IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8 ... 15  Next
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:19 am


Wpatrywałem się w chłopaka jak w obrazek, z wysoko uniesionymi brwiami i rozszerzonymi tęczówkami. Po tych wszystkich latach uciekania od rzeczywistości, po tym jak nawet udało mi się wmówić, że to co zrobiłem nie było niczym złym, znów go spotykam? Na dodatek w tej znajomej scenerii... Nie widziałem go trzy lata, normalnym byłoby więc niepoznanie go na ulicy, lub pomylenie z drugą osobą. Bardzo się zmienił. Jego przydługie i ciemne włosy zmieniły się w dużo jaśniejsze, o niestandardowym kolorze, był o wiele chudszy, a jego postawa wyrażała dziwną pogardę dla całego świata. Przeszedłbym obok Zack'a obojętnie, faktycznie go nie poznając, gdyby nie głębia jego oczu, które doskonale pamiętałem, a które z tej odległości wyraźnie mogłem dostrzec. Wszędzie bym je poznał, gdyż tylko mój drogi przyjaciel posiada tak wyjątkowe oczy. Byłem niemalże pewien, że i on rozpoznaje we mnie starego kumpla, bo w końcu zmieniłem się nawet mniej niż on. Jedyne co, to porządnie zapuściłem włosy, znacznie podrosłem, nabrałem mięśni i z pewnością wydoroślałem. Miałem również włożone czerwone soczewki, które ostatnio często mi towarzyszą, ale nadal nikt nie mógł mieć wątpliwości, że ja to ja. On też nie miał, nawet jeśli swą postawą, oraz słowami wyrażał coś innego. To jedno zdanie wypowiedziane przez chłopaka jakiś czas szumiało w mojej głowie i już po chwili uraczyłem go mało przyjemnym grymasem. Nie wyprostowałem się, lecz mój uchwyt się zmienił, bowiem już nie tyle wieszałem się na ramieniu Zack'a, co po prostu trzymałem go przy sobie, jakby bojąc się, że zaraz mi ucieknie. Nie byłem przygotowany na tak nieoczekiwane spotkanie po latach, ale skoro już się zdarzyło, nie zamierzałem przepuścić okazji. Alkohol skutecznie pomagał mi w wyzbyciu jakiegokolwiek stresu. Właściwie już dawno zapomniałem czym jest to uczucie. Tak samo jak wyrzuty sumienia. Ja ich po prostu nie doświadczam.
- Zack kochanie, trochę wypiłem, ale halucynacji nie mam - odparłem, ściągając brwi w geście niezadowolenia, że zostałem powitany w tak nieprzyjemny sposób, a na dodatek ten mały gówniarz próbował zrobić ze mnie głupka. Choć nie liczyłem też na to, że rzuci się w moje ramiona, radując ponownym spotkaniem. Gdyby tak postąpił, umarłbym ze zdziwienia. - I może nie tym tonem, co? - Uśmiechnąłem się złośliwie, zbliżając twarz do tej drugiej, wpatrując się z pewną iskrą w błękitne oczy. Stałem tak może przez sekundę, czy dwie, gdyż już po chwili swobodnie się wyprostowałem i uwolniłem ramię chłopaka od ciężaru. Zamiast tego, w pełnej okazałości stanąłem przed nim, przenikając wzrokiem szkarłatnych tęczówek.
- Chodź ze mną, tu jest za głośno - zaproponowałem, jednak zamiast czekać na odpowiedź, która wydawała mi się oczywista, chwyciłem szczupły nadgarstek i pociągnąłem chłopaka za sobą, idąc w stronę spokojniejszego miejsca, gdzie dźwięki koncertu nie przeszkadzały w rozmowie. Jednocześnie miejsce to nie było również pozbawione ludzi, tak więc mój słodki Zack nie musiał się obawiać, że coś mu zrobię. Właściwie mógł, ale nie musiał. Nie mam zamiaru go krzywdzić. No tak, trzy lata temu też nie miałem, a taki szczególik.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:52 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:20 am

Kątem oka zarejestrowałem badające spojrzenie Evy. Panika zasłaniała mi racjonalne spojrzenie na sytuację ,która miała miejsce w tym momencie. Powinienem odsunąć się od niego, odejść z godnością i oświadczyć ,że nie chce go oglądać. Zamiast tego wpatrywałem się z lekkim niedowierzaniem w znajomą twarz. Niewątpliwie przyjemną dla oka. Przełknąłem nerwowo ślinę i po chwili dopadło mnie silne wrażenie ,że Danny to zauważył. Zauważył moje wahanie. Oczywiście ,że się wahałem i było to doskonale widoczne przy tym jak zignorowałem fakt, że wciąż przyciska mnie ramieniem do siebie. Odsuń się. Odsuń się ode mnie! Nie chce żebyś mnie dotykał! Mój wzrok nie wyrażał niczego poza czystym zdumieniem, a już po chwili...zdenerwowaniem jego słowami. Zmarszczyłem brwi w grymasie zirytowania.
-Nie nazywaj...-dałem za wygraną i westchnąłem ostentacyjnie. Przewróciłem po chwili oczyma. Usilnie próbowałem zachować spokój i trzymać nerwy na wodzy-Kim ty jesteś ,żeby mi rozkazywać?-wysyczałem przez zęby, a moje oczy pociemniały ze wściekłości. Mimowolnie wstrzymałem oddech kiedy znalazł się za blisko. Całemu zajściu przeglądała się z boku moja dziewczyna nijak nie reagując. Właściwie nie mogłem od niej wymagać zrozumienia dla mojej pozornie nieuzasadnionej wściekłości i wzburzenia. Nigdy nie powiedziałem o tym co się stało, nikomu. Nikomu oprócz matki, która tamtego dnia odwiozła mnie na pogotowie i siłą rzeczy musiała poznać powód dla, którego składali mi odbyt na części. Kategorycznie odmówiłem sugestiom matki by zgłosić sprawę na policję. Nie ze względu na to ,że darzyłem Daniela wtedy sympatią. Byłem zwyczajnie tchórzem i w tamtym momencie jedyne o czym myślałem to zniknięcie z powierzchni ziemi. Wykrwawienie się lub strzelenie sobie w łeb.
A teraz mój koszmar zjawia się przede mną i ciągnie mnie za rękę w jakieś miejsce. Zakręciło mi się w głowie, wspomnienia odżyły jakoby echo nocy sprzed kilku dni. Wyszarpnąłem się z uścisku niegdysiejszego przyjaciela i popchnąłem go mocno na ziemie jednym, gwałtownym ruchem. Wokół było jakby mniej ludzi co przyjąłem z pewną obawą. Przeczesałem włosy uwolnioną dłonią spoglądając z góry na Curtisa. Maska obojętności przysłoniła rozszalałe emocje. Mnóstwo niepotrzebnych odczuć. Wiele zła. Wiele morderczych zamiarów wobec dawnego oprawcy, który odebrał mi bezpowrotnie okres błogiego dorastania. Pół roku rekonwalescencji i zbierania z ziemi kawałków mojej psychiki. Dwanaście miesięcy moczenia się w nocy jak trzylatek. Trzy lata koszmarów. Nie tak to powinno być. Czy zemsta była rozwiązaniem? W tym momencie każda najgorsza kara dla ciemnowłosego mężczyzny była dla mnie jedynym prawdziwym pragnieniem. Koncept uroił się w mojej głowie, a ja sam powstrzymałem usta od wygięcia się w kpiącym uśmiechu przepełnionym dziką satysfakcją i niezdrowym entuzjazmem. W moich oczach zalśnił głód. Wyciągnąłem do chłopaka dłoń z chęcią niesienia pomocy przy wstawaniu.
-Wybacz, Danny.-mruknąłem kwitując to pełnym zakłamania, dwulicowo ujmującym uśmiechem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:21 am


W czasie niedługiej drogi starałem się przemyśleć kilka rzeczy. Przede wszystkim to, po co ciągnę Zack'a w bardziej ustronne miejsce, w którym moglibyśmy porozmawiać? Na jaki temat? Najchętniej udawałbym, że nic się nie stało, a to jest zwykłe spotkanie dawnych przyjaciół i próba odnowienia znajomości. Wiedziałem jednak, że chłopak nie pozwoli mi zapomnieć o tym kim dla niego teraz jestem. A raczej kim nie jestem. W jego oczach widziałem uczucia, których trzy lata temu nigdy nie spodziewałbym się ujrzeć. Nie w tych przejrzystych niczym strumień oczach. W ciągu ostatnich trzech lat w moim życiu zmieniło się naprawdę wiele i szło ono bardzo szybkim tempem. Gdy już wplątałem się w ciąg zdarzeń, nie miałem czasu, by choćby przez chwilę wspomnieć dawnego przyjaciela i wyobrazić sobie ewentualne ponowne spotkanie. Oczywiście, że żałowałem tego co zrobiłem, oraz żałowałem utracenia tak bliskiej mi osoby, ale z przytupem, oraz bardzo brutalnie wkroczyłem w dorosłe życie, przez co z czasem sprawa Zack'a wydała mi się być błahą. Potrafiłem zapomnieć o wyrzutach sumienia, widząc wokół siebie cierpienia innych ludzi. Dla własnej wygody wmówiłem sobie, że to jak potraktowałem przyjaciela nie było tak złym czynem, jak się wydawało z początku. Dlatego też teraz nie czułem się źle patrząc mu w oczy. Szybko przystosowałem się do nowej sytuacji, w końcu nabyłem tą umiejętność już dawno. Nie mogłem pozwolić sobie na zwątpienie, nerwy i strach. W gruncie rzeczy powinienem zostawić dawnego przyjaciela w spokoju i odejść natychmiast, gdy zorientowałem się kim jest. Ale tego już nie potrafiłem zrobić. Gdzieś wewnątrz mnie tliła się nadzieja na... na coś. Tylko tak właściwie, na co?
Byłem tak pogrążony we własnych myślach, że ledwo zorientowałem się, iż ludzi zrobiło się mniej. Ponieważ było tu wystarczająco cicho, by móc usłyszeć głos drugiej osoby, zatrzymałem się i już miałem odwracać się w stronę towarzysza, gdy poczułem dość nieoczekiwane i zaskakująco mocne popchnięcie. Nie tylko spożyty alkohol, ale głównie fakt, iż nie spodziewałem się takiego zwrotu wydarzeń, zostałem pozbawiony czasu na reakcję i zwyczajnie wylądowałem tyłkiem na ziemi, wypełniając najbliższe otoczenie stłumionym przekleństwem. Najwidoczniej mój Zack zmienił się nie tylko w kwestii wyglądu...
W pierwszym momencie posłałem chłopakowi rozzłoszczone spojrzenie, jednak już po chwili złagodniało ono nieco, a ja uraczyłem go uśmiechem pełnym politowania. Tak, jakbym zupełnie nie został przed chwilą powalony na ziemię. Nadal byłem górą. W każdej kwestii. Może i dawniej zareagowałbym większą złością, szczególnie, że przecież nie jestem trzeźwy (choć mam wrażenie, że dużo trzeźwiejszy niż kilka minut temu), ale w ciągu ostatnich lat nauczyłem się opanowania, a może raczej tego by nie pozwolić wyprowadzić się z równowagi z byle powodu.
Spoważniałem, gdy mój dawny szatynek pochylił się, wyciągając pomocną dłoń. W jego oczach widziałem dziwne uczucia, które tak bardzo gryzły się z Zackiem jakiego zapamiętałem, że przez chwilę naprawdę przeszło mi przez myśl, że z kimś go pomyliłem. Ta możliwość jednak została całkowicie wykluczona, gdy usłyszałem przesłodzony głos wypełniony sztuczną uprzejmością, posługujący się dawno niesłyszanym skrótem mego imienia. Naprawdę dawno. Od czasów liceum raczej każdy zwraca się do mnie per Daniel, lub ewentualnie Dan. Szkoda tylko, że "Danny" w ustach dawnego przyjaciela po raz pierwszy brzmiało tak obrzydliwie, że zapragnąłem, by więcej się do mnie w ten sposób nie zwracał. Biła od niego nienawiść i inne uczucia, w które chyba wolałem nie wnikać. Powoli zaczęło do mnie docierać, że nie mam do czynienia z tym samym człowiekiem co kiedyś. Ale ja także nie jestem już Dannym.
Spokojnie, jednak dość zamaszystym ruchem odtrąciłem dłoń chłopaka, samemu podnosząc się na nogi i otrzepując spodnie z piasku oraz kurzu. Wzrok wielu ludzi skierowany był na nas i nie mógłbym powiedzieć, że mi to nie przeszkadza. Nie miałem jednak zamiaru wywoływać tu żadnych afer, a wyglądało też na to, że Zack nie pójdzie ze mną dalej.
- Ostatnim razem nie byłeś taki oporny. - Uśmiechnąłem się złośliwie, przeszywając chłopaka wzrokiem i zbliżając się o krok. Nie czułem oporów przed wspominaniem tamtej nocy. Wiedziałem jak wpływa to na Zack'a i domyślałem się również, że poprzez tą śmieszną agresję ukrywa zwykłe obawy. To chyba normalne, gdy ma się przed sobą dawnego oprawcę. Ja zaś pogodziłem się z tą rolą, bo to co zrobiłem przyjacielowi jest tylko jedną wyrządzoną krzywdą na mej długiej liście. Więc nawet jeśli chodziło o niego, potrafiłem się zdystansować. Potrafiłem mu nie współczuć i nie czuć się zobowiązanym do przeprosin.
- Chcę z tobą tylko porozmawiać, Zackie. Ale najwidoczniej obleciał cię strach i wolisz nie oddalać się od swoich opiekunów, co? - Zaśmiałem się wymownie i westchnięciem wyraziłem pogardę dla jego zachowania. Przecież nie prosiłem go o bóg wie co. Mógłby jedynie przestać patrzeć na mnie jak na jakiegoś potwora. Przecież nie jestem taki zły.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:52 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:22 am

W duchu śmiałem się do rozpuku, że tylko dzięki mnie skur**l nie siedzi w pace. Miałem z tego prawdziwy ubaw. Fakt, że po trzech latach sprawa się najprawdopodobniej się przedawniła, pogrążyła mnie w głebokiej konsternacji. Czy byłbym dzisiaj w stanie złożyć oskarżenie przeciwko Danielowi pod zarzutem gwałtu z całą moją dokumentacją od lekarza? Oczywiście, że po tym czasie zrobiłbym wszystko ,żeby skończył jak najgorzej. Jedyne uczucie, którym darzyłem chłopaka, była pogarda. Nienawiść. Usprawiedliwiłem się przed sobą bardzo szybko bowiem miałem absolutne prawo obdarować gwałciciela, jakim był czarnowłosy, podobnymi emocjami. Pozwoliłem temu zawładnąć sobą.
Zmarnowałem sobie dość życia. Nie pozwole mu znowu zepsuć czegoś co odbudowałem latami starań, wizyt u psychologów, okazjonalnym braniem leków, odzyskiwaniem kolejno każdego tchnienia życia jakie uciekało ze mnie.
Zniknę, gdy dokonam zemsty na Danielu. Rozejrzałem się dookoła i nie zauważywszy żadnej znajomej twarzy ani ciemnego zaułka, do którego ciemnowłosy mógłby mnie zaciągnąć, odetchnąłem z ulgą. Dodatkowo wzdrygnąłem się na myśl o ciemnym zaułku.
Powróciłem spojrzeniem do siedzącego tyłkiem na ziemi chłopaka. Dosłyszałem ciche przekleństwo i napotkałem rozdrażniony wzrok. Zniknął równie szybko jak się pojawił. Facet był zdecydowanie zbyt pewny siebie. Sposób w jaki wydawał się na mnie patrzeć, degustował każdy atom mojego ciała kolejno. Zniesmaczenie ustąpiło po chwili rozbawieniu kiedy to odtrącił moją dłoń. Wzruszyłem ramionami prostując i uśmiechając się już bardziej przebiegle niż słodko. Obserwowałem jak otrzepuje się z kurzu, a długie włosy spływają kaskadą po jego sylwetce. Podążyłem za wzrokiem chłopaka po ludziach, ale zamiast to zignorować, obrzuciłem każdego z obecnych morderczym spojrzeniem. Uśmiech wciąż trzymał się moich ust. Poprawiłem spokojnym ruchem obszerną koszulkę z niewielkim dekoltem ukazującą w pewnym stopniu obojczyki odcinające się wypukłością na bladej skórze. Na szyi wisiały ukryte przed wzrokiem innych, drobne wisiorki w tym srebrny krzyżyk, który nijak nie odnosił się do mojego poświęcenia wierze. Uznałem to po prostu za ciekawy dodatek, który miał dla mnie jedynie wartość sentymentalną bowiem ofiarowany mi został przez babcię. Przekręciłem nerwowo rzemienie na prawym nadgarstku wciąż wpatrując się w Daniela. Samo zdenerwowanie przeżywałem głęboko w sobie nie pozwalając mu by zostało zauważone przez świat zewnętrzny. Mój uśmiech poszerzył się o kilka cali kiedy spróbował zmanipulować moim spokojem poruszając temat tego co się zdarzyło lata temu.
-Z taką łatwością przychodzi ci wspominanie tego, jak gwałciłeś mnie na wpół żywego, odurzonego każdym dobrym gównem jakie sprzedawali na ulicy?-zaśmiałem się bez cienia emocji i także zbliżyłem się o krok do przodu- Musisz być z siebie kure**ko dumny, Danny-wycedziłem mrużąc oczy i mierząc go wzrokiem. Po chwili jednak znów zmieniłem się w zobojętniałego, zmęczonego studenciaka. Oparłem jedną dłoń o swoje biodro. Nie sądziłem ,że z aż takim spokojem będzie potrafił mówić o tym wszystkim. Albo był dobrym aktorem, albo naprawdę nie czuł się nijak winny temu co spędzało mi sen z powiek przez kolejne lata z rzędu. Możliwe ,że taki sobie wystosował system obronny. Odrzucenie rzeczywistości i faktów pomagało mu i koiło poczucie winy, które zatruwały go może przez dwa dni kiedy leżałem w szpitalu nafaszerowany lekami przeciwbólowymi. Danielu, jesteś naprawdę odrażającym typem człowieka.
Porozmawiać?
-Faktycznie, dawnośmy się nie widzieli-wymruczałem niemal uwodzicielskim tonem. Nic nie stało na przeszkodzie ,żeby zacząć działać. Nie tracić czasu, wziąć numer, przeboleć...
-Jestem po prostu ostrożniejszy w dobieraniu sobie towarzystwa na wycieczki po ciemnych zaułkach-uśmiechnąłem się niemal sam rozbawionym własnym błyskotliwym poczuciem humoru. Skinąłem na niego brodą wskazując kierunek jakichś drewnianych ławeczek w okolicach czegoś co było obskurnym barkiem do dyspozycji uczestników koncertu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:23 am


Z twarzy Zack'a nie schodził szyderczy uśmiech, co szybko zaczęło mnie irytować, a jednocześnie rozbawiać. Miałem wrażenie, że ubrał się w jakąś maskę, która pozwalała mu ukryć strach, rozdrażnienie, nerwy i wszelkie negatywne emocje nim targające. Tak jakby tylko ta cyniczna postawa trzymała go w kupie i pozwalała na nietracenie głowy. Istniała też opcja, że Zack faktycznie jest tak pewny siebie jak to pokazuje, lecz znałem go zbyt dobrze, by w to uwierzyć. Co prawda trzy lata musiały zmienić wiele i w jego życiu, ale przecież nie mógł zmienić się z tamtego słodkiego, czasem upierdliwego, ale jednak pozytywnego chłopaka w podobnego dupka do mnie. Byłem prawie pewien, że jego postawa ma służyć tylko przykryciu prawdziwych emocji. Nie jestem psychologiem, jednak nie mógłbym uwierzyć, że Zack tak bardzo się zmienił. To byłoby zbyt niewygodne.
Ja sam całkiem pozbyłem się uśmiechu ze swej twarzy, taksując chłopaka wzrokiem, dającym do zrozumienia, że gra mi na nerwach. Oczywiście miałem świadomość tego, że daję mu satysfakcję, jednak lepiej, żeby i on był świadomy, iż nie będzie mógł się nią długo nacieszyć, jeśli będzie sobie pogrywał. Nie jestem już tym, kim byłem kiedyś. Gdy go skrzywdziłem, przez jakiś czas faktycznie czułem się z tym podle, ale brutalność weszła mi już w krew. Nie jestem pewien, czy miałbym opory przed ustawieniem go do pionu. Może i tak, w końcu to nadal jest Zack, a ja już nie jestem gówniarzem kierującym się pożądaniem, emocjami, czy innym badziewiem. Chociaż muszę przyznać, że stojąc przed starym przyjacielem, mając w głowie wszystkie odżywające wspomnienia, faktycznie przez chwilę poczułem się jak niewinny Danny, nie mający pojęcia o tym co w nim siedzi. Ale to była tylko krótka chwila, nie wpływająca zupełnie na całokształt sytuacji.
Obserwowałem chłopaka na tyle przenikliwie, by dostrzec objawy zdenerwowania, które ukrywał głęboko w sobie. I po co? Myślał, że mnie oszuka? Przecież, gdyby nie czuł się źle i niekomfortowo stojąc przed człowiekiem, który pozbawił go doszczętnie godności, nie mógłby być człowiekiem. Ale przecież i ja miałem tą swoją maskę, więc nie mogłem tego zabronić jemu. We mnie samym również zaczęły odżywać dawne uczucia i emocje jakie wtedy czułem. Także to jak strasznie się czułem ze swoją zbrodnią. Jednak niewzruszenie stałem, patrząc w błękitne oczy i zachowując się tak, jakby jego cierpienie nie robiło na mnie żadnego wrażenia. Weszło mi to już w nawyk.
Zdziwiło mnie nieco to, że Zack brnął w temat wydarzeń sprzed trzech lat, które całkiem odmieniły nasze relacje. Mówił o nich jakby nie miał przed tym oporów, mimo, że spodziewałem się czegoś innego. Więc jego obroną jest atak? Prychnąłem pod nosem, nie mogąc powstrzymać uśmiechu cisnącego się na moje usta, nadal jednak stałem niestrwożenie, również wtedy, gdy chłopak z własnej woli się przybliżył. Gdy skończył się wypowiadać, zadając pytanie, natychmiast zapragnąłem odpowiedzieć "nie, nie jestem", lecz w podświadomości miałem zakodowane, że to zniszczyłoby cały obraz tej pewności i wyższości, który wykreowałem. Przez tyle czasu samemu sobie wmawiałem, że to nie było nic złego, że wszystko wyolbrzymiliśmy, więc czemu miałbym teraz przyznać, że najchętniej usunąłbym tamtą noc z naszego życia?
- Wpółżywy? Odurzony? - Zaśmiałem się, unosząc brwi jakbym faktycznie usłyszał coś całkiem niedorzecznego. - Przecież ci się podobało, Zackie. Nic nie zrobiłeś. I byłeś całkiem słodki… Aż mam ochotę znów usłyszeć te jęki. - Mój uśmiech przerodził się w bardziej złowieszczy, a ostatnie słowa wypowiedziałem mrukliwym tonem, ściszając go na tyle, że jedynie Zack, będący bardzo blisko mógł je usłyszeć. W tym samym momencie przejechałem dłonią po jego chłodnym policzku, zaglądając głęboko w błękitne oczy, jakbym chciał mu pokazać, że nic przede mną nie ukryje. Jakbym widział wszelkie jego skryte emocje.
Wbrew swoim słowom, nie podjąłem żadnych kroków, które miałyby mi jakoby pomóc w usłyszeniu tych rozkosznych dźwięków, których już nawet nie pamiętam. Spokojnie się odsunąłem i uraczyłem swego rozmówcę przemiłym, delikatnym uśmiechem. Zastanawiałem się czemu miał służyć ten niemalże uwodzicielski ton i cała wyzywająca postawa Zack'a. To wydawało się podejrzane. Kto normalny prowokuje w ten sposób osobę, która kiedyś bez problemów wzięła go, można by powiedzieć, siłą? Jeśli już w ten sposób ryzykuje, raczej musi mieć w tym jakiś cel. Jeśli tak, będę miał kolejne powody do rozbawienia.
- Sam wyglądasz jakbyś wyszedł z jednego z takich zaułków - zaśmiałem się, swymi słowami, postawą i rozluźnieniem wprowadzając coś przypominającego nasze dawne relacje. Żarty, droczenie się i tego typu odzywki. Jedna wielka ściema.
Bez sprzeciwu podążyłem w stronę wskazaną przez chłopaka, cały czas mając go na oku. Nie byłem pewien do czego zmierza, jednak akurat tego się nie obawiałem. Martwiłem się raczej, że zechce uciec, a ja przecież nie biegłbym za nim jak skończony idiota, więc wolałem go pilnować, by temu zapobiec. Tak naprawdę jeszcze sam nie wiedziałem, czego chciałem od Zacka, ale na pewno nie chciałem znów się z nim rozstać. Dlatego też grzecznie usadziłem dupsko na ławce, z wyczekiwaniem patrząc na dawnego przyjaciela i posyłając mu ten sam, niewinny, uroczy uśmiech.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:52 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:25 am

Z uśmiechem na twarzy rozkoszowałem się jego zdenerwowaną pozą. Czyżbym kogoś zirytował? Nie powiem ,że niechcący. Daniel wciąż był taki sam. Wiedziałem to ,że poza drobnymi zmianami w wyglądzie i większą dojrzałością psychiczną,, nie zmienił się wcale. Oznaczało to nie mniej, nie więc ,że nie mogę tracić czujności.
Musiałem dokładnie obmyślić każdy etap planu, wziąć pod uwagę fakt ,że mimo wielu wad, Danny nie był głupi. Na jego nieszczęście, ja też nie. Nie starał się ukrywać z emocjami tak jak ja. Nie próbował desperacko ukryć przed wzrokiem każdego mrugnięcia okiem. Podziwiałem go za to ,że najprawdopodobniej pozbył się wszystkich zbędnych emocji. Nawet jeśli wmawiał sobie kłamstwa, które mu pomagały nie czuć się jak bezkarny przestępca. Puszczałem mimo uszu rozbawione prychnięcia mężczyzny. Czyżbyś myślał ,że mnie przejrzałeś?
Byłem idiotą jeśli sądziłem, że Curtis daruje sobie dalsze przytyki na temat tego co było. Ale to był on. Wciąż niezmiennie złośliwy i tak samo denerwujący.
-I wspaniałomyślnie nie złożyłem oskarżenia na policji, dupku -uśmiechnąłem się zaczepnie. I postanowiłem kontynuować- Wiesz , w tamtym okresie byłem bliski odebrania sobie życia, Danny-zaśmiałem się gorzko.
- Ale to już przeszłość. Wszystko co się liczy, Danielu, jest tutaj i dziś.
Podsumowałem wypowiedź puszczając oczko chłopakowi. Nie byłem niczego pewien kiedy dotknął dłonią mojego policzka, a moja pewność siebie drgnęła niebezpiecznie, a na twarzy pozostał ten sam, niezmącony wyraz zobojętnienia. Wytrzymałem spojrzenie sztucznych oczu chłopaka, chyba tylko i wyłącznie dzieki temu ,że przysłoniły je soczewki.
Kiedy się odsunął, spojrzałem mimochodem na ekran telefonu sprawdzając godzinę. Pozostało jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia wszystkiego co miało się rozpocząć.
Zmarszczyłem brwi słysząc jego uwagę odnosząca się do zaułków. ja?
-Co masz na myśli?-spytałem nawet się nie siląc na zaciekawiony ton i wyjmując po drodze do ławeczek paczkę papierosów. Pochwyciłem dla siebie jednego i położyłem paczkę zachęcająco pomiędzy nami. Jeżeli będzie chciał to się poczęstuje. Umiejscowiłem filtr pomiędzy wargami i zająłem się gorączkowymi poszukiwaniami zapalniczki. Niech to szlag. Wszystkie musiały zostać w poprzednich spodniach. Westchnąłem ze zrezygnowaniem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:26 am


Nie mogłem się nie roześmiać na skutek wypowiedzianych niedawno słów Zack'a. Wspaniałomyślnie nie złożył oskarżeń na policji? Przecież to przez zwykłą głupotę. Gdyby to zrobił, z pewnością nie siedzielibyśmy teraz razem, a on nie musiałby się obawiać, że spotka go powtórka z rozrywki. Teraz nie dałbym się wsadzić za kratki, ale kiedyś to było co innego. Nie potrafiłbym uciec przed psami i ostatecznie odpowiedziałbym za gwałt na chłopaku, bo w końcu nawet jeśli mógł to zrobić każdy, to w jego pupci znajdowało się moje DNA. Właściwie nie wiem czemu tego nie zrobił, a jednak wtedy wiedziałem, że nic mi nie grozi. Wiedziałem, że Zack nie pójdzie z tym na policję. Tak podświadomie, jak to przyjaciel. W końcu zawsze rozumieliśmy się bez słów.
- Dobrze, że tego nie zrobiłeś - zwróciłem się w kierunku chłopaka z uśmiechem, gdy wspomniał o odebraniu sobie życia. Nie miałem podstaw, by wątpić w prawdziwość tych słów. Właściwie dużo nad tym myślałem trzy lata temu, w końcu wiedziałem w jaki sposób moje poczynania odbiją się na psychice przyjaciela. Ale od tego też uciekłem. Kto wie, gdyby odebrał sobie życie, może nie potrafiłbym odsunąć od siebie odpowiedzialności i skończyłbym jako wrak psychiczny? Ale Zack nic takiego nie zrobił, utraciliśmy kontakt, a ja mogłem wszystko zostawić za sobą. - Jeszcze zacząłbym mieć wyrzuty - dodałem z bezczelnym uśmiechem. Moja postawa wyraźnie mówiła, że mam gdzieś, iż go zraniłem i wcale nie czuję się z tym źle. Było to kłamstwo, jednak tylko ja mogłem o tym wiedzieć. Z początku w końcu czułem się strasznie, potem miałem wiele wyrzutów sumienia, jednak z czasem pozbyłem się ich, a kłamstwa, w które uwierzyłem trzymają się mnie do dzisiaj. Nie mam zamiaru się ich wypierać, bo tak jest łatwiej.
Siedziałem na tyłku, patrząc w ciemne niebo i uśmiechając się lekko pod nosem. Zack próbował grać zupełnie opanowanego i zdystansowanego do dawnych zdarzeń. Nie wychodziło mu źle, kogoś innego zapewne oszukałby tą grą. Ale nie mnie. Zdradzały go wszelkie przypadkowe reakcje, a szczególnie spojrzenie i fakt, że byliśmy przyjaciółmi. Nadal mogę czytać w jego oczach. Dlatego też czuję lekką obawę, bo mam wrażenie, że to co planuje, może mi się nie spodobać. A przecież nie chciałbym zostać sprowokowany i znów zdruzgotać jego psychikę. Lecz jeśli mnie zmusi, nie będę miał wyboru. Mam więc nadzieję, że nie przyjdzie mu do głowy coś tak durnego jak zemsta.
Przeniosłem spojrzenie na swego towarzysza, gdy zadał krótkie pytanie dotyczące mojego wcześniejszego stwierdzenia. Posłałem mu przekorny, lecz całkiem przyjacielski uśmiech i zaśmiałem się cicho.
- Wyglądasz jak typ spod ciemnej gwiazdy Zackie. Ale to całkiem seksowne - odparłem z bardziej wyzywającym uśmiechem, cały czas patrząc w błękitne oczy. One mnie rozbrajały. Patrzyłem w ten błękit i przypominałem sobie szczenięce lata kiedy to wszystko było inne. Miałem ochotę odwrócić wzrok, jednak tego nie robiłem. Nie mógłbym pozwolić, by zaczęły na mnie wpływać idiotyczne emocje, współczucie, a już na pewno nie dopuszczę do tego, by roztkliwiać się nad wspomnieniami.
Kątem oka przyglądałem się jak stary przyjaciel bierze do ust szluga i natychmiast przypomniałem sobie, że ja sam nie miałem ich w ustach przez jakieś pół godziny, co dla mnie stanowiło niemalże wieczność. Poświęciłem chwilę zainteresowania paczuszce leżącej między nami, jednak widząc, że nie są to "moje" papierosy, wyciągnąłem czarną paczkę z własnej kieszeni. Od liceum palę te same fajki i raczej już się to nie zmieni. Włożyłem jednego z nich do ust i wyciągnąłem zapalniczkę, śmiejąc się, gdy dostrzegłem, że biedny Zackie jest w trochę gorszym położeniu. W związku z tym przysunąłem się do chłopaka, jedną dłonią osłaniając papierosa przed wiatrem, drugą zaś go podpalając, patrząc przy tym na jego twarz i widocznie podkrążone oczy. Byłem tak blisko, że miałem ochotę jeszcze bardziej zatrzeć tą granicę, jednak gdy już fajek Zack'a zajął się ogniem, odsunąłem się i swobodnie oparłem plecy o ławkę, samemu podpalając własnego szluga i głęboko się nim zaciągając. Moje spojrzenie znów utkwiło w rozgwieżdżonym niebie. Taka atmosfera zdecydowanie nie sprzyja moim twardym postanowieniom i utrzymywaniu pozorów. Ale to nadal za mało, bym mógł się zdemaskować.
- No więc skoro już się nie zabiłeś... - zacząłem, ponownie kierując wzrok na chłopaka. - Jak sobie radzisz? Uczysz się? Pracujesz? - zapytałem z powagą zarówno we wzroku jak i w głosie. Zwyczajnie mnie to interesowało, w końcu miałem przy sobie przyjaciela. Tylko jedna noc, jeden błąd zniszczył to co między nami było, ale to jeszcze nie znaczy, że się o niego w jakiś sposób nie troszczę. Nawet jeśli mnie nienawidzi, przecież to żadna przeszkoda. Zawsze dostaję to czego chcę. Jeśli chcę się nim zaopiekować, to tak zrobię. Jeśli zechcę go skrzywdzić, to tak zrobię. Zackie nie ma nic do gadania, niezależnie od tego co ubzdurał sobie w tej głupiutkiej główce.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:27 am

Z niezachwianą obojętnością przyjąłem jego kpiący śmiech. Pewnie podejrzewa, że nie zrobiłem tego ze względu na niego. Roześmiałem się cicho wtórując znienawidzonemu przyjacielowi. Jeszcze zobaczymy, który z nas będzie śmiał się ostatni. Odrzuciłem od siebie kolejną wizję z pierwszych dni kiedy po tygodniu, byłem gotów iść do szkoły jednak stchórzyłem i odmówiłem powrotu do szkoły. Tak zaczął się ciąg olewania nauki. Przepisano mnie do innej placówki co jednak wcale nie zachęciło mnie do powrotu. Czułem na sobie spojrzenia każdego z przechodniów kiedy już zdecydowałem opuszczać mieszkanie. Byłem brudny i inny.
Moje braki w nauce zmusiły mnie do powtórzenia roku w prywatnym liceum. Otrzymałem sowite wykształcenie, mogłem wyjechać i zdawać na uczelnię w Los Angeles. Nie był to jednak koniec z Danielem. Nie z rozpamiętywaniem o tym co mi zrobił. Przyłapywałem się wtedy jeszcze na myśleniu o nim. Ustalaniu miliarda innych scenariuszy, obwiniając się za to jaki zgotował mi los. Stopniowo jednak zacząłem nienawidzić nie tylko siebie i swojego ciała, a także przyjaciela, który mi to zrobił. Zarządziłem wielkie zmiany, w związku z przełomem. Ściąłem włosy, starałem się znaleźć znajomych. Opłaciła się determinacja i tworzenie kolejnych wersji siebie samego. Po dwóch i pół roku pojawiła się Eveline. Sposób na to, by zająć się brakującym aspektem życia-miłosnym. Eva była wyborną towarzyszką życia. Oczekiwałem wiele od kogoś kto mógłby wypełnić miejsce partnera. Eva podołała zadaniu, a ja zacząłem czuć coś zupełnie nowego.
-Próbowałem-mruknąłem zdawkowo i oblizałem nerwowo wargi. Nie ukrywałem, że to temat, którego wolałbym nie poruszać. Byłem młody, głupi i pełen sprzeczności. Próbowałem, ale udaremniła mi wrodzona awersja do połykania tabletek. Na wspomnienie o tym uśmiechnąłem się krótko. Strasznie głupi i młody...
Podniosłem wzrok na chłopaka kiedy dotarły do mnie jego słowa. Odchrząknąłem krótko dając mu do zrozumienia, żeby nie przekraczał pewnych granic, które były zbyt oczywiste abym sam zaczął udawać ,że nic się nie dzieje. Mógłbym, ale wypadłoby to mniej naturalnie niż bym po prostu przyznał ,że nie mam ochoty słuchać o tym jak bardzo Daniel był pozbawiony skrupułów.
-Nie dowiedziałbyś się-zauważyłem słusznie. Przecież nigdy by mnie tu nie spotkał, sam nie szukałby o mnie informacji. Uznałby ,że na stałe opuściłem Amerykę.
Uniosłem brew do góry gdy zdecydował się odpowiedzieć na moje pytanie. Uśmiechnąłem się kącikiem ust i rozważyłem jego stwierdzenie. Część o byciu seksownym, podświadomie zignorowałem. Nie to chciałem słyszeć.
-Niby jak?-dopytywałem z drobnym uśmieszkiem przyklejonym do ust. No cóż, nie miałem zamiaru zaprzeczać. Wyglądałem inaczej, bo możliwe ,że narzuciłem sobie zupełnie inny wizerunek od tego, którym się określałem za czasów gimnazjalnych. Inwencja twórcza podsuwała mi wiele sposobów na odcięcie się od tamtych czasów. Odruchowo przeczesałem włosy.
Po przeszukaniu wszystkich możliwych zakamarków odzieży, dałem za wygraną i pozwoliłem Danielowi nawet przybliżyć się na tyle by mógł mi odpalić papierosa. Mruknąłem coś na kształt podziękowania. Po chwili sam zapalił swojego fajka, a ja zauważyłem ,że tak, właściwie nic się nie zmieniło. Nie uśmiechnąłem się na myśl o sentymentach. Nie była to wesoła nostalgia. To był przykry koszmar i miałem szczerą nadzieje, że znajde jakieś znaczące różnice pomiędzy Danielem sprzed trzech lat, a tym który siedzi obok mnie. Zbyt blisko, zbyt pewien siebie. Nie odpowiadało mi to. Kierowałem się tylko pragnieniem zemsty, której czułem się na siłach, by dokonać. Coraz bardziej, z każdą cechą wspólną. Podczas gdy chłopak wpatrywał się w niebo, ja oddawałem się w pełni spełnieniu jakie niosła nikotyna i wypełniający moje płuca dym. W ten sposób próbowałem zapomnieć,że tuż obok mnie znajduję się ten sam człowiek, który kiedyś nazywał siebie moim przyjacielem. Odczekałem dłuższą chwilę zanim zdecydowałem się odpowiedzieć na pytanie mężczyzny. Wprawdzie nie powinienem w ogóle z nim zbaczać na takie tematy bowiem im więcej się o mnie dowiadywał, tym ja rewanżowałem się śmielej swoimi pytaniami nie chcąc pozostawać w nich dłużny. Gdybym znów go zaczął poznawać, obawiam się, że wzięłyby góre ludzkie uczucia i dałbym się pochłonąć melancholii, całemu wspominaniu tamtych lat. Mógłbym już nie potrafić się z tego wyleczyć i na nowo zapomnieć, odsunąć od siebie. Nie chciałem wiedzieć za dużo.
-Pracuje i się uczę-odparłem zgodnie z prawdą. Praca to praca. Moje źródło zarobku było można z czystym sumieniem nazwać pracą. Nocną pracą, pozbawioną interakcji ze współpracownikami, szefem i snem. Rutynowe pytanie 'a ty?' padło z moich ust zduszone nieco brakiem przekonania w to, czy chciałbym wiedzieć.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:28 am


Zack coraz bardziej mnie zadziwiał. Siedział tu obok mnie, nie wykrzykując żadnych żalów, nie rzucając się z pięściami, nie uciekając, nie chowając się w jakiejś wyimaginowanej skorupce. Nic z tych rzeczy, on po prostu był i próbował udawać kogoś kim nie jest. Śmiał się z widocznym wymuszeniem, rzucał pewnymi siebie uśmieszkami, próbował grać człowieka, który ma wszystko pod kontrolą. Ale nie miał. A ja uświadomiłem sobie, że widzę po prostu tego Zacka, którego ten pokazywał zawsze obcym. Przecież nie jestem już jego przyjacielem, a to oznacza, że zapewne nie poczuwa się do jakiejkolwiek szczerości względem mnie, czy to w słowach, zachowaniu, czy też najzwyklejszych emocjach. Nie podobał mi się ten stan rzeczy, lecz jednocześnie nie robiłem nic, by go zmieniać. Brnąłem dalej w tworzenie obrazu Danny'ego, skończonego dupka, nie dając w żaden sposób znać, jakobym chciał odnowić nasze relacje. Zresztą nawet nie wiem, czy tego właśnie pragnę. Teraz? Po tym co zaszło? Nasze wzajemne stosunki już zawsze mijać się będą z definicją przyjaźni i nie sądzę, by któryś z nas był w stanie to zmienić. A już na pewno nie ja, nie jestem cudotwórcą.
Próbował. Słysząc to wyznanie, po plecach przeszły mi dziwne ciarki. Nie potrafię wyobrazić sobie scenariusza, w którym Zack odbiera sobie życie, a ja dobrze wiem, że to z mojej winy. Myślałem, że nie zrobił tego, bo poszedł po rozum do głowy, albo po prostu stwierdził, że da się żyć dalej nawet ze świadomością tego jak został potraktowany. Ale to nie do końca tak, skoro jednak podjął się jakiś prób samobójczych. Podcinał żyły, ale wezwali karetkę? Łykał tabletki, ale w porę zrobili płukanie żołądka? A może próbował się powiesić, ale sznur się urwał. Nie, z tym ciężarem to raczej niemożliwe. Tak czy inaczej, nie chciałem widzieć żadnej z podobnych wizji i szybko zacząłem wyrzucać z głowy informację o tym, że próbował. Przyzwyczaiłem się do wypierania ze swej świadomości niekomfortowych faktów i nauczyłem się wpuszczać je jednym uchem, drugim zaś wypuszczać. Nie odniosłem się do tego wyznania w żaden sposób. Gdybyśmy sprowadzili rozmowę na podobne tory, mógłbym źle się poczuć. Dlatego też nie odpowiedziałem również na kolejne stwierdzenie Zack'a, choć miałem ochotę zaprzeczyć. W końcu jak mógłbym się o tym nie dowiedzieć? Może i wyjechałem, może nie utrzymywałem z nim kontaktu, ale nadal chciałem wiedzieć jak mu się wiedzie i byłem na bieżąco dzięki naszym wspólnym znajomym. Nie ma bata, bym żył w nieświadomości co do śmierci tak ważnej osoby. Absurd.
Zack dalej dopytywał się w kwestii swego wyglądu, na co ledwie powstrzymałem westchnięcie. Czyżby zaspał na jednej z lekcji angielskiego, że nie zna prostego przysłowia? Nie zamierzałem tłumaczyć mu jak dziecku, co sprawia, że większość ludzi nie chciałoby znaleźć się z nim sam na sam w opuszczonym parku, a że lekko zirytowała mnie jego dociekliwość, odpowiedziałem automatycznie.
- Tak, że mam ochotę znów cię przelecieć - odpowiedziałem z nieprzyjemnym uśmieszkiem, patrząc wymownie w błękitne oczy. No proszę, zdobyłem się nawet na szczerość. W końcu nie zaczepiłem Zack'a (nie wiedząc jeszcze, że Zack jest Zackiem) tylko po to, żeby porozmawiać. Chciałem go zwyczajnie zaciągnąć do łóżka, by umilić sobie czas, tak jak to zresztą robię praktycznie codziennie. Plany się zmieniły, gdy odkryłem kim jest moja niedoszła zdobycz, bo choć wygląd przyjaciela niezwykle kusi, nie zamierzam rzucać się na niego tak jak to zdarzyło się kiedyś. Nie jestem przecież gwałcicielem.
Zack nie odpowiedział od razu na zadane pytania, więc poświęciłem chwilę na monotonne obserwowanie mało ciekawego, aczkolwiek pięknego nieba i spokojne palenie ukochanych papierosów. Gdy pogodziłem się już z myślą, że chłopak nie zamierza zaspokoić mojej ciekawości, o dziwo się odezwał. Znów przeniosłem na niego wzrok, posyłając lekki uśmiech. Grzeczny chłopiec. Wygląda jak wygląda, ale jednak zarabia i się uczy, tak jak to sobie zaplanował. Więc nadal mocno się od siebie różnimy, teraz już nie tylko charakterami ale i ścieżkami życiowymi. Ale to było do przewidzenia, raczej mało kto obiera drogę, którą ja podążyłem.
Ledwie dosłyszałem niemrawe, standardowe pytanie, którego jednak nie oczekiwałem, gdyż założyłem, że Zack'a niespecjalnie będzie interesować znienawidzona przez niego osoba. Bo chyba musiałem się pogodzić z tym, że niezależnie od tego co próbuje pokazać, darzy mnie właśnie tym, zdecydowanie negatywnym uczuciem.
Zastanawiałem się właśnie nad odpowiedzią, gdy rozmyślania przerwał mi znajomy głos, z daleka wołający moje imię. Podążyłem wzrokiem w tamtym kierunku i westchnąłem, widząc machającego, wysokiego rudzielca podążającego w naszym kierunku, wraz z moją słodką siostrzyczką pod ręką.
- Zwijamy się szwagier. - Moja brew zadrgała, gdy stojący już blisko, dziewiętnastoletni chłopak znów otworzył swoje irytujące usta. Posłałem mu złowrogie spojrzenie, wyraźnie mówiące, żeby lepiej nie próbował po raz kolejny zwrócić się do mnie w ten sposób. Stan, w którym się znajduje wcale go nie usprawiedliwia. Olałem trutnia i przeniosłem karcący wzrok na Elizę.
- Wracasz z Alexem. - Zarządziłem, a gdy dziewczyna tylko otworzyła usta, by zaprotestować, natychmiast jej przeszkodziłem. - Bez dyskusji, Liz. A ty nie myśl, że wybierzesz się gdzieś razem z nią - tym razem zwróciłem się do chłopaka MOJEJ małej siostrzyczki, który jak dla mnie, mógłby spaść z jakiegoś klifu. Oczywiście Eliza naburmuszyła się już tak, że przypominała rozdymkę, co oznaczało, że nie da mi żyć, gdy ja również wrócę do domu. Przez najbliższy tydzień. Dziewczyna albo nie zauważyła Zack'a, albo zupełnie go nie poznała. Cóż, nie dziwię jej się.
Bez zwlekania wyciągnąłem komórkę i przedzwoniłem do starszego brata. Ten na szczęście był w pobliżu, więc zjawił się szybko i zabrał Lizę, mamroczącą jeszcze coś pod nosem i wyklinającą swoich dwóch nadopiekuńczych braci. Pff, jeszcze mi za to podziękuje gówniara jedna. Nie mogła znaleźć sobie porządnego faceta, tylko jakiegoś życiowego nieudacznika, a na dodatek ćpuna. Nie wiem co musiałoby się stać, bym zaakceptował ten niby-związek.
Gdy wszyscy odeszli, znów mogłem skupić się na przyjacielu. Zapomniałem już o zadanym wcześniej pytaniu, więc do niego nie wracałem. Dziwnym trafem pamiętałem jednak o udzielonej odpowiedzi chłopaka i to do niej nawiązałem, rzucając przedtem kiepa na ziemię i niedbale ugniatając go nogą.
- Gdzie pracujesz? Co studiujesz? - wypytywałem dalej niczym pięcioletnie dziecko i posłałem chłopakowi uśmiech, przybliżając się znacznie i znów zaglądając w ładne oczy. - Chyba się nie wysypiasz, co? - zauważyłem, wnioskując po widocznych cieniach pod dolnymi powiekami.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:31 am

Papieros pokonał drogę z moich ust i w dół parę razy. Nie dawało to żadnej wyraźnej ulgi. W takiej sytuacji jedynie zniknięcie Daniela, powodu mojego złego samopoczucia, pomogłoby o tyle o ile. Najlepiej by w ogóle było gdybym go w ogóle nie spotkał. Znów wpasowałem filtr między wargi lekko zaciągając się i nie spodziewając się już ulgi, szybko wypuściłem dym. Mnie i Daniela dzielił około metr odległości. Zwalczyłem chęć odsunięcia się od niego o kolejny metr. To by było po prostu zbyt oczywiste, a ja i tak zbyt wiele razy podczas naszej rozmowy dałem się podejść.
Brunet nijak nie skomentował mojego oświadczenia. Podobnie zignorował następne, aja nie miałem mu za złe tego, że nawet nie próbował roztrząsać tematu. Czyżby odezwała się w nim siła empatii, której i tak zbyt wiele w sobie nie miał, czy też po prostu ugrzęzły mu słowa w gardle i był zszokowany? A może zawiedziony? Że mi się nie udało? Nie sądzę. Jakkolwiek Danny nie byłby okropny i jak wielkim dupkiem nie okazałby się być po tych trzech latach, nie wydaje mi się żeby myślał w ten sposób o mnie. Nie miał mi niczego za złe. Ba! Powinien mi być wprost wdzięczny.
W takim razie skąd ten wyraz twarzy i brak zgryźliwego komentarza? Pewnie nie sądził, że zdobędę się na coś takiego. I miałby racje bowiem mimo mocnego przekonania o tym co chciałem zrobić, podjętej decyzji... Nie potrafiłem ich przełknąć, a uznałem, że inny sposób nie wchodzi w grę. Podcięcie żył? To dobre dla kogoś kto pragnie atencji. Za długo. Zbyt niepewne.
Powieszenie się? Nie miałem jak zdobyć sznura. Było także ryzyko ,że nie utrzyma mnie supeł.
Tabletki? To okazało się być najcelniejszym strzałem. Zorganizowałem się dość szybko jak na szesnastolatka.
Doczekałem się dość...niekonwencjonalnej odpowiedzi, na której dziwny wydźwięk, uciekłem wzrokiem do papierosa i własnej dłoni. Odchrząknąłem cicho co było jedyną oznaką tego, że taka odpowiedź przyprawiła mnie o zakłopotanie. Czy u niego to na porządku dziennym? Nie zaszczyciłem go już potem nawet jednym spojrzeniem nie mówiąc o jakimkolwiek komentarzu odnośnie jego zaczepki. Prędzej czy później...Odepchnąłem od siebie myśl niedawno podjętej decyzji odnośnie zemsty na Danielu. Śpieszyłem się, to fakt, ale nie mogłem sobie odmówić drobnego przeciągnięcia tego w czasie.
Byleby niezbyt długo-upomniałem sam siebie w myślach.
Mimo ,że niezbyt zależało mi na odpowiedzi mężczyzny, zacząłem mieć mu za złe ,że mi nie odpowiedział od razu. Zamiast tego, jego, a także moją, uwagę zwrócił wołający z oddali głos. Po chwili hałaśliwy osobnik zbliżył się na mała odległość. Skrzywiłem się na jego widok i posłałem mu odruchowo wzrok pełen pogardy i obrzydzenia. Malowała się w nim cała złośliwość i nienawiść jaką powściągałem przed Danielem.
Rozpoznałem młodszą siostrę ex-przyjaciela i zmieniłem diametralnie swój wyraz twarzy. Teraz nie tylko nie byłem już zniesmaczony ,ale aż obojętny. Nie zawracałem sobie głowy faktem, że niebrzydkie dziewczę nie zwróciło na mnie nawet uwagi. Oczywiście ,że mnie nie poznała. Kto by poznał? A no tak. Daniel.
Rozbawiły mnie zeźlone miny obojga rodzeństwa. Nie wiem kiedy moją twarz wykrzywił drobny uśmieszek kpiącej wesołości. Prześmieszna scena rozgrywała się przede mną jeszcze przez chwilę do czasu przybycia kolejnego członka rodziny. Niewiele miałem do czynienia ze starszym bratem Danny'ego nawet wtedy gdy spędzałem w jego mieszkaniu całe dnie. Czasami też noce.
Wspomniany wcześniej, Alex, niezbyt często wchodził ze mną w interakcje ,a może świadomie go unikałem. Bałem się starszych od siebie. Niewiele miałem traum, niezbyt duża była kolekcja moich fobii, ale to była ta jedna z mniejszości. Możliwe, że za sprawą tego iż przez większość życia byłem jedynakiem, nie miałem jak przywyknąć do obecności czyjegoś rodzeństwa lub też samych rówieśników.
Zmarszczyłem brwi nieco skonsternowany.
-Informatyka-powiedziałem krótko i dopaliłem fajka krótko po Danie. Niedbale rzuciłem go na ziemie i wpatrzyłem się w twarz chłopaka. Za blisko.
-A ty?-powtórzyłem pytanie z dużo większym naciskiem. Nagle na moich ramionach pojawił się ciężar, jak się okazało, czyichś rąk. Odwróciłem się błyskawicznie. Niemal dostałem zawału. Posłałem Eveline ciężkie karcące spojrzenie.
-Tutaj się ukrywasz!-wykrzyknęła rozentuzjazmowana. Stwierdziłem wtedy ,że ma już chyba dość alkoholu we krwi. Przewróciłem oczami poirytowany.
-Daj mi jeszcze chwilę, Ev.-powiedziałem szorstko,ale dziewczyna zdawała się nie zwrócić uwagi. Wpakowała się pomiędzy mnie a Dana i podała mu drobną rączkę przedstawiając się. No pięknie... Gdzieś nieopodal słyszałem znajome głosy reszty towarzystwa.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:32 am


Nie umknęło mojej uwadze to jak Zack'a rozbawiła cała sytuacja z Elizą. Właściwie, patrząc z boku zapewne również bym się zaśmiał. W końcu ja, jako człowiek niedający żadnego dobrego przykładu kontroluję siedemnastoletnią dziewczynę, żeby wróciła do domu odpowiednio wcześnie i w odpowiednim towarzystwie. Mam nawet pewien wpływ na jej związek. Ale to działa na zasadzie rodziców-palaczów, którzy nie chcą by ich dzieciak zaczął palić. Ja też nie chcę, żeby Liza poszła w ślady starszego brata i skończyła jak ja. Lepiej, by brała przykład z Alexa. Może też aniołkiem nie jest, ale przynajmniej studiuje i to nie na byle jakim kierunku, bo na medycynie, no i również zarabia wystarczająco, by utrzymać i siebie i siostrę. Dlatego przede wszystkim nie chcę, żeby spotykała się z tym rudym śmieciem. Znam go wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że nie jest odpowiednim towarzystwem dla mojej siostrzyczki. Nie jestem głupi, wiem, że młoda pije, pali i zapewne się z nim bzyka, ale lepiej, żeby nie zaczęła sięgać po nic więcej. Jeszcze zaczęłaby się puszczać. No dobra, może wybiegam za bardzo z wyobraźnią, ale lepiej być przezornym, w końcu to dziewczyna. Poza tym martwię się o nią, a ten gówniarz zamiast odstawić ją bezpiecznie do domu, olałby Lizę, gdyby tylko spotkał swoich zaćpanych kumpli. A skoro już wróciłem, to dopilnuję, by ich szczeniacki związek szybko się skończył.
Alex bez wdawania się w dłuższe gadki zabrał dziewczynę, zaś jej "chłopak" poszedł w drugą stronę, nie mając wystarczająco dużo odwagi, by w jakiś sposób zaprotestować. Znów mieliśmy trochę spokoju, co bardzo mi odpowiadało, bo choć nie przeszkadza mi hałas i tłumy, to chciałbym jednak zamienić kilka zdań z Danielem, korzystając z tego, że ma na to ochotę. Choć to dosyć podejrzanie, zważając na to, że bez wahania rozmawia ze swym dawnym oprawcą, jakkolwiek by to nie brzmiało. Ale nie miałem zamiaru przejmować się takimi głupotami, jak to, że Zack coś planuje. Co on może? Nawet jeśli dąży do jakiejkolwiek zemsty, nie widzę z jego strony zagrożenia.
Uśmiechnąłem się przekornie widząc minę Zack'a w reakcji na moje zbliżenie, oraz słowa, po czym odsunąłem się na tyle, by mógł spokojnie zaczerpnąć oddechu i odpowiedzieć. Patrzyłem na swego rozmówcę z wyczekiwaniem, zastanawiając się czy w końcu poznam odpowiedź. Nie byłem do końca usatysfakcjonowany, ponieważ Zack ominął temat pracy, jednak nie zamierzałem na niego naciskać, wierząc, że wtedy sam nie będzie wnikał w moje źródło zarobków.
- Informatyk... Nie brzmi zbyt ciekawie - podsumowałem, choć w rzeczywistości wiedziałem jak można wykorzystać wiedzę informatyczną. Znam wielu hackerów i większość z nich jest prawdziwymi specjalistami, a i na brak pieniędzy nie narzekają. Chociaż łeb to trzeba mieć na karku, żeby to wszystko ogarnąć.
Przewróciłem odruchowo oczami, gdy usłyszałem ponowione pytanie. Posłałem Zack'owi słodki uśmiech.
- Kradnę, gwałcę i morduję - odpowiedziałem z tą przesłodzoną minką, lecz poważnym tonem. Zaraz jednak roześmiałem się swobodnie, postanawiając nieco to sprostować. - Nie pracuję i nie studiuję. Nie ma o czym gadać - wyjaśniłem i odwróciłem wzrok, wbijając go w ludzi stojących nieopodal. Miałem ochotę sięgnąć po jeszcze jedną fajkę i kiedy już miałem zamiar to zrobić, usłyszałem piskliwy głosik, od którego aż się wzdrygnąłem. Co gorsza, owy głosik był blisko, za blisko.
Przeniosłem oczy na Zack'a i zdecydowanie nietrzeźwą laskę, którą chyba widziałem niedawno, zanim jeszcze podkradłem chłopaka. Nie zastanawiałem się nad relacjami łączącymi tą dwójkę, jednak wnioskując po reakcji przyjaciela uznałem, że nie jest to nic poważnego. Tym bardziej nie rozumiałem, dlaczego siksa siada między nami, przerywając naszą rozmowę jakby miała do tego pełne prawo. Mimo to, zamiast posłać dziewczynie mordercze spojrzenie, uśmiechnąłem się wręcz czarująco, gdy się przedstawiła i również wyciągnąłem w jej stronę dłoń.
- Daniel - przedstawiłem się, odruchowo przejeżdżając po dziewczynie wzrokiem, jakbym używał go do zdjęcia z niej ubrań. Cycki całkiem ładne, nie ma co. - Palisz, Ev? - zapytałem ze słodkim uśmiechem wyciągając w jej stronę paczkę fajek, nim jeszcze sam wziąłem jedną. No i pokazał się kolejny Daniel. Czarujący, kochany i słodki Daniel, z którym aż chce się spędzać czas. Takie udawanie to całkiem dobra zabawa, a już szczególnie gdy inni dają się nabierać.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:34 am

Uśmiechnąłem się ponuro, a tej efekt pogłębił się dzięki oczom otoczonym cieniami powstałymi właśnie na wskutek bycia niezbyt ciekawie brzmiącym informatykiem. Informatyk. Oh! Danny, gdybyś tylko wiedział jak wiele się kryje za tym prostym słowem. Daleko mi było do pełnego profesjonalizmu, ale radziłem sobie dobrze bowiem naukę w tym kierunku zacząłem już na początku liceum z braku jakiegokolwiek zajęcia siedząc w domu. W rezultacie, obierając ten kierunek na studiach, szybko podszkoliłem umiejętności i rozpocząłem pracę w tym fachu. Dawała mi pełnię satysfakcji i przynosiła zapomnienie. Swoisty punkt zaczepienia. Studia, praca, dziewczyna, przyjaciele i żadne nigdy nie ujrzy mojej przyszłości. W żaden sposób nie chciałem wiązać swojego obecnego życia z tym co było. Czyżby kolejna trauma kiełkuje w moim mózgu? Nie, ja po prostu jestem ostrożny.
Uniosłem jedną brew do góry słysząc przezabawny żarcik Daniela. Czy ta ironiczna anegdotka miała mnie podnieść na duchu? Sarkazm nigdy nie imponował mi w podobnej postaci.
O ile to było możliwe, uniosłem brew jeszcze wyżej do góry. W takim razie jak on zarabia? Nagle niewinny żarcik wydał mi się mieć drugie dno. Nie było to raczej możliwe, żeby zarabiał w podobny sposób, ale najprawdopodobniej nie było to nic co by się spodobało policji. Kwestia zarobków Dana pozostała niewyjaśnioną, dość nudną zagadką. Jakbym nie miał się nad czym zastanawiać...
Wraz z pojawieniem się mojej dziewczyny prysła ta magiczna atmosfera. Zakrawało się to na mroczną, ciężką i pełną swoistego suspensu. To była potyczka. Graliśmy przed sobą, żaden do końca nie wiedział jak wyglądają prawdziwe uczucia drugiego. Miałem niejakie obawy, że byłem bardziej oczywisty niż Daniel. Możliwe także było, że ciemnowłosy był po prostu dupkiem i nie należało doszukiwać się drugiego dna, a już na pewno nie żadnych uczuć. Wrażenie to jednak zostało zachwiane kiedy chłopak momentalnie zmienił nastawienie. Mimo, że przed chwilą wcale nie zachowywał się bardziej drętwo czy nieuprzejmie to jednak ten gest, podanie ręki Ev był przepełniony sztucznością. Był jednak o wiele bardziej zniszczonym człowiekiem niż sądziłem na początku. Napawał mnie pewnego rodzaju zainteresowaniem graniczącym z chęcią odnalezienia prawdziwej natury tego co się tam kryje. Nie żeby specjalnie ciekawił mnie sam Danny, ale bardziej perspektywa lat, które w jakiś sposób go zmieniły. Zmieniły, z pewnością. Dostrzegałem różnice, ale nie ulżyło mi to mimo, że sądziłem iż tak będzie.
-Nie pali. Ma astmę.-uśmiechnąłem się promiennie, zupełnie nieadekwatnie. Swoim zdaniem oczywiście przerwałem Ev, która już otwierała usta i wyciągała rękę w kierunku paczki. Zamarła na chwilę niezbyt widząc w moim sprzeciwie akt dbałości o jej zdrowie. Ani tym bardziej czułości. No nie była aż tak głupia. Dziewczyna cofnęła rękę i spojrzała na mnie uśmiechając się lekko i jakby sztywniejąc. Wcale nie miała astmy. Na chwilę zapanowała cisza. Ja wpatrywałem się beznamiętnie w mężczyznę, który niegdyś zniszczył mi życie, ona wlepiała badawcze spojrzenie w obydwu z nas. W końcu jednak sięgnęła dłonią do mojego policzka i pogłaskała go delikatnie, niepewnie.
-Zack ma rację. Nie powinnam.-uśmiechnęła się gdy zabrała rękę z mojej twarzy. Kobieta idealna. Jej partner kłamie z niewyjaśnionych powodów, a ona w lot łapie aluzje, nawet po pijaku, i dalej ciągnie nieudolny spektakl jej wybranka. Istna konkluzja. Tragizm godny szekspirowskiej ręki.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:36 am


Zack w żaden sposób nie skomentował mojej uwagi na temat kierunku studiów, który obrał. Uśmiechnął się jedynie, jakby przyznawał mi w ten sposób rację, co mnie nieco zaskoczyło. Przecież informatyka w rzeczywistości wcale nie jest nudna, o ile faktycznie czuje się do niej pasję. A nawet jeśli chłopak zgodnie z tym co pokazywał, nie był zadowolony ze swego wyboru, to ktoś powinien mu uświadomić, że wcale nie podjął złej decyzji. Chociaż osobiście sceptycznie podchodziłem do tego ponurego uśmiechu i wyszedłem z założenia, ze Zack nie polemizował, gdyż zwyczajnie nie chciał tracić na to sił, albo domyślił się, że mówiłem na przekór jemu.
O ile wcześniejsza reakcja mogła być udawana, tak nie sądzę by to samo tyczyło się zdziwienia, jakie okazał niebieskowłosy w reakcji na moją odpowiedź. Zack nie jest głupi, w związku z czym zapewne słusznie pomyślał, że moja rzekomo żartobliwa wypowiedź nie odbiega daleko od prawdy. Mimo to, wolałem utrzymać go w nieświadomości. Gdyby wiedział, czym się zajmuję, na pewno nie pomyślałby o tym, by jeszcze kiedyś się ze mną spotkać, a przecież nie o to chodzi. Chociaż jeśli uda mi się odzyskać kontakt z dawnym przyjacielem, zapewne z czasem sam zacznie dociekać jakim cudem stać mnie na wszystko czego zapragnę, a pracy ani widu ani słychu. Ale jak na razie nasza relacja jest bardzo niepewna, nie ma więc potrzeby bym tak bardzo wybiegał w przyszłość. Wolę iść z prądem, robię to w końcu już od dłuższego czasu.
Przestałem myśleć o głupotach gdy przyszła ta całkiem niebrzydka dziewczyna, która najwidoczniej była jakąś znajomą chłopaka. Tak jak mówiłem wcześniej, powitał ją na tyle oschle, że nawet nie przeszło mi przez myśl, by mogło ich coś łączyć. Tym bardziej, że wychodziłem z założenia, iż dziewiętnastolatek interesuje się facetami, nie kobietami. Nie mogłem być tego pewien, ale znam osoby, które doświadczyły traumatycznych przeżyć na tle seksualnym z mężczyznami i w wyniku tego podświadomie zaczęli interesować się swoją płcią. Dlatego też byłem pewien, że to samo tyczy się Zacka.
Jakież było moje zdziwienie, gdy chętna do skorzystania z propozycji dziewczyna, w pewnym momencie zamarła na skutek słów mego drogiego przyjaciela. Uniosłem brew widząc, że dłoń sięgająca po papierosa się wycofała, a jej właścicielka potulnie dostosowała się do nowej sytuacji. Przecież perfidnie było widać, że podążyła za dziwnym kaprysem Zacka. No ale przecież nie zamierzałem w to wnikać, a już tym bardziej w żaden sposób narzucać się dziewczynie, której osoba i tak niespecjalnie mnie interesowała. Wzruszyłem niedbale ramionami, wyciągając szluga jedynie dla siebie.
- Jak chcesz - stwierdziłem, jasno dając do zrozumienia, że nie dałem wiary tej żałosnej scence. Nie rozumiałem tylko po co Zack powstrzymywał dziewczynę przed kontaktem ze mną. Nie rozumiałem, dopóki ta nie uraczyła mego dawnego przyjaciela gestem na pewno nieprzeznaczonym dla przyjaciół. Widząc czułość w kobiecych oczach, skierowanych na niebieskowłosego, szybko zrozumiałem zachowanie głównego zainteresowanego. Z trudem powstrzymałem się przed uraczeniem tych przeuroczych gołąbków wymownym prychnięciem.
- A więc jesteście parą - podsumowałem, patrząc na groteskowo wyglądającą dwójkę. Facet, który ewidentnie ma laskę w dupie i jest z nią nie wiem po co, oraz dziewczyna tańcząca tak, jak ten jej zagra. Więc i Zack nie był tak święty, jak mogło się wydawać. Na pierwszy rzut oka widać, że bawił się uczuciami Eveliny. Zachowanie godne skończonego dupka. No proszę...
- Więc pewnie Zackie ci o mnie mówił - zauważyłem, posyłając dziewczynie uroczy uśmiech i wypuszczając z ust wypełniający je do tej pory dym. Patrzyłem jednak na chłopaka wzrokiem nie mającym nic wspólnego z tym niewinnym wyrazem twarzy. Miałem nadzieję, że podłapie aluzję. Chciałem porozmawiać z nim, nie z tą tępą dzidą, dlatego też liczyłem na to, że ją stąd wykopie. Jeśli nie, to cóż, mogę powiedzieć o słowo za dużo i jego "ukochana" dowie się o przeszłości, o której z całą pewnością nie rozpowiada na prawo i lewo. Wierzyłem w inteligencję swojego przyjaciela.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:41 am

Gdybym miał określić swoją orientację seksualną, upierał bym się przy byciu heteroseksualnym. Zawsze fizycznie pociągały mnie kobiety i nigdy nie poddawałem testom tego stanowiska. No może poza tym epizodem z jednym gejowskim pornolem, ale mój stosunek to mojego własnego pociągu nie zmienił się i po tym. Wiele razy zastanawiałem się dlaczego Danny wtedy uznał ,że mógłbym się zgodzić na seks z nim, ale z czasem doszedłem do wniosku,że Daniel nie kierował się wtedy tym co ja czułem. Zawsze miał na względzie tylko i wyłącznie swoje popędy. Uśmiechnąłem się na wspomnienie o tym, że gdyby potoczyło się to inaczej pewnie interesowałoby mnie coś więcej niż płeć przeciwna. Swoją drogą ciekawe czego Daniel chciał pare godzin temu. Mogłem się tylko domyślać nie tylko tego czego mógł potrzebować, ale także jakiego rodzaju kontakty seksualne go interesują. Cóż...z biegiem czasu upodobania się zmieniają. Moje też się zmieniły. nie patrzyłem za fizyczność kobiet. Interesował mnie wartość intelektualna kobiet. Piękno ich umysłu, nie piersi. One w ogóle mnie nie interesowały. Eveline wymuszała na mnie cielesność, to oczywiste. Nigdy nie ukrywałem, że nie jestem specjalnie chętny do zabawiania się z nią w ten sposób. Dużo rozmawialiśmy za to. Nie miałem czasu na nic więcej. Z kolei od mężczyzn trzymałem się z daleka i ograniczałem wszelkie kontakty z nimi do minimum. Nie czułem się dobrze w kontaktach z wyższymi od siebie, a takich było wielu. W rezultacie zacząłem unikać wszelkich interakcji z ludźmi każdego pokroju. Zamknąłem się w mieszkaniu z komputerami i zacząłem twierdzić ,że jestem aseksualny. Byłem wierny temu przyrzeczeniu.
Widząc reakcje dawnego przyjaciela na moją interwencję, ledwo powstrzymałem kolejny uśmiech. Nie żeby zależało mi na tym, żeby wypaść wiarygodnie. To była tylko kolejna manifestacja tego, że to ja jestem tu górą, a on powinien się dostosować.
Z krótkotrwałego letargu, w którym zatopiłem się myśląc o wszystkim tylko nie o otaczającym mnie świecie, wybudził mnie Dan. A więc chyba na to wychodzi, że owszem, jesteśmy parą. Oficjalnie bowiem przywiązywałem wagę do jednoznaczności. Lubiłem jasność, a niedopowiedzenia wywoływały we mnie zdenerwowanie. Wolałem panować nad sytuacją i wiedzieć na czym stoję.
Oblizałem usta nerwowo słysząc jak perfidne ostrzeżenie wyrwało się z jego ust. Nie sądziłem, że chłopak stał się aż tak bezczelny, żeby do tego stopnia próbować mnie ośmieszyć. Posłałem mu ostrzegawcze spojrzenie ponad ramieniem dziewczyny i wyprostowałem się. Nie chciałem ulec, nie chciałem ,żeby dostał to czego chciał, ale w przeciwnym razie jego bezczelnościom nie będzie końca i bez zająknięcia powie coś czego bym nie chciał. Z drugiej strony oznaczałoby to, że robi to na mnie wrażenie. Będzie mógł mnie tak szantażować dopóki istnieją osoby, którym nic nie powiedziałem. Ufałem Ev, wiedziałem, że nie będzie na mnie zła za to, że ukrywałem tak istotny fakt. Że zostałem z tym sam. Kobiety mają tą skłonność do bycia zbyt zaangażowanymi w sprawy partnerów. Chciały wiedzieć możliwie jak najwięcej, a ja niestety nie byłem chętny do spowiadania się z rzeczy, które świadomie zepchnąłem na skraj świadomości.
Mogłem zagrać nieczułego dupka, pozwolić by Eveline dowiedziała się wszystkiego tu i teraz. Oczywiście mialaby później mi za złe, że powiedziałem jej to w takich okolicznościach. Możliwe, że wracałbym sam, a po jakimś czasie...przyszłaby z podkulonym ogonem. Zaczęła współczuć, głaskać mnie po głowie, a coś takiego nie miało prawa się stać. Ceniłem sobie towarzystwo dziewczyny, a coś takiego przekreśliłoby zapewne nasz związek. Ona ciągle czułaby wobec mnie litość, pożałowanie. To byłoby piekło.
Więc czy mam oddać wobec tego zwycięstwo ciemnowłosemu?
Nie mogłem zdecydować co było gorsze. Bycie zmanipulowanym czy żałowanym?
A może Danny blefował? Może mimo wszystko chciał bym się bał, wiedział ,że ją odeślę. Może nie miał w ogóle zamiaru niczego mówić, bo sam by się bał? Naiwności! Nie było mowy o czymś takim. Przecież przede mną znajdował się Danny. Nie miał hamulców. Nigdy. Zawsze robił wszystkim na przekór, a i nie sądzę ,żeby nagle zaczął odczuwać skrepowanie tematem. Wyglądał mi prędzej na chorego zwyrodnialca, który mówiłby o tym z dumą jakby posiadł co najmniej królową angielską. Wizja ta pojawiła się w mojej głowie i jakby rozjaśniła mi postrzeganie sytuacji. Uśmiechnąłem się do Daniela ładnie i było mi wszystko jedno. Ev mogła się dowiedzieć. Mógł to nawet wykrzyczeć na głos. Ale chciałem być pierwszy. Pragnąłem przejąć kontrolę.
-Nie opowiadał zbyt wiele nawet o sobie. Nie znam nawet jego mamy.-zaświergotała dziewczyna i nagle poderwała się do góry. Zmarszczyłem brwi skonfundowany działaniem drobnej przedstawicielki płci przeciwnej.
-Miło było cię poznać Danielu, ale chyba powinnam zostawić was samych.-uśmiechnęła się podając mu znowu rączkę, a po chwili nachylając się nade mną i krótko całując mnie w usta. Odprowadziłem ją wzrokiem kiedy odeszła dołączyć do grupy naszych wspólnych znajomych. Przez chwilę miała miejsce między nimi jakaś wymiana zdań, zapewne pytali o to kto zajął mnie całkowicie rozmową. Dziewczyna gestykulowała przy tym zawzięcie, tłumacząc im zapewne swoją wersję. Prychnąłem rozbawiony i odwróciłem się do towarzysza. Patrząc na niego roześmiałem się jeszcze bardziej.
-Nie wierze, że zrobiłbyś mi takie świństwo, Danny-powiedziałem wciąż rozbawiony i przysunąłem się do mężczyzny-Imponuje mi twoja przewrotność-pokiwałem głową z uznaniem. Musnąłem jego ramie dłonią gdy wkładałem kolejnego papierosa do ust. Posłałem mu błagalne spojrzenie i mimo przedmiotu tkwiącego między zębami, wykrzywiłem usta w imitacji uśmiechu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 1:44 am


Cierpliwie czekałem na to jaką decyzję podejmie Zack, szczególnie, że widząc jego spojrzenie wiedziałem, iż wie co zasugerowałem tym tekstem. Tak jak mówiłem, przyjaciel nie jest głupi. Wręcz przeciwnie, może nawet jeśli na to nie wygląda, ma głowę na karku, dlatego też prawidłowe odczytanie tej delikatnej aluzji nie sprawiło mu problemu. A ponieważ i ja wbrew pozorom mam mózg, którego potrafię używać, a także cenną umiejętność obserwacji, wiedziałem jak bardzo zestresował się chłopak. Domyślałem się, że stara się wybrać między zachowaniem tej części przeszłości tylko dla siebie oraz uniknięciem upokorzenia, a utarciem mi nosa i niepozwoleniem na satysfakcję. Byłem pewien, że kierując się rozsądkiem, wybierze pierwszą opcję. Istniał ku temu jeden istotny argument. Mianowicie, jeśli faktycznie byłbym w stanie wyjawić obcej osobie, rzekomo jego dziewczynie, tak okrutną prawdę jaka łączy naszą przeszłość, co stałoby mi na przeszkodzie by podkoloryzować ją pewnym kłamstwem? Gdybym zauważył, że Zack nie obawia się aż tak bardzo tego upokorzenia, wymyśliłbym po prostu własną historię, w której ten wcale nie zostałby zgwałcony. Wręcz przeciwnie.
O dziwo Zack nie musiał udzielać odpowiedzi, gdyż słodka Ev podjęła decyzję za niego. Właściwie nie dziwię się, że chciała zostawić nas samych. Nie ma wątpliwości, że wyczuła tą gęstą atmosferę, jaka od początku towarzyszyła naszej dwójce, a nikt normalny nie chciałby dusić się nią przez dłuższy czas. Uśmiechnąłem się pod nosem, gdy dotarł do mnie sens jej słów. Więc miałem rację. Nazywają to coś związkiem, ale w rzeczywistości ich relacja przedstawia się całkiem inaczej. Ja tu widzę tylko faceta, który dla wygody żyje z ładną laską, oraz kobietę po uszy zakochaną w tym dupku, dającą się wykorzystywać i zupełnie nieprzejmującą się faktem, że nie jest to stosunek, którego pragnie. Eveline jest po prostu kolejną warstwą maski, którą przywdział chłopak.
Pożegnałem się z dziewczyną tym samym miłym uśmiechem i delikatnym spojrzeniem, jakie powinien kierować każdy facet do każdej kobiety. Cóż, może i jestem człowiekiem zepsutym, ale mam szacunek do płci pięknej. W końcu to kobieta mnie urodziła i nawet jeśli nie chcę nawet wspominać swojej matki, ten fakt jest niezmienny. Widocznie Zackie miał trochę inne zdanie, ale to tylko mała rysa na jego idealnej postaci. Idealnej dla tego, kto dobrze go znał, a taką osobą byłem ja. A przynajmniej trzy lata temu.
Z pewnym politowaniem patrzyłem na przyjaciela, który ni z gruchy, ni z pietruchy zaczął się śmiać. Ale musiałem mu przyznać, cała ta farsa była przezabawna. Każdy miał swoją rolę i nie potrafił jej porzucić, mimo, że obydwoje zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że coś musi się kryć za tymi pozorami. W pewnej części nadal byliśmy tymi nastoletnimi gówniarzami, rzecz w tym, że nie można tego dostrzec gołym okiem. Byliśmy przyjaciółmi odkąd pamiętam i chyba tylko dlatego potrafiliśmy ze sobą "rozmawiać" po tym wszystkim. Doszukiwać się cech, które zapamiętaliśmy. Ja chciałem zobaczyć tego prostolinijnego chłopaka, bez głupiego uśmieszku i pogardy kierowanej do całego świata. A on? Być może też pragnął dowiedzieć się czy zostało we mnie jeszcze coś ze starego przyjaciela, a może chciał zwyczajnie podjąć się jakiejś zemsty. A może jedno i drugie. Żadnego z tych scenariuszy się nie obawiałem. To tylko mój słodki Zack.
Uśmiech nie schodził z mojej twarzy,  gdy chłopak zabrał głos. Nie wierzył? Oczywiście, że wierzył. Nie znał mnie już i doskonale wiedział, że jestem innym człowiekiem niż ten, którego znał. Nie mógł być pewien czego się po mnie spodziewać i nawet jeśli chciał wierzyć, że nie byłbym w stanie zrobić mu czegoś takiego, na pewno bardziej przekonany był o tym, że jednak nie miałbym żadnych skrupułów. A jaka jest prawda? No cóż.
- Oczywiście, że nie. Tobie, Zackie? Nigdy - odpowiedziałem z niewinnym uśmiechem i tak samo nieszkodliwym spojrzeniem. Mówienie wątpliwych prawd przychodziło mi z taką łatwością, jakbym faktycznie niezachwianie w nie wierzył. Posługiwanie się paradoksem tak samo weszło mi w krew. Obydwoje dobrze wiedzieliśmy, że skoro byłem w stanie okazać wobec niego taką brutalność, gdy jeszcze byliśmy przyjaciółmi, mógłbym to zrobić w dwa razy gorszy sposób teraz, gdy łączy nas tylko wspólna przeszłość. Zack miał tego świadomość, a mimo to brnął dalej, zaś ja zastanawiałem się do jakiego stopnia jest zdeterminowany, czymkolwiek jest to do czego dąży. Może być pewien siebie, gdy otaczają nas ludzie, ale czy byłby w stanie zachować twarz, gdybyśmy znaleźli się sami, na przykład w moim domu? Zamierzałem zdobyć odpowiedź na to pytanie.
- Przewrotność? Nie wiem o czym mówisz przyjacielu - odparłem, wzruszając ramionami i wypuszczając kolejny kłębek dymu, przy czym odwróciłem głowę, aby ten nie poleciał na chłopaka. Zaraz jednak spojrzałem na niego z rozbawieniem, zastanawiając się czemu ma służyć to przymilanie się. Oczywiście pomijając chęć wyłudzenia zapalniczki. Zamiast jednak wyciągnąć wspomniany przedmiot, zmieniłem swe nastawienie. Przecież nie zamierzałem udawać nader długo tego kochanego, niewinnego Dannego. Nie przed Zackiem, który wiedział, że nigdy taki nie byłem.
Chwyciłem chłopaka za podbródek, dość nieoczekiwanie i wystarczająco mocno, by nie mógł się wyrwać. Wyjmując niepostrzeżenie papierosa, zbliżyłem swe usta do jego ucha, by uraczyć je nieco zachrypniętym szeptem.
- Podoba mi się to spojrzenie, Zack - wymruczałem, odsuwając się powoli z charakterystycznym uśmieszkiem i z powrotem wkładając szluga do własnych ust. Zamiast posłużyć się zapalniczką, złączyłem końcówki naszych fajek korzystając z niewielkiej odległości jaka panowała między nami i już całkiem się wyprostowałem, gdy chłopak dostał to czego chciał w tym momencie. A jeśli mowa o jego błagającym wzroku...  Na pewno podobałby mi się jeszcze bardziej w pewnej odmiennej sytuacji. Ale i tego jeszcze się doczekam.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 7:08 pm

Gdyby dane mi było po zastanawiać się tak jeszcze dłużej, w końcu chyba bym się wygadał. Powiedziałbym, że zostałem brutalnie zgwałcony nie udając nawet, że mnie to rusza. Podziwiałbym zszokowaną minę Eveline, jej zmieszanie, współczucie i odrazę. Ale wobec kogo? Przebiegł mnie dreszcz.
Dziewczyna jednak była niezwykła. Inna. Szanowałem ją, lubiłem. Byłem skłonny spędzać z nią każdą wolną chwilę, gdy brak towarzystwa odbija się na zdrowiu psychicznym. Jakim zdrowiu? Uśmiechnąłem się gorzko.  Spojrzałem jeszcze raz za partnerką. Odeszła gdzieś i zniknęła zabierając ode mnie możliwe resztki zdenerwowania. Mimo, że miała niezwykle popapraną przeszłość, ojca alkoholika i zastraszaną matkę, wyrosła na piekną, samodzielną i inteligentną kobietę. Momentami wydawać się mogło, że jestem strasznym dupkiem, nie licze się ze zdaniem dziewczyny, która ślepo jest we mnie zakochana. A była. Niezwykle zadurzona, ale i rozważna. Nigdy nie naciskała na nic. Układ jaki między nami był, pasował jej. Czekała być może aż sam się przełamię i cierpliwie oswajała mnie ze sobą. Ja byłem jaki byłem jednak mimo wszystko nie ukrywałem przy niej tak wiele emocji bowiem była ważną częścią mojego obecnego życia i chciałem być wobec niej szczery. Od początku wiedziała jaki jestem, ale nie pytała dlaczego. Ja także nie, ale podczas pewnej rozmowy, rozkleiła się i wyżaliła. Słuchałem uważnie wszystkiego co miała do powiedzenia. To było pół roku temu.
Między kolejnymi wybuchami niekontrolowanego śmiechu spoglądałem na Daniela. Nie był zdziwiony, raczej zmieszany. Mimo przyjaznego uśmiechu i całkiem niezłej gry aktorskiej, nie wierzyłem w żadne jego słowo. Od samego początku wiedziałem, że każdy cal obecnego Dana był fałszywy i zakłamany.
-Nie próbuj mnie więcej podpuszczać-powiedziałem w końcu kiedy wyprostowałem się i uspokoiłem.
Próbowałem być dynamiczny. Pokazywać Danielowi kolejne swoje wcielenia, inne. Nagłe. To było to,  w którym prowokowałem chłopaka, próbując wyczuć jak daleko mogę się posunąć by nie nabrał podejrzeń. A jeśli nabierze, wtedy szybko zmieniam się w co innego. Terapia szokowa. Chciałem, żeby w razie czego nie uznał ,że się wycofuję tylko by ukazało się to jako pewna forma neurotyczności. Wewnątrz byłem wciąż taki sam.
Ryzykowałem  przy tym  posunięciu własną maską. Jego dotyk mógł zachwiać lub rozbić ją, a ja przypadkowo się zdradzić. Byłby to głupi błąd na jaki pozwolić sobie nie mogę. Jak długo będę musiał jeszcze ciągnąć kłopotliwie niezręczne spotkanie? Żaden z nas nie był niezniszczalny a bądź co bądź, miałem pewne obawy iż poniósłbym sromotną porażkę w tym pojedynku wytrzymałościowy. Danny nie był rozchwiany psychicznie. Był całkowicie pewien swoich racji, siebie samego i gruntu, którym się bezczelnie przechadza. Ja zaś byłem naznaczony niedogodnościami losu, skrzywiony, nietrwały  i pełen nienawiści, a ona nigdy nie jest pewnym uczuciem. Nie jest trwała ani zdrowa. Budzi gniew, sprzeczne emocje i chwiejność. Ja trzeba okiełznać i zgasić lub dać się jej ponieść i zaprowadzić, może zmanipulować. Daniel oczywiście wiedział, że go nienawidzę, przynajmniej mógł podejrzewać. Raczej nie łudził się ,że darzę go jakimkolwiek pozytywnym uczuciem. Póki co, jednak nie mógł mnie kontrolować. Nawet mi trochę szkoda chłopaka, że ten sądzi inaczej. Zbytnia pewność siebie występowała u niego pod postacią niezdrowej arogancji.
Zmrużyłem lekko oczy gdy znalazł się tak blisko. Kolejny raz naruszał moja przestrzeń tym razem w bardzo jednoznaczny sposób. Kolejna uderzająca świadomość przyprawiła mnie o delikatny uśmiech na twarzy. To nie mogło być aż takie łatwe… A jednak. Ta myśl przyćmiła wszelkie inne niewygodne emocje, a ja sam zatopiłem się w niepohamowanej radości. Kiedy się odsunął, nieśpiesznie usuwałem cień uśmiechu z twarzy. Spojrzałem mu prosto w oczy gdy po raz kolejny użyczył mi, jakże swojego, ognia. Zaciągnąłem się lubo rozkoszując się każdym kłębem dymu, który opuszczał moje usta. Jakby zabierał, tym razem skutecznie, wszystkie moje troski. Niezbyt wierzyłem w cudowną moc palenia papierosów, ale tym razem coś w tym było i skłonny jestem w to nie wątpić. Spaliłem go powoli w ciszy nie zerkając ani razu na chłopaka. Niezbyt się stęskniłem po dwóch minutach, ale i tak musiałem rzucić okiem na rozmówcę.
-Jesteś pedałem?-spytałem nie siląc się na jakiekolwiek uprzejmości. Przygniotłem butem upuszczonego sekunde wcześniej, niedopałka.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 9:29 pm


W co on sobie pogrywał? Czyżby naprawdę zapamiętał mnie jako idiotę, który nie potrafi dostrzec zwykłej gry? A może po prostu byłem tym idiotą i sam sprawiłem, że tak mnie teraz odbiera. Jakkolwiek, niezależnie od przeszłości, teraz uważam się za dosyć inteligentnego osobnika i miło byłoby gdyby Zack nie próbował robić ze mnie kretyna. Nawet ja nie bywam tak fałszywy jak on w tym momencie. Irytowałem się z każdą kolejną salwą śmiechu, jaką mnie uraczył, jednak niewzruszenie się uśmiechałem. Cały czas się zastanawiam, czy chłopak faktycznie myśli, że wierzę w tą jego niemalże sangwinistyczną osobowość, czy może dobrze wie, że zdaję sobie sprawę z tego co kryje się za jego maską i z niewiadomych dla mnie przyczyn mimo to próbuje grać. Cóż, samo to, że zachowuje się tak jakbyśmy dalej byli dobrymi kumplami, a na słowo "przyjacielu" powstrzymuje się od zaprzeczenia, wskazuje na jego określone plany względem mnie. To śmieszne, wręcz niedorzeczne, ale on naprawdę próbuje się zemścić. Pytaniem tylko pozostaje w jaki sposób, lecz tym nie zamierzam się zamartwiać. Jeszcze czego, miałbym się obawiać bezbronnego, urażonego gówniarza? To już nie te czasy, bym zawracał sobie głowę takimi głupotami. Ale próbuj Zack, próbuj. Zobaczymy jak na tym wyjdziesz.
No proszę, ktoś tu próbował mi rozkazywać. Zackie doskonale wiedział jak działa na mnie takie podpuszczanie. Automatycznie robię na przekór, niewiele nad tym myśląc. Ale tym razem postanowiłem puścić jego słowa mimo uszu, w końcu nie ma sensu w jakikolwiek sposób się do nich odnosić. Tak czy inaczej, podpuszczanie go raczej będzie standardem w trakcie trwania tej rozmowy. Przede wszystkim dlatego, że ciekaw jestem jak długo wytrwa pod swoją maską i jak wiele trzeba, by ją z niego zerwać. Co zrobi, jeśli zaproszę go do siebie? Dalej będzie taki hardy i wbrew wszelkiej logice się zgodzi, czy może okaże trochę prawdziwych uczuć i się wycofa? Ktoś by się zapytał skąd wiem jakie są jego "prawdziwe uczucia". Ale przecież tylko głupiec nie zauważyłby, że to co pokazuje na pewno nimi nie jest. Z kolei naturalnym zjawiskiem w przypadku Zack'a powinna być obawa, a może nawet strach. Niezręczność, pierzchliwość. W końcu do cholery, zgwałciłem go. Nieważne jak daleko chciałbym uciec od tego faktu, nazywając rzeczy po imieniu, ja po prostu go zgwałciłem. Chyba nie muszę mówić co to oznacza. Ofiara nigdy nie potrafi znieść kontaktu ze swoim oprawcą i nie zmienia tego nawet fakt, że byliśmy przyjaciółmi. To tylko potęguje krzywdę jaką mu wyrządziłem, więc jakim prawem siedzi obok mnie, dodatkowo się przymilając i wypełnia przestrzeń tym optymistycznym śmiechem? Irytujące.
Za każdym razem reagował na moją bliskość ledwie widocznymi gestami, które jednak ja sam bez problemu mogłem dostrzec. To tylko utwierdzało mnie w przekonaniu, że czuje się wyjątkowo niekomfortowo, w szczególności wtedy, gdy naruszam jego przestrzeń osobistą. Czy naprawdę myślał, że i tego nie widzę? Ale oprócz tego było coś jeszcze. Jakby nagle go oświeciło, jakby dowiedział się czegoś, co wywołało ten dziwny uśmiech na bladej twarzy. Szybko dowiedziałem się o co chodzi, choć nie rozumiałem dlaczego moja orientacja tak go ucieszyła. Więcej niż dziwne.
Obydwoje w ciszy spaliliśmy swoje papierosy. Obiecałem sobie, że po następnego sięgnę później niż po dziesięciu minutach, gdyż mam przy sobie tylko jedną paczkę. Swoistą ciszę wypełnioną dźwiękami koncertów przerwał nie kto inny jak Zack, zadając dość bezpośrednie pytanie i skłaniając mnie do spojrzenia na niego. Uraczyłem go łagodnym i całkiem rozbawionym wzrokiem, uśmiechając się wymownie.
- Chyba nie powiesz, że to cię dziwi? - Ktoś inny być może wyszedłby z siebie będąc nazwanym w ten rzekomo obraźliwy sposób i trułby dupę o to, że nie jest pedałem, tylko gejem, ew. homoseksualistą. Ale dla mnie można to przyrównać do sytuacji z ludźmi otyłymi. Można nazwać ich puszystymi, przy kości, czy też pulchnymi, ale nie zmieni to faktu, że są po prostu grubi. To tylko kwestia bogactwa słowa, czy też tak zwanej kultury. Nie wymagałem jej od nikogo, bo przecież sam raczej nie kieruję się jej zasadami. Są we mnie pewne oznaki hipokryzji, ale nie do tego stopnia.
- Powiedzmy, że przyjemność jaka płynęła z bzykania ciebie sprawiła, że nie miałem więcej ochoty na dziewczyny - dodałem z bezczelnym uśmiechem, przy tym przejeżdżając wzrokiem po Zacku, jakbym właśnie przypominał sobie jego nagie ciało. - A co, zainteresowany? - dodałem z jeszcze większą dozą chamstwa i bez krępacji objąłem szyję dawnego przyjaciela ramieniem, przyciągając go do siebie wyjątkowo blisko. Z lubością wpatrywałem się w błękitne tęczówki, nie ukrywając, że gdyby się zaoferował, bardzo chętnie zerwałbym z niego wszystkie warstwy ciuchów. A może nawet gdyby nie wyraził zgody...


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:51 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 9:45 pm

Rok wcześniej...

-Informatyka?-zadrwił niewysoki chłopak. Był niższy o głowę nawet od Zack'a, który do tej pory uważał się za najniższego w kręgu znajomych z uczelni. Pewnie dlatego tak strasznie ich nie lubił. Trwało właśnie słoneczne lato w Los Angeles. Dziewczyny stawiały na minimalizm w swoich kreacjach, chłopcy również nie zasłaniali się gorliwie przed słońcem.

Zack zamrugał kilkakrotnie i jakby znowu przyjrzał się chłopakowi zza oprawek dużych okularów zsuwających się z nosa z każą sekundą nachylania się i wpatrywania w niższego towarzysza.

-Znamy się?-spytał w końcu z nieco...obojętnym wyrazem twarzy. Za jego plecami rozbrzmiała salwa gromkiego śmiechu. Zapewne jak zwykle powiedział coś nie na miejscu. Spojrzał po obecnych i znów wrócił wzrokiem do nieznajomego. Jego twarz wyrażała najwyższy stopień zdziwienia.

-Stary, przedstawiłem ci się pare godzin temu-powiedział przyciszonym głosem niższy z nich. Zack spróbował uśmiechnąć się krzywo, ale porzucił ten zamiar gdy chłopak prychnął z politowaniem.

-Słyszałem, że jesteś dziwny, ale nie sądziłem, że też niedorozwinięty-posłał mu nieprzychylne spojrzenie. Zack zrobił krok do przodu i spojrzał na niego jeszcze bardziej z góry niż z początku. Uśmiechnął się rozanielony.

-Nie zapamiętałem cię, bo wyglądasz jak cała reszta tych beznadziejnych idiotów, która się tu kręci-powiedział na tyle cicho by nie słyszał go nikt poza karzełkiem-I tak samo jak oni, nie dorastasz mi do pięt.
Kolejna sekunda okazała się być szybkim ciosem na twarz wyższego. Impet uderzenia skierował jego twarz w bok i odrzucił okulary o parę metrów. Kolejne trafienie poleciało ze strony Zacka. Tak rozpoczęła się zacięta walka. Dopiero interwencja ochrony i woźnego zaprowadziła porządek i rozdzieliła obu młodzieńców. Jeden z nich, mniejszy lecz równie dobrze zbudowany co ten drugi, ze złamanym nosem i kapiącą z niego krwią oraz licznymi siniakami na całym ciele. Drugi, większy, narwany lecz bledszy i sprawiający wrażenie niewyspanego, z podbitym okiem, rozciętą wargą oraz łukiem brwiowym. Twarz jednego z nich jawiła się w przerażeniu, a usta drugiego, rozciągnięte w szerokim uśmiechu.

*

Daniel nie był szczególnie wyjątkowy pod względem tego jak się czułem kiedy naruszał moją osobistą strefę. Odkąd pamiętam nie sprawiało mi to przyjemności gdy ktoś bez ostrzeżenia się do mnie zbliżał. Danny zawsze to robił. Kładł mi rękę na ramieniu, czochrał po włosach, delikatnie ciągał mnie w różne miejsca kiedy nie nadążałem. Zawsze mnie tym irytował, ale myślę ,że wtedy nie zauważał ,że czuje wtedy niekomfortowo. Dzisiaj jest inaczej. Teraz doskonale o tym wie, znajduje słabe punkty jednakże nie najsłabsze. Te, które tak usilnie starał się odkryć. Powinien był szukać głębiej, dusić z całą siłą jeżeli jego celem było, tak jak sądzę, wyciągniecie wszystkich emocji na wierzch.
Tak jak się spodziewałem, kolejny okaz neurotyczności zmieszał chłopaka. Na jego twarz wstąpił cień skonsternowania.
Zaśmiałem się krótko. Jakkolwiek ten temat i natarczywość w stosunku do moich upodobań, denerwował mnie, tak w tej chwili wydało mi się ,że to jedyny aspekt, który mogę bezpiecznie i swobodnie prowadzić. O ironio. Oparłem skroń o zaciśniętą w pięść dłoń i spojrzałem niemal rozmarzonym wzrokiem na chłopaka.
-Już mnie w tobie nic nie zdziwi-odparłem miękko wpatrując się sztuczne oczy. Nagle wydały mi się denerwujące i jakby stały się przeszkodą nie do pokonania na drodze do prawdy. Zmarszczyłem brwi, ale kolejne słowa chłopaka znów przywróciły mojej twarzy uśmiech.
-Nieprzyjemność bycia bzykanym przez ciebie sprawiła zaś ,że ja nie miałem ochoty na jakiekolwiek kontakty seksualne-powiedziałem neutralnym, niemal obojętnym, tonem. Oczywiście. To była prawdziwa reakcja obronna, odsunięcie od siebie wszelkich złych skojarzeń.
Nie oznacza to, że nie próbowałem. Nie z mężczyznami, z kobietami parę razy. Nigdy jednak nie…Machinalnie potrząsnąłem głową w celu pozbycia się natrętnych myśli związanych z częściową impotencją na jaką cierpiałem od kilku lat.
Jego wzrok sprawił ,że się wyprostowałem i spoważniałem. Spuściłem wzrok na buty i gdy docierało do mnie to co mówił, przeczesałem włosy dłonią uśmiechając się z rozbawieniem. Po chwili zlustrowałem swoją bladą rękę wzrokiem jakby była mi całkowicie obca. Przesunąłem pare rzemyków i zanim odpowiedziałem, minęło trochę czasu.
-Wolę dziewczyny-mruknąłem wciąż nie zaszczyciwszy go już spojrzeniem-Ale jak poprosisz mnie o numer to dam ci ów bez wahania-dodałem bez zająknięcia. Oczywiście, że z wahaniem! Gdyby nie mój jasny cel, w życiu nie pozwoliłbym by ponownie mnie znalazł! Na przekór swoim myślom, uśmiechnąłem się niemal drwiąco i potarłem twarz dłońmi.
-Danny, jesteś niemożliwy…-wymruczałem ciszej, gdy jego ramie objęło moja szyję. Posuwam się za daleko w swojej myśli, czuję się kontrolowany. Czy tego chciał mężczyzna siedzący obok mnie? Bym mimo całej niechęci mu pozwolił na wszystko?
Objąłem delikatnie nadgarstek zalegający na moim barku i uniosłem do góry, wyplątując się z uścisku. Położyłem bezwładną kończynę na kolanie jej właściciela.
-Powinienem się zbierać-odparłem po krótkiej chwili. Wstałem z drewnianej ławki i spojrzałem na ówczesnego przyjaciela z góry. Nie byłem już taki hardy, a to oznaczało, że najwyższy czas wycofać się z zagrywki.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 9:47 pm


Nic go nie zdziwi? No tak, mając na uwadze to czego dopuściłem się, gdy byliśmy przyjaciółmi i ponoć dobrze mnie znał, raczej nie zaskoczyłoby go, gdyby poznał nowe fakty, takie jak na przykład moje codzienne zajęcia. Nadal jednak minęło trochę czasu od naszego ostatniego spotkania, więc Zack nie może być pewien, że nie istnieje coś co jeszcze go zaskoczy. W końcu raczej nie nazwałbym siebie przewidywalnym człowiekiem.
Uniosłem wysoko brwi, nie ukrywając swego zdziwienia, gdy Zack poniekąd odsłonił tajemnicę swego życia seksualnego, którego właściwie... brakło. O ile oczywiście dobrze wywnioskowałem. Ale skoro stwierdził, że doświadczenia łóżkowe ze mną pozbyły go chęci na jakiekolwiek inne, mające wydarzyć się w przyszłości, to praktycznie tak jakby przyznał się do braku bliższego kontaktu z kimkolwiek innym. Nawet z dziewczynami? A ta cała Eveline? Chociaż patrząc na to jak wygląda ich relacja, a raczej jak niebieskowłosy traktuję dziewczynę, nie powinno mnie dziwić, że nie rozpieszcza jej w łóżku. Gdy pierwsze zdziwienie zeszło z mojej twarzy, pojawił się na niej uśmiech satysfakcji. Właściwie ucieszyło mnie to, że jakby nie patrzeć jestem pierwszym i ostatnim facetem Zack'a. W dodatku od trzech lat nie współżył nawet z dziewczyną. Interesujące... Aż mam ochotę zmienić te statystyki. Jeśli chłopak dalej będzie zgrywał takiego pewnego siebie i zupełnie niebojaźliwego, istnieje duże prawdopodobieństwo, że uda mi się to nawet za jego pozwoleniem. Mimo wszystko nie chciałbym fundować mu powtórki z rozrywki.
W końcu. W końcu ujrzałem cząstkę tego Zack'a, którego oczekiwałem zobaczyć przez cały ten czas. Bardziej naturalnego, ujawniającego prawdziwe emocje. Skrępowanie, niepewność, to co niewątpliwie było szczere i to co nadal nieudolnie próbował ukryć. Uśmiechałem się pod nosem widząc to słodkie oblicze, sprawiające, że jeszcze bardziej pragnąłem przyprzeć go do muru, zmusić, by pokazał resztę, którą ukrywa. Ale nie tylko ja zauważyłem jak chłopak odpuszcza i ulega mojemu naciskowi. On również zdał sobie z tego sprawę i rozsądnie postanowił uciąć naszą pogawędkę. To nic, ważne, że jestem pewien, iż ma limity, które nieciężko będzie mi złamać. Nieciężko, jeśli tylko spotkamy się po raz kolejny, a na pewno nie wypuszczę go teraz ze swoich rąk, więc musi do tego dojść.
Oferta Zacka dotycząca numeru telefonu mogła oznaczać tylko dwa scenariusze. Albo chce dać mi go dla zmyłki, a potem olewać połączenia i spróbować uciec (co i tak nie ma prawa bytu, bo bez problemu bym go wyśledził), albo na sto procent coś planuje. W końcu na pewno nie chciałby ponownego spotkania, gdyby czegoś nie knuł. Ale tak jak już mówiłem, cokolwiek to jest, nie uwierzę, by był w stanie faktycznie mi zaszkodzić. Zack nie jest kimś kto byłby w stanie prawdziwie skrzywdzić drugą osobę i może tylko podejmować się prób, które i tak spalą na panewce. Mój słodki przyjaciel może bawić się w mściciela, ale nigdy nie dorówna memu poziomowi i tego właśnie mu życzę. Nie chciałbym, by stał się kimś takim jak ja, a już na pewno nie przez śmieszną chęć zemsty. To nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Ale nie będę mu tego przedwcześnie uświadamiać. Sam zrozumie, jeśli jego śmieszny plan faktycznie dojdzie do skutku. Aż jestem ciekaw co też moja mała perełka wymyśliła. Mam nadzieję, że przynajmniej dostarczy mi trochę rozrywki.
Zackie nie przeciągał, gdyż słusznie czuł jak bardzo traci kontrolę. Moje ramię swobodnie wylądowało na nodze, pokierowane dłonią chłopaka, a ja sam posłałem mu pewny siebie uśmiech i chwyciłem drobny nadgarstek, gdy chłopak tylko wstał. Nie minęła sekunda, jak chude ciało znalazło się na moich kolanach w wyniku mocnego pociągnięcia za rękę. Nadal mocno trzymałem nadgarstek Zacka, drugim ramieniem zaś objąłem go w pasie. Miałbym dać mu po prostu odejść?
- Numer, mały - przypomniałem, puszczając nadgarstek i wyjmując z kieszeni iPhone. No tak, kolejne zaprzeczenie mojego rzekomego braku pracy. Cóż, gdybym wiedział wcześniej, że spotkam starego przyjaciela, bardziej przygotowałbym się do roli bezrobotnego. Teraz to już pies pogrzebany.
- I dam ci wrócić do tej słodkiej dziewczyny - obiecałem, nadal jednak mocno obejmując chłopaka, tym samym niewerbalnie dając mu ostrzeżenie. Lepiej, żeby nie podrywał się do pionu dopóki mu na to nie pozwolę. Powinien się cieszyć, że na dzisiaj daję mu spokój, bo równie dobrze mógłbym wykorzystać jego chwilę słabości i dalej naciskać, całkiem ujawniając prawdziwe, bardziej bojaźliwe oblicze. Nie zrobię tego tylko dlatego, że nie chcę pozbawiać się całej zabawy.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:50 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 10:03 pm

Gdzieś z tyłu, za naszymi plecami, dało się słyszeć pierwsze pokrzykiwania . Mogłem tylko przepuszczać, że do następnej części koncertu pozostało nam zupełnie nie wiele czasu. Cóż, zagadaliśmy się i nadchodził nieuchronny czas rozstania. Byłe szybciej.
Z początku niemal prawie uderzyłem chłopaka jednak jego zbyt szybkie działanie, nie pozostawiło mi czasu na właściwą reakcję. Wyładowałem niepewnie na Danielu oczywiście walcząc z chęcią przywalenia mu tak mocno, że aż by się zdziwił. Zapewne nie miałby oporów, żeby mi oddać, jego sylwetka wskazywała na to ,że nie należał do…słabych. Był nawet nieco zbyt dobrze umięśniony. A ja? Poza doświadczeniem w ulicznych bójkach, nie miałem żadnych umiejętności wyuczonych. Działałem czysto impulsywnie, często wpadałem w szał i nawet nie panowałem nad tym co robi moje ciało. Wolałbym więc nie wiedzieć jak skończy się ta prowokacja z mojej strony. Posłałem mu za to podobnie nienawistne spojrzenie co parenaście minut temu bowiem na nic więcej nie mogłem sobie pozwolić. Uścisk mężczyzny był stanowczy, by nie rzec zaborczy. Niby niezbyt zainteresowany, rozejrzałem się wokół gdy zdałem sobie sprawę ,że chyba bym się spalił ze wstydu gdyby w takiej pozycji zobaczył mnie ktokolwiek ze znajomych lub znajomych zaznajomionych ze znajomymi. W ogóle najlepiej, żeby absolutnie nikt tego nie widział. Spojrzeniem wróciłem do sztucznych oczu Daniela i puszczając mimo uszu jego upominanie się o wcześniej obiecany numer, odparłem.
-W ogóle ci nie pasują te soczewki, skarbie.-mruknąłem wciąż wpatrując się w oczy Dana. Mimo ciepłego zwrotu zawartego w wypowiedzi, mój głos brzmiał chłodno i rzeczowo jakby nie była to tylko sugestia lecz rozkaz, by więcej nie próbował zakładać tych paskudnych, czerwonych ślepi.
Mimo, że próbowałem zignorować uścisk na nadgarstku, ten przyprawiał mnie o najgorsze myśli i wspomnienia. Spróbowałem go wyszarpnąć, ale wraz z następnymi słowami Daniela, pojawiło się nieprzyjemne uczucie grozy wiszącej w powietrzu. Czyżby Daniel nie lubił Ev? A może chciał mnie zniechęcić do wyrywania się z uścisku, który oczywiście sprawiał mi ogromny dyskomfort. Nie chodziło nawet o naszą wspólną przeszłość lecz o niezaprzeczalny fakt iż…faceci nie powinni siedzieć drugim na kolanach. Próbowałem się jakoś zsunąć na ławkę, ale jedyne co zdołałem zdziałać to zsunięcie się głębiej i przylgnięcie do chłopaka z moim kolanem w jego paskudnym kroczu. Skrzywiłem się ledwo zauważalnie i nawet nie zdziwiło mnie to, że mężczyzna był w posiadaniu dość nietaniego telefonu. Demonstracyjnie uniosłem brew w niemym pytaniu jednak nie było to spowodowane naturalną reakcją lecz tym, że chciałem mu udowodnić iż rozwiał moje wątpliwości w związku z jego wątpliwym źródłem zarobku. Oparłem rękę o jego klatkę piersiową i odepchnąłem się na większą odległość pozbywając się uścisku na nadgarstku i wyciągając wolną dłoń po telefon chłopaka. Nie z zamiarem pochwycenia go lecz z niewypowiedzianą propozycją zapisania go własnoręcznie. Jestem nazbyt dobry.
-Nie musiałeś się na mnie rzucać z łapami, żeby go dostać-uśmiechnąłem się-I tak bym ci dał-wymruczałem bardziej dwuznacznym tonem. Nic nie zaszkodzi trochę rozwiać jego wątpliwości. Spróbowałem wstać, wyszarpując się drogiemu towarzyszowi z ramion niemal dociskając kolana tam gdzie znajdował się jego drobny przyjaciel. Cóż wtedy nie wydawał się drobny. Skarciłem się w myślach za tak niedorzecznie obrzydliwą wizję.
Usłyszałem w tle coraz głośniejszy okrzyk wiwatu i niemal zerwałem się na nogi z nadludzką siłą i szybkością. Oczy zapewne mi się zaświeciły z ekscytacji wzbierającej wewnątrz mojego pozornie spokojnego ciała. Mimo, że przez te wszystkie lata wmawiałem sobie nieudolnie iż nie cierpię tego zespołu i twierdziłem, że z niego wyrosłem, nic tak mnie nie uszczęśliwiało jak perspektywa zobaczenia ich znowu na żywo. Mimo, że wewnątrz zniecierpliwiony przebierałem nogami, tak na zewnątrz wciąż utrzymywałem obraz opanowanego młodego człowieka. Spojrzałem na Daniela chcąc ujrzeć przynajmniej cień tego, że dzieje się z nim to samo co ze mną, ale po chwili zmarszczyłem brwi. Dlaczego miałbym na niego czekać? Bez dłuższego oczekiwania na ciemnowłosego, ruszyłem szybkim krokiem w kierunku, z którego dobiegały najgłośniejsze wrzaski.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Pon Wrz 28, 2015 10:09 pm


Z lekkim uśmiechem obserwowałem jak Zack walczy z chęcią wymierzenia potężnego ciosu w moją twarz, o ile oczywiście można nazwać w ten sposób atak przy użyciu tak chudych rączek. Ale kto wie, już nieraz miałem okazję przekonać się ile siły może drzemać w niezbyt wyględnych ramionach. Niestety, gdyby był pewien, że chce mnie uderzyć, zrobiłby to bez wahania, zaś kiedy pojawiła się niepewność, stracił szansę na cokolwiek. Uniknąłbym tego, lub zwyczajnie zatrzymał, a nawet gdyby Zackowi jakimś cudem udało się osiągnąć cel, musiał wiedzieć, że przy mojej posturze lepiej nie iść tą drogą. Nie mógł wiedzieć czy mu oddam, ale nie mógł również być pewien, że tego nie zrobię, więc najwidoczniej podjął słuszną decyzję i siedział spokojnie. Szczerze mówiąc, gdyby podniósł na mnie rękę, w tej chwili nawet nie pomyślałbym o tym, by się zrewanżować. Nie lubię się bić, to raczej nie w moim stylu. Poza tym, jeśli już ktoś sprowokuje mnie do tego stopnia, bym chciał mu coś zrobić, nie spocznę dopóki go nie zabiję, lub inna osoba mnie nie powstrzyma. Zacka za nic w świecie nie chciałbym uśmiercić, więc na pewno bym mu nie oddał. Ale za to nadszarpnąłby mi nerwy, a to też nie jest zbyt dobra opcja dla chłopaka. Cieszę się więc, że jednak zdołał powstrzymać swój impuls.
Mój uśmiech tylko się pogłębił, gdy dostrzegłem jak dziewiętnastolatek rozgląda się po otoczeniu w wiadomym celu. Nie przeszkadzało mu to, że siedzi na moich kolanach, ale to, że ktoś go w tej pozycji może zobaczyć, a to dawało wiele do myślenia. Gdyby naprawdę był takim zawziętym heterykiem, nie spędziłby sekundy na moich kolanach i przynajmniej próbował się wyrywać. Ale to, że nim nie jest, właściwie już od pewnego czasu wiem. Przymila się, a jego spojrzenie i słowa wskazują na to, że nie miałby nic przeciwko dotykaniu przez innego faceta. Zack jeszcze tego nie wie, ale to nie problem, osobiście pomogę mu odkryć jego orientację.
Nie poczułem się urażony, gdy przyjaciel zwrócił uwagę na czerwone, rzucające się w oczy soczewki. W pewien sposób się z nim zgadzałem, bo rzeczywiście, moje czarne tęczówki dużo bardziej współgrały z całością. Z drugiej strony jednak, te czerwone odzwierciedlały moją osobowość. Odrzucały. Stanowiły pewne ostrzeżenie dla ludzi, którzy się w nie wpatrywali, nadawały mojej twarzy lekkiej grozy, zniechęcały innych do spoufalania się. Kiedyś pewna osoba stwierdziła, że moje czarne oczy nadają mi tajemniczości, a to sprawia, że ludzie chcą mnie bliżej poznać i odgadnąć, co się za nimi kryje. Wtedy właśnie zacząłem nosić soczewki.
- A tobie ta sarkastyczność, "skarbie" - odpowiedziałem z wymownym uśmiechem, tym razem dosadnie dając do zrozumienia, że dobrze wiem o grubej masce chłopaka. Być może nie widzieliśmy się od trzech lat, ale nadal wiem, że to co pokazuje jest fałszywe. Zwyczajnie niezackowe. Ignorowałem to jak chłopak się szarpie i zastanawiałem się czy on poważnie myśli, że da radę się uwolnić, jeśli ja nie będę tego chciał. Jestem od niego o niebo silniejszy, co widać na pierwszy rzut oka, a to tylko jego wina, że nie uciekał w porę i próbował grać odważnego. Dlatego teraz skończył nieco unieruchomiony, tylko bardziej się pogrążając tą śmieszną szarpaniną. W końcu z westchnieniem ulitowałem się nad niebieskowłosym, poluźniając swój uścisk i pozwalając mu na wysunięcie nadgarstka z objęcia. Nadal trzymałem dłoń na jego pasie, ale to akurat tylko dlatego, że było jej tam wygodnie.
Uniosłem delikatnie brew, gdy ujrzałem rękę Zack'a wyciągniętą po iPhone'a. Wystarczyło, by podyktował, ale skoro już sam chciał zapisać, to nie miałem nic przeciwko. Do pracy używam drugiego telefonu, który obecnie wyłączony spoczywa w mym domu, w związku z czym na tym nie mam nic do ukrycia. Podałem komórkę chłopakowi. Na tapecie nie miałem żadnego chłopaka, żadnej dziewczyny i żadnych przyjaciół. Nie posiadam żadnej z tych rzeczy, czy też raczej osób. Mam kumpli, ale nie przyjaciół. Dlatego też na ekranie widnieje najbliższa mi obecnie rodzina, tj. biały Mastiff Tybetański, mały kot hawański oraz jeszcze mniejszy kot savannah. Mastif zwany Arnie jako jedyny znany jest Zackowi, gdyż przygarnąłem go już w liceum. Pozostała dwójka miała mniej niż rok.
Nie skomentowałem słów chłopaka, gdy wspomniał o rzekomym rzucaniu się z łapami, oraz o wyraźnie dwuznacznym "dawaniu". Gdy to mówił, miałem wrażenie, że ma na myśli zupełnie co innego niż numer. A to dziwne, bo nie wydaje mi się, by chłopak samowolnie wskoczył mi do łóżka. Więc to zapewne tylko moja wyobraźnia. Odebrałem telefon, gdy Zack zapisał na nim swój numer i ledwo zdążyłem go schować, a do moich uszu dotarły entuzjastyczne okrzyki widowni. Niebieskowłosy poderwał się jak oparzony i z niemalże widocznymi gwiazdkami w oczach spojrzał w stronę, skąd dochodziły krzyki. Ja również wstałem, chcąc jak najszybciej dołączyć do pozostawionego kumpla, który zapewne nadal był gdzieś niedaleko sceny. Nie ukrywałem, że również jestem podekscytowany. Ostatnim razem na koncercie swego ulubionego zespołu byłem tej pamiętnej nocy, gdy zakończyła się moja znajomość z Zackiem. Cóż za zbieg okoliczności, że z tej samej okazji, znów się spotkaliśmy. W każdym razie, znajome dźwięki instrumentów i rozbrzmiewający głos wokalisty wywołały na mojej twarzy szczery uśmiech i przez chwilę poczułem się jak beztroski, zwykły nastolatek. Tak jak kiedyś. Nie chciałem wyzbywać się tego uczucia przez najbliższe kilka godzin, dopóki nie muszę myśleć o robocie i obecnym, niezbyt kolorowym życiu. Mój wzrok przeniósł się na Zacka, zaś ja sam otworzyłem usta celem pożegnania się z chłopakiem.
- Nie pij za dużo, młody - posłałem mu lekki, nieco nostalgiczny uśmiech, po czym już bez dodatkowych słów odwróciłem się i poszedłem w swoją stronę.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:50 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 12:06 am

-Zupełnie nie wiem o czym mówisz-powiedziałem posyłając towarzyszowi lekki uśmiech. Czasami sam dawałem się oszukać samemu sobie, że czuje się w jego towarzystwie niemal normalnie. W rzeczywistości, tak nie było. Po prostu czasem cofałem się myślami do czasów kiedy czułem się przy nim swobodnie do tego stopnia, że weszło mi to w krew. Nigdy nie rozważałem tego, żeby mu to wybaczyć. Zapomnieć i uznać ,że tamtej nocy nie zdarzyło się nic wielkiego. Puścić w niepamięć lata upokorzenia bowiem to wszystko diametralnie zmieniło całą moją osobę.
Czy to było niemożliwe?
Czy wraz z przebaczeniem odnalazłbym swoje uczucia, pozwoliłbym im istnieć, a także, czy zaakceptowałbym sam siebie?
Niemożliwe.
Zapisałem swój numer w telefonie chłopaka i zapisałem się w jego kontaktach podpisując ów swoim imieniem i nazwiskiem. W moim przypadku numer dałoby się szybko zmienić bez większych wyrzeczeń. Gdybym się rozmyślił, wyrzuciłbym kartę lub cały telefon i kupił sobie nowy. Niezbyt wielu miałem znajomych więc przekazanie najbliższemu gronu aktualnego numeru nie stanowiłoby problemu.
Kliknąłem przycisk by powrócić na stronę startową Danielowego telefonu i uniosłem brew do góry po czym na moje usta wstąpił drwiący uśmiech, jednak nie miałem nic złego na myśli. Rozbawił mnie fakt, że Dan udając takiego twardziela ustawia sobie na tapetę swoje słodkie zwierzątka. Wpatrywałem się jeszcze krótka chwilę w zdjęcie po czym wręczyłem aparat właścicielowi.


*
Gdy nadszedł świt, a właściwie to wczesne południe, obudziłem się z niemożliwym bólem głowy. Nie miałem nawet pojęcia w czyim domu jestem jednak obecność znajomych sylwetek rozłożonych wszędzie na podłodze, także Ev przytulonej do ramienia, uspokoiła mnie na tyle, że poczułem się zdeterminowany do wstania mimo tego, że czułem się jakby takowe przeciążenie doprowadziło moja głowę do wybuchu. Pragnienie zwyciężyło i dźwignąłem się na nogi. Ruszyłem chwiejnym krokiem do innego pomieszczenia i zajrzałem do kilku innych zanim znalazłem kuchnie. Bez dłuższego namysłu wsadziłem głowę pod kran odkręcając kurek i pozwalając zimnej wodzie wpłynąć na policzki, do ust i rozlać się po całej twarzy. Po jakimś czasie wyciągnąłem głowę spod wody i niedbale wytarłem twarz we wczorajsza koszulkę, którą wciąż miałem na sobie. Gdzieś jednak zniknęły spodnie. Zmartwiłem się bardziej tym, że nie mogłem ich znaleźć niż faktem iż w ogóle nie znajdowały się na mnie. Utrapienie. Przestąpiłem nad jednym z bliższych kumpli, którego wszyscy nazywali Jackson. Mało kto wiedział ,że chłopak w ogóle ma na imię Henry i pochodzi z Nemiec. Nigdy nie spowiadał się z tego faktu jednak nie był specjalnie dyskretny. Mówił z akcentem lecz niewiele osób zwracało uwagę na jego niemal nikłą obecność. Znalazłszy swoje portki nieopodal grupy przyjaciółek Ev, wciągnąłem je na biodra. Oddaliłem się od największego zbiorowiska śpiących ciał i chwytając po drodze paczkę czyichś papierosów, wychyliłem się przez okno w niewielkiej kuchni. Zanim jeszcze zapaliłem jednego z kradzionych papierosów, skrzywiłem się czując jak przyjemne popołudniowe słońce oświeca moją twarz. Powiew niemal porannego powietrza przyprawił mnie o chęć otworzenia okna jeszcze szerzej. Po chwili ściągnąłem nieświeżą koszulkę i rzuciłem ją nieopodal po czym wychyliłem się za okno jak najbardziej było to możliwe. Wtedy dopiero wsadziłem między zęby fajkę i ja podpaliłem. Zaciągając się leniwie raz po raz, wyciągnąłem telefon z odzyskanych spodni dziękując Bogu, że wciąż tam jest. Przejrzałem wiadomości, które dostawałem od krótkich odstępach czasowych dzisiaj rano nie od kogo innego, a od mamy. Obiecałem jej, ze przyjadę. Westchnąłem przeciągle i pokrótce sprawdziłem ich treść. Brzmiały podobnie i każda zawierała ten sam przekaz.
Z większą ciekawością sprawdziłem te wiadomości, które nie pochodziły od matki. Danny pewnie nie miał jeszcze czasu napisać i zapewne jest teraz w podobnej formie co ja. Zaśmiałem się cicho z przekąsem. Nie mogę się doczekać aż nie będę musiał go więcej oglądać na oczy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 12:13 am


W dość specyficznym nastroju wróciłem do swojego towarzystwa, jakimś cudem wyhaczając w tłumie Luisa. Podszedłem do niego z nieco niemrawym uśmiechem, zaś ten widząc mnie wymownie uniósł brwi. No tak, opuściłem go pijany, miałem pójść po piwo, a wróciłem wyjątkowo trzeźwy. I bez piwa. Nie ma co, spotkanie z Zackiem postawiło mnie na nogi dużo lepiej niż cokolwiek innego.
- Daniel, wszystko gra? - zapytał, nadal mierząc mnie tym badawczym wzrokiem, ale ja jedynie posłałem mu luźny uśmiech i chwyciłem puszkę, którą trzymał w ręku, natychmiast ją przechylając. Muszę się napić. Muszę.

///4 godziny później///

- Jesteś tak cholernie seksowny... - Przeszywającym wzrokiem taksowałem niewysokiego, drobnego chłopaczka o czarnych włosach i oczach, na których nie potrafiłem się skupić. Obraz mi się dwoi, żeby nie powiedzieć troi. Właściwie mało ogarniam. I gdzie się znajduję? Koncert, tak to nadal jest koncert. Moja dłoń spoczywa na smukłej talii, druga zaś trzyma w dłoni kieliszek. Wódka? Bez większego zastanowienia przechyliłem zawartość, znów koncentrując się na chłopaczku. Zmarszczyłem brwi, uważniej mu się przyglądając.
- Kim ty do cholery jesteś gówniarzu? - warknąłem, zaś jego oczy zaczęły przypominać pięciozłotówki. Brązowe. Są brązowe.
- Dan... - Chyba nie wie co powiedzieć.
- Ciii - uciszyłem go, kładąc palec na ustach. Wzdrygnął się, posyłając wyzywający uśmiech. Dopiero zorientowałem się, że nie ma koszulki. Jest ładny, słodki, wyuzdany i chętny, ale... Nie zachwyca.
- Idę do Zacka - burknąłem, podnosząc się z miejsca i mijając widocznie zszokowanego chłopaka.

///Następną godzinę później///

- #$%^& kto mu dał wódkę?! - O, Luis...

///Niekreślona ilość godzin później///

Wszystko mnie boli. Boże.
Uchyliłem powoli oczy, rozglądając się po pomieszczeniu, które okazało się być moją sypialnią. Obok leżał Luis, na którego przez chwilę się zapatrzyłem. Przekląłem dość głośno widząc jego rozciętą wargę i rozwaloną brew. Mimo mojego podniesionego głosu, chłopak się nie obudził, więc póki co dałem mu dalej spać. Wstałem, chcąc się dowiedzieć w jakim stanie jestem ja, bo skoro blondyn się z kimś lał, to ja zapewne również.
Powędrowałem do sporej wielkości łazienki, ostrożnie patrząc w wyłożone na całej ścianie lustro. Rozcięta brew i poharatane dłonie. O, cięcie na ramieniu. Cholera, nic nie pamiętam. Nic poza pewnym magicznym kieliszkiem wypełnionym przezroczystą cieczą. Kiedy ja się nauczę, by nie sięgać po wódkę? Już widzę ten scenariusz. Ja się do kogoś rzuciłem, a Luis nas rozdzielał, w wyniku czego sam porządnie oberwał. Westchnąłem, sięgając po, na szczęście niezniszczony telefon. Będę musiał zabrać siebie i blondyna na małe zszywanko. Ale przedtem musiałem dowiedzieć się co z Zackiem. Kojarzę, że zawzięcie szukałem go podczas koncertu, ale nie wydaje mi się, bym znalazł. Mam taką nadzieję. Nie chciałbym spotkać się z nim w stanie wskazującym.
"Żyjesz Mały? Przyjadę  po Ciebie za dwie godzinki, podaj adres"
Nie przejmowałem się faktem, że nie powinienem jeszcze prowadzić, a już na pewno nie motocyklu. Ale kto zabroni wielkiemu Dannemu? Czekając na odpowiedź Zack'a powędrowałem z powrotem do sypialni i obudziłem obolałego Luiz'a, od którego na wstępie zebrałem niesamowity opieprz. Uciszyłem go jednak nim zdążył się dobrze rozkręcić, gdyż zaczął mnie irytować. Wbrew protestom chłopaka, pojechaliśmy na pogotowie.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:50 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 12:17 am

Nie znalazłem żadnych wiadomości od Daniela i włożyłem telefon do kieszeni z niejakim zawodem. Dopaliwszy papierosa, wyrzuciłem niedopałek za okno i nie kłopocząc się zamykaniem go, zeskoczyłem z parapetu i ruszyłem na poszukiwania łazienki z zamiarem wykapania się bowiem wczorajszy koncert był, cóż…wyczerpujący fizycznie. Czułem ból w mięśniach i przyglądałem się posiniaczonym ramionom.
Odnalazłem łazienkę, ale nie takich warunków się spodziewałem. Ktoś ulokował się w brodziku prysznica, a sedes był pozbawiony klapy. Nie wspominając już o tym, że cały był zarzygany.
Otworzyłem powoli szklane drzwi prysznica i spojrzałem z niejakim niesmakiem na rozwalonego wewnątrz mężczyznę. Nie przypominał żadnego z moich znajomych i prawdę mówiąc widziałem go na oczy po raz pierwszy. Bez wahania oblałem go zimnym strumieniem wody, a gdy ten się poderwał z przerażeniem do góry, wywlokłem go z kabiny, a potem także z łazienki. Wyglądał na całkiem miłego, ale niestety znalazł się w zły miejscu, o złej porze. O poranku byłem wyjątkowo nerwowy. Rozebrałem się do naga i z ulga wszedłem pod natrysk. Poświęciłem na prysznic dziesięć krótkich minut. Przekląłem krótko uzmysławiając sobie fakt, że torba z moimi rzeczami została…gdzieś, a ja miałem tylko nadzieje, że znajdzie się w tym mieszkaniu. W ręczniku zawieszonym na biodrach począłem szukać torby z rzeczami. Nim odnalazłem zgubę, pobudziłem kilka osób swoimi zdenerwowanymi wiązankami przekleństw.

*

Dochodziła godzina wpół do pierwszej kiedy wybrałem się na zwiedzanie okolicy celu odnalezienia miejsca, w którym mógłbym wypić dobrą kawę oraz moment, w którym na mój telefon wpłynęła wiadomość. Spokojnie wyjąłem ów narzędzie z tylnej kieszeni spodni i niemal upuściłem aparat gdy zorientowałem się kto jest nadawcą wiadomości. Przeczytałem z zapartym tchem i zmarszczyłem brwi ze skonsternowaniem po czym błyskawicznie odpisałem kilka razy poprawiając zagubione lub pozamieniane, w szale pisania, litery.
Dzisiaj jadę do matki więc nic z tego.
Oby nie wpadł na pomysł ,żeby odwiedzać mnie w domu rodzinnym. Nie zastałby tam nikogo ponieważ wraz z moim drobnym potknięciem w liceum, mama zarządziła zmiany w swoim życiu i przeprowadziła się razem z nowym mężem i nowo narodzonym dzieciakiem w miejsce sprzyjające życiu o wiele bardziej niż poprzednie miejsce zamieszkania. Był to bardzo ładny domek nieopodal centrum miasta, położony na jednym z tych popularnych osiedli domków jednorodzinnych. Mieszkałem tam półtorej roku zanim wyjechałem do LA żyć na własną rękę i uczęszczać na zajęcia na, opłacanej przez ojczyma, uczelni.
Dzisiaj miałem się pojawić pierwszy raz od roku i ta perspektywa przyprawiała mnie o drżenie kolan. Najchętniej jeszcze dziś wróciłbym do ciasnego mieszkania z dobrym dojazdem do miejsc najczęściej odwiedzanych przez okolicznych studentów. Wiedziałem jednak, że obietnicom złożonym matkom, nikt nie ma prawa, czy też odwagi, by łamać.
W związku z tym, ubrałem na siebie neutralną białą koszulkę i czarne rurki, a włosy pozostawiłem z w tym samym nieładzie co zwykle.
Zająłem miejsce przy oknie w jakiejś sympatycznej knajpce na rogu ulicy i po chwili, która minęła mi na wymyślaniu różnych scenariuszy pojawienia się w domu matki, zostałem ugoszczony zamówioną kawą. Leniwie sączyłem ją czekając na odpowiedź od Daniela bądź jakikolwiek telefon odwołujący spotkanie, od matki. Żadne z nich nie nastąpiło w przeciągu następnych dłużących się minut więc ze zrezygnowaniem wybrałem numer do Eveline. Ta odebrała po kilku sygnałach, z zapytaniem czy wszystko w porządku i czy wiem kiedy wrócę od rodziców. Z błogim spokojem odpowiedziałem na oba pytania i po raz kolejny dzisiejszego dnia kazałem jej pilnować naszych toreb z rzeczami bowiem gdyby ta należąca do mnie zniknęła, chyba zabił bym dziewczynę na miejscu. Bardzo ceniłem sobie swoje ubrania i wszelki dobytek. Zapewniony  kilkakrotnie, że moje rzeczy są bezpieczne, rozłączyłem się i leniwie oparłem podbródek na dłoni. U rodziny planowałem się pojawić nie wcześniej niż o drugiej popołudniu, a do tego momentu pozostało jeszcze wiele czasu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   Wto Wrz 29, 2015 12:19 am


W szpitalu oczywiście nie zostaliśmy zbyt miło powitani, czemu wcale się nie dziwiłem. Raczej rzadko odwiedzaliśmy z Luisem podobne placówki, gdyż mieliśmy własnego, bardziej przystosowanego pod nasze wypadki medyka, jednak tym razem nie były to rany wymagające jego interwencji. Standardowa służba zdrowia w zupełności wystarczyła. Oczywiście obydwoje wyglądaliśmy jak spod ciemnej gwiazdy i na pierwszy rzut oka widać było, że wdaliśmy się w jakąś bójkę. Na dodatek wciąż, mimo kąpieli, czuć było alkohol, choć ja sam nie byłem w stanie z pewnością tego stwierdzić. Nie wiem jak lekarka, która przyjęła blondyna, ale moja nie była zbyt sympatyczna i ja również nie pozostawałem jej dłużny. Nie przyszedłem tu jednak, by nawiązywać romanse, dlatego szorstko poprosiłem o pośpieszne zszycie ran, które tego wymagały i czym prędzej opuściłem szpital, czekając na parkingu w towarzystwie swego ścigacza. Luis miał nieco więcej podobnych ran, dlatego musiałem na niego poczekać kilka krótkich minut. W końcu i on się pojawił, obdarzając mnie wyjątkowo skwaszoną miną oraz nieciekawym spojrzeniem.
- Przestań się dąsać Lu, mogłeś mnie pilnować.
- Nie jestem Twoją zasraną matką Daniel. - Zmrużyłem oczy, słysząc słowo "matka" jednak nie dodałem żadnych zbędnych słów. Nie miałem nawet ochoty się z nim sprzeczać, a działo się tak zapewne głównie dlatego, że dobrze wiedziałem iż cała wina tych obrażeń leży po mojej stronie. Nie powinienem pić wódki. Przed następną imprezą będę powtarzał tą kwestię w myślach po stokroć.
Wiadomość od Zacka przeczytałem dopiero, gdy wraz z blondynem dotarliśmy z powrotem do mego mieszkania. Zmarszczyłem brwi, gdy dotarło do mnie, iż dawny przyjaciel właśnie odmówił mi spotkania. Nie miałem jednak zamiaru tolerować jego decyzji, nawet jeśli faktycznie miał zamiar odwiedzić matkę. A co mnie to obchodziło? Liczy się jedynie to czego ja chcę. Koniec kropka.
- Lu, trzymaj - podałem chłopakowi karteczkę z numerem Zack'a. - Daję ci pięć minut. - Dwudziestodwulatek westchnął wymownie, jednak przyjął skrawek papieru i bez niepotrzebnych sprzeciwów udał się do salonu, gdzie poprzedniego dnia zostawił swego laptopa. Powinienem coś zjeść, jednak z uwagi na swe lenistwo, uznałem, że przekąszę coś razem z Zackiem, byleby tylko nie przygotowywać nic samemu. Poza tym wiedziałem, że Luis wykona swe zadanie w minutę, nie pięć. Nie myliłem się, gdyż już po chwili dostałem tą samą karteczkę z napisanym na odwrocie adresem i słowną informacją, iż jest to narożna kawiarnia. Uśmiechnąłem się pod nosem, dziękując krótko koledze i bez zwlekania znów przywitałem się ze swym motocyklem.
Droga zajęła mi niespełna trzy minuty, gdyż ze swego apartamentowca mieszczącego się w centrum miałem blisko praktycznie wszędzie. Zaparkowałem czarno-czerwonego ścigacza na rogu i uśmiechnąłem się, już przez okno kawiarni widząc znajomą sylwetkę. Zdjąłem kask, niedbale przerzucając długie włosy przez jedno ramię i zapominając o tym jak tragicznie dziś wyglądam, wszedłem do środka. Od razu skierowałem się do stolika chłopaka, bezczelnie siadając naprzeciwko i posłałem mu niewinny uśmiech.
- Myślałeś, że uciekniesz, Zackie? - Mój wzrok wyrażał niedowierzanie dla tej możliwości. Nie uciekłby choćby miał polecieć na drugi kraniec świata. Tym razem mu nie odpuszczę i nie dam odejść. To, że spotkaliśmy się po raz drugi musi coś znaczyć, a nawet jeśli nie wierzę w coś takiego jak przeznaczenie, wystarczy, że dostałem drugą szansę, którą należy wykorzystać. - Ja mogę cię odwieźć do mamy. - Moje oczy i ogólna postawa wyraźnie dawały do zrozumienia, że jeszcze do końca nie wytrzeźwiałem. Właściwie czułem się fatalnie i zdawałem sobie sprawę, że to nawet nie jest kac, a po prostu trzyma mnie jeszcze po nocce. Głównie dlatego w wiadomości wspomniałem o trzech godzinach, a nie trzech minutach. No ale skoro Zackie tak postawił sprawę, to nie miałem wyboru jak zjawić się przy nim wcześniej.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Wrz 29, 2015 12:50 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.   

Powrót do góry Go down
 
I'll show you the truth ✗ 2os. / shounen-ai / bn.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 15Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 8 ... 15  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: