IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pią Paź 14, 2016 9:02 pm

Nie miałem pojęcia czy to, co powiedziałem było tylko nieodpowiedzialne czy też skrajnie idiotyczne i nad wyraz lekkomyślne z mojej strony.
Nadal jednak głupio ufałem temu pozbawionemu kontroli nad sobą blisko stukilowemu workowi mięsa. Daniel nie robił tego pierwszy raz, wiedziałem także, że bierze leki i powoli z czasem stanie się zrównoważony.
Poza tym – wierzyłem, że gdy tylko z Curtisem zacznie się coś dziać, od razu zareagujemy.
Pod tymi tylko warunkami, które sobie wymyśliłem, nie miałem zamiaru odwoływać swoich własnych słów. Chciałem, żeby Curtis zrobił ze mną wszystko, co tylko zechciał. Po części miałem mu także nadzieję wynagrodzić jakoś to co się stało, a najlepszym początkiem do tego będzie przyjęcie jego warunków gry… w łóżku.

Dłoń Daniela krążyła wokół mojego karku i szyi, nie czyniąc mi żadnej krzywdy. Ja jednak z jakiegoś powodu ledwo panowałem nad drżeniem i przyśpieszonym oddechem. Nie zdołałem już znieść nijak odruchu gęsiej skórki, która wraz z przyjemnym dreszczem – pojawiła się.
Kochałem przemoc. Oglądanie jej sprawiało mi pewną niezdrową przyjemność i choć sam starałem się nie posuwać do rękoczynów – wiedziałem, że to także przypadłoby mi do gustu. Nie wiedziałem czy jest to już to stadium zwane sadyzmem, ale gdybym miał jakkolwiek siebie określić w celu  usytuowania siebie, w którymś miejscu – nazwałbym siebie samego sadystą.
Daniel z kolei był rasowym przykładem tego, z czym się niejako utożsamiałem.
Nie miałem pojęcia czy uda mi się czerpać przyjemność z trwania w tej łóżkowej relacji z Danielem, która jasno określała moją rolę jako uległą. Nie wiedziałam także czy tego właśnie oczekuje ode mnie Curtis. Nie istniał jednak żaden inny sposób na to, by się wszystkiego dowiedzieć niż raz spróbować zagrać według nieco innych zasad.

Daniel się odezwał swoim niemożliwie pociągającym głosem, którego oddziaływania na siebie do tej pory nie odczuwałem aż tak. Możliwe, że to była wszystko wina nowej barwy, nieco bardziej szorstkiej, ale o wiele bardziej interesującej.
Kochałem w Danielu… tak wiele drobnych rzeczy, których nie potrafiłem nazwać.
Jedną z nich na pewno musiał być jego cholerny głos, jego usta, jego oczy i cała jego pieprzona twarz. Nie miałem pojęcia, jakim cudem wcześniej nie potrafiłem sobie tego uświadomić.
Zaledwie kilka lat wcześniej.

Daniel wyraźnie stwardniał po tych rażąco lekkomyślnych słowach, które opuściły moje usta. Jego męskość obecnie napierała na miejsce pomiędzy moimi pośladkami.
Przyłapałem się na wzmagającej się coraz bardziej ekscytacji, gdy tylko przed oczyma stanęła mi wizja tego, że znowu będę z Danielem w ten konkretny sposób.
Pragnąłem go całym ciałem, rozchylając chętnie wargi, gdy tylko te Curtisa znalazły się nieopodal. Mój oddech mimo wszystko stał się o wiele mniej spokojny, ciężki raczej i nierówny.

Nie zdążyłem pomyśleć już niczego więcej, bo gwałtownie dłoń mężczyzny zamknęła się na mojej szyi, przyszpilając mnie do własnego łózka tylko i wyłącznie za pomocą impetu z jakim zacisnął swoje palce na mojej szyi.
Jęknąłem coś przeciągle, próbowałem łapać powietrze, parę razy wierzgnąłem nogami nim zrozumiałem, że to nic  mi nie da.
Moje dłonie podążyły do przegubu ręki Daniela, tej samej, która mnie trzymała boleśnie przy materacu, by się jej chwycić i nie próbować jednak odsuwać od siebie.
Znów głośno spróbowałem zaczerpnąć powietrza, co się okazało tylko daremnym wysiłkiem.

Moje usta zostały zmiażdżone przez te Curtisa w brutalnym nieco pocałunku, którego nie udało mi się odwzajemnić z zaangażowaniem równym temu, które okazywałem, gdy nie byłem duszony.
Charknąłem nieco w zaskoczeniu nagłym rozsunięciem moich nóg przez  chłopaka, między które to wsunął swoje kolano, naciskając drażniąco na boleśnie nabrzmiały członek.
I naprawdę nie chciałem mdleć, ale w następnej już chwili przed oczyma zatańczyły mi mroczki, które znacznie przysłoniły mi obraz.
Niemal pewien byłem tego, że już zemdlałem, gdy wtem zdolność oddychania pojawiła się, a uścisk na szyi zniknął.
Raptownie począłem kaszleć, czerpać powietrze wielkimi haustami. W oczach miałem łzy, które pojawiły się tam mimo mojej woli.
Moja dłoń podążyła do szyi, by upewnić się, ze wszystko z nią w porządku. Wówczas uniosłem się także na łokciach. Cud, że akurat nie miałem wobec podobnego traktowania ataku astmy.

Słowa Daniela były przepełnione kpiną, a gest, którym mnie uraczył – wywołał na mojej twarzy wyraz najwyższego braku zrozumienia. Byłem zdezorientowany.
Nadal dochodziłem do siebie, gdy Daniel wstał z łózka i podążył do szafki, której to jedną z szuflad otworzył i wyjął z niej jakiś przedmiot.
Po chwili przekonałem się jak bardzo czasami ten skurwiel potrafi mnie zaskoczyć.

Widząc w dłoni Daniela odbezpieczony pistolet – wszelkie moje zmysły zaostrzyły się, a ja znalazłem się w pełnej gotowości do jakiegokolwiek działania zaś ograniczenie ubrań dla mojej naglącej potrzeby stało się jeszcze bardziej niemożliwe do zniesienia.
Nie odsunąłem się, gdy Daniel usiadł obok mnie wraz z pistoletem trzymanym nadal w dłoni. Nie drgnąłem także, gdy niebezpieczny, śmiercionośny przedmiot został przysłonięty do moich ust. Zimna lufa w zetknięciu z rozgrzanymi wargami wydała się znacznie bardziej obecna. Jej widok jednak nie wzbudzał we mnie strachu.
Cokolwiek, do czego dążył obecnie Daniel było bardziej niż popierdolone.

Nie myliłem się. Gdy tylko usłyszałem polecenie niecierpiące sprzeciwu, na moje usta wpłynął lekki grymas rozbawienia. Mój wzrok nadal spoczywał na ciemnych oczach partnera, ale po chwili swoją uwagą zaszczyciłem broń przytkniętą do moich ust.
Wizja tego, że miałem to zrobić wydawała mi się szaleństwem ponad moje możliwości, jakimś chorym udziwnieniem zabawy czyimś życiem. Mimo to jednak… nadal nie byłem przeciwny temu, by spełnić polecenie z zaangażowaniem.

Wysunąłem powoli język na spotkanie z lufą pistoletu. Przesunąłem po ów wzdłuż jego długości, podnosząc wzrok na Daniela, gdy doszedłem do końcówki, którą trąciłem wargami i posmakowałem spust wnikliwym językiem. W następnym momencie ująłem lufę pomiędzy wargi i powolnymi ruchami wpychałem ją głębiej na zmianę z ograniczaniem zasięgu broni w moich ustach.  
Erekcja stała się jeszcze bardziej bolesna, gdy i oddychanie przychodziło mi z trudem, a całe usta zajmował mi pistolet.
Strużka śliny spłynęła kącikiem moich ust. Nie zwróciłem na to szczególnej uwagi, zbyt zajęty myślami o jednym i tym samym.
Mój wzrok stał się niemal błagalny, zaszklony nieco i pełen ochoty, gdy spotykał się z tym Daniela. Moja skóra paliła i było mi gorąco. Pewien, że moja twarz zrobiła się jeszcze bardziej czerwona, ujawniając moją prawdziwą, nieco żałosną zależną naturę  – automatycznie straciłem tchu.
Ta zabawa była moją zgubą, ale nieoczekiwanie poczęła wywoływać we mnie o wiele za dużo afektu, czego się nie spodziewałem w swoich najbardziej posranych fantazjach.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Lis 21, 2016 11:45 pm

Nie wiedział, co się dzieje. Jeśli Zachary Petterson posiadał w sobie jeszcze choćby namiastkę niewinności, to właśnie teraz wylewała się ona na wierzch. Choć przez wszystkie lata, które spędziliśmy razem, nauczyłem się jak czytać z jego twarzy, ruchów, gestów i pojedynczych drgnięć, nigdy nie robiłem tego tak doskonale jak teraz. Świadomie, czy nieświadomie, zrzucił z siebie wszystkie warstwy, kryjące dotąd te zakątki jego człowieczeństwa, na ogół niedostępne dla świata. Być może nawet sam Zack nie do końca był świadom ich istnienia. A może nie chciał dopuszczać ich do siebie, bo jak ktoś jego pokroju mógłby zaakceptować strony swego bytu, ukazujące tak wiele słabości? Tak boleśnie niepasujące do tego, co widzi cały świat. Nie budził strachu, ani szacunku. W tym jednym momencie był niewinnym dzieckiem, nie do końca świadomym tego, co może go czekać. Zdezorientowanym chłopcem, zdanym na łaskę drugiego człowieka. Ta strona Zacka, która nagle zaczęła się ujawniać, uderzyła we mnie z siłą, której nie mogłem się spodziewać. Świadomość tego jak kruchy się stał, tego jak wiele leży w moich rękach, tego, co mogę zrobić, tego, że jego bezpieczeństwo w pełni leży w moich rękach, podniecała mnie do granic. Gdzieś na dnie mojej podświadomości wyraźnie słyszałem głos, przypominający mi o tym, że nikt nigdy nie będzie w stanie ujrzeć Zacharego Pettersona w takim wydaniu. Tylko ja mam do tego prawo i tylko mi, wbrew wszystkiemu, ufa na tyle, by odsłonić się do tego stopnia. Uczucie, które temu towarzyszyło, nie było czymś możliwym do opisania. Wiem z pewnością, że nigdy jeszcze go nie doświadczyłem. Niemal fizycznie czułem jak moje oczy zachodzą mgłą. W kilka chwil przestałem egzystować na tym zbyt monotonnym, ponurym świecie, przestałem czuć jak człowiek, a świadomość zdawała się oderwać od świata rzeczywistego, na rzecz innego, w którym bardzo łatwo można się zatracić. Czułem się jak po solidnej dawce dragów. Przestałem myśleć. Wszystkim, co ogarnęło mój umysł, były żywe odczucia, fizyczność, adrenalina, podniecenie. Pozwoliłem sobie zatracić się w gorącym morzu emocji i elektryzujących bodźców.
Pozwalałem gorącemu powietrzu ulatywać boleśnie powolnie spomiędzy mych rozchylonych warg, gdy niczym zahipnotyzowany patrzyłem z góry na chłopaka. Spod półprzymkniętych powiek, rozpalonym wzrokiem obserwowałem jak jego język śmielej, niż mogłem przypuszczać, wychodzi na spotkanie z lufą pistoletu. Z mojego gardła wydobyło się zduszone mruknięcie pełne aprobaty, gdy wilgotny język Zacka z rozkoszą błądził po chłodnej stali, owijając się wokół niej z zaskakującą wprawą. Moja dłoń automatycznie, sam nie wiem kiedy, wplotła się w długie kosmyki, zaciskając na nich władczo wszystkie palce. Chłopięca głowa pod wpływem nacisku musiała się odchylić, lufa jednak miast wysunąć się z różowych ust, za sprawą nacisku, wsunęła się jeszcze głębiej. Niecierpliwie oblizałem przeschnięte usta, z zachłannością obserwując Zacka, gdy moja dłoń powoli sama zaczęła wykonywać ruchy w przód i z powrotem, narzucając coraz żwawsze tempo. Mój kciuk powoli przesunął się po spuście. Dosłownie trzymałem jego życie w swoich rękach. Wystarczyło pociągnięcie.
Wizja, która nawiedziła moją głowę, w tym momencie nie wydała się nawet w połowie tak głęboko niepokojąca, jaką w rzeczywistości była. Mógłbym przyrzec, że przez kilka sekund naprawdę miałem przed oczami obraz roztrzaskanej głowy Zacka i krew w zadziwiająco piękny sposób rozpryskującą się na ściany, brudząc pościel, brudząc Zacka, brudząc mnie. Moja dłoń zadrżała w momencie, w którym obraz zniknął. Warknąwszy krótko, szarpnąłem jasne włosy, gwałtownie odciągając rozpaloną twarz od pistoletu.
Z nienaturalnie, szaleńczo bijącym sercem, głaszcząc zimną stalą zarumieniony policzek Zacka, szybko przemieściłem się tak, by me usta znalazły się przy jego ustach. Nieświadomie zaciskając palce mocniej na jego włosach, wypuszczając głośno powietrze ze swego gardła, powoli zlizałem cienką stróżkę śliny, spływającą po jego brodzie. Gdy dotarłem do wilgotnych, nabrzmiałych warg, wpiłem się w nie niedelikatnie, aż poczułem w ustach metaliczny smak krwi. Dopiero wtedy uświadomiłem sobie, jak moje zęby mocno wbiły się w miękką skórę. Mimo tego, kontynuowałem namiętny pocałunek, a moje ręce kierowane własną wolą poczęły zrywać z Zacka ubrania. Ja go nie rozbierałem. Byłem gotów rozszarpać każdy skrawek materiału, który śmiał stać mi teraz na przeszkodzie. I robiłem to, aż zgrabne ciało nie leżało przede mną w pełni swej okazałości. Oderwałem się od gorących ust, podnosząc się do klęczek, by móc objąć wzrokiem cały majestat swego partnera. Na moje usta wkradł się tłumiony, krzywy uśmiech, a oczy, gdyby tylko mogły pomieścić jeszcze więcej pożądania, zajęłyby się żywym ogniem.
Pospiesznie zrzuciłem z siebie własną koszulkę, ostatecznie zawieszając spojrzenie na twarzy Zacka. Mój uśmiech pogłębił się niekontrolowanie, gdy tylko ujrzałem te wszystkie emocje odbijające się na przystojnym obliczu.
Wolniej niż dotąd, począłem nachylać się nad chłopakiem. Zawisłem nad nim, trwając w niezachwianej ciszy, zakłócanej jedynie przez nasze opętańczo szybkie oddechy. Moje zęby z wyjątkowym spokojem zacisnęły się boleśnie na odsłoniętym karku, podczas, gdy jedna z dłoni poczęła sunąć wzdłuż przedramienia Zacka. Objąwszy na końcu wątły nadgarstek, pokierowała go nad chłopięcą głowę, po chwili dołączając do niego drugi. Usta nieustannie krążące po szyi i obojczykach ni pozwalały Zackowi w skupieniu się na pobocznych rzeczach, tym samym trudno z pewnością było mu się zorientować, kiedy szczupłe nadgarstki uwięzione zostały w ciasnych kleszczach kajdanek, przełożonych przez nieprzypadkową instalację na ścianie.
Odsunąłem się powoli, nieco nieobecnym wzrokiem oceniając swoje dzieło. Z jakimś zamyśleniem przyłożyłem lufę do urokliwie zaczerwienionych ust, powoli zjeżdżając nią niżej. Gładziłem zupełnie niespiesznie jasną skórę szyi, zarysowywałem obojczyki, liczyłem odznaczające się żebra, okrążyłem pępek. Powoli, ledwie wyczuwalnie, stal przesunęła się wzdłuż widocznego, silnego wzwodu. Mój wzrok uparcie podążał za dłonią. Sekundy się przeciągały, a ja powoli doprowadzałem się do autodestrukcji. Tortura, którą serwowałem Zackowi działała na mnie niemniej niż na niego. Bolesny ucisk w spodniach coraz mocniej dawał o sobie znać.
I nagle w pomieszczeniu rozległ się głośny dźwięk wystrzału. W tym momencie mój wzrok tkwił głęboko w twarzy Zacka, dopatrując się jego reakcji.
Nabój utknął w ścianie, czyli dokładnie tam, gdzie celowałem. Moje usta wykrzywił nieprzyjemny, złowróżbny uśmiech.
Nie myślałeś chyba, że jest nienabity? – wymruczałem zupełnie niewzruszonym tonem, zjeżdżając bronią pomiędzy rozpalone uda, zupełnie jakby nic się nie stało. Przy pomocy pistoletu rozsunąłem zgrabne nogi, powolnie zbliżając pistolet do odsłoniętego wejścia chłopaka. – Skoro pozbyliśmy się wątpliwości… – szeptałem głosem, który równie dobrze mógł należeć do samego diabła. – …może sprawdzimy, co się stanie, gdy wepchnę go w twój nieprzygotowany, ciasny tyłek, hm? – Uśmiechnąłem się niemal uprzejmie, w zastanowieniu przechylając głowę.
Nie mógł wiedzieć na ile nad sobą panuję, na ile nie. Nie mógł wiedzieć jak wpłynął na mnie czas spędzony z Jeydenem. Nie mógł wiedzieć, czy faktycznie przyjmuję leki. Nie mógł wiedzieć, jak działa na mnie niezachwiane poczucie władzy, świadomość, że nie może nic z tym zrobić. Nie mógł wiedzieć, czego się spodziewać. I nie mógł już uciec, ani się wycofać. Był unieruchomiony. Mógł jedynie podziwiać obłęd tańczący w czarnych tęczówkach, które wkradały się bezczelnie w głąb jego duszy. I myśleć, jak wielkiego kalibru błąd mógł popełnić kilkanaście minut temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Gru 04, 2016 12:00 am

Nie mogłem powstrzymać bezustannego podrygiwania ciała wywołanego strachem, który podniecał mnie do stopnia, w którym nie rozpoznawałem samego siebie.
W momencie, gdy moje nadgarstki powędrowały do góry i niespodziewanie zakute zostały w zimny metal – limit mojej pewności siebie zupełnie się wyczerpał. Jęknąłem cicho w mało przekonywującym proteście i lekko szarpnąłem uwięzionymi kończynami. Daniel nie miał zupełnie dla mnie litości.

Rozchyliłem delikatnie usta, gdy Curtis przysłonił lufę do moich ust. Kolejna fala spazmów podniecenia wymieszanego ze strachem, wprawiających moje ciało w drżenie przeszła je od kręgosłupa aż po czubki palców u stóp. Daniel rozpoczął wędrówkę zimnego metalu po mojej skórze od ust. Sunął śmiercionośnym narzędziem wzdłuż mojego ciała, docierając do mojego członka. Mój oddech zdecydowanie przyspieszył, gdy mężczyzna przesunął swoją nietypową seks-zabawką po mojej erekcji.

Drgnąłem zaskoczony, gdy pistolet wystrzelił ponad moją głową, nie czyniąc mi żadnej krzywdy, ale manifestując swoje możliwości. Na mojej twarzy odbił się widoczny cień strachu i zdezorientowania. Zaszczyciłem tym widokiem spojrzenie Daniela, które z pewnością doszukiwało się reakcji tam gdzie kierował swoją uwagę Curtis. Znalazł tam zatem dokładnie to, czego oczekiwał – uzasadnione w pełni przerażenie.

Na pytanie Daniela nie odpowiedziałem ani słowem. Zamiast tego posłusznie i niemal machinalnie rozsunąłem nogi, swój wzrok kierując w bok, zbyt świadomy niebezpieczeństwa.
Bałem się co wyniknie z tego, jakim zaufaniem go obdarzyłem i wobec czego zdecydowałem się to zrobić. Była to czysta postać szaleństwa, lekkomyślność i głupota. Narażałem siebie i polegałem na kimś, kto kilkukrotnie moje życie wystawił na pewne niebezpieczeństwo. Byłem albo bardzo głupi, albo uzależniony od ciągłego poczucia zagrożenia. Adrenalina, ból, kontrola i przerażenie sprawiały, że czułem się bardziej żywy niż kiedykolwiek, a zaś oglądanie tej zdziczałej wersji Daniela, której fragmenty przemykały mi czasami przed oczyma sprawiało, że...pragnąłem odkryć tej odsłony mężczyzny więcej.
Chciałem by kazał mi robić rzeczy, których nigdy bym nie zrobił i dążyłem do tego, by sprawił mi jak największy fizyczny ból. Dzięki temu zadowoliłbym Daniela i podświadomie wiedziałem także, że i siebie.

Moje ręce zakute w kajdanki ponownie się poruszyły. Ogniwa łańcuchów wydały z siebie metaliczny dźwięk, gdy się ze sobą zderzyły.
Musnąłem nogą biodro Daniela, zjeżdżając pomiędzy jego nogi i prowokująco muskając jego nabrzmiałą wypukłość nadal uwiezioną w spodniach.
Zdobyłem się na zuchwały uśmieszek, który posłałem Danielowi. To była ostatnia rzecz, którą mogłem jeszcze jakoś ratować swój wizerunek w oczach Boga i wszystkich tu zebranych.
Zdecydowanie wolałem nie pokazywać po sobie jak zerową obecnie kontrolę miałem nad sobą i tym, jak moje ciało samo brnie w ten niszczycielski układ.
 – Zrób to…proszę – wyszeptałem sugestywnie, lekko przygryzając po chwili krwawiącą wargę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Lut 14, 2017 2:08 am

Pochłaniałem go rozpalonym wzrokiem, gdzieś na dnie podświadomości tocząc zażartą walkę między niepohamowaną żądzą, a strzępkami rozsądku, które naiwnie śmiały się jeszcze sprzeciwiać. Tymczasem z góry stały na przegranej pozycji i już po kilku sekundach silny dreszcz przeszywający całe me ciało, zabił ich resztki. Nie kontrolując płytkiego oddechu, zmrużyłem delikatnie oczy czując na swym boleśnie stojącym kutasie, palący dotyk. Z mego gardła wydobył się pomruk pełen aprobaty, podczas, gdy usta powoli wykrzywiały się w podłym uśmiechu, dopełniając nienagannie całe szaleństwo tańczące w ciemnych, częściowo skrytych za zasłoną gęstych rzęs, tęczówkach.
Zamiast zaśmiać się w reakcji na rozczulające próby, których chłopak podjął się, by jakkolwiek ratować swoją dumę i próbować zaświadczyć o choć minimalnej kontroli, pozwoliłem kącikom swych ust delikatnie opaść. Uśmiech tym samym zelżał, paradoksalnie przybierając jeszcze bardziej szaleńczy wyraz. Mój umysł przysłoniły uczucia, których nie potrafiłem nazwać. Moje ciało kierowało się własnymi prawami, mój wzrok pochłaniał chłopaka, jakby był jedynym co pozostało i co mogło się liczyć we wszechświecie. W jednej chwili stałem się ofiarą niebezpiecznej obsesji, dla której nie blokowałem drogi do swego umysłu w żaden sposób. Nachylając się powoli nad męskim ciałem, czułem jakby moje własne utknęło w innej czasoprzestrzeni, sprawiając, że czas począł wolniej płynąć. Moja świadomość zdawała się zanikać. W sposób tak przyjemny, w jaki nigdy jeszcze się nie odważyła.
Choć me usta zawisły przy uchu chłopaka, żadna riposta się z nich nie wyrwała. Żadna reakcja na bezczelne słowa, na zaczepkę, która miała pomóc mu w zachowaniu dumy. Na posunięcie, które w tym momencie było tak bardzo bezcelowe i niepotrzebne, że wręcz prosiło się, by pozostawić je bez odzewu. Podczas gdy zimna stal lufy krążyła powolnie, leniwie wokół miękkiej, zachęcająco odsłoniętej dziurki chłopaka, z moich ust wypłynęło tylko jedno słowo. Ciche, drażniące zmysły słowo, otoczone szorstkim głosem, brzmiącym nawet mniej znajomo niż dotąd. Niewinny szept, idący w parze z niosącym ból, bezlitosnym gestem.
Krzycz. – Gdy pojedyncze głoski formowały się w jasny przekaz, zimny materiał, z którego stworzono śmiercionośną broń, nie zważając na jakikolwiek opór, pod wpływem silnego pchnięcia, wdarł się do zupełnie nieprzygotowanego wnętrza, obdarowując je niewyobrażalnym bólem. Przymknąłem z rozkoszą powieki, wydychając głośno powietrze, gdy do mych wrażliwych uszu dotarły pierwsze werbalne oznaki tegoż właśnie bólu.
Mhmmm... – Z upiornym wręcz uśmiechem, zupełnie delikatnie przesunąłem nosem po szyi chłopaka, wgryzając się w nią zaraz z satysfakcjonującą rozkoszą. Dłoń trzymająca spluwę nie ustępowała, walcząc bezlitośnie z oporem stawianym przez nieprzygotowane ciało. Z sekundy na sekundę, lufa zagłębiała się bardziej, sprawiając coraz więcej bólu, rozpychając coraz śmielej ciasne, ciepłe wnętrze.
Nie było odwrotu. Choćby chciał, choćby błagał, choćby flaki sobie wypruł, nie mógł poradzić absolutnie nic na swoje położenie. Choćby się wycofał, choćby krzyczał, choćby jazgotał... Był unieruchomiony, był bezbronny i  wiedział, że sam się o to prosił. I wiedział, że nie ma już ratunku. I wiedział też, że zatraci się w tym bólu tak samo jak wtedy, gdy patrzy na cierpienie innych. Gdy niszczy im życie, gdy rozdziera psychicznie i fizycznie zarazem. Gdy zrównuje z poziomem tak podłym, że niezdolnym, by go nazwać. Cały ból, którym kochał obarczać innym, kochał również przyjmować w sobie. Byłem o tym przekonany. Wiedziałem to. Adrenalina, która wiązała się z tym rozdzierającym uczuciem w obie strony działała tak samo – kojąco, przyjemnie, odrywając od rzeczywistości.
Zaaaaackie... – wymruczałem z rozkoszą malującą się w opętańczo niepokojącym i drżącym delikatnie głosie. Moje usta przeniosły się na rozchylone wargi chłopaka, a zęby zacisnęły się na jednej z nich, podczas gdy dłoń na dole zrobiła gwałtowny ruch do przodu, wpychając gnata do granic możliwości we wnętrze chłopaka.
Pragnę patrzeć jak twoje wnętrzności przystrajają ten pokój. – Mruczałem, szepcząc te słowa w nieśmiało przystrajające się szkarłatem usta. Nie, nie była to standardowa łóżkowa gadka. I nie, nie było to coś, co mówiłem swoim kochankom. To po prostu były te zakątki mego umysłu, które postanowiły obnażyć się akurat teraz, przed jedyną osobą, przed którą miały prawo. I głosiły prawdę. Zwykłą, niepodsyconą niczym prawdę. Moja dłoń wycofała się, niemal do końca wysuwając spluwę, by w następnej chwili, z dwukrotnie większą siłą wepchnąć ją z powrotem. Zadrżałem, mierząc się z falą podniecenia, która towarzyszyła dźwiękom wydobywającym się z zackowych ust.
Jak mógłbyś mnie powstrzymać? – Gardłowy ton załamał się pod koniec niepokojąco, a spomiędzy wilgotnych warg wydobyło się niewstrzymane parsknięcie. Uniosłem się delikatnie na łokciu, by móc zajrzeć w niebieskie oczęta. Pozwoliłem im w pełni zmierzyć się z mrokiem i niepoczytalnością, idealnie, wyraźnie odbijającą się w czarnych tunelach do mej podświadomości. Moja dłoń wykonywała coraz szybsze i śmielsze ruchy. Wnętrze Zacka wyraźnie zaczęło się przystosowywać do broni, której spust nieustannie znajdował się blisko mego palca. – Błagaj. Błagaj, bym pozwolił ci dojść. I krzycz. Kurwa, kocham, gdy krzyczysz. – Szeptałem, unosząc się na tyle, by móc wolną ręką objąć wilgotnego kutasa Zacka, który krzyczał o więcej uwagi. Och, nie po to, by mógł dojść. Wręcz przeciwnie. Zacisnąłem swą dłoń w sposób, dzięki któremu mogłem powstrzymywać jego spełnienie tak długo, jak tylko zapragnę. Pistolet zaś wprawiłem w szybszy i bardziej gwałtowny ruch. Spod powiek, oblizując zaschnięte wargi i pozwalając powietrzu gwałtownie opuszczać me gardło, zachłannie wpatrywałem się w zackową twarz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Nie Mar 12, 2017 1:13 am

Chciałem się wycofać po raz pierwszy raz w życiu. Chciałem błagać, żeby tego nie robił… jednocześnie ze zniecierpliwieniem oczekując jego następnych posunięć.
I wtedy kazał mu krzyczeć.

Krzycz.
Ból rozdarł moje ciało, gdy zimny metal w rozmiarze, do którego nie byłem przystosowany naparł na moje wejście. Przed oczyma zrobiło mi się ciemno, a z mojego gardła w pierwszej reakcji wydobyło się stłumione zawodzenie, desperacki protest.
Nie miałem zamiaru krzyczeć. Wiedziałem, że to jeszcze nie jest ból, który jest w stanie zmusić mnie do krzyku, złamać mnie i wywlec na światło dzienne prawdę o tym, jak żałośnie potrafię błagać o litość.
Krzycz.
Warknąłem głośno i ponownie szarpnąłem kajdankami, nawet nie zważając na fakt, że mogę sobie tym zrobić większą krzywdę niż zyskać cokolwiek oprócz sprowokowania Daniela do dalszego działania.

Lufa poczęła wsuwać się głębiej, sprawiając mi coraz więcej niewyobrażalnego bólu z każdą kolejną sekundą. Nie mogłem jeszcze krzyczeć, więc zamiast tego skamlałem, czując jak do oczu napływają mi łzy spowodowane brakiem litości ze strony Daniela. Miałem wrażenie, że jakimś cudem sam sprawia, że to, co robi jest dwa razy bardziej bolesne. To byłoby zupełnie w stylu Curtisa.

Nie mogłem wiedzieć jak ogromną przyjemność mężczyzna czerpał z tego, co mi robił. Mogłem jedynie domyślać się, że był obecnie w stanie, w którym czasami go widywałem, gdy porywał go szał i przestawał być sobą. Być może byłem w błędzie. Być może to właśnie był prawdziwy Daniel, a ja dałem mu się schwytać w najbardziej destruktywną pułapkę, jaką tylko można było sobie wyobrazić. Mój los był w rękach szaleńca większego ode mnie, co napawało mnie strachem tak wielkim i obezwładniającym, że nie mogłem powstrzymać drżenia na całym ciele, głośnego oddechu i bardziej niż widocznego podniecenia.
Musiałem być chory poważniej niż sądziłem.

Krzycz.
Z spomiędzy moich ust wydobył się stłumiony wrzask, pełen bólu i rozpaczy. Moje oczy zaszły wilgocią, a zęby po chwili zacisnęły się na wypadek gdyby miało zaboleć jeszcze bardziej, a próby powstrzymywania okazały się jakimś cudem skuteczne.
 – Pojebało mnie… – wysyczałem po chwili, łapiąc łapczywie oddech. Czułem się jakbym za chwilę miał dostać śmiertelnego ataku astmy. Ból zupełnie pozbawił mnie możliwości do zaczerpnięcia oddechu. Każdy najmniejszy ruch mojego ciała posyłał przez nie całe dotkliwe katusze.

Dłoń Daniela wraz z pistoletem tkwiącym wewnątrz mojego ciała cofnęła się nie mniej boleśnie niż weszła na co zareagowałem przeciągłym syknięciem spomiędzy zaciśniętych zębów.
Nie mogłem być bardziej naiwny, mając w tamtej chwili nadzieję na koniec, bo po chwili pistolet niespodziewanie ponownie zagłębił się we mnie, wciśnięty do środka w barbarzyński sposób, dwa razy boleśniej niż poprzednio.

Oddychałem głośno, szybko, zaciskając powieki i szarpiąc za kajdanki. Mój krzyk ucichł, zastąpiony w końcu krótkimi jękami i miarowymi stęknięciami w miarę jak przyzwyczajałem się do tego uczucia – bolesnego i szorstkiego. Inwazyjnego.
W końcu jednak potrafiłem wyraźniej usłyszeć Daniela i zrozumieć, co ten do mnie mówi. Nie podobało mi się to wcale, ale byłoby błędem posyłanie mu drwiącego uśmieszku. Mogłem być tak samo nienormalny jak on, czerpać popieprzoną i absurdalną przyjemność z tego wszystkiego, ale Daniel wciąż był silniejszy. Wciąż był nieprzewidywalny.
Nadal był prawdziwym zagrożeniem.
Dlatego krzyczałem. Tak jak, tego chciał.
Bo rzeczywiście – nie mogłem go powstrzymać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pią Kwi 14, 2017 9:42 pm

Och tak kochany. Z pewnością cię pojebało. Obydwoje doskonale wiemy jak bardzo nie przemyślałeś swoich słów. A teraz... Cóż, nie jesteś w stanie ich cofnąć. Bo spójrzmy prawdzie w oczy. Nawet gdybyś to zrobił, byłbyś w stanie łudzić się chociaż, że przestanę? Człowiek nie odpuszcza takiej okazji, gdy się tak pięknie przed nim rozpościera. Szczególnie człowiek, który ma usprawiedliwienie dla swych czynów. A moim są twoje słowa. Pokażę ci piekło, które pokochasz.
Ze świstem wciągnąłem powietrze, rozciągając wargi w błogim uśmiechu. Moja głowa wypełniała się rozkosznym dźwiękiem krzyków i pisków wymieszanych z jękami Zacka. Gdy myślał, że osiągnąłem granicę, pokazywałem jak daleko jeszcze od niej jesteśmy. Mogłem zrobić  wszystko, czyż można było się dziwić, że wybierałem więcej niż mniej destrukcyjne metody?
Brutalnie przylgnąłem do wilgotnych, nabrzmiałych warg, coraz gwałtowniej posuwając ciasną dziurkę Zacka nabitym pistoletem, którego spust okrutnie kusił, by go nadusić. Wiedziałem, że to pokocha. I pokochał. Jęki, które oddawał w moje usta z chwili na chwilę miały coraz mniej wspólnego z cierpieniem, a więcej z nieokrzesaną przyjemnością. Drobne ciało drżało, rozpływało się od napływającej falami przyjemności. I nic nie powstrzymywałoby go przed wyczekiwanym spełnieniem, gdyby nie dłoń, która wciąż bezlitośnie zaciskała się na, do granic możliwości nabrzmiałym, kutasie.
Czyż nie kazałem ci błagać, kurwo? – wyszeptałem wprost w rozchylone usta, gwałtownie czerpiące z okazji do posilenia się powietrzem, którego przez ostatnie chwile mocno chłopakowi żałowałem. Uśmiechnąłem się bezczelnie, bez trudu odczytując błąkające się w błękitnych oczach uczucia. A było ich tak dużo. Wiedziałem, że znalazł się w takim stanie, w którym zrobi wiele, jeśli nie wszystko, bym tylko pozwolił mu na tę chwilę, tak wyczekiwaną i upragnioną. Chwilę, w której na moment oderwie się od rzeczywistości, doznając uczucia, którego w takim natężeniu nie miał jeszcze okazji doświadczyć. Nieważne jakbym go nie nazwał, nieważne jak upodlił. Wiedziałem, że będzie błagać. A ponieważ jestem człowiekiem, którego słowa są w stanie doprowadzić do szału większego niż czyny, czekałem z niecierpliwością. Wbijając gwałtownie broń do ciepłego wnętrza, przygryzłem zaróżowiony, sterczący sutek. I gdy tylko wahanie minęło, duma została schowana do kieszeni, a z kształtnych ust wydobyły się słowa uniżonego błagania, zaśmiałem się cicho, zaciskając swą dłoń na członku chłopaka w sposób bardziej przez niego pożądany. Czyż minęły choć sekundy, nim trysnął, wyginając się rozkosznie i jęcząc niczym rasowa dziwka? Och, nie sądzę.
Gwałtownie wysunąłem rozgrzaną broń z ciepłego wnętrza chłopaka, odrzucając ją na bok. Patrząc na z trudem dochodzącego do siebie chłopaka spod przymrużonych powiek, uniosłem ubrudzone palce do ust. Nie odrywając przeszywającego spojrzenia od zarumienionej, naznaczonej delikatnymi kropelkami potu twarzy, przejechałem językiem po jednym z palców, na którym widniał efekt zackowego uniesienia.
Jeszcze z tobą nie skończyłem. – Kącik ust wykrzywił się w nieprzyjemnym, szyderczym uśmiechu, a dłonie już w sekundę później silnie zacisnęły się na wąskich biodrach, niedelikatnie przewracając je na drugą stronę. Długie palce bez uprzedzenia zacisnąłem na roztrzepanych włosach, odchylając głowę chłopaka do tyłu. Palce, na które przed chwilą śmiał się spuścić, brutalnie i stanowczo rozwarły gorące wargi, przesuwając się zaraz po mokrym języku. Odpowiednio wyczyszczone już po chwili gościły na moim kutasie by nakierować go na przeorane, obolałe wnętrze Zacka. Bez uprzedzenia, gwałtownym ruchem wbiłem się w niesamowicie rozgrzane wejście, w tej samej chwili okrutnie dociskając twarz chłopaka do poduszki. Moje zęby w chwilę potem zaciskały się na odsłoniętym karku. Biodra falowały mocno, szybko i gwałtownie i nic się nie zmieniło nawet, gdy do mych uszu zaczęło docierać zrozpaczone rzężenie. Dusił się. Oczywiście, że tak. Kochałem, gdy się dusił. Wolną dłoń wsunąłem pod drżące biodra, obejmując nią kutasa, który zdążył już na powrót stanąć na baczność. Moje usta musnęły nadzwyczaj delikatnie płatek chłopięcego ucha, gdy dłoń gwałtownie, na kilka centymetrów poderwała głowę do góry, pozwalając mu zaczerpnąć odrobiny powietrza.
Słyszałeś o orgazmach na pograniczu świadomości? – wymruczałem, gwałtowniej wbijając się w wejście Zacka, wzdychając przy tym z rozkoszą. Moje podniecenie sięgało zenitu. – Pokażę ci jak kurewsko wspaniałe jest to uczucie. – Ledwie wypowiedziałem te nieprzyjemnie szorstkie, przeciągające się słowa, a głowa Zacka znów została dociśnięta twarzą do materiału, odbierając mu dostęp do powietrza.
Moje ruchy stały się gwałtowniejsze, głębsze i szybsze, a dłoń na wilgotnym kutasie poruszała się z większą śmiałością, nie robiąc sobie nic z szarpiącego się ciała i mało eleganckich dźwięków wydobywających się zaciśniętego mimowolnym strachem gardła. Moje ruchy nabrały jeszcze większej intensywności, gdy zbliżał się ten moment. Ciało Zacka przestawało stawiać opór, świadomość zaczęła odpływać.
Spuściłem się w momencie, gdy mięśnie chłopaka zaczęły szaleńczo zaciskać się na moim kutasie, przyprawiając mnie samego o szaleństwo. Doszliśmy wspólnie, tak samo intensywnie i gwałtownie. W moment po tym puściłem gwałtownie głowę Zacka, opierając się na przedramionach. Uśmiechałem się zdawkowo słysząc jak szaleńczo i rozpaczliwie nabiera powietrza. Wysunąłem się z chłopaka powoli, opadając na plecy tuż obok niego. Niewiele myśląc, drogą tradycji sięgnąłem po fajka, z ukosa zerkając na wciąż drżące ciało Zacka. Moje palce kierowane własną wolą, przesunęły się delikatnie po linii kręgosłupa. Miałem przed sobą doprawdy piękny widok.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   

Powrót do góry Go down
 
I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 15 z 15Idź do strony : Previous  1 ... 9 ... 13, 14, 15

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: