IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Historia bohaterów oraz NPC

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Arbalester

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/09/2016
Age : 21

PisanieTemat: Historia bohaterów oraz NPC   Pon Mar 20, 2017 7:07 pm



Jak w tytule, dodajemy tutaj streszczenia przygód swoich postaci z dawniej prowadzonego wątku oraz przedstawiamy NPC.

NPC:

Rodzina:
Felix Zane

Ada Grand
William Grand
Ethan Grand

Alicia Marlowe
Harry Marlowe

Inni:
Daniel Petterson
Mary Jane

____________________________________________________________________
"Świat ten patrzył na Paszczaka z żałością i oczekiwaniem,
a Paszczak odpowiadał mu spojrzeniem pełnym paniki."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://www.youtube.com/c/AliceNightrayTheFirst
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Wto Mar 21, 2017 6:51 pm


(Uwaga, ten fragment jest żywcem zerżnięty ze starej karty postaci, za wszelkie błędy odpowiada przeszła ja |D)

Chciał być zwykłym dzieckiem. Urodził się w małym miasteczku, godzinę drogi od Bristol. Był najmłodszym członkiem swojej rodziny. Posiadał brata, siostrę i rodziców. Wiedli spokojne, szczęśliwe życie. Do czasu.
Matka zmarła gwałtownie, niespodziewanie. Odeszła w bólu i cierpieniu. Spadając ze schodów, uderzyła głową o stopień. Zawsze była silna, nie chciała martwić rodziny. Mówiła im, że nic się ni stało, że wszystko w porządku. Nie było.
Po jej odejściu potoczyła się lawina. Po kolei odeszli brat, siostra, przyjaciele rodziny czy nauczyciele chłopca. Bruke'owie zostali wyklęci przez społeczeństwo, uznani za przeklętych. Wszyscy ci, którzy niegdyś uważali się za ich najlepszych towarzyszy, odwrócili się do nich plecami. Mały chłopiec został sam, opiekując się załamanym ojcem, na którym nie mógł polegać. Aby utrzymać ich szczątkową rodzinę, chwytał się każdej pracy, jaką mogłoby wykonywać dziecko. Zbyt szybko został sprowadzony do rzeczywistość. Był zmuszony dorosnąć, choć miał dopiero dziewięć lat. Tracił panowanie. Teraźniejszość uciekała mu spod nóg. Upadał, zawsze się podnosząc. A upadki były bolesne. Poniżony, samotny i wyklęty, nauczył się kłamstwa. Wychodząc z domu, wymuszał na twarzy uśmiech, starał się być sympatycznym człowiekiem, choć w środku gotował się z żalu i złości. Ustępował innym miejsca, chociaż nienawidził przegrywać. Zjednywał ze sobą ludzi i wszyscy nagle go pokochali, choć chciał być sam. Samotność, której tak się bał, niespodziewanie stała się jego jedynym wybawieniem. Obracając się w towarzystwie, zamykał się coraz bardziej na świat, aż w końcu został tylko on i szara, bezpieczna pustka.

I wtedy pojawił się Adam. Był starszy, przyjacielski i miły. Stał się jego mentorem i najbliższym przyjacielem. Chłopiec kochał go nad życie, chociaż spotkał go tylko raz. Pisał do niego listy. Dużo listów. Adam poznał go lepiej, niż on sam siebie. Nigdy nie odpisywał, ale malec wiedział, że czyta, że zawsze jest tuż obok. Czasami nachodziły go wątpliwości, znikały jednak równie szybko, jak się pojawiały. Adam był nieosiągalnym ideałem, szczytem góry, osobą serdeczną, acz oddzieloną od innych cienką, niewidzialną barierą. Może dlatego tak wielu go kochało.

Kiedy ojciec chłopca zmarł, ten miał już prawie szesnaście lat. Z niezwykłą łatwością pogodził się z jego odejściem. Równie łatwo i szybko przyszło mu podjęcie decyzji w sprawie przeprowadzki do dalekiego wujostwa, państwa Collinsów. Dobrotliwi, starsi ludzie nigdy nie mogli mieć swoich własnych pociech, dlatego przywitali Bruke'a z szeroko otwartymi ramionami. Przez pierwszy rok pobytu w Bristol nie chodził do szkoły. Owszem, uczył się dużo, by móc nadrobić rok, ale większość czasu spędzał, zacieśniając więzi z Collinsami, jeżdżąc na wycieczki i na wieś. Te ostatnie wyjazdy uwielbiał. Jego wujostwo nie należało do tych biednych. Mieli wszystkiego pod dostatkiem, dlatego stać ich było na utrzymanie własnej stadniny. Sprezentowali mu nawet jednego konia, którego ochrzcił imieniem "Burek". Jego wuj wyrzeźbił w drewnie dwie małe figurki tych zwierząt i postawił je w widocznym miejscu - na półce nad telewizorem. Chłopak uwielbiał te konie. Nie potrafił jednak pokochać ciotki i wuja.
Może to przez znieczulicę, jaka dopadła go po śmierci całej najbliższej rodziny.
A może po prostu się bał.


Ostatnio zmieniony przez Mietej dnia Pią Mar 24, 2017 8:59 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arbalester

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/09/2016
Age : 21

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Wto Mar 21, 2017 10:30 pm



Historie ze starej KP
Gdybyś przyszła do jego domu cztery lata temu, pewnie zawsze zobaczyłabyś taką scenę: drzwi zamykają się z hukiem za chłopcem, który rzuca szkolny plecak niechlujnie i nie zdejmując butów, idzie do salonu, żeby skulić się w fotelu i zdrzemnąć. Znowu pracował, żeby mieli jak utrzymać dom i co jeść. Tego dnia przerzucał ciężkie wory z wozów do hangaru.
- Gary, trzeba zrobić pranie, posprzątać kuchnię i pokój Russela - powie jego matka, przełączając w telewizji kanał. Pracuje za ladą sklepową w monopolowym w nocnych godzinach, ażeby w dzień móc zajmować się dziećmi. Jej pensję zawsze przepijał ojciec, który co podejmie się nowej pracy, zaraz ją straci.
- Ma już cztery lata, może sam posprzątać - zirytuje się chłopak, tłumiąc głos rodzicielki poduszką.
- Czy ty siebie słyszysz?
- Gdzie ojciec?
- Śpi, jebany alkoholik. Zrobiłeś zakupy?
- Jebany - powtórzy najmłodszy Zane.
- Tak...
- Dobrze. Ten nieudacznik dziś w ogóle dupy z domu nie ruszył.
- Wiesz jak to jest, co...? - mruknie Gary.
Potem z ogromnym trudem wstanie, zrobi wszystko, co należy, usiądzie do nauki i zaśnie nad podręcznikiem. Rano przygotuje ojcu herbatę, żeby uspokoić oburzony żołądek i żeby lepiej mu się funkcjonowało, gdy pójdzie szukać znów pracy. Małemu braciszkowi pomoże się ubrać, zrobi mu śniadanie, dla siebie już nie zdąży, i odprowadzi go do przedszkola. Potem pobiegnie do szkoły.

Drzwi, plecak, buty, salon. Ojciec i matka krzyczą, młody siedzi u góry w otwartym pokoju i płacze. "Niszczysz życie, na które oboje tak ciężko pracowaliśmy". "Dopiero, gdy zabrakło ci pieniędzy na lakier, podjęłaś się pracy". "Ale nigdy nie przepijałam twoich pieniędzy". "Nie potrafiłem tego sam udźwignąć". "Przecież nawet nigdy nie musiałeś gotować czy zajmować się dziećmi". "A ty co? Też cię przy garach nie widuję".
"Oboje możecie iść się jebać."
"Och, odezwał się pierworodny". "Nie padłaś z głodu tylko dzięki niemu". "Żyję tak przez to, że jesteś nieudacznikiem. Nie zapominaj, że jego wcale nie planowaliśmy".
"Więc nawet to zjebaliście?"
"Nie mogę już tak dłużej. Wyprowadzam się". "Słucham?!". "Słuchaj, słuchaj! Więcej mnie nie zobaczysz, ani moich pieniędzy, ani moich obiadów, niczego".

I Gary byłby się cieszył, gdyby nie to, że matka zabrała ze sobą Russela. I tak, jak obiecała, więcej jej nie zobaczyli. Miał wtedy 15 lat. Od trafienia na ulicę uratowała ich babcia, która zakończyła rehabilitację i mogła wrócić do domu. Zamieszkała z nimi, a Gary nią się opiekował, bo już żadne leki nie mogły jej pomóc. Przenosił ją z łóżka do toalety, na fotel, pomagał schodzić ze schodów, sadzał przy kuchennym stole i słuchał jej rad, co jak przyrządzić. Ten okres był chyba najmilszy w życiu Gary'ego. Ojciec pomagał mu sprzątać, rzadziej tracił pracę, już się tak nie upijał, jakby chciał za wszelką cenę udowodnić ich matce, że sobie bez niej poradzą i to nawet lepiej, niż z nią. Mimo to wciąż nie było łatwo. Patrzenie na chorą, wręcz umierającą babcię; czasami wpatrywała się tępo w przestrzeń, czasami go nie rozpoznawała. Jednak najmocniej go kochała i to stało się jego podporą. Zmarła rok temu.

Pewnego dnia Gary odkrył, że cała złość, która się w nim kumuluje, uchodzi, gdy cierpi jego ciało. Zaczął jeździć na BMX'ie i z radością witać pozdzierane łokcie, ręce, rozcięte czoło. Ostre szczypanie i tępe pulsowanie sprawiały mu przyjemność. Nienawidził tylko łamać kości, na szczęście do tej pory zdarzyło to się tylko dwa razy. Jeszcze milej jest, gdy ktoś próbuje wyżyć swoją złość na nim i mogą się pobić. To sprawia, że jego serce szybciej bije, a dyrektor wciąż wzywa na dywanik. Po krótkiej rozmowie jednak zawsze się poddaje. Taki dobry z ciebie chłopak, mówi. A tak złymi ścieżkami chodzisz.
Odcinając się od ludzi, uczył się tej obojętności, a przynajmniej jej iluzji. Do śmierci babci. Tuż przed tym, jak odeszła, kazała mu złożyć obietnicę. "Nie zamykaj się na ludzi, Gary. Tego nie da się dźwigać samemu".
Postanowił rozpocząć spełnianie ostatniej woli babci od nowego roku.

Gary tak naprawdę jest prostym chłopakiem, który nie ma problemu pomagać, a to jest dla niego równe bliższej relacji. Chciałby po prostu, by ludzie go docenili. Finalnie odsunął się od nich, ograniczył znajomości do minimum. To było jak bieganie na długi dystans z wielkim bagażem, który podrzucają mu inni, a od niego nie biorą nic. W końcu człowiek ma dość, jest zbyt zmęczony, zrzuca z siebie dodatkowy ciężar i skupia się tylko na tym, by postawić stopę za linią mety. Jednak bieganie samemu może i jest łatwiejsze, ale i jak samotne... Więc żeby to sobie wynagrodzić, wciąż szuka więcej, chce więcej, robi więcej i się powoli wyniszcza, a jego gwieździsty blask słabnie. Widzicie, kiedy ktoś przez cały czas stara się, by było dobrze, a świat mu odpłaca garściami gówna, człowiek taki zaczyna być obojętny; tak jakby ktoś wstrzyknął mu znieczulenie na poprzednie "ja". Powstał nowy Gary, którego nic nie obchodziły problemy znajomych; Gary, który przychodził na dyskotekę, ćpał, przesypiał się z dziewczyną, a potem kończył zakrwawiony i obity na ziemi przez jej chłopaka; Gary, który na jakiś przejaw dobroci odpowiadał "już ja kurwa znam ten uśmiech"; Gary, który wciąż prowokował bójki w barach; Gary, która przybierał na zmianę minę obrzydzenia, pogardy lub litości na widok szkolnych towarzyszy. Jednak ten dawny wciąż gdzieś tam był i wciąż pomagał czasem pijanemu ojcu wejść po schodach do sypialni, a potem robił mu rano kawę. Ponieważ wiedział, że jak bardzo chujowym ojcem by nie był, stara się dla niego, bo go kocha.

Wsiada na rower i jedzie na złamanie karku. Ból jest dobry. Kiedy do ciebie przychodzi, myślisz tylko o nim. Krzywisz się, zwijasz i wyklinasz go w myślach, które wypełnione są tylko tym jednym słowem: ból. Zdarta skóra? Zagoi się. Połamana kość? Zrośnie się. Wszystko będzie takie, jak dawniej, mogą tylko zostać ładne blizny. Ból jest jego najbliższym przyjacielem; dba o niego i nie pozwala, by martwił się ranami, które zrosnąć się nie chcą. Są one głębsze i płytsze, różnego kształtu i wielkości i uparcie nie znikają. Nie znalazł na nie leku. Ma tylko swoje znieczulenie, bandaż i gips, który nie pozwala, by coś jeszcze go zraniło.




Streszczenie wątku

[...]

____________________________________________________________________
"Świat ten patrzył na Paszczaka z żałością i oczekiwaniem,
a Paszczak odpowiadał mu spojrzeniem pełnym paniki."



Ostatnio zmieniony przez Arbalester dnia Sro Mar 22, 2017 5:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://www.youtube.com/c/AliceNightrayTheFirst
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Sro Mar 22, 2017 11:08 am

Ten świat został stworzony nie tylko dla zuchwałych
i nieustraszonych, głośnych i asertywnych, nie, jest
na nim miejsce również dla nieśmiałych, cichych,
dziwacznych i upartych, bez nich nie byłoby odcieni,
błękitnych akwareli, niewypowiedzianych słów
pozwalających rozwinąć się fantazji.




Depresja przychodzi po cichu. Na samym początku jest ledwie zauważalna. Przemyka niepostrzeżenie, powoli przenika przez wszystkie sfery życia. Nie jestem w stanie powiedzieć kiedy wniknęła w moje. Czasami mam wrażenie, że zaczęła się pojawiać już w dzieciństwie.
Byłam, hmm, nietypowym dzieckiem. Bardzo cichym i spokojnym. Zwykle trzymałam się na uboczu, mało mówiłam, uśmiechałam się nieśmiało i wiecznie skubałam kawałek sukienki. Byłam takim typem płaczka, nie potrafiłam się nikomu postawić i gdy coś się działo, po prostu uciekałam z płaczem. A dzieciaki potrafią coś takiego wykorzystać. Moja nieśmiałość w połączeniu z ogniście rudymi włosami robiła ze mnie typowego kozła ofiarnego, ofermę, z której wszyscy się nabijali. A ja nie miałam w sobie odwagi, by w jakikolwiek sposób wyrazić sprzeciw, powiedzieć, że mi się to nie podoba.
Tak… Asertywność zawsze była moim problemem.


- Marchewa, marchewa! - po placu zabaw rozległ się donośny krzyk chłopca, któremu zawtórował śmiech innych dzieci.
Chłopczyk wskazywał palcem umorusanym od czekolady na rudą główkę Avy. W dziecięcych, błękitnych oczkach zaszkliły się łzy. Zacisnęła drobne dłonie w piąstki, starając się powstrzymać emocje zalewające ją nagłą falą, ale nie dała rady. Pospiesznie odwróciła się i pobiegła z płaczem do mamy, która siedziała na ławce nieopodal.
- Haha, do tego beksa! Ha ha! - rozległy się kolejne krzyki, ciągnące się za nią jak rozplątane wstążki.
- Nie przejmuj się nimi, skarbie - łagodnym głosem mówiła Alicia, głaszcząc córkę po głowie. – Jeszcze im pokażesz...
Rozplątała jej długie włosy, kilkukrotnie przeczesała ja palcami, po czym zabrała się za zaplatanie nowych warkoczyków, ponieważ poprzednie dzieło jej rąk zostało zniszczone podczas zabawy. Na koniec związała oba warkocze wstążeczkami w kolorze soczystej zieleni. Faktycznie wyglądały jak marchewki...



Urodziłam się w Oksfordzie ale mieszkałam tam tylko trzy, może cztery lata. Później zmarł mój dziadek i przenieśliśmy się do jego domu w Bristolu. Rodzice mieli problemy ze znalezieniem pracy, cisnęliśmy się we trójkę w ich małym, studenckim mieszkanku. Oboje uznali, że przeprowadzka do szeregowego domku w większym mieście będzie dobrą decyzją dla nas wszystkich.
Nie pamiętam dziadka. Podobno jak byłam malutka bardzo go lubiłam, ciągle siedziałam mu na kolanach. Pierwsze kroki jakie postawiłam były z pomocą dziadka. Był kompletnie inny niż reszta rodziny mojej mamy. Taki ciepły i normalny… Czasem za nim tęsknię. To zabawne, tęsknić za kimś kogo się nie pamięta. Ale często odczuwam coś takiego, dziwny brak czegoś niedookreślonego. Moi rodzice też tak mają, mam wrażenie, że w pewnym sensie przelali to na mnie. Odkąd byłam dzieckiem dążyli do czegoś nieokreślonego, chcieli abym stała się jakimś niedoścignionym ideałem, a ja nie potrafiłam się sprzeciwić. Jak mówiłam, miałam problemy z asertywnością.
Alicia, to znaczy moja mama, naczytała się jakichś poradników dla młodych rodziców i chciała wychować mnie na młodego geniusza. Puszczała mi Bacha, albo Mozarta i deklamowała Shakespeare’a do snu. Pamiętam, że jak byłam mała bardzo lubiła sztukę, ale potem jej zainteresowanie zaczęło znacznie spadać, pochłonęła ją praca. W każdym razie już jako sześciolatka uczęszczałam na lekcje gry na fortepianie. Moja rodzina jest bardzo uzdolniona muzykalnie, ze mnie chyba też chcieli zrobić następnego Tchaikovsky’ego. Nie udało im się to.
Na początku jeszcze się cieszyłam. Byłam wyjątkowo niedowartościowanym dzieckiem. Nie miałam przyjaciół, dalszych kolegów i koleżanek też za wielu nie posiadałam. Moi rodzice byli wiecznie zajęci pracą, a bliższa mi rodzina była bardzo daleko fizycznie. Z utęsknieniem wyczekiwałam wakacji, podczas których spotykałam się z kuzynostwem w Szkocji, Niemczech lub Johannesburgu. Widzisz tę bliznę, o tutaj? To sprawka mojego kuzyna, Jonathana. Uderzył mnie piłką, gdy byliśmy mali. Niestety, poza wakacjami byłam zupełnie sama. Nie znałam wtedy jeszcze Facebooka ani Tweetera, nie było Instagrama by kontaktować się z rodziną. Podświadomie chciałam mieć jakąś odskocznię od codziennego życia. Tylko wtedy jeszcze nie wiedziałam, że moja odskocznia stanie się również moim największym koszmarem.


Dźwięki pianina rozbrzmiewały w całym mieszkaniu. Przy instrumencie, na drewnianym stołeczku bez oparcia, siedziała dziewczynka o rudych włosach spiętych w wysokiego kucyka. Na oko miała około dziesięciu, góra jedenastu lat. Jej długie palce zgrabnie przesuwały się po klawiaturze instrumentu. Ze skupieniem patrzyła w nuty, przygryzając dolną wargę. Za nią po pomieszczeniu przechadzał się mężczyzna. Co jakiś czas spoglądał na dziewczynkę z ukosa swoimi przenikliwymi, czarnymi oczami. W jego spojrzeniu było coś przerażającego.
- Stop - powiedział nagle. - Jeszcze raz, od początku - nachylił się nad jej ramieniem.
Dziewczynka momentalnie odsunęła rączki od instrumentu. Wzięła głęboki wdech, strzeliła kostkami, po czy rozpoczęła grę od początku. Podczas gdy jej drobne rączki znów przesuwały się po biało-czarnej klawiaturze instrumentu, szorstka dłoń mężczyzny wsuwała się pod jej granatową sukienkę z białym kołnierzykiem.



Pamiętam dobrze dzień, w którym pierwszy raz to zrobił. To były moje jedenaste urodziny, wypadały wtedy w środku tygodnia, kiedy miałam lekcje gry. Nie miałam pojęcia czy o tym wiedział. Nie miałam pojęcia dlaczego to robi i czemu akurat mnie. Nie wiedziałam nic i przepełniał mnie jedynie wstyd. Wstydziłam się tego, że nie potrafiłam w żaden sposób zaprotestować. Byłam tak strasznie słaba i bezbronna w tamtej chwili… Nigdy więcej nie chciałabym się tak czuć. Po tym zdarzeniu miałam do siebie wstręt. I za każdym razem, kiedy znów to robił, ten wstręt się nasilał. W pewnym momencie nie mogłam już tego wytrzymać.
Ciągnęło się to przez ponad dwa lata. Czyli miałam trzynaście, gdy wreszcie znalazłam w sobie odwagę, by się postawić. Wchodziłam wtedy w fazę buntu, nosiłam się cała na czarno, przefarbowałam włosy od około połowy i planowałam sobie zrobić tatuaż jak już będę „dorosła”. Teraz śmiać mi się chce, gdy patrzę na swoje zdjęcia sprzed lat i przypominam sobie stare plany. Ale było w tym też coś dobrego, maska młodej buntowniczki jaką wtedy przyjęłam pozwoliła mi odnaleźć zakopaną gdzieś głęboko asertywność. W końcu miałam odwagę postawić się rodzicom. Oczywiście nie powiedziałam im o prawdziwym powodzie, dla którego chciałam przestać grać. Uznali to pewnie za przejaw młodzieńczego buntu. Trochę pokrzyczeli, ale później ustąpili. Chyba pogodzili się z myślą, że nigdy nie zostanę wielkim kompozytorem. Chociaż grałam podobno naprawdę dobrze…
Miałam wrażenie, że jeśli przestanę go spotykać, jeśli przestanie mi to robić, to wszystko zniknie. Ale tak nie było. Wszystko powracało gdy tylko zamknęłam wieczorem oczy. Ciężko żyć z czymś takim, to było jak piętno wypalone ze wszystkich miejscach, które dotknął. Chciałam zapomnieć o tym co się stało, ale widok mojego odbicia w lustrze usilnie mi o tym wszystkim przypominał. Dlatego chciałam zniszczyć swoje ciało. Fizyczny ból chwilowo odwracał uwagę, w jakiś sposób łagodził ten psychiczny. Ale ślady po samookaleczaniu znów powodowały wstyd. Znów okazywałam się słaba, znów sobie z niczym nie radziłam. Koło się zamykało.
Ale zaczęło mnie spotykać też trochę dobrych rzeczy. Jako, że od najmłodszych lat byłam bardzo związana z muzyką, w tamtym czasie przerzuciłam się na dużo ostrzejsze brzmienia. To poniekąd pomogło mi znaleźć znajomych, a później i miłość mojego życia. Obracałam się wtedy w kręgach metalowców. Byli starsi i bardziej niegrzeczni. Chciałam być taka jak oni. Jako piętnastolatka byłam koneserem tanich trunków i ukradkowym, okazjonalnym palaczem. Czasem nawet jeździłam na jakieś koncerty. I właśnie na jednym z nich go poznałam…


Była ciepła, czerwcowa noc. Ava siedziała na parapecie otwartego okna. Miała na sobie jedynie przydługą, białą koszulkę, a w jej ustach tlił się papieros. Patrzyła na rozległe pola i łąki, których kontry rysowały się w nikłym blasku gwieździstego nieba. Męska dłoń przejechała po jej nagim udzie.
- O czym myślisz?
Chwilę minęło, nim udzieliła odpowiedzi. Najpierw kilka razy zaciągnęła się papierosem, później wypuszczając dym przez okno. Strzepnęła popiół z jego końcówki za parapet, odgarnęła włosy z twarzy i w końcu spojrzała w oczy blondyna.
- O tym, że chyba cię kocham.
Widziała jak w jego oczach rozbłyskuje uśmiech, którego jednak starał się za nic nie pokazywać na twarzy. Nieudolnie próbował zachować powagę starożytnego filozofa.
- Po czy wnioskujesz?
- Nie wiem - wzruszyła ramionami. - Może po tym, że przy nikim nie czuję się tak pewnie i bezpiecznie jak przy tobie? Albo może po tym, że nie widzę siebie u boku nikogo innego za pięć, dziesięć, ani dwadzieścia lat?
- Bo głupiutka jesteś - zaśmiał się, ale zaraz przytulił dziewczynę do piersi. - Też cię kocham - wyszeptał w jej włosy.



Nie wiem czemu nigdy nie poprosiłam nikogo o pomoc. Chyba po prostu nie miałam kogo, albo wydawało mi się, że nie mam nikogo takiego. Rodzice byli cały czas zajęci pracą, znajomi byli nieodpowiedzialni, a nauczyciele w tamtym okresie nie mieli o mnie najlepszego zdania. Sądziłam, że nikt nie zrozumie, że wyśmieją, zwalą całą winę na mnie. Mimo tego, że otaczało mnie wielu ludzi, czułam się bardzo samotna. A potem zjawił się on…
Poznałam Gregory’ego w Londynie, na koncercie rockowej grupy. To nie była żadna strzała amora, która nagle w nas uderzyła. Nie doznałam żądnego cudownego olśnienia, żadnych fajerwerków. To była pewność, zupełnie jakbym wiedziała to od dnia moich narodzin. Byliśmy sobie przeznaczeni. Już zawsze mieliśmy być razem. W moim życiu nastała swego rodzaju harmonia, w końcu wszystko było na swoim miejscu. Wraz z ukochaną osobą zyskałam grupkę znajomych: współlokatora Gregory'ego - Jamesa, ich przyjaciółkę Vicky, kilkoro innych ludzi... Byłam szczęśliwa, zakochana. Ale nie zawsze było tak kolorowo jak na początku. Z czasem zaczęły pojawiać się rysy i pęknięcia. Momentami nie byłam pewna czy mogę mu naprawdę ufać, czy rozumie. Oddalaliśmy się od siebie, by zaraz znów się przybliżyć. Minęło dużo czasu, nim mogłam mu o wszystkim powiedzieć. A potem okazało się, że wszystko zrozumiał. Nie wyśmiewał, nie obwiniał, jedynie współczuł. Nie zrobił nic wbrew mojej woli. Powoli i cierpliwie uczył mnie na nowo kochać swoje ciało, czerpać przyjemność z fizycznej bliskości drugiej osoby. Kochałam go.
Mój świat się zawalił, gdy go straciłam. To była kropla, która przelała czarę. Nagle zostałam zupełnie sama. Znajomi gdzieś zniknęli, tata wyjechał do Stanów z powodu pracy, a mama została zupełnie pochłonięta przez swoją kancelarię. Wraz ze śmiercią Gregory’ego odeszła też jakaś część mnie. Moje życie skończyło się w ciemnej uliczce, w której napadła nas grupka kiboli. Chyba wracali po jakimś meczu i coś im się nie spodobało. Może ich drużyna przegrała, może ktoś krzywo spojrzał… Jeden z nich miał nóż.
Przez długie godziny zmywałam z dłoni krew ukochanego. Nie chciała zejść, mimo, że od dłuższego czasu spływała czysta woda. A potem nie liczyło się już nic. Nie jadłam, nie odzywałam się, przez większość czasu nie wychodziłam nawet z łóżka. Nie widziałam już w niczym sensu. Mogłam umrzeć, bo w środku już byłam nieżywa. Jednak nie przypuszczałam, że byłabym zdolna popełnić samobójstwo.





Depresja przychodzi po cichu. A potem nie ma od niej ucieczki. Można próbować ją zatuszować, przybierać maski pozorów, zagłuszać objawy lekami. Ale prawdziwa walka odbywa się w środku, każdego dnia.
Moja walka miała się skończyć około miesiąc po jego śmierci. Po prostu wyszłam pewnego dnia, nad ranem, z domu. Chyba miałam jeszcze na sobie piżamę. Mało mnie to obchodziło. Właściwie w tamtym okresie nie obchodziło mnie nic, w szczególności nie to jak wyglądałam. Sądziłam, że nie mam się już dla kogo starać. Chyba nawet nie było mi zimno pomimo tego, że kompletnie nie byłam ubrana, a to była dość późna jesień. Miałam tylko jeden cel, przyświecała mi jedna myśl: chcę znów go spotkać, znów zobaczyć... Poszłam wtedy nad rzekę, ale nie zatrzymałam się na jej brzegu. Szłam dalej, aż zaczęła mnie otulać lodowato zimna woda, aż nie mogłam złapać tchu. Ale czułam się świetnie, przynajmniej na stan mojego samopoczucia w tamtym czasie. Woda wlewała mi się do nosa i ust, powoli traciłam kontakt z rzeczywistością. Już niedługo miał się skończyć mój koszmar, wszystko znów miało być dobrze.
Ostatnią rzeczą jaką pamiętałam była czyjaś ręka zaciskająca się na moim ramieniu, gdy byłam na skraju świadomości. Obudziłam się w łóżku w klinice. Początkowo byłam naprawdę wściekła: na rodziców, na lekarzy. Potem już tylko na siebie. Przez pierwsze dni odmawiałam jedzenia na znak protestu. Nie mieli ze mną łatwo. Dopiero po kilku, może kilkunastu sesjach z psychoterapeutą i tygodniach przyjmowania leków zaczęło mi się poprawiać. Było we mnie tyle żalu i smutku tyle niewypowiedzianych słów których już nigdy nie będę mogła powiedzieć tej osobie, której chciałam. Dużo płakałam w tamtym okresie. Z początku nie mogłam w ogóle się rozpłakać, później wylewałam tyle łez, że dziwnym było, iż się nie odwodniłam. Spędziłam tak blisko dwa miesiące. Później cała komisja złożona z lekarzy, psychiatrów i terapeutów zadecydowała, że mogę wrócić do domu.
Nie czułam się na to gotowa. Mimo, że oboje rodziców byli przy mnie, aby mnie wspierać, nie chciałam do nich wracać. Wszystko w tym domu przypominało mi o Gregorym. Pamiętałam jak razem gotowaliśmy, oglądaliśmy filmy, czytaliśmy wieczorami dramaty Szekspira, uprawialiśmy seks... Nad moim łóżkiem wciąż wisiały nasze zdjęcia z wakacji w Massachusetts, gdzie odwiedzaliśmy mojego tatę. Te zdjęcia ściągnęłam jako pierwsze i ukryłam na dnie tekturowego pudła. Później wrzuciłam tam jego ubrania które nadal wisiały w mojej szafie, wszystkie prezenty jakie od niego dostałam, wszystko co mi o nim przypominało: jego ulubioną pościel, bieliznę, sukienkę... Schowałam to wszystko głęboko w piwnicy a kiedy mój pokój był opróżniony z pamiątek o Gregorym, usiadłam na łóżku i siedziałam tak chyba przez trzy dni. Przeżyłam wtedy jakąś dogłębną przemianę, wszystko we mnie zaczęło się uspokajać. Nie wiedziałam, czy czas faktycznie leczył rany, czy była to sprawa leków, których w tamtym czasie brałam dużo. Chyba więcej niż powinnam. Ale chciałam się znieczulić, chciałam przestać czuć cokolwiek, przestać pamiętać, bo każde wspomnienie powodowało niewyobrażalny ból.
Powoli zaczęłam znów chodzić do szkoły. Byłam raczej outsiderką, ale miałam kilkoro znajomych. Trzymałam się z grupką dziewczyn ze starszej klasy, w swojej nie nawiązałam żadnych bliższych znajomości. Jedna z tych dziewczyn zaprosiła mnie na sylwestra. Początkowo miałam nie iść, ale tata wrócił do Stanów a mama była umówiona ze znajomymi. Nie chciałam siedzieć sama na kanapie, źle się czułam, zostając sama na dłuższy czas. Wyciągnęłam z szafy jakąś sukienkę, po raz pierwszy od dawna pomalowałam się, poszłam na tę imprezę.
Za bardzo jej nie pamiętam. Dużo wypiłam, w pewnym momencie urwał mi się film, a rano obudziłam się na kanapie z kilkoma innymi osobami. Byłam jeszcze nieco pijana, kiedy wracałam do domu a w szkole zaczął łapać mnie kac. Na szczęście dołączył do nas nowy chłopak - Xavery z niebieskimi pasemkami. Nie spodziewałam się, że jego przybycie będzie początkiem chyba najdziwniejszego i prawdopodobnie najlepszego okresu w moim życiu. Nagle znalazłam się na dachu z grupką indywiduów, z mojej szkoły: Xavem, Berrym, Garym, Ethel, jej psiapsiółeczką Amandą i jej Bratem Chasem. Wkrótce zaczęliśmy tworzyć najdziwniejszą paczkę, jaką mury tej szkoły widziały. Zaczęło się od ślubu naszej byłej nauczycielki, na którym zrobiliśmy niezły rozpierdol. Później były kolejne imprezy. Gdzieś w międzyczasie wrócił James, dołączyła do nas Melissa, z którą pod pewnymi względami miałam sporo wspólnego. Było fajnie, przez moment było naprawdę fajnie, nawet pomimo tego, że Alicia zaciążyła z obcym facetem i postanowiła rozwieść się z tatą. Problemy rodzinne zeszły na drugi plan, bo miałam swoją paczkę. Miałam Kumpli.


[...]


A potem wszystko zaczęło się pieprzyć. To było dzień po urodzinach Ethel. Amanda trafiła do szpitala, podobno próbowała się zabić. Chciałam ją odwiedzić. Nie wiem czemu, nigdy nie byłyśmy zbyt blisko, dopiero tych kilka imprez jakoś nas złączyło ale w dalszym ciągu to była tylko imprezowa znajomość. Może poszłam tam, bo sypiałam z jej bratem? Może poczułam się z nią w jakiś sposób związana przez swój poprzednie doświadczenia? W każdym razie poszłam. Inie mogłam nawet okazać jakiegokolwiek współczucia, bo zaraz naskoczyła na mnie ta jej przyjaciółeczka, Ethel. Pokłóciłyśmy się na szpitalnym korytarzu.
To był początek końca tego pięknego, choć nieco burzliwego okresu. Gary wyjechał. A potem wszyscy powoli zaczęli znikać: Xav, Gruszki, Berry... Nawet Ethel gdzieś wybyła, podobno do jakiejś szkoły z internatem. Nie wiem, nie interesowałam się tym zbytnio. Może w pewnym stopniu przywykłam do tego, że ludzie znikają z mojego życia bez słowa wyjaśnienia. Po tym jak wszyscy zniknęli został tylko Gary, który wrócił ze Stanów. Dowiedziałam się o tym gdzie był od Mary Jane i właśnie przez nią kontaktowałam się z Zanem podczas jego podróży. Kiedy wrócił, zostaliśmy właściwie sami, wszyscy inni się gdzieś rozeszli, zniknęli. Zbliżyliśmy się do siebie w tamtym momencie. Chyba oboje potrzebowaliśmy bliskości, a mieliśmy tylko siebie. Poniekąd przechodziliśmy przez podobne rzeczy. To chyba naturalne w takich sytuacjach, nie? Ale potem ja też uciekłam...
Nie planowałam tego. Po prostu tyle rzeczy się złożyło naraz. Rozwód rodziców, zaręczyny mamy i Chucka, Gary, o którego ciągle się martwiłam... A potem przyszło wezwanie do sądu i cały koszmar sprzed lat zaczął się na nowo.


- Sąd prosi na salę świadka Avę Marlowe.
Avie zrobiło się ciemno przed oczami. Przez moment nie mogła złapać oddechu, wszystko zawirowało, zaczęło się rozwarstwiać, rozpadać. Myślała, że zaraz odleci. A potem poczuła ciepłą dłoń mamy zaciskającą się na jej dłoniach. Dopiero wtedy uświadomiła sobie jak bardzo drżały. Mokrymi oczami spojrzała na Alicię uśmiechającą się pokrzepiająco.
- Nie musisz tego robić, jeśli nie chcesz - powiedziała spokojnie. - Ale wiedz, że cokolwiek postanowisz, jestem tu by cię wspierać... Jesteśmy tu - poprawiła się.
Obie przeniosły wzrok na narzeczonego Alicii. Chuck na chwilę przestał nerwowo maszerować w tę i z powrotem, by także posłać Avie podnoszący na duchu uśmiech. Dziewczyna wzięła kilka łyków lodowato zimnej wody, po czym wstała.
- Chcę to zrobić - zapewniła. - Naprawdę.
Uśmiechnęła się blado, po czym weszła na salę rozpraw, by stanąć oko w oko ze skurwielem, który zniszczył jej dzieciństwo.



Nie wiem czemu to zrobiłam. Zniknęłam, właściwie bez słowa wyjaśnienia. Chyba to wszystko mnie przerosło. Wiedziałam, że Gary ma dużo swoich problemów i nie chciałam obarczać go swoimi. James dostał propozycję pracy w Niemczech kilka miesięcy wcześniej. Nie miałam komu zwierzyć się ze swoich problemów. Nie potrafiłam nikogo tym obarczyć. Dlatego zwiałam, jak tchórz. Uciekłam od swoich problemów i od ludzi, których kochałam, a dla których nie chciałam być zbędnym ciężarem. Uciekłam do Indii. Tam, spacerując po ogrodach przy Taj Mahal, znów poczułam, że odzyskuję spokój. To było niczym powiew świeżości w moim życiu. Nowi ludzie, nowa kultura. Przypomniało mi to czas, gdy w dzieciństwie wyczekiwałam wakacji u rodziny. Powrotu w bezpieczne, przyjazne miejsce z ludźmi, których może nie znałam wyjątkowo dobrze, ale czułam z nimi więź. W dzieciństwie więź rodzinną, później bardziej mentalną.
Byłam winna Gary'emu wyjaśnienia. Wiedziałam to ale nie potrafiłam się do tego zebrać. Nie mogłam mu powiedzieć dlaczego wtedy wyjechałam i co mnie dręczyło w tamtym okresie. Po tamtych wakacjach straciłam ostatnią bliską mi osobę i to z własnej winy. Było mi z tym źle. Dręczyłam się całą jesień i zimę. A gdy przyszła wiosna, znów wyjechałam.
Początkowo miałam jechać tylko do taty na kilka dni, ale prze wyjazdem dostałam list z biletem do Paryża. Wcześniej nigdy tam nie byłam, pomyślałam, że to dobra okazja. Tam życie znów mnie zaskoczyło. Poznałam Louisa, z którym spędziłam cudowne chwile we Francji i Indiach. A potem znów zrobiłam to samo. Zniknęłam z czyjegoś życia nie zostawiając żadnego namiaru na siebie, ani nazwiska, ani numeru telefonu, ani instagrama. Tylko buta i trochę wspomnień. A po rozmiarze stopy trudno znaleźć osobę.




Ostatnio zmieniony przez Dolores dnia Nie Cze 04, 2017 1:44 am, w całości zmieniany 15 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Sro Mar 22, 2017 4:36 pm



Dan Daniel Danonek Petterson Pitera Syn


Ostatnio zmieniony przez Mietej dnia Sob Mar 25, 2017 2:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arbalester

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/09/2016
Age : 21

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Sro Mar 22, 2017 5:17 pm




"One or two could free my mind"


Felix wychował się z rodzicami na wsi. Ojciec jego nigdy nie przykładał wagi do wykształcenia, zakładając, że spędzą obaj resztę życia, tak samo jak i następne pokolenia, na swojej farmie. Natomiast dla młodego chłopaka, który widział w szkole, jak inni żyją, a sam musiał przerzucać gówna i karmić świnie, robota w tym miejscu zdecydowanie nie była spełnieniem marzeń. Nie, on zawsze chciał uciec od tego, żyć w mieście, być częścią tego zapracowanego świata, o którym tyle się nasłuchiwał. Jednak jego ojciec i matka chorowali coraz bardziej, więc robił za nich coraz więcej. Nie mógł ich zostawić, nie miał też odwagi ani serca przyznać się ojcu o swoich pragnieniach i planach porzucenia wielopokoleniowego dobytku Zane'ów.
Niedaleko od jego farmy mieszkała Rebecca, która zawsze pokazywała się tam, gdzie nie powinna. Była od niego osiem lat młodsza, więc długo traktował ją po prostu jak natrętnego brzdąca. Natomiast w okresie kiedy zaczęły się problemy zdrowotne jego rodziców, ona coraz częściej wychodziła z domu. Nie wychodziła do znajomych, ale się błąkała. Często przychodziła mu pomóc, mimo że w większej mierze milczeli. Natomiast gdy raz wyszła rozmowa o przyszłości i wyrwania się z ich wsi, zrozumieli się natychmiast. Dwudziestosiedmioletni Felix zapalił się, a jego ogień Rebecca przejęła natychmiast. Trzy lata, które spędzili razem, były najszczęśliwszymi i ostatnimi takimi latami. Nim ogłosili szczęśliwą nowinę, wzięli ślub urzędowy, świętując go tylko z rodziną Felixa, która wtedy jeszcze miała ze sobą kontakt. Chociaż nie przepadali za sobą wcale, bo przy każdym spędzie rozpoczynały się gierki słowne i walka pt. "mój syn jest lepszy, a córka piękniejsza".
Tuż po dowiedzeniu się o istnieniu wnuka, stary Zane umarł, a rodzina odcięła się, przeświadczona o tym, że jest nieślubne, co było dla nich zniewagą nazwiska. Po otrząśnięciu się ze straty, trzydziestojednoletni Felix rozpoczął przygotowania do przeprowadzki. Jego mama nie miała nic przeciwko, była w rodzinie tą wrażliwszą i wyrozumialszą. Pozwoliła się oddać do ośrodka, gdzie mieli się nią zająć ludzie znający się na sprawie - poszły na to pieniądze ze sprzedaży farmy. Kolejna ich część została wydana na malutki domek w Bristolu. Jego stan był gorszy, niż się spodziewali i od momentu przeprowadzki wszystko zaczęło się pieprzyć.
Szybko okazało się, że przetrwać w mieście nie jest łatwo, zwłaszcza dla niewykształconego syna farmera, który całe swoje życie przerzucał gówna i doił krowy. Praca z nieznajomymi była czymś zupełnie różnym od pracy dla ojca. Pomiatano nim, nie płacono w terminie, łamano jawnie prawo, a on z tym nic nie mógł zrobić, nawet gdyby rozumiał wszystko, co się działo. Parę razy padł ofiarą oszustw i krętactw. Rebecca ciągle się na niego wściekała, ale wychowując dziecko nie mogła wiele pomóc. Kazała mu szukać pomocy u rodziny, ale ci wypięli się na niego zupełnie.
Spadające w dół liczby na koncie wprawiały go w strach, a to przekładało się na niemal stale towarzyszący mu stres. Nie był skuteczny w pracy. Im bardziej się starał, tym gorzej mu wychodziło. Żona nie dawała mu się dotknąć. Stawał się coraz częstszym gościem barów. Przepijał, co zdążył zarobić. W progu domu przewracał się i wył, że przeprasza, tulił syna, który niewiele rozumiał. Słuchał tylko ciągłych krzyków. Ale chyba gorzej zniósł to, gdy ich już nie słyszał praktycznie wcale. Rebecca podjęła się jakiejkolwiek pracy, słabo płatnej, ale nie miała wyjścia. W domu panował coraz większy syf. Im bardziej Gary rósł, tym syf robił się mniejszy. Felix nie wiedział, że dziewięcioletni Zane wylądował w szpitalu z rozcięciem ręki z powodu jego żony. Jednak i tak obwinił o wszystko ją, ponieważ była wtedy w domu, a powiedziano mu, że syn sam zadzwonił po karetkę. Kłócili się w szpitalu, dopóki ich stamtąd nie wyproszono. Słowa "ciebie przy nim nie było, bo leżałeś gdzieś zalany na poboczu" znowu zapił. Znowu stracił pracę. Dwa lata później, gdy po raz kolejny padł w korytarzu, jego syn, który dopiero co pokłócił się z matką, która jak zwykle leżała do góry brzuchem i całą robotę zwalała na niego, nawrzeszczał na ojca, wyrzucił przez okno na ulicę wszystkie butelki, jakie ojciec miał, powiedział, że równie dobrze mógłby w ogóle nie wracać, po czym zabrał rower i pojechał do jakiegoś kolegi.
To był moment, który wstrząsnął Felixem bardziej niż jakiekolwiek słowa żony. Przestał pić i rozpoczął pracę, którą jako tako utrzymywał. Rebecca się uśmiechała. Po raz pierwszy od dwunastu lat się ze sobą przespali. Nie była to jednak szczęśliwa noc, a agresywna, wściekła, pełna wyrzutu i goryczy zgromadzonej przez te lata małżeństwa. Następnego dnia czuli się oddaleni od siebie jeszcze bardziej, niż wcześniej. I każdy następny dzień zwiększał ten dystans, napinając nerwy, złość i rozczarowanie. Felix od momentu, gdy zrozumieli swój błąd z przeprowadzką, nie otrzymał ani krzty ciepła czy miłości. Słuchał jedynie krzyków i wyrzutów. Wciąż próbował, zaczynał od nowa, ale za każdym razem odnosił porażkę i każda kolejna dobijała go coraz bardziej. Żona wypominała mu wciąż, jaką jest żałosną spierdoliną.
Gdy czara się przechyliła i dopuścił do tego, że żona zniknęła, zabierając ze sobą syna, doznał szoku. Wtedy też dopiero Gary wyznał mu, co stało się sześć lat wcześniej, a także opowiedział o wielu innych napadach agresji matki, co uświadomiło go jeszcze bardziej, że był nie tylko beznadziejnym mężem i synem, ale do tego ślepym. Zaczął chodzić na spotkania AA. Miłość do żony - jeśli tę chwilową fascynację i zgodność marzeń można było tak nazwać - wypaliła się dawno, ale nie do synów. Dla nich w końcu się podniósł.




____________________________________________________________________
"Świat ten patrzył na Paszczaka z żałością i oczekiwaniem,
a Paszczak odpowiadał mu spojrzeniem pełnym paniki."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://www.youtube.com/c/AliceNightrayTheFirst
Arbalester

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/09/2016
Age : 21

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Sro Mar 22, 2017 5:22 pm



Mary Jane


All I want is nothing more
To hear you knocking at my door

Mary ma idealną rodzinę.
Kochającego ojca, który zarabia dostatecznie dużo i znajduje wystarczająco czasu, by zająć się rodziną. Kochającą matkę, która zawsze służy ramionami i radą. Kochającą siostrę, która wprawdzie mieszka za granicą, ale utrzymują kontakt poprzez regularne rozmowy na Skype. Babcie, dziadków, wujków, kuzynów i innych, którzy z radością witają się z nią w święta.

Mary jest ładna.
Ma długie nogi, wcięcie w talii jak osa, nie za duży i nie za mały biust, szczupłe i dość proporcjonalne ciało, piegowatą twarz, pełne usta i brązowe oczy, a włosy zdrowe, naturalnie rudo-blond. Kiedy się uśmiecha, robią jej się dołeczki w policzkach. Lubi bardzo dziewczęce ubrania. Koronki, falbanki, spódnice, sukienki, sweterki.

Mary nazywa się Melissa Argent.
Kiedy po raz pierwszy zrozumiała, że ma zanik pamięci na skutek choroby psychicznej, była w gimnazjum. Siedziała na egzaminie, który miał zadecydować, czy przejdzie do następnej klasy. Stresowała się. Wpatrywała bez przerwy w zegar. Wskazówki obracały się w drugą stronę. Aż nagle zatrzymały. Dzwony kościelne wybijały dwunastą godzinę w nocy. Siedziała sama w nawie, a ktoś coś do niej mówił. Była cała brudna, skórę pozdzierała do mięsa, ubrania poszarpane. Rok później, po wielu terapiach, w końcu uznano, że da sobie radę. Poszła do nowej szkoły. Pokłóciła się z kimś. Parę osób zaczęło na nią krzyczeć. Patrzyła na ich wrzeszczące twarze i nagle widziała siebie, wlepiającą gdzieś bezmyślnie wzrok, podczas gdy grupka dalej wyrzucała z siebie dźwięki nie składające się w słowa. Niebieskie kafelki toalety zaczęły falować, aż zamieniły się w wodę, która ją pochłonęła. Ktoś trząsł ją za ramię, podczas gdy siedziała w ubraniach pod odkręconym prysznicem. Chciałaby być kimś innym. Mary Jane, której wystarczało poleganie na jej Spidermanie.

Mary mieszka w jednorodzinnym domku.
Jej zaburzenie psychiczne sklasyfikowano jako psychozę, przy której występują złudzenia i omamy, a także zaniki pamięci w wyniku wymuszenia, co oznacza, iż pewne przeżycia podczas wyjątkowego nasilenia omamów są dla niej tak nie do zniesienia, że jej mózg "wyrzuca" je z pamięci. Zawsze zaczyna się tak samo. Czas upływa, otoczenie rozpływa się, wszystko staje się płynne, wciąga ją i... nic. Kończy w zupełnie innym miejscu, niż się znajdowała "przed chwilą". Terapeuta kiedyś próbował z nią przywołać cokolwiek, co doprowadziło ją na skraj nerwowości, stresu i strachu przed tym, co może sobie przypomnieć. Miała wtedy pierwszy atak manii. Leki odganiają od niej złudzenia, ale nie znosi ich brać, więc ogranicza je do minimum. Zdarzało się, że o nich zapominała. Albo celowo nie brała, kiedy nie wiedziała, jaki skutek może mieć zmieszanie ich z czymś. Chciałaby już nigdy więcej nie wziąć żadnej pigułki do ust. Normalnie żyć. Desperacko próbuje to zwalczyć. Wmawia sobie, że omamy są tylko omamami, ale wtedy tylko intensywniej ich doświadcza i musi wrócić do leków. Dawno nie miała zaniku pamięci. Dryfuje na dość bezpiecznej głębokości swojej psychozy.

Mary to płochliwa sarenka.
Wpada wciąż pod koła samochodów, zwiedziona ich jasnym światłem, a potem ucieka, doznając mniejszych lub większych szkód. Nigdy nie nauczyła się kontrolować siebie do końca. Strach zawsze gdzieś tkwi w świadomości. Jeśli pozwoli mu ją przejąć choć na chwilę, może już siebie nie odzyskać. Szuka stabilności. Szuka swojej podpory. Kogoś, kto zawsze będzie na nią uważał, nawet jeśli czas rozpłynie się w morzu chwil, kto wyciągnie ją wtedy na powierzchnię, kogoś, kto zaprowadzi ją na stały, suchy ląd. Kto nie przerazi się jej chorobą. Komu będzie mogła zaufać i kto zaufa jej. Rodzina nie może i nie da rady prowadzić ją wiecznie za rączkę. Chce przestać sprawiać im kłopot.

See you brought out the best of me
A part of me I've never seen



____________________________________________________________________
"Świat ten patrzył na Paszczaka z żałością i oczekiwaniem,
a Paszczak odpowiadał mu spojrzeniem pełnym paniki."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://www.youtube.com/c/AliceNightrayTheFirst
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Pią Mar 24, 2017 2:11 am

Sex is a part of nature. I go along with nature.


MAMA MARLOWE

Alicia Marlowe
Pani adwokat
158 cm
42 lata

Niezmierzone pokłady sex appealu


Całe dzieciństwo oraz większą część okresu adolescencji, Alicia spędziła w błogiej nieświadomości uroku, jaki wokół siebie roztaczała. Skrupulatnie unikała wszelkiego rodzaju luster, a także innych powierzchni, w których mogła się przejrzeć. W miarę możliwości nie spoglądała również na swoje ciało. Ubrania, które nosiła, były wybierane przez jej matkę. Ona też czesała i uplatała długie, brązowe włosy Alicii. Jednak wystarczyło jedno spojrzenie odpowiedniego mężczyzny, by osiemnastoletnia wówczas dziewczyna z dnia na dzień zaczęła zwracać olbrzymią uwagę na swą cielesność.
Był nowym nauczycielem historii w ich szkole. Młodym, przystojnym, takim, w którym skrycie kochały się wszystkie uczennice. A on zwrócił uwagę właśnie na Alicię. Gdy po raz pierwszy przyszedł do ich klasy, zobaczyła w jego spojrzeniu coś, czego nie zauważała u innych przedstawicieli płci męskiej. Było to pożądanie. Ono sprawiło, iż po przyjściu ze szkoły Alicia stanęła przed olbrzymim lustrem oprawionym w złotą ramę, wiszącym w salonie, i przez kilka godzin uważnie badała każdy skrawek swojego ciała. To z tego powodu następnego dnia ubrała do szkoły najbardziej obcisły sweterek, jaki znalazła w szafie i przez całą lekcję siedziała w taki sposób, by wyeksponować swój biust, o którym dowiedziała się, że go posiada. To jedno spojrzenie sprawiło, że Alicia zaczęła zupełnie inaczej postrzegać swoją seksualność. Od tamtej pory ubierała krótsze spódnice, podkreślające jej zgrabne nogi, a po lekcjach zostawała na dodatkowych, prywatnych zajęciach z historii, gdzie pod szkolną ławką ręka nauczyciela zdecydowanie zbyt często wędrowała między jej uda.

Romans między Alicią a jej nauczycielem kwitł, dopóki nie skończyła szkoły. Wtedy bez żadnego żalu raz na zawsze zerwała swoje stosunki z mężczyzną. Jednak po szkolnym romansie pozostały Alicii dwie rzeczy: jedną z nich była świadomość własnego seksapilu, drugą zaś miłość do historii, dzięki której dostała się na prawo, na Uniwersytecie Oxfordzkim. Tam prowadząc życie opływające w przygodny seks, poznała mężczyznę, z którym miała spędzić resztę życia. Niekoniecznie dlatego, że tego chciała...
Pewnego deszczowego wieczora, późnym latem, oczom Alicii ukazały się dwie cieniutkie, różowe kreski, mogące świadczyć tylko o jednym: była w ciąży. Później wszystko potoczyło się wyjątkowo szybko; zorganizowany w wielkim pośpiechu ślub, przeprowadzka do wspólnego mieszkania, aż wreszcie przyjście na świat małej dziewczynki, którą wspólnie nazwali Avą. Ciało po ciąży potrzebowało wielu miesięcy treningów, by wrócić do swojej formy. Napisanie pracy magisterskiej przy płaczącym dziecku zdawało się być niemożliwym do wykonania. Jednak Alicia starała się. Dzielnie robiła aplikację adwokacką, w międzyczasie latając z butelką do Avy, a wieczorami zmuszała się, by przebiec chociaż kilometr. Wspólnie z mężem byli dla siebie partnerami i oboje ciężko pracowali na swój sukces.
I choć Alicia nawet pośród pieluch i smoczków była piękną kobietą, spełniającą się zawodowo, brakowało jej jednego. Nigdy nie odnalazła w sobie instynktu macierzyńskiego. Opiekowanie się Avą było dla niej jak kolejna praca do wykonania. Robiła to dość nieumiejętnie i bez wyczucia. Zawsze była dla niej bardziej koleżanką, niż matką. Nie potrafiła żywić matczynych uczuć w stosunku do córki. Tak samo sprawa miała się z mężem, który zawsze był jej przyjacielem i kochankiem, lecz nigdy nie zapałała do niego miłością.
Pani Marlowe to wyjątkowo silna osobowość. Z całą pewnością wpisuje się w ramy pojęcia kobiety z klasą. Zawsze zadbana i pociągająca, ale nigdy wulgarna. Lubi mieć wszystko dopięte na ostatni guzik i nade wszystko ceni jakość. Momentami bywa nieco despotyczna, jednak dla wielu osób jest to pociągające. Alicia to kobieta mała ciałem, ale wielka duchem. Na sali sądowej zachowuje się niczym lwica, widać pasję w tym, co robi. Potrafi całkowicie zniszczyć przeciwnika, lecz nigdy nie zachowuje się przy tym nietaktownie. Jest wyjątkowo samodzielna i nie potrzebująca niczyjej pomocy. Świetnie radzi sobie z utrzymaniem kancelarii oraz domu. To kobieta wyzwolona, która kocha seks i nie wstydzi się tego przyznać. Po separacji z mężem i jego wyjeździe oddawała się uciechom cielesnym z licznymi kochankami.
Jeden z nich, młodszy o kilka lat Charles, został ojcem jej drugiego dziecka - Anthony'ego. Po narodzinach chłopiec stał się oczkiem w głowie Alicii, która w końcu odnalazła swój instynkt macierzyński. Kobieta postanowiła oficjalnie wziąć rozwód z Harrym i związać się z biologicznym ojcem Tony'ego, w którym zaczęła się zakochiwać.

Burning Desire


____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you




Ostatnio zmieniony przez Dolores dnia Sob Mar 25, 2017 4:01 am, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Pią Mar 24, 2017 2:34 am

Rule No.1: Never lose money.
Rule No.2: Never forget rule No.1.



NOWY FACET MAMY MARLOWE

Charles Westwick
Bankier
177 cm
34 lata

Charles - dla przyjaciół Chuck - jest dużym dzieckiem. Lubi zabawki, zwłaszcza te duże i drogie, zjada wszystkie kolorowe pigułki jakie podsunie mu się pod nos i uwielbia zaczepiać dziewczynki w nocnych klubach. Nic się nie zmienił, nawet od kiedy sam posiada dziecko.

Chuck urodził się w małym miasteczku w północnej Anglii, jego matka była sprzątaczką, ojciec zostawił ich, gdy był zaledwie siedmioletnim chłopcem. Nie przelewało im się, często nie starczało nawet na całkiem podstawowe artykuły, czy bardzo drobne zachcianki, takie jak tabliczka czekolady. Dlatego Chuck już od małego miał jeden cel: chciał robić pieniądze. Dużo pieniędzy, by nigdy na nic mu nie brakowało. W tym celu już od małego znacznie przykładał się do nauki. Zawsze miał dryg do liczb, a równania matematyczne nie sprawiały mu żadnego problemu. Zgrabnie przeskakiwał z klasy do klasy, mama uśmiechała się przeszczęśliwa widząc dobre oceny syna, w liceum dostał się do klasy o profilu matematycznym... W końcu przyszedł upragniony czas studiów i wyrwania się z małej mieściny.
Wybór padł na London School of Economics. Przeprowadzka z głębokiej prowincji do samej stolicy była dla młodego chłopaka dużym szokiem. Wiedział, że odstaje od reszty, a inni studenci nie omieszkiwali mu o tym przypominać. Jedyną - jak mu się wtedy wydawało - odskocznią od ciągle dogadujących kolegów i szybkiego tempa uczelnianego życia okazał się alkohol. Nocne życie szybko pochłonęło młodego Westwicka. Trwał w permanentnym stanie upojenia alkoholowego przez rok, póki nie wyciągnęła do niego ręki Margaret - starsza o pięć lat kobieta, aspirująca businesswoman. To ona pomogła mu się podnieść i dała wiarę, że warto zawalczyć o swoje, chociaż wszechświat zdaje się mówić inaczej. Po kiepskim pierwszym roku na studiach przyszedł czas na przełom podczas roku drugiego. Jako, że nauka nigdy nie sprawiała Chuckowi, wolny czas mógł poświęcić na pracę, a zarobione pieniądze inwestował w siebie. Szybko odkrył, że markowe ubrania i elektroniczne nowinki, na które w końcu mógł sobie pozwolić, znacznie podwyższają jego samoocenę. Fakt, że samodzielnie na wszystko zapracował, a nie wyciągnął rączkę do rodziców, jeszcze bardziej umacniał go w przekonaniu, że jest lepszy od reszty swoich rówieśników. Podczas gdy oni nie wiedzieli w co ręce wsadzić po odcięciu od gotówkodajnego źródełka rodziców, Chuck powoli budował swoje małe imperium.
Jego zaradność i dryg do interesów widzieli nie tylko uczelniani kumple, ale też kobiety, które lgnęły do niego jak ćmy do zapalonej żarówki. Rozpoczęła się era licznych romansów. Chuck szczególnie lubił te ze starszymi, bardziej doświadczonymi kobietami, jak jego pierwsza partnerka Margaret. Zdobyte kobiety były dla niego niczym trofea, których jednak nie mógł postawić sobie na półce. Uwielbiał je kolekcjonować jak Rolexy na półce w swojej wielkiej szafie.

Kilka lat po skończeniu studiów i zdobyciu posady w jednym z banków w Londynie został przeniesiony do placówki w Bristolu, gdzie niedługo potem objął stanowisko dyrektora. W Bristolu także poznał swoją przyszłą narzeczoną. Alicia Marlowe, emanująca seksapilem pani prawnik, niemal od razu skradła jego serce, a wkrótce i także ciało. Bez znaczenia pozostawał fakt, że kobieta jest od niego starsza około dziesięć lat, ma męża i niemal dorosłą córkę. Kobieta tak bardzo zakręciła go sobie wokół palca, że gdy okazało się, iż nosi jego dziecko, Chuck gotów był nawet zrezygnować z nocnego aspektu swojego życia i zapraszania do swojego apartamentu coraz to nowszych jednonocnych koleżanek. Ale ze swoich zabawek nie zrezygnuje nigdy.


YOU CAN BE THE BOSS


____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you




Ostatnio zmieniony przez Dolores dnia Czw Cze 22, 2017 10:04 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arbalester

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 05/09/2016
Age : 21

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Pon Cze 12, 2017 8:35 pm

Tu będzie Russell Zane.



____________________________________________________________________
"Świat ten patrzył na Paszczaka z żałością i oczekiwaniem,
a Paszczak odpowiadał mu spojrzeniem pełnym paniki."

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora https://www.youtube.com/c/AliceNightrayTheFirst
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   Czw Cze 29, 2017 11:16 pm

Jura


O KURWA JA ŻYJĘ,,,



+ tych dwóch zjebów


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Historia bohaterów oraz NPC   

Powrót do góry Go down
 
Historia bohaterów oraz NPC
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Fabularne :: Historia-
Skocz do: