IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#151PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 28, 2018 4:32 am


KILKA DNI PÓŹNIEJ 
Mimo że właściwie cała choroba chłopaka ustała mniej więcej wraz z podaniem panaceum, nim mógł wrócić do domu minęły jeszcze dwa dni. Merlin musiał się upewnić, że Eggsy powrócił do stabilności, a lekarze nie zgadzali się na wypuszczenie go, nim nie skończą wszelkich profilaktycznych badań i testów.
Harry przez ten czas zdołał uporać się z większością niepokoju odnośnie zdrowia Unwina. Jednakże ostateczną pewność i osobiste przyzwolenie na zaprzestanie martwienia się o każdą najmniejszą rzecz będzie miał dopiero, gdy zobaczy Eggsy’ego z powrotem w domowym zaciszu, ponownie w codziennej rutynie.
 
Pojawienie się rosyjskiego agenta wstrząsnęło z kolei całym Kingsmanem. Mimo widocznej niechęci, podjęli się współpracy z KGB. Nieszczęśliwie dla Harry’ego, musiał zająć się tym osobiście, zamiast elegancko oddać obowiązki w ręce Merlina, który z zazwyczaj szczerą ochotą odbierał od niego sprawy. Stało się tak bowiem większość dokumentów dostarczonych przez Ivchenka były w języku rosyjskim, a jedynym agentem płynnie posługującym się ów był właśnie Harry.
 
Gdy w końcu Unwin został wypuszczony i postanowił czym prędzej wrócić do domu, Harry poczuł znaczną ulgę. Nie tylko dlatego, że na jakiś czas nie będzie musiał patrzeć na rosyjskiego agenta, ale również dlatego, że od ponad tygodnia Eggsy leżał na wznak w łóżku w Szkocji i nie ruszył się z niego aż do tego dnia. Widok chłopaka spokojnie przekraczającego próg domu wywołał nawet delikatny uśmiech na jego twarzy.
Dlatego też nie mógł się powstrzymać przed zwyczajnym przytuleniem Eggsy’ego, gdy ten odstawił już swego mopsa na ziemię. Chłopak był od niego odrobinę niższy, więc Harry mógł spokojnie oprzeć policzek o jego głowę, do której za chwilę podążyła również jego dłoń, wplątując się we włosy i delikatnie głaszcząc jego potylicę. Przymknął oczy na moment, rozkoszując się faktem, że Eggsy przeżył i wracał do formy w dobrym tempie. Zaledwie kilka dni temu dostawał śmiertelnych drgawek, a teraz był ponownie w domu, tkwiąc w objęciach Harry’ego.
Dopiero teraz, przytulając go, Harry odczuł, że wszystko w końcu powoli wraca do normy.
 
- Dzięki Bogu, nie musiałem informować Michelle o całym zajściu – mruknął, odsuwając się od niego i uśmiechając się. Delikatnie pogłaskał jego ramię. – Weź prysznic, zrobię ci coś do jedzenia.
 
Przygotowywanie posiłku było o tyle łatwe, że zaledwie wczoraj Blanca postanowiła ich wyręczyć i zrobić im zakupy, tłumacząc się tym, że z pewnością nie będą mieli czasu czy ochoty, gdy wrócą do domu.
Przez ten czas, gdy Eggsy dochodził do siebie w bazie w Szkocji, Harry mógł zastanowić się nad kierunkiem swych uczuć względem niego, ale zdołał jedynie wymyślić parę przeciętnej jakości odpowiedzi na przykładowe pytania zadawane przez jego psychiatrę, którego unikał już od dobrego czasu. Doskonale wiedział, że będzie musiał się do niego wybrać, Merlin już mu zapowiedział, iż nie da mu z tym spokoju. Bardzo chętnie się do niego wkrótce wybierze, natomiast jeszcze nie teraz. W tym momencie najważniejszy był Eggsy i nadrobienie czasu, gdy obaj mieli przed oczyma widmo śmierci młodszego z nich. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#152PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 28, 2018 10:45 pm

Powrót do domu był czymś, czego jeszcze kilka dni temu Eggsy nie mógł się spodziewać.
Dlatego tak trudno było mu się powstrzymać przed uśmiechem, który wpłynął na jego usta, gdy tylko przekroczył próg domu.
Drzwi za nim i za Harry’m zamknęły się, a Unwin miał wrażenie, że jeszcze przez długi czas nie będzie miał ochoty opuścić tego miejsca. Wolał jeszcze nie myśleć o okolicznościach swojego cudownego wyzdrowienia. Wiedział, że jest w to zamieszane KGB i póki co był to zbyt trudny orzech do zgryzienia. Eggsy zaś potrzebował chwili absolutnego spokoju od niebezpiecznego świata czyhającego za oknami.

Ledwie jego torba uderzyła o ziemię, a Quiller przeszła parę kroków w kierunku swojej miski – poczuł jak Harry przyciąga go do uścisku. Eggsy nie oponował, a wręcz przeciwnie – pozwolił się przytulić, samemu odpowiadając na gest i wtulając się w ramię mężczyzny.
Do jego nozdrzy dotarł zapach jego perfum i świeżo wypranej koszuli. Nie miał najmniejszej ochoty, żeby Harry go puszczał.
Niestety, musiało to w końcu nadejść.
Stali tak przez chwilę nim Hart nie odsunął się na niewielką odległość, by się odezwać, a potem ostatecznie zakończyć tę chwilę bliskości.
Eggsy spróbował nie wyglądać na aż tak zawiedzionego i jedynie sięgnął po swój bagaż, skinął Harry’emu i ruszył na górę, by zgodnie z zaleceniami Harta wziąć prysznic w normalnych warunkach.

Wbiegł na górę po schodach i ruszył w kierunku swojej sypialni, w której to odłożył swoją torbę. Gdy zaś wychodził – jego wzrok padł na uchylone drzwi sypialni Harry’ego.
Widok jego łóżka przypomniał mu o tamtej nocy, gdy Eggsy majaczył w gorączce i bełkotał wszystko, co mu ślina na język przyniosła. Chłopak nie pamiętał ani słowa z tego, co wtedy powiedział, a to może i lepiej. Mógł mieć nadzieję na to, że Harry również zapomniał…
Co jeżeli powiedział coś głupiego?
Wzruszył na to ramionami i wkroczył do łazienki.
Wraz z jego chorobą minął stres powodowany ciągłym zamartwianiem się i depresja, w której chłopak obwiniał się o każdą głupotę. Tydzień temu nie był sobą, ale niektóre z obaw…były prawdziwe. Dzisiaj już nie miały jednak tego samego znaczenia, bo oto Eggsy wygrał ze śmiercią i nic nie było w stanie przebić takiego osiągnięcia.
Unwin uwierzył, że poradzi sobie także z innymi problemami.


Siergiey rozważał zakup kwiatów, gdy przemierzał ulicę, by znaleźć się w domu, w którym mieszkał Arthur wraz z Galahadem. Zrezygnował z tego pomysłu choć wydawał mu się całkiem miły. Być może ciasto byłoby lepszym wyborem?

Nacisnął dzwonek do drzwi. Przez chwilę oczekiwał aż któryś z panów domu mu otworzy, a gdy zaś się doczekał i już miał unieść wzrok ze swoich stóp na twarz mężczyzny – nie zdołał nawet dostrzec lecącej ku jego twarzy pięści.
To musiał być Arthur – pomyślał blondyn, łapiąc się za nos, który niewątpliwie tym ciosem agent złamał.
Siergiey jęknął z bólu i spojrzał na swoją zakrwawioną dłoń.
 – Blyat… – syknął i uniósł pełne cierpienia spojrzenie na Harta. – Idi k chertu! – warknął nieco oburzony.
Nie miał zamiaru oddawać Hartowi. Zasłużył.
Gdy tylko ból nieco zelżał – Siergiey szybko nastawił nos, posyłając po swojej twarzy kolejną falę bólu.
 – Mogę już wejść? – spytał, dysząc ciężko.

Harry niechętnie wpuścił go do środka. Ivchenko zaczął się rozglądać za Eggsy’m, ale jego wzrok padł na dwa psy, które spoglądały na niego podejrzliwie z fotela.
Ruszył za Hartem do kuchni, gdzie ten wyjął z zamrażalnika lód.
Siergiej już miał nadzieję, że dostanie ów w swoje ręce i nieco ulży swoim cierpieniom, ale Harry przyłożył sobie ów do ręki.
 – Żartujesz sobie? – burknął pod nosem i usiadł przy stole, sprawdzając czy krew nadal mu leci.
Wtedy niespodziewanie pojawił się Eggsy.
 – Co… – Chłopak nie do końca wiedział jakie zadać pytanie. – Co tu się dzieje? – W końcu zdecydował się zadać to.
Dopadł lodówki i wyjął z zamrażarki skostniały groszek w torebce, a następnie rzucił go Rosjaninowi.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#153PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 28, 2018 11:36 pm


Spokojną próbę doczytania nieszczęsnej książki przez Harry’ego, przerwał dzwonek do drzwi. Wyjątkowo ciepłe popołudnie zarówno on, jak i Eggsy postanowili poświęcić na rzeczy, których z różnych przyczyn nie zakończyli. Tak właśnie padło na Fausta. Być może teraz, gdy cały niepokój o zdrowie chłopaka został zażegnany, udałoby mu się uporać z tym.
Teraz jednak nie dowie się, czy miał słuszne podejrzenia, przez niespodziewanego gościa.
Harry odłożył książkę na stół i ruszył do drzwi. Jedną osobą, której mógł się teraz spodziewać była Blanca, która zazwyczaj zjawiała się nieoczekiwanie.
 
Za drzwiami stał jednak ostatni człowiek, jakiego Hart chciałby teraz zobaczyć.
Dlatego też, skoro tylko Rosjanin podniósł wzrok na niego, w jego kierunku podążyła pięść mężczyzny.
Harry dał się ponieść impulsowi, mimo że zawsze karcił się za to. Był nauczony brać pod uwagę głównie głos rozsądku, ale tym razem czuł, że Ivchenko zasłużył na cios. Nawet jeśli wina leżała nie tyle po jego stronie, a po stronie jego przełożonych. Poza tym, mógł go oddać dopiero teraz, poza bazą w Szkocji, gdy wizyta nie była oficjalna.
Hart zacisnął pięść, czując przypływający ból do knykci. Wpatrywał się martwo w gościa, czekając aż ten się pierwszy odezwie, wyjaśniając mu powód, dla którego Harry musiał oglądać jego twarz też tutaj.
Nie doczekał się jednak tego, a na pytanie, czy Ivchenko może wejść, ruszył bez słowa w głąb domu. Musiał obłożyć pięść lodem, gdyż prawdopodobnie rozbił tym ciosem nie tylko nos mężczyzny, ale także swoją żyłę i był w stanie przewidzieć jak za parę dni będzie wyglądał ogromny siniak na jego dłoni.
 
Słysząc zamykane drzwi i podążające za nim kroki, nie odwrócił się, tylko skierował prosto do zamrażalnika. Po drodze spojrzał spokojnie na swego psa, jeszcze przed chwilą drzemiącego pod fotelem. Peanut bowiem postanowił dać znać obcemu o swej gotowości do ataku, powarkując cicho. Wyjął ze środka torebkę z lodem, którego używali głównie do alkoholu i zatrzasnął drzwiczki, by zaraz prychnąć cicho na komentarz Rosjanina.
Moment później na dole znalazł się także drugi mieszkaniec tego domu. Harry oparł się o blat w kuchni, mając stąd idealny widok na gościa i jego powoli ustający krwotok z nosa.
 
- Jego zapytaj – odburknął na pytanie chłopaka, gdy ten wyciągał groszek z zamrażalki tuż obok mężczyzny. Obejrzał swoje knykcie, po czym ponownie przyłożył lód.
 
Podniósł wzrok i tym razem skierował go już nie na Ivchenka, a na Eggsy’ego, który siadał w po drugiej stronie stołu, słuchając wyjaśnień mężczyzny. Harry doskonale wiedział kim jest i z jakich powodów pojawił się w ich życiu, natomiast Eggsy nie wiedział jeszcze wszystkiego. Dlatego też na jego usta wstąpił uśmiech, gdy torebka z groszkiem została Rosjaninowi odebrana.
Teraz Eggsy rozumiał, dlatego nos gościa został złamany w ramach powitania w drzwiach i prawdopodobnie postąpiłby tak samo na miejscu Harta. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#154PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lut 03, 2018 5:19 pm

To, co usłyszał od Rosjanina…wstrząsnęło nim. Z jednej strony czuł ogromną chęć rozbicia Rosjaninowi nosa po raz drugi i wyrzucenia go z ich domu, ale z innej…ogromna ciekawość skłoniła go do rzucenia mężczyźnie jedynie groźnego spojrzenia i odebrania chłodzącego groszku.  Do tej pory KGB nie ingerowało w sprawy Kingsmana. Często dochodziło do współpracy między CSI i KGB, między MI6 i CSI, a najrzadziej między KGB i MI6. Rosjanie nie mieli nic do ugrania na tej współpracy, a zatem…skąd Kingsman i jego udział w planach KGB?

 – Sprawdzaliśmy agentów Kingsmana od dawna. Wirus był przeznaczony dla wszystkich aktywnych agentów poza Arthurem…więc jedynie dla ciebie – wyjaśnił blondyn. – Musieliśmy wyłonić najlepszego z najlepszych i tak się składa, że jesteś cóż….najlepszy – dodał Siergiey. Wyglądał na szczerego, ale Eggsy nie mógł wierzyć w pozory. Ivchenko był w końcu rosyjskim szpiegiem, a byli to ostatni ludzie, którym nie należało ufać. Może po prostu nie udało im się zamordowanie jego i tamtego agenta MI6.
Być może wymyślili te bajeczkę na poczekaniu.
 – Wiem, co teraz myślisz – odezwał się niespodziewanie Rosjanin, wyjmując z dłoni Unwina groszek i przykładając go sobie do twarzy. – Ale gdybyśmy chcieli cię zabić, to już dawno bym doprowadził to do skutku.
Eggsy wzruszył ramionami, udając, że nie ma pojęcia o czym Siergey mówi.
Musiał mu jednak przyznać, że był niezły w te klocki. Eggsy na przykład nie miał pojęcia co myśli jego najlepszy przyjaciel Harry, a Hart jakimś cudem doskonale wiedział zawsze, w którą strunę uderzyć w przypadku młodszego agenta.

 – Prawie mnie zabiłeś i wobec tego nie ma wątpliwości – powiedział Eggsy, spoglądając w stronę blondyna morderczo. – Więc wybacz mi ten brak gościnności – dodał
Zerknął następnie w stronę śpiącej Quiller. Pies zazwyczaj wyczuwał złe intencje ludzi, a w obecności Siergeya nawet nie pomyślała o tym, by się obudzić.
Coś było w Ivchence, co sprawiało, ze Eggsy mu wierzył we wszystko, co ten mu mówił.
Miał po prostu wrażenie, że nie jest tak fałszywy, jak się tego spodziewał po szpiegu. On sam też był szpiegiem i wiedział, jak mylące bywały pozory.
Przypomniał sobie wizytę w Ameryce i to, jak zwątpił w osąd Harta, gdy ten był pewien, że agent Whisky jest zdrajcą.

 – Po co tu przyszedłeś? – zaczął znów Eggsy. – Po to, żeby mnie przeprosić?
Blondyn uśmiechnął się lekko i odsunął groszek od twarzy.
 – Chcę się zaprzyjaźnić z tobą, Eggsy – odparł w odpowiedzi Siergey i zerknął w bok na Harta.
Nagle powietrze zgęstniało jeszcze bardziej.


Urodziny Eggsy’ego zbliżały się ogromnymi krokami, ale zbliżała się także misja – zarówno ta w Rosji jak i ta, o której mieli zostać dzisiaj poinformowani Arthur oraz Galahad.
W Kingsmanie jednak parę rzeczy się zmieniło, więc nim rozpoczęło sie wprowadzenie Merlina – Eggsy postanowił zorientować się co u Emily oraz Virgila, którzy mieli za sobą pierwsze, drobne misje na terenie Wielkiej Brytanii.

Jako pierwszą spotkał Emily, która na przywitanie rzuciła mu się na szyję, by następnie odsunąć się nieco niezręcznie, odchrząknąć i stwierdzić, że „troszkę” się martwiła.
Eggsy’ego rozczulił ten widok, więc przyznał sobie prawo do tego, by powiedzieć iż nieco za Emily tęsknił.
Rozpromieniło to dziewczynę.

Następnym jego przystankiem był Virgil, który uścisnął mu mocno dłoń i skinął znacząco głową, spoglądając na Eggsy’ego swoim przenikliwym spojrzeniem.
Unwin poczuł jak ów oczy zaglądają prosto do jego duszy.
Musiał przyznać, że Virgil potrafił być przytłaczający.
Po kilku minutach do niego i Virgila dołączyli Jonathan, Leslie oraz Sawyer, którzy również pozwolili sobie na okazanie swojej ulgi w związku z tym, że Eggsy przeżył.
Chłopak czuł niesamowite ciepło w środku i wdzięczność wobec Merlina, który tych ludzi wprowadził na jego drogę życia.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#155PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 04, 2018 12:12 am

Hart poruszył lekceważąco brwiami, gdy Ivchenko zerknął na niego. Nie miał zamiaru spoufalać się z nim bardziej, niż wymagać tego będzie współpraca z KGB. Nie go niego jednak przyszedł Rosjanin, a do młodego Unwina, więc na ten moment nie mógł nic zrobić.
Dzięki Bogu, niedługo później odezwała się jego komórka. Widok numeru Blanki przyniósł mu ogromną ulgę. Przez najbliższe przynajmniej pół godziny nie będzie musiał patrzeć na twarz agenta KGB.
 
 
 
Harry i Eggsy przybyli do Szkocji razem, ale rozdzielili się już na dziedzińcu. Merlin potrzebował spotkać się z Arthurem jak najszybciej. Do niego właśnie skierował się mężczyzna – do drugiego ulubionego pomieszczenia Merlina.
Przestronny pokój w piwnicy skupiał najlepsze sprzęty, o których przeznaczeniu wiedział dokładnie prawdopodobnie jedynie Merlin i jego niewielka grupa techników. Gdy Harry powolnym krokiem wszedł do środka, zatrzymują się w drzwiach, od komputera z trzema monitorami odwrócił się na ruchomym krześle Merlin. W kącie krzątała się jedynie dwójka niewiele starsza od Unwina, która zdawała się być zbyt zajętą swymi badaniami, by zauważyć, że ktoś wszedł.
 
- Spójrz tutaj – podniósł się i szybkim krokiem podszedł do blatu na środku pomieszczenia. Z ogromnym zadowoleniem na twarzy wskazał na zwyczajnie wyglądającą parę okularów oraz sztuczne oko, niczym nieróżniące się od poprzedniego. Harry uniósł pytająco brew. – To tylko prototyp, ale moje dzieci pracują nad pełną synchronizacją między nimi. To otworzy przed nami wiele nowych opcji. Chcesz znać swoje przyszłe możliwości?
 
- Preferuję niespodziankę – mruknął Harry i westchnął. – Tylko po to tutaj jestem?
 
- Tak. Nie – podekscytowanie mężczyzny znacznie opadło. – Chodź. Dostaliśmy małą misję od MI6. Musisz spojrzeć na szczegóły – ruszył w kierunku windy, a Hart powoli podążył za nim. – Jest już Eggsy? Weaver nie był zadowolony, że my się nią mamy zająć, więc chce ją wykonaną jak najlepiej.
 
Arthur poinformował go pokrótce, że Galahad znajduje się gdzieś na górze. Osobiście, najchętniej przytrzymałby Eggsy’ego w domu jeszcze parę dni. Ostatnie wydarzenia były tak nieoczekiwane, że Harry był teraz bardziej niespokojny o życie drugiego Unwina, niż wcześniej. Nie mógł jednak bez powodu odsuwać go od pracy, którą w końcu tak świetnie wykonywał. A jeżeli raport odebrać ma Weaver, misja faktycznie musi zostać wykonana perfekcyjnie.
Odebrał od agenta tablet, przeglądając informacje o misji czekającej na Galahada. Merlin w tym czasie wysłał wiadomość, wzywając chłopaka do sali konferencyjnej za kilkanaście minut.
Bez żadnej przyczyny, rozmawiali ostatnio znacznie mniej. Dzisiejsza podróż do Szkocji minęła właściwie całkowicie w ciszy. Być może przyczyną było zamieszanie wywołane ostanim spotkaniem z rosyjskim agentem. Może fakt, że Harry nie powiedział mu wszystkiego odnośnie jego choroby i prawdopodobnie by się nie dowiedział, gdyby nie przyszedł do nich Ivchenko. Może to tylko zbieg okoliczności. W każdym razie Eggsy odzywał się mniej, a Harry nie wymuszał na nim konwersacji.
Za niecały miesiąc chłopak będzie miał urodziny, a Hart powinien już zacząć zastanawiać się nad prezentem dla niego. Mimo że sam nie obchodził swoich urodzin, obchodził te należące do jego najbliższych, głównie ze względu na szacunek do nich. Eggsy z kolei stał się mu na tyle bliski, żeby nawet postarać się o jakiś bardziej wyjątkowy prezent.
 

Już niedługo później Arthur wraz z Merlinem nalewali sobie alkoholu, czekając na Unwina i rozmawiając o szczególnie nielubianym agencie MI6. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#156PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 04, 2018 2:48 am

 – Nie, nie masz pojęcia o tym, jaki chaos tu zapanował, kiedy poszedłeś leżeć w łóżku – syknął Jonathan, wzdrygając się na wspomnienie tych ciężkich chwil. – Arthur zniknął na kilka dni, a Merlin był tak wkurzony na wszystkich, że zrobił nam piekło – dodał, przystając przy oknie na korytarzu i chowając dłonie za plecami.
 – Ale cieszę się, że z tego wyszedłeś. Wiadomo co to było?
Eggsy wzruszył ramionami i uśmiechnął się delikatnie.
 – Połączenie hiszpanki, brucelozy, gorączki zachodniego nilu i czegoś jeszcze – odpowiedział Uniwn. Nie mógł chłopakowi zdradzić zbyt wielu szczegółów. Nie wiedział na ile KGB chciało pozostać w cieniu i ile zachować tylko dla siebie. Nie chciał generować niepotrzebnie problemu, który odbiłby się na Arthurze.
 – Masakra… – mruknął brunet, a następnie zwrócił się przodem do Unwina i oparł się ramieniem o ścianę. – Chcesz zapalić? – spytał i posłał Eggsy’emu chytry uśmiech.
Agentowi przypomniało się to, jak bardzo Harry ostatnio potępił jego próbę wyłamania się ze zdrowego trybu życia. Mężczyzna zapewne nie pochwali takiego ekscesu.
Mimo, że Eggsy’ego kusiła ta propozycja – nie był siedemnastolatkiem, by się jej nie oprzeć.
 – Nie mogę – odpowiedział i skrzywił się lekko. – Harry nie cierpi tego zapachu – dodał i wzruszył ramionami.
Przez twarz Jonathana przebiegło parę różnych emocji. Eggsy nie był pewien, do której z nich się odwołać.
 – Wiesz, że zachowujecie się, jakbyście byli razem? – wykrztusił w końcu brunet i przyglądał się temu jak Eggsy zachłystuje się powietrzem i pada ofiarą ataku nerwowego kaszlu. – Zwłaszcza teraz.
 – Nie jesteśmy razem! – jęknął Eggsy, a następnie, gdy już nieco ochłonął i przywołał się do porządku, zaśmiał się cicho. Wcale nie było mu do śmiechu, ale uznał, że to jest najwłaściwsza reakcja. – Harry jest dla mnie jak ojciec.
 – Wiesz, że to nic złego? – upewnił się Jonathan, marszcząc delikatnie brwi i taksując Eggsy’ego wzrokiem. – Nie ma nic złego ani w tym, ani w byciu gejem.
 – Przecież wiem – odpowiedział z delikatnym oburzeniem Eggsy.
 – Doprawdy? – wątpił chłopak, otwierając następnie okno na oścież. – Za każdym razem jak o tym rozmawiamy, to zachowujesz się jak upośledzony mózgowo, Eggsy. Jesteś absolutnie beznadziejny w ukrywaniu rzeczy.

Cenił Jonathana za szczerość, ale momentami ta uderzała w niego jak rozpędzony pociąg. Chłopak wydawał się nie rozumieć pojęcia dyskrecji w relacjach między ludźmi. Pytał wprost i nie udawał, że czegoś nie wie.
A Eggsy padał często ofiarą tego sposobu bycia.


Ruszył korytarzem w kierunku miejsca spotkania z Merlinem i Hartem. Zatrzymał się przed drzwiami, by upewnić się, że jego krawat jest równo, a włosy nadal nienagannie ułożone.
Następnie zapukał kilkakrotnie i pchnął drzwi, słysząc zaproszenie do środka.
 – Cześć – mruknął do mężczyzn i zajął swoje miejsce, z pewnym zdziwieniem rejestrując następnie fakt, że mężczyźni piją alkohol.
 – Wiecie, że macie pierwsze objawy alkoholizmu? – odezwał się znów, mrużąc oczy na obydwu agentów. – Wiecie, że to nieuleczalna choroba, która rocznie zabija ponad trzy miliony ludzi na świecie? – mówił dalej. – To tak, jakby Hitler co rok mordował wszystkich Żydów na nowo.
Spojrzenia obydwu mężczyzn były nieco zmieszane, ale odstawili natychmiast swoje trunki na stół. Merlin nawet odchrząknął z pewnym zdezorientowaniem i przeszedł pare kroków w kierunku ekranu, na którym po chwili wyświetlił wytyczne odnośnie misji.
 – Mam dla ciebie dwie misje, Eggsy – odezwał się, spoglądając nieco podejrzliwie na Unwina. Zapewne zastanawiał się czy wszystko z nim w porządku, czy może potrzebuje jeszcze chwili wolnego. – Jedną z nich na terenie Londynu – kontynuował. – Musisz dopilnować, by wszystko poszło zgodnie z planem. MI6 przekazało nam tę misje, wierząc, że my oddamy ją w twoje ręce.

Eggsy wysłuchał do końca wytycznych. Miał nieco zbyt zaciętą minę, jak na tak wczesną porę i mało wymagający dzień.
Wiedział, że misje załatwi jeszcze dzisiaj, jeżeli teraz wyruszy do Londynu, a zatem właśnie i tak poczynił.
Zastanawiała go jednak kwestia drugiej misji, o której Merlin wspomniał mu jedynie pobieżnie, tłumacząc to tym, że jeżeli Eggsy się pospieszy – wykona pierwszą przed zachodem słońca.
Chłopak zdołał jedynie usłyszeć lokalizację tej drugiej, a mianowicie…Majorka.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#157PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 04, 2018 3:52 am

Harry uniósł brew na słowa chłopaka i delikatnie przekrzywił głowę. Jedynym, który mógł wpaść w alkoholizm był właśnie Eggsy. Merlin postarał się poinformować go o wszystkim, co przegapił podczas swojej rocznej nieobecności.
Postawił szklankę, nie zdejmując z niej jednak dłoni i spojrzał na drugiego mężczyznę, który jeszcze przed chwilą był równie skonfundowany, co on. Obaj pozostawili przejaw nadzwyczaj dobrego humoru Unwina bez komentarza.
 
- Merlinie – mruknął, dając mu sygnał do przekazania chłopakowi szczegółów misji.
Nie było to nic skomplikowanego,  ale Merlin również miał obawy przed wysyłaniem go tak wcześnie gdziekolwiek. Mimo że choroba chłopaka skończyła się w parę godzin po podaniu antidotum. Galahad jednak przyjął zadanie bez słowa, wyglądając na w pełni gotowego na to błahe zlecenie.
Harry mógł mieć tylko nadzieję, że tak faktycznie było.
 
- Im szybciej wyruszysz, tym szybciej skończysz – mruknął Hart, upijając ostatni łyk trunku ze szklanki, po czym nonszalancko odstawił ją na blat, patrząc Unwinowi w oczy. Podniósł się i skinął głową na obu agentów, dając tym do zrozumienia, że spotkanie zostało zakończone. – Znajdź Tequilę, Merlinie. Niech spotka się ze mną w moim gabinecie za godzinę – rzucił jeszcze, nim wspomniany mężczyzna wyszedł.
 
Gdy drzwi zatrzasnęły się za agentami, Harry odwrócił się do dużego okna, podchodząc do niego powolnie. Eggsy nie powinien mieć żadnego problemu z misją w Londynie. A także szybko wrócić do domu. Mimo to czuł nadal nieprzyjemny niepokój w okolicach żołądka. Zmarszczył brwi i złożył ramiona na piersi, jedną dłonią podpierając brodę.
Okna sali konferencyjnej wychodziły na dziedziniec, więc już kilka minut później, Harry obserwował, jak Galahad wsiada do taksówki, by udać się z powrotem do Londynu. Na dobrą sprawę, nie musieli przyjeżdżać aż tutaj. Hart miałby także możliwość spotkać się z Blancą. Teraz jednak nie miał pretekstu, żeby odsuwać pracę. Mógł teraz dokończyć, czego nie zrobił, gdy Eggsy leżał w agonii.
Poza tym, musiał się poważnie zastanowić nad urodzinowym podarunkiem dla Unwina. Harry przyłapał się nawet na stwierdzeniu, że faktycznie ma ochotę świętować z młodym agentem jego urodziny, nie tylko z czystego szacunku doń. Miał ochotę spokojnie spędzić z nim czas, na przykład jak podczas kolacji z okazji niechcianych urodzin Harta, zamiast martwić się, czy chłopak przeżyje noc.
Do tego dnia pozostało mu na szczęście jeszcze blisko miesiąc. Miał więc czas, by rozważyć najlepsze opcje i wybrać coś wyjątkowego. To były w końcu pierwsze urodziny Eggsy’ego, które mieli razem obchodzić.
 



Z podobnych powodów, to jest chęci spędzenia czasu z Unwinem, Harry miał całkiem niezły humor, gdy wracał popołudniu do domu. Z czasem jednak niepokój powrócił, gdy Eggsy nie odbierał telefonu i nawet Merlin nie mógł się z nim skontaktować. Nie był to jeszcze powód do obaw, słońce dopiero chyliło się ku zachodowi.
Harry więc postanowi siłą odsunąć złe myśli dotyczące Unwina, zaparzając sobie kawę.
Wziął na ręce swego psa i podrapał za uchem, spoglądając głęboko w ciemne ślepia. Szczeniaki były coraz większe i choć ich rasy nie pozwalały na duże rozmiary, wydawały się wielkie w porównaniu z tym co było jeszcze miesiąc temu. Harry uśmiechnął się do Peanuta i odstawił go na ziemię, po czym spojrzał na smutno drzemiącą na kanapie Quiller. Wyczerpana zniecierpliwieniem, z jakim oczekiwała powrotu swego pana, zasnęła z głową na podłokietniku.
Harry wyjął z kieszeni telefon, upewniając się, że Eggsy nadal nie dał znaku życia. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#158PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 04, 2018 4:25 am

 – Kurwa! – syknął Eggsy i począł podnosić się z ziemi.
Samochód, który potrącił go chwilę temu właśnie cofał się, by jeszcze raz spróbować swojego szczęścia z czaszką Eggsy’ego. – Wyjdź z tego pieprzonego samochodu, Harriette – wrzasnął do dziewczyny siedzącej za kierownicą, ale gdy ta wcisnęła w odpowiedzi gaz i opony zapiszczały na śliskiej nawierzchni magazynu – Eggsy czym prędzej rzucił się w bok.
Samochód podążył za nim.
Eggsy rozpoznał swoją szansę we wspinaniu się po kontenerach.
 – Ja ci kurwa pokażę… – wymamrotał, rzucając się szybkim sprintem w kierunku drugiej strony obszernego magazynu.
Jego misja brzmiała „odnaleźć dziewczynę, dostarczyć ją bezpiecznie do domu, nie zabić jej i nie bić jej po twarzy bowiem tego samego dnia miała się zjawić na balu”.
Nie wyglądało to na trudne zadanie dopóki Eggsy nie poznał Harriette – psychopatycznej szesnastolatki, mistrzynię sztuk walki i bardzo upartą osobę. Uciekła z domu kilka dni temu, pozorując porwanie. Okazało się, że dziewczyna nie ma najmniejszej ochoty wracać do rodziny i jest prawdziwym geniuszem zbrodni.
A teraz próbowała zamordować Eggsy’ego.
Wiedziała, że po nią idzie, więc gdy tylko agent się pojawił w magazynie – przywitał go samochód rozpędzający się w jego stronę.

Czuł jak krew spływa mu po skroni i policzku, jak pogruchotane żebra spowalniają go, gdy próbuje dotrzeć do kontenerów przed samochodem.
Wezwałby wsparcie, gdyby tylko mógł i gdyby tylko Harriette nie przejechała mu telefonu kilka minut wcześniej.


Poprawił knebel na twarzy dziewczyny, oddychając ciężko i upewniając się, że plastikowe zatrzaski nie są zaciśnięte zbyt mocno.
Zielone spojrzenie patrzyło na niego wściekle i butnie, gdy dziewczyna szarpała się.
Posadził ją na tylnym siedzeniu samochodu jej ojca z szoferem za kierownicą i zapiął jej pas. Następnie poprosił, by już więcej nie uciekała, bo chciał spokojnie wrócić do domu.
Harriette oprócz bycia wściekłą, śmiercionośną nastolatką była także córką głowy MI6. To było zadanie dla najlepszych, faktycznie.
Ktoś taki jak Harriette byłby w stanie zabić Eggsy’ego znacznie szybciej niż cholerna rosyjska hiszpanka.
Gdy samochód odjechał, Eggsy odetchnął z ulgą. Zajęło mu kilka chwil uświadomienie sobie, że nie ma absolutnie jak wrócić do domu.


Nie sądził, że jeszcze kiedykolwiek przyjdzie mu podróżować autobusem.
Kiedy żadna z taksówek nie zatrzymała się dla niego, zapewne ze względu na to, jak wyglądał w podartym garniturze – ostatnim kołem ratunkowym stał się właśnie autobus.
Mimo późnej pory ludzi było sporo i wszyscy patrzyli na niego tym samym wzrokiem.
On zaś próbował nie zakrwawić wszystkiego wokół, trzymając przy ranie chusteczkę.

W końcu dotarł na miejsce.
Musiał przejść paręset metrów, by dotrzeć w domu, ale na jego widok jego usta wykrzywiły się w uśmiechu wdzięczności.
Przekroczył próg domu i od razu przy jego nogach znalazła się Quiller oraz Peanut.
Chłopak uklęknął, by przywitać się ze zwierzętami. W końcu jednak nadeszła chwila, by unieść spojrzenie do góry i zmierzyć się z morderczym wzrokiem Harry’ego.
A było naprawdę źle.

Po kilkuminutowej litanii i wielu słowach, których spodziewał się Eggsy usłyszeć w takiej sytuacji od Harta – Unwin dostał w końcu lód, który przyłożył do ramienia.
Z trudem ściągnął z siebie poszarpaną marynarkę oraz koszulę, zostając w samej podkoszulce.
Jego ciało było potężnie posiniaczone.
Nic dziwnego zresztą skoro wjechał w niego samochód.
 – Szesnastolatki są najbardziej krwiożerczymi istotami, jakie znam – powiedział Eggsy, a następnie syknął z bólu, dotykając swoich żeber. – Mała cholera potrąciła mnie samochodem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#159PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 04, 2018 2:39 pm

Gdy drzwi w końcu otworzyły się, Harry wychylił się z kuchni. Pierwsze naturalnie przywitały go psiaki, dopiero chwilę później chłopak podniósł się, by spotkać uniesioną brew mężczyzny i jego niezbyt przyjazne spojrzenie.
 
Harry nie odezwał się ani słowem, gdy wyciągał z zamrażalki lód, który parę dni wcześniej uratował jego dłoń przed ogromnym siniakiem, zostawiając jedynie blado fioletowy obrzęk wokół knykci. Nim jednak oddał go potrzebującemu, zdołał wydobyć z siebie parę karcących słów odnośnie zaistniałej sytuacji oraz o zrywaniu łączności, zwłaszcza podczas spotkania z ów rudą nastolatką.
Harry poznał Harriette, gdy ta miała niewiele ponad dziesięć lat. Już wtedy wykazywała nieco inne zainteresowania niż jej rówieśniczki i niejednokrotnie uciekała z domu. Przez te wszystkie lata nikt nie zdołał dowiedzieć się, jaki właściwie jej ucieczka ma cel. Hart doskonale również znał możliwości dziewczyny, dlatego stały kontakt był podczas misji „ratunkowych” poważnie zalecany.
 
Słysząc, że komórka chłopaka została przez jego cel zniszczona podczas próby okiełznania, jego twarz złagodniała. Wyjął z szafki apteczkę i rozłożył ją na stole, tuż obok siedzącego chłopaka. Chwycił go za twarz i nie zważając na protesty, przyłożył nasączony wodą utlenioną wacik do rany na skroni Eggsy’ego.
Mógł być bardziej delikatny, owszem. Nie taki był jednak jego zamiar.
Fakt, że chłopak był jedynie dotkliwie poturbowany uspokoił go. To nie pierwszy, ani ostatni raz, gdy będzie wyglądał tak po misji. Przewidywanie do jakich skrajności mogła posunąć się córka głowy MI6, wychowana bez matki w towarzystwie ludzi, dla których mord i tortury były praktycznie codziennością, mogło przyprawić Harta jedynie o ból głowy.
Słuchając o szaleńczych wyczynach samochodowych Harriette, mimowolnie coraz delikatniej czyścił rany na twarzy Unwina.
 
- Będziesz potrzebował prześwietlenia – mruknął. – Ale może to zaczekać do jutra.
 
Spojrzał na tors chłopaka. Jego ramiona były całe w siniakach i krwiakach, a tego, co kryło się na jego żebrach, Harry wolał na razie nie oglądać. Przypominało mu to jednak pierwsze lata w Kingsmanie. Co trzecia jego misja kończyła się wtedy rozległymi siniakami i wieloma złamaniami. Uśmiechnąłby się, gdyby cierpiąca twarz Eggsy’ego nie przyprawiała go o co najwyżej wyraz pożałowania czy współczucia.
 
Odsunął kolejny już wacik od ust młodszego agenta, dorzucając do na niewielkich rozmiarów stertę na stole i obejrzał jego twarz, upewniając się, że zatamował już wszelkie rany. Twarz chłopaka nadal pokryta była zaschniętą krwią, a przez brak uwagi, także i dłonie Harry’ego.
Spojrzał w zielone oczy pełne boleści ale i nutki szaleństwa, jakby Unwin dobrze się bawił przez ostatnie godziny. Był może tego potrzebował, zwykłej nieskomplikowanej misji pełnej możliwości do wykazania się swoją znajomością sztuk walki. Mimo pewnego bólu, w jakim się znajdował, Unwin zdawał się mieć dobry humor.
Westchnął i pokręcił głową, wciąż trzymając żuchwę chłopaka.
Następnie ponownie podążył za impulsem i pocałował Eggsy’ego, nie zważając na krew na jego ustach. Nie był zbyt delikatny i nie zważał na syknięcie z bólu chłopaka. Raz jeszcze, nie taki był jego zamiar.
Miało boleć.
Nie powinno sprawiać mu to takiej przyjemności, ale… cóż, sprawiało. Unwin z kolei nie protestował już więcej i podążył za Hartem. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#160PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 04, 2018 3:26 pm

Eggsy uważnie śledził ruchy ręki Harry’ego, pojękując cicho z bólu, gdy mężczyzna nieco mocniej potraktował jego zranienie. Hart jednak z każdą kolejną sekundą opatrywania Unwina stawała się coraz bardziej delikatny, a jego spojrzenie znacznie się ocieplało w miarę jak Eggsy zbliżał się do finału swojej misji, gdy udało mu się wreszcie powstrzymać Harriette wskakując z kontenerów na dach samochodu i zaciągając hamulec ręczny w samochodzie, który dziewczyna prowadziła.

Zerknął w dół na wacik, który został odjęty od jego ust. Ciepło dłoni Harta przebijało się przez watę, a namiastka dotyku sprawiała, że Eggsy zaczynał tęsknić za każdym momentem, gdy Harry był blisko i gdy się nie oddalał natychmiast. Gdy zabierał swoje ciepłe dłonie z dala od Eggsy’ego i gdy musiał on mierzyć z całą serią niepotrzebnych utrudnień. Gdyby tylko Harry był cały czas obok…Unwin czułby się znacznie lepiej. Być może nieco zbyt podekscytowany jak na zwykły dotyk, ale można było o to winić adrenalinę, która nadal krążyła w jego żyłach.
Na swój sposób Eggsy mógł być uzależniony od adrenaliny właśnie. Potrzebował bodźców, by żyć i by być szczęśliwym.
Czasami potrzebna była misja, innym razem w zupełności wystarczyło pobyć blisko Harta.

To, co zrobił w następnej chwili Harry było dokładnie tym samym, co chciał zrobić kilka sekund później Eggsy.
Mimo bólu, który poczuł w wardze, gdy mężczyzna niedelikatnie naparł na jego usta – nie miał zamiaru niczego przerywać. Wręcz przeciwnie – nadal było mu za mało bólu.
Westchnął zachęcająco w usta Harry’ego, sięgając dłonią do jego policzka, by uniemożliwić Hartowi ucieczkę z tej sytuacji, którą sam zainicjował.
Poprzednie dwa razy były pozbawione pewności, która teraz przepełniała dwudziestopięciolatka. Musiał się przekonać, że się nie pomylił i to jest to, za czym tęskni, gdy starszego agenta przy nim nie ma.
Gdy strach i niepewność odbierają Unwinowi zdolność dostarczenia sobie tego, czego pragnął…

Serce nadal biło mu jak szalone, gdy powoli rozchylił usta, pozwalając sobie na pogłębienie pocałunku. Było to niemalże tak niewiarygodne jak to, że jeszcze kilka dni temu Eggsy był martwy. Ale to była najprawdziwsza prawda. Działo się to na oczach Unwina i działo się coraz szybciej i coraz śmielej.
I działoby się dalej, gdyby nie rozdzwonił się drugi telefon młodego agenta, ten prywatny.
Na ten dziwny dźwięk Eggsy odsunął się od Harta, marszcząc przy tym brwi. Nie potrafił zrozumieć, która z rzeczywistości jest tą, w której się porusza – dzwoniący telefon czy całujący go Harry.
Zdecydował w końcu, że później nad tym pomyśli, bowiem telefon nadal nie przestawał zakłócać idealnej ciszy panującej w domu.
Chłopak podniósł się, stękając cicho z bólu i ruszył w stronę tą, gdzie pozostawił telefon.

Halo? Mamo? – wychrypiał do telefonu, odchrząknął i upewnił się, że brzmi już normalnie. – Dlaczego dzwonisz?
Eggsy wysłuchał prośby matki, kiwając powoli głową i uśmiechając się przy tym delikatnie.
Myślę, że Harry nie będzie miał nic przeciwko… – odparł w związku z czymś, co musiała powiedzieć jego matka. Jego wzrok podążył w stronę, z której przyszedł i którędy wracał właśnie.
W końcu znalazł się w progu kuchni i opierając się o ścianę, wbił spojrzenie w Harta.
Żaden problem, mamo – zapewnił kobietę. – Wpadnę po nią do szkoły i pójdziemy zjeść razem obiad.
Eggsy nadal nie spuszczał wzroku z Harry’ego. Zastanawianie się nad prawdziwością czy słusznością wydarzeń, które miały miejsce, było bez większego sensu. Eggsy mógł się zadręczać tym i wmówić sobie serie nieprawdziwych wniosków.
Zamiast to robić wolał poświęcić zaoszczędzoną energię Hartowi oraz wykonywaniu misji i udowadnianiu swojej prawdziwej wartości, która nie kryła się wcale w tym, w kim się mógł zakochać.
Bo nawet, jeżeli był gejem – nie miało to zupełnie żadnego znaczenia.



____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#161PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 04, 2018 4:19 pm

Stojąc pochylonym nad Eggsy’m, podparł się ręką o stół za nim.  Druga dłoń wciąż spoczywała na jego żuchwie, powoli rozluźniając się. Harry poczuł na swoim policzku niesamowicie przyjemne ciepło dłoni chłopaka, a czując jak młody agent rozchyla delikatnie równie ciepłe wargi – pogłębił pocałunek.
To był moment, w którym wszelkie niezidentyfikowane uczucia z poprzednich tygodni przestały być uporczywe, a zaczęły nawet sprawiać przyjemność. Teraz już doskonale wiedział, że to jest to, czego pragnął, uczucie za którym tęsknił, jednocześnie doświadczając go po raz pierwszy.
Dr. Downes miał rację.
 
Gdy natomiast Unwin odsunął się na dźwięk telefonu, którego z początku Harry w ogóle nie usłyszał, a dotarł do niego wraz z przerwaniem pocałunku, poczuł jakby został brutalnie wybudzony z najwspanialszego snu. Na chwilę zawisł w niewielkiej odległości od twarzy chłopaka. Nadal miał delikatnie rozchylone usta i oddychał ciężej, czując się jakby właśnie dostawał zawału serca. Zsunął dłoń z policzka Eggsy’ego, przesuwając przy okazji kciukiem po jego dolnej wardze i ścierając zbierającą się krew. Podczas pocałunku bowiem chłopak rozerwał sobie ledwo gojącą się ranę na ustach.
 
Wyprostował się i pomógł Unwinowi wstać, by mógł odebrać komórkę, która haniebnie im przerwała. Gdy odwrócił się, zbierając zakrwawione waciki i kierując się w stronę, nie mógł powstrzymać się przed mimowolnym uśmiechnięciem się. Umył dłonie z krwi i powolnie wycierając je, oparł się o blat, wpatrując w zbliżającego się ku niemu Eggsy’emu.
Subtelnie oblizał nagle wyschnięte usta i poczuł metaliczny smak krwi. Sięgnął dłonią i starł pozostałości czerwonej substancji, pozostawionej tam przez młodego Unwina.
 
Spojrzał pytająco na Eggsy’ego, gdy ten schował komórkę do kieszeni, a ten pokrótce wyjaśnił mu, przeciwko czemu Harry nic nie ma. Uśmiechnął się po chwili ciszy, trzymając z nim kontakt wzrokowy.
Czy to jest koniec niewyjaśnionych kwestii między nimi?
Z pewnością Eggsy nie będzie mógł oskarżyć go więcej o romans z Blanką.
 
 
 
Arthur poprawił okulary i przewrócił oczami. W tej chwili prawdopodobnie Unwin odbiera swą młodszą siostrę ze szkoły, a on musi użerać się z wysłannikiem MI6, który przyniósł zażalenie odnośnie siniaka na policzku Harriette. Według Galahada, nabawiła się go, gdy uderzyła samochodem w jeden z kontenerów, jednocześnie uderzając głową w kierownicę. Faktycznie wytyczne były jasne, dziewczyna miała pozostać w nienaruszonym stanie.
 
- Następnym razem sami ją odbijajcie – rzucił, ukrywając lekceważący ton i spoglądając na zegarek. Wiedział, że ów młody agent jest tylko posłańcem, więc mógł sobie darować nieprzyjemności, którymi z pewnością obdarzyłby jego przełożonych. – Przekaż szefowi, że okoliczności powstania tego siniaka znajdując się w teczce – wskazał głową i spojrzał przelotnie na beżowy przedmiot, trzymany kurczowo przez prawie doskonale maskującego przerażenie agenta. – Nie bierzemy za niego żadnej odpowiedzialności.
 
Pożegnał się krótko z młodym mężczyzną i westchnął. Dochodziło popołudnie, a jego humor został zepsuty przez grymasy MI6. Za godzinę jednak wróci do domu i nie będzie mógł zapomnieć o Youngerze, jego wściekle rudej córce oraz Weaverze na tak długo, na ile będą zdolni poradzić sobie bez pomocy Kingsmana. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#162PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 04, 2018 10:32 pm

Następny dzień spędził w Londynie. Wpadł do sklepu krawieckiego, kupił Harry’emu jego ulubioną herbatę w sklepie obok, bo ta się już kończyła, a następnie ruszył w kierunku szkoły, do której uczęszczała jego młodsza siostra.
Z tego co wiedział o postępach dziewczynki w nauce, to radziła sobie wspaniale. Był wybitna, świetnie szły jej przedmioty ścisłe i była najlepsza w klasie z plastyki.
Niedawno nawet powiedziała mamie, że w przyszłości zostanie pilotem.
Eggsy miał szczerą nadzieję, że mała Daisy zostanie tym, kim sobie wymarzy. Eggsy na pewno jej to umożliwi i zrobi wszystko, by otrzymała jak najlepszą edukację. A jak nie on…to Harry.

Przeszedł przez drzwi i powoli wszedł do budynku. Wzrok rodziców czekających na swoje pociechy skierował się ku niemu i ciekawsko na nim spoczął.
Być może powinien był założył coś innego i mniej wskazującego na to, że pracuje dla jakiejś mafii…

Daisy zeszła ostrożnie po schodach i rzuciła się w jego stronę. Przylgnęła do jego nogi, nadal trzymając w drobnej rączce kartkę z rysunkiem.
Eggsy uklęknął, by się z dziewczynką przywitać.
 – Cześć, wróżko – mruknął do niej, uśmiechając się i poprawiając jej nieodłączne skrzydełka. – Gdzie jest twoja kurtka? – spytał i patrzył jak dziewczynka rzuca się biegiem w kierunku szatni. Zapewne jak najszybciej chciała iść zobaczyć się z Quiller.
On też nie mógł się doczekać aż Daisy spędzi w jego towarzystwie więcej czasu.
Jeszcze kilka dni temu mógł umrzeć i nigdy więcej już jej nie spotkać, więc teraz każda sekunda w jej towarzystwie była na wagę złota. Eggsy marzył o tym, żeby móc być przy niej kiedy będzie stawała się coraz większa i mądrzejsza. Między nimi była ogromna różnica wieku, więc ich relacja mogła się nieco różnić od relacji innych rodzeństw. Oni nigdy sobie nie dokuczali, nie kłócili się. Eggsy mógł ją tylko chronić przed Deanem, pomagać jej i kibicować jej z daleka. Nie był od tego, by ją wychować, bo od tego była jej mama, ale od tego, by wesprzeć dziewczynkę.

Po drodze do domu wpadli do restauracji, by zjeść obiad, poszli na zakupy i wybrali nową sukienkę dla małej Daisy i na końcu postanowili przespacerować się po parku oraz nakarmić tam kaczki.
Eggsy nasłuchał się przy tym opowieści o różnych rzeczach, które przytrafiły się dziewczynce w szkole, o dokuczających jej chłopcach i o zazdrosnych o jej skrzydełka koleżankach.
Agent słuchał tego uważnie, nadmieniając o swoich spostrzeżeniach raz na jakiś czas, gdy Daisy miała ochotę usłyszeć jego zdanie na konkretny temat.
Rozmowa był na tyle zajmująca, że do domu wrócili dopiero koło piątej po południu.
Światło było zapalone, a zatem Harry także już musiał być na miejscu. Z tego co pamiętał Eggsy – mężczyzna wcale nie planował długiego pobytu w pracy.

 – Jesteśmy – zawołał, wchodząc do środka i pomagając Daisy zdjąć z siebie kurtkę, gdy ta była zajęta witaniem się z pieskami.
Z siebie płaszcz i buty zdjął dopiero na końcu, gdy Daisy już dawno pobiegła w głąb domu bawić się z Quiller piłką.
Harry pojawił się nieopodal, śledząc wzrokiem tor lotu małej dziewczynki.
Eggsy przystanął obok i przez chwilę przyglądał się mężczyźnie w końcu decydując się na coś, co chodziło mu po głowie cały dzień.
 – Spójrz na mnie – poprosił ciszej, a gdy wzrok Harta skierował się powoli na niego – Eggsy skrócił błyskawicznie odległość między nimi i złączył ich usta w czułym pocałunku.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#163PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 04, 2018 11:31 pm

Nie musiał czekać długo nim Eggsy wraz z małą Unwin również dotarli do domu. Harry spokojnie dopijał resztki herbaty, przyglądając się bawiącym się sznurkiem psiakom, gdy otworzyły się drzwi, a oba zwierzaki pognały przywitać przybyszów. Peanut, który wygrał zabawkę w średnio równej walce, rzucił go dziewczynce pod nogi. W ciszy, z niewielkim uśmiechem obserwował jak mała blondynka wbiega w głąb domu, zbyt zajęta próbą dogonienia ciemnego teriera, który z kolei rzucił się za sznurkiem. Powolnym krokiem Harry wkroczył do przedpokoju, zatrzymując się w niewielkiej odległości od starszego Unwina. Trzymając rękę w kieszeni, upił łyk gorącego napoju. 
Głos Eggsy’ego zmusił go do odwrócenia wzroku od dziecka, które zaaferowane zwierzakami nawet się z nim nie przywitało. Gwałtowność zbliżenia się chłopaka do niego i pocałowania go odrobinę go zaskoczyła, przez co o mało nie wylał herbaty. W środku jednak poczuł nagły przypływ ciepła. Uśmiechnął się w usta młodszego agenta i odsuwając się na moment z zamiarem upewnienia się, że napój się nie rozlał, po chwili powtórzył pocałunek, tym razem krótszy. Do przedpokoju powiem powróciła Daisy z zamiarem w końcu przywitania się z Harry’m. Cała resztka zepsutego humoru momentalnie ulotniła się. 
Kucnął do niej, uśmiechając się sympatycznie. Dziewczynka po chwili przytuliła go, tak samo jak to zrobiła gdy się poznali. Hart westchnął subtelnie i pogłaskał ją po głowie.
 
- W szafce w kuchni są psie przekąski. Jeśli je znajdziesz, możesz im dać kilka – uśmiechnął się jeszcze raz, zniżając głos do konspiracyjnego szeptu. – Nie mów Eggsy’emu – mrugnął do niej, a po chwili małej już przy nim nie było.
 
Harry podniósł się i odwrócił do Unwina. Wzruszył ramieniem i uniósł brwi. Podniósł dłoń i delikatnie łapiąc go za żuchwę, przesunął jego twarz tak, by mógł przyjrzeć się policzkowi chłopaka, na którym znajdowała się jedna z ran zadanych mu poprzedniego dnia przez nastolatkę.
 
- Miałem nadzieję, że nie będzie siniaka – mruknął, przyglądając się spod przymrużonych oczu barwnej otoczce wokół zastrupiałego rozcięcia. Przesunął kciukiem po jego brodzie i zabrał rękę. – Jak twoje żebra?
 
Chwilę później znaleźli się już na kanapie. Daisy siedziała na ziemi w przejściu między salonem a kuchnią i zwodziła psiaki smakołykami, zmuszając je do wykonywania komend. Znalezienie skrytki na przysmaki nie zajęło jej długo i dzięki Bogu nie zdemolowała zbytnio zawartości szafek podczas poszukiwań.
Harry odwrócił od niej wzrok i skierował go z powrotem w swój telefon. Merlin miał do niego ważną sprawę niecierpiącą zwłoki, więc chwilowo był zajęty odpisywaniem na liczne wiadomości od mężczyzny.
 
- Daisy zostaje na noc? – spytał cicho i upił resztkę stygnącego napoju.
 
Tak jak poprzedniego dnia Eggsy powiedział swojej matce, Harry nie miał nic przeciwko. Wręcz uznał to za wspaniały pomysł. Psom z pewnością przyda się trochę więcej rozrywki, niż obaj agenci zdołali im zapewnić.
Poza tym, Harry nie miał również nic przeciwko, by Eggsy tej nocy spał u niego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#164PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Lut 05, 2018 10:46 pm

Odchrząknął cicho z zakłopotaniem, gdy Harry puścił jego żuchwę. Co innego krótki całus, a co innego przebywanie obok tego mężczyzny trochę zbyt długo, patrząc mu w oczy i jednocześnie czując jego dotyk. Eggsy nie wiedział co ze sobą począć, więc wewnętrznie szamotał się chaotycznie, a na zewnątrz zaś z kolei spokojnie podążał w ślad za Hartem, zdejmując z siebie marynarkę w miarę jak zbliżał się do kanapy.
Powiesił ją na oparciu fotela, nie mając szczególnie siły na nic poza tą czynnością.
Następnie opadł na kanapę nieco ciężko, wzdychając cicho i kierując swój wzrok na teczkę dokumentów, którą ze sobą tutaj przyniósł z zamiarem wykonania reszty pracy w zaciszu domowym. Dotarła do niego ta niewygodna prawda nieco przedwcześnie, bo minęło zaledwie dziesięć minut odkąd wszedł do domu.

Przetarł dłonią twarz ze zmęczeniem, posyłając Harry’emu nieco nieszczęśliwe spojrzenie.
 – Prawo na Oxfordzie nie może być trudniejsze niż to, co mi każe robić Merlin… – mruknął i podniósł się z kanapy niechętnie. – Pójdę pod prysznic, a potem się tym zajmę – poinformował Harta, który spoczywał na kanapie. – Przypilnujesz jej? – spytał, wskazując na Daisy wesoło i nieszkodliwie drażniącą psy.
Gdy Harry odparł mu twierdząco – od razu poczuł niewielką ulgę. Przynajmniej o to zadbał i nawet jeżeli nie bezpośrednio, to Daisy na pewno nie będzie się źle bawiła.


Ciepły i długi prysznic rozluźnił jego wszystkie mięśnie.
Kiedy woda przestała zagłuszać wszelkie dźwięki i myśli Eggsy’ego – chłopak zorientował się, że dom jeszcze stoi i nic nie płonie, nikt nie płacze.
Harry musiał być świetną nianią.
Być może nawet lepszą niż Eggsy…
Właściwie – prawie na pewno był we wszystkim lepszy od wszystkich.
Spojrzenie Unwina podążyło do jego odbicia i zajrzało sobie we własne, zielone oczy.
We wszystkim?
Odwrócił wzrok, oblał twarz zimną wodą i szybko pozbył się tych niedorzeczności z umysłu.
Musiał skupić się dzisiejszego wieczoru na pracy i Daisy.
Jego umysł i wyobraźnia nie dawały mu wytchnienia. Im mocniej Eggsy chciał od siebie odsunąć kłopot, tym silniej ten się go trzymał, bałaganiąc poukładane myśli agenta.
Przynajmniej teraz już wiedział, że mimo iż wiele się w nim zmieniło w ciągu ostatnich lat, mimo iż stał się dorosły i stabilny – nadal bardzo łatwo było go rozproszyć.
Harry nawet nie musiał w tym pomagać Eggsy’emu, bo chłopak doskonale radził sobie sam.

Wyszedł z łazienki i podążył do sypialni, gdzie założył na siebie czarną koszulkę i szare dresy. Nie kłopotał się suszeniem włosów i od razu podążył na dół, by zastać Daisy i Harry’ego pochłoniętych grą w warcaby.
Na twarzy chłopaka pojawił się delikatny uśmiech, bo wiedział, że następnym krokiem będą strategie szachowe. Pamiętał doskonale, jak Harry próbował obudzić w nim pasję do tej gry i jak poległ na tym polu. Eggsy nie był głupi, ale strategia…nie była jego mocną stroną.

Usiadł na krześle nieopodal zajętych sobą Harry’ego i sześciolatki. Na kolanach rozłożył sobie laptopa i potrzebne materiały z teczki.
Rzucił ostatnie spojrzenie w kierunku dwójki, a następnie wbił spojrzenie w ekran urządzenia i skupił się na pracy.


 – Jestem pod wrażeniem – przyznał Merlin, przyglądając się arkuszom zadań maturalnych, na których w ciągu niecałej godziny pojawiły się dobre odpowiedzi na każde z pytań. – Myślę, że w sierpniu będziesz mógł skończyć naukę… – dodał, nadal próbując sobie poradzić z szokiem. To prawda, że przez ostatnie dwa tygodnie Tybalt pracował więcej, niż ktokolwiek w Kingsmanie. Do tego miał genialny umysł i pomoc ze strony trzech innych, całkiem błyskotliwych osobników (w tym Merlina oraz Sawyera).
Jasnozielone spojrzenie Tybalta podniosło się znad książki traktującej o którejś z postaw filozoficznych, a na jego usta wpłynął lekko zmęczony uśmiech.
 – …I przystąpić do szkolenia? – spytał cicho, a na co Merlin skinął jedynie głową.
Włożył arkusze do teczki, zamknął ją i podniósł się z krzesła. Następnie zsunął z nosa okulary, a mijając czternastolatka – pogłaskał go czule po ramieniu.
 – Jesteśmy z ciebie dumni.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#165PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Lut 05, 2018 11:51 pm

Gdy Eggsy opuścił salon, zostawiając dwójkę samych, Daisy porzuciła zabawianie psów i podeszła do Harry’ego. Zatrzymała się przy drugim końcu kanapy posyłając mu oskarżycielskie spojrzenie. Mężczyzna zablokował telefon i przekrzywił delikatnie głowę, wbijając wyczekujący wzrok w dziewczynkę. Ta chwilę wahała się, nim odezwała się w końcu.
 
- Masz jakieś gry?
 
Harry uniósł brwi i mruknął w zamyśleniu. Obejrzał się w stronę szafki z książkami.
- Mam… szachy – zamilkł, błędnie wodząc wzrokiem po kolejnych półkach. – i warcaby.
Odwrócił głowę ku blondynce, czekając aż ta się zdecyduje. Wybór padł na warcaby, zdecydowanie prostsze od szachów.
 
Rozłożył planszę na stole i zaczekał aż mała Unwin wgramoli się na krzesło. Chwycił pionki obu kolorów, chowając je w różnych dłoniach i kazał jej wybrać. Dziewczynka, pochylając się nad stołem, wskazała na pięść skrywającą pionek biały. Poinstruował ją, jak ma rozłożyć swoje jasne pionki na swej stronie planszy i wskazał, jak się może poruszać.
Daisy załapała reguły dość szybko, zwłaszcza biorąc pod uwagę, jak poste te zasady były, lecz nadal zdarzało jej się nieuważnie wystawić pionek na bicie. Harry w tym czasie udawał, że tego nie widzi, pozwalając jej wygrać. Uśmiechał się z udawanym rozczarowaniem sobą za każdym razem, gdy buzia dziewczynki rozświetlała się wraz z ujrzeniem kolejnych możliwości zbicia pionka przeciwnika.
Sześciolatka, mimo różnych ojców, była bardzo podobna do swego starszego brata. Harry doskonale wiedział, w jak różnych warunkach oboje spędzili pierwsze lata swego życia. W wieku Daisy, Eggsy był już pozbawiony ojca i prawdopodobnie niedługo miał się w ich życiu pojawić Dean, któremu można było przyznać tylko jedną dobrą rzeczą, właśnie chylącą się ku ograniu Harta. Przyjrzał się jej skupionej minie, gdy ze zmarszczonymi brwiami studiowała planszę. Miała w sobie tę samą naturalną dobroć, którą dostrzec można było tuż przy pierwszym spotkaniu, podobnie jak Eggsy. To właśnie ona przekonała Harry’ego do zaryzykowania Unwinem w konkursie na następcę Lancelota.
Uśmiechnął się, by po chwili zrobić bardzo zaskoczoną minę na widok kolejnego pionka trafiającego na niechlujną piramidę czarnych pionków tuż przed twarzą dziewczynki.
 
Byli właśnie w połowie trzeciej rundy, gdy wrócił do nich Eggsy. Harry odwrócił się do niego i teatralnie oburzonym głosem poinformował go, że jest właśnie po raz kolejny ogrywany przez jego siostrę. Odpowiedział mu jedynie głośny śmiech dziewczynki. Uśmiechnął się raz jeszcze. Oprócz Eggsy’ego, przypominała mu również Blancę, która trafiła do sierocińca w podobnym wieku, co ta mała przed nim. Daisy miała w oczach tę samą niewinność, która po pierwszym roku w Domu Dziecka zanikła u jego przyjaciółki. Harry nie mógł dopuścić, by dziecięce szczęście przedwcześnie zgasło z oczu siostrzyczki jego przyjaciela.
 
Gra toczyła się jeszcze jedną rundę, którą Daisy wspaniałomyślnie pozwoliła Harry’emu wygrać, po czym poinformowała go, że jest już zmęczona wygrywaniem. Hart uścisnął jej malutką dłoń, dziękując za wspaniałą i niełatwą rozgrywkę oraz stwierdził, że ma ona wrodzony talent, co nie mijało się zbytnio z prawdą.
 
- Chodź, pokażę ci coś w nagrodę – Harry przywołał do siebie dziewczynkę i zdjął z półki pudełko po ciastkach maślanych, które dostał od Blanki. Otworzył pokrywkę, klękając koło małej blondynki i wyjął ze środka przedmiot. Pytające spojrzenie Daisy skłoniło go do dalszych wyjaśnień. – Przyłóż tu oko i spójrz pod światło. Ale zamknij drugie – uśmiechnął się, kciukiem lekko przymykając niesforną powiekę dziecka. – Tutaj pokręć. Podoba ci się?
Dostał w odpowiedzi energiczne pokiwanie główką i Daisy odbiegła na środek pokoju, przytrzymując sobie powiekę dłonią. Przeniósł wzrok na Eggsy’ego, który w końcu oderwał się od pracy przy laptopie i z uśmiechem obserwował, jak mała kręci się chichocząc. Na usta Harta również wpłynął mimowolny uśmiech. 

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Sro Lut 07, 2018 10:24 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#166PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Lut 07, 2018 12:04 am

Przez cały wieczór trudno było u Eggsy’ego ze skupieniem się. Co jakiś czas rozpraszał go głos Harry’ego albo uroczy widok mężczyzny i Daisy spędzających razem miło czas.
Koło dziesiątej wieczorem Eggsy położył siostrę do łóżka, a obok niej zasnęła Quiller.
Następnie Eggsy wrócił by dokończyć swoją pracę w towarzystwie nieco onieśmielającego Harta.

W pół godziny później tkwił nadal na fotelu, ale tym razem z drinkiem w ręce.
To musiał już być trzeci i to mimo, że Eggsy…niekoniecznie powinien tak dużo pić. Nadal był nieco zbyt słaby fizycznie, bo schudł około dziesięciu kilo, ale poza tym…postanowił ograniczyć picie kilka tygodni temu, gdy okazało się, że nie panuje nad sobą do końca, gdy się znajdzie pod wpływem.
 – Harry – odezwał się cicho, odstawiając laptopa na bok i wstając z krzesła. – Zdajesz sobie sprawę z tego, że zupełnie nie potrafię się przy tobie skupić? – Zielone spojrzenie wbiło się w Harta z pewną widocznie sympatyczną pretensją.
Eggsy potrzebował przerwy i uznał, że doskonałą odskocznią będzie sprowokowanie Harry’ego do krótkiej pogawędki.
Unwin nie był biurowym pracownikiem. Wypełnianie raportów i reszta papierkowej roboty były dla niego piekłem.

Chłopak usiadł obok starszego agenta i wbił spojrzenie w swoją szklankę. Nie wiedział od czego zacząć rozmowę, której potrzebował. Nie miał z pewnością ochoty roztrząsać ich obecnego…statusu. Za chwilę miał się przekonać, że od tego nie było ucieczki.
Nadal byli przyjaciółmi i mimo, że nieco zgubnym mogło być przesuwanie granic tej przyjaźni – nie było już od tego odwrotu, odkąd Eggsy zrobił to pierwszy, drugi…i trzeci raz. Nie obwiniał się o nic, bo szczęśliwie się stało, że Harry chciał tego samego, a przynajmniej tak się Eggsy’emu wydawało.
Kiedy to posunęło się aż tak daleko? Czy posunie się jeszcze dalej?
Unwin zdawał sobie sprawę z tego, że odpowiedź na pierwsze z pytań leżała gdzieś kilka lat wcześniej. Gdzieś tam, gdzie się poznali.
Odpowiedź na drugie z pytań nie znał jeszcze żaden z nich, choć Eggsy nie mógł być pewien tego, że Harry przypadkiem nie zna jednej odpowiedzi więcej niż on.
Warto było się dowiedzieć.
 – Myślisz, że to możliwe, bym za bardzo ci się narzucał? – spytał chłopak, podnosząc wzrok na Harta.
Chciałby znać odpowiedzi i wiedzieć, że nie wychodzi na głupca przed sobą i Hartem…i innymi.
Ale słowa przechodziły przez gardło agenta z ogromną trudnością. Jakby…zapomniał większości słów, które poznał w swoim życiu.
 – Albo…że nie powinniśmy tego robić? Cokolwiek to jest…


Sawyer spróbował jak najciszej uchylić drzwi w pokoju, który dzielił wraz z Jonathanem.
W środku było jednak nadal zapalone światło, a starszy agent siedział przy niewielkim biurku, kreśląc coś na kartce.
 – Już wróciłeś? – odezwał się nagle, nie odrywając wzroku od kartki. – Myślałem, że zostaniesz u swojego kochasia na noc.
 – Nie jest moim „kochasiem”… – mruknął nieco jadowicie Ainsworth i usiadł na swoim łóżku, odstawiając niewielką torbę na ziemię.
W tym czasie Jonathan zdołał podnieść wzrok nieco wyżej i powoli począł się odwracać na krześle w stronę Sawyera.
Dziewiętnastolatek nie lubił chłopaka. Po długim czasie spędzonym w jednym miejscu wraz z mordercami i psychopatami, którymi byli wszyscy ci ludzie, zaczynał podejrzewać, że Jonathan jest najgorszym z nich.
 – No tak… – odezwał się brunet i wzruszył ramionami. Na jego twarzy widoczne było rozbawienie. – Jutro wyjeżdżamy – zmienił nagle temat.
Na twarzy Sawyera pojawiło się zdziwienie.
 – Gdzie? – spytał krótko, nadal marszcząc brwi.
 – Na misję. Ty i ja. W Londynie – odpowiedział, wracając do swojego kreślenia. – Musisz odpocząć od tego małego socjopaty.
Brwi Lancelota zmarszczyły sie jeszcze bardziej.
 – Tybalt nie jest żadnym socjopatą…w odróżnieniu od ciebie.
Jonathan zastygł w pół ruchu i powoli odwrócił głowę tak, by spojrzeć przez ramię na agenta.
 – Czasami pleciesz niewyobrażalne głupoty, Ainsworth.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#167PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Lut 07, 2018 11:06 pm


Harry przymknął swojego laptopa, z którym rozsiadł się na kanapie i spojrzał na zbliżającego się ku niemu Eggsy'emu. Uśmiechnął się na jego słowa i przepraszająco wzruszył ramionami.
Ten dzień, a zwłaszcza wieczór wydawał się zbyt dobry. Należało im się, biorąc pod uwagę ostatnie tygodnie, ale mimo to Harry miał wrażenie, że w ciągu następnych dni coś pójdzie nie tak. Znowu.
Powolnie upił łyk trunku, czekając aż Unwin się odezwie. Harry chciał mu powiedzieć wiele rzeczy, ale żadnej nie był w stanie sformułować w normalne zdanie. Pozostał więc w ciszy, mając nadzieję, że Eggsy również nie oczekiwał od Harry'ego odezwania się pierwszego.
Nie odpowiedział na pierwsze pytanie chłopaka. Poprawił się, siadając bardziej skierowanym w jego.
 
- Co to jest według ciebie? - na jego twarzy malował się delikatny uśmiech. Spojrzał prosto w zieloną głębie oczu jego rozmównika. Nie doczekawszy się werbalnej odpowiedzi, kontynuował. - Nie sądzisz, że gdybyś się narzucał, to poinformowałbym cię o tym?
Wypowiadając to, mógł mieć tylko nadzieje, że wcześniej nie dał mu nieświadomego sygnału, przeczącego jego faktycznym odczuciom. Podczas wszystkich trzech razy, gdy coś się między nimi wydarzyło, ostatnim co Harry mógłby poczuć była chęć odsunięcia się. Zwłaszcza gdy za trzecim razem, zaledwie parę godzin temu, pocałowali się całkowicie na trzeźwo i świadomie. Od tego czasu nie zanotował żadnej zmiany w tym, co czuł względem młodego agenta.
Harry w tym momencie doskonale już wiedział czego chciał i mógł tylko liczyć na to, że Eggsy chciał podobnych rzeczy.
 
Upił łyk alkoholu, przypatrując się detalom twarzy chłopaka. Gdy wzrok Harta zatrzymał się na ustach Eggsy'ego, musiał przyznać przed sobą, że chciał go jeszcze raz pocałować.
Odwrócił jednak wzrok, wlepiając go w swoją szklankę, której brzeg począł czule gładzić. Nie powinien myśleć o takich rzeczach pod wpływem kilku drinków.
Pytania, które zadał miały charakter bardziej retoryczny, więc nie spodziewał się otrzymać odpowiedź od chłopaka. Harry również nie wiedział, czym było to. Nie przeszkadzało mu to jednak zbytnio dopóty, dopóki wszystko między nimi było względnie jasne. Obaj zdawali się celować w podobne kwestie odnośnie relacji z drugim, mimo nie wypowiedzenia tego na głos.
Podniósł szklankę do ust i rozejrzał się po pokoju. Nigdzie w pobliżu nie znajdował się Peanut, więc Harry uznał, że musiał wypełniać swe obowiązki psa obronnego i z pewnością zawieruszył się obok Daisy.
Cisza pomiędzy nimi zmusiła Harry’ego do przerwania jej. Oznajmił, że jest zmęczony i idzie wziąć prysznic, oraz upewnił się, że Eggsy będzie spał dzisiaj w jego pokoju.
 
- Jestem twoim szefem, ale też przyjacielem, Gary – rzucił przez ramię, zatrzymując się w drzwiach. – To od nas zależy czy to co robimy jest właściwe, czy nie.
 
Nim jednak wszedł do łazienki, zatrzymał się przed drzwiami pokoju Eggsy’ego, obecnie zajmowanego przez jego młodszą siostrę. Powoli uchylił drzwi i rozejrzał się. Z łóżka podniosła się na niego para oczu, w których rozpoznał swego psa. Leżał on czujnie przy nogach spokojnie śpiącej dziewczynki. Na krześle obok dostrzegł jej skrzydełka i uśmiechnął się, przypominając sobie, jak jeszcze chwilę temu jej brat przekonywał ją, że zdjęcie ich do snu nie odbierze jej magicznych zdolności wróżki.
 
Tak jak zapowiedział Unwinowi, w końcu skierował się pod prysznic. Spojrzał na swoje odbicie, starając się zajrzeć sobie z lustra w duszę poprzez oczy.
Hart właściwie nie widział nic złego w tym, co rodziło się między nimi. Gdyby jednak przeszkadzałoby to Eggsy’emu, Harry nie winiłby go. Chłopak sprawiał, że Harry był szczęśliwy. Zwyczajna krótka rozmowa z nim potrafiła poprawić zepsuty humor mężczyzny już od ich drugiego spotkania przed posterunkiem policji. Dlatego też gdy rok temu w Kentucky zdał sobie sprawę, że umrze, a jego ostania rozmowa z chłopakiem nie należała do przyjemnych, to sprawiło mu więcej bólu, niż samo postrzelenie w głowę.
Przetarł twarz i westchnął ciężko.
Po rozstaniu z Blake’iem obiecał sobie, że nie spojrzy na nikogo więcej w ten sposób, a teraz cała jego obietnica legła w gruzach.
Dokładnie tak samo jak cały Kingsman parę miesięcy temu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#168PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Lut 08, 2018 11:28 pm

Co to jest według ciebie?
Eggsy zmarszczył brwi, spojrzał w dół na swój kieliszek i wzruszył delikatnie ramionami. Sam nie potrafił odpowiedzieć sobie na pytanie, co się z nim działo, a co dopiero na to, czym było to, co stało się między nimi.
I „stawało” z każdym dniem coraz bardziej.
Fakty były dosyć przejrzyste – pocałował Harry’ego kilka razy pod wpływem alkoholu oraz raz…zupełnie na trzeźwo…
Poza tym – czuł się przy Harcie wyjątkowo dziwnie odkąd dowiedział się, że Harry żyje, odkąd zbliżyli się do siebie, odkąd zamieszkali razem…
Irlandia miała w tym najmniejsze znaczenie. Eggsy i jego…interakcja z Fintanem nie miały żadnego wpływu na to, jak postrzegał siebie Unwin. No…może trochę, ale zupełnie nieznacznie.
Większość zasług Eggsy przypisywał Harry’emu, ale nie wykluczał, że poniósł za to jakąś własną, wewnętrzną „winę”.
Harry mu imponował, ale Eggsy nigdy nie widział w nim zastępstwa ojca. Nie wiedział czym właściwie był „ojciec”. Lee zmarł, gdy Eggsy był mały. W życiu chłopca pojawiali się kolejni mężczyźni, którzy umawiali się z jego matką. Zazwyczaj nie zwracali na niego uwagi, gdy zaś Eggsy na dwa lata wyjechał do Walii zamieszkać u babci – wiele się zmieniło.
Świat chłopaka wówczas został wywrócony do góry nogami.
Babcia chłopaka, która wówczas odegrała ogromną rolę w wychowaniu chłopca, doskonale zdawała sobie sprawę z sytuacji w domu Unwinów po śmierci jej syna. Nie miała jednak zamiaru nikomu pomagać. Zgodziła się przyjąć pod swój dach Eggsy’ego, gdy matka dwunastoletniego wówczas chłopca została eksmitowana z mieszkania i musiała zamieszkać u jednego z jej kochanków, którego lokum z pewnością nie było miejscem dla dziecka w wieku lat dwunastu.
Gdy Eggsy wrócił po dwóch latach do Londynu – czekała na niego niewielka wersalka w jednopokojowym mieszkaniu, które Michelle zdołała znaleźć.
Przez rok mieli spokój. Eggsy świetnie radził sobie w szkole, a jego matka pracowała za kasą w supermarkecie na nocnych zmianach.
Chłopak dobrze wspominał swój okres dorastania, a zwłaszcza okresy, gdy wracał na wakacje do domu babci. Oczywiście, w Londynie całe dnie spędzał z przyjaciółmi, ale nie było to najlepsze towarzystwo mimo, że jedyne jakie miał Eggsy.
Później pojawił się Dean, jego matka zaczęła brać, a Eggsy musiał zacząć dbać o rodzinę i o to, by Dean mógł spokojnie żyć na bezrobociu za pensję Michelle oraz to, co udało się Eggsy’emu zarobić na boku przy sprzedawaniu kradzionych przedmiotów, handlowaniu trawą, wyłudzaniu…
Jego kartoteka robiła się coraz pokaźniejsza, gdy niespodziewanie pojawił się Harry.

Wspomnienie dzieciństwa sprawiło, że Eggsy stał się nieco…zbity z tropu.
Nie zdołał pomyśleć o niczym, co mógłby powiedzieć Hartowi i jedynie skinął głową, gdy ten oświadczył, że idzie pod prysznic.
Unwin został sam na kanapie, ze szklanką w ręce i jeszcze większym chaosem w głowie. Nie otrzymał żadnych odpowiedzi ani nie wiedział już dłużej jak brzmiały jego pytania. Zupełnie zapomniał, że jeszcze chwilę temu był tu Harry mimo, że nawet teraz myślał o nim cały czas.

Eggsy dopił resztę drinka jednym łykiem i podniósł się z kanapy.
Odstawił szklankę na stolik i począł krążyć niespokojnie po salonie. Nie mógł już się skupić na pracy, a bezczynność prawdodpobnie by go wykończyła. Nie wiedział jednak co ze sobą robić, więc jedynie z zaciętą miną chodził w tę i z powrotem wokół kanapy.
Rozważał wpływ na jego zdrowie kolejnego kieliszka whiskey…i uznał, że w takich okolicznościach stres jest w stanie wyrządzić mu więcej krzywdy niż jeszcze trochę alkoholu.

Piętnaście minut później Harry już wychodził spod prysznica, a Eggsy właśnie zamykał drzwi sypialni, w której spała Daisy.
Uśmiechnął się zdawkowo do mężczyzny i powolnym krokiem ruszył w kierunku sypialni Harta.
Gdy obaj się w niej znaleźli – Eggsy poczuł jak coś ściska jego żołądek.
Spał z Hartem w jednym łóżku juz kilka razy, a więc skąd ten…stres?
 – Ostatnim razem, gdy tu spałem, to nie skończyło się to dobrze i praktycznie umarłem – zauważył Eggsy, zamykając za sobą drzwi sypialni i krzywiąc się nieco, a następnie uśmiechając się wesoło. – Może spanie na kanapie byłoby lepszą opcją? Co o tym sądzisz, Harry? – spytał, zbliżając się do łóżka i siadając na skraju materaca.
Oby Hart nie poparł jego pomysłu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#169PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Lut 12, 2018 6:47 pm


Harry otworzył szafkę, w której znajdowały się jego leki i spojrzał na chłopaka, który wchodził właśnie do pokoju.
- Nie ma mowy – zmarszczył brwi i uśmiechnął się delikatnie. Odstawił pudełeczko na szafkę i wcisnął dłonie do kieszeni, spoglądając z góry na Eggsy’ego. Postąpił parę kroków w jego stronę. – Tym razem lepiej przypilnuję, żebyś nie umarł. I obudził się wcześniej, niż po dwóch dniach.
 
Spojrzał w zielone oczy chłopaka i uśmiechnął się jeszcze raz. Jego dłoń powędrowała do zmierzwionych, wciąż jeszcze wilgotnych włosów Unwina i lekko pogłaskał bok jego głowy. Nie mógł zmusić się do oderwania wzroku od twarzy młodego agenta. Dłoń Harry’ego zsunęła się na policzek chłopaka i nieznacznie musnął jego usta kciukiem. Tam również podążył jego wzrok.
Zdecydowanie powinien popracować nad kontrolą pewnych impulsów.
 
Po chwili nachylił się nad Eggsy’m i przytknął swoje usta do tych chłopaka, przymykając oczy. Przesunął dłonią po jego policzku. Odsunął się na moment, przerywając pocałunek. Mimo że jeszcze tego samego dnia Eggsy pocałował go na trzeźwo oraz było to najwspanialsze uczucie od długiego czasu, coś zdawało się być nie tak. W końcu nie rozmawiali o tym, poza paroma niejasnymi zdaniami wymienionymi na dole. Zaraz jednak został z powrotem przyciągnięty do twarzy Unwina. Uśmiechnął mu się w usta. Wyjął drugą rękę z kieszeni i podparł się o materac obok uda chłopaka. Pogłębił pocałunek, przekrzywiając głowę. Poczuł jak zaczyna walić mu serce i był pewien, że Eggsy jest w stanie to usłyszeć.
Po niedługim czasie, który dla Harry’ego zdawał się trwać wieki, w końcu odsunął się, ostatecznie kończąc pocałunek. Nie chciał tego robić, ale wypili wcześniej parę drinków i wolał nie doprowadzać do sytuacji, która na trzeźwo wyglądałaby zupełnie inaczej. Uśmiechnął się, wisząc wciąż przed twarzą Eggsy’ego.
To była właśnie odpowiedź na jedno z pytań chłopaka, które padły w salonie i nie sposób było nie zrozumieć jasnego przekazu.
 
Wyprostował się i odwrócił. Chwycił ponownie pudełeczko z tabletkami i przypatrywał się mu chwilę, czytając parę razy napis. W końcu otworzył wieczko i wysypał sobie jedną na dłoń. Gdy zasypiał koło Eggsy’ego zazwyczaj nie brał swoich leków, głównie przez to, że przypominał sobie o nich za późno. Nie umniejszało to jednak faktowi, że w tych momentach zasypianie nie sprawiało mu większej trudności. Poza tymi razami, gdy właściwie był wyczerpany lub pijany, bez nieszczęsnych tabletek nie był w stanie odpłynąć w objęcia Morfeusza.
Dotarło do niego pytanie chłopaka. Łyknął tabletkę i spojrzał na niego.
- Na sen – mruknął, wzruszając ramionami.
Właściwie nie chciał mówić Eggsy’emu, że bierze silne środki nasenne odkąd pamięta. Nie miał ku temu szczególnego powodu, ale mimo wszystko chciał zachować to dla siebie. Z pewnością nie miał ochoty o tym rozmawiać i postarał się dać mu to do zrozumienia, chowając je na miejsce. Chłopak jeszcze wiele o nim nie widział i chociaż były to mało istotne rzeczy, póki co nie chciał ujawniać przed nim wszystkiego. Mieli jeszcze dużo czasu na sekrety z przeszłości Harry’ego Harta. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#170PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Lut 12, 2018 11:24 pm

Śledził uważnie ruchy mężczyzny, jego wędrującą dłoń do wnętrza szafki po niewielki słoiczek. Ów wylądował na blacie niewielkiej szafki nocnej i spowodował zmarszczenie brwi chłopaka. Wiedział, że Harry bierze leki, ale nigdy nie naruszył jego prywatności do tego stopnia, by przekonać się, do czego służą te tabletki.
To przypominało Eggsy’emu o tym, że istnieje zdecydowanie za dużo rzeczy, których on nie wie o swoim przyjacielu.
Świadomość tego faktu w pewien sposób motywowała Unwina do dokładnego obserwowania Harry’ego.
I ten wieczór byłby doskonałą okolicznością ku temu, gdyby nie fakt, że w kilka sekund później Eggsy stracił jakąkolwiek koncentrację, a jego serce zaczęło bić w zawrotnym tempie.
Czuł jakby się rozpływał nieco pod dotykiem dłoni Harta, który był na tyle przyjemny i pożądany przez Eggsy’ego, że chłopak przymrużył oczy z przyjemności. Spomiędzy jego warg, rozchylających się odruchowo wydostało się ciche, bezgłośne westchnięcie, gdy palce mężczyzny tam zabłądziły.
Coś było w tej pozycji, w której się znalazł Eggsy, przez co nie potrafił zareagować inaczej niż spłonięciem rumieńcem.

Zazwyczaj nie był tak…zachłanny. Wiedział, że musi sobie dawkować bliskość przyjaciela, jakby ta była czymś, na co powinien był wcześniej zasłużyć dochodząc do odpowiednich wniosków. Obecnie jednak nie był w stanie zapanować nad tym, czym kierowała się jego potrzeba wynikająca właśnie z faktu, że ów kontakt Eggsy sobie świadomie ograniczał.
Dlatego nie zdołał zahamować swoich poczynań i przyciągnął Harry’ego do kolejnego pocałunku, pogłębiając go od razu i czując jak jego twarz płonie jeszcze większym gorącem.
Jak do tego doszło? – zastanawiał się dwudziestopięciolatek, wypuszczając powietrze nosem i pozwalając sobie na muśnięcie dłonią włosów Harta.
Były miękkie…
Przecież doskonale wiem, jak.

Harry odsunął się, kończąc tym samym ich pocałunek. Wyprostował się i powędrował z powrotem w kierunku szafki nocnej, na której pozostawił swoje leki.
Na pewno widział to, jak beznadziejnie Eggsy jest zawstydzony.
Chłopak czuł się jak dziecko błądzące we mgle, gdy Harry nagle wychodził z inicjatywą i pozwalał Unwinowi pchnąć to wszystko jeszcze dalej.
W pewnym momencie młodszy agent gubił się i w tej swojej wędrówce na ślepo przyłapywał się na byciu naprawdę dziecinnym.

Spróbował wydobyć z siebie jakiś odgłos i po tym, jak odkaszlnął cicho – odezwał się niemalże szeptem.
 – Co to za tabletki? – spytał, nadal nie odwracając się przodem do Harta.
Uzyskał odpowiedź, której się spodziewał w pewien sposób.
Chłopak przygryzł wargę, rozważając ponowne odezwanie się.
 – Na pewno powinieneś łączyć to z alkoholem? – Nie pytał z ciekawości ani nie kierowany zmartwieniem o zdrowie Harry’ego, a jedynie by zabić jakoś tę ciszę. Ufał, że Hart jest odpowiedzialny i doskonale zna swoje ciało. Zapewne wypracował swoje proporcje alkoholu i leków.
Oby.

Kilka minut później byli juz gotowi, by usnąć.
Eggsy wsunął się powoli pod kołdrę i położył ostrożnie głowę na poduszce, wbijając spojrzenie w ciemność.
Gdy jego oczy przyzwyczaiły sie do mroku – rozpoznał w cieniach zarys twarzy Harry’ego.
Bardzo wyraźny.
Zbyt wyraźny.
Chłopak szybko przewrócił się na plecy i spróbował odnaleźć jakiś rodzaj ratunku w gładkiej powierzchni sufitu.
To będzie długa noc.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#171PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Lut 15, 2018 12:14 am

Gdy obaj znaleźli się już w łóżku w kompletnej ciemności, Harry zmusił się do odwrócenia głowy od swego przyjaciela. Doskonale bowiem wiedział, że gdyby na dłużej zatrzymał spojrzenie na zarumienionej twarzy Eggsy’ego, nie byłby w stanie zbyt długo powstrzymywać się przed kolejnym impulsem. Wolał również nie sprawdzać czy w ciemności widać zmiany na licu chłopaka, które wywołał swoim pocałunkiem, czy tylko tak dobrze zapadł mu ten obraz w pamięć, że mimo absolutnego mroku byłby w stanie go odtworzyć.
Jednego tylko był pewien. Ledwo powstrzymał się przed pocałowaniem go po raz drugi. Jedynym, co go wstrzymywało były irracjonalne przeszkody, myśli Unwina, które formułował sobie sam, właściwie przecząc faktycznym zdarzeniom i temu co nimi młodszy agent oznajmiał.
Mężczyzna wbił spojrzenie w okno i uniósł dłoń do ust, dotykając ich w zamyśleniu.
Kurwa…
Dobrze wiedział, w którą stronę właśnie zmierzał względem Eggsy’ego. Działo się dokładnie to, co insynuował mu jego psychiatra jakiś czas temu. Harry wciąż nie był pewien, czy właśnie tam rzeczywiście chciał iść. Co jakiś czas wracały do niego wspomnienia zerwania kontaktu z Blake’iem Petersonem i tego jak to przeżywał. Przypominał sobie swoją obietnicę, że nie obdarzy nikogo więcej podobnie zgubnym uczuciem, której tak solidnie dotrzymywał praktycznie całe swe życie. A jednak się działo.
W zawodzie Kingsmana istniały tylko dwie opcje: tak lub nie. Do tej pory sumiennie wybierał tę drugą. Być może nadszedł czas na pierwszą z nich?
 
Przekraczając już granicę pełnego snu, mimowolnie obrócił się na drugi bok, kładąc bezwładnie dłoń na poduszkę przed sobą. Opadła ona jednak w połowie na dłoni Unwina. Trochę odruchowo, a trochę z powodu bycia już zbyt usypiającym by przesunąć rękę, lekko zacisnął palce na części dłoni Eggsy’ego.
 
 
 
Harry obudził się nad ranem, zdecydowanie wcześniej niż zazwyczaj. Podniósł się do siadu i przyjrzał spokojnej twarzy śpiącego w najlepsze chłopaka. Delikatnie dotknął jego policzka, tym razem zaróżowionego od spania na nim. Młodszy agent był ciepły, ale nie było to nic jakkolwiek alarmującego. Upewniwszy się, że tym razem nie malują się na nim żadne oznaki zbliżającej się choroby, na które był teraz bardziej wyczulony, ruszył wpierw do łazienki, a następnie do kuchni.
Nie był nawet w połowie swojej kawy, gdy po schodach zaczął się praktycznie staczać rozespany mops, a zaraz za nim kroczyła kilkuletnia dziewczynka. Dopiero za nimi maszerował nadzorujący wszystko mały terier. Harry uśmiechnął się, gdy gromada zatrzymała się w progu kuchni. 
- Dzień dobry – przyjrzał się po kolei każdej z trzech par oczu wpatrujących się w niego bez słowa. – Czego państwo życzą sobie na śniadanie?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#172PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Lut 20, 2018 10:56 pm

Powoli nastąpił kolejny dzień. W Szkocji trwał już ów od świtu, podczas gdy Eggsy podniósł się z łóżka dopiero koło dziewiątej, by zaprowadzić Daisy do szkoły, pobiegać i wyprowadzić przy tym psy.
Poranek w bazie Kingsmana minął jednak stosunkowo spokojnie i leniwie. Poza treningami sztuk walk i ćwiczeniami, młodzi agenci mieli właściwie wolne. Poza Sawyerem oraz Jonathanem wszyscy mogli się oddać słodkiemu i błogiemu nieróbstwu.
Obydwaj agenci z kolei niebawem mieli wyruszyć na misję w Londynie.
Sawyer już nie pamiętał kiedy ostatnio był w Londynie. To musiało być już ponad…rok temu.
Chłopak studiował do tamtej pory na uniwersytecie w Szwajcarii skąd wrócił w rodzinne strony na obrzeżach Manchesteru, gdy tylko dowiedział się o śmierci drogiego mu kuzyna. Wiedział, że taka szansa nie trafi mu się drugi raz. Począł zatem zbierać wszelkie informacje na temat tajnych służb, a nie było to łatwe na własną rękę. W końcu jednak udało mu się zainteresować sobą Merlina.
Tak znalazł się w Kingsmanie.
Wiedział, że większość kadetów trafiła tu dzięki martwym członkom rodziny, którzy padli ofiarą ostatnich wydarzeń, ale on…on nie stracił aż tak wiele, jak Tybalt. Dlatego wstyd mu było przyznawać się do tego, że był tu w zasadzie niemalże przypadkiem i z własnego kaprysu.
Tybalt nigdy nie spojrzałby na to w ten sposób, mówiąc, że Sawyer znowu plecie głupoty, ale chłopak był zbyt inteligentny i zbyt dobry na to, by przyznać Ainsworthowi rację w tej kwestii. Tybalt powiedziałby, że nikt nie znalazł się tu przypadkowo, że Merlin niczego nie pozostawia losowości. Mimo to jednak…Sawyer wiedział, że takich jak on jest wielu – genialnych, młodych, chętnych i o wiele bardziej nadających się. On zbyt łatwo się przywiązywał, trudno przychodziły mu rozstania…
Miał wiele wad, a jeszcze jedną z nich mogłoby być wobec tego…brak wiary w siebie.

 – Wasza misja nie jest trudna – powiedział rzeczowo Merlin, zapewne chcąc dodać nieco otuchy Sawyerowi. – A mianowicie „dotrzeć z punktu A do punktu B z nienaruszoną przesyłką". Najpierw musicie ów przesyłkę odebrać od tajnego łącznika, którego tożsamości nie znam nawet ja. On również nie zna waszej. – Spojrzenie Merlina dosięgło nieco zbyt skupionego Lancelota. – To będzie jak gra na spostrzegawczość, gdzie jeden fałszywy ruch może was kosztować powodzenie misji.
Sawyer przełknął głośno ślinę i zerknął w bok na niewzruszonego Jonathana bawiącego się zapalniczką.
 – Nie wiemy nic o łączniku ani o przesyłce? – upewnił się słabo Lancelot.
Merlin skinął głową.
Obydwaj skinęli głową.
Drugi mniej pewnie od pierwszego.


Sawyer przystanął w drzwiach niewielkiej sali do ćwiczeń. Znajdowały się w niej różnej wielkości i masy manekiny.
Po środku tej pustki poruszała się powoli, dokładnie szacując, jakby tańcząc, każdy swój krok niewielka sylwetka Rosie.
Dziewczynka oprócz tego trzymała obiema dłońmi atrapę miecza.
 – To niezbyt praktyczne… – zauważył Ainsworth, wchodząc do sali i zbliżając się nieco do środka sali.
Dziewczyna spojrzała na niego chłodnym spojrzeniem, opuszczając miecz nieco niżej. Nie wyglądała na chętną do rozmowy, ale Lancelot nie czuł się tym zgaszony.
 – Pewnie nieźle sobie z tym radzisz – dodał chłopak, uśmiechając się przyjaźnie.
 – Chcesz się przekonać? – odezwała się nieco zachrypniętym głosem dziewczynka i zrobiła krok w kierunku Sawyera, unosząc ledwo zauważalnie drewniane ostrze.
Dziewiętnastolatek był pewien jednego w tej chwili – na pewno nie chciał.
 – Może innym razem… – mruknął zachowawczo i cofnął się o krok. – Jestem tutaj w innym celu.
Dziewczyna z zainteresowaniem przekrzywiła delikatnie głowę na bok. Jej oczy jakby nieco pojaśniały.
 – Hm? – wydała z siebie cichy dźwięk, zachęcając mało skutecznie Sawyera do odezwania się.
 – Chciałem…żebyś pojechała ze mną na misję.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#173PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Lut 22, 2018 10:58 pm

Gdy Daisy w towarzystwie Eggsy’ego i jego mopsa zniknęli za drzwiami, Harry uklęknął do swego psa, który położył się przed nim na plecach.
- Zostaliśmy sami, mój drogi – podrapał go po brzuchu i uśmiechnął.
 
Podniósł się powoli, a wraz z nim Peanut. Harry oparł się biodrami o kanapę i wyciągnął telefon. Dzisiaj czekało go spotkanie dr. Downesem oraz lunch z Blancą. Przetarł twarz, odkładając telefon do kieszeni. Ostatnio nie miał ochoty widywać się ze swoim psychiatrą, ale nie mógł też bez przerwy tego odkładać. Kończyły mu się jednak tabletki nasenne, a poza tym Merlin by go zamordował, gdyby znów przesunął wizytę.
Czasami do Harry’ego docierała myśl, że stanowisko głowy Kingsmana zajmowane jest bardziej przez jego wieloletniego przyjaciela, niż jego samego. Nie przeszkadzała mu jednak dodatkowa ręka rządząca. Z przyjemnością oddawał mężczyźnie niektóre zadania. Harry nadal bowiem nie odnajdywał się całkowicie w roli Arthura ani ogromu obowiązków, które na niego spadły. Mimo to teraz jego pracoholiczna natura mogła się w pełni rozwijać bez żadnych zahamowań.
 
Zsunął podwinięte rękawy i zapiął mankiety. Powinien za moment wychodzić, by zdążyć jeszcze wpaść na moment na Savile Row do sklepu, przed wizytą na południu Londynu. Być może uda mu się tam spotkać Galahada, który również dziś nie planuje opuszczać stolicy.
Eggsy.
Downes z pewnością spyta o jego młodszego przyjaciela. Wiele się między nimi działo ostatnimi czasy, więc musiał już teraz zastanowić się czy pominąć ten wątek i uciąć ów krótkim „dobrze”, czy raczej streścić wydarzenia. Choć nigdy nie powiedział tego wprost, jego doktor podtekstami od dawna już sugerował możliwość pojawienia się uczucia między dwoma agentami. Harry jednak elegancko wypierał się przed sobą wszystkiego, aż do ostatniej chwili. Nadal mógł zaprzeczać psychiatrze, że nic między nimi nie ma, ale po co?
 
Spojrzał w dół na psa, który wyczuł, że będą wychodzić z domu. Harry uśmiechnął się kwaśno. Dzień ratowała jedynie perspektywa spotkania z Blancą po południu. Zgarnął ze stołu długopis i kartki zapisane oraz zarysowane przez najmłodszą Unwin i pobieżnie je przejrzał. Dziewczynka wyjaśniała mu przy śniadaniu zasady działania bardzo skomplikowanego urządzenia, które jej się przyśniło i nie omieszkała rozrysować wszystkich jego części oraz porównania wielkości ze wzrostem każdego przebywającego w tym domu. Hart odłożył chudy plik kartek na szafkę, obok pudełka zawierającego jego prezent urodzinowy od Vinchi.
 
 
- Dobrze – Harry od razu pożałował wybierając pierwszą z opcji odpowiedzi na pytanie psychiatry o Unwina.
 
- ‘Dobrze’ to znaczy? – mężczyzna uniósł brwi znad okrągłych okularów i oderwał wzrok od swoich notatek.
 
Hart spodziewał się takiego obrotu spraw, chociaż wolał mieć nadzieję, że jednak do niego nie dojdzie. Wyglądało na to, że nie uda mu się uniknąć stłumionego tryumfalnego uśmieszku na twarzy mężczyzny oraz spojrzenia wypalającego „a nie mówiłem” na twarzy agenta. 
Harry westchnął cicho. I tak za parę godzin Blanca spyta go o to samo i również będzie oczekiwała podobnej odpowiedzi, tyle że ze szczegółami.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Lut 25, 2018 1:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#174PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lut 24, 2018 11:00 pm

Blondynka wybuchła głośnym śmiechem, obraz na telefonie zachwiał się w rytm ciała targanego wesołym wybuchem.
 – Tilde, proszę cię… – mruknął Eggsy do telefonu, rumieniąc się obficie na całej twarzy. – Miałaś się nie śmiać. Słowo daję, że zaraz zakończę połączenie – zagroził chłopak desperackim tonem. Dziewczyna nadal otwarcie wyśmiewała chłopaka.
 – Przepraszam…ale… – Jej wypowiedź przerwało kolejne parsknięcie. – Po prostu jesteś taki przewidywalny – powiedziała wreszcie i uspokoiła się nieco. Jej niebieskie spojrzenie świdrowało Unwina z ekranu telefonu.
 – Przewidywalny..? – powtórzył Eggsy na głos, marszcząc brwi.
 – Tak czy inaczej! – zakrzyknęła energicznie Tilde, zmieniając temat po czym podniosła się z łóżka ruszyła w kierunku swojej garderoby. – Za parę dni będę w Londynie…i być może zdążysz mnie poznać ze swoim wybrankiem przed tym jak wyjedziecie razem na swój miesiąc miodowy.
 – To misja, Tilde – poprawił ją Eggsy, przewracając oczyma i opierając się plecami o skórzane obicie kanapy.
 – Tak, tak… Na Majorce… – odpowiedziała niedbale i zapewne machnęłaby na Unwina dłonią gdyby ta nie była zajęta trzymaniem telefonu przed twarzą.

On i Tilde zaprzyjaźnili się po zerwaniu nawet bardziej niż podczas trwania ich związku. Gdy zaczynali się umawiać Eggsy nadal próbował sobie jakoś poradzić ze śmiercią mentora i przyjaciela, a kiedy ten na nowo pojawił się w życiu młodego agenta – pewnym było, że związek Tilde z chłopakiem nie będzie taki, jak wcześniej. Trwali w nim jeszcze kilka miesięcy, Eggsy coraz rzadziej widywał się z Tilde, odmówił zamieszkania w Szwecji i nie miał czasu na znalezienie mieszkania dla ich dwójki.
Największą jednak zasługę ich zerwaniu należało przypisać ogromnemu ciężarowi winy, który czuł wtedy Eggsy. Dopiero po powrocie do Londynu chłopak uświadomił sobie, jak niebezpieczne dla jego rodziny i przyjaciół jest to, że jest Kingsmanem…
Nie mógł w to mieszać Tilde i podświadomie chciał się od niej oddalić. Udało się. Z dnia na dzień on i dziewczyna stali się dla siebie niemal obcy.
A później zerwali.
Parę miesięcy zajęło Uniwnowi odnowienie tej relacji, która okazała się być całkiem owocną przyjaźnią.

Będzie musiał poinformować Harry’ego o przyjeździe Tilde? Oczywiście, że tak!
Między nim a Eggsy’m ostatnimi czasy było zbyt wiele niedomówień, by zaryzykować kolejne, gdy pozostałe wreszcie zniknęły.
Zatem, gdy tylko ukończył wideorozmowę z Tilde – wybrał numer do Harta.


PARĘ DNI PÓŹNIEJ

Właśnie był w trakcie przymierzania nowego garnituru, gdy pojawił się w sklepie Harry.
Chłopak spojrzał na mężczyznę w lustrze, łapiąc kontakt wzrokowy i uśmiechnął się delikatnie.
 – Jak ci się podoba? – spytał i obrócił się do Harta przodem, rozkładając ramiona i prezentując ciemny komplet, który składał się z czarnej koszuli i całej reszty w kolorze szarym. Bardzo wyszczuplał Eggsy’ego. Zwłaszcza jego nieco węższą niż w ostatnim czasie talię. Stracił dziesięć kilogramów, co odbiło się na jego sylwetce.
Potrzebował pewnych poprawek związanych z garderobą.
 – Za ciemne? – spytał, obawiając się, że być może nie pasował do niego tak mroczny koloryt.
Tilde zapewne będzie zachwycona, ale bardziej interesowała go w tej chwili opinia starszego agenta.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 214
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#175PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 25, 2018 3:01 pm

Harry powolnie zamknął drzwi sklepu krawieckiego i poprawił okulary. Przyjrzał się sylwetce chłopaka, który już od progu zarzucił go pytaniem. Eggsy musiał być świadomy, jak wychudł. Jednak fakt, że nie przejawiał już żadnych pozostałości swojej gwałtownej choroby, pozbawiał Harta zmartwionych myśli względem przyjaciela. Ciemne barwy jednak nie tylko dodatkowo wyszczuplały Unwina, ale także młody agent wydawał się nieco wyższy. 
- Bardzo dobrze. Odcień w sam raz– mruknął, poruszając głową z aprobatą. Siłą powstrzymał się przez wyrażeniem bardziej osobistej i prywatnej opinii. Uśmiechnął się jedynie i odwrócił głowę ku trzeciemu obecnemu agentowi. Powitał go krótko, na co starzec skinął głową.

Z jego komórki odezwał się dźwięk smsa. Oderwał wzrok od odbicia Eggsy’ego i spojrzał na ekran. 
Krótki wywód o ostatnich niewielkich misjach od Merlina, który zignorował zostawiając na później oraz informacja od Blanki, że planuje wpaść dziś na kolację. 
Oprócz psychiatry Harry’ego, ów blondynka była najbliższą mu osobą, a także jedną z trzech, które wiedziały o większości sekretów mężczyzny. Mimo tak długiej przerwy w kontakcie, ich przyjaźń była równie zażyła, co przed opuszczeniem domu dziecka przez nastoletnią wtedy Blancę. Wiedziała o nim wszystko, głownie przez ilość zadawanych przez nią pytań na jeden temat. Harry z kolei nie wiedział o jej aktualnym życiu nic więcej, niż o karierze zawodowej, która stała przed nim otworem z najmniejszymi szczegółami, również takimi, że kobieta spóźnia się ze wszelkimi raportami. Z własnych obserwacji zauważył, że jego przyjaciółka nie zmieniła się ani trochę od dzieciństwa. Wciąż chodziła własnymi ścieżkami i dostawała czego chciała, w co zaliczały się szczegóły z życia Harta.
Vinchi więc doskonale wiedziała, co dzieje się między Harry’m i Eggsy’m. Informując ją o zaistniałych kolejnych wydarzeniach, czy raczej odpowiadając na jedno z wielu pytań, od razu pożałował tego. Spotkało go bowiem drugie w tym tygodniu spojrzenie wypalające mu ‘a nie mówiłam’ na twarzy.

Harry uniósł w końcu głowę znad telefonu po wystukaniu odpowiedzi  i spotkał się z pytającym spojrzeniem Unwina.
- Blanca będzie dzisiaj na kolacji - mruknął w odpowiedzi.

Hart przyjrzał się twarzy chłopaka i zatrzymał na jego ustach. Wspomnienie przez Unwina o swoich planach na dzisiejszy wieczór, to jest Tilde, spowodowało gwałtowne podniesienie wzroku mężczyzny ku zielonym przepraszającym oczom.
Harry zmarszczył brwi na dziwne uczucie pojawiające się ponownie w jego ciele. 
Związek szwedzkiej księżniczki z Eggsy'm nie był mu obcy. Wiedział także, że w pewnym momencie chłopak nawet chciał się jej oświadczyć, a przed tą pochopną decyzją powstrzymało go tylko uczynienie z niego tym małżeństwem osoby dość publicznej, co kłóciło się z wymogami jego pracy w Kingsmanie. 
Merlin twierdził jednak, że powrót Harry'ego do żywych także znacznie przyczynił się do zmiany zdania przez młodego agenta.
Mimo zakończenia około rocznej relacji na zgodnych warunkach przyjaźni, Harry nadal miał nutkę niepokoju dotyczącą tego planowanego spotkania. Spojrzał na Unwina z niewyjaśnioną emocją na twarzy. Nie miał przecież powodów do zazdrości.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#176PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   

Powrót do góry Go down
 
Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 7 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: