IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

  ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 649
Join date : 02/07/2015
Age : 23

#26PisanieTemat: Re: ▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|   Wto Sie 18, 2015 2:43 am

JULIEN DELIORA KNIGHTLEY

LILKA
Stał tak niezmiernie zirytowany i niczym ostatni idiota miał nadzieję, że brat będzie z nim współpracował. Właściwie można to nazwać nieoczekiwanym przejawem wiary w ludzkość. Chociaż, z drugiej strony Lilka nigdy nie określiłby Rodericka mianem człowieka. O nie, mógłby nazwać go obrzydliwą, przebrzydłą glizdą wypełnioną ogromnymi pokładami jadu, lub innym podobnym określeniem. Ale tak czy inaczej - w pełni swojej głupoty wywołanej zapewne ogromnym kacem, wierzył, że brunet udzieli mu odpowiedzi. Żeby tego było mało oczekiwał iż ta rozwieje wszelkie jego obawy i sprawi, że te durne przypuszczenia zasiedlające obecnie jego głowę, zostaną zmuszone do jej natychmiastowego opuszczenia. Napinając więc całe ciało i skupiając swój morderczy wzrok na bracie, czekał na możliwość zluzowania gaci, nalania kolejnej szklaneczki soku i zrelaksowania się we własnym łóżku. Krótko mówiąc - pragnął spokojnego, bezstresowego dnia, bo w końcu tak powinno to wyglądać po ciężkiej nocy. Relaks, muzyka, spokój i brak Rodericka, który może byłby tak miły, by opuścić ich, jakby nie było, wspólne mieszkanie. Tak, Julien naprawdę dostał niebywale silnego ataku choroby zwanej głupotą, bo przecież tylko kretyn pozwoliłby sobie na wiarę w ugodowe nastawienie Rodericka. Ten atak na szczęście dość szybko zelżał na sile, głównie dlatego, że zachowanie starszego Knightley'a nie pozostawiało żadnych złudzeń. Lilka czuł jak cholernie pulsuje mu łeb, ale już nie tylko przez kaca, ale również przez nerwy. Bardzo nie lubi być ignorowany, a już szczególnie w sytuacji takiej jak ta, gdy kompletnie nie wie co też mógł odpierdolić poprzedniej nocy i jaki udział ma w tym jego własny brat. Na dodatek nie wygląda to tak, jakby nie miał się czym przejmować. Tym bardziej chciał wyjaśnień. Najlepiej takich, które przyniosą mu ulgę, ale w ostateczności zniesie te, które sprawią, że uda się na czarny rynek po broń pasującą pięknie do jego zacnej główki. Tej na górze.
O ile to możliwe, napiął się jeszcze bardziej i przymrużył oczy niczym przyczajony kocur, gdy tylko dostrzegł zainteresowanie Rodericka jego osobą. Uważnie śledził każdy jego ruch pociemniałymi ze złości tęczówkami. Co dziwne, nawet nie drgnął, choć nikt by się nie zdziwił, gdyby już teraz przypierdolił swojemu braciszkowi. W końcu Julien nigdy nie należał do tych cierpliwych i jego starszy brat najlepiej o tym wiedział. Tym razem jednak młodszy trzymał się w ryzach, gdyż naprawdę oczekiwał szczerych wyjaśnień dotyczących wczorajszej nocy. Gdyby teraz złamał ten piękny nosek Roodiego, ten z całą pewnością nie kwapiłby się do udzielenia jakichkolwiek wyjaśnień. Roderick chyba doskonale zdawał sobie z tego sprawę, bo umyślnie prowokował brata jeszcze bardziej. Dużo ryzykował testując jego cierpliwość.
Ruszył się dopiero, kiedy brunet za bardzo się zbliżył. Odsunął się na krok, gdyż zwyczajnie nie chciał czuć bliskości tego obleśnego dupka, który na dodatek latał z gołym fiutem na wierzchu, tak jakby myślał, że ma się czym chwalić. O nie, Lilka zupełnie nie miał ochoty na takie widoki z rana, szczególnie teraz, gdy po jego głowie wędrowały strasznie niebezpieczne i wyjątkowo niedorzeczne myśli. Ale wiedział, że po procentach nie zachowuje się racjonalnie, więc robienie niedorzecznych rzeczy jak najbardziej zgadzałoby się z jego stanem sprzed kilku godzin.
- Jesteś - wysyczał przez zaciśnięte zęby, w odpowiedzi na to durne pytanie. Nieustannie wpatrywał się w chabrowe tęczówki brata, samemu emanując chęcią mordu, która bez wątpienia odbijała się w jego złotych oczach. Nie przestawał ostro wpatrywać się w patrzałki brata, nawet gdy ten je przymknął. Czuł jak drży. Ręce niesamowicie go świerzbiły. Wiedział, że Roderick robi to wszystko specjalnie. Do tego stopnia zaczął obawiać się tego co usłyszy, że miał ochotę sobie odpuścić, wyminąć brata i o wszystkim zapomnieć. Nie wracać do tego. Jednak gdzieś na dnie jego podświadomości tlił się jeszcze płomyk nadziei na to, że usłyszy jakieś racjonalne wyjaśnienie, które pozwoli mu odetchnąć i w dalszym ciągu cieszyć się beztroskim życiem. Marzenie.
Dzielnie patrzył w oczy brata, gdy ten się nad nim pochylił. Dupek. Zacisnął dłonie na brzegu blatu, żeby przypadkiem nie zrobić tego samego na szyi Rodericka. Robił to tak mocno, że pobielały mu knykcie. Po kilku chwilach mocny materiał wydał niepokojący dźwięk, a Lilka miał wrażenie, że jego palce wbiły się na tyle mocno iż go przedziurawiły. Teraz jednak w ogóle nie skupił się na tym małym szczególe, całkowicie koncentrując swoją uwagę na Rodericku i jego spierdolonym głosie.
Czuł jak szumi mu w głowie, a on sam robi się wyjątkowo blady już przy połowie wypowiedzi brata. Wpatrywał się w niego poszerzonymi źrenicami, zaciskając usta w wąską linię. Gdy ten skończył mówić, nadeszła silna fala gorąca. Niemożliwe. On kłamie. Nie, nie kłamie. Wiedział, że nie kłamie, choć nie chciał w to wierzyć. Spierdolony skurwiel. Czuł się okropnie, miał ochotę rzygać i wyszorować się jeszcze z milion razy, a potem zachlać tak by stracić świadomość. Z daleka od Rodericka. Ale przed tym...
W ciągu sekundy znalazł się za bratem. Chwycił wyjątkowo mocno jego ramię, obracając twarzą do siebie. W następnej sekundzie jego pięść z impetem uderzyła w szczękę Roodericka.
- Nie rzuciłem się na ciebie ty chory pojebie. Na pewno nie. - Nie miał pojęcia, że jego tęczówki w obecnej chwili nie były już w kolorze jasnego złota. Nie wyglądały już nawet jak płynne złoto, które przypominały przed kilkoma minutami. Pociemniały na tyle, że były niemal czarne. Właśnie te czarne oczy jeszcze przez chwilę wpatrywały się z ogromną pogardą i nienawiścią w Rodericka. Wydawałoby się, że zaraz dojdzie do morderstwa, jednakże Julien czuł sie tak okropnie w pobliżu tego szmaciarza, że z trudem znosił każdą kolejną sekundę w jego towarzystwie. Wyszedł szybkim krokiem, trzaskając drzwiami. Nie zdążył dostrzec jak te opuszczają jeden z zawiasów. Z wściekłością jakiej nie czuł już bardzo dawno, narzucił na siebie ciuchy i opuścił mieszkanie kierując się w stronę znaną tylko jemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
▶▷ Fallen |2 os; shōnen-ai; b.n|
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: