IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#1PisanieTemat: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pią Cze 15, 2018 10:22 pm



fabułę znamy

_Jucundo_ jako szefuncio komitetu dyscyplinarnego ...
Kurokocchin jako szkolny król ...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#2PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Sro Cze 20, 2018 10:52 pm



GODNOŚĆ = Alexis Tremblay
NAZYWANY = Alex, Al, Blay
WIEK = 18 lat
PŁEĆ = mężczyzna
STAN CYWILNY = wolny
ORIENTACJA = biseksualista
POCHODZENIE = kanadyjskie

WZROST = 184 cm
WAGA = 72 kg
KOLOR OCZU = szare - nosi soczewki w kolorze fiołkowym
WŁOSY = jasny blond
CERA = jasna
SYLWETKA = wysportowany
TATUAŻ = brak
ZNAKI SZCZEGÓLNE = niewielkie znamię na lewym ramieniu oraz charakterystyczny pieprzyk pod prawą brwią

♦️ Nałogowo pali i nawet nie ukrywa się po szkole z fajkami.
♦️ Ma dobre ucho do muzyki, gra również na wielu instrumentach, głównie na gitarze elektrycznej, ale również nie pogardzi fortepianem.
♦️ Posiadacz psa rasy shiba inu, zwie się on Felix i jest on rudo-biały.
♦️ Dobrze wie, dzięki czemu udało mu się zdobyć taki szacunek i wcale na niego nie narzeka. Nawet uważa, że śmiesznie się wykorzystuje pionki, które chcą zrobić dla niego wszystko.
♦️ Jego słabością jest krew, na jej widok może zemdleć, dlatego też nie wdaje się w bójki, a robią to za niego inni.
♦️ Ma starszą siostrę, która jest pierwsza do zdobycia krzesła ojca.
♦️ Nie lubi być wierny jednej partnerce czy jednemu partnerowi.  
♦️  Ukrywa to, że głównie woli facetów, mimo to kobietami nie pogardzi, ale zdecydowanie bardziej jego wzrok spada na mężczyzn.
♦️ Często zamiast być na lekcjach wagaruje wraz z przyjaciółmi w opuszczonej sali, gdzie urządzili sobie piękny klub delikwentów.

postacie poboczne:
 


Ostatnio zmieniony przez Kurokocchin dnia Wto Lip 03, 2018 9:50 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#3PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pon Cze 25, 2018 8:38 pm



❂   Michael  Hampton  -  właśnie w ten sposób powinieneś się do niego zwracać, jeśli życie ci miłe
❂   dla tych którzy jednak lubią igrać z ogniem -  Mickey  bądź  Mike
❂   jak na ironię chłodnego charakteru, urodzony  pierwszego  dnia  lata
❂   piętnaście z  dziewiętnastu  lat życia spędził u krewnych ojca w Rosji
❂   tam też uwydatnił się jego despotyczny i porywczy charakter, który żeby było zabawniej, dziadkowie starannie pielęgnowali
❂   trzecioklasista,  prefekt i przywódca komitetu dyscyplinarnego,  główna siła egzekucyjna Liberty
❂   nieszczególnie zainteresowany szufladkowaniem się,  próbował kilku rzeczy,  na chwilę obecną nie ciągnie go do nikogo konkretnego
  choć wizytom przewodniczącego nigdy nie odmówi
❂   ma siostrę bliźniaczkę  Jane, którą mimo to zwykł traktować jak młodszą od siebie, nadopiekuńczy typ
❂   matka cierpiała na depresję i krótko po ich narodzinach odebrała sobie życie,  przeważnie z nikim o tym nie rozmawia
❂   miłośnik  psów,  przygarnął z ulicy dwa owczarki niemieckie

❂   platynowy  blond  z, w odpowiednim świetle dostrzegalnymi, miedzianymi  refleksami
❂   bardzo   jasne  turkusowe  źrenice,  sprawiające wrażenie przerażająco pustych i martwych
❂   porcelanowa  karnacja  i  nieskazitelna  skóra
❂   wysoki i szczupły,  wbrew prezentowanej na pierwszy rzut oka aparycji, całkiem  silny  i  niebezpieczny
❂   czarne  skrzydła  wytatuowane  na  łopatkach,  bo doświadczyć trzeba każdego rodzaju bólu


❂   z uwagi na pełnioną funkcję w szkole funkcje, bezkarnie wprowadził w niej drakońskie prawo, egzekwowania go uznając za swój święty obowiązek. bez najmniejszych wyjątków czy kompromisów. na własną rękę radzi sobie z każdym, kto chociażby kichnie głośniej niż powinien
❂   konkretnie podpadł tym samym niejednemu, choć dotychczas nikomu nie udało się z powodzeniem wprowadzić w życie swoich gróźb - czy to ze względu na jego zamiłowanie do przemocy, czy ze strachu przed jego ojcem, dyrektorem Liberty
❂   na pierwszy rzut oka wygląda na kompletnie wypranego z emocji, co w sumie nie tak znowu bardzo mija się z prawdą. większość z nich tłumi bowiem w sobie, sporadycznie pozwalając im przejąć kontrolę i zasiać wokoło niemały zamęt
❂   nie należy do żadnej grupy i bynajmniej nie planuje do takiej wstąpić, choć co poniektórzy uczniowie uznali komitet dyscyplinarny za równie zorganizowany i perspektywiczny
❂   nie potrafi przejść niewzruszenie obok mocniejszych trunków, zamiłowanie do których - podobnie jak mocną głowę - nabył jeszcze w Rosji, od dzieciaka zapijając się do nieprzytomności z lokalnymi smarkaczami
❂   nie trawi za to dymu tytoniowego, od którego momentalnie kręci go w nosie. poważnie, w sekundzie zaczyna kichać jak idiota. uroczy idiota, bo wszechświat jest złośliwy, ale szybciej się udusi, niż pozwoli, by ktokolwiek zdał sobie z tego faktu sprawę
❂   czasami szkicuje coś w swoim notatniku, choć nigdy nie próbował wziąć się za to na poważnie. zbyt kojarzy mu się to z matką, po której podobnie jak urodę, odziedziczył i talent
❂   ma problem z dopuszczeniem do siebie nowych osób, co nazwać można jednym z jego mechanizmów obronnych, zważywszy jak szybko zwykł się później do nich przywiązywać. w głębi duszy jest tym samym cholernie sentymentalny


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#4PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pon Lip 02, 2018 10:52 pm



     W zamyśleniu przemierzając szkolne korytarze, wprawnie ignorował wbite w siebie spojrzenia, kompletnie niewzruszony kryjącym się, za większością z nich, przesłaniem. Wszystkie sprowadzały się bowiem do jednej, prostej rzeczy.   Niechęć.   Mniejsza bądź żarliwsza; uzasadniona czy też czysto solidarna - w końcowym podliczeniu nie robiło to większej różnicy - Michael Hampton nie był ulubieńcem tłumu. Wiedział to każdy posiadający uszy, do których napływać zwykły ordynarniejsze z oszczerstw, których jednostki nie ośmieliły się rzucić mu prosto w twarz; czy też oczy zdolne obserwować, podobne minionemu, poranki w Libercie, gdy tłum wręcz ostentacyjnie linczował go wzrokiem, odpuszczając dopiero pod wpływem podążającego za jego plecami Rosa Aziza, z przerażającą skrupulatnością skanującego otoczenie w poszukiwaniu śmiałków, wystarczająco znudzonych życiem, by się mu przeciwstawić. Nie znalazłszy nikogo takiego, z autentycznym rozczarowaniem wydymał wargi, raz po raz obróciwszy trzymanym w dłoni nożem myśliwskim. Nonszalancko. Wręcz niedbale. W geście niemej obietnicy doskonale znanej wszystkim obecnym. Wystarczył jeden zły ruch, by ten niewielki kawałek stali utkwił pomiędzy czyimiś żebrami. Na tyle szybko, by pozbawić nieszczęśnika prawa jakiejkolwiek reakcji. Uwięzić go w ciągnącej się w nieskończoność pętli bezradności, powątpiewania i nadchodzącej świadomości, jak lekkomyślnym przyszło mu być.
     Wizję niechybnego horroru, z zaskakującą łatwością i widocznym znużeniem, rozmywał jednak trzeci z ich niewielkiej grupy, lekceważącym pacnięciem sprowadziwszy swojego narwanego towarzysza do parteru. Posyłając mu przydługawe, rzucone jakby od niechcenia spojrzenie, ostrzegawczo mrużył powieki, bez zbędnych pomiędzy ich dwójką słów, nakazując mu zaprzestanie tych wygłupów, by niespełna sekundę później powrócić do przerwanej za jego sprawą czynności. Damien Thorn - osobnik wyrachowany do - jak słusznie można by podejrzewać - samego szpiku kości, pomimo prezentowanego, rzekomo pokojowego nastawienia, wydawał się budzić w zebranych zgrozę wielokrotnie większą niż jego żądny krwi podwładny. Dlaczegoż zapytacie. Otóż to. Kto wzbudza w człowieku silniejszy niepokój, niż osoba sprawująca zwierzchnictwo nad potworem? Prawdopodobnie jedynie indywiduum będące w stanie okiełznać ich obu. Wróciwszy jednak do Damiena - nie bez powodu piastował stanowisko zastępcy Hamptona. W sposobie, w jaki zwykł przemawiać, dosłyszeć można było ten złowrogi pomruk. Pojedynczym spojrzeniem rozkładał innych na czynniki pierwsze, w pełnym skupieniu oceniawszy ich dalekosiężną wartość. Z dystansem, niezachwiany ckliwymi porywami serca - chłodno kalkulował najkorzystniejszą dla siebie samego alternatywę, w postaci Michaela najwidoczniej dopatrzywszy się czegoś, co w ostateczności skłoniło go do ledwie zauważalnego złagodzenia przeszywającego na wskroś spojrzenia i odczytania, wypranym z emocji głosem, pozostałej części sporządzonego raportu.
     –  Zgodnie z prośbą przewodniczącego przypilnować mamy przyszłotygodniowej  –  urwawszy, w zamyśleniu zmarszczył nos  –  "utarczki" z New Haven. Wszystko odbyć ma się względnie... kulturalnie. Ograniczona i - przede wszystkim - kontrolowana samowolka. Szkoły nie biorą na siebie ewentualnej odpowiedzialności, więc mamy nie dopuścić, by cokolwiek wymknęło się spod kontroli. Każdy zobowiązuje się do przestrzegania pewnych zasad, nikt-...
     –  Zaplanowana bijatyka wciąż jest bijatyką  –  wtrąciwszy nieplanowanie, z musu przegnał pozostałości zaprzątających jego głowę myśli.  –  Ludzie z kolei charakteryzują się postępowaniem "nieprzewidywalnym". Wywierana na nas presja otoczenia, czyjeś oczekiwania, zraniona duma - tyle różnorakich czynników zamienić może zwykłe mordobicie w próbę wzajemnego zasztyletowania...  –  Niezobowiązująco powiódłszy wzrokiem za jednym z uczniów,  dostrzegł w nim coś o tyle interesującego, że na jego ustach mimowolnie zagościł cień uśmiechu.  –  Rose.
     Skinąwszy na niego ręką, bez wyjaśnienia ruszył w tylko sobie znanym kierunku, za swoimi plecami odnotowawszy głębokie westchnienie Thorna, w mgnieniu oka zastąpione głębokim śmiechem - czy czymś najbardziej do niego zbliżonym, zważywszy, że ciemnowłosy nigdy nie wydałby z siebie tak prostolinijnego dźwięku - gdy mężczyzna zrozumiał kierujące nim pobudki. Zabawne, zważywszy, że sam w sobie Michael już dawno odpuścił sobie zachodzenie w głowę, dlaczego na widok kogoś z "królewskiej świty" świerzbiały go ręce. Ręce czy też precyzyjniej mówiąc - wetknięte za pasek spodni tonfy, stanowiące nieodłączny element jego jestestwa.
     Przez większość drogi zachowawszy zupełnie kamienną twarz, dopiero u celu wędrówki skrzywił się lekko, z odrazą obserwując podawaną mu przez Aziza maseczkę. Samo w sobie wspomnienie pomieszczenia, w którym lada moment postawić przyjdzie mu stopę, napawało go niesmakiem o tyle dotkliwym, że niewielki biały przedmiot stanowił dla niego swojego rodzaju ucieleśnienie katuszy, podczas gdy jak na przekór - to właśnie on ratował go od całkowitego zatracenia w dymie, który prawdopodobnie zaatakuje go zaraz po wejściu do nie takiej znowu opuszczonej sali.
     –  Cholerni delikwenci  –  burknąwszy cicho, gestem nakazazał, by tamten otwarł drzwi.
     Z wymaganą od niego gracją wgramoliwszy się do środka, pełnie swojej pogardy przeznaczył dla jednej, konkretnej osoby, którą to też jako jedyną zaszczycił spojrzeniem. Onieśmielającym większość, choć na nim nie wydawało się wywrzeć większego efektu. Nie żeby spodziewał się po nim czegokolwiek mniej.
     –  Królu mój królu.  –  Ociekając kpiną, z fałszywym uniżeniem uchylił przed nim głowę, niespełna moment później rozsiadając się wygodnie na stojącej nieopodal kanapie.  –  Wierzę, że mamy wspólne interesy, które niezwłocznie należałoby omówić.  –  Protekcjonalny, taki właśnie był. Nieszczególnie krył się ze swoją niechęcią odnośnie jego osoby, traktując go jak najzwyklejszy w świecie chwast mający czelność wykiełkować w jego pięknym ogródku. Jeszcze jawniej z kolei dawał mu do zrozumienia, że szybciej czy później wypleni stąd zarówno jego jak i mu podobnych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#5PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Wto Lip 03, 2018 10:27 pm

Alexis Tremblay
     W mojej dłoni znalazły się nożyczki, którymi często się bawiłem zmierzając do uroczego miejsca, nazywanego szkołą. Oczywiście w moim wypadku było to później, niż planowałem, ale grawitacja sprawiała, że nie mogłem podnieść się z łóżka, dopiero Sam postanowił mnie odwiedzić i zgarnąć z domy, by chociaż na trochę pojawić się tam, gdzie królowałem nad każdym rocznikiem w tejże szkole. Było to coś cudownego, ale jednocześnie męczącego, bardziej zabawnego, ale kiedy tacy drugoklasiści próbowali mi się stawiać to było aż przezabawne. Oczywiście, ja nie brudziłem sobie rąk, gdyż od tego miałem Demona, jak i Larry'ego. Byli oni trzecioklasistami, którzy już raz szkoły nie skończyli. Zaufani przyjaciele, na których mogłem liczyć, jeśli chodziło o bójki. Nie mówię, że i ja w nich czasami nie uczestniczyłem, robiłem to w momencie, gdy ktoś przesadzał, a to tak często się nie działo, ponieważ ta dwójka u mojego boku sprawiała, że nikt nie chciał się wywyższać, prawie nikt, bo zawsze znajdzie się idiota.
- Słuchasz mnie? - zapytał, zabierając mi nożyczki, kiedy widział, że wymierzam nimi w jakiegoś obleśnego pierwszaka. Takim to tylko uciąć te tłuste poliki.
- Nie, a było to coś ważnego? Jeśli kolejna ustawka to ja się zgadzam, chyba że to grubsza sprawa to muszę mieć czas by załatwić to i owo. Hah, gdzie moje fajki? - mruknąłem, przeszukując kieszenie skórzanej kurtki. Jak na zawołanie ktoś przyleciał i to z moimi fajkami. - Ooo, Victor, dobry z ciebie chłopiec - uśmiechnąłem się i poklepałem go po głowie. Czy traktowałem go jak psa? Czasami, ale pierwszak sam do mnie przyszedł prosząc mnie, abym go przygarnął pod swoje skrzydło. Podobno jacyś drugoklasiści się na nim uwzięli, ale sprawa dawno ucichła, a ja od czasu do czasu miałem przyjemną chwilę z pierwszaczkiem. Godził się na to, więc czemu miałbym odpuścić?
- Dziękuję. Pójdę również po coś do picia - posłał czarujący uśmiech i zniknął tak samo szybko, jak się pojawił.
- To dobry chłopak, ale naiwny... Myślę, że się w tobie zakochał, Blay - zaśmiał się różowowłosy i "pożyczył" jedną fajkę ode mnie.
     Obserwowałem korytarz, kiedy to ruszaliśmy do naszej "tajnej" kryjówki. Tajna to ona już od dawna nie była, ale fajnie to brzmiało, więc tak zostało. Oczywiście, w środku zastałem Larry'ego oraz Demona, którzy mocno zaczadzili sale. Usiadłem na kanapie i zaczęliśmy rozmawiać na temat bójki, która pojawiła się wczoraj po szkole, nie było mnie na niej, jednakże Demon wspomniał, że ich przywódca wylądował w szpitalu. Czyli jedną świnię mieliśmy z głowy, ale to nie oznacza, że mu odpuszczę. Mógł nie tykać cudzych własności, a jego pieski zwyczajnie mogły trzymać się z dala od tego miejsca. Znów zabawiałem się nożyczkami, aż w końcu do pomieszczenia wszedł mój ulubiony przywódca od dyscypliny.
- Takie słowa padają od Hamptona? Kto by się spodziewał - uśmiechnąłem się, po czym wstałem z kanapy i podszedłem do mężczyzny, aby usiąść obok niego i jak gdyby nic wypuściłem prosto na jego twarz dym papierosa. - I nie przypominam sobie bym był z tobą umówiony, prawda Sam? Następnym razem zapisz się w moim grafiku, ale teraz zrobię wyjątek, skoro Michael Hampton postanowił do mnie zawitać - powiedziałem z obojętnością i zgasiłem papierosa, aby wykazać chociaż trochę grzeczności.
- Więc mów, mimo wszystko mam lepsze zajęcia, no chyba że chcesz dołączyć, trójkąty jak najbardziej mnie kręcą - wyszeptałem tak, aby tylko on mógł to usłyszeć. Miałem ochotę go zmiażdżyć jak mrówkę. Irytował mnie samym byciem w tym pomieszczeniu. Wszedł z butami tutaj i naruszył moją oazę i to jeszcze bez zapowiedzi.
      Czekając na jego odpowiedź ponownie nożyczki poszły w ruch. Zawsze byłem przygotowany na atak, więc jeśli zechce coś uczynić to i ja zareaguje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#6PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Sro Lip 04, 2018 2:01 am



    Zlustrowawszy go spojrzeniem o tyle natarczywym, że bez wątpienia uznać można by je za swoistego rodzaju nękanie, w milczeniu odnotował, że mężczyzna nie zmienił się ani o jotę. Te same blond kłaki, w swojej niesforności opadające mu na większą część twarzy, wbrew wszystkiemu nie ośmieliwszy się jednak przysłonić jego fiołkowych oczu. Niemalże równie jasna co jego własna cera. Odstający na jej tle niewielki pieprzyk i ten - najpewniej celowo, a i tak skutecznie - doprowadzający go do białej gorączki, kpiący uśmieszek. Gest prawie że równie bagatelizujący i drwiący co posłany prosto w jego twarz obłok dymu. Ale to nic. Michael był wyrozumiały. Rozumiał tym samym, że co poniektóre osobniki cierpią na nieodwracalne upośledzenie umysłowe, i z godną podziwu wprawą, potrafił znosić ich zaniżające poziom towarzystwo. Michael był również cierpliwy. Bo cierpliwość popłacała. Czym z kolei było męczenie się z kimś przez miesiąc czy dwa, gdy spoglądając na to z o wiele szerszej perspektywy - perspektywy całego życia - wydawał się być to zaledwie nic nie znaczący przebłysk. Wspomnienie, które szybciej czy później rozmyje się w pamięci.
    Z drugiej jednak strony - nigdy nie należał do ludzi szczególnie ułożonych, charakteryzując się porywczością o tyle zastraszającą, że ojciec z miejsca beształ go za jeszcze nie w pełni ukształtowany w myślach zamysł czynu.
    Miał więc wybór. Pozornie oczywisty - nie był w końcu kimś, kto pozwoliłby, by coś tak prostackiego okazało się być powodem wystarczającym, by jego calusieńkie opanowanie szlag trafił - jednak obecność Tremblaya skutecznie mąciła jego osąd.
    Wetknięty pomiędzy delikatnie rozwarte wargi papieros, przyprawił go o ledwo zauważalne drganie powieki. Wystarczyło sięgnąć przed siebie i dać zarozumiałemu idiocie nauczkę. Ugasiłby go w palcach, nim tamten zdążyłby chociażby pomyśleć, co się święci. Już czuł to zabawne pieczenie opuszków, gdy wciąż tlący się żar, nieubłaganie oznaczyłby jego skórę. Mała cena za widok, który niezaprzeczalnie umiliłby mu resztę dnia. Oczyma wyobraźni widział bowiem szok odmalowany na calusieńkiej twarzy swojego oponenta, i co tu ukrywać? - nawet coś tak drobnego przyprawiało go o zdumiewająco sporą dawkę satysfakcji.
    –  Zawsze odznaczałem się lepszymi manierami niż ty  –  wyjaśnił z czymś na kształt pobłażania, z niemałym rozczarowaniem obserwując, jak jego niedoszły cel ląduje w śmietniku. Że też akurat dzisiaj postanowił poudawać dobrze wychowanego...  –  Jesteście na tyle cywilizowani? Nieustannie mnie zaskakujesz, Tremblay.  –  Ociekając kpiną, obdarzył stojącego niedaleko przybocznego Króla uśmiechem równie uroczym, co ten właśnie mu przez niego prezentowany, szczególną uwagą zaszczycając jego popielato różowe włosy. Jawne naruszenie regulaminu. W swoim czasie upomni się i o to.  –  Oj dla własnego dobra zadbaj o to, by w twoim rzekomo istniejącym grafiku, zawsze znalazło się dla mnie miejsce  –  podrzucił tonem o tyle lekkim, że w stopniu nawet minimalnym nie zdradzającym, ile w tym jednym, prostym zdaniu, rzeczywiście zawrzeć przyszło mu groźby.
    Nie musiał się odwracać, by wiedzieć, że niedbale oparty przy witrynie drzwi Rose, zauważywszy błyszczące w rękach Blaya nożyczki, jak na komendę dobył i swoje - nie takie znowu niepozorne - noże, z umyślnie nieobecnym spojrzeniem, wbitym gdzieś w otaczającą ich przestrzeń, maksymalnie wznieść gardę. Za nic w świecie nie pozwoliłby, by z głowy spadł mu choć włos. Nawet jeśli oznaczałoby to konfrontację z każdym, z groźnie łypiących na nich delikwentów. Cóż, właśnie dlatego Hampton sprowadził go tu w pierwszym miejscu. Nawet jeśli w rzeczywistości nie planował pozwolić mu na upuszczanie żadnej krwi.
    Bez ostrzeżenia podrywając się z miejsca, z kolanem umieszczonym zaraz pomiędzy nogami swojego rozmówcy, bezceremonialnie się nad nim nachylił, pozwalając, by włosy przysłoniły jego nagle drapieżnie lśniące oczy. Panującą w pomieszczeniu atmosfera wydawała się o tyle gęsta, by utrzymać wszystkich w miejscu, nawet pomimo wiszącej w powietrzu groźby niechybnego nieszczęścia. Napierające na jego krtań ostrze - które Tremblay podniósł najpewniej instynktownie - było tego oczywistą zapowiedzią, choć zarówno to, jak i balast wbitych w nich pod wpływem chwili spojrzeń, nie mogłyby go aktualnie obchodzić mniej.
    –  Nie obiecuj czegoś, czemu nie sprostasz  –  Więżąc ze sobą ich spojrzenia, milczał przez dłuższy moment, by ostatecznie odsunąć się od niego z wymownym prychnięciem.  –  Tak długo jak uprawiasz je poza murami tej szkoły, twoje orgie kompletnie mnie nie interesują  –  zaznaczył już głośniej, w dalszym ciągu nie odrywając od niego wzroku, choć pozostałe zmysły działały na najwyższych obrotach, próbując określić intencje jego popleczników.  –  Wrócę po lekcjach, gdy już sobie...użyjesz.
    Upewniwszy się, że jego obrzydzenie odebrane zostanie jako jasne i niepodważalne, ruszył ku wyjściu, teatralnie kręcąc przy tym głową. Zmaterializowawszy się u jego boku Aziz, rozpoczął niezobowiązującą, wyraźnie jednostronną konwersację, paplając o wszystkim, co tylko w danym momencie ślina przyniosła mu na język. Mike podejrzewał, że próbował w ten sposób dodatkowo zirytować delikwentów, dobitnie dając im do zrozumienia, że całkowicie stracili jego zainteresowanie, jednak kimże był, by pozbawiać go tej niewielkiej przyjemności?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#7PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Sro Lip 04, 2018 2:18 pm

ALEXIS TREMBLAY

     Na co komu maniery w takiej szkole? Tutaj nawet jak się popchnęło nauczyciela to nie padało słowo "przepraszam", chyba że dostał się tutaj grzeczny uczeń, który po prostu jest głupi tutaj przychodząc. Każdy się w tej szkole zmienia i to na najgorsze.
- Jeszcze wiele mogę pokazać - powiedziałem z delikatnym uśmiechem, palcami zaczesując włosy do tyłu. Oczywiście, nie zamierzałem zdradzać się przed takim gnojkiem jak on. Nikt mi nie powie, że tenże człowiek jest święty, prędzej wyśmiałbym ową osobę za debilizm. - Nie wierzysz w mój grafik? Pokazałbym ci, ale pewnie leży gdzieś w tamtych śmieciach - dodałem z uśmieszkiem i spojrzałem wyzywająco na Mike. Naprawdę powinien uszanować moją prywatność, a ja nie zawsze mam czas na takie płotki jak on, tym bardziej, że nie zawsze jestem w szkole, ale skoro woli się męczyć i zapowiadać mi niespodziewane wizyty... Hmm, może się zakochał w mojej boskiej osobie? Byłoby zabawnie i zawsze mógłbym wykorzystać to na swój sposób, choć pewnie wyglądałoby to zabawnie.
     Zauważyłem to. Noże, które aż błyszczały od światła, które tutaj padało. Larry i Demon również byli przygotowani. On miał jednego człowieka, ja dwóch, którzy byli dobrze wyposażeni. Demon nosił ze sobą również noże, jeden ode mnie, który mu podarowałem na urodziny, zaś drugi był od jego zmarłego ojca. Larry nosił strzykawki, nie potrzebował nic więcej, aby jego ofiara przestała się ruszać na jakiś czas, a bez nich obsługiwałem się pięściami, jak i kijem bejsbolowym. Powstrzymałem ich jednak ruchem dłoni, aby nie zaczynali krwawej walki w tym pomieszczeniu. Wolałbym, aby to pomieszczenie było czyste, krew trudno zmywa się z materiału kanapy.
     Wszystko potoczyło się szybko. Nim się spostrzegłem nożyczkami byłem przy jego krtani na wszelki wypadek, gdyby zamierzał mnie zaatakować. Miał ładne oczy, chętnie bym je wydłubał i pozbył go tego spojrzenia. Chociaż bez nich mógłby się zamknąć w sobie, a to oznaczałoby, że nie miałbym takiej zabawy jak teraz. Odsunął się, więc i ja wycofałem nożyczki. Nie bałem się go, ucinałem sobie z nim zwykłą pogawędkę.
- Najwidoczniej za mało mnie pilnujesz, Mickey~! - powiedziałem z uśmieszkiem, po czym spojrzałem na Sama oraz resztę. Wyglądali spokojnie, choć Victor nie był przyzwyczajony do takiej sytuacji. - Chciałem wyjść wcześniej, lepiej, żebyś nie zajął mi za wiele czasu. Mam swoje życie, nie chcę go tracić na nudne rozmowy - dodałem zanim zniknął za drzwiami. Przynajmniej je za sobą zamknął bardzo dobrze, grzeczny z niego chłopiec.
- Alex! Nic ci się nie stało, prawda? - podbiegł do mnie pierwszak, który swoją troską mnie rozwalał.
- Spokojnie, gdyby tak było to i on nie wyszedłby z tego cały, mamy tutaj dwie głodne bestie - spojrzałem na Larry'ego oraz Demona, którzy uśmiechnęli się na moje słowa. - A teraz zostawcie mnie panowie, mam tutaj coś do załatwienia z Victorem, chyba że macie ochotę popatrzeć - mówiąc to widziałem rumieńce pierwszaka. Chyba nie chciał, aby inni widzieli go w takiej chwili, to dobrze, bo tylko dla mnie musiał zachować swoją twarz podczas rokoszy, którą mu daję.
- Obrzydliwe, posprzątajcie tylko po sobie - powiedział Sam, po czym wyszedł jako pierwszy.
- Miłej zabawy, mógłbyś czasem się podzielić! - odezwał się rudowłosy i również wyszedł, zaś Larry kiwnął głową i zniknął zaraz z pozostałą dwójką. Miałem dużo czasu do przybycia Hamptona, więc zamierzałem się jak najlepiej zabawić, a jak wejdzie w trakcie to trudno, bywa i tak.
- Zajmij się swoim panem, Victor - pogładziłem jego polik i oddałem się przyjemności, którą tworzył poprzez swoje usta. Potrzebowałem tego bardziej, niż papierosów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#8PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Sro Lip 04, 2018 8:55 pm



   Udając, że nie zauważył opuszczających, w ślad za nim, pomieszczenia ludzi, stłumił wewnętrzną potrzebę zawrócenia i przerwania czegokolwiek mającego aktualnie miejsce w środku. Powinien, jednak uparcie parł przed siebie, ten jeden jedyny raz, postanawiając mu odpuścić. Bynajmniej nie przez wzgląd na jego osobę, co to to nie. Chodziło tutaj bardziej o jego własne wewnętrzne rozterki, zapoczątkowane bezczelnym zachowaniem przewodniczącego, który całkiem umyślnie pchnął go ku naruszeniu szkolnego regulaminu. Nie pierwszy - i jak słusznie śmiał podejrzewać - nie ostatni raz. Jakie miał, więc prawo zabraniać komukolwiek czegokolwiek, w tym bardziej niezobowiązujących schadzek, gdy sam zwykł oddawać się im nieprzyzwoicie często? Bliskie zeru, o ile nie planował zyskać sobie łatki hipokryty. Czy tam raczej dodatkowo jej pogłębić, zważywszy, że wbrew z zamysłem sprawianym pozorom, miał całkiem sporo za uszami. Wiedział to równie dobrze co wszyscy inni. Spaczyła go szkoła, czy może po prostu wyciągnęła na światło dzienne to, co od zawsze kryło się pod powierzchnią? Nawet komitet dyscyplinarny dostosowany był do standardów rządzących Libertą. Dla postronnych obserwatorów wszyscy wydawać mogliby się siebie warci.
   Na pozór świecić musiał jednak doskonałym przykładem, nie dając nikomu kłopotliwemu, choćby najmniejszego pretekstu, do wytknięcia mu nieważne jak trywialnych błędów. Tak więc - pomimo w dalszym ciągu gotującej się w żyłach krwi, dodatkowo podjudzanej za każdym razem, gdy nieprzyjemny głos echem odbijał się w jego głowie, zuchwale zmiękczając i nawołując jego imię - ruszył na lekcje, zajmując swoje standardowe miejsce na samiusieńkim końcu. Tak, by bez problemu móc obserwować całe pomieszczenie w poszukiwaniu ewentualnych odszczepieńców, na tyle śmiałych, by zakłócać panujący na lekcji spokój. Dotychczas jednak, nikt nie ośmielił się lekceważyć potencjalnych punktów karnych. Nie gdy to on egzekwował wynikające z nich później kary. Spoczywający przed nim notes, wydawał się jedynie przypominać wszystkim o horrorze pierwszej klasy, gdy zachęcony przez posiadanych w wyższych klasach przyjaciół, rozpoczął swoje rządy terroru. Piękne czasy.
   Bez większego zainteresowania śledząc materiał, przetrwał cztery z sześciu lekcji. Zajęcia zwykły go nudzić, jednak cóż poradzić, nie mógł przecież od tak się urwać. Nie z ciążącymi na nim oczekiwaniami i ojcem dyrektorem. Zawsze musiał podchodzić do sprawy kreatywniej. Tak też przypadkowo natknął się na uczącego ich anglistyka, który z miejsca wręczył mu jakieś papiery, prosząc o ich uzupełnienie. Oczywiście zwolni go już teraz, by nie musiał poświęcać na to swojego wolnego czasu.
   Na razie odłożywszy je w pokoju klubowym, przyjrzał się siedzącemu za biurkiem Damienowi, pogrążonemu w lekturze na tyle głęboko, by nawet go nie zauważyć. Thorn i ta jego idealna średnia. Najwyższa zarówno w ich szkole - co powiedźmy sobie szczerze, nie było takim znowu osiągnięciem - jak i w okręgu - co z kolei stanowiło całkiem spory wyczyn. Nauczyciele jedli mu z ręki na tyle, że nawet nie musiał zaszczycać ich swoją obecnością, by skończyć z wzorową frekwencją. Niewielu wiedziało jednak, że jego impertynencki stosunek wynikał z czegoś zupełnie innego, niż najzwyklejszej w świecie pogardy do każdej żywej istoty. Ba, gdyby nie te wspólnie spędzone trzy lata, sam Mike miałby problemy z dojściem do - po poznaniu, dość oczywistej - prawdy. Mężczyzna nienawidził bowiem ludzi traktujących go ulgowo. Na tyle, by z czasem swoją potrzebę bezwzględnego rygoru przerzucić na innych.
   –  Pomóc ci z tym?  –  Wyrwany z zamyślenia, zarejestrował, że od dłuższego czasu jest obserwowany.
   –  Nie, nie trzeba, zajmę się tym gdy wrócę, na razie mam coś do załatwienia  –  wypalił bez zastanowienia, obserwując jak usta jego towarzysza rozciągają się w nienaturalnie szerokim uśmiechu.
   –  Sprawa niecierpiąca zwłoki, jak mniemam?
   –  Można tak powiedzieć...
   Bez słowa wytrzymując jego spojrzenie, kontakt wzrokowy zerwał dopiero, gdy donośnie rozbrzmiewający dzwonek oznajmił wszem i wobec początek piątej lekcji. Nie chciał marnować czasu. Nie gdy uporanie się z pewnym idiotom, ku jego nieukrywanemu niezadowoleniu, w imię większej sprawy uznać musiał za swój priorytet.
   Damien zaś - jak to Damien - wydawał się dostrzegać w tym wszystkim coś znacznie więcej niż w rzeczywistości tam było, na odchodne rzucając jedynie, by pozdrowił od niego butnego króla. Zaprawdę uroczo.
   Wróciwszy pod swoją "ulubioną" klasę, z ociąganiem zapukał do drzwi, łaskawie postanawiając dać im czas na pozbycie się wszystkiego, za posiadanie czego, za uszy zaciągnąć musiałby ich pod same drzwi gabinetu dyrektora. Szybko znudził się jednak czekaniem, bezprecedensowo wtargnąwszy do środka, gdzie ku nieukrywanemu zaskoczeniu, zastał jedynie Tremblaya.
   Z nieufnością rozglądając się dookoła, ostatecznie stwierdził, że chłopak rzeczywiście jest sam, co i tak nieszczególnie wpłynęło na odczuwaną przez niego potrzebę, jak najszybszego opuszczenia pokoju.
    –  Dach.  –  Wkładając w to całą posiadaną siłę woli, postarał się, by nie zabrzmiało to zbytnio jak rozkaz, a jedynie grzeczna, przyjacielska prośba. Rzucając w niego paczką fajek, dopełnił obrazek, przed siebie ruszając nim na dobre udało mu się upewnić, że Blay pochwycił je dostatecznie szybko, by nie dostać prosto między oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#9PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Sro Lip 04, 2018 11:26 pm

ALEXIS TREMBLAY

      Kiedy Victor skończył robić swoje ustami, spojrzał w moje oczy, po czym okrakiem usiadł na moich udach, rękoma obejmując szyję. Rozpiąłem pierwsze guziki  czerwono-czarnej koszulki w kratkę i zacząłem skubać jego szyję zębami. Po ostatnim zostały jeszcze ślady, ale nie pozwoliłem ich ukrywać, czyli mnie posłuchał, naprawdę dobrze go wychowałem i to w tak krótkim czasie.
- Alexis, p-proszę... weź mnie od razu - powiedział. Widziałem silne pragnienie w jego oczach. Wyglądało to dość ciekawie. Jego rozchylone usta były nieco zaróżowione i dorównywało kolorowi na jego bladych polikach, które pokryły się rumieńcem. Doprowadzenie tego chłopaka do takiego stanu jest o wiele prostsze, niż nauczenie się zabijania z nożyczek, broń doskonała, a niby takie tępe.
- Nie pozwolisz mi się sobą rozkoszować? Chciałem spokojnie, powoli, ale ty chcesz tak szybko? - uśmiechnąłem się zadziornie i położyłem go na kanapie, pozbyłem się z niego spodni oraz bokserek, a chwilę po tym sięgnąłem po gumki, które rzuciłem na rozpadającą się ławkę szkolną. - Dobrze ośliń, chyba że lubisz jak boli - dodałem, wpychając w jego usta palce, na których szybko poczułem sprawny język pierwszaka. Gdybym nie miał serca to już dawno brałbym kasę od każdego frajera, któremu Victor dawałby dupy, ale przynajmniej tylko ja mam kogoś tak wspaniałego. Oczywiście, nie był on na długą metę, w końcu kiedyś mi się znudzi.
      Kiedy palce były mokre wsunąłem od razu dwa palce w niego, nie przejmując się jego syknięciem. Chyba nie zabawiał się dość często sam, a ostatnio robiłem to z nim może z dwa tygodnie temu, nic dziwnego, że mi go brakowało, a raczej jego ponętnego ciała. Poruszałem sprawnie palcami, zębami bawiąc się jego sutkami na zmianę. Jęki rozniosły się po pomieszczeniu, kiedy bardziej naprałem palcami na jego wnętrze, jednocześnie ciągnąc za sterczące, różowe punkciki.
- Mamy dużo czasu, obyś mi nie odpadł za szybko - mówiąc to, wysunąłem z niego palce, aby po chwili nałożyć na swojego penisa gumkę. Co jak co, ale o czystość w tym miejscu dbałem, a nie marzy mi się sprzątanie naszych sperm, więc i jedną prezerwatywę założyłem Victorowi. Wszedłem w niego od razu, wykonując głębokie, mocne pchnięcia. Kanapa pod naszym ciężarem skrzypiała, lekko przesuwając się czy szybsze ruchy wykonywałem.
- Z-za szybko... Ah! Alex! - usłyszałem, ale jedynie prychnąłem, po czym zająłem jego usta swoimi własnymi, ręką trzymając nadgarstki chłopaka nad jego głową. Doszedłem w momencie, kiedy ten się na mnie zacisnął. Mimo wszystko to była pierwsza, ale nie ostatnia rundka z tym chłopakiem tego dnia.
       Jak tylko minęła kolejna godzina odprawiłem chłopaka w momencie, kiedy ten się doprowadził siebie do porządku. Również i ja ogarnąłem się, aby porządnie wyglądać. Długo jednak nie byłem sam, ponieważ do klasy wszedł Sam.
- Czuć jeszcze seksualną atmosferę. Za mało? - zapytał i rozejrzał się po kanapie czy na pewno wszystkie zużyte prezerwatywy były wyrzucone. Nie moja wina, że ostatnio na jednej sam usiadł i później zmacał w dłoni.
- Nie, zadowolił mnie i to bardzo. Jestem ciekawy czy miałby ochotę na ostrzejsze zabawy - zamyśliłem się chwilę, po czym westchnąłem i zaczesałem palce do tyłu.
- Było trzeba zapytać, ale jak się okaże, że nie, to nie zmuszaj go, szkoda byłoby zniszczyć tak ładne ciałko, a w pierwszej klasie już jest za lubieżny, jak ciebie nie będzie to go zniszczą - powiedział poważnie. Czasami jego słowa mnie zaskakiwały. Sam był jak taka męska matka naszej czwórki, co było zabawne, ale i czasami denerwujące.
- Raczej do takich zabaw to znajdę sobie kogoś w klubie, a co do jego lubieżności... Będzie miał łatkę ode mnie, więc wątpię by ktokolwiek kto tknął po moim odejściu - wzruszyłem ramionami. - Teraz czekam tylko na Mikusia - powiedziałem i zamknąłem oczy, aby sobie westchnąć.
- Życzę ci powodzenia i pamiętaj, jak coś się stanie daj znać, Larry i Demon od razu się pojawią, mają z nas najbliżej - oznajmił, po czym pożegnał się i zniknął za drzwiami.
      W końcu nadszedł upragniony czas, kiedy zacny tyłek Hamptona miał się ruszyć na spotkanie ze mną. I myślałem, że zajmie mu to dłużej, ale pojawił się szybciej, niż myślałem i nawet zapukał, bardzo dobrze.
- Uu, gorąca randka na dachu? Chociaż udekorowałeś świecami i płatkami róż? - zaśmiałem się, po czym ruszyłem się z kanapy, zerkając na paczkę fajek. Nawet i bez nich by mnie przekupił, w końcu chciałem wiedzieć dlaczego tak mu zależało na rozmowie. - Jeśli chcesz mi wyznać miłość to od razu sobie odpuść, nie interesują mnie związki - ostrzegłem go w żartach, ponieważ wiedziałem, że Hampton nie był tego typu osobą. Ale wiadomo jak to jest w męskich szkołach, tutaj się nie czuje obrzydzenia do związków homoseksualnych, więc różnie bywa... Z paru odważnych się znalazło, którzy Demonowi wyznali miłość, ale on ma Larry'ego, go inni nie interesują, no chyba że blond również zareaguje jakoś, a to rzadkość.
- Więc zdradzisz mi co cię do mnie sprowadza, Mike? - zapytałem, kiedy w końcu byliśmy na dachu. Nie chciałem by zwlekał z tym, lepiej mieć to za sobą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#10PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Czw Lip 05, 2018 5:59 pm



      Może rzeczywiście powinien zainwestować w świece i inne romantyczne bzdety. Znając naturę ich relacji i po części go samego, istniał cień szansy, że Tremblay byłby w na tyle poważnym szoku, by nawet nie oponować, gdy on sam dobrodusznie pomógłby mu spaść z dachu. Na to jednak za późno. Przyszło mu więc działać staromodnie. Jako jeden z niewielu uczniów potrafiących stwierdzić, które z poszczególnych barierek były na tyle stabilne, by bez problemu utrzymać ciężar ludzkiego ciała, a które zaś sprawiać lubiły jedynie takie wrażenie, wydawał się mieć dodatkowo ułatwione zadanie.
      –  Łamiesz mi serce.  –  Postanawiając iść w jego ślady, podjął temat, bez zbędnej publiki pozwalając sobie na odrobinę większą swobodę.  –  Skoro nie związek, co powiesz na szybki numerek? Z pewnością będziemy się cudownie bawić.  –  Lekko rzucona propozycja, kryła w sobie obietnicę czegoś znacznie więcej. Czegoś niebezpiecznego, niespodziewanie zajmującego i równie żarliwego co oni sami. Nie żeby na moment obecny rzeczywiście zamierzał wchodzić z nim w jakiekolwiek układy. Miał dość na głowie, by celowo przysparzać sobie kolejnych problemów.
      Tak więc, wbrew wypowiedzianym słowom, nie wykonał ani jednego kroku w jego kierunku, w pełni rozkoszując się dzielącym ich dystansem. To nie tak, że nie lubił go mieć blisko - do większości ulubionych zabaw potrzebował go w końcu na wyciągnięcie ręki - po prostu obserwowanie go z tak optymalnej odległości, ostatnimi czasy stało się dla niego czymś równie przystępnym, co naturalnym. Chciał go zdetronizować. Nic więc dziwnego, że non stop miał na niego oko. Z czasem nauczył się nawet robić to o tyle subtelnie, by w rezultacie nie ściągać na siebie niczyjej uwagi.
      –  Michael  –  poprawił go niemalże odruchowo, sprawiając, że zabrzmiało to o wiele ostrzej niż z początku planował.  –  Kwestia przyszłotygodniowej ustawki z New Haven... Myślałeś nad tym w ogóle?
      Mógł się założyć, że nie. Nie ściągnął go tutaj jednak, by dodatkowo zaostrzać trwający pomiędzy nimi konflikt, a by dla odmiany gdzieś z tym wszystkim dojść.
      –  Każdy dureń traktuje cię tutaj jak boga. Będą obserwować nie tylko ciebie, ale i twoją świtę. Jeśli sprawy wymkną się wam spod kontroli, będziemy musieli wkroczyć  –  uprzedził bezbarwnie, nawet nie próbując kryć się z faktem, że mimo wszystko wolałby nie musieć tego robić. Nie gdy w konsekwencji sprawy obrałyby tylko i wyłącznie gorszy obrót.  –  Dlatego też będziemy trzymać się na uboczu. Tak długo jak utrzymasz ich wszystkich w ryzach, nie wejdziemy ci w drogę.  –  Uznając moment za stosowny, powoli ruszył w jego kierunku, zachowując przy kompletnie bezbarwną minę. Był Królem. Jak daleko mógł się posunąć, by uzyskać oczekiwany rezultat?  –  Jeśli jednak nie dasz sobie rady, w sekundzie przejmiemy całą sytuację. Ja z kolei  –  urywając, przywołał na twarz przesłodzony uśmiech, tworzący przedziwny kontrast z pustym spojrzeniem.  –  własnoręcznie wgniotę cię w ziemię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#11PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Czw Lip 05, 2018 6:41 pm

ALEXIS TREMBLAY

      Zaśmiałem się na jego słowa, zauważając, że z nikim nie mam takiego ubawu jak z nim. Szczerze mówiąc Michael należał do mojego typu, ale jego charakter jest na tyle obrzydliwy, że prędzej by mnie zagryzł na śmierć, niż pozwolił publicznie dotknąć albo chociażby powiedzieć coś... miłego, słodkiego? Nie wiem jak to określić.
- Szybki numerek na szkolnym dachu? Dzisiaj jednak spasuję, jestem po dobrym seksie - powiedziałem z uśmiechem, patrząc uważnie na Hamptona. Myślę, że po wyjściu z mojej sali, zauważył jak reszta wychodzi oprócz mnie i Victora, więc na pewno wiedział, że będąc sam na sam będziemy robić nieprzyzwoite rzeczy. Choć takie myśli u niego? Zdecydowanie to nie pasuje, ale... Byłoby świetnie, gdyby umysł cnotki był zanieczyszczony takimi sprawami.
       Jak tylko poprawił mnie ze swoim imieniem, prychnąłem i spojrzałem w niebo.
- New Haven? A o co chodzi? Pewnie Sam mi coś wspominał, ale olałem sprawę, więc nie myślałem nad tym - spojrzałem na niego, zastanawiając się czy naprawdę chce, abym zadziałał z moimi ludźmi. Komitet Dyscyplinarny i takie rzeczy? Kto by się spodziewał.
       Wysłuchałem go do końca, uśmiechając się przy tym rozbawiony. Jak mu odmówię to wtedy co? Sam zbierze swój K.D. i pójdzie na ustawkę z New Haven? Nie potrzebowałem publiczności, ani ludzi, którzy zachwycali się moją osobą, nikt nie zabierze mi tytułu.
- A co będę miał z tego, jeśli załatwię wszystko sam z chłopakami? - zapytałem z poważną miną i zmniejszyłem między nami tą i tak małą odległość. - W końcu każdy musi mieć jakąś satysfakcję z tego, a mnie niełatwo zadowolić. Co więc proponujesz, Hampton? - spojrzałem wyzywająco na chłopaka. Nie odsuwałem się od niego nawet na moment. Jeśli nie dam rady to on w nagrodę będzie mógł mnie wgnieść w ziemię, ale jeśli sam się ich pozbędę to co z tego będę miał? Satysfakcję? Uznanie wśród K.D.? Na tym mi nie zależy. Hah, to dobra okazja do zabawy.
- Od razu mówię, że jeśli nie zaproponujesz czegoś interesującego to sami będziecie musieli pobrudzić sobie rączki, a nie wiem czy ty akurat powinieneś - powiedziałem, po czym palcami przejechałem po jego dłoni. Po tym od razu się od niego odsunąłem, aby nie zostać zaatakowany. Mogę mu pomóc, zająć się tą głupią ustawką, ale chcę nagrodę za dobrze wykonaną pracę, nie tylko dla siebie, ale i dla chłopaków. - Przypominam, że nagrodę nie tylko ja otrzymuję, ale i moja świta - puściłem mu oczko i odpaliłem papierosa, by zaciągnąć się trującą substancją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#12PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Czw Lip 05, 2018 10:31 pm



     Z wysoko uniesioną głową znosząc jego coraz to dotkliwiej odczuwaną obecność, nie poruszył się ani o milimetr, akceptując tę jakże prymitywną próbę siły. Nie zamierzał uciekać od niego z krzykiem czy też wzdrygać się jak oparzony, tylko i wyłącznie dlatego, że obcy oddech owiewał jego twarz, z każdym wydechem przypominając mu jak blisko siebie stoją. Wręcz przeciwnie, niewielki dystans stanowił całkiem ciekawą sposobność. Byli tu zupełnie sami. Ich usta dzieliły jedynie centymetry. Ciekawiło go, czy Tremblay zdaje sobie z tego sprawę. Czy gdzieś tam w środku jest świadom, że pomimo towarzyszącej im otoczki, Mike ani na moment nie przestał myśleć, jakby go tu skrzywdzić. Czy ukazane w aż nazbyt szerokim uśmiechu zęby, dały mu do myślenia? Bo powinny. Oj powinny, zważywszy, że chętnie by mu nimi coś odgryzł.
     –  Chyba się nie zrozumieliśmy  –  zauważył szczerze rozbawiony. –  Nie musisz niczego "załatwiać" samemu. Nawet gdybyś chciał, nie wydaje mi się, by ci pozwolili.  –  Oczywistym było, że w tej szkole każdy chciał się wykazać. Nadarzająca się ustawka była z kolei okazją bardziej niż odpowiednią. Większości pierwszaków i drugoklasistów traktowała ją wręcz personalnie, z całych sił pragnąc dowieść przed królem swojej wartości, póki wciąż mieli ku temu szansę. Chcieli zostać zauważeni. I właśnie dlatego on sam potrzebował go w pierwszym miejscu - by nie pozwolił, by któryś z tych głupców porywał się na niemożliwe, marząc o jego aprobacie.  –  Po prostu pilnuj, by nikomu nic głupiego nie strzeliło do głowy. Jesteś ich Królem. Odpowiadasz zarówno za nich, jak i ich działania. Jeśli cię to przerasta, zrezygnuj.
     Wyrywając mu fajkę, szybkim ruchem posłał ją na ziemię, by równie bezlitośnie zakończyć jej fatalny żywot.
     –  "Brudzenie sobie rączek" oznacza wyłączenie z gry wszystkich obecnych. Jeśli myślisz, że miałbym przed tym jakiekolwiek opory, znasz mnie znacznie słabiej niż ci się wydaje.  –  Zniszczyć wyczekiwaną przez obie szkoły imprezę, nim na dobre się zacznie? Błagam, Thorn cieszyłby się jak małe dziecko.  –  Niczego ode mnie nie dostaniecie. Jeszcze tego brakowało, bym całował cię po stopach w zamian za udział w bijatyce.  –  Przewracając na niego oczami, płynnie ulokował się na pobliskiej barierce, nie mogąc oprzeć się towarzyszącej mu od chwili przybycia tutaj potrzebie. Kochał ryzyko. Na tyle, by pod wpływem odczuwanej w tym momencie adrenaliny, zamruczeć cicho. Uwielbiał tu przychodzić. Nawet towarzystwo blondyna nijak nie mogło wpłynąć na ten jakże oczywisty fakt.
     –  Choć z czystej ciekawości - czego pragnie wielki i potężny Blay?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#13PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pią Lip 06, 2018 9:37 pm


      Czyli miałem mieć pod nadzorem jakieś szczeniaki? Równie dobrze mógłbym sam się tym zająć, ale śmiesznie będzie oglądać wszystkich starających się tam, aby mi podpasować. Cóż, mam swoją niezmienną świtę, której nie wymieniłbym nawet na najlepszego zabójcę, w końcu mam pewność do czego są zdolni i co są wstanie poświęcić.
- Dlaczego mam odpowiadać za głupie wybryki jakiś świń? To, że jestem ich Królem, nie oznacza, że ja tworzyłem tę bandę idiotów - wzruszyłem ramionami. Naprawdę nie interesowało mnie to, ale jeśli moja korona miałaby spaść przez niedoświadczonych delikwentów to naprawdę wolałbym przy tym być. Co jak co, ale upilnowanie tych bestii to pestka, jednakże wolałbym to załatwić bez widowni, jednakże nie mam wpływu na to. Dziwię się, że chce mi powierzyć tak odpowiedzialne zadanie.
- Nie przerasta mnie to, naprawdę, ale wydaje mi się, że prościej byłoby całą tą ustawkę zostawić mi, chyba że obaj chcemy popatrzeć na ten cyrk, będzie zabawnie - zaśmiałem się, po czym odpaliłem drugiego papierosa, gdyż pierwszy magią został mi odebrany. Hah, nawet nie pozwala mi zapalić na świeżym powietrzu? Sprzeciwia się zasadom Króla? No tak, przecież go nie obowiązują zasady. Chociaż kogo chcę oszukać? W tej szkole nie ma żadnych porządnych zasad.
- Człowieka poznaje się przez całe życie, mogę myśleć, że wiele wiem, a tak naprawdę o wiele więcej jest ukrywane - powiedziałem i podszedłem do niego.
      Nie zamierzał całować mnie po stopach? To się jeszcze okaże. Z moją pozycją mogę nawet rozbić ten śmieszny Komitet Dyscyplinarny.
- Czego ja chcę? Abyś był moim psem przez tydzień, wiesz, pilnujący się przy nodze i szczekający, kiedy o to poproszę, a dla reszty... spokoju do końca szkoły... nie, do końca życia - uśmiechnąłem się i puściłem dym prosto w jego twarz. Dobrze wiedziałem, że po skończeniu tej szkoły czasami zdarza się tak, że ktoś nie potrafi się odczepić.
- Chcesz jeszcze coś ze mną obgadać czy może jednak spędzimy czas w tej romantycznej atmosferze? - zapytałem z zadziornym uśmiechem i wyrzuciłem papierosa, aby znaleźć się przy nim jeszcze bliżej. Cmoknąłem, po czym odwróciłem się i zrobiłem kilka kroków do przodu. Teraz mógłby mnie zaatakować. Nie straciłem czujności, ale w ten sposób byłem mało  bezpieczny, a znając Michaela, znalazłby się przy mnie szybciej, niż ja zdążyłbym się odwrócić.


Ostatnio zmieniony przez Kurokocchin dnia Czw Lip 19, 2018 9:52 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#14PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Sob Lip 14, 2018 2:00 pm

\\krótko, bo nie wiem czy się pobiją, czy mogę wysłać go z powrotem XD


     Zostawić wszystko mu? Nie ufał mu wystarczająco, by wierzyć, że w ostatnim momencie nie postanowi go jednak wystawić, zostawiając go samemu sobie w obliczu spodziewającego się jatki, nakręconego miesiącami oczekiwania tłumu. Starcie z nim i jego Komitetem, z pewnością nie było z kolei tym, czego oczekiwali. Walka z natury powinna być bowiem równa. Z drugiej jednak strony - co gdyby Trembay wbrew najgorszym założeniom, postanowił jednak zaszczycić wszystkich swoją obecnością, i rzeczywiście rozwiązać to osobiście? Kuszące, zważywszy, że stając na przeciw całej szkole, nawet ze swoją bandą u boku, według statystyk powinien przynajmniej z trzy razy porządnie oberwać. Na tyle, by oglądanie całego widowiska sprawiło mu nieopisaną, i w jakimś tam stopniu wartą tych głupich układów, satysfakcję.
     –  Psem  –  powtórzył głucho, w zadumie unosząc na niego brwi.  –  Chcesz bym płaszczył się u twoich stóp i przybiegał na każde wezwanie? Kręci cię coś tak pokręconego?  –  wywnioskował, prychając z aż zbytnią odrazą. Pragnął pozbawić go wszelkiej godności. Na dobrą sprawę nie było to takie znowu zaskakujące.  –  Prędzej piekło zamarznie  –  podsumował, kompletnie nie przygotowany na puszczony prosto w swoją twarz obłok dymu. W sekundzie łapiąc się za nos, z trudem stłumił kichnięcie, miażdżąc go wzrokiem.
     –  Właściwie  –  Z miejsca za nim ruszając, wykorzystał nadarzającą się okazje, by niepostrzeżenie zrównać z nim krok. Obracając się do niego plecami, wyraźnie go nie docenił. Pierwszy i ostatni błąd.  –  to tak...  –  Bez ostrzeżenia łapiąc go za włosy, maksymalnie wzmocnił uścisk, odchylając jego głowę na tyle, by móc spojrzeć mu prosto w oczy.  –  Na przyszłość zachowaj swoje chore fantazje dla siebie.
     Woląc nie ryzykować, że spróbuje wykręcić mu nadgarstek, puścił go równie szybko, co złapał, gwałtownie acz czujnie cofając się w tył. W podobnych okolicznościach dzieląca ich odległość pozostawiała wiele do życzenia. Jednak właśnie ze względu na nie, coś takiego jak "bezpieczny dystans" brzmiało wręcz prześmiewczo. Sprowokował dzikie zwierzę, bezczelnie podważając cechującą go nietykalność. Wcielając w życie zamiar, z zasady godził się na ewentualne konsekwencje. Jako jedna z nielicznych osób, chyba rzeczywiście nie bał się jego odwetu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#15PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Czw Lip 19, 2018 10:19 am


      Wiedziałem, że zechce zrobić coś głupiego, kiedy to ja stałem do niego tyłem. Czyżbym w ten sposób ignorował jego możliwości? Może, nie zwracałem na to uwagi, dobrze wiem, że prędzej żaden z nas by nie wygrał, a za to obaj padlibyśmy na ziemię poobijani. Jeśli ktoś myśli, że nie podniosę ręki na Michaela to jest w ogromnym błędzie, jego pozycja nie jest dla mnie ważna, tak, jak moja dla niego. Jakie to cudowne.
- Dlaczego od razu pomyślałeś, że mnie to kręci? - zapytałem, patrząc w jego oczy, kiedy odchylił moją głowę. Dobrze, że miałem zdrowy kręgosłup, chociaż coś mi i tak strzeliło, ale nie boli, dzięki niemu to będę miał mało męczącą gimnastykę. Może lubi bardziej gibkie ciałka? Na szczęście mnie puścił, ale jeśli myślał, że i ja mu odpuszczę to... był w ogromnym błędzie. Muszę się jednak postarać tak, aby nie wyleciał przez te brami, bo kto uwierzy, że Michael chciał popełnić samobójstwo?
- I dla twojej świadomości, nie miałem nic zboczonego na myśli, ale cieszę się, że pan Hampton ma takie niemoralne myśli - uśmiechnąłem się delikatnie, po czym zbliżyłem się do niego.
      Jak tylko byłem w odpowiedniej odległości, złapałem jego szyję, jednakże nie ściskałem go, chciałem dzisiaj być łagodny, mam dobry humor, a jeśli on go zechce zepsuć, to może spadnie z tego dachu przypadkiem.
- Mike, dobrze wiesz, że jeśli będę miał ochotę to mogę ci się odwdzięczyć za to, co przed chwilą zrobiłeś, prawda? Dzisiaj ci odpuszczę, bo chcę wracać do siebie, ale kto wie, może ta buźka niedługo nie będzie już taka ładna - szepnąłem do jego ucha, po czym przygryzłem lekko policzek Michaela.
      Z wrednym uśmieszkiem puściłem go i spojrzałem prosto w jego oczy.
- Do zobaczenia~! - posłałem mu całuska, po czym z szerokim uśmiechem skierowałem się do wyjścia. Nie chciałem się dzisiaj z nim bić, a tym bardziej na dachu, gdzie jest wiele możliwości. Co jak co, ale nawet ja mam zahamowania, a niczyjej śmierci nie chcę. Jakby z mojej winy zostałby zabity, to nawet ojciec by mi nie pomógł.
      Kiedy wyszedłem z dachu i skierowałem się prosto przed szkołę, spojrzałem w górę, gdzie widziałem jeszcze stojącą sylwetkę. Następnym razem się nie powstrzymam, tak, jak i on. Wolałem jednak dzisiaj rozejść się w pokoju, miałem plany, na których to musiałem dobrze wyglądać.
- Miałem sobie pójść, ale uwierz mi, chciałem poznać szczegóły - usłyszałem, a widząc Sama uśmiech nadal mi nie schodził.
- Chodziło o ustawkę z New Haven, coś mi na ten temat mówiłeś? - zapytałem.
- Nie pamiętam? Może mówiłem, może nie, było trzeba mnie słuchać a nie myśleć o niebieskich migdałach - uśmiechnął się lekko. Czyli możliwe, że nic mi nie mówił, trudno. Michael wszystko, no, prawie wszystko powiedział. Jeśli będzie trzeba to zawsze może mi wszystko dopowiedzieć kiedy indziej. Cóż, będę grzecznie na niego czekał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#16PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Sro Sie 29, 2018 11:20 pm

       Nie dostrzegając niedorzeczności własnego zachowania, zamiast cokolwiek na nie zaradzić, wkręcał się w to wszystko coraz to mocniej, pozwalając, by na światło dzienne wyszły najgorsze z możliwych stron jego osobowości. Infantylność, z której w założeniu wyrosnąć powinien już lata temu, a którą obecność młodego Tremblaya z zastraszającą łatwością powoływać zwykła do życia. Lekkomyślność i beztroska, zupełnie jak gdyby każda z podjętych aktualnie decyzji, przejść miała bez większego echa. Potrzeba kontroli. Wszystkiego i wszystkich, napędzająca większość z podejmowanych przez niego zamysłów. Te szybko prowadziły zaś do działań, które dosadniej niż cokolwiek innego, doprowadzić mogły go do zguby. Podobnie zresztą jak panika, w którą mimowolnie zdarzało mu się wpadać, gdy wbrew pierwotnym założeniom, coś okazywało się nie iść po jego myśli. Ostatnimi czasy coraz to powszechniejsze zjawisko, popychające go ku to nowym, coraz to nierozważniejszym decyzjom. Tak nieadekwatnym do pełnionego przez niego stanowiska czy starannie wyrobionego wizerunku. Zarówno jedno jak i drugie mógł bez większego trudu stracić. Wystarczył moment zapomnienia. Dlaczego więc kontynuował te dziwaczne przepychanki z Blayem, samemu wręcz prosząc się o kłopoty? Mówiąc szczerze, jeszcze nigdy tak naprawdę się nad tym nie zastanowił. Po prostu ani mu się śniło zostawić go w świętym spokoju. Zupełnie jak gdyby na dobrą sprawę nie potrafił trzymać się od niego z daleka. Z bynajmniej nie ckliwych powodów, choć twarz miał jak najbardziej w jego typie (o ile akurat nie szczerzył się w ten swój kpiąco-irytujący sposób, jawnie zachęcając go tym samym do rękoczynów). Coś w jego postawie... a nawet w samym w sobie sposobie bycia, niebywale go irytowało. Zupełnie jak gdyby los postawił mu go na drodze, by raz po raz wystawiać na próbę jego opanowanie, które zgodnie z odgórnym założeniem, za każdym razem zwykło go zawodzić.
      Walcząc z czysto instynktowną potrzebą wyrwania się, z potencjalnie niebezpiecznego uścisku i zdzielenia go po twarzy, w kompletnym bezruchu wysłuchał co też ma mu do powiedzenia, dopiero pod wpływem zębów zaczepnie zahaczających o jego policzek, drgając niekontrolowanie. Pogrywał z nim. Obaj nie traktowali się dostatecznie poważnie, by wziąć sobie do serca padające z ust drugiego słowa. Zupełnie jak gdyby każda z wypowiedzianych w ciągu minionych dziesięciu minut gróźb, rzucona została na wiatr, zamiast za przestrogę, służąc jedynie za przerywnik podtrzymujący ich jakże zajmującą konwersacje. Taka ich osobliwa forma komunikacji.
      Ich... Uświadamiając sobie, że w rzeczywistości mogli mieć coś wspólnego, nawet jeśli tak teoretycznie błahego, skrzywił się z niesmakiem. Grymas ten ani na moment nie opuścił jego twarzy, nawet gdy bazowy powód jego występowania, już dawno zniknął mu z oczu, najwidoczniej nie widząc większego sensu w kontynuowaniu ów rozmowy. Może to i lepiej, zważywszy, że w ich otoczeniu podobne potyczki rzadko zwykły kończyć się tylko i wyłącznie na słowach.
      Wracając do pokoju komitetu, bez słowa odnotował, że pozostawione tam wcześniej papiery zostały już należycie wypełnione, z kolei Thorn z wręcz ostentacyjnym znużeniem powrócił do kartkowania swojej książki, nie zaszczyciwszy go przy tym nawet przelotnym spojrzeniem.


      Ciągnący się jakby w nieskończoność tydzień w końcu dobiegał końca. Spragnieni wrażeń uczniowie radośnie wybiegli ze szkoły, głośno debatując o tym, co w końcu mieli na wyciągnięcie pieści. New Haven. W końcu jedyną rzeczą lepszą od zwykłej, ulicznej bójki jest taka zaaprobowana przez szkołę, (i tym samym władze) do której nikt nawet nie odważy się wtykać wścibskiego nosa.
      Nawet on sam zamierzał trzymać się na uboczu, do akcji wkraczając tylko i wyłącznie w całkowitej ostateczności. Nie żeby na chwilę obecną miało to jakiekolwiek znaczenie. Nie gdy do feralnego wydarzenia pozostała mu przeszło godzina. Błądzące po odkrytej szyi usta, też robiły swoje.
      Wplątując dłoń w krucze kosmyki, z nieukrywanym zadowoleniem obserwować poczynania Pana Przewodniczącego, z niemałą wprawą pokonującego to kolejne guziki jego śnieżnobiałej koszuli. Utorowawszy sobie drogę do nieskazitelnej skóry, w sekundzie obsypał ją krótkimi pocałunkami, dłońmi kurczowo uczepiwszy się jego bioder, zupełnie jak gdyby bał się, że w każdej chwili może spróbować mu uciec. Taki niecierpliwy...
      Wychodząc mu na przeciw, przesunął się do tyłu, bez większego problemu wślizgując się na blat biurka, gdzie ochoczo powitał go pomiędzy swoimi udami. No a przynajmniej zamierzał, gdy gwałtowność z jaką do niego przywar, wymusiła na nim niekontrolowany jęk.
      Zmagając się z bólem, odruchowo złapał się za poobijane żebro - pamiątkę ich niedawnej schadzki, przez którą do teraz miał dość konkretny problem z normalnym poruszaniem.
      –  Wciąż boli?  –  Pomimo wyraźnego przejęcia i niepokoju, które aktualnie sobą reprezentował, Michael z trudem stłumił chęć kopnięcia go prosto w umięśniony brzuch. Doceniał troskę, choć gdyby pewien idiota nie był tak narwany, nie potrzebowałby jej przecież w pierwszym miejscu.
      –  Odrobine  –  skłamał, pośpiesznie zakrywając fioletowy siniec, tak nienaturalnie znaczący jego ciało.  – Na czym stanęło...?
      Bez zapowiedzi wpadający do środka Damien, ostudzić potrafiłby każdy zapał. Zwłaszcza gdy zamiast jak normalny człowiek się speszyć, przeprosić i wyjść, jedynie wgapia się w ciebie w ten swój niewzruszony sposób, grzecznie czekając, co też zdecydujesz się z tym wszystkim zrobić. Prawdopodobnie nawet by go nie obeszło, gdyby w najlepsze zaczął się teraz pieprzyć. Może i by to rozważył, gdyby towarzyszył mu ktoś inny niż Salazar, który bez wątpienia nie radził sobie w podobnych sytuacjach. Sztywno poprawiając ubranie, wymamrotał coś o tym, że musi się zbierać, na pożegnanie próbując go jeszcze pocałować. Niedoczekanie. Odrobine przekrzywiając głowę, nakierował go prosto na swój policzek.  Jak zawsze zresztą, gdy kończyli. Nie potrzebował i nie chciał jego czułości.
      – Ludzie zaczęli gromadzić się w umówionym miejscu.  –  Thorn, zachęcony wyjściem jego towarzysza, postanowił zabrać głos, nie robiąc sobie zupełnie nic, z jego sfrustrowanej i niechętnej do robienia czegokolwiek osoby.  – Powinnismy ruszać, o ile nie chcemy wszystkiego przegapić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#17PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pią Wrz 21, 2018 11:24 am

   Czemu odbierał wrażenie, że tydzień ciągnął się za długo? Nadal nie rozumiałem, dlaczego miałem pilnować tych, który postanowili bić się z New Haven. Podziwiali mnie, ale czy kiedykolwiek powiedziałem, że jestem ich niańką? Król królem, ale nie powinienem się mieszać w te ich ustawki, skoro nie ja mam się bić. Zdecydowanie przyjemniej jest robić to samemu, niż oglądać, ale cóż... Ma być sprawiedliwie, prawda? Nawet jeśli nasze szkoły cieszą się "wspaniałą" opinią, to powinniśmy bawić się czystko, a kto wie, co im przyjdzie do głowy. Co jak co, ale zanim przyszedłem tutaj to szkoły, to słyszałem parę plotek, że na takich ustawkach, to nie raz ktoś lądował w szpitalu tak, że nie dało się człowieka uratować. Dziwię się, że tej szkoły jeszcze nie zamknęli, ale kto chce sobie brudzić łapki tym bagnem? Nikt.
- Alex, Victor powiedział mi, że go dzisiaj spławiłeś, to prawda? Nie obchodzą mnie twoje stosunki do niego, ale nie zapominaj, że jest on wyjątkowo wrażliwy - usłyszałem, więc odwróciłem się do przyjaciela, który jak zwykle miał chłodny wyraz twarzy. Przejmuję się tą ustawką, oczywiście, nie zamierzałem iść tam sam, a wciąganie w to wszystko Victora, no nie, on się do tego nie nadaje, do tej szkoły, do tego życia.
- Musi jakoś to przeboleć. Jutro mu to wynagrodzę, dzisiaj niech trzyma się ode mnie z daleka. Dobrze wiesz, że on pójdzie za mną wszędzie, nawet jak mu zabronię - powiedziałem szczerze. Może nie wyglądałem i nie zawsze traktowałem go dobrze, ale jeszcze zostałby wciągnięty w bójkę, a to byłby zły pomysł. Dla niego.
- Nie mogłeś mu tego powiedzieć prosto w twarz? W końcu cała szkoła rozmawia o ustawce i na pewno wie, że ty na niej będziesz - westchnął i poszedł do mnie, aby zerknąć co tak szukam. - Sprawdzasz New Haven? - zdziwił się.
- Na co dzień nie interesuję się takimi sprawami, ale muszę wiedzieć co się zmieniło i czy nie używają jakiś brudnych sztuczek. Jak to powiedział słynny Hampton "Odpowiadasz zarówno za nich, jak i ich działania", nie chcę później słuchaj wykładów - stwierdziłem. Chociaż ponownie spotkanie się twarzą w twarz z nim.. Hah, na pewno bym się nie powstrzymał. Specyficzna ta nasza znajomość, ale czy mogę narzekać? Zupełnie nie, zdecydowanie lubię naszą relację, która z dnia na dzień jest coraz lepsza!
   W końcu mieliśmy pójść na miejsce umówionej ustawki. Skierowałem się w odpowiednie miejsce wraz z Samem oraz Larrym, gdyż Demon się rozchorował - co pewnie prawdą nie było, ale wyjaśni mi to. Tak, jak myślałem. Druga szkoła była cała w komplecie, zaś u nas... Czemu miałem wrażenie, że przyszło mniej osób niż zwykle?
- Naprawdę chciałbym zdzielić im te cieszące się mordy - powiedziałem, po czym rozejrzałem się, aby na mojej twarzy zwitał uśmiech, gdy tylko zobaczyłem jeszcze gorszą mordę od tych z New Haven. Mogłem iść i się przywitać, choć już dzisiaj minąłem go na szkolnym korytarzu.
- Chodź już - pociągnął mnie za rękę, więc odwróciłem głowę. Jaki daje przykład stojąc obok i się przyglądając? Oczywiście, jak sprawy zajdą za daleko to ich powstrzymam, ale gdy to New Haven przesadzi, to prawdopodobnie do nich dołączę, czy to komukolwiek się spodoba, czy też nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#18PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pon Paź 01, 2018 12:35 am


       Dojście pod dość sporych rozmiarów magazyn, zajęło im niespełna dziesięć minut. Dostatecznie długo, by większość zainteresowanych zebrała się już w środku, podobnie zresztą jak i Rose, który zauważając ich przybycie, w sekundzie zmaterializował się u boku Damiena, pokrótce nakreślając im całą sytuację. Na przekór własnemu usposobieniu sucho i zwięźle, jasno dając im tym samym do zrozumienia, że ku jego wyraźnemu niesmakowi, wszystko rozkręca się naprawdę powolnie. Ktoś na kogoś powarczał, padło kilka obelg, kilka niepopartych niczym szczególnym zaczepek - żadnych rękoczynów czy krwi, naprawdę zdumiewające. Z drugiej jednak strony określenie "potulni delikwenci" było oksymoronem o tyle bezdyskusyjnym, że postanowił nie rozwodzić się nad mającym obecnie miejsce zjawiskiem, uznając je za coś jedynie przejściowego. Bo owszem, właśnie takie było, jednak z powodów zupełnie innych, niż pierwotnie założył.
       Na uboczu zauważając Blaya, jakże elokwentnie pozdrowił go środkowym palcem, umyślnie ignorując pełne zgorszenia spojrzenie Thorna. Wygięte ku górze kąciki ust, natychmiastowo powróciły jednak do standardowego ułożenia, gdy ktoś bez ostrzeżenia ośmielił się naruszyć jego przestrzeń osobistą, łapiąc za wymownie wystawiony ku światu palec.
       Wydając z siebie ostrzegawczy, gardłowy pomruk, obrócił się w kierunku śmiałka, bezwiednie zamierając.
       –  Maniery, Mickey.
       Przytomniejąc dopiero, gdy ogromna dłoń bezczelnie potarmosiła go po włosach, szarpnął się do tyłu, o mały co nie lądując tym samym na podłodze, gdy przytrzymujący go w miejscu chwyt całkowicie się poluźnił. Kolejną rzeczą, którą przyszło mu oglądać, były coraz to bardziej oddalające się od niego plecy, w ślad za którymi posłał wiązankę dość wymownych, rosyjskich przekleństw, niezamierzenie wywołując na twarzy swoje rozmówcy kąśliwy uśmieszek. Przeklęty drań w najlepsze panoszył się na jego podwórku. Oj z chęcią ustawiłby go do pionu. Najlepiej od zaraz (jako uczeń Liberty miał do tego niepodważalne prawo) gdyby nie jeden, jakże niepokojący fakt, za sprawą którego na moment powściągnął własny temperament. Mianowicie podążająca za nim grupka, której członkowie bardziej niż zwykłych zwolenników, przypominali skrupulatnie dobrane psy myśliwskie. Olśniło go chwilę później. Jak się okazało - niewystarczająco szybko. W czasie gdy Connor w najlepsze go znieważał, towarzysząca mu hołota otoczyła bowiem Damiena i Rose'a, beztrosko kładąc na nich swoje brudne łapy. O ile ten pierwszy z godnym podziwu spokojem przetrzymał całą sytuację, o tyle ten drugi... cóż, Kane w akcie jak najbardziej usprawiedliwionym, wykręcił swojemu przeciwnikowi rękę, w kilku zgrabnych ruchach posyłając go na posadzkę, gdzie jego pięści kilkukrotnie spotkały się z wykrzywioną w bezcennym niedowierzaniu twarzą.
       Nietrudno było się domyślić, że zagrali dokładnie tak, jak zaplanował to sobie stojący nieopodal osobnik, z udawanym zaskoczeniem obserwujący, jak oblicze jego poddanego zmienia się w krwawą miazgę. Dopiero gdy Thorn wkroczył do akcji, siłą odciągając chłopca od jego - na całe szczęście wciąż oddychającego - celu, postanowił się odezwać.
       –  Paskudna sprawa. Mickey, Mickey... a miałem trzymać się na uboczu  –  wzdychając z teatralnym wręcz zawodem, szybko porzucił przybraną maskę, drapieżnie szczerząc zęby.  –  Skoro Liberta nie przestrzega własnych zasad, dlaczego mamy być od nich gorsi?  –  Wodząc wzrokiem po zebranym tłumie, umyślnie zatrzymał się na Tremblay'u, wyzywająco mrużąc oczy.  –  Gdzie znajdę Króla tego odrażającego zwierzyńca?!
       Nie miał wątpliwości - Connor pieprzony Mikaelson, w niewyjaśniony sposób znaleźć musiał się na szczycie łańcucha pokarmowego. Przejmując władzę we własnej szkole, w swojej zachłanności sięgnąć postanowił i ku tej ich. Napędzany niezaspokojoną ambicją i chciwością, postanowił zmierzyć się z Blay'em, najwidoczniej licząc, że w obliczu wyzwania, którego przez wzgląd na pozycję nie mógł od tak zignorować, zyska szansę, by zatopić w nim kły.
       –  Skończ pieprzy-  –  Pod wpływem przerzuconego na siebie spojrzenia, urwał gwałtownie. Mógł przysiąc, że kocie tęczówki padły prosto na jego obite żebro. Wystarczyło jedno celne uderzenie, by kompletnie wykluczyć go z gry. Jakim cudem zauważył?
       –  Nie martw się, z tobą też się zabawię. Zupełnie jak z twoją zdzirowatą siostrzyczką, gdy w najlepsze błagała, bym bił ją mocniej...
       Coś w nim pękło. Ruszając do przodu, oczyma wyobraźni widział, jak rozkwasza mu nos. Jak bez opamiętania wybija z niego życie, po fakcie żałując jedynie, że nie może zrobić tego ponownie. Był żądny krwi. Spragniony jej olśniewającego szkarłatu pokrywającego go niczym farba płótno jednego z bardziej ekscentrycznych malarzy. Za wszystko to, co przejść musiała przez niego Jane, gotów był się pobrudzić.
       Niewiele utrzymać mogło go w miejscu. Na nieszczęście, dłoń kruczowłosego należała właśnie do wspomnianej powyżej mniejszości. Kurczowo uczepiona jego ramienia, wymownie sugerowała, by odpuścił. Bynajmniej nie dlatego, że chciał tego jej właściciel, dosłownie dygocząc ze złości przy jego boku. Nie powinni się mieszać bardziej, niż zrobili to już zawczasu, wydawał się mówić, nieświadomie coraz to mocniej wbijając w niego kościste palce. Nietrudno było się domyślić, Thorn z niemałą satysfakcją własnoręcznie pozbawiłby Mikaelsona języka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#19PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pon Paź 01, 2018 4:18 am

     Wkurzony kociak smakuje najlepiej. Muszę przyznać, że nasza nienawiść do siebie jak tak piękna, że nigdy nie chcę jej niszczyć. Nawet jak skończymy szkołę, chcę do spotykać i narażać na niebezpieczeństwo siebie, jak i jego. Chociaż nie, wtedy będziemy już poważnymi obywatelami... No on może tak, ja mam inne plan. Ale nie teraz o tym, są ważniejsze sprawy na mojej głowie. Tłum, zbierający się w magazynie, docinki, przekleństwa, grożenie. Wydawało mi się to wszystko za spokojnie, ale nawet jako Król powinienem chyba czekać na rozpoczęcie ustawki. Nie wychylam się, nie ma takiej potrzeby, żadnego wielkiego zagrożenia też nie widzę, do czasu.
     Spojrzałem na chłopaka, lidera New Haven i zmrużyłem oczu. Jak on mia... Coś na C, chyba Connor, ale nie byłem pewien. Wiedziałem jednak, że jego umiejętności dorównują mnie, ale bardzo dobrze. Miło jest mieć przeciwnika na tym samym poziomie, a nie trzęsidupka, którego widział z nimi ostatnio. Teraz miałem wychylającego się lwa, który gdyby chciał, to od razu mógłby wszystkich zmiażdżyć, ten jednak wolał uciąć sobie z nami małą pogawędkę. Przeszkadzało mi to cholernie, bo miałem jeszcze tyle do zrobienia tego dnia, a tu proszę, możemy jeszcze przy ciastkach i herbacie usiąść, aby było milej. Mimo wszystko nie odpowiedziałem od razu, chociaż nawiązałem kontakt wzrokowy z Connorem. Sam mnie zwyczajnie powstrzymał, najwidoczniej chciał zobaczyć jak daleko to zajdzie. I po jego kolejnych słowach, poczułem jak złość narasta, a żyły mało widoczne, wychodzą na światło dzienne. Zabawi? Dlaczego to tak mnie zirytowało? Na dodatek to o jego siostrze. Nie znałem prawdy, ale najwidoczniej ta dwójka zna się bardzo dobrze.
- Puścisz mnie w końcu? - spojrzałem na przyjaciela.
- Nie rób niczego głupiego, jeśli zobaczy, że tak łatwo cię sprowokować, to przegrasz - powiedział mi do ucha. Cóż, bardziej bym się zdenerwował, jakby naruszył przestrzeń osobistą tej nienawidzącej mnie mendy, ale skoro jest chwilowo mocny jedynie w słowach... Nie jest aż tak źle.
- Widzę, że lubisz rozmawiać. Skoro oczekujesz mnie, to po cholerę wdajesz się w dyskusję z innymi? Od denerwowania go, to ja jestem, więc bądź na chwilę miły i zamknij swoją niewyparzoną gębę - uśmiechnąłem się, ale czy powinien być spokojny? Oczywiście, że nie. Słyszałem szepty uczniów naszej szkoły, wiedzieli już, że jeśli zrobić o jeden krok za dużo, to wyprowadzi mnie z równowagi.
- Obrońca kociaków się znalazł? Nie wyglądasz wcale na tak groźnego, Królu zwierzyńca. - Zachowaliśmy odpowiednią odległość, a mnie aż korciło by zadać mu pierwszy cios, ale czy ten pokaz nie powinniśmy zostawić na później? Bardzo chętnie się z nim zmierzę i oberwie tak, że będzie jeszcze przepraszał.
     Przeczesałem palcami włosy, po czym spojrzałem na Michaela.
- Za obicie mu tej mordy dostanę upragnioną nagrodę? - zapytałem, po czym skierowałem się do niego pewnym krokiem. Nie ignorowałem przeciwnika, chciałem jedynie wiedzieć czy warto. - Spokojnie, nie zrobię niczego waszej ślicznotce, jesteśmy teraz po tej samej stronie - powiedziałem, patrząc jedynie na Hamptona. - Przemyśl swoją odpowiedź, moją propozycję znasz - wyszeptałem, po czym posłałem mu delikatny uśmieszek i znów wróciłem do naszego wspaniałego przeciwnika.
- Dla ciebie też mam propozycję, jak nasi chłopcy zakończą swoje działania, to nie uważasz, że nasza walka będzie dobrym przedstawieniem na sam koniec? - zapytałem i zbliżyłem się do niego, wsuwając dłoń do tylnej kieszeni. Nie podchodziłbym do niego, gdybym nie miał przy sobie swojego przyjaciela. - Jeśli wygrasz, dostaniesz to, czego chcesz, ale jeśli przegrasz, odpierdolisz się od jego życia, rodziny i wszystkich mu bliskich osób - powiedziałem mu do ucha, czując jak przyciska nóż do mojego brzucha. - Nie atakuję bez pewności, to tak na przyszłość - dodałem i odsunąłem się na bezpieczną odległość, chociaż czy w takiej chwili jakakolwiek była bezpieczna?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#20PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pon Paź 01, 2018 7:54 pm


       Wzdrygając się, klarownie zmiażdżył Blaya wzrokiem, nie dowierzając, że w podobnej sytuacji postanowił przywołać kwestię swojego wynagrodzenia. Należało mu się? Prawdopodobnie. Dlaczego jednak to on musiał mu je wypłacić? Nawet jeśli w obecnej pozycji znaleźli się po części z powodu impulsywności jego własnej grupy, z kolei on i Connor mieli swojego rodzaju zaszłości - mógł się założyć, że nawet jego nieobecność niewiele by tutaj zmieniła, z kolei wszystko potoczyłoby się dokładnie tak samo. Czy to ze względu na niepohamowane aspiracje Mikaelsona, czy sam w sobie fakt, że walki pomiędzy przywódcami nie były taką znowu rzadkością. Nijak nie potrafił tym samym pojąć, dlaczego Alexis z góry zakładał, że cokolwiek od niego dostanie. Czym obiektywniej próbował ocenić całą sytuację, tym mocniej utwierdzał się w przekonaniu, że nie ma to najmniejszego sensu. Nie potrzebował rycerza stającego w obronie jego cnoty. Nigdy go też o to nie prosił. Zwłaszcza gdy w konsekwencji posiadania jednego, to właśnie przed nim miał się później płaszczyć. Na domiar złego publicznie. Dobre sobie.
       Zauważając, że stojący u jego boku Rose ostrzegawczo się najeżył, gestem dłoni nakazał mu spocząć, mając jako taką świadomość, że na chwilę obecną znaleźli się poza polem rażenia. Nie uczestniczyli w rozgrywającej się na ich oczach bójce, nawet jeśli posłużyć mogli za jej ostateczny wyzwalacz. Nie żeby stanie na uboczu kiedykolwiek wchodziło w grę. Z tym też przekonaniem ruszył ku connorowym poplecznikom, własnym ciałem oddzielając ich od władcy. Na ile znał tego idiotę, na tyle mógł być pewien, że w zupełności zignoruje propozycję Tremblaya, woląc załatwić to przed potyczką pospólstwa, co by to mieć więcej wciąż przytomnych świadków, który po fakcie rozpowiedzą wszem i wobec o jego zwycięstwie. Skoro zaś tak mocno się na nie nastawił, Mike nie zamierzał zbędnie ryzykować, że przegrywając, postanowi wesprzeć się na swojej grupie. Reszta Komitetu Dyscyplinarnego pojąć musiała to równie szybko, bez zbędnego ociągania czy głupich pytań, ustawiając się po jego bokach.
       Zbyt skupiony na utrzymaniu w ryzach ponad setki uczniów, walkę obserwował jedynie urywkowo, nawet przez moment nie kryjąc wywołaną podobną postacią rzeczy rozczarowania. Co poniektórzy próbowali komentować mające miejsce za jego plecami zajście, najwidoczniej nie zdając sobie sprawy, że ich głosy zlewają się z innymi, tworząc coś czemu bliżej do niezrozumiałego szumu, niż rzeczywistych słów. Zupełnie jak durne nastolatki, które na ulicy natknęły się na ukochanego idola, pomyślał zgryźliwie, w duchu coraz to mocniej żałując, że sam również nie może poobserwować przebiegu całego starcia. Dopiero gdy Rose wielkodusznie znokautował kolejnego śmiałka próbującego minąć go siłą, tłum jako tako się uspokoił, dając mu sposobność, by przyłączyć się do gapiów.
       Próbując połapać się w sytuacji, niekontrolowanie rozdziawił usta, z zafascynowaniem przyglądając się, okrążającym się osobnikom. Obaj w dalszym ciągu stali na nogach, co już w samym sobie było niemałym wyzwaniem, zważywszy na ilość pokrywającej ich obu krwi. Z jego miejsca trudno określić było jednak skąd dokładnie się wzięła, czy też któremu upuszczone zostało jej więcej. Bez większego trudu potrafił powiedzieć jednak, że Connor nie walczył fair, co jakiś czas wymachując przed sobą nożem. Tym większą satysfakcję sprawiło mu, gdy spektakularnie zarobił w twarz, pod wpływem szoku wypuszczając go z dłoni. Zataczając się w bok, w geście oczywistej desperacji próbował pochwycić któregoś z widzów, najpewniej planując kupić sobie tym samym odrobinę czasu. Na jego nieszczęście trafić udało mu się na Larry'ego, który bez większego trudu odesłał go do środka - prosto w ramiona Blaya.
       Obserwując jak upada, niekontrolowanie się roześmiał, bez zastanowienia ruszając w jego kierunku. Nie potrafiąc się powstrzymać, nagrodził go jak najbardziej zasłużonym kopniakiem w bebechy, wydobywający się z jego gardła, zduszony jęk uznając za melodię dla swoich uszu.
       –  Uroczo  –  wymruczał z zachwytem, unosząc wzrok na stojącego nieopodal blondyna. Wyciągając ku niemu dłoń, uśmiechnął się sennie, w swojej postawie zawierając niepisaną obietnicę. Obietnicę spłacenia zaciągniętego długu. W sposób przypuszczalnie wystarczająco zadowalający dla obu stron.
       Korzystając z nowo powstałego zamieszania (któryś z idiotów postanowił wykrzyczeć, że rozpoczynają grupową ustawkę, w konsekwencji zachęcając zebranych do bezmyślnego napieprzania się po twarzach) bez większego trudu wyciągnął go na zewnątrz. Tam z kolei średnio delikatnie popchnął go na ścianę, zgrabnie ulokowawszy się zaraz przy jego ciele. Nijak nie sprawiał jednak wrażenia zainteresowanego walką czy jakimkolwiek rodzajem rywalizacji. Zamiast tego w najlepsze skanował go wzrokiem, bynajmniej nie planując wtajemniczyć go w swoje plany. Zamiast tego nieśpiesznie - o tyle, by gest ten nie został w żaden sposób uznany za potencjalnie niebezpieczny - pogładził go po twarzy, koniuszkami palców rozcierając spoczywającą na niej, lepką ciecz. Wciąż ciepła. W jej obrębie nie postrzegając żadnych większych skaleczeń, słusznie założył, że należała do Connora.
       –  Choć o to nie prosiłem, jestem wdzięczny. O tyle, by grzecznie podziękować...
       Opadając na kolana, przyjrzał mu się z dołu, rozkoszując się wymalowanym na przystojnej twarzy szokiem. Skoro pragnął, by zupełnie pozbył się godności, całkowicie się mu podporządkowując, równie dobrze mógł odrobinę to ubarwić. Zamiast ślepo za nim podążać, podkopując swój szkolny wizerunek, mógł zaproponować mu znacznie przyjemniejszą alternatywę, o której wiedzieć nie musiał nikt poza nimi. Przysuwając się jeszcze bliżej, w dość jednoznaczny sposób otarł się policzkiem o jego udo, nie pozostawiając mu tym samym żadnych złudzeń odnośnie swoich intencji. Chciał mu obciągnąć. Był zdecydowany, chociaż nigdy wcześniej nie rozważył nawet istnienia podobnej opcji. Skąpany we krwi pospolitego śmiecia, przyprawiał go o dreszcze. Imponował mu, przemawiając do okrutniejszej strony jego natury. Więcej nie potrzebował. Chciał się zabawić. Nim posunie się dalej, uzyskać musiał jednak jasną zgodę. Tak by przypadkiem nie zarobić w twarz.
       – Jednorazowa propozycja~  –  poinformował melodyjnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#21PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Sro Paź 03, 2018 10:00 pm

     Nie uważałem, że Connor rzuci wszystko i zostawimy cały ten bałagan na później. On jednak sam zaczął, gdyby nie nóż w jego dłoni to mogłoby się to potoczyć inaczej. Czułem smak krwi w ustach i choć za tym nie przepadałem, to i tak nie okazywałem mu litości, jednakże ja używałem jedynie rąk, a on dodatkowo miał ten pieprzony nóż, który gdzie nie gdzie rozcinał moją skórę. Bolało, ale nie dałem po sobie tego poznać, gdyż po co? Miękki król nie zasługuje na ten tytuł, ale chyba odzwyczaiłem się od osób, które stosują brudne sztuczki. Widziałem, że wokół nas zrobiło się zamieszanie, patrzyli, mieli pewnie chęć przyłączenia się, nie miałem nic przeciwko, ale najwidoczniej ktoś widział to inaczej. Gdyby te cholerne usta nie odezwały się nic na temat Michaela, to pewnie nawet bym nie zareagował. Liczę na solidną nagrodę, bo inaczej urządzę takie piekło, że kto wie, może wtedy uda się mu mnie pozbyć.
- Kurwa - syknąłem, czując jak nacina nożykiem w tym samym miejscu co wcześniej. Nie byłem miłośnikiem okaleczania się, a jedyną krew jaką lubiłem mieć na sobie, to była ta należąca do przeciwnika. Za mało był skupiony na samej mojej osobie, dlatego dał mi wolną rękę, a korzystając z okazji nie powstrzymałem się z ciosem w jego parszywą gębę. Dysząc, wytarłem dłonią usta i stanąłem, obserwując całą tą śmieszną sytuację. Może i on też miał ludzi, ale nie oszukujmy się, czy New Haven kiedykolwiek mieli jakiś plan? Nie, może i do naszych szkół chodzą najgorsze osoby, ale różnica jest taka, że większość z nas myśli więcej, niż cała ta banda skaczących małp. Sama straciłem z oczu, za to Larry wiedział co robić.
- No cześć, stęskniłeś się za mną? - zapytałem, gdy Connor nieco zdezorientowany wrócił w moje ramiona. Przytrzymałem go widząc, jak Hampton pewnie kieruje się w naszą stronę. Pobrudzi sobie rączki? Cóż, nie był słaby, nigdy nie uważałem go za miernotę, miał w sobie dzikość, która mnie kręciła, ale czy kiedykolwiek mógłbym mu ulec? Kto wie, może gdyby miał na mnie mocny wpływ, to dałbym się zdjąć z pozycji Króla? Czy jednak jest to dla niego opłacalne? W ogóle. Puściłem towarzysza z innej szkoły, po czym zmierzyłem blondyna jednym spojrzeniem.
     Niepewnie dałem mu się zaprowadzić przed magazyn, w którym zaczęły się rozgrywać igrzyska śmierci. Może przesadzam, bo nikogo do piachu nie wkopiemy, ale już na samym początku widziałem, że nikt cało z tego nie wyjdzie.
- Kto by pomyślał, że Michael Hampton padnie przede mną na kolana - posłałem mu zadziorny uśmieszek, patrząc prosto w jego turkusowe oczy. Wydawały mi się być nieco inne niż zwykle, ale to mogła być jedynie moja wyobraźnia.
- Jednorazowa? Się okaże. Jak cię jednak kręcą tak pojebane miejsca i sytuacje, to proszę bardzo, droga wolna, ale uważaj na zęby, bo możesz je stracić - szarpnąłem go mało delikatnie za włosy, aby mieć lepszy wgląd na jego twarz. Muszę przyznać, że w takim momencie pragnąłem go jeszcze bardziej, a skoro sam proponuje, to miałbym nie skorzystać? - Jestem ciekawy twoich umiejętności - powiedziałem, poluźniając uścisk na jego włosach, jednakże nie zabrałem dłoni. Na wszelki wypadek będę mógł nim pokierować, jeśli będzie się ociągał. Co jednak przekonało go do takiego obrotu spraw? Nie uwierzę, że jest mi aż tak bardzo wdzięczny, nienawidzi mnie, a moje jednak pragnie na tyle by pomiatać mną? Co by powiedzieli inni, gdyby zobaczyli go w takim momencie ze mną? Powinienem to sobie uwiecznić, ale nie będę w tym momencie dupkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#22PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pon Paź 08, 2018 12:00 am

       Nie siląc się na podtrzymanie rozmowy, zaszczycił go jedynie przydługawym spojrzeniem, na oślep sięgając przed siebie. Postanawiając odrobinę się podrażnić, nieśpiesznie wsunął dłoń pod zakrywającą wysportowane ciało koszulkę, przejeżdżając palcami po niedostępnej dla oczu skórze. Rozkoszując się dotykiem twardawych mięśni, stopniowo zjeżdżał coraz to niżej, ani na moment nie przerywając kontaktu wzrokowego. Nawet gdy w końcu dotarł do linii spodni, kreśląc bliżej nieokreślone kręgi na jego podbrzuszu. W między czasie kciukiem zahaczył o blokujący mu dalszą drogę guzik, bez większego trudu go rozpinając. Rozporek ustąpił równie łatwo, sprawiając, że uśmiechnął się półgębkiem, dziwnie podekscytowany. Lada moment Blay poznać miał go od zupełnie innej strony. Z ustami szczelnie owiniętymi wokół jego pulsującej męskości, raczej trudno byłoby mu bowiem udawać niedoświadczanego czy cnotliwego. Nie żeby planował traktować go ulgowo. Chciał dać mu wszystko, obserwując jak stopniowo się zatraca. Nawet jeśli oznaczało to, że na jaw wyjdą jego "nietypowe" preferencje.
       Sprawnym ruchem pociągając w dół zarówno jego portki jak i bieliznę, po raz pierwszy odwrócił wzrok od fiołkowych oczu, kierując go na coś znacznie bardziej interesującego. Alex Junior w pełnej krasie. Taksując go krytycznie, umyślnie zachował jak najbardziej neutralny wyraz twarzy. W kwestii męskiej dumy uchodzić mógłby za znawcę. Doskonale wiedział tym samym, jak za jej pośrednictwem skutecznie zmanipulować to poszczególne osobniki. Nic szczególnego. Wystarczyło, by pozostał kompletnie niewzruszony, w głowie swego towarzysza zasiewając tym samym pierwsze wątpliwości. Nim zdążyły się jednak na dobre rozwinąć, prowadząc do na głos wypowiedzianych pytań, pokonał znikomą odległość, niemalże czule muskając okazałą długość.
       Sunąc ustami po jego kutasie, nieśpiesznie badał teren, dłonią zaczepnie pocierając go u nasady. Drugą zaś pochwycił kościste biodro, w odpowiedzi na wplecioną w swoje włosy dłoń, przytrzymując go przy ścianie. Twardo i bezdyskusyjnie. Tak, by nie miał najmniejszych wątpliwości, że nawet na kolanach, pozostaje przy władzy. Niezależnie od tego co mógłby sobie uroić. Skończyli tak tylko i wyłącznie za sprawą jego inicjatywy. Szybciej pozbawiłby go tym samym klejnotów, niż dopuścił, by w najlepsze robił co mu się żywnie podoba.
       Jak dla potwierdzenia własnych racji, ostrzegawczo smyrnął go zębami - niewystarczająco mocno, by rzeczywiście zapragnął go ich pozbawić, jednak dostatecznie, by wzbogacić całe doświadczenie o przyjemny dreszczyk. Dotychczas jedynie się z nim drażnił, leniwie obsypując go pocałunkami. Nawet ruchy jego dłoni pozostawały uciążliwie nieśpieszne. Był draniem. Doskonale wiedział jednak co robi. Drażniąc się z nim jeszcze przez moment, w najlepsze polizał główkę, po fakcie bez ostrzeżenia biorąc go do środka. Prosto w swe gorące i gościnne progi.
       Niedostatecznie głęboko. Jedynie na kilka centymetrów, za sprawą żelaznego uchwytu bez trudu powstrzymując go, przed wbiciem się w niego po samą nasadę. Badawczo muskając go językiem, zassał lekko, spod przymrużonych powiek obserwując jego reakcje. Niewystarczająca. Odrobinę przekrzywiając głowę, przesunął go sobie do policzka, biorąc się do roboty. Pomimo widocznej żarliwości, traktując go z wręcz nabożną czcią. W pełni skupiony na wykonywanej czynności, poświęcił mu jedynie urywkowe spojrzenie. Ujdzie, pomyślał z nieukrywanym zadowoleniem, wyciągając go na zewnątrz. Niezależnie od intensywności starań, nijak nie mogło się to równać z doznaniami, które zapewnić mogło mu jego gardło. Doznaniami, którymi pod wpływem wzmocnionego uścisku we własnych włosach, postanowił w końcu go zaszczycić.
       Na nowo biorąc go do środka, zamruczał przeciągle, odruchowo przymykając powieki. Pieszcząc go wargami, minimalnie się wycofywał, by w następstwie wziąć go jeszcze głębiej. Raz po raz, dopóki nie posiadł go całego, sprawiając, że z impetem zderzył się z jego gardłem. Przez własną zawziętość o mały włos się nie krztusząc, odetchnął głęboko, próbując przyzwyczaić się do rozpychającej go od środka wielkości i kształtu. Nosem nieświadomie połaskotał go tym samym w podbrzusze, pod wpływem nieplanowanego dotyku, otwierając oczy. Spojrzenie z kolei jak na komendę skierował ku górze. Wymownie zwalniając dotychczasowy uścisk, zostawił jego biodro w świętym spokoju, ręce przenosząc na ścianę za nim. Na moment oddał mu kontrolę. Nawet jeśli miałoby go to zgubić, był naprawdę ciekaw, dokąd zaprowadzi ich samowolka Blay'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#23PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pon Paź 08, 2018 7:07 pm

           Jego ciepła dłoń sprawiła, że poczułem ten przyjemny dreszcz, który opadł już dawno temu. Choć nienawidziłem go z całego serca, chciałem zagłębić się w jego ustach, które aż prosiły by coś, a konkretnie mój penis, znalazł się głęboko w nich. Na samą myśl pozwoliłem sobie na drobny uśmiech, po czym oparłem się wygodnie o ścianę by pozwolić sobie na ciche wzdychanie. Droczył się ze mną, sprawiał, że traciłem swoją diabelską cierpliwość. Chciał tak właśnie grać? Nakręcało mnie to coraz bardziej, ale również obawiałem się, że w tym tempie możemy zostać zauważeni przez kogoś i wtedy nici było z tej cudownej rozkoszy, którą chciał mi dać.
           Nie odrywałem dłoni od jego włosów, a jedynie wzmacniałem uścisk by nagle mi nie zniknął. Nie zdziwiłbym się, gdyby mnie rozpalił, po czym zostawił w takim stanie, ale gdy to się stanie, to wezmę go siłą, nawet jeśli miałoby to oznaczać gwałt na tym wkurzającym idiocie. Odchyliłem głowę do tyłu, czując jak sunie ustami po moim penisie. Robił to powoli, więc był bardzo wyczuwalny, a ta delikatność sprawiała, że drżałem z zachwytu. Czy stawałem się teraz nieco bardziej uległy? Każdy mógłby wykorzystać ten moment, nawet on. Chyba jedynie w takiej chwili inni byli w stanie mnie pokonać. Spojrzałem na jego twarz, a później zjechałem na usta, które miały ciekawe zajęcie. Uśmiechnąłem się zadziornie, palcami przeczesując jego włosy, po czym znów pewnie je złapałem. Nie zależało mi na delikatności, nie potrzebowałem również czułości. Nawet jego zęby na moim członku mi nie przeszkadzały.
- Ah! - jęknąłem, czując jak bierze go do buzi, nie całego, ale jakaś część mnie musiała tak zareagować i choć chciałem nie mogłem tego powstrzymać.
           Cholerna małpa, zapewne w środku cieszy się, że mu ulegam w taki sposób, choć to on jest teraz na kolanach. Kiedy wyjął z ust mojego penisa, westchnął, patrząc w jego turkusowe oczy, które błyszczały się i wydawały mi się... piękniejsze? Cóż, to nowość, nawet jak dla mnie. Czekałem co zrobi dalej i musiałem przyznać, że czekanie się opłacało. Wzmocniłem uścisk, odchylając głowę jeszcze bardziej do tyłu. Byłem w nim głęboko, nawet Victor nie był w stanie wziąć mnie całego. Zamknąłem oczy, delektując się chwilą, która zaraz może zniknąć. Byłem podniecony, mój penis prosił się o uwagę bardziej niż kiedykolwiek i jak mógłbym to przerwać?
- Oho, książę oddaje mi wolną rękę? Żebyś później nie żałował, że mówić nie możesz - uśmiechnąłem się delikatnie i przejechałem wolną dłonią po jego poliku, po czym wszystkie palce ułożyłem na jego włosach by po chwili ze zacisnąć. Chociaż teraz czułem się silniejszy niż on, chociaż taka uległość wobec niego, cóż, trochę ciekawiło mnie to w jaką stronę by to poszło, gdyby nie oddał mi kontroli.
           Zacząłem poruszać jego głową, na początku było to powolne, ale z sekundy na sekundy pozwalałem sobie na więcej, nadając szybszy, nieco brutalniejszy rytm. Jego wykrzywiona twarz w grymasie podobała mi się bardziej, niż ta potulna. Oddychałem ciężko, pojękując ciszej, choć hałas w środku i tak zagłuszał wszystko. Czułem się jak w niebie, choć brakowało mi czegoś i nie, to nie było to, że tylko ja czułem się wspaniale. Zwolniłem tempo, aby nie uszkodzić jego gardła, po czym spojrzałem prosto w oczy towarzysza. Cholera... Nie tylko poruszałem jego głową, ale również swoimi biodrami. Dopasowałem całość by było wygodniej i jednocześnie nie utrudniało nam niczego. Znów zwiększyłem ruchy. Przez to wszystko byłem coraz bliżej, jego usta były tak niesamowite, że trudno było się powstrzymywać. Chciałbym się jednak jeszcze trochę powstrzymać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 31
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#24PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pon Paź 08, 2018 10:32 pm

\\wrzucam jak jest, wersja bardzo na brudno, nie mam czasu żyć .=.

       Zwalczając zakorzenione głęboko w nim instynkty i mechanizmy obronne, z wyraźnym trudem poddał się władczym dłoniom, zachowując jako taki spokój. Miał pewny chwyt. Na swój sposób poniekąd brutalny, choć o ile sprowadzał się on jedynie do demonstracji siły, a nie rzeczywistego wyrządzenia mu krzywdy, nie zamierzał narzekać. Właściwie całkiem to lubił. Jego gesty wyczuwalnie przesiąkły nienawiścią, sprawiając, że ich mała schadzka, stawała się podręcznikowym przykładem czystego pożądania. Pragnienia drugiego ciała, nie popartego żadnymi głębszymi uczuciami, poza tymi oczywistymi, wzburzającymi krew w ich żyłach. Nie musieli się tym samym ze sobą patyczkować.
       Prawdopodobnie właśnie dlatego ten idiota w najlepsze pieprzył jego usta, siłą wyduszając z niego tym samym oddech. Skupiając się na przytłaczającej wręcz intensywności całego doznania, spróbował wyczuć narzucony rytm, nie planując długo pozostać mu dłużnym. Tak też po chwili w najlepsze do niego dołączył, własnymi ruchami wychodząc na przeciw nacierającym na niego biodrom. Jasne, czerpał z tego wszystkiego niezdrową wręcz przyjemność. Z drugiej jednak strony, trudno było zaprzeczyć, że odczuwał i swojego rodzaju dyskomfort, z czym nawet zbytnio się nie krył, wyginając usta w ostentacyjnym wręcz grymasie. Bolała go szczęka. Czym mocniej się w niego wbijał, tym oczywistszym stawało się, że jutro dość konkretnie da mu w kość. Poza tym beton, na którym klęczał, był cholernie zimny. Fakt, że pod wpływem gwałtowności ruchów Blaya, mimowolnie szurał po nim kolanami, niewiele tutaj pomagał.
       Ustalmy jedno - Michael był wygodnicki. Z kolei to, w połączeniu z licznymi niedogodnościami, których obecnie doświadczał, niekoniecznie motywowało go do niepotrzebnego przedłużania. Czuł, że jego towarzysz był blisko. O tyle, by bez obustronnej konsultacji, postanowić go doprowadzić. Najlepiej od razu. W celu tym odrobinę zacisnął szczęki, znacznie utrudniając mu tym samym poruszanie. Dłonią na powrót uczepiając się jego ciała, przytrzymał go przy sobie, mocno zasysając.
       Nawet przez moment nie planował jednak dopuścić, by skończył w jego ustach. Nie dlatego, że go to brzydziło. Po prostu nie czuł się w obowiązku. Stopień dzielonej przez nich zażyłości, mówił sam za siebie. Nie zamierzał połykać jakiekolwiek opuszczającego jego ciało płynu. Ni to by mu imponować, ni by spełniać kolejną z jego zachcianek. Z ręką na sercu mógł bowiem uznać, że wystarczająco się napracował.
       Tym bardziej zdziwić mu się przyszło, gdy ku wyraźnym ponaglaniom, uścisk w jego włosach ani trochę nie zelżał. Wręcz przeciwnie - Mike mógłby przysiąść, że szczupłe palce jeszcze szczelniej pochwyciły jego bogu ducha winne kudły, dowolnie go sobie podporządkowując. Nie do końca rozumiejąc, gniewnie zmarszczył brwi, poważnie rozważając ugryzienie go. Szkoda, że na dobrą sprawę nie miał ku temu szansy. Nie gdy ledwo co zarejestrował, że kutas Tremblaya w najlepsze się z niego wyślizgnął. Pieprzony...
       Machinalnie dotykając własnej twarzy, z niedowierzaniem przyjrzał się ubrudzonym palcom. Nie kontrolując nerwowego drgania powieki, z nienaturalnym wręcz spokojem podniósł się na równe nogi, przysuwając się do tego cholernego palanta. Z pomocą znacznie większej siły, niż w rzeczywistości było to niezbędne, naparł na jego wargi, wpychając mu do ust swojego kciuka. Hojnie pokrytego jego wciąż ciepłą spermą.
       –  Powinienem cię zmusić, byś to wszystko zlizał  –  zagroził ściszonym głosem, mocniej przyciskając palec do miękkiego języka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 24
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#25PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Czw Paź 11, 2018 7:53 pm

           Nie trwało to długo, choć chciałem wytrzymać dłużej, nie udało mi się przez tą piekielną przyjemność. Jego usta były niesamowite, ciekawe u kogo się tak szkolił? Cóż, nie mój interes, także ten... Aby nie zbrukać jego gardła swoim nasieniem postanowiłem skończyć na jego twarzy, co też się stało. Dochodząc wydałem z siebie cichy jęk, po czym spojrzałem na jego twarz, która splamiona była moją spermą. Wyglądał pięknie. Czemu podniecało mnie to jeszcze bardziej? Jestem dziwny, ale przynajmniej z tym żyję i się do tego przyznaję. Wsunąłem na tyłek bokserki oraz spodnie, nie przejmując się tym, że byłem nieco brudny, ale bez chusteczki i tak nic nie zdziałam, a pytanie go o cokolwiek, to jak kopanie własnego grobu. Tak czy inaczej, zrobiłbym mu teraz zdjęcie, nie dlatego, że mógłbym go szantażować, ale dla własnej satysfakcji oraz tego pięknego widoku.
           Powinienem się zdziwić, gdy ten niebezpiecznie się do mnie zbliżył, po czym wepchnął siłą palce do moich ust. Tak się chciał bawić? Myślałem, że chciał mi tylko obciągnąć, jakby poprosił wcześniej, to i tak bez wahania dla niego zrobiłbym wyjątek. Złapałem jego nadgarstek, po czym odsunąłem dłoń na tyle, by ten wysunął palca z moich ust.
- Nie będę protestował, nie takie rzeczy się robiło - uśmiechnąłem się, po czym ponownie wziąłem jego kciuka do ust. Najpierw spokojnie przejechałem językiem, po czym mocno się na nim zassałem, aby wykonać pewny ruch do przodu i do tyłu, tak, jakbym robił loda. Z mlaśnięciem wypuściłem palca i spojrzałem odważnie na jego twarz. - Choć sam musisz przyznać, że z nasieniem na twarz jest ci o wiele lepiej, ale pozwól, że zrobię to - powiedziałem i bez ostrzeżenia polizałem jego polik, który był nadal brudny. Nie chciałem zostawić po sobie żadnego śladu, a szukanie jakieś deski ratunku w tym momencie było kłopotliwe. Trochę zachowuję się jak pies, ale czy przeszkadzało mi to? Właściwie, to nie...
           Zjechałem ustami do kącika jego warg, po czym zbliżyłem się tak, że można było to uznać za pocałunek, ale prawda była taka, że nie chciałem tego zrobić. Odsunąłem się od niego, po czym jedną ręką obróciłem go na ścianę magazynu, więc teraz to ja mogłem się nim zabawić.
- Miałeś szansę wykorzystać moment mojej słabości i pozbawić mnie miana Króla, kolejnej okazji nie będziesz miał, Mickey - powiedziałem, puszczając go, jednakże moja dłoń ułożyła się na jego kroczu. - Czerpiesz przyjemność z tego, że komuś obciągasz? - szepnąłem do jego ucha, delikatnie masując ręką jego krocze. Nie chciałem się z nim zabawiać i tak czułem się zrelaksowany, bardziej interesowało mnie to, jak idzie moim chłopakom z tym zoo.
           Odsunąłem się od niego, zabierając również rączki.
- Powinniśmy wracać, bo jeszcze zauważą naszą nieobecność... - o ile już się nie zorientowali. Dodałem do siebie w myślach i nie czekając na jego reakcję skierowałem swoje kroki w stronę bijatyki. A niech się okażą słabi, to jeszcze ode mnie oberwą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#26PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   

Powrót do góry Go down
 
○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: