IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#176PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 25, 2018 3:55 pm

W oczach Harry’ego dojrzał zmartwienie, nieprzyjemną emocję, od której Eggsy’emu zrobiło się nieswojo.
Postąpił krok bliżej do Harta i sięgnął do jego ramienia, by zacisnąć na nim delikatnie rękę w pokrzepiającym geście.
 – Coś nie tak? – spytał cicho, spoglądając w górę na nieco zmąconą emocją twarz przyjaciela. – Przecież wrócę na noc… – dodał nieco żartobliwym tonem i parsknął delikatnie wymuszonym śmiechem. Dopiero po chwili dotarło do niego to, jak ogromnym nietaktem się wykazał. Jeżeli jego domysły były zgodne z prawdą i Harry był zazdrosny i zaniepokojony tym, że Eggsy posunie się do tego, by wrócić do Tilde – właśnie powinien się wstydzić swojego niepoprawnego poczucia humoru.
Zaczął się także zastanawiać nad tym czy Harry jest świadom swoich własnych uczuć.
 – Mogę cię zapewnić, że… – Chłopak urwał swoją wypowiedź w połowie zdania, gryząc się w język. Zmarszczył brwi, gdy uświadomił sobie, że to, co chciał powiedzieć było silnie wiążące i nieco zbyt gwałtowne jak na etap, w którym się znaleźli.
Od kiedy Eggsy był tak skory do deklarowania się w tego typu relacji?
On i Harry nadal byli przyjaciółmi.
Tylko przyjaciółmi.
 – To tylko parę drinków. Wrócę przed północą – powiedział w końcu, decydując się zawoalować swoje wyznanie.
Jego dłoń, która nadal zaciskała się na bicepsie mężczyzny, zsunęła się niżej i otoczyła palcami nadgarstek Harta.
Jego wzrok spłynął z oczu na usta Harry’ego, a następnie jeszcze niżej i zatrzymał się na klatce piersiowej wyższego agenta.
Przez dłuższą chwilę stali w ciszy, gdzie Eggsy nie miał pojęcia co też powinien powiedzieć lub zrobić w takiej sytuacji. Zawstydzenie i zdezorientowanie mieszały się w jego ciele z chęcią działania, stwarzając mieszankę frustracji i świadomości własnej niemocy.
Czuł potrzebę zrobienia pierwszego kroku, tak jak zwykł to robić zazwyczaj. Gdzie się podziała jego pewność siebie, która zawsze pchała go do przodu i sprawiała, że Unwin był tak skuteczny we wszystkim, co robił? Gdzie wiara we własne możliwości? Skąd ta nadmierna analiza wszystkich czarnych scenariuszy?

Eggsy zacisnął zęby kilkakrotnie, jego szczęka zapulsowała gniewnie, gdy emocję złości wobec samego siebie próbował przełknąć i zmusić się do działania.
Jego palce wypuściły spomiędzy siebie nadgarstek Harta, a dłoń powędrowała wyżej do policzka mężczyzny. Podążyła dalej i w jednej chwili zanurzyła się we włosach Harry’ego i przyciągnęła jego twarz bliżej do tej Eggsy’ego.
Chłopak zazwyczaj był nieco niepocieszony faktem, że by dosięgnąć Harta musiał wspiąć się na palce. Dosłownie i w przenośni.
W końcu jednak udawało mu się nieco zbliżyć.
Tym razem również udało się Unwinowi dosięgnąć ust mężczyzny swoimi własnymi.

W tej samej sekundzie, gdy ich usta zetknęły się – Eggsy przypomniał sobie skąd brała się jego pewność siebie.
Chłopak zazwyczaj nie myślał o tym, co będzie. Żył tym, co mogła zdziałać jedna odpowiednia chwila.
I dlatego właśnie w tym momencie był już zupełnie gotów do działania z coraz większym zdecydowaniem.

Spokojny pocałunek przemienił się bardziej zniecierpliwiony i intensywny wraz z jego pogłębieniem, które wyrwało z gardła Eggsy’ego krótkie westchnięcie aprobaty.
Chłopak był nadal świadomy tego, że dosięgnąć mogą ich wszystkie spojrzenia ludzi z ulicy lub starszego „właściciela” sklepu, więc pociągnął Harry’ego w kierunku przebieralni, nieświadomie nadając temu zbliżeniu więcej intymności.
Nawet nie zauważył kiedy drzwi pokoju same sie zatrzasnęły i oddzieliły obydwu agentów od świata zewnętrznego.
Eggsy nie miał także nic przeciwko temu, że nagle gwałtownie przylgnął plecami do ściany za sprawą lekkiego popchnięcia Harta.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#177PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lut 25, 2018 6:46 pm

Dotyk Eggsy’ego rozszedł się po całym ramieniu pulsując jednocześnie gorącem oraz niesamowitym zimnem. Harry spojrzał w zielone oczy próbujące uspokoić nieprzyjemne uczucia ujawniające się wbrew niemu na jego twarzy. Zapewnienia chłopaka zdawały się odrobinę złagodzić niepokój Harta, w końcu nie miał powodów, by nie ufać Unwinowi.
Wraz z ręką młodszego agenta, zsunęło się ku jego nadgarstkowi ciepło i nasiliło się, gdy na przeszkodzie pomiędzy skórą dłoni Eggsy’ego a nadgarstka Harry’ego nie stał już żaden materiał.
Harry westchnął cicho i spojrzał zrezygnowany w dół, zatrzymując się jednak na dolnej wardze chłopaka. Nie miał powodów, by czuć jakąkolwiek zazdrość. Wolał jednak… mieć Eggsy’ego przy sobie. Natomiast w momencie, gdy sprawy pomiędzy nimi w końcu stawały się coraz bardziej klarowne, pojawia się była dziewczyna Unwina.

Mężczyzna pokręcił głową z lekkim zrezygnowaniem i zsunął okulary, chowając je do kieszeni. Pomiędzy nimi zapadła cisza, która wygłuszyła nawet syrenę przejeżdżającej na zewnątrz karetki, której kolorowe światła oświetliły na moment twarz Eggsy’ego.
Harry chciał go teraz pocałować.
Gdyby byli sami, z pewnością dałby zadziałać impulsowi. Teraz jednak, z obecnością Pinfielda za ladą oraz otwartymi dla każdego drzwiami sklepu, Hart musiał się zastanowić dwa razy.

Rozważania wszelkich za i przeciw przerwała mu dłoń chłopaka podążająca do jego twarzy, a następnie włosów. Pozwolił Unwinowi przyciągnąć się nieco bliżej i przymknął oczy, gdy ich usta zetknęły się. Przeklął w myślach swoją rozważność, jednocześnie dziękując Bogu, że Eggsy zachował w sobie podatność na przelotne myśli i impulsywność.
Zupełnie zapomniał o obecności trzeciego agenta, gdy odpowiedział na pogłębienie pocałunku. Nachylił się delikatnie, ułatwiając blondynowi dosięgnięcie jego ust.

Po chwili jednak przerwał pocałunek, przypominając sobie, dlaczego sam pierwszy go nie pocałował. Kątem oka dostrzegł sylwetkę Pinfielda, który z uśmiechem robił coś za ladą.
Spojrzał w oczy Unwina, który szybko załapał o co Harry’emu chodzi i już w następnej chwili znaleźli się w przymierzalni numer dwa.

Drzwi zatrzasnęły się za plecami mężczyzny. Powinien zamknąć je na klucz, ale nie mógł oderwać spojrzenia od twarzy chłopaka, który stał tuż przed nim.
Nie czekał długo, by wznowić pocałunek i jednocześnie delikatnie pchnął go na ścianę, zaciskając dłoń na jego ramieniu. Drugą oparł na ścianie, na wysokości głowy Eggsy’ego, amortyzując dodatkowo uderzenie. Unwin natychmiastowo pogłębił pocałunek, na co ręka mężczyzny zluzowała uścisk na ramieniu i zjechała, zatrzymując się tuż nad łokciem chłopaka. Nie tkwiła tam jednak długo i już po chwili Harry przeniósł dłoń na talię Eggsy’ego, zaciskając palce na czarnej koszuli i mimowolnie przyciągając jego biodra bliżej.

Obaj stracili poczucie czasu. Mogło minął pięć minut, ale mogło też zdecydowanie więcej. Do rzeczywistości przywrócił ich dopiero dzwoniący telefon Harry’ego, którego dźwięk próbował zignorować. Odsunął się jednak po chwili i odebrał, odwracając się, gdyż wiedział jak wielkim rozproszeniem byłoby spojrzenie teraz na twarz chłopaka. To była Blanca informująca go, że może spotkać się wcześniej, niż początkowo mówiła. Harry odchrząknął i nieco łagodniejszym tonem oznajmił, że Eggsy nie da rady dzisiaj i kolację będą musieli zjeść sami.

Schował telefon do kieszeni, nie sprawdzając godziny w obawie, że zbyt długo już byli zamknięci w tej nieszczęsnej przebieralni. Odwrócił się, spoglądając na szeroko otwarte oczy Unwina i jego zaczerwienione policzki. Ciężko oddychał i miał delikatnie zmierzwione włosy. Serce Harry’ego, które już i tak biło dość szybko, przyspieszyło jeszcze bardziej na ten widok.
Chwilę przyglądał się obliczu chłopaka, zastanawiając się, co się właściwie wydarzyło. Ostatnie minuty zapisały się w jego głowie jedynie jako zapach i ciepło ciała Eggsy’ego.

Dłoń Harry’ego podążyła do ciepłego policzka młodszego agenta i pocałował go jeszcze raz, krótko. Odsunął się tylko na odległość oddechu i zapatrzył w zielone oczy z rozszerzonymi źrenicami. Przejechał delikatnie kciukiem po dolnej wardze chłopaka.
Nie martwił się już tak bardzo o Tilde. Eggsy udowodnił mu parę rzeczy przed chwilą.

- O której będziesz w domu, Gary? – wymruczał cicho, uśmiechając się delikatnie.

Byli więcej niż tylko przyjaciółmi.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#178PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Lut 26, 2018 10:17 pm

Z ciała Eggsy’ego błyskawicznie uciekło powietrze, gdy jego biodra zostały stanowczo przyciągnięte do tych Harta przez samego Harta. Ten gest miał w sobie tyle obezwładniającego gorąca, że chłopak nie był w stanie podejść do tego z zimną krwią.
Dlatego też w tej samej chwili, gdy do tego doszło – zachęcający pomruk przywitał usta Harry’ego na wargach Eggsy’ego.
Był teraz w zasadzie kompletnie obezwładniony. Jego myśli były daleko od szarej rzeczywistości, w głowie kręciło mu się od emocji, a żołądek przepełniało uczucie przyjemnego napięcia.
Unwin był obecnie daleki od poczytalności, czując wilgotne wargi na swoich własnych, nieco zniecierpliwionych, ale nie niezgrabnych. Eggsy nie należał do nieporadnych i choć sytuacja, w której się znalazł sprzyjała nieporadności…on nie dał się tej sytuacji pokonać.

Eggsy nie miał szans zdominować pieszczoty. Nawet nie starał się na siłę wkraść się na pozycję zwycięską, bo Harry był zdecydowany pozostać na niej.
I choć Unwin uwielbiał drażnić się momentami z Hartem, rywalizować z nim, to tym razem nie było na to zbyt wiele miejsca w niewielkich rozmiarów, ciasnawej przymierzalni.
Wcale nie należała do najmniejszych, ale ich emocje były na tyle rozszalałe, że zajmowały dużo większą powierzchnię niż oni sami.

Jego palce wciąż mierzwiły podczas pocałunku ułożone starannie włosy Harry’ego. Gdy zaś Eggsy zorientował się w swojej fizyczności na powrót – poczuł potrzebę sprowokowania starszego mężczyzny do bardziej zdecydowanych kroków. Było to czysto odruchowe, gdy ich zbliżenie stawało się coraz intensywniejsze. Eggsy zacisnął palce jednej z dłoni delikatnie na kosmykach Harta, drugą szarpiąc lekko materiał białej koszuli agenta.

Ich intymna chwila nie mogła jednak trwać w nieskończoność, nieważne jak bardzo Eggsy by tego chciał.
Przerwał im telefon.
Od Blanki – rzecz jasna.
Eggsy nie mógłby się pogniewać, ale zdecydowanie miał prawo się nieco sfrustrować. Zwłaszcza, gdy zorientował się w jak zawrotnym tempie Harry jest w stanie przejść w stan zupełnego opanowania.
On tego nie potrafił i to na pewno.
Nadal nie potrafił złapać oddechu nawet już wtedy, kiedy Hart skończył rozmowę i zwrócił swoje spojrzenie z powrotem na niego.
Wolał sobie nawet nie wyobrażać na jak sponiewieranego musi teraz wyglądać, bo na samą myśl o tym obrazku zawstydzał się jeszcze bardziej.
Pod spojrzeniem Harry’ego trudno było zachować spokój.
Zwłaszcza po tym, jak beztrosko obdarował go kolejnym, krótkim pocałunkiem.
 – Oszaleję… – wymruczał pod nosem po walijsku i przewrócił oczyma.
Nie był w stanie także powstrzymać się przed rozchyleniem delikatnie ust, gdy ciepłe palce Harta poczęły je badać swoim dotykiem.
Dopiero po chwili zapatrzenia się na twarz Harry’ego, Eggsy zorientował się, że mężczyzna zadał mu pytanie.
 – O dziesiątej – odparł i przymrużył lekko powieki, spoglądając na Harta spod wachlarza ciemnych rzęs.
Albo nawet prędzej…


Niedługo po tym jak doprowadził się do porządku po spotkaniu z Hartem w sklepie krawieckim, wyruszył na spotkanie z Tilde, które miało się odbyć w barze hotelu, w którym kobieta się zatrzymała na ten czas.

Eggsy rozejrzał się po wspaniałym, ekskluzywnym lobby, a gdy tylko jego wzrok odnalazł szczupłą sylwetkę Tilde – jego twarz się rozjaśniła.
Ona również go dostrzegła i nie zważając na obecność wysokość szpilek na własnych nogach – ruszyła szybkim truchtem w kierunku młodego agenta.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#179PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Lut 27, 2018 4:54 pm

Harry w milczeniu obserwował, jak mina blondynki zrzednie, po czym przybiera nieco zszokowany i zezłoszczony wyraz. Zaraz po tym w kierunku jego ramienia podążyła jej drobna dłoń, uderzając kilkakrotnie z dużą, jak na jej budowę ciała, siłą. Mężczyzna zmarszczył brwi i rozmasował miejsce uderzenia.
- Nie powinieneś był odbierać telefonu – krzyknęła, po czym gwałtownie otworzyła drzwi, z których zamka Hart nie zdążył nawet wyciągnąć kluczy. Popatrzył za nią do wnętrza i powolnie sam wszedł. 
Reakcja Blanki na informację, w czym właściwie przeszkodziła dzwoniąc nieco wcześniej, była przesadzona, w opinii Harry’ego. To on powinien być zły na nią za nagłe postanowienie skorzystania z funkcji dzwonienia po całym tygodniu pisania wyłącznie smsów i to w momencie, w którym… no właśnie.
W którym coś pomiędzy nim i Eggsy’m dotarło do momentu, gdzie nawet gdyby Harry bardzo tego chciał, nie mógł już niczego przed sobą zaprzeczyć. 
Zamknął powolnie drzwi i napotkał groźne spojrzenie kobiety stojącej w jego korytarzu. Uniósł pytająco brew.
- Nigdy więcej do ciebie nie zadzwonię, Hart – wysyczała blondynka, świdrując go wzrokiem.
Hart uśmiechnął się jedynie i ruszył w stronę kuchni. Po połowie dnia dość ciężkiej pracy, spotkanie z Unwinem poprawiło mu humor i mimo zepsucia go na moment parę minut później, to bardziej namiętny i świadomy niż ostatnimi razy pocałunek zdecydowanie przywrócił go do błogiego kontentu. Nawet wyolbrzymianie jego przyjaciółki nie mogło go z ów wytrącić.
Spojrzał przelotnie na zegarek. Zostało jeszcze parę godzin, nim Eggsy wróci do domu. Będzie potrzebował użycia przez Blankę jej daru zmuszania go do skupienia uwagi na wybranym przez nią temacie. Cokolwiek, byle przestać myśleć o tym, co wydarzyło się w przymierzalni numer dwa. 


Vinchi nie poruszyła więcej tematu młodego agenta. Skupiając swoje myśli na czymś innym, chociażby drinku, na który namówiła go blondynka, czas zdawał się Harry’emu płynąć odrobinę szybciej. Wciśnięty w kanapę z kieliszkiem wina, jedną ręką drocząc się ze swym szczeniakiem, przysłuchiwał się absurdom, którym czoła stawić musiała na swej ostatniej misji Blanca. Oboje byli właśnie w połowie drugiego kieliszka i trzeciej historii, gdy pod dom zajechała taksówka. Na twarzy towarzyszki Harry’ego pojawił się nieoczekiwanie ogromny uśmiech, sugerujący mu coś, co powinien zrozumieć od razu.
Hart był jednak myślami z powrotem na Savile Row, kilka godzin wcześniej. Opuszczając niewielkie pomieszczenie, nie spojrzał nawet na Eggsy’ego, zbyt starając się zachować powagę i profesjonalną aparycję. Znał siebie na tyle doskonale, że wiedział mniej więcej w jakich momentach chłopak stanowi ogromną przeszkodę w zachowaniu spokoju zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Tamten moment, gdy na twarzy Unwina pojawiły się delikatne rumieńce i z błyszczącymi na zielono oczami starał się uspokoić oddech, zdecydowanie się do nich zaliczał.
Blanca dopiła jednym łykiem resztę zawartości kieliszka i podniosła się, głośno oznajmiając, że czas na nią, gdyż musi załatwić jeszcze jedną rzecz. To natychmiastowo ściągnęło Harry’ego z powrotem. Nim zdążył cokolwiek powiedzieć, kobieta ucałowała go w policzek na pożegnanie oraz pogłaskała psa, rozciągniętego na plecach, ale i czujnie nasłuchującego dźwięków od drzwi, w których ze swym mopsem na rękach stał Unwin. Vinchi zwolniła kroku obok chłopaka i krótko pogłaskała go po policzku, rzucając „dobranoc, chłopcy”.
Harry przyglądał się bacznie jej szybkiej ewakuacji ze sceptycznym wyrazem, próbując odszyfrować, co może dziać się w głowie kobiety. Kobieta jeszcze raz odwróciła się w jego stronę i posłała ostatni uśmiech, po czym zniknęła za drzwiami. Hart przeniósł wzrok na młodszego agenta, równie zdziwionego co on sam i wzruszył ramionami.
Eggsy rzeczywiście wrócił wcześniej, niż przed północą. I mimo chaosu, który zapanował, gdy Blanca przygotowała się do odwrotu – Harry na widok chłopaka poczuł wszechogarniający spokój.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#180PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Lut 27, 2018 6:31 pm

 – Pięknie wyglądasz, Tilde – skomplementował Szwedkę Eggsy, sadowiąc się na własnym miejscu przy stoliku ustawionym przy oknie z najbardziej malowniczym widokiem na Londyn, jaki można sobie było wymarzyć.
 – Dziękuję, Eggsy – odparła, skinąwszy mu uprzejmie głową. – Ty za to schudłeś…sporo. Nie wiem czy w przypadku facetów to nadal komplement…?
Unwin uśmiechnął się w odpowiedzi, a następnie wzruszył ramionami.
 – Dziesięć kilo – sprecyzował i zerknął błyskawicznie na kartę przekąsek i alkoholi. Nie był głodny, ale chętnie by się czegoś napił. Nie mógł jednak pić za dużo, bo byłoby to nieodpowiedzialne, gdyby stracił rachubę czasu.

Poczuł na sobie przeszywające delikatnie spojrzenie niebieskich oczu trzydziestotrzylatki.
Odwzajemnił je, unosząc przy tym pytająco brwi.
Cieszył się na jej widok, ale było to jedynie przyjacielskie uczucie. Tęsknił za nią, ale nie za związkiem, który mieli. Tilde zawsze go wspierała i nie było w niej żadnej negatywnej energii. Do tego była zupełnie pozbawiona uprzedzeń.
 – Harry nie miał ochoty przyjść? – odezwała się wreszcie, a atmosfera nagle stała się nieco luźniejsza. Eggsy nigdy nie lubił rozmów o niczym.
 – Nie pytałem go nawet. Je dzisiaj kolację z przyjaciółką – odpowiedział chłopak, kierując wzrok na panoramę Londynu.
Ponownie zapadła chwila ciszy, podczas której do stołu podszedł kelner i postawił przed nimi ich zamówienia.
Tilde podziękowała mu na odchodne i znów powróciła niebieskim spojrzeniem do Eggsy’ego.
 – Wiesz, Eggsy… – zaczęła, uśmiechając się. Chłopak znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że ta powie zaraz coś zupełnie krępującego. – Zawsze wiedziałam, że jesteś zbyt uroczy, żeby być hetero.
Unwin prychnął, udając obrażonego i przysłonił do ust kieliszek wina, by schować w nim swój uśmiech.
Następnie Tilde zaczęła opowiadać o swoich znajomych, którzy byli jakkolwiek odstający od normy pod względem seksualności. Kilka chwil później rozważała orientację seksualną kelnera, a gdy po kilku kieliszka odważyła się zapytać, od czego Eggsy próbował ją odwieść – okazało się, że zgodnie z podejrzeniami Tilde, chłopak był gejem.
Eggsy nie mógł powstrzymać się od ciągłego uśmiechania się.


Gdy taksówka zatrzymała się pod domem jego i Harta, było po dziesiątej.
Eggsy zatem wywiązał się z danego słowa o swoim rychłym powrocie i był z siebie nawet…dumny. Nie lubił dawać Harry’emu powodów do tego, by ten był nim zawiedziony w jakimkolwiek stopniu.

Ledwo zdołał przekroczyć próg i porwać Quiller na ręce – Blanca już była przy nim, witając się z nim krótko, zakładając buty i płaszcz, a następnie…żegnając się.
Eggsy nie był do końca pewien, co też się tu dzieje, więc stał jedynie nieruchomo w przedpokoju, z psem na rękach i ze zmarszczonymi brwiami w konsternacji.
 – Co się dzieje? – wymruczał pod nosem, gdy Blanca już zniknęła za drzwiami.
Ruszył w głąb domu z psem w ramionach i posłał ku Harry’emu pytający wzrok.
Po chwili wypuścił suczkę z uścisku, by rozebrać się z krawatu i marynarki.

Opadł z głośnym westchnieniem na kanapę, a obok niego pojawił się od razu drugi z psów, który zechciał się z nim przywitać – Peanut.
Piesek wskoczył wesoło na kanapę, a już sekundę później tkwił na kolanach Eggsy’ego, oparty przednimi łapami o jego klatkę piersiową.
Kiedy Peanut już nacieszył się jego widokiem, spojrzenie Eggsy’ego podążyło ku Harry’emu i na nim też zatrzymało się w sposób przeciągły i komunikujący wszelkie najistotniejsze informacje.
Wróciłem do ciebie.
Na usta Unwina wkradł się subtelny, ciepły uśmiech.
 – Czyżbym wam w czymś przeszkodził? – odezwał się, uśmiechając się przy tym szerzej, gdy Harry w lot pojął odwołanie się przez chłopaka do dzisiejszej sytuacji.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#181PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Lut 27, 2018 8:56 pm

Hart w milczeniu obserwował jak Eggsy zdejmował z siebie niepotrzebne w domu części garderoby i odwiesza je na oparcie krzesła. Jego niewielki terier w tym czasie ruszył na przyjazne obwąchanie Quiller. Znacznie ożywił się z zaspania po drzemce wraz z powrotem reszty domowników.
- Wina? – zapytał w końcu i nie czekając na odpowiedź, którą i tak było twierdzące skinienie głową, opróżnił resztę butelki białego wina do nowego kieliszka.
 
Zaczekał obok kanapy, aż chłopak skończy witać się z psem i będzie miał wolne ręce, by oddać mu kieliszek zapełniony ledwo do połowy, po czym usiadł obok.
Upił łyk i sprytnie zamaskował zakrztuszenie się, gdy Eggsy rzucił komentarzem dotyczącym popołudnia. Uśmiechnął się i spojrzał na niego. 
Harry wiedział, że Unwin spotkał się z Tilde na drinka, jednakże nie dostrzegał żadnych objaw nawet wstawienia. Wzrok Harta zatrzymał się na zielonych oczach, które uważnie śledziły merdający ogon ciemnego psiaka. W tym przygaszonym świetle ich kolor plasował się dość wysoko na liście najpiękniejszych barw, jakie Harry miał przyjemność ujrzeć. Gdy ów poniosły się na niego i złapali kontakt, uniósł kieliszek do ust, ukrywając fakt, że przyglądał mu się.
 
- Co słychać w Szwecji? – rzucił, przerywając ciszę, która wyjątkowo stawała się nieznośna. Spuścił wzrok na psa i podrapał go po karku. Mała główka natychmiastowo wcisnęła się w pod jego dłoń, domagając się drapania w tym miejscu.
 
Czy powinni porozmawiać o tym, co wydarzyło się w sklepie krawieckim? Być może.
Czy Harry miał zamiar poruszyć te kwestię? Oczywiście, że nie.
Rzeczy rodzące się między nimi nabierały coraz bardziej realnych kształtów, jednakże żaden z nich nie palił się do nazwania ich po imieniu. Pocałowali się już parę razy i mimo że Harry miał kompletnie jednoznaczne uczucia co do tego, wizja tego zdarzenia zdawała się wciąż nierealna, jak gdyby wydarzyło się to we śnie.
Uśmiechnął się, połowicznie słuchając treści słów Eggsy’ego, a bardziej wsłuchując się w tonację głosu chłopaka. Jego głos zdawał się przynosić ukojenie wszelkich niedogodności. Błędnym wzrokiem krążył po twarzy Unwina, starając się nie zatrzymywać nieświadomie na jego ustach. Potrzebował punktu zaczepienia. Ostatecznie zmienił obiekt obserwacji, przyglądając się przymkniętym z przyjemności oczom Peanuta, którego od jakiegoś czasu drapał delikatnie pod brodą.
 
W pewnym momencie spostrzegł, że trunek w kieliszkach się skończył. Otwieranie teraz kolejnej butelki nie było dobrym pomysłem. Dobrze bowiem wiedział, że Eggsy próbował ograniczyć spożywane ilości alkoholu i nie planował psuć jego postanowienia. Ostawił pusty kieliszek na stolik obok i powrócił wzrokiem na twarz chłopaka. Mimowolnie podążył spojrzeniem do ust Unwina i Harry zdał sobie sprawę, że najprawdopodobniej powinien iść spać.
Nie sądził, że tak ciężko będzie mu się skupić, gdy oblicze młodszego agenta nie spełnia kryteriów do bycia dystrakcją. Może wypadł z formy i ta ilość alkoholu była już odrobinę za duża?
Postanowił jednak nie ruszać się aż do momentu, gdy chłopak sam postanowi, że czas spać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#182PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Lut 27, 2018 10:19 pm

Wieczór od samego wejścia począł mijać im jeszcze milej we wspólnym towarzystwie. Eggsy wypił swój kieliszek wina i dopiero wówczas zaczęły się kłopoty.
Unwin obiecał sobie nie pić tak dużo, ale trudno było zachować umiar, gdy nie pozostawała już żadna inna wymówka w zanadrzu, by spędzić z Harry’m trochę więcej czasu przed snem.
Eggsy miał znów to wrażenie, jakby się narzucał mężczyźnie. Popadał w różne nastroje w tempie błyskawicznym. W jednej chwili czuł się wspaniale, a w innej męczyło go okrutnie to, co Harry może o nim myśleć.

Jego rozmyślania o Harrym sprawiły, że jego wzrok podążył właśnie ku obiektowi rozważań chłopaka.
Zielone spojrzenie otaksowało mężczyznę od stóp do głów, a nieco zbyt śmiała refleksja sprawiła, że momentalnie zrobiło mu się nieco zbyt ciepło.
Nadal jednak nie miał zamiaru odrywać wzroku od Harta.
Nawet jeżeli jego myśli wybiegały o wiele za daleko w wyimaginowaną przyszłość i sprawiały, że spoglądanie w oczy Hartowi mogło być nieco trudniejsze.
W tej chwili żadna ulotność i romantyczność nie unosiła się w powietrzu. Eggsy był pełen napięcia, a Harry pełen…cóż…opanowania.
 – Harry… – niemalże wymruczał Eggsy. – Mam nieodpartą chęć wypić więcej – wyznał.
Doskonale wiedział, że nie powinien i że doprowadzi to prawdopodobnie do kolejnych sytuacji między nim a Harry’m. Jednocześnie…nie mógł się powstrzymać.
Eggsy po chwili podniósł się z kanapy i ruszył w kierunku barku, po drodze zahaczając dłonią o ramię Harta i z premedytacją muskając je z sympatią.

Kilkadziesiąt sekund później już rozlewał wino do kieliszków i niósł je z powrotem w kierunku kanapy, jeden z nich wręczając Hartowi i samemu sadowiąc się obok mężczyzny.
Wokół panowała nieco bolesna i melancholijna cisza, widmo wydarzeń poprzednich tygodni. Eggsy za to nadal trwał wśród żywych jednak ten nastrój czasami udzielał się i jemu. Był najbardziej świadom niebezpieczeństw, które czyhały czasami tuż za rogiem. Nie byli ani trochę bezpieczni i mogli umrzeć w każdej chwili, nie pożegnawszy się ze sobą.
Unwina być może prześladowała paranoja, nieco zbyt wiele depresyjnych myśli zamieszkało w jego głowie, ale gdy przed oczyma miał sylwetkę Harta…wszystko wydawało się wracać na chwilę do normy.

Miał wrażenie, że to, co miał zamiar za chwilę zrobić…było o wiele za daleko wykraczające poza granice bycia powściągliwym dżentelmenem. Jednocześnie, wiedział, że jeżeli tego nie zrobi to prawdopobnie lada chwila eksploduje z pragnienia bliskości, które w sobie chował całe popołudnie i wieczór.
Dlatego też postanowił wybrać mniejsze zło i dać upust…żądzy.
A zatem przysunął się bliżej do Harta, by następnie powoli oprzeć swoje czoło o ramię mężczyzny. Dalej już nie potrafił pchnąć akcji i przyłapał się na tym, że jest beznadziejnym przypadkiem.
Mógł mieć tylko nadzieję, że Harry zrozumie o co też mu chodziło.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#183PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Lut 28, 2018 7:57 pm

Hart uniósł wzrok i spojrzał w oczy Eggsy’ego, gdy ten wymówił jego imię. Chłopak rzadko zwracał się do niego używając jego imienia, więc nie mógł przewidzieć, że wywoła to w nim tak dziwne uczucie. Zachował jednak powagę, po czym uśmiechnął się na propozycję picia dalej.
 
Nie chciał opuszczać przedwcześnie Unwina. Bał się jedynie, że zrobi coś nieprawidłowego i … no właśnie. I co? Nie za wiele mógł zrobić, by zniechęcić Eggsy’ego. Chłopak ani razu nie przejawił żadnych oznak, że coś jest nie w porządku, a nawet przejmował inicjatywę.
Blokady Harry’ego były czysto irracjonalne i właśnie powoli zdawał sobie z tego sprawę.
 
Spojrzał na Peanuta, który wpatrywał się w niego oczekująco, próbując zmusić go do kontynuowania pieszczot. Hart uśmiechnął się i przyjrzał czarnym oczom teriera, który sprawiał wrażenie, jakby doskonale wiedział, o czym teraz myśli i próbował okazać wsparcie. Przetarł twarz dłońmi.
Blanca miała rację. Harry zachowywał się jak zauroczony dzieciak, który na starcie nie daje sam sobie szans.
 
Przed jego oczami pojawił się kieliszek, trzymany przez wciąż bladą dłoń Eggsy’ego. Odebrał trunek, spoglądając do góry na twarz właściciela dłoni. Odprowadził go wzrokiem na miejsce obok siebie, po czym upił łyk. Zapadła cisza, która wręcz zachęcała głuchością do zakłócenia jej, lecz Harry nie znalazł nic, co mogłoby być dobrym tematem.
Nie spodziewał się, że wraz z jego spojrzeniem na Eggsy’ego, ten przysunie się bliżej i oprze się o jego ramię. Hart uśmiechnął się mimowolnie. Upił powolnie łyk wina. Sama obecność chłopaka w pobliżu znacznie uspokajała niespokojne myśli głowy Kingsmana. Dopiero jednak kontakt fizyczny wprowadzał go w bliżej nieokreślony stan komfortu psychicznego, którego nie czuł od tak dawna.
Dłoń mężczyzny powędrowała ku blond włosom Eggsy’ego, zatapiając się w nich i delikatnie głaszcząc jego głowę.
 
Póki co o swych faktycznych uczuciach do młodszego agenta w pełni poinformował jedynie swego psychiatrę. Blanca miała już swoją własną wersję ich relacji, która zresztą nie różniła się zbytnio od prawdy. Eggsy’ego nie musiał informować. Fakty przejawiały się w jego akcjach i chłopak powinien już być w pełni świadomy, co jego szef do niego czuje. Znacznie pocieszało go w jego beznadziejnej sytuacji to, że póki co nie musiał nazywać rzecz po imieniu.
 
Po chwili, nie zastanawiając się nad tym, pocałował czubek głowy Unwina. Nie oderwał się od razu, ale przymknął oczy, rozkoszując się jego zapachem. 

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Sro Mar 07, 2018 7:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#184PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Mar 01, 2018 11:55 pm

Siedzieli w ten sposób przez kilka minut nim zdecydowali się na coś odważniejszego. Wieczór wobec tego minął im całkiem przyjemnie. Eggsy miał wrażenie, że wszelkie jego wątpliwości sprzed kilku godzin już nie miały racji bytu.
Gdy zaś Harry w zawoalowany sposób zaproponował Uniwnowi spanie ze sobą – dla chłopaka dzień już nie mógł się skończyć lepiej.

Eggsy uparcie wbił spojrzenie w ciemny sufit, przeklinając w myślach dzień, w którym nauczył psy, że spanie w łóżku jest dla nich dostępne.
Zarówno Quiller jak i Peanut ułożyli się dokładnie między nim a Harry’m i Eggsy by tak nie ubolewał nad tym faktem, gdyby nie posunięta w rozwoju relacja jego i jego przyjaciela.
Wiedział, że nie może zachować się zbyt oczywiście przed Hartem ze względu na duży ładunek wstydu, który by wtedy wstrząsnął jego ciałem, gdyby mężczyzna zorientował się jak bardzo w istocie Unwinowi zależy na tym, by być blisko.
Z innej zaś strony…
No cholera!
Zamknął oczy, próbując zasnąć i zapomnieć o tym fakcie bowiem nie było mowy by zbłaźnił się do tego stopnia przed Hartem, ale nie minęło pięć minut jak poczuł ruch po drugiej stronie materaca i usłyszał szeptem wypowiedzianą komendę w kierunku obydwu zwierząt.
Jego usta wykrzywił delikatny uśmiech, którego nie mógł zupełnie powstrzymać.


Zbudziło go ze snu dziwne przeświadczenie, że lada chwilą nadejdzie jakieś niebezpieczeństwo.
Zerwał się do siadu i rozejrzał się wokół, a dostrzegając jedynie ciemność i sylwetkę Harry’ego majaczącą się w mroku i spokojnie śpiącą – począł nasłuchiwać.
Nie wyglądało na to, by działo się coś, co zagrażało czyjemuś życiu. Nie słyszał nawet cichego powarkiwania psów ani nie widział ruchu cieni za oknem.
Wyglądało na to, że coś innego było powodem jego pobudki w środku nocy.
Czyżby intuicja? Zły sen?
Chłopak zmarszczył brwi i postawił stopy na zimnym parkiecie tuż przy łóżku. Następnie wstał i powoli ruszył w kierunku drzwi sypialni,
Gdy zaś wyjrzał na korytarz – nadal nie działo się nic podejrzanego.
Postanowił przejść się na dół, do kuchni.

Zapalił światło w salonie połączonym z kuchnią i jadalnią, a jedyne co ukazało się jego oczom to dwa nieco senne psy, które spoglądały na niego z delikatnym zniecierpliwieniem i jakąś dezaprobatą.
Przecież to nie on je wykurzył z sypialni…

Chłopak podszedł powoli do zlewu w kuchni, sięgnął po szklankę i po chwili już napełniał ją wodą z kranu.
Jeszcze moment później pił jej zawartość duszkiem.
Z pewnością zatem nie spodziewał się tego co nastąpiło w przeciągu następnych paru minut.


Eggsy właśnie odstawiał szklankę do zlewu i miał się udać z powrotem do łóżka, gdy nagle rozległo się głośne pukanie do drzwi, pomieszane z desperackim skrobaniem w nie.
Obydwa psy zerwały się ze swoich miejsc, co oznaczało tyle, że Eggsy nie ma żadnych urojeń.
Chłopak jednak nie stał zbyt długo, wpatrując się w przestrzeń przed sobą, bo ruszył czym prędzej w kierunku drzwi, by przekonać sie, kto też o tej porze się do nich dobija.

Mijając szufladę z butami, sięgnął do jej wnętrza i płynnym ruchem wyjął zeń broń, a następnie zachowawczo podszedł do drzwi.
Otworzył je, chowając za plecami pistolet, a kiedy zobaczył kro przed nim stoi – niemalże zachłysnął się powietrzem ze zdziwienia, bowiem uwieszony na ramionach Rosie i Jonathana Sawyer ociekający krwią nie był codziennym widokiem.
Było to także ostatnią rzeczą, której Eggsy by się spodziewał.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#185PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Mar 07, 2018 7:20 pm

Hart spojrzał na przebijające się zza zasłony światło ulicznej latarni. Powinien zostawić psy jeżeli nie na kanapie na dole, to chociażby w nogach łóżka. Teraz było już za późno, by wydać im komendę i nie będąc jednocześnie zbyt czytelnym w swych zamiarach, to jest znalezieniu się choć odrobinę bliżej Eggsy’ego. Zacisnął powieki z zamiarem skupienia swoich myśli na czymkolwiek innym. Jedynym jednak na czym mógł się skoncentrować był miarowy oddech chłopaka i przygłuszające to chrapanie mopsa, który stanowił między nimi przeszkodę. Otworzył jeszcze raz oczy i cicho westchnął.
Oby Eggsy spał.
Wydał komendę szeptem. Peanut podniósł się prawie natychmiastowo i depcząc Quiller przemaszerował na koniec łóżka. Suczka podniosła się zaraz za nim. Z ciemności uderzył go blask źrenic jego psa, który patrzył na niego jakby pytając dlaczego nie może spać koło niego.
O podłogę uderzyły kolejne ciche plaśnięcia zeskakujących z łóżka psów, a Harry zamknął oczy. Jednoznaczność jego akcji była niemalże namacalna.
No cóż.

Ostatnim razem, gdy z kimś łączyła go bliska relacja i miało się ku jeszcze bliższej, postawiony był w dość klarownej sytuacji. Nie musiał zastanawiać się, czy to co robi nie było nieodpowiednie, ani uważać na inne temu podobne kwestie. Blake Peterson był nieskomplikowanym uczuciowo człowiekiem. Tym razem wszystko było inne, wręcz nowe. Harry był nawet w stanie stwierdzić, że to co poczuł względem młodego agenta pojawiło się w jego życiu po raz pierwszy.
Spojrzał w bok na ciemny zarys sylwetki chłopaka.
Był również w stanie stwierdzić, że to właśnie chciałby czuć do końca życia.


Obudził się w środku nocy i spojrzał na elektroniczny zegarek, wyświetlający godzinę drugą nad ranem. Podniósł się do siadu, a jego wzrok padł na drugą stronę łóżka. Miejsce po Eggsy’m było puste.
Uznał jednak, że chłopak z pewnością wybrał się chociażby do toalety i już miał wracać spać, gdy z korytarza dobiegły go powarkiwania i pojedyncze szczekanie. Podniósł się w końcu i zarzucił na siebie szlafrok.

Na dole przy drzwiach zastał go zdecydowanie niecodzienny, acz nie szokujący jak na realia Kingsmana, widok. Chłodną kalkulację sytuacji i najlepszych do podjęcia kroków w takowej sytuacji przerwał mu odgłos dzwoniącego telefonu dochodzący zza otwartych drzwi sypialni. O tej porze mógł to być jedynie Merlin albo pijana Blanca. Intencją pierwszego było z pewnością poinformowanie go o niespodziewanych gościach, natomiast druga… poradzi sobie.

- Eggsy, panika nie pomoże – rzucił w kierunku Unwina, który zdawał się właśnie w ten stan wkraczać. Rzucił w jego kierunku ręcznik, by mógł wstępnie zatamować krwawienie i ruszył w stronę koniecznych w zaistniałej sytuacji przyborów.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#186PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Mar 20, 2018 10:21 pm

Nie było to niczym dziwnym, że pierwsza misja w życiu zestresowała nieco Sawyera. Był dobrze przygotowany choć do końca treningu Kingsmana pozostało mu jeszcze pare miesięcy. Nie czuł się jednak zupełnie komfortowo w towarzystwie Jonathana. Może to była wina tego, że nie potrafił go rozgryźć? Może trudno mu było zrozumieć chłopaka, który z dnia na dzień stracił wszystko co miał i nie wydawał się tym być ani trochę wstrząśnięty?
Sawyer nie znał jego historii i Tybalt wytknął mu to, gdy podzielił się z nim obawami. Czternastolatek kazał mu dopuścić kilka różnych możliwości, ale nie tracić przy tym czujności…nigdy.
Dlatego też Ainsworth uznał, że będzie to dobry pomysł jeżeli weźmie ze sobą na misję także Rosie, która skończyła kilka dni wcześniej osiemnaście lat.
Obok niej Sawyer na pewno nie miał zamiaru dać się rozproszyć.
Teraz już podejrzliwie patrzył na obydwoje agentów.
Po Rosie wiedział przynajmniej czego się spodziewać.


Było wczesne popołudnie.
Sawyer wysiadł z metra na stacji Piccadilly i ruszył na powierzchnię.
Wspinając się w górę po schodach, poprawił czapkę z daszkiem, co było ustalonym sygnałem dla Rosie, która minęła go na stopniach.
Sawyer nie spodziewał się, że dziewczyna tak dobrze ukryje ostrze, które było pokaźnej wielkości, bo mierzyło trochę ponad połowę wzrostu dziewczyny.
Ów broń skryła w tubie na rysunki.

Ich plan wydawała się być doskonały, bezpieczny. Cała procedura przekazania materiałów miała się odbyć w miejscu publicznym w przeciągu kolejnych kilkudziesięciu minut, gdy Sawyer wróci do metra.
Jonathan w tym czasie przebrany za ochronę metra miał odnaleźć ich cel.
Ainsworth wiedział, że nie czekają ich żadne niespodzianki, a jednak nadal nie potrafił być spokojny i to nawet mimo, że Jonathana pilnowała głównie Rosie.
Coś wisiało w powietrzu, ale Sawyer miał pozostać w nieświadomości jeszcze przez następne kilka godzin nim przekonał się, czym było ów, które wisiało w powietrzu.


 – Ten facet wygląda całkiem podejrzanie… – wymruczał prześmiewczo Jonathan, wiedząc, że dzięki podsłuchom na ubraniu – Lancelot i Rosie także go usłyszą.
I rzeczywiście – tak było.
Przyprawiło to Sawyera o krótkie westchnięcie zirytowania, gdy dotarł do niego obraz z okularów Moriena.
 – Zajebiście śmieszne – syknął dziewiętnastolatek na widok starszego pana, który przyglądał się wydmuchanej w chusteczkę zawartości swojego nosa. – Jesteś taki dojrzały… – dodał, przewracając oczyma.
 – A ty jesteś za to zajebiście nieśmieszny, Lancetwat
 – Zamknijcie się. Obydwaj – warknęła do własnego mikrofonu Rosie, rozglądając się po peronie.
Właśnie wysiadła z pociągu i zmierzała w kierunku Jonathana.
Jej także nie było do śmiechu.
Na szczęście, ona potrafiła zachować się profesjonalnie i gdy tylko jej wzrok spoczął na jednym z wyższych mężczyzn, który właśnie usiadł na ławce i wyglądał jakby oczekiwał pociągu – wiedziała, że nie powinna była spuszczać z niego wzroku.
Intuicja mówiła jej, że to działanie, na którym należało się teraz skupić.
Gdy zaś wysoki mężczyzna spojrzał na zegarek, a metro za jego plecami wyjechało z tunelu – Rosie wiedziała, że właśnie patrzy na ich cel.


Sawyer poprawił torbę na ramieniu i obejrzał się za siebie na tłum wysypujący się z pociągów metra.
Za kilkanaście minut mial się spotkać z Rosie i przekazać jej torbę z pakunkiem w środku, a ta z kolei miała podać go dalej do Jonathana, który zabrać się miał z przedmiotem do bazy Kingsmana.
Miał jednak dziwne przeczucie…

Zawiał wiatr, wyrywając turyście z rąk mapę Londynu.
Sawyer, by uciec przed fruwającym papierem, odskoczył na bok i kosztował go ten unik zderzenie z rowerzystą.
Mężczyzna wywrócił się z roweru na chodnik i Ainsworth rzucił się w pierwszym odruchu, by mu pomóc, ale w porę się wycofał, by nie ryzykować czegoś, co mogło się zdarzyć w najmniej oczekiwanych momentach.
Takich, jak ten właśnie.
Machinalnie sięgnął do torby i rzucając krótkie „przepraszam” – ruszył dalej.


 – Co się stało?! – syknął drżącym tonem Eggsy i natychmiast zabrał się do opatrywania rany na boku chłopaka.
Sawyer miał także rozciętą wargę, którą zajmowała się Rosie.
Jonathan zaś, gdy tylko posadził rannego agenta na kanapie, odsunął się na pewną odległość i obserwował stamtąd jak agenci skupiają swoją uwagę na Lancelocie.
Twarz chłopaka pozostawała niewzruszona i to mimo, że wszystko to było jego winą.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#187PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Mar 29, 2018 11:44 pm

Dopiero gdy kryzys został zażegnany, a krew względnie zatamowana, Harry odsunął się kawałek i przyjrzał mizernej scence: Sawyer tłumaczył stojącemu w oddali Jonathanowi, że wszystko już w porządku i nie musi informować Tybalta o jego stanie, Rosie, czyszcząc zbite okulary, w milczeniu lustrowała agentów, natomiast Eggsy próbował zetrzeć z ręki krew zakrwawionym ręcznikiem. Hart westchnął i wstrzymał cisnącą się na usta moralizatorską gadkę, która najwyraźniej przychodzi z wiekiem. Ruszył do kuchni z zamiarem umycia rąk, po drodze jednak wyrywając brudny ręcznik z dłoni chłopaka.
Wyjrzał przez okno na ciemną ulicę. W żadnym domu nie paliło się już światło, co znacznie polepszało ich sytuację. Trójka zakrwawionych dzieciaków dobijająca się do jego domu o drugiej w nocy raczej nie była częstym widokiem w tych stronach.

Harry przetarł twarz czystą już ręką i skierował spojrzenie na fantastyczną czwórkę w jego salonie. Oparł się o blat i skupił uwagę zwłaszcza na Unwinie, który prawie idealnie ukrywał nutkę przestrachu, dostrzegalną jedynie dla Harry’ego. Eggsy spojrzał na niego i na moment złapali kontakt wzrokowy. W tym trwającym ułamek sekundy spojrzeniu, starszy agent starał się zawrzeć cały spokój, jaki w sobie miał, by podnieść na duchu zmartwionego chłopaka. Ich uwagę jednak odwrócił Morien, który podniósł nieświadomie głos.

Hart odepchnął się od blatu, przypominając sobie o nieodebranych połączeniach. Zwolnił kroku koło kanapy, jednak ponownie powstrzymał się od skarcenia dzieciaków. Tym zajmował się Merlin.
Powolnym krokiem wszedł po schodach i dotarł do sypialni. Pokrótce omiótł spojrzeniem zmiętą pościel i sięgnął po telefon.
Trzy nieodebrane od Merlina.
Wybrał funkcję oddzwonienia i równie powolnie wyszedł z pokoju, zatrzymując się na korytarzu. Nie czekał długo, aż mężczyzna odbierze, ale w tym czasie wsłuchał się w rozmowy dobiegające z dołu. Eggsy włączył się do dyskusji.

- Morien, Lancelot i Kay są u ciebie? – rzucił od razu głos po drugiej stronie. Harry przytaknął i krótko wyjaśnił stan, w jakim Lancelot aktualnie się znajduje, na koniec pytając co się właściwie stało.
Merlin zarysował mu przebieg misji, jednakże nie był w stanie odpowiedzieć, co dokładnie doprowadziło chłopaka do takiego stanu. – Każ im się ze mną jak najszybciej skontaktować. Potrzebujecie lekarza?

Harry spojrzał ze schodów na kwaśny wyraz twarzy Sawyera, gdy Rosie spróbowała zetrzeć zaschniętą krew z okolic ran. Dawno temu, jeszcze w wojsku, sam poniósł podobne obrażenia. Wtedy jednak zajął się nim profesjonalny lekarz, a po niefortunnej akcji zostało mu jedynie wspomnienie w postaci blizny na boku.
Przytaknął.
Najlepiej gdyby Ainsworth znalazł się w szpitalu, jednakże z ranami postrzałowymi wzbudziłby zbyt duże zamieszanie.

Wszedł do pokoju, automatycznie ściągając na siebie sześć spojrzeń, ze szczeniakami włącznie. Spojrzał na Jonathana i rzucił mu telefon.
- Merlin chce z wami porozmawiać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#188PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Wrz 08, 2018 9:28 pm

Jonathan czuł na sobie pełne pretensji i złych emocji spojrzenie Rosie. Dziewczyna podejrzewała słusznie, że to by się nie wydarzyło gdyby tylko Morien wykonał swoją część roboty i nie kierował się najczystszą postacią niechęci wobec Sawyera.
 – To nie tak, jak myślisz… – mruknął, wzruszając ramionami. Starał się wyglądać na jak najbardziej wyluzowanego i niewzruszonego faktem, że rzeczywiście to wszystko było jego faktem.
 – Tak? – syknęła z powstrzymywaną wściekłością Rosie, mrużąc na Jonathana oczy. – To może mi wytłumacz, co się właściwie wydarzyło, Morien? Skoro to nie tak, że zignorowałeś w ogóle fakt…
 – Zamknij się, Rose – przerwał jej w połowie zdania, zerkając w bok na Galahada i upewniając się, że ten niczego nie usłyszał.
Widział, że nie będzie w stanie zmylić dziewczyny, więc przyznał się przed nią, co nieco ją uspokoiło.
Rosie westchnęła przeciągle i gwałtownie podniosła się z miejsca, by ruszyć w kierunku Sawyera i wytrzeć jego bok z krwi.
Wolała nie patrzeć już na Moriena bowiem mogłoby się to okazać zbyt wielką pokusą do oderwania mu łba.


Eggsy doskonale wiedział, że nie był to zwykły wypadek przy pracy. Misja była prosta, a tego typu komplikacji nie spodziewał się przy tak dobrych agentach.
Wiedział, że Sawyer nie mógł być na tyle lekkomyślny, by dopuścić do czegoś takiego.
Rose również była bardzo analitycznym umysłem.
Najsłabszym ogniwem tej operacji mógł być nie sam Morien, a fakt, że między nim i Sawyerem był widoczny konflikt, który nie miał szansy na samoczynne zażegnanie.

Eggsy z kuchni obserwował Lancelota i Kaya, którzy przyciszonymi głosami rozważali jakąś kwestie. Dobrze udawali brak zdenerwowania i dyskomfort spowodowany faktem, że są obserwowani przez niego oraz…Jonathana.
Galahad nadal pamiętał jak dobrze dogadywał się z Truscottem jeszcze jakiś czas temu. Chłopak wydawał się być wówczas nieco mniejszym samotnikiem niż Tybalt, ale dokładnie tak samo jak czternastolatek – nie przepadał za towarzystwem ludzi, jednocześnie będąc okrutnie spragnionym zrozumienia.
Relacja Jonathana z resztą agentów…była trudna na pierwszy rzut oka, a zaś gdyby się przyjrzeć temu dokładniej…zdawała się być jeszcze bardziej skomplikowana.

Harry na chwilę zniknął z zasięgu wzroku i Eggsy mógłby wykorzystać tę chwilę na to, by ośmielić agentów do opowiedzenia prawdziwej wersji historii.
Wiedział jednak, że nie powinien liczyć na to, że Sawyer mu o wszystkim opowie. Chłopak był zbyt lojalny i to mogłoby stać się jego zgubą pewnego dnia.
Jednak Rose…
Tak, ona prędzej powie Eggsy’emu prawdę. Nic szczególnego poza niechęcią nie łączyło ją z Morienem, a Lancelota wydawała się szanować i nawet w pewnym stopniu lubić.

Kiedy Harry wrócił z telefonem – Eggsy podniósł się z krzesła i ruszył w kierunku Rosie.


Jonathan przełknął głośno ślinę nim przyłożył telefon do ucha.
 – Tak, Merlinie? – odezwał się opanowanym głosem.
 – Morien – odpowiedział głos po drugiej stronie linii. – Opowiedz mi o tym, co się stało.
Chłopak odetchnął bezgłośnie. Z tonu głosu mężczyzny wywnioskował, że ten jeszcze o niczym nie wie.
Być może nawet go nie podejrzewał o nic.
Morien musiał zachować spokój i opowiedzieć mu pokrótce o tym, co się zdarzyło. Musiał to ująć tak, by nie zaznaczać swojego udziału w komplikacjach.
Od razu się za to zabrał.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#189PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Wrz 08, 2018 11:24 pm

Harry chwilę obserwował minę chłopaka odbierającego telefon. Początkowo przerażona, stopniowo przerodziła się w poważnie analizującą co właściwie powinien powiedzieć Merlinowi.
Chwilę później dzwonek poinformował o przybyciu jeszcze jednego gościa. Kilka głów gwałtownie skierowała się ku drzwiom, a drobna dłoń Rosie nieznacznie zacisnęła się na wciąż trzymanym pistolecie. No tak, tylko Harry został poinformowany o rychłym przybyciu lekarza.
Hart bez słowa otworzył drzwi, wpuszczając nowo przybyłego do środka.

- Harry – basem przywitał się jegomość. – Dawno się nie widzieliśmy.

- Doktorze Schaal – odwzajemnił uścisk szorstkiej dłoni mężczyzny i uśmiechnął się nieznacznie. – Dzięki Bogu.

Prawie siedemdziesięcioletni Dr. Schaal był bowiem wielu dekad członkiem załogi Kingsmana, jednakże stacjonował w swej prywatnej klinice w Londynie, by w sytuacjach jak ta – udzielić należnej pomocy. Przez wiele lat służby Harry’ego w ów tajnej organizacji, mężczyzna ratował mu życie niejednokrotnie, a teraz także to właśnie on był jednym z zajmujących się Eggsy’m, gdy ten umierał otruty przez Rosjan.
Był zawsze dostępny i nigdy nie zadawał pytań. A to ceniło się u Kingsmana.

Mężczyźni wymienili krótkie uprzejmości pod drodze z przedpokoju do postrzelonego chłopaka. Lekarz zatrzymał się przed swym pacjentem i ustawił na stole swą sporych rozmiarów skrzynkę ze sprzętem. Oficjalnie przywitał się z dzieciakami, po czym zabrał do obejrzenia rany, z dezaprobatą cmokając ustami na prymitywne blokady krwi.

Harry przyglądał mu się chwilę, po czym przeczesał palcami włosy. Podszedł do stolika z alkoholami i ustawił dwie szklanki, do których wlał nierozcieńczonej whisky. Jedną z nich podstawił pod rękę syczącego z bólu Lancelota.

- Powinno jakkolwiek ukoić ból – mruknął w odpowiedzi na pytające spojrzenie. Nie było to zbyt pedagogiczne zagranie, ale zdawał sobie sprawę w jakich boleściach chłopak się aktualnie znajdował. Jednak on nie miał owego czasu pod ręką żadnego alkoholu i musiał przecierpieć wyciąganie kuli z boku bez znieczulenia. Pod wpływem tych wspomnień jego blizna na boku zakłuła.

Hart usiadł w fotelu nieco odsuniętym od gromady i upił powolny łyk trunku. Tak właśnie jego spokojna noc się zakończyła, a wraz z nią szansa na ponowne zaśnięcie. Na jego kolanach od razu znalazł się niewielkich rozmiarów pies, przerażony nocnym zamieszaniem.
Agent chwilę przypatrywał się zabiegowi, po czym podniósł wzrok na Eggsy’ego.
Był niespokojny, chociaż starał się to zatuszować. Po nocy miał wciąż potargane włosy, a niedawny sen jeszcze nie opuścił jego oblicza. Ponadto jego piżama była dość pokrwawiona po tamowaniu krwotoku. A mimo to nadal wyglądał niesamowicie przystojnie, co nie dziwiło Harry’ego.
To jednak nie było w stanie załagodzić malującego się na młodzieńczym obliczu stresu. Wszyscy byli poddenerwowani i zmartwieni stanem Sawyera, oprócz Harry'ego oraz Schaala, który już swoje widzieli i przeżyli.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#190PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Wrz 09, 2018 12:22 am


Eggsy z zaciętą miną przyglądał się lekarzowi i temu, co dzieje się z Sawyerem, jednocześnie czekając na odpowiedni moment do rozmowy z Rose.
Ów nadszedł, gdy dziewczyna nieco odrzucona widokiem cierpiącego przyjaciela – ruszyła do kuchni po szklankę wody.
Galahad poszedł za nią, czując na sobie uważny wzrok Harry’ego.
Mógłby jego zapytać o spostrzeżenia odnośnie tej dziwnej sytuacji, ale uznał, że powinien zaufać własnej intuicji, bo ta w końcu była jego najsilniejszą stroną.

 – Możesz mi poświęcić chwilę? – odezwał się, gdy dziewczyna ze szklanką wody w dłoni zwróciła się z powrotem salonu z zamiarem dołączenia znów do Sawyera.
 – O czym? – spytała w delikatnym zdenerwowaniu, nieco bezmyślnie formułując pytanie. Eggsy mógłby chcieć z nią rozmawiać tylko o jednym.
Starszy agent zmierzył ją spojrzeniem i zrobił krok w jej kierunku, znacznie górując tym samym nad nią.
Był od niej dużo wyższy nawet będąc nieszczególnie rosłym osobnikiem.
Kay miała osiemnaście lat, ale nadal nie odznaczała się szczególnie imponującą aparycją. Mogła mieć może około pięciu stóp wzrostu, a jej sylwetka była nader szczupła.
Eggsy wiedział jednak doskonale, że dziewczyna nie polegała na swojej sile i masie, a szybkości i zwinności.
Podobnie było z Tybaltem, który był niewiele wyższy od dziewczyny.

 – Powiedz mi co się naprawdę wydarzyło – mruknął przyciszonym głosem Galahad i zajrzał dziewczynie w oczy.
Miała upartą minę i mimo widocznych oznak zmęczenia…była czujna.
Nie miała jednak zamiaru kłamać lub uciekać.
To nie była jej wina.
Wiedziała jednak czyja.
 – To Morien – odpowiedziała równie cicho i zerknęła w stronę Jonathana, który nadal był pochłonięty rozmową z Merlinem. – To by się nie wydarzyło, gdyby nie on.


Gdy Rosie skończyła opowiadać Eggsy’emu co się właściwie wydarzyło – twarz mężczyzny zdradzała to, jak bardzo był on zmieszany, zdenerwowany i oburzony.
 – Sawyer powinien był zadzwonić, gdy zauważył, że ktoś ich śledzi zamiast odgrywać bohatera… – wybełkotał cicho i zamyślił się na chwilę.
Z historii wynikało, że cała trójka miała po prostu niewiarygodnego pecha, który skończyć mógł się jeszcze tragiczniej.
Rosie wydawała się również czuć winna temu, co się wydarzyło na co Eggsy westchnął delikatnie, a następnie posłał osiemnastolatce ciepły uśmiech.
 – Ty i Lancelot daliście z siebie wszystko – powiedział szczerze i skinął jej głową, dając tym samym znak, że może odejść.
Gdy dziewczyna opuściła kuchnię, Eggsy sam ruszył w kierunku salonu, zatrzymując się przy Harry’m.
 – Musimy porozmawiać – szepnął mu na ucho.
Jedno spojrzenie Harta na twarz agenta było wszystkim, czego starszy mężczyzna potrzebował, by domyślić się, że to sprawa większej wagi, ale i wymagająca dyskrecji.
Mogli być kochankami, przyjaciółmi, czymkolwiek, ale przede wszystkim byli tutaj, by chronić siebie i swoich najbliższych przed niebezpieczeństwem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#191PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Wrz 09, 2018 1:34 am

Gdy Eggsy ruszył za młodą agentką do kuchni, zapewne żeby zapytać o przebieg wydarzeń, Harry początkowo próbował wyczytać cokolwiek z ruchu ust. Odpuścił jednak, gdy okazało się to zbyt trudne, zważywszy na cień okalający ich twarze oraz dystans. Prędzej czy później i tak się dowie.

Spojrzał w dół na swoje kolana, a raczej na stworzenie na nich odpoczywające. Zdał sobie sprawę, że nieświadomie machinalnie głaszcze swojego szczeniaka po brzuchu. Zmienił miejsce pieszczot i teraz piesek drapany był po karku, przez co musiał zmienić pozycję.  
Sekunda odprężenia w całym tym zamieszaniu.

Nie musiał długo czekać, by Eggsy zaraz poprosił go na słówko w prywatności. To znaczyło, że wydobył od agentki faktyczną wersję wydarzeń i zaraz przekaże ją szefowi – jemu. Z tej genialnej trójki tylko u Rosie można było liczyć na całkowitą szczerość, bez obaw o jej dumę.
Ostrożnie odstawił Peanuta na ziemię, tuż obok żółtego mopsa, który nie wiadomo kiedy znalazł się pod nogami Harta. Dopił na raz resztkę whisky i poszedł za Eggsy’m, omiatając jeszcze raz zebraną grupę, jak gdyby upewniając się, że na pewno wszystko jest pod kontrolą. Dr. Schaal powinien powoli już kończyć.
Sunąć za Unwinem, obserwował jego zdeterminowany krok. To było coś ważnego. Czyżby jego agenci aż tak bardzo nawalili? W tak łatwej misji?
Niemożliwe.

Zatrzymał się w niewielkiej, acz profesjonalnej odległości od chłopaka i uważnie wysłuchał co ten miał do streszczenia. Usłyszawszy powodów zakrwawienia mu domu przez dzieciaki, kamień spadł mu z serca.
Krok Eggsy’ego nie wskazywał na zdenerwowanie, a na zmartwienie. Łatwa pomyłka.

Przymknął jednak oczy i odetchnął głęboko. Wina leżała poniekąd po jego stronie. Zgodził się na wysłanie zwaśnionych nastolatków, zapominając, że i on był kiedyś nastolatkiem i jak łatwo jest ich sprowokować. Przetarł powieki.

- Nie powinienem był się na to zgadzać – mruknął. – Cała ta akcja była błędem. Zwłaszcza w tej niestandardowej drużynie - pokręceniem głowy uciszył blondyna, próbującego wprowadzić inne światło. Doświadczenie Harry’ego doskonale wskazywało popełnione potknięcie. – Agenci muszą ufać sobie bezgranicznie na misji, nawet najłatwiejszej. Ci chłopcy jeszcze nie są w stanie na sobie polegać… - odwrócił się z zamiarem powrotu do salonu. – To jeszcze za wcześnie…

Nie ruszył się jednak z miejsca, a zapatrzył w przestrzeń. Dochodziła kwestia położenia dzieciaków spać. Wysłanie ich do hotelu mogło być zbyt niebezpieczne, a zostawienie ich tutaj… Nie do końca było na to miejsce, ale gdyby się uprzeć… O tym jednak musiałby porozmawiać z Eggsy’m. W końcu to już nie był tylko jego dom.
Harry wiedział jedynie, że on już tej nocy nie osunie się w objęcia Morfeusza.
Odwrócił się do Unwina. Stali jednak bliżej niż Hartowi się wydawało, więc znalazł się jeszcze bliżej niego, niemalże czując już jego oddech na swojej twarzy. A do tego coś nie powalało mu na natychmiastowe odsunięcie się.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#192PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Wrz 09, 2018 2:29 am

Eggsy westchnął z pewną ulgą, gdy wreszcie skończył opowiadać Harry’emu o tym, co się wydarzyło właściwie na misji. Czuł jak cały ciężar z jego ramion znika i choć nie do końca to przestaje być tak ogromnie uciążliwy.
Wiedział, że czuł sie tak dzięki temu, że Hart był obok i przejmował część odpowiedzialności za to, jak przedstawiała się sytuacja.
To on musiał podjąć decyzje, ale przecież nadal mógł liczyć na Galahada w dokładnie ten sam sposób, jak ten polegał na nim.
Nie mogliśmy przewidzieć tego, co się stało – Eggsy spróbował nieco rozpędzić poczucie winy Harry’ego. – Ani ja, ani Merlin nie wiedzieliśmy jak bardzo Morien i Lancelot się nie lubią.

Chłopak uśmiechnął się do wyższego mężczyzny, gdy ten odwrócił się do niego twarzą.
Ten pocieszający grymas jednak szybko zszedł z jego twarzy, zastąpiony powagą, której towarzyszyła chęć znalezienia się jeszcze bliżej Harta.
Eggsy zastanawiał się czy to kiedyś zniknie i pozwoli mu spokojnie znajdować się obok mężczyzny…
Póki co nie zapowiadało się na to i każda konfrontacja z Harry'm, każda chwila na osobności sprawiała, że w podbrzuszu Eggsy’ego coś zaciskało się przyjemnie, a ciało samo lgnęło do sylwetki agenta.

Chciałbym… – zaczął mówić Unwin, ale myśl błyskawicznie uciekła z jego głowy, co przyprawiło go o zakłopotany chichot. Co właściwie miał zamiar powiedzieć?
Przepraszam – mruknął, a na jego usta wpełzł pełen zażenowania uśmiech. – Chyba za dużo wrażeń na dzisiaj.
Uczucie nie znikało, a wręcz powoli rosło w siłę, cofając Unwina na ścianę za jego plecami.
Spojrzenie chłopaka również zostało opanowane przez to niemal namacalne podniecenie i pragnienie bliskości.
Patrzył na Harry’ego pojaśniałym od ekscytacji wzrokiem, zapraszając do kolejnego ruchu.
Rzucał mu wyzwanie, które Hart mógłby podjąć i niezależnie od wyniku – cieszyć się udziałem w walce.
Eggsy nie mógł się doczekać i mimo, że wszystkie te uczucia były zupełnie nienazwane, a wszystko się działo tylko dzięki czynnie udzielającej się podświadomości – gdy tylko Harry delikatnie pochylił się do przodu, Unwin znacznie się ośmielił.

Chłopak przyciągnął mężczyznę do pocałunku, łapiąc palcami skrawek jego koszulki.
Nie puszczał koszulki na tyle długo aż w końcu biodra Harta przylgnęły do tych jego.
Cienki materiał ich ubrań sprawiał, że znacznie wyraźniej czuli swoje wzajemne ciepło, ale także każdą krzywiznę pod koszulką…lub spodniami.

Galahad nie był w stanie powiedzieć co nim kierowało ani skąd wzięły się te ogromne pokłady podniecenia, ale coś wyraźnie pchało go do działania i momentami odbierało zdolność do odczuwania wstydu. Był wtedy praktycznie nie do zatrzymania, a cały świat poza Harry’m przestawał dla niego istnieć.

Ich usta poruszały się finezyjnie i umiejętnie, gdy dłonie błądziły po ich ciałach bez grama niezdecydowania.
Nie było już śladu po niepewnym poruszaniu się w tej relacji, błądzeniu na ślepo i prób dowiadywania się na własną rękę o uczuciach drugiego z nich.
Zarówno Eggsy jak i Harry już wiedzieli o wzajemnym zainteresowaniu. By posiąść te wiedzę na swój temat musieli przejść przez wiele komplikacji, a ich przyjaźń została pod drodze wystawiona na próbę.
Teraz już zdali sobie sprawę z tego, że bycie przyjaciółmi było czymś co zupełnie nie stało na przeszkodzie do odkrycia innej strony relacji między nimi.
Potrzebowali siebie nawzajem na tych płaszczyznach życia.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#193PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Wrz 09, 2018 2:51 pm

Chwilę stał w milczeniu wpatrując się prosto w głębię oczu chłopaka, by zaraz zjechać na usta, gdy ten się uśmiechnął. Nieznana siła kazała mu przysunąć się jeszcze bliżej. To natychmiastowo poskutkowało rozegraniem swojego ruchu przez Eggsy’ego.
Nie opierał się byciu przyciągniętym za koszulę. Od pewnego czasu trudno mu było wyobrazić sobie potencjalną sytuację, gdzie by się opierał.

Ich usta zetknęły się w początkowo nieśmiałym, ale szybko ośmielającym się pocałunku. Hart postąpił krok do przodu, delikatnie dopychając Unwina do ściany.
Wszystko wykonywane było przez obu jak najciszej. Nikt z pokoju obok nie mógł dowiedzieć się, że pomiędzy dwoma agentami pojawiło się coś więcej.
Coś, co z każdym dniem rosło z zawrotną prędkością. Ku uciesze Blanki.
Harry oszukiwałby siebie, udając, że siła ciągnąca ich do siebie jest mu nieznana. Doskonale wiedział, co to za przyciąganie i jak je nazwać.

Położył dłoń na biodrze blondyna i wsunął palce pod jego koszulkę. Pod opuszkami czuł gorącą skórę, gdy z wolna przesuwał dłoń wpierw w stronę pleców, a potem coraz wyżej.
Stykając się z nim biodrami, czuł wyraźniejsze ciepło idące spod podwiniętej koszulki.
Druga dłoń również wylądowała na biodrze chłopaka, tym jednak razem palce wysunęły się nieznacznie pod gumkę spodni.
Kryzysowa sytuacja z pokoju obok odeszła w niepamięć, co zaniepokoiłoby starego Harry’ego. Teraz jednak pozwolił myślom ześlizgnąć się na dalszy plan, skupiając się jedynie na cieple dochodzącym z ciała drugiego mężczyzny oraz na fakturze jego skóry.

W ich stronę skierowały się odległe kroki. Z salonu dało się słyszeć powziętą na nowo konwersację między dzieciakami. Schaab musiał już skończyć, co znaczyło, że niebawem się tu pojawi w poszukiwaniu Harry’ego.
Niechętnie, ale dał się pokierować intuicji.
Na moment położył Unwinowi dłoń na policzku, kończąc pocałunek. Płynnie usuwając się na bok, zajrzał w błękit rozbudzonych już oczu, zaskoczonych nagłym przerwaniem. Uśmiechnął się nieznacznie, poprawił szlafrok i skierował się do salonu.
W progu wpadł na lekarza, który, pozbierawszy swoje sprzęty, szedł już do wyjścia. Hart uścisnął mu rękę w podziękowaniu za niezawodną służbę Wielkiej Brytanii, po czym spiorunował wzrokiem trójkę młodych agentów, którzy na nowo zaczynali się kłócić.

Za sobą słyszał Eggsy’ego żegnającego doktora w drzwiach. Stał chwilę w progu, wzrokiem szukając swojego telefonu. Bez słowa pochwycił go ze stołu i ponownie wyszedł z pokoju. Wrócił do miejsca, które przed chwilą jeszcze zajmował z Eggsy’m. Oparł się o ścianę i odetchnął głęboko.
Musiał ponownie zadzwonić do Merlina, by rozmówić się z nim o nowych faktach i rozplanować resztę nocy.
Gdy już okiełznał jeden ewenement jego spokojnego życia cywilnego, to jest Eggsy, chaos nawiedził jego zaciszne kąty raz jeszcze.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#194PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Wrz 09, 2018 8:11 pm


 – Co się stało? – spytał słaby, zaspany głos z głębi domu.
Merlin odwrócił się w tamtą stronę i wyodrębnił z ciemności sylwetkę Tybalta, który stał po środku rozległego salonu w bokserkach i koszulce.
Musiał mieć bardzo lekki sen i być conajmniej nindżą, bo Merlin nie usłyszał ani kroku, który młodzieniec zrobił nim się tu pojawił i dał mu znać o swojej obecności.
 – Komplikacje podczas misji. Nic poważnego. Wszyscy żyją – odparł mężczyzna, nie wiedząc do końca, która z tych informacji była dla jego wychowanka najważniejszą. Na pewno wiedział o misji Sawyera, więc Merlin nie musiał ukrywać przed chłopakiem co się przydarzyło i komu

Czuł na sobie przenikliwe, zielone spojrzenie chłopca. Chciałby wiedzieć co też działo się w jego genialnej głowie.
Nawet teraz i z tej odległości widział, że chłopak już doskonale wie, co się stało choć Merlin nie powiedział mu ani jednego słowa na temat tego, jak Lancelot został postrzelony.

Tybalt znalazł się bliżej mężczyzny i przystanął tuż obok, a następnie wbił spojrzenie w widok za oknem.
Merlin wiedział, że powinni porozmawiać o pewnych kwestiach, o treningu…
Zdążył już się przywiązać do chłopca i wcale nie podobało mu się to, że będzie musiał go wypuścić z rąk nim w ogóle zdobył wystarczająco dużo wspomnień z dzieckiem.
 – Wszyscy poza tobą wierzą, że sobie poradzę – odezwał się nagle chłopiec, zapewne domyślając się tego, co w tej chwili zaprzątało myśli jego opiekuna.
Mężczyzna uśmiechnął się do siebie, nie odrywając wzroku od tego samego widoku, który podziwiał Tybalt.
 – Jestem pewien, że sobie poradzisz – powiedział. – Po prostu wiem, co to oznacza…
 – Boisz się, że umrę za Anglię? – parsknął delikatnie czternastolatek i podniósł wzrok na wyższego agenta. – Kocham Anglię, ale to, czego szukałem znalazłem całkiem niedawno i mam zamiar o to walczyć, a nie umierać.
Merlin zerknął na Tybalta, a następnie pokręcił głową z udawaną dezaprobatą.
 – Jestem pewien, że Sawyer ucieszy się, gdy to usłyszy…
Te słowa wywołały w młodym agencie pewne wzburzenie, którym przykrył swoje zawstydzenie.
Ale jednak…to prawda, że nie mógł się doczekać aż do niego dołączy.


Eggsy rzucił na kanapę koc i kilka poduszek, a następnie zerknął w stronę Jonathana.
 – Wystarczy? – spytał i ułożył poduszki po jednej stronie tapczanu.
Drugi z agentów skinął mu głową i w milczeniu począł zrzucać z siebie wierzchnie ubrania. Po chwili został w samych bokserkach.
Czuł na sobie spojrzenie Eggsy’ego i wiedział, że gdy je odwzajemni – nie odnajdzie w oczach chłopaka ani grama otuchy.
Rose musiała mu powiedzieć o wszystkim, co by tłumaczyło fakt, że Arthur nawet na niego nie spojrzał, gdy zniknął na piętrze z zamiarem przygotowania łóżek dla pozostałych agentów.
 – Wiem, że to była moja wina – mruknął chłopak i nakrył się kocem.
Eggsy westchnął cicho, zatrzymując się w drodze do schodów.
 – Nie wiem jakie konsekwencje wyciągnie z tego Arthur, ale… – Unwin zerknął na Moriena przez ramię. – …ale ja wiem, że na twoim miejscu już nigdy nie pozwoliłbym na to, by coś takiego się powtórzyło.

Kilka sekund Eggsy zniknął z salonu, zostawiając Moriena samego w ciemności i rzuconego na pastwę trawiącego go poczucia winy.
Musiał się zmienić, ale czy potrafił?
Czy jeszcze kiedykolwiek będzie w stanie być z ludźmi, jak wtedy, gdy wszyscy jego bliscy jeszcze żyli?


Lancelotowi przypadło łóżko Harry’ego, a ze względu na obrażenia – chłopak był zmuszony odpoczywać sam.
Kay od razu zasnęła w łóżku Eggsy’ego.
Unwin zajął dla siebie niewielką kanapę w gabinecie Harry’ego, w którym znalazł się także sam gospodarz domu.
Mężczyzna odmówił położenia się spać.
 – Chyba nie zasnę już dzisiaj – wymamrotał Eggsy, leżąc w dziwacznej pozycji na skórzanej kanapie i nakrywając się kocem.
Jego spojrzenie z sufitu podążyło przez półki aż do siedzącej za biurkiem sylwetki.
Harry nie wyglądał na ani trochę zmęczonego.
Eggsy też zatem nie musiał być senny, prawda?
Był pewien jednego – na pewno nie zmruży oka, gdy te wszystkie myśli rozbijały się po jego głowie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#195PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Wrz 09, 2018 10:18 pm

Harry uniósł wzrok znad komputera, w którego monitor bezmyślnie się wpatrywał od pewnego czasu.
Przestudiował wzrokiem rozwalonego na jego kanapie blondyna i uśmiechnął się. Będzie miał towarzystwo inne niż drzemiące psy.
Wiadomość, że Eggsy prześpi się w jego gabinecie uradowała go. Śpiącego czy nie, wolał mieć go pod ręką.

- Powinieneś się zdrzemnąć chociaż na chwilę – mruknął, splatając palce pod brodą. Zielone oczy skierowały się ku niemu. - Poważnie obawiam się o twój zegar biologiczny, Gary.

Ponownie uśmiechnął się do chłopaka, przez którego był właśnie karcony spojrzeniem. Tę wzrokową potyczkę przerwał jednak wibrujący telefon Harry’ego.
O 7 zjawi się Tequila, by odstawić dzieciaki do bazy w Szkocji.
Hart poprawił okulary i przetarł oczy. Wciąż miał cztery godziny by zmusić Unwina do zaśnięcia tutaj, a nie popołudniem w pracy.
Upił łyk kawy, którą uprzednio sobie tu przyniósł.

Z szuflady wyciągnął jeden ze swoich pistoletów, by czyszcząc go, zająć czymś ręce. Odkładając na bok magazynek zawiesił się na moment.
- Eggsy, obiecaj mi, że nie będziesz zgrywał bohatera, jak Ainsworth dzisiaj – powiedział nie podnosząc głowy. Nie wiedział czy chłopak zasnął, czy jeszcze nie. – Albo jak twój ojciec…
Ze strony kanapy dobiegło go ciche poruszenie. Powstrzymał się jednak przed sprawdzeniem stanu świadomości Eggsy’ego.

Po godzinie milczenia ze strony ich obu, Harry w końcu podniósł się z zamiarem sprawdzenia stanu Jonathana. Choć nie miał powodów, by nie doceniać umiejętności Dr. Shaala, to wolał się upewnić. Byłby bynajmniej rad, gdyby chłopak zakrwawił mu łóżko.
Mijając Unwina, zerknął na niego przelotnie. Wyglądał na śpiącego.

Ostrożnie uchylił drzwi do swej sypialni, aktualnie okupowanej przez postrzelonego Sawyera. Światła z ulicy oświetlały jego spokojną twarz i obandażowany bok. Choć krew przebijała się delikatnie spod niego, to nie było na nim żadnej świeżej krwi. Hart omiótł raz jeszcze oblicze Ainswortha. Łyknął parę tabletek przeciwbólowych, a do tego musiał być wykończony serią wydarzeń. Harry był zadowolony, że jego podopieczny śpi bez dodatkowych środków nasennych, które byłby skory mu dostarczyć, jeśli pojawiłaby się taka potrzeba.

Po cichu wrócił do swojego gabinetu, po drodze jeszcze nasłuchując, czy na dole Jonathan już zasnął. Nie usłyszawszy żadnych odchodzących od normy dźwięków, pchnął drzwi. Eggsy już nie spał. Ruch wybudził go z płytkiego snu. A może wcale nie spał.
Harry nie usiadł ponownie za biurkiem, a tylko oparł się o blat i spojrzał na podnoszącego się do siadu chłopaka.
Chwycił swój kubek i powolnie upił łyk, wpatrując się w zielone oczy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 682
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#196PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Wrz 10, 2018 12:11 am


Eggsy uśmiechnął się smutno, gdy dotarła do niego prośba Hary’ego.
Obydwaj wiedzieli, że oczywiście…Eggsy nie był w stanie tego obiecać.
Bywał beztroski, działał impulsywnie, ale żadna z tych rzeczy nie doprowadziła go tak szybko na skraj przepaści jak fakt, że cenił sobie życie wszystkich ukochanych osób bardziej niż swoje własne.
Był tragicznym bohaterem.
Harry wiedział o tym i zapewne już dawno się domyślił, że to szaleństwo miał we krwi.
Nie musiał mu odpowiadać, prawda? Nie musiał obiecać Harry’emu tego, że następnym razem zastanowi się nim uratuje komuś życie i zapłaci za to ogromną cenę?

Nie był w stanie zasnąć, ale po jakimś czasie starań – udało mu się zdrzemnąć. Spał płytko, słyszał każdy szmer, ale nie poruszał się jeszcze, zbyt zdeterminowany do zaczerpnięcia choć odrobiny snu.
Był to okrutny ze strony jego organizmu stan, w którym się znalazł – zbyt rozemocjonowany by normalnie zasnąć, zbyt zmęczony by funkcjonować w pełni sił.

Doskonale słyszał jak Harry wstaje z miejsca, opuszcza gabinet i przemieszcza się przez chwilę po piętrze.
Eggsy rozchylił powieki, mając nadzieję na to, że być może minęło trochę więcej czasu, niż mu się wydawało.
Gdy zaś na zegarku ujrzał godzinę zaledwie piątą rano – zerwał się do siadu, oburzony.
Kurwa… – syknął pod nosem i potarł zmęczone sztucznym snem oczy.
W tej samej sekundzie w drzwiach gabinetu pojawił się z powrotem Harry.
Unwin i tak już nie widział sensu dla swoich prób zaśnięcia, więc spuścił nogi na ziemię i wbił spojrzenie swoich oczu w przyjaciela.
Przyjaciela?
Tak, przyjaciela.

Żaden z nich nie odezwał się jako pierwszy przez następne parę sekund, co Eggsy uznał za przyzwolenie dla zabrania głosu samemu.
Jestem pewien, że masz mi coś do powiedzenia, Harry – mruknął, uśmiechając się delikatnie, a następnie podnosząc się z kanapy.
Nadal okryty kocem zbliżył się do mężczyzny i dołączył do niego przy blacie biurka.
Nigdy nie rozmawialiśmy o moim ojcu – zauważył chłopak, nadal nie spuszczając z Harta swojego bacznego spojrzenia. – Znałeś go lepiej niż ja.

Najwięcej historii o swoim ojcu dopowiedział sobie ze skrawków informacji, których udzielili mu matka oraz Merlin.
Nie wiedział nawet jaka była prawda i kim w rzeczywistości był Lee – bohaterem czy głupcem?
Oczywiście, Eggsy wolał myśleć, że pierwszym z nich.
Że chronił ludzi za wszelką cenę, czyli dokładnie tak, jak to robi obecnie Eggsy czy Sawyer.
A co jeżeli poza tym był po prostu…lekkomyślny? Narwany?
Eggsy odrzucił tę myśl od razu.
Harry wielokrotnie wspominał przy nim ojca i zawsze odnosił się do tych kwestii z ogromną wzniosłością i dumą.
Merlin również.
Lee musiał mieć w sobie cokolwiek pozytywnego.
Myślisz, że co by powiedział na wieść o tym, że ty…i ja…? – Eggsy’emu zabrakło słów i zawstydził go fakt posiadania skromnego słownictwa w tych sprawach, które dotyczyły romantycznych relacji.
To Harry był z nich dwóch…tym, który umiał nazywać rzeczy po imieniu?
Eggsy czasami nie miał pojęcia co też Hart w nim widział…

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 219
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

#197PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Wrz 11, 2018 10:20 pm

Wsłuchując się w ostrożne kroki bosych stóp przebijające się przez ogłuszającą ciszę gabinetu, wzrok Harry’ego mimowolnie błądził po twarzy zaspanego Eggsy’ego. Przypominał mu teraz tego kilkuletniego chłopca w sweterku, który właśnie dowiedział się, że jego ojciec umarł.
To mu przypomniało, jak stary jest.

Zaśmiał się na nieśmiałą próbę nazwania rzeczy pomiędzy nimi.
Prawdę mówiąc, Harry sam nie byłby w stanie tego zrobić. Relacja ich dwojga była tak absurdalna, że nawet mając pełen słownik w głowie – brakowało mu słów na to.  
Czule spojrzał w zielone oczy i poprawił zsuwający się z unwinowego ramienia koc.

- Lee… - zamyślił się i wbił wzrok w odległy punkt, gdzieś w okolicy drzwi. – Prawdę powiedziawszy, był moim faworytem. Mimo że był podopiecznym Merlina, wstyd przyznać, ale dawałem mu większe szanse, niż mojemu Jamesowi – uśmiechnął się smutno. – Twój ojciec sprawiał wrażenie ulepionego z materiału Kingsmana.

Lee i Eggsy mieli nie tylko podobne charaktery, ale i osobowości. Zdumiewającym było, jak wychowany bez niego Eggsy jest mu podobny.
O ile pamięć nie zawodziła Harta, to właśnie Lee inicjował pracę zespołową w większości zadań podczas szkolenia, a zwłaszcza podczas zadania ze spadochronami. I gdyby nie jego śmierć – to on zostałby Lancelotem.

- Nie potrafię powiedzieć, który z was jest lepszym agentem – spojrzał w końcu na pochmurniałą twarz Unwina.
Lee nigdy nie zaznał szansy wzięcia udziału w prawdziwej misji. Zginął na czymś, co miało być treningiem przesłuchań jeńca. Niektórzy uważali jego posunięcie za głupie, ale Harry znał prawdę. Gdy on się zawahał, starszy Unwin zareagował jak prawdziwy agent Kingsmana – szybko ale przemyślanie, a na pewno z myślą o innych przed samym sobą. W końcu z jakiegoś powodu jego zdjęcie wisiało w galerii poległych agentów.

– Ale nie chciałby, byś był Kingsmanem. To zbyt niebezpieczne zajęcie – podparł się dłonią na biurku. Spróbował łyk kawy, po czym wypluł z powrotem do kubka, krzywiąc się. Z pogardą odstawił go za siebie. Temperatura napoju zeszła już poniżej będącej zdatną do picia przez normalnych ludzi. – Mimo wszystko byłby z ciebie ogromnie dumny. Tak jak ja.

Po ów feralnym wydarzeniu, które rozegrało się wciąż na szkoleniu, Merlin wraz z uprzednim Arthurem częściowo zmienili wygląd treningu. Chociaż mężczyzna wciąż straszył dzieciaki możliwą śmiercią, musieliby się wyjątkowo postarać, by faktycznie do niej doprowadzić. A tak zdolne jednostki nie są werbowane.

Harry przyjrzał się strapionej twarzy chłopaka. Powoli uniósł dłoń i pogłaskał go po policzku, uśmiechając się nieznacznie.
Czy historia o ojcu poprawiła humor Unwinowi, czy tylko przybiła jeszcze bardziej – Harry nie potrafił stwierdzić.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#198PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   

Powrót do góry Go down
 
Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 8 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: