IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 ☆★☆ Unbroken

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aku

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 17/02/2016

PisanieTemat: ☆★☆ Unbroken    Sro Lut 17, 2016 11:12 pm



Role:
Seme - Aku
Uke - Ivan
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: ☆★☆ Unbroken    Czw Lut 18, 2016 4:39 pm



"Dee" | 20 | Mężczyzna | Homo | 21 Marzec | Baran | Półirlandczyk |



Kolor włosówNiebieski | Naturalnie czarny
Kolor oczu Błękit
Wzrost 176 cm
Waga 68 kg
Tatuaże Obydwie ręce | Czarno-białe
PiercingBrew | Labret | Lip ring | Dwa w lewym uchu; góra i dół
CharakterystyczneWłosy do pośladków | Długie palce | Wystające kości biodrowe | Znamię na lewym pośladku


Studiuje zootechnikę. Kocha zwierzęta.
Ma rocznego, białego kotka i sześcioletniego doga niemieckiego.
W godzinach wolnych od zajęć pracuje jako tatuażysta.
Pochodzi z wielodzietnej, niezamożnej rodziny.
Od gimnazjum błąka się po internatach, rzadko odwiedza dom.
Miał w swoim życiu tylko jednego faceta. I nadal go ma. Powiedzmy.
Jest bardzo towarzyską osobą, raczej niewielu ludzi pała do niego nienawiścią.
Ma cięty język i ogólnie lubi czasem komuś dogryźć. Bywa wredny.
Jest uszczypliwy dla ludzi, których lubi.
Mimo tej całej otwartości, paradoksalnie jest zamknięty w sobie. Nie mówi o uczuciach, tak jak i o swoim życiu. O tym rozmawia tylko z psem, bo kot nie chce słuchać.
Nigdy nie ćpał nic twardszego, ogranicza się do zioła od czasu do czasu. Ma dobrą głowę do picia, więc alkoholu się za specjalnie nie wystrzega.
Ma bardzo ładny, czysty głos, który co poniektórzy nazywają seksownym. Mógłby być lektorem filmowym.
Ma też ładne pismo. Jak laska.
Używa słodkich męskich perfum i kosmetyków do ciała. Najczęściej owocowych.
Jest sadomasochistą. Lubi ból, ale i zadawaniem nie pogardzi. Oczywiście posiada granice. Ale gdzie one się znajdują... tego nie wie nikt.
Beznadziejnie zakochany. Dla swojego faceta jest w stanie zrobić naprawdę wiele, a wybaczyć jeszcze więcej. Co nie oznacza, że daje się traktować z lekceważeniem. O nie, tego bardzo nie lubi.
Wbrew pewnym pozorom, potrafi ładnie przyłożyć. Zdecydowanie nie jest zniewieściałym chłopcem z cipką między nogami.
Nie potrafi i nie cierpi gotować.
Jego dłonie niemalże zawsze są zimne.
Gdy jest zirytowany wyraźnie drgają mu palce u dłoni. Sam niekoniecznie zdaje sobie z tego sprawę. Gdy kłamie zaś, ściąga brwi w bardzo charakterystyczny sposób. Tego również nie wie.
Czuje się niekomfortowo w towarzystwie osób, które uważają go za uroczego. Ma straszną ochotę dać im w pysk. Szczególnie dziewczynom, gdyż to głównie one pierdolą takie głupoty.
Szybko się irytuje, ale walczy głównie słowami. Rzadko zdarza się, by podniósł na kogoś rękę. Musi mieć naprawdę dobry powód, bo zazwyczaj kontroluje swoje nerwy.

Dee w liceum:
 

WSZYSTKIE ARTY POCHODZĄ OD iunvalid.deviantart.com


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Czw Lut 18, 2016 7:26 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aku

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 17/02/2016

PisanieTemat: Re: ☆★☆ Unbroken    Czw Lut 18, 2016 7:19 pm


We gladiate but I guess we're really fighting ourselves
Roughing up our minds so we're ready when the kill time comes
Wide awake in bed, words in my brain,
"Secretly you love this do you even wanna go free?"
Let me in the ring, I'll show you what that big word means




Vincent  ✖  "Vi"  ✖  McCartney  ✖  21  ✖  Homo  ✖  7 Sierpień  ✖  Lew  ✖  w związku

Wzrost ✖  183 cm
Waga  ✖  76 kg
Sylwetka  ✖  Szczupła; umięśniona
Cera  ✖  Blada
Kolor włosów ✖  Blond
Kolor oczu  ✖  Jasnoszare
Tatuaże  ✖  Ręce; prawa łopatka
Piercing  ✖  Brak
Blizny ✖  Lewy nadgarstek; brzuch

               

x  Był w wielu związkach w swoim życiu, jednak tylko w jednym długotrwałym. Nie przeszkadza mu to jednak w spotykaniu się z innymi mężczyznami na boku.
x  Jest bardzo impulsywną osobą. Działa pod wpływem emocji i bardzo często wpada w bójki, czy też kłótnie. Najpierw robi, a dopiero potem myśli.
x  Studiuje zaocznie mechatronikę, a w tygodniu pracuje w firmie motoryzacyjnej, w której głównie zajmuje się naprawą samochodów.
x  Bardzo lubi pić alkohol. Głównie zasmakowało mu whisky, jednak ostatnimi czasy wypija wszystko co popadnie, byle tylko odpłynąć do słodkiego stanu nietrzeźwości.
x  Kiedy jest wściekły, zaciska zęby i napina szczękę, a gdy coś go trapi, patrzy nieobecnym wzrokiem gdzieś w przestrzeń.
x  Ma duże powodzenie zarówno ze względu na wygląd, jak i na trudny charakter, którego określają tajemniczym. Vincent jest bowiem osobą, która niewiele o sobie mówi i nie garnie się specjalnie do zaprzyjaźniania z kim popadnie.
x  Pochodzi z dobrze usytuowanej, bogatej rodziny, która co miesiąc przesyła na jego konto bankowe pokaźną sumkę pieniędzy.
x  Potrafi bardzo dobrze grać na gitarze. W dzieciństwie uczęszczał również do szkoły muzycznej, gdzie grał na fortepianie, jednak pomimo wrodzonych umiejętności, nie przepada za tym instrumentem.
x  Od zawsze marzył o kupnie jakiegoś węża, jako zwierzątka domowego.
x  Przyjaźni się tylko z dwójką osób. Z Simonem, barmanem w jednej z jego ulubionych knajp i Emily, homoseksualną roztrzepaną dziewczyną, która chodziła z nim do jednej klasy w liceum.
x  Ma duże skłonności do sadyzmu. Potrafi kochać i nienawidzić jednocześnie, dając upust swoich emocji w taki, a nie inny sposób.
x  Blizny na brzuchu nabawił się podczas jednej z bójek, jeszcze za czasów szkolnych. Było to w momencie, kiedy jego związek z Dimitrym rozkwitał w najlepsze. Pobił się wtedy z jednym z chłopaków, który próbował poderwać niebieskowłosego i popchnął go na stojącą w klasie skrzynię, której bolec na zapięcie kłódki wbił mu się boleśnie w brzuch.
x  Jest cholernie zaborczy i zazdrosny o swojego ukochanego. Bywa przy tym egoistą i hipokrytą, gdyż sam dopuszcza się do zachowań, których nie tolerowałby ze strony chłopaka.


Ostatnio zmieniony przez Aku dnia Pią Lut 19, 2016 3:48 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: ☆★☆ Unbroken    Pią Lut 19, 2016 4:09 am

Z nienagannym uśmiechem pożegnałem ostatniego stałego klienta studio, w którym przyszło mi dziś pracować samemu. Szef spędzał czas na Kubie, podczas gdy ja opiekowałem się jego przybytkiem wraz z pozostałą trójką tatuatorów oraz naszą uroczą recepcjonistką. Widząc na zegarku godzinę siedemnastą, począłem sprzątać igły, czyścić maszynkę i uporządkowywać miejsce pracy. Mimo, że mieliśmy sobotni wieczór, nie spieszyłem się zanadto, gdyż właściwie nie miałem na dzisiaj żadnych planów. Dzisiejszy dzień był męczący i raczej wyjątkowo nie dam się wyciągnąć na żadną imprezę. Zastanawiające jest to, czy Vincent ma podobne plany.
Zamknięte – rzuciłem w przestrzeń, gdy usłyszałem za sobą dźwięk otwieranych drzwi i czyjeś kroki. Podniosłem się znad stolika, ku któremu się właśnie nachylałem, ponieważ nie usłyszałem, by klient zawrócił pomimo danej mu informacji. Obróciłem się w stronę wejścia i westchnąłem z lekkim uśmiechem, dostrzegając kogo tu przyniosło.
Carl. – Z nieudawaną sympatią pozwoliłem się pochłonąć w krótkim uścisku przyjaciela. Carla znałem od dawna, bowiem nasza przyjaźń sięga czasów gimnazjum. Zawsze dobrze się trzymaliśmy i wyglądało na to, że pozostanie tak jeszcze długo, mimo że niewiele mieliśmy ze sobą wspólnego pod względem charakterów. Dwudziestodwulatek był raczej zrównoważonym i spokojnym mężczyzną, nie rzucającym się zanadto w oczy, choć nie można odmówić mu urody. – Masz szczęście, że jeszcze nie pozbierałem rzeczy – zauważyłem, będąc przekonanym, iż ten przyszedł na małą sesję. Zafundowałem mu już niejeden malunek i raczej nie odwiedzał mnie w studio po godzinach, jeżeli nie miał w planach kolejnych dziar.
Nie przyszedłem wysysać z ciebie resztek życia – odparł z charakterystycznym dla niego lekkim uśmiechem, ja zaś pozwoliłem sobie dać upust lekkiemu zdziwieniu wywołanemu tym obwieszczeniem. – Masz ochotę na piwo? Musimy pogadać. – Teraz już posłałem mu zupełnie nierozumiejące spojrzenie, dziwiąc się tej powadze widocznej w całej jego postawie.
Pewnie. Poczekaj, skończę tutaj. – Jak powiedziałem, tak też zrobiłem i już po dziesięciu minutach wędrowaliśmy do najbliższej knajpy, by usiąść przy jednym ze stolików popijając browary. Posłałem przyjacielowi wyczekujące spojrzenie, mając nadzieję, że przejdzie do rzeczy. Jak słusznie zauważył, byłem zmęczony i oczy już wędrowały mi na wszystkie strony od całodziennego wlepiania się w tusz. Przeczuwałem, że ta rozmowa nie będzie należała do przyjemnych, choć nie miałem bladego pojęcia o co mogło chodzić.
McCartney cię zdradza. – Natychmiast parsknąłem śmiechem, posyłając towarzyszowi rozbawione spojrzenie i mogłem tylko cieszyć się, że nie piłem akurat w tej chwili swego piwa. Naturalnie uznałem to za słaby żart, coś typu "mógłbyś usłyszeć coś takiego, ale moja wiadomość jest trochę mniej przykra". Problem się pojawił, gdy twarz Carla pozostawała poważna a on nie wyglądał, jakby miał zamiar naprostować swoje słowa. Odkaszlnąłem, poprawiając się na siedzeniu i posłałem mężczyźnie lekki, pobłażliwy uśmiech.
Posłuchaj Carl. Wiem, że nie znosisz Vincenta i tak, to prawda, że ostatnio gorzej nam się układa, ale on nie...
Wiedziałem, że nie będziesz chciał uwierzyć. Dlatego zrobiłem to. – Tutaj w moje dłonie powędrował smartphon przyjaciela, który to przyjąłem z miną świadczącą o tym, iż uważam to wszystko za jeden wielki absurd. Pełen sceptycyzmu, spojrzałem na ekran i wtedy mój uśmiech zniknął całkowicie. – Od lat ci mówię, żebyś dał sobie z nim spokój. Zasługujesz na coś więcej, Dee. Ja na jego miejscu...
Wyszli razem? – Nie słuchałem już Carla, wpatrując się z grobową miną w zdjęcie przedstawiające mojego faceta, z drugim, którego za cholerę nie kojarzyłem, w jednoznacznej sytuacji. Przewijając, ujrzałem ich więcej i zdecydowanie nie było mowy o pomyłce. To był Vincent z jakąś małą kurwą. Ale to nie ją powinienem winić. Usłyszałem ciche westchnięcie.
To był bar z pokojami. Wzięli kluczyk i poszli na górę. Przykro mi Dee. – Nie mówiąc i nie pytając o nic więcej, wyjąłem własny telefon, przesyłając na niego zdjęcia. Gdy już to zrobiłem, uniosłem twarz w stronę swego rozmówcy i posłałem mu niemrawy uśmiech. Oddałem komórkę, w międzyczasie podnoszenia się z miejsca. Straciłem ochotę na piwo i Carl z pewnością to rozumiał. – Rzucisz go, prawda? – Przez chwilę w ciszy spoglądałem na przyjaciela, by w końcu posłać mu słaby uśmiech i zrezygnowane spojrzenie.
Zajmę się tym – odparłem wymijająco i nie czekając na żadną odpowiedź, wyszedłem, pozwalając sobie w końcu na rozluźnienie mięśni twarzy i uwidocznienie prawdziwych emocji. Byłem wściekły i w ten właśnie pełen furii sposób, szybkim krokiem doszedłem do mieszkania, które od długiego czasu dzieliłem z tym pieprzonym dupkiem, od którego za to wszystko co mu daję, oczekiwałem chociaż tej pieprzonej wierności.
Wszedłem do mieszkania niemalże wyrywając przy tym klamkę i nie przejąłem się trzaskiem, który nastąpił po gwałtownym pchnięciu drzwi. Nie zdejmując butów, opuściłem przedpokój, szukając tego pierdolonego kłamcy w środku. Ale go nie było. No tak, kurwa, może zabawia się z innym ładnym chłopcem. Warknąłem wściekle, rzucając się na fotel w salonie i jeszcze raz sięgnąłem po telefon, by obejrzeć zdjęcia. Nieświadomie zaciskałem szczękę, aż ta zaczęła boleć, nakłaniając do tego, bym w końcu dał jej chwilę relaksu. Patrząc na zdjęcia niepozostawiające żadnych złudzeń, niecierpliwie począłem stukać palcami o blat stołu. Czekałem, zastanawiając się jak mogło do tego dojść. Nie z takim człowiekiem się związałem. To prawda, że ostatnio rzadko dawałem mu się do siebie zbliżać, ale przecież to nie powód, żeby nie móc przez chwilę utrzymać swego wacka w spodniach. Przecież ten typ nawet nie dorasta mi do pięt! Gdzie jakieś poczucie estetyki? Rozsądek? To miałoby sens, gdyby chociaż wziął się za kogoś ładniejszego ode mnie, tymczasem to tutaj z pewnością nie miało do zaoferowania nic więcej niż moja nieskromna osoba. A nawet, gdyby miało... Boże, jaki ze mnie idiota.
Czekając na powrót współlokatora, poświęcałem czas na obmyślanie jak wiele rzeczy jestem skłonny mu powiedzieć, gdy tylko się zjawi. Rzecz w tym, że gdy tylko ujrzałem jego twarz, lekko chwiejny krok i tą zupełnie wyluzowaną postawę... Moje wszelkie, względne opanowanie szlag trafił. Odstawiając dojrzałość i rozsądek na bok, bez słowa przywitania, hardym krokiem zbliżyłem się do swego kochanego partnera i z zaciętym wyrazem twarzy, wkładając w to tak wiele siły jak tylko mogłem, przyrżnąłem mu swą zaciśniętą pięścią w tę pięknie zarysowaną szczękę. Masz ty pieprzony zdrajco. Chociaż byłoby milej, gdyby przy okazji i moje palce nie zaczęły od tego tak dotkliwie boleć. Oho, czyżbym przesadził? Nie, zasłużył na to i jeszcze więcej. Jak już się ponapawam jego bólem, będziemy mogli przejść do rozmowy. Tylko, czy tu w ogóle było o czym rozmawiać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aku

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 17/02/2016

PisanieTemat: Re: ☆★☆ Unbroken    Pią Lut 26, 2016 5:47 pm

            Zaśmiałem się perliście, klepiąc Mike’a po plecach.
            Po raz kolejny trafiłem do knajpy, pijąc alkohol w ogromnych ilościach. Upojony kilkonastoma drinkami, ledwo trzymałem się na nogach, patrząc na chłopaka nieobecnym wzrokiem. Mike był moim starym przyjacielem. Znaliśmy się od lat i wiedzieliśmy o sobie naprawdę wiele. Bardzo często właśnie z nim spędzałem nudne wieczory, chcąc jakkolwiek zrelaksować się po ciężkiej pracy. Nie był zbyt urodziwym mężczyzną. Był raczej drobnej postury, miał wąski zadarty nos i małe usta. Jednak duże, soczyście jasnozielone tęczówki okalane długimi rzęsami często zwracały uwagę, równie mocno jak burza brązowych loków, upiętych w niedbały kucyk.
            Nie pamiętałem już od jak dawna to wszystko się ciągnęło. Brak czasu trochę oddalił mnie od Dimitry’ego i inasz związek powoli zaczynał się sypać, a ja zamiast cokolwiek zrobić w tym kierunku, po prostu pozwoliłem się temu rozwijać. Ba, nawet sam zacząłem przyczyniać się do tego. Jako, że nie byłem zbyt wylewną osobą, początkowo topiłem smutki właśnie w alkoholu. Dopiero po jakimś czasie, poczułem, że coś zaczęło się we mnie zmieniać. Miałem wrażenie, że zaczynam dławić się nienawiścią do świata i do swojego partnera. Sam jego widok sprawiał, że miałem ochotę wyładować na nim wszystkie negatywne emocje i w istocie, tak właśnie się to wszystko kończyło. Na początku zaczęło się niewinnie, od zwykłych krzyków, wyzwisk i niegroźnej szarpaniny. Jednak z czasem zakiełkowała we mnie agresja, nad którą przestałem panować. Biłem, znęcałem się wręcz nad swoim chłopakiem, nawet w łóżku. Byłem świadomy swoich sadystyczych zapędów, jednak nie potrafiłem ich okiełznać. Na początku czułem poczucie winy, więc topiłem smutki w alkoholu i tak kółko zamykało się, krążąc i krążąc bez końca.
            Założyłem spodnie i koszulkę, spoglądając raz jeszcze w stronę palącego papierosa Mike’a. Od czasu do czasu trafiałem z nim do łóżka. Nie pamiętałem już nawet kiedy zdradziłem Dimitry’ego po raz pierwszy. Jednak przestało mnie to wszystko obchodzić. Rozwinęła się we mnie swego rodzaju obojętność na to, jak bardzo raniłem swojego chłopaka swoim zachowaniem. Przestałem zwracać uwagę na jego cierpienie, a jego łzy nie robiły na mnie już większego wrażenia. Wiedziałem, że nawet jeśli próbowałbym zmienić swoje zachowanie, nie potrafiłbym. Czułem, że jakaś cząstka mnie umarła i pozwoliła zniszczyć młodzieńczą miłość, którą obdarzyłem swojego partnera wiele lat wcześniej.
            Nie żegnając się, wyszedłem z mieszkania, idąc chwiejnym krokiem w stronę domu, którego dzielił z Dimitrym. Była już późna godzina. Nie patrzyłem nawet na zegarek, ale podejrzewałem, że mogło być koło trzeciej nad ranem. Czarne, jak heban sklepienie oświetlone było jedynie przez drobne srebrzące się punkciki i wielką tarczę księżyca, rzucającą poświatę na otoczone ciemnością miasteczko.
            Walczyłem z zamkiem do bramy dobrych piętnaście minut, nim udało mi się trafić odpowiednim kluczem do dziurki. Wspiąłem się powoli po stopniach, kurczowo trzymając się poręczy, walcząc z zawrotami głowy i pojawiającymi się mroczkami przed oczami. Czułem się schlany, jak żul spod sklepu całodobowego. Zresztą, ostatnimi czasy czułem się tak niemal codziennie. Kiedy wdrapałem się na odpowiednie piętro, otworzyłem drzwi do mieszkania i wszedłem do środka, zastanawiając się, czy mój chłopak zdążył już zasnąć. Na samą myśl o nim, wzburzyła się we mnie krew i szybciej zabiło serce z nerwów. Wiedziałem, że jeśli zobaczy mnie w takim stanie, zacznie mi prawić morały i zapewne biadolić, jak bardzo źle się z tym wszystkim czuje, a to tylko pogorszyłoby sytuację. Miałem ochotę go uderzyć, albo przywiązać do łóżka i pokazać kto rządzi w tym związku, i gdzie znajduje się jego miejsce.
            Ściągnąłem buty, zamknąłem za sobą drzwi i chwiejnym krokiem wszedł do salonu. Spojrzałem w znajome błękitne tęczówki i uśmiechnąłem się nonszalancko, rozkładając ręce w geście, jakbym chciał powiedzieć, że „przecież nic takiego się nie stało”. I wtedy nagle, zupełnie niespodziewanie, poczułem ostry ból w okolicy szczęki, a moje ciało bezwładnie opadło na podłogę. Złapałem za obolałe miejsce i spojrzałem z wyrzutem na Dimitry’ego. Czułem, jak powoli zaczyna ogarniać mnie dzika furia i wystarczy drobiazg, a oddam chłopakowi trzy razy mocniej.
            - Pojebało cię? – warknąłem głośno, podnosząc się z podłogi i wbijając wzrok w swojego partnera. Czyżby się dowiedział? Och? Uśmiechnąłem się z satysfakcją, ignorując metaliczny posmak w ustach. – Słabo się pierdolisz, więc musiałem się jakoś wyładować.
            Wzruszyłem niewinnie ramionami. Nie czułem żalu, ani poczucia winy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: ☆★☆ Unbroken    Sro Mar 09, 2016 10:50 pm

Nie zawsze tak było. Gdy się ze sobą związaliśmy, poza naszą dwójką świat się nie liczył i było to obustronne zaangażowanie. Dobrze się dogadywaliśmy, a ja z każdą chwilą coraz bardziej zakochiwałem się w Vincencie. Jak to zawsze na początku związku, wydawało mi się, że mój wspaniały partner jest ideałem. Nigdy nim nie był, bo przecież coś takiego nawet nie istnieje. Każdy ma wady i Vincent również je posiadał. Te z początku były przeze mnie umyślnie ignorowane, a gdy zacząłem je dostrzegać, jak przystało na dojrzałego człowieka i kochającego chłopaka – zaakceptowałem. Sam również mam ich wiele i wiem dobrze, że niektórych nawet nie chce się niwelować, bo i po co? Rozumieliśmy się i dogadywaliśmy, a mimo różnorakich kłótni, nasz związek rozkwitał. Byliśmy zupełnie normalną, zdrową parą i całkowicie przeoczyłem moment, w którym nasz usłany różami związek, zmienił się w coś niewyobrażalnie toksycznego. Kłótnie nie tylko stały się częstsze, ale także wezbrały na sile, a w końcu nadszedł ten moment, w którym słowa przestały wystarczać i po raz pierwszy dostałem od swego ukochanego w pysk. Ale nawet wtedy, choć zacząłem patrzeć na niego pod nieco innym kątem, potrafiłem przebaczyć, naiwnie wierząc, że to jednorazowy występek. Oczywiście było inaczej, sytuacja się powtórzyła, a moje postępowanie nie zmieniło. Zmienił się za to Vincent. Na tym etapie naszego związku nie potrafiłem dostrzec w nim człowieka, którego pokochałem, nawet gdy mocno starałem się to zrobić. Ale mimo tego, odejście było zbyt ciężkie. Mieliśmy wspólną przeszłość, o której nie sposób zapomnieć, a co ważniejsze, prowadzimy wspólne życie, choć prawdę mówiąc, w obecnej chwili jest to powiedziane nieco nad wyrost. No ale mieszkamy razem, jesteśmy ze sobą długo i bez przerwy traktowałem nasz związek jako coś poważnego, nieustannie mając nadzieję, że Vincent się ocknie i znów zacznie przypominać osobę, którą był kilka lat temu. Ale było co raz gorzej, a teraz jeszcze to... Nie miałem nawet pojęcia jak długo to trwało. Jestem durny wybaczając mu wszystko i wciąż wierząc, że sytuacja się poprawi, lecz nie ogłupiałem do tego stopnia, by wierzyć, że zdradził mnie pierwszy i jedyny raz. Zastanawiałem się jak długo mnie tak poniżał? Pieprzył jakąś kurwę, wracał do domu i robił to ze mną. Prawda mogłaby być zbyt bolesna i właściwie, nie chciałem jej znać.
Godziny mijały, a ja nie potrafiłem wstać z fotela. Siedziałem jak zaklęty, w ciszy wpatrując się w zdjęcia objawiające bolesną prawdę. Przez moją głowę przewijały się tysiące myśli, a ja na przemian byłem wściekły i zrozpaczony. Choć wiedziałem, że lepszą opcją byłoby natychmiastowe opuszczenie mieszkania, po prostu czekałem, niezdolny do podjęcia jakiegokolwiek działania. Nawet dotkliwie pusty żołądek nie zmusił mnie do opuszczenia stanowiska. Oczywiście był to ewidentny błąd. Gdybym wyszedł, nie przyłożyłbym mu, a choć widok upadającego, wysokiego ciała i grymasu bólu na przystojnej twarzy, był dość satysfakcjonujący, nie byłem z siebie dumny. Nie lubiłem przemocy, a odkąd sam stałem się jej ofiarą, moje odczucia tylko się pogłębiły. Ale nie potrafiłem. Nie potrafiłem się opanować, gdy ujrzałem tę beztroską minę i lekceważącą postawę. Moje nogi same się poderwały, a dłoń bez udziału mózgu wykonała gwałtowny ruch.
Patrząc zacięcie na swego napierdolonego chłopaka, drugą dłonią masowałem bolące kostki. Moje brwi zeszły się gwałtownie, gdy doszło do mnie pytanie i była to jedyna oznaka tego, że w ogóle do mnie dotarło, bowiem nie odpowiedziałem nic. Obserwowałem tak znajomą mi twarz, zdawałoby się zupełnie obcego człowieka i z każdą sekundą coraz bardziej pochmurniałem. Ten uśmieszek... Miałem ochotę zwyczajnie go zetrzeć z tej podłej gęby.
Jego dalsze słowa w pierwszej chwili faktycznie mocno we mnie uderzyły, a twarz moja z całą pewnością odzwierciedlała całą furię, jaką w sobie tłamsiłem. Lecz gdy tak na niego patrzyłem... Moje brwi powoli poczęły wracać do swego zwyczajowego ułożenia, a wzrok wypełnił się nader wyraźną pogardą, pusto wpatrując się w zapijaczone oczy Vincenta.
Jesteś żałosny – szepnąłem ze wzgardą, jednak na tyle głośno, by siedzący na podłodze mężczyzna mógł me słowa usłyszeć. To prawda. Dlaczego wciąż marnowałem się przy tym kretynie? Carl miał świętą rację, powinienem po prostu odejść. – Takie ścierwo jak ty faktycznie zasługuje jedynie na pospolite kurwy. – Nie wiedziałem jakim cudem byłem w stanie zrównoważyć swój głos do tego stopnia, że nie tylko nie drżał, ale także brzmiał tak samo dobrze jak na co dzień. Moja wściekłość i żal wydawały się osiągnąć tak duży poziom, że w tej chwili nie czułem zwyczajnie nic. – Och, no tak. Swój do swego ciągnie. – Uraczyłem chłopaka podłym uśmiechem, po czym wyminąłem go, szybkim krokiem kierując się na przedpokój. Miałem zamiar po prostu wyjść, bowiem w tej chwili nie pragnąłem niczego ponadto. Wyjść, wrócić po swoje rzeczy i nigdy więcej na niego nie patrzeć. Ale gdzieś podświadomie dobrze wiedziałem, że zaślepiła mnie wściekłość. Gdy emocje opadną... Nie. Nieważne. Bylebym teraz nie musiał przebywać z tym dupkiem w jednym pomieszczeniu. Czułem, że od uzewnętrznienia rzeczywistych uczuć dzielą mnie sekundy, a nie pozwalałem swym oczom zwilgotnieć tylko dlatego, że wiedziałem, iż to dostarczy mu zbędnej satysfakcji. Nauczyłem się już jakiś czas temu, że łzy lepiej uwalniać w samotności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: ☆★☆ Unbroken    

Powrót do góry Go down
 
☆★☆ Unbroken
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: