IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lis 11, 2017 2:31 pm

Arthur gestem zaprosił chłopaka do ruszenia przodem. Nie zwlekał jednak i odbił drzwi, uderzając innego napastnika, po czym obdarował zaatakowanego przez Galahada mężczyznę ciosem w twarz. Następnie puścił się biegiem za młodszym agentem, pobieżnie upewniając się, że najważniejsze elementy z jego uzbrojenia były na miejscu. Strzelanina ściągnęła by tylko niechcianą uwagę, więc pozostawała walka wręcz, a mimo to Harry musiał być pewien, że jego pistolet jest na miejscu i jest naładowany.
Zatrzasnął drzwi pomieszczenia, blokując je dodatkowo przypadkową rurą. Spojrzał na błyszczącą klapę. Pralnia, do której prowadził zsyp, miał swoje własne wyjście z budynku na zewnętrzną klatkę schodową, której nie omieszkają użyć. Wszystko zostało załatwione, a jedynym co pozostało do zrobienia była ucieczka z miejsca zbrodni.

- Schody pożarowe nadal są czyste? – zapytał Hart, odsuwając właz zrzutu i zaglądając do środka. Był stosunkowo krótki i tylko delikatnie szedł po skosie. Agent bywał w trudniejszych sytuacjach. Usłyszawszy pozytywną odpowiedź, odwrócił się do Unwina. – Z przyjemnością. Widzimy się po drugiej stronie – Harry wpakował się do rury łączącej piąte piętro z pralnią mieszczącą się o dziwo na drugim piętrze.

Nie bardzo wiedział czy brak pracowników w pralni był wynikiem przypadku, czy kolejnym przejawem niezwykle przemyślanego planu Merlina. Wydostał się z kontenera średnich rozmiarów i poprawił garnitur. Dociągając krawat, odwrócił się ku przybywającemu właśnie Eggsy’emu. Nie było to najmilsze doświadczenie, ale przynajmniej rozwiązane bez zbędnego rozlewu krwi. Mimo braku jakichkolwiek wyrzutów sumienia po zwykłych akcjach z morderstwami, Harry wolał stosować brutalne metody tylko w sytuacjach bez wyjścia. Zwłaszcza po wydarzeniach w Kentucky.
Mężczyzna uśmiechnął się do chłopaka, wypełzającego z kosza pełnego brudnych ręczników oraz prześcieradeł i wskazał na masywne drzwi wyjściowe, ustępując chłopakowi pierwszeństwa.

-Zaczekaj - zatrzymał Galahada ręką, po czym poprawił mu kołnierz koszuli oraz przyklepał włosy. Chłopak nie miał jeszcze wystarczającego wyczucia, by bez lustra przywrócić swój garnitur do porządku.
Wychodząc na zewnątrz zwolnili kroku, udając przypadkowych przechodniów schodów pożarowych. Nie mieli pewności czy ludzie O’Casey’a wiedzieli jak wyglądali, ani czy zauważyli uderzające podobieństwo jednego z uciekinierów do zdobyczy ich szefa z poprzedniej nocy.

-Za rogiem czeka was taksówka o numerze 75435. Wracajcie najpierw do hotelu Galahada. Stamtąd zabierze was prywatny samochód na lotnisko – odezwał się Merlin. – Wracacie do domu, chłopcy.

Harry uspokoił oddech przed skręceniem w średnio ruchliwą ulicę. Musieli stopić się z tłumem i niepostrzeżenie wejść do taksówki, nie natrafiając w tym czasie na ochroniarzy Irlandczyka. W każdej chwili tez mógł wrócić sam O'Casey, który napewno rozpoznałby swojego kochanka. Nie mogli wiec ryzykować w żaden sposób.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Pon Lis 13, 2017 10:11 pm

 – To musi być jakaś pomyłka… – mruknął pod nosem, odbijając się od lady stanowiska informacji na lotnisku. Wiedział już, że nie jest to żadna pomyłka i nie musiała mu tego mówić żadna miła pracownica tego majestatycznego przybytku.
Merlin…tak po prostu wyrzucił go z bazy.
 – Wiedziałeś o tym? – spytał Eggsy Harry’ego, ale wcale nie musiał czekać na mężczyznę aż się odezwie, by znać odpowiedź.
Ruszył nieco wyprowadzony z równowagi w stronę jego i Harta terminalu, by wsiąść niebawem na samolot w kierunku Londynu.
Eggsy mógł być pewien, że na miejscu czekają na niego walizki, spakowane bardzo skrupulatnie.
Humor poprawiła mu perspektywa spotkania z jedyną obecnie kobietą w jego życiu – Quiller.
Wobec tego faktu – na jego usta wpłynął delikatny uśmiech.


 – Dobra wiadomość jest taka, że Arthur oraz Galahad już niebawem znajdą się w domu. Zła…dotyczy tego, co was czeka w ciągu następnych kilku dni. – Merlin schował ręce za plecami i uśmiechnął się do gromadki najbardziej obiecujących rekrutów.
Była ich równo czternastka – Tybalt, Sawyer, Emily, Jacob, Rosie, George, Percy, Patrick oraz kilkoro innych faworytów, do których zaliczał się Virgil Snout, czyli obecny numer jeden, gdyby tylko obowiązywał ranking. Poza nim zaznaczyli także swoją obecność Sebastian Lennox – dosyć ekscentryczny, bardzo wysoki i nadzwyczaj zwinny, dwudziestotrzyletni ukryty geniusz, Leslie Gulliver – typ małomównego i spokojnego siłacza, Jonathan Truscott – niezbyt głośny, całkiem bystry, w gruncie rzeczy dobry kandydat na agenta dwudziestojednoletni były student Cambridge oraz dosyć skryty i tajemniczyPhilip Pembroke. Ostatnim z kadetów był Marcus Mowbray – najbardziej nadęty dupek, jakiego kiedykolwiek poznał Tybalt oraz Sawyer. Chłopakowi czasami jedynie przychodziły dobre pomysły do głowy, ukończył jakąś tam szkołę, a połowę treningu spędził łażąc za Rosie, Georgem, Patrickiem i Lesliem.

Sześć osób odeszło z treningu po zadaniu z pociągiem. Tybalt był zaskoczony…faktem, że tak wiele osób pozostawało lojalnych Kingsmanowi.
Wiedział, że niebawem Arthur i Galahad znów się zjawią w bazie, a do tego czasu…czekał go ciężki trening siłowy.
Tego właśnie dotyczyła zła wiadomość Merlina.
Dopóki obydwaj agenci nie wrócą – będzie musiał robić trzy razy dziennie piętnaście rundek wokół całego przybytku.
I nie mógł się tego doczekać.
Oczywiście, jedynie sarkazm jeszcze go trzymał przy zdrowych zmysłach.


Eggsy nie odezwał się do Harta ani słowem podczas lotu. Niewiele też z siebie wykrztusił, gdy jechali taksówką do domu Harry’ego.
Unwin pamiętał jak jeszcze kilkadziesiąt godzin temu wykluczył zupełnie możliwość zamieszkania z mężczyzną. W końcu ten…widział wszystko. A nawet więcej.
Dwudziestopięciolatka nadal trawił wstyd względem tego, co wydarzyło się między nim a Fintanem, a co wydarzyć się nie miało prawa.

Chłopak westchnął głośno, wbijając rozsierdzone spojrzenie w widok za oknem.
Jak jeszcze mógłby dać upust swojemu niezadowoleniu?
Na pewno jeszcze wpadnie na kilka dobrych pomysłów. Czekał go długi czas w towarzystwie Harry’ego. Niewykluczone, że sama obecność Harta da mu natchnienie do bycia coraz bardziej twórczym.  

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sro Lis 15, 2017 6:09 pm

Usłyszawszy dokąd tak naprawdę lecieć będzie ich samolot, Harry uśmiechnął się i opuścił głowę, potrząsając nią z rezygnacją. Nie odpowiedział na zadane pytanie i jedynie poprawił okulary, po czym potarł nos. Mógł się tego spodziewać po Merlinie, a mimo to odpychał wizję tak oczywistego i mało eleganckiego pozbycia się Unwina z ukochanej bazy mężczyzny. Liczył na bardziej… subtelny sposób.
Jednocześnie cieszył się z powrotu do Londynu, nawet jeśli z niewiadomych powodów wciąż nie poczuł się w nowym miejscu na tyle komfortowo by nazwać to miejsce swoim domem. Tak naprawdę cieszył się z powrotu do swojego ukochanego szczeniaka, a nie z faktu opuszczenia Irlandii.

W samolocie pomiędzy mężczyznami panowała cisza. Eggsy postanowił okazać swoje niezadowolenie nie odzywając się, więc Harry również zrezygnował z inicjowania jakiejkolwiek rozmowy i oddać się głębokim rozmyślaniom o bieżących sprawach.
Podobnie było również podczas niedługiej drogi taksówką. Im bliżej celu, to jest domu Arthura, się znajdowali, tym większą część jego myśli zajmował jego malutki Peanut, któremu poświęcał zbyt mało uwagi niezbędnej dla szczeniaka.

Gdy tylko postanowił o zabieraniu ze sobą szczeniaka do Szkocji, z drugiej strony tylnych siedzeń taksówki rozległo się głośne westchnięcie. Hart odwrócił się w jego stronę i przyjrzał młodemu profilowi. W szybie odbijała się oświetlona uciekającym światłem londyńskich latarni zagniewana twarz. Harry oderwał się na moment od poprzednich myśli, by zastanowić się nad osobą bardzo naburmuszonego z powodu przymusowej przeprowadzki chłopaka. Zaciekawiło go, co właściwie dzieje się teraz w jego głowie oraz czy faktycznie zostanie u niego na dłużej, niż jedną noc. Jeżeli tak, Hart będzie musiał przearanżować całe swoje dotychczasowe spokojne samotne życie. Mimo że od długiego już czasu było to niemalże nieuniknione, a on z pozoru pogodził się z obecnością innej osoby w jego prywatnym życiu, wizja ta wciąż wzbudzała w nim swego rodzaju niepokój. Nie powinien odczuwać tego, gdyż wychował się z dwoma tuzinami innych chłopców w jego wieku, z czego ze średnio dwoma dzielił pokój przez około piętnastu lat swojego życia. Warto również pamiętać o tym, że towarzystwo zmieniało się co jakiś czas.
Dlaczego więc przerażała go wizja kogoś dobrze znanego w swojej przestrzeni?

Taksówka zatrzymała się pod nowym domem Harry’ego Harta. Mężczyzna wysiadł pierwszy i zaczekał przy drzwiach, aż drugi agent odbierze swój niewielki bagaż i dołączy do niego. Przekręcił klucz w zamku i przekroczył próg. Ku niemu od razu podążyły dwie małe sylwetki. Na moment przed oczami pojawiły mu się dwa robo psy Poppy, których zamiary diametralnie różniły się od tych tu. Odgoniwszy nieprzyjemne wspomnienie, kucnął do witających go mieszkańców, a na jego usta wpłynął promienny uśmiech. Podrapał szarnego cairn teriera po grzbiecie, pozwalając suczce powitać swojego właściciela. Niezdarny szczeniak skakał wokół niego w ekstazie. Harry do tej pory nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo tęsknił za swym poprzednim towarzyszem. Dopiero Peanut uświadomił mu, jak przyjemnym uczuciem jest psiak witający go w drzwiach.
Gospodarz wziął swego malca na ręce i ruszył w głąb domu, wpuszczając Unwina dalej.

-Co słychać, kochanie? – mruknął i podrapał psa pod brodą, kierując się ku kuchni z zamiarem poczęstowania malca psim ciasteczkiem. – Chciałbyś się czegoś napić, Eggsy? – odwrócił się do wyraźnie zagubionego chłopaka, pojawiającego się w drzwiach w ślad za nim.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lis 18, 2017 1:27 am

Eggsy przekroczył z ociąganiem próg domu, ale gdy tylko spostrzegł jak zbliża się ku niemu w zawrotnym tempie niewielka, puchata kluska – natychmiast się rozpromienił. Kucnął, rozkładając ramiona do pędzącego ku niemu szczeniaka.
Trzęsąca się kulka zbliżyła się do niego, witając go z ekscytacją. Eggsy porwał zwierze na ręce, przytulając zwierzaka natychmiast do piersi i całując w małą główkę.
Mops odpowiadał na buziaki lizaniem i cichym popiskiwaniem.
 – Moja słodka…moja śliczna…moja królewna – mruczał do niej Unwin, atakując ją pieszczotami. – Cały czas o tobie myślałem, mała łajdaczko. – Na jego twarzy po raz pierwszy od kilku godzin pojawił się szeroki, szczery uśmiech zadowolenia.
Tak się cieszył na widok Quiller…
Nie dość, że zapałał do szczeniaka prawdziwą miłością, to nadal też pamiętał jak silna przyjaźń łączyła go z JB. Chciałby móc przedstawić mu młodszą towarzyszkę…
Przytulił pieska do siebie mocniej, czując ten znajomy żal.
 – Już jestem, malutka… – odezwał się do niej cicho. – Nie zostawię cię nigdy.

Z psem w ramionach podążył za Harrym w głąb domu mężczyzny.
Usłyszawszy głos Harta, natychmiast przypomniał sobie o tym, że jeszcze chwilę temu trwał w postanowieniu milczenia i bycia dotkliwie urażonym.
 – Chętnie – odparł w odpowiedzi, całując następnie Quiller w ucho. – Coś mocniejszego, jeżeli masz – dodał i usiadł na kanapie w salonie Harta.
Począł rozglądać się wokół, by odnaleźć jak najwięcej znajomych akcentów z dawnego domu. Było ich zaskakująco wiele. Dom był nieco mniej przytulny jednak i widać było, że Harry głównie sypia w domu, a nie spędza w nim czas.

Jego wzrok padł na sympatyczny kominek oraz drwa leżące tuż obok, jak gdyby zniecierpliwione faktem, że jeszcze ich nie użyto.
Eggsy odłożył Quiller na kanapę, gdzie ta grzecznie położyła się i z zaciekawieniem przyglądała się poczynaniom swojego pana.
Unwin wrzucił nieco drewna do kominka, a następnie zwieńczył swoje dzieło podpaloną rozpałką.
Odsunął się na większą odległość, by móc podziwiać swój twór.
Skoro ma tu zostać…na noc…to powinien zadbać o to, żeby dom Harry’ego był przyjaznym miejscem.

Z powrotem usiadł na kanapie wraz z Quiller na kolanach i rozwiązanym krawatem, od którego uwolnił swoją szyję.
Pierwszy i drugi guzik koszuli również były rozpięte.
To było męczące popołudnie.

W zasięgu jego wzroku szybko pojawił się Harry wraz z drinkiem dla Eggsy’ego i dla siebie. Przy jego nodze maszerował wesoło Peanut.
Unwin dźwignął się z kanapy, by odebrać od mężczyzny swoją szklankę.
Przez chwilę obydwaj stali w pewnej ciszy, rozmyślając zapewne nad słowami toastu.
Pierwszy na pomysł wpadł Eggsy.
 – Za to, żebym już nigdy nie musiał postawić swojej stopy w Irlandii.
Następnie wznieśli swoje szklanki w toaście i napili się.
Gdy tylko Eggsy odsunął od ust naczynie, uśmiechnął się z pewnym przekąsem.
 – Nie było do końca źle… – mruknął pod nosem i spuścił swój wzrok na swoją dłoń dzierżącą whisky. – Było tragicznie – powiedział szybko i dopił resztę zawartości szklanki.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Sob Lis 18, 2017 2:44 am

Harry otworzył szafkę w kuchni i sięgnął po ledwo napoczęte opakowanie psich ciasteczek, Zauważywszy to, psiak w jego ramionach odpowiedział entuzjastyczną próbą machania ogonem, co skończyło się jedynie uderzaniem mężczyzny w klatkę piersiową. Wyjął dwie malutkie kosteczki i jedną odłożył na blat, z zamiarem poczęstowania drugiego czworonożnego przyjaciela.
-Daj łapę - rozkazał Peanutowi, na co ten bez namysłu pomachał łapą. Hart podsunął mu smakołyk pod nos i z uśmiechem obserwował jak malec praktycznie połyka go w całości. Podrapał szczeniaka po głowie i skierował się z powrotem w stronę salonu, biorąc ze sobą drugie ciasteczko. Przystanął na moment przed lodówką i zamyślił się. Nie musiał jej otwierać, by wiedzieć, ze jest praktycznie pusta. Z rana z pewnością czeka go spacer po zakupy.

Harry odstawił psiaka na ziemię i raz jeszcze uśmiechnął się doń, gdy ten wciąż wpatrzony we właściciela merdał całym zadkiem. Podszedł do stolika z alkoholami i zastanowił się, czym najlepiej uraczyć gościa. Wrócił się jednak do lodówki, gdyż jego wybór padł na martini. Wspominając pokrótce, ze ostatnim razem pili ją w samolocie do Kambodży, uniósł wzrok znad butelki na źródło poruszenia w salonie. Eggsy najwyraźniej postanowił nadać temu miejscu bardziej domowy charakter poprzez rozpalenie w kominku. Harry nie mógł się na to zdobyć odkąd tu zamieszkał. Ani razu nie użył połowy sprzętu we własnym domu i raczej nie zamierzał w najbliższym czasie tego robić. Dlatego też ucieszyło go, że ktoś zrobił to za niego.
Spojrzał ponownie na butelkę, uznając swój wybór za doskonały i rozlał alkohol do kieliszków. Zdjął z siebie marynarkę i bezwiednie rzucił na oparcie fotela. Podszedł do chłopaka, zabawiającego swego czworonoga i wręczył mu naczynie. Nie miał czasu nawet zastanowić się nad toastem, gdyż jego wzrok spoczął na rozpoczynających szczenięca bitwę maluchach. Po chwili jednak gwałtownie podniósł głowę, by uczcić ten wzniesiony przez Unwina.

-Za omijanie Irlandii z daleka niech będzie - uśmiechnął się pod nosem i upił łyk.

Kucnął do psów gryzących się pod ich nogami i poczęstował suczkę ciasteczkiem. Peanut uniósł czujnie uszy, oczekując swojej nagrody, ale jedynie został poklepany delikatnie po małej głowie, więc już po chwili szczeniaki rozpoczęły gonitwę po salonie. Mężczyzna podniósł się i pokiwał głowa na słowa chłopaka. Usiadł na kanapie i zakładając nogę na nogę, zdjął krawat oraz rozpiął ostatnie guziki koszuli. Spojrzał na płonące drewienka, powoli sącząc trunek. Poczuł jak poduszki obok niego zagłębiają się pod ciężarem jego towarzysza. Harry nie spodziewał się jak odmienną aurę w domu wprowadzi zwykłe rozpalenie ognia.

-Pokój gościnny jest naprzeciwko schodów - odezwał się po chwili, przerywając ciszę wypełnioną jedynie odgłosami strzelającego drewna i szarży szczeniąt. - Jedna łazienka jest na dole za schodami, a druga na końcu korytarza na piętrze - tuż obok mojej sypialni, dokończył w myślach.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lis 19, 2017 12:27 am

Eggsy skinął głową, dając Harry’emu znać, że zapamięta umiejscowienie obydwu łazienek i swojej sypialni. Następnie zapadła między nimi cisza. Szczenięta zniknęły im z oczu i zapewne obecnie tkwiły przy miskach z jedzeniem. Nie mieli na czym wobec tego zawiesić spojrzenia podczas tej odrobinę mało komfortowej chwili, gdy żaden z nich nie wiedział jak zacząć rozmowę o…czymkolwiek. Nie mieli przecież zamiaru rozmawiać o konkretach. One były zbyt delikatnym tematem jak na ten moment, gdy Uniwn przynajmniej próbował zrelaksować się po powrocie z cholernej Irlandii.
Chłopak odkaszlnął cicho i wbił swoje spojrzenie w kolana.
Długo nie wytrzymał tej przeszywającej ciszy i podniósł się z miejsca, by rozpocząć swoją wędrówkę po salonie przyjaciela.

Powoli podszedł do regału. Stały tam liczne książki. Niektórych tytułów (większości) Eggsy nigdy nie słyszał, kilka z nich czytał, pozostałe kojarzył.
Sięgnął po „Mistrza i Małgorzatę” i uśmiechnął, poczynając ostrożnie wertować książkę. Zatrzymał się na jednej ze stron, a następnie spojrzał znacząco na Harry’ego, odchrząknął niemalże uroczyście i zaczął czytać.
„Oto twój dom, oto twój wieczysty dom, który otrzymałeś w nagrodę. Widzę już okno weneckie i dzikie wino, które wspina się pod sam dach. (...) Wiem, że wieczorem odwiedzą cię ci, których kochasz, którzy cię interesują, ci, co nie zakłócą twojego spokoju. Będą ci grali, będą ci śpiewali, zobaczysz, jak jasno jest w pokoju, kiedy palą się świece. Będziesz zasypiał z uśmiechem na ustach. Sen cię wzmocni (...). Ja zaś będę strzegła twego snu.” – Eggsy uśmiechnął się delikatnie pod nosem, rzucając kolejne spojrzenie w kierunku przyjaciela.
Mężczyzna czuł się w domu samotny, więc…wypadałoby, by Eggsy nie uciekał tak otwarcie przed możliwością zamieszkania z nim. Kto wie? Być może właśnie tutaj było jego miejsce?
Czytałem to w podstawówce – mruknął Unwin, potrząsając książką i odkładając ją na miejsce.

Podjął swoja wędrówkę na powrót. Jego kroki zmierzały do kolejnego regału. Tam jednak nie znajdowały się książki, a płyty, kasety, winyle…
Eggsy z zapałem począł skakać z autora do autora, kojarząc już jednak więcej niż, gdy był przy regale z książkami.
Z jego gardła niemalże wyrwać się pisk, gdy jego oczy odnalazły…
Peggy Lee! – jęknął wesoło i z niedowierzaniem wpatrywał się przez chwilę w płytę winylową.
Odwrócił się do Harry’go.
Mogę? – spytał, wskazując na gramofon.
Harry nie miał nic przeciwko, więc Eggsy popędził odtworzyć płytę.
Popłynęły pierwsze dźwięki „Fever”, czyli jednej z ulubionych piosenek Unwina.

Niespodziewanie przy nodze chłopaka znalazła się Quiller, którą momentalnie Eggsy pochwycił w ramiona i począł się z nią kołysać w powolny rytm utworu.
Jego usta poruszały się wraz z wyśpiewywanymi przez Peggy słowami.
Kątem oka zerknął ku Hartowi, a widząc jego wzrok…uśmiechnął się z delikatnym rozbawieniem.

Piosenka dobiegła końca i następna – "The Folks Who Live On The Hill" – poczęła grać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Nie Lis 19, 2017 5:21 pm

Poprawiwszy się na kanapie, mężczyzna odwrócił się w ślad za chłopakiem spacerującym po jego salonie. Prawdę mówiąc Harry nie bardzo wiedział, co właściwie znajdowało się na jego półkach, gdyż to Merlin zajął się wyposażeniem jego domu. Oczywiście, było to na bazie jego starego domu, który przed wysadzeniem zamieszkiwał Eggsy, więc mógł jedynie zgadywać.  
Obserwował, jak Unwin sięga po jakiś średnich rozmiarów tom, którego tytułu nie mógł dojrzeć.

-Mistrz i Małgorzata - szepnął, dotykając skroni, gdy usłyszał pierwsze zdania padające z ust chłopaka. Dobrze pamiętał tę książkę. Prawie tak dobrze jak ranę otoczoną wielobarwnym siniakiem, którą mu zostawiła na czole, gdy jego droga towarzyszka dziecięcych zabaw rzuciła nią w niego. Nawet już nie pamiętał przyczyny. A może wcale jej nie było?

Harry uśmiechnął się słysząc w jak swobodny sposób młodszy agent przerzucił się na uroczysty ton. Zauważył też, jak naturalnie brzmi ów cytat w jego przesączonych walijskim akcentem ustach. Biła od niego aura, której Harry zdawał się dotychczas nie zauważać. Delikatny uśmiech połączony z patosem jego wypowiedzi tworzyły nową odsłonę, której Hary jeszcze nie widział, a którą chętnie widywałby częściej.

Wzrok Harta padł na jego kolana, na które po kanapie nieumiejętnie wspinał się jego szczeniak. Ostawił pusty już kieliszek na etażerkę i podsadził malca, który już po chwili rozłożył mu się na kolanach, domagając się pieszczot i świecąc różowym brzuszkiem.
Za chwilę jednak spojrzał znów na chłopaka, gdy ten wykrzyknął nazwisko. To samo zrobił szczeniak, zrywając się do siadu.

-Merlin... - wymamrotał patrząc z pożałowaniem na płytę. Nie wiedział czy to przypadek, czy kolejny nieśmieszny żart jego przyjaciela, ale nie zamierzał pokazywać po sobie żadnego zażenowania. W końcu Eggsy nigdy nie dowie się, że piosenką, którą właśnie puścił, Harry prawie wygrał szkolny konkurs na początku liceum.

Harry oblizał wargi i pokręcił z niedowierzaniem głową. Uśmiechnął się i zdjął Peanuta z kolan, po czym podniósł się. Być może dawniej stworzyłby z Unwinem niemy duet. Chwycił oba kieliszki i uniósł brwi pytająco na Eggsy'ego. Gdy ten skinął głową, Harry ruszył w stronę kuchni, wymijając bawiącego się w najlepsze chłopaka.
Wyglądało na to, że przynajmniej na moment demon Irlandii opuścił go. Znacznie uspokoiło to Harta. Dobrze wiedział, co stało się w pokoju hotelowym oraz jak bardzo Eggsy to przeżywał.
Co stało się w Irlandii, zostaje w Irlandii.

Sprawnie przygotował drugą kolejkę drinków i wrócił do salonu. Podał przyjacielowi napój i sam przysiadł na oparciu kanapy, obserwując jak wraz z piosenką, Eggsy delikatnie zmienia taniec.
Uświadomił sobie też, że prawdopodobnie wyzbył się już wszystkich obaw związanych z przyjęciem nowego lokatora pod dach.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Yesterday at 12:08 am

Eggsy kontynuował przeglądanie zasobów muzycznych Harry’ego, a gdy odnalazł coś, czego również chętnie by posłuchał – zmienił płytę na gramofonie, na tę, którą trzymał w dłoni.
Uwielbiał Madonne. Trudno się jednak do niej śpiewało tak, by nie skaleczyć jedwabistego głosu królowej popu.

Z psem w ramionach i uśmiechem na twarzy, Unwin nadal się kołysał delikatnie do rytmów „Like A Virgin”. Jego usta i tym razem nie mogły się oprzeć znanej piosence.
Chłopak niemalże wyśpiewał na głos refren, ale w tym samym czasie pojawił się Harry wraz z drinkami.
Eggsy chętnie przyjął od niego swój kieliszek i wrócił do zwiedzania.

Kolejne półki w domu Harta były nieco mniej fascynujące aczkolwiek znalazło sie w końcu coś, co przykuło bezwzględną uwagę chłopaka.
Na jego usta wkradł się rozbawiony grymas, gdy sięgnął po ramkę ze zdjęciem. Zdjęciem, na którym był on i Harry jeszcze w czasie trwania treningu Unwina na Kingsmana. Tuż obok stało zdjęcie z młodości Merlina, Harta oraz trzeciego z agentów, którym był nie kto inny, a ojciec dwudziestopięciolatka.
Eggsy odstawił poprzednie zdjęcie i wyciagnał rękę po następną ramkę. Podniósł ją wyżej do swoich oczu, a jego usta wykrzywiły się w smutnym uśmiechu.
 – Dobrze go znałeś – odezwał się nieco cicho Eggsy, odkładając zdjęcie po chwili ostrożnie na półkę. – Znalazłem koperty po listach…od ciebie – dodał Unwin. – Merlin powiedział mi jak zginął.

Chłopak kontynuował swoją wędrówkę wzrokiem po wszystkich półkach w salonie Harta.
Wiedział doskonale, że Hart znał jego ojca całkiem nieźle. Jeździli razem na misje…zapewne więcej niż jedną, skoro ich kontakt w tak krótkim czasie stał się bardzo zażyły.
Eggsy nie chciał jednak pytać Harry’ego o rzeczy, o których Unwin już nigdy się nie przekona. Już nie dowie się bowiem jak uprzejmym, odważnym i oddanym człowiekiem był Lee. Nie chciał słuchać o tym, jak wiele stracił przez Kingsmana.
Nie był jednak swoją matką i przełknął jakoś fakt, że nikt nie był w stanie zapobiec temu, co się stało.
Jego ojciec uratował życie ludzi, poświęcając swoje własne.

 – Jestem do niego podobny? – nie wytrzymał w końcu Eggsy i zapytał, spoglądając na Harry’ego i uśmiechając się zawadiacko. Nikomu nie miał nic za złe.
Wzrokiem znów wrócił do półki, a napotykając kolejne zdjęcie…jego brwi zmarszczyły się nieco w niemym pytaniu. Wziął je do ręki i ruszył z nim w kierunku kanapy.
Pokazał fotografię Hartowi.
 – Który to ty? – spytał.
Na zdjęciu było wiele postaci. Jedynie kilka z nich było dorosłych. Pozostali byli chłopcami w wieku między wiekiem około kilku lat i kilkunastu.
Czyżby…sierociniec?
 – Co się stało z twoimi rodzicami? – Nim Eggsy zdążył ugryźć się w język, pytanie to już opuściło jego usta. Chłopak momentalnie posłał Harry’emu przepraszające spojrzenie na znak, że zupełnie…nie przemyślał tego.
 – Wybacz, nie powinienem pytać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   Yesterday at 11:43 pm

Harry Hart spuścił wzrok i przymknął oczy. Doskonale pamiętał Lee. Zaprzyjaźnili się równie szybko, co z Eggsy’m i wówczas wierzył, że może zdobyć w starszym Unwinie przyjaźń podobną tej, która nadal łączyła go z Merlinem. Także Hart ucierpiał na śmierci mężczyzny i przekazanie tego jego rodzinie nie było dlań łatwym zadaniem.

-Jesteś jak najbardziej podobny – uśmiechnął się do chłopaka, ale smutne spojrzenie wcale nie poprawiało sytuacji. – Byłby z ciebie niesamowicie dumny – spojrzał na trzymane przez Eggsy’ego zdjęcie. Nawet nie pamiętał kiedy zostało ono zrobione. Po chwili smutnej ciszy dodał – Oczywiście jesteś przystojniejszy, Gary – uniósł na towarzysza brew, a po chwili roześmiał się.
Spuścił ponownie wzrok i zatrzymał go na krawędzi kieliszka, którą niespokojnie gładził. Tak wiele razy rozmyślał o sytuacji z Bliskiego Wschodu oraz jak wiele mogłoby się zmienić, gdyby Lee nie rzucił się na granat.

Dopił alkohol jednym łykiem i odstawił na stolik obok kanapy, przesuwając się na oparciu, by zrobić miejsce przyjacielowi. Spojrzał na trzymane przezeń zdjęcie i uśmiechnął się. Wziął ramkę do rąk. Wszyscy chłopcy ubrani byli podobnie elegancko, niezależnie od wieku.

-To ja – wskazał za około trzynastoletniego chłopca, na którego głowie opierał się znacznie wyższy blondyn, niemalże w całości zasłaniając mu twarz ramieniem, a z drugiej strony obejmował go podobnego wzrostu szatyn– Razem z Maximilianem i Thomasem rozbiliśmy tego dnia szybę w szklarni. Pani Morrison cudem pozwoliła nam znaleźć się na zdjęciach – zaśmiał się. Przesunął wzrok na elegancko wyglądającą pięćdziesięcioletnią kobietę. To ona była Harry’emu matką przez cały okres dorastania. Z pewnością dogadałaby się z Eggsy’m… gdyby jeszcze żyła. To przypomniało mu, że powinien w najbliższym czasie wybrać się na cmentarz w Totland.

Podniósł się i podszedł do półki, odstawiając zdjęcie na miejsce. W pierwszej chwili chciał zignorować pytanie odnośnie jego rodziców, jednakże uznał, że młody Unwin zasługuje, by poznać te mało istotną ciekawostkę z życia jego gospodarza. Stał chwilę, wpatrując się w wizerunek uśmiechniętej ekscentrycznej brunetki, której włosy Harry zapamiętał jako granatowe. Zawsze chodziła ubrana w eleganckie garsonki, niezależnie czy jadła z chłopcami śniadanie, czy grała z nimi w piłkę. To podziwiał w niej młodzieniec, jej klasę i dostojność w każdej sytuacji, nawet podczas tłumaczenia mieszkańcom wsi, dlaczego w środku nocy po ich ogrodach biegają zgraje dziecięcych sylwetek.

-Prawdę mówiąc, nie mam pojęcia, co się z nimi stało – odezwał się po chwili i odwrócił do zażenowanego pochopnością swego pytania chłopaka. – Nie wiem nawet jak się nazywają. Merlin proponował mi odnalezienie ich, ale… chyba nie chcę znać prawdy. Pani Morrison mnie wychowała.

Harry rozejrzał się po salonie i zatrzymał wzrok na schodach, pod którymi smacznie drzemały dwa szczeniaki. Godzina była faktycznie późna, a on potrzebował prysznica. Poza tym, momentalnie wróciło doń zmęczenie, tak misternie ukryte pod dwugodzinną drzemką i kilkoma kawami. Zebrał kieliszki i odstawił do zlewu.
Wspomnienie przeszłości stało się zbyt smutne, by kontynuować tę rozmowę jeszcze dzisiaj. Być może kiedyś wrócą do jakże barwnego dzieciństwa Arthura.

-No cóż, dobranoc, Eggsy. Gdybyś czegoś potrzebował… poszukaj. Czuj się jak w domu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]   

Powrót do góry Go down
 
Sweet secrets. [Kingsman(1,2); ff; Hartwin; bn; 2os.]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: