IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Czw Lis 26, 2015 10:37 pm












-
-

♣Kwiaty cieszą się rozległą symboliką, wszystkie są tak samo różne jak ludzie.
Piękniejsze, subtelniejsze i spokojniejsze niż oni.
Gładsze, zachwycające, piękne.
 Kwiaty i ich język jest niestety szeptem - nie każdemu jest przeznaczone poznać ich język i kontekst.♣
-
-
♣Fabuła pozostaje tajemnicą,  zagłębiamy się w  powierzchowną wiedzę o Omega!verse,
symbolice kwiatów, wzajemnym zafascynowaniu bohaterów, kryminale,
wykorzystaniu przewagi i magii genetycznego wpływu mutacji.♣
-
-




► Omega - @Ivan                                                               ► Alfa - @Voldemort





to raczej nie jest potrzebne, ale main point of każdy
regulamin brzmi - nie chce dostawać odpisów raz na miesiąc Wink


____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Nie Lis 13, 2016 4:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Lis 27, 2015 1:03 am


L I L I U M  C A N D I D U M



J U N O N A   
λ ε ί ρ ι ο ν   H E R A


 


I M I Ę
arthur francois

N A Z W I S K O
codet

D A T A  N A R O D Z I N
dziesiąty sierpnia

W I E K
 trzydzieści dwa lata

Z N A K  Z O D I A K U
l e w

P Ł E Ć
alfa

O R I E N T A C J A
panseksualny
(w skład jego upodobań wchodzą:
-alfa mężczyźni
-omega kobiety i mężczyźni)

P O C H O D Z E N I E
brytyjsko-francuskie






K O L O R  W Ł O S Ó W
hebanowe

K O L O R  O C Z U
szmaragdowe / ciemniejsze, gdy się denerwuje

W Z R O S T
sto osiemdziesiąt siedem centymetrów

W A G A
siedemdziesiąt dziewięć kilogramów

K A R N A C J A
nader atrakcyjnie blada

Z N A K I  S Z C Z E G Ó L N E
okulary; wiele niemal niewidocznych blizn; kontrastujące ze skórą,
niezwykle czerwone usta


I AM THE LION IN THE WORLD OF LAMBS



||α L ▪ E ▪ O||

"LEW jest wielkim indywidualistą usiłującym wszystkich sobie podporządkować, a nie przystosować się do ogółu. Odznacza się też dużym uporem, co wynika z przekonania o własnej nieomylności. Inną charakterystyczną cechą Lwów jest dążność do dominacji. Nie pozbawionej również efekciarstwa. Przejawia się to zarówno w ich celach życiowych, jak i w codziennym zachowaniu. Poruszanie się, gesty, mimika nie są przypadkowe, lecz wyreżyserowane, niemal teatralne. Często jest to zachowanie na pokaz, ale jakże bliskie i miłe naturze Lwa. W towarzystwie Lew będzie próbował za wszelką cenę czymś błysnąć lub zaskoczyć. Jeżeli mu się to nie powiedzie, zmieni towarzystwo. Ponadto lew jest pozerem i przywiązuje wielką wagę do opinii na swój temat. Opinie te mogą być prawdziwe lub fałszywe, byleby tylko były pochlebne i miłe dla jego uszu. Osoby spod znaku Lwa mają skłonności do samouwielbienia swoimi oponentami nie przejmują się zbytnio, gdyż żywią przekonanie, że nie są oni w stanie przeszkodzić im w osiągnięciu wytyczonego celu. Gdyby jednak podjęli takie próby, wówczas będą starać się zniszczyć ich bez skrupułów. Ponieważ Lew nie jest dyplomatą, a nawet cechuje go znaczna gwałtowność i niecierpliwość, wykazuje często dużą zawziętość, upór, pychę i bezwzględność."

Give them pleasure – the same pleasure they have when they wake up from a nightmare.



 R ▪ E ▪ G ▪ U ▪ L ▪ U ▪ S


Został wydalony ze stanowiska w wydziale kryminalnym. Został zwolniony dyscyplinarnie.
Za co? Jest to odwieczna tajemnica wydziału. Wiadomo jednak, że był wybitnie dobry w tym co robił, a jego skuteczność to legendarna kwestia.


Gdy jego czynna służba została przymusowo zakończona - zajął się tresurą psów. Policyjnych.

Na brak pieniędzy nie narzeka. Mieszka pod Londynem, w domu odziedziczony po zmarłym bracie.
Wcześniej zajmował lokum w centrum miasta.


Uwielbia gotować, ale znacznie większą przyjemność sprawia mu gotowanie dla kogoś
 niż samemu sobie.
Tym szczególnym "kimś" jest jego młodszy były współpracownik - Shane. 


W swoim życiu miewał epizody romantyczne zarówno z kobietami, jak i mężczyznami.
 Twierdzi jednak, że najbardziej przypadły mu do gustu kontakty z męskimi alfami
i omegami obu płci.


Uwielbia koty, drogie wina i mięso.

Jego oczy są nadwrażliwe na światło. Zmieniają także swój kolor, gdy Arthur się denerwuje
(rzadko kiedy ktoś jest tego świadkiem, ale zdarzyło się w obecności kilku osób).


Jest uzdolniony artystycznie. Potrafi malować, grać na fortepianie i tworzyć sztukę z niczego
(a raczej ze wszystkiego, czego się dotknie).


Studiował medycynę na Cambridge.


____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Sty 16, 2016 2:52 pm, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Lis 27, 2015 1:16 am





Imię ▷ Shane
✻  Nazwisko ▷ Tyrell
Data urodzenia ▷ 30.12
Wiek ▷ 22
Znak zodiaku ▷ Koziorożec
Płeć ▷ Omega
Orientacja ▷ Alfoseksualna
Pochodzenie ▷ Brytyjskie

-------------------------------

Kolor włosów ▷ Platynowy blond
Kolor oczu ▷ Jasna zieleń, w połowie wypełniona żółtym odcieniem | Jaskrawe
Wzrost ▷ 168 cm
Waga ▷ 47 kg
Szczegóły ▷ Bardzo młody wygląd | Tatuaż nachodzący na szyję z lewej strony | pieprzyk pod lewym okiem | małe tunele w uszach | hipnotyzujące spojrzenie | wystające kości | chudzielec




Horoskop zodiakalny: Koziorożec

Osoby urodzone pod znakiem Koziorożca posiadają bardzo złożony charakter. Z pozoru mało serdeczni i chłodni, gdyż nie potrafią ujawniać swojej wrażliwości i uczuciowości. Przyjaciół mają niewielu, wśród nich są tacy, którzy dobrze znają wartość Koziorożca. Innych zraża jego chłód i trudność w nawiązywaniu z nim bliższych kontaktów, niekiedy jego apatia, małomówność i zamknięcie się w sobie. Są ambitni, solidni, i niestrudzenie dążący do wytyczonego sobie celu. W trudnych chwilach, można na nich liczyć.
Cechy charakteru: stałość, sumienność. Pracowitość, konsekwencja, wytrwałość, cierpliwość. Szlachetny, wierny, można zawsze na niego liczyć. Niezawodny w działaniu. Opanowany, spokojny, skryty i nieufny.
Dewiza życiowa: "Używam życia i nie cofam się"
Odpowiedzialny, oszczędny/skąpy, pełen zahamowań.

Horoskop kwiatowy: Szarotka

Szarotka - jest osobą solidną, poważną i odpowiedzialną. Traktuje życie ze śmiertelną powagą. Można na nich liczyć w trudnych sytuacjach, bowiem nigdy nie cofną raz danego słowa. Mało w nich entuzjazmu i spontaniczności. Niewiele jest jednak osób tak wytrwałych, zdecydowanych i konsekwentnych. Odważnie i z determinacją stawiają czoła wszelkim problemom i przeszkodom. Potrafi zabezpieczyć rodzinie całkiem stabilną egzystencję. Od partnerów życiowych wiele wymagają, ale i same są wierne, lojalne i odpowiedzialne. To dobrzy i wierni na całe życie partnerzy życiowi i przyjaciele. Są ambitne, uparte i nawet wyboistą i trudną drogą zdążają do raz wybranego już celu. Na ogół lubiani przez ludzi, no, może z wyjątkiem lekkoduchów, pędziwiatrów i oryginałów.

Horoskop Majów: Ametyst

Ludzie urodzeni w tym miesiącu odznaczają się mądrością i zdrowym rozsądkiem, są ambitni i energiczni. Lubią każdą rzecz dobrze przemyśleć i spojrzeć na nią ze wszystkich stron. Są pracowici, wiedzą, czego chcą, potrafią właściwie oceniać ludzi i sytuacje. Ametysty nie działają nagle, nie gorączkują się, potrafią czekać na właściwy moment. Ludzie ci są konkretni, nie rzucają słów na wiatr. Raczej małomówni, wzbudzają swym spokojnym sposobem bycia zaufanie do siebie. Przyjaźń Ametystów jest wierna i trwała. W sprawach uczuciowych Ametysty nie wykazują szczególnego sentymentalizmu ani temperamentu. Ich związki z płcią przeciwną nawiązują się wolno, a zanim dokonają ostatecznego wyboru, długo obserwują kandydata na stałego partnera. Cenią sobie zalety charakteru drugiej strony, pewną wagę przywiązują też do statusu społecznego wybrańca, znacznie mniej zależy im na urodzie a nawet na majątku. Ametysty zawsze radzą sobie dobrze w sprawach zawodowych; jako podwładni wzorowo wywiązują się ze swych obowiązków, jako zwierzchnicy cieszą się autorytetem. Mają zmysł do handlu czy przeprowadzania korzystnych operacji finansowych. W sprawach materialnych są ostrożni i rozważni. Nie bywają przesadnie hojni, lubią mieć coś odłożonego na czarną godzinę.



Z początku raczej nietraktowany poważnie przez swój dziecięcy, nieszkodliwy wygląd. Ale pozory przecież zazwyczaj mylą. Shane nie jest wyjątkiem.
Analityk. Typowy analityk. Jego kontakty z ludźmi raczej nie przesiąkają emocjami.
Inteligentny, dobrze dedukuje, pomimo młodego wieku i braku doświadczenia, powierza mu się ciężkie sprawy.
W dotychczasowym wydziale pomagał odkąd poszedł do szkoły średniej. Wpływy ojca nie są tutaj bez znaczenia, jednak tylko jego geniusz przesądził o zatrudnieniu.
Ojciec, matka, brat, brat, brat, siostra, siostra i kot - ot najbliższa rodzinka.
Wynajmuje stancję nieopodal komendy.
Wzbudza zaufanie innych, jest spokojny i opanowany. Niewylewny. Skory do pomocy i szczerze oddany, gdy mu na kimś zależy.
Wolny od używek. Noo... od czasu do czasu papieros i piwo. Hektolitry kawy.
Trenuje krav mage. Jest dobry. Inaczej już by pewnie kilka razy zginął.
Arthur jest jego niezachwianym autorytetem. Można powiedzieć, że się zauroczył.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Lis 27, 2015 7:05 pm

Leniwie uniosłem głowę znad książek, gdy do mych zdecydowanie nadwrażliwych uszu dotarł nieznośny dźwięk budzika. Zatrwożony zerknąłem w tamtą stronę, unosząc wysoko brew, gdy dotarło do mnie, która jest godzina. Westchnąłem przeciągle i z niechęcią wstałem, aby wyłączyć budzik, przy czym zerknąłem na okna przysłonięte czarnymi roletami. Faktycznie przebijało się przez nie światło słoneczne. Westchnąłem raz jeszcze, by za chwilę zgarnąć z biurka porozrzucane notatki i masę książek. Niepotrzebnie zabierałem się wieczorem za projekt na zajęcia. Cóż, nie sądziłem, że pochłonie mnie on aż tak bardzo, iż kompletnie stracę poczucie czasu. Ale był ciekawy. Lubiłem odrabiać zadania związane z praktyką. Sprawa, którą otrzymaliśmy na przyszły weekend pozornie wydawała się banalna, lecz gdy zajrzeć głębiej, sprawiała pewne trudności i budziła wiele pytań. Całą noc zajmowałem się analizą możliwych przyczyn i zbieraniem podejrzanych, na podstawie całej masy danych, które dostaliśmy. Odkąd zacząłem minęło osiem godzin, a moja głowa wciąż gościła jeszcze kilka, czy kilkanaście pomysłów. Niestety musiałem odłożyć zadanie na później, gdyż zegarek wskazywał godzinę szóstą rano, a ja przecież musiałem zebrać się do pracy. Jeszcze jakiś czas temu z pewnością podchodziłbym do tego z większym entuzjazmem, ale odkąd zwolniono jedynego człowieka, który nie irytował mnie swoim zachowaniem, a wręcz budził bezgraniczny podziw, praca przestała być tak wielką przyjemnością jak dawniej. Ile to już? Miesiąc, może dwa. Bez Arthura wszystko wydawało się po prostu mniej ciekawe. W moim gabinecie... Znaczy, w dawnym gabinecie Codeta, teraz zasiadał facet około czterdziestki, nie mający nic wspólnego z wysokim, nienagannie przystojnym i ułożonym Arthurem. Na dodatek myślał, że skoro jest dwadzieścia lat starszy, może wydawać mi polecenia i zaganiać do robienia kawy. Kretyn, no skończony kretyn. Jedyną osobą, której polecenia jestem w stanie wykonać bez zająknięcia jest Arci, a z zająknięciem - szef. Na szczęście podstarzały współpracownik nauczył się już kto z naszej dwójki ma większe pojęcie o pracy i umiejętności stawiające go wyżej w hierarchii. Dzięki temu, robota była znośna. Ale wciąż nieciekawa. Przerwy tak samo. Nie mogłem już umilać ich sobie ze swoim nauczycielem, którym przecież zawsze był dla mnie Pan Codet. To pod jego skrzydła trafiłem jako siedemnastoletni gówniarz i to on nauczył mnie wszystkiego co obecnie umiem. Pozostaje mi dziękować temu na górze, że nie był to ktoś w rodzaju średniego wieku posiwiałego zrzędy.
Nie przejmując się szczególnie nieprzespaną nocą i lekkimi cieniami pod oczami, udałem się do łazienki, by wykonać rutynowe czynności związane z przygotowaniem do pracy. Zjadłem tylko skromne śniadanie składające się z jednej, małej kanapki i niespiesznie zabrałem się za zakładanie ubrań. Przez te kilka lat zdążyłem się przyzwyczaić do garnituru, choć wciąż nie nosiłem się tak jak znaczna większość w wydziale. Preferowałem stonowane kolory niebędące odcieniami szarości, dlatego też dzisiaj na moich barkach zagościła ciemno-bordowa marynarka nakrywająca czarną koszulę i tego samego koloru co ona, dość przylegające spodnie. Przeglądając się z lekkim grymasem w lustrze, podwinąłem delikatnie rękawy i przeczesałem niemalże białe włosy, nie kłopocząc się ich dokładniejszym układaniem. Wiedziałem przecież, że niewiele to da. Do wyjścia miałem jeszcze sporo czasu, ale mimo to spakowałem potrzebne rzeczy i udałem się na przedpokój, gdzie też przywdziałem czarne trampki. Opuściłem mieszkanie, lekko mrużąc kolorowe tęczówki, gdy te zetknęły się ze światłem słonecznym, zupełnie nieobecnym w moim pokoju, czy jakimkolwiek innym pomieszczeniu sąsiadującym.
Przemierzając krótką drogę z domu do pracy, wciąż męczyłem się z krawatem, który każdego dnia walczył ze mną coraz bardziej. Wciąż nie nauczyłem się poprawnie wiązać tego gówna i nieustannie jakiś "życzliwy znajomy" zwracał mi uwagę na jego przekrzywienie, czy inny mankament. Zaaferowany manewrowaniem palcami grzebiącymi przy skrawku upierdliwego materiału, ledwo dostrzegłem wysoką postać spacerującą nieopodal komendy. Gdyby to nie był on z pewnością wcale bym nikogo nie dostrzegł. Na moje usta mimowolnie wypłynął lekki uśmiech, gdy porzucając nieułożony krawat, podążyłem w stronę Arthura i jego psiego towarzysza.
- Arthur - przywitałem się zdawkowo, racząc mężczyznę skromnym uśmiechem, a wcześniej upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnych pracowników, których mogłoby szokować tak rażące spoufalanie się z dziesięć lat starszym, dużo bardziej doświadczonym niegdysiejszym przełożonym. Stanąwszy przed dużo wyższym osobnikiem, przez chwilę jedynie się w niego wpatrywałem. Wciąż nie mogłem przyzwyczaić się do widoku mego guru wędrującego z tresowanymi przez niego psami. To tak bardzo ze sobą nie współgrało. Cóż, może łatwiej byłoby mi przywyknąć, gdybyśmy częściej się widywali. Tymczasem, odkąd odszedł właściwie miałem jedynie kilka okazji do obserwowania go z daleka. Nie było nawet kiedy zamienić słowa. Wraz ze swoim odejściem, wydawał się odejść z mojego życia, a przecież nie łączyły nas stosunki jedynie czysto służbowe. - Dawno się nie widzieliśmy - zauważyłem, posyłając mężczyźnie niewinnie karcące spojrzenie, mówiące to wszystko, co siedziało w mojej głowie. Mimo, że go nie wypowiedziałem, w powietrzu zawisło pytanie "dlaczego?". Dlaczego się nie widzieliśmy i dlaczego go do cholery zwolniono. Nikt tego nie wiedział, albo nikt nie chciał powiedzieć, a samego Arthura nie miałem okazji zapytać. Zresztą, raczej bym się na to nie zdobył. Nie byłem wścibski i nie lubiłem okazywać emocji, a moje dociekliwe pytania świadczyłyby o zbyt dużym zainteresowaniu osobą Codeta. A przecież ono wcale nie było tak wielkie. Powiedzmy...


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Lis 27, 2015 8:03 pm



Śniadanie jak zwykle minęło mi w obezwładniającej zewsząd ciszy ogromnej połaci przestrzeni użytkowej domu. Pięknego domu i całego do mojej dyspozycji. Mojej i trzech kotów, o których posiłek musiałem wkrótce zadbać Przecież te zwierzęta nie są na tyle samowystarczalne, by potrafić jeszcze zdobyć dla siebie jedzenie. To wyhodowane, doniczkowe, ekskluzywne roślinki. Daleko im do drapieżników, a bliżej raczej do skórzanego kaftana. Okrutna myśl nawiedziła moją głowę.
 
Wstałem od blatu, brudne naczynia umieściłem w zmywarce. Zanim opuściłem swój dom, by udać się do pracy –nastawiłem jeszcze pranie i podałem kotom posiłek. Następnie właśnie przygotowałem się do niechybnego wyjścia. Przemierzyłem połowę posesji, by znaleźć się w garażu. Tam znalazłszy się usadziłem swoją osobę w chłodnawym wnętrzu samochodu. W drodze do Londynu byłem już parę minut później, a głośniki samochodowe rozbrzmiewały Straussem. Obawiam się, że zapowiada się pracowity dzień. Noc pozwolę sobie przeznaczyć na relaks. A może rozrywkę?
 
Moje psy były posłuszne. Posłuszne i spokojne, jakby wyczuwały we mnie jedynego prawowitego alfę w stadzie, a jakby zaniepokojone jego złymi przeczuciami były również poddenerwowane. Czuły to doskonale bowiem psie nosy cieszyły się niezawodnością. Dostrzegały prawdę nim sam się jej domyśliłem.
Podrapałem owczarka po grzbiecie, a włożywszy mu kaganiec i zapiąwszy szelki oraz łańcuch, opuściłem teren ośrodka –miejsce mojej pracy ze zwierzętami. Po drodze odpaliłem papierosa i poprawiwszy skórzaną kurtkę na ramionach, okręciłem sobie metalowy łańcuch kilka razy wokół pięści i pewnie przytrzymałem psa przy nodze, gdy przeprawialiśmy się przez niewielką trzódkę parkowych wycieczkowiczów. Bianca spojrzała na mnie błagalnie, gdy już poluźniłem uścisk. Doskonale wiem, że nawet nie miała niczego w zamiarze.
 
Już skręcałem w następną parkową uliczkę, gdy zza rogu wszedł wprost pod moje nogi drobny mężczyzna. odskoczyłem natychmiast do tyłu, niestety nie udało mi się uniknąć krótkiego zderzenia. Jego zapach, płeć i platynowa barwa włosów od razu zwróciły uwagę moich zmysłów. Zmierzyłem chłopaka wzrokiem, od stóp do głowy, zatrzymując się także na jego twarzy, rejestrując zmiany w mimice i powoli przywołując na usta uśmiech. Radość.
-Shane –powiedziałem, ważąc każdą literę jego imienia, smakując brzmienie głosek, zapach jego mieszkania tak wyraźny z tej niewielkiej odległości.
Dłuższą chwilę mierzyliśmy się nawzajem spojrzeniami –on zapewne wciąż nieprzyzwyczajony do mojego usytuowania w nowej profesji, ja jedynie by nacieszyć swoje zmysły estetyczne. Omega.
W końcu się odezwał, ja dostrzegłem nieme pytanie podstępnie ukryte na rewersie niewinnego pytania. Gdybym nie znał chłopca na tyle, na ile znam –mógłby nawet pomyśleć, że darzy mnie jakąś niechęcią. Był zaskakująco…chłodny. Zmęczony? Oczywiście. Te wory pod oczami powinny mnie zaalarmować już na początku.
-Nie da się ukryć –przyznałem. –Dobrze wyglądasz.
Zawsze dobrze wyglądał. Był omegą, ja byłem alfą. Dlatego nasza egzystencja była tak do siebie zależna. Nie byłoby mnie bez podobnych jemu i jego bez podobnych  mi. Genetyka potrafiła być bezwzględna wobec subtelności uczuć.
-Ale… –Włożyłem sobie zwinięty łańcuch do kieszeni, Bianca usiadła przy nodze. Ja zaś podniosłem dłonie do niedbale zawiązanego krawata. –Twoja niezdarność psuje cały efekt –wymruczałem nisko, gdy znalazłem się bliżej chłopaka.
Rozwiązałem materiał i zawiązałem go w kilkadziesiąt sekund ponownie, sprawiwszy iż tym razem wyglądało to schludnie. Zabrałem swoje ręce spod szyi Shane’a, muskając na pozór przypadkowo jego szczękę. Znów zapadła między nami krótka chwila milczenia. 

-Czy tęskniłeś za mną? –spytałem w końcu i sięgnąłem po łańcuch, by ponownie ująć go władczo w dłoń. Wbiłem w niego spojrzenie zielonych tęczówek, oczekując odpowiedzi zgodnej z moimi oczekiwaniami.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Lis 27, 2015 9:48 pm

Uwielbiałem, kiedy wypowiadał moje imię. Tylko on potrafił robić to w sposób, od którego przechodziły mnie ciarki nawet wtedy, gdy zastępowało zwykłe powitanie. Mój uśmiech więc lekko się pogłębił, gdy do moich uszu dotarł przyjemny głos. Niekontrolowanie uniosłem jeden z palców nad wargi, pod pretekstem ukrycia zbyt optymistycznego uśmiechu. Tak naprawdę, chciałem choć minimalnie zahamować intensywny zapach Arthura, tak drażniącego moje zmysły, że w jednej chwili robiło mi się zaskakująco błogo.
Posłałem mężczyźnie przymilne, łagodniejsze spojrzenie, gdy rzucił komplementem, który raczej nijak miał się do prawdy. Owszem, ja także, podobnie jak Arthur, mogłem pochwalić się nienagannym wyglądem, jednak po nieprzespanej nocce z pewnością nie wyglądałem tak dobrze jak zdarzało mi się zazwyczaj. Ale nie zamierzałem negować jego słów, gdyż zawsze miło było usłyszeć, że wciąż mu się podobam. Po tym jak nie okazał żadnego zainteresowania od swojego odejścia, mogłem przypuszczać, że jest inaczej. W pewien sposób mi ulżyło. Opuściłem dłoń, pozwalając silnemu zapachowi mężczyzny na swobodny dostęp do moich nozdrzy. Patrząc na niego, czując ten zapach dominacji, zapach Arthura, robiło mi się gorąco. Nawet nie wiem, w którym momencie zacząłem go świdrować swym hipnotyzującym spojrzeniem. Nie potrafiłem ukryć jak bardzo mi go brakowało. Szczególnie od wczoraj. Tak, to zapewne dlatego zabrałem się za ten projekt. Podświadomie wiedziałem, że i tak bym nie zasnął. Całe moje ciało chodziło, pragnęło dotyku, spełnienia. Pragnęło Codeta. Z całą pewnością nie spotkaliśmy się dziś przypadkiem. Po prostu każdy skrawek mojego ciała ciągnął do jego osoby. Nagły przypływ żądzy sprawił, że musiałem uchylić usta, by móc swobodnie oddychać. Trzymanie się w ryzach było niezwykle uciążliwe podczas tych dni. Potrzebowałem już nie tyle samego Arthura, co po prostu Alfy. Ale przecież nie zastąpiłbym go żadnym innym przedstawicielem owej płci.
Zaśmiałem się zdawkowo, gdy mężczyzna dostrzegł mój niezgrabnie ułożony krawat. Jego mały przytyk napełnił mnie dziwną dawką sympatii. Szybko mu to poszło. A prawda była taka, że przecież miałem mu za złe kilka rzeczy. I proszę, nie musiał robić właściwie nic, by sprawić, że nie potrafiłem dłużej chować do niego urazy. Mój uśmiech zszedł, gdy poczułem go bliżej siebie. Pojawiło się napięcie i chęć większego zmniejszenia tego dystansu. Spod przymrużonych powiek obserwowałem jak doprowadza mój wygląd do porządku i nie powstrzymałem lekkiego drżenia, gdy nader wyraźnie poczułem jak jego chłodny palec muska moją skórę. Gorąco.
Milczałem, tak samo jak Arthur. Napawałem się jego obecnością i samym nim. Ten poranek zyskał wiele na atrakcyjności odkąd nasze ścieżki się zeszły. Gdy tylko usłyszałem pytanie, w jednym momencie otworzyłem usta, by odpowiedzieć tak, jak z pewnością chciał tego Arthur. Ale powstrzymałem się, nawet jeśli wstrzymywanie instynktów nie należało do łatwej sztuki. On był Alfą, ja Omegą. Jego wola nakazywała mi posłuszność i podświadomie wiedziałem co powinienem powiedzieć. Co gorsza, nie byłoby to nawet kłamstwem. Bo przecież tęskniłem.
- Można tak powiedzieć - mruknąłem z przekornym uśmiechem, przesuwając w zastanowieniu długimi palcami po miejscu, o które niedawno otarły palce Arthura. Przestąpiłem z nogi na nogę. Moje podniecenie było aż nader mocno wyrażane przez niewinnie wyglądającą twarz. Nawet gdyby tak nie było, Arthur z pewnością by wyczuł. Ja również czułem. Uśmiechnąłem się znacząco. - Wygląda na to, że tresura psów jest bardzo zajmująca. Nie miałeś czasu przez ostatnie dwa miesiące? - Ku memu zaskoczeniu, nie dałem rady całkowicie zatuszować lekkiego wyrzutu słyszalnego w głosie. Nie spodobało mi się to.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Lis 27, 2015 11:30 pm


Widziałem się z chłopakiem równo dwa i pół miesiąca temu, gdy po zwolnieniu przyszedłem do biura zebrać swoje rzeczy. Zrobiłem to o późnej porze, gdy większość pracowników opuściła biuro i pozostał w nim sam Shane. Nie miałem pojęcia czy tamto wieczorne spotkanie było przypadkiem, czy też natura chłopaka podświadomie wyczuwała obowiązek pozostania tego dnia do późna bowiem oto jego Alfa miała się zjawić w pełni swojego zirytowania po wyrzuceniu z pracy. Był to jeden z nielicznych razów, gdy pozostanie w stanie agresji i czystej postaci zdenerwowania nie przeszkadzało mi na tyle, na ile przeszkadzałoby, gdyby było niekontrolowanym wybuchem. Omega zachowała się wówczas w sposób odruchowy i niemal sama rozebrała się przede mną, gdy doskonale znała konsekwencje swojego wyboru.
 
W moich oczach zatańczyły iskierki dzikiego zafascynowania stanem obecnym chłopca. Jego drżenie spłynęło na mnie w postaci elektrycznego impulsu, jakby zawzięcie próbując mi dać do zrozumienia, że tu pasuję. Doskonale wiedziałem o tym, jak i o paru innych rzeczach, ale na przekór młodszemu mężczyźnie –jedynie uniosłem brew nieznacznie do góry.
Pauza trwała wystarczająco długo, bym nie tylko uzmysłowił sobie z całą mocą co stanie się z organizmem chłopaka w ciągu najbliższych kilku dni lub godzin, ale też na tyle długo bym podobnie jak i Shane –nie mógł się doczekać tych dni i godzin.
Gdy chłopiec udzielił odpowiedzi zgodnej z oczekiwaniami, uchyliłem delikatnie usta chłonąc charakter chwili z powietrza, nabierając je w płuca i wypuszczając nosem. Powoli, licząc od jednego do trzech i znów. Omegi bywają nader świadome swojego wpływu na resztę płci. Zaś Alfy pozwalając się manipulować perfidnym uwodzicielskim osobnikom, nie mają nic przeciwko temu bowiem przyświeca nad tym wszystkie jedna, prymitywna perspektywa zbliżenia, stworzenia wyjątkowej konfiguracji genetycznej.
W mojej dłoni zadzwoniły obijające się o siebie ogniwa łańcucha, gdy zacisnąłem na nich mocniej pięść. Nikt nie zrozumie tego lepiej niż Alfa. Czy też Omega.
 
Był wczesny ranek, a ja miałem niezwykle barwne obrazy tego, gdzie taką minę Shane mógłby zrobić. Szybko jednak wszelką uwagę skupiłem na pytaniu, odsuwając podobne myśli na nieco inny moment, gdy nie będzie to groziło kompromitacją w oczach słabszego ogniwa. Czas robił swoje, a długa rozłąka z chłopcem wydawała mi się coraz prędzej tracić na atrakcyjności. Obecnie pędziła jedynie kolejne niedogodności.
Zamiast odnosić się do słów Shane’a, postanowiłem oświecić go nieco atrakcyjniejszym tematem do poruszenia bowiem odpowiadać na wścibskie, pełne kłamliwie ukrytego wyrzutu pytania nie zwykłem.
  -O której dzisiaj kończysz pracę? –spytałem, zaglądając w złote tęczówki chłopaka i chłonąc piękno tej złocistej barwy. Niezwykłe, niezwykłe oczy. –Kolejna kolacja w samotności to coś, czego tego wieczoru wolałbym uniknąć –dodałem. W miarę jak byłem coraz bliżej osiągnięcia celu, mój kącik ust wędrował machinalnie w górę.
Gdzieś przy nodze dało się słyszeć niskie, ostrzegawcze warknięcie Bianci, która zwróciła tym samym uwagę na siebie i jej niegodne położenie w sytuacji, w której musi grzecznie leżeć u boku i nie drgnąć nawet ogonem.
Syknąłem do niej krótko w ostrzegawczym tonie. Psy mają w tym świecie swoje przeznaczenie. Dokładnie tak samo jak Shane.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Lis 28, 2015 12:13 am

Wiedziałem jakiej satysfakcji dostarcza mu obserwowanie w jakim stanie się znalazłem. Ale bynajmniej nie przeszkadzało mi to, szczególnie, że sam doskonale czułem jak moje narastające podniecenie oddziałuje na Alfę. Przez chwilę obydwoje wpatrywaliśmy się w swoje oczy, pozwalając samym sobie na napawanie się tymi uczuciami. Rozumieliśmy się bez słów, a żądza obydwóch odzwierciedlała się w oczach, w sposób, który tylko my mogliśmy zrozumieć. Te piękne, zielone oczy. Ostatnim razem, gdy się widzieliśmy, miały ciemną, zaskakująco ładną, a jednocześnie przyprawiającą o nieprzyjemne uczucie niepokoju, barwę. Wolałbym jej więcej nie zobaczyć. Wyprowadzony z równowagi Arthur był nieco... przerażający, choć jednocześnie pociągający jeszcze bardziej niż zwykle. Pamiętam, że wtedy jak nigdy, poczułem zupełną niemoc wobec jego spojrzenia, gestów, słów. Wobec niego. Choćbym chciał, nie potrafiłbym mruknąć słowa sprzeciwu. Czułem się nader dziwnie, nawet jak na to wszystko co nas łączyło. Ale w tej chwili... Rozpalony Arthur był niezwykle kuszącą perspektywą, czy to z jasnymi, czy z ciemnymi tęczówkami.
Nie odrywając wzroku od tych pięknych oczu skrytych częściowo za szkłem okularów, powoli zwilżyłem wargi, uśmiechając się pod nosem na dźwięk poruszonego łańcucha. Obydwoje się niecierpliwiliśmy. Czułem, że kolejne minuty tego napięcia nie wpłyną na mnie dobrze. Nie w tym momencie. W tym momencie powinienem zachować trzeźwość umysłu i udać się do pracy, w której należałoby się wykazać przede wszystkim dobrze rozwiniętym i odpowiednio prosperującym mózgiem. Tymczasem ów wspaniały narząd lada chwila może zostać opanowany przez szalejące instynkty. Wolałbym tego uniknąć.
Nie zdziwiłem się, że nie odpowiedział na moje pytanie. Byłbym wręcz rozczarowany, gdyby to zrobił. W końcu Arthur był ponadto. Gówniarz, nieumiejętnie robiący mu wyrzuty nie był wart uwagi i ja sam wolałem udawać, że pytanie nie padło. Zrzuciłem to na niewyspanie, a raczej całkowity brak snu. Godzina była wczesna, a ja zmęczony, miałem więc prawo do niewielkich potknięć.
Nagła radość i wyjątkowa ulga które mnie wypełniły na dźwięk słów mężczyzny, uwidocznione zostały jedynie poprzez ciepły uśmiech i kilka tańczących iskierek w spojrzeniu. Już teraz byłem mu wdzięczny. Nie wyobrażam sobie, bym mógł wytrzymać ze swoim problemem kolejny dzień. To było zbyt doskwierające, niewygodne i całkowicie pochłaniające. Nie byłem w stanie całkiem wydajnie myśleć podczas tych dni. Arthur albo się zlitował, albo również stęsknił na tyle, że nie zastanawiał się nad propozycją. Kuszącą również ze względu na wspomnianą kolację, choć obydwoje wiemy, że to nie ona była głównym celem spotkania. Aczkolwiek mój dawny przełożony gotuje wyśmienicie, więc liczę na to, że jednak coś przygotuje.
- Będę u ciebie po osiemnastej - odrzekłem z lekkim, wymownym uśmiechem, po czym ruszyłem z miejsca, w celu udania się w dalszą drogę do pracy. Z premedytacją minąłem Arthura przechodząc bardzo blisko jego ciała i zgrabnym ruchem, przelotnie przesunąłem dłonią wzdłuż jego ramienia.  - Do zobaczenia Panie Codet - wymruczałem i nie odwracając się już za siebie, cały w skowronkach ruszyłem w kierunku pracy. Naturalnie, skowronków widać nie było, aczkolwiek ja doskonale czułem ich obecność.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:03 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Lis 28, 2015 1:43 am



Zwilżone wargi chłopca zabłyszczały na wskutek wilgoci, w której odbijały się świetlne refleksy. I mimo, że było to tak małe, nieznaczące, zupełnie nieistotne zagranie małej Omegi –jako wytrwały i spokojny człowiek pozwoliłem sobie na zbytnie zafascynowanie się nawet tym  trywialnym aktem zgody natury z człowiekiem. Absolutnej doskonałości.
Gdy owe wargi wykrzywiły się dodatkowo w wesołym uśmiechu satysfakcji, rozkoszowania się zwycięstwem nad siłą woli, którą dysponowałem –spróbowałem się wewnętrznie zreflektować. Nie popadać głębiej w otępienie dla jednego małego splotu chromosomów niefortunnie niezwykle pociągające mój własny. Możemy być zwierzętami, możemy także wszystko wyceniać, ale czy odrobina zdrowego rozsądku wobec prymitywności komuś zaszkodziła? Wręcz przeciwnie. Zaprowadziła na świecie względny ład i porządek.
Ta sama jedna iskra logicznego interpretowania świata drgnęła w mym umyśle, pobudzając resztę ospałych szarych komórek. Przestałem zaciskać zęby, rozluźniłem mięśnie szczęki, a ogniwa łańcucha przestały mi sprawiać ból bowiem nie gniotłem już ich tak bez opamiętania w dłoni.
Poruszyłem szyją, jakby próbując ją rozluźnić. Dla mnie jednak był to swoisty reset, nowy punkt widzenia, uruchomienie zapadni. Vive.
 
Przyjął moją odpowiedź z radością, jakby jego pytanie nigdy nie istniało. Bo w gruncie rzeczy przecież nie istniało w obliczu ważniejszych kwestii. Znikło, a pozostał po nim jedynie niewyraźny podźwięk.
Sam przywołałem na swoje usta szerszy uśmiech. Byłem z siebie nader zadowolony. Na tyle, że było to niemal nieprzyzwoite cieszyć się z oczywistego obrotu spraw. Radość.
Padło oświadczenie o pojawieniu się mojego gościa w moim domu o danej godzinie. Osiemnasta, w moim domu. Jakże zuchwały był ten gest.
Uśmiech jeszcze chwile temu widniejący na mojej twarzy, zniknął bezpowrotnie. Milisekundy zwolniły do tempa absolutnie powolnego. Dla mnie było to niczym. Sekundy zawsze wlokły się w nieskończoność.
Do zobaczenia, Panie Codet.
Moja warga zadrżała niebezpiecznie, spomiędzy zębów dało się usłyszeć zirytowane cyknięcie. Złapałem chłopaka mocno za ramie. I powoli zwróciłem ku niemu swe oblicze.
Moje brwi powędrowały do góry w akcie zupełnego, najwyższego stopnia politowania.
  -Do zobaczenia, Tyrell –wycedziłem, drapieżnie mrucząc jego nazwisko, jakby w ostrzeżeniu. Puściłem jego ramię, a dłoń mimo, ze nie zaciskała się już na jego drobnym bicepsie –wciąż nie zniknęła z tamtego miejsca. Nastąpiło to dopiero w następnej sekundzie, gdy skinąłem chłopakowi na pożegnanie i jak gdyby nigdy nic –ruszyłem w dalszą drogę. Bianca była mi wdzięczna.
 
LONDYN, GODZINA SIEDEMNASTA DWADZIEŚCIA, POD SIEDZIBĄ WYDZIAŁU
 
Zaparkowałem auto pod samymi drzwiami dawnego miejsca pracy. Z auta wysiadłem, by dać znać chłopakowi, że tu jestem, ale także po to, żeby zapalić. Czekałem na niego kolejne dwie minuty nim się pojawił. Pomachałem mu dłonią okrytą skórzaną rękawiczką. Nie spodziewał się mnie, ja zaś z pewnością oczekiwałem jego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Lis 28, 2015 2:45 am

Zapędziłem się? Wiedziałem, że tak, już w momencie, gdy kątem oka dostrzegłem, że lekki uśmiech znika z przystojnej twarzy. Nie zraziło mnie to. Lubiłem od czasu do czasu podroczyć się z moim drogim Alfą. Pokazać, że jego przewaga nie jest czymś, co może kierować moją osobą w pełnej mierze. Lubiłem doprowadzać go do lekkiej irytacji. Moje uszy wręcz boleśnie dały mi znać o dźwięku, który wydał Arthur, świadczącym o tym właśnie zirytowaniu. Jęknąłem niemalże, gdy drobne ramię zostało uwięzione w silnym uścisku. Mimo tego, że mogłem się spodziewać podobnego ruchu ze strony mężczyzny, wciąż odczuwałem lekkie zaskoczenie. I uderzenie gwałtownego podniecenia. Ukierunkowałem swoje rozżarzone spojrzenie na wykrzywioną w lekkim grymasie twarz. Lekko spłoszony, lecz z tajemniczym uśmiechem i fascynacją obserwowałem czerwone wargi układające się na kształt wypowiadanych słów. Gdybym był kotem, zacząłbym mruczeć w reakcji na ten seksowny, zniewalający ton. Dość nieświadomie przygryzłem wargę, przenosząc spojrzenie na zielone tęczówki.
Stałem tak jeszcze chwilę po tym, gdy niedbale puścił ramię i odwrócił się, by odejść. Spojrzałem tęsknie za wysoką, wyprostowaną sylwetką i odruchowo złapałem się za ramię, na którym wciąż czułem jego dotyk. Z początku brutalny, później delikatny, a w końcu... żaden. Westchnąłem i z braku innej opcji, ruszyłem w kierunku budynku, w którym mieściło się moje biuro. Biuro Codeta. Chciałbym, by wciąż było biurem Codeta.

Nie potrafiłem sobie znaleźć miejsca. Wciąż przepełniało mnie bolesne napięcie, a myśli krążyły wokół Arthura. Wokół jego ciała, wokół spojrzenia, wokół niskiego głosu i tego, co mógłby ze mną robić. Pochłaniałem kawę za kawą, kręcąc się nieustannie w miejscu, albo wstając i chodząc bez celu wokół biurka. Przygryzałem paznokcie, wachlowałem się zeszytem. Wciąż było mi cholernie gorąco, mimo że wszystkie okna zostały już dawno otwarte. Już nawet otworzyłem drzwi, by zrobić przeciąg ale i to nie pomogło. Podwinięte rękawy odpiętej pod szyją koszuli również. Właśnie nienawistnie obracałem się na krześle, gdy mój współpracownik w końcu nie powstrzymał się od skomentowania mego dzisiejszego zachowania.
- Tyrell, co z tobą? Cały czas się kręcisz jakbyś miał owsiki w... - Uciął widząc moje zniesmaczone spojrzenie, gdy już raczyłem zatrzymać krzesło, by w końcu wstać na nogi i udać się w kierunku ekspresu do kawy. - Jak słowo daję, serce ci siądzie od tej kofeiny. - Westchnąłem krótko, nic nie robiąc sobie z tego ostrzeżenia. To dopiero piąta kawa dzisiaj, ja zaś przyzwyczajony jestem do większych dawek. Choć to prawda, że jeszcze nie zażywałem ich tylu w tak krótkim odstępie czasu.
- Proszę się nie martwić panie Crawford, to przez nadmiar nauki - odrzekłem dosyć uprzejmym tonem, by znów usadzić tyłek w fotelu i upić łyka kawy. - Młodemu sercu kawa krzywdy nie zrobi - dodałem nie bez lekkiej złośliwości, tym samym zapobiegając wszelkim kolejnym próbom podjęcia rozmowy i pouczania. Ledwie zdążyłem usiąść, jak do biura zawitała młoda sekretarka.
- Shane, inspektor Cię wzywa. - Uniosłem brwi i zaraz skinąłem głową, by bez zwlekania odstawić filiżankę i skierować się w stronę biura przełożonego. Byłem ciekaw co dla mnie ma.

Sprawa, którą powierzył mi szef, na tyle zajęła moje myśli, że byłem w stanie choć częściowo zapomnieć o Arthurze i zignorować swoje żądze. Czułem się jakbym właśnie miał przejść jakiś ważny test. I wydawało się, że nie będzie łatwo go zdać. Minęła siedemnasta, lecz wciąż w skupieniu, popijając kawę, analizowałem dostępne materiały, robiąc obok rozpiskę. Co i rusz ściągałem brwi, lub wzdychałem, tracąc trop, a raczej nie odnajdując żadnego konkretnego. Wygląda na to, że czeka mnie zajmujące dochodzenie. Do końca zostało jeszcze dziesięć minut, które mógłbym poświęcić na dopisanie kilku kolejnych spostrzeżeń. Ale wszystko przestało mnie obchodzić, gdy poczułem, że jest blisko. Arthur. Podniosłem się z miejsca, by podejść do okna i odchylić zasłonę. Uśmiechnąłem się lekko widząc mężczyznę dopalającego papierosa. Odruchowo przejechałem dłonią po swej szyi, niemalże mrucząc. Całe zniecierpliwienie wróciło z podwójną siłą. W opanowanym pośpiechu zebrałem swoje rzeczy do torby.
- Jeszcze dziesięć minut - usłyszałem głos czterdziestolatka, na co jedynie zdawkowo się uśmiechnąłem.
- Już skończyłem swoją pracę. Do widzenia - pożegnałem się uprzejmie i powędrowałem do windy, by już zaraz znaleźć się przed wyjściem. Wolnym krokiem skierowałem się do miejsca, w którym czekał na mnie Arthur. Nie spodziewałem się, że zechce po mnie przyjechać. W końcu znałem drogę do jego domu i nie sprawiłoby mi problemu dotarcie do niego samemu. Stanąłem przed mężczyzną, posyłając mu niewymuszony uśmiech.
- Nie musiałeś się kłopotać - odparłem, choć z pewnością nie miałem mu za złe tego, że jednak postanowił podjechać. To całe czterdzieści minut mniej oczekiwania na kontakt z nim. Bez zwlekania rzuciłem swą walizkę na tylnie siedzenie i nim wsiadłem na miejsce pasażera z przodu, poczekałem aż mój towarzysz dopali papierosa. Poświęciłem ten czas na podziwianie jego majestatu. Idealny jak zawsze.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Lis 28, 2015 8:39 pm



Powoli dopalałem papierosa, co i raz usuwając z końcówki zbędny popiół. Chłopak pojawił się na chodniku niby znikąd, ale z pewnością nie był zaskoczony moim widokiem. Wiedział, że się zjawiłem, gdy jeszcze był w biurze. Ja zaś wiedziałem nawet, że wyglądał przez okno na parking przed budynkiem.
Dopaliłem papierosa, zerkając na przyglądającego się mojej osobie chłopaka. Zniecierpliwiony, podekscytowany. Cieszył go mój widok.
Rzuciłem niedopałka na chodnik i przygniotłem go czubkiem buta. Przełknąłem ślinę i już otwierałem drzwi samochodu przed chłopcem, kiwając na niego zapraszająco podbródkiem.
  -Żaden kłopot –powiedziałem jedynie, zachowując niezmiennie martwą mimikę. Tyrell zajął wreszcie miejsce pasażera, ja okrążyłem czarny samochód i znalazłem się przy drzwiach od strony kierowcy.
 
Po chwili już wyjeżdżałem z parkingu pod budynkiem dawnego miejsca pracy i włączałem się do ruchu drogowego, kierując po jakimś czasie swoje auto ku zjazdowi na autostradę. Wtedy też przełączyłem wieczorną audycję informacyjną na muzykę klasyczną.
Trasa minęła nam w ciszy wypełnionej napięciem i oczekiwaniem, głównie emanującego z Tyrella. Na miejsce dotarliśmy w czasie niespełna trzydziestu minut. Samochód zaparkowałem w swoim garażu.
Pozwoliłem chłopakowi samemu zająć się swoją torbą, ponownie otworzyłem przed nim drzwi –tym razem jednak wpuszczając go do swojego domu. Naszym oczom ukazała się przestrzeń dolnego piętra, w pełni przejrzysty salon połączony z kuchnią, jadalnią, biblioteką i wyjściem na taras.
Koty wydawały się być niewzruszone moim powrotem i pojawieniem się gościa. Dwa zajmowały obszerną sofę przy kominku, jeden zapewne obecnie znajdował się na którymś kuchennym blacie. Pod moją nieobecność pozwalały sobie na zbyt dużo. Kotów bowiem nie da się wytresować. Nie uznają zwierzchnictwa Alfy, nie uznają stadnych autorytetów ponieważ koty nie tworzą stada. Koty to złośliwi indywidualiści. Zwłaszcza te łyse.
 
Poleciłem Shane’owi zostawić walizkę, w którejś z dwóch sypialni dla gości na piętrze, gdy ja w tym samym czasie miałem zejść do piwnicy przynieść z niej mięso na kolację.
Poczekałem aż dzieciak zniknie za drzwiami, któregoś z dwóch pokoi i ruszyłem w kierunku wejścia do piwnicy, których usytuowanie wolałem pozostawić w tajemnicy. Nie lubiłem, gdy ktoś panoszył się po piętrach, których nie pozwalam odwiedzać. Panuje tam stała temperatura, pierwsze drzwi to zwyczajne dębowe wrota, następne jednak otwierają się jedynie po wpisaniu hasła na matrycy po prawej. Nie bez powodu.
Gdy otworzą się te konkretne drzwi –oczom ukazuje się widok rozlegle prezentującego się laboratorium. Zaszczytne miejsce po środku zajmował metalowy blat, za przeszkloną ścianą po lewej rozciągała się spiżarnia wypełniona lodówkami. W tamtą stronę też się udałem.
 
Do kuchni wróciłem już ze sporym kawałkiem wołowiny spoczywającej na chromowanej tacy. Ów spoczęła dopiero na wyspie kuchennej, eksponując surowe mięso. Czerwone, majestatyczne zarżnięte zwierze.
Ze stojaka na noże wyjąłem jedno błyszczące ostrze,  zważyłem je z uznaniem w dłoni i odłożyłem obok mięsa przygotowanego do pokrojenia. Opuszczony wcześniej na polędwice wzrok uniosłem, gdy Shane zbliżył się do części kuchennej. Spojrzałem wymownie na butelkę wina spoczywającą na blacie oraz także po chwili na samego chłopaka.
  -Napijesz się? –spytałem, wyciągając z szafki dwa kieliszki. –Czy może wolałbyś coś innego?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sob Lis 28, 2015 9:50 pm

Uśmiechnąłem się tak lekko jak to miałem w zwyczaju, gdy usłyszałem odpowiedź mężczyzny, który otworzył przede mną drzwi do auta. W jakiś sposób zrobiło mi się miło, że to żaden kłopot. Nie chciałbym być dla niego udręką i dostarczać niepotrzebnych obowiązków. Ale skoro sam miał ochotę podjechać, mogłem się tylko cieszyć i choć jak zawsze nie okazywałem za specjalnie swej radości, byłem pewien, że akurat Arthur potrafi ją dostrzec. Ja również wiedziałem, jak odczytać jego emocje, a przynajmniej jakąś część z nich. Widziałem na przykład kiedy był zadowolony, a w tym stanie właśnie się znajdował, gdy doszło do naszego spotkania. Nie tylko ja tęskniłem i ta myśl również miała silny wpływ na mój zaskakująco dobry humor. Wieczór u Arthura przeważał nad nieprzespaną nocą, niechcianym współpracownikiem i skomplikowaną sprawą, którą dziś otrzymałem. Przy nim nie widziałem sensu, by myśleć o takich głupotach. Czułem się jakby po tych dwóch miesiącach rozłąki moje zauroczenie wskoczyło na wyższy poziom. Ale i to na tę chwilę nie specjalnie mi przeszkadzało. Arthur był typem człowieka, którym nie sposób się nie zachwycać. No i był Alfą, a moje ciało i umysł musiały reagować zgodnie z naturą. Wszystko to więc wydawało mi się całkiem normalne. Przecież przyciągaliśmy się nawzajem.
Jechaliśmy w ciszy, której nie zamierzałem przerywać i tylko wsłuchiwałem się w spokojne dźwięki wypełniające wnętrze samochodu. Pełen napięcia wolałem myśleć o tym co może się dziać za jakiś czas, niż o nudnej podróży do domu trzydziestodwulatka. Co i rusz pocierałem oczy, które dawały znać o dużym zmęczeniu, a te nie ustąpiło całkiem nawet pomimo wszystkich wypitych dziś kaw. Ekscytacja jednak rozbudzała mnie na tyle, że w ogóle się nie przejąłem. Ostatnie o czym teraz myślałem to sen, czy też jakikolwiek odpoczynek.
Dom Arthura robił wrażenie i pomimo tego, że już raz tu byłem, wciąż patrzyłem na miejsce to z pewnym uznaniem. Byłem przyzwyczajony do luksusów, gdyż wychowałem się w bogatym domu, aczkolwiek sposób, w jaki ojciec przy pomocy designerów wystroił willę nie podobał mi się tak, jak ten towarzyszący mieszkaniu Alfy. Nawet jeśli był dużo mniejszy, wciąż budził we mnie niemałe wrażenie. Lubiłem tu przebywać, choć miałem ku temu bardzo niewiele okazji. To w końcu dopiero drugi raz, a nie powiedziane jest, że kiedyś nadejdzie również trzeci.
Zgodnie z wolą gospodarza, udałem się do jednego z pokoi gościnnych, by zostawić tam swoje rzeczy, łącznie z marynarką. Znów podwinąłem rękawy koszuli oraz odpiąłem trzy górne guziki, jednocześnie zdejmując krawat. Tak ubrany skierowałem się z powrotem, a rejestrując, że Arthura nie ma, postanowiłem się obsłużyć i zrobić kolejną kawę. Już nawet nie wiedziałem, która to dzisiaj. Ale przecież to ważne, by przypadkiem w którymś momencie nie ogarnęła mnie otępiająca senność. Czas spędzony z Codetem był zbyt ważny, by marnować go na sen. Nie po to tutaj przyszedłem. Z tych względów sprawnie odszukałem kubek i skorzystałem z ekspresu. Popijając mocną kawę przysiadłem na kanapie nieopodal kotów, by tam poczekać na Arciego. Gdy tylko dostrzegłem, że wrócił, podniosłem się z miejsca i podążyłem w jego kierunku. Oparłem się o blat obok niego, zadzierając głowę do góry, jak zawsze, gdy chciałem mieć przed oczami jego twarz, nie zaś sam tors. Słysząc pytanie, zerknąłem przelotnie na butelkę wina, by zaraz znów powrócić wzrokiem na poprzednie miejsce. Uśmiechnąłem się wymownie.
- Wolałbym ciebie, Arthur - wymruczałem, mrużąc delikatnie oczy i nie robiąc nic poza tym. Robiłem się coraz bardziej niecierpliwy. Czekałem na to cały dzień, a właściwie to dwa, więc kolacja zdecydowanie nie była tym, czego teraz najbardziej pragnąłem. Wino również, choć na ogół mocno za nim przepadałem. - Nie wolałbyś zmienić kolejności posiłku? - Wolałbym być głównym daniem, nie deserem. Zaraz po tym jak zadałem swe pytanie, oderwałem tyłek od blatu i stanąłem przodem do mężczyzny, by wspiąć się na palcach i zarzucić swe drobne ręce na jego szyję. Spojrzałem na niego wyczekująco. Gdybym mógł już teraz zatopiłbym swoje usta w jego krwiście czerwonych wargach, ale cóż... Byłem po prostu za niski. Nie sięgnąłbym ich, choćbym wyginał ciało niczym kotka, dopóki mój seksowny przełożony nie zechce się nachylić. Albo umiejscowić mnie wyżej. Na blacie, na ścianie, na sobie. Gdziekolwiek. Niech tylko zajmie się mną, a nie kolacją. Ona przecież może poczekać, ja - niekoniecznie.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lis 29, 2015 12:29 am



Dokładnie znałem zamiary chłopaka. Jego dobór słów stał się dla mnie jedynie zwyczajnie oczywisty. Był przewidywalny. Był drażliwie przewidywalny, gdy zaczynała się jego ruja. Pamiętam, że nie cierpiałem jego charakteru, zbytniej uległości, jego odczłowieczenia. To wszystko było w nim jednocześnie odpychające jak i pociągające bowiem właśnie moją naturę pociągała jego. Oblizałem wargi i na zmianę począłem zaciskać zęby oraz rozluźniać szczękę. Patrzyłem się na niego spod przymrużonych powiek, by po chwili oderwać od niego wzrok i wbić go w dwa kieliszki, które zetknęły się właśnie z powierzchnią blatu. Wolałby mnie. Wolałby Alfę. Wolałby zaspokoić swoją cholerną naturę Omegi zamiast zjeść. Niecierpliwy typ.
 
Już otworzyłem usta, by się jakoś odezwać jednak w tym samym momencie ogarnęła mnie niepewność. Chłopak oderwał się od blatu, ja wciąż nieprzerwanie wbijałem swój wzrok w kieliszki. Zbliżył się, moje ciało samo odwróciło się w jego kierunku, pozwoliłem mu nawet zarzucić swoje ręce na moją szyję. Wciąż uparcie patrzyłem gdzieś w przestrzeń ponad jego prawym ramieniem. Odczłowieczenie. Zacisnąłem wargi w wąską linię i powoli, niespiesznie sunąłem spojrzeniem ku jego oczom. W końcu patrzyłem dokładnie wprost w jego tęczówki, gdy moje własne powoli zmieniały kolor z jednego na drugi. Wiedziałem to, widziałem w jego oczach. Pewien uśmiech zadrżał na mojej twarzy, jakby w niepewności.
  -Shane… –mruknąłem z jakimś ponurym rozbawieniem. -Shane –powtórzyłem.
 
Moja dłoń spoczęła subtelnie na boku chłopaka, sunąc powoli w dół, by znaleźć się między jego pośladkami, łagodnie gładząc tamto miejsce przez materiał spodni. Druga dłoń powoli wsunęła się na gardło dzieciaka. W kolejnej sekundzie palce obu zacisnęły się na obu fragmentach ciała Tyrella i poderwały go z ziemi.
Głowa chłopca uderzyła o wiszącą szafkę, gdy jego samego usadowiłem na, a raczej rzuciłem o blat, strącając na ziemie jeden kieliszek. Moja dłoń wciąż zaciskała się na gardle chłopaka, druga zaś gniotła materiał jego koszuli.
  -Tego chcesz? –wycedziłem, patrząc mu prosto w oczy i szukając w nich odpowiedzi, bowiem jego usta niekoniecznie przepuszczą w obecnej chwili jakikolwiek dźwięk. Obnażyłem na sekundę zaciśnięte zęby, by po chwili jedynie jeszcze przełknąć ślinę i w końcu mocno przylgnąć do warg Shane’a. Gniotłem jego usta swoimi własnymi nim posunąłem się do tego, by siłą wedrzeć się językiem do wnętrza. Puściłem jego szyję, a wolna dłoń powędrowała do jego rozporka. Zręcznie rozsupłałem jego część dolnej garderoby i już chwilę później szarpnąłem nią tak, by odsłonić nagą skórę ud chłopca.
Wciąż go całując, zsunąłem jego spodnie do kostek i zabrałem się za własną parę odzieży. Ta też szybko dała za wygraną.
Zręcznie poprawiłem Shane’a na blacie po czym pozbyłem się także jego bokserek. Nawet nie zawracałem sobie głowy tempem. I tak wszystko było zbyt wolne. Wszystko niewyobrażalnie się wlokło.
 
Omegi mają to do siebie, że naturalnie przystosowane są do wprowadzenie w swoje wnętrze gotowej Alfy. Ich organizm doskonale wie jak zachować się, gdy sytuacja przybiera podobny obrót. Żadnej Omedze wówczas nie jest potrzebny lubrykant czy jakieś czasochłonne przygotowania. Omegi są stworzone po to, by je pieprzyć.
Wszedłem w chłopaka na całą głębokość już za pierwszym razem, mocno wymierzając w jego prostatę. Omegi to zwierzęta. I niczym nie różnią się od ich Alf.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lis 29, 2015 1:21 am

Nie zdjąłem ze swej twarzy lekkiego, zupełnie jednoznacznego uśmiechu, gdy przyjemny, szorstki głos podrażnił moje uszy wypowiadając me imię w tak specyficzny sposób. Wiedziałem, że jest zniesmaczony. Zawsze był, gdy przychodziły te dni, a ja miałem podobne zdanie do niego. Nienawidziłem tych czterech dób przychodzących raz na trzy miesiące, ponieważ zmuszały mnie do kierowania się instynktami i zachowywania jak zwierzę. Degradowały mnie do tak niskiego poziomu, przysłaniały intelekt i nie pozwalały na zachowywanie rozsądku, czy jakiejkolwiek dumy. Byłem skłonny zrobić wszystko, by w zamian otrzymać zaspokojenie. Miałem o tyle dobrze, że moja Alfa nie obierała sobie za cel jeszcze większego upokarzania mej osoby. Niektórzy nie mieli tego szczęścia.
Westchnąłem cicho czując jeszcze większe gorąco, pojawiające się wraz z dotykiem męskich, doświadczonych dłoni na moim ciele. Oddech gwałtownie przyspieszył, a pośladki jak na zawołanie przylgnęły jeszcze mocniej do ręki błądzącej między nimi. Przymrużone oczy zdawały się błyszczeć, przybierając jeszcze cieplejszej, złotej barwy. Wpatrywałem się w Arthura już teraz do granic rozpalony i niemalże jęknąłem, gdy jego dłoń przesunęła po mojej szyi. Gdy się zacisnęła, nie powstrzymywałem pełnych uległości dźwięków opuszczających ściśnięte gardło.
Wszystko działo się tak szybko, a jednak nie oponowałbym przed jeszcze większą prędkością. Nie potrzebowałem gry wstępnej. Potrzebowałem pieprzenia. Dusiłem się, lecz to powodowało tylko większe podniecenie, a przymrużone, żarzące się oczy wyrażały nieme błaganie, zaglądając w te drugie - zielone, piękne i pochłaniające jak zawsze. Natychmiast odwzajemniłem zachłanny pocałunek, czując jak serce przyspiesza jeszcze bardziej na skutek coraz dotkliwszego braku powietrza. Nawet, gdy puścił moje gardło, nie miałem okazji do pochwycenia choćby jednego oddechu. Byłem mu całkiem poddany i nawet nie próbowałem protestować. Skądże. Choćby robił dużo gorsze rzeczy, byłbym wdzięczny, jeśli tylko doprowadziłby do spełnienia. Czułem się podle. A zarazem dobrze jak nigdy.
Głośno jęknąłem, a może nawet krzyknąłem, gdy Arthur bez ostrzeżenia, z impetem wdarł się do mojego wnętrza. Wbiłem swe paznokcie w jego ramiona, ukrywając zarumienioną na skutek gorąca i długiego braku powietrza, twarz w jego szyi. Moje jęki, westchnięcia i pomruki kierowane były wprost do jego ucha. Zachłannie oplotłem zgrabną talię szczupłymi nogami, przylegając jeszcze bardziej. Pogłębiając doznania. Odlatywałem, zupełnie, jakby ktoś w jednej chwili odebrał mi umysł. W tej chwili nie liczyło się nic poza Alfą i jego kutasem zatapiającym się coraz szybciej i coraz mocniej w moim wnętrzu. Nie kontrolowałem własnych reakcji, a moje paznokcie zdawały się nie zauważać jak bezlitośnie potraktowały bladą skórę mężczyzny.
Jęczałem, wiłem się, szukałem ustami warg Arthura. Przez chwilę nie byłem sobą, a jedynie słabą Omegą, wypełnioną instynktami pierwotnymi. Było mi tak dobrze. Tak idealnie. Kochałem gdy mnie pieprzył. Kochałem to tak bardzo.
Gdzieś między kolejnym jękiem a westchnięciem wyszeptałem jego imię, by tuż po tym spuścić się obficie wyginając się w lekki łuk i zaraz po tym znów bezsilnie opaść na ramiona Arthura, całkowicie zdając się na niego. W którymś momencie zarejestrowałem jak wysuwa się z mego wnętrza i również dochodzi. Posadzony z powrotem na blacie, podparłem się na dłoniach, zupełnie zamglonym wzrokiem szukając twarzy swojej Alfy. Starałem się uspokoić oddech. Wrócić do siebie i odzyskać mózg.
- Wybrudziłem cię. Przepraszam - mruknąłem, zeskakując powoli z blatu i próbując utrzymać się na widocznie drżących nogach. Właściwie wciąż drżałem. Absurdalnie miałem ochotę płakać. Chyba ze szczęścia. Dawno nie czułem się tak spełniony. Jakież to żałosne. Podciągnąłem spodnie, zapinając je nieco nieskoordynowanymi ruchami. Zbliżyłem się do mężczyzny, by powoli zdjąć z niego ubrudzoną koszulę i pochwycić ją w swoje ręce. Nie mogłem nie ulec pokusie przytulenia się do nagiego, rozgrzanego torsu. Przejechałem dłońmi po świeżych ranach na jego silnych barkach.
- Wezmę prysznic - poinformowałem, odrywając się od mężczyzny. Moje oczy zaczynały odzyskiwać zwyczajowy blask, a ciało powoli przestawało drżeć. Mogłem też jaśniej myśleć. Lepiej niż przez ostatnie dwa dni. Tyle zachodu o kilka minut przyjemności. Bycie Omegą to prawdziwe utrapienie.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:05 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lis 29, 2015 2:27 am



Szybko zagłębiałem się w jego wnętrzu, jeszcze szybciej cofałem się, tracąc gdzieś w międzyczasie kolejne sekundy, przestrzeń nas dzieląca. Stapialiśmy się w jedno. Jako Alfa pragnąłem w obecnym momencie jednego –spuszczenia się w jego wnętrzu, związania się, gdy nici mentalne są tak otwarte. Stworzenia pełnego mechanizmu z Omegą, powołania w nim życia. Zawsze tak było. O ile od związania się ze sobą mentalnie z łatwością potrafiłem go uchronić, tak wyjście z niego w odpowiednim momencie bowiem nijak się nie zabezpieczyliśmy –było stosunkowo niełatwym zadaniem.
W ostatniej chwili, gdy moje podniecenie osiągnęło najwyższy poziom, a chłopak wyszeptał moje imię w przerwie od swoich jęków –niemal zapragnąłem by dać mu za to nauczkę. Sam się prosił, a ja zbyt często dawałem się ubłagać. Tym razem jednak kosztowałoby to mnie zbyt wiele zachodu z usuwaniem ciąży u dzieciaka, który widział we mnie autorytet. Zgorszony perspektywą utracenia w jego oczach tej pozycji pewnie pozwoliłbym mu zachować dziecko, które niezbyt celowo otrzymało połowę moich genów. Zdecydowanie perspektywa odchowania w swoim domu małego potwora nie jawiło się w moich oczach najatrakcyjniejszym sposobem na spędzenie reszty życia.
Doszedłem więc poza chłopakiem, gdy on zrobił to na mojej koszuli. Niemal syknąłem z zirytowaniem, ale w porę się powstrzymałem. Byłbym niezwykłym hipokrytą, gdybym sobie na to pozwolił. Obrzuciłem jedynie siebie i chłopca nieco zdenerwowanym spojrzeniem. Przeprasza.

Pozwoliłem zabrać sobie koszulę. Ów powoli spłynęła po moich ramionach. Jej tył poznaczony był krwią, na co jedynie się uśmiechnąłem z przekąsem.
Z niejakim zaskoczeniem przyjąłem czułość jaką mnie obdarował Tyrell. Gdy mnie objął i przylgnął do mojego torsu, nie do końca wiedziałem jak w pierwszym momencie zareagować. Nie robiłem więc nic. Nic niepotrzebnego.
Skinąłem Shane’owi ostro, gdy oświadczył iz uda się pod prysznic i pozwoliłem mu odejść wraz ze swoją koszulą. Łazienka znajdowała się na wyższym piętrze. Tym razem nie odprowadzałem chłopaka nawet wzrokiem, ale jedynie szybko wspiąłem się po schodach, gdy ten zamknął się w łazience i zajrzałem do garderoby, szybko porywając stamtąd pierwszą lepszą część mniej oficjalnej garderoby. Wybór padł na ciemnoszary sweter. Naciągnąłem ów na nagi tors, na chwilę zatrzymując materiał nieco poniżej lewego żebra. Paskudnie zagojona blizna po ranie postrzałowej odcinała się kontrastowo na bladej powierzchni skóry. Obrzuciłem ją nieprzychylnym spojrzeniem i skryłem pod swetrem. W przeciwieństwie do większości własnych blizn –tej historię pamiętałem aż nadto dobrze.
 
Wróciłem na dół, do swojej kuchni. Pokroiłem wreszcie mięso, ułożyłem je ze współczuciem w garnku zalanym oliwą, dusiłem je wraz z ziołami i czosnkiem. Kolejne siedem minut minęło nim zalałem mięso rosołem oraz winem, czekając aż w garnku zacznie bulgotać. Tak też się stało, polędwica w tym samym momencie szybko znalazła się na patelni, by przez sześć minut jeszcze się podgrzewała. W ten sposób uduszone wcześniej mięso zarumieniło się oraz stało miękkie i różowe w samym środku. Polane krwistoczerwonym sosem skomponowało się na talerzu wraz z niewielkim kopczykiem dyniowego puree.
Talerz ustawiałem na stole w jadalni akurat w momencie, gdy na dole pojawił się Shane.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lis 29, 2015 3:25 am

Znalazłszy się w łazience, wrzuciłem koszulę Arthura do kosza na pranie, wcześniej jedynie przemywając pozostałości po mym orgazmie i jego krwi, aby nie pozostawiły plam. Z przeciągłym, zmęczonym westchnięciem niespiesznie zsunąłem z siebie ciuchy irytująco klejące się do rozgrzanego, spoconego ciała. Nie mógłbym założyć ich na siebie raz jeszcze i wcale nie zamierzałem tego robić. Wszedłem równie mozolnie pod prysznic, odkręcając zimną wodę i oparłem się o kafelki, przymykając umęczone oczy. Mój oddech zdołał już całkiem się uspokoić, tak samo jak drżące do tej pory ciało. Zaczynałem trzeźwo myśleć.
Przytuliłem się do niego. Oczywiście był to odruch wywołany niczym innym, jak zwykłym otępieniem przez nadmiar wrażeń zafundowanych przez mężczyznę. W normalnych okolicznościach nie pomyślałbym o tym, by szukać podobnych czułości. Nie zaskoczyło mnie to, że brunet nie zareagował. Już nie raz po seksie wtulałem się w jego ramiona, albo odpoczywałem, szukając jego ciepła. Nigdy nie reagował, a ja wcale niczego od niego nie oczekiwałem. To była tylko normalna reakcja mej natury, szukającej schronienia w kimś, od którego czuła się uzależniona. Tak bardzo jej nie znoszę. Choć ma swoje zalety.
Pomimo tego, że przed kilkoma chwilami otrzymałem spełnienie, a obecnie stałem pod zimnym strumieniem, wciąż odczuwałem lekkie napięcie i wiedziałem, że nie zniknie ono przez następne kilka dni. Gdyby jeden numerek wystarczył, miałbym się z czego cieszyć. Ale było zgoła inaczej. Wciąż byłem nienasycony, a plusem jest jedynie to, że nim znów nie będę w stanie myśleć o niczym innym jak tylko o seksie, minie trochę czasu, który będę mógł poświęcić dla swego najdroższego mózgu cierpiącego katusze wraz ze mną.
Stałem tak kilka minut, by przez następne dwie dokładnie się wymyć i już całkiem szybko spłukać pianę, gdyż muszę powiedzieć, że lekko zmarzłem. Wolałem jednak nie ryzykować puszczaniem ciepłej wody. W tym domu znajdowało się wystarczająco dużo powodów, przez które byłoby to złym pomysłem. Przede wszystkim jeden, prawie dwumetrowy i przyciągający niesamowicie samym swym zapachem.
Machinalnie przejechałem dłonią po szyi, na której jeszcze niedawno zaciskała się dłoń Arthura. Brutalnie. Boleśnie. Ostatnio było tak samo, bo był zdenerwowany. Kiedy mam ruję, zawsze tak jest. Nigdy mi to nie przeszkadzało i zastanawiałem się, czy to całkiem normalne. Był moim pierwszym i jedynym Alfą, czy w ogóle człowiekiem, któremu pozwoliłem się we mnie zatopić. Nawet gdyby robił coś powszechnie uważanego za niepoprawne, nie wiedziałbym o tym. Ale przecież wszystko co robił ze mną Arthur, zawsze mi się podobało. Szczególnie teraz. Teraz nie mógłbym wymagać od niego czegokolwiek. Chciałem się po prostu pieprzyć. Raz za razem. Nieustannie. Okropne.
Wyszedłem spod prysznica, łapiąc za ręcznik i wycierając się nim niezbyt dokładnie. Drugim miarowo przetarłem włosy, które zaraz swobodnie ułożyły się wokół mej głowy, pozwalając pojedynczym kropelkom na ściekanie wzdłuż ramion. Uniosłem delikatnie brwi, widząc na szafeczce nieopodal ciuchy, których wcześniej tu nie było. Pogrążony we własnych myślach, nawet nie zauważyłem gdy wszedł, by je tu zostawić. Uśmiechnąłem się zdawkowo i zaciągając się znajomym zapachem, przywdziałem niebieską koszulę, sięgającą mi aż do kolan. Sceptycznie spojrzałem na spodnie, chwytając je w swoje ręce. Parsknąłem w niepewnym rozbawieniu. Równie dobrze mógł ich tu nie przynosić. Wszedłbym w jedną nogawkę a jeszcze zostałoby trochę luzu. Nie wspomnę już o ich długości. No i znów doskonale wiedziałem, że było to jedno z jego celowych zabiegów.
W lepszym nastroju, spokojniejszy niż pół godziny temu, zszedłem z powrotem do kuchni, zaciągając się ładnym zapachem przygotowanego przez Arthura jedzenia. Dopiero teraz poczułem jak bardzo jestem głodny i jak na zawołanie, zaburczało mi w brzuchu. Oprócz swego obfitego śniadania, zjadłem dzisiaj aż dwa krakersy. Jeżeli tak dalej pójdzie, matka wyśle mnie do psychiatry z podejrzeniami anoreksji. Nie byłoby problemu, gdybym miał takiego Arciego na wyłączność w swojej kuchni. Albo biurze. Tak, najlepiej w biurze, jak dawniej. Tam było jego miejsce, a nie z psami jako... treser. Skrzywiłem się nieznacznie na tę myśl. Nie przyzwyczaję się do nowej roli społecznej mego jedynego, niepodważalnego autorytetu.
Odziany jedynie w koszulę, z mokrymi włosami i wyjątkowo ładnie pachnący, musiałem wyglądać jak dziecko. Rozczulający widok, ot co. Wolałem się na tym nie skupiać i nawet nie zerknąłem na Arciego, by odkryć w jaki sposób on na to spogląda. Usiadłem przy stole, z sympatią wpatrując się w przygotowane przez niego jedzenie. Tak, odczułem silny przypływ sympatii do tej biednej, zarżniętej krówki, która skończy w moim żołądku. Zerknąłem na gospodarza, posyłając mu lekki uśmiech.
- Ładnie pachnie - zauważyłem, chwytając sztućce, by skosztować pierwszego kęsa. Było pyszne, ale i tak nie sądziłem, że zjem całość. Porcja była zbyt duża jak na mój niepojemny żołądek. - I smakuje - dodałem z uznaniem, poprawiając się na siedzeniu, w wyniku czego usiadłem po turecku. I tak tonąłem w arthurowej koszuli, w związku z czym nie pokazywałem przy jedzeniu tego, czego nie trzeba. Ziewnąłem niekontrolowanie, wzrokiem szukając kawy, którą sobie wcześniej przygotowałem. Ostatecznie zatrzymałem go na winie, którego nalałem do dwóch kieliszków. Upiłem łyka, rozpoznając przyjemny smak. Oblizałem usta odstawiając kieliszek.
- Mógłbyś zostać moim kucharzem Arci - rzuciłem z lekkim przekąsem, zajadając się przygotowanym przez mężczyznę żarciem. - To byłoby lepsze niż... - Mój instynkt samozachowawczy chyba zapomniał, że w ogóle istnieje. Zaśmiałem się niewesoło, ucinając temat. Mimo, że nie rozmawialiśmy tyle czasu, to było raczej oczywiste, że mój drogi przełożony nigdy nie marzył o posadzie tresera psów. Moja docinka była nader bezczelna, choć wcale nie miała. Zbyt długo się nie widzieliśmy. Codet nie był Crawfordem.
- Dostałem dziś nową sprawę. - Szybka zmiana tematu była dobrą opcją. Arthur nie był tak podrzędnie myślący, by obruszyć się tym, iż wciąż pozostaję w sferze zawodowej. - Jakiegoś psychopaty - dodałem od niechcenia, wbijając widelec w kawałek smacznej krowy. Musiałem o czymś mówić. Przerywać ciszę, która sprzyjała pojawieniu się napięcia. Nie byłem w stanie opanowywać swych żądzy, gdy warunki temu nie sprzyjały. A chciałem zjeść w spokoju, przynajmniej tyle ile mogłem.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:05 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lis 29, 2015 2:02 pm



Miałem ochotę przeciągle westchnąć, gdy Shane nagle pojawił się tutaj w kuchni prawie nagi, ociekający wilgocią, niemal prosząc się o to żebym znowu pozwolił swojej Alfiej części mózgu dojść do głosu. Powstrzymałem się od westchnienia, jedynie patrzyłem jak zajmuje miejsce, jak jego blade kolana błyszczą bielą w świetle bladych lamp.
W drodze po kieliszki, postanowiłem podwyższyć temperaturę na dolnym piętrze o kolejne dwa stopnie, psując tym samym stałą dopuszczalną w moim domu. Skrzywiłem się na tą myśl.
 
Postawiłem przed chłopcem kieliszek i usiadłem na swoim miejscu. Pierwsze danie pozwoliłem sobie zlekceważyć. W końcu Shane i tak nie zjadłby wiele, a ja nie miałem dużo czasu na przygotowanie go wskutek pewnych czynników, które zaistniały głównie z inicjatywy chłopca.
Poza Alfą, Shane budził we mnie w obecnym stanie iście ojcowski instynkt. Zawczasu często mu się to zdarzało, gdy jeszcze miałem z nim styczność w pracy. W biurze zawitał na praktyki mając siedemnaście lat. Szybko nawiązała się między nami nić porozumienia, równie prędko Shane się stał moim obiektem zainteresowań. Faktem było, że nawet zanim sam przyznał mi, że jest Omegą –doskonale o tym wiedziałem. A gdy ta informacja była w mojej dyspozycji oficjalnie –nie mogłem już dłużej ukrywać się za przebraniem Bety. Nieważne jednak jakiej płci był poza rują. Zawsze wzbudzał we mnie cechy powszechnie uważane za te lepsze. Stawałem się przy nim czymś innym.
Skinąłem uprzejmie chłopakowi, gdy ten przyznał, że jedzenie przygotowane przeze mnie smakuje mu.
 
Rozlał wino do obu kieliszków. Nie miałem mu tego za złe.
Zastanawiałem się nad mnogością możliwych skutków picia przez niego tak wiele kawy jednego dnia. W końcu będzie żałował. Powinien zatroszczyć się o swoje zdrowie. Nikt nie zrobi tego za niego odkąd jestem dalej, odkąd chłopiec zmuszony został stać się mężczyzną. Najwyższy czas.
Shane ponownie postanowił się odezwać, a ja skrzywiłem się lekko na dźwięk niefortunnie brzmiącego zdrobnienia mojego imienia. Zaraz po tym jak zbeształem go samym wyrazem oczu, sięgnąłem po wino, nieco niechlujnie rozlane, bez dbałości o istotne szczegóły, ilość alkoholu w kieliszku, układ pojedynczych strużek. Nieważne jednak jak rozlane, wino to zawsze smakowało wyśmienicie. Upiłem łyk, rozsmakowując moje kubki w jednym zaledwie łyku. Bukiet ewoluujący, z początku skórzany i ziemisty, przechodzi w dobrą owocowość, spod znaku pestkowych i leśnych jagód. Elegancja tego wina była niepodważalnie wyczuwalna. Wrodzone łakomstwo nie pozwoliło mi jedynie poprzestać na jednym łyku. Gdy brałem zaś drugi, chłopiec właśnie zmieniał temat rozmowy na bezpieczniejszy, ten dotyczący pracy. Zerknąłem więc w jego kierunku, słuchając co ma do powiedzenia. Jednym spojrzeniem dałem mu znak by kontynuował podczas, gdy chętnie go wysłucham w tej kwestii. Poza tym, jestem prawie pewien, że starsi pracownicy biura już odprowadzają młodszego mężczyznę od tej pory zawistnymi spojrzeniami. Jego kariera nabierała coraz większego rozpędu. Niestety, nam ponad przeciętnie utalentowanym ludziom życie sprzyjać nigdy nie zwykło.
  -Psychopaty? –spytałem, by upewnić się, że zasłyszane słowo jest tym, którego chłopak użył świadomie. Osobowość dyssocjalna to schorzenie, które klasyfikuje się do wpisania w profil sprawcy. Zastanawiam się czy Shane już takowy stworzył.
 
Nabiłem kawałek mięsa na widelec i włożyłem go śmiało do ust, by leniwie zacząć go przeżuwać i oczekiwać w tym samym czasie odzewu ze strony chłopca. Zboczenie zawodowe nakazywało mi w obecnej sytuacji interesować się szczegółami, a chłopak przecież nie mógłby mi tego odmówić.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lis 29, 2015 5:39 pm

Przez chwilę czułem jak na mnie patrzy. Z pożądaniem. Oczywiście, świadomość tego, że nie mam nic pod jego cienką koszulą nie mogła pozostać obojętną. Szczególnie teraz, gdy wszystko we mnie miało na celu przyciągnąć Alfę, nawet jeżeli sam nie robiłem absolutnie nic, by tak się działo. Na tyle zgrabnie, na ile mogłem, skupiłem się na myśleniu o ważniejszych sprawach. Próbowałem ignorować naturę, choć ta nieprzerwanie domagała się wzmożonej uwagi.
Widząc zainteresowanie dawnego przełożonego sprawą, o której wspomniałem, uśmiechnąłem się kącikami ust, przez chwilę się w niego wpatrując. Zaraz jednak wróciłem spojrzeniem do jedzenia, które jadłem powoli i ze smakiem, licząc na to, że mój żołądek zdoła pomieścić wszystko. Nie chciałem marnować czegoś co wyszło spod dłoni Arthura, tym bardziej, że było naprawdę dobre. Jak zawsze.
- Mhm - mruknąłem na potwierdzenie, przez chwilę pogrążając się we własnych myślach. - Ostatnimi czasy jest o nim głośno. Rozcina ludziom brzuchy, powodując, że wszystkie wnętrzności wypływają na wierzch. - Wpakowałem do buzi kolejny niewielki kawałek mięsa. - Nie mówi się o tym, że robi to na żywca. - Uśmiechnąłem się lekko, wciąż wlepiając pełne skupienia spojrzenie w jedzenie. Dopiero po chwili podniosłem je na Arthura, chcąc upewnić się, że ma ochotę słuchać dalej. Upiłem łyk wina, by za chwilę kontynuować.
- Przejąłem tę sprawę po... - Zmarszczyłem brwi, drapiąc się odruchowo po boku głowy. - Nie pamiętam nazwiska. Był z innego sektora. Właściwie nie wiem dlaczego została przekazana mi, choć mogę się domyślać. Facet pominął bardzo dużo rzeczy. Nawet błędnie uznał, że nie ma powiązania czasowego. W jego zapiskach jest wiele błędów i niedopatrzeń - rozgadałem się zupełnie niezamierzenie, jednak wiedziałem, że Codeta interesują takie rzeczy. Na pewno nie miał mi tego za złe. Uśmiechnąłem się z większym entuzjazmem, odstawiając kieliszek. - Jak go tam nazwali? Ach, pomazaniec. Samozwańczy sędzia. - Zaśmiałem się cicho, być może zbyt zadowolony z tego czym przyszło mi się zajmować. - Najprawdopodobniej jest to jeden człowiek. Psychopata, albo niespełniony artysta, choć właściwie, te dwie rzeczy się pokrywają. Jest, delikatnie mówiąc, intrygujący - skwitowałem z niewymuszonym uśmiechem i lekko zamyślonym, rozmarzonym spojrzeniem. Jak na mnie, ekscytacja była nader widoczna. Wróciłem do jedzenia.
- Jutro przejdę się zbadać miejsca zbrodni. A raczej miejsca, gdzie znaleziono ciała. Nie zdziwiłbym się, gdyby mój poprzednik coś przeoczył. Może nawet się z nim skontaktuję. - Zamilkłem już całkiem, zerkając na swego towarzysza, by odczytać w jego postawie stosunek do tejże sprawy. Czekałem aż się do niej odniesie, na tyle na ile może. Nie  wdawałem się w szczegóły, gdyż obowiązywała mnie tajemnica służbowa. Niestety, Arthur nie był już dłużej upoważniony do słuchania o takich rzeczach, choć wielce nad tym ubolewałem. I tak powiedziałem mu więcej, niż wiedzą inni, dalej jednak zamierzałem się pilnować.
Trochę na przymus dojadając resztę dania, zająłem się popijaniem wina. Zrobiło się gorąco. Powinienem uważać, gdyż niestety natura pokarała mnie wybitnie słabą głową. Jeden kieliszek do obiadu powinien być jedynym, który wypiję, dlatego też robiłem to oszczędnie.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Nie Lis 29, 2015 8:24 pm



Gdy chłopak rozpoczął tym jednym zdaniem, już doskonale wiedziałem o kogo może chodzić. Cóż, rzeczywiście nie da się ukryć, że o tych morderstwach i poszukiwaniach podejrzanego jest głośno. Policja krąży wokół niczego, nie ma pojęcia czego szukać, profil sprawcy nie zgadza się z każdym kolejnym mylącym doborem ofiar.
Następne spostrzeżenie nie zaskoczyło mnie zbytnio bowiem media wprowadzały przy tego typu sprawach wiele cenzury, by nie siać niepotrzebnej paniki wśród narodu.
Zainteresowany tym, co chłopak ma jeszcze do powiedzenia na temat utajnionych akt policyjnych –patrzyłem na niego, uważnie przyglądając się jego twarzy.
Moje brwi lekko podskoczyły do góry, gdy chłopiec wspomniał o niekompetencji poprzedniego właściciela sprawy, o którym nie powinienem potrafić wiele powiedzieć. Dlatego jedynie wyraziłem swoje politowanie dla jego niedopatrzeń, zgadzając się w tej kwestii z chłopakiem, który powiedział to głośno.
 
Uśmiechnąłem się subtelnie z niejakim rozbawieniem, gdy moich uszu dotarło chwytliwie brzmiący pseudonim mordercy.
  -Christos –odparłem niemal do samego siebie.-Krzyże świętego Andrzeja na ich czołach to litera „X”. –dodałem. Apostoł Andrzej był pierwszym uczniem Jezusa, świadkiem cudu rozmnożenia chleba i ryby. Iks na jego czole był symbolem męczennictwa.
 –Morderca identyfikuje się z Synem Bożym, a swoje ofiary z Apostołem Andrzejem. –Uśmiechnąłem się z niejakim przekąsem i upiłem łyk wina. Trafna dedukcja, nawet w to nie powinienem wątpić. Niestety, Shane też wydawał się nie mylić.
Kolejne słowa chłopaka znów wywołały we mnie chęć poznania szczegółów akt policyjnych, do których nie miałem dostępu.
  -Niespełniony? –spytałem z niedowierzaniem. –On się spełnia na swoim kolejnym etapie. To inna forma sztuki… –westchnąłem cicho. –Jego dzieła ewoluują razem z nim. –Upiłem kolejny łyk wina. –Wystawia je na pokaz. Jest z nich dumny. Ale nic nie udaje mu się za pierwszym razem. Dąży do ideału, a gdy osiąga coś bliskiego perfekcji –pokazuje –mówiłem, starym zwyczajem uzupełniając dedukcje chłopaka. –Będzie zabijał dopóki nie dojdzie do  uosobienia piękna jego obrazów, ale to się nie stanie.
Przygryzłem w rozweseleniu wargę i wstałem od stołu by sprzątnąć spod nosa puste talerze. Zatrzymałem się wpół pochylony nad chłopakiem.
-Gdy tam będziesz, szukaj jego podpisu –mruknąłem mu wprost na ucho i zabrałem naczynie, by udać się z obydwoma do kuchni, umieścić je w zmywarce i wrócić.
-Zastanawiałeś się może nad tym, jakiej jest płci? –spytałem, gdy znów pojawiłem się po drugiej stronie rozległego salonu, w części jadalnej.


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Czw Gru 03, 2015 1:20 am

Gdy tylko Arthur otworzył swe karmazynowe usta, skupiłem całą uwagę na nim i dokładnie wsłuchałem się w każde słowo. Wiedziałem, że może mieć wiele bo powiedzenia, bo i ja sam mało rzekłem, tym samym dając mu duże pole do popisu. Oczywiście wiedziałem i wywnioskowałem znacznie więcej niż to, czym uraczyłem swego niegdysiejszego partnera, tudzież mentora. Nie zamierzałem jednak zanadto się rozgadywać i miałem ku temu kilka powodów. Pierwszym, choć nie najważniejszym było to, że obowiązuje mnie tajemnica i na dobrą sprawę nie powinienem nawet o tej sprawie z Arthurem rozmawiać. Ale nie przesadzajmy - kilka lat pracowaliśmy razem i to jemu zawdzięczam wszystko, co do tej pory osiągnąłem. Wiem, że jest w stanie mi pomóc i wiem, że zasługuje na zaufanie, którym z pewnością go darzę. W obliczu tego człowieka, tajemnica służbowa nie wydawała się tak ważna, jaką mogłaby być w styczności z kimś innym. Miałem lepsze powody. Jednym z nich jest zwykła ciekawość. Ciekawość tego ile jest mi w stanie powiedzieć mając jedynie ogólny zarys sytuacji. No i najważniejsze... Czas się usamodzielnić. Nie mogę wiecznie polegać na Arthurze i dobrze to wiem. Tą sprawą chciałem zająć się sam i dopóki mogę, zamierzam się tego trzymać. Nie jestem już niedoświadczonym siedemnastolatkiem, którym byłem, gdy się poznaliśmy. Trzymam głowę na karku i wiem co robię, nawet jeśli teraz jestem zbyt rozkojarzony, by faktycznie to okazać. W każdym razie - miałem najlepszego nauczyciela jaki mógł mi się przytrafić, dlatego nie spieprzę okazji, która wpadła w moje ręce. Mogłem się wykazać i udowodnić, że wiedza, którą przelał we mnie mężczyzna rozwija się, a jego wysiłki nie poszły na marne. Byłem zdeterminowany.
Z uznaniem pokiwałem głową, upijając powoli mały łyk wina. Z iskierkami podniecenia w oczach zaglądałem w zielone tęczówki, słuchając przyjemnego głosu z należytą uwagą. Dokładnie. Moja dedukcja wyglądała tak samo. Przepełniło mnie uczucie satysfakcji, ponieważ Arthur mówił to, co już wcześniej sam wywnioskowałem. Nie myliłem się i byłem na swój sposób dumny, gdyż stan mego umysłu dzisiejszego dnia pozostawiał wiele do życzenia. Wciąż pozostawia.
Uśmiechnąłem się delikatnie, gdy mężczyzna odniósł się do następnych moich słów. Lubiłem go słuchać. Ten głos i ten ton. Skupienie i wylewająca się mądrość - fascynowały mnie niezmiennie od kilku lat. To już raczej się nie zmieni. Gdy znalazł się tak blisko, zadrżałem lekko, bezwstydnie wciągając jego męski, wspaniały zapach. Zrobiło mi się jeszcze cieplej.
Podpis. Oczywiście, że tak. Jest to podstawa w każdym śledztwie i choć mój poprzednik takowego nie dostrzegł, niespecjalnie mu ufam. Ponadto, jakiż artysta nie podpisałby się pod swoim dziełem?
- Dlatego właśnie nazwałem go niespełnionym artystą. - Odezwałem się dopiero, gdy trzydziestodwulatek skończył mówić. Nie śmiałbym w końcu mu przerywać. - Pospolite formy sztuki go nie interesują. Nie był w stanie spełnić się jako artysta na gruncie, na którym działa większość z nich. Znalazł więc swój osobisty sposób tworzenia sztuki. Ale to również nie jest odpowiednie. Nie jest doskonałe. Szuka w swych dziełach tej doskonałości, lecz wciąż czegoś im brakuje. Tak jak powiedziałeś, "to się nie stanie", dlatego wciąż pozostanie niespełniony. - Dopiłem wino, które pozostało w kieliszku i płynnym ruchem odstawiłem naczynie na stół. - Ale to nie wszystko. On się bawi. Bawi się ludzkim strachem, bólem i emocjami, które się z nich wylewają wraz z wnętrznościami. - Ułożyłem głowę na oparciu kanapy, przymykając na chwilę oczy. Palcami rozmasowałem grzbiet nosa, licząc, że to w jakiś sposób pomoże w nieprzyjemnej ociężałości oczu.
Uchyliłem powieki i oderwałem głowę od kanapy, gdy usłyszałem pytanie. Przeciągnąłem się, by zaraz po tym położyć się wzdłuż kanapy i podłożyć dłonie pod głowę. Wpatrzyłem się w sufit.
- Oczywiście - odpowiedziałem, myśląc nad tym, co zdążyłem dziś przeanalizować. - Mój poprzednik wpisał, że prawdopodobnie jest to mężczyzna. Zgadzam się z tym, choć nie sądzę, by był mężczyzną samym w sobie. Uważam, że to Alfa, lecz wciąż są to tylko przypuszczenia niepoparte wystarczająco jasnymi faktami. - Nie tłumaczyłem skąd nasunął mi się taki wniosek, gdyż na tę chwilę nie czułem takiej potrzeby. Moja myśl względem płci sprawcy miała swoją podstawę, jednakże nie podpierał jej na tyle mocny filar, abym mógł rozwijać temat. Nie lubię mówić o rzeczach, które są do tego stopnia niepewne. A na tę chwilę nie mogłem powiedzieć za wiele. Dopóki sam nie zajmę się w pełni tą sprawą i nie przebadam jej od początku sam, wolałem nie wyciągać pochopnych wniosków i nie przymykać sobie oczu na rzeczy, które mógłbym w ten sposób przeoczyć. Od jutra poświęcę się temu w pełni i stworzę profil sprawcy od początku. Nie potrafiłbym opierać się na tym co stworzył ktoś inny. Nawet jeśli chodzenie po miejscach zbrodni samemu nie wydaje się dobrym pomysłem podczas rui, to nie jestem w stanie zwlekać. Christos... Wielce mnie zaintrygował. Czułem się wręcz podniecony jak nigdy. Zamierzam rozwiązać tę sprawę i poznać rzekomego Zbawiciela. Jestem tak bardzo ciekaw. Nie mogę się doczekać.
Gorąco. Cholernie gorąco. Przejechałem dłonią po szyi - taki nawyk. Nawet nie wiem, kiedy go nabrałem, lecz dopiero niedawno uświadomiłem sobie jak często to robię. Zupełnie odruchowo. Wzdychając krótko, podgiąłem rękawy arthurowej koszuli i wyciągnąłem ręce nad głowę, układając się wygodniej, przy czym jedyny materiał, który miałem na sobie uniósł się na wysokość ud, ledwie zakrywając strategiczne partie ciała. Czułem ciepło na twarzy, spowodowane rozgrzewającą lampką wina, które swoją drogą sprawiło, że stałem się nieco bardziej senny. A jednocześnie dużo mocniej pobudzony. Znów.
Arthur...


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Pią Gru 04, 2015 12:00 am




Dolałem sobie wina, kieliszek Shane’a zostawiłem jednak nienaruszony. Chłopak ma słabą głowę. Nie tylko dlatego, że jest Omegą. Po prostu jest lżejszy, delikatniejszy i raczej niekoniecznie wprawiony w piciu.
Najwyraźniej moje spostrzeżenia pokrywały się z tymi, które wysnuł chłopiec. Uśmiechnął się bowiem, usatysfakcjonowany i mogłem mieć jedynie nadzieję, że chłopak przy tej sprawie rozwinie swoje możliwości umysłowe do potencjalnego maksimum. Był zdolny, nieco czasami zbyt eksponował swoją wyższość w tym zakresie. Rzadko jednak zdarzało się iż ktokolwiek szukał w nim wroga. Shane nadrabiał sympatycznym uśmiechem, gdy sytuacja tego potrzebowała, delikatnymi rysami i płcią. Omegi były zwyczajnie same w sobie na pewien sposób elektryzujące, pociągające  i hipnotyzujące. W gruncie rzeczy –sam dałem się skusić temu kwiatkowi.
Pozwoliłem pewnemu zbłąkanemu uśmiechowi osiedlić się na chwilę obecną w kąciku moich ust. Ów wyraz wywołały we mnie słowa Tyrella dotyczące strachu i preferencji mordercy.
  -Nie bawi się nimi –mruknąłem z lekkim rozweseleniem. –Planuje wszystko od początku do końca. Nie ma w tym miejsca na „zabawę” –dodałem, mrużąc oczy na chłopaka. –Końcowy efekt go cieszy, bo wie, że zrobił to wszystko niemal doskonale.
 
Chłopak wydawał mi się od początku wyraźnie senny i zmęczony. Wskazówki zegara wskazywały na punkt siódmą wieczorem, za oknem jednak panowała już grząska ciemność. Okna przyjmowały na siebie pojedyncze krople deszczu, gdzieś tam przez uchylone okno dało się słyszeć szum targanych przez wiatr drzew. Oczywiście, jedynie jako Alfa potrafiłem tak dobrze usłyszeć wszystko, czego wszyscy inni nie mogli. Alfy to urodzeni drapieżnicy, stworzeni, by chronić słabszych, rozszarpywać gardła, chwytać obce zapachy nieprzyjaciela, by zawczasu zjeżyć sierść na karku. By osłonić sobą stado.
 
Podniosłem kieliszek do ust, by upić kolejny łyk, gdy chłopak stwierdził, że to Alfa. Pierwsza myśl, ta najbardziej wytarty i nasuwająca się w sposób niemal nachalny schemat. Któż inny byłby zdolny do tak okrutnego zabójstwa? Alfa.
  -Jak go sobie wyobrażasz? –spytałem, zwracając na niego swoje spojrzenie. Kierowany byłem czystą ciekawością. –Jest przystojny? –Stanąłem nad nim i spojrzałem na chłopca z góry. –Ma partnera? –mruczałem dalej, unosząc brwi, jakbym oczekiwał odpowiedzi, a nie próbował wywołać w chłopcu coraz większe podniecenie. –Jak pachnie? –kontynuowałem. Nachyliłem się nad chłopcem delikatnie i przejechałem spojrzeniem po całej jego sylwetce. –A może jest tylko żałosnym kawałkiem gówna, którego nikt nie chciał? –Tutaj zaraz po tym jak odstawiłem kieliszek wina na stół, kolano swoje ulokowałem między nogami chłopaka, by po chwili na wpół zawisnąć nad nim i zacząć taksować jego uroczą twarzyczkę wygłodniałym wzrokiem. –Jesteś zmęczony. Połóż się w sypialni –mruknąłem i musnąłem jego policzek opuszkami palców. Przejechałem nimi wzdłuż linii delikatnie zarysowanej szczęki, by zatrzymać się na jego podbródku. W następnym momencie zbliżyłem się do jego twarzy jeszcze bardziej, by zamknąć jego usta w długim pocałunku. Gdy tylko przerwałem ów pieszczotę, natychmiast wstałem z kanapy i poczekałem aż chłopiec również się podniesie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Wto Gru 08, 2015 6:23 pm

Przez chwilę pozwoliłem swej twarzy odzwierciedlić lekkie zaskoczenie wywołane słowami Arthura. Zerknąłem na niego spod delikatnie przymkniętych powiek, analizując dogłębnie każde jego słowo, aż w końcu uśmiechnąłem się lekko i znów wlepiłem spojrzenie złotawych oczu w sufit.
- Nie... - mruknąłem cicho, nie zdejmując z buzi błąkającego się na niej nieznacznego, tajemniczego uśmieszku. - To jest forma zabawy. Właśnie dlatego, że nie może w pełni przewidzieć reakcji ludzkich. Nie może wpłynąć na wyraz ich twarzy. Na to jak będą odzwierciedlać swoje emocje. "Niemal doskonałe"... - Zaśmiał się krótko. - ... bardzo dobrze powiedziane. - Moje słowa były zaledwie zlepkiem rozrzuconych po głowie myśli, skrótami myślowymi, które niekoniecznie mógłby zrozumieć drugi człowiek. Wiele mógłbym powiedzieć, lecz wyselekcjonowałem jedynie pojedyncze hasła dotyczące mych zawiłych przemyśleń. Wiedziałem, że nie muszę strzępić języka, by Arthur zrozumiał co mam na myśli. Był w końcu typem człowieka, który potrafił wnikać w umysły i robił to doskonale. Rozumiał przestępcę lepiej niż ja i prawdopodobnie tak już pozostanie, gdyż mój analityczny umysł nie został stworzony do badania psychiki. Musiałem nauczyć się tej umiejętności i ponieważ jest nabyta, nie zaś wrodzona, nigdy nie będzie tak doskonała jak u mego dawnego przełożonego. Ale zawsze się starałem i zawsze osiągałem wyznaczone cele, dlatego też potrafiłem rozpatrzyć wiele sposobów, w jakie może działać psychika mego nowego obiektu zainteresowania. Dzięki temu również w jakiejś części potrafiłem zrozumieć jego artyzm. Wszystkiego nauczył mnie Arthur. Tak bardzo chciałem to wykorzystać i pokazać efekty teraz, gdy mam do tego okazję. Nie spieprzę tej sprawy. Z pewnością.
Ocknąłem się z lekkiego zamyślenia słysząc głęboki głos mężczyzny popijającego wino. Moje oczy znów skierowały się w jego stronę, a brwi ledwie, delikatnie uniosły się w reakcji na jego pytanie. Jak go sobie wyobrażam? Tak. Przystojny.
Nieświadomie, delikatnie przymrużyłem oczy, wpatrując się jak zahipnotyzowany w Arthura, który wreszcie pojawił się nade mną. Odruchowo oblizałem lekko zaschnięte wargi. Partnera... Wiedziałem co robi, a mimo to nie potrafiłem się oprzeć. Sam dźwięk jego głosu i ta pozornie nieszkodliwa bliskość wyjątkowo mocno oddziaływały na moje ciało. Pełne dwuznaczności, ukrytego przesłania krótkie pytania przyprawiały mnie o przyjemne ciarki na całym ciele.
Przymykając delikatnie oczy z lubością wciągnąłem przyjemny zapach Alfy, gdy ta się nachyliła. Pachnie pięknie... Idealnie. Seksownie. Oczywiście - przez chwilę zapomniałem kogo właściwie dotyczą te pytania. Mój umysł znów opanowała niepowstrzymana żądza. Musiałem uchylić usta, ponieważ gorąco stało się nie do wytrzymania, a oddech samoistnie przyspieszył i nawet nie wiem, w którym momencie mu się to udało.
Ocknąłem się z lekkiego transu, gdy usłyszałem zdanie treścią znacznie odbiegające od poprzednich. Kąciki moich ust ledwie widocznie powędrowały ku górze. Nie odpowiadając, zapatrzyłem się na twarz mężczyzny, którego noga w obecnym momencie przyprawiała mnie o podniecenie znacznie większe niż jeszcze przed kilkoma sekundami. Jego wygłodniałe spojrzenie sprawiało, że miałem ochotę sam rzucić się na pełne, karmazynowe usta. Nie zrobiłem tego, zupełnie jakby zabrakło mi odwagi. Sparaliżowany przez jego przeszywające spojrzenie, leżałem z rozchylonymi ustami, drżąc delikatnie, choć jeszcze do niczego tak naprawdę nie doszło. Westchnąłem z uwielbieniem już gdy tylko delikatnie pogładził mój policzek. Pragnąłem jego dotyku. Odchyliłem minimalnie głowę czując dłoń na swoim podbródku. Zerkając spod przymrużonych powiek przymglonymi oczami na przystojną twarz, próbowałem nie zwariować. Jęknąłem wprost w miękkie wargi, gdy te tylko przylgnęły do moich i gorliwie odwzajemniłem pocałunek. W ciągu tych kilku, dłużących się sekund, stanąłem na skraju podniecenia.
Niemalże jęknąłem cierpiętniczo, gdy wszystko to zniknęło. Jego bliskość, zapach, wargi, jego ciepło... Rozpalony do wszelkich granic, posłusznie podniosłem się z miejsca i bez zwlekania podążyłem do sypialni, w której bynajmniej nie zamierzałem spać. Nie teraz. Wiedziałem, że Arthur również nie zamierza.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Wto Gru 08, 2015 8:02 pm



Chłopiec stwierdził własne zdanie ja zaś jedynie wzruszyłem nieznacznie ramionami, jakby umykając dalszym dyskusjom na ten temat. Może ma racje? Zapewne nie dowiemy się dopóki nie zapytamy samego przedmiotu naszych rozważań. Mordercy.
 
Uśmiechnąłem się leniwie, gdy chłopak poddał się moim drobnym manipulacjom jego bogatej wyobraźni. Nie śmiałbym zaprzeczyć temu, że nie zrobiłem tego specjalnie wcale nie mając też na celu doprowadzenia Shane’a na skraj świadomości otaczającego go świata. Ruja miała swoje zabawne strony. Omegi były wtedy wyjątkowo…smaczne. Ich skóra, wszystko smakowało w ustach niebywale dobrze. Nęciły nie tylko zapachem, wyglądem i feromonami. Były doskonałe pod każdym względem. Nawet ich ślina zawierała w sobie coś, co jeszcze skuteczniej umilało z nimi bezpośredni kontakt. Tym trudniej było się powstrzymać, gdy taka Omega chodziła bezbronna po ulicy, niezwiązana i lekkomyślna. Dokładnie tak jak Shane. Nie chciałem się o niego martwić. To było kłopotliwe. Tak samo jak kłopotliwe było pilnowanie go na każdym kroku, gdy jeszcze musiałem robić to właściwie zawsze.
 
Chłopak tchnął mi prosto w usta, wyraźnie podniecony samymi sugestiami zastosowanymi na nim przeze mnie. Uśmiechnąłem się widząc rezultat swoich działań.
Chwyciłem chłopca za łokieć, gdy ten wstał, a ja nie byłem pewien czy utrzyma równowagę. Zaprowadziłem go po schodach, asekurując go możliwie jak najbardziej dyskretnie. Mógłbym z łatwością zanieść go do tej sypialni, jego waga nie stanowiła dla mnie żadnego problemu. Był nawet zbyt lekki, kruchy i sypki. Ale przecież nie wypadało go żałować. Nie zwykłem żałować kogokolwiek. Dlatego właśnie nawet nie proponowałem podobnej pomocy.
 
  -Shane –odezwałem się, gdy wreszcie dotarliśmy do sypialni, a chłopak usadowił się na materacu. Powoli zbliżyłem się do niego i ukucnąłem przed nim, układając ramiona po obu stronach jego ud.. Spojrzałem mu prosto w oczy. Wciąż były tak samo hipnotyzujące i piękne.
  -Musisz znaleźć tego mordercę i uratować ludzi –odparłem, zaglądając uważnie w te cudowne tęczówki. –Tacy ludzie jak on nie powinni zbyt długo pozostawać na wolności –dodałem. Zamilkłem na dłuższą chwilę po czym podniosłem się z kucek i wstałem, górując nad chłopcem.
 
Pchnąłem jego ramię delikatnie, sugerując mu położenie się na materacu. Gdy to się stało, wszedłem na łóżko, a zawisnąwszy nad jasnowłosym przylgnąłem natychmiast do jego ust. Moja dłoń odnalazła jego smukłe udo. Palce przesuwały się powoli w górę po miękkiej skórze chłopca. Napotykając po drodze materiał przydługiej koszuli, bez przeszkód wsunęły się pod nią, podwijając ją znacznie i odkrywając to co wcześniej miała zasłonić.
 
Moje usta przemknęły przez subtelną linię szczęki chłopca i wkroczyły na obszar wrażliwej szyi, nie zaprzestając swojej wędrówki. Powoli całowałem ciało Shane’a i jednocześnie rozpinałem tę nieszczęsną koszulę. W międzyczasie pozbyłem się własnego górnego odzienia.
Zdjąłem z chłopaka jedyne ubranie jakie na sobie miał i wypuściłem je z dłoni poza granicą łóżka, by opadło z cichym szelestem na podłogę. W tamtej chwili nakazałem także Tyrellowi przewrócić się na brzuch. Sięgnąłem dłonią do szafki, by odszukać w niej prezerwatywy.
Już po chwili obsypywałem zniecierpliwionymi pocałunkami jedynie kark Shane’a, zsuwając z siebie także spodnie i pośpiesznie rozrywając opakowanie z gumką.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Wto Gru 08, 2015 11:41 pm

Arthur podtrzymywał mnie, starając się robić to na tyle dyskretnie na ile mógł. Chronił mnie. Obecnie przed zwykłym upadkiem, bo chwiejne, drżące nogi jasno wskazywały na to, że nie jest on taki znowu niemożliwy. Dbał więc o to, by nie stała mi się krzywda, a ja jako ta słabsza, poddana jednostka, w ogóle nie oponowałem, dając mu możliwość tej opieki. Nie wiem co przeważało, czy zadowolenie z tego tytułu, iż ma chęć do zajmowania się mną, co za czym idzie - zależy mu na moim bezpieczeństwie, czy może frustracja, ponieważ istniała możliwość iż nie dojdę poprawnie o własnych siłach przed drzwi sypialni. Byłem wdzięczny, że nie postanowił przyspieszyć całego procesu przy użyciu swojej siły, tj. po prostu wnieść mnie na górę. Nie zniósłbym tego. Nie lubiłem czuć się do tego stopnia słaby. I nie byłem. Zazwyczaj.
W końcu pojawiliśmy się w sypialni. W końcu - bo mój stan sprawiał, iż każda sekunda ciągnęła się w nieskończoność, a każdy schodek zdawał się mierzyć co najmniej kilka kilometrów. Gdy przekroczyliśmy próg pokoju, w którym zapewne zwykł spać Arthur, stałem się jeszcze bardziej niecierpliwy. Czułem jak atmosfera zagęszcza się jeszcze bardziej wraz z samym pojawieniem się łóżka, które oprócz spania, kojarzyło się tylko z jednym. Niepodtrzymywany już przez mężczyznę, wolnym krokiem udałem się w kierunku tegoż mebla, by po chwili swobodnie na nie opaść. Usiadłem na brzegu. Oparłszy się dłońmi o materac, uniosłem spojrzenie na bruneta siląc się na stonowany uśmiech. Wygłodniałego, pełnego niehamowanego pożądania spojrzenia nie starałem się już powstrzymywać. Arthur nie musiał nawet zaglądać w moje oczy, by czuć jak bardzo jestem podniecony i dobrze o tym wiedziałem. Ja również czułem, gdy on znajdował się w podobnym stanie, choć z całą pewnością nie tak wyraźnie jak Alfa.
Zamruczałem cicho, gdy jego męskie dłonie zetknęły się z chudymi, odsłoniętymi udami. Z lekkim zaciekawieniem zaglądałem w szmaragdowe oczy, gdy Arthur postanowił nawiązać do tematu, jaki poruszaliśmy do niedawna. Nie powiedziałbym, by był to najodpowiedniejszy moment na takie rzeczy, ale mimo wszystko próbowałem skupić się na każdym jego słowie i tak jak wszystkie inne - dobrze zapamiętać. Uśmiechnąłem się delikatnie, emanując zaskakującym spokojem i byłem niemalże pewien, że w moich oczach odzwierciedliła się wyraźna determinacja. Przebijała się nawet poprzez wszelkie wyrazy uległości i pragnień.
- Z pewnością go znajdę - wyszeptałem, zaglądając głęboko w zielone oczy. Teraz nawet gdybym jakimś cudem zwątpił i miał ochotę się poddać, nie mógłbym tego zrobić. Złożyłem deklarację jedynej osobie, której za wszelką cenę nie chciałbym nigdy zawieść. Znajdę i złapię przestępcę sprawiając, że jedyną formą sztuki jaką będzie mu dane tworzyć, staną się pojedyncze kreski wyryte w zimnych ścianach celi. Ale teraz... Teraz wolałem skupić się na nas. Na tym jak bardzo pragnę, by mnie dotykał, pieścił, całował, by skupiał się tylko i wyłącznie na mnie. A ja na nim. Arthur był teraz jedynym pragnieniem, na jakie mogłem sobie pozwolić. Przysłaniał wszystko inne. Tak po prostu.
Uzależnienie...
Bez żadnego oporu ułożyłem się na miękkim posłaniu, gdy nakłoniła mnie do tego duża, męska dłoń. Przymknąwszy delikatnie powieki, napawałem się arthurowym zapachem i jego wyczuwalną bliskością. Spod zasłony gęstych, czarnych rzęs, obserwowałem jego twarz, przynajmniej dopóki nasze usta nie złączyły się w głębokim pocałunku. Zamknąłem oczy, wszystkie zmysły poddając jemu. Wszystko skupiało się na nim. Jedynym co krążyło po mojej głowie był Arhur i nieziemska przyjemność. Mimo, że przecież zaledwie się całowaliśmy.
Wzdychając cicho w usta mężczyzny, kierowany zwykłym odruchem rozchyliłem delikatnie nogi, umożliwiając silnej dłoni lepsze dojście. Drżałem wyraźnie, być może zbyt mocno. Moje ciało nader intensywnie reagowało na delikatne pieszczoty swojej Alfy. A przynajmniej chciało sądzić, że to jego Alfa.
Nie wstrzymywałem tych wszystkich dźwięków, które samoistnie opuszczały rozchylone usta, gdy miękkie, wilgotne wargi przesuwały się po wrażliwej, jasnej skórze. Odchyliłem głowę spragniony jeszcze więcej tych pocałunków. Czułem jak do oczu znów wzbierają się łzy. Łzy. Przyjemność. Było mi zbyt przyjemnie. Stan w którym się znalazłem był... dziwny. Czułem się wyjątkowo dobrze. Na mojej zarumienionej twarzy błąkał się lekki uśmiech. Jak wyglądałem? Nie chciałbym wiedzieć.
Łakomie chłonąłem spojrzeniem każdy skrawek nagiej skóry Arthura, którego koszula spoczęła gdzieś nieopodal "mojej". Z żalem oderwałem wzrok od tego wspaniałego widoku, by zgodnie z wolą Alfy, położyć się na brzuchu. Układając jeden z policzków na miękkiej poduszce, przymglonym spojrzeniem próbowałem dostrzec twarz mężczyzny. Słysząc charakterystyczny dźwięk rozrywanego opakowania, skrzywiłem się lekko i uniosłem na dłoniach, by całkowicie odwrócić głowę w stronę Arthura. Posłałem mu pełne sprzeciwu, proszące spojrzenie i uchyliłem usta, by wyrazić swój protest głośno. W porę się powstrzymałem. Ściągnąłem brwi przystrajając twarz w wyraz lekkiego żalu i zrezygnowania, po czym znów opadłem policzkiem na poduszkę, a potem jak grzeczna, posłuszna Omega, zgiąłem kolana i wypiąłem pośladki w stronę gotowej Alfy.
Z głośnym jękiem zacisnąłem dłonie na pościeli, gdy wdarł się do środka. Już nawet nie potrafiłem myśleć o tym jak bardzo nienawidzę tego lateksowego ustrojstwa. Liczyło się to, że Arthur jest w moim wnętrzu i choć wolałem czuć w pełni tylko jego, nie zaś niekoniecznie pożądany przedmiot, który nas oddzielał, nie potrafiłem zaprzeczyć, iż wciąż było mi nieziemsko przyjemnie. Tak bardzo, że znów całkiem się w tym zatraciłem, nie kontrolując żadnych swych reakcji, jęków, westchnięć i warg, które szeptały lub wykrzykiwały jego imię.
Jestem niemalże pewien, że doszliśmy w niemalże tym samym momencie.
Bezsilnie opadłem na łóżko, chowając wyschnięte usta w poduszce. Uspokajałem oddech, a przynajmniej próbowałem to zrobić. Po kilku chwilach, z cichym pomrukiem obróciłem się na bok, by wciąż zamglonymi oczyma spojrzeć na mężczyznę. Ze słabym uśmiechem podziwiałem rozpalone ciało Arthura. Mój oddech nieznacznie się unormował, a zmysły i umysł zdały się wrócić na odpowiednie miejsce. Machinalnie przeniosłem spojrzenie na zegarek oplatający mój lewy nadgarstek. Po dziewiątej.
- Powinienem już jechać - mruknąłem wciąż wyssany z życia, wtulając się nader mocno w poduszkę. Mógłbym teraz po prostu zasnąć. Ale musiałem wrócić do domu i położyć się we własnym łóżku. Jutro mam pracę. Zamierzałem oczywiście wrócić autobusem, jako że zarówno ja jak i Arthur jesteśmy po alkoholu. Myśl o tym, że mógłbym zostać u niego nawet nie nawiedziła mojej głowy. Nawet przez moment. Wykluczyłem podobną możliwość nim w ogóle śmiała dać o sobie znać.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sob Gru 17, 2016 10:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   Sro Gru 09, 2015 12:43 am



Czując na sobie karcący wzrok chłopaka, zmarszczyłem brwi z początku nie rozumiejąc jakim cudem posyła mi to spojrzenie, gdy przecież sam wie do czego służy prezerwatywa. Zrozumiałem jednak po chwili, że była to tylko manifestacja niechęci względem gumki, a nie realny protest przeciwko zakładaniu jej. Shane szybko jednak dał za wygraną, przestał patrzeć na mnie jakbym nie potrafił go w tej chwili zrozumieć i tak jakbym to ja jemu robił coś złego. Nie było innego wyjścia. Nie mam na tyle silnej woli, by przynajmniej spróbować wyjąć w porę siebie z chłopca. Nie chciałem ryzykować.
 
Mimo całego podniecenia jakie odczuwałem w obecnym momencie, do tego stopnia, że zaczynało to boleć, z moich ust niemal wydostało się westchnienie. Mógłbym przysiąc iż na moją twarz wkradło się coś w rodzaju zbolałego wyrazu, gdy Shane tak ostentacyjnie wystawił mi swoje wejście. Rzuciłem sufitowi zrezygnowane spojrzenie i chwyciłem chłopca delikatnie za biodra , by wbić się głębiej nakierowanym członkiem.
Chcąc zachować nieco więcej człowieczeństwa w tym bestialskim obrządku rżnięcia dla rżnięcia –zacząłem wchodzić w Shane’a powoli, nie tak jak ostatnio, gdy pozwoliłem się ponieść podnieceniu, szczególnie dużemu bowiem spotkaliśmy się pierwszy raz po długiej przerwie, pierwszy raz od tego czasu zrobiliśmy to.
Wiedziałem jednak, że kontrola nie potrwa długo. Moje oczy już zapewne przybierały ciemniejszy odcień, ruchy bioder stawały się coraz mniej spokojne i gwałtowne czego dowodem było żałośnie poskrzypujące łóżko. Shane wydawał zdecydowanie zbyt wiele zachęcających dźwięków.
 
Doszedłem z cichym westchnięciem na ustach, zagłuszonym jękami rozkoszy chłopca. Wyszedłem z niego, patrzyłem jak opada bezsilnie na łóżko. Sam po kilku sekundach, gdy odzyskałem jasność myślenia, wstałem z materaca i okrążyłem go, by wyjąć z niewielkiej lodówki mieszczącej się przy wejściu na taras butelkę zimnej wody. Położyłem ją obok wymęczonego Shane’a. Przycupnąłem na brzegu materaca i odgarnąłem ze swojego czoła wilgotne kosmyki. Dopiero wtedy zorientowałem się, że gdzieś w tym zamęcie zniknęły także moje okulary bowiem nie znajdowały się na moim nosie ani nigdzie w zasięgu mojego wzroku. Wypatrywałem ich przez krótka chwilę nim w jednym momencie wezbrało we mnie coś na podobieństwo oburzenia słowami Tyrella, którego w następnej sekundzie piorunowałem wzrokiem.
  -Nie kpij sobie ze mnie w ten sposób –wymruczałem szorstko i natychmiast wstałem z łóżka, by udać się w kierunku garderoby celu ubrania na siebie czegokolwiek. Nie powiedziałem już ani słowa więcej bowiem temat uważałem za zakończony. Shane w tym stanie nigdzie stąd się nie wybiera i powinien przynajmniej zdawać sobie sprawę z tego jak niedorzecznie zabrzmiał.
 
Zniknąłem za drzwiami garderoby, tam włożyłem na siebie pierwsze lepsze ubrania jakie znalazłem. Padło na czarną koszulkę oraz szare bokserki. W dłoń ująłem także aksamitny, biały szlafrok.
Wyszedłem z garderoby, Shane’a zastałem w łóżku. Wciąż odpoczywał, a ja miałem nadzieję, że zdecyduje się pójść spać.
Stanąłem w uchylonych drzwiach tarasu, oparłem się ramieniem o framugę i wbiłem zaciekawione spojrzenie w nagie ciało chłopaka.
  -Powinieneś się lepiej odżywiać –zacząłem. –I przestać pić tyle kawy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]   

Powrót do góry Go down
 
Des Moul [boy/boy; 2os.; omegaverse; kryminał; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: