IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 7 Paź 2015 - 17:40




- Liam! Przestań! Ja nie żartuję! – zawołałam jeszcze bardziej spanikowanym głosem, kiedy mężczyzna ruszył w stronę parkingu. Przerażona próbowałam wydostać się z pojazdu, ale nie mogłam, drzwiczki były zablokowane, a wzrok motocyklistów skierował się w naszą stronę. Był tak strofujący, że poczułam się niczym mała dziewczynka i skuliłam na siedzeniu, jakby to miało mnie ukryć przed Derrenem. – Liam… – szepnęłam już uspokojona i przeniosłam na niego swoje spojrzenie. – W coś ty się wpakował? – spytałam niedowierzając w jego idiotyzm. Przecież mnie znał. Widział kiedy żartowałam, a kiedy mówiłam szczerze. A teraz, kiedy mój chłopak zobaczył naszą dwójkę, jeszcze mnie mokrą…Przecież on nie da spokoju Stylesowi. Może mu zrobić krzywdę, a to była ostatnia rzecz, którą chciałam oglądać. Nie zniosłabym myśli o tym, że oprócz mentalnej krzywdy, załatwiłam swojemu byłemu przyjacielowi fizyczną.
Po jego słowach byłam w rozsypce. Tak bardzo skupiłam się na tym, żeby go odciąć od siebie dla jego bezpieczeństwa, że nie pomyślałam o tym jak bardzo go to zrani. I mnie. Naprawdę, to było gorsze niż w moich najgorszych koszmarach. Tak strasznie chciałam mu powiedzieć, że kłamałam. Tak bardzo chciałam znowu na nim polegać, znowu się z nim droczyć. Tak cholernie chciałam znowu stać się częścią życia, ale to nie było możliwe. Naraziłabym go wtedy. Jego i całą jego rodzinę. I chociaż mnie to strasznie bolało, bo wiedziałam, że mieliśmy szansę na odnowienie naszych relacji, to musiałam to ignorować.
- Może już nie jesteśmy przyjaciółmi, ale nie chciałabym mieć na sumieniu twojego życia – warknęłam na niego, wzięłam kilka głębokich oddechów i spojrzałam na Derrena. Był wściekły, zagryzał wargę i wpatrywał się we mnie tak, jakbym mu zarąbała patelnią matkę. Wiedziała, co mnie czekało i szykowałam się na to już od początku trasy. Dlatego wysiadłam z pojazdu z mocną postawą i pewnym krokiem ruszyłam w stronę swojego chłopaka. Tłum motocyklistów jak na zawołanie się rozstąpił a ja podeszłam do brązowowłosego. Zabawne było to, że dopiero zauważyłam jak bardzo podobny był do Liama.
- Gdzieś ty była?! – warknął na mnie, niemal przebijając mnie swoim głosem tak, jakby przekłuł mnie tępym mieczem, ale nie pokazałam po sobie strachu. – I co robiłaś z innym mężczyzną?!
- Co ja robiłam?! – ryknęłam, zwracając na nas uwagę kilku osób ze szkoły, w tym i z mojej grupy. – Co to ma być?! Atakujesz ludzi przy mojej szkole?! Bijesz ich, jakby byli workami treningowymi?! Kto ci dał na to pozwolenie?!
- Ja nie potrzebuję niczyjego pozwolenia! Ja tutaj rządzę! Nawet policja trzyma się ode mnie z daleka!
- To może od razu wyrżnij w pień wszystkich, którzy ci się sprzeciwiają?!
- Nie kuś…I nie odpowiedziałaś na moje pytanie! Gdzie byłaś?! Jakim prawem spędzałaś czas z innym mężczyzną?! Nie odbierałaś telefonów! Zniknęłaś ze szkoły! I jeszcze wracasz mi cała przemoczona?! – coś mi zaświtało. Przecież nie był na górze, nie zaglądał do sal. Nie mieli tam wstępu, bo obiecał mi, że nie zrobi niczego, co by miało zły wpływ na moją karierę w szkole. Skąd on do jasnej cholery wiedział, że zniknęłam ze szkoły? Jakim cudem miał takie informacje?
- Śledzisz mnie? – spytałam, czując jak prawa brew drga mi przez irytację w górę.
- Nie zmieniaj tematu! – ryknął, patrząc się wprost w moje oczy, jakby spodziewał się, że jestem jedną z tych osób, które spuszczą wzrok, pokazując mu, że to on tutaj ma władzę. Błąd! Ze mną nie było tak łatwo! Nie na wierzchu!
- Zadałam ci pytanie…Oczekuje na nie jednoznacznej odpowiedzi! – warknęłam, przewiercając go wściekłym wzrokiem.
- Umieściłem w szkole kilku znanych mu ludzie, aby cię pilnowali…
- Słucham?! Kazałeś im mnie śledzić?!
- I najwidoczniej zrobiłem dobrze, bo przy pierwszej lepszej okazji uciekłaś z jakimś kundlem! W ogóle miałaś zamiar mi powiedzieć, że takie coś miało miejsce? Jestem twoim chłopakiem! Masz mi wszystko mówić!
- Oh doprawdy? A ty to co?! Miałeś wczoraj spędzić ze mną wieczór na NORMALNEJ imprezie, a ty zamiast tego poszedłeś gapić się w gwiazdy pornograficzne! – jego ręka zamachnęła się i wylądowała na mojej twarzy. Moja głowa odskoczyła, a policzek wybuchnął bólem. To mnie wkurzyło, i to nie na żarty. Zabroniłam mu podnosić na siebie rękę!
- Czy ty właśnie…? – zaczęłam, unosząc wzrok na jego twarz i dotykając dłonią obolałego i pewnie zaczerwienionego policzka.
- Masz okazywać mi szacunek! – tego było już za wiele. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę swojego motoru. Derren złapał mnie mocno za ramię, ale wyrwałam mu się i usiadłam na swoim transporcie. – Gdzie myślisz, że się wybierasz?!
- Jak najdalej od ciebie i twoich bałwanów na posyłki! - wrzasnęłam, włączyłam silnik i wystrzeliłam z parkingu nawet nie myśląc o założeniu kasku. Pędziłam jak szalona przez ulicę i nawet nie myślałam o tym, że miałam jeszcze jedne zajęcia, albo o tym, że moje rzeczy zostały w sali, razem z telefonem komórkowym. Potrzebowałam chwili samotności. Z daleka od Liama. Z daleka od Derrena i wszystkich innych. Szybko znalazłam się w okolicach swojego mieszkania, zaparkowałam i ruszyłam do domu. Zapukałam do środka i otworzyła mi zdziwiona moim czynem Claire.
- Co ci się stało? – pisnęła przerażona widząc mój stan. Kiedy spojrzałam w lustro na korytarzu, wiedziałam dlaczego. Miałam zaszklone oczy, bo chciałam płakać. Na policzku, który zdzielił Derren miałam długą, krwawiącą szramę powstałą zapewne przez przejechanie jego pierścieniem po skórze. Wargę cały czas przygryzałam, aż i z niej spływała szkarłatna ciecz. Włosy miałam rozczochrane, bluzkę poplamioną czerwienią i mokre ubranie. Wściekła rzuciłam butami do reszty i ruszyłam do siebie nie odpowiadając na pytanie dziewczyny. Zatrzasnęłam za sobą drzwi i się rozkleiłam. Głośny ryk (nawet nie szloch, a po prostu wrzask i łzy) wypełniły pokój. Czułam jak po moim policzku spływa słona woda, a ja miałam ochotę wszystko rozwalić. To co się dzisiaj wydarzyło: kłótnia z Liamem, kłótnia z Derrenem, odrzucenie przeszłości, rozstanie z dawnym przyjacielem, świadomość uczuć jakimi darzyłam Stylesa zanim zniknął, jego słowa…To mnie przerastało. Już nie umiałam się powstrzymać, nie umiałam się opanować. To bolało, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że zwykły, nienawistny wzrok, który na mnie rzucił Liam będzie tak bolesny. Nie chciałam, żeby tak na mnie patrzył. Nie chciałam go stracić, ale musiałam to zaakceptować. Musiałam, bo moim chłopakiem był najbardziej niebezpieczny człowiek w mieście, był wybuchowy mężczyzna, lider bardzo groźnego gangu. To przez niego musiałam się tak zachowywać i to mnie wkurzało. A on jeszcze nie potrafił docenić tego, że wyrzekłam się przeszłości, aby go nie denerwować i się na mnie rzucił z awanturą. Uderzył mnie, potraktował jak zwykłą dziwkę, a nie swoją dziewczynę.
- Kretyn! – warknęłam i zrzuciłam na ziemię wszystko, co miałam na biurku. Następnie kopnęłam w łóżko, rzuciłam w ścianę butami i uderzyłam w nią z całej siły pięścią, zdzierając sobie skórę z ręki. Dopiero po tym napadzie wściekłości padłam na łóżko i pozwoliłam sobie po prostu na szloch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 7 Paź 2015 - 21:23



Nie umknął mojej uwadze fakt, że Sky nie pojawiła się na zajęciach. Zepchnąłem to jednak na dno podświadomośći, tak jak od lat wrzucałem tam wszystko to o czym nie chciałem myśleć. Nie byłem w stanie sobie wyobrazić jak ogromny musiał być stos porzuconych idei, który niewątpliwie utworzył się gdzieś z tyłu mojego umysłu. Rzuciłem przelotne spojrzenie w stronę torebki Sky, która nadal leżała na jej miejscu. Sheila wspominała o tym, że Szympans był niebezpieczny. Czy do tego stopnia, by zrobić coś Sky ? Nie potrafiłem zrozumieć dlaczego dziewczyna związała się z kimś takim, dlaczego jej życie oscylowało wokół gangu. Czy naprawdę była aż tak zagubiona, że zatraciła się w świecie przestępczym ? Po co ? Czy to był jej sposób na ucieczkę? Odsunąłem od siebie tę myśl. Ona nie miała przed kim uciekać, nie czuła pustki, która mi towarzyzyła przez lata. Musiałem w końcu pogodzić się z tym, że dla niej nasza przyjaźń nie była tym czym dla mnie. Mimo, że dzisiaj kilkakrotnie mi o tym powiedziała, jakaś głupia część mnie nie była w stanie w to uwierzyć i tego zaakceptować. Nienawidziłem się za to, powinienem czym prędzej dać sobie spokój, zająć się sobą i przestać myśleć o tej dziewczynie. Raz na zawsze przestać o niej myśleć.
Spojrzałem za okno dające idealny wręcz widok na ogrody znajdujące się we frontowej części uczelni. Mimo, że większość motocyklistów zdążyła już odjechać na zewnątrz nadal stało kilka pojazdów. Obserwowałem awanturę jaka rozpętała się pomiędzy Sky, a jej chłopakiem. Zacisnąłem szczęki widząc jego agresywną gestukulację. Nawet z takiej odległości mogłem dostrzec, że wydzierał się na Sky. Po jaką cholerę była z kimś kto traktował ją w ten sposób? Facet zdawał się nie troszczyć o nic poza swoją urażoną dumą. Czułem narastającą we mnie wściekłość, miałem ochotę pójść tam i kazać mu się zamknąć, zmusić go żeby przestał wydzierać się na Sky. Poczułem jak coś we mnie pęka w chwili gdy dojrzałem jak jego ręka wymierza cios wprost w twarz Sky.
-JASNA CHOLERA! – krzyknąłem zrywając się z miejsca. Wybiegłem z sali chwytając wcześniej torebkę dziewczyny. Trzęsły mi się ręce, nie myślałem o niczym innym niż o tym, by jak najszybciej znaleźć się obok tego drania i zamordować go gołymi rękami. On już uderzył! Do jasnej cholery, on ją uderzył! Sky, moją Sky, która wyraźnie powiedziała, że nie chciała bym miał z nią cokolwiek wspólnego. Kompletnie mnie to nie obchodziło! Czułem jak furia przechodzi przez każdą komórkę w mym ciele, miałem wrażenie, że w moich żyłach nie płynęła już krew, a czysta, niczym niepowstrzymywana nienawiść. Słyszałem jak ktoś wołał moje imię, desperacko, z błagalną nutą. Nawet nie odwróciłem wzroku. Poczułem jak ktoś chwyta mnie za ramię, przed oczami mignęła mi męska twarz nim wymierzyłem cios w chłopaka, który próbował mnie zatrzymać.
-LIAM BŁAGAM CIĘ! – Sheila biegła za mną za wszelką cenę próbując mnie powstrzymać. Nie miałem jednak zamiaru się zatrzymywać, nieważne kogo poprosiłaby o pomoc. Wybiegłem na dwór, w kilka sekund znalazłem się przy mężczyźnie, który zdążył tylko obrzucić mnie pełnym nienawiści spojrzeniem, z furią wymierzyłem pierwszy cios, którego nie był w stanie odparować. Byłem zbyt wściekły, zbyt szybki, zbyt zakochany w dziewczynie, z którą nigdy nie miałem być. Skoczyłem na mężczyznę przygwożdżając go do ziemi i wymierzając w jego twarz coraz bardziej wściekłe ciosy. Nie obchodziło mnie, że moją pięść pokryła krew, która trysnęła z jego ust, nie obchodził mnie dźwięk, który wydał jego nos przy uderzeniu.
-JAK MOGŁEŚ PODNIEŚĆ NA NIĄ RĘKĘ TY DRANIU! JAK MOGŁEŚ! – krzyknąłem łamiącym się z rozpaczy i wściekłości głosem. Pierwszy raz w życiu miałem ochotę kogoś zamordować, nawet jeśli nie byłby to pierwszy raz kiedy miałbym odebrać komuś życie. Poczułem jak ktoś chwyta mnie za ramiona i odrywa od leżącego na ziemi chłopaka. Dopiero po chwili zorientowałem się, że było to kilku facetów, których najpewniej na pomoc wezwała Sheila. Ze wszystkich sił próbowałem im się wyrwać, utrzymanie mnie nie było w tej chwili łatwym zadaniem, nawet dla kilku dobrze zbudowanych facetów.
-OPANUJ SIĘ LIAM! – dotarł do mnie pewnie brzmiący, władczy ton profesor Delaney. Wzbudziłem ogromne zamieszanie, wszyscy studenci opuścili salę, by sprawdzić co też działo się na zewnątrz.
-Już jesteś trupem, gnoju! Nie żyjesz rozumiesz!? – chłopak podniósł się z ziemi trzymając się za zakrwawioną twarz –WIESZ KIM JA JESTEM?! WIESZ!? – ryknął, jednak jego krzyk nie zrobił na mnie większego wrażenia.
-JASNE, ŻE WIEM! JESTEŚ PIEPRZONYM DRANIEM, KTÓRY UDERZYŁ SKY! NIE DARUCIĘ CI TEGO, NIE DARUJĘ CI! – wydarłem się o wiele bardziej donośnie niż on. Patrzyłem jak wsiada na motor, a za nim odjeżdża reszta motocyklistów. –Puście mnie do jasnej cholery – powiedziałem do trzymających mnie ludzi. Tym tazem posłuchali.
-Liam... – Sheila podeszła w moją stronę, nie miałem jednak zamiaru z nią rozmawiać.
-Tak, wiem Sheila. Zadarłem nie z tym z kim trzeba, podpisałem na siebie wyrok, już jestem idiotą. Tak wiem! I co z tego?! On ją uderzył, nie rozumiesz tego?! Miałem mu na to pozwolić?! – wiedziałem, że próbowała powiedzieć coś jeszcze, ale nawet nie starałem się szłuchać. Wsiadłem do samochodu szukając dokumentów w portfelu Sky. Musiałem czym znaleźć jej adres, nie miałem pojęcia gdzie mieszkała. Nie było to trudne, dokumenty znajdowały się na wierzchu. Próbując się uspokoić i normalnie oddychać pojechałem pod znaleziony adres. Okolica nie wydawała się być groźna, nie mógłbym jednak powiedzieć, że należała do specjalnie przyjemnych.
Wysiadłem z auta ściskając w dłoniach torebkę Sky. Kompletnie nie rozumiałem po jaką cholerę zdecydowałem się do niej przyjechać. Od kilku godzin jednak nie rozumiałem nic z tego co się ze mną działo. Z przesadną siłą zapukałem do drzwi mieszkania. Otworzyła mi dość skromnie wyglądająca szatynka. Nie potrzebowałem długo jej się przyglądać, by wiedzieć, że mój widok ją zaskoczył.
-Em... w czym mogę pomóc? – spytała nerwowo obejmując ramiona dłońmi.
-Szukam Sky. Jest w domu? – starałem się by w moim głosie nie slychać było wściekłości, którą nadal odczuwałem. Dziewczyna niepewnie pokiwała głową.
-Taa... u siebie. A kim ty w ogóle jesteś? – spytała z cieniem podejrzliwości w głosie. Zniecierpliwiony przewróciłem oczami.
-Wpuścisz mnie sama, czy mam cię przesunąć? – spytałem patrząc jej w oczy. Przeniesienie niziutkiej dziewczyny nie stanowiłoby dla mnie najmniejszego problemu. Kobieta odsunęła się zrezygnowana.
-Mam nadzieję, że nie jesteś niebezpieczny – mruknęła idąc w stronę kuchni –Trzecie drzwi po prawej – dodała.
Weszedłem do pokoju dziewczyny po czym bez cienia krępacji usiadłem na łóżku, na którym leżała. Nie przypuszczałem, że tak ciężko będzie oglądać dziewczynę w takim stanie. Widząc jej rozorany policzek żałowałem, że nie przyłożyłem temu kretynowi jeszcze mocniej.
-Rany, Sky... – powiedziałem łamiącym się głosem. Patrzyłem na nią myśląc tylko o tym, jak niesamowicie chciałbym ją przytulić, w chwili, gdy po prostu powinienem stąd wyjść. Nie mogłem jednak, nie byłem w stanie. Wyciągnąłem dłoń w jej stronę i przejechałem kciukiem po jej policzku. W duchu modliłem się, by się nie odsunęła, nie przeżyłbym gdyby po raz kolejny mnie odrzuciła. Potrzebowałem chociaż chwili w jej towarzystwie, by się pozbierać. Chociaż chwili.
-Chyba złamałem twojemu szympansowi nos, Sheila twierdzi, że to prawie jak wyrok śmierci. A przy okazji, zapomniałaś torebki – powiedziałem kładąc torbę na skraju łóżka. Nerwowo zaczerpnąłem powietrza. Tak cholernie nie chciałem jej teraz zostawiać. Pragnąłem tylko, żeby chociaż przez moment było między nami tak jak dawniej. Chciałem położyć się obok niej, włączyć jakiś kretyński film i udawać, że to wszystko nawet nie miało miejsca.
-Chyba powinienem już iść... – powiedziałem łamiącym się z rozpaczy głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 7 Paź 2015 - 23:44




Wspomnienia zalały mnie falą. Czułam się tak, jakby ktoś mi puszczał przed oczami film z mojego dzieciństwa. Zwłaszcza te momenty, które spędziłam razem z Liamem. Te wszystkie uśmiechy, głupie zabawy, nawet wrzaski ze strony naszych rodziców, kiedy wracaliśmy cali upaprani w błocie, albo farbie. Dzięki niemu się zmieniłam, dzięki niemu stałam się całkiem inna. Wcześniej byłam grzeczna i robiłam wszystko, czego wymagali ode mnie rodzice. Potem pojawił się Styles i pokazał mi zupełnie inny świat. Zaczęłam z nim wychodzić wieczorami i wracać później niż powinnam. Zaczęłam niszczyć mienie publiczne, ozdabiając budynki. Zaczęłam stroić żarty niektórym dzieciakom, obrzucać się ziemią i kłócić się z rodzicami. Zaczęłam mieć inne zdanie i dostrzegać, że chciałam czegoś innego. To Liam nakłonił mnie do podążania za własnymi marzeniami. To on pokazał mi, że czasami powinnam myśleć o tym, czego sama chciałam, a nie o tym, czego wymagali ode mnie matka i ojciec. Wspierał mnie we wszystkim, nawet jeśli niekoniecznie się z tym zgadzał. Nigdy mnie nie zostawił. Tylko jemu tak na mnie zależało. A potem się to zmieniło, wyjechał. Nie miał pojęcia jak ja się okropnie wtedy poczułam. Wierzyłam w niego, opierałam się na nim, a on tak nagle zniknął. Nie zostawił po sobie kartki z pożegnaniem, nie wytłumaczył się. Po prostu z dnia na dzień przestał istnieć w moim życiu.
- Dlaczego to musi być takie trudne? – spytałam samej siebie, chowając twarz w poduszce, po czym usłyszałam pukanie. Nie ruszałam się jednak z miejsca. Derren miał klucze. Gdyby to był on, to po prostu by wszedł, przywitał się z dziewczynami i znalazł w moim pokoju, nawet nie pytając o drogę. Częściowo się cieszyłam z tego, że tego nie zrobił, bo wiem jak by się to skończyło. Jednak jednocześnie chciałam, żeby teraz tutaj przy mnie był i powiedział mi co miałam zrobić. Ja byłam zagubiona, niepewne tego, co zrobiłam. Chciałam z kimś porozmawiać, kimkolwiek. A nie miałam z kim. Moje kontakty ograniczały się do Derrena, Białych Kruków, moich współlokatorek (które ciągle kazały mi zerwać z tym potworem) i ludzi z grupy. Nikt jednak nie był dla mnie tak bliski, a z rodzicami już od bardzo dawna nie rozmawiałam. Byłam zdana na samą siebie i własne decyzje. Nikt nie mógł mnie pokierować we właściwą stronę, tak jak robił to…
- Liam? – spytałam zaskoczona, kiedy usłyszałam ten znajomy głos. Podniosłam zapłakaną twarz z posłania i natrafiłam na znajome, czekoladowe oczy. – Skąd wiedziałeś gdzie…? – zaczęłam, ale dokończyłam syknięciem, kiedy poczułam jak dotyka mojego obolałego jeszcze policzka. Chwilę później odpowiedział na niezadane przeze mnie pytanie, a ja wzięłam od niego swoją własność. Jakim cudem on się tutaj znalazł? Skąd wiedział, że w tym momencie nie chciałam tak naprawdę być sama? I dlaczego tu był? Po tym co zrobiłam, po tym jak się zachowałam. Po tym, jak obojętnie podeszłam do tego, co nas kiedyś łączyło? – Przyszedłeś… – zaczęłam chcąc przygryźć wargę, ale była już tak poraniona, że nie chciałam dodać sobie jeszcze więcej bólu. – Mimo tego co powiedziałam… – ciągnęłam, nie patrząc na niego, a w swoje drżące od nadmiaru wrażeń dłonie. – Mimo tego, co robiłam. Mimo ostrze…Co zrobiłeś?! – nie krzyczałam, nie wariowałam, ja po prostu się w tym momencie bałam. – Liam… – niemal szepnęłam, czując że znowu zbiera mi się na płacz, ale powstrzymując go. – Co ty zrobiłeś? On ci teraz nie da spokoju, on ci nie da żyć…Podważyłeś jego siłę i dumę. Dlaczego? On ci może coś zrobić… – dlaczego nie można było cofnąć czasu? Powstrzymałabym go, zabrała ze sobą czy zrobiła cokolwiek innego. Ja wiedziałam, że mój chłopak mu teraz nie da spokoju. Będzie robił wszystko, aby uprzykrzyć mu życie. Jak się uweźmie, nie ma zmiłuj. Nawet jego towarzystwo Sheili z Lunatyków mu nie pomoże.
Pokiwałam twierdząco głową, kiedy wspomniał, że powinien już iść. Spuściłam wzrok ponownie na swoje ręce i wpatrywałam się w nie. Nie powinnam była go zatrzymywać, nie mogłam. Już i tak przeze mnie był w niebezpieczeństwie. Jego życie było zagrożone tylko dlatego, że próbował wznowić przyjaźń. Ale przecież nie doszłoby do tego, gdybym go wysłuchała. Gdybym dała mu tę szansę. Może wtedy by się mnie posłuchał i nie zjeżdżał na ten parking, mając mnie ze sobą. Może wysadziłby mnie od drugiej strony szkoły i pojechał do domu ciesząc się z tego, że udało nam się porozmawiać. Chociaż chciałam dobrze. Chociaż próbowałam go trzymać z daleka od niebezpieczeństwa, to uzyskałam przeciwny wynik. Przeze mnie był na celowniku każdego z Białych Kruków. Przeze mnie, wychodząc po prostu z domu do szkoły, mógł nie dotrzeć do celu i zostać znaleziony w jakimś rowie, martwy. Chciałam mu pomóc i zapewnić bezpieczeństwo, a zamiast tego tylko go na nie naraziłam.
Odwróciłam głowę do tyłu, próbując nie patrzeć na niego. Wyjdzie i co dalej? Przyjechał tutaj dla mnie. Przyjechał mnie wesprzeć, tak jak zawsze to robił w dzieciństwie. Przyjechał porozmawiać. Nie chodziło mu tylko o oddanie mi torebki z rzeczami. Ja wiem, że po prostu chciał zobaczyć czy ze mną w porządku. A ze mną nie było w porządku. Czułam się fatalnie, traciłam powoli wszystkich, na których mi zależało. Wiedziałam, że teraz moje stosunki z Derrenem będą napięte. Wiedziałam to od momentu, w którym zobaczyłam Liama w sali, w której nam się przedstawił. Czy chciałam tak samo mieć ze Stylesem? Czy chciałam się od niego odciąć, kiedy była jakaś tam naprawdę nikła szansa na to, że uda nam się znowu mieć takie kontakty jak wcześniej.
Telefon zadzwonił w mojej torebce. Zaczęłam w niej grzebać i wyciągnęłam w końcu aparat. Spoglądając na ekran, zobaczyłam zdjęcie swojego chłopaka. Nie uśmiechał się, nawet sztucznie. Komórka dalej wibrowała, a ja mimowolnie podniosłam wzrok na przyjaciela. Następnie przeniosłam go na urządzenie, znowu na przyjaciela i wiedziałam, co zrobić. Wcisnęłam czerwoną słuchawkę, wyłączyłam telefon i odłożyłam go na do torebki, zakopując stertą innych rzeczy. Następnie złapałam ciemnowłosego za rękę i opuściłam wzrok tak jak wtedy, kiedy byliśmy mali. To była chyba pierwsza taka chwila, w której zachowywałam się jak dawna Sky. Nieśmiała, niepewna siebie i pragnąca jego obecności.
- Zostaniesz dzisiaj ze mną? Ten jeden, ostatni raz…Potrzebuję tego… – odezwałam się i niemal błagałam go wzrokiem, żeby nie odchodził. Jeśli mieliśmy się od siebie odciąć. Jeśli mieliśmy urwać nasz kontakt, to chociaż ten jeden, ostatni raz chciałam się poczuć jak ta mała Sky, która potrzebowała Liama. Jak ta mała dziewczynka, dla której przyjaciel był wszystkim, czego potrzebowała, aby cały dzień się uśmiechać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pią 9 Paź 2015 - 19:49


Wprost nie mogłem uwierzyć w jej słowa. Leżała skulona na łóżku z rozoranym policzkiem, śladem jaki pozostawił na niej jej chłopak, mężczyzna, który powinien przybliżyć ją do bram raju, traktować jak swój najcenniejszy skarb, on natomiast uderzył ją udowadniając tym samym, że nie była dla niego nic warta. Czułem to wiedziałem, Sky związała się z facetm, dla którego nie miała najmniejszego znaczenia. Pyłem pewien, że wszystko do potrafił w niej dostrzec do niezaprzeczalne walory fizyczne. Ich związek był tak samo pusty jak wszystkie znajomości, które sam zawierałem z dziewczynami. Co powinienem czuć w związku z tym ? Nie miałem najmniejszego pojęcia czy powinno sprawić mi to ulgę, czy też wpędzić w smutek. Sky cierpiała, wystarczyło jedno spojrzenie w jej stronę by to stwierdzić. A ja chciałem, żeby była szczęśliwa, egoistycznie jednak pragnąłem, bym to ja był tym, kótry dałby jej owo szczęście.
-Dumę?! Siłę?! – wybychnąłem słysząc jej słowa –O czym ty mówisz Sky, ten facet nie ma w sobie za krzty dumy ani siły! Uderzył cię! Żaden prawdziwy facet nie podniósłby ręki na kobietę! W coś ty się wpakowała... – powiedziałem łamiącym się głosem –Może mnie zabić nawet dzisiaj, nie obchodzi mnie to Sky. Sam nie jest w stanie nic mi zrobić jest za to za słaby. Każdy idiota może otoczyć się bandą uzbrojonych motocyklistów i wmawiać wszystkim naokoło jaki jest silny i nietykalny. Mam go gdzieś, jeżeli jeszcze raz spróbuje podnieść na ciebie rękę, zapieprzę go, po prostu go zapieprzę i nie będę zastanawiał się nad tym ilu ludzi jest mu posłusznych – z wściekłością wyrzuciłem z siebie słowa, po których zdecydowałem się odejść. Wiedziałem, że nie mogłem dłużej z nią zostać, byłem kompletnym idiotą broniąc jej, jednak było to silniejsze ode mnie. Nie mogłem znieść myśli, że jakiś facet podniósł na nią rękę. Nadal czułem wściekłość z tego powodu. Podniosłem się z miejsca i ruszyłem w stronę drzwi. Miałem wrażenie, że po raz kolejny ktoś wyrywa mi serce. Błagam, jak wiele razu w ciągu zaledwie kilku godzin można pozbawić człowieka serca? Jedyne czego chciałem to to, by Sky potrzebowała mnie w tym momencie tak bardzo jak ja jej. Chciałem znów zobaczyć w niej dziewczynę sprzed lat, nie wierzyłem, że po prostu zniknęła pod naporem sytuacji, które nigdy nie powinny były się wydarzyć. Nie chciałem w to wierzyć, nie mogłem. To mnie zabijało, cokolwiek mógł zrobić mi jej facet, a raczej jego ludzie, nie mogło być gorsze od tego co czułem w tym momencie. Wyciągnąłem dłóń w stronę klamki w chwili, gdy Sky złapała mnie za rękę. Poczułem dreszcz w miejscu gdzie jej skóra zetknęła się z moją.
-Sky... – szepnąłem przepełnionym boleścią głosem. Jak w ogóle mogła pytać czy dzisiaj z nią zostanę? Nie wiedziała, że niczego nie pragnąłem bardziej od tego by być przy niej ? Nawet jeśli miałoby być to cholerne kłamstwo, chciałem by trwało chociaż przez kilka godzin, byśmy zamknęli w tym pokoju o białych ścianach. Wiedziałem, że ten kolor nie był szczytem jej marzeń, zawsze chciała mieszkać w pokoju, który byłby jej prywatnym niebem. Ze zmutkiem pomyślałem o tym, że wystarczyło by los był dla nas bardziej przychylny, a moglibyśmy dzielić to niebo razem. Spojrzałem na jej dłoń nadal spoczywającą na moim ramieniu i niewiele myśląc nakryłem jej rękę swoją. Odchyliłem głowę w tył próbując złapać powietrze w płuca. Tak wiele chciałem jej powiedzieć, tak wiele chciałem z nią zrobić. Ogrom uczyć jakie wywoływała we mnie ta dziewczyna był przytłaczający, miałem wrażenie, że uginam się pod ciężarem uczyć jakie żwyiłem do tej dziewczyny. Odwróciłem się w jej stronę i po prostu przyciągnąłem ją do siebie, szybko z siłą, potrzebowałem poczuć, że była blisko, cholernie potrzebowałem zamknąć ją w swoich ramionach. Nie udało mi się opanować drżenia spowodowanego jej bliskością, spowodowanego tym, że właśnie trzymałem w rękach swoje niebo.
Czułem jak jej ciało drżało, wiedziałem już na pewno, że nie było spowodowane to chłodem, z reakcją na mój dotyk. Powoli sunąłem dłonią w górę jej pleców tak jak jeszcze kilka godzin temu. Moje palce drżały przy każdym ruchu. Przyciągnąłem dziewczynę bliżej siebie, nie był to jednak ruch przepełniony delikatnością, było w nim pragnienie, które obudziło się we mnie w chwili gdy tylko ponownie ujrzałem dziewczynę. Nieznacznie odsunąłem się od dziewczyny by móc spojrzeć jej w oczy. W tej samej chwili usłyszałem jak krople deszczu uderzają o szybę. Z lekkim uśmiechem zagłębiłem się w oczach dziewczyny.
-Niebo dzisiaj płacze – powiedziałem przekręcając głowę w bok. Odgarnąłem włosy opadające jej na twarz. Nie myliłem się, nie było możliwości, bym kiedykolwiek znudził się widokiem tej dziewczyny. Powoli zbliżałem swoją twarz do jej, tylko po to by przyłożyć swój policzek do miejsca, które jeszcze przez kilka dni miało pozostać naznaczone. –Nie chcę żebyś była smutna Sky, nie po to tu jestem – szepnąłem do jej ucha. Przymknąłem oczy wdychając słodki zapach bijący od dziewczyny. Czułem różaną woń, na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Odkąd pamiętałem była zakochana w tym zapachu. Podobnie z resztą jak ja, uwielbiałem wszysto to co ona, wszystko to co kojarzyło mi się z nią. Nawet jeśli wiedziałem, że nie powinienem myśleć w ten sposób, nie obchodziło mnie to. Chciałem chociaż jeden dzień, jeden dzień, w którym mógłbym poczuć się jak dawiej, nie analizować tego co się działo, zostawić wszystkie myśli na nieuniknione jutro, które jednak w tym momencie się nie liczyło. Liczyła się ona. Tylko ona, niezależnie od tego jak krótko miało to trwać.
Wziąłem ją za rękę i poprowadziłem w stronę łóżka zmuszając do tego by usiadła. Nie musiałem robić zbyt wiele, Sky wydawała się być na swój sposób otumaiona, w takim samym stopniu jak ja. Nie musiałem się starać by świat wokół przestał istnieć. Zawsze przestawał, gdy Sky była obok. Przysunąłem się nieznacznie by być bliżej niej. Wziąłem między palce materiał jej koszulki, która zdążyła już odrobinę przeschnąć, nadal jednak była mokra.
-Jechałaś tak na motorze? Zgłupiałaś? ROZBIERAJ SIĘ! – mimowolnie spojrzałem w stronę drzwi zdając sobie sprawę z tego, że wpsółlokatorka dziewczyny mogła usłyszeć to zdanie. No cóż, trudno –Albo lepiej ja to zrobię – powiedziałem po czym złapałem za mokry materiał koszulki i niemalże zdarłem ją z dziewczyny kompletnie nie zwracając uwagi na to co mówiła. Podszedłem do szafki, w której miałem nadzieję znaleźć ubrania. Na szczęście się nie myliłem. Chwycilem zdecydowanie za dużą jak na ciało Sky szarą bluzę i podszedłem do dziewczyny ubierając ją jak małą dziewczynkę.
-Masz jakieś ciepłe legginsy czy coś? – otworzyłem szufladę, w której od razu udało mi się znaleźć to czego szukałem. Czyżbym odnalazł w sobie nowy talent w postaci odnajdywania ubrań w kobiecych spokojach ? Rzuciłem czarne legginsy w stronę Sky zdając sobie sprawę z tego, że chodziło tutaj o coś zupełnie innego. Doskonale pamiętałem sposób w jaki Sky lubiła dbać o porządek.
Ponownie usiadłem na łóżku obok Sky, która zdażyła się już przebrać.
-Sky... – spojrzałem na dziewczynę niepewny tego jak sformuować to co chciałem jej powiedzieć –To co mi dzisiaj powiedziałaś... prawie mnie zabiło, wiesz? Jeśli mamy spędzić ten dzień razem... Cholera, dlaczego chcesz żebym przy tobie został, skoro jeszcze parę godzin temu powiedziałaś, że nie chcesz mieć ze mną nic wspólnego ? Dlaczego Sky? – powiedziałem pełnym urazy głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 10 Paź 2015 - 15:57




Kiedy wylądowałam w ramionach Liama, mimowolnie zaczęłam się zastanawiać nad tym, jaka była różnica pomiędzy nim a Derrenem. Długo mi to nie zajęło. Wystarczyło, że pomyślałam o tym, co czułam w tym momencie, a co za każdym razem, kiedy tak ściskał mnie mój chłopak. Styles był delikatny, traktował mnie jak małą dziewczynkę i czułam się tak, jakby chciał otaczać mnie opieką, jakby chciał być murem, który chronił mnie przed całym złem tego świata. Natomiast przy liderze Białych Kruków, nie czułam się w taki sposób. Kiedy on mnie przytul, zdawał się przesyłać mi bardzo subtelną wiadomość, że należę do niego. Nie chciał mnie chronić przed niebezpieczeństwem tego świata. Przy nim, to my byliśmy tą groźną stroną życia, od której ludzie starali się trzymać z daleka. Ściskał mnie mocno i z niewyobrażalną siłą. Natomiast mój były przyjaciel robił to delikatnie i subtelnie. Przy Derrenie czułam się silna, byłam pewna siebie i nie pozwalałam innym sobie w kaszę dmuchać. Przy Liamie byłam małą dziewczynką, która go potrzebowała, aby ją chronił przed wszystkim i wszystkimi dookoła. Sama nie wiedziałam, którą wersję samej siebie wolałam bardziej. Obie mi się podobały, obie potrafiły mnie wciągnąć i długo nie wypuszczać.
Mimowolnie podniosłam ręce i odwzajemniłam uścisk swojego byłego przyjaciela, zatapiając się bardziej w jego ramionach. Kiedyś nie zwracałam na to zbytniej uwagi, ale teraz nie umiałam inaczej. Był naprawdę szeroki, miał duże bary i ciepłe, mocne ramiona. Był bykiem. Ja natomiast przy nim zdawałam się być porcelanową lalką, którą olbrzym nie może za bardzo ścisnąć, bo się rozleci na małe kawałeczki. Podobało mi się to. Podobało mi się to uczucie, kiedy wiedziałam, że mnie trzyma najsilniej jak potrafi, ale nie tak, jakby chciał mnie zmiażdżyć. Podobał mi się jego zapach, na który wcześniej za bardzo nie zwracałam uwagi. Podobał mi się delikatny dotyk jego dłoni, którymi błądził przez chwilę po moich plecach, wywołując gęsią skórkę i drżenie. Otumanił mnie samą swoją obecnością na tyle, że nie protestowałam, kiedy posadził mnie na łóżku i ściągnął mi bluzkę. Zapomniałam o tym, że byłam cała mokra i do tego momentu nie czułam tego, ale teraz, nagle zrobiło mi się chłodniej. Powinnam była wziąć gorącą kąpiel, aby uniemożliwić sobie rozchorowanie się, ale jednocześnie nie chciałam psuć atmosfery, która się pojawiła pomiędzy mną, a chłopakiem.
Kiedy rzucił mi leginsy szybko zrzuciłam spódniczkę i skuliłam się, opatulając własnymi ramiona w wyniku nieprzyjemnych dreszczy, które nagle przebiegły po moim ciele. Wzdrygnęłam się i byłam niemal pewna, że mężczyzna to dostrzegł, ale nie przejmowałam się tym. W tym momencie czułam się tak jak mała Sky, która zakatarzona leżała w łóżku, a nad którą czujnie siedział jej przyjaciel. Zawsze nazywałam go swoim bohaterem, bo strasznie się o mnie troszczył. Najwidoczniej to pozostało w jego nawyku, bo inaczej po co by się tutaj pojawił?
Wiedziałam, że Styles w końcu zapyta o naszą rozmowę i to, co teraz odwaliłam. Spodziewałam się tego, ale nie tak wcześnie. Nie miałam jeszcze w głowie żadnej koncepcji na odpowiedź, ani nawet odpowiedzi. Nie miałam pojęcia dlaczego tak bardzo chciałam go od siebie odsunąć. Czy dlatego, że bałam się o jego bezpieczeństwo. Czy dlatego, że nie chciałam znowu przeżyć tego, co było kiedy byłam mała. Kiedy przywykłam do jego obecności, była dla mnie jak tlen, a on nagle zniknął.
- Liam… – zaczęłam i podniosłam głowę na niego, siadając na posłaniu przodem do niego po turecku. – Jesteś dla mnie ważny. Zawsze byłeś i to się nie zmieni… – ciągnęłam, bo nie było sensu go oszukiwać. Przyjechał tutaj do mnie, żeby sprawdzić jak się czuję. Martwił się o mnie i chciał jak najlepiej. Rzucił się na Derrena i go pobił za to, że ten uderzył mnie pierwszy raz w policzek. Nie miałam mu tego za złe, był wściekły. A ja jeszcze grałam mu na nerwach rzucając w jego stronę wyzwiskami. Niby nie powinien tak reagować, ale ja wiedziałam jaki on jest. Łatwo go było wyprowadzić z równowagi, był wybuchowy i w większości przypadków nad sobą nie panował. Dlatego mogłam się spodziewać, że taka awantura skończy się w taki, a nie inny sposób. Styles jednak tego nie wiedział i stanął w mojej obronie. Nie ukrywam, że zaraz po uderzeniu myślałam o tym, aby się odpłacić tym samym, ale nie miałam odwagi. Mój przyjaciel jednak był inny i oddałabym wszystko, aby sprawdzić jak łamie nos mojemu chłopakowi. Przynajmniej teraz lider Białych Kruków wie, że nie jest niezniszczalny i nadal jest człowiekiem. – Ale nie chciałam ciebie wplątywać w swoje życie. Kiedy odszedłeś zgubiłam część siebie i potrafiłam ją odzyskać wkręcając się do gangu. Poza tym Derren jest niebezpieczny i nawet jeśli się go nie boisz to ja się boję o ciebie. A nie przeszedłby obok ciebie obojętnie, gdyby zobaczył cię ze mną. No…chyba już nie przejdzie – wyjaśniłam zgodnie z prawą, po czym się podniosłam z łóżka. – Pójdę zrobić nam herbatę i coś do jedzenia. Zaraz wracam – wyjaśniłam, po czym opuściłam pokój. Podążyłam do kuchni i wzdrygnęłam się, wyczuwając na sobie ciekawski wzrok Claire oraz Raven, które wyglądały ze swoich pokoi.
- Masz nam jutro opowiedzieć kto to jest – powiedziała jedna z nich, po czym zniknęła w swoich czterech ścianach, a ja nastawiłam czajnik. Wyciągnęłam z szafki dwa kubki, herbatę i zalałam. Czekając aż się obie zaparzą, zajrzałam do lodówki biorąc składniki na kolację w ręce. Następnie wzięłam się za robienie kanapek, pamiętając o tym, co najbardziej lubił kiedyś Liam. Miałam naprawdę wielką nadzieję na to, że jego zmysł smaku się nie zmienił i dalej jadał to samo. Takich rzeczy się nigdy nie zapominało, zwłaszcza jeśli naprawdę na kimś nam zależało. Nie spieszyłam się jednak z tymi czynnościami. Kiedy się ruszałam nie czułam zimna i nie szczękałam zębami. Poza tym chciałam jak najdłużej być z daleka od mężczyzny, to może zapomni o tym, co mu powiedziałam. Nie powinnam była być aż tak szczera. Wystarczyłoby, żebym powiedziała, że to co mówiłam wcześniej to stek bzdur. Ja natomiast wyjaśniłam dokładny powód, który uznałam, że jest tym, który powinien usłyszeć. Nie mogłam mu powiedzieć, że nie chciałam znowu przeżywać tego samego to, co wtedy.
Po nałożeniu a chleb żółtego sera oraz jak największej ilości warzyw dla naszej dwójki, wyjęłam tackę. Postawiłam na niej kanapki, wyjęłam ze swojej herbaty Earl Grey torebeczkę, zostawiłam jedną zielonej herbaty w kubku przyjaciela, położyłam wszystko na tacy i ruszyłam w drogę powrotną. Zgrabnie otworzyłam pokój, postawiłam wszystko na biurku i spojrzałam na chłopaka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 11 Paź 2015 - 11:58



Patrzyłem na Sky niemalże wchłaniając słowa jakie wypływały z jej ust. Miałem wrażenie, że moje serce stawało się cieplejsze z każdym kolejnym wypowiedzianym zdaniem. Może faktycznie tak się działo. Wiedziałem, że nie powinienem reagowac w taki sposób na to co mówiła Sky, nie powinienem reagować na to co mówiła jakakolwiek dziewczyna, najzwyczajniej w świecie jednak nie mogłem, nie tym razem. Miałem gdzieś to, że uczucia względem drugiego człowieka nie były niczym innym niż słabością, nie obchodziło mnie to, nie teraz, kiedy czułem się tak bliski nieba. Stłumiłem w sobie chęć pogładzenia dziewczyny po policzku, przyciągnięcia jej bliżej do siebie. Zamiast tego zadbałem o to by na mojej twarzy nie było widać emocji, zagościła na niej obojętność, do której przywykłem. Najwyraźniej obydwoje graliśmy w ten sam sposób. Odprowadziłem Sky wzrokiem, gdy opuszczała pokój. Nie chciałem, żeby wychodziła, może jednak lepiej, że to zrobiła. Obawiałem się, że zwyczajnie mógłbym się nie powstrzymać i zrobić coś czego nie powinienem.
Jeszcze nigdy tak bardzo nie chciałem pocałować żadnej dziewczyny. Byłem cholernie ciekaw czy smak jej ust był taki sam jak jedenaście lat temu. Przymknąłem lekko powieki niemalże widząc jak jedną dłonią powoli sunę po jej udzie drugą przyciągając ją do siebie, tak blisko jak to tylko możliwe, mając świadomość tego, że i tak będzie zbyt daleko bym uznał to za wystarczające. Widziałem jak obsypuję pocałunkami jej dekolt, szyję, jak powoli przykładam usta do jej warg. Jęknąłem nakazując się sobie opanować. Do jasnej cholery, byłem dorosłym facetem, a w tej chwili znów czułem się jak pogubiony nastolatek, który nie ma pojęcia co zorbić by skraść swojej przyjaciółce pierwszy pocałunek. Wstałem z łóżka czując, że siedzenie na nim nie pomoże mi się opanować. Zacząłem krążyć po pomieszczeniu z irytacją przeczesując włosy palcami. W jednej chwili obudziło się we mnie milion pragnień, a ja nie miałem najmniejszego choćby pojęcia, na którym z nich miałbym się skupić. Chciałem ją pocałowac. Chciałem rzucić ją na to cholerne biurko, zrzucić z niego wszystkie rzeczy i zedrzeć z niej ubranie. Chciałem patrzeć w jej oczy, w chwili zatracania się w niej. Chciałem słyszeć jej przyśpieszony oddech. Jednocześnie pragnąłem z nią porozmawiać, trzymać ją w ramionach i opowiadać o tym co działo się w moim pustym życiu, gdy nie było jej przy mnie. Chciałem by wiedziała o zespole, o problemach z rodzicami, o wypadku, o Mii i Hope, o szkole, o rzeczach niesamowicie istotnych i tych zupełnie błachych. Chciałem zabrać ją na spacer, nad jezioro, do lasu, chciałem zwiedzać z nią miasto i poznawać je na nowo, chciałem wsiąść z nią w samochód i pojechać przed siebie nie myśląc o jutrze. Wiedziałem, że ten wieczór miał być naszym ostatnim, równie mocno jak zdawałem sobie sprawę z tego, że nie było szansy, by mi wystraczył. Nie mogłem pozwolić na to, byśmy więcej się nie spotkali, byśmy nie mieli okazji spędzić ze sobą czasu i zrobić tego wszystkiego czego nie zdążyliśmy przed laty. Jak mogłem znów ją wypuścić ? Nie mogłem pozwolić jej odejść, nie mogłem pozwolić sobie odejść. Potrzebowałem jej. Znałem ją na tyle dobrze, że wiedziałem, iż ona w równym stopniu potrzebowała mnie. Nigdy nie potrafiliśmy ukrywać przed sobą emocji i swoich prawdziwych uczuć. Nawet jeżeli udawaliśmy, że jest inaczej, znaliśmy się na wylot. Kilka godzin w jej towarzystwie wystarczyło, bym przekonał się, że i w tej kwestii nic się nie zmieniło. Nie miałem pojęcia co mógłbym zrobić by się opanować. Zbyt wiele emocji przepływało w tym momencie przez moje ciało. Jeszcze dzień temu byłem człowiekiem kompletnie pustym w środku, szukającym ucieczki w wirze życia, w który tak łatwo wpaść. W tej chwili byłem tylko zagubionym chłopakiem, pragnącym by niebo znów zaistniało w jego życiu. To dziwne, ale właśnie w tej chwili czułem, że naprawdę byłem sobą. Sky samą swoją obecnością potrafiła zedrzeć ze mnie maskę, z którą niemalże stałem się jednością. Tak długo odcinałem się od samego siebie, że zdawać by się mogło, iż powoli zapominałem kim tak naprawdę byłem. W tej chwili znów czułem się sobą, nawet jeśli wiązało się to z zaznawaiem bólu, który już dawno zniknął z mojego życia, ukryty pod stekiem kłamstw i latami ignorowania. To chore jak działała na mnie Sky, dzisiaj jednak postanowiłem się nad tym nie zastanawiać. Jedyne czego pragnąłem to czuć, chociaż ten raz być szczerym z samym sobą.
Spojrzałem na powoli otwierające się drzwi. Do pokoju ponownie weszła Sky. Obserwowałem jej ruchy niemalże ze zwierzęcą czujnością. Znajdowała się zaledwie kilka kroków dalej i patrzyła na mnie tymi niesamowitymi oczami. Nie mogąc dłużej się powstrzymać szybkim krokiem podszedłem w stronę dziewczyny i niemalże rzuciłem ją na drzwi kompletnie nie zwracając uwagi na to, że trąciłem talerz z kanapkami, który z głośnym hukiem spadł na ziemię. Złapałem dziewczynę za biodra przygwożdżając ją do drzwi. Czułem jak stykają się nasze nogi, jak jej oddech przyśpiesza, a klatka piersiowa podnosi się i opada w niereguralnym rytmie. Oderwałem jedną z dłoni od jej biodra i powoli, cholernie powoli sunąłem nią w górę po jej ciele. Opuszkami palców dotykałem jej brzucha, talii, musnąłem jej szyję, policzek, nie mogąc sie powstrzymać przyłożyłem kciuk do jej ust i nieśpiesznie przejechałem nim po jej wargach. Z mojego gardła wydobyło się ciche, przepełnione pragnieniem westchnienie. Nagle zacząłem żałować, że ubrałem ją w tę bluzę. W końcu istniało tyle sposób, by dziewczynie zrobiło się cieplej. Mimowolnie uniosłem kąciki ust, wiedząc, że Sky patrzyła na mnie nawet na moment nie spuszczając ze mnie wzroku.
-Rany... – szepnąłem powoli nachylając dzię do dziewczyny. Czułem jak jej oddech owiewa mój policzek, co jeszcze bardziej mnie otumaniło. Zacząłem gładzić jej kark wolną dłonią, durgą jeszcze mocniej ścisnąłem jej biodro –Nie mam pojęcia co zrobić, żeby cię nie pocałować – szepnąłem prosto do jej ucha. Naprawdę nie miałem pojęcia, wiedziałem jednak, że te słowa miały na nią spory wpływ. Jej ciało drżało pod moim dotykiem i cholernie mi się to podobało.
-Wtedy... to był najlepszy, najbardziej niesamowity pocałunek w moim życiu, mimo, że miałem tylko cholerne dwanaście lat – wypowiedziałem na głos prawdę, która była we mnie przez całe jedynaście lat. Wolałem sobie nie wyobrażać jak niesamowicie byłoby pocałować ją teraz. Nie w chwili, gdy znajdowała się tak blisko, a moja samokontrola zdawała się za chwilę zniknąć.
-Nie ma mowy, żeby to było nasze ostatnie spotkanie, rozumiesz Sky? – powiedziałem nadal tym samym szeptem, nadal będąc tak blisko, jednak tym razem w moim głosie pobrzmiewało coś na kształt błagania i rozkazu, nawet jeśli te dwa słowa nie powinny występować obok siebie –Nie mam zamiaru tracić życia z dala od ciebie. Nie mam zamairu, rozumiesz Sky? – odsunąłem się od niej by spojrzeć w jej oczy. Nie mogłem oderwać od nich wzroku, w tej chwili to one były centrum mojego świata, na nich się skupiałem. Czułem jak mój oddech stawał się cięższy. Nie wiedziałem jakim cudem udało mi się przez tyle lat żyć z dala od niej.
-Sky... – szepnąłem gładząc ją po policzku. Moje place drżały, w tej chwili i ja nie byłem w stanie panować nad swoim ciałem –Nie pozwolę ci odejść, nie pozwolę odejść sobie... – przybliżyłem się jeszcze bardziej –Jak ja mogłem żyć bez ciebie tak długo... Rany, Sky... – patrzyłem na nią. Po prostu na nią patrzyłem trzymając jej biodro i wodząc dłonią po jej twarzy, nie wiedziałem jakim cudem udawało mi się powstrzymać i jej nie pocałować. W tej chwili nie pragnąłem niczego innego, a patrząc w jej oczy widziałem, że w tej chwili i dla niej było to największym marzeniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 11 Paź 2015 - 13:00




Nie miałam na nic czasu. Ani na odstawienie talerza ba biurko, ani na unik, na nic. Nie potrafiłam go powstrzymać, kiedy przygwoździł mnie do drzwi, zmuszając do wypuszczenia z rąk tacy. Przedmiot z hukiem wylądował na podłodze, oba kubki roztrzaskały się i herbata rozlała się wokół naszych nóg. Jednak na nic nie zwracaliśmy uwagi. Nic nie było w stanie oderwać naszych spojrzeń od siebie. Ja wpatrywałam się w jego oczy, a on w moje. Byliśmy niczym zahipnotyzowani i nawet apokalipsa nie byłaby w stanie nas od siebie odciągnąć. Dawno się tak nie czułam. Mieszanina podniecenia, strachu i ulgi, jakbym podświadomie spodziewała się takiego biegu wydarzeń i innego nie akceptowała, wypełniała atmosferę. Serce kołatało mi w piersi jak oszalałe, a ciało drżało. Czułam jak bardzo miałam spocone ręce i jak nierównomiernie moja klatka piersiowa pracowała. Wdech długi, wydech krótki, wdech jeszcze krótszy, a wydech najdłuższy. Nie panowałam nad niczym, nawet nad swoimi myślami, które krążyły jedynie wokół momentu, w którym skradł mój pierwszy pocałunek. Do tej pory śnił mi się po nocach. Do tej pory czułam na ustach jego smak, nie potrafił zniknąć nawet wtedy, kiedy całował mnie Derren. Od tamtego dnia, tego jedenaście lat temu, nic nie wywołało we mnie tak intensywnej reakcji. Nic do dzisiaj. Teraz było inaczej. Niemal czułam to, jak napięta była pomiędzy nami chemia. Namacalne były reakcje, które mieliśmy na siebie nawzajem. Świat dosłownie wirował mi przed oczami. Wirował w głowie, wirował w każdym skrawku mojej podświadomości. Nasze oddechy, tak nierównomiernie równe zlewały się ze sobą i słyszałam je w głowie niczym echo w jaskini. Bardzo głośno i bardzo wyraźnie. Odbijały się od ścianek mojej świadomości i galopowały, aż do ośrodka odpowiedzialnego za ruchy. Moje ciało i serce zdawały się chcieć tego samego, podczas gdy rozum wrzeszczał, że miałam chłopaka. To nie było dobre, nie mogłam tak działać. Żaden mężczyzna nie będący moim chłopakiem nie powinien na mnie oddziaływać w taki sposób. Nikt oprócz Derrena nie powinien mnie pociągać zarówno seksualnie, jak i charakterem. Byłam okrutna, dla obojga mężczyzn. Oboje mieli cierpieć przez moje niezdecydowanie, ale czy teraz było to dla mnie ważne? Czy teraz chciałam, żeby rozum przyćmiewał to, co pragnęłam? Czy chciałam, żeby po takich słowach Liam mnie zostawił i zajął innymi kobietami? Nie chciałam. Byłam samolubna, ale chciałam, żeby tylko mnie tak pragnął. Chciałam, żeby tylko na mnie tak działał. Chciałam być dla niego wystarczająca. Chciałam być jego niebem.
- Liam… – wyszeptałam, dalej odczuwając to jak szybko unosiła się moja klatka piersiowa. Jego słowa, jego dotyk, jego gesty…To wszystko zabierało mnie do świata, o którym już dawno nie myślałam. Do świata marzeń, pragnień i jednocześnie świata, w którym nie potrzebował niczego oprócz mojego przyjaciela. Derren nigdy mnie do takiego nie zabrał. Nigdy mnie nie traktował w taki sposób. Nigdy nie powiedział mi takich rzeczy. W zasadzie nigdy niczego tak przyjemnego mi nie powiedział. – Nie chcę, żebyś odchodził… – nie byłam do końca świadoma tego, co mówiłam. Nie wiedziałam, co ulatywało z moich ust, ale nie obchodziło mnie to. Byłam otumaniona i chciałam tylko jednego. Nieważne, że łamałam tym samym zasady, które samej sobie narzuciłam. Dla Liama mogłam je nawet całkowicie odrzucić. Byleby tylko czuć się w taki sposób jak najdłużej. – Zostań… – dodałam jeszcze ciszej, po czym spojrzałam mu prosto w oczy. Były teraz inne, takie same jak kiedyś, ale inne niż widziałam w ostatnich dniach. Były dziecięce, roześmiane i tak samo zachwycone jak kilka sekund po pocałunku. Jak wtedy, kiedy przez chwilę oszołomiona patrzyłam się na niego, a potem spaliłam buraka i spuściłam wzrok na swoje buty.
Nie mogąc już po prostu nad sobą zapanować, złapałam go za koszulę i przyciągnęłam do siebie, zatapiając się w jego ustach. Intensywność doznań, które wywołało jedynie zetknięcie się ponownie naszych warg, wybuchła w całym moim ciele. Objęła każdy jego skrawek i otumaniła jeszcze bardziej. Byłam świadoma tego, że teraz już się nie powstrzymamy, ale nie obchodziło mnie to. Nie mogłam, po prostu nie mogłam przestać. I nie chciałam nawet. To tego momentu szukałam całe swoje życie od jego odejścia. Dla tego momentu wkręciłam się w nocne życie. Dla tego momentu dołączyłam do Białych Kruków. Dla tego momentu związałam się z Derrenem. Chciałam znowu to poczuć. Tę euforię, tę mieszaninę wszystkich pragnień, myśli i odczuć. Chciałam znaleźć coś, co tak samo mnie omami jak ten niewinny, delikatny pocałunek dwunastolatków nad rzeczką. Ostatni raz byłam w tamtym miejscu właśnie wtedy. Potem nie mogłam, za bardzo bolało mnie samo myślenie o tej huśtawce na drzewie, na której mnie huśtał kiedy tylko chciałam, o tej rzeczce, o drzewie, o ruinach zamku w pobliżu. A teraz znalazłam. Ten pocałunek, kolejne zetknięcie naszych warg znowu wpuściło we mnie tę samą myśl co jedenaście lat temu. Znowu myślałam o tym, że byliśmy sobie pisani, że żadna inna osoba nie wypełni części naszego serca tak szczelnie, jak my. Nikt nie byłby w stanie, byliśmy dwoma połówkami tego samego jabłka. Połówkami, które się zagubiły. Połówkami, które całe swoje życie od ostatniego ich spotkania, spędziło na próbach zastąpienia tej drugiej. Każdy z nas był blisko chociaż Az. Każdemu z nas wydawało się, że ktoś w jakiś sposób się dopasowywał, ale nigdy nie było to delikatne. Mogliśmy oszukiwać siebie samych, odkrajając takiego kształtu kawałki z innych jabłek, aby dodać je do pustki, ale to nigdy nie mogło się udać. Zawsze w końcu odpadał i ruszaliśmy na poszukiwanie kolejnych. To było grzebanie w poszukiwaniu małego kamyczka złota w kilkukilometrowym bagnie. Za każdym razem, kiedy się dotykało go palcami, kiedy się myślało, że da się radę złapać, wymykało się. Przemykało pomiędzy kilkoma palcami i zagłębiało się bardziej, jakby chcąc nas zatopić w kolejnych głębinach. W tym momencie to znalazłam. W tym momencie udało mi się złapać ten złoty kamyczek, wyciągnąć z dna bagna, oczyścić i zatrzymać. Nic nie mogło mi tego odebrać. Nikt nie był w stanie odwrócić mojej uwagi od tego małego, złotego kamyczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 19 Paź 2015 - 20:47



Ogień zalał moje myśli. Wybuchnął w moim ciele, niemalże rozsadzał mnie od środka. Nie wierzyłem, że to zrobiła, a jeszcze bardziej nie wierzyłem w to jakie uczucia obudziło we mnie zaledwie jedno muśnięcie ustami. Chwyciłem jej twarz w swoje dłonie i nie myśląc kompletnie o niczym przyciągnałem ją bliżej siebie mocniej napierając na jej usta. Boże, czułem się jakbym czekał na to całe życie. Od lat byłem przekonany, że wszystko co kocham zostało mi odebrane, teraz jednak czułem jakby mój świat budował się na nowo. Nie obchodziło mnie, że miało być to tylko ulotną chwilą. Sky była przy mnie, była przy mnie i wypełniała pustkę, która nie opuszczała mnie od chwili gdy zmuszeni byliśmy się rozstać. Pozwoliłem sobie by na moment nic się nie liczyło. Nic poza nią, potrzebowałem tego uczucia, chociaż przez chwilę. Chciałem by dała mi wiarę, którą już dawno utraciłem. Wiarę w siebie, w to, że byłem w stanie darzyć drugą osobę uczuciem, prawdziwym uczuciem, nie tylko płytkim pożądaniem, które odczywały nawet zwierzęta. Wiedziałem, że Sky była pierwszą, a zarazem jedyną dziewczyną, którą tak naprawdę całowałem. W każdym innym przypadku działałem jak maszyna, jak zaprogramowany i nastowiony jedynie na odczuwanie fizycznej przyjemności. Przy niej było to coś zupełnie, zupełnie innego.
Nagle zdałem sobie sprawę z tego czego brakowało mi przez ak długi czas. Czułem, po prostu czułem, coś znacznie więcej niż tylko pożądanie. Nie potrafiłem tego nazwać, nie miałem pojęcia czym była ta dziwna mieszanina emocji, która odbierała mi zdolności myślenia, która sprawiała, że czułem się prawdziwie szczęśliwy. Wiedziałem, że do tej pory zaznawałem jedynie namiastki szczęścia, często oszukując sam siebie i wmawiając sobie, że wszystko w moim życiu było idealne. W końcu miałem nad nim kontrolem, byłem panem swojego losu. Potrafiłem osiągnąć każdy postawiony sobie cel, moje ambicje często stawały się wręcz chorobliwe. Chęć kontrolowania wszystkiego, spełniania postawionych sobie wyzwań dominowała w moim życiu.Czyżbym w ten sposób próbował wypełnić niszczącą mnie pustkę ? Odsunąłem od siebie wszelkie myśli i rozważnia, postanawiając zostawić je na później, bądź przetartym już zwyczajem zepchnąć je na dno podświadomości. Jedyne na czym byłem w stanie się skupić była Sky. Złapałem ją w talii i unosząc kawałek nad podłogą niemalże rzuciłem ją na biurko, przy okazji strącając z niego różne rzeczy. Praktycznie w taki sam sposób w jaki sobie przed chwilą wyobrażałem. Nie mogłem jednak nie zauważyć o ile rzeczywistość była lepsza od sztucznych wizji. Korzystając z tego, że dziewczyna leżała na blacie ściągnąłem z niej bluzę, nie zachowywała się jakby w jakikolwiek sposób jej to przeszkadzało. Wsunąłem dłonie pod jej plecy i uniosłem ją by znów nakryć jej usta swoimi. Co my do cholery wyprawialiśmy ? Byliśmy niczym mieszanka głodnej desperacji i rozpaczy, jakbyśmy szukali zagubionej części siebie w tym drugim. Nic nie mogłem poradzić, tak właśnie się czułem, jakbym lata temu oddał Sky część siebie, jakby kawałek mojej duszy żył w jej ciele. Nie kontrolowałem swoich dłoni, w jednej chwili sunąłem po udach dziewczyny, a już w następnej przyciągałem ją do siebie, kładąc ręce na jej plecach. Miałem wrażenie, że moje usta oszalały na skutek zetknięcia z jej wargami. Jedyne czego chciałem to czuć więcej i więcej. Nie wyobrażałem sobie by istniał sposób na zaspokojenie mnie. Nawet nie brałem pod uwagę tego, że miałbym się od niej odsunąć. Na moment oderwałem się od jej ust, tylko po to by spojrzeć w jej oczy, oczy osoby zagubionej tak cholernie jak ja.
-Wiem, że nie powinniśmy – powiedzialem po raz kolejny podnosząc dziewczynę i rzucając ją na łóżko –Ale mam to gdzieś – dodałem ochrypłym głosem, w którym brzmiała swojego rodzaju determinacja. Nakryłem dziewczynę swoim ciałem i zacząłem obsypywac jej szyję pocałunkami. Najpierw powoli starając się zachować umiar, jednak z chwili na chwile moje ruchy stawały się szybsze, intensywniejsze, bardziej namiętne. Westchnienia jakie wydawała z siebie dziewczyna sprawiały, że czułem się jeszcze bardziej otumaniony. Przyłożyłem swoje biodra do niej będąc przekonany, że momentalnie poczuła jak bardzo na mnie działała. Wdychałem jej zapach, który był mi znany już dawniej, nadal pachniała aromatyczną różaną mieszanką. Zawsze kochała ten zapach, tak samo jak i ja. Potrafiłem pokochać każdą rzecz, która była dla niej ważna. Podniosłem się by ściągnąć z siebie koszulkę. Rzuciłem ją na podłogę nawet nie przejmując się tym, że najpewniej wylądowała w rozlanej przeze mnie herbacie. Jako dzieci potrafliśmy narobić sporo bałaganu, najwyraźniej była to kolejna z tych małych, niezmiennych rzeczy. Nakryłem ciało Sky swoim wydając cichy jęk w chwili gdy poczułem jak naga skóra jej brzucha styka się z moją. Tak cholernie nie powinienem tego robić. Niestety, często, zbyt często nie zwracaliśmy uwagi na to co powinniśmy, łamaliśmy zasady nie myśląc o bolesnych konsekwencjach. Czy warto było to robić dla zaledwie kilku chwil ? W tej chwili uważałem, że tak. Boleśnie zdawałem sobie sprawę z tego, że gdybym nie opuścił jej kilka lat temu, takie chwile jak te mogłyby być naszą błogą codziennością. W tym momencie była to zaledwie chwila, mgnienie, moment, w którym odrywaliśmy się od życia, należeliśmy do siebie. Cholerny moment, którego miałem żałować i do, którego miałem tęsknić, wiedziałem bowiem, że przy żadnej innej dziewczynie nie byłbym w stanie poczuć czegoś podobnego. Nawet nie chciałbym poczuć czegoś przy innej. Pragnąłem Sky, tylko Sky. Nie dopuszczałem do siebie myśli, że miałoby być to nasze ostatnie spotkanie, wiedziałem jednak, że dziewczyna już żyła w swoim świecie. Czy miałem szansę ją z niego wyrwać? Czy miałem szansę wyreać siebie ze swojego świata, zbudować życie na nowo ze Sky u boku ? Jakkolwiek piękna wydawała się być ta wizja, była zbyt odległa, by mogła być prawdziwa. Właśnie dlatego całowałem ją z taką rozpaczą, z takim zapamiętaniem, chciałem by każdy mój ruch wrył się w jej pamięć. Mimo, że obiecałem nigdy jej nie opuścić, mimo, że obiecałem nie pozwolić jej odejść, bałem się, że mogło nam się nie udać ponownie spleść naszych losów. Życie zbytno się skomplikowało, jedyne co w tej chwili miałem to możliwość całowania Sky, najbardziej niesamowita możliwość na świecie.
Przygryzlem dolną wargę dziewczyny, na tyle delikatnie by nie pozostawić na niej śladu, po czym znów zatopiłem się w pocałunku. Sky idealnie zsynchronizowała się z moimi ruchami. Nasze usta poruszały się w perfekcyjnym rytmie, jakby były stworzone dla siebie. Może właśnie tak było, może wbrew loswoi, który kpił sobie z naszej dwójki, byliśmy sobie przeznaczeni. Nie miałem pojęcia, jednak czując dłonie Sky sunące po moim ciele, wiedząc jak dziewczyna domagała się więcej, dotykając jej ud, czując jak styka się nasza naga, rozpalona skóra, byłem pewny tylko jednego. Nie chciałem by ten pocałunek był naszym ostatnim. Była tak niesamowicie blisko, jednak nadal napierałem ja jej ciało, chcąc czuć ją bardziej, intensywniej. Będąc z innymi dziewczynami pragnąłem się zagubić. Przy Sky odnajdowałem siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 19 Paź 2015 - 20:54




Wszystko wokół mnie wirowało. Przy świadomości trzymał mnie tylko ten pełen namiętności, uczucia i pożądania pocałunek. Czułam się tak, jakbym była pośrodku kręcącego się ciągle kółka. Ja też krążyłam, ale nie tak mocno jak pozostała część. W pionie trzymał mnie Liam i jego mocny uścisk. Praktycznie nie łapaliśmy długo oddechu. Odrywaliśmy się od siebie tylko na moment, by potem znowu złączyć moje wargi. Jak na rozkaz moje ciało instynktownie zareagowało na to, jak mnie podniósł. Nogami oplotłam jego biodra, lewą rękę wyprostowaną położyłam na jego ramieniu, lekko nią skręcając, a prawą wplotłam w jego już teraz rozrzucone na wszystkie strony włosy. Następnie znowu machinalnie zabrałam dłonie z miejsc, na którym do tej pory były i oparłam się nimi o blat biurka, podsuwając bardziej. Nawet nie obchodziło mnie to, że wszystko, co na nim było zostało albo zrzucone na ziemię, albo przygniecione moim ciężarem. Nic się nie liczyło poza moim przyjacielem, którego potrzebowałam, którego chciałam, i którego nadal pragnęłam w swoim życiu. Byłam tego samego zdania, co on. Nie chciałam, aby to było nasze ostatnie spotkanie, nawet jeśli tak powinno być. Nie chciałam, żeby znowu znikał z mojego życia. Nie chciałam znowu go stracić, chciałam go mieć tak jak te jedenaście lat temu. Chciałam spędzać z nim każdą wolną chwilę, wygłupiać i może dokończyć to graffiti na kościele, które zaczęliśmy jako dzieci.
Uniosłam ręce, pozwalając chłopakowi ściągnąć ze mnie bluzę. Jedyne o czym byłam w stanie myśleć to poczuć i wziąć jak najwięcej z tej chwili. Nie chciałam tracić już więcej ani sekundy, którą mogłabym spędzić razem z tym mężczyzną. On był jedynym czego potrzebowałam i jedynym, czego nie chciałam utracić. Mogłam stracić rodzinę, stracić Derrena, miejsce w gangu, który uważałam za swoją rodzinę, ale Liama nie chciałam stracić. Nie znowu. Pozostawała jednak ta jedna, irytująca przeszkoda: mój aktualny chłopak. On nie pozwoli mi odejść, nie pozwoli mi zrezygnować z Białych Kruków. Byłam już bardzo ważną częścią tej grupy, a takich nigdy nie wypuszczał z rąk.
- Liam… – zaczęłam, kiedy wylądowałam na łóżku i podskoczyłam na nim drugi raz przez siłę z jaką w nie uderzyłam. Nie słuchał mnie. Nakrył mnie swoim ciałem, a ja nie umiałam mu się oprzeć. Każdy jego dotyk, pocałunek, atak…To wszystko zmuszało mnie do cichych mruknięć, głośnych westchnięć i automatycznych reakcji mojego ciała. Dreszcze, ciarki, ciepło, zimno, muśnięcie, uścisk…Pragnęłam jeszcze więcej wszystkiego. Chciałam skosztować każdego skrawka ciała Stylesa i chciałam mu dać każdy skrawek swojego. To jak na niego działała, poczułam kiedy przybliżył swoje uda do moich. Mimowolnie drgnęłam, bo dokładnie taki sam wpływ miał na mnie on. W moim podbrzuszu już szalała burza hormonów, których nigdy nie poczułam z Derrenem.
- Li… – zaczęłam, ale przygryzł moją warg, jeszcze bardziej pobudzając moje, już i tak uzależnione od jego, ciało. Chciałam więcej, ja naprawdę chciałam jak najwięcej w tym momencie, ale wiedziałam, że nie powinniśmy. Nie od razu, nie niemal zaraz po ponownym spotkaniu. Mieliśmy porozmawiać, chciałam mu powiedzieć wszystko, a nie pieprzyć się z nim.
Jakby w odpowiedzi na moje myśli usłyszeliśmy pukanie do drzwi. Styles niemal od razu zaprzestał wykonywanej czynności, a ja wreszcie mogłam odsapnąć. Było mi tak cholernie gorąco w tym momencie, że jedyne o czym marzyłam to lodowata kąpiel.
- Wszystko w porządku? Słyszałyśmy trzask… - musiałam pamiętać, żeby podziękować Claire za to, że nam przerwała. Nie wiem czy zrobiła to, bo naprawdę się martwiła tym hałasem, czy dlatego, że domyślała się, iż mój chłopak nie byłby zadowolony z takiego obrotu spraw, ale byłam jej wdzięczna. Doprowadziła do tego, że przestaliśmy i się od siebie odsunęliśmy.
- Tak! – krzyknęłam w stronę drzwi i miałam nadzieję, że zabrzmiałam normalnie. Dziewczyna już potem nic nie odpowiedziała, ale usłyszałam że odchodziła od pokoju, a ja opadłam na posłanie, dotykając dłonią czoła.
- Nawet nie wiesz jak bardzo chciałabym ci się oddać w całości… – skomentowałam, zanim zdołałam się opanować. Nie mogłam już jednak wycofać tych słów, które jasno wskazywały na to, że chciałam z nim uprawiać seks. Po prostu nie było sensu. On i tak wiedział jaka była prawda, znał mnie niemal na wyko. – Liam… – zaczęłam, po czym się podniosłam i spojrzałam mu prosto w oczy. – Musimy najpierw porozmawiać… – dodałam i zsunęłam się z łóżka. Złapałam bluzę, którą miałam do tej pory na sobie, ale było mi tak gorąco, że odłożyłam ją do szafy, wyciągając krótki rękawek. Narzuciłam go na siebie, po czym spojrzałam na swojego byłego przyjaciela. Mój boże, jaki on był teraz cholernie przystojny! Te mięśnie, ramiona, tors, ciało…Jest o wiele bardziej pociągający niż dobie wyobrażałam, że będzie.
- Kiedy zniknąłeś długo nie mogłam się pozbierać… – podjęłam temat, siadając na skraju łóżka i wpatrując się w mężczyznę. – Pogubiłam się i łapałam czegokolwiek, aby tylko zapomnieć. Porzuciłam nawet marzenia o tym, żeby zostać aktorką, bo nie miałam ciebie obok, abyś mi powtarzał, że nie mogę ich porzucać. Nie wiedziałam czego chcę, co powinnam robić, a czego nie. Nie wiedziałam jak wstawać rano i nie myśleć o tym, że to kolejny dzień, który spędzę bez twojej obecności… – nie miałam pojęcia czy szybko przestanę mówić, ale po prostu gadałam. – Nie umiałam sobie poradzić. Chodziłam do psychologów, miałam depresję i wiele razy myślałam o tym, czy warto żyć, kiedy nie ma ciebie obok. Kiedy zaczęłam spotykać się z Derrenem, myślałam że w końcu mi się udało poradzić z utratą ciebie. Byłam pewna, że takie życie jest idealne dla mnie, ale potem zobaczyłam cię w sali zajęć i wszystko wróciło. Cały ten ból i smutek, który odczuwałam po twoim wyjeździe. Cała niepewność, strach i niepokój. To, co powiedziałam wtedy przy samochodzie, to było kłamstwo. Ja cię nadal potrzebuję, ale najpierw muszę się uporać z tym, w co się wpakowałam. Przepraszam za to, co mówiłam… – starałam się cały czas mówić mu prosto w twarz, ale co kilka sekund musiałam spuścić wzrok, bo za bardzo mnie krępował. Końcówkę jednak powiedziałam, patrząc mu prosto w oczy. Potem zamilkłam i czekałam na jego reakcję. Bałam się jej, naprawdę obawiałam się, że zdecyduje mnie od siebie odciąć. Nie zniosłabym tego po raz kolejny. Celowo nie mówiłam mu prosto z mostu o Derrenie. Nie chciałam go denerwować, a na pewno by dostał szału na myśl o tym mężczyźnie. A ja musiałam sama odciąć się od lidera Białych Kruków. Nie mogłam prosić o pomoc Liama. Nie teraz, kiedy niewiele brakowało do tego, abyśmy uprawiali seks. A byłam pewna, że byłby to najlepszy seks w moim życiu. Wiedziałam, że mój aktualny chłopak nie będzie mi starczał. Musiałam z nim zerwać, ale w odpowiednim momencie. Wtedy, kiedy nie będzie tak wkurzony i agresywny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 21 Paź 2015 - 17:51


Pukanie do drzwi ledwo przebiło się przez emocje szalejące w mojej głowie. Z szaleńczo bijącym sercem odsunąłem się od Sky nie spuszczając z niej wzroku. Na jej policzki wstąpił rumieniec, uśmiechnąłem się na ten widok. Przez moment nie wiedziałem czy było to spowodowane tym, że zrobiło jej się gorąco czy najzwyczajniej w świecie poczuła się w pewien sposób skrępowana. Jak jedynaście lat temu, kiedy odważyłem się skraść jej pierwszy pocałunek. Nigdy nie zapomniałem jak uroczo wyglądała jej pokrywająca się rumieńcem twarz. Mimowolnie spojrzałem w stronę dzwi niespecjalnie jednak przejmując się myślami jakie musiały zaprzątać głowy współlokatorek Sky. Zamiast tego patrzyłem na dziewczynę nadal z tym samym uśmiechem będącym mieszaniną satysfakcji i rozbawienia. Uśmiech ten ustapił jednak wyrazowi zaskoczonie, gdy usłyszałem słowa dziewczyny.
-Sky... – szepnąłem tylko patrząc na nią. Wiedziałem już, że nie znałem na świecie piękniejszego, będącego w stanie wzbudzić większych emocji widoku. Zawsze byliśmy wobec siebie tak cholernie szczerzy, często jakbyśmy nie mieli na to większego wpływu. Jakby nasze myśli same chciały ujawnić się przed tym drugim, jakby słowa nie mogły krążyć w tajemnicy po naszych umysłach. Bez wi ększych ogródek powiedziała mi o tym, że chciałaby się ze mną przespać. Boże, co ona mogła o tym wiedzieć. Gdyby mogła poczuć to jak bardzo jej w tej chwili pragnąłem, jak niesamowicie chciałem poczuć ją całą, być z nią tak blisko. Poczułem dreszcz gdy spojrzała mi w oczy. Tak, miała rację, musieliśmy porozmawiać, jednak nic nie mogłem na to poradzić, nie byłem w stanie wyrzucić z umysłu obrazu naszej dwójki. Ciche pojękiwana Sky doprowadzały mnie do szaleństwa, samo całowanie jej było czymś bardziej niesamowitym niż wszystko to czego do tej pory doświadczyłem z dziewczynami. A doświadczyłem naprawdę wiele. Jakim cudem uważałem to za nic przez jeden pocałunek ? Chyba nie musiałem się nad tym zastanawiać. Był to pocałunek pełen emocji, namiętności i tęsknoty, wszystkiego tego co tłumiłem w sobie przez lata. Sky całkowicie opanowała mój umył. Nawet na moment nie spuszczałem z niej wzroku, gdy zaczęła mówić. Nie mogłem powstrzymać uśmiechu gdy widziałem, że dziewczyna była na swój sposób zawstydzona. To zachowanie było mi dobrze znane już wcześniej. Mimo całej swobody jaką przy sobie odczuwaliśmy, Sky często zdawała się być zawstydzona gdy na mnie patrzyła. Nie przeszkadzało mi to, przeciwnie lubiłem wiedzieć, że działałem na nią w podobny sposób. Przechyliłem lekko głowę wsłuchując się w jej słowa, w takim samym stopniu skupiałem się na brzmieniu jej głosu jak i na znaczeniu tego co chciała mi przekazać. Nie przypuszczałem, że byłem w stanie poświęcić komuś aż tyle uwagi, doskonale pamiętałem jednak, że w taki sam sposób słuchałem jej kilka lat temu. Wpatrywałem się w nią jakby była centrum mojego świata. I może faktycznie właśnie nim była.
-Sky... – szepnąłem po raz kolejny. Kompletnie nie wiedziałem co mógłbym powiedzieć po wysłuchaniu tego co mi powiedziała, jednak w sposobie jaki wypowiedziałem jej imię zawarte było wszystko. Cholerna tęsknota, z którą nie byłem w stanie sobie poradzić, wdzięczność, ogromna wdzięczność za to, że powiedziała mi prawdę, której tak bardzo potrzebowałem, ogromny smutek na myśl o tym jak bardzo musiała cierpieć, a także ulga na myśl o tym, że nadal mnie potrzebowała. To chore, w tej chwili nie pragnąłem niczego więcej niż być jej potrzebny. Jakby bycie przy niej było celem mojego życia, jakbym bez niej nie mógł być sobą. Zapewne nie mogłem. Przez większość czasu zdawało mi się, że uczucia względem Sky były moją słabością, teraz jednak widziałem, że przy niej czułem się silniejszy niż kiedykolwiek. Mogłem być sobą, nie chłopakiem ukrytym za starannie przybraną maską. Nie miała pojęcia jak bardzo byłem jej za to wdzięczny. Cieszyło mnie to, że po prostu była obok, nie ptorzebowałem niczego więcej. Chciałem tylko by pragnęła mnie równie mocno jak ja jej. Chciałem tylko jej, do cholery, wszystkie te słowa były całkiem zbędne. Całe moje życie, wszystkie pragnienie i cele sprowadzały się do niej. To ona nadawała wszystkiemu sens, wiedziałem o tym. Dlaczego to wszysko musiało być tak trudne, jakim cudem nasze życie aż tak się skomplikowało ? Jęknąłem w duchu słysząc jej przeprosiny. Nie miała pojęcia jak prawdziwie brzmiały jej słowa, jak wiele było w nich żalu, a nawet wstydu. Nie chciałem by czuła się winna. Wiedziałem, że nigdy nie byłaby w stanie zrobić czegoś podobnego celowo, w głębi ducha wiedziałem o tym nawet w chwili gdy zdawało mi się, że naprawdę nie chciała mieć ze mną nic wspólnego, że wolałaby abym zniknął z jej życia. A ja nie ptorafiłem zniknąć. Nie mogąc dłużej wytrzymać złapałem jej twarz i przyciągnąłem do siebie pokrywając jej usta pocałunkiem, który tym razem był jednak delikatniejszy. Uwielbiałem czuć jak jej ciało drżało przez mój dotyk, uwielbiałem czuć ciarki spowodowane bliskością dziewczyny. Wiedziałem jednak, że musiałem się opanować. Obydwoje mysieliśmy. Mimo tego, że niesamowicie chciałem się z nią przespać, wolałem z tym poczekać. Nie byłbym w stanie potrakotwać jej w ten sposób, jak dziewczyny, przy której byłem wyłącznie ze względu na sex. W dodatku nie chciałem tak szybko odbierać nam możliwości poznawania się na nowo. Mieliśmy czas, wiedziałem, że gdybyśmy tej nocy dali się ponieść, zniszczylibyśmy naszą relację szybciej niż udałoby się nam ją odbudować. Oderwałem usta od jej warg jednocześnie zatapiając się w jej oczach. Rany, powinienem przestać.
-Nie tylko ty narobiłaś sobie problemów w życiu Sky – powiedziałem, za tym zdaniem kryło się o wiele więcej niż mogłaby przypuszczać, nie chciałem jednak wdawać się w szczegóły, nie dzisiaj –Dobrze wiesz, że do niczego cię nie zmuszę, to jakie decyzje podejmiesz to tylko twój wybór – na mojej twarzy zagościł odrobinę ironiczny uśmiech –Z drugiej strony wiesz też, że już ci nie odpuszczę, więc nie masz wyboru. Jeżeli każesz mi czekać zbyt długo, po prostu porwę cię w nocy i wywiozę na jakąś wyspę z dala od tego wszystkiego. Gdzieś gdzie nikt nie będzie nam przeszkadzać i gdzie będę mógł kochać się z tobą bez najmniejszych skrupułów – przeciągnąłem się jednak widząc wyraz twarzy Sky opuściłem ręce nie mogąc powstrzymać śmiechu.
-Tak Sky... – powiedziałem chwytając dziewczynę za ramiona i kładąc na łóżku –Wyobrażasz sobie te wszystkie rzeczy, które moglibyśmy zrobić? – szepnąłem wprost do jej ucha kładąc się na niej. Mogła wmawiać nam obydwojgu, że tego nie chciała, jednak widziałem, praktycznie czułem w jaki sposób jej ciało łaknęło mojej bliskości. Nie miała pojęcia jak cholernie mi się to podobało. Wsunąłem dłoń pod jej bluzkę delikatnie kreśląc wzroy palcem na jej skórze. Moje usta znajdowały się tak blisko jej ucha, że niemal stykały się z jej skórą. Cholera, chyba na moment zapomniałem jak działała na mnie Sky, w tej chwili sam myślałem o wszystkich tych rzeczach, które moglibyśmy zrobić. Czułem napięcie bijące od Sky, jakby w tej chwili tylko oczekiwała na to co zrobię. A chciałam zrobić wszystko, naprawdę wszystko. Zamiast tego jednak po prostu mówiłem do niej odrobinę zachrypiniętym szeptem.
-Nie musiałabyś ich sobie wyobrażać... – powiedziałem sunąc dłonią nieco w górę i zahaczając o materiał jej stanika –Ale masz całkowitą rację... – dodałem jeszcze bardziej głębokim szeptem, delikatnie musnąlem jej pierś –... powinniśmy pogadać – zabrałem rękę spod jej bluzki i usiadłem kawałek od Sky zwalniając jej ciało od mojego ciężaru tak szybko jakby nic się nie stało. Wstałem z łóżka patrząc na mokrą podłogę.
-Chyba przydałoby się tu posprzątać – powiedziałem widząc rozlaną herbatę i zamoczone w niej kanapki. Moja koszulka w tej chwili wydawała się być kompletnie niezdatna do użytku. Wyszedłem z pokoju zostawiając Sky samą. Możliwe, że trochę przesadziłem doprowadzając ją do podobnego stanu. Zapukałem do drzwi w jasno brązowym kolorze. Otworzyła mi drobna dziewczyna o kasztanowych włosach. Najwyraźniej była to druga współlokatorka Sky. Nie umknął mojej uwadze sposób w jaki omiotła mnie wzrokiem, zdawać by sę mogło, że zrobiła to odruchowo.
-Cześć. Ja i Sky... mieliśmy mały wypadek. Możesz dać mi coś do umycia podłogi ? I worek na śmieci? – dziewczyna patrzyła na mój tors jakby właśnie miała przed sobą jeden z siedmiu cudów świata. Odchrząknąłem chcąc zwrócić jej uwagę na swoje słowa.
-Przepraszam... co mówiłeś? Wypadek? Sky? Co? – dziewczyna oparła się o framugę drzwi.
-Mop. Worek na śmeici – powiedziałem na tyle dobitnie by mieć pewność, że tym razem zrozumiała przekaz.
-Tak, tak... – powiedziała i szybkim krokiem wyszła z pokoju. Otworzyła drzwi od pomieszczenia, które zapewne było schowkiem. Podała mi wiadro z mopem –Rozlaliście herbatę? – przytaknąłem przekonany, że nie było sensu by wdawać się w szczegóły –I próbowałeś pościerać ją koszulką? – spytała wskazując mój nagi tors. Nie mogłem powstrzymać śmiechu.
-Nie, po prostu zrobiło mi się gorąco – powiedziałem po czym skierowałem się do pokoju Sky. Wszedłem do pomieszczenia stawiając wiadro pod drzwiami. Dopiero wtedy zauważyłem, że były w nim worki na śmieci. Wziąłem jeden z nich i nie patrząc na Sky zacząłem zbierać do niego rozmoknięte kanapki i rozbite naczynia. Odstawiłem worek biorąc do ręki mop. Jakby odruchowo zakręciłem nim w powietrzu. Przestałem się wygłupiać i starłem podłogę. Nadal nie patrząc na Sky wyszedłem z pokoju i zrobiłem porządek z zapożyczonymi rzeczami. Obróciłem głowę w stronę kuchni, gdzie siedziała dziewczyna o kasztanowych włosach. Wszedłem do pomieszczenia widząc, że coś piła.
-Mam nadzieję, że nie rozbiłem jakiegoś z twoich ulubionych kubków – powiedziałem opierając się o blat. Dziewczyna podniosła na mnie spojrzenie. Wyglądała jakby zaraz miała zapaść się pod ziemię.
-Chyba nie musisz się o to martwić... tak na marginesie, jestem Raven. Chcesz coś do picia? – spytała.
-To zależy. A co tam masz? – wskazałem na jasno różowy kubek, który ściskała w dłoniach.
-Kakao – odpowiedziała. Podszedłem do stołu i sięgnąłem po kubek, który trzymała Raven. Upiłem kilka łyków po czym oddałem jej napój.
-Dzięki Raven – powiedziałem po czym wyszedłem z kuchni. Krótka przechaszka po mieszkaniu pomogła mi ochłonąć, wiedziałem jednak, że mogło nie trwać to długo skoro znów znajdowałem się w pokoju Sky. Usiadłem na skarju łóżka.
-Chyba coś jest ze mną nie tak. Twoja współlokatorka wyglądała jakby miała zapaść się przy mnie pod ziemię. – powiedziałem uśmiechając się do Sky. Podniosłem koszulkę, która nadal leżała na podłodze i przewiesiłem ją na krześle przy biurku. Mój wzrok padł na podniszczonego pluszaka, którego wcześniej nie zauważyłem, nawet jeśli był mi tak dobrze znajomy.
-Willy? – spytałem raczej sam siebie biorąc do rąk maskotkę w zgniłozielonym kolorze. Jakim cudem ten parszywy misiek znalazł się w pokoju Sky ? Pamiętałem jak bardzo nie lubiłem tej zabawki. Dostałem ją od faceta, który spędzał w naszym domu zdecydowanie zbyt dużo czasu, gdy ojciec wyjeżdżał w delegacjach. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałem dlaczego tak często do nas przychodził. Spojrzałem na Sky z niezrozumieniem w oczach.
-Skąd go masz? – spytałem. Tak naprawdę powinienem spytać : Po co trzymasz moją starą przytulankę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 21 Paź 2015 - 20:35




Nie spodziewałam się kolejnego pocałunku, nie tak szybko. Nie był jednak dla mnie zaskoczeniem, bo podświadomie miałam przypuszczenia, że jeszcze w ciągu tego wieczora niejeden raz spotkają się nasze usta. Styles nie miał bladego pojęcia jak bardzo chciałabym, żeby mnie przeleciał. Nie wiedziałam jak bardzo intensywne i nachalne myśli pojawiały się w mojej głowie. My dwoje splecieni w jedną osobę. Pocałunki. Dotyk. Idealna harmonia naszych dwóch ciał. Westchnięcia. Jęki. Rozkosz. To wszystko było tak dynamiczne i wyraźne, że czułam się tak, jakbyśmy już kiedyś to robili, mimo że wiedziałam, iż to byłby nasz wspólny pierwszy raz. Tak cholernie teraz żałowałam, że już nie byłam dziewicą. Nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek przyjdzie mi się spotkać z tym chłopakiem. Gdybym wiedziała, gdybym w to wierzyła…Pozwolenie Liamowi odebrać mi cnotę byłoby najlepszą i na pewno najprzyjemniejszą rzeczą na świecie. Nie miałam jednak jak. Nie myślałam wcześniej, nie przewidziałam, że jeszcze nasze drogi się zejdą.
Nawet nie wiem z jakiego powodu po mojej twarzy pociekły łzy podczas pocałunku. Nie był to smutek, ale jednocześnie nie była to radość. To było raczej pomiędzy, może żal? Tęsknota? Chęć cofnięcia czasu? Mogłam go szukać, mogłam ruszyć te swoje cholerne, leniwe dupsko i go znaleźć! Straciliśmy tyle czasu. Tyle czasu, w którym mogliśmy przeżyć dwa razy więcej niż do dnia jego wyjazdu. Tyle czasu, w którym powtarzalibyśmy sobie jak bardzo nam na sobie zależy. Tyle wspomnień, tyle dni, tyle chwil, które mogły być najszczęśliwszymi w naszym życiu. Byłam głupia. Tak cholernie głupia. Powinnam była zignorować to, że mnie zostawił. Szukać go, odnaleźć, wyrzucić mu cały ból jaki mi spowodował, przeprosić i przytulać. Ile można, ile starczy tchu. Dlaczego nic nie zrobiłam?
Mimowolnie parsknęłam śmiechem. Wiedziałam, że w jego słowach kryło się więcej niż tylko żart, mający rozładować napięcie. On mówił szczerze, naprawdę to zrobi. A ja byłam świadoma tego, że nie będę się opierała. Wizja ucieczki. Zostawienia na kilka dni za sobą tego całego bajzlu, w który oboje się wpakowaliśmy i oddanie się pełnym rozkoszy i napięcia chwilom. Już teraz mi się podobało. Już teraz bym mu na to pozwoliła. Musiałam jednak się pilnować, co wcale nie było łatwe po jego kolejnych ruchach. Kiedy znowu znalazłam się pod nim, a jego dłoń zaczęła wędrować po moim ciele…Całe moje ciało przeszyły kolejne dreszcze podniecenia. Znowu obrazy, które na moment zniknęły, a dotyczyły sexu z tym mężczyzną, pojawiły się w mojej głowie. Znowu zrobiło mi się gorąco, znowu oddech mi przyspieszył, a ja leżałam nieruchomo. Jeślibym się ruszyła, jeślibym podniosła dłonie chociażby po to, aby zgarnąć włosy z ust, objęłabym go i już nie wypuściła. Pozwoliłabym wszystkim naszym pragnieniom wybuchnąć i nie powstrzymywałabym nas. Nawet musiałam się spiąć w sobie, spiąć wszystkie mięśnie, aby nawet odruchowo nie zareagować na to, że dotykał moją pierś.
Nie byłam w stanie nic odpowiedzieć na stwierdzenie mężczyzny. Leżałam nieruchomo, bo wiedziałam, że jeden ruch, a rzuciłabym się na niego głodna wszystkich doznań, które zapamiętałabym na zawsze, które otumaniłyby wszystkie moje zmysły. Leżałam jeszcze kilka chwil po tym, jak zniknął za drzwiami. A kiedy wreszcie mogłam się podnieść i nie pobiegłabym za nim, poczułam łzy. Wodospad kropel słonej wody, wypełniających moje oczy i spływających po policzku, rozmazał mi obraz. To było głupie, to było idiotyczne, ale płakałam nad tym, co utraciliśmy przez te jedenaście lat. Ta więź, uczucia, wspomnienia, przygody, które mogłyby nam się przytrafiać, te wszystkie pierwsze razy. Pierwszy raz, kiedy zrozumielibyśmy, co do siebie czuliśmy. Pierwszy raz, kiedy każde z nas by powiedziało „Kocham Cię”. Pierwszy raz, kiedy byśmy złapali się za ręce nie jako przyjaciele, ale jako para. Pierwsze świadome rumieńce, pierwsze komplementy. Pierwszy raz dla nas obojga, tylko ze sobą nawzajem. Mogliśmy mieć to wszystko tylko ze sobą. Żadne z nas by nie było zainteresowane kim innym. Żadne z nas by nie myślało o tych wszystkich osobach, z którymi się przespaliśmy. Nie mogłam się powstrzymać od płaczu, ale przynajmniej starałam się nie wydawać żadnych odgłosów. Świadomość tego wszystkiego była bolesna, bo wystarczyłoby, żeby któreś z nas spróbowało odnaleźć to drugie.
Gdy usłyszałam, że Liam się zbliżał do pokoju szybko pognałam do łazienki. W mgnieniu oka opłukałam twarz lodowatą wodą, przetarłam ją i spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Miałam zaczerwienione oczy, które wskazywały na to, że płakałam, ale Styles mógł pomyśleć, że to był efekt tego, w jakim stanie mnie znalazł. Dlatego wzięłam kilka oddechów, poklepałam się po policzku, po czym wyszłam z łazienki wyprzedzając mężczyznę i będąc u siebie jako pierwsza. Usiadłam na łóżku i niemal od razu do pomieszczenia trafił mój przyjaciel z mopem. Niemal od razu się podniosłam i pomogłam mu pozbierać kanapki. Dalej chciałam zająć się zmywaniem podłogi, ale on mi to udaremnił, kiedy sam zaczął. Wcześniej oczywiście zaczął się popisywać, co wywołało na mojej twarzy szeroki, promienny uśmiech. Przynajmniej to się nie zmieniło w jego osobowości.
Nie odezwałam się ani słowem, kiedy chłopak oddalał się od pokoju, odnosząc rzeczy. Zamiast tego spojrzałam na jego bluzkę i podeszłam do szafy. Musiałam znaleźć mu coś w zamian za ten materiał, aby mi tutaj nie paradował gołym torsem, kiedy ledwie udawało mi się powstrzymywać swoje zwierzęce zapędy, pchające mnie do sexu. Zaczęłam więc przerzucać swoje ubrania, szukając czegoś, co mógł by założyć mężczyzna, a czegoś, co nie było Derrena, jednak nic takiego nie miałam. Przygryzłam niezadowolona wargę, ale w końcu wyciągnęłam coś, co podkradłam jego bratu, kiedy byłam u nich. Mój chłopak był oczywiście wściekły, że to nie należało do niego, ale pogodził się z tym po jakimś czasie. Nie wiedziałam w sumie dlaczego tak bardzo chciałam to mieć, ale kiedy dostrzegłam nadruk, już wiedziałam czemu. Nirvana. Logo ulubionego zespołu Liama z tamtych czasów było nadrukiem na tym materiale. Najwidoczniej podświadomie dalej czekałam na jego powrót.
Zaczerwieniłam się. Powinnam była schować tego pluszaka, kiedy miałam ku temu okazję. Wtedy mój przyjaciel by tego nie dorwał i nie musiałabym myśleć nad jakąś denną i głupią wymówką, która by nie wzbudziła w nim żadnych podejrzeń. Niestety nie miałam na to żadnych szans po tym, co powiedziałam raptem kilka minut wcześniej. Dlatego stojąc tyłem do chłopaka spuściłam zaróżowione lico na bluzkę w moich dłoniach i zaczęłam się nią bawić.
- Kiedy wyjechałeś, mniej więcej dzień później włamałam się do twojego domu i zaczęłam cię szukać… – wyjaśniłam strasznie cichym głosem i naprawdę nie miałabym nic przeciwko temu, żeby nie zrozumiał ani słowa. – Znalazłam Willy’ego i się nim zaopiekowałam… – no dobra, mogłam to do jasnej cholery ująć w inny sposób! Na jaką ja teraz wyszłam?! Ugh! Głupia! Głupia Sky! Przestań latać w obłokach!
- Upiorę twoją bluzkę. Na razie musisz się zadowolić tą… – dodałam szybko zmieniając temat i rzucając w stronę mężczyzny materiał. Następnie ogarnęłam się szybko i zajęłam miejsce z powrotem na łóżku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pią 23 Paź 2015 - 20:44




Spojrzałem na bluzkę, którą chciała dać mi sky. Mimowolnie pomyślałem o tym, że zdecydowanie nie było to ubranie, które należało do niej, musiało zatem być własnością kogoś innego. Jakiegoś faceta. Możliwe, że jej chłopaka, równie dobrze jednak mogła być to rzecz innego chłopaka, który przewinął się przez życie mojej Sky. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że dziewczyna nie czekała na mnie z nadzieją, nie wypatrywała mojego powrotu. To, że spotkaliśmy się ponownie było czystym przypadkiem, chociaż człowiek wierzący w zjawsika metafizyczne mógłby uznać to za przeznaczenie. Starałem się nie myśleć o tym, że Sky była z kimś innym, że przez lata, które spędzaliśmy oddzielnie poznawała facetów, była w różnych związkach. Poczułem narastającą złość na myśl o tym, że nie byłem pierwszym, który ją całował. Jak wiele wieczorów musiała spędzić na tym łóżku w objęciach innego faceta, pozwalając mu na więcej niż tylko pocałunki. Przeczesałem palcami i tak rozczochrane już włosy. Naprawdę wolałbym o tym wszystkim nie myśleć. Byłbym w stanie zapieprzyć każdego kto chociaż by jej dotknął, nie wyobrażałem sobie, bym kiedykolwiek miał pogodzić się z myślą, że sypiała z innymi mężczyznami. To chore, że tak mnie to denerwowało, podczas gdy sam spałem z wieloma dziewczynami. Z pewnością moje życie erotyczne było o wiele bardziej wybujałe niż Sky, nie było to jednak dla mnie absolutnie żadnym pocieszeniem. Chciałem by była tylko moja, do jasnej cholery.
Udało mi się zepchnąć myśli na dno podświadomości w chwili gdy Sky zaczęła mówić. Może nieskładny sposób w jaki się wypowiadała wydałby mi się zabawny, gdyby nie fakt, że w jej głosie słyszałem słyszałem tak ogromny smutek. Cholera, jak wiele musiała wycierpieć w po moim wyjeździe? Niemalże widziałem ją jako małą dziewczynkę wbiegającą do naszego pustego domu i szukającego mnie, zaglądającą w każdy kąt. Jedynym co mogła znaleźć był ten cholerny pluszak, którego tak nie lubiłem, przez te wszystkie lata ani razu nie zastanawiałem się co mogło się z nim stać. Cieszyłem się, że zniknął z mojego życia, tak samo jak Tom zniknął z życia mojej matki. W dziwny sposób poczułem przypływ sympatii do tej ohydnej maskotki, gdy zdałem sobie sprawę z tego, że przez tak długi czas był w posiadaniu Sky. Odstawiłem pluszaka na biurko i podszedłem do dziewczyny. Nie obchodziło mnie, że przesadzaliśmy, nie widziałem jej cholerne jedynaście lat i zwyczajnie potrzebowałem czuć jej bliskość. Złapałem ją za ramiona i odwróciłem w swoją stonę. Dopiero teraz zuważyłem, że jej oczy były zaczerwienione.
-Płakałaś? – spytałem dotykając jej policzka. Westchnąłem, cała ta sytuacja była w równym stopniu cudowna co przytłaczająca –Sky... nie wiem co mam robić, nigdy nie wystarczy mi czasu, by nadrobić te stracone lata. Nie masz pojęcia jak wiele rzeczy chciałbym z tobą zrobić, a zwyczajnie nie mam pojęcia od czego zacząć - delikatnie wyciągnąłem koszulkę z jej dłoni po czym o wiele mniej delikatnie rzuciłem ją na podłogę –Chce zabrać cię do kina, parku, na koncert, na spacer, chcę wyjechać z tobą na wakację, chcę obejrzeć z tobą film, pójść do baru, restauracji, na imprezę, chcę po prostu wsiąść z tobą do samochodu i jechać przed siebie, chcę cię całować, przytulać, chcę się z tobą przespać, zamieszkać z tobą i do jasnej cholery chcę zrobić to wszystko w tej właśnie chwili. Nie masz pojęcia jak dobija mnie to, że nie mogłem opiekować się tobą, kiedy ty opiekowałaś się tą pieprzoną maskotką. Sky... – powiedziałem to wszystko na jednym wdechu, zwalniając dopiero przy jej imieniu. Byłem kompletnie rozbity, była tak blisko, a ja nadal za nią tęskniłem. Nie mogłem odżałować czasu, który straciliśmy.
-Mogę być cholernym egoistą, ale nie chcę żebyś była z kimś innym niż ja – powiedziałem patrząc w jej oczy, równie smutne co moje. Potrzebowaliśmy siebie nawzajem, nie istnieliśmy z dala od siebie. Właśnie dlatego tak dobrze się rozumieliśmy, byliśmy częścią siebie. Nic dziwnego, że zgubiliśmy się w życiu, gdy byliśmy osobno. Jak można żyć bez najistotniejszej części samego siebie ? Nie, to było kompletnie nierealne. Patrzyłem na Sky, na moje niebo rozbite tak samo jak ja. Po prostu gładziłem jej policzek wiedząc, że obydwoje potrzebowaliśmy czuć, że jesteśmy blisko siebie. Cholera, jak ja ją kochałem. To uczucie wprost rozwalało mnie od środka, nie byłem w stanie stwierdzić czy dawało mi więcej bólu czy radośći, wiedziałem jednak, że nigdy nie byłbym w stanie zrezygnować. Nie istniałem bez niego. Nie istniałem bez niej. Przyciągnąłem ją do siebie, wiedząc, że w tej chwili właśnie tego potrzebowała. Przytuliłem ją chcąc by wiedziała, że w tej chwili trzymałem w ramionach cały swój świat.
-Będę przy tobie Sky, nawet jeśli nie będziesz tego chciała, będę o ciebie walczyć. Po tej cholernej przeprowadzce nie miałem niczego, kompletnie niczego, zostawiając ciebie straciłem wszystko. Nie mam pojęcia jak, ale zrobię wszystko byśmy byli razem. Cokolwiek by się nie działo nie zapominaj o tym. Nie ma rzeczy, której nie byłbym w stanie dla siebie zrobić, dobrze o tym wiesz. – powiedziałem łamiącym się głosem. Wiedziałem, że moje słowa mogły być odebrane jak jedna z pustych obietnic, które tak często składali ludzi, wiedziałem jednak też, że Sky wierzyła w każde moje słowo, ufała mi. Jakby mogła nie ufać ? Jakbym mógł ją okłamać ? Nie widziałem porzeby by w tej chwili mówić coś więcej. Nie było takich słów, które byłyby w stanie wyrazić to jak się czułem, potrzebowałbym do tego nowego alfabetu składającego się z chorej tęsknoty, rozpaczy, a jednocześnie szczęścia i ulgi wynikających z tego, że w końcu byłem przy niej. Po prostu nie wiedziałem co robić, zbyt wiele chciałem w jednej chwili. Nie byliśmy w stanie tak po prostu nadrobić czasu, który brutalnie został nam odebrany. Mieliśmy jednak szansę zbudować wszystko na nowo, a ja nie miałem zamiaru tej szansy marnować. Sky dawała mi powód do starań, wiedziałem, że chciała być przy mnie równie mocno jak ja przy niej, to mi wystarczyło. Wplotłem dłoń w jej włosy rozkoszując się ich miękkością.
-Po prostu powiedz mi co mam robić, bo sam nie mam pojęcia... – powiedziałem łamiącym się głosem. Nie wiedziałem czy spędzenie tego wieczoru na oddawaniu się rozpaczliwym pocałunkom było dobrą alternatywą. Dobijała mnie to jak cholernie niesprawiedliwe było życie. Gdybyśmy mogli zagubić się w czasie, sprawić by dzisiejszy wieczór trwał dłużej, byśmy nie stracili tamtych lat. Nie mogliśmy jednak nic z tym zrobić, nie mieliśmy żadnego wpływy na przeszłość, byliśmy słabi wobec niesprawiedliwości losu. Jedyne co nam pozostawało to walczyć, o to nigdy więcej nie musieć stracić siebie nawzajem. By nie musieć tracić wszystkiego co mieliśmy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pią 23 Paź 2015 - 22:55




Zauważył. W sumie mogłam się tego spodziewać. Niczego nie byłam w stanie przed nim ukryć, nawet teraz, po jedenastu latach. Zdawało się, że chociaż dorastaliśmy osobno, to jednak jakaś nasza część robiła to w tym samym czasie i w taki sam sposób. Jakbyśmy byli połączeni niewidzialną nicią, która potrafiła wyregulować to, że byliśmy tak daleko od siebie. I chociaż minęło już tyle lat, to nadal byliśmy częścią siebie nawzajem. Czułam się tak, jakby ten chłopak przywłaszczył sobie fragment mojej duszy, czerpiąc go z tamtego pocałunku i tak, jakby część duszy Liama była we mnie. Gdybym to wcześniej zauważyła, wiedziałabym że zawsze się odnajdziemy. Nieważne jak dużo czasu upłynie, nieważne jak bardzo się zmienimy, nieważne jak bardzo zmienią się nasze życia. Końcowo i tak byśmy wylądowali ze sobą, we dwójkę, razem. Każda droga, którą byśmy obrali skończyłaby się obok tego drugiego.
- Tyle straciliśmy… – szepnęłam, czując jak mężczyzna delikatnie gładzi opuszkiem palców mój policzek. – Tyle lat zostało nam wyrwanych… – dodałam, czując że łzy mimowolnie spływają po mojej twarzy. Zrobiłabym wszystko, aby cofnąć te utracone lata, aby wiedzieć, że wyjedzie i go nie wypuścić ze swoich objęć. Gdyby nam tylko pozwolili…Gdyby rodzice nam tylko pozwolili, to zobaczyliby, że nie mają prawa nas rozdzielać. Gdyby tylko myśleli o tym, co ja czułam i czego ja chciałam. Tylko Styles o tym myślał, tylko dla niego było to ważne. Byłam ważna zarówno ja, jak i moje pragnienia oraz marzenia.
- Teraz możesz… – odpowiedziałam na jego słowa. Nie miał pojęcia jak cudownie było słyszeć coś takiego z jego ust. Nikt nigdy nie mówił mi takich rzeczy. Nikt nigdy nie traktował mnie w taki sposób. Dla nikogo nigdy nie byłam tak bardzo ważna. Tylko Liam chciał mnie chronić i jednocześnie prosił o moją ochronę. Tylko Liam chciał być mi potrzebnym i jednocześnie potrzebował mnie. – Możesz się mną zaopiekować w taki sposób, w jaki ja zaopiekowałam się tą zabawką – wtrąciłam zanim pomyślałam. Przecież ja najpierw musiałam uporać się ze swoim życiem. Musiałam zostawić Derrena, odciąć się od niego i od całego tego bagna, w którym byłam. Chciałam to zrobić i miałam taki zamiar. W najbliższym czasie, w odpowiednim momencie. – Uporam się z tym, obiecuję – wiedziałam, że zrobię wszystko, aby tylko móc wieść normalne życie. Teraz wiedziałam, czego chciałam. Chciałam być z Liamem, chciałam znowu stać się częścią jego życia. Nie chciałam tego, co wydawało mi się do tej pory cudowne. Nie chciałam Derrena, nie chciałam Białych Kruków, ani tego, co oni reprezentowali.
Jego ramiona…Kiedy tylko się w nich znalazłam, po raz drugi tego dnia znalazłam w sobie dawną Sky. Dawną przestraszoną i niepewną małą dziewczynkę, której musiał pomóc mały chłopiec. Znowu stałam przy kościele, płacząc razem ze spadającymi na ziemię kroplami deszczu. Był pochmurny dzień, mgła unosiła się wysoko, a ja byłam mała. Trafiałam do domu, bo znałam charakterystyczne punkty w mieście, a wtedy ich nie było widać. Stałam jak taki ciołek, próbując przypomnieć sobie jak powinnam iść, ale nie mogłam. Miałam pustkę w głowie, byłam przerażona, a jeszcze burza trzaskała wokół mnie. I wtedy się pojawił. Jeszcze wtedy był mojego wzrostu i podszedł do mnie. Najpierw mnie minął, nie zauważając, ale później się cofnął. Spojrzał na mnie, po czym się przybliżył i niepewnie złapał mnie za rękę. Przedstawił się, powiedział, żebym się nie bała, że już wszystko dobrze. Spytał mnie o imię, a kiedy je powiedziałam uśmiechnął się i mocniej zacisnął dłoń na moich palcach, mówiąc: „Niebo dzisiaj płacze”. Nie umiałam nie unieść wtedy kącików swoich warg i nie ruszyć za nim, mimo że go nie znałam. Te słowa...One stały się naszym mottem na gorsze dni. Zawsze, kiedy któreś z nas nie czuło się zbyt dobrze, drugie to mówiło i mimowolnie się uśmiechaliśmy. Na samo wspomnienie tego wszystkiego, uniosłam kąciki swoich warg. A przed jego ruch, w wyniku którego znalazłam się w jego ramionach, wtuliłam się w niego bardziej. Objęłam go ramionami i przycisnęłam się do niego jak najbardziej mogłam.
- Zostań dzisiaj ze mną… – zaczęłam, powtarzając już coś, co wcześniej mówiłam. Nie chciałam, żeby dzisiaj mnie zostawiał. – Nie chcę zostać sama… – dodałam jeszcze mniej pewnym głosem. Może to było idiotyczne, ale naprawdę chciałam, żeby dzisiaj ze mną został. Chciałam, żeby w taki sposób obejmował mnie przez całą noc. Potrzebowałam go bardziej niż sądziłam, że jest i chociaż nie było to nic dobrego w aktualnej sytuacji, to miałam to gdzieś. – Chcę, żebyś położył się obok mnie. Chcę, abyś objął mnie ramionami i chcę tak zasnąć – nie czułam się już tak samo pewnie jak do tej pory. Byłam świadoma tego, że to było chwilowe, ale teraz mnie to nie interesowało. Wiedziałam, że pewnie jutro znowu stanę się tak samo twardą u pewną siebie suką, jaką byłam przez ostatnie kilka lat, ale teraz tego nie chciałam. W tym momencie chciałam być trzynastoletnią, czternastoletnią i piętnastoletnią dziewczynką, która nie wiedząc co zrobić wtula się w swojego przyjaciela, który nie wyjechał tylko z nią został. Chciałam chociaż wyobrazić sobie jakby mogło wyglądać nasze życie, gdyby Liam nie wyjechał i nie rozstalibyśmy się na tak długi okres czasu. Byłoby zupełnie inaczej. Pewnie nie miałabym w ogóle do czynienia z gangami, ani takim życiem. Nie poznałabym Derrena, ani reszty Białych Kruków. Nie wplątałabym się w to, w co się wpakowałam do tej pory. Nie byłabym tak przestraszona tym, co miałam zamiar zrobić. Wiedziałam, że mój aktualny chłopak się zdenerwuje, kiedy zerwę. Wiedziałam, że tak łatwo mi nie popuści i wiedziałam, że będę wtedy potrzebowała swojego przyjaciela, aby nie pozwolił mi zrezygnować z tych decyzji przez panikę.
Chwilę tak trwałam w uścisku mężczyzny, ale po kilku sekundach, albo minutach się odsunęłam. Zgarnęłam włosy z twarzy, spojrzałam na niego i się uśmiechnęłam. Był tutaj i to nie był tylko sen. Naprawdę miałam go przed sobą.
- Pójdę się opłukać i przebrać – wtrąciłam, po czym podeszłam do szafy. Zgarnęłam z niej pidżamę w postaci króciutkich szortów i bluzki na ramiączka, po czym wyszłam z pokoju, kierując się do łazienki. Wzięłam też po drodze górną część odzienia chłopaka, żeby wrzucić do prania. Następnie wskoczyłam pod prysznic i pozwoliłam gorącej wodzie zmyć z siebie wszystkie wrażenia z dzisiejszego dnia. Nie wiem w sumie ile tam siedziałam, ale wiedziałam, że długo. Szybko wysuszyłam włosy, założyłam pidżamę, sprawdziłam czy na pewno wrzuciłam bluzkę Liama do brudownika i wróciłam ze swoimi ubraniami w ręku do pokoju.
- Łazienkę masz na prawo jak wyjdziesz z pokoju – odezwałam się, rzuciłam mu świeży ręcznik, a sama wskoczyłam do łóżka. Nie mówiłam nic o męskich kosmetykach. Były tam te należące zarówno do Derrena jak i chłopaka Claire. Byłam w jakiś sposób pewna, że Styles będzie wiedział, które należały do mężczyzny, którego chciał rozerwać na strzępy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 24 Paź 2015 - 15:20



Nawet nie przypuszczała jak bardzo chciałem się nią zaopiekować. Czy mogłem pragnąć czegoś więcej niż dać jej bezpieczeństwo, być tym, który upora się z całym jej bólem i wywoła uśmiech na jej twarzy ? Chciałem słyszeć jej śmiech i mieć tę chorą satysfakcjonującą świadomość, że to dzięki mnie była szczęśliwa, właśnie dzięki mnie. Nie wyobrażałem sobie, by ktokolwiek inny był w stanie dać jej to co ja. Nie wyobrażałem sobie by ktoś potrafił kochać ją mocniej niż ja. Kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że ją kochałem ? Byłem pewien, że poczułem to już w chwili naszego pierwszego spotkania, kiedy znalazłem ją płaczącą w deszczu. Już wtedy poczułem, że moim celem było bycie przy niej, nie mogłem odejść wiedząc, że stała tam sama niepewna, w którą stronę ma iść. Tak samo nie mogłem odejść teraz. To by ją zabiło, a wraz z nią zniknąłbym ja.
Wierzyłem w to, że Sky naprawdę chciała uporać się z życiem, w które się wplątała. Obawiałem się jednak, że w pewnym momencie zabraknie jej na to sił. Mimo całej pewności siebie, którą otaczała się Sky, wciąż widziałem w niej przyjaciółkę, która potrzebowała mojego wsparcia. Pomagałem jej w wielu sytuacjach, nie dziwiło mnie, że skryła się za postawą zimna i obojętności w chwili gdy została sama. Musiała wykreować się na silną, samowystarczalną osobę, doskonale wiedziałem jednak, że było to kłamstwo. Nikt nie był samowystarczalny, żaden człowiek nie był w stanie radzić sobie sam. Z tym, że inni ludzie nie obchodzili mnie tak jak Sky, którą wreszcie mogłem trzymać w ramionach. Nie docierało do mnie, że naprawdę byłem przy niej, że w końcu udało nam się odnaleźć, a przed nami rozpościerała się perspektywa wspólnej przyszłości. Doskonale zdawałem sobie jednak sprawę z tego, jak ciężko będzie nam wywalczyć możliwość bycia razem. Równie mocno wiedziałem też, że nie miałem zamiaru odpuścić. Sky też to wiedziała. Nawet jeśli nigdy jej tego nie powiedziałem, musiała zdawać sobie sprawę z tego jak cholernie ją kochałem. Byłem pewien, że nadejdzie odpowiedni moment, by wyznać jej co do niej czułem, z niczym jednak nie chciałem się spieszyć. Nie wybaczyłbym sobie, gdybym cokolwiek popsuł przez niecierpliwość. Umiałem czekać, wiedziałem, że cierpliwość będzie mi niezbędna w najbliższych miesiącach. Wiedziałem też jak bardzo opłaci mi się czekać.
-Nie zostaniesz sama Sky. Ani dzisiaj, ani jutro, ani nigdy więcej. Nie teraz, kiedy w końcu cię odnalazłem – powiedziałem gładząc ją po policzku. Nie pamiętałem kiedy ostatnio okazałem komuś tyle ciepła. Zwyczajnie tego potrzebowałem, chciałem dać jej tyle ile tylko mogłem. Uderzało mnie to jak bardzo byłem jej potrzebny. Nie miała pojęcia jak niesamowicie ważne to dla mnie było. Odsunęła się przez moment patrząc na mnie z uśmiechem, którego nie byłem w stanie nie odwzajemnić. Pokiwałem głową słysząc jej słowa. Tak, zdecydowanie po całym dniu obfitym we wrażenia nie pogardziłbym orzeźwiającym spojrzeniem.
-Jedną kąpiel już dzisiaj zaliczyłaś – powiedziałem mając na myśli to jak zaledwie kilka godzin temu wrzuciłem ją do jeziora –Gdybym wiedział, że będziesz chciała zatrzymać mnie na noc, lepiej bym się przygotował – mruknąłem pod nosem. W dzieciństwie często zdarzało się, że u siebie nocowaliśmy. Rodzice nauczyli się wykorzystywać naszą przyjaźń. Kiedy chcieli wyrwać się z domu na weekend, po prostu podrzucali mnie do Sky, to samo z resztą robili jej opiekunowie. Wspomnienia wspólnie spędzonych chwil, zdecydowanie były moimi ulubionymi. Odrabialiśmy pracę domową, oglądaliśmy bajki udając posłuszne i grzeczne dzieci. Rodzicie nie mieli pojęcia o tym jak często wymykaliśmy się z domu na poszukiwanie dziecięcych przygód. Doskonale pamiętałem wieczór kiedy znaleźliśmy strymyk i ruiny zamków za szkołą. Uwielbialiśmy spędzać tam czas. Uczyliśmy się pływać nie myśląc o tym jak niebezpieczne to było. Czyliśmy się obok siebie tak pewnie, że nie przejmowaliśmy się ewentualnym ryzykiem, które towarzyszyło naszym eskapadą. Po nocy spędząnej na pływaniu porządnie się przeziębiliśmy. Rodzice myśleli wtedy, że zwyczajnie złapał nas jakiś wirus. W końcu jakim cudem obydwoje mogliśmy zachorować w jeden wieczór ? Uśmiechnąłem się do swoich wspomnień. Uwielbiałem to jak obydwoje buntowaliśmy się przeciw światu, mieliśmy go kompletnie gdzieś. Chciałem by znowu tak było. Przez lata pragnąłem do tego wrócić, a teraz w końcu miałem taką możliwość. Sky zniknęła za drzwiami łazienki. Starałem się nie myśleć o dziewczynie ściągającej z siebie ubranie zaledwie kilka metrów ode mnie, było to jednak cholernie trudne. Musiałem opanować myśli, zanim one opanowałyby mnie. Nie miałem zamiaru wtargnąć do pomieszczenia, w którym była Sky i zrezygnować z ograniczeń, które sobie narzuciłem. Przynajmniej nie dzisiaj.
Wyszedłem z pokoju chcąc skierować się do łazienki, o której powiedziała mi Sky. Na kanapie w salonie siedziały dwie dziewczyny, jedna zdążyła mi się już przedstawić jako Raven. Najwidoczniej byłem ciekawszym widokiem niż obraz z telewizora, gdyż jak na sygnał wlepiły we mnie spojrzenie.
-Nudny film? – spytałem kiwając głową w stronę telewizora. Zaczerwieniona Raven odwróciła wzrok w stronę ekranu, natomiast dziewczyna, która wcześniej otworzyła mi drzwi od mieszkania odchrząknęła i spojrzała na swoje dłonie. Uniosłem brew lekko ku górze.
-Wasza komunikacja trochę kuleje – powiedziałem po czym postanowiłem dać sobie spokój z ewentualną rozmową i zniknąłem w łazience. Chyba zapomniałem już jak wyglądała kobieca toaleta. Praktycznie na każdej półce znajdowały się różnego rodzaju kosmetyki, od kremów po szminki, pudry i lakiery do paznokci. Widok wydał mi się aż nazbyt znajomy. W końcu do niedawna moja łazienka wyglądała podobnie. Strasznie mnie to denerwowało, dopiero gdy Mia zniknęła, wraz z nią jej rzeczy, które kiedyś doprowadzały mnie do irytyacji, zrozumiałem jak bardzo brakowało mi tego widoku. Przez kilka miesięcy miałem do niej ogromne pretensje za to co zrobiła, zdawało mi się, że zacząłem jej nienawidzić. Dopiero gdy emocje opadły zrozumiałem, że zwczyajnie za nią tęskniłem. Jej odejście całkowicie mnie dobiło. Nigdy nie mogłem zrozumieć dlaczego wszystko co kochałem zostawało mi wcześniej czy później odebrane. Wiedziałem, że gdyby nie pojawienie się Mii, nie dałbym sobie rady po przeprowadzce. Doskonale wiedziałem też, że gdyby nie odeszła, nie wpakowałbym się w takie problemy. Nie mogłem jednak jej nienawidzić. Za bardzo ją kochałem. Nadal brakowało mi głodu życia, ktory szalał w dziewczynie każdego dnia pchając ją do przodu po nowe doświadczenia, jej barwnej osobowości, uśmiechu, który w kilka sekund był w stanie oddalić wszystkie moje zmartwienia. Westchnąłem ściągając z siebie ubranie i wchodząc po prysznic. Nawet nie łudziłem się, że przysznic będzie w stanie zmyć ze mnie wszystkie wrażenia dzisiejszego dnia. Pozwoliłem sobie pożyczyć jeden z żeli o orzeźwiającym miętowym zapachu.
Wytarłem się, nałożyłem spodnie naprawdę żałując przy tym, że nie miałem przy sobie niczego co mogłyby posłużyć mi za piżamę. Już miałem wyjść z łazienki, wcześniej jednak zdecydowałem się zrobić coś jeszcze. Wziąłem do ręki drugi żel stojący pod prysznicem i wyszedłem z pomieszczenia.
-Czyj to żel? – zwróciłem na siebie uwagę dziewczyn. Nie zdziwiłem się, gdy nie odpowiedziała mi Raven, a druga ze współlokatorek Sky.
-Derrena... – powiedziała niepewnie, tak jakby nie była przekonana czy wymawianie tego imienia w mojej obecności było dobrym pomysłem. Nie znałem imienia chłopaka Sky, z łatwością domyśliłem się jednak, że to o niego chodziło.
-Świetnie! – podszedłem do okna, otworzyłem je i bez głębszeko zastanowienia wyrzuciłem kosmetyk, który z charakterystycznym hukiem upadł na chodnik rozlewając przy tym swoją zawartość. Zamknąłem okno, uśmiechnąłem się do dziewczyn po czym wróciłem do pokoju Sky. Zdecydowanie było to miejsce, w którym w tej chwili chciałem przebywać najbardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 24 Paź 2015 - 15:56




Pierwszy raz od bardzo dawna naprawdę niecierpliwiłam się powrotu kogokolwiek. Obecność Derrena w moim pokoju, albo moja w jego, weszła mi już tak naprawdę w nawyk. W sumie czasami podchodziłam do tego tak naprawdę obojętnie. Nie robiło mi różnicy czy miałam go obok siebie, czy nie. Nawet za bardzo mnie nie interesowało czym zajmował się w wolnym czasie. Fakt, czasami się dopytywałam, ale chyba robiłam to dlatego, że tak należało. Natomiast on pilnował mnie tak, jakbym była jego oczkiem w głowie i irytowało mnie to. Czystym przykładem jego nadopiekuńczości był dzisiejszy wyskok. Wystarczyło, że nie odbierałam od niego telefonu, a już przyjechał z obstawą dziesięciu ludzi i pobił jednego z uczniów akademii, wypytując o mnie. Był brutalny, gwałtowny i agresywny. Nawet nie zauważyłam, kiedy przyzwyczaiłam się do tej jego osobowości. Zachowywałam się tak, jakbym miała to w dupie, o ile to nie ja byłam jego ofiarą. Po części byłam do tej pory taka sama jak on. W jakiś sposób podobała mi się taka moja odsłona. Ta pewna siebie i drapieżna Sky stała się częścią mnie i nawet jeśli nie powinna, to podobała mi się. Pokazywała, że ma pazura i nie pozwala sobie w kaszę dmuchać. Nie rozumiałam dlaczego nagle zaczęłam się nad tym roztrwaniać, skoro nie przeszkadzało mi to, jaka się stałam. Może to wina Liama? Może podświadomie chciałam być przy nim tamtą Sky, którą całkowicie zmienił z nieśmiałej w zupełnie inną? Może chciałam być taka, jaką mnie chciał widzieć?
Westchnęłam zrezygnowana i spojrzałam na telefon. Póki nie było Styles’a musiałam napisać do Derrena. Szybko wystukałam wiadomość, która zabraniała mu się tutaj zjawić, bo nie chciałam jego obecności i wyłączyłam komórkę. Ostatnią rzeczą, której potrzebowałam, była jego niezapowiedziana wizyta, która zniszczyłaby mój wreszcie błogi spokój. Przy moim przyjacielu byłam spokojna, nie stresowałam się niczym, ani nic niepotrzebnego nie zajmowało moich myśli. Czułam się naprawdę dobrze i nie chciałam tego zmieniać w aktualnym momencie. Starałam się też jeszcze nie zastanawiać nad tym, jak pozbyć się lidera Białych Kruków ze swojego życia. To psuło mój dobry humor, a to była najmniej pożądana u mnie rzecz tej nocy.
Czekając na czekoladowookiego, zsunęłam się z łóżka. Podeszłam do wieży i włączyłam ją na tyle głośno, żeby zagłuszyć swoje myśli, ale nie aż tak, aby ściany sąsiadom skakały. Następnie jak gdyby nigdy nic zaczęłam tańczyć, odrzucając z głowy to, czego w tym momencie nie potrzebowałam. Muzyka przebijała się przez wszystkie konkluzje, które mąciły mi umysł i spychała je na jak najgłębsze dno podświadomości. Każdy skrawek nieprzydatnych myśli coraz bardziej się rozmywał ustępując miejsca wspomnieniom. Przenosiłam się w świat najdalszych przygód, których doświadczyłam z moim przyjacielem. Te wszystkie skoki przez rzeczki, wspinaczki na drzewa, spadanie z nich, bawienie się w nocy w agentów, kiedy nie było rodziców. Wszystko zaczynało się pojawiać niczym pełnometrażowy film, pozwalając mi całkowicie zapomnieć o ostatnich wydarzeniach. O gangu, o moim aktualnym chłopaku, o tych wszystkich wyścigach, imprezach i innych tego typu wydarzeniach. Nie miałam już dwudziestu trzech lat, a raptem jedenaście, dziesięć i coraz mniej. Wróciłam we wspomnieniach aż do pierwszego naszego spotkania, ponownie odtwarzając je sobie w głowie tego dnia. To było kojące i uspokajające. Wszystko przestało się dla mnie liczyć, poza Liamem i tym, że mieliśmy kilka godzin dla siebie. Mieliśmy mnóstwo minut na poznanie się od nowa, a ja nie miałam zamiaru z tego nie skorzystać.
Kiedy usłyszałam jak ktoś wchodzi do pokoju, wyrwałam się z transu. Odwróciłam się w stronę przybysza i niestety poślizgnęłam na jeszcze mokrej podłodze po zebraniu kanapek. Uderzyłam tyłkiem na ziemię, ale zamiast pomyśleć o bólu, po prostu parsknęłam śmiechem. Zawsze byłam niezdarna, ostatnio jakoś nie doświadczałam żadnych takich wpadek i czułam się tak, jakbym zaburzyła harmonię tradycji.
- Wygrzmocenie się było pierwszą rzeczą o jakiej pomyślałam przy naszym ponownym spotkaniu… – odezwałam się sarkastycznie, po czym znowu się roześmiałam i podniosłam na nogi. Od razu dotarł do mnie zapach, który bił od mężczyzny i mimowolnie uniosłam jeszcze wyżej kąciki swoich warg. – Twoja intuicja jak zawsze jest nieomylna. Wiedziałeś, których kosmetyków nie używać – skomentowałam, po czym ruszyłam żwawym krokiem w stronę wieży, którą momentalnie wyłączyłam. Następnie podeszłam do lustra na toaletce, rozczesałam włosy i pozwoliłam im swobodnie spływać po moich plecach. Dalej wróciłam na posłanie i poklepałam miejsce obok siebie, aby zachęcić Stylesa do zajęcia go. Później spojrzałam na niego i zaczęłam zastanawiać się nad tym, od czego zacząć wywiad. Od naszego ostatniego spotkania minęło jedenaście lat. Przez ten czas na pewno wiele się zmieniło w życiu każdego z nas i już nie znaliśmy się tak dobrze jak będąc tymi dwunastolatkami z wszystkich opowieści o idealnej przyjaźni. Nawet nie wiem ile to ja razy w taki sposób o nas myślałam i powtarzałam, że kiedyś na pewno nakręcą film na podstawie naszych przygód. Dla zabawy wymyślałam sobie scenariusz, zamieszczając w nim te ważniejsze wydarzenia z naszych wypadów, czyli praktycznie wszystko.
- Nie mam pojęcia od czego zacząć cię wypytywać… – zaczęłam dalej lustrując wzrokiem mężczyzny i starając się oszacować czy był sportowcem, czy właśnie wręcz przeciwnie. – Powiedz co się działo w twoim życiu od twojego wyjazdu. Czym się teraz interesujesz? Co masz na koncie? Jak bardzo latały za tobą dziewczyny w szkole? Czy ktoś się pojawił w twoim życiu? Jakaś dziewczyna? Albo może przez jakiś czas chłopak? – chciałam o nim dowiedzieć się jak najwięcej. Naprawdę mnie ciekawiło czy ma na koncie jakieś osiągnięcia, czy też ile miał dziewczyn. Czy może była jakaś ważna? Czy może sypiał z wszystkimi tylko po to, żeby zaspokoić swoje potrzeby? Wszystko mnie interesowało. Chciałam znowu być dziewczyną, która wie o nim najwięcej. Chciałam znowu móc przewidywać jego kolejne kroki, wybory i ruchy. Chciałam wiedzieć czego się spodziewać. Chciałam wiedzieć, kiedy się denerwował. Chciałam wiedzieć czy jakąś kobietę traktował w taki sam sposób jak mnie przez ostatnie kilka godzin. Czy ktoś go zranił? A jeśli tak to kto, żebym mogła pojechać do tej laski i się z nią pobić o to, że w taki sposób potraktowała mojego Liama. Interesowało mnie czy miał przyjaciół, a jak tak, to ilu. Mieliśmy całą noc na poznanie się na nowo i naprawdę tego pragnęłam. Tak silna więź jak ta, która nas łączyła nie mogła zostać zniszczona. Przecież nadal potrafiliśmy czytać z siebie nawzajem jak z otwartej księgi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 24 Paź 2015 - 16:13



Jakimś cudem udało mi się nie parsknąć śmiechem na widok Sky zaliczającej upadek. Zdecydowanie nie był zgrabny i pełen gracji ruch jakim zazwyczaj dziewczyna obdarowywała wpatrzonych w nią ludzi. Wciąż nie byłem w stanie nadziwić się temu jak niesamowicie atrakcyjna się stała i szczerze wątpiłem bym w najbliższym czasie zdołał się do tego przyzwyczaić. Obrzuciłem dziewczynę pełnym pożądania spojrzeniem. Nie mogłem doczekać się chwili, w której pozwolimy sobie na opuszczenie wszelkich granic i całkowite zatracenie się w sobie. Wiedziałem, że będzie to jedna z najbardziej niesamowitych chwil w moim życiu, może właśnie dlatego byłem gotów na nią czekać i nie rzucić się w tym momencie na Sky odzianą tylko w top i króciutkie szorty. Rany, ta dziewczyna doprowadzała mnie do istnego szaleństwa.
Chciałem ją zatrzymać i powiedzieć by nie wyłączała muzyki, zdążyła już jednak usiąść na łóżku i zapraszająco poklepać miejsce obok siebie. Obdarzyłem ją lekko kpiącym uśmieszkiem. Czy naprawdę sądziła, że zamierzałem spędzić całą noc nie wychodząc z jej pokoju ? Wyglądało na to, że przez te jedenaście lat dziewczyna stała się odrobinę naiwna lub zwyczajnie zapomniała w jaki sposób spędzaliśmy razem czas. Poczułem nieprzyjemny skurcz na myśl o tym. Nie chciałem by jakiekolwiek wspólne wspomnienie uciekło z umysłu Sky. Miałem nadzieję, że pamiętała wszystko równie mocno i wyraziście jak ja. Przez lata starałem się nie wracać do najcudowniejszych chwil w moim życiu. To zabawne w jaki sposób najpiękniejsze wspomnienia były w stanie zadać ból. Tęsknota do chwil, które miały już nigdy nie powrócić była wręcz obezwładniająca. W jakiś dziwny sposób łatwiej było mi myśleć o nieprzyjemnych doświadczeniach i cieszyć się z tego, że była to przeszłość. Dopiero teraz zaczynałem widzieć jak każdego dnia wykańczała mnie tęsknota za Sky, zabijało mnie życie z dala od niej, z dala od części siebie. Tak samo jak i ona, nie miałem pojęcia od czego zacząć ją wypytywać. Z drugiej jednak storny kryło się za tym coś jeszcze. Może zwyczajnie nie chciałem wiedzieć jak wielu facetów przemknęło przez życie mojej Sky ? Świadomość tego, że był ktoś poza mną doprowadzała mnie do furii, zdawało mi się, że dziewczyna to wyczuwała. Trudno było mi uwierzyć, że naprawdę chciała bym jej o tym wszystkim opowiedział. Spojrzałem na nią z niemym smutkiem w oczach.
-Opowiem ci o wszystkim, ale nie tutaj – powiedziałem podchodząc do dziewczyny i chwytając ją za ręce zmusiłem do wstania z łóżka –Wyglądasz nieziemsko, ale załóż tę bluzę, nie chcę żebyś zmarzła – powiedziałem rzucając w stronę dziewczyny szarą bluzę, w którą wcześniej była ubrana. Naciągnęła ją na siebie bez większych protestów. Wiedziałem, że na dworze było na tyle ciepło, że wyjście bez koszulki w niczym by mi nie przeszkadzało. Wziąć nie przyzwyczaiłem się do wysokich temperatów panujących w Bevery Hills. Złapałem dziewczynę za rękę i nie patrząc na wziąć siedzące na kanapie wpsółlokatorki dziewczyny, wyciągnąłem ją z mieszkania. Praktycznie zbiegliśmy po schodach w stronę mojego samochodu. Otworzyłem drzi od strony pasażera i powiedziałem Sky by zajęła miejsce. Tym razem wykazywałem się o wiele większą kulturą niż w chwili gdy w akcie desperacji zdecydowałem się porwać ją z zajęć.Teraz jednak nie byłem pewien czy faktycznie mogłem nazwać to decyzją. Zdecydowanie szybciej powiedziałbym, że zadziałał tu swojego rodzaju odruch, napędzany tęsknotą, której nie byłem w stanie już dłużej wytrzymać.
-Nie jestem pewien drogi... – powiedziałem wsiadając do samochodu. Odpaliłem auto próbując odtworzyć kiedyś tak dobrze znaną mi trasę. Wyjechaliśmy z osiedla kierując się w stronę szkoły, do której dawniej uczęszczaliśmy. Czułem, że w tej chwili Sky wiedziała już dokąd chciałem ją zabrać. Rzuciłem w jej stronę krótki uśmiech. Zastanawiałem się nad tym co jej opowiedzieć. To jasne, że przez jedenaście lat w moim życiu działo się naprawdę dużo, musiałem jednak przeanalizować co na tę chwilę mogłem powiedzieć Sky, a co powinienem zachować dla siebie. Zdecydowałem się nie opowiadać jej ani o Mii ani o Hope. Mieliśmy mnóstwo czasu na rozmowy, a zaczynanie opowieści od jednego z najtrudniejszych rozdziałów w moim życiu nie wydawało się być dobrym pomysłem. Nie miałem pojęcia jak Sky zareagowałaby dowiadując się o Mii i Hope, a także o tym, że w rzeczywistości i ja miałem za sobą przeszłość, z którą jeszcze się nie uporałem. Westchnąłem przejeżdżając obok budynku szkoły. Wolałem nie zajmować parkingu dla uczniów, zamiast tego stanąłem kawałek za naszą dawną szkołą. Spojrzałem na bydunek z uśmiechem błąkającym się po twarzy. Wyglądało na to, że placówka nadal funkcjonowała. Ciekaw byłem czy wciąż mógłbym spotkać tu dawnych nauczycieli. Nie byłem jednak pewien czy byłoby to udane spotkanie. Nie przepadałem za uczącymi mnie ludźmi, chyba jeszcze bardziej niż oni za mną. Wszelkie przejawy indywidualizmy bądź łobuzerstwa zazwyczaj były tłumione w szkołach. Sęk w tym, że ja i Sky byliśmy parką dość trudną do utemperowania. Spojrzałem na swoją przyjaciółkę po czym wysiadłem z auta i otworzyłem jej drzwi. Złapałem ją za rękę pomagając wysiąść z samochodu, nawet jeśli doskonale wiedziałem, że nie potrzebowała takiej pomocy. Trzymając jej dłoń kierowałem się za szkolne mury, gdzie miałem nadzieję znaleźć ścieżkę, którą tak często chodziliśmy.
-Chyba nie myślałaś, że przesiedzimy całą noc rozmawiając na twoim łożku – powiedziałem ze śmiechem –Chyba bym oszalał – dodałem odrobinę ciszej. Nie wiedziałem czy Sky zrozumiałaby przekaz, czułem jednak, że domyślała się jak trudno byłoby mi się opanować przez cały wieczór. Przyśpieszyłem kroku mocniej ściskając dziewczynę za rękę. Nie mogłem zetrzeć uśmiechu z twarzy, świadomość tego, że znowu szliśmy razem tą samą drogą wywoływała we mnie to czego tak bardzo brakowało mi przez ostatnie jedenaście lat – szczęście. Najzwyczajniej w świecie czułem się szczęśliwy.
Udało nam przedrzeć się przez zarośniętą ścieżkę. Nie zmieniło się to, wcześniej też musieliśmy walczyć z wysokimi trawami i krzewami. Zawsze jednak było warto, tak samo jak i teraz. Miejsce wyglądało jakby w ogóle się nie zmieniło. To samo ogromne drzewo, ta sama przywiązana do niego huśtawka, ten sam strumień, od którego bił lekki chłód. Jedyną niezaprzeczalną różnicą było to, że roślinność stała się bardziej bujna przez co polana wyglądała na dzikszą i mniej bezpieczną niż kiedy byliśmy dziećmi.
-Chciałaś zadać mi kilka pytań, tak? – powiedziałem powolnym krokiem zmierzając w stronę drzewa, które mimowolnie sprawiało, że ożywały we mnie wspomnienia. Nie mogłem nie przypomnieć sobie chwili, w której pierwszy raz pocałowałem Sky. Wspomnienie zdawało być się tak żywe, że niemal widziałem film w mojej głowie. Nie puszczając ręki dziewczyny obróciłem ją w moją stronę tak, że stała teraz tyłem do drzewa, zaledwie parę metrów od niego.
-Chyba mam deja vu – powiedziałem robiąc krok do przodu jednocześnie zmuszając Sky, żeby się cofnęła. Nie dałem jej chwili na złapanie oddechu, gdy tylko jej plecy styknęły się z drzewem chwyciłem ją w talii i nakryłem jej usta swoimi. Czułem się tak jakby tylko czekała na tę chwilę. Jedną ręką przyciągnąłem ją bliżej siebie, drugą dłoń natomiast schowałem w tylnej kieszeni jej spodni co tylko wzmocniło przechodzące przez moje ciało dreszcze. Rany, nie byłem w stanie się od niej oderwać, nawet jeśli naprawdę chciałem to zrobić, po prostu nie mogłem. Sky kompletnie mnie obezwładniała. Zebrałem w sobie całą swoją silną wolę i odsunąłem się od dziewczyny.
-No to pogadajmy, Weber – powiedziałem zmuszając się do puszczenia jej dłoni po czym usiadłem na trawie opierając się o drzewo. Może było to dziwne, ale z dokładnie pamiętałem pytanie, które zadała mi w mieszkaniu. A raczej kilka pytań. Miałem jej jednak tak wiele do powiedzenia, że kompletnie nie wiedziałem od czego zacząć. Jak my mieliśmy nadrobić cały ten stracony czas?
-Sky... – powiedziałem głosem, w którym niezaprzeczalnie brzmiała powaga –Naprawdę jesteś pewna, że chcesz słuchać o dziewczynach, które przewinęły się przez moje życie – spojrzałem na nią dość niepewnie. Nie, po prostu nie mogłem powiedzieć jej o Mii i Hope, najzwyczajniej w świecie nie potrafiłem, nie teraz. Nie chciałem psuć naszego pierwszego wspólnego wieczoru, który mogliśmy spędzić po tylu latach. Objąłem ramieniem dziewczynę, która najwyraźniej zdecydowała się usiąść obok mnie –Dziewczyny za mną latały, ale nie przypominam sobie, by któraś zakładała mój fun club – powiedziałem z lekką ironią w głosie. Możliwe, że Sky myślała, że nie miałem pojęcia o fun clubie, które stworzyły dziewczyny z naszej dawnej szkoły. Wiedziałem o tym, wolałem jednak udawać, że było inaczej i chełpić się tym w samotności.
-To, że grałem geja na zajęciach, nie daje ci prawa do sugerowania mi jakichś dziwnych upodobań – mruknąłem tym samym ucinając wszelkie dyskusje na temat jakichoklwiek odchyleń seksualnych z mojej strony –Za to miałem świetnego kumpla. Max, graliśmy razem w zespole. Dość poważnie zająłem się muzyką, ale to raczej nie powinno cię dziwić. Grywaliśmy na większości imprez, w knajpach, udało nam się nawet suportować kilka koncertów. Pewnie dalej byśmy grali, gdybym nie zdecydował się wyjechać... – urwałem zdając sobie sprawę z tego, że nadal nie powiedziałem Sky dlaczego tak właściwie postanowiłem wrócić. Nie chciałem mieć przed nią tajemnic, jednak nie mogłem jeszcze powiedzieć jej o wszystkim –Nie tylko ty wplątałaś się w lekkie konflikty z prawem. Wkręciłem się w nielegalne wyścigi samochodowe – powiedziałem czując, że dziewczyna wiedziała z czym to się wiązało. Poza samym ściganiem się robiliśmy wiele innych rzeczy, które znacznie wykraczały poza prawo.
-Pewnie zastanawiasz się dlaczego zdecydowałem się na aktorstwo... To wyszło jakoś samo z siebie, chyba po prostu potrzebowałem oderwać się od świata, w którym żyłem, a aktorstwo dawało mi taką możliwość. Kiedy okazało się, że dostałem się na studia, nawet nie myślałem nad tym by odrzucić propozycję. Potrzebowałem wyjazdu... Zacząłem poważnie kłocić się z kumplami, nie mogłem wytrzymać atmosfery panującej w domu i... – ... musiałem znaleźć Mię. O tym jednak nie mogłem powiedzieć Sky, jeszcze nie teraz. Nadal czułem się winny i odpowiedzialny za jej zniknięcie. Gdybym lepiej ją chronił, gdybym nie skupił się tak bardzo na swoich problemach, to by się nie stało.
-Jeśli naprawdę chcesz wiedzieć, ktoś pojawił się w moim życiu... – zacząłem czując, że tak naprawdę nie chciałem tłumić w sobie wszystkiego. Może nie mogłem całkiem otworzyć się przed Sky, miałem jednak możliwość powiedzenia jej więcej niż komukolwiek i co najważniejsze, chciałem z nią porozmawiać, właśnie z nią, z nikim innym –Miała na imię Hope. Poznaliśmy się na jednej z tych imprez, na które gówniarze za wszelką cenę próbują się wbić. Mieliśmy po jakieś piętnaście, szesnaście lat. Jakiś idiota wrzucił ją do basenu, zalał jej się telefon, nie miała jak wykonać telefonu do brata, który miał ją odebrać. W końcu mało, która siostra zna na pamięć numer własnego brata... Wyciągnałem ją z basenu, walnąłem tamtego kretyna i odprowadziłem ją do domu. Zrobiliśmy jakieś osiem kilometrów w środku nocy – na mojej twarzy zagościł lekki uśmiech –Tak to się zaczęło... Było w niej coś... Przypominała mi ciebie i właśnie to dawało mi nadzieję. Najwyraźniej jednak tylko ja czułem się w ten sposób, bo okazało się, że będąc ze mną, jednocześnie spotykała się z innym gościem. Dość dobrze go znałem i w zasadzie nigdy nie lubiłem. Możesz sobie wyobrazić jak wściekły byłem kiedy się dowiedziałem... – siliłem się na żartobliwy ton, wiedziałem jednak, że tym razem mi to nie wychodziło. W końcu byłem więcej niż wściekły. Czułem się całkowicie oszukany, zdradzony, straciłem zaufanie, straciłem nadzieję. A zaledwie chwilę potem straciłem też Mię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 24 Paź 2015 - 16:14




Uważnie obserwowałam Liama, kiedy sięgał po bluzę i nakładał mi ją przez głowę tak, jakbym była małym dzieckiem. Już nie wydawał się taki sam jak kilka godzin wcześniej. Kiedy pierwszy raz zobaczyłam go w sali i poznałam jego miano, był inny. Był zimniejszy, bardziej obojętny i zdawał się mieć tak naprawdę wszystkich w dupie. A zwłaszcza mnie. Ja z resztą tak samo się zachowywałam, jakby przyznanie się do znajomości z nim było zapisaniem się na śmierć. Teraz było inaczej. Znowu miał w swoich oczach ten opiekuńczy błysk. Ten sam, który mi pokazał przy kościele w deszczu, kiedy mieliśmy sześć lat. Ten sam, którym mnie obdarzył, kiedy oboje się rozchorowaliśmy (bardziej wtedy martwił się o mnie niż o siebie, ja miałam tak samo). Ten sam, którym mnie obdarzał za każdym razem, kiedy się przewróciłam i pytał czy nic sobie nie zrobiłam. Był cudowny przyjacielem, czułam się wtedy tak, jakbym miała starszego brata. Zawsze mogłam na nim się oprzeć, zawsze wspierał mnie, kiedy płakałam gdzieś w osamotnionym miejscu w szkole, gdy otrzymałam stopień niższy niż 4. Uśmiechał się, przytulał mnie i dodawał otuchy swoimi pokrzepiającymi słowami. Teraz zachowywał się tak samo. I chociaż gdyby robił to ktoś inny, to rzuciłabym się na niego z pyskiem, przy Stylesie mi to nie przeszkadzało. Uważałam go za swoją rodzinę, kochałam go całą sobą. Zawsze był dla mnie, nieważne w jakiej sytuacji. Zawsze był gotowy wskoczyć za mnie w ogień, bylebym tylko ja nie musiała tego robić.
- Myliłam się… – zaczęłam, kiedy ciągnął mnie po schodach w dół, nawet nie pozwalając zmienić materiałowych spodenek od pidżamy na zwykłe szorty. – Nie zmieniłeś się aż tak bardzo. Może trochę wydoroślałeś – dodałam, po czym mocniej zacisnęłam palce na jego dłoni i wsiadłam do samochodu. Nie musiałam długo się zastanawiać nad tym, gdzie się udawaliśmy. Wystarczyło mi jedno pytające spojrzenie w stronę mężczyzny i jego tak bardzo dobrze znany mi uśmiech. Dawno tam nie zaglądałam. Dawno nie byłam w naszym miejscu. Dawno nie byłam tam, gdzie skradł mi mój pierwszy i najlepszy pocałunek w życiu. Nie narzekam na te, którymi mnie obdarował w przeciągu ostatnich godzin. Wszystkie były tak piękne, że wryły mi się w pamięć, ale ten jeden, kiedy miałam raptem dwanaście lat i byłam niczego nieświadomą dziewczynką, najbardziej we mnie został. To był moment, w którym najszczersze i najgłębsze uczucia, które w sobie miałam, skierowałam na zawsze tylko na jedną osobę: na Liama. Tak jak wcześniej był częścią mojego serca, tak wtedy stał się jego większością.
Zaparkował kawałek od parkingu szkolnego i wysiedliśmy. Nic nie mówiłam od momentu opuszczenia mieszkania, bo nie wiedziałam co. Nadal trudno mi było uwierzyć w to, że to wszystko nie było tylko wizją, którą zdecydował się podesłać mi mój wredny i chamski umysł. Nadal miałam wrażenie, że w każdej chwili ten sen może się rozmyć, a ja obudzę się obok Derrena i znowu będzie to samo. Nie chciałam tego, nie chciałam znowu ograniczać się do tej gorszej odsłony mojej osobowości. Mogłam być lepszą osobą, nie musiałam zachowywać się tak, jakbym nafaszerowała się sosem tabasco. Mogłam być zarówno pewna siebie i budząca respekt, jak i miła oraz przyjacielska. Nie musiałam ograniczać się do bycia oziębłą oraz odstraszającą tylko dlatego, że tego wymagano od dziewczyny lidera gangu.
W końcu dotarliśmy na naszą polanę i wyglądała prawie tak samo, nie licząc większej ilości chaszczy. Sprawiało to trochę wrażenie niebezpiecznej i dzikiej łąki, od której lepiej było trzymać się z daleka. Pewnie pierwszym co bym zrobiła, byłoby zajęcie miejsca na huśtawce, ale Liam przycisnął mnie do drzewa i po raz kolejny pocałował. Mimowolnie mruknęłam, zarzuciłam mu ręce na kark i prawie rozpłynęłam się przez tę przyjemność. Boże, tak cudownym uczuciem było oddanie się chwili w objęciach Stylesa. Mogłabym tak tkwić w tym momencie przez wieki i wcale nie miałabym dość. To było moje miejsce, przy nim. On też o tym wiedział, od bardzo dawna. Prawdopodobnie od tego dnia, w którym nasze wargi złączyły się ze sobą po raz pierwszy.
Kiedy usiadłam obok niego, a on objął mnie ramieniem, ja oparłam głowę o jego bark i pozwoliłam sobie na kolejne chwile upojenia. Wrażenia dzisiejszego dnia nagle zniknęły, a ja mimowolnie ziewnęłam, zdając sobie sprawę z tego, że byłam naprawdę wykończona. Ta wczorajsza impreza, ucieczka ze szkoły, kłótnia, dyskusja, taniec…To wszystkie się tak stłoczyło, że kiedy tylko pozwoliłam sobie całkowicie rozluźnić ciało, rozumiałam jak bardzo zmęczona byłam. Ukryłam to jednak w sobie i uważnie słuchałam opowieści mężczyzny. A gdy usłyszałam zdanie na temat tego jak bardzo się wnerwił, kiedy dowiedział się o romansie Hope, musiałam mocno ugryź się w język, aby nie wyrzucić z siebie: „Zapewne równie mocno, co Derren, gdy dowie się, że mnie prawie przeleciałeś i całowałeś…”. Ostatnią rzeczą, której w tym momencie potrzebowaliśmy, to zniszczenia całej przyjemnej atmosfery jednym, idiotycznym spostrzeżeniem. Nie zasługiwaliśmy na to w tej chwili. Poza tym szybko wyleciało mi to z głowy, bo zapach, którym wyróżniał się Liam, mocno wbijał mi się w nozdrza. Nie był taki, jak wtedy, kiedy byliśmy dziećmi. Był ostrzejszy i mogłam powiedzieć jeszcze, że głębszy. Omamiał mnie na tyle, że jeszcze bardziej czułam zmęczenie.
- Ja się wpakowałam nie tylko w nielegalne wyścigi… – zaczęłam, zanim pomyślałam o tym, że może lepiej było nie wciągać Stylesa w kolejne tajemnice z mojego życia, ale już nie było odwrotu. Po tym co powiedziałam, i tak by nie dał spokoju. Drążyłby temat do momentu, w którym poznałby całą prawdę. – Także w handel informacjami, bronią, zarówno legalną jak i nielegalną oraz ochranianie biznesu pornograficznego… – wyrzuciłam z siebie cichszym głosem. Moje powieki były coraz cięższe. Ledwo byłam w stanie utrzymać otwarte oczy. Nadal jednak udawało mi się to, mimo bardzo sprzyjającej zapadnięcia w sen atmosferze. – Pewnie niedługo dojdą do tego narkotyki i dziwki… – zakończyłam już nie panując w ogóle nad swoimi słowami. Wyrzuciłam z siebie po prostu obawy, które tkwiły we mnie już od jakiegoś czasu. Mój aktualny chłopak był do tego zdolny, a ja miałam wrażenie, że po ostatnich wydarzeniach wcale nie będzie próbował się powstrzymać dla mnie. Pewnie już zastanawiał się nad tym, w jaki sposób dać mi jasno do zrozumienia, że nie pozwala sobie na takie traktowanie. – Liam… – już pozwoliłam swoim oczom się zamknąć, a ciału opaść na ramię chłopaka jeszcze bardziej rozluźnionemu. – …Przepraszam, ale jestem zmęczona. Za dużo się dzisiaj wydarzyło… – wtrąciłam jeszcze po chwili, zapewne jeszcze bardziej zaspanym głosem i kilka chwil później błądziłam gdzieś w krainie Morfeusza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 24 Paź 2015 - 16:23


Chłodny wiatr delikatnie pieścił moją nagą skórę. Przyjemnie było czuć lekki powiew, który pozwalał zapomnieć o nieziemsko wysokich temperaturach w Bevery Hills. Możliwe, że przesadzałem i najzwyczajniej w świecie nie byłem przyzwyczajony do innej pogody, niż ta panująca na terenie Seatlle. Niezaprzeczalnie jednak przyznać musiałem, że o wiele bardziej odpowiadały mi temperatury panujące tu w nocy. Nigdy nie przepadałem za gorącem, co zazwyczaj wydawało się dziwne ciepłolubnym ludziom. W zasadzie wszystko co nie łączyło się z ogólnie przyjętą opinią publiczną, wydawało się ludziom dziwne. W końcu posiadanie swojego zdania i kilku kropel indywidualności we krwi nie mogło spotkać się z aprobatą. Nie w dzisiejszym świecie. Oparłem głowę o drzewo wsłuchując się w senne słowa Sky. Przymknąłem oczy również czując powoli ogarniające mnie zmęczenie. Momentalnie jednak je otworzyłem, gdy dotarł do mnie sens wypowiedzi Sky.
Jej przynależność do gangu nie była zabawą. Chociaż tak cholernie ciężko było mi przyjąć to do wiadomości, życie mojej przyjaciółki było brudne, pełne ryzyka. Zapewne często wykraczała poza granice moralności. Nie rozumiałem dlaczego tak bardzo denerwowało mnie to, że maczała palce w tworzeniu biznesu pornograficznego. Zdawałem sobie sprawę z tego na czym polegał, wiedziałem co często kierowało dziewczynami chcącymi zarobić w ten sposób. Często były to jedne z ofiar okrutnego losu, a jak wiadomo, ludzie potrafili idealnie wykorzystać człowieka, który potrzebował pomocy, sposobu na przeżycie. Jak Sky mogła w podobny sposób żerować na ludzkim cierpieniu ? Spojrzałem na twarz dziewczyny, która zdążyła już zasnąć na moim ramieniu, wyczerpana obfitym we wrażenia dniem. W jej rysach nadal potrafiłem dostrzec moją przyjaciółkę z przed lat, widziałem w niej osobę, którą zdawałem się kochać, w tej chwili jednak dostrzegałem w niej coś innego. Czy naprawdę mogłem powiedzieć, że znałem Sky ? Czy po prostu miałem w pamięci obraz dziewczynki przeistaczającej się z dziecka w nastolatkę, dziewczyny, która kilka lat temu skradła mi serce. Chciałem czuć się tak jak dawniej, zbudować nową przyszłość na podstawie cudownej przeszłości, wiedziałem jednak, że nie działało to w ten sposób. Mimo wszystkiego co czuliśmy do siebie ze Sky, nie mogliśmy tworzyć czegokolwiek razem, nie teraz kiedy nawet nie wiedziałem kim naprawdę była moja przyjaciółka. Wypuściłem powietrze w rozpościerający się przede mną mrok. To był naprawdę ciężki dzień, sen nie był potrzebny tylko Sky, mi również by się przydał. W dodatku przez moją głowę znów zaczęły przebiegać myśli wymagające tego by je poukładać. Delikatnie wziąłem dziewczynę na ręce i pokierowałem się z nią w stronę mojego samochodu. Położyłem ją na siedzeniu pasażera zapinając jej pasy. Jeszcze tego mi brakowało, by przypadkiem wyleciała przez przednią szybę. Wszystko było już w wystarczającym stopniu popieprzone. Musiałem odpocząć, od dzisiejszych wrażeń, od myśli, od Sky. W tej chwili naprawdę wolałem zostać sam ze sobą.
Zaparkowałem pod mieszkaniem Sky, ponownie biorąc ją na ręce. Musiała być naprawdę cholernie zmęczona, skoro nie przebudziła się nawet na moment. W zasadzie nie mogłem się dziwić, sam też miałem już dość, potrzebowałem porządnej dawki snu. Drzwi po raz drugi otworzyła mi brązowowłosa współlokatorka Sky. Obrzuciła zdziwionym spojrzeniem zarówno mnie jak i śpiącą na moich rękach dziewczynę.
-Rany... co ty jej zrobiłeś? – spytała głosem, w którym brzmiało zaskoczenie bądź podziw. Byłem zbyt zmęczony, by móc to rozróżnić, więc po prostu uśmiechnąłem się do młodej kobiety i skierowałem do pokoju Sky. Nie zawracałem sobie głowy zapalaniem światła, po prostu położyłem dziewczynę na łożku i nakryłem ją kołdrą. Doskonale pamiętałem jak prosiła mnie bym został z nią tej nocy, miałem w pamięci wszystkie słowa jakie padły dzisiejszego wieczoru. Wiedziałem też, że były one prawdą, która miała się ziścić. Nie miałem jednak najniejszego pojęcia kiedy. Nie byłbym w stanie położyć się i zasnąć obok tej po części obcej dla mnie Sky. Nie dzisiaj. Musiałem stąd wyjść i zaczerpnąć trochę powietrza, zdecydowanie zasmakowałem dziś zbyt wielu emocji. Cichym krokiem skierowałem się w stronę salonu, nie chciałem obudzić Sky, wolałem by nie próbowała mnie zatrzymywać. Nie wiedziałem w jaki sposób miałbym wytłumaczyć jej moją nagłą potrzebę powrotu do domu. Delikatnie zamknąłem drzwi do jej pokoju, gotów do opuszczenia mieszkania i pojechania do siebie.
-Nie zostajesz na noc? – odwróciłem się słysząc za sobą delikatny głos należący do Raven. Dziewczyna miała na sobie krótkie materiałowe szorty i obcisły top na ramiączkach. Domyśliłem się, że była to jakaś nowa moda na kobiece piżamy.
-A co, potrzebujesz dziś towarzystwa? – spytałem nie odmawiając sobie objęcia jej drobnego ciała wzrokiem. Byłem zbyt zmęczony by powstrzymać ironiczny uśmiech, gdy jej twarz pokryła się rumieńcem –Innym razem kruszynko, na dzisiaj mam dość wrażeń – powiedziałem i nie oglądając się za siebie opuściłem mieszkanie.
___________________________________________________________________

Siedziałem w kawiarni podlegającej pod uczelnię i ze stoickim spokojem napawałem się smakiem kawy z lekko orzechową nutą. Przy okazji odczytywałem już o wiele mniej stoickie sms-y, którymi od wczoraj zawalona była moja skrzynka. Znalazłem kilka wiadomości od Maxa, który koniecznie chciał ze mną porozmawiać, w dodatku zdawał się być wkurzony za moje wcześniejsze zachowanie, którego najwyraźniej nie był w stanie samodzielnie sobie wytłumaczyć. Drugą osobą pod względem zdenerwowania była Layila. Zdążyła wysłać mi trzy wiadomości dotyczące tego jak głupie było opuszczanie zajęć na początku semestru, jedną na temat tego, że powinienem włączyć TELEFON, bo nie może się do mnie dodzwonić oraz kolejną – o dziwo spokojnieszą – w której wspominała o jakiejś pracy w zespołach, którą przydzieliła nam profesor Delaney.
Najbardziej zdenerwowana była jednak Sheila. Kompletnie zapomniałem o tym, że mieliśmy się spotkać. Kayle miał wytłumaczyć mi zasady dotyczące mojego przystąpienia do ich gangu. Nadal nie byłem pewien czy uważałem to za dobry pomysł, w końcu nie przyjechałem tu by pakować się w problemy z prawem.
-Jeśli Derren cię nie zabiję, to ja to zrobię – powoli odwróciłem głowę znad telefonu, nie zdążyłem jeszcze odczytać wszystkich wiadomości.
-Sheila, cześć. Wczorajsze spotkanie wyleciało mi z głowy, sorry. Przełożymy to na dzisiejszy wieczór? Byłem wczoraj trochę zajęty – powiedziałem upijając łyk kawy. Dziewczyna wydawała się być wściekła i jednocześnie zaskoczona moją obojętną postawą –Dosiądziesz się ? Mamy dobre dwadzieścia minut do zajęć – zaproponowałem upijając kolejny łyk. Sheila zajęła krzesło obok.
-Liam, byliśmy umówieni, to było ważne spotkanie. Nie możesz tak po prostu mieć tego gdzieś, jeśli chcesz być jednym z nas, powinieneś przestrzegać pewnych zasad... – w tym był problem, ani razu nie powiedziałem, że chciałem być jednym z nich.
-Dzisiaj ? Po zajęciach ? Pasuje? – powiedziałem nawet nie czekając na jej odpowiedź, zabrałem swój kubek po czym nieśpiesznym krokiem udałem się w stronę sali, w której miały odbyć się dzisiejsze zajęcia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 24 Paź 2015 - 16:25




Nawet nie wiem, kiedy sen mnie tak zmorzył, że całkowicie zapomniałam o pobycie na zewnątrz. Wiatr wydawał mi się w tym momencie być kołysanką. Przyjemną i spokojną piosenką, która poprowadziła mnie prosto w objęcia Morfeusza. Ścieżka nie była ani trudna, ani długa. W zasadzie ledwie co znalazłam się na krawędzi, a już po chwili pływałam w głębinie. Nie próbowałam się wydostać i po prostu ruszyłam z nurtem. Ten dzień był bogaty w takie zwroty wydarzeń, że miałam całkowity chaos w głowie. Porwanie z zajęć, kłótnia z Derrenem, rozmowa z Liamem i poznanie prawdy na temat jego uczuć. Po jego wyjeździe byłam pewna, że przy kolejnym naszym spotkaniu będziemy wrogami. Na początku tak było i się ignorowaliśmy, ale potem to się zmieniło. Potem się okazało, że nadal mu na mnie zależy, a mi na nim. On nadal był podobny do siebie sprzed kilkunastu lat, ale co ze mną? Czy ja miałam w sobie jeszcze trochę starej Sky? Czy nadal miałam w sobie tę małą dziewczynkę, która potrzebowała opieki swojego przyjaciela? Czy w ogóle byłam w stanie wrócić do dawnej swojej odsłony? I, co najważniejsze, czy ja chciałam znowu stać się tamtą dziewczynką? Przy Stylesie myślałam, że tak właśnie chciałam, ale może ja po prostu starałam się pokazać, że jeszcze mogę być taka, jak kiedyś, żeby mnie znowu nie zostawił? Czy to nie był przypadkiem akt desperacji mojego serca? Byłam naprawdę rozdarta i nie wiedziałam czego chce. Z jednej strony chciałam mieć obok siebie Liama, przy którym byłam swoją lepszą wersją. Z drugiej chciałam dalej tkwić przy Derrenie, bo zrobił ze mnie taką osobę, jaką zawsze chciałam być: silną, pewną siebie, nie mającą żadnych kompleksów i czującą się dobrze, kiedy inni spoglądali na mnie ze strachem. Ja naprawdę nie wiedziała, czego ja pragnęłam. Po kilku godzinach, w których byłam i jedną, i drugą osobą, nie mogłam stwierdzić, która mi się tak naprawdę podobała.

Obudziła mnie Claire, która najwidoczniej musiała wcześniej iść do pracy. Całkowicie zapomniałam ustawić sobie normalny budzik po tym, jak wyłączyłam telefon i o mały włos a spóźniłabym się na zajęcia. Musiałam szybko się umyć, pomalować i ubrać w pierwsze lepsze rzeczy. Wybór padł na luźną bluzkę z wielkim rozcięciem po bokach, sięgającym praktycznie samych bioder. Pod nim miałam tylko czarny stanik, który nie był za bardzo ukrywany przez t-shirt, ale nie obchodziło mnie to. Dodałam do tego krótkie, szare i poszarpane na końcach szorty oraz czarne szpilki, które zamiast pełnego wcięcia, miały kilkanaście pasków idących od czubka, aż po sam koniec, oraz zapinane na zamek z tyłu na piętach. Włosy upięłam w wysoki koński ogon i na wierzch zarzuciłam skórzaną kurtkę. Byłam mocno zawiedziona tym, że nie było obok mnie Liama. Miałam pewność, że nie zrobił tego o co go poprosiłam i to był chyba pierwszy raz, kiedy coś takiego miało miejsce. W dzieciństwie nie potrafił mi czegoś odmówić. Pokazało mi to, że jednak w jakiś sposób się zmienił, a jeśli to było podobnie do mnie, to nie było pozytywne.
Poprawiłam jeszcze raz makijaż, zapakowałam do szarawej torebki wszystkie potrzebne mi rzeczy, oplotłam się perfumami i ruszyłam na parking pod blokiem, gdzie stał mój motor. Schowałam do bagażnika wszystko co miałam, zapięłam skórzaną kurtkę, nałożyłam na głowę kask i ruszyłam do szkoły. Znalazłam się tam w niedługim czasie, zaparkowałam na swoim stałym miejscu, ogarnęłam się i ruszyłam w stronę kawiarni będącej częścią uczelni. Chciałam zjeść śniadanie, ale całkowicie mi odebrało apetyt, kiedy dostrzegłam w oknie, że mój przyjaciel siedział z Shailą. Już wiedziałam dlaczego ją kojarzyłam. Była częścią Lunatyków, którzy cały czas starali nam się odbić tereny i przejąć nasz biznes. Przyglądanie się jej, każdemu jej ruchu, powadze…To wszystko pokazało mi, jaki miała cel i wcale mi się to nie spodobało. Oparłam się więc o ścianę kawałek dalej, tak aby Liam mnie nie dostrzegł i kiedy zauważyłam, że wychodzi, pociągnęłam ją za sobą.
- Co ty wyprawiasz?! – warknęłam na nią, brzmiąc o wiele groźniej niż miałam taki zamiar.
- Idę na zajęcia… - odpowiedziała tak, jakby nie miała pojęcia o co mi chodzi, a ja jeszcze bardziej się wściekłam.
- Nie próbuj wciągać Liama w to życie! Ostrzegam cię.
- Derren cię wysłał? No doprawdy, Liam stanął w twojej obronie, a ty dalej słuchasz lidera.
- Nikt mnie nie wysłał, ale znam Liama. Nie wplątuj go w swój gang.
- Bo co? Co mi możesz zrobić?
- Już ty bardzo dobrze wiesz co. Nie pogrywaj ze mną, wiesz że ja nie daję sobie w kaszę dmuchać.
- Oj tak, widać to po tym jak biegasz za Derrenem niczym rzep na psim ogonie za stworzeniem – nie opanowałam się i moja zaciśnięta pięść trafiła idealnie w lewy policzek dziewczyny. Nie wydawała się być zaskoczona, a coś w jej wzroku pokazywało mi, że udało jej się zyskać taki efekt, jakiego oczekiwała.
- Trzymaj się od niego z daleka, bo gorzko tego pożałujesz! – warknęłam ostrym tonem, po czym ruszyłam do sali na zajęcia. Kiedy miałam właśnie przekroczyć próg pomieszczenia, zatrzymała mnie pani Delaney z bardzo niezadowoloną miną.
- Moja panno… - odezwała się tupiąc o posadzkę stopami ze zniecierpliwieniem. – Twoja wczorajsza ucieczka z zajęć, musi zostać…
- Ukarana? – spytałam i spojrzałam na nią zimnym wzrokiem, po czym parsknęłam śmiechem w jej stronę całkiem zapominając, że miałam robić dobre pierwsze wrażenie. – To jest akademia, szkoła wyższa, studia…Tutaj frekwencja nie jest ważna. Tutaj liczą się stopnie i podejście do nauki – wyjaśniłam, czując że brew mi drga w równym stopniu, co nogi kobiety.
- Jesteś bezczelna. Zrobiłaś na mnie naprawdę dobre wrażenie, a teraz okazuje się, że to tylko gra pozorów. Aktorstwo…Tak, jesteś do tego idealna. Ale czy jesteś idealna do koegzystencji i bycia szanowaną?
- Słucham? Czy pani właśnie podważa moją reputację?
- Tak, właśnie to robię. Od początku wiedziałam, że należysz do Białych Kruków i masz powiązania z Derrenem. Sądziłam jednak, że jesteś o wiele lepsza od tej bandy zdziczałych zwierząt. Najwidoczniej się myliłam.
- Jeszcze jedno słowo… – zdecydowanie przegięłam pałkę, ale widok Shaily, która próbuje wkręcić Liama do Lunatyków, do świata, od którego miałam zamiar uciec mnie mocno wytrącił z równowagi. Dyskusja z nią także, a teraz jeszcze jakaś głupia profesorka dolewa oliwy do ognia.
- Jeszcze jedno słowo i wylecisz z akademii – tym mnie całkowicie zamknęła. Aktorstwo było moim marzeniem od dziecka, a teraz jakaś głupia szmata próbuje mi to odebrać. Gdybym nie była w miejscu publicznym to bym się na nią rzuciła, ale teraz wiedziałam, że to nie jest najlepszy pomysł. Nie chciałam stracić swojej szansy, wystarczyło że straciłam ją w kwestii odzyskania swojego przyjaciela. – Jutro pod tym adresem będzie potrzeba kelnerek. Masz się tam zjawić i odpracować wczorajszą ucieczkę z zajęć, a ja może udam, że to nie miało miejsca. Ani ten wypad z zajęć, ani aktualna rozmowa. Masz duże szanse zostać dobrą aktorką, nie zaprzepaść tego przez swoje powiązania z gangiem – wcisnęła mi ulotkę w dłonie, a ja mimowolnie zdębiałam. Kusiło mnie, żeby odmówić i olać, ale wiedziałam, że ta pani nie żartowała. Schowałam więc papierek do torebki, weszłam do sali i zajęłam swoje miejsce przy oknie. Następnie wyciągnęłam telefon, włączyłam go i niechętnie zaczęłam odczytywać wiadomość od Derrena oraz innych członków Białych Kruków. Każdy pytał mnie, co ja odwalam. Niektórzy zwracali uwagę, że nie powinnam się tak zachowywać w stosunku do ich lidera, ale inni gratulowali mi odwagi. Mój chłopak natomiast wysłał mi najwięcej wiadomości, domagając się wyjaśnienia tej bezczelności. Zignorowałam go. Ostatnią rzeczą, którą chciałam teraz zrobić była dyskusja z tym zadufanym w sobie, porywczym potworem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 25 Paź 2015 - 15:03



Profesor Delaney nie musiała mówić nawet słowa. Wystarczyło jedno spojrzenie jakim obdarzyła mnie po wejściu do sali, bym wiedział, że wczoraj poważnie jej się naraziłem, a mój brak dyscypliny nie zrobił na niej pozytywnego wrażenia. Co dziwniejsze, w ogóle się tym nie przejąłem. Nigdy nie zależało mi na tym, by nauczyciele mieli dobre zdanie na mój temat. Alice Delaney miała okazję przekonać się o moich umiejętnościach aktorskich, to je miałem zaprezentować i wiedziałem, że zrobiłem to tak jak powinienem. Reszta mnie nie obchodziła. Miałem dziwne wrażenie, że profesor przejrzała moją postawę i zdawała sobie sprawę z mojego podejścia. Minąłem kobietę i usiadłem obok Layili, która punktualnie była już na swoim miejscu. Czyżby była kolejną osobą, która była dzisiaj na mnie wkurzona ?
-Co tam Liam ? Dzisiaj też masz zamiar uciec z zajęć? – spytała ociekającym ironią głosem. Zetknąłem się z oparciem siedzenia, udająć, że poważnie zastanawiam się nad jej pytaniem.
-Wiesz, to zależy od wielu czynników. Ale wydaje mi się, że dzisiaj nie mam ochoty na tak szybkie rezygnowanie z twojego towarzystwa – dziewczyna wywróciła oczami po czym spojrzała na mnie z rezygnacją.
-Nie jestem pewna czy chcę pytać o co chodzi. Nawet nie wiem czy byś mi odpowiedział... – odwróciłem wzrok od dziewczyny i popatrzyłem w stronę wejścia do sali.
-Pewnie nie – odparłem krótko uznając naszą rozmowę za zakończoną. Naprawdę nie widziałem powodu by zwierzać się Layili, nie potrzebowałem tego. Potrafiłem samodzielnie poukładać sobie w głowie i dać radę z myślami. Byłem wyspany, zrelaksowany, znowu czułem to błogie zobojętnienie, które towarzyszyło mi przez ostatnie kilkanaście lat życia. Nie myślałem o wczorajszym wieczorze, tak jakby na dobrą sprawę nie miał on większego znaczenia. Czy naprawdę tak było ? Najgorsze było to, że nie wiedziałem, pierwszy raz od dawna nie byłem czegoś pewien. W tej chwili miałem wrażenie, że byłem zupełnie inną osobą niż wczorajszego dnia. Emocje opadły, niezrozumiałe uczucia nie przejmowały już nade mną kontroli, byłem opanowany, taki jaki powinienem być. Czy naprawdę chciałem pozwolić na to by Sky wyprowadzała mnie z tego stanu i burzyła harmonię, którą sobie wypracowałem ? W tej chwili nie byłem pewien czy była tego warta. Nie chciałem jednak znowu się nad tym zastanawiać, nie teraz. Wolałem skupić się na zajęciach i fakcie, że Sheila miała zamiar wkręcić mnie do swojego gangu. W zasadzie mogłoby być to całkiem interesujące. Lubiłem gdy moje życie przybierało szybkie tempo, pozwalało mi to czuć, że korzystałem z niego w pełni, a w końcu to było najważniejsze. Naprawdę niewiele osób potrafiło żyć, sam jednak często miałem wrażenie, że opanowałem tę umiejętność. Wczorajszy dzień jednak na tyle namącił mi w głowie, że w każdą sferę mojego myślenia wkradł się ślad niepewności. Sky, do jasnej cholery, coś ty narobiła... Nie wiedziałem czy miałem obwiniać ją, czy siebie za to, że pozwoliłem jej namieszać sobie w głowie.
-Wspominałaś coś o jakimś zadaniu grupowym. O co chodziło? – zwróciłem się do Layili korzystając z tego, że mieliśmy jeszcze trochę czasu do rozpoczęcia zajęć.
-Mamy do wyreżyserowania krótki filmik. Wygląda na to, że będziemy musieli poświęcić na to sporo czasu po zajęciach. Musimy dogadać się co do tematu, podziału ról i stworzyć mini scenariusz. Jesteś w grupie ze mną, dziewczyną, z którą wczoraj urwaliście się z zajęć i Sebastianem. Chyba go nie znasz. Wydaje się być w porządku, zaproponował żebyśmy wpadli do niego w piątek i zrobili małą burzę mózgów. Potem was poznam, będziecie mogli się dogadać – odpowiedziała na moje pytanie znudzonym głosem. Praca w grupach, tak ? Nigdy za tym nie przepadałem, odkąd pamiętam wolałem pracować samodzielnie, nie lubiłem kiedy ktoś próbował ingerować w moje koncepcje. Wyglądało też na to, że mieliśmy spędzić ze Sky więcej czasu razem, niż się spodziewałem. Zastanawiałem się czy sposób w jaki pani Delaney kompletowała zespoły był przypadkowy.
-Moi drodzy, zajmijcie miejsca i proszę o ciszę! – głos profesor rozbrzmiał po sali, ucinając tym samym wszystkie rozmowy. Musiałem przegapić moment, w którym Sky weszła na zajęcia. Wiedziałem, że wystarczyło się odwrócić bym mógł się przekonać czy była obecna, jednak tego nie zrobiłem. Nie chciałem by jej widok ponownie namieszał mi w głowie, miałem w niej wystarczający nieporządek –Na dzisiaj zaplanowałam pewne ćwiczenia, mam nadzieję, że będą na tyle ciekawe, że żadne z was nie zdecyduje się wybiec z sali – zdawało mi się, że przy tym zdaniu, profesor obdarzyła mnie przelotnym spojrzeniem –Dobierzcie się w pary – oczywistym było dla mnie to, że będę pracował z Layilą, zdążyłem już się do niej przyzwyczaić. Delaney jednak pokrzyżowała moje plany.
-Macie pracować z osobą, z którą jeszcze nie przeprowadzaliście żadnego zadania! – zacząłem rozglądać się po sali. Przelotnie pomyślałem o tym, że nie miałem jeszcze okazji pracować ze Sky, szybko jednak pozbyłem się tej myśli. Mój wzrok padł na drobną, szczupłą dziewczynę o kasztanowych włosach.
-Cześć – powiedziałem podchodząc do niej –Ty i ja, co ty na to? – rzuciłem nie wiedzieć czemu wywołując uśmiech na twarzy dziewczyny.
-Nie mam nic przeciwko. O ile nagle nie postanowisz dać sobie spokój z zajęciami – powiedziała na co nie mogłem powstrzymać się od wywrócenia oczami.
-Och, daj spokój, robicie z tego jakąś aferę. Jestem Liam, a ty ? – domyślałem się, że dziewczyna znała moje imię, wypadało jednak się przedstawić.
-Natalie – odparła z uśmiechem – Nie denerwuj się tak, wygląda na to, że ty i twoja koleżanka staliście się gwiazdami, wszyscy mówią o tym co się wczoraj stało. Umiecie narobić wokół siebie zamieszania, to chyba dobre dla aktora? – tym razem udało mi się nie przewrócić oczami. Gdyby nie to, że Natalie od razu wydawała się być charyzmatyczna, pewnie byłaby denerwująca. Wyglądała na osobę, która nie przejmowała się opinią innych, mówiła to co chciała powiedzieć. Cecha godna podziwu, a jednocześnie potrafiąca wyprowadzić z równowagi.
-Wszyscy mają już parę? – spytała profesor Delaney swoim donośnym głosem. Rozejrzała się wypatrując kogoś kto został sam, najwidoczniej jednak nie znalazła takiej osoby, gdyż przeszła do objaśniania nam szczegółów zadania –Dostaniecie do opracowania pewną emocję. Musicie ją przedstawić, za pomocą gestów, ruchów, mimiki, możecie wpleść w to elementy tańca. Oczekuję kreatywności! – powiedziała po czym zaczęła podchodzić do poszczególnych par i wręczać im niewielkie karteczki, na których wylosowane były dane emocje. Zadanie wydawało mi się być całkiem ciekawe, wiele jednak zależało od tego co mieliśmy wylosować. Profesor podeszła do nas, pozwoliłem Natalie wybrać kartkę. Patrząc na panią Delaney zrozumiałem, że będę musiał naprawdę się postarać, żeby przestała rzucać mi tak wściekłe spojrzenia.
-Co tam masz? – spytałem podchodząc bliżej Natalie.
-Namiętność – przeczytała wywołująć tym lekki uśmiech na mojej twarzy.
-Mam nadzieję, że nie jesteś wstydliwa – powiedziałem omiatając jej ciało wzrokiem.
-Nie jestem, ale mam pewne granice! – odparła podniesionym głosem. Zaśmiałem się kręcąc głową.
-Nie martw się, nie mam zamiaru przelecieć cię na oczach wszystkich studentów – powiedziałem, specjalnie podkreślając ostatnie cztery słowa. Dziewczyna nerwowo odgarnęła włosy opadające na twarz. Wyglądało na to, że przypadkowo udało mi się pozbawić ją pewności siebie. Nie miałem z tego powodu wyrzutów sumienia.
Dzisiejsze zadanie nie wymagało wychodzenia na środek i prezentowania się przed całą grupą. Wiedziałem jednak, że pani Delaney będzie nas obserwować, a studenci rzucać na siebie mniej lub bardziej ukradkowe spojrzenia. Zrobiłem pewny krok w stronę dziewczyny.
-Zaczynamy? – spytałem. Naprawdę w tej chwili wyglądała, jakby to ona miała dziś ochotę na ucieczkę z zajęć. Kiwnęła jednak głową, zignorowałem to, że gest ten nie wydał mi się specjalnie przekonywujący, tak samo jak zignorowałem myśl o tym, że opracowywanie tego zadania ze Sky zapewne byłoby bardziej efektywne. No nie, musiałem udowodnić sam sobie, że wcale tak nie było. Spojrzałem na Natalie wyzywającym spojrzeniem po czym złapałem jej dłoń, by przyciągnąć ją do siebie. Momentalnie przypomniałem sobie lekcje tańca, w których brałem kiedyś udział, miałem w głowie obraz namiętnego tanga, dość szybko zdecydowałem się wpleść to w nasze ćwiczenie.
-Umiesz tańczyć? – dziewczyna tylko skinęła głową, nie potrzebowałem większej zachęty. Rozpoczęliśmy grę idealnie synchornizując swoje ciała, które zdawały się przyciągać siebie nawzajem. Elementy tańca dopełniały całości. Przyciągałem Natalie do siebie tak jakby szczytem moich pragnień było dotknięcie jej ciała, możwliość zetknięcia się z nią. W chwili, gdy była już blisko odchodziła próbując się wycofać, bądź sam ją odpychałem. Czułem się jakby dochodziła do mnie jakaś muzyka, mimo, że w sali nie było słychać niczego poza pracującymi uczniami. Wyglądało na to, że dziewycznie puściły hamulce, zapomniała o ewentulanym wstydzie i skupiła się na zadaniu, pozwalając mu się porwać. Czułem się dokładnie tak samo, co odrobinę mnie dziwiło. Podobał mi się sposób w jaki Natalie oplatała moje ciało oraz jej pełne gracji taneczne ruchy. Czułem jak jej długie włosy co jakiś czas muskały moją skórę. Dziewczyna uśmiechnęła się figlarnie, gdy nasze twarze znalazły się zaledwie parę centymetrów od siebie. Mimowolnie odpowiedziałem na to takim samym uśmiechem. Nie żałowałem, że to właśnie ją wybrałem do zadania. Wiedziałem też, że nie będę żałować, jeśli w najbliższym czasie zdecyduję się z nią umówić. Odchyliłem głowę napotykając wzork profesor Delaney. Lekki uśmiech zagościł na jej twarzy, była to miła odmiana od pełnych wściekłości spojrzeń na jakie byłem dziś narażony.
Musieliśmy w jakiś sposób zakończyć występ, złapałem dziewczynę w talii unosząc ją kawałek nad ziemią, poczułem jak jej włosy spadają mi na twarz. Opuściłem ją na ziemię czując jej dłonie na swoich ramionach. Przytrzymałem ją mocniej, gdy obydwoje uznaliśmy ćwiczenie za zakończone, tym samym nie pozwalając jej jeszcze odejść. Odgarnąłem włosy, które niesfornie opadły jej na twarz.
-Z tego co widziałem mamy tu dostępne zajęcia taneczne. Ty i ja, co ty na to? – powiedziałem celowo powtarzając słowa, którymi obdarzyłem dzisiaj dziewczynę.
-Nie mam nic przeciwko – odparła. Puściłem dziewczynę po czym odsunąłem się od niej o krok. Niektóre pary jeszcze pracowały, zacząłem więc rozglądać się po sali i przyglądać pracy innych, zanim profesor uraczyłaby nas kolejnym zadaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 25 Paź 2015 - 16:41




Nerwowo stukałam paznokciami o blat biurka, ignorując ciągłe wibracje telefonu. Każda kolejna podwyższała poziom irytacji, który i tak już wskoczył na czerwone pole. Starałam się jakoś uspokoić i opanować. Starałam się nie myśleć o tym, że Liam pierwszy raz nie spełnił mojej prośby. Starałam się nie rzucać wszystkim nieprzyjemnego spojrzenia, ale kiedy myślałam o tym, że ta perfidna suka próbuje zaciągnąć mojego byłego przyjaciela do gangu, to nie działało! Nie byłam w stanie się ogarnąć, chciałam wszystkich porozrywać na strzępy. Chciałam rozerwać żyletką czy jakąkolwiek inną bronią twarz Shaili. Byłam świadoma tego, że rzucała mi wywyższające się spojrzenie. Jakby jedynym czego pragnęła to wyprowadzić mnie AŻ tak z równowagi. Naprawdę dziwiło mnie, że jeszcze nie rzuciła się do kogoś z płaczem i nie zaczęła mówić, że ją brutalnie oraz bezpodstawnie zaatakowałam przed zajęciami. Tego się po niej spodziewałam, więc miałam dziwne wrażenie, że to dopiero pierwszy etap jej planu: „Pokażę, że Sky Weber jest równie niebezpieczną szują co jej chłopak”. Boże, jak mnie korciło, żeby bez względu na konsekwencję, rzucić się na nią. Musiałam coś zrobić, musiałam się wyżyć, a uciec z zajęć nie mogłam po raz drugi. Musiałam czekać aż wszystkie się skończą, żeby ruszyć gdzieś, gdzie mogłabym dać upust swojej furii. Wczoraj wieczorem byłam głupia. Myślałam, że powiedzenie prawdy Liamowi coś zmieni, że się uspokoję. Myliłam się. Wydawał się w ogóle na mnie nie zwracać uwagi. Zupełnie tak, jakby to, co działo się kilkanaście godzin temu, było tylko głupim, nie mającym szansy na spełnienie marzeniem. Sny odzwierciedlają pragnienia, to mogło tym być. Ale wydawało się to takie prawdziwe. To nie mogło być jedynie wymysłem mojej podświadomości.
- Chyba zostałyśmy tylko my dwie… - czyjś głos wyrwał mnie z moich myśli i wcale nie spodobało mi się to, do kogo on należał. Shaila była ostatnią osobą, z którą chciałam współpracować. Rozejrzałam się więc dookoła, poszukując kogoś innego, ale niestety wszyscy już byli pozajmowani.
- Zajmijmy się tym jak najszybciej. Wolałabym się wykąpać w rzece pełnej śmiercionośnej trucizny niż przebywać w twoim towarzystwie dłużej niż to konieczne – warknęłam do niej, po czym pozwoliłam sobie samej wylosować karteczkę z emocją. Mogliby w ramach zajęć załatwić nam jakiś trening walki. W tym momencie bardzo przydałoby mi się coś takiego.
- Co mamy? – spytała dziewczyna najwidoczniej też nie za bardzo zadowolona z naszej współpracy. Odwróciłam więc w jej stronę karteczkę, na której był napis: „Nienawiść”. – To nie będzie trudne… - skwitowała, a ja w tym czasie zwinęłam papier w kulkę i rzuciłam w stronę kosza na śmieci, trafiając w niego bez żadnych problemów. Chwilę później atmosfera pomiędzy nami stężała. Obie zmrużyłyśmy oczy i jak na zawołanie zaczęłyśmy ciskać w siebie nawzajem niemymi wyzwiskami. Z każdą sekundą były one coraz śmieszniejsze, ale jednocześnie godzące nas prosto w serce i dumę. Gdyby coś takiego było możliwe, to pomiędzy nami by się w tym momencie pojawiły pioruny. Przelatywałyby ode mnie do niej i z powrotem, niczym w tych wszystkich kreskówkach.
Oderwałyśmy się od siebie, kiedy dało się słyszeć pomruki w sali. Mimowolnie podążyłam wzrokiem za wszystkimi i to był mój błąd. Niemal od razu wściekłość we mnie wezbrała tak, jakbym była wulkanem, który w tym momencie przygotowywał się do potężnego wybuchu. Obie dłonie zacisnęłam w pięści, oczy zmrużyłam i wargę bardzo mocno przygryzłem, obserwując jak Liam tańczy z obcą dziewczyną i zachowuje się tak, jakby miał w nosie moje uczucia. Odniosłam wrażenie, że od wczoraj się mną bawił. Zupełnie tak, jakby chciał jak najbardziej mi dopiec. Najpierw był obojętny, potem ciepły, potem troskliwy, seksowny, aż w końcu zniknął, pokazując mi swoją oziębłość. Prosiłam go, żeby ze mną został na noc. Obiecał mnie nigdy więcej nie opuścić, a właśnie teraz to robił. Traktował jak powietrze, jak kurz, który trzeba zamieść.
- Czyżbyś chciała być na jej miejscu? – usłyszałam głos Shaili, ale chyba mocno pożałowała tych słów. Kiedy rzuciłam jej pełne jadu i trucizny spojrzenie. Kiedy spojrzałam na nią zimnymi oczami, przypominającymi teraz czarną otchłań. Kiedy dostrzegła, że przygryzłam wargę tak, że spływała mi po niej stróżka krwi, skuliła się w krześle i opuściła wzrok. Wygrałam z nią, ale nie wygrałam z samą sobą. Do końca zajęć praktycznie każdego obdarzałam takim spojrzeniem, aż w końcu mogłam odsapnąć. Od razu wzięłam z torby paczkę papierosów, schowałam telefon i z portfelem dodatkowo podążyłam na zewnątrz. Szłam szybkim tempem, ludzie schodzili mi z drogi, wyczuwając moją wściekłość, a ja już po chwili byłam na zewnątrz. Już po chwili wciągałam dym w płuca i z przymkniętymi oczami stałam oparta o ścianę. Do tej pory tytoń zawsze mi pomagał, ale nie dzisiaj. Byłam w zbyt rozbitym stanie. Miałam naprawdę trudny wybór. Stałam na nieprzyjemnym rozdrożu. Moich dwóch odsłon, które ujawniły się do tej pory, nie byłam w stanie połączyć. Nie mogłam być jednocześnie niebezpieczną i przerażającą kobietą, kiedy zachowywałabym się tak samo, jak wtedy, kiedy byłam dzieckiem. Nie mogłam jednocześnie czuć się silną kobietą, która wie czego chce, a która mimo wszystko potrzebuje opieki Liama. Musiałam wybrać, a ten chłopak mi tego nie ułatwiał. Z tym przeskakiwaniem z jednej kobiety do drugiej…Styles z takim podejście przypominał Derrena i chociaż wiedziałam, że obrażałam go tym, to nie mogłam odnieść wrażenie, że kiedy tylko dołączy do Lunatyków, stanie się DOKŁADNIE taki sam. A to byłaby najgorsza tortura dla mnie. Nie chciałam tego i to robiło ze mnie egoistkę. Dlaczego? Bo ja byłam taką osobą. Do tej pory nie widziałam nic złego w zastraszaniu ludzi. Możliwe, że uciekałam tym od prawdziwego życia, od wyborów i dylematów. Wybrałam najprostszą drogę, kierowana liderem Białych Kruków. On wszystko robił, ja robiłam jedynie za jego tło i do tej pory mi to nie przeszkadzało. Ukrywałam się za jego wielkimi plecami, pozwalałam mu o wszystkim decydować. Akceptowałam każdy jego wybór. Nie przejmowałam się tym, co czuły osoby, padające naszą ofiarą. Będąc zimną suką odpychałam ludzi, nie zbliżali się do mnie. Nie musiałam wtedy miotać się pomiędzy swoimi uczuciami, a teraz właśnie to robiłam. Miotałam się pomiędzy przeszłością a teraźniejszością. Miotałam się pomiędzy dobrem a złem. Pomiędzy sprawiedliwym, a nieuczciwym. Pomiędzy dawną Sky, a nową. I wreszcie, pomiędzy Liamem a Derrenem. Nie czułam się jednak na siłach, żeby pójść w którąś stronę. Dalej stałam w miejscu i szłam z biegiem rzeki, do której wskoczyłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 25 Paź 2015 - 18:40



Nie udało mi skupić się na żadnej z ćwiczących par, pani Delaney oznajmiła, że pierwsze zajęcia dobiegły końca. Musiałem przyznać sam przed sobą, że czas uciekł szybciej niż mógłbym się spodziewać. Zdawało mi się, że zadanie zajęło nam zaledwie parę minut. Często zdarzało mi się zagubić w czasie, dlatego też nie czułem się specjalnie zaskoczony. Pasja potrafiła całkiem pochłonąć człowieka. Była to jedna z nielicznych prawd, które mogłem podciągnąć pod uroki życia. Odwróciłem głowę patrząc na Layilę, która rozmawiała z jakimś czarnowłosym chłopakiem. Zastanawiało mnie czy był to właśnie Sebastian, z którym mieliśmy wykonywać dość rozbudowane zadanie. Dziewczyna gestem pokazała bym do nich podszedł. Miałem zamiar to zrobić, jednak przeszkodził mi widok Sky wybiegającej z sali z takim impentem, jakby jeszcze kilka minut spędzonych w tym miejscu miało doprowadzić ją do śmierci. Co mogło doprowadzić ją do takiego stanu ?
Chciałem za nią pójść, nie zamieniliśmy dzisiaj choćby słowa, nawet się nie przywitaliśmy. Wbrew woli poczułem nieprzyjemny ucisk w żołądku widząc dziewczynę tak zdenerwowaną.Chyba domyślałem się co mogło być powodem jej nerwów i wcale nie podobało mi się, że prawdopodobnie to ja doprowadziłem ją do takiego stanu. Odwiozłem ją do domu i zostawiłem bez słowa, może nie uraziłoby jej to w takim stopniu, gdyby nie fakt, że wykonywałem zadanie z Natalie. Nie zdążyłem jednak zrobić nawet kroku do przodu, gdy poczułem na swoim ramieniu dotyk czyjejś dłoni.
-Wiedziałeś, że można tak podporządkowywać się osobie, z którą się jest? – spojrzałem na Sheilę ze zniecierpliwieniem w oczach. Nie miałem pojęcia co chciała mi powiedzieć, w tej chwili jednak niespecjalnie mnie to obchodziło –Derren tylko do niej dzwoni, a ona od razu wybiega z zajęć. Chciałam z nią pogadać, ale kompletnie mnie zignorowała... – powiedziała nerwowo przygryzając wargę.
-O czym ty mówisz Sheila? – spytałem czując powoli narastającą we mnie irytację. Niby dlaczego Sky miałoby tak bardzo zależeć na rozmowie z Derrenem ? Dopiero co ją uderzył, a zaledwie parę godzin temu obiecała mi, że zrobi co w jej mocy, by wyplątać się ze związku z tym facetem.
-Nie wiedziałeś ? No tak, nie miałam jak ci o tym powiedzieć, nie zjawiłeś się na wczorajszym spotkaniu... Derren znalazł jakieś młode dziewczyny do filmów, mają co najwyżej siedemnaście lat. Z tego co mi wiadamo, poranek spędził u Sky. Pewnie potrzebuje pomocy przy planowaniu kolejnych nagrań – poczułem jak moje oczy rozszerzają się ze zdumienia. Jak to był u niej rano ? Przecież to ja miałem z nią zostać –Och, Liam, tak mi przykro... – Sheila położyła mi dłoń na ramieniu. Chciałem by jak najszybciej ją zabrała, teraz to ja musiałem wyjść.-Na pierwszy rzut oka widać, że ciebie i Sky coś łączy. Naprawdę mi przykro Liam, ale uważaj na nią. Uwielbia być adorowana i bawić się facetami, zawsze za wszelką cenę stara się udowodnić ludziom, że jest we wszystkim najlepsza i może mieć wszystko czego pragnie. Przyciągnąłeś uwagę większośći dziewczyn w grupie, pewnie chciała utrzeć im nosa pokazując, że może być z szefem gangu, a jednocześnie zdobyć takiego faceta jak ty... Nie powinnam tego mówić, ale nie mogę patrzeć na to jak się tobą bawi... – zacisnąłem dłonie w pięści czując się tak jakby właśnie ktoś wymierzył mi siarczysty policzek. Sky bawiąca się ludzkimi uczuciami ? Nie mogłem, nie chciałem w to uwierzyć. Czy to oznaczało, że wszystko to co wczoraj powiedziała, było tylko grą, sposobem na odciągnięcie mnie od innych dziewczyn i zatrzymaniem przy sobie ? Nie udało mi się stłumić przekleństwa wyrywającego się z moich ust niczym dzikie zwierzę próbujące wydostać się z klatki. Nie mogła mi tego zrobić, nie Sky, nie dziewczyna, którą znałem od lat. Sęk w tym, że nie było mnie obok w chwili gdy w niej i w jej życiu dokonywały się największe zmiany. Nie mogąc dłużej znieść pełnego żalu spojrzenia jakim obdarowywała mnie Sheila, wybiegłem z sali, najprawdopodobniej jeszcze szybciej i bardziej nerwowo niż chwilę wcześniej zrobiła to Sky.
-Cholera... – warknąłem pod nosem. Czy naprawdę mogłem być takim idiotą by dać się oszukać do tego stopnia ? Czy Sky mogła być tak dobrą aktorką, by okazało się, że wszystko co wczoraj między nami zaszło nie było niczym więcej niż stosem kłamstw ? Wybiegłem na dziedziniec szukając papierosów w kieszeni spodni. Nie udało mi się ich znaleźć, zamiast tego dostrzegłem jednak Sky stojącą kawałek dalej. Z furią w oczach zacząłem zbliżać się w jej stronę.
-Hej Weber! – krzyknąłem nim zdążyłem do niej podejść –Jak tam poranek ? Mam nadzieję, że ty i twój chłopak świetnie się razem bawiliście. W końcu uwielbiasz się bawić, prawda ? Szczególnie ludźmi, którym tak cholernie na tobie zależy – moje słowa brzmiały ostrzej niż chciałem, jednak w tej chwili mnie to nie obchodziło. Jak mogła zrobić coś takiego. Byłem na tyle głupi i zdesperowany, że pozwoliłem stać się więźniem jej pustych słów, zaufałem dziewczynie, której nawet nie znałem –Domyślałem się, że musiałaś się zmienić, ale w życiu nie przypuszczałbym, że staniesz się kimś takim – wściekłość w moim głosie przeistaczała się w nienawiść. Na drugim końcu dziedzińca dostrzegłem Sheilę patrzącą na mnie zatroskanym wzrokiem. Najwidoczniej musiała wyjść za mną, gdy wybiegłem z sali –Gratuluję, zapowiadasz się na idealnę aktorkę – rzuciłem jeszcze pełnym pogardy tonem po czym szybkim krokiem odszedłem w stronę czekającej na mnie Sheili. Nie chciałem słuchać co miała mi do powiedzenia Sky, nie miałem zamiaru wysłuchiwać większej ilości kłamstw.
-Liam, nie daj się wyprowadzić z równowagi... Panuj nad sobą, chyba nie pozwolisz, by jakaś dziewczyna doprowadzała cię do podobnego stanu? – najwyraźniej Sheila naprawdę chciała mnie uspokoić, jednak jej opanowany głos wcale nie przywrócił mi spokoju. Nie pozwoliła mi powiedzieć choćby słowa obdarzając mnie uściskiem, którym najwidoczniej chciała dodać mi otuchy. Jedyne co udało jej się wywołać to moje zaskoczenie. To zdenerwowało mnie jeszcze bardziej, bo doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że jedyną osobą, która mogłaby w ten sposób odsunąć ode mnie myśli o problemach, była Sky. Tłumiąc chęć uderzenia pięścią w mur szkoły, stanowczo odsunąłem od siebie Sheilę i nie obdarzając jej choćby jednym słowem czy spojrzeniem wróciłem do sali. Wiedziałem, że dzień mogłem już zaliczyć do straconych, nie wierzyłem, bym zdołał się uspokoić. Nie miałem ochoty na rozmowy z Sheilą i Sebastianem, najwidoczniej wystarczyło jedno spojrzenie, by obydwoje zrozumieli, że nie był to odpowiedni moment na przeprowadzanie konwersacji. Wyglądało na to, że nawet jeśli chciałem by było inaczej, Sky miała na mnie dużo większy wpływ niż chciałem. Zastanawiało mnie jednak jedno, skoro cały wczorajszy wieczór nie był niczym innym niż grą, jakim cudem Sky przez wszystkie te lata trzymała w swoim pokoju moją starą maskotkę? Jęknąłem w duchu, najchętniej darowałbym sobie resztę zajęć, wiedziałem jednak, że nie mogłem tego zrobić, zwłaszcza nie po tym co zrobiłem wczoraj.
Layila usiadła obok mnie, kolejne zajęcia miały zacząć się za kilka minut, studenci powoli zajmowali swoje miejsca.
-Liam, wszystko gra? – spytała nieco zaniepokojonym głosem.
-Nie – odparłem krótko nie mając najmniejszego zamiaru wdawać się w jakiekolwiek szczegółu. Kątek oka dostrzegłem jak Layila kiwa głową.
-Tak myślałam – powiedziała tylko. Mimo całej jej spostrzegawczości, nie miała pojęcia jak rozbity w tej chwili się czułem. Przecież Sheila nie kłamała, niby jaki miałaby w tym interes. Wczoraj przekonała mnie o tym, że miała w stosunku do mnie jak najlepsze intencje, chciała wciągnąć mnie do gangu tylko po to by zagwarantować mi bezpieczeństwo. Z drugiej jednak strony nie widziałem wyjaśnienia na to, że Sky przez taki kawał czasu nie wyrzuciła mojej starej maskotki, każde wytłumaczenie jakie pojawiało się w mojej głowie było zwyczajnie głupie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 25 Paź 2015 - 20:17




Zesztywniałam. Kiedy tylko usłyszałam krzyk Liama, poczułam się tak, jakby ktoś wrzucił mnie do wanny pełnej kostek lodu i wody. Każde jego słowo było kolejnym wiadrem sopli, a ja byłam przybita gwoździami do dna. Nie mogłam się uwolnić, a oni dalej mnie torturowali. A kiedy mnie wyciągnęli, pchnęli mnie prosto w wulkan gorącej lawy. Byłam przerażona, obolała i nie miałam ochoty dalej żyć. Po prostu chciałam, żeby ten ból, to cierpienie i ten żal jak najszybciej się skończyły. Chciałam, żeby ktoś przeciął linię mojego życia, abym poczuła ukojenie. Niestety ono nie nadchodziło, oddalało się coraz bardziej, zalewane falami kolejnych cierni. Nawet nie zauważyłam, kiedy papieros wypadł mi z ust, po drodze zahaczając o skórę na lewej nodze. Obserwowałam tylko jak Styles się na mnie rzuca bez powodu, a potem odchodzi w stronę Shaili. Gdy ta dostrzegła, że się w nią wpatruję, obdarowała mnie chytrym i aroganckim uśmieszkiem. Wiedziałam już, że to ona coś wmówiła mojemu przyjacielowi. Nie miałam pojęcia tylko co i nawet nie wiem czy było warto się tego dowiadywać.
Łzy zaczęły mi spływać po policzkach coraz szybciej. Zakryłam więc twarz dłońmi i zjechałam plecami po ścianie budynku, lądując na kuckach. Przez chwilę płakałam, cały czas słysząc w głowie słowa mężczyzny, którego kochałam i nie robiłam nic innego. W końcu jednak się uspokoiłam, podniosłam i starłam z policzków czarne smugi tuszu do rzęs, wykorzystując do tego szybę kawiarni będącej częścią uczelni. Następnie uderzyłam się kilka razy w twarz, uszczypnęłam i ogarnęłam na tyle na ile mogłam. Już nie byłam wściekła. Teraz byłam załamana i roztrzaskana. Naprawdę nie wiedziałam jak ja się powinnam zachowywać i co zrobić. Nie czułam nawet na siłach, żeby ruszyć do sali, ale wiedziałam, że muszę. Nie mogłam znowu się zrywać, nie chciałam jeszcze bardziej podpadać pani Delaney, która już i tak chyba mnie nie polubi. Dlatego przybrałam na twarz swoją normalną maskę i ruszyłam tam, gdzie miały się odbywać zajęcia. Nim jednak się zaczęły sięgnęłam po telefon z torby i spojrzałam na wyświetlać. Ulżyło mi, kiedy okazało się, że w końcu Derren dał sobie spokój i odłożyłam urządzenie z powrotem na miejsce. Następnie skupiłam się na temacie, starając nie zwracać uwagi na to, co działo się w moim wnętrzu. Nie zwracać uwagi na to, że tonęłam w bólu, który z każdą chwilą zalewał mnie kolejnymi falami. Nie mogłam nikomu tego pokazać, więc na zewnątrz się trzymałam jak najlepiej.
Kiedy w końcu mogłam wrócić do domu, bo wszystkie zajęcia minęły, szybko zeszłam na parking. Wsiadłam na swój motor i pognałam do swojego mieszkania. Zapakowałam do torby sportowy strój, swoje rękawice, odpowiednie buty i wróciłam do pojazdu. Kilka minut później byłam już w miejscu, do którego ostatni raz zajrzałam ponad pół roku temu, jeszcze przed tym jak zeszłam się z Derrenem. Wtedy często tutaj gościłam, ale później to się zmieniło. Teraz jednak naprawdę potrzebowałam czegokolwiek, żeby wyrzucić z głowy to, co się działo w przeciągu ostatnich kilkunastu godzin. Kłótnię z Liamem, tę rozmowę u mnie w pokoju, jego taniec z jedną z dziewczyn i słowa, których echo dalej się odbijało w mojej głowie.
- Sky? – Clair pomagała jakiemuś nastolatkowi [przybrać odpowiednią postawę przy walce z workiem. Była widocznie zaskoczona moim widokiem tutaj i niemal od razu przekazała dzieciaka w ręce innego trenera. Następnie podeszła do mnie i się uśmiechnęła. – Co cię tu sprowadza? – spytała i zaczęłyśmy we dwie kierować się do szatni, gdzie mogłam się przebrać w sportowe odzienie.
- Muszę coś rozwalić – odpowiedziałam niemal od razu i szybko zmieniłam ubranie. Następnie splotłam mocniej włosy w koński ogon, nasunęłam na ręce rękawice bokserskie i wyszłam z pomieszczenia, szukając wolnego worka.
- Derren nie będzie wściekły?
- Mam to w nosie. Nie chcę się z nim widzieć w najbliższym czasie – warknęłam, po czym zaczęłam się rozgrzewać. Kiedy tylko skończyłam i miałam pewność, że nic sobie nie zrobię wysiłkiem fizycznym, podeszłam do zwisającego z sufitu wora pełnego piasku. Chwilę później zaczęłam okładać ten przyrząd pięściami i nogami. Na początku jeszcze normalnie uderzałam, ale z każdą kolejną sekundą to się zmieniało. Im dłużej waliłam, tym mocniejsze i bardziej chaotyczne były moje ciosy. Wyżywałam się na tym czymś, odzwierciedlając moje samopoczucie w kolejnych atakach. Nie starałam się, żeby były trafne, logiczne i precyzyjne. Ja po prostu chciałam dać upust wszystkiemu, co się we mnie kłębiło od samego rana. Jednocześnie wściekłość i furia, jak i ból oraz chęć ciągłego płakania. To było dla mnie za dużo. Czułam się jak bomba zegarowa, która może w każdej chwili wybuchnąć z całą swoją nie dającą się okiełznać siłą.
- Sky… - jakiś głos dobiegł do mnie z bardzo daleka, ale nie zwracałam na niego uwagi. Dalej okładała biedny worek tak, jakbym chciała go rozwalić. – Sky! Co się z tobą dzieje?! – ocknęłam się z transu, w który wpadłam i spojrzałam na swoją współlokatorkę. Przed tym, jak zaczęłam się spotykać z Derrenem mogłam ją śmiało nazwać przyjaciółką. Była pierwszą osobą, której powiedziałam o Liamie i o tym, co się między nami działo.
- Ten chłopak z wczoraj… – zaczęłam, przypominając jej mojego towarzysza z kilku godzin, który odwiózł mnie i zaniósł do pokoju. - To Liam – dodałam, rzucając obie rękawice na bok, siadając na ławce i upijając kilkanaście łyków z butelki wody.
- No wiem, przedsta…O mój Boże, TEN Liam? – pokiwałam tylko twierdząco głową, a dziewczyna niemal od razu zrozumiała o co chodzi. Prawie widziałam jak w jej oczach wszyscy łączy się w logiczną całość. – Zaraz kończę pracę. Idź się przebrać, a potem pójdziemy na spacer. Musisz z kimś pogadać – byłam jej wdzięczna za to, że nie dała mi żadnego wyboru. Zrobiłam dokładnie to, co mi kazała i już po mniej więcej pół godzinie ruszyłyśmy na spacer po pobliskim parku. W sumie dawno tak nie przechadzałam się pomiędzy tymi wszystkimi drzewami, roślinami, ławkami i fontannami. Przez chwilę milczałyśmy, ale już jakiś czas później zaczęłyśmy dyskutować ze sobą dokładnie tak, jakbyśmy się wcale od siebie nie oddaliły przez ostatnie pół roku. Opowiedziałam jej niemal o wszystkim, co się wydarzyły z wcześniejszego dnia i dzisiejszego, a ona bardzo uważnie słuchała każdego mojego słowa. Nie przerwała mi ani razy, wiedząc że tego nie znosiłam i notowała wszystko w głowie tak, żebym nie musiała się powtarzać. Ja starałam się to skrócić jak najbardziej, ale i tak gadałam co najmniej piętnaście minut, bo co chwila zapominałam czegoś dodać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 25 Paź 2015 - 20:36




Zajęcia zakończyły się wykładem, który niespecjalnie przyciągnął moją uwagę. Nigdy nie byłem dobry w wysłuchiwaniu tego co mieli do powiedzenia nauczyciele. Naprawdę rzadko zdarzało się, bym wyciągnął coś z podobnych lekcji. Dodatkowo jedynym na czym mogłem skupić się w tej chwili była Sky i to co powiedziała mi o niej Sheila. Czy naprawdę moja dawna przyjaciółka mogła zmienić się do tego stopnia ? Nie byłem zaśpeliony, już wcześniej potrafiłem dostrzegać jej wady, nigdy nie jawiła mi się jako ideał. Mimo to nie potrafiłem uwierzyć, że stała się kobietą będącą w stanie w taki sposób grać na czyichś uczuciach. Cholernie nie chciałem wierzyć w to, że mogłaby zrobić mi coś podobnego. Dlaczego jednak Sheila miałaby kłamać ? Nie potrafiłem tego rozgryść, jedyne co czułem to pieprzona niepewność, która doprowadzała mnie do furii. Najwidoczniej nie zawracałem sobie głowy maskowaniem emocji, co chwilę łapałem zaniepokojone spojrzenie jakie rzucała mi Layila. Niby jak miałem uwierzyć, że wszystko co się wczoraj wydarzyło było tylko kłamstwem, manipulacją sprytnej, pozbawionej skrupułów dziewczyny ? Jak mogłem uwierzyć, że Sky była właśnie tą dziewczyną ?
Nie wytrzymując dłużej, odwróciłem się w stronę tylnego rzędu, by przez moment spojrzeć na Sky. Uderzyło mnie to jak wyglądała jej twarz. Jej oczy były lekko zaczerwienione, patrzyła w jeden punkt z taką zawziętością, jakby przeniesienie wzroku na inny punkt miało doprowadzić ją do śmierci. Odwróciłem spojrzenie czując się jeszcze bardziej skołowany niż przed chwilą. Co doprowadziło ją do takiego stanu ? I po jaką cholerę się tym przejmowałem ? Równie dobrze mogło chodzić o kłótnię z Derrenem. Mimowolnie zacząłem zastanawiać się do jakiego stopnia Sky na nim zależało. Nie zauważyłem jak moja dłoń zaciska się w pięść. Nie pamiętałem kiedy ostatnio miałem tak wielką ochotę w coś uderzyć. Zapewne w chwili kiedy zobaczyłem jak Derren wymierza coś w stronę Sky. Zacisnąłem usta w wąską kreskę nie marząc już o niczym więcej, niż możliwości opuszczenia sali. Jeżeli Sheila mówiła prawdę, najzwyczajniej w świecie powinienem zapomnieć o Sky, uznać ją za wyrahowaną, zimną, kompletnie bezwartościową osobę. Na jakiej jednak podstawie ot tak zaufałem Sheili, dziewczynie, którą znałem od kilku godzin ? Znów czułem, że w mojej głowie znalazło się zbyt wiele sprzecznych ze sobą myśli. Musiałem pogadać ze Sky, okazja ta została mi jednak odebrana, dziewczyna wyszła z sali tak szybko, że musiałbym się postarać by ją dogonić, przeszkodziła mi w tym jednak Sheila.
-I jak? Gotowy? – spytała przekrzywiając głowę w bok. Zignorowałem fakt, że nie miałem teraz najmniejszej ochoty na spędzanie kilku godzin w towarzystwie Sheilii. Nadal nie byłem pewien co do całej tej ackji z wkręcaniem mnie do gangu. Do jasnej cholery, byłem w Bevery Hills zaledwie trzeci dzień, a już zdążyłem wpakować się w niezłe gówno. I dlaczego ? Czy naprawdę zrobiłem to dla dziewczyny, co do której nawet nie miałem pewności ? Jedyne co byłem w stanie stwierdzić to fakt, że na samą myśl o Sky, na sam rozdźwięk jej imienia czułem... Cholera, w zasadzie sam nie miałem pojęcia co czułem. Była to mieszanina emocji tak intensywnych i nieoczekiwanych, że zwyczajnie nie potrafiłem znaleźć słów na określenie ich, nie potrafiłem poddać tego wszystkiego głębszej analizie. Wiedziałem, że nie patrzyłem na Sky tak jak na inne dziewczyny w moim zasięgu. Gdyby było inaczej, wczorajszego wieczoru nie powstrzymałbym się przed pójściem z nią do łóżka i zapomnieniem o wszystkim zaledwie dzień później. Nie chciałbym czekać, nie stanąłbym w jej obronie, nie czułbym się tak cholernie rozbity na myśl o tym, że każde jej słowo mogło być kłamstwem. A co najważniejsze, nie miałbym tak nieziemskiej ochoty na to, by podejść do dziewczyny i zamknąć ją w desperackim uścisku.
-W zadadzie to mam to wszystko totalnie gdzieś – powiedziałem ku zdziwieniu Sheilii. Najwyraźniej zaskakiwanie ludzi było moim ukrytym talentem. Podobne zszokowane spojrzenia towarzyszyły mi od najwcześniejszych lat –Chodź już Sheila, naprawdę nie mam ochoty poświęcać na to całego dnia – dodałem co najwyraźniej całkowicie odebrało jej mowę. Najwidoczniej nieczęsto ludzie traktowali ją tak, jakby przebywanie w jej towarzystwie nie było szczytem ludzkich pragnień. Nie miałem nic przeciwko temu, by trochę sprowadzić czarnowłosą ślicznotkę na ziemię. Nie dziwiłem się, że była tak przesadnie pewna siebia. Atrakcyjna dziewczyna zajmująca ważne stanowisko w niebezpiecznym gangu najzwyczajniej w świecie nie mogła być skromna. Nie lubiłem jednak przesady. Nie rozumiałem dlaczego nagle poczułem dziwnego rodzaju antypatię w kierunku Sheilii, zaledwie parę godzin temu uważałem ją za ciekawą, charyzmatyczną osobę. Czyżbym był zły za to co powiedziała o Sky ? Nadal nie wiedziałem czy było to prawdą i nadal wyprowadzało mnie to z równowagi, nawet jeśli w mniejszym stopniu niż jakiś czas temu. Przyjechałem do Bevery Hills by oderwać się od Seatlle, myślałem o tym, by do reszty zostawić przeszłość za sobą. To śmieszne, że własnie uciekając od przeszłości, ponownie się z nią zdeżyłem.
-Gdzie masz zamiar mnie zabrać? – spytałem gdy już opuściliśmy budynek uczelni. Chciałem wsiąść do swojego auta, Sheila jednak powstrzymała mnie mówiąc, że lepiej będzie pojechać jej samochodem.
-To nasze tereny, z pewnością nie pozwolili by wjechać tam autu, którego nie znają – wyjaśniła. Nie odmówiłem sobie oszacowania wzrokiem czarnego lamborgini należącego do dziewczyny. Mimowolnie uśmiechnąłem się pod nosem wsiadając do samochodu. Zignorowałem fakt, że o wiele chętniej siedziałbym po stronie kierowcy niż pasażera.
-Widzę, że lubisz ostrą jazdę – powiedziałem i nie przejmując się jakimkolwiek poszanowaniem prywatności, zacząłem bawić się radio. Lubiłem słuchać muzyki jadąc samochodem.
-Nie masz pojęcia jak bardzo – odpowiedziała dziewczyna z uśmiechem włączając się do ruchu –W końcu z jakiegoś powodu zdecydowałam się na wplątanie w gang. – spojrzałem za okno dostrzegając, że dziewczyna zjeżdża z głównej drogi skręcając w zalesiony teren.
-Tak właściwie jak to się stało, że postanowiłaś się w to wkręcić? - spytałem odrobinę zaciekawiony.
-Mój chrzesny jest przywódcą Lunatyków. Jakoś nie mogłam odmówić, kiedy mi to zaproponował – dziewczyna obdarzyła mnie przelotnym spojrzeniem.
-Serio ? I chcesz powiedzieć mi, że twoi rodzice nie mieli nic przeciwko? – spytałem z rozbawieniem w głosie. Doskonale pamiętałem reakcję moejgo ojca na wieść o moich udziałał w wyścigach. Poważnie rozważał umieszczenie mnie w zakładzie poprawczym, aczkolwiek nigdy specjalnie nie przejmowałem się jego groźbami.
-Nie żyją – skfitowała jakby była to najnormalniejsza rzecz pod słońcem –Tylko nie mów, że ci przykro – powiedziała nim zdążyłem cokolwiek dodać.
-Nie miałem takiego zamiaru – odparłem zgodnie z prawdą. Może było to egoistyczne, jednak nie czułem nic na myśl o tym, że dwójka ludzi, o których nie miałem pojęcia zaczęla już wąchać kwiatki od spodu.

Dojechaliśmy na miejsce po jakichś piętnastu miutach drogi. Najwidoczniej Sheila nie obawiała się dużych prędkości, niejednokrotnie rozpędzała się grubo ponad setkę, pokazując przy tym, że była ponad wszelkimi ograniczeniami prędkości. Nie ukrywałem, że nawet mi się to podobało. Od jakiegoś czasu nie miałem styczności z wyścigami, a tym samym zapomniałem jak to było siedzieć w samochodzie obok dziewczyny, która nie obawiała się prędkości, przeciwnie, potrzebowała jej. Kto wie, może wkręcenie się do gangu, nie było aż tak złym pomysłem. Wiedziałem w jaki sposób wciągnięcie się w jakąś czynność pomagało uporać się z zagubieniem, które nadal zdawało się mnie nie opuszczać. Jak tylko mogłem odsuwałem od siebie myśl o tym, że w tej chwili o wiele bardziej wolałbym być przy Sky. Świadomość tego, że podczas gdy o niej myślałem, dziewczyna mogła spędzać namiętne chwile w towarzystwie Derrena, doprowadzała mnie do szału.
-Trzymaj się mnie, opowiedziałam o tobie Quilowi. Oczywiście nie przyjmie cię ot tak – powiedziała dziewczyna chwytając mnie pod ramię i ciągnąc w stronę sporych rozmiarów budynku. Na zewnątrz stały motory, o które często z nonszalancją opierali się członkowie gangu. Nie zwracali większej uwagi na znaną im Sheilę, jednak nie umknęły mojej uwadze podejrzliwe spojrzenia rzucane w moim kierunku.
-Quil? – głos Sheili odbił się od ścian ceglanego budynku. W naszą stronę odwrócił się postawny mężczyzna o wytatułowanym przedramieniu.
-Witaj Sheila. To ten nowy nabytek, który znalazłaś? – spytał Quil podchodząc w naszą stronę. Z bliska dostrzegłem kilka blizn przebiegających po jego twarzy –Nie musisz i nic tłumaczyć chłopaku, Sheila jest całkiem niezła w zdawaniu relacji – powidział obdarzając dziewczynę przelotnym spojrzeniem –Zrobimy tak: bierzesz motor, który da ci Will, wieziesz tę paczuszkę pod wskazany adres i wracasz tutaj nie później niż za dwie godziny. Wtedy pogadamy – mężczyzna najwyraźniej uznał naszą konwersację za chwilowo zakończoną. Właściwie nie byłem pewien czy rzeczywiście mogłem nazwać jego monolog konwersacją. Ten jeden chociaż raz postanowiłem jednak darować sobie wszelkiego rodzaju kłótnie i po prosty wykonać zadanie powierzone mi przez mężczyznę. Domyśliłem się, że było ono formą sprawdzenia. Facet najwidoczniej wyznawał zasadę, że czyny były ważniejsze niż słowa. Moża właśnie dlatego, że się z tym zgadzałem, bez cienia protestu poszedłem za Willem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 25 Paź 2015 - 20:50




Rozmowa z Claire mi pomogła o wiele bardziej niż przypuszczałam. Wyrzucenie z siebie tego wszystkiego pomogło mi to sobie poukładać w głowie. Do tej pory chyba bałam się do tego wszystkiego przyznać i wymyślałam głupie argumenty przemawiające za mną, ale trzeba było to zmienić. Teraz przynajmniej wiedziałam czego tak naprawdę chciałam. Derren nie był dla mnie odpowiedni, nie znał mnie tak, jakbym chciała, żeby mnie znał i nie traktował tak, jak zawsze chciałam być traktowana. Pozwoliłam sobie na związek z nim tylko dlatego, że dzięki temu nie myślałam o swojej przeszłości. Żyłam teraźniejszością i przyszłością. Przy nim nie mogłam patrzeć w tył, bo to było niebezpieczne stracić czujność. Nie mogłam sobie pozwolić na wahanie i za długie zastanawianie się nad tym co jest dobre, a co złe, bo mogło się to dla mnie tragicznie skończyć. Musiałam szybko podejmować decyzje, szybko wybierać drogę i nie zatrzymywać się na zbyt długo. Uciekałam od wszystkiego, co mogłoby zawracać moją głowę. A teraz nie mogłam. Teraz chciałam czegoś innego. Chciałam wolności, chciałam uwolnić się od gangu i móc normalnie żyć. Nie chciałam obawiać się o swoje plecy, nie chciałam ciągle się oglądać w poszukiwaniu potencjalnych wrogów. Chciałam stać się częściowo tą małą dziewczynką. Chciałam jednocześnie być silną, ale potrzebować opieki od jednej, konkretnej osoby: od Liama. Chciałam być godną tego, żeby przebywać w jego towarzystwie. To dlatego tak się zdenerwowałam, kiedy dotarło do mnie, że Shaila chce go w Lunatykach. Nie wiem czemu była nim tak zainteresowana, ale wydawała się myśleć, że on ma jakiś „nielegalny potencjał”. Trochę tak, jakby wyczuwała w nim kogoś, kto mógłby zapewnić jej gangowi więcej terenów. Chciała wykorzystać go do swoich własnych celów, które tylko jej i liderowi Lunatyków były znane. Nie mogłam tego znieść, nie chciałam żeby Styles stał się takim samym pionkiem, jakim ja byłam. Chciałam, żeby on nadal był tym małym chłopakiem, który pomógł zupełnie nieznajomej dziewczynie, kiedy się zgubiła w deszczowy i mglisty dzień.
- Wracaj do domu. Potrzebujesz porządnie odpocząć od tego wszystkiego – odezwała się w końcu moja współlokatorka, kiedy już skończyłyśmy ten denerwujący temat.
- A co z Tobą? – spytałam przypominając sobie, że mówiła, iż już skończyła swoją zmianę. Mogłybyśmy w sumie we dwie wrócić razem do mieszkania, albo po drodze jeszcze gdzieś wstąpić.
- Ja muszę jeszcze coś załatwić – wtrąciła puszczając mi oczko, po czym pożegnałyśmy się i skierowałyśmy do naszych transportów. Ona do autobusu, a ja wsiadłam na motor, wyrzucając na tę chwilę niepotrzebne myśli z głowy. Claire miała rację, powinnam była na spokojnie to wszystko przemyśleć. Bez Liama, bez Derrena i tego wszystkiego, co wczoraj miało miejsce. Potrzebowałam samotności i ciszy, a tylko jedno miejsce było mi znane. Nie mogłam udać się ani tam, gdzie często przesiadywaliśmy z moim chłopakiem, ani do miejsca, które było miejsce moim i mojego przyjaciela. Jedynym neutralnym terytorium jakie znałam była szkoła i właśnie tam się skierowałam. Zatrzymałam się gdzieś na tyłach budynku, zaparkowałam i poszłam usiąść pod jednym z drzew. Tam oparłam się plecami o pień, przymknęłam oczy i pozwoliłam wiatrowi na to, żeby zwiał ze mnie wszelkie problemy. Chciałam przez chwilę poczuć się błogo i rozluźniona, nawet jeśli to miała być tylko kilkuminutowa iluzja. Po prostu chciałam cofnąć się myślami w czasie do momentu, w którym wszystko było idealne. A idealnie było zawsze wtedy, kiedy spędzałam czas z Liamem, gdy byliśmy małymi dziećmi.
Miałam mniej więcej około dziesięciu lat, kiedy z przyjacielem znaleźliśmy się w nosy przy jeziorze. Rodzice wtedy zrobili sobie wolne od naszego towarzystwa. Zostawili nas pod opieką wynajętej na jedną noc dziewczyny, którą łatwo uśpił Liam (do tej pory nie wiem jak on to zrobił). Następnie założyliśmy jej słuchawki ze spokojną muzyką i wybiegliśmy z domu. Z łatwością znaleźliśmy jezioro, przy którym często się bawiliśmy i zaczęliśmy obserwować niebo. Akurat wtedy było strasznie rozgwieżdżone. Moja rodzina nie miała zwyczaju wyruszać na kempingi, ani żadne weekendowe wyjazd. A zawsze chciałam przenocować w lesie. Uznaliśmy więc, że skoro i tak nasi rodzice byli poza domem, wykorzystamy to. Zrobiliśmy więc sobie prowizoryczny biwak nad tą wodą i obserwowaliśmy granatowe sklepienie. Czułam się trochę tak, jakbym znalazła się w zupełnie innym świecie. Byłam przytulona do swojego przyjaciela, obserwowaliśmy gwiazdy, księżyc i opowiadaliśmy sobie wymyślone przez nas historie. Nie tylko straszne, ale też takie po prostu nierealne. Jak na przykład o tym, że jakieś zbiorowisko gwiazd mówi nam do głowy sposób, w jaki stało się konstelacją. To była naprawdę przyjemna noc, dopóki nas rano nie znaleziono. Oboje mieliśmy wtedy taki opieprz, jakiego ani wcześniej, ani później nie doświadczyliśmy. Pamiętam, że to był jeden jedyny raz, kiedy naprawdę przeraziła mnie wściekłość mojego ojca. Nigdy wcześniej go nie widziałam w takiej furii i już więcej nie chciałam. Jak tak teraz sobie myślę, to zasłużyłam, mimo że wtedy uważałam, że to jak zareagowali to była przesada. Uśpienie opiekunki, ucieczka z domu bez informacji, noc nad jeziorem w lesie i jeszcze potem oburzenie za to, że tak się zachowywali. To nie było mądre, ale teraz jest o czym wspominać.
Nie wiem ile czasu minęło zanim skończyłam wyobrażać sobie tamtą sytuację. Kiedy ostatnie obrazy przemknęły mi w głowie i otworzyłam oczy, uśmiechnęłam się pod nosem podnosząc z miejsca. Na chwilę oczyściłam umysł i dzięki temu wściekłość, smutek, ból i żal jakie się we mnie kłębiły zniknęły. Wsiadłam na motor, wróciłam do domu i od razu zaczęłam porządkować wszystko, co poprzedniego wieczora spadło z mojego biurka. Musiałam ułożyć wszystko na swoje miejsce, zmieść resztki zatemperowanych ołówków (te takie ogryzki, które nie wiem jak się nazywają) i nastawiłam pranie z bluzką Liama. Następnie usiadłam na łóżku i włączyłam sobie jakiś film w Internecie, żeby dalej być w tak błogim nastroju. Ignorowałam także każdy telefon, który otrzymałam, uważając że nie mam najmniejszej ochoty na rozmowę z kimkolwiek, bo wtedy cały spokój ze mnie uleci. Skupiłam się więc na ekranizacji jakiegoś dramatu, który kiedyś czytałam, aby całkowicie odciąć się od problemów, które sama miałam. Oglądanie to, jakie ktoś inny ma i zazwyczaj o wiele gorsze, było kojące. Dzięki temu nie czułam aż takiej wielkiej dziury w swoim życiorysie, nie cierpiałam aż tak bardzo. W jakiś sposób to uświadamiało mnie, że można mieć jeszcze gorzej, a i tak da się radę temu. To mnie zmotywowało do walczenia o swoje, o wszystko, czego pragnęłam. Musiałam stawić czoła swoim lękom i problemom, żeby się ich pozbyć. To było jedyne wyjście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   

Powrót do góry Go down
 
W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: