IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Czw Sty 26, 2017 5:38 pm


❞ O dwóch chłopakach, którzy spotkali się w zdecydowanie złym miejscu i o złym czasie. ❝

◦ mieszkaniec podziemi - Flakopożeracz
◦ nowo przybyły - malinowe


Ostatnio zmieniony przez Flakopożeracz dnia Czw Sty 26, 2017 5:59 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Czw Sty 26, 2017 5:40 pm


- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

imię · Lucas ·· nazwisko · Schwartz
wiek · dwadzieścia lat ·· data urodzenia · nieznana
płeć · mężczyzna ·· orientacja · homoseksualny

kolor oczu · brązowy ·· kolor włosów · czarny
sylwetka · szczupła ·· wzrost · metr siedemdziesiąt
znaki szczególne · pieprzyki, brwi, podkrążone oczy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
malinowe

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Czw Sty 26, 2017 6:58 pm



-   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -

Nicolas  »  Wilkinson  »  mężczyzna  »  dziewiętnaście lat  »  homoseksualny  »  blond włosy  »  jasno niebieskie oczy  »  blada, słaba cera  »  niski » szczupły

-   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -   -
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
malinowe

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Pią Sty 27, 2017 4:22 pm

N i c o l a s   W i l k i n s o n
Tego dnia było pochmurnie.
Siedziałem w pokoju z jak zawsze szczelnie domkniętymi oknami i grałem na swoim przedpotopowym Nintendo. Pomimo tego, że minął już niecały wiek od jego wydania, znalezienie teraz jakiejkolwiek konsoli było czymś niespotykanym, nierealnym. Miałem ogromne szczęście, że kiedy pewnego dnia wyruszyłem na miasto po jedzenie, przechodząc przez moje podwórko, znalazłem działające jeszcze pudełko. Babcia mi potem wyjaśniła, była to stara konsola do gry.
Nie wiecie, jak bardzo się ucieszyłem.
Moi koledzy, gdy o tym usłyszeli, zzielenieli z zazdrości. W końcu mało który miał taki luksus jak telewizor, nie mówiąc nawet o GameBoyu.
Przechodziłem właśnie kolejny poziom gierki, której tytułu do teraz nie pamiętam, kiedy usłyszałem donośny krzyk mamy, wołającej moje imię.
- Nicolas!
- Już idę, nie drzyj się tak – mruknąłem i ociężale podniosłem się z łóżka. Czego ta kobieta znów ode mnie chciała. Nie dawała mi chwili wytchnienia, ciągle tylko jakieś obowiązki i obowiązki…
- Pójdź do Marty po ziemniaki – oznajmiła, gdy sturlałem się ze schodów i znalazłem się w jej polu widzenia. – Albo do Elizy, jeśli Marta nie będzie miała.
- Po co ci jakieś ziemniaki – westchnąłem i dramatycznie opuściłem ręce. – I dlaczego sama nie możesz pójść. To niedaleko.
Wskazała ruchem głowy na gotującą się zupę.
- Nie mogę, muszę pilnować, żeby nie wykipiała. A sama cię przecież z nią nie zostawię, po tym, co wymyśliłeś ostatnio… - Przeszedł mnie dreszcz, przypomniawszy sobie o tym, jak o mało nie puściłem domu z dymem, kiedy próbowałem upiec ciasto. Zamruczałem niezadowolony i tupnąłem zniecierpliwiony nogą.
- Widzę, że palisz się do roboty, Nicolas. Szybko, idź, nie mam czasu na takie humorki. Tylko ubierz się szczelnie, dziś w radiu mówili, że skażenie w naszej okolicy się zwiększyło. Uważaj na siebie.

Ubrany w maskę przeciwgazową i kurtkę, zasuniętą pod samą szyję, patrzyłem się na kota, który buszował w krzakach. Do domu Marty było jeszcze jakieś pięć minut drogi, ale nie mogłem oderwać wzroku od tego niesfornego zwierzęcia. Musiało coś znaleźć w tych krzakach.
Podszedłem bliżej i przegoniłem kota, który, jak dopiero wtedy zauważyłem, miał dwa ogony.
Fuj, obrzydlistwo.
Okropne rzeczy robi to całe promieniowanie. Dobrze, że ja nie urodziłem się z dwiema głowami, bo  już teraz nie umiem wytrzymać z samym sobą, więc nie chcę myśleć, co by się stało, gdyby było nas dwóch. W jednym ciele.
Przykucnąłem przy krzaku i zacząłem odgarniać dłońmi liście, szukając czegoś interesującego. Niestety, nie widziałem tam niczego, co mogłoby przykuć moją uwagę, nawet żadnych śmieci. Zwykły krzak. Wzruszyłem ramionami i, pogodzony z porażką, wstałem powoli. Chciałem wrócić na ścieżkę, gdy coś się poruszyło.
Nie zwierzę.
Nie żadna roślina.
Tylko ziemia pod moimi stopami.
Nie zdążyłem zareagować, gdy podłoże runęło. Rozpaczliwie próbowałem złapać trawę, ale moje śliskie rękawiczki uniemożliwiały mi jakiekolwiek próby ratunku. Ześlizgnąłem się w dół.
Dziura była bardzo głęboka i wąska, tak wąska, że zdarłem sobie skórę na kolanie przez ocieranie się o ścianę. Wystająca skała, na którą chyba tylko dzięki aniołowi stróżowi się nie nabiłem, zahaczyła o moją maskę i brutalnie ją zerwała.
Nie ogarniałem, co się wokół mnie dzieje.
Lot trwał nie więcej niż pięć sekund, aż do upadku na skałę. Gruchnąłem o nią twarzą, którą, dzięki Bogu, w ostatniej chwili ochroniłem rękami. Co nie zmienia faktu, że rozwaliłem sobie nos. Krwawił niemiłosiernie. Do tego ogromny ból w kostce sprawiał, że moje próby podniesienia się spełzły na niczym. Nie wiedziałem co zrobić.
Rozejrzałem się co nieco. Ku mojemu zdziwieniu, to nie była dziura, ale chyba jakaś jaskinia. Wyglądała na ogromną, nie potrafiłem dopatrzeć się jej końca. Mój wzrok przykuły jednak zapalone pochodnie, porozstawiane po bokach ścian jaskini. Ktoś musiał być tutaj przede mną.
Ale, tak właściwie.
Gdzie ja trafiłem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Pią Sty 27, 2017 4:39 pm

· Lucas Schwartz ·

Balansowanie na granicy działań okrzykniętych przestępczością zorganizowaną a legalną pracą na rzecz Kolonii było niebezpieczne i to bardzo. W żadnym wypadku nie polepszało też mojej sytuacji przyjścia na świat jako brudny mieszaniec ze skłonnościami do częstych ucieczek do Górnoziemia z których do tej pory zawsze udawało mi się gładko zełgać. Zdawałem sobie jednak sprawę, że spokojnej starości na pewno nie dożyję. Ale czym są schorowane stawy i nietrzymanie moczu przy tylu możliwościach rozwoju niedostępnych tu, na dole. Cóż, przemyt też się do nich zaliczał. Niektórzy ekscentryczni Górnoziemcy byli skłonni zapłacić naprawdę dużo za nasze robocze ubrania. Ale to płaszcze Styksów stanowiły prawdziwy rarytas dlatego upchnąłem do torby cztery. W nienajlepszym stanie ale wierzyłem ale wierzyłem, że i tak znajdę na nie kupca jeśli poszukam w odpowiednich miejscach.
Poprawiłem pasek torby, który zsunął mi się z ramienia i mocniej pociągnąłem dźwignię windy. Nie korzystał z niej nikt inny i za każdym razem, kiedy nią jechałem przypominałem sobie dlaczego. Podróż dłużyła się niemiłosiernie, była klaustrofobicznie ciasna a oprócz tego jej mechanizmy strasznie trzeszczały dobitnie uświadamiając mi, że jeśli lina się przetrze a winda spadnie ze mną na dół albo się zatnie umrę i nikt nawet nie znajdzie mojego trupa. Świadomość tego była dość makabryczna ale dostarczała też dawki adrenaliny, której nie zapewniałaby mi męcząca praca w tunelach.
Seria głośnych trzasków wyrwała mnie z zamyślenia. Byłem na miejscu. rozsunąłem kraty i uważając, żeby nie zahaczyć kurtki o zawiasy zasunąłem je za sobą. Najtrudniejsze było za mną.
Ruszyłem przed siebie starając się jednocześnie wyjąć z torby licznik Geigera patrzeć pod nogi i nie zabić Fujka, który wyskoczył z kieszeni jak tylko rozpiąłem zamek. Powietrze skażone było nieznaczną radiacją ale chcąc nie chcąc maskę i tak musiałem ubrać bo górnoziemskie słońce bardzo drażniło moje oczy a tylko grube, ciemne okulary skutecznie mnie przed nim chroniły.
- Fujek - krzyknąłem widząc, że mój szczur znacznie mnie wyprzedził. - Wracaj tu, ślepy frajerze! - zawołałem kiedy oddalił się na tyle, że jego białe futro zupełnie zniknęło z mojego pola widzenia.
Westchnąłem zakładając pasek torby na klatkę piersiową. Kabura z pistoletem przesunęła się w wewnętrznej kieszeni kurtki wbijając się nieprzyjemnie w moje ciało ale nie miałem czasu jej teraz poprawiać. Przyspieszyłem kroku po chwili rzucając się biegiem za Fujkiem. Nie marnowałem energii na ponowne wołanie go, maska wystarczająco utrudniała mi oddychanie.
Kierował się w stronę jaskini przez którą zawsze wychodziliśmy do Górnoziemia co trochę mnie zaskoczyło. Myślałem, że wyczuł jakieś grzyby, może nawet gruźlaki ale... cóż. Przystanął na tylnych łapach węsząc w powietrzu. Najwyraźniej czekał na mnie bo kiedy wziąłem go na ręce posłusznie wrócił do swojej kieszeni w torbie. A ja? Musiałem zająć się trupem jakiegoś Górnoziemca który zrobił dziurę w suficie chociaż drabina była parę metrów od niego. Świetnie.
Podszedłem bliżej i nawet nie zdążyłem trącić go stopą żeby sprawdzić czy na pewno jest martwy kiedy się poruszył przyprawiając mnie o chwilowe zatrzymanie akcji serca.
- Wiesz, że Górnoziemie jest w drugą stronę?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
malinowe

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Pią Sty 27, 2017 7:06 pm

N i c o l a s   W i l k i n s o n

Kiedy ślizgałem się po śliskiej i trochę lepkiej nawierzchni skał, nieudolnie próbując się podnieść, usłyszałem czyjejś kroki z głębi jaskini. Początkowo uznałem, że majaczę, że to gruchnięcie o podłoże źle na mnie wpłynęło. Słysząc je jednak coraz wyraźniej, naprawdę zacząłem się niepokoić. Nikogo poza mną nie powinno tutaj być.
Zauważyłem w rogu czyjś cień. Oblał mnie zimny pot, jednak nazbyt wcześnie – chwilę potem niedaleko mnie przebiegł szczur, który najwyraźniej badał teren. Patrząc na niego, uśmiechnąłem się pod nosem, że tak łatwo dałem mu się wyrolować. Żeby taki duży chłop jak ja dał się wystraszyć jakiemuś gryzoniowi! Kpina.
- Fujek! – Usłyszałem czyjś głos, odległy, jednak bardzo wyraźny. Szczur zareagował natychmiastowo, nie zdążyłem się obejrzeć, a zwierzęcia już nie było. Kroki teraz brzmiały donośniej. Właściciel szczura musiał być bardzo blisko mnie. Przerażony próbowałem się jakoś schować. Pchnięty desperacją, szukałem czegoś, czegokolwiek, co mogłoby służyć jako skrytka.
Drabina. Tam jest drabina!
Szybko ją złapałem i chciałem przysunąć ku sobie. Jednak skręcona kostka szybko dała o sobie znać. Kłujący ból spowodował, że pociągnąłem drabinę w złą stronę. Spadła na mnie, uniemożliwiając mi jakiekolwiek próby podjęcia ucieczki. Poczułem się pokonany. Jęczałem cichutko, rozmyślając nad nowymi siniakami sprezentowanymi przez drabinę.
Kroki teraz były tuż przy mojej głowie.
- Wiesz, że Górnoziemie jest w drugą stronę? – Usłyszałem, kiedy tajemniczy jegomość przystanął, a jego szczur zaczął obwąchiwać mi twarz. Podparłem się łokciami i popatrzyłem na chłopaka. Nawet w kurtce wygladał szczupło i wydawało się, że jest wzrostu podobnego do mnie. A jego głos był… przyjemny. Tak, przyjemny. To chyba najtrafniejsze określenie.
- Uhhh…? – Wybełkotałem, przecierając oczy. – Górnoziemie? W sensie, że dom…? No to tak, tak, ja już wracam, sorki jeśli ci przeszkodziłem w… - Popatrzyłem na szczura. - …czymkolwiek tam sobie robisz.
Z trudem się podniosłem, przytrzymując się jedną ręką ściany obok, a drugą mu pomachałem i krzywo się uśmiechnąłem. Moje pożegnanie jednak było zbyt wczesne, bo kiedy stanąłem na zranionej nodze, moje ciało przeszedł przeszywający ból, który bez ostrzeżenia powalił mnie na kolana. Zawyłem żałośnie.
- Kurw…cze!! – Krzyknąłem i złapałem się za kostkę. – No to, jak widzisz, sprawy się trochę skomplikowały, więc na razie nie idę. Ale będę. – Chwila ciszy, w której obaj się na siebie patrzyliśmy. – A tak w ogóle… to… kim jesteś? Też tu wpadłeś, tak jak ja?
Przybiegł do mnie ten jego szczur i przysiadł koło mojej ręki. Choć nie cierpiałem tych ohydnych zwierząt, ten wydawał się nawet znośny. Wyciągnąłem rękę i nieśmiało go pogłaskałem.
- Wabi się Fujek, prawda? – Spytałem. – Słyszałem, jak go wołałeś. Fajne imię jak dla szczura. Pasuje mu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Pią Sty 27, 2017 7:29 pm

· Lucas Schwartz ·

Zmarszczyłem brwi początkowo nie rozumiejąc o jakim domu mówił, jednak zaraz zrozumiałem jak wielki błąd popełniłem. Mógłbym iść o zakład, że Górnoziemcy nie nazywali tak samych siebie bo niby dlaczego mieliby to robić skoro, przynajmniej teoretycznie, nie wiedzieli o istnieniu Koloni, Ćwiartki, Interioru i dalszych głębiach, jeśli niektóre plotki były prawdą?
- T-Tak, do domu - potwierdziłem kiwając głową w żałosnej próbie cofnięcia tego, co wcześniej powiedziałem.
Gdybym chciał być prawym obywatelem powinienem go wprowadzić do Ćwiartki i oddać tamtejszemu wymiarowi sprawiedliwości. I samemu ponieść karę za to, że doprowadziłem do sytuacji, w której ktoś z góry bezkarnie może wkroczyć na nasz teren. Będąc prawym obywatelem bez sumienia powinienem go zabić ale również i do tego nie byłem przekonany, w końcu chłopak nie potrafił nawet ustać na nogach przez swoje obrażenia, więc raczej byłoby mało prawdopodobnym, żeby po dojściu do siebie zdecydował się tu wrócić. Zresztą nie byłem prawym obywatelem i nie widziałem sensu w podporządkowywaniu się cudzym zasadom dlatego zdecydowałem, że pozwolę mu po prostu odejść. Albo odczołgać się.
- Jestem Lucas - odpowiedziałem na pytanie przenosząc wzrok z jego twarzy na Fujka, który postanowił na moich oczach kolaborować z wrogiem pozwalając jak gdyby nigdy nic pogłaskać się, na co nawet mi początkowo nie pozwalał. Ciekawe czy mały zdrajca będzie tak zadowolony jak będzie musiał spędzić cały dzień zamknięty w domu.
W pierwszym odruchu zaraz po przedstawieniu się chciałem zdjąć maskę ale na szczęście w porę się zreflektowałem. W końcu nie wiedziałem kto to jest, może syn jakiegoś strażnika? Jeszcze tego mi brakowało, żeby sporządzili mój portret pamięciowy. Wierzyłem naiwnie, że nie zechce pokazywać nikomu miejsca do którego spadł i że moją obecność tutaj weźmie za zbieg okoliczności. W sumie to zawsze mogłem go zastraszyć ale jakieś ochłapy sumienia odzywały się we mnie kiedy pomyślałem, że komuś tak pokiereszowanemu mógłbym przyłożyć pistolet do głowy. Nie to, żeby to była pierwsza okaleczona osoba, którą widziałem, w końcu trwała wojna, ale w tej chwili zdany był wyłącznie na moją łaskę co zmieniało postać rzeczy.
Przykucnąłem naprzeciwko niego uważniej przyglądając się jego nodze. Która oprócz tego, że wyglądała paskudnie nie zechciała udzielić mi odpowiedzi na to, czy w ranę wdało się zakarzenie, czy należy ją czymś przemyć i czy to się samo zrośnie czy trzeba będzie ją nastawić.
- Nie jestem lekarzem ale to - Wskazałem palcem na jego nogę i twarz. - W zasadzie cały ty... wyglądasz źle - oznajmiłem podnosząc się.
Rozejrzałem się dookoła próbując odnaleźć wzrokiem drabinę. Ustawiłem ją z powrotem na właściwe miejsce, po czym wróciłem do chłopaka.
- Pomogę ci stąd wyjść - powiedziałem zapinając zamek kurtki. Przesunąłem pasek torby tak, żeby mi nie przeszkadzała po czym odwróciłem się w jego stronę. - Chociaż tak szczerze to nie wiem jak mam cię zawlec na górę.
Przeczesałem palcami włosy patrząc na otwór w suficie. Może dałoby radę wciągnąć go liną?
Oczywiście najłatwiej byłoby po prostu przyprowadzjć tu osobę, która mogłaby mu pomóc ale nie mogłem pozwolić na to, żeby zleciało się tu więcej Górnoziemców a do Koloni cofnąć się też nie miałem jak. Niestety.
- Oprzyj się całym ciężarem na mnie, dobra? - poleciłem mu i nie czekając na jego reakcję założyłem sobie jego rękę na ramię. - To tylko parę szczebli. Dasz radę wejść na górę. Będę cię asekurował.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
malinowe

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Sob Lut 04, 2017 1:43 pm

N i c o l a s W i l k i n s o n

Energicznie pokiwałem głową na jego słowa.
- Mhm – mruknąłem i położyłem stopę na pierwszym stopniu. Popatrzyłem uważnie na chłopaka i jego drobne dłonie, zamyślając się nieco.  – Ale, Lucas, słuchaj… Uważasz, że to bezpieczne? Nie lepiej zawołać kogoś z góry? Jestem ciężki, a ty wyglądasz na bardzo szczupłego i nie wiem czy dasz sobie…
Poczułem na sobie jego zabójczy wzrok i gęsią skórkę nim wywołaną. Uznałem, że chyba lepiej się zamknąć, niż zostać przez niego zamordowanym, bo miałem dziwne wrażenie, że moja paplanina działała mu na nerwy.
Kolejny stopień. Dłonie Lucasa spoczywały na moich plecach, delikatnie mnie podpierając. Mimo tego czułem, jak bardzo drżą i jak bardzo podtrzymywanie mnie sprawia mu trudność. Robiłem wszystko, co w mojej mocy, by mu w tym pomóc – wydaje mi się, że jednak na próżno. Skręcona kostka całkowicie nie chciała z nami współpracować, raz co raz ześlizgując się i przyprawiając mnie o kolejną dawkę bólu.
Stopień numer trzy. Zacząłem się pocić. Musiałem rozpiąć kurtkę i zacząć spokojniej oddychać, by móc wspinać się dalej. Napiąłem mięśnie w rękach i szepnąłem do Lucasa:
- Jeszcze trochę i będę mógł złapać rękami trawę! Dasz radę, wytrzymasz! – Dopingowałem go.
Po minutach katorgi wreszcie mogłem poczuć w dotyku wilgotne rośliny. Moje ciało przeszyła fala narastającej ulgi. Z większą pewnością siebie pokonywałem kolejne szczeble, już z mniejszą pomocą Lucasa. W końcu wystawiłem głowę na zewnątrz, czując przyjemny chłodny powiew wiatru na umorusanych błotem policzkach. Uśmiechnąłem się szeroko na znajomy widok i krzyknąłem donośnie, tak, że dało się usłyszeć powtarzające me słowa echo:
- Jestem!! Wielkie dzięki Lucas, nigdy bym tego sam nie zrobił!
Złapałem się za trawę i zacząłem się wczołgiwać na znajome tereny resztą ciała. Kiedy chciałem wyciągnąć na powierzchnię nogę, mój wzrok przykuła czyjaś postać w oddali. Była wysoka, ubrana w jakieś brązowe ubrania… Mundur? Rozmawiała z kimś o wiele niższym, wydaje mi się, że z kobietą. Nie wyglądała na zadowoloną.
Wtedy mnie oświeciło. Żandarmeria!  Musiała akurat patrolować teren. Z domu można było wychodzić tylko o określonych godzinach, czego nigdy nie respektowałem, bo mili panowie patrolujący teren bardzo rzadko zaglądali w te okolice, ale na byciu złapanym na gorącym uczynku można było się nieźle przejechać. Gdybym więc teraz wyszedł na zewnątrz, z pewnością zostałbym przez niego zauważony. I w najlepszym wypadku złapany i zaciągnięty do odpowiedzialności za nieprzestrzeganie prawa. W najlepszym.
Mężczyzna odwrócił się i popatrzył prosto w moje oczy. Mruknął coś do drobniutkiej, przestraszonej kobieciny, która na jego słowa jak oparzona odskoczyła w bok, torując mu przejście do mnie. Cholera, zauważył mnie! Nie namyślając się długo, schowałem się z powrotem do dziury, popychając lekko zdziwionego Lucasa do tyłu.
- Idzie tu! – Szepnąłem  i zacząłem nerwowo kuśtykać, to w przód, to w tył. Widząc zdezorientowanie chłopaka, wyjaśniłem mu naprędce:
- Strażnik! Stał niedaleko, jak wychodziłem, i mnie zauważył! Idzie tu! Zabije mnie, jeśli mnie tu znajdzie! – Lamentowałem zestresowany. – Musimy się gdzieś schować, nie może nas zobaczyć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Wto Lut 07, 2017 4:11 pm

· Lucas Schwartz ·

Oparłem dłonie o plecy chłopaka czekając, aż wejdzie na stopień. Podniosłem wzrok do góry chcąc policzyć liczbę stopni, które musimy pokonać, gdy zauważyłem, że obrzuca mnie uważnym spojrzeniem. Po którym nastąpił bardzo trafny osąd. Przemogłem w sobie chęć słownego zrewanżowania się. Nie musiał wiedzieć, że trafił w czuły punkt.
Ucieszyłem się więc, że, zapewne na chwilę, przestał mówić, zamiast tego koncentrując swoją energię na dalszym wspinaniu się. Jeśli będziemy posuwać się do góry w takim tempie, jak dotychczas mogę pożeganać się ze stałym klientem skupującym bez niepotrzebnych pytań towary produkowane w Kolonii, który miał czekać na mnie we wcześniej wyznaczonym miejscu.
Przygryzłem wargę pomagając sobie całym ciałem w utrzymaniu równowagi i jednoczesnym popychaniu go ku powierzchni. Nie ważył zbyt dużo, zdarzało mi się przenosić ważące znacznie więcej skrzynki, jednak stopnie drabiny były wąskie i dość śliskie, a ja przyzwyczajony byłem do pokonywania tej odległości w pojedynkę, z w pełni sprawnymi kończynami.
Westchnąłem przewracając oczami, kiedy zaczął podnosić mnie na duchu tekstami zapewne przeczytanymi w broszurce "Jak pogorszyć i tak beznadziejną sytuację. Poczułem naprawdę wielką ochotę, żeby wbić mu paznokcie albo nóż między żebra. Zamiast tego zacisnąłem palce jednej dłoni na wyższym szczeblu, bo but niebezpiecznie ślizgnął się na metalowej rurze, z której zbudowana była drabina.
Zapewne gdyby nie to, że blondyn postanowił cały świat poinformować o swoim spektakularnym wyczynie, jakim było wydostanie się z tego tunelu ze skręconą czy złamaną nogą, nie zauważyłbym  że zaszliśmy już tak wysoko. Całym swoim ciałem zasłaniał mi wąskie przejście, które wcześniej wybił, więc nie miałem możliwości zobaczenia niczego, co znajdowało się nad nim.
- Nie krzycz tak, bo zacznę żałować, że powiedziałem ci, jak się nazywam - prychnąłem nie mogąc powstrzymać uśmiechu cisnącego mi się na usta. W końcu ja na jego miejscu mógłbym zawołać co najwyżej "wielkie dzięki nieznajomy człowieku, który wybił mi dziurę w suficie głową".
Pokonałem kolejny stopień chcąc pomóc mu w wydobyciu drugiej nogi, kiedy postanowił cofnąć się w tył. Spojrzałem na niego zdziwiony nie rozumiejąc dlaczego to zrobił. Nie zdążyłem jednak zapytać, kiedy sam zdążył poinformować mnie o tym, że swoimi dzikimi krzykami zwrócił uwagę strażnika. Patrolującego. Czyli faceta uzbrojonego w samopowtarzalny karabin, który mógłbym unieść wyłącznie siłą woli.
Zakląłem cofając się po drabinie w dół. Szczęśliwie mój nowy kolega zapomniał o bólu i sam pokonał odcinek dzielący go od ziemi.
Wiedząc, że nie mamy wiele czasu wyciągnąłem broń z kabury odbezpieczając ją, choć jeśli wszystko pójdzie dobrze zapewne nie będę musiał jej użyć. Odczepiłem też paski maski wręczając ją chłopakowi.
- Załóż - poleciłem mu wyjmując Fujka z kieszeni torby, który, jak gdyby przeczuwając grożące nam niebezpieczeństwo, zastrzygł uszami pocierając łapkami wąsy.
Poczekałem, aż zeskoczy z mojej dłoni.
- Biegnij do domu, Fujek - powiedziałem do niego odwracając się w stronę drabiny. - Ty idź za nim tak szybko, jak tylko możesz - rzuciłem do chłopaka odsuwając drabinę od wejścia. Wierzyłem w jego instynkt samozachowawczy i zdrowy rozsądek, dlatego nie sprawdzając czy nadal tu jest wytoczyłem zza jednego z głazów spłaszczoną, okrągłą puszkę. Nasunąłem materiał kurtki na twarz jednocześnie pociągając za zawleczkę uwalniającą gaz. Podejrzewam, że gdybym był bardziej Kolonistą niż Styksem nigdy nie udało by mi się uciec przed trującymi oparami tak szybko, jak zrobiłem to teraz zaskakując też samego siebie. Odważyłem się zaczerpnąć oddech dopiero przed windą, gdzie czekał już blondyn z Fujkiem. Rozsunąłem kraty machając ręką w stronę chłopaka, żeby stanął obok mnie. Oparłem się o dźwignię próbując unormować oddech. Zachwiałem się czując, jak zawiasy z piskiem przesuwają się w dół. Podróż w tą stronę zawsze trwała krócej, ale była  bardziej głośna.
- Pewnie masz dużo pytań, ale nie odpowiem na nie dopóki nie znajdziemy się w moim domu - powiedziałem patrząc w oczy chłopaka zakryte przez szybki okularów w mojej masce. - Zaraz będziemy na miejscu i... - uśmiechnąłem się kpiąco. - Nawet nie wiesz, jak duże masz szczęście, że masz jasne włosy i skórę. Gdyby tak nie było musiałbym cię zostawić. Albo zabić - dodałem przypominając sobie, że wciąż ściskam w dłoni odbezpieczoną broń. Schowałem ją do torby nie chcąc szarpać się z kurtką.
Winda zatrzymała się z towarzyszącą temu serią trzasków, a ja nie chcąc tracić czasu rozsunąłem kraty chwytając mojego towarzysza niedoli za rękaw kurtki.
- Proszę, nic teraz nie mów. Od tego zależy twoje życie - powiedziałem nieco zbyt złowoeszczym tonem, niż początkowo zamierzałem.
Pociągnąłem go za sobą w stronę drzwi z matową szybką. Przesunąłem trzy klamki przymocowane do nich słysząc charakterystyczny, cichy syk, który wydawały zawsze ilekroć je otwierałem. Kiedy razem z Fujkiem weszli do niewielkiego pomieszczenia o ścianach pokrytych zardzewiałymi metalowymi płytkami połączonymi grubymi spawamo, zamknąłem drzwi ustawiając klamki tak, jak wyglądały poprzednio.
Miałem jeszcze szansę - mogłem go zabić lub kazać mu wracać. Napotykając jednak jego spojrzenie otworzyłem drzwi prowadzące do Ćwiartki.
- Witaj w moim domu - powiedziałem kłaniając się teatralnie i gestem dłoni zapraszając go do wyjścia na ulicę.
Spojrzałem na posępne fasady domów oświetlane świetlnymi kulami zdając sobie sprawę z tego, że od teraz był to także jego dom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
malinowe

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 26/01/2017

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Wto Mar 07, 2017 8:18 pm

N i c o l a s   W i l k i n s o n

Nie miałem najmniejszego nastroju na udawanie honorowego, więc kiedy Lucas rozkazał mi podążać za szczurem, zrobiłem to bez zawahania. Miałem niemały problem z chodzeniem, a nierówności na drodze tylko mi ją utrudniały. Fujek nie miał dla mnie wytchnienia, pędził jak szalony, nie mając czasu, by nawet na mnie spojrzeć. Dysząc okropnie, szepnąłem do niego:
- Fujek, zwolnij trochę!
Mimo, że szczur był ślepy, poczułem jego wzrok na sobie. Brr, tak samo przeszywający jak jego pana.
Zatrzymaliśmy się dopiero przed jakąś metalową ścianą, która później okazała się starą, skrzypiącą windą. Niedługo potem koło nas zjawił się z powrotem Lucas, śmierdząc okropnie.
- Fuj, co to za zapach? – Wycedziłem przez nos. – Straszliwie cuchnie. Co ty zrobiłeś temu kolesiowi?
Lucas nie odpowiedział na moje pytanie, zbywając mnie sprytnie tekstem o wejściu do windy. Zapominając o moim problemie, nieufnie wszedłem do maszyny, która, po wciśnięciu kilku przycisków, niebezpiecznie zadrżała i powoli zaczęła nas odwozić na dół. Cała ta podróż minęła mi w przerażającej atmosferze, gdyż czułem narastającą niechęć Lucasa w stosunku do mojej osoby. Albo przynajmniej ja miałem takie wrażenie. Czułem jego wzrok na sobie, choć nie mogłem zobaczyć jego twarzy, szczelnie zakrytej przez maskę gazową. Fujek zaś pokręcił się między naszymi nogami, by w końcu opaść i siedzieć spokojnie przez resztę podróży.
Winda otworzyła swe wrota z przeszywającym skrzypnięciem nienaoliwionych łączeń, ukazując nam kolejne przejście. Tuż przed przekroczeniem progu, brunet odezwał się do mnie cichym mruknięciem:
- Proszę, nic teraz nie mów. Od tego zależy twoje życie.
Odebrałem to jako co najmniej groźbę. Nerwowo pokiwałem głową i, wpatrując się nachalnie w swoje obłocone buty (matka mnie zabije!), poszedłem w stronę światła. Lucas przyśpieszył kroku, co nie było takie trudne ze względu na mój stan zdrowia i, kłaniając mi się, co wywołało u mnie zmieszane zdziwienie z zakłopotaniem, powiedział:
- Witaj w moim domu.
Minąłem go i popatrzyłem po prześlicznych uliczkach, które nas otaczały. Był to najpiękniejszy widok, jaki dane było mi ujrzeć w swoim życiu. Wszystko było misternie wykończone, o brudzie nie było nawet mowy. Wyglądało to tak utopijnie, że nie mogłem uwierzyć w prawdziwość tego miejsca.
- Naprawdę tu mieszkasz? – Spytałem z niedowierzaniem, malejącym już zresztą, gdyż podszedłszy do lampy i dotknąwszy ją niepewnie, uświadomiłem sobie, że nie może być to sen.  Kręciłem się w kółko, nie potrafiąc ukryć podekscytowania.
- Ale, co gdyby – powiedziałem nagle, zatrzymując się. – Ale co gdyby… Gdyby ktoś mnie tu zauważył? Nie byłoby to co najmniej… podejrzane? No wiesz, nikt mnie tu nie zna i…
Nagle, jak gdyby na moje zawołanie, zza rogu (daleko oddalonego od nas i ledwo zauważalnego, ale moje wyobrażenie skutecznie powiększyły rangę problemu) wychylił się jakiś przechodzeń i zaskoczony podskoczyłem w miejscu na jego widok. Popatrzyłem nerwowo na Lucasa, szukając w jego osobie odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   Pią Kwi 21, 2017 3:35 pm

· Lucas Schwartz ·

Wsunąłem palce do kieszeni torby głaszcząc delikatne futro na głowie Fujka. Wiedziałem, że nawet gdyby szczur wymknął mi się teraz, to i tak udałoby mi się go odnaleźć, bo zawsze udawał się do tych samych miejsc. Nie mogłem mieć jednak żadnej pewności co do tego, co strzeli do głowy mojemu towarzyszowi i gdzie postanowi sobie pójść, dlatego złapałem go za rękaw kurtki ciągnąc w stronę jednej z węższych uliczek
Wzdrygnąłem się słysząc jego słowa, tym samym rozluźniając chwyt, co od razu wykorzystał na podejście do lampy. Nie mogłem uwierzyć w to, że chłopak był na tyle lekkomyślny, żeby zacząć kręcić piruety na środku drogi. Czy on naprawdę nie rozumiał jak poważne konsekwencje może mieć jego zachowanie?
- Zamknij się - wysyczałem przez zaciśnięte zęby. - I zdejmij tą maskę, bo wyglądasz jak debil - poleciłem. Nie pozwoliłem mu jednak na własną inicjatywę samemu rozpinając paski. Wcisnąłem mu ją w ręce. - Trzymaj - warknąłem popychając go tak, żeby szedł przede mną. - I postaraj się wstrzymać ze swoim słowotokiem.
Zaraz jednak zreflektowałem się rozumiejąc, że potraktowałem go zbyt oschle.
- Słuchaj... - zacząłem zrównując z nim swój krok. - Gdyby ktoś zauważył, że przyszedłeś tu ze mną, to pewnie w przeciągu paru minut straciłbyś głowę. Dosłownie. - Westchnąłem rozglądając się na boki. Odkaszlnąłem chowając ręce do kieszeni.
- A ja trafiłbym do miejsca, w którym umiera się bolesną i wolną śmiercią. A teraz przestań gadać - powiedziałem marszcząc brwi.
Obrzuciłem go uważnym spojrzeniem, zauważając, że wcjąż wyraźnie utyka.
- Wiesz, ja... - zacząłem przygryzając policzek od wewnątrz. - Może pomogę ci iść? - zaproponowałem, w myślach licząc ile czasu pozostało do dotarcia do mojegk mieszkania. Mojego i Fujka - w końcu był on dla mnie najważniejszym towarzyszem, jakiego kiedykolwiek miałem. - Przez ten bieg pewnie jeszcze bardziej boli cię noga.
Nie czekając na odpowiedź chłopaka objąłem go w pasie. Drugą rękę ułożyłem sobie na ramieniu.
- Mieszkam na końcu Ćwiartki - powiedziałem do niego zdmuchując kosmyki jasnych włosów chłopaka z mojej twarzy. - Jak będziemy na miejscu, to wszystko ci wytłumaczę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.   

Powrót do góry Go down
 
the last chance || 2 os. | postapo | b.nab.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: