IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Hello senpai

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Hello senpai   Pią Sty 13, 2017 10:24 pm


K R Ó T K I
O P I S

Anglia, małe nadmorskie miasteczko.
Nawet chłodny klimat Wielkiej Brytanii nie potrafi ugasić dwóch serc rozpalonych młodzieńczą miłością. Szczególnie, gdy zakochali się w sobie dwaj nastolatkowie, jeden - królewicz szkoły i obiekt westchnień każdej napotkanej niewiasty, drugi zaś wtapiająca się w tło szara myszka. Ta pierwsza, piękna miłość zdaje się móc przetrwać każdą niedogodność.
I wtedy Królewicz przez rodzinne zamieszanie musi wyjechać do Włoszech.
W zamian po pewnym czasie przyjeżdża jego nie taki cudowny przyszywany braciszek, który ma jeszcze wiele namieszać w życiu chłopaka porzuconego przez ukochanego.



Dolores Olivier Ollie Marshall
Mietej Paolo Charles Gravano

Obiecujemy być grzeczne i przestrzegać forumowego regulaminu


Ostatnio zmieniony przez Mietej dnia Pią Sty 13, 2017 11:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Pią Sty 13, 2017 10:42 pm

Ludzkie nie­szczęścia są jak zna­leziona fo­tog­ra­fia - obojętna dla wszys­tkich, z wyjątkiem właściciela.



Olivier Ollie Marshall, 18 lat, fotograf-amator

Olivier Marshall, przez bliskich nazywany Ollie, to chłopak pochodzący z zamożnej artystycznej rodziny. Mieszka z matką-malarką na poddaszu kamienicy jednego z urokliwych angielskich miasteczek portowych. Co kilka miesięcy odwiedza go starsza przyrodnia siostra pobierająca aktualnie nauki w London University of the Arts i marząca o karierze wokalistki. Olivier jest owocem burzliwego romansu swojej matki, słynącej niegdyś z dużej rozwiązłości, z francuskim fotografem. Ojciec opuścił chłopaka, gdy ten miał zaledwie cztery lata, ale w ostatnich latach ich kontakt się polepszył i Olivier sporadycznie odwiedza mężczyznę w Paryżu.
Ollie jest skryty i zamknięty w sobie. Nie przepada za spędzaniem czasu z innymi ludźmi niż swoja matka, czy siostra. Nie wychodzi wieczorami na imprezy, nie utrzymuje z nikim bliższych kontaktów, nie ma facebooka. Jest tak bardzo aspołeczny, jak to tylko możliwe. Ollie jakiś czas temu wdał się w bliższą relację z Arthurem Koonerem, jednak ta skończyła się nader szybko, gdy wspomniany wyżej Kooner wyjechał i Marshall niespecjalnie czuł potrzebę, by utrzymywać kontakt.
Olivier jest niezbyt wysoki a przy tym nader szczupły. Ma ciemno brązowe, niemal czarne włosy, które w blasku słońca mienią się lekko miedzianym refleksem. Jego oczy mają niespotykany niebiesko-fioletowy odcień, co jest winą słabego napigmentowania. Skóra chłopaka jest blada i delikatna, wrażliwa na słońce, dlatego nie rusza się nigdzie bez kremu z filtrem. W przeszłości nie przywiązywał większego znaczenia do swojego wyglądu, ale ostatnio się to zmieniło. Ollie wydoroślał, powoli z nieśmiałego chłopca przeistacza się w mężczyznę. Dobiera swój ubiór z większą uwagą niż wcześniej, a także stara się nabrać trochę muskulatury. Coraz bardziej przyciąga do siebie uwagę kobiet, choć te nadal interesują go bardziej jako modelki niż partnerki życiowe.

____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you




Ostatnio zmieniony przez Dolores dnia Sro Sty 18, 2017 10:05 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Pią Sty 13, 2017 10:51 pm

Mów mi dobrze, dobrze mi mów,
Łaskocz czule warkoczem ciepłych słów.
Wilgotnym szeptem przytul mnie,
I mów mi dobrze, nie mów mi źle.


Rozłóż przede mną księgę zaklęć i wróżb,
Okutą w obwolutę Twoich ramion i ud,
I czaruj we mnie, na ołtarz duszę złóż,
I w dusznym kącie, rzuć na mnie urok swój.


I niech utonę w gorących wodach mórz,
Cichych westchnień wyssanych z Twoich ust.
I mów mi dobrze, językiem jakim chcesz,
Mów mi dobrze, tylko nie mów mi źle!



Paolo Charles Gravano, 17 lat, paniczyk z dobrego domu

Wychowany w domu godnym miana pałacu i przeświadczeniu, że świat należy do niego. Rodzice wymusili na nim pozbycie się dziecięcej niewinności, jej brak osładzając mu wycieczkami po Ameryce i obozami dla bogatych dzieciaków takich, jak on. Zamiast chodzić do szkoły jak każdy dzieciak, on pobierał lekcje od prywatnych nauczycieli, mistrzów w swoim fachu, mających zapewnić mu dobre przygotowanie przed wkroczeniem w świat biznesu. Między nauką i bankietami ćwiczył się w jeździe konnej oraz fechtunku, za którym nigdy nie przepadał.
Normalnemu dzieciakowi na urodziny rodzice kupiliby rower. Jemu kupili jacht.
Nie miał na co narzekać - dostawał zawsze to, czego chciał. Był rozpieszczony do granic możliwości; niewątpliwie utrudniało mu to kontakty z innymi ludźmi, na których nauczył się zawsze patrzeć z góry. Nie miał żadnych znajomych, a co dopiero przyjaciół. Nie to, żeby nie potrafił powściągnąć swojego charakterku - ważnych uroczystościach zawsze był wychwalany przez obcych mu, ważnych ludzi. Prawdziwy dżentelmen, przyszłość rodzinnej firmy, złote dziecko.
Gówno prawda.
Po szesnastu latach życia w kłamstwie dowiedział się, że jego matka niegdyś miała innego męża, z którym posiadała syna. Syna, który teraz miał zamieszkać u nich w domu, jeść z nimi przy stole, żyć z nimi. I, co spostrzegł z niedowierzaniem, wszyscy to zaakceptowali. Matka roniła łzy szczęścia, bo miała przy sobie swoje pierworodne dziecko, które sama kiedyś porzuciła, a ojciec dał się omamić urokiem Arthura, tak samo zresztą jak cała służba i wszyscy, którzy tylko go spotkali. Człowieka, któremu Włochy kojarzyły się jedynie ze spaghetti, a presto to według niego rodzaj grypy. Arthur miał wszystko to, czego Charlesowi brakowało - charyzmę, wygląd Adonisa i umiejętność szybkiego przyswajania informacji. Po raz pierwszy w życiu młody Gravano nie był w centrum zainteresowania, co doprowadzało go do białej gorączki.
Całkowicie stracił zaufanie do matki. Z ojcem i tak nigdy nie miał za dobrego kontaktu, więc nie został mu już nikt, z kim mógłby szczerze i normalnie porozmawiać. Miał całej tej sytuacji na tyle dosyć, że gotów był ubłagać rodziców o jakieś półroczne kursy w Ameryce. Ostatecznie wylądował w miasteczku w Anglii, zamieszkiwanym wcześniej przez Arthura. Jak? Głównie dzięki manipulacji właśnie starszego z braci, który zapewne miał w tym swój własny, brudny, ukryty cel.

Bo ja na złe, reaguję źle,
I kurczę się, w sobie zamykam,
I kurczę się, w sobie zamykam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Sro Sty 18, 2017 7:39 pm


Every boyfriend is the one
until otherwise proven

Nie minęło nawet dziesięć minut od wniesienia ostatnich kartonów do nowego mieszkania, a on już zaczął panikować.
Oto i jest, w zupełnie nowym miejscu, daleko od rodzinnego domu i wygód, jakie zapewniała mu służba i rodzice. Chcieli zostawić mu jednego lokaja, ale stwierdził, że w tak małym mieszkaniu w bloku nie miałby przez niego żadnej prywatności. Powoli zaczynał żałować, że się nie zgodził.
Nie wiedząc do końca, co ze sobą zrobić, otworzył jeden z kartonów, w którym mieściły się wszelkie potrzebne przybory kuchenne, następnie wyciągając z niego paczkę baihao yinzhen oraz elegancką filiżankę, pieszczotliwie opakowaną w folię bąbelkową i papiery. Gdy herbata się parzyła, wyciągnął laptopa z zamiarem przestudiowania map Google, by mieć chociaż iluzję tego, że wie, gdzie się znajduje. Zobaczył, że Arthur jest dostępny na Skypie. Bez namysłu zadzwonił.
Nie musiał czekać długo na to, by pociągła twarz starszego brata pojawiła się na ekranie.
- Nie masz przypadkiem konferencji? - spytał, trzymając laptopa w jednej ręce, idąc do "kuchni" - przestrzeni oddzielonej od reszty pokoju reprezentacyjnego półścianką.
- Szybciej się skończyła - oznajmił spokojnie Kooner, patrząc na niego z nieukrywanym zaciekawieniem. - Co jest, Charlie? Stęskniłeś się za mną?
- Jakbyś nie wiedział, na razie jesteś jedyną osobą, do której mogę gębę otworzyć. Niestety - warknął, chwytając filiżankę i wracając do salonu, by tam rozłożyć się na dwuosobowej kanapie. Położył urządzenie na kolanach, a naczynie - na stoliku kawowym. - I nie nazywaj mnie Charlie.
Prócz kilku podstawowych mebli w rodzaju lodówki, blatów kuchennych, kanapy i stołu całe mieszkanie było nieprzyjemnie puste i jednocześnie zagracone kartonami. Charles po raz kolejny przeklął się za to, że odesłał ekipę przewożącą meble, która proponowała pomoc w urządzaniu mieszkania, ale w tamtym momencie spokojne rozpakowywanie się samemu było dobrym pomysłem.
- Okej, okej. W ogóle twoje brwi wyglądają dziś paskudnie. Jak dwie gąsienice. Na urodziny kupię ci specjalną szczotkę, żebyś je czesał.
- Bozia dała mi gównianego brata i brwi, które muszę regulować co tydzień, co poradzisz - odpyskował. - Jak ci idzie nauka włoskiego? Qual è la previsione del tempo?
- U mnie podobno będzie padać, a u siebie sobie sam sprawdź - odpowiedział i Charlie nie mógł się nie uśmiechnąć. Krzywo i ironicznie, ale jednak. Rzadko uśmiechał się inaczej.
- Nieźle. Sei ancora un idiota.
- Dobra, czego tak naprawdę ode mnie chcesz? - zniecierpliwił się Arthur. Młodszy z rodzeństwa zawahał się przez moment.
- Jakie polecasz miejsca do zwiedzania? Knajpki, kawiarnie, muzea, cokolwiek? Jestem tutaj dopiero kilka godzin i nie za bardzo się orientuję w terenie.
Arthur zastanawiał się przez chwilę.
- Podeślę ci na facebooku kilka fajnych miejsc. Możesz też jutro w szkole poszukać Vikki, to moja dobra przyjaciółka, z przyjemnością cię oprowadzi.
- Dzięki, spasuję - skrzywił się. - Poradzę sobie bez twoich... znajomych, potrzebuję tylko poznać okolicę.
- Uparty jak osioł - westchnął blondyn. - Hej, muszę już iść. Nie zabij się używając sokowirówki, to byłoby słabe. Najlepiej przeczytaj instrukcję obsługi. Dwa razy. Albo jej nie ruszaj i zatrudnij służbę.
- Twierdzisz, że sam sobie nie poradzę? - warknął, czerwieniąc się delikatnie. Głównie dlatego, że Arthur miał rację - był niesamodzielną amebą i nie mógł wiele na to poradzić.
- Tak, tak twierdzę - usmiechnął się przyszywany brat i zakończył rozmowę. Charlie prychnął pod nosem.
Jeszcze się zdziwisz, kutasiarzu.

Pół godziny później wywalił się na podłogę, niosąc jeden z kartonów.


Ostatnio zmieniony przez Mietej dnia Czw Sty 19, 2017 11:16 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Sro Sty 18, 2017 9:59 pm


If I told you things I did before
Would you go along with someone like me

Pstryk. Błyśnięcie świateł. Znaczące spojrzenie modelki w stronę Oliviera. Pstryk. Kolejne błyśniecie. Ręka jakby trochę niżej na dekolcie. Chyba ustalone było inaczej. Pstryk. Błyśnięcie świateł. Subtelne przejechanie dłonią po srebrnym łańcuszku.
- Olivier! - krzyknął Juan ze swoim bardzo seksownym, hiszpańskim akcentem. - Popraw ją! Ramiączko znów opadło.
Ollie zerwał się z niezbyt wygodnej, acz bardzo pasującej do klimatu studia, skórzanej kanapy i pobiegł damie na ratunek. To znaczy pobiegł poprawić sukienkę, by Juan znów nie dostał furii, ani nie zaczął płakać. Starał się wziąć ramiączko jak najszybciej i jak najdelikatniej - miał zmarznięte dłonie, bo w studiu zawsze było bardzo zimno. Jego pracodawca twierdził, że tak mu się lepiej pracuje, co było dziwne, ponieważ pochodził z ciepłych krajów.
Dziewczyna wzdrygnęła się, a po jej plecach przeszedł dreszcz. Na policzki Marshalla momentalnie wstąpiły rumieńce.
- Przepraszam - szepnął.
- Nic nie szkodzi - odszepnęła szatynka. - Robisz coś wieczorem?
- Ja... - urwał w momencie.
- Czy możemy już wracać do zdjęć?! - krzyk Juana słychać było prawdopodobnie nawet na parterze budynku.
Ollie ponownie usunął się na swoje miejsce i przyglądał jak dziewczyna pracuje. Była od niego trochę starsza a także niezaprzeczalnie piękna, zgrabna i szczupła. Dorównywała mu wzrostem, a w obcasach nawet go przewyższała, co w pewnym sensie wydało mu się podniecające... To nie tak, że Olivier nagle zapragnął kobiety. Przeżycia z Koonerem uświadomiły mu, że może powinien trochę wyjść do ludzi, zacząć chodzić na randki. Zmienił się przez ostatnie miesiące - nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. Rysy jego twarzy się odrobinę wyostrzyły, a szczęka mocniej zarysowała. Od noszenia ciężkiego sprzętu nawet mięśnie mu się trochę wyrobiły. Zaczął zwracać na siebie większą uwagę i zauważył, że sporo kobiet się za nim ogląda. Nie był pewien czy chciałby się z jakąś związać. Jego orientacja seksualna stanowiła dla niego równie dużą zagadkę jak dla reszty świata. Ale uznał, że nic nie stoi na przeszkodzie, by się czasem trochę zabawić.

Ollie stał przy bufecie i właśnie sięgał po smacznie wyglądający owocowy koreczek, gdy uprzedziła go smukła dłoń z bransoletką wysadzaną diamencikami zawieszoną na nadgarstku. Chwilę później zobaczył przed sobą uśmiechniętą twarz modelki. Wyglądała jak nimfa o porcelanowej karnacji i niebanalnej urodzie.
- Nie masz nic przeciwko? - zapytała, ściągając zębami winogrono z wykałaczki, ostrożnie, by nie zmazać szminki.
Olivier pokręcił przecząco głową, po czym odgarnął ciemnego loka z jej czoła.
- Wracając do twojego poprzedniego pytania... - uśmiechnął się nieco tajemniczo. - Tak, robię coś.
Przez twarz szatynki przemknął cień smutku, już miała odejść, kiedy położył dłoń na jej ramieniu odzianym w cienki szlafrok.
- Zabieram cię na kolację. Będę o siódmej.
Zdążył puścić jej oczko nim zniknęła, wołana przez Juana na sesję.

____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Czw Sty 19, 2017 2:52 pm


You know I'd rather walk alone, than play a supporting role
If I can't get the starring role

Nie rozpakował nawet połowy kartonów, gdy poczuł wibrację telefonu w kieszeni dżinsów. Wyjął urządzenie, rzucając okiem na wiadomość SMS.
Jestem w okolicy. Chciałbyś się wybrać na kolację?
Serce zabiło mu mocniej. Blanche poznał rok temu, na jednym z bankietów organizowanych przez rodziców. Była jedyną kobietą, ba! jedynym człowiekiem, z którym nawiązał lepszy kontakt. Nie miała w sobie nic wyjątkowego, rozpieszczona, zadufana w sobie bogaczka, a mimo to, gdyby dała mu ku temu okazję, na pewno zacząłby się z nią spotykać. Teraz tę okazję dostał.
Nie pisaliśmy wieki. Skąd wiesz, gdzie jestem?
Plotki szybko się rozchodzą. Idziesz czy nie?
Nim zdążył się namyślić, dziewczyna wysłała kolejną wiadomość.
Wysyłam ci adres. Bądź o siódmej.
Spojrzał na zegarek, a potem otworzył przeglądarkę, by sprawdzić nadesłane namiary. Elegancka restauracja z wieloma pozytywnymi ocenami, idealna na romantyczną kolację przy świecach. Zdecydował się włożyć swój stonowany, grafitowy garnitur trzyczęściowy od Hugo Bossa; był niemal stuprocentowo pewien, że Blanche wystroi się jak na galę, nie miał zamiaru pozostawać w tyle. Z drugiej strony nie mógł przyćmić jej urody, miał ją podkreślić - tak powtarzał mu ojciec, gdy wybierali się na bankiety i miał iść z kuzynką.
Ułożył rozwichrzone, poskręcane loki na gładko i zawiązał krawat na węzeł Windsor. Wziął ze sobą telefon i portfel z kartą kredytową oraz gotówką. Zadzwonił po taksówkę (musiał załatwić sobie jakiś pojazd, najlepiej motor. Zawsze chciał mieć motor) godzinę przed czasem, tak by nie dać dziewczynie na siebie czekać.
Gdy przybył na miejsce nie musiał długo czekać, by przed restaurację zajechał czarny bentley i by wysiadła z niego czarnowłosa piękność z umalowanymi wyzywającą czerwienią ustami. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego, zgrabnie podchodząc na swoich niewysokich szpilkach. Ucałowała go w oba policzki.
- Miło mi cię znowu zobaczyć, mój drogi - Jej jasnoniebieskie oczy błyszczały w złotym świetle wypadającym przez okna budynku. Silnie było słychać jej francuski akcent, tak samo jak jego włoski.
Dziewczyna zdecydowała się na małą czarną - prosta elegancja, ale działała powalająco. Perły na jej szyi i w uszach były jedynymi dodatkami. na ramiona zarzuciła również płaszcz, który z pewnością kosztował tyle, co średnia miesięczna pensja.
- Ciebie również - odpowiedział i poprowadził ją do drzwi, dając jej przejść. Zdjął płaszcz z ramion towarzyszki i oddał go do szatni, tak samo uczynił ze swoim. Niemal od razu zmaterializował się przy nich kelner, mający zaprowadzić ich do stolika.
Sala miała niebywały urok. Wystrój był prosty - kremowe ściany, jasne zasłony, meble z ciemnego drewna - ale jednocześnie subtelnie uroczysty. Było czuć, że jest się w jednym z droższych lokali.
Pomógł dziewczynie usiąść i sam zajął miejsce naprzeciwko niej. W ciszy wybrali odpowiednie potrawy z menu, uprzednio ustalając, że podzielą się rachunkiem równo.
- Słyszałam o całej sprawie z twoim bratem - zagaiła rozmowę, gdy dostali zamówione dania. Charles uśmiechnął się krzywo.
- Plotki szybko się rozchodzą? - zacytował ją. Pokiwała głową.
- Ciężka sprawa, nie myślałam jednak, że porzucisz rodzinne Włochy. Zdawałeś się być bardzo przywiązany do tego kraju.
- Ciężka sytuacja wymaga drastycznych rozwiązań.
Zaśmiała się perliście, co wywołało motylki w brzuchu blondyna. Przeklęte hormony.
Chciał myśleć, że miał u niej szanse. Była od niego starsza o kilka dobrych lat. Traktowała go bardziej jak brata, nie potencjalnego kochanka. Jemu różnica wieku wiele nie robiła, ale ona przywiązywała do tego większą wagę i nie omieszkała się mu o tym kiedyś wspomnieć.
- Jak na studiach? - postanowił skupić uwagę na niej. Przewróciła oczami.
- Nuda. Korupcja i żadnych wykwalifikowanych jednostek. Żeby coś osiągnąć na tym świecie, trzeba mieć kasę. I tylko kasę.
- Masz kasę - zauważył, na co roześmiała się gorzko.
- Och, oczywiście. Ale mam też swoją dumę i rozum. Wiesz, Paolo - zazwyczaj nie lubił, gdy ktoś mówił do niego jego pierwszym imieniem, ale ona była wyjątkiem. - znamy się nie od dziś. Jesteśmy do siebie bardzo podobni, jeśli nie zauważyłeś, a mogłeś jeszcze nie zauważyć. Nienawidzimy świata, w którym żyjemy, taka jest prawda - westchnęła. - Z drugiej strony nie łatwo jest po prostu z niego uciec. Więźniowie ubrani u Gucciego.
Chciał coś na to odpowiedzieć, ale nie zdążył, gdyż Blanche wyrzuciła z siebie:
- Wychodzę za mąż za pół roku.
Poczuł dziwne ukłucie w brzuchu.
- Gratulacje.
- Nie masz za co. Nie chciałam tego. Wszystko zostało zaaranżowane przez rodziców. Mam wyjść za bogatego dzieciaka w zamian za to, że będę mogła dalej uczęszczać na studia. Inaczej odetną mi dopływ gotówki.
Ponownie nie wiedział, co powiedzieć. Brunetka po raz kolejny westchnęła, chwytając jego dłoń w swoją i ściskając ją delikatnie.
- Nasza wolność słowa to tylko iluzja, mój drogi. Sam się o tym niedługo przekonasz. Nie pozwolą ci odejść, tak jak nie pozwolili mi - przejechała kciukiem po wierzchu jego ręki, blada skóra nad śniadą. - To tylko kwestia czasu. Dziwię się, że pozwolili ci zamieszkać samemu tak daleko od domu.
- To dzięki Arthurowi - odpowiedział niechętnie. - Nie wiem, co im nagadał, ale się zgodzili. Nie wierzę, że zrobił to bezinteresownie, na pewno ma w tym własny cel.
- Bądź ostrożny - powiedziała, nagle uśmiechając się i pochylając się ku niemu delikatnie. - Nie odwracaj się, ale jakiś chłopak cały czas się na ciebie patrzy, od kiedy tu weszliśmy. Całkiem przystojny, muszę przyznać.
Mimo usilnych chęci nie obrócił głowy. Za to zajął się swoją rybą, czując, że przez niespodziewaną atencję skierowaną na jego osobę czerwienią mu się uszy.
Przez resztę wieczoru rozmawiali już tylko o nic nieznaczących sprawach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Sob Sty 28, 2017 11:20 pm


Olivier przyglądał się krytycznym okiem swojemu lustrzanemu odbiciu. Chciał mieć pewność, że granatowa marynarka faktycznie dobrze leży, dlatego co chwilę się obracał, wygładzając wszelkie drobne zgięcia dłonią. Dawno się tak nie stresował przed wyjściem z kimś, ale też nie spotykał się z nikim w takim miejscu... Aż przypomniał mu się strach i stres jaki przeżył przed pierwszą "randką" z Arthurem. Wspomnienia zalały go falą swoistego żalu, dlatego chłopak gwałtownie poruszył głową. Jeszcze raz przejrzał się w lustrze, wygładził włosy, po czym ruszył do wyjścia. Jednak zatrzymał się w progu na chwilę. Kątem oka zerknął na skórzane pudełeczko leżące na stoliku z Ikea koło jego łóżka. Westchnąwszy, cofnął się kilka kroków i sięgnął po pudełko. W środku był zegarek, który założył wchodząc do wielkiej otwartej przestrzeni, pełniącej rolę kuchni, salonu, jadalni i czasowo pracowni jego rodzicielki. Ta siedziała właśnie przy sztaludze, zza której zaraz wyłoniła się jasna głowa o anielskich loczkach. Zamachała filigranową dłonią i po uzyskaniu niemej zgody zerwała się z wiklinowego fotela.
- Lou! - krzyknął Ollie.
Blondynka ucałowała go w policzek i zaśmiała się.
- Twoja mama poprosiła mnie żebym jej zapozowała do obrazu... - nieznacznie się speszyła, ale zaraz potem obrzuciła przyjaciela badawczym spojrzeniem. - No, no! Która jest tą szczęściarą?
- Ma na imię Arielle - chłopak w czas przypomniał sobie imię swojej randki na dziś. - Jest jedną z modelek Juana.
Lou uniosła brwi w wyrazie zdziwienia. Przed nią nie dało się nic ukryć.
- Baw się dobrze!
Brunet kiwnął głową. Zgarnął kluczyki od auta z wyspy kuchennej i wyszedł z mieszkania, pozostawiając kobiety same sobie. Z Lou znał się od niedawna, ale to nie przeszkadzało im wykształcić między sobą bardzo zażyłej więzi. Poznali się niedługo po rozstaniu Oliviera z Arthurem. On był wtedy załamany i nie potrafił znaleźć sobie miejsca, ona dopiero przeprowadziła się z Londynu, także mając za sobą burzliwy związek oraz rozwód rodziców. Niemal od razu znaleźli wspólny język. Ollie myślał o niej czasem jak o młodszej siostrze. Ale teraz myśli o Lou musiały zejść na dalszy plan. Zaparkował pod wskazanym adresem i z wielopiętrowego budynku wyszła ciemnowłosa Arielle. Wyglądała zjawiskowo z ciemnymi ustami, kontrastującymi z jej jasną karnacją i w srebrnej, satynowej sukience w stylu Kate Moss. Uśmiechnęła się na widok i zamachała mu czarną kopertówką trzymaną w ręce.
- Cześć! - przywitała Marshalla całusem w policzek. - To gdzie się wybieramy?
- W okolicy otworzyli niedawno restaurację. Pomyślałem, że możemy ją wypróbować.
Dziewczyna klasnęła w ręce i ruszyli.
Restauracja, jak na nowo otwartą, nie była wyjątkowo oblegana. Być może była to sprawa zbyt małej reklamy, a być może wygórowane ceny nieco odstraszały klientów. Jednak, jak mieli się niedługo przekonać, wizyta tam była warta swojej ceny. Jedzenie było dobre, a atmosfera stosunkowo kameralna. Arielle wyglądała jakby świetnie się bawiła, po kilku lampkach wina stała się bardzo gadatliwa, co jednak w żaden sposób nie przeszkadzało Olliemu. Wręcz przeciwnie - cieszył się, bo sam nie należał do wyjątkowo rozmownych. Właśnie podczas jednego z monologów Arielle do sali weszła para. Była to para o tyle wyjątkowa, że chłopak wyglądał łudząco podobnie do Arthura Koonera.
- Hej, hej! Ollie, słuchasz mnie?
Olivier zamrugał oczami, znów skupiając spojrzenie na ślicznej brunetce, z którą tu przyszedł. Przez dłuższy moment zupełnie nie ckupiał się na tym co mówiła.
- Tak, tak. Przepraszam cię na chwilę...
Wstał z miejsca i ruszył do toalety. Gdy tylko zamknęły się za nim drzwi, wyciągnął z wewnętrznej kieszeni marynarki smatrfona i napisał sms'a do Lou.
Chyba się od niego nie uwolnię. Widziałem jego klona. Serio!
Chwilę później otrzymał odpowiedź.
Wyślij snapa z NIM!

____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Pią Lut 10, 2017 9:32 pm


Oh my God, look at that face
You look like my next mistake

Dalsza część kolacji minęła im wyjątkowo miło. Cicho pośmiali się z nowo wchodzących klientów, narzekali na klimat Anglii i składali obietnice rychłego spotkania.
Dziewczyna zerknęła na zegar wiszący nad drzwiami wejściowymi do sali i westchnęła.
- Tak przyjemnie się rozmawia, ale czas mija - powiedziała z nieukrywanym żalem, ponownie ściskając jego dłoń w swojej. Włoch odwzajemnił gest, pragnąc w nim przekazać tak wiele uczuć, jak tylko potrafił.
- Przecież nie żegnamy się na zawsze - zauważył mało przekonująco. - Z przyjemnością wpadnę do ciebie na przerwę wakacyjną.
- Kto powiedział, że cię zaproszę? - Wargi Blanche drgnęły, niemal unosząc się w zadziornym uśmiechu.
- Nikt. Sam się zaproszę.
- Nie wpuszczę cię do rezydencji.
- To wejdę oknem.
- Chciałabym to zobaczyć - zaśmiała się, delikatnie ocierając usta serwetką. Oboje podnieśli się z krzeseł, młody Gravano zostawił spory napiwek dla kelnera, po czym skierowali się do wyjścia. Gdy pomagał dziewczynie nałożyć płaszcz, otworzyły się drzwi prowadzące do toalety i wyszedł zza nich chłopak. Blanche pochyliła się ku blondynowi, patrząc na niego znacząco.
- To ten - szepnęła, sprawiając tym samym, że Gravano przyjrzał się nieznajomemu uważniej. Sztuczne światło sprawiało, że w jego ciemnych włosach błyskały miedziane odblaski. Zdawał się być zainteresowany jedynie trzymanym w bladych dłoniach telefonem, lecz po chwili uniósł wzrok prosto na Charlesa. Włoch mimowolnie wyprostował się, wytrzymując spojrzenie nieznajomego. I pewnie patrzyliby się na siebie jeszcze długo, gdyby Blanche nie zaczęła cicho chichotać, a do stojącego nieopodal chłopaka nie podeszła młoda, ładna dziewczyna. Obie skutecznie odwróciły ich uwagę od siebie.
- Wpadł ci w oko - mrugnęła do niego, ciągnąc go za ramię w stronę wyjścia. Prychnął.
- Nie jestem gejem. - To była prawda, nie był. Nie czuł żadnego pociągu w stronę jakiegokolwiek mężczyzny, może poza umiarkowanym podziwem, takim, którym obdarza się wyjątkowo piękne rzeźby. Mimo to, gdy przeszklone drzwi zamykały się za nim, po raz ostatni zerknął przez ramię na ciemnowłosego chłopaka.

W poniedziałkowy poranek wstał wcześnie rano, by przed lekcjami zdążyć zahaczyć o gabinet dyrektora, by załatwić ostatnie formalności związane z przyjęciem do szkoły. Idąc korytarzem powoli zapełniającym się uczniami budził widoczną sensację, co nawet by mu przeszkadzało, ale nie miał czasu na rzucanie morderczych spojrzeń lub kąśliwych uwag. Zresztą bycie gnojem w obcym środowisku nie przyniosłoby mu nic dobrego; musiał znaleźć osoby na tyle rozgarnięte, by pomogły mu w przystosowywaniu się do środowiska. Później poradzi sobie sam. Przez chwilę rozmyślał nawet nad tym, by "przypadkiem" wpaść na kogoś i zagaić rozmowę, ale stwierdził, że byłoby to zbyt żałosne i nigdy nie upadłby tak nisko, żeby ten plan wcielić w życie.
W tym momencie zza rogu wyskoczyła męska sylwetka, na którą z impetem wpadł, tracąc przez to panowanie nad własnym ciałem. Lecąc na spotkanie z podłogą przypomniał sobie wczorajszy incydent z kartonami i poczuł przedwczesny ból na myśl o powtórce z rozrywki. Uratowała go przed tym męska dłoń, owijająca się wokół jego przedramienia i skutecznie stawiająca go do pionu.
(W duchu podziękował nieznajomemu za zrezygnowanie z łapania "na księżniczkę", już i tak czuł się jak ostatnia ciota)
Spojrzał na twarz oprawcy i wybawiciela w jednej osobie i aż otworzył szerzej oczy, gdy w rysach twarzy rozpoznał chłopaka z restauracji, który wyglądał na równie zaskoczonego co on.
- Sorry Wybacz - powiedzieli jednocześnie. Nastała chwila niezręcznej ciszy. Gravano odchrząknął, próbując uśmiechnąć się przyjaźnie.
- Zdaje mi się, że widziałem cię wczoraj w restauracji - zagaił rozmowę tak nieumiejętnie, jak tylko można. Świetnie, oby tak dalej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Nie Lut 19, 2017 4:37 pm


How deep is your ocean?
How high is your sky?

Ollie z całą pewnością nie spodziewał się, że gdy wyjdzie z łazienki stanie twarzą w twarz z chłopakiem, o którym właśnie sms'ował. W pierwszym momencie nie wiedział co zrobić; rzucić się do ucieczki, powiedzieć coś, czy może faktycznie wyciągnąć telefon i strzelić mu fotkę dla Lou? W rzeczywistości jednak obaj stali naprzeciwko siebie i żaden z nich się nie ruszył, póki dziewczyna, z którą przyszedł blondyn, nie zaczęła chichotać pod nosem. Dopiero wtedy Marshall oprzytomniał, uświadamiając sobie, że w gruncie rzeczy przygląda się obcemu chłopakowi, a to mogło być krępujące.
Jednak podczas dłuższego wpatrywania się w siebie, Olivier zdołał zauważyć kilka rzeczy, a także upewnić się, iż ów chłopak na szczęście w stu procentach nie jest Arthurem Koonerem. Nie był tak nieziemsko przystojny jak były... (no właśnie, kto?) Olliego, ale z pewnością też miał dużo uroku. Pomijając te dziwne brwi. Brunet przyłapał się na myśli, że mógłby chcieć się bliżej zapoznać z chłopakiem, gdy u jego boku pojawiła się zjawiskowa Arielle. Położyła mu swoją smukłą dłoń na ramieniu, wyrywając Marshalla z zmyślenia.
- Hej, wszystko w porządku? - zapytała zmartwionym głosem. - Wydajesz się jakiś nieobecny...
Kobiety miały dziwną tendencję, że w momentach kiedy powinny strzelić focha na Oliviera za to, że ten ogląda się za jakimiś chłopakami lub - co gorsza - innymi dziewczynami, one zaraz zaczynały okazywać troskę i zaniepokojenie. Nie pojmował tego, to musiał by po prostu urok Marshallów.
- Trochę źle się dziś czuję - powiedział, nadal wpatrując się w blondyna. - Będziesz miała coś przeciwko jeśli cię już odwiozę?
Arielle pokręciła swoją piękną główką. Złapała Oliviera pod ramię i razem wyszli w mrok nocy. Zdążyło się już zrobić chłodno i brunetka zaczęła lekko trząść się z zimna, więc Ollie niewiele myśląc ściągnął swoją marynarkę, po czym narzucił ją dziewczynie na ramiona. Jemu było już wystarczająco gorąco, nie bał się, że zmarznie.
Po odstawieniu Arielle do jej tymczasowego mieszkania, Marshall udał się prosto do własnego domu. Chciał tylko pójść spać, zapomnieć o wszystkim. Ale całą noc nie zmrużył oka, myśląc o chłopaku z restauracji.

Rano Ollie był jak zombie. Nie pomógł mu nawet kubek kawy ze Starbucks'a, o którego zahaczył jeszcze przed szkołą. Nic dziwnego, że będąc już w szkole nawet nie zauważył jak zza rogu wyłoniła się czyjaś sylwetka. Chodzące zwłoki Oliviera z impetem wbiły się w męskie ciało, które poczęło zmierzać w kierunku podłogi. W tym momencie w Marshallu włączył się instynkt wyrobiony przez pracę u Juana. Odruchowo złapał chłopaka, tak jak zwykle łapał wart tysiące funtów sprzęt fotograficzny lecący z biurka, które szturchnął roztargniony Juan.
- Wybacz - powiedział ospałym głosem, w tym samym momencie, w którym chłopak mówił: - Sorry.
Głos wydał mu się dziwnie znajomy... Dopiero w momencie, gdy chłopak stanął przed nim wyprostowany, a Ollie poniósł wzrok rozpoznał w nim blondyna z restauracji. Ten chyba też go poznał, bo zaraz wypalił:
- Zdaje mi się, że widziałem cię wczoraj w restauracji.
Olivier zaśmiał się krótko i niezbyt głośno. Ciężko byłoby nie poznać człowieka, któremu się przyglądało dobrych piętnaście minut. Los (albo jakieś przeklęte fatum - jeszcze nie był pewien) uśmiechało się do Olliego i w tym momencie postanowił to jakoś wykorzystać.
Rozegraj to na luzie, rozegraj to na luzie, powtarzał sobie.
- Tak, trochę się sobie poprzyglądaliśmy.
A nagroda za najgorszy tekst na podryw wędruje do...
Olivier pokręcił głową, nieco zmieszany. Jego włosy nieco urosły od ostatniego obcięcia i teraz wpadały do oczu, dlatego zaczesał je ręką d tyłu.
- Jesteś nowy, prawda? - Tamten przytaknął. - Może ci z czymś pomóc?
Widać blondyn się nieco speszył i zastanawiał co odpowiedzieć. Może wziął Olliego za jakiegoś dziwnego stalkera, albo kogoś? Fakt, to gapienie się w restauracji było dość wymowne, ale może bez przesady...
- Szukam sekretariatu - powiedział w końcu.
Brunet uśmiechnął się przyjaźnie. A przynajmniej na tyle przyjaźnie na ile mógł się uśmiechnąć będąc kompletnie niewyspanym i rozkojarzonym.
- Mogę cię zaprowadzić. Znam tę szkołę dość dobrze.
Nawet będąc zupełnie wykończonym ostatnią nocą, Ollie mógł zrobić tak banalną rzecz jak pokazanie nowemu uczniowi sekretariatu. Przecież się nie zgubi, co nie?
- Tak w ogóle, Olivier Marshall - wyciągnął dłoń w stronę blondyna.
- Charles Gravano - tamten ją uścisnął.
- Co cię sprowadza w te piękne strony?
Kątem oka zobaczył jak Charles wznosi oczy ku sufitowi i wzdycha ciężko, Raczej nie wyglądał jakby był tu dla przyjemności...

____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Sro Mar 01, 2017 3:59 pm


Just might have tapped into your mind and soul
You can't be sure

Widocznie drugi chłopak miał podobny problem z konwersacją z obcymi. Na jego słowa Charlesowi zaczerwieniły się uszy, ale otuchy dodawał mu fakt, że brunet wyglądał również na zmieszanego. I pewnie by tak stali i byli niezręczni dalej, ale nowo poznany postanowił przerwać chwilę ciszy.
- Jesteś tu nowy, prawda? Może ci w czymś pomóc?
Gravano nie odpowiedział od razu. Z jednej strony uprzejmy nieznajomy znający obce miejsce zdarzał się rzadko, a Charlie i tak musiałby pytać się ludzi o drogę. Z drugiej jednak chłopak powodował, że blondyn zapominał języka w gębie, jakby stał przed jakimś ważnym prezesem na bankiecie, a nie uczniem na korytarzu. Gravano miał także wiele pytań, a niech chciał wyjść na bezbronnego szczeniaczka, wypytując o dosłownie wszystko. Realia szkół znał z filmów dla nastolatków oglądanych nocami, a one nie dawały pełnego obrazu. W końcu skusił się jednak na przyjęcie pomocnej dłoni. Przecież o to właśnie chodzi, tak? Musi znaleźć znajomych, a skoro ma okazję, to nie powinien dać jej przeminąć z wiatrem.
- Szukam sekretariatu - powiedział, przywołując na twarz ten uroczy, urabiający ludzi uśmiech. Ciemnowłosy odpowiedział tym samym, choć wyglądał przy tym na niezwykle zmęczonego. Dopiero teraz Charles przyjrzał się mu lepiej, zauważając cienie pod oczami i delikatnie przygarbioną sylwetkę. Zarywał nockę ucząc się do sprawdzianu?
Ruszył za chłopakiem, który przedstawił mu się jako Olivier Marshall. Ładne nazwisko. To znaczy, w porządku. Normalne, łatwe do zapamiętania. Żadnego wydziwiania.
- Co cię sprowadza w te piękne strony? - usłyszał pytanie i wzniósł oczy ku niebu. Przez chwilę myślał, czy narzekanie na przyszywanego brata od pierwszych chwil znajomości nie będzie niegrzeczne, ale stwierdził, że może jak wyrzuci to z siebie, to będzie mu lepiej. Cenił sobie rozmowy z Blanche, jedyną przyjaciółką, ale prócz niej nie mógł się wyżalić nikomu. Słowa spłynęły z jego ust same.
- Krótko mówiąc, pół roku temu dowiedziałem się, że mam brata - zazgrzytał zębami - który zamieszkał u mnie w domu. Nie mogłem z nim wytrzymać pod jednym dachem, więc sam wyjechałem z kraju.
- Czekaj. Mieszkasz sam w obcym kraju? Czy rodzice przyjechali z tobą? - Olivier spojrzał na niego z zaskoczeniem. Blondyn wzruszył ramionami.
- Mieszkam sam. Powiedzmy, że moje relacje rodzinne są... inne niż normalne? - Jakie w zasadzie były "normalne" rodzinne relacje? Pewnie bez służby, kupowania jachtów na urodziny i z większą ilością troski. - To, że tu jestem, to robota tej modliszki. Nie wiem, co nagadał rodzicom, ale namieszał im w głowach - prychnął, splatając ręce na piersi.
- Dlaczego chciałby, żebyś był akurat tutaj?
- Nie mam pojęcia, chyba chce sobie coś udowodnić, albo wykorzystać mnie do załatwiania swoich niedokończonych spraw - przewrócił oczami, zauważając przelotnie, że Marshall jakby się spiął.
- Twój brat jest stąd? Wyprowadził się pół roku temu? - wypytywał.
- Tak - uniósł brwi, patrząc na Oliviera z zainteresowaniem. - Znasz Arthura?
Marshall zatrzymał się na środku korytarza, przyglądając się mu intensywnie. Charlie poczuł się niekomfortowo. Odchrząknął, co wyrwało ciemnowłosego z zamyślenia.
- Tak, tak, znam go. - Nadal nie spuszczał z niego wzroku. - To by tłumaczyło wasze... podobieństwo.
- Nie obrażaj mnie, wcale nie jesteśmy podobni. - Byli, i zdawał sobie z tego sprawę. Tylko Gravano był tym mniej przystojnym, mniej utalentowanym, mniej wszystko. Poczuł dziwny ucisk w żołądku. Nie chciał nazywać tego uczucia, choć wiedział dokładnie, co to jest.
Zazdrość.
- Wybacz - powiedział Olivier, ruszając znowu ku sekretariatowi. Milczał, co trochę przeszkadzało Charlesowi. Nie lubił nie wiedzieć, co ludzie myślą, a Marshall był dla niego jedną wielką zagadką.
- Przyjaźniliście się? - spytał nieco łagodniejszym tonem, czego sam się nie spodziewał. Zaczynał mięknąć, to niedobrze. Przebywanie z obcymi czyniło z niego bułę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Sro Mar 01, 2017 8:24 pm


Had to save my own self from all your evil games
And now it ain't the same

Marshall stanął jak wryty i cały świat wokół niego też się zatrzymał. Tego się nie spodziewał, ale nagle wszystko nabrało sensu. Dlatego Charles wydawał mu się bardzo podobny do Arthura i dlatego ten drugi zniknął bez śladu pół roku temu. Jednak to nie zmieniało fakt, że mógł poinformować Oliviera gdzie się wybiera, zamiast rozpływać się w powietrzu z dnia na dzień. Co prawda nie byli już wtedy razem, ale o wiele milej byłoby się dowiedzieć o wyjeździe Koonera z jego własnych ust, niż z plotek.
- Przyjaźniliście się?
Ollie prychnął. Czy się przyjaźnili? Jasne, że nie. Przez większość swojej szkolnej kariery trzymał się z daleka od takich jak Kooner, a potem - gdy na chwilę opuścił gardę i kolana mu zmiękły pod wpływem spojrzenia blondyna - tamten go wykorzystał.
- Pieprzyliśmy się - powiedział gorzko, krzywiąc się przy tym.
Widać Charlesa nieco zaskoczyła nagła bezpośredniość Olliego. Jego samego też zaskoczyły dosadne słowa, jakie padły z jego ust. No, no, jeszcze trochę temu nie odważyłby się powiedzieć o tym głośno. Ale teraz było inaczej, Olivier był innym człowiekiem. W dodatku cała szkoła słyszała o jego "związku" z Koonerem. Wliczając w to dwie dziewczyny, które zarumienione właśnie patrzyły na tę dwójkę i chichotały. Było jasne, że prędzej czy później Gravano by się o tym dowiedział, a lepiej było dowiadywać się o takich rzeczach u źródła, nie pocztą pantoflową.
Nastała cisza, zakłócana jedynie szumem szkolnych korytarzy dochodzącym z oddali. Widać Charles musiał przetrawić tę informację, a Ollie nie zamierzał mu w tym przeszkadzać. Jednak po kilku minutach cisza zaczęła stawać się przytłaczająca i Marshall uznał, że w jego obowiązku leży przerwanie tej krępującej sytuacji.
- Sorry, że tak z tym wypaliłem. - Podrapał się z tyłu głowy. - Chyba nie powinienem o tym mówić tak dosadnie, ale sądzę, że i tak zaraz byś się dowiedział... - Ollie rozejrzał się po korytarzu. - Kilka miesięcy temu była to dość głośna sprawa tutaj.
Przypomniał sobie moment, kiedy oficjalnie oświadczyli, że są razem. Wśród damskiej części szkoły wybuchła panika. Podobno jedna z dziewczyn chciała się nawet powiesić! Za to niektórzy uczniowie płci męskiej wykazali znaczne zainteresowanie tym tematem i samą osobą Koonera, a także trochę i Oliviera.
- No, ale dosyć o tym! - klasnął w ręce. - Sekretariat jest za rogiem. Jakbyś chciał żeby ci pokazać jeszcze jakąś salę, czy coś to mów. Będę kręcił się tu niedaleko.
Olivier spojrzał na zegarek na swoim nadgarstku, miał jeszcze trochę czasu nim zaczną się lekcje, dlatego śmiało mógł oprowadzić nowego.

____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Pon Mar 20, 2017 7:06 pm


wszelkie kolorki, muzyczka, niedociągnięcia - zrobi się potem ;-;

- Nie, nie, dobrze, że powiedziałeś to wprost - uniósł dłonie prędko, rumiany na twarzy. Arthur jest gejem, Arthur jest gejem, chodziło mu po głowie, myśli natrętne niczym muszyska latem w słonecznych Włoszech. Potrząsnął głową, jakby odganiał robactwo. - Po prostu mnie trochę... zaskoczyłeś. Troszeczkę. Delikatnie.
- Chyba zrozumiałem przekaz - uśmiechnął się Ollie z politowaniem. Charles pokiwał głową.
- Ociupinkę - zamyślił się ponownie. Nigdy nie posądziłby Koonera o związek z jakimś chłopakiem. Uważał go za typowo prostego faceta, jeśli mógł to tak ująć. Szczególnie gdy patrzył z boku na spotkaniach towarzyskich ja Artie obraca się wśród towarzystwa płci pięknej, widocznie czując się jak ryba w wodzie. Obracał sobie kobiety wokół małego paluszka. Nigdy nie zwracał uwagi na innych mężczyzn, w przeciwieństwie do Paolo, który nieraz przyłapywał się na ukradkowym zerkaniu na przystojnych mężczyzn, starszych i młodszych, bladych i tych ciemnoskórych piękności. Mentalnie policzkował się za to gapienie, ale nie mógł nic poradzić - lubił obserwować ładnych ludzi.
A Olivier był ładny. Ba!, był pięknym człowiekiem. Gravano mógłby go porównać do tych greckich, marmurowych rzeźb. Oczywiście nie był, tak jak te wspomniane, umięśniony i o o idealnej sylwetce, ale brak tej perfekcji tym bardziej pociągał Charliego.
Otrząsnął się z zamyślenia, widząc że Marshall uznał jego milczenie za zakończenie rozmowy i już spierdolił na drugi koniec korytarza. Spojrzał na trzymane w dłoni dokumenty i stwierdził, że ważne sprawy mogą poczekać. Kiedyś trzeba dorobić się tych przyjaciół, prawda? Teraz albo nigdy.
- Właściwie to mógłbyś mi coś jeszcze pokazać - powiedział nieco zdyszany, dobiegłszy do ciemnowłosego, który spojrzał na niego zaskoczony. Blondyn zaciął się, nagle zapominając języka w gębie. Bo w zasadzie o co on mógłby się go spytać? Co dają na obiad w szkolnej stołówce?
- Erm... Nie wiem, gdzie mam pierwszą lekcję - powiedział pierwsze, co mu przyszło do głowy. Olivier uniósł brwi.
- Jaki numer sali?
- Nie mam pojęcia - pokręcił głową. Robił z siebie debila tylko po to, by porozmawiać z gejowskim nastolatkiem. Nieźle.
- Okej - powiedział powoli chłopak, przez co wywołał rumieniec na twarzy Włocha. - W której klasie jesteś? Wiesz chociaż tyle? - Zazwyczaj taki komentarz odebrałby jako obelgę, ale w głosie Marshalla słyszał tylko nutkę rozbawienia.
- Zabawne. Druga B.
- Och, jesteś w klasie z moją dobrą przyjaciółką. Masz szczęście, że jej plan zajęć znam lepiej niż własny.
Ruszyli korytarzem w milczeniu, Charles kawałek za Olivierem. Chciał podjąć jakiś temat, ale nie za bardzo wiedział, jaki. Jedyne, co mu przychodziło do głowy, to Arthur.
- Wybacz, że znowu zaczynam, ale mnie to intryguje - podjął w końcu. - Jak wy w ogóle wylądowaliście razem. Od kiedy go znam, nie okazywał zainteresowania drugim mężczyzną.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Dolores

avatar

Liczba postów : 56
Join date : 18/12/2016
Skąd : spod łóżka

PisanieTemat: Re: Hello senpai   Sro Mar 29, 2017 10:16 pm


Odwrócił się na pięcie z miną męczennika, gdy tylko usłyszał za sobą kroki i głos Charlesa. Miał jakieś cholerne szczęście do chłopaków z rodziny Koonerów. Przez myśl przeszło mu, że pewnie kolejny zaraz owinie go sobie wokół palca, wykorzysta i porzuci, ale zaraz odgonił te myśli. W końcu Gravano mógł się okazać zupełnie inny niż jego przyrodni brat.
Prawda?
Dlatego Ollie zaraz ponownie przykleił na twarz uprzejmy uśmiech. Jednak gdy blondyn wykazał się zupełną niewiedzą i nieogarnięciem w temacie szkoły, Marshall cieszył się, że nie jest postacią z anime, bo zaraz w okolicach jego czoła pojawiłaby się wielka, niebieska kropla, a czoło pokryło się pionowymi kreskami i szaro-fioletowym cieniem. Na szczęście Charles wiedział, w której klasie się znajduje i na jeszcze większe szczęście była to klasa Lou, której plan lekcji znał lepiej niż swój własny i spokojnie mógł zaprowadzić chłopaka pod klasę.
- Długa historia... - odpowiedział Ollie, trochę jakby zamyślony.
- Spoko, mamy czas.
Marshall spojrzał z politowaniem na swojego rozmówcę. Jasne, przyszli trochę przed czasem, ale do rozpoczęcia lekcji nie zostało więcej niż dziesięć minut. Mimo wszystko chłopak zaczął opowiadać.
- W sumie to trochę złożone. - Przyłożył dłoń do karku, jakby chciał się pomasować. - Podobno Arthura prześladowała jakaś dziewczyna i chciał się od niej uwolnić. Jakimś cudem pomyślał, że dawanie geja będzie świetnym pomysłem, a ja byłem na tyle głupi i...
Dzwonek obwieszczający początek lekcji przerwał wywód Oliviera. Chłopak westchnął, spojrzawszy raz jeszcze na Charlesa.
- Sorry, powinienem się zbierać. Tam masz pierwszą lekcję - wskazał palcem salę przy końcu korytarza. - Dasz sobie radę?
Blondyn pokiwał głową.
- Pewnie!
Ollie nie był do końca przekonany, ale nie miał już za dużo czasu na niańczenie nowego ucznia, więc po prostu poklepał go po ramieniu i już chciał się odwracać, by odejść, ale jego wzrok natrafił na Lou wchodzącą do klasy. Pomachał jej, a ona w odpowiedzi uniosła kciuki w górę.
- W razie czego będę pod salą na początku przerwy, to mogę cię jeszcze oprowadzić - rzucił jeszcze na odchodne.
***

- O matko, o matko! - piszczała Lou. - Masz nowego chłopaka?
- Ciszej, głupia! - upomniał ją Olivier. - To nie jest mój chłopak i w dodatku właśnie tu idzie...
Oboje jak na zawołanie przykleili na twarz ociekające słodkością uśmiechy. To znaczy Lou tak właśnie się uśmiechnęła, Ollie tylko niepewnie uniósł kąciki ust.
- Obgadujecie mnie?
- Skądże! - zaprzeczyła Lou.
- Jasne - mruknął Ollie.
Gravano spoglądał to na jedno, to na drugie, nie wiedząc komu uwierzyć. Aż w końcu wzruszył ramionami i przysiadł na murku obok tej dwójki. Olie i Lou zawsze spędzali przerwę śniadaniową na murku przed szkołą, w cieniu krzewu czarnego bzu. Nie widzieli przeciwwskazań (a przynajmniej Lou nie widziała, bo z Olivierem to już inna sprawa) by zaprosić do swojego małego rytuału również Charlesa. Dlatego też wszyscy właśnie otwierali swoje pudełka śniadaniowe. Ollie i Lou mieli również tradycję, że każdego dnia przynosili co innego i dzielili się jedzeniem. Tym razem Marshall miał grillowanego kurczaka z ryżem i warzywami, a jego przyjaciółka sałatkę owocową i czekoladowe babeczki na deser. Już zabierali się do wspólnego opróżnienia pudełka Oliviera, gdy blondyn przemówił.
- Nie opowiedziałeś mi w końcu jak to było z tobą i Arthurem.
Ollie westchnął. Potem podrapał się po głowie, aż w końcu odłożył pudełko na kolana Lou, która zabrała się za pałaszowanie obiadu.
- Więc, jak mówiłem, Arthura prześladowała ta dziewczyna... Jak jej było?
- Klementine - wtrąciła Lou z ustami pełnymi warzyw i ryżu.
- Właśnie! Arthur chciał żeby dała mu wreszcie spokój, więc wymyślił, że zacznie się umawiać z innym chłopakiem. Wiesz, tamta pomyśli, ze jest geje, zrazi się... - Olivier zaśmiał się cicho. - Nie wiem jakim cudem, ale większość dziewczyn w to uwierzyła. Ja w sumie też uwierzyłem i w efekcie chyba nawet sam Arthur uwierzył, że woli chłopaków. - Na jego twarzy pojawił się blady rumieniec. - No, koniec końców Kooner rzucił mnie, gdy mu się znudziłem, ale stałem się dość popularny w szkole... Nawet wśród tej żeńskiej części. - Nagle uniósł rękę i pomachał dziewczynie, która posłała mu całusa z daleka. Później wrócił do Gravano i uśmiechnął się. - Oto historia mojego życia, jeeej... - powiedział ironicznie.

____________________________________________________________________
You were red and you liked me 'cause I was blue
You touched me and suddenly I was a lilac sky
And you decided purple just wasn't for you


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Hello senpai   

Powrót do góry Go down
 
Hello senpai
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: