IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pią Paź 14, 2016 9:02 pm

Nie miałem pojęcia czy to, co powiedziałem było tylko nieodpowiedzialne czy też skrajnie idiotyczne i nad wyraz lekkomyślne z mojej strony.
Nadal jednak głupio ufałem temu pozbawionemu kontroli nad sobą blisko stukilowemu workowi mięsa. Daniel nie robił tego pierwszy raz, wiedziałem także, że bierze leki i powoli z czasem stanie się zrównoważony.
Poza tym – wierzyłem, że gdy tylko z Curtisem zacznie się coś dziać, od razu zareagujemy.
Pod tymi tylko warunkami, które sobie wymyśliłem, nie miałem zamiaru odwoływać swoich własnych słów. Chciałem, żeby Curtis zrobił ze mną wszystko, co tylko zechciał. Po części miałem mu także nadzieję wynagrodzić jakoś to co się stało, a najlepszym początkiem do tego będzie przyjęcie jego warunków gry… w łóżku.

Dłoń Daniela krążyła wokół mojego karku i szyi, nie czyniąc mi żadnej krzywdy. Ja jednak z jakiegoś powodu ledwo panowałem nad drżeniem i przyśpieszonym oddechem. Nie zdołałem już znieść nijak odruchu gęsiej skórki, która wraz z przyjemnym dreszczem – pojawiła się.
Kochałem przemoc. Oglądanie jej sprawiało mi pewną niezdrową przyjemność i choć sam starałem się nie posuwać do rękoczynów – wiedziałem, że to także przypadłoby mi do gustu. Nie wiedziałem czy jest to już to stadium zwane sadyzmem, ale gdybym miał jakkolwiek siebie określić w celu  usytuowania siebie, w którymś miejscu – nazwałbym siebie samego sadystą.
Daniel z kolei był rasowym przykładem tego, z czym się niejako utożsamiałem.
Nie miałem pojęcia czy uda mi się czerpać przyjemność z trwania w tej łóżkowej relacji z Danielem, która jasno określała moją rolę jako uległą. Nie wiedziałam także czy tego właśnie oczekuje ode mnie Curtis. Nie istniał jednak żaden inny sposób na to, by się wszystkiego dowiedzieć niż raz spróbować zagrać według nieco innych zasad.

Daniel się odezwał swoim niemożliwie pociągającym głosem, którego oddziaływania na siebie do tej pory nie odczuwałem aż tak. Możliwe, że to była wszystko wina nowej barwy, nieco bardziej szorstkiej, ale o wiele bardziej interesującej.
Kochałem w Danielu… tak wiele drobnych rzeczy, których nie potrafiłem nazwać.
Jedną z nich na pewno musiał być jego cholerny głos, jego usta, jego oczy i cała jego pieprzona twarz. Nie miałem pojęcia, jakim cudem wcześniej nie potrafiłem sobie tego uświadomić.
Zaledwie kilka lat wcześniej.

Daniel wyraźnie stwardniał po tych rażąco lekkomyślnych słowach, które opuściły moje usta. Jego męskość obecnie napierała na miejsce pomiędzy moimi pośladkami.
Przyłapałem się na wzmagającej się coraz bardziej ekscytacji, gdy tylko przed oczyma stanęła mi wizja tego, że znowu będę z Danielem w ten konkretny sposób.
Pragnąłem go całym ciałem, rozchylając chętnie wargi, gdy tylko te Curtisa znalazły się nieopodal. Mój oddech mimo wszystko stał się o wiele mniej spokojny, ciężki raczej i nierówny.

Nie zdążyłem pomyśleć już niczego więcej, bo gwałtownie dłoń mężczyzny zamknęła się na mojej szyi, przyszpilając mnie do własnego łózka tylko i wyłącznie za pomocą impetu z jakim zacisnął swoje palce na mojej szyi.
Jęknąłem coś przeciągle, próbowałem łapać powietrze, parę razy wierzgnąłem nogami nim zrozumiałem, że to nic  mi nie da.
Moje dłonie podążyły do przegubu ręki Daniela, tej samej, która mnie trzymała boleśnie przy materacu, by się jej chwycić i nie próbować jednak odsuwać od siebie.
Znów głośno spróbowałem zaczerpnąć powietrza, co się okazało tylko daremnym wysiłkiem.

Moje usta zostały zmiażdżone przez te Curtisa w brutalnym nieco pocałunku, którego nie udało mi się odwzajemnić z zaangażowaniem równym temu, które okazywałem, gdy nie byłem duszony.
Charknąłem nieco w zaskoczeniu nagłym rozsunięciem moich nóg przez  chłopaka, między które to wsunął swoje kolano, naciskając drażniąco na boleśnie nabrzmiały członek.
I naprawdę nie chciałem mdleć, ale w następnej już chwili przed oczyma zatańczyły mi mroczki, które znacznie przysłoniły mi obraz.
Niemal pewien byłem tego, że już zemdlałem, gdy wtem zdolność oddychania pojawiła się, a uścisk na szyi zniknął.
Raptownie począłem kaszleć, czerpać powietrze wielkimi haustami. W oczach miałem łzy, które pojawiły się tam mimo mojej woli.
Moja dłoń podążyła do szyi, by upewnić się, ze wszystko z nią w porządku. Wówczas uniosłem się także na łokciach. Cud, że akurat nie miałem wobec podobnego traktowania ataku astmy.

Słowa Daniela były przepełnione kpiną, a gest, którym mnie uraczył – wywołał na mojej twarzy wyraz najwyższego braku zrozumienia. Byłem zdezorientowany.
Nadal dochodziłem do siebie, gdy Daniel wstał z łózka i podążył do szafki, której to jedną z szuflad otworzył i wyjął z niej jakiś przedmiot.
Po chwili przekonałem się jak bardzo czasami ten skurwiel potrafi mnie zaskoczyć.

Widząc w dłoni Daniela odbezpieczony pistolet – wszelkie moje zmysły zaostrzyły się, a ja znalazłem się w pełnej gotowości do jakiegokolwiek działania zaś ograniczenie ubrań dla mojej naglącej potrzeby stało się jeszcze bardziej niemożliwe do zniesienia.
Nie odsunąłem się, gdy Daniel usiadł obok mnie wraz z pistoletem trzymanym nadal w dłoni. Nie drgnąłem także, gdy niebezpieczny, śmiercionośny przedmiot został przysłonięty do moich ust. Zimna lufa w zetknięciu z rozgrzanymi wargami wydała się znacznie bardziej obecna. Jej widok jednak nie wzbudzał we mnie strachu.
Cokolwiek, do czego dążył obecnie Daniel było bardziej niż popierdolone.

Nie myliłem się. Gdy tylko usłyszałem polecenie niecierpiące sprzeciwu, na moje usta wpłynął lekki grymas rozbawienia. Mój wzrok nadal spoczywał na ciemnych oczach partnera, ale po chwili swoją uwagą zaszczyciłem broń przytkniętą do moich ust.
Wizja tego, że miałem to zrobić wydawała mi się szaleństwem ponad moje możliwości, jakimś chorym udziwnieniem zabawy czyimś życiem. Mimo to jednak… nadal nie byłem przeciwny temu, by spełnić polecenie z zaangażowaniem.

Wysunąłem powoli język na spotkanie z lufą pistoletu. Przesunąłem po ów wzdłuż jego długości, podnosząc wzrok na Daniela, gdy doszedłem do końcówki, którą trąciłem wargami i posmakowałem spust wnikliwym językiem. W następnym momencie ująłem lufę pomiędzy wargi i powolnymi ruchami wpychałem ją głębiej na zmianę z ograniczaniem zasięgu broni w moich ustach.  
Erekcja stała się jeszcze bardziej bolesna, gdy i oddychanie przychodziło mi z trudem, a całe usta zajmował mi pistolet.
Strużka śliny spłynęła kącikiem moich ust. Nie zwróciłem na to szczególnej uwagi, zbyt zajęty myślami o jednym i tym samym.
Mój wzrok stał się niemal błagalny, zaszklony nieco i pełen ochoty, gdy spotykał się z tym Daniela. Moja skóra paliła i było mi gorąco. Pewien, że moja twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, ujawniając moją prawdziwą, nieco żałosną zależną naturę  – automatycznie straciłem tchu.
Ta zabawa była moją zgubą, ale nieoczekiwanie poczęła wywoływać we mnie o wiele za dużo afektu, czego się nie spodziewałem w swoich najbardziej posranych fantazjach.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Lis 21, 2016 11:45 pm

Nie wiedział, co się dzieje. Jeśli Zachary Petterson posiadał w sobie jeszcze choćby namiastkę niewinności, to właśnie teraz wylewała się ona na wierzch. Choć przez wszystkie lata, które spędziliśmy razem, nauczyłem się jak czytać z jego twarzy, ruchów, gestów i pojedynczych drgnięć, nigdy nie robiłem tego tak doskonale jak teraz. Świadomie, czy nieświadomie, zrzucił z siebie wszystkie warstwy, kryjące dotąd te zakątki jego człowieczeństwa, na ogół niedostępne dla świata. Być może nawet sam Zack nie do końca był świadom ich istnienia. A może nie chciał dopuszczać ich do siebie, bo jak ktoś jego pokroju mógłby zaakceptować strony swego bytu, ukazujące tak wiele słabości? Tak boleśnie niepasujące do tego, co widzi cały świat. Nie budził strachu, ani szacunku. W tym jednym momencie był niewinnym dzieckiem, nie do końca świadomym tego, co może go czekać. Zdezorientowanym chłopcem, zdanym na łaskę drugiego człowieka. Ta strona Zacka, która nagle zaczęła się ujawniać, uderzyła we mnie z siłą, której nie mogłem się spodziewać. Świadomość tego jak kruchy się stał, tego jak wiele leży w moich rękach, tego, co mogę zrobić, tego, że jego bezpieczeństwo w pełni leży w moich rękach, podniecała mnie do granic. Gdzieś na dnie mojej podświadomości wyraźnie słyszałem głos, przypominający mi o tym, że nikt nigdy nie będzie w stanie ujrzeć Zacharego Pettersona w takim wydaniu. Tylko ja mam do tego prawo i tylko mi, wbrew wszystkiemu, ufa na tyle, by odsłonić się do tego stopnia. Uczucie, które temu towarzyszyło, nie było czymś możliwym do opisania. Wiem z pewnością, że nigdy jeszcze go nie doświadczyłem. Niemal fizycznie czułem jak moje oczy zachodzą mgłą. W kilka chwil przestałem egzystować na tym zbyt monotonnym, ponurym świecie, przestałem czuć jak człowiek, a świadomość zdawała się oderwać od świata rzeczywistego, na rzecz innego, w którym bardzo łatwo można się zatracić. Czułem się jak po solidnej dawce dragów. Przestałem myśleć. Wszystkim, co ogarnęło mój umysł, były żywe odczucia, fizyczność, adrenalina, podniecenie. Pozwoliłem sobie zatracić się w gorącym morzu emocji i elektryzujących bodźców.
Pozwalałem gorącemu powietrzu ulatywać boleśnie powolnie spomiędzy mych rozchylonych warg, gdy niczym zahipnotyzowany patrzyłem z góry na chłopaka. Spod półprzymkniętych powiek, rozpalonym wzrokiem obserwowałem jak jego język śmielej, niż mogłem przypuszczać, wychodzi na spotkanie z lufą pistoletu. Z mojego gardła wydobyło się zduszone mruknięcie pełne aprobaty, gdy wilgotny język Zacka z rozkoszą błądził po chłodnej stali, owijając się wokół niej z zaskakującą wprawą. Moja dłoń automatycznie, sam nie wiem kiedy, wplotła się w długie kosmyki, zaciskając na nich władczo wszystkie palce. Chłopięca głowa pod wpływem nacisku musiała się odchylić, lufa jednak miast wysunąć się z różowych ust, za sprawą nacisku, wsunęła się jeszcze głębiej. Niecierpliwie oblizałem przeschnięte usta, z zachłannością obserwując Zacka, gdy moja dłoń powoli sama zaczęła wykonywać ruchy w przód i z powrotem, narzucając coraz żwawsze tempo. Mój kciuk powoli przesunął się po spuście. Dosłownie trzymałem jego życie w swoich rękach. Wystarczyło pociągnięcie.
Wizja, która nawiedziła moją głowę, w tym momencie nie wydała się nawet w połowie tak głęboko niepokojąca, jaką w rzeczywistości była. Mógłbym przyrzec, że przez kilka sekund naprawdę miałem przed oczami obraz roztrzaskanej głowy Zacka i krew w zadziwiająco piękny sposób rozpryskującą się na ściany, brudząc pościel, brudząc Zacka, brudząc mnie. Moja dłoń zadrżała w momencie, w którym obraz zniknął. Warknąwszy krótko, szarpnąłem jasne włosy, gwałtownie odciągając rozpaloną twarz od pistoletu.
Z nienaturalnie, szaleńczo bijącym sercem, głaszcząc zimną stalą zarumieniony policzek Zacka, szybko przemieściłem się tak, by me usta znalazły się przy jego ustach. Nieświadomie zaciskając palce mocniej na jego włosach, wypuszczając głośno powietrze ze swego gardła, powoli zlizałem cienką stróżkę śliny, spływającą po jego brodzie. Gdy dotarłem do wilgotnych, nabrzmiałych warg, wpiłem się w nie niedelikatnie, aż poczułem w ustach metaliczny smak krwi. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak moje zęby mocno wbiły się w miękką skórę. Mimo tego, kontynuowałem namiętny pocałunek, a moje ręce kierowane własną wolą poczęły zrywać z Zacka ubrania. Ja go nie rozbierałem. Byłem gotów rozszarpać każdy skrawek materiału, który śmiał stać mi teraz na przeszkodzie. I robiłem to, aż zgrabne ciało nie leżało przede mną w pełni swej okazałości. Oderwałem się od gorących ust, podnosząc się do klęczek, by móc objąć wzrokiem cały majestat swego partnera. Na moje usta wkradł się tłumiony, krzywy uśmiech, a oczy, gdyby tylko mogły pomieścić jeszcze więcej pożądania, zajęłyby się żywym ogniem.
Pospiesznie zrzuciłem z siebie własną koszulkę, ostatecznie zawieszając spojrzenie na twarzy Zacka. Mój uśmiech pogłębił się niekontrolowanie, gdy tylko ujrzałem te wszystkie emocje odbijające się na przystojnym obliczu.
Wolniej niż dotąd, począłem nachylać się nad chłopakiem. Zawisłem nad nim, trwając w niezachwianej ciszy, zakłócanej jedynie przez nasze opętańczo szybkie oddechy. Moje zęby z wyjątkowym spokojem zacisnęły się boleśnie na odsłoniętym karku, podczas, gdy jedna z dłoni poczęła sunąć wzdłuż przedramienia Zacka. Objąwszy na końcu wątły nadgarstek, pokierowała go nad chłopięcą głowę, po chwili dołączając do niego drugi. Usta nieustannie krążące po szyi i obojczykach ni pozwalały Zackowi w skupieniu się na pobocznych rzeczach, tym samym trudno z pewnością było mu się zorientować, kiedy szczupłe nadgarstki uwięzione zostały w ciasnych kleszczach kajdanek, przełożonych przez nieprzypadkową instalację na ścianie.
Odsunąłem się powoli, nieco nieobecnym wzrokiem oceniając swoje dzieło. Z jakimś zamyśleniem przyłożyłem lufę do urokliwie zaczerwienionych ust, powoli zjeżdżając nią niżej. Gładziłem zupełnie niespiesznie jasną skórę szyi, zarysowywałem obojczyki, liczyłem odznaczające się żebra, okrążyłem pępek. Powoli, ledwie wyczuwalnie, stal przesunęła się wzdłuż widocznego, silnego wzwodu. Mój wzrok uparcie podążał za dłonią. Sekundy się przeciągały, a ja powoli doprowadzałem się do autodestrukcji. Tortura, którą serwowałem Zackowi działała na mnie niemniej niż na niego. Bolesny ucisk w spodniach coraz mocniej dawał o sobie znać.
I nagle w pomieszczeniu rozległ się głośny dźwięk wystrzału. W tym momencie mój wzrok tkwił głęboko w twarzy Zacka, dopatrując się jego reakcji.
Nabój utknął w ścianie, czyli dokładnie tam, gdzie celowałem. Moje usta wykrzywił nieprzyjemny, złowróżbny uśmiech.
Nie myślałeś chyba, że jest nienabity? – wymruczałem zupełnie niewzruszonym tonem, zjeżdżając bronią pomiędzy rozpalone uda, zupełnie jakby nic się nie stało. Przy pomocy pistoletu rozsunąłem zgrabne nogi, powolnie zbliżając pistolet do odsłoniętego wejścia chłopaka. – Skoro pozbyliśmy się wątpliwości… – szeptałem głosem, który równie dobrze mógł należeć do samego diabła. – …może sprawdzimy, co się stanie, gdy wepchnę go w twój nieprzygotowany, ciasny tyłek, hm? – Uśmiechnąłem się niemal uprzejmie, w zastanowieniu przechylając głowę.
Nie mógł wiedzieć na ile nad sobą panuję, na ile nie. Nie mógł wiedzieć jak wpłynął na mnie czas spędzony z Jeydenem. Nie mógł wiedzieć, czy faktycznie przyjmuję leki. Nie mógł wiedzieć, jak działa na mnie niezachwiane poczucie władzy, świadomość, że nie może nic z tym zrobić. Nie mógł wiedzieć, czego się spodziewać. I nie mógł już uciec, ani się wycofać. Był unieruchomiony. Mógł jedynie podziwiać obłęd tańczący w czarnych tęczówkach, które wkradały się bezczelnie w głąb jego duszy. I myśleć, jak wielkiego kalibru błąd mógł popełnić kilkanaście minut temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Gru 04, 2016 12:00 am

Nie mogłem powstrzymać bezustannego podrygiwania ciała wywołanego strachem, który podniecał mnie do stopnia, w którym nie rozpoznawałem samego siebie.
W momencie, gdy moje nadgarstki powędrowały do góry i niespodziewanie zakute zostały w zimny metal – limit mojej pewności siebie zupełnie się wyczerpał. Jęknąłem cicho w mało przekonywującym proteście i lekko szarpnąłem uwięzionymi kończynami. Daniel nie miał zupełnie dla mnie litości.

Rozchyliłem delikatnie usta, gdy Curtis przysłonił lufę do moich ust. Kolejna fala spazmów podniecenia wymieszanego ze strachem, wprawiających moje ciało w drżenie przeszła je od kręgosłupa aż po czubki palców u stóp. Daniel rozpoczął wędrówkę zimnego metalu po mojej skórze od ust. Sunął śmiercionośnym narzędziem wzdłuż mojego ciała, docierając do mojego członka. Mój oddech zdecydowanie przyspieszył, gdy mężczyzna przesunął swoją nietypową seks-zabawką po mojej erekcji.

Drgnąłem zaskoczony, gdy pistolet wystrzelił ponad moją głową, nie czyniąc mi żadnej krzywdy, ale manifestując swoje możliwości. Na mojej twarzy odbił się widoczny cień strachu i zdezorientowania. Zaszczyciłem tym widokiem spojrzenie Daniela, które z pewnością doszukiwało się reakcji tam gdzie kierował swoją uwagę Curtis. Znalazł tam zatem dokładnie to, czego oczekiwał – uzasadnione w pełni przerażenie.

Na pytanie Daniela nie odpowiedziałem ani słowem. Zamiast tego posłusznie i niemal machinalnie rozsunąłem nogi, swój wzrok kierując w bok, zbyt świadomy niebezpieczeństwa.
Bałem się co wyniknie z tego, jakim zaufaniem go obdarzyłem i wobec czego zdecydowałem się to zrobić. Była to czysta postać szaleństwa, lekkomyślność i głupota. Narażałem siebie i polegałem na kimś, kto kilkukrotnie moje życie wystawił na pewne niebezpieczeństwo. Byłem albo bardzo głupi, albo uzależniony od ciągłego poczucia zagrożenia. Adrenalina, ból, kontrola i przerażenie sprawiały, że czułem się bardziej żywy niż kiedykolwiek, a zaś oglądanie tej zdziczałej wersji Daniela, której fragmenty przemykały mi czasami przed oczyma sprawiało, że...pragnąłem odkryć tej odsłony mężczyzny więcej.
Chciałem by kazał mi robić rzeczy, których nigdy bym nie zrobił i dążyłem do tego, by sprawił mi jak największy fizyczny ból. Dzięki temu zadowoliłbym Daniela i podświadomie wiedziałem także, że i siebie.

Moje ręce zakute w kajdanki ponownie się poruszyły. Ogniwa łańcuchów wydały z siebie metaliczny dźwięk, gdy się ze sobą zderzyły.
Musnąłem nogą biodro Daniela, zjeżdżając pomiędzy jego nogi i prowokująco muskając jego nabrzmiałą wypukłość nadal uwiezioną w spodniach.
Zdobyłem się na zuchwały uśmieszek, który posłałem Danielowi. To była ostatnia rzecz, którą mogłem jeszcze jakoś ratować swój wizerunek w oczach Boga i wszystkich tu zebranych.
Zdecydowanie wolałem nie pokazywać po sobie jak zerową obecnie kontrolę miałem nad sobą i tym, jak moje ciało samo brnie w ten niszczycielski układ.
 – Zrób to…proszę – wyszeptałem sugestywnie, lekko przygryzając po chwili krwawiącą wargę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Lut 14, 2017 2:08 am

Pochłaniałem go rozpalonym wzrokiem, gdzieś na dnie podświadomości tocząc zażartą walkę między niepohamowaną żądzą, a strzępkami rozsądku, które naiwnie śmiały się jeszcze sprzeciwiać. Tymczasem z góry stały na przegranej pozycji i już po kilku sekundach silny dreszcz przeszywający całe me ciało, zabił ich resztki. Nie kontrolując płytkiego oddechu, zmrużyłem delikatnie oczy czując na swym boleśnie stojącym kutasie, palący dotyk. Z mego gardła wydobył się pomruk pełen aprobaty, podczas, gdy usta powoli wykrzywiały się w podłym uśmiechu, dopełniając nienagannie całe szaleństwo tańczące w ciemnych, częściowo skrytych za zasłoną gęstych rzęs, tęczówkach.
Zamiast zaśmiać się w reakcji na rozczulające próby, których chłopak podjął się, by jakkolwiek ratować swoją dumę i próbować zaświadczyć o choć minimalnej kontroli, pozwoliłem kącikom swych ust delikatnie opaść. Uśmiech tym samym zelżał, paradoksalnie przybierając jeszcze bardziej szaleńczy wyraz. Mój umysł przysłoniły uczucia, których nie potrafiłem nazwać. Moje ciało kierowało się własnymi prawami, mój wzrok pochłaniał chłopaka, jakby był jedynym co pozostało i co mogło się liczyć we wszechświecie. W jednej chwili stałem się ofiarą niebezpiecznej obsesji, dla której nie blokowałem drogi do swego umysłu w żaden sposób. Nachylając się powoli nad męskim ciałem, czułem jakby moje własne utknęło w innej czasoprzestrzeni, sprawiając, że czas począł wolniej płynąć. Moja świadomość zdawała się zanikać. W sposób tak przyjemny, w jaki nigdy jeszcze się nie odważyła.
Choć me usta zawisły przy uchu chłopaka, żadna riposta się z nich nie wyrwała. Żadna reakcja na bezczelne słowa, na zaczepkę, która miała pomóc mu w zachowaniu dumy. Na posunięcie, które w tym momencie było tak bardzo bezcelowe i niepotrzebne, że wręcz prosiło się, by pozostawić je bez odzewu. Podczas gdy zimna stal lufy krążyła powolnie, leniwie wokół miękkiej, zachęcająco odsłoniętej dziurki chłopaka, z moich ust wypłynęło tylko jedno słowo. Ciche, drażniące zmysły słowo, otoczone szorstkim głosem, brzmiącym nawet mniej znajomo niż dotąd. Niewinny szept, idący w parze z niosącym ból, bezlitosnym gestem.
Krzycz. – Gdy pojedyncze głoski formowały się w jasny przekaz, zimny materiał, z którego stworzono śmiercionośną broń, nie zważając na jakikolwiek opór, pod wpływem silnego pchnięcia, wdarł się do zupełnie nieprzygotowanego wnętrza, obdarowując je niewyobrażalnym bólem. Przymknąłem z rozkoszą powieki, wydychając głośno powietrze, gdy do mych wrażliwych uszu dotarły pierwsze werbalne oznaki tegoż właśnie bólu.
Mhmmm... – Z upiornym wręcz uśmiechem, zupełnie delikatnie przesunąłem nosem po szyi chłopaka, wgryzając się w nią zaraz z satysfakcjonującą rozkoszą. Dłoń trzymająca spluwę nie ustępowała, walcząc bezlitośnie z oporem stawianym przez nieprzygotowane ciało. Z sekundy na sekundę, lufa zagłębiała się bardziej, sprawiając coraz więcej bólu, rozpychając coraz śmielej ciasne, ciepłe wnętrze.
Nie było odwrotu. Choćby chciał, choćby błagał, choćby flaki sobie wypruł, nie mógł poradzić absolutnie nic na swoje położenie. Choćby się wycofał, choćby krzyczał, choćby jazgotał... Był unieruchomiony, był bezbronny i  wiedział, że sam się o to prosił. I wiedział, że nie ma już ratunku. I wiedział też, że zatraci się w tym bólu tak samo jak wtedy, gdy patrzy na cierpienie innych. Gdy niszczy im życie, gdy rozdziera psychicznie i fizycznie zarazem. Gdy zrównuje z poziomem tak podłym, że niezdolnym, by go nazwać. Cały ból, którym kochał obarczać innym, kochał również przyjmować w sobie. Byłem o tym przekonany. Wiedziałem to. Adrenalina, która wiązała się z tym rozdzierającym uczuciem w obie strony działała tak samo – kojąco, przyjemnie, odrywając od rzeczywistości.
Zaaaaackie... – wymruczałem z rozkoszą malującą się w opętańczo niepokojącym i drżącym delikatnie głosie. Moje usta przeniosły się na rozchylone wargi chłopaka, a zęby zacisnęły się na jednej z nich, podczas gdy dłoń na dole zrobiła gwałtowny ruch do przodu, wpychając gnata do granic możliwości we wnętrze chłopaka.
Pragnę patrzeć jak twoje wnętrzności przystrajają ten pokój. – Mruczałem, szepcząc te słowa w nieśmiało przystrajające się szkarłatem usta. Nie, nie była to standardowa łóżkowa gadka. I nie, nie było to coś, co mówiłem swoim kochankom. To po prostu były te zakątki mego umysłu, które postanowiły obnażyć się akurat teraz, przed jedyną osobą, przed którą miały prawo. I głosiły prawdę. Zwykłą, niepodsyconą niczym prawdę. Moja dłoń wycofała się, niemal do końca wysuwając spluwę, by w następnej chwili, z dwukrotnie większą siłą wepchnąć ją z powrotem. Zadrżałem, mierząc się z falą podniecenia, która towarzyszyła dźwiękom wydobywającym się z zackowych ust.
Jak mógłbyś mnie powstrzymać? – Gardłowy ton załamał się pod koniec niepokojąco, a spomiędzy wilgotnych warg wydobyło się niewstrzymane parsknięcie. Uniosłem się delikatnie na łokciu, by móc zajrzeć w niebieskie oczęta. Pozwoliłem im w pełni zmierzyć się z mrokiem i niepoczytalnością, idealnie, wyraźnie odbijającą się w czarnych tunelach do mej podświadomości. Moja dłoń wykonywała coraz szybsze i śmielsze ruchy. Wnętrze Zacka wyraźnie zaczęło się przystosowywać do broni, której spust nieustannie znajdował się blisko mego palca. – Błagaj. Błagaj, bym pozwolił ci dojść. I krzycz. Kurwa, kocham, gdy krzyczysz. – Szeptałem, unosząc się na tyle, by móc wolną ręką objąć wilgotnego kutasa Zacka, który krzyczał o więcej uwagi. Och, nie po to, by mógł dojść. Wręcz przeciwnie. Zacisnąłem swą dłoń w sposób, dzięki któremu mogłem powstrzymywać jego spełnienie tak długo, jak tylko zapragnę. Pistolet zaś wprawiłem w szybszy i bardziej gwałtowny ruch. Spod powiek, oblizując zaschnięte wargi i pozwalając powietrzu gwałtownie opuszczać me gardło, zachłannie wpatrywałem się w zackową twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Mar 12, 2017 1:13 am

Chciałem się wycofać po raz pierwszy raz w życiu. Chciałem błagać, żeby tego nie robił… jednocześnie ze zniecierpliwieniem oczekując jego następnych posunięć.
I wtedy kazał mu krzyczeć.

Krzycz.
Ból rozdarł moje ciało, gdy zimny metal w rozmiarze, do którego nie byłem przystosowany naparł na moje wejście. Przed oczyma zrobiło mi się ciemno, a z mojego gardła w pierwszej reakcji wydobyło się stłumione zawodzenie, desperacki protest.
Nie miałem zamiaru krzyczeć. Wiedziałem, że to jeszcze nie jest ból, który jest w stanie zmusić mnie do krzyku, złamać mnie i wywlec na światło dzienne prawdę o tym, jak żałośnie potrafię błagać o litość.
Krzycz.
Warknąłem głośno i ponownie szarpnąłem kajdankami, nawet nie zważając na fakt, że mogę sobie tym zrobić większą krzywdę niż zyskać cokolwiek oprócz sprowokowania Daniela do dalszego działania.

Lufa poczęła wsuwać się głębiej, sprawiając mi coraz więcej niewyobrażalnego bólu z każdą kolejną sekundą. Nie mogłem jeszcze krzyczeć, więc zamiast tego skamlałem, czując jak do oczu napływają mi łzy spowodowane brakiem litości ze strony Daniela. Miałem wrażenie, że jakimś cudem sam sprawia, że to, co robi jest dwa razy bardziej bolesne. To byłoby zupełnie w stylu Curtisa.

Nie mogłem wiedzieć jak ogromną przyjemność mężczyzna czerpał z tego, co mi robił. Mogłem jedynie domyślać się, że był obecnie w stanie, w którym czasami go widywałem, gdy porywał go szał i przestawał być sobą. Być może byłem w błędzie. Być może to właśnie był prawdziwy Daniel, a ja dałem mu się schwytać w najbardziej destruktywną pułapkę, jaką tylko można było sobie wyobrazić. Mój los był w rękach szaleńca większego ode mnie, co napawało mnie strachem tak wielkim i obezwładniającym, że nie mogłem powstrzymać drżenia na całym ciele, głośnego oddechu i bardziej niż widocznego podniecenia.
Musiałem być chory poważniej niż sądziłem.

Krzycz.
Z spomiędzy moich ust wydobył się stłumiony wrzask, pełen bólu i rozpaczy. Moje oczy zaszły wilgocią, a zęby po chwili zacisnęły się na wypadek gdyby miało zaboleć jeszcze bardziej, a próby powstrzymywania okazały się jakimś cudem skuteczne.
 – Pojebało mnie… – wysyczałem po chwili, łapiąc łapczywie oddech. Czułem się jakbym za chwilę miał dostać śmiertelnego ataku astmy. Ból zupełnie pozbawił mnie możliwości do zaczerpnięcia oddechu. Każdy najmniejszy ruch mojego ciała posyłał przez nie całe dotkliwe katusze.

Dłoń Daniela wraz z pistoletem tkwiącym wewnątrz mojego ciała cofnęła się nie mniej boleśnie niż weszła na co zareagowałem przeciągłym syknięciem spomiędzy zaciśniętych zębów.
Nie mogłem być bardziej naiwny, mając w tamtej chwili nadzieję na koniec, bo po chwili pistolet niespodziewanie ponownie zagłębił się we mnie, wciśnięty do środka w barbarzyński sposób, dwa razy boleśniej niż poprzednio.

Oddychałem głośno, szybko, zaciskając powieki i szarpiąc za kajdanki. Mój krzyk ucichł, zastąpiony w końcu krótkimi jękami i miarowymi stęknięciami w miarę jak przyzwyczajałem się do tego uczucia – bolesnego i szorstkiego. Inwazyjnego.
W końcu jednak potrafiłem wyraźniej usłyszeć Daniela i zrozumieć, co ten do mnie mówi. Nie podobało mi się to wcale, ale byłoby błędem posyłanie mu drwiącego uśmieszku. Mogłem być tak samo nienormalny jak on, czerpać popieprzoną i absurdalną przyjemność z tego wszystkiego, ale Daniel wciąż był silniejszy. Wciąż był nieprzewidywalny.
Nadal był prawdziwym zagrożeniem.
Dlatego krzyczałem. Tak jak, tego chciał.
Bo rzeczywiście – nie mogłem go powstrzymać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pią Kwi 14, 2017 9:42 pm

Och tak kochany. Z pewnością cię pojebało. Obydwoje doskonale wiemy jak bardzo nie przemyślałeś swoich słów. A teraz... Cóż, nie jesteś w stanie ich cofnąć. Bo spójrzmy prawdzie w oczy. Nawet gdybyś to zrobił, byłbyś w stanie łudzić się chociaż, że przestanę? Człowiek nie odpuszcza takiej okazji, gdy się tak pięknie przed nim rozpościera. Szczególnie człowiek, który ma usprawiedliwienie dla swych czynów. A moim są twoje słowa. Pokażę ci piekło, które pokochasz.
Ze świstem wciągnąłem powietrze, rozciągając wargi w błogim uśmiechu. Moja głowa wypełniała się rozkosznym dźwiękiem krzyków i pisków wymieszanych z jękami Zacka. Gdy myślał, że osiągnąłem granicę, pokazywałem jak daleko jeszcze od niej jesteśmy. Mogłem zrobić  wszystko, czyż można było się dziwić, że wybierałem więcej niż mniej destrukcyjne metody?
Brutalnie przylgnąłem do wilgotnych, nabrzmiałych warg, coraz gwałtowniej posuwając ciasną dziurkę Zacka nabitym pistoletem, którego spust okrutnie kusił, by go nadusić. Wiedziałem, że to pokocha. I pokochał. Jęki, które oddawał w moje usta z chwili na chwilę miały coraz mniej wspólnego z cierpieniem, a więcej z nieokrzesaną przyjemnością. Drobne ciało drżało, rozpływało się od napływającej falami przyjemności. I nic nie powstrzymywałoby go przed wyczekiwanym spełnieniem, gdyby nie dłoń, która wciąż bezlitośnie zaciskała się na, do granic możliwości nabrzmiałym, kutasie.
Czyż nie kazałem ci błagać, kurwo? – wyszeptałem wprost w rozchylone usta, gwałtownie czerpiące z okazji do posilenia się powietrzem, którego przez ostatnie chwile mocno chłopakowi żałowałem. Uśmiechnąłem się bezczelnie, bez trudu odczytując błąkające się w błękitnych oczach uczucia. A było ich tak dużo. Wiedziałem, że znalazł się w takim stanie, w którym zrobi wiele, jeśli nie wszystko, bym tylko pozwolił mu na tę chwilę, tak wyczekiwaną i upragnioną. Chwilę, w której na moment oderwie się od rzeczywistości, doznając uczucia, którego w takim natężeniu nie miał jeszcze okazji doświadczyć. Nieważne jakbym go nie nazwał, nieważne jak upodlił. Wiedziałem, że będzie błagać. A ponieważ jestem człowiekiem, którego słowa są w stanie doprowadzić do szału większego niż czyny, czekałem z niecierpliwością. Wbijając gwałtownie broń do ciepłego wnętrza, przygryzłem zaróżowiony, sterczący sutek. I gdy tylko wahanie minęło, duma została schowana do kieszeni, a z kształtnych ust wydobyły się słowa uniżonego błagania, zaśmiałem się cicho, zaciskając swą dłoń na członku chłopaka w sposób bardziej przez niego pożądany. Czyż minęły choć sekundy, nim trysnął, wyginając się rozkosznie i jęcząc niczym rasowa dziwka? Och, nie sądzę.
Gwałtownie wysunąłem rozgrzaną broń z ciepłego wnętrza chłopaka, odrzucając ją na bok. Patrząc na z trudem dochodzącego do siebie chłopaka spod przymrużonych powiek, uniosłem ubrudzone palce do ust. Nie odrywając przeszywającego spojrzenia od zarumienionej, naznaczonej delikatnymi kropelkami potu twarzy, przejechałem językiem po jednym z palców, na którym widniał efekt zackowego uniesienia.
Jeszcze z tobą nie skończyłem. – Kącik ust wykrzywił się w nieprzyjemnym, szyderczym uśmiechu, a dłonie już w sekundę później silnie zacisnęły się na wąskich biodrach, niedelikatnie przewracając je na drugą stronę. Długie palce bez uprzedzenia zacisnąłem na roztrzepanych włosach, odchylając głowę chłopaka do tyłu. Palce, na które przed chwilą śmiał się spuścić, brutalnie i stanowczo rozwarły gorące wargi, przesuwając się zaraz po mokrym języku. Odpowiednio wyczyszczone już po chwili gościły na moim kutasie by nakierować go na przeorane, obolałe wnętrze Zacka. Bez uprzedzenia, gwałtownym ruchem wbiłem się w niesamowicie rozgrzane wejście, w tej samej chwili okrutnie dociskając twarz chłopaka do poduszki. Moje zęby w chwilę potem zaciskały się na odsłoniętym karku. Biodra falowały mocno, szybko i gwałtownie i nic się nie zmieniło nawet, gdy do mych uszu zaczęło docierać zrozpaczone rzężenie. Dusił się. Oczywiście, że tak. Kochałem, gdy się dusił. Wolną dłoń wsunąłem pod drżące biodra, obejmując nią kutasa, który zdążył już na powrót stanąć na baczność. Moje usta musnęły nadzwyczaj delikatnie płatek chłopięcego ucha, gdy dłoń gwałtownie, na kilka centymetrów poderwała głowę do góry, pozwalając mu zaczerpnąć odrobiny powietrza.
Słyszałeś o orgazmach na pograniczu świadomości? – wymruczałem, gwałtowniej wbijając się w wejście Zacka, wzdychając przy tym z rozkoszą. Moje podniecenie sięgało zenitu. – Pokażę ci jak kurewsko wspaniałe jest to uczucie. – Ledwie wypowiedziałem te nieprzyjemnie szorstkie, przeciągające się słowa, a głowa Zacka znów została dociśnięta twarzą do materiału, odbierając mu dostęp do powietrza.
Moje ruchy stały się gwałtowniejsze, głębsze i szybsze, a dłoń na wilgotnym kutasie poruszała się z większą śmiałością, nie robiąc sobie nic z szarpiącego się ciała i mało eleganckich dźwięków wydobywających się zaciśniętego mimowolnym strachem gardła. Moje ruchy nabrały jeszcze większej intensywności, gdy zbliżał się ten moment. Ciało Zacka przestawało stawiać opór, świadomość zaczęła odpływać.
Spuściłem się w momencie, gdy mięśnie chłopaka zaczęły szaleńczo zaciskać się na moim kutasie, przyprawiając mnie samego o szaleństwo. Doszliśmy wspólnie, tak samo intensywnie i gwałtownie. W moment po tym puściłem gwałtownie głowę Zacka, opierając się na przedramionach. Uśmiechałem się zdawkowo słysząc jak szaleńczo i rozpaczliwie nabiera powietrza. Wysunąłem się z chłopaka powoli, opadając na plecy tuż obok niego. Niewiele myśląc, drogą tradycji sięgnąłem po fajka, z ukosa zerkając na wciąż drżące ciało Zacka. Moje palce kierowane własną wolą, przesunęły się delikatnie po linii kręgosłupa. Miałem przed sobą doprawdy piękny widok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pią Sie 04, 2017 4:49 am

Odchyliłem głowę do tylu, opierając ją na wygodnym wezgłowiu dużej wanny. Odetchnąłem głośno i uśmiechnąłem się pod nosem, czując na sobie wzrok Curtisa.
Rozchyliłem powieki i odwzajemniłem spojrzenie kątem oka.
Czułem jak w ciepłej wodzie wszystko w moim ciele z powrotem wraca do normy. Nie wstrząsały mną dreszcze, a jak się okazało – gnat w dupie wydawał się nie zrobić mi żadnej krzywdy.
 – Wiesz, że to, co zrobiliśmy było zajebiście pojebane, Curtis? – zaśmiałem się na głos gorzko, nadal zerkając w stronę Daniela.
Zdecydowanie, była to najbardziej posrana rzecz, na którą było nas stać. Tym właśnie się staliśmy, gdy z powrotem zaczęliśmy dzielić ze sobą życie. Na chwilę obecną – znów nie wyobrażałem sobie funkcjonowania bez niego. Daniel zaś potrzebował czasu i doskonale sobie z tego zdawałem sprawę. Miałem zamiar dać mu tyle czasu, ile potrzebował. Było jednak coś, na co już nigdy nie pozwolę.
Nie miałem już zamiaru narazić Daniela na żadne niebezpieczeństwo.
Curtis miał wystarczająco ryzykowny zawód bym jeszcze ja dodatkowo poddawał go próbom, zasłaniał się nim, robił z niego przynętę.
Miałem zamiar zupełnie to wykluczyć z menu.

 – To gdzie dzisiaj mnie zabierzesz? – wymruczałem, układając się jaszcze wygodniej w wannie, pozwalając leniwemu uśmiechowi zabłądzić na swoich ustach.
Wiedziałem, że Daniel doskonale zdawał sobie sprawę z tego, czego mówić już nie musiałem. Miał świadomość tego, że znaczy dla mnie o wiele więcej niż jeszcze te dwa miesiące temu mi się wydawało.


***

Minęła godzina nim zdecydowałem się na to, by wyjść z wanny. Doprowadzenie się do porządku i stanu wyjściowego zajęło mi jeszcze kolejne pół godziny.
W końcu wyglądałem po ludzku i pierwszy raz od bardzo dawna nie byłem jedynie szkieletem w przydużych swetrach i podartych spodniach.
W niespełna parę miesięcy stałem się kimś, kim nawet nie wyobrażałem sobie być podczas najdotkliwszego kryzysu w moim życiu, czyli…tego momentu, gdy pojawił się w moim mieszkaniu Daniel. Pamiętałem tamten dzień tak dobrze, jak gdyby zdarzyło się to wczoraj.

Miałem dwadzieścia jeden lat i choć czułem się jakbym miał dużo więcej – wiedziałem, że jestem na właściwym miejscu.
Brakowało jedynie tego, by Daniel zamieszkał razem ze mną.
Postanowiłem jednak nie poruszać tego tematu…jeszcze przez kilka następnych godzin.

 – Dobrze wyglądasz – powiedziałem na widok gotowego do wyjścia Daniela po czym uśmiechnąłem się delikatnie i podszedłem bliżej do mężczyzny.
Curtis był o głowę wyższy ode mnie, ale to nigdy mi nie przeszkadzało. Nauczyłem się do tego, by nie przywiązywać zbyt dużej wagi do własnego wzrostu. Był on niewielki, ale już nie powodował, że czułem się mniejszy. Czułem się dobrze. Pierwszy raz od dawna i mimo wszelkich przeciwności.

Sięgnąłem dłonią do kołnierza Daniela i zacisnąłem na nim delikatnie dłoń, by dać znać chłopakowi, by się pochylił.
Gdy zaś Curtis znalazł się wreszcie w moim zasięgu – złączyłem swoje usta z tymi jego w długim, czułym pocałunku.

***

Zjechaliśmy windą na sam dół, a tam Daniel skierował swoje kroki w kierunku wejścia do garażu.
Powstrzymałem go.
 – Zaparkowałem samochód sto metrów stąd – poinformowałem chłopaka. Ten zaś spojrzał na mnie nierozumiejącym wzrokiem. – No co? – wzruszyłem ramionami, patrząc na niego w podobny sposób, nieco także oburzony. – Chodź – syknąłem ponaglająco, przewracając oczyma i ruszając w tamtą stronę. – Jak na schizofrenika jestem zajebistym kierowcą.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pią Wrz 15, 2017 10:34 pm

Zack wszedł do wanny, ja zaś poświęciłem ten czas na golenie twarzy, o którą przez ostatnie dni nie dbałem zbyt szczególnie. W którymś z momentów przerwałem swoją czynność, by zawiesić spojrzenie na chłopaku. Był po szyję w wodzie, głowę opierał o wannę, a oczy miał przymknięte. Wyglądał niezwykle spokojnie i było w tym widoku coś, co nie pozwalało mi oderwać oczu. Posłałem chłopakowi lekki uśmiech, gdy błękitne oczy leniwie wyłoniły się spod jego powiek, a w chwilę po tym parsknąłem niezbyt dyskretnie, gdy do mych uszu dotarło jego spostrzeżenie. Wróciłem do operowania maszynką, tym samym skupiając się na własnym odbiciu.
I podobało ci się – zauważyłem w odpowiedzi, uśmiechając się lekko pod nosem. Wiedziałem, że nie zdobyłby się na zaprzeczanie. Bo i po co miałby to robić? Nie musieliśmy karmić się kłamstwami w tak oczywistych kwestiach. Obydwaj jesteśmy pojebani, to co robimy nie może więc ubierać się w normalność. Ale czy ta naszej dwójce kiedykolwiek towarzyszyła? Prędzej czy później musiała opuścić również tę sferę. Byłem usatysfakcjonowany tym, że stało się to wcześniej.
Obmyłem twarz kończąc pozbywanie się z niej zbędnego owłosienia, po czym znów zawiesiłem wzrok na szatynie. Uniosłem delikatnie brwi, kręcąc z niedowierzaniem głową. Zack był niemożliwy w swym rozpieszczeniu, które w pełni świadomie, masochistycznie pogłębiałem, gdy tylko miałem okazję.
Mam pewien pomysł – odparłem, nachylając się jeszcze nad twarzą chłopaka, by złożyć na wilgotnych ustach krótki pocałunek. Obdarowując go ostatnim, zdawkowym uśmiechem, opuściłem łazienkę.

Spoglądając na zegarek i przywdziewając bladoszarą koszulę na czarne, proste spodnie, wykręciłem numer Luisa. Krzątając się po kuchni w poszukiwaniu interesującej mnie rzeczy, wsłuchałem się w krótki, pojedynczy sygnał.
– Co się stało? – usłyszałem już po krótkiej chwili. Mogłem domyślić się, że chłopak z góry założy zaistnienie jakiegoś nieprzewidzianego i złego w skutkach zdarzenia. Po co innego miałbym przecież do niego dzwonić? Nie robiłem tego dopóki czegoś nie potrzebowałem, lub coś było nie tak. Przez ostatnie dwa miesiące nie robiłem naprawdę nic niepotrzebnego, prawie wszystko robił za mnie blondyn. Wyglądało to tak, jakby przywykł do swojej roli. Nie próbował nawet się z nią nie zgadzać. Nigdy nie zastanawiałem się właściwie skąd brało się to podejście, bo i zawsze sądziłem, że za tak uległym zachowaniem stoi wierność w stosunku do Drake'a. Tylko czy ktokolwiek robiłby tak wiele jedynie z poczucia obowiązku?
Gdzie są tabletki? – zapytałem krótko, bowiem w tym właśnie celu dzwoniłem do chłopaka. Leków również nie brałem sam. Luis miał rozpiskę, co, kiedy, ile razy dziennie i w jakiej ilości. Wszystko kontrolował, a ja po prostu łykałem to co mi dawał.
– Co? – Zaskoczenie w głosie chłopaka nie mogło mnie dziwić. Nie była to codzienna sytuacja. – Będę za pół godziny i ci dam.
Za pół godziny nie będzie mnie w domu.
Przez chwilę panowała między nami dziwna, przeciągająca się cisza. Luis najwidoczniej musiał przetrawić sytuację, w której się znalazł. Prawdopodobnie rozważał, czy powinien bardziej się martwić, czy cieszyć, że staję na nogi. Albo zastanawiał się, czy nie chcę przypadkiem tych tabletek po prostu połknąć i zapić ulubionym trunkiem. Nie, Luis znał mnie zbyt dobrze, by podejrzewać o próby samobójcze. Właśnie. Znał mnie zbyt dobrze. Doskonale wiedział, że tylko jedna osoba byłaby w stanie postawić mnie na nogi w ciągu jednego dnia. Stąd wzięło się jego milczenie.
– Szafka nad umywalką, bordowe pudełko. Masz tam kartkę z dawkami. – Jego ton był zupełnie normalny. Nigdy nad tym nie rozmyślałem ale... Luis bywał naprawdę ciężki do rozgryzienia.
Dzięki.
– Baw się dobrze. – Po tych słowach Corrington się rozłączył, ja zaś zażyłem leki, poświęcając wcześniej z piętnaście minut na rozpracowanie co jest czym i co tak właściwie powinienem wziąć. Było tego zbyt dużo.

Na koszulę z wysokim kołnierzem, który skutecznie zakrywał rozległą bliznę na szyi, zarzuciłem jeszcze czarną marynarkę i tak przyszykowany czekałem w salonie na Zacka. Ładny głos dał znać, że nie jestem już sam, a słowa chłopaka przyprawiły mnie o powątpiewający uśmiech. Pomimo doprowadzenia się do względnego porządku wciąż wyglądałem fatalnie, nie było co do tego wątpliwości. Przy tym zackowa próba zaprzeczenia rzeczywistości była całkiem urocza.
Nie oponując, za sprawą subtelnego pociągnięcia szatyna, nachyliłem się, by pozwolić naszym wargom na jeszcze jedno zbliżenie. Miałem wrażenie, że te pełne czułości, przypadkowe pocałunki towarzyszyć nam będą jeszcze długo.
Gdy już uznaliśmy, że dość czułości, mogliśmy zjechać na parking, gdzie zupełnie machinalnie zacząłem kierować kroki ku jednemu ze swoich aut. Bałem się prowadzić. Mój wzrok pozostawiał wiele do życzenia i o ile to jeszcze nie stanowiło wielkiego problemu, tak świadomość tego, że w każdej chwili mogę go stracić, niepokoił. To nie zdarzało się często, lecz bywały sytuacje, w których na kilka krótkich chwil przestawałem widzieć cokolwiek. Wiązało się to zazwyczaj z atakami paniki, jednakże... Cóż, nie powinienem siedzieć za kółkiem przy swojej obecnej kondycji. Obwieszczenie Zacka więc, choć przyprawiło mnie o nielekkie zaskoczenie, przyniosło również swego rodzaju ulgę. Zaśmiałem się krótko, podążając bez sprzeciwów za chłopakiem. Nim zająłem zaszczytne miejsce pasażera, z uznaniem zmierzyłem wzrokiem nowe auto chłopaka, obchodząc je przy tym dookoła i zaglądając w każdy możliwy zakątek wewnątrz. Lubiłem dobre auta i lubiłem fakt, że mój facet jest schizofrenikiem z dobrym gustem. Gdzieś na dnie podświadomości przemknęło pytanie, w jakim stopniu moja rola w tamtej grze przyczyniła się do kupna tego auta. Do zarobienia pieniędzy dzięki którym je miał. Do utwardzenia pozycji, z której po te pieniądze sięgał. Niewygodną myśl zdusiłem w zarodku.
Gdy już wsiedliśmy, podałem Zackowi adres restauracji, do której mieliśmy się udać. Było to całkiem znane, drogie lokum, które zazwyczaj wymagało rezerwacji z dużym wyprzedzeniem. Całe szczęście takie regulacje w wielu miejscach mej osoby nie dotyczyły. Jak się okazywało, każda znajomość mogła się kiedyś przydać.
Dostaliśmy stolik przy oknie, w lekko wyludnionej części sali. Nie zdarzyło nam się jeszcze odwiedzić wspólnie podobnego miejsca, bo i nie było tajemnicą, że nie przepadam za sztywnymi regułami, pozbawionymi atmosfery miejscami bez żadnej skazy i... Takie miejsca po prostu nie były w moim guście. Ale ten dzień pod wieloma względami odbiegał od mojej codzienności, szkoda byłoby więc tego dalej nie pociągnąć.
Zamawiając na początek butelkę ulubionego wina Zacka, przyjąłem od kelnera jedną z kart. To na niej skupiłem większość swojej uwagi. Czułem, że chłopak chce mi zadać jeszcze kilka pytań, czekałem więc aż się na to zdobędzie. Równie dobrze mogłem się mylić, jednak... Nie sądziłem by tak właśnie było. To był nasz moment. Łudziłem się, że ten dzień będzie początkiem czegoś nowego. Przełamaniem pasma nieszczęść, choć na chwilę. Mogliśmy spokojnie porozmawiać, zapomnieć o wszystkim co stało między nami. Te rzeczy powoli odchodziły na dalszy plan. Dziś byliśmy tylko dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Wrz 24, 2017 3:20 am

Droga, którą mieliśmy przebyć, by dostać się do celu nie była długa jednak mimo tego faktu, moje rozmyślania zabrnęły daleko. Podczas drogi samochodem niemalże nie słyszałem zupełnie piosenki Keshy dobiegającej z głośników.
Byłem pogrążony w rozważaniach.
Czego ów dotyczyły?
Jak zwykle – tego, którego zazwyczaj najwięcej było w mojej głowie i tego, który sprawił, że zupełnie dla niego straciłem głowę. Być może brzmiało to niemożliwie ckliwie, nawet zbyt bardzo jak na mnie, ale…to było długich kilka lat. Oczywiście nie tak bardzo długich, jak te dwadzieścia jeden lat, przez które chodziłem po ziemi (bo tych czas trwania momentami nużył mnie nie do wytrzymania), ale również nie należały do najkrótszych. Nie mam zresztą na myśli faktu, jak wiele się wydarzyło przez ten czas, ale to, jak wiele prób musiałem przejść nim zrozumiałem, gdzie tak naprawdę kończy się rzeczywistość.

Nie do końca jeszcze mogłem powiedzieć, że z całą pewnością pokonałem swoją wędrówkę i jaki może ewentualnie mieć dalszy przebieg, gdy już uda mi się odpocząć chwilę. Wiedziałem, że teraz moją rolą jest być z Danielem, co w pewnym stopniu może się wydać wszystkim kuriozalne w swej istocie. Ja sam wcale tak nie uważam. Mimo, że Daniel do tej pory był ze mną, a nie ja z nim – byłem zdolny do tego, by choć na chwilę stać się tym, kim zawsze wydawał się być dla mnie Curtis. A był nikim innym jak wsparciem, opiekunem, przyjacielem…domem. Nie wyobrażałem sobie bez niego życia i chciałem wierzyć w to, że i on sobie nie potrafi tego samego wyobrazić z kolei beze mnie.
Wierzyłem również w to, że potrafię go wspierać, opiekować się nim i być czymś, czego potrzebuje w tej chwili. Po tym wszystkim, do czego się przyczyniłem.

Dojechaliśmy na miejsce, które się okazało być jednym z tych wypchanych po brzegi popularnych, drogich miejsc dla snobów, czyli obecnie – dla mnie również. Uznałem, że mógłbym do tego przywyknąć. Nie teraz, ale kiedyś na pewno.

Zajęliśmy miejsce przy naszym stoliku, w moje ręce została wręczona karta, a w drodze było moje ulubione wino. Daniel ustawił to całkiem nieźle chociaż wiedziałem, że nie czuje się w takich miejscach najswobodniej. Teraz musiało mu być jeszcze trudniej.
  – Jak się czujesz? – spytałem, nie odrywając wzroku od karty. Było tu pare interesujących pozycji, na które miałem szczególną ochotę…
Miałem wiele do powiedzenia Danielowi, ale jeszcze więcej rzeczy wymagało wyjaśnienia z jego strony. Miałem wiele pytań, które mógłbym mu zadać jedno po drugim, zaczynając od tego, co za wypadek miał na myśli tamtego dnia dwa miesiące temu Drake? Jakie leki bierze? Czy ma zamiar wrócić ze mną do Los Angeles?
Chciałem wiedzieć to wszystko. Nie wiedziałem tak naprawdę na czym stoję i jak wiele Curtis ukrywał przede mną.
Zamiast jednak zalać chłopaka falą pytań, zacząłem się zastanawiać czy Daniel wie o mnie już na tyle duży, by nie mieć nigdy żadnych pytań.

Podniosłem na mężczyznę spojrzenie niebieskich oczu, a gdy te spotkały się na swojej drodze z tym Curtisa – uśmiechnąłem się delikatnie.
  – Pamiętasz jak umarłem? – spytałem w końcu, sięgając następnie po świeżo napełniony winem kieliszek. Moje usta nadal wykrzywiały się w słabym grymasie wesołości, gdy przysłoniłem do nich brzeg naczynia. Upiłem nieco wina po czym odstawiłem kieliszek na miejsce.
Po uśmiechu nie było śladu.
  – Wiesz… – zacząłem, krzywiąc brwi w zamyśleniu. – …w pewnym momencie zamarzyłem o tym, by nie żyć. – Mój wzrok nadal nie odrywał się od wychudzonej, bladej, ale nadal przystojnej twarzy Curtisa. – Ale… – Na moje usta powrócił niepewny uśmiech. Rozmyśliłem się. Nie miałem ochoty mówić o tym, jak dobrze się czułem na myśl o końcu. – Ale nie chciałem cię zostawić. I przepraszam, że próbowałem umrzeć. To totalnie nieuprzejme. – Ponownie sięgnąłem po kieliszek.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   

Powrót do góry Go down
 
I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 15 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: