IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Wto Paź 27, 2015 5:48 pm



Will okazał się być jednym z bardziej małamównych ludzi, jakich miałem okazję spotkać w życiu. Prowadząc mnie przez spowity półmrokiem korytarz nie zaszczycił mnie jednym słowem czy chociażby spojrzeniem. Domyśliłem się, że chłopak o pustym spojrzeniu i licznych bliznach na twarzy musiał pełnić ważną funkcję wśród Lunatyków. Sam fakt, że znajdował się tak blisko przywódcy gangu dał mi sporo do myślenia. Z pewnością Quill nie wykorzystywałby do pomocy byle kogo. Nie potrzebowałem dłuższej rozmowy, by dotarło do mnie, że lider był osobą lubiącą mieć przy sobie jak najlepszych ludzi. Praktycznie odmówił konwersacji ze mną, póki nie przekonał się o tym czy aby na pewno był wart poświęcenia mi czasu. Może nie była to postawa świadcząca o szacunku do mojej osoby, mimo to, podobała mi się. Facet nie tracił czasu na zbędne dyskusje, rzadko spotykałem ludzi, którzy nie nadużywaliby słów.
-Jeździłeś kiedyś? – Will rozwiał moje ewentualne wątpliwości co do tego czy przypadkiem nie był niemową. Oparł się o czarny motocykl wlepiając we mnie przesiąknięte nieufnością spojrzenie. Czyżby ludzie tutaj próbowali w jakiś sposób mnie nastraszyć ? Musiałem przyznać sam przed sobą, że nie widziałem większej różnicy między osobami z gangu Białych Kruków, a Lunatykami między, którymi się znajdowałem. Na rękę był mi jedynie fakt, że nie byłem tu narażony na obecność szymasiastego chłopaka Sky. Znów poczułem jak na samą myśl o nim w moich oczach pojawia się żądza nienawiści. Czy udałoby mi się powstrzymać, gdyby wczoraj nie odciągnęła mnie od niego grupka chłopaków ze szkoły ? Miałem co do tego poważne wątpliwośći, nie pamiętałem kiedy ostatnią czułem podobną furię.
-Trochę – odpowiedziałem szacując wzrokiem stojący za mężczyzną pojazd. Nie potrzebowałem zbędnych objaśnień. W końcu bzdurne regułki nie zdawały się na nic w obliczu niebezpieczeństwa. Podczas akcji nie myślało się o wklepywanych w głowę zasadach, jedyne co się wtedy liczyło to umiejętność działania –Daj spokój, podaj mi ten adres i paczkę i miejmy to już z głowy – powiedziałem. Will powolnym ruchem sięgnął po niewielkie kartonowe pudełko po czym umieścił je w bagażniku motoru. Szacując mnie wzrokiem odszedł od pojazdu. Naprawdę zaczynało mnie to denerwować. Może koleś był w jakimś gangu, ale nie zmieniało to tego, że w każdej chwili mogłem mu przyłożyć. Z kolejnym spojrzeniem miałem na to jeszcze większą ochotę.
-Wystaw rękę – powiedział wyciągając z kieszeni spodni marker. Otworzył go wkładając zatyczkę między zęby.
-A może tak proszę? – rzuciłem z sarkazmem powoli tracąc cierpliwość. Chłopak wyciągnął zatyczkę z pomiędzy warg chowając ją z powrotem do kieszeni.
-Naraziłeś się przywódcy Kruków i jeszcze próbujesz pyskówek ? Skoro tak bardzo zależy ci na szacunku z naszej strony, to się zamknij, rób co masz do zrobienia i pokaż, że na niego zasługujesz. Ręka – patrząc na niego ze złością wyciągnąłem dłoń przed siebie. Nie mówiąc nic więcej drobnymi literami nabazgrał na mojej ręce adres, pod który miałem się udać. Przeczytałem wyryte markerem kodując je w umyśle.
-Lepiej dla ciebie żebyś nie rozwalił motoru – odezwał się Will odsuwając się od pojazdu.
-Lepiej dla ciebie, żebym nie rozwalił ci mordy – odparłem nawet na niego nie patrząc. Czułem, że niejednokrotnie dojdzie między nami do spięć. W tej chwili jednak najwyraźniej obydwoje skończyliśmy. Mężczyzna nie oglądając się w moją stronę, wrócił do budynku, ja natomiast wsiadłem na motor. Minęło już trochę czasu od mojej ostatniej jazdy. Skupiłem się na samochodach, motor służył mi raczej do szybszego poruszania się po mieście. Nigdy nie wiązałem z nim większych planów. Doskonale zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że był znacznie mniejszy od samochodu, a tym samym nadawał się do przedzierania przez naprawdę niewielkie przestrzenie. Odpaliłem silnik mimowolnie uśmiechając się słysząc pomruk jaki wydawał. Nie musiałem podnosić wzroku znad prędkościomierza, by wiedzieć, że przyglądało mi się kilka par oczu. Ani trochę mnie to nie speszyło. Pojechałem kilka metrów do przodu rozkoszując się lekkością z jaką poruszał się motor. Dostrzegając patrzącą na mnie dziewczynę o rudych włosach, podjechałem bliżej i zatoczyłem kółko wokół niej.
-Lubisz się popisywać, co? – spytała odgarniając włosy rozwiane przez wzburzone powietrze.
-Jeszcze nie zacząłem – powiedziałem błyskając na nią zębami po czym nie oglądając się ruszyłem ścieżką prowadzącą do wyjazdu z siedziby Lunatyków. Z każdą mijającą sekundą rozpędzałem się coraz bardziej. Czułem wiatr szalejący w moich włosach z taką siłą jakby chciał rozwiać wszsytkie myśli kłębiące się w mojej głowie. Najwyraźniej mu się to udawało, gdyż z każdym pokonanym kilometrem liczyło się dla mnie coraz mniej. Widzałem prowadzącą przed siebie drogę, czułem prędkość dodającą mi skrzydeł. Chociaż na moment z mojego życia zniknęła Mia, Hope, Marcus, rodzice, Sky... Zniknęło to wszystko co roznosiło mnie od środka, jakby na świecie nie istniało nic poza mną i prowadzoną przeze mnie maszyną. Nachyliłem się bardziej dostosowując do motoru. Szum wiatru roznosił się po mojej wolnej od wszelkich myśli głowie. To było jak oczyszczenie, chwila, której tak bardzo potrzebowałem. Wraz z nasilającą się prędkością zostawiałem za sobą wszystkie bezsensowne, naszpikowane kłamstwami słowa, które słyszałem przez lata, całą tę cholerną tęsknotę za osobami, które pojawiły się w moim życiu, tylko po to, by za chwilę z niego zniknąć. Zostawiałem swoje błędy, pomyłki i rozczarowania. Nie chciałem zwalniać i pozwolić by znów mnie dogoniły.
Kątem oka dostrzegłem jadący za mną motor, nie umknął mojej uwadze niewielki kruk wygrawerowany na pojaździe. No tak, w końcu coś musiało stanowić problem dla dostawców Lunatyków. Byłem już na tyle daleko od siedziby gangu, że nie dziwiło mnie pojawienie się jednego z członków Białych Kruków. Poczułem jak na moich ustach pojawia się ekstatyczny uśmiech. Czyżby zapowiadał się mały wyścig? Czułem jak adrenalina pulsuje w całym moim ciele w chwili, gdy zacząłem jeszcze bardziej zwiększać prędkość. Jadący za mną Kruk zrobił to samo nie zdając sobie jednak sprawy z jednego szczegółu. Przed nami znajdowała się ślepa uliczka przed, którą należało wykonać ostry skręt. Skąd to wiedziałem ? Najzwyczajniej w świecie znałem to miejsce, paczkę miałem dostarczyć pod kościół, który kilkanaście lat temu postanowiliśmy przyozdobić wraz ze Sky. Wąska ścieżka znajdująca się kilka metrów przed kamienną ścianą odcinającą drogę pojazdom miała zapewnić mi szybki przejazd do wyznaczonego miejsca. Oczywiście pod warunkiem, że nadal tam była. Jakby z oddali dochodził do mnie krzyk rozsądku mówiący o tym, że w tej chwili ryzykowałem swoje życie, w końcu nie miałem pojęcia czy droga była przejezdna. Buzująca we mnie adrenalina nie dopuszczała jednak racjonalizmu. Liczyło się działanie, nie myślenie. Z tą świadomością wykonałem ostry skręt, który miał pomóc mi zgubić jadącego za mną członka Białych Kruków, a także zapewnić szybsze dotarcie na miejsce. Poczułem jak motor odbija się od nierównomiernej ścieżki. Nie miałem pewności czy goniącemu mnie Krukowi udało się w porę wyhamować, wiedziałem, że zderzenie z kamienną ścianą nie mogło skończyć się dla niego dobrze. Myśl ta jednak dość szybko uleciała z mojej głowy. Zacząłem zwalniać jednocześnie czując resztki adrenaliny w moim ciele. Pulsowały mi skronie, zabawne, ale dopiero w tym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że nie miałem na sobie kasku. Czułem się jakbym wracał do świata, od którego udało mi się odciąć. Zatrzymałem motor dostrzegając szczupłą, damską sylwetkę stojącą pod kościołem. Zsiadłem z pojazdu nadal doświadczając pulsowania w głowie.
-Dostawa – powiedziałem sięgając do zabezpieczonego bagażnika i wyciągnąłem z niego paczkę. Dziewczyna ubrana w czarne skórzane spodnie i taką samą kurtkę wyciągnęła dłonie przed siebie.
-No nieźle – powiedziała biorąc ode mnie paczkę –Ciebie jeszcze tu nie widziałam. Czyżbyś był jakimś nowym znaleziskiem? – w świetle bijącym od latarnii dostrzegłem dziko czerwoną szminkę odcinającą się od jasnej skóry kobiety.
-Najwyraźniej. Chociaż określiłbym siebie innym słowem – powiedziałem obdarzając czarnowłosą uśmiechem.
-Pomyślę nad tym. Jestem Evelyn – powiedziała w chwili gdy ponownie wsiadłem na motor. Skłamałbym mówiąc, że obchodziło mnie jej imię. Jedyne czego w tej chwili pragnąłem to ponowne odpalenie motoru i zatracenie się w jeździe.
-A ja muszę jechać – odparłem po czym ponownie ruszyłem przed siebie, tym razem jednak inną trasą. Wolałem nie ryzykować spotkania innego z członków Białych Kruków.
Droga powrotna pozwoliła mi na ponowne doznanie niesamowitego uczucia związanego z jazdą. W tej chwili nie potrafiłem zrozumieć jakim cudem wcześniej uważałem, że żyłem, skoro nie czułem czegoś podobnego. Zatrzymałem motor w tym samym miejscu, w którym udostępnił mi go irytujący Will.
-Już wróciłeś? – zsiadłem z motoru czując lekkie zawroty głowy.
-Jak widzisz – rzuciłem w stronę rudej dziewczyny, z którą rozmawiałem jakiś czas wcześniej. Nie tracąc czasu wbiegłem do budynku, w którym czekali Quill i Sheila. Dziewczyna gestem nakazała bym był cicho, widząc Quilla rozmawiającego przez telefon zrozumiałem o co jej chodziło. Podszedłem jednak bliżej opierając się o blat stołu.
-Kazałem ci być z powrotem za dwie godziny – odezwał się Quill zaledwie sekundę po tym jak odłożył słuchawkę –Uwinąłeś się w jakieś czterdzieści minut – powiedział, a na jaego twarzy pojawił się pełen uznania uśmiech –Nieźle, nie spodziewałem się tego
-Tak, nawet nie rozbiłem motoru – odparłem rzucając znaczące spojrzenie w stronę Willa.
-Właśnie takich osób nam potrzeba. Póki co zajmiesz się dostarczaniem paczek, zobaczymy co będzie później. Skąd masz doświadczenie w jeździe? – spytał.
-Brałem udział w wyścigach. Tak właściwie co jest w tych paczkach?
-Spokojnie chłopaku, wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. Póki co możesz wracać do domu. Ty też Sheila, dobra robota – były to ostatnie słowa jakimi uraczył mnie dzisiejszego dnia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Wto Paź 27, 2015 8:13 pm




Film skończyłam oglądać mniej więcej w okolicach północy. Przez ostatnie kilka godzin nie musiałam zastanawiać się nad tym, co zrobić. Z mojej głowy uleciało wszystko, co w tym momencie mogło mnie zdołować i dzięki temu się zrelaksowałam. To była ta jedna rzecz, której ostatnio mi brakowało, a której wreszcie doświadczałam. Wyłączyłam w końcu laptopa, odstawiłam na biurko i poszłam pod prysznic. Wskoczyłam pod prysznic, następnie przebrałam w pidżamę i w końcu byłam gotowa do spania. Zanim jednak oddałam się w objęcia Morfeusza, złapałam pluszaka, który kiedyś należał do Liama i położyłam go na właściwe miejsce. Dopiero potem wskoczyłam do łóżka i poszłam spać. Chyba pierwszy raz od kilku dni udało mi się zasnąć tak szybko i bezproblemowo. Wreszcie naprawdę odpoczywałam, kiedy spałam i nie miałam żadnych męczących koszmarów.
Z samego rana obudził mnie budzik i nawet nie sprawiło mi problemów wstanie. Byłam wyjątkowo wyspana i miałam nadmiar czasu, więc nie spieszyłam się z ogarnięciem. Wzięłam przyjemny, poranny prysznic, narzuciłam na siebie czerwoną, koronkową bieliznę i ruszyłam do szafy, żeby coś wybrać. Wybrałam kremową, luźną bluzkę na ramiączka i bez dekoltu, liliową spódniczkę z falbankami i dopasowaną idealnie do figury oraz taką torebkę. Dalej wybrałam złoty naszyjnik w kształcie koła i metalowy, botki w podobnym odcieniu i bransoletkę. Następnie zrobiłam sobie mocny makijaż, wreszcie wyglądając jak człowiek (w przeciwieństwie do kilku ostatnich dni) i zeszłam na śniadanie. Od razu rzuciło mi się w oczy, że nie było przy stole Claire, a zawsze była.
- Claire nie wróciła? – spytałam Raven, która popijała zapewne kawę z mlekiem ze swojego ulubionego kubka. Miała na sobie leginsy i białą tunikę, co zapewne przy wyjściu podkreśli jeszcze szpilkami. Tak jak zwykle miała stonowany makijaż na twarzy i zaspanymi jeszcze oczami wpatrywała się w stół z jedzeniem.
- Nie, pewnie zanocowała u chłopaka – odpowiedziała ciemnowłosa, a ja uśmiechnęłam się i włączyłam czajnik. Po kilku minutach zajadałam się kanapką z wielką ilością warzyw i popijałam wszystko herbatą Earl Grey, której smak uwielbiałam.
Wychodząc z mieszkania wzięłam ze sobą ubranie na zmianę, na zajęcia taneczne, sprawdziłam czy wszystko mam i już po chwili jechałam motorem w stronę akademii. O ile wczoraj wieczorem mogłam sobie dać na luz i zapomnieć o wszystkim, o tyle teraz niestety trzeba było wracać do rzeczywistości. Musiałam w najbliższym czasie spotkać się z Derrenem, pogadać z nim, odciąć się od gangu i dopiero wtedy kierować się do swojego przyjaciela. Miałam naprawdę wielką nadzieję na to, że jednak odmówił dołączeniu do Lunatyków. Dobrze znałam ten świat i nie chciałam, żeby Styles się w niego wplątywałam. Na początku jest fajnie, nie zaprzeczam. Dostrzega się zgranie grupy, jest rodzinna atmosfera i przyjemne spotkania. Później jednak to się zmienia. Zwłaszcza wtedy, kiedy trzeba w końcu brać się do roboty. Nielegalne wyścigi, handel bronią, handel informacjami, biznes pornograficzny…To wszystko psuje cały efekt, a trzeba pilnować się na każdym kroku. Jeden niewłaściwy ruch i możesz stać się wrogiem agresywnych osiłków, którzy nie mają litości. Naprawdę nie miałam pojęcia jak ja dam radę zniknąć z tego świata, ale musiałam. Nie mogłam tam tkwić, kiedy wiedziałam już czego tak naprawdę chciałam.
Zaparkowałam na swoim standardowym miejscu i pierwszym co rzuciło mi się w oczy był jeden z Kruków. Wywróciłam tylko teatralnie oczami i skierowałam się do niego, żeby dowiedzieć się po co się tutaj pojawił. Rozejrzałam się także w poszukiwaniu Derrena, ale na całe szczęście nie było go w pobliżu. Najwidoczniej bardzo dobrze zrozumiał to, co napisałam w wiadomości.
- Hej – przywitał się Sean, spoglądając na mnie tymi swoimi pustymi, szarymi oczami. Czasami mnie zastanawiało czy on nie był przypadkiem pustą w środku skorupą. Zachowywał się tak, jakby nie miał własnego rozumu. Jedynie wykonywał rozkazy.
- Lunatycy wrócili do handlu narkotykami na naszym terytorium – podjął, a ja uniosłam jedną brew ku górze i zacisnęłam zęby. Nie podobało mi się to. Derren jasno dał im do zrozumienia, że mogą sobie to świństwo sprzedawać, ale tylko u siebie. Od terenów Białych Kruków mieli trzymać się z daleka (tak, miałam w tym swój udział, lider szybko zgodził się na moją prośbę na samym początku naszej podróży jako para).
- Gdzie tym razem?- spytałam bardzo niezadowolona z tego, że w ogóle zdecydowali się zrobić coś przeciwko nam.
- Przy kościele była wymiana. Mają też nowego członka – czerwony alarm, miałam ochotę w tym momencie coś rozwalić. Jednak na szmata Sheila zdecydowała się wykorzystać Liama. Jak ona śmiała zrobić coś takiego? Przecież do jasnej cholery dałam jej ostrzeżenie! I Styles…Dlaczego się w to wplątałeś? Czy nie mówiłam ci, że mam zamiar odciąć się od tego świata, żeby móc normalnie żyć? Czemu musiałeś zrobić coś takiego?
- Była bezpośrednia konfrontacja? – spytałam, po czym podniosłam wzrok na mężczyznę i spojrzałam na niego zimno.
- Nie, został wysłany za nim Thomas. Leży teraz na oddziale intensywnej terapii … - moje oczy zwiększyły się do wielkości pięciozłotówek i już chciałam coś powiedzieć, ale powstrzymałam się. Ogarnęłam się także i spuściłam wzrok. Mimowolnie zaczęłam przygryzać skórkę prawej ręki, starając się zrozumieć co się wydarzyło.
- Walka?
- Nie, rąbnął w ścianę, w ślepym zaułku. Tamten w porę skręcił, musi mieć wysokie umiejętności – Liam? Wysokie umiejętności w jeździe na motorze? Niby to nie powinno mnie zaskakiwać, ale jednak…Przyczynił się do tego, że ktoś wylądował przez niego w szpitalu? Potraktował kogoś w taki sposób i to bez większych przeszkód? Jakim cudem? Przecież on taki nie był.
- Zgaduję, że mam obserwować Sheilę w szkole? – spytałam i wcale nie musiałam widzieć kiwnięcia głową, żeby mieć świadomość, iż właśnie o to chodzi mojemu chłopakowi. On był strasznie przewidywalny. Jeśli nie zmieni taktyki, to niedługo straci tereny. Tylko czy mnie to w jakiś sposób obchodzi?
- I kazał przekazać, że jest mu przykro.
- Akurat – prychnęłam, po czym odwróciłam się i oddaliłam od miejsca, kierując na zajęcia. Następnie ruszyłam za swoją grupą do szatni, przebrałam się w rzeczy do tańca i poszłam na salę. Wszyscy zaczęli sobie robić na własną rękę rozgrzewkę, więc uznałam, że nie będę gorsza. Splotłam mocno włosy w kucyka, postawiłam wodę gdzieś z boku i zaczęłam rozciągać każdy mięsień swojego ciała, żeby nie narobić sobie żadnych kontuzji. Starałam się nie spoglądać nigdzie oprócz na własne odbicie w lustrze, ale niestety co jakiś czas szukałam wzrokiem Liama. Kiedy się na tym przyłapywałam, przygryzałam wargę i szybko wgapiałam się w swoją figurę oraz rozciągające się mięśnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Wto Paź 27, 2015 8:28 pm



Sheila kroczyła obok mnie z pełnym satysfakcji uśmiechem na twarzy. Nie musiałem zastanawiać się co wprowadziło ją w taki stan. Najwyraźniej świadomość tego, że nie pomyliła się co do przyjęcia mnie do gangu sprawiła, że była jeszcze bardziej dumna niż zazwyczaj. Zaczynałem zastanawiać się czy dziewczyna przypadkiem nie nadyma się do tego stopnia, by odlecieć gdzieś, gdzie mogłaby spokojnie pławić się w blasku swej nieziemskości. Jej zachowanie szczerze mnie bawiło. Postanowiłem dać sobie spokój ze wszelkimi próbami sprowadzenia jej na ziemię. Najwidoczniej odleciała już zbyt daleko w krainę samouwielbienia, bym ot tak, kilkoma słowami był w stanie postawić ją do pionu. Z resztą, jakie znaczenie miało dla mnie jej podejście do życia? Sheila mogła wydawać się niesamowicie interesującą osobą, dla mnie jednak nie miała większego znaczenia.
-Odwieźć cię do domu czy chcesz jeszcze gdzieś wyskoczyć ? – spytała otwierając samochód automatycznym pilotem. Spojrzałem na zegar na tablicy rozdzielczej. Wskazywał kilka minut po północy, aby z powodzeniem zdążyć na poranne zajęcia musiałem wstać najpóźniej o ósmej. Nie uśmiechało mi się przysypianie podczas jutrzejszych lekcji tańca.
-Zawieź mnie pod szkołę, zostawiłem tam samochód – powiedziałem nie zawracając sobie głowy zapinaniem pasów. Sheila przejrzała się w lusterku po czym skierowała spojrzenie swoich ciemnych tęczówek na mnie.
-Jesteś pewien? Mogę zawieźć cię od razu do domu, a na zajęcia pojedziemy razem... – uniosłem ku górze jedną brew z powątpiewaniem przyglądając się dziewczynie. Z trudem powstrzymałem uśmiech próbujący zakraść się na moje usta.
-Chcesz zawieźć mnie do domu, wrócić do siebie i przyjechać po mnie przed zajęciami ? – spytałem z nutką ironii w głosie –Z tego co widziałaś raczej nie potrzebuję szofera - powiedziałem starając się nie zabrzmieć wredniej niż było to koniecznie.Dziewczyna dość nerwowo przeczesała włosy palcami.
-Myślałam... – zaczęła najwyraźniej chcąc mi coś wyjaśnić, nie zdążyła jednak tego zrobić, gdyż zdecydowałem się jej przerwać.
-To źle myślałaś Sheila – uciąłem pozbawiając dziewczynę wszelkich resztek nadzieji na spędzenie wspólnie dzisiejszej nocy. Całkiem możliwe, że jeszcze kilka dni temu zgodziłbym się na jej subtelną propozycję. Nadal jednak miałem przed oczami twarz Sky, na samą myśl o naszym wczorajszym pocałunku przechodziły mnie ciarki. Czy w tej chwili byłbym w stanie chociaż pocałować inną dziewczynę ? Nie czułem potrzeby by to sprawdzać. Oparłem się wygodniej o siedzenie. To chore, naprawdę nie czułem takiej potrzeby. Znacznie bardziej zależałoby mi na możliwości porozmawiania ze Sky, najlepiej w tej chwili. Udało mi się oczyścić z emocji, które zatoksyniały mój umysł. Czułem, że w tej chwili udałoby nam się spędzić czas jak dwójce cywilizowanych ludzi, nie zaś parze desperatów usiłujących zatopić tęsknotę i pustkę w rozpaczliwie namiętnych pocałunkach.
Sheila nie odezwała się słowem póki nie znaleźliśmy się pod szkołą, a i ja nie usiłowałem zagaić konwersacji. Położyłem dłoń na klamce gotów do wyjścia, zatrzymał mnie jednak głos dziewczyny, która najwyraźniej w ostatniej chwili postanowiła przerwać dryfującą pomiędzy nami ciszę.
-Liam... Nie zapomnij o tym przez kogo wpakowałeś się w kłopoty i kto wyciągnął do ciebie rękę w potrzebie – Sheila patrzyła przed siebie, jakby jej słowa wcale nie miały trafić do mnie –To świat, z którego nie można się wyplątać kiedy ma się na to ochotę. To dziewczyna Derrena, a jeśli ktoś decyduje się z nim być, są związani na zawsze. Ty i Sky nie macie szans na to by kiedykolwiek być razem. Nie trać czasu na...
-Widzimy się jutro – przerwałem jej po czym wysiadłem z auta trzaskając drzwiami znacznie mocniej niż zamierzałem.


Obudziłem się dobre dwie godziny wcześniej niż zamierzałem. Z łatwością wykorzystałem nadwyżkę czasu na zrobienie treningu, który momentalnie wprawił mnie w lepszy humor. Odświeżony przyjemnie chłodnym prysznicem i ubrany w błękitny t-shirt oraz spodnie z jasnego jeansu rozkoszowałem się smakiem kawy jednocześnie przeglądając strony internetowe, na których nie byłem od kilku dni. Nigdy nie należałem do osób spędzających dużą ilość czasu przed komputerem, nie znaczyło to jednak, że stroniłem od mniej lub bardziej modnych stron społecznościowych. Mając jakieś piętnaście lat założyłem konto na powszechnie znanym facebooku i jakimś cudem mój profil utrzymywał się do dziś. Mimo, że podobało mi się to w jaki sposób portal umożliwiał łatwą komunikację ze znajomymi oraz publikację budzących wspomnienia zdjęć, nie byłem w stanie zrozumieć ludzi, którzy uzależniali się tej formy rozrywki.
Od czasu mojego wyjazdu z Seatlle nie zmieniło się zbyt wiele. Niespecjalnie miałem ochotę na przeglądanie zdjęć zasupujących tablicę za tablicą. Z jednej strony były to zupełnie nowe fotografie, z drugiej jednak niczym nie różniły się od poprzednich. Już miałem wyłączyć laptopa i wyjść na zajęcia, gdy nagle pomyślałem o czymś co powinienen był zrobić dobre kilka lat temu. Mając jeszcze trochę czasu wpisałem w wyszukiwarkę nazwisko Sky Weber. Uśmiechnąłem się mimowolnie, gdy zobaczyłem Sky na czarno-białym zdjęciu profilowym. Była cholernie fotogeniczna, nie dziwi ło mnie to jednak. Chciała zostać aktorką, musiała dobrze prezentować się w kamerze. Wysłałem zaproszenie po czym w końcu wyłączyłem komputer i zacząłem kierować się do wyjścia. Chwycziłem torbę, do której spakowałem rzeczy na zmianę i sprawdzając godzinę na telefonie, wyszedłem z mieszkania. Widząc nieodebrane połączenie od Maxa zdecydowałem się oddzwonić od razu, świadom tego, że później mogłem nie mieć czasu. W końcu po zajęciach zostawała mi zaledwie chwila przerwy, wieczorem musiałem stawić się w knajpce. Nie uważałem, by zadanie jakie powierzyła mi profesor Delaney było karą. Nigdy nie miałem nic przeciwko występom publicznym. Jedynym problemem był fakt, że nie miałem najmniejszego choćby pojęcia co zaśpiewać.
Odpaliłem samochód jednocześnie wybierając numer mojego przyjaciela.
-Hej Max, co jest? – spytałem tonem o wiele bardziej beztroskim niż sam mógłbym się spodziewać. Wyglądało na to, że naprawdę udało mi się zrelaksować. Wczorajsza jazda na motorze najwyraźniej była mi potrzebna.
-Rany, ostatnio naprawdę ciężko cię złapać – powiedział Max. Zignorowałem to, że wyłapałem w jego głosie jakąś dziwnę nutę i jak gdyby nigdy nic włączyłem się do ruchu.
-Tia, miałem trochę na głowie. Życie tutaj jest dość absorbujące – nie miałem zamiaru wdrażać się w głębsze szczegółu –Coś się stało, czy po prostu stęskniłeś się za moim głosem? – spytałem z nutą sarkazmu.
-Sex telefon był nieczynny, stwierdziłem, że zadzwonię do ciebie – żałowałem, że w tej chwili nie mogłem posłać mojemu przyjacielowi pełnego politowania spojrzenia.
-No to zaczynajmy kochanie... - powiedziałem zniżając swój głos do zmysłowego szeptu.
-Dobra, dobra ! To był kiepski żart, okay? – słysząc panikę w głosie Maxa, nie mogłem dłużej powstrzymywać śmiechu –Jesteś tak samo popieprzony jak przed wyjazdem – skfitował chłopak. Och, gdyby tylko wiedział co aktualnie działo się w moim życiu zdecydowanie stwierdziłby, że byłem o wiele bardziej popieprzony niż przed wyjazdem.
-Max, dojeżdżam już pod uczelnię. Poważnie, miałeś jakąś sprawę? – spytałem rozglądając się za miejscem parkingowym. Widząc wolną przestrzeń obok znajomo wyglądającego motoru, nie wahałem się jej zając.
-Nie, to nic takiego, tylko... Wczoraj rozmawiałem z Hope – miałem wrażenie, że ktoś pozbawił mnie oddechu.
-Masz rację Max, to serio nic ważnego – powiedziałem chcąc czym prędzej się rozłączyć.
-Nie, czekaj Liam...
-Nie mam zamiaru. Nie chcę o niej słyszeć, rozumiesz? Nie obchodzi mnie czego od ciebie chciała. To przez nią Mia... - potrzebowałem zaczerpnąć powietrza –Pogadamy innym razem, cześć – nie dając Maxowi możliwości na powiedzenie czegoś jeszcze, odłożyłem słuchawkę. Wysiadłem z auta biorąc solidny wdech świeżego powietrza. Nie miałem zamiaru pozwolić na to, by myśli o Hope zaprzątały mi głowę. Zbyt wiele czasu poświęciłem już tej dziewczynie. Witając się ze znajomo wyglądającymi studentami, udałem się w stronę szatni. Czwartki przeznaczone były na nieco luźniejsze lekcje, dzisiaj w sali ćwiczeniowej odbywały się zajęcia taneczne. Dość szybko przebrałem się w czarne, zwężane u dołu dresowe spodnie oraz luźny biały t-shirt. Mając jeszcze kilka minut do rozpoczęcia zastanawiałem się nad zajściem do kawiarnii i kupieniem czegoś do picia. Wychodząc z szatni momentalnie wpadłem na Sheilę.
-Liam! – brzmiała tak jakby zobaczenie mnie było najlepszą rzeczą jaka jej się dzisiaj przytrafiła. Całkiem możliwe, że tak właśnie było –Udało ci się wysłać jednego z Kruków na oddział intensywnej terapii. Nieżle jak na pierwszą akcję... – w jej głosie pobrzmiewało uznanie, ja jednak nie czułem się dumny. Wczoraj kompletnie nie myślałem o tym, że kogoś skrzywdziłem. Nie zastanawiałem się także kto mógł to być.
-Kto to był? – spytałem ostrym tonem. Sheila spojrzała na mnie z lekkim strachem w oczach.
-Nie wiem... – nie pozwoliłem jej mówić dalej.
-CHŁOPAK CZY DZIEWCZYNA?! – Sheila zrobiła krok w tył słysząc mój krzyk. Kompletnie nie przejmowałem się tym, że zwróciłem na nas uwagę kilku osób.
-Nie wiem Li... – nie słuchałem tego co mówiła dalej. Napędzany irracjonalnym strachem wbiegłem do sali ćwiczeniowej dzikim wzrokiem przebiegając po twarzach obecnych tam studentów. Poczułem ulgę przechodzącą przez całe moje ciało w chwili gdy dostrzegłem Sky rozciągającą się przed lustrem. Postanowiłem zostawić myślenie o spowodowanym przeze mnie wypadku na później. Bezszelestnym krokiem zacząłem zbliżać się w stronę Sky. To dziwne, wczoraj praktycznie nie rozmawialiśmy, nie licząc mojego wybuchu złości. Nawet nie wiedziałem czy faktycznie był uzasadniony. Teraz jednak jedyne na czym mogłem się skupić to to niewytłumaczalne przyciąganie, które czułem w stosunku do Sky. Z nonszalancją oparłem się o lustro uśmiechając się do dziewczyny tak jakbym właśnie patrzył na uosobienie słońca.
-Hej Weber – powiedziałem głosem o wiele głębszym niż zamierzałem. Jasne, zaledwie dzień wcześniej wydarłem się na nią, nie mając żadnych dowodów na to, że faktycznie miałem do tego prawo, teraz jednak nie byłem w stanie nie patrzeć na nią z uśmiechem. Zaledwie chwilę wcześniej miałem poważne powody by obawiać się, że wysłałem ją do szpitala, nie widziałem nic dziwnego w tym, że tak cieszył mnie jej widok, tak samo jak w chęci by złapać ją za rękę, rzucić na to cholerne lustro i pocałować z jeszcze większą namiętnością niż ostatniego wieczoru. Omiotłem spojrzeniem jej ciało odziane w sportowy strój. Skrzyżowałem ręce na piersi napawając się widokiem dziewczyny. Może to i lepiej, że nie zostałem z nią na noc, tak jak prosiła. Obawiałem się, że nasze spanie razem mogłoby skończyć się zupełnie inaczej niż planowaliśmy –Ćwiczysz ze mną? – rzuciłem z uśmiechem, który nadal nie schodził mi z twarzy. Lepiej dla niej by nie odmówiła, wolałem nie musieć udowadniać jej co straciła za pomocą innej z dziewczyn na sali. Z resztą chciałem wykorzystać fakt, że miałem możliwość by spędzić z nią trochę czasu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Wto Paź 27, 2015 11:09 pm




W sali zbierało się coraz więcej osób. Większość kobiet miała wyjątkowo seksowne i skąpe ubiory, jakby koniecznie na samym początku pokazać się od jak najlepszej strony. Wszystkie tak mało zakrywały, że byłam pewna, iż faceci nie będą zbyt dobrze sobie radzić na ćwiczeniach. Kątem oka spojrzałam też na swoje odbicie i parsknęłam śmiechem, zwracając na siebie uwagę kilku osób. Nie umiałam jednak tego powstrzymać, bo dostrzegłam, że sama zrobiłam dokładnie to samo, co każda z dziewczyn. Miałam na sobie białą bluzkę, ale tylko z jednym rękawem na prawej ręce. Był dodatkowo niecały wypełniony materiałem, ale miał takie jakby poszarpane kreski. Góra sięgała lekko pod biust. Na lewej ręce nie było żadnego rękawa, ale coś ala pociętego rękawa z obu stron z gumką, co leżało od poziomu końca nadgarstka do poziomu połowy przedłokcia. Spodnie miałam dresowe i czarne, trzymające się za czymś, co można było nazwać białym paskiem i ze sznurkiem pośrodku. Prawa nogawka była długa, ścięta na końcu, a lewa sięgała do kolan i była tak samo zakończona. Na piszczelu lewej nogi miałam czarną getrę, która nie posiadała drugiej „nogawki” do kompletu. Na stopach miałam białe New Balance. Włosy natomiast miałam upięte w wysoki koński ogon i bardzo mocno ściśnięte, aby gumka mi się nie zsuwała. Mogłam śmiało powiedzieć, że kiedy moje ciało będzie pokryte potem, będę ciągnęła do siebie samców niczym lep na muchy te wszystkie owady. Z resztą nie tylko ja.
Wykładowcy się wyjątkowo nie spieszyło na zajęcia, bo nie dostrzegłam jeszcze nikogo, kto nie był członkiem mojej grupy zajęciowej. Nie popędzałam więc nikogo i ci, którzy chcieli rozmawiać, dyskutowali. Nie wykonywałam też szybko ćwiczeń, żeby niczego sobie nie nadwyrężyć. Po wczorajszym boksie miałam lekkie zakwasy na rękach. Przy podnoszeniu czułam nieprzyjemne rwanie z ramion, ale nie było to takie, żebym nie była w stanie tego zignorować. Poza tym nie był to pierwszy i pewnie nie ostatni raz, kiedy coś takiego odczuwałam. Miałam pewność, że następnego dnia będzie mnie o wiele więcej bolało, bo dawno nie nadwyrężałam swojego organizmu. No chyba, że liczą się te swobodne tańce w klubach z Derrenem.
Nie wiedziałam jak nazwać uczucie, które pojawiło się wtedy, kiedy dostrzegłam w lustrze, że do sali wchodzi Liam. Z jednej strony modliłam się o to, żeby mnie zignorował i podszedł do kogoś innego, bo nadal miałam mu za złe to, że nie został w nocy i to, że wczoraj na mnie naskoczył. Jednak z drugiej chciałam, żeby to zrobił, bo naprawdę mnie nurtowało dlaczego on się tak zachował. Od naszej rozmowy w moim pokoju nie zrobiłam niczego, co by zasługiwało na takie potraktowanie, więc nie rozumiałam tego. Dlatego też swego rodzaju ulga objęła moje ciało, gdy oparł się o lustro i spojrzał na mnie z tym swoim rozbrajającym uśmiechem. Daję słowo, że gdybym nie miała aż takiej kontroli nad swoim ciałem, to nogi by się pode mną ugięły. Jeszcze jak odezwał się tak głębokim głosem, że przez mój organizm przeszły bardzo rozkoszne dreszcze, to mogłabym się położyć plaskiem na posadzce i tak umrzeć. Naprawdę obawiałam się tego, że nieświadomie zrobiłam coś, co go ode mnie odepchnęło, mimo że widać było, iż nas do siebie ciągnie.
- Liam! – mimowolnie spojrzałam w kierunku źródła dźwięku i dostrzegłam Laylę, która machała do chłopaka, a potem się do nas kierowała. – Chcesz może ze mną ćwiczyć? – spytała i gdybym się nie powstrzymała, to bym rzuciła się na niego, złapała i powiedziała, że tym razem ja go porywam.
- Wybacz Laylo, już jest ze mną w parze – odezwałam się i posłałam jej przepraszający uśmiech. Ona tylko spojrzała to na mnie, to na niego, po czym wzruszyła ramionami i oddaliła się do innej osoby. Zdążyłam tylko dosłyszeć, że wołała niejakiego Sebastiana. – Chętnie przekonam się na własnej skórze czy ten twój wczorajszy występ to były umiejętności czy tylko łut szczęścia – skomentowałam i puściłam mu oczko. Chwilę później do pomieszczenia wkroczył nasz nauczyciel i kazał się dobrać w pary.
- Na sam początek chciałbym zobaczyć na co was wszystkich stać i jaka jest różnica w umiejętnościach – powiedział od razu. Był może trzydziestoletnim mężczyzną o ponadprzeciętnej urodzie. Gdybym nie miała obok siebie Stylesa pewnie bym uznała, że trzeba na niego zwrócić większą uwagę. Miał ciemniejszą karnację i urodę hiszpańską. Rozczochrane, brązowe włosy sterczały mu na wszystkie strony. Bardzo ciemne niebieskie oczy, wchodzące w szary i wyglądające trochę jak morze podczas sztormu, bacznie lustrowały każdego, kto był w pomieszczeniu. Był mniej więcej wzrostu mojego przyjaciela, ale miał nieco lepiej wyrobione sportowe ciało. Zapewne nie oszczędzał sobie wizyt na siłowni i ćwiczeń. Na twarzy miał kilkudniowy zarost, wyglądający tak, jakby mnóstwo kropek zostało napakowanych jedna koło drugiej. Co jakiś czas jego dłonie wędrowały od czoła, aż po kark, zgarniając automatycznie włosy.
- Pierwsze zajęcia będą zapoznawcze i każdy po kolei pokaże mi na co go stać. Najlepiej w duecie mężczyzna plus dziewczyna, żeby szybciej nam to przeszło. Zacznijcie proszę od tańca współczesnego. Ktoś jest chętny jako pierwszy do oceny? – nie owijał w bawełnę, nie mówił żadnych przydługich i nudnych monologów. Byłam mu za to naprawdę wdzięczna, bo chciałam jak najszybciej zobaczyć jak będę sobie radziła z Liamem. W dzieciństwie nigdy nie tańczyliśmy razem, a wczoraj pokazał, że i w tej kategorii jest naprawdę dobrze wyszkolony. Zastanawiało mnie czy było coś, czego nie umiał.
- My! – odruchowo podniosłam rękę ku górze i obserwowałam jak ludzie schodzą z parkietu. Nie umknęło mojej uwadze, że Sheila wpatrywała się we mnie zaciskając zęby na wardze, jakbym zamordowała jej rodzinę patelnią. Posłałam jej na to triumfujący uśmiech i pociągnęłam swojego partnera na środek pomieszczenia, żeby zobaczyć na co naszą dwójkę stać. – Mam nadzieję, że się na tobie nie zawiodę, mój bohaterze – wtrąciłam, przypominając sobie moment jak złapał mnie kilka dni temu, kiedy spadałam ze stoły na imprezę i spojrzałam na wykładowcę. Dałam mu głową znak, że może puszczać utwór, a ten ruszył spokojnie do magnetofonu. Podłączył swój telefon kablem do urządzenia, wyszukał na playliście jakieś nagranie i puścił. Powoli dźwięki utworu zaczęły wypełniać salę, odbijając się od ścian niczym echo, a ja na moment zamknęłam oczy. Musiałam się złączyć z muzyką. Normalnie bym nie mogła opuścić powiek, aby zobaczyć co robi mój partner, ale Stylesa znałam. Nadal mieliśmy tę umiejętnością czytania sobie nawzajem w myślach i nie potrzebowaliśmy patrzeć, aby wiedzieć, co to drugie zrobi za kilka sekund. Dlatego, kiedy tylko ruszyliśmy w tan, wszystko zniknęło. Zgraliśmy się idealnie, a nasze ciała poruszały się tak, jakby grały dokładnie ten sam rytm. Po jakimś czasie otworzyłam swoje oczy, skupiłam się na tęczówkach partnera i się w nich zatopiłam dalej poruszając pod takt muzyki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro Paź 28, 2015 4:27 pm



Leniwie przeniosłem wzrok w stronę, z której doszedł mnie dźwięk mojego imienia. Naprawdę nie miałem ochoty odrywać wzroku od Sky, nawet jeśli osobą, która mnie wołała była Layila. Mimo całej sympatii jaką czułem do niedawno poznanej dziewczyny, wolałem w tej chwili przebywać w towarzystwie mojej przyjaciółki. Nie umknęło mojej uwadze, że Layila była jedyną dziewczyną, która ubrała się w strój zakrywający więcej ciała. Dziewczyna miała na sobie długie czarne legginsy i prostą białą bluzkę z wyblakłym już nadrukiem. Uśmiechnąłem się lekko słysząc jej pytanie, na które jednak nie dane było mi odpowiedzieć. Sky odprawiła dziewczyną tak szybko i sprawnie, że nie dała nam możliwości zamienić choćby słowa. Zaśmiałem się patrząc na moją przyjaciółkę z błyskiem w oczach.
-Walczysz o mnie niczym lwica, Weber – powiedziałem odsuwając się od lustrzanej ściany –Nie zgrywaj bardziej pewnej siebie niż jesteś – odpowiedziałem na jej komenatrz i mrugnięcie jakim mnie obdarzyła. Jak chyba każdy człowiek miałem prawo do tego, by nie podobały mi się pewne zachowania. Wprost nie cierpiałem gdy ktoś charakteryzował się tendencją do przesadnego eksponowania pewności siebie. Może właśnie dlatego nie przepadałem za zadzierającą nosa Sheilą. Miałem nadzieję, że takie zachowanie nie było typowe dla każdej dziewczyny będącej w gangu. Czułem jednak, że sprowadzanie Sky nie ziemię wcale nie byłoby specjalnie trudne czy też nieprzyjemne.
-Och, przekonasz się – powiedziałem po raz kolejny omiatając jej ciało wzrokiem. Nie ukrywałem, że jej skąpy strój pobudził moją wyobraźnię. Wciągnąłem powietrze widząc, że w sali pojawił się wykładowca. Chociaż może wykładowca nie było dobrym określeniem, facet z całą pewnością nie posiadał tytułu profesora. Był na to zdecydowanie za młody. Nie umknął mojej uwadze sposób w jaki Sky omiatała wzrokiem mężczyznę. No cóż, jeżeli czuła się podobnie widząc mnie z jakąś dziwną, oznaczało to, że musiałem napsuć jej sporo nerwów. Cóż, życie było stresujące, a Sky z pewnością była do tego przyzwyczajona.
Ręka Sky wystrzeliła w górę z taką prędkością jakby tylko oczekiwała na możliwość zatańczenia ze mną przed zebranymi studentami. Mnie samemu nie robiło większej różnicy to czy bylibyśmy sami, czy występowalibyśmy przed większą publicznością. Chciałem jej dotknąć. Tak po prostu. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego jakie uczucia obudzi we mnie taniec ze Sky co wywołało na mojej twarzy lekki uśmiech. Nie widziałem powodu by odmawiać pójścia na parkiet. Stanąłem w odległości kilkunastu metrów od Sky. Mimowolnie przymknąłem powieki wsłuchując się w dość znajomo brzmiącą muzykę. Z pewnością miałem okazję usłyszeć gdzieś tę piosenkę. Możliwe, że dlatego było łatwo zjednoczyć mi się z melodią.
Uniosłem powieki momentalnie łącząc się spojrzeniem ze Sky. Posłałem w jej stronę lekki uśmiech po czym krokiem zsynchronizowanym z dźwiękami płynącymi z odtwarzacza zacząłem zbliżać się do dziewczyny. Delikatnie złapałem Sky w talii czując jak jej dłonie dotykają moich pleców, a następnie ramion. Pozwoliłem sobie na moment odcięcia, całkowicie wyłączyłem myślenie, by ostatecznie wczuć się w muzykę, która w tej chwili przepływała przeze mnie i Sky, nadając naszym ruchom sens. Złapałem dziewczynę za rękę odpychając ją od siebie tylko po to by za moment przyciągnąć ją bliżej. Pełne gracji ruchy jakimi czarowała mnie Sky sprawiły, że całkowicie zapomniałem o obecności innych ludzi. Uniosłem ją nad ziemią zgrabnie podrzucając ją w górę. Na moment wplotłem dłonie w jej włosy nawiązując z nią kontakt wzrokowy. Jednym ruchem ściągnąłem gumkę, którą upięła kucyk. Poczułem jak jej ciało osuwa się po moim jednocześnie splatając z nim w cholernie namiętnym geście. Syknąłem czując jak ręka dziewczyny sunie po moim udzie. Złapałem jej dłoń po czym obkręciłem Sky tym samym odwracając ją tyłem do siebie. Przejechałem dłońmi po jej ciele, od brzucha po biust, po czym ponownie zakręciłem jej ciałem, by znów znalazła się przodem do mnie. Nasze ruchy synchronizowały się bezwiednie, jakbyśmy w tej chwili nie musieli myśleć, nasze ciała całkowicie przejęły kontrolę nad sytuacją. Złapałem jej biodra przez moment kręcąc nimi jakbym chciał wprawić je w ruch. Sky momentalnie zrozumiała o co mi chodziło. Ponownie przyciągnąłem dziewczynę do siebie muskając jej szyję ustami. Nie miałem pojęcia, które z nas prowadziło, w tej chwili czułem się tak jakbyśmy obydwoje liczyli się w jednakowym stopniu. Cholernie podobała mi się spontaniczność naszych ruchów, łącząca się z niepewnością. To było jak czytanie z siebie nawzajem, mimo, że żadne z nas nie miało pojęcia co zrobi drugie, byliśmy w stanie perfekcyjnie połączyć swoje ruchy. Jakby nasze ciała w ten sposób prowadziły ze sobą konwersację, wyrażając to jak niesamowicie dusze za sobą tęskniły podczas najbardziej samotnych jedenastu latach w naszych życiach. Dotykałem Sky jakbym chciał ponownie ją poznać, zjednoczyć się z dziewczynką, którą była kilkanaście lat temu i kobietą, którą stała się w tej chwili. Czułem jej zapach, słyszałem oddech przyśpieszony przez wysiłek i było to znacznie bardziej oszałamiające niż przepływająca między nami muzyka. Jakby z oddali docierało do mnie to, że dźwięki powoli cichły. Zdyszany złapałem dziewczyną w talii i pchnąłem ją na znajdujące się za nami lustro. Szum w mojej głowie rozpraszały brawa rozbrzmiewające w sali, które powoli ściągały mnie z powrotem na ziemię. Jak jednak miałem na nią wrócić w chwili, gdy twarz Sky znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od mojej ? Widziałem błysk w jej oczach, najprawdopodobniej taki sam jak u mnie, niesforne kosmyki włosów opadły jej na twarz. Odgarnąłem je czując dreszcze na skutek zetknięcia z jej skórą. Patrzyłem na nią z dzikością w oczach. Nie chciałem się od niej odsuwać, zdecydowanie bardziej wolałbym wywlec ją z tego cholernego pomieszczenia i zabrać gdzieś gdzie żadna osoba nie byłaby w stanie nam przeszkodzić. Czułem, że widziała to w moich oczach, potrafiła oddczytać wszystkie moje pragnienia. Co więcej, wiedziałem, że potrafiła je spełnić. Uśmiechnąłem się muskająć jej usta swoimi wargami, szybko, delikatnie, nie był to nawet przedsmak prawdziwego pocałunku, a Sky z pewnością zdawała sobie z tego sprawę.
-Wiesz co Weber? – powiedziałem nachylając się do jej ucha –Jesteś zdecydowanie najlepszą partnerką jaką mogłem sobie wymarzyć – szepnąłem i nie mogąc się powstrzymać delikatnie przygryzłem płatek jej ucha. Odsunąłem się od dziewczyny świadomy tego, że skupiło się na nas zbyt dużo spojrzeń. Niespecjalnie się tym przejmując poszedłem w stronę ławek po drodze ściągając t-shirt, w którym nagle zrobiło mi się za gorąco.
-Hej Weber! – odwróciłem się w stronę dziewczyny –Masz zamiar oddać mi moją bluzkę? – spytałem błyskając zębami w jej stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro Paź 28, 2015 4:31 pm




Muzyka przepływała przez nasze organizmy dokładnie tak, jakby była częścią naszej krwi. Zachowywała się niczym nieodłączna część naszego jestestwa, którą posiadaliśmy w sobie od urodzenia. Tańcząc w rytm piosenki czułam się tak, jakbym poruszała jedną ze swoich kończyn. Nie było dla mnie trudnym złączenie się w jedność nie tylko z utworem, ale także i Liamem, który zaczął mną wywijać. Mimowolnie poczułam, że unoszę kąciki swoich warg ku górze w zapewne subtelnym uśmiechu. Nie czułam się tak, jakbym robiła na siłę. Wyszło mi to samoistnie i dawno nie czułam się tak swobodnie w czyimś towarzystwie. Mimo, że byłam z Derrenem już pół roku, jakoś nadal mnie nieco onieśmielał (negatywnie, bo było to zupełnie inne od tego, jak bardzo onieśmielał mnie Styles pod względem wyglądu i podejścia). Mój chłopak trochę mnie przerażał. Czasami czułam się przy nim dobrze i naprawdę lubiłam jego towarzystwo, ale zdarzały się też momenty, w których widziałam go jako potwora. Kiedy brał się za rozwiązywanie jakiś problemów tak, jak to lider gangu powinien, przerażał mnie. Zachowywał się wtedy tak, jakby nie miał w sobie ani krzty ludzkich odczuć i odruchów. Wolałam nie wiedzieć ilu Lunatyków czy członków innych zgrupować zabił własnoręcznie. Nie wplątywałam się aż tak w to, co robił. Czasami jedynie pomagałam mu rozwiązywać sprawy w delikatniejszy sposób. Ostatnio jednak coraz rzadziej się zdarzało, że mnie słuchał i coraz mniej uwagi mi przykładał, co wcale mi się nie podobało. Zwłaszcza, że chwilami traktował mnie dosłownie jak powietrze czy ktoś, kto nic dla niego nie znaczył.
Moje nogi same prowadziły mnie tam, gdzie przewidywały, że stanie Liam. Ciało instynktownie wykonywało figury, do których nakłaniał je mój przyjaciel, a oczy cały czas wpatrywały się w jego głębokie tęczówki. Miałam wrażenie, że im dłużej tańczymy, tym bardziej mnie hipnotyzowały. Trochę tak, jakbym z każdym kolejnym krokiem zanurzała się coraz głębiej w przyjazną wodę, pod którą byłam w stanie oddychać. Zgrabnie i z gracją co chwila zmieniała pozycje dostosowując się do ruchów mojego partnera. Był świetny, a my byliśmy zgrani ze sobą idealnie. Czułam się tak, jakbyśmy nigdy się nie rozstawali, jakbyśmy przez ostatnie jedenaście lat cały czas byli ze sobą i ciągle się poznawali. Od bardzo dawna nie czułam się równie spokojnie, dobrze i szczęśliwa. Nawet nie musiałam udawać, że wszystko było dla mnie przyjemne, taka była prawda.
W końcu skończyliśmy, a ja na tyle straciłam kontrolę nad swoim ciałem, że nie zauważyłam, kiedy znalazłam się plecami oparta o lustro. W głowie mi się kotłowało. Teraz, kiedy już nie tańczyliśmy i tak gwałtownie się od siebie odsunęliśmy, wszystko mi zawirowało przed oczami. Mój oddech był płytki i szybki, oczy lekko zamglone, ale szybko nabrały blasku. Wystarczyło, że skupiłam się na tęczówkach Liama, który trzymał mnie przygwożdżoną do ściany tak, jakbyśmy byli jedynie we dwójkę w sali. Sama nawet tak się czułam, bo nic ani nikt oprócz Styles do mnie nie docierał. Wpatrywałam się w swojego partnera głodnym wzrokiem, dając mu znak, że zrobiłabym teraz dosłownie wszystko, czego by zapragnął.
Kiedy lekko musnął moje wargi, to chociaż nie można było nazwać tego pocałunkiem, wyzwoliło to we mnie taki wybuch emocji, że gotowa byłam dosłownie rzucić się na niego, zerwać z nas wszystko i pozwolić mu na co tylko zechciał, nawet będąc obserwowanym przez całą naszą grupę. Nie pomogło mi też to, jak przygryzł płatek mojego ucha i już nawet ruszyłam dłonie, aby zarzucić mu je na kark, kiedy to się odsunął. Momentalnie cała namiętność i lawa ze mnie wysiąkły, jakbym została wynurzona z basenu mającego to wszystko. Mogłam się w tym momencie rozpłynąć i opaść na ziemię pod ciężarem mojego ciała, uczuć, namiętności i wszystkiego co się we mnie kłębiło, ale powstrzymał mnie głos oddalającego się mężczyzny.
- Jak zasłużysz – odpowiedziałam, ignorując wszystkich w sali, po czym podeszłam do swoich rzeczy. Sięgnęłam po butelkę z wodą, upiłam kilkanaście łyków i podeszłam do swojego przyjaciela. Bez żadnych przeszkód i zahamowań usiadłam w jego pobliży na ziemi i dalej wypróżniałam plastik. Cały czas obserwowałam kolejne tańczące pary, próbując poznać zakres ich umiejętności, ale trudne to było. Nie byli przygotowani na tańczenie ze sobą i nogi im się plątały. Nie mogłam więc poznać rzeczywistych ich umiejętności. Kiedy już chciałam się odezwać, żeby o tym wspomnieć, do sali zajrzał jakiś mężczyzna. Przeniosłam na niego swój wzrok i zamarłam. W wejściu stał chłopak Claire i najwidoczniej poszukiwał kogoś wzrokiem, bo lustrował jedną osobę za drugą.
- Sky! Mogę cię na chwilę porwać? – spytał, a ja spojrzałam na wykładowcę, który kiwnięciem głowy dał mi znak, że mogę się oddalić. Odstawiłam więc butelkę na podłogę, podniosłam się i wyszłam z pomieszczenia. Carver nigdy nie robił takich rzeczy, kiedy naprawdę nie miał powodu, więc nieco się zaniepokoiłam. Zwłaszcza, że nie widziałam dzisiaj swojej współlokatorki i mocno mnie to przestraszyło. Odeszliśmy kawałek od drzwi, stanęliśmy gdzieś z boku i chłopak spojrzał na mnie tak, jakby był świadkiem czegoś nielegalnego. Zaczęłam obawiać się, że w jakiś sposób wykrył moje relacje z Białymi Krukami i chciał sprawdzić czy nie mam zamiaru wciągnąć do tego świata jego dziewczyny.
- Coś się stało? – spytałam, kiedy ten próbował coś powiedzieć, ale trudno mu było wykrztusić z siebie choćby słowa. Trochę tak, jakby wszystko, co chciał mi powiedzieć nagle wyparowało z jego głowy.
- Rozmawiałem już z Raven i ona nic nie wie… - zaczął, a ja poczułam, że jedna brew idzie mi ku górze wyżej niż druga. Nie przerywałam mu jednak, bo najwidoczniej już samo wykrztuszanie z siebie tych słów, sprawiało mu nie lada trudność. – Miałem się wczoraj spotkać z Claire zaraz po tym, jak skończy pracę. Mniej więcej dwie godziny przed tym napisała mi, że się spóźni, bo chcesz z nią pogadać. Przełożyliśmy więc godzinę spotkania na późniejszą, ale się nie zjawiła. Próbowałem się z nią w jakiś sposób skontaktować, ale jej telefon jest wyłączony. Pytałem Raven czy widziała się z nią i czy przypadkiem nie mówiła, dlaczego zignorowała nasze spotkanie. Powiedziała, że nie widziałyście jej od wczoraj. To prawda? – niemal słyszałam jak w mojej głowie włącza się czerwony alarm. Claire nigdy by nie zniknęła od tak sobie bez powiadamiania o tym którejś z nas, albo swojego chłopaka. Zaczęłam się więc niepokoić o to i prawie zapomniałam, że Carver zadał mi pytanie.
- Nie. Myślałam, że została u ciebie na noc… – odpowiedziałam w końcu i spojrzałam na jego zaniepokojoną twarz.
- Ona by tak nie zniknęła. Coś się musiało stać… - zaczął przygryzając wargę ze zdenerwowania. Mimowolnie zaczęłam się zastanawiać czy po moim zniknięciu ktoś by się tak samo o mnie martwił, jak on o swoją dziewczynę. – Muszę powiadomić policję.
- Czekaj! – zawołałam za nim i położyłam dłoń na ramieniu, kiedy odwrócił się, żeby odejść. – Zgłosić zaginięcie osoby można dopiero wtedy, kiedy nie ma jej ponad czterdzieści osiem godzin. Musisz poczekać aż to upłynie tyle czasu i dopiero interweniować – nie podobało mi się to, ale wolałam jeszcze bardziej nie niepokoić tego mężczyzny.
- To co ja mam zrobić? – spytał podnosząc głos i odruchowo rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu kogoś, kto by chciał nam zwrócić uwagę za to, że przeszkadzamy w zajęciach.
- Możesz tylko czekać i próbować dalej się z nią skontaktować. Porozmawiaj z jej rodzicami, znajomymi i osobami, które ją znają. Popytaj czy gdzieś się nie zatrzymała – odezwałam się spokojnym i współczującym głosem. Carver jedynie kiwnął głową na znak, że się zgadza, po czym się oddalił i wyszedł z budynku. Ja się martwiłam o to, że to ja mogłam być powodem jej zniknięcia i narażenia na niebezpieczeństwo…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro Paź 28, 2015 4:37 pm



Usiadłem na ławce znajdującej się z tyłu sali i wygodnie oparłem plecy o stojące za mną materace. Z lekkim uśmiechem igrającym na twarzy zastanawiałem się co takiego miałbym zrobić, żeby zasłóżyć na odzyskanie swojej bluzki. Jeżeli Sky w ten sposób chciała rzucić mi wyzwanie, najwyraźniej nie wiedziała na co się pisała. Nie zwróciłem uwagi na kolejną parę zajmującą parkiet zbytnio pochłonięty kłębiącymi się w mojej głowie myślami. Nie miałem pojęcia jak uda nam się wytrzymać ze Sky nie będąc razem. Prawda była taka, że znaleźliśmy się w cholernie ciężkiej sytuacji, nie potrafiłem jednak o tym myśleć, gdy dziewczyna była blisko. Sama jej obecność wystarczyła, by oddalić problemy, nawet jeśli po części to ona była ich źródłem. Widząc jak podchodzi do mnie bez żadnego skrępowania, a maska pozorów jaką zakrywała się przez wszystkie lata, spada, wiedziałem, że byłbym w stanie znieść wszystko, by w końcu móc mieć ją przy sobie.
Sky usiadła obok mnie, zajmując się butelką z wodą. Momentalnie zacząłem żałować, że jednak nie zdecydowałem się na kupno czegoś do picia. Po naszym pełnym wysiłku tańcu marzyłem o tym by zwilżyć gardło i zaspokoić coraz bardziej palące pragnienie. Już miałem szykować całkiem ładną prośbę, która miała przekonać Sky do podzielenia się ze mną napojem, gdy do pomieszczenia wszedł całkiem nieznany mi mężczyzna. Pewnie nie zwróciłbym na niego większej uwagi, gdyby nie fakt, że wyraził chęć porwania Sky. Uśmiechnąłem się pod nosem. Facet najwyraźniej nie wiedział co oznaczało to słowo. Moja przyjaciółka wyszła za nim z sali spokojnym krokiem. Nie wiedziałem kim był, z pewnością jednak nie należał on do członków Białych Kruków. Nie potrafiłem wyjaśnić skąd brała się we mnie ta pewność, po prostu to wiedziałem. Wyglądał na całkiem normalnego faceta, który zwyczajnie nie byłby w stanie skrzywdzić drugiego człowieka. Nie tak, jak ja zrobiłem to wczoraj. Westchnąłem przypominając sobie o spowodowanym przeze mnie wypadku. Nie miałem zamiaru wysyłać jednego z Kruków na oddział intenswynej terapii, to się po prostu stało. Działałem jakby instynktownie, jakim cudem udało mi się tak po prostu wyłączyć ludzkie odruchy ? Ten stan otępienia nie był mi obcy, jasne, że nie był to pierwszy raz kiedy spowodowałem wypadek, zdarzało mi się to już wcześniej. W końcu brałem udział w wyścigach, najróżniejszego rodzaju kraksy zdarzały się nam na porządku dziennym. Zawsze w podobnych sytuacjach towarzyszyło mi takie same odrętwienie. Jakbym lunatykował. Jakby ludzkie życie nie miało dla mnie większego znaczenia. Najgorsze było to, że gdy dowiedziałem się, że to nie Sky była osobą, którą prawie wczoraj zabiłem, momentalnie przestałem się martwić. Czy naprawdę byłem aż takim egoistycznym dupkiem ? Cóż, znałem siebie na tyle by wiedzieć, że ten niekoniecznie dobrze brzmiący epitet pasował do mojej osoby idealnie. Wcześniej mi to nie przeszkadzało, teraz jednak zastanawiałem się czy rzeczywiście chciałem być taką osobą przy Sky. A co ważniejsze, czy ona chciała by ktoś podobny był przy niej. Na ile mój sposób zachowania był faktyczną częścią mnie, a na ile tylko grą pozorów? Sam nie znałem odpowiedzi na to pytanie. Wiedziałem jednak, że nie chciałem by Sky poznała mnie od tej gorszej strony, która przez ostatnie lata dominowała w moim życiu. Równie dobrze zdawałem sobie jednak sprawę z tego, że wcześniej czy później dziewczyna ujrzy we mnie cechy, których ze pewnością nie znała jedenaście lat wcześniej, cechy, które z pewnością nie miały przypaść jej do gustu. Prychnąłem z rozbawieniem jednocześnie sięgając po butelkę, którą Sky zostawiła obok ławki. Pierwszy raz w życiu w mojej głowie pojawiły się podobne myśli. Za nic nie przejmowałbym się tym czy to kim byłem, będzie odpowiadać jakiejś dziewczynie. Boleśnie jednak zdawałem sobie sprawę z tego, że cokolwiek mogłem powiedzieć o Sky, z pewnością nie była ona jakąś dziewczyną.
Wziąłem kilka sporych łyków z butelki czując jak niebiańsko chłodna woda gasi palące pragnienie. Nie przestając pić, spostrzeglem Layilę podchodzącą w moją stronę. Nie odrywając ust od butelki rzuciłem jej pytające spojrzenie. Dziewczyna jakby tego nie dostrzegając, usiadła koło mnie.
-Rozmawiałam z Sebastianem – powiedziała obdarzając mnie lekkim, niewymuszonym uśmiechem. Odstawiłem prawie już opróżnioną butelkę dokładnie w to samo miejsce, w którym stała. Może Sky jakimś cudem nie zorientuje się, że zniknęła praktycznie całajej woda. Przeniosłem spojrzenie na siedzącą obok Layilę.
-To świetnie Layila, rozmawianie z ludźmi to istotny element życia – powiedziałem sprawiając, że dziewczyna ze zniecierpliwieniem wywróciła tymi swoimi oczami w kolorze, którego nie mogłem zidentyfikować.
-Czy twój dobry humor ma coś wspólnego z pewną atrakcyjną brunetką? – spytała z rozbawionym uśmiechem.
-Może – odparłem. Mimo całej symptaii jaką darzyłem Layilę, nie miałem zamiaru się jej zwierzać. W zasadzie, nie pamiętałem kiedy ostatnio się komuś zwierzałem, nie miałem takiej potrzeby. Była to raczej przypadłość dotykająca kobiet.
-W takim razie możesz przekazać jej, że jutro o siedemnastej chcemy spotkać się u Sebastiana. Mam nadzieję, że ci pasuje? – kiwnąłem głową.
-Jasne, a gdzie on w ogóle mieszka? – spytałem.
-Wyślę ci adres sms-em. W zasadzie myślałam, żeby cię wykorzystać – posłałem dziewczynie pytające spojrzenie.
-Przecież mieliśmy nie uprawiać sexu – powiedziałem. Spokojny wyraz twarzy Layili momentalnie zmienił wyraz.
-Liam – odezwała się piorunując mnie wzrokiem –Popsuł mi się samochód, chciałam żebyś mnie podwiózł, ale teraz nie jestem już taka pewna... – powiedziała z powątpiewaniem. Nie wiedzieć czemu jej zmiksowana ze wstydem złość szczerze mnie rozśmieszała. Nie mogąc się powstrzymać wyciągnąłem przed siebie rękę i odgarnąłem kosmyk włosów, który wymknął się z jej kucyka. Spodziewałem się, że dziewczyna odruchowo się odsunie, jednak tego nie zrobiła. Patrzyła na mnie, a ja zastanawiałem się czy w jej oczach dominuje zieleń czy błękit.
-Przyjadę po ciebie – powiedziałem czując, że tylko przerwywające ciszę słowa zdołają odciągnąć mnie od maniakalnego analizowania barwy jej tęczówek. Dziewczyna tylko skinęła głową przenosząc wzrok na swoje dłonie.
-Wracam do Sebastiana. Wygląda na to, że nie zabraknie ci towarzystwa – powiedziała z uśmiechem kiwając głowę w stronę wejścia do sali, w którym pojawiła się Sky.
-Idealnie – powiedziałem, jednak zanim Layila zdążyła wstać z miejsca jednym szybkim ruchem ściągnąłem gumkę z jej włosów i założyłem ją sobie na nadgarstek. Jej długie włosy z lekkością opadły na ramiona i zakryły łopatki.
-Chyba żartujesz – prychnęła po czym złapała mnie za rękę i równie szybko jak ja przed chwilą, zabrała swoją gumkę z mojego nadgarstka.
-To dla twojego dobra, tak wyglądasz lepiej – powiedziałem z uśmiechem. Sky zdążyła już podejść w naszą stronę.
-Spadaj Liam – odparła Layila po czym ponownie splątując włosy udała się w stronę swojego partnera. Spojrzałem na stojącą obok mnie Sky.
-Nie uwierzysz Weber, twoja woda wyparowała! –powiedziałem wstając z ławki –Najwyraźniej cuda się zdarzają – złapałem dziewczynę w talii i przyciągnąłem do siebie niecpecjalnie przejmując się tym, że nie miałem na sobie T-shirtu –Powiedz mi Sky... – nachyliłem się do jej ucha jednocześnie muskając jej policzek swoim -Co mam zrobić, żeby zasłożyć na zwrot koszulki? – szepnąłem. Znajdowaliśmy się praktycznie na samym końcu sali, studenci pochłonięci byli zajęciami, istniała spora szansa, że w tej chwili nikt się na nas nie patrzył, a nawet jeśli, miałem to gdzieś. Zabrałem jedną dłóń z talii dziewczyny i musnąłem jej udo –Wiesz, umiem się postarać... – dodałem odsuwając usta od jej ucha i spojrzałem jej w oczy. Wchodząc do pomieszczenia Sky wydawała mi się być czymś zaniepokojona, teraz jednak zdawało mi się, że zmartwienia były ostatnim o czym myślała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro Paź 28, 2015 4:59 pm




Nie czułam się za dobrze z tym, że Claire zniknęła przeze mnie. Nie musiałam się nad tym dłużej zastanawiać, bo byłam tego pewna. Musiałam zdenerwować Derrena swoim zachowaniem i teraz decydował się pokazać mi, że to nie był najlepszy pomysł. Zaczynało do mnie docierać, że byłam w o wiele gorszej sytuacji niż myślałam. Dopiero teraz zauważałam, że mój chłopak był po prostu draniem i się mną bawił. A kiedy zaczęłam się od niego odsuwać, jego duma spadła w dół (bo jakim ja prawem tak się zachowuję), a on czuje się tak, jakby stracił swoją własność. Traktował mnie jak zwykły przedmiot, a nie kobietę, a ja na to przymykałam oko. Nie przeszkadzało mi to, dopóki byłam bezpieczna i nie myślałam o przeszłości. A teraz docierało do mnie, że ja po prostu uciekałam od tego, co się działo kiedyś, od wspomnień. Przez powrót Liama musiałam stawić im czoła. Nawet mi to nie przeszkadzało. Naprawdę chciałam dla niego zostawić gang i ten niebezpieczny świat w tyle. Spodziewałam się tego, że nie będzie to łatwe, ale to było jeszcze trudniejsze niż przypuszczałam. Derren mi tak łatwo nie przepuści i będzie mnie nachodził. Szczerze mówiąc to zaczynałam się tego obawiać. No i martwiłam się o to, co mogło się dziać z moją współlokatorką. Lider Białych Kruków mnie przerażał i nie chciałam się przekonywać o tym, do czego jest zdolny. Wiedziałam jednak, że dokładnie to mnie spotka.
Przygryzłam wargę i powoli ruszyłam w stronę sali na zajęcia. Zatrzymałam się przed drzwiami, wzięłam kilka głębokich oddechów i weszłam do środka, starając się nie pokazać niczego, a zwłaszcza względem swojego przyjaciela z dzieciństwa. To jednak nie było takie trudne, gdyż Styles skutecznie wypędził mi z głowy te myśli. Nie mogłam zrozumieć jakim cudem nagle tak zmieniła się jego postawa, ale nie przeszkadzało mi to. Przynajmniej przy nim czułam się bezpieczna i byłam pewna, że nic mi nie groziło. Zaatakował Derrena i dalej żył, a to już był postęp. Poza tym był dobrze zbudowany i wykazywał się ponadprzeciętną pewnością siebie. Zwalało mnie to dosłownie z nóg i gdyby mnie nie trzymał, to bym opadła na ziemię, czując się jak z galarety.
- Zaskocz mnie… – szepnęłam prosto do ucha mężczyzny po tym, jak przybliżyłam się do niego jeszcze bardziej. Następnie się odsunęłam i usiadłam z powrotem na ziemi, opierając plecami o lustro. Przymknęłam na chwilę oczy i spróbowałam się zastanowić nad tym, gdzie mogła podziewać się Claire. Znałam wiele miejsc, w których mógł ją ukrywać mój chłopak i nie miałam czasu na sprawdzenie każdego z nich. Byłam sama jedna, a lider Białych Kruków miał do dyspozycji cały gang. Na pewno wszędzie na drodze postawił swoich ludzi, żeby w razie czego poinformowali go o miejscu, do którego się kieruję. Nie wiedziałam, co on dla mnie szykował, ale wcale mi się to nie podobało. Czułam się tak, jakbym była w potrzasku, z którego nie mogłam w żaden sposób się wydostać. Teraz docierało do mnie, że nie powinnam była w ogóle się wplątywać w ten świat. Był niebezpieczny i nie dla mnie. Oszukiwałam sama siebie. I chociaż naprawdę traktowałam Białe Kruki jak swoją rodzinę, to zasługiwałam na lepszą niż bandę napakowanych osiłków, którzy szanowali mnie tylko dlatego, że byłam dziewczyną ich lidera. W innej sytuacji pewnie bym była jedną z nagród, albo zabawek każdego z nich. Najbardziej lubili wykorzystywać takie głupie kobiety jak ja. Nie tyle co gwiazdy filmów pornograficznych (chociaż te także cieszyły się u nich powodzeniem), ale takie naiwne imprezowiczki jak ja. Pierwszy raz, kiedy pojawiła się w klubie, będącym pod pieczą Derrena, zwrócił na mnie uwagę pewnie tylko dlatego, że byłam przerażona tym, co się działo i jedyne co robiłam to piłam. Wlewałam w siebie niezliczone ilości alkoholu, żeby zapomnieć o kolejnej kłótni ze swoimi rodzicami, którzy wymagali ode mnie zostania lekarzem, albo prawnikiem (ważne, że były to ich ambicje, których ja nie chciałam). Teraz zaczęłam myśleć, że może jednak to byłoby lepsze od wplątania się w handel bronią, informacjami, biznes pornograficzny i prawdopodobnie jeszcze dziwki.
- Kretynka! – warknęłam na samą siebie i rąbnęłam z całej siły w lustro, które pękło w kawałku. Dopiero po chwili zorientowałam się, że wyrzuciłam to z siebie na głos i miałam ochotę spalić buraka. Pewnie nawet bym to zrobiła, gdybym nie dostrzegła krwi, która spływała po mojej dłoni. – Chyba powinnam iść do pielęgniarki… – skomentowałam, po czym się podniosłam i wyciągnęłam kawałek szkła, który utkwił w nadgarstku. Skrzywiłam się przez ból, ale nie na długo. Wyrzuciłam ostrze do śmietnika, po czym udałam się w stronę gabinetu. Byłam bardzo za tym, żeby się tam znaleźć. Dzięki temu mogłam mieć spokój od irytującej mnie w sali obecności Sheili, oszałamiającego mnie Liama i mnóstwa innych osób, których towarzystwa teraz nie potrzebowałam.
- Matko Boska, coś ty sobie zrobiła?! – spytała mnie pielęgniarka mocno oszołomiona tym, że studentka rozcięła sobie rękę na zajęciach. Zapewne zastanawiała się nad tym jakim cudem mogłam być tak nieuważna. Wiedziała jednak, że niektórych rzeczy nie powinno się wyciągać na siłę i po prostu złapała mnie za dłoń, by się nią zająć.
- Wpadłam w lustro na zajęciach tanecznych – odpowiedziałam pewnym głosem. Aktorstwo było jednym z moich talentów. Nie tylko przez urodzenie się z nim (chociaż to w większym stopniu), ale też dlatego, że w świecie gangów trzeba było sprawiać pozory. Nigdy nie można było pokazać swojej słabości, bo to mogło się naprawdę źle skończyć. Zwłaszcza jeśli należało się do najbardziej znienawidzonej i niebezpiecznej grupy w okolicy. Nawet Lunatycy nie mieli aż tylu wrogów, co Białe Kruki. Prawdopodobnie dlatego, że Derren za bardzo się obnosił z tym, iż był liderem najlepszej szajki w promieniu kilkudziesięciu kilometrów.
- Musisz uważać. To mogło się skończyć o wiele gorzej – wtrąciła kobieta o wyjątkowo ostrych rysach. Miała bardzo ładny kolor oczu, jeden z przyjemniejszych odcieni zieleni i burzę brązowych loków. Wyglądały trochę jak minimalistyczne afro tylko do niej akurat pasowały. Miała na sobie biały kitel, rękawiczki i sporo lat doświadczenia na koncie.
- Wiem, ale się zdekoncentrowałam… – wyjaśniłam i westchnęłam zrezygnowana, czekając aż kobieta skończy. Jednocześnie zastanawiałam się nad tym, co się stanie, kiedy ktoś z ludzi mojego chłopaka zobaczy mnie dzisiaj wieczorem w innym klubie, roznoszącą drinki. Poza tym czy to nie było zbyt wielkie ryzyko? W końcu mogły się tam znaleźć osoby, które już od dawna planowały sposób, w jaki mogłyby się zemścić na Derrenie. A widząc jego dziewczynę, bez eskorty w innym miejscu niż to należące do Białych Kruków, na pewno nie przepuszczą okazji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Czw Paź 29, 2015 6:42 pm



Nie miałem wpływu na poczucie rozczarowania, które rozpłynęło się po całym moim ciele w chwili, gdy Sky się odsunęła. Jasna cholera, jakim cudem aż tak ciągnęło mnie do tej dziewczyny ? Wokół mnie dosłownie roiło się od atrakcyjnych kobiet, a w tej chwili zwyczajnie nie byłem w stanie myśleć o nimik innym niż Sky. W zasadzie nie chciałem myśleć o kimś innym. Ponownie przysiadłem na ławce skupiając się na występie kolejnej pary. Kompletnie nie kojarzyłem chłopaka, jednak w dziewczynie rozpoznałem Natalie, z którą wczoraj tańczyłem. Zdecydowanie radziła sobie lepiej niż jej partner. Chwila obserwacji wystarczyła bym stwierdził, że lekcje były potrzebne nie jednej osobie z naszej grupy. Para zeszła z parkietu, ustępując miejsca kolejnej dwójce. Nie zdążyłem jednak się na nich skupić, gdy w mojej głowie odbił się nagły huk. Momentalnie odwróciłem głowę w miejsce, z którego dobiegł hałas i niemal zdębiałem widząc Sky wybiegającą z sali z rozciętą ręką.
Przez moment po prostu patrzyłem na drzwi, za którymi zniknęła moja przyjaciółka, kompletnie nie rozumiejąc co tez takiego się stało. Sky w jednej chwili siedziała oparta plecami o lustro, odwróciłem się zaledwie na kilka chwil. Co takiego mogło zdarzyć się w przeciągu tych paru minut, że dziewczyna postanowiła własnoręcznie rozbić lustro w sali, jednocześnie rozcinając sobie rękę. Wstałem z ławki podchodząc do rozbitej tafli. Najwidoczniej dziewczyna miała w sobie więcej siły, niż mogłaby wskazywać na to jej szczupła sylwetka. Wyglądało na to, że nie myliłem się, myśląc, że Sky była zdenerwowana. Mogłem zapytać co się stało, zamiast zaczynać ją obmacywać. Klnąc pod nosem wybiegłem z sali. Jeżeli Sky miała problemy psychiczne, to najwidoczniej ja także. Na szczęście nie zawracałem sobie głowy tym co mogli myśleć o nas inni stydenci czy wykładowcy. Był to trzeci raz w przeciągu zaledwie czterech dni, kiedy wybiegaliśmy z zajęć jak dwójka postrzeleńców. Nie zdziwiłbym się, gdyby za jakiś czas wysłano nas na szczegółowe badanie psychiatryczne. Kto wie, może zamknęliby nas w jednej izolatce w psychiatryku, co wcale nie byłoby takie złe...
-Liam, czekaj! – odwróciłem się ze wszystkich sił powstrzymując się od pelnego irytacji warknięcia. Czy ludzie wiecznie musieli czegoś ode mnie chcieć ? Nie byłem jeszcze sławny, a mimo to słyszałem swoje imię częściej niż przeciętny człowiek pałętający się po ziemi. Nie miałem nawet czasu, by wyobrazić sobie Sky w białym kaftaniku. Musiałem przyznać, że wyglądałby cholernie seksownie z unieruchomionymi rękami. Z autopsji wiedziałem jednak, że istniało wiele sposób na unieruchomienie rąk i kaftanik wcale nie był do tego potrzebny. Wystarczyłaby zwykła apaszka. Byłem pewien, że Sky miała w swojej szafie mnóstwo apaszek. Odwróciłem się praktycznie wpadając na biegnącą w moją stronę Layilę. Złapałem ją za ramiona widząc, że o mały włos nie straciła równowagi. –Wyglądasz jakbyś myślał o zabiciu kogoś... – no cóż, tym razem nie udało jej się odgadnąć co tak naprawdę chodziło mi po głowie.
-Powiedzmy, że myślałem o czymś innym... – powiedziałem nie widząc potrzeby, by wdawać się w głębsze szczegóły. –Coś się stało? – spytałem.
-Chyba raczej ja powinnam o to zapytać. Ze Sky wszystko w porządku ? Wybiegłeś za nią, prawda? – pokiwałem głową.
-Tak, a nawet nie wiem, gdzie znajduje się gabinet pielęgniarki – powiedziałem patrząc w stronę głównego wejścia do budynku.
-Pierwsze piętro, białe drzwi – Layila wyglądała, jakby miała zamiar powiedzieć coś jeszcze, nie wykazałem jednak większej chęci na to, by w tej chwili wdawać się z nią w dyskusję. Wymamrotałem krótkie podziękowanie, po czym szybkim krokiem oddaliłem się w stronę pierwszego piętra.
Zapukałem do białych drzwi i nie czekając na odpowiedź wparowałem do środka.
-Dzień dobry. Moja koleżanka, miała mały wypadek, a sumienie kazało mi sprawdzić czy aby na pewno nic się jej nie stało – powiedziałem do szczerze zdziwionej pielęgniarki. Patrzyła na mnie, jakby w tej chwili straciła umiejętność komunikacji. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że nadal nie miałem na sobie T-shirtu. Może powinienem częściej to wykorzystywać ? To prawie jak super moc, rozbierasz się, a kobiety nagle tracą mowę. Odchrząknąłem chcąc w delikatny sposób sprowadzić pielęgniarkę na ziemię.
-Och, tak, tak... Rozcięcie nie było aż tak głębokie, powinno dość szybko się zagoić – powiedziała. Podszedłem do Sky delikatnie chwytając ją za opatrzoną już rękę.
-Wiesz Sky, to lustro z pewnością nie chciało nic ci zrobić, nie musiałaś się na nie rzucać – może mój żart byłby odrobinę bardziej zabawny, gdyby nie fakt, że wcale nie było mi do śmiechu.
-Mogę was zostawić ? Powinnam zanieść dokumenty do sekretariatu – wtrąciła kobieta.
-Tak, nie ma problemu – powiedziałem niespecjalnie przejmując się obecnością pielęgniarki –A ty powinnaś usiąść – dodałem ciągnąc Sky w stronę stojącego pod ścianą łóżka i niemalże zmuszając ją do zajęcia na nim miejsca. Nie puściłem jej dłoni, przez chwilę patrzyłem na starannie wykonany opatrunek. Pielęgniarka zdążyła już zniknąć za drzwiami. W końcu przeniosłem wzrok z ręki Sky na jej twarz. Nie podobało mi się zmartwienie tak wyraźnie odbijające się w jej oczach. Z lekkim ukłóciem w sercu zauważyłem, że była to kolejna rzecz, która się między nami nie zmieniła. Nadal się o nią martwiłem, tak samo jak kilkanaście lat temu. Nigdy nie potrafiłem zrozumieć dlaczego tak bardzo troszczyłem się o Sky. Robiłem to jakby instynktownie, odruchowo. To dziwne biorąc pod uwagę to jak na codzień wyglądało moje podejście do życia. Potrafilem być tak cholernie zimny i obojętny, nie rozumiałem jakim cudem mogłem tak bardzo zmieniać się w jej obecności. Delikatnie przyłożyłem dłoń do jej policzka, jakbym tym jednym gestem chciał odczytać co takiego działo się w jej wnętrzu. Nie posiadałem jednak takiej umiejętności. Rzuciłem krótkie spojrzenie w stronę drzwi zastanawiając się ile czasu może zająć pielęgniarce zaniesienie dokumentów do sekretariatu.
-Co się stało Sky? – spytałem zabierając dłoń z jej twarzy i puszczając jej rękę. Odsunąłem się na drugi koniec łóżka, zwiększając odległość między nami. Z włączonego radia sączyła się cicha muzyka, która powoli zaczynała wprawiać mnie w irytację. Nic nie mogłem na to poradzić, odkąd pamiętałem drażniły mnie popularne stacje radiowe znane z tego, że puszczały jak najbardziej popularną, a zarazem jak najmniej wartościową muzykę. Wstałem z łóżka szukając wyłącznika odtwarzacza. Dałem sobie spokój po kilku chwilach i nie chcąc tracić czasu po prostu wyciągnąłem wtyczkę z kontaktu. Zadowolony z zaprowadzonej przeze mnie ciszy wróciłem do Sky. Patrzyłem na dziewczynę z lekkim niepokojem w oczach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Czw Paź 29, 2015 7:53 pm




Pielęgniarka szybko zajęła się moją dłonią, opatrując ją wyjątkowo sprawnie. Nie zadawała zbędnych pytań, nie dociekała powodu, dla którego tak łatwo straciłam koncentrację. Można by było pokusić się o stwierdzenie, że chciała zrobić swoje i mieć to z głowy, ale na jej twarzy tkwił uśmiech. Widać było, że lubiła swoją pracę i wykonywała ją z czystą przyjemnością. Szybko to skończyła i akurat wtedy usłyszałyśmy pukanie. Mimowolnie spojrzałam w kierunku drzwi, w których pojawił się Liam, a mi ulżyło. Nie chciałabym widzieć teraz tutaj kogokolwiek innego, zwłaszcza wykładowców czy Sheili. Poza tym potrzebowałam teraz osoby, która stała za mną murem, nieważne co się działo. Przynajmniej do tej pory zawsze tak było i miałam nadzieję, że się nie zmieniło. Naprawdę mocno docierało do mnie, że chciałam, aby pomiędzy nami było tak jak dawniej. Chciałam znowu mieć w nim swojego najlepszego przyjaciela. Kogoś na kim zawsze mogę polegać i dla kogo zrobiłabym dosłownie wszystko. Nawet rodzice nie byli mi tak bliscy jak Styles i uwielbiałam to. Tylko dzięki niemu odkryłam co chcę robić, jaka chcę być i starałam się do tego doprowadzić. To on mnie nakłaniał do wybierania własnej drogi, nawet jeśli była całkiem rozbieżna od tej, którą szykowali dla mnie matka i ojciec. To dzięki niemu odważyłam się przeciwstawić tej dwójce i zostać tym, kim naprawdę pragnę być.
Posłusznie usiadłam na łóżku, wiedząc że z tym mężczyzną nie było sensu się wykłócać i podniosłam wzrok, zastanawiając się co teraz zrobi. Byłam niemal pewna, że moje oczy przybrały wielkość pięciozłotówek, kiedy delikatnie dotknął mojego policzka. Już dawno nie czułam czegoś tak przyjemnego. Derren ani razu nie potraktował mnie w taki sposób, a teraz dotarło do mnie, że naprawdę tego potrzebowałam. Nie spodobało mi się więc to, że tak szybko się odsunął i usiadł taki kawałek ode mnie. Chociaż to pewnie była najlepsza opcja w tym momencie. Po tym, co się zdarzyło ostatnim razem, kiedy zostaliśmy sami w pomieszczeniu, w którym było łóżko, lepiej było nie kusić losu.
Spodziewałam się tego, że zapyta o powód mojego zachowania, ale nie zdążyłam jeszcze wymyślić odpowiedzi. Mimowolnie podciągnęłam nogi pod klatkę piersiową tak jak zawsze to robiłam w dzieciństwie i oplotłam je rękami wzdychając ze zrezygnowaniem. Szczerze mówiąc to nie chciałam wplątywać Liama w swoje problemy i obawy. Nie chciałam, żeby dowiadywał się o tym, że bałam się tego, co mógł zrobić Derren. Dawno przed nikim nie byłam szczera jeśli chodziło o moje wewnętrzne odczucia, ale jednocześnie to był Styles. On wiedział o mnie wszystko i wszystko potrafił ze mnie wyczytać. Nigdy nie umiałam go okłamywać i nawet teraz okazało się, że nie mam tej umiejętności. Znał mnie zbyt dobrze i czasami było to naprawdę dobre, ale nie tym razem.
- Chodzi o Claire… – zaczęłam w końcu nie mając pojęcia jak właściwie ubrać wszystko w słowa. Niby to było cholernie proste, ale jednocześnie strasznie ciężkie. Po prostu wiedziałam, że jak mu powiem, to wciągnę go w ten niebezpieczny świat. Tylko jeśli już przeszedł rekrutację do Lunatyków, i tak się znalazł w niebezpieczeństwie. Chociaż po części byłam jej za to wdzięczna, bo Derren nie będzie mógł pozbyć się mojego przyjaciela. Jeśli by to zrobił, rozpętałby wojnę pomiędzy Lunatykami, a Białymi Krukami. To była ostatnia rzecz, której teraz potrzebował, bo był osłabiony. Poza tym reputacja Białych Kruków była tak…ostrzegająca tylko dlatego, że jego poprzednik pokazał, że z nim się nie zadziera. Od czasu przejęcia gangu przez mojego chłopaka pół roku temu, nie wdawał się w żaden bezpośrednie starcia. A zwłaszcza nie grupowe, jeszcze pojedyncze działały na jego korzyść. – Ten chłopak, który zabrał mnie z sali to był Carven, druga połówka mojej współlokatorki. Miała u niego zostać na noc, ale nie kontaktowała się z nim od wczoraj. Ostatnią osobą, z którą rozmawiała, byłam ja i chciał się dowiedzieć czy wiem coś o jej miejscu pobytu. Ona zniknęła i jestem pewna, że to moja wina… – wyjaśniłam spokojnie, nie chcąc niczego przed nim ukrywać. Te ostatnie jedenaście lat i tak nas zbyt mocno poróżniło. Nie mieliśmy ze sobą kontaktu, zmieniliśmy się i wiele rzeczy się działo w naszych życiach. Już nie wiedzieliśmy o sobie wszystkiego i strasznie mnie to irytowało. Nie chciałam jeszcze bardziej się od niego odsuwać, nie teraz, kiedy oboje byliśmy pewni swoich uczuć. Ja potrzebowałam jego, a on mnie. Nie chciałam nawet próbować tego zmieniać.
- Myślę, że możecie już wracać na zajęcia – odezwała się pielęgniarka, kiedy wróciła do pomieszczenia już bez dokumentów i upewniła się, że moja ręka już nie krwawiła. – Tylko uważaj na tę ranę, nie drażnij jej… - wtrąciła, a ja się podniosłam i spojrzałam na swojego towarzysza. -…i omijaj lustra[/i] – dodała jeszcze kobieta, a ja odruchowo się uśmiechnęłam, by chwilę później złapać zdrową ręką chłopaka i pociągnąć go za sobą.
- Mój Iron Man mnie przypilnuje – odparłam lekarce, po czym poklepałam Stylesa po jego torsie, by chwilę później opuścić gabinet. Dopiero teraz zaczynałam odczuwać ból w miejscu rozcięcia, ale nie miałam na co narzekać. Nie trzeba było tego szyć, rana była niewielka i niedługo miała się zagoić. To były same pozytywne wiadomości. Poza tym towarzyszył mi mój przyjaciel, który był najbliższą osobą dla mnie. Nawet jeśli nie widzieliśmy się jedenaście lat, to nadal miał najwięcej miejsca w moim sercu.
Kiedy znaleźliśmy się już kawałek od pomieszczenia, w którym przesiedzieliśmy kilka ostatnich minut, puściłam rękę ciemnowłosego, splatając swoje za plecami. Jakoś tak lżej mi się zrobiło, kiedy powiedziałam mu, co było powodem mojego zachowania. Chyba sama jego obecność koiła ból i rozterki, które w sobie miałam. Nawet jeśli nie powinnam była mu mówić tego od razu, to nie żałowałam. Przynajmniej teraz ktoś wiedział to, co ja i o moich obawach. Może nawet pomoże mi znaleźć jakieś rozwiązanie z tej sytuacji, zanim będzie za późno. Ja naprawdę nie chciałam, żeby Claire i Raven były na celowniku Derrena. Mogłam o tym jednak pomyśleć wcześniej. Wiedziałam, jakiego typu człowiekiem on jest. Byłam w stanie przewidzieć taki bieg wydarzeń, a jednak nie zrobiłam tego. Nie poprosiłam też żadnej ze swoich współlokatorek o uwagę, albo nie wychodzenie z domu po ciemku, kiedy wszędzie grasowały Białe Kruki. Nie uprzedziłam ich i teraz wszystko, co spotka blondynkę miało być dopisywane do moich przewinień. To było oczywiste, że nie wróci nienaruszona. Na pewno będzie miała na swoim ciele ślady porwania, może pobicia, albo nawet i czegoś więcej.
Szybko pokręciłam przecząco głową, żeby odrzucić z niej to wszystko i wzięłam kilka głębokich oddechów, aby się uspokoić. Nie mogłam panikować, kiedy w szkole był szpieg Derrena.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pią Paź 30, 2015 6:53 pm



Nie byłem do końca pewien jak powinienem zareagować na słowa Sky. Początkowo jej wypowiedź wprawiła mnie w słuszne zaskoczenie. Potrzebowałem chwili by uporządkować myśli, które w tym samym momencie zaczęły przekrzykiwać się w mojej głowie, tak jakbym nie mógł skupić się na tylko jednej z nich. Nie skupiałem się na tym, że swoją obecnością poważnie namieszałem w życiu Sky. Chciałem być przy niej, chciałem by należała do mnie i niespecjalnie obchodziły mnie konsekwencje, z jakimi wiązało się moje pragnienie. Przynajmniej ten jeden raz byłem pewien, że nie rozwalałem czyjegoś życia z powodu chwilowej zachcianki, kaprysu, który pchał mnie w siatkę nieodpowiednich czynów. Nie mógłbym żyć bez tej dziewczyny, nawet gdybym chciał. Chodziło o coś znacznie więcej. Mimo to poczułem nieprzyjemne ukłócie, gdy zdałem sobie sprawę z tego co tak naprawdę mogło być powodem zniknięcia Clarie.
Sky nie powinna czuć się winna, doskonale wiedziałem, że gdyby nie moja obecność, dziewczyna nie próbowałaby odciąć się od życia w jakie się wplątała. Nadal byłaby z Derrenem, posłuszna i daleka od swojej prawdziwej osobowości, jednocześnie jednak bezpieczna. Jej przyjaciółka nie byłaby narażona na niebezpieczeństwo. Nie mogłem znieść świadomości, że to właśnie z mojego powodu, Sky była w tak kiepskim stanie. Nie powinny dręczyć jej jakiekolwiek wyrzuty sumienia, za to ja miałem pełne prawo, by mieć do siebie pretensje.
-To nie twoja winna... – nie byłem w stanie spojrzeć jej w oczy. W końcu jak mógłbym to zrobić, skoro przeze mnie widniał w nich tak obezwładniający smutek ? Zaczynałem odczuwać poważne wątpliwości. Przez ostatnie kilka dni nie myślałem praktycznie o niczym poza Sky i możliwości bycia z nią. Nawet nie brałem pod uwagę tego, że miałoby nam się nie udać. W końcu chciałem z nią być, a czy kiedykolwiek liczyło się coś więcej niż moje potrzeby? Powoli zaczynało do mnie docierać, że tym razem sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Nie byłem już nastolatkiem, który nie liczył się z tym czy zrani uczucia chłopaka, któremu odbije dziewczynę. Nie chodziło już o porzucenie partnerki tylko po to by związać się z kimś innym, świeższym, nowszym. W tej chwili wyrządałem o wiele większą krzywdę, moje postępowanie miało znacznie poważniejsze konsekwencje. Jak czułbym się z myślą, że Clarie stało się coś przeze mnie ? A co ważniejsze, jak czułaby się Sky powoli zaczynając rozumieć, że świat wokół niej zaczął się walić tylko z mojego powodu ? Przeczesałem włosy palcami nerwowo wypuszczając powietrze. Zawsze taki byłem, od kiedy pamiętałem potrafiłem całkowicie naplątać w czyimś życiu. Czy naprawdę chciałem zrobić coś podobnego ze Sky ? W końcu podniosłem na nią wzork, jej imię przywołane w mojej głowie sprawiło, że zwyczajnie musiałem na nią spojrzeć. Jeszcze nie zdążyłem jej odzyskać, czy więc tak naprawdę mogłem ją stracić ? Może chociaż ten jeden cholerny raz mógłbym uszanować to, że ktoś był poza moim zasięgiem ? Powinienem był to zrobić, chociaż ze względu na to co czułem do Sky. Narażanie na niebezpieczeństwo osoby, na której tak mi zależało było ostatnim czego chciałem. Nie wiedziałem do czego zdolny był Derren, by zatrzymać Sky przy sobie, czułem jednak, że nie miałby skrupułów by skrzywdzić osoby z nią związane, czy nawet nią samą. Oczywiście, że byłem gotów do tego by walczyć o Sky, powiedziałem jej o tym i nie kłamałem, miałem zamiar się tego trzymać. Czy jednak nie było to zbyt egoistyczne, nawet jak na mnie ? Jak wiele osób mogło ucierpieć przez to, że pragnąłem być ze Sky ? Nie wiedzieć czemu, poczułem nagły przypływ złości skierowany w stronę siedzącej nieopodal mnie dziewczyny. Czy naprawdę musiała wplątywać się w ten świat? Po jaką cholerę ściągnęła na siebie tyle problemów ? Zostawiłem ją na pieprzone jedenaście lat, a w tym czasie zdążyła wpakować się w życie, o jakim nawet nie powinna mieć pojęcia. Najwidoczniej byłem jej potrzebny o wiele bardziej niż obydwoje przypuszczaliśmy. Gdybym był przy niej teraz z pewnością nie siedzielibyśmy w gabinecie pielęgniarki. Kto wie, może zamiast patrzeć na opatrunek na jej dłoni, zerkałbym na starannie wybrany pierścionek zdobiący jej palec. Westchnąłem niepewny tego co powinienem był zrobić. Miałem przed sobą sporo do przemyślenia, boleśnie zdawałem sobie sprawę z tego, że każda z moich decyzji obarczona była koszmarnymi konsekfencjami.
Nie udało mi się powiedzieć nic więcej, gdy do gabinetu weszła pielęgniarka oznajmiając, że mogliśmy wrócić na zajęcia. Poczułem jak Sky chwyta mnie za rękę, nie opierałem się gdy zaczęła ciągnąć mnie za sobą. Zdecydowanie za bardzo lubiłem czuć jej dotyk. Chciałem złapać jej dłoń, gdy poczułem jak dotyka mojego torsu i nie pozwolić tak szybko jej zabrać, póki co jednak nadal byliśmy w gabinecie pielęgniarki. Na moment pozwolił moim zmartwieniom odlecieć w krainę zapomnienia, a na mojej mimowolnie wykwitł uśmiech. Nie czekałem nawet sekundy, gdy tylko pielęgniarka zamknęła za nami drzwi złapałem Sky za biodra, pchając ją na ścianę i przyciskając ją do niej własnym ciałem.
-Twoj Iron Man, tak? - szepnąłem do jej ucha. Potrzebowałem zaledwie kilku sekund by poczuć się tak cholernie rozpalony. Trzymałem ją mocno, praktycznie nie pozwalając jej się ruszyć. Zacząłem całować jej policzek, milimetr po milimetrze powoli, tak cholernie powoli zbliżając się w stronę jej ust. Wsunąłem jedną dłoń pod jej bluzkę chcąc poczyć dotyk jej skóry. Cholera, moment w jej obecności wystarczył, bym całkiem odpłynął. Nie przerywając drobnych pocałunków, które doprawdzały mnie do szału sunąłem dłonią po jej nagich plecach. Gdy dochodziłem już do kącików jej ust nieznacznie odsunąłem się od jej twarzy. Niemalże poczułem falę rozczarowania bijącą od dziewczyny. Na jej i moje szczęście nie miałem jednak tak silnej woli, by powstrzymywać się jeszcze chwilę dłużej. Zabrałem dłonie z jej ciała i chwyciłem jej twarz przyciągając ją do siebie, nawet nie pozwalając jej wcześniej zaczerpnąć tchu. Miliony dreszczy tak silnych, że byłby w stanie pozbawić mnie przytomności przebiegły przez moje ciało, w chwili gdy nasze usta w końcu się zetknęły. Zdecydowanie jednak zetknięcie nie było tu odpowiednim słowem. Wdychałem oddech Sky z takim pragnieniem jakbym dzięki temu mógł zniszczyć wszystkie otaczające nas problemy. Mocniej nabarłem na dziewczynę jednocześnie do reszty tracąc kontrolę nad swoimi ustami. Moje wargi dosłownie oszalały, byłem zsynchronizowany ze Sky w taki sposób, że nawet nie musiałem zastanawiać się nad tym co robiłem. Prowadziło mnie pragnienie i ta cholerna namiętność. Złapałem jej pośladki jednocześnie przyciągając jej jeszcze bliżej siebie. Oddałbym wiele za to by w tej chwili móc być z nią gdzieś indziej, niż na korytarzu akademii. Bez problemu pozbawiłbym ją tych spodni, nie chciałem czuć jej ciała tylko przez materiał ubrania. Sunąłem rękami po jej ciele jakbym chciał by każdy jego milimetr zapamiętał mój dotyk. Czułem jak dziewczyna drżała za każdym razem, gdy dotykałem ją mocniej. W tej chwili zwyczajnie nie byłem w stanie się od niej oderwać, nawet jeśli faktycznie powinienem był to zrobić. Gdyby teraz poprosiła bym zabrał ją w jakieś bardziej ustronne miejsce, obawiałem się, że nie byłbym w stanie dłużej czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pią Paź 30, 2015 8:42 pm




Nie zdążyłam dodać od siebie niczego, kiedy Liam rzucił mnie na ścianę (znowu). Momentalnie z głowy mi wszystko wyleciało, a ja wpatrywałam się w chłopaka jak zahipnotyzowana. Za każdym razem, kiedy tak lądowaliśmy, reagowałam dokładnie tak samo. Serce mimowolnie zaczęło mi szaleć w klatce piersiowej, jakby chcąc wpaść prosto w ręce Stylesa i dać znak, że może z nim zrobić co tylko zechce, że należało do niego. Czułam jak te uderzenia dosłownie rwą mnie w stronę mężczyzny, który znajdował się tak blisko, zaledwie kilka centymetrów. Mój oddech przyspieszył, klatka piersiowa wydawała mi się tak cholernie ciężka, jakby ktoś położył mnie plecami na ziemi, a na cycki postawił mi wielki, ciężki głaz, który tylko Herakles może przenieść. On mnie przygniatał, utrudniając oddychanie, a w tym momencie tym głazem był Liam. Jeszcze to się zwiększało, kiedy poczułam jego dłonie na swojej nagiej skórze. W miejscu, w które zawędrowały pozostawała gęsia skórka i za każdym razem dreszcze miotały moim ciałem. On na pewno widział jak na mnie działał i perfidnie to wykorzystywał. A ja mu się dawałam, bo właśnie tego potrzebowałam. Chyba miałam przy nim zalążki masochizmu i wcale mi to nie przeszkadzało.
Kiedy nasze usta się zetknęły, poczułam się jak wulkan w momencie wybuchu. Żar rozszedł się najpierw powoli, ale potem walnął niczym spadająca na ziemię lawina. Wszystko we mnie buzowało i gdyby chłopak nie trzymał mnie tak blisko ściany i siebie, unieruchamiając na wszelkie możliwe sposoby, to rozpłynęłabym się. Jeszcze to, że był bez koszulki nie ułatwiało mi koncentracji, nawet nie chciałam aby tak było. Moje dłonie wiedziały, czego ja chciałam. Powędrowały na jego tors i zaczęły delikatnie płynąć po nim, samymi opuszkami palców i bardzo powoli. Zataczały kręgi na miejscach, na dłużej zatrzymywały się przy sutkach i potem wędrowały dalej. Działały instynktownie, powtarzając wędrówkę w górę i w dół, a za każdym razem coraz niżej.
Nie spodobało mi się te kilka sekund, podczas których Styles się ode mnie odsunął i nie ukrywałam tego w żaden sposób. Jęknęłam nawet niezadowolona, ale na całe szczęście w końcu wrócił do wykonywanej wcześniej czynności. Tym razem już nie błądziłam dłońmi po jego ciele. Tym razem zarzuciłam mu ręce na ramiona i prawą wplotłam w jego miękkie włosy. To było coś niesamowitego. Ten obezwładniający zapach, ciepło, dotyk, hipnotyzujące spojrzenie, pocałunki…Mogłabym żyć jedynie z tego, bez jedzenia i picia. To było oszałamiające i paraliżująco rozkoszne. Wolałam nawet nie wyobrażać sobie co by było, gdybyśmy byli teraz znowu w moim mieszkaniu, albo w jego.
- Przez tyle lat… – zaczęłam tym razem samemu się odrywając od niego, aby złapać kilka oddechów. – Jedenaście lat się oszukiwałam, że potrafię sobie poradzić, kiedy nie ma ciebie obok. Nie potrafię, potrzebuję cię – dodałam po chwili i lekko go od siebie odepchnęłam. Nie było to mocne, ani nachalne. Po prostu było mi duszno i myślałam już tylko o sexie z nim, nawet w głupim schowku w akademii. Jednak już i tak nie mieliśmy dobrej opinii wśród wykładowców. Dolewać oliwy do ognia nie wolno było. Zwłaszcza, że to był dopiero czwarty dzień nauki w tej placówce. Zabawne, odnosiłam wrażenie, że było to o wiele dłużej. Czułam się tak, jakbyśmy spędzili ze sobą nie dwie pary doby, ale kilka miesięcy. Pchało mnie do niego tak, jakbym była rzepem na psim ogonie. Byłam do niego przywiązana, w pewien sposób od niego uzależniona. Sama jego obecność potrafiła odpędzić wszelkie moje smutki. Przy nim byłam pewna, że sobie poradzę. Byłam pewna, że zerwę z Derrenem, zostawię gang i pokażę, że lepiej, aby nie próbowali w żaden niegrzeczny sposób zmusić mnie do zmiany zdania. Liam sprawiał, że byłam silniejsza. Już nie tylko czułam się taka, ale naprawdę byłam silniejsza. Przy nim to, z czym miałam się zmierzyć w najbliższym czasie, nie wydawało się takie straszne. Nie czułam presji, nie bałam się. Póki miałam obok swojego przyjaciela, którego kochałam całym swoim sercem, z wszystkim mogłam sobie poradzić. Jeśli na koniec będziemy razem. Jeśli na koniec wszystko zostawimy za sobą, może zmienimy miejsce zamieszkania i pójdziemy na inne studia aktorskie. Jeśli będziemy mieli w nosie przeszłość, przerwę w znajomości i tyle osób, które będą próbowały nas rozdzielić, bo będziemy wiedzieli, że im się to nie uda. Mogłam to znieść. Mogłam znieść wszystko, jeśli tylko miał zostać ze mną Styles.
- Proszę, nie zostawiaj mnie. Wspieraj, pomagaj i bądź przy mnie. Niczego więcej nie potrzebuję – wiem, że to było za wcześnie aby mówić coś takiego, kiedy się jeszcze nie znaliśmy tak dobrze jak kiedyś, ale naprawdę potrzebowałam to z siebie wyrzucić. Liam był dla mnie niczym magiczny bukłak wiecznie napełniający się świeżą, zimną wodą na świecie, będącym jedynie pustynią. Bez jezior, rzek i słodkich zbiorników, bez soczystych owoców. Nawet nie jadłam, głód zaspokajał mi tylko ten napój w magicznym bukłaku. Aby przeżyć, potrzebowałam tylko tego. Bez tego nie byłabym w stanie iść dalej na równych siłach, nie mogłabym trzymać normalnego tempa chodu. Byłabym wycieńczona, spragniona i głodna. A kiedy miałam ten miały drobiazg, wiecznie napełniający się cieczą, mogłam żyć. Mogłabym mieć więcej, ale nie było to tak konieczne jak woda.
Trochę obawiałam się reakcji ciemnowłosego na moją wypowiedź. Kiedyś powiedziałabym, że uśmiechnie się i powie, że nigdy mnie nie zostawi i zawsze będzie obok mnie. Ale teraz nie miałam pojęcia jak zareaguje. Może znałam małego Liama, ale nie tego dorosłego. Nie tego dwudziestotrzyletniego mężczyznę, którego właśnie miałam przed sobą. Wiedzieliśmy o sobie rzeczy jedynie z pierwszej połowy naszego dotychczasowego życia. Druga była jeszcze dla nas obca, a trudno nam przychodziło rozmawiać ze sobą. Za każdym razem, kiedy była na to szansa, kończyło się na pocałunku i obmacywaniu. Nie żeby mi to przeszkadzało, ale trochę utrudniało ponowne poznanie się.
- I musimy w końcu porozmawiać bez kończenia na ścianie, albo na łóżku, albo w wodzie… – dodałam po chwili, przedłużając moment, w którym otrzymam od niego odpowiedź na moje słowa. Ja naprawdę byłam tym przerażona. Obawiałam się, że mnie wyśmieje i okaże się, że tylko grał przez cały ten czas. Obawiałam się, że zaraz się obudzę obok Derrena i okaże się, że to wszystko było tylko cudownym snem. Obawiałam się, że przez moje słowa, Styles odsunie się nie wiedząc co powiedzieć i odejdzie bez słowa. To ostatnie chyba było najgorszą z możliwych opcji, bo przy pierwszych jeszcze bym sobie jakoś poradziła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:15 am



Słuchałem jej słów niepewny tego czy powinienem pozwolić jej mówić dalej czy też zamknąć jej usta w kolejnym pocałunku. Miałem ochotę zarówno na jedno jak i na drugie. Może nie powinienem tego robić, jednak nieznacznie odsunąłem się od dziewczyny, gdy ta błagalnym wręcz głosem zaczęła prosić bym jej nie zostawiał? Dlaczego właśnie teraz? Dlaczego musiała wspominać o tym w chwili, gdy faktycznie zastanawiałem się nad taką alternatywą. Nie składałem obietnic, których później nie miałbym dotrzymać, dlatego zwyczajnie nie wiedziałem co mógłbym odpowiedzieć. Tęsknota w jej oczach przyprawiała mnie o bolesne skurcze serca. Nie miała pojęcia jak bardzo chciałem być przy niej, najwyraźniej jednak jeszcze nie zdała sobie sprawy z czym to się wiązało. Jak miałem jej uświadomić, że będąc razem narażalibyśmy ludzi wokół? Mogłaby stracić osoby, na których najbardziej jej zależało. Nie chciałem by cierpiała. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że widziała wachanie w moich oczach, nawet nie próbowałem tego przed nią ukrywać.
-Nigdzie się dzisiaj nie wybieram, Weber – powiedziałem z uśmiechem, który miał odgonić jej zmartwienia. Wiedziałem jednak, że nie takiej odpowiedzi oczekiwała. Sam też wolałbym móc obdarzyć ją innymi słowami. Niestety nie mogłem tego zrobić. Nie spodziewałem się usłyszeć od niej czegoś podobnego. Tak naprawdę nie pragnąłem niczego prócz tego, by Sky mnie potrzebowała. Nie była w stanie skierować w moją stronę słów, które miałyby dla mnie większe znaczenie. Świadomość tego jak ważny dla niej byłem wbijała mnie w ziemię. Dziwne, zdawało mi się, że po usłyszeniu czegoś podobnego powinienem czuć się uskrzydlony. Odsunąłem się od dziewczyny nie chcąc by odczytała z mojej twarzy jeszcze więcej. Musiałem jeszcze przez moment udawać, że wszytsko było w porządku. Nie potrafiłem rozwiać jej nadzieji. Musiałem przemyśleć wszystko znacznie poważniej i chociaż przez moment nie kierować się szalejącymi we mnie emocjami. Pomyśleć, że jeszcze parę dni temu byłem jednym z bardziej opanowanych ludzi na świecie. Najwidoczniej obydwoje narobiliśmy bałaganu w swoich życiach. Nie przeszkadzało mi to. Pozwoliłbym Sky zburzyć cały mój świat, mogła wywrócić go do góry nogami i tak nie miał znaczenia, nie w chwili, gdy miałbym przebywać w nim bez niej. Stanąłem obok dziewczyny opierając się o ścianę.
-W zasadzie moglibyśmy jeszcze wylądować w moim samochodzie, w pustej klasie, w tamtym kantorku – skinieniem wskazałem w stronę drzwi od magazynu. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu widząc minę Sky –...och, nie mówiąc już o moim mieszkaniu, jeszcze tam nie byłaś. Mam świetną skórzaną kanapę, cholernie wygodne łóżko, nie mówiąc już o niesamowicie solidnym blacie w kuchni – zdawałem się nie zauważać tego jakie wrażenie robiły moje słowa na Sky –Rozumiesz, lubię kiedy mam dobrze urządzone mieszkanie – błysnąłem zębawi w stronę dziewczyny –Ale oczywiście masz rację. Od tej pory będę trzymał ręcę przy sobie – jakby na dowód wsunąłem dłonie do kieszeni spodni. –Od tej pory nawet cię nie dotknę, póki nie będe pewny, że udaje nam się poznawać na nowo jak normalnym ludziom. Z resztą nie powinienem tak naruszać twojej przestrzeni osobistej. Wybacz Sky – powiedziałem odbijając się od ściany i robiąc kilka kroków do przodu. Oczywiście fakt, że nadałem swoim ruchom więcej płynności był tylko czystym przypadkiem.
-Chodź, mamy jeszcze zajęcia, ludzie z pewnością za mną tęsknią – chciałem złapać dziewczynę za rękę i pociągnąć za sobą, zdążyłem już wyciągnąć dłoń w jej stronę, gdy w porę przypomniałem sobie o wcześniej złożonej obietnicy –Ups, prawie bym zapomniał – rzuciłem ponownie wsuwając dłoń do kieszeni spodni. Tym razem skierowałem się w stronę wyjścia z bez większych problemów. Sky szła obok nieświadomie pozbawiając mnie koncentracji. Wyglądało na to, że dziewczyna nie była jedyną osobą skazaną na tortury. Miałem ochotę wsadzić ją do samochodu i faktycznie pokazać mieszaknie. Bardzo szczegółowo. Jakimś cudem udało mi się przywołać na twarz wyraz nonszalacji, wielka szkoda, że nie potrafiłem z taką łatwością opanować chaosu jaki panował w moim wnętrzu. Cóż, przynajmniej udawało mi się zachowywać pozory. Przelotnie spojrzałem w stronę Sky zastanawiając się jakie to myśli mogły przebiegać przez jej głowę. Kto wie, może faktycznie była ciekawa mojego mieszkania. Powoli dochodziliśmy w stronę sali ćwiczeniowej. Musiałem przyznać, że opuściła mnie ochota do dalszych zajęć. Cieszyłem się, że jutro czekał mnie dzień wolny, nawet jeśli jego część miałem poświęcić na wykonywanie projektu. W końcu pracowałem w grupie ze Sky, a przebywanie w jej obecności zdecydowanie należało do jednych z przyjemnijeszych czynności. Nawet jeśli w tej chwili dosłownie mną nosiło. Oczywiście, że Sky miała rację, powinniśmy porozmawiać, naprawdę tego chciałem. Problem w tym, że jednocześnie z pewnością nie narzekałbym, gdybyśmy mieli chwilę dla siebie w jakimś cichym i spokojnym miejscu. Chociaż nie wydawało mi się, by pomieszczenie, w którym mielibyśmy się znaleźć długo pozostało ciche i spokojne.
-Jasna cholera... – mruknąłem pod nosem dziwiąc się, że jeszcze nie straciłem kontroli. Weszliśmy do sali nie zwracając na siebie większej uwagi.
-I jak, to nic poważnego? – spytał wykładowaca przelotnie zerkając na Sky, po czym przeniósł wzork na mnie –Jak właściwie do tego doszło?
-To raczej nic poważnego, zwykłe rozcięcie. Potknęła się i przewróciła na lustro – rzecz jasna nie miałem zamiaru mówić, że Sky uderzyła w szklaną taflę, chcąc w ten sposób dać upust złości. Wykładowca spokojnie pokiwał głową.
-W porządku, dobrze, że to nic groźnego. Usiądź ze swoją dziewczyną na ławce, macie wolne do końca zajęć. Lepiej się nie nadwerężać. A swoją drogą, świetny taniec, bardzo emocjonalny – powiedział mężczyzna wprawiając mnie w lekkie zdziwienie.
-Oczywiście, zajmię się swoją dziewczynę – odparłem tym razem jednak nie rzucając Sky beztroskiego uśmiechu. Spojrzałem na nią z ciepłem w oczach. Może nie zdawała sobie z tego sprawy, ale w moich słowach kryła się obietnica. Miałem zamiar móc faktycznie nazywać ją swoją dziewczyną. W zasadzie mógłbym także nazywać ją swoją nażeczoną, żoną i jedyną kobietą, którą chciałem mieć obok siebie już przez całe życie.
Skierowaliśmy się w stronę ławek, na których siedzieli Layila i Sebastian. Nadal nie miałem okazji z nim porozmawiać. Przyglądałem mu się przez moment. Z tą jasną skórą, czarnymi włosami opadającymi na oczy i intensywnie niebieskimi oczami miał sporą szansę zostać nowym bożyszczem nastolatek, grając w jakimś serialu o wampirach. Nie wydawało mi się, by w najbliższym czasie miały one wypaść z mody. Zdecydowałem się zająć miejsce obok Layili.
-Mamy mały problem, nie będziemy mogli spotkać się u Sebastiana – zagadnęła Layila.
-A to czemu? – spytałem kierując swoje słowa do chłopaka.
-Do mojego współlokatora przyjeżdża dziewczyna. Pozwól, że nie będę wdawać się w szczegóły... – odezwał się głębokim głosem. O tak, wampir jak się patrzy.
-Właściwie to nie problem, możemy spotkać się u mnie. Co ty na to Weber? Chcesz obejrzeć moje mieszkanie? – zwróciłem się do dziewczyny z uśmiechem na twarzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:23 am




Nie poczułam się ani uspokojona, ani lepiej, kiedy usłyszałam jego odpowiedź. Widziałam w jego oczach niepewność i wahanie, więc niemal uderzyła we mnie świadomość, że brał pod uwagę ponowne zostawienie mnie. Nie mogłam w to uwierzyć. Jak mógł o tym myśleć po tym, czego się dowiedział? Jak mógł brać to pod uwagę, kiedy wiedział, że go kocham i potrzebuję? Dlaczego nie mógł ze mną zostać pomimo tego wszystkiego, co stoi na naszej przeszkodzie? Chciał tego, jasno dał mi to do zrozumienia. Dlaczego więc to ignorował, chcąc się oddalić? Nie wierzył, że naprawdę chcę zerwać kontakty z Derrenem i Białymi Krukami? Nie wierzył, że porzucę to życia tylko po to, aby móc bez obaw cieszyć się każdą chwilą spędzoną w jego towarzystwie? Nie ufał mi?
Miałam ochotę się rozpłakać, ale zamiast tego po prostu spuściłam wzrok i przygryzłam wargę, aby się powstrzymać. Nie wiedziałam dlaczego on w ogóle brał pod uwagę rozstanie, ale musiał mieć jakiś poważny powód. Inaczej po co miałby to robić, kiedy naprawdę mu na mnie zależało? Pokazywał mi to praktycznie na każdym kroku. Widziałam w jego oczach uczucia, którymi mnie darzył. Jego brązowe tęczówki odzwierciedlały wszystko. U mnie było to samo. Musiał zdawać sobie sprawę z tego, że go kochałam. Jeśli on mnie zostawi…Jeśli znowu odejdzie bez słowa, to ja tego nie zniosę. To będzie tak, jakby ktoś roztrzaskał drugą połowę mojego serca, pozbawił mnie oddechu i życia. Nie wiem co ja wtedy ze sobą zrobię, ale to na pewno nie będzie nic…dobrego. Jeszcze bym sobie poradziła, jeśli nie spotkałabym Liama po tych jedenastu latach, nie całowała się z nim, ani nie wylądowała z nim prawie w łóżku już drugiego dnia. Dałabym radę, gdyby nie dał mi nadziei, nie pojawił się ponownie w moim życiu i nie pokazał, że mu na mnie zależy. Ale teraz, kiedy to wszystko miało miejsce i kiedy wiedziałam, że tylko z nim mogłabym i chciałam iść przez życie, nie poradziłabym sobie. Nie chciałam znowu go stracić, a już na pewno nie na zawsze.
Kiedy zaczął mówić, wszystko we mnie zaczęło wariować. Mimowolnie wyobrażałam sobie, co takiego moglibyśmy robić we wspomnianych przez niego miejscach i niemal poczułam jak odbija się to tam, gdzie nie powinno. Musiałam przełknąć ślinę i się opanować, żeby nie skorzystać w tym momencie z chociaż jednego miejsca, który wskazywał za odpowiednie Styles. Czy on w ogóle wiedział jak bardzo na mnie działał? Już tylko swoim głębokim głosem, wspominającym o tym, gdzie to nasze wspólne zabawy mogłyby mieć miejsce przyprawiał mnie o motyle w brzuchu. Całkowicie traciłam przy nim panowanie i pewność siebie. Zachowywałam się jak mała, niedoświadczona dziewczynka, która dopiero wchodzi w życie, więc musiałam się opanować. O dziwo wyszło mi to o wiele lepiej niż sądziłam, że wyjdzie i na mojej twarzy pojawił się taki sam zadziorny uśmieszek, jaki posiadał w tym momencie mężczyzna.
- I myślisz, że byłbyś w stanie te wszystkie rzeczy ze mną zaliczyć? – skomentowałam mocnym głosem, opierając dłonie o biodra i wyrzucając je lekko w prawą stronę. – Wysoka poprzeczka… Na pewno dałbyś radę? – dodałam i celowo przejechałam językiem po swoich ustach wolniej, żeby mógł mi się przyjrzeć w takiej odsłownie dłużej niż to było konieczne. Starałam się za tą postawą ukryć to, co naprawdę się we mnie kotłowało. Nie musiał wiedzieć, że w środku byłam wybuchową mieszanką przerażenia, paniki i wściekłości. Przerażona byłam tym, że chciał mnie zostawić, a wściekła tym, że w ogóle brał to pod uwagę, wiedząc co do niego czułam.
Kiedy się odwrócił w stronę sali i wyciągnął w moją stronę dłoń tak, jakby chciał mnie złapać, wystawiłam moją, aby mu to ułatwić. Niestety jednocześnie on zabrał swoją i natrafiłam tylko na powietrze. To mnie jeszcze bardziej zaniepokoiło, bo co jeśli już zdecydował? Co jeśli chciał odejść i nigdy nie wracać? Co jeśli chciał się oddalić ode mnie i zapomnieć? Naprawdę bym tego nie zniosła.
Spojrzałam na niego zaskoczona tym, że warknął cicho tego typu komentarz pod nosem, ale już nie miałam szansy na spytanie go o powód. Dotarliśmy do sali i musieliśmy porzucić chęć rzucenia się na siebie nawzajem, bo to byłaby niezbyt korzystna reklama nas samych. Opanowałam się i mimowolnie złapałam za obandażowaną dłoń, myśląc nad tym, co takiego widzieli wszyscy dookoła nas. Obawiałam się, że może dostrzegli to, iż sama się okaleczyłam, ale na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Odetchnęłabym z ulgą, gdyby nie komentarz wykładowcy, który wywołał na mojej twarzy bardzo mocne i na pewno widoczne rumieńce. Musiałam spuścić wzrok, żeby rozczochrane włosy je zasłoniły. Niestety nie pomogło to w przypadku wszystkich osób, które na mnie spojrzały, bo dostrzegłam na ich twarzach jednoznaczny uśmiech. Niemal od razu jak to zauważyłam spojrzałam na Liama i nie mogłam nie odwzajemnić tego, jak ciepło mi się przyglądał. To dosłownie stopiło lód, który powstał przez moje wątpliwości i obawy sprzed kilku minut. Byłam gotowa rzucić i zrobić dla niego wszystko. On na pewno to dostrzegł, ale nie zauważyłam jego reakcji na to, bo zajął miejsce. Ja zrobiłam to samo i odpłynęłam myślami w zupełnie inny świat. Zaczęłam wyobrażać sobie to, co byśmy teraz mieli, gdyby nas nie rozdzielono. Może miałabym na palcu pierścionek zaręczynowy? Albo nawet obrączkę? Może mieszkalibyśmy we dwójkę w niewielkim, jednorodzinnym domku z ogródkiem gdzieś na obrzeżach miasta i spędzali ze sobą każdą wolną chwilę? Może nawet spodziewaliśmy się…Nie, Stop! To już przesada! Sky, ogarnij się!
Potrząsnęłam szybko głową i dostrzegłam, że wszyscy opuszczali salę, gdyż zajęcia się zakończyły. Nie zauważyłam nawet kiedy cały ten czas upłynął, ale nie przeszkadzało mi to. Zebrałam swoje rzeczy, włączyłam telefon i ruszyłam za swoją grupą na parking. Nim jednak udało nam się tam dotrzeć, zauważyliśmy radiowóz policyjny przed szkołą i dwóch funkcjonariuszy prawa, którzy dyskutowali z panią Delanay. Niemal jednocześnie z moim skrętem w prawo, wskazała na mnie, a obaj ruszyli w moim kierunku, nawołując mnie po nazwisku. Zatrzymałam się i spojrzałam na nich z uśmiechem, za którym tak naprawdę kryła się panika. Nie wiedziałam dlaczego mnie zatrzymali, ale miałam swoje przypuszczenia. Po ich słowach, zachwiałam się na nogach i musiałam usiąść, żeby nie stracić równowagi. „Przykro nam, znaleźliśmy dzisiaj ciało pani współlokatorki w dokach przy porcie…”, te słowa odbijały się niczym echo po mojej głowie, a do mnie docierało, że to była moja wina. Starałam się niczego po sobie nie pokazać, ale byłam dosłownie roztrzaskana.
- Domyśla się Pani, kto mógłby chcieć śmierci pani współlokatorki? – niemal odruchowo pokiwałam głową na znak, że tak, a policjanci prawie siłą wycisnęli ze mnie, że posądzałam o to Derrena Johnson, lidera gangu Białe Kruki. Nie wydawali się tym zaskoczeni, ale odnotowali to i podali wizytówkę, informując że jeśli o czymś sobie przypomnę, to mam do nich zadzwonić. Niedługo potem oddalili się, zostawiając mnie na ławce, łapiącą się za głową i chcącą wybuchnąć płaczem. Spodziewałam się tego, ale nie chciałam mieć racji. Nie chciałam, żeby okazało się, że naprawdę Claire była martwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:24 am



Moje myśli oscylowały wokół słów jakie w przeciągu ostatnich kilku godzin usłyszałem od Sky. Nadal nie docierało do mnie, że faktycznie była tak blisko, a z jej ust, które całowałem z takim zapamiętaniem wydobywały się zdania kierowane wprost do mnie. Mimo zmartwień coraz ciaśniej tłoczących się w umyśle, na mojej twarzy zagościł delikatny uśmiech. Bądź co bądź, Sky naprawdę tu była, wyzwalając we mnie niewytłumaczalną wręcz chęć, by być obok niej. Miałem ochotę spędzić z nią cały dzień, tak jak zwykliśmy to robić lata temu, praktycznie nie opuszczając siebie nawzajem. Wcześniej tak tego nie postrzegałem, teraz jednak widziałem, że faktycznie zwykliśmy spędzać razem praktycznie każdą wolną chwilę głodni swojego towarzystwa. Moje pragnienie bycia przy niej nie zelżało mimo upływu lat. Mimo, że nie znałem nowej części jej osobowości, nadal czułem się jakbym miał przed sobą tę samą osobę, jakbym patrzył na zagubioną część siebie.
-Chcesz skoczyć coś zjeść? – odwróciłem się na dźwięk głosu Layili. Zdążyła już się przebrać, luźną koszulkę i legginsy zamieniła na czarne szorty ukazujące długie nogi w prawie pełnej odsłonie oraz karmazynowy T-shirt z logo zespołu Guns’n’Roses.
-Słuchasz Gunsów? – spytałem palcem wskazując na nadruk z jej bluzki. Dziewczyna przeniosła wzrok na swoją koszulkę, jakby dopiero w tej chwili zdała sobie sprawę z tego co miała na sobie.
-To nie do końca jest odpowiedź na moje pytanie – odparła z uśmiechem kryjącym się w oczach. Mimowolnie błysnąłem zębami w jej kierunku.
-Tak, cholernie chętnie skoczę z tobą coś zjeść – powiedziałem nagle zdając sobie sprawę z tego, że faktycznie byłem głodny –Słuchasz Gunsów? - powtórzyłem, tym razem wywołując uśmiech na jej twarzy.
-Słucham – czy mogła istnieć bardziej lakoniczna odpowiedź?
-Świetnie! Idę się przebrać, poczekasz przed salą? – kiwnęła głową, co wziąłem za odpowiedź. Sky zapewne zdążyła już się zmyć, mimo dość usilnego rozglądania, nigdzie nie dostrzegłem mojej przyjaciółki. W zasadzie nawet mnie to nie zdziwiło. Taką ją pamiętałem, miała w zwyczaju znikać bez słów, bez pożegnań. Sam zachowywałem się podobnie. W końcu byliśmy pewni tego, że kolejny dzień należał do nas, że czekało nas następne spotkanie. Może to i lepiej, że nie zdążyliśmy pożegnać się przed moim niespodziewanym wyjazdem.
Przebranie się nie zajęło mi wiele czasu. Czułem się zmęczony, jednak w dzisiejszym dniu nie dane mi było odpocząć, za parę godzin miałem zjawić się w klubie, w którym pani Delaney zdecydowała się uczynić ze mnie jedną z atrakcji wieczoru. Ciekawe jakby zareagowała na wieść o tym, że nadal nie miałem przygotowanego repertuaru? Nawet mnie to nie stresowało. Nie miałem tremy przed występami publicznymi, gdyby tak było raczej nie miałbym czego szukać w akademii aktorskiej. Wieloktornie zdarzało mi się wychodzić na scenę całkiem spontanicznie i bez większego przygotowania. Wolne godziny jakie pozostały mi do pojawienia się w klubie mogłem wykorzystać na przygotowania, ja jednak wolałem spędzić ten czas w towarzystwie Layili. Kompletnie nie rozumiałem przyjacielskiej relacji jaka się między nami zawiązywała, mimo to postanowiłem nie poddawać jej głębszej analizie. Czułem się dobrze przy nowo poznanej dziewczynie, nic więcej nie powinno mnie obchodzić.
-Coś się stało... – dość niepewnym głosem odezwała się Layila gdy podszedłem w jej stronę.
-O co chodzi? – spytałem czując lekkie zaniepokojenie. Layila wyglądała na naprawdę zmartwioną.
-Sky Weber zwinęła policja – do rozmowy nieproszenie wtrąciła się Sheila –Dziwicie się? Dziewczyna ma gdzieś prawo czy choćby zasady moralne, w końcu musieli ją zwinąć – spojrzałem w jej kierunku z nieskrywaną irytacją.
-Och, zamknij się Sheila – powiedziałem ku zdziwieniu zebranych wokół studentów –Layila, wsiadaj do auta
-Ale...
-SAMOCHÓD DO CHOLERY! – wrzasnąłem tracąc panowanie nad sobą. Layila bez słowa poszła za mną do auta. Kompletnie nie rozumiałem z jakiego powodu Sky została zatrzymana przez policję. Zdawałem sobie sprawę z tego, że służby prawa wolały nie zadzierać z członkami gangów, nawet jeśli zdawali sobie sprawę z tego, że ich postępowanie znacznie wykraczało poza ogólnie przyjęte normy.
-Czasami jesteś strasznie porywczy... – cichy głos Layili przedarł się do mojej głowy. Odwróciłem głowę uśmiechając się lekko do dziewczyny.
-Taki mój urok skarbie – powiedziałem odpalając samochód. W zasadzie nawet nie wiedziałem dokąd mielibyśmy pojechać. Mimo, że spędziłem w Bevery Hills połowę swojego życia, w tym momencie okolica ta była dla mnie praktycznie obca. Na przestrzeni lat sporo się tu zmieniło. –Gdzie chcesz jechać? – spytałem tak jakbym jeszcze chwilę wcześniej nie krzyczał na Layilę.
-Chyba straciłam ochotę. Wysadzisz mnie koło Central Parku? Moja koleżanka mieszka niedaleko – spojrzałem na dziewczynę ze zdziwieniem w oczach.
-O co ci chodzi, nagle masz dość mojego towarzystwa? – spytałem z nutą irytacji w głosie. Odpowiedziało mi pełne zniecierpliwienia westchnienie.
-Wydzierasz się na mnie przy studentach z grupy, każesz wsiadać do swojego samochodu jakbym była twoją laleczką, czego się spodziewasz? – serio? Laleczką?
-Sam nie wiem. Może, że wsiądziesz do mojego samochodu jakbyś faktycznie była moją laleczką? – zasugerowałem nie bez złośliwości.
-Wal się Liam. Wysadzisz mnie czy nie?
-Nie mam zwyczaju porywać ludzi – odpowiedziałem wjeżdżając na parking podlegający pod Central Park.
-Och, doprawdy? – dziewczyna odwróciła się w moją stronę. Jej oczy płonęły ze wściekłości –A co ze Sky? Dla niej zrobiłeś wyjątek – powiedziała tonem balansującym między oskarżeniem, a urazą. Co do cholery? Czy Layila właśnie odwalała mi jakąś chorą scenę zazdrości? Jakbym kiedykolwiek powiedział coś, co mogłoby dać jej powody do sądzenia, że byliśmy w jakiś sposób związani.
-Wiesz, dla niej zrobiłbym nie jeden wyjątek – mimo tego, że słowa te były przesiąknięte szczerością, pożałowałem ich w chwili, gdy wypłynęły z moich ust. Layila wyglądała jakby przyjęła na twarz solidny policzek –Layila, daj spokój... – zacząłem chcąc jakoś załagodzić sytuację.
-O rany, jaka ja byłam głupia... – powiedziała potrząsając głową –Zapomnij Liam, to idiotyczne z mojej strony – chwyciła za klamkę, jednak nim zdążyła wysiąść z samochodu złapałem ją za rękę.
-Hej, widzimy się jutro, tak? – spytałem dopiero po chwili zdając sobie sprawę z tego, że nieświadomnie przyciągnąłem ją bliżej siebie. Czułem bijący od niej lekko kokosowy zapach. Patrzyła mi w oczy drżącymi tęczówkami chłonąc widok. Wystarczyłoby bym przysunął się odrobinę bliżej, a ponownie mógłbym poczuć delikatny smak jej ust. Wiedziałem, że by nie oponowała. Wystarczyło jednak bym przywołał w swojej głowie imię Sky, a chęć pocałowania Layili stała się ledwie nic nie znaczącą zachcianką. Puściłem dłoń dziewczyny i odsunąłem się w stronę kierownicy.
-Przepraszam Liam... – powiedziała patrząc na swoje dłonie. Wybiegła z samochodu, nim zdążyłem dodać coś jeszcze.
-Ja też przepraszam... – rzuciłem wiedząc, że nie miała szansy mnie usłyszeć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:26 am




Nie wiem ile tak siedziałam na tej ławce w szkole, ale w końcu musiałam opuścić placówkę. Miałam trochę czasu do kary, którą musiałam odbyć, więc ruszyłam do swojego mieszkania. Tak jak przypuszczałam byli tam zarówno Raven, jak i Carven, który z zaczerwienionymi oczami pomagał dziewczynie zapakować rzeczy Claire do pudeł, aby zapewne mógł odwieźć je do jej rodziców. Kiedy widziałam jak powoli zapełnia kolejne kartony drobiazgami należącymi do teraz byłej dziewczyny, poczułam że mam nogi jak z waty. Zatrzęsły mi się, ale nie upadłam, bo w odpowiednim momencie podtrzymałam się o klamkę. Obserwując mężczyznę nie mogłam przestać stawiać się na jego miejscu. Gdyby mi policjanci przekazali, że znaleźli ciało Liama porzucone w dokach przy porcie…Nie wiem co ja bym wtedy zrobiła. To byłoby gorsze od wyjazdu, bo w jego przypadku moglibyśmy się jeszcze kiedyś, chociażby przypadkiem spotkać. Jeśliby przeze mnie był martwy, jeśliby stracił życie tylko dlatego, że się do niego zbliżyłam, nie zniosłabym tego. To by było tak, jakby ktoś brutalnie wyrwał mi serce i trzy czwarte jego części zmiażdżył na moich oczach, a pozostałość włożył na miejsce. Straciłabym wtedy jakikolwiek sens swojego życia i została całkowicie sama. Nie mogłabym przeżyć nawet kilku minut ze świadomością, iż osoba, którą kochałam całym swoim jestestwem straciła szansę na skorzystanie z wszelakich uroków życia przez mój egoizm. Czułabym się tak, jakbym to ja osobiście go zamordowała i zostawiła jego ciało gdzieś pomiędzy kontenerami, które codziennie rano przypływały, albo odpływały na łodziach. Pewnie dlatego popchnięta instynktem, podeszłam do mężczyzny i przytuliłam go.
- Przykro mi – powiedziałam do niego, po czym się odsunęłam, spojrzałam na Raven i ruszyłam do swojego pokoju, od którego drzwi zatrzasnęłam z hukiem. Teraz żal, smutek i rozpacz zmieniły się we wściekłość oraz furię. Rzuciłam torebkę na łóżko i zaczęłam w niej grzebać szukając telefonu komórkowego. Musiałam wyrzucić z niej niemal wszystko zanim znalazłam w końcu urządzenie. Następnie wybrałam numer do Derrena i czekałam aż on odbierze.
- Jak się spodobał prezent? – spytał takim tonem, że niemal widziałam przed oczami ten jego niebezpieczny, ostrzegający przed nim samym uśmieszek. Normalnie bym się go przestraszyła, ale tym razem za bardzo mnie zezłościł, żebym mogła się rozłączyć.
- Zabiłeś ją – warknęłam przez zaciśnięte zęby, ale nie na tyle głośno, aby pozostała dwójka, będąca w mieszkaniu to usłyszała.
- To była taka subtelna wiadomość, żebyś nie myślała, iż pozwolę ci od tak sobie odejść, takie ostrzeżenie – zagroził, a ja miałam wrażenie, że wrze we mnie lawa, która w każdej chwili może wybuchnąć. Coraz bardziej zbliżała się do krateru, z którego byłaby w stanie wytrysnąć na całe miasto.
- O nie, mój drogi – wtrąciłam siląc się na umieszczenie w każdym słowie jak najwięcej jadu. – To ja cię ostrzegam. Znam szczegóły wielu transakcji, które prowadzisz. Mogę nakierować policjantów na każde miejsce, w którym załatwiasz swoje sprawy. Mogę opisać im bardzo dokładnie wszystko, co zdołałeś zrobić. Mogę dać im dowody, które pogrążą ciebie i całą twoją grupę – w moim głosie nie było ani cienia wątpliwości czy niepewności. Byłam pewna swoich racji i tego, że byłabym w stanie go wydać.
- Nie zrobisz tego, bo wtedy pogrążysz także samą siebie – u niego było inaczej, bo dało się wyczuć wahanie.
- Nie zrobiłam tego wszystkiego. Ja tylko ci towarzyszyłam, ale się nie udzielałam. Dostanę mniejszy wyrok od ciebie, a nawet jeśli nie, to przynajmniej wszyscy moi bliscy będą bezpieczni.
- Sky, nie zapominaj z kim rozmawiasz.
- Oh, ja o tym bardzo dobrze pamiętam. Rozmawiam z liderem Białych Kruków. Brutalnym i wybuchowym mężczyzną, który macza palce w nielegalnym handlu bronią i informacjami oraz w biznesie pornograficznym. Wystarczy podkolorować to ostatnie do angażowania w filmy erotyczne nastolatek pod przymusem czy pod groźbami. Myślisz, że komu uwierzą policjanci? Dwudziestosześciolatkowi, który sobie z nimi pogrywa czy dwudziestotrzylatce, która wyda nie tylko gang, ale i samą siebie?
- Sky, lepiej posłu…
- O nie, to ty posłuchaj. Trzymaj się ode mnie z daleka. Ode mnie i od wszystkich osób, które są ze mną powiązane czy są mi bliskie. Trzymaj się z daleka zwłaszcza od Carvena, Raven czy Liama. Nie pogrywaj ze mną, bo jestem gotowa poświęcić swoją wolność, abyś ty odsiedział swoje! – wrzasnęłam, po czym się rozłączyłam, spisałam na kartkę najważniejsze numery z urządzenia i wyciągnęłam kartę pamięci z muzyką oraz zdjęciami, które mogły pogrążyć tego mężczyznę. Następnie rzuciłam komórką o ziemię, by chwilę później zacząć deptać ją niczym szmacianą lalkę, która zdenerwowała małą dziewczynkę i skakać niczym na trampolinie. Kiedy byłam pewna, że telefon już na nic się zda, a Derren nie skontaktuje się ze mną w żaden pośredni sposób, wyrzuciłam elektronikę do śmieci. Następnie wzięłam orzeźwiający prysznic, ubrałam się w idealnie dopasowaną, skórzaną sukienkę z kwadratowym dekoltem oraz sięgającą lekko za tyłek, kozaki z takiego samego materiału do kolan i nałożyłam mocny makijaż. Zapakowałam do ciemnej torebki najpotrzebniejsze rzeczy, wyszłam z mieszkania i motorem podjechałam najpierw do sklepu z urządzeniami elektrycznymi. Kupiłam dotykowy telefon, wprowadziłam do niego numery, które spisałam i zrozumiałam, że nadal nie miałam kontaktu do Liama. Wiedziałam, że spytam go o to następnego dnia, ale teraz musiałam udać się do klubu.
Dotarłam na miejsce w niecałe piętnaście minut. Pewnie mogłabym szybciej dotrzeć, ale nie spieszyłam się za bardzo do roli kelnerki. Niemal od razu po opuszczeniu pojazdu zostałam wychwycona przez panią Delaney i ta poprowadziła mnie na zaplecze.
- Pani chyba żartuje… – skomentowałam ubiór, który nauczycielka kazała mi na siebie włożyć. Gdyby nie krój, sukienka nie byłaby taka zła. Jednak kiedy zobaczyłam to jak leżała na mnie, miałam ochotę ją zrzucić i założyć to, co miałam wcześniej. Może góra była normalna z kwadratowym dekoltem jak w poprzednim ubiorze i białymi elementami, ale od pasa w dół już było gorzej. Tam była rozkloszowana niczym balowe suknie sprzed kilkuset lat. Miała dwie warstwy, białą pod spodem i czarną na wierzchu. Zdawała się trzymać na niewidzialnych drutach, dzięki którym nie opadała do ciała, tworząc przewiew w kroczu. Na prawą nogę miałam narzucić białą podwiązkę w koronkę. Nie miałam mieć ani rajstop, ani pończoch. Jedynie buty były normalne, bo czarne szpilki bez żadnych dodatków.
- Nie, do roboty… - rozkazała, a ja jeszcze raz przyjrzałam się sobie w lustrze i dostrzegłam, że na głowę wkłada mi opaskę z kokardą.
- Proszę pani… – zaczęłam, chcąc wyrzucić jej ze łba ten pomysł, ale ta już zwinnie zaplatała moje długie czarne włosy w…dwa warkocze po bokach? A co ja mała dziewczynka jestem? – Czy pani chce zrobić ze mnie słodką pokojówkę?
- Słodką na pewno nie, ale seksowną owszem. Dzisiejsza impreza została zarezerwowana przez jednego z najważniejszych współpracowników mojego syna. Miał jednak specjalne wymagania co do wyglądu kelnerek…
- Niech zgadnę…Duże cycki, długie nogi, zgrabna sylwetka i strój dorosłej lolitki z anime…
- No coś w tym stylu. Najpierw życzył sobie ubrań króliczków z playboya, ale skutecznie wyrzuciliśmy mu to z głowy. Niestety tego już nie daliśmy rady usunąć z wymagań…No już, klienci czekają! – zawołała uradowana, a ja już wiedziałam czemu tak bardzo chciała, abym się tutaj znalazła. Karą dla mnie nie było bycie kelnerką. Karą dla mnie był ten słodki strój, który w ogóle do mnie nie pasował, a w którym musiałam paradować po lokalu. Ja normalnie nosiłam bardziej ostre rzeczy. – No dalej – ponaglała kobieta, a ja przełknęłam ślinę, założyłam biały fartuszek, wzięłam notatnik oraz długopis i wyjrzałam niepewnie zza drzwi. Już miałam je przekroczyć, już miałam wychodzić, ale właśnie wtedy go zobaczyłam. Liam też tu był i miał mnie zobaczyć…w TYM.
- O nie, ja tam nie wyjdę… – zaprotestowałam, chowając się z powrotem do pomieszczenia i chciałam zamknąć drzwi, ale pani Delanay złapała mnie szybko za ramię i wyciągnęła.
- Nie masz wyboru, to kara za ucieczkę. Może następnym razem to przemyślisz zanim zwiejesz…
- To nie była moja dobrowolna decyzja!
- Tak, tak. Do roboty – niechętnie podążyłam za nią i za wszelką cenę starałam się ukryć przed spojrzeniem Stylesa. Błagam, niech tylko mnie nie zobaczy. Błagam, błagam!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:28 am



Gdy w końcu udało mi się podnieść ociężałą głowę znad kierownicy zdecydowałem się pojechać na pobliską stację benzynową i uspokoić burczący żołądek jednym ze śmieciowych specjałów. Nie wydawało mi się, by chodzenie głodnym miało w jakikolwiek sposób pomóc uporać mi się z problemami. Chciałbym móc powiedzieć, że nie rozumiałem o co chodziło Layli, było to jednak dalekie od prawdy. Zuważyłem, że już pierwszego dnia pojawiła się między nami dziwna nić porozumienia. Z lekkim niepokojem zacząłem zdawać sobie sprawę z tego, że sposób w jaki patrzyłem na nowo poznaną dziewczynę w dość znaczącym stopniu różnił się od mojego postrzegania innych kobiet.Czy to naprawdę możliwe bym nieświadomie zaczął coś czuć do Layili? Chciałem odsunąć od siebie tę myśl, jednak nie mogłem. Wracała do mnie z niepohamowaną zawziętością. Jakim cudem mając przy sobie Sky, mogłem w ogóle zwrócić uwagę na inną dziewczynę? To prawda, zuwazyłem w Layili coś innego, w jakiś sposób wyróżniała się na tle otaczających mnie kobiet. Nie miałem na myśli nietuzinkowego wyglądu jakim obdarzyła ją natura, dostrzegałem w niej coś więcej. Jakąś niezbadaną głębię, tajemnicę, którą z jakiegoś powodu chciałbym poznać. Layila była intrygująca. Cholernie intrygująca. Dlaczego musiałem poznać ją akurat w chwili, gdy los postanowił ponownie postawić na mojej drodze Sky, dziewczynę, dla której byłbym w stanie zrezygnować ze wszystkiego? Chyba zaczynałem gubić się we własnych uczuciach. Brakowało mi pozornej pewności, w której skąpane było moje życie. To śmieszne, jak mogłem tam szybko zacząć tęsknić za kłamstwami, którymi zasłaniałem swoją prawdziwą osobowość i rzeczywiste pragnienia? Gdybym była wstanie obdarzyć samego siebie kpiącym uśmieszkiem, z pewnością w tej chwili bym to zrobił. Zamiast tego wjechałem na stację.
Dość sprawnie poradziłem sobie z tankowaniem. Skierowałem się w stronę stacyjnego sklepu, by zapłacić za paliwo i kupić coś co zastąpiłoby mi obiad. Stwierdzając, że w takich miejscach wszystko i tak smakowało tak samo, zdecydowałem się na jedną z szybko serwowanych ciepłych kanapek. Przed wyjściem wskazałem na zegarek wskazujący kilka minut po szesnastej. Cholera, gdybym tylko pamiętał, o której to miałem być na miejscu. Wiedziałem, że lepiej było stawić się wcześniej, niż rozzłościć panią Delaney spóźnieniem. Sky i ja wystarczająco się jej naraziliśmy, a miałem poważne powody, by sądzić, że jeszcze nie jeden raz uda nam się coś odwalić. Spojrzałem w telefon, by przypomnieć sobuie adres klubu. Z cichym westchnieniem odczytałem wiadomość od Maxa, który koniecznie chciał ze mną porozmawiać. Sam nie miałem na to najmniejszej ochoty. Nie jeśli temat miał dotyczyć Hope, a byłem całkowicie przekonany, że właśnie o nią chodziło. Z chwili na chwilę stawałem się coraz bardziej podirytowany. Wyniosłem się z Seatle głownie po to by w końcu odpocząć, zaznać chociaż odrobiny spokoju. Zamiast tego wkręciłem się w coś jeszcze bardziej zagmatwanego. Czy to wszystko naprawdę musiało być tak cholernie skomplikowane? Wiedziałem, że wiele osób w moim wieku, narzekało na to, że w ich życiu działo się zbyt mało. Chciałbym chociaż przez moment postawić się na ich miejscu.
Droga do klubu upłynęła mi w kompletnej ciszy, nawet nie zawracałem sobie głowy włączaniem radia, chociaż zazwyczaj jeździłem przy muzyce. Naprawdę cieszyłem się, że jutrzejszy dzień był wolny od zajęć. Miałem nadzieję, że w tym czasie uda mi się trochę poukładać sobie w głowie. Gdybym tylko mógł pozbyć się nieporządanych myśli. Zaparkowalem pod dośc ekskluzywnie wyglądającym klubem i wysiadłem z auta od razu zwracając na siebie czyjąś uwagę.
-Liam! – w moim kierunku biegła znajomo wyglądająca blondynka odziana w krótką, czarną sukienkę ledwo sięgającą jej za uda –O rany, nie spodziewałam się ciebie tutaj. Skąd się tu wziąłeś? – przekrzywiłem głowę zastanawiając się kim do cholery była stojąca przede mną dziewczyna. Na próżno szukałem jej imienia w głowie. Była to blondynka, która zaczepiła mnie pierwszego dnia w szkole, ta sama, z którą całowałem się na imprezie u Shayili i której imienia nadal nie znałem.
-Też nie spodziewałem się, że tu trafię. Mam występ, wiesz, taka mała rekompensata za ucieczkę za zajęć – odparłem opierając się o samochód. Czy spytanie jej o imię byłoby nietaktowne? Naprawdę nie przypominałem sobie, byśmy mieli okazję się sobie przedstawić. Blondynka zaśmiała się z wdziękiem odrzucając gęste włosy w tył.
-Słyszałam o tym. W zasadzie większość osób słyszała. Dziewczyny z mojej grupy zachodzą w głowę, co takiego ma w sobie słynna Sky Weber, że to właśnie ją porwałeś – no proszę, czyli plotkowała już o nas prawie cała uczelnia?
-Słynna Sky Weber? – spytałem z lekką nutą sarkazmu w głosie.
-Dziewczyna szefa gangu, nie może być nie znana – powiedziała, a z jej głosu jakby na moment zniknęła nonszalnacja. Uniosłem jedną brew ku górze ciekaw co kryło się za nagłą zmianą w tonie mojej rozmówczyni, ta jednak zdążyła już zacowywać się w typowy dla siebie sposób –Chętnie zobaczę jak występujesz. Myślałam, że może chciałbyś wyskoczyć ze mną i moimi znajomymi na małe after party? – musiałem przyznać, że perspektywna imprezy wydawała mi się dość kusząca.
-Pomyślę nad tym. Nie miej mi tego za złe, ale za cholere nie mogę sobie przypomnieć jak masz na imię – powiedziałem z czarującym uśmiechem, którym chciałem zatrzeć ewentualne złe wrażenie.
-Naomi – odpowiedziała. Nie słyszałem pretensji w jej głosie.
-Super. To do zobaczenia Naomi –powiedziałem i poszedłem w stronę wejścia do klubu, niby przypadkiem muskając dłonią krótki materiał jej sukienki. Pchnąłem solidne drzwi i wszedłem do pomieszczenia. Musiałem przyznać, że wnętrze klubu robiło wrażenie. Utrzymane w odcieniach czerwieni i czerni, odrobinę mroczne i cholernie seksowne. Mimo wczesnej pory, przy stolikach znajdowało się sporo osób. Niewielki klub z muzyką na żywo musiał cieszyć się sporym powodzeniem. Nie dziwiłem się, sam chętnie przychodziłbym do podobnego miejsca.
-Liam, tutaj jesteś – poczułem jak pani Delanet delikatnie ujmuje mnie za ramię –Chodź, przyszykujesz się w pokoju dla wykonawców. Masz jakiś instrument?
-W zasadzie nie miałem czasu, żeby zajechać do domu – odparłem.
-Och, to nic, mój syn udostępni ci gitarę. Jesteś w ogóle przygotowany? – uśmiechnąlem się, gdy weszliśmy do sterylnie czystego pomieszczenia.
-W ogóle – odpowiedziałem –Ale niech się pani nie martwi, spontaniczne występy to moja specjalność – powiedziałem siadając na skurzanym fotelu.
-To zauważylam – odparła w końcu obdarzając mnie uśmiechem. Złapałem za gitarę stojącą pod oknem –Mam dzisiaj urwanie głowy. Dam ci znać, kiedy będziesz musiał wyjść – powiedziała po czym zostawiła mnie samego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:31 am




To było co najmniej upokarzające. Byłam pewna, że dzisiejszego wieczora pośród gości lokalu znajdą się osoby mające jakikolwiek kontakt z Derrenem i doniosą mu o mnie. Stanięcie z nim twarzą w twarz było ostatnią rzeczą, którą chciałam zrobić po groźbie, jaką wysunęłam w jego kierunku i całej akcji z Liamem. Przez niego nie potrafiłam być tak pewna swoich decyzji i ruchów jak było do tej pory. Nie wiedziałam co się działo z moją pewnością siebie, z której do tej pory byłam cholernie dumna. Kiedy Styles wyjechał myślałam, że nigdy nie będę w stanie normalnie funkcjonować. Załamałam się i bardzo długo byłam w depresji. Zdawało mi się, że już nic ze mnie nie wyjdzie. Później jakoś udało mi się zapanować nad sobą, wziąć w garść i zmienić. Długo mi to zajęło, ale w końcu stałam się tym, kim chciałam zostać. Wiedziałam, jakim typem osoby chciałam być już wtedy, kiedy przyjaźniłam się z ciemnowłosym. W zasadzie to on mi to pokazał. Gdyby nie on to teraz prawdopodobnie bym siedziała z nosem w książkach prawniczych. Nigdy nawet nie pomyślałabym o tym, żeby startować do akademii teatralnej. To on odegrał dużą rolę w tym, żebym zmieniła podejście do swojego życia. Przed poznaniem tego chłopaka chciałam spełnić oczekiwania rodziców. Robiłam wszystko, żeby byli ze mnie dumni, nawet kosztem własnego szczęścia. Nie cierpiałam ścieżki, którą mi wybrali, ale i tak nią kroczyłam, bo nie chciałam ich zawieść. Dopiero rozmowy z Liamem i wszystkie przygody, których z nim doświadczyłam, pokazały mi, że chciałam czegoś innego od życia.
Nie zauważyłam momentu, w którym pani Delaney zniknęła z mojego otoczenia. Zostałam sama i czułam się naprawdę fatalnie w tym ubraniu. Wyglądałam jak dziewczyna, która tylko czeka na mężczyznę, który zaciągnie ją na zaplecze i zapłaci za sex. Ten strój w ogóle mi się nie podobał i nie czułam się w nim komfortowo. Sama nie zakładałam na siebie materiałów, które bardzo się różniły od tych, ale były raczej… ostrzejsze i idealnie dopasowane do ciała. Były to głównie skóry i szpilki, a teraz miałam na sobie bawełnę, albo coś w tym stylu. To nawet do mnie nie pasowało. A jeszcze pogarszały wszystko te dwa warkoczyki, które zaplotła mi nauczycielka. Brakowało mi jedynie słodkiego, dziecięcego głosiku i byłabym marzeniem każdego pedofila… No gdyby nie moja figura i szpilki, które na całe szczęście były moje własne.
- Trzymaj – moje rozmyślenia przerwał barman, który wręczył mi w dłonie tackę zapełnioną różnymi drinkami. Jakby mechanicznie wzięłam ją od niego i spojrzałam mu w oczy, czekając na dalsze instrukcje. – Zanieś to do stolika o numerze szesnaście – dodał, a kiedy dostrzegł moje pytające spojrzenie, wywrócił teatralnie oczami. – Jest w rogu sali, to ostatnia kanapa w głąb, w tamtym rzędzie – wyjaśnił, a ja kiwnęłam głową i ruszyłam z zamówieniem do odpowiedniego miejsca. Miałam wrażenie, że ta sukienka to sieć, która krępuje moje ruchy. Czułam się tak, jakbym była rybą, którą wpadła w pułapkę zastawioną przez rybaków. Dodatkowo nie poruszałam się zbyt pewnie. Na tacy niosłam sześć różnych kieliszków i musiałam przeciskać się przez tłumy par wirujących na parkiecie. Pomagało mi tylko to, że na wyścigach całe otoczenie było jeszcze bardziej ściśnięte. Nie jeden raz musiałam zwinnie przemykać pomiędzy motocyklistami czy innymi osobami z tego świata, żeby dostać się do celu.
- Hej, Sky! – odruchowo spojrzałam w stronę mężczyzny, który mnie wołał i oślepił mi błysk flesza. – Fajna kiecka… - wtrącił, a ja musiałam bardzo ostrożnie przetrzeć załzawione oczy, uważając na makijaż. Całe szczęście, że użyłam wodoodpornego tuszu do rzęs.
- Chris… – niemal wysyczałam jego imię. Był bardzo bliskim znajomym Derrena, a teraz każdy, kto miał jakikolwiek związek z moim „chłopakiem” wywoływał we mnie odruch wymiotny.
- Derrenowi na pewno się spodoba twoja nowa odsłona.
- Nie waż się nawet! – warknęłam i pewnie gdyby nie krzyk kelnera z baru, zaatakowałabym tego dzieciaka, zapominając o moim kelnerowaniu.
- No dalej, masz chyba robotę… - z moich ust wyleciała bardzo piękna wiązanka słów ogólnie przyjętych za obraźliwie, ale odwróciłam się od faceta i udałam do odpowiedniego stołu. Nie musiałam długo się zastanawiać, żeby wiedzieć, że już niedługo moja fotka w takim odzieniu znajdzie się w sieci z bardzo nieprzychylnymi obrazami. Oficjalnie mogłam stwierdzić, że pani Delaney, chociaż naprawdę uzdolniona wykładowczyni, od teraz miała być moim wrogiem. To ona i jej głupi pomysł z takim sposobem kary, załatwiły mi całkowite zszarganie mojej opinii. Do tej pory byłam dla ludzi twardą sztuką, której nie było tak łatwo złamać. Szanowali mnie i schodzili z drogi nie tylko dlatego, że byłam dziewczyną lidera gangu Białych Kruków, ale i dlatego, że nie warto było ze mną zadzierać. Kiedy zobaczą mnie w tak… słodkiej odsłonie, to wszystko runie jak domek z kart. Może nie będę pośmiewiskiem, ale na pewno już nie będą mnie traktowali tak, jakbym była wysoko ponad nimi. A nie ukrywam, że lubiłam, kiedy ludzie się do mnie zwracali z lękiem i niepewnością.
- No nareszcie! – zawołał jeden z mężczyzn, którzy siedzieli przy stoliku numer szesnaście, kiedy pojawiłam się na horyzoncie.
- Przepraszam, że musieli panowie tyle czekać – odezwałam się z aktorskim uśmiechem na twarzy. Ja wiedziałam, że nie był szczery, ale nikt inny (no oprócz Liama) nie miał o tym pojęcia. Dla nich był on uroczy, ciepły i nieco zawstydzony. Tak, jakbym była nowa w tej pracy, co poniekąd było zgodne z prawdą. W liceum udało mi się być kelnerką raptem miesiąc, nie nadawałam się do tego. Miałam zbyt nieprzyjemny temperament, który nie pozwalał mi wypełniać obowiązków tak, jak należało.
- Oh nic nie szkodzi. Obsługa z całą pewnością może wynagrodzić te kilka minut… - wtrącił mężczyzna, który siedział najbardziej z brzegu i pociągnął mnie za rękę. Nie udało mi się uniknąć tego chwytu, ani wyrwać i już po chwili siedziałam na kolanach trzydzieslotakta, który ślinił się na mój widok niczym pies przy kiełbasie.
- Proszę mnie puścić – skomentowałam tak pewnym i ostrym tonem, że mężczyzna nawet nieświadomie rozluźnił uścisk, co pozwoliło mi na wyrwanie mu się i odsunięcie na bezpieczną odległość. Miałam wielką ochotę na to, żeby zdzielić go po twarzy za taki karygodny czyn, ale wiedziałam, że nie mogłam. Może nie pracowałam tutaj na stałe, ale to była moja kara. Byłam pewna, że wystarczy spokojne wykonywanie poleconych mi zadań, żeby pani Delaney zapomniała o tej całej ucieczce. Ja nie miałam zamiaru wyrzucać tego ze swojej głowy, ale nie chciałam też zostać wydalona ze szkoły za nieprzestrzeganie regulaminu.
- Życzę miłej zabawy – dodałam i odwróciłam się z zamiarem odejścia, ale staruch nie chciał dać za wygraną. Niestety był naprawdę zwinny i szybki. Nie umiałam przewidzieć ani jego ruchów, ani uniknąć kolejnego natarcia. Tym razem jednak nie był tak… subtelny. Teraz bezceremonialnie złapał mnie za biust i mocno zacisnął na nim swoje wielkie łapska, ciągnąc do tyłu i zamykając w szczelnym uścisku. – Proszę pana! – zaprotestowałam, próbując się wyrwać, ale jego druga dłoń wylądowała w o wiele bardziej czułym miejscu, a ja zatrzymałam się tak, jakby ktoś nacisnął gdzieś na mnie przycisk stop.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:32 am



Delikatnie szarpałem za struny, dostrajając gitarę. Może byłem cholernym perfekcjonistą, ale zależało mi na jak najczystrzym dźwięku. Było to powodem wielokrotnych spięć pomiędzy mną, a Maxem. Nienawidził, gdy ktoś dotykał jego instrument, jednak nigdy na to nie zważałem i przed każdym występem musiałem osobiście doszlifować brzmienie. Może właśnie dlatego najczęściej wychodziliśmy na scenę skłóceni. Max uważał, że gwiazdorzyłem i kompletnie nie nadawałem się do pracy w zespole. Nigdy nie powiedziałem, że się mylił, jasne, że wypadłbym o wiele lepiej jako solista, nie miałbym wtedy jednak tyle zabawy. Poza tym każdy zespół potrzebował wokalisty, który mimowolnie stawał się jego wizytówką. Maxa denerwował też fakt, że nie brałem zespołu tak poważnie jak on. Podczas gdy mój przyjaciel poświęcał się pasji, ja szukałem kolejnego sposobu, by się rozerwać. Doskonale pamiętałem moment, gdy wykrzyczał mi w twarz, że muzyka jest dla mnie tylko zabawą, podobnie jak każda rzecz, której chwytałem się w życiu. Zdaniem Maxa uciekałem od przeszłości udając, że nic nie miało dla mnie znaczenia. Uważał, że bałem się kolejnych rozczarowań. W głębi duszy przyznawałem mu rację, jednak po usłyszeniu tych słów, nie myślałem o niczym innym niż rozkwaszeniu mu tej wieczie opalonej buźki.
-Przepraszam – podniosłem wzrok znad gitary –Nie wiesz przypadkiem czy właściciel klubu już przyjechał... – urwała przyglądając mi się dość niepewie. W tej samej chwili dotarło do mnie, że drobna dziewczyna o kasztanowych włosach to Raven, jedna ze współlokatorek Sky –To ty – powiedziała drżącym głosem. Brzmiała jakby dopiero co udało jej się opanować płacz. Jej wygląd również na to wskazywał. Włosy spięła w niechlujny kok, a na zapuchniętych oczach nie widniał nawet cień makijażu.
-Tak, przynajmniej co do tego nie mam wątpliwości – odparłem delikatnie odstawiając gitarę i podszedłem do dziewczyny –Wszystko w porządku? – spytałem stając naprzeciw niej. Odwróciła wzrok po czym przygryzając wargę zdecydowanie zbyt szybko pokiwała głową.
-Muszę znaleźć szefa... Pracuję tu jako barmanka. Potrzebuję paru dni wolnego – uniosłem ku górze jedną brew. Cholera, ależ była roztrzęsiona –A ty co tu robisz? – spytała jakby w ten sposób chciała odwrócić moją uwagę od jej stanu.
-Sprzedaję się – mruknąłem wywołując na jej twarzy zdumienie.
-Liam, ty...jesteś prostytutką? – z pewnością wybuchnąłbym śmiechem, gdyby nie fakt, że naprawdę byłem zaniepokojony jej stanem.
-Miałem na myśli śpiewanie – twarz dziewczyny pokryła się rumieńcem.
-O rany, przepraszam! Czasem zdarza mi sie wypalić coś tak głupiego, a dzisiaj... – przerwała wypuszczając ciężko powietrze –Chyba mam dość tego dnia – uśmiechnąłem się ujmując dziewczynę za dłoń i prowadząc w stronę fotela, na którym przed chwilą siedziałem. Przysunąłem sobie czarną pufę i zajęłam miejsce naprzeciw Raven.
-Chcesz pogadać? Jeszcze niie wołają mnie na scenę, więc mam trochę czasu – wydawała mi się być zaskoczona propozycją. Sam również byłem nieco zdziwiony swoim zachowaniem.
-Jesteś strasznie miły... – powiedziała cichym głosem.
-Tak, w dodatku nie jestem prostytutką. Chodzący ideał ze mnie – odparłem zadowolony z tego, że udało mi się wywołać uśmiech na jej twarzy.
-Liam? – odwróciłem głowę słysząc głos pani Delaney –Powinieneś już wychodzić – spojrzała na siedzącą za mną Raven i ku mojemu zdziwieniu posłała jej ciepły uśmiech –To ty dzwoniłaś? Syn czeka w gabinecie, zaprowadzę cię – wstaliśmy w tym samym momencie, ja chwyciłem za gitarę, natomiast Raven za postawioną obok fotela torebkę.
-Hej, trzymaj się – powiedziałem na pożegnanie rzuacając jej uśmiech. Nie oglądając się za idącymi w przeciwnym kierunku kobietami, poszedłem w stronę sali. Nie byłem pewny, z której strony znajdowało się wejście na scenę. Niespecjalnie jednak przejmowałem się tą drobną niedogodnością. To zabawne, właśnie miałem występować przed kompletnie obcoą publicznością, w dodatku bez uprzedniego przygotowania, a nawet nie czułem się zestresowany. Jakbym robił to codziennie i stało się już moim nawykiem. To prawda, że nigdy nie obawiałem się stania w świetle reflektorów, a oglądający mnie ludzie nie budzili we mnie strachu czy tym bardziej wstydu. Wiedziałem, że było w tym coś wręcz nienaturalnego, każdy odczuwał czasem tremę. Nawet największe gwiazdu, do których jakby nie patrzec póki co nawet nie mogłem się porównywać. Max i Olivier jak zawsze mieli na to swoją własną teorię wysnutą po kilkunastu wlanych w siebie kieliszkach dopieszczonych solidnymi buchami pewnej substancji, którą nie zwykli gardzić. Ich zdaniem zwyczajnie nie mogłem stresować się wsytępami, skoro nie były one dla mnie ważne i traktowałem je wyłącznie jak formę rozrwyki. Nie miałem pojęcia w jakim stopniu ich hipoteza była prawdziwa, nigdy nie wnikałem w ich chore, pijackie refleksje. Przy barze dostrzegłem Naomi. Uśmiechała się do mnie znad kolorowego drinka, najwyraźniej zauważyła mnie wczesniej niż ja ją. Pomachałem do niej ręką, zamierzając podejść, myśl ta jednak kompletnie wyleciała mi z głowy, gdy dostrzegłem tak dobrze znaną mi dziewczynę. Sky dość niepewnie serwofała drinki przy stoliku znajdującym się w kącie sali. Zrobiłem kilka kroków do przodu, by móc lepiej się jej przyjrzeć. Jasna cholera, jak ona mogła ubrać się w coś takiego, mając świadomość tego ile napalonych mężczyzn znajdowało się w takim klubie? Wyglądała tak cholernie seksownie, byłem pewien, że niejeden facet myślał teraz o tym, by zaciągnąć ją na zaplecze. Momentalnie poczułem uderzającą we mnie falę irytacji. Nie chciałem by ktokolwiek myślał w taki sposób o Sky. Zacząłem szybko łączyć fakty zastanawiając się co mogła tu robić. Zdałem sobie sprawę z tego, że kara nie dotyczyła tylko mnie. Najwidoczniej jednak miałem szczęście, śpiewanie na scenie było niczym w porównaniu z upokorzeniem jakiego niewątpliwie doświadczała w tej chwili Sky. Nawet nie musiałem zastanawiać się nad tym jak się czuła, wsytarczyło spojrzeć na jej pozbawione zwykłej pewności ruchy.
Poczułem jak moja twarz oblewa się purpurą, gdy zobaczyłem jak dłoń jednego z mężczyzn ląduje na pośladku Sky.
-Trzymaj to, zaraz wracam – zdążyłem tylko rzucić do stojącego obok chłopaka i wcisnąć mu gitarę. Widząc mój rozwścieczony wzrok nawet nie myslał o tym, by protestować.
-Hej! - krzyknąłem idąc w stronę stolika i zwracając na siebie uwagę faceta. Nie zdążył zapytać o co mi chodziło, gdyż zdążyłem już wprowadzić szybki cios, który wylądował na jego twarzy, ścierając z niej ten głupi uśmieszek. Nie zwróciłem uwagi na to, że mężczyzna spadł z kanapy, było na tyle ciemno, że szczerze wątpiłem by ktokolwiek to zauważył. Bez słowa pociągnąłem Sky za rękę w nieoświetloną część sali. Momentalnie zapomniałem o tym, że obiecałem sobie jej nie dotykać.
-Wszystko w porządku? – spytałem dopiero po chwili zauważając, że przygwoździłem ją do ściany. Cholera, jakim cudem mogła jednocześnie wyglądać tak słodko i seksownie? –Chrzanić to – rzuciłem tylko po czym sam złapałem dziewczynę za pośladki i przyciągnąłem jej biodra do swoich. Nie dałem jej możliwości na nabranie powietrza zamykając jej usta w głodnym pocałunku. Najwidoczniej trzymanie się od niej z daleka nie było moją mocną stroną. Mocniej ściskając jej pośladki i przyciągając jeszcze bliżej, pogłębiłem pocałunek. Czułem jak jej ciało drżało i doprowadzało mnie to do szaleństwa. Wiedziałem jednak, że w tej chwili nie mogliśmy się mu poddać. Z niechęcią odsunąłem się od dziewczyny.
-Masz rację Weber – delikatnie ściągnąłem gumkę z jednego z jej warkoczy i nasunąłem ją sobie na nadgarstek –Musimy w końcu normalnie pogadać. Wolałbym dzisiaj wyjść stąd razem z tobą – posyłając jej szeroki uśmiech odbiegłem w stronę chłopaka, który nadal stał w tym samym miejscu z moją gitarą.
-Dzięki – powiedziałem odbierając od niego instrument po czym pobiegłem w stronę sceny, niemalże na nią wskakując. Chwyciłem za mikrofon delikatnie się do niego nachylając. Czułem na sobie wzrok ludzi znajdujących się w pomieszczeniu.
-Wiecie, zazwyczaj występowałem z zespołem, w tej chwili jednak moi koledzy znajdują się parę tysięcy kilometrów stąd. Mam nadzieję, że będziecie w stanie mi to wybaczyć. Pomyślalem, że mogę was uraczyć kilkoma moimi piosenkami. – zacząłem już delikatnie pociągać za struny, przywołując znajome dźwięki. Max mógł mówić, że była to dla mnie tylko zabawa, mógł też mieć rację, nie zdawał sobie jednak sprawy z tego co czułem w chwili, gdy opanowywała mnie grana przeze mnie muzyka –Życzę dobrej zabawy – powiedziałem prawie tak jakbym zapraszałm zgromadzonych w sali ludzi do przedsionka raju. Zdążyłem już poczuć przepływające przeze mnie dźwięki, moja gra stawała się głośniejsza i pewniejsza. Głuchy na wszystko inne zacząłem śpiewać.

Spoiler:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:33 am




Miałam wielką ochotę pokazać temu mężczyźnie, że ze mną tak się nie robi, ale nie czułam się pewnie. Nie miałam obok siebie ani Liama, ani Derrena, ani nikogo z gangu i docierało do mnie, że zachowywałam się w taki sposób tylko dlatego, że nie musiałam obawiać się ataku. Teraz byłam zdana na siebie i swoje umiejętności, które tak naprawdę były znikome. Tym razem nikt nie mógł mnie ochronić, a ja sama nic nie potrafiłam zrobić. Strach dosłownie zmroził krew w moich żyłach, a ja nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Nie byłam nawet na kursie samoobrony, a jedyny atak jaki potrafiłam wysunąć, to cios z otwartej dłoni zakończony na policzku chłopaka.
- Bądź grzeczną dziewczynką, coś musi mi wynagrodzić ten paskudny smak drinka – powiedział mężczyzna prosto do mojego ucha, trzymając mnie za rękę tak mocno, że nie byłam w stanie mu się wyrwać w jakikolwiek sposób.
- Pan nawet nie skosztował trunku – zaprotestowałam, dając znać, że nie wierzę ani jedno słowo, które padło z jego ust. Wiedziałam, że to nie był najlepszy wybór, ale nie umiałam się zahamować. I kiedy już myślałam, że będę musiała przeżyć ten… wyskok, pojawił się Styles. Najpierw usłyszałam jego głos, który pobudził we mnie tę pewność siebie i chęć odegrania się. Dzięki temu zdołałam wyrwać się z jego gorących łapsk, ale mój przyjaciel już zdążył do nas dotrzeć i wymierzyć mu potężny cios w szczękę. Miałam ochotę rzucić się w jego ramiona i rozpłakać, bo nie dość, że byłam zrozpaczona śmiercią Claire, to teraz prawie padłam ofiarą trzydziestoletniego mężczyzny, któremu tylko jedno było w głowie. Chciałam wszystko z siebie wyrzucić, chciałam porozmawiać Liamem i pewnie bym to zrobiła, gdyby nie przygwoździł mnie do ściany i nie pocałował. Nawet nie zdążyłam zrozumieć znaczenia jego pytania, kiedy wszystkie obawy i wątpliwości znowu ze mnie uleciały. Moje ciało, które do tej pory było cholernie spięte, rozluźniło się. Poczułam się pewniej i już nawet nie myślałam o tym, że miałam na sobie słodki strój pokojówki. Cała niepewność i strach uleciały ze mnie w jednej chwili. Zniknęły równie szybko, co się pojawiły, a ja mogłam spokojnie zająć się pracą. Nie zaprzątałam sobie głowy niepotrzebnymi myślami.
Odsunęłabym się od niego, kiedy przerwał pocałunek, ale nie miałam pola manewru. Podniosłam więc głowę i spojrzałam prosto w jego oczy, ciesząc się z tego, że miałam go obok. Nieważne jak wiele rzeczy musiałam poświęcić dla niego, było warto. Te jedenaście lat rozłąki nauczyło mnie, że nie jestem w stanie normalnie funkcjonować bez tego chłopaka.
- To na pewno nam się przyda… – odpowiedziałam, uśmiechając się do niego, a kiedy zaczął odchodzić złapałam go za rękę, zatrzymując. – Dzięki za pomoc z… – tutaj przerwałam i przełknęłam ślinę, spuszczając wzrok. – …z nim – kiwnęłam głową w kierunku zbierającego się z ziemi faceta i puściłam swojego przyjaciela, obserwując jak oddala się ode mnie i kieruje na scenę. Przez chwilę wpatrywałam się w niego, zapominając o wszystkich wokół, ale w końcu musiałam się ruszyć. Wyrzuciłam z głowy niepotrzebne rzeczy, poklepałam się kilka razy po zarumienionych policzkach i zebrałam z ziemi tackę, którą wcześniej upuściłam. Następnie ruszyłam z nią do baru i już na spokojnie podeszłam do barmana.
- Miałaś szczęście… - wyjąkał młody chłopak, zgrabnie przecierając szmatką kieliszki. – Ten typem raczej nie przepuszcza żadnej…
- Jak widzisz, mam swojego Iron Mana – odparłam, uśmiechając się do samej siebie i gapiąc się jak idiotka w stronę śpiewającego Liama. Jednocześnie ściągnęłam drugą gumkę z włosów i roztrzepałam włosy, żeby wyglądały o wiele lepiej. Nie odwracałam jednak uwagi od wokalisty. Jego głos… Mój Boże, co to był za głos. Był taki głęboki i z tak cudowną chrypką, że oczarowywał. Stopniowo wciągał w swoją sieć, odrywając ludzi od rzeczywistości. Śpiewał tak swobodnie, tak pięknie i tak czysto, że można było pomyśleć, iż robił to zawodowo. Momentami obawiałam się, czy nie zetrze sobie gardła. Jednak przypominałam sobie wtedy to, jak drą się metalowcy i zaśmiałam się z samej siebie.
- Uzdolniony ten Iron Man…
- Nawet nie wiesz jak bardzo… – spojrzałam Stylesowi prosto w oczy, wiedząc że na pewno to wyłapał, po czym odwróciłam się i wzięłam kolejne zamówienie. Tym razem zostałam wysłana do stolika numer dziesięć, przy którym siedziała grupka dziewczyn, odzianych w skórzane kombinezony, albo sukienki. Nie obawiałam się już tego, że schrzanię robotę. Jeden pocałunek mojego przyjaciela wystarczył, abym odzyskała pewność siebie, którą jakiś czas wcześniej zgubiłam. Nawet w sumie nie wiem, kiedy to się stało. Czy w szkole podczas rozmowy z policjantami, czy może później.
Kiedy wracałam do baru, żeby dalej wykonywać obowiązki kelnerki, w tłumie tańczących ludzi dostrzegłam Raven. Od razu zmieniłam kierunek podążania i złapałam ją za ramię. Spięła się i zesztywniała, jakbym raziła prądem i wcale się to nie zmieniło, kiedy spojrzała na mnie.
- Sky… - odezwała się, ale nie było u niej słychać tego pozytywnego nastawienia, który miała do tej pory względem mnie. Od razu zrozumiałam o co jej chodziło i puściłam ją, odsuwając się na odpowiednią odległość.
- Przepraszam… – powiedziałam, spuszczając głowę i spoglądając na swoje stopy, które teraz były wyjątkowo interesujące.
- Mówiłyśmy ci, żebyś z nim zerwała… - zaczęła, a ja miałam wrażenie, że wbija mi kołek prosto w żyły i pozwala krwi opuszczać ciało. – Mówiłyśmy, że jest niebezpieczny. Mówiłyśmy, żebyś go zostawiła, póki jeszcze nie uznał cię za swoją własność. Nie słuchałaś nas, a teraz masz tego efekt. Claire jest martwa, niedługo i ja mogę skończyć w rynsztoku. A ty bawisz się w kelnerkę i cieszysz z tego, że ktoś się tobą interesuje tak bardzo jak Liam.
- Raven…
- Nic nie mów. Miłej zabawy… - przerwała mi, a ja patrzyłam jak oddala się do wyjścia. Nie miałam odwagi za nią podążyć. Była załamana i przerażona, na każdym kroku rozglądała się dookoła, jakby każdy tancerz mógł być szpiegiem. Nie dziwiłam jej się, sama robiłam dokładnie to samo. Jednak ona mi pokazała coś innego. Przecież nasza współlokatorka zginęła, bo ja zapragnęłam odzyskać swojego przyjaciela. Myślałam tylko o sobie o tym, czego ja chciałam. Nie brałam pod uwagę ryzyka, na jakie skazuję pozostałe osoby, które mnie otaczały.
Mimowolnie odwróciłam się w stronę Liama i przygryzłam wargę tym razem spoglądając na niego smutnym wzrokiem. Szybko jednak przestałam i podeszłam do baru, prosząc o kilka minut przerwy. Mężczyzna nawet za bardzo nie protestował i uznał, że przyda mi się chwila odpoczynku po tym, co zaszło. Podziękowałam mu i udałam się na zaplecze, gdzie usiadłam na kanapie. Za wszelką cenę starałam się zatrzymać łzy, które cisnęły mi się do oczu, żeby nie rozmazały makijażu, ale to nie było takie proste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:46 am



Zdarzało mi się zastanawiać nad tym, jak artyści czuli się na scenie. Każdy odbierał życie na swój własny, sobie tylko zrozumiały sposób, wiedziałem, że postrzeganie rzeczywistości było sprawą indywidualną. Mimo tej świadomości byłem cholernie ciekaw czy u wszystkich wokalistów odbywało się to na podobnej zasadzie. Czułem się całkowicie i kompletnie odleciany, wyśpiewując kolejny dźwięk coraz bardziej oddalałem się od rzeczywistości. Nie występowałem zaledwie od dwóch tygodni, dopiero teraz uświadomiłem sobie jak bardzo było mi tego brak. Uśmiechając się przekrzywiłem lekko głowę i mocniej chwyciłem mikrofon. Czy nie podobnie było ze Sky? Przez pieprzone jedenaście lat żyłem w stanie dziwnego odrętwienia, jakby naprawdę udało mi się przekonać samego siebie do tego, że życie bez niej było coś warte, że nie tęskniłem. Wystarczyło jedno spotkanie, by wszystkie kłamstwa, ktorymi starałem się ukoić zżerającą mnie od środka pustkę, po prostu się rozpłynęły. Mimowolnie zacząłem szukać dziewczyny wzrokiem, chociaż widok ze sceny był kiepski, spostrzegłem, że Sky rozmawiała z Raven.
Koniecznie musiałem dzisiaj złapać Sky i chociaż spróbować z nią normalnie porozmawiać. To chore, co pożądanie mogło zrobić z człowiekiem. Może gdybyśmy zaliczyli szybki numerek, udałoby nam się pogadać? Wątpiłem jednak, by to wystarczyło. Miałem poważne powody sądzić, że wtedy miałbym na nią jeszcze większą ochotę. Cholera, powinienem w końcu przestać o tym myśleć. Nikt nigdy nie wzbudzał we mnie większego pragnienia. To jak czułem się w obecności Hope nawet nie było porównywalne do mojego obecnego stanu. Z pewnością było to związane z tym, że uczucia jakie żywiłem do Sky znacznie wzmacniały moje reakcje fizyczne. Mógłbym być przy niej przez całe dnie, a i tak nie miałbym dość jej towarzystwa. Zaczynało przeszkadzać mi to, że spędzaliśmy ze sobą tak mało czasu. Na szczęście nie miałem żadnych planów na weekend, a jeśli Sky takowe posiadała, z pewnością przekonałbym ją do zmiany. Wierzyłem, że z łatwością znalazłbym na to sposób. Po raz drugi uśmiechnąłem się do swoich myśli. Wspomnienie o Sky było w stanie wyciągnąć mnie ze świata muzyki i wprowadzić w całkiem inny lecz równie interesujący wymiar.
Czas na scenie mijał mi szybko, płynnie przechodziłem z jednego utworu, do następnego, nawet nie zwracając uwagi na uciekające minuty. Wiedziałem tylko, że zdążyłem już wykonać trzy piosenki i właśnie przechodziłem do czwartej. Nie byłem pewien czemu nagle zdecydowałem się ją zagrać. Moje dłonie jakby machinalnie zaczęły wgłębiać się w dobrze znane mi akordy. Był to jeden z tych kawałków, których nie pisałem sam. Pomogła mi w tym Mia. Na samo wspomnienie wspólnie spędzanych wieczorów poczułem bolesny ucisk w sercu. Mimo to nie przestałem grać. Piosenka nosiła tytuł Empty i dla naszej dwójki miała ogromne znaczenie. Obydwoje przelaliśmy fragment swoich dusz na papier, tak jakbyśmy pozwolili im się związać. Nieważne, że nie widziałem jej od tak dawna, nadal czułem tę cholerną więź, której nie była w stanie przerwać nawet rozłąka. Mógłbym zabić, by ponownie zobaczyć jej twarz, czy chociaż spędzić z nią jeden z wieczorów, które uwielbiałem. Nigdy nawet nie powiedziałem jej jak wiele, znaczyły dla mnie wspólne spędzone chwile. Miałem pełne prawo nienawidzić Hope, nie wyrządziła krzywdy tylko mnie, przede wszystkim naraziła na cierpienię Mię. Dlaczego do cholery myśli te musiały zaatakować mnie właśnie w tym momencie? Stałem na scenie, byłem w trakcie występu, a twarz Mii zaczęła majaczyć przed moimi oczami. Nie chciałem jej wspominać, wiedziałem bowiem do czego to prowadziło. Ze wszystkich sił starałem się bardziej zagłębić w muzykę. Zdecydowanie nie powinienem grać piosenek, które napisaliśmy razem. Zadbałem o to przy kolejnym numerze.
Profesor Delaney nie poinformowała mnie, jak długo powinien trwać mój występ. Jeżeli miała zamiar ponownie zaangażować mnie w podobny projekt, musieliśmy się lepiej dogadać. Nienawidziłem być niezorganizowany. To, że lubiłem działać spontanicznie, nie oznaczaczało, że chciałem też nie trzymać się żadnych planów.
Wykonałem jeszcze dwie piosenki. Zobaczyłem dwóch chłopaków stojących pod sceną z gitarami. Z łatwością domyśliłem się, że to kolejni artyści czekający na swoją kolej. Jak miałem w zwyczaju, podziękowałem publiczności po czym opuściłem scenę. Musiałem przyznać, że czułem się naprawdę dobrze. Znane, błogie uczucie rozlało się po moim ciele.
-Liam! – odwróciłem się na dźwięk głosu pani Delaney. Chłopacy zabrali się za dostrajanie gitar. Tak jakby nie wiedzieli, że o takie szczegóły powinno się zadbać przed występem, a nie w jego trakcie –Świetnie ci poszło! Jestem pewna, że mój syn będzie zadowolony... – nie byłem w stanie porozmawiać z panią profesor, gdy do moich uszu dotarł niepokojący hałas. Szklanka musiała rozbić się na podłodze, zaraz potem jak jakaś dziewczyna krzyknęła. Może nie zwróciłbym na tę scenę takiej uwagi, gdyby nie fakt, że w centrum zamieszania znajdowała się Sky.
-Cholera – syknąłem pod nosem i bez słowa wcisnąłem pani Delany gitarę w ręce. Jakby nie patrzeć i tak musiałem ją zwrócić. Pobiegłem w stronę stolika, przy którym rozpętała się afera. Sky najwidoczniej nie była najlepsza w panowaniu nad złością i w tej chwili wyładowywała negatywne emocje na jakiejś dziewczynie. Dość szybo zorientowałem się, że nie była to obca osoba, tylko Sheila, która wcale nie pozostawała dłużna mojej przyjaciółce. Postanowiłem wypytać ją o szczegóły innym razem, w tej chwili po prostu zdecydowanie złapałem rozwścieczoną Sky w talii i nie zwracając uwagi na jej protesty czy też dziwne spojrzenia ludzi wokół, przerzuciłem ją sobie przez plecy i wyniosłem z klubu. Miałem nadzieję, że uderzenie świeżego powietrza podziała na nią orzeźwiająco. Nie miała jednak okazji dłużej nim poodychać, gdyż szybko wrzuciłem ją do samochodu. Usiadłem na miejscu kierowcy, na wszelki wypadek blokując drzwi. Kto wie czy Sky nie miała ochoty wyskoczyć z samochodu i ponownie dorwać się do Sheilii. Nie byłem pewien co powinienem powiedzieć. Wypuściłem powietrze i pokręciłem głową z niedowierzaniem. Zdawało mi się, że Sky zaczynała się uspokajać. Jej włosy jednak nadal były strasznie potargane, a makijaż lekko rozmazany. Cholera, podobała mi się nawet w takim stanie. Mógłbym jeszcze bardziej potargać jej włosy, jeszcze mocniej rozmazać makijaż. Zacisnąłem dłoń w pięść próbując chociaż na moment przestać myśleć o tym jak nieziemsko byłoby zaciągnąć Sky do łóżka... albo na tylne siedzenia samochodu. Mimowolnie spojrzałem na nie tęsknym wzrokiem
-No dobra Weber... – powiedziałem głosem lekko ochrypłym od śpiewania –Zawsze wiedziałem, że jesteś szurnięta tylko dobrze się ukrywasz, ale co takiego do jasnej cholery zrobiła ci Sheila, że zaczęłaś się z nią bić w jakimś lokalu? – spytałem bez cienia uszczypliwości, naprawdę byłem ciekaw co takiego się stało –A tak na marginesie, weekend spędzasz ze mną, odwołaj plany – dodałem posyłając w jej stronę wieloznaczny uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:51 am




Musiałam zrobić sobie przerwę i się uspokoić, żeby wykonywać swoje obowiązki tak jak powinnam. Od momentu, w którym usłyszałam o tym, że znaleziono ciało Claire, nie mogłam przestać o tym myśleć. Miała chłopaka, była młoda, pracowała w klubie bokserskim i przyciągała ludzi. Miałam prawo przypuszczać, że Carven miał zamiar się jej oświadczyć niedługo. Nawet niecierpliwiłam się na ten moment. Dodatkowo zaledwie wczoraj wreszcie odnowiłyśmy relacje. Przed związkiem z Derrenem byłyśmy naprawdę blisko, potem to się sypnęło, bo ona cały czas mówiła, że on nie jest dla mnie odpowiedni. Byłam drażliwa na tym punkcie i w końcu przestałam z nią tak otwarcie rozmawiać jak wcześniej. Od powrotu Liama potrzebowałam tego i naprawdę się cieszyłam, kiedy udało nam się wdać w taką dyskusję, jak sprzed sześciu miesięcy. Niestety prawdopodobnie właśnie z tego powodu skończyła w dokach przy porcie. To poczucie winy zżerało mnie od środka jak termit pożywiający się drewnem. Powoli nie dawałam już sobie rady z tym, co się teraz działo wokół mnie. Nie tylko kolejne spotkanie ze Stylesem, ale też kłótnia z Derrenem, zerwanie, morderstwo Claire, nieprzychylność Raven i zapewne Carvena. Do tej pory uciekałam od takich sytuacji, a teraz wszystkie się na mnie rzuciły.
Westchnęłam zrezygnowana i podeszłam do lustra. Poprawiłam makijaż, rozczesałam włosy, zostawiając je rozpuszczone i wyszłam z zaplecza, aby podejść do baru. Starałam się niczego po sobie nie pokazać, ale to nie było takie proste. Przynajmniej do momentu, w którym nie zwróciłam uwagi na swojego przyjaciela. Stał na scenie i śpiewał tak cudownym głosem, że po raz kolejny poczułam te motylki w brzuchu. Gdyby nie to, że widziałam go sporo metrów ode mnie, to pomyślałabym że jest tuż za mną i oddycha prosto w moją szyję. Zrobiło mi się gorąco i zapewne mój wzrok to odzwierciedlał. Po prostu nie mogłam nie myśleć o tym, jak bardzo bym chciała, żeby wciągnął mnie na scenę i pocałował na oczach tych wszystkich ludzi. Nawet jeśli pośród nich byli szpiedzy lidera Białych Kruków, którzy na pewno by go powiadomili o tej akcji.
- Ej! Ziemia do Sky! – niechętnie oderwałam wzrok od mężczyzny, wykonującego kolejne utwory i przeniosłam go na chłopaka, stojącego za blatem. – Później pomyślisz o tym, co mógłby ci zrobić w łóżku i jak bardzo zadowolić. Teraz zanieś to do stolika numer dziesięć – mimowolnie się zaczerwieniłam i wzięłam tacę z kilkoma drinkami. Nawet nie chciałam zastanawiać się nad tym, co on sobie pomyślał o mnie w tym momencie. Pewnie dlatego nie skomentowałam w żaden sposób jego wypowiedzi i po prostu udałam się w tłum, poszukując odpowiedniego numerka. Nadal nie szło mi to za dobrze, bo nie znałam rozkładu tych stolików. Pamiętałam gdzie były poprzednie dwa i trafiłam do teraźniejszego tylko dlatego, że policzyłam.
Już z daleka zobaczyłam osoby, które przy nim siedziały i moja mina zrzedła. Na chwilę się zatrzymałam i uspokoiłam, by zaraz potem podejść do dziewczyn z uśmiechem na twarzy. Celowałam w aktorstwo, więc łatwo przyszło mi oszukiwać każdą z nich.
- Wasze zamówienie – odezwałam się i postawiłam przed nimi drinki, dopytując się, który jest dla kogo. Następnie opuściłam tacę i miałam się oddalić, ale niestety nie dano mi takiej możliwości.
- Sky – nie mogłam zignorować klientki lokalu, nawet jeśli była nią Sheila, więc odwróciłam się do niej z tym samym sztucznym uśmiechem, którym oszukałam jej towarzyszki. Zapewne każda z nich była członkiem Lunatyków, co nie wróżyło niczego dobrego. W końcu każdy z tego gangu wiedział, kim byłam. Derren nie ukrywał się z tym, że byłam jego dziewczyną, ja z resztą też nie.
- Tak? – spytałam siląc się na przyjazny ton, ale to było o wiele trudniejsze niż wrzucenie na twarzy sztucznego uśmiechu. Kobieta natomiast przez chwilę milczała lustrując mnie wzrokiem od stóp do głowy. Mocno mnie to krępowało, ale bardziej irytowało, bo przez nią mogłam podpaść pani Delaney.
- Nic dziwnego, że Derren wskoczył mi do łóżka… - mina mi zrzedła, kiedy usłyszałam słowa tej laski. Z jednej strony wiedziałam, że mogła po prostu sobie ze mnie kpić, ale jednocześnie przez cały związek z tym mężczyzną domyślałam się, że z kimś sypiał bez zobowiązań.
- Słucham? – spytałam ledwo mogąc wykrztusić cokolwiek i wpatrując się w nią wielkimi oczami.
- Nie powiedział ci? A mówił, że wspominał. Może zapomniałaś?
- Wybacz, ale muszę iść po kolejne zamówienia… – nie chciałam słuchać niczego więcej, bo nie potrzebowałam teraz kolejnych powodów do depresji. I tak trudno mi było trzymać się na krawędzi rozpaczy i radości z powrotu przyjaciela.
- Wyglądasz mizernie i jesteś o wiele mniej seksowna niż ja. A ja się dziwiłam, że Derren zdecydował się ciebie zdradzić. No, ale jak widać miał powód. A skoro on miał, to i na pewno Liam skorzysta z nadarzającej się okazji. Mimo wszystko jest w Lunatykach… - tego było już za wiele. Mogła obrażać mojego byłego i ranić mnie wspominaniem o tym, że mnie zdradzał, ale nie pozwalałam sobie na takie teksty. Znałam Stylesa jak nikt inny. Może nie mieliśmy kontaktu przez jedenaście lat, ale niewiele się w nas zmieniło. Po prostu graliśmy, że jest inaczej i udawaliśmy, ale to było kłamstwo. A kiedy ona wyskakiwała mi z takim tekstem… Domyślałam się, że mogła mieć rację. Mój przyjaciel mógłby skorzystać z jej oferty, ale nie chciałam o tym słyszeć.
Zmrużyłam oczy, zagryzłam wściekła wargę i rzuciłam się na Sheilę, wyciągając ją za kołnierz zza stolika. Jej przyjaciółki odsunęły się na bezpieczną odległość, nie chcąc się wtrącać, a ja uderzyłam ciemnowłosą w twarz. Odskoczyła na bok, łapiąc się za obolałą część, po czym zamachnęła się aby mi zadać cios. Uniknęłam go, łapiąc ją za atakującą rękę i wyginając ją, ale ona w ostatniej chwili nadepnęła mi obcasem na stopę. Skrzywiłam się puszczając ją, co ona wykorzystała i trafiła mnie w prawy policzek. Moja głowo została odrzucona w bok, a ja mimowolnie dotknęłam miejsca, w które trafiła, po czym natarłam na nią całym swoim ciężarem.
- Nie waż się nawet o tym myśleć! – warknęłam na nią i niewiele brakowało, a dostałaby kawałkiem rozbitego wcześniej kieliszka. Jednak w ostatniej chwili złapał mnie Liam, przerzucił sobie przez ramię jak szmacianą lalkę i wyniósł z lokalu. – Puszczaj mnie! Ja jeszcze nie skończyłam! – próbowałam mu się wyrwać, okładając go pięściami w plecy, ale to nic nie dawało. Nie ochłonęłam nawet wtedy, kiedy znaleźliśmy się na dworze. Dopiero zaczęłam się uspokajać, kiedy zostałam zamknięta w samochodzie razem z wokalistą. – Zasłużyła sobie – wysyczałam przez zaciśnięte zęby i krzyżując ręce na klatce piersiowej. Gdyby nie sytuacja, w której zaatakowałam Shailę, to co działo się wokół mnie i śmierć współlokatorki, to jego następne słowa by poprawiły mój humor. Niestety nie pomogły, a ja dalej siedziałam spięta i stukając prawą stopą o wycieraczkę w aucie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:53 am




Cudem udało mi się nie parsknąć śmiechem na widok rozzłoszczonej Sky. W tej chwili, z tą naburmuszoną miną przypominała mi małą dziewczynkę. Może nie powinno mnie to bawić, jednak widząc ją w takim stanie naprawdę ciężko było mi się opanować. W dzieciństwie zdarzało jej się strzelać fochy, była to przypadłość raczej każdego dziecka. Doskonale pamiętałem, że już wtedy szczerze mnie to bawiło. Widząc ją w takim stanie zrozumiałem, że istniały na świecie zjawiska zupełnie niezmienne. Musiałem przyznać, że poczułem dzięki temu miłą ulgę. Z drugiej strony powinienem się opanować, nie chciałem jeszcze bardziej rozzłościć Sky. Nieznacznie przysunąłem się do dziewczyny kładąc dłoń na jej kolanie, drugą ręką natomiast zgarnąłem włosy opadające jej na twarz.
-Nie musisz być taka niemiła Sky – powiedziałem po raz kolejny rozkoszując się możliwością wypowiedzenia jej imienia –Nic ci nie zrobiłem... – zniżyłem głos do szeptu i powoli zacząłem sunąć dłonią wzdłóż jej kolana –...jeszcze – dodałem omiatając swoim oddechem jej kark. Moja ręka znalazła się pod materiałem króciutkiej sukienki w chwili, gdy usłyszałem stanowcze pukanie w szybę. Momentalnie odskoczyłem od dziewczyny i wyjrzałem za okno. Na dworze stała pani Delaney z dość zniecierpliwioną miną. Nie wiedzieć czemu, nagle zrobiło mi się głupio. Czułem się jak nastolatek przyłapany na dobieraniu się do dziewczyny. Doskonale pamiętałem podobną sytuację. Nie miałem jeszcze prawo jazdy, nie przeszkodziło mi to jednak w podprowadzeniu ojcu samochodu i zabrania Hope na małą przejażdżkę. Żadne z nas nie miało pojęcia o tym, że zaparkowaliśmy pod domem naszego wf-isty. Hope przez kilka miesięcy wypominała mi, że mężczyzna widział ją w staniku. Nie czułem się winny. Po pierwsze, to nie moja wina, że tak szybko ściągnęła bluzkę, po drugie, miała szczęście, że w ogóle miała na sobie ten cholerny stanik. Rzuciłem jeszcze jedno spojrzenie w stronę Sky po czym wysiadłem z samochodu. Na zewnątrz panował lekki, przyjemny chłód.
-Twoja nowa znajoma najwyraźniej ma problemy nie tylko z panowaniem nad emocjami, ale i z pamięcia – powiedziała wręczając mi torebkę, która najwidoczniej należała do Sky. Popatrzyłem na kobietę chcąc powiedzieć, że Sky wcale nie była moją nową znajomą, nie miałem jednak takiej okazji –Poprosiłam was o pomoc, miała to być kara za ucieczkę z lekcji, a wy musieliście rozpętać bójkę. Najpierw ty uderzyłeś klienta, potem zrobiła to Sky! – cholera, była zła –Gdybyście obydwoje nie zapowiadali się tak obiecująco na zajęciach, nawet nie zastanawiałabym się nad tym czy trzymać was na uczelni! Skoro jednak ta kara była dla was nie wystarczająca, z łatwością znajdę kolejną! Kościół na obrzeżach miasta wymaga remontu. Widzę was tam w sobotę o szóstej rano, inaczej możecie pożegnać się z uczelnią! – nie dając mi szansy na wtrącenie chociażby jednego słowa, śpiesznym krokiem odeszła w stronę klubu. W zasadzie nie byłem pewien czy w ogóle chciałbym cokolwiek mówić. Prawda była taka, że miała prawo być zła. Z drugiej jednak strony nie miałem do siebie pretencji. Koleś uwziął się na Sky, miałem pozowlić mu ją obmacywać? Z pewnością bym się na to nie zgodził, tę czynność pozostawiałem sobie i tylko sobie. Wsiadłem do samochodu nieco przesadnie trzaskając drzwiami.Podałem Sky torebkę po czym włożyłem kluczyk do stacyjki. Silnik wydał tak przyjemny dla mnie pomruk. Mimowolnie odchyliłem głowę w tył przez moment napawając się dźwiękiem.
Wyjechałem z parkingu bez większego problemu włączając się w ruch.Zegar na tarczy rozdzielczej wskazywał kilka minut przed dwudziestą trzecią. Spokojnie mielibyśmy jeszcze czas, by zajechać w jakies przyjemne miejsce, byłem jednak zmęczony, a jedno spojrzenie na Sky wystarczyło, bym stwierdził, że była o wiele bardziej wykończona niż ja. Swoją drogą, nadal ciekawiło mnie co takiego sprawiło, że pobiła się z Sheilą. Nie miałem zamiaru jej odpuścić, chciałem dowiedzieć się o co poszło. Byłem gotów ponowić pytanie, gdy zobaczyłem wiadomość migającą na ekranie telefonu. Może odczytywanie sms-ów w czasie jazdy nie było najbezpieczniejsze, dawno już jednak dałem sobie spokój z dbaniem o tak nieistotne szczegóły. Max zdąrzył zasypać moją skrzynkę wiadomościami, których nie małem ochoty odczytywać. Zepchnąłem niechęć gdzieś w tył umysłu i zacząłem odczytywać sms-y. O dziwo nawet nie byłem zły, chociaż słowa mojego przyjaciela z pewnością nie należaly do przyjemnych.
Cholerny tchórzu, myślisz, że wyjechałeś z miasta i uda ci się w ten sposób uciec od przeszłości? Musisz z nią pogadać, nawet nie wiesz o co chodzi.
Najwidoczniej w tym momencie Max zaczynał już tracić cierpliwość. Nawet jeśli miał rację, dlaczego nie mógł zrozumieć, że po prostu nie chciałem wracac do przeszłości? Za długo w niej tkwiłem, by ponownie się w nią zagłębiać. Westchnąłem odczytując kolejną i zarazem ostatnią już wiadomość.
Cholera, cholera, cholera,skontaktuj się ze mną kretynie!
Cóż, w tym momencie zdecydowanie stracił cierpliwość. Zdecydowanie było już za późno na poważne rozmowy, z resztą naprawdę nie chciałem się tym dzisiaj zajmować.
Wal się Max. Zadzwonię jutro rano – odpisałem po czym wyłaczyłem telefon i rzuciłem go do schowka, niespecjalnie martwiąc się tym czy mój ruch nie był zbyt nerwowy. Jeśli uszkodziłbym telefon, miałbym całkiem niezły pretekst do tego, by nie rozmawiać z moim przyjacielem. Naprawdę denerwowalo mnie to, że nie mógł dac mi spokoju. Wydawało mi się, że przyjął wieść o moim wyjeżdzie z niejaką ulgą, podobnie jak reszta chłopaków z zespołu. Dlaczego teraz, kiedy byłem daleko postanowił zaangażować się w całą tę sprawę z Hope. Nie wiedział, że w tej chwili nie miało to najmniejszego sensu? Jak w ogóle mógł mnie zmuszać do rozmowy o niej, po tym wszystkim co się stało? Tak jakby nie zdawał sobie sprawy z tego przez jak wiele musiałem przejść. Jako jedyny nie dał się oszukać, mimo, że byłem cholernie dobry w maskowaniu emocji.
-Wyglądasz jakbyś miala za sobą ciężki dzieć – stwierdziłem parkując pod domem –Może jakoś temu zaradzimy – powiedziałem wysiadając z samochodu i dając Sky znak by szła za mną. Cholera, miałem nadzieję, że żaden z moich nowych sąsiadów nie zobaczy jej w tej sukience. Wyglądało jakbym złożył zamówienie, bynajmniej nie na pokojówkę.
-Poczekaj – powiedziałem po czym cofnąłem się do samochodu i wyciągnąłem z niego swoja kurtkę, którą zarzuciłem na ramiona dziewczyny. Poprowadziłem ją na górę. Moje mieszkanie z pewnością znacznie różniło się od jej lokum, miałem jednak nadzieję, że nie poczuje się przez to skrępowana. Zapalając światło i wprowadzając ją do salonu, przypomniałem sobie jak zaledwie kilka godzin temu zachwalałem swoje mieszkanie, nie szczędząc jej opowieści o wygodnej kanapie i solidnym blacie. Mimowolnie uśmiechnąłem się zerkając w stronę kuchni połączonej z salonem meblościanką.
-Rozgość się, zaraz wracam – powiedziałem po czym udałem się do kuchni. Coś mi mówiło, że Sky nie pogardziłaby mocnym drinkiem, sam z resztą też miałem na takiego ochotę. Wyjąłem z szafki dwie szklanki, które napełniłem lodem po czym zalałem sporą ilością whiskey i znacznie mniejszą ilością coli. Wróciłem do Sky podając jej napój po czym przysiadłem na kanapie i obdarzyłem dziewczynę wyczekującym spojrzeniem.
-To bójka z Sheilą tak wyprowadziła cię z równowagi czy stało się coś jeszcze – spytałem upijając łyk ze szklanki. Najwidoczniej nie tylko Raven miała dziś kiepski dzień. Nagle wyprostowałem się zdając sobie z czegoś sprawę. Z jakiego powodu obydwie były tak rozstrzęsione?
-Sky, co się stało? – spytałem już znacznie bardziej zaniepokojonym tonem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:55 am




Dlaczego zawsze kiedy chciałam być tylko i wyłącznie wściekła, Liam sprawiał, że robiło mi się gorąco i bardzo jednoznaczne myśli pojawiały mi się w głowie? Z jednej strony dobrze, że jego obecność i ruchy mogły mnie uspokoić, ale nie zawsze tego chciałam. Poza tym, kiedy on mnie „uspokajał” to jednocześnie sprawiał, że miałam wielką ochotę się na niego rzucić i nie pozwolić sobie na przerwanie. Każdy wiedział, że mimo wszystko sex był najlepszym sposobem na rozluźnienie i zapomnienie o tym, co ciążyło. A jeszcze teraz mi nie ułatwiał zboczenia na bezpieczniejsze tematy rozmyślań, kiedy sunął swoją dłonią od mojego kolana w górę. Na pewno wstrzymałam na kilka sekund oddech i na pewno on to dostrzegł. Byłam gotowa mu się oddać w tej chwili, nawet jeśli ktoś mógłby nas zobaczyć. Niestety, a może i stety, przerwała nam wściekła pani Delaney. Nie mogłam zrozumieć dlaczego spaliłam buraka na twarzy, kiedy nie byliśmy już nastolatkami z liceum. Całe szczęście, że ta kobieta nie wspominała nic o sytuacji, w której nas znalazła, bo chyba bym chciała się zapaść pod ziemię.
- Dziękuję… – wydukałam w stronę nauczycielki, która chyba nie usłyszała tego i oddaliła się zaskakująco szybko. Wolałam nie upewniać się czy naprawdę spełniłaby tę groźbę, gdybyśmy nie zapowiadali się obiecująco. O byciu aktorką marzyłam już od dziecka, od pierwszego przedstawienia, do którego zostałam zmuszona w przedszkolu. Od tamtej pory chciałam zobaczyć siebie w jakimś filmie czy serialu. Czasami nawet sobie wyobrażałam samą siebie jako główną bohaterkę jakiś ekranizacji. Najbardziej mnie ciągnęło do tych fantasy i dramatów.
- Twoja wina, nie byłaby tak cięta gdybyś mnie nie porwał z zajęć… – skomentowałam, obserwując znikającą w budynku sylwetkę pani Delaney, po czym usadowiłam się wygodniej w fotelu i wyciągnęłam telefon. Od razu zauważyłam sms-a z tego feralnego numeru i nawet nie musiałam zaglądać, żeby wiedzieć, iż Derren pisze o moim wdzianku. Nie odpowiedziałam jednak w żaden sposób. Jedynie usunęłam rozmowę z nim i jego numer. Powinien już być świadom tego, że nie miałam najmniejszego zamiaru do niego wracać. Wątpiłam jednak w to, czy naprawdę to wiedział.
W kilka minut dotarliśmy do mieszkania Liama, a ja dopiero będąc w środku przypomniałam sobie o swoim motorze. Przygryzłam wargę, ale nie chciałam już dzisiaj wsiadać na ten pojazd, bo za bardzo mi się kojarzył z gangiem. Wyrzuciłam więc go z głowy i podeszłam do kanapy, zajmując na niej miejsce. Nie był to zbyt dobry pomysł. Nie wiedziałam co ze sobą zrobić i rozglądałam się wokół. A to zabrało mnie w pamięci do sytuacji z korytarza w budynku akademii. Przypomniałam sobie to, jak wspominał mi o tym, które miejsca moglibyśmy odhaczyć. Mimowolnie przełknęłam ślinę i ścisnęłam ze sobą uda, starając się wyrzucić to z głowy. Nigdy nie pragnęłam znaleźć się z kimś w łóżku tak, jak to było w przypadku Stylesa. Wzbudzał we mnie tak mocne doznania, że nawet nie chciałam wyobrażać sobie tego, co mogliśmy we dwójkę zrobić. Niestety, jakby na zawołanie, wszystko mi się odtworzyło w głowie jak film, który oglądałam kilka lat temu. Ciemnowłosy nie mógł nawet przypuszczać jak bardzo pragnęłam, żeby wykorzystał nadarzającą się okazję. Jednocześnie wiedziałam, że to nie był najlepszy pomysł, bo wtedy chcielibyśmy więcej. Już zdążyłam zauważyć, że jego obecność była dla mnie jak narkotyk. Przez jedenaście lat byłam na ciągłym głodzie i starałam się na wszelkie możliwe sposoby jakoś go zlikwidować. A kiedy jego źródło się pojawiło, to pragnienie się kilkakrotnie zwiększyło. To nie było ani zdrowie, ani dobre, ale nie umiałam się tego pozbyć. Jeśli w taki sposób myślał o mnie Derren, to nie chciałam nawet myśleć o tym, do czego jest zdolny, aby mnie odzyskać.
Z wielką chęcią wzięłam od Liama szklankę z alkoholem i niemal od razu upiłam z niego kilka łyków. Prawdopodobnie nie przerwałabym tego, gdyby nie pytanie chłopaka. Skoro już zauważył, że coś jest nie tak, to teraz nie da mi spokoju. Będzie ciągnął mnie za język tak, jak robił to, kiedy coś przed nim ukrywałam w dzieciństwie. Nawet nie wiedział, że mimo, iż zapierałam się na wszelkie możliwe sposoby, żeby nic mu nie mówić, to tak naprawdę cieszyłam się z tego, że mnie do tego zmuszał. Dzięki temu nie byłam ze swoimi problemami sama. Był obok, wspierał mnie i czasami rozśmieszał swoimi wygłupami. Tylko, że problemy ośmiolatki mocno się różniły od tych, które miała dwudziestoczterolatka.
- Następny mi nalej bez coli… – wykrztusiłam, wypiłam pozostałość jednym haustem i spojrzałam niepewnie w stronę przyjaciela. Wiedziałam, że nie uwierzy mi, kiedy skłamię, iż to nic takiego. Z łatwością mógł ze mnie wyczytać, że byłam w fatalnym stanie. Tyle rzeczy i sytuacji zrzuciło się na mnie od poniedziałku, że nawet nie byłam w stanie udawać, iż czuję się świetnie. A przecież starałam się zostać aktorką. Jak miałam zostać profesjonalną aktorką, kiedy nie umiałam nawet ukryć swojego prawdziwego stanu emocjonalnego.
- Zacznę od początku… – zaczęłam biorąc głęboki oddech i podając mu szklankę, żeby dolał mi alkoholu. – Tylko bez coli… – wtrąciłam spokojnie, spoglądając w jego oczy jak mała dziewczynka. – Pewnie pamiętasz, że Claire zniknęła wczoraj po południu, a Carven zabrał mnie z zajęć, żeby dowiedzieć się czy wiem coś o jej miejscu pobytu – podjęłam temat, podczas gdy mężczyzna podniósł się i ruszył do kuchni po dolewkę dla mnie. O wiele łatwiej było mi opowiadać, kiedy nie patrzył się prosto na mnie. Jego spojrzenie mnie krępowało i wytrącało z wątku, o którym chciałam mówić, a który nie dotyczył spędzenia z nim nocy. – I na pewno widziałeś, że policja mnie zawołała po zajęciach… – kontynuowałam, a on akurat w tym momencie wrócił z pełną szklanką. – Dzięki… – przerwałam na moment historię, biorąc od niego trunek i upijając z niego jeden łyk. Już nie miałam zamiaru się spieszyć z opróżnianiem naczynia, bo nie chciałam szybko się upić. Chciałam jeszcze przed całkowitym odlotem porozmawiać z Liamem o tym, co się działo w przeciągu ostatnich jedenastu lat. – No i ci policjanci znaleźli Claire… – wróciłam w końcu do głównego tematu i przygryzłam wargę, czując że moje oczy napełniają się łzami, nad którymi chciałam odzyskać kontrolę. – … A raczej jej martwe ciało, w dokach w porcie… – dokończyłam i rozluźniłam mięśnie. Nawet nie zauważyłam, że je spięłam, kiedy zaczęłam opowiadać. – Ja wiem, że to moja wina. Wiem kto ją zabił, ale nie mam dowodów i mogłam funkcjonariuszom dać tylko miano… – wyrzuciłam z siebie na koniec. Byłam na siebie wściekła za to, że nie pilnowałam bliskich mi osób. – Liam, musisz uważać… Ja nie wiem do czego on jest zdolny… – poprosiłam błagalnym tonem i podniosłam w końcu wzrok na swojego przyjaciela. Chciałam się rozpłakać, ale było mi głupio.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 12:59 am




Nie zdążyłem jeszcze dopić swojego drinka, gdy Sky poprosiła o następnego. Nie przestawałem jej słuchać, nawet w chwili, gdy ponownie zajrzałem do kuchni. Na dobrą sprawę nawet nie wiedziałem jaki alkohol lubiła, sam wprost przepadałem za whiskey, z jakiegoś powodu wydawało mi się, że dziewczynie również posmakuje. Mimo tak wielu lat rozłąki, mimo tego, że nie miałem pojęcia o drobnych szczegółach składających się na jej osobowość, nadal czułem się tak jakbym znał ją na wylot. Przebywanie w jej obecności nie było w żadnym stopniu krępujące. Czułem się naturalnie, ja przy żadnej innej osobie. Podałem Sky szklankę ponownie siadając obok niej na kanapie i skupiając się na jej słowach. Sposób w jaki się wypowiadała budził mój niepokój. Z każdym kolejnym słowem było coraz gorzej, gdyż zaczynałem zdawać sobie sprawę z tego do czego zmierzała.
-Jasna cholera... – syknąłem, gdy zbliżyła się do sedna opowieści. Poczułem zalewającą moje ciało falę złości, nawet nie zauważyłem kiedy sięgnąłem po szklankę stojącą na stole i cisnąłem nią o ścianę. Dźwięk rozbijanego szkła nie zdołał zdusić przekleństwa wydobywającego się z moich ust. Miałem głęboko gdzieś czy mój wybuch przestraszył Sky. Może nawet lepiej, gdyby w tej chwili wyszła stwierdzając, że nasza relacja nie miała sensu. Bo czy faktycznie go miała? Przez swoją egoistyczną zachciankę nie tylko naraziłem Claire na niebezpieczeństwo. Ja ją zabiłem. Cholera, ja ją zabiłem. Zacząłem nerwowo krążyć po salonie, od jednej ściany do drugiej. Przeczesywałem włosy palcami, jakby to miało pomóc i poskładać myśli. Oczywiście nie przyniosło żadnych efektów.
-JA MAM UWAŻAĆ?! – wrzasnąłem nadal nieco zachrypniętym głosem –Umiem o siebie zadbać, Sky – podszedłem do lodówki i nie zawracając sobie głowy czymś tak banalnym jak wyciąganie kolejnej szklanki, upiłem kilka łyków wprost z butelki. Odstawiłem ją z hukiem na blat, po czym wróciłem do salonu –Szkoda tylko, że nie umiem zadbać o ciebie. Nie widzisz tego?! To moja wina Sky,to przeze mnie nie żyje! – czułem się tak jakby ktoś odebrał mi zdolność panowania nad sobą. Tego było zbyt wiele. Niezależnie od tego jak bardzo kochałem Sky, jak bardzo chciałem być przy niej, zwyczajnie nie mogłem spełnić swojego pragnienia. Clarie nie żyła, kto miał być następny? Raven? A może Sky? Na tę myśl zacisnąłem dłonie w pięści. Gdybym tylko miał w tej chwili Derrena przy sobie, z pewnością bym go nie oszczędził. Nadal nie rozumiałem jak Sky mogła wpakować się w związek z kimś takim. Byłem wściekły za to co zrobiła, gdyby nie jej fatalne wybory nie znajdowalibyśmy się teraz w podobnej sytuacji. Chciałem jej o tym powiedzieć, chciałem wykrzyczeć jej w twarz jaką cholerną idiotką była, jednak zwyczajnie nie mogłem. Sky była ostatnią osobą, na której chciałbym wyładowywać złość.
-Cholera... – szepnąłem opadając na kanapę. Ukryłem twarz w dłoniach przytłoczony ciężarem bezsilności. Za wszelką cenę usiłowałem przypomnieć sobie jak się oddychało. Wdech i wydech, wdech i wydech... Clarie nie żyła, nic nie mogliśmy już zrobić. Nie wiedziałem o niej zbyt wiele, na dobrą sprawę nawet nie zdążyłem jej poznać. Denerwowało mnie, że nie będę już mieć takiej okazji i to z własnej winy. W mojej głowie bolesnie odbijały się oskarżycielskie słowa. Zabiłeś ją... zabiłeś. Poczucie winy dosłownie mnie przygniatało. Chodziło jednak o coś jeszcze. Wiedziałem co to oznaczało dla mnie i Sky. Nie mogliśmy być razem. Po prostu nie mogliśmy, a ja wolałbym umrzeć niż z niej zrezygnować. Z trudem odsunąłem dłonie od twarzy i pełnym boleści wzrokiem spojrzałem na siedzącą obok dziewczynę. Nie wiedziałem co mógłbym zrobić, by ponownie jej nie stracić. Wiedziałem, że nie przeżyłbym ponownej rozłąki. Utrata Sky była dla mnie równoznaczna z kompletnym odrzuceniem życia. Nie byłbym w stanie udawać, że to wszystko się nie wydarzyło. Nie mialem jednak pojęcia co zrobić, by temu zapobiec. Złość i bezsilność, które czułem odbierały mi możliwość logicznego myślenia i analizowania. Nie bałem się Derrena, byłem gotów toczyć z nim walkę, zrobiłbym wszystko, po prostu wszystko, by móc zagwarantować mi i Sky możliwość bycia razem. Chodziło jednak o coś więcej niż moja gotowość. Ludzie mogli ucierpieć i nie miałem na to najmniejszego wpływu. Nie wiedziałem kogo Derren wybrałby na kolejną ofiarę. Nie byłem w stanie zagwarantować nikomu bezpieczenstwa, mogłem jedynie skupić się na sobie i Sky, a doskonale wiedziałem, że byłby to szczyt egoizmu. Myślałem, że nie mogłem nienawidzić Derrena jeszcze bardziej, najwyraźniej się myliłem. Zabiłbym go gołymi pięściami.
Nie miałem pojęcia co w tej chwili czuła Sky. Najbardziej bałem się tego, że faktycznie chciała bym ziknął z jej życia. Mimo wszystko pragnąłem by potrzebowała mnie, równie mocno , jak ja potrzebowałem jej. Nie mogłem uwierzyć w swój egoizm. Niewinna dziewczyna została zamordowana z mojego powodu, a ja nadal byłem w stanie myśleć o sobie i o tym jak bardzo chciałem być ze Sky. Nic nie mogłem jednak poradzić, było to pragnienie zbyt silne by chociaż spróbować je zwalczyć. Nie odzywałem się już od dłuższego czasu, domyślalem się jak moje zachowanie musiało wyglądać z perspektywy Sky. Ten tydzień był dla niej wystraczająco ciężki, bym, jeszcze przysparzał jej dodatkowych zmartwień. Przysunąłem się do dziewczyny, złapałem jej nogi i położyłem na swoich tak bardzo chcąc czuć, że była blisko. Zauważyłem, że praktycznie za każdym razem, gdy tylko jej dotykałem, Sky jakby bezwiednie nabierała powietrza. Nie miałem pojęcia czemu, ale cholernie mi się to podobało. Przyłożyłem kciuk do jej policzka, ścierając rozmazaną smugę tuszu. Nie zabrałem dłoni z jej policzka, delikatnie gładziłem jej skórę jeszcze przez jakiś czas nic nie mówiąc i po prostu patrząc jej w oczy. Wydawała się być tak rozbita, nie miała pojęcia ile bólu sprawiał mi ten widok. Jak w tej chwili mogłem złamać ją jeszcze bardziej i powiedzieć, że nie mogliśby być razem?
-Sky... – nie przypuszczałem, że wypowiedzenie jej imienia mogło sprawić mi tyle bólu. Wziąłem głęboki wdech zbierając się na odwagę –Doskonale zdajesz sobie sprawę z tego, że Clarie zginęła przeze mne – czułem się jak zabójca przyznający się do morderstwa przed sądem –Kto bedzie następny? Zrobiłbym wszystko, by być z tobą, ale to niemożliwe! Nie możemy narażać ludzi – przymknąłem powieki domyślając się jak w tej chwili musiały wyglądac jej oczy. Nie mogłem znieść tego widoku. –Powinienem odwieźć cię do domu, spakować walizki i wyjechać – otworzyłem oczy i wciągnąlem głośno powietrze widząc łzy spływające jej z oczu. Czułem się jakby ktoś z całej siły uderzył mnie w twarz. Nie byłem gotowy na ten widok.
-Sky, błagam cię, nie płacz – powiedziałem przyciągając ją bliżej siebie i mocniej chwytając w talii. Cholera, czy ona w ogóle miała pojęcie jak ciężka była dla mnie ta sytuacja? Nie chciałem pozwolić jej odejść, nienawidziłem siebie za tamte słowa, nienawidziłem swojego życia za to, że uczyniły je prawdziwymi. Naprawdę powinienem to zrobić, wiedziałem jednak, że tak się nie stanie. Nie chciałem by ponownie pękło mi serce, a jeszcze bardziej, by coś podobnego stało się z sercem Sky.
-Nie wiem co robić Sky, błagam, zrozum mnie... – powiedziałem przyciskając czoło do jej czoła. Dlaczego była tak ogromna różnica między tym co powinienem, a tym co chciałem zrobić?
-Kocham cię Sky... – powiedziałem omiatając swoim oddechem jej twarz –Zawsze kochałem, od chwili kiedy znalazłem cię na tym cholernym deszczu, jedyne czego chciałem, to być z tobą... to się nigdy nie zmieni, pieprzone jedenaście lat, nie było w stanie zabić tego co do ciebie czuję... nic i nikt nie jest w stanie tego zrobić, rozumiesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   

Powrót do góry Go down
 
W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: