IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Czw Lip 21, 2016 3:04 am

'Im­pa­res nas­ci­mur, pa­res mo­rimur.'
['We are born une­qual­ly, we die equal­ly.']
▌SENECA THE YOUNGER







▌Y o u    c a n    f a i l    m e    n o w

▌Y o u    c a n    l e a v e    m e    n o w
▌Y o u    c a n    l e t    m e    d o w n
▌B u t    y o u’l l    n e v e r    k n o w








O P I S
▌A i B są kuzynami, znają się od dzieciństwa i od wtedy też się przyjaźnią. B jest dla A nie tylko przyjacielem i towarzyszem, ale także jego opiekunką, która pilnuje chłopaka, żeby ten zachowywał się przyzwoicie, wracał do domu o wyznaczonej porze, jadł warzywa oraz... brał swoje leki.
Nie trwa to wiecznie, nadchodzi czas, gdy B wyjeżdża na najlepszą uczelnię w Ameryce i ze względu na dużą odległość między rodzinnym miastem, a obecnym miejscem pobytu B - A i B wkrótce przestają w ogóle się widywać.
Koniec studiów dla B jednak nadchodzi po pewnym czasie. Teraz świat stoi dla niego otworem, każda firma jest gotowa go zatrudnić na najlepszych warunkach, a on... wraca do domu.






A l l    o f    y o u r    s e l  f    c o n t r o l
▌D e n i e d    y o u    t h e    l i g h t,   p u t    y o u    i n    a    h o l e
▌H o w    c o m e    t h a t    n o    o n e    k n o w s
▌Y o u    h a v e    a    h e a r t,    b u t     d o    y o u    h a v e    a    s o u l   
▌Y o u    n e e d    s o m e o n e    t  o    t e l l
▌Y o u    n e e d    s o m e o ne     t o    h o l d








▌▌P O S T A C I
▌CHŁOPIEC A -@Askella
▌CHŁOPIEC B -@Voldemort






____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Nie Mar 19, 2017 11:28 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Czw Lip 21, 2016 4:21 am

▐IMIĘ: SILAS TERTIUS                     
▐NAZWISKO:  WEIR                        
▐DATA URODZENIA: PIERWSZY STYCZNIA    
▐ZNAK ZODIAKU:  KOZIOROŻEC                   
▐WIEK: DWADZIEŚCIA TRZY LATA      
▐PŁEĆ:  MĘSKA                               
▐ORIENTACJA:  HOMOSEKSUALNA       
▐GRUPA KRWI: 0                           
▐POCHODZENIE: KANADYJSKO-BRYTYJSKIE                 


▐KOLOR OCZU: BŁĘKITNY                     
▐KOLOR WŁOSÓW:  JASNY BLOND                        
▐WZROST: STO DZIEWIĘĆDZIESIĄT CENTYMETRÓW   
▐WAGA:  SIEDEMDZIESIĄT OSIEM KILOGRAMÓW                   
▐KARNACJA: ALABASTROWA    
▐SYLWETKA:  WYPROSTOWANA I PEWNA SIEBIE                              
▐ZNAKI SZCZEGÓLNE:  PIEGI       


▐Ukończył Harvard i rozpoczął pracę w korporacji na stanowisku doradcy prawnego dużej firmy.
▐Jest dosyć skryty w kwestii swojej seksualności. Dopiero bezpośrednio przed wyjazdem na studia powiedział matce (tylko i wyłącznie jej) o tym, że jest gejem.
▐Jest nałogowym palaczem i uwielbia kawę z ekspresu.
▐Zawsze chciał mięć kota lub psa. Obecnie jednak nie miałby zbyt wiele czasu, by się zajmować zwierzakiem i tylko to powstrzymuje go od przygarnięcia kilku sztuk jednego i drugiego.
▐Sprawia wrażenie chłodnego i zdystansowanego czy też aroganckiego lub dumnego, ale w rzeczywistości...zazwyczaj naprawdę taki właśnie jest.
▐Niedawno wprowadził się do własnego apartamentu w Nowym Jorku. Nie miał jeszcze szansy się rozpakować bowiem z tytułu ślubu kuzynki został zmuszony, by na chwilę wprowadzić się znów do rodziców w Ottawie.
▐Jest jedynakiem, ale jest bardzo blisko z kuzynostwem.
▐Ma dość trudne stosunki z ojcem (Magnus Theodore Weir), ale jego matka (Primrose Elizabeth Weir) jest ogromnym wsparciem dla Silasa odkąd był bardzo mały.




____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Pią Lut 24, 2017 2:14 am, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Czw Lip 21, 2016 6:08 am


‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵

‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵
imię  Xavier
nazwisko  Lee
pseudonim    X, profesor X
data urodzenia    dziesiąty maja
znak zodiaku    byk
wiek    dziewiętnaście lat
orientacja    homoseksualna
rodzina  zmarły ojciec (Zachary Alexandre Weir), matka (Ellie Lee), starsza siostra (Romy Lee
)
‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵

‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵
włosy   czekoladowe
oczy   szare
waga   sześćdziesiąt pięć kilogramów
wzrost   sto osiemdziesiąt osiem centymetrów
znaki szczególne   imponujące brwi, tunel w lewym uchu
sylwetka   szczupła

‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵

‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵‿︵

「jest dość lubiany, lecz ma tylko jednego przyjaciela, Hudsona Browna
「obsesyjnie używa pomadki do ust」
「nałogowo pali papierosy 」
「pracuje w barze, żeby zarobić na studia」
「od śmierci ojca zajmuje się nim siostra, ponieważ matka wpadła w ciężką depresję」
「ubiera się głównie na czarno, bo "to eleganckie, a poza tym umarł mu ojciec"」
「cierpi na padaczkę i mnóstwo innych, mniej poważnych chorób」
「trzyma telefon samymi palcami, gdy rozmawia z kimś」
「od wczesnego dzieciństw nazywa swoją matkę "Elily"」


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Pon Sie 22, 2016 11:45 pm, w całości zmieniany 7 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Lip 22, 2016 12:51 am


Za kilka dni Romy miała przeżyć najważniejsze chwile w swoim życiu – brała ślub. Gdy tylko Silas dostał do niej zaproszenie na piśmie – w tej samej chwili zarezerwował lot na tamten tydzień. Odkąd został dorosłym pracującym człowiekiem, kimś odpowiedzialnym za coś takiego jak stanowisko w firmie – planowanie takich rzeczy jak kilkudniowy wyjazd kilka miesięcy wstecz, było rzeczą nieuniknioną.

Trzymając telefon przy uchu i pakując kolejną torbę, słuchał bełkoczącej coś na temat garnituru matki. Potakiwał co jakiś czas w odpowiedzi, sprawiając tym samym wrażenie wiernego słuchacza, którym w rzeczywistości nie był. Jego myśli już od dawna błądziły wciąż przy jednej i tej samej kwestii, którą był jego młodszy kuzyn. Niegdyś byli najlepszymi przyjaciółmi, a mimo różnicy wieku – Silas naprawdę uwielbiał spędzać czas z Xavierem, którego traktował jak młodszego brata, a z czasem także zaczął widzieć w nim wspaniałego towarzysza doroślejszych rozrywek takich jak imprezy.
Problem w tym, że nie miał pojęcia jak zdoła spojrzeć mu w twarz po kilku latach rozłąki. Gdy Silas wyjeżdżał – obiecał dzwonić i odwiedzać go, kiedy tylko będzie miał ku temu sposobność.
Niestety Silas mimo dobrych chęci – zapominał często dzwonić, a gdy po raz pierwszy od długiego czasu przyjechał do rodziców – okazało się, że Xavier i Romy wyprowadzili się wraz z matką za miasto.
Wszystko wcale nie wyszło tak, jak to planowali.
 -O drugiej mam lot, więc powinienem się już zbierać –odezwał się w końcu do telefonu, przerywając matce tyradę.  –Widzimy się za kilka godzin –mruknął ciepło i pożegnawszy się z kobietą, rozłączył się.

O drugiej rzeczywiście był już w hali odpraw i w kilka minut później – zajął swoje miejsce na pokładzie samolotu. Lot miał trwać niespełna półtorej godziny, a z lotniska miała odebrać go matka. Silas miał nadzieję, że ojciec nie zechce fatygować się na spotkanie z nim już wtedy. Wątpił w to jednak, a gdyby jednak spełniły się jego obawy – oznaczałoby to, że ma niewiarygodnego pecha.
Jego stosunki z ojcem były od zawsze dosyć napięte. Silas nigdy nie próbował zrozumieć ojca, a on nie próbował dogadać się z Silasem, który miał przecież wszelkie potrzebne oparcie w matce, która rozpieszczała jedynego syna jak tylko mogła.
Silas oczywiście nie miał prawa narzekać.

***

Kilka minut upłynęło nim zdołał oderwać od siebie matkę, która ściskała go tak mocno, jak gdyby nie widziała go całe życie. Asystentka kobiety oraz jej menadżerka stała obok i uśmiechała się z delikatnym zmieszaniem obserwując tę tkliwą scenę.
Silas pamiętał pracowniczkę matki. Niemal wkupiła się w łaski całej rodziny i została jej częścią. Była niespełna trzydziestoletnią absolwentką Yale. Całe swoje życie kierowała późną karierą aktorską jego matki, która mimo zdobytej w młodości sławy – nigdy wcześniej nie była w pełni aż takiego rozkwitu swojej twórczości.
 -Udusiłaś mnie prawie –jęknął dramatycznie chłopak i poprawił czarny płaszcz narzucony na białą koszulę.
 -Nie mam prawa uściskać swojego syna na powitanie? – oburzyła się żartobliwie kobieta, ale w końcu ruszyła w kierunku samochodu pozostawionego na lotniskowym parkingu.

Dojechanie na miejsce zajęło im pół godziny. Na widok malującego się na horyzoncie gmachu domu – Silas odłożył do kieszeni swój służbowy telefon i wbił spojrzenie w tak melancholijny obraz domu rodzinnego.  To nie był domek na przedmieściach czy jakiś tam pierwszy lepszy niewielki bliźniak. Silas wyniósł z tego zachwycającego monstrum wiele wspomnień i to właśnie to miejsce było mu tak bliskie w młodości.
Westchnął głęboko, gdy samochód się zatrzymał, a jego płuca wreszcie mogły nabrać w siebie nieco tego chłodnego powietrza. Silas był szczęśliwy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Lip 22, 2016 3:15 am



Przerwa w pracy jeszcze nigdy nie była tak męcząca.  Xavier wpatrywał się w odblokowany telefon dopalając kolejnego papierosa.  Gdy wyrzucił niedopałek, przed jego nosem pojawił się kolejny biały rakotwórca, trzymany w małej dłoni studentki z Niemiec. Chłopak wziął podarunek i uśmiechnął się blado. Od paru miesięcy razem pracowali w barze w centrum miasta. O głowę niższa Lora odpowiedziała uśmiechem i oparła się o ścianę obok niego. Xavier wytarłszy nos w stary sweter ojca, który aktualnie miał na sobie (oczywiście wbrew protestom matki), ponownie odblokował telefon. Tym razem nie patrzył bezsensownie w nieruchomy zegar, tylko włączył galerię i poszukał tego zdjęcia. Zdjęcia, które zrobił dzień przed śmiercią ojca. Ostatnia pamiątka. Ten nieszczęsny sweter przywołał wspomnienia, które zdążyły umknąć w głąb umysłu już parę razy. W końcu od śmierci Zacharego Alexandre’a Weira minęły cztery lata.

Ślub. To słowo wracało do niego z coraz mocniejszą siłą. Ślub oznaczał ostateczną wyprowadzkę Romy, po której zostanie sam na sam z matką.  Sam.

-Lora, lubisz śluby? – zapytał spoglądając przed siebie.

Starsza dziewczyna dobrze znała sytuację kolegi. Poznała ją niedługo po ich zapoznaniu, gdy wyskoczyli razem na parę drinków, które skończyły się w pobliskim parku z litrem wódki na głowę. Dobrze wiedziała, że jego rodzina nie akceptuje jego odmiennej orientacji i najchętniej wydziedziczyła by go. Oznaczało to oczywiście przyprowadzenie na ślub osoby towarzyszącej płci żeńskiej.

-Mam być twoim „plus jeden”? – zaśmiała się szczerze. – Chętnie.

Xavier odpowiedział jej ciepłym uśmiechem, gdy tylne drzwi chyliły się ukazując głowę Johna proszącego o pomoc za barkiem. Najwidoczniej grupka studentów świętowała czyjeś urodziny. Zaciągnął się jeszcze ostatnie dwa razy i przydeptał niedopałek pozostawiony przez blondynkę. Wchodząc do środka uświadomił sobie, że wciąż trzyma odblokowany telefon i niechcący przełączył zdjęcie. Przystanął w na wpół otwartych drzwiach i przyjrzał się fotografii sprzed kilku lat. Było to zdjęcie starego pickupa jednego z kolegów z okolicy. Na bagażniku stał roześmiany Silas opierający się na ramieniu najmłodszego Lee. Chłopak uśmiechnął się do siebie. Jego kuzyn prawdopodobnie będzie na uroczystości.

^^^^^^^^^^^^^^^^

-I kogo weźmiesz, gejuchu? – zapytał pomiędzy kęsami pizzy Hudson.

Wieczór spędzał u przyjaciela, grając w gry na ps3. Była to już trzecia z rzędu taka posiadówka. Ellie Lee przechodziła kolejne załamanie i zwyczajnie poprosiła Xaviera, by nie wchodził jej w drogę. Tym razem dotyczyło to ślubu córki i dorastających dzieci.

-Kojarzysz tą blondynkę, która pracuje ze mną w barze? – jego kolega skinął tylko głową, rozstrzeliwując głowę jakiemuś wrogiemu żołnierzowi. – Ją biorę.

-Mh fajnie. Zdejmij tego z lewej. Ładna jest. Coś studiuje, nie?

-Literaturę angielską.

-Mhm szkoda, że jej nie wyrwiesz, profesorze X – chińczyk odwrócił się i mrugnął do kolegi, który z kolei rzucił w niego plasterkiem salami.

Do mięsa leżącego na kolanie gospodarza  ruszył potężny pies, który na trasę wybrał sobie Xaviera. Przetoczył się po chudym chłopcu, na koniec uderzając ogonem w jego głowę.

-Karma – krzyknął Hudson, wstając z podłogi, by wyrzucić olbrzyma z pokoju. – Śpisz u nas dzisiaj?

-Chyba – mruknął biorąc telefon do ręki.

22:34.

Będziesz na ślubie Romy?   -Xavier

Chwilę patrzył w migający kursor. Nie rozmawiał z kuzynem od kilku lat. Czy tak swobodna wiadomość i to o takiej godzinie to dobry pomysł? Przypomniał sobie ich ostatnie spotkanie. Silas obiecał, że będzie dzwonić. Od tamtej obietnicy rozmawiali dwa razy, w przeciągu miesiąca od wyjazdu starszego chłopaka. Bardziej niż najmłodszego nosiciela dumnego nazwiska Weir, obwiniał samego siebie. Powinien był zadzwonić. Studia to ciężki okres, pewnie nie miał czasu czy coś… Tak myślał przez parę miesięcy. Potem zwyczajnie zaczął o Silasie zapominać. Nigdy nie mógł się przełamać, by choćby napisać z własnej inicjatywy.

Zamyślił się do tego stopnia, że nie zauważył, jak jego kciuk opadł na przycisk „wyślij”. Oprzytomniał, gdy usłyszał charakterystyczny dźwięk wysłanej wiadomości.

Kurwa.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Lip 26, 2016 7:49 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Lip 22, 2016 10:39 am


Silas odłożył książkę na bok, gdy tylko na jego prywatny telefon wpłynęła wiadomość. Chłopak podniósł się ze swojego wygodnego miejsca na  łóżku i sięgnął po telefon spoczywający na szafce nocnej.
Nie spodziewał się jednak ujrzeć wiadomości, która napłynęłaby na numeru Xaviera.
Szybciej niż kiedykolwiek, by się po sobie spodziewał – otworzył sms’a i wczytał się w jego treść.
Odruchowo niemal przewrócił oczyma na widok podobnego pytania, ale powstrzymał się jednak, nie widząc sensu w tym, by się do tego posuwać skoro i tak nikt tego nie zobaczy. Na pewno nie Xavier.
Szybko wystukał odpowiedź, skasował ją jednak i zdecydował się na inną kombinację. Tak też stało się kolejne dwa razy aż Silas wreszcie był już zadowolony z treści odpowiedzi.

Zadzwoń do mnie. Proszę.

Nie mając siły już zastanawiać się nad tym czy jego wiadomość rzeczywiście brzmi dobrze – bez dłuższego namysłu wysłał wiadomość i odłożył telefon na materac, jednak pozostawiając ów w zasięgu ręki.
Z powrotem ujął w dłoń książkę, przeczytał kilka zdań, a jego wzrok podążył ku milczącemu telefonowi. Silas ponownie wrócił spojrzeniem do tekstu, ale skupienie się przychodziło mu z trudem, więc porzucił zamiar czytania i postanowił poczekać na telefon.

Jego myśli odpłynęły ku Xavierowi. Nie widział chłopaka od tamtego czasu, gdy w trzy lata od wyjazdu wrócił na jakiś czas. Ukończył wówczas pierwszy etap studiów prawniczych i w krótkiej przerwie od nauki przyjechał do rodziców na tydzień. Pamiętał, że to właśnie wtedy widzieli się po raz ostatni. Silas nie spędził wtedy z chłopakiem tak wiele czasu, jak by chciał. Z każdej strony otaczali go krewni, pytający o przebieg studiów na Harvardzie, o życie uczuciowe, a nawet o mieszkanie w Bostonie.
Jedyne o czym wtedy marzył Silas to to, żeby wszyscy już zostawili go w spokoju.
Potem znowu wyjechał i poza świątecznymi weekendami w grudniu nie bywał w Ottawie w ogóle. Dlatego właśnie stresowało go spotkanie z Xavierem. Chłopak miał przecież teraz dziewiętnaście lat i lada chwila miał zamiar iść na studia. Na pewno był zupełnie inny od tego czternastoletniego chłopca, którym go pamiętał najlepiej Silas. Na pewno też zmienił się przez te kolejne trzy lata odkąd miał szesnaście.
A Weir wiedząc, że tak było, obawiał się tego też, że i on się za mocno zmienił. Bał się, że już nie będzie miał tak dobrych stosunków z młodszym kuzynem.
Poza tym… Xavier nigdy nie powiedział Silasowi, że jest gejem. Chłopak dowiedział się o tym podczas jednej z tych swobodnych rozmów przez telefon z mamą. Nasłuchał się też wtedy o reakcji całej rodziny – tej dalszej i bliższej Xavierowi. Matka Silasa współczuła chłopcu, bo wydawałoby się, że jest jedną z nielicznych, którym orientacja człowieka nie ujmuje szacunku względem jednostki.
„Wyjście z szafy” Xaviera było jednym z tych niefortunnych.
Silas porzucił wówczas wszelkie wątpliwości wobec życia w ukryciu. Tak było lepiej. Nikomu nie był winien szczerych wyznań.
Wesele jednak miało się odbyć już za dwa dni, a on zmuszony żyć w tym krepującym utajnieniu – zaprosił byłą dziewczynę, która być może nawet i zdawała się wiedzieć o orientacji Silasa, ale nigdy nie pytała go o to. Byli dobrymi przyjaciółmi i dosyć często do siebie mailowali w ciągu tych kilku lat, więc kiedy Weir zadzwonił do niej kilka tygodni temu w sprawie towarzyszenia mu podczas ślubu kuzynki – ta z miejsca się zgodziła. Mikaela była doskonałą iluzją wartościowej partnerki dla kogoś takiego jak Silas – nieco starsza od niego Szwedka, której rodzice byli tak obrzydliwie bogaci, że dziewczyna miała obecnie własny dom w Vancouverze.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Pon Paź 24, 2016 12:56 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Lip 22, 2016 12:33 pm



Odpowiedź nadeszła chwilę później. Nie spodziewał się, że numer znaleziony na szafce rzeczywiście będzie należał do jego kuzyna. "Zadzwoń" rozbrzmiewało w jego głowie głosem Silasa. Głosem, jaki zapamiętał trzy lata temu. Przeczytał wiadomość piąty raz i gwałtownie podniósł się z miejsca.

-Muszę zadzwonić – powiedział mijając zdezorientowanego Hudsona.

Skierował się do drzwi wyjściowych w kuchni. Zgarnął swoją kurtkę i uprzejmie skinął pani Brown.

-Wychodzisz?

-Muszę zadzwonić – powtórzył.

Wyszedł przed dom i usiadł na schodach. Wybrał numer młodego Weira, lecz nie zdecydował się połączyć. Wróciło uczucie towarzyszące każdej próbie kontaktu. Bardzo chciał zadzwonić, usłyszeć głos niegdyś najlepszego przyjaciela, porozmawiać o czymkolwiek. Znowu zawiesił się nad ekranem, wpatrując się w niego bezsensownie. Odłożył wciąż włączony telefon na schody i przeszukał kurtkę. Znalazł paczkę czerwonych marlboro i skrzywił się. Nie lubił ich, ale nałóg nie wybiera. Poszukał dalej, lecz nie znalazłszy żadnej zapalniczki, westchnął i wstał. Zajrzał przed okno do kuchni. Nikogo nie było. Wszedł i zgarnął pudełko zapałek. Wrócił przed dom i odpalił papieros. Siedząc koło telefonu, wpatrywał się w księżyc. Zadzwonić czy nie? Ponownie wziął telefon do ręki, lecz skasował numer, wybierając ten do Lory.

Dziewczyna odebrała niemalże natychmiast. Krótko ustalili (niepoprawnie wczesną) godzinę spotkania w dniu ślubu. Zostawił u niej swój garnitur pasujący do jej kreacji i miała mu pomóc ubrać się jak człowiek. Blondynka prezentowała się nieziemsko w perłowej sukience z satyny. Może rodzina zostawi go i jego orientację w spokoju na jakiś czas.

Zapalił kolejnego papierosa i wrócił do bezmyślnego patrzenia na numer kuzyna. Spotkają się jutro, więc po co dzwonić? Odpowiedź na sms, który wysłał, była oczywista. Chyba nacisnął wyślij podświadomie. Banalne pytanie było dobrym rozpoczęciem rozmowy. Nie spodziewał się jednak, że Silas będzie chciał rozmawiać. Jeśli nie zadzwoni, to ich spotkanie będzie jeszcze bardziej niezręczne. Oczywiście może udawać, że nie dostał wiadomości. Dopalił papieros i wstał. Wysłał krótki sms do Hudsona, że wróci później.

Odetchnął głęboko i odkaszlnął. Wsadził rękę do kieszeni i postanowił zapalić kolejnego. Rak, czy nie rak, to przyjemne uczucie. Kierując się w stronę parku, połączył się z wybranym numerem. Za chwilę usłyszy głos dawno niewidzianego kuzyna.

Oby nie odebrał.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Sie 23, 2016 1:00 am, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Lip 22, 2016 1:42 pm


Długo czekał na telefon. Sądził, że Xavier w końcu nie zadzwoni, że być może nie miał ochoty czy też po prostu nie przeczytał wiadomości. Może Silas powinien był sam zadzwonić? Nie. Decyzja o tym czy będą rozmawiać należy do Xaviera i tylko do niego. Silas nie miał prawa rościć sobie praw do kontaktu z chłopakiem. W końcu to on go zostawił. W dodatku tak okrutnie opuścił go w trudnym momencie życia Xaviera, kiedy umarł mu ojciec. Silas nie mógł się nawet pojawić na pogrzebie z powodu egzaminów. Teraz żałował tak wielu rzeczy, ale jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, że wszystkie te decyzje zostały podjęte przez niego nieodwracalnie i nie miał już wpływu na nie ani na to, jak teraz wyglądają jego stosunki z rodziną. Z Xavierem.

Wstał z łóżka, chwytając telefon w dłoń i kierując się ku balkonowym drzwiom. Jego sypialnia znajdowała się na piętrze, a balkon wychodził na największy taras, który znajdował się na piętrze. Widok stamtąd był możliwie najlepszy.
Chłopak wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił jednego z nich, przycupnąwszy na jednym z krzeseł ustawionych na tarasie.
Wtedy też jego telefon zadzwonił.

Silas przez chwilę wpatrywał się w ekran telefonu z lekkim przejęciem. Otrząsnął się jednak i odebrał.
Przyłożył telefon do ucha, ale nie potrafił wykrztusić z siebie ani słowa. Ugrzęzły mu one dosłownie w gardle i przez chwilę między jedną a drugą stroną połączenia zawisła cisza. To Silasowi udało się ją przerwać.
 -Długo ci to zajęło –odezwał się fałszywie urażonym tonem. –Myślałem, że nie zadzwonisz –dodał. Przysłonił do ust papierosa i zaciągnął się nim chciwie, łudząc się, że nieco to go rozluźni.
 -Odpowiadając na twoje pytanie… –zaczął. –Tak, będę na ślubie Romy. Na weselu także.
Obaj zdawali sobie sprawę z tego, że obaj raczej znali odpowiedź na pytanie zawarte w wiadomości Xaviera. Pytanie czy którykolwiek z nich wiedział, dlaczego doszło do tej rozmowy?
Silas chciał mieć pewność, że Xavier nie żywi wobec niego skrajnie negatywnych uczuć. Gdyby zobaczyli się dopiero jutroi – być może obaj byliby zbyt skrepowani swoją obecnością, by się do siebie w ogóle odezwać. Silas rozpoczął przygotowania do jego spotkania z kuzynem już dawno. Długo przecież myślał o tym i przyzwyczajał się do świadomości tego, że wreszcie się spotkają, a Silas nie będzie musiał się aż tak śpieszyć, by odejść.

Cała jego pewność siebie uleciała z niego w jednej chwili. Kiedy na usta cisnęło mu się tak wiele słów przeprosin, a żadnego z nich nie potrafił z siebie wydobyć, bo żadne nie wydawało się być odpowiednie. Xavier na pewno nie chce słuchać wyjaśnień  czy o tym, jak bardzo Silas tęsknił z nim. W rzeczywistości Weir żałował, że nie próbował tego naprawić, gdy wydawało mu się, że jest za późno. Teraz dopiero było o wiele za późno na cokolwiek – wtedy zaś nie było.
 -Co u ciebie słychać? –wymruczał do telefonu łagodnym i cichym głosem. Zamiast roztkliwiać się nad swoim nieszczęściem wolał posłuchać tego, co ma do powiedzenia Xavier.  

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Lip 23, 2016 12:03 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pią Lip 22, 2016 10:54 pm



Już trzymał palec nad czerwona słuchawka i dziękował Bogu, że jednak nie odebrał, gdy usłyszał dźwięk informujący o odebraniu. Zatrzymał się i delikatnie przyłożył telefon do ucha. Słyszał oddech z drugiej strony. Spojrzał w bruk, a potem na swoje buty. Smutna sylwetka wysokiego, acz chudego chłopca malowała się w świetle ostatniej działającej latarni przed ciemnym parkiem. Chwilę rozważał, co powiedzieć. Gdy w końcu zdecydował się otworzyć usta, by zacząć zwykłym “cześć” czy “hej”, Silas go ubiegł. Jego głos brzmiał praktycznie tak samo i powodował ciepło w żołądku chłopca. Xavier z kolei przeszedł późną mutacje i obdarzony był przyjemnie chrapliwym głosem.

Nie chciał odpowiadać. Chciał słuchać głosu kuzyna godzinami. Tak, jak gdy we wczesnych latach dzieciństwa starszy chłopiec czytał mu poezję w środku nocy.

-U mnie? - odkaszlnął. - Mh wiesz, po staremu. Szkoła, nauka, praca. Elily znowu ma załamanie, więc przemieszkuję u kolegi. Hudson - poznałeś go kiedyś.

Słowa same płynęły mu na język. Poczuł się, jakby te trzy lata były co najwyżej miesiącem. Pojedyncze miesiące rozłąki zdarzały się często. Czuł, jakby miał na powrót trzynaście lat, a Silas miałby za tydzień wrócić do domu. Ponownie ruszył w stronę parku. Spojrzał w swoje odbicie w niechlujnie zaparkowanym starym aucie pani Williams. Na jego bladej twarzy widniał mimowolny szeroki uśmiech. Uśmiechnął się jeszcze szerzej i poszedł dalej.

-A co u ciebie? – zapytał po krótkiej pauzie. - Elily wspominała, że skończyłeś studia. Masz już coś na stałe?

Oczywiście, że ma. Wspaniały uśmiech znikł z jego twarzy. Silas przecież nie wrócił na stałe. Za trzy czy cztery dni już go nie będzie. Tak jak Romy. Tak jak wszystkich. Gdyby ojciec żył… Uśmiechnął się smutno. Oczywiście, że gdyby żył, wszystko byłoby inaczej.

Skrzywił się nad swoją tkliwością i przyspieszył kroku. Minął go niebieski BMW, który zaparkował naprzeciwko domu Brownów. Wysiadł z niego poddenerwowany pan Leclerc i czym prędzej czmychnął do budynku. Podrapał się po nosie, włożył papieros w usta i poprawił czarny poprzecierany sweter, jeden przyodziewek z okazałej kolekcji swetrów Zacharego Weira. Mocniejszy podmuch wiatru wyrwał mu papierosa z ust. Xavier patrzył jak w połowie spalona biała pałeczka toczy się po ulicy. W słuchawce słyszał ciepły głos kuzyna i była to jedyna rzecz, która go pocieszała.

To był mój ostatni papieros.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Lip 26, 2016 7:47 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sob Lip 23, 2016 12:25 am


Dziwne uczucie ścisnęło jego żołądek, gdy tylko po drugiej stronie odezwał się głos Xaviera. Chłopak był już dorosły i brzmiał jak mężczyzna. Silas nigdy wcześniej nie chciał myśleć o tym, że pewnego dnia, gdy jednak już wróci – nie będzie wcale potrzebny. Dorosłość Xaviera była zwiastunem najgorszego. Tego Silas się przecież bał. Bardziej niż tego, że Xavier nie będzie w stanie z nim już rozmawiać? Być może nawet bardziej niż tego.

Uśmiechnął się na wspomnienie matki chłopaka. Xavier od zawsze nazywał matkę w rozmowach nie swoją matką, a właśnie Elily. Miało to związek z kombinacją jej imienia z nazwiskiem. Silasa od zawsze to śmieszyło. Jego uśmiech zgasł jednak tak szybko jak się pojawił bowiem kontekst wypowiedzi chłopaka wcale nie był pozytywny.
 -Brown? –mruknął, chcąc się upewnić, że nadal pamięta kim jest Hudson.
Silas zdawał sobie sprawę z problemów matki kuzyna, które pojawiły się po śmierci ojca chłopaka, a stryja młodego Weira. Zdawał sobie także sprawę z tego, jak trudno było Romy i Xavierowi przejść przez ten ciężki okres. Poradzili sobie jednak lepiej niż ktokolwiek mógłby się spodziewać. Romy dobrze wychowała brata i Silas był jej ogromnie wdzięczny, że była przy nim jako siostra, gdy on jako najlepszy przyjaciel nie mógł.

 -Mam –odpowiedział krótko. –Jestem doradcą prawnym nowojorskiej siedziby dużej firmy –rozwinął z pewną rezerwą. Zamilkł także na chwilę, by dogasić papierosa w popielniczce.
 -Masz jakąś konkretną uczelnię na oku? –spytał, zmieniając temat. –Bo będziesz studiował, prawda? –dopytywał. Przy okazji wyjął z paczki nowego papierosa. –Mógłbyś pójść na Columbię –mruknął z niejakim rozbawieniem własną jawną insynuacją. –Mają ciekawy program naukowy, a w dodatku mógłbym cię widywać codziennie.
Silas bywał dosyć często bezczelny, niezupełnie zdając sobie z tego sprawę. Większość poszkodowanych przypisywała podobne zachowanie „wyższym sferom”, za które byli uważani przez całe życie Silas i jego rodzina. Weir mógł być rozpieszczony, zmanierowany i arogancki, ale tylko i wyłącznie dzięki własnym zasługom i temu, jak postrzega świat. Najmniejszy udział w tym miało jego wychowanie, które nijak nie wpływało na Silasa na żadnym etapie jego życia. Pieniądze nie były dla niego wyznacznikiem osobistej jakości. Chłopak miał zupełnie inne wartości. O wiele bardziej skomplikowane.

Mieli się zobaczyć już jutro na wieczorze kawalerskim. Z tytułu pełnoletności Xaviera – ten także został zaproszony, by świętować w gronie najbliższych znajomych pana młodego. Jonathana Silas znał z liceum. Romy, on i Jonathan razem chodzili do tej samej szkoły i byli równolatkami. Kiedy jeszcze Silas mieszkał w Ottawie spędzali razem dużo czasu. Wszędzie także zabierali ze sobą czternastoletniego Xaviera.
 -Jesteś teraz na zewnątrz? –spytał go Silas. –Wracaj do domu. Robi się zimno.
Cóż, był koniec marca – noce nadal bywały chłodne.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Nie Lip 24, 2016 5:49 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sob Lip 23, 2016 5:14 am



Siedzący na tarasie pan Brown dopalał właśnie papierosa, gdy spostrzegł wlokącego się Xaviera, rozkładającego swoje puste opakowanie na siatkę graniastosłupa. Mimo poszarzałej otoczki, młody Lee wydawał się szczęśliwy. Podniósł pudełko leżące obok niego i podał je chłopcu, ruchem głowy zachęcając go do przycupnięcia obok. Miał nadzieję na wyciągnięcie od niego co nieco o aktualnej sytuacji. Chłopak odpalił papieros i ciężko opadł obok mężczyzny.

-Jak się czuje Ellie? – zapytał odbierając od niego swoją paczkę.

Dobrze wiedział, że Xavier sypiał u nich głównie, gdy jego matka przechodziła załamanie. Starszy mężczyzna pracował jako psycholog, więc uwielbiał słuchać o Ellie Lee.

-Tylko stres związany ze ślubem Romy – mruknął, choć sam sobie nie wierzył.


^^^^^^^^^^^^^^^^

Wieczór kawalerski zbliżał się wielkimi krokami. Bud, gigantyczny pies Brownów, upodobał sobie jeszcze poprzedniego dnia Xaviera jako przeszkodę na drodze, więc i tego dnia postanowił przetoczyć się po nim. Na to przedsięwzięcie wybrał sobie jakże niewdzięczną godzinę siódmą trzydzieści, także już o ósmej Lee skończył śniadanie z państwem Brown. Hudson był osobą niemożliwą do obudzenia, choćby się paliło i waliło, więc Xavier szturchnął go tylko kilka razy, a gdy ten nie odpowiedział – sam wybrał się na śniadanie. Z racji śpiącego kolegi i niechęci przed własnym domostwem, po pierwszej kawie udał się właśnie do pracy.

Po drodze wstąpił do sklepu i za wszystkie pojedyncze pieniądze walające się po kieszeniach kurtki i spodni, kupił dwie paczki papierosów i gumę do żucia. W drodze zapalił jednego i upchnął wszystko do kurtki, w której wciąż miał zapałki Brownów.
John powitał go z otwartymi ramionami i jakimś niewielkim zlotem specjalistów nie-wiadomo-czego. Okazało się, że inna kelnerka pojechała do szpitala, lecz tak bełkotała, że nie wiadomo z jakiego lub czyjego powodu, ani czy się martwić. Kolejna kelnerka zapadła się pod ziemię. Za barem został więc sam stary John. Skoro tylko chłopak zapoznał się pokrótce z sytuacją, zabrał się do kelnerowania.

Ten bar był dla niego jak dom. Czuł się tu wspaniałe. Tu lata temu przychodził ze starszymi znajomymi. Z Silasem. To właśnie John pomógł mu po wyjeździe kuzyna. Dał mu coś do roboty. Dzieciak pokochał tą pracę. Miał sens i poczucie czegoś ważnego. Samego Johna traktował jak rodzinę.

Czekając na kolejne zamówienia wziął telefon do ręki. Otworzył wiadomości z Silasem i ledwo odgonił ochotę na wysłanie mu jakiejkolwiek wiadomości. Całe szczęście John poprosił go o napisanie do Lory.

Wpadnij jak najszybciej do baru. Pilne.    -Xavier

Niestety za późno zorientował się, że zamiast wejść w wiadomości z Niemką, wrócił do tych z kuzynem. Chwile wpatrywał się w przerażeniu w telefon. Potem błyskawicznie wystukał kolejną wiadomość.

Zły numer, przepraszam.  -Xavier

Jak na złość zasięg postanowił zniknąć i pozostawić drugą wiadomość niewysłaną. Jeszcze szybciej, niż wystukał drugi SMS, rzucił się do drzwi. Może brak kamiennego sufitu i gołe niebo coś pomoże.

K u r w a.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Lip 26, 2016 7:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Lip 24, 2016 5:49 am


Silas już od dawien dawna nie przeżył tak okrutnej względem jego organizmu nocy. Gdy już wreszcie zasnął nad ranem, jego organizm zdecydował się sprawić sobie pobudkę dokładnie trzy godziny później. Silas ponownie wówczas zechciał zasnąć, ale po kilku próbach i kolejnych dwóch godzinach niespokojnej, wymuszonej drzemki – poddał się.
Trwał wczesny ranek, a słońce ledwo wychylało się zza horyzontu, by wzejść ponad. To był właśnie początek chłodnego wiosennego dnia. Silas rozpoczął ów jak każdy inny – przy kubku czarnej kawy i kilku papierosach. Odkąd pamiętał, być może zwyczaj ten utarł się już we wczesnym dzieciństwie, nie jadał śniadań. Idealną porą na pierwszy posiłek była, według Silasa, pora obiadowa.
Dopiwszy zatem pierwszą kawę, zabrał się za przyrządzanie drugiej.

***

Nie budząc matki czy ojca – wymknął się z domu przed dziewiątą, zabierając z garażu jeden z kilku samochodów ojca, którymi kazał się wozić szoferowi. Silas nigdy nie zatrudniał ludzi na tak ekstrawaganckie posady. Wolał mieć swoje życie pod swoją i tylko własną kontrolą. Dlatego wbrew protestom matki , gdy tylko miał taką możliwość – zdał egzamin na prawo jazdy. Obecnie był dosyć sprawnym kierowcą i mimo, że często zdarzało mu się wybuchać za kierownicą z błahych powodów – nigdy nie żałował tego, że to jego nerwy są poświęcane, a nie jakiegoś niedouczonego matoła, któremu życie niemiłe.

Zaparkował pod dużym supermarketem, a w momencie, w którym zgasił silnik samochodu – na jego telefon wpłynęła wiadomość.
Otworzył ów, a po zapoznaniu się z treścią – jego brwi zmarszczyły się w braku zrozumienia.
To musi być jakaś pomyłka.
Zabrał się za wystukiwanie wiadomości i już miał wysłać odpowiedź, gdy kolejny sms od Xaviera do niego dotarł.
Silas uśmiechnął się lekko, gdy zorientował się, że jego podejrzenia względem poprzedniej wiadomości właśnie się sprawdziły.
Skasował poprzednie zdanie, które miał wysłać w odpowiedzi i dwa napisał nowe.

Za późno. Już tam jadę.

Wysłał i wreszcie wysiadł z samochodu, by ruszyć w kierunku supermarketu. Miał zamiar zrobić niewielkie zakupy, a później pojawić się we wspomnianym barze, w którym Silas przepuszczał, że Xavier może być. Bo…dlaczego by nie? Skoro wspomniane miejsce znajduje się kilka ulic dalej nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zobaczyć się z chłopakiem wcześniej niż dopiero na wieczorze kawalerskim.

Dokładnie tak jak postanowił – pół godziny później już wyjeżdżał z parkingu supermarketu i zmierzał w kierunku okolicy, w której znajdował się bar.
Niespełna dziesięć minut drugi czasu minęło nim był już na miejscu i wysiadał z samochodu. Niewiele myśląc – ruszył w kierunku wejścia do lokalu. Tego samego, do którego kiedyś chodził razem z Romy i jej młodszym bratem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Lip 24, 2016 6:14 pm



Przyjedzie. Bedzie chciał rozmawiać. Twarzą w twarz.
Chłopięce serce podeszło do gardła, gdy wystukiwał numer Lory. Krótko opisał sytuacje w lokalu; słowa ledwo mieściły się pomiędzy wciąż wypełniającym gardło sercem. Machinalnie zapalił papieros, zapominając, że John stoi za barem sam. Przypomniawszy sobie, zgasił niedopalony papieros i wrócił do środka.

^^^^^^^^^^^^^^^^

-Pamiętasz Lorę? Blondynka, pracująca ze mną u Johna – mruknął, bawiąc się zapalniczką.

Wyszedł na przerwę, ale ochota na zapalenie opuściła go. Zadzwonił więc do matki, z którą nie rozmawiał od pewnego czasu. Mimo że mieszkali w jednym domu, nigdy nie było im po drodze.

„Bardzo dobrze. To ładna dziewczyna. Studiuje u nas na uniwersytecie, prawda?” usłyszał w słuchawce.
Pamiętał, jak przyprowadził ją któregoś dnia na kolację.  Lora długo rozmawiała z jego matką, nawet po wyjściu chłopaka. Wyglądało na to, że bardzo się polubiły.

-Masz już sukienkę?

„Tak, Romy zabrała mnie na zakupy. Początkowo nie chciałam, ale nie było tak źle” poczuł uśmiech na twarzy matki.
Głowa Johna wychyliła się zza metalowych drzwi. Mężczyzna rozejrzał się i spostrzegł poszukiwanego chłopaka, siedzącego na krawężniku.

-Xavier! Ktoś się szuka. Jakiś młodzieniec – powiedział, powstrzymując uśmiech.

Dobrze wiedział, kim jest blondyn przy barze. Xavier także wiedział.  

-Muszę kończyć. Trzymaj się, Elily. Tak, wrócę dzisiaj na kolację.

Schował telefon i odetchnął głęboko.  Z jednej strony bardzo chciał zobaczyć się z kuzynem. W głowie opracował nawet, co mu powie. Jednak gdy doszło co do czego, zwyczajnie stchórzył. Silas był na wyciągnięcie ręki. Wystarczyło wejść do budynku.

-No chodź – zaśmiał się mężczyzna w kwiecie wieku. Skinął  na niego głową i wrócił do środka.

Chłopak wstał, otrzepując spodnie. Przetarł oczy i przejechał ręką między ciemnymi włosami. Westchnął głęboko, a przez głowę przeszła mu myśl ucieczki. Nie byłoby to fair w stosunku do… wszystkich? Niechętnie wszedł do budynku i spojrzawszy w lustro, ponownie poprawił włosy.

Nim jednak dotarł do kuzyna, zagadnął go na oko dwudziestoletni chłopak. Podając mu whisky, zauważył ten znajomy uśmiech na twarzy zamawiającego szatyna.

-Isaac? – okazałe chłopięce brwi uniosły się nieco.

-Bardzo możliwe – odpowiedział chłopak, uśmiechając się.

-Mój Boże, Isaac Hodgins – uśmiechnął się z niedowierzaniem, opierając na ladzie. Spojrzał w bok i przypomniał sobie, że czeka na niego dawny przyjaciel i kuzyn. – Bardzo chciałbym z tobą pogadać, ale widzisz, ktoś na mnie czeka – skinął głową w stronę siąpiącego trunek młodego Weira.

-Jasne. Weź mój numer – chłopak posłał mu uśmiech pełen zrozumienia. – Jak będziesz miał czas, to pisz.

Najmłodszy Lee wziął od blondyna małą karteczkę z numerem i pożegnał się. Isaac Hodgins. Jego pierwsza świadoma miłość, przerwana - jakże ironicznie - wyjazdem starszego z nich. Uśmiechnął się delikatnie.

-Co podać? – rzucił, opierając się na łokciach. Pewność siebie wróciła, a z jego ust nie znikał uśmiech.

Młoda twarz zawisła tuż przed piegowatą twarzą Silasa Weira. Jego ukochany kuzyn wrócił, ale przed oczami widniał mu także uśmiech Isaaca.

Czemu kurwa naraz.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Lip 26, 2016 7:46 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Lip 25, 2016 1:18 am


Silas zajął miejsce przy barze od razu, gdy tylko upewnił się u właściciela knajpy, że Xavier tu pracuje. Zamówił sobie także szklankę whisky i począł rozglądać się z zainteresowaniem po lokalu. Nie przemyślał tego. Teraz jak ten idiota stresował się chociaż sam przecież doprowadził do tego spotkania. Silas obecnie był nieomal od podniesienia się z miejsca i wybiegnięcia stąd w tej samej chwili, byleby tylko nie…nie musieć konfrontować z Xavierem swojego wstydu.
Pociągnął solidny łyk alkoholowego napoju i niemal zrobiło mu się szkoda samego siebie.

Jego wzrok spoczął na młodym chłopaku, który w kilka sekund wcześniej wychylił się zza barowego zaplecza. Było w chłopaku coś znajomego z Xaviera. Silas zorientował się oczywiście, że ten młody człowiek jest jego kuzynem, ale nigdy wcześniej nie zauważał tego, jak bardzo są od siebie różni mimo dosyć bliskiego pokrewieństwa. Nie zwracał na to uwagi jeszcze kilka lat temu lecz teraz, gdy Xavier osiągnął dojrzałość – wyglądali tak, jakby nie mieli ze sobą absolutnie żadnych wspólnych korzeni.

Silas wbił swoje spojrzenie w szklankę whisky, która obejmował dłonią. Podniósł ów ponownie do ust i wypił nieco zeń zawartości. Dostrzegł kątem oka, że Xavier ruszył w jego kierunku.
Teraz już nie miał drogi ucieczki. Miał wrażenie, że lada chwila zacznie zachowywać się jak zwierzę rzucające się po klatce w poszukiwaniu wyjścia z zamknięcia. Nigdy nie miał skłonności do paniki, ale nie robił wielu rzeczy wcześniej, a zatem… być może musi mu się kiedyś zdarzyć pierwszy raz? Oczywiście, nie miał ochoty dać się w tak prosty sposób uziemić. Znał Xaviera od dziecka, a nawet jeżeli teraz już znał go nieco mniej – nadal byli rodziną. Nie musieli być najlepszymi przyjaciółmi, ale powinno im się ułożyć skoro w ich żyłach płynie podobna krew.

Xavier oparł się o bar tuż przed nim, a gdy Silas uniósł wzrok na twarz chłopaka – jego usta rozświetlił machinalnie szeroki uśmiech.
 -Xavier –powiedział wesoło i podniósł się, by objąć kuzyna krótko przez ladę. Uczyniwszy to, usiadł z powrotem na miejscu.
 -Ależ urosłeś –odezwał się ponownie Silas. -Musisz być teraz mojego wzrostu –stwierdził z pewnym sympatycznym zrezygnowaniem, wzdychając przy tym ciężko. –No i jesteś coraz przystojniejszy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Wto Lip 26, 2016 1:07 am



Ostatnie słowa wywołały w nim kolejne dziwne uczucie. Często mówili mu, że jest przystojny, więc przyzwyczaił się do tego. Tak przynajmniej myślał.

-Ty… się chyba zbytnio nie zmieniłeś - wydukał odwracając się do ściany z alkoholami.

Wyjął szklankę spod lady i nalał sobie niewielką ilość ginu. Poczuł na sobie wzrok Johna, więc spojrzał w jego stronę. Mężczyzna tylko uśmiechnął się i pokręcił lekko głowa. Podczas przerw pracownicy mieli przyzwolenie na trochę alkoholu.

-Na długo zostajesz? - zapytał, podając wstawionej brunetce kieliszek sherry. Mimo przerwy i tak podawał drinki. Zwłaszcza, że kobieta uparła się, iż chcę zostać obsłużona przez pięknego młodzieńca. Wysłuchał krótkiej odpowiedzi kuzyna, bardziej skupiając się na tembrze jego głosu i blond falach, niż na samych słowach.

-Więc… duża nowojorska firma, eh? Czym się zajmują? Albo lepsze pytanie - ile płacą? - uśmiechnął się i spojrzał w niebieskie, wpatrzone w niego oczy, ponownie opierając na ladzie.

Xavier wciąż nie był pewien, czym chce się zająć po szkole. Miał parę pomysłów, ale… no właśnie,  pomysłów. Kiedyś przez myśl przeszła mu medycyna, lecz później stwierdził, że to za duża odpowiedzialność, a on był na to zbyt leniwy. Rozważał też prawo, ale to tyle samo nauki i czasu włożonego w szkołę, co na medycynie. Poza tym Silas skończył prawo, więc nie uśmiechało mu się iść w jego ślady, by być później do niego porównywany. Romy sugerowała mu pójście w modę, gdy w dzieciństwie wybierali jej sukienki na ślub. Xavier uznał to jednak za zbyt “gejowskie” i nawet nie rozważał tego pomysłu. Matka chciała, żeby poszedł na literaturę. Póki co ten pomysł pasował mu najbardziej. Jego mała biblioteczka i karta w pobliskiej bibliotece mówiły to samo. John chciał zostawić mu bar, co w sumie też mu pasowało. Z drugiej jednak strony, potomkowi takiej rodziny jak Weirów nie wypadało prowadzenie miejscowego baru. Z matką byłą prawniczką rodzinny Weirów, ojcem managerem dużej filmy, siostrą redaktorką “The Globe and Mail”, nie wypadało mu prowadzić małego, acz popularnego baru w stolicy.

Nagle, bez żadnego powodu przypomniał sobie opowieści o małym skandalu Weirów. Najmłodszy syn sypiający z adwokatem rodziny. Taki romans z przewidzianą przez starszego z braci Weirów niespodzianką, miał tylko dwa zakończenia: ożenek lub aborcja i znalezienie nowego prawnika. Zakochani wybrali ożenek, więc odbyło się bez płaczu i zgrzytania zębami.

W przypadku drugiego owocu zakazanej miłości nie było tak łatwo. Odbyło się bez awantur, lecz dalsi krewni wciąż krzywo patrzą na wdówkę i jej homoseksualne dziecko. Dużą pomocą była starsza córka Zacharego i Ellie. To ona uświadomiła braciszka, że nie jest jak inni chłopcy i to ona powiadomiła o tym fakcie rodziców. Nie wiadomo jakby się potoczyły losy chłopca, gdyby sam się do tego przyznał. Nieszczęśliwie dla młodego geja, jego największy obrońca przed resztą rodziny - własny, prawie wydziedziczony ojciec - zmarł niedługo później. Prawdopodobnie przez żałobę, rodzina nie wiesza na nim psów tak otwarcie, jakby z pewnością chcieli.

Upił głęboki łyk trunku słuchając aksamitnego głosu kuzyna. Spośród woni cygar, dochodzącej ze strefy dla palących, wyczuł… drogą skórę, polerowany mahoń i jedne z droższych perfum Armani. Dobrze znał ten zapach; tak właśnie pachniało w jego starym domu, dużej posiadłości, z której wynieśli się krótko po śmierci pana Weira.

Pachnie jak zamożność.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Wto Lip 26, 2016 7:45 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Wto Lip 26, 2016 4:45 am


Zaśmiał się krótko w nieszkodliwym rozbawieniu.
 -Wiesz, chyba już mam za sobą wszelkie zamiany –powiedział, wciąż uśmiechając się do siebie. Silas był już dorosły i nie zmieniał się w zawrotnym tempie tak jak dorastający jeszcze do niedawna Xavier.

Chłopak nalał sobie do szklanki ginu, a kobiecie obok podał drinka po czym zadał pytanie, na które odpowiedzi miał nadzieje nie mieć okazji udzielać.
 -Nie –odparł krótko i obrócił szklankę na blacie wokół własnej osi. –Wyjeżdżam za trzy dni.
Nie chciał tak szybko opuszczać domu. Wiedział oczywiście, że jeszcze tu wróci niedługo, bo przecież może sobie pozwolić na kilka dni wolnego raz na jakiś czas, ale równie okropnie będzie się czuł za każdym razem, gdy będzie musiał się żegnać.

Kolejne pytania kuzyna ponownie rozweseliły Silasa, który posłał chłopakowi jeszcze jeden ciepły uśmiech.
 -To światowy koncern, więc nie narzekam na wysokość wynagrodzenia –odpowiedział. –Radzę sobie, ale jestem na dobrej drodze do otwarcia własnej kancelarii. –I już w przyszłym roku miał wprowadzić plan otwarcia ów w życie. Potrzebował tylko trochę zaoszczędzić na wynajem odpowiedniego lokalu w dobrym miejscu. Własny interes wymagał także dużo roboty papierkowej.
I szczerze mówiąc – Silas miał już dość bycia tym odpowiedzialnym dorosłym, którym musiał się stać wraz z rozpoczęciem studiów na Harvardzie. Weir zdążył już się do tego przyzwyczaić, ale nigdy nie zmusi się do tego, żeby się pogodzić z takim stanem rzeczy.

Już w momencie, gdy rozpoczynał następny etap nauki na Harvardzie – miał poważne wątpliwości odnośnie tego czy to właśnie tym zawsze chciał być, gdy był młodszy. Oczywiście – nigdy nawet nie przeszło mu przez myśl, żeby zawieść ojca i zrezygnować z prawa, ale gdy już ukończył studia i dostał poważną pracę – wtedy zrozumiał, że jest mnóstwo zawodów, których pełnienie o wiele bardziej by go satysfakcjonowało. Jednak wszyscy oczekiwali od niego tego, że wkrótce otworzy własną kancelarię i będzie zbijał kokosy na kłamstwach.
Więc cóż innego pozostawało?
Co miałby poza tym robić Silas?
Czy umiałby zrobić coś innego?  

Weir przez chwilę przyglądał się Xavierowi w milczeniu po czym podniósł szklankę do ust i upił nieco whisky.
Odsunął szklankę od ust. Nadal się nie odzywał, ale zajęty był taksowaniem sylwetki kuzyna, więc nie potrzebował w tej chwili sobie przeszkadzać własnym bełkotem.
Kolejne sekundy mijały, Xavier najwyraźniej nad czymś się zastanawiał na tyle wnikliwie, że nie przeszkadzała mu cisza.
 -To, o czym mówiłem wczoraj przez telefon… –w końcu się odezwał. –To, o Columbii –zaczął. –Mówiłem poważnie. –Silas uśmiechnął się lekko. Columbia był dobrym uniwersytetem i  Silas uważał, że ktoś tak błyskotliwy jak jego kuzyn odnalazłby się tam doskonale. Zaś po takim uniwerku czekała go świetlana przyszłość, a przecież tego dokładnie chciał dla młodszego przyjaciela. Jego rodzice chcieli tego samego dla Silasa, ale dla Weira liczyło się także szczęście kuzyna. Miał zatem nadzieję, że chłopak odnajdzie i szczęście. Często o tym myślał, gdy zastanawiał się nad tym, jak życie potraktowało Xaviera. Śmierć jego ojca i utrata majątku, a później także depresja matki zapewne odznaczyły swoje piętno na dzieciństwie Xaviera. Silasowi z początku było ogromnie przykro z powodu chłopaka, ale z czasem zrozumiał także, że chciałby, by ten kiedyś dostał to, na co zasługiwał.
 -Wiem jak to brzmi, ale… –parsknął nieco zawstydzony sobą i tym, co ma zamiar powiedzieć. – Ale chciałbym, żebyś wybrał Columbię i był blisko na tyle, bym mógł ci wynagrodzić moje kilka lat nieobecności –powiedział wreszcie i westchnął cicho.
 -Wybacz –mruknął. –Trochę za bardzo dramatyzuję.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Wto Lip 26, 2016 7:19 pm



-Columbia… Może – wzruszył ramionami, przypominając sobie zdjęcia okazałego budynku, które oglądał swego czasu z Isaacem. Starszy chłopak ostatecznie wybrał się na Harvard.

Xavier zerknął krótko na byłego chłopaka, siedzącego przy drugim końcu baru. Obserwował, jak jednym chlustem wypija pół szklanki i z ledwo zauważalnie zdenerwowaną miną wychodzi. Młody Lee zauważył kiedyś, że gdy Hodgins się denerwuję, unosi mu się kącik ust. Z tak samo uniesionym kącikiem, mężczyzna opuścił bar.

-Może tylko trochę – uśmiechnął się na wzmiankę o dramatyzowaniu. – Przemyślę to. Najpierw powinienem wybrać kierunek. Wciąż nie znalazłem pomysłu na siebie.

Przetarł oko i przyrządził mojito młodej klientce, wnioskując, iż jednak nie ma przerwy. Wciąż nie wyzbył się nawyku dziecięcego przecierania twarzy. Drapanie się po oku, wycieranie nosa w rękaw; to wszystko, co tak potwornie denerwowało jego matkę. Uśmiechnął się miło do obsługiwanej dziewczyny i wrócił wzrokiem do kuzyna.

-Masz… czekaj, masz coś we włosach – mruknął, marszcząc brwi. Podniósł się i przytrzymał dłonią twarz Silasa, gdyż ten postanowił wytrząsnąć to sam, skutkując ugrzęźnięciem robaka jeszcze głębiej między subtelnymi blond falami. Delikatna dłoń sięgnęła do w końcu nieruchomej głowy Weira i wyciągnęła zdezorientowaną mrówkę. Trzymając ją chodzącą po dłoni, posłał Silasowi rozbawione spojrzenie, delikatnie marszcząc mięśnie dookoła oczu.

-Skąd ty to wziąłeś? Poczekaj chwile, wyniosę ją na zewnątrz – skinął niedbale ręką na kuzyna, oznajmiając by pozostał w miejscu.

Szybkim krokiem skierował się na zaplecze, a potem do wyjścia. Lubił mrówki. Nie miał problemu z zabijaniem innych owadów, za wyjątkiem właśnie mrówek oraz pszczół. Pająki to zupełnie inna bajka. Bał się je nawet zabić czy zbliżyć na metr do nich. Ta fobia została mu jeszcze z dzieciństwa, gdy na wakacjach ugryzła go tarantula i myślał, że umiera. Mimo że takie ugryzienie nie zagraża życiu, a czterolatek tragizował, to poważnie zestresował rodzinę. Z kolei parę lat później ukąsił go kleszcz i dzieciak zapadł na boreliozę. Leczenie trwało ponad rok, więc rodzice przez parę kolejnych lat trzymali go niemalże pod kloszem. Nieszczęśnik uwolnił się spod feralnego klosza dopiero z ospą w wieku lat dziesięciu i prywatnym lekarzem na telefon, który znacznie uspokoił młodą parę Weirów.

-Chcesz mrówka? – zapytał, napotykając się na Lorę za drzwiami. – Ma na imię Bob. Silas przyniósł go we włosach.  

-Nie dzięki. Zabierz to ode mnie – sprawnym piruetem wywinęła się spod zbliżającą się na ręce mrówką. – Fu!

Chłopiec odłożył owad na krawężnik i zaciągnął się papierosem zabranym blondynce z ręki. Gdyby rzeczywiście zdecydował się na studiowanie na Columbii, musiałby znaleźć jakieś zakwaterowanie i z pewnością nową pracę.

Nie stać mnie na Nowy Jork.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Sie 22, 2016 10:53 pm


Silas skrzywił się na widok mrówki, którą Xavier wydobył z jego włosów.
Odprowadził także chłopaka do wyjścia, nadal nerwowo przeczesując włosy, chcąc ewentualnie wydostać stamtąd pozostałe szkodniki, których tam raczej nie było.  Wolał się jednak upewnić.

Jeszcze przez chwilę przyglądał się dłoni za każdym razem, gdy wyciągnął ów spomiędzy włosów. W następnym już momencie jego telefon rozdzwonił się alarmem ustawionym w kalendarzu na tę godzinę. Musiał kupić garnitur i najwyższy czas nadszedł także na to, by wreszcie zobaczyć sie ze swoją partnerką na dzień wesela. Silas musiał jeszcze zawieźć zakupy do domu, a zatem niewiele czasu mu zostało.

Zignorował pozostawioną w szklance zawartość i ruszył do samochodu. Taka ilość alkoholu nie miała szansy zrobić na nim wrażenia.
W drzwiach z baru przystanął obok Xaviera.
 -Lecę, przystojniaku –mruknął do chłopaka i poczekał aż ten wydmucha dym papierosowy z ust, by móc chłopaka nieco niezgrabnie objąć. –Widzimy się dzisiaj wieczorem –powiedział, znajdując się na tyle blisko, by móc mu to niemal wyszeptać na ucho. Odsunął się nieco, jednak nadal obejmował jednym ramieniem kuzyna. Jego niebieskie oczy nie potrafiły się przez następne kilka sekund oderwać od tych szarych chłopaka.
 -Mamy wiele do nadrobienia –odezwał się po pewnej chwili i uśmiechnął nieco smutno. Kilka długich lat.
Wtedy też się pożegnał z chłopakiem i wsiadł do samochodu, po czym  ruszył w kierunku domu.

***

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ, TEGO SAMEGO DNIA

Silas być może nie był największym fanem zakupów odzieżowych, ale tym razem naprawdę był wykończony i niemalże padał z nóg, gdy wreszcie Mikaela puściła go do domu. Na szczęście dziewczynie udało się wybrać sukienkę na panieński oraz także na ślub. Dla Silasa również coś znalazła i choć na młodym Weirze niemal wszystko wyglądało doskonale, jak wyjęte z katalogu mody – dziewczyna zanim wybrała ten jedyny komplet – musiała włożyć na Silasa miliard innych.
To nie tak, że chłopak nie miał się w co ubrać. Mikaela po prostu uparła się, że jego pasek, koszula, krawat i odcień czerni marynarki musi doskonale pasować do sukienki, którą sobie kupiła. Na szczęście – kreację na dzisiejszy wieczór kawalerski Silas mógł przynajmniej w pewnym stopniu wybrać sam.

Powoli nadchodził czas, w którym Silas powinien był zacząć się zbierać. Okazało się jednak, że ubranie się i doprowadzenie swoich włosów do względnie zadowalającego stanu zajmie Silasowi o wiele dłużej niż przypuszczał. Efekt, o który mu chodziło od początku osiągnął już po czasie, w którym miał wyjeżdżać samochodem z garażu.

Na miejsce przybył w dwadzieścia minut później, na pół godziny przed resztą gości. Pomagał niejako od początku w organizowaniu atrakcji na wieczór i choć nawet sam gospodarz nie wiedział o kilku – w gruncie rzeczy zaplanowane zostało dużo ciekawych punktów w grafiku spotkania. Skoro mieli świętować ostatnią noc wolności Jonathana – mieli zamiar pójść na całość. Tego samego zdania byli niektórzy wtajemniczeni w plan Silasa.

Jonathan dokładnie tak samo jak większość towarzystwa, w którym obracał Silas miał na swoją własność niewielkich rozmiarów rezydencję. Tam właśnie miał się odbywać wieczór kawalerski.
Z tego co wiedział Silas – chłopak bywał w domu rzadko, bowiem praca wymagała od niego częstych wyjazdów do Los Angeles, a czasami nawet i dalej. Weir wiedział także, że chłopak zechce się wyprowadzić na wybrzeże, gdy tylko on i Romy wezmą ślub i zdecydują się zamieszkać razem na stałe, bez ciągłej nieobecności Jonathana, ale z dala od Kanady.

Silas stanął w progu domu, wpuszczony do środka przez Franklina – świadka oraz starszego brata pana młodego. Przywitał się z nim chwilę wcześniej, zamienił kilka słów i od razu wyruszył na poszukiwania Jonathana. Z Franklinem jeszcze wczorajszego wieczoru się kontaktował w celu ustalenia każdego drobiazgu ich sekretnego planu wobec wieczoru, więc wystarczyło jedno bystre spojrzenie chłopaka, by Silas wiedział już, że wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
Franklin był dosyć ekscentrycznym, wiecznie podekscytowanym i zabawnym człowiekiem. Był także otwarcie gejem jednak nikogo to w jego rodzinie nie ruszało, a wścibskość Weirów nie sięgała aż tak głęboko, by linczować także spadkobiercę obcego podwórka.

Godzina przybycia gości zbliżała się z każdą minutą coraz bardziej. Wkrótce pojawili się pierwsi z nich i następni, a po nich jeszcze kolejni. Silas przyłapał się na wypatrywaniu tylko jednego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Czw Sie 25, 2016 5:20 am



-Napijesz się herbaty? – zapytała go w progu matka, wyraźnie zmierzająca do kuchni.

Skinął jej głową i opadł na kanapę w salonie. Nie zdejmując płaszcza, podkulił nogi i schował twarz w kolana. Z hibernacji wybudził go nadzwyczaj głośny dźwięk przychodzącej wiadomości zmieszany z brzdękiem tacy stawianej na szklanym stoliku kawowym. Dłońmi roztrzepał ciemne włosy i spuścił nogi na ziemię. Delikatnie podniósł angielską filiżankę wypełnioną ciemnym ciepłym płynem, jednocześnie wyjmując telefon.

„Bądź po mnie o 10 –Lora”

W odpowiedzi odesłał jedno krótkie „k” i odłożył telefon na stolik. Upił trochę herbaty i schował rękę do kieszeni, gdzie znalazł już zapomnianą karteczkę z numerem Isaaca. Podniósł wzrok na matkę siedzącą naprzeciwko.

-Spotkałem dzisiaj Silasa.

-A więc jednak znalazł czas. Romy bała się, że będzie zbyt zajęty. Będzie bardzo miło go znowu zobaczyć. Jak się miewa?

-Całkiem dobrze, z tego co mówił. Pracuje w dużej firmie w Nowym Jorku.

Krótka konwersacja zakończyła się skinięciem głowy kobiety. Ponownie zapadła cisza, niedługo potem przerwana zabytkowym zegarem. Cichy kurant wybrzmiał, wygrywając cichą melodie kanonu D-dur Pachelbela. Xavier zanucił ostatnie nuty, uśmiechnął się i wstał, odstawiwszy filiżankę.

^^^^^^^^^^^^^^^^

Nie musiał się długo zastanawiać, co na siebie założyć, gdyż jego garderoba ograniczała się do wybranych kompletów na ten niedługi pobyt w starym domu. Wybrał czarną koszulę z czarnymi wystarczająco eleganckimi luźnymi spodniami, co dokończył oksfordami. Gdy oglądał w lustrze końcowy efekt, do framugi jego drzwi przytuliła się twórczyni zamieszania w rodzinie.

-Przystojniak z ciebie – usłyszał.

-A ty wychodzisz za tego Jonathana, mając to wszystko tutaj – teatralnie wskazał swoje ciało i złapał się za bok. – Nie wiedziałem, że jesteś w domu.

Jedyna córka Lee śmiejąc się podeszła do brata i objęła go za ramiona od tyłu. Oparła głowę na jego ramieniu.

-Upewnij się, że będą tam jakieś striptizerki.

-Upewnię się, że będą striptizerzy – powiedział, uchylając się przed ciosem w głowę.

^^^^^^^^^^^^^^^^

Niecałą godzinę później parkował samochód pod pokaźnym domem przyszłego szwagra. Wysiadł z auta i rozejrzał się po innych samochodach. Na pewno nie był pierwszym gościem i miał tylko nadzieję, że nie był ostatni. Usiadł na masce i zapalił papierosa. Oglądając powoli zmierzające ku zachodowi słońce odbijające się w oknach, dostrzegł sylwetkę mężczyzny, wyraźnie wypatrującego kogoś przez szybę. Gdy w końcu dostrzegł twarz, uśmiechnął się i szybko dopalił papierosa.

W końcu będę miał szansę legalnie upić się z nim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Sie 28, 2016 2:12 am

Dom był już niemal zapełniony ludźmi, gdy otworzono pierwsze butelki whisky i wódki. Z drobnym opóźnieniem pojawił się także barman i każdy mógł zamawiać u niego kolorowe drinki, do których materiały przywiózł razem ze sobą. Wieczór zapowiadał się zatem dosyć zabawnie.
Mimo, że był to dopiero początek imprezy – Silas już kończył swojego drugiego drinka, czekając nadal na jedynego gościa, którego przybycie go interesowało.

Jakiś czas później pojawił się także DJ. Głośniki wybuchły głośnym bitem techno-łupanki, a obydwa piętra domu zamieniły się niemal całkowicie w klubowy parkiet. Silas trzymał się mocno ściany. Stężenie alkoholu w jego krwi nadal nie było na tyle mocne, by ten dał się wyciągnąć na parkiet. Zresztą stosunkowo niewielu było takich, którzy robili coś ponad podrygiwanie w rytm na środku pokoju, z drinkiem w ręce, próbując przekrzyczeć muzykę.

Nieoczekiwanie przy boku Weira wyrósł Franklin z butelką whisky w ręce.
-Dolewkę? –zaproponował świergotliwie. Nie czekał zresztą na odpowiedź. Uzupełnił szklankę Silasa, którą ten trzymał w dłoni po czym posłał mu uśmiech i dołączył do wypatrywania widoków za oknem.
-Czekasz na tego swojego chłopca? –spytał i tym samym spowodował śmiech Weira, który pojawił się w reakcji na określenie, którego ten użył względem Xaviera.
-Tak –odpowiedział Silas, gdy już nieco uspokoił swój śmiech.
-Rozumiem –mruknął do niego Franklin i objał go przyjacielsko ramieniem. –Dziesięć na dziesięć.
-Nie dlatego –prychnął z rozbawieniem Weir i spojrzał kątem oka na niedowierzającego mu mężczyznę. –Naprawdę.
-Daj spokój, Silly – powiedział Franklin, nachylając się nad jego uchem. –Przede mną nic się nie ukryję. Myślisz, że dlaczego to do ciebie przyszedłem z pomysłem na striptizerów?
-Sądziłem, że to dlatego, że mnie lubisz, Franklin.
Silas próbował utrzymać zobojętniały wyraz twarzy. Nie zaprzeczył ani nie potwierdził teorii Franklina dotyczącej jego seksualności. Chłopak nie zaszkodziłby mu nawet gdyby Silas pozwolił mu tak myśleć.
-Oczywiście, że tak. –Uśmiech z twarzy Franklina nie znikał ani na moment. –Wiesz jednak o co mi chodzi, naturalnie.
-Nie będę ci kazał tego zachować dla siebie –odezwał się Silas po krótkiej chwili. –Mogę cię tylko prosić o to, żebyś nie wpakował mnie w nic niezręcznego.
-Nie wiem za kogo mnie masz, Weir – wymruczał Franklin z rozbawieniem i posłał Silasowi uśmiech niewiniątka.

***

Specjalna usługa miała się pojawić już za paręnaście minut, a Silas nadal nie potrafił przestać wyczekiwać Xaviera. Sterczał przy oknie i wyrzucał sobie bezsens. Mógłby się lepiej bawić, gdyby dołączył do Jonathana w jego ulubionej grze „kto da radę wypić całą butelkę szampana w mniej niż dziesięć sekund – wygrywa”. Zamiast tego czekał jak ten idiota na coś, co przecież nie powinno go aż tak obchodzić.
Bzdura, Silas. On jest twoim cholernym kuzynem.
Więc czekał aż w końcu chłopiec się pojawił. Wówczas Silasowi niesamowicie ulżyło.

Gdy tylko Xavier dopalił papierosa – ruszył do drzwi frontowych, przy których Weir już na niego czekał.
Xavier wszedł do środka i został powitany przez Silasa szybkim objęciem.
-Zdążyłeś w ostatniej chwili –powiedział blondyn, gdy już odwiesił do szafy płaszcz kuzyna. – Główna atrakcja powinna być tutaj za dziesięć minut, a ty jeszcze jesteś trzeźwy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Wto Wrz 06, 2016 11:45 pm



W drzwiach przywitała go osoba, która zmieni ten wieczór z beznadziejnej popijawy w tłumie równie pijanych mężczyzn w wieczór do zapamiętania. Taką przynajmniej Xavier miał nadzieję.

-Wybacz, mieszkam z narzeczoną dzisiejszego gospodarza - młodą twarz ponownie rozpromienił uśmiech. - Co pijemy?

Pytanie przepadło w głośnej muzyce i Xavier nie był pewien czy Silas je dosłyszał, czy odpowiedź zwyczajnie zginęła w tej samej okoliczności.

Ruszyli w kierunku piętra z alkoholami. Mimo małego ruchu na schodach, kilku mniej lub bardziej nietrzeźwych mężczyzn odbiło się od nich, bełkocząc coś. Xavier idący przodem, gwałtownie przystanął i odwrócił się. Spojrzał z góry na kuzyna i nachylił się. Zawisł w niewielkim odstępie od głowy drugiego mężczyzny. W tej odległości mógł wyczuć silne perfumy zmieszane z żelem do włosów.

-Muszę ci coś powiedzieć.

Jedynym pustym i w miarę cichym miejscem okazał się dach. Płaskie zadaszenie, przerobione swego czasu na taras, liczyło sobie jednego kontemplującego zmierzchające niebo z rogu mężczyznę. Równie dobrze mógł być bardzo nietrzeźwy i jedynie zastygnąć w bezruchu. Zostawili go w samotności, przechodząc w dalsze miejsce sporego prostokąta.

Z butelką pierwszego lepszego wina, choć w tych sferach można było spotkać tylko dobre okazy, przykucnął na skraju dachu. Zamiast raczenia się niewielkimi drinkami, Xavier preferował skradnięcie czegoś pojemniejszego. Poza tym, nie zanosiło się na to, by ktoś z tego towarzystwa miał zauważyć stratę prawie pełnej butelki.
Za plecami słyszał ruch kuzyna. Pociągnął łyk i spojrzał w dal, na ciemne już z tej strony niebo.

-Nawet gdybym zdecydował się na studia w Nowym Jorku, to i tak nie było by mnie stać.

Wyrzekł słowa dość cicho, lecz był pewien, że Silas je dosłyszał. Niechętnie musiał to oznajmić. Ostatnim komentarzem dotyczącym studiów, mógł narobić mu nadziei. Prawda była taka, iż nawet nie rozważał tej opcji z przyczyn finansowych. Młody Weir z pewnością znał jego sytuację. Tak czy inaczej, wcześniej lub później, musiał przypomnieć mu to.

Poza tym, nie uśmiechało mu się opuszczanie matki. Jutro wyprowadzi się od niej córka. W takiej chwili, zwyczajnie niezbyt etycznym byłoby zostawienie jej samej sobie.
Z drugiej strony natomiast, wizja widywania Silasa częściej, niż raz na parę lat, wywoływała w nim przyjemne, acz nowe uczucie. Odczucie, któremu nie mógł zaprzeczyć.
Spojrzał przelotnie na mężczyznę, niegdyś tak mu bliskiego. Poruszony tym samym uczuciem, odwrócił wzrok z powrotem w dół.

Jak inaczej miałbym reagować na przyjaciela, którego nie widziałem kilka lat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sro Wrz 14, 2016 11:43 pm

Xavier ruszył w kierunku wejścia na dach. Silas podążył w krok za nim, po drodze odnotowując, że goście są w znacznie bardziej zaawansowanym stanie niż się spodziewał, że o tej porze będą.
Zamknął za sobą drzwi prowadzące na dach i muzyka stała się odleglejsza, a miejsce cichsze.
Xavier wziął ze sobą całą butelkę wina, Silas nadal popijał swoje whisky. Lada chwila Lee miał przedstawić przedmiot ich nadchodzącej rozmowy, która zagnała ich aż na dach w poszukiwaniach odpowiedniego miejsca.

Młody Weir podszedł za Xavierem na skraj dachu, nie zwróciwszy nawet uwagi na ich towarzystwo stojące po drugiej stronie rozległej płaszczyzny. Wzrok Silasa nie dorywał się także od kuzyna, więc dlaczego miałby zawracać sobie głowę zbłądzonym wędrowcem?
Chłopak przykucnął na obrzeżach dachu. Silas przystanął zaś za nim, sięgając dłonią do ciemnej czupryny Xaviera. Po chwili także zanurzył w niej palce dłoni, przeczesując gęste włosy kuzyna.
I wtedy też chłopiec się odezwał, stwierdzając , że na studia w Nowym Jorku nie byłoby go stać.
Silas znał oczywiście sytuacje majątkową Xaviera, ale był zdania, że jeżeli tylko chłopak by się postarał nieco – dostałby stypendium. Mógłby podjąć także jakąś niezobowiązującą pracę dorywczą i zamieszkać z kimś znajomym.
Chociażby z Silasem.
 –Postaraj się o stypendium, popracuj tam za barem po południu i zamieszkaj… ze mną, na przykład. – Weir nie widział jak zwykle problemu i na wszystko wydawał się znajdywać zupełnie nieskomplikowanie brzmiące rozwiązania. Zazwyczaj jednak nie było to tak łatwe, jak to ujmował Silas. Tym razem, mimo wszystko, to nie było aż tak skomplikowane.
Weir szybko dostrzegł kolejną kwestię, która powstrzymywała Xaviera od dążenia do ambitnych celów. Gdyby mu się udało dostać na nowojorską uczelnię – jego matka zostałaby zupełnie sama.
Dlatego też Silas westchnął, przykucnął przy młodszym przyjacielu, nadal nie odrywając dłoni od jego włosów.
 –Nie martw się o mamę – mruknął uspokajająco blondyn. –Poradzi sobie bez
was
– dodał, pociągając lekko za chłopięce kosmyki w kochającym geście.  
Wtedy też Silas przypomniał sobie, że lada chwila ma mieć miejsce oficjalny początek wieczoru kawalerskiego.
Nie zdążył nawet oświadczyć tego Xavierowi, gdy na dach wparował obwieszony różowym pióropuszem Franklin.
 –Może gołąbeczki się pospieszą i zejdą na dół do gości? – zawołał spod drzwi. –Nasze główne danie już dotarło, Silly.
A po chwili zniknął, zamykając za sobą drzwi.
Silas po chwili wstał, wyjmując tym samym dłoń z włosów Xaviera i zachęcając także przyjacielskim klepnięciem w ramię, by ten także się podniósł.
 –Myślę, że nie chciałbyś przegapić czegoś takiego – powiedział Weir i uśmiechnął się do chłopaka z perfidnym rozbawieniem.
Razem ruszyli w kierunku wnętrza domu.
 –Pamiętasz jak Jonathan wyznał nam kiedyś po pijaku, ze jest biseksualny? – spytał się Xaviera, posyłając mu kolejny chytry uśmieszek. –To było kilka lat temu, ale ja i Franklin nigdy o tym nie zapomnieliśmy.
A Jonathan być może tej nocy zaliczy swój pierwszy, najbardziej gejowski wieczór w życiu.

Silas pojawił się na dole w towarzystwie młodego Xaviera. Do wnętrza domu Franklin właśnie wpuszczał… oddział straży pożarnej. Oczywiście, zgodnie z zamówieniem wyglądali przekonywująco.
Weir objął ramieniem Xaviera i przysunął go bliżej siebie. Jonathan począł tłumaczyć się gorliwie przed strażakiem, gdy ten zdjął z głowy hełm, później także kurtkę i w końcu okazało się, że cała reszta oddziału robi dokładnie to samo ku uciesze tłumu.
Co zabawniejsze – większość znajdujących się w tym domu facetów była hetero i po ślubie.
Nic dziwnego zatem, że usta Silasa rozświetlał szeroki uśmiech.
Wzrok Jonathana napotkał ten Weira i wówczas zmrużył się podejrzliwie, a po chwili także usta mężczyzny wyszeptały bezgłośne, żartobliwie oskarżycielskie „ty”.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Pon Paź 03, 2016 12:02 am


Męska dłoń wsunęła się w ciemne włosy młodego Lee, muskając kosmyki. Chłopak poczuł się… bezpiecznie? Nie czuł już napięcia, które ubzdurał sobie, gdy pierwszy raz dotarło do niego, że wkrótce zobaczy najlepszego przyjaciela. X chciał przymknąć oczy i oprzeć się o nogi Silasa, przed czym powstrzymała go niepewność czy mężczyzna stoi za nim, czy może obok niego.
Aksamitny głos - tak idealnie pasujący do tych drogich perfum, które wciąż przyjemnie napastowały chłopięcy zmysł węchu, przypominając o ojcu, a jednocześnie zastępując ten obraz elegancko powstrzymującym śmiech kuzynem - ściągnął go na ziemię, powracając do tematu studiów.

Rzeczywiście, bez większego problemu mógłby uzyskać stypendium. Z pracy w barze i tak nie zamierzał zrezygnować – zbyt kochał ten niewielki lokal. Proste i przyjemne. Jedyna kwestia do przedyskutowania, przemyślenia i rozważenia to zakwaterowanie.
Zamieszkać z Silasem. To z pewnością nadrobiłoby te lata rozłąki i rozwiązało całą resztę trudności.
Upił łyk trunku i spróbował odpowiedzieć na temat Elily. Na jego szczęście lub nieszczęście, znalazł ich Franklin. W różowej dekoracji, zawołał coś, czego Xavier nie usłyszał. Najwyraźniej dosłyszał to Weir, bo poprowadził kuzyna za sobą.

Z jedną ręką w kieszeni, a drugą trzymając butelkę procentowego napoju, Xavier podążał za dwoma podekscytowanymi mężczyznami. Zobaczywszy strażaków, przez jego brwi przebiegł dreszcz, lekko je marszcząc. Gdy wokół niego owinęło się ramię, a na twarzy właściciela kończyny dostrzegł nic, poza rozbawioną ekscytacją, brwi zmarszczyły mu się jeszcze bardziej. Wyciszone techno wciąż dudniło w oddali, a jeden z paliczków Silasa wybijał rytm na ramieniu Lee.

-O nie – odetchnął głęboko, gdy zrozumiał, co się dzieje.

Zamknął oczy i wykonał obrót, wciąż tkwiąc pod ramieniem kuzyna. Zdezorientowanie opuściło go miarowo, wraz z ubraniem opuszczającym fałszywych strażaków.
Zdjął rękę chłopaka i przeczesawszy włosy, ruszył w kierunku stołu pod ścianą. Im bliżej celu był, tym większy uśmiech rozświetlał jego młodą twarz. Gdy w końcu przystanął przy meblu, oparł się dłońmi o blat i spuścił głowę, zanosząc się śmiechem.
Po krótkim przemyśleniu sytuacji to, co go tak rozbawiło, wcale nie było takie śmieszne. Ot, zbieg okoliczności.
Xavier poczuł za plecami czyjąś obecność. Uznawszy, że to Silas, bądź któryś z mniej upitych znajomych, powstrzymał śmiech, żeby wyjawić powód tego stanu.

-Przed wyjściem obiecałem Romy, że będą tu męscy striptizerzy.

Gdy się odwrócił, zobaczył wreszcie, kto przy nim stoi. Bynajmniej młody Weir, ani też żaden ze znajomych mu mężczyzn. Przystojny, krótko obstrzyżony i niesamowicie umięśniony strażak posłał mu drapieżny uśmiech. Xavier przyłapał się na niemożności ruszenia się. Nie ukrywając mieszanki zdziwienia i przerażenia, stał bez ruchu.

Ratunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 448
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Sob Paź 15, 2016 5:22 pm

Jeden ze strażaków już był na blacie w kuchni, inny zajmował się Jonathanem, zachęcając go do najróżniejszych posunięć względem swojego sześciopaku, a jeszcze innego Franklin wziął na wyłączność.
Silas przyglądał się temu wszystkiemu z dzikim rozbawieniem, które odbijało się na jego twarzy. Ów rozświetlał szeroki uśmiech.
Dopóki jednak gdzieś w tłumie nie zniknął jego młody kuzyn – wszystko było w porządku i Silas jedynie oglądał całe to widowisko z poziomu schodów, dopijając swoje whisky. Próbował dostrzec Xaviera, właściwie bez powodu pragnąc jego obecności akurat w tym momencie. Nie martwił się wcale o Lee ani nie chciał chłopakowi psuć zabawy zakazami, ale egoistyczne usposobienie Silasa odczuwało obecnie nieodpartą potrzebę uzewnętrznienia się.

Silas opuścił bezpieczny poziom górnych schodków i ruszył na poszukiwania Xaviera. Po drodze ktoś uzupełnił jego szklankę z whisky, którą zdołał pochłonąć dwoma łykami pomiędzy jednym końcem korytarza, a drugim.
Nie chciał otwierać każdego poszczególnego pokoju w obawie przed zobaczeniem czegoś, czego nie powinien przez zwykły przypadek.
Fakt, że Xaviera nie było nigdzie na korytarzu wcale go jednak nie uspokoił. To oznaczało, że kilka drzwi zostanie jednak otwartych.

Otworzył drzwi pierwszego lepszego pokoju, a zastając tam nieźle radzący sobie trójkącik – czym prędzej pokój zamknął.
W następnym z pokoi nie zastał nikogo, więc mimowolnie zapisał sobie w pamięci położenie tej sypialni i ruszył dalej.
Trzecie trafienie okazało się być tym zwycięskim. Xavier był jeszcze ubrany, striptizer zorganizował specjalny pokaz dla chłopca i już miał ściągnąć ostatni element ubrania, gdy jego wzrok podążył do Silasa stojącego w drzwiach.

–Wypad, koleś –warknął do niego mięśniak na co Silas zaśmiał się cicho i wszedł do wnętrza pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Nie wstydź się –odpowiedział mu blondyn i oparł się plecami o drzwi. Jego szklanka była opróżniona i tylko tego w tym momencie żałował – że nie jest pełna.
–To występ prywatny –zapierał się striptizer nadal, co wywołało w Silasie tylko lekceważące przewrócenie oczyma.
Nie interesuje mnie to. –Głos Silasa przybrał na gorzkim rozbawieniu. Odepchnął się od drzwi i ruszył w kierunku postawnego, niemal nagiego faceta.
Zatrzymał się tuż przed nim. Był nieco wyższy od striptizera, ale mimo to ¬ – co najmniej dwa razy węższy w talii i minimum trzy w ramionach.
Sam się nim zajmę. Ty możesz iść – mruknął, uśmiechając się okrutnie do mężczyzny.
Następnym razem uważaj na język kiedy rozmawiasz z kimś, kto ci za to wszystko zapłacił.
Facet obruszył się nieco, fuknął na Silasa, zebrał swoje ubrania i faktycznie wyszedł, pozostawiając Xaviera i Silasa samych w sypialni.

Przez chwilę zawisła między nimi cisza kiedy Silas patrzył kątem oka na kuzyna. Jego wzrok nie był potępiający i nie wyrażał niczego poza zainteresowaniem.
Po chwilę ciszę przerwał głos Weira.
Wybacz jeżeli mój osąd był błędny i zakładając, że wcale nie byłeś tu w pełni z własnej woli wcale nie wyświadczyłem ci drobnej przysługi – powiedział po czym odłożył pustą szklankę na blat szafki i usiadł obok Xaviera na łóżku.
Szukałem cię.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   Nie Paź 16, 2016 11:53 pm


Nieobecny wzrok podążył za wychodzącym mężczyzną. Gdy w pokoju został sam na sam z kuzynem, zamrugał ciężko i schylił się po butelkę piwa, stojącą na ziemi. Oklapł na łóżko, zamknął oczy, dopijając resztę alkoholu. Usłyszawszy głos mężczyzny, spróbował wytężyć szare komórki i zamienić słyszany bełkot na sensowne zdanie. Zrozumiał aż dwa słowa. Szukał go. Xavier sam nie wiedział, w którym momencie się rozdzielili, ani kiedy trafił do pokoju z obcym mężczyzną. Mógł tylko dziękować Bogu, że nie stracił dziewictwa ze striptizerem.
Przecież nie jestem dziewicą. Uśmiechnął się do siebie i nachylił w stronę Silasa. Nie był pijany. Nieco wstawiony, co najwyżej. A na pewno w pełni świadomy. Dobrze wiedział, co za chwilę powie. Alkohol zdecydowanie ułatwia niektóre kwestie.

-Zam.. Chce zamieszkać w Nowym Jorku. Z tobą znaczy.

Ponownie zamknął oczy i uśmiechnął się, inhalując zapach. Drogie perfumy i whiskey. Idealne połączenie.

-Silas…? – zamilkł na moment. Wyprostował się i spoważniał. – Dziękuję. Dziękuję za tą.. tę możliwość.

Procent alkoholu we krwi nie ma znaczenia, jeśli chodzi o poprawną gramatykę.

-Gdyby nie ty.. Gdybyś nie wrócił i nie podał mi tej propozycji praktycznie na tacy… Myślę, że do końca życia zostałbym w Ottawie. Nie żeby to było złe miasto. To wspaniałe miejsce. Kocham Kanadę. Oh Canada – zanucił. – Ale chcę stąd wyjechać. Nie chce tu zostawać. Gdyby tata żył… Gdyby żył, wysłałby mnie na studia w piękne miejsce. Chciałbym studiować w ładnym miejscu.

Orientując się, ile i w jakim tempie właśnie się wypowiedział, zamilkł. Alkohol zdecydowanie rozwiązuje język. Nie planował tyle mówić. Zamienił właśnie swoje myśli w słowa. Zdecydowanie tego nie polubił. Zmarszczył brwi i wychylił pustą już butelkę, by upewnić się, że rzeczywiście nic w niej nie ma. Szkoda.
Wtedy poczuł, że wszystko, co dzisiaj wypił, zaczęło działać. A mając mocną głowę – wypił dużo.

-Silas. Pocałuj mnie.

Nieautoryzowane słowa wypłynęły z jego ust. Stracił kontrolę nad sobą. Jednakże zrozumiawszy, co się dzieje – a nachylał się właśnie jednoznacznie do młodego Weira – wcale nie próbował się z tej sytuacji wycofać. Nienawidził siebie za to w tamtym momencie. Nienawidził, że właśnie to chciał zrobić. Pocałować własnego kuzyna. Na wieczorze kawalerskim przyszłego szwagra. Nie ważne były w tym momencie więzy krwi. Syn brata jego ojca. Nie powinien tego robić. Dlaczego jednak to robi? Czuł, że będzie tego żałował, choćby i za parę sekund. To było jednak silniejsze od zdrowego rozsądku.

Xavier, przestań, proszę.


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Paź 23, 2016 8:06 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]   

Powrót do góry Go down
 
We are born. We die. [boyxboy; drama; 2os; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 4Idź do strony : 1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: