IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 12:35 am




~   ~   ~



Wikingowie pustoszeją wody i ziemie Wielkiej Brytanii. W akcie desperacji, po kilkunastu latach bitew i sporów z wojownikami, król posyła najstarszą córkę, by wyszła za syna jednego z najgroźniejszych plemion wikingów. Spór zażegnany, zapadł również pokój. Problem jest tylko jeden - owa dziewczyna nie jest zbyt zadowolona z losu, jaki ją spotkał.

Syn wodza wikingów - Marchewkowecoffie
Córka Władcy Wielkiej Brytanii - Raika

Karta postaci według własnego uznania.






"The paths of glory at least lead to the grave, but the paths of duty may not get you anywhere"



Źródło: weheartit




✗ i m i ę ✗    A d a i r   
✗ n a z w i s k o ✗     C o l t e n
✗ p ł e ć ✗     k o b i e t a    
✗ u r o d z i n y ✗    1 6    m a j a 
✗ w i e k ✗     1 8   l a t  
✗ o r i e n t a c j a ✗    h e t e r o 

✗ w z r o s t ✗     160 c m   
✗ w a g a ✗    49 k g
✗ k. o c z u ✗     z i e l o n e  
✗ k.w ł o s ó w ✗     b r ą z o w e  

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 12:59 am


________________________________________________________


____________________

| » Ragnar Valgard « |
| » dwadzieścia cztery lata « |
| » tylko kobiety « |
| » chłop jak dąb « |
| » 192 centymetry « |
| » ponad 90 kilo « |
| » umięśniony, postawny « |
| » jasnoniebieskie oczy « |
| » długie blond włosy, plecione w warkocze « |
| » metalowa obręcz rodowa na bicepsie « |
| » szerokie barki « |
| » ślepota na jedno oko « |

| »  barbarzyńca, myśliwy « | » wojownik nie do wynajęcia « |
| » Wielka Brytania « | » rodzinne tradycje, które bardzo szanuje « |
| » najstarszy syn « | » wysoki status społeczny « |
________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 1:40 am




     Wiedziałam o tym co nadejdzie już od kilku dni. Ojciec praktycznie od razu powiedział mi jaki los mi zgotował i nie pozwolił nic odpowiedzieć. Nie chciałam tego. Żaden Brytyjczyk nie pasował do świata wikingów, a już na pewno nie spadkobierczyni tronu. Miałam zostać królową, miałam wyjść za jakiegoś księcia z silnego państwa. Niekoniecznie z miłości, ale mielibyśmy z tego zyski i byłabym na swoim terenie. Niestety król wybrał dla mnie zupełnie inne przeznaczenie. Na pewno nie pozwoliłam żadnej ze swoich sióstr na wypełnienie mojego obowiązku, ale to nie znaczyło, że sama byłam w skowronkach. Owszem, miałam wyjść za silnego mężczyznę, który miał zapewnić mi wszystko, czego potrzebowałam i wygrywać bitwy, ale jednocześnie był barbarzyńcą. Ich świat i nasz świat były przerażająco różne. U nas najważniejsza była popołudniowa herbatka, u nich walka. My świętowaliśmy w luksusowych pałacach, im wystarczyły drewniane domy. Nie potrafiłam sobie siebie samej wyobrazić jako żony wikinga, nie chciałam tam zamieszkać. Nie dość, że byłam przyzwyczajona do innych warunków, to jeszcze klimat się różnił. Jak ja miałam się tam odnaleźć?
- Ojcze, proszę. Nie chcę za niego wychodzić, nie zasłużyłam na to – wydusiłam po raz kolejny próbując przekonać tego mężczyznę do zmiany zdania poprzez błaganie i łzy. Nawet ich nie wymuszałam, były szczere. Byłam przerażona.
- Adair, proszę. To i tak była ciężka decyzja – odpowiedział i chociaż wiedziałam, że mówił prawdę, bo w jego oczach widać było zmęczenie, to nie potrafiłam tego zrozumieć. Zniosłabym wszystko, mogłabym wyjść nawet za cara rosyjskiego, ale nie za tych barbarzyńców. Byłam zbyt łagodna i delikatna na takie towarzystwo. Przecież nikt tam miał ze mną nie zostawać. Tylko ja sama. Nie wiedziałam nawet jak miał wyglądać mój przyszły mąż.
- Właśnie, decyzja. A to ja będę tego doświadczała, ja będę musiała to znosić. Proszę, możemy poprosić o wsparcie francuzów, Szwedów, prusaków, błagam. Nie wysyłaj mnie tam, nie wytrzymam u nich – dodałam, ale w odpowiedzi zostałam zamknięta w swojej kajucie. Wiedziałam, że zasłużyłam na takie środki. Mimo wszystko próbowałam uciec z zamku, żeby tylko uniknąć tego ślubu, ale miałam powód. To mnie przerastało, o wiele za bardzo.
Podeszłam do niewielkiego otworu, który imitował okno i otworzyłam go. Wiatr uderzył mnie skupionym strumieniem i przyspieszył trasę łez, które spływały po moich zaróżowionych od chłodu policzkach. W innej sytuacji bym się zachwycała. Wszystko było nadzwyczaj spokojnie, w pięknych kolorach. Promienie słońca odbijały się od tafli wody i tworzyły otoczkę energii. Zdawały się przekazywać mi ją i wraz z tym swoje wsparcie. Natura rozumiała, dlatego była tak ukojona. Fale nie atakowały nas ze wszystkich stron, łódź nie przechylała się niebezpiecznie na boki, a sam ocean starał się  poprowadzić nas bezpiecznie przez całą drogę. Odnosiłam wrażenie, że starało się już teraz mnie nie stresować, bo wiedziało, iż niedługo znajdę się na całkiem obcym terenie w otoczeniu nieprzyjaznych dla mnie ludzi. Nie sądziłam, żeby swobodnie podeszli do obcego w ich szeregach.
Przez praktycznie całą drogą próbowałam pożegnać się ze wszystkim, co do tej pory znałam. Ze wspomnieniami spokojnych, letnich pikników; z popołudniowymi herbatami; z moimi przyjaciółmi i rodziną. Starałam się oczyścić umysł z tych bolesnych obrazów, aby łatwiej mi było przystosować się do tego, co mnie czekało, ale nie mogłam. Nie dałam rady, za mocno mi to utkwiło w głowie i nie chciało odejść. W pewnym momencie po prostu zaprzestałam tych prób i usiadłam na prowizorycznym łóżku, uspokajając swój oddech.
Niedługo potem statek się zatrzymał, a wraz z tym do mojej kajuty weszła moja matka. Musiała płakać niewiele wcześniej, bo nadal miała zaczerwienione oczy. Nie byłam od niej inna i po prostu rzuciłam się w jej ramiona, pozwalając ostatnim łzom ozdobić moje policzki. Tym razem już nie zachowywała się jak królowa, była moją matką. Kobietą, która dała mi życie. Kobietą, która nauczyła mnie tylu ważnych rzeczy, która śpiewała mi do snu, kiedy byłam małym dzieckiem. To ona mnie objęła i wtuliła w swoje znajome, silne ramiona. Zawsze zdawała się być z porcelany, teraz była dla mnie jak z marmuru. Czułam się przy niej bezpiecznie i chciałam, aby tak pozostało. Chciałam, żeby czas się zatrzymał i zabrał nas daleko stąd. Gdzieś, gdzie nie musiałabym zostawać żoną wikinga, żoną barbarzyńcy.
- Poradzisz sobie, jesteś moją córką – nie byłam pewna czy w tym momencie pocieszała mnie czy siebie. Nie chciałam nawet się w to zagłębiać, po prostu zapamiętywałam wszystko, co mogłam z tej chwili. Jej zapach, jej głos, jej ciepłe ramiona, trzymające mnie w silnym uścisku. Nawet jej wzrost, który był niewiele większy od mojego.
- Musimy ruszać – przerwał nam ojciec i z trudem, ale się od siebie oderwałyśmy. – Adair, ja… - zaczął jąkając się tak samo jak wtedy, kiedy chciał wygłosić coś bardzo ważnego. Nie pozwoliłam mu na to. Zrobiłam to samo co ze swoją matką, po prostu go przytuliłam. Teraz już nie było ważne, że było to niestosowne. To mogła być jedyna możliwość na swobodne pożegnanie, a nawet wszystko, co on reprezentował chciałam zapamiętać. Nawet jeśli w wielu kwestiach mieliśmy odmienne zdania.
- Ada… - moja młodsza, siedmioletnia teraz siostra płakała jak na takie dziecko przystało. Pozwoliłam się pocałować rodzicom w czoło, po czym podeszłam do niej i drugiej z moich sióstr, mającej za sobą piętnaście wiosen. Obie uścisnęłam na raz, nie chcąc dawać im do zrozumienia, że któraś była ważniejsza. Odwzajemniły to równie mocno co ja i pozwoli się uspokajały. Po kilku minutach odsunęłam się od nich i na głowach obu położyłam swoje dłonie.
- Jeszcze się zobaczymy, obiecuję – wtrąciłam i uśmiechnęłam się do nich. Pocałowałam obie w czubki głów i przetarłam oczy, wiedząc że kolejne prośby i tak nie miały już sensu. – Jestem gotowa – dodałam, klepiąc się w policzki aby poprawić swoją zapewne bladą twarz i pozwoliłam się poprowadzić… gdzieś. Nie miałam pojęcia, gdzie się kierowaliśmy, ale byłam niemal pewna, że miało to związek z suknią ślubną, którą dostrzegłam na miejscu docelowym. Pozwoliłam się w nią ubrać, po czym podążyłam za wikingami. Nie spodziewałam się, że od raz karzą mi złożyć przysięgę. Myślałam, że najpierw pozwolą mi chociaż zobaczyć swojego przyszłego męża, jednak jak widać mieli inne plany. To spotęgowało mój strach. Nie wiedziałam nawet ile on miał mieć lat, a ciężkim przeżyciem by dla mnie było, gdyby okazał się już… dojrzałym mężczyzną z siwizną na głowie. Całe ciało mi drżało, nie panowałam nad nim w ogóle i dziwiłam się, że byłam w stanie ustać w miejscu obok tego… olbrzyma. Nie dość, że był wysoki, to jeszcze potężnie zbudowany i odnosiłam wrażenie, że wisiało nad nim ostrzeżenie: „Uwaga, niebezpieczny twór. Zachowywać się w jego pobliżu cicho i spokojnie”. Tak zrobiłam, nie powiedziałam ani słowa. Nie miałam nawet pojęcia co mogłabym z siebie wykrzesać. „Cześć, jestem Adair, twoja przyszła żona. Mam nadzieję, że przebrniemy przez życie wspierając siebie nawzajem…”. Taaa… Już widziałam ten morderczy wzrok po tego typu komentarzu. Wolałam więc zachować milczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 2:31 am


Ojciec, mój wódz, nie ukrywał przede mną prawdy ani przez chwilę. Gdy tylko z Wielkiej Brytanii przyszła wieść przez niskiego, chuchrowatego posłańca bez cienia odwagi czy ambicji w oczach, zwołał naradę rodzinną. Jego żona, wszyscy potomkowie, których spłodził i starszyzna wojenna zgromadzili się przy wielkim stole, w długim domu wodzów. Nie jąkał się, nie urządzał scen, nie wzywał o pomstę do bogów. W świetle ustawionych w kątach palenisk, wsłuchując się wpierw w wicher szalejący na zewnątrz, zabrał potężnie głos:
     - Oto mamy szansę, by uniknąć dalszego rozlewu krwi naszych braci i sióstr tarczowniczek. Zawrzemy pokój z Królem.
     - Pokój?! - Oburzyli się wojownicy w sali. Milczałem, siedząc tuż po prawicy ojca. Nie przerywałem, nie dogadywałem i gęby nie suszyłem, jak reszta rodziny. Doskonale wiedziałem, iż naszym plemiennikom podczas bitw srogo się dostało. Problem był jedynie taki, że wikingowie w pokoju wytrzymać nie potrafili.
     - Torryggu, my tchórzamy nie jesteśmy!
     - Jaja ze stali mamy, wojska wielkie jak skurwysyn w jedną noc rozbić potrafimy!
     - Pokój i bezpieczeństwo są tępych, tchórzliwych kutasów wymyślunkiem.
     - Te podstępne gady słowa nie dotrzymają!
     - Milczeć! - Zagrzmiał Torrygg, wódz naszego klanu, uderzając ciężko pięścią w gruby, długi hebanowy stół. Głosy powoli ucichły, aż zapadła cisza, przerywana skrzekiem ptaków jak sępy krążących po niebie. Komponowała się z szumem fal i zimowego wiatru. Torrygg przeczesał palcami swoją długą, posiwiałą trochę brodę.
     - Wiele naszych braci w walkach z brytyjczykami poległo, wdów w klanie nam się namnożyło. Jako wódz, nie mogę pozwolić, by więcej szczeniaków bez swojego ojca się wychowywało. - Wyjaśnienie Torrygga było jasne i klarowne. Wszyscy, nawet najgłupsze osobowości przy stole zebrane, pokiwały niechętnie głowami.
    - Brytyjski Władca da nam swą córkę jako zakładniczkę, by przypieczętować nasz sojusz. Ty, mój pierworodny, uczynisz ją swą żoną.
     
      Od tamtego czasu, niewiele się zmieniło. Nie przestałem chędożyć, nie skończyłem z gorzałą i biesiadowaniem w towarzystwie mych braci, nie porzuciłem również swego ulubionego fachu, którego pierwszą zasadą rabowanie i mordowanie było. Odbyłem jednak z Torryggiem bardzo surową rozmowę. Nie zakazał mi niczego, lecz powiedział, że po swym pierworodnym odpowiedzialności oczekuje. Nie przeprosił, iż możliwość poślubienia którejkolwiek ukochanej mnie pozbawił, ale i tego wcale nie oczekiwałem. To zadanie nie zmieniło mojego życia, a jedynie je urozmaiciło. Byłem świadom tego, co mnie dotknęło. Tchórzem nie byłem, więc nie uciekałem. Jako dumny wiking, przyjąłem to na siebie bez słowa sprzeciwu.
     W przeciągu kilku następnych dni, przeprowadziłem się do wielkiej chaty z paleniskiem, pięcioma pomieszczeniami i własnym ogrodem. Położona ona była jedynie kwadrans od długiego domu wodza, w obrębie wysokiego drewnianego muru, który oddzielał naszą osadę od dzikich równin. To zapewniało prywatność, ale nie izolację - kilkanaście metrów dalej wciąż widać było domy i pastwiska mych braci tarczowników.
    Przed ślubem uświadomiłem sobie również, iż ta dziewka miękka jak tyłek niemowlaka będzie. Szczerze gardziłem niezdolnymi do walki ludźmi. W mym klanie jak i osadzie zarówno mężczyźni, jak i kobiety przygotowani byli do obrony własnych domów, gospodarstw i potomstwa. Te kurwie syny, zaszczane wieśniaki z królestwa przepełnionego tchórzostwem, nie równały się z nami ani trochę. Przez moment byłem nawet zaciekawiony, jak taka córa króla wyglądać mogła. Nie miałem zamiaru być dla niej pobłażliwy, czy wielce wyrozumiały. Nie, bycie miękkim fiutem nie leżało w mojej naturze.
     Dzień ślubu nadszedł szybko. Odziałem się wtedy w wystawne szaty wojownika, uszyte przez mą matkę z wilczych skór i lnianego materiału. Do pasa przywiązałem jednoręczny miecz mojego dawno zmarłego pradziada, trzymanego właśnie na takie okazje. Włosy rozczesałem i odpowiednio przygotowałem, a potem, wraz z Torryggiem i resztą rodziny, wybrałem się na własny ślub. Nikt nic nie mówił, nikt nie rozpaczał. Bracia poklepali mnie po plecach, siostry chichocząc słodko, uśmiechały się. Ojciec wyglądał na zadowolonego, natomiast matka przytuliła mnie na krótko przed ceremonią wyprawianą przed runami przodków, na tle stromego szczytu.
     Gdy nadszedł czas, na miejscu było pełno osób, które wcześniej przygotowały salę biesiadną. Stanąłem przed głazem z wyrytymi runami, tuż przed starym brytyjskim klechą, o żółwiej szyi, małych ślepiach i tym pełnym przestrachu wyrazie twarzy.  Dłoń demonstracyjnie położyłem na rękojeści swego miecza, zapadła cisza przerywana powiewami wiatru i szeptami zebranych.
     Kiedy zjawiła się moja luba, nie dałem po sobie ani trochę poznać zaskoczenia. Była drobna, niska, chucherkowata i brakło jej mięśni. Zapewne nie była w stanie unieść nawet lekkiego orężu treningowego. Musiałem jednak przyznać, że ustrojona w białą suknię  ślubną, robiła wrażenie - jej piersi były soczyście uwydatnione, tak samo, jak jędrny tyłek i długie nogi. Może i na siostrę tarczowniczkę się nie nadawała, a jednak... Będąc przekonanym, iż spędzę z nią wiele upojnych nocy, dostrzegłem coś więcej, niż obowiązek w zawarciu związku małżeńskiego - dostrzegłem okazję, by dogłębnie wykorzystać każdy cal jej słodkiego, błyszczącego jak cycki Frigg ciała.
     - Zebraliśmy się tu wszyscy, aby połączyć węzłem małżeńskim brytyjską księżniczkę Adair Colten i syna wodza, Ragnara Valgarda z plemienia wikingów... - Klecha ględził, ględził i ględził bez końca, pieprząc coś o wzajemnym szacunku, miłości i wierności. Żadnego jego słowa nie traktowałem poważnie, a jego czcze słowa robiły wrażenie jedynie na brytyjskich gościach weselnych.
    - Czy Ty, Ragnarze Valgard, bierzesz tą oto niewiastę za żonę i ślubujesz jej wierność, miłość i uczciwość małżeńską, przed jedynym jej bogiem, jak i Twoimi, wszystkimi i prawdziwymi bogami? - Wedle życzenia niziołkowatego klechy, obróciłem się na wprost do pięknej księżniczki.
    - Tak, biorę. - Moje słowa mogły brzmieć nie tyle co spokojnie i wręcz obojętnie, ale i z tym posmakiem wikińskiego akcentu. Tak, jakbym właśnie odbierał z rąk brytyjskiego króla swój własny łup. Wieśniak w szacie powtórzył formułkę do brytyjskiej dziewki i niemal widziałem, jak jej twarz drga, gdy przystaje na ten układ. Intrygujące, jak miękka i emocjonalna była.
    Potem nastąpiła wżawa. Wikingowie krzyczeli, wiwatowali na mą cześć i zarządzali siedmiodniową biesiadę, dając nam się uprzednio napić miodu pitnego, obyczaj wikingów - państwo młodzi muszą zasmakować świeżego miodu prosto z beczułki, by przypieczętować zaślubiny. Swą małżonkę wziąłem na ręce i mocno do siebie przycisnąłem, jak gdyby broniąc łupu. Ruszyliśmy do sali biesiadnej, nie dając brytyjczykom szansy, by się wtrącić. Nie, to był nasz dzień, nasz wieczór i nasza biesiada... To była moja kobieta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 12:41 pm




Jeszcze chwilę tliła się we mnie iskierka nadziei na to, że ktoś przerwie ten obrzęd i mnie stąd zabierze. Już pierwsze minuty spędzone obok mojego przyszłego męża wznieciły u mnie czerwony alarm. Nie pasowałam do tych osób. Tutaj zarówno mężczyźni, jak i kobiety byli wielcy. Każdy miał mięśnie jakich się nie spotykało codziennie w Wielkiej Brytanii. Mieli harde postawy i czujny wzrok, który skupili na mnie tak, jakby się spodziewali, że będą musieli interweniować w razie, gdybym zdecydowała się wycofać i uciec. I chociaż naprawdę tego chciałam, nie miałam odwagi. Pierwszy raz dostrzegłam jak wielkim tchórzostwem się charakteryzowali Brytyjczycy. Mój ojciec sam wysunął propozycję ożenku naszej dwójki. Powtarzał, że robił to dla bezpieczeństwa mieszczan i aby nie odbierać żonom mężów, ale zaczynało docierać do mnie, że on się ich po prostu bał. Miał czego. Sama drżałam jak osika, starając się za wszelką cenę to ukryć. Nie mogłam już od razu pokazać słabości, musiałam stanąć twardo na własnych nogach. Wzięłam więc kilka bardzo głębokich oddechów podczas przydługiego monologu klechy, po czym wyprostowałam się i spojrzałam stanowczo na wszystko, co było w zasięgu mojego wzroku. Król poszedł na łatwiznę i oddał mnie w ręce wikingów, ale wiedziałam, że postąpił właściwie. Aby zapewnić spokój i bezpieczeństwo swojemu ludowi musiał w zamian zaoferować wrogowi coś bardzo ważnego dla siebie. To było jedyne rozsądne wyjście. Od dziecka mi wpajano, że prawdopodobnie wyjdę za mąż za osobę, która będzie miała do zaoferowania najwięcej. Pokój był czymś takim bez dwóch zdań.
Dla mnie to, co mówił klecha było ważne, nawet jeśli trwało to długo. Obawiałam się jednak, że mój przyszły mąż inaczej do tego podchodził. Już teraz mogłam się domyślać tego, że nie zamierzał dotrzymywać złożonej przysięgi. Odnosiłam wrażenie, że nie był typem mężczyzny, który ograniczał się do jednej kobiety. Musiałam zaakceptować fakt, że prawdopodobnie nie będę dla niego niczym więcej jak jedną z jego kochanek. Nawet pomimo tego, że teoretycznie była jedna różnica pomiędzy pozostałymi, a mną. Już na statku obiecałam sobie, że nie będę brała do siebie niczego, co mnie spotka po opuszczeniu pokładu. Nic z tego co się dla mnie szykowało nie było moją winą. Musiałam o tym pamiętać jeśli chciałam być wystarczająco silna, aby to wszystko wytrzymać.
Kiedy klecha zadał mi to jedno, proste pytanie, uczucie strachu się spotęgowało. Niepewnie uniosłam wzrok na twarz mężczyzny, ale nie spoglądałam mu w oczy, bo nie wiedziałam czy dobrze by to odebrał. Patrzyłam się tam, gdzie miał usta, próbując powstrzymać drżenie własnego ciała. Udało mi się na tyle, że mogłam swobodnie odpowiedzieć.
- Tak, biorę – nie było w tym w ogóle pewności, ale też nie okazałam za bardzo strachu. To był mój obowiązek i zamierzałam go wypełnić tak, jak należało. Nawet pomimo tego jak bardzo bałam się życia w tej wiosce. Wszystko tutaj było inne, bardziej mrożące krew w żyłach. W Wielkiej Brytanii były drewniane domy, pałace z marmuru i zabytkowe, trwałe budynki. Czuło się tam atmosferę spokoju i porządku. Tutaj było zupełnie inaczej. Już same chaty, mocne i stabilne, ostrzegały. Nie były równomiernie rozstawione i zamiast zwykłego prania na zewnątrz wisiały tarcze, zbroje i broń. Tutaj panowała atmosfera dyscypliny i ponoszenia poważnych konsekwencji po niewłaściwych wyborach i czynach. Nie czułam się tu bezpiecznie, a zwłaszcza przy swoim mężu, chociaż powinno być odwrotnie. Będąc czyjąś żoną powinnam czuć się bezpieczeństwo i spokojnie. Mógł mnie broni, nikt nie miał prawa się do mnie dotknąć oprócz niego, ale tutaj tak nie było. Chociaż był wielki i szeroki przez co jasnym było, że umiejętności walecznych mu nie brakowało, nie wywoływał u mnie uczucia bycia bezpieczną, wręcz przeciwnie. Czytałam o wikingach od kiedy dowiedziałam się, że mam zostać żoną jednego z nich, ale w naszych księgach byli pokazani od tej gorszej, barbarzyńskiej strony. Pisali o nich jako o bezlitosnych, bezuczuciowych bestiach, którym radość sprawiało zadawanie bólu i wywoływanie przerażenia. Nie pomogło mi to patrzeć w pozytywny sposób na te zaślubiny.
Wypiłam to, co mi kazano i musiałam mocno się w sobie zebrać, aby nie skrzywić się przez ten cholernie słodki smak. Pozostałam niewzruszona na twarzy, chociaż w środku krzywiłam się na samą myśl o tym, co przed chwilą przełknęłam. Chwilę później znalazłam się na rękach mężczyzny i próbowałam nie drgnąć, kiedy mnie ściskał tymi wielkimi rękami. Nie ściskał mnie mocno, nie sprawiał mi bólu, ale nie wiedziałam czego się spodziewać po zamknięciu drzwi za wikingami, ale przed Brytyjczykami. Byłam zadowolona z tego, że pożegnałam się z rodziną przed całą ceremonią, bo nie wpuszczono ich do sali biesiadnej. Miałam dowód na to, że należało słuchać się swojego instynktu. A w tym momencie mocno ostrzegał mnie przed tym, co się miało teraz dla mnie zacząć. Niestety nic już nie mogłam na to poradzić. Ucieczka pewnie by tylko rozzłościła tych barbarzyńców i źle dla mnie skończyła. Chciałam chociaż względnie dobrze się czuć w tym kolejnym etapie mojego życia, takim który miał już trwać dla mnie aż do śmierci.
Zajęłam wskazane miejsce przy największym stole biesiadnym w pomieszczeniu. Oczywiście usiadłam dopiero po tym, jak zrobił to mój mąż. Dziwnie się czułam siedząc samemu pośród zupełnie obcych dla mnie ludzi. Byłam skrępowana i usilnie starałam się tego po sobie nie poznać. Wszystko było dla mnie nowe, jeszcze pozbawione sensu. Czytałam o ich zwyczajach, ale nie posiadaliśmy w swoich zbiorach wiele informacji na ten temat. Musiałam wszystkiego uczyć się na bieżąco. Innego wyjścia w tej chwili nie miałam. A przerażało mnie to na co nie byłam przygotowana i o czym nie miałam żadnego pojęcia, ale mogło się wydarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 4:34 pm


       Prowadząc tłum przez fiordy i gęstą puszczę, przyciskałem do siebie wątłe ciało dopiero co poślubionej żony. Za nami kroczył wiwatujący i skandujący me imię tłum wikingów, co na walce i rozlewie krwi ucierpieli, a za nimi Torrygg i Frigerda, wraz z resztą swego potomstwa - dwójką chłopców i dwiema dziewczętami. Nasza rodzina była wielka, toteż nawet gdybym ja, pierworodny, podczas bitew zginął lub ofiarą spisku został, dynastia Valgardów nie upadnie. My silny, twardy lud, który nie tak łatwo rozpierzchnąć.
      Jeszcze przed długim domem wodza, gdzie biesiada odbyć się miała, bracia i siostry tarczownicy grali na lutniach i bębnach, śpiewając ballady przed naszą erą zapoczątkowane. Zarówno te radosne, jak i historię o wielkich wodzach, co wpierw o swym klanie myśleli, a potem własne potrzeby zaspokajali. W ten sposób, przytaczali również i mój przykład - syn wielkiego Torrygga podjął się zadania twardego jak zeszłoroczna pieczeń z kuroliszka, oddając swą wolność i biorąc za żonę tak żałosną, miękką istotę, zawierając w ten sposób pokój. Bardowie mieli zapewne nadzieję snuć długie ballady zarówno o Ragnarze Valgardzie, jak i Adair Colten.  
     W środku długiego, zbudowanego z mocnego drzewa domu było mnóstwo zajętego przez biesiadników miejsca - długi na piętnastu chłopa stół wyłożony strawą, tarcze naszpikowane przez wojowników strzałami, parkiet do tańcowania, kilka tępych kling, mnóstwo miejsca do wiścigów z rogiem i siłowania na łapska, a także długa kłoda podłożona równo ściętymi balami drewna - tak, by wysiała w powietrzu. Każde z tych miejsc miało służyć zabawie, rozwiązywaniu sporów i świętowaniu mego ślubu przez wikingów. Praktycznie wszystkie polegały na okładaniu się po pyskach, opróżnianiu beczółek z winem i miodem pitnym, ale zawsze chodziło o to, by każdy z miejscowych do upadłego się wybawił i biesiadę przez pokolenia wspominał.
    Wraz z Adair zasiedliśmy na samym końcu zastawionego stołu, skąd widok na wszystkich zebranych mieliśmy doskonały. Wikingowie zasiedli na mosiężnych ławach, przyodziani w skórzane odświętne pancerze. Po mojej prawicy zajęli miejsca ojciec Torrygg,  bracia Agnar i Brynjolf, a po lewicy Adair matka Frigerda, siostry Thora i Asvir. Zapadła całkowita cisza, przerywana jedynie trzaskiem ledwie rozświetlających salę palenisk.  
    Podniosłem się ze swojego ręcznie zdobionego krzesła, chwytając w dłoń wypełniony miodem pitnym kielich.
     - Kilkoro z was, moi bracia i siostry tarczownicy, mogą sądzić, że wpadłem jak pięciokoronówka w gówno.
     Po sali rozniosło się echo śmiechu, choć mój głos był śmiertelnie poważny.
    - Mam jednak zamiar z tego sojuszu pożytek dogłębny uczynić, ku chwale poległym na wojnie mężom, ojcom, synom i braciom. Wypijmy za nich i lepsze jutro, które wraz z zakończeniem pożogi wojennej ma nastąpić!
    - Niech żyje Ragnar Valgard!
    - Syn szarego wilka!
    - Blady jak gówno owsiane, ale prawi dobrze!
    Zabawa rozkręciła się na dobre, gdy każdy - kobiety, mężczyźni, starszyzna i cała moja rodzina - opróżnili kielichy z mocnego alkoholowego trunku, a potem, po napełnieniu żołądków strawą, ku zabawie ruszyli - siłowanie na łapska, wyścigi w opróżnianiu beczułek z winem, napierdalanie się po mordach na podstawionej balami kłodzie i czekanie, które z wojowników najszybciej spadnie - rozrywki prymitywne, lecz o wiele lepsze i ciekawsze, niż godzinne wysłuchiwanie wieśniaciego klechy w damskiej szacie.
    Kiedy zasiadałem obok brytyjskiej dziewki, mój miecz zabrzdęczał głośno, zakłócając pieśni bardów. Jej rodacy nie zostali wpuszczeni do domu wodza - to byłoby wbrew naszym tradycjom.
    - Więc, bracie, panią Twego domu jest teraz brytyjska służka? Władać mieczem ona potrafi?
    - Jestem pewna, że zaskoczy nas ona nie raz, Asvir. Prawie jak tego, że cycki Gudrid miękkie jak poduszeczki są.  
     - Siostra, czyżby obrończyni tchórzliwych szumowin się z Ciebie zrobiła?
     Thora i Asvir prowadziły jakże interesujący monolog, siedząc tuż obok Adair. Nie kryły się z wszelkiego rodzaju komentarzami, były szczere do bólu i przy tym bardzo śmiałe, tak jak nas wychowano. Asvir zachowywała standardową, suchą postawę, a Thora wydawała się być zaciekawiona brytyjką. Ona zawsze była... Pobłażliwa.
     - Chodźmy - nakazałem w pewnym momencie, łapiąc swą żonę za nadgarstek. Wprowadziłem ją w głąb sali, nie puszczając, choć moja ręka o wiele większa od jej dłoni była. Przechodziliśmy pomiędzy bawiącymi się wikingami, którzy nie ustępowali nam miejsca, wręcz przeciwnie - chcieli bawić się zarówno z byłą brytyjską księżniczką, jak i ze mną, ich przyszłym wodzem. Równość i braterstwo, jakie panowało pomiędzy nami, zawsze pozwalały nam przetrwać nawet najcięższe boje. Zatrzymaliśmy się przy kłodzie, na której dwóch wojowników obijało sobie naprzemiennie pyski. W końcu, jeden zachwiał się i spadł z kory na twardą posadzkę.
    - Zmierzcie się ze mną, panowie. - Ściągnąłem z siebie gustowny pancerz z wilczej skóry i oddałem go służce wraz z mieczem pradziada, zostając przy tym w samej lnianej koszuli, które ledwie mój umięśniony tors opinała. Niewolnica zaniosła cenne przedmioty do skarbca, a ja rozejrzałem się za śmiałkiem.
    - Ja będę Twoim przeciwnikiem.
    - Myślałem, że stchórzysz, Brynjolfie.
    - Obiję Ci pysk, jeśli zawrzemy układ.
    - Układ? - Zakasałem rękawy koszuli za łokcie, przyglądając się sucho bratu.
   - Jeśli wygram, osobistę prawo do pokładzin dostanę!
   Sala nie ucichła, o nie - wszyscy zaczęli wiwatować na cześć mojego najmłodszego, dziewiętnastoletniego brata, który spragnionym odzewu spojrzeniem po ciele mej żony wodził. Zagotowało się we mnie, lecz pozory obojętności pozostawiłem. Pokładziny uważałem za najdurniejszy zwyczaj tego plemienia. Moja matka ich uniknęła dzięki Torryggowi, który w uczciwym pojedynku wygrał prawo, do zakazu owego zwyczaju.  
   - Gdy już obiję Twój krzywy pysk, Brynjolfie, te bzdurne dziedzictwo zostanie skreślone z kart naszego plemienia.
      - Wedle twego życzenia.
        Po uścisku rąk, wspięliśmy się na kłodę. Brynjolf strasznie napalił się na te pokładziny, toteż przystąpił do pierwszego ataku. Masą zdecydowanie nie grzeszył, więc ciosy jego nie czyniły wielkiej szkody. Uderzał jednak w mój martwy punkt - lewą stronę ciała, którą przez ślepotę oka ledwie zauważałem. Wprawnie się więc cofałem, uważając na pracę nóg. W przeciwieństwie do mego brata, nie celowałem w ilość, a jakość. I choćby wydawało się, że Brynjolf przewagę swą szybkością zyskał, to pewnym momencie uchyliłem się wprawnie. Moja pięść wystrzeliła w podbródek brata szybko i z niewiarygodną siłą, niby to kula armatnia. Jego głowa odskoczyła w tył, polała się ślina i krew z przegryzionej przez Brynjolfa wargi. Spadł na podłogę z hukiem, wikingowie wybuchnęli srogim śmiechem.
     - Pierworodny szarego wilka położył swego brata!
     Zeskoczyłem wprawnie z kłody, przeciągając się spokojnie. Nie miałem nawet draśnięcia. Niezbyt żwawo do swej żony podszedłem, chwyciłem ją za krągłą talię, a potem przyciągnąłem ku sobie szybko. Czułem zapach jej brytyjskich perfum i drżenie ciała, gdy pochylając się, złączyłem nasze usta w pierwszym namiętnym pocałunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 9:25 pm




Nie pokazywałam tego po sobie, ale dyskusja sióstr mojego męża, który z tego co wywnioskowałam przez słuchanie tłumu, miał na imię Ragnar, mocno na mnie oddziaływała. Nie byłam przyzwyczajona do tak jawnych obelg. U nas w Wielkiej Brytanii, nawet jeśli ktoś miał niekorzystne zdanie na temat rodu królewskiego, nie ujawniał tego przy wspominanych. Tutaj było zupełnie inaczej i drażniło mnie to. Może nie miałam mięśni niczym kula armatnia i siły jak dziesięciu chłopa, ale to nie znaczyło, że byłam miękka i słaba. Miałam inne zalety, nie uczono mnie wojaki, ale starano się wpoić, że każdy konflikt można rozwiązać rozumem i sprytem. Nie byłam przejawem ponadprzeciętnej inteligencji, ale byłam pewna, że mój intelekt oraz posiadana wiedza były o wiele większe niż wielu z zebranych w sali wikingów. Nie śmiałam jednak wypowiadać tych myśli na głos, nie byłam jeszcze na to gotowa. Nie wiedziałam jakie konsekwencje by wyciągnięto przez moją bezczelność. Mogłam im się przysłużyć umysłem, ale nie musiałam ich wprowadzać w tę informację już w tej chwili.
Posłusznie podążyłam za swoim mężem, kiedy rozkazał zmianę miejsca naszego pobytu. Chociaż nie musiałam, mimowolnie próbowałam jakoś zacisnąć swoje palce na jego ręce, nie chcąc zostać za bardzo od niego oddzielona. Nie czułam się tutaj swobodnie i nie wiedziałabym jak się zachowywać, gdyby pomiędzy naszą dwójką pojawił się tłum jego braci z wioski. Nie było to potrzebne, jego dłoń była wystarczająco wielka, aby objąć całą moją i udaremnić rozdzielenie.
Stanęłam obok kłody, obserwując jak Ragnar zrzuca z siebie ciężką zbroję. Nawet nie chciałam się zastanawiać nad tym ile ona ważyła. Nie miałam na to czasu. Rozmowa pomiędzy moim mężem, a jego bratem sprawiła, że wszystkie włosy na moim ciele się zjeżyły, a ja odruchowo objęłam swoje ciało ramionami. Zacisnęłam palce na talii i przełknęłam ślinę, próbując zignorować wzrok mężczyzny błądzący po nim. Pokładziny były co prawda u nas praktykowane jako przypieczętowanie zawartego związku małżeńskiego. Uczono nas o tym i do tej pory zdawało mi się, że byłam na to gotowa. Jednak kiedy pomyślałam o tym, że ktoś oprócz mojego męża miał widzieć moje nagie ciało, ta pewność znikała. Nie chciałam tego doświadczać, a zwłaszcza nie na obcym terenie. Możliwe, że to byłaby pierwsza z wielu rzeczy, których zapewne nie byłabym w stanie zapomnieć i zignorować. Spodziewałam się, że jeszcze niejedna taka się trafi, a ja nie znałam sposoby na ominięcie którejkolwiek. Dlatego, pomimo tego, że byłam całkowicie przeciwna siłowemu rozwiązywaniu konfliktów i tego typu układów, w myślach kibicowałam Ragnarowi. Wystarczyło, że on miał mnie widzieć nago, co nawet teraz mnie strasznie krępowało. Wiedziałam, że to był normalny akt, ale będąc do tej pory dystansowana od mężczyzn, nie potrafiłam spokojnie myśleć o tym. Miałam o tyle szczęście, że niemal każdy teraz miał tutaj zaróżowione policzki i nikt nie mógł domyślać się, że moje nie pojawiły się w wyniku spożytego alkoholu, którego już trochę wypiłam.
Czytałam o tym, że wikingowie walkę uważali za najlepszą formę rozrywki, zaraz po seksie, ale oglądanie tego na własne oczy, kiedy praktycznie każdy każdemu przysłowiowo obijał mordę było stresujące. Sama wolałabym nie paść ofiarą czyjejś pięści przez przypadek. Mimo wszystko chciałam tego wieczoru prezentować się jak najlepiej, nawet dla samej siebie. Powoli jednak znikało to w plątaninie moich myśli przez te kilka toastów wzniesionych na cześć kolejnych bóstw wikińskich, które już od kilku minut dawały mi znaki. Muzyka była coraz głośniejsza, przed oczami widziałam coś w rodzaju mgły i czasami piszczało mi w uszach. Byłam jeszcze w stanie utrzymać się na nogach, ale obiecałam sobie, że już dzisiejszego wieczora nie tknę więcej procentów. Wolałam pamiętać te wydarzenia, które miały już miejsce, a które jeszcze się zbliżały.
Prawie nie zauważyłam momentu, w którym Ragnar zbliżył się do mnie i złapał mnie za talię przyciągając do siebie. Po raz kolejny poczułam jak wielkie i silnie ręce posiadał. Otworzyłam więc buzię, aby poprosić go o to, aby uważał z uściskiem, bo nie chciałam mieć połamanych żeber, ale zanim cokolwiek z siebie wydusiłam, zamknął moje usta w pocałunku, zmuszając do zamknięcia oczu. Był mocny i namiętny, jakby chciał tym przekazać mi wiadomość, że teraz byłam tylko i wyłącznie jego. Nie był w tym subtelny, prawdopodobnie każdy wyczuł, że właśnie w tym momencie ich przyszły wódz tworzył granicę, której nikt nie mógł przekroczyć, nikt oprócz niego rzecz jasna.
Siła z jaką spił pocałunek z moich ust dosłownie zawróciła mi w głowie i zdawała się przełączyć dźwignię, która przepuściła resztę alkoholu, która gdzieś tam jeszcze się ulokowała. Praktycznie oddechu mi zabrakło, a ciało mimowolnie wygięło się do tyłu, zginając w miejscu, w którym trzymał swoją dłoń na moich plecach. Kiedy się ode mnie odsunął oddychałam ciężko, łapiąc w płuca powietrze haustami. Na mojej twarzy zapewne zagościły teraz bardzo widoczne rumieńce i już nie miałam jak ich przed nim ukryć. Nieważne, w jakiś sposób się rozluźniłam. Też chciałam mieć coś z tego przyjęcia, mimo wszystko było także dla mnie. Nie chciałam jedynie podążać za swoim mężem i w milczeniu robić wszystko, czego zapragnął.
- Mój panie… – zaczęłam zwracając na siebie jego uwagę i tym razem wpatrując mu się w oczu. Bariera, którą miałam podczas składania przysięgi i wymieniania się mieczami oraz obrączkami, opadła. Zdawała się zniknąć i ustąpiła miejsca swego rodzaju pewności siebie. Była chwilowo, ale jednak dodała mi odwagi. – Czy moglibyśmy dołączyć do tańczących? – spytałam wskazując na tłum wikingów i nie musiałam długo czekać na odpowiedź. Mężczyzna mocniej zacisnął rękę na mojej talii, sprawiając mi lekki ból i pociągnął we wskazanym kierunku. Chwilę później oboje wywijaliśmy swoimi ciałami wraz z resztą. To mnie rozluźniło na tyle, że przypomniałam sobie wszystkie lekcje tańce, jakie przyszło mi odbyć. Moja matka często przypominała, że kobieta musi mieć całkowitą kontrolę nad swoim ciałem, a najlepszym sposobem na trenowanie oraz wyćwiczenie tego w sobie był taniec. Dzięki temu potrafiłam nim działać tak jak chciałam, słuchało się mnie tak jak syn własnego ojca. Było pod moją całkowitą kontrolę i wyróżniało w tłumie barbarzyńców. Oni skupiali się na treningach walki i fechtunku. Uczyli się posługiwać bronią, unikać ciosów i wysuwać ataki. Nie w głowie im było nauczenie się tańczyć. Nie patrzyli na siebie nawzajem, ani na to jak wyglądali podczas tańczenia. Po prostu wywijali ciałem, nie prezentowali przy tym ani krzty prawdziwej duszy. U mnie było coś zupełnie przeciwnego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 10:07 pm


      Alkohol i bardowa muzyka szumiały mi w uszach podczas tego pocałunku. Usta Adair były miękkie i gładkie, ich smak zmieszany z miodem pitnym i owocami, które na biegu musiała przełknąć. Przypadła mi do gustu. Spodobało mi się, jak ugięła się pod ciężarem mego ciała, jak uległa, odwzajemniając słodką pieszczotę. Właśnie o to mi chodziło - miała znać granicę, wiedzieć, gdzie jest jej miejsce. Nie miałem zamiaru pozwolić, by zagalopowała się, sądząc, że książęcy tytuł mógłby coś w naszych stronach znaczyć. Nie, na naszej surowej ziemi, po związaniu się ze mną, przeszłość została zamknięta za brytyjską dziewką żelaznymi wrotami. Rozpoczęła nowy rozdział swego życia pod moim okiem, żyjąc ze mną i śpiąc w mym łożu. Wszystkie jej poprzednie zwyczaje przestały mieć znaczenie.
     Po zakończeniu pasjonującego pocałunku, odsunąłem się od brytyjki nieco, nabierając powietrza przesyconego alkoholem, drewnem i śpiewem w płuca. Zaróżowiona twarz żony działała na mnie pozytywnie. Była egzotycznym owocem, czymś, czego chciałem spróbować. Dlatego też, gdy zapytała o taniec, nie stawiałem oporów, a i wręcz pociągnąłem ją na parkiet, ignorując zadowolony uśmiech stojącego nieopodal Torrygga.
    Poruszając się w rytm muzyki, obserwowałem ją, niczym pięknie zapakowany łup, który niedługo dane mi będzie obedrzeć z ozdobnego papieru. W tańcu wyglądała o wiele bardziej zjawiskowo, niż jak ostatnia sierota przy stole siedząc. Oświetlana przez ogień palenisk, niemalże błyszczała. Nie odzywałem się, czując ciężar pozłacanej obrączki na palcu. Czcza biżuteria, którą na dno morza bym posłał, gdyby nie fakt, iż dla mego plemienia owy symbol tak wiele zapoczątkować mógł - wynagrodzenie samotnych matek, bezpieczne życie osieroconego potomstwa.
     Tańczyliśmy bardzo długo. Pozwoliłem Adair poczuć się swobodnie, zasmakować wikińskiej gościnności i zachłysnąć się nią. Ludzie pili, bawili się i przyzwyczajali do widoku brytyjskiej dziewki. Pokazałem jej kilka zabaw - rzucanie toporami w tarczę, strzelanie z łuku do celu, czy choćby opróżnianie wielkiego jak pięść trolla kielicha z miodem w wyznaczonym czasie. Nie odzywałem się za bardzo, lecz śmiechom braci i sióstr tarczowników końca nie było, nawet mój ojciec z matką na parkiecie tańcowali. W końcu jednak, oznaki zmęczenia na twarzy żony widziałem, a i czas na przypieczętowanie małżeństwa, według starszyzny, nadszedł. To nie oznaczało jednak koniec biesiady.
      - Bierzta tyle czasu, ile wam trzeba. Jutrzejsza biesiada i młodej pary trwać będzie.
      - Udanych łowów, Ragnarze!
      - Tylko jutro żonę swą wypuść, by jej osadę pokazać!
      Moja rodzina żegnała nas w drzwiach. Żoną ją mą zwali, bowiem wiedzieli, iż od teraz, od nocy poślubnej, gdy nic cofnięte zostać nie może, rzeczywiście nią jest. Obrażanie małżonki przyszłego wodza uznali zapewne nie na miejscu, nawet Asvir milczała jak grób. Dla mnie Adair wciąż tylko brytyjską dziewką była, ale dla nich coś się zmieniło.
      Nie odzywając się słowem, wziąłem dziewczynę na ręce, a potem wyniosłem bez problemu z domu wodza. Podczas krótkiego marszu przez całą osadę, bracia i siostry tarczownicy się nam przyglądali, ale nie zwracałem na to uwagi. Maszerowałem tylko żwawo, by na lodowatym wichrze nie stać i czasu nie tracić.
      Mój... Nasz dom był rozmiarów większych, niż ten zwykły, w którym wojownicy mieszkali. Z bardzo mocnych bali i ciemnego drewna, wybudowany jednym ciągiem, tworząc coś na wzór długiego domu wodza. Był jednak jednopiętrowy, podzielony na długi korytarz prowadzący do jadalni połączonej z kuchnią. Pokój dzienny, nasza sypialnia, łaźnia i zbrojownia były oddzielne. Większość mebli ręcznie zdobiona była, tak samo, jak wszystkie sklepienia i palenisko na środku pokoju dziennego. Przy wejściu powitały nas dwie służki - Blenda i Borga, gotowe do wykonania poleceń. Nakazałem im grzać wodę w łaźni, póki się nie zjawimy, wciąż nie wypuszczając swej żony z ramion.
      Potem, maszerując przez wysoki korytarz pachnący lawendą, śniegiem i popiołem, wniosłem byrytjkę do naszej sypialni. Wielkie, dwuosobowe łoże wyłożone skórami z niedźwiedzi i wilków czekało, by tylko zrobić z niego użytek. Postawiłem Adair na drewnianej posadzce, a potem, nie czekając, znów przyciągnąłem ją ciasno ku sobie i pocałowałem mocno, wyczerpująco, po wikińsku. Różnica była jedynie taka, iż tym razem się nie wstrzymywałem - moje dłonie rozwiązywały rzemyki jej sukni ślubnej bardzo sprawnie, a gdy się z nimi uporałem, gestem nakazałem jej, by się rozebrała. Milcząc, ściągałem z siebie lnianą koszulę, ukazując szeregi mięśni. Potem zająłem się skórzanym paskiem od spodni, rozpinając go żwawo.
     Namiętność i pożądanie wikingów były gorączkowe i ulotne, dlatego wszystko robili mocno i szybko. Lepiej, by Adair, brytyjska dziewka, była na to gotowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 11:07 pm




Taniec pozwolił mi na wiele długich minut zapomnieć o tym, co się działo wokół mnie. Znalazłam się w zupełnie innym świecie, bardzo dobrze mi znanym. Wspomnieniami przeniosłam się do hucznych przyjęć i bali, które urządzano w naszym zamku. Ludzie odziani byli w piękne, luksusowe kreacje od najlepszych projektantów. Na niektórych nosili maski, ukrywające twarze. Nikt nie wiedział kto jest kim, dzięki temu nie odczuwało się tak bardzo podziału. Muzyka rozbrzmiewała w całej sali, odbijające się echem od jej ścian. Wszyscy słyszeli wszystko bardzo wyraźnie, tak były konstruowane budynki. Pod jedną ze ścian stał podłużny stół, nakryty wszelkiego rodzaju jedzeniem. Smaków było dla każdego podniebienia, nawet najbardziej egzotycznego. Na parkiecie kobiety wirowały ze swoimi partnerami w pięknych, długich, balowych sukniach. Mężczyźni towarzyszyli im we frakach i eleganckich strojach, a muzyka była spokojna. Każde przyjęcia zaczynało się od układu tanecznego, którego uczyły się już małe dzieci. Wszystko zawsze było zapięte na ostatni guzik.
Zamknęłam oczy i cofnęłam się wspomnieniami do mojego ostatniego balu. Był najważniejszy spośród wszystkich, jakie wyprawiła moja rodzina od momentu moich narodzin, bo tematem przewodnim było moje wejście w wiek dorosłości. Skończyłam osiemnaście lat i brakowało mi już tylko dwóch bardzo ważnych kroków do tego, aby stać się prawdziwą kobietą, wyjścia za mąż oraz skonsumowania związku. Na balu pojawiło się wielu książąt, którzy ubiegali się o moją rękę, jednak każdego odrzucał mój ojciec. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że powodem były odbywające się w tamtym czasie rozmowy dotyczące zawarcia związku małżeńskiego pomiędzy mną, a Ragnarem Valgardem. Myślałam, że po prostu nikt nie był dla mnie odpowiedni, a ich majątek oraz to, co mogli zaoferować w zamian za oddanie im najstarszej córki króla Wielkiej Brytanii, nie były wystarczające. Niestety to był mój błąd, bo miałam nadzieję na to, że pozwoli mi wyjść za kogoś w kim się zakocham.
Na samym początku przyjęcia ojciec stanął przede mną. Uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę dłoń, aby tradycji stało się zadość. Ukłoniłam mu się i pozwoliłam poprowadzić na środek parkietu, na którym rozpoczęliśmy taniec. Był świetnym tancerzem, chociaż i tak wiele mu brakowało do umiejętności, jakie reprezentowała moją matka. Ten moment był chyba ostatnim, w którym tak szczerze się uśmiechałam i czerpałam radość z życia.
Cały obraz zniknął, kiedy Ragnar zdecydował się wprowadzić mnie w kilka zabaw wikińskich. Jedyna, która mi się podobała to było strzelanie z łuku. Miałam zamiar się bardziej zagłębić w tę czynność, ale przyszły wódz miał z goła inne plany. Odłożyłam więc broń i pozwoliłam mu się wziąć na ramiona. W tym momencie byłam mu za to wdzięczna, bo świadomość tego, co miało za chwilę nastąpić odbierała mi umiejętność chodzenia. Nie chciałam, aby widzieli, że moje nogi drżały niczym drzewo osikowe podczas wędrówki do mojego nowego domu. W trakcie tych kilku minut patrzyłam się wszędzie i myślałam o tym do czego mogły służyć poszczególne bronie, żeby tylko oderwać swoje myśli od aktu, który na mnie czekał. Niestety już po chwili nie miałam takiej możliwości, bo znaleźliśmy się w naszym lokum. Nie miałam też za bardzo czasu na przyjrzenie się temu, co tam było. Mężczyzna jedyne o czym myślał to skonsumowanie związku. Pozwolił mi dopiero stać o własnych siłach, kiedy znaleźliśmy się w dużej sypialni z łożem dostosowanym wielkością do tego, aby zmieścił się na nim wiking ze swoją małżonką. Mimowolnie przełknęłam ślinę, ale nie zdołałam nawet pomyśleć o tym, co za chwilę nastąpi, bo Ragnar znowu unieruchomił mnie w pocałunku. Tak samo jak poprzednim razem, tak i teraz mu się nie opierałam. Miał do tego prawu, w zasadzie po to była ta cała szopka ze ślubem. Każdy związek małżeński polegał na tym samym, niewiele osób wychodziło za mąż, albo żeniło się z kimś, kogo kochali.
Odsunęłam się od wikinga, biorąc głęboki oddech. Moja twarz znowu nabrała tego soczyście czerwonego koloru. Byłam strasznie zawstydzona, dlatego na samym początku odwróciłam się do niego tyłem. Nie mogłam patrzeć na niego w trakcie pozbywania się odzieży. Jeśli bym stała do niego przodem nie byłabym w stanie niczego zrobić swoimi drżącymi dłońmi. Nie patrząc się jednak w jego stronę i jeszcze chwilę ciesząc się nienaruszeniem mojej intymności, ostrożnie odwiązałam resztę sznurków z sukni. Zanim jednak zsunęłam cały materiał ze swoich ramion zatrzymałam się i wzięłam kilka głębokich oddechów, które miały rozluźnić moje ciało. Dopiero potem pozwoliłam całemu odzieniu opaść na ziemię i powoli odwróciłam się do niego przodem jeszcze zakrywając miejsca intymne. Wzrokiem uciekałam gdziekolwiek, byleby tylko nie patrzeć na niego i nie myśleć tylko o tym, co się miało stać. Skierowany był na ziemię i mimowolnie przygryzłam swoją wargę, próbując uspokoić swój nienaturalnie szybki oddech. Spokojnie Adair, to przecież normalna kolej rzeczy. Od bardzo dawna wiedziałaś, że to cię czeka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Wto Paź 27, 2015 11:43 pm


       W sypialni było ciepło, głównie przez coś w rodzaju kominka, a raczej paleniska, gdzie pojedyncze bale drewna płonęły zapewne od dłuższego czasu. Służki dobrze wszystko zaaranżowały. Byłem również niemal przekonany, jakoby jedna z nich nas podglądała. Oknem, szparą między drzwiami, dziurką od klucza, lub choćby przez kącik małego okna. Byłem pożądaną w całej osadzie partią, a poza tym, egzotyczny owoc, którego dane mi będzie niedługo posmakować, również wzbudzał zainteresowanie. Ślub syna wodza z córą brytyjczyków miał być sensacją w obydwu społecznościach przez kilka następnych tygodni, jeśli nie miesięcy. Byłem tego bardziej niż świadom.
    Gdy rozpiąłem pasek spodni, rzuciłem go na podłogę. Metalowa klamra huknęła cicho. Ściągnąłem skórzane, nieco luźne spodnie i rzuciłem je zaraz obok lnianej koszuli, pozostając całkowicie nagi tak, jak mnie matka na świad wydała. Nie czułem skrępowania. To słowo było mi aż nazbyt obce. Tylko młokosy i szczeniaki z naszej osady czuły jakiekolwiek opory przed dotykaniem kobiet i pokazywaniem im się w negliżu, choć również rzadko.
    Wyglądała pięknie w blasku palenisk. Tak niewinnie, słodko i niepozornie, jak żadna kobieta w tej osadzie. Wszystkie były odważne, dzielne i twarde, lecz brakło im tej naturalnej gracji, tej delikatności. Mało sióstr tarczowniczek miało okazję, by patrzeć na swój wygląd pod względem subtelności. One były gotowe, aby  bronić swych rodzin, a brytyjska dziewka jak gdyby została stworzona, by na nią patrzeć, by podziwiac i brać garściami, nawet więcej, niż rosły wiking potrafiłby unieść. Zdecydowanie nie żałowałem wygranej z Brynjolfem. Nie zniósłbym jego obecności, jego wzroku na ciele mojej żony. Tak, ona była tylko i wyłącznie moja. Nikogo innego. Nigdy.
     Wyciągnąłem rękę do zawstydzonej po koniuszki uszu dziewczyny i obejmując ją ramieniem, przyciągnąłem do siebie mocno. Wolną dłonią złapałem lekko za podbródek i uniosłem, zmuszając, by spojrzała w moje oczy - jedno ze śladami bieli, ślepe, a drugie jasnoniebieskie, jak pierwszy lód na morzu. Pocałowałem ją po raz kolejny, równie gorliwie, co i poprzednio, nie dając wytchnienia. Dodając zdecydowanie więcej intymności, wdrożyłem w tą cudowną grę język, nie zastanawiając się, czy ten owoc jako pierwszy zrywam. Nie, nie miało znaczenia to, co działo się przedtem. Tutaj świeży początek przy moim boku miała.
     Odwróciłem ją wprawnie ramieniem, tak, by przodem do łóżka stała, a plecami do mnie. Na jej miękkiej skórze składałem pocałunki, od barku aż po sam kark. Gdy dotykałem jej gładkich ud, a palcami podbrzusze, brzuch i piersi znaczyłem, powoli zaczynał płonąć we mnie ogień. Wystarczający, by mój członek stwardniał lekko.
     Całując jednocześnie szyję, wsunąłem w nią jeden palec, by sprawdzić, jaki skutek odnoszą moje pieszczoty. Kiedy poczułem, że o wiele większy, niż bym się spodziewał, pchnąłem ją na łóżko stojące nieopodal. Nie włożyłem to zbyt wiele siły, ale i nie miałem zamiaru jak kwiatek jej traktować. Podczas gdy brytyjska dziewka do siadu podnieść się próbowała, klęknąłem na łóżku i zaciskając mocno palce na jej udach, uniosłem biodra kochanki wystarczająco wysoko.
    Pochylając się nad Adair na tyle, by jej plecy z moim torsem się stykały, zacząłem w nią wchodzić. Była ciasna, ale i przy tym kurewsko mokra, więc bez problemu zmieścił się w niej członek nawet moich rozmiarów, pozbawiając jednocześnie dziewictwa. Wypuściłem z siebie westchnienie, odchylając głowę lekko do tyłu. Przyjemna poświata rozkoszy ogarnęła mój umysł i splatając palce z dłońmi brytyjki na pościeli zaciśniętymi, zacząłem poruszać biodrami. Najpierw powoli, wsłuchując się w erotycznie mlaskające odgłosy naszego stosunku, a potem szybciej, szukając własnego, gorliwego tempa.
    Przyjemność ogarnęła mój umysł szybko i począłem szukać jej o wiele więcej. Wciąż nie wypuszczając kochanki z klatki mojego ciała, przeniosłem dłonie na jej smukłe ramiona, dociskając Adair jak gdyby, biorąc ją od tyłu niczym moją własną, prywatną dziewkę. Sapiąc, rozkoszowałem się z satysfakcją moją słodką, ciasną księżniczką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sro Paź 28, 2015 12:10 am




 Dopiero kiedy moja twarz była tak blisko jego zauważyłam, że był ślepy na jedno oko. Gdyby nie sytuacja, w której się znajdowaliśmy, pewnie zaczęłabym zastanawiać się nad tym czy to był efekt którejś walki. Niestety w tym momencie mój umysł był daleko w tle. Nie potrafiłam logicznie myśleć, nic nie siedziało w mojej głowie oprócz zawstydzenia. Nie znikało, mimo że powoli powinno. Nadal była to dla mnie nowa sytuacja. A świadomość tego, że nie była ostatnią nie pomagała. Cała płonęłam ze wstydu. Czułam na policzkach ten kolor, przechodził na resztę ciała i tylko się nasilił przez pocałunek. Kiedy wsunął w moje usta język i zaczął badać ich wnętrze, mimowolnie zacisnęłam mocniej powieki, bo nie byłam na to gotowa. Nie chciałam nawet myśleć o tym jak miałam zareagować, kiedy przestanie już się ze mną drażnić.
Kiedy stanęłam tyłem do niego i poczułam jego dotyk na swoim ciele, drgnęłam lekko wypychając biust do przodu, jakbym chciała uniknąć tego kontaktu. Ragnar zdawał się w ogóle tego nie zauważać i kontynuował swoją zabawę, podczas gdy ja próbowałam nie uciekać. Osiemnaście lat wpajano mi, że kiedyś do tego dojdzie, jednak nie czułam się na to gotowa. Zwłaszcza z wikingiem, który słynął ze swojej brutalności. Nie chciałam tego już teraz, chciałam poznać go, poczekać. Nie było już jednak odwrotu. Byłam tego pewna i pewnie dlatego poczułam w ustach słone łzy. Zaczęły powoli spływać po moich policzkach, a ja zagryzałam wargę, żeby to się nie wydało. Nie widział mojej twarzy, nie widział, że płakałam i tak powinno zostać. Nawet wtedy, kiedy coraz więcej łez zaczęło ściekać po mojej twarzy, kiedy pchnął mnie na posłanie. Na drżących ramionach spróbowałam się podnieść, chciałam je wyprostować i udało mi się tylko dlatego, że podciągnął wyżej moje biodra.
- Nie…AH! – próbowałam go zatrzymać, ale był na to obojętny i wszedł we mnie. Gwałtownie, brutalnie i bezlitośnie zaczął się we mnie poruszać, a ja czułam tylko ból. Miałam wrażenie, że rozrywał mnie od środka, że wiercił we mnie dziurę, której nie można by było potem zmniejszyć. Matka uprzedzała mnie, że pierwszy raz boli, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że aż tak bardzo. Może w Wielkiej Brytanii byłoby delikatniejsze, mniej odczuwalne, ale nie tutaj. Kolejne szybkie i gwałtowne ruchy wyciskały ze mnie coraz więcej łez. Mocno zaciskałam powieki, żeby je powstrzymać, ale nie umiałam. Zadawałam sobie tym tylko dodatkowy ból, a wystarczał ten, który zadawał mi mężczyzna. Z moimi dłońmi było dokładnie to samo. Palce mocno zacisnęłam na pościeli i zamiast poluźniać uścisk, ja go zwiększałam. Domyślałam się, że knykcie mi zbielały przez siłę nacisku, ale tak wystarczyło.
- Prze… Przestań – wyjąkałam przez łzy, próbując wykrztusić z siebie coś więcej niż tylko wrzaski, jęki i łzy. – Proszę… – błagałam, czując jak moje ręce drżały. Czułam go w sobie, aż w samym podbrzuszu. Penetrował moje wnętrze tak, jak naostrzony, wikiński miecz przecinał wrogów. Gładko, gwałtownie i ostro. Ból był nie do zniesienia, chciałam aby ustał. Chciałam, żeby Ragnar przestał, a ból zniknął. Nie miałam siły na wyrywanie się, ale chociaż słowami próbowałam powstrzymać mężczyznę. Nie chciałam tego. Nie chciałam kończyć. Nie chciałam, żeby to robił. Nie chciałam tutaj być. Nie chciałam być żoną barbarzyńskiego, brutalnego potwora. Chciałam wrócić do domu i wyjść za zwykłego, chociażby francuskiego księcia. Jakikolwiek by nie był. Każdy był lepszy od tej bestii.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Czw Paź 29, 2015 12:02 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sro Paź 28, 2015 12:37 am


     Właśnie czegoś takiego się spodziewałem. Tak, tak, dokładnie czegoś takiego - ciasnych mięśni oplatających mój członek na tyle dotkliwe, by każdy szybki ruch sprawiał mi przyjemność wystarczającą do pobudzenia wszystkich zmysłów. Każde, nawet najmniejsze drgnięcie byłej brytyjskiej księżniczki sprawiało, że gotowało się we mnie, byłem cholernie rozpalony. Była mokra, wąska i nienaruszona. Aż mnie korciło, żeby złapać ją za włosy, docisnąć do ściany i zerżnąć tak, by następnego dnia podnieść się nie mogła. Tak czyniłem z poprzednimi kobietami, a one mi tylko wdzięczne były. Miałem jednak wrażenie, że przy brytyjskiej dziewce takie metody na niewiele się zdają. Była zbyt...  Miękka, zbyt delikatna, nieprzyzwyczajona do naszych standardów.
     Jak się spodziewałem, tak było - Adair Colten starała się stawiać nikły opór, prosząc o litość. Jej słowa  tym momencie były jak sól na rany - nieznośne. Chciałem słuchać jej jęków, westchnień, nieważne, czy bólu czy rozkoszy. Brałem to, co mi się należało i ona doskonale o tym wiedziała. Ona właśnie płaciła cenę za przyjęcie przeze mnie tej umowy, za odebranie mi możliwości własnego ślubu, życiu z którąś z mych kochanek.
    Przez moment zaprzestałem poruszania biodrami, wyciągając nabrzmiały członek z jej mokrego wnętrza. Nie byłem rozjuszony, a ledwie poddenerwowany przerwaniem przyjemnego, erotycznego rytuału.  
     - Zamknij się - rozkazałem szorstko, nie podnosząc głosu. Złapałem ją za szyję, nie dusząc, a ledwie przytrzymując, a potem przycisnąłem jej policzek do skórzanej pościeli dłonią, jak gdyby nakazując, by się ze swym losem pogodziła. Poklepałem ją kilka razy po pośladkach, jak swą własność, przyciągnąłem ku sobie i wszedłem w nią po raz kolejny, lecz tym razem powoli, znów poszukując własnego rytmu. Ponownie poczułem ten gorąc, te spazmy rozkoszy gotujące się w mym podbrzuszu.
      Zaciskając palce na pościeli, po obydwu stronach głowy brytyjskiej dziewki, znów zacząłem poruszać biodrami, lecz gwałtowniej i mocniej niż poprzednio. Ten gorliwy, szybki rytm odpowiadał mi najbardziej, przynosił najwięcej ekstazy, najwięcej nowych doznań. Ten delikatny kwiatek dawał mi wszystko, czego inne nie mogły - świeżość. Pod wpływem chwili znów z niej wyszedłem, złapałem mocno i obróciłem, zmieniając tym samym pozycję - miała patrzeć mi prosto w oczy, gdy to robiłem. Miała widzieć tylko i wyłącznie moją twarz, kiedy pozbawiałem ją cennego w kraju tchórzów skarbu. Miała też przede wszystkim zrozumieć, że nie jestem jej księciem.
     Wsunąłem swój członek w nią trzeci raz, stykając się przy tym z jej ciałem, zaciskając palce szczelnie na jej udach. Poruszałem biodrami mocno, a na swej klatce piersiowej czułem ocierające się nabrzmiałe sutki kochanki, bo mimo bólu, odczuwała też rozkosz. Tego byłem pewien. Czuła ekstazę podobną do mojej. Pchnąłem biodrami mocniej, na granicy własnego bólu. Tak, dokładnie tego było mi trzeba - porządnego, gwałtowny seksu, nowego doświadczenia.
Mgiełka potu oblała moje ciało, długie włosy zrobiły się nieco wilgotne. Mimo lekkiego sapania i westchnień, nie traciłem również tempa. Nie, miałem zamiar pokazać jej solidną dawkę doświadczeń, którą może zafundować jedynie wiking.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sro Paź 28, 2015 12:59 am




- Błagam… – wykrztusiłam rozpaczliwym tonem i odetchnęłam z ulgą, kiedy ze mnie wyszedł. Poczułam nagle pustkę, przestało mnie od środka rozrywać i byłam mu za to wdzięczna. Moje całe ciało drżało. Wydawało mi się, że miał zamiar dać mi na dzisiaj spokój, mimo wszystko to był mój pierwszy raz. Niestety nigdy tak bardzo się nie pomyliłam. Pomimo tego, że nie podniósł głosu mówił tak szorstko, że wszystko, co chciałam z siebie wyrzucić utknęło mi w gardle, tworząc gulę. Tak wyglądał i zachowywał się wiking. Wszystko było dokładnie tak samo jak we wszystkich przekazach. Myślałam, że książki naginały prawdę i tak było w kwestii publicznych tradycji wikingów, jednak to, co działo się w prywatnym domu i za czterema ścianami było nawet gorsze. Trafiłam w łapska barbarzyńcy, bestii z krwi i kości, i nic nie mogłam z tym zrobić. Składając przysięgę małżeńską skazałam się na taki los. Tutaj nie byłam ani ważna, ani szanowana. Tutaj byłam tylko własnością przyszłego wodza plemienia, nikim więcej.
Jęknęłam z bólu, kiedy przycisnął mój policzek do pościeli. Zacisnęłam palce bardziej na pościeli, otworzyłam smutne, zaszklone oczy i zagryzłam wargę, zdając sobie sprawę z tego, że nic nie mogłam zrobić. Mogłam mu się poddać, mogłam jedynie służyć jako pokrowiec na jego miecz. Jednak pomimo tego nie byłam w stanie przestać płakać. Łzy, zwłaszcza wtedy pociekły, kiedy ponownie we mnie wszedł, zmuszając mnie do mocniejszego zaciśnięcia palców na pościeli i sklejenia powiek. Już nie starałam się go wyprosić o litość, to nie miało najmniejszego sensu. Dla niego liczyło się to, żeby mnie zerżnąć, żeby całkowicie odebrać mi to, co było tak ważnym skarbem dla młodej kobiety, która miała zostać w przyszłości czyjąś żoną.
Zdziwiłam się, kiedy ponownie ze mnie wyszedł i przez chwilę miałam nadzieję na to, że już mu starczy. Niestety po raz kolejny wyprowadził mnie z błędu, bo jedyne czego chciał to zmienić pozycję. Przerzucił mnie na plecy i znowu we mnie wszedł. Równie gwałtownie i brutalnie, co za drugim razem. Bardziej niż za pierwszy. Z każdą chwilą przyspieszał rytm, a ja nie umiałam utrzymać otwartych oczu. Kiedy momentami dodawał gwałtowności i brutalności w swoim ruchu moje ciało reagowało instynktownie. Wyginało się w łuk jednocześnie wyciskając ze mnie głośniejszy jęk. Poza bólem odczuwałam rozkosz, ale to pierwsze było tak intensywne, że nie umiałam skupić się na tym drugim. Nie mogłam sobie ułatwić tego aktu, załagodzić cierpienia. Wciąż i wciąż czułam się rozrywana. Zupełnie tak, jakby rozdzierał mnie na strzępy, sklejał i znowu rozdzierał. Myślami starałam się oddalić od tego wydarzenia, jak najbardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sro Paź 28, 2015 1:28 am


       Mogła mnie błagać, mogła prosić i góry złote obiecywać, ale ja i tak zdania zmieniać nie zamierzałem. Brałem tylko to, co mi się należało i robiłem to, czego ode mnie oczekiwano  - konsumowałem świeżo zawarty związek. Brytyjska dziewka nie mogła ode mnie wymagać, bym tak po prostu zrezygnował z prostej, przyjemnej czynności, jedynej rzeczy, która prócz ulgi mych braci, była warta tego małżeństwa. Nie zmuszałem jej, by obcowała z mą rodziną, by słuchała sióstr i braci tarczowników. Wymagałem jednak, aby się mi podporządkowała. Musiała zrozumieć, że należy tylko i wyłącznie do mnie, nikogo innego. Jeśli nauczy się z tym żyć i pogodzi z sytuacją, wszystko zacznie wyglądać inaczej, lecz nie zamierzam jej niczego ułatwiać. Nie jestem i nigdy nie byłem tak miękki.
      Tak, dokładnie tak, myślałem wtedy, wsłuchując się w jęki i westchnienia Adair. Nieważne, czy ból czy rozkosz, były muzyką dla mych uszu, dodatkowo mnie podniecały i rozpalały ten wewnętrzny ogień. Ogień, który mnie napędzał, pobudzał do dalszego działania. To właśnie przez ekscytację i podniecenie, moje ruchy były gwałtowniejsze, mocniej wsadzałem w nią swój członek. Po kilkunastu następnych minutach, a może i pół godzinie intensywnego stosunku, chwyciłem ją mocno za biodra, wbijając w nie palce.
    Nie przejmując się siniakami, które czekały mą kochankę, uniosłem je wyżej i ruszyłem biodrami jeszcze kilka ostatnich razy, a potem doszedłem w jej wnętrzu, zaciskając przy tym mocno zęby i uginając plecy lekko do tyłu.
    Po moich mięśniach spływały krople potu, włosy były subtelnie zmierzwione. Sapałem dość głośno, lecz mimo zmęczenia tym krótkim maratonem, pochyliłem się i pocałowałem Adair. Nie był to gest pełen uczucia, a przypieczętowanie przynależności, długa i wyczerpująca pieszczota. Potem odsunąłem się, rozluźniłem palce i wyszedłem z niej, wstając przy tym z łóżka. Na zewnątrz już zmierzchało, a ja czułem się spełniony. I głodny. Na nagie pośladki wciągnąłem spodnie, spoglądając kątem oka na wycieńczoną dziewczynę. Nie było mi jej żal... W mych oczach, wyglądała naprawdę żałośnie.
     - Przyzwyczaj się. Znosić to będziesz każdego wieczora. - Mój głos brzmiał szorstko, mało przyjemnie. Wikingowie nie słynęli z subtelności nigdy, a nawet jeśli ktoś jej doświadczał, to musiał sobie zaskarbić szacunek i zaufanie.
     - Blenda! Borga!
        - Słucham, Torryggsonie?
        - Gotowa do służby.
     - Pomóżcie jej dotrzeć do łaźni i wyszorujcie, do porządku doprowadźcie. Potem do wypoczynku przygotujcie, do łoża strawę przynieście. - Borga i Blenda pojawiły się zaskakująco szybko w naszej sypialni, jak gdyby wiedziały, kiedy erotyczne zabawy końca dobiegły. Nie zwróciłem na to jednak uwagi. Dwie niewolnice, rude bliźniaczki, przyniosły lniany szlafrok dla Adair, a potem poczęły ją ubierać i wstać pomogły.
      Ja sam poszedłem do kuchni, gdzie stół nakryty był. Spełniony i usatysfakcjonowały, miałem zamiar zjeść, obmyć się i pójść spać. Następnego dnia czekało mnie polowanie, a potem wyprawa rabunkowa wraz z resztą tarczowników. Wiedziałem, że brytyjska dziewka nie będzie w stanie doczołgać się do łaźni, toteż zleciłem te wszystkie zadania bliźniaczkom - umyć, w sypialni nakarmić i do snu ułożyć. Były rozumne na tyle, aby zrozumieć przekaz. Sam upiłem nieco miodu pitnego z kufla. Kropelki potu na moim ciele rozmazały się w lepkie plamy przez ogień z paleniska w pomieszczeniu.
     W samych spodniach, popijając miód rozmyślałem, podczas gdy dziewczyny były w łaźni. Dotarło do mnie, że ten związek małżeński nie będzie taki nieudany, jeśli uda mi się wpoić Adair zasady panujące w osadzie wikingów. Na to szanse były jednak małe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sro Paź 28, 2015 1:53 am




Po kilku kolejny, dosyć gwałtownych ruchach w moim ciele zaczynała rozgrywać się burza. Ból i rozkosz przejmowały całkowicie nad nim kontrolę, a ja nie wiedziałam już co bardziej dominuje. Mój umysł był zamglony, żadne myśli go nie wypełniały. Jedynie jęki i sapnięcia. Nawet nie bardzo już docierało do mnie to, że Ragnar mocniej zacisnął palce na moich biodrach, co zapewne poskutkuje siniakami. Już nie wiedziałam co się dzieje. Czułam tylko jak kolejne bardzo potężne pioruny wędrują od podbrzusza do całego mojego ciała, aż do momentu, w którym już nie wytrzymałam. Mój orgazm był o wiele intensywniejszy niż przypuszczałam, że kiedykolwiek będzie. Nie bardzo wiedziałam, co do tego doprowadziło, czy brutalność, czy wielkość jego przyrodzenia, czy może doświadczenie. Nie byłam w stanie myśleć w momencie, w którym moje ciało zdawało się rozpadać na miliony kawałeczków w wyniku sięgnięcia kresu wytrzymałości. Po kilku kolejnych ruchach i mężczyzna doszedł w moim wnętrzu.
Kiedy ze mnie wyszedł poczułam nieopisaną ulgę, ale ból nie znikał. Całe moje ciało drżało z wycieńczenia, nawet leżenie było dla mnie wielkim wyzwaniem. Nie byłam w stanie zawstydzić się tym, że kolejne dwie osoby widziały moje nagie ciało. Nie miałam na to siły, tak samo jak na jakikolwiek ruch. Obie dziewczyny musiały mi zarówno pomóc się podnieść, jak i stanąć na nogach. Za pierwszym razem osunęłam się na ziemię niezdolna do utrzymania się w pionie. Nie spodziewały się tego, bo mimo wszystko były wychowywane w wikińskiej osadzie. Miały o wiele silniejsze i wytrzymalsze ciała. Ja nigdy nie doświadczyłam takiego aktu brutalności. Mój ojciec nigdy mnie nie bił, kiedy coś źle robiłam. Wiedział, że się starałam i to mu wystarczało. Z Ragnarem było inaczej. Nie mogłam sobie wyobrazić codziennie takiego seksu. Nie sądziłam, żebym wytrzymała i nie wiedziałam kiedy nie będę już nawet chciała utrzymywać granicy uległości. A on tego oczekiwał.
Do łaźni dotarłyśmy w wyjątkowo żmudnym tempie. Kobiety pomogły mi usiąść w wannie, po czym zajęły się obmywaniem mojego ciała z potu i wysiłku na jaki mnie wystawiono. Wychyliłam głowę go tyłu i poczułam jak łzy spływają mi po policzkach. Tym razem jednak nie brakowało mi oddechu, nie wydałam z siebie ani jednego dźwięku, a po prostu swobodnie i powoli płynęły. Obie służki ignorowały to, zajmując się wyczyszczeniem do końca mojego ciała, po czym pomogły mi powrócić do sypialni. Tam, wedle polecenia mojego męża, przyniosły mi strawę, jednak nie miałam najmniejszej ochoty na jedzenie. Jedyne o czym myślałam to sen, odpoczynek. Potrzebowałam tego i jasno im dałam do zrozumienia, że nie tknę posiłku. Próbowały mnie przekonać, jednak ja już odpływałam w objęcia Morfeusza, mając nadzieję na to, że z samego rana obudzę się w swoim pokoju. Otoczona atłasem, jedwabiem i zawinięta w kłębek ze swojej ulubionej pościeli. Służba by mogła odsłaniać zasłony, wpuszczając do pokoju promienie słońca i próbować mnie wyrwać z tego koszmaru. Chciałam zejść na śniadanie z rodziną, wdać w dyskusję na temat tego, kto mógłby zostać moim mężem, aby Wielka Brytania zyskała jak najwięcej i rozpocząć codzienne lekcje śpiewu, literatury i tańca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sro Paź 28, 2015 2:11 am


      Z dala dobiegała mnie jeszcze wrzawa, ledwie przedzierająca się przez zimne lodowe wichry, gdy dopijałem kufel miodu. Ogień w palenisku przyjemnie trzaskał, a ja starałem się przewidzieć, czy bierna pozycja brytyjskiej dziewczynki mi wystarczy. Wiele wikingów lubi brać swoje kobiety bardzo szybko, sięgając tylko swej przyjemności, jak psy na sukach. Ja jednak, preferowałem obupólną korzyść. Moje noce z kobietami mieszkającymi w osadzie wyglądały nieco inaczej. Fakt, balansowaliśmy na granicy gwałtu i bólu, ale obydwie strony czerpały satysfakcję. Czy sam gwałt na Adair będzie mi wystarczał w przyszłości?
    Kiedy skończyłem raczyć się drobną ilością alkoholu, poszedłem do łaźni. Była brytyjska księżniczka już z niej skorzystała, więc nie śpieszyłem się zbytnio - zrzuciłem spodnie, a potem zanurzyłem się w świeżej, lodowatej wodzie, która jeszcze nagrzana nie została. I dobrze. Zimna kąpiel zawsze mnie orzeźwiała.
    Adair, jako moja żona, miała zajmować się gospodarstwem, domem i potomstwem. Do jej obowiązków nie należało co prawda przygotowywanie posiłków, bowiem od tego dwie niewolnice mieliśmy, lecz nadzorowanie wszystkiego. Musiała się zorganizować, pilnować naszego gospodarstwa i dbać o to, by domowe ognisko nigdy nie wygasło. Patrząc na jej postać, coraz bardziej wątpiłem w to, czy uda się tej dziewczynie do nas wcielić. Żadnej determinacji, żadnego temperamentu w niej nie było. Traktowałem ją co prawda jak każdą dziewkę, ale i tak dużego rezultatu to nie przyniosło.
     Kiedy skończyłem zmywać z siebie woń seksu, zaschnięty pot i trudy tego dnia, wytarłem się, wysuszyłem rozpuszczone włosy i włożyłem na palec pozłacaną obrączkę. Tą, która męskim bliźniakiem tej od Adair była. Potem wciągnąłem na siebie lekkie, lniane szorty i racząc się uprzednio kilkoma świeżo zerwanymi owcami, poszedłem do swojej sypialni, nakazując Blendzie i Bordze, by przygotowały wszystko na następny dzień - strawę, poranną kąpiel, mą zbroję na wyprawę i powiadomiły mą matkę, Frigerdę, że przed wypadem rabunkowym chcę się z nią zobaczyć. Kiedy już z Adair skończę, to ona będzie zajmować się takimi sprawami, nie ja. Ona dbać o domostwo będzie, ale na tą noc, postanowiłem dać jej chwilowy spokój. Musiała się zregenerować.
     Poszedłem do sypialni i wsunąłem się pod kołdrę zszytą z ciepłych zwierzęcych skór. Brytyjska dziewczyna leżała na skraju łoża, skulona i skruszona niemal, prawie jak ranne zwierzę. Miała na sobie lnianą suknię do kolan, którą do spania nosiły siostry tarczowniczki. Nie siląc się na delikatne gesty, przyciągnąłem ją do siebie powoli, a potem przycisnąłem do siebie, ogrzewając swym ciałem.
     Byliśmy małżeństwem i miałem zamiar z nią spać, jak jej mąż. Przymykając oczy, odetchnąłem, rozluźniając się. Zasnąłem równie szybko, co nauczyłem się władać mieczem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sro Paź 28, 2015 12:37 pm




Kiedy obie służące opuściły małżeńską sypialnię, skuliłam się na swoim miejscu. Nie wiedziałam jakim cudem jeszcze mogłam płakać po robieniu tego praktycznie przez cały akt seksualny, ale łzy same pociekły po moich policzkach. Tym razem nie umiałam powstrzymać odgłosu łkania, które się zaczęło wydostawać z moich ust, więc schowałam twarz w poduszkę, żeby go zagłuszyć. Sama ledwo się słyszałam, więc z ulgą stwierdziłam, że nikt inny na pewno nie odbierał tych dźwięków. Byłam wychowywana do rządzenia państwem, a nie bycia uległą względem swojego męża. Nikt nie uczył mnie jaką żoną powinnam być dla wikińskiego syna wodza, jak kobiety tutaj się zachowywały. Nikt nigdy mnie tak nie traktował, a jeśli ktoś się zdarzył to jako karę był poddawany bolesnej chłoście. Tam należał mi się szacunek i oddanie jako następczymi tronu. Tutaj nic z tego nie działało. Tutaj miałam być tylko zabawką Ragnara. Tutaj to ja byłam tą, którą okładano z każdej strony. Nawet w najczarniejszych koszmarach nie śniło mi się takie życie. Jak ja miałam sobie z tym poradzić kiedy nie byłam do tego przygotowywana? Jak miałam być taką samą osobą, jaką byłam do tej pory?
Kiedy usłyszałam ciężkie, męskie kroki dobiegające zza drzwi, zapewne mojego męża, szybko się uspokoiłam. Przestałam płakać, przetarłam oczy i je zamknęłam, udając że już dawno odpłynęłam do krainy Morfeusza. Zwinęłam się w kłębek jak najdalej od części łoża, którą zajął Valgard, żeby mnie już dzisiaj nie tknął, ale najwidoczniej on miał inne plany. Nie mogłam zareagować paniką i drżeniem kiedy złapał mnie i przyciągnął do siebie. Nawet pomimo tego, że w środku rozgorzała we mnie burza przerażenia. Myślałam, że nie miał jeszcze dość, że znowu mnie zmusi do seksu, ale na całe szczęście pomyliłam się. Zdziwiło mnie to, że nagle potraktował mnie poniekąd jak równą sobie i objął tak jak mąż powinien żonę. Nie ukrywam, że pomogło mi się to trochę rozluźnić. Nawet pomimo tego, że raptem pół godziny wcześniej, może nieco mniej, może więcej, mnie zgwałcił. Nie okazywałam jednak tego po sobie i po prostu zaczęłam równomiernie oddychać. Moje ciało się nieco rozluźniło i już po chwili płynęłam z prądem marzeń sennych w o wiele bezpieczniejsze i spokojniejsze miejsce. Pragnęłam tylko tego, żeby obudzić się w swoim brytyjskim pokoju i zrozumieć, że ten ślub i wszystko, co się wydarzyło po nim, było tylko koszmarem, a ja miałam wyjść nie za barbarzyńcę, a za kogoś innego. Zwykłego, spokojnego i ułożonego księcia z pobliskiego królestwa, który będzie traktował mnie tak, jak tego wymaga mój status.
Obudziłam się, kiedy wyczułam ruch na posłaniu. Zniknęło ciało, które ogrzewało moje i boleśnie to odczułam. Skuliłam się więc pod kołdrą ze zwierzęcych skór i zwinęłam w kulkę, dzięki czemu było mi trochę cieplej. Nie za bardzo skupiłam się na tym, że Ragnar opuszczał nasze łoże i wybierał się gdzieś, zostawiając mnie samą w naszym domu. Cieszyłam się jedynie z tego, że nie zdecydował się obudzić mnie kolejnym, erotycznym tańcem. Mimo wszystko dalej całe ciało mnie bolało, a zwłaszcza krocze. Byłam pewna, że nigdy nie zapomnę swojego tak cholernie bolesnego, pierwszego razu. Nikt mnie na to nie przygotował, nawet ostrzeżenia mojej matki, która nie ukrywała przede mną faktu, że to był ból.
Byłam pewna, że mężczyzna zostawi mnie w spokoju i pozwoli dalej odpoczywać, jednak jego ciężar wciąż będący na łóżku skutecznie odegnał tę nadzieję. Byłam jednak na tyle nieprzytomna, że nie miałam wrażenia, iż się obudziłam. Przynajmniej do momentu, w którym nie poczułam szorstkich ust Valgarda na swoich wargach i jego języka w mojej buzi. Był to na tyle niespodziewany i stanowczy pocałunek, że praktycznie zapomniałam o oddychaniu i natychmiast się obudziłam automatycznie to odwzajemniając. W takich sytuacjach nie kontrolowałam swojego ciała, które odpowiadało instynktownie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Sro Paź 28, 2015 5:46 pm


      Spałem snem twardym i nieprzerwanym aż do samego rana, ogrzewając chuchrowate ciało Adair moim własnym. Choć w pomieszczeniu nocą było ciepło, to rankiem, gdy trzaskający w małym palenisku ogień dogasł, zrobiło się całkiem zimno. Dla mnie owy chłód wyzwania nie stanowił, lecz wiedziałem, że słaba brytyjska dziewka będzie się rankiem jak drzewo osikowe trząść. Przywykła zapewne do ciepłych, grzanych od spodu podłóg, ognia w palenisku każdego ranka i ciepłych koców przynoszonych przez służbę. Wikińskie standardy różniły się kategorycznie. Musiała do nich przywyknąć.
     O świcie się przebudziłem, czując wdzierający się przez okna zapach lasu i śniegu. W mych ramionach, przyciśnięta ciasno do ciepłego ciała, tkwiła Adair. Zapewne przez całą noc się tak ogrzewała. Odsunąłem się od niej powoli, przeciągając przy tym lekko. Zza wrót do sypialni dobiegały mnie ściszone głosy, zapewne Blendy i Borgi. Kątem oka spojrzałem na swą... Żonę.
     Wciąż budziła we mnie pewien zachwyt. Egzotyczny, piękny klejnot przywieziony i ładnie zapakowany, specjalnie dla mnie. Miała gładkie policzki, aksamitną skórę, urodziwe oczy i miękkie włosy. Na brytyjskie standardy, cycków i tyłka również jej nie brakło. Wsłuchiwałem się w odgłosy, świadczące o tym, iż lekko się przebudziła. Wyglądała przy tym o wiele inaczej, niż większość kobiet, które znałem. Nawet nie będąc tego świadomą, kusiła mnie swym urokiem, nieznanym tutaj pięknem. Kusiła bezczelnie, jak gdyby pragnęła, by się nad nią znęcać, by doprowadzać do szaleństwa.
     Podpierająć się łokciem o miękkie skóry, złapałem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie, całując gwałtownie. Odpowiedziała, ku memu zaskoczeniu. Nie odpychała się, wręcz przeciwnie - jej usta pieściły moje, a język słodko odpowiadał na każdą pieszczotę. Wsłuchując się w cichy jęk, miałem ochotę zedrzeć z niej tą szatę i wziąć ponownie, znów uczynić tylko moją. Prawdopodobnie bym to zrobił, nie zważając na sprzeciwy.
    - Wybacz, że przeszkadzamy, panie.
    - Brat Twój i siostra Twoja, Torryggsonie, już w jadalni czekają.
   Blenda i Borga skutecznie przeszkodziły mi w planowanym zajęciu, wnosząc do sali zarówno wieści, jak i mój skórzany pancerz. Kończąc wyczerpujący, gorliwy pocałunek, odsunąłem się od Adair, obdarzając ją ostatnim długim spojrzeniem. Zszedłem potem z posłania swego, ściągając nieskrępowany lniane spodnie.
    - Pozwól panie, że Ci pomocy udzielimy...
    - Pancerz dobrze zwiążemy.
    - Pas może zaciśniemy!
   - Potrafię się sam ubrać. Wypierdalać. - Blenda i Borga widocznie chciały się do mnie w jakikolwiek sposób zbliżyć, lecz gdy kazałem im odejść, spuściły rude głowy i zostawiły odzienie na ławie przed łożem. Opuściły potem sypialnię, chichocząc cicho, jak gdyby zadowolone z mojego szorstkiego tonu i odpychającej postawy.
     Naciągnąłem na siebie spodnie i buty z utwardzonej skóry, karwasze, lnianą koszulę i końcowo lekki pancerz ćwiczebny. Zasznurowanie rzemyków nie zajęło mi zbyt wiele czasu, toteż po krótkiej chwili stałem przy łożu kompletnie ubrany i gotowy do treningu. Tylko miecz jednoręczny ze stojaka przy palenisku sięgnąłem, a potem do skórzanego pasa mocno przywiązałem. Obrączka błysnęła na mym palcu.
    - Ubierz się i zejdź na dół. Nie każ mej siostrze na siebie czekać. Spędzicie dziś razem poranek i po południe całe - Nakazałem krótko, a potem wyszedłem z sypialni. Po całym domu unosił się zapach świeżych ziół, pieczonego chleba i słabego wina. Tak, jak powiedziały mi Borg i Blenda, w jadalni siedziało moje rodzeństwo. Brynjolf i Thora wymieniali się cennymi uwagami na temat wystroju wnętrz, a także ostatniej, decydującej bitwy z Wielką Brytanią, którą wbrew pozorom, wygrali wikingowie. Było to przed kilkoma tygodniami, nim o sojuszu z krajem tchórzy wspomniano. Brynjolf miał na sobie ćwiczebny pancerz, a Thora ten zwykły, skórzany i wiązany na żebrach. Widocznie nie przybyła tutaj na trening ze swymi braćmi, czy pogawędkę z niewolnicami.
    - W końcu się z łoża wygrzebałeś, Ragnarze. Jak tam Twoja kochanka? Dużo wycierpiała?
   - Jak tam Twoje zęby?
   - Już, już, nie pusz się tak, bracie. Pojedynek na kłodzie przypieczętował nasz rozejm, nieprawdaż?
    Spoglądnąłem tylko na Brynjolfa, który wbrew wypowiedzianym słowom, sam nie wyglądał na wielce zadowolonego. Przy pasie ciążyła mu klinga ćwiczebna. Zasiadłem obok do tej pory milczącej Thory.
     - Co Cię tu sprowadza? Kazałem po matkę posłać.
     - Matka ma dzisiaj spotkanie ze starszyzną, bracie.
     -  Posłała więc w zamian Ciebie?
      - Tak. Mam oprowadzić Adair po naszej osadzie i opowiedzieć jej, na czym polega rola żony wikinga.
      Zmarszczyłem lekko brwi.
      - Samaś niezamężna przecież. Nie zapowiada się również, byś za kogoś wyszła.
       - Próbujesz mnie obrazić, Ragnarze? Tak samo jak Asvir, mnie również wychowano na niechybny z wikingiem ożenek.  
       Pokiwałem zgodnie głową. Thora należała do wojowniczek, które zrezygnowały z potomstwa, domowego ogniska i prostych udogodnień. Przejęła ona rolę naszego zmarłego wuja, który w walce z brytyjczykami zginął - została Tanem naszej osady i doradcą wodza, Jarla i jednocześnie naszego ojca, Torrygga. Jej nie obowiązywał przymus zamążpójścia, można wręcz powiedzieć, że wywalczyła sobie swą wolność - zarówno w bitwach, jak i pod naszym dachem. Darzyłem ją przez to szacunkiem.
     - Dotrzymam jej towarzystwa przez cały dzień, póki z wyprawy rabunkowej nie wrócisz.
    - Niech tak będzie.
    - Wyruszajmy więc na trening, bracie! - Brynjolf skończył pić swój miód, a potem wstał i, żegnając obydwie służki długim, zawadiackim spojrzeniem, wyszedł prędko z mojego domu. Ja, poklepując swą siostrę po ramieniu, upiłem również łyk miodu i podążyłem jego śladem. Zapowiadał się ciekawy dzień, zwiastujący nową przygodę.
   A wieczorem... Wieczorem miałem zamiar przetestować Adair i jej nowe, wpojone przez Thorę umiejętności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Czw Paź 29, 2015 1:47 pm




Pocałunek był długi i pozbawiał mnie jakiejkolwiek samowoli. Byłam zbyt zaspana, żeby móc mu się oprzeć i miałam dziwne przeczucia, że na tym się nie skończy. Pewnie by się sprawdziły, gdyby nie pojawienie się w naszej sypialni rudych służących, który były wyjątkowo bardzo mocno zainteresowane moim mężem. Nie mogłam zrozumieć tej fascynacji, którą obdarowały Ragnara i chyba nawet nie chciałam.
Kiwnęłam tylko głową na znak, że rozumiem i niechętnie zsunęłam z siebie kołdrę. Od razu zaatakowały mnie zimne podmuchy wiatru, które ruszyły mnie z miejsca. Nie schodząc jednak jeszcze z łoża sięgnęłam po ubrania, które mi przyniesiono i zaczęłam się w nie przebierać. Pamiętając o tym, co wyczytywałam na temat ubioru wikingów najpierw założyłam wełniane pończochy. Dopiero potem narzuciłam przez głowę materiałową, zieloną suknię. Na nią nałożyłam krótszą, bardziej przypominającą coś w rodzaju fartucha. Obie spięłam zapinkami żółwiowatymi próbując zignorować ból, jaki odczuwałam po nocy. Na koniec nasunęłam na stopy buty z miękkiej, wyprawianej skóry. O ile cały strój różnił się diametralnie od tych, które nosiłam w Wielkiej Brytanii, o tyle był wyjątkowo ciepły i jako tako zwiększył temperaturę mojego ciała. Następnie splotłam włosy w długiego, grubego warkocza i ruszyłam w stronę wyjścia z sypialni. Z trudem przychodziło mi stawianie kroków i wolniej szłam, ale odmówiłam bliźniaczkom, kiedy zaproponowały mi pomoc. Byłam obolała, ale nie mogłam na to zwracać uwagi będąc żoną przyszłego wodza plemienia, nawet jeśli jedyne o czym marzyłam to wrócić do łóżka i przeleżeć w nim cały dzisiejszy dzień.
- Pan Ragnar wraz ze swoim bratem już opuścili dom, wyruszając na wyprawę – odezwała się jedna z dziewczyn.
- Pozostała tylko pani i siostra pana Torrygsona – dokończyła druga, a ja podziękowałam im skinieniem głowy i weszłam to pomieszczenia, w którym siedziała jedna z córek wodza. Poczułam w środku nieopisaną ulgę, kiedy dostrzegłam, iż była to ta bardziej przyjaźnie do mnie nastawiona i nie chciałam tego zmieniać.
- Dzień Dobry Pani, proszę mi wybaczyć za zwłokę – przywitałam kobietę, kłaniając się na tyle, na ile pozwalał mi mój stan, po czym zajęłam miejsce przy stole. Niechętnie sięgnęłam po posiłek, który nam podano. Nie byłam głodna, jednak wiedziałam, że głodzenie się nie miało najmniejszego sensu. Zwłaszcza kiedy miałam świadomość tego, co miało nastąpić wieczorem. Wciąż pamiętałam jego słowa, kiedy wczoraj ze mną skończył: „Przyzwyczaj się. Znosić to będziesz każdego wieczora” . Miałam nadzieję na to, że nie dotrzyma danego słowa. Jeden raz mi wystarczył na kilka najbliższych dni. Nawet pomimo tego, że miałam wczoraj zaciemniony umysł przez wypite ilości alkoholu, nadal czułam ten ból. Jeśli wczoraj tak bardzo dawał o sobie znać to jak będzie dzisiaj? Kiedy będę w pełni świadoma.
- Jak pewnie wiesz Ragnar wczoraj wysłał służbę, aby przekazali, iż oczekuje dzisiaj obecności naszej matki – zaczęła kobieta, a ja byłam jej wdzięczna za to, że ani słowem nie wspomniała o tym jak koślawo chodziłam i jak fatalnie wyglądałam po skonsumowaniu związku. – Niestety uczestnicy w spotkaniu starszyzny, więc na jej miejsce wysłano mnie – kontynuowała, popijając prawdopodobnie miód z kubka, który miała w dłoniach. – Moim zadaniem będzie wytłumaczenie ci na czym polega bycie żoną wikinga – zakończyła swoją wypowiedź, a ja kiwnęłam głową, popijając zioła, które otrzymałam w postaci naparu. – Najpierw jednak potrzebuję informacji o tym, czego ciebie nauczono w Wielkiej Brytanii – spojrzała na mnie zupełnie innym wzrokiem niż robił to Ragnar i nieco się przez to rozluźniłam.
- Łaciny, historii, poprawnego wypowiadania się, etyki, postawy jaką powinna prezentować księżniczka, literatury, tańca, sztuki wliczając w to malowanie, śpiewania i zasad dobrego wychowania – odpowiedziałam spokojnie, zastanawiając się nad tym czy wszystkie przedmioty, jakich mnie nauczano znalazły się na tej liście.
- A co z codziennymi obowiązkami kobiet? Sprzątanie, gotowanie, uprawa roli, hodowanie zwierząt. Czy czegoś się uczyłaś?
- U nas to wygląda nieco inaczej. Członkom rodziny królewskiej niemal zabronione jest wykonywanie czynności tego typu. Od pracy fizycznej mam… mieliśmy służbę. My w głównej mierze zajmowaliśmy się pracą intelektualną i artystyczną.
- Rozumiem. Tutaj niestety to tak nie działa. Kobiety i mężczyźni są traktowani na równi. Nawet pomimo tego, że masz służące, które wykonują pracę fizyczną, sama musisz posiadać takie same umiejętności. Musisz wiedzieć jak obronić siebie i swoje przyszłe potomstwo w sytuacji, w której wioska zostanie najechana, a twój mąż będzie na wyprawie. Musisz nadzorować prace w twoim gospodarstwie w czasie jego nieobecności. Powinnaś umieć gotować, sprzątać i opiekować się zwierzętami gospodarczymi – nie przerywałam Thorze nawet na moment. Uważnie słuchałam wszystkiego, co miała mi do powiedzenia, starając się wszystko zapamiętać niemal od razu. Miałam na tyle rozwinięty umysł, że nie stanowiło to dla mnie problemu. Wiedziałam jednak, że zupełnie inna historia będzie dotyczyła wykonywania tych wszystkich obowiązków. Moje ręce nie były przyzwyczajone do pracy fizycznej, tak samo jak ciało. Zdawałam sobie sprawę z tego, że będę miała duży problem z przyswojeniem tego wszystkiego w krótkim czasie.
Kiedy skończyła wykładać mi teorię, podążyłam za nią w stronę wioski. Ubrałam płaszcz, narzuciłam kaptur na głowę i pozwoliłam się poprowadzić przez praktycznie cały teren mojego nowego domu, słuchając jednocześnie opowieści snutych przed siostrę Ragnara. Wydawała się być o wiele pozytywniej nastawiona do mojej osoby niż mój mąż czy nawet jego druga siostra. Mimo, że alkohol już wtedy trwonił mój umysł, pamiętałam o tym, co o mnie mówiła Asvir. Starałam się tym nie przejmować, ale niestety nie byłam odporna na tego typu obelgi, a jednocześnie nie umiałam odpowiedzieć na nie w podobny sposób.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Czw Paź 29, 2015 7:58 pm


      Na trening z Brynjolfem poszedłem w głąb gór, na neutralny teren. Podłoże i okoliczności przyrody nie sprzyjały nam, ale właśnie o to chodziło - miało być trudniej, niż gdybyśmy w osadzie trenowali. Wybraliśmy las kwadrans drogi od domu. Brynjolf, jako młodszy brat, był o wiele bardziej podekscytowany, niż ja. Zastanawiało mnie to tylko przez krótki moment. Maszerując, nie odzywaliśmy się do siebie zbyt często. Obserwując piękne fiordy, wzgórza i nasłuchując potoków płynących przez polany, myślami wędrowałem do wypadu rabunkowego.
     Normalnie, taka wyprawa potrwałaby kilka dni, jeśli nie tygodni. Ze wzgląd na mój ślub jednak, starszyzna wytyczyła blisko osiedlonych wieśniaków i kapłanów. Część ludu wciąż świętowała, bowiem dopiero drugi dzień dobiegał. Przez następnych siedem była szansa, iż wielu braci lub sióstr tarczowników przetoczy się przez osadę opita miodem i winem, bądź ktoś straci którąś kończynę. Ja, jako wojownik, nie mogłem świętować tak długo. Uwielbiałem gorzałę, panny i długie pojedynki na sali biesiadnej, ale te przysmaki skądś musieliśmy czerpać. Nie posiadaliśmy warunków na uprawianie wielu gatunków roślin, czy sporządzanie własnego wina - musieliśmy je zdobywać.
     - Niezły ten cały układ, prawda, bracie?
  - Jaki układ?
    Brynjolf zachowywał się trochę inaczej, kiedy dobywając kling ćwiczebnych, stawaliśmy w pozycjach bojowych. Stal starła się ze sobą z głośnym brzdękiem. Pozwoliłem Brynjolfowi wytoczyć kilka pierwszych ciosów, których bez problemu uniknąłem.
    - Układ z brytyjskimi skurwysynami.
 - Teraz to fakty, Brynjolfie.
    - I godzisz się z tym, tak po prostu? Zrezygnujesz z łupienia brytyjczyków tylko dlatego, bo zerżnąłeś ich niedoszłą władczynię?  
     Zamachnąłem się mocno i zadałem jeden, porządny cios, który wytrącił miecz z rąk mego brata. Brynjolf syknął głośno, rozmasowując obolałą dłoń. Klingi były na tyle tępe, by nie przeciąć skóry. Zostanie siniak.
    - Zważaj na słowa, szczeniaku.
       - A niby nie mam racji, tak?
      Brynjolf podniósł miecz i zaatakował szybko, nie ukrywając gniewu.  Parowałem jego ciosy z wprawą dobrego szermierza, ale nie ustępował. Kipiał wręcz złością i zawiścią. Byłem pewien, że jest zazdrosny o to, że własnie mnie przypadło wypełnienie tego zadania. Wzmianka o pokładzinach na weselu utwierdziła te fakty.
       - Ładna ta księżniczka.Wiesz, cycki ma duże i tyłek krągły. Powiedz mi, jak brat bratu, ciasna była? Długo ją posuwałeś, zanim doszła?
      Wykonałem krótki, zwinny piruet, zadałem dwa potężne ciosy, a potem podciąłem stopą nogi brata. Upuścił miecz, a potem upadł na suchą, twardą ziemię, obijając sobie kość ogonową. Zajęczał cicho, jak bydło, co się skaleczyło. Często tłumaczyłem się ojcu za jego niewyparzony język i brak jakiegokolwiek wychowania. Każdy wiking miał prawo mówić, co mu na sumieniu leżało, ale Brynjolf zdecydowanie przegiął strunę.  
     - Koniec treningu - powiadomiłem, rzucając w chłopaka tępą klingą. Miecz uderzył go w żebra lekko, ale i tak skrzywił się sam do siebie i spuścił głowę, kiedy odwracałem się, a potem odchodziłem. Należał do tego rodzaju ludzi, którzy wpierw zadawali ciosy, jak podstępne żmije, a potem kulili się niczym skarcone szczeniaki. Uważałem to za istnie żałosne, bowiem nigdy nie miał trwałego zdania, nie potrafił odnaleźć się w tym, co mówił. Bardzo łatwo można było to przeciwko niemu wykorzystać. Brynjolf był jeszcze młody, głupi i naiwny. Zbyt naiwny. Za bardzo targały nim emocje.
     Przez las do osady wróciłem sam. W domu wodza, Jarla, odebrałem swą nową zbroję z wzmocnionej, sztywnej skóry i niedźwiedzich kości. Pasowała jak ulał. Wziąłem również miecz pradziada - masywną klingę z metalową rękojeścią i ręcznie grawerowanymi runami -, a następnie udałem się do starszyzny. Ojciec, matka, wuj, dziadek i kilku mistrzów wojennych pobłogosławili mą wyprawę, przydzielili kilku rosłych wikingów i wskazali kierunek. Ze stajni wybraliśmy najszybsze konie, jakie aktualnie posiadaliśmy. Potem, nim dobiła pora połowu ryb, wyruszyliśmy z okrzykami bojowymi na ustach prosto w głąb naszej wyspy. Wyspa położona była wystarczająco daleko od Wielkiej Brytanii, by osiedlili się tutaj ludzie szukający spokoju. Nie spodziewali się nas.
     Osada, na którą natrafiliśmy, była dość spora, ale o wiele mniejsza od naszej. Umiejscowiona została w miejscu, które przypominało swego rodzaju przełęcz pomiędzy górami i fiordami. Mieli blisko do lasu, ale marsz w stronę rzek zabierał zbyt wiele czasu, dlatego wykopali studnię. Postawili sobie również prowizoryczną świątynię, wokół której wybudowali swoje domy. Pracowało tam kilku wieśniaków, troje kapłanów i tuzin rycerskich dezerterów. Ziemia spłynęła krwią ich wszystkich. Nie braliśmy jeńców. Wrzeszczące kobiety zostały wykorzystane i zgwałcone, potem poderżnięto im gardła. Nie znaleźliśmy żadnych dzieci. Prawdopodobnie ktoś wcześniej zauważył grupę niezapowiedzianych jeźdźców i nakazał odesłanie potomków w bezpieczne miejsce. Nie było z nich żadnego zysku, toteż nie szukaliśmy i nie posyłaliśmy gońca.
     Znaleźliśmy sporo beczek z winem i miodem, trochę kosztowności, jedzenia i uzbrojenia. Większość metalu nadawała się na przetopienie, tak samo złoto i srebro. Nienaruszone skóry zwierzęce i drewno załadowaliśmy na wóz, wraz z resztą towarów. Zrobiliśmy tam sobie postój na dwie godziny, podczas których wikingowie korzystali do końca z atutuów tamtejszych kobiet... Jednak nie ja. Ja czekałem do wieczora, czyszcząc szmatą dotychczas ubabrany we krwi miecz.
   Krótko przed zmierzchem byliśmy z powrotem w osadzie. Wikingowie skandowali nasze imiona, gdy oddawaliśmy wszystkie skarby Jarlowi, memu ojcu, który zaś rozdzielał je pośród ludu. Zostałem poklepany po plecach, wycałowany przez matkę i okrzyknięty wspaniałym kandydatem na wodza. Nim odszedłem, dostałem swój udział w skarbach z najazdu - beczułkę wyśmienitego wina, dwie wilcze skóry i sakwę ze złotem, biżuterią i innego rodzaju kosztownościami. W światłach palenisk, ludzie cieszyli się z udanej wyprawy w domu wodza. Nie zabawiłem tam jednak długo. Zabrałem swoje łupy, a potem wróciłem do własnej chaty, gdzie w przejściu czekały na mnie już Blenda i Borga.
     - Witamy w domu, Torryggsonie.
     - Siostra twa, Torrygssdóttir, wciąż tutaj jest.  
    - Zabierzcie to do magazynu. - Przyjmując słowa służek, wydałem im rozkaz, wskazując na łupy z wyprawy rabunkowej. Od pasa odpiąłem ciężki miecz jednoręczny, czysty już jak łza i zostawiłem go na stojaku w korytarzu. Z daleka dobiegał mnie spokojny, łagodny głos Thory, która wraz z Adair siedziała przy stole w jadalni. W palenisku trzaskało drewno, a w domu było przyjemnie ciepło, nie jak na zewnątrz, gdzie szalały lodowate wichry.
     Gdy wszedłem w zbroi do sali, Thora odwróciła się mechanicznie. Na jej twarzy zagościł  łagodny uśmiech wojowniczki i wstając, wystawiła ręce jak gdyby w dumie. Podchodząc jednak do mnie, zaproponowała męski, mocny uścisk. Przystałem na to.
    - Łowy były udane, bracie?
 - Nie śmiałbym narzekać.
    Thora pokiwała zgodnie głową.
   - Skoro tu jesteś, matka musi mnie już oczekiwać.
- Jest wraz z ojcem, rozdzielają łupy między ludzi.
   - Oczywiście... - Nim Thora opuściła jadalnię, odwróciła się jeszcze raz do brytyjskiej dziewczyny, zachowując na swojej twarzy tą dziwną powagę, ale i łagodność. Wciąż uważałem, że jest zbyt pobłażliwa, ale nie odezwałem się słowem. Byłem głodny, lekko zmęczony i spragniony towarzystwa samej żony. Blenda i Borga nie pozwoliły mi jednak na chwilę przyjemności.
    - Pomóc Ci ściągnąć pancerz, Torryggsonie?
    - Pani Adair była właśnie w trakcie przygotowywania posiłku. Gdy skończymy, do stołu powinno być już nakryte.
   Przez moment się zawahałem, lecz potem skinąłem głową zgodnie i pozwoliłem do małej zbrojowni się zaprowadzić. Co prawda, były tam tylko moje rzeczy, ale służyły głównie do walki. Rozsądnie więc było owe pomieszczenie zbrojownią nazywać, a nie magazynem. Miałem zamiar się wyszorować w kąpiel, a potem zobaczyć, co takiego przygotowywała Adair. Samodzielnie, tak? To był pierwszy test, dzięki któremu mogła zaskarbić sobie odrobinę szacunku wśród nas.
     Jeśli jednak popełniła błąd... Cóż. Czeka mnie wyjątkowo przyjemny wieczór.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Czw Paź 29, 2015 8:47 pm




Wszystkie informacje, które przekazała mi Thora zdawały się być proste do odzwierciedlenia w rzeczywistości. W końcu co trudnego mogło być w kopaniu dziur, zakopywaniu w nich ziemniaków i pilnowaniu. Tak mi się przynajmniej wydawało z początku. Jednak kiedy siostra Ragnara zaczęła dodawać do tego informacje, dotyczące odpowiedniej gleby, warunków i innych drobiazgów, których trzeba było pilnować, coś ciężkiego pojawiło się w moim wnętrzu. Nigdy do tej pory nie wątpiłam w samą siebie i w to, czego się nauczyłam, ale tutaj to, co ja wiedziałam nie było niczym więcej jak śmieciem. Na co był mi intelekt i mądrość zapamiętana z wielu przeczytanych książek, kiedy nikt nie myślał o tym, żeby tego tutaj użyć. Żaden wiking nie myślał o tym, że mogłabym im pomóc w rozplanowaniu ataków tak, żeby korzyści było jak najwięcej, a strat jak najmniej. Moja szeroka wiedza z zakresu sposobu życia w niektórych częściach świata czy tradycjach, albo o zasobie broni i zbroi, które posiadali, na nic się tutaj nie zdawała, jeśli byłam tylko obcą brytyjską dziewką. Znałam słabości i mocne strony wielu państw, wiedziałam jakie pułapki były skuteczne w każdej bitwie, która się odbyła do tej pory, ale co z tego? Dla wszystkich tutaj byłam słabym, chudym i nic nie umiejącym przybyszem. Nawet nie miałam szans na zmianę ich nastawienia. Nie dam sobie rady z tymi wszystkimi obowiązkami kobiet, nie nadaję się do takiej pracy.
Nie wysunęłam tych myśli na światło dzienne. Nie miałam innego wyboru jak chociaż spróbować. Rodzice zawsze powtarzali, że tak samo jak efekty, które nie zawsze są zadowalające, tak i chęci były ważne. Nawet ważniejsze, bo pokazywały jaką determinacją charakteryzowała się dana jednostka, skoro pomimo niepowodzeń dalej próbowała. Jednak nie przypuszczałam, żeby tutaj było to stawiane na równi. Tutaj nie było tak dobrych warunków jak u nas, nie można było zaliczyć tylu wpadek, ja nie mogłam.
- Ragnar jest… trudnym wikingiem – zaczęła Thora, a ja spojrzałam na nią, kiedy siedziałyśmy już z powrotem w jadalni u nas w domu. W palenisku się cały czas tlił ogień, więc było o wiele cieplej niż w dzień, jednak to nadal nie było to, co u mnie. W Wielkiej Brytanii, w domach tak ważnych osób jak ja i moja rodzina, nawet podłogi były podgrzewane, aby nie odczuć ochłodzenia otoczenia. Miałam więcej możliwości niż tutaj, więcej światła. Musiałam do wielu nowych rzeczy przywyknąć, w większości gorszej jakości niż miałam do tej pory. – Będziesz musiała mocno się wysilić, aby zyskać jego przychylność – kontynuowała, po czym weszła na temat gotowania. Uważała, że każda kobieta ma w sobie talent do tego, a ja nie chciałam wyprowadzać jej z błędu. Po prostu słuchałam przepisu, który podawała, notując go szybko na papirusie krok po kroku. Od czegoś musiałam zacząć, a to wydawało się teraz jedyną odpowiednią opcją. Problem w tym, że na przykładzie własnego ojca miałam świadomość tego, że mężczyźni mieli wysokie wymagania jeśli chodziło o posiłek. Ci bogatsi nie jedli byle czego, mieli swoje… progi, które dopiero po ich przekroczeniu względem smaku poprawiały im nastrój. Jeśli było coś poniżej mieli bardzo parszywe humory i we wszystkim widzieli jakieś wady, a żadnych zalet. Wikingowie prawdopodobnie mieli jeszcze gorzej. Rabowali i plądrowali inne zamieszkałe mieściny nie po to, żeby w domu zjeść coś niewłaściwie przygotowanego. A ja nie sądziłam, żebym za pierwszym razem była w stanie sprostać jego oczekiwaniom. Bałam się, jednak pomimo tego, że tak było, musiałam spróbować. Obawiałam się, że gdybym tego nie zrobiła to skończyłoby się jeszcze gorzej niż w przypadku, gdy spróbuję, a nie do końca mi wyjdzie.
- Powinnaś dać sobie radę, gotowanie jest żmudne, ale wcale nie aż tak trudne – Thora musiała zauważyć moje zawahanie, bo posłała mi łagodny uśmiech, po czym wskazała składniki, których miałam użyć. Przełknęłam ślinę i drżącymi dłońmi zaczęłam stosować się do zaleceń spisanych na kartce. Powoli zaczynałam ufać tej kobiecie, jednak dalej wiele mi brakowało do stuprocentowej pewności, że nie była tak bardzo negatywnie nastawiona do mnie jak reszta. Mimo wszystko mogła tylko udawać, żeby nie wyjść na zbyt nieprzyjemną względem mnie w oczach mojego męża. Zdążyłam zauważyć, że budził respekt, bo podczas wędrówki alejkami miasteczka nie poczułam na sobie żadnego negatywnego spojrzenia. To samo tyczyło się Thory, bo wiele osób schylało głowy, kiedy ich mijała. Prawdopodobnie cała ich rodzina budziła swego rodzaju strach wśród pozostałych wikingów.
- Dziękuję Pani – odezwałam się, kiedy opuszczała pomieszczenie i podjęłam się dalszych prób poprawnego wykonania zadania. Bardzo dokładnie wyliczałam czas, o którym wspominała mi podczas podawania przepisy Thora i stosowałam się do niego ze szczególną uwagą. Jeśli już coś robiłam, zawsze starałam się przy tym dać z siebie wszystko, co często, gdy nie wychodziło, skutkowało moim negatywnym nastawieniem do tego zadania. Kiedy podawano gotowe danie do stołu, miałam naprawdę wielką nadzieję na to, że nie wyszło nazbyt źle. W środku trzęsłam się z niepokoju i tylko czekałam, aż mieliśmy zacząć posiłek. Bałam się tego, co miało nastąpić po nim, ale starałam się tego po sobie nie pokazywać. Jednocześnie nie patrzyłam za bardzo w oczy Ragnara, nie chcąc pokazać mu braku szacunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Czw Paź 29, 2015 9:47 pm


     Moja kąpiel była dość krótka. Wyszorowałem się w niezbyt ciepłej wodzie, zmywając z siebie przygody dzisiejszego dnia. Kurz, ziemia, brud i krew przeciwników zmieszały się ze sobą na tafli wody, tworząc barwne mozaiki. Umyłem również włosy, które następnie osuszyłem lnianymi ręcznikami, przygotowanymi przez Blendę i Borgę. Długie kudły porządnie rozczesałem i zostawiłem rozpuszczone. Moje szaty wyglądały nie bardziej atrakcyjnie, niż poprzedniego dnia - luźne skórzane spodnie, lniana koszula wiązana na piersi, gruby pas i wygodne buty z utwardzonego materiału.
     Wychodząc z łaźni, minąłem szepczące coś na boku Blendę i Borgę. Zamilkły natychmiastowo, widząc mnie już z daleka. W całym domu roznosił się przyjemny zapach pieczonego mięsa i duszonych warzyw. Przez moment miałem wrażenie, że brytyjska dziewka naprawdę dobrze się spisała. Wchodząc do jadalni połączonej z kuchnią, ujrzałem widowiskowo nakryty stół z mym ulubionym daniem - Stekiem wołowym w duszonych warzywach i ziołach. Żołądek ścisnął mi się o wiele bardziej, niż na samym początku. Thora miała w tym zapewne swój udział, bowiem skąd inaczej ta dziewczyna miałaby wiedzieć, jaki rodzaj jedzenia najbardziej mnie zadowala. Mogłem jednak przyznać, po samym zapachu, że pierwsze wrażenie było dobre.
     Wymijając rozgrzane ogniem palenisko, podszedłem do Adair i pochyliłem się na dnią, przyciągając do siebie uprzednio ramieniem. Wpiłem się w jej zaróżowione usta, całując długo i żarliwie. Właśnie za tym słodkim posmakiem niewinności, naiwnych błędów i niepewności tęskniłem na swej jednodniowej wyprawie.
     - Zjedz ze mną. - To nie była propozycja, a rozkaz, który wypowiedziałem szorstko, siadając przy masywnym, mocno zbitym stole. Chwyciłem za nóż i widelec, nakazując gestem nalać wina stojącej po mojej prawicy Blendzie. Zrobiła to bez słowa, a potem odsunęła na krok. Borga poprawiała w palenisku, kiedy brałem pierwszy kęs. Mięso było odpowiednio krwiste i wypieczone, a warzywa średnio surowe, tak jak lubiłem. Był tylko jeden problem - wszystko pływało w soli i przyprawach. Najwięcej było białego pyłu. Jego smak mnie drażnił, nie mogłem niczego więcej przełknąć. Adair dodała jej po prostu zbyt dużo. Zapewne zamiast łyżeczki, łyżkę stołową, albo jeszcze gorzej.
      Rzuciłem sztućce na stół, upadły z cichym hukiem. Borga i Blenda automatycznie zwróciły się w stronę moją i brytyjskiej dziewki.
      - Dać to psom.
         - Ale...
      - Albo wypierdolić gdzieś w lesie.
        - Panie, przecież to...
      - I zamknąć za sobą drzwi, do kurwy nędzy.
      Wstałem gwałtownie, niemal przewracając drewnianą ławę. Borga wzdrygnęła się, natomiast Blenda złapała gwałtownie za misę i zaczęła napełniać ją tym, co ugotowała moja żona. Ja w tym czasie ująłem kufel, nie odwracając chłodnego spojrzenia od brytyjskiej dziewki, która na ławie siedziała tak spięta, jak gdyby ktoś jej dzidę w dupę wsadził. Miałem kompletną rację - ona nie nadawała się do niczego, poza rżnięciem.
     Kiedy Blenda i Borga oddaliły się pośpiesznie, wypiłem kufel przedniego wina jednym haustem, a potem rzuciłem go za siebie. Roztrzaskał się z hukiem o drewnianą posadzkę. Przeszedłem na drugą stronę stołu, gdzie siedziała Adair. Nie patrzyła na mnie. Impulsywnie złapałem ją za policzki i zmusiłem, by pokazała te swoje ładne, pełne strachu zielone oczy. Ten widok nie robił na mnie żadnego wrażenia. Miała się czego bać, miała na pewno. Złapałem ją gwałtownie za ramię i ściągnąłem z ławy, a potem przycisnąłem do ściany własnym ciałem. Wziąłem brutalny zamach, jak gdyby do ciosu, ale moja dłoń huknęła tuż obok głowy Adair.
     A potem ją pocałowałem. Agresywnie, mocno wbijałem się w jej usta. Zsunąłem się z nich na szyję, potem dekolt i obojczyki, pieszcząc je gorliwie. Złapałem ją za szatę, pociągnąłem za sobą w stronę stołu, z którego dosłownie zwaliłem wszystkie naczynia i przedmioty. Potłukły się, ale zyskałem mnóstwo miejsca. Przycisnąłem ją twarzą do blatu, czując, jak zaczyna we mnie intensywnie buzować. Całowałem ją po karku, szyi i łopatkach, rozrywając suknię. Szwy pękały głośno, znów mogłem podziwiać smukłą, piękną sylwetkę mojej żony. Tylko mojej.
    - Nie martw się - powiedziałem jej na ucho, nie szepcząc wcale, nie zmieniając tonu - Zrobię z Ciebie jakiś użytek.
     W spodniach mój członek rósł powoli, gdy zarówno ustami, jak i dłońmi pobudzałem Adair. Może i jej się to nie podobało, ale ciało reagowało samo, co czułem po tym, jak się wzdrygała, jak dostawała dreszczy. Zamierzałem dać jej nauczkę i ostrzeżenie zarazem. Bardzo... Miłe ostrzeżenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Czw Paź 29, 2015 10:20 pm




Oczekiwanie na jego reakcję było katorgą. Serce waliło mi jak oszalałe, oddech szalał, a wzrok uparcie wędrował za dłonią ze sztućcami. Nie drgnęłam praktycznie w ogóle, kiedy rozkazał mi jeść z nim, a po prostu czekałam. To był mój błąd. Mogłam mu podać do stołu, ukłonić się i oddalić z tego pomieszczenia, aby mógł w spokoju zjeść, nie musząc patrzeć na swoją niechcianą żonę. Byłam świadoma tego, że na pewno mi nie wyszło, ale nie spodziewałam się czegoś takiego. Mój ojciec byłby zawiedziony tym, że nie domyśliłam się, iż schrzanienie ulubionej potrawy mężczyzny będzie miało srogie konsekwencje. Sama byłam na siebie za to wściekła. Wmawiałam sobie, że chęci się liczyły, to mi wpajano, ale przy Valgardzie one nie działały. Zabolało, kiedy kazał wyrzucić to, co zrobiłam. Pierwszy raz gotowałam, mógł być wyrozumiały. Wiedział, że byłam księżniczką i takich rzeczy mnie nie uczono. Mógł się przygotować na to, że na pewno nie wyjdzie mi od razu, a on od razu potraktował mnie tak, jakbym od urodzenia była uczona tego wszystkiego. Miałam jeden dzień, on naprawdę się spodziewał, że w przeciągu kilku godzin uda mi się zrobić cokolwiek tak, jak powinno. Nie byłam kimś, kogo umysł był tak otwarty na nowe rzeczy, że szybko je przyswajał. A on nie pomógł mi myśleć, że jednak jako tako mi wyszło. Od razu dał jasno do zrozumienia, że się do tego nie nadawałam.
Wszystko we mnie zesztywniało, kiedy zobaczyłam dalszą część jego reakcji. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że także serce w to się wliczało. Dosłownie stanęło na kilka chwil, podczas których widziałam, co robił Ragnar. Odnosiłam wrażenie, że wszystko działo się w zwolnionym tempie i wcale mi się to nie podobało. Praktycznie nie mrugałam oczami, kiedy zmusił mnie do spojrzenia w jego. Z tym jednym, które było ślepe wyglądał jeszcze groźniej, blizna dodawała większej grozy, a męskie, mocne rysy twarzy sprawiały, że bałam się nawet oddychać. Nogi miałam jak z waty, kiedy praktycznie rzucił mną o ścianę, do której potem mnie przycisnął oraz gdy widziałam jak zaciska dłoń w pięść i rusza w moją stronę. Nie wydusiłam z siebie żadnego dźwięku, ale zamknęłam oczy nie chcąc widzieć tego, co robił. Zupełnie tak, jakby to miało zmniejszyć odczuwany ból przy uderzenie. Nie poczułam go jednak, ale nie wiem czy to nie byłoby lepsze. Straciłabym wtedy przytomność i nie musiała patrzeć na kipiącego ze złości wikinga. Nawet bez tego wzbudzał we mnie lęk. Teraz był dosłownie jak z koszmarów, w których po kolei pokazywały się moje lęki.
- Mój panie, ja… ja przepraszam… – wydusiłam zanim zatkał mnie swoimi ustami w brutalnym pocałunku. Nie musiałam długo zastanawiać się nad tym, co miało zaraz nastąpić. Wciąż w mojej głowie odbijały się echem jego słowa z poprzedniego wieczora. Przez cały dzień miałam nadzieję na to, że da mi dzisiaj spokój. Mimo wszystko dalej odczuwałam efekty jego wczorajszej zabawy. Niestety nie mogłam się bardziej mylić, w czym utwierdził mnie, kiedy dosłownie rozerwał moją suknię. Trzask pękających szwów wywołał drżenie mojego ciała. Jednocześnie z nim pojawił się strach i wspomnienie wczorajszej… zabawy. Po raz kolejny wylądowałam tyłem do niego, a moja twarz została brutalnie wbita w drewno. Łzy jakby wyczuły mój stan i nim zdążyłam o nich pomyśleć, zaczęły spływać po moich policzkach.
- Nie, przestań – spróbowałam się wyrwać pomimo przerażenia, ale on był zbyt silny. – Proszę, wciąż wszystko czuję po wczorajszym – dodałam rozpaczliwym tonem, chociaż już wiedziałam, że to nie miało najmniejszego sensu. To, co już zdążył zrobić z moim ciałem w przeciągu kilku sekund oznaczało tylko jedno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Marchewkowecoffie



Liczba postów : 21
Join date : 27/10/2015
Skąd : Goddelau

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Czw Paź 29, 2015 10:58 pm


       Zapach jej skóry podrażniał moje nozdrza, łapałem go całymi haustami. Lekko opalona, brzoskwiniowa cera była tak kusząca, miękka i gładka, że aż nie mogłem się nią nasycić. Gdy dłońmi sunąłem po jej drżących udach, przypominałem sobie zeszły wieczór. Wspomnienia jej jęków, westchnień i krzyków przyprawiały mnie o dreszcz podniecenia. Pragnąłem jej. Pragnąłem jej o wiele bardziej, niż przedtem. Wiedziałem już, jak smakuje ten egzotyczny owoc, poznałem go dobrze. Chciałem jednak ugryźć jeszcze raz, chciałem znów zatopić się w tej rozkoszy. Adair nie mogła oczekiwać ode mnie, bym przestał. Nie miała prawa.
    Jej przeprosiny na nic się nie zdawały, a łzy nie robiły na mnie wrażenia. W swoim długim, wikińskim życiu, widziałem wiele płaczących pod moimi braćmi tarczownikami kobiet, słyszałem wiele ich błagań. Gdybym uginał się za każdym razem, nie zabrnąłbym tak daleko. Litość nigdy nie była mile widziana pośród naszej osady, nie podczas bitew, wypadów rabunkowych lub wykonywania zadań zleconych przez starszyznę. Byłem więc do tego przyzwyczajony. Przyzwyczajony do niewzruszenia, gdy ktokolwiek błaga mnie o cokolwiek. Jeśli miałem komuś ustąpić, w tym czy następnym życiu, ta osoba musiała sobie na to czymś bardzo zasłużyć.
    Składałem pocałunki wzdłuż kręgosłupa Adair, rozkoszując się tym uczuciem. Czułem, jak cała drżała. Wielu wikingów to podniecało. Podniecał ich ten strach w oczach kobiet. Nie byłem co prawda taki jak oni, ale i do świętych nie nalezałem. Nie w tym życiu. Nie w tym, czy poprzednim.
    Uniosłem się nieco, odsuwając od dziewczyny. Tylko po to jednak, by wprawnie obrócić ją twarzą do mnie, plecami do stołu. Ściągnąłem z niej długą suknię szybko, a potem pończochy, zostawiając całkowicie nagą. Prezentowała się nawet lepiej, niż poprzedniego wieczoru. Nasycałem się jej widokiem długo, a następnie ściągnąłem z siebie koszulę i rzuciłem ją gdzieś w bok, ponownie prezentując swe wyrzeźbione ciało. Rozpiąłem pas i zsunąłem nieco spodnie, jednak tylko do połowy ud, uwalniając przy tym swój nabrzmiały od podniecenia członek.  
     Adair złapałem w pasie, przyciągnąłem do siebie i obróciłem, zamieniając się miejscami - przysiadłem wygodnie na stole, zmuszając ją, by przysiadła na moich kolanach, zarzucając ręce na kark. Potem uniosłem kochankę za pośladki i wsunąłem w nią swój członek. Tym razem powoli, chcąc chłonąć tą chwilę, naprzemiennie unosiłem ją i opuszczałem, na śliską już męskość.
     Przyjemny ucisk sprawiał, że raz po raz wybuchał we mnie żar pożądania i ta przyjemna rozkosz, która ogarniała cały mój umysł. Z czasem przyśpieszyłem tempa, szukając tego środka, tej złotej chwili i eksplozji przyjemności.  Czując zaś, jak paznokcie brytyjskiej dziewki wbijają mi się w skórę na plecach, dodawałem ruchom trochę tego gorącego chaosu - raz szybko i mocno, raz wolno i dokładnie. Przepełniała mnie satysfakcja dzięki tej właśnie sytuacji - pieprzyłem swoją żonę na stole w kuchni i było mi z tym bardzo dobrze. Aż nadto.
   Co jakiś czas sapałem, czy wzdychałem cicho, gotów właściwie, by rżnąć ją przez całą noc. Bądź co bądź, skoro gotować nie potrafiła, musiała mi się w jakiś inny sposób przysłużyć - mniej lub więcej przez nią lubiany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   Czw Paź 29, 2015 11:23 pm




Milczał. To było o wiele gorsze niż jego ostre słowa, rozkazy i krzyki, opierające się na zmniejszeniu mojej własnej wartości. Nie wiedziałam bowiem w jak bardzo zdenerwowanym stanie on był i czego powinnam się była spodziewać. Znaczy to wiedziałam, ale nie miałam pojęcia w jakim stopniu powinnam się tego obawiać. Uznałam więc, że w wysokim, w końcu miałam za sobą i nad sobą wkurzonego wikinga. Oni byli brutalni nawet bez tego.
Nawet nie miałam nadziei na to, że moje błagania coś tutaj dadzą. Był na nie niewzruszony, odnosiłam wrażenie, że nawet sprawiało mu to satysfakcję. Cieszył się każdą chwilą, w której widział jak wielką dominację miał nade mną. Zdążyłam już zauważyć, że uwielbiam kontrolę i zadawanie innym bólu. Ale w sumie czego się spodziewałam? Od dziecka był wychowywany po to, żeby zabijać, rabować i gwałcić. Nie będąc nawet pełnoletnim przeszedł trening fechtunku. Jego ojciec forsował jego ciało, trenował w nim wytrzymałość i odporność. Nawet nie chciałam zastanawiać się nad tym jak to u nich wyglądało. Nie, kiedy miałam przed sobą efekt tych działań. Skutki są zazwyczaj proporcjonalne do pracy włożonej w ich uzyskanie.
Nie patrzyłam w jego twarz, kiedy ściągał ze mnie suknię. Wzrok skupiłam na suficie, który wydawał mi się w danej chwili wyjątkowo interesujący. Niestety niedługo miałam okazję go podziwiać, gdyż mężczyzna mocno złapał mnie za nagie już ciało i zmusił do nadziania się na niego. Nie wiem co było gorsze, czy gwałtowne i szybkie wejście we mnie, czy to powolne, którego doświadczałam w danej chwili. Od krocza w górę czułam jak moje ciało drżało, jak pojawia się ten paraliżujący ból, który starałam się zignorować cały dzień. Przez kilka pierwszych ruchów starałam się nie dopuścić do wydania żadnego dźwięku. Nie chciałam dać mu tej cholernej satysfakcji. Jednak im szybciej się poruszał, tym trudniejsze to było. Nie byłam w stanie myśleć o niczym innym niż o tej rozkoszy pomieszanej z bólem. Wszystko inne gdzieś się ulotniło, razem z moją kontrolą. W końcu nie umiałam nad sobą zapanować i z mojego gardła wydostały się głośne jęki i sapnięcie. Po raz kolejny czułam się jak jego zabawka. Jak coś, czym może się bawić w każdej chwili. Chciałam uciec, chciałam się wydostać, ale nie wiedziałam jak. Wszelkie pomysłu pojawiały się tylko na ułamki sekund, znikały, a potem o nich zapominałam. Chcąc się któregoś z nich złapać zaczęłam wbijać paznokcie w kark mężczyzny. Próbowałam się czegoś złapać, zaciskałam palce, ale nie miałam czego. Nie było żadnej dźwigni, żadnego haku, niczego, co by się do tego nadawało. Oczy zaciskałam coraz mocniej razem z dłońmi. Co jakiś czas przygryzałam wargę, chcąc powstrzymać jęki, ale i to na długo nie wystarczało. Nie wiedziałam nawet czy byłam w swoim ciele czy gdzieś indziej.
Nie wiem ile to trwało. Mnie się wydawało, że minęły wieki. Tysiąclecia bólu, agonii i łez ale jednocześnie rozkoszy. Momentami modliłam się o to, aby wszystko się jak najszybciej skończyło. W innych chwilach potrafiłam zignorować cierpienie i poddać się tej przyjemności. Nie mogłam oszukiwać ani Ragnara, ani samej siebie, nie miałam na to siły. Pomimo tego jak cholernie mnie bolało, jak myślałam że znowu rozrywa mnie na strzępy od środka, czułam jednocześnie rozkosz płynącą z tego aktu. W końcu poczułam znajome mrowienie w podbrzuszu. Tym razem nieco wolniej rozeszło się po całym moim ciele, aż osiągnęłam orgazm. Szczytując wygięłam swoje ciało do tyłu w łuk, czując jak rozpadam się na kawałeczki i wszystko we mnie mięknie. Zaczęłam jeszcze bardziej drżeć, a ciało miałam tak osłabione, że praktycznie przestałam ściskać Valgarda za szyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)   

Powrót do góry Go down
 
Through The Waves (hetero, wikingowie, akcja, +18)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: