IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#26PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Sro Paź 24, 2018 11:45 pm

       Na moment zapominając, że po Tremblayu spodziewać może się dosłownie wszystkiego, z nieukrywanym zaskoczeniem obserwował, jak ten w najlepsze zabawia się z jego palcami. Bez cienia krępacji czy wahania, dosłownie wymuszając na nim trwanie w kompletnym bezruchu i śledzenie swoich poczynań. Trwających zdecydowanie zbyt krótko, by dane mu się było nimi w pełni nacieszyć, jednak aż nadto wystarczająco, by zupełnie zbić go z tropu. Wyginający kształtne wargi uśmieszek, zamiast irytować, jeszcze bardziej go nakręcał. Intensywność pojedynczego spojrzenia, wyzwalała pierwotne instynkty. Niepopartą niczym ckliwym czy choć odrobinę czułym potrzebę zerżnięcia go na pobliskiej ścianie. Dla samej w sobie bliskości. W skutek nowo odkrytej potrzeby podporządkowania go sobie. Zapisania się w jego pamięci w sposób, za sprawą którego, będąc z kimkolwiek, myślami zawsze wracałby do jego osoby.
      –  Nie przyzwyczajaj się.  –  Mrugając wściekle, ukrył twarz w dłoni, za wszelką cenę próbując ograniczyć do niej dostęp drugiemu mężczyźnie. Polizał mnie, pomyślał sztywno, nie mając bladego pojęcia jak zareagować. Co na jego miejscu zrobiłaby każda inna, normalna osoba? Cholerny kundel! Warczenie z pewnością nie było zbyt powszechnym wyborem.
       Lądując twarzą na zimnej ścianie, musiał bardzo, ale to bardzo poważnie rozważyć, czego na chwilę obecną pragnie bardziej - pozwolić mu się łudzić, że może dowolnie rozstawiać go po kątach i zobaczyć, gdzie też ich to zaprowadzi, czy też najzwyczajniej w świecie go zamordować? Wybór okazał się być znacznie trudniejszy, niż mogłoby się wydawać.
      –  Przeginasz  –  oznajmił jedynie, w odpowiedzi na przylegające do siebie ciało, pozostając aż nienaturalnie rozluźnionym.  –  Z samego sobie obciągania? Niekoniecznie. Uwielbiam za to, gdy w najlepsze pieprzą mi usta.  –  Żartował? Ciężko stwierdzić. Po tym wszystkim, nikogo nie powinno to nawet szczególnie zdziwić.
       Puszczony równie szybko co w pierwszym miejscu złapany, zmierzył go miażdżącym spojrzeniem, nie mając najmniejszego zamiaru udawać, że to co pomiędzy nimi zaszło, jakkolwiek zmienia uczucia, którymi dotychczas zwykł go darzyć. Przeczesując włosy, dodatkowo utwierdził się w tym przekonaniu, woląc nie wnikać, jak bardzo poklejone i obleśne się stały. Niezabranie chusteczek stanowiło istny szczyt głupoty. Za lekkomyślność trzeba było z kolei płacić. Nie mając za dużego wyboru, resztki nasienia zetrzeć musiał z siebie tym samym rękawem własnej koszuli. W calu ukrycia dowodów, podwinął ją zaś po same łokcie, ignorując nieprzyjemnie sztywny materiał.
        Nie zaszczycając go niczym poza jakże uroczym i wymownym "pierdol się", w najlepsze dołączył do swojej najwidoczniej poruszonej czymś grupki. Dłoń Damiena bez cienia zażenowania spoczywająca na jego twarzy, by zetrzeć z niej coś, co najwyraźniej umknęło zarówno mu jak i Tremblay'owi oraz wściekle rumieniący się nieopodal Rose, mówiły same za siebie. Najwyraźniej został wykryty. Nie żeby którekolwiek z nich zamierzało kiedykolwiek poruszyć ten temat. Podobnie zresztą jak on sam nie miał nigdy dowiedzieć się, że młody Aziz zaniepokojony jego długą nieobecnością, postanowił go poszukać. Że po znalezieniu go w dość... jednoznacznej sytuacji, niczym oparzony wrócił do środka, opierając się na prowadzących na zewnątrz drzwiach. Że trwał tam dopóki nie zyskał stu procentowej pewności, że wracają, w międzyczasie blokując drogę każdemu, kto przypadkowo mógłby się tam na nich natknąć.



-------tydzień później-------

        Wracając z Rosji, po ciągnącej się nieprzerwanie przez przyszło tydzień libacji, za sprawą resztek zdrowego rozsądku poprzysiągł sobie, że na jakiś czas odpuści sobie wszelkie wysoko procentowe trunki.   Jakim, więc cudem skończyć przyszło mu w jednym z bardziej obskurnych barów w okolicy?   W głównym stopniu za sprawą Jane, która bez jego wiedzy postanowiła wyprawić w ich nieszczęsnym domu imprezę z okazji urodzin jednej ze swoich przyjaciółek, zupełnie ignorując tym samym jego wrodzoną niechęć do tego typu wydarzeń - jazgocząca i zbyt głośna muzyka przyprawiała go o ból głowy, podobnie zresztą jak ludzi, którzy zalani w trupa niszczyli wszystko w okół siebie, bądź też próbowali kopulować w jego sypialni. Swoje robiła również obecność pewnej dwójki idiotów, - która by nękać go przetransportowała swoje tyłki do Cochem z samiusieńkiego serca mroźnej Rosji - za sprawą których lądować zwykł w najbardziej z irracjonalnych sytuacji. Jak wtedy gdy po uprzednim opróżnieniu czwartej butelce wódki namówili go, by postrzelać do kaczek, w konsekwencji czego Kyle wpakował sobie kulkę w stopę. Albo wtedy gdy Mina obiecała ich narządy jakimś podejrzanym typkom w zamian za durną fajkę, po wypaleniu której bez ostrzeżenia rzuciła się do ucieczki, pozostawiając ich tam równie skołowanych co domniemanych handlarzy organów.
        Podsumowując - znalazł się w naprawdę kłopotliwym towarzystwie. O tyle upierdliwym, głośnym i irytującym, że za nic w świecie nie potrafił wziąć ich na trzeźwo. Nie gdy oboje nałogowo naruszali jego przestrzeń osobistą, uwieszając się na nim zupełnie jak gdyby było to najnaturalniejszą rzeczą w świecie. Nie było, co dość dosadnie oznajmiał im, raz po raz strząsając ich ze swoich ramion. Nie żeby robale dawały ci spokój, gdy zacząłeś machać na nie rękami.
        –  Mina, pastoj.
        –  Hampi, daj spokój.  –  Nadymając się jak dziecko, niestrudzenie podsunęła mu pod nos kolejny kieliszek z bliżej niezidentyfikowaną zawartością.  –  Jeśli nie napijesz się dobrowolnie, będzie nam bardzo smutno.
        –  Poprawka - będziemy musieli cię zmusić.
        –  Szantaż?
        –  Może roześlemy jego oceny z podstawówki?
        –  Albo seks taśmy?
        –  Zgłoszę go jako nielegalnego imigranta.
        –  Zacznę krzyczeć, że się do mnie przystawia, a ty nagrasz jak dostaje w twarz.
        Nie mogąc słuchać tych głupot ani chwili dłużej, posłusznie wychylił kieliszek, w akompaniamencie głośnego skandowania, krzywiąc się szpetnie. Szybciej czy później zawsze im ulegał. Prawdopodobnie dlatego, że najzwyczajniej w świecie nie miał czasu czy ochoty mierzyć się z ich głupotą. Sympatia, którą w głębi serca ich darzył, nie miała tutaj tym samym nic do rzeczy. W ogóle. Nie ona uratowała tym samym Kyle'a przed niechybną śmiercią z jego ręki, gdy po którejś z kolei kolejce, ten w najlepsze postanowił zwrócić się mu na koszulę.
        Przed stłuczeniem go na miazgę w ostatnim momencie powstrzymany przez Minę, zadowolić musiał się jedynie zerwaniem z niego jego własnej odzieży, co by to sobie idiota nie myślał, że niedorozwinięcie umysłowe jakkolwiek go usprawiedliwia, z kolei on od tak mu odpuści. Jeszcze czego. Z pewnością nie zamierzał wracać do domu półnagi. Nawet jeśli wiązało się to z założeniem na siebie jednego z bardziej żałosnych t-shirtów jakie w życiu zobaczyć przyszło mu na oczy. "Party Bitch", przeczytał, poważnie zastanawiając się, czy rudzielec posiada dla siebie choć minimalny szacunek.
        Zgarniając swoich ledwo trzymających się towarzyszy pod ramię, bez większych problemów wpakował ich do taksówki (piętnastominutowe szarpaniny z obojgiem były dla niego czymś o tyle częstym, że nieświadomie uznawał je już za coś normalnego), która w mig przetransportowała ich prosto pod dom. Sam nie do końca wiedział czego dokładnie się spodziewał, przekraczając próg mahoniowych drzwi. Z pewnością nie przelatującego zaledwie centymetr od jego głowy plastikowego kubka. Czy grupki widocznie... wyzwolonych kobiet, swoje kształtne ciała okrywających jedynie szalem z piór. W ramach ciekawostki - jednemu z nich skończyć przyszło na jego szyi, gdy kruczowłosa piękność bez ostrzeżenia przyssała się do jego ust, postanawiając zostawić mu coś poza rozmazanym śladem swojej czerwonej szminki. Gdy z kolei przedzierał się przez tłum, zamierzając zawlec parkę pijaków do kuchni i odpowiednio ich napoić, wpaść udało mu się na solenizantkę we własnej osobie. Osóbkę zaprawdę uroczą, która bez zbędnych uprzejmości rzuciła w niego swoim diademem i szpilkami, na złamanie karku biegnąc do łazienki, gdzie najpewniej zwróciła większość spożytego ów wieczoru alkoholu.
        Zataczając się lekko, w ostatnim momencie uchronił twarz przed ostrym obcasem, pozostawiając swoich towarzyszy bez oparcia. Nie żeby zgodnie z najmroczniejszymi założeniami rozkwasili sobie twarze na podłodze. Zamiast tego stali tam jak gdyby nigdy nic, szczerząc się jak debile, którymi byli, uświadamiając mu, że najprawdopodobniej od samego początku nie było z nimi tak źle jak śmiał podejrzewać, a jedynie wykorzystali nadarzającą się okazję, by w najlepsze się na nim uwiesić. Gdyby nie gwałtowność ich ruchów, od której w sekundzie zakręciło się mu w głowie, z chęcią by ich skopał. Tak z kolei w otępieniu obserwował jak Mina odbiera mu kurczowo trzymane buty, sprawnie wsuwając je na własne nogi, gdyż cytując: "przeznaczenie dosłownie zesłało jej je z nieba" (z czym z pewnością nie zgodziłaby się jego twarz i solenizantka), podczas gdy Kyle wpakował mu na głowę połyskujący diadem, przy robieniu zdjęć dosłownie zalewając się łzami.
        –  Jesteś taka piękna  –  oświadczył szczerze poruszony, w nagrodę zarobiwszy pod żebra.  –  I okrutna!  –  zawył.
        –  Powinniśmy to wykorzystać...
        –  Nikt nie będzie niczego wykorzystywać, w szczególności mnie  –  ostrzegł, odruchowo przyjmując wręczony mu przez kogoś drink. Równie odruchowo go opróżnił, podświadomie głęboko przekonany, że w dalszym ciągu nie jest wstawiony wystarczająco, by jakkolwiek się ograniczać. Rzadko kiedy się upijał. Miał na to za twardą głowę. Nawet mu zdarzało się jednak przeliczyć. Zwłaszcza gdy "nieszczęsna parka" kręciła się w pobliżu.
        Nikogo nie powinno zaskoczyć tym samym, że kilka drinków później cały temat powrócił. Nonszalancka postawa Kyle'a i zadowolony grymas wyginający wąskie wargi, prowokowały go skuteczniej, niż wszelkie słowa które lada moment paść miały z jego ust.
        –  Erick przesyła powiadomienia...
        – Tylko tyle? Daj przeczytać... Owww, nazwał cię swoją małą suczką, kto by pomyślał, że potrafi być taki roman-
        Wyrywając jej telefon, przeleciał tekst wzrokiem, o mały włos nie spluwając.
        "Tydzień zabawy, a moja mała suczka dalej szuka rozrywki na imprezach"
        Fakt, że palant odwołał się do napisu z pożyczonej przez niego koszulki to jedno. To, że postanowił nazwać go "swoim" tylko i wyłącznie dlatego, że zdarzało im się pieprzyć, napawał go wstrętem. O tyle silnym, że wbrew wcześniejszym obiekcją, postanowił spełnić wcześniejszą z zachcianek przyjaciół, na odchodne aż nazbyt jasno dając im do zrozumienia, że wszystko co wydarzy się później, trafić ma prosto do jego rosyjskiego kochanka. Taka mała nauczka, że powinien znać swoje miejsce.
        Wybierając pierwszy lepszy cel, dotoczył się do niego chwiejnym krokiem, bez ostrzeżenia kładąc dłoń na szerokim ramieniu. Zyskując pożądaną uwagę, sennie zlustrował teraz już odwróconą w swoim kierunku twarz, nie mogąc pozbyć się wrażenia, że skądś go zna. Gdzieś w oddali dwójka idiotów zapalczywie skandowała, by w końcu go pocałował. Nieszczególnie w jego stylu. Zamiast tego w najlepsze pochylił się nad jego uchem, niezbyt subtelnie atakując je zębami. Niewystarczająco mocno by zranić, jednak akurat, by zaznaczyć swój punkt.
        –  Zabaw mnie...
        Nieświadomie zaciągając się znajomym zapachem, zamarł. Ostrzegawcze lampki przebiły się przez mgłę spowijającą jego umysł. W sekundzie wszystko złożyło się w logiczną całość. Wybrał go. Kroki swe skierował ku jedynej znajomej w całym tłumie twarzy, dosłownie kopiąc sobie grób. Cholerny Alexis Tremblay. Dlaczego w ogóle tu był? Nie żeby rzeczywiście aż tak go to zastanawiało. Nie gdy obserwowały ich te dwie jakże szczególne pary oczu, pod wpływem których za żadne skarby świata nie mógł się wycofać. Nie jeśli oznaczałoby to, że w późniejszym czasie musiałby tłumaczyć się im z tej całej farsy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#27PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Wto Paź 30, 2018 5:48 pm


         Zabawianie się z nim było dla mnie ogromnym odprężeniem. A jego wściekła mina napawała mnie satysfakcją. Mógłbym go tak dręczyć do samego końca, nie pozwolić mu wrócić do magazynu, ale strzelam, że i tak większość osób padło tracąc przytomność albo z przemęczenia, a nie chciałbym znaleźć tam żadnego trupa. Na dodatek Sam oraz Larry mogliby nie być zadowoleni moim brakiem nieobecności. Szkoda, że tego wszystkiego nie uwieczniłem, a nawet jeśli by mi się udało, to Michael nie byłby zadowolony. Choć nadal nie uwierzę, że to jednorazowy wyskok, ale czy naprawdę tego potrzebowałem? Pod ręką miałem uroczego bruneta, a jeśli by mi się znudził, to znajdę kogoś innego, jednakże, jednocześnie odczuwam pragnienie zmiażdżenia go do samego końca. Jak bardzo jest się w stanie poświęcić?
         Do magazynu skierowałem się trochę później od niego, aby upewnić się, że nie ma żadnych widocznych śladów. Tak, jak myślałem, cała ustawka dobiła końca, a chłopaki z New Haven jednak nie okazali się być tacy dobrzy przy dowództwie Connora, sam chłopak padł, a to tylko przez cios blondyna. Hah, śmiechu warte, ale nie przestaje mnie zadziwiać, może jeszcze coś z niego wyrośnie, jednakże, nie róbmy sobie nadziei.
- Nie mów mi, że wy... W sumie nic nie mów, jak to usłyszę, to chyba cię uderzę - westchnął Sam, a po chwili podszedł Larry, który stał nieco zmieszany i zaniepokojony.
- Oszczędzę ci tych informacji i jak się sprawy mają? - zapytałem, zerkając za nich. Z naszej szkoły stało jeszcze parę osób nie licząc tych, co raczej nie mieszali się w tę bójkę. Spojrzałem jeszcze raz na Larrego, po czym delikatnie się uśmiechając, kiwając głową na znak, że może iść. Dobrze wiedziałem co go dręczy i liczę na to, że następnego dnia powie mi prawdę. A teraz... czas wracać do ciekawszych zajęć.

•••

         Tydzień okazał się być naprawdę nudny. Brak Michaela odbijał się na mnie przez co stawałem się nieco agresywniejszy niż zwykle. Cóż, tak to już jest, jak nie mam się z kim posprzeczać. Na szczęście starałem się być spokojny i cierpliwszy, ale przy tych idiotach nie było takie łatwe. Victor opuszczał mnie jedynie w czasie lekcji, a czasami kiedy ja nie szedłem, to i on ze mną zostawał, ale seks z nim był... inny, nie czułem takiej intensywności, a mój mózg wyobrażał sobie tego dupka, bez co sam miałem ochotę siebie zabić.
         Jedną z ciekawszych odskoczni była impreza urodzinowa, której nie mogłem, a raczej nie chciałem odpuścić. Czy dobrze zrobiłem? Nie wiem, ale musiałem spędzić czas wolny z dala od Victora, który powoli mnie irytował. To nowość. Tak czy inaczej, nie mogę go zranić, bo wiele ode mnie oczekuje. Gdy pojawiłem się na imprezie nie dbałem o to, ile wypiję. Nigdy sobie nie żałowałem, ale też nie byłem alkoholikiem. Chciałem się zabawić, nie ważne z kim i jak, równie dobrze to ja mogłem się oddać albo wziąć, to co na tacy mi podadzą. Byłem aż tak zdesperowany? Nie poznawałem samego siebie, ale chyba bardziej nie rozumiałem całej tej sytuacji, tym bardziej, że mam ochotę znów poczuć jego język. O Boże, gadam jak jakaś zakochana lafirynda, ale ja to nienawidzę, gardzę nim i gdybym nie martwił się o swoją przyszłość, to na pewno wąchałby kwiatki od spodu.
         Ciekawe towarzystwo krążyło po pomieszczenia, ale najwięcej do oglądania było w salonie, gdzie głównie wszyscy się bawili. Tańce, głośne śmiechy, oraz alkohol. Rozmawiałem z dziewczyną, którą w ogóle nie kojarzyłem, ale wspomniała coś, że jej dziewczyna dość szybko skończyła imprezować. Załapaliśmy kontakt i chciałem przegadać z nią jak najdłużej, ale obecna sytuacja mi na to nie pozwoliła. Znajoma czupryna, te same oczy oraz wyraz twarzy. Nie miałem wątpliwości, że właśnie Michael składał mi niemoralną propozycję. Uśmiechnąłem się szeroko, przepraszając dziewczynę, po czym spojrzałem prosto w jego oczy. Był na tyle pijany, że nie poznawał ludzi? A niby kto ostatnio wyraźnie powiedział, że to jeden raz? Cóż, mi to nie przeszkadza. Sięgnąłem ustami jego ucha.
- Czy jeszcze coś mnie zaskoczy? Naprawdę jesteś dziwką, skoro szukasz seksu u pierwszej lepszej osoby, a może już wcześniej mnie zauważyłeś i zechciałeś spróbować czegoś więcej? - szepnąłem, łapiąc jego nadgarstek, aby się nie wycofał, choć to i tak nie byłoby w jego stylu. Zerknąłem za niego, widząc jak dwie osoby bardzo dokładnie nas obserwują. - Twoi znajomi są chyba ciekawi, jak dalej się to potoczy - dodałem i wolną dłonią zjechałem na jego pośladek, który mocno ścisnąłem. Po chwili odpuściłem sobie, jednakże nadal trzymałem go za nadgarstek. Przyjrzałem się jego koszulce i chyba w gorszej sytuacji go nigdy nie widziałem. - Lepiej, niż ta koszulka bym tego nie ujął - zaśmiałem się, wskazując na napis. Znów mogłem zrobić zdjęcie, ale cholera, za dużo ludzi. No nic, nie mogę się naśmiewać z jego "pięknej" stylizacji. Jak powinienem zareagować na jego propozycję? Być skurwysynem czy nie? O to jest pytanie i nawet na nie sobie nie odpowiem.
- Będę taki dobry i dam ci wybór, możesz się wycofać albo zostać i pokazać, jaki to jesteś zajebisty. Decyduj, Mickey - wyszeptałem, palcami przejeżdżając po jego poliku. Sam jestem ciekawy co postanowi, cóż, mógłbym wykorzystać okazję, ale muszę coś sprawdzić. W końcu sam do mnie przyszedł, czy to świadomie, czy też nie~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#28PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Nie Lis 04, 2018 9:42 pm

        Kołysząc się w rytm muzyki, bez cienia krępacji czy wahania zredukował dzielącą ich ciała odległość, przylegając do niego całym sobą. O tyle szczelnie, by doskonale czuć każdą z to bardziej wystających kości, mając coraz to lepsze wyobrażenie, o ile nęcących siniaków przypadkowo mógłby go przyprawić. W podobnych momentach, gdy myślami odpływać zwykł gdzieś daleko, mogąc skupić się jedynie na tym jak przyjemnie był ciepły, zaprzeczanie przychodziło mu z coraz to większym trudem. Od zawsze żył w zgodzie z własnymi pragnieniami. Tego z kolei bezsprzecznie pragnął. Po głębszym zastanowieniu - może nawet potrzebował. Pieprzyć się równie żarliwie co kłócić, cały akt degradując do rangi czegoś niewartego wtórnej myśli czy rozpamiętywania. Dać upust niezdrowym emocjom, zamieniając je na coś z czego obaj czerpać mogliby swojakom przyjemność, zamiast niepotrzebnie ryzykować, że szybciej czy później, któryś z nich pęknie, posuwając się do rękoczynów.
        –  Nazywaj mnie jak chcesz - więcej przyjemności sprawia mi rżnięcie niż udawanie cnotki.  –  Jak na potwierdzenie własnych słów, niczym w tańcu zakołysał biodrami, przejeżdżając zębami po ładnie zarysowanej szczęce.  –  Jednak pamiętaj... nawet mała brudna dziwka potrzebuje powodu, by błagać.  –  Strzepując z siebie jego dłonie, dumnie uniósł podbródek, przyglądając się mu bez cienia jakiegokolwiek zainteresowania czy wcześniej zauważalnej potrzeby.  –  Spędziłem przeszło tydzień uprawiając niesamowity seks. Skąd pomysł, że chcę od ciebie czegokolwiek, bądź że w ogóle możesz mi to dać?
        Był definitywnie i niepodważalnie pijany. Schlany Mike bywał z kolei humorzasty. Rządny wyzwań, rywalizacji i łez. Najlepiej czyiś. Kochał udowadniać ludziom o ile niżej znajdują się w łańcuchu pokarmowym, nie spełniając nawet połowy z podstawowych standardów. Nie żeby przekładało się to na jego miłosne schadzki. Alkohol widocznie zaniżał większość z posiadanych przez niego wymogów odnośnie ewentualnych partnerów czy też miejsca, w którym zamierzał przetestować ile rozrywki mogą mu dostarczyć.
        –  Dam ci równie głupi wybór, złamasie. Pójdę teraz do swojego pokoju - możesz dołączyć albo zostać.  –  Nigdy się nie wycofywał. Podobne zarzuty w ustach Blaya dodatkowo zmotywowały go do kontynuowania swojej pijackiej misji. Złamie go bądź polegnie próbując.  –  Oh, jeszcze jedno, nie będziemy się pieprzyć~~  –  zaświergotał na odchodne, o tyle głośno, by nie umknęło to uszom co poniektórych ludzi, w odpowiedzi zyskując sobie kilkanaście wymownych gwizdów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#29PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Wto Lis 06, 2018 11:25 pm

         Pokręciłem głową z dezaprobatą, słuchając go bardzo uważnie. Szkoda, że ktoś taki się nie szanuje, ale szczerze mówiąc, czy mi to aż tak przeszkadza? Ani trochę, sam nie jestem lepszy, jednakże nie chwalę się tym na prawo i lewo oraz nie kręcę tyłkiem do każdego.
- To z kim sypiasz ani trochę mnie nie interesuje - powiedziałem wyraźnie znudzony tą wiadomością. Naprawdę myślał, że ta informacja będzie dla mnie przydatna? Chyba w jego snach. - Nic ode mnie nie chcesz, tak? Cóż, raczej wątpię, że miałeś ochotę na rozmowę - dopowiedziałem, odwracając wzrok by jeszcze raz rozejrzeć się po pomieszczeniu. Było parę osób, do których mógłbym zagadać, ale jednocześnie brakowało mi kłótni z nim, tego jego chłodnego tonu, a zarazem pewnych siebie słów wypowiadanych przez te brudne usta. On chyba jest gorszy ode mnie... Teraz to zauważyłem? Chyba tak, jednakże serio... Może nawet lepiej, że nie pójdę z nim do łóżka, bo kto wie czy nie złapię od Michaela jakiegoś syfa.
           Moje oczy znów patrzyły na blondyna. Miałem ochotę iść i się zabawić, ale jednak stałem tutaj  i słuchałem tego, co ma do powiedzenia. Na to piękne przezwisko zaśmiałem się pod nosem, po czym dopiłem piwo, aby pognać za nim wzrokiem.
- Kto by chciał... - powiedziałem do siebie, a z samej ciekawości poszedłem zanim posyłając promienny uśmiech jego znajomym. Żałosne. Niczym dzieci z gimnazjum, ale nie winię ich za to, skoro bawią się w ten sposób, to oznacza, że ich inteligencja nie wcale na tak wysokim poziomie.
           Kiedy byliśmy sami, zamknąłem drzwi, po czym rozejrzałem się dookoła. Sypialnia, jego pokój, czułem tutaj zapach jego perfum, co bardzo mnie męczyło. Spojrzałem na niego i usiadłem na łóżku, podpierając się rękoma.
- Jeśli czegoś próbujesz, to od razu sobie odpuść. Nie chcesz się pieprzyć, a jednak zapraszasz mnie do pokoju, coś tu się nie zgadza... - Zmrużyłem oczy, chcąc wyczytać coś z jego mimika, ale ta sama twarz nie za wiele mi mówiła. Czego tak naprawdę ode mnie chciał? - Masz albo jakiś plan, albo po prostu nie chciałeś przy innych wyjść na łatwą dziwkę - wstałem i podszedłem do niego. - Powiem ci jedno, nie interesuje mnie seks z tobą, zrobiłeś mi loda? Świetnie! Sam uklęknąłeś, nie zmusiłem cię do tego, ale jeśli masz jakiś popierdolony plan w tej głowie co do mnie, to lepiej sobie odpuść, bo nie jestem w nastroju - uśmiechnąłem się, po czym odsunąłem się od niego. Przyszedłem się tutaj dobrze bawić, a chwilowo zaciągnął mnie tutaj do pokoju z jakimś celem i na dodatek nie znam tego pieprzonego powodu.
- Więc... czego ode mnie chcesz? - zapytałem nieco ostrzejszym tonem głosu niż zwykle. Tak naprawdę, to do końca nie wiem co mnie zdenerwowało, ale nie będę mówił tego głośno, bo i tak nie mam komu się tutaj wygadać. Nie jemu, on potrafi wykorzystać wszystko by zniszczyć drugiego człowieka, o ile jemu to nie zaszkodzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#30PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Nie Lis 18, 2018 1:02 am

        Wbrew wszelkim prawom fizyki, naturalnemu porządkowi czy pijackiemu kodeksowi hańby, jego motoryka wydawała się utrzymywać na całkiem stabilnym poziomie. O tyle, by po drodze nie wpadał na przypadkowych ludzi, czy potykał się o własne stopy. Problemy, z którymi aktualnie musiał się zmagać, leżały bowiem zupełnie gdzie indziej. Podczas gdy ciało, owszem, pozostawało jak najbardziej sprawne, umysł z trudem nadążał za całą sytuacją. Zamglone myśli, zbyt niespójne, by pomimo wszelkiego wysiłku, który od dobrej chwili wkładał w ów czynność, dojść do jakiegokolwiek logicznego wniosku. Na dobrą sprawę nie wiedział nawet o czym tak intensywnie próbował rozmyślać. Możliwe, że miało to coś wspólnego z Blayem, którego tak lekkomyślnie zaprosił do swojego pokoju (pokoju, do którego warto dodać - trafił. Bicie braw jak najbardziej uzasadnione.). Idiotą, który non stop mielił jęzorem, nieszczególnie ułatwiając mu tym samym życie. Za dużo słów do przetworzenia.
        Wyglądał na poważnego. Może odrobinę zirytowanego. Czym? Otóż jest pytanie. Gdyby miał strzelać, obstawiałby, że nim. Dlatego, że się nim bawił? Bo to właśnie robił, prawda? Czym usilniej próbował się skupić, tym mocniej kręciło mu się w głowie. Zaprawdę nieprzyjemne uczucie. O tyle, by w jak najbardziej naturalnym odruchu, spróbował się od niego odciąć. Skoro dumanie stanowiło problem, zaprzestanie ów działania powinno wystarczyć, by uchronić go przed zbliżającą się migreną. W razie czego, instynktownie zakrył jeszcze usta swojego towarzysza, powstrzymując go tym samym przed ewentualnym wznowieniem tak zawzięcie prowadzonego monologu.
        –  Shhh  –  zamruczał jedynie, na moment przymykając oczy, by drugą dłonią przyciągnąć go do siebie o tyle gwałtownie, że w najlepsze rąbnął plecami w drzwi.  –  Tak bardzo cię...  –  Przenosząc dłonie na smukłą szyję, zacisnął wokół niej palce, za sprawą alkoholu nie potrafiąc wykrzesać z siebie wystarczająco dużo siły, by wyrządzić mu realną krzywdę.  –  nienawidzę  –  dokończył sennie, wpatrując się w niego niczym w amoku. Intensywnie i wyczekująco. Z nieukrywaną niechęcią i odrazą. Poniekąd drapieżnie. Zupełnie jak gdyby chciał czegoś, czego sam nie potrafił ubrać w słowa. Nie gdy porzucił logikę na rzecz ciała. To z kolei pragnęło wszystkiego, czego przy zdrowych zmysłach wystrzegać powinien się jak ognia.
        Co tu jednak ukrywać - był niewyżyty. Nieustannie i nieuleczalnie. Dlatego też pakować zwykł się w relacje, których na dobrą sprawę nie chciał nawet w swoim życiu. Za szybko przywiązywał się do ludzi, by w najlepsze uganiać się za nimi dla seksu. Kochał go jednak uprawiać. Logicznym posunięciem wydawało się, więc nawiązanie kilku długoterminowych znajomości. Erick w Rosji, gdy wpadał z wizytą do dziadków. Przewodniczący, gdy na powrót zawitał w Cochem. Na ogół nie sypiał z nikim poza wymienioną powyżej dwójką, bo i po co? Dlaczego więc obecnie, nie potrafił oprzeć się pokusie rzucenia na Tremblaya? Nieszczególnie go ku temu zachęcał - ba, był opryskliwy i irytujący. Poza tym szczerze go nienawidził. O tyle mocno, by cholernie go to nakręcało. Cała ta wrogość wymierzona prosto w jego osobę - była czymś tak oczywistym, że wręcz namacalnym. Czym silniejsza się stawała, tym bardziej pragnął ją poczuć. Najlepiej całym sobą. Tak, by zostawiła po sobie blizny.
        Wyrywając się z trwającego bóg wie ile odrętwienia, niewiele myśląc, pokonał resztki dzielącej ich odległości. O tyle niespodziewanie i gwałtownie, by zderzyli się zębami. Nie żeby w czymkolwiek mu to przeszkadzało. Puszczając dotychczas kurczowo ściskaną szyję, wplątał dłoń w miękkie włosy, drugą w najlepsze gładząc go po twarzy. Ustami dosłownie pożerając ładniej wykrojone odpowiedniki, jęknął przeciągle ani myśląc przerywać. Nie gdy wciąż było mu mało. Zdecydowanie niewystarczająco. Chciał znaleźć się bliżej, skosztować więcej. Zupełnie poddać się temu obezwładniającemu uczuciu. Całować go jeszcze gwałtowniej. Zakosztować krwi, którą przypadkiem mógłby z niego upuścić. Pragnienie zawładnęło nim bez reszty (to i kilkanaście drinków, piw i opróżnionych dla zasady kieliszków wódki).
        –  Chcę cię skrzywdzić  –  wyszeptał bez tchu, na moment się od niego odrywając.
        Blay mógł go uderzyć, bądź odepchnąć. Wyzwać od najgorszych, czy też najzwyczajniej w świecie wyśmiać. Zważywszy na typ łączącej ich relacji, nie byłoby w tym nic zaskakującego. Na chwilę obecną nie miało to jednak większego znaczenia. Nie póki to właśnie on pozostawał w jako takiej kontroli nad sytuacją.
        Popychając go w kierunku łóżka, w sekundzie usadowił się na jego kolanach, ponownie atakując kształtne wargi. Zupełnie jak gdyby nie liczyło się nic poza nimi. Nie próbował nawet tym samym zastanowić się, co obecnie krążyć mogło mu po głowie. Nie łudził się bowiem, by rzeczywiście mógł do tego dojść, nie potrafiąc ustalić nawet, o czym sam myślał w danej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#31PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Wto Lis 20, 2018 7:07 pm

         Zaskoczył mnie w momencie, gdy przyległ do moich ust. To pierwszy raz, kiedy nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Moje zdziwienie było wymalowane na twarzy, jednakże go na pewno to nie obchodziło. Chciałem go już objąć, schować w moich ramionach. Mike miał jednak inne plany, które ani trochę nie sprawiły, że się bałem. Gdy jego palce zacisnęły się na mojej szyi, spojrzałem prosto w jego oczy. Co zrobi dalej? Zechce mnie zniszczyć, a może odda mi ciebie? Nie wiedziałem czego mogę się po nim spodziewać, a chciałem to poznać jak najszybciej. Uśmiechnąłem się kącikiem ust, układając dłonie na jego biodrach. Nie chciałem nic mówić, a pewnie za wiele bym nie powiedział, ponieważ trochę siły używał przy zaciskaniu dłoni na szyi. Przyciągnąłem jego biodra do siebie, dumnie patrząc się w oczy chłopaka. Czy go pragnąłem? Jeśli chodzi o seks, to każdy się nada, ale sam wcześniej mówił, że nie będziemy nic robić. Czyżby zmiana planów? Nie mam nic przeciwko temu.
Michael wyglądał na zamyślonego. Nigdy nie wiedziałem co mu chodzi po głowie, ale liczyłem na to, że wkrótce się opamięta i zdejmie ręce z mojej szyi. Oczywiście, jeśli by się tak nie stało, to i sam musiałbym zareagować, a wtedy ani ja, ani on nie wyszlibyśmy z tego cało. Na szczęście blondyn wyszedł z tego chwilowego zawieszenia i zamienił się w małą bestyjkę. Pewniej złapałem go w biodrach, gdy puścił moją szyję, po czym odwzajemniłem każdy pocałunek. Nie wiem, czemu zwyczajnie go nie odepchnę, miałem ochotę skosztować go jeszcze bardziej niż on sam mi na to pozwala. Czy mógłbym się jednak posunąć aż tak daleko?
- To nie będzie takie proste, jestem zimnym dupkiem - odpowiedziałem grzecznie na jego słowa. Nie miałem miękkiego serca. Chce mnie skrzywdzić? Niech próbuje, ale niech nie myśli, że to będzie takie łatwe do wykonania.
Usiadłem na łóżku z szerokim uśmiechem, pozwalając mu działać. Mike wydawał się być nieco inny niż zwykle, czy tak właśnie wyglądał podczas innych relacji? Wątpię, myślę, że przy seksie dla innych jest zdecydowanie milszym kotkiem.
Tak, jak wcześniej zacząłem odwzajemniać pocałunki, nieco walcząc o dominację. Powoli zacząłem kłaść się na plecach, trzymając go, aby się przypadkiem nie zsunął. Przesunąłem dłonie na jego tyłek, gdy tylko byłem w pozycji leżącej. W tym momencie zapragnąłem go całkowicie zdobyć, uczynić moim, ale jednocześnie nie przesadzić. Nienawidzę go, gdyby nie groziło mi więzienie, to zapewne już dawno bym się go pozbył, ale obaj jesteśmy wygłodniałymi zwierzęciami, którzy muszą zaspokoić swoje potrzeby, wtedy wszystko inne schodzi na bok, a przynajmniej ja to tak widzę.
Nie odrywając się od jego ust, przekręciłem nas tak, by to on leżał. Ułożyłem sobie jego nogę na biodrze, ciepłą dłoń wsuwając pod materiał jego chorej koszulki, palcami dostając się do sutka chłopaka, który mało delikatnie ścisnąłem.
- Kto by pomyślał, że Michael będzie pode mną leżeć, widok wart uwagi - oblizałem usta i znów schyliłem się do niego by przejąć inicjatywę w pocałunku. Nie widziałem potrzeby, aby się hamować, szczerze mówiąc nie wiem czy uda się mnie teraz powstrzymać przed pożarciem go... w całości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
_Jucundo_

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 06/11/2016
Age : 99

#32PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Pon Lis 26, 2018 10:03 pm

         Drgając niekontrolowanie, z drobnym zawahaniem pozwolił się pieścić, na chwilę obecną nie potrafiąc znaleźć argumentów wystarczająco przekonywujących, by dobrowolnie zrezygnować z przyjemności, którą wkrótce przyjdzie mu z tego wszystkiego czerpać. Czy w jakimś stopniu mu to uwłaczało? Wielu uznałoby, że bez wątpienia. On sam nie podzielał jednak tej myśli. Bo co tu ukrywać - seks nigdy nie był, i z pewnością nie będzie, czystym aktem. Lubieżny, brudny, frywolny - owszem. Jednak czysty? Nic nie przeczyło temu lepiej niż dwa spocone, ściśle przylegające do siebie ciała, których właściciele zatracili się w sobie niczym para pospolitych zwierząt.
         Poza tym najzwyczajniej w świecie to uwielbiał. Obce ręce błądzące po spragnionym atencji ciele, rozpalając je dotykiem. Wgniatający go w materac ciężar. Ciepły oddech owiewający już nie tak powściągliwą twarz. Niespokojne bicie serca. Nieprzewidywalność ruchów partnera i towarzyszący jej dreszczyk podniecenia. Dla każdej z tych rzeczy bez trudu zapomnieć mógł o wstydzie. Nawet jeśli wiązało się to z ulegnięciem drugiemu mężczyźnie.
         –  Musiałeś niewiele widzieć w życiu  –  podjął, równie szybko milknąc, by z lubością przyjąć oferowany pocałunek. Zachęcająco rozchylając wargi, wpuścił go do środka, łącząc ich języki w zajmującym tańcu. Skoro nadarzyła się okazja, zamierzał się tym w pełni delektować.  –  Pokażę ci znacznie ciekawsze rzeczy...
         Jak na człowieka ze znikomą cierpliwością przystało, bez zbędnego przeciągania zabrał się do rzeczy. Nieszczególnie przejęty faktem, że tuż za drzwiami w najlepsze toczyła się impreza, objął Blaya w biodrach, niecierpliwie przyciskając go do własnego ciała. Dokładnie tam, gdzie aktualnie pożądał go najmocniej.
         Czując, że nie on jeden, westchnął nagląco, nieszczególnie przejęty własną artykulacją. Bywał głośny. Nawet bardzo. Potrafił tym samym bezwstydnie i dobitnie dać swoim kochankom do zrozumienia, czego tak właściwie od nich chce. Nie żeby od górującego nad nim mężczyzny chciał czegokolwiek więcej, niż to, co aktualnie z takim oddaniem mu prezentował.
         Chcąc zapewnić mu jeszcze lepszy dostęp - z drobną pomocą - pozbył się koszulki, ochoczo odchylając dla niego szyję. Pod wpływem znajomych ust na wrażliwej skórze, zamruczał gardło. We władczym geście wplątując dłoń w blond kudły, skierował go bliżej tętnicy. Chciał, by poczuł pod sobą jego niespokojne serce. By stłamsił je zębami, znacząc go swoją namiętnością.
         Normalnie szybciej wybiłby mu kły, niż rzeczywiście pozwolił, by zatopił je w jego ciele. Większością ludzi kierować zwykła bowiem kompletnie zła motywacja. Znacząc nie dla samego aktu, a z wyraźnym zamiarem "markowania". Podpisania innych niczym hurtowego produktu. Już na starcie należało wyznaczyć to podstawowe granice. Zwykle pewnie by to zrobił. Obecna sytuacja nijak miała się jednak do "normy". Toteż i on nieszczególnie trzymał się własnych postanowień, na dobrą sprawę nie pamiętając nawet czego dotyczyły, czy dlaczego też ustalił je w pierwszym miejscu. 
         Tracąc kontakt z rzeczywistością, otrzeźwiał dopiero pod wpływem rąk w okolicach swojego rozporka, nie do końca pewien co też dokładnie przegapił. W dalszym ciągu byli jako tako ubrani, choć nijak nie powstrzymało ich to przed próbą pieprzenia się przez ubrania. Chcąc więcej, zwolnił uścisk na jego biodrach, wracając nogami na miękką pościel, by w najlepsze pozwolić mu działać.
         Poddając się chwili, przymknął powieki, ukrywając twarz w ramieniu. Wcześniejsza żądza w sekundzie zeszła na drugi plan. Bardziej niż napalony, czuł się odprężony. Może nawet odrobinę zmęczony... Nawet on sam nie spodziewał się jednak, że niezależnie od odczuwanej właśnie błogości, z Blayem na sobie, uda mu się tak łatwo zasnąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kurokocchin

avatar

Liczba postów : 26
Join date : 10/06/2018
Age : 19
Skąd : Łódź

#33PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   Wto Lis 27, 2018 1:33 pm

           Trudno było mi uwierzyć, że Michael pozwala mi na to wszystko, choć nie zdziwię się jak następnego dnia rzuci mi się do gardła, choć zastanawiam się czy w ogóle będzie w stanie się ruszyć, ja już o niego bardzo dobrze zadbam.
           Skorzystałem z jego oferty, ustami schodząc na jego szyję. Nie chciałem po sobie pozostawiać śladów, choć pewnie dla jego przyjaciół oznaczałoby to, że między nami do czegoś doszło. Mimo to, stwierdziłem, że mam na to jeszcze dużo czasu, więc nie śpieszyłem się. Tak naprawdę byłem łakomy, chciałem go mieć całego, a skoro tak łatwo się oddaje, to nie mogę zmarnować tej szansy. Jeszcze jakiś czas temu śmiałbym się na taką sytuację, ale to ja nad nim w tym momencie góruję, gdyby było na odwrót to miałbym wiele powodów, aby się hamować. Zjechałem ustami niżej, na jego sutka, aby wziąć go w usta, po czym w zęby, drugiego zaś trzymałem między palcami. Wydawał z siebie ciekawe dźwięki i tym razem nie były dla mnie obrzydliwe, a miłe dla ucha. Spojrzałem na jego błogą minę, po czym wróciłem do swoich działań. Czułem nad nim władzę, ale wiem, że i on wyznaczy jakieś granice.
           Kiedy ucichł, a ciało przestało drżeć, podniosłem się z niego, aby zobaczyć co się dzieje. W końcu nie chciałbym, aby przez swoje pijactwo mi tutaj zszedł. I jakie było moja rozczarowanie, dy zobaczyłem, jak ten dupek tak zwyczajnie sobie zasnął. Nie zamierzał kontynuować, choć byłem mocno podniecony. Wpadłem jednak na pomysł, jak się zemścić za to, że mnie zostawił.
           Rozpiąłem jego spodnie, po czym zsunąłem je z niego, zaś bokserki na tę chwilę zostawiłem. Ten widok jeszcze bardziej mnie zachwycił, ale powstrzymałem się od zagwizdania by nie obudzić pijaczka. Przyłożyłem usta do jego szyi by po chwili się na niej zassać, pozostawiając po sobie ślad w postaci malinki, zrobiłem je również w innych miejscach, tj. klatka piersiowa, brzuch, udo. Oblizałem usta, po czym znalazłem się na na wysokości jego klatki piersiowej, by ten był między jego nogami. Musiałem pozbyć się wybrzuszenia, aby nie ośmieszyć się na imprezie, choć wątpię by kogokolwiek to obchodziło, zapewne są tak samo nawaleni jak ten tutaj półtrup. Zsunąłem nieco spodnie wraz z bokserkami, złapałem za swojego członka i zacząłem poruszać dłonią po całej długości. Będzie chciał mnie zabić, ale teraz nie o tym chciałem myśleć. Skupiłem się na przyjemności, którą niestety sam musiałem sobie ją zadać.
           Jak tylko skończyłem na jego twarzy, uśmiechnąłem się triumfalnie, po czym doprowadziłem się do porządku. Wyjąłem telefon, aby zrobić mu kilka pięknych zdjęć, jednakże nadal coś mi nie pasowało, więc zdjąłem jego bokserki, rzucając je gdzieś na bok. Jestem świnią, ale wspomniałem mu wcześniej, że jestem dupkiem. Nabrałem nieco swojej spermy na palec, po czym wytarłem go o jego pośladek. Jeśli się na to nabierze, to nie dam mu spokoju do końca życia. Ponownie zrobiłem kilka zdjęć i schowałem telefon do kieszeni. Rozejrzałem się po jego pokoju i wziąłem pierwszą lepszą kartkę i długopis, aby napisać na niej ciekawą wiadomość.
"Byłeś naprawdę cudowny, kiedy tak pode mną jęczałeś. Liczę na to, że to nie będzie nasz ostatni raz. Całuski Mike ♥️
Zostawiłem karteczkę w widocznym miejscu, po czym podszedłem do drzwi. spojrzałem jeszcze raz na niego i się wróciłem. Nie chciałem być aż taką świnią, aby ktoś go w takim stanie zobaczył. Napisałem drugą kartkę, aby nakleić na jego drzwi. Oczywiście, podpisałem to jako on, więc myślę, że bardziej się posłuchają.
           Wyszedłem z jego pokoju, nakleiłem zakaz wstępu i zszedłem na dół, aby zobaczyć jak impreza się toczy. Uśmiechałem się od ucha do ucha, a nie widząc już nic ciekawego, po prostu wyszedłem.
           Wróciłem do mieszkania taksówką i nawet nie dbałem o to by sprawdzić czy ktoś śpi czy nie. Poszedłem do swojego pokoju i tam od razu położyłem się do łóżka. Ta impreza mogła się jeszcze lepiej skończyć, jednakże bez tego alkoholika nie było to możliwe. A szkoda, choć jednocześnie będzie miał nauczkę na przyszłość by nie zasypiać przed napalonym na niego chłopakiem. W końcu i ja zasnąłem wcale nie przejmując się tym, że mogę niedługo być martwy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#34PisanieTemat: Re: ○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○   

Powrót do góry Go down
 
○ play dirty ○ 2os. ○ b.n. ○ szkolne ○ ⚣ ○
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: