IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Czw Lut 16, 2017 9:15 pm

A i B znają się całe życie. Obydwaj dorastają w South Bronxie, skrycie marząc o karierze muzyków. 
Na horyzoncie pojawia się szansa na lepsze życie i spełnienie aspiracji.
Chłopiec A - @Askella
Chłopiec B - @Voldemort


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Czw Lut 16, 2017 9:55 pm

 
  
IMIĘ || RAFFIEL TYRONE
NAZWISKO || HAYES
WIEK || DZIEWIĘTNAŚCIE LAT
DATA NARODZIN || DWUDZIESTY PIĄTY LIPCA
ZNAK ZODIAKU || LEW
PŁEĆ || MĘSKA
ORIENTACJA || HOMOSEKSUALNA
  
 

  
KOLOR OCZU || JASNOZIELONE
KOLOR WŁOSÓW || CZARNE
WZROST || STO OSIEMDZIESIĄT PIĘĆ CM
WAGA || W NORMIE
SYLWETKA || WĄSKA TALIA, SZEROKIE RAMIONA; UMIĘŚNIONA I WYSPORTOWANA
ZNAKI SZCZEGÓLNE || NADZWYCZAJ JASNE OCZY
  

 

    
> RAFFIEL STRACIŁ RODZICÓW, GDY BYŁ BARDZO MAŁY. ZUPEŁNIE ICH NIE PAMIĘTA. WIE, ŻE JAKO JEDYNY PRZEŻYŁ WYPADEK SAMOCHODOWY. 
DZIĘKI STARSZEJ SIOSTRZE PRZYJACIELA UDAŁO MU SIĘ TRAFIĆ DO ODPOWIEDNIEJ RODZINY ZASTĘPCZEJ. <


> NIGDY NIE POWIEDZIAŁ PRZYJACIELOWI, ŻE JEST GEJEM. WIE O TYM TYLKO JEGO MATKA, STARSZA SIOSTRA JEGO PRZYJACIELA, Z KTÓRĄ TO RAFF JEST BARDZO BLISKO ORAZ SAM RAFF.  <


> NIE JEST DZIEWICĄ. PIERWSZY RAZ POSZEDŁ DO ŁÓŻKA Z FACETEM W WIEKU PIĘTNASTU LAT. <


> CHCE ZOSTAĆ RAPEREM. DĄŻY DO TEGO BY SPEŁNIĆ TO MARZENIE. <


> CHODZI NA SIŁOWNIĘ, BIEGA I UPRAWIA PARKOUR. <


> ZAJMOWAŁ SIĘ MODELINGIEM, GDY BYŁ NIECO MŁODSZY. <


> JEST BARDZO AMBITNY, UTALENTOWANY MUZYCZNIE I SZYBKO SIĘ UCZY. BYŁ JEDNYM Z NAJLEPSZYCH UCZNIÓW W SZKOLE I MA NA KONCIE KILKA WYGRANYCH KONKURSÓW MUZYCZNYCH ( GRA NA PIANINIE ). <


> MA PROBLEMY Z AGRESJĄ I STWIERDZONY ZESPÓŁ NADPOBUDLIWOŚCI Z DEFICYTEM UWAGI, CZYLI ADHD. <


> OD PIĘCIU LAT JEST ZAKOCHANY W ISAIAHU. <
   

 

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Czw Lut 16, 2017 10:48 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Czw Lut 16, 2017 10:18 pm


<<<<<<<<<<
Isaiah Moses
mężczyzna
19 lat
[data urodzenia]
[znak zodiaku]
biseksualizm

<<<<<<<<<<


<<<<<<<<<<
czarne włosy
brązowe oczy
(często nosi niebieskie soczewki)
180 cm
67 kg
liczne tatuaże, septum

<<<<<<<<<<


<<<<<<<<<<
>jest zamożny<
>jego matka (Esther Moses) leży w śpiączce po wypadku samochodowym<
>jego ojciec (?Moses) jest prawnikiem i poślubił swoją współpracowniczkę (?)<
>ma również 10 lat starszą siostrę (Naomi Moses), która została lekarzem<
>od dzieciństwa przyjaźni się z Raffielem od dzieciństwa (od dzieciństwa)<
>uprawia parkour oraz okazjonalny jogging<
>gra na ukulele<
>wcześnie przyznał się do orientacji biseksualnej, gdy przypadkowo trafił na teledyski RuPaula<
>jedynie Raffiel wie, że Isaiah słucha RuPaula<
>Isaiah jest dziewicą<
>razem z Raffem marzy o karierze muzycznej<
>jego babka jest chorobliwie wierząca, lecz nie potępia jego orientacji i mają bardzo dobry kontakt<
>przyjaźni się z kilkoma amatorskimi fotografami, którzy chętnie wykorzystują jego ładną buźkę<
>biegle posługuje się martwymi memami<

<<<<<<<<<<

 

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pią Lut 17, 2017 1:55 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Czw Lut 16, 2017 11:27 pm

Raffiel wyszedł od Andre późnym wieczorem, ruszając w kierunku domu od razu po tym, jak wstąpił do pobliskiego całodobowego marketu, by kupić dla siebie butelkę niezdrowego napoju gazowanego, na który to miał ochotę od samego rana. 
Popijając colę, wyciągnął z kieszeni telefon i natychmiastowo zmniejszył jasność ekranu, gdy uderzył go ogromnie kontrastujący z mrokiem blask. 
Następnie przystąpił do rutynowego telefonu do Isaiaha. Raff pomyślał nawet, że wpadnie do chłopaka po drodze do siebie, żeby odebrać od niego rzeczy, które zostawił u niego parę dni temu, gdy tam nocował. 

Chłopak odebrał po dwóch sygnałach, mrucząc ze zmęczeniem przywitanie do telefonu i przyjemnie przy tym drażniąc swoim ospałym tonem bębenki w uszach Raffiela. 
 – Mogę do ciebie teraz wpaść po te rzeczy? Mam tam piankę do golenia i krople do oczu. 
Isaiah nie należał do ludzi, którzy odmawiają sobie towarzystwa przyjaciół nawet w momencie swojego najwyższego stadium zmęczenia, dlatego też już w następnej chwili – Raffiel wsiadał do autobusu jadącego w stronę miejsca zamieszkania najlepszego przyjaciela. 


***

Wszedł do segmentu przyjaciela, nie dzwoniąc dzwonkiem do drzwi. Czuł się tutaj mile widziany i zupełnie tak, jakby był to jego drugi dom. Przyjaciel, jego siostra, a nawet ojciec i macocha rodzeństwa także nie pozwalali na to, by Raffiel czuł się tu obco. 
Ojciec i jego żona często jednak wyjeżdżali, a starsza siostra wyprowadziła się z domu dawno temu, więc dom często zostawał pod opieką jedynie Raffa i Isaiaha. 
Tak też miało być tego wieczoru. 

 – Babe, jestem! – zawołał z parteru Raff, zdejmując buty i rozglądając się po pustym wnętrzu. Często nazywali siebie nawzajem w ten sposób. Był to ich wewnętrzny żart i przytyk dla biseksualizmu Isaiaha. Raffiel udawał, że go to śmieszy, gdy w rzeczywistości nieco ułatwiało mu to funkcjonowanie w platonicznej relacji z najlepszym przyjacielem. 
 – Masz coś do jedzenia? – dalej wołał z dołu. Skierował swoje kroki w następnym momencie do kuchni chłopaka.
Zapalił światło w pomieszczeniu po czym znalazł sie przed lodówką, którą to otworzył i zbadał jej zawartość szybkim spojrzeniem. 
Na jednej z półek stała napoczęta butelka z wódką, na której widok Raff aż się skrzywił. Czym prędzej zatrzasnął lodówkę i otworzył którąś z górnych szuflad nad blatem. 
Ostatnio, gdy pił… skończyło się to źle. 
Coraz trudniejsze zdawało się być ukrywanie swojej orientacji seksualnej przed gronem nieco zbyt wścibskich znajomych. 
Coraz trudniejsze było udawanie, że interesują go dziewczyny, a nie Isaiah. 

W końcu jego przyjaciel pojawił się w kuchni, leniwie przechadzając się po pomieszczeniu i nie odrywając przy tym nóg od podłoża. 
Chłopak nie miał na sobie koszulki, a jedynie spodnie dresowe co zauważył Raff, gdy zerknął ku niemu i poświęcił na to jedno mgnienie oka, by przypadkiem dłuższym spojrzeniem nie zdradzić swojego nieprzyzwoitego zainteresowania. 
 – Jesteś zmęczony? – spytał Raff i w końcu sięgnął po banana, by to nim zapełnić swój niemalże pusty żołądek. Cały dzień spędził z Andre poza domem i nie miał czasu nic zjeść. 

Oparł się biodrami o blat kuchenny i zwrócił swoje jasne oczy na przyjaciela, posyłając mu delikatny uśmiech, gdy ten ziewnął. 
 – Ślicznie wyglądasz – sarknął Raffiel, utrzymując swoją wypowiedź w tonie sarkazmu. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 2:04 am

Tego dnia znów był w szpitalu u matki. Wymienił przymierający bukiet lawendy – ulubionych kwiatów jego matki – na świeży oraz opowiedział jej co ciekawego się ostatnio wydarzyło. Łącznie spędził tam cztery godziny. Gdy ojciec był w kolejnej delegacji, to na Isaiaha spadała odpowiedzialność opieki nad kobietą. Zjadł także lunch z siostrą, a na koniec dnia zrobił zakupy. Ot, typowa sobota.

Gdy już przysypiał w swym pokoju przed konsolą z ulubioną playlistą stworzoną przez Raffa w tle, usłyszał przychodzące połączenie, które prawie natychmiast odebrał.
Towarzystwo Raffiela było zawsze mile widziane w jego progach. Było tak od zawsze i raczej nieprędko się zmieni. Chłopak był bowiem dla Mosesów jak rodzina.

Z krótkiej drzemki wybudził go głos przyjaciela, rozchodzący się po pustym domu. Podniósł się z podłogi, na którą się zsunął z pufy, po czym wysunął z pokoju i niemalże zjechał po schodach. W ciszy otworzył zamkniętą przez kumpla lodówkę i wyciągnął puszkę monstera. Zaspany usiadł na blacie, otworzył napój i w końcu podniósł wzrok na Raffa.

-Ty też – puścił towarzyszowi oczko, rozpromieniając się w końcu. Wziął głęboki łyk, obserwując niknącego banana. – Zostajesz na noc?

Usłyszawszy jedyną poprawną odpowiedź na to pytanie, oparł się plecami o ścianę i westchnął przeciągle. Nagle ciszę przerwało donośne burczenie w brzuchu. Spojrzał podejrzanie na kolegę.

-Twój czy mój? – zmarszczył brwi. – Nie zastanawiając się długo, wyciągnął telefon z kieszeni dresu i otworzył safari. – Chcę pizzę. Americano?

Nie czekając na odpowiedź zamówił posiłek i uśmiechnął się zadowolony z siebie. Nie wyłączając telefonu, podłączył się do głośników w kuchni, które swoją drogą sam tu ustawił i włączył muzykę, której nie bał się odtwarzać tylko w obecności dwóch osób: Raffa i Naomi.
RuPaul – Cover Girl rozbrzmiało echem w pomieszczeniu oraz na korytarzu.
Chłopak, jeszcze bardziej szczęśliwy ze swoich akcji, sięgnął po jedną z paczek papierosów, leżących w kuchni. Cała rodzina Mosesów należy do palących, a papierosy traktowane są w tym domu jak mleko w lodówce – każdy kupuje i każdy korzysta. Podał jednego przyjacielowi i odpalił.

-Myślałem o tym, jak pusty jest ten dom… - zaczął tajemniczo – i doszedłem do wniosku, że potrzebuję psa.

Marzył o psie odkąd jeden zaczepił go na ulicy trzy miesiące temu. Śliczny mastiff próbował ukraść mu czapkę, lecz chłopak uznał to za urocze i sam zamarzył o takim czworonożnym przyjacielu.

-Szczeniaka – dodał po chwili.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 2:52 am

Uśmiechnął się w odpowiedzi na słowa Isaiaha, który wyraźnie rozpromienił się na komplement, który posłał ku niemu Raff. Ich przyjaźń dopuszczała wiele podobnych incydentów i przyjmowała na porządek dzienny. Gdyby jednak Isaiah wiedział, co tak naprawdę o tym myśli Raffiel – z pewnością ich przyjaźń nie wyglądałaby tak samo, o ile w ogóle jeszcze istniała.
Raff bał się, że kiedyś jego uczucia wyjdą na jaw i wieloletnia przyjaźń między nim, a chłopakiem zostanie bezpowrotnie zniszczona. Z tego samego powodu bał się powiedzieć przyjacielowi o tym, że w rzeczywistości wszystkie jego dziewczyny zupełnie go nie interesowały pod względem fizycznym. Bał mu się wyjawić, że sypiał z mężczyznami i to spełniało jego seksualne zapotrzebowanie na jakąkolwiek zastępczą bliskość, na którą nie mógł sobie pozwolić z Isaiahem.
Raffiel z niecierpliwością oczekiwał momentu, gdy te absurdalne uczucia do chłopaka wreszcie znikną.

 – Może być – odparł na pytanie o rodzaj pizzy. Skoro miał zostać tu na noc to także nic nie stało na przeszkodzie, żeby wreszcie zjeść kolację.
W następnej chwili z głośników popłynęła muzyka, do której słabość Isaiah zatajał przed każdym, kto nie był Raffem lub jego siostrą. Hayes nie miał nic przeciwko temu. Nigdy na głos nie wyjawił swojego stosunku do muzyki, której słuchał jego przyjaciel. Ta także mu się podobała.
Jednak miał w zwyczaju przewracać teatralnie oczyma, gdy tylko słyszał RuPaula.
Tak też zrobił i tym razem, wrzucając po chwili skórkę od banana do śmietnika.

 – Szczeniaka? – parsknął Raff, sięgając po odpalonego papierosa tkwiącego między palcami Isaiaha. – Nie masz co robić… – dodał następnie i pokręcił głową po czym ożywił się nagle.
 – Byłem dzisiaj u Andre. Powiedział, że umówił się z tym gościem z wytwórni na następny tydzień.
Raffiel i Isaiah od dawna planowali przeniesienie się z domowego studia nagraniowego u Andre do profesjonalnej wytwórni. Wreszcie mieli ku temu sposobność.
 – Więc możemy świętować – powiedział i uśmiechnął się do przyjaciela, zaciągając się jego papierosem i zwracając mu ów w następnym momencie. – Bo to oznacza, że wydajemy płytę.

***

Gdy tylko pizza dotarła pod drzwi domu Mosesa, on i Raff ruszyli do pokoju Isaiaha. Tam usiedli na podwójnym łóżku chłopaka i kontynuując słuchanie RuPaula – Hayes skręcał leniwie jointa.
Na paleniu, jedzeniu i wymienianiu uwag dotyczących kawałków na nowej płycie minęła im godzina. Zrobiło się późno, a zioło skutecznie poprawiło ich humor i rozbudziło Isaiaha na tyle, że nie usypiał na stojąco.
 – Moses… powiedz, jestem w twoim typie? – wymruczał w rozbawieniu Raffiel, zerkając w dół na przyjaciela, który leniwie przeglądał Twittera, wspierając się głową na ramieniu drugiego z nich.
 – Przespałbyś się ze mną? – pytał dalej, śmiejąc się cicho przy tym.
Nigdy nie rozmawiali o podobnych rzeczach bowiem Raffa w mniemaniu Isaiaha nie powinna interesować słabość Mosesa do chłopców. Raffiel nigdy nie próbował wyprowadzić chłopaka z błędu.

Spojrzenie kątem oka wbił w profil przyjaciela, usilnie próbując nie okazać oczekiwania wobec odpowiedzi, której miał udzielić mu za chwilę chłopak.
Bycie zakochanym w najlepszym przyjacielu potrafiło nieźle zmęczyć. Między Isaiahem, a Raffem nie istniały żadne tajemnice… poza tą dotyczącą jego orientacji i uczuć wobec Isaiaha.
Oczywiście Hayes nie mógł sobie pozwolić na poczucie winy w stosunku do faktu, że nie mógł Mosesowi powiedzieć o wszystkim. Gdyby pozwolił – strawiłoby ono resztki nerwów Raffiela.
Dlatego milczał… od paru lat.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 3:22 am

Isaiah odebrał pizzę rozmawiając z babcią o teoretycznym niedzielnym obiedzie, ładnie podziękował dostawcy, życząc mu miłej nocy i jak zawsze ruszyli do pokoju młodego Mosesa.
Informacja o niedługo wydawanej płycie rozbudziła chłopaka praktycznie do końca. Wciąż jednak pozostawił w sobie odrobinkę senności, którą rozwiać będzie mógł joint. Od zawsze palili tylko razem, czasem w towarzystwie innych, lecz nigdy osobno. Taki mały rytuał.
Gdy uwagi i fantazje odnośnie albumu wyczerpały się na dzisiejszą noc, chłopcy zajęli się sobą, wspierając fizycznie na sobie.

-Hmm możliwe, że jesteś. Nie zastanawiałem się nad tobą w ten sposób – mruknął, zsuwając się na poduszki. Temat nie wydał mu się dziwny, ponieważ obaj byli już upaleni, a wtedy przychodziły im na myśl przeróżne tematy, przez co dawno temu zgodzili się nie oceniać się na podstawie rozmów po marihuanie. – Ale dobrze wiesz, że nie przespałbym się z nikim, o ile nie byłbym pewien, że to Ta Osoba™. Wiesz, jakby do ślubu, ale ta ceremonia nie jest konieczna – uśmiechnął się pod nosem i złapał kontakt wzrokowy z drugim murzynem. – Dolne partie to moje święte miejsce, które można oglądać, ale nie dotykać  - zaśmiał się ze swoich słów.

W młodości wyobrażał sobie swój ślub. Taką presję wywarła na nim jego ówczesna przyjaciółka, która już planowała sobie swój. Najmłodszy Moses nie wyobrażał sobie nic dużego, także, ku nieszczęściu babki, ślub w kościele odpadał. Zwłaszcza, jeśli postanowi wyjść za mężczyznę.

-A ty jaki masz typ? Gdybyś był gejem, to spodobałbym ci się? – zagadnął, podnosząc się na łokciach oraz uniósł jedną brew.

Traktował Raffa jak brata, więc nawet na myśl nie przyszło mu spojrzeć na niego romantycznie. Faktycznie, wpasowałby się w jego typ. Nie chciał jednak nic zmieniać w ich relacji. Zwłaszcza, że spodobała mu się nowa dziewczyna ze szkoły. Nie poznał jej jednak jeszcze, więc nie wiedział, czy jej charakter będzie mu pasował. Dlatego jeszcze nikomu o tym nie powiedział.

Próbie wysłowienia się Hayesa została zniweczona przez dzwonek telefonu Isaiaha. Czarnoskóry chłopak podniósł się i ujrzał nieznany numer. Gdy chciał odebrał, dzwoniący rozłączył się.
Chłopak mruknął do siebie i odłożył telefon, by znów go podnieść na dźwięk smsa.

‘Wybacz niechcący zadzwoniłam. Tu Zoe z literatury. Chciałam się dowiedzieć czy zapisałeś termin wypracowania’

Moses mruknął jeszcze raz i powstrzymał na chwilę przyjaciela od mówienia. Chwilę zajęło mu przypomnienie sobie, kim jest Zoe z literatury i o jakie wypracowanie jej chodzi. Gdy dotarło do niego, że to biała szatynka z ławki po drugiej stronie klasy, wyszukał w notatkach pytany termin i szybko odpisał koleżance, po czym zapisał jej numer.

-Teraz mów – uśmiechnął się i raz jeszcze zalotnie podniósł brew, wpatrując się w jasne oczy kolegi.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 4:19 am

. – Cnotka niewydymka Moses – powiedział Raffiel, poprawiając się na łóżku, gdy ciężar głowy przyjaciela zniknął z jego ramienia. – Ja mam to gdzieś. Za dużo ładnych dziewczyn by się marnowało… – mruczał pod nosem, uśmiechając się dwuznacznie do chłopaka.
Raffiel często robił to z dziewczynami, często miewał na pozór głębsze relacje z nimi. Nigdy nie przedstawił jednak żadnej z nich rodzicom, a i rzadko kłopotał się wplątywaniem ich w to co było między nim a Isaiahem.

Moses zadał pytanie, na którego odpowiedź udawał Raffiel, że obmyśla. Bo cóż… Hayes znał odpowiedź doskonale. Isaiah był nie tylko cholernie atrakcyjny pod względem estetycznym, ale także był inteligentny, dzielił z Raffem zainteresowania i ambicje oraz rozumieli się na każdej płaszczyźnie doskonale.

Nie zdążył jednak odpowiedzieć. Telefon Isaiaha zadzwonił, by następnie zakomunikować nadejście wiadomości.
Brwi Raffiela zmarszczyły się, gdy spojrzał na równie zdezorientowane oblicze przyjaciela.
To jednak po krótkiej chwili rozjaśniło się za sprawą zrozumienia. Chłopak począł odpisywać na wiadomość i stukać coś nader zajmującego w telefonie.
Raffiel już miał nadzieję, że wobec tego roztargnienia – Isaiah zapomni, że zadał wcześniej jakiekolwiek pytanie.
Ten jednak nakazał mu kontynuować, gdy tylko skończył z przejęciem przyglądać się telefonowi.
Raff postanowił udzielić odpowiedzi mało zgodnej z prawdą.
 – Nie wiem… – powiedział bez przekonania i wbił spojrzenie w swój telefon, gdy tylko ciemne oczy przyjaciela dosięgły jego własnych. – Chyba tak – dodał. – Ale nie licz na buziaka.

Kolejne minuty mijały im na wspólnym przeglądaniu internetu. W końcu postanowili włączyć jakiś film, gdy okazało się, że żadnemu jeszcze nie chce się spać.
Półnadzy umiejscowili się wygodnie pod wspólną kołdrą, odpalając kolejnego skręta.
Już nie rozmawiali o tym, kto im się podoba i co by się stało, gdyby Raff był gejem.

Gdy Isaiaha począł morzyć sen – telefon Raffiela wydał z siebie cichy dźwięk sygnalizujący nadejście wiadomości.
Chłopak leniwie sięgnął po telefon, zapauzował film i postanowił sprawdzić kto też może mieć do niego jakiś interes o trzeciej w nocy.
Tajemniczym nadawcą okazał się być Daniel – dawny znajomy Raffiela jeszcze z czasów, gdy parał się modelingiem.
W pierwszej chwili Raffiel miał ochotę nie odpisywać na wiadomości chłopaka ze względu na fakt, że wiązały się z tą znajomością burzliwe wspomnienia dawnego romansu. Postanowił jednak dać chłopakowi szansę na zaskarbienie odrobiny uwagi młodego Hayesa.

Rozmowa trwała następne paręnaście minut nim Daniel zaproponował Raffielowi spotkanie, gdyż obecnie przez tydzień brał udział w pokazach w Nowym Jorku.
Hayes obiecał, że się nad tym zastanowi i nawet nieco dwuznaczny charakter propozycji nie poruszył chłopaka. Raffiel nie był niewyżytym nastolatkiem latającym za każdym ładnym tyłkiem ujrzanym na ulicy.
Daniel miał o sobie jednak wysokie mniemanie. Hayes zresztą musiał mu przyznać, że ów było uzasadnione bowiem Daniel… był cholernie dobry w te klocki.

Raffiel w końcu uwolnił się od Daniela, odłożył telefon, wyłączył film i ułożył się do snu obok śpiącego Isaiaha.
W nieznacznej blasku świateł podjazdu twarz chłopaka wydawała się Raffielowi jeszcze ładniejsza niż zwykle.
Położył swoją głowę delikatnie na poduszce obok, zwracając swój wzrok na twarz przyjaciela.
Przez chwilę jedynie wpatrywał się w jego oblicze nim zdecydował się sięgnąć do niego dłonią.
Ledwo dotykając skóry chłopaka – przejechał opuszkami palców po policzku przyjaciela, zahaczając o wydatne usta i lekko odchylając ich dolną wargę.
Był tak cholernie poza zasięgiem Raffiela, że czasami było to dla chłopaka nie do zniesienia.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 6:00 am

Niedziela w domu babki minęła jak zawsze – milusio. Oraz w towarzystwie Raffiela oczywiście. Starsza kobieta uwielbiała bowiem Hayesa, a Hayes uwielbiał ją. Poza tym był tam jeszcze ulubiony z całej piątki wnucząt. Babcia ze strony matki zajęła się nim, gdy jej najstarsza córka zapadła w śpiączkę, a ojciec wnuka zaczął częściej wyjeżdżać w delegacje – gdzie zresztą poznał swoją obecną żonę.
Agnes Henderson, jak bardzo by nie próbowała, nie potrafi dogadać się z macochą dwójki jej wnucząt.  
Chłopcy zjedli smaczny domowy posiłek, porozmawiali o polityce oraz posłuchali historii z dzieciństwa i młodzieńczych lat matki młodego Mosesa.
Potem przypomnieli sobie o poniedziałkowych lekcjach.

+++

W drzwiach szkoły przywitał Isaiaha tył głowy ślicznej nowej koleżanki. Stała sama, więc miał okazję do niej zagadać, poznać.
Dowiedzieć się, jak ma na imię.
Ruszył więc w jej stronę, lecz gdy był już na wyciągnięcie ręki od pięknej nieznajomej, w drogę weszła mu Zoe z literatury.

-Napisałeś już wypracowanie? – donośny głos wyrwał go z tworzonego już w głowie dialogu z murzynką.

-Ech – zatrzymał się, wciąć patrząc za dziewczyną. – Tak, nie, nie pamiętam jaki ma temat. Przepraszam, trochę się sp..

-Ja już napisałam. Mogę ci pomóc, czy doradzić, gdybyś chciał – urwała mu w pół słowa, uśmiechając się przyjaźnie.

No tak, oczywiście, że mogła. Moses spojrzał w końcu na szatynkę i uśmiechnął się uprzejmie. Dziewczyna była nieprzeciętnie ładna. Niestety nie była w jego typie.
Jego typ to Afroamerykanki. Nie wynikało to z uprzedzeń co do rasy białej, choć mógł takowe mieć, po nieciekawym doświadczeniu z pewnym białym chłopakiem dawno temu, a zwyczajnie z przyzwyczajenia. Szukał w dziewczynach namiastki swej matki, której właściwie nie pamiętał. Oglądanie śpiącej kobiety, a faktyczne rozmawianie z nią to dwie skrajnie różne rzeczy. Marzeniem Isaiaha było poznanie swej matki. I miał to na wyciągnięcie ręki.
Tego też szukał w dziewczynie – pięknej murzyńskiej twarzy i charakteru zbliżonego do tego z opowieści rodziny.
Zawsze wydawało mu się to głupie, lecz nie mógł nic na to poradzić. Taki już był.

-Dziękuję, może nawet skorzystam – skinął do dziewczyny głową.

W chłopakach szukał czegoś zupełnie innego – kogoś podobnego niemu samemu. Przyjaciela.
Kątem oka obserwował, jak jego cel odchodzi w stronę klas. Niestety ku innej części, niż on miał planowane lekcje.  
Gdy już był gotowy do uznania swej pozycji jako straconej, zza zakrętu wyłonił się jego ostatni ratunek – Raffiel.
Stracona szansa na poznanie obiektu zainteresowań zepsuła mu humor i wyjątkowo nie miał ochoty na rozmowę z kimkolwiek. Raff natomiast, jako jednak z niewielu osób potrafił to zrozumieć.
Złapawszy kontakt wzrokowy z przyjacielem, posłał mu sygnał proszący o pomoc.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 6:52 am

Co masz taką dziwną twarz? – spytał Raff, podchodząc bliżej do przyjaciela i witając się z nim piątką. – Wyglądasz jakbyś wdepnął w gówno – dodał, nadal zachowując powagę.
Obydwaj ruszyli w kierunku klasy, w której to miały się odbyć ich pierwsze zajęcia tego dnia.

Dotarli do klasy i usiedli blisko siebie. Raff położył podręcznik na blacie ławki po czym niespodziewanie konspiracyjnie pochylił się nad ławką przyjaciela.
Kto to Zoe? – spytał chłopak, marszcząc na Isaiaha brwi. – Pytała mnie jakieś piętnaście minut temu o ciebie. – Nauczyciel wszedł do klasy i zarządził ciszę, więc Raff musiał skierować wzrok przed siebie.
Lekcja się rozpoczęła.

***

Stali obok szkoły, tam gdzie zwykle większość palaczy ze szkoły. Raff nigdy nie lubił tego tłumu. Wolał przejść się kilka kroków dalej, ale mieć tylko dla siebie ten jeden metr kwadratowy przestrzeni osobistej na osobę.
Tym razem Isaiah uparł się, że musi zostać tutaj i na kogoś najwyraźniej czekał, bo rozglądał się na boki z zawziętością równą peryskopowi.
W końcu wypatrzył swój upragniony ląd i w jego kierunku ruszył, mając ze sobą ogromny zapas determinacji.

Dopiero po chwili Raffiel dojrzał cel wędrówki przyjaciela – ciemnoskórą, śliczną dziewczynę.
Jego brwi machinalnie zmarszczyły się w konsternacji, gdy przyglądał się temu teatrzykowi rozgrywającemu się przed jego oczyma.
Isaiah zagadywał do dziewczyny, ta odpowiadała mu uśmiechem, on proponował jej papierosa i podpalał jego końcówkę jej zapalniczką.
Zdaniem Raffa… było to cholernie żałosne.
Chłopak prychnął pod nosem i mocno zaciągnął się własnym papierosem.
Czym on sobie na to zasłużył?

Wyjął z kieszeni telefon i odpowiedział na kolejną wiadomość Daniela.
Równie dobrze mógł się z nim spotkać skoro najwyraźniej… niczego innego nie miał do roboty tego dnia. No cóż… oprócz spotkania z Isaiahem, ale przecież spotykając się i tak często. Jeden dzień rozłąki będzie musiał mu wybaczyć.

Gdy Isaiah w końcu wrócił ze swojej wyprawy – Hayes dopalił papierosa, rzuciwszy go na ziemię. Sam wisiał pochylony nad telefonem, nie interesując się zbytnio tym, co ma do powiedzenia na temat dziewczyny jego przyjaciel. Udawał, że znacznie bardziej interesuje go Daniel, który w rzeczywistości… był ostatnim, co wzbudzało w Raffielu jakiekolwiek emocje.

***

To popołudnie spędzili we trójkę z Andre, omawiając szczegóły wyprawy do Los Angeles w celu nagrania płyty. Rozmawiali o kosztach po raz kolejny, upewniając się w fakcie, że w końcu wszystko mają dopięte na ostatni guzik. Nic nie miało szans się nie udać – tak powtarzał im obydwu Andre.
Andre znany był ze swojej zapobiegliwości i szczęścia, które ze smykałką do biznesu sprawiało, że facet stawał się aniołem stróżem ludzi przedsiębiorczych. Oznaczało to tyle, że Raffiel i Isaiah mogli polegać na Andre.
I tak też robili, upalając się przy okazji jego trawą.

Koło dziesiątej wieczorem wyszli od Andre i ruszyli w kierunku swoich domów – upaleni i nieco wstawieni. Isaiah wspierał się na chwiejnym przyjacielu, a ten polegał na tym drugim i fakcie, że przecież nie jest aż tak pijany, żeby się przewrócić. To zazwyczaj wystarczało, żeby przeżyć.
Więc… Moses, nie mówiłeś, żeee masz nową dziewczynę – wybełkotał Raff, zataczając się delikatnie na przyjaciela. – Mogłeś powiedzieć, że z kimś kręcisz. Wiesz, że nie bywam zazdrosny – wymruczał uroczym tonem, ocierając się grzbietem nosa o skroń chłopaka i po chwili cicho się śmiejąc.
Ładna jest – dodał po chwili bez przekonania, nieco mniej uradowanym tonem. Swój wzrok wbił w ekran telefonu. Czekał cały wieczór na odpowiedź od Daniela.
Nie odpisuje mi, cholera…

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 8:06 am

W końcu udało mu się raz jeszcze trafić na piękną murzynkę w okolicach przerwy śniadaniowej. Gdy stała samotnie bawiąc się telefonem, Isaiah znów zebrał w sobie odwagę, by podejść. Na szybko wymyślił jakikolwiek tekst związany ze szkołą, lecz gdy jej ciemne oczy podniosły się na niego i spotkały z jego spojrzeniem zza błękitnych soczewek, w młodej głowie pojawiła się pustka.

-Ekhm.. j-jesteś nowa, prawda? – zająknął się i przygryzł wargę, by nie wydobyć z siebie niepotrzebnego słowotoku.

-Mhm, jestem Autumn – uśmiechnęła się do niego, chowając telefon do kieszeni.

-Isaiah. Skąd do nas przybyłaś?

-California. Mój ojciec dostał tu pracę, więc musiałam zmienić szkołę. No i oczywiście nikogo nie znam – uśmiechnęła się speszona i odgarnęła włosy za ucho.

Miłą pogawędkę przerwał im po kilku minutach niefortunny dzwonek. Moses zdołał jedynie dowiedzieć się, że dziewczyna pali oraz umówić po lekcjach w nieoficjalnej palarni.
I właśnie tam wyglądał za brązowooką Autumn. Ignorując prychnięcia przyjaciela, oddał się kontynuacji uprzednio przerwanej rozmowie. Miał jedynie nadzieję na zapoznanie Raffa ze swą nową miłością. Ten niestety nie wykazywał podobnej chęci i z udawanym zainteresowaniem wpatrywał się w telefon. Po tylu latach znajomości, Isaiah potrafił dostrzec różnicę pomiędzy rzeczywistym zainteresowaniem, a tym sztucznym.

Autumn natomiast wydała się niesamowicie interesująca, jednak… nie w typie Mosesa. Z zawodem musiał porzucić zauroczenie jej urodą. Dla niego bowiem największe znaczenie miał charakter. Oczywiście poparty nadzwyczajną urodą.
Nowa znajoma zupełnie różniła się od założeń chłopaka. Początkowo starał się tym nie zrazić, jednak gdy rozmowa zeszła na temat muzyki, a ona wyznała, że nie przepada za rapem – Isa już wiedział, że to nie ona jest Tą Jedyną™. Elegancko pożegnał się z koleżanką, obiecując sobie, że zawrze z nią mimo wszystko przyjaźń i wrócił do przyjaciela.
Nie musiał mu wyznawać swego zawodu, ponieważ wspaniałomyślnie nawet nie powiedział mu, że Autumn mu się podoba.
Podobała.


Isaiah Moses podziwiał Andre. Mężczyzna nigdy nie starał się zbyt mocno, ale zaszedł tak daleko i miał tak cholerne szczęście. Poza tym, zawsze miał najlepszy towar. Jedyne, o co martwił się chłopak, to żeby pewnego dnia nie okazało się, że ich manager siedzi w więzieniu za dilerkę.

Zazwyczaj po upaleniu się, młody Moses starał się nie poruszać zbyt daleko. Nigdy nie potrafił bowiem chodzić prosto. Dlatego też zawsze miał przy sobie Raffiela Hayesa, który był mu oporą nie tylko psychiczną, ale także – a zwłaszcza – fizyczną. Zawieszony więc na jego ramieniu, zmierzał w kierunku domu. Był szczęśliwy jak nigdy – niedługo wydadzą pierwszy prawdziwy album, a to pierwszy krok ku wielkiej sławie.

-To tylko koleżanka, babe. Nie jest w moim typie – sprostował po chwili, gdy w końcu dotarło do niego, co powiedział przyjaciel. – Kto nie odpisuje? Massz kogoś na boku?! Zdradzasz mnie?!

Ton swojej wypowiedzi zachował jak zwykle sarkastyczny. Zawsze miał nadzieję, że kolejne dziewczyny Raffa wytrwają długo. Co prawda, to Hayes zawsze zrywał.
Gdy byli niedaleko rozstaju, gdzie każdy musiał iść w swoją stronę, chłopak zdał sobie sprawę, że chyba sam nie dotrze do domu w jednym kawałku. Raffiel był stabilniejszy. Zaproponował więc kolejną noc w jego wciąż pustym domu. Rodzice planowali wrócić dopiero w czwartek, a nocowania w tygodniu szkolnym zdarzały się już wcześniej.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 8:35 am

Ulżyło mu bardziej niż powinno, gdy Isaiah stwierdził, że dziewczyna nie jest w jego typie. Chłopak zapewne uznał, że wygląd to nie wszystko jak zresztą zwykle to bywało w przypadku Mosesa – najładniejsze dziewczyny dostawały od niego kosza.
Stosunek Isaiaha do miłości był godny podziwu. Gdyby tylko Raffiel potrafił być ze sobą tak szczery, jak jego przyjaciel jest ze sobą…
Wówczas już dawno nie byliby przyjaciółmi.

Raffiel zaśmiał się na przejęcie chłopaka jego tajemniczym rozmówcą.
 – Nie zdradzam cię, pajacu – mruknął do Isaiaha, zwracając na niego czułe spojrzenie i mierząc nim twarz ciemnoskórego od góry do dołu. – To tylko kolega. Miał mi coś załatwić… – skłamał gładko po czym zdecydował się schować telefon do kieszeni. Bał się, że upuści urządzenie na bruk.

Chłopak odruchowo zaproponował mu nocowanie u siebie, a w związku z czym Raff musiał się zastanowić, czy się na to zgodzić.
 – Nie mam ze sobą żadnych ubrań ani bielizny – powiedział nieco bełkotliwie do przyjaciela, ale widząc jego nierozumiejące spojrzenie – westchnął ciężko.
 – Jutro u ciebie zostanę, okej? – zaproponował, układając dłoń na karku nieco niższego przyjaciela.
 – Obiecuję, że cię nie będę zdradzał – dodał jeszcze, uśmiechając się delikatnie do chłopaka.
Jego spojrzenie ponownie spoczęło na twarzy Isaiaha i na ułamek sekundy sięgnęło ku pełnym ustom chłopaka.
Kurwa.
Raffiel zazwyczaj nie wyobrażał sobie zbyt wiele, nie fantazjował w obawie przed faktem, że być może kiedyś zechce po pijaku wprowadzać swoje pragnienia w życie. I właśnie nastała ta chwila, gdy za fantazje nieomal przypłacał tym, że zrobiło mu się cholernie ciepło mimo niskiej temperatury panującej na dworze.
Robiło mu się gorąco na widok Isaiaha.
Pogratulował sobie zatem w duchu silnej woli, która skłoniła go do tego by odmówić chłopakowi nocowania u niego. Przecież Raffiel zdechłby z tego pieprzonego napięcia seksualnego.
Minęło naprawdę zbyt wiele czasu odkąd ostatnio Raff zrobił to z rzeczywistym obiektem swoich seksualnych ciągot, to jest – z mężczyzną. Pewnie dlatego tak łatwo dał się przekonać Danielowi do spotkania.

 – Pójdę już – odezwał się w końcu Hayes i zdjął dłoń z karku przyjaciela, zahaczając nią o policzek chłopaka, który klepnął lekko po koleżeńsku. – Zobaczymy się jutro – dodał i już miał zrobić krok w tył, gdy Moses zrobił niespodziewanie krok w przód, niebezpiecznie tracąc równowagę.
 – Odprowadzę cię do domu – stwierdził krótko Raffiel i pociągnął przyjaciela w kierunku jego domu.

Po drodze do miejsca zamieszkania Isaiaha – Raff zdołał ochłonąć i zapomnieć niemalże o tym cholernym momencie niebezpiecznego skraju podniecenia, którego doznał jedynie poprzez spojrzenie na usta chłopaka. Na szczęście za chwilę zapomni o tym zupełnie.
Musiał tylko doprowadzić Mosesa pod drzwi domu.

Stało się to w przeciągu następnych pięciu minut.
Zatrzymali się przed segmentem Isaiaha i ponownie przystąpili do pożegnań.
 – Do jutra – powiedział Raff i znów spróbował zrobić krok do tyłu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 9:03 am

Isaiah nieco posmutniał na odmowę nocowania u niego. Z jednej strony uwielbiał mieć wolny dom – mógł przecież zaprosić kogo chciał, czyli Raffa, który bywał tam niezależnie od obecności domowników, jednakże z drugiej strony, gdy Hayes nie mógł u niego zostać – marzył, by rodzice wrócili i żeby nie siedział sam jak palec. W takich sytuacjach zdarzało mu się nawet słuchać Sound of Silence Simona i Garfunkela, śpiewając na cały głos.

Dzięki Bogu, przyjaciel zgodził się odprowadzić go pod drzwi domu. To znacznie ulżyło chwiejącemu się  chłopakowi. Już pod domem nastąpił czas pożegnań. Stężenie różnych odurzających substancji w jego krwi wywołała w nim dość wylewno-sentymentalny humor. Zamiast więc przybić piątkę, Isaiah rzucił się na szyję przyjaciela i przytulił go mocno. Rzadko to robił, a teraz odczuł, że chwila jest idealna.
Postanowił nawet dać mu buziaka w policzek. Na nieszczęście, a może nawet szczęście, nie wymierzył z czasem i zbliżał się z ustami, gdy drugi odwracał głowę w jego stronę.

Ich usta zetknęły się.

Stali tak około dwóch sekund, aż Moses w końcu oderwał się. Podrapał się w głowę i zaśmiał na rozładowanie nerwów.
-Niezręcznie – mruknął i ziewnął. – Idę spać, do jutra.

Machnął przyjacielowi ręką i bez słowa wszedł do domu.
Gdy już zamknął za sobą drzwi, oparł się o nie plecami i zjechał na ziemię.
To nie był zwykły pocałunek. Isaiah czuł coś zupełnie innego podczas zwykłych pocałunków.

-Jest dla mnie jak brat, dlatego to było takie dziwne – powiedział do siebie na głos.
Podniósł się do pionu, a przynajmniej tak mu się wydawało, i na czworaka ruszył do swego pokoju na piętrze. Rzeczywiście chciało mu się spać. Nie miał siły oraz był pod zbyt dużym wpływem różnych substancji, żeby teraz o tym myśleć.

No właśnie.
Są pod wpływem różnych substancji.
Nic ciekawego.

Nie myślał już nawet o Autumn, ani o sms-ującej do niego Zoe z literatury.
Wciąż w ubraniu ułożył się pod kołdrą i napisał wiadomość do Hayesa.
„No homo bro xd”
Nim jednak nacisnął wyślij, zwyczajnie zasnął.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Pią Lut 17, 2017 5:02 pm

Nie tak sobie wyobrażał ich pocałunek. Właściwie… nie wyobrażał go sobie prawie wcale. To było ponad możliwości horyzontalnego myślenia Raffiela.

Isaiah szybko się odsunął, obracając całą sytuację w żart, którym to była. Nic się bowiem nie stało.
Raffiel nie mógł jednak nadal wyjść z osłupienia i nie odezwał się ani słowem nawet już wtedy, gdy jego przyjaciel zniknął za drzwiami swojego domu.
Stał jeszcze tam w osłupieniu kilka sekund. W końcu udało mu się zrobić krok do tyłu, a potem jeszcze jeden aż ruszył szybkim tempem w kierunku swojego domu, mając pustkę w głowie.
Nic się nie stało.
Powtarzał sobie, że nic takiego się nie dzieje.

Gdy dotarł do domu – od razu położył się spać i w kilka chwil potem udało mu się zasnąć.

***

Niewiele ze sobą rozmawiali następnego dnia. W rzeczywistości udawali, że nic się nie stało, bo właściwie… nic się nie stało. To był tylko wypadek.
Tak jak zwykle przywitali się piątką, zjedli razem lunch, wyszli na papierosa i zdecydowali się uciec z ostatniej matematyki, na którą nie mieli ochoty iść.
Ruszyli w drogę do domu, zupełnie taką jak wieczór wcześniej. Z tą różnicą, że było jasno, a oni byli trzeźwi.
Raffiel nie wiedział czy tylko on jeden tylko to rozpamiętuje, czy też Isaiah nie potrafi puścić tego w niepamięć.
Hayes wątpił w to, że chłopak nadal się nad tym zastanawia. Na pewno tkwił w tym absurdzie sam, bo przecież dla Isaiaha musiało to nie mieć zupełnie znaczenia na chwilę obecną.
Raff bał się o to spytać. Bał się, że wyjdzie na idiotę.

W niemal całkowitym milczeniu dotarli do miejsca zamieszkania Mosesa. Dom był jak zwykle pusty, więc obydwaj chłopcy postanowili zostać na dole w salonie i włączyć konsolę, by zająć czymś swoje ospałe umysły.
Raffiel cały czas kątem oka spoglądał na Isaiaha, szukając w jego twarzy czegoś niezwykłego. Nic takiego nie udawało mu się znaleźć ilekroć nie spoglądał na oblicze przyjaciela.
Wszystko jest w porządku.
Raffiel musiał w końcu o tym zapomnieć.
 – Chcesz, żebym dzisiaj został na noc? – spytał leniwie Hayes, wracając spojrzeniem całkowicie do ekranu telewizora i gry. – Możemy razem zrobić projekt na jutro – zaproponował.
Nie doczekał się odpowiedzi. Moses milczał jak zaklęty, tępo wpatrując się w telewizor.
Raffiel zmarszczył brwi na ten widok po czym wzruszył ramionami i dokończył grę.

Odłożył pada na bok i wyjął z kieszeni telefon w tym samym momencie, gdy ów się rozdzwonił.
Raffiel poderwał się z kanapy w salonie i ruszył w głąb domu, by odebrać telefon.
 – Mówiłem ci, żebyś nie dzwonił – mruknął do telefonu Raffiel na przywitanie. – Nie mam czasu, żeby z tobą rozmawiać.
Daniel nie poddawał się jednak mimo suchego przywitania ze strony Hayesa. Miał nadzieję doprowadzić do ich ponownego spotkania i wierzył, że jak tylko Raffiel zmęczy się zbywaniem go – w końcu się zgodzi.
Cóż… Raffiel pod tym względem niewiele różnił się od normalnego człowieka.
 – Dobrze…dobrze. Jutro, tam gdzie chcesz. Może być. Pa. – I rozłączył się, wyciszając telefon w chwilę później.
Daniel dostał to, czego chciał, a Raffiel… nadal czuł się naprawdę zdezorientowany.

 – Sorki. Musiałem odebrać – wytłumaczył Mosesowi, gdy tylko z powrotem usiadł na kanapie obok przyjaciela. – To co? – upomniał się od odpowiedź. – Mam iść czy zostać?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Nie Lut 19, 2017 3:32 am

Izaiah zdecydował, że całkowite urwanie kontaktu z Autumn byłoby głupim posunięciem. Zwłaszcza, że dziewczyna była bardzo interesująca. Zresztą chłopak nie miał w zwyczaju zrywać kontaktu z nikim.
Wracając do domu z przyjacielem wciąż wymieniał wiadomości z dziewczyną, z tą tylko zmianą, że nie traktował jej jako potencjalną miłość.
Jedynym co brązowooki nastolatek wypowiedział na głos w trakcie całej drogi do domu, było wyszeptane słowo 'pies', gdy przywitała ich głucha cisza w segmencie Mosesów.
Ta pustka go przygnębiała. Nieustannie próbował ją zapełnić muzyką czy obecnością przyjaciela, jednak to nie niwelowało ‘smutku’, a jedynie szlifowało jego beznadzieję.
Wiele razy zastanawiał się, czy mniejsze mieszkanie nie polepszyłoby tego stanu.

Bez pytania zamówił pizzę i rozsiadł się na kanapie w salonie. Gra wciągnęła go do reszty. Słyszał przytłumiony głos Raffa, lecz nie chciało mu się nawet odpowiadać. Pytanie, czy ma zostać na noc miało zawsze jedną odpowiedz. Tak.
Słysząc dźwięk przychodzącego połączenia, leniwie odwrócił w jego kierunku głowę i zapatrzył się w chłopaka. Wciąż klikał przyciski na padzie i kątem oka obserwował swoją rozgrywkę. Niedługo powinna przyjść pizza.
Z daleka słyszał oschła konwersacje. Był jednak na tyle zmęczony, że nie chciało mu się wyłapywać zdań, ani sensu rozmowy. Z jednej strony miał ochotę poznać rozmówce, ale mimo wszystko nie zapytał. Jutro i tak dowie się, dokąd idzie Hayes.

-No tak - mruknął w odpowiedzi i odwrócił głowę do ekranu. - Znaczy zostań na noc - poprawił się po chwili ciszy.

Pytanie o takie rzeczy Raffiel powinien sobie darować. Nie powinien się czuć nieswojo pod żadnym aspektem. Swego czasu o to zadbano - na przykład podczas meblowania pokoju młodego Mosesa, gdzie Hayes ma własną półkę.

Dzwonek do drzwi wyrwał chłopaka z zamyślenia. No tak, pizza.
-A, zamówiłem pizzę – mruknął, podnosząc się. Szybko odebrał zamówienie i opadł z powrotem na sofę. – Chyba że nie chcesz, to zjem sam.

To był pierwszy uśmiech na twarzy chłopaka od wyjścia ze szkoły. Zdał sobie z tego sprawę, gdy aromatyczny zapach uderzył go w nozdrza.
Pizza zawsze mnie uszczęśliwia.
Raffiel najwyraźniej jednak postanowił nie oddawać przyjacielowi całej przyjemności i dosiadł się bliżej.
-Obejrzyjmy coś – rzucił w przestrzeń, włączając telewizję i zauważając, jak dziwnie rozkojarzony jest dzisiaj.
Z ciężkim sercem zauważył, że tak szybko, jak gra go wciągnęła – równie szybko go odrzuciła.
Trafił akurat na kanał z kreskówkami, gdzie emitowano Porę na przygodę. Isaiah, gdy tylko zauważył Jake’a, przypomniał sobie o swym marzeniu. Jedynym, co go powstrzymywało, było lenistwo. Nie chciało mu się ruszać do schroniska, ani fatygować z całą tą papierkową robotą. Ożywił się jednak i podskoczył delikatnie.
-Pies. – zakrzyknął. – Pójdziesz ze mną wybrać mi szczeniaczka!

Jego rodzice nigdy nie mieli nic przeciwko zwierzętom. Jedynym warunkiem ich posiadania – skoro tylko Isaiah osiągnął pełnoletniość – była samodzielna adopcja. Państwo Moses zadecydowali, że to przygotuje ich syna na samodzielne życie.
Tak więc Isaiah Moses nie wziął zwierzaka z czystego lenistwa. Teraz jednak, gdy zaczął dostrzegać pustkę na każdym kroku, zadecydował ostatecznie, że nie ma co zwlekać.

-I to dzisiaj.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Czw Lut 23, 2017 2:33 am

Gdy tylko usłyszał odpowiedź z ust Mosesa, od razu opadł zrelaksowany i nieco bardziej rozluźniony na kanapę. Przez chwilę jeszcze ustalał szczegóły spotkania z Danielem pisemnie, a następnie położył telefon z dala od siebie, zbyt zirytowany faktem, że dał się podejść modelowi jak dziecko.

Pizza zostałą podsunięta pod jego nos i mimo, że Raff nie był szczególnie głodny – z chęcią przystał na obecność ulubionego fast-foodu. Isaiah nawet nie musiał się go pytać o to, czy Raff chciałby kawałek. Odpowiedź zawsze brzmiała tak.
W następnej chwili Isaiah złapał pilota w dłoń i włączył kanał z bajkami, które po kryjomu chłopcy oglądali, gdy nic lepszego nie mieli do roboty.
Na to Raffiel także przystał, przeżuwając pizze i zerkając przelotnie na brzęczący co jakiś czas  w trybie cichym telefon.
Owszem – spędzał z Mosesem dużo czasu, ale nadal… każda sekunda ich obecnej relacji była na wagę złota. Raffiel cenił sobie ich sielankowe stosunki i sposobność do przebywania tak blisko Isaiaha, który nie odczuwał wobec tego kontaktu żadnego dyskomfortu.
Gdyby chociaż Raffiel powiedział mu, że jest gejem – był pewien, że to by się zmieniło na dobre. Moses usiadłby dalej.

Z powodu przytoczonych myśli, wzrok Hayesa machinalnie podążył ku Isaiahowi, który równie leniwie przeżuwał kawałek pizzy, siłując się nieco z serem i wyglądając przy tym nadal cholernie dobrze – zdaniem Raffiela.
Kurwa, daj sobie spokój, pacanie.
Natychmiast zwrócił swoje spojrzenie na telewizor. Utkwił je w nim, usilnie starając się nie spoglądać w żadną inną stronę.
Cały jego plan zrujnował kilka sekund później Moses, gdy przypomniał sobie o psie. O szczeniaczku.
 – Dzisiaj? – upewniał się Raff, patrząc na Isaiaha z lekkim niedowierzaniem. Świadczyła o tym jego wysoko uniesiona brew.
 – Nie za wcześnie? Dopiero pare dni temu postanowiłeś sobie, że go chcesz… – zauważył Raffiel, ale cóż – i tym razem upór młodego Mosesa okazał się być ponadto.

PARĘ GODZIN PÓŹNIEJ

Hayes nigdy wcześniej nie odwiedzał schroniska. Wyobrażał to sobie jako mniej przyjazne, bardziej obmierzłe i ubogie miejsce. To schronisko było jednak ciepłe, a zwierzęta wesoło skakały na ściany boksów i przyjazne, cienkie kraty klatek.
Raffiel nie mógł przestać zatrzymywać się przy każdym zwierzątku, które akurat zwróciło się do niego szczeknięciem w prośbie o pieszczoty. Raffiel nawet nie miał pojęcia… jak słabym człowiekiem jest.
Był gotów wziąć psa dla samego siebie, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, że nie zostałoby to przyjęte ze spokojem przez jego ojca i matkę. Mieli przecież już dwa koty… których Hayes nie cierpiał. Zresztą z wzajemnością.
Obydwa zwierzaki omijały chłopaka szerokim łukiem, a gdy tylko znalazły się w odległości mniejszej niż dwa metry od niego – uciekały i syczały.
 – Psy są takie milutkie – powiedział do Mosesa chłopak, pochylając się przy kolejnym kundelku.
 – Też bym chciał któregoś… – wymruczał Hayes, nieco nadymając policzki, gdy znów dotarła do niego smutna rzeczywistość i świadomość faktu, że… teoretycznie – nie powinien.
Przeszli kolejne kilka kroków, oglądając psy – szukając tego, w którym zakochałby się Isaiah.
Ale to nie Moses zakochał się w psie w pierwszej kolejności.
To był Hayes.

Gdy tylko znalazł się bliżej klatki z psem – już wiedział, że to nie jest tylko kolejny uroczy psiak, który pragnie jego pieszczot.
Przyglądał się zwierzakowi z równym zainteresowaniem, co ten jemu.
Wyglądali jak para zakochanych, która po latach ujrzała się na ulicy – ona, stojąc pod parasolem w deszczowej scenerii i on… zupełnie przemoczony, do reszty zakochany w niej.
A przecież nigdzie nie padał deszcz, a jedynie Raffiel sterczał jak pajac przy klatce z psem.
 – Babe…spójrz na nią – polecił Hayes przyjacielowi i przywołał go bliżej gestem dłoni, odruchowo łapiąc go za nadgarstek, przyciągając bliżej i ustawiając go przed sobą przy okazji zahaczając jeszcze o jego talię.
Jest taka śliczna.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Czw Mar 02, 2017 11:31 pm

Moses przykucnął przy klatce z jamnikiem i wywinął mu ucho. Pies o kolorze sierści zbliżonym do jego skóry odpowiedział zamerdaniem ogonem, po czym usiadł. Chłopak oparł głowę na dłoniach i rozpoczął bitwę na spojrzenia z psem.
Od zawsze podobały mu się jamniki. Jego babcia była dumną właścicielką jednego, gdy Isaiah był bardzo młody. Nie tak dawno jego babka znalazła nawet zdjęcia, gdzie chłopak dosiada brązowego psa w stroju kowbojskim. Niestety Agnus nie dożył poznania Raffiela, więc ten nie zaznał jamniczej miłości i nie doceniał tej rasy.  Nie doceniał wspaniałych kiełbasek sunących tuż nad ziemią, by przywitać cię, radośnie machając całym tyłkiem. A także, ku nieszczęściu Isaiaha, zdjęcia otyłych jamników nie śmieszyły go tak mocno, jak Mosesów.

W końcu wyrwał się z transu, odwrócił wzrok od zielonych oczu psa i rozejrzał za przyjacielem.
-Raff! Jamnik! – krzyknął ze zgubną nadzieją na usłyszenie jego wołań.
Podniósł się i raz jeszcze rozejrzał.
Został sam. Hayes poszedł bez niego.
Moses w pierwszym odruchu wyciągnął telefon i wybrał numer. Numer Raffiela należał do niewielkiego grona numerów, które udało się Isaiahowi kiedykolwiek zapamiętać. Poza tym, wciąż nie znał numeru macochy.
W słuchawce rozległ się sygnał, lecz Raff nie odebrał. Chłopak spróbował raz jeszcze się połączyć, a potem parę kolejnych razy.
‘Umarł?’

Zamiast panicznie miotać się wśród psiego harmideru przeplatanego wielkimi psimi oczami, jak robił to przed chwilą, ruszył przed siebie. Jeśli nie znajdzie Raffa, to może chociaż znajdzie sobie czworonożnego towarzysza. Ewentualnie pracownika schroniska, który mógłby przypadkowo zanotować stronę, w którą poszedł Raffiel.
Idąc na północ, minął jeszcze dwie klatki z psami przypominającymi parówki. Zatrzymując się na kilka sekund, wrócił myślami do urywków wspomnień z wczesnego dzieciństwa.
Pamiętał ogromny siniak na lewym boku, który nabił sobie, gdy gonił z kolegami nieszczęsnego Agnusa po dworze. Chłopak poślizgnął się bowiem na śliskiej trawie i uderzył w schodki. Zabawa oczywiście trwała dalej. Pamiętał także, że owinął go wstążką przy okazji świąt Bożego Narodzenia.
Najlepiej jednak pamiętał, gdy pewnego dnia po powrocie ze szkoły dowiedział się, że Agnus zginął pod kołami samochodu zawistnego ojca jednego z chłopców ze szkoły Isaiaha. Naturalnym było zebranie kolegów i pobicie nieświadomego zaistniałej sytuacji dzieciaka. Tak mocno każdy kochał małego Agnusa. Pobicie D'Andre miało być przestrogą dla jego ojca.

Znikąd usłyszał głos przyjaciela, mówiący, że psy są milutkie. Wyrwany z przemyśleń zrozumiał, że odnalazł Raffiela. Być może drugi chłopak nawet nie zauważył jego zniknięcia. Bardziej jednak pochłaniał go widok kolejnych czarnych jamników. Z kącika oka ukradkiem wytarł łzę.
Wtedy ponownie stracił Hayesa z pola widzenia. Znalazł go jednak kucającego przed klatką, jak obserwował jakąś małą kuleczkę, gdy stanowczo pociągnął go za nadgarstek. Bardzo wyraźnie poczuł dłoń przejeżdżającą po jego talii, lecz to co zobaczył w czarnej kulce, nie pozwoliło mu myśleć o czymkolwiek innym.
O żadnych jamnikach.
Mała, czarna, przestraszona ale i zaciekawiona.
Moses odwrócił w końcu wzrok od psiny i spojrzał na przyjaciela. Rozchylone wargi i rozanielone oczy wyzbywały go z jakichkolwiek wątpliwości.
Poza tym, Isaiah Moses uwielbiał obserwować, jak Raffiel bywał w coś zapatrzony. Był bardzo przyjemnym widokiem.
Kogo on oszukuje. Hayes był wtedy tak cholernie dobry.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   Czw Lip 20, 2017 2:22 am

 – Jest gotowa do adopcji od zaraz, więc to żaden problem, jeżeli panowie się zdecydowali – poinformował Isaiaha i Raffiela pracownik schroniska, trzymając nieco przestraszoną suczkę na smyczy obok swojej nogi. – Nic jej nie dolega, jest zdrowa i bardzo towarzyska… – Spojrzał na nią w dół i zaśmiał się lekko. –…gdy już się oswoi.
Raff nie mógł pozwolić sobie na psa, ale Isaiah, owszem. Dlatego podjęli szybką decyzję – psa adoptuje Moses, ale opiekować się nim będzie także Raff. Wyglądało na to, że zostaną rodzicami.
 – Możemy ją już dzisiaj zabrać do domu? – dopytywał Hayes, spoglądając w dół na pieska znacznie częściej niż to było konieczne.
 – Oczywiście… mam przygotować umowy adopcyjne? – spytał mężczyzna i schylił się po czarną kulkę, by wziąć ją w ramiona i podać następnie ją Raffielowi. Chłopak niepewnie sięgnął po zwierze i bardzo ostrożnie przytulił je do siebie. Pies ani myślał się wyrywać.
Następnie chłopak zwrócił wzrok na opiekuna psa i pokiwał gorliwie głową na znak zgody.
Mężczyzna pogodnie się uśmiechnął i nakazał gestem im za sobą ruszyć.
 – Więc…który z was będzie podpisywał umowę? Pan czy pana chłopak?

***

 – Nie wierzę, że właśnie adoptowałeś psa – parsknął śmiechem Hayes, prowadząc suczkę na smyczy. Była nader ciekawska i zatrzymywała się co chwila, by coś powąchać. – Nie wierzę, że typ wziął nas za parę – dodał po chwili, zrównując się z Isaiahem na chodniku.
Przez chwilę obydwaj patrzyli się na siebie przeciągle, by w końcu wybuchnąć rozbawionym śmiechem. Absurd, prawda?
Raffiel wolał nawet nie wyobrażać sobie bajkowego scenariusza, w którym podejrzenia pracownika schroniska byłyby prawdą. To było na tę chwilę…zbyt bolesne.

Dotarli do domu po długim spacerze z psem. Po drodze zaopatrzyli się w miski dlań, zabawki, karmę, smakołyki, legowisko i parę innych mniej potrzebnych rzeczy. Z racji tego, że cały ten ładunek wziął na siebie Hayes – Moses przejął prowadzenie psa oraz zaproponował wybranie się także do alkoholowego. Nie usłyszał żadnych sprzeciwów i z psem pod pachą wybrał się kupować zgrzewkę piwa. Wieczór zapowiadał się wręcz za dobrze.
Coś wisiało jednak w powietrzu.

 – Gdzie postawić jej miski? – zawołał z kuchni Raffiel. Nie usłyszał jednak odpowiedzi, więc postawił je tam, gdzie uważał, że będą dobrze wyglądały. Starał się tłumaczyć wszystko suczce, ale ta wydawała się patrzeć na niego raczej z politowaniem. Przecież doskonale wiedziała, jak sie korzysta z miski!
Gdy zaś posadził ja obok siebie na dywanie i zaczął pokazywać do czego służą poszczególne zabawki… tego było za wiele.
Pies zasnął na kanapie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]   

Powrót do góry Go down
 
Straight outta Bronx [boyxboy; dark-skinned beauties; 2os.; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: