IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9 ... 15  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 12:22 am

Wlepiłem wzrok w punkt za oknem i zatopiłem się w myślach. Otaczający mnie świat przestał mieć znaczenie i straciły dla mnie znaczenie bodźce słuchowe, a niewidzący wzrok tkwił wciąż wpatrzony w to samo miejsce. Nie miałem pojęcia o czym pomyśleć najpierw więc zacząłem o wszystkim naraz pozwalając się pochłonąć całkowicie.

*

2 i pół roku wcześniej…

-Dlaczego nie chcesz dalej uczęszczać na sesje z psychologiem?-spytała kobieta klękając przed siedzącym na krześle synem. Ten tylko mocniej zacisnął wargi i wbił uparcie wzrok w szarą posadzkę poczekalni. Od trzydziestu minut powinien był być obecny na cotygodniowej wizycie u znienawidzonej psycholożki, która jedynie zrodziła w nim tylko jeszcze większą niechęć do samego siebie. Delikatnie sugerowała zazwyczaj, że to nigdy nie jest wina tylko jednej ze stron, a Zack wcale nie chciał w to wierzyć. W końcu to Daniel zawinił, a nie on. Wstał z siedzenia i powoli ruszył przed siebie korytarzem. Wiedział, że jego niejednokrotne nieobecności na rozmowach z psychologiem prędzej czy później wyjdą na jaw.
Był to pierwszy raz gdy sprzeciwił się woli matki w tak doraźny sposób. Nie chciał iść do innego psychologa, bo oznaczało to kolejną osobe, która dowiedziałaby się o tym wszystkim. O upokorzeniu, które spotkało go niespełna pół roku wcześniej. Nie dopuszczał do siebie faktu, że potrzebował pomocy, a jego matka wiedziała o tym najlepiej bowiem była najbliższą chłopakowi osobą.
Kobieta powoli ruszyła za nim zgarniając przy tym z krzesła torbę jedynego dotychczas syna.
Wkrótce na świecie miał się pojawić kolejne z jej dzieci, ale mimo wyraźnie napuchniętego balona przywieszonego do brzucha, poruszała się nad wyraz szybko i zgrabnie. W mgnieniu oka dogoniła ciemnowłosego młodzieńca i w ciszy dotarli do samochodu.

*

Kilka minut minęło niczym sekunda gdy z transu wybudził mnie dzwonek telefonu. Niespiesznie przybliżyłem telefon do ucha i zachrypniętym głosem wydukałem ciche ‘halo’ co wzbudziło fale zmartwienia w rodzicielce, która znajdowała się po drugiej stronie łącza.
-Zack, nic ci nie jest? Chory jesteś?-dopytywała gorliwie.
Westchnąłem tylko cicho i przewróciłem oczyma, a kobieta, jakby szóstym zmysłem wyczuła jaki gest wykonałem jako, że często w ten sposób wtórowałem takiej napastliwości z jej strony.
-Cały dom w gotowości na twój przyjazd od rana, nawet nie próbuj się migać-ostrzegała niezbyt stanowczym tonem co przyprawiło mnie o lekki uśmiech na twarzy.
-Nawet nie miałem takiego zamiaru. Przecież wiesz jak bardzo nie mogę się doczekać debat politycznych Grega prowadzonych z wujkiem i miarowego powrzaskiwania dwóch trzylatków-zaśmiałem się kiedy z drugiej strony dosłyszałem tylko rozbawione prychnięcie. Odłożyliśmy po chwili co prawda temat mojego rychłego pojawienia się w domu, a zamiast tego wysłuchałem tyrady o tym, że już kilkuletni chłopiec nie powinien chodzić w pieluchach podczas gdy jego brat bliźniak autentycznie potrafi już czytać. Wątpiłem w to lecz nie wyraziłem mojego sceptycyzmu w związku z tym bowiem mama była najprawdopodobniej bardziej niż pewna tego iż w rodzinie pojawił się geniusz. Zastanawiałem się nad losem nieszczęśnika, który musi wysłuchiwać takich opowieści częściej niż tak jak ja-raz w tygodniu. Naprawdę doceniałem oddanie Grega. Mama była w przeciwieństwie do mnie, bardzo rozgadana. Zawsze miała wiele do powiedzenia na każdy temat. Daniela tez często wciągała w zajmujące pogawędki podczas gdy ja siedziałem przyglądając się temu i nie mając zupełnie nic do powiedzenia. Absorbowała mnie sama możliwość przysłuchiwania się dyspucie. Wtem za oknem pojawił się niezidentyfikowany motocykl, który wzbudził we mnie mieszane uczucia. Po chwili gorączkowo począłem się żegnać z mamą i czym prędzej próbując opanować panikę związaną z przybyciem Daniela. Niespodziewanym i niechcianym, tym bardziej, że przecież nie mógł wiedzieć gdzie się znajduje, a kwestia przypadku byłaby niedorzeczna.
Powitałem mężczyznę skwaszonym wyrazem twarzy nie ukrywając przy tym swojego niezadowolenia związanego z jego wizytą w lokalu, który był przez ostatnie pół godziny był moją oazą spokoju.
- Myślałem, że odpocznę...-mruknąłem pod nosem zgodnie z prawdą i otaksowałem wzrokiem twarz mężczyzny. Zmarszczyłem brwi ignorując niedorzeczną ofertę dostarczenia mnie do mamy. Pochyliłem się bardziej do przodu by lepiej się przyjrzeć i uśmiechnąłem się nieco sadystycznie.
-Ty, co ci się stało z buźką?-spytałem z zainteresowaniem oglądając zaszyte zranienia. Czyżby dopiero się urwał z ostrego dyżuru?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 12:30 am


Jeszcze w drodze do wnętrza kawiarni, zdążyłem zauważyć, że Zack rozmawia z kimś przez telefon. Przez chwilę usilnie próbowałem wydedukować, kim też może być osoba po drugiej stronie, szybko jednak doszedłem do wniosku, że nie ma szans bym się tego domyślił. Nie znałem już chłopaka, nie wiedziałem w jakim  towarzystwie się obraca, jakich ma przyjaciół i czy w ogóle jakiś ma. Wydaje mi się, że nie. Psychologiem nie jestem, ale gdybym był na miejscu Zack'a raczej nie dopuszczałbym do siebie opcji zaufania komuś kolejny raz do tego stopnia, w jakim ufał dawniej mi. Na dobrą sprawę obecnie wiedziałem tylko o Evelinie, rzekomej dziewczynie chłopaka, która jak dla mnie była nią tylko z nazwy. Niby nie wnikałem na tyle w ich relacje, ale przecież nie traktuje się w ten sposób osoby, którą się kocha, a Zack wyraźnie trzymał do dziewczyny dystans, nawet jeśli być może czuje do niej jakąś tam sympatię. Czyżby był całkiem samotny? W sumie niebieskowłosy nawet w przeszłości nie przejawiał chęci do nawiązywania bliższych relacji z kimś innym poza mną. Ale zmienił się do tego stopnia, że byłbym nawet w stanie uwierzyć, iż nagle stał się duszą towarzystwa. Ta, jasne.
Ktokolwiek nie znajdowałby się po drugiej stronie telefonu, Zack skończył rozmowę, gdy tylko mnie zobaczył, co jak najbardziej było mi na rękę. W końcu nie przyszedłem tutaj by słuchać jego konwersacji z innymi osobami. Przywitanie chłopaka nie było zbyt przyjemne, ale nie ma się co oszukiwać, nie liczyłem na ciepły uśmiech i rzucenie się w ramiona, tym bardziej, że sam nie byłem zbyt wylewny ze swymi emocjami. Przeszywałem go czujnym wzrokiem, analizując z przejęciem każde drobne poruszenie na jego twarzy. Chciałem go rozpracować i dostrzec choć małą szczelinę w twardej masce. Zdobyć nad nim przewagę tak jak wczoraj. Tym bardziej miałem na to ochotę z uwagi na stan w jakim się znajdowałem, a trzeźwym bym go nie nazwał.
- Przykro mi, że cię zawiodłem. - Tak na prawdę nie było mi przykro, nadal liczyło się dla mnie głównie to czego ja chcę, a ja chciałem zobaczyć Zacka. Chciałem tego również podczas koncertu, co lekko mnie niepokoi. Co byłoby, gdybyśmy się jednak ponownie na siebie natknęli? Moja jedyna szansa na odnowienie znajomości zapewne bardzo szybko by spier... uciekła. Ale widząc, że Zack nie odnosi się do mnie w jakiś szczególnie gorszy sposób niż wczoraj, wywnioskowałem, że żadnego drugiego spotkania nie było. Tak myślałem, w końcu gdyby do niego doszło, chłopak zapewne obudziłby się w moim łóżku na miejscu Luisa.
Uniosłem brew widząc uważne spojrzenie niebieskookiego, błąkające się po mojej twarzy i wnet przypomniałem sobie jak ta wygląda. Właściwie nie mogło być aż tak źle, w końcu miałem jedynie kilka szwów przykrytych opatrunkiem na brwi. Poza tym, jeszcze obandażowane dłonie i szycie na ramieniu, ale tego raczej Zack nie zdążył zauważyć.
Nie zdziwiłem się, gdy ujrzałem na bladej twarzy wyraz osobliwej satysfakcji i cisnący się na nią uśmiech. To oczywiste, że Zackowi nie przeszkadzałoby, gdybym został pocięty dużo bardziej i najlepiej stracił w wyniku tego coś ważnego. Na przykład skarb, który mam między nogami. Wiadome również było to, że swoje pytanie zadał z ciekawości, nie kierując się niczym nawet zbliżonym do troski.
- Piłem wódkę - odparłem, jakby miało to posłużyć za wyjaśnienie wszystkiego. Właściwie to tak było, gdyż nigdy nie działał na mnie dobrze ten właśnie rodzaj alkoholu, a myślę, że Zack o tym nie zapomniał. Wystarczył jeden kieliszek, bym chciał zabić każdego kto napatoczy mi się pod rękę i o ile w przeszłości nie było to aż tak widoczne oraz dotkliwe, tak teraz staje się poważnym zagrożeniem. No i oczywiście nic nie pamiętam, nawet nie wiem co stało się z tym kimś, na kogo się rzuciłem. Najpewniej nie skończył zbyt dobrze.
Moją uwagę od chłopaka odwróciła kelnerka, która dostrzegła iż w lokalu pojawiła się kolejna osoba i podeszła do naszego stolika. Starała się ukryć zaciekawione spojrzenie i lekkie zniechęcenie, zaś na jej twarz wpłynął sztuczny uśmiech. Co jest? Zazwyczaj nie takie spojrzenia przyciągam. Chyba naprawdę wali ode mnie procentami. Zapytany o zamówienie, poprosiłem o mocną, czarną kawę oraz naleśniki oblane czekoladą, gdyż nie mieli w ofercie porządnego żarcia. Te marne naleśniory nie napełnią mojego żołądka, ale zawsze były lepsze niż nic.
- Przełóż wizytę u mamy - walnąłem prosto z mostu już w kierunku Zack'a, gdy kelnerka odeszła, by przekazać zamówienie do kuchni. To nawet nie była propozycja i bez trudu można było wyczuć w moim głosie nakaz, zaś spojrzenie mówiło, że lepiej się nie sprzeciwiać. Mój drogi przyjaciel powinien mieć na względzie, że gdy odmówił spotkania, sam do niego przyjechałem. To chyba nie problem, by wyciągnąć na tej podstawie odpowiednie wnioski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:26 pm

Zjawienie się chłopaka przyprawiło mnie o wiele gorszy humor niż się spodziewałem. Po prostu nie byłem w tym momencie skory do rozmowy na temat przeszłości, a już w szczególności nie z Danielem, który w sumie był wszystkim co mogły zaoferować moje jakże nudne losy.
Z bliska twarz chłopaka wyglądała jeszcze gorzej mimo, że nie miał wcale tak wielkich uszczerbków na zdrowiu. Twarz miał poszarzałą jakby wypił więcej alkoholu ostatniej nocy niż ja widziałem przez ostatnie lata na oczy. W sumie było to niezwykle zabawne, że perspektywa uszkodzenia jego buźki jeszcze bardziej wydawała się nie być tak odległa od rzeczywistości.
Uśmiechnąłem się rozbawiony faktem iż pojąłem w lot co takiego oznacza to niewinne oświadczenie. Wódka działała na mojego ówczesnego przyjaciela o wiele gwałtowniej i nigdy nie powinno mu się dawać tego trunku nigdy do rąk. Fakt, że już trzy lata temu wydawało się to być skrajnie niebezpieczne, tak dzisiaj miałem na względzie fakt iż mógł się stawać w takich chwilach maszyna do zabijania.
-Nigdy nie umiałeś jej pić-powiedziałem jakoby to była wina nieumiejętnego dawkowania alkoholu.
Obaj jednak wiedzieliśmy, że fakty są inne i zazwyczaj najmniejsza ilość wódki potrafiła przeważyć szale, a Dan w sekundę stawał się bardziej nieznośny i agresywny niż sześciolatek z wścieklizną. Cóż, nie zazdrościłem jego niańkom ani ludziom, którzy wtedy wchodzili mu w drogę.
Wspomnienie sprzed chwili wydawało się niemal przyjemne i na myśl o nim uśmiechnąłem się kącikiem ust siadając na miejscu wraz z przybyciem kelnerki. Moja mimika twarzy powracała z każdą sekunda do normy i już po chwili wbiłem niebezpieczny wzrok w kobietę bezczelnie taksując ja wzrokiem. Oczywistością było, że nie interesowały mnie jej krągłości, ale nachalnie zatrzymywałem na nich wzrok. Nim kobieta zdążyła się czym prędzej wycofać, zwróciłem się do niej z prośbą o przyniesienie kolejnej kawy. Miałem na celu głównie wytknięcie jej tego, że była przerażona faktem iż musi zostać przy naszym stoliku kolejną sekundę. Gdy odprowadziłem ja wzrokiem, wróciłem spojrzeniem do obecnego naprzeciw towarzysza i niemal parskając śmiechem kiedy próbował narzucić mi zmianę planów.
-Obawiam się, że to niemożliwe-wzruszyłem ramionami i uśmiechnąłem się przepraszająco nie siląc się na wiarygodność.
Nie miałem nawet zamiaru dyskutować z nim na temat odejścia od decyzji. Z pewnością nie planowałem dzisiejszego spotkania z dawnym znajomym, a coroczną wizytę u jedynej matki ceniłem sobie o wiele bardziej niż przychylność mężczyzny. Zastanawiałem się tylko, czy wiedział iż będę stanowczo ostawał przy swoim, czy może sądził, że popędzę za nim przy pierwszej lepszej sposobności.
Był tak głupi lub arogancki? Z pewnością jedno i drugie, ale mógł mieć także plan ‘B’, który wystosował by gdybym jakimś cudem się nie zgodził. Żadna siła perswazji nie przekona mnie do zrezygnowania ze spotkania z mamą.
Oczekując na zamówienie rozejrzałem się wokół, zawieszając wzrok wysokim kelnerze, który z gracja, niespotykaną w miejscach takich jak tanie knajpki na rogu, poruszał się między stolikami. Od mojego przybycia zjawiło się wiele osób bowiem nadeszła pora lunchu więc mężczyzna miał ręce pełne roboty, a ja czułem jak robi mi się duszno.
Dopiero gdy kelnerka zjawiła się z moją kawą, skierowałem swoją uwagę na nią, pozbawiając mojego zaabsorbowania jej współpracownika. Podziękowałem zdawkowo za napój i wbiłem wzrok w smolistą ciecz.
Wyjąłem z kieszeni telefon i wystukując na klawiaturze IPhone'a wiadomość, powoli uniosłem do ust kubek wypełniony aromatyczną kawą.

'Mogę się spóźnić. Poczekajcie na mnie z obiadem.'

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:26 pm


Gdy na twarzy Zacka ujrzałem lekki uśmiech, kąciki moich ust również samoistnie się uniosły. Wyglądało na to, że moje oświadczenie zwyczajnie rozśmieszyło chłopaka. Nie mogłem mieć mu tego nawet za złe, bo faktycznie moja wrażliwość na wódkę jest powodem do śmiechu, choć może nie dla osób, które muszą mnie po niej ogarniać. W liceum nie było jeszcze tak źle, a nawet jeśli zezgonowałem, lub zaczynałem szaleć, mogłem usprawiedliwić to młodym wiekiem i niewypracowaną umiejętnością picia. W końcu byłem gówniarzem i miałem prawo do omijania granic. Dziwnie jednak patrzy się na dorosłego faceta, który po kilku kieliszkach zachowuje się niczym dzikus wypuszczony z klatki. A żeby było śmieszniej, na co dzień niczym ognia unikam podobnych sytuacji, czy może inaczej - jestem na tyle opanowany, że nie muszę się do nich uciekać. Stawiam prędzej na siłę słów oraz umiejętność perswazji. No dobra, tak szczerze to zazwyczaj ograniczam się do gróźb i one wystarczą. Przede wszystkim, gdy mam do czynienia z ludźmi, którzy wiedzą, że żadne moje słowo nie jest żartem i byłbym w stanie dopuścić się wszystkiego, przed czym przestrzegam.
Gdy Zack w tak ostentacyjny sposób wyraził swoje zdanie na temat mojego nakazu, zapragnąłem zetrzeć uśmiech z jego twarzy. Ograniczyłem się jednak tylko do ostrzegawczego przymrużenia oczu, gdyż w porę udało mi się przypomnieć, że nie jest to spotkanie służbowe, a chłopak nie jest moim klientem. To spostrzeżenie uświadomiło mi również, że nie będzie bez sprzeciwu tańczył tak jak mu zagram. Jeszcze kiedyś mógłby rozważyć to co powiedziałem, gdyż byliśmy przyjaciółmi. Ale trzy lata temu, zamiast rozkazywać, zapytałbym ładnie czy Zack nie mógłby odwołać spotkania. Chociaż najprawdopodobniej, zwyczajnie towarzyszyłbym mu podczas wypadu do matki i problem w ogóle by nie zaistniał.
- Ach tak - mruknąłem, bacznie obserwując chłopaka i wyraźnie dając do zrozumienia, że nie spodobała mi się jego dwukrotna odmowa. Mimo to, wbrew wcześniejszym założeniom, nie zamierzałem ani zmuszać go do zostania, ani nalegać, by zmienił zdanie. W końcu ja nigdzie się nie wybieram i jutro również będę w mieście, w związku z czym mam dużo czasu, który mógłbym przeznaczyć na spotkania z Zackiem. Przynajmniej do następnego weekendu, kiedy to będę musiał zająć się ważnym zleceniem. Lecz do tego czasu bardzo wiele może się zmienić w naszej relacji i na to właśnie liczę. - W takim razie, o której jedziesz? - zapytałem spokojnym głosem, prostując się i opierając swobodnie o krzesło. Krwiste spojrzenie mych czerwonych oczu nadal przeszywało chłopaka, eksponując moją wyższość. To ja nad wszystkim panowałem i nie mam złudzeń, a także liczę na to, iż Zack również ich nie ma. Gdybym tylko miał taki kaprys, zatrzymałbym chłopaka tutaj, lub zabrał do siebie. To tylko moja dobra wola, że pozwalam mu jechać do matki.
Uniosłem brew, gdy dostrzegłem jak chłopak wodzi za kimś wzrokiem. Z czystej ciekawości, odwróciłem się lekko, by spojrzeć co, lub też kto tak bardzo zainteresował przyjaciela. Zmarszczyłem brwi widząc, iż to jeden z kelnerów pracujących w kawiarni tak bardzo go zaciekawił. Wysoki i niczego sobie, z pewnością przykuwał wzrok, choć osobiście nie był w moim typie. Ot, przeciętny szaraczek.
- Tak ci się spodobał, Zackie? - zapytałem z szyderczym uśmiechem malującym się na twarzy, gdy znów wróciłem wzrokiem na swego towarzysza. W końcu jeszcze wczoraj przedstawiał mi swoją dziewczynę, a także stwierdził, że zraziłem go do bliższych kontaktów z facetami, zaprzeczyłby więc sobie, gdyby odpowiedział twierdząco na to pytanie. Istnieje oczywiście opcja, że to jakiś znajomy i to dlatego tak lata za nim wzrokiem.
Kelnerka wróciła z dwiema kawami i moimi naleśnikami, więc podziękowałem zdawkowo i kątem oka obserwując jak Zack stuka coś na klawiaturze telefonu, zabrałem się za jedzenie. W mojej opinii naleśniki były nieco za słodkie i na pewno niepożywne, ale raczej nie spodziewałem się niczego więcej po takim miejscu.
- Chcesz? - Leniwie wpychając większy kęs do buzi, podsunąłem pełen płynnej czekolady talerz pod nos Zack'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:28 pm

Danny najwyraźniej nie była ani trochę zadowolony moją odmową. Spodziewał się czego innego i jednak potwierdził moja teorię dotyczącą jego bezgranicznej głupoty?
Być może czasami sprawiał wrażenie kogoś kto zawsze dostaje to czego chce, ale owe uczucie mijało gdy uświadamiałem sobie, że ta sama arogancja pogrąży go bardziej niż mu pomoże. Był po prostu słaby, zakrywał się swoją pewnością siebie niwelując wszystkie inne cechy. Nie był ani rozważny, ani tym bardziej nowatorski. Jednak wciąż pewien swoich racji i zbyt protekcjonalny wobec innych uważając się za lepszego. Mieszanka tego i osobliwej impulsywności Daniela, czyniła go nieprzewidywalnym. 
Oparłem twarz na dłoniach wspartych łokciami na stole i spojrzałem w czerwone tęczówki mężczyzny. Powstrzymałem się od ponownego zmarszczenia brwi zauważając ich obecność. Powinienem mu to wytknąć tyle razy aż zrezygnuje z zakładania ich. Wyglądają kiczowato i tandetnie, wcale nie dodają mu żadnego swoistego patosu lub zadziorności. Prędzej sprawiał wrażenie niepoważnego, za dużego dzieciaka, którego jakby nie było go stać na nic więcej z haloweenowego kostiumu. 
Przyglądałem mu się z wyraźnym politowaniem kiedy wyrażał swoje niezadowolenie związane z moją odmową. Nie zamierzał jednak specjalnie nalegać najwyraźniej myśląc, że wykazał się w tym momencie wspaniałomyślnością. Uśmiechnąłem się lekko jakby doceniając jego starania. W momencie gdy po raz kolejny przejechałem, niby przypadkiem, kciukiem po dolnej wardze, zauważyłem w swojej postawie niepokojące oznaki. Mogło to być odebrane opacznie przez Daniela więc oderwałem dłonie od twarzy i spiąłem się bardziej niż dotychczas kiedy to w ogóle nie byłem spięty. Byłem niemal beztroski i rozluźniony. 
Oderwało mnie od rozmyślań pytanie zachowane w szorstkim i profesjonalnym tonie.
Oparłem się niedbale plecami o obicie siedzenia i uśmiechnąłem się samym kącikiem ust. 
-Jak najszybciej-odparłem beznamiętnie i powoli przeczesałem włosy palcami sięgając drugą ręką po kubek kawy pochylając się tym samym bardziej w kierunku stołu. Ani na sekundę nie spuściłem wzroku z mojego rozmówcy. Gdyby nie soczewki, o wiele zabawniej by wyglądały nasze potyczki. 
Zdawałem się nic sobie nie robić z faktu iż mężczyzna czuł się jakby panował nad tą sytuacją bardziej niż po prawdzie było. Właściwie był w błędzie w większym stopniu niż mógłby się tego spodziewać.
Dlaczego zatrzymałem wzrok na mężczyźnie? Nie było jednoznacznego powodu. Miałem ochotę na niego popatrzeć, analizować jego ruchy, kołyszące się biodra i podziwiać każdy krok pełen gracji. Danny chodził inaczej. Cała jego kreacja była pełna pogardy i wyższości wobec świata. Pod tym względem różnił się o wiele bardziej od Daniela sprzed trzech lat. Ten, który siedział przede mną dojrzale eksponował swoją nieomylność, a był pod tym względem prawdziwie bezczelny. W tym aspekcie nie stanowiliśmy kontrastu wobec siebie. Obaj uważaliśmy się za lepszych od reszty, a przynajmniej tak chciałem sądzić. Nagle nabrałem ochoty by dowiedzieć się jak najwięcej o chłopaku.
Zamrugałem kilkakrotnie gdy pod mój nos został podsunięty talerz wypełniony po brzegi słodką mazią i rozpaćkanym ciastem naleśnikowym. Spojrzałem z masą obiekcji wypisaną na twarzy lustrując kolejno Dana i zawartość talerza. Z dozą niepewności zamoczyłem koniuszek palca w słodkiej mazi pełnej cukru i najprawdopodobniej znikomych wartości odżywczych. Włożyłem upaćkany palec do ust oczyszczając go z czekolady i śledząc wzrokiem reakcję ciemnowłosego.
-Dziękuję, ale jestem na diecie-odparłem uśmiechając się z nonszalancją. Nie zamierzałem udawać nawet ,że mówię prawdę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:28 pm


Domyślałem się co czuje Zack patrząc wprost w moje oczy. Już wczoraj wspominał, że czerwone soczewki nie przypadły mu do gustu. Nie sądził chyba jednak, że przez tą nic nieznaczącą uwagę, nagle całkiem zrezygnuję z tej małej ozdóbki? O ile można było w ten sposób określić rażące szkła kontaktowe, które być może bardziej oszpecały niż upiększały. Ale taki w końcu był cel, by zniechęcić, a nie pozwolić na zbliżenie. Poza tym mi osobiście podobał się brak czarnych tunelów, w których miejsce pojawiły się wampirze oczy. Przeszywające, degustujące i przede wszystkim nie do przejrzenia. Były swego rodzaju tarczą, dzięki której każdy tracił dostęp do najlepszego źródła informacji jakim są oczy. Z nich można wyczytać wszystko. No chyba, że są zakryte podobnym cudeńkiem.
Nieustannie obserwowałem Zack'a. Byłem do tego przyzwyczajony, jak każdy drapieżnik czający się na swoją zdobycz. Gdy z kimś rozmawiałem, zawsze utrzymywałem kontakt wzrokowy, choć nie każdy jest w stanie go znieść. Ja nie rzucam delikatnych, przyjacielskich spojrzeń. Jest to raczej wzrok rzeczowy, ostrzegawczy oraz wyniosły i już dawno dla nikogo się nie zmieniał. Tak samo jak ja, już dawno przy nikim nie byłem po prostu sobą. Właściwie to gdzieś zatraciłem tego starego Danny'ego i kto wie? Może ja już niczego nie udaję, a po prostu tak się zmieniłem, że mniej zdeprawowany licealista zupełnie zniknął. W jakiś dziwny sposób ta myśl mi się nie spodobała, mimo że do tej pory ceniłem sobie ten wypracowany, silny charakter i znów poczułem się lekko zaniepokojony. Mam wrażenie, że spotkanie z dawnym przyjacielem wpływa na mnie silniej, niżbym tego chciał, czy w ogóle mógł zakładać. Szybko jednak odsunąłem od siebie tą niepokojącą myśl, wierząc, że mam wszystko pod kontrolą i Zack nie ma absolutnie żadnego wpływu na moje emocje, odczucia, a już na pewno nie na charakter.
Mój czujny wzrok notował każdy najdrobniejszy gest, w tym także dotyk drobnych palców na kuszących ustach, które dawniej miałem okazję całować. W jednej chwili poczułem uderzające pragnienie, by zasmakować tej słodkości jeszcze raz, przyciągnąć chłopaka do siebie przez ten stół i posiąść tak, by zapomniał gdzie się znajduje. Te myśli były niebezpieczne, przede wszystkim dlatego, że nie chciałem znów go ranić, a przynajmniej nie w ten sposób. Cóż, nadal nie wiedziałem, czego dokładnie chcę, ale na pewno nie chodziło o brutalność i zdobycie tego seksownego ciałka siłą. Na razie potrzebowałem tylko bliskości i kontaktu z Zackiem, co jest bardzo dziwne, z uwagi na to, że od bardzo dawna nie czułem potrzeby zbliżania się do kogokolwiek. Nie uczuciowo. Nie, by luźno porozmawiać.
Przez chwilę nawet miałem ochotę odwrócić wzrok, by odsunąć od siebie intensywne żądze, lecz powstrzymałem się, chcąc dalej przyglądać się swemu dawnemu przyjacielowi, tak jakbym przez samą obserwację mógł poznać go bliżej. W pewnym sensie mogłem.
Zack zauważył co robi i być może domyślił się jak to na mnie wpływa, bo w jednym momencie oderwał palec od ust, spinając się bardziej niż dotychczas. Uśmiechnąłem się nieznacznie i prychnąłem, gdy usłyszałem oschłą odpowiedź chłopaka. Bawił mnie ten jego cięty języczek. Bawiło mnie to, że jest jedyną osobą, która ma odwagę mi się sprzeciwiać, a co jest lepsze, sam mu na to pozwalam. Tęskniłem za tym rodzajem komunikacji. Luźnym, niezobowiązującym, dość zgryźliwym. Gdyby jeszcze było to naturalne, a nie tak bardzo otoczone fałszem. Cóż, sam się do tego przyczyniłem.
- Nie baw się ze mną Zackie. Podaj godzinę - ponagliłem chłopaka wyjątkowo delikatnym tonem, nieadekwatnym do nieprzyjemnego spojrzenia. Droczenie droczeniem, ale jestem przyzwyczajony do tego, że gdy proszę o jakieś informacje, otrzymuję je. Oczekuję, że będzie tak i tym razem. W końcu jestem cierpliwy tylko do czasu.
Niebieskowłosy zignorował moje pytanie na temat wysokiego kelnera, co jedynie napełniło mnie satysfakcją. Naturalnie założyłem, że zwyczajnie nie wiedział co powiedzieć, a to oznacza, że ma coś do ukrycia. Mężczyzna zapewne mu się spodobał, a on nie chce tego przyznać, ot cała zagadka. W końcu inaczej bez namysłu by zaprzeczył, prawda? Właściwie nie przeszkadzał mi nawet fakt, że Zack zawiesił oko na kimś innym niż na mnie. Nie byłem jedynym przystojnym samcem na tym świecie, a fakt ten jest jedynie wiadomością na temat jego orientacji. Faceci mu się podobają, na pewno. Moim zadaniem jest tylko sprawić by to dostrzegł i przyznał przed samym sobą. No proszę, odnalazłem jeden ze swoich celów.
Gdy talerz pełen słodkiego żarcia został podsunięty pod nos Zacka, ten zachowywał się jakbym właśnie oferował mu olbrzymią dawkę trucizny. Patrzył to na mnie to na naleśniki, zaś ja z uniesioną brwią, zastanawiałem się co on też odpierdziela. Przecież nie zabiję go naleśniorem.
Napiąłem się nieco, gdy chłopak zamiast zwyczajnie się poczęstować, zatopił palca w czekoladzie i oblizał go w całkiem jednoznaczny sposób, mający wywrzeć wiadomą reakcję. Prowokował mnie i stąpał po bardzo cienkiej linii. W co on sobie pogrywa?
Jestem pewien, że moje oczy pociemniały przez ogarniające mnie pożądanie idące w parze z rozdrażnieniem i znów doceniłem fakt posiadania soczewek, przez które raczej nie było tego widać. Mimo to, cała moja postawa mówiła, że najchętniej rzuciłbym się na Zacka, tak jak zrobiłem to już kiedyś. Kto by pomyślał? Dawno nie czułem czegoś takiego. Co ten chłopak w sobie ma?
- Zack, zrób to jeszcze raz, a cię przelecę - warknąłem zduszonym szeptem i bardzo niskim głosem, pochylając się w tej chwili nad stolikiem oraz patrząc głęboko w błękitne oczy. To było ostrzeżenie i chłopak powinien to zrozumieć. Nadal będzie stąpał po tej samej linii? Zabrnie dalej? Jeśli tak, będę miał czyste sumienie, gdy już spełnię swoją groźbę. W końcu ostrzegałem. Aczkolwiek nadal nie chciałem go ranić. Nie zamierzałem również być nieszczery względem swoich uczuć, a przynajmniej nie takich. Niech wie, że go pragnę, w niczym mi to nie uwłaszcza, a Zack przy tym powinien wiedzieć, by nie zabrnąć zbyt daleko. Wie przecież do czego jestem zdolny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:29 pm

Nie czułem się osaczony jego spojrzeniem. Chciałem, żeby patrzył i oglądał moje małe przedstawienie, bo czymże jest aktor bez widowni? Ten specjalny pokaz, zaprezentuję mojemu największemu fanowi.
Nie pozostawałem dłużny mojemu obserwatorowi bowiem także mu się przyglądałem, czasem obaj zbyt natrętnie śledziliśmy swoje ruchy nawzajem. Daniel był nieugięty, jak kamień, a na jego twarzy prezentowała się okazale nieustępliwa maska chłodnego profesjonalizmu. Tylko te oczy nie pasowały. Prawdziwe spojrzenie chłopaka mogłoby oddać całą żądzę jaką na mnie przelewa i możliwe ,że wydaje mu się iż dzięki soczewkom, nic nie dostrzegam. Wprost przeciwnie. Byłem o wiele uważniejszy i czujniejszy. W przeciwieństwie do mężczyzny, nie szukałem jednoznacznej i ostatecznej odpowiedzi w oczach. Znałem się na ludziach nie mniej niż mój towarzysz, jednak ja przyjmowałem nieco bardziej psychologiczne metody, które były mi bliższe, a na których Daniel nie skupiał uwagi.
Każdy mój gest był odbierany przez chłopaka, a ja doskonale odczytywałem jego myśli, biegle wykorzystując umiejętność rozpoznania oraz najzwyczajniej na świecie znałem Dana od dziecka. Mógł się zapierać rękami i nogami, ale pewnych nawyków nie udało mu się pozbyć. Nawyków, o których nawet on nie miał pojęcia, że istniały.
Zauważywszy jak reaguje na moje drobne ruchy, znów zarządziłem kolejną neurotyczną zmianę prostując sie i spinając. Czy tak powinienem się zachować? A może jeśli usiądę w ten sposób będę sprawiał wrażenie bardziej zakłopotanego? Może powinienem być mniej oczywisty?
Moja szopka długo nie ustała w pionie bowiem posłałem mu kolejny uśmieszek, który pojawił się na mojej twarzy w miejsce poprzedniego.
    -Nie bawię się z tobą, słonko-uniosłem brwi w niemym zdziwieniu-Obiecałem mamie, że pojawię się jak tylko będę mógł-...mianowicie o drugiej trzydzieści pod groźbą ucięcia ręki.
Świadomie zbyłem pytanie o mężczyznę zastanawiając się po chwili czy na pewno było to najlepsze wyjście. Mogłem się zasłonić wieloma wymówkami, a pozostawiając pytanie zachowane w takim guście, pozwalało Danielowi interpretować to na swój sposób co zapewne już zrobił. W dodatku miałem pewne podejrzenia, co do tego jakie teraz myśli krążyły po jego głowie. Zupełnie dalekie od prawdy. Mylne, mylne spostrzeżenia.
Z pełną premedytacją wsunąłem palec do buzi i podziwiałem reakcję Daniela, która była o wiele bardziej zadowalająca niż mogłem się spodziewać. Danny był intrygujący. Tak, patrz na mnie. Chce widzieć jak na mnie patrzysz. Jak nie możesz mnie dotknąć bowiem stałem się silniejszy niż możesz sobie wyobrazić. Ostrożniejszy mimo całego przedstawienia, w którym zagrałem z pełnym zaangażowaniem. Czy sprawiam właściwe wrażenie?
Nigdy nie zapomniałem o wyznaczonym celu, który postawiłem sobie wczorajszego dnia. On był sednem, czynnikiem dominującym, determinantem. On mnie trzymał blisko ścieżki, której się podjąłem w akcie swojej nienawiści. Niedorzeczności swoich czynów, jawnej prowokacji Daniela, dreszczyku emocji i napiętej atmosfery, która ściskała mnie za żołądek w niezdrowo przyjemny sposób.
Jestem szczery, po raz pierwszy od lat.
    -Sorki-zmieszałem się i zaśmiałem się nieznacznie zbity z tropu-Skoro ci to przeszkadza to spróbuje się powstrzymać.
Zawstydzenie ustąpiło natychmiastowo dzikiej satysfakcji, którą cudem powstrzymałem kiedy próbowała wpłynąć na moją mimikę, zasłaniając się zobojętniałym wyrazem twarzy. Przejechałem powoli językiem po zębach tak by Daniel mógł zauważyć ten niemal niedostrzegalny ruch. Ukradkiem wytarłem nawilżony śliną palec w serwetkę wzbraniając się przed osuszeniem go za pomocą spodni czy koszulki.
    -Nie martw się, że dzisiaj nam przepadnie-powróciłem błyskawicznie do tematu wizyty w domu rodziny-Planuje zostać tu parę dni-dodałem po krótkiej pauzie.
Z początku nie planowałem dłuższego pobytu i w pierwotnym planie wycieczki, San Diego opuścić miałem dzisiaj wieczorem. Musiałem jeszcze poinformować Ev o tej mojej drobnej zmianie, że zamiast zostać dwa dni w rodzinnym mieście, planowałem dłuższy, o parę następnych dób, pobyt.
Pozostawiony sam sobie telefon, nagle odezwał się sygnałem przychodzącej wiadomości, a ja sięgnąłem po niego nie zwlekając z przeczytaniem i odpisanie na wiadomość, której nadawcą była mama. Uśmiechnąłem się czytając treść otrzymanego sms'a.
'Nie ma nawet takiej mowy. Widzę cię tu punktualnie o 2 30'

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:30 pm


Nie jestem psychologiem, nigdy nie byłem i nigdy nim nie będę. Nie interesuje mnie na tyle działanie ludzkiego umysłu, by dokładnie analizować pojedyncze zachowania i emocje każdego z osobna. Mimo, że nie studiowałem żadnych książek, ani też nikt mnie nie uczył, jak odczytywać zamiary innych, doświadczenie zawodowe wystarczyło za wszystkie te domniemane lekcje. Przez ostatnie trzy lata, przez moje życie przewinęły się setki idiotów, myślących, że mogą mnie wykiwać. Miałem do czynienia z wszelkimi rodzajami ludzi i każde spotkanie napełniało mnie wiedzą, pozostawiało w pamięci ślad, oraz posłużyło lepiej niż jakakolwiek książka psychologiczna. Już od wielu miesięcy nie napotkałem nikogo, kto by skutecznie ukrył przede mną czające się w nim emocje oraz plany względem mej osoby. Zack nie jest wyjątkiem, nawet jeśli mu się wydaje, że ta całkiem sztuczna postawa jest w stanie mnie zmylić. W obecnej chwili byłem na pewno w stanie stwierdzić, że nie warto wierzyć w żadne jego słowo, nie ma potrzeby również skupiać się na mowie ciała. Nie było dla mnie problemem dostrzec jak bardzo chłopak kontroluje każdy swój ruch i byłem pewny, że działa z premedytacją. Niewinnie kusił, nienachalnie pokazywał, że chce, bym go pragnął. Podobało mu się moje pożądanie, prowokował mnie. Gówniarz.
Mój wzrok nawet przez soczewki widocznie stawał się coraz chłodniejszy. Praca nauczyła mnie cierpliwości, nauczyła mnie również gdzie są moje granice. Zack dobrze powinien wiedzieć, że te pojawiają się bardzo szybko. Nie żartowałem, gdy grzecznie poprosiłem o zaprzestanie tej wcale nieśmiesznej zabawy w nieudzielanie jakichkolwiek informacji, a już szczególnie tych, które chcę poznać ja. Widocznie dawny przyjaciel postanowił przetestować moje nerwy. Chyba nie zdaje sobie sprawy jak niebezpieczna jest to zabawa.
Mój wzrok nie wyrażał absolutnie żadnych pozytywnych emocji, kiedy znów usłyszałem wymijającą odpowiedź i ten denerwujący, sarkastyczny ton. Pieszczotliwe określenie rzucone w moją stronę również nie wywarło dobrego wrażenia. Jego cięty język także powoli zaczął mnie irytować, zapewne głównie dlatego, że za bardzo przeciągał to droczenie się. Nie przyszedłem po to, by nieskończenie bawić się w kotka i myszkę.
Zimnym wzrokiem wciąż patrzyłem na Zacka, nie ruszając się z miejsca i w spokoju wysłuchałem kolejnych jego słów. Gdy wspomniałem o tym co robi, wydawał się zmieszany, jednak tak jak już wspomniałem, nie mogłem być pewny tego czy jego reakcje są szczere, czy to tylko czysta gra. Stawiałem na to drugie, w końcu z pełną premedytacją odegrał tą scenkę z czekoladą, więc czemu miałby być teraz zmieszany? Poza tym dobrze wiedział jak to na mnie podziała i nie, wcale mi to nie przeszkadzało. Po prostu ryzykował, to nie mi stanie się krzywda, jeśli postanowi prowokować dalej.
Ze stoickim spokojem wysłuchałem chłopaka, wewnętrznie dziwiąc się, że on naprawdę myśli iż może się tak do mnie zwracać. Że ma nad czymkolwiek kontrolę, że może wyjść i zostawić mnie, kiedy tylko mu się zachce. Że cokolwiek od niego zależy. Po uświadomieniu sobie głupoty oraz zuchwałości dawnego przyjaciela, na moje usta powoli wpłynął szyderczy uśmiech, zaś wzrok zmienił się na jeszcze mniej przyjemny, wręcz niebezpieczny. Cała moja postawa mówiła, że lepiej by chłopak uważał co mówi oraz robi w tym momencie.
Zaśmiałem się cicho, powoli wstając z miejsca i po raz pierwszy odkąd się tu pojawiłem, oderwałem wzrok od chłopaka. Luźnym krokiem, który w ogóle nie wskazywał na moje zamiary, obszedłem stolik, podchodząc do Zacka. Nim ten mógł w ogóle zrozumieć, do czego zmierzam, chwyciłem obydwa jego nadgarstki w bardzo mocnym uścisku, pilnując, by nie mógł się wyrwać. W tym samym czasie przysiadłem na brzegu kanapy i pochwyciłem podbródek chłopaka w palce drugiej dłoni, zmuszając go do uniesienia głowy i spojrzenia w czerwone oczy.
- Pozwól, że coś ci wyjaśnię Zack. Nie jestem tym samym człowiekiem, którego znałeś. - Mój ton brzmiał ostrzegawczo i złowrogo. Moje spojrzenie zaglądało głęboko, przenikliwie w błękitne tęczówki. - Jeszcze raz powtórzę, nie baw się ze mną. Wciąż do końca nie wiem w co grasz, ale nie wyjdzie ci to na dobre. Zemsta? - prychnąłem. - Jestem bardzo ciekaw co wymyśliłeś. Ale niezależnie od tego, wiedz, że gramy na moich zasadach. Dobrze ci radzę, nie brnij dalej w grę, w której z góry jesteś skazany na porażkę. To nie twój świat, mój słodki, niewinny przyjacielu.
Wyprostowałem się niespiesznie, delikatnym, wręcz pieszczotliwym ruchem puszczając skrzywdzone nadgarstki chłopaka. Palce, które trzymały jego podbródek, leniwie przesunęły się po żuchwie, idąc przez szyję, aż w końcu skończyły obrysowując wystający obojczyk. Po tym mój dotyk zniknął, zaś sam podniosłem się na nogi, chwytając w dłoń kawę i pochłaniając ją za jednym razem. Naleśniki już mnie nie interesowały.
- Chcę z tobą porozmawiać w ustronnym miejscu. Chodź. - Ponagliłem, stojąc nad chłopakiem niczym ten kat i miałem szczerą nadzieję, że nie postąpi w idiotyczny sposób, który chodził mi i na pewno jemu po głowie. Liczyłem na to, że jest w stanie ocenić swoją sytuację i zrozumieć, że lepiej będzie, gdy choć raz poświęci swoją wygórowaną dumę na rzecz zdrowego rozsądku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:31 pm

Pół roku wcześniej...

-Zachary, dziękuję. Mam nadzieje, że nasza współpraca ci pomogła-odparła kobieta po dłuższym czasie nie odzywania się. Faktycznie się nie odzywała bowiem nie mieli o czym rozmawiać. Spotykali się od dwóch miesięcy. Dla pozorów. Przed ludźmi.
Dlatego terapia z psychoterapeutą była wymagana. Zack chciał wreszcie mieć prawo jazdy jednak badania psychologiczne wykazały nieprawidłowości, wysłano go powrotem tutaj. Kolejne kilka miesięcy borykał się z kolejnymi przeciwwskazaniami do prowadzenia auta. Leki, które brał, upośledzały jego sprawność tą z gatunku psychofizycznych. Dlatego musiał się ich pozbyć, a wyleczenie się, było jedynym sposobem.
-Nie muszę już ich brać?-spytał rzeczowo. Chciał już sobie darować wszelkie uprzejmości i usłyszeć, że jego stan nie wymaga tych leków.
Kobieta uśmiechnęła się sympatycznie. Jakże sztucznie. Była najgorszym typem psychoterapeuty. Zack nienawidził jej tak samo jak tej, którą musiał oglądać dwa razy w tygodniu, przeszło dwa lata temu.
-Przede wszystkim, najważniejsza była pomoc tobie mimo czynników, które skierowały cię do mnie.-podjęła wątek-Jestem zadowolona z przebiegu twojego leczenia. Nie potrzebujesz żadnych leków/
    Nie był pewien swojego zdrowia. Słowa kobiety wpędziły go w wątpliwości, a gdy wreszcie bez przeszkód prawnych, mógł zdawać kurs, otoczyły go obawy. Zastanawiał się czy naprawdę nie musi ich brać. Już nie. Przez dwa i pół roku przecież nic się nie działo, a  kiedy na badaniach wynikło coś takiego, pal licho jego szczerość, nie pomyślał o tym, że faktycznie mogłoby to zagrozić jego życiu. Myślał wtedy tylko o tym, żeby dostać prawo jazdy lecz nie o diagnozie. A co jeśli naprawdę się liczyła?
Odepchnął rozkojarzenie jak najdalej od siebie. To już się nie liczyło. Był teoretycznie i praktycznie zdrowy. Skoro ta kobieta tak stwierdziła oraz kolejne badanie nic nie wykryło, był zdrowy. Jednak nie ulżyło mu ani trochę.

*

Może moim prawdziwym powołaniem był kierunek psychologii? Zostałbym psychologiem. Może psychoterapeutą. Nie mam pojęcia jak się to grupuje. Nie rozróżniam.
Byłbym za to dobrym detektywem. Sam do końca nie jestem pewien jak to się stało, że ostatecznie zostałem nudnym informatykiem. Z drobnymi dodatkowymi powinnościami jednak wciąż informatykiem. Po chwili jednak stwierdziłem, że to towarzystwo komputerów wybrałem nie zastanawiając się ani chwili nad wyborem pomiędzy nim, a bezpośrednim obcowaniem z ludźmi. Odpowiedź była nader oczywista, a ja dostąpiłem chwili wątpliwości.
Zauważyłem jak zmienia się jego wyraz twarzy z każdym moim słowem. Nie podobało mi się kiedy patrzy na mnie w taki groźny sposób. Nie czułem się zagrożony jednak było to skrajnie nie przyjemne. Nie przywykłem by Danny patrzył na mnie z takim brakiem pozytywnych odczuć. Może pasowało to do obecnego wizerunku i charakteru chłopaka jednak nie do chłopaka, którego znałem i podziwiałem za cechy, których nigdy nie miałem możliwości posiąść.
Zmarszczyłem brwi kiedy jego oczy zdawały się patrzeć na mnie z chęcią mordu. Nie było to w ogóle intrygujące. Przynajmniej tak sobie wmawiałem. Cały czas próbowałem powstrzymywać drgnięcia ekscytacji. Miałem wrażenie, że Daniel to zauważa choć nie miał prawa tego ujrzeć przez prostą oczywistość. Było to subtelne podrygiwanie. Krótkie spazmy przepływającego ładunku. Ktoś inny poczułby je, gdyby tylko mnie dotknął w odpowiednim momencie. Potem się zaśmiał i doszczętnie zniszczył obraz jego uczuć jaki budowałem sobie przez ostatnie pare chwil. Jakże mógł.
Starałem się opanować drżenie gdy chłopak się podniósł do góry i powoli. Bardzo wolno jakby w karykaturalnie spokojny sposób, zbliżył się. Może szedł w zupełnie inny sposób lecz mi się wydał być przytłaczający w każdym calu. Odruchowo wstrzymałem oddech gdy złapał mnie za nadgarstki co było dziwne bowiem poprzedniego dnia przyjąłem to ze względnym spokojem jakbym spodziewał się, że chłopak posunie się do wszystkiego i nie ma sensu się temu dziwić. Obecnie czułem co innego. Nie była to ekscytacja lecz uczucie, którego nie jestem pewien. Supeł nie zawiązał się jak ostatnio, a żołądku lecz w gardle co tymczasowo uniemożliwiło mi mowę. Błyskawicznie przywołałem się do porządku i zmusiłem się do patrzenia w oczy chłopakowi. Czy nie mówiłem już, jak strasznie denerwują mnie jego oczy?
Oddychałem miarowo jednak w głębi miałem ochotę łapać powietrze haustami ponieważ w tym momencie nie miałem go wystarczająco.
Wysłuchałem jego wypowiedzi ze względnym, cóż, rozbawieniem. W tamtym momencie minęło początkowe uczucie ‘szoku’ i zastąpiło je czyste poczucie rozbawienia. Nie było ono zabarwione niczym poza samą, niewinną wesołością.
Na chwile spuściłem głowe ukrywając nieadekwatny do chwili uśmiech.
- Gdyby to był twój świat, dawno bym się wycofał z zabawy-wymruczałem cicho i wbiłem wzrok w jego ręce oplatające moje nadgarstki. Było w nich coś niepokojącego. Chwilowo opanowałem drżenie i dzięki Bogu za moja silną wolę.
Nie wyrwałem ich i nie zrobiłem nic w kierunku tego żeby się odsunąć czy uniknąć kolejnego kontaktu fizycznego jego dłoni z moją wrażliwą skórą na żuchwie i niżej. Wróciło to uczucie braku oddechu. Uniosłem wzrok i spojrzałem mu w oczy, a gdy opuściła mnie jego obecność, poczułem powiew zimnego wiatru, który pojawił się znikąd. Ponownie zadrżałem nie obawiając się już, że chłopak może to poczuć.
Słysząc jego kolejne słowa, bez namysłu wyjąłem portfel i położyłem na blacie dość wysoką sumę pieniędzy niewątpliwe pokrywającą rachunek z nadwyżką. Nic sobie nie zrobiłem z jego wyraźnej chęci dominacji, która nie dość ,że nie osiągnęła zamierzonego skutku to rozśmieszyła mnie jeszcze bardziej. Wstałem próbując zachować należną mi grację i ruszyłem w kierunku wyjścia.
-Pokaż mi jak wygląda według ciebie ustronne miejsce-odparłem zerkając na mężczyznę przez ramię. Opuściłem lokal w przeciągu następnych kilku sekund.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:31 pm


Nieważne jak dobrym Zack był aktorem, nie mógł w pełni ukryć uczucia tak potężnego jak strach, tak samo jak ciężko zataić przed kimś smutek lub szczęście. Można w sobie zdusić obawę, ale nie przerażenie, które to z kolei jest całkiem naturalną reakcją chłopaka na moją narzuconą bliskość. Gdy tylko unieruchomiłem drobne ręce, Zack znieruchomiał i choć próbował nie dać po sobie poznać, że traci swoje opanowanie, ciało zdradzało prawdziwe reakcje. Dosłownie zesztywniał, zaczął lekko drżeć, a jego oddech nieznacznie przyspieszył. Bał się i bardzo dobrze, bo to właśnie była normalna, ludzka i wyjątkowo naturalna reakcja, którą, poza nienawiścią, jako jedyną mogłem uznać za całkiem szczerą. Co mnie jednak wewnętrznie zmartwiło, zamiast satysfakcji poczułem dziwne ukłucie, tak jakby ta sytuacja wbrew temu co podpowiada mi umysł, wcale nie była normalna. Może to dlatego, że ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, jeszcze przed wydarzeniami, które podzieliły nasze drogi, Zack ufał mi, zaś ja byłem osobą mogącą go bronić, ale na pewno nie krzywdzić. Teraz zaś wywoływałem w nim same negatywne emocje i choć tyczyło się to niemalże każdego człowieka, z którym miałem do czynienia, w tym przypadku czułem wewnętrzny dyskomfort. Mimo, że faktycznie kierowała mną irytacja, miałem wrażenie, że robię coś złego. Pierwszy raz od długiego czasu pojawiło się u mnie zwątpienie.
Moje wahanie zniknęło tak szybko jak się pojawiło, za sprawą reakcji chłopaka na moje słowa. Uniosłem brwi, nie kryjąc swojego zaskoczenia. Czemu miałbym cokolwiek ukrywać? W przeciwieństwie do Zack’a, moja postawa była prosta i nie należało doszukiwać się w niej fałszu, lub też emocjonalnych zagrywek. Nie miałem więc problemu z tym, by okazać swoje zdziwienie po ujrzeniu skrajnie przeciwnej reakcji do tej, którą spodziewałem się napotkać. Zack zwyczajnie zaczął się śmiać, choć miał przynajmniej na tyle przyzwoitości, by starać się stłamsić to nieuzasadnione rozbawienie, ostatecznie uwidaczniając je jedynie w postaci uśmiechu. A więc rozbawiłem go, tak?
Tym razem to ja z trudem powstrzymałem rozbawienie, gdy uzyskałem odpowiedź na swój monolog. Proszę, proszę, Zackie uważał, że żyje w tym samym świecie, w którym zwykłem egzystować ja. Nie miał bladego pojęcia co mówił i cóż, zwyczajnie nie mógł wiedzieć jak bardzo dalekie od prawdy są jego słowa. Faktem jest, że nie jestem pewien co robił przez te trzy lata, oraz jak dokładnie wyglądało jego życie, jednak do cholery, Zack to tylko Zack. Może grać tego nieczułego dupka, którym tak naprawdę nie jest, może także udawać człowieka zdolnego do poważnego skrzywdzenia drugiej osoby, ale za nic w świecie nie uwierzę w to, że zmienił się tak bardzo, iż faktycznie jest w stanie dopuścić się podobnych czynów, których na co dzień dopuszczam się ja. Nie, zdecydowanie, mój świat nie jest jednocześnie tym, do którego przynależy dawny przyjaciel. Ale nie mogłem go winić za tak karygodną pomyłkę, przecież wciąż nie wiedział z kim ma do czynienia. W jego oczach byłem tylko wyrośniętym licealistą, z którym wiąże go dobra, oraz ta mniej przyjemna przeszłość. Tylko prostym chłopakiem z zapędami sadystycznymi. Człowiekiem, ot co.
- Głupiutki, mały Zack – szepnąłem, patrząc na chłopaka z góry i tym razem moją twarz przystroił niegroźny, pobłażliwy uśmiech. Nie zamierzałem uświadamiać chłopaka na czym polega jego błąd w przyrównywaniu nas do siebie. Postanowiłem brnąć w jego zabawę, pozwalając mu wierzyć, że ma cokolwiek do powiedzenia. Niech się bawi, niech próbuje i zaspokoi moją ciekawość, ostatecznie i tak zasmakuje porażki. Postawa dziewiętnastolatka rozbawiła mnie do tego stopnia, że moja złość całkowicie odeszła w niepamięć. Właściwie, zamiast denerwować się na chłopaka, zacząłem mu zwyczajnie współczuć.
Chłopak widocznie nic nie robił sobie z moich ostrzeżeń, nie wydawał się również wierzyć w to, że mógłbym go skrzywdzić. Naturalnie miałem ochotę pokazać mu czym to grozi, jednak stwierdziłem, że i na to przyjdzie odpowiedni moment. Cierpliwości Daniel, cierpliwości.
Obojętnym wzrokiem śledziłem ruchy niebieskowłosego, gdy zostawiał na blacie stanowczo za dużą sumę pieniędzy pokrywającą nie tylko jego dwie kawy, ale także mój posiłek, oraz całkiem wygórowany napiwek. Pensja informatyka, co? Tylko jeden rodzaj informatyków zarabia tyle, by móc pozwolić sobie na szastanie pieniędzmi na lewo i prawo. Uśmiechnąłem się pod nosem. No proszę, nie taki niewinny Zackie.
Spokojnie podążyłem za chłopakiem, ignorując podejrzliwe spojrzenie kelnera, oraz jego koleżanki, którzy najwidoczniej musieli dostrzec naszą osobliwą sprzeczkę. Wyszedłem z niewielkiej, niewpasowującej się w mój gust kawiarni i podszedłem do zaparkowanego wcześniej motocykla, podnosząc siedzenie i wyjmując z bagażnika dodatkowy kask, który z kolei wcisnąłem w dłonie Zack’a. Nie czując się zobowiązanym do jakichkolwiek wyjaśnień, wsiadłem na ścigacza, samemu również zakładając kask, oraz chowając pod nim włosy, a gdy chłopak zrobił to samo, gwałtownie ruszyłem.
Lubiłem szybką jazdę, dlatego mimo nie do końca trzeźwego stanu, jechałem stanowczo zbyt szybko, mijając zgrabnie każde napotkane auto. Przez jakiś czas jechaliśmy główną ulicą, aż w pewnym momencie skręciłem w boczną dróżkę, która prowadziła między blokami. Budynki dość szybko poczęły znikać za nami ustępując powoli polom oraz łąkom, asfalt zaś zmienił się w zwykłą, wydreptaną pomiędzy wysoką trawą ścieżkę. Pomimo pagórkowatego terenu, zwolniłem tylko minimalnie, czując się całkiem pewnie za kierownicą ścigacza. Również w lesie, nie miałem problemu z opanowaniem podskakującej kierownicy.
Wyglądało to trochę tak, jakbym wywoził chłopaka z dala od cywilizacji, by zrobić mu coś wyjątkowo okrutnego, a potem z łatwością zatrzeć ślady. W rzeczywistości z tym kryminalnym scenariuszem zgadzała się jedynie pierwsza część, bowiem poprzez ustronne miejsce miałem na myśli obszar pozbawiony wścibskich oczu oraz uszu. Taki, gdzie będziemy tylko my dwoje i będę miał pewność, że nikt nam nie przeszkodzi. Taki, gdzie Zack na pewno poczuje się niepewnie i być może zmięknie na tyle, bym mógł z nim normalnie porozmawiać.
Zwolniłem, gdy po zboczeniu ze ścieżki, drzewa zaczęły tworzyć tunel, coraz bardziej zawężając drogę i zmuszając do większej ostrożności. Pod koniec tego osobliwego tunelu wykończonego koronami drzew, znajdowała się pozornie ślepa uliczka złożona z gęstych krzaczorów. Nieustępliwie jednak jechałem wprost na roślinny mur, wiedząc o istnieniu niewielkiej szczeliny, przez którą po chwili przebił się motor. Kaski ochroniły nasze twarze od kolczastych gałęzi, zaś my sami już po kilku sekundach znajdowaliśmy się pod drugiej stronie.
W końcu zatrzymałem motocykl, zdawkowo rozglądając się po otoczeniu. Znajdowaliśmy się w niewielkim kole uformowanym przez wysokie drzewa, oraz małe jeziorko. Otoczenie mogło wzbudzić zachwyt, gdyż akurat tutaj leniwie wlewały się promienie słoneczne, oświetlając jasnozieloną, wysoką trawę i rzucając jaskrawe światło na taflę jeziora. Dla mnie ten widok był znajomy, a jednak nadal zachwycał. Jakkolwiek, nie przyjechałem tu podziwiać krajobrazy.
Zsiadłem z motocykla, zdejmując kask, zaś moje gęste włosy opadły kaskadą na umięśnione plecy. Czując przypiekające ciepło, natychmiast zrzuciłem skórzaną kurtkę, pozostając jedynie w białej bokserce i odsłaniając tym samym masę tatuaży zdobiących całe ręce aż po palce. Posłałem Zack’owi osobliwy uśmiech.
- Boisz się Zack? Nikt nie wie gdzie jesteś, nikt cię nie uratuje, a ja mogę z tobą zrobić co tylko zechcę. – Myślę, że zdał już sobie sprawę z tego faktu, jednak nie potrafiłem powstrzymać się przed wypowiedzeniem oczywistej prawdy na głos. Na dobrą sprawę, chłopak nie potrafiłby nawet stąd wrócić, gdyż jechaliśmy zbyt szybko i zbyt długo, by mógł zarejestrować całą drogę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:33 pm

A jednak się zgodziłem. Sądziłem,że nie może być już gorzej skoro go spotkałem. A jednak miałem mieszane uczucia. Tak mieszane jak się tylko dało.
Widząc motor chłopaka, zdenerwowałem się. Nie bałem się szybkiej jazdy ani motocykli lecz trwożyła mnie sama myśl, że całkowitą pieczę nad moim życiem będzie sprawował Daniel, do którego będę zmuszony się przytulać by zachować zdrowie fizyczne. Miałem opory żeby dotykać własnej matki, a co dopiero być wtulonym w plecy kogoś komu nie ufałem w żadnym stopniu. A jednak wpakowałem się w to całkowicie umyślnie  i to w dodatku z czystej ciekawości i chęci podrażnienia się z Dannym. Ah jestem skrajnie upoważniony by nazwać się idiotą.
Niezgrabnie pojmałem kask w swoje ręce i spojrzałem na niego ze zdziwieniem jakby przedmiot w moich dłoniach był niewiadomego pochodzenia, nienazwany i radioaktywny. Założyłem czym prędzej  i zająłem miejsce tuż za mężczyzną, oplatając okrakiem maszynę. Moje krocze znajdowało się przy Danielu możliwie najbliżej jak się dało. Mój dyskomfort wzrósł gdy przyszło mi objąć chłopaka w pasie. Zrobiłem to trochę wolniej niż powinienem odwlekając start o kilka setnych sekundy. Ulokowałem dłonie paręnaście centymetrów poniżej mostka, czując każdy mięsień przez cienki materiał koszulki. Dan był zdecydowanie zbyt dobrze zbudowany bym mógł z łatwością stawić mu opór. A potem przestałem myśleć. Przylgnąłem do mężczyzny jak najbardziej było to możliwe. Pilnowałem się by nie ścisnąć go za mocno w pasie, ale także utrzymać się pewnie samemu na miejscu.  Obawy dopadły mnie gdy po dłuższym czasie ujrzałem coś na kształt lasu, do którego wjechaliśmy. Zastanawiałem się gdzie w pobliżu San Diego mają tu lasy. Chyba nigdy nie zapuszczałem się aż tak daleko więc ta okolica była mi obca. Mogłem się nawet nie wysilać by zapamiętać drogę. Wszędzie rosły takie same drzewa i nie potrafiłem skupić wzroku na żadnym konkretnym miejscu. Więc biernie przytulałem się do mężczyzny jak najbardziej niezadowolony ze swojej pozycji, a także impulsywnej decyzji. Sam prosiłem się o kłopoty więc ciemnowłosy uznał, że nie przegapi okazji. Może właśnie tak to zaplanował. Wywiezie mnie z miasta, ulokuje w środku lasu, a potem...A potem co? Niby nie ukrywał się ani z tym, że pożąda mnie fizycznie, a także groził mi, że jest w stanie to zrobić jeżeli będę go prowokował, a jednak...Dałem się wywozić coraz bardziej wgłąb lasu. W jakiś sposób liczyłem na to, że mam rację, a moje personalne odczucia wobec mężczyzny nie różniły się aż tak bardzo od prawdy. Byłem w stanie wierzyć, że Danny wciąż jest człowiekiem, którego znałem nie trzy lata temu, tamtej nocy, lecz trzy lata temu i dzień wstecz. Kiedy to byłem w nań tak zapatrzony i przekonany, że będziemy razem do końca życia.
*

Trzy lata i jeden dzień wcześniej...
Do koncertu pozostało niewiele czasu, Zack układał sobie w głowie każdy punkt tego dnia. Wiedział, że to dość naiwne, a takie plany nigdy się nie sprawdzają, a jeśli już sztywno trzymamy się planu to psuje się zabawa.
Od paru dni nie widział się z Dannym i zastanawiał się czy normalnym jest to, że coraz częściej odczuwa pustkę gdy go przy nim nie ma. Zastanawiał się także czy przyjaciel czuje to samo. Niemal pokręcił głową. Na pewno nie. Jest wtedy zajęty różnymi innymi sprawami. Ważniejszymi niż  jeden, nudny i oddany kolega. Może po prostu był wygodny, zawsze pod ręką kiedy chciałeś przetestować nowy towar? Zack był zdecydowanie zawsze na każde zawołanie Daniela. Tego nienawidził w ich przyjaźni chyba najabardziej. Kiedy on czuł się jakby miał skoczyć za Curtisem w ogień, ten zapewne nigdy nie myślał o Zacku wieczorami gdy leżał w łóżku.
Właśnie. Był tak pochłonięty rozmyślaniami, że nie usłyszał wołania na posiłek. Jego mama była zmuszona pójść osobiście po chłopaka do pokoju. Stanęła w drzwiach i poinformowała syna o tym, że jedzenie nie przyjdzie do niego samo. Ten tylko odburknął coś niezrozumiałego i usiadł na łóżku. Bezsilnie oparł ręce na pościeli po bokach
-Chyba nie jestem głodny-wymruczał, a kobieta popatrzyła na niego z troską. Nie była przekonana co do tego czy powinna ingerować w złe samopoczucie  chłopaka. Czy wiedziała, że jej jedyny syn często na zbyt dużo sobie pozwalał? Zapewne domyślała się co zazwyczaj robią chłopcy w jego wieku jednak nie chciała myśleć o tym ani interweniować dopóki nie zdarzy się coś co zmusi ją do tego. Czy to się działo właśnie teraz, kiedy to w jej niewiedzy wybierał się na koncert? Był pewien tego, że mu pozwoli więc nie zawracał sobie głowy pytaniem o tak elementarne rzeczy.
Tamtej nocy nie wiedziała też gdzie go szukać gdy ten roztrzęsiony zadzwonił do niej parę minut po świcie. Była zdenerwowana, przestraszona. Nie mogła zmusić chłopaka by ten podał jej swoją lokalizacje, a ona odchodziła od zmysłów. Gdy wreszcie go odnalazła bowiem jakaś kobieta zaaferowana stanem młodzieńca siedzącego na ławce w parku gdzie zazwyczaj spacerowała z psem, odebrała telefon chłopakowi, a ten nie oponował osłabiony działaniem narkotyków, alkoholu i zapewne powolną utratą krwi. Powiedziała jego matce gdzie dokładnie się znajduje, a także poczekała aż kobieta się zjawi.
To były najstraszniejsze chwile w jej życiu, a gdy dotarła do syna, na jej policzkach odznaczały się mokre strużki łez.
Nie miała czasu by zareagować gdy to czego się obawiała, wydarzyło się tak gwałtownie. A może i nie było to gwałtowne tylko ona nie zauważyła w co za każdym razem pakuje się Zachary.
On nie mówił jej wszystkiego, ona się domyślała połowy. Nigdy nie zdołał wykrztusić z siebie imienia swojego oprawcy. Nie powiedział właściwie nic poza tym, że został zgwałcony przez drugiego mężczyznę.

*

Wspomnienia uderzyły mnie bolesną falą wstydu i nienawiści. Dlaczego musiałem przypomnieć sobie o tym po tak długim czasie, w tej chwili? W momencie gdy byłem tak zależny od Daniela. Bez możliwości odepchnięcia go od siebie i wycofania się. Niespodziewanie do moich oczu poczęły napływać łzy. Wspomnienia odżyły i znowu nękały mnie w ten nieznośny sposób. Zacisnąłem pięści na materiale jego koszulki i czym prędzej powstrzymałem się od rozpłakania. Może Daniel nie zobaczyłby teraz, ale gdy dojedziemy, stanie się bardziej niż jasne, że pozwoliłem sobie na ryczenie. Teraz jeszcze mogłem temu zapobiec.
Wkrótce dotarliśmy, a ja z ulgą odczepiłem się od chłopaka i rozejrzałem wokół. Cóż, widok mógłby się wydać wielu osobom zachwycający więc nie chciałem kwestionować tego faktu.
Powoli zdjąłem kask i machinalnie poprawiłem włosy rozczesując je palcami. Gdy zarejestrowałem każdy szczegół otoczenia w pamięci, spojrzałem na chłopaka beznamiętnym wzrokiem. Miał rację, ale przecież to nie miało znaczenia. Nie byłem głupi. Wiem, że prowokowanie go tutaj w ten sposób graniczyłoby z tym, że naprawdę będę musiał pogodzić się z konsekwencjami. Więc tylko patrzyłem na niego w pozbawiony wyrazu sposób.
-Wtedy też nikt nie wiedział-powiedziałem ponownie przeczesując włosy i znów przypominając sobie każdy szczegół jaskrawego wspomnienia, które przywołałem będąc przyciśniętym do pleców Daniela. Miałem mu ochotę dać w pysk za wszystko co mi zrobił. A potem bić go do momentu aż umrze, a jego śliczna buzia zamieni się w miazgę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:33 pm


Nieustannie patrzyłem na Zacka i bezwiednie uniosłem brwi, gdy coś sobie uświadomiłem. Podszedłem bliżej chłopaka, tylko jednym uchem wyłapując jego odpowiedź i bezceremonialnie uniosłem drobny podbródek. Tym razem uchwyt nie miał nic wspólnego z brutalnością. Właściwie to jedynie muskałem chłopaka swymi palcami. Zajrzałem głęboko w błękitne tęczówki, choć tak naprawdę nie musiałem przypatrywać się aż tak bardzo, by upewnić się, iż ten uronił więcej niż jedną łzę. Gdyby nie miał kasku, mógłbym zrzucić winę na mocny wiatr smagający nas po twarzach, ale przecież do cholery, wcale tak nie było. Znów poczułem te znajome ukłucie, które pojawiło się stanowczo zbyt wiele razy w ciągu ostatnich kilku godzin.
Mrużąc delikatnie oczy, zabrałem dłoń i odsunąłem się od chłopaka, dopiero teraz skupiając się na wypowiedzianych przez niego słowach. "Wtedy też nikt nie wiedział"? Właściwie to nie, nikt nie zdawał sobie sprawy z tego co działo się w mojej sypialni mimo, że za ścianą znajdowała się wystarczająca ilość osób, by być w stanie odciągnąć mnie od Zacka w przeciągu sekundy. Nie wiedzieli tylko dlatego, że on nie zdołał wydać z siebie żadnego dźwięku, żadnego wołania o pomoc. Właściwie do tej pory nie wiem co nim kierowało. Bał się upokorzenia? Ale przecież sto razy bardziej został upokorzony dając się wykorzystać, nie byłoby nic złego więc w krzyknięciu i przyjęciu pomocy. A może on po prostu nie chciał, by ktoś poza nim dowiedział się, jakim jestem draniem? Nie, niemożliwe. Coś takiego byłoby dla mnie nie do przyjęcia i szczerze mówiąc, brzmi to na tyle absurdalnie, że nawet przez chwilę nie rozwodziłem się nad tą niedorzeczną myślą.
Odszedłem dwa kroki od chłopaka, a gdy się odwróciłem z powrotem, posłałem w jego stronę lekki, całkiem naturalny uśmiech. Moje spojrzenie po raz pierwszy wypełnione było czymś na kształt skruchy. Właściwie już dawno nie czułem się tak dziwnie przytłoczony tą całą winą, w końcu przez trzy lata powtarzałem sobie, że nie zrobiłem nic złego. Załzawione oczy Zack'a jednak mówiły co innego, a ja patrząc na niego, musiałem w końcu pogodzić się z prawdą. Tamtej nocy uciekłem jak ostatni tchórz, zostawiłem chłopaka samego, nawet nie zainteresowałem się co teraz z nim będzie. Po prostu nie wracałem do domu, bojąc się, że zastanę go leżącego w moim łóżku i patrzącego na mnie pełnymi łez, turkusowymi tęczówkami. Nie chciałem do tego wracać i nie radziłem sobie z poczuciem winy, więc przyjąłem inną prawdę, w którą bardzo ciężko jest mi wierzyć teraz. Było łatwiej, gdy Zack zachowywał się inaczej, miał na sobie tą maskę, której przecież chciałem się pozbyć. I nadal chcę, mimo, że nie jest dla mnie łatwe zmierzenie się z jego prawdziwymi emocjami. Skrywanymi uczuciami, których woli nie pokazywać. Ale przecież musimy w końcu do czegoś dojść. Nie możemy wiecznie grać.
Przestałem się uśmiechać i wypełniłem przestrzeń przeciągłym westchnieniem. Rozłożyłem ręce na boki, jakbym miał zaraz kogoś przytulić, jednak nie na tym miał polegać ten gest.
- No dalej, nie będę się bronił i ci nie oddam. - Stałem tak, wystawiając się na wszelkie jego ciosy i każdy zobowiązałem się przyjąć. Wiedziałem, że Zack tłamsi w sobie całą złość, której nie ma nawet na kogo przelać. Więc proszę, teraz ma okazję wyżyć się na odpowiedzialnej za całe jego cierpienie osobie. Chciałem, żeby to zrobił, choć nadal wątpiłem, by podniósł na mnie rękę. A jednak, nie tylko jemu, ale i mi ulżyłoby w pewien sposób i może w końcu moglibyśmy normalnie porozmawiać.
- Nie przywiozłem cię tu, żeby ci cokolwiek zrobić. Ani też po to, żeby ciągnąć tą farsę. Więc zrób ze mną co chcesz, a potem porozmawiajmy. Później będziesz mógł wrócić do tej swojej śmiesznej zemsty. - Nawet teraz nie potrafiłem być bardziej potulnym. Ja już po prostu taki nie jestem. Przyzwyczaiłem się do władzy jaką mam nad ludźmi, nad ich emocjami i całym życiem. Moja praca i to jak spędziłem ostatnie trzy lata ukształtowały beznadziejny charakter, który niewiele miał wspólnego z tym, z czasów licealnych. Chociaż kto wie? Przez te trzy lata nie czułem wyrzutów, nie pozwalałem też nikomu podnieść na siebie ręki, a teraz wręcz się o to proszę i wszystko przez przypadkowe spotkanie starego przyjaciela. I do czego ja tak właściwie zmierzam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:35 pm

Gest chłopaka mnie sparaliżował. Zanim zdążyłem zareagować, uniósł mój podbródek do góry i byłem zmuszony spojrzeć mu w oczy. Nie domyślił się, prawda? Moje wątpliwości prysły gdy na jego twarzy pojawił się dziwny wyraz zapewne związany z tym co ujrzał w moich oczach. Byłem pewien, że mi się udało. Że powstrzymałem się w odpowiednim momencie. Zacisnąłem szczęki i nim zdążył mnie puścić, szarpnąłem szczęką w bok. Nie udało mi się to jednak w tak zaborczy sposób jak planowałem.
Po chwili odsunął się na pare kroków, a ja odetchnąłem głębiej i wbiłem rozgoryczone spojrzenie w ziemię nim zdołał je pochwycić Daniel. Dlaczego mnie tu przywoził?
Dlaczego zawsze zachowuje się jak cholerny egoista?
Gdy opanowałem buzujące we mnie emocje do tego stopnia by mój wyraz twarzy wrócił do normy, podniosłem wzrok na ciemnowłosego. I zmarszczyłem brwi kiedy zauważyłem, jak na mnie patrzy. Nie wiem o czym mógł myśleć. Możliwe, że przypominał sobie jak to wyglądało tamtej nocy i wreszcie doszedł do wniosku, że by pozyskać moja łaskę dzisiaj, musi przynajmniej udawać, że umie okazać to iż szczerze żałuje. Zdenerwowało mnie to bardziej niż sam się tego po sobie spodziewałem. Powróciła niemożna chęć  przywalenia chłopakowi. Nie zrobiłem jednak w tym kierunku nic co by na to wskazywało. Stałem przed nim wyprostowany z rękami wiszącymi wzdłuż boków. Zmieniłem środek ciężkości przestępując z nogi na drugą nogę. Niech ten uśmiech zniknie z jego twarzy. Ten skrajnie nie pasujący do nowego wizerunku chłopaka uśmiech. Jakby należał do kogoś zupełnie innego. Miałem ochotę skrzywić się jeszcze bardziej jakbym widział coś naprawdę odrażającego i potwornego. W pewnym sensie widziałem. Danny był prze wiele lat moją największą zmorą, stałym bywalcem koszmarów nocnych. Wciąż pamiętałem aż nazbyt wyraźnie niektóre z nich gdzie przyjaciel powielał się w wielu kopiach, które patrzyły wprost na mnie, we mnie. Bałem się go najbardziej na świecie. Wtedy.
Teraz, gdy krok po kroku pozbyłem się swojej traumy, on pojawił się przede mną ponownie, a ja nie miałem pojęcia czy bardziej mnie przeraża czy napełnia obrzydzeniem. Do niego, samego siebie i wszystkich innych ludzi, którzy już od długiego czasu wydawali mi się podli i paskudni, a kiedy nastąpiło zdarzenie sprzed trzech lat, odciąłem się od niechcianych przeszkód. Brak kontaktu z bliskimi nie był w ogóle wyrzeczeniem. Było wyzwalające.
Powinienem podziękować Danielowi za otworzenie mi oczu. Jakże byłem mu wdzięczny. Chociaż raz zachował się jak prawdziwy przyjaciel.
Potem nieoczekiwanie uczynił ten gest i rozłożył ręce jakby poddając się. Słysząc słowa, będące następstwem dobrodusznego, jak się okazało, gestu miałem ochotę roześmiać mu się w twarz. Po chwili jednak powstrzymałem się od cisnącego się na usta rozbawionego uśmiechu. On wątpił w tak oczywisty sposób. Był pewien, że jestem tym samym tchórzem, którym byłem w szkole. Nie mogłem się powstrzymać. Splotłem dłonie na potylicy i powoli odwróciłem się od niego by pozwolić sobie przywołać na twarz uśmiech, którego tym razem nawet nie miałem ochoty  udaremniać. Trwałem tak wpatrzony w korony drzew roztaczające się ponad nami.
-Jesteś taki wielkoduszny-wycedziłem przez zaciśnięte w uśmiechu zęby.
Spuściłem luźno ręce wzdłuż boków i błyskawicznie się odwróciłem wymierzając cios w samą centralną część twarzy chłopaka z nadzieją, że złamie mu nos. Zrobiłem to z czystą przyjemnością mając na uwadze by pokiereszować Dana jak najmocniej. Gdyby mężczyzna zgłosił to na policję, zapewne miałbym okazję przeprowadzić bardzo nieprzyjemną w skutkach rozmowę z kuratorem sądowym. Jednak jestem pewien, że Daniel nie pali się zbytnio do zgłaszania się o pomoc na policję. Skoro obiecał mi, że nie odda, pokładam w nim pełne zaufanie w konsekwentnym trzymaniu się postanowienia. Wyprostowałem się i spojrzałem mu w oczy wyraźnie uspokojony i wyładowany.
-Nie dam ci rozgrzeszenia, jeśli tego się spodziewasz-powiedziałem beznamiętnie i potarłem kłykcie. Gdyby nie fakt, że są przyzwyczajone do takich wstrząsów, bolałyby mnie o wiele bardziej po zetknięciu z twarzą Dana. Wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon i spojrzałem na godzinę jakby całe zajście nie miało miejsca. Wczesna pora nieco mnie zmyliła. Sądziłem, że o wiele więcej czasu zajęła nam rozmowa w kawiarni i dojechanie tu. Elektroniczny zegar niezaprzeczalnie wskazywał 1:16. Mimo, że zostało mi wiele czasu do umówionej godziny pojawienia się w domu, wiedziałem, że nie będę miał czasu ani ochoty na długą i sentymentalną rozmowę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 6:40 pm


Dawniej bywało, że sprzeczaliśmy się z Zackiem. Nigdy jednak nie były to kłótnie na tyle poważne, byśmy nie rozmawiali ze sobą dłużej niż kilka godzin. W końcu byliśmy przyjaciółmi od zawsze i w tamtych czasach nie mogłem sobie nawet wyobrazić sytuacji, która mogłaby nas poróżnić, rozdzielić. Żaden z nas nie podniósł na drugiego ręki, nawet jeśli pojawiały się bardziej burzliwe kłótnie. Właściwie nawet teraz nie potrafiłem wyobrazić sobie Zack'a wymierzającego we mnie choćby delikatny cios. Niby powiedziałem mu, że może zrobić co zechce, wyżyć się jeśli tego potrzebuje, a na pewno tak było. No i właściwie byłem przygotowany na przyjęcie uderzeń, w głębi jednak nadal powątpiewałem w to, że chłopak bez wahania potraktuje mnie pięściami. To się zdziwiłem.
Już gdy Zack odwrócił się w drugą stronę, czułem, że ochoczo skorzysta z mojej oferty i dopiero teraz doszło do mnie, że faktycznie zaboli. Nie biję się, nie na trzeźwo. A gdy dochodzi do bójek, gdy jestem pijany, praktycznie nic nie pamiętam, zaś ból czuję dopiero na drugi dzień. W dodatku zazwyczaj wychodzę z tego cało, bez większych ran. Nie pamiętam więc, kiedy ostatnio ktoś dał radę mnie uderzyć, na dodatek prosto w twarz. Jestem wyćwiczony, silny i sprawny, więc nawet w przypadku zetknięcia się z jakimś kretynem, mającym ochotę pyskować, oraz rzucić się na mnie z łapami, bez problemu go powstrzymuję. A teraz zarzekłem się, że nie tylko nie uniknę jego ciosów, ale także nie będę próbował oddać. Rzeczywiście, jak to powiedział Zack, bardzo wielkoduszny gest, kto by pomyślał, że jestem jeszcze w stanie się takiego dopuścić.
Chłopak opuścił ręce wzdłuż ciała, jakby jednak nie miał zamiaru mnie uderzyć. Ja również stałem już prosto, wpatrując się czujnie w plecy dawnego przyjaciela. Byłem niepewny tego, co zamierza, jednak dostrzegając krótki moment, w którym spięło się jego ciało, zostałem pozbawiony wszelkich wątpliwości. Nawet gdybym chciał, nie zdążyłbym zareagować i uchronić się przed tym nagłym uderzeniem, wymierzonym prosto między oczy. W jednym momencie na całej twarzy poczułem przeszywający ból i cofnąłem się kilka kroków pod wpływem silnego ciosu, właściwie z trudem w ogóle utrzymując się na nogach. Moje powieki samoistnie się zacisnęły, zaś dłonie powędrowały do nosa przy akompaniamencie głośnego, soczystego przekleństwa. #$%^@# jak to boli.
Zacisnąłem zęby, czując na wargach ściekającą krew, zaś pod palcami dziwny kształt, który zdecydowanie nie przypominał tego sprzed kilku chwil. W końcu uchyliłem oczy, choć już teraz czułem jak puchną. Jutro nie będę nic widział. Czerwone tęczówki powędrowały ku chłopakowi, który wyglądał jakby faktycznie dużo dało mu to uderzenie. Musiało dać, w końcu jego efekty będą widocznie co najmniej miesiąc, lub nawet do końca mojego zasranego życia, jeśli nos się krzywo zrośnie. Cholera, to było naprawdę mocne uderzenie, nadal słyszałem szum w uszach, jakbym zderzył się co najmniej z rozpędzonym samochodem. Cóż, wystawiając się na pięści Zack'a chyba nie spodziewałem się tego, co dostałem. Ale na dobrą sprawę to i tak było mało. Obiecałem, że nic nie zrobię, więc mógł mnie praktycznie zmasakrować, a jednak poprzestał na jednym, choć zdecydowanie zbyt potężnym jak na niego ciosem. Skąd ten chudy chłopaczek wykrzesał tyle siły?
Westchnąłem słysząc słowa wydobywające się z ust, które jeszcze niedawno wydawały się takie kuszące. Cóż, może złamany nos nauczy mnie, że nie tylko ja posiadam pięści. Chociaż z drugiej strony, gdybym się na to nie zgodził, do niczego by nie doszło. Tak czy inaczej, nadal jestem górą, nawet jeśli siniejące powoli oczy i krzywy nos na to nie wskazują.
- Nie proszę o rozgrzeszenie. - Splunąłem niezbyt taktownie, pozbywając się zebranej w ustach krwi, mającej swe ujście nieco wyżej. - Mój słodki Zack nauczył się korzystać z pięści - zaśmiałem się, jakbym wcale nie dostał właśnie w pysk, a moja twarz nie była zalana krwią.
Nader spokojnym krokiem minąłem chłopaka, chwytając dół swojej koszulki, którą posłużyłem się do wytarcia twarzy. Podszedłem do motocykla i nachyliłem się nad nim, po raz kolejny przeklinając swoją idiotyczną wielkoduszność. Nie wyglądało to zbyt dobrze. A co najgorsze, nie obejdzie się bez nastawiania.
- To ci się udało, Zackie - prychnąłem, czując się dziwnie rozbawiony całą tą sytuacją. Pierwszy raz na trzeźwo dostałem po pysku i to od osoby, która trzy lata temu mianowała się moim najlepszym przyjacielem. Brawo Daniel, twoje życie zmierza w coraz lepszym kierunku.
Westchnąłem, chwytając nos obiema dłońmi i układając je w odpowiedni sposób. W ciągu sekundy nastawiłem nos, z trudem powstrzymując się od krzyknięcia, jeśli nie powiedzieć jazgotu. $%^&* co za ból. Idioto, masz to na własne życzenie. I ci się należało.
Dopóki jeszcze znajdowałem się przy lusterku, wyjąłem z oczu czerwone soczewki, dając czarnym tęczówkom ujrzeć światło dzienne. Nie robiłem tego dlatego, że Zackiemu się nie podobało szkarłatne spojrzenie, ale dlatego, że dobrze wiedziałem, iż za kilka godzin oczy będą tak spuchnięte, że nie będę mógł ich otworzyć, w związku z czym również wyjąć szkieł kontaktowych.
Wyprostowałem się, znów kierując spojrzenie na Zack'a i podchodząc do niego, po czym chwyciłem drobny nadgarstek i pociągnąłem chłopaka w stronę jeziorka, zmuszając do tego by usiadł obok, kiedy ja sam to zrobiłem.
- Zdjąłem soczewki. Ty zdejmij na chwilę maskę. - Chciałem z nim porozmawiać bez szyderczych uśmiechów i udawania, że nic go nie rusza. - Czemu wtedy nie wołałeś o pomoc? W domu było dużo osób. Czemu mi nie przywaliłeś tak jak teraz? I co się z tobą stało, gdy wyszedłem? - W tej chwili z trudem utrzymywałem kontakt wzrokowy. Z czystym sumieniem mogłem powiedzieć, że jestem przesączony poczuciem winy. Wstrzymywałem je w końcu przez całe trzy lata, nie byłbym człowiekiem, gdybym teraz, patrząc prosto w błękitne tęczówki, również nic nie czuł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:06 pm

Przywalenie mu w ten chory, zwyrodniały pysk dało mi wiele satysfakcji. Tak wiele, że przez moment chciałem go ucałować jednak ta niedorzeczna myśl zaistniała w mojej głowie na jedną setną sekundy.
Widząc efekty swojego uderzenia, aż się uśmiechnąłem. Był to jedynie szczery, lekki uśmiech, który cieniem odbił się na mojej twarzy bowiem kiedy zobaczyłem tak dużą ilość krwi, zaniepokoiłem się lecz był to chwilowy odruch. Miałem tą świadomość, że złamałem mu nos jednak tym razem tak wiele krwi nie sprawiło mi w ogóle poczucia spełnienia. Owszem, wyładowałem się jednak zamiast podziwiać z uśmiechem na twarzy jak chłopak zalewa się krwią, zerkałem na niego kątem oka obawiając się, że może zemdleć.
Zbliżyłem rękę do twarzy kryjąc rozbawienie. Chłopak mimo wszystko trzymał się wspaniale, a mówiąc z ustami pełnymi krew wyglądał tak żałośnie, że aż nie mogłem powstrzymać uwielbienia dla tego widoku.
-Ty za to z mózgu wciąż się nie nauczyłeś-odpowiedziałem żartobliwie nie mając na celu go urazić, a nawet gdybym to zrobił, niewiele by mnie to ruszyło. On jednak nie wyglądał jakby cokolwiek miało mu w tym momencie popsuć humor. Kiedy mnie mijał, mimo ,że niemożliwym było by mnie dotknął, odsunąłem się o krok by nie ryzykować zetknięcia z jego krwią. W porę przypomniałem sobie o tym, że mam na sobie białą koszulkę, w której planowałem odwiedzić mamę. Mając na uwadze fakt, że nie zdążyłbym jej zmienić, musiałbym jechać w ochlapanej krwią koszulce do matki. Pewnie byłaby wniebowzięta, ale mimo to wolałbym nie ryzykować. I tak zawsze uchodziłem w oczach jej męża za rozpuszczonego, agresywnego dzieciaka, który prosił się o kłopoty. Od gimnazjum jego zdanie na mój temat się nie zmieniło, a ja zgadzałem się z nim w stu procentach. Doprosiłem się kłopotów, sam wszczynałem bójki, a i całkiem śmiało sobie poczynam. Nie mógł już na to narzekać. Nie na to. Miałem własne pieniądze, mieszkałem w innym mieście i nigdy nie prosiłem o pieniądze. Nie było nic na co teraz mógłbym je wydawać więc miałem dość duże oszczędności i parę konsol do gier. Cóż, nawet jeśli nie grałem często i nie byłem w tym nawet dobry, sprawiało mi to satysfakcję. Poza tym miałem też pokaźną kolekcję  informatycznie nudnych rzeczy i żelastwa. Nie narzekałem.
Kiedyś nie starczało mi na nic i póki mieszkałem z matką, wyciągałem z niej ogromne sumy pieniędzy. Wszystko głównie szło na imprezy i organizowanie towaru dla mnie, dla Daniela i najbliższych kumpli. Po epizodzie sprzed trzech lat, dałem sobie z tym spokój z dnia na dzień i nie miałem zamiaru do tego wracać. Moja praca wymagała ode mnie pełnej przytomności, a z tego co pamiętam, po zażyciu tego co kiedyś sobie organizowałem, nie byłem nawet w stanie podetrzeć sobie tyłka. Cóż, rzadko się powstrzymywałem.
Znów śledziłem wzrokiem każdy ruch Daniela kiedy ten już zasłonił mi widok swojej twarzy odwracając się plecami oraz wycierając twarz koszulką na co się skrzywiłem. Nie miał jednak wyjścia. Gdybym przywalił mu w domu, miałby przynajmniej ten luksus serwetek lub ręcznika. Tymczasem sam się prosił o takie warunki.
Zignorowałem jego komentarz odnośnie  tego jak zręcznie potraktowałem jego nos i zamiast tego wpatrywałem się w niego z ciekawością. Obserwowałem jak…
Słysząc chrzęst nastawianej kości, wzdrygnąłem się strwożony tym odgłosem. Łamałem nosy jednak nigdy nie musiałem ich nastawiać. Mój także jakimś cudem się uchował. Doświadczenie to nie należało więc do przyjemnych mimo, że  wystarczył sam dźwięk. Mało powiedziane bowiem właściwie byłem dogłębnie obrzydzony tym zabiegiem.
W dalszym ciągu obserwowałem jak wyjmuje z oczu najprawdopodobniej te paskudne soczewki. Cóż, właśnie ograniczyłem jego spostrzegawczość sprowadzając ją do słuchu, węchu i czucia.
Z zamyślenia wyrwało mnie gwałtowne pociągnięcie i niemal się potknąłem podążając chcąc nie chcąc za mężczyzną. Chyba nie zamierza mnie utopić? Olaboga,dopada mnie paranoja.
Upadłem niezgrabnie na tyłek wyszarpując tym samym nadgarstek z jego uścisku. Zdążyłem już do reszty znienawidzić tego jak traktuje się tutaj moją godność i nadużywa własnej przewagi siłowej. Warknąłem coś niezadowolony z tego powodu. Stawałem się coraz bardziej niezadowolony, słuchając czego żąda w zamian Danny. A więc tego chciał od początku? Skłonić mnie do tego bym czuł się w jakimś stopniu zobowiązany, do tego by spędzić z nim więcej czasu? Biorąc pod uwagę fakt, ze z pełną świadomością wsiadłem z nim na jego motor i dałem się tu zaciągnąć znając powód naszego spotkania. Jednak do tej pory nie zastanawiałem się nad tym, czy będę potrafił cokolwiek powiedzieć na ten temat i czy w ogóle dojdzie do rozmowy oraz jak się podczas niej zachowam. Tak, to od samego początku był strategiczny kop w kolano i teraz ponosiłem jego konsekwencje. Doczekałem aż skończy swój żałosny w końcowym,dla mnie rezultacie, wywód. Potem jeszcze zwlekałem kilka sekund nim spojrzałem na twarz chłopaka. Wciąż była ubrudzona krwią, ale nareszcie mogłem zatopić wzrok w jego oczach. Zdawałem sobie sprawę z tego, że w tym momencie moje uczucia były aż nazbyt oczywiste. Bałem się, osłabłem, a moja maska powoli scalała się z tym co próbowałem ukryć.
Nie mając pojęcia jak mógłbym wybrnąć, zdecydowałem odpowiedzieć na wszystkie pytania.
-Ja..-spuściłem wzrok i uniosłem dłoń by położyć ją ze zmieszaniem na karku-…czułem się tak strasznie upokorzony i słaby-westchnąłem bezsilnie jakby wraz z tym wyznaniem opuściły mnie wszelkie pokłady energii. Drugie pytanie zawisło w powietrzu na kolejne paręnaście sekund aż znów zdecydowałem zebrać się w sobie. Zdjąłem rękę z szyi i pozwoliłem jej bezwładnie opaść na udo.
-Nie pamiętam. Obudziłem się w szpitalu.-odparłem-Nie miałem na nic siły, a potem była tylko pustka-dodałem pewniej i odchrząknąłem, by odwrócić uwagę od tego, że przed sekundą, w głowie Daniela zrodziły się kolejne wątpliwości, a także pytania. Ja nie miałem za to żadnych. Mogłem się tylko domyślać jak potoczyła się historia ówczesnego przyjaciela.
Odważyłem się spojrzeć znowu na chłopaka i pożałowałem tej decyzji. Jego oczy były takie prawdziwe, a on był jeszcze bardziej przejrzysty niż ja.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:11 pm


DWA I PÓŁ ROKU WCZEŚNIEJ

Siedzieli przy niewielkim stole, w melinie pod wyjątkowo banalną nazwą, której Danny nie poświęcił na tyle uwagi, by ją zapamiętać. Był pijany, co stało się normą jego życia od feralnego dnia, w którym wszystko wywróciło się do góry nogami. Codziennie wlewał w siebie litry whisky i właśnie trzymał w dłoni kolejną szklankę ze złocistym płynem, patrząc nań czarnymi tęczówkami przepełnionymi żalem. Wczoraj przegrał wszystkie swoje pieniądze, dzisiaj pili na koszt Drake'a. Minęło pół roku, nim zdobył się na zaznajomienie osoby trzeciej z tamtymi wydarzeniami. Uniósł wzrok. Przed nim siedział wysoki, dobrze zbudowany, krótko ścięty szatyn o delikatnych rysach twarzy i przyjaznym spojrzeniu. Daniel wiedział, że tej pozornie przyjaznej postawie nie powinno się ufać, Drake jest niebezpieczny, ma dużą władzę, wpływy i wysoką inteligencję. Poznał go zaraz po przeprowadzce do Las Vegas i związał ich pewien rodzaj przyjaźni. Mimo tego co usłyszał, szatyn swobodnie opierał policzek na dłoni, z lekkim uśmiechem przyglądając się towarzyszowi. No tak, na co dzień spotykał się z gorszymi zbrodniami niż gwałt.
- Danny, Danny - pokręcił z politowaniem głową, cmokając w swój charakterystyczny sposób i upił łyka ze szklanki wypełnionej trunkiem. - Po co się tak męczysz? Jesteś pełen żalu, a przecież nic złego nie zrobiłeś. - Te słowa odbijały się echem w głowie siedemnastolatka. Nic nie zrobił? Przecież okrutnie skrzywdził najlepszego przyjaciela. Chciał zaprotestować, ale Drake zabronił mu tego gestem dłoni. Daniel zamilkł nim zdążył cokolwiek powiedzieć.
- Podobało mu się. Kto nie chciałby takiego faceta jak ty? - Perlisty śmiech wypełnił otoczenie wokół obdartego stolika. - Przecież, gdyby nie chciał, wezwałby pomoc. Nie obwiniaj się dzieciaku, łatwiej jest to zaakceptować, nie sądzisz? Spójrz na mnie. - Ściszył głos. - Morduję, plądruję, gwałcę, bawię się, prowadzę nielegalny handel. Krzywdzę, jeśli chcę. I co z tego? Taka kolej rzeczy, żyję po to, żeby robić to na co mam ochotę. Zapomnij o swoim drogim Zacharym, to tylko seks - znów zaśmiał się w ten promienny sposób, tak różny od jego przerażającego, wewnętrznego oblicza, zaś Daniel chłonął każde słowo mężczyzny. Miał rację. Po co się zadręczał?
- Deprawujesz mnie Drake. - Również mimowolnie się uśmiechnął i przechylił szklankę, całkowicie pozbawiając ją zawartości.
- Danny, jesteś jeszcze dzieckiem. Musisz się wiele nauczyć. Pomogę ci, co ty na to?
- Chcesz żebym dołączył. - Nawet nie silił się na zachowanie tych słów w formie pytania.
- Chcę - przyznał, przeczesując krótkie, brązowe włosy. Uważnie patrzył na Daniela i analizował jego spojrzenie. - Ty i te twoje szczere oczy. Przyciągają - zaśmiał się. - Tak łatwo wyczytać z nich zwątpienie i strach.
Daniel zmarszczył brwi, gdyż to stwierdzenie w ogóle nie przypadło mu do gustu. Odwrócił wzrok, zaś Drake wstał od stołu, również opróżniając szklankę.
- Nie jesteś niewinnym człowiekiem z czystym sercem Dan, pogódź się z tym. I chodź, przenocuję cię. - Drake wiedział, że brunet jest uzależniony od hazardu i nie ma przy sobie ani grosza. Nie ma też gdzie mieszkać, jest biedny jak mysz kościelna. Bezrobotny i bezdomny. Ale przecież mógł z tym skończyć. Danny uświadomił sobie, że dołączając do szatyna pozbędzie się biedy. I ludzkich uczuć...

***

Drake, powiedz mi do cholery, jak mam teraz trzymać się twoich nauk? Jak mam ***** wierzyć, że nic mu nie zrobiłem i zaakceptować jego strach, łzy, okropne wspomnienia? Byłem obojętny przez trzy lata, nauczyłem się nie zwracać uwagi na uczucia innych, dobrze mnie tego nauczyłeś. Ale teraz znów patrzę na swojego dawnego przyjaciela, właśnie tymi szczerymi czarnymi oczami i nie mogę powstrzymać wylewającego się z nich obrazu cholernej skruchy i żalu.
Z trudem słuchałem odpowiedzi na swoje pytania i coraz bardziej żałowałem, że w ogóle je zadałem. Postanowiłem się zmierzyć z prawdą, której do tej pory unikałem, ale dlaczego nikt nie powiedział mi, że okaże się to tak ciężkie? Patrzyłem na chłopaka, lecz wyjątkowo miałem ochotę wlepić wzrok w ziemię lub taflę jeziora, tak jakby miało mi to w czymś pomóc. Ale wtedy znów bym stchórzył, uciekł od prawdy, znów zacząłbym sobie wmawiać, że nic nie zrobiłem. Tak było naprawdę dużo łatwiej. A jednak faktem jest, że cholernie go skrzywdziłem i nie, to co robiłem wcale mu się nie podobało.
Zack uniósł smutne oczy, a ja znów z trudem powstrzymałem odruch odwrócenia wzroku. Patrzyłem na chłopaka nie udając, że to co mówi mnie nie rusza. Jaki miałoby to teraz sens? W końcu sam chciałem szczerej rozmowy, licząc na to, że może w jakiś sposób pomogę tym i sobie i jemu. Ale coraz bardziej wierzyłem, że w ten sposób obydwu nas krzywdzę. Chłopak wraca do ciężkich wspomnień, a ja uświadamiam sobie do jakiego stopnia zniszczyłem mu życie, a co gorsza, nie potrafię już dłużej się tego wypierać. Nie kiedy mam przed sobą spojrzenie znajomych, błękitnych tęczówek.
- Przepraszam - szepnąłem, zaciskając bezwiednie pięści. Wypowiedziałem w końcu słowo, które dusiłem w sobie przez trzy lata, chociaż teraz nie miało ono znaczenia. Niczego nie zmieniało. Gdybym powiedział to te kilka lat temu, został z Zackiem, sam zawiózł go do szpitala i odpowiedział za swoje czyny, może z czasem zdołałbym odpokutować. Ale teraz? Teraz dla chłopaka to tylko puste słowo, nawet jeśli mnie samego kosztowało wiele. Od trzech lat nikt nie usłyszał nic podobnego z moich ust.
- Cholera, Zack. Nie wiem czemu to zrobiłem - uciąłem, mimo, że miałem w głowie jeszcze kilka słów. Zaczynałem się usprawiedliwiać, a tego nie chciałem. Nie chciałem brzmieć w ten sposób. Nie po to tu jestem, nie po to z nim rozmawiam. Westchnąłem, targając włosy z zakłopotaniem. Dawno nie czułem się tak niepewnie, dawno nie byłem tak przytłoczony i pierwszy raz od wielu lat nie miałem w pełni kontroli nad sytuacją. Co ja tak właściwie powinienem powiedzieć? Co chcę powiedzieć? Nie wiedziałem i mogłem tylko mieć nadzieję, że jest tak przez przejmujący ból głowy, nosa, oraz oczu, które z każdą chwilą coraz bardziej puchły, na pewno siniały i były coraz bardziej bezużyteczne. Ale teraz nie przeszkadzałoby mi aż tak bardzo, gdybym nie musiał patrzeć w niebieskie, przepełnione bólem oczy. Byłoby łatwiej. Daniel, chyba już nigdy nie przestaniesz szukać najprostszych dróg, byleby tylko sobie dogodzić. Drake faktycznie dobrze cię wyszkolił.
- Ktoś wie? Że to ja. - Wcześniej oczywistym mi się wydawało, że Zack powiedział o mojej zbrodni choć jednej osobie. Ale teraz miałem co do tego spore wątpliwości. Nie poszedł nawet na policję. Myślałem, że powie matce, ale... Znam ją, zmusiłaby chłopaka, by zgłosił sprawę, a gdyby tego nie zrobił, sama by wzięła wszystko w swoje ręce. Ha! Gdyby musiała, zamordowałaby mnie własnoręcznie. Czekałem na odpowiedź, mając nadzieję na usłyszenie krótkiego "tak", bo jeśli okaże się, że Zack sam dusił wszystko w sobie przez cały ten czas... To tak jakby jeszcze raz złamał mi nos. To byłoby za ciężkie do zaakceptowania dla takiego tchórza jak ja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:18 pm

Dobry Boże. Co się dzieje z moją stanowczością? Gdzie znikają wszystkie bariery? Co się stało z moim jedynym poczuciem bezpieczeństwa?
Mimo tego, że chwilę temu, było mi ciepło bowiem pogoda pozwalała mi bez przeszkód pozostawać w samej koszulce, tak w tej chwili przenikliwe chłód przedostawał się w najgłębsze zakamarki przenikając aż do kości. Zadrżałem i skuliłem się bardziej. Było mi tak przeraźliwie zimno…

*

Trzy lata wcześniej…

Gdzie ja jestem?-rozbrzmiewało w jego głowie to samo pytanie. Wokół pojawiali się różni ludzie. Kim jesteście?
Czasami widział matkę jednak nie potrafił się odezwać. Stan ten trwał przez kolejne dwie doby. Potem się odezwał. Mama się ucieszyła. Tydzień później wrócił do domu. Po miesiącu powiedział co się stało.
-Jeżeli mi nie powiesz, nie będę ci potrafiła pomóc!-krzyczała a w jej oczach jawiły się łzy. On nie mógł na to patrzeć. Bolało go to. Bolał go też tyłek i to, że w dalszym ciągu nie może normalnie usiąść. Podczas operacji wystąpiły komplikacje. Wdało się coś paskudnego. Matka pozwała szpital, ale rekonwalescencja chłopaka została wydłużona o kolejne miesiące.
Jakże mógł jej to powiedzieć? Słowa nie przechodziły mu przez gardło. Chciał zapomnieć jak najszybciej. O upokorzeniu, o Danielu i o szkole.
Uklękła przy jego łóżku, on odłożył książkę i wbił w nią zamglone spojrzenie. Leki przeciwbólowe upośledziły jego zdolności poznawcze. Inne leki jeszcze bardziej. Czuł się gorzej niż źle mimo, że nie czuł niczego.
-Ja…-zaczął słabo, a ona usiadła przy jego boku wyraźnie zachęcona. Ujęła jego rękę w swoją dłoń. Reszta wyznania została zachowana w podobnej formie jednosylabowych wypowiedzi. To potwierdziło obawy kobiety. Ta nachyliła się by delikatnie objąć chłopaka.
Problemy trzymały się ich dwojga dzielnie.  Ona wiedziała, że Zack nie jest teraz w odpowiednim stanie by pojąć wszystko. Nie może jej pomóc. Nie zrozumie.
Po roku powróciła do tego tematu. W delikatny sposób, rozmawiali długo, a właściwie ona mówiła. On tylko patrzył w bok lub w ziemie jakby go wcale tu nie było i jego matce się zdawało, że rozmawia z synem. W rezultacie ani razu nie zabrał głosu.
W pare miesięcy nadrobił roczną przerwę w nauce. Edukacje zakończył uczęszczając na zajęcia z kilkuosobową grupą ludzi starszych od niego, którzy wracali do nauki po wielu latach. Niektórzy z nich wracali z powodu tego, że nie poszczęściło im się na tyle by móc, tak jak on, normalnie funkcjonować. Większość z nich płaciło za błędy młodości. Dwudziestopięcioletnia Mary Jane  w pierwszej klasie liceum uciekła z domu wraz z ukochanym. Ten porzucił ją po tygodniu jednak ona zbyt upokorzona , nie potrafiła wrócić do domu. Tułała się wiele miesięcy nim zamieszkała u znajomej z Amsterdamu. Do niedawna potrafiła się pogodzić z tym, że opuściła liceum i dom. Wtedy poznała Toma, a gdy student medycyny dowiedział się, że Mary Jane nie ukończyła szkoły, zostawił ją dla Franceski. To pchnęło ją do powrotu w rodzinne strony, powrotu do rodziny i pojawienia się tutaj. To było jedyne co wiedział o wylewnej Mary Jane. Znał historię jej młodości, a tak naprawdę nigdy nie powiedziała mu jak ma na nazwisko i jaki jest jej ulubiony kolor. Zack mógł przepuszczać, że zielony bowiem wyglądała prawdopodobnie na taką co lubiła zielony. Dedukcja prosta, a Zack miał za dużo czasu na analizowanie każdego ukradkowego ruchu Mary Jane.
Potem często znikał. Na całe noce. Czasami dłużej. Zawsze wracał w nienaruszony stanie więc mama mimo, że się martwiła, ulgę przynosił jej ten widok. Zauważyła także poprawę.
Zachary poznał wielu przyjaciół. Tak wynikało z jego zdawkowych opowieści. Czasami się uśmiechał do mamy. Nieraz słyszała jak z nimi rozmawia przez telefon i powoli przestawał się martwić. Niedługo po ukończeniu liceum, wyjechał na studia w wieku lat osiemnastu.

*

Widząc jak żałuje, miałem wrażenie ,że to w jakiś sposób kolejne jego kłamstwo. Potem się śmiałem w myślach sam z siebie, zarzucającemu kłamstwo komuś, kto przez te wszystkie lata był ze sobą szczery. Przynajmniej on nie był wobec siebie fałszywy. Ja byłem fałszywy wobec wszystkich włączając także siebie. Perfidnie okłamywałem ich każdym uśmiechem, zdolnie łgałem obejmując Eveline w pasie i wypatrując z nią czegoś ciekawego za oknem mieszkania, bezustannie zwodziłem swoją własną matkę gdy niespełna rok temu powiedziałem, że wszystko jest już dobrze.
Kolejne słowa chłopaka docierały do mnie lecz pozostawały pozbawione znaczenia. Pewnie wiele go to kosztowało, a ja tak okrutnie nie rozumiałem co do mnie mówi. Przejechałem dłonią po zmęczonej twarzy. Mimo, że byłem dopiero dzieciakiem, czułem się jakby już dwa razy przeżył własny żywot. Albo jakby był zamrożony na tym samym etapie od kilkudziesięciu lat. Powoli wstałem do góry, klepiąc tym samym chłopaka po ramieniu i po części wspierając się o nie.
-Nikt nie wie, że to ty-odparłem dziarsko i próbowałem brzmieć jak najbardziej sympatycznie lecz na przekór dobrym chęciom, jakby nie trzymały się mnie w ogóle jakiekolwiek pozytywne cechy, wyszło pompatycznie. Po raz pierwszy miałem to sobie za złe.
-Gdyby ktoś się dowiedział, że to ty, umarłbym ze wstydu-warknąłem ciszej z pretensją do samego siebie. Wyjąłem z kieszeni pokiereszowaną paczkę papierosów, w której pozostały trzy papierosy włącznie z tym, którego zgodnie z nawykiem, odwróciłem do góry nogami. Widziałem ten patent w jakimś filmie. Film oraz sam zwyczaj spodobał mi się na tyle, że sam postanowiłem wprowadzić obrządek do swojego życia. Wypalenie pierwszego pochwyconego papierosa na samym końcu, pozwala wierzyć, że życzenie, które wypowiesz, spełni się.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:19 pm


Więc nikomu nie powiedział. Słysząc to, poczułem jak ściska mi się serce. Mogłem być nieczuły na ból innych osób, którym sprawiam cierpienie, ale do cholery, Zack przecież od dziecka był moim przyjacielem. Kiedy go... gwałciłem. Kiedy go gwałciłem, nie czułem się tak jakbym robił coś złego, byłem dziwnie zaślepiony, nie myślałem o konsekwencjach, nawet jeśli gdzieś w środku miałem ich świadomość. Ale teraz patrzyłem bardziej z boku, doskonale widziałem cierpienie, jakie mu sprawiłem, a z jakim przyszło mi się zmierzyć dopiero po trzech latach. Mogę sobie tylko wyobrażać co wtedy czuł, w końcu ja sam uciekłem i kolejne wydarzenia działy się poza mną. Poza moim światem, pełnym rozrywki i beztroski, pozbawionym większych problemów. Wpadłem w cug, codziennie piłem i chodziłem do kasyna, zapychając głowę mnóstwem innych rzeczy niż Zack. Uciekłem daleko od tego co zrobiłem, a przy pomocy Drake'a nauczyłem się z tym żyć, cała ta sytuacja nagle wydała mi się czymś błahym, wyolbrzymionym. Ale to tylko tak zwane oszukiwanie samego siebie. Patrząc na skulonego, zdruzgotanego psychicznie Zacka, chowającego się za maską, która chyba już do niego przyrosła, nie byłbym w stanie powiedzieć, że to co zrobiłem to tylko drobnostka. Tchórz.
To takie śmieszne. Facet, któremu mało kto ma ochotę podskoczyć, tak naprawdę potrafi jedynie uciekać od problemów, a ten, który wydaje się raczej stać na uboczu i znikać w tłumie, dał radę przejść przez coś takiego zupełnie sam. Nikomu nie powiedział. Przez te trzy lata nawet się nie wypłakał, nie był w stanie podzielić się swoją złością i jako jedyny wiedział, że zdradził go najlepszy przyjaciel. Tylko on wiedział, że problem gwałtu jest dużo większy niż mogłoby się wydawać. Gdyby zrobiłby to ktoś obcy, owszem, cierpiałby ale nie aż tak. Na mnie się dodatkowo mocno zawiódł i podejrzewam, że odebrałem mu wszelkie zaufanie do ludzi. Jak ktokolwiek miał mu pomóc, skoro nikt nie znał całej prawdy? Cholera.
W końcu odwróciłem spojrzenie od chłopaka i usiadłem przodem do jeziora, wpatrując się tępo w rozmazany obraz, mając wrażenie, że widzę dużo mniej niż minutę temu. Głowa bolała mnie niemiłosiernie, oczy jakby wgniotły się w czaszkę, nie wspominając już o nosie, który nie przestawał pulsować silnym bólem. Na dodatek w ustach miałem smak krwi, która dopiero przestała lecieć. Znów nie wiedziałem co powiedzieć. Tym razem nawet nie próbowałem udawać, że jest inaczej, bo przecież każde słowo skruchy, czy przeprosin brzmiałyby idiotycznie, a także nie wywarłyby żadnego wrażenia na Zack'u. Po trzech latach, nic nie jest już w stanie przywrócić naszych relacji do poprzedniego stanu. Nawet się nie łudziłem.
- Alex wie - mruknąłem, usilnie wgapiając się w przejrzystą taflę jeziora. Nie, nie powiedziałem swojemu bratu o niczym co wtedy zaszło. Jedyną wtajemniczoną przeze mnie osobą jest Drake, który i tak nigdy nie poznał i raczej już nie pozna Zack'a. Zresztą za nic w świecie nie chciałbym, aby się spotkali. Alexander od razu domyślił się, że to ja skrzywdziłem swego przyjaciela, gdy odebrał telefon od jego przerażonej matki. Zawiózł chłopaka do szpitala, zaś mi oznajmił, że nie mam prawa pokazywać się w domu i lepiej bym zapomniał o kontaktach z rodzeństwem. Nadal nie rozmawiamy, jednak gdy wróciłem do miasta, nieświadoma niczego Elizabeth chciała się spotkać. Alex chcąc, nie chcąc musiał się na to zgodzić, choć nadal ogranicza nasze kontakty i pilnuje, by nasze spotkania nie trwały zbyt długo. Przed trzema laty byliśmy idealnymi braćmi, mieliśmy nawet wspólnych znajomych, potrafiliśmy rozmawiać razem o problemach, zaś Alexander bardzo dobrze sprawował rolę starszego brata, ojca i matki. W końcu od dawna zastępował nam rodziców. Nie jest on człowiekiem doskonałym, jednak nigdy nie skrzywdził świadomie drugiej osoby, dlatego też dowiadując się o moim zwyrodnieniu nie chciał mnie znać. Nie zamierzałem protestować, wyjechałem tak jak stałem i odnalazłem nową rodzinę w Drake'u.
Westchnąłem głęboko, ni z tego, ni z owego podnosząc się na nogi i przywdziewając na twarz swobodny, wyćwiczony uśmiech.
- No chodź, odwiozę cię dopóki jeszcze coś widzę brutalu. - Znów zacząłem uciekać. Ten odruch głęboko się we mnie zakorzenił, nie potrafię inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:20 pm

Jego twarz zmieniała się coraz bardziej z każdą sekunda, a ja nie mogłem się nadziwić, ile emocji mnie mogło ominąć gdybym nie porozmawiał z nim dzisiejszego dnia. To cenna lekcja, a ja ją zapamiętam na przyszłość. Obserwując Daniela, zachodziłem w głowę co czuje. Kiedyś rozmyślałem nad tym co czuł wtedy. Teraz zastanawiam się czy mój pierwotny osąd, dotyczący braku uczuć chłopaka, był słuszny. Oczywiście, że nie był. Jakże mogłem dłużej wątpić w prawdziwość tego co widzę i w co mu wierzę. Było mu z tym źle. Czuł się winny, żałował, a ja wciąż nie miałem ochoty mu wybaczać. Byłbym skończonym idiotą za jakiego uważano mnie przed laty. To by dowiodło tego, że się nie zmieniłem. A ja śmiałem twierdzić, że jest inaczej.
Przyglądałem mu się chwilę z góry, a potem postanowiłem poświęcić swoją uwagę pokiereszowanej paczce papierosów. Powoli wyjąłem jednego z trzech pozostałych i z ociąganiem uniosłem go do ust by zatknąć w nich ów przedmiot. Zapalając końcówkę, przytrzymałem płomień dłużej niż było o wymagane i odsunąłem ją dopiero gdy napatrzyłem się na słaby płomyk. Każdy mój następny ruch wykonywałem jakby w zwolnionym tempie. Zaciągając się dymem, czułem się jakby był to pierwszy papieros w całym moim życiu. Dokładnie przypomniałem sobie każdy szczegół. Daniela wyciągającego w moim kierunku paczkę papierosów, której pochodzenia do tej pory nie rozgryzłem. Może znalazł je na ulicy  albo ukradł bratu bądź któremuś z trzecioklasistów. Nie pytałem. Przysłoniłem papierosa do ust i drżącymi dłońmi zapaliłem nieudolnie koniec papierosa. Nie było to nic wyjątkowego z perspektywy czasu, ale ja zapamiętałem to jako coś naprawdę nadzwyczajnego. Tak samo jak za pierwszym razem, zakręciło mi się w głowie od za dużej ilości dymu nikotynowego w płucach. Zakaszlałem pare razy krótko. Przebywanie z tym mężczyzną zdecydowanie mi nie służy. Jeszcze dostanę nawrotów astmy, a inhalator zostawiłem daleko za sobą, w domu, który mieścił się paręset kilometrów stąd. Od dawna nie musiałem się martwić o to i nie potrzebowałem go od pierwszej klasy gimnazjum. Teraz to nie wydaje się być tak odległym czasem.
Palenie w pełni odwróciło moją uwagę od rozemocjonowanego Daniela, który najwyraźniej zupełnie sobie nie radził. Zastanawiałem się czy mógłbym mu jakoś cokolwiek ułatwić, ale odrzuciłem tą, którąś z kolei, niedorzeczną myśl. Jeszcze tego brakowało, żebym czuł się zobowiązany by go pocieszać. To mnie tu powinno się współczuć. To ja żyłem  takim, a nie innym życiem. To nie on ukrywał przed wszystkimi coś tak obrzydliwego. To nie ja czułem się przy tym jak zwycięzca tamtej nocy. To on nie miał czego się wstydzić przed kolejnymi partnerami, z których żaden nie okazał się na tyle uleczalny by mógł mu się oddać bez reszty i zapomnieć. Nie wracać. Nie zadręczać się, że jedynym ,który kiedykolwiek popełnił błąd, byłeś ty. Wściekłość zalała cały mój zdrowy rozsądek. Coraz gwałtowniej sięgałem papierosem do ust walcząc z chęcią by przywalić mu jeszcze pare razy. Bo to nie tak powinno być, prawda? To nie powinno było nigdy się zacząć. A jeżeli już jakimś cudem miało to miejsce, tkwiłem tu razem z nim, więc to ja musze pokazać, że to koniec. Że rozmowa była ostatnim co miał ze mną wspólnego. Ale ja nie mogłem. Czułem się słabszy niż kiedykolwiek i czułem, że zaraz zacznę płakać ze wściekłości i dramatyzować, a tego potrzebowałem w ostatniej kolejności. Właściwie nie powinienem sobie nigdy był pozwolić na tak wiele, bo przecież ja nawet nie umiałbym się zemścić. Ta świadomość uderzyła mnie z całą mocą. Wątpiłem w siebie i to było jedyne co było w tej chwili pewne bowiem to ironia wydawała się prowadzić mnie przez kolejne porażki.
Momentalnie pobladłem jeszcze bardziej, a ramie zatrzymało się w pół drogi do ust. Chciałem się przesłyszeć. Pragnąłem tego bardziej niż tego, by daniel w tej chwili zniknął stąd i zostawił mnie samego. Zdecydowanie wolałem się przesłyszeć.
-Słucham?-powtórzyłem niedowierzając. Krótkie pytanie wyrwało się z moich ust machinalnie bowiem wcale nie chciałem by powtarzał. Może jednak się przesłyszałem.
-Powiedz, że to kur**a jakiś debilny żart-odparłem błagalnym tonem, ignorując jego swobodną propozycję. Zachowywał się jakby nic się nie stało. A stało. Wydarzyło się tak wiele, że byłem na skraju kolejnego załamania nerwowego. O i proszę. Dramatyzuje.
Wbiłem w niego wściekły wzrok. W tej wściekłości zawarta była mieszanka strachu i zdezorientowania. Nie miałem pojęcia jak się dowiedział. Daniel był na tyle głupi by pochwalić się i jemu? Właściwie nawet nie chciałem myśleć na d tym, ilu osobom zdołał przekazać ta radosną nowinę. Ale Alex? Jego brat?  To było niemożliwe. To było skrajnie niedorzeczne. Surrealistyczne. Dopadłem mężczyzny i złapałem jego oba nadgarstki uprzednio odrzucając wypalonego, dopiero do polowy, papierosa. Zacisnąłem na nich mocniej dłonie jakby chcąc by Danny się otrząsnął.  W jednej chwili jednak się otrząsnąłem i omal nie odskoczyłem od mężczyzny jak oparzony. Nie czekając na odpowiedź odwróciłem się na pięcie i jak najszybszym krokiem ruszyłem powrotem do miejsca gdzie stał motor.
To mój koniec.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:24 pm


Nawet przez chwilę nie miałem wątpliwości co do tego, że te przesączone niedowierzaniem "słucham" wcale nie było odpowiedzią na moją propozycję powrotu do miasta. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, że krótką myśl wypowiedziałem na głos i to tak, że Zack bez problemu mógł ją usłyszeć. Także dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, że chłopak nie powinien dowiedzieć się o wiedzy Alexandra, jakkolwiek głupio by to nie brzmiało. Co prawda brat wspominał, że odwiedzał niebieskowłosego podczas jego pobytu w szpitalu, ale wnioskując po wcześniejszym wyznaniu chłopaka, mogłem domyślić się, iż ten nic nie pamięta, lub po prostu nie chce pamiętać. Zack przecież powiedział, że spaliłby się ze wstydu, gdyby wyszło na jaw, iż dał skrzywdzić się człowiekowi, którego do tamtej pory uważał za najlepszego przyjaciela. W związku z powyższym powinienem pozwolić żyć mu w niewiedzy, a tymczasem najwidoczniej tylko dobiłem chłopaka, mówiąc o Alexie. W dodatku na pewno pomyślał, że sam mu to wyjawiłem, co bardzo mocno mijało się z prawdą. Nawet gdybym uważał swój podły czyn za coś godnego pochwały, nie powiedziałbym o nim bratu, który ma do podobnych rzeczy słuszne podejście. Takie, jakie podziela każdy normalny człowiek, o czym zresztą świadczy nasz nieodwracalny brak kontaktu. Alexander na pewno przyrównywał mnie do naszych rodziców i właściwie sam, patrząc z boku zapewne również bym to zrobił, mimo całej nienawiści jaką do nich żywię. Widocznie odziedziczyłem te gorsze geny, ktoś przecież musiał.
Powstrzymałem groźny wyraz twarzy, który pojawiał się zawsze, gdy ktoś obdarowywał mnie brakiem szacunku oraz nieprzyjemnym tonem. Taki nawyk. Zresztą, ze spuchniętą twarzą i szparkami zamiast oczu wyglądałbym śmiesznie niezależnie od wyrażanym emocji. Dlatego też przemilczałem rozpaczliwe słowa Zack'a, dając tym samym do zrozumienia, że wcale nie żartowałem. Skoro powiedziałem A, nie zamierzałem ani zatajać, ani kłamać w stosunku do B. Nie chciałem jednocześnie, by chłopak wysunął pochopne wnioski i już otworzyłem usta by wyjaśnić jakim cudem Alexander wtajemniczony jest w wydarzenia sprzed trzech lat, lecz słowa ugrzęzły mi w gardle, gdy ujrzałem wyraźnie wściekły wzrok i samego chłopaka, gwałtownie zbliżającego się w moją stronę. Myślałem, że znów chce mi przyłożyć, jednakże nie cofnąłem się, ani też nie zrobiłem nic, by uniknąć ewentualnego ciosu. Moja obietnica nadal obowiązywała, a co więcej, mam zamiar trzymać się jej już przez cały czas. Uniosłem brwi, gdy zamiast spodziewanego uderzenia, poczułem drobne dłonie Zack'a mocno zaciskające się na moich nadgarstkach. Patrzyłem na chłopaka jak wmurowany, nie wiedząc właściwie do czego zmierza i czemu miał służyć ten gest. Chciał żebym odwołał swoje słowa?
Zack jakby w jednym momencie się opamiętał, na co wskazywało jego równie nagłe oderwanie się ode mnie i podążenie do motocykla. Przywracając twarz do normalnego wyrazu, skierowałem się w ślad za chłopakiem. Zatrzymałem się przed ścigaczem, czując się zobowiązany do udzielenia chociażby pobieżnych wyjaśnień.
- Wie, bo zawiózł cię do szpitala. Ale na pewno nie powiedział nikomu więcej. - Usadowiłem się na motorze przed chłopakiem, czekając aż założy kask. Sam również założyłem swój i bez zwlekania odpaliłem sprzęt. Mój wzrok był naprawdę mocno ograniczony i pogarszał się z minuty na minutę, więc nie ma co czekać aż w ogóle nie będę mógł prowadzić. No, na dobrą sprawę już teraz nie powinienem siadać za kierownicą czegokolwiek, gdyż przeszkadzała w tym nawet sama świadomość złamanego nosa. Ale jak to ja, nie przejmowałem się podobnymi błahostkami. Potrafiłem prowadzić na kacu, zazwyczaj gdy nie byłem jeszcze do końca trzeźwy tak jak na przykład dzisiaj, więc spuchnięte oczy wydawały mi się mniejszym złem. Skoro widziałem co jest przede mną, raczej dam radę dojechać do miasta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:26 pm

Chłopak był równie zdziwiony co ja gdy sam zainicjowałem kontakt fizyczny. Zaczynam tracić zmysły i czuje, że jestem zestresowany i zdenerwowany w dodatku śmiało mogę przyznać się do tego ,że informacja o tym iż Alex jest wplątany w to wszystko, przestraszyła mnie. Nie wiedziałem czy powinienem coś zrobić z tą informacją, jak zachować się  dalej i czy moja rozpacz jest uzasadniona. Co za bzdura. Oczywiście, że jest. Chyba nikt nie byłby szczęśliwy gdyby jego brudy z przeszłości, które przyprawiły jego życie o wstyd i auto-nienawiść, zostały wyciągnięte na wierzch w tak brutalny sposób i okazało się ,że nie tylko wie o tym za dużo osób, tak jedna z nich jest zupełnie niepotrzebna. Przecież Alex nie musiał o tym wiedzieć, więc dlaczego się dowiedział akurat on? Dlaczego miał wiedzieć więcej niż moja własna matka?
Byłem zdania, że nikt nie musiał znać prawdy. Ja chciałem zapomnieć i mogłem to zrobić. Skutecznie uniemożliwiło mi to pojawienie się jednego z dwóch dogłębnie wtajemniczonych. Niestety uruchomiło to bardzo nieprzyjemne w konsekwencjach rozmowy i efekt domina działa od wczorajszego spotkania do dziś. Zastanawiam się tylko, co jeszcze zostanie zburzone zanim wszystko się skończy. Jak mocne będą fundamenty kolejno rujnowanych ważnych dla mnie rzeczy i jak bardzo źle wpłynie to na moja psychikę. Przegapiłem moment odwrotu, to oczywiste. Mogłem za to winić wyłącznie siebie bowiem tym razem Daniel był tylko moim czynnikiem motywującym. Niewątpliwie skończy się to dla mnie kolejnym ciągiem wizyt u psychiatrów. Nie chciałem wracać do leków. Miałem ich tak wiele i tak dość, że prędzej strzeliłbym sobie w łeb niż miałbym przechodzić kolejną dawkę znieczulenia na bodźce zewnętrzne i wewnętrzne oraz inne nieciekawe efekty uboczne. Przecież wszem i wobec wiadome jest, że psychotropy to ostateczność. Czułem jak ocieram się o tą ostateczność w tej chwili.
Będąc już niemal na wyciągniecie ręki od motocykla, dotarły do mnie słowa chłopaka. Spojrzałem na niego przez ramie. Musiał się pomylić albo źle zrozumieć. To przecież niemożliwe. Skąd miał się tam wziąć Alex? Czy to ja czegoś nie zauważam a wyjaśnienie jest tuż pod moim nosem?
Możliwe, że nie pamiętam połowy rzeczy, które wydarzyły się w przeciągu paru godzin po tym jak Daniel uciekł po całym zajściu. Fakt, że i to mgliście jawiło się w mojej pamięci, wcale nie wpłynął korzystnie na moje zdruzgotane nerwy dodatkowo otoczone woalką podłej frustracji związanej z nieświadomością. Co się wtedy stało?
Nie pomagało przywołanie każdego obrazu, bo i niewiele ich było. W żadnym jednak nie pojawiał się brat Dana. Dziura w pamięci przyprawiła mnie o niezbyt dobry nastrój. Chwilę później ciemnowłosy zajął miejsce za kierownicą motoru. On poważnie myśli, że dam mu się zabić? Przecież on ledwo widzi. Do miasta mamy duży kawałek a zakrętów jest co najmniej kilka.
-Nie żartuj sobie. Nie wsiądę na to jak ty będziesz prowadził w takim stanie-wyraziłem swoje obiekcję. Siliłem się na stanowczy i pewny ton jednak zdarzenia, które miały miejsce zaledwie parę minut temu, wpłynęły na mnie, nie będę zaprzeczał, bardzo. Nie spodziewałem się zupełnie usłyszeć tego wszystkie a i nie pisałem się na połowę słów jakie wypowiedziałem dzisiaj. W rezultacie nie potrafiłem dłużej zachowywać tego samego spokoju. Oczywiście, że próbowałem jednak miałem ta świadomość, że marnie wypadałem w swojej roli. Nie twierdze, że była mnie doskonała i przekonywująca, ale nie dla Daniela. Nie dla niego, który był świadkiem co się ze mną dzieje kiedy rozmawiamy o tym wszystkim. Ktoś inny nie zauważyłby żadnej znaczącej zmiany w moim zachowaniu. Jednak resztkami siły woli powstrzymywałem się by nie poodrywać sobie kolejno każdego paznokcia u lewej ręki.
-Pozwolisz, że ja tym razem pojadę? -bardziej stwierdziłem niż spytałem. Miałem tylko nadzieje, że Daniel nie należy do tych chorych fanatyków motoryzacji, którzy w pielęgnowaniu własnego super cacka posuwają się w skrajności i nie dają tknąć nawet palcem kierownicy, komuś innemu niż oni sami. Modliłem się by chłopak nie sprawiał problemów i pozwolił mi jechać zachowując resztki swojego rozsądku. O ile cokolwiek jeszcze pozostało w tej ślicznej, pustej główce.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:30 pm


Na moje życzenie Alex opowiedział mi co działo się tamtego feralnego dnia, gdy odwiózł ledwie przytomnego Zacka do najbliższego szpitala, towarzysząc jego roztrzęsionej matce. Była to zarazem najgorsza jak i ostatnia tak długa rozmowa przeprowadzona między naszą dwójką. W pewnym momencie nie chciałem go słuchać, stało się to zbyt bolesne, lecz Alex nie pozwolił mi zatkać uszu. Dopilnował, bym oczami wyobraźni dokładnie zobaczył co się wtedy działo, nie miałem gdzie uciec. Cholerny starszy brat i jego dobra duszyczka - tak wtedy myślałem. Przeklinałem go za to, że tam wtedy był, że go odwiedzał i że musi mi o tym mówić. A jednocześnie kochałem jeszcze bardziej, bo wiedziałem, że gdyby chciał, mógłby przy pomocy jednego telefonu zniszczyć całe moje życie. Ale jako brat nawet nie pomyślał, by wezwać policję, czy też zmusić mnie do spotkania z Zackiem, do przeproszenia go. Chociaż jeśli chodzi o te drugie, to możliwe, iż nie chciał jeszcze bardziej niszczyć psychiki mojego przyjaciela. Może również dlatego kazał mi się wynieść jak najdalej od naszego domu, dla dobra Zacka i dlatego, że nie miał ochoty patrzeć na takiego zwyrodnialca. A teraz musi znieść fakt, że jego mała, nieuświadomiona siostrzyczka, nadal pragnie utrzymywać ze mną kontakt. Jestem wielce zaskoczony, że nie nakazał mi zniechęcić do siebie dziewczynę. Może wiedział, że tym razem bym go nie posłuchał.

TRZY LATA TEMU

- Chciała rozmawiać z tobą, ale gdzieś cię wywiało. - Głos wysokiego rudzielca był zaskakująco spokojny, czego zdecydowanie nie odzwierciedlał jego zimny wzrok i zaciśnięte w wąską linię usta. Złote tęczówki taksowały młodszego, brudnego chłopaka wyglądającego teraz niczym bezpański pies. Po tygodniu odważył się na powrót do domu i nawet jeśli nie potrafił dojść dalej niż do przedpokoju, wydawało mu się to nie lada wyczynem. Słowa starszego brata wwiercały mu się w głowę, ryły w sercu coraz większą dziurę, nie potrafił i chyba nawet nie chciał się do nich odnosić. - Skąd mogłaby wiedzieć, że jego syn został brutalnie zgwałcony przez tego wspaniałego Dannego, którego tak chętnie witała pod swoim dachem? - Wzrok Alexandra wydawał się nasycać coraz większymi dawkami złości, zaś brunet jedynie stał ze spuszczoną głową, nie mając odwagi nawet unieść czarnych tęczówek na brata. - No powiedz coś cholerny młodszy braciszku! - Osiemnastolatek nie ograniczał siły, gdy wymierzał solidny cios w twarz milczącego wciąż rozmówcy. Był dużo silniejszy, więc słabsze, na dodatek wygłodzone ciało poleciało na ścianę, a jego właściciel wystarczająco zszokowany, by nie wiedzieć co tak właściwie się stało, dotknął krwawiącej wargi. Po chwili zrozumiał, że Alexander go uderzył. Nie sądził, że dożyje takiego dnia.
Zupełnie niewzruszony rudzielec rozmasowywał knykcie, wciąż bezlitośnie chłodnym wzrokiem patrząc na zszokowanego Daniela. W tej chwili nie miał przed oczami brata. Miał przed nimi obrzydliwego, zepsutego gwałciciela, którego powinno się wykastrować. Patrzył jedynie na śmiecia, który bez skrupułów zdradził i skrzywdził człowieka, nazywanego dotąd najlepszym przyjacielem. Brzydził się nim. Jakim prawem to Alexander był wtedy przy Zacku, podczas gdy znał chłopaka jedynie z widzenia oraz opowiadań młodszego brata? Dlaczego nie było tam tego kochanego przyjaciela? Przez pierwsze dni wmawiał sobie, że coś źle wydedukował, że jego Daniel nie byłby w stanie dopuścić się tak podłych czynów. Ale gdy chłopak nie wracał, odrzucał wszystkie telefony, aż w końcu pojawił się w tym okropnym stanie u progu domu, porzucił wszelkie wątpliwości i nadzieje. Współczuł Zackowi sto razy mocniej. Znienawidził młodszego braciszka.
Daniel milczał. Wyprostował się i zbierając w sobie całą pozostałą odwagę, uniósł czarne tęczówki na wykrzywioną w złości twarz wyższego, postawniejszego chłopaka, będącego do tej pory największym jego autorytetem. Wciąż jednak nie wiedział co mógłby powiedzieć. Alexander przed chwilą dokładnie opisał mu jak wyglądał szatyn, gdy po niego przyjechał do pobliskiego parku. Dobitnie zobrazował jego cierpienie. Daniel chciał od tego po prostu uciec, ale wiedział, że Alex mu na to nie pozwoli.
- Wynoś się Daniel. Nie zbliżaj się do tego domu, do nas ani do Zacka nawet o krok. Jeśli to zrobisz, zaboli dużo mocniej niż teraz. - Długie, ogniste włosy zafalowały przed oczami bruneta, będąc teraz jedyną rzeczą, którą mógł zobaczyć. Twarz jego brata odwrócona była w drugą stronę. - Ojciec byłby z ciebie dumny. - Mógł już tylko wlepiać wzrok w zamykające się, dębowe drzwi.

***

Z nieprzyjemnego otępienia wyrwał mnie głos niebieskowłosego. Uniosłem na niego nieco nieobecny wzrok, prawie w całości skryty za sinymi powiekami. Minęło kilka sekund nim dotarł do mnie sens jego słów. Uniosłem jedną brew, tym samym dając do zrozumienia jak bardzo niedorzeczna wydała mi się propozycja Zacka. Poprowadzić moją ukochaną Hondę CBR 600 RR?? To on w ogóle potrafi jeździć motocyklem? Nawet jeśli... O nie, nie ma mowy. Przecież mogę jeszcze jechać! Widzę co jest przede mną.
- Siadaj Zackie, nikomu nie daję prowadzić swojej hondy - odparłem ze stoickim spokojem, nie wyłączając silnika. Nie miałem zamiaru ustąpić, nie tylko dlatego, że to co powiedziałem jest prawdą, ale także dlatego, że nie mam pojęcia jak prowadzi Zack, oraz nie mogę być pewien, czy nie wymyślił niczego głupiego. A co jeśli nienawidzi mnie do tego stopnia, że chce nas oboje rozbić na jakimś drzewie? Co ja gadam. Zack nie byłby do tego zdolny. Cholerna praca, mózg mi się przez nią lansuje. W każdym razie, wolałbym nie dawać tak czułego sprzętu w niedoświadczone ręce. Jazda tym motocyklem może być naprawdę niebezpieczna, to nie jakaś pierwsza lepsza zabawka i nie wiem co musiałoby się stał, bym przekonał się do pomysłu chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:32 pm

Do jasnej cholery! Dlaczego nic nie potrafię sobie przypomnieć?
Zapewnienia Daniela na nic się nie zdały. Skąd mam wiedzieć, że nikomu nie powie skoro nawet go nie znam? Nie uspokoiła mnie w najmniejszym stopniu myśl, że Alex tak naprawdę nie miałby interesu w tym, żeby komuś mówić. Komuś poza moją matką.
Przez chwilę zrobiło mi się ciemno przed oczami. Nie, ona nie mogła wiedzieć. Nie miała prawa. Alex nie miał prawa jej tego mówić.
Gdybym wiedział to wcześniej, pewnie podszedłbym bardziej poważnie do próby uśmiercenia się i nawet strach przed połykaniem tabletek, nie byłby w stanie mnie powstrzymać.
 Z każdą sekundą robiło mi się coraz gorzej i miałem wrażenie, że zaraz zwymiotuje wszystko na Daniela. Możliwe, że na moją nieważkość żołądka miała też wpływ poprzednia noc spędzona na zapijaniu się do cna. Może też zwyczajnie powracające wspomnienia były dla mnie zbyt ciężkie jak na jedną rozmowę. W dodatku odbywała się nie z kim innym, a z Danielem.
Zacząłem wątpić czy jestem w lepszym stanie niż chłopak i czy zdatny jestem do prowadzenia motoru. Jedno spojrzenie na twarz ciemnowłosego rozwiało moje wątpliwości. Z każdą chwilą jego oblicze puchło jeszcze bardziej. Skrzywiłem się lekko. Stanąłem tuż przed nim i delikatnie dotknąłem jego opuchlizny doskonale wiedząc ,że najlżejszy dotyk przyprawi go o ból. Może to wróci mu trzeźwość umysłu.
-Nigdzie nie siądę z tobą-kategorycznie odmówiłem. Nie jestem już samobójcą i żadna siła nie zmusi mnie żebym wsiadł na motocykl z kimś kto ledwo cokolwiek widzi. Oczywiście, mógłbym go puścić samego, a na drugi dzień słuchać w wiadomościach o tym jak znajdują ciało Daniela gdzieś w rowie z roztrzaskaną ukochaną hondą, ale tym samym spóźniłbym się na obiad do mamy. W dodatku musiałbym wzywać taksówkę na to odludzie.
-Słuchaj, nie mam czasu na wykłócanie się z tobą do momentu aż to-zamachałem rękami przed jego twarzą- ci zejdzie-dokończyłem spokojnie. Postanowiłem podejść do tego dyplomatycznie. Nie zamierzałem go błagać, żeby pozwolił mi prowadzić. Od niego zależało czy przejrzy na oczy i zda sobie sprawę z tego jak niedorzeczna wydaje się jego upartość.
-Bądź poważny. Za kilka minut będzie z twoim nosem tylko gorzej
Oczekując na jego decyzje, spróbowałem mu zajrzeć w oczy choć przez fakt iż jego obrażenia uniemożliwiały mi to w pewnym stopniu, zdecydowałem się na otaksowanie wzrokiem całej jego twarzy. A może by go tak ogłuszyć i przywiązać do siedzenia?
Może potrwa to krócej niż przekonywanie go do tego by zsiadł z motoru i nie zachowywał się jak wielki dzieciak.

*
Dwa lata wcześniej...
Chłopak zajmował się braćmi już drugi dzień z kolei, gdy matka musiała zostać na dłużej w pracy. Niby nie miałby i tak nic lepszego do roboty jednak sama świadomość, że za kilka miesięcy kończyłby osiemnaście lat, a jest zmuszony do niańczenia dwóch półtorarocznych synów Grega i jego matki, przyprawiało go o złość. Był sfrustrowany tym, że jego czas młodości, przelewa mu się między palcami i bezpowrotnie znika za nim. Nigdy już nie odzyska tych dwóch dni , wypełnionych wrzaskami wijących się na podłodze bliźniaków.
Po jakimś czasie coraz częściej spuszczał ich z oka i pozostawiał samych sobie. Byli grzeczni, nigdzie nie uciekali, a monotonia zajęcia jakim było wpatrywanie się w nich, nudziła Zacka na tyle ,że zapomniał po jakimś czasie, że chłopcy w ogóle znajdują się w domu. Jedyne o czym nie w porę nie zdążył zaniedbać chłopak, była wieczorna kąpiel dwójki jego przyrodniego rodzeństwa. Włożył oboje do wanny i opuścił posterunek na paręnaście minut.
Zjawili się Greg i mama. I była to sekunda po wejściu, gdy zaalarmował ich płacz dochodzący z górnego pietra.

-Jak mogłeś zostawić ich samych?!-wydarł się Gregory po raz kolejny pozostawiając podobne pytanie bez udzielonej odpowiedzi. Zack siedział na kanapie ze spuszczoną głową. Przecież nic takiego się nie stało. Przecież się nie utopił. Przecież tylko się przeziębił.
-Na litość boską! Wiesz do czego mogło dojść?!-chwycił go za koszulkę, a chłopak jakby niczym nie poruszony, wciąż trwał ze wzrokiem wbitym w ziemie i nie zaszczycił ojczyma nawet jednym spojrzeniem. Zawsze panowały między nimi napięte relacje. Greg mimo, że niewątpliwie kochał jego matkę, uważał iż lepiej by było gdyby Zachary nie zawadzał mu w zakładaniu nowej rodziny. Oboje byli młodzi, Greg tylko rok starszy o jego matki, która wtedy jeszcze wciąż nie przekroczyła trzydziestego siódmego roku życia. Teraz mieli swoją własną rodzinę, a dramat Zacka nie zrobił na Gregu większego wrażenia. Miał synowi matki jego dzieci wiele za złe. Przeszkodził mu niezliczoną ilość razy, teraz znów naraził na niebezpieczeństwo jego własne dzieci. Parę razy spoliczkował go zanim mama odciągnęła od Zacka swojego męża.
Przez następne tygodnie, panowała gęsta atmosfera. Potem matce siedemnastolatka wydawało się, że wszystko wraca do normy. Telefony do przyjaciół, nieobecność syna, a w kulminacyjnym momencie, wyjazd na studia. Nie dopuszczała do siebie myśli, że coś mogłoby teraz przeszkodzić Zacharemu w odnalezieniu szczęścia.

*
-Nie wierzysz mi, że umiem prowadzić?-spytałem i wyciągnąłem z tylnej kieszeni prawo jazdy  odpowiedniej kategorii.
-Umiem-dodałem gdy już podsunąłem mu dokument pod nos.
-Pozwól mi-uśmiechnąłem się nonszalancko wzruszywszy ramionami i odparłem-Chyba, że się boisz

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:33 pm


Z trudem opanowałem instynktowny odruch gwałtownego cofnięcia głowy, gdy w jej stronę podążyły chude palce chłopaka. Cały czas ciężko było mi się oswoić z myślą, że nie jestem w towarzystwie ludzi, których przychodzi mi spotykać najczęściej. Nie potrafiłem odnaleźć się w sytuacji, w której nie muszę wszędzie dopatrywać się podstępu i mieć oczu dokoła głowy. Czułem się wręcz nieswojo rozmawiając z kimś, kto raczej nie wbiłby mi noża w plecy podczas krótkiej chwili nieuwagi. Co prawda Zack na pewno zmierza do jakiejś zemsty i bez wątpienia darzy mnie nienawiścią, ale tak jak mówiłem, nie jest osobą mogącą posunąć się do bestialskich, lub zwyczajnie okrutnych czynów. No, potrafi wymierzyć solidny cios, ale to tyle. Nie wyobrażam go sobie z nożem, czy bronią palną w dłoni. Dlatego też powinienem się choć trochę rozluźnić, a jednak mimo tej świadomości, nie potrafiłem. Odwykłem już ufać ludziom, choć dawniej także nie posiadałem skłonności do przesadnego spoufalania się z byle kim. Nawet jeśli mam przed sobą Zacka, ciężko jest pozbyć się zakorzenionych głęboko nawyków nabytych przez ostatnie trzy lata. Nie pomaga również fakt, że mimo wszystko, nie znam chłopaka już tak dobrze jak dawniej. Mógłbym wręcz rzec, że nie znam go wcale.
Powstrzymując się od odsunięcia głowy poza zasięg ramienia chłopaka, bez widocznego protestu przyjąłem jego dotyk. Mimo, że długie palce tylko delikatnie przesunęły się po spuchniętej powiece, z moich ust wydobył się krótki, cichy syk. Naprawdę zabolało. Co prawda nie tak mocno jak nastawianie złamanego nosa, ale jednak. Nawet nie chciałem wiedzieć jak wygląda teraz moja twarz. Nie dość, że miałem kaca i bolała mnie głowa, a dzisiejszej nocy rozwaliłem brew, to jeszcze skończyłem ze złamanym nosem i napuchniętymi oczami. To prawda, że zdecydowanie nie powinienem prowadzić w tym stanie. Nie powinienem również krzywdzić przyjaciół, przyjmować zleceń od Drake'a, łamać wszystkich dziesięciu zasad dekalogu, oraz dopuścić do tego, by Alex porównywał mnie do ojca, a jednak wszystko to jawi się jako czyny dokonane. Prowadzenie motocyklu na kacu oraz z bardzo ograniczoną widocznością jest tylko kolejnym, tym jednym z mniejszych grzeszków. Rozsądek nie jest moją mocną stroną jeśli chodzi o takie błahostki.
Gdy Zack kategorycznie odmówił usadowienia się na miejscu za mną, miałem zamiar posłać mu ostrzegawcze spojrzenie. Na zamiarach się skończyło, gdyż z obolałą twarzą i oczami niczym u modliszki, swe reakcje ograniczyć mogłem jedynie do zdziwienia i zdawkowych uśmiechów. Tak czy inaczej, wyglądałem idiotycznie, zaś polegać mogłem już jedynie na mocy słów, a i na nie brakło mi już sił. Właściwie to chyba zaczęło mi się kręcić w głowie. A może to tylko moja wyobraźnia?
Mrugnąłem powiekami, przeklinając w myślach ból jaki mi przy tym towarzyszył, a także fakt, że otwierając oczy nie widzę dużo więcej, niż gdy są zamknięte. Uparcie siedziałem na motocyklu, przeszywając Zack'a stanowczym wzrokiem, przywodzącym na myśl nieustępliwe dziecko, które usrało się na cukierka lub dłuższą zabawę z innymi bachorami. Nie chciałem zostawiać swojej wyjątkowej zabawki w rękach innej osoby, szczególnie, że nie była to byle zabawka i zgoda kosztować mnie może nawet życie. To naprawdę potężny sprzęt do cholery. Wcale nie chodzi o to, że go kocham i nie chcę by przywiązał się do kogoś innego. Wcale.
Zmarszczyłem brwi, znów przeklinając kolejną falę bólu, gdy Zack wysunął swoje przypuszczenie (słuszne przypuszczenie), równocześnie podstawiając pod mój nos jakiś papierek. Omiotłem wzrokiem czarne literki, z dużym skupieniem wlepiając wzrok w każdą z kolei, by w ogóle mieć pewność czy aby "a" aby nie jest w rzeczywistości "o", przez co przeanalizowanie kwitka zajęło mi dużo więcej czasu niż oficjalnie powinno. W ostatniej chwili powstrzymałem bolesny odruch uniesienia brwi, gdy doszło do mnie, że chłopak pokazuje mi prawko na motocykl i rzekomo może jeździć cackiem, którego właśnie dosiadam. Ale to tylko świstek papieru i wcale nie świadczy o umiejętnościach kierowcy. Znam wielu ludzi, którzy mają prawko chociaż nikt nigdy nie powinien dopuścić ich za kierownicę żadnego pojazdu. Znam też świetnych kierowców nie posiadających podobnego dokumentu i w tym momencie mówię również o sobie. Nie traciłem czasu na robienie prawka, a jednak moja droga Honda przez te dwa lata nie nabawiła się ani jednej ryski, zaś ja pomimo częstego jeżdżenia w stanie nie do końca zgodnym z prawem, do tej pory unikałem wypadków. W związku z powyższym, argument przyjaciela w postaci oficjalnie obowiązującego dokumentu, miał się nijak do mych przekonań i na pewno nie wystarczył, bym oddał Hondę w jego rąsie.
Już miałem głośno powiedzieć co sądzę o tym wątpliwym poświadczeniu umiejętności, gdy dziewiętnastolatek dodał słowa, które przez chwilę odbijały się echem w mojej głowie.
- Boję się? - Z niedowierzaniem powtórzyłem po chłopaku, tym razem nie zatrzymując cholernego odruchu uniesienia brwi. Że niby co, JA się boję? Ha! Poważnie? Ja się niczego nie boję. Absurd. - Chyba mnie z kimś pomyliłeś - obruszyłem się i głośno prychnąłem. Ja się boję! Pfff. - Siadaj. Będę ci mówił, gdzie masz jechać. I bądź ostrożny, to bardzo czuła kobieta. - Przewróciłem oczami (auć), przemieszczając tyłek na miejsce pasażera, tak, aby Zack mógł usiąść za kierownicą. Boję się. I co jeszcze?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 7:35 pm

Już myślałem, że moje, jak sądziłem, sprytne posunięcie nie jest aż tak zmyślne jak na początku mi się wydawało. Chwila niepewności była dla mnie niczym wieki i wydawało mi się jakby te kilka sekund trwało w rzeczywistości dużo więcej. Nie wydaje mi żeby przekonało go coś innego gdy ten argument zawiedzie. O ile podpuszczanie go można było nazwać argumentem. Daniel był zdecydowanie zbyt podatny na manipulacje i myślę, że każdy kto zna go choć trochę, doskonale wie jak zagrać kiedy będzie potrzebował by Danny mu tańczył. Kiedyś, rzadko korzystałem z tego sposobu, bo nie miałem serca by tak wykorzystywać jego przypadłość chociaż nieraz by to aż nadto przydatne. I zabawne.
Na moja twarz wstąpił rozbawiony uśmiech kiedy chłopak zaczął się zaklinać, że się w ogóle nie boi. Oczywiście, że zadziałało. Zaśmiałem się krótko, kompletnie zapominając o tym jak poruszyła mnie wcześniejsza rozmowa. Śmiałem się jeszcze przez chwilę zerkając spod spuszczonych włosów na Daniela. Nawet zasłanianie ust ręką nie pomagało mi opanować niespodziewanego wybuchu śmiechu. Nie mogłem w to uwierzyć.
Kolejne jego słowa sprawiły, że niemal zatoczyłem się do tyłu obejmując się jedną ręką w pasie, a drugą trwająca wciąż na wargach. Kiedy w końcu udało mi się uspokoić, pokiwałem powoli głową z ciepłym uśmiechem na ustach. Pewnie wciąż wątpił w to czy sobie poradzę, ale chęć udowodnienia mi, że on rzeczywiście się niczego nie boi i jak mógłbym podważać tą niezaprzeczalną niezaprzeczalność, była impulsem na tyle silnym, że Daniel prawdopodobnie zapomniał o tym, że wcześniej był to tego sceptycznie nastawiony.
-Pewnie-mruknąłem zadowolony z całego przebiegu sytuacji. Zastanawia mnie czy cokolwiek poza tym motorem, darzył większą miłością. Podejrzewam, że była to jego jedyna wybranka serca, a w samotności nazywał ją nie tylko kobietką lecz także innymi pieszczotliwymi zdrobnieniami. Ta wizja stanęła mi przed oczami niemal jak prawdziwa. Ten sposób postrzegania chłopaka najbardziej zostanie przeze mnie zapamiętany. Nie będę chciał wspominać groźnego, oschłego Curtisa lecz takiego, który nawet nie zdaje sobie sprawy z tego jak bardzo rozczulający wydaje się być w takich chwilach. I nieszkodliwy.
Zabrałem się do zajęcia miejsca za kierownicą. Powoli przerzuciłem nogę przez siedzenie i rzuciłem okiem na dłonie które machinalnie powędrowały tam gdzie powinny, a ja nawet nie zauważyłem kiedy się tam znalazły. Umieściłem kask na głowie i poczekałem parę chwil aż Danny robi to samo ze swoim. Wolałem dłużej nie zwlekać i z lubością wtoczyłem się na drogę by po chwili przyspieszyć do bezpiecznej prędkości bowiem nie nawykłem do tego akurat motocyklu. Za młodu udało mi się uzyskać prawo jazdy do kierowania samochodem. Z czasem zapragnąłem motoru i czegoś nowego, więc pół roku temu postarałem się na wszelkie sposoby by uzyskać pełnomocnictwo do prowadzenia także pojazdów jednośladowych. Jakaż to była ulga gdy za drugim razem, dopełniwszy wszelkie formalności związane z leczeniem, udało mi się zdobyć upragniony dokument. Niegdyś byłem zdania, że narzucone zasady ruchu drogowego po coś istnieją i starałem się stosować do narzuconego bezpieczeństwa. Po jakimś czasie zdało mi się to marnotrawstwem sprzętu jakiego byłem w posiadaniu i nie minęły dwa miesiące, a zacząłem lekceważyć jakiekolwiek reguły. Doskonale, mimo wszystko, rozumiałem stosunek Daniela do tego jakie proponowałem rozwiązanie. Nieważne było jak rozsądnie to brzmiało, honda należała do niego i w normalnych okolicznościach bym nie prosił o to by dał mi prowadzić. Sam nie pozwoliłbym dosiadać mu własnego.
Pojazd prowadził się przyjemniej niż się spodziewałem bowiem nawykły byłem do co najmniej niesportowych maszyn, żeby nie powiedzieć, zupełnie innych niż motor, w którego posiadaniu był Danny. Czułem się również niemal komfortowo ze świadomością iż tuż za mną jest Daniel. Niebywale blisko, bliżej niż kiedykolwiek. Tą drobną niewygodę rekompensowała mi wzrastająca szybkość. Dzięki niej, po niedługim czasie znaleźliśmy się wśród budynków i byłem zmuszony zwolnić. Uruchomiłem szybką kalkulację i uznałem, że nie powinienem tracić czasu na odwożenie Daniela do szpitala bądź ryzykowania tego, że jeżeli teraz go zostawię, ten zrobi sobie krzywdę. Podjąłem ryzykowną decyzję i nie zatrzymując motocykla, jechałem dalej. Po parunastu minutach obaj dotarliśmy na osiedle domków jednorodzinnych i innych niskich zabudowań. Na wyczucie począłem krążyć między uliczkami nim dotarłem pod właściwy dom. Wtedy odczułem jak naprawdę jestem zdenerwowany, a gdy zdjąłem kask z głowy coś ścisnęło mnie w gardle na widok rozciągającego się po bokach, równo przyciętego żywopłotu i reszty podwórza. Po chwili wpatrywania się, leniwie zsiadłem z motocykla.
-Mam nadzieje, że nie masz mi za złe tego, że cię tu siłą przywlokłem-odparłem i posłałem uśmiech Danielowi, do którego kierowałem prośbę o wybaczenie mi tego wspaniałomyślnego posunięcia.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   

Powrót do góry Go down
 
I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 15Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 9 ... 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: