IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 21, 2018 12:35 am

W jego głowie na chwilę zapanowała pustka, która po chwili przemieniła się w ciężkie do poskromienia zawroty głowy.
Dlatego niemalże zemdlał, gdy Harry go pocałował.
Unwin w najśmielszych snach nie byłby w stanie wyśnić tego scenariusza, bo było to zbyt absurdalne i abstrakcyjne, żeby spróbować to sobie w ogóle wyobrazić. A teraz działo się to na jego oczach choć z szoku zacisnął powieki tak, że przed oczami zapadła całkowita ciemność.

Poczuł na ustach ciepło tych należących do Harta, wilgoć jego warg spowodowaną winem i przyjemność rozlewającą się po całym ciele. Jej główny ośrodek znalazł się w jego żołądku, który ścisnął się mocno, gdy usta Harta zetknęły się z tymi jego.
Kiedy zaś mężczyzna przerwał pocałunek i odsunął się – Eggsy jeszcze przez chwilę nie otwierał oczu, obawiając się zderzenia z rzeczywistością. Co jeżeli oszalał do reszty i to mu się tylko wydawało?
Zawsze był dziwny, ale raczej nie aż tak, więc powoli rozchylił powieki.
Przed nim nadal stał Harry i to się nie zmieniło. Nic się nie zmieniło, a jednak…wiele.

Gdy się nieco otrząsnął z tego wszystkiego i to na tyle, by odsunąć się nieco od Harta – uśmiechnął się delikatnie pod nosem, wspierając się o ścianę w kuchni, która znajdowała się dokładnie naprzeciw starszego agenta, który nadal trwał przy blacie.
 – Obiecujesz? – wymruczał cicho Eggsy na dźwięk zapewnienia, że będzie pierwszy.
Chciał być czegokolwiek pewien w tej chwili, gdy cały jego świat zachwiał się i runął. Na oczach Unwina waliło się wszystko, a on stał spokojnie i bał się tylko o to, że w nowym świecie może zabraknąć starego Harry’ego.

Nie wiedział jak się zachować w obliczu takiej sytuacji. Nie czuł potrzeby, by uciec, bo Hart zrobił dokładnie to samo, co Eggsy zrobił kilka dni temu, a oznaczać to mogło, że są tak samo szaleni i lekkomyślni.
Był pewien, że od teraz już nic nie będzie takie samo czy chociaż podobne.
Jedno jednak w tym wszystkim było pocieszające i sprawiało, że do serca Eggsy’ego zawitało coś więcej poza niepewnością, a była to ulga, że Blanca nie stanowiła dla Harta czegoś ponad przyjaciółkę z dzieciństwa. Gdy teraz chłopak z kolei zdradził mężczyźnie wszystkie swoje wątpliwości – miał również nadzieję, że ten coś zrobi z tym, by Eggsy już nie musiał zastanawiać się nad tym, gdzie o późnych porach bywa Harry.

Przez chwilę stali w ciszy i do chłopaka powracało to wszystko, co wydarzyło się zaledwie minuty wcześniej.
Gary.
Eggsy znów poczuł jak uginają się pod nim kolana, więc wycofał się z kuchni, w porę przypominając sobie o…prezencie.
Wrócił po chwili. W dłoni trzymał najzwyklejsze pudełko, które wręczył Harry’emu.
 – Spokojnie, to nie prezent urodzinowy – powiedział. – To prezent…poniedziałkowy – zaimprowizował Eggsy, używając dzisiejszego dnia tygodnia jako odpowiedniego zamiennika dla urodzin.
Harry nie wydawał się przekonany, ale otworzył prezent, którym był zegarek kieszonkowy z wyjątkowo pięknie wygrawerowanym zdobnictwem.
Był złoty.
 – Uznałem, że przyda ci się coś, co nie jest szpiegowskim gadżetem i sprawuje zupełnie normalną funkcję.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 21, 2018 1:30 am

Gdy Eggsy na moment opuścił kuchnię, Harry podparł się oboma rękami o blat i odetchnął ciężko.
Dlaczego to zrobił? Dlaczego pocałował swojego najlepszego przyjaciela?
Pocałunek bez znaczenia?
W młodości nierzadko zdarzały mu się takie ekscesy, więc dlaczego teraz czuł się inaczej? Co jest innego w tej sytuacji?
 
Jednym łykiem dopił resztę wina z kieliszka i odwrócił się dokładnie w momencie, gdy Eggsy wrócił do kuchni z małym pudełkiem. Harry zmarszczył na niego brwi, ale przyjął prezent, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. Uśmiechnął się jednak na sprytne wybrnięcie z sytuacji przez młodszego mężczyznę.
Powoli otworzył pokrywkę, a jego oczom ukazał się wspaniały zegarek. Coś, co nie ma wbudowanego mikrofonu, nadajnika czy strzałek nie tylko usypiających, było niesamowicie miłą odskocznią, o której przekonał się dopiero wyjmując zegarek z pudełka i czując chłód złota na dłoni. Uśmiechnął się i przeczesał włosy ręką.
 
- Dziękuję – mruknął tonem ledwo wyższym od szeptu, ale na pewno słyszalnym przez Eggsy’ego. Nie wiedział kiedy skorzysta z tego prezentu, gdyż póki co musiał być w stałym kontakcie z resztą agentów i zawsze gotów do awaryjnego działania, co równało się z obowiązkową obecnością niektórych akcesoriów. Harry był jedynie świadom, że gdy tylko nadarzy się okazja, z pewnością użyje go.
Podniósł wzrok, trafiając prosto na zielone oczy. Jednego był teraz pewien. 
Zrobiłby to jeszcze raz.
 
 TYDZIEŃ PÓŹNIEJ
 
- Kawy? – rzucił Hart, słysząc Eggsy’ego powoli wtaczającego się zaspanie do kuchni. Odwrócił się i wręczył mu kubek świeżo zaparzonego napoju.
 
Teraz gdy wszelkie sprawy związane ze sklepem krawieckim Kingsmana zostały dopięte na ostatni guzik, Harry wreszcie mógł swobodnie udać się wraz z Unwinem do Szkocji.
Rzadziej się też spotykał z Blancą, mając na uwadze słowa Eggsy’ego. Starał się zachować zdrowy balans między Vinchi a swoim najlepszym przyjacielem. Po wyjaśnieniu sobie ostatecznie pewnych kwestii, spędzanie razem czasu nie miało już nutki niekomfortowych niedopowiedzeń, a Harry’emu już nawet prawie udało się przekonać samego siebie, że za drugim razem zadziałał impuls i alkohol, chodź była go znikoma ilość. 
A jednak czuł coś innego w obecności chłopaka. Ich przyjaźń została wystawiona na próbę podczas ostatnich wydarzeń i próbę tę przeszła znakomicie. Nie powinno być dziwnym, że mieli teraz zupełnie nowe spojrzenie na siebie nawzajem.
Równie interesująca wydawała się być perspektywa dr. Downesa, z którym Harry widział się parę dni temu. Mianowicie Blanca swoją osobą wyciągnęła na światło dnia liczne wspomnienia z młodości Harry’ego, a Eggsy tak znakomicie przypomina mu samego siebie, gdy był od niego nieco młodszym. Co znaczyłoby, że patrząc na Unwina Hart odczuwa w tej chwili nic więcej niż tęsknotę za wspaniałą relacją, jaka łączyła go póki co jedynie z Blake’iem Petersonem.
A mimo to Harry nadal czuł, że czegoś we wszystkich teoriach brakuje. Chociażby nazwy dla tego uporczywego nowego uczucia.
Albo logicznej i prawdziwej przyczyny pocałowania Eggsy'ego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 21, 2018 2:39 am

Eggsy sennie złapał oferowany kubek i usiadł przy stole, ziewając ze zmęczenia. Wrócił wczoraj z bazy około trzeciej w nocy po nieprzespanej poprzedniej nocy.
Rekruci wymagali dużo uwagi, ale misje również. Ta wczorajsza trwała w sumie dwa dni, ale Merlin potrzebował raportu na już i Eggsy’emu nie dane było sie wyspać.
Na dodatek Merlin ogłosił ostatecznie, że na misję w Moskwie pojedzie Eggsy, tamtejszy agent rosyjskiej inteligencji oraz…Harry.
Okazało się, że Eggsy na nauczenie się od podstaw rosyjskiego ma około dwóch miesięcy.
Nie miał zielonego pojęcia jak może mu się to udać, ale jego nauczycielem został nie kto inny, a Harry właśnie.

Ziewnął po raz kolejny i tym razem spróbował nieco zwalczyć senność łykiem kawy. Jego wzrok znad kubka podążył do Harta.
 – Jakie masz na dzisiaj plany? – wychrypiał zaspanym głosem i podrapał się po lekko zarośniętym policzku. Musiał zapomnieć się ogolić…
Niespodziewanie ich służbowe telefony rozdzwoniły się. Na obydwa wpłynęła ta sama wiadomość.

Mamy O’Caseya. Przesłuchanie w południe. Macie być. Misja zakończona sukcesem.

Eggsy niemalże wypluł kawę z powrotem do kubka, czytając te wiadomość od Merlina.
 – Musimy się pospieszyć – powiedział na chwilę przed tym jak wybiegł z kuchni i poszedł się ubierać. To był pracowity tydzień i choć Eggsy miał już nadzieję, że się skończył – wcale tak nie było. To był dopiero początek pracowitego…roku.

Zaledwie kilkanaście minut później Eggsy już był gotów do wyjścia. Jedyną oznaką tego, że jeszcze chwilę temu był potwornie zmęczony były wyraźne wory pod oczami. Nic innego jednak nie wskazywało na to, że nie zażył odpowiedniej dawki snu od conajmniej dwóch lub trzech dni.
Ale nie było dzisiaj na to czasu. Fintan, czyli koszmar, który nawiedzał go przez ostatni miesiąc nareszcie miał szansę się przerwać. Eggsy dowie się, że nic nie poszło na marne i jego sny się skończą.
One i dziwne uczucia, których padł ofiarą Harry.


Na miejscu znaleźli się na chwilę przed południem. Korytarzem podążyli do miejsca, w którym się odbywało przesłuchanie. Miało to miejsce w placówce MI6, więc Eggsy czuł się tutaj nieco…zagubiony. Na szczęście miał przy sobie Harry’ego, który dodawał nieco otuchy zdenerwowanemu Eggsy’emu.

Niespodziewanie jedne z drzwi wzdłuż korytarza otworzyły się i wyprowadzony został z nich nie kto inny, a Fintan właśnie. Tuż za nim wyszedł Calum – pasażer z siedzenia obok, który przedstawił go Fintanowi.
Eggsy poczuł jak uderza go fala wspomnień i żadne z nich nie było miłe.
Czuł jak żołądek podchodzi mu do gardła i nagłe mdłości zmuszają chłopaka, by chwycić się Harta, który idzie tuż obok.
Poczuł się…słabo. Bardzo słabo.
Od zemdlenia powstrzymała go tylko uparta natura, która nie pozwalała chłopakowi okazać takiej słabości przed nikim tu obecnym poza Harrym.

Poczuł się nieco lepiej, gdy dłoń Harta uspokajająco pogładziła go po karku i włosach, a mężczyzna pozwolił mu sie siebie przytrzymać.
Zaczęła ku nim podchodzić sylwetka Caluma, która wcale nie była zakuta.
W mężczyźnie zaszły zmiany dokąd Eggsy poprzednio go widział.
Na przystojnej twarzy nie było już zarostu, a włosy mężczyzny były starannie ułożone.
Miał na sobie doskonale skrojony garnitur, a na ustach malował się nieco zbyt zarozumiały uśmieszek.
 – Witam panów serdecznie – odezwał się, podając rękę Hartowi najpierw, a następnie Eggsy’emu. – Nazywam się Morgan Sealy – przedstawił się, migając przed obydwoma legitymacją MI6. – Chciałem serdecznie podziękować panom za pomoc w zrobieniu kolejnego kroku w śledztwie przeciwko gangom narkotykowym w Irlandii. – Jego lodowate tęczówki podążyły do Unwina. – Zwłaszcza tobie chciałem podziękować. – Usta mężczyzny wykrzywiły się niemalże szyderczo.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 21, 2018 3:43 am

Nim Harry zdążył odpowiedzieć na zadane pytanie, spojrzał na przychodzącą wiadomość na trzymanym akurat w dłoni telefonie. Przełknął łyk kawy i skierował ekran w stronę Eggsy’ego, który dopiero odczytywał wezwanie.
- Te same co ty.
Nie mógł powstrzymać uśmiechu, gdy Unwin niemalże pobiegł do swojego pokoju by się przebrać. Harry z kolei od jakiegoś czasu był już prawie gotowy do wyjścia i jedynie czekał na chłopaka z zamiarem wspólnego wybrania się do Szkocji. Teraz jednak powrócił do swej wcześniejszej pozycji i wsparł się łokciem na blacie, powoli dopijając kawę i czytając dzisiejszą gazetę.
 
Uśmiech jednak zszedł mu z ust, gdy uświadomił sobie, że zaraz spotkają Fintana O’Casey’a. Mężczyznę, z którym Eggsy’ego łączyły niekoniecznie dobre wspomnienia. Podniósł się i spojrzał błędnie przez okno. Chłopak miał z nim traumatyczne wspomnienia. Do Harry’ego dotarła właśnie fala wątpliwości, czy Merlin aby na pewno dobrze postąpił, wysyłając również Unwina. Czy był gotowy spojrzeć na prawą rękę lorda narkotykowego.
Z drugiej strony, to właśnie Galahad zbliżył się do osoby O’Casey’a najbardziej, niezależnie w jaki sposób to się odbyło. Galahad musiał być obecny przy przesłuchaniu. Najważniejsze, żeby Harry nie spuścił go z oka. Poza tym, w tej chwili powstrzymanie Unwina przed jechaniem do MI6 graniczyłoby z cudem.
 
 
 
Harry bywał już w tej siedzibie MI6 parę razy, więc kierował się w znanym kierunku, w porównaniu do Galahada, który doskonale maskował kompletne zagubienie. Nie spieszyli się nigdzie. Przesłuchanie miało się odbyć dopiero za pół godziny, a Hart dobrze wiedział jak się nie zgubić. Z tytułu mnóstwa czasu do rozpoczęcia, po drodze Harry oddał się krótkiej pogawędce z rudo siwym mężczyzną o nazwisku Cleaver, z którym swego czasu służył w wojsku. Ich i jeszcze jednego znajomego zwerbowano w podobnym czasie, ale tylko Hart trafił  do Kingsmana, pozostała dwójka trafiła do MI6.
 
Gdy byli już niedaleko docelowego miejsca, zza drzwi w końcu korytarza wyłoniła się znajoma sylwetka. Wyglądał nieco inaczej, niż na zdjęciach prezentowanych Galahadowi przed feralną misją w Irlandii, ale nadal łatwo było go rozpoznać. Nie sprawiło to również trudności Eggsy’emu, który kurczowo chwycił się jego ramienia, jakby miał zaraz zemdleć. Arthur spojrzał nań zatroskany i pokrzepiająco pogłaskał po potylicy, kończąc na karku.
 
Uprzejmie uścisnął rękę mężczyzny, który przedstawił Galahada pod przykrywką O’Casey’owi. Nie spodziewał się takiego obrotu akcji, agentów MI6 będących tak blisko Fintana, ale powinien się domyślić, za co skarcił się wewnętrznie i broń Boże, nie dał tego po sobie poznać. Chłodno zlustrował Morgana Sealy’ego. Zupełnie nie rozumiał, dlaczego Kingsman został wplątany w tę sprawę, skoro MI6 miało swojego człowieka tuż pod nosem Irlandczyka.
 
- Gdzie jest O’Casey – przerwał sztywno Sealy’owi, zmuszając go do odwrócenia szyderczego spojrzenia od Galahada.
Dzięki surowemu spojrzeniu Arthura, otwarcie karcącego wtrącanie osobistego stosunku podczas oficjalnych spotkań, już parę chwil później znajdowali się za weneckim lustrem przestronnego pokoju, w którym w kajdankach siedział właśnie O’Casey.
Nie wyglądał już tak dostojnie ani elegancko, jak wcześniej. Harry w zamyśleniu skrzyżował ręce na piersi, jedną podkładając pod brodę. Nie miał ochoty stawać bliżej szyby, ani wchodzić do środka.
Spojrzał na Galahada, upewniając się, że wszystko w porządku.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 21, 2018 5:01 am

Gdy tylko Harry odezwał się ostro do mężczyzny – ten zdjął z chłopaka swoje rozbawione spojrzenie. Eggsy jednak i tak się czuł jakby…coś w środku niego pękło. Czuł wszechogarniające poczucie beznadziei i bezsilności.
Dlatego wyprostował się jeszcze bardziej i energicznie ruszył we wskazanym kierunku.

Przez szybkę widział przygarbionego Fintana. Wyglądał na pokonanego i zmęczonego. Eggsy nie widział w nim już żadnych koszmarów, a jedynie kogoś, kto padł okrutnie ofiarą własnych przekrętów.
Pierwszy do środka wszedł jeden z agentów MI6. Położył przed O’Caseyem teczkę. Leżała zamknięta dopóki agent nie otworzył przed nim dokumentu na pierwszej stronie.
Zaczął straszyć Fintana zarzutami, co pozwoliło wnioskować, że sprawa wcale jeszcze nie jest zamknięta.
 – Co tu się dzieje? – spytał Unwin, nie rozumiejąc nic.
 – Próbujemy od niego wyciągnąć zeznanie – wyjaśnił Sealy.
Brwi Eggsy’ego się zmarszczyły.
 – Ale obowiązek odmowy składania zeznań przysługuje małżonkowi lub…
 – …rodzinie – dokończył za niego Sealy, patrząc na niego z grymasem niezadowolenia malującym się na twarzy. Pokrewieństwo Donna i Fintana wyszło niespodziewanie i nikt nie był na to przygotowany. To tłumaczyło wiele rzeczy – fakt, że ktoś taki jak Fintan był prawą ręką bosa mafii narkotykowej, że wiele rzeczy uchodziło mu na sucho.
 – Ma pełne prawo, żeby odmówić – syknął Sealy. – Będziemy musieli wyciągnąć to z niego siłą albo… – Mężczyzna przerwał w połowie zdania i westchnął ciężko. – Możecie go przesłuchać.
Eggsy spojrzał na Harry’ego, a gdy zobaczył w jego oczach zakaz – poczuł, że tym bardziej musi to zrobić.

Wszedł do niewielkiego pokoju, zajął miejsce tuż naprzeciw Fintana, który niechętnie podniósł na Eggsy’ego wzrok.
Zaśmiał się cicho i niewesoło na jego widok. W jego oczach było widoczne zmęczenie. Czyżby zadziałały tu wstępne przygotowania świadka do przesłuchania? Musieli go trzymać na nogach od kilku dni.
 – Myślą, że ty coś ze mnie wyciągniesz? – wybełkotał O’Casey. – Wiesz…zraniłeś mnie, gdy zostawiłeś mnie samego w łóżku, przypiętego kajdankami do ramy… – mówił mężczyzna, cynicznie się uśmiechając.
 – Twój brat pewnie jest wniebowzięty faktem, że jesteś homosiem – wysyczał Eggsy, mrużąć na mężczyznę oczy.
 – Ta… – wychrypiał Fintan i uśmiechnął się niewesoło. – Uważa, że to wspaniale. Wspiera mnie i na każde Święta wysyła tęczowe kartki z życzeniami.
 – Dlaczego nie pogrzebiesz jego części interesu? – spytał agent, sięgając po dokumenty leżące przed mężczyzną. – Mógłbyś żyć w świecie bez niego.
Fintan parsknął z gorzkim rozbawieniem.
 – Nie jest małym pedałem. Wiem jak o siebie zadbać – syknął. – Nie potrzebuje kochających ramiona brata, a tym bardziej nie mam zamiaru za wszelką cenę walczyć o sprawiedliwość dla wszystkich tęczusiów na własnym przykładzie.
 – Nie musisz iść do więzienia za niego – powiedział Eggsy. – Za kogoś, kto poniżał cię i nigdy nie wierzył w to, że jesteś w stanie mu dorównać.
 – Nie dorównam mu kablując na niego – powiedział, unosząc brwi do góry z pewnym rozbawieniem.
 – Nie masz zbyt dużego wyboru. – Wargi Eggsy’ego wykrzywił szyderczo współczujący uśmiech. – I tak wyciągną z ciebie wszystko, co będą chcieli i pójdziesz siedzieć bez ładnego układu o złagodzenie wyroku…ale możesz też zeznać i pozbyć się go na zawsze, wyjść za pare lat i żyć tak, jak ci się podoba.
Fintan nie odezwał się ani słowem. Eggsy podniósł się z krzesła i rzucił teczkę z powrotem na blat.
Skierował się do wyjścia.
Chwycił za klamkę, ale niespodziewanie usłyszał za sobą O’Caseya.
 – Jeżeli zeznam… – wymruczał. – …dostanę ochronę?
Eggsy skinął mu głową w odpowiedzi.
Fintan odpowiedział tym samym.

Chłopak oparł się ciężko o drzwi, gdy je za sobą zamknął. Głowa rozbolała go niewiarygodnie.
Dłoń Unwina podążyła do jego twarzy. Dwa palce zacisnął na nasadzie nosa, próbując powstrzymać uporczywy ból.
Następnie opuścił pomieszczenie w towarzystwie Harry’ego i podążył do wyjścia z budynku.
Potrzebował świeżego powietrza.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 21, 2018 5:54 pm

Słysząc zaproszenie do przesłuchania, Harry zmarszczył brwi. Gdyby Kingsman miał ochotę przesłuchiwać kogoś, już dawno by to zrobili. Złapał kontakt wzrokowy z Eggsy’m i posłał mu jasne spojrzenie zabraniające tego. Jednakże, tak jak się spodziewał, Unwin opuścił pomieszczenie, wchodząc do pokoju przesłuchań.
To mogło się skończyć bardzo źle, ale… Harry pozwolił wydarzeniom się dziać. Eggsy był dorosłym człowiekiem i Hart nie mógł w każdej sytuacji decydować za niego, nawet będąc jego szefem.
Odetchnął cicho i poprawił okulary. Doskonale pamiętał stan, w jakim się Eggsy znajdował po misji w Irlandii.
 
Nie pochwalał metody Galahada. Sam też jednak nie przepadał za przesłuchaniami. Najlepszym w te sprawy i kogo znał dużą część swego życia był zmarły Percival. Jego niezwykłe metody potrafiły zmusić dosłownie każdego do zeznań.
Nie mógł jednak ująć nic także Unwinowi, gdyż już po kilku minutach rozmowy, Fintan zdecydował się zeznawać w zamian za ochronę. Uśmiechnął się dyskretnie. Czasami go nie doceniał, zbytnio się o niego martwiąc.
 
- Żegnam panów – uśmiechnął się uprzejmie Harry, po czym opuścił agentów zaskoczonych skutecznością Galahada.
Hart nie miał ochoty na rozmowę z MI6, zwłaszcza z tymi agentami, którzy nieszczególnie przypadli mu do gustu. Znalazł Eggsy’ego tuż za drzwiami, opartego o chłodny metal i trzymającego się u nasady nosa. Znów sprawiał wrażenie bledszego i na granicy zasłabnięcia. Harry po woli zbliżył się do niego i położył mu dłoń na ramieniu.
- Wszystko w porządku?
 
Nie było co zwlekać dłużej i mężczyźni już po chwili kierowali się ku wyjściu. Cały ich pobyt w MI6 nie trwał dłużej niż godzinę. Zadanie zostało pomyślnie zakończone. Galahad w kilka minut zrobił więcej, niż dwóch agentów przez około pół godziny.
Gdy byli już na zewnątrz, Eggsy nagle się zatrzymał. Harry przystanął kawałek dalej, chowając ręce do kieszeni i odwracając się do chłopaka. Rozumiał, że Unwin potrzebował chwili, więc nie ponaglał go. Nie spieszyli się również nigdzie, także nie było gdzie go pospieszać.
 
Pomiędzy palcami bladej dłoni popłynęła szkarłatna strużka krwi. Szybkim krokiem Hart znalazł się przy chłopaku i podał mu chusteczkę. Wiedział, że nie wiele ona pomoże, ale przynajmniej nie wszystko będzie we krwi. Ostatnim razem gdy Harry miał krwotok z nosa, było to kilka lat temu i to z fizycznego urazu, więc nie do końca wiedział jak wspomóc Unwina.
 

- Chodź – położył mu dłoń między łopatkami. – W taksówce powinno coś być. A przynajmniej więcej chusteczek.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Sty 21, 2018 11:01 pm

Eggsy…nie cierpiał swojego ciała.
Sprawiało mu tak wiele problemów w ostatnim czasie. Chodził zmęczony, nie spał, a to wszystko wina stresu. Do tego wszystkiego doszło jeszcze to – krwotok z nosa. Chłopak sobie nie przypominał kiedy ostatnio coś takiego mu się zdarzyło. Zazwyczaj musiał dostać pare razy w twarz, żeby jego organizm tak zareagował, ale tym razem wystarczyło jedynie nieco stresu, kiepska dieta i brak snu.
Ponownie więc musiał przyjąć pomoc Harry’ego w postaci chusteczki, która na niewiele się zdała, bo już kilka sekund później była całkowicie zabarwiona na czerwono, a Eggsy ledwo trzymał się na nogach.
Chętnie zatem przystał na propozycję Harta i ruszył jak najmniej chwiejnie potrafił w kierunku taksówki.
 – Co do cholery… – wybełkotał chłopak, przysłaniając do nosa większą ilość chusteczek.
Kilka sekund później Hart rozkazał kierowcy ruszyć.


Krwotok ustał mniej więcej w połowie drogi z powrotem do centrum Londynu.
Eggsy był nieco osłabiony i osowiały, ale nie wyglądał już jakby miał lada chwila zemdleć.
 – Zatrzymaj się, Kenneth – mruknął cicho Eggsy, a kierowca zastosował się do polecenia i zaparkował przy chodniku.
Następnie Eggsy zwrócił swoje spojrzenie na Harta.
 – Mam ochotę na herbatę – powiedział i wygramolił się z taksówki. Potrzebował oczyścić umysł i zaplanować swoje dalsze działania. Gdyby wrócił do domu – zapewne najzwyczajniej po prostu by zasnął…lub nie. Nieopodal mieściła się nastrojowa kawiarnia, gdzie podawali pyszną herbatę. Eggsy był tu kiedyś z Tilde.
Tak, jak się spodziewał – Harry wysiadł zaraz po nim i podążył za młodszym agentem.
Unwin przechodząc obok śmietnika, cisnął do niego zakrwawione serwetki. Nieco jego krwi nadal pozostawało na białym mankiecie koszuli, ale teraz chłopak nic z tym nie zrobi.

Weszli do wnętrza kawiarni i zajęli stolik przy oknie z malowniczym widokiem na deptak i nieco zieleni. Obsługa od razu się nimi zainteresowała i po chwili znalazła się przy ich stoliku. Eggsy zamówił dla nich obydwu po tej herbacie, dla której właśnie tutaj zdecydował się przyjść.
Gdy kelnerka umknęła od ich stolika – Eggsy oparł się ciężko o swój wygodny fotel.
 – Potrzebowałem chwili przerwy – wymruczał, próbują usprawiedliwić swoje zachowanie przed przyjacielem. – To wszystko nie daje mi ostatnio spokoju… – dodał, wzdychając ciężko i przejeżdżając dłonią po zmęczonej twarzy.
Był prawie pewien, że mężczyzna nie ma ochoty słuchać jego narzekań, ale gdyby Eggsy trzymał to jeszcze przez chwilę w sobie – wybuchłby.
 – Odwlekam wyjazd do Oksfordu jak tylko mogę, bo mam zbyt dużo obowiązków tutaj… – mówił. – I jeszcze w dodatku nie rozumiem tego, co się dzieje między nami… – To wybełkotał niemalże szeptem.

Na chwilę jego uwagę od problemów odciągnęła herbata postawiona tuż przed nim, za której parzenie zabrał się w następnym momencie. Czy to możliwe, że był tak zmęczony, że bełkotał od rzeczy? Tak.
Czy Harry wyglądał jakby chciał stąd uciec? Nie.
Dlaczego? Brak danych.
Eggsy znów podniósł wzrok na Harta, taksując jego twarz zielonym, pozbawionym blasku spojrzeniem.
 – Byłeś kiedyś na wakacjach? – spytał Unwin, unosząc do ust kubek.
Był niemalże pewien, że odpowiedź na to pytanie będzie brzmiała przecząco. Harry był pracoholikiem, być może nawet większym niż Eggsy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 22, 2018 1:03 am

Harry uparcie próbował zetrzeć ze swoich palców ślady krwi, powstałe podczas przykładania kolejnej chusteczki do nosa chłopaka, gdy ten nagle rozkazał kierowcy się zatrzymać. Nie zadał żadnego pytania, jedynie spojrzał pytająco na niego, a gdy ten oznajmił mu, że ma ochotę na herbatę, Harry westchnął.
Powinni być w drodze do Szkocji. Hart przeklinał siebie, że był tak mało asertywny w stosunku do Eggsy’ego, ale podążył za nim do kawiarni. Unwin nadal nie wyglądał, jakby wszystko wróciło do normy, więc sumienie mężczyzny nie pozwoliłoby mu go zostawić.
 
W milczeniu zaakceptował wybór Eggsy’ego odnośnie jego herbaty, kiwając jedynie głową, gdy chłopak spojrzał na niego upewniając się. Obserwował, Unwin zatapia się w miękki fotel i spokojnie wysłuchał tłumaczeń. Mimo znacznego przyciszenia głosu przez jego towarzysza, Harry doskonale dosłyszał ostatnie zdanie. Na to również zdecydował się nie odpowiadać, gdyż nie mógł powiedzieć mu nic więcej oprócz ‘Ja też nie wiem’. Chciał zakończyć komfortowe milczenie odnośnie minionych wydarzeń, ale zwyczajnie nie wiedział, co miałby powiedzieć.
 
Przed nimi pojawiła się zamówiona herbata. Harry niemalże od razu uniósł kubek, dmuchając na napój i podniósł wzrok. Chłopak nadal miał ledwo widoczny ślad po strużce krwi, prowadzący od nosa do górnej wargi i wciąż był blady. Hart mógł mieć tylko nadzieję, że po gorącej herbacie powróci do swojego normalnego koloru.
 
- Pobyt u Statesmana można zaliczyć jako wakacje – uśmiechnął się, ostawiając kubek. – Tak, byłem. Ale nie przepadam za urlopami, więc korzystam z nich dopiero, gdy Merlin mnie zmusi.
 
Oprócz straconego roku w Ameryce, ostatnie jego nieprzymuszone wakacje odbyły się około dziesięciu lat temu, gdy odbywał się pogrzeb pani Morrison. Harry spędził wtedy około dwóch tygodni na południu Anglii, robiąc właściwie nic. Dlatego o ile nie miał powodu do darowania sobie na jakiś czas pracy, starał się tego unikać.
Harry Hart potrzebował w życiu celu, który od wielu lat stanowił Kingsman.
 
Nim Eggsy zdołał wyjaśnić mu, dlaczego właściwie zadał ów pytanie, na telefon Harry’ego przyszła wiadomość. Tak jak się spodziewał – od Merlina.
 
Skończyliście już w MI6? Za ile będziecie w Szkocji? Jest sprawa.
 

Harry westchnął i wyciszył telefon. Zamierzał dać Unwinowi tyle czasu na pozbieranie myśli przed powrotem do pracy, ile ten potrzebował. Merlin powinien to zrozumieć. Gdyby wspomniana sprawa była faktycznie ważna, agent zadzwoniłby do nich. Skinął głową na chłopaka, zachęcając go, by mówił dalej i upił łyk herbaty.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 22, 2018 2:11 am

Nie był zadowolony z braku odpowiedzi ze strony Harry’ego, bo oznaczać to tylko mogło, że odpowiedź mu się nie spodoba lub…Harry jej sam nie zna. Nie wiedział, co było gorsze. Został z tym znów sam i mógłby o tym w końcu zapomnieć, ale obecność Harry’ego mu nie pozwalała. Czuł się przy nim dobrze, ale nie tak…dobrze, jak kiedyś. Miał wobec mężczyzny wiele różnych odczuć i nie wszystkie wydawały się Eggsy’emu racjonalne, inne były zaś zupełnie uzasadnione faktem, że Hart był nadzwyczaj atrakcyjnym mężczyzną.
Nic jednak nie usprawiedliwiało Eggsy’ego w kwestii pozostałych odczuć. Dlatego chłopak dalej się męczył i im dłużej myślał – tym mniej wiedział.

Gdy Harry udzielił mu odpowiedzi na temat wakacji – Eggsy wcale nie był zaskoczony. Zrobiło mu się nieco przykro w związku z tym. W słowach Harta czuć było doskonale dziwną samotność, na którą cierpiał przez niemalże całe życie. Eggsy mimo, że nie miał w życiu zbyt wielu przyjaciół, zawsze mógł liczyć na mamę, Tilde oraz Roxy, Merlina i Harry’ego.
Roxy…
Umysł chłopaka zasnuły jeszcze cięższe burzowe chmury i chłopak zapadł się w fotelu jeszcze bardziej. Niespodziewany kierunek myśli przygnębił go tylko bardziej choć rzadko zdarzało mu się być aż tak…niezdolnym do funkcjonowania. Miał wrażenie jakby wszystkie siły opuściły jego ciało, a świat przed jego oczyma stracił natychmiast kolory. Miałby ochotę płakać gdyby nie…gdyby nie to, że znajdowali się w miejscu publicznym, a on nie miał żadnych ku temu powodów.
 – Czuję się okropnie – wyszeptał i znów uniósł kubek do ust, by napić się herbaty.
Była smaczna, ale gdy był tu ostatnio wydawała się być lepsza. Była to zapewne kwestia tego, że nie był w stanie się rozkoszować w tej chwili zbytnio czymkolwiek.


W kawiarni siedzieli jeszcze przez następne pół godziny nim Eggsy poczuł się na tyle mniej beznadziejnie, że znalazł w sobie motywację do tego, by wstać.
Rachunek uregulowali wychodząc i w milczeniu wsiedli do taksówki, która miała zawieźć ich bez przystanków do celu.
Droga minęła mężczyznom w ciszy, podobnej do tej z nocy, gdy Merlin zaaranżował przeprowadzkę Unwina bez jego wiedzy. Nawet wtedy jednak Eggsy nie był tak…bezpodstawnie wzburzony.
Był w tej chwili na zmianę zły i smutny lub zupełnie…nijaki.
Jeżeli istniał powód takiego stanu – Eggsy chciał go poznać w tej chwili i zażegnać konflikt. Gdyby tylko był ktoś, kto byłby w stanie mu odpowiedzieć na te pytania.

Gdy dotarli na miejsce – Eggsy ruszył w ślad za Hartem, samemu nie zwracając uwagi na to, gdzie zmierza. Dopóki nie usłyszał znajomego głosu, zwracającego się do niego po imieniu – nie miał zamiaru podnosić głowy do góry.
 – Eggsy. – Chłopak zatrzymał się i zwrócił swoje spojrzenie w kierunku źródła dźwięku, czyli nikogo innego, a Emily. Gestem polecił Hartowi, by szedł bez niego.
 – Emily – odpowiedział na przywitanie, uśmiechając się do niej wymuszenie. Eggsy nie był szczególnie dobry w udawaniu szczęśliwszego, niż był.
 – Co się stało? – zmartwiła się dziewczyna i zacisnęła dłoń na jego bicepsie. Następnie spojrzała za Hartem, by upewnić się, że nie znajduje się już w pobliżu. – Boli cię coś?
Eggsy pokręcił głową przecząco.
 – Jestem po prostu zmęczony – odpowiedział niezgodnie z prawdą.
 – Krwawiłeś z nosa – zauważyła. – Ludzie nie krwawią tak po prostu. Musisz wrócić do domu i odpocząć.
Jej przyjemnie zimna dłoń dotknęła policzka Unwina, a jej brwi zmarszczyły sie z oburzeniem.
 – Masz gorączkę, durniu! – syknęła.
Eggsy był zdziwiony i nie wiedział zbytnio jak zareagować. Powinien dołączyć do Merlina i Harry’ego w przeciągu kilku minut inaczej ominie go coś ważnego, a tymczasem dowiaduje się, że ma gorączkę choć nie przypominało mu się, by czuł się…chory. Nie miał kataru ani kaszlu i choć głowa go bolała – nic poza tym mu nie dolegało.
Przynajmniej tak mu się wydawało do tej chwili.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 22, 2018 3:01 am

Do bazy w Szkocji dotarli w całkowitej ciszy. Harry powrócił już do pracy i zajmował się dokumentami w swej komórce, co jakiś czas spoglądając na Unwina, wtopionego w miękką kanapę taksówki i nie ruszającego się przez całą drogę.
Martwił się o niego.
Nie wiedział jednak, jak okazać mu to, ani jak mu pomóc.
 
Po dotarciu pod okazałą fasadę zamku Kingsmana, Harry skierował się wprost do Sali konferencyjnej, gdzie spotkać się miał z Merlinem. Za nim bez życia dreptał Eggsy. Harry odwrócił się równocześnie z chłopakiem, gdy ruda agentka zawołała imię młodszego z nich. Przystanął w pewnej odległości i nie ruszył się, gdy Unwin zagestykulował mu, żeby szedł dalej. Nie chciał spuszczać go z oka nawet na chwilę.
- Przyjdź za chwilę do sali konferencyjnej – mruknął, wyjmując komórkę. – A ty Gawainie, nie zostawiaj go samego – miał zatroskane spojrzenie, ale jego głos brzmiał stanowczo. Ruszył się dopiero gdy dziewczyna skinęła głową, przyjmując polecenie.
Eggsy nie był niezbędny na spotkaniu z Merlinem, ale Harry wolał mieć go pod obserwacją. Coś zdecydowanie było nie tak.
 
Drugiego agenta spotkał już w holu. Ta pilna sprawa okazała się małą misją na północy Szkocji. Merlin chciał oficjalnie przedyskutować, czy Tequila da sobie z nią radę i ewentualnie wysłać Galahada. Gaelicki akcent był ciężki do zrozumienia, a Amerykanin z Teksasu decydowanie będzie miał z nim problem. Wysłanie Galahada zostało od razu odrzucone przez Arthura ze względu na jego kiepskie samopoczucie.
- Wyślij z nim Moriena lub Gawaina. Zrozumieją akcent i będzie to dla nich dobre szkolenie. Ewentualnie Bedivere – podsumował Arthur, na co Merlin skinął głową i oddalił się, stukając w swój tablet.
 
Kierowany przeczuciem Harry postanowił wrócić do miejsca, gdzie pozostawił Eggsy’ego z Emily. Z odległości dopiero zauważył, jak zmieniła się postawa chłopaka. Nie był już wyprostowany i gotowy do działania, jak zaledwie dziś rano. Był teraz lekko przygarbiony i zdawać się mogło, że jeszcze bledszy niż kilka minut temu. Hart podszedł bliżej i bez słowa uniósł brodę chłopaka do góry, po czym przyłożył mu dłoń do czoła. Na bladej skórze twarzy znajdowały się również delikatne rumieńce, w tym samym kolorze co pozostałość po strużce krwi.
 
- Chyba ma gorączkę – usłyszał delikatny i niepewny głos Emily.
Harry spojrzał w zielone oczy, teraz pozbawione blasku i jakby zionące pustką, po czym puścił jego twarz. Choć oblicze Harry’ego pozostało niewzruszone, w środku był na skraju paniki. Chłopak bowiem był podobnie rozpalony, co w Irlandii. 
- Zdecydowanie ma gorączkę – mruknął, chowając dłonie do kieszeni. Spojrzał na dziewczynę, która była coraz mniej zaskoczona, a bardziej zmartwiona. – Znajdź Merlina. Eggsy potrzebuje lekarza.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 22, 2018 3:59 am

Gdy zaczął mieć na zmianę dreszcze i fale gorąca – wiedział, że nie może być dobrze. Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że nad niczym nie miał obecnie kontroli. Wszystko widział jak przez mgłę. Powróciło to samo uczucie, jak wtedy, gdy czuł, że zaraz zemdleje. Udało mu się jednak ustać względnie w pionie, gdy niespodziewanie znalazł się przy nim Hart. To wcale nie wróżyło dobrze.
Miał wrażenie, że zaczynał panikować, gdy słyszał nieco poddenerwowany głos mężczyzny i potwierdziło się to, że coś jest z nim zdecydowanie nie tak.
Chciał już po prostu zemdleć.
Nie miał pojęcia, że lada chwila jego życzenie się urzeczywistni.
Nim padł na podłogę zdołał jedynie ostrzec Harry’ego. Nie wiedział czy jego komunikat był na tyle wyraźny, by Harry był w stanie uratować jego głowę przed przywaleniem w coś, ale mógł mieć tylko nadzieję.


Gdy sie ocknął – był juz w zupełnie innym miejscu. Nadal znajdował się w bazie w Szkocji, ale pod sobą miał coś miękkiego, a wokół panowała sterylna biel. Nigdy nie był w tej bazie w skrzydle szpitalnym, ale gdyby miał je sobie jakoś wyobrazić, to właśnie tak.
Zmarszczył brwi na nieco zbyt jasne światło i rozejrzał się na boki.
Dostrzegł jedynie Emily, która siedziała na krześle tuż przy jego łóżku i obecnie przyglądała mu się z widoczną troską.
 – Co się stało? – wychrypiał. – Gdzie jest Harry?
 – Wszystko dobrze. Zemdlałeś – odpowiedziała Emily, próbując go jakoś uspokoić. – Arthur zaraz wróci. Rozmawia z Merlinem.
Eggsy’ego nieco bawiła ta wzniosłość, gdy chodziło o Harta. Nie wiedział czy rekruci byli fizycznie w stanie wypowiedzieć jego imię, ale nawet, gdy Eggsy używał tego prawdziwego – odpowiadali używając pseudonimu. Wiedział, że też powinien zachować się profesjonalnie, albo przynajmniej udawać, ale…Harry był jego przyjacielem.

 – Dlaczego zemdlałem? – spytał Unwin, podnosząc się do siadu.
Emily poruszyła się niespokojnie, zapewne obawiając się, że jakiekolwiek bardziej gwałtowne poruszenie Eggsy’ego może wywołać jakiś uraz.
 – Byłeś pod działaniem zbyt dużego stresu, odwodniony i zmęczony. – Emily używała wyważonego tonu, jakby chciała ukryć to, jak bardzo w rzeczywistości martwiła się o chłopaka. – Wystarczy, że odpoczniesz kilka dni.
Eggsy zrobił niezadowoloną minę i spojrzał w kierunku otwartych drzwi. Czy to oznaczało, że miał być bezużyteczny przez kilka dni? Miał tak po prostu…nic nie robić?
Czuł się jak w jakimś filmie, jakby ta sytuacja wcale nie dotyczyła jego. Jak znalazł się tutaj, gdy jeszcze dzisiaj rano czuł się całkiem dobrze? To prawda…był zmęczony, ale nic poza tym.
 – Nie martw się, Eggsy – pocieszała go Emily, widząc, że informacja o krótkim urlopie wcale nie przypadła mu do gustu. – Nic się nie stanie, jeżeli nie będzie cię parę dni. Musisz wydobrzeć inaczej na nic się nie przydasz.

Gdy tylko Harry wrócił, ruszyli do wyjścia z bazy, by Eggsy mógł się udać do domu. Z twarzy Harta Eggsy nie był w stanie wyczytać nic… Wyglądała jak wykuta z kamienia i chłopak nie potrafił zrozumieć, co było powodem tego wszystkiego.
Bał się, że to jego wina, ale przejmowanie się dodatkowo jeszcze tym wcale nie sprawi, że Eggsy wydobrzeje, a wręcz przeciwnie – pogorszy mu się. Dlatego Unwin spróbował myśleć o czymś innym, o zmartwionej Emily, o Quiller…
Wszystko było lepsze niż ponowne tonięcie w rozważaniach o Harrym, który przecież i tak nie wytłumaczy mu niczego ani nie powie, co ma zrobić Eggsy, by w końcu się uwolnić od tego nawracającego uczucia wstydu, tęsknoty i pragnienia.
Bo Eggsy nic nie mógł z tym zrobić oprócz pozbycia się tego lub przeczekania, modlenia się, że samo z siebie minie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 22, 2018 4:51 am

Harry chciał położyć pokrzepiająco dłoń na ramieniu chłopaka, ale nim zdążył wyjąć ręce z kieszeni, usłyszał krótkie ostrzeżenie i zaraz potem Eggsy osunął mu się w ramiona.
Już chwilę później Unwin leżał w oddziale szpitalnym, a Harry tuż za drzwiami rozmawiał z Merlinem. Mężczyzna przyznał, że zgadzanie się na spotkanie Eggsy’ego z O’Caseyem było złym posunięciem, nawet mimo ogromnej pomocy chłopaka w posunięciu sprawy i wydobyciu zeznań. Wiedział bowiem tyle samo co Harry o ich spotkaniu w Irlandii i znał reakcję na zaistniałe wtedy wydarzenia. Teraz przeżył powtórkę z rozrywki. 
Stres, brak snu, odwodnienie.
Harry nie mógł przestać obwiniać się o to. Eggsy był dorosły i potrafił sam o siebie zadbać, ale Hart jednak wiedział, co działo się z chłopakiem, gdy rzucał się w wir wyjątkowo ciężkiej pracy. I wiedział, że powinien w tamtym momencie zadziałać. Młody agent nie wystosował sobie jeszcze zdrowego balansu pomiędzy Kingsmanem, który wymagał aktywności praktycznie 24/7, a potrzebami fizycznymi.
Teraz wiedział, że w przyszłości będzie musiał zadbać o monitorowanie wszelkich funkcji życiowych chłopaka, gdy jeszcze nie jest za późno, jak dzisiaj.
 
Merlin rozkazał Harry’emu zabrać Galahada do domu i przypilnować, by pił dużo wody oraz poszedł spać wcześnie. Hart z kolei planował to odkąd dotknął rozpalonego czoła chłopaka i zrobiłby to, nawet bez błogosławieństwa Merlina.
Wszedł powoli do białego sterylnego pomieszczenia i zbliżył się do rozbudzonego już  agenta i odgarnął mu potargane włosy z czoła. Twarz Arthura nie zdradzała ani jednej emocji z tych, którymi właśnie buzowało jego wnętrze. Jego obawy odnośnie stanu zdrowotnego chłopaka właśnie się ziszczały.
- Jak się czujesz? – zapytał głosem, w którym również nie można było znaleźć żadnej podpowiedzi a’propos zmartwienia starszego mężczyzny. – Dziękuję, Emily. Eggsy, wracamy do domu.
Okoliczności były zbyt poważne, by bawić się w jakieś głupie formalności, typu pseudonimy. Pomógł Unwinowi się podnieść.
Szli obok siebie w milczeniu, Harry tylko co jakiś czas upewniając się, że Eggsy nadal idzie prosto. W taksówce, która czekała już na nich przed drzwiami, również nie zamienili ani słowa. Harry bał się, że nie zdoła dłużej utrzymać neutralnego i niewzruszonego tonu. Zrezygnował z okazania chłopakowi, że się o niego martwi, nie chcąc mu dokładać stresu. W Irlandii zareagował jednoznacznie na wiadomość o tym, więc tym razem Hart darował sobie współczującego wzroku. Eggsy potrzebował w takiej sytuacji poważnego spojrzenia i zapewnienia, że wszystko jest w porządku. Musiał więc zachować kamienną twarz, by nie dawać mu fałszywego odczucia, że przez niego coś się wali, lub zawiódł Harry’ego. Dzieciak był bardzo daleko od przyniesienia Hartowi zawodu.
 
Harry odezwał się do Unwina nie wcześniej niż w domu, gdy zatrzymał go w przedpokoju z pytaniem, jak się teraz czuje i wysyłając go pod szybki prysznic, a sam potem skierował się do kuchni, modląc się, by chłopak ponownie nie zemdlał w łazience.
Nalał wody do czajnika i odetchnął ciężko. Mógł już zdjąć kamienną maskę, chociaż na chwilę. Przymknął oczy i przetarł twarz. Do tej pory nie sądził, że był w stanie niepokoić się o kogoś do tego stopnia. Oparł się o blat, czekając aż woda się zagotuje. Nie mógł nijak pomóc Eggsy’emu, co wcale nie polepszało jego nastroju.
Bezwiednie błądząc po kuchni wzrokiem, spojrzał na zlew, po czym zmarszczył brwi, widząc jedynie kubki po porannej kawie.
 

- Eggsy- rzucił podniesionym głosem, słysząc jak chłopak powoli sunie w dół schodów. – Czy ty dzisiaj coś jadłeś?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 22, 2018 5:43 am

Poza tym, że Harry pytał po kilka razy, jak Eggsy się czuje – zupełnie nie wyglądał na kogoś, kogo obchodził los Unwina. Sprawiał wrażenie szczerze zawiedzionego i nieszczęśliwego w tej sytuacji. Eggsy obiecał sobie z kolei, że wcale nie będzie się tym przejmował, a tymczasem jego oczy piekły od powstrzymywania nadmiernej ilości mrugnięć, w obawie, że któreś z nich może być na tyle zdradliwe, by wypuścić łzę bezsilności.

Nieco ukojenia przyniósł mu ciepły prysznic, zmycie z siebie trudów dzisiejszego dnia. Nie przypominał sobie, by jakakolwiek choroba wcześniej sponiewierała go tak bardzo jak stres obecnie.
Musiał przestać przejmować się tak bardzo i skupić się na czymś innym. W tej chwili obrał sobie na cel strużki wody spływające po jego ciele, a następnie znikające w odpływie.
Było w nich mało interesujących kwestii, ale pochłaniały jego uwagę na kilka sekund.

Prysznic zajął mu niespełna dwadzieścia minut. Założył na siebie sweter, żeby nie zmarznąć i ciepłą parę dresów. Nie kłopotał się suszeniem włosów, a jedynie zarzucił na nie ręcznik i powoli ruszył w dół schodów. Gdy zaś dotarło do niego pytanie – w jednej chwili uderzyła go rzeczywistość.
Eggsy nie przypominał sobie, by miał jakiekolwiek jedzenie w swoich ustach od przeszło dwóch dni.
 – Chyba nie – wykrztusił z siebie, zszokowany swoim odkryciem. Nawet teraz nie był głodny.
W tej chwili już na pewno był w stanie stwierdzić, że panikował.

Harry długo nie zwlekał i zabrał się za przygotowywanie Eggsy’emu posiłku. Unwin nie pamiętał, by Hart kiedykolwiek przygotował mu coś ponad śniadanie. To zawsze on gotował, a przecież nim tu zamieszkał – Harry musiał sobie jakoś radzić. Nie wątpił zatem w to, że mężczyzna jest sprawnym kucharzem. Wyglądał na takiego, bez wątpienia.

Starszy agent krzątał się po kuchni, gotując, a Eggsy w tym czasie mógł się jedynie mu przyglądać i doszukiwać się kolejnych emocji na jego twarzy. Momentami widział jak Harry zaciskał szczękę, krojąc mięso, ale tylko tyle był w stanie wypatrzeć.
 – Twój czosnek wygląda na gotowy… – mruknął Eggsy, nie chcąc się zbytnio mieszać, ale i będąc zmartwionym stanem czosnku. – Świetnie ci idzie – dodał, uśmiechając się do mężczyzny i obserwując jak się porusza.
Miał nadzieję, że Harry szybko upora się ze stekiem i Eggsy będzie mógł pójść jak najszybciej spać.
 – Chyba przestanę ci gotować, bo radzisz sobie bardzo dobrze – wymruczał, wspierając twarz na swojej dłoni. W zmęczeniu mrużył swoje oczy na tyle, by nie zamknąć ich zupełnie, ale i nieco dać im odpocząć.

Rozbudził go dotyk na policzku, który okazał się być dotykiem dłoni Harta.
Znowu sprawdzał mu temperaturę?
Musiał zatem zasnąć na siedząco.
Otrząsnął się szybko ze swojej drzemki i okazało się, że obiad przyszykowany przez Harta był gotowy. Eggsy uśmiechnął się na widok połączenia steku wołowego, czosnku i szpinaku. Elementy te były bogate we wszystko, czego mógł potrzebować osłabiony organizm Eggsy’ego.
Mimo, że chłopak nie był zupełnie głodny – spróbował zjeść jak największą część dania i to na tyle szybko, by mógł wreszcie pójść do łóżka.


Nie udało mu się zażyć spokojnego snu. Budził się co jakiś czas, zlany potem lub trzęsąc się z zimna, płacząc lub ciężko oddychając.
Wybijała właśnie pierwsza w nocy, gdy obudził się z kolejnego koszmaru. Ów wydawał mu się być na tyle rzeczywisty, że miał wrażenie, jakby obudził się w kolejnym koszmarze, a widmo poprzedniego wciąż majaczyło się przed jego oczyma.
Musiał sprawdzić…Musiał być pewien…

Eggsy podniósł się z łóżka i ruszył w kierunku pokoju Harry’ego. Zapukał do drzwi sypialni delikatnie, a gdy odpowiedział mu głos po drugiej stronie – nacisnął klamkę i wejrzał do środka.
Na widok Harry’ego siedzącego przed komputerem i pracującego – nie potrafił nie poczuć ulgi.
 – Nie wiem czy nadal śnię – wybełkotał, wspierając się ciężko na framudze.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 22, 2018 4:14 pm

Przez chwilę wpatrywał się z rozbiciem w oczach w Eggsy’ego, by następnie westchnąć, pokręcić głową i odwrócić się z zamiarem szybkiego przygotowania mu czegoś do jedzenia. Fakt, że chłopak nadal nie był głodny, wyraźnie zaniepokoił Harry'ego.
Niedługo później posiłek był gotowy, a Harry stał z talerzem w ręku, rozważając czy obudzić Unwina, czy raczej pozwolić mu spać, gdyż zdawał się być całkowicie opanowanym. Dotknął jego policzka, sprawdzając czy nadal jest rozpalony, na co chłopak obudził się, wlepiając swe zielone oczy w te należące do Harta. Niemożliwym było, by nie dostrzegał teraz zmartwienia, które w tej chwili osiągało właśnie apogeum.
- Jeśli tego nie zjesz, zwolnię cię – mruknął, uśmiechając się i stawiając przez chłopakiem talerz.
 


Gdy Eggsy udał się w końcu do swego pokoju, Harry zabrał się do pracy. Nie mógł pozwolić, by ten dzień był jakkolwiek stracony. Od kilku minut jednak wpatrywał się bezowocnie w ekran laptopa, myśląc o Eggsy’m. Gdyby trawiło go zwykłe przeziębienie, miałby przynajmniej katar lub kaszel. Tymczasem to musiało być coś większego i poważniejszego niż sam stres i brak jedzenia.
Powoli docierało też do niego, że swoim kamiennym obliczem raczej mu nie pomagał. Prawdę mówiąc, Harry odkąd dołączył do Kingsmana, rzadko obcował z innymi ludźmi w zwykłych, towarzyskich stosunkach. To wszystko zmieniło się, gdy w jego życiu pojawił się najpierw młody Unwin, potem Blanca. Oprócz innych agentów i …okazyjnych znajomości, Harry pozostawał w stałym kontakcie jedynie ze starszą panią z sąsiedztwa, której cała gromada wnucząt i dzieci była zbyt zajęta pracą, by odwiedzać babcię.
 
Gdy miał już wrócić do pracy, u jego drzwi rozległo się pukanie. Harry zaprosił jedyną osobę, która mogła w tej chwili pukać do jego drzwi, uspokajając jednocześnie wyrwanego ze snu szczeniaka. Widok Eggsy’ego przyniósł mu delikatny uśmiech na usta, chociaż dobrze wiedział, że chłopak powinien w tej chwili odsypiać. Zmarszczył jednak brwi, słysząc  łamiący się głos Unwina.
- Usiądź, bo znów m zemdlejesz – powiedział, widząc jak ciężko chłopak opiera się o framugę, słaniając na nogach. Przymknął laptop i zaczekał, aż Eggsy zajmie miejsce obok niego. – Co się dzieje?
 
Nie potrafił dłużej utrzymać beznamiętnej twarzy, uważnie słuchając streszczenia snu. Odwrócił głowę w stronę swojego laptopa, patrząc jedynie bezwiednie. Jego ręka podążyła wkrótce w stronę głowy chłopaka, wplątując palce w splątane i sklejone od potu blond włosy. Zapadła między nimi cisza, w której jedynie Peanut przeciągle ziewnął i zwinął się ponownie do snu w nogach łóżka.
 
- Możesz tu spać, jeśli chcesz.
 
Spojrzał ponownie na twarz Eggsy’ego. Dopiero w tym świetle dostrzegł pozostałości po zaschniętych łzach wokół jego oczu. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Sty 22, 2018 6:22 pm

Eggsy odepchnął się z trudem od framugi i poczynił kilka sennych kroków w kierunku łóżka mężczyzny, na które delikatnie opadł.
Nadal nie był pewien czy już się obudzić, czy może zaraz stanie się coś tak koszmarnego, jak w jego poprzednim śnie.
Spytany o to, co się z nim działo – nie był do końca pewien jak odpowiedzieć. Wiele rzeczy nie dawało mu spać i nie wiedział od czego zacząć.
Więc zaczął od początku, od snów z kolorami, a skończył na opowiadaniu o bardzo realistycznym ponownym morderstwie Harry’ego, które było najbardziej wstrząsające z tych wszystkich rzeczy, które znudziły go ze snu dzisiaj w nocy.

Harry wysłuchał go w ciszy, a gdy Eggsy skończył – poczuł na swoich włosach dłoń mężczyzny, niosącą ukojenie i spokój. Dotyk wydawał się być bardziej niż prawdziwy, więc mógł założyć, że nic z tych rzeczy nie dzieje się w jego głowie.
Nie spodziewał się jednak tego, co usłyszał po chwili i co sprawiło, że znów zaczął kwestionować rzeczywistość.
Nie miał jednak siły na bycie zaskoczonym, więc jedynie skinął słabo głową. Harry począł robić miejsce chłopcu, nadal uspokajająco szepcząc.
Unwin z każdą sekundą czuł się coraz bardziej wyciszony. To łóżko było magiczne, bo nieważne kiedy czy jak, ale Eggsy zawsze był w stanie tu zasnąć. Testował to przecież wiele razy.

Wgramolił się pod kołdrę obok mężczyzny, który wstał by zgasić światło i już po chwili również sam znalazł się w łóżku. Unwinem wstrząsnął delikatny dreszcz zimna.
Rozchylił delikatnie powieki i napotkał przed swoją twarzą oblicze Harry’ego.
 – Na pewno w porządku jeżeli będę tu spał? – wychrypiał nieco nieprzytomnie, przyglądając się nadal spod uchylonych powiek Hartowi.
Jak dobrze, że tu był…
Eggsy był zbyt oderwany od rzeczywistości, by mogły nim obecnie rządzić wątpliwości. Nie miał wobec tego żadnych oporów przed tym, by znaleźć się bliżej mężczyzny – tak, jak podświadomie cały czas tego pragnął.
 – Przepraszam, jeżeli cię zawiodłem… – wyszeptał Eggsy, spoglądając Harry’emu nieobecnie w oczy. Chłopak był na skraju świadomości. Co kilka sekund pochłaniało go uczucie snu, ale w następnej chwili był niemalże całkowicie rozbudzony.
 – Przepraszam… – mruknął. – …za to, że chcę tego nawet teraz.
Nie był w stanie rozdzielić swoich myśli na te, które zostawia dla siebie i te, które wypowiada na głos.


Eggsy zasnął spokojnie i równie spokojnie przespał resztę nocy. Było to miłe zważywszy na fakt, że nie spodziewał się być tak wypoczętym następnego dnia, gdy się obudził sam z siebie.
Harry’ego nie było przy nim, ale Unwin nie miał jeszcze ochoty podnosić się z wygodnego łóżka, które tak, jak spodziewał się Eggsy – należało do Harta. Mógłby przysiąc, że to, co wydarzyło się wczoraj przynajmniej w połowie było snem. Nie był jednak w stanie powiedzieć…która część dokładnie.

Nie czuł już bólu głowy, jedynie mięśnie nieco miał spięte. Gorączka zapewne też już minęła. Eggsy najchętniej już teraz wróciłby do aktywnego trybu życia, ale był prawie pewien, że Harry mu na to nie pozwoli.
Postanowił sprawdzić godzinę i sięgnął po telefon, a godzina na ekranie nieco go zdziwiła. Była ledwo ósma rano dnia dwudziestego trzeciego maja.
Eggsy odłożył telefon obok siebie i przez chwilę jeszcze wpatrywał się w sufit. Długo nie pozostał nieświadomy, bo w kilku następnych sekundach uzmysłowił sobie, że gdy ostatnio widział datę mówiła ona o dwudziestym pierwszym maja, co oznaczało, że Eggsy musiał przespać dwa dni…
To tłumaczyło wczesną porę i ból mięśni, a także i nieobecność Harry’ego.
Co tu się dzieje?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Sty 23, 2018 1:34 am

– Tak, Eggsy  mruknął, nakrywając się kołdrą. Spokojnie obserwował, jak chłopak przysuwa się bliżej niego i uśmiechnął blado, czekając aż Eggsy skończy mamrotać. – Nie przepraszaj. Nie zawiodłeś mnie – ponownie wplótł dłoń we włosy chłopaka, po czym dodał ciszej – Nie masz za co przepraszać.
 
Być może Harry nie był tego świadom, a może tylko odrzucał od siebie tę myśl, ale także chciał… pocałować go jeszcze raz.
Był bardzo zmęczony. To dlatego przemknęła mu takowa myśl przez głowę, prawda?
 
Nim zorientował się, gdzie są jego leki, to jest po drugiej stronie łóżka, Eggsy już zdołał zasnąć, ciężko oddychając. Harry przyjrzał się spokojnej teraz twarzy chłopaka, rozważając za i przeciw podniesienia udania się teraz po owe medykamenty.
Jednakże dopiero następnego dnia uświadomi sobie, że wcale ich tym razem nie potrzebował.
 

Gdy Eggsy nie budził się do południa, a Merlin nie dawał mu spokoju, prosząc o raportowanie stanu chłopaka, Harry w końcu oderwał się od pracy i do niego zadzwonił. Nie chciał jednak rozmawiać o Unwinie, który ostatnim razem, gdy Hart sprawdzał jego funkcje życiowe, tkwił w drgawkach. Owe uspokoiły się pod spokojnym dotykiem mężczyzny, ale oddech nadal miał zdecydowanie zbyt płytki. Zmienił więc temat na misję, na którą udał się z rana Tequila w towarzystwie, jak poinformował go Merlin, Bedivera.
- Powinni wrócić już dzisiaj w nocy – poinformował go po krótkim raporcie mężczyzna. – Harry, gdyby coś się działo, daj mi znać. Mam sztab medyków na jedno zawołanie.
 
Harry doceniał zaangażowanie Merlina, ale póki co było zbyt wcześnie na takie ekstrema. Póki co Eggsy jedynie spał, trochę długo i bardziej lub mniej spokojnie, ale nie była to jeszcze sytuacja alarmowa.
Hart oparł się o blat i dokończył kawę. Ostatnim razem gdy sprawdzał, stan Unwina, choć niepokojący, zdawał się lepszy niż z rana. Nie chciał jednak jeszcze informować matki chłopaka o zaistniałej sytuacji, póki nie będzie to niezbędne.
Podrapał Quiller za uchem, która zrezygnowała z czuwania przy swym panu już jakiś czas temu i tylko nerwowo kręciła się za Harry’m, po czym ruszył w stronę swego pokoju, obecnie okupowanego przez chłopaka.
Powoli otworzył drzwi, wpuszczając do środka zainteresowanego Peanuta. Przysiadł na krawędzi łóżka i delikatnie sprawdził tętno Eggsy’ego. Było szybsze, ale jeszcze nie alarmujące.
 
- Michelle mnie zabije, jeśli coś ci się stanie – szepnął, studiując uważnie twarz śpiącego chłopaka.
Odgarnął mu spocone włosy z czoła i pogłaskał po policzku. Nim jednak wstał, by zostawić młodego agenta, ażeby mógł spać dalej, nachylił się i subtelnie pocałował go w czoło. Nie do końca planował to zrobić, ale przymknął oczy na chwilę. Dopiero potem podniósł się i poprawił kołdrę. Mimo środka maja, na zewnątrz było stosunkowo chłodno, a okno było uchylone.
 
 
Następnego dnia z samego rana w drzwiach pojawiła się zmartwiona Blanca. Eggsy nie obudził się do tego czasu, a Harry nie zmrużył oka przez całą noc. Był zbyt zaniepokojony o stan Unwina, by poczuć zmęczenie, a jego leki znajdowały się w szafce w jego pokoju. Kobieta z kolei, choć niespokojna o stan Eggsy’ego, martwiła się również o Harry’ego.
 
- Będzie dobrze – powiedziała, wpatrując się w oczy mężczyzny i stawiając przed nim kubek herbaty. Po chwili położyła mu chłodną dłoń na policzku i zmarszczyła brwi. – Obiecuję ci, że będzie dobrze. Powinieneś jeść.
Odwróciła się energicznie do lodówki i zaczęła wyjmować kolejne produkty, o których istnieniu Harry zapomniał. Faktycznie z nerwów nie pamiętał kiedy ostatnio coś zjadł. Blondynka, choć sprawiała wrażenie opanowanej, a jej głos był spokojny i pełen optymizmu, Hart dostrzegł, że i jej delikatnie trzęsą się ręce.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Sty 23, 2018 2:27 am

Gdy Eggsy stwierdził, że jest w stanie wstać i nie upaść – zrobił to. Powoli ruszył w kierunku łazienki, gdzie zdecydował się na…obowiązkowy prysznic.
Jego ciało było w bardzo złym stanie, ale przynajmniej nie był już tak zmęczony. Wydawało mu się nawet, że poczuł głód.

Po wziętym prysznicu i doprowadzeniu się do generalnego ładu – ruszył w dół po schodach do kuchni, gdzie Harry oraz, ku zdziwieniu chłopaka, Blanca czekali na niego.
 – Cześć… – powiedział cicho i niepewnie. Podszedł bliżej do Harta, na którego widok zrobiło mu się trochę wstyd, że zajął mu łóżko na kilka dni i nawet nie miał na ten temat pojęcia, bo wpadł w stan czegoś w rodzaju śpiączki. Musiał być naprawdę wykończony…conajmniej.
 – Coś mnie ominęło? – spytał, próbując rozluźnić atmosferę żartem, ale wyglądało na to, że nie ma na to szans.
Błyskawicznie znalazł się przy nim Harry, którego wyraz twarzy zdecydowanie mówił więcej niż jeszcze kilka dni temu. Wyglądał na szczerze zmartwionego i Eggsy nie mógł go za to winić. Pozwolił mu na odgarnięcie sobie włosów z twarzy i pogładzenia po twarzy w celu uzyskania informacji o temperaturze ciała.
Eggsy musiał zdać test pomyślnie, bo w oczach mężczyzny od razu pojawił się cień ulgi.
 – Mówiłem, że masz zbyt wygodne łóżko, żebym się mu oparł… – wymruczał, kładąc dłoń na tej, która przykrywała jego policzek. Chciał by została tam jeszcze przez chwilę.
Czuł się znacznie lepiej.

Wspólnie zjedli śniadanie przyszykowane przez Blankę oraz Eggsy’ego, który mimo zakazów Harry’ego – od razu wziął się do jakiejkolwiek pracy.
Oczywiście, o powrocie do pracy nie było jeszcze mowy, nawet w momencie, gdy Unwin twierdził, że nic mu już nie dolega.
Skoro dokuczał mu stres, a ten już przeminął…mógł wrócić przecież do normalnego funkcjonowania, prawda?
Hart nie podzielał jego opinii. Był przekonany, że dwa dni dłużej Eggsy’emu nie zaszkodzą. Nieszczęśliwie dla Unwina – Blanca również była tego samego zdania, co Harry.
Młody agent musiał niechętnie przystać na ten plan i dostosować się do zaleceń dwójki przyjaciół.


Resztę dnia Eggsy przesiedział pod opieką Blanki, bowiem Harry – nieco już spokojniejszy – uznał, że jest w stanie oddalić się na odległość kilku kilometrów, by zajrzeć do sklepu Kingsmana i zostać tam na chwilę.
Unwin z kolei przysiadł do nauki gry na pianinie, która szła mu całkiem nieźle dzięki temu, że jego nauczycielką była niezwykle utalentowana Blanca.
Przy okazji tego chłopak dowiadywał się kolejnych ciekawych faktów z życia Harta, o których tamten nigdy mu nie raczył wspomnieć.
Popołudnie mijało zatem spokojnie, a pod wieczór, gdy Harry jeszcze nie wracał – Eggsy zabrał się za czytanie pierwszej z brzegu książki. Nie miał nic do roboty, a zwłaszcza w momencie, gdy Blanca zarządziła, że to jej kolej, żeby zrobić obiad w tym domu. Eggsy nie został dopuszczony do tak wyczerpującej pracy, więc jedyne co mógł zrobić to…czytać. Nie narzekał na to, ale skupienie stawało się coraz trudniejsze, gdy plecy zaczynały swędzieć go coraz bardziej i bardziej.
Postanowił przyjrzeć się im w łazience, a gdy odkrył, że całe są pokryte wysypką – spanikował. Bóle głowy, gorączka, bóle mięśniowe…
To nie był stres.
Eggsy był chory.


Rzadko kiedy bał się czegokolwiek do tego stopnia, by zacząć panikować, ale teraz zdecydowanie…mógł sobie na to pozwolić.
W godzinę później Eggsy był już w Szkocji, gdzie dostał się odrzutowcem, a dookoła niego była rozwieszana przezroczysta zasłona, która miała go odizolować od reszty pomieszczenia.
Wokół niego kręcili się ludzie, przyczepiając do jego ciała elektrody i wbijający mu w ręce zakończenia kroplówek.
Wśród nich nieruchomo stał Merlin odziany w kombinezon i wpatrzony w swój tablet. Na jego czole tkwiła już permanentna zmarszczka zmartwienia.
Eggsy miał ochotę wszystkich przeprosić, a zwłaszcza Harry’ego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Sty 23, 2018 3:33 am

- Nie ma mowy – powiedział stanowczo Harry, biorąc płaszcz do ręki. – Nie wychodzisz z domu przez najbliższe kilka dni.
 
Nie miał na sobie krawata, a jego koszula miała rozpięty ostatni guzik. Harry nie miał ochoty bawić się teraz w te rzeczy. Wychodził tylko na chwilę, załatwić niezbędną sprawę w sklepie krawieckim. Nie będzie go maksymalnie kilka godziny, a Eggsy miał zostać pod opieką Blanki.
- Nie umrzyj – mruknął, po raz ostatni przykładając dłoń do jego czoła, po czym wyszedł. Nie wyczuł już oznak gorączki, więc poczuł się spokojniej, zostawiając go.
Unwin natomiast dostał zakaz opuszczenia przybytku także od Merlina, gdy ten odpuścił w końcu przekonywanie ich do lekarza. Mając od Blanki stały raport o stanie chłopaka, Hart rzucił się w wir pracy, która prędzej czy później musiała zostać zrobiona.
I wszystko szło gładko, nie miał żadnych niepokojących wieści. Aż do południa, gdy dostał wiadomość, że Eggsy pilnie musi znaleźć się w szpitalu.
 
 
 
- Mam migrenę – powiedział Harry, przykładając wyjątkową chłodną dłoń do czoła.
Nie chciał zaglądać do środka. Nie chciał oglądać ludzi w skafandrach ani plastikowych zasłon, za którymi leżał właśnie, z pewnością bardzo przerażony, Eggsy.
By rozbolała go głowa wystarczyło, że Unwin znalazł się w dodatkowo wysterylizowanym skrzydle szpitalnym. Natomiast, gdy Merlin poinformował go, że nie mają pojęcia, co jest Galahadowi, Harry czuł, że zawał serca jest blisko.
 
Przybył do Szkocji niedługo po Unwinie, ale nie był w stanie zobaczyć go, jak się czuje. Ani psychicznie, ani fizycznie. Żeby spojrzeć chłopakowi w oczy, musiał zaczekać, aż lekarze skończą się nim zajmować, ale… nie chciał. Mógł użyć swej najwyższej pozycji i wejść tam wraz z Merlinem, ale jego oczy prezentowały teraz w pełnej okazałości, jak przerażony w środku był Harry. Nie potrafił się przemóc, by okazać Eggsy’emu, że nie jest już niewzruszoną oazą spokoju, nawet w najbardziej stresujących sytuacjach, tak jak teraz, gdy na szali było życie agenta i jego najlepszego przyjaciela. Tak naprawdę był bardzo daleko od bycia spokojnym przez ostatnie kilka dni, a teraz czara się przelała.
 
Uspokoił oba szczeniaki, które musiał wziąć ze sobą i poprosił Emily, by ich przypilnowała. Agentka bowiem siedziała przed skrzydłem szpitalnym odkąd tylko przywieźli Eggsy'ego.
Cóż, siedziała to złe określenie. Dziewczyna chodziła w te i z powrotem, skubiąc sobie w stresie paznokcie.
Hart wiedział więc, że nie planuje się stamtąd ruszać i sam mógł się oddalić w jedyne miejsce, gdzie faktycznie mógł jakkolwiek rozładować stres.
 
Już parę minut później, wciąż z bolącą głową, znalazł się na strzelnicy.
Nie mógł teraz stracić najlepszego agenta oraz przyjaciela. Osoby, którą po raz pierwszy od tak dawna obdarzył podobnym uczuciem.
Władował cały magazynek prosto w środek głowy narysowanej postaci i oparł się ciężko o ściankę dzielącą stanowiska, masując nasadę nosa.
Jedyne czego teraz chciał, to przytulić Eggsy’ego.
 

Przynajmniej celność mi się poprawiła, pomyślał, obserwując tylko jedną dziurę wlotową na zbliżającym się celu. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Sty 23, 2018 4:26 am

W tajnej bazie Kingsmana zarządzono stan kryzysowy. Nikt nie wiedział do końca, na co choruje młody agent. Co chwila pojawiały się nowe objawy, a każda noc chłopaka była wypełniona innym rodzajem cierpienia. Ciało chłopaka przeżywało tortury, więc zajęli się nim profesjonaliści z MI6 i specjaliści od chorób zakaźnych. Przez pierwsze kilka dni nie było mowy o tym, by ktokolwiek mógł się do chłopaka zbliżyć jednak, gdy udało się ustalić, że agent nie zaraża drogą kropelkową – zbliżyć się wreszcie do niego mogli ludzie tacy Merlin, który mimo początkowych wątpliwości – w końcu się z nim spotkał.

Eggsy był biały jak kreda, oczy mia podkrążone, a usta spierzchnięte.
Na ten widok ciało Merlina zareagowało w jeden sposób – mężczyzna miał ochotę stamtąd uciec. Unwin wyglądał jakby patrzył bezustannie w oblicze śmierci. Lekarze mówili, że nie należało się spodziewać cudów, bo choroba tocząca organizm chłopaka była nadal tajemnicą, ale…Merlin wolał wierzyć, że świat i cokolwiek, co patrzyło na nich wszystkich z góry, nie pozwoliłoby Eggsy’emu po prostu odejść.

 – Kiepsko wyglądasz – powiedział słabo Merlin i przysiadł na skraju łóżka. Chłopak powoli skierował swoje spojrzenie na niego i spróbował się nawet uśmiechnąć.
Na twarzy wciąż miał ślad po zaschniętych strużkach łez.
 – Ty też nie wyglądasz najlepiej – odparł Eggsy cichym i zachrypniętym głosem. – Ale ja jestem chory, a ty nie masz żadnego usprawiedliwienia – dodał, uśmiechając się do Merlina delikatnie. Merlin również spróbował posłać chłopakowi uśmiech, by ten nie widział, jak źle jest.
 – Mówią, że to krzyżówka różnych wirusów – odezwał się po chwili ciszy, przyglądając się blademu dwudziestopięciolatkowi. – Zostałeś zarażony wtedy w Dagenham. To musiała być zasadzka.
Eggsy przygryzł dolną wargę zębami, próbując sobie przypomnieć, co też wydarzyło się na dwudniowej misji na wschód od Londynu. Eggsy był tam tylko po to, żeby upewnić się, że nie ma tam nic podejrzanego i wdał się w bójkę z kilkoma osiłkami, których wziął za entuzjastów domowego warzenia narkotyków. Rzeczywiście było tam coś poza słabej jakości amfetaminą i w tej chwili znajdowało się w jego własnym organizmie.
 – Tamci ludzie byli nikim – syknął Eggsy. – To coś większego.
Merlin skinął potwierdzająco głową.
 – Podobne objawy odkryto u jednego z agentów MI6 kilka tygodni temu. Nie mieli pojęcia, co się z nim stało i do tej pory to badają. Udało im się powstrzymywać chorobę przez kilka dni nim tamten zmarł – mówił Merlin, żałując każdego słowa, które opuszczało jego usta. Musiał jednak to powiedzieć. Eggsy nie był tym samym dzieciakiem, którego poznał parę lat temu. Miał prawo wiedzieć, co go czekało.
 – Jak długo przeżył? – spytał chłopak, zapadając się głębiej w poduszkę.
 – Cztery dni w sumie…trzy dni od zakażenia – odpowiedział mu Merlin. Tu zaczynały się dobre wieści – Eggsy przeżył tamtego o prawie tydzień. Oznaczać to mogło, że jego silny organizm wytrzyma na tyle długo, by kilkadziesiąt osób pracujących nad tym było w stanie znaleźć antidotum.
Unwin nie wyglądał jednak na podniesionego na duchu. W jego oczach czaił się niebezpieczny mrok, a na twarzy obecne było napięcie. Pewnie by pobladł ze strachu, gdyby był w stanie być jeszcze bardziej blady.
 – Gdzie jest Harry? – spytał w końcu, spoglądając martwo w punkt przed sobą.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Sty 23, 2018 6:41 pm

Harry siedział w swym gabinecie, dopijając trzecią dzisiaj kawę, gdy w drzwiach pojawił się Merlin. Od kilku dni, gdy Eggsy leżał na intensywnej obserwacji, Hart usilnie próbował  odciągnąć myśli od ciemnych sfer swego umysłu i zająć się dużą ilością rzeczy związanych z pracą. A wychodziło mu to nieźle.
Mimo że Unwin czuł się lepiej, jak informował go Merlin, Harry wciąż nie mógł się pozbyć przygnębiających myśli. W końcu tamtego ranka, gdy chłopak w końcu się obudził po dwóch dniach, wyglądał już lepiej. W końcu zostawiając go pod opieką Blanki nie odczuł żadnych objaw podwyższonej temperatury, ani innych niepokojących objawów, a parę godzin później leżał… tam.
Gdy Merlin poinformował go, że Eggsy chciałby się z nim zobaczyć, Hart musiał w końcu zostawić swą dobrą odskocznię, jaką przez ostatnie dni stanowiła praca i skonfrontować swe obawy z rzeczywistością. Podziękował mężczyźnie za przekazanie mu informacji. Przez następne kilka minut wpatrywał się w punkt tuż nad ekranem laptopa. Odwiedzenie Eggsy’ego było przez te dni jedynym czego chciał, a gdy w końcu mógł to zrobić, sparaliżowało go.
Odetchnął głęboko i ruszył w stronę skrzydła szpitalnego.
 
- Nie pozwoliłem ci umierać – mruknął, stojąc z rękami w kieszeniach w niewielkiej odległości od łóżka chłopaka i wspominając swoje ostatnie słowa do niego od kilku dni.
Uśmiechnął się, podchodząc bliżej, lecz w jego oczach dało się dostrzec smutek. Widok Eggsy’ego zdecydowanie ucieszył mężczyznę, ale wygląd chłopaka jawnie informował, jak daleko od pełni zdrowia się teraz znajdował.
 
- Nie informowałem jeszcze twojej matki – powiedział, siadając na brzegu łóżka szpitalnego. – Nie chciałem jej niepokoić póki jeszcze nie jesteś umierający. Poza tym – uśmiechnął się krzywo – skończyłoby się to dla mnie co najmniej źle.
 
Spojrzał w zmęczone zielone oczy kompletnie pozbawione jakiegokolwiek blasku życia, a cienie pod nimi niemalże kontrastowały na bledszej niż wcześniej skórze. Harry’emu było przykro, gdy patrzył na niego. Nie ze względu na sam wygląd, ale przez to, że ujawniał on ile chłopak przeszedł.
Eggsy milczał, wpatrując się w niego, lecz z jego spojrzenia Harry mógł wyczytać niemalże wszystko. Chwycił jego chłodną dłoń, uważając na pulsometr na jego palcu i pogładził delikatnie kciukiem wierzch równie białej dłoni chłopaka.
 
- Jak się teraz czujesz? – to jedyne, o co Hary zdolny był zapytać. Spuścił wzrok na migający pulsometr i uśmiechnął się na odpowiedź. Tak jak się spodziewał.
Ich palce po chwili splotły się nieznacznie i Harry podniósł wzrok, ponownie zatapiając go w zielonych oczach, sprawiających teraz wrażenie jakby wyblakłych. Uniósł drugą rękę i łagodnie pogłaskał zewnętrzną częścią dłoni chłodny policzek chłopaka. Nie w celu sprawdzenia temperatury jego ciała, która nie była już nijak podwyższona, ale dlatego, że miał ochotę. Jego wzrok bezwiednie opadł na niesamowicie spierzchnięte usta chłopaka.
Ponownie chciał go przytulić. Eggsy był w końcu o krok od śmierci. 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Sty 27, 2018 12:40 am

Na widok Harry’ego – pierwszy raz od dłuższego poczuł absolutny spokój. Mimo malujących się na twarzy Harta obaw o jego zdrowie, Eggsy poczuł się niesamowicie żywy w jednej chwili.
Znalazł w sobie nawet tyle siły, by zamiast leżeć – podnieść się do niemalże siadu. Nadal tkwił oparty o wielką, puszystą poduszkę pachnącą sterylnością, ale już w nieco bardziej wyprostowanej pozycji niż chwilę wcześniej.

Harry nie wyglądał na wypoczętego. Nadal jego stan nie przedstawiał się gorzej, niż ten Unwina, ale…można powiedzieć, że poprzednie kilka dni były trudne dla nich obydwu. Dla Harry’ego pod względem emocjonalnym, a dla Eggsy’ego fizycznym…oraz emocjonalnym. W końcu, świadomość tego, jak blisko śmierci tym razem się znalazł potrafiła być dewastująca. Unwin nie był słaby i zazwyczaj starał się myśleć pozytywnie, ale znał też realia i nie był ich w stanie przeskoczyć własnym optymizmem. To byłoby równoznaczne z oszukiwaniem siebie, ale Eggsy nadal był pewien jednego…
 – Nie mam zamiaru umierać – odpowiedział na słowa Harta odnośnie tych, które te wypowiedział do niego parę dni temu.
Jeżeli Eggsy umrze, to nie dlatego, że pogodził się ze śmiercią. Miał zamiar trzymać się na tyle długo, dopóki jego serce jeszcze było w stanie bić i w żadnym momencie nie zmniejszać swoich szans brakiem motywacji.
 – Rozszarpałaby cię – parsknął cicho Unwin, wspominając słowa swojej matki z tamtego wieczoru, gdy Harry stanął przed nią ponownie.
Następnie, nastała chwila ciszy, gdy obydwaj mężczyźni próbowali odgadnąć, o czym drugi myśli. Eggsy pragnął tylko zyskać więcej czasu i wierzyć w to, że Kingsman oraz MI6 będą w stanie opracować antidotum tak szybko, by on jeszcze zdołał przeżyć parę lat razem z Harry’m. Mieli tyle rzeczy do wyjaśnienia sobie, a jednak…nawet w obliczu śmierci – Eggsy nadal nie był pewien, czego chciał od Harta.
Gdyby tylko potrafił domyślić się teraz, jak brzmią jego pytania – był pewien, że Harry w końcu by mu na nie odpowiedział.
A tymczasem…nic nie przychodziło mu do głowy.
Nic oprócz tego, że dłoń Harry’ego była przyjemnie ciepła, a jej dotyk niesamowicie pocieszający.

 – Boję się – odpowiedział mu pierwszą myślą na pytanie o samopoczucie. Nadal patrzył mężczyźnie prosto w oczy. Bał się to mało powiedziane.
Był przerażony perspektywą czarnych odmętów śmierci, które po niego sięgały z każdego ciemnego kąta pokoju i jego umysłu.
 – Ale cieszę się, że tu jesteś… – dodał, widząc jak jego puls widoczny na ekranie zaczyna przyśpieszać. Było to…zawstydzające. Gdyby był w stanie to zapewne oblałby się rumieńcem.
Jego dłoń odpowiedziała na dotyk tej Harry’ego i jego palce zacisnęły się na niej, wskazując na wiele różnych emocji, które się obudziły w Eggsy’m.
Podstępem do jego umysłu zakradła się myśl, której nie chciał w swojej głowie w tej chwili, gdy każdy miał jego pracę serca jak na dłoni.
Ni stąd, ni z owąd – pikanie zrobiło się jeszcze bardziej energiczne.
Eggsy poruszył się niespokojnie, zaciskając usta w cienką linię i spoglądając gdzieś w bok zamiast na Harta.
 – Na miłość boską…zamknij się – mruknął pod nosem, mając nadzieję, że jego serce i pikający sprzęt posłuchają.
Zamiast tego – działo się wręcz przeciwnie.
Unwin gwałtownie odchylił głowę do tyłu, uderzając nią o poduszkę.
Nadal jednak nie miał zamiaru puszczać dłoni przyjaciela. Nawet jeżeli reakcja jego ciała wskazywała na nieco inny stosunek niż przyjacielski i Harry był tego świadom prawie tak samo dobrze, jak Eggsy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Sty 27, 2018 1:39 am


Nie tylko Eggsy w tej chwili się bał. Cały Kingsman był teraz na nogach, podobnie MI6, które już straciło jednego ze swoich agentów w prawie tych samych okolicznościach. Agenta MI6 oraz Galahada jednak różniła wewnętrzna wola walki. Gdyby nie ona, Unwin prawdopodobnie również byłby… martwy.
Ważnym czynnikiem był także Merlin, który nie dopuszczał opcji stracenia agenta w inny sposób, niż na misji. Dlatego też najlepsi naukowcy pracowali od kilku dni bez przerwy, a Kingsman zawiązał na jakiś czas bliższą współpracę naukową.
 
Gdy automat monitorujący pracę serca chłopaka przyspieszył, Harry odruchowo gwałtownie podniósł wzrok na ekran, by dostrzec, że puls chłopaka przyspieszył. Po jego reakcji, Harry wywnioskował, że nic złego się nie dzieje. Uśmiechnął się, spoglądając na zawstydzonego Eggsy’ego. Z kolei dramatyczne odrzucenie głowy przez niego, rozbawił Harta jeszcze bardziej. Zaśmiał się więc cicho, odwracając wzrok od naburmuszonego wyrazu twarzy chłopaka, któremu towarzyszył delikatny uśmiech.
Gdyby to Harry był podpięty pod pulsometr, natężenie pikania byłoby z pewnością podobne. Mógł wyczuć, jak wbrew jego woli serce mu przyspiesza na widok tego delikatnego uśmiechu Unwina. W końcu od kilku dni jedyne co robił, pomiędzy pracą rzecz jasna, to zamartwianie się o jego zdrowie, bez możliwości zobaczenia jak się miewa. A teraz miał go przed sobą i to w nie najgorszym humorze.
Na miłość boską, każdy czułby się podobnie, widząc przyjaciela, który jeszcze chwilę wcześniej otarł się o śmierć, prawda?
 
Po chwili koło nich znalazł się młody lekarz, zaalarmowany przyspieszonym tętnem Eggsy’ego i szybko upewnił się, że wszystko jest pod kontrolą. Mimo że jego wizyta nie trwała dłużej niż pięć minut, zdołała wybić ich obu z przyjemnego nastroju, przywracając w realia, jakimi była otaczająca ich sterylna biel. Oczy Harry’ego zdały się posmutnieć ponownie. Zacisnął mocniej palce splecione z tymi Eggsy’ego i uniósł wzrok, ponownie studiując wycieńczone oblicze chłopaka.
 
- Niedługo wrócisz do domu – mruknął, zatrzymując wędrówkę oczu raz jeszcze na popękanych ustach Unwina. – Obiecuję ci to.
 
Choć jego stan poprawił się przez ostatnie dni, nieoczekiwany spadek czynności wszelkich funkcji życiowych nadal był niewykluczony. W końcu nim trafił do szpitala czuł się bardzo dobrze, a przynajmniej takie wrażenie sprawiał.
 
Eggsy musiał w najbliższym czasie wrócić do domu. Kto wie, kiedy Michelle będzie chciała skontaktować się z synem w jakiejś sprawie, a także ile Harry będzie w stanie ją zwodzić, nie informując o faktycznym stanie chłopaka. Poza tym psy się niepokoiły przez nagłą absencję Unwina oraz ze względu na nowe miejsce zamieszkania, to jest baza w Szkocji. A do tego Harry… tęsknił za nim. I musiał to przed sobą przyznać. Pewne niewyjaśnione emocje wiszące między nimi przez ostatnie dni, nim jeszcze Eggsy trafił w to nieszczęsne miejsce, zdawały się wzbierać na mocy.
Harry nie miał jeszcze całkowitej pewności, ale sprawy zdawały się robić coraz klarowniejsze.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Sty 27, 2018 1:31 pm

Ich wspólny moment we dwoje nie trwał długo. Pikanie przyciągnęło lekarza, który ostatecznie rozproszył nastrój, a gdy opuścił strefę prywatną Eggsy’ego – chłopak nie był w stanie już dać się ponieść emocjom. Trochę się tym zmęczył i ostatecznie był w stanie jedynie zsunąć się do bardziej leżącej niż siedzącej pozycji.
Harry wciąż jednak nie puszczał jego dłoni i przynosiło to trochę ulgi w beznadziejnej sytuacji, w której utkwił Unwin. Hart wydawał się w niej jedyną pewną rzeczą, która znajdowała się w zasięgu wzroku. Wszystko inne mogło w każdej chwili się rozpłynąć.
Nawet sam Eggsy.

 – Nie składaj mi takich obietnic, Harry – mruknął słabo chłopka, próbując się uśmiechnąć delikatnie. – Niczego innego tak bardzo nie chcę, jak wrócić z tobą do domu – dodał, zaciskając palce na dłoni mężczyzny. – Ale raczej nie stanie się to w ciagu następnych kilku dni..
Unwin wiedział, że w tym stanie nie mógł się stąd ruszyć. Jego system odpornościowy w tej chwili praktycznie nie istniał, więc było to bardziej niż ryzykowne.
To nie zmieniało jednak faktu, że marzył o tym, żeby wyzdrowieć w innym otoczeniu niż to skrajnie sterylne, białe i pachnące chemią.
Obok Harry’ego.


 – Atak drgawkowy! – zawołał mężczyzna z drugiego końca pokoju, ruszając po coś biegiem w drugą stronę. Wokół pacjenta poczęli się zbierać kolejni lekarze. U agenta MI6 napad drgawkowy doprowadził do śmierci. Tym razem musieli być przygotowani.
 – Przytrzymajcie go! – polecił mężczyzna, a na jego rozkaz trzy osoby dopadły ramiona agenta i przytrzymało jego ręce w miejscu tak, by on mógł wprowadzić igłę pod skórę.
Minęło kolejnych kilka sekund i tętno mężczyzny powoli poczęło zanikać.
 – Defibrylator. – Do jego rąk został natychmiastowo dostarczony sprzęt do reanimacji.
 – Tracimy go!  – syknął ktoś inny, panikując nieco w obliczu, w którym było to niewskazane.
Ciało agenta podskoczyło na łóżku, a linia życia poruszyła się raz.
 – Dzwoń do tamtych ludzi! – polecił panikującemu pielęgniarzowi. – Tych, którzy przyszli po ciało.
Tamten od razu odskoczył od łóżka i pognał w stronę wyjścia.
Opuszczając pokój minął głowę Kingsmana. Nie miał czasu zatrzymać się, by powiedzieć mężczyźnie, że starają się robić wszystko, co w ich mocy by utrzymać jego agenta przy życiu. Musiał jak najszybciej znaleźć numer do tajemniczych ludzi, których pamiętał z tamtego wieczora, gdy poprzednia ofiara wirusa umierała w katuszach.
Musiał temu zapobiec. Wiedział, że mieli z tym coś wspólnego. Tamci lekarze do tej pory kazali mu o tym nie myśleć i porzucić te irracjonalne pomysły, ale w obliczu kolejnej śmierci najwidoczniej trzeba było się chwytać każdej deski ratunku.


 – Przestań chodzić w kółko! – syknął Tybalt, łapiąc dłoń Sawyera i wreszcie powstrzymując go od zrobienia kolejnego kroku. – Nic nie możesz zrobić i twoje łażenie w niczym nie pomaga… – dodał. Jego humor nie był w najlepszej kondycji. Był środek nocy, a on znalazł się tutaj poprzedniego wieczoru, gdy Merlin oświadczył stan kryzysowy, który dotyczył jednego z agentów, a mianowicie Galahada. Jego życiu zagrażała choroba, która dzisiejszej nocy postanowiła przetestować jego organizm.
Tybalt i Sawyer zostali obudzeni w środku nocy sygnałem o tym, że tętno ich współpracownika zanikło.
Ale nie mogli nic z tym zrobić. Sawyera z kolei bardzo to martwiło.
Tybalt nie mógł powiedzieć, że jego mniej, ale…potrzebował się skupić.
 – On nie może umrzeć… – jęknął Ainsworth, siadając obok przyjaciela na łóżku. Wyglądał na przerażonego.
Tybalt nie był zaskoczony tym, jak reagował na takie zdarzenia Lancelot. Chłopak był wrażliwy i zbyt świadomy.
 – Nie umrze – mruknął do niego Tybalt niepewnie, kładąc dłoń na tej należącej do Sawyera i ściskając ją lekko. – Oni nigdy nie umierają tak naprawdę…

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 204
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Sty 27, 2018 2:31 pm

Harry kierował się właśnie ku drzwiom wyjściowym, gdy funkcje życiowe chłopaka ponownie sprawdziły ich czujność. Tym jednak razem nie tylko linia na monitorze zaczęła skakać, ale ciało chłopaka również dostało konwulsji. Chwilę później dookoła zaroiło się od lekarzy i pielęgniarek, którzy próbowali odciągnąć młodego agenta od niechybnej śmierci.
Natomiast Harry jedynie stał. Nie był w stanie mu pomóc, co uświadomił sobie już dawno. A to aktywnie przyczyniało się do jego poziomu przybicia. Ponownie udało mu się przybrać niewzruszoną maskę i tylko spod przymrużonych oczu obserwował, jak młody pielęgniarz wybiega z sali. Drzwi nie zdążyły się zamknąć za nim, gdy pojawił się w nich Merlin. Mężczyzna zatrzymał się przy Harry'm i spojrzał na nieprzytomnego agenta, którego drgawki starano się uspokoić. Przymknął oczy i odwrócił wzrok, a gdy je otworzył, było w nich tyle samo zmartwienia i niepokoju, co u Harta.

- Harry... - zaczął powoli Merlin, lecz krzyki ze strony łóżka agenta nie pozwalały się skupić. Skinął na Arthura głową i wyszedł przed pomieszczenie. Stojąc w środku i tak mogą co najwyżej przeszkadzać.
Przed drzwiami do sali szpitalnej było pusto. Harry opadł na ścianę, opierając się łopatkami o chłodną powierzchnię. Westchnął ciężko i oparł również głowę.

- Przeżył więcej, niż tamten agent z MI6, to daje jakieś nadzieje - mruknął. Na świdrujące spojrzenie Harta jednak zmarszczył brwi i zablokował swój tablet. - Harry, robimy co możemy. Ja też nie chcę go stracić. To także dzięki niemu Kingsman jeszcze stoi. I jest też moim przyjacielem - dokończył ciszej.

Harry nie miał ochoty odpowiadać, czy w ogóle odzywać się. Przymknął oczy, by za chwilę gwałtownie je otworzyć na dźwięk dzwoniącego telefonu. Wysunął komórkę z kieszeni. Blanca.
- Przepraszam, muszę to odebrać - mruknął.
Merlin klepnął go w ramie pocieszająco i skierował się w powrotem do sterylnej sali.
Hart z kolei ruszył w kierunku swego gabinetu, chociaż niekoniecznie mając zamiar tam trafić. Nim zdecydował się odebrać, chwilę jeszcze wpatrywał się w nazwisko wyświetlane na ekranie.

- Jak on się czuje? - usłyszał od razu po przyłożeniu telefonu do ucha.

- Fatalnie - uciął krótko i zatrzymał się przed ogromnym oknem. Na moment zapadła cisza, a on oparł się o marmurowy parapet. - Wasz agent po drgawkach umarł.

Ciche "Boże..." dało się słyszeć z drugiej strony.
Spojrzał w stronę jawnych drzwi w końcu korytarza. Nie chciał się oddalać, by w każdej chwili móc szybko znaleźć się z powrotem w sali szpitalnej. W tej chwili wszystko dotyczące Eggsy’ego stało pod znakiem zapytania.
Pewnym było tylko, że śmierć chłopaka złamałaby Harry’emu serce.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 592
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Sty 27, 2018 10:43 pm

 – Dawaj, Eggsy… – syknął lekarz, czekając aż będzie mógł znów chłopaka reanimować przy pomocy defibrylatora. – Dawaj! – jęknął i przyłożył do jego klatki piersiowej urządzenie, posyłając przez jego ciało uderzenie impulsu elektrycznego.
Trwało to przez kolejne trzy minuty i nie dawało żadnego skutku.
Mężczyzna poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
 – Lewis, daj spokój – powiedział głos ponad jego uchem.
Lekarz spojrzał wściekle przez ramię na swojego współpracownika. Nie miał zamiaru się poddawać. Musieli walczyć do samego końca.
Wszyscy wokół byli już zupełnie zrezygnowani. Patrzyli na ciało agenta leżące martwo na łóżku. Ktoś wyjął zegarek, by stwierdzić czas zgonu.
 – Jest martwy, Lewis… – powiedział cicho mężczyzna, wciąż trzymając ramię młodszego kolegi.
Stał w bezruchu nawet, gdy już wszyscy poczęli się rozchodzić na boki, nie do końca wiedząc co ze sobą teraz zrobić. Ich pacjent miał przed sobą świetlaną przyszłość i ludzi, którzy go kochali wokół siebie. Trudno będzie im dostarczyć informacji o śmierci chłopaka.

Lewis spuścił wzrok na swoje buty, zawiedziony sobą i tym, że nie mógł nic więcej zrobić, by Eggsy’emu pomóc.
Jego gardło zacisnęło się boleśnie, a do oczu napłynęło kilka łez, które przegnał potarciem twarzy rękawem.
Już miał się wycofać i iść przekazać najbliższym informacje o zgonie, gdy niespodziewanie rozległo sie pojedyncze piknięcie…a po chwili kolejne.
Lewis dopadł łóżka, pokrzykując do reszty zespołu.
Wcale mu się nie wydawało.
Eggsy żył.
Żył.


Sergey Georgevich Ivchenko mieszkał w Londynie od trzech miesięcy. Nie ukrywał się szczególnie ze swoją obecnością w sąsiedztwie. Był miły dla starszych pań, grzecznie odpowiadał na pytania o akcent i o to, skąd pochodził. Kilka razy nawet przywitał się z Eggsy’m, gdy razem biegali po parku.
Teraz, gdy czuł się niemalże zestresowany i zmartwiony jego stanem – wiedział, że bardzo chciał, by Unwin zdał test i…przeżył.
Tak, techniki rosyjskiego wywiadu były nieco drastyczne. Taka była jednak cena bycia najlepszym – organizm musiał być odporny na tortury. Dlatego koniecznym było zaserwować mu dawkę ich najlepszego specyfiku na tyle wcześnie, by ten zdołał się wylizać ze swojego…stanu pourazowego. No i wybaczyć Ivchence.
Te kilka miesięcy sprawiło, że Sergey poczuł niemalże coś bliskiego sympatii wobec chłopaka, bo przecież był niesamowicie pozytywnym, uczynnym i współczującym człowiekiem, a w dodatku świetnym agentem. Był tak dobry jak Ivchenko, który miał swoją renomę. To w końcu on odbijał teatr na Dubrowce, zmniejszając liczbę ofiar z paru milionów do stu siedemdziesięciu dwóch sztuk ludzi…Nieważne. Miał przed sobą kolejną misję.
Eggsy był potencjalnym…finalistą. Jego organizm wydawał się być doskonale przystosowany. Był młody i silny i na nim będzie spoczywała największa odpowiedzialność podczas misji, na którą chłopak miał się wybrać za dwa miesiące.
Z akt wynikało, że nie potrafił jeszcze języka rosyjskiego.
Sergey skrzywił się nieco na wzmiankę o paskudnym stanie chłopaka po powrocie z ostatniej misji w Irlandii i mało zgrabnym przymknięciu młodszego brata bosa narkotykowego.
Chłopak poradził sobie z tym jednak całkiem nieźle, ale to jego poprzednie zasługi były warte uwagi. Wyprawa do Kambodży, unieszkodliwienie Złotego Kręgu, zniszczenie Richmonda Valentine’a…
Chłopak mógł być przyszłością.
Dlatego okropnie szkoda go będzie Sergeyowi, jeżeli umrze.


 – Dobry wieczór – przywitał się z pielęgniarką. Poprawił swoją białą koszulę na sobie i przewieszony przez ramię płaszcz.
Baza Kingsmana wydawała się być nieco…zatęchła. Nie mógł się jednak spodziewać czegoś więcej po szkockim zamku.
 – Szukam…pacjenta – odezwał się zachowawczo, a gdy wskazano mu drogę – ruszył w tamtą stronę.
Powolnym krokiem doszedł do miejsca, gdzie przebywał Arthur oraz Merlin…pełni obaw.
Sergey zerknął na zegarek i zmarszczył brwi, by następnie sięgnąć dłonią do klamki.
 – Przepraszam, pana – usłyszał za sobą lekko podniesiony ton Merlina. – Kim pan jest?
Ivchenko odwrócił się do niego przodem i uśmiechnął się delikatnie.
 – Jestem aniołem – wymruczał i poruszył zabawnie brwiami. Nie wiedział rozbawienia na twarzach pozostałych dwóch agentów.
Sprawiło to, że przewrócił oczyma cierpiętniczo.
 – KGB – wybełkotał, pochmurniejąc. – Przyniosłem antidotum.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   

Powrót do góry Go down
 
Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]
Powrót do góry 
Strona 6 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: