IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Gru 09, 2015 2:35 pm

Zmęczonym spojrzeniem lekko zaczerwienionych oczu śledziłem kroki mężczyzny, który w przeciwieństwie do mnie od razu podniósł się z łóżka. Obok mnie za chwilę pojawiła się butelka zimnej wody, która przypadkiem zetknąwszy się z rozgrzanym ciałem, przyprawiła je o nieprzyjemne dreszcze. Bez entuzjazmu podniosłem nieznacznie, by sięgnąć po koszulę leżącą obok łóżka i narzucić ją na ramiona oraz zakryć ciało na tyle, na ile mogłem. Wziąłem do ręki wodę, po czym upiłem całą połowę butelki. Gorąco wciąż dawało o sobie znać, a w gardle zdążyło mi zaschnąć od szybkiego oddechu i wszystkich dźwięków jakie te samoistnie z siebie wydobywało. Wciąż spod ciążących powiek przyglądałem się mężczyźnie, podziwiając nieskrycie jego cały majestat. Bez okularów, z lekko wilgotnymi włosami i delikatnie błyszczącym od potu ciałem wyglądał nieziemsko. Budził we mnie instynkty, o których istnieniu nawet nie wiedziałem. Nie wiedziałem, dopóki go nie poznałem, bowiem Arhur nauczył mnie nie tylko wiedzy na temat wykonywanej pracy. Nauczył mnie też mej stadnej pozycji i tego jakie korzyści ze sobą przynosi. Bowiem nie mogę nazwać utrapieniem możliwości odczuwania tak wielkiej przyjemności. Miałem zaledwie siedemnaście lat, gdy się pierwszy raz spotkaliśmy i to wtedy właśnie w pełni dojrzałem fizycznie a moje ciało zaczęło upominać się o bliskość Alfy. Arthur był moim pierwszym i jak dotąd jedynym, choć nigdy nie potrudziłem się o to, by go uświadamiać. W końcu ta informacja nic nie znaczyła.
Ściągnąłem brwi widząc dość nieprzyjemne spojrzenie trzydziestodwulatka w reakcji na moje słowa. Uniosłem jedną z nich, gdy do moich uszu dotarł jego głos. Nie kpić? Nie bardzo rozumiałem co ma na myśli. No dobrze, podświadomie wiedziałem. Wiedziałem, że nie chce pozwolić, bym sam opuścił jego dom i naraził się na zainteresowanie innych podobnych jemu. Ale ja, mimo że wiedziałem co potencjalnie może grozić samotnej, niezwiązanej Omedze podczas rui, nigdy szczególnie się nie pilnowałem. Żyłem w przeświadczeniu, że potrafię sobie poradzić. Przecież nie na darmo trenowałem sztuki walki. Gdybym tego nie robił, byle nieudacznik mógłby zrobić mi krzywdę. Nigdy nie dopuszczałem do siebie myśli, że nie miałbym szans przeciwko pobudzonej Alfie. Nie byłem słaby i nie chciałem być takim we własnych oczach. Zaklinałem więc rzeczywistość.
Odpowiedziałbym, lecz Arthur nie dał mi ku temu sposobności, gdyż skierował się do innej części domu. Skrzywiłem się lekko, po czym westchnąłem, zwieszając nogi z łóżka. Siedząc na jego brzegu zabrałem się za zapinanie guzików koszuli. Mężczyzna wrócił nim się podniosłem, wyglądając idealnie jak zawsze. I tak bardzo... prywatnie. Nie sądzę by ktokolwiek miał częstą sposobność do oglądania Arthura jedynie w bokserkach, koszulce i cienkim szlafroku. I to zaraz po seksie. A co jeśli nie tylko ty ją masz? Racja, nie mogłem być pewien. W każdym razie mi nie zdarzało się to często, więc nacieszyłem swe oczy tym widokiem dopóki jeszcze go przed nimi miałem.
Na moją twarz wypłynął grymas niezadowolenia. "Powinienem"... Phi.
- Powinienem zrobić wiele innych rzeczy. Na przykład jechać do domu - mruknąłem, podnosząc się z łóżka i bosymi stopami pokonałem kilka kroków w stronę drzwi. - Tymczasem idę do łazienki - powiadomiłem, po czym opuściłem sypialnię, by faktycznie skierować się do toalety. Tam właśnie zostawiłem wcześniej swoje ciuchy, które też zaraz przyodziałem, rezygnując jedynie z bokserek, gdyż wolałem nie zakładać noszonej wcześniej bielizny na czyste ciało. Lubiłem czuć się świeżo. Zabrałem rzeczy z pokoju gościnnego, w którym je zostawiłem i tak przygotowany udałem się na dół, by zarzucić na siebie kurtkę i udać w stronę wyjścia. Arthur nie musiał wiedzieć, że nie wybieram się jedynie do toalety. Nie chciałem by traktował mnie jak nieudolne dziecko, a wiedziałem, że rozmowa z nim nic nie da. W związku z tym planowałem się po prostu wymknąć i ułożyć się w końcu do snu we własnym domu. Rano musiałem wstać.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Gru 09, 2015 6:01 pm



Moje brwi nieznacznie uniosły się do góry, gdy chłopak spojrzał na mnie w ten specyficzny, butny sposób w jaki patrzą dzieci kiedy chcą udowodnić dorosłym swoją moc sprawczą. Przekrzywiłem głowę i oparłem ją o framugę, leniwie wyciągając ze szlafroka paczkę papierosów, a z niej jednego, którego wszyłem sobie do ust. Wciąż przyglądałem się Shane’owi.
Chłopak odezwał się, ja zaś nijak nie skomentowałem jego słów. W spokoju podpaliłem końcówkę papierosa i zaciągnąłem się dymem.
 
Odprowadziłem chłopaka wzrokiem i westchnąłem, gdy zniknął w korytarzu. Zgasiłem w połowie wypalonego papierosa w popielniczce, szybko włożyłem na siebie spodnie. Minąłem łazienkę, kilka sekund przed tym jak chłopiec opuścił ją –zapewne przygotowany do wyjścia.
Wyszedłem z domu przez ogród i dosłownie w momencie, gdy drzwi wyjściowe otworzyły się, a Shane w nich stanął –ja posłałem mu nieprzyjemny uśmiech. Podszedłem bliżej do drzwi i stanąłem przed wejściem do mojego własnego domu, który chciał opuścić obecnie tylko jeden z nas, a drugi próbował temu zapobiec, uprzedzając zamiary pierwszego.
Całkiem dobrze mi to wychodziło, a  zważywszy na to, że niegdyś pracowałem w policji –zapewne stałem się wówczas jeszcze bardziej uważny. Byłem czynnym agentem, ludzie i ich zawiłe uczucia nie były dla mnie zagadką. Nie były także przedmiotem badań. W rzeczywistości pierwotne reakcje są wynikiem poprzedzających je czynników. Nic nie działo się bez powodu, nic nie działo się w jednym i tym samym momencie. Wszystko wlekło się na kilku planach czasowych. Wystarczyła więc chwila, by stać się moją otwartą księgą, której treścią interesowałem się jedynie w razie potrzeby. Posiłkowanie się emocjami i uczuciami ludzi nie należało do moich ulubionych zajęć. Wszystko co się działo w  ich głowach, te wszystkie brzydkie uczucia –nie były estetyczne. Kto chciałby to oglądać?
 
Wpatrywałem się w chłopca przez dłuższą chwilę, taksując jego twarz, grymas, rozedrgane wargi. Westchnąłem głęboko, a uśmiech zniknął w jednej chwili z mojego oblicza. Teraz zdobiło je jedynie martwe zirytowanie. Byłem bowiem skrajnie zirytowany i zawiedziony lekkomyślnością chłopca. Było to jednak zapewne z pewnej perspektywy dość urocze. Z perspektywy, której niekoniecznie istnienia pojmowałem.
  -Nie zrozumiałeś czegoś… –odezwałem się, wzrok zawiesiłem na odsłoniętej szyi chłopca.- …Shane? –Moje brwi uniosły się w udawanym zakłopotaniu, a usta wygięły się w niewesoły grymas. Sięgnąłem do jego policzka i ułożyłem na nim dłoń. Pogładziłem go delikatnie, pieszczotliwie. Zrobiłem krok do przodu i nachyliłem się nad uchem chłopca.
  -Wejdź do środka –wyszeptałem doń i odsunąłem się nieco. –Zawracaj –ponagliłem go. Chłopak jednak wciąż nie miał zamiaru skorzystać z mojej uprzejmej propozycji. Byłem bliski przewrócenia oczyma.
 
 Złapałem chłopaka wpół, wniosłem lekkie ciało do środka domu i dopiero wtedy rzuciłem je na kanapę z siłą powodującą iż mebel przesunął się parędziesiąt centymetrów za sprawą mojego niedelikatnego zachowania względem bezwładnego ciała Shane’a.
  -Nie zachowuj się jak gówniarz, którym jesteś –wycedziłem niemal z obrzydzeniem i zawróciłem do drzwi, by zamknąć je na klucz i uniemożliwić dzieciakowi kolejne próby ucieczki. Albo mi się wydawało, albo Tyrell stał się jeszcze bardziej denerwujący niż kiedykolwiek wcześniej był. A przynajmniej na pewno zapomniał jak powinien się zachowywać w określonym towarzystwie.W towarzystwie kogoś, kto nie jest jego wrogiem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Czw Gru 10, 2015 1:41 am

Nie chciałem być niańczony. Nigdy tego nie lubiłem, choć od najmłodszych lat zewsząd otaczała mnie nadopiekuńczość. Jako najmłodszy z rodziny, rozczulałem serca wszystkich innych domowników i nie wiem jakim prawem, ale każdy przyjął, że należy otoczyć mnie nadzwyczaj dużą opieką. Żeby tego było mało, w mojej najbliższej rodzinie przeważają Alfy. Matka, ojciec, każdy z braci i jedna siostra to pieprzone Alfy, które myślą, że ich obowiązkiem jest nadgorliwość względem tych słabszych, a na dodatek młodszych Omeg. Mimo, że byłem chłopcem, dostawałem tej ich zbyt dotkliwej miłości więcej niż moje siostry. W nadmiarze. Tak właśnie wyglądało moje dzieciństwo i nastoletnie życie, nie można więc chyba dziwić się, że obecnie mdli mnie na myśl, iż ktoś zbyt mocno się o mnie troszczy, odbierając mą osobę jako nieporadnego, narażonego zewsząd na niebezpieczeństwo dzieciaka. Nienawidzę tego i mam zwyczajnie dość. Nie mam dwóch lat, tylko dwadzieścia dwa, na dodatek trenuję i pracuję jako cholerny gliniarz, w cholernym wydziale kryminalnym. Oprócz tego, że siedzę za biurkiem, latam za przestępcami i, o zgrozo, nawet miałem w rękach broń! Co więcej, udało mi się aresztować kilka osób! No kto by pomyślał. Mały Shane ma własne ręce i nogi, a co więcej potrafi ich używać choćby do obrony własnej. Gwarantuję, że uderzenie w odpowiednie miejsca, których to występowanie mam doskonale wyuczone, boli kurewsko mocno i może sprawić, iż ta sama pozornie słaba Omega staje się ładnym utrapieniem oraz źródłem silnego bólu. Naprawdę. Nie potrzebuję niańki. Po prostu nie.
Stanąłem jak wryty, zatrzymując się w pół kroku i odruchowo rozchyliwszy usta, wytrzeszczyłem oczy na mężczyznę stojącego tuż przede mną. P r z e d e    m n ą. Na dworze, choć powinien być w pokoju, albo dopalać papierosa na tarasie. Na pewno nie powinno być go tutaj. Przewidział to, oczywiście, że przewidział. Jak mogłem pomyśleć, że akurat Arthur nie odgadnie moich zamiarów? Przecież to właśnie taki scenariusz jest mało prawdopodobny. W tym momencie moje postępowanie wydało się tak oczywiste. Właściwie to było oczywiste. Sam bym się domyślił na miejscu Arthura, a przecież on jest dziesięć lat przede mną.
Zamarłem, przez dłuższą chwilę zbyt zbity z tropu, by podjąć się próby czegokolwiek. Jakiejś reakcji. Zamiast tego, po prostu stałem z delikatnie drżącymi ustami, wpatrując się rozszerzonymi źrenicami w widocznie niezadowolonego Arthura. Zupełnie instynktownie miałem ochotę się cofnąć, gdy fałszywy uśmiech zniknął z jego twarzy. Ale wciąż stałem w miejscu, szukając odpowiednich słów. Było mi... wstyd. Wstyd, że dałem się tak po prostu przyłapać. No i czułem się zdecydowanie niekomfortowo, gdy wciąż utkwiony był we mnie szkalujący wzrok trzydziestodwulatka.
W końcu zamknąłem usta, zaciskając je wręcz w wąską linię. Mój wzrok również uległ zmianie. Robił się coraz bardziej hardy i pełen zirytowania. Wszystko zrozumiałem. Wszystko. Nie jestem kretynem. Zrozumiałem i podjąłem decyzję, która powinna zostać uszanowana. Dlaczego zachowywał się tak, jakby miał prawo wydawać mi polecenia i dziwił się, że ich nie wykonuję? Nie był już nawet moim przełożonym. Przecież nie musiałem się go słuchać. A jednak, gdy ciepła dłoń przejechała złowieszczo po mym policzku, zaś twarz mężczyzny pojawiła się tak blisko, zadrżałem pozwalając wedrzeć się wahaniu i niepewności. Przez chwilę miałem ochotę spełnić polecenie i zawrócić się do domu, zupełnie jakby kierował mną naturalny odruch. No przecież kierował. Alfa. Omega. Alfa. Zachowuje się jakby mógł wydawać rozkazy, bo tak właściwie - może to robić. Natura przypisała mu taką rolę, mi zaś dała te instynkty, które pragną okazywać posłuszeństwo względem naturalnych przywódców. Ale ja przecież wcale nie musiałem słuchać. Z tą myślą pojawiła się złość.
- Nie - warknąłem, gdzieś podświadomie samemu dziwiąc się jak nieprzyjemnie to zabrzmiało. Mój delikatny głos na ogół dziwi nawet inne Omegi, gdyż jest usposobieniem spokoju i harmonii. Określany jest jako melodyjny i przyjemny dla ucha, dziwnym więc było słyszeć, że może brzmieć tak nieidealnie. Źle i skrajnie niesympatycznie.
Z trudem powstrzymałem jęk, jaki cisnął się na moje usta wskutek zaskoczenia spowodowanego nagłym, niedelikatnym ruchem mężczyzny. Nim zdążyłem dobrze zorientować się w sytuacji, grunt spod moich nóg zniknął, a ciało zostało otoczone ciepłem arthurowego domu. Głośnego syknięcia wywołanego bólem i gwałtownym zetknięciem z kanapą nie potrafiłem już zatrzymać. Bolało. Mocno.
Łapiąc się za pokrzywdzony kark, który nie wylądował pod naturalnym kątem, uniosłem się na jednej z dłoni i posłałem mężczyźnie pełne wyrzutu i nieukrywanego żalu spojrzenie. Szybko jednak pojawiło się w nim również niemałe zdziwienie i narastająca złość. Zamknął drzwi. O co mu kurwa chodzi?
- Nie mów mi jak mam się zachowywać! I co ty właściwie próbujesz osiągnąć zamykając mnie tut... - Zamilkłem i zamrugałem oczami, intensywnie się nad czymś zastanwiając. Cały czas myślałem, że chce mnie odprowadzić do domu, bym nie musiał robić tego sam, a tym samym poczułbym się jak skończona ofiara i zwykłe dziecko. Ale jeśli by tak było, to po co na siłę przetrzymywałby mnie dłużej w domu i jeszcze w nim zamykał? To zupełnie tak jakby chciał... - Chcesz żebym został na noc? - Mój głos znów był delikatny i tym razem przepełniony wyczuwalnym wahaniem, jakbym bał się, że coś źle wywnioskowałem i tym pytaniem sprowadzę na siebie ośmieszenie. Nie wstrzymywałem również widocznego zdziwienia wywołanego tym odkryciem. Nie brałem nawet pod uwagę takiej opcji, więc... Cóż. Wciąż wydawała mi się mało prawdopodobna. Na pewno źle coś zrozumiałem.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:07 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Czw Gru 10, 2015 3:20 pm



Możliwe, że właśnie zdarzyło mi się przesadzić. Zareagowałem właściwie, jak sądziłem. Jednak gdzieś wewnątrz mnie coś dało znać o sobie. Co to było?
Spojrzałem nieco nieobecnie na rozmasowującego sobie kark chłopca. Nie wyglądał na specjalnie poszkodowanego, nigdzie nie widać było krwi. Jedynie lekko się obił. Więc dlaczego? Zmarszczyłem brwi.
Moje rozmyślania odsunięte zostały na bok, gdy chłopak znowu postanowił strzępić sobie niepotrzebnie język jak gdyby to miało cokolwiek pomóc.
Nagle urwał wpół wypowiedzi, a ja zorientowałem się, że obaj nad czymś myślimy. Zastanawiamy się. Obaj uzmysłowiliśmy sobie, że kawałki układanki nie pasują do siebie bowiem Shane podkłada złe fragmenty puzzli. Ja zaś nie potrafiłem nazwać tego, co mną kierowało więc też usiłowałem dojść do zadowalającej konkluzji.
 
Shane mnie uprzedził, a ja niemal parsknąłem gorzkim śmiechem, gdy dotarła do mnie tak prosta oczywistość. Rozwiązanie było tuż pod moim nosem, a ja nie potrafiłem po nie sięgnąć. Teraz faktycznie wszystko współgrało.
  -Chcę –odparłem krótko. –Nadal masz zamiar uciekać? –Spojrzałem na niego ze szczerym pytaniem jawiącym się w oczach. Na znak, że oczekuję odpowiedzi, uniosłem brwi lekko do góry i wpatrywałem się w niego w milczeniu.
 
Zbliżyłem się do chłopaka, który wciąż zajmował kanapę, a swoją rękę wciąż trzymał blisko karku. Kucnąłem przed blondynem i zajrzałem mu w oczy. On naprawdę się nie spodziewał, że kiedykolwiek zaproponuję mu cokolwiek innego oprócz seksu?
Sięgnąłem do jego karku i ułożyłem tam własną dłoń.
  -Wybacz –mruknąłem, nie odrywając wzroku od jego wykrzywionej w zdziwieniu twarzy. Pogładziłem lekko jego kark po czym westchnąłem cicho z jakimś zrezygnowaniem i zabrałem stamtąd rękę. Wciąż jednak nie podniosłem się do góry ani nie przestałem taksować chłopaka uważnym spojrzeniem. Omegi są delikatne i nie powinno się ich krzywdzić. Alfy służą do ich ochrony, a Omegi istnieją by dopełniać swoje Alfy. Temperują swoje wzajemne ubytki, są swoimi idealnymi przeciwieństwami. Są dla siebie stworzone, żyją w idealnym układzie… ewentualnie kończą tak jak Omegi i Alfy zwykły kończyć w mojej rodzinie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Gru 11, 2015 5:06 pm

Gdybym był psem, zapewne teraz spuściłbym po sobie uszy. Myśl o tym jak niepotrzebne było to wszystko sprawiła, że poczułem coś na kształt skruchy, a dużo spokojniejszy i delikatniejszy ton głosu Arthura tylko pogłębiał to uczucie. Niepotrzebnie się unosiłem, choć nie powinienem również mieć wyrzutów, zważając na to, że zwyczajnie się nie zrozumieliśmy. Arthur również nie powinien dziwić się, że inaczej odebrałem jego zamiary. W końcu jakby nie było, nasza relacja jest... Dość określona. Lubimy spędzać ze sobą czas, lubimy ze sobą rozmawiać i uprawiamy seks. Nie mogę powiedzieć, by nie dochodziło między nami nigdy do pewnego typu czułości, bo bym skłamał, ale mimo to nie sądziłem, że mężczyzna nie miał nic przeciwko temu, abym został na noc. Z kolei, gdy doszło do mnie w pełni co tak właściwie mi zaproponował, albo raczej narzucił, poczułem się jeszcze gorzej. Jest taki uprzejmy i opiekuńczy, a ja, cóż... No ale przecież.. No.
- Nie... - mruknąłem cicho, posyłając brunetowi przepraszające spojrzenie. Oczywiście, że nie mam zamiaru uciekać. Wizja spędzenia całej nocy razem z Arthurem w jego własnym domu była zbyt kusząca, nawet jeśli istniały pewne niedogodności, jak na przykład zwykły brak odzieży na zmianę, bo jeśli chodzi o szczoteczkę do zębów, liczyłem na to, że mój dawny przełożony ma jakąś w zapasie. Jego szczoteczką też bym nie pogardził. W każdym razie, te drobnostki w ogóle nie są ważne w obliczu tak miłej możliwości.
Utkwiłem spojrzenie złotych oczu w przykucającym mężczyźnie i posłałem mu niemrawy uśmiech słysząc krótkie przeprosiny. Na dobrą sprawę, już od kilku chwil w ogóle nie byłem zły przez ten atak na moją osobę. Choć to wcale nie znaczy, że podoba mi się takie traktowanie i zamierzam tolerować zmuszanie mnie do czegokolwiek. Nie, moje zdanie w tej kwestii się nie zmieni i wciąż świadomość tego, iż Arthur zdecydował się zamknąć mnie tutaj, nie patrząc na moją własną wolę, była lekko niepokojąca. Niekomfortowa na pewno.
Mruknąłem cicho czując delikatny dotyk na lekko bolącym karku. Cóż, nie zamierzałem się rozczulać, w gruncie rzeczy nic mi się nie stało, a gdyby Arthur chciał mi zrobić krzywdę, z pewnością nie obrałby za swój cel kanapy.
- Mhm. Ja też przepraszam - odparłem, wdychając krótko i posłałem mężczyźnie już całkiem swobodny, niewymuszony uśmiech. Moja twarz w ciągu chwili znalazła się bliżej jego, a moje usta bez pytania odnalazły karmazynowe wargi, które będąc tak blisko same prosiły się o pocałunek. Nie mogłem się oprzeć. Odsunąłem się nieznacznie po dłuższej chwili. - I zawieziesz mnie rano do domu? - Nie mogłem w końcu iść stąd prosto do pracy. Jeżeli Arthur wstanie na tyle wcześnie by podrzucić mnie do domu, to nie ma absolutnie żadnych przeciwwskazań ku temu, bym u niego spał.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Gru 11, 2015 11:31 pm



Chłopiec był wyjątkowo przyjemnie skruszony. Okazał swoje ubolewanie względem wynikłej sytuacji. Nie mogę go o to winić. Przecież rzeczywiście byłem mało konkretny. Nie przyszło mi do głowy, że będę musiał się przed kimś tłumaczyć ze swoich motywów i że Shane’owi wystarczy powiedzieć, by został, a zostanie. Otóż okazało się, że jest o wiele bardziej problematyczny i wymagający. Życzył sobie ode mnie sprecyzowanego schematu zachowań, które jasno wskazywałyby na określony zamiar. A ja nie byłem oczywisty. Wielka szkoda.
Shane zazwyczaj spełniał moje oczekiwania i nie był aż tak irytujący, gdy odmawiał, bo nie odmawiał. Pierwszy raz spotkałem się z jego strony z buntem. Byłem szczerze powiedziawszy…niekoniecznie zachwycony.
 
Chłopak grzecznie udzielił odpowiedzi na pytanie i posłał mi żałosne spojrzenie smutnych oczu. Wywołało to na mojej twarzy blady uśmiech, niemal żaden. Właściwie mógł być jedynie ułamek sekundy, w którym pojawiło się na mojej twarzy coś prawdziwie pozytywnego, wyraz niemego zadowolenia, a nie dzikiej satysfakcji. Zaszczyciłem tym widokiem chłopca, którego powoli przekonywałem do siebie jako do człowieka. Nie Alfy, przełożonego czy źródła seksualnego wyładowania. Chciałem jego sympatii, przyjaźni. Mimo, że wcale to tak nie wyglądało. Mogłem sprawiać nieco inne wrażenie.
 
Wyjąłem z kieszeni mały przedmiot i położyłem go na niskim stoliku przy kanapie. Był to klucz, którym zamknąłem drzwi. Nie miałem zamiaru budzić w chłopcu nieufności względem siebie. Zamknąłem drzwi ponieważ chciałem, by ochłonął i przemyślał czy rzeczywiście chce zrobić to co miał w zamiarze. Okazało się iż zgoda między nami zapanowała znacznie szybciej niż sądziłem.
 
Chłopiec posłał ku mnie ładny uśmiech, a ja zapatrzyłem się przez chwilę na jego kształtne, pełne usta ułożone w zgrabny grymas. Przekrzywiłem głowę delikatnie, zastanawiając się nad mnogością detali tych samych ust. Wtedy też w pewnej sekundzie wyraz sympatii zniknął z warg chłopaka, a te zamiast tego znalazły się tuż przy moich, racząc je swoim ciepłem. Niemal machinalnie odwzajemniłem pocałunek chłopca, który w swej nienaturalnej czułości niemal wywołał nieprzyjemne ciarki.
 
Chłopak sam się odsunął, a ja podniosłem się z kucek, wstając na równe nogi i spoglądając na Tyrella odzianego w kurtkę z góry. Padło pytanie ja zaś pośpieszyłem z odpowiedzią.
  -Oczywiście –odparłem, a moje usta drgnęły w krótkim uśmiechu uprzejmości, by za chwilę powrócić do poprzedniego ułożenia. –Rozbierz się –poleciłem krótko, taksując go natarczywym spojrzeniem, jakby obwiniając go w ten prosty sposób, że to błąd iż jeszcze tego nie zrobił.
 
Na oparcie kanapy wskoczył łysy kot. Jeden z trzech, a i jednocześnie najstarszy ze wszystkich. Faust był moją osobistą dumą, powiernikiem najmroczniejszych tajemnic. Właśnie czaił się na Shane’a, ale zanim cokolwiek zdążył mu zrobić ten zawistny kot –zabrałem zwierzaka z oparcia kanapy i odstawiłem go metr dalej, by go zniechęcić. Pozostałe dwa –Galileusz oraz Tesla nie były nawet w połowie tak złośliwe jak ten jeden, zadziwiająco duży kocur. Pewnie dlatego tak dobrze się dogadywaliśmy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Gru 25, 2015 6:39 pm

Mimo całego swojego zmęczenia i stanu w jakim się znajdowałem, a który źle wpływał na mój mózg, byłem w stanie dostrzec pewną zależność. Mianowicie, gdy Arthur na co dzień pojawiał się w biurze, sprawując pieczę nad wszystkim co robię i będąc po prostu osobą, której powinienem się słuchać - robiłem to z wielką chęcią i bez żadnego sprzeciwu. Nie tylko, gdy chodziło o sprawy służbowe, ale również te bardziej przyziemne, jak choćby polubowne kiwanie głową na znak zrozumienia, gdy raczył mnie kolejnym nakazem spożywania mniejszej ilości kawy i większej ilości bardziej wartościowego, czy w ogóle jakiegokolwiek pożywienia. Słuchałem się go, bo tak nakazywał mi instynkt i dominująca natura dużo starszego mężczyzny. Mógłbym nawet rzec, że podążanie zgodnie z jego wskazówkami, tudzież nakazami, bardzo sprzyjało memu samopoczuciu i samorealizacji. Potrzebowałem go, by odpowiednio prosperować i w wielu aspektach swojego życia zdawałem się właśnie na wolę Arthura. Było tak zarówno przed tym jak zacieśniliśmy swoje więzi, jak i długi czas po tym. Dopiero teraz odnotowałem zmianę w swoim zachowaniu i z pewnością rzuciła się ona nie tylko w moje oczy. Nie byłem tak posłuszny jak zwykłem, nie odnosiłem się również tak wielkim szacunkiem, z jakim robiłem to przed odejściem mężczyzny. Wyglądało na to, że zbyt długi brak kontaktu nie wyszedł nam na dobre, bowiem ja przyzwyczaiłem się do swej nowej roli wykluczającej wyższość Codeta, a on nie miał okazji, by się na podobną zmianę nastawić. Przez to obydwoje nie do końca odnajdywaliśmy się obecnie w swoim towarzystwie. Może inaczej - nie rozumieliśmy się tak doskonale jak dwa miesiące temu, gdy hierarchia była jasno ustalona i niepodważalna. Teraz uległa zaburzeniu, bowiem "Pan Codet" nie był już kimś, kogo z zasady powinienem bezwzględnie słuchać, a ja nie byłem niedoświadczonym nastolatkiem potrzebującym ręki, która poprowadzi go w odpowiednią stronę. Zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że nie jest to dobry objaw, ponieważ moje zachowanie dalekie było od doskonałości i od tego, jakim być powinno. To, że Arthur nie pełni roli mojego szefa nie wpływało przecież w żaden sposób na to, że wciąż jest dziesięć lat starszym, dużo bardziej doświadczonym i nieprzeciętnie inteligentnym mężczyzną, któremu w głównej mierze zawdzięczam to jak dobrze radzę sobie na swoim stanowisku. Jest również osobą, która być może nieświadomie, ale jednak wprowadziła mnie w sferę dojrzałości, co czyniło z niego mego osobistego mentora na każdej płaszczyźnie. Dużo mu zawdzięczałem i jeszcze wiele od niego oczekiwałem, a jego autorytet wciąż nie spadł zupełnie w moich oczach. Mówiąc najprościej, zdążyłem przyzwyczaić się do tego, iż to ja rozporządzam innymi, nie zaś oni mną, a moje słowa są tymi, których podważać nie należy. Byłem w pewien sposób wdzięczny samemu sobie za to, że w porę dotarła do mnie świadomość własnych błędów popełnianych nagminnie od ponownego spotkania Arthura. Ostatnią rzeczą, której pragnąłem, było działanie mężczyźnie na nerwach, dlatego też postanowiłem, iż powściągnę swe nerwy oraz niepożądaną buńczuczność. Arthur Codet nie jest człowiekiem, który zwykł tolerować takie rzeczy, a ja nie jestem człowiekiem, który trwale zapomina o tak ważnych faktach. Zależało mi na naszym obusiecznym zrozumieniu. Niestety, mój dzisiejszy stan mocno zaważał na poprawnym rozumowaniu, co niewątpliwie stało się przyczyną ostatnich nieporozumień. Rozsądek podpowiadał, bym jak najszybciej zakończył ten dzień i udał się w spoczynek. Coś innego jednak zgłaszało głośny protest, przypominając, że pierwszy raz mam okazję spędzić tyle czasu ze swoją drogocenną Alfą i szkoda byłoby marnować ten czas na coś tak nieciekawego jak sen.
Odpowiedź mężczyzny przyjąłem z lekkim uśmiechem, nie czując absolutnie żadnej potrzeby odnoszenia się do niej. Jego polecenie zaś spełniłem tym razem bez zwlekania, w myślach przyznając mu słuszność, bowiem siedzenie w kurtce, podczas gdy w domu panowało lekkie gorąco, nie było rozsądnym posunięciem. Co więcej, wolałem jak najszybciej powrócić do swego poprzedniego odzienia, na które składała się jedynie cienka koszula gospodarza.
Ledwie zdążyłem zsunąć ze swoich ramion odzienie wierzchnie, nieopodal mego ciała pojawił się bliżej niezidentyfikowany obiekt, którego dopiero po chwili określiłem jako kota. Nie do końca kontrolowałem swoje wielce nieprzychylne, zimne spojrzenie uważnie sunące za równie złowrogo spoglądającym zwierzęciem. Obawiam się, że nieczęsto można dostrzec w mym spojrzeniu tak dotkliwą pogardę dla kogokolwiek, czy też czegokolwiek, jak teraz, gdy te utkwione było w niczemu winnym łysym ssaku. Na szczęście nim zdążyło dojść między nami do jakiejkolwiek konfrontacji, obiekt mej antypatii został zepchnięty na niższy poziom. Byłem wdzięczny, bo nie sądziłem, by moja walka z tym podrzędnym stworzeniem należała do rzeczy, które chciałby oglądać Arthur. Inna sprawa, że wolałbym nie dopuszczać się tak idiotycznych czynów, czy to w jego obecności, czy w ogóle.
Swój umęczony wzrok w dużo łagodniejszym wyrazie przeniosłem na mężczyznę. Westchnąłem krótko, raz jeszcze dzisiejszego dnia przecierając oczy wierzchem dłoni. Jestem pewien, że zdążyły nabrać nieprzyjemnej otoczki czerwieni.
- Brakuje cię w wydziale - odparłem z lekkim grymasem na twarzy, zdejmując swobodnie marynarkę i rozpinając guziki koszuli, gdyż wciąż było mi niezmiernie ciepło. - Przejąłem większą część twoich obowiązków i zastanawiam się czasem jak wytrzymałeś tyle czasu z tymi imbecylami. - Nie byłem kierownikiem i w oficjalnej wersji wcale nie miałem nikogo pod sobą, lecz w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Wciąż brakuje mi dużo doświadczenia i wciąż muszę się dużo nauczyć, lecz nie zmienia to faktu, że moja głowa ma w sobie więcej niż te należące do mych współpracowników. To sprawia, że stałem się koordynatorem znacznej ilości spraw i wiele rzeczy spoczęło na mojej głowie. Do tych rzeczy należało między innymi poprawianie błędów innych i uzupełnianie braków w ich wiedzy. Mimo, że nie dostawałem za to pieniędzy z wyjątkiem niewielkiej, comiesięcznej premii, ani również nie zyskałem wyższego stopnia, to jednak zapracowałem sobie na szacunek wszystkich pracowników i wywalczyłem wysokie miejsce w naszej wydziałowej hierarchii. Mimo bycia dwudziestodwuletnią Omegą o wyglądzie dziecka, zyskałem sobie szacunek i uznanie większe, niż te, którymi mogliby poszczycić się pracownicy ze znacznie dłuższym stażem i większą ilością lat na karku. Moja rola w społeczeństwie rosła i nieustannie podążałem w dobrym kierunku. Sprawa, którą dostałem dzisiaj była moim kluczem do intensywniejszego rozwoju i oficjalnego wskoczenia na wyższy szczebel. Miałem wysokie ambicje i nie uważałem, by mnie przerastały. Nie sądzę, by miało się to zmienić.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Sty 16, 2016 3:14 pm

Nie gniewałem się już na chłopaka. Jakkolwiek, wiedziałem, że w końcu powrócą stare przyzwyczajenia. Mogłem mieć jedynie nadzieję, że stanie się to szybciej i zdołam w tym czasie nie uszkodzić chłopca trwale. O ile rzucanie nim o kanapę niespecjalnie zaszkodziło jego zdrowiu, to gdybym w przypływie Alfiego gniewu zdecydował się nim rzucić o coś innego –obawiam się, że któregoś razu chłopiec mógłby nie przeżyć. Pewnie w ogóle nie czułbym się usatysfakcjonowany zadaniem mu śmierci. Był trzy razy słabszy ode mnie, niższy i w dodatku młodszy oraz był jedną z tych nielicznych osób, które wolałem by pozostały przy życiu nawet gdyby cała reszta miała umrzeć. 

Chłopiec spełnił moje polecenie i pozbył się ciężaru kurtki ze swoich ramion, uwalniając je od zbędnego ciepła, które przy tej wysokiej temperaturze panującej wewnątrz domu była po prostu czymś niepotrzebnym. Niespecjalnie lubiłem, gdy w moim lokum nie panowała ta stała temperatura dwudziestu jeden i pół stopnia, którą sobie upodobałem. Teraz wyraźnie odczuwałem na swojej skórze te dwadzieścia pięć stopni plus kolejny wzrost spowodowany ośrodkiem energii termicznej Shane'a we własnej osobie. Byłem w tej kwestii ogromnie restrykcyjny. Byłem w wielu –to prawda, ale w tej konkretnej szczególnie.  

Shane widocznie nie zapałał sympatią do mojego kota, co przyjąłem z drobnym brakiem zrozumienia dla obydwu samców. Mierzyli się niebezpiecznie wzrokiem jakby byli gotowi się na siebie rzucić, a niczemu winny, łysy kot zapewne zostałby o wiele dotkliwiej pokiereszowany przez drobną, acz silną jak na przeciwnika dla kota Omegę. Westchnąłem, w dalszym ciągu nie darząc najniklejszym zorientowaniem tej sytuacji.  
Gdy kot oraz chłopiec zostali unieszkodliwieni, powróciłem spojrzeniem do tego drugiego. Akurat złożyło się tak, że i on w tym samym momencie postanowił swój wzrok skierować na mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy dopóki chłopiec nie potarł ze zmęczeniem swoich.  
Na słowa chłopaka, uśmiechnąłem się lekko i całkiem szczerze będąc rozbawionym.  
  -Ukrywałem się przed nimi w prosektorium -odparłem, a wesoły grymas wciąż zdobił moją twarz. Chłopiec najwyraźniej powoli odczuwał na własnej skórze realia bycia dorosłym i odpowiedzialnym człowiekiem, za którego uchodził w wydziale, a przynajmniej teoretycznie bowiem większość przecież i tak zdawała sobie sprawę z tego, jak niedoświadczony jest chłopak. Zapewne wciąż się to nie zmieniło. Było "po staremu". 
  -Gdybym tylko mógł, wróciłbym do pracy nawet jutro -dodałem po chwili, odnosząc się do pierwszej części wypowiedzi chłopca. -Ale nie mogę.  

Zabrałem od Tyrella jego kurtkę i powiesiłem ją na miejsce. Później nakazałem mu by udał się z powrotem do sypialni i wreszcie położył się spać. Gdy przyszło mu wybrać, którą sypialnie miałby ochotę zająć -ja także począłem się nad tym zastanawiać, stojąc przed własnym trudnym wyborem. Gdybym miał wrócić do tej, która była moim głównym pokojem –zapewne byłbym zmuszony zmienić pościel.  
Zaprowadziłem więc chłopaka ze sobą do drugiej największej sypialni, decydując za niego o tym czy będzie spał sam, czy ze mną.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pon Lut 01, 2016 6:09 pm

Z delikatnym uśmiechem wpatrywałem się w rozweseloną twarz Arthura. Nieczęsto mogłem widzieć go w tak pozytywnym wydaniu, nie wspominając o tym, że ostatnimi czasy rzadko kiedy w ogóle go widywałem. W każdym razie miło było mieć przed oczami jego uśmiechniętą twarz i posiadać świadomość tego, że to właśnie ja jestem źródłem tej wesołości i to ja mogę teraz patrzeć na mężczyznę, siedząc na jego kanapie w jego domu i będąc tu na jego zaproszenie. Na dodatek mogę zostać na noc. Wyglądało na to, że wbrew temu co wydawało się o poranku, ten dzień nie należy do złych. Wręcz przeciwnie, fakt, że w ogóle odzyskałem kontakt z Arthurem już sam w sobie sprawiał, że dzisiejsza data wiązała się z bardzo przyjemnym wydarzeniem. A reszta była tylko dodatkami podsycającymi moje niemałe zadowolenie.
- Ja niestety nie mam gdzie się ukryć - odparłem z krótkim westchnieniem, wciąż się delikatnie uśmiechając. Cóż, to nie tak, że wszystko co potrafię to narzekać. Cieszę się, że miałem okazję do nabrania nieco samodzielności, a przy tym do wykazania się w większym stopniu, niż mogłem to robić przy Arthurze, który paradoksalnie jednocześnie przykładał się do mego rozwoju, a także w pewien sposób mnie ograniczał. Ograniczał, w tym sensie, że przez jego zasłonę sam nie miałem okazji do wykazania się i zaznajomienia innych z własnymi umiejętnościami. Nawet, gdy wykazywałem je podczas gdy jeszcze mój przełożony pracował w wydziale, ludzie przekonani byli o tym, iż wszystko wychodzi spod ręki Arthura i nie ma w tym za wiele mojej własnej interwencji. A było przecież inaczej. Gdy mężczyzna odszedł, wszyscy zrozumieli, że nie bez powodu zostałem zatrudniony tu na stałe, a nawet mam coś do powiedzenia. Nie od razu pogodzili się z tym, że nie jednego przewyższam swoją wiedzą i umiejętnościami. Właściwie myślę, że wciąż się z tym nie pogodzili, lecz nauczyli się ukrywać swoją frustrację. Oczywiście oni nadrabiają doświadczeniem i latami pracy, lecz najwidoczniej nie liczy się to aż tak bardzo jak można by sądzić. Z pewnością nie przekłada się na skuteczność pracy. Jest bowiem wiele osób, które nierzadko potrzebują mojej pomocy. Pomocy tego gówniarza, który przecież do niedawna był jedynie pupilkiem szefostwa i nieszkodliwym uczniem ich najlepszego pracownika. Teraz wiele się zmieniło i choć pewne rzeczy, takie jak zwykła niekompetencja, mnie irytowały, to jednak cieszyłem się, że sytuacja uległa zmianie. Jednocześnie niestety tęskniłem za obecnością swej Alfy. Najbardziej w momentach, gdy wszystko boleśnie zwalało się na moją głowę i ledwie dawałem sobie radę. Czasami także zwyczajnie jej nie dawałem, ale skrzętnie to ukrywałem.
Mój uśmiech zniknął, gdy Arthur znów się odezwał wspominając o swoim powrocie do pracy. Zmarszczyłem delikatni brwi, pokazując nienachalnie, że jest to dla mnie dość drażliwy temat. W końcu wciąż, pomimo naszych dobrych relacji, nie miałem pojęcia co wpłynęło na jego wydalenie z pracy. Arthur również nie wyglądał na kogoś skłonnego do udzielania jakichkolwiek, choćby pobieżnych wyjaśnień. Nie zamierzałem naciskać, ani się dopytywać, bo wiedziałem, że wścibskie osoby są irytujące. Poza tym nie lubiłem przeprowadzać bezcelowych działań, a wiedziałem, że jeśli mężczyzna nie będzie chciał, to nie udzieli mi żadnych informacji. Jeżeli zaś zechce to zrobić, zrobi nawet bez moich pytań, w odpowiednim czasie i kiedy to on będzie tego chciał.
- Rozumiem - skwitowałem krótko, nie prowokując dalszej dyskusji na ten temat.
Arthur nakazał mi przyszykowanie się do snu, a ja nie protestowałem, bo naprawdę byłem śpiący. Wolałbym dużo bardziej spędzić tę noc w inny sposób, ale mój organizm już nader dotkliwie odmawiał posłuszeństwa. W związku z tym bez zbędnych dyskusji skinąłem głową i uznałem, że udam się do pokoju gościnnego. Gdy okazało się, że mężczyzna również zamierza spać w nim ze mną, nie mogłem powstrzymać szerszego uśmiechu cisnącego się na moje usta.
- Arci, weźmiemy wspólny prysznic? - odezwałem się już w sypialni, posyłając mężczyźnie figlarny uśmiech. Tym razem nawet nie chodziło o seks. Chciałem się odświeżyć, a jeżeli mogłem dokonać tej prostej czynności razem z mężczyzną, nie krępowałem się rzucić propozycją. Miałem nadzieję, że Arthurowi ten pomysł spodoba się tak samo jak mi. W międzyczasie czekania na odpowiedź, powoli zsunąłem z siebie koszulę i równie niespiesznie rozpiąłem spodnie, pod którymi nic nie miałem. Wciąż patrzyłem wyczekująco na bruneta.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:08 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Lut 10, 2016 12:27 am

W miejscach takich jak wydział śledczy zazwyczaj pracowały Bety. Same w sobie niezbyt ciekawe, niczym niewyróżniające się osobniki, których populacja była znacznie większa niż Omeg i Alf razem wziętych. Bety były wszędzie. Zajmowały stanowiska w rządzie, pracowały biurowcach, przybytkach służących obsłudze klienta. Skrzętnie pozbywano się wszelkich śladów każdego innego, wychodzącego przed szereg osobnika. Czy to nazbyt agresywnych Alf, które oddawano profilaktycznie do wojska, czy też zbyt uczulających Omeg, poszkodowanych przez życie i głównie jeszcze bardziej przez agresywne Alfy. 
Gdy wychodziło na jaw, że jesteś właśnie tym –Alfą –zaczynałeś być tabu. Ty i twoja płeć poczynaliście ciążyć społeczności Bet. Alfy drogie w utrzymaniu, zażywające o wiele więcej stoperów i środków uspokajających były wymagające. Omegi i ich lekarstwa blokujące też kosztowały znacznie więcej. Podstawowe środki były refundowane przez państwo. Obie te płci zmierzając ku swojej wzajemnej zagładzie jedynie przysługiwały się krajowi w tej czynności. Taka była prawda. Nie każda Beta ją znała.

Mój uśmiech z czasem przygasł,  nie pozostawiając po sobie śladu istnienia, gdy na moją twarz powrócił mój neutralny wyraz twarzy. Temat pracy –tak drażniący jeszcze te kilka miesięcy wcześniej, że aż doprowadził tym samym do mojego świadomego urwania kontaktu z Shane’m –teraz wydawał mi się niemal bezpieczny. Kwestia mojego powrotu okazała się już nieco bardziej drażliwa. Shane nie znał nadal powodu, dla którego mnie zwolniono z pracy. Ja zaś nie miałem nic do powiedzenia w tym temacie. 

Lubiłem swoją aktualną prace. Dawała mi wytchnienie, dostarczała zarobków i nie zobowiązywała mnie na tyle, bym musiał zostawać w biurze po nocach, narażać się psychopatom czy szukać kłopotów w inny sposób. Psy były wdzięczne i nie wgryzały się na tyle głęboko byś musiał walczyć o życie w szpitalu, wykrwawić się, a rzadko kiedy w ogóle trzeba było szyć. Psy były posłuszne, ale przy tym nie mówiły także za dużo, nie obracały przeciwko tobie całego stada. Mogłoby się nawet wydawać, że każdy pies ma swój własny mózg i nie dzieli go z resztą swojego stada, a tylko trzyma się go dla bezpieczeństwa. Psy były lepsze od ludzi.

Chłopak mądrze odparł, że rozumie. Doceniałem jego instynkt samozachowawczy, który jednak czasem się odzywał i to w dodatku w odpowiednich momentach. Prawie zawsze, gdy był potrzebny –zjawiał się. Shane z pewnością chciał znać powód, dla którego już nie pracuję w biurze, ale w życiu nie dane mu będzie go poznać. Na pewno nie pozna tego prawdziwego. Tak byłoby dla niego lepiej.
 -Dobrze –odparłem, skinąwszy głową z usatysfakcjonowaniem. 

Westchnąłem, gdy chłopiec postanowił potraktować moją praktyczność jako oznakę jakiegoś rodzaju pozwolenia do przekroczenia linii poszanowania swojej godności osobistej. 
 -Prosiłem cię już, żebyś tak do mnie nie mówił –mruknąłem, nieco bez przekonania i z wyraźnym znudzeniem. 
Podczas, gdy chłopak zaczął się już rozbierać –ja przycupnąłem na brzegu łóżka. Pokój nie posiadał ogromnego tarasu, a i sam w sobie był mniejszy od mojej sypialni. Mimo wszystko –wciąż prezentował się wcale nie zgorzej.
 -Skorzystam z innej łazienki –odparłem szorstko i poczekałem aż chłopiec rozbierze się do końca.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Lut 10, 2016 12:29 am

Uśmiechnąłem się lekko, przekrzywiając nieznacznie głowę, gdy Arthur przypomniał o swoim wcześniejszym zakazie. Chyba powinien przyzwyczaić się już do tego, że od czasu do czasu lubię zdrobnić jego imię i nie ma na to większego wpływu. W zasadzie, wydaje mi się, że już dawno przestało mu to przeszkadzać, a zwraca uwagę jedynie dla zasady. Niepotrzebnie.
- Tak, tak. Prosiłeś - mruknąłem z przekornym uśmiechem, zatrzymując na chwilę ruchy dłoni, które skończyły siłować się z rozporkiem i jeszcze podtrzymywały spodnie na ich docelowym miejscu. Czekałem na odpowiedź mężczyzny mając cichą nadzieję, że zgodzi się na wspólny prysznic. Cichą, bo przecież wiedziałem, że Arthur nie należy do ludzi szukających czułości, czy towarzystwa. Ja też do nich nie należałem. Po prostu tak długo się nie widzieliśmy, że podświadomie szukałem większego i dłuższego kontaktu z Alfą. Choć nie żywiłem go jakimiś szczególniejszymi uczuciami niezwiązanymi z szacunkiem, podziwem i lekkim uzależnieniem, chciałem wydłużyć czas, kiedy możemy myć blisko siebie. Dlatego pomyślałem o wspólnym prysznicu, który tym razem nie miał być jedynie pretekstem do odbycia kolejnego stosunku. Z drugiej strony jednak, gdybyśmy już weszli we dwoje do jednej kabiny, zapewne mogłoby skończyć się to tylko w taki sposób. Podczas rui nie panowałem nad tym i nawet jeżeli byłem niebotycznie zmęczony, instynkty wciąż brały górę. Nawet pomimo swego sennego nastroju, mógłbym zrobić to jeszcze raz, gdyby tylko moja Alfa sobie tego życzyła.
Arthur udzielił wyjątkowo chłodnej odpowiedzi, na co mój uśmiech delikatnie zbladł. Nie zszedł jednak całkowicie. Moje dłonie spokojnie poczęły zsuwać jedyne pozostałe odzienie zakrywające drobne ciało. Wyszedłem z nogawek, stojąc przed mężczyzną całkowicie odsłonięty.
- Jak uważasz - odparłem swym delikatnym tonem, po czym schyliłem się powoli po ciuchy, aby sprawnie je złożyć, by nie walały się po podłodze i nieskrępowany własną nagością, niespiesznym krokiem powędrowałem do najbliższej łazienki. Natychmiast zapakowałem się do kabiny, odkręcając gorącą wodę. Westchnąwszy, odwróciłem się tyłem do kafelków, by oprzeć się o nie całym ciałem, odchylić głowę i przymknąć zmęczone oczy. Pozwalałem, by gorąca woda spływała po mym ciele, przyprawiając ją o delikatnie czerwony kolor. Byłem tak bardzo śpiący, a jednocześnie...
Na moją twarz wypłynął delikatny uśmiech.
Arthur. Tęskniłem za nim. Jakże zaskakująca jest ulga, którą poczułem wiedząc, że znów jestem mile widziany w jego otoczeniu. I mogę z nim spać w jednym łóżku. Nie mogłem sobie wymarzyć lepszego zakończenia dzisiejszego dnia.
Jeżeli możliwe jest zasypianie na stojąco, to chyba właśnie zaczynałem je praktykować.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Lut 10, 2016 12:32 am


Odprowadziłem nagą sylwetkę chłopaka wzrokiem, nijak nie kryjąc się z tym, że na niego patrzę. Nie było w tym nic wstydliwego patrzeć i chłonąć widok czyjegoś ciała. Oglądałem chłopaka nago już wiele razy, a anatomię mamy prawie tę samą.  Prawie, z tą drobną różnicą, że Omegi są zbudowane inaczej. Mięśnie brzucha układają się inaczej niż u Alf czy Bet. Omegi mają dziewczęcą budowę. Nie mają piersi - to oczywiste, ale warunki fizyczne Omeg są zbliżone do tych żeńskich. Nie ma w tym nic odstręczającego. To poetyckie dopełnienie matki natury. Doskonałe pociągnięcie pędzlem.
 
Chłopak zniknął za drzwiami łazienki, ja zaś pochyliłem się do przodu  na łóżku. Przy mojej kostce pojawił się jeden z trzech łysych kotów. Pozwoliłem sobie na poświecenie mu chwili. Chwilę tak siedziałem, pieszcząc kota za uchem nim wstałem i ruszyłem  w kierunku własnej łazienki. Zerknąłem jeszcze jedynie badawczo w kierunku drzwi prowadzących do toalety, w której zniknął Tyrell. Dźwięk wody uderzającej o kafelki prysznica wydał mi się zbyt jednostajny. Powoli podążyłem ku łazience zajmowanej przez Shane'a, a gdy otworzyłem drzwi i ujrzałem jak chłopak stoi z zamkniętymi oczyma, dając się płukać  strumieniowi wody - westchnąłem krótko.
 
Otworzyłem prysznic, wyłączyłem wodę i otuliłem białym ręcznikiem ciało chłopca nim postanowiłem wziąć go na ręce i bezpiecznie przetransportować do sypialni. Upewniłem się, że chłopiec jest suchy i  bez najmniejszego trudu go podniosłem, unosząc oczy ku niebu.
  -Co ja z tobą mam... -mruknąłem cicho.
 
Chłopiec został ułożony w pościeli, przykryty kołdrą i pozostawiony, by poświęcić się wypoczynkowi.
Dołączyłem do niego od razu po tym, jak sam się wykąpałem.
Przysunąłem się delikatnie do Tyrella i ułożyłem się wygodniej na poduszce, wciąż znajdując się w bezpiecznej odległości od chłopaka.
W półmroku taksowałem uważnym spojrzeniem każdą krzywiznę jego twarzy, nos, jasne włosy, a nawet kątem oka zerkając na tatuaż.
 
Jakimś cudem zasnąłem przy nim, niekoniecznie mając wpływ na to, że moje powieki stały się o wiele cięższe.
 
***
 
Następnego dnia, tym co mnie obudziło, było przyzwyczajenie do wstawania o tak wczesnej, niemal pogańskiej godzinie. Świadomość tego, że przespałem niespełna kilka godzin skutecznie przyprawiła mnie o grymas na twarzy.
 
Powoli otworzyłem oczy, by napotkać nimi sylwetkę Tyrella leżącą tuż obok.  Za oknem panowała ciemność, więc Shane zapewne obudzi się w przeciągu następnych kilkudziesięciu minut, gdy niebo rozjaśni się bladą poświatą brzasku.
 Odsunąłem się i powoli podniosłem z materaca, by jeszcze wciąż ospale udać się do łazienki. Daleko nie zaszedłem bowiem telefon Shane'a się rozdzwonił, zwracając tym samym moją uwagę na siebie. Dłuższy moment czekałem aż ten przestanie dzwonić. Telefon przestał brzęczeć, a rozbrzmiał jedynie dźwięk wiadomości. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem. Któż o tej porze mógłby niepokoić młodego Tyrella? Zdaje się, że znam odpowiedź na to pytanie. Jestem niemal pewien także tego palącego powodu, dla którego o godzinie szóstej rano praca Shane'a postanowiła ubiegać się o jego uwagę.
Podniosłem telefon z szafki i rzuciłem go na materac, trafiając nim dokładnie w miejsce obok rozbudzonego Shane'a.
 

Poszukiwany przestępca właśnie przełamał zależność czasową, która już dłużej nią nie była.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Lut 10, 2016 1:49 am

Chodziłem przemęczony od kilku dobrych dni, nic więc dziwnego, że w końcu nastąpił ten moment kulminacyjny, którego tak niecierpliwie wyczekiwałem. Wiedziałem przecież, że w końcu mój organizm nie wytrzyma i bezsenność ustąpi na rzecz twardego snu, choć nie sądziłem, że nastąpi to w takich okolicznościach. Prawdę mówiąc jeszcze do wczoraj nie mogłem przypuszczać, że mój kontakt z Arthurem ulegnie odnowieniu, a już z pewnością nieprzewidywalnym zdarzeniem były moje odwiedziny w jego domu. O zaproszeniu na noc nie wspomnę, gdyż to znacznie wyższy poziom zaskoczenia, który w pełni pojmę zapewne dopiero jak stąd wyjdę.
Teraz nie myślałem o niczym. Nim się obejrzałem zasnąłem niczym kamień i choć zazwyczaj mam bardzo lekki sen (z pominięciem faktu, że jeszcze częściej nie ma go w ogóle), tym razem nie przebudziłem się nawet na moment, gdy moje ciało zostało przeniesione z łazienki do sypialni oraz umieszczone na łóżku. Mogłem jedynie przez sen rozpaczliwie szukać ciepła mogącego ogrzać nagie ciało i szybko je znalazłem, toteż wtuliłem się w kołdrę, a dłońmi zaborczo objąłem miękką poduszkę. Gdzieś w środku nocy nieprzytomnie odwróciłem się na drugi bok, sięgając dłońmi gorącego ciała, którego nie mogłem wtedy zidentyfikować. Wtuliłem się instynktownie i znów zapadłem w głęboki sen, jakiego nie dane było mi zaznać od tygodni.


W normalnej sytuacji zapewne obudziłbym się natychmiast po usłyszeniu pierwszego dźwięku wibracji poprzedzającej alarm zwiastujący nowe połączenie, lecz jak już wspomniałem, ze względu na ostatnie wydarzenia i tryb mego życia, dziś zwyczajnie postanowiłem nie reagować zbyt mocno i niemalże zignorowałem źle wróżące dźwięki. Chcąc nie chcąc jednak, przebudziłem się lekko, a ponieważ wiedziałem, że coś jest mocno nie tak, poświęciłem chwilę, by pozwolić sobie na powrót do rzeczywistości i powiązanie faktów. Nieobecnym wzrokiem omiotłem pomieszczenie, przypominając sobie gdzie jestem, a także gdzie byłem, kiedy moje powieki postanowiły nieodwracalnie zaznać swej wzajemnej bliskości. Zamrugałem oczami, podnosząc się do siadu, gdy obok mej głowy wylądował niezidentyfikowany przedmiot, a gdy ujrzałem czym on jest, poderwałem się gwałtownie z łóżka, szukając rozbieganym wzrokiem swych ciuchów. W międzyczasie natychmiast sięgnąłem po komórkę i nie kłopocząc się odczytywaniem wiadomości, szybko wykonałem telefon. Zajęty pośpiesznym wkładaniem ubrań i czekaniem na odzew z drugiej strony, w końcu zawiesiłem wzrok na Arthurze. Posłałem mu jedynie zdawkowy powitalny uśmiech, po czym znów odwróciłem wzrok, szukając swojej torby, a także niezdarnie zakładając górną część garderoby. W słuchawce odezwał się głos wielce niezadowolony mym opóźnieniem w reakcji, lecz miast skupiać się na reprymendzie, natychmiast przeszedł do rzeczy. Informacje były krótkie i zwięzłe, bowiem miałem zostać poinformowany jedynie o znalezieniu nowej ofiary, która zdecydowanie przypomina robotę Pomazańca. Zatrzymałem swe szaleńcze ruchy odkręcające opakowanie z tabletkami, które wyciągnąłem z torby i pozwoliłem swemu zdziwieniu przez chwilę wpełznąć na twarz.
To za wcześnie – mruknąłem słabo, patrząc kątem oka na kalendarz i poprzez szybką analizę upewniając się, że nic nie pomyliłem. Było o wiele za wcześnie na ruch mordercy. Przełamał zależność czasową. Jednorazowy wyskok, czy nowy rozkład dnia? Uśmiechnąłem się pod nosem. – Nie, nic takiego. Będę tam za piętnaście minut – zakomunikowałem i rozłączyłem się prędko, przenosząc swoje spojrzenie na Arthura. Zapiąłem koszulę, łykając szybko dwie tabletki. Skoro nie miałem czasu na poranne uwolnienie zwierzęcych instynktów, musiałem je jakoś zahamować. Ale mniejsza o to, gorzej, że nie miałem go również na to, by wypić kawę. Kupię po drodze.
Muszę jechać na miejsce zbrodni. Zawieziesz mnie? To ta strona Tamizy – podzieliłem się informacjami, którymi mogłem i już z mniejszym pośpiechem zarzuciłem marynarkę, w dłoń zaś wziąłem walizkę. – Zajedziemy do sklepu, potrzebuję kawy. – Nie mówiłem nic o wczorajszej nocy i mojej wpadce pod prysznicem, bo też nie widziałem powodu, by cokolwiek wspominać. Wczoraj było wczoraj, miałem okazję do cieszenia się obecnością Arthura i przeżywania wspólnej nocy, lecz teraz nie miałem czasu na podobne uczucia. Musiałem zająć się pracą i zapanować nad własnym rozumem, który w dniach rui nie ma się najlepiej. Nie potrzebowałem dodatkowych ckliwości, które mogłyby mnie rozpraszać. Arthur o tym wiedział, a ja wiedziałem, że to mu odpowiadało. Wczoraj nie byłem sobą pod wieloma względami. Dzisiaj musiałem powrócić do rzeczywistości.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Lut 10, 2016 3:20 am

Gdy chłopiec począł się pospiesznie ubierać rozmawiając jednocześnie z przełożonym przez telefon, ja leniwie podążyłem do łazienki, po drodze zgarniając dla siebie własne ubranie. Doprowadzając się do stanu, który podlegał pod jakikolwiek przyzwoity – szybko ogoliłem szczękę i właśnie wycierałem ją białym ręcznikiem, gdy chłopak zwrócił się bezpośrednio do mnie. Skinąłem krótko, odrzuciłem ręcznik na bok i zapiąłem białą koszulę.
 
Zszedłem po schodach na dół, by przeciągłym spojrzeniem obrzucić kuchnię. Brak poszanowania dla porannego posiłku i konieczność kupowania kawy w kawiarni nieco wydawała mi się mało przyjemna, ale zobowiązałem się, by ruszyć z Tyrellem na miejsce zbrodni. Miałem zamiar je obejrzeć i być może obserwować konkluzje formujące się w bystrym umyśle chłopca. Ten proces był niezwykle interesujący. Warto było ku temu poświęcić śniadanie.
 
Przed wyjściem zdążyłem jeszcze jedynie połknąć swoje własne tabletki, podobne do tych, które brał Shane lecz działające hamująco na wydzielane przeze mnie hormony Alfy, których nieco zbyt drażniące wydzielanie mogłoby pobudzać Tyrella, który mimo, że brał leki – wciąż był podczas rui.
 
Dość sprawnie dotarliśmy do samochodu i już w dziesięć minut po tym jak obudził się Tyrell –wybieraliśmy się na miejsce zbrodni, które oddalone było od naszej obecnej lokalizacji, jak się dowiedziałem, o jedyne kolejne dziesięć czy piętnaście minut drogi. Godzina była zbyt wczesna, by w ogóle mowa mogła być o korkach więc dostaniemy się właśnie w tym przewidywanym czasie dotarcia.
Tak, jak obiecałem – po drodze zatrzymaliśmy się jedynie w kawiarni, by Shane mógł dostarczyć swojemu organizmowi kofeiny, od której mógł się już uzależnić lub po prostu nie potrafić funkcjonować – czyli na jedno wychodziło.
 
Na miejscu byliśmy w dwadzieścia minut później. Zatrzymałem się nieopodal kilku znajdujących się już na brzegu rzeki radiowozów, aut techników i cywilnych samochodów policji.
Poczekałem aż chłopak wysiądzie z samochodu, a gdy tak się stało – rzuciłem w kierunku zamieszania ostatnie spojrzenie i odjechałem. Miałem zamiar w końcu zjeść śniadanie i oddzwonić do Hodgesa – przełożonego Tyrella, którego częste telefony nękają mnie od kilku dni, a nigdy ich nie odbieram przez wzgląd na to, że służbowy telefon to coś, czego już dłużej obowiązku używać nie miałem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Lut 20, 2016 5:17 pm

Droga minęła nam w ciszy, przerwanej tylko rozmową ze sprzedawcą, który poratował mnie kawą. Zapłaciłem, by po wejściu do samochodu, od razu przyssać się do kubka i łakomie wypić tę życiodajną ciecz. Jedna kawa z rana to było dla mnie stanowczo za mało, lecz musiałem pogodzić się z myślą, że następną wypiję dopiero w pracy. Dzisiaj wyjątkowo długo spałem, więc może nawet lepiej, jeśli ograniczę trochę ilość kofeiny, choć jeśli chodzi o mnie, jest mało prawdopodobne, by tak się stało.
Względnie szybko dojechaliśmy na miejsce zbrodni, gdzie też wyrzucił mnie Arthur. Wysiadłem z samochodu i miałem zamiar się pożegnać, lecz ten najwidoczniej nie miał podobnych planów. Widząc jego zasadnicze, pożegnalne spojrzenie, odwdzięczyłem się tym samym i zamknąłem drzwi, by mężczyzna mógł odjechać. Dziwne to było uczucie. Zjawienie się na miejscu zbrodni z Arthurem i wejście na nie, bez niego. Ale nie rozwodziłem się nad tym i poświęcając swe myśli już w pełni pracy, podążyłem w odpowiednim kierunku. Pokazując odznakę, przedarłem się przez tłum gapiów, a potem dokładnie tam, gdzie leżała ofiara. Nie musiałem czekać, by jeden z obecnych pracowników zobrazował mi wygląd miejsca zdarzenia przed moim przyjazdem.
Usłyszałem, iż grupka znajomych w wieku nastoletnim, choć to co najmniej nierozsądnie, postanowiła o tej porze roku urządzić sobie małą popijawę, która zakończyła się nieplanowaną kąpielą w rzece. Pech chciał, że w niej natrafili na ciało, które teraz już wyłowione leżało na brzegu. Podszedłem do niego, oglądając chwilowo jedynie powierzchownie i analizując w głowie najważniejsze fakty, zbliżyłem się do przerażonych świadków siedzących nieopodal. Nie lubiłem rozmów ze świadkami zaraz po fakcie. Wszyscy byli roztrzęsieni, trzeba było odpowiednio do nich podejść, odczuć jakąś empatię. Ja tego nie potrafiłem. Nie sam z siebie, bowiem byłem nauczony jak postępować z takimi ludźmi. Jak zawsze więc kierowałem się swą wiedzą i odpowiednio dobraną taktyką. Zapisałem każde zdanie, które padło z ust dzieciaków oraz moich, choć pamięć pozwalała mi na pominięcie tego czynu. Ale to byłoby niedopuszczalne. Ważne szczegóły mogą umknąć podczas rozmowy i stać się przydatne dopiero w połączeniu z faktami odkrytymi później. Dlatego też ceniłem sobie te zapiski. Nakazując odwiezienie nastolatków do domów, wróciłem do ofiary, tym razem dokładnie się jej przyglądając.
Ofiara była mężczyzną, z wyglądu zupełnie przeciętną, jak znaczna większość poprzednich zabitych. Na jego czole widniał znak rozpoznawczy, któremu przyjrzałem się z dużą uwagę, porównując do zdjęć. Mimo, że podpis ten był prosty i każdy z łatwością mógł go narysować, gdyby to był ktoś inny, podszywający się pod Pomazańca, od razu bym to zauważył. Jakby nie spojrzeć, jego zabójstwa były dziełami. To artysta, a takiego artysty nie da się podrobić, nawet jeśli chodzi o prosty krzyżyk na czole.
Z zastanowieniem obejrzałem odsłonięte jelita, by założywszy rękawiczki, sięgnąć po zmoknięte kwiaty wplątane misternie pomiędzy nie. Hiacynty. Zabezpieczyłem jeden z kwiatów i zabrałem się za dalsze oględziny. Żadnych blizn, żadnych znamion, żadnych odstępstw od poprzednich zabójstw. Oprócz czasu. To było stanowczo za wcześnie.
Rozejrzałem się także dokładnie w poszukiwaniu innego znaku, podpisu o którym mówił Arthur. Pozwoliłem odtransportować ciało, wiedząc, że więcej dowiem się dopiero po dokładniej ekspertyzie. Przez chwilę jeszcze zawiesiłem wzrok na twarzy, która wydawała się znajoma. I wtedy mnie olśniło. Facet był politykiem, a jego twarz nie raz śmignęła przed mymi oczami podczas oglądania wiadomości.  Kolejna osoba publiczna... Z tymże poprzednie ofiary nie były rozpoznawalne do tego stopnia. Poseł znaczył coś więcej niż prości działacze społeczni. Zmarszczyłem brwi, wsiadając w samochód. Zajechaliśmy prosto do pracy. Nie kłopotałem się zachodzeniem do domu, odkładając to na później.
Pierwsze godziny pracy spędziłem na uzupełnianiu danych i zbieraniu materiałów na temat najświeższej ofiary. Czekałem także na wyniki ekspertyzy, a gdy je dostałem, uzupełniłem dokładną datę zabójstwa. Najprawdopodobniej doszło do niego dwa dni temu. Mężczyzna umierał krócej niż inne ofiary. Jego mordercą mógł być każdy. Jak to poseł, posiadał wielu wrogów, a grzebanie w jego przeszłości zapewne odsłoni skrawek prawdy i ukaże ewentualne motywy zabójcy. Zleciłem to odpowiednim osobom, samemu zbierając się do wyjścia. Miałem zamiar obejrzeć poprzednie miejsca zbrodni. Co prawda szwendanie się samemu między innymi także po mało przyjemnych zaułkach, nie było dobrym pomysłem podczas rui, ale musiałem wykorzystać odpowiednio fakt, iż spałem tak długo. Poza tym, nie mógłbym siedzieć bezczynnie. Jestem zobowiązany do jak najsprawniejszego uzupełnienia profilu sprawcy, a wolałbym nie opierać się na tym co zgotował mój poprzednik.
W związku z tym wziąłem jedynie potrzebne rzeczy i udałem się w najbardziej uczęszczane miejsca, dopóki nie nadeszły godziny szczytu. Później powędrowałem do tych, gdzie ludzka stopa stąpa rzadziej. Ostatnie miejsce wyglądało skrajnie nieprzyjemne. Z lekkim grymasem na twarzy, pełen niezachwianej czujności poszedłem w odpowiednie miejsce, przeprowadzając tę samą procedurę co przy każdym poprzednim. Przede wszystkim, szukałem podpisu. Wyglądało na to, że zabójca dobrze przemyślał gdzie go umieszcza. Wyprostowałem się na chwilę znad ziemi, którą dokładnie oglądałem, by łyknąć kolejną dawkę tabletek. Robiło się gorąco, a ja coraz bardziej odczuwałem efekty braku Alfy u boku. Nienawidzę tego. Usilnie ignorowałem palące uczucie, skupiając się w pełni na wykonywanej pracy. Już tylko to i będę mógł wracać do biura. Wygląda na to, że dzisiaj sobie nie pośpię.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:09 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lut 21, 2016 9:33 pm

Rozstanie z Shanem w tak chłodny sposób miał swoje uzasadnienie – pośpiech. Nie było to jednak jedyne, a takie, które pozwoliło mi się usprawiedliwiać przed sobą samym sobą. W rzeczywistości nie chciałem, by Shane został dopuszczony do dojrzenia w mojej twarzy wyrazu tego swego rodzaju pożałowania utraty zawodu, które znacznie uwidoczniło się w tamtej chwili. Bardziej niż kiedykolwiek.
Wydaję mi się, że właśnie wraz ze straceniem możliwości wykonywania pracy w Wydziale – powoli począłem obrastać w pogardę dla każdego napotkanego inspektora. Trzymałem urazę w rzeczywistości uzasadnioną. Zostałem zdradzony i zdyskryminowany przez swoją płeć. Miałem za złe Betom ich normalność, ich stabilizację hormonalną i pogardę względem mniejszości płciowej jaką były Alfy i Omegi. A w rzeczywistości – Bety były niczym. Nie miały nic do zaoferowania, ich równowaga skutkowała jedynie głupotą i brakiem wyostrzonych zmysłów. Były do bólu normalne i choć część mnie pragnęła stać się w jakiś sposób do nich podoba, inna pragnęła wykończyć je jedna po drugiej, wskazując tym samym ich przewrotną naturę, słabość i wydrzeć z ich podłych gardzieli rozpacz, błaganie o wybaczenie za każde przewinienie jakiego dopuściły się przeciwko mojej płci. Przeciwko komukolwiek.
 
***
 
  -Przy telefonie –mruknąłem niechętnie, gdy głos po drugiej stronie słuchawki spróbował grzecznie upewnić się, czy dodzwonił się pod odpowiedni numer.
Gdy ów głos się już utwierdził w tym – przedstawił się jako wykładowca szkoleniowy. Od słowa do słowa – przedstawił mi propozycję współpracy. Wysłuchałem jego krótkiego wprowadzenia, wyjaśnienia jak dodzwonił się pod mój numer i w jaki sposób dotarł do moich dokumentów, które jedynie upewniły go o mojej kompetencji i przydatnym obyciu w pracy dla Wydziału Zabójstw.
Ja zaś wsłuchując się  jego słowa – nie mogłem uwierzyć w tak nachalnie nasuwającą się okazję.
 
Zgodziłem się rozważyć propozycję choć trudno było mi zachować spokój ducha, gdy żegnałem się z mężczyzną i odkładałem telefon do kieszeni.
Sposobność  rozpoczęcia współpracy z akademią policyjną odpowiadała mi w kwestii dostępu do akt policyjnych i zdjęć z miejsc zbrodni. Pozwalała mi także w pewnym stopniu powrócić do przeszłości, za którą tak tęskniłem. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Mar 02, 2016 1:29 pm

Nim się obejrzałem, na zegarku było sporo po godzinie szesnastej. Westchnąłem krótko, podnosząc się do pionu, aby zaraz strzepać z ubrania niewidoczne pyłki jakie mogły na nim osiąść. Rzucając ostatnie, krótkie spojrzenie na miejsce zbrodni, odgarnąłem niedbale włosy opadające na twarz i w końcu skierowałem się w drogę powrotną do komendy, wcześniej jeszcze wypijając kolejną mocną kawę. Czułem znaczny niedobór kofeiny, nawet jeśli w rzeczywistości nie byłem śpiący. Lekko zmęczony – tak, ale nie śpiący. Wysiadłszy z samochodu służbowego, zabrałem ze sobą wszelkie zebrane dotychczas materiały i skierowałem się do biura, by wszystko spokojnie raz jeszcze przeanalizować, a także rzetelnie i już na dobre uzupełnić profil mordercy. Niestety nie dane było mi zaznać choć odrobiny spokoju.
Shane, komendant cię prosi. – Powstrzymałem się przed zmarszczeniem brwi, rzucając jedynie krótkie spojrzenie kobiecie, której słowa dopadły mnie nim jeszcze w ogóle zdążyłem wejść do własnego pokoju. Z czystej przyzwoitości nie westchnąłem i wszedłem do biura jedynie po to, by zostawić swe rzeczy. Miałem złe przeczucie i jak się okazało, całkiem słusznie.
Zapukawszy wcześniej, przekroczyłem próg biura głównego komendanta, zaś me tęczówki natychmiast powędrowały na wysokiego mężczyznę stojącego przed biurkiem szefa. Nijak nie zareagowałem, gdy mój wzrok napotkał zdziwione spojrzenie nieznanego mi dotąd mężczyzny, który wyglądał, jakby miał zamiar lada chwila dać upust nieumiejętnie skrywanemu rozbawieniu. Na mojej twarzy nie pojawił się cień jakiejkolwiek emocji, choć uczucie niepokoju rosło z chwili na chwilę. Mój mózg podświadomie wiedział co się tutaj święci. Skinieniem głowy przywitałem podstarzałego mężczyznę siedzącego dumnie za dębowym biurkiem. Lekkim, uprzejmym uniesieniem kącików odpowiedziałem na jego służbowy uśmiech.
Inspektorze Finch, przedstawiam ci głównego inspektora Tyrella. – Komendant zwrócił się do rzekomego Fincha, by zaraz po tym przenieść wzrok z powrotem na mnie. – Inspektor Finch został przeniesiony z komendy w Oksford i od dziś posłuży Ci pomocą w prowadzeniu sprawy. – Ma twarz wciąż w żaden sposób nie odzwierciedlała zirytowania, jakie mną targnęło. Przeniosłem spojrzenie na Fincha, by po chwili wrócić nim do szefa.
Z całym szacunkiem komendancie, inspektor Finch będzie jedynie przeszkadzał. – Najwidoczniej mój wyważony ton i treść samych słów musiały poruszyć stojącą obok betę, bowiem ten, w przeciwieństwie do mnie, nie kłopotał się szczególnie ukrywaniem własnych reakcji, które to dostrzegałem jedynie kątem oka, zajęty wpatrywaniem się w szefa.
To zawiła sprawa Tyrell, przyda ci się pomoc kogoś doświadczonego. Idź proszę pokazać panu Finchowi jego nowe stanowisko. – Bez słowa skinąłem głową, odwracając się z należytym spokojem, by bez żadnych oznak złości, która wewnątrz mnie szalała w najlepsze, opuścić biuro komendanta. Finch podążył za mną i jak się okazało, należał do tego grona ludzi, którzy nie potrafią trzymać buzi na kłódkę wtedy kiedy trzeba. Mają także problemy z  oceną własnego położenia.
W policji zaczęto zatrudniać dzieci? – Zignorowałem niezbyt oryginalną docinkę i dopiero dotarłszy do własnego biura, raczyłem poświęcić chwilę uwagi ciemnemu blondynowi, który wyraźnie nie był zadowolony z mego nastawienia. Stanąłem przodem do faceta, rzucając mu chłodne spojrzenie, wypełnione służbową zasadniczością.
Oto pańskie miejsce pracy, Inspektorze Finch. – Wskazałem spokojnie na biurko stojące przy bocznej ścianie pomiędzy moim, a Crawforda. – Proszę się tam udać i zacząć wykonywać swoją pracę. Zacznij od uzupełnienia bazy danych. – W tym momencie wręczyłem w dłonie mężczyzny papiery wypełnione danymi, które zebrałem, a na których sam nie muszę się teraz zanadto skupiać. – Jak mniemam zapoznałeś się ze sprawą? – Usiadłem za swoim biurkiem, wyczekując odpowiedzi od zdębiałego Fincha, na którego twarzy coraz wyraźniej poczęła malować się złość. Kolejny dureń, który sądzi, że nie może nim zarządzać "dziecko"? Co za utrapienie.
Żeby było jasne, Inspektorze Finch. Nie toleruję niesubordynacji, a od dorosłego człowieka oczekuję dojrzałości i należytych kompetencji. Proszę odpowiedzieć na pytanie. – Zignorowałem Crawforda siedzącego przy swoim stanowisku, patrzącego z ciekawością w naszą stronę i nieumiejętnie zakrywającego uśmiech. Zapewne przypomniały mu się jego pierwsze dni tutaj.
Zapoznałem się ze sprawą – warknął z niezadowoleniem, niedelikatnie odkładając na swe biurko papiery, które wcześniej mu podałem. – Jestem pewien, że za wszystkim stoi jedno z tych dziwadeł. Omegi, alfy, podrzędni ludzie wypełnieni frustracją, która popycha ich do morderstw. – Prychnął, ja zaś uniosłem spokojnie dłoń, powstrzymując Crawforda przed powiedzeniem tego, co właśnie zamierzał. Skinąłem spokojnie głową w stronę nowego współpracownika. Niechcianego współpracownika. Niepotrzebnego i zupełnie nieodpowiedniego.
Widzę, że jesteś pełen zapału. Liczę, że przelejesz go na zaangażowanie w swoją pracę. – Wymowne spojrzenie sprawiło, że około trzydziestoletni mężczyzna nie bez grysu, lecz zabrał się za obowiązki. Ja zaś spojrzałem na Crawforda, który odszedł od biurka.
Zrobię kawę.
Tak. Zdecydowanie przyda mi się kawa – odparłem nieco przyciszonym głosem, samemu podnosząc się z miejsca. Sięgnąłem po fajki i wyszedłem przed budynek, dopiero tam wściekle odpalając papierosa. Oparłem się o betonową ścianę, przeklinając w myślach swego niemyślącego szefa. Zerknąłem na zegarek. Zostało pół godziny. Zostałbym po godzinach, ale mój obecny stan raczej na to nie pozwalał. Między kolejnymi buchami, wziąłem tabletki, które niestety nie mogły zdziałać już zbyt wiele. Byłem zirytowany i zbyt pobudzony. Znów nie mogłem liczyć na owocną współpracę z własnym mózgiem.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Czw Mar 10, 2016 12:53 pm

Jeszcze tego samego dnia postanowiłem zobaczyć się z mężczyzną, z którym rozmawiałem przez telefon. Tajemniczy dobroczyńca okazał się być bardzo konkretną Alfą, inspektorem w dochodzeniówce. Przedstawił sie jako Virgil Hawkins. Mówił szybko, dokładnie tak samo szorstko i beznamiętnie artykułując każde słowo. Przez telefon nie słychać było tego aż tak bardzo, ale mężczyzna przykładał ogromną wagę do wypowiadania słów w jak najbardziej poprawny sposób. Wcale nie sprawiało to, że łatwiej było go zrozumieć. Stawał się przez to o wiele znaczniej zmanierowany niż by chciał, a wymuszona elokwencja dodawała temu komicznego wymiaru. Łatwo było zorientować się w tym, że sposób bycia mężczyzny to cześć jego wymyślnego image'u stworzonego na potrzeby obracania sie w towarzystwie ludzi, którzy nie zdają sobie sprawy z prawdziwego statusu materialnego mężczyzny lub nie mają pojęcia o jego rzeczywistej płci. Hawkins ewidentnie kreował się na pewną siebie Betę.

  -Zajrzałem do pana akt, bo jak pan wie - mam taką możliwość, a nawet obowiązek - odezwał się w pewnym momencie.
  -Oczywiście -odparłem i sięgnąłem po kubek z kawą.
  -Został pan dyscyplinarnie zwolniony ze służby, bowiem zaniedbał pan obowiązek utrzymywania swojej równowagi hormonalnej w normie - mówił, a ja mierzyłem go beznamiętnym wzrokiem. - W rezultacie czego stracił pan panowanie nad sobą i dopuścił pan do niepowodzenia misji, podczas której zginęło trzech cywili oraz pański partner. - Ponownie przyjrzał mi się, chytrze łypiąc na moją sylwetkę, dając mi tym samym do zrozumienia, że wie o ranie postrzałowej. Ja zaś jedynie uniosłem brew do góry w zdziwieniu.
  -Co to ma do rzeczy? - wymruczałem głęboko. Nie byłem ani trochę pod wrażeniem.
  - Nic a nic - odpowiedział i uśmiechnął się niewinnie. - Jest pan atrakcyjnym ujściem mojej zawodowej ciekawości - dodał i począł się zbierać powoli. - Dzisiaj wieczorem wyślę panu dokumenty, materiały i harmonogram zajęć - odezwał się już dużo bardziej ostrożnie wyważonym tonem, a jego mimika wróciła do irytującej normy.
  -Program też poproszę.
  -Będzie pan realizował bieżący program.
  -To znaczy?
Mężczyzna na chwilę przestał się szamotać i spojrzał na mnie przeciągle.
  -To znaczy, panie Codet, że sporządzi pan własny sposób realizowania zajęć w oparciu o bieżącą sprawę - wyjaśnił kpiąco, a ja jedynie uśmiechnąłem się do niego krótko i uprzejmie. Wstałem z miejsca i podałem mu dłoń.
  -Dziękuję za możliwość współpracy - odparłem. - Mam nadzieję, że młodzież skorzysta na moim doświadczeniu.

Chwilę później już się pożegnaliśmy. Hawkins opuścił miejsce naszego spotkania jakim była kawiarnia, a ja zapłaciwszy swoją część rachunku - również umknąłem z lokalu.
Próbowałem dodzwonić się do Tyrella, by w przerwie między obowiązkami spotkać się z nim na jakiś czas, ale po dwóch nieudanych próbach - zrezygnowałem i szybciej wróciłem do dziennej rutyny.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Mar 26, 2016 11:40 pm

Dopaliłem papierosa, walcząc z ochotą zrzucenia z siebie wszystkich niewygodnych ubrań i oddania ciała pierwszej lepszej Alfie, która mogłaby akurat tędy przechodzić. Gorąco, które targało mym wnętrzem zupełnie nie sprzyjało pracy, której wciąż zostało mi pełne pół godziny, a fakt, że po powrocie do biura me wrażliwe oczy ujrzą nowopoznaną i niemile widzianą twarz, sprawiał, że wewnętrzne zirytowanie powoli zaczęło wylewać się uszami. Byłem wściekły. Nie tylko dlatego, że korzystanie z własnego mózgu sprawiało mi wyjątkową trudność, ale także dlatego, że nie przepadam za niespodziankami. Lubię mieć wszystko ustalone, rozplanowane i jeżeli coś ma nastąpić, chcę się tego spodziewać. Przecież niecodziennie dostaje się do współpracy zupełnie obcego człowieka z innego miasta, szczególnie, że praca idzie dobrze. Racja, mogłaby iść lepiej, ale przecież dopiero ją dostałem i właśnie dlatego nie odnotowano jeszcze znaczących postępów. Finch, jakkolwiek dobrym inspektorem by nie był, będzie mi tylko przeszkadzał i zwyczajnie utrudniał robotę. Być może oceniam go zbyt ostro, lecz jak mógłbym tego nie robić, gdy samo jego nastawienie, mimika, gesty i cała ta podła osoba mówią za niego? Wręcz krzyczą, że jest durniem, którego z pewnością nie powinno tu być. Nie przy moim boku i nie przy mojej sprawie. Co więcej, nie znam nawet jego imienia, a nie lubię współpracować z ludźmi o których nic nie wiem. Dlatego też w drodze powrotnej, zamiast do własnego biura, udałem się do Isabelle, by zajrzeć do akt swego niechcianego współpracownika. Ponieważ ten był na tę chwilę moim podwładnym, dostęp do danych uzyskałem bez najmniejszego problemu, z czego ochoczo skorzystałem, biorąc w swe ręce pliczek świeżo wydrukowanych dokumentów. Podziękowawszy uprzejmie młodej sekretarce, udałem się w stronę swego biura, po drodze wczytując się w szereg czarnych literek.
Finch w rzeczywistości był Michaelem Finchem — dwudziestodziewięciolatkiem który skończył psychologię kryminalistyczno-śledczą, obecnie posiadającym tytuł doktora. Studiował na Oksford. Zmarszczyłem delikatnie brwi, przechodząc do spisu spraw, które rozwiązał, a im więcej czytałem, tym wyżej te się unosiły. On nie był kretynem, za którego chciał uchodzić. Nie, to nie tak. On mnie zwyczajnie sprawdzał i zapewne gdybym nie był do tego stopnia przyćmiony, zauważyłbym to dużo wcześniej. A nawet jeśli nie, nie uznałbym go z góry za skończonego idiotę. Tak czy inaczej, nie rozumiem jednego. Dlaczego wciąż jest tylko inspektorem?
W lekkim zamyśleniu, odrywając plik kartek od twarzy, przekroczyłem próg swego biura, rzucając chłodne i badawcze spojrzenie Michaelowi, który to z lekkim uśmieszkiem siedział w fotelu, uważnie przyglądając się profilowi przestępcy, który niedawno uzupełniłem.
Usiadłem w swoim miejscu, łapiąc za świeżo przyszykowaną kawę, wzroku zaś nie oderwałem od nowego współpracownika, który jakby wyczuwszy na sobie me spojrzenie, oderwał się od kartek.
Ktoś tu czytał moje akta. — Uśmiechnął się w ten porozumiewawczy, nieco wyniosły sposób, co poskutkowało również lekkim drżeniem jednego z kącików mych własnych ust.
Skąd ten pomysł, Inspektorze Finch? — Wymruczałem niemalże, mrużąc swe jasne oczy przyszpilone wciąż do oblicza mężczyzny. Czy to wiedza na temat jego inteligencji sprawiła, że nagle wydał się przystojniejszy, czy może światło padało nieco inaczej? Co bardziej prawdopodobne, tak bardzo brakowało mi jakiejkolwiek bliskości, że zacząłem interesować się marną Betą.
W odpowiedzi uzyskałem tylko zdawkowy uśmiech, mówiący więcej niż jakiekolwiek słowa. Choć wciąż nie podobał mi się pomysł jakiejkolwiek współpracy, oparłem się swobodnie o oparcie fotela  i popijając kawę, wciąż z lekkim zaintrygowaniem wpatrywałem się w Michaela.
Wbrew temu co zamierzałem, zostałem w pracy pół godziny dłużej, by omówić z nowym współpracownikiem pewne sprawy bez towarzystwa osób trzecich. Nie myliłem się, Michael Finch nie należał do gatunku kretynów, a zaryzykowałbym nawet stwierdzeniem, że nie jest wynikiem ewolucji takowych.  

Dopiero, gdy skończyłem zaciętą dyskusję z mężczyzną (i to jedynie dlatego, że mózg przestał pozwalać mi na sklejanie sensownych zdań), zerknąłem na wyświetlacz swego telefonu, orientując się, że mam nieodebrane połączenia od Arthura. Myśl o nim uderzyła we mnie na tyle mocno, że dotychczasowe gorąco przerodziło się w ukrop, a ja sam zapragnąłem natychmiast wyjść, byle szybciej znaleźć się przy boku swej Alfy. Nie miałem czasu by o nim myśleć do tej pory, lecz teraz, w tej chwili nie byłem w stanie skupić swych myśli na czymkolwiek innym. Dlatego też rzucając pożegnalny uśmiech partnerowi, z którym swe uwagi zamierzałem dokończyć wymieniać jutro, zabrałem w pośpiechu rzeczy i w trakcie opuszczania budynku, wykręciłem numer do Codeta.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:10 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Mar 27, 2016 8:40 pm

Kobieta spróbowała wydusić z siebie wrzask, ale knebel skutecznie zagłuszył jej wszelkie lamenty. Mężczyzna w chirurgicznej masce przekrzywił głowę na bok, jak gdyby nie dowierzał poczynaniom ofiary. Poprawił swoje okulary ochronne, dokładnie takie, których używało się przy spawaniu. Dziewczyna wiedziała, że to nie jest dobry znak. Szarpnęła się zatem. Narkotyki skutecznie wytępiły wszelkie jej zakończenia nerwowe. Nie czuła bólu, nie czuła jak igły boleśnie przesuwają się pod skórą. Adrenalina była tym większa, gdy mężczyzna pokręcił głową i zacmokał z dezaprobatą, zawiedziony nią i jej bezcelowymi działaniami.  
 -Wiesz, Carol… –zwrócił się do niej przebieraniec. –Wy wszystkie kobiety macie to do siebie, że nigdy nie wiecie kiedy sobie odpuścić –mówił. Sprawiał wrażenie znudzonego. Niemal przekonał Carol o tym, że to co robi – to przykra konieczność. Zupełnie jakby rzeczywiście wszystko, co wiązało się z ukróceniem cierpień jego ofiar było potwornie nudne. Kontrastowało to dość wyraźnie z tym, jak mężczyzna obchodził się z najnowszymi lokatorami baraku. Carol od kilku tygodni mieszkała w tymże i była świadkiem wielu przybyć, wielu odpraw. Znała przebierańca na wylot. Niemal nie mogła uwierzyć w to, że po tym całym czasie spędzonym w swoim towarzystwie teraz będzie chciał ją zabić.
Próbowała nawet na głos wyrazić swoje wątpliwości, ale knebel uniemożliwiał jej to.
 -Jesteś coraz słabsza, Carol –odparł niemal smutno i poprawił igłę. –Umrzesz, a ja będę musiał się ciebie pozbyć.
Zawyła po raz kolejny błagalnie i spojrzała na niego przeszklonymi oczyma.
 -To ci nic nie da –wyjąkał mężczyzna żałośnie. –Wiesz dlaczego zabijam Bety, Carol?
Dziewczyna oddychała ciężko i wpatrywała się w niego, nie reagując nijak.
 -Wiesz?! – powtórzył głośniej i nachylił się nad nią, osaczając ją swoją obecnością. Carol mogła poczuć jego zapach, a pachniał wysterylizowanym pomieszczeniem. Chemią.

Przypomniała sobie o konieczności zareagowania. Pokręciła wiec gorliwie głową.
 -Bo im zazdroszczę –odpowiedział. –Są takie… szczęśliwe i beztroskie. I takie przy tym aroganckie. –Odkaszlnął i odsunął się od Carol.
 -Wiesz, Carol moja droga, dlaczego zazdroszczę im normalności? –spytał i zwrócił na nią swe czarne tarcze gogli. –Myślę, że wiesz –podekscytował się i wskazał na nią palcem. Przez chwilę trzymał go przed jej twarzą aż w końcu opuścił i zrobił kilka kroków przed siebie, jakby rozmyślając nad czymś.
 -Myślę, że każda Alfa wie, czego mógłbym im zazdrościć – wycedził i zatrzymał się wpół kroku.
 -Moi rodzice, jak pewnie wiesz, nie byli Betami – wysyczał. – Nie byli więc normalni.
Carol chciała już nie żyć. Każda następna sekunda coraz bardziej ją osłabiała. Bała się tego człowieka tak bardzo, że aż marzyła o szybkiej śmierci.
 -I ja nie jestem Betą –dodał po czym zbliżył się do niej, przy okazji z żelaznego blatu zgarniając narzędzie egzekucji. Bolesnej egzekucji. –Więc też nie jestem normalny.

***

Był już wczesny wieczór, gdy postanowiłem wracać do domu. Zamykałem przybytek szkoleniowy, gdy zadzwonił także mój telefon. Wyjąłem go bez pośpiechu z kieszeni i zerknąwszy na wyświetlacz, zdziwiłem się w kwestii tego, kto do mnie postanowił oddzwonić.
Bez przeciągania i złośliwego budowania napięcia odebrałem telefon.
 -Musiałeś być zajęty skoro dopiero teraz dzwonisz –wymruczałem nie bez ironii do słuchawki i zostawiając klucze u ochrony, ruszyłem w kierunku parkingu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Kwi 03, 2016 2:10 pm

Arthur szybko odebrał telefon co wywołało na mej twarzy coś co naciągając można nazwać uśmiechem. Na dźwięk jego głosu, w moim wnętrzu natychmiast coś się poruszyło, przypominając boleśnie jak bardzo tęskniłem za tym człowiekiem. Idąc w stronę parkingu, odruchowo przejechałem dłonią po szyi, mrużąc lekko oczy, jakby to miało pomóc mi w wyłapaniu każdej nutki tego seksownego głosu.
Byłem – przyznałem, posługując się swym wyważonym, melodyjnym głosem, który o dziwo nie brzmiał wcale tak jakbym właśnie przeżywał katusze związane ze zbyt długą przerwę od... Arthura. – Dopiero wyszedłem z pracy. Mogę teraz do ciebie przyjechać? – Uśmiechając się subtelnie po usłyszeniu zgody, podążyłem prosto do samochodu. Rozłączając się odłożyłem telefon na bok i nieco za bardzo zniecierpliwiony odpaliłem auto. A raczej chciałem odpalić, bo ku memu wielkiemu zaskoczeniu, to postanowiło nie współpracować. Zmarszczyłem brwi próbując po raz drugi i trzeci i jeszcze następny. Ale to nic nie dawało, auto jedynie zabuczało, warknęło i znów zgasło nim w ogóle zdążyło odpalić. No kurwa, co jest? Przecież to nie jakiś stary rzęch tylko dobry, służbowy samochód.
Głęboko niezadowolony ze swego odkrycia już miałem sięgać po telefon, gdy usłyszałem pukanie do szyby. Opuściłem ją, wpatrując się w Fincha, który ze swym osobliwym uśmieszkiem nachylał się nad samochodem.
Problem z akumulatorem? – Westchnąłem, wyjmując kluczyki ze stacyjki i uśmiechnąłem się niemrawo, próbując zachować nerwy na wodzy.
Bardzo możliwe – odparłem, nie wiedząc czy to w tym faktycznie leży problem. Nie znałem się na samochodach i nigdy nie próbowałem swojej wiedzy w tym zakresie poszerzać, nawet jeśli chodziło o podobne podstawy. Oczywiście miałem zamiar nadrobić te luki w swych umiejętnościach, lecz teraz miałem ważniejsze rzeczy na głowie, które ją skutecznie przepełniały.
Chodź, podwiozę cię. – Michael się wyprostował oczekując, że przyjmę jego ofertę, ja zaś poświęciłem krótką chwilę, by rozważyć dostępne opcje. Mogłem się oczywiście zgodzić i zaciągnąć sobie mały dług wdzięczności u współpracownika, ale za to podczas trasy moglibyśmy przedyskutować jeszcze kilka rzeczy dotyczących naszego mordercy. Mogłem także zadzwonić do Arthura, prosząc go, by po mnie przyjechał, nie chciałem jednak nadużywać jego dobroci, ani cierpliwości. Poza tym skoro mogłem mieć podwózkę, było to zbędne i nielogiczne. Trzecią opcją było natychmiastowe złożenie zawiadomienia o zepsutym samochodzie, odesłanie go do mechanika i wybranie się autobusem, ale była to opcja zdecydowanie najmniej przystępna, bowiem najdłuższa i (w przypadku pierwszej części) będąca koniecznością, którą wolałem odłożyć w czasie. Po tej szybkiej analizie więc wysiadłem z samochodu, by po zamknięciu go podążyć za nienagannie uśmiechniętym dwudziestodziewięciolatkiem.
Gdzie jedziemy? – Usłyszałem prawie że przy uchu, gdy mężczyzna otwierał przede mną drzwi do samochodu, co było zupełnie zbędne, zważając na to, że mam własne ręce i bądź co bądź, jestem facetem. Posłałem mu nieco karcące spojrzenie, które jednak zniknęło zaraz sprzed oczu Inspektora, gdyż schowałem się we wnętrzu samochodu.
Kawałek za miasto – odparłem, gdy ten również usiadł na swoje miejsce i kolejne chwile poświęciłem na udzielenie dokładniejszych wskazówek co do drogi prowadzącej do naszego celu. Droga ta minęła zaskakująco przyjemnie, gdyż nawet jeśli ciężko było mi korzystać z mózgu w obecnym stanie, Finch z powodzeniem zajmował moje myśli. To znaczy nie on, a to co mówił. Oczywiście nie schodziliśmy z tematu pracy, a jeśli już mój tymczasowy wybawca się na to zdobył, szybko przywracałem go do porządku. W końcu skoro mieliśmy dodatkowe minuty dla siebie, warto było je wykorzystać produktywnie i z sensem.
Choć mówiłem Michaelowi po kilka razy, że może mnie wysadzić wcześniej, czyli tu, potem tam, a następnie jeszcze kawałek dalej, ten nieustępliwie powtarzał, że nie ma takiej potrzeby. W końcu się poddałem i oparłszy męczeńsko o fotel, pozwoliłem się zawieść wprost pod dom Arthura, pod którym to zatrzymał się Finch. Przez chwilę miałem okazję ujrzeć u niego to znane mi bardzo dobrze, oceniające i pełne analizy spojrzenie, które przybrał, gdy mierzył wzrokiem posiadłość Codeta. Być może zorientował się do kogo tak właściwie mnie zawiózł. Jest to wielce prawdopodobne. Arthur jest znany nie tylko w naszym wydziale i nie wątpię, że nie jest to postać obca również memu obecnemu podwładnemu.
Dziękuję. Kiedyś się odwdzięczę – odparłem z lekkim uśmiechem, mrugając gwałtownie oczami, gdy Michael, nachyliwszy się, znalazł się ze swą twarzą stanowczo za blisko mnie.
Na to liczę – mruknął, ja zaś zreflektowawszy się posłałem mu pełne politowania spojrzenie i ze zrezygnowaniem pokręciłem głową, po czym pożegnałem się krótko i opuściłem auto, by podążyć coraz szybszym krokiem w stronę wejścia do domu. Cały dzień czekałem na ten moment, gdy w końcu znajdę się blisko swej drogiej Alfy.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:11 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Kwi 06, 2016 4:46 pm

Zastanowiła mnie kwestia tak późnego pozostawania przez Shane’a w biurze. Doskonale przecież wiedział w jakim stanie się znajduje więc powinien, co było logiczne, wychodzić z pracy jak najwcześniej się da, zamykać się na kilka zamków w domu i tylko błagać o przychylność niebios, by te nie podpuściły pod jego drzwi żadnej napalonej Alfy.
Miałem złe przeczucia, więc gdy tylko zapytał mnie czy może – nieco chłodno mruknąłem krótkie i jednoznaczne „absolutnie”. Nie tylko mógł do mnie przyjechać, ale też powinien to był zrobić.

Ruszyłem spod swojego miejsca pracy ku parkingowi, na którym to wsiadłem w samochód i natychmiast ruszyłem w kierunku swojego domu. Zrobiłem się nerwowy, gdyż jak zwykle brak odpowiedzialności mnie skutecznie rozdrażnił.
Gwałtownie wykręciłem przed wyjazdem na główną drogę, narażając się na niezadowolenie innych kierowców, którzy owe uzewnętrznili przez obtrąbienie mnie.
Nie przejąłem się tym zbytnio, a jedynie wcisnąłem pedał gazu i pojechałem dalej.

W domu znalazłem się w niecałe piętnaście minut, a i z pewnością tylko dlatego tak długo mi to zajęło, że nie wszystkie czerwone światła pozwoliłem sobie zlekceważyć.
Wszedłem do domu i od progu rzuciłem się w kierunku łazienki, wpadając do niej gwałtownie i sięgając do półki pod umywalką. Wydostałem stamtąd słoik z tabletkami uspakajającymi, stopującymi Alfa-hormony.
Wrzuciłem do ust całe dwie czy też może trzy i połknąłem je bez popijania. Stosowanie lekarstw było w moim przypadku ostatecznością.

Jakiś czas później, gdy zabrałem się wstępnie za przygotowywanie kolacji i znacznie się uspokoiłem – usłyszałem jak samochód podjeżdża pod dom. Nie było to jednak żadne z aut, które były mi znajome. To nie było auto Shane’a, a jednak Shane w nim był.

Poczekałem aż Tyrell znajdzie się pod drzwiami, by zadzwonić w nie dzwonkiem. Zanim zdołał to zrobić – otworzyłem je przed nim, obrzucając go szybkim, badawczym spojrzeniem od stóp do głów. Wciągnąłem go niezbyt delikatnie do domu, zamknąłem za nim drzwi i pchnąłem chłopaka na nie.
Zaciągnąłem się jego zapachem i mimo wciąż działających blokerów – wiedziałem czym może być ten zapach i doprowadziło mnie to skutecznie w jednej chwili do szału. Moje oczy pociemniały.
Alfa hormony, które nie były moje.

Szarpnąłem chłopakiem i ponownie rzuciłem go na drzwi – ostatecznie decydując się odpuścić sobie to cholerne przedstawienie. Odstąpiłem go na kilka kroków, cofając się na większą odległość w obawie, że mógłbym go po prostu zabić.
-Dlaczego cuchniesz jakąś Alfą? –wycedziłem nienawistnie. –Dlaczego?! –warknąłem ponownie, powstrzymując się od kroku naprzód w porę i zaciskając pięści tak mocno, że aż kłykcie mi bielały.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Kwi 10, 2016 4:32 pm

Zdawałem sobie sprawę z tego, że nie powinienem zostawać w pracy tyle czasu, gdy miałem ruję. Nie chodziło tylko o mój umysł, który nie nadawał się do myślenia, ale także o bezpieczeństwo, a raczej jego brak. Wiedziałem, że nawet mimo tabletek, moje hormony szaleją i są wyraźnym sygnałem dla wszystkich Alf, że oto po mieście podróżuje sobie niezwiązana, domyślnie chętna Omega. A nawet jeśli niechętna, to przecież nic nie stoi na przeszkodzie, bo Alfy nie zwykły zastanawiać się co wypada, a co nie, gdy przychodziło do spotkania z Omegą podczas rui. Zachowywały się jak zwierzęta, niekierowane nawet szczątkami moralności. Jedyne co miało nad nimi władzę to instynkty. Wiedziałem to, i wiedziałem, że gdybym nie miał Arthura, sam zamieniłbym się w takie zwierzę, a niebezpieczeństwo zamieniłoby się w oczekiwanie. Z naturą niestety nie sposób wygrać. Tak czy inaczej, ja miałem swoją Alfę, choć nie było to ustalone formalnie i inni przedstawiciele tejże płci o niczym nie wiedzieli. Teoretycznie powinienem nie tylko szybko kończyć pracę, ale zupełnie z niej zrezygnować, biorąc chociaż czterodniowy urlop. Ja jednak wierzyłem w swoje wyćwiczone umiejętności, a także w szczęście. Ponadto nie byłbym w stanie zostawić pracy choćby na jeden pełny dzień, co dopiero mówić o kilku. I Arthura nie powinno to dziwić.
Przy Michaelu czułem się dziwnie. Byłem zaskoczony, że zwykła Beta może sprawić, iż czuję się jeszcze gorzej, a temperatura mego ciała zaczyna sięgać zenitu. To musiało oznaczać tyle, że naprawdę przesadziłem z czasem pracy i czasem bez seksu, którego domagały się te tak potępiane przeze mnie, zwierzęce instynkty.
Byłem mocno zniecierpliwiony, dlatego po wyjściu z samochodu nowego współpracownika, bardzo szybkim krokiem podążyłem do drzwi Arthura, a na moją twarz prawie wpłynął uśmiech, gdy tak szybko ujrzałem go w progu. Nawet nasilające się uczucie nieprzyjemnego napięcia, związane z niezidentyfikowanym zagrożeniem, nie było wstanie ostudzić mojego entuzjazmu. Zignorowałem je, nie wiedząc, że czasem powinienem tym instynktom ufać bardziej.
Jęknąłem powodowany głównie zaskoczeniem, gdy silna dłoń mej Alfy wyciągnęła się ku memu ciału, aby szybko je wciągnąć i niedelikatnie rzucić na drzwi. Zamroczony żądzą, uznałem to jednak za znak, iż nie będziemy czekać do znalezienia się w sypialni. Przymrużyłem więc oczy, uśmiechając się przeciągle, by w ten zachęcający sposób zerkać na mężczyznę spod powiek. Zrobiło się jeszcze bardziej gorąco.
Ale widząc ciemniejący wzrok, czując coraz silniejsze, pełne obawy uczucie, tym razem doszło do mnie, że coś jest mocno nie tak. Za późno to jednak pojąłem i już po chwili wydałem z siebie kolejny, bardziej wypełniony protestem dźwięk, gdy me plecy raz jeszcze uderzyły z impetem o drzwi. Nie rozumiałem. Widziałem, że Arthur jest wściekły. Nie musiałem tego nawet widzieć, bo każda kończyna, każdy skrawek mego ciała i umysłu mówił – uciekaj. Instynkt samozachowawczy.
Patrząc na Arthura nierozumiejącym wzrokiem, powoli dotknąłem dłonią potylicy, która uderzyła wcześniej o twardą powierzchnię. Słysząc słowa mężczyzny, otworzyłem szerzej oczy, które wyrażały jeszcze większe pytanie. Przecież to absurdalny zarzut. Poczułem, jak zaskoczenie przysłania rosnąca złość. Jeśli ma się tak zachowywać, niech chociaż posiądzie sensowne uzasadnienie.
Nie przebywałem z żadną Alfą – warknąłem, samemu dziwiąc się jak wiele negatywnych emocji wzbudził we mnie ten podły zarzut. – Cały dzień spędziłem w pracy. – Wyprostowałem się patrząc zbyt hardo w pociemniałe oczy Arthura. Plułem na instynkt samozachowawczy. A to mógł być duży błąd.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pon Kwi 11, 2016 12:10 am

Mój umysł ogarnęło zaćmienie, wściekłość niezwiązanej Alfy. Patrzyłem na Shane’a i jednocześnie nie widziałem go zbyt dokładnie. Zupełnie tak jakby przed oczami stanęła mi zasłona stworzona z żądzy krwi i silnej terytorialności.

Shane nie myślał trzeźwo. Nie miał pojęcia co się wokół niego dzieje. Był w stanie skrajnie okropnym. Jego leki powoli przestawały działać, a osłabły tym bardziej, gdy znalazł się obok kilku Alf w tak krótkim czasie. To tym bardziej podsycało we mnie wściekłość, gwałtowność i zniecierpliwienie. Jego zapach mącił mi w głowie.
Chłopak posunął się do oczywistego kłamstwa, co zdenerwowało mnie tym bardziej. Przekrzywiłem głowę i spróbowałem spojrzeć na niego pod innym kątem, swoją mimiką nie wyrażając żadnej konkretnej emocji. Mięśnie mojej twarzy były w napiętym bezruchu.

-To dlaczego czuje od ciebie pieprzone hormony? –wysyczałem niemal do siebie i ponownie zmierzyłem chłopaka wzrokiem do stóp do głów. Chłopak był obecnie wyprostowany konfrontacyjnie i zerkał ku mnie wyzywająco. Mógł być dobrym kłamcą albo nie zdawałem sobie sprawy z kilku istotnych faktów. Trudno się myśli, gdy umysł podsuwa ci tylko jednego typu wnioski.
 -Jesteś pewien, że to właściwa postawa w takiej sytuacji? –spytałem mało przyjaźnie, niemal wypluwając każde kolejne słowo jakby wzbudzało we mnie odrazę i ledwo formułując zdania brzmiące zrozumiale, a nie jak wrogi warkot.
 -Bo mam wrażenie, że nie wiesz z kim rozmawiasz –dodałem i zrobiłem krok ku chłopcu. Nachyliłem się nad nim i ponownie zaciągnąłem się zapachem nieznajomej Alfy. Przymknąłem powieki i spróbowałem powstrzymać kolejną falę wściekłości.

Zapach nie był silny. Charakterystyczny raczej dla niewielkich pomieszczeń konsekwentnie zajmowanych przez jedną Alfę. Jej własność, a więc samochód lub pościel czy też  służbowe mieszkanie. Zapach utrzymał się na Tyrellu więc musiał znajdować się na terytorium Alfy jeszcze niedawno.
Wtedy też przypomniał mi się samochód. Nieznajome auto, którym przyjechał Shane.

Gwałtownie otworzyłem oczy i spojrzałem w dół na chłopaka. Moje mięśnie twarzy zelżały. Mimo, że powoli wszystko łączyło się w jedną całość – moje tęczówki wciąż zapewne pozostawały czarne. Oznaczało to tyle, że wciąż nie uspokoiłem się do końca.
 -Kto cię przywiózł? –wymruczałem niebezpiecznie. Nachyliłem się nad nim bardziej i zajrzałem w oczy. Nie otrzymałem odpowiedzi w pierwszej chwili, więc ponowiłem pytanie, cedząc każde słowo jadowicie.
 -Kto cię przywiózł?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Kwi 17, 2016 2:32 pm

To naturalne, że czułem lęk. Omega, która ma do czynienia z rozwścieczoną Alfą, której buzują hormony, musi czuć lęk, gdyż jest to najprostsze prawo natury. Ale nie bałem się. Byłem zły. Nie na Arthura za jego przedziwne insynuacje, lecz na to, że wszystko stało się zbyt niejasne, a ja nie jestem w stanie niczego zrozumieć. Powiązać faktów, które mogłyby wyjaśnić mi jak doszło do tej sytuacji. Odkryć co wzbudziło w mężczyźnie takie pokłady złości i jakim cudem wyczuł na mnie inną Alfę. Nie potrafiłem przeanalizować nawet ostatniej godziny swojego bytu, a co dopiero całego dnia, by odnaleźć potencjalną Alfę mogącą się obok mnie kręcić. Ale to przecież niemożliwe, bym jakąś spotkał. Gdyby tak było, z pewnością bym o tym wiedział, gdyż nasza konfrontacja nie przebiegłaby spokojnie i nieszkodliwie. Albo ja wydrapałbym jej oczy, albo ona zrobiłaby coś gorszego ze mną. Nie mogliśmy się nawet minąć na ulicy, silne hormony drapieżnika nie potrafiłyby przejść obok mnie obojętnie.
Nie wiedziałem jak odpowiedzieć na to pytanie, bo i nie miałem pojęcia dlaczego. Zmrużyłem lekko oczy, próbując usilnie się zastanowić, ale nic to nie dawało. Patrzyłem więc w ten nieprzychylny sposób na swą jedyną Alfę i ściągnąłem brwi słysząc jego kolejne, wyraźnie ostrzegawcze słowa. Nie, Arthur. Ja dobrze wiem z kim "rozmawiam".
Przymknąłem odruchowo powieki, gdy się nachylił, a jego własny zapach dotarł gwałtownie do moich nozdrzy. Nieświadomie zadrżałem, zaciskając boleśnie pięści. Za gorąco. Czułem, że mężczyzna unosi się coraz większą złością, a ja znalazłem się w pułapce, z której nawet nie miałem ochoty uciekać.
Uchyliłem oczy, które napotkały przed sobą tors mężczyzny. Powoli uniosłem głowę i zacisnąłem usta w wąską linię widząc jego przystojną, wykrzywioną w złości twarz tak blisko swojej. Zmarszczyłem czoło słysząc pytanie, nie rozumiejąc co ma ono wnieść. Dłuższą chwilę milczałem, odpowiadając sobie w myślach. I wtedy zrozumiałem do czego pije Arthur. Uchyliłem lekko usta, nie kryjąc zaskoczenia i konsternacji. To nie było możliwe, Michael jest dobrze zbudowaną Betą, przecież widziałem jego pa... Och. Byłem tak pewny jego płci, że nawet nie zwróciłem uwagi na tę konkretną kolumnę w dokumentach. Nie... Przecież od razu bym poczuł. Jak silne stopery musiałby brać, bym niczego nie zauważył? I by on nie zwariował w moim towarzystwie? To graniczy z niemożliwym. Ale nie jest niemożliwe.
Ocknąłem się słysząc ponaglający, nieprzyjemny ton świadczący o tym, że Arthur wciąż jest na skraju i ledwie trzyma swe nerwy na wodzy.
Mam nowego współpracownika – szepnąłem ugodowo, wiedząc, że najlepszym wyjściem jest współpraca, nie zaś pozbawione sensu utrudnianie wszystkiego. – Odwiózł mnie, bo moje auto się zepsuło. Ale to niemo... Mało prawdopodobne. Nic nie poczułem. – Krzywiąc się lekko, sięgnąłem dłonią do swej koszuli, rozpinając górne guziki. Dusiłem się od jego cholernej bliskości. A przy Finchu ledwie robiło mi się ciepło. Ale... Tak, reagowałem. Nieznacznie, ledwie zauważalnie, lecz reagowałem. Przyznałem przecież, że jest przystojny, a jego śmiałe gesty wzbudzały lekkie, naturalne reakcje mojego ciała. Więc... Och. Niedobrze.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:13 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   

Powrót do góry Go down
 
Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: