IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Czw Sty 26, 2017 8:33 pm



detektyw · Ewcliwood  ··  złodziej · Flakopożeracz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ewcliwood

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017
Skąd : Whatever

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Czw Sty 26, 2017 8:36 pm

|Imię|Nick|
|Nazwisko|Rainword|
|Wiek|27 lat|
|Płeć|Mężczyzna|
|Orientacja|Homo|
|Urodziny|12 stycznia|
|Zawód|Detektyw Londyńskiego wydziału kryminalnego|Snajper|

|APARYCJA|
|Wzrost|177cm|
|Waga|79kg|
|Sylwetka|Szczupła, wysportowana|
|Włosy|Czarne|
|Oczy|Szare|
|Znaki szczególne|Okulary w drucianej oprawie|

|CIEKAWOSTKI|
|Jest dosyć niezdarny. Zdarzy mu się upuścić coś, zgubić, potłuc... Dlatego najlepiej trzymać wartościowe przedmioty z daleka od niego|
|Ma problemy z orientacją w terenie. Bez jakichś zbędnych incydentów porusza się tylko pomiędzy komisariatem, mieszkaniem i najbliższym spożywczym|
|Mimo wszystko ma dobrego cela. Bez problemu zdał wszystkie testy na akademii|
|Pracę zawdzięcza koneksjom. Jego ojciec jest komendantem na posterunku, w którym pracuje|
|Jego partner jest jego żywym GPS-em. Prawdopodobnie nie trafiłby na większość interwencji, gdyby nie Leo|[/justify]

____________________________________________________________________
"– Myślałam, że tylko kołek wbity w serce zabija wampira.
– Drewniany kołek w sercu zabija właściwie wszystko. A jeśli czegoś nie zabije, to uciekaj, gdzie pieprz rośnie."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Czw Sty 26, 2017 8:38 pm


• • Godność • Alois Dimitry Flynn • •
Wiek • Trzydzieści lat •• Wykształcenie • Wyższe
Płeć • Mężczyzna • • Orientacja • Homoseksualny
Miejsce zamieszkania • Londyn, dzielnica Kensington • •


                                              • • Alois jest wysokim mężczyzną o szczupłej sylwetce. Ma jasną cerę i wyraźnie zaznaczone kości policzkowe. Jego prawą dłoń znaczy podłużna blizna ale poza nią nie ma raczej żadnych znaków szczególnych. Najczęściej nosi schludne koszule i ciemne marynarki, w których czuje się bardzo swobodnie. Na jego lewym przegubie zawsze widnieje zegarek. Za swoją największą wadę w wyglądzie uważa zęby, które poprzez częste picie kawy i papierosy mają brzydki, żółtawy odcień.

                                              • • Pracoholizm - nie byłoby określeniem nad wyraz w przypadku Aloisa. • Jako człowiek ambitny i skupiony na dążeniu do celu często nie przebierając przy tym w środkach uważał, że bez większego wysiłku uda mu się dostać na studia prawnicze. Los jednak chciał, że pomimo wysokich wyników w nauce jego umiejętności i przede wszystkim brak odpowiednich... predyspozycji będących oczywiście jedynie znajomościami w odpowiednich kręgach okazały się być niewystarczające. Alois nigdy nie pogodził się z tą porażką, choć nie przyznaje się do tego nawet przed samym sobą. • Poświęca się swojej aktualnej pracy sprawując stanowisko dziennikarza śledczego z wielkim zaangażowaniem. Ma na swoim koncie wydanych także parę poczytnych kryminałów, których nie chciał opatrzyć jednak własnym nazwiskiem podpisując się jako anonim. • Swoje życie towarzyskie ograniczył do minimum nie tyle z własnej woli co z decyzji osób, które wcześniej go otaczały. Zauważając, że Alois otwarcie przyznaję się do tego, że stawia pracę ponad nimi w większości zerwali z nim kontakty, których zabrakło mu także na początku jego kariery, co tym bardziej go dotknęło. • Również jego choleryzm, perfekcjonizm i niesamowita drobiazgowość szczególnie w pracy sprawiły, że nabrał jeszcze większej obojętności i lekceważenia do innych ludzi. Nie bez podstawy nazywany jest socjopatą choć nikt nie zdecydował się jeszcze powiedzieć mu tego prosto w twarz. • Poza tym Alois jest człowiekiem nieufnym w stosunku do innych osób, złośliwym i pewnym siebie. Jest zagorzałym sceptykiem ale nie można nie zauważyć jego spostrzegawczości, stalowych nerwów i bystrości, które bardzo przydają mu się przy przeprowadzaniu wywiadów z osobami, które niekoniecznie chciałyby dzielić się swoimi prywatnymi przemyśleniami z szerszą publiką. • Alois jest także kleptomanem choć nie przyznałby się do tego pod żadnym pozorem. Najczęściej swoje zdobycze wyrzuca, oddaje lub sprzedaje. Choć to ostatnie nie zawsze jest dobrze widziane a o jego potencjalnie lepkich palcach krążą już anegdotki w redakcji, dla której głównie pisze. • Oprócz- oczywiście - pracy lubi pracować. I pracować. Czasami jednak zwiedza muzea i galerie sztuki albo czyta książki poświęcone fizyce jądrowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Czw Sty 26, 2017 8:39 pm

ALOIS DIMITRY FLYNN

Przełknąłem ostatni kęs kanapki z bekonem czekając aż mój służbowy laptop się wyłączy. Chciałem przejrzeć dzisiaj jeszcze ostatnie akta z procesu mężczyzny, który podłożył ogień pod budynek szkoły podstawowej w Liverpoolu, ale szanowny redaktor naczelny wspaniałomyślnie zauważył, że dawno nie miałem wolnego dlatego mam wracać do domu i korzystać z tygodniowego urlopu. Zupełnie tak, jakbym im przeszkadzał i woleli stracić pieniądze, żeby nie musieć mnie oglądać. Nie ukrywam, że wzbudziło to moje podejrzenia. Ale skoro mogłem dokończyć artykuł spokojnie w domu to dlaczego nie miałbym skorzystać z tej możliwości? Poza tym Mary dała mi bilet na spektakl, na który sama nie może przyjść bo zapomniała, że ma randkę. Z facetem, który aplikował na studia prawnicze chociaż był notowany za pobicie i wymuszenie. Sama Mary też była dość... żywiołowa. Jak widać i w tym przypadku ciągnął swój do swego.
Wytarłem palce w chusteczkę, którą wraz z pustym, plastikowym kubkiem po kawie wrzuciłem do śmietnika stojącego pod biurkiem. Podniosłem się z krzesła rozprostowując plecy. Siedząca praca nie wpływała zbyt dobrze na moje zdrowie. Ostatnio rozważałem nawet obejrzenie się za posadą prywatnego detektywa. Nie wydawało mi się jednak, żebym miał wystarczająco rozległe znajomości, żeby się tym zajmować.
Schowałem laptopa do torby i przewiesiwszy ją przez ramię ruszyłem do szatni, z której musiałem odebrać swój płaszcz.
- Alois! - zawołała Scarlet - sekretarka widząc, jak zmierzam w stronę wieszaka, na którym także ona powiesiła swoją intensywnie różową kurtkę.
- Witaj - powiedziałem odwracając się do niej plecami. Z niezwykłą uwagą zacząłem odczepiać od materiału płaszcza luźne nitki licząc, że pod jej farbowanym rudym ukrywa się sprawie funkcjonujący mózg, który pomaga jej zapamiętywać numery telefonów i liczyć wypłaty.
- Już kończysz? - zapytała rozwiewając moje wątpliwości co do jej intuicji podobno będącej domeną kobiet.
- Tak. - Założyłem płaszcz zastanawiając się czy zapiąć guziki czy zostawić go rozpiętego. - Przecież już siedemnasta.
- No tak - powiedziała nadal irytująco wesołym głosem. - A masz... masz jakieś plany? Na wieczór?
Uniosłem brwi zaskoczony. Jedna kobieta dała mi bilet do teatru, druga proponowała mi wspólne wyjście. Pewnie niedługo jakaś mi się oświadczy.
- Mam - odparłem decydując się jednak nie zapinać guzików. - Przepraszam. Może kiedy indziej? - zapytałem widząc jej wyraz twarzy. Nie lubiłem, kiedy inni płakali a ona wyglądała jakby była temu bliska.
- W porządku! - zawołała ponownie się uśmiechając. Otworzyła usta jakby chciała jeszcze coś powiedzieć jednak zaraz odwróciła się na pięcie szybkim krokiem opuszczając szatnię.

Odprowadziłem ją wzrokiem odpychając od siebie chęć zrozumienia jej zachowania.

Schyliłem się po torbę z zamiarem wyjścia z budynku, kiedy moją uwagę przykuła kurtka Scarlet. Bynajmniej nie chodziło mi o jej kiczowaty kolor a o kieszenie. A dokładniej - o ich zawartość. Poczułem obezwładniającą potrzebę sprawdzenia co w nich ma.
Zamarłem w bezruchu próbując wsłuchać się w odgłosy dochodzące z korytarza. Na szczęście wszystko wskazywało na to, że nikt nie kończy o tej samej godzinie co ja, dlatego nieco uspokojony odpiąłem zamek lewej kieszeni.
Byłem tak zestresowany, że przez chwilę bałem się, że zwymiotuję. Wszystkie nieprzyjemne objawy zniknęły jednak, kiedy jeden z drobnych przedmiotów, które wyczułem opuszkami palców schowałem do swojej marynarki. Zasunąłem zamek biegiem kierując się w stronę wyjścia.
Wraz z zamknięciem drzwi redakcji poczułem, że oblewam się rumieńcami. Było mi wstyd, że znowu nie dałem rady nad sobą zapanować. Gdybym chociaż czuł przymus kradzieży wartościowych przedmiotów mógłbym to sobie logicznie wytłumaczyć, a tak? Właśnie ukradłem kolczyk! Bezwartościowy badziew!
Schowałem go do kieszeni mając nadzieję, że faktycznie nie miał on zbyt dużej wartości dla Scarlet.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ewcliwood

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017
Skąd : Whatever

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Czw Sty 26, 2017 8:44 pm

Nick Rainword
    Niewielki budynek redakcji sprawiał wrażenie tak bardzo odpychającego i nieprzyjemnego jak tylko się dało. Szare ściany, proste drzwi i kraty w oknach na parterze. Hej, to prawie tak samo jak komisariat! Tylko, że tutaj ludzie wchodzili z własnej woli. Chociaż widząc minę jakiegoś mężczyzny opuszczającego budynek nie byłem co do tego taki pewien. I pomyśleć, że to w takim niepozornym miejscu ukrywał się nasz cel. Zerknąłem na Leo, który z wielkim skupieniem otwierał jogurt. Musiałem uśmiechnąć się na ten widok. Taki wysoki mężczyzna z wyglądem amanta filmowego, a zachowywał się jakby deser czekoladowy był najważniejszą rzeczą na świecie. Wiedziałem, że to tylko pozory. Pracowaliśmy ze sobą już zbyt długo i byliśmy w stanie wyczuć własne nastroje. Blondyn martwił się czymś, ukazując to światu lekkim zmarszczeniem brwi. Musiałem go potem zapytać co się stało. Był upartym człowiekiem, nigdy sam z siebie nie powiedział mi o swoich problemach, ale wystarczyło bym sam o to zapytał, a stawał się rozmowny jak przekupka na targu. Jednak w tym momencie miałem ważniejsze sprawy na głowie, nie staliśmy pod redakcją tylko dla zabawy. Musieliśmy dorwać pewną kobietę i odebrać jej dowody w pewnej bardzo nieprzyjemnej sprawie.
- Coś się dzieje? – zapytał Leo, oblizując wieczko z resztek jogurtu.
- Nic a nic – westchnąłem znudzony, powracając do obserwacji frontu redakcji. Nadal zastanawiało mnie jak ktoś mógł dobrowolnie zgodzić się na pracę w tym miejscu, ale stwierdziłem, że to raczej nie jest kwestia gustu.
                              Poprawiłem okulary zsuwające mi się z nosa.  Jeśli w końcu dopadniemy tę kobietę, sprawa sprzed pół roku wreszcie będzie zamknięta i ojciec przestanie się czepiać, że nic z Leo nie robimy, żeby ją zakończyć. Oparłem się wygodniej o zagłówek. Pół roku uganiania się za jedną osobą, by zdemaskować całą bandę. Ale w końcu mogliśmy to zrobić. Nakaz aresztowania spoczywał w kieszeni płaszcza Leo, a mnie aż świerzbiły dłonie, żeby w końcu zakuć tę rudą laskę w kajdanki. Wymykała nam się dostatecznie długo. Była sprytna, wiedziała co zrobić, by zatrzeć trop. Ale w końcu popełniła błąd. Poznaliśmy jej tożsamość. Tak niewiele brakowało, żeby wreszcie ją dopaść.
                                 Wyprostowałem się na siedzeniu, widząc ludzi tłumnie opuszczających budynek. Praca skończona, można było wrócić do własnych, prywatnych zajęć. Na przykład pomocy mafii. Wypatrzyłem w tłumie odpowiednią sylwetkę i niemal od razu skrzywiłem się dostrzegając kiczowaty róż, dający mi po oczach swoją intensywnością. Lepszego kamuflażu naprawdę nie było, co? Szturchnąłem towarzysza łokciem, upewniając się, że na sto procent nie ma już w dłoniach tego głupiego jogurtu. Komendant chyba flaki by nam wypruł, gdybyśmy ufajdali od środka służbowy samochód, do tego pożyczony od drogówki. Mój partner od razu załapał o co chodzi. Kiwnął głową, odpalając wóz. W tym samym czasie, zapiąłem płaszcz i opuściłem ciepłe wnętrze pojazdu, ruszając za kobietą. Nie trudno było wypatrzeć ją w tłumie. Róż odcinał się od innych, szarych płaszczy i kurtek idealnie zdradzając mi jej położenie. Wystarczyło tylko nie dać jej znać, że jest śledzona. Z poprzednich akcji wiedziałem, że nie jest to trudne. Tym razem jednak ruda miała znaleźć się z nami w komisariacie, nie we własnym mieszkaniu.
                                  Przybliżałem się do niej metodycznie, obserwując gdzie znajduje się Leo. To miała być szybka akcja, bez zbędnych gapiów, czy wścibskich oczu. Przystanąłem, widząc, że kobieta kucnęła, by zawiązać buta. W tej samej chwili od drugiej strony zauważyłem nadjeżdżającego Leo. Teraz. Podszedłem do kobiety i niby przez przypadek potrąciłem ją lekko, tak że straciła równowagę.
Mruknąłem ciche przepraszam i jedną ręką pomogłem jej wstać, ciągnąc ją za łokieć, a drugą niepostrzeżenie zapiąłem bransoletkę kajdanek na jej nadgarstku. Zbyt zaskoczona, by krzyczeć, spojrzała na mnie jedynie oburzonym wzrokiem.
- Detektyw Nick Rainword. Scarlet Brown, pójdzie pani ze mną – powiedziałem spokojnie, ciągnąc ją do samochodu, który koło nas zaparkował.
                        Szybko wsiadłem z nią na tylne siedzenie, dając znak Leo, że ma odjechać. Dopiero kiedy mężczyzna ruszył, ruda odzyskała głos.
- Co tu się wyprawia? – zapytała oburzona, patrząc to na mnie, to na mojego partnera, albo na kajdanki na swoich dłoniach.
- Masz prawo zachować milczenie. Każde słowo może zostać użyte przeciwko tobie – zakpiłem, patrząc na nią znad drucianych oprawek.
- Jakim prawem… - zaczęła, czerwieniejąc z oburzenia.
                         Podsunąłem jej odznakę pod nos.
- Jest pani aresztowana – wyjaśniłem jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie.
- Za co niby? – udała głupią, ale ja widziałem błysk wściekłości w jej brązowych oczach.
- O tym dowiesz się już na komisariacie. Jak dobrze, że już prawie jesteśmy. Nie będzie musiała pani zbyt długo się nad tym zastanawiać.
- Nick, przestań się z nią droczyć. Znowu nam się oberwie – zwrócił mi uwagę Leo, wjeżdżając na parking.
                          Uśmiechnąłem się do niego jedynie i szarmancko otworzyłem drzwi przed kobietą, pomagając jej wysiąść z samochodu. Pół godziny później będzie po wszystkim. Ona beknie za pomoc nielegalnym organizacjom, wydział antyterrorystyczny zajmie siedzibę jej szefostwa, a ja oficjalnie zamknę sprawę ładną pieczątką i wrócę do domu…

____________________________________________________________________
"– Myślałam, że tylko kołek wbity w serce zabija wampira.
– Drewniany kołek w sercu zabija właściwie wszystko. A jeśli czegoś nie zabije, to uciekaj, gdzie pieprz rośnie."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Czw Sty 26, 2017 8:46 pm

ALOIS DIMITRY FLYNN

Wyjąłem z torby paczkę papierosów. Potrzebowałem jednego, żeby się uspokoić; mimo, że czułem się już znacznie lepiej niż wcześniej nadal lekko drżały mi dłonie przypominając mi o tym, że znowu musiałem coś sobie przywłaszczyć. Nie była to przyjemna myśl. Czułem się brudny. Wiedziałem, że robię coś niewłaściwego ale nie potrafiłem przestać. Co więc miałem zrobić? Pójść do lekarza? I co by mi to dało? Leki na uspokojenie i zawiadomienie policji, że w jego gabinecie siedzi kompulsywny złodziej? Kleptoman? A potem szpital psychiatryczny albo więzienie? Mimo wszystko wolałem żyć na wolności. Nie raz najadłem się wstydu przez swoje zachowanie, byłem już do tego przyzwyczajony. A co niby miałbym zrobić po wyjściu z więzienia? Zamiatać ulice? Nikt nie przyjąłby mnie z powrotem do pracy.
Strzepnąłem popiół na płytę chodnikową, którą wyłożony był parking znajdujący się naprzeciwko redakcji. Włożyłem papierosa do ust - potrzebowałem obu dłoni, żeby móc poszukać w torbie kluczy od samochodu - nowego dustera, mojego oczka w głowie.
Nie zajęło mi to dużo czasu - włożyłem je do oddzielnej przegrody dodatkowo zamykanej na zamek. Samochód miał dopiero parę miesięcy. Musiałem o niego dbać.
Dopaliłem fajkę gasząc ją podeszwą buta. Nie lubiłem jednak śmiecić dlatego nie przejmując się zaciekawionym spojrzeniem rodziny z naprzeciwka podniosłem go i wrzuciłem do kosza stojącego parę metrów dalej. Obok niego zawsze też parkowałem. Ale miejsce było puste.
Przełknąłem ślinę przeczesując włosy palcami. Musiałem zaparkować go dzisiaj w innym miejscu. Nie musiałem się denerwować.
"Ruszyłem dalej uważnie rozglądając się dookoła. Z coraz większym trudem mi się oddychało a mojego samochodu nigdzie nie było. Przeszedłem cały parking. A potem jeszcze jeden raz. Nigdzie go nie było. Oparłem się plecami o słup wyjmując kolejnego papierosa. Zapaliłem go łapczywie zaciągając się dymem. Nie pomogło mi to jednak w żaden sposób. Samochodu nadal nie było.
Wyjąłem z kieszeni telefon wybierając numer policji. Jeśli to ha zaparkowałem go w innym miejscu byłem skłonny zapłacić im za znalezienie go.
Odebrali po dwóch sygnałach podczas których zastanawiałem się nad rzuceniem się z dachu wieżowca. Po szybkim przedstawieniu się podałem numer rejestracyjny, miejsce w którym go zaparkowałem i wszystkie szczegóły dotyczące samochodu, które pamiętałem a które wydawały mi się istotne.
Po usłyszeniu, że "zaraz tam kogoś wyślemy" rozłączyłem się. Postanowiłem też zapiąć guziki płaszcza bo przez ostatnie parę minut pogoda zdążyła się zepsuć racząc mnie silnym wiatrem i delikatną mżawką. Na niezadaszonym parkingu. Miałem nadzieję, że faktycznie ktoś zaraz do mnie przyjedzie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ewcliwood

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017
Skąd : Whatever

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Czw Sty 26, 2017 8:48 pm

Nick Rainword
Scarlet Brown została zaprowadzona do pokoju przesłuchań i posadzona na nieprzyjemnym metalowym krześle, przy metalowym stole. Wszystko przykręcone do podłogi, bez okien, z jednym wyjściem i lustrem weneckim na ścianie. Mój ojciec stwierdził, że sprawa jest zbyt poważna i sam przesłucha podejrzaną. Ja z Leo staliśmy po drugiej stronie szyby, obserwując wszystko. Zaczęło się niepozornie, imię, nazwisko, praca, co pani robiła tego i tego dnia, jakby chodziło o niedawno popełnioną zbrodnię. Oczywiście chodziło o zmylenie kobiety, prawidłowe pytania miały paść później.
- Hej, jest tu kto?! – do pomieszczenia wpadła zdyszana Victoria trzymając w dłoni kartkę papieru.
- Co się stało Viki? – Leo odwrócił wzrok od szyby.
- Mamy zgłoszenie, a wszyscy pojechali do tego wypadku we wschodniej dzielnicy. Wolni jesteście? – spojrzała na nas z nadzieją, powoli uspokajając oddech.
Zmarszczyłem brwi. Wolałem zostać przy przesłuchaniu, ale wiedziałem, że Leo ma słabość do brunetki. Westchnąłem cicho, kiedy bez słowa zabrał od niej karteczkę i wypytał o wszystkie szczegóły. Potem będzie narzekał, że nie zna faktów dotyczących głównej sprawy. No ale dobra, wiem, że z miłości można zrobić wszystko. Pokręciłem jedynie głową z dezaprobatą, kiedy Leo spojrzał na mnie błagalnie, gdy Victoria już sobie poszła.
- O co chodzi? – zapytałem, rzucając ostatnie spojrzenie na Scarlet. Potem będę musiał dokładnie przeczytać protokół z tego przesłuchania.
- Dzwonił jakiś koleś. Auto mu ukradli. Nie zgadniesz skąd – zaśmiał się, chociaż mnie jakoś do śmiechu nie było.
- Oświeć mnie – prychnąłem, czując jak w miarę dobry humor z rana ulatnia się w jednej chwili.
- Spod redakcji. Jakiś dziennikarz zadzwonił, że nie może znaleźć auta – wyjaśnił mi z uśmieszkiem na ustach.
Skwitowałem to jedynie wzruszeniem ramion. Jakoś nie miałem ochoty znowu widzieć tego budynku, no ale cóż. Mus to mus. Poszliśmy do auta, tym razem już z naszego wydziału. Niewyróżniające się z tłumu, czarne auto, takie jak tysiące poruszające się po drogach. Wsiadłem niechętnie na miejsce pasażera, pewien, że jeśli ja tam pojadę będziemy się błądzić przez co najmniej pół godziny. Moja orientacja w terenie niestety była zerowa co naprawdę było denerwujące w takich sytuacjach. Na szczęście Leo miał jakąś mapę w głowie i zawsze wiedział gdzie co i jak. Cieszyłem się, że mam go za partnera.
Pod redakcją byliśmy dziesięć minut później. Odszukałem wzrokiem jakiegoś wysokiego gościa, który nerwowo odpalał papierosa. No świetnie. Leo zaparkował na wolnym miejscu i poprawił krawat pod szyją. Może i nie wyglądał, ale i on był tym wszystkim zmęczony. Wygramoliłem się z samochodu i poczekałem, aż Leo zamknął wóz. Podeszliśmy do mężczyzny. Musiałem przyznać, że był dosyć atrakcyjny. Wyciągnąłem z kieszeni odznakę i pokazałem mu ją szybkim ruchem.
- Detektyw Nick Rainword i mój partner Leonard Moore. Dostaliśmy wezwanie, może pan szczegółowo opisać co się stało? – Zapytałem profesjonalnie obojętnym tonem, patrząc na niego znad oprawek okularów.

____________________________________________________________________
"– Myślałam, że tylko kołek wbity w serce zabija wampira.
– Drewniany kołek w sercu zabija właściwie wszystko. A jeśli czegoś nie zabije, to uciekaj, gdzie pieprz rośnie."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Czw Sty 26, 2017 8:49 pm

ALOIS DIMITRY FLYNN

Zgasiłem papierosa na pokrywie śmietnika. Nie wypaliłem go nawet do połowy; kompletnie straciłem na to ochotę. Jedyną rzeczą, którą chciałem teraz zrobić było udanie się do domu i pójście spać. Po prostu. Byłem najzwyczajniej w świecie zmęczony dzisiejszym dniem, a fakt, że chciałem dokończyć jeszcze wieczorem jeden projekt w żaden sposób nie poprawiał mi humoru. Do tego ktoś w biały dzień zabrał mój samochód spod redakcji i znając życie nie dość, że na pewno nie znajdzie się żaden świadek, to pewnie wszyscy wyprą się tego jakobym przyjechał dzisiaj do pracy samochodem. Gdyby śledczy zapytali o to Gregor'a to pewnie twierdziłby, że przecież nie mam żadnego samochodu.
Doprawdy nie wiedziałem skąd brała się w tej hermetycznej redakcji taka wrogość względem mojej osoby, szczególnie ze strony męskiego grona. Bali się, że romansuję z ich kobietami? Uroczy paradoks. Nie miałem przyjaźni za rzecz niezbędną mi w życiu, ale w chwilach takich, jak ta niestety, ale relacje z innymi osobami odgrywały znaczną rolę.
Skrzyżowałem ręce na piersi wbijając wzrok w puste miejsce parkingowe przede mną. Nie spodziewałem się, że ktoś przyjedzie do mnie w przeciągu najbliższych pięciu minut, co więcej, byłem nawet nieco zdziwiony, że po prostu przyjęli moje zgłoszenie bez żadnych biurokratycznych zagrywek czy wykrętów o braku jednostek, ale i tak mi się dłużyło. W końcu mój samochód mógł płynąć już promem do Szwecji albo być rozbierany na części w jakimś obskurnym zakładzie za miastem. A żadnego radiowozu jak nie było, tak nie ma.
Westchnąłem rzucając niechętne spojrzenie w kierunku mężczyzn idących w moją stronę. Chryste, ile można czekać.
Miałem zamiar wyjść z parkingu i zaczekać na ławce przed budynkiem, kiedy jeden z dwóch wcześniej zauważonych przeze mnie mężczyzn przedstawił mi się wyjmując przy tym policyjną odznakę.
Nie ukrywam, że byłem zaskoczony. Spodziewałem się raczej mundurów, radiowozów i respektu bijącego od ważniackich wyrazów twarzy charakterystycznych, moim zdaniem, dla przedstawicieli tych służb. Zamiast tego stały przede mną dwie osoby ubrane jak najbardziej po cywilnemu.
- Jestem Alois Flynn - przedstawiłem się uważnie lustrując ich twarze, które, na szczęście, nie wydały mi się znajome. Nigdy nie przyznałbym się nikomu, że pozwoliłem ukraść sobie samochód. To godziło w moją dumę.
- Ktoś ukradł mój samochód - powiedziałem wsuwając ręce w kieszenie płaszcza. - Zawsze parkowałem go w tym miejscu, a teraz, jak sami panowie widzą, nie ma go.
Przerwałem na chwilę poprawiając pasek torby, który zsunął mi się z ramienia.
- Przeszedłem parking parę razy i naprawdę nigdzie go nie było. Dostęp do kluczyków mam tylko ja, więc nikt nie mógł zrobić mi głupiego żartu, tylko po prostu się do niego włamał.
Przygryzłem wargę od wewnątrz zastanawiając się co jeszcze mógłbym powiedzieć.
- Ach, tak. Mój samochód to dacia duster, którą kupiłem cztery miesiące temu. Jest w idealnym stanie. Ma czarny kolor. I perłowy lakier. Naprawdę bardzo zależy mi na tym, żeby do mnie wrócił.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ewcliwood

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017
Skąd : Whatever

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Czw Sty 26, 2017 8:50 pm

Nick Rainword
Facet wyglądał na niezwykle przejętego zaistniałą sytuacją, ale to było naturalne. W końcu nie codziennie ktoś kradnie ci samochód, do tego spod miejsca pracy. Na szczęście mężczyzna nie był jakimś idiotą i szybko opisał sytuację, nie pomijając wyglądu auta. Dopytałem jeszcze o numery rejestracyjne, które zapisałem w notatniku i w sumie to było tyle. To nie była nasza sprawa, nie mniej skoro już tu byliśmy trzeba było zachować choćby pozory profesjonalizmu.
- Proszę się nie martwić. Zrobimy wszystko, by dowiedzieć się co się stało z pańskim samochodem – zapewnił Leo, spisując od gościa dane kontaktowe. Ktoś w końcu do niego zadzwoni kiedy auto się znajdzie.
Już miałem się żegnać z facetem i wracać do samochodu, kiedy moją uwagę przykuła kamera na rogu jakiegoś budynku. Szturchnąłem mojego partnera łokciem pod żebra i brodą wskazałem mu tubę monitoringu.
- Mieliśmy wrócić na przesłuchanie – mruknął Leo, marszcząc brwi.
- Ojciec wszystko nam streści, no i będziemy mieć jedną sprawę z głowy. Viki się ucieszy – dodałem niewinnym tonem, za co spiorunował mnie wzrokiem.
- Zaraz sprawdzimy co się stało z pańskim samochodem – powiedziałem z uśmieszkiem na ustach, pokazując facetowi kamerę.
Monitoring należał do jakiejś drogerii z markowymi kosmetykami. Wystarczyło machnąć odznaką przed twarzą znerwicowanej pracownicy i dostaliśmy pozwolenie na przejrzenie nagrań z konkretnej kamery. Usiadłem na miękkim krześle obrotowym, zajmując tym samym miejsce niezadowolonego ochroniarza i zacząłem przewijać nagranie do tyłu. Facet – Alois, krążył po parkingu szukając auta, ludzie wychodzili z redakcji. W pewnym momencie kamera uchwyciła mnie, podążającego za Scarlet. Dalej było nudniej. Przechodnie. Matki z dziećmi. Uczniowie, którzy zerwali się z lekcji. No i w końcu to czego szukaliśmy. A rozwiązanie tej zagadki było banalnie proste i śmieszne moim zdaniem. Wyszliśmy ze sklepu i od razu podeszliśmy do zniecierpliwionego mężczyzny.
- Nikt nie ukradł panu auta – wyjaśnił Leo, zachowując profesjonalną powagę na twarzy. Ja nie mogłem powstrzymać nieco kpiącego uśmieszku, cisnącego mi się na wargi.
- Odholowała go panu drogówka. Podejrzewamy, że za niezapłacone mandaty – wzruszyłem ramionami. – Niech pan wraca do domu. Pocztą przyślą panu zawiadomienie gdzie znajduje się pana auto i co należy z tym zrobić. Nasza praca się tu kończy… - mówiłem, patrząc na mężczyznę rozbawionym wzrokiem.
Niespodziewanie rozdzwonił się telefon mojego partnera. Leo zmarszczył brwi i sięgnął po urządzenie. Rozmawiał z kimś przez chwilę, przybierając coraz poważniejszy wyraz twarzy. W końcu pobladł lekko i rzucił mi zaniepokojone spojrzenie. Co się stało? Kiedy w końcu się rozłączył niemal zasypałem go toną pytań, ale powstrzymał mnie ruchem dłoni przed zabraniem głosu.
- Scarlet Brown nie miała przy sobie dowodu – oznajmił nieostrożnie, nie zwracając uwagi na obcego mężczyznę. Zmarszczyłem brwi. Przecież to było niemożliwe. Miała go jeszcze rano, kiedy wchodziła do redakcji. Zerknąłem szybko na stojącego obok faceta. Skoro pracował w tym samym miejscu to może coś zauważył?
- Czy Scarlet Brown spotkała się z kimś dzisiaj w godzinach pracy? – zapytałem prosto z mostu, patrząc mu uważnie w oczy.

____________________________________________________________________
"– Myślałam, że tylko kołek wbity w serce zabija wampira.
– Drewniany kołek w sercu zabija właściwie wszystko. A jeśli czegoś nie zabije, to uciekaj, gdzie pieprz rośnie."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Wto Sty 31, 2017 2:19 pm

ALOIS DIMITRY FLYNN

Podałem im jeszcze numery rejestracyjne mojego samochodu i swoje dane kontaktowe, kiedy wskazując na kamerę oznajmili, że sprawdzą nagrania z monitoringu. A mi znowu pozostało tylko bierne czekanie.
Nie miałem zamiaru spędzić tego czasu na wpatrywaniu się w płytę chodnikową, ale nie mogłem też nigdzie odchodzić; byłoby to bardzo nierozsądne posunięcie, skoro przyjechali tutaj na moją prośbę i sprawdzali monitoring też poniekąd na moje życzenie. Gdybym po prostu gdzieś poszedł zachowałbym się po prostu nieodpowiednio i nieadekwatnie do sytuacji. A tego wolałbym uniknąć. Wystarczająco się już dzisiaj zdenerwowałem.
Przykucnąłem opierając się plecami o jeden z ozdobnych filarów. Wyjąłem z kieszeni telefon z zamiarem przejrzenia paru dokumentów na podstawie których chciałem jeszcze dzisiaj napisać artykuł. Czułbym się jednak źle sam ze sobą, gdybym nie wykorzystał otrzymango biletu, dlatego zakładałem, że przez zaginięcie samochodu nie zdążę dzisiaj niczego napisać. Ale skoro zostałem wysłany na przymusowy urlop, mogłem pozwolić sobis na odcięcie się od pracy.
Zdążyłem przeczytać dłuższy tekst, kiedy poczułem, że nogi mi cierpną. Podniosłem się w tym samym momencie zauważając wracających detektywów. Ciężko mi było stwierdzić, co oznaczają wyrazy ich twarzy. Słowa jednak - delikatnie mówiąc - naprawdę mnie zaskoczyły.
- Jak to? - zapytałem odruchowo. Drogówka? Co to niby miało znaczyć?
Momentalnie poczułem, że oblewa mnie fala gorąca. To prawda, że dostałem ostatnio dwa mandaty - jeden za nieprzepisowe parkowanie, kiedy czekałem aż Josh wyjdzie z redakcji, bo obiecałem go podwieść i drugi za przekroczenie prędkości. Razem dawało to niewiele ponad trzysta złotych, a nie małą fortunę, którą wydałem na samochód. Jeśli znajdę na nim choćby jedną rysę i nie będzie pachniał już skórą i smarem, gdy go odzyskam, zapomnę zapłacić też za mandat za zabójstwo funkcjonariusza.
Zacisnąłem usta patrząc, jak jeden z nich odbiera połączenie. Nie było sensu dłużej czekać, skoro moje auto na chwilę obecną zawieszone było w jakiejś próżni.
Wyburczałem pod nosem coś na kształt podziękowania i pożegnania i zacząłem odwracać się w celu opuszczenia tego pierdolonego parkingu i złapania taksówki, kiedy niższy z mężczyzn zadał mi pytanie.
- Słucham? - warknąłem rzucając im znudzone spojrzenie. Byłem zmęczony i zdenerwowany, więc miałem chyba niepisane prawo wrócić do domu w spokoju. - Co pana to obchodzi? - zapytałem uśmiechając się kpiąco.
Czy ja jestem czyjąć niańką, żeby odpowiadać za Scarlet? Zresztą - bądź co bądź to moja przełożona, więc nawet gdybym faktycznie wiedział w jaki sposób spędza czas wolny, jak i ten w pracy w zupełnie innym skrzydle budynku, niż ja, to nie rozmawiałbym o niej z policją.
- Z całym szacunkiem - zacząłem łagodniejszym tonem. - Ale skąd mam to wiedzieć? Pracujemy w tym samym budynku, ale w oddzielnych skrzydłach i na odmiennych stanowiskach, dlatego, jeśli już ją widzę to wyłącznie w szatni, w której mogła kontaktować się, na dobrą sprawę, z każdym pracownikiem.
Wsunąłem dłonie w kieszenie płaszcza.
- Widziałem ją dzisiaj przez chwilę w szatni, kiedy wracała z przerwy, ale nie wiem z kim widziała się wcześniej. I jeśli to wszystko, o co chcieli mnie państwo zapytać, to byłbym zobowiązany, gdybym mógł wrócić już do domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ewcliwood

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017
Skąd : Whatever

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Nie Lut 05, 2017 8:22 pm

Nick Rainword
Tak jak się spodziewałem facet nie był zbytnio zadowolony z otrzymanych przez nas informacji. Nie mniej miał do czynienia z funkcjonariuszami prawa i to nie byle drogówką, ale z wydziałem kryminalnym. Zmarszczyłem brwi, słysząc jego szorstką odpowiedź. Chciałem powiedzieć mu co nieco, jednak Leo położył dłoń na moim ramieniu, powstrzymując mnie tym samym od zjechania faceta. Dodatkowo jego uśmieszek był tak bardzo irytujący, że niemal go tam nie aresztowałem za niewinność.
- Cóż, biorąc pod uwagę, że to ważne dla rozwiązania sprawy to bardzo nas obchodzi – odpowiedział mu Leo lakonicznym tonem, patrząc na niego spokojnym aż do bólu wzrokiem. Naprawdę często się zastanawiałem jak on może być taki spokojny w niektórych momentach.
- Cóż, zapytać nie zaszkodzi – zauważył inteligentnie mój partner na wypowiedź faceta. Zen proszę państwa. Oaza spokoju. Powinienem się od niego uczyć czy coś…
Przygryzłem wargę. Nawet jeśli on niczego nie wiedział, to może ktoś w redakcji byłby w stanie stwierdzić, czy kobieta spotkała się z kimś w trakcie pracy. Niemniej w tym momencie było to niemożliwe zważywszy na to, że wszyscy opuścili już redakcję i wrócili do domów. Jedyne co mogliśmy zrobić to wrócić tu jutro i przepytać wszystkich. Byłem pewien, że ojciec nie wypuści jej tak szybko z aresztu, nawet jeśli nie miała przy sobie nic obciążającego. Cholera. Jak to się mogło stać. Przecież widzieliśmy jak Scarlet Brown wychodzi z kawiarni po spotkaniu z tajemniczym mężczyzną, po tym jak dał jej kolczyka. Co mogła z nim zrobić? Czyżby domyśliła się, że ją śledzimy? Wyrzuciła go? Albo ukryła sprytnie, by w razie potrzeby móc wrócić po niego, lub przysłać kogoś, by zabrał ją za nią? A co jeśli facet z nią współpracował? Przyjrzałem mu się bliżej. Nie wyglądał na takiego, który mógłby kręcić z mafią, ale wiadomo, że pozory mogą mylić. Nie. Ktoś kto nie płaci mandatów za złe parkowanie nie trzyma się z niebezpiecznymi typami. Nie chciałby widnieć w policyjnej kartotece.
- Tylko jedno pytanie – wtrąciłem, zanim Leo pozwolił mu odejść. – Czy Brown nosi jakąś biżuterię?
Dostrzegłem ostrzegawcze spojrzenie blondyna, ale zignorowałem je. Pytanie jak każde. Skoro już pytałem czy widziała się z kimś dzisiaj, równie dobrze mogłem zapytać o to.
- No wiesz – dorzuciłem, nieco lekceważącym tonem. – Jakieś wisiorki, bransoletki… kolczyki?
Patrzyłem w oczy mężczyzny, starając się wyłapać każde najmniejsze wahanie. Coś takiego idzie zauważyć, nawet jeśli widzicie się raz na dzień. Co prawda kobiety są bardziej wyczulone na ozdóbki, jednak byłem pewien, że facet był w stanie dojrzeć kolczyk w jej uchu. Zwłaszcza, jeśli miała dwa różne. Nie odwiedzała jubilera w najbliższym czasie, żeby dorobić sobie identyczny.

____________________________________________________________________
"– Myślałam, że tylko kołek wbity w serce zabija wampira.
– Drewniany kołek w sercu zabija właściwie wszystko. A jeśli czegoś nie zabije, to uciekaj, gdzie pieprz rośnie."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   Sob Mar 11, 2017 6:03 pm

ALOIS DIMITRY FLYNN

Zacisnąłem usta domyślając się, że funkcjonariusze nie zechcą spełnić mojej prośby; a na pewno nie zrobią tego w najbliższym czasie. Westchnąłem zrezygnowany zastanawiając się, czy gdybym teraz zapalił papierosa odebraliby to jako ignoranctwo i lekceważenie ich osoby. Za to, podobno, można trafić do więzienia, a ja mam przecież bilet na spektakl, który zamierzałem wykorzystać.
Szukając zajęcia dla rąk zacząłem naprzemiennie zapinać i odpinać guziki płaszcza, co może nie było najrozsądniejszym wyborem zważywszy na panującą obecnie pogodę. O czym ja mówię? Londyńska pogoda zawsze była dokładnie taka sama.
Nie ukrywam, że ucieszyłem się, kiedy wyższy z mężczyzn otworzył usta zapewne z zamiarem pozwolenia mi na spokojny powrót do domu taksówką lub - w najgorszym wypadku - tramwajem. W tym samym momencie głos zabrał facet, który od początku wyjątkowo mnie irytował.
Zmarszczyłem brwi szczerze zdziwiony pytaniem, jakie mi zadał. Przysięgam na wszystko, ale byłem tak zaskoczony, że dobrą chwilę zajęło mi zastanowienie się nad stosowną odpowiedzią.
- Tak, oczywiście, że tak - odpowiedziałem przestając bawić się guzikami płaszcza. - Ze względu na swoje stanowisko - powiedziałem nawet nie próbując powstrzymać się od złośliwej uwagi - zawsze  ubrana jest elegancko i schludnie, szczególnie, jeśli nie ma szefa i to ona zajmuje się spotkaniami z wydawcami, ciężko jest przegapić jej głębokie dekolty i bogate naszyjniki.
Przejechałem językiem po wewnętrznej stronie zębów próbując przypomnieć sobie, jak dzisiaj wyglądała.
- Miała na sobie kolczyki - wypaliłem, w tej samej chwili zdając sobie sprawę, że owszem, miała je, ale w kieszeni kurtki. - Ale tylko jeden. Nie wiem dlaczego - dodałem czując niepezyjemny dreszcz przebiegający mi po plecach. Ostatni raz czułem się tak, kiedy mając z czternaście lat razem z kolegą paliłem smakowe fajki za szkołą.
Obrzuciłem uważnym spojrzeniem obu mężczyzn. Szczęśliwie czarnowłosy dał mi świetny powód do zmiany tematu.
- Z tego, co pamiętam nigdy nie przeszedłem z panem na "ty" - powiedziałem uśmiechając się z kpiną. - "No wiesz" może pan zachować dla swoich kolegów, do których grona szczęśliwie nie należę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]   

Powrót do góry Go down
 
Love and theft [ 2 os. | kryminał | b. nab. ]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: