężczyzny, zupełnie nie wiedząc jak wybrnąć z sytuacji.


Eggsy poszedł przodem. Wypadł z pokoju, nokautując przy tym jednego z przeciwników drzwiami. Mężczyzna odwrócił się wściekle do chłopaka tylko po to, by natknąć się na pięść Harta, a lecąc do tyłu z impetem strzału w twarz – spowolnić działanie nacierających ku Harry’emu i Eggsy’emu napastników.
To dało im czas, by pokonać cały korytarz i rzucić się zgodnie ze wskazówkami przez drzwi do części sanitarnej hotelu.
Nie mieli tam wstępu, ale jeden cios z barku, gdy Eggsy był rozpędzony, wystarczył.
 – Po lewej – powiedział Merlin do słuchawek obydwu agentów, którzy od razu skręcili w tamtą stronę.
Zatrzymali się dopiero, gdy byli u celu.
 – Chcesz być pierwszy? – spytał z uśmiechem na ustach zdyszany Unwin, zerkając na srebrny właz zrzutu na pranie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   

Powrót do góry Go down
 
Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]
Powrót do góry 
Strona 2 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: