IndeksSzukajRejestracjaZaloguj

Share
 

 Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#1PisanieTemat: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyNie Mar 01, 2020 7:48 pm

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Bf60562e995313b576c0d975470034fc

P O S T A C I E

Fleovie jako A v a  M a n o n  W a l s h
Sempiterna jako O z z i e  D a v i e s


F A B U Ł A

Po kilku latach odnawiają kontakt, próbując na powrót stać się tą samą, niemal idealną grupą znajomych, którą byli w liceum. Mimo szczerych chęci nie jest to takie proste, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Szczególnie wtedy, gdy bliscy sobie kiedyś ludzie traktują się obecnie z rezerwą, a ciężar niedopowiedzeń nie znika nawet wtedy, gdy do Londynu wraca ich stara przyjaciółka.
Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] UZvgAxm


Ostatnio zmieniony przez Sempiterna dnia Nie Mar 15, 2020 10:33 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#2PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyNie Mar 08, 2020 7:24 pm

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Ava-Walsh

Ava Manon Walsh to dwudziestotrzyletnia brytyjka, w której żyłach płynie również francuska krew, czemu zawdzięcza drugie imię. Jest studentką fotografii w Paryżu, która w tym roku akademickim uczyć będzie się w Londynie w ramach wymiany studenckiej.
❁ Jej matka jest francuską przedszkolanką, a ojciec brytyjskim okulistą. Z tego małżeństwa na świat przyszło dwoje dzieci - Ava oraz obecnie piętnastoletni Bastien. Gdy dziewczyna miała iść do szkoły średniej, jej rodzice podjęli decyzję o przeprowadzce do Paryża i tam mieszkają po dziś dzień. Ona jednak zbyt mocno tęskniła za Londynem i przyjaciółmi, żeby nie skorzystać z okazji i nie wyjechać na wymianę studencką.
❁ Przez wiele lat trenowała łyżwiarstwo figurowe. Startowała w wielu mistrzostwach jako juniorka, a później seniorka, na ogół kończąc z dobrym wynikiem. Jej karierę przekreśliła paskudna kontuzja kolana, przez którą Ava nie mogła już wrócić do profesjonalnej jazdy. Łyżwy wciąż jednak zajmują dużo miejsca w jej życiu, tak samo jak domowe treningi, które pozwalają zachować choć część dawnej formy. Nie zmienia to jednak faktu, że poza lodowiskiem czy salami do ćwiczeń jest okropną gapą z tendencją do robienia sobie krzywdy.
❁ Uwielbia fotografię portretową oraz akty. Traktuje ludzkie ciało jako dzieło sztuki w całej jego okazałości. Marzy jej się wystawa w galerii sztuki.
❁ Jest niezwykle uczuciowa, przywiązuje się do ludzi i zawsze cierpi, gdy ktoś ją opuszcza. Wierzy w bezinteresowność ludzi ją otaczających, a przy tym ma wysoki poziom empatii.
❁ Nie lubi gotować i za wszelką cenę nie da się przekonać, żeby cokolwiek przyrządzić. Prawdopodobnie po prostu tego nie potrafi, ale wstydzi się przyznać.
❁ Mimo dość miękkiego wnętrza, otoczyła się dość silną skorupą, która chroni ją przed zranieniem. Jest towarzyska, a przy tym uwielbia się przekomarzać.
❁ 164 centymetry wzrostu, krótkie, brązowe włosy z grzywką na czoło. Długie nogi, zgrabna, nieco filigranowa sylwetka oraz długie palce, często przyozdobione pierścionkami.


Ostatnio zmieniony przez Fleovie dnia Wto Mar 31, 2020 6:56 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#3PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyNie Mar 08, 2020 9:56 pm

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Obraz310


Ozzie Davies ma niecałe dwadzieścia cztery lata i z dumą mówi o sobie jako o łączniku całej paczki. To on poznał Molly ze swoimi znajomymi, mimo że przez długi czas się przed tym wzbraniał, twierdząc, że Młoda nie pasuje do jego towarzystwa. Również Micheal nie znalazłby miejsca w grupie, gdyby nie fakt, że panowie poznali się na jednym z treningów koszykarskich, na które namiętnie razem uczęszczali już w czasach gimnazjalnych.
❂ Wydaje się być luzakiem, który obraca wszystko w żart, co nieco mija się z prawdą. Gdy jest wzburzony, nie oszczędza swojego przeciwnika – nie przebiera ani w słowach, ani w ciosach. W stosunku do osób, na których mu zależy, jest za to niezwykle troskliwy i czuły.
❂ Razem z Rhysem interesuje się modą, choć w oddalonej od siebie formie. Zamiast paska Gucci czy zegarka od Michaela Korsa woli skupiać się na streetwearze, dresach i szeleszczących ortalionach.
❂ Studiuje mechanikę, jest świeżo obronionym inżynierem. Nie może powiedzieć, że studia są jego największą pasją, ale radzi sobie dobrze, więc nie myśli o tym, by z nich zrezygnować.
❂ Lubi muzykę psytrance, długie spacery i kraftowe piwo.
❂ Pomimo w większości palącego towarzystwa za każdym razem na imprezie odmawia proponowanych mu papierosów. Zazwyczaj kończy się na tym, że zostaje na mieszkaniu sam, podczas gdy wszyscy jego znajomi wychodzą przed blok, by wypalić kilka mentolowych szlugów.
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#4PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyNie Mar 08, 2020 11:00 pm

A V A     M A N O N     W A L S H

        Długo zastanawiała się, jak będzie wyglądał jej powrót do Londynu. Po przeprowadzce była tu raz czy dwa, jednak później nikomu właściwie nie było po drodze, a szkoła czy letnia praca zdecydowanie nie sprzyjają takim podróżom. Kontakt utrzymywała głównie z Rhys'em, Luną i Młodą, choć z dziewczynami były to raczej sporadyczne wiadomości czy telefony. Dlatego nie wahała się ani chwili, gdy okazało się, że może przez rok uczyć się w Wielkiej Brytanii. Zdecydowała, że to najwyższy czas opuścić Paryż, spróbować odciąć się od rodziców i samemu decydować o swoim życiu. Wcześniej ciągle liczyła się głównie z tym, co myślała jej matka, która za wszelką cenę chciała, aby córka spełniała swoje pasje jak najbliżej domu. Skoro dom tam, gdzie rodzina, Ava wiedziała, że nie będzie w pełni szczęśliwa, żyjąc wieki w Paryżu. Tęskniła za tą wielką i wietrzną wyspą. Tęskniła za ludźmi, których tam zostawiła. Brakowało jej relacji tak silnych, że przez długi czas we Francji nie mogła znaleźć sobie nikogo, kto zapełniłby pustkę w jej sercu. Martwiła się też o swój związek, który ostatecznie mimo wielu wzlotów i upadków przetrwał te długie lata.
        Zyskała dofinansowanie z uczelni, dzięki czemu mogła pozwolić sobie na wynajem mieszkania, które dzieliła razem z koleżanką z Paryża, która również zdecydowała się na wymianę studencką. Było skromnie urządzone, ale wciąż nowoczesne i przejrzyste, co bardzo podobało się dziewczynie. Miała jednak zamiar jak najszybciej znaleźć sobie pracę, żeby móc zarobić na własne potrzeby. Jednak najpierw chciała poukładać sobie wszystkie sprawy związane z dawnymi przyjaciółmi i nauką.
        Przyleciała do Londynu w środku nocy, dlatego też razem z Francine zamówiły taksówkę, która zabrała je do mieszkania. Odsypiały aż do południa, żeby przez resztę dnia porządkować mieszkanie. Wieczorem miał przyjechać po nią Rhys, żeby razem mogli udać się na domówkę u Luny. Ava musiała przyznać, że bardzo denerwowała się tym spotkaniem. Nie w sensie negatywnym, po prostu była bardzo przejęta i podekscytowana faktem, że wreszcie zobaczy ponownie wszystkie tak dobrze znane jej twarze. Wreszcie na żywo, nie poprzez social media. Spojrzy im w oczy, uściska, dowie się, jak naprawdę wygląda ich życie po tylu latach. Jedyne, czego się bała, to tego, że poczuje się obco w ich towarzystwie. Bardzo liczyła na ciepłe przyjęcie, choć wiedziała, że minęło wystarczająco dużo czasu, żeby przebywanie ze sobą nie było aż tak swobodne, jak w dawnych czasach. Wręcz desperacko pragnęła, żeby każdy przyjął ją ciepło. W dodatku zatrzymał w swoim życiu tak, jakby nigdy nie zniknęła. Wiedziała, że prosiła o wiele.
        Wybiegła z budynku, po czym dostrzegła Morton'a, opierającego się o drzwi samochodu. Zdjął swoje przeciwsłoneczne okulary, po czym rozłożył ramiona, jakby zapraszając ją, aby wreszcie wpadła mu w ramiona. Zrobiła to bez zawahania, szepcząc tylko, że bardzo tęskniła. Nie widziała go wystarczająco długo, żeby móc się wzruszyć. Jej serce biło jak oszalałe, bo gdy jego dłonie spoczęły na plecach dziewczyny, ta poczuła, że wszystko może być jak dawniej. Wiedziała, że z Rhys'em bywało różnie, że mieli wiele kłótni za sobą i była wręcz pewna, że już w przeciągu tego miesiąca zdążą posprzeczać się ponownie. Morton był człowiekiem upartym, żyjącym tylko i wyłącznie na swoich zasadach. Musiała się z tym pogodzić.
        W drodze do Luny nie zamykała jej się buzia. Ciągle mówiła o tym, jak bardzo cieszy się, że wreszcie tu jest, jak tęskniła za wszystkimi i jak bardzo chce już zobaczyć całą grupkę. W międzyczasie Rhys sprzedał jej kilka przydatnych informacji, co do aktualnego statusu członków dawnej londyńskiej Drużyny Pierścienia, aby Ava mogła wejść w towarzystwo z nieco większą swobodą.
        Gdy podjechali pod dom Luny, słońce zaczęło zachodzić. Rhys wyjął z bagażnika papierowe torby z alkoholem i jedzeniem, po czym wziął Avę za rękę, chcąc jakby dodać jej otuchy. Uśmiechnął się pokrzepiająco, ruszając w stronę drzwi.
        – Oddychaj, bo nic nam tu po tobie, jak zemdlejesz w progu – skomentował zachowanie dziewczyny, po czym zadzwonił dzwonkiem. Muzyka dobiegająca ze środka była jednak zbyt głośna, żeby ktokolwiek usłyszał dzwonek, dlatego też chłopak pozwolił sobie sam otworzyć drzwi.
        W środku znajdowało się więcej ludzi, niż tylko dawni członkowie ich paczki, dlatego też ciężko było dopatrzeć się kogoś znajomego na samym początku. Gdy przeszli dalej, Ava rozpoznała w tym domu typową matkę Luny. Dzięki rzeźbom i panującym przepychu była w stanie wnioskować, że kobieta nadal jest w szczytowej formie. Nieśmiało ruszyła do przodu, wkraczając do białego i przestronnego salonu przepełnionego różnego rodzaju rękodziełami. Wtedy też na jej twarzy pojawił się przyjazny, choć nieco nerwowy uśmiech. Przy drzwiach do tarasu stał Sem, rozmawiając z jakąś dziewczyną. Dopiero teraz Ava dostrzegła, jak bardzo pasuje mu masa tatuaży, którymi pokrył swoje ciało. Nie zdążyła podejść, gdy jego wzrok skierował się prosto na nią. Przeprosił rozmówczynię, a na jego twarzy pojawił się ten charakterystyczny uśmieszek, którym urabiał wszystkich dookoła.
        – Ava Walsh! No już myślałem, że nie trzeba ci będzie wysyłać specjalne zaproszenie! - Krzyknął, podbiegając do dziewczyny. Szybko chwycił ją w pasie i podniósł do góry, żeby wykonać z nią kilka obrotów na środku salonu. Ostatecznie przytulił ją do siebie, a jego twarz promieniała.
        – Też nie mogłam się doczekać – odparła, gdy Sem zbił powitalną piątkę z Rhys'em. Właściwie nie mogła się spodziewać innego przywitania po Sem'ie. Był to ten typ człowieka, który z nikim się nie kłócił i dodatkowo wszyscy go lubili. On sam nie stronił od ludzi.
        – Tylko tyle masz mi do powiedzenia? – Zaśmiał się, spoglądając na nią z uniesionymi brwiami. – Sądzę, że należy mi się nieco więcej ciekawostek. Luna, patrz, kto przyszedł! Trembley, Skylar, chodźcie tu – zawołał, gdy tylko dostrzegł kogoś znajomego. Serce Avy zaczęło bić jeszcze szybciej, tak bardzo chciała wreszcie ich wszystkich spotkać. – Jak nie są potrzebni, to będą truć dupę, a gdy już by się na coś przydali, to nagle nikogo nie ma – burknął, opierając się o kanapę.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#5PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyPon Mar 09, 2020 2:26 am

O Z Z I E     D A V I E S

      Wrześniowe powietrze otuliło jego policzki od razu, gdy wyszedł przed nowoczesny blok w dzielnicy na południowym Londynie, a czerwony ortalion zaszeleścił, kiedy wpakował się na tylne siedzenie stojącej przy chodniku Skody Octavii, samochodu tak paskudnie przeciętnego, że aż perfekcyjnie wpisującego się w szarobury obraz Londynu. Przed imprezą u Luny musiał załatwić jeszcze kilka uczelnianych spraw, o czym wcześniej poinformował nie tylko samą gospodynię, ale też Skylę, która, jak domniemał Ozzie, szalała już na marmurowej posadzce w rytm piosenek ABBY. Żałował, że nie mógł być na miejscu już o ósmej, ale uporządkowanie papierów związanych z tygodniowym stażem za granicą zajęło mu znacznie dłużej, niż początkowo zakładał.
      Wysiadł z ubera po kilkunastu minutach i przystanął, z uwagą lustrując dobrze znany mu dom. Muzyka dudniła zza pootwieranych na oścież okien, a przez jedno z nich ulatniał się siwy dym, który uwidoczniał jedynie słaby zarys trzech postaci. Luna nienawidziła, gdy ktoś palił w środku, zasmradzając przy tym jej jedwabne, ręcznie malowane firanki. Jej matka miała na ich punkcie fioła odkąd Ozzie pamiętał, dlatego też od najmłodszych lat, nawet gdy próbowali popalać kupione przez starszego brata Michaela papierosy na ekskluzywnym terenie domu Luny, robili to wyłącznie na tarasie. Zamierzał wspomnieć dziewczynie o delikwentach jak najszybciej, dlatego ruszył się z miejsca, chwilę później stojąc już w przestronnym salonie.
      Rzeźba greckiego boga łypała na niego groźnym okiem, gdy szperał w plecaku w poszukiwaniu butelki whisky i czerwonego wina dla Skyli. Wyjątkowy wystrój mieszkania, choć był do niego względnie przyzwyczajony, ciągle wprawiał go w zakłopotanie. Stojące wszędzie popiersia obserwowały siedzących na skórzanych kanapach ludzi, a charakterystyczny zapach szałwii wdarł się do nosa Ozziego wraz z pierwszym krokiem postawionym w przestronnym salonie. Luna postawiła na mocne oczyszczanie otaczającej ją przestrzeni. Davies z jednej strony to doceniał, z drugiej obawiał się, że silny zapach da efekt inny od wyobrażeń dziewczyny – nie zdziwiłby się, gdyby upici drogim alkoholem goście pod ciężką wonią azjatyckich ziół zostawili jej następnego dnia niespodziankę w postaci zwróconego obiadu na marmurowej posadzce.
      Rozglądnął się w poszukiwaniu znajomej twarzy, a gdy zobaczył paczkę przyjaciół w rogu pokoju, nie minęła sekunda, gdy znalazł się przy nich. Otaczali skrzętnie brązowowłosą kobietę, której nie widział na żywo kilka dobrych lat. Nie zmieniła się diametralnie – w końcu od zawsze była ładna. Wyglądała tylko na starszą i bardziej zmęczoną. Grzywka podnosiła się i opadała rytmicznie na czoło Avy, gdy ta wybuchła nagłym śmiechem, potrząsając delikatnie swoją głową.
      Wcisnął się do kółka i bez wcześniejszych uprzejmości skierował swoje słowa prosto do niej, patrząc z rozbawieniem w jej iskrzące się oczy.
      – Czy to ta słynna Ava Walsh? Rozumie pani jeszcze, gdy mówię po angielsku, czy muszę przerzucić się na francuski? – zażartował, zaraz po tym porywając ją w objęcia. W swoich lakierowanych sztybletach sięgała mu ledwie do brody. – Jak minęła podróż? Czy reszta dała ci w ogóle dojść do słowa, czy raczej dopiero skończyliście się wszyscy wyściskiwać?
      Przywitał się z resztą przyjaciół i stanął obok Skyli. Była ubrana w czerwoną bluzę doskonale komponującą się z przygaszonym odcieniem trzech pasków na jego ortalionie. Nawet bez wczesnego uzgodnienia wiedzieli dobrze, jak się ubrać, żeby wyglądać jak para z okładki sportowego magazynu. Luna za to stukała zniecierpliwiona palcami o przewieszony na szyi aparat, a Trembley, jak zwykle ubrany lepiej niż większość męskiego grona, pokazywał Semowi coś na swoim telefonie.
      – Widzieliście gdzieś Molly i Milo? – zapytał Ozzie. Powinien się wstydzić, że nie wiedział, gdzie właściwie jest jego siostra, jednak ostatnimi czasy ich drogi się rozmijały. Młoda jeszcze niedawno była zbyt pochłonięta nauką na egzaminy końcowe, żeby mieć czas dłużej z nim porozmawiać, potem opętała ją wizja szukania pokoju do wynajęcia i wakacyjnych podróży z koleżankami, tak typowych dla ludzi dopiero kończących liceum. Ostatnimi czasy nie pojawiała się na grupowych imprezach, tłumacząc swoją nieobecność nawracającymi wrzodami żołądka.
      – A, właśnie. Luna, zapomniałem ci o tym wcześniej powiedzieć. – Spojrzał na blondynkę uważnie, przybierając poważny ton głosu. – Nie zamknęłaś pokoju twojego brata na drugim piętrze? Lepiej się pośpiesz, jeśli nie chcesz, żeby wyszywane, afrykańskie firany twojej mamy prześmierdły do cna.
      Luna jęknęła, łapiąc się zniesmaczona za głowę.
      – No nie, znowu będę musiała oczyścić pokój Daniela! – powiedziała zrezygnowana.
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#6PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyCzw Mar 12, 2020 4:53 pm

A V A     M A N O N     W A L S H

        Ciepły uśmiech nie opuszczał jej twarzy, gdy widziała obok siebie podekscytowanego Sem'a. Mężczyzna zdawał się wciąż być tym samym, cieszącym się z życia chłopakiem, dokładnie tak, jak go sobie zapamiętała. Poprawił niedbale zawiązaną kitkę, a gdy na horyzoncie pojawili się Skyla i Michael, zrobił im nieco miejsca, aby mogli przywitać się ze znajomą z dawnych lat.
        Ava przytuliła każdego z nich dokładnie tak, jak robiła to, gdy jeszcze mieszkała w Londynie. Ze Skylą obdarowały się uściskiem, kołysząc się przy tym na boki i powtarzając, jak bardzo tęskniły, podczas gdy Michael zarzucił jej jedynie rękę na ramiona, nachylając się przy tym i czochrając ją po lekko kręconych włosach. Uśmiechnął się, ukazując przy tym białe zęby. Przywitanie z Luną było zdecydowanie bardziej energiczne, jak to przystało na dziewczynę, która dzięki swoim tajemnym mocom miała w sobie więcej werwy, niż cała reszta razem wzięta.
        Wszyscy zaczęli wesoło rozmawiać, głównie pytając o to, jak Avie przebiegła podróż. Niektórzy opowiedzieli, co na bieżąco działo się u nich, a ostatecznie wszystko spoczęło na typowych żartach sytuacyjnych. Ava była pewna, że jej oczy świecą się niczym gwiazdy na niebie, gdyż wreszcie mogła spojrzeć na dawnych przyjaciół na żywo, mając ich wszystkich na wyciągnięcie ręki. Przy tym zdała sobie sprawę, że tak naprawdę jej wyobrażenie o nich zatrzymało się w czasie. Przez długą rozłąkę była pewna, że zobaczy dokładnie tych samych nastolatków, których żegnał kilka lat temu. Jednak prawda była inna, oczywista, ale trudna do zaakceptowania. Wszyscy się zmienili, poszli swoimi ścieżkami, a ona nie była wyjątkiem od reguły. Też pracowała ciężko na to, gdzie się znajdowała w tym momencie. Jedyne, czego nie miała, to była ta swoboda w byciu przy nich. Oni dorastali o rozwijali się, ale wciąż będąc gdzieś w pobliżu siebie, nawet jeśli nie stanowili tak zgranej paczki, niczym generacja Skinsów.
        Gdy w kółku zauważyła znajomą blond czuprynę, przypomniało jej się to znajome ciepło w klatce piersiowej, które wyczuwała, gdy jeszcze mieszkała w Londynie. Zjawił się łącznik, rzep, dzięki któremu ta grupa przyjaciół w ogóle kiedykolwiek mogła mieć swoje lata świetności. Uśmiechnęła się zadziornie.
        – A jesteś pewien, że mi dorównasz? Bo dla mnie nie ma problemu – odgryzła się po francusku, gdy jej twarz ozdobił zabawny grymas, po czym odwzajemniła uścisk, stając przy tym na palcach. Tak, jak przypuszczała, Ozzie wciąż był jednym z najwyższych w tym gronie.
        Spojrzała ukradkiem na to, jak blondyn powitał się ze Skylą. Ucieszyła się, widząc ich razem, zdawali się tworzyć parę idealną, a przynajmniej najlepiej dobraną strojami. Ava zaczynała zastanawiać się, jak bardzo można upodobnić się do drugiej połówki, gdy zaczyna się z nią spędzać dużo czasu. Zdecydowanie nie znała odpowiedzi na to pytanie, biorąc pod uwagę jej relację z Rhys'em.
        Skoro mowa o nim, nie by zbyt wylewny, więc odpuścił sobie całe grupowe powitanie, doszukując się w kuchni ekspresu do kawy. Zawsze wolał unikać takich ckliwych momentów, zdecydowanie nie należały one do jego ulubionych. Dlatego też wykazał się idealnym wyczuciem czasu, wracając dopiero wtedy, gdy w towarzystwie brakowało jedynie Molly i Milo. Przywitał się z resztą, po czym spojrzał na Lunę, która zdawała się już mieć sporo na głowie po tym, jak zrozumiała, że pokój jej brata jest skazany na katastrofę.
        – Luna, jest jakiś problem z ekspresem do kawy – wskazał dłonią na kuchnię, jednak sylwetką cały czas stał przodem do grupki. Blondynka zdawała się powoli wychodzić z siebie, bo właściwie wiedziała, że imprezy u niej nigdy nie kończyły się bez strat. Przeprosiła wszystkich, każąc się nie rozchodzić, bo nie odpuści zdjęcia grupowego, zanim wszyscy oddadzą się zabawie i promilom.
Dopiero po chwili głos zabrał Michael, który jakby wybudzony z transu nad telefonem, spojrzał na Ozzie'ego. Był nieco rozkojarzony, jakby trochę nieobecny, może minimalnie zmęczony.
        – Młodą widziałem ostatnio na górze, Milo pewnie jak zwykle szuka guza – najpierw mówił normalnym tonem, jednak gdy zeszło na chłopaka, ściszył głos, prawie mamrocząc. Poprawił kołnierzyk koszuli, po czym dostrzegł zdezorientowane spojrzenie Avy. Musiała przyznać, że ostatnimi czasy nie słyszała o żadnych nowinkach z życia Milo, dlatego też jej reakcja była w pełni zrozumiała. Sem skarcił blondyna wzrokiem, dźgając go przy tym łokciem w bok. Pytające spojrzenie dziewczyny stało się jeszcze bardziej wymowne.
        – Milo przechodzi nastoletni bunt po dwudziestce – westchnął Rhys, wzruszając przy tym ramionami, chcąc jednocześnie uciąć temat, który Trembley niepotrzebnie zaczął. Ava zmarszczyła jedynie czoło, zaciskając przy tym szczęki. Ostatecznie włożyła ręce do tylnych kieszeni ciemnych, obcisłych spodni i usiadła na podłokietniku skórzanej kanapy.
        – Dobra, czas na fajkę, ktoś coś? – Z kieszeni eleganckich spodni blondyn wyjął paczkę miętowych Marlboro, a w pierwszej kolejności propozycję przyjął Sem.
        – Tylko nie odchodźcie daleko, nie popuszczę wam zdjęcia grupowego – Ava zagroziła im palcem, gdy ruszyli w stronę tarasu, a w odpowiedzi dostała rozbawioną twarz Sem'a, gdy ten przyłożył sobie dwa palce do skroni, jakby były spluwą. Po chwili zniknęli na zewnątrz.
        Ava nie należała do osób ciekawskich, jednak musiała przyznać, że jeśli chodziło o jej dobrych znajomych, zawsze wolała wiedzieć, co się u nich dzieje, jak chyba każdy prawdziwy przyjaciel. Dlatego też nie dała rady długo wytrzymać w zwykłej pogawędce między nią, Rhys'em, Skylą oraz Ozzie'm, musiała poruszyć ten temat.
        – Co z Michael'em? Wydaje się być jakiś nieswój – zapytała delikatnie, ściszając przy tym głos. Morton westchnął, kładąc swoją dłoń na jej plecach.
        – Chyba praca i studia powoli go przerastają. Albo miał jakąś spinę z jedną ze swoich lasek – odpowiedział, po czym spojrzał w kierunku dwójki kolegów Luny, która majstrowała przy muzyce i nagłośnieniu. Po chwili do uszu gości dotarł ostatnio niezwykle popularny, rosyjski rap. Nieważne, że praktycznie nikt przebywający na miejscu nie znał rosyjskiego.
        – Molly! - Ava krzyknęła jak oparzona, gdy na schodach dostrzegła siostrę Ozzi'ego, która z grymasem na twarzy rozglądała się na boki, jakby szukała znajomych twarzy. Gdy ich spojrzenia wreszcie się spotkały, Ava rozłożyła ręce, jakby czekając na uścisk.
        Walsh dziwiła się sama sobie, że potrafi być tak pełna ekspresji. Zawsze uchodziła za tę stonowaną, przynajmniej we Francji. Tego dnia jednak była zdecydowanie zbyt podekscytowana, żeby emocje, które gotowały się w niej od kilku dobrych dni, tak po prostu wyleciały przez uszy. Musiała dać im upust, pokazać wszystkim, że wciąż jej zależy, bo naprawdę chciała poznać ich na nowo i mieć ich przy sobie.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#7PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyPią Mar 13, 2020 1:14 am

O Z Z I E     D A V I E S

      Ozzie, nawet mimo ostatnich niesnasek pomiędzy członkami paczki, poczuł się przez tę krótką chwilę dokładnie tak samo, jak czuł się jeszcze przed rozpoczęciem liceum – komfortowo, dobrze, jak gdyby wszystko było na swoim miejscu. Uczucie trwało jeszcze moment, podczas gdy wszyscy przyjaciele z podnieceniem otoczyli Avę, gotowi nie opuścić jej nawet na krok przez całą resztę imprezy.
      – Merci. Merci, beaucoup – odpowiedział tylko ironicznie, siląc się na swoją nikłą znajomość francuskiego.
      Rhys pojawił się ponownie przy nich i okupowanych przez przyjaciół skórzanych kanapach. Zachowywał się prawie jak zawsze, ale Ozzie byłby skłonny zaryzykować stwierdzenie, że spokój, jaki od niego bił, był wręcz niepokojący. Mężczyzna nie tryskał nadmiernym szczęściem na widok osoby, o której twierdził, że kochał ją nad życie, nie zdecydował się też na choćby delikatne objęcie Avy w pasie. Zamiast tego zdążył doprowadzić Lunę do białej gorączki informacją o kolejnym zepsutym sprzęcie w jej domu, w którym status materialny rzucał się w oczy od pierwszej chwili po przekroczeniu bramy wjazdowej. Nie tylko z zewnątrz, w stojących w holu rzeźbach czy afrykańskich firanach – w tym budynku nawet papier toaletowy był sprowadzany z zagranicy, perfumowany i specjalnie dostosowany do fizjologicznych potrzeb artystycznego półświatka znajomych matki Luny.
      Michael i Sem zostawili towarzystwo, decydując się na parę minut odprężenia na pobliskim tarasie w oparach mentolowego dymu. Pozostali, choć oprócz Daviesa rzadko kiedy odmawiali proponowanych im papierosów, zostali w środku, konfrontując się z niekomfortowym pytaniem Avy. Blondyn dopiero teraz odczuł, jak przyjaciółka nie odnajduje się w plątaninie nieścisłości pomiędzy najlepszymi znajomymi z czasów licealnych i jak bardzo nie jest na bieżąco z tym, co dzieje się obecnie w życiu niektórych członków paczki. Byłby skłonny opowiedzieć jej więcej, gdyby nie zdawkowa, choć niemijająca się z prawdą odpowiedź Rhysa.
      – Uwierz, nie tylko on jest nieswój – wtrącił się Ozzie. Pierwsze słowa rosyjskiego rapu zaczęły dudnić w tle, a niektórzy znajdujący się w salonie, choć nieznający języka, chętnie podśpiewywali pod nosem jedyne słowo, które udało im się wyłapać – suka. – Czasem sami nie wiemy, o co ostatnio chodzi Młod... – Nie zdążył dokończyć, bo Ava krzyknęła, natychmiast wstając i odklejając się od ciemnobrązowego obicia kanapy.



M O L L Y     D A V I E S

      Nie miała ochoty pojawiać się na imprezie u Luny. Ostatni miesiąc, choć ograniczał się głównie do załatwiania spraw związanych ze studiami, nie pozwolił jej odpocząć od znajomych na tyle, by ze szczerą chęcią bawiła się dzisiaj na prowizorycznym parkiecie w salonie. Jedynym, a w zasadzie jedyną osobą, która skłoniła ją do pojawienia się u progu śnieżnobiałego domu Luny, była Ava Walsh. O tył głowy Molly obijała się jeszcze myśl o starszym blondynie, ale dziewczyna usilnie odrzucała natrętne rozważania, nie będąc już pewną, czy bardziej zależało jej na zobaczeniu przeoranej przez pracę na oddziale twarzy Michaela, czy na unikaniu mężczyzny i ograniczenia związanego z nim niebezpiecznego bicia serca.
      Jeden z chłopców przytrzymał ją na piętrze, zmuszając do wysłuchania dziesięciominutowego monologu o negatywnym wpływie herbaty z cytryną na ludzkie ciało. Nie była na tyle pijana, żeby zagłębić się w rozmowę, więc chwilę potem się ulotniła i skierowała na dębowe schody. Zlustrowała nowe twarze okupujące salon ze skwaszoną miną, a odwróciwszy się w kierunku melodyjnego głosu, który nagle zaczął ją nawoływać, zastała Avę z rozpostartymi ramionami. Zaraz potem stały już objęte, ściskając się za wszystkie lata rozłąki.
      Molly najlepiej pamiętała Walsh z okresu przedlicealnego, kiedy ta była dla niej, ledwie trzynastoletniej, nie tylko wzorem klasy i szyku, ale też zadatkiem na starszą siostrę, której Młoda nigdy nie miała. Po wyjeździe do Paryża kontakt utrzymywały sporadycznie, a Manon, oprócz oczywistych aktywności na portalach społecznościowych, nie mogła być bezpośrednim świadkiem przemian Molly – i tych fizycznych, i tych psychicznych. Nie widziała jej na żywo tak długo, że mogło jej po drodze umknąć kilka faktów: po pierwsze, Molly była od niej wyższa o całą głowę. Po drugie, jej włosy w kolorze ciemnego blondu były teraz czekoladowe i zmęczone walką z różnorakimi szamponetkami. Po trzecie, stała się dorosłą kobietą, pełnoprawną członkinią rodziny Daviesów. Po czwarte, jej cięty język nie różnił się specjalnie od tego, który reprezentował Ozzie.
      – Nawet nie wiesz, jak za tobą tęskniłam – zaczęła Molly, ciągle się w nią wtulając. – Tak się cieszę, że w końcu się widzimy. – Oderwała się w końcu od Avy, lustrując z uwagą jej twarz. – Powiedz mi tylko... to ja tak urosłam, czy ty zmalałaś?



O Z Z I E     D A V I E S

      Wszyscy obserwowali ze skupieniem powitanie dziewczyn, uśmiechając się delikatnie pod nosem. Molly tryskała szczęściem, gdy razem z Avą usiadły na kanapie obok Rhysa. Paplała jak najęta, wypytując Walsh o podróż i nowe mieszkanie, jak gdyby bojąc się, że nie wystarczy czasu, żeby zrelacjonować choć mały wycinek ostatnich wydarzeń z ich życia. Przez krótką chwilę nikt nie miał odwagi im przerwać. Dopiero stuk dwóch butelek, które pałętały się gdzieś w plecaku Ozzie'go i zbliżający się do stolika Sem z Michaelem zwróciły wreszcie ich uwagę.
      – Skoro siedzimy tu już prawie wszyscy oprócz pana Włocha, który zapewne jest w drodze, to może to odpowiedni czas, żeby wypić toast za Avę? – zaczął Rhys, łapiąc w lot sugestywny brzdęk szkła z otchłani plecaka Daviesa.
      – I zrobić zdjęcie zanim upijemy się do nieprzytomności? – dodała Luna zrezygnowanym głosem. Jej walka z zepsutym ekspresem do kawy, choć długa, skończyła się fiaskiem. Dziewczyna miała nadzieję, że kieliszek dobrego szampana pomoże jej się odprężyć i pozbyć smaku gorzkiej przegranej z niedawno kupionym sprzętem AGD.


Ostatnio zmieniony przez Sempiterna dnia Sob Mar 14, 2020 12:13 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#8PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyPią Mar 13, 2020 11:41 pm

A V A     M A N O N     W A L S H

        Francuski Ozzie'go najwyraźniej nie był o wiele lepszy niż wtedy, gdy byli jeszcze nastolatkami, dlatego zdobyła się jedynie na lekki uśmiech pod nosem, gdy odpowiedział najbardziej typowo, jak tylko mógł, co wywołało delikatny akcent komediowy.
        W obecnej chwili, na nieszczęście Avy, okazało się, że nadal jest całkiem spostrzegawcza, bo wyczuła delikatne napięcie występujące między Rhys'em a Ozzie'm, choć szczerze byli ostatnimi osobami, po których spodziewałaby się jakichkolwiek zgrzytów. Nie chciała jednak drążyć tematu, tym bardziej, że na horyzoncie pojawiła się Molly.
        Ava musiała przyznać, że gdyby nie miała z Młodą kontaktu przez social media, to zdecydowanie by jej nie poznała. Głównie dlatego, że ostatecznie zafarbowała włosy, co Walsh próbowała wybić jej z głowy przez bardzo długi czas, jednak dziewczyna zawsze miała swoje zdanie.
        Z wielkim uśmiechem od ucha do ucha odwzajemniła uścisk, nie mogąc nacieszyć się obecnością dziewczyny. Teraz już dosadnie poczuła na własnej skórze to, jak niewiarygodnie szybko potrafi płynąć czas. Była niczym stara ciotka, która roku pyta te same osoby, do której klasy podstawówki chodzą, podczas gdy te są już w liceum lub wyżej. Każdy ma taką ciotkę, a co ważniejsze, każdy z czasem ma jej dość.
        Otrząsnęła się z rozmyślań, przyglądając się wyrośniętej Molly. Jej brwi uniosły się ku górze, gdy okazało się, że przerosła ją o głowę. Musiała przyznać, na zdjęciach wydawała się być wzrostu panny Walsh, a tu niespodzianka, rodzina Daviesów ewidentnie ma zmutowane geny, skoro nawet dziewczyny wyrastają na takie tyczki. Zresztą, to nie była jedyna rzecz, po której Ava mogła bez wątpliwości połączyć ją z familią blondynów. Molly miała ten charakterystyczny błysk w oku, którego zawsze spodziewała się po jej starszym bracie. Gdy zaś usłyszała jej pytanie i sposób akcentowania, już była pewna, że nadchodzi tutaj "mały" klon Ozzie'go.
        – Że słucham? - skrzyżowała dłonie na klatce piersiowej, przyjmując jakby postawę obronną. Jak matkę kochała, nigdy nie sądziła, że to Młoda będzie spoglądać na nią z góry. – To ja tutaj raczej rozmawiam z wielkoludem – przesunęła wzrokiem po smukłej sylwetce dziewczyny, po czym wypuściła ją z objęć. Wciąż jednak trzymała dłoń dziewczyny, żeby móc zaciągnąć ją prosto do towarzystwa.
        Jej uwadze nie umknął wtedy Rhys, który pospiesznie schował telefon do kieszeni spodni, spoglądając jakby kontrolnie na Ozzie'go. Puściła to jednak w niepamięć, siadając z Młodą na kanapie. Zaczęły paplać, zupełnie nie przejmując się niczym dookoła. Rosyjska piosenka dobiegła końca, a w uszach dudnić zaczęły ukochane hity lat osiemdziesiątych, narzucając imprezie nieco bardziej taneczny klimat. Kilka osób nawet ruszyło na luźniejszą część salonu, skacząc w rytm muzyki.
        Spojrzała na Rhys'a, gdy ten ostatecznie zaproponował toast. Zauważyła, że większość była na tak, choć właściwie sam proponujący nie zamierzał wypić dziś ani kropli. Ava niespecjalnie wiedziała, czemu ostatecznie zdecydował się przyjechać tu samochodem, ale w to również wolała nie wnikać. Następnie jej wzrok powędrował na Lunę, która wreszcie ostatecznie poddała się złośliwości rzeczy martwych.
        – A nie czekamy na Milo? Może akurat przyjdzie za chwilę? – wtrąciła się Ava, chcąc jednak, aby cała grupa była razem, gdy już oficjalnie rozpoczną wspólne imprezowanie.
        – Milo to nasza gwiazdeczka, musi mieć wejście smoka – westchnął Sem, po czym spojrzał na blondyna stojącego obok, który jedynie zrobił łyka piwa z kufla, który nosił ze sobą odkąd tylko pojawił się u Luny.
        – Dobra, ja już was znam, rozejdziecie mi się i potem jedyna pamiątka, jaka mi zostanie po tej imprezie, to zdjęcia waszych zgonów – tymi słowami Luna zmobilizowała wszystkich, żeby ostatecznie ustawili się przy jednej z kanap. Chcąc również być w odpowiedniej pozie na zdjęciu, poprosiła jednego ze znajomych, aby przejął jej aparat, co zdecydowanie nie zdarzało się często, z tego, co pamiętała Ava. Sprzęt blondynki był największym skarbem.
        Kilka osób wskoczyło na kanapy tuż obok Avy i Molly, Rhys stanął za oparciem, centralnie na równej linii ze swoją dziewczyną. Sem przyjął ekstrawagancką pozę, dorabiając przy tym rogi Michael'owi, który usiadł na podłokietniku, zakładając jedną nogę na drugą tak, że kostką opierał się o kolano.
        – Spierdalaj – wymamrotał do wytatuowanego Andersona, który wybuchnął śmiechem, mierzwiąc blondynowi włosy.
        Kiedy wszyscy byli już gotowi, niektórzy zadowoleni z opcji stworzenia wspólnej pamiątki, inni wręcz przeciwnie, chłopak stojący za aparatem zaczął cykać fotki.
        – Już o mnie zapomnieliście? - usłyszeli głos dobiegający z korytarza, po czym na ramieniu Rhys'a uwiesił się nie kto inny, jak Milo. Wtedy też cała grupa przyjęła ostateczne pozycje, po czym powstało kila egzemplarzy zdjęcia grupowego. Ava musiała przyznać, że czuła się jak w szkole, gdy przyszedł czas na robienie pamiątkowych fotografii.
        Luna rzuciła się na aparat, żeby od razu przeanalizować, czy zdjęcia wyszły tak, jakby sobie tego życzyła, ale po jej minie Walsh wnioskowała, że przynajmniej jedno nadawało się do wywołania, albo chociaż do wstawienia na InstaStory, bo przecież wszyscy muszą wiedzieć, że londyńscy studenci się bawią.
        Ciemnowłosa przywitała się krótko z Milo, pytając go na starcie, kiedy będzie mogła znów skosztować przepysznej pizzy jego mamy, na chłopak odpowiedział jej chytrym uśmieszkiem.
        – Dobra, pijemy! - zarządził Sem, po czym pomógł Ozzie'mu opróżnić zawartość jego plecaka. Szybko znalazł otwieracz, podając każdemu jakieś piwo, a Michael skoczył w międzyczasie po butelkę szampana i kilka kieliszków.
        – Sem, zachowajmy trochę tradycji – uśmiechnął się szarmancko, podając kieliszek każdej dziewczynie po kolei, rozpoczynając od Molly. Następnie podzielił się z pijącymi facetami i pozwolił sobie czynić honory otwierania szampana. Był bowiem pewien, że jeśli oddałby to w ręce Sem'a, ten nie powstrzymałby się przed zrobieniem champagne shower, a tego raczej nie chcieli. Nalał każdemu, zaczynając od biednej Luny, na której twarzy wciąż widać było ból związany z ekspresem oraz pokojem Daniela.
        – Za Avę – Rhys wyciągnął na środek kieliszek z wodą gazowaną, aby przynajmniej sprawiać pozory, że pije alkohol.
        – Nie, za nas wszystkich – poprawiła go, po czym wszyscy stuknęli się gustownymi naczynkami, aby móc praktycznie na raz pozbyć się całej cieczy, jak to mieli w zwyczaju za dawnych lat, gdy tylko wznosili jakikolwiek toast. Najwyraźniej żadne z nich nie zapomniało. Jedynie Molly, na początku nieco zdezorientowana, gdy dostała znak od Michael'a, dołączyła do nich.
        W głośnikach wszyscy usłyszeli refren Dancing Queen ABBY, co sprawiło, że właściwie pół domu zaczęło śpiewać. Sem, bez większych oporów, podszedł do Skyli, chwytając ją delikatnie za dłoń i posyłając Ozzie'mu jednoznaczne spojrzenie, zaciągnął ją na środek prowizorycznego parkietu, aby pokazała, kto rzeczywiście ma tutaj tytuł królowej. Problem z tym facetem był taki, że on po prostu ze wszystkiego miał wieczną zabawę i wykorzystywał każdy możliwy żart sytuacyjny. Również ten, skoro Skyla była tutaj królową tańca.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#9PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyNie Mar 15, 2020 1:52 pm

O Z Z I E     D A V I E S

      Wszyscy zdążyli przyzwyczaić się już do notorycznych spóźnień Mila. Na początku trochę irytowały ich wyssane z włoskiego palca wymówki, z czasem pojawiały się one jednak coraz rzadziej, finalnie zanikając. Codzienność chłopaka prezentowała się prosto: był na miejscu o godzinę później, niż było od niego wymagane, burczał coś pod nosem na każdy komentarz o jego niedbalstwie i nieszanowaniu cudzego czasu, a potem jak gdyby nigdy nic rzucał się w wir zaplanowanego wcześniej pijaństwa i zabawy.
      I tym razem nie mogło być inaczej. Milo puścił w eter luźne pytanie, nie oczekując odpowiedzi, koniec końców dostając ją jednak od Ozzie’go zmęczonego przeciągającym się pozowaniem.
      – A to nie przypadkiem ty zapomniałeś o nas? – odpowiedział blondyn kąśliwie. Skyla wyraziła niemą aprobatę delikatnym skinieniem głowy.
      Ciemnowłosy nawet specjalnie się nie zmieszał, ignorując przytyk i stając jak gdyby nigdy nic do wspólnego zdjęcia. Poza jaką przyjął była niedbała i nonszalancka – ręce wcisnął w przednie kieszenie poszarpanych jeansów, uniósł do góry mocno zarysowaną szczękę i uśmiechnął się swoim firmowym uśmiechem numer sześć, pod którym niejednej kobiecie uginały się kolana.
      Propozycja toastu, która padła z ust Rhysa, w końcu mogła zostać zrealizowana.
      – Sem, zachowajmy trochę tradycji.
      – Zgadzam się z Michaelem – zaczęła Skyla, zatrzymując wzrok na Semie. Chęć porządnego upicia się była wypisana na jego twarzy.  – Zacznijmy na spokojnie. Dziś wieczorem nie mam ochoty trzymać twoich włosów podczas rzygania jak za ostatnim razem, Sem. – Przywołała bezwstydnie sytuację sprzed dwóch miesięcy, gdy balowali hucznie w apartamencie Rhysa po zdaniu jednej z poprawek Mila.
      Skonfundowana Molly obracała w palcach kryształową szampanówką. Była pełnoletnia i chociaż przez ostatni rok miała możliwość wielokrotnego imprezowania ze swoją paczką, za każdym razem czuła się dziwnie, widząc, że przez różnicę wieku nie zawsze mogła być na bieżąco ze wszelkimi grupowymi tradycjami. Nie miała z tymi ludźmi tylu wspomnień, ile mogłaby mieć, gdyby urodziła się o dwa lata wcześniej. Nawet pomimo dziewiętnastu lat na karku ciągle zdarzało się, że była traktowana przez niektórych jak dziecko – Michael, przykładowo, niejednokrotnie odmawiał jej swoich mentolowych papierosów, gdzie jedynym, na co się powoływał, była "troska o młodociane zdrowie".
      You can dance, you can jive zadudniło z wielkich głośników. Wraz z pierwszym wersem Sem zwrócił twarz w kierunku Skyli i zdecydował się odkupić swoje grzechy ze wspomnianej przez dziewczynę imprezy. Zaprosił ją do tańca. Haczyk był jeden - pojawiwszy się z brunetką na parkiecie było już z góry wiadome, że to Skyla zwróci na siebie całą uwagę zebranych w salonie ludzi, stawiając mężczyznę wyłącznie w roli tańczącej kłody. Przystojnej, wysokiej i wytatuowanej, ale nadal kłody. Milo nie czekał ani chwili dłużej, porywając w objęcia Molly. Ozzie, tracąc z oczu swoją dziewczynę, spojrzał znacząco na Rhysa, a następnie zwrócił się do Avy.
      – Zatańczysz? – zapytał i wyciągnął dłoń w jej kierunku.
      Chwilę potem wszyscy bawili się już na parkiecie, obracając energicznie swoimi partnerkami. Skyla odwalała prawdziwie show, tańcząc w rytm ulubionej muzyki z lat siedemdziesiątych. ABBA nie królowała jednak zbyt długo. Pierwsze dźwięki piosenki Nelly wzbiły się w powietrze, doprowadzając ludzi na parkiecie do czystego szaleństwa. Wraz z It's getting hot in here, so take off all your clothes Milo pozbył się wdzięcznym ruchem swojej skórzanej ramoneski, zostając na parkiecie wyłącznie w czarnym, opinającym tors T-shircie.
      Impreza trwała w najlepsze, trap zadudnił z głośników. Podczas gdy reszta dalej bawiła się na parkiecie, Molly, Ozzie, Milo i Ava usiedli znów na kanapach. Rhys polewał im już kolejnego szota, skrzętnie dbając o utrzymywanie ich w przyjemnym, alkoholowym nastroju.
      – Tak właśnie wygląda studenckie życie, ucz się, Młoda – zaczął, zakręcając butelkę żurawinowej wódki.
      – Jeśli to prawda, to w takim razie boję się, że nie zdam nawet pierwszego semestru. – Westchnęła Molly. – Nie stresuj mnie jeszcze bardziej, Rhys. Już wystarczy, że nie wiem jak dojść do sali inauguracyjnej na wydziale medycznym, nie chcę martwić się na zapas sobotnimi kacami. – Zaśmiała się nieszczerze, nieudolnie maskując kumulujący się w niej stres. Starała się tego nie okazywać, jednak napięcie związane ze zbliżającym się pierwszym dniem na uczelni rosło w niej od momentu zakwalifikowania się na farmację.
      – Znajdź jakiegoś frajera i poproś go, żeby cię oprowadził. Z twoją buźką to nie powinno być specjalnie trudne – skwitował krótko Milo.
      Zmęczona tańcem reszta przyjaciół dołączyła się do ich pogawędki. Wypili zgodnie po jeszcze jednym kieliszku, gdy z ust Ozzie'ego padła propozycja nie do odrzucenia:
      – To co, robimy przerwę od parkietu i gramy w butelkę jak za dawnych czasów?
      – Co ty, dzieckiem jesteś? – Prychnął Michael, krzyżując ręce na ramionach.
      – Ja tam myślę, że to fajny pomysł – zawtórowała mu Luna. – Dawno w to razem nie graliśmy.
Michael westchnął tylko głośno, ale w końcu poszedł im na rękę. Zostawili imprezę w salonie reszcie gości i zdecydowali się na zabarykadowanie w pokoju Luny na pierwszym piętrze. Usiedli na kudłatym, białym dywanie, otaczając dokładnie pustą butelkę po szampanie.
      – Ava, zaczynaj – zachęcił ją Sem.
Dziewczyna zakręciła mocno szklanym pojemnikiem. Spojrzała z zadowoleniem na pierwszego zawodnika, którego wybrała barwiona na niebiesko szyjka od butelki.
      – Prawda czy wyzwanie, Michael? – zaczęła z ironicznym uśmiechem.


Ostatnio zmieniony przez Sempiterna dnia Pią Maj 01, 2020 5:33 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#10PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyNie Mar 15, 2020 11:22 pm

A V A     M A N O N     W A L S H

        Głównie dzięki temu, że Milo pojawił się spóźniony, Ava miała wystarczająco dużo czasu, żeby powierzchownie przeanalizować zmiany, jakie w nim zaszły przez te kilka lat. Już jako nastolatek był dość nonszalancki i pewny siebie, łamiąc serce co drugiej koleżance, ale przy tym przyciągał dziewczyny jak magnes. Miał swój charakterystyczny sposób prowadzenia się, co sprawiało, że nigdy nie wychodził z roli typowego buntownika. Kobieta doszła do jednoznacznego wniosku, że Milo wciąż był taką samą gwiazdką, choć im starszy się robił, tym szybciej potęgował się ostateczny efekt, którym obdarowywał ludzi dookoła.
        Zaśmiała się melodyjnie, gdy Skyla wypomniała Sem'owi jego ostatnie upodlenie na jednej z imprez. Rozbawioną miną ukrywała frustrację, która kiełkowała w jej sercu za każdym razem, gdy któryś z jej przyjaciół z lat szkolnych nawiązywał do jakiejś sytuacji mającej miejsce w czasie tej niezwykle długiej dziury, gdy Avy nie było w Londynie. Czuła się wyalienowana, jednak to tak naprawdę nie była niczyja wina. Nie mogła nic na to poradzić, a jedynie z czasem się z tym pogodzić i po prostu iść dalej, odbudowując stracone więzi.
        – Zatańczę – posłała Ozzie'mu delikatny uśmiech, ukazując przy tym białe uzębienie. Jeśli miała przyznać, nie spodziewała się, że blondyn zaproponuje wspólny taniec. Jednak z drugiej strony, jeszcze mniej spodziewałaby się tego po Rhys'ie, ponieważ mężczyzna nigdy nie przywiązywał wagi to tego typu spraw, dlatego też bez krępacji wstała z kanapy, podając dłoń Ozzie'mu.
        Muzyka właściwie robiła wielką robotę, jeśli chodziło o nastrój panujący na parkiecie. Skyla bez większego wysiłku skierowała na siebie większość spojrzeń tańczących, a gdy ci ostatecznie przestali czuć się onieśmieleni i sami dołączyli do zabawy, widownią stali się ludzie podpierający ściany. Ava natomiast tańczyła po swojemu, nie była drętwa, raczej w sam raz na standardy imprezowe. Ważne było, że miała poczucie rytmu, nie mogąc powstrzymać się przed śpiewaniem refrenu Hot in here razem z rozbawionym Ozzie'm. Nie zauważyła nawet, że Rhys zniknął na chwilę, aby z nieco skwaszoną miną wykonać telefon.
        Gdy znów wrócili okupować kanapy, nie odzywała się za dużo, zainteresowana zwierzeniami Molly, która zdawała się bardzo denerwować początkiem studiów.
        Nim się obejrzała, poczuła się jak jeszcze w czasach licealnych, gdy faktycznie grała w butelkę. Nie mogła jednak oponować i właściwie nawet nie próbowała. Chciała po prostu spędzić tę noc dobrze, a niezmiernie cieszył ją fakt, że jej obecność wywoływała wspominki u reszty grupy.
        Zaraz po zabarykadowaniu drzwi do pokoju Luny, pozwoliła sobie czynić honory, będąc tą, która rozpocznie grę. Na nieszczęście Michael'a, który w jakimś stopniu był przeciwny grze, wypadło na niego.
        – Prawda czy wyzwanie, Michael? – zaczęła z ironicznym uśmiechem. Zgięła jedną nogę w kolanie, po czym oparła na nim wyprostowaną rękę. Blondyn westchnął jedynie, pocierając dłonią brodę, na której widniał dwudniowy zarost.
        – Wyzwanie – machnął ręką, prostując się nieco bardziej. Ava zawsze miała za dobre serce do takich gier, dlatego nigdy nie umiała być złośliwa w takich grach, choć właśnie takie było ich główne założenie. Chodziło o to, żeby poznać skrywane tajemnice lub zrobić coś, czego można było się później wstydzić. Jednak jak już zostało wspomniane, Ava Walsh to najgorszy gracz w butelkę w historii.
        – Pamiętasz jak startowałeś w liceum w konkursie talentów? Odegraj tamtą scenkę – uśmiechnęła się wrednie, a gdy tylko zobaczyła minę Sem'a, uznała, że chyba nie poszło jej tak źle, a przy okazji Michael jej nie zabije.
        –Ava, nadal nie umiesz w to grać – skomentował, machając wytatuowaną ręką, jednak po chwili dodał, że jak na jej możliwości, udało jej się trafić. Dziewczyna wzruszyła ramionami, a na twarzach kilku osób pojawił się bardzo rozbawiony grymas. Niektórzy, w tym Ava, byli na tym występie i doskonale pamiętali, jak wywalczył sobie drugie miejsce.
        – Wszystko spoko, tylko skąd ja ci tu wezmę gitarę? - uśmiechnął się, licząc, że ostatecznie udało mu się wymigać. Jego plany pokrzyżowała jednak Luna, której dom był niczym pokój życzeń. Nic dziwnego, że coś tak pospolitego, jak gitara akustyczna, znalazła się bez większego problemu. W końcu sama blondynka parała się tyloma rzeczami w swoim życiu, zanim odnalazła swoje ukochane hobby, że jakiś instrument musiał znaleźć się w jej pokoju. Trembley przeszył ją spojrzeniem wściekłego psa, po czym chwycił podaną mu przez dziewczynę gitarę.
        – Kiedy ty ją ostatnio stroiłaś? – zmarszczył brwi, próbując uratować struny. Po chwili był już gotowy. – Dobra, jak to szło... – wymamrotał bardziej do siebie, uderzając kilka razy o pudło, jakby próbował przypomnieć sobie rytm. Następnie przerzucił sobie pas przez ramię, zaczynając grać.
        Sem ledwo powstrzymał śmiech, gdy usłyszał utwór Passenger'a, choć wykonywaną w nieco innej intonacji, gdyż głos Trembley'a był zdecydowanie niższy od tego, który posiadał autor. Jednak nie tylko to było szczególnym elementem jego wstępu sprzed lat, który Michael starał się odtworzyć całym sobą. Był to perfekcjonista, człowiek wielu talentów, który jak już się za coś zabierał, to musiał zrobić to najlepiej, jak potrafił. Dlatego gdy tylko zaczęła się druga zwrotka, spojrzenie Trembley'a wylądowało na twarzy wyraźnie zdezorientowanej Molly, która siedziała obok niego. Śpiewał tak, jakby było to występ dedykowany nikomu innemu, jak właśnie Młodej. Gdy piosenka się skończyła, ujął podbródek dziewczyny, po czym cmoknął kącik jej ust. Sęk był w tym, że podczas konkursu, pocałował jakąś uczennicę siedzącą na widowni.
        – Koniec przedstawienia – rzucił kilka sekund później, a większość osób zaczęła się głośno śmiać lub zakrywać usta, zachowując się jakby buziak był czymś zakazanym, jeszcze inni brawa. Sem poklepał przyjaciela po ramieniu, wspominając o tym, jak prawie spadł z krzesła, siedząc na auli, w której odbywał się ów konkurs i oglądał przedstawienie, które przygotował już wtedy podbijający nastoletnie serca Michael.
        Blondyn chwycił butelkę, upominając spojrzeniem Andersona. Westchnął, po czym zakręcił nią na białym, puszystym dywanie. Irytacja powoli z niego schodziła. Wypadło na Milo.
        – Pytanie czy wyzwanie?
        – Pytanie – wystrzelił jak z procy, spoglądając pewnie w stronę blondyna.
        – Jeśli musiałbyś wybrać, którą dziewczynę i którego faceta stąd byś pocałował? – Michael zadał pytanie po dłuższej chwili zastanowienia, bawiąc się zapalniczką trzymaną w palcach. Milo prychnął.
        – A co, masz ochotę? – wprawił swoje brwi w ruch, posyłając blondynowi zadziorny uśmieszek. – Wybrałbym Skylę i Ozzie'ego. Ciekawe jak to jest wejść z butami w czyiś związek – puścił oczko siedzącej naprzeciwko niego parze, uśmiechając się przy tym szyderczo. Taki właśnie był problem z Milo. Nigdy nie wiadomo, czy żartuje, czy coś wyraźnie sugeruje. Jednak Ava, która nie znała obecnego Milo, sądziła, że mimo wszystko tylko żartował, gdyż nigdy nie ujawniał on swoich uczuć.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#11PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyWto Mar 17, 2020 2:31 am

O Z Z I E     D A V I E S

      Pierwsze wyzwanie było dość delikatne, szczególnie jak dla Sema. Odkąd Ozzie pamiętał, jego wytatuowany kolega miał tytuł króla zachowywania spokoju w każdej sytuacji. Chyba, że chodziło o grę w butelkę – wtedy Sem zamieniał się w prawdziwego diabła, nie cofając się przed zadaniem najbardziej osobistych pytań czy wymyśleniem zadań poniżej wszelkiego poziomu godności.
      Wyglądało jednak na to, że zadowolił się zaproponowaną przez Avę opcją. Gdy Michael zaczął śpiewać, wszyscy wsłuchiwali się w jego niski głos – ładny, choć momentami niedopracowany i niewbijający się w dobrą tonację. Blondyn zadziwiał paczkę za każdym razem, gdy miał okazję zaprezentować kolejny ukryty talent pielęgnowany przez lata wręcz z chorobliwym perfekcjonizmem. Młoda wsłuchiwała się w jego głos, kiwając delikatnie ciałem na boki, nie będąc przygotowaną na dalszy bieg wydarzeń. Gdy Michael zamilkł, łapiąc ją za podbródek, zesztywniała. Nie rozluźniła się nawet w momencie, gdy oderwał się od jej ust, pozostawiając po sobie jedynie zapach mentolowych papierosów.
      Niektórzy zaczęli się śmiać, inni klaskać, podczas gdy Molly za wszelką cenę próbowała ukryć rumieniec, który pojawił się na jej twarzy. Miała szczęście, że nie zrezygnowała z nałożenia podkładu, przez co czerwone plamy na jej policzkach wyglądały jedynie na delikatne zaróżowienia.
      Butelka znów poszła w ruch. Milo zakręcił nią bardzo mocno, wpatrując się w granatową etykietę drogiego szampana.
– Prawda czy wyzwanie? – zapytał, studiując twarz Skyli.
– Prawda – odpowiedziała szybko dziewczyna, nie będąc na tyle głupią, by podejmować się wykonania zadania od Mila, nie mniej podłego zawodnika niż Sem.
– Gdybyś nie była z Ozziem, z kim z tu obecnych mogłabyś wejść w nowy związek? – Popatrzył na nią z iskierką szyderstwa w oczach. Skyla zamilkła na chwilę, drapiąc się zafrasowana po głowie.
– Z Michaelem – odpowiedziała w końcu. – Jest przystojny, inteligentny, trzeźwo myśli... i dużo zarabia – dodała. Luna pokiwała głową na znak aprobaty, a Milo skrzywił się, widocznie niezadowolony z uzyskanej odpowiedzi.
      Szkło wybrało kolejnego zawodnika. Sem, po usłyszeniu skylowskiego pytania, oparł się tylko wygodniej o stojącą za nim kanapę, podrapał po ręce ozdobionej tatuażami i zaczął swoją pasjonującą opowieść.
      – A więc chcesz wiedzieć, czy kiedykolwiek uprawiałem seks z dziewczyną, którą tatuowałem. Odpowiedź jest banalnie prosta: oczywiście, że tak. Nie mogę powiedzieć, że tego żałuję, bo była zajebistą laską, ale... – zaczął, mimo że nikt z siedzących w pokoju nie prosił specjalnie o więcej szczegółów. – ...kiedy okazało się, że ma klucz ptaków i symbol wolności wytatuowane na łonie, poczułem pierwszy raz, że to chyba najwyższa pora, żeby zażyć viagrę.
      Ozzie parsknął szczerym śmiechem, Luna zakrztusiła się pomarańczowym sokiem, który popijała z kryształowej szklanki, nawet Michael uśmiechnął się pod nosem. Atmosfera rozluźniała się coraz bardziej, a kiedy ktoś z obecnych zaproponował następną kolejkę szotów, nikt nie oponował. Butelka po raz kolejny poszła w ruch, wskazując znów na Mila, który bez wahania przyjął wyzwanie na swoje barki.
      – Boże, ale tu gorąco – jęknęła Molly. Różowe policzki, nie wiadomo, czy spowodowane wódką, czy wcześniejszymi wydarzeniami, dodawały uroku jej bladej twarzy.
      – Mam pomysł – powiedział nagle Sem, uśmiechając się szeroko. Ton jego głosu nie wskazywał na to, by wymyślone na poczekaniu zadanie było przyjemne. – Pomóż ochłodzić się Młodej i wrzuć ją do basenu.
      Zapadła kilkusekundowa cisza. Molly, gdy tylko przetworzyła usłyszaną wcześniej informację, mruknęła pod nosem no chyba cię pojebało. Milo walczył ze sobą przez kilka chwil, wstając nagle na nogi. Chwycił Molly w pasie i przerzucił przez ramię niczym worek ziemniaków, próbując zapanować nad agresywnym wierzganiem jej kończyn i głośnymi piskami.
      – Milo, puszczaj mnie, do cholery! – krzyczała Młoda, gdy schodził z nią po schodach, skupiając na sobie uwagę bawiących się w salonie gości. Czuł się źle, wiedząc, że musiał wykorzystać swoją przyjaciółkę do wykonania zadania, jednak wypita ilość alkoholu nie dawała mu możliwości trzeźwego myślenia.
      Tafla wody zamigotała, gdy Młoda pomimo wszelkich form sprzeciwu znalazła się w przestronnym basenie Luny. Chłodna, wrześniowa woda oblepiła jej ciało, a jasnoszara koszulka przykleiła się do torsu, podkreślając zarys piersi, gdy ta zdecydowała się wyjść jak najszybciej po drabince basenu. Skrzyżowała ramiona i zakryła rękami biust, obdarzając Mila naburmuszonym spojrzeniem.
– Nawet nie próbuj się do mnie odzywać, debilu – powiedziała, znikając zaraz potem w otchłani łazienki z ciuchami od Luny i przygotowaną przez gospodynię suszarką.
      Reszta wróciła do pokoju, siadając ponownie na kudłatym dywanie. Zdecydowana większość była rozbawiona – tylko Skyla siedziała skwaszona, niezadowolona z nagłego obrotu gry. Kręcili butelką dalej, już bez Młodej, która zabarykadowała się na kilkanaście minut w łazience.
– Ava, w końcu! – krzyknął Milo, wymyślając dość szybko nowe pytanie. – Powiedz nam, za kim z nas, oprócz Rhysa, najbardziej tęskniłaś? Tylko bez kłamstw, koleżanko.


Ostatnio zmieniony przez Sempiterna dnia Pią Maj 01, 2020 5:34 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#12PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyWto Mar 17, 2020 7:04 pm

A V A     M A N O N     W A L S H

        Atmosfera zrobiła się niezwykle luźna, nie tylko dzięki wpływowi różnego rodzaju alkoholu, ale również ze względu na samo towarzystwo, które może już nie tak zgrane, jak kiedyś, wciąż potrafiło odnaleźć się w każdej, nieważne jak bardzo nostalgicznej, sytuacji. Zupełnie tak, jakby każdy z nich dokładnie pamiętał, jak to było mieć te paręnaście lat i żyć bez aż tak dużego bagażu doświadczeń. Prowadzili zupełnie różne tryby życia, a potrafili zachowywać się tak, jakby wciąż mijali się na tych samych korytarzach w szkole lub rywalizowali na boisku.
        – Stary, tylko nie patrz na mnie jak wściekły pies, sama mnie wybrała – Michael uniósł ręce do góry, wskazując na swoją niewinność jeszcze zanim Ozzie zdążył się zorientować, kogo wybrała Skyla. Nie zmieniało to faktu, że chyba czuł się całkiem dobrze z tym, że został pochwalony aż tyle razy przez jedną osobę.
        Oczy Avy prawie wyszły z oczodołów, gdy słuchała opowieści Sem'a, od którego wcale nie wymagano aż tak szczegółowej relacji. Zaśmiała się głośno, a w jej głowie mimowolnie pojawił się obraz nieco spiętego Andersona, który pierwszy raz w życiu ma problem z zajęciem się jakąś dziewczyną na poważnie. Przynajmniej udowodnił tym, że jego gust co do tatuaży jest całkiem dobry, jak przystało na zawód, którym się trudził. Ava poklepała siedzącą nieopodal blondynkę po plecach, aby mogła spokojnie odkaszlnąć po tym, jak zakrztusiła się sokiem.
        Następne wyzwanie było zdecydowanie na miarę Sem'a. Wszyscy dobrze wiedzieli, że Milo nie wycofa się pod żadnym warunkiem, a najwyraźniej nawet Ozzie nie widział nic złego w zmoczeniu siostry. Dlatego jedyne, co pozostało Avie, to podbiegnięcie jak najszybciej do okna i spoglądanie ze współczuciem na tarmoszącą się Młodą, która desperacko próbowała wydostać się z objęć Milo tuż nad samym basenem. Patrzyła na to z lekkim rozbawieniem, ale również i nutką współczucia. Na szczęście Luna zareagowała odpowiednio szybko, pomagając Molly.
        Gdy szyjka butelki wskazała ją samą, wzdrygnęła się lekko, jakby zapominając, że w ogóle taka sytuacja jest możliwa. Gra w butelkę była bardzo zabawna tak długo, jak to właśnie ty nie musiałeś odsłaniać samego siebie przed resztą. Słysząc pytanie, jej oczy jakby mimowolnie skręciły w stronę Ozzie'go, przypominając sobie wstydliwy moment sprzed kilku lat, o którym blondyn prawdopodobnie nie miał pojęcia. Jednak dziewczyna szybko się opamiętała, przerabiając to spojrzenie w rozglądanie się po wszystkich z grona.
        – Pewnie chciałbyś, żeby wskazała ciebie, co? Jakoś za bardzo kręcą cię osobiste relacje z naszymi dziewczynami... Najpierw Skyla, teraz Ava – Michael uśmiechnął się szyderczo pod nosem, a w jego oku pojawił się ten charakterystyczny błysk, jakby rzucał mu wyzwanie.
        – Muszę dbać o mój fanclub, też sobie jakiś załóż, może ktoś dołączy – odgryzł się, na co usłyszał jedynie prychnięcie. Po chwili jego oczy skupiły się na twarzy Avy, która, nie chcąc nikogo urazić, cały ten krótki dialog spędziła na myśleniu nad poprawną odpowiedzią.
        – Gdyby nie to, że z Luną miałyśmy kontakt, to powiedziałabym, że za nią. Następny w kolejce jest Sem i jego podwózki na rowerze, gdy byłam wiecznie spóźniona – odpowiedziała spokojnie, nie angażując w to specjalnych emocji.
        – Okej, gdybyś nie wybrała właśnie mnie, to powiedziałbym, że jesteś w naprawdę beznadziejna w tę grę, ale niech będzie, masz wybaczone – Sem pogroził dziewczynie palcem, dzięki czemu cała sytuacja obróciła się w żart, który rozbawił większość towarzystwa.
        Gra ciągnęła się jeszcze chwilę, aż przyniesiony do pokoju zapas alkoholu się nie skończył. Wtedy też wszyscy uznali, że należy wreszcie zejść na dół, pobawić się nieco wśród reszty gości. Luna aż bała się, w jakim stanie zobaczy salon, gdy tylko zejdzie na dół. Na szczęście nie było aż tak źle, dlatego też Michael razem ze Skylą dobrali się do laptopa połączonego z kolumnami, włączając odpowiednią muzykę, po czym razem zagonili resztę do tańca. Ku zdziwieniu Avy, nawet trzeźwy Rhys zdecydował się dołączyć. Morton należał do osób, które generalnie nie lubią tańczyć, choć na tle reszty przeciętnie tańczących, nie miał się specjalnie czego wstydzić. Złapał swoją partnerkę w pasie, po czym wykonał z nią krótki obrót, posyłając jej czarujący uśmiech, który na chwilę uspokoił wątpiące serce brunetki.
        Gdy większość z grupy poczuła już silnie działanie procentów, większość ciał była spocona, a muzyka nie odgrywała już aż takiego dużego znaczenia, do kółka wszedł Sem, zawieszając się na ramionach Ozzi'ego i Milo.
        – Mam zajebisty pomysł.

M I C H A E L     T R E M B L E Y

        – To był bardzo chujowy pomysł – blondyn praktycznie warknął, gdy stukał palcami o obręcz kierownicy, spoglądając to na swój sygnet, to na drzwi od klatki schodowej, pod którą zaparkował swój wóz, po czym, wyraźnie zniecierpliwiony, wcisnął klakson na odpowiednio długo, aby zwrócić na siebie uwagę przechodniów. Jego zachowanie spotkało się z lekką dezaprobatą siedzących w środku Lun i Skyli. Milo stojący na zewnątrz, opierając się o drzwi, wzdrygnął się jak oparzony.
        – Przysięgam, że jak dojedziemy, to zaparzę ci jakieś zioła, bo nie idzie z tobą wytrzymać – westchnęła Luna, rzucając się plecami na tylne siedzenie. Wszyscy oczekiwali na nieco spóźnioną Molly, która przez nagły problem z nowym mieszkaniem poprosiła, aby odebrać ją na końcu, choć to właściwie do niej Michael miał najbliżej. Nagle odezwał się system głośnomówiący, telefon od Sem'a.
        – No, wyjechaliście już? – - głos Andersona rozniósł się po samochodzie, a gdy Trembley westchnął, informując, że Molly stworzyła delikatną obsuwę, przez głośniki dało usłyszeć się głośne westchnięcie Ozzie'go, co mimowolnie rozbawiło kierowcę. – W takim razie widzimy się na miejscu – dodał, po czym połączenie zostało zakończone, a zamiast niego znów włączyło się radio, które połączone z telefonem Michael'a, odtwarzało utwory z jednej z jego playlist.
        Niedługo później na dół zbiegła zmachana Molly z przerzuconą przez ramię sportową torbą, która zdecydowanie skojarzyła się Michael'owi z tą, którą jej starszy brat nosił na treningi koszykówki jeszcze w szkole średniej. Uśmiechnął się pod nosem, po czym wysiadł z samochodu, podwijając rękawy czarnej bluzy jeszcze wyżej, równo na łokcie. Pomógł Młodej załadować torbę do już i tak wypchanego nieco bagażnika, więc właściwie to układał Tetrisa, po czym przeniósł na nią swój wzrok.
        – Dasz radę jechać z tyłu z dziewczynami? Jesteście drobne, więc będzie wam tam wygodniej, niż jakbym wcisnął tam Milo i dwie z was – zapytał, zamykając klapę od bagażnika. Gdy spotkał się z jej przytaknięciem, uśmiechnął się delikatnie. – Luna, podobno masz chorobę lokomocyjną, więc błagam cię całym sercem, jakby co, to mów wcześniej – zaśmiał się, nawiązując do tego, jak blondynka miała zjazd w wozie Michaela kilka miesięcy temu, po czym zamknął drzwi przy swoim siedzeniu, a Milo zajął miejsce obok niego. Michael ustawił nawigację, zapiął pasy i wyjechał z parkingu.
        Przez pierwsze kilkanaście minut męczyły go myśli, że: po pierwsze, musiał wziąć wolne w pracy. Po drugie, miał na sobie sportowe ciuchy, do których zupełnie nie był przyzwyczajony, poza oczywiście tymi, w których trenował. Po trzecie, jego współlokator miał całe mieszkanie dla siebie.
        Gdy dojechali na miejsce, o dziwo okazało się, że byli przed resztą. Nieco zdezorientowani zaparkowali niedaleko pola namiotowego, rozglądając się za przestarzałym samochodem Sem'a. Michael poszedł do punktu informacyjnego, aby wszystko potwierdzić, chcąc przynajmniej, aby to było w miarę sprawnie załatwione, podczas gdy mieli czekać na resztę. W międzyczasie reszta miała zadzwonić do Rhys'a, jakim cudem jeszcze ich nie ma, skoro wyjechali wcześniej.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#13PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyPią Mar 20, 2020 2:56 am

L U N A    F E N N E L L

     Rzucony naprędce pijacki pomysł Sema ziścił się w momencie, gdy wszyscy zajęli miejsca w nowoczesnym aucie Michaela, ruszając w stronę oddalonego o sto kilometrów od Londynu pola biwakowego. Na ostatniej imprezie idea grupowego wyjazdu i odprężenia się przed rozpoczęciem roku akademickiego wyglądała miło i niepozornie, jednak z każdą chwilą spędzoną w klimatyzowanym samochodzie Lunie coraz mocniej zbierało się na wymioty. Delikatne kołysanie zamiast uspokajać przyprawiało ją o ból głowy, a zapach zrobionych przez Mila kanapek z cebulą i konserwową szynką drażnił w wegetariański nos.
      Młoda gadała ze Skylą, opisując listę potrzebnych rzeczy, które upchnęła w sportowej torbie Ozzie'go.
      – Wzięłam parę konserw, latarkę, dodatkowy koc, talię kart i dwie tubki pasty do zębów... – wymieniała, licząc przedmioty na swoich kościstych palcach. – O nie! Zapomniałam drugiej pary dresów! – przerwała nagle rozczarowanym głosem.
      – Z całym szacunkiem, Molly, ale dlaczego akurat dwie tubki pasty do zębów? Jedziemy tam na całe trzy dni, po co targać ze sobą zbędny balast... – wtrącił się Michael, skręcając na ukrytą w lesie drogę.
      – Co ty, nigdy nie słyszałeś o zielonej nocy? – Młoda skrzyżowała ręce na ramionach, oburzona jego pytaniem. – Widać, że się już zestarzałeś, Michael – odgryzła się. Milo prychnął pod nosem, widząc zniesmaczoną odpowiedzią twarz kierowcy.
      Dojechali na wyznaczone miejsce po dwóch godzinach słuchania wypełnionej alternatywnymi kawałkami playlisty. Lunę zdziwił brak drugiego samochodu, ale po przedzwonieniu do drugiej części ekipy okazało się, że pozostali zatrzymali się w pobliskiej cukierni, decydując się na zakup lodów, walcząc tym samym z brakiem klimatyzacji w samochodzie Sema. Wrzesień, choć nie tak palący jak sierpień, był jak na złość podróżujących wyjątkowo ciepły w tym roku.
      Gdy w końcu byli już w całości na polu biwakowym, zajęli się rozbijaniem namiotów (całych czterech) na granicy z ciągnącym się kilometrami lasem. Zjedli przygotowany wcześniej obiad na zimno, bo zbieranie chrustu i drewna na opał przeciągnęłoby znacznie ich wieczorną, również zaproponowaną przez Sema grę terenową. Czekali zniecierpliwieni na przybycie wynajętego i opłaconego wcześniej leśnika, który w czasie wolnym dorabiał sobie do pensji organizacją turniejów nocnego paintballa wśród rosnących wokół drzew.
      Pan Smith, jak się przedstawił, opowiedział im ze szczegółami o zasadach zachowania bezpieczeństwa, sposobie używania pistoletów na kulki oraz regulaminie i przebiegu turnieju. Jedyne, co im pozostało, to wylosowanie trzech drużyn. Wypisali swoje imiona już wcześniej na świstkach papieru, które potem wrzucili do umytej po obiedzie menażki i pozwolili czynić honory leśnikowi.
      – Robimy tak, jak się umawialiśmy? Zwycięzcy nie myją naczyń i nie gotują przez trzy dni? – upewnił się Ozzie, podczas gdy Smith grzebał ręką w naczyniu, wyciągając w końcu trzy pierwsze karteczki.
      – Pierwsza drużyna... – zaczął mężczyzna, budując niepotrzebne w tamtej chwili napięcie. – Michael, Molly, Milo.
      Skład, gdyby nie fakt, że Milo był paskudnym krótkowidzem, można było nazwać mocnym. Michael został grupową gwiazdą ze względu na swoje stare koszykarskie osiągnięcia, Molly na szczęście nie była ostatnią pokraką, a ze względu na długie nogi szybko biegała.
      – Ozzie będzie grał z... – Blondyn podciągnął rękawy ciemnozielonej bluzy, słysząc swoje imię. – ...Luną i Avą. – Zapadła sekundowa cisza, która została brutalnie przerwana szyderczym śmiechem Rhysa. Mężczyzna w bluzie z logiem Gucci rozejrzał się po pozostałych osobach, posyłając uśmiech członkom swojego zespołu. Sem i Skyla go odwzajemnili – już na wstępie wiedzieli, że wygraną mieli w kieszeni.
      – Przywitajcie się z nowymi zwycięzcami – rzucił w eter Rhys. – Powodzenia.
     Rozeszli się drużynowo we wcześniej wskazanych przez leśnika przeciwnych kierunkach. Zadanie było proste: dostać się do flagi i nie zostać przy tym dwukrotnie trafionym. Luna człapała za niezadowolonym Ozziem w rytm pociągania nosem przez Avę.
      – Nie martw się, Ozzie... – zaczęła blondynka, kładąc mu pocieszająco dłoń na barku. – Dziś księżyc jest w pełni. Zresztą, spójrz tam, kwitnące wrzosy. – Wskazała ręką w kierunku miejsca, z którego mieli wejść do lasu. – Szkoci wierzą, że to symbol ochrony i szczęścia.
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#14PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyPią Mar 20, 2020 11:16 pm

A V A     M A N O N     W A L S H

       Czy ktokolwiek, poza Semem i Luną, mógł być w stu procentach przygotowany na ten wyjazd? Prawdopodobnie nie. Chociaż patrząc nawet na tę dwójkę, oni raczej również nie byli, jednak było im całkowicie obojętne, czy czegoś im brakuje, czy nie. Te dwie, nadające na dokładnie tych samych falach istoty, ostatecznie namówiły nawet największych sceptyków na wypad pod namioty, aby uczcić ostatnie dni wakacji. Choć właściwie dla Sema nie miało to żadnego znaczenia, bo przecież nie studiował, jednak jego argumenty były tak silne, jakby było to jego ostatnie lato przed ostatnim roku na uniwersytecie. Prawda była taka, że po prostu miał szczęście, bo studio, w którym pracuje, przechodziło właśnie mały remont. Cóż, Rhys za to zarwał nockę lub dwie, żeby wyrobić się z papierkową robotą w kancelarii, zaś Michael dostał bęcki za nagłe odwołanie dyżuru z powodu "ciężkiej sytuacji rodzinnej". Zastąpił go jego współlokator, za co Trembley będzie musiał sprzątać kuchnię przez kilka następnych dni.
        Gdy wszyscy spotkali się na miejscu, humory zaczynały dopisywać. Atmosfera zrobiła się nieco luźniejsza, a dzięki ogromnej ilości drzew, powietrze było zdecydowanie chłodniejsze, niż w centrum Londynu. Słońce powoli zmierzało ku zachodowi, dzięki czemu czyste niebo zaczęło robić się pomarańczowe. W takiej atmosferze przygotowali swoje namioty, zjedli posiłek, po czym ustalili zasady z leśnikiem, niejakim Smithem, który miał sędziować w ich meczu paintballa.
        Powstałe drużyny okazały się być bardzo... Interesujące. Szanse zdecydowanie nie były wyrównane, wręcz z łatwością było zakładać, kto ma największe szanse na przegraną. Ava doskonale widziała po minie Ozzie'ego, jak bardzo niezadowolony jest z przydziału, dostając pod swoje skrzydła dwa wspaniałe okazy: wielką ślepotę i pospolitą kalekę. Zdecydowanie ucieszony okazał się być Rhys, nie mogąc nacieszyć oczu skwaszoną miną swojego przyjaciela o blond czuprynie. Jednak poważne zagrożenie stanowili dla nich Milo, Molly i Michael, którzy spoglądali na niego najeżeni, z iskierkami w oczach. Brakowało im tylko spodni moro i barw wojennych.
        – Macie gwizdki, w razie jakiegokolwiek problemu, macie dawać znać, a teraz idźcie na swoje pozycje startowe, zaczynamy równo o 00 – każda z grup ruszyła w zupełnie inne strony, a Ava dziękowała swojemu móżdżkowi, że jednak zdecydowała się wziąć odpowiednie buty. Przeszło jej przez myśl, że trampki wystarczą, jednak widząc zagęszczony las, już czuła jak potyka się z dziesięć razy o kolejne stojące jej na drodze gałęzie.
        Zaśmiała się, gdy Luna próbowała pocieszyć naburmuszonego Ozzi'ego, który już przyjął rolę lidera. Wiedziała, że nie mają za wielkich szans na wygraną, dlatego już od początku się tym nie przejmowała. Liczyła, że chociaż uda jej się kogoś trafić.

R H Y S     M O R T O N

        Gdyby nie trzymał w ręku karabinu na kulki z farbą, to prawdopodobnie zacierałby właśnie rączki na samą myśl o możliwości dokopania swojemu wieloletniemu przyjacielowi. Ze złowieszczych knowań wyrwał go jednak głos Sem'a, który niezwykle chciał sprawdzić się jako taktyk, rozdzielając zadania w grupie. Ostatecznie wyszło na to, że Skyla, jako ta najmniejsza i najzwinniejsza, ma biec po flagę, podczas gdy Rhys robi za jej plecy, bo ze sportem ma więcej wspólnego niż sam Anderson, który czasem sobie gdzieś pobiegnie jak mu metro ucieknie. Jednak dość absurdalnym pomysłem było, żeby to właśnie on, największy z całej trójki, chował się w krzakach, osłaniając całą resztę. Nikt jednak nie oponował, bo z tym człowiekiem nie dało się kłócić. Skyla zaśmiała się melodyjnie, prosząc jedynie, aby ktoś przejął po niej flagę, jeśli ostatecznie zostanie zdjęta.
        Stopery zaczęły pikać, a w lesie było już całkowicie ciemno. Drużyna ruszyła powoli do przodu, rozdzielając się praktycznie na samym początku, aby nie robić zbędnego hałasu. W lesie panowała zupełna cisza, dlatego choćby najmniejszy szelest mógł zwabić przeciwnika. Mimo, że była to tylko zwykła gra, większość z grupki wzięła ją na poważnie, chcąc poczuć ten dreszczyk emocji.
        Przez dłuższy czas nikt na nikogo nie wpadł, dlatego Rhys zaczął się zastanawiać, czy na pewno idzie w dobrą stronę, jednocześnie nie spuszczając Skyli z oczu. Semem się specjalnie nie interesował, bo nie zdziwiłby się, gdyby wyciął im numer, po prostu uciekając z prowizorycznej areny.
        Po jakimś czasie usłyszał szelest w krzakach, jednak nie mógł zlokalizować skąd dźwięk dobiegał.
        – Miałeś iść do góry! - wściekły, podirytowany szept nie mógł zginąć w cichym lesie. Rhys schował się za drzewem.
        – A to nie ty miałeś tam iść? - udało się usłyszeć drugi głos, a chłopak wychylił się lekko, chcąc znaleźć potencjalny cel.
        W tym momencie niespodziewanie dostał w ramię pomarańczową farbą, która rozprysła się po kombinezonie, zostawiając ślad na goglach. Odrzuciło go lekko, po czym zaczął rozglądać się na boki, a gdy dostrzegł uciekającą Avę, ustawił się do strzału, jednak spudłował. Szybko zorientował się, że z okazji skorzystał kryjący się niedaleko Michael, który wystrzelił jak z procy w stronę punktu z flagami, a Molly biegła kilka metrów dalej, jednak utrzymywała ten sam poziom. Szybko jednak się zatrzymali, gdy usłyszeli kolejne strzały, a kora jednego z drzew przed nimi zrobiła się niebieska. Sem przemknął na ich stronę, po czym zmusił do ucieczki w innym kierunku, co oddaliło tę dwójkę od celu. Rhys ruszył więc do przodu, po czym zestrzelił ślepego jak kret w dzień Mila, który zaklął pod nosem, nie za bardzo orientując się, skąd w ogóle dostał. Wtedy też charakterystyczny śmiech Skyli sprawił, że wydała wydała się jej kryjówka, gdzie chowała się przed czatującym wcześniej Michael'em. Rhys posłał jej pełne zirytowania spojrzenie, a ta zakryła usta dłonią, jakby to miało pomóc w tej sytuacji. Niestety, z krzaków wyłoniła się Luna, której blond koczek podskakiwał wesoło, gdy próbowała przebiec między zaroślami, a ostatecznie cały ten manewr okazał się być daremny, bo spudłowała, jedynie poganiając przy tym Skylę, aby ruszyła dalej.
        Morton wziął głęboki wdech, po czym ruszył za dziewczyną, niespecjalnie orientując się, gdzie biegnie, a jak się ostatecznie okazało, potknął się o czyjeś leżące na ziemi ciało. Zdziwiony wydał z siebie głośny dźwięk będący połączeniem przekleństwa i okrzyku wskazującego na zdezorientowanie, po czym padł na ziemię, łamiąc przy tym kilka gałęzi. Zanim się zorientował, osoba, o którą się potknął, wystrzeliła kolejną kulę i jak się okazało, trafiła w nogę, ostatecznie eliminując chłopaka z gry. Spojrzał na winowajcę nieco zirytowany, a gdy zobaczył przed sobą tłumiącą śmiech Avę, uniósł brwi wysoko do góry. Sprytna czołgała się po ziemi, nie dając się zauważyć. Jednak zapomniała, że Rhys dalej może strzelać, dlatego gdy na jej twarzy zawitało przerażenie, podniosła się szybko z ziemi, chcąc uciec jak najdalej. Nie udało jej się uniknąć jednego strzału, ale potem zniknęła gdzieś w zaroślach.

M I C H A E L     T R E M B L E Y

        W tym czasie Michael znalazł się na zupełnym pustkowiu, czując, że poluje na niego Sem. Molly też gdzieś mu zniknęła, a wyglądało na to, że wszyscy rozeszli się po całej arenie i zamiast zmierzać do flag, najpierw woleli się pozabijać. Anderson zdradził się jednak, gdy nadepnął na gałąź. Trzask szybko zwrócił uwagę blondyna, który wymierzył cel, jednak spudłował. Zaczął biec slalomem między drzewami, zapewniając sobie swego rodzaju ochronę przed strzałami. Kierował się ponownie w stronę centrum rozgrywki, choć zanim tam dotarł, zaliczył praktycznie czołowe zderzenie z nikim innym, jak Milo, który zaczynał powoli przypominać Velmę szukającą swoich okularów w każdym kolejnym odcinku Scobby'ego Doo.
        – Człowieku, co jest z tobą nie tak? – warknął, rozmasowując ramię, które po zderzeniu zamortyzowało upadek.
        – To ty za mną wszędzie łazisz, weź biegnij po tę flagę wreszcie – odpowiedział, przykładając sobie rękę do czaszki.
        – Serio musicie nawet teraz? – zirytowana Molly wyłoniła się jakby znikąd, po czym podeszła nieco bliżej. – Zaraz nas wszystkich zdejmą i nici ze wspaniałego wypoczynku – skarciła ich, niczym prawdziwa dobra mama, podpierając się jedną ręką o biodro.
        Sprzeczka niezwykle obiecującej na wygraną drużyny raczej nie zakończyłaby się szybko, gdyby nie fakt, że głosy tej trójki ściągnęły dwie osoby, które chowając się z dwóch różnych stron, nieświadome wzajemnej obecności, prawdopodobnie gotowe były zaatakować. Gdy Molly udzielała kolejnej reprymendy, padł strzał. Michaelowi błysnął przed oczami Ozzie, który dzięki długim nogom koszykarza bez problemu przedostawał się przez zarośla, co zmotywowało Trembley'a, aby ruszyć za nim, chcąc prześcignąć go jak najszybciej, bo z tego, co się orientował, starszy Davies zmierzał prosto po flagę. Przyszedł na pojedynek dwóch byłych rozgrywających. W tym czasie Milo i Molly musieli poradzić sobie z nieznanymi źródłami strzałów.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#15PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptySob Mar 21, 2020 3:02 pm

O Z Z I E     D A V I E S

      Miał mniej więcej dziesięć minut, żeby wymyślić plan idealny, który uchroniłby go i resztę drużyny przed zostaniem zestrzelonym już na samym początku leśnej rozgrywki. Główkował, zanurzając długie palce we włosach. Im więcej czasu mijało, tym bardziej skłonny był wyrwać swoje blond pukle przez zjadający go stres i strach przed utratą męskiej dumy.
        Ozzie, nagle olśniony, zatrzymał się na środku leśnej ścieżki, a dreptająca za nim Luna wpadła na jego postawne plecy.
      – Mam! – krzyknął i odwrócił się na pięcie, lustrując dziewczyny rozchmurzonym spojrzeniem. Położył ręce na ramionach blondynki, a w jego ciemnoszarych oczach pojawiły się wesołe, nieco niepokojące ogniki. – Wiecie co zawsze mówił nam trener, kiedy mieliśmy grać ze znacznie silniejszymi przeciwnikami? Zmęczcie ich. I właśnie to zrobimy.
      – To jest ten twój wspaniały plan? – zapytała Ava niedowierzająco, nie będąc pewną przyczyn, które zmusiły Ozzie'go do tak diametralnej zmiany nastawienia.
      – Słuchajcie, sprawa wygląda tak... – ciągnął, ignorując pytanie brązowowłosej. – Nie chcę być niemiły, ale w starciu z Michaelem czy chociażby Skylą nie macie szans. Mianuję się biegaczem, zdobycie flagi musicie zostawić mi... – spuścił z tonu, zdając sobie sprawę, że mógł zabrzmieć zbyt rhysowato. Odpuścił bycie pyszałkiem, uśmiechając się szeroko. – ... ale żeby wygrać, potrzebna jest mi wasza pomoc. Ava, jesteś niska i drobna, idealna na drużynowego skradacza. Nie wychylaj się i spróbuj zdjąć ich jak najwięcej, chyba że do czasu naszego przybycia zdążą się już wszyscy powybijać.
       – A ja? – zapytała Luna.
      – Ciebie, moja droga, mianuję rozpraszaczem. – Ozzie zaśmiał dźwięcznie zauważywszy jej skonfundowane spojrzenie. – Dbasz o to, żeby odciągnąć co lepszych graczy od polanki z flagą i osłaniasz mnie, gdy zacznę uciekać z nią w kierunku bazy.
       – Przyjęłam, kapitanie.
       Turniej można było uznać za rozpoczęty.



M O L L Y     D A V I E S

       Pożałowała przydziału do takiej a nie innej drużyny w chwili, gdy Milo, najsłabsze grupowe ogniwo, po raz kolejny spiął się z Michaelem o to, w którą stronę skręcić. Zamiast siedzieć cicho, ciągle na siebie burczeli, oskarżając się wzajemnie o przyszłą przegraną. Młoda słuchała tego zirytowana, rozglądając się na boki w poszukiwaniu potencjalnego celu. Nie minęła chwila, gdy padł pierwszy strzał, a kora znajdującego się obok drzewa została zafarbowana na zielono. Dziewczyna bez wahania ruszyła za Michaelem w stronę polany, po drodze zmieniając jednak kierunek, gdy zorientowała się, że znalazła się pod ostrzałem.
      Błądziła chwilę po lesie, mając nadzieję, że wpadnie na Sema, którego gabaryty pozwoliłyby jej na bezproblemowe postrzelenie go w szeroką klatkę piersiową. Zamiast tego trafiła znowu do punktu wyjścia, natykając się na Mila, którego szyja, cała oblepiona czerwoną farbą, zadygotała ze zdenerwowania, gdy zaczął n-ty raz bezpardonowo podjudzać Michaela.
      – Serio musicie nawet teraz? – zapytała z wyrzutem. Nim zdążyła porządnie ich zrugać, padł strzał, a Michael puścił się do szaleńczego biegu. Zlokalizowała źródło dźwięku – to Sem chował się za dużym drzewem, ustawiając celownik prosto na nich. Uklękła w momencie, gdy strumień farby rozbił się na głowie Mila kompletnie niezorientowanego w rozgrywającej się wokół niego sytuacji. Chłopak jęknął przeraźliwie i krzyknął w przestrzeń, będąc już świadomym własnej, dość błyskawicznej, przegranej.
      – Kurwa, nie w głowę!
     Młoda skorzystała z sytuacji, wychylając się zza chroniącego ją krzaka. Był tylko jeden sposób, by mogli wygrać – musiała być zwinniejsza od przeciwnika i trafić go szybciej, niż ten zdążyłby się zorientować. Niestety, Sem widocznie opracował podobną taktykę, bo w momencie, gdy wystrzeliła w jego stronę małą kulkę, Anderson zastosował ten sam chwyt. Trafili się wzajemnie, zaliczając tym samym podwójny, paintballowski nokaut. Molly poderwała się do biegu, by zniknąć z semowskiego pola rażenia. Odwracając się na pięcie, nadepnęła na leżący obok konar i poleciała jak długa. Upadła na ziemię i obtarła boleśnie wewnętrzne strony dłoni; małe kamyczki wbiły jej się w cienką skórę i doprowadził do momentalnego pęknięcia naczynek. Syknęła, czując okropne pieczenie w prawej kostce, ale zagryzła zęby i doczołgała się do stojącego niedaleko dębu. Obserwowała teren, gotowa zdyskwalifikować z rozgrywki Andersona, gdyby tylko pojawił się w jej polu widzenia.



O Z Z I E     D A V I E S

      Jego sklecony w sekundę plan zdawał się działać lepiej, niż początkowo zakładał. Luna odciągnęła Skylę od okolic polany, a Ava zdążyła zestrzelić Rhysa czatującego w krzakach. Ozzie skorzystał z okazji, która mogła się już nie powtórzyć i z całych sił biegł w kierunku flagi, czując oddech Michaela na swoich plecach. W gimnazjum często rywalizowali o zjechaną pomarańczową piłkę, jednak z biegiem lat Trembley ograniczył sport i wszelkie okazje do bycia spoconym, nieeleganckim facetem, stawiając na bezustanną naukę biologii, chemii i matematyki. Choć był kiedyś świetnym zawodnikiem, papierosy i brak ciągłości w treningach dały mu się we znaki, działając na korzyść Daviesa. Ozzie usłyszał za plecami serię strzałów – Ava, ciągle czołgająca się po ziemi, trafiła w nogę Michaela. Z drugiego końca lasu celował też Rhys, gotowy zestrzelić obu w momencie dotknięcia flagi.
      Wtedy, zupełnie niespodziewanie, blond kok zawitał na horyzoncie, wpadając na sam środek polany. Gdzieś w oddali mignęła Skyla, którą Luna z premedytacją pozostawiła w tyle. Fennell darła się wniebogłosy, wpadając zdyszana pomiędzy dwóch blondynów, utrudniając tym samym wszystkim chowającym się po krzakach zestrzelenie Ozzie'go.
      – Biegnij! – wrzeszczała Luna. Wszechobecna rywalizacja aż za mocno uderzyła jej do głowy, a niepozorna wzmianka o osłanianiu członka drużyny stała się dla niej niezaprzeczalnym priorytetem. – Biegnij w kierunku wrzosów!
      Ozzie nie wahał się ani sekundy dłużej. Złapał flagę i pognał przed siebie, zaraz potem znikając między potężnymi drzewami. Oddychał płytko, a nogi miał jak z waty, ale nie zatrzymał się aż do momentu, w którym ponownie znalazł się wśród fioletowych kwiatów.
      Dźwięk gwizdka rozbrzmiał w lesie chwilę potem, oświadczając koniec rozgrywki.
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#16PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyPon Mar 23, 2020 4:28 pm

A V A     M A N O N     W A L S H

       Znalazła sobie idealne miejsce w zaroślach, aby z ukrycia obserwować zbliżającą się do końca rozgrywkę. Rhys zniknął z jej pola widzenia, a podwójnie zestrzelony, już i tak prawdopodobnie nie mógł się za bardzo przydać na tym etapie gry, gdy wszyscy są rozproszeni.
        Siedziałaby tak prawdopodobnie do końca turnieju, licząc, że błyskotliwy plan Ozzie'go zadziała choć w lekkim stopniu, gdyby nie zauważyła w oddali znajomej blond czupryny, która z gracją sarny pokonywała kolejne krzaki. Długie nogi ułatwiały Davies'owi ucieczkę przed starym rywalem, co zdecydowanie mu się podobało. Ich wyścig nabrał dodatkowego kontekstu przez fakt, że za dawnych lat grali razem w koszykówkę. Ava jednak nie mogła oddać się zamyśleniu, dlatego wystrzeliła ze swojego karabinu, trafiając Michaela w nogę, co spowolniło go o dodatkowe kilka sekund. Później echem rozniósł się heroiczny krzyk Luny, brzmiący tak, jakby naprawdę znajdowali się na polu bitwy. Za chwilę znów mignął jej Ozzie, praktycznie ześlizgujący się po ziemi, aby jak najszybciej znaleźć się w ich punkcie startowym. Później był już tylko satysfakcjonujący dźwięk gwizdka.
Wygrali.
Naprawdę wygrali.
Wyszła z kryjówki, wytężając wzrok, aby na samej górze polany dostrzec tańczącą ze szczęścia Lunę w towarzystwie skwaszonego Michaela. Te dwa kontrasty wywołały śmiech u dziewczyny, która nie chcąc tracić dużo czasu, ruszyła powoli w drogę powrotną, napotykając przy tym zniesmaczonego Milo, który zdążył zdjąć już gogle, a gdy zobaczył przepraszające spojrzenie Avy, jedyne, na co się zdobył, to zebranie trochę farby z własnej twarzy, żeby ciężkim ruchem ubrudzić policzek Walsh, a ona w podzięce obdarzyła go kuksańcem w żebra. Zeszli na dół razem, pomagając sobie, bo on ślepy, a ona fajtłapowata.
Tuż przy wyjściu spotkała już Skylę i Rhysa, którzy odgryzali Ozzie'mu, który cieszył się jak dziecko, że mimo warunków udało mu się zwyciężyć. Gdy tylko dołączyła do nich Luna, cała drużyna objęła się, czując słodki smak wygranej.
Nie musieli długo czekać na resztę, w pobliżu pojawił się również ich koordynator. Najdłużej jednak zeszło im czekanie na Molly, która nieco nieudolnie wyszła z lasu.
        – Wszystko w porządku? – w głosie Avy dało się usłyszeć troskę, jednak sama Młoda nie zdawała się być aż tak zatroskana.
        – Tak, potknęłam się tylko jak ta dwójka debili wydała nasze położenie – jej głos zrobił się szorstki, gdy lustrowała Milo i Michaela karcącym spojrzeniem. Ten drugi potarł nerwowo kark, jakby faktycznie przyjął do siebie tę naganę.
        Gdy dotarli już do obozowiska, większość była zupełnie bez sił. Fakt, iż wyjechali popołudniu, niektórych z nich kosztował odbycie porannych zmian w pracy, dlatego też praktycznie nikt nie oponował, żeby tego dnia położyć się wcześniej, a ognisko zostawić na drugi dzień. Co bardziej ubrudzeni wzięli jeszcze prysznice w łazienkach publicznych, reszta zupełnie niczym się nie przejmowała.
        Namiot pierwszy, w którym zamieszkały dwie ukochane pary, przez jakiś czas nie mógł się uspokoić, bo choć Skyla i Ava wyraźnie zasypiały, Ozzie i Rhys nie mogli przestać gadać, umyślnie zaczepiając przy tym swoje partnerki, co wywoływało u nich jedynie warknięcia i zakrywanie uszu poduszką. Najlepiej prawdopodobnie miały się Molly i Luna, u których w momencie zrobiło się cicho. Natomiast namiot Michaela, Sema i Milo przez kilka minut był niczym tykająca bomba, a fakt, że było tam zdecydowanie za ciasno, jak na trzech facetów o takich gabarytach i nakładzie testosteronu, wcale nie polepszał sprawy.

M I C H A E L     T R E M B L E Y

        Spał spokojnie, wręcz niczym niemowlę, ignorując rękę Sema na swoim czole oraz łokieć Mila wbijający mu się w żebro. Prawdopodobnie przespałby całą noc, gdyby nie okazało się, że pod ich namiotem pojawiła się drobna sylwetka, szepcząca coś, nie chcąc obudzić wszystkich, a jedynie jedną, konkretną osobę. Nie słysząc do końca, kto to i co właściwie mówi, burknął tylko pod nosem, wciąż będąc w półśnie.
        – Michael, kurczaki, weź się obudź – dopiero wtedy rozpoznał zirytowany głos Luny. Otworzył szerzej oczy, po czym zdezorientowany spróbował wygramolić się ze śpiwora. Odczekał chwilę, aby upewnić się, że nic mu się nie przewidziało, a gdy znów usłyszał ten uroczy głosik, westchnął i rozsunął zamek od wejścia do namiotu. Zmarszczył brwi, gdy koczek Luny zaczął podskakiwać ze szczęścia.
        – Co się dzieje? – ziewnął, przecierając twarz, dopiero wtedy dostrzegając, że w namiocie dziewczyn zaświecona jest latarka. Spojrzał pytająco na Lunę.
        – Chodź, musisz mi pomóc – szepnęła, łapiąc go za rękę, a choć ten przez chwilę opierał się, nie wiedząc, o co właściwie chodzi, blondynka nie dała za wygraną. W ostateczności pozwoliła Michaelowi ubrać buty, po czym zaprowadziła zdezorientowanego mężczyznę do swojego namiotu. Gdy weszli do środka, Trembley podwinął rękawy bluzy, pytając, co właściwie knują z Młodą, ale jego brwi uniosły się ku górze, co i tak nie było w stanie oddać jego zdziwienia w chwili, w której dostrzegł sylwetkę najmłodszej z Daviesów. Przetarł twarz ręką, a gdy przyjrzał się bliżej spuchniętej kostce Molly, już wiedział, że to będzie wesoła noc.
        Uklęknął przy nodze młodszej koleżanki, oglądając ją uważnie, aby przypadkiem nie sprawić dziewczynie bólu.
        – Jak dla mnie to to się nadaje do szpitala – westchnął, opierając ręce o kolana. – Chodź, zawiozę cię – już był gotowy wstawać, by pomóc doczołgać się Molly do samochodu, gdy ta zaprotestowała wyraźnie.
        – Nie ma mowy, miałam już tak kiedyś, przejdzie mi – machnęła ręką, wyraźnie niezadowolona z sytuacji, w której się znalazła.
        – Żartujesz, to ja tu jestem lekarzem – prychnął, wskazując na siebie kciukiem, co wywołało zmarszczkę między oczami poszkodowanej.
        – Gdybyście z Milo nie mieli mentalności dwunastolatków, to nic by mi się nie stało – skrzyżowała ręce na piersi, a gdy Michael chciał jej wygarnąć, żeby nie bawiła się w gadki swojego starszego brata, weszła między nich Luna.
        – Dobra, mam kompromis – położyła dłonie na ich ramionach, jakby to mogło pomóc. – Najpierw sobie pooddychamy – tu się zatrzymała, spoglądając na przyjaciół wymownie, dając im do zrozumienia, że dopóki nie wykonają z nią ćwiczenia, nie przejdą dalej. – Okej, świetnie, a teraz Michael zrobi ci prowizoryczny opatrunek czy co on tam chce, a jeśli się pogorszy, pojedziemy do szpitala, może być? – mówiła słodziutkim głosikiem, jednak zaciskała pięści na barkach tej dwójki, wymuszając na nich zgodę.
        – Ty daj mi jakąś koszulkę, a ty się nie wierć – wydał polecenia, przypominając sobie czasy, gry robił kursy pierwszej pomocy. Podwinął nogawkę, na szczęście, luźnych spodni, po czym delikatnie zajął się kostką, oczywiście odpowiednio wcześnie pozbywając się buta. – Skręcona, jak chuj – westchnął bezradny, gdy jego działka dobiegła końca. Pociągnął nosem, spoglądając na Molly, a wyrzuty sumienia zaczęły powoli napływać do jego głowy. – Jakby coś się działo, to dajcie mi znać – dodał na koniec, wychodząc z namiotu, po czym nie mógł się powstrzymać, żeby nie sięgnąć do swojego po fajki i zapalniczkę. Wypalił dwa mentolowe papierosy, mając przed oczami obraz skręcającej się z bólu Młodej. Ostatecznie wiedział, że gdyby nie kłócił się z Milo, nie wydaliby swojej pozycji, a więc Molly nie miałaby szans się wywrócić.  

A V A     M A N O N     W A L S H

        O poranku Ava obudziła się jako jedna z pierwszych, przynajmniej w jej namiocie. Skyla mruczała pod nosem, wtulona w klatkę piersiową Ozzie'go, którego dłoń trzymała delikatnie kosmyk jej włosów. Rhys natomiast obejmował Avę w pasie, wzdychając raz po raz, pogrążony we śnie. Dziewczyna spojrzała na zegarek, który jej chłopak miał na nadgarstku, dzięki czemu dowiedziała się, że godzina jest dość wczesna. Nie chcąc budzić chwilowych współlokatorów, wyślizgnęła się ze śpiwora, po czym wyszła z namiotu. Pogoda znów dopisywała, niebo było błękitne, czasem przewijały się jakieś białe, puchate chmury. Ciemnowłosa przeciągnęła się niczym kot, chcąc rozprostować zmęczone od spania na twardej ziemi kości. Dostrzegła rozciągającą się na trawie Lunę, która najwyraźniej od świtu korzystała z darów natury. Pomachała jej, a po dołączyli do nich Sem i Michael.
        – Od kiedy wy tak wcześnie na nogach? – oparła dłonie na biodrach, po czym zrobiła kilka okrężnych ruchów, chcąc rozgrzać ciało.
        – Debil zapomniał wyłączyć budzika, który miał nastawiony do pracy – Sem wskazał na stojącego obok niego blondyna, który westchnął jedynie, chcąc nacieszyć się świeżym powietrzem. – Tamci śpią? – Sem spojrzał w stronę namiotu Avy, a gdy otrzymał potwierdzenie w postaci kiwnięcia głową, uśmiechnął się szyderczo. Zniknął na chwilę, a gdy wrócił, miał ze sobą butelkę wody. Po cichu wślizgnął się do namiotu, a gdy zobaczył słodko śpiącą trójeczkę, zaczął palcem wyliczać na ofiarę. Padło na niewinnie drzemiącego Ozzie'go. Ava ustąpiła miejsca Lunie, która już pojawiła się przy wejściu z aparatem. Michael w tym czasie palił fajkę, przyglądając się wszystkiemu, a co jakiś czas zerkał w stronę wejścia do namiotu Molly, aby doglądać poszkodowanej.
        Wytatuowany Anderson nachylił się nad starszym z Daviesów, odkręcił butelkę, po czym strumień wody padł prosto na włosy i twarz Ozzie'go. Złośliwy uśmiech nie opuszczał ciemnowłosego, gdy Luna robiła im zdjęcia.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#17PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptySob Mar 28, 2020 2:21 pm

O Z Z I E     D A V I E S

     Chłodny strumień wody wybudził go nagle z przyjemnego snu, w którym jego dziewczyna, przebrana w strój pielęgniarki, zaczęła wykonywać właśnie niezwykle sensualny taniec. Ozzie zerwał się z twardego podłoża, kończąc w półsiadzie. Skyla, wtulająca się w jego tors, otworzyła oczy zaskoczona gwałtownym ruchem.
      – Sem, zaraz rozwalę ci łeb – burknął zdenerwowany, podczas gdy Luna doszła do wniosku, że to idealny moment, by błysnąć mu jeszcze fleszem po twarzy. – Obiecuję, że nie przeżyjesz dzisiejszej nocy.
      Anderson uśmiechnął się tylko złośliwie, puścił Ozzie'mu pełne politowania spojrzenie i wrócił do siedzącej na zewnątrz paczki. Chwilę później wszyscy oprócz Molly zebrali się już wokół turystycznej płyty indukcyjnej, na której Milo wraz z Semem smażyli wyjątkowo smacznie pachnącą jajecznicę. Skyla krzątała się między nimi, przygotowując kubki na herbatę, a Michael kroił pomidory i ogórki na małej, plastikowej desce.
      – Ej, co jest z Młodą? Jeżeli myśli, że nie ruszy przy śniadaniu nawet ręką, to grubo się myli – stwierdził Sem, zauważając w końcu jej nieobecność. – Idę sprawdzić, czy jeszcze śpi.
      – Czekaj, ja zobaczę. – Michael uniósł głowę znad zielonej deski.
      Nim którykolwiek zdążył rozchylić poły stojącego niedaleko namiotu, do ich uszu doszedł huk upadającego ciała i szelest śliskiego materiału poprzedzony głośnym, siarczystym przekleństwem.



M O L L Y     D A V I E S

     Wierciła się przez całą noc. Podwójna dawka paracetamolu i uspokajająca herbatka ziołowa Luny nie dały za dużo, a Młoda, zmęczona bólem i dyskomfortem, zasnęła dopiero o szóstej nad ranem. Niedługo później obudził ją perlisty śmiech Sema, więc wyczołgała się z ciepłego śpiwora, zaraz potem siłując się z ubraniami na przebranie.
      Mając wrażenie, że ból w kostce osłabł, głupio zaryzykowała, próbując postawić nogę na przytaszczonym przez Lunę kocu w orientalne wzory. Gdy tylko przechyliła masę ciała na prawą stopę, padła jak kłoda na ziemię, a wesołe głosy na zewnątrz nagle ucichły, nasłuchując wiązanki wymyślnych przekleństw, które padły z jej ust. Ciemne oczy zaszkliły się momentalnie, gdy powrócił tępy ból kostki.
      Zaraz potem Sem podźwignął ją na swoim ramieniu i wytaszczył z namiotu, by w końcu posadzić wśród, już nierozbawionych, członków paczki.


*^*

     – Jak to, kurwa, skręcona? – Ozzie sunął zdenerwowanym spojrzeniem raz po twarzy Molly, raz po Michaela. – Przecież z tym trzeba jechać do szpitala.
      – Nie ma nawet takiej mowy. – Młoda zaoponowała, krzyżując ręce na ramionach. – Możemy pojechać jutro, dziś nie mam zamiaru psuć wam wspólnej zabawy.
      – I jak ty niby wyobrażasz sobie spacer nad rzekę? Będziesz się czołgać? – Blondyn uniósł brew. Molly momentalnie zamilkła, a wyrzuty sumienia w związku z byciem prowokatorką całego zamieszania ponownie dały o sobie znać. Zmarkotniała w sekundę, by zaraz potem zostać objętą przez Sema.
      – Zaniesiemy ją na barana. Rzeka nie jest znowu tak daleko – stwierdził Anderson. – Daj spokój, Ozzie, nawet jakbyś chciał, to nie zaciągniesz jej do szpitala wbrew jej woli.
      Blondyn westchnął tylko głęboko, będąc rozeźlonym i jednocześnie rozczarowanym ich podejściem. Wstał, otrzepał spodnie i mruknął tylko pod nosem:
      – A róbcie se co chcecie.


L U N A    F E N N E L L

      Szła za Semem, podziwiając jego wytatuowane ramiona i umięśnione barki, drugim okiem łypiąc na pupę Molly, którą miała tuż przed twarzą. Pomimo protestów Ozzie'go zdecydowali się na ognisko nad rzeką, zabrali więc na plecy gitarę, przygotowane wcześniej jedzenie i pierwszą poszkodowaną ofiarę wyjazdu, Młodą. Gdy doszli na miejsce, rzucili pakunki wokół wydzielonego na ognisko placu i zabrali się za rozpalenie zebranego wcześniej chrustu, zmoczonego przez Rhysa w podpałce. Nie minęło dużo czasu, gdy po lesie rozszedł się syk otwieranych puszek z najtańszym, a przy tym najlepszym "ogniskowym" piwem. Atmosfera rozrzedziła się w momencie, gdy swąd spalenizny przesiąknął już każdą warstwę ich markowych ubrań, a Ozzie ze Skylą rozłożyli pierwsze porcje kiełbasy z ketchupem na papierowych tackach.
      Sem i Michael, jak na kierowców przystało, zrezygnowali z wysokoprocentowych trunków. Blondyn zadowolił się jedną puszką piwa, a Anderson zdecydował się pozostać trzeźwym na rzecz przyjemnego chillowania w oparach marihuano-ogniskowego dymu.
      Luna usiadła obok wytatuowanego kolegi, zaczynając z uśmiechem na ustach:
      – Widzę, że nie tylko ja w tym towarzystwie interesuję się ziołami – rzuciła rozbrajająco, biorąc do ręki średniej wielkości skręta. – Wznoszę bucha za więcej takich wyjazdów! – dodała, zaraz potem zaciągając się po raz pierwszy.
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#18PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyWto Mar 31, 2020 7:48 pm

A V A     M A N O N     W A L S H

        Spuchnięta kostka Młodej sprawiała, że Ava włączyła na chwilę hiperwentylację, myśląc głównie o tym, jak bardzo Ozzie jest wkurzony, Michael ryzykuje pięścią w twarz, a Sem, jak zwykle, wyciąga same pozytywy z tej dość niefortunnej sytuacji. Zaczęła delikatnie masować sobie skroń, spoglądając porozumiewawczo na Rhys'a, który zdążył w tym czasie wygramolić się z namiotu. Molly jednak była twardą sztuką, nie dała się przekonać ani bratu, ani koledze z medycznym stażem. Ava gdzieś tam po cichu była przekonana, że Ozzie mimo wszystko zmusiłby siostrę do pojechania do szpitala, ale prawdopodobnie w środku zrobiło mu się szkoda Młodej, która ostatnie miesiące była jak kłębek nerwów przez zmiany wynikające z nadchodzącego pierwszego roku akademickiego w jej życiu.
        Ostatecznie Skyli udało się udobruchać naburmuszonego Ozzie'go na tyle, że w drodze na ognisko już bardziej przypominał nieco zirytowanego labradora, co było niezwykłym sukcesem, biorąc pod uwagę fakt, że jeszcze rano zdawał się być czymś w rodzaju wrednego pieska rasy chihuahua.

S E M     A N D E R S O N

        – Nie udawaj takiej zdziwionej, przecież to towar od ciebie – westchnął, po czym odebrał od Luny skręta, aby również się zaciągnąć. Charakterystyczny zapach marihuany zaczął mieszać się z dymem z ogniska, kiełbasą i bryzą znad rzeki, tworząc boską mieszankę aromatów. Dlatego też chwilę później, gdy napełnił już swój brzuch, położył się wygodnie na kocu, podając skręta blondynce.
        Jego wzrok powędrował jednak w stronę klubowej ofiary, która wyraźnie szczęśliwa, że ostatecznie postawiła na swoim, wciąż jednak miała lekko nieprzyjemny wyraz twarzy związany z bólem kostki.
        – Młoda, może nam zaśpiewasz? Słońce już zaszło, komary zaczynają gryźć, a ty jedyna nie skrzeczysz – rzucił, krzyżując sobie ręce za głową i unosząc wyzywająco brew ku górze. Mina Molly zdecydowanie nie była pochlebna, jednak Sem wciąż nalegał, a co gorsza dla dziewczyny, jego propozycja zyskała zwolenników, którzy również chcieli usłyszeć głos młodszej Daviesównej. Niektórzy mieli szczęście być gośćmi na jej występach w podstawówce, gdy jeszcze dzieci zmuszało się do prezentowania talentów, jednak potem ślad po śpiewaczce Molly Davies zaginął.
        – Nie mówicie poważnie – wypaliła z poważną miną, a przybrany przez nią ton bardziej przypominał groźbę niż stwierdzenie czy sugestię.
        – No nie daj się prosić, za chwilę i tak wszyscy będą wstawieni – dodała Skyla, wyraźnie zainteresowana.
        – Albo zjarani – zaznaczyła Luna, wcinając swoje wegańskie kotleciki, na które czaił się odkąd tylko wyjęła je z pudełka.
        Wtedy też Sem wziął kolejnego bucha, spoglądając porozumiewawczo na Michaela, który zdawał się wiedzieć doskonale, o co przyjacielowi chodzi. Wtedy też jakby znikąd w jego rękach pojawiła się gitara, którą na swoich plecach targał tu Milo i to również on wyjął ją z futerału.
        – Dobra młoda, mam sobie dla ciebie zdzierać gardło, czy uczynisz mi ten zaszczyt? – westchnął, przeczesując kosmyki rozczochranych blond włosów. Już nie było odwrotu, Molly dała im popisowy koncert, a Michael zamieniali się gitarą z Semem co kilka piosenek, gdy już wszyscy dołączyli do śpiewania.

A V A     M A N O N     W A L S H

        Kilka puszek na głowę później, gdy Sem z Luną wykańczali kolejnego skręta, a wytatuowany ważniak nie za bardzo był już w nastroju i kondycji, żeby trzymać gitarę, ogień palił się w najlepsze, gdy dawni przyjaciele rozmawiali o całkowitych pierdołach. Wspominając dawne czasy, zdawali sobie sprawy, ile lat tak naprawdę minęło, odkąd się znali. Teraz śmieszyły ich głupoty, alkohol buzował w żyłach, pozwalając im korzystać z ostatniej wspólnej nocy na wyjeździe. Sem w tym czasie leżał rozwalony na kocu, pokazując Lunie tajemnicze kształty, które według niego wyznaczały gwiazdy.
        – Ten to ma dobrze, całe życie na wyjebce – Milo westchnął głośno, spoglądając na Andersona, którego wytatuowane dłonie wskazywały kolejny punkt na niebie.
        – Zazdrościsz mu? – prychnął Rhys, naciągając rękawy bluzy, po czym objął Avę ramieniem. Uśmiechnął się triumfalnie, gdy zobaczył minę jego włoskiego przyjaciela.
        – A ty nie udawaj takiego pana wyluzowanego, bo kij to już ci prawie cały do dupy wszedł – Michael rzucił w Morton'a chrupką, po czym z wrednym uśmieszkiem zbili żółwika z Ozzie'm. Rhys posłał mi spojrzenie wściekłego psa, na co Ava roześmiała się melodyjnie, spoglądając na Skylę.
        – Kiedy jakieś zawody? Dawno nie widziałam, jak tańczysz – zagaiła, po czym chwyciła do ręki butelkę wody, chcąc wypić znajdujące się w niej resztki.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#19PisanieTemat: Kiełbasy na patyku   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyPią Kwi 03, 2020 3:02 am

S K Y L A     B A L F O U R

      Zagryzała biały i doszczętnie przesiąknięty musztardą chleb w rytm wesołej piosenki, którą nieśmiało zaczęła nucić Molly. Młoda miała ładny głos – nie do końca wyćwiczony, czasem przesadnie skrzekliwy, ale przyjemny dla ucha oraz, przede wszystkim, o wiele lepszy od przesyconych emocjami pojękiwań Sema.
      Trwające od paru godzin ognisko dało się zilustrować prostą sinusoidą: puszka piwa, kiełbasa z ketchupem, następna porcja alkoholu i kolejny zwęglony kawałek śląskiej, tym razem obtoczonej w musztardzie. Pomiędzy dało się też usłyszeć rozbawione głosy Sema i Luny, którzy debatowali na temat kosmosu, badali wzajemnie stopień rozszerzenia swoich źrenic, a w międzyczasie zadawali siedzącej przy nich Molly odklejone od rzeczywistości pytania, nie słuchając nawet specjalnie jej przemyślanych odpowiedzi.
      Skyla uśmiechnęła się szeroko do Avy, czując szczere zainteresowanie w jej głosie. Oparła się wygodniej o Ozzie'go, który robił za jej tymczasową poduszkę i zaczęła swój monolog, sprawdzając raz po raz, czy nie zanudza przypadkiem reszty siedzących wokół znajomych.
      – Póki co nie skupiam się na żadnych zawodach. To znaczy... w zasadzie nie było jakoś czasu, żeby wszystkim o tym wcześniej powiedzieć, ale od końca października zaczynam z grupą przygotowania do międzynarodowego castingu tanecznego – mówiła z wahaniem, czując na sobie ich badawcze spojrzenia. Milo wpatrywał się w jej pełne usta, wychwytując z nich dokładnie każde wypowiedziane słowo. – Ćwiczymy razem, ale każdy bierze udział indywidualnie. Trzech najlepszych tancerzy z Londynu dostanie dofinansowanie na rok nauki w jednej z lepszych szkół tanecznych w Nowym Jorku. Jeżeli dobrze pójdzie, już w tym miesiącu będę miała po sześć treningów tygodniowo.
      – Co z magisterką? – zapytał mechanicznie Michael, skupiając się na najbardziej przyziemnej rzeczy, na którą było go w tamtym momencie stać. – Będziesz pisała pracę za granicą czy rzucisz studia przed obroną?
      – Wszystko zależy od tego, czy się w ogóle dostanę. Albo wezmę dziekankę, albo spróbuję napisać pracę za granicą.
      – Już wszystko przemyślałaś, co? – rzucił blondyn z podziwem. W planowaniu i organizowaniu Skyla biła ich wszystkich na głowę. W zaciętości, szczególnie gdy chodziło o pasję, była prawdziwą lwicą gotową zedrzeć sobie całą skórę i zmęczyć ciało do granic wytrzymałości, byleby tylko osiągnąć cel.
      – Trzymamy kciuki. – Rhys zdecydował się na to, by odpowiedzieć za całą resztę, unikając zadania jeszcze jednego pytania, jednak zbyt intymnego jak na przyjemną atmosferę wieczoru pod gwiazdami. Mimo wszystko nie tylko jemu cisnęły się na usta te trzy proste słowa – Co z Ozziem? – Milo również sunął spojrzeniem to po błyszczących oczach Skyli, to po spokojnej, wbrew wszystkiemu, twarzy blondyna.
      – Dziękuję, naprawdę się cieszę, że wy też mnie wspieracie – powiedziała, chwytając swojego chłopaka za dłoń. Spletli palce, a Skyla spojrzała na niego przelotem, obdarzając go swoim przepełnionym troską i miłością spojrzeniem. Ich ciągle zauroczony sobą wzrok wydawał się na tyle silny, że Rhys natychmiast zapomniał o gnębiącym go jeszcze chwilę temu pytaniu, a Milo skrzywił się prawie niewidocznie, walcząc w głębi ze swoim kurczącym się wyjątkowo boleśnie sercem. Skyla zwróciła się z powrotem do reszty, uśmiechając się radośnie. – Dużo rozmawialiśmy o tym z Ozziem, zanim zdecydowałam się wam powiedzieć. Zachęcał mnie, żebym zrobiła to na wyjeździe, więc pewnie wyszłoby prędzej czy później. Mimo wszystko dzięki za zachęcenie mnie, Ava. – Puściła jej oczko, wtulając się mocniej w ramię blondyna.
      – Ty, patrz! – usłyszeli nagle głos Sema, szczerze podniecony nowym odkryciem.
      – Gdzie? Nic nie widzę, chyba zepsuły mi się okulary – odpowiedziała Luna poważnie, mrużąc swoje oczy do granic możliwości.
      – Tam, po lewej! Molly, ty też uważasz, że te gwiazdy wyglądają jak kiełbasa na patyku?
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#20PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptySob Kwi 04, 2020 1:05 pm

A V A     M A N O N     W A L S H

        Była pod ogromnym wrażeniem zaangażowania Skyli w jej pasję. Właściwie odkąd pamiętała, dziewczyna wykazywała się ogromną organizacją, determinacją i chęcią wspinania się po szczeblach kariery tanecznej. Do tego doszedł jej talent do języków, dzięki czemu mogła otworzyć sobie kolejne drzwi do sukcesu. Wsłuchiwała się zaciekawiona w daleko sięgające plany, podziwiając fakt, że w ogóle brała pod uwagę możliwość połączenia hobby ze studiami. Swoją drogą, cholera, Nowy Jork. W dzisiejszych czasach może nie było sztuką tam wyjechać, ale zrobić karierę, to naprawdę było coś.
        Dzięki temu, że Avie udało się połączyć pasję ze studiami, nie musiała martwić się o to, że w trakcie nauki miałaby poważny problem z realizowaniem swoich zainteresowań. Choć prawdopodobnie miałaby taki dylemat, gdyby nie ten nieszczęśliwy wypadek przed laty.
        – Można będzie gdzieś obejrzeć ten casting potem? Albo wejść jako publiczność? Chętnie bym zobaczyła, jak latasz po parkiecie – klasnęła w dłonie, po czym uśmiechnęła się ciepło do nieco speszonej dziewczyny. Jako że siłą rzeczy Ava również miała do czynienia z tańcem, bardzo lubiła oglądać innych w akcji, szczególnie, jeśli byli to ludzie, którym szczerze kibicowała.
        Jednak w jej głowie kłębiło się pytanie, które prawdopodobnie męczyło wszystkich dookoła, choć nikt nie śmiałby go zadać. Skylę i Ozzie'go czekała poważna próba. Już same treningi wiele zmienią, a jeśli dziewczyna wygra, czego każdy szczerze jej życzył, Davies prawdopodobnie zostałby w Londynie lub gonił własne marzenia gdzieś indziej. Ava z Rhysem już wiedzieli, z czym to się je.
        Wszyscy spojrzeli po sobie wyraźnie skonfundowani, gdy usłyszeli śmiejących się Sema i Lunę, doszukujący się w gwiazdach kiełbasy na patyku. Michael przewrócił oczami, a Molly zmarszczyła brwi, gdyż Anderson po marihuanie zdawał się uwziąć na młodszą koleżankę, przez co ciągle zadręczał ją głupimi pytaniami.
        – Dobra, panu już podziękujemy – westchnął blondyn, po czym podniósł się z koca, żeby chwycić wytatuowanego przyjaciela za ręce. Próbował go podnieść, co wcale nie było takie proste. Ostatecznie jednak Sem zdecydował się na współpracę, a Ava wzięła pod rękę ślepą jak kret Lunę. Wszyscy pozbierali manatki, wzięli Molly i gitarę na plecy, po czym zwinęli się w stronę pola namiotowego.
        – Molly, ale widziałaś tam tę kiełbasę czy nie? – roześmiany Sem niespecjalnie chciał odpuścić, co wprawiało wszystkich w rozbawienie. Na szczęście nie był zbyt uciążliwym przypadkiem, dlatego też przed wejściem do namiotu wszystkich soczyście uściskał. W namiocie zaś Michael i Milo przechodzili z nim prawdziwą gehennę, bo Semowi zebrało się na zwierzenia w środku nocy. Można powiedzieć, że był to jeden z pierwszych razy, odkąd ta dwójka się w czymś zgadzała. Mianowicie - Anderson był źródłem ich wszelkich problemów.

        Z rana Ava jak zwykle wyszła się nieco porozciągać, dzięki czemu minął jej ból pleców po spaniu na twardej powierzchni. Cała grupa zbierała się powoli do drogi powrotnej, dlatego nastroje były nieco bardziej ponure w porównaniu do dni wcześniejszych, jednak humor wciąż dopisywał.
        Gdy wsiedli do samochodów, było już popołudnie. Większość była dość zmęczona, a panująca w samochodzie Sema temperatura ani trochę nie wspierała ich w tej podróży. Problemem również okazała się choroba lokomocyjna Ozzie'go, która postanowiła się odezwać gdzieś w połowie drogi.
        – Stary, celuj w okno – burknął kierowca, gdy kątem oka dostrzegł, jak blondyn robi się podejrzanie siny na twarzy. Ostatecznie zmuszeni byli się zatrzymać, aby zaczerpnąć trochę świeżego powietrza.
        – To za to, że się śmiałeś z naszej przegranej w grze terenowej – Rhys postanowił się odgryźć, podczas gdy Ava kucała przy biednym Ozzie'm, poklepując go po plecach i użyczyła mu swojej gumki do włosów, aby związać jego blond kosmyki, co miało zabezpieczyć je przed ewentualnym ubrudzeniem. Ostatecznie obyło się bez katastrofy.
        Sem odwiózł wszystkich pod mieszkań, po czym ruszył prosto do siebie, zahaczając jeszcze po jakieś zakupy. Ava była zdecydowanie wymęczona wyjazdem, więc zaraz po wejściu do swojego domu, przywitała się ze współlokatorką, po czym ruszyła pod prysznic, aby choć trochę się rozbudzić, a przy tym odświeżyć. Resztę wieczoru spędziła w towarzystwie Francine, rozmawiając o zaraz rozpoczynającym się semestrze.

M I C H A E L     T R E M B L E Y

        Noga Molly zdawała się jednak spuchnąć nieco bardziej, niż powinna, dlatego też Michael uparł się, że zawiezie dziewczynę do szpitala. Wcześniej uzgodnił wszystko z Ozzie'm, przepraszając go, że tak wyszło, po czym zagwarantował przyjacielowi, że będzie woził Molly na uczelnię tak długo, jak noga nie wydobrzeje, dzięki czemu udobruchał sobie starszego z Daviesów.
        Droga minęła raczej spokojnie, klimatyzowany samochód był wybawieniem dla wymęczonych obozowaniem znajomych. Mimo to humory zdecydowanie im dopisywały, wszyscy śmiali się wesoło, właściwie trochę wspominając lub dogryzając sobie nawzajem. Młodą spotkało zaszczytne miejsce obok kierowcy, aby miała więcej miejsca dla siebie i spuchniętej kostki. Milo nie zdawało się to jakoś specjalnie przeszkadzać, bo pod swoim charakterystycznym, zadziornym grymasem, kryło się szczęśliwe spojrzenie wyrażające satysfakcję z tego, że mógł siedzieć koło Skyli. Jednak nie dał po sobie tego poznać, szczególnie, że w samochodzie był Michael.
        Blondyn odwiózł wszystkich pod domy, po czym podjechał pod szpital, gdzie spędził z Molly kilka następnych godzin. Na szczęście nie był to ten, w którym pracował.
        Gdy odpowiedni lekarze zajmowali się kostką, Michael zatelefonował do Ozzie'go, informując go o stanie dziewczyny, jednak zdawało mu się, że jego przyjaciel nie jest zbytnio skory do rozmowy. Oczywiście nie przyznał się, że jest mu okropnie niedobrze.
        – Zaczekaj tutaj, skoczę najpierw po twoją torbę – westchnął, gdy podjechali pod blok, w którym Molly wynajmowała mieszkanie. Czuł się głupio, że przez jego kłótnię z Milo dziewczyna miała dość spory problem na głowie już na początku studiów. Jednak stało się, dlatego jedyne, co mógł zrobić, to wreszcie zachować się jak facet, co by jego honor nie ucierpiał jeszcze bardziej.
        Wyjął bagaż dziewczyny, po czym otworzył jej drzwi, pomagając się wygramolić ze sporego samochodu. Samochód zapikał cicho, gdy blondyn wcisnął guzik zamykający wszystkie drzwi, po czym ruszył z poszkodowaną do wejścia od klatki schodowej. Przerzucił sobie jej torbę przez ramię, idąc powoli, ciągle pamiętając, aby asekurować dziewczynę.
        – W ramach rekompensaty przyjmij moje podwózki na uczelnię i do domu dopóki kostka nie wydobrzeje – zaczął, gdy dziewczyna miała wpisywać kod do domofonu. – Nie przyjmę odmowy – uśmiechnął się delikatnie, chwytając za klamkę.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#21PisanieTemat: Dragi i pięści   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyPon Kwi 06, 2020 2:02 am

M O L L Y     D A V I E S

      Wraz ze zgaszeniem ostatniej, już i tak ledwo tlącej się gałązki, kończyły się też ostatnie chwile pobytu w lesie. Chociaż nie chcieli, musieli ostatecznie pożegnać się z szumem wody i smakiem taniego, obozowego piwa, by z nadejściem poniedziałku przejść do porządku dziennego: treningów, nieludzkich zmian w pracy czy całonocnego płaczu nad materiałem na poprawkę do tego jednego najgorszego profesora, który co sesję uwalał połowę ludzi na kierunku.
      Czekała w aucie, gdy reszta pakowała swoje torby do bagażnika Michaela. Blondyn nie kwapił się szczególnie do rozmowy, prawdopodobnie zmęczony niedoborem snu, ciążącą nad nim odpowiedzialnością kierowcy i paplaniną Luny, u której słowotok, mimo braku śladu THC we krwi, z każdą chwilą niebezpiecznie narastał. Trembley odstawił wszystkich do domu, zostawiając wizytę w szpitalu na sam koniec, podczas której rzucił Molly tylko zmęczone spojrzenie i nieme A nie mówiłem?, kiedy lekarz, zniesmaczony stanem dziewczęcej kostki, skwitował w kilku zdaniach jej nieodpowiedzialność.
      – Proszę pani, z takimi przypadkami przyjeżdża się od razu – powiedział na pożegnanie doktor, przepisując jej wszystkie potrzebne leki przeciwbólowe.
      Reszta drogi minęła w ciszy, ale nie tej niezręcznej, podczas której nie wie się, jak się zachować, w którą stronę patrzeć i co powiedzieć, żeby nie wyjść na skrajnego idiotę. Młoda rozwaliła się na przednim siedzeniu, pozwalając sobie zostać chwilowym didżejem i raz po raz zerkała na profil skupionego na drodze Michaela, dbając o to, by nie zawiesić na nim spojrzenia za długo, co było dość trudne, biorąc pod uwagę to, jaki był przystojny. Chociaż chciała, nie potrafiła być na niego zła – pomimo początkowego rozgoryczenia w związku z fatalnym wypadkiem w trakcie rozgrywki, doceniała jego pomoc. Wiedziała też, że zareagowała za mocno, oskarżając członków drużyny o bycie bezpośrednią przyczyną skręconej kostki, na którą, tak w gruncie rzeczy, nie mieli żadnego wpływu.
      Dźwięk domofonu zapiszczał w powietrzu, jednak ona stanęła oniemiała, słysząc słowa blondyna.
      – Michael, to przecież bez sensu, masz czasochłonną pracę, a mój przystanek autobusowy nie jest wcale tak daleko stąd. Nie chcę być dla ciebie ciężarem – mówiła spokojnie, obserwując jego uśmiech. – Poza tym... to ja jestem tą, która powinna ci cokolwiek rekompensować. Niepotrzebnie zrzuciłam całą winę na ciebie czy Milo, bo to była tylko i wyłącznie moja głupota. – Zawstydzona spuściła głowę, zmuszając się w myślach do wypowiedzenia słowa, które z taką trudnością przechodziło jej przez gardło. – Przepraszam. Naprawdę nie musisz się fatygować, wracaj do domu i się prześpij. Ja też powinnam, nie chcę wyglądać na inauguracji jak niewyspana kaleka – skończyła z delikatnym uśmiechem, pozwalając się jeszcze odprowadzić pod białe, frontowe drzwi.


M I L O     W O O L L E Y

      Studia nie wzruszały go od kilku dobrych lat, tym samym nie zdecydował się również pojawić na poniedziałkowym rozpoczęciu. Przedłożył sprawy finansowe nad naukę, tłumacząc się samemu sobie, że w tamtym momencie praca, o ile w ogóle można tak było nazwać dilerkę, była najważniejsza. Connor, jego przełożony, który nie był handlarzem o nerwach ze stali, w końcu zdecydował się odezwać. Wystarczył jeden, krótki sms, żeby Włoch zerwał się na równe nogi, zaraz potem dzwoniąc do Sema.
      – Stary, mam sprawę życia i śmierci. Podwiózłbyś mnie pod liceum numer siedemnaście?


*^*

      – Dziękuję za rozmowę, kolego. Widzimy się, mam nadzieję, za tydzień. – Milo uśmiechnął się do pryszczatego dzieciaka i uścisnął mu jak gdyby nigdy nic dłoń, następnie uważnie obserwując jego plecy powoli oddalające się w stronę szkolnego boiska. Właśnie pozbył się trzech z dziesięciu emek, a w zamian trzymał w dłoni stufuntowy banknot, który jeszcze chwilę wcześniej sfrustrowany, przepełniony hormonami dzieciak memłał w dłoni. Sprzedaż szła szybciej, niż się spodziewał.
      Spojrzał na siedzącego obok Sema, który przeznaczył swój wolny poniedziałek na, jak nazwał to Woolley, przyjacielską przysługę. Zanim Włoch zdążył się wytłumaczyć, Anderson zastukał palcami w drewniany stół stojący na granicy parku i terenu szkoły, a następnie spojrzał spod byka na przyjaciela, mimo wszystko starając się hamować swój donośny głos.
      – Milo, czy ciebie doszczętnie pojebało? – zapytał Sem prosto z mostu. – Ściągnąłeś mnie tu tylko po to, żebym był świadkiem, jak sprzedajesz dragi małolatom? Po co, do cholery? Nie masz przecież żadnych problemów finansowych – ciągnął.
      – Sem, spokojnie. Nie prosiłbym cię o podwózkę, gdyby nie zależało mi na czasie. Mnie też nie jest na rękę, że jesteś tego świadkiem, ale nie miałem wyboru. Connor by mnie zabił, gdybym nie przyjechał tu na trzynastą – odpowiedział bez zawahania Włoch, tak jakby spodziewał się od zawsze, że to pytanie w końcu padnie. – Może i nie mam, ale w pizzerii powodzi się ostatnio gorzej niż zwykle. Potrzebuję kasy na wydatki, których nie jest w stanie zapewnić mi matka – dodał bagatelizującym tonem.
      – I dlatego zdecydowałeś się rozdawać emki dzieciakom z liceum? Zamiast złapać się jakiejkolwiek innej pracy? – Wstał od stołu, gotowy odejść w każdej chwili. Zostawiłby Milo samego bez ogródek, gdyby nie fakt, że usłyszał nagle z tyłu podirytowany, męski głos.
      Dwóch facetów w skórzanych kurtkach wpatrywało się wrogo w okupującą stół dwójkę. Pierwszy – niski, ale krępy – założył ręce na ramiona. Na jego prawej dłoni widniał mały, czarny tatuaż. Drugi mężczyzna, wyższy i umięśniony, otwierał właśnie swoje spierzchnięte usta, stając niebezpiecznie blisko Andersona:
      – Chyba się pomyliliście. To nasz rewir. Lepiej spierdalajcie stąd, zanim stanie się wam krzywda.
      – Przysłał nas Connor. – Milo sam nie wiedział, dlaczego odpowiedział w liczbie mnogiej. Nagły skok adrenaliny i stresu sprawił, że czuł, jak krew w jego żyłach zaczęła buzować.
      – Connor? – Wyższy zapytał z niedowierzaniem, patrząc porozumiewawczo na swojego partnera. – W takim razie nie mamy innego wyboru – powiedział tylko, uśmiechając się szyderczo. Złoty ząb zabłysnął w promieniach słońca, gdy uniósł swoją rękę z zamiarem wyprowadzenia precyzyjnego ciosu w zaskoczoną twarz Sema.
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#22PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyWto Kwi 07, 2020 10:46 pm

S E M     A N D E R S O N

        Musiał przyznać, nie spodziewał się. Wszyscy wiedzieli, że Milo od jakiegoś czasu mieszał się w podejrzane interesy, choć mimo wszystko nikt nie sądził, że chodzi o sprzedawanie narkotyków licealistom. Sem nie był typem, który wtrąca się w sprawy innych, zdecydowanie nie czuł tego klimatu. Skoro on był wolnym duchem i rzadko kiedy potrzebował, żeby ktoś wchodził mu z butami w życie, stosował tę samą zasadę w stosunku do innych.
        Ze znajomymi nie byli aż tak blisko, żeby poruszać tego typu tematy na głos, bez krępacji. Sem był przekonany, że jego dobry znajomy przeżywa coś w stylu depresji sezonowej lub co najwyżej ma jakieś dziwne skoki testosteronu i to to powoduje, że ostatnimi czasy zachowywał się nieco dziwnie. Jednak widząc go pod murami jakiegoś losowego liceum w środku miasta, sprzedającego nieletnim emki w biały dzień, czuł jak krew mu się gotuje w żyłach. Wiedział, że sprawy zaszły za daleko, jednak nie był pewny, czy chce się w to mieszać.
        Decyzję podjął w momencie, gdy pięść nieprzyjemnie wyglądającego typa ze złotym zębem została wymierzona prosto w jego twarz. Zatrzymał cios, uginając się nieco pod ciężarem barczystego, wielkiego faceta, któremu aż żyłka wyszła na czole. Milo otworzył usta ze zdziwienia, po czym został pchnięty przez niższego z mężczyzn, na którego twarzy widniał szyderczy uśmiech.
        – Nie lubimy się powtarzać dwa razy, to nasz rewir – zaakcentował wyższy mężczyzna, jednak nie zdążył uzyskać żadnej odpowiedzi, bo jego kolega, tęgi osiłek, otrzymał cios prosto w twarz od Włocha, co wywołało na twarzy gangstera bardzo nieprzyjemny i jednocześnie wymowny grymas
        – Kurwa, serio? – podsumował wszystko Sem, który szczerze miał nadzieję, że ostatecznie uda im się z tego jakoś wywinąć, jednak adrenalina buzująca w żyłach Milo miała inne plany. Wtedy też poczuł pięść wyższego z facetów na swoim oku, co odrzuciło go kilka metrów dalej. Syknął, po czym już niespecjalnie przejmował się tym, żeby wciąż utrzymywać swoją postawę pacyfisty. Zamachnął się i z podwojoną siłą oddał oprawcy, gdy Milo zajmował się jego kolegą.
        W blasku słońca błysnęło ostrze, które kątem oka dostrzegł Sem, a Milo zdążył jedynie odskoczyć, gdy niższy oprawca zamachnął się, rozcinając mu skórę na wysokości brwi, najeżdżając przy tym na nos. Krew zaczęła się lać, a Sem zaczął szarpać się ze swoim przeciwnikiem, aby jak najszybciej dostać się do Wooley'a.
        – Co tam się dzieje?! – mężczyzna po czterdziestce, spacerujący z psem, podbiegł w ich stronę, co sprawiło, że błysk w oku gangsterów momentalnie zniknął.
        – Jeszcze raz was tu zobaczymy, a dostanie się wam jeszcze bardziej – zagroził jeden z nich, po czym zebrał kumpla z ziemi i uciekli przed świadkiem zdarzenia. Sem uklęknął przy Milo, po którego twarzy strumieniami lała się krew. Jemu samemu kręciło się w głowie od wcześniej zadanego ciosu.
        – Nic panu nie jest? Dzwonię na policję – roztrzęsiony mężczyzna wyjął z kieszeni bluzy komórkę, a Milo zerwał się jak poparzony.
        – Żadnej policji – wydukał, trzymając dłoń w okolicach rany. Wybawca za wszelką cenę chciał jednak zadzwonić przynajmniej po karetkę, jednak wizja wzywania służb była bardzo przerażająca dla Milo. Ostatecznie Sem podziękował w ich imieniu mężczyźnie, po czym zdecydował się zawieść ich dwójkę do szpitala.
        Pomógł Milo wsiąść do samochodu, a gdy sam padł na siedzenie, otworzył schowek, z którego wyjął ręcznik papierowy, nie wiedząc właściwie, czy się przyda.
        – Kurwa, Milo, w coś ty się wjebał? – wściekły podwinął rękawy koszulki, po czym syknął z bólu, czując, jak kręci mu się w głowie. Spojrzał na siebie w lusterku samochodu i już wiedział, że będzie miał śliwę pod okiem. Mimo to znacznie poważniejszy wydawał się być stan Milo, który, do cholery, miał rozciętą głowę. – Jedziemy do szpitala.
        – Nigdzie z tobą nie jadę – syczał, oddychając ciężko, powieki miał zaciśnięte z bólu.
        – Zamknij się, teraz już nie masz nic do gadania – zakończył, odpalając silnik. Wiedział, że nieopodal jest szpital, w którym pracuje Michael.

M I C H A E L     T R E M B L E Y

        Rozpoczęcie roku akademickiego nie było już dla niego niczym szczególnym, dlatego niespecjalnie się nim przejmował. Ubrał jeden z kilku posiadanych garniturów, sam sobie zawiązał krawat, po czym wyjechał kilkanaście minut wcześniej, niż zwykle, aby niedługo później zawitać pod blokiem Molly, która wciąż protestowała przeciwko odwożeniu jej. Michael jednak planował spełnić swoją obietnicę, więc nie zamierzał dać za wygraną. Dlatego też mina Młodej, która nie oczekiwała, że Trembley się wywiąże, zdecydowanie była godna zapamiętania. Szczególnie, że dziewczyna wyglądała tego dnia wyjątkowo promiennie.
        Po wszystkim musiał stawić się do szpitala na dyżur. Dzień był wyjątkowo spokojny, więc Michael pozwolił sobie na krótką przerwę na papierosa przed budynkiem, w towarzystwie koleżanki z roku. Właśnie przebił kulkę i odpalił źródło mentolowego zapachu, który zaraz miał roznieść się po okolicy, gdy zobaczył, jak na parking wjeżdża wyjątkowo znajome mu auto. Może by się nie przejął, gdyby nie fakt, że towarzyszył temu pisk opon. Kątem oka obserwował, co się dzieje, nieco ignorując historię towarzyszki o tym, jak jej bratu ostatnio wycinano migdałki, a lekarz wykonujący ów zabieg, był bardzo bezpośredni.
        – No wiesz, no i ten doktor do mnie, że mogłabym mu swój numer zostawić, a ja, że...
        – Kurwa Trembley, zajebiście – na jego ramieniu uwiesił się poturbowany Sem, podczas gdy drugą ręką trzymał ledwo stojącego Milo. Michael zakrztusił się dymem, po czym spojrzał na kolegów, nie do końca wiedząc, co właściwie działo się przed jego oczami.
        Sem i Milo wyglądali jak siedem nieszczęść. Ten pierwszy z poobijaną buźką, lekkim problemem w utrzymaniu równowagi oraz poszarpanych ubraniach, a drugi, od czoła po koszulkę we krwi, właściwie to prawie już leżał na koledze. Trybiki w głowie Michaela przerzuciły się na najwyższe obroty, zgasił papierosa o popielniczkę przy koszu na śmieci, po czym rzucił się pod drugie ramię Milo, aby pomóc mu ustać na nogach. Nie musiał długo czekać, aż jego znajoma przyłączy się do wszystkiego, wspierając Sema. Razem wprowadzili ich na izbę przyjęć.

*^*

        Pod koniec dyżuru, wciąż nie mogący się otrząsnąć Michael, zawitał do Sema, który leżąc z okładem, liczył kafelki, którymi wyłożona była podłoga.
        – Sem, możesz mi powiedzieć, co to było? – zaczął, wyraźnie zirytowany, bojąc się, że jego znajomi mają jakieś poważne kłopoty.
        – Świetnie się czuję, dzięki, że pytasz – burknął, a na jego twarzy pojawił się ten lekki, nieco sarkastyczny i jakże charakterystyczny dla niego uśmiech. – Co z Milo?
        – Nie uwierzę, że to twoja sprawka – westchnął, po czym przeczesał włosy. – Zszyli go, blizna będzie jak nie wiem.
        – Stary, to nie jest rozmowa na teraz, ale musimy się poważnie zająć tym debilem – wzruszył ramionami, po czym syknął, gdy zakręciło mu się w głowie.
        – Nie mam zamiaru sobie brudzić rąk przez tego dzieciaka, ale ty się lepiej pilnuj, bo jeszcze ciebie wciągnie w jakiś syf. Kto was tak urządził?
        – Michael, pogadamy o tym, jak mnie zaprosisz do siebie na kawę.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#23PisanieTemat: Krew, wino i odrosty   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptySro Kwi 08, 2020 10:50 pm

M I L O     W O O L L E Y

       W pierwszej chwili zobaczył błysk. Złoty ząb przeciwnika ponownie zaświecił w słonecznych promieniach, które przebijały się nieśmiało przez otaczające park korony drzew. Drugi błysk pojawił się sekundę później, wraz z nim przyszedł nagły ból, a następnie chwilowe oślepienie spowodowane wodospadem szkarłatnej krwi. Ciecz zalała mu twarz, zostawiając za sobą nierówne smugi i metaliczny posmak na wargach.
      Każdy następny cios Mila, mimo że z boku wyglądający na nieprzemyślany, był dokładnie wyprowadzony. Nadgarstek wylądował z odpowiednio wyważoną siłą na twarzy niskiego blondyna, a gruchot, podobny do tego przy strzelaniu stawów, uniósł się głośno w powietrze, gdy wszystkie cztery knykcie wbiły się z impetem w policzek przeciwnika.
      Walka mogłaby trwać jeszcze chwilę, ciosy stałyby się bardziej chaotyczne, a dopracowywane przez rok umiejętności bokserskie Mila straciłyby w końcu na znaczeniu w obliczu wszechogarniającego zmęczenia, gdyby nie wtargnięcie osoby z zewnątrz. Włoch czuł się na tyle otumaniony, żeby po ucieknięciu mężczyzn w skórzanych kurtkach nie rozumieć sensu słów, które padały z ust Sema. Jedynym, co pamiętał dokładnie, było szczekanie psa, które dzwoniło mu w uszach do momentu dotarcia do szpitala.
      Niedługo później leżał już w wyjątkowo niewygodnym łóżku w przestronnym pokoju, gdzie wszechobecna biel sprawiała, że zaczęło mienić mu się w oczach. Dotknął poturbowaną dłonią skrzętnie owinięte bandażem czoło i spróbował podnieść się z materaca, przyprawiając się tylko o kolejne niekontrolowane zawroty głowy. W momencie, gdy stawiał stopy na szpitalnej posadzce, zawibrował jego telefon, który leżał na małej szafce z jasnego drewna. Odebrał natychmiast, widząc znajome imię na wyświetlaczu.
      – Jak idzie sprzedaż? – Usłyszał znajomy, względnie spokojny głos Connora.
      – Nie idzie – odpowiedział zgodnie z prawdą. Jego serce zamarło, gdy głębokie westchnięcie przetoczyło się po drugiej stronie telefonu. Natychmiast się zreflektował, objaśniając na szybko całe zajście, starając się uchronić tym samym przed oczywistą naganą. – Zaatakowało mnie dwóch typów przy siedemnastce. Skórzane kurtki, złoty ząb, tatuaż na zewnętrznej stroni prawej dłoni.
      – Powtórz – nakazał tylko Connor, brzmiąc jakby narastająca w nim złość zmusiła go do mówienia przez zęby.
      – Złoty ząb, tatuaż na zewnętrznej stronie prawej dłoni... – skończył mówić Milo, ale jedynym, co dostał, były przeciągające się sekundy niepokojącej ciszy.
      – A to skurwysyny... – usłyszał w końcu od Connora, którego głos stał się tak zły, że namacalnie dało się odczuć przez głośnik rosnącą agresję. – Nie martw się, Woolley, będziesz mieć jeszcze okazję, żeby się zrewanżować. Niedługo dam ci znać – dodał, zaraz potem się rozłączając.
      Sem wszedł do pokoju chwilę później, lustrując tylko Mila badawczym spojrzeniem.
      – No, księżniczka w końcu wstała. Zabieram cię do domu.
      Cisza, jaka panowała w przedpotopowym aucie Andersona, nie została przerwana aż do momentu, gdy silnik z hałaśliwym rykiem wylądował na podjeździe niedaleko pizzerii Sorelli. Wtedy też Milo, borykający się raczej ze swoją zszarganą dumą niż z wyrzutami sumienia, w końcu się odezwał:
      – Dzięki za pomoc, Sem. Jestem twoim dłużnikiem – zaczął, choć w jego głosie nie był słychać żadnej skruchy. – Chociaż wolałbym, żeby dzisiejszy dzień pozostał mimo wszystko między tobą, mną a Michaelem. Nie wiem, czy to dobry pomysł, żeby pozostali też o tym wiedzieli – dokończył na odchodne, zamykając za sobą drzwi.


M O L L Y     D A V I E S

       W swoich regularnie od trzech lat farbowanych włosach uwielbiała wszystko oprócz piekielnie szybko powracających odrostów. Choć z nieopisaną ulgą pożegnała się z chłodnym blondem, raz na zawsze odcinając się od porównań do starszego brata, za każdym razem, gdy nadchodził czas farbowania, z niepokojem myślała o powrocie do naturalnego koloru. Tym razem jednak zmieniła taktykę, decydując się na wykorzystanie pomocy Luny i Avy, obarczając je zabawą brudzącą farbą, w zamian za to oferując ciastka, kanapki z serem pleśniowym i co najmniej dwie butelki białego wina.
      Molly przebrała się w wyciągniętą koszulkę, która, chociaż wygodna, przyprawiała o zażenowanie przez znajdujący się na niej napis. Otworzyła frontowe drzwi i przywitała dziewczyny z rozbrajającym uśmiechem, bez większej krępacji ukazując naprasowane na t-shircie słowa: Córeczka tatusia.
      – Wchodźcie, już wszystko przygotowałam – powiedziała.
      Mieszkanie było małe, ale nadrabiało nowoczesną łazienką i przyjemnie dla oka urządzonymi pokojami. Współlokatorki, a przy tym jednej z lepszych koleżanek Młodej z liceum, nie było w domu, dziewczyny mogły pozwolić sobie więc na pełną swobodę – dlatego też, jak na trzy dorosłe kobiety przystało, nalały sobie wina do kubków na herbatę o zwiększonej pojemności.
      – Myślałam, że już nie wytrzymam z tymi odrostami – mówiła, siadając na przygotowanym wcześniej przez nią stanowisku. Jak na brak możliwości używania jednej nogi Molly poruszała się całkiem szybko, raz po raz skacząc po wylakierowanej podłodze. – Gdyby to nie był pierwszy tydzień uczelni, a ja umiałabym ustać z farbą przy lustrze, uwierzcie mi, nie zaprzątałabym wam tym głowy – tłumaczyła się, sięgając po dwa opakowania farby i walający się gdzieś po podłodze ręcznik.
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Fleovie

Fleovie

Liczba postów : 26
Join date : 01/03/2020
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#24PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyNie Kwi 12, 2020 12:11 am

A V A     M A N O N     W A L S H

        Noc spędzona w towarzystwie dziewczyn była sporym wybawieniem dla Avy. Pierwszy tydzień na uczelni był powiązany z masą spraw organizacyjnych, których razem ze znajomymi z wymiany musiała dopilnować, aby rozpoczęcie tego semestru przebiegło dla nich bez większych komplikacji. Była tym zupełnie wykończona, co przełożyło się również na jej nastrój. Jednak cieszyła się, że zdążyła nawiązać już kilka znajomości, dzięki temu nie czuła się bardzo wyalienowana na zajęciach, choć tak naprawdę to były studia, a nie podstawówka, tutaj nie witało się nowych kolegów niczym w klasie. Zainteresowanie, które wzbudzała, wywodziło się głównie z tego, że była studentką z wymiany.
        Spakowała kilka najpotrzebniejszych rzeczy do plecaka, po czym ruszyła metrem na stację, niedaleko której mieszkała Molly. Tam też spotkała się z Luną, wstąpiły na chwilę do sklepu po kilka niezdrowych przekąsek, hummus oraz trochę alkoholu. Blondynka oczywiście przygotowała również jakieś wegańskie smakołyki w zdecydowanie zwiększonej ilości, jakby trzeba było nakarmić oddział partyzantki, podczas gdy miały się z tym zmierzyć trzy, raczej standardowych rozmiarów kobiety.
        Koszulka Molly sprawiła, że Ava poczuła się niczym cofnięta w czasie, co ukazała za pomocą uniesionych do góry brwi. Wtedy też zakuło ją serce, gdyż zalała ją fala zażenowania, bo sama pamiętała, gdy takie ubrania rzeczywiście były modne i pożądane, a ona sama zastanawiała się, czy nie powinna sobie takiej kupić. Wymieniły się z Luną spojrzeniami, po czym bez zbędnego przedłużania, weszły z uśmiechem do środka.
        – Młoda, usiądź na tyłku – upomniała gospodynię, która skakała na jednej nodze, a przed oczami Avy już pojawiała się wizja upadku przez śliską podłogę.
        – Świetnie sobie radzę, nie rozumiem, o co ci chodzi – zaprzeczyła nieco prześmiewczo, gdy przerzuciła sobie ręcznik przez ramię. Ava wzięła łyk wina, trzymając kubek w dłoniach tak, jakby był to ciepły napój w mroźny, zimowy wieczór.
        Młoda jednak wyraźnie nie miała zamiaru słuchać się nieco starszych koleżanek, które ostatecznie odpuściły sobie matkowanie jej. Luna, nucąc coś pod nosem, wyjęła ze swojej starej, już nieco potarganej torby karty tarota i kadzidełka, mając zamiar stworzyć odpowiedni klimat. Zapewniła jednak dziewczyny, że na to przyjdzie czas później.
        Ava wstała z miejsca, odkładając kubek na blat stolika do kawy, po czym podeszła do siedzącej już na krześle Molly. Poprawiła ręcznik spoczywający na ramionach Młodej, po czym chwyciła za pudełko z farbą sklepową.
        – Kiedyś farbowałam mamę, powinno pójść gładko – zapewniła dziewczynę, spoglądając na jej delikatne odrosty. Ubrała rękawiczki, powoli zabierając się do pracy, podczas gdy Luna bawiła się laptopem Molly, z którego ostatecznie puściła jakąś playlistę z muzyką zdecydowanie wpasowującą się w gust blondynki. Następnie podeszła do koleżanek, chwytając za opakowanie po farbie.
        – Wiesz, że takie farby bardzo szkodzą? Zobacz, co to ma w składzie – zaczęła, nachylając się nad Molly, po czym po kolei objaśniała każdą z możliwych właściwości specyfiku. Ava przewróciła oczami, biorąc głęboki wdech, po czym odpowiednio rozmieszała roztwór i wzięła się za rozprowadzanie go po włosach. Szybko wyczuła mocną woń farby, co sprawiło, że lekko zakręciło jej się w głowie.
        Podczas gdy Luna kontynuowała swój wykład, przegryzając kruche pieczywo z hummusem, Ava zaczęła cicho nucić melodię słyszaną z laptopa, kołysząc przy tym biodrami. Nim się spostrzegła, wciąż gadająca Luna ruszyła po swój aparat, po czym ustawiła go tak, aby zrobić im zdjęcie od dołu. Oczywiście musiała użyć lampy błyskowej.
        – Uśmiech! – usłyszały tylko, a gdy po chwili zobaczyły rozbawioną minę blondynki, zrozumiały, że tego zdjęcia nigdy nie da im zapomnieć. – Wyglądacie jak krzyżówka mokrego psa z bardzo złą panią z kiosku – dziwne porównanie dziewczyny przyprawiło jej koleżanki o zmarszczki na czole.
        Gdy nakładanie farby dobiegło końca, rozsiadły się w salonie wokół stolika, ujmując do rąk kubki z winem, co jakiś czas dolewając sobie do pełna. Musiały jednak pilnować czasu, aby Molly w odpowiedniej chwili zmyła specyfik z włosów.
        – Właściwie czemu nie ma Skyli? – Ava spojrzała na organizatorkę wydarzenia, która właśnie sprawdzała godzinę na telefonie.
        – Ma już treningi, nie było opcji, żeby mogła się wyrwać – ciche westchnięcie wyszło z jej ust, po czym wzruszyła ramionami.
        – Serio ją podziwiam, ale boję się, co będzie z nią i Ozzie'm. Odkąd tylko zaczęli się spotykać, są praktycznie nierozłączni. Skyla od zawsze trenowała, ale jednak nie z aż taką częstotliwością, a jakby udało jej się wygrać, nie wiem, czy ich związek da sobie radę... - nieco zmartwiona Luna poprawiła okulary na nosie.
        – Ozzie ma też mieć staż za granicą, a tak poza tym, to wątpię, żeby pojechał za nią do Stanów. Prędzej będą jak ty i Rhys – tu Molly spojrzała na Avę, która pokręciła jedynie głową, przypominając sobie trudy ich relacji. Dość ograniczony kontakt, krótkie rozmowy, częste kłótnie, ale ostatecznie wciąż zmierzające do szczęśliwego końca. Kochała Mortona, jednak musiała przyznać, że gdyby nie czuła tego, ten związek prawdopodobnie nie przetrwałby próby czasu.
        Rozmowa odnośnie związku Skyli i Ozzie'go potrwała jeszcze chwilę, a kobiety wyrzuciły z siebie wszelkie wątpliwości oraz nadzieje, które kładły na sukces tancerki.
        – Właśnie, jak to jest, gdy sam Michael Trembley robi ci za szofera? – wypaliła, nachylając się nieco nad stołem, puszczając Molly porozumiewawcze spojrzenie, a po chwili dokładnie to samo zrobiła Luna. Michael zawsze uchodził za twardego i honorowego faceta, a Sem, jako jego najlepszy przyjaciel, nie mógł zostawić tej sytuacji tak po prostu. Musiał dołożyć do tego całkiem interesującą otoczkę, która wskazywała na to, że młody lekarz jest tym wyraźnie zażenowany.
        – Jego fanki na uczelni jeszcze cię nie zjadły? – kontynuowała Luna, gdy nie otrzymały żadnej odpowiedzi od Molly.
Powrót do góry Go down
Online
Sempiterna

Sempiterna

Liczba postów : 38
Join date : 28/06/2017
Age : 20

Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#25PisanieTemat: Wróżby w oparach indyjskich kadzideł   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] EmptyPią Kwi 17, 2020 4:34 pm

M O L L Y     D A V I E S

      Drażniący zapach amoniaku rozszedł się w powietrzu chwilę po tym, gdy Ava energicznie rozerwała wątpliwej jakości opakowanie farby. Intensywny czekoladowy brąz, bo tak głosił comic sansowy napis wydrukowany na kartonie, pokrył czubek głowy, niechybnie doprowadzając Molly do samozachowawczej zabawy czarnym lakierem na jej paznokciach. Delikatna skóra piekła niemiłosiernie, ale cuchnąca, ciemna papka we włosach skutecznie odstraszała Młodą od wpadnięcia w maniakalno-drapaniowy ciąg. Wybór najtańszej sklepowej farby nigdy nie był dobrym pomysłem.
      – Naprawdę myślicie, że jest aż tak popularny? – odpowiedziała w końcu z nutą zafrasowania w głosie. Niechlujnie pomalowany kciuk wydawał się być bardziej interesujący, niż spojrzenie dziewczynom w oczy. – Bez przesady. – Nieustannie czuła tlące się gdzieś poczucie winy, jak gdyby to ona bezpardonowo postawiła Michaela pod ścianą, zmuszając go do poświęcenia jej czasu cztery dni w tygodniu po dwa razy dziennie, dokładnie tyle, ile wymagał ten nieznośny plan zajęć na farmacji. – Nie chciałam, żeby brał na siebie żadnej odpowiedzialności, ale wiecie same, jaki on bywa uparty. Na szczęście od razu po wyjściu z auta to Nadia i Collin, ci z mojego roku, opowiadałam wam, biorą na siebie rolę tymczasowych opiekunów.
      Zaledwie tydzień wystarczył, żeby znalazła sobie nowych towarzyszy, z którymi mogła w zgodzie narzekać na zadany już na pierwszych zajęciach niebotycznie trudny dział z chemii organicznej. To Collin z ich trójki zdawał się być tym najbardziej racjonalnym (według Molly momentami zbyt sztywnym, innymi razy aż nazbyt podobnym w zachowaniu do Michaela), a Nadia, choć roztrzepaniem przebijająca o głowę nawet Mila, była wręcz stworzona do żarliwych, życiowych dyskusji, najczęściej odbywających się przy jednym z automatów z obrzydliwą kawą.  
      – Ale nie powiem, miło mi się z nim jeździ – dodała po chwili zastanowienia, uśmiechnąwszy się subtelnie pod nosem. – Szczególnie, że za każdym razem, gdy siadam na przednim siedzeniu, czuję zapach tych jego paskudnie drogich perfum. – Nie miała nic przeciwko temu, żeby trawa cytrynowa zmieszana z wodą po goleniu nawiedzała ją tak często. Szczerze mówiąc nawet pomimo całego niezrozumienia tej dziwnej, męskiej chęci zadośćuczynienia za skręconą kostkę, nie potrafiła skłamać, że obecność Michaela nie sprawia jej przyjemności. Zdając sobie jednak sprawę, jak żałośnie mogło to zabrzmieć, natychmiast się poprawiła. – Ah, żeby kiedyś mieć tyle kasy co on...
      Dopiła resztkę wina w kubku, zerkając na stojący na półce zegarek.
      – Idę to zmyć. Luna, co ty na to, żeby postawić w tym czasie Avie tarota?


L U N A    F E N N E L L

       – Ciekawe... – zaczęła blondynka, wodząc długimi paznokciami po pierwszej odkrytej karcie. Groteskowe postacie wiły się w widocznym, nieprzyzwoitym uczuciu pożądania. – Kochankowie. Nie jest to jednak taka znowu szczęśliwa karta, bo wiele zależy od reszty rozdania... i twojej obecnej życiowej sytuacji. Sprawdźmy dalej.
      Karta śmierci i odwrócona Dwójka Pucharów zabłyszczały złowieszczo rozłożone symetrycznie na wcześniej przygotowanym przez Molly stoliczku. Luna skrzywiła się na tyle mocno, że nie wiadomo było, czy stała za tym kolejna niefortunna tura kart z limitowanej talii tarota od Ludy Lescot, czy n-ty upity przez nią łyk cierpkiego, białego wina, które ubywało z już drugiej butelki w zastraszającym tempie.
      – Spokojnie, śmierć nie jest w tym wypadku dosłowna. Oznacza dużą zmianę, która ma nadejść lub która już się dzieje. Co do kielichów, oznaczają one zakończenie sporów i nieporozumień. Problem w tym, że twoje są odwrócone...  – Luna zawahała się, patrząc na Avę z delikatnym smutkiem wypisanym na twarzy. Indyjskie kadzidełka (tak jak starsza pani Fennell była obsesyjną fanką afrykańskich firan, tak Luna ufała tylko sprowadzanym z Azji pachnidłom) wypalały się resztkami sił, wypełniając klaustrofobiczny pokój słodkim aromatem. – W tym przypadku oznaczają trudne wybory, znudzenie miłością, nieporozumienia, wahanie, wszelką niepewność – recytowała z pamięci, będąc obeznaną z całą symboliką tarota od bitych dziesięciu lat. – Czwarta, ostatnia już karta, może za to sugerować powrót starej znajomości lub starego uczucia.
      Zanim obiekt karcianego zainteresowania zdążył skomentować wynik rozdania, Molly wróciła do pokoju z zarzuconym na ramiona puchatym ręcznikiem i z suszarką w prawej dłoni.
      – I jak poszło? Jak wygląda twoja przyszłość, Avo?
Powrót do góry Go down
http://bezczelna-kielbaska.blogspot.com Online
Sponsored content




Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty
#26PisanieTemat: Re: Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]   Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat] Empty

Powrót do góry Go down
 
Once upon a time in London [dwuosobowe, romans, dramat]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: