IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25
AutorWiadomość
Rencia

avatar

Liczba postów : 368
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Cze 18, 2017 11:52 pm


             Serce biło mi jak szalone kiedy biegłam z Lenem w stronę wioski feniksów. Poczułam nie tylko obecność Genbu i Suzaku ale również Michelle. Jak to możliwe? Dlaczego ona była w stanie się odrodzić bez pomocy swojego syna? To wszystko moja wina… nigdy nie powinnam wymienić się z nią ciałami. Chciałam pomóc Sinowi a jedynie bardziej przeze mnie cierpiał…
             - Michelle! – krzyknęłam kiedy zobaczyłam co robiła z ciałem Sina. To było niewybaczalne… jak ona śmiała. Przecież on przez nią zginie… Ruszyłam w jej stronę ale poczułam jak moc zniszczenia mnie odpycha. Byłyśmy jak dwie ujemne strony magnesu, nie mogłyśmy znieść swojej obecności. Te same dary, te same obawy. Obie wiedziałyśmy jak to jest stracić kogoś, kogo życie ceniłyśmy ponad swoje. Dlatego wiedziałam co mam robić i nie bałam się… Weszłam w wir czując jak moc zniszczenia pali mnie od środka. Ostrza przecinały moje ciało a niesamowity ból ogarną moje myśli. Mimo to nie zatrzymałam się… Sin, uratuje cię. Nie pozwolę ci umrzeć… nie tym razem. Michelle musiała wiedzieć, że przybyłam. Nie tylko ona osłabiała mnie ale i ja ją.
             - Sin! – krzyknęłam wiedząc, że i tak mnie nie słyszy. W tym momencie jego dusza była odcięta od świata zewnętrznego. Bogini w ciele przywódcy ledwo stała na nogach. Gdyby nie wir dookoła nas pewnie już dawno zostałybyśmy zaatakowane. Wyciągnęłam rękę w kierunku ukochanego i musnęłam jego policzek. Przybliżyłam się do niego na tyle ile byłam w stanie i złączyłam nasze wargi.
            Nagle zrobiło się cicho. Wiatr ustał podobnie jak grzmoty. Leżałam w ramionach Sina, który wrócił do swojego ciała. Jego włosy na powrót stały się białe a oczy bursztynowe. Wpatrywał się we mnie przerażony ale nie przeszkadzało mi to. Ważne, że nie widziałam w jego oczach nienawiści.
             - Se… - poczułam mocne uderzenie i razem z feniksem poleciałam kilkanaście metrów do przodu. Sin nie zdążył dokończyć ale udało mi się objąć go mocno i resztkami sił otoczyć otoczyć barierą.  Poczułam kolejne uderzenie i następne. Suzaku próbował przebić się przez naszą osłonę, ale Len mu przeszkodził. Młody półbóg nie był już tak silny jak wcześniej i to z mojej winy. Gdyby nie przekazał mi wtedy energii zniknęłabym tak jak planowałam w noc ceremonii ślubnej. Nie potrzebnie powiedziałam mu, że zginie razem ze mną kiedy odmówił zostania moim strażnikiem. Przez to wszystko się skomplikowało.
             - Kiedy zapada zmierzch nadchodzi bezkresna ciemność… – słysząc te słowa zamarłam… Czy on naprawdę chcę… ?
             - Len, nie! – krzyknęłam lecz chłopak mnie nie słuchał. Odepchnął Suzaku i jednym ze swoich mieczy przyłożył do klatki piersiowej.
             - Lecz to nie jest koniec drogie dziecko, śmierć nie jest końcem, lecz dopiero początkiem… początkiem twojego snu. - Zanim zdążyłam złapać go za rękach skończył mówić. Krew zaczęła kapać kiedy przeszył na wylot swoje ciało. Zamurowało mnie… nie chciał umierać, a zrobił coś takiego wiedząc, że to ostatni raz kiedy będzie w stanie to zrobić… dla swoich przyjaciół poświęcił życie pozwalając powrócić z czeluści piekieł jedynej osobie, która mogła nam teraz pomoc.
Suzaku uśmiechnął się triumfalnie widząc martwe ciało chłopaka. Nie wiedział, że Len otrzymał najpotężniejszą moc klucza jaka istnieje. Nawet nie podejrzewał tego, kogo spotka i słysząc słowa pieśni cały zbladł odwracając wzrok w kierunku źródła głosu.
             - Poprzez tysiące nocy…
             - Wieczność wzywa nasze dusze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 451
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Cze 19, 2017 5:56 pm




           - Adanthir… - spojrzałam na Sena i podążyłam za jego spojrzeniem. Widząc nowych wojowników i to kim byli zbladłam jak ściana. Poczułam się tak, jakby ktoś mnie kopnął w splot słoneczny. Zapomniałam jak się oddycha i byłam pewna tego, co zaraz zobaczę. Wcale nie chciałam tego oglądać. Nie chciałam widzieć jak osoba, którą uważałam za swojego największego rywala w miłości dociera do mojego męża, do którego ja nie potrafiłam. Wołałam go, ale nie reagował.
     - Si… - zaczęłam już ruszając w ich kierunku, ale dowódca tylko zagrodził mi drogę.
     - Adanthir, nie – zatrzymał mnie i mocno przytulił. Powiedział to tak stanowczo, że nie umiałam się temu sprzeciwić. Niestety to niewiele dało, bo doskonale wiedziałam, co się tam działo i jaki jest tego efekt. Wszystko ucichło, tak po prostu. Teraz ta cisza była dla mnie ogłuszająca i chciałam usłyszeć jakikolwiek hałas. Cokolwiek, co odsunęłoby moje myśli od aktualnych wydarzeń. I udało się. Pojawiło się coś takiego.
     - Zostaw mnie! – warknęłam, odpychając Sena od siebie i sięgając po sztylet, wiszący u mojego pasa. Spojrzałam na niego, zagryzłam wargę i odrzuciłam gdzieś w las. Miłość… Oddanie… Nic tylko KURWA BREDNIE! „Kocham cię…” Doprawdy? A to nie mnie posłuchałeś! Nie na mnie zareagowałeś! – Nie waż się! – warknęłam na wojownika, kiedy otwierał usta, aby zapewne przemówić mi do rozsądku. Sin się obudził, ale nie byłam w stanie powiedzieć, że go odzyskałam. Czy on kiedykolwiek był mój? – Daj mi swój miecz.
     - Co takiego?
     - Nie słyszałeś? Daj mi swój miecz… - Sięgnęłam ręką, żeby dostać się do broni, ale Sena już nie było przede mną. Wściekłość się we mnie zagotowała. – TO SIĘ PIERDOL! – ryknęłam i szybko rozejrzałam się po okolicy. To, czego potrzebowałam leżało przy martwym ciele Lena. Skierowałam się w tamtą stronę, ale nie przebyłam nawet połowy drogi, kiedy zagrodził mi Siggir.
     - Kłopoty w miłosnym raju? – rzucił szyderczo i uśmiechnął się arogancko.
     - Genbu! – bóstwo feniksów się odezwało. Wąż spojrzał na mnie, po czym odwrócił się zamiarem zaatakowania Michelle. Pozwoliłabym mu. Oj, tak bardzo jak chciałam jej śmierci, nie pragnęłam niczego w życiu, ale Len poświęcił swoje życie, aby ona się odrodziła i coś czułam, że była naszą jedyną deską ratunku. Może to i lepiej. Pokona te pierdolone bóstwa i wtedy OSBIŚCIE się nią zajmę. Choćby miało mnie to wpędzić do grobu. To od niej wszystko się zaczęło.
     - Ona jest moja! – przeniosłam się na drogę, którą kierował się bóg. Mężczyzna się zatrzymał i parsknął śmiechem.
     - I co niby zrobisz?
     - Więcej niż taki tchórzliwy bóg jak ty – warknęłam, stając naprzeciw bóstwa. Powinnam uciec stąd jak najdalej. Zostawić to wszystko, zabrać dzieci i wyplątać się z tej beznadziejnej gry w kotka i myszkę. Jakie miałam z nim szanse? Ale nie mogłam. Po prostu nie byłam w stanie tego tak rzucić. Musiałam na kogoś zwalić winę za to, że nie potrafiłam zatrzymać przy sobie żadnego mężczyzny, a jedynym rozwiązaniem okazywał się Genbu. Musiałam gdzieś ulokować swoją wściekłość i nienawiść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 368
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Cze 28, 2017 12:13 am


        Przez chwilę nie wiedziałem co się dzieję. Wszystko wokół było dosłownie w strzępach, jakby przeszedł tędy potężny huragan. Zdezorientowanie i strach ogarną moje ciało. Poczułem na sobie rozbryzg krwi, a gdy spojrzałem w górę serce zabiło mi mocniej widząc do kogo należy. Len przebity własnym mieczem. Jego ostatnie słowa mnie zaniepokoiły, czy on właśnie sam się zabił?
        - Sin… - usłyszałem cichy szept i dopiero teraz zauważyłem, że w moich ramionach leżała Seia. Wyglądała potwornie, a jej ciało powoli znikało. Nie… nie… to niemożliwe… Suzaku zamachnął się aby nas zaatakować ale trafił w barierę bogini. Co tu się działo? Dlaczego do cholery nic nie pamiętam!?
        Eril i Ledoc trzymali równie martwą Neraidę. Nigdzie nie widziałem Adanthir i to najbardziej mnie martwiło. Jeżeli coś się jej stało to nigdy sobie nie wybaczę. Była całym moim życiem i bez niej nie dam sobie rady…
        - Sin… - Seia ponownie próbowała zwrócić na siebie moją uwagę. Spojrzałem się na nią z wielkim trudem. Przyglądanie się jej w takim sprawiało, że czułem ogromne wyrzuty sumienia. Nie wiedziałem dlaczego ale byłem pewny, że to przeze mnie skończyła w takim stanie. – Ona… nadchodzi… - ona? Jaka ona? O co jej chodziło? Po chwili wszystko stało się jasne.  Serce zabiło mi mocniej kiedy usłyszałem słowa pieśni. Znajomej pieśni… Odwróciłem się w stronę źródła głosu i zobaczyłem ją. Michelle w długich czarnych włosach i ametystowych oczach. Bogini zniszczenia odrodzoną dzięki Lenowi i jego mocy klucza. Poświęcił się aby ona mogła żyć przez krótką chwilę… ? Dlaczego…?
        - Śpiewaj… - Seia złapała mnie za koszulę. – Zaśpiewaj naszą pieśń… - nie umiałem ukryć zdziwienia.
        - Naszą…? – powtórzyłem jak głupi. Bogini uśmiechnęła się w odpowiedzi i wszystko zrozumiałem… Słowa pieśni… jej znaczenie… nie były o mnie i Michelle… ale o mnie i Seii… o naszym wspólnym szukaniu siebie pomiędzy życiami…
        - Poprzez tysiące dni.
        Wieczność wzywa nasze dusze.
– powtórzyłem za Michelle i wstałem kadząc wcześniej dziewczynę na piasku.  – MICHELLE!! – krzyknąłem dając jej znak. Doskonale rozumiałem plan Lena. Nasza pieśń to jedyna szansa na ratunek. Dzięki niej Neraida i Seia odzyskają swoje moce, podobnie jak wszyscy dookoła. Zmieciemy te dwa parszywe bóstwa z powierzchni ziemi.
        Suzaku i Genbu rzucili się w stronę bogini zniszczenia ale Ledoc i Sen ich przyblokowali. Dopiero teraz zauważyłem, że Eril została sama z Byakko. To miało sens… Ledoc i moc przecinająca się przez wszystko i Sen z mocą teleportacji. To się mogło udać.
        - Z odmętów ciemności odrodziłam duszy cień
        Przemierzając świat szukając swej zemsty i krwi.
– Michelle biegła w moją stronę wymijając wojowników. Nasza pieśń zadziała tylko wtedy jeżeli złączymy nasze dłonie. To była jedyna szansa dlatego również ruszyłem w jej stronę.
        - Zagubiony w wiecznym śnie nie wiedziałem gdzie mam biec
        Przeznaczenie blokowało wszelkie decyzje me.
– Genbu używając mocy Sena pojawił się przed Michelle, ale na pomóc przybyła jej Adanthir. Kamień spadł mi z serca widząc ją całą i zdrową, a przede wszystkim nie atakującą bogini. Pamiętałem, że przed tymi wszystkimi wydarzeniami obie pałały do siebie nienawiścią i byłem szczerze zadowolony, że postanowiły choć raz współpracować.
        - Troska i czułość to właśnie twa siła, która potrafi skruszyć mój lód. – Michelle była zmuszoną odskoczyć, ponieważ Siggir nie dawał za wygraną. Ada próbowała, ale nie miała z nim szans dlatego cała nadzieje we mnie i moim dotarciu do nich. Byłem już coraz bliżej, a kiedy próbowałem złapać ją za rękę zostałem odepchnięty przez bóstwo węży i z impetem uderzyłem o ścianę budynku. Opadłem na piasek czując jak kręci mi się w głowie. Stróżka krwi spływała przez moją twarz zmieniając wzrok na szkarłatny. Z trudem podniosłem się do pozycji stojącej i wyciągnąłem rękę w kierunku Michelle.
        - Wsparcie i wierność to tym odznaczasz się
        Razem stanowimy jedność.
– kobieta pojawiła się przede mną w towarzystwie Sena. Ledwo przełknąłem ślinę na myśl o tym, że Ada została sama z tym potworem. Na szczęście Michelle rozwiała mój niepokój łapiąc mnie za rękę. Jej twarz nie była smutna, ani uśmiechnięta, nie widziałem na niej bólu ani strachu. Widziałem determinacje… ona również chciała ich wymordować tak samo jak ja i nie tylko ja. To przez nich wszystko się pomieszało… to oni skrzywdzili moją żone… zabili przyjaciela z dzieciństwa i wierną przywódczynie… to przez nich Len odebrał sobie życie i wszyscy dookoła byli ranni. Należała się im śmierć… bolesna śmierć… Dlatego właśnie splotłem swoje palce z palcami Michelle i razem postanowiliśmy ich zniszczyć.
        - Przez wieczność, która wciąż powtarza swój bieg,
        W ciemności nieograniczonej samotności.
        Byłeś tym, którego szukałam
        Zawsze byłaś tą, której szukałem.
        Przyciąga nas przysięga, nasza więź
        Nawet kiedy jesteśmy daleko siebie
        Łączy nas niewidzialna czerwona nić przeznaczenia
        Daleko poza czasem
        Wypełnionym przez zgubny los
        Stoimy tam teraz razem
, czekając na swój koniec.
 - Nawet nie zauważyłem kiedy Neraida i Seia rzuciły się do ataku. Wyglądały i walczyły jakby dopiero się odrodziły. Ich siła była niebywała, a przeciwnicy uginali się pod ich ciężarem. Mogliśmy to wygrać… wierzyłem, że nam się uda. Wszystkim… wspólnymi siłami tak jak zawsze o tym marzyłem. O wspólne walce, ramię w ramię.
        - Nawet jeśli wylądujemy na dwóch krańcach świata
        Nawet jeśli zapomnimy o swoim istnieniu
        Odnajdę cię,
        Zawsze cię odnajdę
        Nie ważne ile czasu to zajmie.
– Spojrzałem na Michelle a ona na mnie. Wiedzieliśmy, że wraz z końcem tej pieśni ona zniknie. Len był martwy a resztka jego energii wylądowała w ciele odrodzonej bogini. Nie mogła dłużej zostać, bo pieśń pochłaniała dziesięć razy więcej energii niż normalnie. Zacisnąłem mocniej swoją dłoń na jej. Uda nam się… razem uda nam się…
        - Przez wieczność, która wciąż powtarza swój bieg,
        W ciemności nieograniczonej samotności.

        Byłeś tym, którego szukałam
        Zawsze byłaś tą, której szukałem.
        Przyciąga nas przysięga, nasza więź

        - Mama…? – usłyszałem głos syna za swoimi plecami. Serce zamarło mi na chwilę. Co on tu robił!? Dlaczego tu był!? Przecież miał być bezpieczny pod barierami Neraidy… barierami, które już dawno zniknęły…  Nie zdążyłem zareagować, ale Michelle się nie zawahała. Podbiegła do Sina i po chwili wszystko umilkło. – Mama…? – zapytał przerażony. Plecy bogini były całe we krwi. Przyjęła na siebie atak Suzaku… atak, którego nie zauważyłem wystarczająco wcześnie… Pieśń została przerwana… wiedziałem jakie są tego konsekwencje ale bałem się odwrócić… bałem się… a może raczej straciłem nadzieję? – Mamo!?? – zapytał ponownie ze łzami w oczach.
        - Już dobrze… nic ci nie jest Sin. – odpowiedziała po chwili. – Nie płacz… miałeś się wrodzić we mnie, a nie w tatusia. – nie widziałem jej twarzy ale wiedziałem, że uśmiechała się pokrzepiająco. – Kocham cię… i zawsze będę z tobą… - pocałowała go w czoło i jej ciało zniknęło, jakby w ogóle wcześniej nie istniało. Syn zapłakany machał rączkami przed sobą próbując złapać powietrze, które jeszcze chwilę temu było jego matką.
        - Mama… - zrobiłem krok w jego stronę. – MAMO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – krzyknął z taką rozpaczą w głosie, że serce prawie rozleciało mi się na miliony kawałeczków. Nie ochroniłem go… to moja wina. Dookoła niego zerwał się potężny wiatr odpychający nas wszystkich. Upadłem niedaleko Eril więc złapałem ją za rękę żeby nie odleciała jeszcze dalej. Co się działo? Co to za siła?
        - Zniszczenie… - wyszeptała księżniczka Norgardu. Spojrzałem na nią zaskoczony. Zniszczenie!?
        - Co się z nim dzieje!? – byłem bardzo spanikowany. Nie miałem zielonego pojęcia co Michelle mu zrobiła. Pierwszy raz widziałem to na oczy i nie zaprzeczę… bałem się…
        - To moc zniszczenia… Pierwszy raz matka twojego syna urządziła nam ten pokaz po twojej śmierci.  Drugi raz ty po śmierci Lediry… a trzeci Sin po śmierci Michelle… - nie mogłem uwierzyć…  użyłem mocy zniszczenia…? Ale to by wyjaśniało mój zanik pamięci. Pamiętałem, że pragnąłem siły… modliłem się o więcej mocy… otworzyłem swoje serce na ciemność i zrodziła się we mnie moc zniszczenia. Nie rozumiałem jednak jednej rzeczy. Skąd w Sinie zalążek boskości?
        - Jak to powstrzymać? – zapytałem już bardziej opanowany. Musiałem się skupić. Życie mojego syna zależało od tego czy będziemy w stanie go powstrzymać i zrobię wszystko aby to uczynić.
        - Nie wiem jak było za pierwszym razem, ale przed chwilą uratowała cię Seia. Mogę się tylko domyślać, że chodzi o jej moc. Ani Suzaku, ani Genbu nie mieli z tobą szans kiedy byłeś opętany. Ledwo zdołali się ruszać w tym huraganie ale Seiryuu dała rade. Pocałowała cię i wszystko ucichło. Zniszczenie kontra zniszczenie… - spojrzałem w stronę Sei nie spodziewając się tego co zobaczę. Jako jedyna z nas wszystkich siedziała. Nawet pozostali bogowie byli wgnieceni w ziemie. Wpatrywała się we mnie z wyciągnięta dłonią. Uśmiechnęła się i po chwili usłyszałem głos w swojej głowie… a dokładniej słowa piosenki…
        - Jeżeli mógłbyś ujrzeć ten sam kraniec nieba co ja
        Jeżeli mógłbyś usłyszeć jak mój głos drży
– ponownie zwróciłem swój wzrok na boginie. To były jej słowa… jej głos… jej pieśń.
        - Chodź i zatańcz aż po kres swoich sił
        Strzępki wspomnień dodadzą ci skrzydeł.
– poczułem ucisk w sercu, a następnie wielki ból rozsadzający moją głowę. Zamknąłem oczy i widziałem pełno obcych obrazów… obrazów z przeszłości… z odległej przeszłości… ujrzałem nasze pierwsze spotkanie… pierwszy pocałunek… pierwszy raz… widziałem wszystko od początku do końca… Seia zwracała mi moje spojrzenia… ale dlaczego? Dlaczego to robiła?! Nie chciałem tego pamiętać! Nie chciałem! Próbowałem się bronić ale nie mogłem. Widziałem swoją śmierć… nie jedną ale wszystkie… widziałem nasze wspólne wesołe i smutne chwilę… widziałem wszystko… Nie! Nie! Nie!!!!!!
        - To jak rozmawialiśmy tamtego dnia… To jak zawsze wspólnie się śmialiśmy.
        Nie poddawaj się i walcz dopóki nie odrodzimy się na nowo!
– zerwałem się z miejsca i pobiegłem w stronę syna. Czułem przepełniającą mnie obcą energię, czułem moce, których nigdy nie miałem, czułem duszę osób, które umarły… nie rozumiałem tego co się dzieję, ale wiedziałem jedno… musiałem uratować swojego syna. Wbiegłem w huragan pełny wirujących ostrzy. Jakaś niewidzialna siła mnie odpychała ale nie poddawałem się. Zmierzałem w kierunku swojego syna i kiedy zdołałem go dosięgnąć mocno go przytuliłem. Wiatr ustał… dookoła zrobiło się cicho ale dla mnie teraz liczył się jedynie mój syn i to, że był bezpieczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 451
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Cze 28, 2017 10:16 pm




           Nie chciałam tego słuchać, ale wiedziałam, że musieli. Bez tego, bez ich pieśni byliśmy zgubieni. Nie mieliśmy szans z dwoma bóstwami, kiedy nasze były u kresu swych sił. Nie mogłam, jednak, opanować bólu, który rozdzierał moje serce. Znowu przepełniły mnie te same obawy, co za każdym razem, kiedy Sin zbliżał się do którejś z nich. Owładnęła mną nienawiść, wściekłość, rozpacz i tęsknota za czymś, co oni mieli, a czego nie miałam ja. Próbowałam pocieszyć się tym, że Seia mi powiedziała, że to ostatni cykl Sina, ale to nie było wystarczające. Już nie miałam siły płakać i histeryzować, po prostu nie mogłam. Niewiele to dawało oprócz kolejnych wątpliwości.
     Obroniłam się przed jednym z ciosów Genbu, ale kolejny już niestety trafił mnie w ramię. Jęknęłam i przygryzłam wargę, łapiąc się za krwawią ranę. Ledwo stałam na nogach, nie przez osłabienie, ale przez siłę wiatru, który nas otaczał. Coraz bardziej wątpiłam w swoje powodzenie. Po prostu byłam zmęczona ciągłą walką. Wiedziałam, że nawet jak skończy się ta bitwa, pozostaną jeszcze dwie. Sin nie pozwoli królestwo Norgardu dalej tak niszczyć życia Eril, a ja nie chcę, aby mojemu bratu uszło na sucho to, co zrobił. Przez niego zostałam zgwałcona, obdarta z ubrań i dumy przed grupą wysoko postawionych polityków. Nawet nie był w stanie na mnie patrzeć, kiedy Siggir wbrew mojej woli mnie pojął.
     - Jesteś zabawna – bóstwo węży ze mnie szydziło i doprowadzało do furii. Nie byłam w stanie go pokonać, nie mogłam go nawet osłabić. Był zbyt silny. Na co mi te wszystkie moce, kiedy nic nie dają?
     Przygryzłam wargę i zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam byłam pewna, że pojawił się w nich niebieski płomień. Wiedziałam, że dużo ryzykowałam. Próbowałam kontrolować tę moc, ale nie byłam w stanie. Była zbyt silna, co wzbudzało we mnie niepokój o to, do czego zdolny był Len. Najwidoczniej i to nie było ważne przy starciu z dwoma bóstwami, w tym jednym w pełni swoich możliwości. Genbu od razu rozpoznał umiejętność i cofnął się. Uśmiechnęłam się triumfalnie pod nosem i byłam gotowa użyć tej mocy, ale nie zdołałam. Mocne uderzenie powietrza odrzuciło mnie na drzewo, przyprawiając o zawroty głowy i przeraźliwy strach. Nie wiedziałam, dlaczego się tak spięłam. Czułam się tak, jakby w mojej głowie włączył się czerwony alarm i wył wniebogłosy. A potem wszystko ucichło. Powietrze całkowicie zniknęło i mogłam bardzo dokładnie widzieć, co się działo. Michelle już nigdzie nie było. Neraida ledwo się ruszała, Seia jako jedyna siedziała, Sin obejmował Juniora… Kompletnie nie wiedziałam, co się działo, a głowa mnie niemiłosiernie bolała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   

Powrót do góry Go down
 
Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 25 z 25Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: