IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 26 Wrz 2015 - 16:45



google






Dwójka przyjaciół w dzieciństwie była nierozłączna. Niestety jedno z nich zostało zmuszone do porzucenia ówczesnego miejsca zamieszkania, gdyż jego rodzice znaleźli pracę w innym mieście. Chłopak wyjechał i nie utrzymywał ze swoją przyjaciółką żadnych kontaktów. Całkowicie o sobie zapomnieli.
Teraz oboje mają po dwadzieścia trzy lata. Chłopak wraca do miasta, żeby studiować w szkole aktorskiej. Okazuje się, że do tej samej uczęszcza jego przyjaciółka z dzieciństwa, jednak oboje już nie są tacy, jak dawniej...






Dziewczyna - @Raika
Chłopak - @Lavender0906






1. Stosujemy się do regulaminu forum
2. Wygląd zostanie ustalony z drugą osobą
3. Jak się zapisujesz, to pisz proszę do końca. A jeśli nie jesteś w stanie, to zgłoś mi to, abym nie musiała się dopytywać dlaczego nie piszesz






Nie musi być rozbudowana. Wymagam jedynie danych podstawowych (imię, nazwisko, wiek, data urodzenia, kolor włosów, kolor oczu, wzrost, waga i wygląd w postaci obrazka)




Źródło: google




i m i ę || S k y
n a z w i s k o || W e b e r
p ł e ć || k o b i e t a
w i e k || 2 3 l a t a
o r i e n t a c j a || h e t e r o

w z r o s t || 165 c m
w a g a || 52 k g
k. o c z u || b r ą z o w e
k. w ł o s ó w || b a r d z o c i e m n y b r ą z w c h o d z ą c y w c z e r ń


Więcej Sky:
 

Dodatkowe Postaci:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 26 Wrz 2015 - 18:37


__________________________________________________________________________

__________________________________________________________________________
D A N E
Imię | Liam
Nazwisko | Styles
Wiek | 23 lata
Data urodzenia | 5 maja
Orientacja | Hetero
Wzrost | 191 cm
Kolor włosów | Ciemny brąz
Kolor oczu | Brązowe

Spoiler:
 
__________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 26 Wrz 2015 - 18:41



Nigdy nie należałem do osób lubiących trwonić czas. Dość szybko zdałem sobie sprawę z tego jak krótkie i ulotne było życie. Dzięki temu umiałem z niego korzystać, a umiejętność tę uważałem za coraz intensywniej zanikającą rzadkość wśród ludzi. Podczas gdy większość społeczeństwa wolała wykorzystać kilka dodatkowych godzin na sen, ja postanowiłem zerwać się z łóżka i zrobić coś o wiele bardziej pożytecznego niż bezsenswone przewracanie się z boku na bok pod kołdrą. Wiedząc, że do zajęć na uczelni pozostało mi jeszcze dobrych kilka godzin narzuciłem na siebie podkoszulek i dresowe spodnie po czym szybko opuściłem mieszkanie by móc zacząc biec. Od dawna zacząłem robić poranne treningi. Stało się to moją rutyną, najlepszym początkiem dnia. Potrzebowałem tego, powiewu świeżego powietrza, podwyższonego tętna i słuchawek, z których muzyka sączyła się tak głośno, że niemal rozsadzała moją głowę. Mój indiwidualny sposób na wyłączenie się. Pomyśleć, że ludzie mogli bez tego żyć. Specjalnie wybrałem mieszkanie na obrzeżach miasta, miałem szybki i łatwy dostęp do lasu. Często widywałem ignorantów biegających po betonowych dróżkach, najwyraźniej nie mieli pojęcia, że w ten sposób bardziej sobie szkodzili niż pomagali. Cóż, tacy w końcu byli ludzie. Banda idiotów nie pozwalających sobie niczego przetłumaczyć. Pewnie z tego też powodu nie zawracałem sobie nimi głowy.
Rzadko spotykałem kogoś kto przypadłby mi do gustu na tyle, by wcześniej czy później nie wywołał u mnie irytacji. W żadnym stopniu nie było to moją winą, świat już dawno zdąrzył się stoczyć i nie wyglądało na to by miał wyjść na prostą. Kiedyś zastanawiało mnie co też do jasnej cholery robiłem na tej planecie, teraz jednak nauczyłem się na niej żyć w taki sposób by czuć się spełnionym. Nie mogłem patrzeć na wszystkie te zakompleksione osoby, które nie potrafiły robić nic poza użalaniem się nad sobą i marzeniem o lepszym życiu. Tak jakby mogli dostać je w prezencie. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. Max, znajomy z liceum polecił mi pewną aplikację idealnie merzącą przebyty dystans podczas biegu. Mimo tego, że chłopak nie był najbardzije godną zaufania osobą na świecie, w tym przypadku miał rację. Apka sprawdzała się świetnie, komunikat jasno oznajmiał, że przebyłem lekko ponad sześć kilometrów. Omiotłem wzrokiem podkoszulek, który zaczynał przywierać do ciała. Postanowiłem zrobić jeszcze dwa kilometry po czym zawrócić. Bez pośpiechu uda mi się wziąć prysznic i dotrzeć na zajęcia. Byłem ich całkiem ciekaw. Od dłuższego czasu zastanawiałem się nad podjęciem studiów. Co mną kierowało, prawdziwa chęć edukacji czy raczej kusząca perspektywa wyrwania się z miasta, które zdążyło mi się już znudzić ? Mieszkałem w Seatlle od dwunastego roku życia. Zdawało się, że poznałem już każdą, nawet najmniejszą i najmniej interesującą dzielnię. Nie mogłem wyjść na ulicę nie spotykając kogoś znajomego. Monotonia z dnia na dzień stawała się coraz bardziej nieznośna. Podobno tak samo jak i ja. Zacząłem kłócić się z kumplami jeszcze częściej niż zwykle, w szkole brakowało już dziewczyn, z którymi mógłbym się umawiać. Nie cieszyłem się najlepszą reputacją. Ludzie kojarzyli mnie jako osobę impulsywną, nieprzywiązującą się do nikogo na dłużej. Dziewczyny doskonale wiedziały, że nie mogły liczyć na coś takiego jak związek. Mimo tego w jakiś dziwny sposób nie zdarzyło się by jakaś mi odmówiła. Wcześniej czy później każda się łamała. Wiedziałem jak bardzo działało to na nerwy facetom, nawet trójce, z którą się przyjaźniłem. Tak, wbrew pozorom miałem przyjaciół. Mimo, że nasza relacja z pewnością należała do niecodziennych. Często dochodziło między nami do spięć. W chwili gdy zacząłem dostrzegać w dziewczynie Maxa naprawdę atrakcyjną kobietę, postanowiłem, że wyjazd z miasta naprawdę będzie czymś co dobrze by mi zrobiło. Nie mógłbym pozwolić sobie na zrobienie czegoś takiego kumplowi. Nie po tym jak sam dałem się zranić w podobny sposób. Był to ostatni raz kiedy pozwoliłem sobie zaufać jakiejś lasce. Trzymałem się swoich zasad, musiałem przyznać, że żyło mi się o wiele lepiej odkąd skupiałem się głownie na swoich potrzebach. Jedyną słabością na jaką sobie pozwalałem była przyjaźń z chłopakami. Chociaż w tej chwili nie byłem do końca pewien czy nadal byliśmy przyjaciółmi. Byłem wręcz przekonany, że wiadomość o moim wyjeździe wprawiła ich w ulgę. Zauważyłem, że przebiegłem już ustalony dystans i zawróciłem. Miałem przed sobą jeszcze spory kawałek, od domu dzieliło mnie ponad osiem kilometrów. Możliwe, że powinienem czuć się dziwnie wracając do Bevery Hills. Absolutnie tak nie było. Ledwo pamiętałem miasto, nie byłem tu od lat, w dodatku przez tak długi czas wiele się zmieniło. W moim umyśle zachował się zaledwie obraz Central Parku i dzielnicy, w której mieszkaliśmy. Teraz mieszkałem w zupełnie innym rejonie. Rodzicom absolutnie nie przeszkadzało to, że chciałem wyjechać. W zasadzie oni również zdawali się być zadowoleni z tego faktu. Wyglądało na to, że mieli dosyć wezwań do szkoły, moich późnych powrotów do domu i poznawania coraz do nowszych dziewczyn. Tata zaledwie w tydzień załatwił mi mieszkanie, za które obiecał płacić, zapewnił też, że zapewni mi odpowiednie fundusze na utrzymanie. Tak jakbym sam nie mógł na siebie zapracować. Cóż, nasza rodzina miała wiele problemów, nie dotyczyły one jednak finansów. Byliśmy wybitnym wręcz przykładem tego, że pieniądze szczęścia nie dawały. Mogło jednak być o wiele gorzej, mogliśmy być patologiczną rodziną bez grosza przy duszy. Uniosłem wzrok dostrzegając szczupłą dziewczęcą sylwetkę. Oczywiście nagła przeprowadzka nie była w stanie zmienić mojego zainteresowania przedstawicielkami płci pięknej. Blondynka o gęstych włosach spiętych na samym czubku głowy zdecydowanie do takich należała. Zatrzymałem nieco dłużej spojrzenie na jej szczupłej talii opiętej czarnym topem.
-Wszystko w porządku? – spytałem z lekkim uśmiechem igrającym na twarzy. Blondynka podniosła na mnie intensywnie błękitne oczy. Mimowolnie skupiłem uwagę na pełnych, odrobinę zaczerwieionych ustach –Wyglądasz jakbyś zaraz miała zemdleć – dodałem.
-Och, dziękuję bardzo – praktycznie wydyszała dziewczyna. Z trudem łapała oddech. Wyciągnąłem w jej stronę dłoń, w której trzymałem butelkę z wodą.
-Nie wyglądasz na osobę, która biega pierwszy raz, nie pomyślałaś o tym, żeby zabrać wodę? – spytałem. Dziewczyna wzięła ode mnie butelkę i zanim odpowiedziała wzięła kilka solidnych łyków.
-Nawet ktoś kto nie jest amatorem ma prawo zapomnieć. Zazwyczaj nie umieram po kilku kilometrach, miałam małą przerwę – oddała mi butelkę z wodą.
-Ależ nie musisz mi się tłumaczyć – powiedziałem ze śmiechem –Ale następnym razem lepiej o tym pomyśl, może nie być mnie w okolicy by przyjść ci z pomocą – blondynka prychnęła z lekkim rozbawieniem. Już miałem odbiec, gdy usłyszałem jej głos.
-Czekaj, chyba nigdy cię tu nie widziałam. Przyjechałeś na wakacje? – zdecydowanie oddychała już lżej.
-Raczej na studia. Właśne, jeśli zaraz nie wrócę do domu, mam ogromną szansę spóźnić się na pierwsze zajęcia. Miło mi się ciebie ratowało – dodałem po czym odbiegłem na nowo wdrażając się w tempo. Byłem wręcz przekonany, że moje odejście nie było dziewczynie na rękę. Nawet nie poznałem jej imienia, jeśli jednak biegała w tej samej okolicy z pewnością powinno się to zmienić.
Wszedłem do domu z lekkim uśmiechem i sporym zmęczeniem. Lubiłem sposób w jaki wykańczało mnie bieganie. Rzuciłem na kanapę słuchawki, nie przejmując się wyłączeniem odtwarzacza. Spojrzałem na zegarek, miałem jeszcze jakieś pół godziny do wyjścia. Idealnie, miałem czas na szybki prysznic i ubranie się. Wrzuciłem mokry podkoszulek do kosza na pranie, to samo zrobiłem ze spodniami po czym z błogim uczuciem wszedłem pod prysznic. Na moment udało mi się wyłączyć. Wiedząc, że miałem jeszcze sporo czasu pozwoliłem sobie na dłuższy prysznic. Wyszedłem z kabiny dokładnie wycierając się ręcznikiem. Musiałem przyznać, że rodzice standardowo zadbali o moją stuprocentową wygodę. Mieszakenie było kompletnie urządzone, jedyne o co musiałem zatroszczyć się samodzielnie, to rozpakowanie swoich rzeczy. Wiedziałem, że chętnie wyręczyliby mnie i w tym, na szczęście nie mogli tego zrobić. Westchnąłem naciągając na siebie biały t-shirt i krótkim rękawem. Było na tyle słonecznie, że nie wyobrażałem sobie innego ubioru. Nałożyłem jeansy z przetartymi dziurami i wygodne trampki w czarnym kolorze. Uczelnia znajdowała się w centrum, miałem więc do niej kawałek drogi. Zbiegłem po schodach i energicznie wsiadłem do auta. Udało mi się kupić samochód na własne pieniądze, może dlatego tak bardzo go lubiłem? Może chodziło też o to jakie prędkości potrafiło wyciągnąć Subaru ? Nie miałem pojęcia, wiedziałem jednak, że bardziej przywiązany byłem do tego auta, niż do jakiegokolwiek człowieka. Włączyłem radio, by umilić sobie drogę. Na szczęście bez problemu udało mi się znaleźć miejsce parkingowe. Nienawidziłem nie mieć gdzie postawić samochodu. Bezsenswone kręcenie się w mijescu doprowadzało mnie do szału. Wysiadłem z auta od razu patrząc na budynek uczelni. Musiałem przyznać, że wyglądał dość imponująco. Przeszedłem przez automatyczne drzwi pokazując recepcjonistce niedawno wyrobioną legitymację studencką. Wyglądała jakby chciała pokierować mnie do odpowiedniej sali, nie było jednak takiej potrzeby. Wszystko już sprawdziłem, doskonale wiedziałem, w którą stronę powinienem się kierować.
-Pierwszoroczniak, hę? – zatrzymałem się w pół kroku słysząc za sobą pewnie brzmiący kobiecy głos. Moim oczom ukazała się blondynka o niesamowicie długich nogach i dopasowanej sukience podkreślającej figurę. Najwyraźniej miałem dziś szczęście do napotykania sekswonych blondynek.
-A co, jesteś jakimś medium ? – spytałem jednocześnie omiatając jej ciało wzrokiem. W żaden sposób się z tym nie kryłem, dziewczynie najwyraźniej to nie przeszkadzało.
-Nie bardzo, legitymacje pierwszoroczniaków są zielone. Łatwo to dostrzec. Poza tym wyglądacie na niedoświadczonych – zaśmiałem się słysząc jej słowa. Wyglądamy na niedoświadczonych, co ? Zrobiłem krok w stronę dziewczyny, na moment jakby przestała kipić pewnością siebie.
-Jestem bardziej doświadczony niż większość osób w tym budynku, skarbie – szepnąłem do jej ucha, po czym się odsunąłem –Miłego dnia – rzuciłem tylko z lekką nutą sarkazmu w głosie. Udałem się w stronę odpowiedniej sali z nadzieją, że już nikt mi nie przeszkodzi. Pchnąłem solidne drzwi. Pomieszczenie, do którego wszedłem było ogromne.
-Zajmujcie miejsca w pierwszych rzędach! – powiedziała kobieta, która z pewnością miała poprowadzić dzisiejsze zajęcia. Zgodnie z jej poleceniem usiadłem w pierwszym rzędzie. Omiotłem spojrzeniem kilkoro ludzi. Wszyscy wyglądali na tak samo zdenerwowanych i równie zestresowanych. Tak jakby mieli powód. Sam czułem się kompletnie wyluzowany. Zwykłe zajęcia nie były w stanie wyprowadzić mnie z równowagi. W zasadzie wątpiłem by dzisiaj cokolwiek było w stanie to zrobić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 26 Wrz 2015 - 18:43




- Ile czasu zajmie mi nabranie prędkości równej 3000 km/h? – warkot silników motorów wyścigowych roznosił się po przedmieściach Beverly Hills. Stróże prawa już dawno przestali odwiedzać te tereny, wzywani kolejnymi skargami o hałasie w okolicy. Nie mogli niczego wskórać, kiedy te tereny, jak i większość miasta były zdominowane przez gang Białych Kruków. Ludzie starali się im nie wchodzić w drogę, zwłaszcza kiedy grupa Lunatyków próbowała przejąć nasze ziemie. Już od kilku tygodni starali się sterroryzować naszych dostawców broni, aby zaniechali prowadzenia z nami transakcji i wycofali się z rynku. Niestety siła przebicia naszego lidera była na tyle…groźna, że odmawiali im. Derren próbował także wziąć się za biznes pornograficzny. Takie filmy były popularne, a każdy z członków Białych Kruków potrzebował napływu dużej gotówki. Starał się dogadać z Różową Panterą, oferując im ochronę członków grupy w zamian za dzielenie się zyskami z produkcji. Oferta była obiecująca, jednak kobieta miała dylemat. Mimo wszystko sprzęt, którego używała w swoich dziełach nie rósł na drzewach, musiała sporo w niego inwestować. Nie tylko w konserwację, ale także w czyszczenie czy nowe nabytki. Im więcej używała konkretną rzecz tym mniej ludzi ona kręciła. A kiedy dochodziło do tego, to coraz mniej widzów miały filmy.
- Minutę – odezwałam się do mężczyzny, po czym zdjęłam mu z głowy kask, stojąc przed kierownicą i nachyliłam się nad nim. Jego mina była jasnym przekazem w moją stronę, który zawierał niezadowolenie z faktu, iż tak bardzo w niego wątpiłam. W odpowiedzi uniosłam kąciki swoich warg w szelmowskim uśmieszku i obdarowałam go namiętnym, francuskim pocałunkiem. – Z tym trzydzieści sekund – dodałam, puściłam mu oczko i odsunęłam się z toru wyścigowego, pozwalając każdemu uczestnikowi się przygotować do startu. Zajęłam miejsce poza granicami pola do jazdy i czujnym okiem obserwowałam swojego chłopaka. Byłam dumna z tego, że lider Białych Kruków akurat mnie wybrał jako swoją muzę. Do tej pory pamiętałam moment, w którym pierwszy raz pojawiłam się w tym świecie. Miałam zaledwie osiemnaście lat. Byłam niepewna siebie, żyłam przeszłością i nie miałam pojęcia, co ja takiego robiłam. Znalazłam się w miejscu, do którego kompletnie nie pasowałam, a które od tamtego dnia stało się moim drugim domem. Początki były…nudne. Chodziłam a imprezy, piłam i wracałam do domu. Moi rodzice nigdy nie pochwalali tego, jaką drogę obrałam. Chcieli zrobić ze mnie lekarza, bo prawnikiem już wtedy była moja siostra. Nie udało im się, wolałam aktorstwo, lecz dopiero niedawno udało mi się dostać na takie studia. W zasadzie to wiele zawdzięczałam Derrenowi. To on mnie kopnął w dupę i zmusił do maszerowania własną ścieżką. To dzięki niemu złożyłam papiery, wyprowadziłam się od rodziców i zaczęłam żyć po swojemu. Na początku miałam trudności. Nie wiedziałam za co się zabrać, ani jak zorganizować sobie czas, ale ten mężczyzna mi pomógł. Akurat wtedy przejmował po swoim ojcu stanowisko lidera Białych Kruków. Wiele mu zawdzięczałam i tylko dzięki temu się zaczęliśmy spotykać. Było to raptem pół roku temu, ale miałam wrażenie, że już byliśmy ze sobą kilka lat.
Wszystkie motocykle w końcu ruszyły. Nie musiałam obserwować przebiegu wyścigu, żeby wiedzieć, iż zwycięzcą będzie mój mężczyzna. Nie byłam jednak w stanie oderwać wzroku od napiętych mięśni Derrena, od uśmiechu małego dziecka na jego twarzy zakrytego kaskiem i pochylonej postawy jego ciała. Był ideałem, nie tylko pod względem budowy, ale i charakteru. Wiedział co jest jego, wiedział do czego może sobie roszczyć prawa i jak trzymać ludzi z daleka od swoich własności. Chociaż mogło się wydawać, że traktował mnie jak jedną z jego rzeczy, to ja wiedziałam, że się o mnie troszczył. Nikomu nie pozwalał się do mnie zbliżać, praktycznie nie spuszczał mnie z oczu. Oboje mieliśmy dwa domy, jego i mój. Na zmianę sypialiśmy u siebie nawzajem i nikomu z naszych współlokatorów to nie przeszkadzało. Przyzwyczaili się już do tego, i do głośnych zabaw. Dlatego ani Claire, ani Raven nie zaskoczyło pojawienie się naszej dwójki w mieszkaniu. Przywitały się jedynie z mężczyzną, po czym wróciły do seansu filmowego, jaki sobie zorganizowały. Natomiast ja wraz z Derrenem zajęliśmy się sobą i wspólną, erotyczną zabawą, świętując jego kolejne zwycięstwo.

Budzik był na tyle męczący, że zmusił mnie do podniesienia się z łóżka. Musiałam specjalnie w nocy zostawić go gdzieś pomiędzy rzeczami, abym nie wyłączyła go zaraz po usłyszeniu. Nie byłam zadowolona z tego, że trzeba było wstawać i ruszać się na zajęcia, ale wiedziałam, że pierwszego dnia nie mogłam zrobić sobie marnego wizerunku. Wzięłam więc pierwsze lepsze rzeczy z szafy i udałam się po prysznic. Zanim jednak zdołałam zamknąć drzwi, dołączył do mnie ciemnowłosy, niemal wbijając mnie w ścianę kabiny prysznicowej i namiętnie całując. Jego ręka niemal od razu powędrowała pod górną część mojej pidżamy, jednak złapałam go kiedy był na granicy biustu i odsunęłam.
- To pierwszy dzień, nie mogę się spóźnić – zaczęłam, spoglądając mu prosto w oczy, wiedząc że to nie był najlepszy pomysł.
- Ja i Black Joly dopilnujemy tego, abyś dotarła na czas… - odezwał się tym swoim cholernie seksownym tonem, mając świadomość tego, że niewielka była szansa na to, iż mu się oprę przy takiej postawie. Zwłaszcza, że jego druga dłoń już natrafiła na jedno z czulszych miejsc mojego ciała, które Derren znał już niemal na wylot.
- Nie jestem pewna czy to… – chciałam dokończyć, jednak już zamknął mi usta kolejnym intensywnym pocałunkiem, doprowadzając do tego, że jednak i z samego rana oddaliśmy się sobie w całości.

- Chyba tym razem zajmie mi to niecałe dwadzieścia sekund… - wtrącił mężczyzna, kiedy już siedzieliśmy we dwójkę na Black Joly i szykowaliśmy się do przemknięcia ulicami miasta. Chciałam go zatrzymać i zabronić mu takiej szybkiej jazdy w środku dnia, gdzie pełno było ludzi, ale nie zdążyłam. Motor wystartował niczym spłoszony koń i pognał w stronę budynku, w którym miałam zaczynać swoją naukę. Dotarliśmy tam w niecałe pięć minut, więc pozostało mi jeszcze około piętnastu na odebranie planu zajęć oraz znalezienie odpowiedniej sali. Nie spieszyłam się więc z opuszczeniem pojazdu i celowo ocierałam się swoim ciałem o to należące do Derrena.
- Uważaj, bo doprowadzisz do tego, że nie dotrzesz na zajęcia… - zaczął TYM głosem, który wzbudzał we mnie kolejne dawki pożądania względem tego mężczyzny, jednak musiałam się opanować.
- Oh, doprawdy? – spytałam, ściągając z gracją kask i wręczając go Derrenowi, który cały czas obserwował mnie czujnym wzrokiem. Dokładnie tak samo jak dziki lew, który obserwował swoją zdobycz, aby w odpowiednim momencie się na nią rzucić.
- Coraz mniej mi się to podoba… - skomentował już takim tonem, że niemal dostrzegłam te iskierki pożądania w jego oczach, które zawsze się tam tliły, kiedy ubierałam czarne skórzane spodnie, kurtkę i bralety na nocne wypady.
- Widzimy się za kilka godzin – powiedziałam w końcu zadowolona z efektu, jaki uzyskałam, pocałowałam go w usta, po czym udałam się w stronę recepcji. Pokazałam sekretarce swoją zieloną legitymację, odebrałam rozkład zajęć i podeszłam do trzech dziewczyn, które bardzo uważnie obserwowały MOJEGO chłopaka, który jeszcze stał na parkingu, przyglądając mi się z daleka.
- Niech któraś spróbuje położyć na nim palce, a mocno tego pożałujecie – warknęłam do nich ostrym i niebezpiecznym głosem, przejeżdżając mocno paznokciem po plecach dziewczyny, stojącej pośrodku. Mimowolnie napięła się niczym podczas seksu, a jej ciało przyszyły zapewne bardzo nieprzyjemne, mroźne dreszcze. – Miło było was poznać – dodałam już milej, po czym udałam się w poszukiwaniu odpowiedniej sali. Dotarłam tam dopiero po dziesięciu minutach, idealnie z dzwonkiem. Weszłam do środka i niemal od razu spojrzałam w kierunku jednego z chłopaków w pierwszej ławce. Przyglądając mu się, nie mogłam zrozumieć dlaczego tak bardzo mi kogoś przypominał. Nie kojarzyłam podobnej osoby, nie miałam z taką do czynienia w ostatnim czasie. A jednak w jakiś sposób miałam wrażenie, że go rozpoznaję. I bardzo chętnie bym zrobiła wszystko, aby zrozumieć dlaczego tak na mnie wpłynął, jednak nie chciałam zostać przyłapana na tak bacznej obserwacji. Sprawdziłam więc czy wszystko, czego potrzebowałam miałam przy sobie i zajęłam wolne miejsce przy oknie. Nie byłam jednak w stanie opanować się tak do końca i co jakiś czas spoglądałam w stronę chłopaka. Oczywiście wtedy, kiedy on tego nie mógł zauważyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 26 Wrz 2015 - 18:48



  Do rozpoczęcia zajęć pozostało jeszcze nieco czasu. Do sali wciąż napływali nowi studenci. Zuważyłem, że pani profesor każdego z nich obrzucała swojego rodzaju oceniającym spojrzeniem. Prawie tak jakby jej wzrok był w stanie prześwietlić człowieka na wylot, w sekundę stwierdzić czy dana osoba znajdowała się na właściwym miejscu, czy grupa aktorska była odpowiednim wyborem. Przechyliłem lekko głowę patrząc na starszą już kobietę. Nie była zbyt wysoka, nie mógłbym jednak opisać jej jako niskiej. Jej wzrost zdawał się brylować gdzieś pomiędzy. Miała ten rodzaj twarzy, którzy bez wątpienia budził zainteresowanie. Siwe, praktycznie białe włosy miała krótko ścięte, widać było, że nie wstydziła się swojej naturalnej siwizny, a eksponowanie twarzy nie stanowiło dla niej większego problemu. Biła od niej pewność siebie charakterystyczna dla aktorki. Tym co przyciągało zdecydowanie największą uwagę były jej oczy. Ogromne i pełne blasku w odcieniu lapis lazuri. W tej starszej kobiecie tliło się więcej życia niż w większości współczesnych nastolatków. Nie wiedzieć czemu, momentalnie poczułem dla niej respekt. Wygodniej rozsiadłem się na swoim miejscu ciesząc się, że trafiłem właśnie w to miejsce.
   Kobieta spojrzała na zegarek po czym klasnęła w dłonie.
-Zajmujcie miejsca, za moment zaczynamy! – jej głos niósł się po całej sali. Odwróciłem wzrok od profesorki czując, że ktoś zajął miejsce kawałek ode mnie. Była to bardzo szczupła dziewczyna o długich, gęstych kasztanowych włosach. Wyglądała jakby nawet nie zdawała sobie sprawy z mojej obecności i skupiała się tylko na sobie. Byłem zadowolony z tego faktu, nie chciałem by na zajęciach ktokolwiek mnie zagadywał czy próbował zawrzeć znajomość. Byłem tu po to by czegoś się nauczyć, nie mógłbym siedzieć obok kogoś, kto by mnie rozpraszał. Odwróciłem wzrok od dziewczyny, która bardziej kojarzyła mi się z modelką niż aktorką. Miała bardzo delikatną urodę co nawet mi się podobało. Nie miałem jednak zamiaru dłużej zastanawiać się nad atrakcyjnością siedzącej obok kobiety. W tym momencie nic nie interesowało mnie bardziej niż rozpoczęcie zajęć. Czułem przyjemny dreszcz niepewności na myśl o tym, że w końcu spotka mnie coś nowego. Dopiero teraz zaczynałem zdawać sobie sprawę z tego jak bardzo znążyłem znudzić się swoim życiem. Nie przypuszczałem, że zmiany były mi aż tak potrzebne. Czułem, że w kolejnych dniach będę nabierał coraz większej pewności co do słuszności swojej decyzji. Naprawdę dobrze było widzieć nowe, nieznajome twarze. Mimowolnie odwróciłem głowę, czując na sobie czyjś wzrok. Ot, taki głupi ludzki odruch. Moje spojrzenie padło na dziewczynę, której uroda była wręcz porażająca. Jednak nie to sprawiło, że przeszedł mnie dreszcz. W swoim życiu widywałem już tyle niesamowicie pięknych kobiet, że ich wdzięki nie robiły na mnie aż tak ogromnego wrażenia. W dziewczynie było coś boleśnie znajomego. Odwróciłem spojrzenie, nie chciałem by zorientowała się, że również jej się przypatrywałem. Zmarszczyłem lekko brwi. Nie patrzyła na mnie tak jak zazwyczaj robiły to kobiety. Zdawała się kogoś we mnie rozpoznawać. To dziwne, bo i ja rozpoznawałem kogoś w niej. Jeszcze raz obrzuciłem dziewczynę szybkim spojrzeniem. Nie zdawało mi się bym kiedykolwiek wcześniej miał z nią styczność, a jednak w dziwny sposób wydawała mi się być znajoma, naprawdę bardzo dobrze znajoma. Jakby coś mnie z nią łączyło, miałem wrażenie, że obydwoje sporo o sobie wiedzieliśmy. Czyżby dopadł mnie jakiś chory rodzaj deja vu ?
-Mam nadzieję, że wszyscy są już na miejscach, zaczynamy zajęcia! – cieszyłem się, że kobieta zaczęła mówić, to pozwoliło mi skupić uwagę na czymś innym. Nie lubiłem się rozpraszać –Z pewnością mam do czynienia z wieloma nieprzeciętnymi talentami. Jak zapewne zdajecie sobie sprawę, dostać się do naszej akademii nie jest łatwo. Muszę was jednak uprzedzić, pozostanie tutaj również jest trudne. – miałem ochotę zagwizdac z uznaniem. Siła wręcz biła od tej kobiety –Naszym zadaniem jest szkolenie najlepszych aktorów. Zaistnienie w tym zawodzenie nie jest proste, licznie się z tym, że uda się to tylko nielicznym z was. Jeśli nie macie wystarczającej determinacji i charyzmy radzę wam wybrać coś innego i nie marnować czasu – kobieta przestała mówić i przebiegła wzrokiem po studentach. Na jej twarzy zagościł lekki uśmiech –Och, nie róbcie takich min, nie chciałam was wystraszyć. Nazywam się Alice Delaney, w tym roku to ze mną będziecie mieć najwięcej zajęć, aczkolwiek spotkacie się też z innymi wykładowcami. Zapewniam was, że na zajęciach nigdy nie poczujecie się znudzeni, czeka was też masa pracy. Przypominam, że każdy z was ma prawo – chociaż wolałabym użyć słowa powinność – wybrać zajęcia dodatkowe. Pod koniec zajęć każdy z was otrzyma odpowiednią listę. Zgłoszenia przyjmowane są do końca tygodnia, więc radzę wam się pośpieszyć. Jeżeli macie jakieś pytania bądź wątpliwości, w każdej chwili możecie się do mnie zgłosić. A teraz możemy powoli przechodzić do sedna zajęć. Dzisiaj sprobujemy nieco się poznać, a przy tym pozwolę sobie ocenić jak ma się sprawa waszej kreatywności – lazurowe czy zatrzymały się na mnie. Słuchałem kobiety niczym zafascynowany sześciolatek. Plus dla niej, nieczęsto ktoś był w stanie zainteresować mnie do tego stopnia. –Zechce zdradzić nam pan swoje imię ? – powiedziała kobieta. Nie miałem wątpliwości co do tego, że pytanie było skierowane właśnie do mnie. Byłem wręcz przekonany, że ta pewność spodobała się Alice Delaney.
-Liam, Liam Styles – odpowiedziałem pewnie brzmiącym głosem, który rozniósł się po sali w ten sam sposób co ton profesorki. Na ustach kobiety pojawił się lekki uśmiech.
-Idealnie. Podejdź tu, proszę – bez słowa sprzeciwu spełniłem prośbę kobiety. Czułem na sobie siłę spojrzeń zgromadzonych w pomieszczeniu. Przecisnąłem się obok siedzącej niedaleko mnie dziewczyny, niby przypadkiem muskając jej dłoń. –Świetna barwa. Zapewne wszyscy zdajecie sobie sprawę jak ważna jest barwa głosu w naszym zawodzodzie. Dlatego koniecznie polecam wam zajęcia muzyczne. A teraz... – kobieta sięgnęła za siebie i podniosła z biurka plik kartek starannie ułożonych w wachlarz –Wybierz jedną i przeczytaj na głos – poleciła. Bez zastanowienia sięgnąłem po jedną z kart.
-”Jesteś nieśmiałym, niepewnym siebie chłopakiem od lat zakochanym w swojej najlepszej przyjaciółce i skrywającym swoje uczucie do niej.  Dziewczyna za kilka godzin wychodzi za mąż, za mężczyznę, który w twoim mniemaniu nie jest w stanie jej uszczęśliwić. Powiedz dziewczynie o swoich uczuciach i przekonaj ją do tego, by nie wychodziła za mąż. Do ćwiczenia wykorzystaj wybraną osobę z sali – odczytałem polecenie. Z trudem udało mi się opanować parsknięcie śmiechem. Alice również wyglądała na rozbawioną.
-Cóż, nieśmiały i niepewny siebie chłopak to chyba nie do końca rola dla ciebie, co Liam? – błysnąłem zębami w stronę kobiety. Podobało mi się, że w tak naturalny sposób zwróciła się do mnie po imieniu. Jakbyśmy znali się od jakiegoś czasu.
-Przekonajmny się, pani Delaney – powiedziałem.  Bez problemu przywołałem na twarz zaniepokojony, niepewny, przeplatany stresem wyraz. Nie umknęło mojej uwadze, że zabieg ten zdecydowanie zaskoczył profesorkę. Z łatwością umiałem bawić się emocjami, obrazować na twarzy każde uczucie o jakim pomyślałem, nawet jeśli w istocie nie miało ono ze mną wiele wspólnego. Pobiegłem w stronę rzędu ławek, które zajmowałem ja i brązowowłosa dziewczyna. Nie zapomniałem o tym, by pozbawić swoje ruchy zwykłej pewności.
-Sky... – niepewnie usiadłem obok dziewczyny. Drżącym głosem wypowiedziałem imię, które nie wiedzieć czemu pierwsze przyszło mi na myśl. Dotknąłem jej kolana, tak jakby ten czyn wymagał ode mnie nieprzeciętnej odwagi –wiem, że możesz mnie za to znienawidzić, ale nie jestem w stanie dłużej oszukiwać ani ciebie, ani siebie. Powinienem był zrobić to lata temu, dopiero teraz widzę jak cholernym tchórzem byłem. Nie rób tego Sky, nie wychodź za niego – w moim głosie słychać było błagalną prośbę. Z bliska miałem idealną okazję by przyjrzeć się szczupłej, przypominającej modelkę dziewczynie. Jej oczy miały niesamowity kolor zieleni i błękitu. Była naprawdę piękna, a zaskoczenie malujące się na jej twarzy szczerze mnie bawiło. Nie dawałem jednak tego po sobie poznać, skupiłem się na chwilowo odgrywanej roli –jesteś najlepszym co przytrafiło mi się w życiu, Jhon na ciebie nie zasługuje. Powinnaś spędzić życie z kimś kto widzi w tobie wszystko to co najwspanialsze, kto uznaje ciebie za swój własny powód do życia, kto kocha ciebie taką jaką jesteś, z twoimi wadami i zaletami. Jeśli masz chociaż cień wątpliwości... błagam cię Sky, jeżeli masz chociaż cień wątpliwości – a wiem, że go masz, za dobrze cię znam – nie rób tego. Wybacz mi, że byłem takim cholernym tchórzem przez tyle lat i po prostu tego nie rób  - wiedziałem, że mój popis zrobił niemałe wrażenie zarówno na studentach jak i na wpatrzonej we mnie z niedowierzaniem dziewczynie. Nagle zapragnąłem jednak dodać więcej mojemu występowi. Wplotłem dłoń w gęste włosy dziewczyny i zamknąłem jej usta w niemal desperackim pocałunku. Kobieta nie protestowała, zdziwiłem się jednak, gdy odwzajemniła pocałunek. Nie umknął mojej uwadze cichy jęk wydobywający się z jej gardła, gdy się odsunąłem. Na jej policzki wpełzły rumieńce. Zdecydowanie wyglądała uroczo. Na sali zapanowała głucha cisza. Energicznym krokiem wróciłem do profesor Delaney i oddałem jej kartkę z zadaniem, którą nadal trzymałem w dłoni. Kobieta patrzyła na mnie z niedowierzaniem, zaraz jednak na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
-No cóż... Zdecydowanie postawiłeś poprzeczkę wysoko – kobieta zaśmiała się odrobinę nerwowo. –Dobrze Liam, wróć na miejsce. Chciałabym zobaczyć jeszcze kilka tego typu występów, potem przejdziemy do pracy w parach. Proszę, kto następny ? – zachęciła kobieta, podczas gdy ja wróciłem na miejsce.
-Mam nadzieję, że nie masz mi tego za złe – szepnąłem do dziewczyny z lekkim uśmiechem igrającym na ustach. Przez moment patrzyła na mnie nic nie mówiąc.
-Chyba nie spodziewałam się czegoś takiego na tych zajęciach – odszepnęła dziewczyna –Jestem Layla, chociaż nie jestem pewna czy interesują cię imiona dziewczyn, które z zaskoczenia całujesz – uśmiechnąłem się słysząc lekko flirtulejną nutkę w jej głosie.
-To zależy. Powiedzmy, że twoje imię jest całkiem interesujące  - na ustach dziewczyny pojawił się lekki uśmiech –Swoją drogą, masz naprawdę słodkie usta. To jakiś smakowy błyszczyk ? – Layla pokręciła głową z rozbawieniem.
-Malinowy – odpowiedziała lakonicznie.
-O właśnie, rozmazał ci się – powiedziałem po czym jak gdyby nigdy nic starłem spod jej wargi odrobinę błyszczyku. Dziewczyna dotknęła miejsca, w którym chwilę wcześniej znajdował się mój kciuk.
-Rany, jesteś popieprzony... – powiedziała drżącym głosem. Tylko się uśmiechnąłem. Może jej słowa brzmiałyby bardziej wiarygodnie, gdyby nie fakt, że na ustach wciąż miała ten lekko nieobecny uśmiech. Cóż, miałem rację. Zajęcia zapowiadały się naprawdę ciekawie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob 26 Wrz 2015 - 18:58




Nie umknęło mojej uwadze, że ten mężczyzna i mnie obrzucał swoim spojrzeniem. Było w tym coś tak bardzo znajomego, że nie potrafiłam przestać zastanawiać się nad tym dlaczego. Normalnie by mnie to drażniło i rzuciłabym jakimś nieprzychylnym komentarzem w jego stronę, ale w jakiś sposób nie byłam w stanie. Czułam się trochę tak, jakby taki wzrok był mi bardzo dobrze znany i już potrafiłam nie zwracać na niego uwagi. Nie byłam pewna powodu, który za tym wszystkim stał i nie do końca liczyłam na poznanie go. W jakiś nieznany mi sposób, miałam wrażenie, że poznanie tego nie będzie tak przyjemne, na jakie bym liczyła. Jak się jednak okazało, nikt nie podzielał mojej opinii. Zwłaszcza w momencie, w którym nauczycielka zdecydowała się go rzucić na pierwszą linię ataku. Wystarczyło samo imię, abym zrozumiała dlaczego tak na mnie działał. To był on, Liam Styles-mój były przyjaciel, który najpierw mnie pocałował, a potem dzień później wyjechał i od tamtej pory nie utrzymywał ze mną kontaktu. Zawiódł mnie, wcześniej odbierając pierwszy pocałunek. Nie było to zbyt kulturalne i przyjemne z jego strony. Zwłaszcza, że byliśmy ze sobą naprawdę blisko. Ani przed nim, ani po nim nie miałam już takiego przyjaciela. Nikt nie był w stanie zapełnić czarnej dziury w moim sercu, która powstała przez tego osobnika. Nikt, dopóki nie poznałam Derrena. W pół roku stał mi się o wiele bliższy niż Liam był kiedykolwiek. Udało mu się mnie ogarnąć i zapełnić tę część mnie, która umarła wraz z odejściem Stylesa.
Nie byłam w stanie powstrzymać parsknięcia śmiechem, kiedy mężczyzna wylosował rolę, którą miał odegrać. Bardzo mocno zaczęło mnie interesować to, jak mu pójdzie i co z tym zrobi. Byłam pewna, że jeszcze większy śmiech u mnie wywoła, ale myliłam się. Kiedy usłyszałam, że wykorzystuje moje imię…Nie spodziewałam się tego, ale jednocześnie nie było to dla mnie zaskoczeniem. Odruchowo jednak zaczęłam w wyniku tego gibać lewą nogą ze zniecierpliwienia. W tamtym momencie bardziej mój umysł zaczęły zapełniać myśli, dotyczące jego reakcji na moje miano. Stukałam też paznokciami o blat ławki, czekając aż ciemnowłosy skończy. Przestałam tylko na moment, kiedy brązowooki pocałował dziewczynę. Przez głowę mi wtedy przeszedł obraz naszego pocałunku przed jego zniknięciem. Mimowolnie przygryzłam wargę, zdając sobie sprawę z tego, że na miejscu tej kobiety mogłabym być teraz ja, gdyby nie wyjechał, jednak szybko to odrzuciłam. Nie mogłam tego brać pod uwagę. Miałam naprawdę niesamowitego chłopaka, przy którym czułam się piękna i seksowna. Liam już dawno stracił swoją szansę.
- To teraz może… - moje rozmyślanie przerwał głos wykładowczyni, która szukała w sali spojrzeniem swojej kolejnej ofiary. Na dłużej zatrzymała się na sylwetce dziewczyny, która siedziała ze Stylesem i niemal widziałam jak ją wzywa pod tablicę.
- Pani profesor – odezwałam się nieco głośniej, zwracając na siebie uwagę jej prześwietlających na wylot oczu. – Jeśli pani pozwoli, to chciałabym być następna – dodałam na co kobieta niemal klasnęła w dłonie uradowana faktem, że jakiś chętny się znalazł.
- Zapraszam na środek – powiedziała, a ja podniosłam się z krzesła. Pewnym siebie, nieco może zbyt seksownym krokiem (nie da się od tak sobie zniszczyć przyzwyczajeń), podeszłam tam, gdzie chciała mnie widzieć nauczycielka. Stanęłam prosto, prezentując swoją pewną siebie postawę i spojrzałam prosto na mojego dawnego przyjaciela. Już tym razem nie próbowałam ukryć tego, że bacznie mu się przyglądałam. Przez chwilę w sali panowała cisza, podczas której wyczuwałam na sobie spojrzenia wielu chłopaków z klasy, po czym przerwała ją profesor, ponaglając do przedstawienia się.
- Jestem Sky Weber – wydusiłam z siebie celowo dalej oglądając ciemnowłosego.
- Wylosuj kartkę i przeczytaj – wtrąciła kobieta, a ja po dostrzeżeniu reakcji swojego byłego przyjaciela, podeszłam do niej i wyciągnęłam papier z zadaniem.
- ”Jesteś pewną siebie, wybuchową dziewczyną, którą właśnie zawiódł jej chłopak. Okłamał cię i ukrywał przed tobą ważną informację na swój temat. Powiedz mu co w tym momencie poczułaś i co masz zamiar z tym zrobić. Do ćwiczenia wykorzystaj wybraną osobę z sali” – nie takiego zadania się spodziewałam, ale to było odpowiednie. Po części byłam w dokładnie takim stanie i nie było mi trudno wczuć się jeszcze bardziej. Zwłaszcza, że dokładnie kawałek ode mnie siedział mój przyjaciel, który właśnie coś takiego zrobił. Łatwo było zrozumieć, że to właśnie on będzie moim towarzyszem do tego ćwiczenia. Dlatego wzięłam głęboki oddech i jeszcze raz przeleciałam spojrzeniem po kartce. Tym razem było ono skupione i odzwierciedlające fakt, że trawiłam tę informację. Po dotarciu do samego końca tekstu, przymknęłam oczy i wypuściłam sporą ilość powietrza z płuc. Następnie zgniotłam kartkę w dłoniach i rzuciłam ją prosto w twarz Liama, kierując się szybkim krokiem w jego stronę.
- Okłamałeś mnie – warknęłam odgrywając swoją rolę, ale jednocześnie przekazując mu szczerą prawdę na temat uczuć, jakie się we mnie tliły od momentu, w którym wyjechał. – Przyrzekałeś, że nigdy tego nie zrobisz, że zawsze będziesz ze mną szczery i nigdy mnie nie zostawisz! – w moich oczach, jakby automatycznie pojawiły się łzy. Dla większości osób z klasy były one sztuczne, ale ja wiedziałam, że takie nie są. Miałam ochotę mu to wykrzyczeć już bardzo dawno temu, ale nie utrzymywaliśmy żadnego kontaktu. – Nie mówiłeś, że wyjeżdżasz! W ogóle miałeś zamiar mi to zdradzić? Chciałeś mi powiedzieć, że masz zamiar wyjechać do zupełnie innego miasta i całkowicie urwać kontakt? Czy może myślałeś, że nie wpłynie to na mnie w ŻADEN sposób?! Zdajesz sobie sprawę z tego, jak bym się czuła? Jak bardzo by mnie zraniło to, co zrobisz?! Mogłam się domyśleć, że odwalisz coś takiego! To było zbyt piękne, żeby było prawdziwe! – ryknęłam na sam koniec, po czym przetarłam oczy i wróciłam na swoje miejsce. Jakoś zbytnio mnie nie interesowało to, czy profesorka była zadowolona z tego, jak to odegrałam. Wyrzuciłam z siebie to, co kłębiło się we mnie przez ostatnie jedenaście lat i to było dla mnie najważniejsze. Liam na pewno to zrozumiał i na pewno teraz się nad tym zastanawiał. Może nawet wzbudziłam w nim uczucie współczucia, nie interesowało mnie to. Już dawno zostawiłam za sobą te wspomnienia i nie miałam najmniejszego zamiaru do nich wracać. Miałam nowe z Derrenem, o wiele lepsze od tych, które łączyłam ze Stylesem i tyle mi wystarczało. I chociaż tamte bolały, to potrafiłam je ignorować na rzecz tych o wiele przyjemniejszych.
Kolejne osoby były równie utalentowane, jednak brakowało im nieco wiarygodności w każdej roli. Ja i mój przyjaciel byliśmy w stanie odzwierciedlić w tym zadaniu naszą przeszłość i właśnie dzięki temu nie sprawiło nam trudności wciągnięcie innych w ten klimat. Niestety niektórym z pozostałych właśnie tego brakowało i to była ich wada. Wiedziałam jednak, że im więcej będziemy się tutaj uczyć, tym łatwiej przyjdzie nam wcielanie się w role. Dlatego nie oceniałam żadnego z nich pod tym względem i po prostu czekałam na koniec tych zajęć. Nastąpił on zaskakująco szybko i kolejne były dokładnie w tym samym miejscu. To była cudowna rzecz, bo przynajmniej nie gubiłam się w labiryncie korytarzy tego budynku, który był po prostu ogromny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 27 Wrz 2015 - 10:19



Profesor Delaney swoim czujnym, zdającym się prześwitywać spojrzeniem rozglądała się po sali szukając kolejen osoby do ćwiczenia. Musiałem przyznać, że podobała mi się ta forma zajęć. Praktycznie bez chwili zastanowienia musieliśmy wczuć się w rolę, wymyślić kwestię godną osoby, którą mieliśmy się stać. Zdziwiłem się, ale polubiłem profesorkę. Zazwyczaj ludzie nie wzbudzali ot tak mojej sympatii. Może dlatego, że nieczęsto natrafiałem na kogoś tak pełengo charyzmy i inteligencji jak stojąca nieopodal kobieta ? Takich osób na świecie było coraz mniej, nie dało się tego ukryć. Wzrok kobiety zatrzymał się na siedzącej obok mnie Layli. W zasadzie nie dziwiło mnie, że kobieta chciałaby zobaczyć wsytęp dziewczyny, ktróą kilka chwil temu wykorzystałem do pomocy w zadaniu. Kobieta wyglądała jakby już miała otworzyć usta, gdy niespodziewanie zgłosił się ktoś inny. Zarówno ja jak i Layla spojrzeliśmy do tyłu, w stronę, z której dochodził głos. Ochotniczką była dziewczyna, która przypatrywała mi się tym dziwnym spojrzeniem. Odprowadziłem wzrokiem jej zgrabną i cholernie znajomo wyglądającą sylwetkę. Dziewczyna patrzyła na mnie bez najmniejszego skrępowania. Kompletnie nie mogłem zrozumieć o co jej chodziło. Było w niej coś co w jakiś sposób wytrącało mnie z równowagi. Wszystko stało się jasne, gdy tylko dziewczyna wyjawiła swoje imię.
Nie udało mi się zachować spokoju, z moich ust mimowolnie wymksnęło się przekleństwo. Layla spojrzała na mnie kompletnie nie rozumiejąc co też mogło tak nagle wytrącić mnie z równowagi. Sky Weber... Teraz wiedziałem już skąd brało się to dziwne uczucie, gdy dostrzegłem dziewczyną, z którą w dzieciństwie łączyła mnie więź tak silna, że zdawała się być niemożliwa do przerwania. Dziecięca wyobraźnia jednak zbyt często wykraczała poza rzeczywistość, nie była w stanie zaakceptować tego, że życie nie było tak piękne jak mogłoby się zdawać, a wieczność nie trwała dłużej niż kilka lat. Patrzyłem na Sky, gdy odczytywała treść swojego zadania. Aż trudno było mi uwierzyć, że stała się tak niesamowicie, nieprzyzwoicie wręcz piękna. Jej seksowna figura przyciągała spojrzenia zarówno mężczyzn jak i kobiet. Z tym, że jedne były pożądliwe, a drugie wyraźnie zazdrosne. A jak ja patrzyłem na dziewczynę, z którą byłem tak blisko ? Z pewnością z niedowierzaniem. Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek jeszcze uda mi się spotkać Sky.
Zepchnąłem wszystkie związane z nią wspomnienia gdzieś na dno podświadomości. Tęsknota za osobą, która jako pierwsza poruszyła moja serce, sprawiła, że zacząłem czuć, była tak ogromna, że nie umiałem poradzić sobie z nią w inny sposób, jak po prostu wypierając ją z umysłu. A wypierając tęsknotę jednocześnie musiałem pozbyć się Sky. W tej jednej chwili, gdy nasze spojrzenia się spotkały znów czułem się jak ten dwunastolatek, który nie wiedział jak zachować się w obecności dziewczyny, która stanowiła dla niego więcej niż jakakolwiek inna osoba. Przekręciłem lekko głowę. Zostawiłem przeszłość daleko za sobą, nie wracałem do niej. Nie widziałem powodu by rozgrzebywać dawne zdarzenia. A jednak widok Sky zamącił mi w głowie. Nie zdziwiłem się, gdy dziewczyna to właśnie mnie wybrała do swojego zadania. Patrzyłem na tę wylewającą się z niej mieszaninę wściekłośći, smutku i rozczarowania. Byłem pewny jednego, ona nie grała. Wyrzuciła mi prosto w twarz wszystko to co zapewne chciała powiedzieć już dużo wcześniej, jednak zwyczajnie nie miała okazji. Zniknąłem z jej życia bez jednego choćby słowa, tak jakbym nigdy nie istniał, jakbyśmy my nie istnieli. Dwójka dziecieków wchodząca w wiek dojrzewania. Razem przeciwko światu, który od najmłodszych lat nie szczędził bólu i cierpienia. Drgnąłem mimowolnie widząc łzy dziewczyny. Doskonale wiedziałem, że były one prawdziwe, miałem też świadomość tego, że to właśnie ja doprowadziłem ją do płaczu. Zdawało by się, że na moment obydwoje poczuliśmy się jak tamta parka dzieciaków. Czyżby pewne rzeczy faktycznie były niezmienne ? Nie odprowadziłem Sky wzrokiem, gdy ta nerwowym krokiem udała się w stronę swojego rzędu. Byłem przekonany, że i ona nie patrzyła już w moją stronę. Zostawiła mnie z uczuciem, którego nie rozumiałem. Co tak właściwie czułem po jej występie ? Od tak dawna nie zastanawiałem się nad swoimi emocjami, że zwyczajnie nie miałem pojęcia. Kiedy ostatnio byłem tak zagubiony jak w tym momencie ?
-No proszę, widać, że mamy wśród nas dwójkę, która potrafi całkiem nieźle zagrać na emocjach – skomentowała pani profesor. No tak, nikt nie miał pojęcia, że Sky nie zaprezentowała swoich umiejętności aktorskich. Po prostu wygarnęła mi to co musiało kłębić się w niej przez lata. Nagle zapragnąłem wyjść z sali i zaczerpnąć nieco świeżego powietrza. Wiele oddałbym za możliwość szybkiego biegu, który pomógłby mi pozbyć się przelatujących przez głowę myśli. Miałem wrażenie, że za moment rozsadzą mi czaszkę. Praktycznie przegapiłem występy dwóch kolejnych osób, kompletnie nie mogłem się skupić. Sky zapewne nawet nie miała pojęcia jak bardzo udało jej się wyprowadzić mnie z równowagi, ani jak bardzo podirytowany byłem tym faktem. Przywołałem na twarz najbardziej obojętny wyraz na jaki było mnie stać. Z pewnością wyglądałem jakby jej występ był dla mnie tylko zwykłym pokazem i nie zrobił na mnie większego wrażenia.
-Coś było między wami ? – odwróciłem głowę słycząc ciche pytanie Layli. Najwyraźniej dziewczyna była bardziej spostrzegawcza niż mi się zdawało. W zasadzie byłem jej wdzięczny za to, że się odezwała, miałem możliwość zajęcia myśli czymś innym.
-Och, nie musisz być zazdrosna – powiedziałem z uśmiechem. Layla uniosła w górę jedną brew.
-Skąd pomysł, że mogłabym być zazdrosna? – spytała.
-A nie mogłabyś ? Może się przekonamy ? – po wyrazie jej twarzy widziałem, że uważnie analizowała moje słowa. Zdawała się być dość zaintrygowana. Na pierwszy rzut oka dostrzegłem w niej inteligentną osobę. W tej chwili jednak czułem się tak skołowany, że zwyczajnie nie byłbym w stanie zająć nawiązywaniem nowej relacji. Obiecałem sobie zostawić to na inny raz, a przy okazji jak najszybciej się ogarnąć.
-Może... – mruknęła tylko Layla, po czym wstała z miejsca wywołana przez profesorkę. Pomyśleć, że jeszcze chwilę temu byłem tak ciekawy jej występu, a teraz chciałem po prostu wyjść z sali, w której powoli zaczynałem się dusić. Nie byłem w stanie choćby spojrzeć na Sky. Zdawać by się mogło, że znów chciałbym wyrzucić ją ze swojej świadomości. Z drugiej jednak strony nie mogłem przestać myśleć o tym, że była tak blisko zaledwie kilkanaście metrów ode mnie. Jak potoczyło się jej życie, w którym nie miałem najmniejszego udziału ? Widać pozostała wierna swoim marzeniom, skoro udało jej się dostać na jedną z lepszych uczelni dla aktorów. Pamiętałem jak godzinami potrafiła nawijać o tym, że kiedyś z pewnością zostanie aktorką, cokolwiek by się nie stało, znajdzie sposób i to zrobi. Uśmiechnąłem się lekko pod nosem czując niejaką dumę, z tego, że Sky zrealizowała swój cel.
A co sprawiło, że ja znalazłem się właśnie na tym miejscu ? Zostanie aktorem nie było szczytem moich pragnień, to fakt. Zawód ten jednak wydał mi się na tyle ciekawy i interesujący, że zachciałem w nim zaistnieć. W liecum zapisałem się na kółko teatralne, bardziej z ciekawości. Okazało się to dobrą decyzją, gdyż sprawdzałem się w tym. Sprawiało mi to też sporą frajdę. Może decyzja o szkole aktorskiej była w dużym stopniu spontanicznym wyborem, nie żałowałem jednak. Przynajmniej do chwil gdy zobaczyłem Sky, a na moment cały mój świat zawirował w nieoczekiwany sposób. Poczułem falę wdzięczności, gdy usłyszałem sygnał oznajmujący koniec pierwszych zajęć. Ledwo udało mi się wyjść z klasy, poczułem jak ktoś muska moje ramię. Odwróciłem się w stronę wysokiej dziewczyny o karmelowej skórze i prostych jak druty czarnych włosach sięgających jej prawie do pasa. Pełne usta miała podkreślone intensywnie czerwoną szminką.
-Świetny występ. Jestem Sheila – powiedziała wyciągając w moją stronę dłoń ze starannie wypielęgnowanymi paznokaciami –Nie będę owijać w bawełnę, z moją współlokatroką postanowiłyśmy urządzić imprezę dla osób z grupy. Masz jakieś plany na wieczór? – spytała z olśniewającym uśmiechem. Jej śnieżnobiałe zęby odbijały się na tle ciemnej karnacji.
-W zasadzie to nie – odpowiedziałem z lekką nutką zniecierpliwienia. Nie wiedziałem nawet czy chciałem iść na jakąś imprezę. Jedyne czego w tej chwili potrzebowałem to chwila ciszy i odrobina samotności.
-Świetnie, tutaj masz adres – wyświergotała podając mi niewielką karteczkę. No proszę, wyglądało na to, że mieszkaliśmy w tej samej dzielnicy. Schowałem adres do kieszeni spodni po czym nerwowym krokiem udałem się w stronę ogrodów. Usiadłem na wolnej ławce i wziąłem głęboki wdech. No dobrze, więc ja i Sky jakimś pokręconym przypadkiem znaleźliśmy się w tej samej grupie. Ostatni raz widzieliśmy się jedenaście lat temu. Co to dla nas oznaczało ? W zasadzie niewiele. Obydwoje dorośliśmy, mieliśmy własne życia, a po przeszłości i relacji, która nasz kiedyś łączyła nie było nawet śladu. Przynajmniej tak mi się zdawało, bo niby jak po tylu latach bez zamienienia ze sobą chociażby słowa coś między nami miałoby przetrwać ? Zdając sobie sprawę z tej oczywistości poczułem nagły przypływ smutku. Kompletnie nie rozumiałem dlaczego tak się czułem. To było lata temu, sam zdecydowałem się pogrzebać relację między nami. Obydwoje żyliśmy z dala od siebie. Chociaż trudno było mi to przyznać, w tej chwili ja i Sky byliśmy sobie kompletnie obcy.
Z tą świadomością wróciłem do sali, gdzie miały odbyć się kolejne zajęcia. O dziwo udało mi się uspokoić rozszalałe emocje i wrócić do względnej normalności. Spokojnym krokiem szedłem w stronę swojego rzędu. Zmarszczyłem lekko brwi widząc jakiegoś faceta nachylającego się na Layilą.
-To co, będziesz ze mną w parze? Serio, strasznie podobał mi się twój występ, byłoby ciekawie – szczerzył się do niej jak skończony idiota, którym najwyraźniej był. Poklepałem go po ramieniu. Niechętnie odwrocił się w moją stronę.
-Wybacz kochasiu, ale ona jest już w parze ze mną. Spadaj, bo ci przypieprzę i nawet nie będę zastanawiał się nad tym czy mnie przez to wywalą – warknąłem trochę ostrzej niż zamierzałem. Najwyraźniej tliła się we mnie resztka irytacji. Chłopak rzucił Layli spojrzenie po czym odszedł w inną stronę. Zająłem miejsce obok dziewczyny i wypuściłem gromadzone w płucach powietrze.
-Nie miałam pojęcia, że jestem z tobą w parze – powiedziała dziewczyna z lekkim rozbawieniem słyszalnym w głosie.
-Och, nie powiedziałem ci ? No widzisz, teraz już wiesz – powiedziałem uśmiechając się do dziewczyny. W sali pojawiła się już pani profesor.
-No dobrze ! Jako, że to pierwszy dzień pozwalam wam dobrać się w pary samodzielnie, ale liczcie się z tym, że następnym razem, to ja będę was kompletować. Będziecie musieli nauczyć się pracować z różnymi ludźmi. Zapraszam jedną osobę z pary po odbiór zadania. Tylko spokojnie, bez przepychanek, jesteście dorosłymi ludźmi – powiedziała. Layila zaoferowała, że to właśnie ona wylosuje dla nas zadanie. Nie miałem nic przeciwko. Śledziłem jej ruchy, by tylko przypadkiem wzrokiem nie napotkać Sky. Nie umknął mojej uwadze uśmiech, który pojawił się na twarzy Layili, gdy odczytywała treść zadania. Z mieszanymi uczuciami wziąłem od niej kartkę.
-Chyba żartujesz! – spojrzałem na dziewczynę z niedowierzaniem. Zdawała się być naprawdę rozbawiona – Serio Layila? „ Na kilka dni przed zawarciem małżeństwa chłopak postanawia przyznać się swojej narzeczonej, że jest gejem”? – dziewczyna wybuchnęła perlistym śmiechem.
-To o wiele bardziej zabawne kiedy ty to czytasz. Och, daj spokój Liam, chyba nie jesteś jakimś homofobem ? A w tej roli przynajmniej nie będziesz miał pretekstu, żeby mnie pocałować – posłałem Layili łobuzerski uśmiech.
-A chciałabyś, zebym znowu to zrobił, co ? – sparodiowałem cichy jęk, który wydobył się z ust dziewczyny, gdy się od niej odsunąlem. Jej twarz momentalnie pokrył rumieniec, na co zwyczajnie parsknąłem śmiechem.
-Skupmy się na zadaniu, dobrze? - pokręciłem głową w rozbawieniu.
-Jak sobie życzysz – odparłem. Zdałem sobie sprawę z tego, że Alice Delaney przewiercała nas wzrokiem. Nie miałem pojęcia co tak zaciekawiło kobietę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Nie 27 Wrz 2015 - 15:48




Wcale mnie nie dziwił sposób, w jakim wypowiadał się Liam w stronę swojej towarzyszki. Nie chciałam tego słuchać, ale przymus siedzenia w niewielkiej odległości od siebie uniemożliwiał całkowite ignorowanie dyskusji pomiędzy innymi studentami. Mój były przyjaciel z dzieciństwa od zawsze zachowywał się jak okoliczny kogucik. Drażnił inne dziewczyny w naszym wieku, ciągnął za włosy i przezywał, a powszechnie wiadomym było, że takie zachowanie oznacza końskie zaloty. Wcale nie byłabym zaskoczona, gdyby się okazało, że nie byłam pierwszą dziewczynką, którą obdarował symbolicznym pocałunkiem w usta.
Miałam wielką ochotę podskoczyć z radości na krześle, kiedy Styles opuścił salę, aby się gdzieś udać. Jego obecność była mi bardzo nie na rękę i nie mogłam zaprzeczyć temu, że mnie cholernie irytował fakt, iż byliśmy nie tylko w tej samej szkole, ale też i grupie. Czułam się jak ofiara przewrotności losu. Miałam wrażenie, że przeznaczenie się ze mnie kpi, podsyłając mi na drogę pierwszą osobę, do której przywiązałam się równie mocno, co do swojej własnej rodziny. Zabawne, okazało się, że zawiódł mnie dokładnie tak samo jak moi rodzice. Swoją drogą to ciekawe co z jego. Pamiętam, że jako dzieci często się spotykaliśmy tylko dlatego, że nasze mamy świetnie się dogadywały. Niemal codziennie po południu męczyłam swoją o to, żebyśmy wyszły na spacer, bo na pewno Liam już czeka w parku. Od tamtego czasu ten park się nieco zmniejszył, ale ciekawiło mnie czy nasze wspólne miejsce pozostało. O ile dobrze pamiętam to było gdzieś pośrodku. Mieliśmy przy fontannie swój własny kamień, na którym wyryliśmy nasze imiona. Mieliśmy być niemal nierozłączni, a okazało się, że tylko ja brałam tę obietnicę na poważnie. Chłopak nie trzymał się jej tak samo silnie jak ja. Po jego wyjeździe jeszcze niemal przez rok zmuszałam mamę do chodzenia w tamto miejsce, jakbym oczekiwała, że nagle magicznie się pojawi, jednak nigdy go nie było. Potem liczyłam na telefon od niego, bo byłam pewna, że pamiętał nasz numer, ale nic takiego nie nastąpiło. Mocno zabolała mnie świadomość bycia wystawioną do wiatru i długo nie byłam w stanie znaleźć sobie towarzystwa. Od każdego, kto próbował, trzymałam się z daleka w obawie o to, że któregoś dnia zniknie tak samo jak ciemnowłosy.
Westchnęłam zrezygnowana i usłyszałam dzwonek zarezerwowany tylko dla jednej osoby. Niemal od razu humor mi się poprawił, a ja wyszłam z sali w jakieś ustronniejsze miejsce, aby porozmawiać ze swoim chłopakiem. Opowiedziałam mu o tym, co zaszło, pomijając oczywiście te szczegóły, które by mu się nie spodobały i dodałam, że już mi się podoba na tych studiach. On natomiast powiedział mi o tym, że Różowa Pantera zgodziła się na układ, jaki jej zaproponował. Jej dziewczyny otrzymały ochroniarzy, a my część ich zysków. Inwestycje Białych Kruków były coraz poważniejsze i obawiałam się tego, za co weźmie się Derren w następnej kolejności. Miałam straszne obawy o to, że zajmiemy się także handlem narkotyków albo tajnych informacji, ściągniętych bezpośrednio z serwerów wyższych władz, a to nie wydawało się dla mnie przyjemną wersją. Jeszcze broń i pornografię mogłam przeżyć, ale nie chciałam ryzykować interwencji odnośnie czegokolwiek innego. Przekazałam więc mężczyźnie swoje obawy, a on obiecał trzymać się od tego z daleka. Miałam jednak przypuszczenia, że to i tak nic nie da, bo chęć jeszcze większych zysków coraz bardziej go zaślepiała.
Powróciłam do sali niemal od razu po dzwonku, a jednak to spóźnienie bardzo nie spodobało się nauczycielce. Przeprosiłam ją za swoje zachowanie, po czym zajęłam miejsce. Następnie ludzie zaczęli się dobierać w pary.
- Jestem Anthony, miło poznać – jestem pewna, że bardzo wyraźnie wywróciłam oczami, ale chłopak chyba tego nie dostrzegł, bo zajęty był oczekiwaniem na moją odpowiedź. Kiedy prezentował swoje umiejętności był skupiony i oddany swojemu zadaniu. Mogłam śmiało powiedzieć, że tylko to było w jego głowie. Odczytać byłam w stanie z niego to, że nic nie mogło go oderwać od aktorstwa, nawet mega seksowna i pociągająca partnerka na zajęciach. To była naprawdę miła odmiana. Nie patrzył mi się na dupę, ani na cycki i myślał tylko o zajęciu.
- Chodźmy losować – powiedziałam, po czym się podniosłam i oboje udaliśmy się w stronę nauczycielki. Następnie pozwoliłam swojemu towarzyszowi wyciągnąć kartkę i wróciliśmy na miejsce.
- „Niezdarna córka bogatego biznesmena trafia do jednej z najgorszych dzielnic w mieście i spotyka tam narkomana” – przeczytał, a moja brew niemal momentalnie powędrowała zirytowana do góry.
- No chyba sobie kpisz… – skomentowałam, jednak nie usłyszałam odpowiedzi, bo Tony już zajmował się jakimiś notatkami. Przez chwilę myślałam, że sobie rysuje pieska, ale kiedy bardziej się przyjrzałam temu, co robi, to dostrzegłam, że wypisuje cechy, jakie kojarzą mu się z takim typem osób. To był dziwny sposób na wczucie się w rolę, ale i tak lepszy od mojego wyklinania na tę rolę.
Narkotyki były jedną z rzeczy, którymi dosłownie gardziłam. Trzymałam się od nich z daleka i nie chciałam mieć z nimi do czynienia nawet fikcyjnie.
- Chyba nie masz zamiaru zrezygnować – stwierdził mężczyzna, a ja niemal momentalnie spojrzałam na niego jak na największego wroga. Nie miał prawa wypowiadać się na mój temat w taki sposób. Nie znał mnie, a ja byłam naprawdę mocno oddana aktorstwie. Od dziecka marzyłam o zostaniu gwiazdą filmową i nie miałam zamiaru rezygnować z tego tylko dlatego, że nie pasowało mi jedno zadanie z zajęć.
- Chodźmy udowodnić kto tutaj ma największy talent – wtrąciłam, mając oczywiście na myśli głównie siebie, bo nie sądziłam, aby Tony był w stanie mi zaimponować swoimi umiejętnościami. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy zaczął zachowywać się jak totalny ćpun. Przez chwilę zaskoczona wpatrywałam się w to, jak chwyta pierwsze lepsze rzeczy, próbując wciągnąć z nich cokolwiek, jednak szybko się ogarnęłam. Powiedziałam nauczycielce, że bierzemy się za prezentację i zaczęłam wczuwać się w swoją rolę, wychodząc najpierw na chwilę z sali.
Wpadłam do pomieszczenia potykając się o własne nogi. Prawie wywróciłam się na ziemię i właśnie dlatego zirytowana udałam, że kopię jakiś drobiazg, o który się potknęłam. Następnie ruszyłam przed siebie, rozglądając się nieco niepewnie i ze strachem w oczach dookoła. Jakby odruchowo położyłam rękę na karku i się podrapałam, kręcąc głową na boki w poszukiwaniu odpowiedniej drogi.
- Dziwne… – zaczęłam, nie zaprzestając poszukiwań. – Byłam pewna, że za tamtym zakrętem znajdę sklep Victoria’s Secret… – powiedziałam, po czym sięgnęłam po jakąś kartkę i udałam, że przyglądam się mapie. Problemem jednak był fakt, że nie wiedziałam gdzie ja jestem. Dlatego tak bardzo ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam z daleka jakiegoś chłopaka. – Ymm…przepra… – chciałam to dokończyć i spytać go o drogę powrotną, ale przerwało mi kolejne potknięcie się. Tym razem jednak zakończyłam, leżąc na ziemi. Mężczyzna natomiast od razu się do mnie zbliżył i pomógł mi wstać.
- Masz acodin? – spytał słabym i sepleniącym głosem.
- Słucham? – skomentowałam zaskoczona, a on powtórzył pytanie nieco wyraźniej. – Nie, ale chciałam… – przerwał mi odwracając się do mnie tyłem i maszerując dalej. – Stój! – zawołałam za nim i pognałam, uważając już tym razem na wszystko, co mogło się znaleźć na mojej drodze.
- Gdzieś tutaj to powinno być – mówił do siebie, jakby zupełnie nie słysząc. Wydawał się także nie czuć mojego dotyku, kiedy położyłam mu dłoń na ramieniu. Po prostu ruszył dalej, mamrocząc pod nosem. – Ja to tutaj na pewno chowałem. Jestem pewien. O tutaj, w dziurze. Gdzie ona jest? – kolejne próby zwrócenia jego uwagi także nic nie dały, więc zdecydowałam się na tym zakończyć nasz pokaz. Wykładowczyni nas jedynie pochwaliła z szerokim uśmiechem, a potem wywołała kolejną parę. My natomiast zajęliśmy własne miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 28 Wrz 2015 - 19:43


Praca w grupach nigdy nie była moją mocną stroną, musiałem przyznać to sam przed sobą. Wychodziłem z przeświadczenia, że jeżeli chciałem zrobić coś dobrze, musiałem zabrać się za to samodzielnie. Wręcz nienawidziłem gdy ktoś wtrącał się w moje koncepcje ze swoimi niekoniecznie lepszymi pomysłami. Jeżeli już byłem zmuszony wykonac jakieś grupowe zadanie, mimowolnie przejmowałem rolę lidera. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że ludzie nie przepadali za pracowaniem ze mną. Nieczęsto zdarzało się bym aprobował inne pomysły niż swoje własne. Jednak wykonywanie zadania z Laylą wcale ni było takie złe, jak mógłbym się spodziewać. Zdawało mi się, że dziewczyna ma podobne podejście do mojego, co o dziwo było całkiem pomocne. Tak samo jak ja, skupiała się na wykreowaniu swojej postaci. Jedno spojrzenie na twarz Layili wystarczyło bym upwenił się, że niesamowicie śmieszył ją fakt, że wylosowała dla mnie właśnie taką rolę. Gdybym nie wiedział, że nie miała takiej możliwości, przysiągłbym, że zrobiła to specjalnie. Rozejrzałem się po Sali, chociaż widok rozbawionej Layili zdecydowanie należał do przyjemnych, na moment chciałem go sobie odpuścić. Ciekaw byłem jak pracowali inni studenci. Praktycznie każda para robiła notatki. Dwie dziewczyny siedzące niedaleko nas nawet rozpisywały dialog, jaki miały zaprezentować przed grupą. Inni prowadzili ze sobą ożywione dyskusje. Pokręciłem głową z rozbawieniem. Ledwo przedstawiliśmy sobie z Laylą ogólny zarys sytuacji, a czułem się lepiej przygotowany niż większość ludzi w sali. Zgodnie ustaliliśmy, że lepiej będzie nadać naszemu występowi nutkę spontaniczności. Trzymanie się sztywno ustalonych zasad nigdy nie wydawało mi się być zbyt atrakcyjne.
Idealnie udawało mi się nad sobą panować i nie zerkać w stronę Sky. W zasadzienei było to aż takie trudne. Nawet jeżeli widok dziewczyny robudził we mnie jakieś dawno pogrzebane uczucia, udało mi się to zignorować. Mogłem pogratulować sobie spokoju i umiejętności panowania nad sobą. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że ludzie zbyt łatwo dawali ponieść się bezsensownym emocjom. Usiadłem wygodniej gdy profesor oznajmiła, że czas pracy dobiegł końca. Czułem dziwne zobojętnienie, gdy Sky ze swoim partnerem wyrwali się na pierwszy ogień. Musiałem przyznać, że ich występ nie zrobił na mnie większego wrażenia. Było w nim coś chaotycznego i niezgranego. Gdybym miał zamiar odezwać się do Sky, pierwszym co bym powiedział, to coś na temat tego, że uważniej powinna dobierać sobie partnerów do pracy. Może gdyby to zrobiła, udałoby jej się zabłysnąć. A może zwyczajnie praca w grupach sprawiała jej równą przyjemność co mi.
-Idziemy? – Layla skierowała głos w moją stronę. Spóźniła się o kilka sekund, gdyż kolejna para już szła w stronę prowizorycznej sceny. Wzruszyłem ramionami i przeniosłem spojrzenie na parę dziewczyn. Jedną z nich była Sheila, z którą zamieniłem kilka słów na przerwie. Dziewczyna odczytała zadanie pewnie brzmiącym głosem.
-Powiedz swojej przyjaciółce, że masz romans z jej ojcem i jestem z nim w ciąży – nie mogłem powstrzymać śmiechu. Naprawdę byłem ciekaw kto wymyślał te zadania. Czy wszystkie były w takim samym stopniu popieprzone ? Layla wymierzyła mi kuksańca w bok, najwyraźniej w ten sposób mnie strofując. Widocznie iście patologiczne zadania nie bawiły nikogo oprócz mnie. Przyjrzałem się drugiej dziewczynie, której nie zdążyłem jeszcze skojarzyć. Wyglądała niewinnie i nieśmiało, dlatego zdziwiło mnie, że to ona wzięła na siebie rolę dziewczyny lubującej się w starszych panach. Byłem przekonany, że tą postacią zajmie się pewna siebie Sheila. Poza wybuchem emocji jakie zaprezentowała brunetka pokaz nie zrobił na mnie większego wrażenia. Odnotowałem jednak w pamięci, by następnym razem spróbować popracować z Sheilą. Nie chciałem dłużej czekać z prezentacją. Oglądanie kolejnego nudnego występu zdecydowanie nie było specjalnie pociągającą alternatywą. Wstałem z miejsca nim Layla zdążyła cokolwiek powiedzieć. Lekko zszokowana pobiegła za mną. Czekanie aż dziewczyna raczyłaby zaproponować występ mogłoby skończyć się tym, że po raz rzeci przegapilibyśmy kolejkę. Pozowliłem dziewczynie przeczytać otrzymane przez nas zadanie, wolałem sam nie prezentować tekstu zadania grupie. Layla usiadła przy niewielkim stoliku, skupiła się na przeglądaniu leżących na nim kartek. Szedłem ku dziewczynie niepewnym krokiem. Moja twarz spinał stres i okropne poczucie winy, uczucia udało mi się zobrazować bez większego problemu.
-Och, wróciłeś! – krzyknęła Layla z radością małego dziecka. Musiałem przyznać, ze jej gra już na samym początku wydała się być przekonywująca. W jej oczach widziałem takie ciepło, jakby naprawdę coś nas łączyło –Własnie przeglądałam oferty wycieczek, wiem, że to jeszcze kilka miesiecy, ale podróż poślubna sama się nie zaplnauje... – zaczęła opowiadać z podekscytowaniem. Kilkakrotnie starłem się jej przerwać, robiłem to jednak na tyle niepewnie, że nie osiągałem żadnych skutków.
-Och, posluchaj mnie wreszcie do cholery! – krzyknąłem jakbym stracił cierpliwość. Dziewczyna odsunęła się o krok ze strachem w oczach –Ally... – tym razem udało mi się wybrać inne imię –Uspokuj się na chwilę. Nie mogę tego zrobić... – powiedziałem łamiącym się głosem.
-C-co? Co masz na myśli? – spytała Layla wyglądając przy tym jakby cały świat właśnie zawalił jej się na głowę. Podszedłem do niej i chwyciłem ją za dłonie.
-Nie mogę cię poślubić Ally... po prostu nie mogę. Przepraszam, że mówię ci o tym tak późno... kocham kogoś innego – dziewczyna usiadła posiągając mnie za sobą. Wyglądała jakby naprawdę brakowało jej sił.
-Dlaczego mi to robisz... Chodzi o Stellę, tak? Wiedziałam, że coś... – przerwałem dziewczynie nim zdążyła powiedzieć coś więcej.
-Nie Ally, to zupełnie nie tak. Sytuacja jest... – na moment zawiesiłem głos. Odwróciłem głowę jakbym potrzebował chwili, by zebrać się na odwagę –jestem gejem Ally. Ja i Marcus spotykamy się od paru miesięcy – powiedziałem tak, jakby było to najtrudniejsze wyznanie w moim życiu. W rzeczywistości chciało mi się śmiać, postanowiłem jednak zostawić to na póżniej. Layla pokiwała głową ze zrozumieniem.
-To dlatego nie uprawiałeś ze mną seksu ? Wcale nie chodziło o to, że jesteś katolikiem, prawda? – musiałem użyć sporo sił by nie wybuchnąć śmiechem. Pokręciłem głową ze smutkiem.
-Nie Ally... Jestem mormonem
-O tym też mi nie powiedziałeś? – spytała dziewczyna piskliwym głosem. Pani Delaney klasnęła w dłonie wyraźnie zadowolona.
-Bardzo dobrze ! Możecie wrócić na miejsca – uśmiechnąłem się szeroko w stronę Layli.
-Niezła jesteś – powiedziałem na co dziewczyna dygnęła z uśmiechem. Widocznie nie tylko mnie rozbawił nasz spontaniczny występ.
Skłamałbym gdybym powiedział, że oglądałem resztę występów. Nie chodziło o to, że były beznadziejne, niektóre faktycznie wydawały się godne uwagi. Siedzieliśmy tu jednak od blisko trzech godzin i niestety byłem znudzony. Wolałem działać niż tylko oglądać. Z niejaką ulgą wysłuchałem pani Delaney kończącej zajęcia. Podziękowała nam za udział, wspomniała też o tym, że na przyszłych zajęciach dosatniemy zadanie wymagające większej ilości czasu i większego zaangażowania. Dodała też by nie zapomnieć o wyborze zajęć dodatkowych. Zdecydowanie nie mogło wylecieć mi to z głowy.
-Wiesz już co wybierzesz? – zwróciłem się do Layili i podałem jej kartę, którą należało oddać w recepcji. Dziewczyna przebiegła wzrokiem po liście.
-Pewnie zdecyduję się na fotografię. A co z tobą? – spytała.
-Zajęcia muzyczne zdecydowanie do mnie przemawiają – powiedziałem starannie zginając kartkę. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła czternasta. Miałem jeszcze kilka godzin do imprezy u Sheili. Nie byłem pewien czy w ogóle miałem ochotę tam pójść, z drugiej jednak strony nie miałem nic lepszego do roboty –Hej, idziesz na tę imprezę do Sheili? – spytałem. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że szliśmy obok siebie równym tempem, jakbyśmy dobrze się znali.
-Trochę nie moje klimaty, ale pójdę. Nie mam zamiaru wyjść na kogoś kto izoluje się od ludzi. Ale póki co myślę o tym, żeby coś zjeść, umieram z głodu – powiedziała dziewczyna.
-Och świetnie, w zasadzie ja też. To gdzie idziemy? – Layila spojrzała na mnie ze śmiechem.
-My? A niby czemu mam gdzieś z tobą iść? – spytała, jakby nie było to czymś oczywistym.
-Bo ci się podobam i obdarzyłaś mnie szczerą sympatią wzmaganą niesamowitym pożądaniem. – odparłem najzwyczajniej w świecie. Dziewczyna przewróciła oczami.
-Chodź. Jesteś naprawdę nie do zniesienia – nie mogłem powstrzymać śmiechu. Miałem dziwne wrażenie, że dziewczyna znosiła mnie z większą przyjemnością niż była gotowa przyznać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 28 Wrz 2015 - 19:56




Po raz kolejny nie umiałam powstrzymać parsknięcia śmiechem, kiedy usłyszałam treść zadania Liama. Pamiętałam, jaki był kiedyś i byłam niemal pewna, że dużo się nie zmienił. Już jako dziecko był w stanie zawrócić dziewczynom w głowie. Nawet ja znalazłam się w tej sporej grupce jego fanek, że tak ujmę. Podziwiałam go i (przez co teraz byłam cholernie zawstydzona) należałam do jego fanklubu. Dzieciaki z podstawówki potrafiły wymyślić naprawdę wielkie głupoty i ja się do nich zaliczałam. Pewnie dlatego tak bardzo przeżyłam jego wyjazd. Mimo wszystko skradł mój pierwszy pocałunek, a takich sytuacji się nie zapomina. Czasami nawet miałam wrażenie, że momentami czuję ówczesny smak ust swojego przyjaciela. To po prostu się we mnie zakodowało na tyle mocno, że nie byłam w stanie się tego wyprzeć. I właśnie dlatego tak bardzo bawiło mnie to, że Styles miał za zadanie udawać geja. To naprawdę bardzo mocno nie pasowało mi do jego charakteru. A jednak udało mu się to odzwierciedlić. Aż przez głowę mi przeszło, że bardzo chętnie wykonywałabym z nim jakieś zadanie, gdyż jego umiejętności wykraczały bardzo mocno ponad wszystkich innych z naszej grupy.
Nie oglądałam już kolejnych występów. Nie interesował mnie poziom zdolności, jakie posiadali inni. Nie byłam w stanie przestać myśleć o swoim przyjacielu z dzieciństwa, i o tym, co go popchnęło w stronę aktorstwa. Nigdy nie wydawał się tym zainteresowany. Do mojej paplaniny podchodził obojętnie. Jednym uchem wpuszczał informacje, a drugim wypuszczał. Myślałam, że znosił to tylko przez sympatię do mnie. Aż nagle, po jedenastu latach decyduje się dołączyć do akademii artystycznej, do klasy aktorskiej. Los chyba świetnie się czuł, kpiąc sobie ze mnie.
- Sky – mimowolnie przeniosłam wzrok na jedną z dziewczyn, które chodziły do tej samej grupy co ja. Była wysoka i aż biła od niej pewność siebie. Równie wysoka, co ta u mnie. – Urządzam dzisiaj imprezę dla grupy. Tutaj masz adres – powiedziała i wręczyła mi kartkę z niezgrabnie napisaną ulicą oraz numerem mieszkania.
- Dzięki – skomentowałam, po czym podniosłam się z ławki i zebrałam wszystkie swoje rzeczy. Nie umknęło mojej uwadze, że Liam opuścił wcześniej salę w towarzystwie swojej partnerki z zadania. Trochę mi to utrudniło zadanie, bo chciałam z nim porozmawiać, ale z drugiej strony może to i lepiej. Wybije sobie z głowy jakąkolwiek konwersacje z tym mężczyzną i zajmę tym, dla którego się naprawdę liczyłam. A jeśli już o nim mowa, to poczułam wibracje telefonu i już wiedziałam, że w treści wiadomości będzie deklaracja przybycia po odbiór seksowej przesyłki. Mimowolnie uśmiechnęłam się i ruszyłam niemal biegiem w stronę wyjścia. Wyminęłam ciemnowłosego wraz z jego nową lubą, kilka innych osób i niemal wyskoczyłam z budynku, poszukując swojego chłopaka. Nie było to trudne. Wystarczyło tylko dostrzec grupkę uczennic, które z zachwytem wpatrywały się w ten sam punkt. Nie musiałam sprawdzać, żeby wiedzieć, że był to mój facet, więc przecisnęłam się od razu pomiędzy nimi. Derren, widząc mnie, od razu się promiennie uśmiechnął, niemal zwalając mnie z nóg i podniósł z motoru.
- Seksowna przesyłka przybyła na miejsce – przywitałam się z nim, po czym obdarowałam go długim i gorącym pocałunkiem. Nie ukrywam, że zrobiłam to po części dlatego, iż chciałam pokazać pozostałym laskom, że ten tutaj należał do mnie.
- Pod jaki adres mam ją dostarczyć? – spytał, kiedy już się od siebie oderwaliśmy, a ja niemal od razu pokierowałam go do siebie. Skoro miałam iść na imprezę, to musiałam wyglądać zdumiewająco. Chociażby po to, żeby zwalić Liama z nóg i pokazać mu, co stracił, zrywając kontakt. Akurat dzisiaj nie musieliśmy załatwiać żadnych spraw gangu, więc mieliśmy czas dla siebie. Nie pamiętałam kiedy ostatnio byłam na jakiejkolwiek imprezie, która nie była organizowana przez kogoś z Białych Kruków. Taka odmiana na pewno nie była niczym złym, a Derren nie miał powodu do odmawiania. Zwłaszcza, że sam nakłonił mnie do dołączenia do tej szkoły. Ja nie byłam pewna co do tej decyzji.
Nie wygoniłam z pokoju swojego chłopaka, kiedy się przygotowywałam. Już dawno przywykłam do jego spojrzenia, więc nie przeszkadzało mi to. Nawet celowo wolniej zapinałam suwak z boku sukienki. Była skórzana, na ramiączkach, miała dekolt taki jak w staniku i sięgała co najwyżej do połowy uda. Idealnie podkreślała moje kształty, eksponując je niczym gorset. Nie miałam górnej części bielizny, ale nie był to pierwszy raz, więc nie przeszkadzało mi to zbytnio. Następnie podkreśliłam oczy mocnym tuszem oraz eyelinerem, usta rażącą i ciemną czerwienią oraz pomalowałam paznokcie na czarny kolor. Następnie wyciągnęłam z szafy kurtkę skórzaną, szpilki i dodałam to do odzienia. Jeszcze przed wyjściem rozczesałam swoje długie, hebanowe włosy, pozwoliłam im swobodnie spływać po moich plecach i użyłam swoich ulubionych, różanych perfum. Dopiero wtedy spojrzałam na swojego chłopaka i niemal rzuciłam mu jeden z jego podkoszulków, które znalazłam w swojej szafie.
- W tym będziesz wyglądał seksowniej – wyjaśniłam i puściłam mu oczko.
Podczas gdy mężczyzna zmieniał bluzkę, ja sprawdziłam czy wyglądam jak należy, zapakowałam najpotrzebniejsze rzeczy do torebki i wyszłam z łazienki. – Możemy ruszać – wtrąciłam i jako pierwsza skierowałam się do wyjścia.
- Czy ta sukienka musi się tak kusząco podwijać, kiedy idziesz? – spytał, a ja jedynie uniosłam wyżej kąciki swoich warg i zeszłam po schodach, wcześniej zawiadamiając swoje współlokatorki o wyjściu. We dwójkę podeszliśmy do motoru Derrena, on usiadł jako kierowca, a ja za nim, po czym ruszyliśmy pod wyznaczony adres, nie spiesząc się zbytnio. Dotarliśmy więc na imprezę już jakiś czas po jej rozpoczęciu. Sporo osób już było w domu i przewijali się pomiędzy parkietem do tańczenia, a stołem z alkoholem. Zatrzymaliśmy się gdzieś pośród innych aut, zsiedliśmy i już mieliśmy kierować się do reszty, kiedy to zadzwonił telefon mężczyzny. Niemal od razu wywróciłam oczami, bo już wiedziałam, co się święci.
- Sky, muszę… - zaczął, jednak nie pozwoliłam mu dokończyć.
- Jechać, jak zwykle – zrobiłam to za niego i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Jeden z tych, którzy zostali dzisiaj wyznaczeni do ochrony dziewczyn Różowej Pantery nie przybył. Brakuje im kogoś do jednej z nich i nie mają kogo wezwać…
- Więc padło na ciebie. Pewnie, jedź. Interesy… – westchnęłam zrezygnowana, pozwoliłam mu się pocałować, po czym obserwowałam jak oddala się na swoim pojeździe. Pozostała dla mnie kwestia powrotu do domu, ale to później będę się tym przejmowała. – Czyli nici z normalnej imprezy z Derrenem… – warknęłam do samej siebie, przygryzając wściekła wargę, po czym szybko się ogarnęłam. Ściągnęłam sukienkę nieco w dół, sprawdziłam czy wszystko mam w torebce, po czym ruszyłam do stołu z procentami. Niemal od razu dostrzegłam na nim butelkę whisky i nie miałam zamiaru przejść obok niej obojętnie. Otworzyłam ją, nalałam sobie do plastikowego kubeczka i zaczęłam się rozglądać po już przybyłych ludziach. Taa…Tylko dla naszej grupy. Tutaj była co najmniej połowa szkoły. Nie, żebym narzekała. Im więcej ludzi tym lepiej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 28 Wrz 2015 - 20:13



-Masz zamiar powiedzieć mi gdzie idziemy? – nie chciałem by Layila myślała, że byłem nerwowy, ale powoli zaczynałem tracić cierpliwość. Ostre słońce zalewające Bevery Hills porządnie dawało mi się we znaki. Nie byłem przyzwyczajony do podobnych temperatur. Do tej pory mieszkałem w Seatlle, które było dość ponurym miastem. Ludzie tygodniami musieli czekać na odrobinę słońca, podczas gdy w Bevery Hills praktycznie nigdy go nie brakowało. Kto by pomyślał, że już pierwszego dnia zatęsknię za depresyjną pogodą. Szliśmy od dobrych dziesięciu minut nie zamieniając ze sobą więcej niż paru słów. Layila zdawała się czuć przy mnie swobodnie, nie wyglądała jakby była skrępowana. Zauważyłem już, że zwyczajnie nie należała do specjalnie rozmownych osób. Dziwne, ale było to swojego rodzaju miłą odmianą. Zazwyczaj miałem do czynienia z dziewczynami, które poprafiły paplać bez przerwy, o wszystkim i o niczym. Byleby tylko zwrócić na siebie moją uwagę. Nieczęsto zdarzało się, by jakaś kobieta wydała mi się być obdarzona na tyle interesującą osobowością bym mógł spędzić z nią czas na rozmowie. Ostatnią dziewczyną, z którą mogłem po prostu pogadać była Sky.
Westchnąłem zdając sobie sprawę z tego, że znów w mojej głowie pojawił się obraz przyjaciółki z przed lat. Dlaczego do cholery o niej myślałem ? Jakie znaczenie miało to, że w dzieciństwie przyjaźniłem się z jakąś dziewczyną ? Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego jak ludzie potrafili zmienić się na przestrzeni lat. Rzadko zdarzało się by jakaś relacja przetrwała tak ogromną próbę czasu. Z pewnością nawet gdybym się nie przeprowadził, w tej chwili po naszej przyjaźni nie byłoby śladu. Nasze drogi rozeszłyby się w taki czy inny sposób. Tylko dlaczego czułem się tak jakbym własnie fundował sobie jedno z największym kłamstw w życiu ? Nie mogłem zdusić w sobie tej popieprzonej ochoty by podejść do Sky i z nią porozmawiać. Musiałem coś z tym zrobić, musiałem zrobić cokolwiek by zagłuszyć podszyte niepokojem, niechciane uczucia. Sky to dziewczyna, którą znałem w dzieciństwie. Nic więcej. W tej chwili była mi obcą osobą. Obcą, nic nie znaczącą osobą do jasnej cholery! Skręciliśmy w wąską alejkę. Wysokie mury przyozdobione obrazami ulicznych artystów odcięły dopływ natarczywego słońca. Kątem oka spojrzałem na rysunki. Do tej pory pamiętałem pewien dzień kiedy wraz ze Sky wpadliśmy na iście doskonały pomysł przyozdobienia pobliskiego kościoła. Nasi rodzice byli wściekli. Nie dość, że naruszyliśmy mienie publiczne, to jeszcze wymknęliśmy się z domu w nocy. Obydwoje zostaliśmy uziemieni na kilka tygodni. Żadne z nas jednak nie wzięło sobie zakazów rodziców do serca. Ich wściekłość nie robiła na mnie większego wrażenia. Od najmłodszych lat miałem swoje sposoby na życie, zdawało mi się, że rodzicom udało się już przywyknąć do tego, że nie mieli na mnie większego wpływu. Swoją drogą ciekawe co stało się z nieudolnym rysunkiem nieba, który wykonaliśmy na jednej ze ścian kościoła. Chętnie poszedłbym tam ze Sky i to sprawdził...
-A co, nie lubisz niespodzianek? – śpiewny głos Layili sprowadził mnie na ziemię. Cholera, co ja wyprawiałem. Czym prędzej musiałem opanować swoje myśli, wyrzucić z nich Sky, wyrzucić z nich nic nieznaczaca przeszłość. Nie zastanawiając się nad tym co robię pchnąłem zszokowaną Layilę na mur i nim zdążyła wydać choćby cień protestu zamknąłem jej usta w rozpaczliwym wręcz pocałunku. Nie myślałem nad tym czy to co robiłem było właściwe. Nawet jeśli było to głupie zarówno z mojej jak i ze strony Layili wyglądało na to, że żadne z nas nie zamierzało przestać. Całowałem dziewczynę wkładając w to wszystkie kumukujące się we mnie emocje. Cholerną złość, cholerny smutek, cholerne osamotnienie, cholerne, cholerne zagubienie. Layila oddawała mi każdy pocałunek z równą dawką emocji, jakby w jakiś sposób łączyła się z tym co czułem. Na dobrą sprawę nic o niej nie wiedziałem. Może też potrzebowała właśnie tego, chorego i nieodpowiedniego sposobu by zapomnieć. Wiedziałem, że nie uda mi się dowiedzieć jakie były jej pobudki. Nie zamierzałem mówić jej o Sky, byłem pewien, że Sky również nie miała najmniejszego zamiaru mi się zwierzać. Złapałem dziewczynę w talii i przyciągnąłem jeszcze bliżej siebie. Moje usta poruszały się w szleńczym tempie. Wszystko by zapomnieć, by wyrzucić z siebie wszystko to czego nie chciałem czuć. Udawało mi się to przez tyle lat, dlaczego teraz miałoby być inaczej? Uciekałem od rzeczywistości, od prawdy, stworzyłem swój własny świat, w którym to ja ustalałem zasady, to ja decydowałem o swoim życiu. Nie zamierzałem tego zaprzepaścić. Odsunąłem się od Layili. Dziewczyna oparła się o mur, jej twarz płonęła.
-Co ty wyprawiasz Liam? – jej głos był zdenerwowany, wyższy niż normalnie –Co ty do cholery wyprawiasz? Zawsze to robisz? Rzucasz się na dopiero co poznane dziewczyny jakby były bezwartościowym towarem do przelecenia?! – jej ton przeszedł w krzyk. Spojrzałem na nią chłodnym, pozbawionym emocji wzrokiem.
-W zasadzie to tak. Zawsze to robię. – dziewczyna prychnęła, jakby na tę chwilę zabrakło jej słów. Rozumiałem ją, w tej chwili również nie wiedziałem co powiedzieć. Może dlatego, że polubiłem Layilę i naprawdę nie chciałem by była kolejną z dziewczyn, które potraktowałbym jak bezwartościowy towar do przelecenia. Nerwowo przeczesała włosy palcami. Wydawała mi się być całkowicie rozbita.
-Wyjaśnijmy sobie coś. Nie mam zamiru być kolejną z tych dziewczyn dzięki, którymi na chwilę czujesz, że żyjesz. Myślisz, że tego nie widać? Tej pustki, którą nosisz w oczach ? – słowa dziewczyny kompletnie zbiły mnie z tropu. Najwyraźniej zdawała sobie z tego sprawę, westchnęła po czym odsunęła się od kamiennej ściany –Skończyłam z odcinaniem się w ten sposób. Nie potrzebuję znajomości z kimś kto szuka ucieczki od rzeczywistości w jeden z najgorszych sposobów
-A czego potrzebujesz? – spytałem nadal zaszokowany jej słowami.
-Przestań Liam... po prostu przestań. Udawajmy, że to się nie stało i chodźmy na te pieprzone gofry, dobrze? – powiedziała nieco już uspokojona.
-Gofry? Czyli idziemy na gofry? – dziewczyna wywróciła oczami po czym ruszyła przed siebie ciągnąc mnie za rękę. Spojrzałem w jej stronę kątem oka. Mogłem wyjść z jakąkolwiek dziewczyną z uczelni i zapomnieć się z nią w jakimkolwiek miejscu. Nie żałowałem jednak, że spędzałem czas z Layilą, którą coś odróżniało od dziewczyn, z którymi zazwyczaj miałem styczność. Ciągnęła mnie za sobą, jakby jeszcze przed chwilą nie miała ochoty mnie zabić, jakbym nie widział jak niemal rozpada się na kawałki. Dopiero po chwili zrozumiałem dlaczego w jedej chwili udało nam się poczuć przy sobie tak swobodnie. Była taka jak ja. Ukrywała się pod podobną maską, najwyraźniej nie byłem jedyną osobą, która znalazła swój własny sposób na życie. Obiecałem sobie nie wnikać w przeszłość dziewczyny. W końcu nie było nic gorszego dla aktora niż zdemaskowanie.
_________________________

Miejsce, które pokazała mi Layila zdecydowanie było przyjemne. Mało popularny bar mleczny prowadzony przez starsze małżeństwo. Klientami byli głównie starsi ludzie i dzieci. Dania były tak tanie, że prawie nie odczułem utraty gotówki, a zarazem tak niesamowicie smaczne, że nie mogłem uwierzyć, iż człowiek jest w stanie stworzyć coś tak dobrego. Layila opowiadała o tym, że była zakochana w tym miejscu, doskonale ją rozumiałem. Spędziliśmy tam ponad godzinę, po czym wróciliśmy pod uczelnie gdzie obydwoje zaparkowaliśmy samochody. Wymieniliśmy się numerami telefonów i rozjechaliśmy do domów, by przyszykować się na imprezę, na którą żadne z nas nie miało większej ochoty. Powoli zapadał już wieczór, na dworze robiło się chłodniej co zdecydowanie mnie ucieszyło. Przebrałem się w czarny t-shirt przylegający do ciała, popsikałem perfumami, do których byłem przyzwyczajony już od dawna. Nie potrzebowałem niczego więcej, wyszedłem z domu równie szybko, jak do niego wszedłem. Jeszcze raz spojrzałem na podany adres. Ulica zdawała mi się być znajoma, nie miałem większych problemów by dotrzeć na mijesce. Zaparkowałem gdy tylko dostrzegłem wolną przestrzeń. Wysiadłem z samochodu i skierowałem się w stronę domu, z którego dochodziła głośna muzyka. Musiałem przyznać, że Sheila działała z rozmachem. Jej dom był ogromny, tak samo jak ogród, w którym widziałem o wiele więcej ludzi niż zdawała się liczyć nasza grupa.
-No proszę, proszę, kogo ja widzę? – odwróciłem się słysząc za sobą kobiecy głos. Chwilę mi zajęło zanim zorientowałem się, że stała przede mną blondynka, którą spotkałem dzisiaj w szkole. Za cholerę nie mogłem przypomnieć sobie jej imienia. Miała na sobie sukienkę tak obcisłą, że dziwiłem się jak mogła w niej oddychać. Spojrzałem na plastikowy kubeczek, który trzymała w dłoni. Ciekawiło mnie, który to już drink w siebie wlewa.
-Chyba masz dobrą pamięć skoro mnie poznałaś – powiedziałem mrużąc lekko oczy. Tak, zdecydowanie wyglądała na nieźle zalaną. Byłem przyzwyczajony do podobnych widoków, często spotykałem dziewczyny, które lubiły przesadzać z alkoholem. Oparłem się o blat stołu i uśmiechnąłem do dziewczyny. Szybko jednak zmieniłem wyraz twarzy, gdyż przy sąsiednim stoliku ujrzałem Sky. Nie mogłem nie zatrzymać dłużej wzroku na jej ciele. Cholera, nie wiedziałem kto wymyślił te skurzane sukienki, ale chwała mu za to.
-Możliwe... chcesz się czegoś napić? – spytała blondynka, której imienia nadal nie znałem.
-Jak cholera – odpowiedziałem nie spuszczając wzroku ze Sky. Nagle znowu zrobiło mi się gorąco. Dziewczyna podobała mi kubek z napojem. Wypiłem wszystko za jednym przechyleniem. Chyba jednak nie będzie łatwo wytrwać na tej imprezie.
-Liam! – usłyszałem swoje imię wypowiedziane pewnym głosem Shaili. Dziewczyna miała na sobie krótkie spodenki i sportowy stanik –Idziemy popływać, masz ochotę? – jeszcze jedno szybkie spojrzenie w stronę Sky sprawiło, że miałem cholerną ochotę... na pływanie oczywiście. Pokiwałem głową, na co na twarzy Sheili wykwitł uroczy uśmiech. –Świetnie ! Mogłam wcześniej pomyśleć o tym, żeby powiedzieć o kompielówkach... Kyle? Przyjdziesz tu? – dziewczyna zawołała wysokiego chłopaka, który już z daleka był do niej cholernie podobny –Pożyczysz Liamowi coś do basenu? – chłopak omiótł mnie wzrokiem.
-Pewnie, chodź – poszedłem za chłopakiem. Jak się okazało faktycznie był bratem Sheili. W przeciwieństwie do dziewczyny, uczył się w akademii sportowej. Musiałem przyznać, że rozmowa z nim nie sprawiała mi większej trudności. Ludzie w Bevery Hilss zdecydowanie byli bardziej otwarci. Zostawiłem ubranie w jego pokoju i w kąpielówkach zszedłem na dół. Pomachałem do Layili, która rozmawiała z Sheilą. Powiedziała coś do dziewczyny po czym podbiegła w moją stronę.
-Przeżyję tę imprezę tylko dzięki basenowi – powiedziała jakby miało to wyjaśnić jej strój, podobny do tego, który miała na sobie gospodyni.
-Tylko nie mów tego Sheili – powiedziałem z uśmiechem po czym pociągnąłem dziewczynę w stronę basenu. Starałem się nie patrzeć na stojącą przy stole Sky. Wskoczyłem do wody chcąc zatopić w niej wszystkie myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 28 Wrz 2015 - 20:16




Musiałam przyznać, że nieco dziwnie się czułam w zupełnie innym towarzystwie niż zazwyczaj. Może wiele z osób, które znalazły się na imprezie było z tych łamiących zasady, ale jednocześnie w żadnym stopniu nie dosięgali do pięt osobom, z którymi spędzałam ostatnio naprawdę mnóstwo czasu. Nie czułam tego napięcia, które pojawiało się za każdym razem, kiedy lądowałam w otoczeniu gangu czy na wyścigach. Nie czułam tej dawki adrenaliny, gdy wsiadałam na motor i robiłam nim jak najwięcej akrobacji. Nie ryzykowałam niczym będąc tutaj i może właśnie dlatego nie byłam do końca…w tak dobrym nastroju jak reszta. Oni nie wiedzieli co tracili. Fakt, ta impreza była naprawdę atrakcyjna, ale nie aż tak, żebym mogła przestać myśleć o tym, co teraz robiły Białe Kruki. Na pewno jednym z ich zajęć w tym momencie było przygotowywanie imprezy powitalnej dla Jasona, który niedługo miał wyjść z więzienia, a drugim oglądanie nagrywania filmu pornograficznego. Jednak nie wszyscy się tym zajmowali i prawdopodobnie pozostali spędzali czas w klubie. A tam na pewno była o wiele lepsza zabawa niż tutaj.
Zdążyłam wypić już dwa kubki whisky i zaczynałam powoli odczuwać efekt alkoholu. Szumiało mi w uszach, ale byłam w stanie jeszcze kontaktować na bardzo wysokim poziomie. Pewnie właśnie dlatego nie umknął mojej uwadze moment, w którym do grupy osób, która zakłócała ciszę nocną w okolicy, dołączył Liam. Mimowolnie mój wzrok powędrował na jego posturę i musiałam przyznać, że dopiero teraz dostrzegłam jak bardzo się wyrobił. Jego bluzka mocno okalała mu tors i tak przylegała, że było widać zarysowania jego mięśni. Wynikiem tego było to, że przełknęłam ślinę i po raz kolejny nabrałam cholernej ochoty na chociażby krótką rozmowę z nim. Byłam jednak świadoma tego, że to nie był zbyt dobry pomysł, więc szybko odwróciłam wzrok, zanim mógł zauważyć, że mu się uważnie przyglądałam. Niestety jedno spojrzenie w jego stronę wystarczyło, abym znowu nie mogła się go pozbyć z głowy. Nawet myśli o Derrenie nie były w stanie wyprzeć tych, dotyczących mojego przyjaciela z dzieciństwa. Gdyby nie jego wyjazd, byłam niemal pewna, że nasza przyjaźń trwałaby do teraz, a nawet zmieniła się w coś głębszego. Od chwili, w której nasze usta złączyły się w pierwszym pocałunku, miałam świadomość tego, że nikt nigdy nie wywoła u mnie takiej samej reakcji, że nikt nie będzie w stanie mnie zaspokoić w taki sposób, w jaki zrobiłby to Styles. Wypierałam to jednak z siebie i zastąpiłam tym, co czułam do swojego aktualnego chłopaka.
Kiedy już jako tako udało mi się ogarnąć z myślami dotyczącymi ciemnowłosego, znowu to zrobił. Znowu sprawił, że nie mogłam się go pobyć z umysłu, kiedy wyszedł z domu Shaili w samych kąpielówkach. Nie tylko ja dostrzegłam jak świetnie był zbudowany i jak pociągający. Wiele dziewczyn, które przypadkiem mignęły mi przed oczami, gdy wpatrywałam się w swojego byłego przyjaciela, zatrzymało na nim swój wzrok. Nie wpatrywały się w niego jednak zbyt długo, bo równie świetnie wyglądał brat gospodyni. Na mnie jednak on nie zrobił tak wielkiego wrażenia jak Liam. Od zawsze miałam do niego słabość i właśnie dlatego nagle zrobiło mi się tak gorąco. Dawno nikt tak na mnie nie podziałał. Jedynie Derren, kiedy jeszcze nie byliśmy parą. A teraz niemal poczułam bardzo znajome mrowienie w okolicach podbrzusza, które zmusiło mnie do całkowitego odwrócenia się plecami w stronę mężczyzny. Nie kontrolowałam się i lekko zachwiałam na nogach. Musiałam podeprzeć się dłońmi o stół przez co patrzyłam się prosto w stół z jedzeniem.
- Spokojnie… – powiedziałam do samej siebie, próbując uspokoić swój oddech, który nagle przyspieszył. Jakim cudem sam widok jednego chłopaka mógł na mnie aż tak mocno podziałać? – Sky, masz idealnego chłopaka. Nie możesz myśleć o nikim innym w taki sam sposób jak o nim… – prawdopodobnie wyglądałam jak jakaś idiotka, gadająca do samej siebie, o ile jeszcze ktoś był w stanie wyłapywać tak nieistotne drobiazgi przez ilość alkoholu we krwi. – Oddychaj. Wdech, wydech…Wdech, wydech… – mimowolnie dostosowałam się do własnych wskazówek i udało mi się opanować w takim stopniu, że nie potrzebowałam już się podpierać o stół.
- Sky, wszystko gra? – przeniosłam spojrzenie w stronę mężczyzny, który mnie zaczepił i z łatwością rozpoznałam z nim swojego partnera z dzisiejszych zajęć. Odetchnęłabym z ulgą, bo odwrócił moją uwagę od Styles’a, ale to by dziwnie wyglądało, więc po prostu się do niego promiennie uśmiechnęłam.
- Pewnie… – odpowiedziałam, po czym sięgnęłam po swój kubek, napełniłam go tym razem czystą wódką i upiłam kilka łyków. – Tylko potrzebuję nikotyny – wyjaśniłam, bo pewnie inaczej by mi nie uwierzył, a on parsknął śmiechem.
- Właśnie miałem iść zapalić. Dołączysz? – zaproponował, a ja nie miałam powodu do tego, aby odmówić. Niemal z ulgą podążyłam za mężczyzną, ciesząc się, że zajął swoją obecnością moje myśli i wzięłam od niego papierosa, kiedy znaleźliśmy się kawałek poza grupą imprezowiczów, przy samochodach i motorach. Popalając wdaliśmy się w niezbyt wymagającą dyskusję o tym, na jakie zajęcia dodatkowe się zapisaliśmy i dzięki temu byłam czymkolwiek zajęta oraz nie spoglądałam w stronę prawie nagiego Liama. Jedynie co jakiś czas docierał do mnie jego głos, który z łatwością odróżniałam od reszty. Nie wyłapywałam jednak tematu jego debaty i jakoś niespecjalnie mnie on interesował.
- Mam pomysł – przerwałam mu nagle, wyrzuciłam niedopałek, zdeptałam i ruszyłam w stronę Shaili, przeciskając się przez tłumy. Ułatwił mi to dopiero jakiś chłopak, który wspomniał o tym, że jestem dziewczyną przywódcy Białych Kruków. Niemal jak na jakiś rozkaz wszyscy ustąpili mi miejsca, a ja dzięki temu mogłam podejść do gospodyni. Nachyliłam się nad jej uchem i szepnęłam jej pewną propozycję. Wydawała się być naprawdę zadowolona z tego, że wysunęłam się z takim pomysłem. Pewnie sama by na to wpadła, gdyby nie miała aż tyle alkoholu w swojej krwi. Jej umiejętności myślenia w tym momencie były nieco…przytłumione. Tak samo jak w przypadku pozostałych gości. Dzięki temu miałam świadomość tego, że wiele osób weźmie udział w grze, którą wymyśliłam. Sama miałam zamiar wziąć w niej udział, skoro nie było w pobliżu Derrena. On na pewno by mi wybił ten pomysł z głowy. Właśnie przez to, chociaż częściowo cieszyłam się z jego nieobecności.
- Słuchajcie! – zawołała Shaila, ale za bardzo ludzie jej nie słyszeli. – Hej! Słuchajcie! – głośniej się odezwała, ale nadal nic. W odpowiedzi wywróciłam tylko teatralnie oczami i zdecydowałam się to zrobić w nieco inny sposób. Podeszłam do dj’a, poprosiłam go o ściszenie muzyki po czym weszłam na stół, nie zwracając uwagi na to, że na pewno przez chwilę moja sukienka była powyżej pośladków. Gwizdnęłam i niemal od razu wzrok wszystkich pokierował się w moją stronę.
- Dla urozmaicenia zabawy odbędzie się konkurs na najgorętszy taniec! – krzyknęłam i niemal od razu w odpowiedzi usłyszałam krzyki podniecenia. Bardzo łatwo było zadowolić bandę ogłupiałych już od alkoholu dzieciaków. Jedynym problemem było to, że jeden z nich, nieświadomie zamachnął się ręką tak, że mnie podciął, a ja zaczęłam spadać ze stołu i niemal czekałam na rąbnięcie dupą o ziemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 28 Wrz 2015 - 20:35



-Długo wytrzymaliście? – opierałem się ramionami o ścianę basenu prowadząc pozbawioną napięcia dyskusję z Kaylem. Nadal szokowała mnie różnica pomiędzy ludźmi w Seatle, a tymi z Bevery Hills. Ponoć wszyscy byliśmy jednym i tym samym gatunkiem, pomyśleć, że dzieliło nas tyle różnic. Moich znajomych cechowała swojego rodzaju zamkniętość, mijały miesiące zanim udawało nam się prowadzić tak prostą i przyjemną rozmowę. Czułem, że nie prędko ponownie zatęsknie za dawnym miejscem zamieszkania. Nagle znoszenie wysokich temperatur nie wydawało mi się być aż takim wyzwaniem.
-Różnie bywało. Ale pewnie nadal byśmy grali, gdybym nie zdecydował się wyprowadzić. Mieliśmy po siedemnaście lat, kiedy zdecydowaliśmy się popróbować z zespołem. Na początku myślałem, że to łatwiejsze – powiedziałem ze śmiechem. Temat muzyki wypłynął sam z siebie, gdy Kyle wspomniał coś o zerwanej strunie w basie.
-Jasne, że to trudne. Zwłaszcza kiedy chce się być jak najlepszym w jak najkrótszym czasie. Bez cierpliwości niczego nie osiągniesz – ostatnie zdanie wypowiedział niczym Budda kończący swoje nauczanie. Wybuchnąłem śmiechem, niesamowicie mnie to rozbawiło. Zdążyłem opróżnić już kilka kubków wypełnionych alkoholem, nie brakowało dziewczyn, które podawałyby nam trunki, gdy w najlepsze pływaliśmy w basenie. Zdecydowanie potrzebowałem dziś alkoholu. Dzięki niemu mój umysł na powrót stał się wolny od kłębiących się na dnie podświadomośći zmartiweń. Poczułem czyjąś delikatną dłóń na ramieniu. Odwróciłem głowę spoglądając na Layile. Nawet nie zauwazyłem kiedy dziewczyna wyszła z basenu.
-Liam... – powiedziała śmiertelnie poważnym tonem –Jestem kompletnie zalana. Rany, czemu te drinki są takie mocne? – spytała chwytając się za głowę.
-Właśnie po to żebyś była kompletnie zalana – wyjaśnił Kyle swoim buddowatym tonem. Znów wybuchnąłem śmiechem. Odepchnąłem się od ściany basenu i podpłynąłem do trabinki. Na jakiś czas wystarczyło mi pływania. Głośna muzyka dudniła mi w uszach.
-Ja też jestem kompletnie zalany – powiedziałem z uśmiechem do stojącej przy skraju basenu Layili. Alkohol szumiał mi w głowie pozbawiając zdolności zdrowego myślenia. Nie zastanawiając się co robiłem przyciągnąłem Layilę do siebie i zacząłem całować. Najwyraźniej nie tylko ja chwilowo zapomniałem o tym, że nasza znajomość miała być pozbawiona tego typu kontaktów, gdyż dziewczyna zarzuciła mi ręcę na szyję domagając się więcej. Zsunąłem dłonie z jej talii na pośladki przyciągając jej biodra bliżej swoich. Czułem się kompletnie oderwany od rzeczywistości i cholernie mi się to podobało. Czułem jak dziewczyna wbija paznokcie w moje plecy. Gdybym tylko mógł, przyciągnąłbym ją jeszcze bliżej, jednak nie mogliśmy jeszcze bardziej zmniejszyć dystansu między nami.
-Rany, jak chcecie to idźcie do sypialni rodziców – jakimś cudem dotarł do mnie donośny głos Kyle’a. Niechętnie odsunąłem się od dziewczyny, nadal jednak trzymałem dłonie na jej pośladkach. Z grymasem spojrzałem w stronę nowego znajomego.
-Nie ma opcji buddyjski chłopaku. Nie prześpimy się z nią, taka umowa – Kyle spojrzał na mnie jakbym właście opowiadał mu o spotkaniu z kosmitką, Layila natomiast pokiwała głową z zaangażowaniem, jakby chciała potwierdzić moje słowa. Oderwałem dłonie od dziewczyny i odwróciłem się w stronę stolika z napojami. Zauważyłem, że bezimienna blondynka nieśpiesznym krokiem zbliżała się w moją stronę.
-Czyli to twój typ? – spytała skinieniem wskazując w stronę Layli, która zdażyła już zająć się rozmową z Kayilem.
-W zasadzie mam wiele typów – powiedziałem. Nie miałem nic przeciwko krótkiej rozmowie z dziewczyną, czy chociażby poznaniu jej imienia. Moja uwaga jednak została skutecznie odwrócona, gdy muzyka nagle ucichła. Odruchowo spojrzałem w stronę DJ-a. Rozszerzyłem oczy ze zdumienia, gdy dostrzegłem Sky wdrapującą się na stół. Zapominając o mojej rozmówczyni poszedłem w stronę dziewczyny wzbudzającej zamieszanie. Byłem cholernie ciekaw o co takiego mogło chodzić. Nie ukrywałem też, że nie chciałem odmawiać sobie przyjemności patrzenia na podwijającą się sukienkę mojej dawnej przyjaciółki. Doskonale pamiętałem jak śliczna była jako dziecko. Już wtedy lubiłem na nią patrzeć, nie odwracałem od niej wzroku nawet wtedy gdy przyłapywała mnie na gapieniu się na nią. Nie przypuszczałem jednak, że po upływie lat tak bardzo się zmieni. Ze ślicznej dziewczynki przeistoczyła się w niesamowicie seksowną kobietę. Nie musiałem patrzeć na facetów wokół, by wiedzieć, że również chłonęli jej ciało wzrokiem i zastanawiali się jak zjawiskowa dziewczyna wyglądałaby bez sukienki opinającej jej seksowne ciało. Z niewiadomych powodów strasznie mnie ten fakt irytował. Nie chciałem by obcy faceci napalali się na Sky, nie powinna pojawiać się w głowach tych zalanych osiłków. Podszedłem jeszcze bliżej, znajdowałem się zaledwie kilka metrów od dziewczyny. Zaaprobowana przekazywaniem wiadomości wyglądała jakby nie zdawała sobie sprawy z tego, że byłem tak blisko. Zauważyłem, że od naszego przypadkowego spotkania na uczelni nie mieliśmy okazji znajdować się w tak niewielkiej odległości od siebie. Obiecałem sobie z nią nie rozmawiać, nie myśleć o niej, ale trzymanie się tego postanowienia było cholernie trudne, gdy przez moje ciało przechodziły serie dreszczy spowodowane tym, że była tak blisko. Doskonale pamiętałem jekie uczucia rozbudzała we mnie kilka lat temu, jak ciepłe zdawało się być moje serce, gdy znajdowała się obok. Wspomnienie dawnych emocji było tak silne, że nie zagłuszył go nawet płynący w mojej krwi alkohol. Nie odrywałem wzroku od Sky nawet na sekundę i może to pozwoliło mi tak szybko zareagować, gdy dziewczyna straciła równowagę. Zrobiłem szybki krok do przodu i wyciągnąłem ręcę przed siebie przygotowany na przyjęcie ciężaru dziewczyny. Widocznie historia rzeczywiście lubiła się powtarzać. Doskonale pamiętałem szkolną debatę, na której Sky za wszelką cenę chciała zwrócić na siebie uwagę rozgadanych uczniów. Weszła wtedy na biurko nauczycielki, zrobiła to jednak tak nieostrożnie, że poślizgnęła się na okładce zeszyty. Wtedy również stałem na tyle blisko, by móc uchronić ją przed upadkiem. Pamiętałem też słowa, które wypowiedziałem patrząc w oczy mojej dwunastoletniej przyjaciółki, w oczy dziewczyny, która sprawiała, że wierzyłem w ten świat, wierzyłem, że to miejsce, w którym można dokonać wszystkiego.
-Aż tak na mnie lecisz, Sky? – uśmiechnąłem się patrząc głęboko w oczy dziewczyny. Ich barwa nie uległa żadnej zmianie, były równie znajome jak kilkanaście lat temu. Spojrzałem na jej lekko rozchylone wargi. Nie wyobrażałem sobie by w tej chwili na świecie mogło istnieć coś bardziej kuszącego, coś czego mógłbym pragnąć bardziej. Pamiętałem smak jej ust, nieważne jak wiele dziewczyn w życiu całowałem, nic nie mogło dorównać niezdarnemu pocałunkowi sprzed lat. Uśmiech znikł z mojej twarzy zastąpiony ledwo pochamowanym pragnieniem. Czułem włosy dziewczyny spływające falami po moim nagim torsie. Moje dłonie dotykały delikatnej skóry na jej nogach. Mimowolnie mocniej zacisnąłem palce na jej udzie. Nie mogłem oderwać wzroku od jej twarzy, nie potrafiłem oderwać rąk od jej ciała. Ciarki przechodziły całe moje ciało, zdawało mi się, że w tej krótkiej chwili byliśmy tylko we dwójkę. Wiele bym dał żeby tak było. Chciałem ją przeprosić, chciałem wyjaśnić jaką torturą było dorastanie i spędzanie życia z dala od niej, jak wiele znaczyło dla mnie to, że chociaż na moment mogłem trzymać ją w ramionach. Pragnąłem by wiedziała, że przy żadnej dziewczynie, z którą spałem nie czułem nawet połowy tego, co patrząc na nią. Marzyłem o tym by wiedziała, że nie chciałem jej puszczać, nie chciałem znów tracić mojego nieba. Tak długo udawało mi się żyć w kłamstwie, w tej chwili jednak bolesna prawda uderzyła mnie pozbawiając przy tym tchu. Nie mogłem jednak powiedzieć choćby słowa więcej. Gdyby Sky posiadała umiejętność czytania w myślach, nie uwierzyłaby. Ja sam nie wierzyłem. Tłumiąc w sobie wszystkie pragnienia i uczucia, które w tej chwili wziąły nade mną górę, powoli postawiłem dziewczynę na ziemi. O kilka sekund za długo przytrzymałem dłonie na jej plecach. Zabrałem ręce muskając przy tym jej pośladki i kość biodrową, na których opinała się czarna sukienka. Wziąż patrzyłem w jej oczy tym samym rozbitym spojrzeniem. Musiałem wyglądać jak człowiek, który właśnie stracił serce. W zasadzie tak właśnie się czułem. Jakbym sam je sobie wyrwał. Zacisnąłem usta w wąską kreskę i przepełnionym agresją krokiem zacząłem przedzierać się przez tłum. Ludzie najwyraźniej zdawali sobie sprawę z tego, że szalało we mnie zbyt wiele emocji, sami schodzili mi z drogi.
Wyrwyałem chłopakowi zajętemu rozmową z jakąś dziewczyną napełniony alkoholem kubek. Opróżniłem go jednym przechyleniem. Trafiłem na whiskey, która w sposób jakiego potrzebowałem paliła mi gardło.
-Na co czekasz! – krzyknąłem –Przynieś mi drugi kubek! – krzyknąłem z furią. Chłopak bez słowa pobiegł w kierunku stolika –Na co się gapisz, ty też!- wrzasnąłem na dziewczynę, która zaraz pobiegła za chłopakiem. Dostrzegłem szczupła sylwetką zbliżającą się do mnie szybkim krokiem.
-Co ty wyprawiasz! Masz zamiar zastarszać wszystkich ludzi? – Layila wydawała się być jednocześnie zaniepokojna i podirytowana. Zanim zdecydowałem się odpowiedzieć wyrwałem także jej kubek i zrobiłem z nim to samo co z napojem chłopaka.
-Nic nie mów Layila... po prostu, cholera nic nie mów – warknąłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 28 Wrz 2015 - 20:37




Kiedy tak leciałam w dół miałam wrażenie, że świat zwolnił. Wszystko widziałam tak, jakby było puszczane klatka po klatce z milisekundowymi przerwami pomiędzy każdą kolejną. Czułam się trochę tak, jakby świat celowo sobie ze mnie zakpił i nie podobało mi się to. Jednak czas, w którym spadałam wystarczył, abym sobie przypomniała pewne wydarzenie z podstawówki. Już raz tak było. Już raz, przez swoją własną uwagę o mało co nie miałam bliskiego spotkania z podłogą. Wtedy, będąc jeszcze dzieckiem, niemal popłakałam się przez coś takiego. Bałam się, że mocno zderzę się z posadzką i nie chciałam tego. Udaremnił to Liam. Złapał mnie niemal w ostatniej chwili, a ja pamiętam, że wtedy rzuciłam mu się na szyję z podziękowaniami i pocałowałam go w policzek. A teraz, nie panując nad sobą i mając zamknięte oczy, niemal błagałam go o to, aby to się powtórzyło. Nie chciałam mieć siniaka na dupie, bo byłam pewna, że Derren naśle tutaj swoich ludzi, aby ukarali gospodynię za to, że coś mi się stało. Był wyczulony na tym punkcie. Poza tym sama nie chciałam poczuć bólu, jaki mógłby się pojawić w wyniku zetknięcia z ziemią. Błagałam więc w myślach swojego przyjaciela, aby znów okazał się moim bohaterem. I tak się stało…
Kiedy poczułam zamiast zimnej trawy, ciepłe ramiona, już wiedziałam kto to był. Nie musiałam nawet usłyszeć głosu, czy poczuć zapachu Stylesa, aby mieć świadomość, że to on mnie złapał. Zawsze to robił. Zawsze pojawiał się w odpowiednich momentach, aby mnie przed czymś ustrzec. Nie tylko przed upadkiem czy spadnięciem w jakiś rów, ale też przed posłusznym siedzeniem w domu, kiedy była piękna pogoda i mogłam zrobić wszystko, na co tylko mogłam sobie pozwolić na dworze. Przed jego…zaangażowaniem w naszą przyjaźń, byłam raczej grzeczną córeczką. Robiłam wszystko, czego rodzice ode mnie wymagali. Przed poznaniem tego chłopaka nigdy bym się nie wymknęła w nocy z domu i nie ozdobiła ściany kościoła naszą wizją nieba. Nigdy nie miałam talentu plastycznego, więc wyszło nam to koszmarnie i potem dostałam niemały opieprz od rodziców, ale warto było. Do dzisiaj wspominałam to, jak oboje się ubrudziliśmy sprayami i jak długo potem musiałam się pozbywać tego granatu ze skóry.
Niepewnie uniosłam powieki i potem o wszystkim zapomniałam. Spoglądanie prosto w oczy Liama było złym pomysłem. Na dobrych kilkadziesiąt sekund przestałam oddychać, czując narastające uczucie w podbrzuszu. Musiałam nieco rozchylić wargi, żeby nabrać powietrza, ale straciłam umiejętność wypuszczenia go z płuc i kumulowało się do momentu, w którym nie zostałam do tego zmuszona przez mroczki przed oczami. Dopiero wtedy zaczęłam ponownie oddychać, ale dalej wpatrywałam się jak oczarowana w oczy byłego przyjaciela. Nadal widziałam w nim ten sam blask, który dostrzegłam w momencie, w którym pierwszy raz mnie w taki sposób złapał. Niemal oglądałam w nich film, przypominający mi niektóre wspomnienia, jakie dzieliłam z tym mężczyzną.
- Chyba możesz mnie już puścić… – wydusiłam z siebie, chociaż nie mam bladego pojęcia, jakim cudem przypomniałam sobie o swojej umiejętności mówienia. Przez całe moje ciało przebiegały tak palące strumienie ciepła, że nie byłam w stanie myśleć o niczym innym, jak o ustach Stylesa, będących dla mnie niemal na wyciągnięcie ręki. Mężczyzna wybrał idealny moment na to, żeby mnie postawić. Byłam gotowa podnieść dłoń i dotknąć jego policzka, chociaż nie wiedziałam dlaczego. Jednak, kiedy zaczął się tak szybkim tempem oddalać, prawie za nim pobiegłam. Zrobiłam nawet jeden krok, ale szybko się zatrzymałam i wszystko zniknęło. Cała otoczka, cała przepaść, w którą wpadłam, rozpłynęła się. Ustąpiła miejsca myślom o Derrenie, który na pewno by się mocno zdenerwował, gdyby tylko się dowiedział o tym, co zaszło. Odwróciłam się więc tyłem do kierunku, w którym podążył Liam, wzięłam swój kubek, napełniłam go pierwszym lepszym alkohole i jednym haustem wypiłam. To nie pomogło…Nawet wzmożyło ogień, a ja miałam ochotę trzepnąć łbem o ścianę za to, że nie pomyślałam, iż wypicie trunku tylko pogorszy mój stan. Wody nigdy nie było, żadnego innego napoju, który ochładza, też nie. Sopelki lodowe były do ochładzania alkoholu, a ja potrzebowałam czegoś, co mi pomoże. Zrobiłam więc najgłupszą rzecz, na jaką było mnie w tym momencie stać. Zdjęłam szpilki z nóg, po czym puściłam się pędem w stronę basenu. Ludzie, widząc tempo w jakim podążałam, ustępowali mi drogi i dzięki temu już po chwili znalazłam się w chłodnej wodzie. Zanurzyłam się całkowicie pod powierzchnię i chwilę tam tkwiłam, po czym się wynurzyłam, zgarniając włosy do tyłu. Jeszcze chwilę posiedziałam w zbiorniku, ignorując fakt, że byłam w sukience i wyszłam z niego po drabince. Następnie zsunęłam materiał, który się podwinął, ułożyłam go i spokojnym krokiem wróciłam do swoich butów, by wcisnąć je z powrotem. Nie zwracałam w ogóle uwagi na te pożądliwe spojrzenia, które kierowali w moją stronę mężczyźni. Nie obchodziło mnie to, że byłam cała mokra. Najważniejsze dla mnie było to, że już nie czułam tego żaru, który pojawił się przez sytuację ze Stylesem. Miałam chłopaka, nikogo więcej nie potrzebowałam. Nawet mojego przyjaciela z dzieciństwa, który nagle wrócił nie wiadomo po co. To on wyjechał, on mnie zostawił, a nie ja jego. Nie zasługiwał na to, żebym w taki sposób na niego reagowała. A jednak nad tym nie panowałam. Po prostu nie byłam w stanie zdusić w sobie tego gorąca, który pojawił się za każdym razem, kiedy na niego spoglądałam.
Kątem oka dostrzegłam, że grupka dziewczyn zbiera się pośrodku podwórka. Od razu przypomniałam sobie o zawodach na najseksowniejszy taniec i ruszyłam w tamtą stronę. Nie miałam zamiaru zmarnować okazji, w której to mogłam się wykazać tym, jak świetnie czułam się w swoim ciele. Panowałam nad nim w tak wysokim stopniu, że nikt nie był w stanie mi wmówić, że nie wyglądam pięknie. Nie miałam więc oporów przed zgłoszeniem się do tej rozgrywki, mimo że nie byłam tak pijana jak pozostałe uczestniczki. Wszystkie stanęłyśmy na środku, otoczyli nas goście i puszczono muzykę. Na początku, przez chwilę obserwowałam wszystkie inne, a kiedy miałam pewność, że już oszacowałam ich szanse na zwycięstwo, sama dołączyłam. Zamknęłam oczy i zaczęłam poruszać się w rytm muzyki. Czułam się tak, jakbym pływała. Każdy mój ruch był płynny, pełen gracji i seksapilu, ale w nie przesadzonej dawce. Bardziej skupiałam się na jakości niż na ilości, a poza tym nie zależało mi na wygranej. Po prostu chciałam się zabawić i w jakiś sposób rozerwać. Jak do tej pory, jedynym co mi się podobało na tej stypie, a raczej jedynym, był Liam. Jego mięśnie, jego postura, charakter, głos…Nie, STOP! Sky, masz chłopaka! Nie potrzebujesz nikogo więcej, Derren ci wystarczy. Zamiast tego tańcz!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 28 Wrz 2015 - 21:41


W miarę przechylania kolejnych kubków z alkoholem nabrałem złudnego uczucia spokoju. Prawda była jednak taka, że nie udało mi się opanować niepożądanych emocji, najzwyczajniej w świecie procenty opanowały mój umysł odbierając nie tylko możliwość myślenia o Sky, ale myślenia w ogóle. Patrzyłem na tańczących ludzi, których ruchy stawały się zaledwie rozmytymi falami na tle ciemnego już nieba. Nie miałem pojęcia, która była godzina, domyślałem się jednak, że musiało zrobić się późno. W zasadzie mógłbym jechać do domu, impreza nagle straciła dla mnie cały swój urok. Nakierowałem ręce w stronę kieszeni spodni, mając nadzieję, że uda mi się tam znaleźć kluczyki od samochodu. Czując pod palcami dotyk śliskiego materiału przypomniałem sobie, że zostawiłem ubrania w pokoju Kayle’a. Jęknąłem z irytacją sięgając po kolejny plastikowy kubek wypełniony odmóżdżającym płynem.
-No, no, koniec tego mój drogi – poczułem jak ktoś stanowczym ruchem zabiera mi kubek z dłoni. Westchnąłem widząc zdenerwowaną twarz Layili. Znaliśmy się zaledwie od paru godzin, a ona już zdążyła przybrać rolę ogarniającej mnie przyjaciółki. Jej nastawienie nagle wydało mi się niesamowicie irytujące.
-Spieprzaj stąd Layila, jeśli będę mieć ochotę to opieprzę każdą butelkę jaka została na stole – warknąłem szorstkim tonem. Chciałem, żeby dziewczyna po prostu odeszła i zostawiła mnie w świętym spokoju. Kompletnie nic nie dawało jej prawa do tego, by patrzyła na mnie pełnym gniewnej troski wzrokiem.
-Jesteś kompletnie pijany i nawet nie wiesz co wygadujesz – skwitowała dziewczyna, w ogóle nie zrażaona moim zachowaniem. O dziwo jej spokój jeszcze bardziej mnie zdenerwował. Patrzyła na mnie tak jakby faktycznie dobrze mnie znała, jakby wiedziała o mnie więcej niż jakakolwiek osoba, która miała okazję znaleźć się na imprezie. W rzeczywistości jedyną osobą, która mogłaby powiedzieć coś więcej na mój temat była pewna ciemnowłosa dziewczyna, która zaledwie kilka chwil temu miała okazję wpaść mi w ramiona. Cholernie pragnąłem by ten dzień dobiegł już końca. Wiedziałem, że poranek przyniesie pewnego rodzaju świeżość, której potrzebowałem, by zapomnieć o dzisiejszej nocy i na nowo wdrożyć się w swój starannie wypracowany spośób życia. Wraz z nadejściem poranka mógł również pojawić się koszmarny kac spowodowany zdecydowanie zbyt dużą dawką alkoholu, o tym wolałem jednak w tej chwili nie myśleć. Wolałem nie myśleć o niczy, było to jednak trudniejsze niż mogłoby się zdawać. W mojej głowie panował całkowity chaos i nieład. Nie wiem skąd przyszło mi do głowy, że alkohol pomoże mi się opanować. Właściwie co doprowadziło mnie do takiego stanu ?
-Rany... – mruknąłem patrząc na wirujący wokół mnie świat. Miałem wrażenie, że wszystko zaczyna się kręcić jeszcze intensywniej w chwili, gdy rozpoczął się konkurs tańca. Wszyscy jakby na jeden sygnał zebrali się wokół tańczących dziewczyn. Większośći z nich zwyczajnie nie kojarzyłem. Wiedziałem, że wśród amatorskich tancerek była Sky, na którą udawało mi się nie patrzeć. By nie uledz pokusie spojrzenia w jej stronę zacząłem wpatrywać się w blondynkę, której imienia nadal nie znałem. Skłamałbym mówiąc, że interesowało mnie nazwisko seksownej blondynki. W tej chwili skupiłem się na pełnych gracji ruchach jakimi dziewczyna czarowała zebrany wokół niej tłum, na szczupłym ciele ukrytym pod obcisłą czarną sukienką. Przez myśl przeszło mi, że blondynka znacznie wyróżniała się na tle reszty tańczących. W jej ruchach widać było wyćwiczenie, pracę, która na przestrzeni czasu zaowocowała stanem niedalekim od perfekcji. Poczułem nagły przypływ wdzięczności do nieznanej kobiety, w jakiś sposób pomogła mi ukierunkować myśli w jedną stronę. Właśnie tego potrzebowałem, skupienia się na jednej rzeczy.
Nie zwróciłem uwagi na krzyki, które rozległy się po zakończeniu występu. Pewnym krokiem pokonałem dystans jaki dzielił mnie i jasnowłosą kobietę, nie zwracając większej uwagi na jej zaskoczenie przyciągnąłem ją do siebie i zacząłem całować w taki sam sposób w jaki całowałem każdą dziewczynę. Bez uczuć, bez emocji skierowanych w jej stronę, myślami będąc zupełnie w innym miejscu. Nie zamknąłem oczu, gdy dziewczyna oddała mi pocałunek. Zamiast tego patrzyłem na Sky zdyszaną po namiętnym występie. Sunąłem rękami po plecach blondynki nie odrywając przy tym wzroku od Sky. Zdecydowanie zbyt mocno pragnąłem by to ona zajmowała miejsce dziewczyny, której imienia nawet nie znałem. Opuszkami palców zahaczyłem o zakończenie krótkiej sukienki. Chwytając dziewczynę za pośladki przyciągnąłem ją bliżej siebie. Wiedziałem, że w tej chwili byłaby w stanie zrobić ze mną wszystko, wiedziałem też, że sposób w jaki zabawiałem się z nią nie odrywając wzroku od dawnej przyjaciółki sprawiał jej o wiele więcej przyjemności niż mi. Pogłębiłem pocałunek patrząc w oczy Sky z jeszcze większą intensywnością. DJ ponownie zajął miejsce na swoim stanowisku tym razem obdarzając nas wolniejszą, nieco bardziej psychodeliczną muzyką. W chwili gdy dźwięki niemalże wybuchnęły w mojej głowie, zamknąłem oczy. Bez większych emocji odsunąłem się od blondynki, zabrałem dłonie z jej ciała nie czując kompletnie żadnego przyciągania, które sprawiłoby, że resztę nocy chciałbym spędzić w jej towarzystwie. Nie patrząc ani na nią, ani na Sky, ani na nikogo innego wszedłem do domu i skierowałem się do pokoju Kayle’a. Chciałem znaleźć swoje ubrania i opuścić imprezę.
Na szczęście nie musiałem długo szukać, moje rzeczy leżały na obrotowym krześle, tak jak je zostawiłem. W kilka chwil przebrałem się w swoje ciuchy.
-Co, już się zmywasz? – odwróciłem się słysząc męski głos. Kayle stał w drzwiach pokoju z rękami skrzyżowanymi na piersiach. Pokiwałem głową bez większego zaangażowania.
-Chyba mam dość na dzisiaj – powiedziałem.
-Masz zamiar wsiąść do samochodu w takim stanie ? – spytał na wpół rozbawiony chłopak. Dość obojętnie wzruszyłem ramionami. Przecież jakoś musiałem dostać się do domu, niby jak miałem to zrobić, jeśli nie samochodem, którym tu przyjechałem ? –Jasne, bądź szybki i wściekły. Albo wściekły i sparaliżowany od pasa w dół – wywróciłem oczami niechętny do jakichkolwiek żartów.
-Daj spokój Kayle. Umiem sobie radzić, nie proponuj mi by ktoś mnie podwiózł, myślisz, że to pierwsza impreza, z której muszę wrócić? – musiałem wypowiedzieć te słowa o wiele ostrzej niż zamierzałem, gdyż chłopak odsunął się od drzwi najwidoczniej nie chcąc mnie jeszcze bardziej denerwować. Była to słuszna decyzja, czułem się otumaniony przez alkohol, jedyne o czym marzyłem to znaleźć się w mieszkaniu gdzie mógłbym zapaść w sen, który pomógłby mi otrzeźwić umysł.
Niemalże wybiegłem z mieszkania. Przedarcie się przez tłum nie zajęło mi wiele czasu. Byłem na tyle pewien swoich umiejętności jako kierwocy, że nie obawiałem się jazdy po alkoholu. Wsiadłem do auta, wsadziłem kluczyki do stacyjki i ruszyłem z miejsca zostawiając za sobą zamieszanie, od którego chciałem znaleźć się jak najdalej.

______________________________________________
Nie pamiętałem drogi do domu. Jedyne co miałem w głowie, to przebłysk tego jak bardzo zeszłej nocy zamroczony był mój umysł. Czułem się tak, jakby gruba ściana oddzielała mnie od rzeczywistości. Często zdarzało mi się nie pamiętać połowy z tego co działo się na imprezach. W zasadzie to zdarzało mi się to praktycznie po każdej imprezie. Już dawno doszedłem jednak do wniosku, że połowiczne wspomnienia były dla mnie w zupełności wystarczające. Nie wiedziałem czemu tak nagle zdecydowałem się opuścić zabawę i wrócić do mieszkania, nie zważając na swój stan. Postanowiłem się nad tym nie zastanawiać. Z pewnością nie wypiłem wczoraj aż tak dużo, skoro wstałem rano bez najmniejszych problemów.
Dzisiejsze zajęcia zaczynały się dopiero po południu, wykorzystałem czas jaki miałem dla siebie na trening, którego wręcz domagało się moje ciało. Mimowolnie przypomniałem sobie o centrum sportowym, które oferowało naukę sztuk walki. Ciekaw byłem czy nadal funkcjonowało w mieście. Ćwiczyłem już od kilku lat, nie chciałem rezygnować z tego z powodu przeprowadzki. Zajęcia kończyły się dopiero wieczorem, stwierdziłem jednak, że będzie to odpowiedni czas na poznanie miasta na nowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon 28 Wrz 2015 - 22:40




Zabolało. Nie wiedziałam dlaczego, ale moment, w którym Liam przyciągnął do siebie jedną z tancerek i obdarował ją namiętnym pocałunkiem, był okropny. Poczułam się wtedy tak, jakby ktoś wyrzucił na mnie kubeł kostek lodu. Jeszcze ten mężczyzna bezczelnie wpatrywał się prosto w moje oczy. Tak, jakby chciał mi pokazać, że miał mnie w dupie. Że nie żałował tego wyjazdu i urwania kontaktu. W swoich ruchach pokazywał mi, że moja osoba nie była dla niego w ogóle ważna. Przekazywał mi wiadomość, że już dawno zostawił przeszłość w przeszłości i nawet nie myślał o mnie ani przez moment przez te jedenaście lat. Wyrzucił mnie ze swojego umysłu i żył tak, jakbym w ogóle nie istniała. W jakiś sposób sprawiało mi to ból i przez to się cholernie denerwowałam. Zwłaszcza, kiedy jego dłoń wylądowała na pośladkach seksownej blondynki. A najgorsze było to, że ja niemal marzyłam o tym, aby znaleźć się na jej miejscu. Aby ciemnowłosy mnie obdarował takim pocałunkiem, złapał za tyłek i może coś…Nie! STOP! Masz chłopaka!
Wpatrując się w niego przygryzłam wargę i zmrużyłam oczy. Gdyby wzrok mógł zabijać, to Styles padłby trupem przed tymi wszystkimi ludźmi. Nie pozostawiłam jednak tego w takim stanie i ułożyłam słowa w bezgłośne słowo, niekoniecznie kulturalne, określające go jako kretyna. Przez kilka lat byliśmy nierozłączni. Wszystko robiliśmy we dwójkę i nic nie było w stanie nas powstrzymać. Zachowywaliśmy się w taki sposób, jakbyśmy byli dwoma połówkami tego samego jabłka. Ja byłam tą słodszą, czerwoną, a on kwaśną i zieloną. Dzień przed swoim wyjazdem pocałował mnie, skradł mój pierwszy pocałunek, pokazując że czuje do mnie coś więcej niż przyjaźń. Niemal zaraz potem zniknął i nie odezwał się przez jedenaście lat. Po tym czasie wrócił i nawet nie miał tej cholernej odwagi na rozmowę ze mną! Nie przeprosił mnie! Nie wyjaśnił, dlaczego się tak zachował! A ja naprawdę chciałam się dowiedzieć, co się kryło za jego nagłym urwaniem kontaktu!
- Tchórz! – wrzasnęłam w jego stronę, kiedy odsunął się od blondynki, jak gdyby wcale przed chwilą się z nią nie przylizał. Nie obchodziło mnie to, że wiele osób to usłyszało, bo i tak nie mieli o tym pamiętać. Większość już była w takim stanie, że nie potrafili odróżnić drzewa od ludzi, a miało się to jeszcze powtórzyć.
- Nie powinnaś się tak…prężyć, kiedy wokół masz tylu upitych mężczyzn – nie wiedziałam, że Anthony jeszcze był na imprezie, ale byłam mu naprawdę wdzięczna za to, że oderwał moje myśli od tego kretyna. Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że byłam…, że wielu chłopaków chciałoby mnie porządnie przelecieć. Byłam świadoma tego, że mokre włosy, sukienka w takim samym stanie i seksowny taniec kusiły, ale nie obchodziło mnie to.
- Niestety nie każdy potrafić docenić to, co mu się podaje na tacy – warknęłam do samej siebie, po czym podeszłam do stołu, aby wlać w siebie jeszcze więcej trunków. Mój partner z dzisiejszych zajęć wydawał się nie mieć w sobie ani grama alkoholu, co nieco mnie do niego zniechęcało, ale jednocześnie mogło mi się to przydać. Mógł mnie odwieźć do domu, czego na pewno w swoich planach na dzisiejszą noc nie miał Derren. Był zajęty pilnowaniem gwiazd pornograficznych. A niech tylko któraś spróbuje położyć na nim swoje lepkie łapska!
- Odwiózłbyś nie do domu? – spytałam w końcu jasnowłosego, który tylko uśmiechnął się i podał mi ramię, abym mogła się o niego oprzeć. Poprowadził mnie do swojego samochodu i poprosił o adres. Podałam mu go, z nieukrywanym trudem próbując powiedzieć coś bez plączącego się języka, a ten ruszył w odpowiednią stronę. Nie zajęło mu długo czasu dojechanie na miejsce, chociaż i tak więcej niż pewnie zajęłoby motorem. Nie miałam jednak powodu do narzekania, bo tylko dzięki niemu dostałam się do swojego mieszkania, więc podziękowałam mu grzecznie.
Przywódcy Białych Kruków jeszcze nie było, a było już naprawdę późno, więc uznałam, że prędko się nie zjawi. Zirytowało mnie to, bo nie uprzedzał, że zajmie mu to tak długo, ale nie miałam siły na to, aby do niego zadzwonić i się wykłócać. Poza tym nie miałam zbyt dobrego nastroju i nie chciałam go sobie jeszcze bardziej pogarszać. Dlatego ogarnęłam się, umyłam, przebrałam w pidżamę i poszłam spać.

Poranek w ogóle nie był przyjemny. Pierwszym co poczułam był potężny ból głowy. Miałam wrażenie, że dzięcioł atakował moją czaszkę od środka, desperacko próbując wydłubać korniki, których tam nie było. Najchętniej to bym została cały dzień w łóżku, ale nie mogłam. To były początki nauki w akademii artystycznej. Nie mogłam zrobić sobie już teraz wrogów z wykładowców, ani popsuć zdobytej dzień wcześniej opinii. Jak do tej pory była naprawdę dobra. Pokazałam się od jak najlepszej strony i jeszcze nie raz miałam zamiar zrobić coś takiego. Chciałam zostać jedną z lepszych uczennic, mieć nienaganną opinię i dzięki temu ulgi u każdego nauczyciela. Z moim charakterem i sposobem ubierania się, trudno miało być mi ją utrzymać.
Wyciągnęłam z szafy obcisłą, przylegającą do ciała spódnicę w białe, czerwone i różowe paski, układające się w różne wzory, sięgającą do połowy ud, nieco luźną, białą bluzkę na ramiączka, dżinsową kurtkę, karmelowe szpilki i czarną torebkę. Buty, kurtkę oraz bagaż podręczny zostawiłam na łóżku, a z resztą oraz białą bielizną udałam się pod prysznic. Szybko się umyłam, ubrałam, pomalowałam, uczesałam i wyszłam z łazienki. Następnie dodałam wybrane wcześniej rzeczy, zapakowałam zeszyt na notatki do torby i spojrzałam na drugą część łóżka. Derrena jeszcze nie było i nie spodobało mi się to, ale teraz nie miałam czasu na rozmyślanie nad tym, gdzie mógł się podziać. Nie był to piwoszy raz, kiedy nie spaliśmy ze sobą, więc mogłam domyślać się, iż był u siebie w mieszkaniu. Nic dziwnego, do tamtego miejsca miał bliżej od budynku, gdzie produkowano taśmy pornograficzne, więc to oczywiste, że się tam znalazł. Nie mogłam jednak pozbyć się wrażenie, że nie będzie to pierwszy raz, kiedy coś takiego ma miejsce.
Zjadłam zdrowe śniadanie w postaci musli z jogurtem naturalnym, wypiłam kawę z mlekiem i wyszłam z mieszkania, żegnając się ze swoimi współlokatorkami. Mój motor stał tam, gdzie zostawiłam go kilka dni temu i na sam jego widok uśmiechnęłam się zadowolona. Od jakiegoś czasu jeździłam jako pasażer i prawie już zapomniałam jak to jest być kierowcą. Dlatego nie zastanawiając się długo nad tym, czy to był dobry pomysł, wsiadłam na pojazd, założyłam kask i ruszyłam do szkoły. Nie pędziłam tak jak Derren dzień wcześniej, ale też nie jechałam standardowym tempem. Dwa razy przejechałam na słabo żółtym świetle, ale ani razu mnie nie złapano. A na miejsce dojechałam po około dwudziestu minutach i zaparkowałam tam, gdzie mój chłopak dzień wcześniej. Następnie zsiadłam z pojazdu, ściągnęłam w dół podwiniętą spódniczkę, ściągnęłam kask, rozrzuciłam włosy, aby je ułożyć i wyjęłam kluczyki. Wzięłam torbę, wrzuciłam drobiazg do niej, po czym ruszyłam pod odpowiednią salę. Niespecjalnie interesowało mnie już dzisiaj czy Liam tutaj nadal był, czy znowu zwiał. Mieliśmy okazję wczoraj porozmawiać, nie skorzystał, a ja nie miałam zamiaru się narzucać. Dlatego po prostu zajęłam miejsce przy oknie, wyjęłam rzeczy i czekałam na wykładowcę, machając prawą nogą, przerzucaną nad lewą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Wto 29 Wrz 2015 - 19:07



Mając w pamięci to jak cholernie gorący był wczorajszy dzień, wyszedłem z mieszkania nawet nie myśląc o tym by zabrać kurtkę. Nie byłem pewien czy strój składający się z czarnych spodni i T-shirtu o wściekle niebieskiej barwie z nadrukiem postaci z kreskówek, o których zdążyłem już zapomnieć był odpowiedni do panujących w Bevery Hills temperatur. Szybko przekonałem się jednak, że trafiłem wręcz idealnie. Najwyraźniej słońce zmieniło nastawienie do mojej osoby, wczoraj doczukliwe i irytujące, dziś zdawało się być przyjemne. Wsiadłem do samochodu spoglądając na zegarek. Do rozpoczęcia zajęć miałem ponad pół godziny, wątpiłem by droga zajęła mi więcej niż dwadzieścia minut. Postanowiłem jakoś wykorzystać nadwyżkę czasu i polepszyć swój dzień kawą ze stacji benzynowej. Nie miałem pojęcia dlaczego, ale kawa na stacji była po prostu nieziemska. Razem z Maxem często urządzaliśmy sobie wyciecki w tego typu miejsca, by uzupełnić braki kofeiny i nieco porozpieszczać kubeczki smakowe. Zazwyczaj działo się to podczas całonocnych prób zespołu. Gdy już pochłonął nas muzyczny trans, ciężko było nam się niego wydostać. Znajdywaliśmy czas na próby i koncerty, nawet gdy byliśmy zawaleni obowiązkami. Udowodniło mi to, że jeśli naprawdę chciało się coś robić, zawsze istniał sposób, by spełniać swoje postanowienia. Nawet jeśli polegał on na zarywaniu nocy, narażaniu się nauczycielom w szkole, wysłuchiwaniu narzekań rodziców i znoszenia kłótni z dziewczynami, które wolałby, by poświęcać im więcej czasu. Wychodziłem z założenia, że nauczyciel powinien być cierpliwy i nie ograniczać pasji swoich podopiecznych, rodzice narzekali zawsze, nic nie było w stanie tego zmienić, a co do dziewczyn... cóż, nauczyłem się tego, że nie warto było czegokolwiek poświęcać ze względu na związki, które i tak rozpadały się po upływie kilku miesięcy. W zasadzie to dość szybko zrozumiałem też to, że nie warto było spędzać z jakąś kobietą więcej niż kilka tygodni. Proste zasady znacznie ułatwiajace życie.
Zapłaciłem za paliwo i odebrałem kawę,w której wyraźnie czułem cynamon i nutkę syropu orzechowego. Upiłem łyk mając wrażenie, że właśnie udało mi się zasmakować rajskiego napoju. Dojechanie ze stacji pod uczelnię zajęło mi mniej czasu niż przypuszczałem. Z tekturowym kubkiem udałem się w stronę odpowiedniej sali. Wyglądało na to, że większość zajęć miała odbywać się właśnie tutaj.
-Liam! – odruchowo odwróciłem się słysząc, że ktoś mnie wołał. W moją stronę biegła dość znajomo wyglądająco blondynka. Zmrużyłem oczy próbując sobie przypomnieć skąd też kojarzyłem dziewczynę. Z tego co pamiętałem była piewszą osobą, an którą wpadłem przed wczorajszymi zajęciami, mieliśmy także okazję minąć się na imprezie u Sheili. Blondynka stanęła przede mną prezentując pewną postawę –Wczoraj tak nagle uciekłeś. Coś się stało? – spytała. Spokojnie upiłem łyk kawy i powstrzymałem się z odpowiedzią. Jak duże było prawdopodobieństwo, że nie pamiętałem kilku (możliwe, że całkiem istotnych) faktów z imprezy ? Bez używania specjalnego wzoru i męczenia się z liczeniem mogłem oszacować je na jakieś 99%. Blondynka zachowywała się jakbyśmy zdążyli się bliżej zapoznać. Nie byłem pewien co w istocie kryło się za słowem „bliżej”.
-Szczerze? Nawet nie pamiętam jak wróciłem do domu – powiedziałem wprawiając dziewczynę w wyraźne osłupienie. Kobiety mogły wiele o mnie powiedzieć, ale na pewno nie to, że je okłamywałem. Nigdy nie robiłem żadnej zbędnej nadziei. To w ich głowach roiły się plany i marzenia, które nigdy nie miały się ziścić. Przynajmniej nie przy kimś takim jak ja. Upiłem kolejny łyk niesamowitej kawy, czekając aż blondynka odzyska mowę. Najwyraźniej nieświadomie udało mi się pozbawić ją wcześniejszej pewności siebie, gdyż dziewczyna nadal milczała. Powstrzymałem chęć wydania z siebie lekko zirytowanego westchnienia –Miło było cię spotkać, ale muszę iść na zajęcia – powiedziałem.
-Jasne... Zawsze po imprezach urywa ci się film? – spytała maskując rozczarowanie pod tonem przepełnionym chłodną obojętnością. Wzruszyłem ramionami niespacjalnie zainteresowany tym w jaki sposób mogłem urazić uczucia dziewczyny. Szczerze wątpiłem by moje zachowanie mogło w jakiś sposób odbić się na atrakcyjnej blondynce. Z pewnością należała do jednych z najbardziej rozchwytywanych dziewczyn na uczelni.
-To zależy od wielu czynników. Może kiedyś ci o tym opowiem – poiwedziałem błyskając zębami w stroę dziewczyny po czym ostatecznie udałem się na salę. Zajęcia miały zacząć się już a kilka minut, większość osób była już na miejscu. Rozejrzałem się po Sali. W zasadzie mógłbym zmienić miejsce, nie mialem jednak większej ochoty na rezygnowanie z towarzystwa Layili. Dziewczyna siedziała w rzędzie, który zajmowaliśmy wczoraj. Nie patrząc na nikogo więcej, poszedłem w jej stronę.
-O proszę, zjawił się król dramatu – spojrzałem na dziewczynę nie do końca rozumiejąc co miało oznaczać zdanie wypowiedziane ironicznym tonem.
-Możesz rozwinąć myśl? – Layila obróciła głowę w moją stronę obdarowywując mnie zmęczonym spojrzeniem.
-A co, masz jakiś nagły atak amnezji ? – spytała wyssanym z życia głosem. Najwidoczniej została na imprezie dłużej niż ja.
-Nie powiedziałbym, że amnezję... Raczej mały zanik pamięci. Pewnie wypiłem więcej niż miałem w planie – powiedziałem nonszalanckim tonem. Layila wybuchęła śmiechem, najwyraźniej chciała powiedzieć coś więcej, jednak nie zdążyła tego zrobić, gdyż w sali pojawiła się pani Delaney, zapowiadając początek zajęć.
-Dzisiaj niestety będziecie musieli wykazać się inną umiejętnością niż kreacja postaci. Mam tu na myśli umiejętność słuchania. Pierwsze zajęcia poprowadzi Olivier Stempson, którego możecie kojarzyć jako jednego z najbardziej znanych aktorów teatru Bevery Hills. Skupcie się, a my spotkamy się na następnych zajęciach – swoją wypowiedź kobieta zakończyła lekkim, powśiągliwym uśmiechem. Wyszła z sali zostawiając nas z mężczyzną, którego widziałem absolutnie pierwszy raz w życiu. Pewnie był kojarzony przez osoby mieszkające w Bevery od dłuższego czasu. Najwidoczniej moje umiejętności aktorskie znacznie przewyższały zdolności w słuchaniu wykładów. Nawet nie starałem skupić się na słowach mężczyzny, moje myśli odpłynęły w zupełnie innym kierunku.
Nie mogłem nie zauważyć Sky siedzącej kilka rzędów dalej. Mimo, że udało mi się zapomnieć o znacznej części imprezy, w mojej pamięci pozostał obraz, którego najbardziej chciałem się pozbyć. Mogłem idealnie odtworzyć moment, w którym uchroniłem dziewczynę przed upadkiem. Niestety, ale pamiętałem też w jaki sposób się czułem, gdy trzymałem dawną przyjaciółkę w ramionach. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że to właśnie przez Sky pozwoliłem sobie na znaczną przesadę z alkoholem. Najwidoczniej nie mogłem tak po prostu zepchnąć myśli o dziewczynie na dno podświadomości. Nagle dotarło do mnie, że stronienie od rozmowy ze Sky wcale nie było tak dobrym pomysłem jak mi się zdawało. Za wszelką cenę nie chciałem wracać do przeszłości, zdążyłem już o wszystkim zapomnieć. Dlaczego zatem czułem się tak niekomfortowo ? Jeżeli tak od tej chwili miało wyglądać moje życie, to zdecydowanie w przeciągu paru najbliższych tygodni uda mi się wpąść w alkoholizm. Jakim cudem jedna, w zasadzie nic nie znacząca dziewczyna mogła sprawić, że czułem się tak rozbrojony ? Nerwowo bębniłem palcami w blat ławki. Rzuciłem jeszcze jedno spojrzenie w stronę Sky nie mogąc wytrzymać kumulujących się we mnie emocji. Do cholery, z jakiej racji pozwalałem by coś przejmowało nade mną kontrolę ?
Nie zwracając uwagi na momentalnie skupiające się na mnie spojrzenia, wstałem z ławki i opuściłem swój rząd.
-Ależ co pan wyprawia ? Wykład jeszcze nie dobiegł końca, źle się pan czuje? – postanowiłem wykazać się kulturą i zwyczajnie nie odzywać, nie kazać nudnemu aktorowi się zamknąć. Pewnym krokiem podszedłem do Sky, bez słowa czy jakichkolwiek emocji złapałem dziewczynę za rękę i pociągnąłem za sobą. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, że nie byłem delikatny, a moja nagła stanowczość mogła sprawiać jej ból. Wiedziałem, że dziewczyna mogłaby się wyrwać gdybym nie ściskał jej nadgarstka tak mocno i nie prowadził jej w stronę drzwi tak szybkim krokiem.
-Proszę mi wybaczyć, ale musimy opuścić ten jakże porywający wykład. Wrócimy na następne zajęcia – powiedziałem nawey się nie zatrzymując. W tej chwili nie przejmowałem się tym, że zwróciłem na siebie uwagę każdej osoby z grupy, ani tym, co w tej chwili rodziło się w głowach ciekawskich studentów. Poprowadziłem Sky w stronę swojego samochodu i praktycznie wepchnąłem ją do auta.
-Porywam cię kotku, lepiej zapnij pasy – powiedziałem włączając blokadę drzwi, tak by dziewczyna nie mogła czasem wyjść z samochodu. Włączyłem odtwarzach, w którym nadal tkwiła płyta jaką pożyczyłem od Maxa. Nie patrząc na Sky ruszyłem z parkingu, nie zwrazając większej uwagi na pisk jaki wydobył się spod opon.
-Dałaś wczoraj całkiem niezły pokaz – zacząłem chłodnym tonem. Sam już nie wiedziałem jakie emocje w tej chwili odczuwałem –Wiesz, ten występ na zajęciach. Wyglądałaś jakbyś naprawdę szczerze mnie nienawidziła – zacisnąłem usta w wąską kreskę. Najwidoczniej w przeciągu jednej nocy zdążyłem zamienić się w emocjonalnego kretyna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Wto 29 Wrz 2015 - 19:13




W rytm wykonywanych nogą ruchów, uderzałam paznokciami o blat ławki. Od momentu, w którym Derren pojechał chronić dziewczyny Różowej Pantery nie miałam od niego ani słowa. Miałam bardzo złe przeczucia w tej kwestii i wcale mi się to nie spodobało. Zwłaszcza, że dawno już nie zdarzyło się, aby pomiędzy nami była taka długa cisza. Często się ze sobą kontaktowaliśmy w jakikolwiek sposób, aby upewnić się, że tej drugiej osobie nic nie jest. To prawdopodobnie z tego powodu, ignorując wszystkich w sali, wybrałam numer do swojego chłopaka. Pierwsze dwa połączenia nie wyszły przez co czułam się tak, jakby ktoś mi wbijał gwoździe w ciało, ale za trzecim już odebrał. Głos miał zaspany, wyczerpany i słychać było, że dopiero się obudził, a ja odetchnęłam z ulgą. Naprawdę byłam wcześniej przerażona tym, że przez ponad dwanaście godzin nie dał mi znaku życia. Zwłaszcza, kiedy pomyślałam o życiu, które prowadził, o gangu i o tym, ilu mieli wrogów. Podziwiałam go za to, że udaje mu się utrzymać pod swoją jurysdykcją tak wielki teren. Mnóstwo innych grup przestępczych marzyło o tym, aby móc przelać swoje wpływy także na Beverly Hills. To było duże, nowoczesne i co najważniejsze: bogate miasto. Ludzi tutaj mieszkający mieli dużo zer na swoich kartach, a czasem nawet na kilku. Mogliby tutaj sporo zarobić na narkotykach czy broni. Białym Krukom trudno było utrzymać wrogów z daleka, ale z łatwością przychodziło im zachowanie tych terenów. Zajmowało to jednak sporo czasu przez co wielu z członków gangu nie miało rodzin.
Po krótkiej rozmowie z Derrenem na temat jego ostatniego zlecenia, czułam się o wiele lepiej. Miałam czystszy umysł i już nie stukałam paznokciami o blat ławki. Zamiast tego obserwowałam kolejnych ludzi, którzy zajmowali miejsca na parkingu. Wczoraj nie zwróciłam na to uwagi, ale dzisiaj z łatwością rozpoznałam pojazd, należący do mojego byłego przyjaciela. Już w dzieciństwie o tym trajkotał. Powtarzał, że dokładnie takie będzie miał. Mimowolnie uniosłam kąciki swoich warg ku górze i spojrzałam na to nieco przychylnym wzrokiem. Mimo tych jedenastu lat przerwy, Liam miał w sobie cechy, które w nim ubóstwiałam. Był pewny siebie i dążył do wcześniej obranych sobie celów. Nie poddawał się mimo wielu przeszkód i zawsze to, co chciał, był w stanie zrobić albo uzyskać. Byłam niemal pewna, że moje oczy przez chwilę były rozmarzone, jednak szybko to się zmieniło. Wystarczyło, że wróciłam wspomnieniami do poprzedniej nocy. Ten mężczyzna bezczelnie złapał mnie przed upadkiem, pokazując że mu na mnie zależało, a potem nagle przylizał się z jakąś blondynką, wpatrując jednocześnie prosto w moje oczy. Byłam co prawda pijana i w gruncie rzeczy nie powinnam takich drobiazgów pamiętać, ale wciąż miałam w głowie to, jak się wtedy poczułam. Odrzucona, nieistotna i niepotrzebna. Czułam się wtedy tak, jakby kopnął mnie z całej siły w płuca, odbierając na moment możliwość oddychania. Zabrał mi wtedy na kilka sekund tlen, a ja się czułam tak, jakbym tonęła w ciemności.
Przygryzłam wargę i szybko odwróciłam wzrok od akurat wysiadającego ze swojego auta mężczyzny. Przeniosłam go na tablicę i pożałowałam, że nie zaopatrzyłam się w coś, co by mogło zająć moje myśli w zamian za Stylesa. Udało się to dopiero wykładowczyni, która powiedziała szybko wyuczoną formułkę i opuściła salę, zostawiając nas z aktorem. Mogę się założyć o to, że moja szczęka leżała na samej ziemi. Miałam przed oczami Oliviera Stempson, z krwi i kości. Stał na środku pomieszczenia i zaczął opowiadać o życiu aktora. Dawał nam wskazówki, wspominał o tym, jak jemu najłatwiej było wczuć się w rolę i jak utrzymywał się w najlepszej formie. Mówił o ćwiczeniach na głos, na ciało i umysł. A ja siedziałam, zapewne jak jakaś idiotka, i gapiłam się na niego z zachwytem. Z resztą nie byłam jedyną. Każda kobieta, która była w sali, rzucała mu dokładnie takie samo spojrzenie.
Kiedy ktoś poruszył się w pomieszczeniu, odruchowo oderwałam wzrok od aktora i rzuciłam go na mężczyznę. Liam podnosił się arogancko ze swojej ławki i całkowicie ignorował gwiazdę, stojącą pod tablicą. Zignorowałabym to zapewne, jeśli wyszedłby z sali samemu, ale kiedy znalazł się przy mnie i pociągnął mnie za rękę, nie byłam w stanie.
- Ej! – zaprotestowałam, kiedy ciągnął mnie za sobą w stronę wyjścia. – Co ty wyprawiasz? Mamy zajęcia! – szczególnie on powinien mieć świadomość tego, jak bardzo ważne było dla mnie aktorstwo i ruszenie w tym kierunku. Nie podobało mi się więc to, że wbrew mojej woli wyciągnął mnie z wykładu. Zwłaszcza, że nie pozwolił mi nawet wziąć ze sobą torebki, w której miałam telefon. Jeśli Derren zadzwoni podczas mojej nieobecności, a ja nie zdążę wrócić, aby odebrać w odpowiednim czasie, to on dostanie szału. Nawet będąc tak wyczerpanym jak mówił przez komórkę, będzie w stanie ruszyć się z domu i przyjechać tutaj, aby upewnić się w tym, czy wszystko było ze mną w porządku. Czasami, z tym swoim zamartwianiem się, potrafił być przerażający.
- Liam! – spróbowałam znowu mu się wyrwać, ale nie miałam jak. Wepchnął mnie do pojazdu i chociaż desperacko próbowałam otworzyć drzwi od środka, nie mogłam. Nawet walenie w nie, nie pomogło i już po chwili pędziliśmy ulicą w tylko chłopakowi znanym kierunku.
- Skąd pomysł na to, że żywię do ciebie jakiekolwiek uczucia poza obojętnością? – spytałam w odpowiedzi na jego stwierdzenie i spojrzałam za okno. To było śmieszne. Zostałam uprowadzona przez swojego byłego przyjaciela, który mnie zostawił bez słowa, na oczach całej naszej grupy ze studiów i sławnego aktora. Wolałam nie zastanawiać się nad tym, jakie pomysły odnośnie powodu rodziły się teraz w głowach tych wszystkich ludzi, nie mających pojęcia o tym, co się tak naprawdę działo.
- Dokąd mnie zabierasz? – dodałam jeszcze zanim zdołał odpowiedzieć na poprzednie pytanie i założyłam prawą nogę na lewą. – I dlaczego nagła otoczka ignorancji zmieniła się w porwanie? – wtrąciłam jeszcze mając szczerą nadzieję na to, że nie będę musiała się z nim wykłócać o to, aby mi powiedział wszystko. Nie miał nic do powiedzenia kiedy wyjeżdżał, ani przez ostatnie jedenaście lat, więc co mogłoby mu teraz przyjść do głowy? Raczej wątpiłam w to, że chciał poprowadzić zwykłą, koleżeńską i kulturalną dyskusję po tym, jak bez żadnych oporów porwał mnie z sali. Mogłam się już pożegnać z dobrą i nienaganną opinią ze strony wykładowców na mój temat. Jego wybryk skutecznie mi uniemożliwił bycie traktowaną z większą ulgą niż pozostali studenci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 30 Wrz 2015 - 0:01



W mojej głowie kotłowało się jedno, dość istotne pytanie. Po jaką cholerę wywlokłem Sky z zajęć i wywoziłem ją w miejsce, które nawet dla mnie zdawało się być tajemnicą? Nie miałem najmniejszego choćby pojęcia gdzie miałbym ją zabrać, ani co chciałem jej powiedzieć. Spojrzałem w jej stronę nie myśląc o tym, że znajdowaliśmy się na dość ruchliwej drodze, a mój wzrok powinien raczej powędrować na ciągnącą się przed nami drogę, niż na siedzącą obok mnie dziewczyne. Mimowolnie zaśmiałem się słysząc jej podszyty złością głos. Naprawdę myślała, że tak po prostu uwierzę w to, że byłem dla niej obojętny, że spotkanie mnie nie wzbudziło w niej żadnych emocji ? Nie było mowy, bym przyjął to do wiadomości. Jej wczorajszy występ uświadomił mi tylko, że mój wyjazd miał na nią większy wpływ niż mógłbym sądzić. Pozostawała jeszcze jedna kwestia. Nasze spotkanie i we mnie obudziło pewne emocje. Może właśnie dlatego nie mogłem uwierzyć, że dla Sky nic to nie znaczyło.
-Skąd ten pomysł? – odwróciłem się w stronę drogi, nie zwracając uwagi na to, że mój głos przechodził w krzyk –Może stąd, że wczoraj prawie się popłakałaś patrząc na mnie? – chciałem by to zdanie przypominało raczej delikatną sugestię, zabrzmiało ono jednak zupełnie inaczej. Prawie jak oskarżenie. W ostatniej chwili dostrzegłem zjazd prowadzący do lasu, wykonałem ostry skręt. Nie wywołał on we mnie żadnych odczuć, byłem na tyle pewnym kierowcom, że coś takiego nie mogło wyprowadzić mnie z równowagi. Idealnie jednak robiła to siedząca obok ciemnowłosa. Nie przeszkadzało mi to, że droga była dość wyboista przez co narażeni byliśmy na dość solidne trzepanie i nieuniknione podskoki samochodu. Irytował mnie zupełnie inny fakt, chociaż nie byłem pewien czy irytacja była tu wystarczającym określeniem. Byłem cholernie wkurzony, a uczucie to nasilało się w miarę jak uświadamiałem sobie kolejne fakty, z których wolałbym nie zdawać sobie sprawy. Nie widziałem Sky przez jedynaście lat, cholerne jedynaście lat, miałem jednak wrażenie, że niczego to nie zmieniło. Czułem się jak w chwilach kiedy kłóciliśmy się będąc dziećmi. Nasza przyjaźń pełna była spięć, już w dawnych czasach mieliśmy dość wybuchowe charaktery. Gdyby nie to, że byłem tak zdenerwowany może nawet by mnie to rozbawiło. Siedzieliśmy obok siebie z zawziętymi minami i żądzą mordu w oczach. Zatrzymałem samochód czując, że nie wytrzymam ani chwili dłużej obok Sky, wyłączyłem radio i wysiadłem z auta trzaskając drzwiami. Niespecjalnie obchodziło mnie czy dziewczyna miała zamiar wysiąść. Znajdowaliśmy się jakieś dwadzieścia kilometród od miasta, na jakimś kompletnym zadupiu, wątpiłem by miała możliwość ucieczki. Była na mnie skazana, a ja czułem się niemalże jak przestępca. Zrobiłem kilka kroków do przodu po czym oparłem się o maskę samochodu i pełnymi złości ruchami przeczesałem włosy palcami. Miałem wrażenie, że dziewczyna śledziła wzrokiem każdy mój ruchem, mogłem jednak być w błędzie. W końcu byłem w nim już od dawna. Podejmowałem złe decyzje tak wiele razy, robiłem wszystko by zabijać rozwijające się we mnie uczucia, skryłem się za maską, której nie miałem zamiaru ściągać, udawało mi się to od lat. Jakim cudem wystarczyło jedno spotkanie z dawną przyjaciółką bym poczuł się tak rozbity ? Miałem wrażenie, że wszystkie emocje, od których tak skutecznie udawało mi się odcinać w tej chwili dosłownie mnie bombardowały.
Nie chcąc dłużej dawać Sky powodu do tego, by uważała mnie za wariata, podszedłem do auta, otworzyłem drzwi od strony pasażera i niemalże wywlokłem dziewczyną z samochodu po czym dośc niedelikatnie pchnąłem ją na maskę samochodu. Cóż, może nie był to idealny sposób, by pokazać jej, że z moim zdrowiem psychicznym nie było aż tak źle, jak mogłoby się wydawać, ale przynajmniej poczułem się spokojniej. Ponownie usiadłem na masce, nieco dalej od dziewczyny. Po jej twarzy przebiec zdążyło tyle emocji, że nie byłem w stanie stwierdzić co tak naprawdę czuła. Sam też nie do końca wiedziałem co czułem.
-Wiesz Sky... – zacząłem grzebiąc w kieszeni spodni. Jeżeli los nie był aż takim draniem za jakiego go miałem, mogło udać mi się znaleźć paczkę fajek, którą przed wyjazdem zdążyłem podwędzić Zoe. Laska była totalnie uzależniona od papierosów, była to jedna z wielu cech, które irytowały mnie w siostrze mojego przyjaciela. Sam paliłem sporadycznie, w chwilach podobnych do tych. Powoli wsadziłem papierosa do ust, odpaliłem go za pomocą zapalniczki upchniętej w paczce. Raził mnie jej wściekle różowy kolor. Bez słowa rzuciłem paczkę w stronę Sky, nie miałem pojęcia czy przez te lata i jej nie złapała palarska przypadłość. W zasadzie nie miałem pojęcia o całej masie rzeczy, która musiała zdarzyć się w jej życiu. Ona również nie miała pojęcia o tym co musiałem znieść, nie wiedziałem jednak czy chciałaby poznać prawdę, ani czy chciałem jej ją zdradzić. Zaciągnąłem się, przypominając sobie, że nie dokończyłem rozpoczętej wcześniej wypowiedzi – ...nie miałem najmniejszego zamiaru z tobą rozmawiać. Cholera, chciałem zachowywać się jakbyśmy się w ogóle nie znali – pokręciłem głową wydając z siebie dźwięk przypominający śmiech osoby, której nie pozostało już nic poza bezsensownym chichotem –Ale wiesz co? Jakoś cholera nie potrafię – powiedziałem odwracając głowę w jej stronę. Niczego nie pragnąłem tak bardzo jak po prostu spojrzeć jej w oczy , tak jak wczorajszego wieczoru, tak jak jedynaście lat temu, kiedy to zdecydowałem się zebrać na odwagę i skraść jej pierwszy pocałunek. Chwyciłem jej twarz w swoje dłonie i tym samym zmusiłem by na mnie spojrzała. Wczoraj byłem pijany, kompletnie zamroczony, dzisiaj jednak mogłem przyjrzeć się dziewczynie tak jak nigdy wcześniej, mogłem dostrzec to jak zmieniła się przez lata. Zdałem sobie sprawę z tego, że mógłbym tonąć w jej czekoladowych oczach godzinami. Dziwiłem się, jak udało mi się przeżyć lata bez tak niesamowitego widoku. Patrzyłem na twraz dziewczyny, kompletnie nie pojmując jakim cudem stała się aż tak piękna. Fotografowie na całym świecie zabijaliby się, by mieć możliwość zrobienia jej choćby jednego zdjęcia. Na moich ustach pojawił się lekki, niczym niewymuszony uśmiech. Pogładziłem jej policzek kciukiem po czym zabrałem rękę kładąc ją sobie na udzie. Dopiero po chwili zauważyłem, że w drugiej ręce nadal trzymałem papierosa, który już zdążył się wypalić. Z westchenieniem wyrzuciłem resztę fajki na trawę. No cóż, żaden ze mnie ekolog. Dbałem o siebie, a nie o środowisko. Poziom mojego egoizmu osiągnął szczyt.
Spojrzałem na rozpościerającą się między nami ścieżkę. Zwężała się niknąc wśród drzew. Samochód nie przejachałby dalej, chociaż gdybym spróbował, z pewnością znalazłbym jakiś sposób, by poprowadzić auto dalej. Zdarzało mi się prowadzić w naprawdę nieciekawych warunkach. Albo może raczej niebezpiecznych, ciekawe były praktycznie zawsze.
-Serio Weber, nie spodziewałem się, że jeszcze cię zobaczę, a tym bardziej, że zrobi się z ciebie taka sztuka – powiedziałem wyciągając drugiego papierosa z fajki. Skoro poprzedni spalił wiatr, zdecydowałem, że drugim zajmię się bardziej starannie. Mimowolnie spojrzałem na swoją dłoń, ktora jeszcze przed chwilą znajdowała się na twarzy Sky. To śmieszne, w tej chwili czułem się przy niej po prostu odpowiednio, jakbym był w miejscu, w którym powinienem być, nie musiał nic mówić ani robić, sama jej obecność była wystarczająca. Cholera, czułem się jak dawniej. Jak w chwilach kiedy życie postanowiło mi dokopać, nie miało to jednak znaczenia. Bo niby co mogłoby mieć znaczenie, gdy obok znajdowała się osoba, która sprawiała, że świat był znośny, że był miejscem, w którym pragnąłem być ?
-Nie chciałem cię zostawiać Sky... – powiedziałem patrząc na usiane białymi chmurami niebo. Kiedyś widziałem w nich różne kształty, dzisiaj jednak nie były dla mnie niczym więcej niż białymi plamami –Tęskniłem za tobą... z pewnością bardziej niż ty za mną – przymknąłem powieki, nie chcąc by przypadkiem dziewczyna zobaczyła pełną bólu pustkę w moich oczach –Ale jakie to ma znaczenie Sky? Przyjaźniliśmy się jako dzieci, jakie to ma teraz znaczenie ? Jakie znaczenie ma to, że... – urwałem nie chcąc mówić nic więcej. Jakie znaczenie miało to, że jej obecność nawet po latach była wszystkim czego potrzebowałem? Nie, to wszystko nie miało żadnego znaczenia. Powinienem kazać wsiąść jej do samochodu, odwieźć na zajęcia i więcej do tego nie wracać, zapomnieć o tej rozmowie. Jednak nie chciałem tego robić. Nie miałem zamiaru przerywać tej krótkiej chwili jaką mogliśmy spędzić razem. Sky nie miała pojęcia jak wiele bym dał za to, by znów móc nazywać ją swoją przyjaciółką, bym ponownie mógł nazywać ją swoim niebem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 30 Wrz 2015 - 0:05




Liam mnie znał, kiedy byłam dzieckiem niemal na wylot. Potrafił przez jedną, odmienną zmarszczkę na mojej twarzy wyczytać, w jakim stanie emocjonalnym byłam w danym momencie. Był w stanie wczytać z moich oczu wszystko, czego nie miałam odwagi powiedzieć na głos. Nasz przyjaźń wytrwała tak długo, mimo tego że mieliśmy charaktery, które się ze sobą ścierały dokładnie tak damo jak dwa bieguny północne magnesu ze sobą, tylko dlatego, że wiedzieliśmy, kiedy kłamaliśmy pod wpływem wybuchu złości. Dla osób z zewnątrz wydawało się, że czytaliśmy sobie w myślach, ale prawda była mniej niewiarygodna. Po prostu znaliśmy się na tyle dobrze, że potrafiliśmy odczytać nasze prawdziwe intencje. Kiedy się kłóciliśmy i wyrzucaliśmy sobie swoje wady, umieliśmy odróżnić szczerość od fikcji wymyślonej na poczekaniu. Tylko z tego powodu udało nam się wytrzymać ze sobą tak długo. Dlatego, kiedy nagle wyjechał bez słowa, wcześniej kradnąc mój pierwszy pocałunek, odczułam to kilka razy mocniej. Poczułam się tak, jakby mnie zdradził mój własny umysł. Stałam się w połowie pustą skorupą, którą myślałam, że zapełnił Derren, ale myliłam się. Żyłam w złudzeniu, bo kiedy zobaczyłam Stylesa zrozumiałam, że się okłamywałam.
- Uczę się na aktorkę. To, co zobaczyłeś było tylko zwykłą grą. Nie czuję tego w środku już od bardzo dawna – odpowiedziałam, siląc się na naprawdę opanowany głos i nie pozwalając mężczyźnie dostrzec w moich oczach prawdy. Skoro udało mu się odczytać, że ta cała szopka to była prawda, to musiałam mocno się postarać o to, aby dotarło do niego, że się mylił. Nawet jeśli to było to, co się gnieździło we mnie przez ostatnie jedenaście lat. Nie mogłam pokazać mu słabości i tego, że kiedy się zjawił, zrozumiałam że go potrzebuję. Podświadomie nadal chciałam, żeby nasza więź się odnowiła, ale wypierałam to. Nie wiedziałam dlaczego i nawet nie próbowałam tego zmieniać. Wyjechał, kiedy mieliśmy dwanaście lat. To był moment, w którym nasza przyjaźń, nasza więź, nasze relacje przestały istnieć. Nie odezwał się do mnie ani słowem, a ja nie miałam do niego kontaktu. Wiele razy biegłam do mamy i pytałam czy dzwonił, ale dostrzegałam tylko smutny wzrok i przeczące kręcenie głową. To bolało, czułam się rozdarta i nie mogłam zrozumieć dlaczego mnie tak zawiódł. Długo zajęło mi pozbieranie się i nie miałam zamiaru wracać do tamtej ja.
Liam się zatrzymał gdzieś w lesie. Przeleciałam wzrokiem otoczenie i musiałam mu pogratulować intuicji. Gdyby pojechał w innym kierunku i znalazł się w odmiennej części miasta od tej, już zostałby zaatakowany przez Białe Kruki. Każdy członek tego gangu wiedział, że byłam dziewczyną ich szefa. Gdyby zobaczyli mnie z obcym mężczyzną, który zatrzymuje się gdzieś na poboczu, wokół którego był tylko sam las, już byłby w krytycznym stanie. Sama też miałabym kłopoty przez to, że pozwoliłam komuś się tak porwać. Mężczyzna natomiast w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo igra z ogniem. Nie zrobił mi siniaków przez ten mocny uścisk, kiedy wyciągał mnie z auta, ale jednocześnie był on silniejszy niż przypuszczałam. Zawsze wiedziałam, że będzie silny, dlatego nie zdziwiło mnie, kiedy na chwilę utraciłam oparcie pod stopami, sunąc tyłkiem po masce w górę, a potem lekko w dół.
Zgrabnie złapałam paczkę papierosów, wyjęłam fajkę i odpaliłam wsadzając knot do ust. Od razu dym nikotynowy wypełnił moje płuca i przypomniał o wczorajszym wieczorze, co nie do końca było dobre. Ponownie miałam przed oczami te wpatrzone we mnie, cudowne oczy ciemnowłosego. Niemal pragnęłam, aby ponownie się w nich zatopić, jednak szybko wyrzuciłam to z głowy. Potrząsnęłam nią kilka razy, ale to nic nie dało, bo Styles zdecydował się zadziałać inaczej. Niemal zmusił mnie do tego, abym spojrzała się prosto w jego brązowe tęczówki, których odcień był jeszcze intensywniejszy niż jedenaście lat temu. A już wtedy dziewczyny potrafiły w nich utonąć, także ja.
- Nie jesteś jedyny – odpowiedziałam o dziwo obojętnym tonem, jednak wzdrygnęłam się, kiedy przejechał po moim policzku dłonią. Był taki sam jak ja. Widziałam w jego oczach, że się zgubił gdzieś przez te wszystkie lata. I chociaż cholernie chciałam być osobą, która pomoże mu się odnaleźć, nie mogłam. Miałam nowe życie, inne niż wcześniej. Zmieniłam się nie do poznania. Już nie byłam tą małą, ciepłą i wiecznie rozpromienioną dziewczynką. Już nie widziałam piękna we wszystkim co mnie otaczało. Już nie pomagałam innym bezinteresownie. Już nie płakałam po każdej kłótni z bliską mi osobą, przepraszając za to, co mówiłam. Teraz byłam częścią groźnego gangu. Byłam silna, byłam poważna, niebezpieczna i nie miałam litości. W moich oczach już nie było tej dziecięcej radości, a siła i obojętność. Nie miałam w nich błysku zachwytu, który potrafiło wywołać niemal wszystko.
- Ale zostawiłeś… – odezwałam się głosem wypranym z emocji, wypuściłam papierosa na ziemię i przydeptałam go czubkiem szpilek, które miałam na stopach. Następnie przeniosłam zimne spojrzenie na mężczyzny i odsunęłam się od maski samochodu, na której do tej pory się opierała, po części siedząc. – Nie musiałbyś tęsknić, gdybyś odezwał się chociaż raz na kilka miesięcy. Gdybyś nie zdecydował się urwać całkowicie kontaktu i zapomnieć. Ja nie miałam twojego numeru, ale ty mój pamiętałeś. Mówiłeś, że to był pierwszy tak długi ciąg liczb, który zapamiętałeś – mówiłam cały czas takim samym tonem. Trochę jak maszyna, która nie miała w sobie ani krzty uczuć, czy nawet czegoś co by te uczucia przypominało. – Byliśmy przyjaciółmi, bliskimi przyjaciółmi. Znaliśmy się niemal na wylot, ale teraz nie ma to znaczenia. To ty zdecydowałeś się zerwać naszą więź – dokończyłam, po czym ruszyłam w stronę siedzenia pasażera. Złapałam za klamkę od drzwi i spojrzałam obojętnie na Liama. – Proponuję ci odwieźć mnie w tej chwili. Nie wzięłam telefonu i jeśli mój chłopak zadzwoni, a ja nie odbiorę, to wyśle grupę niebezpiecznych motocyklistów, aby sprawdzili czy nic mi się nie stało – dodałam, po czym otworzyłam sobie i zajęłam miejsce z powrotem obok kierowcy. Zamknęłam za sobą, a raczej zatrzasnęłam i oparłam dłoń o drzwiczki. Następnie zaczęłam stukać niecierpliwie palcami, chcąc jak najszybciej się oddalić od tego chłopaka. Przebywanie obok niego wywoływało wspomnienia. To nie było przyjemne, bo wiedziałam, że tych straconych jedenastu lat nie da się odzyskać. Przez ten czas mogło się wiele wydarzyć. Oboje, będąc dziećmi, przez ten jeden pocałunek, wiedzieliśmy że jesteśmy idealnym połączeniem. Gdyby nie zniknął, albo gdyby chociaż nie urwał kontaktu, moglibyśmy już teraz być parą, narzeczonymi, albo nawet małżeństwem. Ja to wiedziałam i on też, nawet jeśli nie zdawał sobie z tego teraz sprawy. W końcu to zrozumie i dotrze do niego, że tego, czego zrobił nie da się w żaden sposób odpłacić. Zrezygnował z nas, z naszej przyjaźni i wspólnej przyszłości. Zrezygnował w momencie, w którym wyjechał bez słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 30 Wrz 2015 - 8:32



Wpatrywałem się w Sky pełnym niedowierzania spojrzeniem. Niemal oskarżycielski ton jakim rzucała w moją stronę słowa, w które nie chciałem wierzyć był dla mnie niczym solidny cios. Czułem się jakby ktoś okładał mnie pięściami, a ja nie mogłem nawet unieść rąk, by wykonać jakikolwiek obronny gest. Chłód jaki bił od jedynej dziewczyny, która mogłaby rozgrzać moją duszę dosłownie mnie paraliżował. Mogłem tylko patrzeć na nią tym pozbawionym zwykłej obojętnośći spojrzeniem, oczami, w których pustkę wypełniał jedynie cholerny smutek. Powoli zaczynało do mnie docierać, że Sky do tej pory nie udało się poznać prawdy. Sam dowiedziałem się o wszystkim dopiero w chwili, gdy zdawać by się mogło, że nasza relacja przestała mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Kilka dni po moich osiemnastych urodzinach zaprosiłem na weekend jedną z wielu dziewczyn, z którymi się spotykałem. Miała na imię Gemma, rodzice zdążyli ją polubić, mimo, że z pewnością mieli świadomość tego, że Gem nie miała pozostać w moim życiu zbyt długo. Akurat jedliśmy wspólny obiad, najnormalniejsza w świecie sytuacja, gdyby nie fakt, że prosząc Gemmę o podanie jednej z sałatek nazwałem ją imieniem innej dziewczyny. Pewnie nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że imię to należało do mojej dawnej przyjaciółki. Gemma niespecjalnie się tym przejęła, doskonale zdawała sobie sprawę z tego z jak wieloma kobietami się spotykałem, pomylenie imienia nie było dla niej niczym istotnym. Doskonale pamiętałem jednak porozumiewawcze spojrzenie jakie wymienili między sobą rodzice. Odwiozłem Gem do domu, po powrocie mama poprosiła żebym dosiadł się do niej w ogrodzie.
Uwielbiała tam przesiadywać. Może właśnie dlatego sam tak rzadko tam przebywałem. Ograniczałem swoje kontaktu z rodzicami do minimum. Relacje między nami były zbyt ciężkie, jedynym wyjściem, by się nie pozabijać, było nie wchodzenie sobie w drogę. Niechętnie dosiadłem się do matki, czułem jednak, że miała mi do powiedzenia coś ważnego i że nie było to dla niej łatwe. Doskonale pamiętałem falę złości jaka ogarnęła mnie po wysłuchaniu jej słów. W żaden sposób nie komentując prawdy, którą mi wyjawiła wtsałem, wywracając przy tym ogrodowe krzesło i wsiadłem do samochodu. Nie było mnie w domu przez kilka dni, nie pamiętałem już przez ile. Do tej pory uważałem jednak, że moja reakcja była łagodna. Matka powiedziała mi o rozmowie jaką wraz z ojcem przeprowadzili z rodzicami Sky na kilka tygodni przed naszą przeprowadzką. Przeprowadzką, o której dowiedziałem się na kilka minut przed wyjazdem. Ich plan był wręcz idealny, nie miałem nawet możliwości by pożegnać się ze Sky, by znaleźć jakiś sposób do skontaktowania się z nią. Zarówno moi jak i jej rodzice byli przeciwni naszej przyjaźni. W dość prosty sposób postanowili zatem nas rozdzielić. Potrafilem dzwonić do Sky kilka razy dziennie, nie miało to jednak najmniejszego sensu, gdyż jej rodzice zmienili numer. Nie miałem pojęcia co się działo, wierzyłem w to, że Sky nie chciała odbierać moich telefonów. Doskonale pamiętałem jak totalnie zraniony i opuszczony się czułem. Po kilku tygodniach przestałem dzwonić, zaniechałem wszelkich prób kontaktu. Narzucanie się dziewczynie było dla mnie upokarzające. Znalazłem swój sposób na życie, starałem się wypełniać pustkę na najróżniejsze sposoby. Rodzice nie mieli pojęcia jak ogromną krzywdkę mi wyrządzili odbierając mi Sky. Dla nich nasza relacja była tylko głupiutką dziecięcą zabawą. O niczym nie mieli pojęcia, ani wtedy, ani teraz. Nie czułem z nimi żadnej więzi, żadnego związania. Byłem dla nich obcy, tak samo jak oni dla mnie. Nigdy nie próbowaliśmy się poznać i zrozumieć. Ignorowałem to, że ojciec zdradzał mamę przy każdej możliwej okazji, nie zwracałem uwagi na ich kłótnie i awantury, wychodziłem z domu tak często jak się dało, byleby tylko nie brać udziału w całej tej patologii. Sky nie miała pojęcia czym była obojętność. Właśnie to czułem do swoich rodziców, całkowitą obojętność. Czy naprawdę mogłem nic dla niej nie znaczyć ? Przez moment zastanawiałem się nad tym czy powiedzieć jej prawdę. Szybko jednak zrezygnowałem z tego pomysły. Dziewczyna wyraziła się jasno, cokolwiek między nami było, już dawno nie istniało. Zacisnąłem usta w wąską kreskę. Prychnąłem słysząc wzmiankę o chłopaku Sky i niebezpiecznych motocyklistach. Naprawdę? Czy ona właśnie próbowała mnie straszyć ? Byłem pewien, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że podobny numer nie przejdzie, nie ze mną. Wsiadłem do samochodu trzaskając drzwiami jeszcze silniej niż zrobiła to Sky.
-Walą mnie twoi motocykliści skarbie, a jeszcze bardziej twój chłopak – powiedziałem patrząc na nią tak jakbym za chwile miał wybuchnąć. Byłem wściekły za jej słowa, byłem wściekły na jej rodziców, byłem po prostu cholernie wściekły i z pewnością to wiedziała, za dobrze mnie znała, by nie widzieć co się we mnie działo –Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek wykonywał twoje rozkazy, Weber – powiedziałem wkładając klucz do stacyjki. Silnik wydał przyjemny pomruk –Zapnij pas – warknąłem. Ruszyłem z piskiem opon, jedyne co mogłem zrobić w tej chwili, to jazda, skupienie się na niej było najlepszym rozwiązaniem. Spojrzałem na blisko osadzone między sobą drzewa. Ze swojego rodzaju obojętnością zastanawiałem się czy będę w stanie przejechać między nimi. Zaufałem swoim przeczuciom i wjechałem między drzewa, ledwo się o nie nie ocierając. Z daleka wyglądało to gorzej, gdy już znalazłem się w lesie driftowanie między drzewami wcale nie było tak ciężkie jak mogłem się spodziewać. Dużo niebezpieczniej musiało to jednak wyglądać z perspektywy Sky, niespecjalnie jednak mnie to obchodziło. Samochód podskakiwał na wybojach, każde drzewo wyglądało jak zwiastun śmierci, a przynajmniej solidnego wypadku, miałem jednak kontrolę nad autem. Może i nie potrafiłem sprawować władzy nad własnym życiem, idealnie radziłem sobie jednak z samochodami.
Jazda dobiegła końca szybciej niż się spodziewałem, wyjechaliśmy z lasu wprost na dziką plażę. Nie miałem pojęcia, że znajdowało się tutaj takie miejsce. Zatrzymałem auto nim wjechaliśmy na piasek.
-Wysiadaj do cholery, nigdzie cię nie odwiozę! – krzyknąłem z lekką chrypą słyszalną w głosie. Zawsze wkradała się do mojego gardła, gdy byłem zły. Wysiadłem z samochodu rzucając jedno szybkie spojrzenie w stronę rozpościerającego się przede mną jeziora. Szybkim ruchem otworzyłem drzwi od strony pasażera, tym razem jednak nie wytargałem Sky z auta i nie pchnąłem ją na maskę. Najzwyczajniej w świecie złapałem dziewczynę w talii po czym przerzuciłem ją sobie przez ramię. Nie zwróciłem uwagi na otwarte drzwi w samochodzie, ani na to, że szpilki zsunęły się ze stóp dziewczyny.
-Chyba musisz trochę ochłonąć Weber, wygadujesz straszne głupoty – powiedziałem prawie biegnąc w stronę jeziora. Wszedłem do wody nie przejmując się ani trochę tym, że z każdym krokiem moje spodnie stawały się coraz bardziej mokre. Gdy już uznałem, że byliśmy na odpowiedniej głębokości, rzuciłem Sky kilka metrów dalej. Dziewczyna z głośnym pluskiem wpadła do wody. W dziwny sposób nie mogłem powstrzymać uśmiechu. No co też ona sobie wyobrażała ? Myślała, że tak po prostu odwiozę ją na zajęcia, bo wspomni kilkoma słowami o jakimś chłopaku, którego miałem gdzieś ? To śmieszne. Chociaż może nie tak śmieszne jak widok dziewczyny przemoczonej do suchej nitki.
-Co tam Weber? Możliwe, że mam w samochodzie coś czym mogłabyś się wytrzeć, czy nawet koszulkę, w która mogłabyś się przebrać, ale przecież naszej przyjaźni już nie ma, a ja nie mam w zwyczaju pomagać ludziom, który nic do jasnej cholery dla mnie nie znaczą! – nie przypuszczałem, że byłem w stanie zawrzeć tak wiele emocji w jednym zdaniu. Było w nim wszystko, złość, rozczarowanie, smutek, a nawet lekkie rozbawienie wywołane całą tą absurdalną sytuacją. Co też ona odwalała ? Otworzyłem się przed nią, powiedziałem, że tęskniłem, a ona najzwyczajniej w świecie to zignorowała. Wrzucenie jej do wody było niczym w porównaniu z tym jak się przez nią czułem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 30 Wrz 2015 - 11:13




Nie żartował. Widziałam w jego oczach, że był w totalnej furii. Zawsze wtedy pojawiały się pomiędzy jego oczami trzy zmarszczki, ale rzadko kiedy dochodził aż do takiego stanu. Mimowolnie, mimo mojego życia, mimo niebezpieczeństwa, które dotykało mnie niemal na każdym kroku, jaki stawiałam z Derrenem, nigdy nie byłam równie przestraszona. Wiele przeżyłam od momentu, w którym zdecydowałam się dołączyć do nocnego świata, ale do tej pory nic nie wpłynęło na mnie tak, jak wściekłość Liama. Mężczyzna wystrzelił autem tak, jakby miał silnik odrzutowy zamiast normalnego, a mnie dosłownie wbiło w fotel. Dawno nie czułam tego, jak adrenalina moje wypełnić cały organizm. Dawno moje serce tak mocno nie zaczęło kołatać w piersi. Dawno nie odczuwałam bólu w klatce piersiowej przez jej pracę. Dawno nie miałam tak bardzo spoconych rąk. Miałam wrażenie, że każde mijane drzewo nachyla się w naszą stronę, jakby koniecznie chciało pozostawić na lakierze zarysowania. Moje oddechy były szybkie i płytkie, serce pompowało krew niczym nakręcona zabawka, a ja miałam mroczki przed oczami.
Gwałtowne zahamowanie pojazdu, odrzuciło mnie do przodu. Gdyby nie zapięte pasy to na pewno przywaliłabym głową w szybę. Na szczęście nie doszło do tego, a jedynym elementem, prezentując taki nacisk, był mój żołądek. Przekręcił się dosłownie o trzysta sześćdziesiąt stopni, a ja niemal skakałam z radości za to, że nie zjadłam zbyt wielkiego śniadania, bo by wylądowało na tapicerce. W głowie mi dosłownie pulsowało, a ja nie do końca kontaktowałam ze światem przez jazdę, dlatego nie zauważyłam, kiedy Styles wyszedł z samochodu. Dopiero się zorientowałam, że opuścił środek, kiedy poczułam jak przerzuca mnie sobie przez ramię.
- Liam! Postaw mnie! – wrzeszczałam, próbując mu się wyrwać, ale jedynym co zyskałam, była utrata szpilek, które wylądowały gdzieś w ziemi. – Liam! – dodałam jeszcze zanim poczułam jak woda oplata mnie z każdej strony. Ledwie co zorientowałam się, że było mi gorąco przez panikę, a zmieniło się to w mróz, wywołany lodowatą cieczą. Chwilę później dotknęłam dna i odbiłam się od niego na tyle mocno, że wystrzeliłam ponad powierzchnię, łapiąc głęboki oddech. Ta kąpiel na tyle mnie ostudziła, że zapomniałam o niebezpiecznej przejażdżce. Nie wyrzuciłam jednak z głowy swojego dawnego przyjaciela, bo zobaczyłam jego twarz. On cierpiał, w środku. Czuł się dokładnie tak samo, jak ja, kiedy zrozumiałam, że go straciłam. Był rozdarty i jednocześnie wściekły. Podświadomie rozumiał dlaczego się tak zachowywałam, ale po części nie potrafił pojąć dlaczego nie chciałam dać mu drugiej szansy. Nie mogłam, bo wiedziałam jak to by się skończyło. Musiałabym wybrać pomiędzy nim, a swoim chłopakiem, bo ten drugi nie chciałby dzielić wolnego czasu, który mogliśmy spędzić razem pomiędzy siebie i Liama. Nie chciałam, żeby stawiał mnie przed takim wyborem, więc nie chciałam wznowić kontaktów z ciemnowłosym. To już nie miało sensu, ani szans na powodzenie. Cały czas pamiętałabym o tym, że mnie zostawił i zawiódł. Ja długo chowałam urazy, nawet jak byłam małym dzieckiem i on to wiedział. Nigdy nie przestałabym mu wypominać tego, co zrobił, tego jak mnie zniszczył.
Jego słowa zabolały. Byłam zbyt oszołomiona tym, jak go zraniłam i do jakiego stanu go teraz doprowadziłam, żeby odpowiedzieć cokolwiek. Miałam wrażenie, że ktoś po raz kolejny wbija mi gwóźdź w serce, bo naprawdę zrobiłabym wszystko, żeby go odzyskać. Ale tego już nie było. Nas już nie było. Ja miałam swoje życie, on miał swoje. Nie mogliśmy ich plątać, bo były zupełnie inne. Tylko los kpił sobie z nas i stawiał nas sobie ponownie na drodze. Nigdy, nawet w najgorszych snach, nie myślałam o tym, że jeszcze przyjdzie mi spotkać Stylesa. Wyrzuciłam go ze swojej pamięci dokładnie tak samo, jak on wyrzucił mnie ze swojego życia. Nic nie dało się z tym zrobić. W tym momencie byliśmy dla siebie całkiem obcymi osobami. On wiedział wszystko o małej Sky, a nie o mnie. Ja byłam inna, byłam najgorszą wersją samej siebie, a nie chciałam, żeby mnie taką zapamiętał. Szlajałam się po nocach, zadawałam z gangsterami, byłam częścią niebezpiecznej grupy, która szmuglowała broń i chroniła grupę gwiazd pornograficznych dla własnych zysków. Nie było we mnie nic z tej łagodnej i niepewnej siebie małej dziewczynki, którą przyjaciel zostawił po pokazaniu jak bardzo mu na niej zależy. Pocałował mnie, dając mi nadzieję, a potem zniknął. To było gorsze od nie dania ani skrawka nadziei, co właśnie w tym momencie musiałam zrobić. Nawet jeśli mnie to bolało. Nawet jeśli miałam przez to stracić ważną część swojej osoby, którą wreszcie odzyskałam.
- Ja nie mam w zwyczaju przyjmować pomocy od takich… – odezwałam się, spoglądając na mężczyznę zimnym wzrokiem i próbując za wszelką cenę nie pokazać, jak bardzo ta rozmowa mnie niszczyła. On nie mógł wiedzieć, że przy ponownym spotkaniu oddał mi część mojego serca, która do niego należała, a teraz zabierał ją z powrotem. Musiałam się jej wyrzec. Musiałam się wyrzec uczuć, jakie kiedyś żywiłam do tego chłopaka. Musiałam się wyrzec jego. To była najrozsądniejsza decyzja. Gdybym go trzymała przy sobie, w końcu bym się złamała. A wtedy dotarłoby do mnie, że byłam zupełnie inną osobą, niż chciałam być. Musiałam się trzymać tej części mnie, która teraz górowała. Musiałam pozostać silna i niezależna, żeby znowu nie zostać z tak wielką pustką, jaką pozostawił Liam, gdy zniknął.
- Odwieziesz mnie z powrotem do szkoły czy mam zasuwać na piechotę i skazać wszystkich ludzi z akademii na natarcie mojego gangu? – spytałam, po czym zaczęłam wychodzić z wody jak gdyby nigdy nic. Trzymaj się Sky. Musisz to wytrzymać. Musisz się z nim pożegnać i pokazać mu, że już się dla ciebie nie liczy. Musisz odrzucić przeszłość, aby nie plątała ci w teraźniejszości i przyszłości. Nawet jeśli to jednocześnie grzebało głęboko pod ziemią tą małą dziewczynkę, która jeszcze gdzieś tam w tobie była. Sama dobrze wiesz, że to najlepsze wyjście.
Jeślibym pozwoliła sobie na wspominanie i ponownie zbliżenie się do Stylesa, zapomniałabym o tym Derrenie, a on nie był osobą, która by popuściła płazem coś takiego. Uwziąłby się na mnie i na mojego przyjaciela. Bawiłby się nami, rzucał przeszkody na drogę i prześladował. Zapomniałby o tym jak dobrze nam ze sobą było i zrobiłby wszystko, aby jego urażona duma została w jakiś sposób odkupiona. A na pierwszym miejscu zająłby się mężczyzną, które odebrał mu jego dziewczynę. To dla jego dobra, muszę to sobie powtarzać, aby nie poddać się i nie rzucić mu w ramiona. Musiał widzieć we mnie zupełnie inną dziewczynę niż ta, z którą się kiedyś przyjaźnił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Czw 1 Paź 2015 - 23:44



Niesamowicie bolała mnie obojętność jaka biła od Sky. Nawet nie miała pojęcia jak wiele bólu w tym momencie mi sprawiała. A może się myliłem ? Może doskonale zdawała sobie z tego sprawę, a najzwyczajniej w świecie jej to nie obchodziło ? Patrzyłem jak starała się wyjść z wody nawet nie patrząc w moją stronę. Zacisnąłem pięść czując dokuczliwe szczypanie w oczach. Nie mogłem znieść tego, że nawet nie próbowała dać mi szansy. Spojrzałem w taflę wody, w której dostrzegałem swoje rozmyte oblicze. Oblicze człowieka, który po raz kolejny w życiu stracił serce. Jakim cudem mogłem czuć się w taki sposób? Jakim cudem ona mogła tego nie czuć ? Nie rozumiała, że jej potrzebowałem, że bez niej moje życie było całkowicie puste? Nie byłem w stanie go niczym wypełnić, nie chciałem zaakceptować tego, że nie byłem dla niej nic wart. Jak mogła tak po prostu mnie skreślić ? Złapałem ją za nadgarstek gdy pełnym opanowania krokiem przechodziła obok. Zignorowałem dreszcze, który przeszły przez moje ciało, gdy tylko dotknąłem dziewczyny. Przyciągnąłem ją do siebie, kompletnie nie zwracając uwagi na to, że była mokra. Zbliżyłem usta do jej ucha wiedząc.
-Popełniasz cholerny błąd, Sky... – powiedziałem kładąc dłoń na jej plecach. Chciałem poczuć jej zapach zmieszany z wodą nim pozwoliłbym ostatecznie jej odejść i pogrzebać resztki nadzieii jakie ożyły we mnie, gdy ponownie ujrzałem jej twarz. Zaczynałem nienawidzić naszych rodziców za to co zrobili. Przełknąłem ślinę sunąc dłonią w górę jej pleców i zanurzając ją w jej mokrych włosach. Chciałem przyciągnąć ją jeszcze bliżej i zamknąć w uścisku, który byłby w stanie poskładać do kupy nasze rozbite serca. Wiedziałem jednak, że nie mogłem tego zrobić. Sky była słabością, moją słabością. Sprawiała, że czułem się zupełnie bezsilny. Wiedziałem jednak, że musiałem się pozbierać i iść dalej. Nie mogłem pozwolić na to, by fakt, że nie byłem dla niej tym kim tak cholernie chciałem być, nie mógł mnie złamać. Wziąłem głęboki wdech mając świadomość tego, że jedyne co mogłem zrobić to odciąć się od Sky. Musnąłem kciukiem jej szyję pozwalając sobie wypowiedzieć jeszcze kilka słów, których nie chciałem na zawsze trzymać w sobie.
-Nadal pamiętam twój numer, wiesz? – szepnąłem mając wrażenie, że dziewczyna zadrżała słysząc te słowa. Możliwe, że tylko mi się zdawało, albo, że było to spowodowane zimnem. Miałem bolesną świadomość tego, że to nasza ostatnia z takich rozmów, nie potrafiłem się więc jednak powstrzymać przed zrobieniem czegoś jeszcze. Starannie wyszeptałem numer, który trwale wyrył się w mojej pamięci –Powiedz Sky, czy tak brzmi aktulany numer do twojego domu? – spytałem podczytym złością szeptem. Nie chciałem mówić tego wprost, miałem jednak nadzieję, że zrozumie jaka była prawda. Powinna wiedzieć, że nigdy nie przestała się dla mnie liczyć, że wieloktornie próbowałem dzwonić, jednak numer, który tak doskonale pamiętałem był nieaktualny. Wiedziałem, że dziewczyna bez większego problemu zrozumie moją sugestię. W końcu była inteligentna, już jako dziecko. Odsunąłem się od niej i ruszyłem przed siebie nawet nie patrząc czy szła obok. Wsiedliśmy do samochodu nie zamieniając ze sobą choćby słowa. Chciałem tylko by już wysiadła, odeszła i zostawiła mnie samego. Domyślałem się w jaki sposób spędzę resztę dzisiejszego dnia, w jaki sposób będę próbował wypełnić pustkę jaka pozostanie we mnie po odejściu Sky. Dziewczyna skutecznie pozbawiła mnie złudzeń. Nie istnieliśmy od momentu, w którym nasi rodzice zadecydowali o tym, że nie powinniśmy się spotykać. Nasze życia zdążyły się rozejść i nie było szansy na to by znów się połączyły, bez względu na to jak bardzo tego pragnąłem. Dopiero po chwili zdałem sobie sprawę z tego, że Sky wspomniała coś o gangu. Zignorowałem to jednak i nawet nie próbowałem drążyć tematu. W końcu jej życie nie dotyczyło mnie. Ona nie chce cię znać Liam. Opanuj się, po prostu się opanuj, rozkazałem sobie w myślach. Chyba zdążyłem już zapomnieć jak to było czuć ból. Nie zwracałem jednak na niego uwagi. Zapomnę o niej, wiedziałem, że zapomnę. Wystarczyło karmić się kłamstwami, wpaść w ten chory pęd życia, który tak naprawdę mnie zabijał. Z wdzięcznością chwyciłem za telefon, który chociaż raz zadzwonił w odpowiednim momencie. Przelotnie spojrzałem na wyświetlacz nie dziwiąc się, że widniało na nim imię Maxa.
-Hej Max, co jest? – powiedziałem głosem tak beztroskim, jakbym był jednym z najszczęśliwych ludzi na Ziemi. Nie miałem zamiaru dłużej pokazywać Sky do jakiego stanu mnie doprawadziła. Nie miałem zamiaru pokazywać tego nawet samemu sobie.
-Nie odezwałeś się nawet słowem, wolałem sprawdzić czy nie miałeś jakiegoś wypadku po drodze i wciąż żyjesz – zaśmiałem się na dźwięk tych słów. Cokolwiek teraz czułem, nikt nie miał możliwości tego zobaczyć. Otrozyłem się przed Sky, dałem jej szansę, ona jednak kompletnie to zignorowała. Beznadziejna dziewczyna, kompletnie beznadziejna dziewczyna. Wiele dałbym za to by móc wzbudzić w sobie nienawiść do niej.
-Wybacz Max, sporo się działo. Poznałem fajną dziewczynę, Layila z mojej grupy. Jest jeszcze jedna blondynka, której imienia nie pamiętam, ale jest strasznie gorąca. Myślę, żeby zabrać którąś z nich na mały spacer dziś wieczorem i skończyć go u siebie w mieszkaniu – powiedziałem chcąc w jakikolwiek sposób dokopać siedzącej obok Sky. Max westchnął po drugiej stronie słuchawki. Postanowiłem wyjaśnić mu nieco później powód mojego zachowania, w tej chwili liczyło się dla mnie tylko to, by w wyprowadzić Sky z równowagi –Mówię ci, jest tu cała masa niesamowitych dziewczyn, nie wydaje mi się, żebym szybko zaczął się nudzić – powstrzymałem się przed spojrzeniem w stronę dziewczyny w celu doszukania się na jej twarzy jakiejkolwiek reakcji –Chociaż z drugiej strony brakuje mi Seatlle, może jednak zastanowię się nad powrotem – dodałem.
-Rany, stary, bierzesz tam coś? – Max znał mnie odrobinę zbyt długo, by nie wyczuć, że coś było nie tak. Słyszałem zmartwienie w jego głosie. Wątpiłem bym zdecydował się opowiedzieć mu o sytuacji ze Sky, zapewne nie dojdzie do tego, bym tłumaczył się przed Maxem. Byłem zdania, że mój przyjaciel uzna, iż najzwyczajniej w świecie byłem pijany.
-Chyba muszę kończyć Max, zaraz dojadę pod uczelnię. Odezwę się później, dobra? Pozdrów Zoey, chętnie bym się z nią zobaczył – wiedziałem, że ostatnie zdanie musiało wprawić Maxa w nieludzkie osłupienie. Z Zoey ledwo się tolerowaliśmy. Co prawda zdarzyło się, że dwa, może trzy razy wylądowaliśmy razem w łóżku, zostało to jednak wyłącznie między nami. Max chyba by mnie zabił, gdyby dowiedział się o tym, że doszło do czegoś pomiędzy mną a jego siostrą, Zoey za to miała chłopaka, którego mimo wszystko nie chciała stracić. Rozłączyłem się i spojrzałem za okno. Widziałem już budynek akademii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 406
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pią 2 Paź 2015 - 23:45




W momencie, w którym chciałam się schylić po buty, które zgubiłam po drodze, Liam przyciągnął mnie do siebie skutecznie pozbawiając na kilka chwil ostatnich resztek obojętności, która już od jakiegoś czasu pozwoli zanikała pod rozpaczą. Byłam w rozsypce, nie czułabym się tak fatalnie nawet wtedy, kiedy Derren by ze mną zerwał. Tak, czułabym ból, ale byłby to innego rodzaju ból niż ten, który mną szarpał na wszystkie strony w aktualnych minutach. Poza tym nie byłby aż tak silny. Naprawdę myślałam, że nic ani nikt nie doprowadzi mnie już do takiego stanu. Czułam się jak tamta mała dziewczynka, która pobiegła pod dom swojego przyjaciela i dowiedziała się, że wyjechał. Znowu byłam pod jego bramą i dzwoniłam, dzwoniłam, dzwoniłam i dzwoniłam domofonem, aby mnie wpuszczono. Kiedy nie otwierali uznałam, że wybrali się po zakupy, albo na piknik, więc usiadłam na murku i czekałam. Rodzice znaleźli mnie kilka godzin później, może więcej, całą zapłakaną. Mniej więcej po pierwszej już się denerwowałam, wiedząc że coś jest nie tak. Po upłynięciu dziewięćdziesięciu minut, jeden z ich sąsiadów, powiedział mi, że oni już tutaj nie mieszkają. Nie chciałam uwierzyć, więc wbiegłam do budynku. Próbowałam otworzyć drzwi frontowe, ale były zamknięte. Tylne też, okna także. Niewiele myśląc złapałam potem jakiś kamień, odsunęłam się i rzuciłam nim w stronę szyby, która roztrzaskała się na tysiące kawałeczków. Następnie weszłam do środka i zaczęłam biegać po pokojach. Niczego tam nie było. Wszystkie rzeczy, których położenie miałam w głowie i pamiętałam, wszystkie płyty, ramki na zdjęcia, sztućce, naczynia i wszystko inne, co trzymało się na wierzchu, zniknęło. W szafach nie było ubrań, bielizny, niczego. Wtedy zrozumiałam i cały mój świat się zawalił. Pobiegłam do pokoju Liama i wszędzie zaglądałam, nawet pod łóżko, próbując znaleźć chociaż jakiś drobiazg, który powiedziałby mi, że jeszcze wróci. Znalazłam tylko znienawidzoną przez niego zabawką, którą dalej trzymałam. Przytuliłam ją do siebie, skuliłam się na pustym łóżku i płakałam. Moja mama znalazła mnie tam dopiero po kilku godzinach, w opłakanym stanie i nawrzeszczała na mnie za to, że tak zniknęłam, wywołując u niej panikę. Nie wiedziała jak się czułam, nie chciała nawet mnie spytać dlaczego, jakby to się dla niej nie liczyło. Po prostu ochrzaniła mnie, zabrała do domu i powiedziała, że znajdę innego przyjaciela. Mój aktualny chłopak Derren chciał się pozbyć tego pluszaka, bo był stary i psuł wystrój mojego pokoju, ale kiedy go na tym przyłapałam to rzuciłam się na niego z wrzaskiem. Nie rozumiał dlaczego to było dla mnie tak ważne i nigdy nie zrozumie, ale już potem nie próbował. Stało w tym samym miejscu, na wierzchu, cały czas. Przypominają mi o tym co przeżyłam, a czego nie chcę więcej przeżywać. A teraz znowu tego doświadczałam, chciałam się popłakać i wtulić w Styles’a, ale nie mogłam. Stałam niewzruszona, tłumiąc w sobie to, co się ze mną działo w środku.
Moje ciało zadrżało, kiedy wspomniał o moim numerze. Chwilę później usłyszałam ciąg kilku liczb i zdębiałam. To nie był mój aktualny numer, ani teraz, ani te jedenaście lat temu. Miałam inny, nie pytałam o niego, bo byłam pewna, że się nie zmieniał. Dopiero zrozumiałam, że był niewłaściwy, kiedy będąc już w gimnazjum, wylądowałam w szpitalu. Odwoził mnie do szkoły mój ówczesny przyjaciel i mieliśmy wypadek. Zderzyliśmy się z drzewem, bo gwałtownie skręcił kierownicą, kiedy jechała na nas ciężarówka. Gdyby nie to, skończyłoby się gorzej. Oboje wylądowaliśmy w szpitalu, ja ze złamaną nogą, a on z poważniejszymi ranami. Pielęgniarki poprosiły o numer, aby skontaktować się z moimi rodzicami, bo komórkę miałam doszczętnie zniszczoną. Podałam, ale nie działał. Kilka razy próbowali, ale nic to nie dało. Zadzwonili więc z telefonu mojego chłopaka i powiadomili, a ja wtedy spytałam się o numer domowy. Był zmieniony, nie wiedziałam od jak dawna, ale był inny. Wtedy nie zwracałam na to uwagi, ale teraz nie mogłam o tym zapomnieć. Co jeśli on już był inny zaraz po wyjeździe Liama? Co jeśli on próbował się skontaktować, ale uniemożliwiali mu to moi rodzice? Nie, przestań. To niemożliwe, nie mogliby zrobić czegoś takiego, wiedząc jak bardzo mi zależało na Stylesie. Rozmawiałam z mamą po tym pocałunku. Jeszcze wtedy nie rozumiałam co się ze mną działo. Potrzebowałam pomocy od kogoś dorosłego, ale mi jej nie udzieliła. Powiedziała, że tak się zdarza, bo to był mój pierwszy pocałunek i takich się nigdy nie zapomina. Ale teraz już wiem. Już wtedy, mając dwanaście lat, kochałam go. Darzyłam go o wiele głębszym uczuciem, niż myślałam i nikt mi nie pomógł tego zrozumieć. Sama musiałam, nikt mi nie pomagał, a zwłaszcza rodzice. Gadali tylko o tym, że będę cudownym prawnikiem, że będę miała karierę jakiej sobie nie wyobrażam. Byli zawzięci, chcieli abym poszła w ich ślady, ale ja nie chciałam. Wybrałam inną drogę, taką do której zachęcał mnie mój były przyjaciel. Wybrałam aktorstwo i odcięłam się od swojej rodziny, która chciała zrobić ze mnie swoją marionetkę.
Bez słowa wsiadłam do samochodu. Zamknęłam za sobą drzwiczki, założyłam szpilki na stopy i wyjrzałam za okno. Starałam się, naprawdę starałam się nie pokazywać w żaden sposób, jak bardzo mnie bolało to, co się miało stać. Przygryzałam wargę, zaciskałam w lewej dłoni spódnicę, a palcami prawej bębniłam w auto. A on mi tego nie ułatwiał. Jego rozmowa, on nie zdawał sobie sprawy jak bardzo mocno uderzało we mnie każde jego słowo. Jak wżerało się do mojego umysłu, kotwiczyło i miało prześladować przez kolejne godziny, dni, miesiące czy lata. Chciałam móc cofnąć czas, chciałam znowu być tą dwunastolatką, wiedzieć co nastąpi o go powstrzymać, ale nie było to możliwe. Musiałam myśleć o tym, co było teraz i o tym, co miało być w przyszłości.
Już z daleka słyszałam warkot kilku silników motocykli. Serce dosłownie podskoczyło mi do gardła, a ja spojrzałam na trasę przed nami, kończącą się pod szkołą.
- O nie, nie, nie, nie nie… – wyjąkałam szeptem o wiele bardziej panicznie niż bym tego chciała. – On tutaj jest… – dodałam, widząc jak kolejne pojazdy dwukołowe wyłaniają się na parkingu. Było ich co najmniej dziesięciu, wliczając w to Derrena, który wrzeszczał na kogoś. Nie słyszałam tego, ale widziałam gestykulację jego rąk, którą miał tylko, kiedy wpadał w furię.
- STÓJ! – wrzasnęłam na tyle głośno i stanowczo, że Liam automatycznie nacisnął hamulec. Zarzuciło samochodem raz z nami, na chwilę przymknęłam oczy na odrzut po czym je otworzyłam. – Zawracaj! Już! – chłopak się najwidoczniej do tego nie kwapił. Pewni znowu miał zamiar mi powiedzieć, że nie słucha moich rozkazów, ale nie wiedział w co się pakuje. – Do jasnej cholery zawracaj! Musisz mnie wysadzić od drugiej strony szkoły! Nie mogą nas zobaczyć razem! – znowu nic, a ja miałam wrażenie, że serce mi zaraz wyskoczy z piersi. Byłam przerażona. Bałam się tego, co mój chłopak mógł zrobić Stylesowi, kiedy tylko nas zobaczy. – Spójrz na mnie! – ryknęłam, odwracając twarz w stronę czekoladowookiego. – Znasz mnie! On jest niebezpieczny! Uważasz, że ja w tym momencie żartuję?! – naprawdę miałam wielką nadzieję, że jeszcze umiał odczytać z moich oczu to, jak bardzo szczere były te moje słowa. Musiał to odczytać, musiał zawrócić i podjechać od tyłu placówki, bo inaczej będzie bójka! A on nie miał szans z tyloma motocyklistami!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro 7 Paź 2015 - 16:12



Mimowolnie nacisnąłem na hamulec, gdy do moich uszu dotarł ociekający paniką krzyk Sky. Uderzyłem głową w oparcie siedzenia kompletnie nie przygotowany na nagły odrzut samochodu. Odwróciłem głowę do Sky obdarzając ją zirytowanym spojrzeniem. Zobaczyła na drodze jakieś zwierzę, które chciała uchornić przed potrąceniem bądź dostrzegła jakiś istotny szczegół, który przeoczyłem ? W to akurat wątpiłem, gdybym miał tendencje do niedostrzegania pewnych zjawisk już dawno leżałbym poskładany w szpitalu, czy też nie do końca poskładany w kostnicy. Uniosłem wyżej jedną brew widząc spanikowaną Sky. Wyglądała jakby zaraz miała się rozpłakać, najdziwniejsze jednak było to, że nie zrobiło to na mnie większego wrażenia. Dość obojętnie spojrzałem za szybkę. Przed szkołą stało kilka motocykli. Prychnąłem słysząc jak Sky znowu próbowała mi rozkazywać.
-Co to ten twój gang? – spytałem z rozbawieniem w głosie. Mój wzrok powędrował w stronę mężczyzny, który krzykiem wyładowywał na kimś swoją złość –A ten koleś to twój facet? Ma ryj jak szympans – powiedziałem spokojnie wjeżdżając na parking dla uczniów. Zobaczyłem jak z drugiej strony nadjeżdżają inni motocyklyści. Rzuciło mi się w oczy to, że byli ubrani inaczej niż tamci. Na ich koszulkach widoczny był niewielki znak przypominający literę L. Nie zwróciłem większej uwagi na ozdobny haft. Obojętnie spojrzałem na Sky, która z paniką domagała się mojej uwagi.
-I co, boisz się, że coś mi zrobią ? Nawet jeśli, co cię to obchodzi? – spytałem szukając wolnego miejsca na parkingu –Pewnie nie raz ludzie z twojego gangu zrobili komuś krzywdę i niespacjalnie się tym przejmowałaś, prawda? Zrobi ci jakąś różnicę jeśli dołączę do listy osób, które naprzykrzyły się tym ludziom? – zająłem wolne miejsce kompletnie nie zwracając uwagi na zaistniałą sytuację. Miałem wrażenie, że Sky szokowała moja obojętność. Jasne, że zdawałem sobie sprawę z tego, że porachunki z gangiem to nie przelewki, możliwe, że w tej chwili ryzykowałem swoje zdrowie i życie, ale nie robiło to na mnie większego wrażenia. Niby dlaczego miałbym się tym przejmować ? Zgasiłem silnik i wyłączyłem blokadę drzwi. –No już Sky, leć do swojego chłopaka, wygląda jakby troszkę się niecierpliwił – chciałem wyjść z auta, jednak zanim to zorbiłem pozwoliłem sobie na ostatnie słowa do dziewczyny –Mam cię gdzieś Sky. Mam gdzieś ciebie, twojego szympansowego chłopaka, to co zrobiłaś ze swoim życiem. Mam gdzieś to, że byłem idiotą myśląc, że coś dla ciebie znaczyłem. Mam nawet gdzieś to czy tamci idioci mają ochotę mnie zabić. Wypieprzaj stąd i wracaj do swojego życia. Jesteś tylko kolejną osobą co, do której tak cholernie się pomyliłem – postarałem się o to by każde słowo brzmiało jak cios wymierzony w stronę dziewczyny. Przez lata sam siebie okłamywałem, wierzyłem w to, że spotkałem na swojej drodze kogoś kto faktycznie sprawiał, że wszystko było możliwe. Świadomość tego, że dla Sky nic to nie znaczyło dosłownie wbijała mnie w ziemię. Zignorowałem jednak ból jaki czułem, zignorowałem to, że ostatnim co chciałem zrobić, to odejść. Jednak to właśnie uczyniłem, wysiadłem z auta trzaskając drzwiami i nawet nie oglądając się w stronę dziewczyny. Szybkim krokiem szedłem w stronę uczelni, kątem oka dostrzegałem, że pomiędzy motocyklistami doszło do słownej potyczki. Widok zdecydowanie nie należał do przyjaznych, niespecjalnie jednak się tym przejmowałem. Odwróciłem głowę dopiero w chwili gdy poczułem jak ktoś ciągnie mnie za ramię.
-Ale się wkopałeś Liam – spojrzałem na Sheilę, dziewczyna ciągnęła mnie w stronę uczelni. Z łatwością mógłbym się jej wyrwać, była tylko słabą kobietą, pozwoliłem jednak jej się prowadzić.
-Cześć Sheila, wczorajsza impreza była świetna – powiedziałem uśmiechając się do dziewczyny. Zauważyłem, że motocykliści zaczęli odjeżdżać –O, zjazd się skończył? – spytałem z ironią w głosie. Sheila puściła moje ramię, gdy znaleźliśmy się w murach uczelni. Przez moment tylko na mnie patrzyła, jakby szukała odpowiednich słów.
-Rany, Liam. Jesteś tu od dwóch dni, nie masz pojęcia jakimi prawami rządzi się to miasto. Musiałeś narazić się jednemu z najgroźniejszych ludzi ? – spojrzałem na nią nie do końca rozumiejąc o to tak właściwie chodziło.
-O czym ty mówisz? O tym szympansie, który jest ze Sky? – Sheila przez moment patrzyła na mnie z niedowierzaniem, po czym wybychnęła śmiechem.
-Liam, ten szympans to przywódca gangu Białych Kruków. Nie powinnam ci o tym mówić, ale biorąc pod uwagę to co zrobiłeś, jest niewielka możliwość, że w ogóle dożyjesz jutra – z pewnością liczyła na to, że jej wypowiedź wywoła u mnie jakąś reakcję, ja jednak po prostu na nią patrzyłem. Obojętność biła zarówno z moich oczu jak i z całej postawy.
-Co, szympans będzie chciał mnie sprzątnąć bo próbowałem pogadać z jego dziewczyną? – spytałem z rozbawieniem w głosie. Sheila zdawała się nie wierzyć, że mogłem nie odczuwać żadnego wręcz strachu. No cóż, nie czułem go. Szalały we mnie zupełnie inne emocje.
-Szkoda by było, żeby coś ci się stało z powodu takiej głupoty. On jest naprawdę niebezpieczny Liam, to wariat, nie masz pojęcia jak wiele osób już skrzywdził – słuchałem jej słów czując, że zaraz zaproponuje mi świetne w jej mniemaniu rozwiązanie. Myślałem jednak tylko o tym, że Sky również za tym stała. Ponownie poczułem ucisk w sercu uświadamiając sobie jak daleka mi była, jak bardzo się co do niej pomyliłem. Nie miałem pojęcia jak miałbym żyć z tą świadomością, z pustką, którą wypełniała jedynia uraza, ból i cholerne, cholerne rozczarowanie –Kayle cię polubił. Rozmawialiśmy o tobie... w zasadzie i tak zastanawialiśmy się nad tym czy ci to zaproponować, ale skoro sprawy potoczyły się w ten sposób, chyba nie mamy czasu na dalsze rozważania. Dołączysz do nas? – jej pytanie brzmiało bardziej jak stwierdzenie.
-O czym ty mówisz Sheila ? Mam stać się członkiem jakiegoś kretyńskiego gangu? – oparłem się o ścianę.
-To nie jest kretyński gang Liam, a przynajmniej zapewni ci to swojego rodzaju nietykalność. Białe Kruki wiedzą, że jeżeli skrzywdza kogoś od nas, wybuczhnie wojna, a chcą tego uniknąć. Ważniejsze są dla nich ich interesy - nie udało mi się powstrzymać parsknięcia śmiechem.
-Białe Kruki? Serio ? Powinni raczej nazwać się Ograniczeni Szympanse – Sheila starała się opanować wybuch śmiechu, jednak nie sprosała temu zadaniu.
-Przestań mnie rozśmieszać, to poważna sytuacja – powiedziała próbując zmyć uśmiech z twarzy, jednak i przy tym poległa –Jeździłeś kiedyś na motorze? – spytała. Wzruszyłem tylko ramionami.
-Kiedyś, trochę dla zabawy. Za to ścigałem się samochodami – Sheila pokiwała głową.
-To wystarczy. Kayle zgarnie cię dzisiaj po zajęciach, wyjaśni ci na czym to wszystko polega. Raczej nie będziesz mieć problemu z motorem. A teraz chodź, mamy jeszcze godzine zajęć. Delaney wyznacza jakieś grupy do zadania. Swoją drogą nieźle się wkurzyła za to jak potraktowałeś tego aktora – no cóż, chyba nie powinno mnie to specjalnie dziwić.
Weszliśmy do sali. Uśmiechnąłem się przepraszająco w stronę pani profesor. Sheila udała się w stronę rzucając do mnie coś co brzmiało jak do wieczora. Nie byłem jednak do końca pewny co powiedziała, gdyż już szedłem w stronę Alice Delaney.
-Muszę panią przeprosić. Wiem, że nie powinienem był zachować się w podobny sposób. To był jeden z tych złych dni, w których pozwoliłem emocjom wziąć nad sobą górę. To strasznie długa i pokręcona historia – powiedziałem. Kobieta wbiła we mnie to swoje przewiercejające spojrzenie.
-Jesteś dość obiecującym studentem, Liam. Puszczę ci to płazem, ale nie za darmo – powiedziała z lekkim uśmiechem. Odpowiedziałem tym samym.
-Co tylko sobie pani życzy, pani Delaney – powiedziałem.
-Śpiewasz? – spytała bez zbędnych wstępów.
-Śpiewam – odpowiedziałem. Podobała mi się rzeczowość naszej rozmowy.
-Świetnie, więc zaśpiewasz. W czwartek wieczorem, klub „Black Rose”, szefem jest mój syn, narzekał na brak ciekawych wokalistów. Myślę, że wzbudzisz spore zainteresowanie. To całkiem przyjemna knajpka, dużo muzyki na żywo, świetne wino i rewelacyjne jedzenie – powiedziała.
-Oczywiście, chętnie się zrekompensuję – powiedziałem z rozbrajającym uśmiechem.
-Idealnie. A teraz wracaj na miejsce Liam, twoja koleżanka z pewnością czuje się osamotniona – spojrzałem w stronę swojego rzędu gdzie siedziała Layila. Dziewczyna nie spuszczała ze mnie wzroku –Swoją drogą, zdolna dziewczyna. I niesamowicie ładna – dodała z dość figlarnym uśmiechem. Moja sympatia do tej kobiety stała się jeszcze większe.
-Nie zaprzeczę – powiedziałem po czym pobiegłem na swoje miejsce. Layila spojrzała na mnie jakby chciała zapytać co do cholery się stało, jednak dała sobie spokój. Postanowiłem iść za jej przykładem i również dać sobie spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   

Powrót do góry Go down
 
W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: