IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Kwi 17, 2016 5:22 pm

Westchnąłem głęboko, gdy okazało się z całą mocą, jak bardzo Shane był nieostrożny. Był lekkomyślny i głupi, a ja miałem przemożną ochotę sprawić, że sobie to wszystko dobrze zapamięta. Zamiast jednak się do tego posunąć – przyłożyłem wszelkich starań do opanowania się. Zajęło mi to dłuższą chwilę w moment po tym, gdy nareszcie winowajca i właściciel zapachu jaki nosił na sobie Tyrell został zdemaskowany. Potrzebowałem trochę czasu jednak by dojść w pełni do siebie i z powrotem zacząć nad sobą panować.
 -Popsuł ci się samochód? –spytałem, zerkając na chłopaka przez ramię. –Co konkretnie w nim nie działa? Potrzebujesz nowego? –dopytywałem, celem odpędzenia od siebie zdenerwowania.

 -Co dzisiaj jadłeś? –spytałem, gdy usadziłem chłopaka przy ladzie w kuchni i nalałem sobie i jemu po kieliszku wina na rozluźnienie. Potrzebowałem takowego, a swoim własnym zachowaniem zdenerwowałem także Tyrella, który choć lekkomyślny – nadal był Omegą, którą zobowiązałem się chronić. Nieumyślnie i nawet nie potrafiłem powiedzieć kiedy konkretnie do tego doszło.
Musiałem także czymś popić stopery hamujące intensywność wydzielanych hormonów. Dla komfortu Shane’a zmieniłem także koszulę i przewietrzyłem.

Nie wiedziałem czy mówić Shane’owi o zmianach jakie zaszły w moim życiu zawodowym, o tym, że będę teraz pojawiał się na miejscach ewentualnych zbrodni, w wydziale. Nie chciałem się z tego spowiadać chłopcu mimo iż zdawałem sobie sprawę z tego, że mógłby chcieć zostać uprzedzony nim fakt się dokona.
Postanowiłem przemilczeć ów niuans. Nie był to odpowiedni moment, a ja nieszczególnie miałem ochotę. Nie miałem jej także na to, by wracać do tematu współpracownika Shane’a. Nie zamierzałem nawet o tym dyskutować.

***

Postawiłem przed chłopakiem jego pierwszy tego dnia pełnowartościowy posiłek, których powinien jadać znacznie więcej i częściej ze względu na swoją, zbyt wątłą nawet jak na Omegę, budowę ciała.

Wzniosłem toast i spróbowałem się uśmiechnąć delikatnie. Po chwili zająłem się jedzeniem. Co jakiś czas zerkałem  na Shane’a, by skontrolować czy nie marudzi. Tak minęły nam pierwsze minuty posiłku. Cisze jednak przerwałem w ciągu kilku następnych.
 -Nigdy nie pytałem o twoich rodziców –mruknąłem. –Wydaje mi się, ze poznałem twojego ojca –powiedziałem i przez chwilę się nad tym zamyśliłem, pociągnąwszy łyk wina. Gdy Shane jeszcze przechodził przez etap rekrutacji, a rekrutowałem go właśnie ja – zwrócił się do mnie starszy Tyrell. Pamiętałem to tak dobrze, jakby to było wczoraj. Celowo jednak zachowałem swoją wypowiedź sprzed chwili w tym tonie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Maj 01, 2016 6:45 pm

Cierpliwie i w milczeniu poczekałem, aż Arthur całkiem, a przynajmniej w znacznym stopniu się uspokoi. Wiedziałem, że jestem skrajnie irytujący. Sam siebie niebotycznie irytowałem, bowiem w tym stanie miałem sobie wiele, bardzo wiele do zarzucenia. Głupi ludzie, ludzie niekojarzący faktów, ludzie ze słabą dedukcją – irytujący. Lecz w tej kwestii byłem zupełnie bezradny. Nie mogłem brać mocniejszych stoperów, gdyż mogłyby bardziej zaszkodzić niż pomóc, a te które zażywałem, jak widać pomagały w stopniu niewystarczającym. Pozostało mi czekać kolejne dwa dni, aż w pełni dojdę do siebie.
Nie, myślę że nie. Jutro oddam go do warsztatu – odparłem wyważonym tonem, odpowiadając tym samym na pytania Arthura. Przeczesałem powoli włosy, próbując swobodniej złapać oddech. Robiłem co mogłem, by nad sobą panować. Byłem zdeterminowany. Dałem zaprowadzić się do kuchni, gdzie też usiadłem, krzywiąc się lekko na pytanie Arthura. Spojrzałem w drugą stronę.
Nie miałem czasu na jedzenie. Pracowałem w terenie. – Szybko pożałowałem tego, że otworzyłem usta. Wiedziałem, że Arthur nie pochwali mojej bezmyślności związanej ze szwendaniem się po miejscach zbrodni akurat podczas rui. Chcąc zająć czymś swoje niemyślące wargi, z rozkoszą upiłem łyk wina, w końcu odrobinkę się rozluźniając. Odrobinkę, gdyż napięcie wciąż było więcej niż duże.

Westchnąłem dyskretnie, widząc przed sobą zbyt dużą porcję niewątpliwie dobrego dania. Powstrzymując się od grymaszenia, posłałem mężczyźnie dziękczynny uśmiech i zabrałem się za jedzenie, na które właściwie wciąż nie miałem ochoty. Wiedziałem jednak, że dyskutowanie nie ma sensu, a poza tym, kubkom smakowym też czasem należy się jakaś pieszczota. Dania przygotowywane przed Arthura zdecydowanie do nich należały.
Uniosłem nieco zamyślone spojrzenie sprzed talerza, gdy od pogrążania się we własnych myślach, oderwał mnie Arthur. Uśmiechnąłem się ledwie widocznie na myśl o ojcu.
Z pewnością poznałeś – przyznałem, upijając łyk wina. – Jest podkomisarzem. Nasz wydział nie przyjmuje stażystów, więc nie obyłoby się bez jego pomocy. – Nie wstydziłem się tego, ani nie ukrywałem, że nie dostałem się na staż tylko dzięki swoim zdolnościom. Dzięki nim zostałem zatrudniony. Rozsądny człowiek korzysta z wszystkich możliwości, dlatego niewykorzystanie ojca byłoby głupotą. A ponieważ jest on powszechnie szanowany i znany ze swych zdolności oraz nie rzucania słów na wiatr, oczywistym było, że syn, za którego poręcza nie może być pomyłką. – Jest także Alfą, a mimo to zaszedł daleko. Zawsze chciałem iść w jego ślady. Długi czas był moim autorytetem. – Ten jednak zmienił się, gdy poznałem Arthura. Na chwilę zamilkłem, by po przeżuciu kolejnych kilku porcji, znów unieść wzrok na swego rozmówcę.
Nigdy nie mówiłeś o swoich rodzicach – zagaiłem, patrząc wyczekująco na mężczyznę.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Maj 08, 2016 4:19 pm

Przełknąłem pierwszy kawałek mięsa i żując go jednocześnie podniosłem wzrok na Omegę.
Ojciec Shane’a szczególnie zapadł mi w pamięć jako sylwetka niezwykłego mężczyzny. Pomijając fakt, że był moim przełożonym – szanowałem go pomimo to. Świetnie wykorzystywał swoje genetyczne predyspozycje, idealnie panując w tym samym czasie nad instynktami.  W każdym wzbudzał ogromny respekt, a ja nie mogłem być wówczas obojętny na jego bezsprzeczną dominację. Tyrell był wzorem idealnie przystosowanej i zrównoważonej Alfy.
W dodatku był przystojny.

Uśmiechnąłem się lekko na wspomnienie o nim i o tym, jak Shane mówił o swoim ojcu. Darzył go dużym szacunkiem czyli robił dokładnie to, czego od syna się oczekiwało. Chłopak był w gruncie rzeczy całkiem podobny do starszego Tyrella. Był z tą drobną różnicą płci, która wpływała raczej w dużej mierze na całokształt. Dużo cech charakteru było uzależnionych od płci Omeg i Alf. Alfy miały ogromny problem z podporządkowaniem się czemukolwiek, co było im narzucane. Często zatem to właśnie Alfy łamały prawo i sprzeciwiały się swoim zwierzchnikom. Mało która jednak Omega potrafiła powiedzieć „nie” na cokolwiek.

 -Nie? –zdziwiłem się. W rzeczywistości nie byłem ani trochę zaskoczony swoją małomównością w tym temacie. Doskonale wiedziałem, że ani razu nie zająknąłem się na kwestię rodziny. Mojej własnej rodziny.  
 -Mój ojciec nie żyje –odparłem krótko, beznamiętnie. –M a t k a leczy się za granicą –dodałem. Gdy umarł ojciec – drugi z nich stał się wrakiem. Mimo, że nigdy nie wzięli ślubu zdecydowanie zbyt mocno uzależnili od siebie nawzajem swoje życia. Przepuszczam, że od początku byli sobie przeznaczeni. Tak przynajmniej sądził mój ojciec. Matka zaś musiała przyjąć tę filozofię jak własną.

Dolałem sobie wina, gdy mój kieliszek zdołał się opróżnić. Zauważyłem także, że coraz więcej zdarza mi się pić. Nie miałem na to wpływu, bo gdy Shane był blisko miałem tym większą ochotę tracić kontrolę, jednocześnie wiedząc, że to może pewnego dnia stać się zgubne dla jednego z nas. Chłopak nadal był dzieckiem podczas, gdy ja już dawno przestałem go tak traktować. Nigdy nie powinienem był patrzeć na niego w takich kategoriach.

 -Chciałbyś mieć kiedyś dzieci? –spytałem niespodziewanie, będąc nieco ciekawym odpowiedzi jakiej się doczekam od chłopaka.  Z góry założyłem jednak, że Tyrell wcale nie będzie miał nic przeciwko temu, by w przyszłości zajść w ciążę i sprowadzić na świat swoich potomków. Shane nie wyglądał na kogoś, kto nie mógłby być dumnym ojcem czy też matką (jakkolwiek by tego nie nazwać).

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Nie Maj 22, 2016 11:54 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Maj 21, 2016 10:50 pm


Wiedziałem, że zaskoczenie Arthura jest fałszywe. Na ogół nie rozmawialiśmy za dużo, a gdy już to robiliśmy, nie wnikaliśmy zazwyczaj w sprawy prywatne każdego z nas. Nasza relacja nie obrała jeszcze takiego gruntu, o ile w ogóle miało to kiedykolwiek nastąpić. Mężczyzna był w głównej mierze moim przewodnikiem, kimś kogo mogłem podziwiać i przy kim mogłem rozwijać własny umysł. No i jedyną osobą, której byłem w stanie się oddać. Która mogła wprowadzić mnie w świat dorosłych, gdy tylko dostałem pierwszej rui. To musiał być przypadek. Po prostu był jedyną alfą, którą znałem, a przecież byliśmy cały dzień sami zamknięci w jednym biurze. To nie mogło się inaczej skończyć. Dziwić się można tylko temu, że relacja ta utrzymuje się do tej pory, a ja wciąż nie pozwoliłem dotknąć się nikomu poza Arthurem. Co zaś się tyczy samego Arthura – byłem pewien, że nie próżnował, gdy się nie widzieliśmy. W końcu był Alfą, a my pozostawaliśmy niezwiązani. I nie wątpiłem, że tak już zostanie.
W ciszy słuchałem mężczyzny, nijak nie reagując na wieść o śmierci jego ojca. Było to przykre, lecz jestem pewien, że nie oczekiwał po mnie żadnego współczucia. A ja nie zamierzałem go nim obdarowywać, również wtedy, gdy orzekł co spotkało "matkę". Nacisk na to określenie musiał oznaczać, że za słowem "matka" kryło się coś mniej oczywistego, a ja wyjątkowo sprawnie wykalkulowałem, że matka była po prostu drugim ojcem. Mogłem się mylić, choć sądziłem, że na tak proste wnioski jeszcze jest stać mój wymęczony mózg i obyło się bez żadnej durnej pomyłki.
Wyglądało na to, że Arthur nie miał łatwego dzieciństwa. Było to skrajnie różne od tego co otrzymałem ja. Sam przecież pochodziłem z bardzo dobrego domu i równie dobrej rodziny. Mimo posiadanego majątku, żaden jej członek nie był zepsuty. Moja matka była najlepszą matką jaką można sobie wymarzyć, a ojciec mimo silnej osobowości nigdy nie uniósł się agresją w obecności swoich dzieci. Rodzeństwo bywało czasem utrapieniem, ale każdy za każdym poszedłby w ogień, a w środku tego wszystkiego byłem ja – najmłodszy i otaczany największą opieką. No i co ważne, wszyscy żyli. I nikt nie leczył się za granicą, czy w ogóle.
Nie drążyłem tematu. Nie pytałem na czym dokładnie polega to leczenie. Nie chciałem rozdrapywać starych ran, bo choć Arthur wydawał się zdystansowany do sprawy, nie wierzyłem, by nie tliły się gdzieś w jego wnętrzu czysto ludzkie odczucia. Pomimo całej swej osobowości, nie był potworem. Po prostu potrafił się odsunąć od emocji. Ja też to potrafiłem. Zazwyczaj.
Jadłem dalej, niespiesznie i z lekkim ociąganiem. Przychodziło mi to z lekkim trudem, bo i nie przywykłem do jedzenia zbyt dużych posiłków, nawet gdy były takie smaczne. Starając się zjeść jeszcze choć trochę, napakowałem kolejną porcję na widelec, który to zatrzymałem w połowie drogi do swych ust, podrywając spojrzenie na Arthura.
Nie – odparłem natychmiast, śląc mu zaskoczone spojrzenie. – Nie wiem –poprawiłem, wzdychając w końcu i upijając łyk wina. – Nigdy o tym nie myślałem – sprecyzowałem, biorąc do ust ostatni kęs. Wiedziałem, że więcej nie przełknę.
Nie planowałem mieć dzieci. Chciałem się skupić na karierze i nie pragnąłem, by coś mnie rozpraszało. Poza tym nie nadawałem się na "matkę". Na ojca tak, ale nie na matkę. A przecież dziecko nie może mieć dwóch ojców, gdy żaden z nich nie jest tym "bezgranicznie kochającym i dbającym ponad wszystko". Ja nie potrafiłem taki być i wiedziałem, że żadna Alfa również nie będzie potrafiła. Przejąłem zbyt wiele cech ojca i choć byłem uwięziony w ciele Omegi, nie byłem typowym przedstawicielem swojej płci. Nie nadawałem się do rodzenia i wychowywania dzieci, dlatego też nie brałem pod uwagę tego, że kiedyś będę je mieć.
Odłożyłem sztućce i dopiłem wino, by po chwili poprawić się w siedzeniu i utkwić spojrzenie w Arthurze. Obydwoje czuliśmy to samo napięcie, ja zaś coraz mniej dawałem sobie z nim radę. Ale nie chcąc po raz kolejny ukazywać swej żałosnej strony mężczyźnie, po prostu siedziałem kręcąc się lekko i udawałem, że wcale nie mam ochoty na te wszystkie rzeczy chodzące mi właśnie po głowie. Nie, nie udawałem. Po prostu nie mówiłem tego głośno. Nie tym razem.
Dziękuję. – Odsunąłem od siebie talerz, choć wciąż widniało na nim trochę jedzenia. I tak przeszedłem samego siebie, ufałem, że Arthur się nie obrazi, a na deser da mi coś, co będzie dużo łatwiej... Przełknąć.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Maj 22, 2016 11:50 pm

 -Byłbyś dobrym ojcem –mruknąłem w odpowiedzi jedynie na słowa Shane’a. Sam nie widziałem się w roli ojca – potrafiłem zatem zrozumieć Tyrella. Nikt nie stwierdziłby inaczej w moim przypadku. Nie, gdyby mnie znał na tyle na ile ja sam siebie. Na pierwszy rzut oka mogłem sprawiać wrażenie całkiem zrównoważonej Alfy  i może tak było lepiej być postrzeganym. Nic dobrego nie przyszłoby mi z ukazania prawdziwej natury.
 -Ja chciałem mieć dzieci –mruknąłem cicho i uśmiechnąłem się niepokojąco. Słowa, które miały mi za chwilę przejść przez gardło od zawsze mnie brzydziły. –Z bratem.
Teraz też wcale się to nie zmieniło. Niesmak pozostawał ten sam. Miałem nadzieję pewnego dnia zapomnieć o tym.

Chłopiec odłożywszy sztućce, dopiwszy wino wbił we mnie zniecierpliwione spojrzenie. Ja zaś nie spieszyłem sie z dojadaniem posiłku, a nawet przeciągałem proces jedzenia jeszcze bardziej. Żułem jedzenie skrajnie ospale.
Nadal myślałem o tym, jak los potraktował mnie w ciągu ostatniego czasu, cóż za żyłę złota dostałem w swoje ręce. Na samą myśl o tym – moje myśli się znacznie rozjaśniały. Nie zawracałem sobie już głowy tą tajemniczą Alfą, która dzisiejszego dnia przekroczyła wytoczone przeze mnie granice. Byłem pewien, że czuła mój zapach doskonale, a mimo to – zbliżyła się do młodego Tyrella i położyła na nim swoje zamaskowane łapska. Możliwe, że była to wina tego iż Shane nie był ze mną związany. Ilekroć jednak myślałem, by to zmienić – dostrzegałem tego wszelkie niedogodności. Musiałbym zamieszkać z chłopcem? Musiałbym dzielić się z nim mimowolnie swoimi sekretami?

Shane odsunął od siebie nieopróżniony talerz i podziękował za posiłek. Skinąłem krótko chłopakowi i sam dojadając zawartość własnego naczynie – posprzątałem ze stołu. I tym razem także się nie śpieszyłem. Czerpałem także pewną przyjemność z wyczuwalnie wzrastającego napięcia seksualnego Omegi. Doskonale wiedziałem, że jego leki przestały działać i jest maksymalnie gotów. Dlatego właśnie… uznałem, że zechce poczekać jeszcze trochę.
 -Jesteś niecierpliwy –nadmieniłem w drodze ku schodom. –Chodź –poleciłem zatem krótko i odwróciłem się plecami do chłopaka. Począłem wspinać się po schodach, gdy usłyszałem jak Shane wiernie wstaje od stołu i także rusza w tym kierunku.

Znalazłszy się na szczycie schodów – przystanąłem czekając aż Shane do mnie dołączy. Gdy tak się stało, wskazałem mu sypialnię, dokładnie tę, która należała do mnie.
 -Pewnego dnia chciałbym się z tobą związać –odezwałem się, puszczając Shane’a przodem przez drzwi pokoju. –Panoszy się wokół ciebie zbyt wiele chętnych Alf, żebym mógł to znieść –dodałem z niejakim przekąsem i zapaliłem światło.

Usiadłem na brzegu materaca i obrzuciłem Tyrella nieco przygaszonym w swej wymowności spojrzeniem. Byłem tego dnia niezwykle zmęczony. Być może wina to była zatrzęsienia emocji, którym uległem. Każdej z osobna.
 -Rozbieraj się, dziecko –nakazałem  Shane’owi, wierząc, że wykona polecenie bez chwili zwłoki.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Wto Cze 14, 2016 10:48 pm


Zerknąłem na Arthura z niekrytym powątpiewaniem, gdy do mych uszu dotarło jego stwierdzenie. Nie sądzę bym mógł być dobrym rodzicem i nie wydaje mi się, by mężczyzna wypowiedział te słowa w pełni swego przekonania. Nie miałem ojcowskiego podejścia. Choć tak, różnie w życiu bywa i kto wie, może kiedyś? Moja matka też zdaje się nie powinna być dobrą matką. Jest przecież Alfą. A jednak życie małżeńskie rodziców ma się dobrze, co więcej my – ich dzieci – również.
Z lekkiego zamyślenia wyrwał mnie głos Arthura, w którego to wbiłem nieudolnie tuszowane, zdziwione spojrzenie złotych tęczówek. Chciał mieć dzieci. Nie tyle samo to wyznanie wywołało we mnie taki szok i dziwne uczucie żalu, ale świadomość tego, co się z owym wyznaniem wiązało. Nie można mieć dzieci samemu. Istniał więc w jego życiu ktoś, z kim chciał te dzieci mieć. Nie musiałem nawet pytać, bo odpowiedź szybko została mi przedstawiona, a ja mogłem jedynie unieść brwi z niedowierzaniem. Z bratem. Z lekkim trudem zignorowałem ukłucie uczucia, które nie należało do jednych z tych przyjemnych. Wręcz przeciwnie, zabolało. Nie powinno jednak. Po pierwsze, nic nas nie łączyło. Nic trwałego, więc czemu poczułem się... zazdrosny? Po drugie, Arthur nie był już taki znowu młody. Miał za sobą wiele lat różnych doświadczeń, więc oczywistym powinno być to, że spotkał już w swoim życiu kogoś, do kogo się przywiązał, z kim mógłby chcieć mieć dzieci. Ale brat... Nie chciałem wiedzieć jaka historia się za tym kryje. Spuściłem więc wzrok, nie chcąc, by zobaczył odrazę, która czaiła się w moim spojrzeniu. Bo to przecież obrzydliwe. Na myśl o tym, że miałbym spojrzeć na któregoś ze swoich Alfa-braci pod takim kątem, robi mi się niedobrze. Nie jestem więc w stanie pojąć jak u Arthura mogło to wyglądać inaczej. I nie chcę tego robić. Najlepiej nigdy nie wracać do tego tematu. To i tak nie była moja sprawa.
Czekałem. Czekałem, kręcąc się w siedzeniu i wbijałem wyczekujący wzrok w mężczyznę, który z pełną premedytacją przeciągał minuty, jakie dzieliły nas od odwiedzenia sypialni. Arthur czerpał satysfakcję przez stan w jakim się znajdowałem, a ja zaciskałem uda, jakby to miało mi w czymkolwiek pomóc. Leki przestały działać całkowicie, a ja byłem o krok od rzucenia się na tego przystojnego, złośliwego drania. I wtedy się odezwał. Kazał iść. Poderwałem się więc z widoczną ulgą, natychmiast kierując kroki ku schodom. Wszedłem posłusznie do sypialni Arthura, lecz zatrzymałem się gwałtownie, słysząc co miał mi do powiedzenia.
Jestem pewien, że w chwili, gdy na niego spojrzałem wyglądałem doprawdy żałośnie. Uśmiech, szerszy niż ktokolwiek kiedykolwiek widział na moich ustach. Oczy wypełnione tańczącymi iskierkami. Uniesione brwi. Szczęście. Jeszcze przez dłuższą chwilę nie mogłem uwierzyć, że naprawdę to powiedział. Chciał się związać. Kiedyś. Ale chciał. Nigdy nawet nie odważyłem się pomyśleć, że Arthur mógłby chcieć mieć mnie tylko dla siebie i... oddać się w moje ręce. Siebie, swoje myśli, uczucia. Być w całości moim. Być czymś więcej niż znajomymi z pracy, umilającymi sobie czas swoimi ciałami, korzystającymi z wyjątkowej kompatybilności. To było zbyt piękne. A ja cieszyłem się jak dziecko i wstydziłem jednocześnie za taką wylewność. Bowiem to szczęście przez długą chwilę emanowało ze mnie z wyjątkową siłą. To sprawiło, że czułem jeszcze większe podniecenie.
Uśmiechnąłem się lekko, uspokajając emocje. Rozpinając guziki koszuli, wpatrywałem się w Arthura. Atmosfera gęstniała, a mi było jeszcze i jeszcze goręcej.
Nie jestem już dzieckiem – wyszeptałem z przekonaniem, uśmiechając się z większą wymownością. Zsuwając koszulę, a po niej także spodnie z bielizną, lekkim krokiem podszedłem do mężczyzny, bezwstydnie siadając na nim okrakiem. Sięgnąłem do jego rozporka, niedelikatnie przyczyniając się do jego rozpięcia. – Pokażę ci, że już nim nie jestem. – Z tęsknotą i bez choćby ostatków cierpliwości, zachłannie przywarłem do karmazynowych ust. Och... W końcu.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Czw Cze 23, 2016 8:21 pm

Chłopiec mimo dobrych chęci nie zdołał ukryć zdradliwego i niedyskretnego wyrazu twarzy. Uśmiechnąłem się pod nosem z przekąsem. Nie spodziewałem się niczego innego poza zdrową reakcją na podobne wyznania. Shane mógł być geniuszem, mógł przechytrzyć każdego w biurze dochodzeń, ale nie potrafił przestać być człowiekiem. Było to więcej niż doskonałe.

Dzieci mogły być moją przyszłością, czymś dzięki czemu pozostałbym w pamięci dalszych pokoleń. Mógłbym być nieśmiertelny na kartach historii własnego rodu. Było to jednak z każdym dniem coraz mniej możliwe. Perspektywa posiadania dziedzica, dziecka, któremu mógłbym zapewnić godne życie wydawała się być odleglejsza niż kiedykolwiek, gdy o tym wcześniej myślałem. Nie sądziłem, bym był w stanie wypełnić rolę rodzica dobrze czy w inny sposób niż mój ojciec. Bałem się, że pewnego dnia zdradzieckie geny odezwałyby się, a ja nie mógłbym uchronić przed tym niewinnego istnienia. Nie byłem przecież pewien tego, że je pokocham.

Podniosłem swój wzrok ponownie na Shane’a, a to, jakie emocje wtedy zobaczyłem na jego twarzy uderzyły mnie ze swego rodzaju siłą zwrotną własnego wyznania. Pożałowałem własnej szczerości.
Chłopiec posłusznie podjął się ściągnięcia wszystkich swoich ubrań. Ja mimo własnych mieszanych emocji nie odrywałem od niego spojrzenia. Zerkanie na boki w celu unikania konfrontacji nie było w moim stylu. Miałem jednak wrażenie, że jest to błąd, do którego nigdy nie powinienem był dopuścić. Shane był zbyt zaślepiony podnieceniem, by cokolwiek w ogóle zauważyć. Być może nawet nie spostrzegł, że nie jestem ani trochę podekscytowany czy podniecony obietnicą zbliżenia.

Pozwoliłem chłopcu wgramolić się na swoje kolana, a jego słowa skomentowałem w następnej chwili.
 -Przeceniasz się –wymruczałem zaczepnie i podniosłem dłonie, by umieścić je na nagich biodrach Shane’a. Zacisnąłem na nich palce, a gdy nasze usta się spotkały – przyciągnąłem go blisko siebie i poruszyłem się prowokacyjnie pod Tyrellem.
Chłopiec nie miał pojęcia jak ogromny prestiż za sobą niesie jego wiek. Im jednak bardziej upierał się przy swojej racji – tym mocniej pragnąłem mu uzmysłowić jak cudowny i piękny jest, gdy jego niewinność  zostaje wyeksponowana.

Zepchnąłem go ze swoich bioder na materac. Zawisłem nad nim niebezpiecznie i pozbyłem się własnej koszuli, przywierając w tej samej chwili do jego ust. Moje okulary także wylądowały gdzieś nieopodal, być może na ziemi obok koszuli.
Szybko nadrabiałem własne podniecenie coraz mniejszą delikatnością, a działało to lepiej niż kiedykolwiek. Możliwe, że za sprawą nieco niecodziennego humoru byłem w stanie dopuści się wszystkiego na ciele Tyrella. Rzeczy, których mógłbym sobie nie wybaczyć albo żałować, a które nęciły własną atrakcyjnością.

Chwyciłem jedną dłonią obydwa nadgarstki chłopca ponad jego głową. W ustach czułem krew. Nie mogła być moja. Zbyt słodka, zbyt ciepła jak na własną.
Oderwałem się gwałtownie od warg Shane’a. Nie pamiętałem widoku, który mnie zastał.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Lip 02, 2016 11:55 pm


Przez chwilę patrzyłem na Arthura w milczeniu, trawiąc w głowie jego słowa. W następnej już drżałem pod jego zupełnie niewinnym dotykiem, nie mając siły na analizowanie ich znaczenia. Z pewnością nie poczułem się urażony, być może dlatego, że tak jak w każdej innej dziedzinie – ufałem jego osądowi. Może faktycznie się przeceniam. Nie ma to jednak znaczenia dopóki osiągam swoje cele, a Arthur mi na to pozwala.
Przestałem myśleć w momencie, w którym nasze usta zaczęły zaciekle ze sobą obcować, a czas stracił dotychczasową stabilność. Nim w pełni pojąłem co się dzieje, leżałem na miękkim materacu, przytłoczony siłą Arthura, z miłym uczuciem dokuczliwego bólu własnych warg. I metalicznym smakiem krwi pomiędzy nimi.
Być może próbowałem ruszyć uwięzionymi w uścisku nadgarstkami. Być może nie. Pożądanie zaślepiło mnie do tego stopnia, że przestałem rozwodzić się nad zachowaniem Arthura. W tamtym momencie dopuszczałem do siebie każdą możliwość, bo i na wszystko bym mu pozwolił. Takie chwile przypominały mi na czym polega różnica między nami. Pozornie niewielka, w rzeczywistości olbrzymia. Ograniczała mnie. Lecz czułem to tylko wtedy, gdy wiłem się pod nim spragniony, uległy i bezbronny. To uczucie jest obezwładniające i zostawia po sobie gorzko-słodki posmak. Nie lubię go, kochając zarazem.

Powoli opanowywałem drżenie umęczonego, lecz w pełni usatysfakcjonowanego ciała. Lekko mętnym wzrokiem przeleciałem po pomieszczeniu, by w końcu bez słowa podnieść się na nogi. Odgarnąłem włosy z czoła, podchodząc do swojej teczki, nie do końca świadomie eksponując własną nagość. Zaglądając do środka skórzanej aktówki, zahaczyłem palcami o paczkę papierosów, zachowując jednakże na tyle trzeźwości umysłowej, by po nią nie sięgnąć. W mojej dłoni zamiast tego znalazła się butelka wody, którą wychyliłem, gdy tylko się wyprostowałem, kierując przy tym swe spojrzenie na Arthura.
Poświęciłem dziś chwilę, by przypomnieć sobie nazwisko człowieka, po którym przejąłem sprawę – zacząłem powoli, odkładając butelkę od ust. Raz jeszcze odgarnąłem natrętne kosmyki przylepiające się do czoła naznaczonego delikatnymi kropelkami potu. Z lekkim zamyśleniem na twarzy, usadowiłem się z powrotem na łóżku, tym razem skupiony wzrok wlepiając w ścianę. – Nazywał się Backett.
Nie dawało mi spokoju jedno pytanie. Dlaczego przekazano mi sprawę? – podjąłem, nie patrząc na Arthura. – Okazało się, że przyczyną nie była niekompetencja Backetta, a jego zaginięcie. – Uniosłem złote tęczówki na przystojną twarz trzydziestolatka, jakby szukając w jego oczach odpowiedzi na wiszące w powietrzu, niezadane głośno pytanie.
Nie wolno nam ślepo wierzyć w takie zbiegi okoliczności. Backett prowadził sprawę Pomazańca przez przeszło trzy miesiące. Jeżeli zaginięcie było jego sprawką...Oznacza to, że Backett musiał dojść do jakiejś konkluzji. Wpaść na konkretny trop. Stać się niewygodnym. W innym wypadku, zostałby jego dziełem, prawda? Ponieważ Pomazanieć nie zabija dla samego zabijania. Jednak Backett nigdy nie miał nim być, a jednak zaginął i nie sądzę, by żył. Odkrył coś i nie zdążył się tym podzielić, bo nasz samozwańczy sędzia był szybszy. I tym razem nie chodziło o proces.
Podniosłem się z łóżka, przecierając niespokojnie czoło. Miałem ochotę zapalić.
Chcę się dowiedzieć co odkrył. – Uśmiechnąłem się lekko, ledwie dostrzegalnie. Poruszyłem palcami. Dobry obserwator wykryłby w tych niewinnych ruchach ogrom ekscytacji. – Arthur, czy możesz mi coś o nim powiedzieć? Znałeś Backetta?
Nie potrafiłem dłużej udawać. Bez znikomego choćby udziału własnej woli, opadłem miękko na łóżko, syknąwszy przy tym przez zęby. Moje ciało wciąż drżało, a wzrok przypadkowo zatrzymawszy się na dłoniach, z lekką niechęcią badał ślady ponad nimi, na nadgarstkach. Odetchnąłem powoli, nie ważąc się spojrzeć na Arthura. Nie wiedziałem co mógłby dostrzec w moich oczach. Sprawy służbowe były dobre do odwrócenia uwagi od bólu i od innych pytań, które cisnęły mi się na usta. Był brutalny. Tak jak wtedy, gdy się... żegnaliśmy. Lecz tym razem nie miałem pojęcia dlaczego. Nie chciałem pytać.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lip 03, 2016 2:27 am

Opadłem ciężko na poduszkę i naciągnąłem kołdrę na ciało. Mój wzrok zamiast podążyć za Shane’m wbił się w przestrzeń na wysokości moich oczu, a obecnie był to punkt na suficie.
Tyrell odezwał się jednak, być może w próbie odreagowania gęstej atmosfery, która zawisła w powietrzu.
To była tylko i wyłącznie moja wina. To ja nie zdołałem oprzeć się skłonnościom do niesubordynacji, niedbałości i lenistwa. Okazywałem się być wart tego obrazu Alfy, który sobie upodobali normalni obywatele. Był to wizerunek agresywnej, porywczej i zdziczałej Alfy.

Czułem się wykończony emocjami, którym pozwoliłem nad sobą zapanować chwilę temu. W związku zaś ze swoim fizycznym i psychicznym zmęczeniem coraz mnie zacząłem zwracać uwagę na to co mówi Shane. Usilnie jednak próbowałem skupić się na jego słowach. Kwestia Becketta może nie była szczególnie istotna, lecz nie leżało w mojej naturze pomijanie jakichkolwiek szczegółów.

Moje spojrzenie podążyło ku Shane’owi, gdy poczułem na sobie jego własny wzrok. Nasze oczy się spotkały, a ja próbowałem nie ukrywać przed chłopakiem zawstydzenia i skruchy, którą byłem przepełniony w obliczu tak niestosownego zachowania się. Oczywiście – Tyrell nigdy nie powinien był tego doświadczyć na swojej skórze.

Niezdrowe podekscytowanie Shane’a wypełzło na wierzch, a ja mimo, że nie miałem ochoty na żadne rozmowy czy chociaż na to, by usłyszeć własny głos – zostałem zmuszony do odpowiedzi na pytanie. Pragnąłem tylko tego, by nie pogrążać się jeszcze bardziej w oczach chłopca.
 -Był kilka lat starszy od ciebie –odezwałem się zachrypniętym lekko głosem. –To była jego druga sprawa. Pierwszą rozwiązał stosunkowo szybko. Szczęśliwy traf, ale udało mu się awansować –zacząłem, marszcząc brwi na mgliste wspomnienia. –Nic poza tym, że jego notatek niemal nie da się odczytać, bo nigdy nie uzupełniał akt na bieżąco nie wiem.

Podniosłem się do siadu, gdy Shane opadł na materac. Zdawałem sobie sprawę z tego, gdzie Shane właśnie kieruje swój wzrok.
Z pewnością nie na mnie.
 -Shane –mruknąłem bez przekonania. Tyrell nadal nie zechciał na mnie spojrzeć. Westchnąłem ciężko i usadowiłem się bliżej chłopaka.
Sięgnąłem do jego włosów. Pogładziłem je z początku lekko dłonią po czym wplotłem weń palce.
 -Wybacz mi, Shane –odparłem. –Jest mi ogromnie przykro z powodu tego, jak cię potraktowałem.
Moja dłoń spłynęła na kark chłopca i zacisnęła się na nim uspokajająco.
 -To nie ma prawa się powtórzyć.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lip 03, 2016 9:15 pm

Ocknąłem się słysząc głos Arthura, który pomimo swojego zmęczenia postanowił odpowiedzieć. Wiedziałem, że to zrobi. Ktoś będący autorytetem, nie może pozwolić sobie na ignorancję wobec zapatrzonych w siebie uczniów, nawet jeśli ci jedną nogą opuścili już wygodną przestrzeń pod mentorskim skrzydłem. Byłem także pewien, że mężczyzna zechce mi pomóc na tyle na ile może, a fakt, że wciąż zasięgam u niego rad, musi mu w jakiś sposób pochlebiać. Nawet jeśli pytanie dotyczy czegoś pozornie mało ważnego.
Słuchałem uważnie, tymczasowo odwracając swoją uwagę od niemiłosiernie obolałego ciała. Uśmiechnąłem się niewesoło, słysząc informację na temat sposobu, w jaki pracował mój poprzednik. Ucząc się na jego błędach, powinienem pamiętać, by niezawodnie i odpowiednio szybko uzupełniać akta. Na szczęście nigdy nie miałem z tym problemu. Jestem pracoholikiem i każda sekunda poświęcona pracy jest sekundą wielce istotną, dlatego też, gdy tylko mogę i jest to wskazane – pracuję.
Skinąłem krótko głową, rezygnując tymczasowo z rozwijania tematu. Doskonale wiem jak niemiłym uczuciem jest zmuszanie mózgu do pracy, gdy ten uparcie odmawia kolaboracji. W związku z tym, zamiast się odezwać, wsłuchiwałem się w cichy dźwięk świadczący o lekkim poruszeniu za mymi plecami. Już po chwili przymykałem powieki w reakcji na, niekoniecznie teraz pożądaną, bliskość drugiego ciała.
Nie wiedzieć czemu, nie zareagowałem od razu. Zamiast odpowiedzieć jakkolwiek, choćby spojrzeniem, na dźwięk swego imienia, poświęciłem chwilę rozmyślaniu o ostatniej minionej godzinie. Przerwałem rozmyślanie, gdy odnotowałem znaczną ingerencję w swą prywatną strefę, drżąc przy tym lekko. Dłoń Arthura obdarowała mnie delikatnym dotykiem, a jego słowa spływały na mnie niczym balsam kojący rany. Przez względnie krótką chwilę nie mówiłem nic, wciąż patrząc na jeden punkt. W końcu jednak przeniosłem spojrzenie na Arthura, przez chwilę jedynie wpatrując się w jego oczy.
Było mi dobrze, Arthurze – odezwałem się w końcu, nie siląc jednak na uśmiech. Pomimo tego, moja twarz była łagodna, a spojrzenie niewypełnione żadnym żalem. Nie kłamałem, nie posunąłbym się przecież do tak uderzającego przejawu braku poszanowania. Nie względem Arthura. – Nie mam ci niczego za złe. – Tym razem kąciki mych ust uniosły się nieznacznie, ja zaś odetchnąłem z lekkim znużeniem, leniwie ocierając szyję o umieszczoną tam dłoń.
Jesteś zmęczony, powinieneś się położyć – zauważyłem, wciąż próbując opanować drżenie ciała, a w szczególności nóg, bowiem to one najbardziej by mi się teraz przydały. Nie zamierzałem udać się na spoczynek. Nie byłem przyzwyczajony do tylu godzin snu, a ponieważ ostatnią noc przespałem w całości, nie sądziłem, bym teraz mógł prędko, czy w ogóle, zasnąć. W moich planach znalazły się jedynie kolejna mocna kawa oraz dalsze godziny pracy. Chciałem skorzystać ze swego umysłu, póki jeszcze działa nienagannie.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Wto Sie 16, 2016 2:17 am

Wiedziałem, że nie odważyłby się kłamać i patrzeć mi w oczy w tym samym czasie. Zbyt  dobrze umiałem wyczuć kłamstwo. Każdy kto miał ze mną do czynienia wiedział, że jestem w stanie przejrzeć każdy fałsz jak gdyby ten był w stanie wykształcić zapach, a ja miałbym być jedynym, kto ten smród czuje.
 -Masz rację. Powinienem –odpowiedziałem chłopcu i puściłem jego kark po czym opadłem ciężko na materac. Wiedziałem, że zbyt długo nie powinienem pozostawać w tej pozycji będąc w tym samym czasie w stanie skrajnego znużenia. Potrzebowałem prysznica.
 -Czuj się jak u siebie –mruknąłem do chłopaka i podniosłem się z trudem do pionu, by za chwilę zniknąć za drzwiami swojej łazienki.

Gdy wróciłem do sypialni – Shane’a już w niej nie było. Mogłem się spodziewać po nim tego, że znowu zarwie nockę, żeby tylko kolejnych kilka godzin poświecić na roztrząsanie najmniej istotnych kwestii śledztwa. Był większym pracoholikiem niż ja zawczasu. Nie miałem jednak zamiaru mu w niczym przeszkadzać. Zamiast tego położyłem się spać i dokładnie tak, jak sądziłem – od razu po tym, jak moja głowa zetknęła się z poduszką zasnąłem.

Odkąd pamiętam nie śniłem regularnych snów. Gdy wreszcie udało mi się wyrosnąć z conocnych koszmarów – moje senne obrazy coraz rzadziej zapadały mi w pamięć i w rezultacie rano budziłem się z przeświadczeniem braku jakichkolwiek. Nie istniały już rzeczy, które mogłyby mnie nawiedzać w koszmarach. Wszelki strach i dziecięce fobie zdołałem w sobie zabić, a ci, którzy mogliby ewentualnie zakraść się do mojej podświadomości i przypominać o swojej uciążliwej niegdysiejszej obecności już dawno umarli dla mnie i dla tego świata. Byli mglistym wspomnieniem, które z każdym dniem blaknęło coraz bardziej.

***

Obudziłem się na chwilę przed świtem. Nie od razu wstałem z łózka. Przez dłuższą chwilę wsłuchiwałem się w odgłosy otoczenia i w dźwięki dobiegające z parteru. O tej godzinie zmysły drapieżników są najbardziej wyostrzone. Każdy szmer, każdy nieśmiały powiew wiatru był doskonale słyszalny.

Podniosłem się do siadu i odszukałem wzrokiem w półmroku swój szlafrok. Powietrze było zimne, a poranek zatem musiał być niemal lodowaty. Powoli zbliżała się najchłodniejsza pora roku, a zatem i czas coraz mniej przyjemnych pobudek. Trwał początek angielskiej jesieni – najbardziej deszczowa pora roku jaką znał ten zakątek świata.
Poranną toaletę zwieńczyłem zatem wciągnięciem na tors grubszego swetra i ciepłych spodni.
Tak ubrany udałem się na dół gdzie zastałem Shane’a parzącego już zapewne piąty kubek kawy w przeciągu tych kilku godzin. Pokręciłem na ten widok głową, nieco potępiając najbardziej destrukcyjny tryb życia z jakim dane mi było obcować.
 -Śniadanie? –spytałem, otwierając lodówkę i wyjmując z niej potrzebne produkty. Niekoniecznie oczekiwałem zgody chłopaka. Uznałem to za przejaw dobrego smaku, by spytać chłopca co sądzi o włożeniu do ust czego poza brzegiem kubka kawy.

Mój wzrok odruchowo podążył ku cyfrowemu zegarkowi stojącemu na blacie kuchennym. Godzina była wczesna, ale dzisiaj czekało mnie dużo zajęć. Nim zjawię się w pracy, czekała mnie wizyta w nowej, a z czym wiązało się także odwiedzanie miejsca poprzedniej zbrodni. Cóż, zbliżał się najwyższy czas, by zapoznać Tyrella z nowym stanem rzeczy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Czw Paź 06, 2016 6:35 pm

Nie tracąc czasu, opuściłem sypialnię Arthura na rzecz jadalni, w której to rozgościłem się wraz ze swymi dokumentami. Nie obeszło się naturalnie bez kawy, którą zaparzyłem w chwilę po wejściu do pomieszczenia, w międzyczasie zamyślając się głęboko. Moja głowa wypełniona była zlepkiem wspomnień sprzed kilkunastu minut i informacjami nabytymi przez ostatnie dni. W połączeniu wydawał się to dość makabryczny obraz. Była to jedna z tych chwil, gdy dopuszczenie do siebie opcji, że ktokolwiek potrafi czytać w myślach, staje się głęboko niepokojące.
Zupełnie straciłem poczucie czasu rozmyślając nad pracą oraz nad współpracą, która czeka mnie z Finchem. Jeżeli mianem takim można określić coś, co dziać będzie się pomiędzy Omegą podczas rui i Alfą, której wystarczy najmniejszy bodziec, by stracić panowanie. Najsmutniejsze było jednak nie to, że Michael stwarzał wobec mnie pewnego rodzaju zagrożenie, lecz to, że obydwoje nie mogliśmy w gruncie rzeczy jasno myśleć. Ja przez własny mózg i szalejące instynkty, zaś Finch przez aurę, którą na niego oddziaływałem i… szalejące instynkty. Dzisiejszy dzień zapowiadał się więc rozpaczliwie i wręcz żałowałem, że noc ta była tak krótka. A przynajmniej krótką wydawała się być.
Nim się zorientowałem, że zegarek zdążył przemierzyć szmat drogi od jednej cyferki, do którejś z kolei, w pomieszczeniu nastąpiło poruszenie. Zmęczonym wzrokiem powoli zerknąłem znad kubka na przystojną postać Arthura. Zdając sobie sprawę z tego, która jest godzina, powoli zabrałem się za zgarnianie papierów do kupy, choć wciąż nie mogłem odpuścić sobie dopisania kilku zdań na jednym z nich.
Mam śniadanie – odparłem niemrawo, wymownie unosząc do połowy napełniony kawą kubek, po czym rzuciłem mężczyźnie lekki, można by rzec, powitalny uśmiech. Upiłem łyka zbawiennego napoju, tym razem ostatecznie odkładając długopis i schowałem notatki oraz druki do teczki. Niespiesznie wstałem ze swego dotychczasowego miejsca, rozprostowując kości, które jakby żaląc się, wydały kilka niezwykle wymownych dźwięków. Ciche syknięcie mimowolnie wydobyło się z mych własnych ust. Wyglądało na to, że ciało wciąż nie uporało się z pozostałościami po wyjątkowym humorze Arthura. Jednocześnie jednak boleśnie pragnęło więcej, przyprawiając mnie o głęboki smutek. Nie był to dobry początek dnia.
To ostatni dzień – mruknąłem porozumiewawczo, będąc już całkiem blisko Arthura, przed którym to stanąłem, zerkając nań spod przymrużonych powiek. – Nie każ mi czekać – dodałem rzeczowo, traktując ten akt bardziej jako obowiązek niż źródło jakiejkolwiek przyjemności. W trakcie czekania na odpowiedź, bądź czyny, które, jak mi się wydawało, miały nastąpić po wyczekiwanym spojrzeniu pełnym dezaprobaty, do mych uszu dotarł dźwięk telefonu. Z grymasem na twarzy wyjąłem z kieszeni komórkę, a odczytawszy wiadomość, schowałem z powrotem i posłałem mężczyźnie wyczekujące spojrzenie.
Nie mam czasu – mruknąłem dość beznamiętnie, odgarniając z twarzy zbłąkane kosmyki.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pon Lis 07, 2016 10:29 pm

Nie masz czasu.
Skinąłem głową w zrezygnowaniu, uciekając wzrokiem gdzie indziej ażeby nie dać po sobie poznać, że zostałem tym samym nieco urażony. Zapewne nie miałem powodów, by czuć się w ten sposób. Tyrell miał pracę, sprawę, a ja – nie miałem nic, czym mógłbym się na poważnie zająć. Nawet powrót do obcowania ze zbrodniami nie był dla mnie zadowalającym wyjściem z sytuacji. Dopiero przywrócenie do służby, które nigdy zapewne nie nastąpi, byłoby jakkolwiek w stanie mnie uszczęśliwić.

Zbliżyłem się do chłopaka, dokładając na bok wszelkie przedmioty, które jeszcze chwilę temu trzymałem w dłoni. Przystanąłem przed chłopakiem i sięgnąłem do jego twarzy, by ostrożnie ułożyć palce na powierzchni bladego policzka. Przez chwilę jeszcze taksowałem spokojnym spojrzeniem delikatną twarzyczkę Shane’a nim schyliłem się po pocałunek, który z niepodobną mi delikatnością ściągnąłem z jego ust.
Pieszczota nie trwała długo, była leniwa i obecna była  w nim dziwna melancholia.
Czułem siebie na nim na tyle wyraźnie, by móc nawet łudzić się, że jest w jakimś stopniu mój.
Mam się pospieszyć? – spytałem, gdy już odsunąłem się na większą odległość od jego twarzy. Chłopak nie zdołał mi odpowiedzieć. Jego telefon zamiast odbierać sms’y – teraz informował go o nadchodzącym połączeniu.

***

Po błyskawicznym śniadaniu i jeszcze szybszym zbliżeniu – już byliśmy w drodze do Londynu. Nie musiałem Tyrella przestrzegać przed jeżdżeniem samochodem z kimś, kogo nie miałem zamiaru wpuszczać na swoje terytorium czy w ogóle pozawalać się zbliżać do niemalże własnej Omegi. Poleciłem Shane’owi jedynie, by zadzwonił do mnie od razu po tym, jak skończy pracę, w końcu nawet słowa nie wspominając na temat tego, jako kto od dzisiaj pracuje.
Odwiozłem Tyrella pod jego biuro, a pożegnawszy się z nim krótkim, zaborczym pocałunkiem – ruszyłem w kierunku swojego dotychczasowego miejsca pracy, z którego to nie miałem wcale zamiaru rezygnować przez wzgląd na pojawienie się nowej na stanowisku wykładowcy w szkółce policyjnej.

***

Czekałem w biurze komendanta już od dwóch minut, które dłużyły mi się niesamowicie. Lada chwila miałem poznać inspektora, który zapewni mi wejście na miejsce zbrodni, jak najmniej ograniczony dostęp do akt i objaśni mi także szczegóły sprawy, których nie powinienem znać aż tak dobrze, jak obecnie znałem dzięki Shane’owi.
Właśnie prowadziłem niezobowiązującą, nieco nudnawą i beznamiętną pogawędkę z szefem Tyrella, gdy drzwi biura się otworzyły, a w nich stanął nie kto inny, a mój młody kochanek.
Nie byłem zdziwiony na jego widok, a on zaś na mój… z pewnością powinien być.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Czw Mar 30, 2017 12:56 am

To nie wystarczyło. Zupełny brak czasu, nachalne telefony od samego rana i ogólny pośpiech poskutkowały wyjątkowym rozdrażnieniem. Nie byłem w stanie nawet odpowiednio zaspokoić potrzeb, o które ubiegało się rozgrzane ciało. Szybki seks przed wyjściem nie był czymś, czym mogła się zadowolić omega w rui. To ostatni dzień – tylko to powtarzałem sobie w głowie od samego początku. Jutro wszystko wróci do normy, zacznę myśleć klarownie i przestanę mieć ochotę na rozłożenie nóg przed każdym osobnikiem, od którego bije choć cień dominacji. Będę mógł zapomnieć o funkcjach ciała, w jakim się urodziłem i skupić na dużo bardziej istotnych kwestiach. Ostatni dzień. To było choć ciut pocieszające.
Rozdrażnienie jednak nie znikało, ciało dawało się we znaki a umysł, który nie odpoczął przez ostatnie kilkanaście godzin, przypominał o swoim stanie. Pożegnałem się z Arthurem, mrucząc niekontrolowanie przy gwałtownym pocałunku, który na nowo rozbudził niezaspokojone zmysły. Z trudem powstrzymałem pełne zawodu jęknięcie, gdy pełne usta się odsunęły i z dużą dozą niezadowolenia opuściłem samochód swego niegdysiejszego przełożonego. Poczekawszy aż auto Arthura zniknie za zakrętem, zatrzymałem się przed budynkiem by zapalić. Potrzebowałem tego niemal tak jak kawy, nie mogłem jednak pozwolić, by Arthur dowiedział się o fajkach, które coraz mocniej przeradzały się w nałóg. Nie byłby zadowolony, wystarczyło, że wyrażał swą dezaprobatę dla mego stylu życia i odżywiania, nie było potrzeby dokładania kolejnych powodów do pouczania.
Rozgrzany, zniecierpliwiony i niewyspany zawitałem w progu biura, które okupował już w najlepsze Finch.
Gdzie Crawford? – rzuciłem od progu, kierując spojrzenie na nieruszone, uporządkowane biurko, przy którym powinien siedzieć mężczyzna.
– Jego córka się rozchorowała, wziął wolne. Wygląda na to, że będziemy dzisiaj sami, Shane. – Usłyszałem w odpowiedzi, na którą tylko nieznacznie zmarszczyłem brwi. Udając, że nie widzę przeszywającego, palącego wręcz spojrzenia Alfy, zasiadłem do własnego biurka mając w głowie jedynie dzisiejsze obowiązki. Gierki tego kretyna nie mogły przecież sprawić, bym się rozproszył. Otworzyłem okno, walcząc ze zwiększającym się gorącem.

Minęły zaledwie trzy godziny, a moje ciało już przestawało radzić sobie z szalejącymi hormonami. Zażyte stopery niewiele dawały, bo choć był to ostatni dzień rui, objawy nie stawały się mniej intensywne. Każdego dnia dokuczały tak samo. Przestawałem rozsądnie myśleć, ciało pragnęło dotyku w każdym najmniejszym zakątku, gorąco wręcz odejmowało oddech, a nogi nie przestawały przebierać. Obecność Alfy w tak niedużym pomieszczeniu, na dodatek, gdy byliśmy sami, wszystko pogarszała.
Muszę wyjść. Przewietrzyć się. Zapalę. Odetchnę i się opanuję.
Byłem w trakcie podnoszenia się z miejsca, gdy dokładnie przede mną wyrosło ciało Fincha. Zignorowałem to, omijając biurko i podążyłem w stronę wyjścia. Zatrzymałem się powstrzymawszy warknięcie, gdy wokół swego nadgarstka poczułem zaciskające się palce.
– Hej, Tyrell – szorstki głos rozbrzmiał przy moim uchu, sprawiając, że nogi miękły pomimo sprzeciwów mózgu. – Spotykasz się z Codetem, ale nie jesteście związani, hm? – Choć próbowałem się skupić na niedorzeczności obecnej sytuacji i złości, o którą przyprawiała bezczelność Fincha, nie potrafiłem wydusić choćby słowa, gdy miękkie usta zetknęły się ze skórą na odsłoniętej szyi. Zadrżałem, zaciskając boleśnie pięści. To było za wiele.
Nie pozwalaj sobie Finch – odwróciłem się gwałtownie przodem do mężczyzny, rzucając mu wściekłe spojrzenie, lecz nie minęła sekunda, jak to skryło się pod powiekami na skutek silnego uderzenia pleców o zimną ścianę za nimi. Dłonie, którymi zacięcie próbowałem odepchnąć od siebie to cholerne, wielkie cielsko, szybko przestały być użyteczne, zawisając nad roztrzepanymi włosami, przyszpilone do ściany przez dużą dłoń. Wbrew woli poczułem silną falę podniecenia, wskutek czego spomiędzy mych warg wyrwał się rozwścieczony warkot. Moje ciało nie szło w parze z wolą. Nie chciałem tego. Pragnąłem, by się odsunął.
– Może ja powinienem spróbować, hmmmm? – mruczał, lecz zamiast na słowach, swą uwagę skupiałem w znacznej mierze na kolanie między nogami. Spod powiek, walcząc z przyspieszonym oddechem, łypałem na bruneta. Jego spojrzenie się zmieniło. Jego aura się zmieniła. Moje feromony działały na niego zbyt intensywnie. Nie mogłem go nawet winić za to, co się właśnie działo. Muszę to przerwać. Muszę coś zrobić. Ach... Jego usta... Dłonie. Jest tak gorąco...
Nie byłbyś w stanie – prychnąłem szyderczo, patrząc na mężczyznę z obrzydzeniem, co z pewnością nie wyglądało zbyt przekonująco, gdy całe me ciało drżało w gorączce. – Nie dopuściłbym cię, nawet gdybym miał umrzeć. Odsuń się Finch, tracę cierpliwość. – Nie powinno się prowokować podnieconej Alfy. Każdy o tym wie. I ja również to wiedziałem, lecz butna natura nie pozwalała się poddać. Nie zamierzałem zrezygnować z własnej woli i dać mu tego, czego chciał. Nie jemu. Nie chciałem dotyku nikogo poza Arthurem. Syknąłem, gdy z równoczesnym zaciśnięciem się jego dłoni mocniej na drobnych nadgarstkach, poczułem bolesne ugryzienie w okolicy szyi. Szarpnąłem się, biorąc głęboki oddech. Otworzyłem usta, w zamiarze wydarcia się na tego niekompetentnego, cholernego, narwanego...
Inspektorze Tyrell, Komendant wzywa. – Zamarłem, słysząc damski głos rozlegający się z głośnika telefonu. Finch również zatrzymał swe usta błądzące już po mym torsie i skrzywiwszy się lekko, zabrał swoje usta od rozpalonej skóry.
– Stanął ci, Tyrell – mruknął po raz ostatni, w następnej chwili całkowicie puszczając obolałe nadgarstki i wracając na swoje stanowisko. Nie do końca przyswajając to, co się właśnie stało, próbowałem opanować oddech, w międzyczasie panicznie szybko zapinając koszulę. Nie będąc w stanie zawiązać poprawnie krawatu, zrobiłem to niedbale, co zdecydowanie nie przypominało roboty Arthura.
Ispektorze Ty..
Już idę – odparłem do słuchawki, po ówczesnym jej podniesieniu. Przejechawszy palcami po zaczerwienionym śladzie powyżej obojczyka, z ukosa spojrzałem na Fincha. – Powinieneś wziąć wolne na resztę dnia. Gdy wrócę, ma cię tu nie być.

Poprawiając po drodze rozrzucone na wszystkie strony białe kosmyki, starając się uspokoić mimowolne podniecenie, będąc już w nieco lepszym stanie, przekroczyłem próg biura komendanta. W następnej już chwili stanąłem jak wryty, z dość specyficzną miną patrząc na Arhthura.
Wie. Wie co się działo. Czuje moje podniecenie. Będzie wściekły. Pierwsze myśli, które opętały moją głowę nie miały żadnego związku z kwestią tego, co robi tutaj mężczyzna. Dopiero chrząknięcie komendanta ściągnęło mnie na ziemię, a jasne oczy wbiły się w jego właśnie postać.
Komendant mówił, lecz z wielkim trudem skupiałem się na jego słowach, czując jedynie szaleńczo bijące serce i spojrzenie Arthura, na którego nawet nie odważyłem się zerknąć. Uczelnia? Dostęp do akt? Wykłady? Nie jestem pewien jak wiele z tego do mnie dotarło.
– Już wcześniej razem pracowaliście, więc i tym razem liczę, że współpraca przebiegnie pomyślnie. Doświadczenie Arthura z pewnością może ci pomóc Tyrell. Wykorzystaj to odpowiednio. A teraz zajmij się wprowadzeniem naszego gościa w szczegóły sprawy.
Mruknąwszy krótkie słowa zgody, opuściłem biuro wraz z Arthurem. Szybkim krokiem, w milczeniu podążyłem do swego własnego gabinetu, który na całe szczęście, był pusty.
Zamierzałeś mi powiedzieć? – zapytałem oschle zaraz gdy drzwi się zamknęły, zawieszając w końcu wzrok na twarzy mężczyzny. I pożałowałem tego szybciej, niż mógłbym się spodziewać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Kwi 14, 2017 2:41 am

Moje przenikliwe spojrzenie wbiło się w kruchą sylwetkę Tyrella, która to wydawała się być jeszcze drobniejsza, gdy ten począł się kulić w poczuciu winy i napięciu seksualnym. To właśnie to czułem jeszcze zanim chłopiec przekroczył próg gabinetu.
Był podniecony.
Czułem tak ogromną wściekłość, że nie potrafiłem się ruszyć, zbyt zajęty analizowaniem najgorszych scenariuszy. Nie spuszczałem wzroku z dzieciaka.
Miałem ochotę go zabić.

***

Jego oczy pociemniały z wściekłości. Były całkowicie czarne, gdy spotkanie dobiegło końca. Na tle tęczówek nie można było nawet wyodrębnić źrenicy.
Nie tylko jego oczy mówiły o tym, jak ogromnie jest wściekły, ale także postawa – wyprostowana, sztywna. Mięśnie miał napięte do granic możliwości. Poruszał się jakby był gotów skoczyć komuś do gardła, rozszarpać je i patrzeć z pełnią euforii jak wykrwawia się jego ofiara.
Był rozjuszony.

Swój morderczy wzrok wbił w ziemię podczas, gdy powoli kroczył za swoją ofiarą do zamkniętego, dusznego pomieszczenia.
Nie miał ochoty na zabawę, na żarty, na pogawędkę. Chciał dać chłopakowi nauczkę, jednocześnie nie mając pojęcia czy powstrzyma się przed zabiciem dziecka tu i teraz.
Wariował.
Tracił resztki kontroli, z każdą kolejną sekundą kolejne. Wystarczyła chwila, jeden fałszywy ruch, a z Tyrella nie zostałoby nic oprócz czerwonej, mokrej plamy.

Chłopiec się odezwał, podniósł wzrok i jego oczom ukazał się widok rozwścieczonej Alfy, gotowej pokazać słabszemu organizmowi jak ogromnie wiele ich różni na płaszczyźnie fizyczności.

Arthur nie odpowiedział. Odepchnął się za to od drzwi, o które się plecami opierał do tej pory i ruszył powoli w kierunku Shane’a. Chłopak odruchowo począł się cofać. Robił to do momentu aż przestrzeń pokoju się skończyła, a za jego plecami pojawiła się ściana.
Wówczas Arthur nachylił się nad chłopcem na tyle nisko, że ich twarze dzieliło od siebie parę milimetrów odległości.
Mijały kolejne sekundy ciszy, atmosfera gęstniała możliwie jeszcze bardziej.
W końcu to Arthur był pierwszym, który się odezwał.
 – Podaj mi chociaż jeden powód, dla którego miałbym cię teraz nie zabić – wymruczał tym swoim przeszywającym, niebezpiecznym głosem, który przyprawiał o gęsią skórkę i nienaturalnie szybką akcję serca.

Shane był za wolny – wedle przekonania Arthura. Za długo zwlekał z odpowiedzią, przypłaciwszy to bolesnym zaciśnięciem się palców Codeta na jego włosach i mało delikatnym pociągnięciem za nie, które skutkowało mimowolnym odchyleniem się głowy Tyrella do tyłu. Druga dłoń Alfy powędrowała do krocza chłopaka i na nim też, równie mocno, co na włosach, się zamknęła.
 – Jesteś m ó j – warknął Arthur niemalże prosto w rozchylone usta blondyna. – I jeszcze w tym tygodniu sprawię, że n i k t nie będzie miał ku temu wątpliwości – cedził. Obydwaj doskonale zdawali sobie sprawę z tego, co mężczyzna ma na myśli.

Po tych słowach, Arthur puścił krocze chłopaka i pociągnął go za włosy w kierunku najbliższego mebla, którym okazało się być biurko.
Rzucił o nie Shane’m jak szmacianą lalką. Chłopak przylgnął policzkiem i brzuchem do płaskiej powierzchni mebla, zachęcająco wypinając się przy tym do Arthura, który wciąż trzymał w garści jego białe kosmyki.
 – Powiedz Shane… – syknął mężczyzna szyderczo po czym szarpnął w dół spodnie chłopaka. te ustąpiły i opadły w dół, ku kostkom Tyrella. – Czyj jesteś?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Wto Lip 04, 2017 10:16 pm

Całym moim ciałem wstrząsnął koszmarnie nieprzyjemny dreszcz, gdy tylko natknąłem się na spojrzenie Arthura. W całej tej panice, która uderzyła nagle w każdy nerw mego ciała, jakimś sposobem udało mi się wyodrębnić fakt, iż nie widzę jego źrenic. Oczy Codeta spowiły się czernią tak nieprzeniknioną, że wręcz nienaturalną. W ułamku sekundy opuściła mnie cała pewność siebie, kolana zmiękły, a ziemia zdawała się uciekać spod nóg. Na moment straciłem wszystkie myśli do tej pory kołatające się po głowie. Wszystkim co czułem, było przerażenie. Czyste, na swój sposób piękne, niczym niezakłócone wszechogarniające poczucie przenikającego strachu. Nie zdołałem choćby ruszyć powieką, szeroko rozwartymi oczyma wciąż wpatrując się w czarne tunele wypełnione całym złem tego świata. Nie był wściekły. Uczuć, które czaiły się w groźnie łypiących oczach nie potrafiłem nazwać nawet mimo wszystkich tych lat kosztownej edukacji, o którą zadbał mój ojciec.
Uciekaj.
Krótka myśl, a jakże głupia. Nawet, gdyby mój do granic rozjuszony kochanek nie stał na drodze do drzwi, nie mógłbym się ruszyć. Pierwszy raz na własnej skórze poczułem, co w rzeczywistości znaczy bycie sparaliżowanym przez strach. I choć próbowałem pozbierać myśli, z każdym krokiem, który oddawałem w tył, jakby kierowany jedynie instynktem przetrwania, nie umiałem złożyć choćby jednego składnego zdania. Jednej sensownej myśli. Nie widziałem w tych ciemnych oczach swojego Arthura. Nawet wtedy, gdy go zwolniono, nie wydawał się tak obcy jak teraz. Nierozsądnym właściwie byłoby porównywać te dwie sytuacje. Wtedy był po prostu zły. Teraz...
Wciągnąłem gwałtownie powietrze, czując jak plecy uderzają o boleśnie zimną ścianę. Zimną? Nie, to moje ciało było rozgrzane niedawnym podnieceniem, które magicznie odeszło w niepamięć i obecną, przeszywającą na wskroś paniką.
Drżałem. I wiedziałem, że to drżenie bardziej spowodowane jest moją pozycją w stadzie, nie faktycznym strachem przed Arthurem. Bałem się, bo byłem sam z rozjuszoną Alfą, a instynkt kazał się podporządkować. Ta świadomość jednak nijak nie pomagała. Nie potrafiłem opanować paniki. Nie potrafiłem wydusić z siebie słowa, dlatego, gdy usłyszałem ciche, złowrogo brzmiące pytanie, sprawiające, że serce stanęło mi na moment w gardle, nie odpowiedziałem. Potrafiłem jedynie wbić w mężczyznę roztrzęsione, zielonozłote ślepia i uchylić usta, jakby do odpowiedzi. Jednak jedyne co wydobyło się spomiędzy rozchylonych warg to zduszony jęk pełen bólu wywołanego następnymi ruchami Arthura. Następny mało elegancki dźwięk przypominał coś pomiędzy piskiem a krzykiem, któremu towarzyszyło gwałtowne rozchylenie powiek.
Puść. To boli. To upokarzające. Nie dotykaj mnie. Nie tak. Zostaw mnie.
Nie wydusiłem z siebie choć głoski. Rozdygotane tęczówki gwałtownie skierowałem na twarz Arthura wskutek jego kolejnych słów. Nawet w tej sytuacji moje serce przez ułamek sekundy zadrżało jakby z radości. A potem rozdarł je żal, bowiem uświadomiłem sobie, że są to puste słowa wyrzygane w moją stronę w afekcie i poczułem się tak, jakby ktoś właśnie mnie opluł.
Z moich ust wydobyła się seria zduszonych, nieeleganckich dźwięków, zaś dłonie odruchowo zacisnęły się na nadgarstku Arthura, bezlitośnie szarpiącego jasne włosy. Czułem się dziwnie. Strach mieszał się z rosnącym rozdrażnieniem.
Złość?
Jestem... – drżący głos jak na zawołanie cicho rozbrzmiał po pomieszczeniu. Chude palce zsunęły się po naprężonym nadgarstku, by w końcu spocząć na biurku. Paznokcie wbiły się delikatnie w ciemne drewno.
Nieprawda.
Nie jestem twój.
Nie jestem psem.
Puść mnie, puść mnie, puść...

... twój. – Zacisnąłem pięści, czując jak serce kołacze się w klatce, jak gdyby chciało opuścić słabe ciało. – Do niczego nie doszło. Nie zrobiłem nic złego. Arthur, to boli. Do niczego nie doszło, przyrzekam. Zostaw m... – zamilkłem gwałtownie, czując, że w następnej chwili mój głos miał się załamać. Stałem tu, we własnym biurze, w którym kilkadziesiąt minut temu doświadczałem napastowania seksualnego przez własnego pracownika, by teraz skomleć o litość do człowieka, którego zdanie ceniłem sobie więcej niż zdanie własnego ojca. Którego bezgranicznie podziwiałem i dla którego byłem w stanie zrobić więcej niż dla kogokolwiek innego.
Ze spuszczonymi spodniami. Z tyłkiem wypiętym zapraszająco w jego stronę. Nie będąc w stanie nawet się sprzeciwić. Nawet krzyknąć. Mogłem zrobić wiele. Ale nie zrobiłem nic.
I chciało mi się płakać nie przez strach, który wciąż przyprawiał chude ciało o konwulsje.
To przez bezsilność i upokorzenie.
Oczy jednak nie zaszły nawet wilgocią. Przymknąłem powieki, wbijając paznokcie boleśnie we własne dłonie. Mój oddech był tak szybki i niestabilny, że przyprawiał klatkę piersiową o dotkliwy ból.
A przy tym wszystkim czułem, jak mój stojący kutas woła o więcej uwagi. I to sprawiało więcej bólu niż wszystko co robił Arhur. Nienawidzę tego ciała. Nienawidzę tego, jakie jest. Nienawidzę swoich instynktów. Nienawidzę tego, że w całym tym upokorzeniu i przerażeniu ono potrafi znaleźć drogę dla przyjemności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   

Powrót do góry Go down
 
Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: