IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

  ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 8:20 pm





Człowiek kocha al­bo nie kocha, i żad­na siła na świecie nie ma na to wpływu. Możemy uda­wać, że nie kocha­my.
Możemy przy­wyknąć do dru­giej oso­by. Możemy przeżyć całe życie w przy­jaźni i wza­jem­nym zro­zumieniu, założyć rodzinę, kochać się każdej no­cy i każdej no­cy mieć or­gazm, a mi­mo to czuć wokół żałosną pus­tkę, wie­dzieć, że cze­goś ważne­go brakuje.

~ Paulo Coelho






My ją dobrze znamy, a że jestem leniwa, to jej tu nie napiszę. No cóż, wystarczy czytać.
(Ivuś, ja ją napiszę, naprawdę. Jak mi leń minie...  ._.)


Seme - Judas
Uke - Ivan



Obrazek wzięty z DA od Chouett-e + własna obróbka


Ostatnio zmieniony przez Judas dnia Sro Lip 08, 2015 9:07 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:00 pm


JULIEN DELIORA KNIGHTLEY
------------
| Nie ma bladego pojęcia skąd wzięło się to pochrzanione drugie imię | 18 lat | 25 grudnia | zdecydowanie mężczyzna | i to duży mężczyzna | pederasta | Holandia - Amsterdam |
- - - - -
Oczy ▷ Bardzo jasne złoto
Włosy ▷ Głęboka czerń
Wzrost ▷ 174 cm
Waga ▷ 66 kg
Piercing ▷ Język, prawa brew, uszy
Tatuaże ▷ Róża na szyi, wąż nad tyłkiem
Blizny ▷ Trochę ich jest, większość mała
Cera ▷ Delikatna, blada
Znaki szczególne ▷ Dłuższe kły, wygolone boki głowy, wystające obojczyki



- - Nie cierpi swojego brata, tak samo jak jego ojca. Tak, jego, bo są braćmi przyrodnimi - -
- - Nie zna ojca i nie wie, że jest demonem. Właśnie stąd to drugie imię - -
- - Nie wie też, że matka nie jest człowiekiem.Co za sierota - -
- - Jest katolikiem i co niedzielę chodzi do kościoła. Naprawdę - -
- - Niby wierzący, ale potrafi zachowywać się jak skończony palant - -
- - Lubi czasem przyćpać, zachlać ryjek i narozrabiać. Ale nie za często - -
- - Wierzy, że spowiedź oczyszcza go ze wszystkich win. Lol - -
- - Ma trzy koty i wszystkie są czarne - -
- - Chodzi do przedostatniej klasy średniej, na profilu fotografii - -
- - Wcale nie próbuje upodobnić się do brata. Chociaż są bardzo... Podobni - -
- - Czasem jak się wkurzy dzieją się dziwne rzeczy - -
- - Nigdy nie płakał. Nikt nigdy nie widział, jak płacze... - -
- - Lubi na ostro. Ekhem. Ostre żarcie. Bardzo ostre - -
- - Umie gotować i to całkiem dobrze - -
- - Żart. W ogóle nie umie gotować, za to robi dobrą kawę - -
- - Maniak jazdy na rolkach. Jeździ codziennie - -
- - Straszna niezdara. Ciągle się o coś potyka - -
- - Lubi ogień. Tak bardzo. Ma zadatki na piromana - -
- - Na jego ciele zostaje każda najmniejsza rysa w postaci blizny - -
- - Mimo to, jego rany goją się bardzo szybko - -
- - Kocha węże. Ma jednego (w spodniach) - -


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:22 pm



I m i o n a ||  Roderick, Alexander
P r z e z w i s k a || Roody
N a z w i s k o ||  Knightley
W i e k ||  20 lat
O r i e n t a c j a ||  Homoseksualny
P ł e ć ||   Mężczyzna (Urodzony Bad Boy)
D a t a   u r o d z e n i a ||  24.12
Z n a k  z o d i a k u ||  Koziorożec
G r u p a   k r w i ||  BRh-
R o d z i n a ||   Twierdzi, że żadnej nie ma
M i e j s c e   z a m i e s z k a n i a ||  Holandia; Amsterdam



K . O c z u ||  Ciemny niebieski
K.  W ł o s ó w ||  Czarne
W z r o s t ||   181 cm.
W a g a ||   79 kg.
C e r a ||   Delikatnie opalona
Z n a k i  s z c z e g ó l n e ||   Kolczyki; Tragus, Helix x2, standardowy, sztanga w lewym
Tatuaże; Symbol słońca na szyi, (prawa strona) Znak Illuminati, gwiazdka na placu lewej dłoni, wielkie skrzydła rozciągające się od łopatek, do przed łokci



C i e k a w o s t k i
1. Denerwuje się, kiedy nieznajomi twierdzą, że są bliźniakami. Wpada w szał, najczęściej klnąc na wszystko i wszystkich. Bardzo często nie odzywa się wtedy do Julien'a, twierdząc że to jego wina.
2. Nie wierzy w boga, szatana, czy też inne ścierwa. Twierdzi, że modlenie się jest stratą czasu.
3. Jest uzależniony od papierosów (które pali codziennie, wypalając nawet całą paczkę na raz), kawy, alkoholu, dragów i seksu.
4. Od dawien dawna nie przepadał za żadnymi zwierzętami, uważając je za zbędne. Jedyne, które uznaje, to czarne kruki i pająki. (Uważa, że są milusie)
5. Przyszło mu kiedyś opiekować się młodszym kuzynostwem. Pech chciał, że akurat w chwili, kiedy on smakował przyjemności z chłopakiem poznanym dzień wcześniej - wparowały mu do pokoju. Ciotka już nigdy więcej nie poprosiła go, by niańczył jej pociechy.
6. Jego pierwszą i jedyną miłością jest stojący w garażu - Harley Davidson.
7. Chodzą ploty, że Roderick robi niestworzone rzeczy ze swym braciszkiem. Kiedyś zapytany, czy to prawda - nie zaprzeczył. Co najlepsze, wymyślił na poczekaniu śpiewkę wyssaną z palca, o gibkości języka młodego Knightley'a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:24 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Znowu pił. Wydawało mu się, że ostatnimi czasy robi to stanowczo za często. Ale przecież dzisiaj nie mógł sobie odmówić tej drobnej przyjemności, prawda? Tym razem jest okazja i nie, wcale nie chodzi o to, że ktoś, gdzieś tam na świecie, ma właśnie imieniny. Okazja była i to całkiem niezła, bowiem Lilka w końcu opuścił dom, w którym spędził osiemnaście lat swojego życia. Dom, w którym panował ten idiota, szmaciarz, ten, który na każdym kroku utrudniał mu życie. Szkoda tylko, że na własne życzenie został skazany na mieszkanie z potomkiem tego drania. Takim samym palantem i dupkiem, swoją drogą. No cóż, niedaleko pada jabłko od jabłoni.
Spojrzenie złotych, niemalże hipnotyzujących tęczówek, przeniosło się z kufla jasnego, zimnego piwa, na mężczyznę siedzącego obok. Julien ledwie powstrzymał się przed prychnięciem, gdy znów dostrzegł jak nieskazitelnie zajebisty jest właśnie ten palant. Nawet sposób w jaki siedział wydawał się być wyjątkowy. Niech go piekło pochłonie. Nie cierpiał w nim wszystkiego. Nienagannej, ładnie wyrzeźbionej i wysokiej sylwetki, kuszących (ale nie dla niego!) ust, ostrego spojrzenia niebieskich, pięknych oczu, przydługich włosów układających się w dziwnie seksowny sposób, zachwycających tatuaży, wyniosłości i tego, że wmówił innym, że kiedykolwiek coś między nimi było. Lilka był pewien, że porzygałby się natychmiast, gdyby dotknął tych parszywych ust swoimi własnymi. Oczywiście nie przyznałby również przed sobą, że cokolwiek w jego bracie mu się podoba. Absolutnie nie ma nic takiego! Wszystko w nim przyprawia chłopaka o nieprzyjemne ciarki, a gdy ktoś bierze ich za bliźniaków i to jednojajowych ma ochotę porzucić boga i dopuścić się aktu morderstwa na tym plugawcy. Nie ma w nich nic podobnego. Czarne włosy to jedyne, co mają wspólnego i Julien coraz częściej ma ochotę zakupić białą farbę. Miał wrażenie, że jeśli jeszcze raz ktokolwiek powie, że jest niemal identyczny jak Roderick, trafi za kratki. Biała farba na pewno by tutaj pomogła.
Więc dlaczego niczym skończony masochista postanowił zamieszkać razem z jakże ukochanym bratem? Pod jednym dachem, a co więcej bez przymusu. Oczywiście, że tego nie chciał. Wolałby wynająć skromną kawalerkę, albo zamieszkać w piwnicy, byleby samemu, albo chociaż bez tego idioty. Ale nie miał na to pieniędzy. Jako uczeń szkoły średniej, nie był w stanie znaleźć sobie dobrze płatnej pracy, a z pensji barmana, którym jest w weekendy nie mógłby sam się utrzymać. Nie miał również żadnych kumpli, którzy chcieliby się usamodzielnić,  a jeśli już tacy byli, to albo mieszkali ze swoimi partnerami, albo w akademikach. Chcąc nie chcąc, musiał zgodzić się na dzielenie kosztów czynszu i opłat z bratem. Z dwojga złego, lepiej z nim, niż z ojczymem, którego nienawidził szczerą nienawiścią. Można się domyślić jak jest ona wielka, skoro w porównaniu do uczuć, którymi darzy drania, można powiedzieć, że swojego starszego braciszka wręcz ubóstwia.
I absolutnie nie świętował tego, że będzie skazany na tego cholernego dupka przez najbliższe kilka lat. Opijał sam fakt, że opuścił dom, którego nie znosił i może poczuć się dorosły, na co zresztą wskazuje jego wiek. W końcu jest zależny tylko od siebie, choć już mógł sobie wyobrazić, jak będzie żarł się ze swym współlokatorem, gdy zabraknie matki. To ona zawsze wkraczała, gdy sytuacja zaczynała być niebezpieczna, a bracia postanawiali uciec się do rękoczynów. A sytuacji takich było wiele i niektóre nawet doszły do skutku, bo przecież biedna kobieta nie mogła w każdej minucie kontrolować swoich niesfornych synów. Z czasem zresztą stało się to ciężkie. Łatwo było rozdzielić dwójkę rozjuszonych bachorów, ale już ciężej dorosłych mężczyzn. Julien w przeciwieństwie do matki nie uważał, że zachowują się jak dzieci. Wszystko i tak było winą Roderick'a, to on nie dawał mu spokoju, a skoro się tak zawziął, to Lilka musiał reagować. Inna sprawa, że był mściwi i nie raz, nie dwa, sam doprowadzał do kryzysowych sytuacji.
Odwrócił pełen niechęci wzrok i ponownie utkwił go w piwie. Z cichym westchnieniem uniósł dłoń, by się napić, gdy niespodziewanie wpadła na niego jakaś napruta laska. Piwo prawem grawitacji i za sprawą zrządzenia losu zostało przechylone akurat w stronę, po której siedział Roderick. Widząc jak złocisty płyn wylewa się prosto na koszulkę i spodnie brata, Julien w jednej chwili zapomniał o złości na dziewczynę, którą w pierwszej chwili miał zamiar opieprzyć. Zamiast tego uśmiechnął się niemal słodko, gdy ta gorączkowo przepraszała i odrzekł, iż nic się nie stało, a ona jest piękna. Chociaż była brzydka. Pożegnał ją uśmiechem, dopiero wtedy zwracając uwagę na brata i prostując kufel, który trzymał przechylonym dopóki nie uleciał z niego cały płyn. No zapomniał się.
- Musiałeś zobaczyć niezłe ciałko, skoro zrobiłeś się taki mokry. - Nie mógł dłużej powstrzymać śmiechu. Widok zaskoczonego pana-co-to-nie-ja, całego oblanego piwem był piękny. Wynagradzał Julienowi nawet zmarnowany napój. No i mógł czuć się niewinny! W końcu to nie przez niego się wylało... Z drugiej strony nie mógł powiedzieć, by specjalnie żałował tej sytuacji. Tak, ten dzień jest piękny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:27 pm



      Beznamiętnym wzrokiem wpatrywał się w złoty płyn w kuflu, ze znudzeniem przechylając go to w jedną, to w drugą stronę. W ogóle nie zwracał uwagi na rozbawione towarzystwo, które wspominając przedwczorajszą imprezę, śmiało się do rozpuku, niekiedy rzucając zgryźliwymi uwagami. Roderick pochłonięty był w swych  własnych myślach, które biegły nie w tym kierunku, co trzeba. Upijając porządny łyk chmielnego napoju, ze stukotem odstawił kufel na blat stołu, wpatrując się w swych towarzyszów. Głośna muzyka wydobywająca się z pobliskich głośników echem odbijała się w jego głowie, a chichoty i rozmowy osób z sąsiednich stolików, doprowadzały go do irytacji. Mruknął pod nosem kilka przekleństw, a marszcząc brwi, skrzyżował dłonie na dobrze wyrzeźbionym torsie. Jednak rzeczywiście mógł zostać w domu. Julien doskonale poradziłby sobie sam. Raczej nie wyglądał na człowieka, któremu coś nie pasowało. Knightley'owi natomiast wszystko zgrzytało. Od wstania z samego rańca, do chwili, kiedy pojawił się w klubie. Przytaknął głową jednej znajomej, a poczuwszy natarczywy, wręcz wwiercający się w niego wzrok brata, wykrzywił twarz w niezadowoleniu, nie odzywając się jednak słowem. Nie rozumiał, z jakiego to powodu ten idiota w ogóle się w niego wgapia, jednakże wolał trzymać język za zębami. Jeszcze powiedziałby coś, czego później by pożałował, a wolał uniknąć kolejnego trucia dupy ze strony młodego. Lilka potrafił być pod tym względem doprawdy wkurzający, co zdecydowanie niszczyło zdrowie Roodiego. A on był młody i jeszcze wielu rzeczy w życiu chciał spróbować. Już miał zaatakować chłopaka słownie, jednakże ten w tej samej chwili odwrócił wzrok, zatrzymując go na piwie. Czyżby braciszek się speszył? Roderick przekrzywił delikatnie głowę, a zarzucając sobie dłoń na jego szyję, radykalnie go do siebie przybliżył. Nie starał się zbytnio ukrywać wstrętnie szyderczego uśmiechu, który zakwitł na jego buźce. Chciał, by Julien go widział. By się speszył, błagając go wzrokiem, by przestał. On jednak nie zamierzał tego uczynić, a gdyby zobaczył reakcję, której tak bardzo pragnął, ciągnąłby to dalej, posuwając się nawet do radykalnych środków.
      - Jestem aż tak zajebisty, że nie możesz się powstrzymać? - zapytał, mrużąc przy tym powieki. Nie rozumiał, dlaczego cała ta sytuacja tak bardzo go bawiła, ale zdecydowanie nie zamierzał przestać. Prychnął, po chwili - zdecydowanie za gwałtownie - pochylając się do ucha młodszego braciszka.
      - Jeśli chcesz ze mną pobyć sam na sam, wystarczy powiedzieć, Julien. - wymruczał, a oddaliwszy się, puścił go, wzrok zatrzymując na zadowolonych przyjaciołach. Zdawał sobie sprawę z dwuznaczności całej tej sytuacji. Lubił młodego mieszać z błotem, a potem wpatrywać się jak z wielkim trudem się  z niego wydostaje. Lilka zdecydowanie psychicznie był za słaby, za to fizycznie... No cóż, trzeba przyznać, że przywalić potrafił. Rzucił okiem na zataczającą się blondynkę, jednakże nie zwrócił na nią większej uwagi. Ot, pijana dziewka, która przez zbyt wielką dawkę procentów, nie umie nawet na cholernych szpilkach ustać. I po cholerę piła? Roody westchnął, przewracając oczami, a kiedy wyciągnął rękę w kierunku kufla, by dopić końcówkę trunku i pójść po następne, poczuł jak zimny napój wylewa się na jego ubrania. Przeklął pod nosem, obdarzając przepraszającą dziewczynę morderczym spojrzeniem. Tego było, cholera, za wiele!
      - Uważaj jak łazisz, dziewucho. - warknął, a gdy do jego uszu dotarł zdecydowanie za wesoły głos Juliena, przeniósł na niego wzrok. I jeszcze ta zgryźliwa uwaga... Zabije go. Zabije i rzuci krokodylom na pożarcie. Chociaż raz zrobi coś pożytecznego.
      - Waż na słowa, gówniarzu, bo nie ręczę za siebie. - warknął, a klnąc siarczyście podniósł się, rzucając okiem na stan w jakim była jego odzież. Wiedział, że musiał wyglądać doprawdy seksownie, ale klejąca się do jego ciała, niezmiernie denerwowała.
 Wypuściwszy z ust nabrane wcześniej powietrze, złapał brata za kłaki, ciągnąc go w kierunku łazienki.
      - Ruszaj swój szanowny tyłek, nie mamy całego wieczoru. - mruknął, uśmiechając się pod nosem. Młody zdechnie w męczarniach za słowa, jakie wyleciały z jego ust. Mógł się powstrzymać, a że tego nie zrobił... No cóż, będzie cierpiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:28 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Naprawdę go nie cierpiał. Gdyby nie laska i jej wielkie wejście, zapewne przywaliłby swojemu kochanemu braciszkowi, który jak zawsze pozwalał sobie na zbyt wiele. A Lilka cierpliwości nie miał, już szczególnie do niego i tych dziwnych, chorych zagrywek. Zawsze było łatwiej użyć pięści niż języka. Nie tylko łatwiej ale i dużo szybciej, bo inaczej ciężko było zamknąć mordkę Roodiego. Był zbyt wygadany i to nie w ten pozytywny sposób. Irytował samym swoim głosem. I wcale nie brzmiał seksownie. Nigdy. Lilka nie miał wystarczająco silnej psychiki, by znosić zaczepki i tortury brata, które ten na nim stosował. To dlatego często korzystał ze swojej siły, którą pielęgnował każdego dnia. W końcu tylko ona mu pomagała w kłótniach z bratem i wielce sobie ją cenił. Chociaż Roderick również był silny, więc te bójki nigdy dobrze się nie kończyły. Niby mając po tyle lat powinni je sobie odpuścić, ale nie da się przetłumaczyć. Oni już tak mają. To, że zamierzają mieszkać pod jednym dachem to istna groteska.
Przeszedł go dreszcz, gdy tylko poczuł na sobie dłoń siedzącego obok mężczyzny. Dreszcz obrzydzenia oczywiście, jakżeby inaczej. Słowa brata tylko pogłębiły to nieprzyjemne wrażenie i w jednej, krótkiej chwili doprowadziły młodszego Knightleya do irytacji. Wcale nie patrzył na niego, dlatego, że Roody jest w jakiś sposób zjawiskowy. Robił to od niechcenia, tylko dlatego, że mu się nudziło, a nie wypił jeszcze wystarczająco dużo, by pójść na parkiet i znaleźć sobie nowe towarzystwo. Ogólnie raczej od niego nie stronił. Lubił ludzi, którzy siedzieli teraz z nimi przy jednym stole, ale akurat nie interesował go temat, na który rozmawiali. To dlatego, zupełnie przypadkiem zawiesił wzrok na bracie. Nie ma innego powodu, a już na pewno nie stało się tak, ponieważ brunet jest, jak to on określił "zajebisty". Jest normalny. Przeciętny. Okropny. No dobra, okropny to nie, bo to by uwłaszczało również urodzie Lilki, a on przecież jest całkiem niezły. Jego własny brat nie może być aż tak zły, aczkolwiek nie nazwałby go pięknym. Nie na głos. Przecież.
Zmarszczył brwi w geście złości, gdy brat kontynuował, snując swoje absurdalne przypuszczenia. Jego słowa nie bez powodu zabrzmiały tak dwuznacznie i Lilka doskonale o tym wiedział. Nie rozumiał, jak jego własny brat może zachowywać się w ten sposób i jeszcze rozpowiadać, że kiedykolwiek się całowali. Ale przecież dobrze go zna, spędził z nim całe swoje życie, więc nie powinien się w ogóle temu dziwić. Powinien nawet zobojętnieć, lecz ze swoim drażliwym charakterem i ograniczoną cierpliwością, zwyczajnie nie potrafił. Jak miał się nauczyć opanowania, skoro ma przy sobie tego cholernego pasożyta? Tak się po prostu nie da. Nie przy nim, nie kiedy wypowiada te swoje teksty, tak bardzo wpływające na wyobraźnię, że Lilka ma ochotę zabrnąć w to wszystko dalej. Odpowiedzieć w ten sam sposób. Nie. Absolutnie. Ma ochotę mu przywalić i tyle.
Zrobiłby to, gdyby nie ta dziewczyna i nie piwo w ręce. To samo piwo, które teraz w pełni spoczywało na ubraniach starszego brata. Lilce wydało się to nawet lepsze niż widok jego zaczerwienionego policzka, albo złamanego nosa. Zapewne dlatego, że cała sytuacja była po prostu śmieszna i nieplanowana. To karma, uznał w myślach, z trudem powstrzymując śmiech, lecz dalej uśmiechając się głupkowato pod nosem. Trochę zrobiło mu się szkoda pijanej dziewczyny, która niemalże płacząc po uwadze tego gbura, podążyła chwiejnie do swoich znajomych. Lilka zdążył ją już polubić. Ale on byłby w stanie pokochać każdego, kto zrobił na złość Roodiemu.
Mina niższego bruneta znów zaczęła wyrażać mało pozytywne emocje, gdy usłyszał szorstki głos brata. Prychnął, nie mając zamiaru "zważać na słowa", tylko dlatego że wielki pan i władca tak powiedział. Ojciec już go nie wesprze w jego prześladowaniach, więc Lilka nie musiał już nawet się z niczym wstrzymywać. Poza tym nie był gówniarzem. Dzieliły ich zaledwie dwa lata różnicy a Julien i tak uważał się za dojrzalszego niż dupek siedzący po jego prawicy.
- A co ty możesz krety... Auauaua - buntowniczy głos szybko zmienił się w wyraz bólu, gdy starszy mężczyzna przerwał mu jego wywód i w bardzo niedelikatny sposób chwycił misternie ułożone włosy. - Puść - warknął, chcąc nie chcąc, podnosząc się na nogi i wlokąc się za bratem. Chwycił za jego dłoń, starając się wyplątać przydługie włosy z długich palców, lecz jego starania spełzły na niczym. W dodatku miał tak wrażliwą skórę głowy, że z trudem powstrzymywał syknięcia, gdy pojawiały się mocniejsze szarpnięcia. Był wściekły. Na dodatek wszyscy się gapili. Również znajomi. A ten dupek zachowywał się tak, jakby miał prawo rozporządzać Julienem. A nie miał najmniejszego. I dlaczego w ogóle gdzieś go ze sobą ciągnął?!
Tym "gdzieś" okazała się toaleta. Jedyna osoba, która była w środku, wyszła zaraz po tym jak ujrzała dwóch dość postawnych mężczyzn, którzy wyglądali jakby zaraz mieli rozwalić całe wnętrze. Szczególnie ten mniejszy, którego złote oczy wypełniała chęć mordu. Nieznajoma osoba opuszczająca kibel, dobrze zrobiła, gdyż już w następnej chwili Julien poleciał na ścianę, gwałtownie puszczony i pchnięty na nią przez brata. Tym razem nie mógł powstrzymać lekkiego jęku bólu. Szybko jednak otworzył zaciśnięte przez chwilę oczy i obdarzył wyższego mężczyznę mroźnym wzrokiem. Miał ochotę rzucić się na brata i zrobiłby to, ale wyręczyło go lustro, które pękło samo z siebie, zupełnie jakby ktoś w nie uderzył. Ale nikt tego nie zrobił, a jednak tysiące odłamków rozsypało się na podłodze, przy okazji raniąc Roodiego, który znajdował się najbliżej. Co dziwne, żaden z odłamków nawet nie dotknął Juliena. Ta sytuacja była tak niespodziewana, że chłopak zapomniał o całej złości. Zamiast tego lekko się przeraził widokiem krwi, która szybko zaczęła lecieć z ciętych, raczej niezbyt poważnych ran brata. Może nie były poważne, ale wyglądały groźnie i zdecydowanie nieciekawie. Mokry i zakrwawiony wyglądał dziwnie... Seksownie. Nie w opinii Juliena oczywiście.
- Dobrze ci tak - warknął, poprawiając rozczochrane włosy, przesuwając po nich ręką, jednak zamiast wyjść, sięgnął po miękki, biały papier i zbliżył się do chłopaka, przykładając go do najgorszej rany na policzku. Mało delikatnie. To była słabość Juliena. Mimo, że nie cierpiał swojego brata, nie mógłby znieść, gdyby działa mu się krzywda niezadawana przez niego. Nie potrafiłby go tak zostawić, a Roderick to wykorzystywał. Julien również jako katolik nie mógł tak po prostu zostawić krwawiącej osoby samej sobie, szczególnie, że była jego rodziną. I nie miał pojęcia, że lustro pękające w specyficzny sposób było jego sprawką. Nie mógł przecież o tym wiedzieć. Nawet się nad tym nie zastanawiał, zbyt zaaferowany przyciskaniem papieru, zabarwiającego się na czerwono. Wiedział, że sprawia tym bratu dodatkowy ból, ale to było nieuniknione i właściwie odpowiadało Lilce. Niech trochę pocierpi dupek jeden.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:30 pm



Nie zwracał uwagi na gapiów, skupiając się raczej na tym, co zrobi temu gówniarzowi, kiedy znajdą się już w łazience. Co prawda ręka go świerzbiła i naprawdę miał wielką ochotę nauczyć młodego Knightley'a szacunku do starszych, jednakże postanowił negatywne emocje utrzymać na wodzy. W końcu nie zamierzał robić wiochy, tym samym samemu wystawiając się na pośmiewisko. Co innego, jeśli tyczyłoby się to Lilki. Jakby nie patrzeć, Roody posiadał męską dumę, która u Juliena sterczała pod wielkim znakiem zapytania. W końcu Roderick samym swym postępowaniem i czynami, mocno ją szargał. Ale o to właśnie mężczyźnie chodziło.
Zignorował gościa, który akurat w chwili, kiedy ci wparowali do kibla, uciekł, uznając, że szykuje się coś grubszego, niż wspólne rozmawianie o pięknej pogodzie, przy załatwianiu fizjologicznych potrzeb. Facet naprawdę dobrze zrobił. Jeszcze zostałby niechcący ofiarą ich "małej kłótni", a tego by nie chciał. Jakoś nie uśmiechało mu się przepraszanie debila, który doznałby uszczerbku. Czy to pod względem fizycznym, lub psychicznym. Nie zważając na morderczy wzrok swego młodszego, jakże kochanego braciszka, rzucił nim o ścianę, szykując się na atak z jego strony. Słowny, czy też cielesny. Nic takiego jednakże nie nastąpiło, a w chwilę później starszy Knightley poczuł, jak coś ostrego wbija mu się w ramię i smaga lewy policzek. Syknął, zaskoczony tak nagłym obrotem spraw. Nie odezwał się jednak, by dowiedzieć się, czy nic Lilce nie jest. W głowę się jeszcze nie uderzył, w porównaniu do Juliena, który poprawiając włosy, podszedł do zdecydowanie wyższego od siebie brata, przykładając do policzka ręcznik papierowy. Brwi Rodericka niespodziewanie ruszyły ku górze. Nie przejął się jednak tym, że w ten sposób się odkrył. W końcu, Roody nigdy wcześniej nie zdejmował swojej maski "mam wszystko i wszystkich tam, gdzie słońce nie dociera". Nigdy się nie potknął - w porównaniu do Lilki, który robił to niemalże notorycznie - ale inaczej na taki akt dobroci ze strony brata zareagować nie mógł. I gdy najzwyczajniej miał podziękować, Julien zdecydowanie za bardzo brutalnie potraktował poranione miejsce. Starszy z Knightleiów syknął, obdarzając chłopaka morderczym spojrzeniem. A robiło się tak kolorowo...
- Ty mały gówniarzu. - odparł, momentalnie marszcząc brwi, przy okazji nieco się oddalając. Skrzyżował ręce na piersi, a zacisnąwszy zęby, zgrzytnął nimi, miętoląc w buzi parę wyzwisk. Poczuł dziwną chęć nakarmienia raka. I to najlepiej w jak najszybszym tempie.
- Ja wychodzę, jeśli dzidzia chce zrobić siusiu, tam ma kibel. - odparł, wskazując palcem na jedną z kabin. Odwróciwszy się do Lilki tyłem, uśmiechnął się pod nosem, w chwilę później chowając dłonie do kieszeni spodni. Co prawda jego ubrania nadal były mokre, a sam Roderick nieprzyjemnie śmierdział alkoholem, jednakże minuta dłużej spędzona z braciszkiem, mogła ze sobą nieść tragiczne skutki. A poza tym, nie przejmował się zbytnio zapachem. W końcu, tutaj od wszystkich było czuć procenty. Mniej, lub bardziej. - Tylko nie obsiusiaj deski, jak zazwyczaj. - dokończył, a prychnąwszy wyszedł z pomieszczenia, wzdychając ciężko. Co mu przyjdzie z niańczenia tego bachora? Na pewno nie doczeka się żadnych profitów. Narzekając pod nosem na całą zaistniałą sytuację wrócił do kumpli, nie odzywając się nawet słowem. Widział coraz to bardziej narastające zaciekawienie z ich strony, jednakże milczał, nie uraczywszy ich nawet spojrzeniem. Usiadł na szanownych czterech literach, wzrok zatrzymując na butelkach alkoholu, kuszących swymi jędrnymi kształtami.
Czuł, że kilku zaraz ulegnie..
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:32 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Może niepotrzebnie zbyt mocno przyciskał papier do policzka brata. Może, gdyby okazał trochę delikatności, nawet obyłoby się bez nieprzyjemnej wymiany zdań, a atmosfera trochę by się rozluźniła, czy chociaż w jakiś sposób poprawiła. Było to mało prawdopodobne, zważając na charakter obojga braci, ale jednak jakaś tam szansa istniała. Ale Julien nie potrafił odmówić sobie przyjemności płynącej z niewinnego znęcania się nad braciszkiem. Wielka krzywda mu się nie działa, a na trochę dodatkowego bólu zasłużył. Na dobrą sprawę zasłużył na dużo więcej nieprzyjemnych rzeczy, ale to już trzeba odłożyć w terminie. Będą teraz razem mieszkać, sami, bez kontrolującej ich i pilnującej matki. To oznacza, że może wejść w środku nocy do pokoju kochanego Rodericka i położyć na nim swojego ukochanego, białego boa, by ten trochę popastwił się nad smukłą szyjką Knightley'a.
Ponieważ nie pomyślał nawet o odrobinie delikatności, jego brat jak zawsze zaczął używać niecenzuralnych słów, choć starał się ich przynajmniej nie mówić zbyt głośno. Julien wiedział, że to Roderick jest tym, który bardziej nad sobą panuje. Lilka, gdy tylko był obrażany, rzucał się z pięściami albo krzyczał, niczym rozjuszone dziecko. Raczej nie myślał o tym jak to wygląda i kto go obserwuje. W końcu miał głęboko w czterech literach zdanie innych.
Zmarszczył brwi, gdy znów usłyszał przezwisko, jakim uraczył go brat. On naprawdę nie jest gówniarzem i nie rozumie dlaczego Roody tak się na to uwziął. Cholerny idiota, myśli, że może wszystko tylko dlatego, że urodził się dwa lata wcześniej. A to o niczym nie świadczy. Nadal jest kretynem, podczas gdy to ten młodszy obdarzony został inteligencją. Musiał mieć ogarniętego ojca, bo o starszym Rodericka nie można tego powiedzieć. Cóż, syn najwidoczniej odziedziczył te gorsze geny, bo o matce za wiele złego Julien rzec nie mógł. Biedny Roody, powinien mu czasem odpuszczać, w końcu ten ptasi móżdżek nie jest w stanie myśleć rozsądnie i dostosować się do swojego wieku. Lilka powinien go żałować.
Niedbale wrzucił zabarwiony na czerwono papier do kosza, skoro brat odsunął się, pozwalając by stróżki krwi znów spływały po jego policzku. Jak tam sobie chce, Julien starał się tylko pomóc. Uniósł brew, gdy brat zakomunikował, iż opuszcza łazienkę. Więc po jaką cholerę w ogóle go tutaj ciągnął? Żeby pouczać jak się sika? A tak w ogóle to on nie oblewa deski! To podłe kłamstwo.
- Prędzej obsikam ciebie palancie - warknął, lecz starszy Knightley nie mógł tego usłyszeć, gdyż właśnie opuścił toaletę, zostawiając w niej podirytowanego brata. Lilka zdecydował się trochę uspokoić, nim wróci do jego towarzystwa. Naprawdę nie rozumiał Roodiego. Skoro już tutaj był, mógł chociaż obmyć ciuchy z alkoholu. A zresztą, nic dziwnego że taka fleja śmierdzi. Skoro lubi brzydkie zapaszki, to niech się nimi otacza. Aż wstyd, że są spokrewnieni.
Dopiero, gdy został sam, przypomniał sobie, że to nie przez niego Roderick został ranny. Z zaciekawieniem spojrzał na miejsce, w którym jeszcze niedawno było lustro, a teraz ostały się tylko jego strzępki. Jakim cudem pękło samo z siebie? Przecież to nie jest normalne. A jego brat nawet nie zwrócił na to uwagi. Lilka uniósł dłoń, przejeżdżając po chłodnym szkle, sprawdził nawet czy jest ono dobrze umieszczone w ramach. Ale nic nie wskazywało na to, by coś było nie tak. Poza tym, nawet jeśli - jak mogło pęknąć w samym środku, ot tak, po prostu? Dziwne rzeczy... A może po prostu Julien już się napił i coś przeoczył? Problem w tym, że wcale nie był pijany. Cóż, trzeba to zmienić.
Skoro już świętować to na całego. W związku z tym, po wyjściu z toalety skierował się do baru, kupując całą butelkę whisky. Oczywiście nie miał zamiaru wypić jej sam, bo jego głowa wcale nie jest tak twarda jakby chciał, a obalił już trzy piwa. W związku z tym, gdy tylko usiadł do stołu, rozlał wszystkim , pomijając oczywiście brata. Odstawił butelkę i krytycznym wzrokiem zmierzył sylwetkę bruneta siedzącego obok.
- Śmierdzisz - zauważył, krzywiąc się z niesmakiem i prychnął pogardliwie, przystawiając szklankę wypełnioną czystym whisky do ust. Z przyjemnością wypił jej zawartość, czując jak rozgrzewa go od środka. Jeszcze kilka takich szklaneczek i będzie mógł pójść się bawić. I pewnie znowu urwie mu się film, znów będzie zachowywał się jak nie on i nie będzie baczył kompletnie na to co robi. Niestety, alkohol wpływał na Lilkę bardzo źle. Można wręcz rzec, że robił z niego innego człowieka.
Tak jak myślał, po kilku szklaneczkach nie tylko szumiało mu w głowie, ale właściwie życie zrobiło się jakieś piękniejsze. Znudziło mu się siedzenie przy stole, więc zaczął przelatywać wzrokiem po ludziach tańczących na parkiecie, szukając jakiegoś smacznego kąska. Został niemile zaskoczony, gdy okazało się, że większość to dziewczyny, a gdy już trafił się jakiś samiec, nie miał nic ciekawego do zaoferowania. No chyba że folia na ryj i jazda. Ale przecież nie o to chodziło. Lilka posiadał zbyt silne poczucie estetyki, by wyrwać byle co. W końcu jego wzrok zatrzymał się na bracie. Dlaczego nie ma tu nikogo lepszego? O zgrozo, czy on naprawdę o tym pomyślał?
Zaaferowany zaczął przyglądać się mężczyźnie. Był tak samo przystojny jak zawsze. Albo nawet bardziej. Rana na policzku przestała krwawić, zostawiając zaczerwienioną krechę, która wyglądała całkiem ładnie. Niebieskie oczy wciąż miały ten sam nonszalancki wyraz, tak samo jak pewna siebie była cała jego postawa. Zachwycał. Lilka nie mógł uwierzyć, że to naprawdę są jego myśli.
- Wyjdź z mojej głowy smrodzie - zmrużył oczy i dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego co powiedział. Potrząsnął gwałtownie głową, jakby to miało mu pomóc w pozbyciu się procentów, które spożył. Nie pomogło. Musiał wyjść i ochłonąć, inaczej naprawdę powie temu palantowi, że jest niczego sobie. A nie jest. No przecież nie może być. Wstał, zamierzając wyjść na zewnątrz i się trochę przewietrzyć.[/i][/i]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:35 pm


     Całkowicie zignorował natarczywe pytania swych przyjaciół, zastanawiając się nad kupieniem sobie kilku butelek alkoholu. Musiał w siebie wlać parę procentów, bo w stanie, w jakim aktualnie był, nie zdołałby siedzieć ze swym młodszym bratem w jednym pomieszczeniu. Do tego, o zgrozo na tej samej kanapie, stykając się niemalże ramionami. Poza tym - oczywiście mógł się mylić - ale miał nieodparte wrażenie, że dzisiejszego dnia Lilka jest bardziej nachalny, niż zazwyczaj. To się stawało naprawdę cholernie męczące. Miał się wyluzować, opijając fakt przeprowadzki, a nie użerać się z bachorem, który uważa, że wszystko mu wolno. Roody zdawał sobie sprawę z tego, że jakby na to nie spojrzeć, Lili nie jest dzieciakiem, ponieważ był od niego tylko o dwa lata młodszy, ale wiedział, iż strasznie to Juliena denerwuje. A to z kolei satysfakcjonowało Rodericka. A jeśli sprawiało mu to tak wielką przyjemność, to dlaczego miałby przestawać? Gdyby ich matka była świadkiem tego, jak się zachowują, najpewniej załamałaby ręce. No cóż, to nie była jego wina, brat sam się prosił o to, by go wyprostować. On tylko spełniał jego życzenie, ot co.
     Odchrząknął cicho, kiedy chłopak wrócił do roześmianego towarzystwa, dzierżąc w ręku butelkę whisky. Nie uraczywszy młodszego spojrzeniem, oparł się wygodniej o oparcie, ręce krzyżując na torsie. Uśmiechnął się pod nosem, kiedy Lilka otworzył butelkę, nalewając każdemu trunku. No cóż, może jeszcze będą z niego ludzie. Roderick grzecznie czekał na swoją kolej, a kiedy ta nie nastąpiła, zmarszczył brwi, mrucząc pod nosem kilka niezrozumiałych słów. Cofa wszystko, co świadczyłoby o tym, że stawiał tego dupka w jasnym świetle. No cóż, idiota zawsze pozostanie idiotą. Jakoś każda kolejna sekunda spędzona z jakże "kochanym" braciszkiem stawała się dla niego torturą. I to na tyle bolesną, że postanowił wyjść na zewnątrz i zapalić. Nawet, jeśli w ogóle nie miał chęci na nikotynę. Kiedy Roody czegoś nie chciał, to najzwyczajniej tego nie robił. Nie widział w tym najmniejszego sensu. Po cholerę miał się do czegoś zmuszać? W tamtej chwili postanowił zrobić mały wyjątek.
     - Idę zapalić. - mruknął, a obchodząc cały stolik - tym samym zmuszając przyjaciół, by ruszyli swoje leniwe tyłki - skierował się ku wyjściu, zgrabnie omijając spocone od nadmiernego wysiłku ciała. Oczywiście, że mógł się wydostać tą krótszą drogą, jednakże wolał nie ryzykować. Lepiej, by na czas powrotu do domu omijał Juliena szerokim łukiem. Kto wie, jak by się to skończyło, gdyby zrobił na przekór sobie. Dzisiejszej nocy nie miał siły na jakiekolwiek bójki. Jutro się nad tym zastanowi, jednakże aktualnie z bastuje. Otworzył drzwi od lokalu, a kiedy powietrze otuliło go swymi zimnymi ramionami, wzdrygnął się, krzywiąc twarz w niezadowoleniu. Oparłszy się o ścianę budynku, wyjął z kieszeni spodni zapalniczkę i paczkę fajek. Otworzył ją, w chwilę później wyciągając zeń jednego szluga. Wsadził go sobie między wargi, odpalając końcówkę, by momentalnie się zaciągnąć. Sam nie wiedział, dlaczego palił to świństwo. Dobrze wiedział, jak papierosy wpływają na zdrowie i wygląd. On jednakże żadnego problemu z płucami nie miał, rak jeszcze się nie obudził, a jego specyficzna uroda nie doznała żadnego uszczerbku. Nadal pozostawał zajebisty. Wypuścił dym z ust, wpatrując się beznamiętnym wzrokiem w szarą smugę, która w chwilę później całkowicie się ulotniła.
     Musiał odetchnąć. Od duchoty, smrodu, towarzystwa i swojego brata. Księżyc wisiał wysoko na niebie, jednakże poza nim, tylko w niektórych miejscach mógł dostrzec małe, świecące punkciki. Było ich jednak naprawdę niewiele. Westchnął, a cmokając, zdeptał podeszwą niedopałek, wracając do ciepłego pomieszczenia. Jego wzrok mimowolnie powędrował na młodszego Knightleya, który wlewał w siebie kolejną dawkę trunku. Ile on tego wypił? Włożył dłonie do kieszeni, powolnym krokiem ruszając w kierunku pozostawionej wcześniej grupki. Kiedy podszedł bliżej, mógł zauważyć delikatny uśmiech malujący się na twarzy brata. No cóż, trzeba przyznać - choć robił to niechętnie - że z krzywym uśmieszkiem wyglądał doprawdy seksownie. Najpewniej zaskarbiłby nim sobie nie jedno serce jakiejś lafiryndy. Bez żadnego słowa usiadł na miejscu, a kiedy jeden z kumpli podał mu kieliszek pełen alkoholu, mruknął coś na wzór podziękowania, od razu wychylając naczynie. Odetchnął, a poczuwszy przyjemnie rozlewające się ciepło, zamruczał z zadowoleniem. Zerknął kątem oka na Lilkę, który mrucząc pod nosem parę niezrozumiałych słów, począł gwałtownie kręcić głową. O co mu znowu chodziło? Powędrował za nim wzrokiem, kiedy wstał, przy okazji mało nie rozkładając się na stole. Z nieukrywanym rozbawieniem wpatrywał się w dalsze poczynania, a raczej próby opuszczenia ich stolika. I kiedy w końcu mu się udało, Roderick z zaprzeczeniem pokręcił głową, łapiąc młodego za nadgarstek.
     - Nigdzie nie idziesz. - odparł, ciągnąc go delikatnie w swoim kierunku. Julien jednak za bardzo pijany, nie utrzymał równowagi, lądując swojemu bratu na kolanach. Rood warknął pod nosem parę przekleństw, przenosząc na delikwenta mordercze spojrzenie.
     - Złaź. - warknął, puszczając jego nadgarstek. Był ciężki. To dlatego chciał, aby zszedł. Lilka najzwyczajniej był ciężki. I przy tym pozostańmy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:39 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Najwidoczniej braciszek został urażony tym, że młody Knightley nie polał mu swojego drogiego whisky, podczas gdy zadbał o to, by nie pominąć nikogo z reszty towarzystwa. Gdy więc Roderick uraczył wszystkich swoim zirytowanym głosem, z czego zresztą Lilka i tak nic nie zrozumiał, a potem opuścił klub pod pretekstem zapalenia, chłopak obdarzył przestrzeń usatysfakcjonowanym uśmieszkiem. Denerwowanie starszego brata było dla niego najlepszą rozrywką, choć nie ma co ukrywać - to starszy brunet najczęściej był prowodyrem upokarzających dla młodszego sytuacji. Tego jednak Lilka nie chciał zauważać i sumiennie odpłacał się tym samym, starając się nie robić zbyt dużych przerw. Korzystał więc z każdej sytuacji, kiedy może zrobić mężczyźnie na złość, tak jak teraz, gdy zwyczajnie go pominął, w pewien sposób kompromitując przed innymi. Ten na dodatek okazał swoją złość, co było wymarzoną reakcją dla Juliena. Dzięki temu pił swoje porcje jeszcze bardziej ochoczo. Zbyt ochoczo.
Bynajmniej nie miał zamiaru powstrzymywać brata, gdy ten ominął wszystkich, idąc przy tym, na pewno nie bez powodu, dłuższą drogą i ruszył w stronę wyjścia. A niech sobie pali. Lilka tego nie robił. No dobra - popalał, ale uzależniony na pewno nie był. Czasem tylko podkradał fajki Roodiemu, a co najlepsze, on się jeszcze nie zorientował. Albo tylko udawał, ale w to Julien wątpił, bo przecież Roderick czepia się wszystkiego jeśli tylko ma okazję i za głupiego szluga mógłby urwać głowę. To po prostu neandertalczyk i tak działa jego mózg, a raczej jakaś namiastka, bądź substytut mózgu. Chociaż można też powiedzieć, że on myśli tym co ma między nogami, a nie tym, co powinien posiadać w głowie. Lilka szybko odsunął od siebie te myśli, bo robiło się coraz niebezpieczniej. Wcale nie chciał myśleć o sprzęcie swojego własnego brata. Wcale. To obleśne.
Nie zwrócił większej uwagi, kiedy mężczyzna wrócił do pomieszczenia. Przecież osoba starszego bruneta wcale, a wcale go nie interesowała. Co z tego, że jego oczy odruchowo, co chwila podążały w jego kierunku? To taki niekontrolowany tik, nic więcej. Nic, co mogłoby wskazywać na to, że w jakikolwiek sposób zwraca uwagę na swojego brata. W końcu na dobrą sprawę nawet nie chce pamiętać o tym, że są braćmi. I to oczywiście tylko dlatego, że go nie cierpi. Nie dlatego, że gdyby nie byli spokrewnieni, kwestia pocałunku faktycznie mogłaby nie być fikcją. Oczywiście, że nie.
Jego wychodzenie spomiędzy stolika a kanapy nie wyglądało zbyt dobrze. Naprawdę wypił zbyt dużo, w zbyt krótkim czasie, a głowy do picia dobrej nie miał. Można nawet powiedzieć, że jest ona słaba, bo na ogół faceci potrafią spokojnie wypić więcej niż trzy piwa i kilka szklanek whisky, a potem nie chwiać się na nogach. Niestety Lilka do nich nie należał i tym bardziej potrzebował wyjścia na powietrze. Z każdą sekundą czuł się coraz bardziej pijany i miał wrażenie, że jeśli jeszcze chwilę pobędzie w tym ciepłym miejscu, zupełnie straci rozsądek i da się ponieść chwili, tak jak to bywało zazwyczaj. A to mogło być niebezpieczne, gdy znajdował się w pobliżu brata. Najgorsze, że wcale nie dlatego, że mogli się pobić. Wręcz przeciwnie... Lilka zbyt dużo o nim myślał, w zbyt niewłaściwy sposób. Choć sam przed sobą nie był w stanie w pełni tego przyznać.
Nie spodziewał się, że ktokolwiek będzie chciał go zatrzymać, choć faktycznie mógł się domyślić, że złośliwy brat będzie czynił mu wciąż na przekór nawet w takich błahostkach jak wyjście na zewnątrz. Ponieważ zupełnie go zaskoczył nagły uchwyt nadgarstka, a i tak nie trzymał się zbyt dobrze na nogach, w szybkim tempie runął na kolana Rodericka, dopiero po chwili rozumiejąc co się stało. Był tak pijany, że o zgrozo, uznał, iż całkiem mu tu wygodnie.
Słysząc rozkaz brata uśmiechnął się wrednie i z wyzywającym wzrokiem odwrócił głowę w jego stronę. Poruszył się na jego kolanach, układając wygodniej i wcale nie miał zamiaru spełnić polecenia. Zajrzał głęboko w niebieskie oczy. Chciał się tylko trochę podroczyć. Ale czy na pewno?
- Przecież sam wziąłeś mnie na kolanka, braciszku - ostatnie słowo niemal wymruczał, mrużąc lekko oczy i nachylając się bliżej chłopaka, drażniąc przy tym jego ucho swoim oddechem. Zupełnie zapomniał, że są między znajomymi. A może nie zapomniał, tylko zwyczajnie miał to gdzieś. Było mu zbyt dobrze z bliskością Rodericka. Zbyt. Dobrze. Ale i tym nie miał siły się przejmować. Szumiało mu w głowie, dwoiło w oczach i właściwie nie widział w tym wszystkim nic złego, skoro było tak ciepło, przyjemnie i... Boże, on jest taki seksowny.
Przeniósł spojrzenie złotych oczu na kuszące usta brata. Naprawdę zapragnął by plotki stały się prawdziwe. I tym razem nie miał poczucia, jakoby mógł się porzygać po dotknięciu tych pięknych warg swoimi. Wręcz tego zapragnął w swoim pijaństwie. Alkohol prawie całkowicie ogarnął jego mózg. Swobodnie zarzucił ręce na szyję brata i wciąż wpatrywał się w iskrzące oczy. Jeszcze raz poruszył się na jego nogach, tym razem specjalnie ocierając o pewne miejsce. Najdziwniejsze było to, że ta pozycja i ten stan rzeczy w ogóle mu nie przeszkadzał. A Lilka nigdy nie był typem pasywa. To on posuwał innych, nie inni go, podczas gdy w tej chwili grzecznie siedzi na kolankach brata i stawia się w jasno określonej pozycji. Ale miał to gdzieś. Było mu po prostu dobrze, a na dodatek przepełniła go nieoczekiwana, niezrozumiała żądza. Chciał znów znaleźć się w tej toalecie, ale nie po to, by zaraz z niej wyjść. Oj nie... Jego wzrok w pełni odzwierciedlał te myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:42 pm


   Julien z każdą kolejną chwilą irytował go coraz bardziej. Co prawda, jakby na to nie spojrzeć, chłopak robił to po kilka godzin dziennie, ale w tamtej chwili przebił samego siebie. Pomimo to z niemałym zaciekawieniem wpatrywał się w kolejne poczynania Lilki, który pogrywał sobie coraz śmielej. Roderick pod wpływem impulsu złapał brata w pasie, bojąc się, że w każdej chwili mógłby mu się wychylić i uderzyć w kant stołu. A przynajmniej tak sobie wmawiał. Syknął cicho, kiedy Lilka poruszył się, ocierając o miejsce o które zdecydowanie nie powinien. Uniósł wyżej głowę, utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Dopiero teraz zauważył, że ma piękne, złote oczy, które w jakiś dziwny sposób go hipnotyzowały, przyciągały... Mruknął pod nosem kilka niezrozumiałych zdań, a kiedy poczuł na swoim uchu ciepły oddech brata, odchylił się od jego ust. Gdyby tego nie zrobił, zdecydowanie mogłoby się to źle skończyć. Nie tyle dla Roodiego, a dla Juliena, który w tamtej chwili perwersyjnie go kusił. Czy zdawał sobie sprawę z tego, że mogło się to dla niego źle skończyć? Roderick bardzo dobrze wiedział, że robił to pod wpływem alkoholu, jednakże nie zamierzał sprowadzić go do parteru, bo i po co? Przymrużywszy powieki, przybliżył swoją twarz do tej należącej do młodszego, po chwili niezbyt delikatnie podnosząc jego podbródek.
    - Radzę ci przestać, Julien. - wymruczał, jeszcze bliżej go do siebie przyciągając. Rozchylił wargi, specjalnie chuchając na odpowiedniczki młodszego Knightleya. Czuł się dziwnie podekscytowany. Pomimo to nie zamierzał w to dalej brnąć. Wiedział, że to usatysfakcjonowałoby Lilkę, a on nie zamierzał robić nic, co poszłoby po jego myśli. Już po chwili zrzucił go ze swoich kolan, uśmiechając się krzywo. Wypiwszy ostatni kieliszek, rzucił krótkie spojrzenie zawiedzionemu towarzystwu. No cóż, Roderick nie zamierzał im dać dobrego przedstawienia. Nie, kiedy Julien był pijany. Dlaczego? Proste, nie widział w tym żadnej rozrywki. Złapał młodszego za nadgarstek, uśmiechając się krzywo.
    - Państwo wybaczą, jednakże tego oto pana - tu wskazał palcem na napitego brata. - Zabieram do domu. - dokończył, zerkając na niego kątem oka. Pożegnawszy się grzecznie, zabrał swoją kurtkę, wychodząc z lokalu. Momentalnie złapał haust świeżego powietrza w płuca, nie zatrzymując się jednak. Chciał jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu. Dlaczego? Miał dość. Najzwyczajniej w świecie miał dość. Szedł powolnym krokiem, nigdzie się nie śpiesząc. Nie miał gdzie. Przez całą drogę nie odezwał się do niego choćby słowem, bojąc się, że jeśli to zrobi, wybuchnie. A zdecydowanie nie miał zamiaru na niego krzyczeć.
    To nie miałoby najmniejszego sensu. Odchrząknął, a wszedłszy do klatki, puścił Juliena pierwszego, przy okazji z niedowierzaniem kręcąc głową. Nie mógł zrozumieć, co go napadło? Jaki miał cel przy odstawianiu wcześniejszej szopki? Myślał, że to Roodiego ruszy? Że w jakikolwiek sposób będzie żałował wcześniejszego zachowania? Przekręcił klucz w zamku, po chwili otwierając drzwi, by pierwszym wejść do pomieszczenia. Odczekawszy, aż zataczający się Lilka zrobi to samo, zamknął je, odwracając się do brata.
    - Co ci odwaliło? - zapytał, dłonie krzyżując na torsie. Przekrzywiwszy głowę delikatnie w prawą stronę, prychnął cicho, po chwili wzdychając. Jedno nie dawało mu spokoju... Czy ten materialista zdawał sobie sprawę z tego, co robił? Zrobił kilka kroków w jego stronę, a pchnąwszy go delikatnie na ścianę, przybliżył się do niego, swoją prawą dłoń układając na wysokości jego głowy.
    - Czego chcesz? - zapytał, specjalnie owiewając jego płatek ucha ciepłym oddechem. Najzwyczajniej chciał zobaczyć jego reakcję. Przekonać się, czy znaki, jakie mu wtedy dawał były pod wpływem alkoholu, czy może tylko i wyłącznie na pokaz. Ot, aby się popisać przed znajomymi.
    - Wyglądasz, jak gówno. - stwierdził, uśmiechając się jadowicie. Czy Julien zdawał sobie sprawę, że jeśli dalej będzie ciągnąć całą tą niepotrzebną szopkę, Roody da za wygraną? Jeżeli taki miał zamiar, później zdecydowanie będzie żałował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:44 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Niemalże jęknął, gdy jego podbródek w mało delikatny sposób został ujęty pomiędzy długie palce. Wciąż wpatrywał się rozochoconym wzrokiem w głębię koloru braterskich tęczówek, myśląc o tym jak seksownie wygląda mrużąc oczy. Alkohol skutecznie pozbawił go innych myśli temu przeczących oraz całego zdrowego rozsądku. Głos też miał seksowny... A gdy wygłosił swoją ostrzegawczą radę, która odbiła się głuchym echem w głowie Juliena, miał ochotę zrobić mu na przekór. Choćby po to, by dać mu pretekst do ukarania niesfornego braciszka. Że przepraszam co? Tym razem nawet przez głęboką mgłę potrafił dostrzec, że pomyślał o czymś całkiem niedorzecznym, absurdalnym i nieskończenie zboczonym. Jaką karę? On nie chce być za nic karany... On chce tylko...
Westchnął z rozczarowaniem, gdy nagle został zrzucony na swoje poprzednie miejsce. Posłał brunetowi mało przyjemny wzrok wypełniony dezaprobatą, wciąż mrużąc oczy, by z dwóch Rodericków zrobił się jeden. Prychnął, niezadowolony obrotem sytuacji i oczywiście zupełnie nie dostrzegał równie zawiedzionych spojrzeń znajomych, którzy liczyli na trochę sensacji. Oni nadal nie obchodzili Lilki. Ponieważ brat potraktował go w tak niefajny, zupełnie niezrozumiały w tym momencie dla chłopaka sposób, postanowił poprawić sobie humor dodatkową dawką alkoholu. W wyniku tego porwał dwa kieliszki czystej wódki, które zapewne należały do... kogoś. Przechylił je szybko, lecz gryzący smak sprawił, że się skrzywił. Uwielbiał whisky, rum i inne trunki, ale nie cierpiał wódki i najwidoczniej chwilowo o tym zapomniał. Odkaszlnął, czując jak gryzie go w gardło i gorączkowo zaczął szukać wzrokiem czegoś do popicia. Ponieważ zauważył coś, co mogło być colą, znów bez pytania chwycił napój i wypił niemal całą zawartość. Nawet nie wyczuł smaku wódki, która świadczyła o tym, że cola w rzeczywistości była drinkiem. Następne minuty miały sprawić, że młody Julien zupełnie straci poczucie rzeczywistości. Przy tej dawce alkoholu, mało prawdopodobne było, by korzystał z mózgu. Raczej ze zwykłych instynktów i przyzwyczajeń. Ale wiele osób z jego towarzystwa wiedziało, że nieźle odbija mu po nadmiarze procentów, więc wręcz poparli Rodericka, gdy ten wziął młodego za fraki, decydując o jego powrocie do domu. Julien jednak nie rozumiał, dlaczego mają już się zwijać. Przecież jest tak fajnie.
- Nieeee chcę - burknął niczym obrażone dziecko, jednak zbyt pijany, by się stawiać, ostatecznie grzecznie dał się ciągnąć dwudziestolatkowi, który to wyprowadził ich z klubu w ekspresowym tempie. On sięgnął po swoją kurtkę, lecz nie dał takiej sposobności młodszemu, który od razu po opuszczeniu dusznego pomieszczenia, poczuł przyjemne uderzenie chłodu. Alkohol ogrzewał go wystarczająco, więc nawet nie zwrócił uwagi na to, że w samej koszulce na krótki rękaw, którą miał na sobie powinno być mu zimno. W końcu jest wrzesień, a noc raczej mroźna.
Szedł spokojnie za braciszkiem, pogwizdując sobie pod nosem i zupełnie nie rozumiejąc, że mężczyzna przed nim jest bliski wybuchnięcia. On nie widział nic złego w swoim zachowaniu. W końcu wypite procenty mu na to nie pozwalały, a na dodatek zaczęła działać wypita niedawno wódka, w wyniku czego brunet nie był w stanie iść prosto, nawet jeśli świeże powietrze powinno go trochę otrzeźwić. W końcu zmęczony skupianiem się na chodzeniu po prostej linii (a i tak nie była prosta) uwiesił się na ramieniu wyższego Rodericka i w ten sposób polegając na jego wymuszonej pomocy, dotarł do właściwej klatki schodowej. Jakoś udało mu się nawet wczołgać na piętro i wejść do mieszkania. Gorąco zamkniętego pomieszczenia sprawiło, że czuł się jeszcze gorzej. Już zupełnie stracił umiejętność korzystania ze zdrowego, czy w ogóle jakiegokolwiek rozsądku.
Gdy usłyszał nieprzyjemny głos brata, jedynie się uśmiechnął, a uśmiech ten stał się zdecydowanie wyzywający, gdy popchnięto go na ścianę i w pewien sposób do niej przyszpilono. Odważnie patrzył w niebieskie oczy, nie kryjąc swojego pożądania, które niewiadomo skąd się wzięło. Czego chcę? Lilka dobrze wiedział czego, choć na trzeźwo, a nawet przed dwoma kieliszkami wódki za nic nie wypowiedziałby tego na głos. To jednak nie był czas przed dwoma kieliszkami...
Przyklejony do ściany resztą ciała, wymownie poruszył biodrami i znów objął szyję starszego swymi ramionami. Przybliżył go do siebie i zbliżył ciepłe wargi do ucha, lekko drażniąc jego płatek, po czym wymruczał do niego dosadne wyjaśnienie tego czego pragnie.
- Chcę, żebyś przerżnął mnie w moją ciasną dupcię, braciszku - Brzmiało to tak perwersyjnie, że Julien sam nie uwierzyłby, że coś podobnego wyszło z jego ust. Nigdy w życiu. Zabiłby osobę, która powiedziałaby mu, że wypowiedział podobną kwestię, a na dodatek do własnego brata, z którym spędził całe swoje życie. Dopiero po krótkim wyjaśnieniu, puścił chłopaka i czekał na jego reakcję, uśmiechając się wyzywająco i patrząc na niego w ten sam sposób. Zupełnie jakby potrafił rozebrać samym wzrokiem.
- A robactwo ciągnie do gówna - prychnął, nawet teraz nie rezygnując ze swego ciętego języka. Wiedział zresztą, że wcale nie wygląda tak, jak to określił Roderick. Był świadomy swojej urody i wierzył, że także po alkoholu pozostaje piękny. Jakżeby inaczej?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:51 pm


    Syknął, mrużąc powieki, kiedy dłonie Juliena powędrowały ku górze, następnie obejmując Roodiego za szyję. Tego zdecydowanie było za wiele, a  wliczywszy w to jeszcze słowa... Mruknął coś pod nosem  zdecydowanie zadowolony ze zdania, jakie wyszło ze słodkich usteczek Lilki. Oblizawszy wargi, swoje dłonie umieścił na pośladkach młodszego Knightley'a.
    - Czy ty zdajesz sobie sprawę, o co prosisz? - zapytał, a rozchyliwszy wargi, przejechał nimi po pięknie odsłoniętej szyi, po chwili bez zastanowienia mocno się w nią wgryzając. Julien w końcu o to prosił, prawda? Może nie uczynił tego słownie, ale Roody dziwnym trafem przepuszczał, czego może chcieć. Wcześniej, pomimo iż wmawiał wszystkim, że coś pomiędzy nimi było, nigdy nie pomyślałby, że kłmastwo - stanie się prawdą. W końcu nie zdawał sobie sprawy z tego, że dzisiaj będą tak... blisko. Zdecyodwanie za blisko. Oderwał się fwałtownie od skóry na szyi, poczuwszy jak spragniony "wąż" Lilki ociera się o jego nogę. Był aż tak zdesperowany? To aż dziwne, nierealne. Pomimo to strasznie Rodericka satysfakcjonowało.
    - To dlatego tak natarczywie się dzisiaj we mnie wpatrywałeś? Chciałeś, abym cię zerżnął? - zapytał, a uśmiechając się perwersyjnie, pokręcił z niedowierzaniem głową, oddalając się nieco.
    - Nie pomyślałbym, że taka z ciebie dziwka, słońce. - odparł z rozbawieniem kręcąc głową. On sam od jakiś paru sekund dziwnie go pożądał. Nie był on jednak taki sam, jaki czuł zazwyczaj do innych facetów. Ten sposób był bardziej chory, niezdrowy. Pragnął patrzeć na jego łzy, w tym samym czasie słuchając słodkich, kompromitujących jęków. Przymrużył powieki, a nachyliwszy się do jego twarzy, delikatnie musnął jego wrgi swoimi, robiąc to na tyle leniwie i niemalże niewyczuwalnie, że za bardzo zdesperowany Julien błagałby o więcej.  
Wykrzywił twarz w szyderczym uśmiechu, a pozostawiając Lilkę samego, ruszył do swego pokoju, z którego wyciągnął parę przydatnych rzeczy. Wróciwszy, odstawił je na dywan, ściągając z siebie górne części garderoby. Czuł na sobie wręcz przeszywający wzrok.spragnionego Juliena, najpewniej oczekującego na to, by Roderick zwrócił na niego całą swą uwagę. I zrobi to, ale zdecydowanie nie w tamtej chwili. Rzuciwszy bluzkę na podłogę uśmiechnął się szatańsko, siadając w obszernym fotelu. Czemu ta sytuacja tak go bawiła? Sam tego nie rozumiał i nie chciał tego zrobić.
    - Lubisz mi siedzieć na kolanach? - zapytał, bardzo dobrze znając odpowiedź. Pomimo to chciał ją usłyszeć. - No choć, przecież cię nie ugryzę. - zauważył, wzdychając cicho. Teraz Lilka pokaże, jak wyćwiczył swój języczek. Miał okazję. Nie mógł z niej nie skorzystać. Tym bardziej, jeśli był tak bardzo napalony i chętny...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:54 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Przymrużył oczy, gdy duże dłonie JEGO BRATA znalazły się na jędrnych pośladkach przykrytych materiałem jeansów. W jednej chwili zapragnął, by ich zabrakło, a te same ciężkie dłonie mogły przesuwać się po delikatnej skórze, przyprawiając młodego Knightleya o ciarki na całym ciele. Nie dochodziło do niego w ogóle to, że ma przed sobą osobę, o której nigdy w życiu nie powinien pomyśleć w inny sposób, niż jak o bracie. Zresztą takim, którego się nie lubi, z którym kłóci się o każdą drobnostkę i którego dłonie nie błądzą po jego pośladkach, tylko gwałtownie zderzają się z twarzą. W końcu tak wyglądało to do tej pory. Te silne graby nie służyły do niczego innego, a jednak w miejscu, w którym znalazły się obecnie pasowały tak dobrze, jakby stworzone były do obejmowania tyłka Juliena.
Oczywiście, że nie zdawał sobie sprawy z tego o co prosi, nawet jeśli w tym momencie przekonany był o nieszkodliwości własnych czynów. Gdyby nie był tak pijany jak niestety jest, przez gardło nie przeszłaby mu kwestia, którą przed chwilą uraczył brata. Mało tego, na pewno nie rzucałby mu się na szyję i nie dawałby jednoznacznych znaków na temat tego, czego pragnie. A pragnął mocno... Ciała swojego brata. BRATA. Ale co z tego? To piękne ciało starszego Knightleya prześladowało go, odkąd osiągnął wiek dojrzewania i zaczął odczuwać pociąg seksualny. Szybko zdał sobie sprawę z tego, że nie interesują go dziewczyny i równie prędko się z tym pogodził. Niestety trochę czasu zajęło mu nim zaczął zauważać, że zbyt wielką uwagę przykuwa do Rodericka, choć pod nosem ma całkiem niezłe kąski. Jego klasa składała się z kilku naprawdę niezłych facetów. A jednak przy brunecie, którego spotykał codziennie w domu, wypadali po prostu blado. Uświadomił to sobie już dawno, aczkolwiek do tej pory nie potrafił się z tym pogodzić i wciąż uparcie oszukiwał samego siebie. Wmawiał sobie, że tylko mu się wydaje. Z czasem jednak zaczął szukać usprawiedliwień. Przecież nie są w pełni braćmi, mają różnych ojców. Mimo to... Kazirodztwo nie jest normalne, a na dodatek to grzech. Julien nawet jako wierzący popełniał ich wiele, ale nigdy tak ciężkich jak to co właśnie robił. Jednakże, zalany do tego stopnia w ogóle nie zwracał uwagi na to co wypada, a co raczej nie powinno mieć miejsca nie tylko w najbliższym czasie, ale w ogóle nigdy w życiu. Było mu dobrze, gdy czuł przyjemne napięcie i bliskość brata. Gdy piękne, niebieskie tęczówki z tym charakterystycznym wyrazem pogardy skupione były na nim i na jego pragnieniach. Gdy ciepłe usta zaczęły stykać się z wrażliwą skórą...
Bez najmniejszego wahania odchylił głowę, by dać mężczyźnie lepszy dostęp do swojej szyi. Nawet nie próbował pilnować oddechu, który z każdą chwilą przyspieszał, aż w końcu spomiędzy rozchylonych warg wydobył się urywany jęk, wywołany przyjemnie bolesnym ugryzieniem. Samo to delikatne, nieszkodliwe zbliżenie napełniło Lilkę falą podniecenia. Nigdy nie czuł się tak dobrze, choć tak naprawdę do niczego jeszcze nie doszło i na pewno na następny dzień cieszyłby się, gdyby na tym poprzestało. Teraz jednak pragnął dużo więcej i potrafił już tylko poddać się tej silnej żądzy.
Oparty bezwładnie o ścianę, z odchyloną głową, leniwie skierował złote tęczówki na brata, który odsunął się tak nagle, jak zbliżył. Słuchał jego szorstkiego, przyjemnego głosu, mrużąc oczy, gdy docierał do niego sens pytań. O dziwo, nie tylko się nie oburzył, ale nawet uśmiechnął. W ten sam perwersyjny i wyzywający sposób co Roderick. Ten uśmiech oznaczał tyle, że odpowiedź jest twierdząca. Pragnął tego od bardzo, bardzo dawna. Choć nigdy by tego przed sobą nie przyznał. Nie, gdyby nie wypił tych ostatnich kieliszków i drinka.
Poczuł gwałtownie rozlewające się ciepło w okolicy podbrzusza, gdy Roderick znów się odezwał, używając tego... określenia. I znów, obrażony w ten sposób powinien trzasnąć brata w tą niewyparzoną gębę. Jednak... Gdy go tak nazwał... Spodobało mu się. Te lekko szydercze spojrzenie, seksowny uśmiech, niski głos i wyjątkowe chamstwo cholernie go jarały. W jednej chwili zapragnął by braciszek dalej go tak nazywał. Tak, albo gorzej. By traktował go jeszcze gorzej niż dotychczas. Jego oddech przyspieszył bardziej. Oparty w ten sposób o ścianę, zupełnie bezbronny, z zamglonymi oczami i rozchylonymi, spragnionymi ustami naprawdę wyglądał jak dziwka. Pod ostrym spojrzeniem brata nawet czuł się jak ona. Co najgorsze, podobało mu się to uczucie. Za bardzo. Żeby tego było mało, sam fakt, że robił takie rzeczy z bratem, rajcował go w niesamowicie niebezpieczny sposób. Wystarczyła krótka styczność z jego ustami, jedno zdanie i już czuł jak bardzo jest podniecony. W innej sytuacji nie mógłby tego znieść i chyba by się powiesił. Ale teraz zupełnie się nie przejmował. Było mu tak dobrze, czuł się taki wolny i w końcu naprawdę szczery ze sobą i ze swoimi pragnieniami. To uczucie jest tak piękne, że Lilce ciężko byłoby je opisać.
Gdy poczuł ciepło warg na swoich własnych, westchnął niekontrolowanie i oderwał głowę od ściany, pragnąc więcej. Przybliżył się desperacko, lecz braterskie usta nie chciały pójść o krok dalej. Drań tylko się z nim droczył. Zmrużył z niezadowoleniem brwi, lecz grzecznie czekał, nie protestując słownie, kiedy Roderick zostawił go i zniknął w pokoju. Z zaciekawieniem obserwował brata, który przyniósł stamtąd jakieś rzeczy. Nie mógł jednak dostrzec co to było i szybko stracił zainteresowanie, gdyż całą jego uwagę przyciągnął całkiem odsłonięty, pięknie wyrzeźbiony tors i brzuch Rodericka. Wpatrywał się z głodem w ten obrazek i nie chcąc dłużej czekać, oderwał się całkiem od ściany. Irytował go brak uwagi. Brat zwyczajnie go ignorował. Wiedział, że ma przewagę nad Julienem, że ten chciał by niebieskie oczy skupiały się tylko na nim.
Właśnie miał zamiar ruszyć w stronę brata, gdy do jego uszu doszedł znajomy, kurewsko seksowny głos. Zatrzymał się w pół kroku, kiedy zrozumiał sens pytania. Niepokoił go nieco wyraz twarzy Rodericka. Nie wskazywał na nic dobrego. Ale i to tylko bardziej zachęcało Juliena do kontynuowania. Miał przeczucie, że ta noc będzie czymś, co trudno zapomnieć nawet po takiej dawce procentów.
Pojawiła się chwila zwątpienia. Akurat, gdy został zaproszony przez mężczyznę, zwątpił. Wiedział czego ten od niego oczekuje. Siedząc w ten sposób... Mógł chcieć tylko jednego. Przede wszystkim pragnął upokorzyć Juliena. Lilka to wiedział, lecz nawet z tą świadomością, widząc ostre spojrzenie, znów nie zaprotestował. Ruszył przed siebie, przywdziewając na twarz lekki, perwersyjny uśmiech. Dlaczego miałby się w jakikolwiek sposób powstrzymywać? Dziś jest noc bez wyrzeczeń i bez oszukiwania. Pragnął go i pragnął również ssać jego wielkiego kutasa. A to, że jest wielki, miał okazję już spostrzec.
Podszedł grzecznie niczym wierny pies. Zatrzymał się przy fotelu i oparł dłońmi o jego podparcia. Nachylił się, składając pierwej pocałunek na wytatuowanej stronie szyi. Oblizał się łakomie i schodził językiem niżej, ciesząc się lekko słonawym smakiem skóry. Dotykaniem doskonale wyczuwalnych mięśni. Zjeżdżając językiem w dół, miarowo opuszczał się na nogach, aż w końcu klęknął. Uniósł głowę do góry, hardo patrząc w oczy brata i uśmiechając się w charakterystyczny, łóżkowy sposób, zaczął rozpinać pasek. Poszło mu to sprawnie, w końcu nie pierwszy raz robi takie rzeczy. Choć zazwyczaj nie na klęczkach...
Już bez żadnego wahania, bez zająknięcia i bez czekania, dobrał się do bielizny brata, sprawnie wyciągając z niej członka. Podobało mu się patrzenie na niego z tak bliska. Pragnął go zasmakować. Nie zamierzał czekać. Od razu zabrał się do pracy, poczynając od żołędzia, którego posłusznie zaczął lizać. Potem wzdłuż całej długości. Dopiero po kilku chwilach takiej drażliwej zabawy, objął go ustami i wsunął do środka. Przymknął oczy rozkoszując się tą chwilą. Czuł się zupełnie zależny od brata. Czuł się tak wspaniale...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:56 pm


    Wiedział, zdawał sobie cholerną sprawę z tego, że tej nocy nie zapomni chyba do końca życia. I choć nie rozumiał dlaczego Lilka począł się tak zachowywać, nie oponował. Sam nie wiedział dlaczego go nie powstrzymał. Alkohol, a może chęć skompromitowania? W tamtej chwili mało go to obchodziło. Chciał się rozerwać, zabawić... Co najgorsze, kosztem tego idioty. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak młody Knightley reaguje na jego ciało i jakie mu wtedy towarzyszą odczucia, oraz emocje.
    Co by zrobił, gdyby wiedział? Najpewniej by go wyśmiał. Zamruczał z zadowoleniem, kiedy z rozchylonych ust Juliena wyszedł ten piękny, dosadny jęk, który jeszcze bardziej zachęcił starszego Knightleya do tego, by jednak nie przerywał. Złapawszy głęboki oddech, wygodniej usiadł na fotelu nie wierząc, że nie robi nic, by jednak sprowadzić Lilkę do parteru. Szczerze powiedziawszy, nie miał takiego zamiaru. Dlaczego miałby to robić, wiedząc jaka go czeka przyjemność? Westchnął, odchylając nieco głowę, by dać sprawnemu, ciepłemu i przyjemnie mokremu językowi lepszy dostęp do swego ciała. Roderick bardzo dobrze wiedział, że jego brat współżyje z mężczyznami, choć w ogóle nie zdawał sobie sprawy z tego, że to on moczy. W końcu sprawny język Juliena wskazywał kompletnie na co innego. Zamruczał, przygryzając delikatnie dolną wargę, kiedy młodszy Knightley swą całą uwagę skupił na sprawianiu przyjemności dolnym partią ciała mężczyzny. Sam Roderick wypchnął delikatnie biodra do przodu, już po chwili zatapiając palce w ciemnych włosach swego brata, delikatnie masując skórę na głowie.
    - Musiałeś się nieźle kurwić, Julien. Nigdy nie posądziłbym cię o taką sprawność języka... - wymruczał, uśmiechając się wrednie. Choć raz chciał ujrzeć zażenowanie na jego ślicznej buźce. Zaraz, zaraz... Ślicznej? Nie, Lilka zdecydowanie nie miał ślicznej buźki. Był przystojny i na swój sposób pociągający, ale Roderick nigdy nie zwracał na niego uwagi w ten sposób. W końcu był jego bratem, czyż nie? Czy teraz cokolwiek uległo zmianie? Nie, to, że Roody był napity i pozwalał Julienowi na takie rzeczy nic nie znaczyło. Chciał się jedynie rozerwać, odreagować cały ciężki dzień. A jeśli miał ku temu sposobność, dlaczego miał nie skorzystać? Z wielkim zafascynowaniem i swego rodzaju błyskiem w oku wpatrywał się w coraz to odważniejsze poczynania nastolatka. Trzeba było przyznać, że obciągał wyśmienicie, jednakże starszy Knightley zapragnął o wiele brutalniejszy sposób. Ścisnąwszy czarne kosmyki włosów, podniósł go delikatnie, uśmiechając się krzywo.
    - Nie uważasz, że robisz to za wolno? Jejku, Julien, przymulasz. - odparł, wdychając cicho. Wypowiedziawszy ostatnie zdanie, oblizał powolnie wargi, powolnie poruszając biodrami, a poczuwszy przyjemną falę rozkoszy jaka rozlała się po jego ciele, przyśpieszył. Z jego ust co chwila wydostawały się ciche westchnięcia. No cóż, najzwyczajniej pieprzył mu usta, nie przejmował się jednak tym, że może mu w taki sposób zrobić krzywdę. Że może się przez jego wielkiego penisa - który z każdym kolejnym pchnięciem rósł, ze zbyt wielkiego podniecenia - udławić. W tamtej chwili miał to szczerze głęboko i daleko w poważaniu. Liczyła się tylko przyjemność i podniecenie. I nic więcej... Spiął się, a czując narastającą przyjemność i przyjemny skurcz w podbrzuszu - przyśpieszył, wzdychając głośno. Tak przyjemnie, tak dobrze... Cholera, jeszcze nigdy nie odczuwał tak wielkiej przyjemności. To było chore. No kurwa, jakby nigdy nic pieprzył usta swego brata, pragnąc więcej i więcej. To zdecydowanie nie było normalne. Przygryzł dolną wargę, a mocniej zacisnąwszy palce na kruczych kosmykach Lilki, przestał poruszać biodrami, obficie spuszczając się do jego jamy ustnej. Pomimo zmęczenia, pragnął więcej, o wiele więcej. No cóż, w chwili przykucia młodszego Knightleya do ściany, nie było odwrotu.
    - Jesteś najlepszą dziwką pod słońcem. - odparł, uśmiechając się krzywo, a łapiąc swego brata za podbródek, spojrzał mu prosto w złote oczy, delikatnie mrużąc swoje.
    - Chcesz więcej? - wyszeptał, bardzo dobrze znając odpowiedź. Prychnąwszy, poklepał swe kolana, tym samym nakazując, by Julien na nich usiadł. Roderick sprawi, że ten będzie jęczał, błagając, by ten go wyruchał. Zdecydowanie będzie chciał więcej...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 9:58 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
   Czuł niemałą satysfakcję mimo, że to on klęczał u nóg swojego brata i to on mu obciągał, a nie na odwrót. Podobał mu się sam fakt, że słyszy podniecające pomruki mężczyzny, świadczące o tym, że jest mu przyjemnie. Dziwne spostrzeżenie, bo Lilka raczej z reguły myślał głównie o własnej przyjemności i nie zwracał większej uwagi na to, czy jego partner ją podziela. Teraz z kolei sam znajdował tą przyjemność w ssaniu zaskakująco dobrego kutasa własnego braciszka i robiło mu się cieplej, gdy do jego uszu dochodziły ciche dźwięki aprobaty.
   Zamruczał niekontrolowanie, gdy długie palce Rodericka zatopiły się w jego włosach i jeszcze bardziej ochoczo ruszał głową, starając się brać go jak najgłębiej. Nie było to łatwe ze względu na rozmiary brata, a on przecież nawet jeszcze nie osiągnął tego najwyższego stanu podniecenia. Przez chwilę w głowie Lilki pojawiła się myśl o tym jak to coś miałoby zmieścić się w jego tyłku, jednak była to tylko przelotna obawa, która szybko zniknęła za sprawą słów bruneta. Odsunął się lekko słysząc ten nieprzyjemny komentarz i śmiało spojrzał na twarz wykrzywioną we wrednym uśmieszku. Lilka nigdy się nie kurwił, a przynajmniej nie w ten sposób. Choć Roderickowi pokazuje coś zgoła innego, do tej pory to on zawsze pełnił jego rolę. To on szarpał za włosy chłopaków, nadając im tempo i to on posuwał ich potem nie patrząc na to, czy boli, czy nie. Mimo tego nie zaprzeczył a jedynie rzucił chłopakowi wyzywający uśmieszek. Wiedział, że ten chce go upokorzyć i złamać, lecz Julien nie miał zamiaru dostarczyć mu tej satysfakcji. To, że nazwie go kurwą nie sprawi, że ten nagle się speszy i przestanie tak ochoczo wypinać tyłek, klęcząc między jego nogami. Chociaż nie mógł powiedzieć, by takie określenia nie robiły na nim wrażenia. Robiły i to duże, ale wpływały na niego tylko bardziej pobudzająco. Podobały mu się zbyt mocno. To nienormalne. A jednak takie wspaniałe.
  Bez słowa powrócił do swojego zajęcia. Lizał go z dużym zaangażowaniem. Ssał i lekko drażnił zębami. Zimny metal w jego języku sprawnie przesuwał się po najwrażliwszych miejscach. Lilka wiedział nawet jak dobrze wykorzystać kolczyk, by sprawić bratu jeszcze większą przyjemność. Wzdychał, gdy czuł jak ten coraz bardziej rośnie w jego ustach. Jego braciszek podnieca się dzięki niemu... Obciąga mu, a on reaguje. Marzył o tym od długiego czasu, choć nigdy otwarcie by tego przed sobą nie przyznał.
  Powstrzymał zdradliwy jęk dezaprobaty, gdy poczuł niezbyt bolesne, ale stanowcze pociągnięcie, na skutek którego oderwał się od swojego zajęcia. Pytającym spojrzeniem złotych tęczówek rozmytych przez alkohol i rosnącą przyjemność, zajrzał w oczy brata. Po brodzie spływała mu stróżka śliny, usta miał rozchylone, włosy roztrzepane. I klęczał. Przywodził na myśl tylko jedną myśl. Nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo nieswojo teraz wygląda. Buntowniczy Lilka, który nigdy nie daje komuś naruszyć jego dumy, teraz wyglądał jak zwykła, rozochocona dziwka niecierpliwie czekająca na ruch swojego pana. Nie tylko tak wyglądał. Podświadomie także się tak czuł. Bezlitosne, ostre spojrzenie brata nie dawało mu myśleć inaczej. Pod tym spojrzeniem mógł być jedynie jego zabawką. To spojrzenie jest takie seksowne... Tak samo jak krzywy uśmiech. Każda cząstka Rodericka cholernie mocno oddziaływała na Juliena. Gdyby był choć trochę mniej pijany, na pewno pomyślałby, że ta fascynacja robi się zbyt niebezpieczna. Ale był pijany więcej niż mniej i taka myśl nawet nie miała kiedy pojawić się w jego głowie zapełnionej w całości Roderickiem.
Uniósł lekko brwi zaskoczony karcącymi słowami brata. Tym razem wyraz jego twarzy lekko go zaniepokoił, a ręka na głowie zdawała się lekko palić jego skórę. Gdzieś w jakimś ciemnym kącie  głowy pojawił się cichy głos rozsądku, mówiący mu, żeby lepiej uciekał dopóki może. Sprawnie go zignorował, a po sekundzie zapomniał, że ten w ogóle zaistniał. Skoro jego braciszek był niezadowolony, musiał postarać się bardziej. Jak się okazało, nawet nie musiał wykazywać własnej inicjatywy, gdyż jego głowa za chwilę znów została przyszpilona do członka Rodericka. On już nie miał tu nawet cienia władzy, nawet odrobinki kontroli nad sytuacją. Nie obciągał swojemu bratu, to on zwyczajnie pieprzył go w usta. Brutalnie, bezlitośnie, szybko. Julien nie mógł powstrzymać zdławionych jęków. Czuł się dziwnie. Przyjemne skurcze w podbrzuszu wzrosły na sile mimo, że już po krótkim czasie zaczął się kręcić, aż w końcu lekko szarpać. Jego brat był za duży. Gardło Lilki nie było w stanie pomieścić jego pełnej erekcji. Ale Rodericka to nie interesowało. Rżnął go dalej, zupełnie nie zwracając uwagi na słabe protesty brata, który zacisnął oczy, starając się opanować odruch wymiotny i łapać oddech, gdy tylko była ku temu okazja, a wiele ich się nie pojawiło. Nie wiedział, że jego palce mocno zaciskają się na udach Rodericka. W końcu przestał się szarpać. Ręka brata była nieustępliwa, tak samo jak cały on. Poddał się i jednocześnie czuł aż bolesne podniecenie. To wszystko stawało się coraz bardziej chore.
  Otworzył gwałtownie oczy, gdy ruchy ustały, a on w swoich ustach poczuł nagłe pulsowanie. Wiedział co to oznacza i znów chciał się odsunąć. Nic z tego. Jego usta wypełniły się spermą brata. Odsunął się natychmiast gdy duża ręka ustąpiła. Przełknął co mógł, krzywiąc się na gorzki smak wywołany spożytą przez Rodericka wódką. Nie mógł powstrzymać urywanego kaszlu. Gdy ten w końcu ustąpił, rzucił chłopakowi rozjuszone spojrzenie. Niemalże warknął, zaciskając zęby, kiedy duża dłoń znalazła się na jego podbródku.
  - Skurwiel - niemalże wypluł te słowo, wycierając wierzchem dłoni usta, na których pozostało to, czego nie był już w stanie pomieścić. Nigdy nie połykał. Brzydziło go to. Roderick nawet nie pomyślał o tym, by zapytać go o zdanie. Oczywiście, że nie. Julien faktycznie poczuł się upokorzony. Nie był w stanie nic zrobić. A jednak te myśli pobudzały go jeszcze bardziej. Nie był w stanie zrozumieć reakcji swojego ciała, podczas gdy jego umysł mówił, że powinien się zbuntować. Ale bunt się nie pojawił. Gdy brunet go pochwalił, a potem zadał to pytanie, na które odpowiedź była oczywista, spojrzenie złotych oczu złagodniało. Oczywiście, że chciał więcej. Nie zniesie dłużej tego podniecenia. Było zbyt wielkie, by miało pozostać niezaspokojone.
  Podniósł się z klęczek i bez wahania usiadł okrakiem na kolanach brata. Ściągnął własną koszulkę, rzucając ją w jakiś kąt. Położył swoje dłonie na seksownych, szerokich ramionach i nachylił się nad bratem. Jego wzrok utkwił w kuszących wargach. Pragnął ich.
  - Nienawidzę cię - warknął, nachylając się bardziej. Jego dłonie zjechały niżej, badając zarys wyczuwalnych mięśni brata. Poruszył się niespokojnie na jego kolanach. Miał na sobie spodnie, a jednak jego podniecenie i tak było doskonale wyczuwalne. Nigdy nie był tak bardzo spragniony czyjegoś dotyku, jak teraz pożądał własnego brata. Choć nie godził się z tą myślą, czuł, że mógłby zrobić niemal wszystko, by ten się nim zajął. By go zaspokoił. Dotykał. Skupiał się tylko na Julienie i sprawił, że ten będzie należał tylko do niego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 10:00 pm


    Lilka z każdą kolejną chwilą coraz bardziej go zaskakiwał. Co prawda zdawał sobie sprawę z tego, iż jego brat działał pod wpływem zbyt wielkiej dawki procentów, którą wlał w siebie niecałe pół godziny wcześniej, ale nawet Roderick tak pijany - nigdy nie byłby tak... Upierdliwy, ale i zarazem w pewien sposób - oczywiście nie dla niego - pociągający. Co by zrobił, gdyby zdawał sobie sprawę z tego, co Lilka o nim myśli? Wyśmiałby go, ot co. A później poszedłby do pierwszego lepszego klubu aby się najebać i wyrwać pierwsze lepsze dupsko.
   No cóż, taki był Roody i w najbliższym czasie nie zamierzał się zmienić - o ile w ogóle zamierzał. Knightley czuł się nad wyraz zagubiony, czego oczywiście nie chciał przyznać przed samym sobą, ale również kurewsko usatysfakcjonowany reakcjami, jakimi go obdarzał jakże kochany braciszek. W końcu, nigdy wcześniej nie spodziewałby się że on, jak i Lilka w jakikolwiek sposób będą tak cholernie blisko. Co prawda sam Knightley nie wiedział, dlaczego najzwyczajniej w świecie Lilki nie powstrzymał, zdając sobie sprawę z tego, jakie będą tego skutki, ale w pewnym sensie całe to dziwne zachowanie brata niezmiernie go satysfakcjonowało. Sprawiało, że pragnął z każdą kolejną chwilą coraz bardziej zmieszać go z błotem. A pijany Julien najzwyczajniej się dawał, domagając się jedynie uwagi ze strony Rodericka. Zastanawiał się, czy na pewno dobrze robi, pozwalając swemu bratu na TAKIE rzeczy.  
   Wszakże sam Roody pragnął się nieco rozerwać, ale mógł to zrobić z pierwszym lepszym. Zawsze tak robił... I nie zamierzał przestać. Z wielkim uwielbieniem wpatrywał się w swego drogiego brata, który obdarzywszy starszego kąśliwym słowem, grzecznie usiadł mu na kolanach, na co Roderick zareagował cichym pomrukiem zadowolenia. Jakby nie patrzeć, to pomimo wielu sprzeciwów, oraz bicia się z myślami, doszukał się również kilku profitów całej tej.... sytuacji. Najzwyczajniej mógł pójść na całość, nie martwiąc się tym, że zrobi niechcący krzywdę, a poza tym pijany Lilka chyba się o to prosił. No cóż, Roderick nigdy nie zgadłby, że jego braciszek lubi na ostro.To była naprawdę ważna informacja, którą mężczyzna już na samym początku obciągania zakodował sobie w głowie. Może mu się kiedyś do czegoś przyda? Na przykład do wkopania drogiego Lilki do jakiegoś mocno śmierdzącego gówna? Oblizał powolnie wargi, zdając sobie sprawę z tego, jak teraz - choćby najmniejszy ruch z jego strony - działa na pijanego Juliena. Jeszcze chwila i będzie jęczał, wijąc się pod seksownym ciałem swego starszego braciszka, błagając o zdecydowanie większą dawkę rozkoszy.
   Prychnął, uśmiechając się figlarnie, kiedy to dłonie drogiego Lilki znalazły się na jego ciele, a krocze otarło o te należące do Rodericka. Ach, być tak cholernie zdesperowanym... Starszy Knightley najzwyczajniej Deliorę zniszczy. Zmiesza z błotem, jak to robił dotychczas. Tym razem nie dostanie po mordzie jak zazwyczaj. Lilka najzwyczajniej będzie mu dziękował, prosząc o więcej. No cóż, Roody będzie musiał zadowolić znudzonego, napalonego Lilkę.
   - Wiesz, wolę miano skurwiela, niźli dziwki. - wymruczał, swe dłonie umieszczając na pośladkach Juliena. Jakoś dziwnie mu owa część ciała przypasowała. Czy Lilka chciał więcej? Oczywiście. Roderick nie musiał być jakoś wybitnie mądry, by to wiedzieć. Sam wzrok, ruchy a nawet słowa, które miały na celu sprawić, by w starszym Knightleu coś zawrzało - sprawiały, że najzwyczajniej nie chciał kończyć. Pragnął ciągnąć to dalej, pyszniąc się reakcjami Lilki na jego pieszczoty i słowa. Nim całym. Uniósł delikatnie głowę ku górze, a poczuwszy gorący oddech Deliory, syknął niezbyt delikatnie wpijając się w jego wargi. Czuł to napięcie, tą wielką ochotę i desperację pijanego braciszka. To starszego Knightleya w niebezpieczny sposób jarało. Cholernie jarało.
   Już po chwili zszedł pocałunkami niżej, ssąc i podgryzając skórę na pięknie odsłoniętej szyi Lilki. Chach, sam się zaczynał podniecać. To chore.
  - Zerżnę cię na tyle mocno, że będziesz błagał o więcej. Powiedz, czego chcesz? Mam wyruchać twój ciasny tyłek? - zapytał, bardzo dobrze znając odpowiedź. Dlaczego nie pogrążyć go jeszcze bardziej? W końcu, Roody i tak wiedział, że takie słowa działały na niego niezwykle pobudzająco. Pieprzona dziwka...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 10:01 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Czuł, że wszystko przestaje się liczyć. Wszystko oprócz jego seksownego braciszka straciło większy sens. Po co przejmować się całą resztą, skoro może obciągać Roderickowi niczym ostatnia dziwka i otrzymać za to nagrodę? Nigdy nie było mu tak dobrze. Nieraz wciągał różne substancje i połykał pozornie nieszkodliwe pigułki, ale po żadnej z tych rzeczy nie czuł się tak dobrze jak teraz. Dzisiejszego wieczoru jedynie wypił trochę procentów, a czuł się jak na najlepszym haju w całym swoim życiu. Jego brat tak naprawdę jeszcze nic nie zrobił, a Lilka znalazł się na skraju szaleństwa. Miał wrażenie, że wystarczy mu chwila zabawy i rozpadnie się na cząsteczki, a jednocześnie w pewien sposób nie chciał spełnienia, by dłużej cieszyć się tym uczuciem. Wcale nie był bardziej pijany niż minutę temu, ale czuł się jakby był na coraz większym odlocie. Był w stanie zrobić wszystko, żeby brat go przeleciał i uraczył jego uszy jeszcze większą ilością niecenzuralnych słów, przyprawiających o ciarki na całym ciele. Zupełnie poddał się działaniu alkoholu i... działaniu brata. Wszystko inne miał gdzieś.
Cieszył się dotykiem ładnie wyrzeźbionych mięśni, gdzieś na skraju świadomości myśląc o tym jak długo chciał ich w ten sposób podotykać. Teraz miał okazję, by nadrobić te wszystkie lata bezczynnego przyglądania się nieosiągalnemu Roodiemu. Zaskakujące jak bardzo osiągalny stał się w ciągu kilku ostatnich godzin.
Znów nazwał go dziwką. Pierdolony dupek. Niech mówi tak dalej... Julien tej nocy był gotów zostać dla niego kurwą. Zresztą zdążył to już pokazać. Potrzebował dobrego rżnięcia, choć nigdy wcześniej by o tym nie pomyślał. Do tej pory dobrze było mu z tym, że bzyka innych, a ci są na jego łasce. Teraz zapragnął zamiany ról. Pierwszy raz się tak czuł i choć odpychał od siebie tą myśl, wiedział, że może być tak uległym tylko w stosunku do brata. Nikomu innemu nie pozwoliłby na to, co robi z nim teraz Roderick, nawet gdyby był sto razy bardziej napierdolony. Ale pozostańmy przy tym, że zapragnął wzbogacić się o nowe doświadczenia. Może, gdy już wytrzeźwieje ta myśl powstrzyma go przed strzeleniem sobie w łeb albo powieszeniem się na klamce.
- Mi podoba się miano dziwki - wymruczał w odpowiedzi, z silnym pożądaniem zaglądając w tak znajome tęczówki. Uśmiechał się lekko, wyzywająco, a cała jego postawa zachęcała. Wyglądał, jakby dopiero co opuścił burdel, albo nawet jakby wciąż w nim był. Brakowało tylko kilku banknotów za paskiem jego spodni. Wszystko inne się zgadzało - był w stanie zrobić wszystko dla swojego "klienta", profesjonalnie go obsłużył i pragnął poczuć jego dużego kutasa w swoim tyłku. Był tak rozochocony, że niejedna dziwka mogłaby się od niego uczyć.
Jęknął niekontrolowanie, gdy został uraczony brutalnym pocałunkiem mężczyzny. Natychmiast go odwzajemnił, rozkoszując się lekkim bólem. Pragnął go więcej i więcej. Nawet on sam nie znał siebie od tej strony. Tak bardzo podobało mu się to co robił jego kochany braciszek, że ledwie powstrzymywał się przed tym, by zsunąć spodnie i nabić się na jego kutasa. Ujeżdżałby braciszka jak profesjonalna kurwa.
Jego zamglony wzrok wciąż wpatrzony był w bruneta, nawet wtedy, gdy ten zajmował się jego szyją. Pochłaniał go swoim spojrzeniem, a te jak nic innego odzwierciedlało jego pożądanie. Nieświadomie przygryzł wargę i niespokojnie poruszył biodrami, gdy brat znów się odezwał. Tak, niech go rżnie, niech go bezlitośnie pieprzy, aż będzie błagał, by przestał. Niech pokaże słodkiemu, młodszemu braciszkowi jak to jest mieć kogoś w swojej ciasnej pupci. Niech sprawi, by to pokochał i na kolanach prosił o więcej. Ból wymieszany z przyjemnością... Jego własny brat pomiędzy niedoświadczonymi, spragnionymi kutasa pośladkami - te rzeczy jarały Lilkę do granic możliwości.
- Tak, zerżnij mnie mocno, braciszku - wyszeptał wprost do jego ucha i przygryzł je dość mocno, z premedytacją sprawiając ból. - Ten ciasny tyłek czeka, aż go rozdziewiczysz. - Odsunął się delikatnie i z lekkim, drapieżnym uśmiechem przejechał palcem po wilgotnych ustach bruneta. Jego oddech był gwałtowny i urywany. Nawet gdy mówił, brzmiał jakby jęczał. Żaden twórca pornolów nie pogardziłby takim aktorem. Szkoda tylko, że to nie była żadna gra... Lilka ponad wszystko pragnął, by braciszek rozepchał jego dziewiczy tyłek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 10:04 pm


    Sam nie mógł uwierzyć, ale z każdą kolejną sekundą Lilka sprawiał, że Roody go pragnął. Nie w ten słodki, posrany sposób, jak to bywa w prawdziwej miłości, a bardziej z pożądania. Poza tym, jakby na to nie spojrzeć, Julien nie był brzydki, czy też obleśny. Co prawda był jego bratem, a Roderik nie pomyślałby o nim w jakikolwiek inny sposób, niż jak o darmozjadzie, ale w tamtej chwili naprawdę chciał go ostro zerżnąć. Na tyle mocno, by dnia następnego nie mógł wstać z łóżka. Zacmokał głośno, z lekkim rozbawieniem kręcąc głową, kiedy to młody Knightley poruszył nieznacznie biodrami, niemalże jęcząc mu do ucha. Jakie wymagania...
    - Masz ochotę troszeczkę poskakać, czy może wymiękasz i nie dasz rady? - zapytał, uśmiechając się zadziornie. To nie tak, że starszy Knightley chciał wbić mu nóż w plecy.
    Najzwyczajniej grzecznie się zapytał. Jeśli Julien nie czuł się na siłach - a najprawdopodobniej pijany Julien, to leniwy Julien - nie będzie chciał za bruneta odwalić całej brudnej roboty, sam to zrobi. Co prawda dość niechętnie, ale za to będzie mógł nadać takie tempo, jakie będzie mu się podobać, nie bacząc na jakiekolwiek sprzeciwy ze strony Lilki. Roderick przekrzywił nieco głowę, a zatrzymawszy swe spojrzenie w niemalże błagających o więcej uwagi - oczach, westchnął cicho.
    - Zadziwiasz mnie... - mruknął, a łapiąc młodszego Knightleya mocno ja pośladki, wstał wygodnego z fotela, kierując się do swojego pokoju. Wszedłszy do niego, niemalże od razu rzucił Lilkę na miękki materac, z uwielbieniem wpatrując się, do jakiego stanu desperacji go doprowadził. To aż nierealne ~  Roody nigdy nie zwracał na niego szczególnej uwagi. Najczęściej traktował go niczym powietrze. I choć niezmiernie się starał, nie raz mu nie wychodziło. Dlaczego? Było to spowodowane tylko i wyłącznie zachowaniem jakże drogiego braciszka. Najzwyczajniej doprowadzał go do szału. I Julien robił to specjalnie. Pytanie tylko; Dlaczego? Kiwnął z niedowierzaniem głową, wzdychając głośno, a dostrzegłszy, jak Lilka kręci się w akcie desperacji, skomentował to cichym pomrukiem. Powolnym krokiem podszedł do łóżka, następnie powolnie na nie wchodząc. Materac ugiął się pod dodatkowym ciężarem. Parę sprężyn wbiło się w jego kolana, oraz dłonie, jednakże za bardzo zaabsorbowany Julienem, nawet tego nie dostrzegł.  
    - Będę cię rżnął, aż miło. - wymruczał wprost do jego ucha, następnie mocno przygryzając małżowinę. Już po chwili zjechał językiem niżej, kreśląc mokrą drogę wprost do jego słodkiej dziurki. Uśmiechnąwszy się zadziornie, nieco się przybliżył, a złapawszy ją swymi zębami, pociągnął w swoim kierunku. Teraz Roderick sprawi, że jakże kochany Lilka zawyje z rozkoszy, zdecydowanie błagając o więcej. Pozostanie tylko kwestią czasu, aż ten dupek sam do niego przyjdzie, błagając o porządne rżnięcie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 10:05 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Został nieco zbity z tropu, kiedy brat zadał mu te dosadne pytanie. Myślał, że wystarczająco jasno dał do zrozumienia, że nigdy nie bzykał się z nikim w ten sposób. Jego tyłek nigdy nikogo nie gościł, co znaczyło tyle, że Lilka nie ma pojęcia jak to wygląda od tej strony. Wypity alkohol nie pozwalał mu myśleć racjonalnie i tylko dlatego z taką łatwością przekonał się do spełniania roli pasywa, nie myśląc o tym jak cholernie może to boleć. Ten sam alkohol jednak nie sprawiał, że nagle przybyło mu wiedzy na ten temat. On po prostu nie wiedziałby jak ujeżdżać innego faceta. Pomińmy już fakt, że nie miałby na to siły. Już teraz nie wiedział czy utrzymałby się na nogach, gdyby tak miał na nie stanąć. Jednocześnie jednak nie chciał zawieść brata i wyjść na niegodną jego kurwę, dlatego wstrzymał się z odpowiedział, patrząc jedynie głęboko w niebieskie tęczówki Roodiego, jakby to tam szukał odpowiedzi. Roderick chyba zrozumiał jego wątpliwości, albo po prostu znużyło go czekanie na odpowiedź, bo w końcu porwał Juliena i skierował swe kroki do pokoju, tym samym decydując za niego.
Roderick nie zwlekał ze ściągnięciem ciuchów z Lilki, a ten wcale się nie opierał. Wręcz przeciwnie - pomógł mu z wielką ochotą o ile można nazwać pomocą słabe uniesienie rąk i tyłka. Jęknął, gdy wylądował nagi na materacu. Jego brzuch stykał się z łóżkiem, a tyłeczek niecierpiwie unosił prosząc o trochę uwagi. Leżąca na policzku głowa zwrócona była w stronę bruneta, a złote oczy uważnie obserwowały każdy jego ruch. Cały pokój wypełniał głośny, przyspieszony oddech Lilki. Nie mógł go opanować, tak jak nie mógł zapanować nad samym sobą. Zniecierpliwił się jeszcze bardziej, gdy brat zniknął z zasięgu jego wzroku i pojawił się za nim. Przymknął oczy i mruknął z rozkoszy, czując na sobie język braciszka i jego wcześniejsze słowa. Tak bardzo chciał tego, by Roderick wbił się w jego ciasny tyłek, że w ogóle nie myślał o tym jak to może boleć. W końcu nigdy tego nie robił, musiał być strasznie ciasny, a brat raczej nie pomyślał o tym, żeby go jakoś szczególnie przygotować. A mógłby. Ale wyjątkowo uległy Lilka nie chciał od niego niczego wymagać, wydawało mu się, że jest w stanie znieść wszystko, a co więcej sądził, że będzie to przyjemne. W końcu tak bardzo podobało mu się jak starszy brat nim pomiata, jak traktuje go jak dziwkę i nie okazuje żadnej czułości.
Jęknął głośno, czując język mężczyzny między swoimi pośladkami. Otworzył szerzej oczy nie rozumiejąc jak coś może być tak bardzo przyjemne. Było to nieporównywalne do tego co czuł kiedy popychał innych chłopaków. Język jego kochanego braciszka w tamtym miejscu sprawiał, że Julien zapominał gdzie jest. Czuł się jak na najlepszym haju w życiu. Zaraz oszaleje. Z jego ust wydobywało się pełno kompromitujących dźwięków świadczących o wielkiej rozkoszy. Nieświadomie zaciskał dłonie na prześcieradle i czuł, że jeszcze trochę i nie da rady się powstrzymać. Było mu tak gorąco, dobrze... Zaraz eksploduje.
- Roderick... - Jęknął bezsilnie, w mrukliwy sposób wypowiadając imię brata. Chciał, żeby posunął się dalej. Chciał dojść, czując wielkiego członka swojego kochanego braciszka wewnątrz siebie. Pragnął poczuć go, jak nie pragnął nigdy niczego innego. - Zerżnij mnie... Zerżnij, teraz. - Nawet nie zauważył, kiedy zaczął go prosić. Nie obchodziło go jak bardzo się jeszcze upokorzy. Niech już go weźmie, niech go przeleci, niech będzie jego pierwszym. Słodki, kochany starszy braciszek...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 10:07 pm


 
    Roody nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że Lilka może być tak cholernie zdesperowany. Wcześniej nawet przez głowę by mu nie przeszło, że Julien będzie mu się pchał do łóżka. Roderick miał zwyczajnie wrócić z pijanym braciszkiem do domu i grzecznie odprowadzić go do  j e g o łóżka, samemu pakując się do swojego. No cóż, to że coś się spierdzieliło, nie było jego winą. I choć mógł zapobiec całej tej sytuacji, nie zrobił tego. Po co, jeśli w bardzo łatwy sposób mógł jakże drogiego braciszka skompromitować? Co najważniejsze, nie byłoby to jego winą, gdyby drogi Julien zacząłby się czegoś czepiać. W końcu, to on się rzucił na Roodiego, domagając się nieco uwagi. Starszy Knightley spełniał tylko jego życzenie. Prychnął, odsuwając się od tyłka Lilki, palcem wskazującym delikatnie naciskając na otwór.
    - Będę cię rżnął aż miło, kochanie. - rzucił, uśmiechając się krzywo. Złapawszy Deliorę, podniósł go, następnie łapiąc za pośladki. Lilka musiał opleść go nogami, dłonie umieszczając na karku by nie spaść. Twarz Rodericka wykrzywiła się w krzywym uśmiechu, kiedy stojąca męskość młodszego braciszka otarła się o jego brzuch. Ten dupek naprawdę był cholernie podniecony... To sprawiło, że Roody poczuł się doprawdy poruszony. Znaczyło to przecież, że nie jest niczego sobie, w taki sposób działając na Lilkę. Musiał być doprawdy zajebistym, ociekającym seksapilem skurwielem, jeśli Julien był w takim stanie. Po chwili ciszy, nieustannego wpatrywania się w oczy Deliory, westchnął, stawiając go na podłodze. Zaraz jednak zmienił jego pozycję, dostrzegając, że ma problem z utrzymaniem swej osoby w pionie. Cmoknął z niesmakiem, niezbyt delikatnie kładąc go na podłogę, daleko od łóżka. Czemu by nie urozmaicić nieco jego seksu z braciszkiem? Chciał, aby zapamiętał go bardzo dokładnie, chociaż szczerze wątpił w to, że zapamięta wszystko. Widział jakże wielką desperację, wręcz błagalny wzrok i ten przyśpieszony oddech, niekiedy przybierając formę jęków. No cóż, powoli trzeba zabierać się do roboty, już i tak - w tej chwili - więcej Lilki się upokorzyć nie da. Nachylił się nad młodszym Knightleyem, a złapawszy obiema dłońmi jego biodra, przymrużył powieki, wchodząc w niego całą swą długością. Roderick to uwielbiał. Bez przygotowania, rżnąc na pełnych obrotach. W końcu, wszystkie kurwy były takie same. Wszystkim chodziło tylko o jedno. Nie mógł się powstrzymać od nie westchnięcia, kiedy jego członek znalazł się w przyjemnie ciepłym i mokrym tyłku Lilki. Jego mięśnie przyjemnie zaciskały się, po chwili rozluźniając, kiedy Knightley go posuwał. Julien był zdecydowanie najlepszą kurwą pod słońcem.
    - Podnieca cię, jak twój własny brat pieprzy twój tyłek? - zapytał, uśmiechając się zadziornie. Biedny Lilka, naprawdę nie wiedział, na co się pisze. Mężczyzna nachylił się delikatnie, mocniej się wbijając. Z zadziornym uśmiechem nachylił się do ucha Juliena, mrużąc powieki.
    - Wielka z ciebie szmata, braciszku. Wyobrażasz sobie reakcję matki, jak jej powiem? Jak zareaguje, wiedząc, że jej młodszy syn jest kurwą, która z tak wielką ochotą oddaje się bratu? - wyszeptał, a prychnąwszy, podniósł się, całą swą uwagę skupiając na posuwaniu kurewskiego tyłka Lilki. Złapał w płuca głęboki wdech powietrza, zmieszanego z ich potem, oraz coraz to głośniejszymi jękami Juliena, a wbijając się jeszcze kilka razy, doszedł, oddychając ciężko. Zdecydowanie wyszedł z prawy. Będzie to musiał nadrobić ~  Normując oddech, podniósł Deliorę z podłogi, kładąc go na swoim łóżku. Zrobił to tylko dlatego, ponieważ nie miał siły łazić z nim po całym mieszkaniu. Zabrał mokre chusteczki, następnie wycierając podłogę ze spermy młodszego Kightleya. Wyrzuciwszy je do kosza, położył się obok, utrzymując jak najszerszy dystans. Później Roderick mu wpierdoli. Teraz najzwyczajniej nie miał na to siły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 10:09 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Zacisnął zęby na dolnej wardze, gdy poczuł palec brata niebezpiecznie blisko swojej ciasnej dziurki. Serce biło mu jak oszalałe, bo mimo tego, że kurewsko mocno pragnął dobrego rżnięcia ze swoim braciszkiem, podświadomie bał się dopuścić kogokolwiek w tamto miejsce. Czuł silne napięcie wywołane lekką obawą, stłumioną mocno przez alkohol i niepohamowane pożądanie. Wstrzymał oddech, myśląc, że zaraz poczuje palca swojego braciszka w środku i był lekko zawiedziony, gdy to nie nastąpiło. Mruknął niezadowolony i mocno zniecierpliwiony, wymownie ruszając biodrami. Palec wciąż się nie wsuwał i wyglądało na to, że plany Roodiego są zupełnie inne niż zakładał Julien. Pomimo tego uśmiechnął się lekko słysząc tak dosadną obietnicę wypowiedzianą przez bruneta. Ale Julien miał dość słów. Może inaczej… Podobał mu się seksowny głos braciszka, szczególnie, gdy wypowiadał takie słowa, ale pragnął, by do tego doszły jeszcze czyny. Z czystym sumieniem mógł przysiąc, że nigdy nie był tak nieziemsko napalony, a jego kutas nigdy taki sztywny jak teraz, gdy dotykał go własny rodzony brat.
Mruknął zaskoczony, kiedy został odwrócony i nieoczekiwanie uniesiony przez silne ręce starszego mężczyzny. Odruchowo oplótł swoje nogi wokół talii Rodericka, a ramiona zarzucił na jego szyję. Oddychając szybko i nierówno, bezsilnie oparł głowę o szerokie ramię. Jęknął niekontrolowanie, gdy poczuł ciepło umięśnionego brzucha na swoim członku. Dlaczego go tak męczy? Dlaczego go po prostu nie przerżnie, tak jak Julien tego pragnie? Jest na to gotowy od długiego czasu, ale Roderick jak zawsze musi się z nim bawić, musi trzymać go w tym napięciu. Zwariuje.
Uraczył brata grymasem, gdy ten postawił go na podłodze. Nie trzeba mówić jak Lilce ciężko było utrzymać się w pionie, gdy był w takim stanie jak... jest obecnie. Czując, że ściany robią się dziwnie pochyłe, oparł dłonie o braciszka, polegając na nim. Udało mu się nie wywrócić, na co zareagował pełnym dumy uśmiechem. Odniósł osobisty sukces, dlaczego miałby nie odczuć satysfakcji? On naprawdę czuł się, jakby zrobił coś wielkiego i niesłychanego. W tym stanie może i nawet stanowiło to wyczyn. Gdy już trochę oswoił się z sytuacją, spojrzał prosto w niebieskie oczy brata, swym wzrokiem wyrażając jedno wielkie pytanie - na co jeszcze czeka?
Poddał się całkowicie dłoniom brata, gdy ten postanowił ulokować Lilkę na podłodze. W mało delikatny sposób swoją drogą, ale przecież to w ogóle złotookiemu nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, miał wrażenie, że jeszcze trochę podobnie delikatnych czynników, które zbyt mocno go podniecają i tryśnie bez dodatkowej interwencji palców Rodericka. Nie mówiąc już o czymś dużo większym niż owe palce. Leżąc na brzuchu, zupełnie zamglonym spojrzeniem uważnie obserwował poczynania brata. Grzecznie rozchylił nóżki pragnąc, by ten znalazł się między nimi. Pragnął go całym sobą, jednak zupełnie nie spodziewał się tego co nastąpiło chwilę potem. Brat bez żadnego ostrzeżenia, mocnym ruchem wbił się w ciasną dziurkę, a Lilka miał wrażenie, że coś rozrywa go od środka. Nie mógł nie krzyknąć. Wręcz wydarł się, czując jak w jednej chwili łzy napływają mu do oczu. Szybko zatkał usta dłonią. Nawet w tym stanie nie chciał dawać wyrazu swojemu cierpieniu. To było straszne. Nigdy nie czuł takiego bólu, lecz mimo to nie pozwolił by kropelki czające się w kąciku jego oczu wypłynęły. Starł je szybko, a usta zacisnął w wąską linię. Dłonie zacisnął na udach Rodericka, mocno wbijając w nie swoje paznokcie. Niech drań poczuje choć trochę bólu, w końcu i tak nie jest on porównywalny do tego co czuje teraz Lilka. Przygryzł wargę do krwi, kiedy Rooderick nic nie robiąc sobie z jego krzyku, zaczął go posuwać. Zero współczucia, zero litości... Julienowi tak bardzo się to podobało. Wiedział, że nawet gdyby teraz zaprotestował, braciszek i tak by go rżnął, nie patrząc na zdanie Juliena. Ta myśl podniecała go do tego stopnia, że był w stanie się trochę rozluźnić i postarać zapomnieć o bólu. Alkohol sprawiał, że było to dużo łatwiejsze. Szorstki głos brata również pomagał.
- Tak... Podnieca mnie twój wielki kutas w mojej ciasnej dupie braciszku - wymruczał, gdy już odzyskał zdolność mówienia, a ból przestał aż tak bardzo mu dokuczać. Z każdą chwilą odczuwał coraz więcej przyjemności. Kręciło mu się w głowie, więc zamknął oczy. Nie powstrzymywał głośnych jęków i pomruków. Zupełnie nie przeszkadzało mu to jak wygląda, jak jego własny brat go pieprzy, sprawiając, że całe jego ciało co rusz przesuwało się po podłodze. Do przodu i do tyłu... Jak dobrze. Zajebiście. Kurewsko zajebiście. Odpływał.
Kolejne słowa brata były dla niego zupełnie niezrozumiałe. Miał wrażenie, że znalazł się na innej orbicie. Rozpływał się pod ciałem swojego spierdolonego braciszka. Wyraźnie czuł każdy jego ruch. Pokochał to uczucie.
Nigdy nie przeżył tak zajebistego orgazmu jak dzisiaj. Miał wrażenie, że na kilka sekund traci świadomość.
Opadł bezwiednie na podłogę, przekręcając się od razu na plecy, kiedy było po wszystkim. Był tak zmęczony... Nagle jego powieki zrobiły się takie ciężkie. Pulsujący, straszny ból w dolnych partiach był niczym w porównaniu do tej przyjemności. Było mu tak błogo...

***

Nie wiedział, czy powinien najpierw otworzyć swoje ciężkie oczy, czy rozjebać głowę młotkiem, żeby przestała boleć. Ostatecznie z wielką niechęcią uchylił powieki i chwycił się dłonią za czoło. Chwilę mu zajęło, nim rozeznał się w sytuacji. A kiedy już jakimś cudem, marszcząc brwi pod wpływem rażących promieni słońca, zrozumiał gdzie się znajduje, miał ochotę ponownie zamknąć oczy i już się nie obudzić. Wiedział, że to sypialnia Rodericka. Może mieszkał tu pierwszy dzień, ale nie ma problemów z pamięcią (przynajmniej kiedy nie pije) w związku z czym wiedział, jak wyglądają jego własne cztery ściany. Wzdrygnął się, kiedy obok siebie ujrzał tego kretyna. Skrzywił się z widocznym niesmakiem i przy okazji uszczypnął, mając wrażenie, że wciąż śpi. Niestety zabolało. Nie tylko uszczypnięcie przyprawiało go o nieciekawe odczucia. Szybko zaczął się zastanawiać czemu tak cholernie łupie go w krzyżu... No dobra, trochę niżej. Bolało do tego stopnia, że nie mógł wstać na nogi bez kilku soczystych przekleństw i grymasu na twarzy. Miał ochotę położyć się z powrotem. Chodzenie tak bardzo bolało.
Gdy już wstał na nogi uświadomił sobie coś jeszcze. Jest kompletnie nagi. Co więcej, jego brat też jest kompletnie nagi.
- Niemożliwe... - Postanowił nie zawracać sobie tym głowy. Na pewno było jakieś sensowne, nieszkodliwe wyjaśnienie tego, dlaczego obudził się bez ubrań w łóżku równie "skąpo odzianego" brata, a na dodatek nakurwia go tyłek. Na pewno istniało. Musiało istnieć.
Rzucając nieprzyjemne, pełne obrzydzenia spojrzenie śpiącemu Roderickowi, skierował się do łazienki, od razu włażąc pod prysznic i odkręcając zimną wodę. Włożył głowę pod lodowaty strumień i rozkoszował się tym przyjemnym uczuciem, opierając dłonie o chłodne kafelki. Odetchnął głęboko, próbując przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszej nocy. Byli w klubie, byli w kiblu, jak zwykle się ze sobą użerali, potem pili... Wyszli. A dalej? Wiedział, że zostawił tam swoją kurtkę, wiedział, że szedł do domu, ale kompletnie nie wiedział co działo się potem. Nic nie pamiętał. Jedna, wielka czarna dziura. Przerażało go to.
- Kurwa. Da się to wyjaśnić - przekonywał sam siebie, zakręcając wodę. Nie chciał myśleć o tym co mogło się stać, naprawdę nie chciał. Wolał, by Roderick mu to wyjaśnił. Na pewno nic nie odjebał. Na pewno nie...
Z cierpiętniczym wyrazem twarzy i tego samego rodzaju westchnięciem, owinięty w pasie ręcznikiem i z mokrymi włosami skierował się do kuchni, gdzie szybko dopadł do soku pomarańczowego, który nalał sobie do szklanki. Wypił ich kilka nim w końcu przestał czuć tego cholernego kapcia w mordzie. Ból za to nie przechodził. Bez zastanowienia sięgnął po fajki brata. To był jeden z tych momentów, gdy musiał zapalić. Co się, kurwa, wczoraj działo?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 10:13 pm


     Przekręcił się na drugi bok, mrucząc pod nosem kilka niezrozumiałych słów. Bolała go głowa i chociaż nie miał kaca tak jak Lilka, czuł się jakby miał zaraz umrzeć. Czy pamiętał, co stało się niecałe parę godzin wcześniej? Oczywiście że pamiętał. Ten parszywy gnojek rzucił się na niego, a on, o zgrozo nie oponował. Chyba znowu powinien zacząć wyrywać dupy w clubach... Na pewno wyjdzie mu to na dobre.
    Westchnął, a podniósłszy się do siadu, rozejrzał się po swoim pokoju. Nie było tak źle, jak na początku mu się wydawało. Podłogę ładnie domył, - w tamtej chwili cieszył się, że jeszcze nie kupił dywanu - a ubrania nie walały się po całym mieszkaniu. Przeklął pod nosem, a drapiąc się po karku, wstał z łóżka. Bosymi stopami powłóczył na dół, gdzie Lilka sączył sobie soczek. Rodericka strasznie ciekawiło, czy Julien pamiętał o tym, że własnowolnie pchał mu się do łóżka. W pewnym stopniu nadal nie mógł zrozumieć tego, że Deliora naprawdę nie musiał długo prosić, by Roody się jego dziewiczym tyłkiem. I czuł się z tą świadomością okropnie. Pocieszał go jednak fakt, że młodszego Knightleya musiał teraz strasznie napierdzielać tyłek. W zdecydowanie lepszym humorze, z widocznym uśmiechem na twarzy, ruszył do obleganego przez Lilkę pomieszczenia. Znalazłszy się w nim, oparł się niedbale biodrem o ścianę, swe dłonie krzyżując na obnażonym torsie. Wpatrywał się przez chwilę w nagie plecy Lilki, a mrużąc powieki, oblizał suche wargi, prychając cicho. Najwyraźniej Julien nie zdawał sobie sprawy z obecności starszego braciszka.
    Wzrok Rodericka mimowolnie zjechał na opięte przez ręcznik pośladki swego braciszka. Zastanawiał się, czy specjalnie siedział w samym ręczniku, czy może stwierdził, że Roody nie będzie skłonny do zrobienia mu podobnej krzywdy. Jednakże, czy rzeczywiście można by to było nazwać krzywdą? W końcu Deliora sam pragnął, by wyruchać jego - już nie - dziewicze tyły. Pokręcił głową, a odrywając się od ściany ruszył w kierunku chłopaka, po chwili stając za jego plecami.
    Całkowicie zignorował fakt, że wziął sobie jego szlugi bez pytanie. Później to sobie odbije ~
    - Dzień dobry, księżniczko. - wymruczał mu do ucha, po chwili przykładając nań swoje wargi tak, by mógł delikatnie muskać jego płatek. Kilka godzin wcześniej cholernie podobało mu się, jak Roody go dotykał, więc czemu teraz miałoby się to zmienić?
    - Wyspałeś się? - zapytał, a odczekawszy kilka sekund, odsunął od niego swoje usta, zmniejszając odległość między nimi do maximum. Niby przypadkiem otarł się swoim penisem między jego pośladkami, a przybrawszy na twarz zadziorny uśmiech, stanął z boku, sięgając dłonią po czystą szklankę, do której nalał sobie tego samego płynu, jaki był w szklance Deliory. Mimowolnie jego wzrok przeniósł się na ładnie odsłoniętą szyję młodszego braciszka.
    Następnym razem w szczególności zajmie się właśnie nią...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sro Lip 08, 2015 10:13 pm

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Otworzył okno, klnąc coraz głośniej za każdym krokiem, który musiał do niego pokonać. W końcu z wielką ulgą oparł się o parapet, dzierżąc w ręku odpalonego już papierosa. Z jego twarzy wciąż nie schodził grymas niezadowolenia wywołany doprawdy wieloma czynnikami: bolała go głowa, bolała go dupa, było mu nie dobrze, bolała go dupa, miał kaca, bolała go dupa, nic nie pamiętał i bolała go dupa. Nie mówiąc już o tym jak bardzo bolała go dupa. Zapowiadał się naprawdę ciężki dzień.
Chłód dobiegający z dworu wydał się Julienowi dziwnie przyjemny, chociaż przed chwilą wyszedł spod prysznica i wciąż miał na sobie jedynie ręcznik owinięty w talii. Najwyżej się przeziębi, miał to gdzieś. Jego odporność jest tak zajebista, że może sobie paradować prawie nago we wrześniu i wychylać przez okno z mokrymi włosami. O tyle dobrze, że tego dnia przynajmniej pogoda zapowiadała się nieźle. Słońce świeciło w najlepsze, a lekki wiaterek wcale nie przeszkadzał, więc i o swoje zdrowie Lilka raczej nie za bardzo musiał się bać. No chyba, że psychiczne, bo z tym w obecnym momencie było cienko. Mimo, że chciał cierpliwe zaczekać aż Roderick mu wszystko wyjaśni, a nawet wywlec go z łóżka, kiedy już dopali fajka, nie mógł odgonić od siebie myśli dotyczących wczorajszego wieczora. Usilnie próbował coś sobie przypomnieć, ale nieważne jak bardzo by się nie starał, w głowie miał okropną pustkę. W końcu zaczął wymyślać sobie różne scenariusze, które oczywiście bardzo mijały się z tym co wydarzyło się naprawdę. Julien ani przez chwilę nie brał pod uwagę opcji, że mógł się z nim przespać, nawet jeśli dwie dorosłe osoby, budzące się rano całkiem nagie w jednym łóżku wskazywały zazwyczaj tylko na jedno. Lilka nie wątpił, że musi być inne wyjaśnienie dla tego dziwnego poranka. On przecież Rodericka kijem przez szmatę by nie tknął, a już na pewno nie dałby się tknąć jemu. Nawet zgrabnie ignorował solidny dowód na istnienie takiego scenariusza, w postaci bolącego tyłka. Może zjadł coś piekielnie ostrego i miał ciężkie chwile na kiblu. Tak, to przecież możliwe, kocha ostre żarcie i wpycha je w siebie przy każdej okazji. Pomińmy fakt, że nie przypomina sobie, by po jakimkolwiek z tych dań tak bardzo bolała go dupa. To jedzenie musiało być wyjątkowo, bardzo wyjątkowo ostre. Tak, na pewno Julien. Tak było.
Był zbyt zamyślony, żeby dostrzec, czy choćby usłyszeć obecność brata, więc niczego nieświadomy, wpatrując się w linię horyzontu, z przyjemnością zaciągał się fajkiem. Prawie podskoczył, gdy poczuł za sobą obce ciepło, a do jego ucha doszedł przyjemny szept. Na szczęście skończyło się tylko na lekkim wzdrygnięciu, bez żadnych skoków i fajerwerków. Zbyt zszokowany cholernie dziwnym zachowaniem Roodiego, zapomniał odwrócić się przodem do niego. Zamarł, jak zaczarowany. "Księżniczko? "Ja ci dam kurwa księżniczkę, co mu dzisiaj odpierdoliło? Szeptać tak do uszka to on może swoim dziwkom, a nie jemu. Może też się wczoraj uchlał i jeszcze mu nie przeszło?
Gdy poczuł jak coś zdecydowanie dużego i mogącego być tylko jedną rzeczą przesuwa się między jego pośladkami, natychmiast się odwrócił. Morderczy wzrok i ściągnięte brwi skierowały się w stronę zbyt zadowolonego brata, który wcale na pijanego nie wyglądał.
- Wydaje ci się, że nadal śnisz kretynie? - warknął, zgniatając kiepa w popielniczce, która stała z boku, lecz ani na chwilę nie odrywając spojrzenia złotych tęczówek od twarzy brata. Skrzywił się z obrzydzeniem, gdy uświadomił sobie, że ten nadal jest całkiem nagi. Powoli przesunął wzrokiem po całym ciele bruneta, wykazując swoją postawą jedną wielką odrazę. Mimowolnie zatrzymał swój wzrok na kroczu mężczyzny, a przez jego głowę po raz pierwszy przemknęła ta niebezpieczna myśl. Nie, NIEMOŻLIWE.
- Nic nie pamiętam - przyznał, wracając spojrzeniem do niebieskich oczu brata. - Wytłumacz mi to - zażądał z miną człowieka, który za chwilę ma kogoś zamordować. Właściwie to nie przez przypadek. Lilka bardzo chętnie zaciśnie swoje dłonie wokół szyjki Rodericka. Był wręcz w wyśmienitym nastroju do takich rzeczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Sob Lip 11, 2015 2:46 am


    Roderick pod żadnym pozorem nie zamierzał uświadamiać Lilki, co wydarzyło się niespełna kilka godzin wcześniej. Wiedział, zdawał sobie cholerną sprawę z tego, że ten parszywy gnojek będzie mu truć tyłek na każdym kroku żądając odpowiedzi. On jednak nie miał najmniejszego zamiaru uświadamiać kochanego braciszka o ich wcześniejszych ekscesach. Dlaczego? No cóż, miał co do tego pewien plan, który oczywiście mógł wypalić. Jeśli tylko zamknie swą zdecydowanie niewyparzoną gębę na przysłowiową kłódkę przy okazji zachowując się tak, jak zazwyczaj.
    Mlasnął cicho, a opróżniwszy szklankę, nie przejmując się oczekującym odpowiedzi – Lilką, podszedł do zlewu, zabierając zeń żółtą gąbkę. Namoczył ją pod wodą, a nalawszy nań trochę płynu, zabrał się za mycie kubka, pogwizdując pod nosem. Nie wiedział dlaczego, ale humor dziwnie mu dzisiaj dopisywał. Czym to było spowodowane? No cóż, nie codziennie spotyka się własnego brata, który z bolącym tyłkiem – Roderick nie musiał być wybitnym geniuszem, by to wiedzieć – zastanawia się nad tym, czy nie przespał się z  facetem, z którym łączą go jakiekolwiek więzy krwi. Po dłuższym zastanowieniu, starszy Knightley uznał, że powinien robić takie rzeczy częściej, albo przynajmniej wprowadzać Juliena w błąd, iż do takich rzeczy doszło. Co prawda byłoby to wierutnymi kłamstwami, ale dopóki Deliora nie zdawał z nich sobie jakiejkolwiek sprawy – było dobrze.
    Strzepnąwszy płyn z dłoni, odstawił szklankę na suszarkę, a odwracając się w stronę obolałego Lilki, prychnął cicho. Doprawdy nie rozumiał, skąd brała się u niego tak wielka niechęć do jego osoby? Nigdy nie mógł zrozumieć zachowania swego drogiego braciszka, choć dawno powinien się do tego przyzwyczaić. Powinien wziąć szybki prysznic i pójść do sklepu po coś jadalnego, ponieważ w lodówce świeciło pustkami, a jakże mądry Julien nie pomyślał o tym, iż po ciężkiej nocy, przy której Roderick musiał się doprawdy napracować, będzie cholernie głodny. Jakby nie patrzeć, to właśnie Alexander odwalił kawał ciężkiej roboty, wylewając z siebie siódme poty, by temu gówniarzowi było dobrze. Oczywiście nie zdawał sobie sprawy z tego, że jego kochany braciszek będzie uchodził za cnotkę niewydymkę. I pewnie dalej by nią był, gdyby nie on. Po części go jednak rozumiał, w końcu nie znał człowieka, który oparł by się jego boskiemu ciału i jakże pokaźnemu urokowi osobistemu. Jednym słowem – po prostu był zajebisty ~  Dlatego też nie zdziwiło go, kiedy poczuł na sobie natarczywy wzrok Deliory, który – gdyby tylko mógł – najpewniej wypalił by mu dziurę w pewnym, bardzo ważnym miejscu.
    Wzruszył ramionami, a chcąc specjalnie przedłużyć odpowiedź na zadane przez Lilkę pytanie, podszedł do niego, a zabierając z parapetu paczkę z ostatnim szlugiem wyciągnął go z niej. Nie odwracając wzroku od twarzyczki drogiego braciszka – wsadził sobie papierosa między wargi, odpalając końcówkę położoną niedaleko – zapalniczką. Zaciągnąwszy się upragnioną nikotyną, przymrużył powieki, po chwili spokojnie wypuszczając nagromadzony w płucach dym. Prychnął cicho, kiedy dostrzegł, iż Lilka nieco się od niego odsunął. No bez przesady…
    - Jestem aż tak straszny? – zapytał, a przeczesując wolną dłonią swe kruczoczarne kudły, westchnął. Przymknął powieki, nic nie odpowiadając. Chciał nadać całej tej sytuacji nieco dramatyzmu, jak to robiono w wielu filmach. Dlaczego? A kto go tam wie…  Po kilku sekundach – które dla Juliena najpewniej wydawały się wiecznością  - otworzył je w końcu, przenosząc na niego wzrok.
    - Bo widzisz… – zatrzymał się na chwilę, a nachyliwszy się nad nim, przybliżył nieco swą twarz do tej młodszego Knightleya, uważając na jego dłonie, których w każdej chwili mógłby użyć. Roody nie miał najmniejszego zamiaru się z nim bić. Czuł, że Lilka z łatwością by go pokonał, a to zdecydowanie nie wchodziło w grę.  - Wczoraj, kiedy wróciliśmy grzecznie do domku ty, słońce, rzuciłeś się na mnie, domagając się z mojej strony jak największej uwagi. No cóż, muszę przyznać że gibkość twojego języka naprawdę mnie zadziwiła. Czyli jednak co do tego miałem rację. Co się tyczy samego tyłka… Ruchałem lepsze, ale to pewnie dlatego, że ich właściciele byli bardziej doświadczeni. Jednakże… – uśmiechnął się delikatnie, a łapiąc młodego za podbródek, nachylił się jeszcze bliżej, nie powstrzymując obrzydliwego uśmiechu, który wykrzywił jego twarz. - To da się jeszcze zmienić. Spokojnie, wyrobię cię tak, że w przyszłości, będziesz mi dziękować na kolanach. – dokończył, a niezbyt delikatnie ściskając jego podbródek, po chwili go puścił, kierując się w stronę łazienki, ówcześnie zgaszając połowę kiepa w popielniczce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   

Powrót do góry Go down
 
▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: