IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 1:00 am




Nie ukrywam, że wybuch Liama mnie przestraszył i bezwiednie podskoczyłam na kanapie. Trzask rozbijanego szkła tak mi się wbił w głowę, że odruchowo spojrzałam w kierunku źródła, obserwując jak zawartość naczynia rozpływa się na podłodze. Nie mogłam pozbyć się myśli o tym, że tak łatwo może zniknąć ludzkie życie. Styles nie miał racji. To, że Claire zginęła nie było jego wino, tylko moją.
- Nie, Liam… – zaczęłam, przenosząc wzrok na niego i spoglądając hardo w jego oczy. Nawet nie mógł się domyślać jak wiele kosztowała mnie ta zimna maska, którą starałam się zachować na twarzy. – Claire i Raven mnie ostrzegały. Kiedy zaczęłam bardziej wdrażać się w to życie, uprzedzały że nie uda mi się z niego wydostać w tak łatwy sposób. Wciąż powtarzały, że Derren nie jest facetem dla mnie, ale ja w to nie wierzyłam… – wyjaśniłam spuszczając głowę na swoje drżące dłonie. Tak bardzo było to widać, że musiałam zacisnąć je w pięści, aby ukryć swój stan. Nie byłam jednak pewna czy akurat przed tym mężczyzną byłam w stanie ukryć cokolwiek. Za dobrze mnie znał, żeby uwierzyć w maskę, którą starałam się przybrać. Nawet mi to nie przeszkadzało w tym momencie, bo chociaż z jednej strony nie chciałam, aby wiedział jak bardzo rozbita byłam, to z drugiej potrzebowałam czyjegoś wsparcia. Nie byłam na tyle silna, żeby samemu sobie poradzić z tym wszystkim. Tylko taką udawałam, starając się nikomu nie zdradzać mojego prawdziwego stanu emocjonalnego.
Spodziewałam się tego typu słów, ale mimo tego, kiedy je usłyszałam, nie mogłam w to uwierzyć. Nie mogłam pojąć dlaczego ciemnowłosy mówił coś takiego, wiedząc jak bardzo mi na nim zależało. Nie ukrywałam tego wtedy, kiedy był u mnie w mieszkaniu, ani potem. Powtarzałam mu, że go potrzebowałam. Błagałam go o to, żeby mnie nie zostawiał, a on mi mówił, że nie możemy być razem. Usłyszenie tego od niego było o wiele gorsze niż wszystko, co mógł mi zagwarantować Derren przez swoją mściwość i chęć zemsty. I chociaż próbowałam powstrzymać łzy, które cisnęły mi się do oczu, nie umiałam, a kolejne kropelki zaczęły spływać po moich policzkach. Jak on mógł i mówić oś takiego? Jak mógł w taki sposób mnie odcinać? Jak mógł mnie tak bardzo ranić? Przecież wiedział, że nie byłabym w stanie bez niego żyć. Nie umiałam przez jedenaście lat mimo rozłąki, to jak miałam nagle się tego nauczyć.
- Przestań… – wyjąkałam, przełykając słone łzy, które znaczyły po sobie trasę. – Nie możesz tak mówić… – ciągnęłam, podnosząc głowę z załzawionymi oczami i patrząc prosto na niego. Faceci nienawidzili kobiecych łez, a skoro on mnie tak traktował, to miałam prawo zmusić go do oglądania moich. Zwłaszcza tych, które sam wywołał. – Nie rozumiesz tego? – spytałam podnosząc głos i swoje pośladki z kanapy, na której tkwiliśmy. Nie było to łatwe, bo mocno mnie trzymał, ale udało mi się wyrwać z jego uścisku. – Ja wiedziałam, że tak będzie. Wiedziałam, że Derren będzie mściwy jeśli się od niego odetnę, a do ciebie zbliżę. Wiedziałam, co mogło się stać przez jego wściekłość. Dlatego nie chciałam z tobą gadać. Dlatego udawałam, że nic mnie nie obchodzi twój powrót, ale do ciebie to nie docierało. Uwziąłeś się, zabrałeś mnie z zajęć, zmusiłeś do zwierzeń i do przyznania, że mi na tobie zależy. A teraz mi wyskakujesz z czymś takim?! – każde kolejne słowa mówiłam coraz to bardziej podniesionym głosem. Nie panowałam nad sobą i w końcu zaczęłam na niego wrzeszczeć. – Dlaczego jesteś takim samolubem?! Dla ciebie chciałam się odciąć od gangu i od Derrena. Dla ciebie ryzykuję jego mściwość. Dla ciebie staram się wydostać z tego cholernego życia, a ty nagle mówisz coś takiego?! – nawet nie wiem, kiedy znalazłam się z powrotem na kanapie. Usiadłam na niej i zakryłam twarz dłońmi, żeby nie oglądał moich łez. Chwilę później zachował się jeszcze gorzej. Jego słowa… To co powiedział znowu mi dało nadzieję. Znowu miałam wrażenie, że jednak mamy szansę na związek. Jednak domyślałam się, że nie o to mu chodziło. Czułam się tak, jakbym była jego zabawką, którą może do woli kierować.
- To dlaczego mnie tak traktujesz? Dlaczego najpierw dajesz mi nadzieję, a potem wpychasz do coraz większego dołu? Dlaczego nie myślisz o tym jak ja się czuję, kiedy mówisz takie rzeczy? Claire zginęła, ale ja nie. Raven jest żywa, ty jesteś żywy, moi rodzice są żywi. Dlaczego zamiast postarać się ich ochronić, chcesz się ode mnie odciąć? To i tak nic nie da. Derren już się nie opanuje, będzie się mścił dopóki ktoś go nie wsadzi za kratki – wyjaśniłam, tłumiąc szloch, któremu coraz bardziej chciałam się poddać. To było dla mnie za wiele i nawet nie musiałam nic dodawać, bo wszystko było po mnie widać. Wiedziałam, że będę teraz robiła wszystko, aby doprowadzić do ujęcia tego mężczyzny. Zasłużył sobie na dożywocie za to, co robił do tej pory i będzie robił. Musiał zostać złapany i zamknięty w izolatce, z dala od wszystkich, których myślenie mógłby skazić swoim. – Ale dobrze… – wykrztusiłam w końcu, opanowałam się i podniosłam ponownie z kanapy, żeby móc się przed nim wyprostować. – Jak tak bardzo pewny tego, że nie możemy być razem, to znikaj. Zostaw mnie i znowu ucieknij tak jak jedenaście lat temu – wtrąciłam zaskakująco opanowanym głosem. Nie sądziłam, że będę w taki sposób się zachowywać po całej rozmowie, jaka miała miejsce. – Ale najpierw zobacz, co wtedy stracisz… – dodałam, po czym złapałam sukienkę, którą miałam na sobie i zrzuciłam ją z siebie na ziemię, stając przed mężczyzną w samej bieliźnie. – Najpierw… – kontynuowałam zbliżając się do niego, po czym siadając na nim okrakiem i zgarniając włosy na prawą stronę. – … spróbuj mi się oprzeć, kiedy możesz mieć mnie całą – ciągnęłam dalej, tym razem rozpinając stanik i zrzucając go na ziemię zanim Liam się ocknie z tego transu i zatrzyma w pół kroku. Następnie nachyliłam się nad jego uchem tak, żeby jednocześnie oprzeć się nagimi piersiami o jego tors. - Najpierw mnie odepchnij, każ mi się ubrać i wyrzuć ze swojego mieszkania – szepnęłam przyciszonym głosem i celowo ustawiłam się tak, żeby mój ciepły oddech oplótł zarówno płatek jego ucha jak i szyję. Dalej bardzo powoli przejechałam językiem po jego szyi, nakręcając go jeszcze bardziej. – Jeśli to zrobisz, to możesz spakować manatki i wyjechać, ale nie będzie już powrotu. Nie pozwolę ci się znowu tak mną bawić… Odjedziesz i stracisz mnie na zawsze – dokończyłam dalej tym samym seksowym głosem, którego używałam chwilę wcześniej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 1:04 am



Czułem cholerną pustkę w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą siedziała Sky. Mimowolnie zacisnąłem dłonie w pięści chcąc ponownie jej dotknąć. Powoli zaczynało docierać do mnie, że Sky czuła się równie winna, jak ja. Mimo tego, że gdzieś w głębi zdawałem sobie sprawę z tego, że byliśmy winni w takim samym stopniu, nie chciałem przyjąć do siebie tego faktu. Wolałem obarczyć siebie całą odpowiedzialnością. Wiedziałem jednak, że Sky nigdy by mi na to nie pozwoliła. Nie miała pojęcia jak bardzo raniły mnie jej słowa. Jak mogła uważać, że się nią bawiłem? Nigdy nie zrobiłbym niczego, co mogłoby ją zranić, chciałem tylko zagwarantować jej bezpieczeństwo.
Nie znałem odpowiedzi na żadne z jej pytań. Chciałem wstać, chwycić ją za nadgarstki i kazać przestać, nie mogłem słuchać tego co mówiła. Jeżeli byłem egoistą, Sky podzielała tę cechę. Nie zwracała uwagi na to jak kompletnie wbity w ziemię czułem się przez jej słowa. Zachowywała się jakby chciała mi wmówić, że jej nie kochałem, jakby to co powiedziałem nie miało dla niej większego znaczenia.

C E N Z U R A
Raika, to nie miało pójść tak szybko ;___; Co Ty narobiłaś łasico...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 1:04 am




Z przymkniętymi powiekami leżałam głową na torsie mężczyzny. Nie myślałam o niczym, moja głowa była wolna od wszelkich konkluzji i problemów. Czułam spokój i rozluźniłam się. Mój oddech powoli powracał do naturalnego rytmu, podczas gdy schodziła ze mnie intensywność doznań. Nie byłam pewna ile nam zajęła zabawa, ale nie interesowało mnie to. Wreszcie odnosiłam wrażenie, że gdzieś przynależałam na tym świecie. Znalazłam swoje miejsce, którego poszukiwałam od tylu długich lat. Wiele razy zboczyłam ze ścieżki, ale wszystko prowadziło mnie z powrotem w ramiona Liama. Od dnia, w którym zniknął z mojego życia staczałam się i wybierałam niewłaściwe zakręty na drodze, którą kroczyłam. Wszystko wydawało mi się pozbawione sensu i nie zmieniło się to nawet wtedy, kiedy poznałam Derrena. Wtedy wydawało mi się, że wreszcie odkryłam swój cel, myliłam się. To było zwykłe złudzenie, które zasłoniło mi pogląd na to, co tak naprawdę czułam i czego chciałam. Byłam pewna, że zależało mi po prostu na znalezieniu kogoś, dla kogo będę najważniejszą osobą na świecie. To było kłamstwo. Od początku zależało mi na ponownym spotkaniu Stylesa. Niczego, ani nikogo więcej nie chciałam. Tylko jego oraz ponownego wrażenia bycia kochaną i komuś potrzebną. Nie chciałam, żeby to był jakikolwiek facet, chciałam jedynie tego. Jednak mimo wszystko nie byłam pewna czy dobrze zrobiłam. Nie miałam pojęcia czy pozwolenie sobie na chwilę rozkoszy ze swoim ideałem było właściwą decyzją. Wiedziałam, że sama do tego doprowadziłam i tego pragnęłam, ale jednocześnie obawiałam się tego, do czego to mogło doprowadzić.
Westchnęłam zrezygnowana i podniosłam się z torsu chłopaka. Odsłoniłam pościel i wyszłam z łóżka, biorąc w dłonie pierwszą lepszą rzecz, którą mogłam na siebie włożyć. Przesunęłam przez głowę bluzkę Liama, wsunęłam na nogi majtki i złapałam paczkę papierosów, która leżała luzem na jednej z szafek. Wyciągnęłam z niej jeden z nich, odpaliłam z zapalniczki i porządnie się zaciągnęłam. Następnie ruszyłam na balkon i stanęłam przy barierce, spalając swoje uzależnienie. Skupiłam się na widoku, mimo że nie był ciekawy i odpłynęłam w swoje własne myśli. Musiałam zdecydować czy to, co zrobiłam było właściwym posunięciem. Z jednej strony wiedziałam, że on nie mógł mi się oprzeć. Niejeden raz dał mi na to dowód w ostatnim czasie, ale jednocześnie zachowałam się podle. Nie dałam mu tak naprawdę wyboru. Zamiast odejść tak, jak mi kazał, zrzuciłam z siebie ubrania, mając świadomość tego, że to zmusi go do zatrzymania mnie. Potraktowałam go tak, jakby był facetem pokroju tych najgorszych, którzy przelecą, a potem zapomną i zajmą się swoim własnym życiem. To nie było mądre, ale nie miałam na to żadnego wpływu. Działałam instynktownie i teraz nie miałam pojęcia, czy uda mi się w jakikolwiek sposób to naprawić. Zachowałam się podle i nie byłam pewna, czy Styles będzie po tym chciał się ze mną zadawać.
Przygryzłam wargę i odwróciłam się w stronę łóżka, na którym dalej odpoczywał mężczyzna. Nie mogłam nie myśleć o tym, że był cholernie seksowny. Piękne, brązowe oczy miały w sobie taką głębię, że nie dało się ich ominąć wzrokiem. Lekko zadarty, ale smukły nos dodałam mu delikatnego uroku, podczas gdy pełne, brzoskwiniowe usta niemal wołały do mnie z prośbą o ponownie ich skosztowanie. Ten zarost był w całej jego twarzy najbardziej seksowny i wbrew temu, co mówiły kobiety o tym, jak to on drapie, mnie to nie przeszkadzało. Zwłaszcza, że to naprawdę idealnie się komponowało z zarysem jego mięśni. Mogłabym tak obserwować go godzinami i podziwiać każdy centymetr jego idealnie skrojonego ciała. Niestety nie wiedziałam czy miało to być dla mnie, czy nie.
- Liam… – odezwałam się na tyle głośno, żeby mnie usłyszał, ale nie za bardzo, aby nikt poza nim nie był słuchaczem. Następnie podeszłam kawałek do drzwi balkonowych, stanęłam w ich framudze i oparłam się o nią lewym bokiem. Położyłam wolną rękę na łokciu prawej, podczas gdy tą unosiłam i zabierałam od swoich ust, zaciągając się dymem oraz go wypuszczając. Jednocześnie zewnętrzną nogę przełożyłam nad tą bliżej oparcia i oparłam, utrzymując niezachwianą pozycję.
Mężczyzna uniósł zamknięte do tej pory powieki, przekręcił nieco głowę i wpatrzył się we mnie tymi swoimi cudownymi ślepiami, w których dosłownie mogłam zatonąć, ale teraz to nie był na to czas.
- Przepraszam… – zaczęłam w przerwie pomiędzy dwoma zaciągnięciami, nie spuszczając z niego spojrzenia swoich piwnych tęczówek. – Potraktowałam cię okropnie i wykorzystałam twoją chwilową słabość – podjęłam temat, chociaż nie było to dla mnie łatwe. O ile znałabym jego reakcję na to jedenaście lat temu, o tyle aktualnie nie miałam pojęcia, czego się spodziewać. Obawiałam się tego, co mogło nastąpić w przeciągu następnych kilku minut. Zwłaszcza tego, że pomimo mojej skruchy, mógł kazać mi się wynosić i nigdy więcej nie wracać. Nie posądzałam go o coś takiego, ale w tym momencie żadne z nas nie było do końca… okiełznane. Nie, jeśli chodziło o nasze psychiczne podejście do sprawy. W przeciągu kilku ostatnich dni zadziało się pomiędzy nami tyle, że żaden normalny człowiek nie byłby na to bierny i odporny. Mogliśmy w tym momencie nawet nie myśleć racjonalnie, jednak nie byłoby lepszego na rozmowę. Chwilowo oboje byliśmy w stanie myśleć o czymś innym, niż zaciągnięcie tego drugiego do łóżka i wreszcie danie upustu swoim pragnieniom.
- Nie powinnam była stawiać cię w takiej sytuacji, a jednak to zrobiłam – ciągnęłam dalej, strzepując popiół z knota, ale nie odwracając spojrzenia od Liama, chociaż naprawdę tego chciałam. Trudno mi było przyznawać się do błędu, nawet przed osobą, którą znałam… z którą miałam bardzo bliski i głębszy kontakt. Nie byliśmy pierwszą lepszą dwójką kochanków, którzy dopiero niedawno się spotkali i do tej pory nie wiedzieli, co jest hobby tego drugiego i jakie ma zainteresowania. Byliśmy parą przyjaciół z dzieciństwa, którzy zostali siłą rozdzieleni przez rodziców. – Zachowałam się podle w stosunku do ciebie i jest mi naprawdę bardzo przykro z tego powodu – dokończyłam i wypaliłam papierosa do końca. Następnie uniosłam rękę od łokcia do nadgarstków w górę i wyrzuciłam niedopałek poza barierki balkonu, za moimi plecami. Chwilę później zamilkłam i czekałam na odpowiedź Stylesa, mając naprawdę wielką nadzieję na to, że nie zdecyduje się mnie wygonić ze swojego mieszkania i zabronić jakiegokolwiek kontaktu. Po tym, co zaszło kilka minut wcześniej nie potrafiłabym żyć bez niego obok siebie. On był jedynym, czego pragnęłam. Nie potrzebowałam niczego, ani nikogo więcej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 1:07 am


Uniosłem lekko powieki spogladając na Sky stojącą na balkonie. Nie mogło umknąć mojej uwadze to, że wyglądała seksownie nawet w moim t-shircie, który był na nią za duży o ładnych kilka rozmiarów. Nieśpiesznie przeniosłem się do pozycji siedzącej i oparłem głowę o krawędź łóżka, by móc mieć lepszy widok na najbardziej niezywkłą kobietę jaką dane było mi poznać. Poczułem nagły przypływ czułości dla przyjaciółki sprzed lat, a kąciki moich ust uniosły się w mimowolnym uśmiechu. Nie miała pojęcia jak szczęśliwy byłem mogąc na nią patrzeć, jak wielkim cudem była dla mnie jej obecność. W tej chwili nie potrzebowałem niczego więcej. Niebo było dokładnie na swoim miejscu, tuż obok mnie.
Zaśmiałem się i wstałem z łóżka, narzucając na siebie bokserki. Powolnym krokiem podszedłem do drzwi balkonowych i nonszalancko oparłem się o framugę.
-Muszę cię rozczarować, Sky – powiedziałem siląc się na poważny ton –Moja słabość nie jest chwilowa, cholernie mnie pociągasz, praktycznie przez cały czas – złapałem kosmyk włosów dziewczyny i zacząłem się nim bawić. Nie wierzyłem, że Sky własnie przepraszała mnie za ofiarowanie mi najcudowniejszych chwil w życiu. Może i nie zachowała się jak wzór cnów, jednak nigdy bym się tego po niej nie spodziewał. Sky zawsze była nieco dzika i nieokiełznana, nie wachała się sięgać po to, czego pragnęła. Wiedziałem, że postąpiła w ten sposób w akcie desperacji, musiała znaleźć sposób, bym nie kazał jej wyjść i ponownie nie popełnił największego błędu w życiu polegającego na opuszczeniu jej. Mimo to w mojej głowie pojawiła się niepokojąca myśl. Czy często zachowywała się w taki sposób, by zatrzymać przy sobie ważnego dla niej mężczyznę?
Nawet nie zauważyłem, że puściłem pukiel jej włosów i odsunąłem się na nieznaczną odległość. Nagła wątpliwość sprawiła, że odczułem potrzebę zwiększenia dystansu między nami. Czy właśnie nie o tym mówiła mi Sheila? Przeczesałem włosy palcami jednocześnie z irytacją wypuszczając powietrze. Jakaś część mnie zwyczajnie nie mogła zaufać Sky. Nie byliśmy już dziećmi, bezgraniczna wiara w siebie nawzajem zinknęła wraz z naszą niewinnością. Chciałem myśleć, że Sky była tą samą osobą co kiedyś, jednak niedawna rozmowa z Sheilą skutecznie namieszała mi w głowie. Sky była niesamowicie atrakcyjna, faceci zwyczajnie na nią lecieli. Jak często wykorzystywała swoje wdzięki, by osiągać swoje cele? Musiałem przyznać, że w tej chwili nie czułem się komfortowo. Jeżeli właśnie cos takiego przeżywała dziewczyna potraktowana, jak towar do zaliczenia, to zdecydowanie powinienem przeprosić wszystkie kobiety, które przewinęły się przez moje łóżko. Tak, właśnie zostałem przeleciany przez moją najlepszą przyjaciółkę.
Ponownie się zaśmiałem, teraz jednak był to podszyty ironią śmiech. Zabawne z jaką łatwością można było zmieszać człowieka z błotem. Sky przyglądała mi się czujnym wzrokiem, najwidoczniej nie pozostając ślepą na nagłą zmianę w mojej mimice. Czyżbym nagle stracił umiejętność rozumienia dziewczyny? Dawniej jej myśli były dla mnie jasne i klarowne, nie zastanawiałem się nad tym, co też mogło się kryć za jej postępowaniem.
-Nie wyrzucaj petów przez balkon, sąsiedzi będą się skarżyć – nawet mnie samego zdziwiła szorstkość w moim głosie. Miałem wrażenie, że byliśmy najgorszymi osobami na świecie. Przyjaciółka Sky została zamordowana przez psychopatycznego chłopaka, a my zwyczajnie zaczęliśmy się pieprzyć, jakby na świecie nie istniało nic ważniejszego. Miałem pretensje do Sky o to, że mogła upraiwać sex z innymi facetami, podczas gdy sam zaliczałem w tygodniu więcej dziewczyn, niż niektórym mężczyznom udawało się przez całe życie. Jeżeli Sky wykorzystywała swoje wdzęki, by omamiać facetów, to ja byłem znacznie gorszy. Po raz kolejny wypuściłem powietrze, próbując się uspokoić. Zdecydowanie musieliśmy porozmawiać, szczerze i bez owijania w bawełnę. Wątpliwości ani chore domysły nie były nam do niczego potrzebne.
Mój głos brzmiał chłodno, a z twarzy zniknęła wszelka czułość. Mimo to, złapałem Sky za dłoń i delikatnie pociągnąłem do wnętrza mieszkania.
-Nie powinnaś stać na balkonie półnaga. Po pierwsze możesz się przeziębić, a po drugie ani trochę nie podoba mi się to, że któryś z sąsiadów może cię zobaczyć i zacząć myśleć o tym co chowasz pod moim podkoszulkiem – praktycznie pchnąłem Sky na łóżko i zmusiłem do tego, by usiadła. Miałem dziwne wrażenie, że podobało jej się nawet to, że czasem traktowałem ją w tak szorstki i władczy sposób. Usiadłem w przeciwległym rogu łóżka. Położyłem dłonie na oparciu.
-Myślę, że powinniśmy pogadać. Poważnie Sky. Od kilku dni zachowujemy się jak para durnych, zechcicowanych nastolatków i gdyby nie to, że mam niski poziom wstydu, już dawno zapadłbym się pod ziemię – powiedziałem spoglądając na swój nadgarstek. Nadal tkwniła na nim gumkna, którą zabrałem Sky podczas naszej pracy w klubie. W tej chwili miałem wrażenie, że od naszego pobytu tam minęło ładnych kilka tygodni.
-Chcę wiedzieć wszystko Sky, nie mogę przebywać w twojej obecności, czując, że cię nie znam. W pewnym stopniu staliśmy się dla siebie obcy. Kiedyś wiedzieliśmy o sobie wszystko, teraz jednak jest zupełnie inaczej – przerwałem by na moment spojrzeć w jej oczy, w której w tej chwili dostrzegałem smutek –Może powinienem o tym pomyśleć zanim posunęliśmy się tak daleko – czułem, że moje słowa sprawiały Sky ból –Mimo wszystko nie powinnaś się aż tak obwiniać. Miałem wybór Sky i dobrze o tym wiesz. Obydwoje zachowaliśmy się jak... – zabrakło mi odpowiedniego słowa, więc po prostu nie dokończyłem tej części wypowiedzi –Chcę wiedzieć jak wyglądało twoje życie – nie było mi łatwo zadać to pytanie, jednak dosłownie wywiercało mi dziurę w głowie –Często to robiłaś? Często zaciągałaś facetów do łóżka? – mogłem tylko się domyślać jak nieprzyjemnie brzmiało to pytanie w uszach Sky. Prawie tak jakbym zapytał czy często zdarzało jej się zachowywać jak dziwka. Zacząłem żałowac swoich słów i braku delikatności, było już jednak za późno.
-Uwierz mi, że też nie byłem święty i robiłem wiele rzeczy, z których nie powinienem być dumny – odchyliłem głowę w tył –Z tym, że sex z tobą wiele dla mnie znaczył, nie wiem jednak czy dla ciebie nie była to tylko zabawa. Sheila mówiła... – urwałem w pół słowa czując, że za bardzo się zagalopawłem. Miałem wrażenie, że lepiej było nie mówić Sky o tym, co powiedziała mi Sheila. Relacje między nimi były już wystarczająco napięte. W dodatku czułem, że Sky mogło się nie spodobać to, że rozmawiałem z Sheilą na jej temat, a tym bardziej to, że jakaś część mnie jej zaufała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 1:08 am




Nie spodziewałam się po nim, aż tyle czułości, ale podobało mi się to. Wiedziałam wtedy, że pomimo tej przerwy pomiędzy naszymi kolejnymi spotkaniami, dalej mu na mnie zależało. A to było jedyne czego potrzebowałam, razem w komplecie z nim samym. Nadal miałam mu za złe to, że wyjechał, ale jednocześnie wiedziałam, że nie powinnam go o to obwiniać. Byliśmy dziećmi, musieliśmy słuchać naszych rodziców, nieważne czego chcieli i do czego nas zmuszali. To był dla mnie mocny cios w serce, ale odnosiłam wrażenie, że o wiele gorszym byłoby, gdyby teraz coś takiego nastąpiło. Wtedy źle na mnie wpłynął ten czyn, ale dałam sobie radę, nawet jeśli w tak… niewłaściwy sposób, a nie sądziłam, żeby teraz to było takie łatwe. Na tę chwilę mało rzeczy robiło na mnie wrażenie i w jakikolwiek sposób odciągało moje myśli od negatywnych wydarzeń. Mój charakter został ukształtowany nie przeze mnie, ale przez otoczenie, w które się wkręciłam, kiedy już nie dawałam sobie rady. Alkohol, sex, używki i nałogi… Spróbowałam prawdopodobnie wszystkiego, czego nie powinnam była i nie zrobiłabym, gdybym dalej była tą samą Sky, którą byłam przed odejściem Liama z mojego życia. Przedtem mnie wspierał, pocieszał i pomagał mi, kiedy płakałam przez mamę, a potem ta jedyna pozytywna część mojej codzienności zniknęła. Każdy kolejny dzień ciągnął się w nieskończoność. Nie potrafiłam sobie dać rady i trafiłam w nieodpowiednie towarzystwo. Zmieniłam się. Kto by się nie zmienił?
Posłusznie usiadłam na łóżku i obserwowałam mężczyznę, zastanawiając się nad tym, co nim w tym momencie kierowało. Byłam wściekła. Wściekła na samą siebie za to, że nie potrafiłam go odczytać. Kiedyś to było łatwe. Wytworzył się pomiędzy nami nasz własny język. Mieliśmy niewerbalny kontakt i często wystarczyło jedno spojrzenie, aby każde z nas wiedziało, co drugie myśli. Teraz tego nie było. Nie znałam tego Stylesa i nie byłam w stanie poznać, co kłębiło się w jego głowie, a to mnie strasznie drażniło.
Kiedy zaczął mówić, wszelka pewność siebie, którą posiadałam, zniknęła. Została zastąpiona wstydem i wątpliwościami. Nie wiedziałam, czy powinnam była mu powiedzieć prawdę. Nie chciałam wiedzieć, jaką miałby mieć reakcję na to, co usłyszy. A jednocześnie zdawałam sobie sprawę z tego, że akurat kłamstwo wyczuje. Nieważne jak dawno wyuczyliśmy się tej umiejętności. Nieważne jak dużo czasu rozłąki nas dzieliło czy jak wiele wspomnień było zamazanych. Nie liczyło się to jak wiele osób przewinęło się przez naszą historię. Kłamstwo zawsze wyczujemy u drugiego. Nawet nie miałam żadnych wątpliwości z tym związanych.
- Liam… – zaczęłam, spuszczając głowę, bo nie byłam w stanie spojrzeć mu teraz prosto w oczy i już byłam gotowa odpowiedzieć twierdząco, kiedy wszystko ze mnie uleciało. Gwałtownie podniosłam głowę i spojrzałam na niego z wyrzutem, mając oczy rozszerzone w niedowierzaniu. Poczułam się tak, jakby ktoś wbił mi zardzewiałego gwoździa w serce, który nie jest wystarczająco ostry, aby mnie zabić, ale jest wystarczająco ostry, aby wywołać u mnie bardzo mocny ból. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie powiedział. Nie spodziewałam się po nim czegoś takiego. W przeszłości nigdy by nie zareagował w taki sposób, wcześniej nigdy by komuś takiemu nie zaufał. Zranił mnie, nawet nie próbowałam tego ukryć. Jednak nie chodziło mi o to, że rozmawiał o mnie z Sheilą. Nie chodziło o to, co mogła o mnie powiedzieć. Jak wiele kłamstw i jak wiele prawdy. Chodziło o to, że jej zaufał. Uwierzył kobiecie, której nie zna i nigdy nie znał. Uwierzył kobiecie, która nie ma dla niego żadnego znaczenia. Tej, która wykorzystywała każdą nadarzającą się okazję do pokazania, że jest ponad mną. Uwierzył jej na niczym niepotwierdzone słowo. Natomiast nie myślał nawet o tym, żeby spytać się mnie czy to, co powiedziała było prawdą, ani o tym, żeby upewnić się co do plotek, które mu powtórzyła. Miałam wrażenie, że los sobie ze mnie kpi, że karze mnie za to, co robiłam do tej pory. Karał mnie za to, jak traktowałam innych i swoje własne ciało. Za to, co rozpowiadałam będąc dziewczyną Derrena. Pokazywał, że te wszystkie kłamstwa, które rozsiałam na temat osób, których nienawidziłam, albo które w jakikolwiek sposób mi podpadły, były niewłaściwe i zasłużyły na równowartą odpowiedź.
- Uwierzyłeś jej… – szepnęłam przerażona i zrozpaczona, jednak szybko się to zmieniło. Świadomość tego jak mnie oceniał i jak bardzo mi „wierzył” była druzgocąca. Nigdy nie spodziewałam się po nim czegoś takiego. Nigdy by mnie tak nie potraktował. Nawet teraz nie powinien, mimo że zapewne część z tego, co mu naopowiadała Sheila było prawdą. Potraktował mnie tak, jak zapewne traktował inne kobiety, które uległy jego urokowi i wylądowały w jego łóżku. Zachował się w stosunku do mnie tak, jak w stosunku do każdej dziewczynę, którą chce się jedynie zaliczyć. Jak miałam w tym momencie się uśmiechnąć? Jak miałam zignorować to, co zrobił? Jak miałam mu wybaczyć, nawet jeśli to tak naprawdę ja i moje czyny doprowadziły nas do jego łóżka?
- Uwierzyłeś jej! – wrzasnęłam na niego, po czym nie panując nad sobą spoliczkowałam go. – Jak mogłeś uwierzyć zdzirze, którą dopiero co poznałeś?! – ryknęłam, schodząc z łóżka i zaczęłam krążyć po jego pokoju, wyrzucając z siebie złość, jaką we mnie wywołał. – Nawet jeśli część z tego była prawdą, jak mogłeś jej uwierzyć?! Jak mogłeś jej zaufać bardziej niż twoim wspomnieniom o mnie?! – dodałam uniesionym głosem, nie przestając kręcić się w te i z powrotem po jego pokoju. Chciałam stąd odejść, zostawić go, ale nie byłam w stanie. Bałam się, że jeśli to zrobię, już nigdy więcej nie wróci.Obawiałam się tego, że jeśli teraz wyjdę, spakuje swoje walizki i wyniesie się jak najdalej ode mnie, że znowu mnie zostawi z problemami, z którymi nie jestem w stanie samej sobie poradzić. – Tak, zaciągałam facetów do łóżka, sypiałam z nimi bez zahamowań. Nie tylko z tymi, którzy byli moimi chłopakami, ale musiałam sobie jakoś poradzić! Alkohol, używki, sex… To wszystko pomagało mi chociaż na chwilę zapomnieć o rzeczywistości! Zostawiłeś mnie samą, z problemami, z wyrodną matką, z obojętnym ojcem! Kto miał mi pomagać? Kto miał mnie wspierać, skoro praktycznie każdy oprócz ciebie miał mnie w nosie?! Nikt się mną nie przejmował, tylko ty! Przez jedenaście lat żyłam złudzeniem szczęścia! Próbowałam wszelkimi sposobami poradzić sobie z tym, jak się czułam, z tym co się wokół mnie działo! Nie możesz mnie oceniać! A już na pewno nie przez słowa, które usłyszałeś od jakiejś zdziry! – zakończyłam i zatrzymałam się, nie wiedząc co mam dalej robić. Miałam ochotę się rozpłakać, ale zagryzłam mocno wargę, żeby do tego nie dopuścić. Ostatnie dwadzieścia cztery godziny były dla mnie koszmarem. Claire zniknęła, potem się okazało, że jest martwa, Liam potraktował mnie jak zwykłą, nic nie znaczącą dziewczynę, która jako jedna z wielu zagościła w jego łóżku. Jak miałam uwierzyć mu w to, że to coś dla niego znaczyło, skoro wyskoczył do mnie z takim tekstem?!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 1:13 am


-ZAMKNIJ SIĘ! – krzyknąłem waląc zaciśniętą pięścią w ścianę. Gdyby nie to, że zalewająca mnie fala złości praktycznie odebrała mi możliwość logicznego myślenia, byłbym zaskoczony siłą swojego głosu i słyszalną w tonie złością. Po raz drugi uderzyłem pięścią w ścianę, tym razem z większą energią –PRZESTAŃ HISTERYZOWAĆ! – wrzasnąłem wbijając w Sky wściekłe spojrzenie. Oczy dziewczyny rozszerzyły się w wyrazie zaskoczenia bądź przerażenia. Prawdę mówiąc nie dbałem o to, co w tej chwili czuła. Byłem wściekły za jej reakcję, a jeszcze bardziej za to, że moje obawy okazały się być prawdziwe. Z sekundy na sekundę coraz bardziej docierało do mnie to, że Sheila miała rację. Wolałbym, by okazała się kłamliwą zdzirą.
Nie mogłem uwierzyć, że Sky wymierzyła mi policzek. Mimowolnie dotknąłem miejsca, w którym zaledwie chwilę wcześniej wylądowała jej dłoń i obdarzyłem dziewczynę pełnym pogardy spojrzeniem.
-Nie wiń mnie za to, że zrobiłaś gówno ze swojego życia. To nie moja wina, że musiałem wyjechać! Dzwoniłem do ciebie codziennie, do cholery, CODZIENNIE! – Sky podskoczyła gdy mój głos znów przeszedł w krzyk. Jeżeli patrzyła w moje oczy, musiała widzieć, że traciłem panowanie nad sobą. –CZEGO ODE MNIE OCZEKUJESZ?! ŻE COFNĘ CZAS?! – złapałem dziewczyną za ramiona i pchnąłem ją na ścianę –Może powinienem wpieprzyć twojemu ojcu za tę akcję ze zmianą numeru? Może powinieniem pozabijać wszystkich facetów, którym dałaś się przelecieć? – puściłem Sky i zatopiłem dłonie we własnych włosach. Usiadłem na łożku chowając twarz w dłoniach. Kompletnie nie zwracałem uwagi na to, że czułem na sobie wzork dziewczyny, nie obchodziło mnie nawet co w tej chwili myślała. Nie chciałem, żeby tu była.
Kimkolwiek była znajdująca się w moim mieszkaniu dziewczyna, nie miała ona nic wspólnego ze sky, którą kochałem. Jak mogłem być tak głupi i po raz kolejny dać się oszukać? Czyżbym nie nauczył się, że życie było ciągłym rozczarowaniem? Dałem się zdominować najsłabszej części mnie, tej, która pragnęła kochać i być kochaną, pragnęła wierzyć. Zmierzenie się z rzeczywistością zawsze było bolesne, nie przypuszczałem jednak, że będzie mi dane ponownie zasmakować tego cierpienia. Byłem przekonany, że ten etap miałem już dawno za sobą. W końcu nauczyłem się nie przywiązywać do ludzi, skupiać się na przyjemnościach jakie oferowało życie. Tak przynajmniej mi się zdawało dopóki nie zobaczyłem Sky i nie przypomniałem sobie co znaczyło kogoś kochać. Zaczynałem rozumieć, że miłość nie była niczym więcej niż tylko złudzeniem stwarzanym na potrzeby ludzkich słabości.
-Powiedziałem ci, że cię kocham... – odezwałem się stłumionym głosem, nadal ukrywając twarz w dłoniach –Nawet nie odpowiedziałaś – spojrzałem na stojącą nieopodal mnie dziewczynę z żalem w oczach –Mam ci ufać? Potraktowałaś mnie jak jednego z facetów, z którym pieprzyłaś się, żeby poczuć się bardziej żywa. Sky, którą znałem i kochałem, za którą byłbym w stanie oddać życie, nigdy by czegoś takiego nie zrobiła. Śmiało, pochwal się koleżankom, że jestem kolejnym facetem, który uległ twoim wdziękom, tylko wiesz co Sky? – pokręciłem głową ze smutnym uśmiechem –Mam gdzieś twoją atrakcyjność. Chciałem się z tobą kochać, by być z tobą, bo zawsze widziałem w tobie więcej niż atrakcyjną kobietę... najwidoczniej się myliłem – niemalże wyplułem ostatnie słowa.
Wstałem z łóżka nie chcąc dłużej przebywać tak blisko Sky. Przeszedłem przez salon i wszedłem do kuchni. Mógłbym wyciągnąć butelkę i napić się whiskey, pozwalając by wypalała mi gardło, jednak nie chciałem tego robić. Czułem się zbyt pokonany i rozczarowany. Oparłem się o blat wypuszczając ciężko powietrze. Przygniatała mnie bezsensowność wszystkich ostatnich wydarzeń. Tak strasznie chciałem by Sky zaprzeczyła, by powiedziała, że Sheila kłamała próbując nas poróżnić. Jak mogłem tak bardzo kochać dziewczynę, która niczym nie różniła się od łatwych panienek w dyskotekach? Musiałem znaleźć sposób, by raz na zawsze wyrzucić Sky ze swojego serca, głowy i z życia. Sęk w tym, że nawet teraz czułem, że coś przyciągało mnie w kierunku Sky. Dlaczego byłem tak głupi i podatny na irracjonalne emocje? Odchyliłem głowę w tył analizując wszystko to co usłyszałem od dziewczyny. Byłem kompletnym hipokrytą, w końcu zachowywałem się jeszcze gorzej niż ona. Po prostu nie mogłem znieść myśli o tym jak wielu facetów przewinęło się przez życie Sky, jak wielu pozwoliła się dotknąć. Nie chciałem być kolejną z jej zdobyczy, nie chciałem być tym, który uległ pokusie jaką wywoływało jej ciało. Nawet nie wiedziała jak cholernie bolesna była świadomośc tego, że potraktowała mnie jak jednego z wielu. Chciałem być dla niej kimś więcej, kimś znacznie więcej.
Odwróciłem głowę w tył, spotykając się spojrzeniem ze Sky. Jeżeli dała emocjonalny popis, to ja własnie pobiłem ją na głowę. Zdarzało mi się denerwować jako dziecko, jednak moje wcześniejsze wybuchy nie miały zbyt wiele wspólnego z tym co działo się teraz.
-Śmiało, możesz iść, wracaj do swojego chłopaka – powiedziałem odwracając wzrok –W końcu to on był przy tobie, gdy tego potrzebowałaś. Bądź z tym kto jest dla ciebie ważny. Nie powinienem oczekiwać, że po latach nadal będziesz dziewczyną, którą kochałem. Ale wiesz co? Chciałem żebyś nią była. No dalej, idź i więcej nie mieszajmy się w swoje życia – odbiłem się od blatu i stanąłem przed dziewczyną wpatrując się w jej przepełnione zaskoczeniem oczy. Mogłem patrzeć w jej tęczówki, które przez lata nie uległy najmniejszej choćby zmianie. Ich kolor nadal przywodził na myśl wspomnienie Sky z dziecięcych lat, lat, które wspominałem jako szczęśliwe i beztroskie. Wiedziałem, że ten stan miał już nigdy nie wrócić.
Przez moment moja twarz przybrała surowy wyraz, wiedziałem jednak, że teraz wyglądałem jak całkowicie pokonany człowiek. Patrzenie na Sky przysparzało mi bólu. Chciałem, żeby wyszła zabierając ze sobą wszystkie nasze wspólne wspomienia i uwalniając mnie od cierpienia i rozczarowania.
Posunęliśmy się za daleko. Teraz nie było już możliwe, bym z taką łatwością się od niej uwolnił. Wszystkie moje wspomnienia odżyły, a tłumione przez lata uczucie rozkwitło, moja chora miłośc do Sky niemalże domagała się spełnienia. Byliśmy wręcz skazani na swoje towarzystwo. Jutro wieczorem mieliśmy zabrać się za projekt na zajęcia, a w sobotę mieliśmy wykonać karę od pani Delaney. Nawet gdybym jeszcze tej nocy spakował walizki i zdecydował się wyjechać, gdziekolwiek, nie byłbym w stanie zapomnieć o tym co się wydarzyło. Wielokrotnie uciekałem od przeszłości, nigdy jednak mi się to nie udawało. Nie mogłem też ucieć od miłości do Sky. Niby jak miałbym zostawić w tyle uczucie, które nosiłem w sobie już od najwcześniejszych lat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 1:34 am




Nie mogłam wydobyć z siebie głosu, kiedy wybuchnął. Nie poznawałam go, w tym momencie nie widziałam w nim człowieka, którego znałam przed jedenastoma laty. Uważał, że ja się zmieniłam, ale on też. Pamiętałam, że był nerwowy i łatwo go było wyprowadzić z równowagi, ale teraz wyglądał jak ktoś zupełnie inny. Mimowolnie cofnęłam się, bo przypominał mi teraz Derrena. On też był temperamentny, też tak „radził” sobie z emocjami. To było o wiele lepsze rozwiązanie niż sypianie z kim popadnie, ale jednocześnie bardziej przerażające. Ja się go naprawdę w tym momencie bałam. A on nie ułatwiał mi uspokojenia się, zwłaszcza wtedy, kiedy rzucił mną o ścianę i mocno zacisnął swoje ręce na moich ramionach. Nie odzywałam się ani słowem i po prostu się w niego patrzyłam, przypominając sobie niejedną bójkę, w której mój były brał udział. Wróciło także do mnie wspomnienie, które zakopałam głęboko w swojej podświadomości.
Nie umiałam powstrzymać odetchnięcia z ulgą, kiedy mężczyzna się oddalił. Szybko jednak zmieniło się ono w coś zupełnie innego. Jego słowa, każde pojedyncze… Wszystkie miażdżyły kolejny kawałek mojego serca. Wiedziałam, że miał rację, ale usłyszenie tego od jedynej osoby, którą tak naprawdę kochałam, było druzgocące. Cały świat mi się zawalił, nie byłam nawet w stanie utrzymać się na nogach. Opadłam na kolana i złapałam za kawałek materiału od bluzki na klatce piersiowej. Naiwnie myślałam, że to przywróci mój oddech, czego nie zrobiło. Brakowało mi powietrza i za wszelką cenę próbowałam jakoś napełnić nim swoje płuca. Czułam się tak, jakbym tonęłam. Zimna woda wypełniała moje oskrzela i odbierała możliwość oddychania. Próbowałam ją wykrztusić, ale nie byłam w stanie. To po prostu było dla mnie za wiele. Sama byłam tego wszystkiego świadoma, ale kiedy on to powiedział…
Otrząsnęłam się z tego szoku i podniosłam. Musiałam podeprzeć się ściany, żeby znowu nie upaść, ale to odrętwienie w końcu zniknęło. Wyprostowałam się, założyłam swoją spódnicę i ruszyłam do niego, jednak wyraz mojej twarzy się nie zmienił. Stanęłam w progu kuchni i wpatrywałam się w niego oszołomiona, mając oczy wypełnione smutkiem i wściekłością. Nie wiedziałam co powiedzieć, więc po prostu się zbliżyłam. Ostrożnie położyłam drżące ręce na jego policzkach i przyciągnęłam go w swoją stronę. Oparłam swoje czoło o jego i spojrzałam mu prosto w oczy, nie mrugając nawet na chwilę. Następnie delikatnie przystawiłam swoje usta do jego. Chciałam mu w tym jednym, delikatnym geście przekazać krótką wiadomość: „Kocham cię”. Należało mu się to. Powinien poznać moje prawdziwe uczucia. Trzymałam jednak odpowiedni dystans, dając mu do zrozumienia, że nie chcę żadnego namiętnego pocałunku. A kiedy oplótł mnie w talii i przyciągnął do siebie, wiedziałam że zaraz to nastąpi. Dlatego, pomimo tego, że nie pragnęłam niczego więcej niż jego obecności; pomimo tego, że chciałam odwzajemnić jego żarliwość tym samym, nie zrobiłam tego. Wbiłam mu paznokcie w tors i odepchnęłam go od siebie.
- Powiedziałeś, że mnie kochasz, że chciałeś się ze mną kochać, aby być obok mnie. Powiedziałeś, że ci na mnie zależy, ale jednocześnie dodałeś, że nie jestem już tą samą Sky; że jestem dziwką, tylko bardziej kulturalnymi słowami. Nie zaprzeczam temu, że pieprzyłam się z facetami bez zahamowań. Weszło mi to w nawyk, bo pomagało. Uzależniłam się, ale jest w tym coś zabawnego… – odezwałam się do niego, próbując powstrzymać drżenie w swoim głosie. – … Zabawne jest to, że ty jesteś dokładnie taki sam. Jak to jest, że faceci mogą sypiać z kilkunastoma kobietami w tygodniu i na nikim to nie robi wrażenia, a kiedy to dziewczyna oddaje się wielu facetom, od razu jest dziwką? Jak to jest, że chętnie wykorzystujecie kobiety, nawet nie myśląc o tym, że gdzieś tam jest ktoś, komu na niej zależy i czuje się dokładnie tak, jak ty w tym momencie? Jesteście bezlitosnymi i samolubnymi potworami, dla których liczy się tylko własna przyjemność. A o mnie jest coś jeszcze, co powinieneś wiedzieć. Nie pieprzyłam się z facetami tylko po to, żeby poczuć się bardziej żywą. Fakt, to był jeden z celów, ale jest kolejny. Pieprzyłam się z nimi, żeby pozostać żywą, żeby nie mieli powodów do wybuchów, żeby nic mi nie zrobili. Bałam się całą sobą, każdą najmniejszą komórką swojego ciała. Wiem, że to powinno mnie od nich odciągnąć, że przez to powinnam się trzymać od nich z daleka, ale o wiele bardziej bałam się tego, co mogą zrobić, kiedy nie dostaną tego, czego chcą albo tej, którą chcą – mimowolnie zamilkłam i zamknęłam oczy opuszczając głowę w dół i uśmiechając się smutno. – Nie czułam się bezpiecznie przy żadnym z nich, ale czułabym się o wiele bardziej zagrożona, gdybym była samotna. Myślałam, że jesteś inny. Myślałam, że sprawisz, iż będę się czuła przy tobie bezpiecznie. Zależy mi na tobie i kochałam cię jeszcze przed tym pocałunkiem nad rzeczką, ale… – zagryzłam wargę, bo nie mogłam tego dokończyć tak jak planowałam. Miałam w głowie te słowa. Wiedziałam, co muszę z siebie wykrztusić, ale było to najgorsze, co mogło mi się w życiu przytrafić. Wzięłam bardzo głęboki oddech, po czym podniosłam głowę i odsunęłam się od niego, patrząc prosto w jego czekoladowe oczy. Te, w których zawsze znajdowałam oparcie, a które teraz wpatrywały się we mnie oskarżycielsko i tak, jakbym była całkiem obcą dla niego osobą. Myliłam się. Nie mogliśmy być razem. Nieważne, co nas łączyło, w tym momencie to się nie liczyło. Nie mogłam być z kimś, kto wierzył plotkom i na ich podstawie tworzył opinię na mój temat. Już za dużo razy popełniłam ten błąd. – Gratulacje – rzuciłam w końcu, nie znając innego sposobu na odzwierciedlenie tego, co ze mnie ulatywało. – Właśnie pokazałeś mi, że każdy facet jest dokładnie taki sam, że ty jesteś dokładni taki, jak oni – zakończyłam, bo prosto z mostu nie byłam w stanie już nic powiedzieć. Następnie odwróciłam się do niego tyłem i opuściłam jego mieszkanie, nawet nie spoglądając na niego ponownie. Kiedy tylko zamknęły się za mną drzwi, nie wytrzymałam. Łzy zaczęły spływać po mojej twarzy tak, jakbym brała prysznic. Zakryłam usta dłonią, żeby tylko mnie nie usłyszał i pobiegłam w dół po schodach. Nawet nie zwróciłam uwagi na to, że miałam na sobie jedynie jego bluzkę, majtki, spódnicę i buty. Zimno mi nie przeszkadzało, nie obchodziło mnie ono. Nie byłam w stanie nawet myśleć o tym, że się rozchoruję, że coś mi się stanie przez takie zachowanie. Już mi się stało. Coś, czego nigdy nie chciałam. Najgorsza rzecz, jaką chciałam kiedykolwiek doświadczyć. Rozstanie. Z osobą, na której naprawdę mi zależało, którą naprawdę bardzo mocno kochałam. Nic gorszego nie mogło mnie spotkać. Nawet to wydarzenie, które pojawiło się w mojej głowie, teraz nie robiło na mnie wrażenie. Było blade i zasłonięte tym, co się wydarzyło w przeciągu ostatnich kilku godzin. A może minut? Sama nie byłam pewna ile to wszystko trwało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 1:35 am



Przez moment po prostu siedziałem w miejscu, nadal czując na ustach smak pocałunku Sky. Nie otrzeźwił mnie nawet odgłos zamykanych drzwi. Sky wyszła zostawiając mnie samego w całej tej pełnej beznadzieji sytuacji. Obydwoje byliśmy zwyczajnie do kitu. Żadne z nas nie potrafiło poradzić sobie z życiem. Korzystaliśmy z tym samych form ucieczki. Zamiast wykorzystać szansę jaką ofiarował nam los, zaczęliśmy niszczyć coś czego na dobrą sprawę jeszcze nie udało nam się zbudować.
Nie miałem pojęcia co zrobić, dawno nie czułem się tak bezsilny. Wbrew temu za jakiego zaradnego uchodziłem, zawsze musiałem coś spieprzyć w swoim życiu. Prawdopodobnie właśnie traciłem jedną z najważniejszych dla mnie osób. I dlaczego? Przez własną głupotę, przez to, że byłem tak cholernie zazdrosny i nie byłem w stanie wybaczyć Sky tego, że upadła tak nisko? Pokręciłem głową z rozbawieniem. Tak, upadła tak nisko jak i ja. Równie dobrze to ona mogła osądzić mnie. Niczym się od siebie nie różniliśmy. Nie byłem pewien czy własnie ta myśl zadziałała na mnie jak kubeł zimnej wody, czy była to raczej powoli docierająca do mnie świadomość tego, że mogłem znów stracić Sky. Byłem hipokrytą, egoistą i skończonym dupkiem, ale nie miało to większego znaczenia wobec tego co czułem do Sky. Straciłem już wystarczająco dużo czasu na życie z dala od niej. Zdążyłem tylko naciągnąć na siebie dresowe spodnie i nie zawracając sobie głowy ubieraniem koszulki, wybiegłem z mieszkania. Miałem nadzieję, że Sky nie zaszła zbyt daleko.
Powiew zimnego powietrza uderzył mnie w twarz, gdy tylko wyszedłem z budynku. Spojrzałem w niebo zdając sobie sprawę z tego, że zaczęło padać. Zaklnąłem pod nosem przypominając sobie, że ta idiotka nie miała na sobie nic poza moim cieńkim t-shirtem i bielizną. Stanąłem w miejscu czując jak krople deszczu spływały mi po twarzy. Musiałem się zastanowić, w którą stronę powinienem pójść. Czułem, że wołanie Sky nie było najlepszym pomysłem. Najprawdopodobej nawet by nie odpowiedziała, tylko pobiegła jeszcze dalej. Sam nie byłem już pewien czy faktycznie jej nie znałem, czy po prostu sam stworzyłem sobie problem i wmówiłem, że nie była tą samą osobą. Mimo szalejących w mojej głowie wątpliwości szybkim krokiem ruszyłem przed siebie. Nie mogła odejść zbyt daleko, zwłaszcza, że było ciemno i nie znała tej okolicy.
Udałem się w stronę lasu, po którym biegalem, jakby prowadzony odległym wspomnieniem. Zimno coraz bardziej dawało mi się we znaki, starałem się jendka nie zwracać na nie uwagi. Miałem cholerną ochotę wydrzeć się na Sky za to, że jak zwykle nie myślała o swoim zdrowiu. Czy nawet teraz musiała zachowywać się jak głupi dzieciak? Doskonale pamiętałem jak często się przeziębiała czy łapała zapalenie płuc przez swoje dziwne zamiłowanie do marźnięcia na dworze. Wielokrotnie siedziałem z nią w domu oglądając bajki Disneya i udając, że nie przeszkadzało mi słuchanie jak ciągała nosem. Jej rodzice nigdy nie mieli czasu, by porządnie się nią zająć, gdy była chora, zatem decydowałem się dotrzymywać jej towarzystwa. Mimo wszystko, nie wspominałem źle spędzanych z nią chwil.
-Sky... – powiedziałem dostrzegając ją trzęsącą się z zimna pod drzewem. Nie byłem pewien czy po twarzy spływały jej łzy czy krople deszczu. Miałem wrażenie, że chciała uciec, gdy tylko mnie dostrzegła, nie dałem jej jednak takiej możliwości. Podszedłem do niej i złapałem ją za ramiona nim zdazyła wykonać jakikolwiek ruch. Tym razem jednak był to delikatny gest. Mimo panującej wokół ciemności udało mi się spojrzeć w jej oczy. Teraz byłem już pewien, że płakała. Położyłem dłoń na jej policzku i kciukiem starłem spływającą po nim łzę.
-Niebo dzisiaj płacze... – słowa dosłownie wyrwały się z mojego gardła. Dostrzegłem zaskoczenie w oczach Sky, z pewnością wyglądałem w tej chwili tak samo. Nie pamiętałem kiedy ostatnio wypowiedziałem to zdanie. Przez moment wydawało mi się, że odżył we mnie mały chłopiec, który lata temu znalazł Sky płaczącą w deszczu. Nie miała o tym pojęcia, ale już wtedy obiecałem sobie, że nigdy jej nie zostawię. Dlaczego los sprawiał, że łamałem dane sobie słowo? Cokolwiek planowało dla nas przeznaczenie, chciałem być od tego silniejszy, mieć wpływ na to co się z nami stanie.
-Przepraszam Sky... – szepnąłem –Nie powinienem był tego mówić... Wiem, jestem beznadziejny – czułem jak dziewczyna drży z zimna –Wcale nie zachowywałem się lepiej niż ty... – nie chciałem wdawać się w szczegóły, nie byłem pewien czy Sky chciałaby mieć ze mną coś wspólnego, gdybym opowiedział jej o swojej przeszłości. Czułem jednak, że będę musiał jej o tym opowiedzieć.
Złapałem dziewczynę w talii i odciągnąłem od drzewa.
-Wróćmy do mieszkania, mamy wystarczająco dużo problemów, nie musisz się jeszcze przeziębiać
-Tak myślałem, że cię tutaj znajdę – obydwoje odwróciliśmy się na dźwięk męskiego głosu. Uniosłem jedną brew patrząc na zwracającego się do Sky mężczyzny. Zachowywał się jakby nie było mnie obok –Derren prosił żebym z tobą porozmawiał – prychnąłem z rozdrażnieniem.
-A co, Derren sam nie potrafi sformuować poprawnego zdania? – spytałem obejmując Sky w talii. Chciałem zrobić coś, by zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa. Było mi niesamowicie głupio za to, że dałem się ponieść emocjom i ją wystraszyłem.
Chłopak nawet nie zareagował na moją wypowiedź. Nadal zwracał się bezpośrednio do Sky.
-Derren obiecał, że nie poniesiesz żadnych konsekwecji jeśli zrobisz co ci każe i do niego wrócisz. Obiecał nawet, że nie zrobi nic twojemu... – zawachał się w końcu obdarzając mnie przelotnym spojrzeniem.
-Chłopakowi – dokończyłem za niego z pewnością w głosie. Poczułem na sobie zaskoczone spojrzenie Sky.
-Sky... – w głosie mężczyzny brzmiało coś na kształt ostrzeżenia. Wiedziałem, że dziewczyna rozważała w tej chwili co powinna zrobić. Myśl o tym, że mogłaby z nim pójść napawała mnie przerażeniem. Prawda była taka, że zasłużyłem sobie na to, by mnie zostawiła. Nawet nie miała pojęcia jaką ulgę poczułem, gdy pokręciła głową i kategorycznie odmówiła.
-Wiesz co? Skoro jesteś takim świetnym posłańcem, to możesz coś przekazać Derrenowi? Powiedz mu, że jeżeli nadal ma zamiar niepokoić moją dziewczynę, to z pewnością nie będę tak łaskawy jak on i nie obiecam, że nic mu nie zrobię – rzuciłem z nutą sarkazmu w głosie –A teraz stąd spływaj, miałem gówniany dzień – dodałem po czym objąłem mocniej Sky i poprowadziłem ją z powrotem w kierunku mieszkania. Wiedziałem, że nie tak powinno to wszystko wyglądać. W zasadzie wszystko było zupełnie inaczej niż miało być.
-Sky... – odezwałem się niepewnie, gdy znaleźliśmy się w mieszkaniu –Przepraszam... nie będę cię zatrzymywać, jeżeli chcesz, to odwiozę cię do domu, ale wolałbym, żebyś została... Jeżeli chcesz porozmawiać, spytać nawet o coś o czym nie chcę mówić, zrób to. – nie wiedziałem już co miałbym powiedzieć, by wszystko między nami poprawnie się ułożyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 1:36 am




Jakbym jeszcze nie była w wystarczająco kiepskim stanie, zaczął padać deszcz. Miałam o tyle szczęście, że moje kompletnie niezorientowanie się w tym, gdzie byłam i jak powinnam była wracać do domu, zaprowadziło mnie do lasu. Tam mogłam znaleźć drzewo z wystarczająco szeroką koroną i schować się pod nim. Nie chroniło mnie to co prawda przed zimnem, ale przynajmniej nie czułam aż tak kropel deszczu. Spadały na mnie, ale w mniejszym stopniu. Chociaż i tak trzęsłam się jak osika, próbując nie myśleć o tym, co się miało stać już jutro przez moją lekkomyślność.
Westchnęłam zrezygnowana i spojrzałam do torebki gotowa wybrać numer do Liama i poprosić go o odebranie mnie spod drzewa, ale właśnie wtedy zauważyłam jak się do mnie zbliża… bez koszulki. Mimowolnie stanęłam dęba, widząc że tak wyszedł i poczułam się temu winna. Jeśli się rozchoruje to będzie można zwalić to tylko na mnie. Miałam ochotę na niego nawrzeszczeć za taką lekkomyślność, ale przypomniałam sobie, że w tym momencie i ja się tym mocno charakteryzowałam. Trafił swój na swego jak to się mówi. Jednak mimo tego, że naprawdę chciałam ponownie znaleźć się w jego ramionach, odwróciłam się z zamiarem ucieczki. Wiem, że brałam pod uwagę poproszenie go o odebranie mnie z tego miejsca, ale teraz, kiedy tutaj był, miałam ochotę jeszcze bardziej płakać. Jednak nie pozwolił mi na to. Złapał mnie i przez chwilę miałam wrażenie, że zaraz znowu rzuci mną o drzewo. Dlatego, kiedy usłyszałam dokładnie to samo co podczas naszego pierwszego spotkania, spojrzałam na niego rozszerzonymi oczami. Przypomniałam sobie moment, w którym znalazł mnie płaczącą przy kościele i mimowolnie się uśmiechnęłam.
Nie ukrywam, że przerażenie, które zniknęło wraz z przeprosinami Stylesa, pojawiło się ponownie, kiedy usłyszałam znajomy głos. Nie musiałam podnosić głowy, że wiedzieć z kim miałam do czynienia, ale i tak to zrobiłam. Antonio był jednym z bliższych znajomych Derrena, w zasadzie wiedział o nim więcej niż ja sama. Znali się od dziecka i wiedzieli czego wymagają oraz co dostaną od tego drugiego. Dlatego moment, w którym usłyszałam ostrzeżenie, mocno na mnie podziałał. Zaczęłam się bardziej trząść i przypomniało mi się, że Claire została zamordowana. Liama też mógł pozbawić życia. Dodatkowo mógł go jeszcze wcześniej torturować, żeby pokazać, iż nikt nie może dotknąć jego własności. Kusiło mnie więc, żeby się zgodzić, ale wiedziałam, że to nie był zbyt dobry pomysł. Jeśli bym to zrobiła, mój były traktowałby mnie jeszcze gorzej niż do tej pory. Wywoływałby u mnie jeszcze większy strach i całkowicie zniszczył charakter, który teraz pozwalał mi przeżyć. Pokręciłam więc przecząco głową i przysunęłam się bliżej Stylesa. Czułam się przy nim o wiele bezpieczniej, pomimo tego jak mnie przestraszył kilkanaście minut temu. Wiedziałam, że on nie pozwoliłby mnie skrzywdzić i sam by tego nie zrobił. Nawet jeśli wcześniej by tym groził i ostrzegał.
Spojrzałam zaskoczona na Liama, kiedy powiedział o sobie jako o moim chłopaku. Żadne z nas nie proponowało takiego układu. Myślałam o tym, że chciałabym być jego dziewczyną od czasu ponownego spotkania, ale nie przypuszczałam, że miałam na to jakieś szanse. Napełniło to jednak moje ciało dziwnym ciepłem i pozwoliło się uspokoić. Nawet jeśli czekały mnie ciężkie chwile i problemy, które Derren zapewne już dla nas planował, póki mogłam liczyć na swojego przyjaciela, czułam że dam radę.
Dopiero kiedy znaleźliśmy się w jego mieszkaniu, dotarła do mnie druzgocąca prawda. Cały spokój, jaki ogarnął moje ciało przez to, co zrobił Styles, został zastąpiony paniką. Siedziałam na krześle i wpatrywałam się w swoje dłonie, które zaczęły drżeń.
- Derren wie gdzie mieszkasz… – odezwałam się półszeptem, a w mojej głowie pojawiły się pesymistyczne scenariusze. Liam zabrał coś, co należało do niego. Derren bardzo tego nie lubił i nie chciałam nawet zastanawiać się nad tym, co miał zamiar mu za to sprezentować.
- Raven! – zawołałam spanikowana i zajrzałam do torebki, szukając w niej telefonu. Skoro tutaj przyszli, to znaczy że u mnie w mieszkaniu już byli. Jeśli była tam moja współlokatorka… O nie, ona nie mogła paść jego ofiarą.
Złapałam w dłonie komórkę i szybko wybrałam do niej numer. Odebrała dopiero po trzecim sygnale, ale poczułam ulgę. Była na mnie wściekła, ale nie obchodziło mnie to. Spytałam się jej czy wszystko w porządku i czy ludzie Derrena nic jej nie zrobili, a ona nawet nie miała pojęcia, że u nas byli. Uspokoiło mnie to i po krótkiej dyskusji rozłączyłam się, odkładając urządzenie na bok.
- Liam… – zaczęłam, przypominając sobie to, co mówił przed moją paniką i spojrzałam na niego. – Czy zachowywałeś się inaczej niż ja? Czy traktowałeś kobiety lepiej niż ja mężczyzn? – spytałam, chcąc oderwać swoje myśli od tego, co się działo w moim otoczeniu. Potrzebowałam jakiejś odskoczni, która pomogłaby mi wyrzucić z głowy to, co było tam niepotrzebne. Wiedziałam, że i tak czekało mnie wiele… przykrości ze strony mojego byłego, ale w tym momencie nie chciałam o tym myśleć. Tak samo jak o tym cholernym wydarzeniu, które miało miejsce tuż przed tym jak zeszłam się z Derrenem. To nie były przyjemne wspomnienia i to głównie one doprowadziły do tego, że zdecydowałam się zejść z tym mężczyzną. Bycie prawie bezpośrednią przyczyną śmierci bliskiej znajomej nigdy nie było przyjemne. Wciąż pamiętałam moment, w którym widziałam śmierć Jess. I tak miała ciężko, a ja ją wprowadziłam w jeszcze gorsze towarzystwo niż wcześniej byłam. Myślałam, że to jej pomoże, a zamiast tego doprowadziło do śmierci. Znalazła się w niewłaściwym miejscu i o niewłaściwej porze. Widziała coś, czego nie powinna była i skończyło się to dla niej najgorzej jak mogło. A najgorsze było to, że to ja pociągnęłam za spust. Derren chciał skrócić żywot kogoś, kto mocno zalazł mu za skórę. Za późno dowiedziałam się o tym, że był to chłopak Jessici. To był mój „chrzest”, jak oni to nazywają. Kazali mi się stawić o konkretnej porze w konkretnym miejscu, mówiąc że wtedy oficjalnie dołączę do Białych Kruków. Jako naiwna nastolatka uwierzyłam w to i się pojawiłam. Tam powiedzieli mi, że mam kogoś zabić. Skłamali dlaczego i wpoili mi, że ta osoba na to zasłużyła. Kiedy się pojawiła, z trudem, ale nacisnęłam ten cholerny spust. Kiedy poszłam sprawdzić czy ten ktoś jest martwy, zobaczyłam umierającą Jessicę. W jej oczach odbijało się pytanie dlaczego, a ja nie miałam pojęcia co zrobić. Chciałam złapać ją, zatamować krwawienie i wezwać karetkę, ale mi na to nie pozwolili. Siłą mnie odciągnęli i kazali milczeć w tej sprawie. Później zauważyłam, że każda dziewczyna Derrena miała ulgi. Nie musiała wykonywać zadań tak jak reszta gangu. Wystarczyło, że była na wyłączność dla niego. Tylko dlatego się z nim zeszłam. Nie spodziewałam się, że doprowadzi mnie do takiego stanu, że będę żyła w złudzeniu, iż go kocham. Albo naprawdę go kochałam? Sama już nie wiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 3:24 am



Jęknąłem odsuwając się od dziewczyny. Zdecydowanie nie był to łatwy wieczór, dla żadnego z nas. W tej chwili żałowałem, że życie nie było filmem, który mógłbym po prostu przewinąć i ominąć nieprzyjemne chwile. Moja rekacja nie mogła umknąć spostrzegawczej Sky. Mimo, że w jej oczach nadal widniała niepewność i smutek, z łatwością mogłem też w nich też determinację. Sky nigdy nie odpuszczała, wiedziałem, że nie miała zamiaru robić także teraz.
-Usiądź – powiedziałem z rezygnacją w głosie i poprowadziłem Sky w stronę kanapy.
Nie wiedziałem od czego zacząć. Z pewnością Sky zdawała sobie sprawę z tego, że przez jedenaście lat nie żyłem jak mnich. Nie pielęgnowałem wspomnień o niej, nie pocieszałem się myślą ponownego spotkania. Tak naprawdę robiłem wszystko, by wyrzucić dawną przyjaciółkę ze swojej świadomości. Myślałem nawet, że mi się to udało. Ciekawe w jak wielu jeszcze kwestiach się myliłem.
Byłem przekonany, że to co miałem do powiedzenia, zrani Sky. Patrząc na nią nie byłem pewien czy w tej chwili była w stanie znieść jeszcze więcej. Przez tak długi czas byłem przez nią postrzegany jako bohater. Chciałem by nadal uważała mnie za swojego wybawiciela, za kogoś dobrego. Wiedziałem, że poznanie prawdy miało na zawsze zmienić sposób w jaki na mnie patrzyła.
-Na pewno chcesz dzisiaj to wszystko usłyszeć? – spytałem z nutą ostrzeżenia w głosie. Sky hardo skinęła głową. Mogłem stwierdzić, że upartość była kolejną cechą, która nie zmieniła się w niej mimo upływu tak wielu lat.
-Nie chciałem ci o tym mówić, przynajmniej jeszcze nie teraz, ale za naszą przeprowadzką kryło się coś jeszcze. Dowiedziałem się o tym dopiero kilka tygodni po zadomowieniu w Dallas. Okazało się, że tata miał romans – na momet zawiesiłem głos i spojrzałem na dziewczynę. Sky nie wydawała się być specjalnie zaskoczona tym co powiedziałem. Gdyby wiedziała, że na dobrą sprawę jeszcze nawet nie zacząłem. –Nie był to jednak typowy romans, ojciec naprawdę czuł coś do tej kobiety. Doskonale ukrywał przed nami to, że prowadził podwójne życie. Tamta kobieta... mieli dziecko, dwa lata młodszą ode mnie dziewczynkę – uśmiechnąłem się z pogad –Ojciec miał prawdziwy talent, nie każdy byłby w stanie tak długo ukrywać isie drugiej rodziny. On jednak świetnie sobie z tym radził. Do czasu kiedy jego kochanka zginęła w wypadku, a Mia, moja siostra, została sama. Możesz sobie wyobrazić jak wściekła była moja matka, gdy się o wszystkim dowiedziała. Ojciec nawet nie pytał jej o zdanie, po prostu zarządił przeprowadzkę do Dallas, dostał tam lepiej płatną pracę. Za nic w świecie nie chciał opuścić Mii, jednocześnie nie miał też zamiaru zostawiać mnie i matki – ponownie przerwałem spoglądając na Sky. Tym razem nie wyglądała już tak spokojnie. Wyglądała jakby na usta cisnęło się jej milion pytań. Posłałem jej uspokajający uśmiech.
-Kiedy się o wszystkim dowiedziałem, zdawało mi się, że znienawidzę Mię. Tata urządził dla niej pokój, obiecałem sobie, że nigdy tam nie wejdę. Zamknąłem się w pokoju, gdy się do nas wprowadzała, nawet nie chciałem iść się z nią przywitać. W nocy usłyszałem jak płacze. Chciałem to zignorować, ale po jakimś czasie zacząłem się denerwować. Poszedłem do niej, żeby kazać jej się zamknąć, ale wtedy... jakby momentalnie coś we mnie pękło. Wyglądała tak żałośnie i smutno. Przypomniała mi jak znalazłem ciebie w deszczu. Zaczęliśmy rozmawiać, tak jakbyśmy znali się całe życie, nie było między nami żadnego skrępowania.Pewnie miało to coś wspólnego z tym, że byliśmy rodzeństwem. Wiesz, było w niej coś tak smutnego, chciałem zrobić coś, żeby czuła się lepiej, nie była taka samotna. Od tamtego wieczoru staliśmy się praktycznie nierozłączni. Wolałem spędzać czas z nią niż z kolegami. Chroniłem ją jak tylko mogłem – mimowolnie uśmiechnąłem się do wspomnień –Była drugą dziewczyną, którą tak szczerze pokochałem. Opiekowanie się nią pomagało mi nie myśleć o tym, że cię straciłem. Razem uczyliśmy się życia, wspólnie przechodziliśmy przez problemy i razem dorastaliśmy. Najgorsze było to, że mama nienawidziła Mii. Robiła wszystko, żeby uprzykrzyć jej życie. Byłem jednak o wiele bardziej uparty niż ona i zawsze udawało mi się wywołać uśmiech na twarzy Mii. Wiedziała, że będę przy niej mimo wszystko.
Wszystko zmieniło się kiedy miałem jakieś szesnaście lat. Zacząłem trenować i próbować sił w zespole, Mia skupiła się na tańcu i śpiewie. Często zapraszała do domu swoje koleżanki. Nigdy nie zwracałem na nie większej uwagi, do czasu aż pojawiła się Hope
– gdy tylko wymówiłem jej imię, miałem ochotę zakończyć całą tę opowieść. Wiedziałem jednak, że zaszłem już zbyt daleko.
-Była inna niż reszta dziewczyn. Naprawdę piękna, podobała się wszystkim moim kumplom. Była wygadana, miała w sobie jakąś ostrość i zadziorność. Nie do końca wiedziałem co zrobić, żeby się do niej zbliżyć, więc kiedy pewnego razu zostawała na noc u Mii, złapałem ją za rękę, wciągnąłem do pokoju i zacząłem całować. Może nie było to delikatne i romantyczne, ale zadziałało. Znowu czułem się żywy, miałem Mię, miałem Hope, świetnych kumpli, byłem popularny w szkole. Czułem się jak król życia. Mia też znalazła chłopaka, była naprawdę szczęśliwa. Wszystko szlag trafił kiedy okazało się, że Hope reguralnie mnie zdradzała. Dowiedziałem się o tym w najbardziej nieodpowiedniej chwili. Wracaliśmy z imprezy, wszyscy wypiliśmy za dużo, mimo to zdecydowałem się prowadzić. Craig siedział z przodu, obok mnie, Hope i Mia z tyłu. Wtedy Craig i Hope przyznali się do tego, że od jakiegoś roku ze sobą sypiali. Hope powiedziała, że ma już dość związku ze mną i ukrywania się. Wjechałem w drzewo, kompletnie zniszczyłem maskę samochodu. Craig krwawił i złamał rękę, nie zwracałem jednak na to uwagi. Wywlokłem go z auta i zacząłem bić. Hope była nieprzytomna, za to Mia patrzyła na to wszystko. Dopiero policja mnie od niego odciągnęła. Miałem sprawę, w sądzie, Craig zapadł w śpiączkę. Mia była kompletnie załamana, Hope spędziła kilka tygodni w szpitalu, nawet jej nie odwiedziłem. Zacząłem oddalać się od Mii. Myślałem tylko o tym, że to wszystko nie miało sensu, niepotrzebnie byłem dobry i starałem się troszczyć o ludzi. Uświadomiłem sobie to, że mogłem mieć każdą dziewczynę. I miałem każdą, którą tylko chciałem. Nie wahałem się nawet niszczyć związków, jeżeli jakaś dziewczyna mi się podobała, po prostu szedłem z nią do łóżka i miałem gdzieś to jak się czuła, gdy potem nawet nie pamiętałem jej imienia. Byłem idiotą... Mia potrzebowała mojej pomocy, a ja zawaliłem na całej lini. Matka nie dawała jej spokoju. W końcu Mia nie wytrzymała, po prostu spakowała swoje rzeczy i uciekła. Bez słowa. Nienawidziłem siebie za to co zrobiłem, za to, że pozwoliłem, by została ze wszystkim całkiem sama. Kompletnie się załamałem, nie byłem w stanie znieść tego, że Mii już nie było. Zacząłem jej szukać, chorobliwie. Nic nie przynosiło rezultatów. Do tej pory nie mam pojęcia gdzie jest i co się z nią dzieje. Nie rozmawiam z matką, w końcu ona również się do tego przyczyniła. Zdecydowałem się wyjechać z Dallas, bo chciałem uciec od tego wszystkiego. Coś zaczęło się dziać pomiędzy mną, a dziewczyną mojego przyjaciela, chciałem tego uniknąć. Wydaje mi się, że wszystkim ulżyło kiedy wyjechałem – powiedziałem ze wzrokiem wbitym w swoje dłonie. Bałem się spojrzeć na Sky. Nie przypuszczałem, że kiedykolwiek byłbym w stanie opowiedzieć komuś tę historię.
-Jest coś jeszcze... – dodałem cichym tonem. Skoro zdecydowałem się już na tyle szczerości, mogłem wyjawić Sky absolutnie wszystko.
-Brałem udział w nielegalnych wyścigach, wspominałem ci o tym. Kiedyś spowodowałem wypadek wypadając z trasy. Wjechałem w samochód chłopaka z mojej szkoły. Zginął na miejscu. Jego dziewczyna była totalnie załamana. Nie wiem jak to się stało, ale zaczęliśmy się spotykać. Była naprawdę w porządku, miła, szczera, bardzo delikatna. Tylko, że ja nie potrafiłem już ufać. Kiedyś zobaczyła jak na imprezie całowałem się z inną. Powiedziała wtedy, że powinienem w końcu przestać być takim egoistą i zatruwać życie innych ludzi – zdając sobie sprawę z tego, że nawet nie pamiętałem jak tamta dziewczyna miała na imię, zrozumiałem, że miała rację. Powinienem przestać niszczyć innych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sob Paź 31, 2015 11:18 am




Jego historia… Nie mogłam uwierzyć w to, że głównym bohaterem tej zabawy innymi był Liam. Wykorzystywał kobiety jak tylko chciał, nie myśląc o tym, jak one się czuły i czy sypiając z nim, zdradzały swoich facetów. Po prostu je zmienia, jak rękawiczki. Jedna mu się znudziła, to brał następną. Nie powinnam go oceniać, byłam tego świadoma, zwłaszcza że sama nie zachowywałam się właściwie. Też wykorzystywałam facetów, żeby zapomnieć. Tylko ja to robiłam w inny sposób. Zawsze oddawałam się głównie tym, których chciałam nazywać swoimi chłopakami. Nie robiłam tego z miłości, nie darzyłam ich głębszymi uczuciami. Pozwalałam im mieć siebie na wyłączność jakiś czas, krótki ale jednak. Poniekąd się oszukiwałam. Uważałam, że takie zachowanie nie robiło ze mnie dziwki. Okłamywałam samą siebie w najgorszy możliwy sposób. Chciałam tylko, żeby mnie przelecieli. Byli seksowni, wiele kobiet chciało, żeby się nimi zainteresowali, a ci zwracali uwagę na mnie. Traktowałam ich chamsko, bo byli dla mnie tylko rzeczą, która mnie zaspokajała. Przez dłuższy czas byłam nimfomanką, która szybko nudziła się facetami. Nadal miałam w sobie te cechy, ale już w mniejszym stopniu. Potrafiłam nad nimi zapanować i nie sądziłam, żebym chciała skakać na inny kwiatek będąc z Liamem. Jednak on podchodził do tego zupełnie inaczej. On po prostu się bawił. Na pewno nie potrzebował przelecieć aż tylu dziewczyn, ale robił to, bo chciały. Dawał im nadzieję, którą kilka godzin później odbierał swoim zachowaniem. Wykorzystywał nadarzające się okazje, nieważne jak niestosowne były. Nie przejmował się tym czy zaliczył czyjąś dziewczynę, ani tym, że kogoś rozdziewiczył (co zapewne miało miejsce, przynajmniej raz). Zdawał sobie sprawę z tego, jak pociągający oraz seksowny był i z tego korzystał. Co jeśli ze mną będzie to samo? Co jeśli prześpi się ze mną kilka razy, a potem powie, że już mu się znudziłam i idzie dalej? Przecież powiedział, że nikomu nie zaufał od momentu, w którym dowiedział się, że Hope go zdradziła. Poczuł się dokładnie tak samo jak ci, którym przeleciał dziewczyny, a prawdopodobnie nawet nie pomyślał o tym w ten sposób.
Przygryzłam wargę i spojrzałam na swoje dłonie. Próbowałam wmówić sobie, że nie powinnam o tym myśleć, że to nie może zaprzątać mojej głowy. On niechcący zabił tego w samochodzie, a ja wiedziałam, co robię. Sama trzymałam pistolet, sama wystrzeliłam w stronę przyjaciółki, myśląc że to był jej chłopak. Cholera! Przecież ja wiedziałam, że ona go kocha. Widziałam, że jej na nim zależało, a mimo to nacisnęłam spust. Gdyby to nie ona się pojawiła, to trupem padłby jej chłopak. Ktoś, komu oddała swoje serce. Byłam dla niej ważna, byłyśmy blisko. A ostatnie co ode mnie dostała to kulkę w klatkę piersiową. Jak ja mogłam wyprzeć to ze swojej pamięci? Jak mogłam zakopać to tak głęboko w swojej podświadomości i tak zignorować? To było o wiele gorsze od samego czynu. Zamordowałam kogoś, a spłynęło to po mnie jak woda. Nie mogłam oceniać Liama, kiedy sama zrobiłam coś gorszego, a mimo wszystko nie byłam w stanie powiedzieć, że nic się nie stało, że to przeszłość, o której można zapomnieć.
- Potrzebuję snu – skomentowałam w końcu po kilku minutach milczenia i podniosłam się z miejsca. Nie mogłam na niego spojrzeć, za bardzo zdruzgotana byłam tym wszystkim. – Pozwolisz, że korzystam z twojej łazienki i szafy – dodałam i nie czekając na jego odpowiedź ruszyłam do pokoju. Wzięłam jakąś bluzkę ze środka i ruszyłam do łazienki. Zamknęłam się na zamek, zrzuciłam ubrania i weszłam pod prysznic. Puściłam ze słuchawki ciepłą wodę, stanęłam pod strumieniem i poczułam, że po raz kolejny łzy zaczynają spływać po mojej twarzy. Oparłam się więc dłońmi o ścianę, głowę schowałam pomiędzy nimi i zagryzłam usta, żeby nie zacząć szlochać na tyle głośno, aby Styles mnie usłyszał. Zacisnęłam dłonie w pięści, po czym zgięłam ręce w łokciach i przysunęłam się do kafelek jeszcze bardziej, opierając o nie czoło. Ciecz opadała na moje braki oraz ramiona, po czym sunęła dalej po plecach o nogach. Naiwnie sądziłam, że to zmyje moje winy i przez dłuższy czas się nie ruszałam. Niestety to już nie było takie proste i po chwili zrozumiałam, że nic się nie da z tym zrobić. Byłam morderczynią, miałam na rękach krew osiemnastoletniej wtedy Jessici. Tego nie dało się spłukać tak, jak farby. To miało się za mną ciągnąć aż do końca mojego życia. Jeśli wydam Derrena policji, nie ominie tej historii. Trafię za kratki i to prawdopodobnie na bardzo długo. Bałam się tego, cholernie mnie to przerażało i nie miałam pojęcia czy dam radę tego dokonać. Ponadto nie wiedziałam czy Liam zasłużył na coś takiego. Nie powinnam go buła wciągać w rozgrywki Białych Kruków i Lunatyków. Cholera! Jak ja mogłam się z nim przespać mając tyle na sumieniu? Jego winy to nic w porównaniu z tym, co ja wyczyniałam przez wpływ mojego byłego. Jednak potrzebowałam go. Jego i jego wsparcia. Chciałam usłyszeć od niego, że wszystko będzie w porządku. Byłam jednak świadoma tego, że to, co robiłam nie może wyjść na jaw. On nie mógł się o tym wszystkim dowiedzieć.
Wzięłam w dłonie płyn do mycia Stylesa i szybko wtarłam w swoje ciało. Następnie umyłam włosy i wyszłam spod prysznica, sięgając po wiszący w pobliżu ręcznik. Wytarłam się, ubrałam w majtki i bluzkę chłopaka, po czym trzymając w dłoniach swoje pozostałe rzeczy wyszłam z łazienki. Nie miałam pojęcia, co powinnam była teraz zrobić. Naprawdę nie chciałam ponownie stracić Liama, nie zniosłabym tego. Tylko czy moje samolubne potrzeby były usprawiedliwieniem za to, że naraziłam jego życie? Derren wiedział gdzie on mieszka. Na pewno wyśle tutaj niejednego swojego człowieka. Najpierw będą go śledzić, zapamiętywać rozkład dnia i to, co robi, oraz o której porze. Potem ustalą plan, aż w końcu pozbawią go życia, dając mi tym samym ostrzeżenie. Nie chciałam mieć na sumieniu kolejnego życia. To było dla mnie za wiele. Byłam silna, ale nie aż tak bardzo jak bym tego chciała. Nie aż tak bardzo, żeby wytrzymać kolejne śmierci. Co jeśli po Liamie przyjdzie pora na moich rodziców? Nie miałam z nimi kontaktu, pewnie nawet już nie uważali mnie za swoją córkę, jednak nie chciałam, żeby im się coś stało. Dlaczego nie pomyślałam o konsekwencjach, jakie odczują bliscy mi ludzie, kiedy zdecydowałam się zerwać z dowódcą gangu? Przecież wiedziałam, że jest niebezpieczną osobą. Dlaczego tak ryzykowałam? Aż tak bardzo potrzebowałam wiedzieć, że dalej mogę liczyć na Stylesa, że zależy mu na mnie? Sky, jesteś tak cholerną egoistką. Jak mogłaś coś takiego zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon Lis 02, 2015 4:06 pm



Powinienem był przewidzieć jak to wszystko się skończy. Nie musiałem długo przyglądać się Sky, by zobaczyć jaką reakcję wzbudziła moja opowieść. Nawet nie próbowałem jej zatrzymywać, gdy zaczęła wstawać z kanapy. Byłem skończonym idiotą decydując się na otworzenie się przed nią do tego stopnia. Co strzeliło mi do głowy? Z każdym dniem wszystko coraz bardziej się komplikowało, nic nie szło tak, jak powinno.
-A niech to wszystko szlag trafi – warknąłem zrywając się z kanapy. Z łazienki dobiegał mnie dźwięk lejącej się wody. Szedłem do kuchni starając się nie zastanawiać nad tym, o czym mogła teraz myśleć Sky. Prawdopodobnie właśnie zdała sobie sprawę z tego w jakie gówno się wpakowała i żałowała wszystkiego, co się między nami wydarzyło.
Wyjąłem szklankę z kredensu i z hukiem postawiłem ją na blacie. Nalałem do niech whiskey po czym zacząłem pić, opróżniając naczynie w kilku łykach. Nie wiem co chciałem osiągnąć przez picie alkoholu, na pewno jednak nie pomógł mi się uspokoić. Nie mogłem znieść myśli o odejściu Sky. Najchętniej wyjechałbym tak daleko jak tylko bym mógł i zabrał ją ze sobą. Chciałem uciec od życia i zacząć z nią od nowa. Wiedziałem jednak, że nie było to możliwe. Nie mogłem tak po prostu zniknąć. Nie ważne w jakim miejscu bym się znalazł, wszystkie wspomnienia, wszystkie wydarzenia i winy były we mnie. Nie mogłem zostawić ich za sobą, to zwyczajnie niemożliwe.
To dziwne, że po tym wszystkim mogłem jeszcze patrzeć w lustro. Powinienem udusić się przez dławiący mnie wstyd. Nie zasługiwałem na to, by Sky była przy mnie. Wiedziałem o tym, a mimo to, nie chciałem pozwolić jej odejść. Jeżeli coś miało dać mi siłę by żyć, to właśnie ona. Może istniała jakaś szansa bym dzięki niej stał się kimś lepszym? Kimś kim naprawdę chciałbym być. Mógłbym raz na zawsze odrzucić maskę jaką przybrałem, postarać się wybaczyć. Prawda była taka, że gdzieś w drodze życia zgubiłem prawdziwego siebie, zgubiłem sens i w tej chwili niczego nie byłem już pewien. Wiedziałem tylko, że chciałem by Sky była przy mnie. Coś przekonywało mnie, że dzięki niej wszystko mogłoby się poukładać. Nie miałem pojęcia skąd brała się we mnie ta pewność.
Nie wiedziałem jak miałbym się zachować, gdy Sky skończy brać prysznic. W tym momencie zwyczajnie nie umiałem spojrzeć jej w oczy, nie z tym całym burdelem w głowie. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu, na którym migała informacja o nowej wiadomości.
Znajdziesz chwilę, żeby przyjechać? Problem z dostawą, przydasz się. Sheila
Sms został wysłany jakieś czterdzieści minut temu. Nie miałem ochoty na spotkanie z Sheilą, a jeszcze mniej na babranie się w gównianych sprawach gangu. Nadal uważałem to za niepotrzebną dziecinadę. Problem w tym, że naprawdę potrzebowałem wyjść z mieszkania i przez moment się czymś zająć.
Podaj adres, zaraz będę – odpisałem. Odpowiedź doszła zaledwie kilka sekund później.
Wolałem nie zastanawiać się co pomyśli Sky, gdy zobaczy, że mnie nie ma. Sięgnąłem po plik kartek leżących na lodówce i napisałem szybką wiadomość. Położyłem kartkę na stole w salonie mając nadzieję, że Sky jej nie przeoczy.
Muszę pooddychać. Prześpij się, wrócę rano
Przez moment poczułem się jak skurwiel zostawiający przelecianą dziewczynę. Liczyłem na to, że Sky nie odbierze mojego chwilowego zniknięcia w podobny sposób. W końcu zostawiałem ją w swoim własnym mieszkaniu, do którego miałem wrócić za kilka godzin. Spojrzałem na kartkę ze sceptyzmem i dopisałem jeszcze jedno słowo.
Przepraszam
Nie widziałem sensu w tym, by robić coś jeszcze. Zanim Sky wyszła z łazienki zdążyłem się ubrać i opuścić mieszkanie. Zamknąłem drzwi na klucz, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że właśnie pozbawiłem Sky drogi ucieczki. Miałem nadzieję, że nie znienawidzi mnie za to chwilowe odebranie wolności. W zasadzie nie wiedziałem czy nie zdążyła mnie znienawidzić po usłyszeniu historii, którą powinienem był zachować dla siebie.
Sięgnąłem do kieszeni kurtki, by wyciągnąć z niej kluczyki do samochodu. Zbliżyłem się do auta chcąc otworzyć drzwi. Dostrzegłem migające na czerwono światełko przymocowane do urządzenia pod podwoziem o kilka sekund na późno. Nie zdąrzyłem odsunąć dłoni od klamki, gdy poczułem niespodziewany odrzut. Głośny huk wystrzału wypełnił całą moją głowę, ciało stało się bezwładne pod siłą wybuchu. Nie miałem pojęcia jak daleko odleciałem, jakimś cudem zdążyłem zarejestrować widok palącego się samochodu. Poczułem silne uderzenie w plecy, musiałem odbić się od drzewa. Wylądowałem na asfalcie czując ból w każdym możliwym miejscu. Zamknąłem oczy jakby nagle coś wyciągnęło ze mnie wszystkie siły. Spróbowałem ruszyć ręką, zaraz jednak jęknąłem z bólu. Straciłem zdolność logicznego myślenia, leżałem na chłodnym podłożu nieświadomy tego co działo się wokół.
Docierał do mnie jedynie ból i chłód. Zawsze chciałem być jak najbardziej niezależny i samowystarczalny, w tej chwili jednak dałbym wiele za pomoc. Nie mogłem się ruszyć, nie mogłem myśleć. Jęknąłem za wszelką cenę starając się nie tracić przytomności. Kurczowo trzymałem się myśli o Sky zamkniętej w moim mieszkaniu. Z pewnością słyszała huk, byłem pewien, że usłyszało go całe osiedle. Nie chciałem, żeby widziała mnie w takim stanie. Nie miałem pojęcia kiedy ktoś zdążył podłożyć ładunek pod mój samochód, miałem jednak cholerne szczęście, że byłem sam. Nie zniósłbym gdyby coś stało się Sky.
Nie byłem w stanie wytrzymać chwili dłużej. Poczułem jak moje powieki opadają, a umysł spowija całkowita ciemność.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Pon Lis 02, 2015 6:36 pm




W pokoju Liama zaczęłam poszukiwać suszarki do włosów, której nie znalazłam tak jak przypuszczałam. W mieszkaniu było wyjątkowo cicho, tak jakbym tkwiła w nim tylko ja sama. Nie bardzo wiedziałam dlaczego coś takiego teraz odczułam, ale mocno dawało mi się we znaki. Chciałam jedynie wskoczyć do łóżka, zamknąć oczy i zasnąć, odpoczywając od całego tego pierdolonego dnia. Był męczący i wkurwiający. Miałam serdecznie dość tego, co się w nim działo, ale też nie chciałam zasypiać sama. Pomimo tego co usłyszałam, co mi chłopak opowiedział, chciałam położyć się z nim w łóżku, przytulić do niego i tak zasnąć.
- Łazienka wolna! – krzyknęłam i zaczęłam nasłuchiwać odpowiedzi, której nie było. Zaskoczona opuściłam pokój i zaczęłam go szukać w każdym pomieszczeniu, ale nigdzie go nie było. Trochę się tym zaniepokoiłam. Co jeśli pod moją nieuwagę pojawił się tutaj ktoś od Derrena? Co jeśli oszołomili go i porwali? Co jeśli go zabili kilka kilometrów od tego miejsca, a ciało porzucili w jakimś rowie?
Szybko pobiegłam do kuchni, szukając swojego telefonu w torebce. Znalazłam go po kilku minutach i już wybierałam numer do Stylesa, kiedy dostrzegłam kartkę na stole. Gwałtownie ją złapałam i prześledziłam treść, która sprawiła, że napięcie ze mnie uszło. Z łatwością rozpoznałam jego charakter pisma i podeszłam do lodówki, wyciągając z niej sok winogronowy. Mimowolnie uśmiechnęłam się, bo faktycznie miał go w zapasie. Od dzieciństwa miałam słabość do tego smaku i nie dałam swojemu przyjacielowi spokoju do czasu, kiedy sam tego nie spróbował. Był strasznie oporny, ale w końcu dał się namówić i nie pożałował. Odkręciłam więc kurek zadowolona z tego, że niektóre rzeczy się nie zmieniły, ale zanim upiłam kilka łyków usłyszałam głośny huk. Karton od razu wypadł mi z ręki, a ja pognałam do okna, skąd zdawało mi się, że docierał dym. Niemal od razu dostrzegłam bezwładne ciało mężczyzny i serce dosłownie mi się zatrzymało. Przestałam oddychać, a oczy przybrały wielkość pięciozłotówek, kiedy powoli docierały do mnie fakty.
- LIAM!!! – wrzasnęłam, po czym błyskawicznie złapałam jakieś spodnie z ziemi. Naciągając je na nogi, skakałam w stronę kuchni, w której wybrałam numer po karetkę, kiedy zapinałam suwak i guzik od dołu odzienia. Wezwałam ją, po czym znalazłam się przy wyjściu. Złapałam za klamkę, ale poczułam opór. Panika sięgała już zenitu, a ja nie wiedziałam co powinnam dalej zrobić. Drzwi były zamknięte, nie umiałam ich otworzyć, nieważne jak mocno starałam się tego dokonać.
- TY KRETYNIE!! – ryknęłam i zaczęłam zrzucać wszystko z półek w poszukiwaniu zapasowych kluczyków. Wszystko znalazło się na podłodze, uderzało o nią z naprawdę głośnym trzaskiem, ale nie obchodziło mnie to. Obiecałam sobie, że jeśli nie znajdę szybko kluczyków to rozpierdolę te drzwi nożami w kuchni. Na szczęście nie doszło do tego. Znalazłam je za świecznikiem i od razu doskoczyłam do zamka. Zanim trafiłam odpowiednim kluczem trochę minęło, ale w końcu opuściłam mieszkanie, łapiąc po drodze jedną z kurtek Stylesa. Podczas zbiegania co drugi, albo trzeci schodek nakładałam ją na ramiona, co jakiś czas poprawiając spadające z moich bioder spodnie chłopaka. Nie interesowało mnie to, chciałam się przy nim jak najszybciej znaleźć.
Niemal wyskoczyłam na ulicę i zauważyłam tłum ludzi, którzy wpatrywali się w mojego przyjaciela. Siłą się przez nich przecisnęłam i rzuciłam się na kolana przy bezwładnym ciele Liama. Wyglądał fatalnie. Całe jego ciało było oznaczone ranami, które wyglądały i tak dobrze w porównaniu z kończynami. Nogę miał dziwnie wygiętą, rękę też. Oddychał, ale jego klatka piersiowa unosiła się coraz wolniej.
- Nie, nie, nie, nie, nie… – skomentowałam i położyłam dłonie na jego torsie. Następnie zaczęłam uciskać trzydzieści razy, po czym wpuściłam powietrze do jego płuc. – Nie waż mi się umierać! – krzyknęłam, czując jak łzy spływają po moich policzkach. Nie przestawałam jednak tej rutyny, czekając na pojawienie się karetki. Zagryzałam wargę i pierwszy raz od bardzo dawna modliłam się. Modliłam o to, żeby mężczyzna z tego wyszedł. Nie przeżyłabym jego straty, zwłaszcza takiej całkowitej. Nie mógł umrzeć, nie dałabym sobie rady bez niego.
- Proszę, wytrzymaj. Trzymaj się… – nie wiem po co gadałam do nieprzytomnej osoby, ale czułam się tak, jakby to miało mi pomóc utrzymać jego świadomość. – Błagam, nie zostawiaj mnie, nie znowu… – to było ostatnie co powiedziałam, zanim pojawili się przy nas medycy. Sprawnie zamieniliśmy się rolami. Nałożyli mu na usta i nos przezroczyste coś, po czym sprawnie przełożyli jego ciało na łoże medyczne. Następnie w mgnieniu oka przetransportowali go do szpitala, pozwalając mi mu towarzyszyć. Nie dali mi jednak przepustki do sali operacyjnej, na którą go zabrali i musiałam czekać w poczekalni. Praktycznie cały czas gryzłam ze zdenerwowania materiał bluzki z długim rękawem, którą na sobie miałam. Nie mogłam usiąść, nogi mnie nosiły w te i we w tę po całym korytarzu. Nie mogłam też przestać płakać, a w zasadzie jedynie łzy mi ściekały po policzkach. Nie panowałam nad tym. Nie mogłam go stracić, nie zniosłabym tego. Najpierw Claire, teraz Liam… Dlaczego Derren mi to robił? Mógł mieć każdą, wszystkie na niego leciały. Czemu uwziął się akurat na mnie? Czemu nie mógł mi dać spokoju? Dlaczego chciał mi wszystkich odebrać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lavender

avatar

Liczba postów : 53
Join date : 08/07/2015
Age : 21
Skąd : Miasto Zagubionych Dusz

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro Lis 04, 2015 10:03 pm

Ostatkiem sił próbowałem nie dać całkowicie pochłonąć się ciemności. Było to praktycznie niewykonalne. Ten dziwnie nieznany mrok oplatał moje ciało, tonęły w nim kończyny, umysł był zamroczony. Zdawało mi się, że znajdowałem się na pograniczu dwóch światów. Miałem świadomość tego, że nadal istniałem, żyłem, jednak całkowicie oderwany od rzeczywistości. Dryfowałem w czarnym, bezdźwięcznym oceanie. Powoli przestawałem czuć ból, robiło mi się cieplej. Może miejsce, w które odpływałem nie było takie złe? Nie myślałem, nie czułem, zaznawałem spokoju. Chciałem dać porwać się tej ciemnej fali, pragnąłem by zabrała mnie ze sobą.
Jej głos przebił się przez mrok i dotarł do mojego umysłu. Wydawało mi się, że znajdowałem się pod wodą, a ona krzyczała do mnie znad brzegu. Ledwo mogłem rozróżnić poszczególne słowa. Prosiła bym jej nie zostawiał. Chciałem powiedzieć, że to ostatnie czego bym chciał, że zrobiłbym dla niej wszysko. Pragnąłem wyciągnąć przed siebie dłoń i pogłaskać ją po twarzy. Miała rację, przecież nie mogłem jej zostawić, nie znowu. Mieliśmy tyle do zrobienia, tyle do przeżycia, tak wiele do naprawienia. Nie chciałem tracić najwspanialszej szansy jaką ofiarował mi los. Obiecałem sobie wypłynąć na powierzchnię nim ciemność ponownie oderwała mnie od świata.


Otworzenie powiek było dla mnie wysiłkiem porównywalnym z podniesieniem niesamowicie ciężkiego głazu. Jęknąłem gdy światło zaczęło razić moje źrenice. Chciałem nakryć twarz dłonią, z jakiegoś powodu nie mogłem jednak nią ruszyć. No dobrze, zdecydowanie coś mi tu nie grało. Zaliczyłem tak ostrą imprezę, że nie byłem w stanie nawet otworzyć oczu? Nie mówiąc już o tym, że każda próba wykonania jakiegokolwiek ruchu kończyła się porażką, wszystkie miejsca pulsowały bólem. Nie rozumiałem skąd wzięła się ta dziwna pustka w mojej głowie.
-Panie Styles, słyszy mnie pan? – drgnąłem słysząc głęboki męski baryton, w którym pobrzmiewał lekko brytyjski akcent. Coś mówiło mi, że powinienem odpowiedzieć.
-Słyszę – mój głos brzmiał ochryple, zaskoczyło mnie jego brzmienie. Jakimś cudem udało mi się unieść powieki na tyle szeroko, by ujrzeć nad sobą szczupłego, wysokiego mężczyznę. Jego głowę pokrywały czarne włosy z wyraźnie przebijającą się siwizną –Gdzie ja jestem, do jasnej cholery? – zamrugałem kilkakrotnie, by odzyskać ostrość widzenia. Dopiero po upływie kilkunastu sekund zdałem sobie sprawę z tego, że oprócz mężczyzny w pomieszczeniu znajdowała się jeszcze młoda kobieta ubrana w biały kitel. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Białe bezosobowe ściany, sterylny porządek i charaktertstyczny zapach. Niewątpliwie znajdowałem się w szpitalu. Musiało minąć kolejne kilka minut, zanim uświadomiłem sobie w jaki sposób tu trafilem.
-Wygląda na to, że stan pacjenta jest stabilny – doktor powiedział bardziej do siebie niż do mnie, niczym robot zapisał coś w notatniku –Mercy, mogłabyś wytłumaczyć pany Stylesowi co się stało? – spojrzałem na drobną kobietę domyślając się, że to ona była ową „Mercy”. Nie umknęło mojej uwadze, że nie każdy lekarz zwracał się do pomagającej mu pielęgniarki po imieniu.
-Oczywiście – odparła dość niepewnym głosem. Zamiast patrzeć na mnie, wbiła wzork w moje dłonie. Może w normalnych okolicznościach byłoby to dla mnie całkiem zabawne, teraz jednak czułem się zbyt słabo, by czerpać radość z tych zabawnych kobiecych zachowań. Wspomnienia z wypadku zapisały się w mojej głowie w formie zamglonego obrazu.
-Był pan nieprzytomny przez prawie trzy dni. Musieliśmy operować, miał pan szczęście, narządy wewnętrzne nie zostały poważnie uszkodzone. Będzie musiał się pan oszczędzać przez najbliższy czas, złamał pan nogę i przedramię – jęknąłem słysząc tę informację.
-To znaczy, że przez kilka miesięcy nie będę mógł nawet pójść pobiegać? – spytałem jakimś cudem dźwigając się na łokciach i prawie siadając -Zajebię tego skurwysyna! – powiedziałem glośniej niż zamierzałem. Dość szybko zdałem sobie sprawę z tego, że sprawcą mojego wypadku był nie kto inny jak Derren. Chyba dotarło do niego, że Sky nie miała najmniejszego zamiaru na powrót do ich chorego związku. Nie byłem w stanie czuć satysfakcji, nie wiedziałem czy Sky chciała być ze mną. Powinienem jej podziękować. Gdyby nie jej głos, nie to, że jakimś cudem znalazła się przy mnie z pewnością nie otworzyłbym teraz oczu.
-Kiedy będę mógł wrócić do domu? – zwróciłem się do pielęgniarki.
-Jak powiedział doktor, pański stan jest stabilny. Myślę, że możemy wypuścić pana nawet dzisiaj. Pańska dziewczyna z pewnością się panem zajmie – uniosłem brew ku górze. Na ustach rudowłosej kobiety pojawił się lekki uśmiech –Praktycznie nie spała, ciągle była przy panu. To prawdziwy skarb mieć kogoś takiego – pielęgniarka przeniosła wzrok na fotel obok mojego łóżka. Mimowolnie powędrowałem za jej spojrzeniem. Dopiero co odzyskiwałem świadomość, mimo to nie wiedziałem jakim cudem mogłem nie zobaczyć Sky śpiącej w fotelu.
Wyglądała na wykończoną. Miała na sobie moją pogniecioną koszulkę, jej włosy były w całkowitym nieładzie. Mimo to wyglądała pięknie. Nie potrafiłem nie uśmiechnąć się na jej widok.
-Możemy zostać na moment sami? – spytałem nawet nie patrząc na pięlęgniarkę.
-Tak, oczywiście. W zasadzie powinnam pójśc porozmawiać z doktorem – odpowiedzieła zanim opuściła pomieszczenie.
Przez moment po prostu patrzyłem na dziewczynę. Nie byłem pewien czy chciałem ją budzić. Była przy mnie przez cały ten czas, musiała czuć się wykończona. Delikatnie musnąłem jej dłoń czując przyjemne mrowienie, gdy poczułem jej skórę.
-Sky? – szepnąłem nie wzbudzając tym praktycznie żadnej reakcji. Położyłem dłoń na jej udzie i powoli zacząłem kreślić nim kółka –Nie mów, że zapadłaś w śpiączkę – powiedziałem na tyle głośno, by ją obudzić. Uśmiechnąłem się, gdy otworzyła oczy –Hej Weber. Czuję się jakbym zaliczył największą imprezę w swoim życiu – chciałem odgarnąć włosy z jej twarzy, jednag gdy tylko spróbowałem podnieść wyżej rękę, poczułem dobrze znajomy ból.
-Nie będziesz miała nic przeciwko jeśli spuszczę wpierdol twojemy byłemu chłopakowi, kiedy tylko się poskładam? – spytałem z nonszalancją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   Sro Lis 04, 2015 11:19 pm




Myślałam, że to się nigdy nie skończy. Przez praktycznie całą operację Liama krążyłam po korytarzu, nie siadając nawet na chwilę. Nie byłam w stanie nie ruszać się z miejsca, kiedy jego życie było na szali. Dodatkowo przeze mnie. To ja do tego doprowadziłam. Wiedziałam jaki jest Derren, wszyscy mi to mówili, a jednak pomimo tego wplątałam się w związek z tym mężczyzną. Poszłam na łatwiznę, wpadłam w sieć, z której teraz będzie mi cholernie trudno się wyplątać. Niejeden raz lider Białych Kruków przypominał mi o tym, że tylko on ma do mnie prawa. Uważałam to za zwykłe, nic nieznaczące słowa. Teraz okazało się, że było zupełnie inaczej. On traktował mnie jak swoją własność. Jak rzecz, którą tylko on może rozporządzać. A kiedy wyrwałam się z jego łapsk, postanowił mi pokazać, jak wielki błąd popełniłam. Przypuszczałam, że będziemy mieli niemały problem.
W końcu wyjechali łóżkiem ze Stylesem z sali operacyjnej. Jak cień podążyłam za nimi aż do pokoju, w którym go umieścili. Długo ich przekonywałam do pozwolenia na przebywanie tutaj dwadzieścia cztery godziny na dobę. Musiałam mocno się o to postarać, ale w końcu się poddali. Pewnie dostrzegli w moich oczach, że nie miałam zamiaru się stąd ruszać. Nie zrobiłam tego przed kolejne trzy dni. Cały czas przy nim czuwałam, nie odstępowałam go na krok. Tylko jeśli naprawdę tego potrzebowałam. Bałam się, że kiedy zostawię go chociaż na moment bez kontroli, pojawi się ktoś od mojego byłego i nigdy więcej już go nie zobaczę żywego. Nie po to ryzykowałam negatywnym stosunkiem praktycznie każdego z Białych Kruków, żeby teraz stracić osobę, dla której to zrobiłam. Zwłaszcza w momencie, w którym wreszcie odzyskałam tę część mnie, którą zagubiłam wiele lat temu. Potrzebowałam go, bardziej niż tlenu. Nie zniosłabym jego śmierci, zabiłoby mnie to.
Nie spałam od ponad dwóch dni. Za wszelką cenę starałam się utrzymać oczy otwarte, ale byłam zbyt zmęczona. Szpital, będący miejscem, w którym wszędzie są chorzy, wykańczał. Zapach nie pomagał myśleć o nim jako o miejscu spokoju i radości. A widok nieprzytomnego już około siedemdziesiątą godzinę chłopaka był druzgocący. Dlatego nawet nie zwróciłam uwagi na to, kiedy zasnęłam. Nic mi się nie śniło, moje ciało po prostu odpoczywało. Mój organizm był za bardzo zmęczony, aby wysilić się na jakiekolwiek marzenie senne. Tkwiłam w czarnej pustce, która rozluźniała każdy mięsień w moim ciele. Zdawała się tworzyć mgłę, która we mnie wnikała i pomagała mi się odprężyć.
Usłyszałam znajomy głos i dziwne dreszcze pochodzące z uda. Niepewnie uniosłam powieki, czując jak bardzo protestowały, próbując pozostać sklejonymi. Na początku nie widziałam niczego oprócz rozmazanego obrazu. Powoli wszystko nabierało konturów, a nastąpiło to w pełnej krasie, kiedy ponownie usłyszałam ten głos. Jego głos. On nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo mi ulżyło, gdy go zobaczyłam. Był żywy, poharatany i pozszywany, ale oddychał. Wpatrywał się we mnie tymi cudownymi, czekoladowymi tęczówkami.
- Lia… – chciałam się rzucić w jego ramiona, ale w ostatniej chwili przypomniałam sobie o jego stanie i się powstrzymałam. Zacisnęłam dłonie w pięści, zabrałam je sprzed siebie i spojrzałam na niego, czując jak łzy szczęścia zaczynają ozdabiać moje policzki. Przetarłam je szybko i pokiwałam tylko twierdząco głową. Trudno mi było mówić cokolwiek, więc przez chwilę milczałam, wsłuchując się w dźwięk ulgi, która wypełniła całą salę. Następnie moja mina się zmieniła. Ze spokojnej i radosnej przeszła w nieprzyjemną i chłodną. W moich oczach odbił się chłodny odcień, a ja przysunęłam się bliżej niego i stanowczo spojrzałam mu prosto w oczy. – Liamie Styles – odezwałam się zimnym, poważnym głosem, nie mrugając nawet. – Nigdy więcej mi tak nie rób! – dodałam, po czym wszystko się we mnie rozluźniło, a ja smutno przygryzłam wargę. – Myślałam, że cię straciłam – dokończyłam, próbując powstrzymać łzy, ale nie byłam w stanie. Podniosłam prawą dłoń do jego policzka i położyłam ją na nim, jednocześnie przejeżdżając kciukiem po kościach w tej części. – Proszę, nie strasz mnie tak – dokończyłam półszeptem. Następnie lekko się wychyliłam z fotela i delikatnie go pocałowałam, starając się nie zahaczyć o ani jedno miejsce, w którym nadal miał ślady wybuchu. Pocałunek nie był ani namiętny, ani mocny. Nie miał w sobie tego, co posiadał przed wypadkiem. Tym razem wyrażał o wiele więcej emocji. Nie tylko ulgę, którą teraz odczuwałam, ale i strach z trzech dni, rozpacz na samą myśl o tym, że mógł nie przeżyć oraz radość z tego, że była na tyle silny, aby wytrwać. W ten sposób dziękowałam mu za to, że mnie nie zostawił. Jednocześnie łzy spływały po moich policzkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)   

Powrót do góry Go down
 
W pułapce uczuć (dramat, romans, akcja, b.n, hetero)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: