IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next
AutorWiadomość
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lis 11, 2017 2:31 pm

Arthur gestem zaprosił chłopaka do ruszenia przodem. Nie zwlekał jednak i odbił drzwi, uderzając innego napastnika, po czym obdarował zaatakowanego przez Galahada mężczyznę ciosem w twarz. Następnie puścił się biegiem za młodszym agentem, pobieżnie upewniając się, że najważniejsze elementy z jego uzbrojenia były na miejscu. Strzelanina ściągnęła by tylko niechcianą uwagę, więc pozostawała walka wręcz, a mimo to Harry musiał być pewien, że jego pistolet jest na miejscu i jest naładowany.
Zatrzasnął drzwi pomieszczenia, blokując je dodatkowo przypadkową rurą. Spojrzał na błyszczącą klapę. Pralnia, do której prowadził zsyp, miał swoje własne wyjście z budynku na zewnętrzną klatkę schodową, której nie omieszkają użyć. Wszystko zostało załatwione, a jedynym co pozostało do zrobienia była ucieczka z miejsca zbrodni.

- Schody pożarowe nadal są czyste? – zapytał Hart, odsuwając właz zrzutu i zaglądając do środka. Był stosunkowo krótki i tylko delikatnie szedł po skosie. Agent bywał w trudniejszych sytuacjach. Usłyszawszy pozytywną odpowiedź, odwrócił się do Unwina. – Z przyjemnością. Widzimy się po drugiej stronie – Harry wpakował się do rury łączącej piąte piętro z pralnią mieszczącą się o dziwo na drugim piętrze.

Nie bardzo wiedział czy brak pracowników w pralni był wynikiem przypadku, czy kolejnym przejawem niezwykle przemyślanego planu Merlina. Wydostał się z kontenera średnich rozmiarów i poprawił garnitur. Dociągając krawat, odwrócił się ku przybywającemu właśnie Eggsy’emu. Nie było to najmilsze doświadczenie, ale przynajmniej rozwiązane bez zbędnego rozlewu krwi. Mimo braku jakichkolwiek wyrzutów sumienia po zwykłych akcjach z morderstwami, Harry wolał stosować brutalne metody tylko w sytuacjach bez wyjścia. Zwłaszcza po wydarzeniach w Kentucky.
Mężczyzna uśmiechnął się do chłopaka, wypełzającego z kosza pełnego brudnych ręczników oraz prześcieradeł i wskazał na masywne drzwi wyjściowe, ustępując chłopakowi pierwszeństwa.

-Zaczekaj - zatrzymał Galahada ręką, po czym poprawił mu kołnierz koszuli oraz przyklepał włosy. Chłopak nie miał jeszcze wystarczającego wyczucia, by bez lustra przywrócić swój garnitur do porządku.
Wychodząc na zewnątrz zwolnili kroku, udając przypadkowych przechodniów schodów pożarowych. Nie mieli pewności czy ludzie O’Casey’a wiedzieli jak wyglądali, ani czy zauważyli uderzające podobieństwo jednego z uciekinierów do zdobyczy ich szefa z poprzedniej nocy.

-Za rogiem czeka was taksówka o numerze 75435. Wracajcie najpierw do hotelu Galahada. Stamtąd zabierze was prywatny samochód na lotnisko – odezwał się Merlin. – Wracacie do domu, chłopcy.

Harry uspokoił oddech przed skręceniem w średnio ruchliwą ulicę. Musieli stopić się z tłumem i niepostrzeżenie wejść do taksówki, nie natrafiając w tym czasie na ochroniarzy Irlandczyka. W każdej chwili tez mógł wrócić sam O'Casey, który napewno rozpoznałby swojego kochanka. Nie mogli wiec ryzykować w żaden sposób.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Lis 13, 2017 10:11 pm

 – To musi być jakaś pomyłka… – mruknął pod nosem, odbijając się od lady stanowiska informacji na lotnisku. Wiedział już, że nie jest to żadna pomyłka i nie musiała mu tego mówić żadna miła pracownica tego majestatycznego przybytku.
Merlin…tak po prostu wyrzucił go z bazy.
 – Wiedziałeś o tym? – spytał Eggsy Harry’ego, ale wcale nie musiał czekać na mężczyznę aż się odezwie, by znać odpowiedź.
Ruszył nieco wyprowadzony z równowagi w stronę jego i Harta terminalu, by wsiąść niebawem na samolot w kierunku Londynu.
Eggsy mógł być pewien, że na miejscu czekają na niego walizki, spakowane bardzo skrupulatnie.
Humor poprawiła mu perspektywa spotkania z jedyną obecnie kobietą w jego życiu – Quiller.
Wobec tego faktu – na jego usta wpłynął delikatny uśmiech.


 – Dobra wiadomość jest taka, że Arthur oraz Galahad już niebawem znajdą się w domu. Zła…dotyczy tego, co was czeka w ciągu następnych kilku dni. – Merlin schował ręce za plecami i uśmiechnął się do gromadki najbardziej obiecujących rekrutów.
Była ich równo czternastka – Tybalt, Sawyer, Emily, Jacob, Rosie, George, Percy, Patrick oraz kilkoro innych faworytów, do których zaliczał się Virgil Snout, czyli obecny numer jeden, gdyby tylko obowiązywał ranking. Poza nim zaznaczyli także swoją obecność Sebastian Lennox – dosyć ekscentryczny, bardzo wysoki i nadzwyczaj zwinny, dwudziestotrzyletni ukryty geniusz, Leslie Gulliver – typ małomównego i spokojnego siłacza, Jonathan Truscott – niezbyt głośny, całkiem bystry, w gruncie rzeczy dobry kandydat na agenta dwudziestojednoletni były student Cambridge oraz dosyć skryty i tajemniczyPhilip Pembroke. Ostatnim z kadetów był Marcus Mowbray – najbardziej nadęty dupek, jakiego kiedykolwiek poznał Tybalt oraz Sawyer. Chłopakowi czasami jedynie przychodziły dobre pomysły do głowy, ukończył jakąś tam szkołę, a połowę treningu spędził łażąc za Rosie, Georgem, Patrickiem i Lesliem.

Sześć osób odeszło z treningu po zadaniu z pociągiem. Tybalt był zaskoczony…faktem, że tak wiele osób pozostawało lojalnych Kingsmanowi.
Wiedział, że niebawem Arthur i Galahad znów się zjawią w bazie, a do tego czasu…czekał go ciężki trening siłowy.
Tego właśnie dotyczyła zła wiadomość Merlina.
Dopóki obydwaj agenci nie wrócą – będzie musiał robić trzy razy dziennie piętnaście rundek wokół całego przybytku.
I nie mógł się tego doczekać.
Oczywiście, jedynie sarkazm jeszcze go trzymał przy zdrowych zmysłach.


Eggsy nie odezwał się do Harta ani słowem podczas lotu. Niewiele też z siebie wykrztusił, gdy jechali taksówką do domu Harry’ego.
Unwin pamiętał jak jeszcze kilkadziesiąt godzin temu wykluczył zupełnie możliwość zamieszkania z mężczyzną. W końcu ten…widział wszystko. A nawet więcej.
Dwudziestopięciolatka nadal trawił wstyd względem tego, co wydarzyło się między nim a Fintanem, a co wydarzyć się nie miało prawa.

Chłopak westchnął głośno, wbijając rozsierdzone spojrzenie w widok za oknem.
Jak jeszcze mógłby dać upust swojemu niezadowoleniu?
Na pewno jeszcze wpadnie na kilka dobrych pomysłów. Czekał go długi czas w towarzystwie Harry’ego. Niewykluczone, że sama obecność Harta da mu natchnienie do bycia coraz bardziej twórczym.  

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Lis 15, 2017 6:09 pm

Usłyszawszy dokąd tak naprawdę lecieć będzie ich samolot, Harry uśmiechnął się i opuścił głowę, potrząsając nią z rezygnacją. Nie odpowiedział na zadane pytanie i jedynie poprawił okulary, po czym potarł nos. Mógł się tego spodziewać po Merlinie, a mimo to odpychał wizję tak oczywistego i mało eleganckiego pozbycia się Unwina z ukochanej bazy mężczyzny. Liczył na bardziej… subtelny sposób.
Jednocześnie cieszył się z powrotu do Londynu, nawet jeśli z niewiadomych powodów wciąż nie poczuł się w nowym miejscu na tyle komfortowo by nazwać to miejsce swoim domem. Tak naprawdę cieszył się z powrotu do swojego ukochanego szczeniaka, a nie z faktu opuszczenia Irlandii.

W samolocie pomiędzy mężczyznami panowała cisza. Eggsy postanowił okazać swoje niezadowolenie nie odzywając się, więc Harry również zrezygnował z inicjowania jakiejkolwiek rozmowy i oddać się głębokim rozmyślaniom o bieżących sprawach.
Podobnie było również podczas niedługiej drogi taksówką. Im bliżej celu, to jest domu Arthura, się znajdowali, tym większą część jego myśli zajmował jego malutki Peanut, któremu poświęcał zbyt mało uwagi niezbędnej dla szczeniaka.

Gdy tylko postanowił o zabieraniu ze sobą szczeniaka do Szkocji, z drugiej strony tylnych siedzeń taksówki rozległo się głośne westchnięcie. Hart odwrócił się w jego stronę i przyjrzał młodemu profilowi. W szybie odbijała się oświetlona uciekającym światłem londyńskich latarni zagniewana twarz. Harry oderwał się na moment od poprzednich myśli, by zastanowić się nad osobą bardzo naburmuszonego z powodu przymusowej przeprowadzki chłopaka. Zaciekawiło go, co właściwie dzieje się teraz w jego głowie oraz czy faktycznie zostanie u niego na dłużej, niż jedną noc. Jeżeli tak, Hart będzie musiał przearanżować całe swoje dotychczasowe spokojne samotne życie. Mimo że od długiego już czasu było to niemalże nieuniknione, a on z pozoru pogodził się z obecnością innej osoby w jego prywatnym życiu, wizja ta wciąż wzbudzała w nim swego rodzaju niepokój. Nie powinien odczuwać tego, gdyż wychował się z dwoma tuzinami innych chłopców w jego wieku, z czego ze średnio dwoma dzielił pokój przez około piętnastu lat swojego życia. Warto również pamiętać o tym, że towarzystwo zmieniało się co jakiś czas.
Dlaczego więc przerażała go wizja kogoś dobrze znanego w swojej przestrzeni?

Taksówka zatrzymała się pod nowym domem Harry’ego Harta. Mężczyzna wysiadł pierwszy i zaczekał przy drzwiach, aż drugi agent odbierze swój niewielki bagaż i dołączy do niego. Przekręcił klucz w zamku i przekroczył próg. Ku niemu od razu podążyły dwie małe sylwetki. Na moment przed oczami pojawiły mu się dwa robo psy Poppy, których zamiary diametralnie różniły się od tych tu. Odgoniwszy nieprzyjemne wspomnienie, kucnął do witających go mieszkańców, a na jego usta wpłynął promienny uśmiech. Podrapał szarnego cairn teriera po grzbiecie, pozwalając suczce powitać swojego właściciela. Niezdarny szczeniak skakał wokół niego w ekstazie. Harry do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo tęsknił za swym poprzednim towarzyszem. Dopiero Peanut uświadomił mu, jak przyjemnym uczuciem jest psiak witający go w drzwiach.
Gospodarz wziął swego malca na ręce i ruszył w głąb domu, wpuszczając Unwina dalej.

-Co słychać, kochanie? – mruknął i podrapał psa pod brodą, kierując się ku kuchni z zamiarem poczęstowania malca psim ciasteczkiem. – Chciałbyś się czegoś napić, Eggsy? – odwrócił się do wyraźnie zagubionego chłopaka, pojawiającego się w drzwiach w ślad za nim.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lis 18, 2017 1:27 am

Eggsy przekroczył z ociąganiem próg domu, ale gdy tylko spostrzegł jak zbliża się ku niemu w zawrotnym tempie niewielka, puchata kluska – natychmiast się rozpromienił. Kucnął, rozkładając ramiona do pędzącego ku niemu szczeniaka.
Trzęsąca się kulka zbliżyła się do niego, witając go z ekscytacją. Eggsy porwał zwierze na ręce, przytulając zwierzaka natychmiast do piersi i całując w małą główkę.
Mops odpowiadał na buziaki lizaniem i cichym popiskiwaniem.
 – Moja słodka…moja śliczna…moja królewna – mruczał do niej Unwin, atakując ją pieszczotami. – Cały czas o tobie myślałem, mała łajdaczko. – Na jego twarzy po raz pierwszy od kilku godzin pojawił się szeroki, szczery uśmiech zadowolenia.
Tak się cieszył na widok Quiller…
Nie dość, że zapałał do szczeniaka prawdziwą miłością, to nadal też pamiętał jak silna przyjaźń łączyła go z JB. Chciałby móc przedstawić mu młodszą towarzyszkę…
Przytulił pieska do siebie mocniej, czując ten znajomy żal.
 – Już jestem, malutka… – odezwał się do niej cicho. – Nie zostawię cię nigdy.

Z psem w ramionach podążył za Harrym w głąb domu mężczyzny.
Usłyszawszy głos Harta, natychmiast przypomniał sobie o tym, że jeszcze chwilę temu trwał w postanowieniu milczenia i bycia dotkliwie urażonym.
 – Chętnie – odparł w odpowiedzi, całując następnie Quiller w ucho. – Coś mocniejszego, jeżeli masz – dodał i usiadł na kanapie w salonie Harta.
Począł rozglądać się wokół, by odnaleźć jak najwięcej znajomych akcentów z dawnego domu. Było ich zaskakująco wiele. Dom był nieco mniej przytulny jednak i widać było, że Harry głównie sypia w domu, a nie spędza w nim czas.

Jego wzrok padł na sympatyczny kominek oraz drwa leżące tuż obok, jak gdyby zniecierpliwione faktem, że jeszcze ich nie użyto.
Eggsy odłożył Quiller na kanapę, gdzie ta grzecznie położyła się i z zaciekawieniem przyglądała się poczynaniom swojego pana.
Unwin wrzucił nieco drewna do kominka, a następnie zwieńczył swoje dzieło podpaloną rozpałką.
Odsunął się na większą odległość, by móc podziwiać swój twór.
Skoro ma tu zostać…na noc…to powinien zadbać o to, żeby dom Harry’ego był przyjaznym miejscem.

Z powrotem usiadł na kanapie wraz z Quiller na kolanach i rozwiązanym krawatem, od którego uwolnił swoją szyję.
Pierwszy i drugi guzik koszuli również były rozpięte.
To było męczące popołudnie.

W zasięgu jego wzroku szybko pojawił się Harry wraz z drinkiem dla Eggsy’ego i dla siebie. Przy jego nodze maszerował wesoło Peanut.
Unwin dźwignął się z kanapy, by odebrać od mężczyzny swoją szklankę.
Przez chwilę obydwaj stali w pewnej ciszy, rozmyślając zapewne nad słowami toastu.
Pierwszy na pomysł wpadł Eggsy.
 – Za to, żebym już nigdy nie musiał postawić swojej stopy w Irlandii.
Następnie wznieśli swoje szklanki w toaście i napili się.
Gdy tylko Eggsy odsunął od ust naczynie, uśmiechnął się z pewnym przekąsem.
 – Nie było do końca źle… – mruknął pod nosem i spuścił swój wzrok na swoją dłoń dzierżącą whisky. – Było tragicznie – powiedział szybko i dopił resztę zawartości szklanki.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lis 18, 2017 2:44 am

Harry otworzył szafkę w kuchni i sięgnął po ledwo napoczęte opakowanie psich ciasteczek, Zauważywszy to, psiak w jego ramionach odpowiedział entuzjastyczną próbą machania ogonem, co skończyło się jedynie uderzaniem mężczyzny w klatkę piersiową. Wyjął dwie malutkie kosteczki i jedną odłożył na blat, z zamiarem poczęstowania drugiego czworonożnego przyjaciela.
-Daj łapę - rozkazał Peanutowi, na co ten bez namysłu pomachał łapą. Hart podsunął mu smakołyk pod nos i z uśmiechem obserwował jak malec praktycznie połyka go w całości. Podrapał szczeniaka po głowie i skierował się z powrotem w stronę salonu, biorąc ze sobą drugie ciasteczko. Przystanął na moment przed lodówką i zamyślił się. Nie musiał jej otwierać, by wiedzieć, ze jest praktycznie pusta. Z rana z pewnością czeka go spacer po zakupy.

Harry odstawił psiaka na ziemię i raz jeszcze uśmiechnął się doń, gdy ten wciąż wpatrzony we właściciela merdał całym zadkiem. Podszedł do stolika z alkoholami i zastanowił się, czym najlepiej uraczyć gościa. Wrócił się jednak do lodówki, gdyż jego wybór padł na martini. Wspominając pokrótce, ze ostatnim razem pili ją w samolocie do Kambodży, uniósł wzrok znad butelki na źródło poruszenia w salonie. Eggsy najwyraźniej postanowił nadać temu miejscu bardziej domowy charakter poprzez rozpalenie w kominku. Harry nie mógł się na to zdobyć odkąd tu zamieszkał. Ani razu nie użył połowy sprzętu we własnym domu i raczej nie zamierzał w najbliższym czasie tego robić. Dlatego też ucieszyło go, że ktoś zrobił to za niego.
Spojrzał ponownie na butelkę, uznając swój wybór za doskonały i rozlał alkohol do kieliszków. Zdjął z siebie marynarkę i bezwiednie rzucił na oparcie fotela. Podszedł do chłopaka, zabawiającego swego czworonoga i wręczył mu naczynie. Nie miał czasu nawet zastanowić się nad toastem, gdyż jego wzrok spoczął na rozpoczynających szczenięca bitwę maluchach. Po chwili jednak gwałtownie podniósł głowę, by uczcić ten wzniesiony przez Unwina.

-Za omijanie Irlandii z daleka niech będzie - uśmiechnął się pod nosem i upił łyk.

Kucnął do psów gryzących się pod ich nogami i poczęstował suczkę ciasteczkiem. Peanut uniósł czujnie uszy, oczekując swojej nagrody, ale jedynie został poklepany delikatnie po małej głowie, więc już po chwili szczeniaki rozpoczęły gonitwę po salonie. Mężczyzna podniósł się i pokiwał głowa na słowa chłopaka. Usiadł na kanapie i zakładając nogę na nogę, zdjął krawat oraz rozpiął ostatnie guziki koszuli. Spojrzał na płonące drewienka, powoli sącząc trunek. Poczuł jak poduszki obok niego zagłębiają się pod ciężarem jego towarzysza. Harry nie spodziewał się jak odmienną aurę w domu wprowadzi zwykłe rozpalenie ognia.

-Pokój gościnny jest naprzeciwko schodów - odezwał się po chwili, przerywając ciszę wypełnioną jedynie odgłosami strzelającego drewna i szarży szczeniąt. - Jedna łazienka jest na dole za schodami, a druga na końcu korytarza na piętrze - tuż obok mojej sypialni, dokończył w myślach.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lis 19, 2017 12:27 am

Eggsy skinął głową, dając Harry’emu znać, że zapamięta umiejscowienie obydwu łazienek i swojej sypialni. Następnie zapadła między nimi cisza. Szczenięta zniknęły im z oczu i zapewne obecnie tkwiły przy miskach z jedzeniem. Nie mieli na czym wobec tego zawiesić spojrzenia podczas tej odrobinę mało komfortowej chwili, gdy żaden z nich nie wiedział jak zacząć rozmowę o…czymkolwiek. Nie mieli przecież zamiaru rozmawiać o konkretach. One były zbyt delikatnym tematem jak na ten moment, gdy Uniwn przynajmniej próbował zrelaksować się po powrocie z cholernej Irlandii.
Chłopak odkaszlnął cicho i wbił swoje spojrzenie w kolana.
Długo nie wytrzymał tej przeszywającej ciszy i podniósł się z miejsca, by rozpocząć swoją wędrówkę po salonie przyjaciela.

Powoli podszedł do regału. Stały tam liczne książki. Niektórych tytułów (większości) Eggsy nigdy nie słyszał, kilka z nich czytał, pozostałe kojarzył.
Sięgnął po „Mistrza i Małgorzatę” i uśmiechnął, poczynając ostrożnie wertować książkę. Zatrzymał się na jednej ze stron, a następnie spojrzał znacząco na Harry’ego, odchrząknął niemalże uroczyście i zaczął czytać.
„Oto twój dom, oto twój wieczysty dom, który otrzymałeś w nagrodę. Widzę już okno weneckie i dzikie wino, które wspina się pod sam dach. (...) Wiem, że wieczorem odwiedzą cię ci, których kochasz, którzy cię interesują, ci, co nie zakłócą twojego spokoju. Będą ci grali, będą ci śpiewali, zobaczysz, jak jasno jest w pokoju, kiedy palą się świece. Będziesz zasypiał z uśmiechem na ustach. Sen cię wzmocni (...). Ja zaś będę strzegła twego snu.” – Eggsy uśmiechnął się delikatnie pod nosem, rzucając kolejne spojrzenie w kierunku przyjaciela.
Mężczyzna czuł się w domu samotny, więc…wypadałoby, by Eggsy nie uciekał tak otwarcie przed możliwością zamieszkania z nim. Kto wie? Być może właśnie tutaj było jego miejsce?
Czytałem to w podstawówce – mruknął Unwin, potrząsając książką i odkładając ją na miejsce.

Podjął swoja wędrówkę na powrót. Jego kroki zmierzały do kolejnego regału. Tam jednak nie znajdowały się książki, a płyty, kasety, winyle…
Eggsy z zapałem począł skakać z autora do autora, kojarząc już jednak więcej niż, gdy był przy regale z książkami.
Z jego gardła niemalże wyrwać się pisk, gdy jego oczy odnalazły…
Peggy Lee! – jęknął wesoło i z niedowierzaniem wpatrywał się przez chwilę w płytę winylową.
Odwrócił się do Harry’go.
Mogę? – spytał, wskazując na gramofon.
Harry nie miał nic przeciwko, więc Eggsy popędził odtworzyć płytę.
Popłynęły pierwsze dźwięki „Fever”, czyli jednej z ulubionych piosenek Unwina.

Niespodziewanie przy nodze chłopaka znalazła się Quiller, którą momentalnie Eggsy pochwycił w ramiona i począł się z nią kołysać w powolny rytm utworu.
Jego usta poruszały się wraz z wyśpiewywanymi przez Peggy słowami.
Kątem oka zerknął ku Hartowi, a widząc jego wzrok…uśmiechnął się z delikatnym rozbawieniem.

Piosenka dobiegła końca i następna – "The Folks Who Live On The Hill" – poczęła grać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lis 19, 2017 5:21 pm

Poprawiwszy się na kanapie, mężczyzna odwrócił się w ślad za chłopakiem spacerującym po jego salonie. Prawdę mówiąc Harry nie bardzo wiedział, co właściwie znajdowało się na jego półkach, gdyż to Merlin zajął się wyposażeniem jego domu. Oczywiście, było to na bazie jego starego domu, który przed wysadzeniem zamieszkiwał Eggsy, więc mógł jedynie zgadywać.  
Obserwował, jak Unwin sięga po jakiś średnich rozmiarów tom, którego tytułu nie mógł dojrzeć.

-Mistrz i Małgorzata - szepnął, dotykając skroni, gdy usłyszał pierwsze zdania padające z ust chłopaka. Dobrze pamiętał tę książkę. Prawie tak dobrze jak ranę otoczoną wielobarwnym siniakiem, którą mu zostawiła na czole, gdy jego droga towarzyszka dziecięcych zabaw rzuciła nią w niego. Nawet już nie pamiętał przyczyny. A może wcale jej nie było?

Harry uśmiechnął się słysząc w jak swobodny sposób młodszy agent przerzucił się na uroczysty ton. Zauważył też, jak naturalnie brzmi ów cytat w jego przesączonych walijskim akcentem ustach. Biła od niego aura, której Harry zdawał się dotychczas nie zauważać. Delikatny uśmiech połączony z patosem jego wypowiedzi tworzyły nową odsłonę, której Hary jeszcze nie widział, a którą chętnie widywałby częściej.

Wzrok Harta padł na jego kolana, na które po kanapie nieumiejętnie wspinał się jego szczeniak. Ostawił pusty już kieliszek na etażerkę i podsadził malca, który już po chwili rozłożył mu się na kolanach, domagając się pieszczot i świecąc różowym brzuszkiem.
Za chwilę jednak spojrzał znów na chłopaka, gdy ten wykrzyknął nazwisko. To samo zrobił szczeniak, zrywając się do siadu.

-Merlin... - wymamrotał patrząc z pożałowaniem na płytę. Nie wiedział czy to przypadek, czy kolejny nieśmieszny żart jego przyjaciela, ale nie zamierzał pokazywać po sobie żadnego zażenowania. W końcu Eggsy nigdy nie dowie się, że piosenką, którą właśnie puścił, Harry prawie wygrał szkolny konkurs na początku liceum.

Harry oblizał wargi i pokręcił z niedowierzaniem głową. Uśmiechnął się i zdjął Peanuta z kolan, po czym podniósł się. Być może dawniej stworzyłby z Unwinem niemy duet. Chwycił oba kieliszki i uniósł brwi pytająco na Eggsy'ego. Gdy ten skinął głową, Harry ruszył w stronę kuchni, wymijając bawiącego się w najlepsze chłopaka.
Wyglądało na to, że przynajmniej na moment demon Irlandii opuścił go. Znacznie uspokoiło to Harta. Dobrze wiedział, co stało się w pokoju hotelowym oraz jak bardzo Eggsy to przeżywał.
Co stało się w Irlandii, zostaje w Irlandii.

Sprawnie przygotował drugą kolejkę drinków i wrócił do salonu. Podał przyjacielowi napój i sam przysiadł na oparciu kanapy, obserwując jak wraz z piosenką, Eggsy delikatnie zmienia taniec.
Uświadomił sobie też, że prawdopodobnie wyzbył się już wszystkich obaw związanych z przyjęciem nowego lokatora pod dach.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Lis 21, 2017 12:08 am

Eggsy kontynuował przeglądanie zasobów muzycznych Harry’ego, a gdy odnalazł coś, czego również chętnie by posłuchał – zmienił płytę na gramofonie, na tę, którą trzymał w dłoni.
Uwielbiał Madonne. Trudno się jednak do niej śpiewało tak, by nie skaleczyć jedwabistego głosu królowej popu.

Z psem w ramionach i uśmiechem na twarzy, Unwin nadal się kołysał delikatnie do rytmów „Like A Virgin”. Jego usta i tym razem nie mogły się oprzeć znanej piosence.
Chłopak niemalże wyśpiewał na głos refren, ale w tym samym czasie pojawił się Harry wraz z drinkami.
Eggsy chętnie przyjął od niego swój kieliszek i wrócił do zwiedzania.

Kolejne półki w domu Harta były nieco mniej fascynujące aczkolwiek znalazło sie w końcu coś, co przykuło bezwzględną uwagę chłopaka.
Na jego usta wkradł się rozbawiony grymas, gdy sięgnął po ramkę ze zdjęciem. Zdjęciem, na którym był on i Harry jeszcze w czasie trwania treningu Unwina na Kingsmana. Tuż obok stało zdjęcie z młodości Merlina, Harta oraz trzeciego z agentów, którym był nie kto inny, a ojciec dwudziestopięciolatka.
Eggsy odstawił poprzednie zdjęcie i wyciagnał rękę po następną ramkę. Podniósł ją wyżej do swoich oczu, a jego usta wykrzywiły się w smutnym uśmiechu.
 – Dobrze go znałeś – odezwał się nieco cicho Eggsy, odkładając zdjęcie po chwili ostrożnie na półkę. – Znalazłem koperty po listach…od ciebie – dodał Unwin. – Merlin powiedział mi jak zginął.

Chłopak kontynuował swoją wędrówkę wzrokiem po wszystkich półkach w salonie Harta.
Wiedział doskonale, że Hart znał jego ojca całkiem nieźle. Jeździli razem na misje…zapewne więcej niż jedną, skoro ich kontakt w tak krótkim czasie stał się bardzo zażyły.
Eggsy nie chciał jednak pytać Harry’ego o rzeczy, o których Unwin już nigdy się nie przekona. Już nie dowie się bowiem jak uprzejmym, odważnym i oddanym człowiekiem był Lee. Nie chciał słuchać o tym, jak wiele stracił przez Kingsmana.
Nie był jednak swoją matką i przełknął jakoś fakt, że nikt nie był w stanie zapobiec temu, co się stało.
Jego ojciec uratował życie ludzi, poświęcając swoje własne.

 – Jestem do niego podobny? – nie wytrzymał w końcu Eggsy i zapytał, spoglądając na Harry’ego i uśmiechając się zawadiacko. Nikomu nie miał nic za złe.
Wzrokiem znów wrócił do półki, a napotykając kolejne zdjęcie…jego brwi zmarszczyły się nieco w niemym pytaniu. Wziął je do ręki i ruszył z nim w kierunku kanapy.
Pokazał fotografię Hartowi.
 – Który to ty? – spytał.
Na zdjęciu było wiele postaci. Jedynie kilka z nich było dorosłych. Pozostali byli chłopcami w wieku między wiekiem około kilku lat i kilkunastu.
Czyżby…sierociniec?
 – Co się stało z twoimi rodzicami? – Nim Eggsy zdążył ugryźć się w język, pytanie to już opuściło jego usta. Chłopak momentalnie posłał Harry’emu przepraszające spojrzenie na znak, że zupełnie…nie przemyślał tego.
 – Wybacz, nie powinienem pytać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Wto Lis 21, 2017 11:43 pm

Harry Hart spuścił wzrok i przymknął oczy. Doskonale pamiętał Lee. Zaprzyjaźnili się równie szybko, co z Eggsy’m i wówczas wierzył, że może zdobyć w starszym Unwinie przyjaźń podobną tej, która nadal łączyła go z Merlinem. Także Hart ucierpiał na śmierci mężczyzny i przekazanie tego jego rodzinie nie było dlań łatwym zadaniem.

-Jesteś jak najbardziej podobny – uśmiechnął się do chłopaka, ale smutne spojrzenie wcale nie poprawiało sytuacji. – Byłby z ciebie niesamowicie dumny – spojrzał na trzymane przez Eggsy’ego zdjęcie. Nawet nie pamiętał kiedy zostało ono zrobione. Po chwili smutnej ciszy dodał – Oczywiście jesteś przystojniejszy, Gary – uniósł na towarzysza brew, a po chwili roześmiał się.
Spuścił ponownie wzrok i zatrzymał go na krawędzi kieliszka, którą niespokojnie gładził. Tak wiele razy rozmyślał o sytuacji z Bliskiego Wschodu oraz jak wiele mogłoby się zmienić, gdyby Lee nie rzucił się na granat.

Dopił alkohol jednym łykiem i odstawił na stolik obok kanapy, przesuwając się na oparciu, by zrobić miejsce przyjacielowi. Spojrzał na trzymane przezeń zdjęcie i uśmiechnął się. Wziął ramkę do rąk. Wszyscy chłopcy ubrani byli podobnie elegancko, niezależnie od wieku.

-To ja – wskazał za około trzynastoletniego chłopca, na którego głowie opierał się znacznie wyższy blondyn, niemalże w całości zasłaniając mu twarz ramieniem, a z drugiej strony obejmował go podobnego wzrostu szatyn– Razem z Maximilianem i Thomasem rozbiliśmy tego dnia szybę w szklarni. Pani Morrison cudem pozwoliła nam znaleźć się na zdjęciach – zaśmiał się. Przesunął wzrok na elegancko wyglądającą pięćdziesięcioletnią kobietę. To ona była Harry’emu matką przez cały okres dorastania. Z pewnością dogadałaby się z Eggsy’m… gdyby jeszcze żyła. To przypomniało mu, że powinien w najbliższym czasie wybrać się na cmentarz w Totland.

Podniósł się i podszedł do półki, odstawiając zdjęcie na miejsce. W pierwszej chwili chciał zignorować pytanie odnośnie jego rodziców, jednakże uznał, że młody Unwin zasługuje, by poznać te mało istotną ciekawostkę z życia jego gospodarza. Stał chwilę, wpatrując się w wizerunek uśmiechniętej ekscentrycznej brunetki, której włosy Harry zapamiętał jako granatowe. Zawsze chodziła ubrana w eleganckie garsonki, niezależnie czy jadła z chłopcami śniadanie, czy grała z nimi w piłkę. To podziwiał w niej młodzieniec, jej klasę i dostojność w każdej sytuacji, nawet podczas tłumaczenia mieszkańcom wsi, dlaczego w środku nocy po ich ogrodach biegają zgraje dziecięcych sylwetek.

-Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, co się z nimi stało – odezwał się po chwili i odwrócił do zażenowanego pochopnością swego pytania chłopaka. – Nie wiem nawet jak się nazywają. Merlin proponował mi odnalezienie ich, ale… chyba nie chcę znać prawdy. Pani Morrison mnie wychowała.

Harry rozejrzał się po salonie i zatrzymał wzrok na schodach, pod którymi smacznie drzemały dwa szczeniaki. Godzina była faktycznie późna, a on potrzebował prysznica. Poza tym, momentalnie wróciło doń zmęczenie, tak misternie ukryte pod dwugodzinną drzemką i kilkoma kawami. Zebrał kieliszki i odstawił do zlewu.
Wspomnienie przeszłości stało się zbyt smutne, by kontynuować tę rozmowę jeszcze dzisiaj. Być może kiedyś wrócą do jakże barwnego dzieciństwa Arthura.

-No cóż, dobranoc, Eggsy. Gdybyś czegoś potrzebował… poszukaj. Czuj się jak w domu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Lis 23, 2017 10:24 pm

Eggsy posłał Harry’emu napięty uśmiech, gdy ten postanowił go opuścić i udać się na spoczynek. Unwin był jak najbardziej za tym, by mężczyzna zaznał nieco snu. Zdecydowanie od dawna nie spał. Na pewno był zmęczony.
Eggsy wręcz przeciwnie.
Jakiekolwiek zmęczenie zniknęło z jego organizmu, gdy tylko uciekł z Irlandii i już nie musiał jej wspominać.

Przez chwilę siedział w samotności i ciszy, dopijając w znudzeniu swojego drinka.
Kiedy już opróżnił naczynie i napełnił je znowu – rozpoczął dalszą wycieczkę po domu Harta, Mógł przecież…prawda? Miał tu mieszkać, czyż nie? Nie tego chciał Merlin i Harry?
Nie powinien zatem czuć sie z tym źle. Zwłaszcza, gdy był potwornie ciekaw przeszłości najlepszego przyjaciela, o której w gruncie rzeczy nie miał pojęcia.
A przyjaciele muszą wiedzieć o sobie wszystko.
Harry wiedział o Eggsym nawet więcej niż on sam o sobie.

Zaczął od salonu, który szybko przejrzał w całości. Następnie ruszył w kierunku kolejnych pokoi, otwierając każdą z szafek w kuchni i zaglądając do wszystkich szuflad.
Przyszła kolej na meble w przedpokoju, czyli wysoką szafę.
Było w niej niewiele ciekawych rzeczy. Właściwie, gdyby nie znudzenie Unwina i jego dociekliwość, zapewne zamknąłby szafę od razu zamiast spojrzeć w kierunku licznych pudeł piętrzących się jedno na drugim w dwóch poziomach.

Eggsy powoli sięgnął po jedno z nich, rozejrzał się dookoła i otworzył ostatecznie.
Było tam wiele dokumentów, rachunków, notatek…nic ciekawego.
Dwudziestopięciolatek sięgnął po następne.
Tam także na samym wierzchu ukazały mu się kolejne sterty papierów. Te jednak były zatytułowane…jak książka.
Eggsy przewrócił na pierwszą stronę, gdzie ukazało się nazwisko Harry’ego, co go znacznie bardziej zaciekawiło.
To musiała być…książka? Czyżby rękopis?

W miarę, jak Eggsy wczytywał się w słowa i zgłębiał kolejne strony – okazywało sie, że są jedynie trzy rzeczy, które w rzeczywistości interesują Harry’ego Harta i były to motyle, jego psy oraz…historia Anglii.
Unwin nie twierdził, że książka Harry’ego była zła…
Była tylko trochę nudna.
Postanowił zatem brnąć dalej w następne pudła.
Tam zaś znalazł stertę pożółkłych kopert z listami, których nie śmiał czytać, talię kart oraz kilka kaset, które nie nosiły żadnych nazw.
Było tam też kilka tomików książek, dzieł Szekspira oraz egzemplarz „Cierpień młodego Wertera”, po który zdecydował się sięgnąć Eggsy.
Na pierwszy rzut oka wyglądało to na zwykłą książkę, ale gdy Unwin otworzył ją – okazało się, że między niektórymi stronicami utkwione są zaschnięte liście, kolejne zdjęcia, kwiaty oraz…rysunki.
Nie były to jednak rysunki motyli, które Eggsy widział już wcześniej w amerykańskiej celi Harta, a szkice postaci, konkretnie jednej.
Na większości niewielkich rysunków znajdował się chłopak. Harry zwykł rysować jedynie detale bądź całą sylwetkę bez twarzy, włosy, dłoń.
Eggsy nie spodziewałby się, że Harry jest takim…romantykiem.

Dwudziestopięciolatek jeszcze przez chwilę wpatrywał się w rysunki nim odłożył książkę na miejsce i zabrał się do dalszego przeszukiwania pudeł.
Nie znalazł już nic bardziej interesującego. Jego myśli już na całe godziny pozostały przy tajemniczym modelu ze szkiców przyjaciela. Do samego końca, gdy zamykał oczy, by zasnąć…
Rano zaś, gdy tylko się zbudził na chwilę przed wybiciem ósmej rano – od razu wybrał się na spacer w kierunku sklepu spożywczego, w którym zakupił produkty na śniadanie i obiad dla siebie i Harta.
Nie omieszkał również przyrządzić obydwu posiłków.


DWA I PÓŁ TYGODNIA PÓŹNIEJ

Odkąd Eggsy został zmuszony do zamieszkania z Harrym minęło parę tygodni. Cały ten czas mężczyznom żyło się spokojnie, a więc można by przypuszczać, że Merlin słusznie postąpił eksmitując Unwina z bazy.
W związku z Kingsmanem…ani Harry, ani też Eggsy nie pojawili się w Szkocji przez ten cały czas. Unwin niebawem musiał jednak tam wrócić, by szkolić w dalszym ciągu przyszłych agentów Kingsmana, których selekcja nadal nie nastąpiła.
Większość kadetów była na tyle dobra, że jedynie finalne zadanie wyłoni czołową liczbę przyjętych agentów.

Eggsy swój zasłużony urlop spędzał na oglądaniu z Harrym filmów do późnej nocy, gotowaniu wszystkim w domu, zabawie z psami, spaniu i trzymaniu formy. Szybko jednak zatęsknił za naburmuszonym wiecznie Merlinem, grupą nieokrzesanych dzieciaków i atmosferze dążenia do celu. O ile życie z Harrym, w zaciszu domowym i przy kominku było nader przyjemne, tak Unwin nie mógł się doczekać spotkania z rekrutami.

Harry! – zawołał Eggsy, słysząc odgłos drzwi zamykających się za kimś w końcu korytarza. Właśnie był w trakcie przygotowywania obiadu, a zatem nie mógł odejść od swojego stanowiska, by sprawdzić czy ktoś poza Harrym mógłby zakraść się do mieszkania. Były sprawy ważne...i ważniejsze. – Harry, twój pies znowu żre kapcia!

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lis 25, 2017 11:05 pm

Harry stanął przy oknie swojego pokoju i wyjrzał na pustą ulicę. O tej porze w tej okolicy tylko dwie dusze pojawiają się na zewnątrz: starszy mężczyzna wraz ze swoim psem. Zza niedomkniętych drzwi słychać było krzątanie się Eggsy’ego. Nie niepokoiło go to, w końcu chłopak miał się czuć jak u siebie w domu. Nie spodziewał się, że prędko pójdzie spać. Poza tym, nie znajdowało się tutaj nic ciekawego, głównie przeróżne starocie, które pamiętały jeszcze czasy sprzed dołączenia do Kingsmana. Różne pamiątki ze studiów i sierocińca. W skrócie nudne wspomnienia.
Po chwili jednak gwałtownie odwrócił się od okna i spojrzał na drzwi. Co jeśli wśród tych rzeczy znajdowały się rzeczy, o których Harry zdążył już zapomnieć i które powinny w przeszłości pozostać?
Zrezygnował jednak z inwigilowania tego tematu i podszedł do drzwi, by wyjrzeć profilaktycznie na korytarz, a potem je zamknąć.


Przez ostatnie tygodnie od powrotu z Irlandii, żaden z mężczyzn nie pojawił się w siedzibie agencji. Sam Arthur spędzał połowy dni w londyńskiej bazie, gdyż nie mógł spuścić Kingsmana z oka nawet na moment, natomiast drugie pół w domowym zaciszu ze swoim nowym lokatorem. Chłopak z kolei praktycznie nie wychodził z domu. Co prawda, nikt nawet nie sugerował mu powrotu do pracy. Harry stosunkowo szybko przywykł do jego obecności i hałaśliwości. Co więcej, przebywanie w domu sprawiało mu przyjemność.

-Temat Unwina poruszymy zatem następnym razem. Niech pan jednak nie zapomina: może to pan odwlekać, ale prędzej czy później będzie pan musiał odpowiedzieć na to pytanie. Chociażby przed samym sobą – Harry wywrócił oczami, skoro tylko dr. Downes odwrócił się plecami do niego, zmierzając ku swojemu biurku.
Tak naprawdę, Hart zamierzał zwlekać z tym tak długo, jak tylko się dało. W gruncie rzeczy w ogóle nie planował odpowiadać na pytanie, którym jego psychiatra dręczył go od przeszło miesiąca.


Skoro tylko za Hartem zatrzasnęły się drzwi, z kuchni dobiegł go głos. Harry wszedł do salonu i przykucnął w progu.
-Niech gryzie. Znudziła mi się walka z nim o to – uśmiechnął się obserwując, jak szczeniak podbiega do niego, taszcząc za sobą owego kapcia. Od dwóch tygodni próbował odratować obuwie, ale bez skutku. Ostatecznie jednak pogodził się z faktem, że jego szczeniak preferuje but od sznurka czy piłki. Odebrał od szczeniaka zabawkę i rzucił w głąb korytarza, patrząc za maluchem. Uśmiechnął się obserwując jak potyka się podczas biegu po rzucony obiekt.
Mężczyzna poprawił okulary i ruszył do kuchni. Nalał wody do szklanki i upił powolny łyk. Oparł się o blat i spojrzał na chłopaka krzątającego się w jego kuchni.

-Za kilka dni lecę do Andaluzji. Krótka misja w kasynie Marbella. Być może będzie mi towarzyszył Tequila. Ty z kolei masz ruszyć swoją dupę do Szkocji. Twoje ulubione grono rekrutów na ciebie czeka – upił jeszcze jeden łyk i odstawił szklankę. – Merlin kazał użyć dokładnie tych słów. Nie może się z tobą skontaktować – kucnął do Peanuta i odebrał przyniesiony przedmiot. – Gdzie jest Quiller?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Lis 27, 2017 11:56 pm

Eggsy parsknął cicho śmiechem na dźwięk przytoczonego przez Harta cytatu słów wypowiedzianych przez Merlina.
 – Zablokowałem jego numer w prywatnym telefonie po tym jak uznał, że to dobry pomysł zadzwonić do mnie o szóstej nad ranem w sobotę – powiedział Unwin, a następnie podniósł wzrok na Harry’ego. – Ale to miłe, że się o mnie martwi. – Ironia była dobrze wyczuwalna w głosie chłopaka. Po tym, jakiego podstępu dopuścił się Merlin…Eggsy nie wiedział czy nadal może nazywać go przyjacielem.
Dosłownie…eksmitował go z domu i siłą zmusił do zamieszkania z Hartem. Oczywiście, nie narzekał obecnie na mieszkanie z mężczyzną, bo Hart był naprawdę wygodnym współlokatorem – zawsze po sobie sprzątał, robił potrzebne zakupy, nie zachowywał się głośno, gdy Eggsy miał ochotę spać, a do tego…miło się spędzało z nim ten cały czas.

 – Quiller? Ostatnio widziałem ją jak spała w twoim łóżku – odpowiedział na pytanie o psa Uniwn, ale od razu zorientował się, że należy jeszcze doprecyzować swoją wypowiedź.
Znaczy…Nie zaglądam do twojego pokoju zazwyczaj, ale szukałem jej…
Chłopak wbił spojrzenie w jedzenie gotujące się w kilku naczyniach, które stały na kuchence.
Eggsy nigdy nie miał okazji sprawdzić się w sztuce gotowania na jakimś większym polu niż tym, które obejmowało jedynie gotowanie obiadów dla rodziny, gdy akurat konkubent matki nabrał ochotę na ciepły posiłek lub karmienia niezbyt wymagającej młodszej siostry. Dziewczynka jadała głównie zwyczajne owocowe papki, warzywne papki i innego rodzaju papki.
Dlatego teraz, gdy (paradoksalnie) miał trochę więcej czasu na samorealizacje – gotował częściej, chciał pójść na studia, miał zamiar nauczyć czegoś nowych kadetów i być może pewnego dnia…mieć własne dzieci.
Nie chciał zatem wiele od życia, bo w gruncie rzeczy chciał je tylko przeżyć.

 – Harry? – odezwał się po pewnej chwili milczenia Eggsy i odłożył na chwilę łyżkę, którą mieszał potrawę. Zwrócił wzrok na Harta, a następnie zrobił kilka kroków w kierunku szafki, którą dwa tygodnie temu zaopatrzył w całą masę przypraw. – Na jak długo wyjedziesz?
Misje bywały różne, więc Eggsy nie wiedział co miał na myśli Harry mówiąc „krótka misja” – kilkudniową wyprawę w ciepłe kraje czy może tygodniową wycieczkę do Afryki, której czas trwania może się przedłużyć nawet o miesiąc przez warunki pogodowe.
Eggsy – mimo, że początkowo nie podzielał zdania Merlina na temat swojej przypadłości – zaczął odczuwać pewien dyskomfort na myśl, że miałby zostać…sam.
Źle wspominał te momenty, gdy bywał sam nim urodziła się Daisy.

Zielone oczy wciąż wpatrywały się wyczekująco w Harry’ego, w tego samego mężczyznę, dzięki któremu w Unwinie zaszło tyle pozytywnych zmian. Jego rozwój wcale nie dobiegł końca. Chłopak z dnia na dzień…był inny. Jego codzienne ubrania stawały się mniej niedopasowane i krzykliwe, a sam Eggsy także już nie był taki sam, jak wtedy, gdy ukończył szkolenie Kingsmana. Miał niemalże dwadzieścia pięć lat i mógł się nazwać…dorosłym.
A to wszystko dzięki Harry’emu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Lis 30, 2017 12:32 am

Psiak pognał za rzuconym przez Harry’ego butem, który wpadł między poduszki. Szczeniak bez większego problemu z rozpędem wskoczył na kanapę i zanurkował za kapciem. Z kuchni Harry dostrzegał jedynie jego stojące uszy.
- Mhm – mruknął bardziej do siebie, niż w odpowiedzi. Faktycznie zdarza mu się nie domykać drzwi swego pokoju. Nie spodziewał się jednak, że niewielkich rozmiarów suczka włamie się do środka i, co więcej, dosięgnie jego łóżka. Nie dociekał jednak dalej i przystał na tę wątpliwą prawdę. Pytanie właściwie zadał mimowolnie, jedynie dlatego, że psiaki zazwyczaj ganiały po domu razem.

Oderwał wzrok ze swojego małego pupila i przeniósł go na Eggsy’ego. Spojrzał w rozwarte zielone oczy i zawahał się na chwilę. Pytanie, a raczej ton z jakim zostało ono zadane odrobinę wytrąciło mężczyznę z kontekstu. Jego przyjaciel bowiem wyglądał na… zmartwionego jego wyjazdem. Nie prezentował tego na twarzy, jednakże mimo stosunkowo krótkiej przyjaźni, Harry potrafił dostrzec co kryje się w pozornie beznamiętnym spojrzeniu chłopaka. Hart również nie skakał z radości z powodu swej misji. Wcale nie chciał zostawiać Unwina samotnie pod swoim dachem. Biorąc pod uwagę, że ostatnim razem, gdy zamieszkał w jego domu, to dom ten skończył w gruzach. Oczywiście, pomijając fakt, że nie była to do końca wina Eggsy’ego.

- Najprawdopodobniej tylko na weekend. Wylatuję w piątek, w niedzielę mam nadzieję być już z powrotem w domu – odezwał się po chwili.
Ostatnim razem, gdy zostawił go w swoim domu i ruszył na krótką misję, skończyło się to dość tragicznie.

Rozległ się dźwięk komórki Harry’ego, dochodzący z przedpokoju. Mężczyzna odbił się od blatu i ruszył w jego kierunku. Tak jak się spodziewał, dzwonił Merlin. Raz jeszcze kazał Hartowi przekazać Unwinowi parę zdań besztających za odcięcie się od świata, a także szczegóły dotyczące transportu do Andaluzji, którego termin wypadał już za dwa dni. Do tego czasu Harry nie planował pojawiać się nawet w londyńskiej siedzibie agencji. Merlin z godnością przyjął informację, że Kingsman ponownie spoczywa w jego rękach na okres kilku dni.
Hart wyciszył telefon i sięgnął po elegancko zapakowany list, który uprzednio odebrał z ich siedziby na Mayfair. Był zaadresowany na nazwisko Unwin, ale mimo to Harry dobrze wiedział co znajduje się w środku. Obrócił nim w dłoniach i powolnym krokiem zbliżał się ku kuchni.

- Eggsy, o jakich właściwie kierunkach studiów myślałeś? – zagadnął go. Chłopak już kilka razy poinformował go o tym, a mężczyzna dobrze je pamiętał. – Było w skrzynce. Do ciebie – zamachał listem, jak gdyby nigdy nic. – Wygląda na ważne.

Uśmiechnął się promiennie, podając młodszemu agentowi list. Był z niego naprawdę dumny. Szczerze, prawdziwie dumny.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Gru 03, 2017 2:07 am

Nie wiedział jak inaczej odpowiedzieć, więc na wiadomość o tym, że misja potrwa tylko tyle skinął jedynie głową i począł w spokoju wsypywać przyprawy do przygotowywanych dań. Obiad był niemalże gotów.
Czuł się nieco spokojniejszy, wiedząc, że nie musi wcale ukrywać swoich rzeczywistych obaw. Wstydził się tego, oczywiście, ale Harry nie wydawał się tracić cierpliwości i odpowiadał na jego pytania.
Niespodziewanie telefon Harta się rozdzwonił, więc sylwetka mężczyzny zniknęła z kuchni.

Chłopak właśnie nakrywał do stołu, gdy Harry z powrotem pojawił się w zasięgu jego wzroku. Dzierżył w dłoni kopertę, solidnie wykonaną i z charakterystycznym emblematem.
Eggsy na widok ów niemalże wypuścił z ręki talerz, ale na szczęście jego refleks nie pozwolił na rozbicie się naczynia.
Jego oczy pojaśniały z ekscytacji, gdy dopadł on błyskawicznie Harry’ego. Wyjął z jego dłoni ten konkretny list i począł mu się przyglądać z przejęciem, które doskonale było widoczne na jego twarzy.

 – Zastanawiałem się nad architekturą, a potem nawet nad medycyną – zaczął wymieniać Eggsy obracając kopertę w dłoniach. – Ale ostatecznie wybrałem prawo – powiedział i podniósł wzrok na Harta. Następnie wyciągnął ku niemu trzymaną przez siebie kopertę.
 – Otwórz ją i powiedz czy mnie przyjęli. Ja się za bardzo boję – mruknął dwudziestopięciolatek i uśmiechnął się z rozbawieniem. Bo czego miałby się obawiać? Skoro Harvard go przyjął…dlaczego Oxford miałby go odrzucić? A jednak…Eggsy zawsze się denerwował bardziej, gdy coś wymagało rozpakowania czy wyjęcia z koperty.
Poza tym…musiał nałożyć jedzenie na talerze nim to wystygnie.

Obydwaj mężczyźni usiedli przy stole, jedzenie pachniało zupełnie tak, jak powinno (czyli doskonale), a popołudnie było spokojne i jasne. Londyn był wyjątkowo słoneczny tego dnia.
Wszystko wskazywało na to, że należało się cieszyć chwilą, więc to właśnie postanowił zrobić Eggsy.
Nim wzięli się do jedzenia pysznego dania przygotowanego przez Eggsy’ego – Harta sięgnął po kopertę. Otworzył ów ostrożne niewielkim nożykiem, a następnie delikatnie wyjął zeń odpowiedź uczelni.
Rozwinął złożoną na trzy kartkę i wbił w nią spojrzenie.
Eggsy próbował wyczytać coś z miny Harry’ego, ale jego twarz pozostawała nieprzenikniona do samego końca gdy oświadczył, że…Eggsy się dostał.
Reakcja chłopaka była głośna i ekspresyjna.


KILKA DNI PÓŹNIEJ

Trwał piątek. Minęły dwie godziny odkąd Harry opuścił ich wspólny dom, by udać się na misję. Eggsy zdążył się znudzić, umyć wszystkie naczynia i przesłuchać całej płyty Boba Dylana.
Jutro miał pojawić się w bazie w Szkocji, by dostarczyć młodym kadetom treningu ich życia i oddać się wątpliwemu powołaniu nauczania.
Ale do tego czasu pozostawało jeszcze wiele czasu, a Unwin nie wiedział co ze sobą zrobić już od ostatniej pół godziny.
Postanowił napisać do Merlina.
Gdyby tylko Eggsy miał innych przyjaciół poza nim oraz Harrym…zapewne coś by wymyślił, ale zdarzenia ostatniego czasu pozbawiły go jakichkolwiek kontaktów z ludźmi spoza Kingsmana oraz jego własnej rodziny.
Czuł się potwornie winny. Bał się, że narazi ich na niebezpieczeństwo…znów.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Gru 03, 2017 11:48 pm

Od godziny Harry tkwił w siedzeniu prywatnego samolotu, nerwowo spoglądając to za okno, to na komórkę. Eggsy nie odzywał się jeszcze. W końcu wstał i podszedł do barku. Nalał sobie whisky i oparł się o blat, wlepiając wzrok w szklankę. Nie wiedział co z sobą zrobić. Znacznie pocieszał go fakt, że misja czekająca na niego tym razem nie była skierowana przeciw geniuszowi, chcącemu wybić ludzkość, a czekał go jedynie handel ludźmi. Z tym już się spotkał dawno temu i wiedział, że tym razem również poradzi sobie z tym bez znacznego wysiłku.
Wyprostował się i upił łyk. Niedługo powinien być na miejscu.

Na dziesięć minut przed lądowaniem, Harry oglądał się w lustrze, poprawiając czarną muszkę i mankiety. Zupełnie nie rozumiał, czym się stresuje. Podszedł do niewielkiej szkatułki, przygotowanej mu przez Merlina i otworzył ją. W środku znajdował się elegancko wykończony sygnet, gwarantujący wstęp na licytację dziewcząt. Nasunął go na palec, odwracając się ponownie do lustra i założył okulary. Po powrocie czekać go będzie sztuczne oko, zaprojektowane dlań przez Merlina. Być może dostałby je wcześniej, gdyby nie postanowił nie opuszczać Londynu przez blisko miesiąc po powrocie z Irlandii.

Kasyno znajdowało się w stosunkowo niedaleko od lotniska. Harry wszedł do środka bez problemu, prezentując fałszywy paszport. Jego celem był anonimowy organizator licytacji, który, jak przekazał mu Merlin, grał spokojnie w blackjacka. Hart na początek zakręcił się wokół stołu do bakarata, obstawiając niewielkie sumki i nieustannie obserwując cel. W końcu, po prawie godzinie dosiadł się do stołu pokerowego, wraz ze swym celem – hiszpańskim paniczem Umberto del Pozo, kilkoma dostojnymi jegomościami oraz pewną blond pięknością, wyglądającą znajomo. Na rozpoczęcie Umberto omiótł wzrokiem towarzyszy. Harry podłapał jego kontakt wzrokowy, a gdy ten obejrzał sygnet na jego dłoni, skinął doń głową na przywitanie. Potwierdzenie jego zamieszania w handel.
W miarę jak toczyła się rozgrywka, pokerowe maski mężczyzn zaczęły prześwitywać nerwowością i jawnym przegrywaniem, a zaraz potem stół zaczął pustoszeć. Koniec końców, na dłużej została ich tylko czwórka, a i czwarty mężczyzna w końcu podziękował wspaniałej gry. Po pewnym czasie blondynka również wstała, oznajmiając, że jest znudzona, na co jakiś młodzieniec bezceremonialnie spróbował ją zabawić.
- A więc ogłoszę remis, panie …? – odłożył karty del Pazo i uniósł brew na Harta.

- Tanner – Harry uścisnął dłoń mężczyźnie.

- Del Pazo – mężczyzna spojrzał na drogi zegarek. – Zdaje się, że czas na mnie. Na pana również – dokończył ciszej, subtelnie pocierając swój sygnet, dokładnie taki sam jaki dzierżył na palcu Harry.

- Na to wygląda – uśmiechnął się doń Hart i również spojrzał na zegarek.

Harry podszedł do baru i zamówił whisky. Miał jeszcze pół godziny do rozpoczęcia pierwszej licytacji.
Kim była kobieta przy stole i dlaczego wyglądała tak znajomo? Zamieszał złotym płynem i podniósł wzrok.
Wysłał sygnał do Merlina, przywołując go do komputera, po czym wystukał wiadomość z pytaniem o tożsamość owej damy.
Jego ramię musnęło drobniejsze, należące do kobiety w złotej sukni. Tej samej, która prawie ograła go w pokera. Odwrócił się do niej i zaczekał aż skończy flirtować z młodym kelnerem i dostanie swój trunek.

- Harry, słuchaj. To Blanca Vinchi. Ale być może skojarzysz ją jako Blevins – odezwał się w słuchawce Merlin.

Oczywiście. Jego dawna przyjaciółka z żeńskiego oddziału jego sierocińca. Jak mógł nie skojarzyć od razu.

-Wspaniała gra, panno Blevins – odezwał się cicho Harry.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Gru 16, 2017 12:09 am

 – Wiesz co się stało później? Wiesz? – pytał z przejęciem Eggsy, popijając swojego drinka. Była siódma wieczór… – Później okazało się, że tej cholernej listy nigdzie nie ma. Myślałem, że oszaleję albo rzucę z okna. Miałem tego tak dosyć… – Chłopak złapał się za głowę, a następnie wzruszył ramionami. – Jak mogłem do tego dopuścić? – mruknął i pociągnął dużego łyka alkoholu. Pogłaskał swoją rozmówczynię po niewielkim łebku i uśmiechnął sie delikatnie.
 – Nie wiem czemu nie mogłem tego powiedzieć Harry’emu…Naprawdę… – mówił, nadal gładząc aksamitne futro pieska. – Chyba po prostu jest mi wstyd – dodał, wspierając głowę na dłoni.
Siedział tak jeszcze chwilę, spoglądając pusto w przestrzeń. Nie miał pojęcia…co mógłby ze sobą zrobić.
Niespodziewanie na jego telefon wpłynęła wiadomość.
Była to odpowiedź na wcześniejszego SMS’a do Merlina, którego Eggsy wysłał pół godziny wcześniej z prośbą o wskazówki na temat tego, jak spędzić wieczór bez Harry’ego.
Merlin odpisał jedynie „Przestań pić i weź się w garść.”. Eggsy mógł się jedynie domyślać tego, w jaki sposób mężczyzna dowiedział się co też Eggsy wyprawiał w tym momencie.
Chłopak spojrzał krzywo na kieliszek trzymany w dłoni po czym go odłożył i wstał z krzesła, odstawiając Quiller na ziemię.
Kolejna wiadomość.
„Załóż Tindera…albo Grindera.”
Eggsy błyskawicznie odpisał „Nienawidzę Cię.”, a następnie cisnął telefonem w kanapę.
Wyruszył na samotna wycieczkę do kuchni, a kiedy nie znalazł tam nic do roboty…swoje kroki skierował do sypialni. Tam także nie było nic ciekawego, więc począł wspinać po schodach na górę.
Zajrzał do każdego pomieszczenia, sypialnię Harry’ego zostawiając sobie na koniec.

Delikatnie pchnął drzwi i wszedł do pustego wnętrza.
Panował tu ład i porządek, niemalże hermetyczny i sztuczny jakby był to pokój gościnny nie zaś główna sypialnia tego domu.
Eggsy z zainteresowaniem rozglądał się po sypialni. Przechodząc zaś obok komody, opuszkiem palca przesunął po jej wierzchu, a gdy nie znalazł na tym nawet jednego pyłku kurzu – pokiwał głową z uznaniem.
Powolnym krokiem obszedł całe wnętrze, zatrzymując się w końcu przy łóżku, na którego materacu ostrożnie usiadł.
Czuł wszechogarniający spokój, jakby znalazł się w odpowiednim miejscu o tej odpowiedniej porze, gdy słońce już poczęło zachodzić. Pomarańczowa poświata padała na cały pokój, a w szczególności oświetlając najbardziej miejsce, w którym usiadł Unwin.
Chłopak westchnął. Poczuł potrzebę położenia się choć na chwilę…


Rozbudził go dzwonek do drzwi.
Eggsy poderwał się z łóżka błyskawicznie, niemalże staczając się z materaca na podłogę.
Na chwilę ogarnęła go konsternacja nad tym, gdzie się znajdował. Nie poznawał tego wnętrza, a było już ciemno…
Moment zajęło mu przypomnienie, że przyszedł się zdrzemnąć do pokoju Harry’ego.
Dopadł drzwi w kilkanaście sekund później.

Jego brwi zmarszczyły się w braku zrozumienia, gdy stanął przed nim Merlin z butelką whiskey w dłoni i siatką z supermarketu w drugiej.
 – M-Merlin…Co tu robisz?
Mężczyzna wyminął zaspanego chłopaka w drzwiach i wszedł do przedpokoju.
 – Nie odbierałeś telefonu, więc uznałem, że Tequila poradzi sobie beze mnie przez te parę godzin. Nie mogłem pozwolić, żebyś leżał tutaj jak trup i śmierdział samotnością – mówił mężczyzna, stawiając dary na stole kuchennym i zdejmując z siebie wczesnowiosenny płaszcz. – Doprawdy…Wyjechał pięć godzin temu i misja idzie mu świetnie. Pewnie wróci wcześniej, niż się go spodziewamy. Spotkał swoją dawną przyjaciółkę…
 – Co? – burknął mało elegancko Eggsy, w jednej chwili przytomniejąc. Spał przez trzy godziny…?
 – Mówiłem, że wróci wcześniej i… – Merlin przerwał swoją myśl w połowie. – Pytasz o przyjaciółkę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Gru 17, 2017 8:11 pm

Wychodząc z windy, ostentacyjnie uniósł dłoń i potarł sygnet na lewej dłoni. Mężczyzna w granatowym garniturze skinął na niego głową i gestem zaprosił go w głąb korytarza. Na końcu znajdowały się dwuskrzydłowe mahoniowe drzwi oraz jeszcze dwójka podobnie ubranych jegomości. Jeden z nich poprosił o wszelkie urządzenia elektroniczne, po czym umieścił jego komórkę wraz z innymi w sejfie.
- Tenga un buen día, senior.

Drzwi otworzyły przed nim średnich rozmiarów salę, prawdopodobnie zdecydowanie większą, gdyż z jednej strony znajdowała się ciężka kurtyna. Sala wypełniona była ludźmi w różnym wieku, której zdecydowana większość nie pochodziła z Hiszpanii. Harry rozejrzał się w poszukiwaniu którejś z dwóch znajomych twarzy, gdy niespodziewanie przed jego twarzą pojawił się kieliszek z szampanem.
- Panie Tanner –  uśmiechnął się do niego młodzieniec, którego ograł w blackjacka zaledwie kilka godzin wcześniej. Chłopak na oko w wieku Eggsy’ego był tak podekscytowany umiejętnościami karcianymi Harta, że proponując mu kolejną grę, przedstawił się kilkakrotnie.
Harry odebrał od niego kieliszek, również witając.

- Epeiusie, Helen pytała o ciebie – zza pleców młodego Greka wyłoniła się blondynka, przejeżdżając mu dłonią po plecach, a kończąc na ramieniu, po czym wskazała swoim trunkiem w stronę eleganckiej kobiety w podeszłym wieku, rozmawiającej po drugiej stronie sali z jeszcze starszym mężczyzną. Chłopak szepnął „excusez moi” wlepiając wzrok w kobietę, po czym ruszyła w jej stronę.

- Mam nadzieję, że znajdujesz się tutaj w innym celu, niż cała reszta – Blanca przeniosła wzrok z chłopca na Harry’ego, wykonując subtelny ruch głową wskazujący wszystkich w pomieszczeniu.
Mając w pamięci wspomnienie Merlina o tym, że jego dawna przyjaźń pracuje teraz dla MI6, zaśmiał się cicho, delikatnie sugerując jej, by ruszyła za nim w nieco prywatniejsze miejsce przy oknach, zajmujących całą powierzchnię jednej ze ścian. Wcześniej nie zdążyli porozmawiać o zbyt wielu rzeczach, a zwłaszcza tych związanych z pracą.

- Kingsman – wyszeptał. Blondyna uniosła brwi, jednak nie zdradzając poza tym swego głębokiego zaskoczenia.

- Byłam pewna, że to mit – dotknęła ust i odwróciła się do szyby. Harry zrobił to samo.

Za oknem malowała się nocna weduta Marbelli i odległe Morze Alborańskie z pojedynczymi światełkami należącymi zapewne do statków.
Uczucie niepokoju powróciło. Podczas tamtej misji, wszystko szło równie gładko. A mimo to skończyło się tragicznie. Gdzieś tam daleko ponownie w jego domu został Eggsy. Tym jednak razem Harry nie dopuści, by wydarzenia potoczyły się niezgodnie z planem.

Poruszenie na sali dostrzeżone w odbiciu szyby zmusiło ich do odwrócenia się. Kurtyna odsłoniła się, ukazując jak daleko sięgała owe pomieszczenie. Ludzie zaczęli zajmować równie eleganckie co oni sami krzesła. Hary ledwo powstrzymywał zniesmaczenie przed pojawieniem się na jego twarzy. Omiótł wzrokiem mężczyzn w średnim wieku, z których każdy mógł być pedofilem lub innym zwyrodnialcem.
- To obrzydliwe – wyszeptała Blanca.

Zajęli miejsca z tyłu, zaczekawszy wpierw, aż większość zajmie miejsca. Harry dopił jeszcze jeden kieliszek szampana. Na trzeźwo prawdopodobnie nie byłby tak spokojny. Hart rozejrzał się raz jeszcze. Nie mógł dostrzec jedynej osoby, na której obecności zależało mu.
Na niewielką scenę wprowadzona została pierwsza dziewczyna. Była to drobnej budowy ruda nastolatka, ledwo pełnoletnia. Jej spuchnięte od płaczu oczy widoczne były nawet z tej odległości. Teraz, prawdopodobnie odurzona, ledwo stała na nogach, podtrzymywana przez mężczyznę w masce. Licytator zastukał trzy razy, sygnalizując sprzedanie dziewczyny, jednakże nie to interesowało Harry’ego. Potarł oczy i poprawił okulary. Wprowadzono kolejną. Tym razem była to dużo młodsza, zdecydowanie nieletnia dziewczynka. Stała sama, niepodtrzymywana, miętosząc dół zwiewnej białej delikatnie prześwitującej sukienki, ukazującej zarys jej figury. Z przerażeniem malującym się w zaszklonych oczach rozglądała się po widowni, jakby szukając ratunku. Blanca opuściła wzrok.
W najlepszym przypadku dziewczynka zostanie służącą. Harry dobrze jednak wiedział, jaka przyszłość czeka tę kruszynkę.

- Witam ponownie, panie Tanner – Harry odwrócił się do młodego Hiszpana. Odwrócenie wzroku przyniosło mu ulgę, a poza tym koło niego dosiadł się del Pozo – jego cel. – Co pan myśli? To moja ulubienica, sam bym ją zabrał do siebie, ale rozumie pan – wskazał głową na kolejną z dziewczyn prezentowanych na scenie. Dziewczyna w krótkich blond włosach zasłaniających jej buzie wpatrywała się w podłogę i nie reagowała na zamaskowanego mężczyznę, rozkazującego jej pokazać widowni twarz, który w końcu złapał ją za szczękę i uniósł do światła. – Diler nie ćpa swojego towaru. Życzę owocnej licytacji dla pana i pańskiej towarzyszki – uśmiechając się enigmatycznie skinął do nich głową i przesiadł się na przód sali.

Harry miał wszystko, po co tu przybył. Mógł już wracać do domu.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pią Gru 22, 2017 12:42 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Czw Gru 21, 2017 11:58 pm

Eggsy wybuchł śmiechem, nie ulewając przy tym ani kropli trunku ze szklanki. Cóż za gracja…
 – Miałeś się nie śmiać! – obruszył się Merlin, ujawniając swój szkocki akcent jeszcze bardziej.
Chłopak nadal nie potrafił się uspokoić, śmiejąc się do rozpuku. Być może i ciekawostka z młodości nie byłaby taka zabawna, gdyby choć jeden był trzeźwy, ale tymczasem…Merlin również chichotał pod nosem.
Śmiali się jeszcze przez chwilę nim uspokoili się nieco i Eggsy był w stanie cokolwiek wykrztusić z siebie, co byłoby zrozumiałą informacją nie zaś przerywanym parsknięciami wesołości bełkotem.
 – Przepraszam, po prostu… – Blondyn ostatni raz uśmiechnął się z rozbawieniem po czym wziął łyka alkoholu.
Merlin przyglądał się dzieciakowi następną chwilę. Eggsy był obecnie w dobrym humorze, ale dało się w nim dostrzec kolejne oznaki tęsknoty i żalu, gdy przestawał się śmiać i pleść bez sensu o swoich pociechach (Quiller i Peanucie).
Na myśl starszemu agentowi nasunęło się pytanie, które miało na celu zdemaskować emocje Unwina i być może…przedyskutować je.
 – Jak ci się mieszka z Harrym?
Eggsy w jednej chwili nieco się wyciszył i popadł w zastanowienie. Moment milczenia ukoronował lekko nieprzytomnym uśmiechem. Głowę następnie oparł o wezgłowie kanapy, na której siedział z podkulonymi pod brodę nogami.
 – Dobrze – wymruczał. – Mam wrażenie, że dzięki temu możemy nadrobić ten cały czas, gdy myślałem, że jest martwy.
 – Tęskniłeś za nim.
 – Tak, jak wszyscy…Miałem Tilde, ale nadal… – Chłopak westchnął i spojrzał na swój kieliszek. – Ale nadal czułem się samotny.
Merlin uśmiechnął się i pokiwał głową ze zrozumieniem.
 – Ale i tak jest strasznie dziwnie – Eggsy wzruszył ramionami i spojrzał na Merlina. – Irlandia…i te sprawy. Gdy sobie o tym przypominam to nie potrafię mu spojrzeć w oczy przez następnych parę godzin, bo tak mi jest wstyd.
 – Tylko dlatego cię to tak strasznie gryzie? – spytał Merlin, zakładając nogę na nogę.
 – Tak – odpowiedział błyskawicznie Uniwn po czym przewrócił oczyma. – No i także dlatego, że zazwyczaj nie sypiam z facetami.
Merlin zaśmiał się cicho, zasłaniając usta dłonią. Eggsy wydawał się być znacznie mniej zawstydzony samym faktem spania z kimś tej samej płci niż tym, że Harry mógł to widzieć.
 – Nie martw się już o to. Harry na pewno nie rozpamiętuje tego tak często, jak ty.
Eggsy nie odpowiadał. Jego nieobecny wzrok świdrował szklane naczynie trzymane w dłoniach.
 – Chcę, żebyś porozmawiał z kimś. Nie ze mną, a z kimś, kto ci na pewno pomoże.
 – Co masz na myśli? – brwi blondyna zbiegły się w konsternacji.
 – Nazywa się Finnegan Downes.


Merlin i Eggsy spędzili resztę późnego wieczoru na graniu w karty i popijaniu alkoholu oraz słuchaniu kolejnych płyt, które znalazły się w domu Harta.
O ile na początku Unwin miał problemy z oswojeniem się z dziwną odsłoną Merlina jako wspierającego przyjaciela do picia i grania w karty…tak już pod koniec wieczoru czuł się przy nim zupełnie swobodnie. Merlin poświęcił mu cały wieczór mimo faktu, że zasoby Kingsmana nie pozwalały na to, by organizować sobie wolne na życzenie o jakiejkolwiek godzinie dnia lub nocy.
Dzięki temu jednak…Eggsy poczuł się na ten krótki czas choć trochę na miejscu i zupełnie w porządku, jakby wszystko wróciło do normalności.
Brakowało jedynie Harry’ego, który – jak wynikało z raportu, który otrzymał Tequila – już był w drodze na lotnisko.

Ciało Unwina uderzyło ciężko o materac łóżka. Merlin opuścił dom jakiś czas temu i ruszył w podróż powrotną do bazy. Obydwaj byli we względnie dobrym stanie, nie zataczali się i nie bełkotali bardziej, niż normalnie.
Eggsy dotarł więc do sypialni o własnych siłach, a przyglądając się sufitowi przez dłuższą chwilę…zrozumiał, że znów czuł się dziwnie samotnie.
Podniósł się do siadu, przetarł twarz dłońmi, a następnie wstał, by wyruszyć na poszukiwania Quiller oraz Peanuta. Być może ich towarzystwo rozpędzi jego demony.

Obydwa psiaki zastał nie gdzie indziej, a w pokoju Harta.
Na widok dwóch kulek zwiniętych na pościeli, usta chłopaka ułożyły się w niewielki uśmiech.
Spróbował jak najdelikatniej usiąść na materacu, by nie budzić psiaków.
Kilka minut później usnął tuż obok nich.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pią Gru 22, 2017 1:29 am

Wszystko wskazywało na to, że jego misja przebiegła i zakończyła się łagodnie oraz zgodnie z planem. Nim jednak znalazł się z powrotem w samolocie do domu, dopijał drinka w eleganckim pubie nieopodal kasyna w towarzystwie uroczej blondynki. Rozmowy o dawnych czasach pochłaniały więcej czasu, niż się spodziewał. Oboje stracili poczucie czasu, które przywrócił im dopiero sms od Merlina, nakazujący Harry’emu wracać do domu i zająć się dzieckiem, to jest Eggsy’m.
W drodze na lotnisko Hart zwinnie zbył pytanie Blanki o jego młodego współlokatora, które skwitował jedynie zapewnieniem, że kiedyś się poznają, gdy ta wróci w końcu do Londynu. Nadal nie wiedział też, jaki był cel jej misji w Andaluzji, ale niezbyt również go ów interesował. W następnym tygodniu miał się spodziewać jej telefonu i następnego spotkania.
Pożegnawszy się na już na lotnisku, Harry tuż po wkroczeniu na pokład prywatnego samolotu Kingsmana, wyjął wyciszony telefon, przeglądając ostatnie mało istotne wiadomości. Brak jakichkolwiek wieści od Eggsy’ego uznał za dobry znak i wysłał mu krótką informację, że już wraca. Chłopak prawdopodobnie właśnie spał, więc Hart nie spodziewał się szybkiej odpowiedzi. Wiedział, że Merlin udał się na małą misję polepszenia humoru chłopaka, co znaczyło, że Unwin prawdopodobnie był teraz bardzo pijany.
A dzięki tej świadomości, reszta jego dwugodzinnej podróży samolotem minęła spokojnie.

Gdy po otworzeniu drzwi nie przywitały go dwa maluchy, uspokoiło go to jeszcze bardziej. Z pewnością drzemali we trójkę. Harry ruszył prosto na górę, spodziewając się tam znaleźć szczeniaki. Przystanął przed uchylonymi drzwiami pokoju gościnnego, teraz należącego do Eggsy’ego i zajrzał do środka. Łóżko okazało się puste. Rozejrzał się po pomieszczeniu. Odkąd chłopak się tu wprowadził, zaglądał tu tylko raz. Niewiele się zmieniło od czasu, gdy pokój ten był całkowicie pusty. Z prywatnych rzeczy nowego lokatora pojawiły się tu jedynie zdjęcia: Michelle z Daisy, zmarłej Roxy z JB na rękach oraz starszego Unwina. Hart westchnął cicho, przypominając sobie, że wszyscy jego dawni współpracownicy nie żyją.
Harry wyszedł na korytarz i rozejrzał się. Dom skryty był w niemalże całkowitym mroku. Skierował się do swojego gabinetu, spodziewając się znaleźć Unwina tam, lecz i to pomieszczenie zionęło brakiem czyjejkolwiek obecności. W takim razie został tylko jeden pokój, w którym mógł znajdować się zaginiona trójka – jego własna sypialnia. Powoli podszedł do niedomkniętych drzwi na końcu korytarza i pchnął je. W świetle lamp z ulicy dało się dostrzec męską sylwetkę drzemiącą na jego łóżku, tuż obok dwóch zwiniętych przytulonych do siebie kłębków. Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem, opierając się o ścianę. Nie spodziewał się ujrzeć takiego widoku, ale wywołał on w nim miłe zaskoczenie, a nawet coś w rodzaju uczucia ciepła w brzuchu. Cicho zbliżył się do łóżka i sięgnął po koc, leżący w nogach. Delikatnie nakrył nim chłopaka i odgarnął mu włosy z twarzy, by na koniec położyć na chwilę dłoń na jego ramieniu. Podniósł wzrok i napotkał błyszczące spojrzenie jednego z psów, który zbudzony uniósł głowę.
- Chodź – wyszeptał i skierował się do wyjścia, zatrzymując się na chwilę w drzwiach, by malec mógł go dogonić. Tak jak się spodziewał, był to Peanut. Quiller nie dawała się tak łatwo obudzić.

Harry postanowił skierować się ku kuchni. Czeka go raczej długa noc, w towarzystwie szczeniaka, laptopa oraz kawy. Ostatnim co chciał teraz zrobić było obudzenie przyjaciela. Na tyle, na ile był w stanie dostrzec w słabym świetle lamp, chłopak był całkowicie spokojny, co ucieszyło mężczyznę, zwłaszcza przypominając sobie podły stan, w jakim się znajdował w Irlandii. Harry uśmiechnął się raz jeszcze raz, domykając drzwi sypialni.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pią Gru 22, 2017 2:28 am

Było późno, gdy dotarł do bazy Kingsmana. Nie wiedział, która może być godzina, ale zapewne zbliżała się wczesna poranna pora.
Merlin powoli przemierzał korytarze budynku, starając się nie robić hałasu, gdy otwierał kolejne drzwi, by przekraść się z jednej części zamku do drugiej.
W pewnym momencie usłyszał dźwięk.
Uznał, że musiało mu się wydawać skoro każdy spał, a następne kilka sekund w ciszy absolutnej nie zostały niczym zakłócone.
Mężczyzna podjął swoją wędrówkę, lecz gdy usłyszał to znów…zatrzymał się.
Ruszył niemalże bezgłośnie, by odnaleźć źródło tego dźwięku – bardzo cichego i żałosnego.
Jego poszukiwania zaprowadziły go do rozchylonych drzwi wspólnej toalety kilku kadetów.
Merlin pchnął ów, pukając lekko w nie następnie i zaglądając do środka.
Przy umywalce stał odziany w jedynie piżamę, składającą się z białej koszulki i pary dresowych spodni Tybalt.
Był pochylony nad ceramicznym zlewem i cicho płakał.
Merlin odchrząknął cicho, by dać znać o swojej obecności.
Tybalt zerknął na niego kątem oka i począł błyskawicznie ocierać łzy. Kingsmanowi nie przystoi płakać po nocach w toalecie, mając nadzieję, że nikt tego nie usłyszy.
Świadomość, że tak teraz mógł sobie pomyśleć Tybalt…rozdarła Merlinowi serce.

Mężczyzna podszedł bliżej do chłopaka i przystanął obok niego.
 – Tybalt… – odezwał się cicho, niemalże szeptem. Następnie przykucnął przy chłopcu. Dzieciak urósł nieco podczas trwania treningu i zanosiło się na to, że nie jest to szczyt jego możliwości. Skok wzrostu nadal trwał.
Merlin jednak nadal mógł sobie pozwolić na tę przyjemność, by widzieć go z bliska z tej pozycji.
Musiał cieszyć się tym, póki wciąż trwało.
 – Coś się stało? – spytał, sięgając dłonią do przedramienia dziecka i zaciskając lekko na nim palce w pokrzepiającym geście.
 – Przepraszam… – powiedział chłopiec załamującym się głosem i spojrzał lekko opuchniętym spojrzeniem na Merlina. – Po prostu…nie potrafię czasami znieść tego, że jestem zupełnie sam… – wyszeptał.
Mężczyzna spróbował się uśmiechnąć do czternastolatka. Doskonale wiedział jak chłopiec się czuje.
 – Nie jesteś zupełnie sam. Jestem tu obok ciebie. Mam zamiar cię wspierać i o ciebie dbać, Tybalcie.
Chłopak pokiwał powoli głową i uśmiechnął się blado, ale kolejna pojedyncza łza pociekła po jego policzku.
Merlin nie potrafił pojąć, co też dzieje się z jego sercem.
Czyżby na starość aż tak zmiękł, by być bliskim płaczu na widok łez czternastoletniego chłopca?
Mężczyzna przygarnął Tybalta bliżej siebie, by móc go objąć.
Nie miał zamiaru pozwolić na to, by ten czuł się tak opuszczony.


Jego oczy rozchyliły się leniwie, by wpuścić nieco światła pomiędzy powieki.
Tuż obok siebie poczuł ciepłą, niewielką materię.
To musiała być Quiller.
Eggsy powoli wybudzał się ze snu, a raczej z drzemki, którą uciął sobie w niemalże pełnym ubraniu na łóżku Harry’ego…znów.

Podniósł się do siadu, budząc przy tym Quiller. Suczka wstrząsnęła swoim niewielkim ciałkiem i zeskoczyła na ziemię, by jak najszybciej podążyć na dół. Najwyraźniej spieszyło jej się niewiarygodnie, by zobaczyć kto też w nocy przybył do domu.
Unwin również nie mógł się doczekać, by się przekonać o tym.
Ruszył ociężale w ślad za Quiller.

 – Dzień dobry, Harry – wymruczał, chwytając kubek i napełniając go kawą z dzbanka. – Przepraszam za zajęcie ci łóżka… To wszystko wina tych paskudnych kundli – tłumaczył się, spoglądając z przekorną sympatią w dół na pieski panoszące się przy jego stopach.
 – Jak poszła misja? Ponoć spotkałeś przyjaciółkę – zaczął Eggsy, upijając następnie łyk kawy.
Ten poranek nie mógł być lepszy.
Harry był w domu, a on wreszcie czuł się wyspany.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pią Gru 22, 2017 4:11 pm

Hart podniósł gorący kubek świeżo zaparzonej herbaty i podmuchał. O poprzedniej zapomniał, przez co zmuszony był wylać zimny napój do zlewu, tuż po powrocie ze spaceru ze szczeniaczkiem. Oczywiście tylko jednym, gdyż Quiller dzielnie pilnowała swego śpiącego pana, pochrapując obok. Wypił zdecydowanie za dużo kaw w ciągu tej nocy, że nie uśmiechało mu się dodawanie jeszcze więcej kofeiny do już i tak zniszczonego organizmu.
W nowej białej koszuli i przeciętnie eleganckich czarnych spodniach stał wsparty o blat. Spróbował upić łyk, ale płyn nadal był zbyt gorący. Pod jego nogami Peanut leżał na plecach, gryząc nieszczęsny kapeć w najurokliwszy sposób, jakiego Harry był do tej pory świadkiem.

- Dzień dobry – uniósł głowę w ślad za spojrzeniem szczeniaka, który poderwał się na widok Eggsy’ego i Quiller. Słysząc tłumaczenia chłopaka odnośnie miejsca snu poprzedniej nocy, spojrzał na niego uspokajająco. – Misja? Nic ciekawego. Spodziewałem się, że dłużej mnie nie będzie. Chcesz jajka? – zapytał, podchodząc do lodówki. Spojrzał na Unwina, który odpowiedział mu jedynie skinięciem głowy. – Blanca. Tak, mieszkaliśmy w tym samym czasie w sierocińcu. Ona w oddziale żeńskim, w budynku obok.

Wiedziony ciekawością i sentymentem, w nocy przejrzał albumy, w których mogły się znajdować nieliczne zdjęcia z tamtego okresu. I faktycznie znalazł dwa, na których był razem z Blancą. Wskazał ręką na stół z otwartym albumem. Na jednym ze zdjęć nad wodą około jedenastoletni Harry jedynie w krótkich spodenkach osłaniał oczy przed słońcem, a u jego stóp leżała jasnowłosa dziewczynka w stroju kąpielowym i okularach przeciwsłonecznych, prawdopodobnie opalająca się nad książką. Na drugim siedzieli przy stole w jadalni z grupą innych dzieci, żywo o czymś dyskutując, oprócz wyraźnie znudzonej Blanki.

Powolnie przygotowując śniadanie, Harry wspomniał kilka anegdot o ich zażyłej przyjaźni, tak gwałtownie przerwanej.
- W przyszłym tygodniu wraca do Londynu – zakończył, stawiając dwa talerze na stole obok Eggsy’ego. – A jak tobie minęła noc? Merlin poinformował mnie, że cię odwiedzi, więc podejrzewam, że piliście – uśmiechnął się i wsypał karmę w dwie małe miski obleczone przez niewiele większe szczeniaki.

Hart czuł niebywałą ulgę podczas tej porannej scenki. Całą misję prześladowało go uczucie niepokoju, które zostało rozwiane widokiem śpiącego Unwina, gdy wrócił do domu. Wspólne śniadanie utwierdziło go w pewności, że wszystko jest w porządku. I wszystko będzie w porządku. Wizja takich właśnie śniadań wywoływała w nim spokój.
Na usta mimowolnie wpłynął mu subtelny uśmiech, gdy obserwował chłopaka, słuchając o poprzednim wieczorze.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Gru 23, 2017 6:02 pm

Gdy Harry zapytał chłopaka o to, jak minął mu poprzedni wieczór – ten uśmiechnął się z pewnym zawstydzeniem. Nie była to zatem tajemnica, że pili, bo i okoliczności sprzyjały temu. W dodatku wcale nie przesadzili i Eggsy czuł się doskonale tego poranka. Po dłuższym namyśle uznał, że przypisze tę zasługę udanej nocy w łóżku Harry’ego.
Eggsy postanowił jednak opowiedzieć mężczyźnie o tym, jak Merlin przyjechał tutaj grać z nim w karty. Że dobrze się bawił – nadmienił tylko o pozytywniejszej części wieczoru, rozmowę o Irlandii omijając szerokim łukiem w swoich wspomnieniach tamtego wieczoru.

Informacja, którą wcześniej uzyskał na temat Blanki sprawiła, że figura kobiety, będącej przyjaciółką Harry’ego stała się jeszcze bardziej…tajemnicza. W końcu – Hart nie miewał zbyt wielu przyjaciół. Do tej pory Eggsy myślał, że jest jedyny w swoim rodzaju, zaraz obok Merlina. Okazywało się jednak, że na horyzoncie pojawiło się coś w rodzaju…konkurencji? Eggsy nie wiedział czy może tak nazwać kobietę. Nie znał jej, a w dodatku nie powinien mieć nikomu za złe tego, z kim się przyjaźni.
Blanca miała jednak pojawić się w Londynie co oznaczało, że Harry spotka się z nią, a to zdecydowanie wadziło dobremu samopoczuciu Unwina. Czuł wewnętrzny dyskomfort na myśl o przyjaciółce Harta.
Chłopak prawdodpobnie nie mógłby znieść też tego, że pewnego dnia Harry byłby w stanie…znaleźć kogoś. Było to na szczęście o wiele mniej możliwe.

 – Harry? – odezwał sie po chwili ciszy Eggsy, spoglądając na Harta niepewnie. – Cieszę się, że wróciłeś.
Unwin nie wiedział jak mógłby mężczyźnie inaczej przekazać to, że za nim tęsknił – ten jeden dzień, ten cały rok…
Nie wiedział, co by się z nim stało, gdyby Hart znowu go zostawił. Dlatego…gdyby Harry zdecydował się być szczęśliwy z kimś innym – Eggsy czułby się opuszczony znów.


Już kilka godzin później, gdy Eggsy i Harry nacieszyli sie sobą nawzajem – Unwin począł się przygotowywać do wyjazdu do Szkocji na szkolenia rekrutów. Czekała ich ostania próba, ale do tego czasu…musieli poznać prawdziwy znój pracy dla Kingsmana.
Dwudziestopięcioletni agent stanął przed Hartem ubrany z powrotem w doskonale skrojony garnitur.
Prezentował się tak jak zazwyczaj – nienagannie.
 – Jak wyglądam? – zaśmiał się chłopak, wygładzając marynarkę. – Jesteś pewien, że nie chcesz na to przynajmniej popatrzeć? – spytał następnie, mając na myśli trening, tym razem również poważniejąc. Grono kadetów, które miał zaszczyt szkolić Merlin oraz cała reszta agentów…było imponujące. Znali wszelkie podstawy, a wśród nich znajdowali sie ludzie, którzy byli genialni. Nie mogli przyjąć wszystkich, ale Eggsy miał nadzieję, że jak najwięcej z nich przejdzie ostatnie zadanie, czyli najtrudniejsze z nich.
Eggsy poległ na nim i wcale nie żałował podjętej decyzji. Nigdy nie miał zamiaru ryzykować życia przyjaciół, bo wiedział jak bolesna była ich strata. Przekonał się o tym wiele razy.
 – Boję się, że kiedyś będą lepsi ode mnie – mruknął Eggsy, poprawiając krawat i przyglądając się swojemu odbiciu w lustrze.
Mieli szansę prześcignąć Uniwna, ale nie martwiło to chłopaka aż tak bardzo. W końcu…jeżeli im się uda, to będzie oznaczało, że Eggsy się do tego przyczynił.
Agent uśmiechnął się do własnego odbicia na tę myśl.
To była jego najważniejsza misja.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Gru 23, 2017 10:33 pm

Hart oderwał wzrok od swej książki, by zatrzymać go na chłopaku szykującym się do wyjścia. Nim sam ruszy się do Szkocji, czeka go jeszcze jedno spotkanie, dopiero za parę godzin.
- W porządku – mruknął w odpowiedzi na raczej retoryczne pytanie. Jak Harry zauważył dotychczas, młody Unwin zawsze wyglądał w porządku. Być może była to zasługa wewnętrznego uroku, którym pałał młodzieniec, niezależnie w jakim odzieniu. Po chwili zmarszczył brwi, puszczając kolejne pytanie o podróż z nim do bazy mimo uszu – Kołnierzyk ci się zawinął. Będę tam po południu – dodał ciszej, odwracając się z powrotem do książki. Dżuma okazała się finalnie go zainteresować, po tylu latach unikania twórczości Camusa jak ognia.
Na jego kolana wdrapał się ciemny szczeniak, który odwiedzenie szkockiej posiadłości planował dopiero w godzinach popołudniowych, wraz z Harry’m. Z trudem balansując dotarł do oparcia i stając na dwóch łapach, począł obserwować szykującego się młodzieńca. Dłoń mężczyzny oparła się na niewielkiej główce i podrapała za uchem.

Harry oderwał jeszcze raz spojrzenie od czytanej książki, łapiąc się na tym, że właściwie nie rozumie co czyta i spojrzał raz jeszcze na Unwina.
- Tylko ci się wydaje, że to coś złego, Eggsy. Każdy twój postęp napawa mnie dumą, niźli strachem, że mnie przewyższysz. Być może przyjdzie ci to z wiekiem – uśmiechnął się doń, łapiąc na moment kontakt wzrokowy, by zaraz potem ruchem głowy ponaglić go do wyjścia. Galahad był nieobecny blisko miesiąc i nie wyglądało na to, żeby spieszył się do powrotu.


Wstąpiwszy wpierw do uroczej staruszki z sąsiedztwa, Harry ruszył na spotkanie z wysłannikiem MI6 w sklepie na Savile Row. Była to raczej niezbędna procedura, niż coś faktycznie ważnego. Jako głowa pozarządowej organizacji, uważanej nawet w MI6 za mit, zmuszony był do odbywania kilku niezbyt przyjemnych spotkań, by utrzymać Kingsmana w statucie mitu. Dopiero stamtąd mógł udać się prosto do Glasgow, a dalej do pałacyku.

Dochodziła godzina szczytu, gdy Harry wyjeżdżał z miasta prywatną taksówką. Odwrócił głowę od powolnie korkującego się miasta i spojrzał na drzemiącą kulkę na siedzeniu tuż obok niego. Ten maluch był jego największym powodem do szczęścia. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że dzięki niemu odzyskał pamięć. Nie miał jeszcze okazji podziękować za to Unwinowi. Położył delikatnie dłoń na psiaku i wyjrzał ponownie przez okno. Krajobrazy zdążyły już zmienić się z miejskiej zabudowy na szkockie pagórki i pola. Dotknął ust w zamyśleniu.

Wysiadłszy z taksówki na dziedzińcu, w oczy rzuciła mu się niewielka grupa kadetów, wykonujących ćwiczenia fizyczne w oddali. Nietrudno mógł też dostrzec sylwetkę Eggsy’ego, stojącego obok grupy i bacznie się im przyglądającego. Harry zamknął drzwi, dalej wpatrując się w chłopaka w oddali. Tak wiele zmieniło się chociażby w jego postawie odkąd został agentem, teraz była znacznie bardziej wyprostowana, dumna. Oczywiście nie mógł też nie zauważyć zmiany pomiędzy luźnym, nieco przygarbionym Eggsy’m z domowego zacisza. Wyglądało na to, że wyjątkowo łatwo potrafił przestawić się między życiem zawodowym, a prywatnym. Harry natomiast szczęśliwy był z faktu, że uczestniczył w obu.

- Harry – z krótkiego zapatrzenia wyrwał go Merlin, wychodząc na schody. – Pozwolisz za mną. Twoje nowe oko czeka.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 622
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Gru 24, 2017 12:58 am

Eggsy zaciągnąłem zapachem wilgoci – nieodłącznym elementem zamkowych korytarzy w bazie Kingsmana. Lubił to miejsce choć było położone bardzo daleko od jego obecnego miejsca zamieszkania, a gdyby zaś postanowił przeprowadzić się do Glasgow – miałby daleko do rodziny i Harry’ego. Nie myślał jeszcze o tym, ale kiedyś zacznie. Póki co, jego największym zmartwieniem był fakt, że niebawem zmuszony będzie zamieszkać nieco ponad godzinę od domu i zrezygnować na jakiś czas z pracy, to jest…jeżeli wybierze się na wymarzone studia.
Nie chciał o tym teraz myśleć wobec czego ruszył korytarzem przed siebie, by przywitać się z Merlinem, Tequilą oraz samymi kadetami.

Chłopak wszedł do pomieszczenia. Tequila wylegiwał się na kanapie, gdy Merlin zajmował się czymś przy swojej konsoli. Mężczyzna miał wiele pracy niezależnie od pory dnia, ale dzięki temu, że był doskonale wykwalifikowany – świetnie się spisywał.
 – Cześć, chłopaki – przywitał się, zwracając na siebie uwagę Tequili, który na jego widok wyszczerzył swój niepokojący zgryz.
 – Bracie! – zakrzyknął, wstając z miejsca i łapiąc Unwina w ramiona. – Jak minął urlop? Ponoć zamieszkałeś razem ze staruszkiem! Gratuluję, mały. – Powiedziawszy to, klepnął blondyna mocno w plecy. Eggsy nie zdołał nawet przyswoić dokładnie treści słów Tequili, zajęty łapaniem oddechu, który uciekł z jego płuc w gwałtownym zetknięciu jego pleców i ogromnej dłoni Tequili.
Jedyne co zdołał zarejestrować, to chichot Merlina.

Gdy tylko otrząsnął się z szoku i przywitał się krótko z Merlinem – opuścił pokój, by odnaleźć miejsce, gdzie zbiórkę mieli młodzi kadeci.
Znalazł ich w drugim skrzydle na najniższym piętrze, ustawionych w nienagannym szeregu. Na ich widok jego usta wykrzywił sympatyczny uśmiech. Merlin na pewno dawał im popalić, a Tequila był dwa razy gorszy niż pierwszy z wspomnianych.
Współczuł im.
 – Macie pięć minut na przebranie się w stroje do ćwiczeń. Spotykamy się na zewnątrz na rozgrzewce – powiedział krótko.

Po tym czasie – wszyscy punktualnie znaleźli się na miejscu spotkania. Wszyscy – łącznie z Eggsy’m – byli przebrani we wspomniane stroje do ćwiczeń, czyli prosty uniform składający się z koszulki i dresów.
Następnie rozpoczęła się mordercza rozgrzewka, która nie była nawet w połowie tak wykańczająca jak ćwiczenia, które kazał wykonywać rekrutom Tequila.
Gdy cała gromada kilkunastu osób męczyła się – Eggsy miał czas przyjrzeć im się. Odkąd był tu ostatnio – trochę się zmieniło. Zwłaszcza w najmłodszych kadetach, czyli Tybalcie, Jacobie oraz Rosie. Tybalt wyraźnie urósł, Jacob nabrał o wiele więcej pokory względem wszystkiego, co go otaczało, a Rosie zaś…wydawała się być jeszcze bardziej zdeterminowana, niż na początku. Widać to było po jej zaciętej, poważnej twarzy, która choć należała do siedemnastolatki – przedstawiała wrażliwość i dojrzałość dorosłej kobiety. Eggsy pamiętał, że gdy dołączyła, miała wśród rekrutów ogromny autorytet. Być może imponowało im to, jak bezlitośnie podchodziła do rywalizacji, a może fakt, że każde zadanie wykonywała nienagannie.
Obecnie z pewnością stała się jeszcze lepsza niż była na początku. Teraz już nie tylko konkurenci o posadę powinni byli się jej bać, ale i wrogowie, przeciw którym kiedyś będzie walczyła.
Tybalt nabrał podobnego doświadczenia i w zaledwie miesiąc wyrósł z bycia wycofanym i skromnym dzieckiem. Teraz szedł po swoje jak burza.

 – Wystarczy – padło z ust Unwina, gdy ten przyglądał się wszystkim zebranym, którzy w jednej chwili przerwali swoje ćwiczenia. Byli zdyscyplinowani. – Pora na poważniejszą część dzisiejszej zabawy.
Styl walki, którym posługiwali się Kingsmeni był autorski wedle każdego z agentów. Na swojej drodze do zostania jednym z nich należało się nauczyć wielu sztuk walki, do których zaliczało się oczywiście bartitsu z użyciem m.in. parasolek, brazylijskie jiu-jitsu, kung-fu, krav maga, boks,  eskrima z użyciem broni oraz elementy combat kempo.
Eggsy specjalizował się w walkach w parterze, co wychodziło mu najlepiej oraz w boksie. Tego także miał zamiar nauczyć kadetów.
Jednym przypadnie ten styl walki do gustu, a innym nie. To już nie zależało od Eggsy’ego. On miał jedynie pokazać im drogę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 210
Join date : 24/05/2016
Skąd : planet Glamtron

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Gru 24, 2017 4:18 pm

Stojąc przed lustrem, Harry mrugał badawczo. Z jednej strony wszystko wróciło do normy, ponownie miał kompletną parę oczu, ale mimo wszystko coś mu nie do końca pasowało. Być może fakt, że lewe oko, choć wyglądało naturalnie, nie należało do jego ciała. Mimo to, był dozgonnie wdzięczny Merlinowi za opracowanie owego aparatu. Będzie musiał się przyzwyczaić do tego implantu.

- Jak się czujesz? – zapytał go Merlin, wracając do pomieszczenia. – Wygląda nieźle. Wszystkie testy wypadły pomyślnie.

- Jestem zaskoczony, że udało ci się odwzorować kolor tęczówki – mruknął Harry odwracając się do przyjaciela. – Dziękuję.
Merlin uśmiechnął się doń, a wychodząc z pomieszczenia rzucił przez ramię coś o tym, że Tequila czeka na niego z raportami. Hart pokiwał głową, oznajmiając, iż zaraz powróci do pracy.
Spojrzał jeszcze raz w lustro, by zaraz spuścić wzrok na szczenię domagające się uwagi. Podniósł malucha i czule podrapał pod brodą, gdy ten obwąchał jego twarz, zwracając szczególną uwagę na sztuczne oko.

Raport od Tequili nie dotyczył niczego, co wymagało spotkania z Arthurem. Tak naprawdę, do czego Tequila się przyznał, chciał pilnie zobaczyć Harry’ego bez opaski. Hart wywrócił na niego oczami i wyszedł, odsyłając młodego Amerykanina do równie mało istotnych zajęć.

Arthur natomiast dopiero po paru godzinach mógł zająć się mniej ważnymi rzeczami. Tym razem padło na ponowne przejrzenie kartotek kadetów. W związku z pilnością wypełnienia miejsc przy okrągłym stole, ich trening i szkolenie zostało skrócone i tak jak do Galahada i Merlina należało przygotowanie ich jak najlepiej do czynnej służby jako Kingsman, tak Arthur był odpowiedzialny za ostateczne zatwierdzenie młodzieży, lub przedłużenie treningu. Tak jak podejrzewał, została grupka prywatnie wytypowana przez niego już na początku.  Zaskoczyła go jedynie determinacja Rosie. Szczególną uwagę nadal zwracał młody Tybalt, którego Harry od początku wspierał z oddali. Świadomość, że czternastolatek okazuje się równie genialny i sprawny, co jego znacznie starsi koledzy rozwiewała ostatecznie resztki obaw, czy nie jest zbyt młody.
Najlepszym sposobem sprawdzenia, jak dzieciaki radzą sobie w praktyce, było przejście się i zobaczenie na własne oczy. Z okazji całkiem przyjemniej wiosennej pogody, młodzi prawdopodobnie znajdowali się na placu przed budynkiem, wykonując polecenia Unwina, nieco mniej mordercze od tych Merlina. Harry podniósł się zza biurka, przywołał rozbudzonego szczeniaka i ruszył korytarzem ku wyjściu. Mimo ciężkich kotar otulających ogromne okna, wnętrze było wyjątkowo jasne, choć różniło się od białego sterylnego światła wypełniającego pomieszczenia Statesmana.

Hart zatrzymał się na schodach, w miejscu, z którego już kilka razy obserwował kadetów. Był to bowiem najlepszy punkt obserwacyjny, używany nierzadko również przez Merlina. Młodzież stała w nienagannym szeregu kawałek dalej, obserwując jak Eggsy prezentuje kolejno na następnych chłopcach prawidłowo wykonany chwyt. Ćwiczyli właśnie sztuki walki, jedną z ulubionych dziedzin Unwina. W gruncie rzeczy, po krótkim zastanowieniu Harry doszedł do wniosku, że obserwuje jak Eggsy po prostu rzuca dziećmi na ziemię.
Dopiero gdy ten odsunął się na bok, pozwalając dzieciakom ćwiczyć w parach, Hart zdecydował się podejść i zapytać o postępy rekrutów Galahada.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   

Powrót do góry Go down
 
Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]
Powrót do góry 
Strona 3 z 8Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: