IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25
AutorWiadomość
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#601PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Cze 18, 2017 11:52 pm


             Serce biło mi jak szalone kiedy biegłam z Lenem w stronę wioski feniksów. Poczułam nie tylko obecność Genbu i Suzaku ale również Michelle. Jak to możliwe? Dlaczego ona była w stanie się odrodzić bez pomocy swojego syna? To wszystko moja wina… nigdy nie powinnam wymienić się z nią ciałami. Chciałam pomóc Sinowi a jedynie bardziej przeze mnie cierpiał…
             - Michelle! – krzyknęłam kiedy zobaczyłam co robiła z ciałem Sina. To było niewybaczalne… jak ona śmiała. Przecież on przez nią zginie… Ruszyłam w jej stronę ale poczułam jak moc zniszczenia mnie odpycha. Byłyśmy jak dwie ujemne strony magnesu, nie mogłyśmy znieść swojej obecności. Te same dary, te same obawy. Obie wiedziałyśmy jak to jest stracić kogoś, kogo życie ceniłyśmy ponad swoje. Dlatego wiedziałam co mam robić i nie bałam się… Weszłam w wir czując jak moc zniszczenia pali mnie od środka. Ostrza przecinały moje ciało a niesamowity ból ogarną moje myśli. Mimo to nie zatrzymałam się… Sin, uratuje cię. Nie pozwolę ci umrzeć… nie tym razem. Michelle musiała wiedzieć, że przybyłam. Nie tylko ona osłabiała mnie ale i ja ją.
             - Sin! – krzyknęłam wiedząc, że i tak mnie nie słyszy. W tym momencie jego dusza była odcięta od świata zewnętrznego. Bogini w ciele przywódcy ledwo stała na nogach. Gdyby nie wir dookoła nas pewnie już dawno zostałybyśmy zaatakowane. Wyciągnęłam rękę w kierunku ukochanego i musnęłam jego policzek. Przybliżyłam się do niego na tyle ile byłam w stanie i złączyłam nasze wargi.
            Nagle zrobiło się cicho. Wiatr ustał podobnie jak grzmoty. Leżałam w ramionach Sina, który wrócił do swojego ciała. Jego włosy na powrót stały się białe a oczy bursztynowe. Wpatrywał się we mnie przerażony ale nie przeszkadzało mi to. Ważne, że nie widziałam w jego oczach nienawiści.
             - Se… - poczułam mocne uderzenie i razem z feniksem poleciałam kilkanaście metrów do przodu. Sin nie zdążył dokończyć ale udało mi się objąć go mocno i resztkami sił otoczyć otoczyć barierą.  Poczułam kolejne uderzenie i następne. Suzaku próbował przebić się przez naszą osłonę, ale Len mu przeszkodził. Młody półbóg nie był już tak silny jak wcześniej i to z mojej winy. Gdyby nie przekazał mi wtedy energii zniknęłabym tak jak planowałam w noc ceremonii ślubnej. Nie potrzebnie powiedziałam mu, że zginie razem ze mną kiedy odmówił zostania moim strażnikiem. Przez to wszystko się skomplikowało.
             - Kiedy zapada zmierzch nadchodzi bezkresna ciemność… – słysząc te słowa zamarłam… Czy on naprawdę chcę… ?
             - Len, nie! – krzyknęłam lecz chłopak mnie nie słuchał. Odepchnął Suzaku i jednym ze swoich mieczy przyłożył do klatki piersiowej.
             - Lecz to nie jest koniec drogie dziecko, śmierć nie jest końcem, lecz dopiero początkiem… początkiem twojego snu. - Zanim zdążyłam złapać go za rękach skończył mówić. Krew zaczęła kapać kiedy przeszył na wylot swoje ciało. Zamurowało mnie… nie chciał umierać, a zrobił coś takiego wiedząc, że to ostatni raz kiedy będzie w stanie to zrobić… dla swoich przyjaciół poświęcił życie pozwalając powrócić z czeluści piekieł jedynej osobie, która mogła nam teraz pomoc.
Suzaku uśmiechnął się triumfalnie widząc martwe ciało chłopaka. Nie wiedział, że Len otrzymał najpotężniejszą moc klucza jaka istnieje. Nawet nie podejrzewał tego, kogo spotka i słysząc słowa pieśni cały zbladł odwracając wzrok w kierunku źródła głosu.
             - Poprzez tysiące nocy…
             - Wieczność wzywa nasze dusze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#602PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Cze 19, 2017 5:56 pm




           - Adanthir… - spojrzałam na Sena i podążyłam za jego spojrzeniem. Widząc nowych wojowników i to kim byli zbladłam jak ściana. Poczułam się tak, jakby ktoś mnie kopnął w splot słoneczny. Zapomniałam jak się oddycha i byłam pewna tego, co zaraz zobaczę. Wcale nie chciałam tego oglądać. Nie chciałam widzieć jak osoba, którą uważałam za swojego największego rywala w miłości dociera do mojego męża, do którego ja nie potrafiłam. Wołałam go, ale nie reagował.
     - Si… - zaczęłam już ruszając w ich kierunku, ale dowódca tylko zagrodził mi drogę.
     - Adanthir, nie – zatrzymał mnie i mocno przytulił. Powiedział to tak stanowczo, że nie umiałam się temu sprzeciwić. Niestety to niewiele dało, bo doskonale wiedziałam, co się tam działo i jaki jest tego efekt. Wszystko ucichło, tak po prostu. Teraz ta cisza była dla mnie ogłuszająca i chciałam usłyszeć jakikolwiek hałas. Cokolwiek, co odsunęłoby moje myśli od aktualnych wydarzeń. I udało się. Pojawiło się coś takiego.
     - Zostaw mnie! – warknęłam, odpychając Sena od siebie i sięgając po sztylet, wiszący u mojego pasa. Spojrzałam na niego, zagryzłam wargę i odrzuciłam gdzieś w las. Miłość… Oddanie… Nic tylko KURWA BREDNIE! „Kocham cię…” Doprawdy? A to nie mnie posłuchałeś! Nie na mnie zareagowałeś! – Nie waż się! – warknęłam na wojownika, kiedy otwierał usta, aby zapewne przemówić mi do rozsądku. Sin się obudził, ale nie byłam w stanie powiedzieć, że go odzyskałam. Czy on kiedykolwiek był mój? – Daj mi swój miecz.
     - Co takiego?
     - Nie słyszałeś? Daj mi swój miecz… - Sięgnęłam ręką, żeby dostać się do broni, ale Sena już nie było przede mną. Wściekłość się we mnie zagotowała. – TO SIĘ PIERDOL! – ryknęłam i szybko rozejrzałam się po okolicy. To, czego potrzebowałam leżało przy martwym ciele Lena. Skierowałam się w tamtą stronę, ale nie przebyłam nawet połowy drogi, kiedy zagrodził mi Siggir.
     - Kłopoty w miłosnym raju? – rzucił szyderczo i uśmiechnął się arogancko.
     - Genbu! – bóstwo feniksów się odezwało. Wąż spojrzał na mnie, po czym odwrócił się zamiarem zaatakowania Michelle. Pozwoliłabym mu. Oj, tak bardzo jak chciałam jej śmierci, nie pragnęłam niczego w życiu, ale Len poświęcił swoje życie, aby ona się odrodziła i coś czułam, że była naszą jedyną deską ratunku. Może to i lepiej. Pokona te pierdolone bóstwa i wtedy OSBIŚCIE się nią zajmę. Choćby miało mnie to wpędzić do grobu. To od niej wszystko się zaczęło.
     - Ona jest moja! – przeniosłam się na drogę, którą kierował się bóg. Mężczyzna się zatrzymał i parsknął śmiechem.
     - I co niby zrobisz?
     - Więcej niż taki tchórzliwy bóg jak ty – warknęłam, stając naprzeciw bóstwa. Powinnam uciec stąd jak najdalej. Zostawić to wszystko, zabrać dzieci i wyplątać się z tej beznadziejnej gry w kotka i myszkę. Jakie miałam z nim szanse? Ale nie mogłam. Po prostu nie byłam w stanie tego tak rzucić. Musiałam na kogoś zwalić winę za to, że nie potrafiłam zatrzymać przy sobie żadnego mężczyzny, a jedynym rozwiązaniem okazywał się Genbu. Musiałam gdzieś ulokować swoją wściekłość i nienawiść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#603PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Cze 28, 2017 12:13 am


        Przez chwilę nie wiedziałem co się dzieję. Wszystko wokół było dosłownie w strzępach, jakby przeszedł tędy potężny huragan. Zdezorientowanie i strach ogarną moje ciało. Poczułem na sobie rozbryzg krwi, a gdy spojrzałem w górę serce zabiło mi mocniej widząc do kogo należy. Len przebity własnym mieczem. Jego ostatnie słowa mnie zaniepokoiły, czy on właśnie sam się zabił?
        - Sin… - usłyszałem cichy szept i dopiero teraz zauważyłem, że w moich ramionach leżała Seia. Wyglądała potwornie, a jej ciało powoli znikało. Nie… nie… to niemożliwe… Suzaku zamachnął się aby nas zaatakować ale trafił w barierę bogini. Co tu się działo? Dlaczego do cholery nic nie pamiętam!?
        Eril i Ledoc trzymali równie martwą Neraidę. Nigdzie nie widziałem Adanthir i to najbardziej mnie martwiło. Jeżeli coś się jej stało to nigdy sobie nie wybaczę. Była całym moim życiem i bez niej nie dam sobie rady…
        - Sin… - Seia ponownie próbowała zwrócić na siebie moją uwagę. Spojrzałem się na nią z wielkim trudem. Przyglądanie się jej w takim sprawiało, że czułem ogromne wyrzuty sumienia. Nie wiedziałem dlaczego ale byłem pewny, że to przeze mnie skończyła w takim stanie. – Ona… nadchodzi… - ona? Jaka ona? O co jej chodziło? Po chwili wszystko stało się jasne.  Serce zabiło mi mocniej kiedy usłyszałem słowa pieśni. Znajomej pieśni… Odwróciłem się w stronę źródła głosu i zobaczyłem ją. Michelle w długich czarnych włosach i ametystowych oczach. Bogini zniszczenia odrodzoną dzięki Lenowi i jego mocy klucza. Poświęcił się aby ona mogła żyć przez krótką chwilę… ? Dlaczego…?
        - Śpiewaj… - Seia złapała mnie za koszulę. – Zaśpiewaj naszą pieśń… - nie umiałem ukryć zdziwienia.
        - Naszą…? – powtórzyłem jak głupi. Bogini uśmiechnęła się w odpowiedzi i wszystko zrozumiałem… Słowa pieśni… jej znaczenie… nie były o mnie i Michelle… ale o mnie i Seii… o naszym wspólnym szukaniu siebie pomiędzy życiami…
        - Poprzez tysiące dni.
        Wieczność wzywa nasze dusze.
– powtórzyłem za Michelle i wstałem kadząc wcześniej dziewczynę na piasku.  – MICHELLE!! – krzyknąłem dając jej znak. Doskonale rozumiałem plan Lena. Nasza pieśń to jedyna szansa na ratunek. Dzięki niej Neraida i Seia odzyskają swoje moce, podobnie jak wszyscy dookoła. Zmieciemy te dwa parszywe bóstwa z powierzchni ziemi.
        Suzaku i Genbu rzucili się w stronę bogini zniszczenia ale Ledoc i Sen ich przyblokowali. Dopiero teraz zauważyłem, że Eril została sama z Byakko. To miało sens… Ledoc i moc przecinająca się przez wszystko i Sen z mocą teleportacji. To się mogło udać.
        - Z odmętów ciemności odrodziłam duszy cień
        Przemierzając świat szukając swej zemsty i krwi.
– Michelle biegła w moją stronę wymijając wojowników. Nasza pieśń zadziała tylko wtedy jeżeli złączymy nasze dłonie. To była jedyna szansa dlatego również ruszyłem w jej stronę.
        - Zagubiony w wiecznym śnie nie wiedziałem gdzie mam biec
        Przeznaczenie blokowało wszelkie decyzje me.
– Genbu używając mocy Sena pojawił się przed Michelle, ale na pomóc przybyła jej Adanthir. Kamień spadł mi z serca widząc ją całą i zdrową, a przede wszystkim nie atakującą bogini. Pamiętałem, że przed tymi wszystkimi wydarzeniami obie pałały do siebie nienawiścią i byłem szczerze zadowolony, że postanowiły choć raz współpracować.
        - Troska i czułość to właśnie twa siła, która potrafi skruszyć mój lód. – Michelle była zmuszoną odskoczyć, ponieważ Siggir nie dawał za wygraną. Ada próbowała, ale nie miała z nim szans dlatego cała nadzieje we mnie i moim dotarciu do nich. Byłem już coraz bliżej, a kiedy próbowałem złapać ją za rękę zostałem odepchnięty przez bóstwo węży i z impetem uderzyłem o ścianę budynku. Opadłem na piasek czując jak kręci mi się w głowie. Stróżka krwi spływała przez moją twarz zmieniając wzrok na szkarłatny. Z trudem podniosłem się do pozycji stojącej i wyciągnąłem rękę w kierunku Michelle.
        - Wsparcie i wierność to tym odznaczasz się
        Razem stanowimy jedność.
– kobieta pojawiła się przede mną w towarzystwie Sena. Ledwo przełknąłem ślinę na myśl o tym, że Ada została sama z tym potworem. Na szczęście Michelle rozwiała mój niepokój łapiąc mnie za rękę. Jej twarz nie była smutna, ani uśmiechnięta, nie widziałem na niej bólu ani strachu. Widziałem determinacje… ona również chciała ich wymordować tak samo jak ja i nie tylko ja. To przez nich wszystko się pomieszało… to oni skrzywdzili moją żone… zabili przyjaciela z dzieciństwa i wierną przywódczynie… to przez nich Len odebrał sobie życie i wszyscy dookoła byli ranni. Należała się im śmierć… bolesna śmierć… Dlatego właśnie splotłem swoje palce z palcami Michelle i razem postanowiliśmy ich zniszczyć.
        - Przez wieczność, która wciąż powtarza swój bieg,
        W ciemności nieograniczonej samotności.
        Byłeś tym, którego szukałam
        Zawsze byłaś tą, której szukałem.
        Przyciąga nas przysięga, nasza więź
        Nawet kiedy jesteśmy daleko siebie
        Łączy nas niewidzialna czerwona nić przeznaczenia
        Daleko poza czasem
        Wypełnionym przez zgubny los
        Stoimy tam teraz razem
, czekając na swój koniec.
 - Nawet nie zauważyłem kiedy Neraida i Seia rzuciły się do ataku. Wyglądały i walczyły jakby dopiero się odrodziły. Ich siła była niebywała, a przeciwnicy uginali się pod ich ciężarem. Mogliśmy to wygrać… wierzyłem, że nam się uda. Wszystkim… wspólnymi siłami tak jak zawsze o tym marzyłem. O wspólne walce, ramię w ramię.
        - Nawet jeśli wylądujemy na dwóch krańcach świata
        Nawet jeśli zapomnimy o swoim istnieniu
        Odnajdę cię,
        Zawsze cię odnajdę
        Nie ważne ile czasu to zajmie.
– Spojrzałem na Michelle a ona na mnie. Wiedzieliśmy, że wraz z końcem tej pieśni ona zniknie. Len był martwy a resztka jego energii wylądowała w ciele odrodzonej bogini. Nie mogła dłużej zostać, bo pieśń pochłaniała dziesięć razy więcej energii niż normalnie. Zacisnąłem mocniej swoją dłoń na jej. Uda nam się… razem uda nam się…
        - Przez wieczność, która wciąż powtarza swój bieg,
        W ciemności nieograniczonej samotności.

        Byłeś tym, którego szukałam
        Zawsze byłaś tą, której szukałem.
        Przyciąga nas przysięga, nasza więź

        - Mama…? – usłyszałem głos syna za swoimi plecami. Serce zamarło mi na chwilę. Co on tu robił!? Dlaczego tu był!? Przecież miał być bezpieczny pod barierami Neraidy… barierami, które już dawno zniknęły…  Nie zdążyłem zareagować, ale Michelle się nie zawahała. Podbiegła do Sina i po chwili wszystko umilkło. – Mama…? – zapytał przerażony. Plecy bogini były całe we krwi. Przyjęła na siebie atak Suzaku… atak, którego nie zauważyłem wystarczająco wcześnie… Pieśń została przerwana… wiedziałem jakie są tego konsekwencje ale bałem się odwrócić… bałem się… a może raczej straciłem nadzieję? – Mamo!?? – zapytał ponownie ze łzami w oczach.
        - Już dobrze… nic ci nie jest Sin. – odpowiedziała po chwili. – Nie płacz… miałeś się wrodzić we mnie, a nie w tatusia. – nie widziałem jej twarzy ale wiedziałem, że uśmiechała się pokrzepiająco. – Kocham cię… i zawsze będę z tobą… - pocałowała go w czoło i jej ciało zniknęło, jakby w ogóle wcześniej nie istniało. Syn zapłakany machał rączkami przed sobą próbując złapać powietrze, które jeszcze chwilę temu było jego matką.
        - Mama… - zrobiłem krok w jego stronę. – MAMO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! – krzyknął z taką rozpaczą w głosie, że serce prawie rozleciało mi się na miliony kawałeczków. Nie ochroniłem go… to moja wina. Dookoła niego zerwał się potężny wiatr odpychający nas wszystkich. Upadłem niedaleko Eril więc złapałem ją za rękę żeby nie odleciała jeszcze dalej. Co się działo? Co to za siła?
        - Zniszczenie… - wyszeptała księżniczka Norgardu. Spojrzałem na nią zaskoczony. Zniszczenie!?
        - Co się z nim dzieje!? – byłem bardzo spanikowany. Nie miałem zielonego pojęcia co Michelle mu zrobiła. Pierwszy raz widziałem to na oczy i nie zaprzeczę… bałem się…
        - To moc zniszczenia… Pierwszy raz matka twojego syna urządziła nam ten pokaz po twojej śmierci.  Drugi raz ty po śmierci Lediry… a trzeci Sin po śmierci Michelle… - nie mogłem uwierzyć…  użyłem mocy zniszczenia…? Ale to by wyjaśniało mój zanik pamięci. Pamiętałem, że pragnąłem siły… modliłem się o więcej mocy… otworzyłem swoje serce na ciemność i zrodziła się we mnie moc zniszczenia. Nie rozumiałem jednak jednej rzeczy. Skąd w Sinie zalążek boskości?
        - Jak to powstrzymać? – zapytałem już bardziej opanowany. Musiałem się skupić. Życie mojego syna zależało od tego czy będziemy w stanie go powstrzymać i zrobię wszystko aby to uczynić.
        - Nie wiem jak było za pierwszym razem, ale przed chwilą uratowała cię Seia. Mogę się tylko domyślać, że chodzi o jej moc. Ani Suzaku, ani Genbu nie mieli z tobą szans kiedy byłeś opętany. Ledwo zdołali się ruszać w tym huraganie ale Seiryuu dała rade. Pocałowała cię i wszystko ucichło. Zniszczenie kontra zniszczenie… - spojrzałem w stronę Sei nie spodziewając się tego co zobaczę. Jako jedyna z nas wszystkich siedziała. Nawet pozostali bogowie byli wgnieceni w ziemie. Wpatrywała się we mnie z wyciągnięta dłonią. Uśmiechnęła się i po chwili usłyszałem głos w swojej głowie… a dokładniej słowa piosenki…
        - Jeżeli mógłbyś ujrzeć ten sam kraniec nieba co ja
        Jeżeli mógłbyś usłyszeć jak mój głos drży
– ponownie zwróciłem swój wzrok na boginie. To były jej słowa… jej głos… jej pieśń.
        - Chodź i zatańcz aż po kres swoich sił
        Strzępki wspomnień dodadzą ci skrzydeł.
– poczułem ucisk w sercu, a następnie wielki ból rozsadzający moją głowę. Zamknąłem oczy i widziałem pełno obcych obrazów… obrazów z przeszłości… z odległej przeszłości… ujrzałem nasze pierwsze spotkanie… pierwszy pocałunek… pierwszy raz… widziałem wszystko od początku do końca… Seia zwracała mi moje spojrzenia… ale dlaczego? Dlaczego to robiła?! Nie chciałem tego pamiętać! Nie chciałem! Próbowałem się bronić ale nie mogłem. Widziałem swoją śmierć… nie jedną ale wszystkie… widziałem nasze wspólne wesołe i smutne chwilę… widziałem wszystko… Nie! Nie! Nie!!!!!!
        - To jak rozmawialiśmy tamtego dnia… To jak zawsze wspólnie się śmialiśmy.
        Nie poddawaj się i walcz dopóki nie odrodzimy się na nowo!
– zerwałem się z miejsca i pobiegłem w stronę syna. Czułem przepełniającą mnie obcą energię, czułem moce, których nigdy nie miałem, czułem duszę osób, które umarły… nie rozumiałem tego co się dzieję, ale wiedziałem jedno… musiałem uratować swojego syna. Wbiegłem w huragan pełny wirujących ostrzy. Jakaś niewidzialna siła mnie odpychała ale nie poddawałem się. Zmierzałem w kierunku swojego syna i kiedy zdołałem go dosięgnąć mocno go przytuliłem. Wiatr ustał… dookoła zrobiło się cicho ale dla mnie teraz liczył się jedynie mój syn i to, że był bezpieczny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#604PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Cze 28, 2017 10:16 pm




           Nie chciałam tego słuchać, ale wiedziałam, że musieli. Bez tego, bez ich pieśni byliśmy zgubieni. Nie mieliśmy szans z dwoma bóstwami, kiedy nasze były u kresu swych sił. Nie mogłam, jednak, opanować bólu, który rozdzierał moje serce. Znowu przepełniły mnie te same obawy, co za każdym razem, kiedy Sin zbliżał się do którejś z nich. Owładnęła mną nienawiść, wściekłość, rozpacz i tęsknota za czymś, co oni mieli, a czego nie miałam ja. Próbowałam pocieszyć się tym, że Seia mi powiedziała, że to ostatni cykl Sina, ale to nie było wystarczające. Już nie miałam siły płakać i histeryzować, po prostu nie mogłam. Niewiele to dawało oprócz kolejnych wątpliwości.
     Obroniłam się przed jednym z ciosów Genbu, ale kolejny już niestety trafił mnie w ramię. Jęknęłam i przygryzłam wargę, łapiąc się za krwawią ranę. Ledwo stałam na nogach, nie przez osłabienie, ale przez siłę wiatru, który nas otaczał. Coraz bardziej wątpiłam w swoje powodzenie. Po prostu byłam zmęczona ciągłą walką. Wiedziałam, że nawet jak skończy się ta bitwa, pozostaną jeszcze dwie. Sin nie pozwoli królestwo Norgardu dalej tak niszczyć życia Eril, a ja nie chcę, aby mojemu bratu uszło na sucho to, co zrobił. Przez niego zostałam zgwałcona, obdarta z ubrań i dumy przed grupą wysoko postawionych polityków. Nawet nie był w stanie na mnie patrzeć, kiedy Siggir wbrew mojej woli mnie pojął.
     - Jesteś zabawna – bóstwo węży ze mnie szydziło i doprowadzało do furii. Nie byłam w stanie go pokonać, nie mogłam go nawet osłabić. Był zbyt silny. Na co mi te wszystkie moce, kiedy nic nie dają?
     Przygryzłam wargę i zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam byłam pewna, że pojawił się w nich niebieski płomień. Wiedziałam, że dużo ryzykowałam. Próbowałam kontrolować tę moc, ale nie byłam w stanie. Była zbyt silna, co wzbudzało we mnie niepokój o to, do czego zdolny był Len. Najwidoczniej i to nie było ważne przy starciu z dwoma bóstwami, w tym jednym w pełni swoich możliwości. Genbu od razu rozpoznał umiejętność i cofnął się. Uśmiechnęłam się triumfalnie pod nosem i byłam gotowa użyć tej mocy, ale nie zdołałam. Mocne uderzenie powietrza odrzuciło mnie na drzewo, przyprawiając o zawroty głowy i przeraźliwy strach. Nie wiedziałam, dlaczego się tak spięłam. Czułam się tak, jakby w mojej głowie włączył się czerwony alarm i wył wniebogłosy. A potem wszystko ucichło. Powietrze całkowicie zniknęło i mogłam bardzo dokładnie widzieć, co się działo. Michelle już nigdzie nie było. Neraida ledwo się ruszała, Seia jako jedyna siedziała, Sin obejmował Juniora… Kompletnie nie wiedziałam, co się działo, a głowa mnie niemiłosiernie bolała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#605PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Wrz 08, 2018 7:07 pm



        Umierałam. Wiedziałem, że zaraz zniknę, że odrodzę się na nowo, że już nigdy więcej nie zobaczę Sina i jego ciepłego uśmiechu. Wiedziałam, że już nigdy mnie nie dotknie, nie przytuli, nie pocałuje… Wiedziałam to wszystko i pewnie dlatego to zrobiłam. Pokazałam mu wszystko. Nasze wspólne chwilę, te wesołe i smutne, to jak byliśmy ze sobą szczęśliwi i to jak płakałam, kiedy umierał w moich ramionach. Nie chciałam zniknąć z jego życia, nie chciałam żeby mnie zapomniał, kochałam go bardziej niż kogokolwiek na świecie, był wszystkim co kiedykolwiek miałam. Sin… przepraszam cię… za to, że jestem tak bardzo samolubna.
        - Obejmij mnie! Pragnę cię! Chcę poczuć smak twoich warg
        Ale czy ty nadal tam jesteś?
        Wspólnie przebrniemy przez pola walki, którymi są nasze życia!
– śpiewałam z całych swoich sił. Mój głos rozbrzmiewał w ciszy, która nastała po tym jak huragan zniszczenia zniknął. Każdy dokładnie słyszał moje słowa, ale to nie miało teraz żadnego znaczenia. Moja moc… moja moc, której tak bardzo nienawidziłam, która obróciła moje życie w koszmar, zadziałała. Pierwszy raz od stuleci byłam wdzięczna, że posiadam najbardziej bezużyteczną moc na świecie. Nigdy nie byłam tak bardzo dumna z siebie jak teraz. W końcu i ja mogę walczyć!
        - Zabij mnie! Jeżeli miałam bym popaść w nicość! – zaśpiewałam wstając i kierując swoje ramie w stronę Sina. Przekazywałam mu swoje życie, oddawałam cała swoją energie i wiedziałam, że on również to czuje. Wiedział, że śpiewałam słowa swojej śmierci.
        - Albo pozwól żyć! I obserwuj początek zniszczenia!
        Czy zdarzy się cud? Który zamknie przede mną niebiosa?

        - Seia! – krzyknął, kiedy Suzaku wysłał w moją stronę ognisty atak, który odbił się od bariery, którą stworzył Sin. Mój ukochany mnie obejmował. W tej chwili to ja byłam zwykłą śmiertelniczką, a Sin bóstwem posiadającym wszystkie moje moce. Do końca pieśni był niezwyciężony, ponieważ to JA, Seiryuu byłam najpotężniejszym bóstwem na świecie.
        - Walcz. – wyszeptałam i białowłosy odsunął się ode mnie. Nic nie powiedział, ale jego oczy wypełnione były smutkiem i żalem. Był na mnie zły, że złamałam obietnice i pokazałam mu to, czego nigdy nie chciał zobaczyć.  
        - Pośród tych pulsujących emocji…–
        Boje się… że zapomnę kim naprawdę byłam…
        Pochłoną mnie płomienie mych własnych uczuć…
        Tylko siła żeby być słabym zwycięży!
        Jeżeli to nie byłabym ja…
        Jeżeli to nie byłbyś ty…
        Nigdy byśmy nie poznali co to znaczy miłość!
– Do tej pory Sin stał obok mnie, słuchając prawdziwych uczuć, które na niego przelewałam. Po chwili zamknął jednak oczy, otworzył usta i wyszeptał: „Żegnaj”, przez co moja wizja zrobiła się niewyraźna. Mężczyzna odbiegł walczyć z przeciwnikami zostawiając mnie całą zapłakaną. Czego w sumie się spodziewałam? Myślałam, że po tym wszystkim powie „Kocham cię?” Kogo ja chciałam oszukać? Pragnęłam, żeby wypowiedział te słowa, ale wiedziałam, że tego nie zrobi. Znałam go bardziej niż on sam siebie, dlatego ocierając swoje łzy śpiewałam dalej. Wygram te wojnę, nie przegram!
        -Przepuść mnie! Pozwól mi! Udać się na skraj ciemności.
        Chcę biec! Uciekać! Dopóty nie zmienię się znów w popiół.
        Pragnę umrzeć! Krzyczeć! Niech każdy usłyszy mój głos.
        Dopóki znów się nie odrodzę…
        Ponieważ wiem, że nawet wtedy… zawsze pozostaniesz w mych wspomnieniach…
– Sin posiadał wszelkie moce bóstwa smoków, w tym dwie najpotężniejsze moce na świecie: Michelle i Lena. Walka nie trwała nawet minut i gdybym wcześniej zebrała w sobie tyle odwagi by zniknąć nikt nie musiałby cierpieć. Dziecko nie musiałoby widzieć jak jego matka umiera, Neraida i inni nie zostaliby ranni, ale byłam zbyt samolubna. Nie chciałam odchodzić, nie chciałam go zostawić. To był ostatni raz… już więcej go nie zobaczę… I kiedy dotarło to do mnie padłam na ziemie obejmując się ramionami i szlochając. Sin! Sin! Wołałam w duchu. Nie! Nie! Nie! Krzyczałam pogrążając się w swojej rozpaczy, z której wyrwał mnie pisk Eril.
        - Sin! – krzyknęła, a ja jak przez mgłę przyglądałam się śmiertelnikom biegnącym do ciała leżącego na piachu. Ciało białowłosego przywódcy… mojego Sina…
        Próbowałam wstać, ale ciało odmawiało mi posłuszeństwa, cała się trzęsłam, zęby mi zgrzytami i nie byłam w stanie wydusić ani jednego słowa. Powoli na czworaka pełzłam w stronę ukochanego. Głosy innych były przytłumione. Słyszałam głośne bicie swojego serca, które wydawałoby się, że miało eksplodować. Nie… to niemożliwe… nie mogłam go znowu…
        Kiedy znalazłam się już dostatecznie blisko, ktoś zrobił mi przejście. W oddali słyszałam głośne szlochy, mimo, że byłam tuż obok. Drżącą ręką dotknęłam lodowatego ciała, otworzyłam usta, ale nie mogłam niczego powiedzieć. To się nie działo… dlaczego? Przecież zrobiłam wszystko dobrze… zrobiłam tak samo jak wtedy!
        - S… i… n…. – wydukałam niemal niesłyszalnie. Martwy… - Sin… - powiedziałam już głośniej, szturchając nadal trzęsącą ręką jego ciało. – Nie wygłupiaj się, proszę przestań żartować… - ruszałam jego ciałem w każdą stronę. – NIE WAŻ SIĘ UMRZEĆ PRZEDE MNĄ! – krzyknęłam mocno uderzając pięścią w jego ciało. – NIE WAŻ SIĘ! NIE WOLNO CI! – biłam jak szalona, aż w końcu położyłam zapłakaną twarz na jego torsie. – Obiecałeś mi. Obiecałeś, że będziesz szczęśliwy w ostatnim życiu, które ci podarowałam! – powoli przestawałam czuć chłód jego ciała, przestawałam słyszeć głosy dookoła mnie. Moje ciało zaczęło znikać. – Sin! Obudź się! To nie może się tak skończyć… Nie chcę… - wyszeptałam dotykając jego policzka. – Proszę… nie rób mi tego… nie… - nie widziałam już własnej ręki, ani nóg, nie czułam już własnych łez. Nie czułam niczego i po chwili zdałam sobie sprawę, że nie widzę już niczego. Otaczała mnie ciemność, która pochłaniała mnie jak klątwa, która zniszczyła moje życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#606PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Wrz 09, 2018 9:07 pm




          Dźwięki docierały do mnie, jakby zza ściany. Słyszałam uderzenia stali o stal, krzyki i ten hałas, jaki wydawał wiatr, ale to na przemian robiło się głośniejsze i cichło, jakbym momentami traciła przytomność. Byłam wykończona, bo moc Lena była ciężka i pochłaniała wiele energii. Nawet nie zdołałam wykonać żadnego ataku, a już nie miałam na nic siły. Powinnam była wyssać energię z bóstw, ale nawet się do nich zbliżyć nie mogłam. Ojciec przy nich nie był żadnym przeciwnikiem, a z jego pokonaniem mieliśmy straszne problemy. Moje moce były po prostu bezużyteczne. Zamiast kolekcjonować kolejne powinnam była rozwijać te, które już posiadałam. Może wtedy moje starania by cokolwiek dały w tej walce. A tak to byłam po prostu bezużyteczna, więc już nawet nie podnosiłam się spod tego drzewa. Z resztą byłam wykończona, nie utrzymałabym się na nogach przy takim naporze powietrza, a jak opierałam się o to drzewo to nie leciałam do tyłu. Przynajmniej dopóki korzeń nie puściły pod naporem tej siły. W ostatniej chwili zagięłam przestrzeń wokół siebie, żeby nie połamać sobie kręgosłupa przy zderzeniu z ziemią. Jęknęłam czując pod plecami twarde podłoże i już tym razem musiałam się podnieść, żeby nie polecieć dalej. Z trudem podparłam się dłońmi o ziemię, wbijając w nią paznokcie. Na drżących nogach się podniosłam i rozejrzałam. Walka była okropna, a najgorsze było to, że Junior spotkał matkę tylko po to, aby znowu ją stracić, aby zniknęła na jego oczach. Nawet nie chciałam wiedzieć, jak się poczuł, ale to był dla niego taki impuls, że powietrze znowu się zagęściło. Wpadł w rozpacz, a doskonale wiedziałam, że rozpacz pozbawiała kontroli nad własnymi mocami. A te mogłyby go zabić, gdyby jego tata nie zainterweniował. Powstrzymał go, a potem wszystko się jeszcze zaogniło. Pojawiła się kolejna pieśń i kolejny raz słuchałam o miłości Sina z Seią. Już nie próbowałam wyprzeć z siebie tych dźwięków, bo to i tak nie miało sensu. Znowu przepełniły mnie wyrzuty sumienia, że odebrałam Seiryuu mężczyznę, dla którego tyle poświęciła. Jej czyny, które mnie zraniły przestały mieć znaczenie. Nie mogłam jej tak zostawić i chociaż nie miałam siły spróbowałam się do niej zbliżyć. Chciałam dać jej wsparcie, pierwszy raz zachować się jak prawdziwa przyjaciółka, ale nie byłam w stanie. Nie mogłam do niej podejść, nie miałam siły. Ilekroć robiłam krok, moce mnie odsuwały o kilka do tyłu. Byłam za słaba, żeby cokolwiek zrobić. Mogłabym temu zapobiec wysysając z kogoś energię, ale nikogo nie było w pobliżu. Wszyscy starali się albo zaatakować bóstwa, albo ochronić kogo się dało. Byłam od każdego z daleka i mogłam tylko patrzeć. A potem wszystko ucichło. Powietrze przestało tak wirować, walka się skończyła, a zmysły powoli odzyskiwałam. Nie wróciły, jednak od razu, dlatego dopiero po jakimś czasie zauważyłam jak smoki i feniksy biegną w jednym kierunku. Wszyscy byli jednocześnie przerażeni i zrozpaczeni, a mogli tak reagować tylko z jednego powodu…
     - Sin… - Wyszeptałam drżącym głosem i chociaż ledwo mogłam, podniosłam się, żeby do niego podbiec. Im bliżej byłam tym boleśniej docierała do mnie prawda. Czułam to. Czułam, co się stało. Serce miałam rozdarte na strzępy i opadłam przy nim na kolana. – Seia, tak mi przykro… - Wyszeptałam próbując złapać kobietę za rękę, ale nie było za co. Znikała, więc jedyne co mogłam zrobić to być przy niej dopóki całkowicie nie zniknęła, ale i potem się nie rozkleiłam. Nie mogłam. Drżałam. Moje ciało, aż domagało się płaczu, ale musiałam być silna dla jego syna.
     - Tatuś! – Krzyknął zapłakany chłopiec niemal rzucając się na ojca. Potrząsał nim, wrzeszczał, żeby się obudził, nawet go uderzył po twarzy kilka razy, licząc że to go ocuci. Nie pomogło, a ja się ruszyłam dopiero po chwili.
     - Sin… - Nie słuchał mnie. Płakał, przytulając się do taty. – Sin… - Spróbowałam go lekko odsunąć od ojca, ale nie mogłam.
     - Nie! Tatuś! – Wyrwał się, więc za drugim razem musiałam mocniej go pociągnąć i chociaż się opierał, nie pozwoliłam mu się wyrwać. Przytuliłam go, całując w czubek głowy. Nie mogłam mu powiedzieć, że będzie dobrze, kiedy stracił oboje rodziców. Sama wiedziałam, że nie będzie, a okłamywanie innych nigdy nie wychodziło na dobre. – Wiem, że nie jestem ani twoim tatą, ani twoją mamą, ale i tak możesz na mnie liczyć. Chcę być twoim wsparciem, Sin, jeśli mi pozwolisz. Razem sobie poradzimy, obiecuję ci to. – Głaskałam go po głowie, lekko się kołysząc. Nie wiedziałam, co innego mogłam zrobić czy powiedzieć w tej sytuacji. Chłopiec był zrozpaczony i siedział zapłakany. Niczego nie robił, a ja nie miałam pojęcia, jak to odebrać. Wiedziałam jednak, że teraz nie mogłam go puścić, więc spojrzałam na najbliższą mnie osobę i niemo poprosiłam o pomoc z podniesieniem się. Chociaż chciałam wpaść w rozpacz i się wypłakać, nie mogłam tego zrobić przy Juniorze. Liczyłam na to, że moja siła w jakiś sposób go uspokoi. Może mu pomoże, chociaż troszkę. Nie chciałam też pokazywać słabości przy mieszkańcach wioski.
     - Tak mi przykro Adanthir… - Eril położyła mi dłoń na ramieniu, a ja kiwnęłam głową.
     - Ci, którzy są w stanie niech pozbierają rannych i… - Przełknęłam ślinę, spoglądając na ciało mężczyzny, którego kochałam nad życie. -… martwych. Niech każdy kto może opatrzy rany tych, którzy nie są w stanie tego zrobić. Jeśli są tutaj osoby o mocy uzdrawiającej, niech zajmą się tymi najgorzej rannymi. Policzcie proszę, ile grobów trzeba przygotować… - Wygodniej ułożyłam sobie chłopca na rękach i oddaliłam się w kierunku naszego domu. Wbrew temu, czego się spodziewałam, wcale się nie wyrywał.

     O ile Sin zasnął szybko, bliźniętom bardzo długo to zajęło. Nie miałam jeszcze siły użyć swoich mocy, żeby ich uśpić, więc długo się męczyłam z tym, aby w końcu zapadli w głęboki sen. Rozumiałam, że się bali, ale jednocześnie nie mieli pojęcia, jak bardzo potrzebowałam zostać sama. Bycie silnym przy wszystkich ludziach i przy nich, kiedy miałam ochotę schować się pod kołdrę i rozpaczać było trudniejsze niż myślałam. Musiałam cały czas zajmować czymś swoją uwagę, żeby się nie poddać, a kilka razy miałam na to ochotę.
     - Co tutaj robisz? – Mając pewność, że dzieci spały, wyszłam z pokoju, spotykając na korytarzu Eril. Krążyła nerwowo we i we w tę, przygryzając skórki palców. Kiedy mnie zobaczyła od razu przytuliła.
     - Jestem tu dla ciebie – odezwała się, lekko odsuwając. – Sen i Ledoc są na zewnątrz. W budynku nikogo nie ma oprócz nas – złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę jednego z wolnych pokoi.
     - Co ty robisz?
     - Ada, nie możesz w sobie tego dusić.
     - Eril… - odezwałam się błagalnym tonem wiedząc, do czego zmierzała.
     - Nie, Ada. Posłuchaj mnie bardzo uważnie. Masz prawo płakać, masz prawo rozpaczać po jego śmierci.
     - Nie mów więcej… - Łzy powoli zaczęły spływać po moim policzku. Próbowałam je zetrzeć dłonią, ale cały czas pojawiały się nowe.
     - Wszyscy wiemy co was łączyło. Wiemy, co przeżyliście i jak bardzo się kochaliście. Masz prawo do rozpaczy. Rozumiemy to, bo wszyscy widzieliśmy, jak silna więź była pomiędzy wami. Wszyscy przeżywaliśmy z wami waszą historię i wiemy, jak bardzo cię załamała jego śmierć. Nie musisz tego ukrywać…
     - Jeśli zacznę to nie wiem czy przestanę…
     - Adanthir… - Dziewczyna do mnie podeszła i mnie przytuliła. To wystarczyło, żebym się rozkleiła. Cały dzień spychałam to na bok, żeby nikt nie widział mojej słabości, ale teraz nie musiałam. Byłyśmy tylko we dwie, a rozpacz mnie cisnęła od środka. Przestałam ją chować i po prostu się rozpłakałam, korzystając z tego, że byłyśmy same. Mój świat się zawalił i nie wiedziałam, jak miałam się jeszcze kiedyś uśmiechać. – Już dobrze… Wypłacz się, to ci pomoże.
     - Straciłam go… - Odezwałam się drżącym głosem. Obie poczułyśmy jak siły ze mnie opadają, dlatego kobieta usiadła na łóżku, wciąż mnie przytulając. Jej wsparcie było mi teraz tak bardzo potrzebne. – Eril, straciłam go… Tym razem naprawdę go straciłam. Tyle kłótni, tyle walk o siebie nawzajem, tyle przeszkód, które udało nam się pokonać, a teraz to nic nie znaczy. On nie żyje… Zostałam sama z dziećmi – łez wcale nie ubywało. – Nie dam sobie rady… - Czułam się tak, jakby wszystko co razem przeszliśmy tylko po to, aby być razem poszło na marne. Każda śmierć, każda chwila sprawiająca nam ból nie była niczego warta. Tylko to mi pozostało, bo chwil, w których mogliśmy być we dwójkę szczęśliwi było niewiele w porównaniu z całym tym cierpieniem. Na co była mi ta ciągła walka, skoro i tak przegrałam?
     - Dasz, wiem to. Masz mnie, Ledoca, masz nas wszystkich, masz dzieci… Poradzisz sobie… - Na głowie poczułam również jej łzy.

     Delikatny materiał długiej, białej sukni spłynął po moim ciele, kiedy dzieci były już gotowe. Eril bez słowa pomogła mi się zapiąć i narzucić płaszcz z kapturem. Ukryłam pod nim różowe włosy, czując jak cała drżę.
     - Nie musisz być dla nas silna, Adanthir – Eril po raz kolejny mi o tym przypomniała. Od śmierci Sina wciąż to powtarzała, chociaż wiedziała, że przed wioską i tak wszystko będę ukrywała.
     - Dziękuję – pomogła mi z przygotowaniem się. Nogi mi drżały, kiedy wychodziłyśmy z pokoju. Jedną ręką prowadziłam Sina, a drugą bliźnięta. Czułam się tak, jakbym przy każdym kolejnym kroku coraz bardziej tonęła. Płuca mnie bolały, a oddychanie przychodziły mi z trudem. Lailah czuła jak drżałam i mocniej zacisnęła palce na dłoni, którą ją trzymałam. Białe kwiaty były rozłożone w dwóch rzędach, pomiędzy którymi była ścieżka, prowadząca na cmentarz. Tym razem oprócz świec, które każdy trzymał, tuż przy cmentarzu stała Nadiya. Kiedy martwi będą prowadzeni do grobów, ona zaśpiewa pieśń pożegnalną. Dołączyłabym do niej, ale nie byłabym w stanie tego zaśpiewać bez drżenia głosu, a właśnie chodziło o to, żeby było czysto i w miarę swobodnie.  
     W budynku było tylko jedno ciało. Reszta leżała na zewnątrz, czekając na ceremonię. Jedynie Sin był w środku na łóżku. Na straży pokoju, w którym leżał stało dwóch wojowników, ale widząc mężczyznę bez życia zatrzymałam się w progu drzwi.
     - Nie, nie dam rady… - Szepnęłam do Eril, która wciąż była blisko mnie.
     - Potem będziesz żałowała… - Przełknęłam ślinę dusząc w sobie łzy i niepewnie zrobiłam kilka kroków w jego stronę. Ledwo szłam, nogi mi drżały i tylko siłą woli utrzymywałam się w pionie. To było zbyt bolesne, ale mimo że czułam jak moje serce pęka, zamknęłam za nami drzwi. Nawet księżniczka nie weszła.
     - Możecie proszę zostawić nas samych? – Spytałam niepewnie mężczyzn, który kiwnęli głowami i posłusznie się oddalili. W pokoju byliśmy tylko my dwoje i świeczka, czekając na odpalenie. Powoli, niepewnymi krokami zbliżyłam się do ukochanego, zgarniając kosmyki jego włosów z czoła. Był tak zimny… - Sin… Nie wiem jak ja sobie poradzę… - Szepnęłam, dotykając dłonią jego jeszcze dwa dni temu ciepłych i uśmiechniętych policzków. Był tak pełen życia wbrew temu, w jakim stanie się znajdował. – Nie mam pojęcia jak mam bez ciebie żyć… - Łzy spływały mi po policzkach. Na chwilę zakryłam dłonią usta, ale potem ją zabrałam. – Przeżyłam tyle bólu. Zniosłam tyle cierpienia i okrutnych rzeczy, ale nie wiem jak zniosę… to… - W dłoniach zacisnęłam materiał prześcieradła, na którym leżał. – Kocham cię tak bardzo. Nie mogę wyobrazić sobie życia bez ciebie. Bez twojego dotyku, twojego oczu, twojego głosu… Nie mogę wyobrazić sobie tego ciągłego uczucia pustki w sercu w miejscu, które należy do ciebie. Nie jestem silna, nie potrafię być szczęśliwą bez ciebie. Jak mogłeś mi to zrobić? Jak mogłeś mnie tak zostawić? Dlaczego mi to zrobiłeś po tym, co razem przeszliśmy? Po tych wszystkich kłótniach i przeszkodach… Po tak ciężkiej i trudnej walce o naszą miłość? Jak mogłeś…? – Po raz kolejny dotknęłam jego policzków, by złożyć ostatni pocałunek na jego ustach. Już więcej nie poczuję smaku jego warg. Już więcej nie usłyszę jego głosu. Już więcej nie zobaczę jego uśmiechu, ani nie złapię go za ręce. – Jak mam bez ciebie żyć? – Szepnęłam, prostując się. - Nie wybaczę ci tego. Nie wybaczę ci tego, że mnie zostawiłeś, ale Sin, dziękuję. - Zacisnęłam palce na jego dłoni. - Dziękuję, że stałeś się częścią mojego życia. Dziękuję, że nigdy ze mnie nie zrezygnowałeś mimo, że tyle razy cię zraniłam. Byłam taka zagubiona i tak niepewna, kiedy nie byłam z tobą. A potem się pojawiłeś i byłeś lojalny. Nie przestałeś mnie kochać nawet wtedy, kiedy cię zdradziłam. Nie zasługiwałam na ciebie, ale nadal mnie nie zostawiłeś i dzięki tobie stałam się o wiele lepszym człowiekiem. Zmieniłeś mnie swoim oddaniem i swoimi uczuciami. Chwile, które spędziłam u twojego boku, były najpiękniejsze w moim życiu. Pokazałeś mi czym jest szczęście. Byłeś najlepszym, co mnie spotkało i nigdy o tym nie zapomnę. Nigdy nie zapomnę ani o tobie, ani o tym, co razem przeszliśmy, mimo że przegraliśmy... Byłeś miłością mojego życia i nie żałuję, ani jednej chwili, którą z tobą spędziłam. Nawet nie masz pojęcia jak bardzo cię kocham i jak bardzo będę za tobą tęskniła... - Ściszyłam głos, nachylając się nad jego twarzą. Jeszcze raz go pocałowałam, po czym odeszłam do jednej z szafek, stając tyłem do niego. Stała na niej świeczka i krzesiwo, które rozpaliłam. Drżącymi rękami spróbowałam zapalić knot, ale to było tak ciężkie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#607PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Wrz 10, 2018 8:00 pm



       Otworzyłem oczy i mrugnąłem kilka razy, aby przyzwyczaić je do ciemności panującej w pokoju. Z mojej prawej strony, gdzieś w rogu dostrzegłem małe źródło światła. Świeczka, przeszło mi przez myśl, a zaraz obok niej krzątała się jakaś postać w kapturze. Ada? Podniosłem się do siadu i z moich ust wyrwało się ciche jękniecie, ponieważ ciało miałem całe sztywne i zdrętwiałe. Dziewczyna zdrętwiała, jakby jakiś chłód przeszył jej poranione ciało.
        - Powiedz, że jak się odwrócę to nie okaże się, że zwariowałam i słyszę glosy. Obiecaj mi to... - szepnęła drżącym głosem, ale nadal stojąc do mnie tyłem. Spojrzałem na nią i pomimo tego, że nie mogła mnie teraz zobaczyć uśmiechnąłem się.
        Po reakcji ukochanej zrozumiałem to, co się właśnie teraz działo. Byłem ubrany w uroczyste pogrzebowe białe szaty, wokół mnie leżały kwiaty symbolizujące śmierć, a sam znajdowałem się w pomieszczeniu przeznaczonym na ciała zmarłych. Wniosek nasuwał się sam. Umarłem... Moc Seii zadziałała tym razem z długim opóźnieniem.
        - Obiecuje. - odpowiedziałem pewnie, czekając aż rzuci mi się w ramiona. Ada niepewnie się odwróciła, ale nie zrobiła żadnego kroku w moją stronę. Miała napuchnięte oczy, co znaczyło, że płakała dosyć długo. Zapalona świeczka wypadła jej z dłoni, kiedy spojrzała w moim kierunku, a łzy znowu spłynęły po jej twarzy, kiedy zakrywała dłonią usta.
        - Ale jak... - Spytała niepewnie. Głos wciąż jej drżał. Zastanawiało mnie ile czasu minęło. - Byłeś martwy... Byłeś... Ty nie... - Ostrożnie do mnie podeszła, jakby ledwo trzymała się na nogach. Całe ciało jej drżało, jednak pomimo tego wyciągnęła dłoń w moim kierunku i dotknęła policzka, jakby chcąc się przekonać, czy to była prawda. Czując moją ciepłą skórę zaczęła płakać.
        Patrząc prosto w jej zapłakane oczy uśmiechnąłem się pokrzepiająco i tak samo jak ona położyła swoją dłoń ma moim policzku, ja położyłem na jej.
        - Przepraszam, że musiałaś znów płakać przeze mnie. - przysunąłem swoją twarz bliżej. - Już nigdy Cię nie zostawię Ada. Kocham Cię. - nachyliłem się i złączyłem nasze czoła.
        - Byłam pewna, że cię już nigdy więcej nie zobaczę... Tak bardzo się tego bałam. Nie wiedziałam, jak sobie poradzę bez ciebie. Nawet nie masz pojęcia, jak bardzo cię kocham i jak bardzo bolało mnie to, że miałam cię już nigdy więcej nie zobaczyć. Nie rób mi tego więcej, Sin, proszę cię... Nie wiem czy to zniosę... - Spuściła wzrok i spróbowała przetrzeć dłonią łzy, mimo że dalej spływały po jej policzkach.
        Serce mi się krajało, kiedy widziałem moja ukochaną w takim stanie. Pomimo bólu, który czułem przy każdym ruchu, wstałem z łoza i mocno przytuliłem Adanthir.
        - Dziękuję za to, że jesteś przy mnie. - szepnąłem cicho. - A teraz proszę... - uniosłem palcem jej podbródek. - Uśmiechnij się dla mnie. - sam zrobiłem to o co prosiłem, mając nadzieję, że księżniczka spełni moja prośbę. Podniosła głowę i spełniła moje życzenie, uśmiechając się z taką ulgą i tak ciepło, że serce prawie wyskoczyło mi z piersi.
        Nie pozwalając sobie na ani sekundę myślenia pocałowałem Adę mocno i żarliwie. Kochałem ją na zabój i wiedziałem, że byłbym tak samo zdruzgotany na jej miejscu, gdyby to ona odeszła pierwsza.
        - Kocham cię, Sin - odezwała się, kiedy przerwaliśmy pocałunek. - Powinieneś iść do syna, naprawdę mocno przeżył twoją śmierć. Tak samo jak reszta mieszkańców wioski.
Puls mi przyspieszył i poczułem ostre ukłucie w sercu. Sin... mój syn jednego dnia był świadkiem śmierci obojga rodziców. Nawet nie mogłem sobie wyobrazić jak ogromny ból musiał czuć. Byłem pewny, że jego małe, drobne serduszko pękło i na samą myśl o tym poczułem nagły przypływ adrenaliny. Złapałem Adę za ramiona i z błagalnym wzrokiem zapytałem o miejsce jego pobytu.
        - Na zenątrz, z Eril - odpowiedziała od razu. Moje nogi same zaczęły biec w kierunku drzwi, a następnie na zewnątrz budynku. Prawie wywarzyłem bramę wejściową wpadając na nią z całej siły.
        - Sin! - krzyknąłem, kiedy znalazłem się na dworze. Eril zamarła na mój widok, podobnie jak mój syn i dzieci Ady. Biegłem najszybciej jak mogłem, a kiedy byłem już dostatecznie blisko padłem na kolana i przytuliłem mocno moje dziecko. - Tatuś? - zapytał niepewnie i po chwili zalał się łzami zaciskając swoje małe paluszki na moim ciele. - Już dobrze... - wyszeptałem, bo moje oczy również zrobiły się szkliste. - Już wszystko będzie dobrze. - dodałem, ale nie miałem zamiaru wypuścić Sina z moich objęć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#608PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Wrz 12, 2018 7:11 pm


    Nie mogłam w to uwierzyć. Ciężko mi było uwierzyć, jakim cudem Sin, będąc martwym przez dobę tak po prostu ożył. Bałam się, że to był tylko sen, albo jakieś zagranie wroga. Może go kontrolowali? Albo podłożyli kogoś w zastępstwo, a jego ciało gdzieś porzucili? Szukałam sygnału mówiącego, że tak właśnie było, ale im dłużej patrzyłam w jego oczy, tym byłam bardziej pewna, że to był on. Czułam się tak, jakbym dostała kolejną szansę i tym razem nie miałam zamiaru zmarnować jej na kolejne kłótnie. Nie potrafiłabym sobie poradzić, gdybym miała do końca życia być bez swojego męża. Nikt nie byłby w stanie mi go zastąpić, choćby nie wiem jak bardzo się starał.
     Z uśmiechem na twarzy podążyłam za nim na zewnątrz. Zanim pomyślałam, że to może zaskoczyć innych, on już przytulał syna i mina Eril wcale mnie nie zaskoczyła. Wyglądała, jakby zobaczyła ducha i doskonale ją rozumiałam. Moją uwagę jednak całkowicie skupiał ojciec z dzieckiem. Patrząc na nich czułam, jak serce mi pęka. Chłopiec miał niecałe pięć lat, a już tyle rzeczy przeżył. Nie powinien przeżywać takich tragedii w takim wieku. Przecież to była dla niego tortura, na którą całkowicie nie zasługiwał. Był niewinny.
     - Mamo? – Spojrzałam na Lailah, która ciągnęła mnie za biały płaszcz. – Czy wujek już z nami zostanie?
     - Mam taką nadzieję – odezwałam się do córki i zerknęłam na swojego męża z jego synem. Słysząc pytanie dziewczynki odsunął się od swojego dziecka.
     - Wujek już nigdy nie zostawi ani waszej mamy, ani was – Lailah się uśmiechnęła i chciała się do niego przytulić, ale Eril ją uprzedziła, klękając i rzucając mu się na szyję.
     - Jesteś okropny! Nie możesz tak sobie umierać i ożywać! – Mówiła przez łzy.
     - Zaraz będę zazdrosna… - skomentowałam z nieznacznym uśmiechem. Czułam ogromną ulgę, a Eril się odsunęła, przecierając oczy.
     - Nie wiem co byśmy bez ciebie zrobili – to było zadziwiające jak bardzo byli związani z Sinem i trochę mu tego zazdrościłam. Mężczyzna nic nie mówił, kładąc jej rękę na ramieniu i czekał aż się uspokoi. Potem pomógł jej wstać i wziął syna za rękę.
     - Chodźmy, bo zaraz przegapię własny pogrzeb – uśmiechnął się lekko a potem spoważniał. – Ledira… - wyszeptał sam do siebie na co od razu zareagowałam. Złapałam go za wolną rękę i splotłam nasze palce.
     - To nie była twoja wina… - powiedziałam ze współczuciem. Znałam go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że czuł się winny jej śmierci. Jakby na potwierdzenie moich słów spuścił głowę, ale nie powiedział ani słowa. Byłam pewna, że żadne słowa mu teraz nie pomogą. Bliźnięta złapałam drugą dłonią i skierowaliśmy się do pozostałych mieszkańców wioski. Wszyscy czekali na ceremonię i dopóki nas nie dostrzegli wokół panował gwar i ciche rozmowy. Stali po dwóch stronach ścieżki ubrani na biało. Dookoła panował półmrok, a promienie księżyca, które oświetlały otoczenie odbijały się od tafli jeziora. Kiedy jednak dostrzegli Sina w pełni zdrowia, wszystko ucichło. Podmuchy wiatru stały się tak głośne, jakby las oddychał. Jako pierwsi ruszyli Sen i Ledoc, którzy od razu przytulili Sina. Po Senie się tego w ogóle nie spodziewałam. Natomiast reakcja pozostałych była taka, jakiej oczekiwałam. Mężczyźni skinęli mu głowami, a kobiety płakały ze szczęścia. Patrząc na to zaczęłam się zastanawiać, czy na mnie by ktokolwiek tak zareagował i chyba nie chciałam znać odpowiedzi na te wątpliwości.
     - Chcesz ty dalej poprowadzić ceremonię? – Spytałam Sina, bo to on był dla nich przywódcą.
     - Nie mam prawa jej poprowadzić - odpowiedział i jego oczy znowu zrobiły się szkliste, ponieważ większość martwych była feniksami, jego braćmi i siostrami. Było mi go naprawdę szkoda i doskonale rozumiałam, jak się czuł w tym momencie. Nawet jeśli nie dzieliły ich więzy krwi, dla Sina jego poddani byli jak rodzina. Jednak nie miałam pojęcia, dlaczego uważał, że utrata bliskich nie dawała mu prawa do poprowadzenia ceremonii pogrzebowej. Najbardziej winną osobą byłam ja, ponieważ jeden z bogów szukał mnie.
     Rozejrzałam się niepewnie i przygryzłam wargę, spuszczając wzrok. Czy oni w ogóle mnie posłuchają?
     - Zostańcie proszę z wujkiem – kucnęłam przed swoimi dziećmi. – Mamusia musi zrobić coś bardzo ważnego, ale bardzo pięknego. – Położyłam im dłonie na głowach i odeszłam w kierunku Lianne. Najpierw musiałam się nią zająć, bo była po prostu przerażona. Nic dziwnego, nigdy nikt nie prosił jej o takie użycie jej mocy.
     - Jak się czujesz? – Zapytałam nastolatki, która przełknęła ślinę. Wyglądała, jakby miała zaraz uciec.
     - Co jeśli mi się nie uda? – Stanęłam przed nią i złapałam ją za obie dłonie. Nachyliłam się lekko, bo była ode mnie niższa, żeby spojrzeć jej w oczy.
     - Wiem jak się czujesz – zaczęłam łagodnie. – Prawdopodobnie podobnie się czułam na swoim pierwszym balu. Wiesz, że wychowywałam się w zamku i zawsze ludzie mieli względem mnie wielkie oczekiwania. Księżniczka musi mieć idealną postawę, musi się idealnie poruszać, idealnie tańczyć i zachowywać. Musi się zawsze uśmiechać, pięknie wypowiadać i nigdy nie zniechęcać do siebie ludzi. Na pierwszy balu byłam więc przerażona, niepewna i niezdarna, ale poradziłam sobie. Dlatego wiem, że i ty sobie poradzisz, chociażby dlatego, że nikt nie wie, co masz zrobić. Widzą, że stoisz z przodu i zastanawiają się dlaczego, ale nikt im tego nie powiedział. Nie mogą więc mieć żadnych oczekiwań, a zostaną mile zaskoczeni. Masz naprawdę piękną moc i na pewno wszystkich zachwycisz – uśmiechnęłam się i odeszłam, stając na początku drogi. Za mną ustawili się mężczyźni z ciałami martwych na noszach.
     - Mimo, że jedną ważną dla nas osobę odzyskaliśmy, ostatnia walka zabrała nam wielu braci i wiele sióstr – spojrzałam w stronę Sina, który stał pośród reszty. – Walczyli naprawdę dzielnie z o wiele silniejszymi wrogami, abyśmy my teraz mogli żyć w spokoju i bez obaw o kolejny atak z ich strony. Byli bardzo cennymi i bardzo ważnymi członkami naszej społeczności. Może nie byli silniejsi fizycznie od przeciwników, ale ich serca były czyste, a dusze silne. Chociaż wiedzieli, że ryzykują i prawdopodobnie nie wrócą żywi, stanęli przeciw napastnikom i ze wszystkich sił starali się ich pokonać. Nie obchodziło ich, że ich szanse były za niskie i nie poddawali się. Ich poświęcenia nigdy nie zapomnimy i chociaż teraz nasze serca są wypełnione smutkiem i rozpaczą, jestem pewna, że każdy z nich chciałby, abyśmy wypięli pierś, otarli łzy i w szczęściu przeżyli resztę życia, które nam podarowali – zwróciłam wzrok w kierunku Lethy, której bliska relacja z Lenem została odkryta dopiero po jego śmierci. Była zapłakana i wtulona w ramiona swojej matki. Twarz zakrywała dłońmi. Sen też mocno przeżył śmierć Lediry, chociaż ciężko mi było zrozumieć z jakich pobudek. Wiele osób straciło bliskich i naprawdę strasznie im współczułam. Okropnie się czułam z tym, że ja odzyskałam bliską mi osobę, która umarła w tej walce, a oni nie mieli takiej możliwości. Obawiałam się, że będą na mnie nieprzychylnie patrzyć z tego powodu.
     - Na ich cześć Nadiya zaśpiewa pieśń pożegnalną w asyście Lianne - Kiwnęłam głową w kierunku dziewczyn. Za ich plecami grupa muzyków zaczęła grać balladę, której główny wokal należał do Nadiyi. Pieśń była naprawdę piękna i idealnie pasowała do sytuacji. Jej głos niósł się jak echo po całym lesie, a drzewa i krzewy zdawały się szeleścić w ten sam rytm. Też oddawały pokłon poległym. Natomiast Lianne wzięła kilka głębokich oddechów i zamknęła oczy wyciągając dłonie przed siebie. Ja ruszyłam przed siebie, prowadząc cały marsz. Przy jeziorze młody mężczyzna Redhe stanął przodem do oddalających się w stronę cmentarza i dmuchnął w otwierające się dłonie, z których wyleciało mnóstwo maleńkich srebrzystych światełek. Popłynęły w powietrzu do przodu i zawisły nad każdym zmarłym, oświetlając ich wątłe ciała odziane w białe szaty. Kobiety, które pochód mijał jak fala zaczynały cicho nucić, tworząc delikatny akompaniament dla instrumentów i Nadiyi, a wiatr się wzmagał, oplatając maszerujących. Lianne dopiero w połowie drogi rozłożyła ręce. Pomiędzy nimi, a jej prawym i lewym bokiem, kiedy je unosiła utworzyły się świetliste skrzydła. Otworzyła oczy i mocno wypięła pierś do przodu, ciągnąć ręce do tyłu, jakby coś ją uderzyło w krzyż i wtedy światło popłynęło w stronę zmarłych. Na nas z resztą również i poczułam się tak strasznie lekko, jakby ktoś zrzucił mi z barków jakiś ciężar. Ciała natomiast zaświeciły, a zaraz potem w górę uniosły się duchy, ujawnione dzięki mocy Lianne. Wokół każdego ducha krążyły światełka wciąż utrzymywane przez Redhe, jakby starały się stworzyć barierę dla oddalających się w zaświaty dusz. Chcąc to zobaczyć odwróciłam głowę i dech mi zaparło, bo nie sądziłam, że to będzie takie piękne. Co jeszcze dziwniejszego dusze wyglądały na uśmiechnięte i spoglądały na bliskie im osoby. Len przepłynął w powietrzu do Lethy i położył jej dłoń na policzku. Uśmiechnął się i pocałował ją w czoło na pożegnanie, mimo że ona nie mogła tego poczuć. Jeszcze bardziej się rozpłakała, a chociaż robiłam wszystko, żeby temu zapobiec, łzy i tak spłynęły również po moich policzkach. Oni byli tacy młodzi, a już ich miłość została pokonana przez los. Dlaczego nie mogli im dać spokoju?
Zaraz za pochodem dołączali mieszkańcy wioski, idąc za mężczyzną, który pilnował, aby światełka wciąż błyszczały. Wszyscy odprowadzaliśmy martwych na cmentarz, gdzie zostali uroczyście pochowani. Byłam dumna z tego, jak poprowadziłam ceremonię, nawet jeśli tylko połowa mieszkańców zwróciła uwagę na mój wkład w tę uroczystość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#609PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Wrz 12, 2018 7:32 pm


        Po powrocie do domu przebraliśmy dzieci i położyliśmy je spać. Musiały być bardzo mocno wykończone, ponieważ zasnęły niemal od razu. Sam również byłem zmęczony, ale nie mogłem spać. Miałem ogromne poczucie winy, kiedy zobaczyłem jak wiele członków mojej rodziny zginęło podczas ostatniej bitwy. Żyliśmy szczęśliwe przez cztery lata, a później wszystko zaczęło się walić. Moi bracia i siostry umierali, podczas gdy ja ciągle wstawałem ratowany przez Michelle i Seie. Wiedziałem, że to nie moja wina, ale nie mogłem przestać myśleć o tym, jak bardzo życie jest nieuczciwe. Chciałem wszystko rozwiązywać sam i pokojowo, a wyszło jak wyszło.
        Pocałowałem Adę na dobranoc i położyłem się obok niej. Kobieta wtuliła się we mnie mocno, jakby bała się, że znowu zniknę. Poczułem w sercu ciepło i byłem wdzięczny losowi, że dał mi kogoś, kto wypełniał moje dni szczęściem i uśmiechem. Musnąłem wargami czubek głowy Adanthir i głaskałem ją do momentu, aż nie zasnęła.
        Mijały sekundy, minuty, godziny, a ja dalej nie potrafiłem zasnąć, więc delikatnie wysunąłem się z objęć ukochanej i usiadłem na parapecie naszego pokoju wpatrując się w księżyc i otaczające go gwiazdy.
        Ada musiała poczuć moją nieobecność, bo wstała chwile po tym jak ją zostawiłem. Podeszła do okna ze smutnym i zmartwionym wyrazem twarzy. Odpowiedziałem, że nic mi jest i wróciłem wzrokiem na niebo, które przypominało mi pustkę, w której wielokrotnie się znajdowałem. Gwiazdy wyglądały jak światełko, za którym zawsze podążałem, aby wrócić do świata żywych. Nadal pamiętałem słowa kobiety, które kiedyś usłyszałem „ścieżka praznaczenia”. Zwyciężyłem z własnym losem i stoję tu i teraz cały zdrowy i gotowy na zmiany. Już nic nie będzie takie jak dawnej.
Wysunąłem w stronę Ady dłoń, a ona natychmiast splotła nasze palce. Uśmiechnąłem się na ten znajomy gest.
        - Ona zawsze tak robiła, żeby mnie uspokoić. – powiedziałem patrząc kobiecie prosto w oczy. – Pamiętam wszystko Ada. Każde życie i każdą śmierć. Seia zwróciła mi wspomnienia podczas ostatecznej pieśni. – przerwałem na chwile, aby znów spojrzeć w księżyc. Jego jasna poświata wpadała do pokoju sprawiając, że mrok całkowicie znikał. - Przypomniałem sobie nasze pierwsze spotkanie. Nie ufała mi i bała się, że zrobię jej krzywdę. Nawet uciekła mi parę razy. – zaśmiałem się pod nosem na to wspomnienie. – Muszę wzbudzać świetne pierwsze wrażenie, skoro zrobiłaś dokładnie to samo co ona. – odetchnąłem głęboko. – Kochałem ją Ada… Bardzo ją kochałem… - zamilkłem wpatrując się w niebo. - Chciałem żebyś o tym wiedziała. – dodałem po chwili.
        Cisza. Trwaliśmy w niej przez chwilę. Świetliki zaczęły swoją nocną podróż w akompaniamencie świerszczy, cykad i innych nocnych zwierzątek.  Ciepły wiaterek wpadał przez okno i delikatnie poruszał firanką, która muskała moje ciało. Zamknąłem oczy i oddałem się przyjemności panującej dookoła mnie.
        - Nawet na sekundę… - odezwałem się w końcu i mocniej splotłem nasze palce. - … nie przestałem myśleć o tobie. Nawet podczas pieśni, która do mnie śpiewała. Może i byłem połączony z Seią przeznaczeniem, ale to nie ona zaprzątała moje myśli przez ostatnie lata, To nie jej widok sprawiał, że w brzuchu miałem motyle, a serce prawie wyskakiwało mi z piersi. To nie ją kochałem przez cały ten czas, a Ciebie. – spojrzałem na moją żonę. – Nie ważne jaką miałem przeszłość, bo ona mnie nie interesuje. Obchodzi mnie przyszłość Ada, nasza wspólna przyszłość. – przyciągnąłem ją do siebie w taki sposób, że siedziała do mnie tyłem, pomiędzy moimi udami. – Kocham cię i nic ani nikt tego nie zmieni. – Objąłem ją ramionami i schowałem twarz w jej włosach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#610PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Wrz 13, 2018 5:34 pm


   Zaniepokoiłam się, kiedy przestałam czuć Sina. Przestraszyłam się, że jego powrót był tylko iluzją, niespełnionym marzeniem. Kiedy jego ciepło zniknęło, od razu się obudziłam i rozejrzałam po pokoju. Na szczęście on nadal tutaj był, chociaż siedział na parapecie, wpatrzony w niebo. Nie wyglądał za dobrze, coś go trafiło i doskonale wiedziałam, czym to było. Podeszłam do niego i przekonałam się, że nie miał zamiaru się ze mną dzielić obawami, co nie było przyjemne. Aby nas oboje uspokoić chwyciłam jego wyciągniętą w moją stronę dłoń. Jednak wcale nie chciałam słuchać o tym, co się wydarzyło pomiędzy nim a Seią. To mnie nadal raniło i chociaż miałam pewność, że to ze mną spędzi resztę życia, to nadal będzie nic w porównaniu z tym, jak wiele setek lat spędził z Seią.
     - Najwidoczniej – roześmiałam się cicho, słuchając jak ją poznał, chociaż serce mi się aż krajało. – Podejrzewałam to Sin – odpowiedziałam, wzdychając i zbliżając się jeszcze bardziej. – Wiem, mówiłeś mi to wiele razy i pokazywałeś, w przeciwieństwie do mnie – ciągnęłam, pozwalając mu na objęcie mnie od tyłu. Usiadłam i lekko oparłam się plecami o jego tors, spuszczając wzrok. – Sin… Kiedy byłeś martwy przez dwie doby, dużo myślałam. Nie mogłam przestać myśleć, chociaż próbowałam. Cały czas żyłam w przekonaniu, że zaraz cię zakopiemy i nigdy więcej cię nie zobaczę. To była prawdziwa tortura… Ale zauważyłam jedną rzecz. Nie znam twojej przeszłości z tego życia i nie opowiadałam ci o swojej. W ogóle mało ze sobą rozmawialiśmy i to mi ciąży, bo to tak, jakbyśmy siebie nie znali. Nie wiem co lubisz, ani o czym marzysz. Nie wiem czego nie znosisz, albo co cię drażni. Nie sądzisz, że powinno być zupełnie inaczej?
     - Powinno, ale wszystko potoczyło się tak szybko, że nie mieliśmy czasu na zwyczajne rozmowy. Kiedy powróciłem po czterech latach umierałem, a potem zadecydowałaś, że wybierasz Raana...- zamilkł na chwile, a ja jeszcze bardziej spuściłam wzrok. - Potem pojawiła się Seia, połączenie wiosek i mnóstwo innych spraw. Nie mieliśmy czasu dla siebie.
     - Nie powinniśmy więcej odkładać na bok tego, co nas łączy, bo nigdy nie staniemy się prawdziwą rodziną… - Podniosłam się tylko po to, żeby usiąść bokiem na jego kolanach i złapać go za szyję. – A chcę, żebyśmy byli prawdziwą rodziną.
     - O niczym bardziej nie pragnę - uśmiechnął się, co odwzajemniłam, by chwilę potem pocałować go w usta.
     - Kocham cię Sin – odezwałam się i znowu go pocałowałam.
     - Ja Ciebie bardziej - pocałował mnie delikatnie, po czym przesunął bliżej, żeby wyszeptać do ucha. - Drażni mnie, że jesteś tak bardzo seksowna i wszyscy faceci się za tobą oglądają, a uwielbiam kiedy mnie całujesz - odsunął się i uśmiechnął. - To tyle jeśli chodzi o twoje pytania.
     - Nie o to mi chodziło! – szepnęłam, ale z uśmiechem. Sin się głośno zaśmiał, ale nie protestował. – Chodźmy spać – podniosłam się i pociągnęłam go za rękę z powrotem do łóżka. Ułożyłam się tak, żeby móc obejmować mężczyznę i zasnęłam.
     Obudziło mnie ciche pukanie. Ostrożnie wyplątałam się z objęć Sina i uchyliłam drzwi, za którymi stała Eril. Wyglądała o wiele lepiej niż ostatnio, ale nic dziwnego. Prawdopodobnie tak samo jak ja w końcu przespała w spokoju całą noc i nie spędziła tego czasu na płakaniu.
     - Cześć, czy mogę ci zająć chwilę? – Zapytała szeptem, zerkając mi przez ramię. Skierowałam wzrok w stronę łóżek, na których reszta spała i po cichu wyszłam z pomieszczenia, zamykając za sobą drzwi.
     - Wszystko w porządku? – Odezwałam się ściszonym głosem. Kobieta szeroko się uśmiechnęła, a jej oczy zalśniły. Dawno nie widziałam jej w takim stanie.
     - Nawet lepiej – odpowiedziała. – Powinnaś coś wiedzieć… Chodź.
     - Tylko się ubiorę, poczekaj chwilę – wróciłam do pokoju i zajrzałam do szafy. W pierwszej chwili sięgnęłam po kolejne spodnie, ale póki co mieliśmy spokój, więc zdecydowałam się na zwykłą sukienkę. Nie była długa, ani gruba. Była z delikatnego materiału w kolorze moich włosów. Trzymała się tylko na biuście, nie miała ani rękawów ani ramiączek. Na nogi założyłam sandałki na niewielkim obcasie. Patrząc na swoje odbicie w lustrze zaczęłam się zastanawiać czy moje suknie z zamku zostały wyrzucone, czy nadal były w garderobie. I czy nadal był tam mój pokój? – Jestem gotowa – wyszłam i podążyłam za Eril, która ciągnęła mnie na zewnątrz. Wyglądała na podekscytowaną, ale dopiero przy jeziorze się odezwała.
     - Zanim Seia zniknęła, zatrzymała mnie… - spojrzała na mnie i obie usiadłyśmy na brzegu. – Chciała ze mną o czymś porozmawiać. A dokładniej to o tobie…
     - Czemu?
     - Z tobą już nie zdążyła porozmawiać, a koniecznie chciała, żebyś coś wiedziała.
     - Brzmisz strasznie… - Eril się roześmiała.
     - Jest wręcz przeciwnie… Ona coś wyczuła. Adanthir, jesteś brzemienna – złapała mnie za dłonie, a ja rozszerzyłam zaskoczona oczy.
     - Co? – Spytałam pół-głosem.
     - Seia wyczuła to po jednej z nocy, które spędziłaś z Sinem. Spodziewasz się waszego dziecka – uśmiechnęła się. – Nie miałam serca ci tego mówić zaraz po walce… W końcu Sin… - przerwała, jakby wpadając w trans, a potem pokręciła przecząco głową. Doskonale wiedziałam, co miała na myśli. – Ale wczoraj go odzyskałaś, a to jest piękna wiadomość. Jestem taka szczęśliwa – przytuliła mnie. – Gratuluję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#611PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Wrz 13, 2018 6:56 pm



        Czułem, że ktoś mnie szturcha, w prawo, w lewo, w prawo, w lewo, ale byłem bardzo zmęczony i chciałem spać dalej, więc nie zważałem na próby obudzenia mnie. Powoli znów odpływałem w krainę snów, ale kiedy poczułem, że ktoś na mnie usiadł ponownie się przebudziłem. Dajcie mi spokój, pomyślałem starając się zasnąć. Niestety oprawcy byli nieugięci, ponieważ skakali po mnie jak na trampolinie. Otworzyłem oczy i natychmiast je zasłoniłem, było zbyt jasno, zbyt wcześnie!
        - Hej! – Usłyszałem głos Adanthir, a następnie kroki i nagle jeden ciężar ze mnie zniknął. - Sin! Twój tata zasługuje na odpoczynek! - zwróciła chłopcu stanowczo uwagę, a ją wciąż mrużąc oczy nieprzyzwyczajone do światła podniosłem się lekko opierając na przedramionach.
        - Jesteście bezlitośni. – powiedziałem, a syn natychmiast skoczył mi na szyje. Zajęło mi chwilę, żebym zrozumiał dlaczego to robili. Nie budziłem się, więc byli przerażeni, że znów… - Nic się nie stało. – pogłaskałem chłopczyka.
        - Sin, wiesz, że mogłeś zrobić tacie krzywdę? – spojrzał na Adę, pokręcił głową i wrócił do przytulania mnie. Wyglądał na obrażonego faktem, że księżniczka zwraca mu uwagę. Trochę mnie to rozbawiło, ale jak widać tylko mnie, bo Ada zmrużyła gniewnie oczy.
        - Mamo, przepraszam... - Lailah spuściła wzrok skruszona. Wujek się nie budził i...
        - Lailah. Rozumiem, że się bałaś, ale skakanie po ludziach może naprawdę zrobić im krzywdę.
        - Ale wujek jest niezniszczalny prawda? – uśmiechnąłem się dzieci, niemal czując na sobie mordercze spojrzenie żony. – Ada, życie jest zbyt krótkie, żeby marnować je na złość. – próbowałem załagodzić sytuacje. – Następnym razem wystarczy uszczypnąć mnie w policzek, w ten sposób. – zademonstrowałem chwyt na synu, który zaczął machać gniewnie rączkami. – Oko za oko. – zaśmiałem się i puściłem syna, który natychmiast przystąpił do kontr ataku. – Ała. – pisnąłem, a chłopczykowi zabłysły oczy. Bitwa trwała do momentu, aż oboje leżeliśmy na łóżku wykończeni.
        - Gdzie byłaś? – zapytałem ciężko oddychając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#612PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Wrz 13, 2018 7:48 pm


Zachowanie Juniora było naprawdę bolesne. Nie chciałam mu zrobić krzywdy, a traktował mnie tak, jakbym była jego wrogiem. Przez ostatnie dwa dni starałam się go pocieszyć i okazać mu wsparcie, ale najwidoczniej to nie wystarczało. Dobrze, że chociaż bliźnięta mnie słuchały, bo gdyby i one się buntowały, mielibyśmy problem. Chociaż wyglądało na to, że Lailah miała zamiar mi sprawiać problemy.
- Już co najmniej trzy razy przekonałam się, że aż tak bardzo niezniszczalny nie jest… - odpowiedziałam Sinowi, obserwując jak bawi się z synem. Momentami to było naprawdę urocze, ale nie tym razem. Pamiętałam, jak wojownik jęczał, kiedy się budził wczorajszego dnia i jak szybko zasnął po naszej nocnej rozmowie. Był zmęczony, nadal jeszcze nie odzyskał pełni sił, a jedynym sposobem był dla niego odpoczynek. – Rozmawiałam z Eril. Sin, powinieneś jeszcze dzisiaj odpoczywać – odezwałam się, odstawiając córkę na ziemię. Spojrzała na mnie pytająco, a kiedy kiwnęłam jej głową na znak zgody, podeszła do mężczyzny.
- Wujek? – Zapytała niepewnie i złapała za końcówki włosów. Miała jej już dłuższe ode mnie. Może powinnam od nowa zapuścić? – Mogę cię przytulić?
- Chciała to zrobić już wczoraj, ale pewna różowo włosa ciotka ją uprzedziła – uśmiechnęłam się do męża.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#613PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Wrz 13, 2018 9:02 pm



        - Muszę być niezniszczalny skoro nadal tutaj siedzę. – uśmiechnąłem się triumfalnie. Co prawda niezniszczalny to nie było odpowiedni słowo. Szczęściarz bardziej mnie opisywało, bo miałem naprawdę ogromnego farta.
        Parsknąłem śmiechem słysząc jak Ada nazwała Eril. Dziewczyna faktycznie zachowywała się jak typowa ciocia, co sprawiało, że nie mogłem przestać sobie jej wyobrażać jak niejednokrotnie zdzieliła mnie po głowie i nie tylko mnie.
        - Oczywiście. – przekręciłem się z pleców i usiadłem ma łóżku. – Jesteśmy rodziną, więc nie musisz pytać o takie rzeczy. – dziewczyna uśmiechnęła się i przytuliła mnie delikatnie. – Ada zajmiesz się dzisiaj dziećmi? Mam masę obowiązków do nadrobienia. – uśmiechnąłem się przepraszająco. Od przebudzenia czułem się dziwnie, tak jakbym posiadał w sobie cudzą energię. Wczoraj byłem zbyt zmęczony, żeby mogła przejąć nade mną kontrole, ale dzisiaj wypocząłem, dlatego nie mogłem dłużej ryzykować, ponieważ przypuszczałem co się ze mną działo.
        - O nie, nie ma mowy. Ty odpoczywasz, a ja się zajmę resztą. – wypuściłem córeczkę z rąk i wstałem z łóżka. Wiedziałem, że tak będzie, dlatego głośno westchnąłem obejmując żonę w talii i przysuwając do siebie.
        - Będę grzeczny i posłuszny, ale dopiero od jutra. – pocałowałem jej szyje i ssałem przez chwilę jedno miejsce, aby pozostawić tam swój znak. – Muszę coś sprawdzić. – wyszeptałem cicho, żeby dzieci nie mogły mnie usłyszeć.
        - Sin! Nie waż mi się wychodzić z tego pokoju! – westchnąłem znowu. – Byłam wychowana do roli przywódczej od dziecka. Jeśli tylko pozwolisz, pomogę ci. – nie dawała za wygraną.
        - Ada. – rzuciłem jej spojrzenie nie przyjmujące sprzeciwów. – Nie mogę tu zostać, to niebezpieczne… - zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć położyłem jej palec na ustach. – Zaufaj mi proszę, niedługo wrócę.
        - Sin! Niby co jest niebezpieczne w zostaniu tutaj?
        - Nigdy nie dajesz za wygraną, co? – pokręciłem z niedowierzeniem głową. – Znajdź szybko jakąś opiekunkę to wszystko ci pokaże. – skoro nie chciała mnie puścić to musiałem ją zabrać ze sobą. Nie miałem dużo czasu, a musiałem jeszcze znaleźć Ledoca i Salvara.
        - Skąd mam pewność że jak wyjdę szukać opiekunki ty nie pójdziesz sam tam, gdzie chcesz iść? – zmarszczyłem brwi niezadowolony.
        - To się nazywa zaufanie, „żono”. – odpowiedziałem ironicznie. – Poza tym, posiadasz moc Sena, więc nawet gdybym chciał to nie mógłbym ci uciec. – Ada uśmiechnęła się z faktu, że ma nade mną przewagę.
        - Zaraz wracam. – powiedziała wesoło wychodząc z pokoju i wracając z Eril, która była cała w skowronkach. Nie wiedziałem o co chodziło i na razie nie miałem czasu pytać. Powiedziałem, że za niedługo wrócimy, co dziewczyna błędnie odebrała, bo nie szliśmy z Adą się zabawić, a wręcz przeciwnie.
        Chwile zajęło mi, żeby znaleźć wojowników. Ledoca nie było w domu podobnie jak Salvara, bo obydwoje pomagali w naprawianiu zniszczeń po ostatniej bitwie. Od razu uderzyło we mnie poczucie winy, bo nie robię nic innego niż spanie i odpoczywanie, kiedy inni muszą ciężko pracować. Nie podobało mi się to, ale wiedziałem, że Ada zamordowałaby mnie, gdybym tylko próbował wstać z łóżka.
        Mężczyźni byli zaskoczeni moim widokiem, ponieważ od razu podeszli zapytać ci coś się stało. Powiedziałem tylko, że potrzebuje ich na dłuższą chwilę i nie wdawałem się w szczegóły, bo każda sekunda była cenna. Położyłem Adzie rękę na ramieniu, a wojownicy poszli w moje ślady. Poprosiłem, żeby przeniosła nas na jakąś polane, gdzie nie ma drzew, ani innych ludzi. Zamknąłem oczy będąc gotowym na skok i wiedziałem, że jest już po wszystkich, ponieważ poczułem lekkie mdłości.
        - Salvar gdyby coś poszło nie tak to zablokuj moje moce, Ledoc chroń Salvara i Adanthir. – rozkazałem i odszedłem od nich na kilka metrów. Wyciągnąłem rękę przed siebie i zamknąłem oczy. Pełne skupienie.
        Dookoła mnie pojawiły się płomienie, które paliły wszystko z czym się zetknęły. Z ziemi wyrastały ostrza, które po chwili wirowały w huraganie, który powstał z połączenia wielu mocy naraz. Sam otoczony byłem barierą, która ledwo wytrzymywała przez nadmiar energii. Moce wszystkich z plemienia smoków przepływały przez moje ciało sprawiając, że energia duchowa ujawniała się na skórze poprzez grube niebieskie linie zbiegające się w jednym miejscu: plecach. Miejscu, w którym jasnym blaskiem świecił mój symbol próbujący pozbyć się energii, która nie należała do mnie.
        Teraz już wiedziałem, dlaczego moc Seii zadziałała z takim opóźnieniem. Byłem śmiertelnikiem, który zamienił się ciałem z boginią. To nie mogło pójść dobrze.
        - Seia! – krzyknąłem błagając ją o pomoc. Padłem na kolana nie mogąc poradzić sobie z tym co się działo.  – Neraida! – próbowałem, ale nic się nie działo. Nie wiedziałem jak mógłbym sobie poradzić z okiełznaniem tego wszystkiego. – Michelle… - wyszeptałem sam do siebie i nagle wszystko umilkło. Padłem z wycieńczenia na wyżarte przez ogień pole i łapczywie łapałem oddech. Energia, która wcześniej czułem tak po prostu zniknęła, ulotniła się całkowicie.
        - Bóstwo to z ciebie nie będzie. – usłyszałem za sobą znajomy głos i natychmiast odwróciłem się za siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#614PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Wrz 13, 2018 10:07 pm


 - Uuuu… On będzie taki zachwycony! – Pisnęła Eril, kiedy wychodziliśmy z pokoju. Sin zdał się nie zwrócić na to uwagi, ale ja szybko na nią spojrzałam.
     - Szzz…. – Uciszyłam ją, podążając za mężem. Miał taką minę, że naprawdę się niepokoiłam tym, co zamierzał zrobić, więc cieszyłam się, że jednak pozwolił mi ze sobą iść. Chociaż z drugiej strony stresowałam się. Co jeśli znowu miało się wszystko zacząć od początku? Co jeśli znowu miało się coś popsuć? Ja naprawdę miałam już dość walki, a jeszcze to, czego się dowiedziałam… Gdyby Sin nie ożył, musiałabym wychowywać czwórkę dzieci sama, w tym jedno, które mnie nie znosiło. Zostałabym sama z naprawdę dużą odpowiedzialnością, z którą nie wiem, czy bym sobie poradziła. Jeśli teraz wszystko miało się zacząć od nowa, to chyba wolałabym zostać w pokoju…
     Ukryłam swoje wątpliwości i podążałam śladem mężczyzny. Zdziwiło mnie, że szedł do Ledoca i Salvara, a przeraziło to, że chciał być przeniesiony. Długo szukałam odpowiedniego miejsca w pamięci. Ręce położone na moich ramionach wcale nie pomogły mi w skupieniu, ale w końcu dałam radę. Miałam pewność, że się udało, kiedy musiałam odejść na bok, żeby zwymiotować. Mój organizm już dawno nie reagował w ten sposób. Najwidoczniej teleportacja i ciąża nie szły w parze…
     - Sin? – Byłam zaniepokojona tym, co mówił dalej. Spojrzałam na niego niepewnie i zdusiłam w sobie pragnienie ucieczki od tego, co zamierzał. Wróciłam do Salvara i Ledoca, i skupiłam wzrok na mężu. Kiedy jego moc wybuchła odruchowo wyrzuciłam ręce przed siebie, tworząc barierę. Chyba zaczynałam panikować… Sin zdawał się nie kontrolować tego, co wyrzucał i przeraziłam się, że jeśli we mnie trafi, coś się stanie naszemu dziecku. Gdy upadł na kolana, chciałam mu pomóc. Jego ciało nie było przystosowane do takiej mocy, ale moje wręcz przeciwnie. Jego osłabiała, a mnie wzmacniała. Wysysając z niego energię mogłabym mu pomóc, ale to nie mnie prosił o pomoc tylko boginie. Musiałam mocno się zaprzeć w sobie, żeby znowu nie wybuchnąć i się nie wkurwić. Przecież zapewniał, że chciał przyszłości ze mną. Dlaczego więc to mnie nie prosił o pomoc tylko je?
     A potem wszystko ucichło… Ja natomiast nie byłam w stanie się ruszyć z miejsca, kiedy zauważyłam, kto stał za leżącym na ziemi mężczyzną…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#615PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Wrz 14, 2018 7:28 pm



       Mrugnąłem kilka razy, bo nie dowierzałem własnym oczom. Lailah… Stała za mną z uśmiechem na twarzy i dłońmi opartymi o biodra.
       - Co taki zdziwiony? Zobaczyłeś ducha? – uniosła kącki warg. – No w sumie… - zaśmiała się z własnego żartu i podeszła do mnie wesoło. – Nie może być tak, że będziecie przerywać mój spoczynek co trzy miesiące, co to to nie! – puściła oko i ukucnęła obok.
       - Lailah… co ty tu robisz? – zapytałem zdezorientowany. Niczego nie rozumiałem, a zwłaszcza tego dlaczego nagle wszystko ucichło.
       - Przecież to ty mnie wezwałeś. – zrobiła naburmuszoną minę, ale za chwilę spojrzała na mnie ze zdziwieniem. - Nie zauważyłeś? – zapytała. Pokiwałem przecząco głową i spróbowałem się podnieść, ale bezskutecznie.
       – Oh Sin.. – ujęła moje policzki i połączyła nasze czoła. – Zawsze miałeś pecha. – zaśmiała się pod nosem. – Tym razem ci się poszczęściło, bo nałożyłam na twoje ciało barierę blokującą moc, ale nie wytrzyma ona długo. Musimy działać szybko. – podniosła się i wyciągnęła rękę, którą próbowałem uchwycić, ale nie dałem rady.
       - Wstawaj! Jesteś mężczyzną, czy nie!? – zganiła mnie i uderzyła w tył głowy, na co w moich ust wydobyło się ciche „ała”. Nie mogłem uwierzyć, że ona tu jest, a tym bardziej w to jak się tu znalazła. Z jej zaskoczenia wywnioskowałem, że zadziałała moc Lena, tylko jakim cudem byłem w stanie używać mocy innego klucza? Czy bóstwa są naprawdę zdolne do wszystkiego?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#616PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Wrz 15, 2018 8:55 pm


     W pierwszej chwili stanęłam jak wryta, nie rozumiejąc co się tak właściwie stało. Wpatrywałam się w Lailah i Sina bez ruchu, czekając aż się obudzę. Wybuch mężczyzny był niepokojący. Nagromadziło się w nim tyle energii, że gdyby wymknęła się spod kontroli w wiosce, spaliłaby ją razem z większością mieszkańców. Nie byłabym w stanie nałożyć na wszystkich bariery, chyba że ochotnicy by mi pozwolili wyssać z nich energię.  Zrozumiałam, co miał na myśli, mówiąc że zostanie było niebezpiecznie tylko czułam się źle z tym, że mi nie wyjaśnił wszystkiego dokładnie. Poczułam się tak, jakby coś przede mną ukrywał, a ja już nie chciałam, żeby nas dzieliły sekrety. Musiałam z nim o tym porozmawiać.
     - Co się… - Nie usłyszałam reszty wypowiedzi Ledoca, bo ruszyłam biegiem w stronę dziewczyny. Była moją pierwszą przyjaciółką i do tej pory byłam jej za to cholernie wdzięczna.
     - Lailah! – Skoczyłam i przytulając ją, oplotłam ramionami jej szyję. W oczach miałam łzy, chociaż nie byłam pewna czy ze szczęścia, czy smutku. Kobieta odwzajemniła uścisk, a kiedy się odsunęła uśmiechnęła się szeroko.
     - Pięknie wyrosłaś – spojrzałam na nią przecierając łzy.
     - Tak bardzo cię przepraszam, że nic nie mogłam dla ciebie zrobić – szepnęłam, bo czułam się winna temu, że zginęła. Na nic się wtedy nie przydałam, z resztą niewiele się zmieniło. Kobieta pogłaskała mnie po głowie.
     - Dalej się tym przejmujesz? To była moja decyzja i żadnych ale… - zaśmiała się.
     - Lailah, ale wszystko zaczęło się ode mnie… Pojawiłam się w waszej wiosce i od razu wszystko się posypało… - spuściłam głowę. – To ja popchnęła Sina do opuszczenia was, a to było jak pierwsza kostka domina… Potem poszło z górki, a wszystko wciąż się zaczynało ode mnie… Twoja śmierć, śmierć Michelle, Raana, Neraidy, Seii, Lediry, Lena… Nawet Sin umierał przeze mnie… - Poczułam uderzenie w tył głowy i cicho jęknęłam z bólu.
     - Żadnego ale, powiedziałam. - spojrzała mi prosto w oczy. - Może wydawać ci się to dziwne, ale nie jesteś pępkiem świata. Każdy z nas myśli za siebie i sam podejmuje decyzje, a moją decyzją było wzięcie pod swoje skrzydła rozpieszczonej księżniczki i wychowanie jej na ludzi. - uśmiechnęła się. - Niczego nie żałuje i wtedy również nie żałowałam, więc nie ważne jak bardzo byś tego chciała, to nie była twoja wina.
     - Ale ja nie sugerowałam, że… - Widząc spojrzenie kobiety jedynie spuściłam głowę. Pochyliła się do przodu i położyła dłonie na biodrach.  – Chodziło mi o to, że… - Podniosła brew do góry i nie odpuszczała. Przygryzłam wargę i milczałam, bo chociaż miałam zamiar jeszcze wiele powiedzieć nie pozwalała mi dojść do słowa. A jak miałam sobie poradzić z czymś, o czym nawet rozmawiać nie mogłam? – Tęsknię za tobą… - Uśmiechnęłam się smutno, dusząc w sobie to, co naprawdę chciałam powiedzieć. Lailah przytuliła mnie mocno.
     - Ja za tobą też. Chociaż nie znałyśmy się za długo stałaś się moją najlepszą przyjaciółką. Kocham cię Adanthir – chociaż próbowałam nie mogłam się powstrzymać od płaczu.
     - Ty też jesteś moją najlepszą przyjaciółką i też cię kocham – odpowiedziałam jeszcze raz ją obejmując. Dopiero po jakimś czasie się od niej odsunęłam. – Sin, jak się czujesz? – Spojrzałam na mężczyznę, przecierając łzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#617PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Wrz 16, 2018 12:48 pm



        Wysunąłem kilka wniosków z rozmowy kobiet i miałem ochotę głośno się zaśmiać. Adanthir naprawdę do mnie pasuje i to pod wieloma względami. Oboje zrzucamy całą winę na siebie i pomimo tłumaczeń innych, nie chcemy przyjąć do wiadomości, że jest inaczej. Żyje się nam lepiej ze świadomością, że wszystkie problemy tego świata powstały z naszego powodu i to jest chyba pierwsza rzecz nad którą musimy wspólnie popracować, a przede wszystkim wyjaśnić.
        - Nie, nie przeszkadzajcie sobie. – zażartowałem ironicznie. – Poza tym, że mogę wybuchnąć energią i zmieść z powierzchni ziemi połowę tego pola, to wszystko w porządku. – podniosłem na nie wzrok, a Ada spojrzała się na mnie zaskoczona.
        - Czy właśnie jej z siebie nie wyrzuciłeś? – zapytała i wtedy zrozumiałem, że dla nich wyglądało to jakbym skończył i po prostu leżał wykończony, ale prawda była zupełnie inna.
        - Lailah zablokowała przepływ mojej energii. Najgorsze jeszcze przede mną. – uśmiechnąłem się słabo, żeby nie dać po sobie poznać, że to wcale nie jest takie łatwe na jakie się wydaje. Nie mogłem popełnić żadnego błędu, bo również i moja WŁASNA energia zostanie wyczerpana, a wtedy… Pokręciłem głową, żeby przestać o tym myśleć.
        - Czy moja moc się przyda? Nie mogę przejąć części jego energii? – pytanie skierowała do Lailah, która pokręciła głową.
        - Jego ciało same musi spalić całą energie, inaczej jego moc nigdy się nie ustabilizuje. – Medyczka potwierdziła moje przypuszczenia. Musiałem sam walczyć ze sobą i nie mogłem liczyć na pomoc nikogo.
        - Cudownie, znowu na nic się nie przydaje. – westchnęła jednocześnie wściekle i smutno odchodząc w stronę Ledoca i Salvara. Wiedziałem jak się czuje, bo znałem ja od tej strony dostatecznie dobrze. Adanthir nienawidzi, kiedy musi siedzieć  grzecznie czekać, nienawidzi, kiedy jest bezużyteczna i właśnie dlatego nie chciałem, żeby ze mną szła. Nie chciałem jeszcze bardziej dołować jej poczucia wartości jako wojownik, ale z drugiej strony jednocześnie cieszyłem się i martwiłem jej obecnością. Sam fakt, że tu jest dodawał mi siły, żeby wstać, walczyć i zakończyć tamten rozdział życia.
        - Podjąłem decyzje. – wyszeptałem sam do siebie i poczułem jak rozrywał barierę nałażoną przez Lailah. Dziewczyna spojrzała na mnie zaskoczona i zanim zdążyła coś powiedzieć poleciała do tyłu odrzuconą mocą Ario. Wstałem powoli i oddałem się energii wydobywającej się z symbolu na moich plecach. – Zniszczenie… tak właśnie się czułyście przez cały czas? – zapytałem bogiń patrząc w niebo. Ostrze i ogień ponownie zaczęły wirować wokół mnie tworząc tarczę przez zewnętrznym światem.
        - Pochłonięte przez ciemność, samotne i zrozpaczone. Spoczywała na was ogromna odpowiedzialność i jedynym sposobem na poradzenie sobie z nią było niszczenie wszelkich więzi z innymi ludźmi. Współczuje wam, naprawdę wam współczuje. – zamknąłem oczy i wysunąłem dłoń przed siebie. – Ale nie mam zamiaru iść w wasze ślady. Nigdy więcej nie pozwolę, aby otoczyła ciemność, nie będę już płakał i samotnie rozwiązywał swoich problemów. Postanowiłem, że się zmienię nie dla innych, ale dla samego siebie. – otworzyłem oczy i uśmiechnąłem się. – „Przez wieczność, która wciąż powtarza swój bieg...” – zacząłem słowa naszej pieśni. – „W ciemności nieograniczonej samotności… Stoję tu i teraz nie zgadzając się na zgubny los!” – poczułem ukłucie w sercu, które najwidoczniej nie tak zapamiętało świętą przysięgę. – „Teraz, kiedy jesteśmy daleko siebie, przecinam czerwoną nic przeznaczenia. Daleko poza czasem. Staje tu teraz sam, czekając na nowy początek”. -  krzyknąłem głośno z bólu, który przeszywał moje ciało, ale nie padłem na kolana, nie tym razem. Będę stał i nie poddam się dopóki wszystko nie zniknie.
        - Sin! – w oddali usłyszałem wołanie Lailah. – Jestem z ciebie dumna! – dodała, a po krótkiej chwili zniknęła tak samo jak huragan, który mnie otaczał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#618PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Wrz 16, 2018 1:42 pm


    - Nie, tylko nie znowu… - szepnęłam, słysząc te cholerne słowa. Ta pieśń… Nienawidziłam jej. Nienawidziłam tego, że w ogóle istniała i miałam wielką nadzieję, że po śmierci Seii już nigdy więcej jej nie usłyszę. Najwidoczniej się myliłam. Tylko dlaczego mój mąż śpiewał do innej kobiety? Miałam ochotę stąd uciec i się zapłakać, ale właśnie wtedy usłyszałam słowa, których w ogóle nie pamiętałam. Nie tak brzmiała ta pieśń i nie rozumiałam, dlaczego ją zmieniał, dopóki się nie wsłuchałam. Jeszcze chwilę stałam analizując to, co się wydarzyło, by potem ostrożnie do niego podejść.
     - Co właśnie zrobiłeś? – Zapytałam, bo wiedziałam, że coś się zmieniło. Ciężko mi tylko było powiedzieć co. Mężczyzna objął mnie w talii, przysunął do siebie i pocałował.
     - Pozbyłem się balastu – chwilę mi zajęło zrozumienie, o czym mówił, a potem nagle to do mnie dotarło.
     - „…przecinam czerwoną nic przeznaczenia.” – Powtórzyłam jego słowa i spojrzałam mu prosto w oczy. – Czy ty…? – odezwałam się, sugerując że właśnie zerwał swoją więź z Seią, pozbył się przeznaczenia, które zawsze ich łączyło. Sin się uśmiechnął i kiwnął głową, a ja poczułam jak moje serce przyspiesza. Zamknęłam oczy i skupiłam się na wezwaniu Sena.
     - Sen… - mężczyzna pojawił się naprawdę szybko.
     - Wzywałaś mnie? - uśmiechnął się i spojrzał na Sina. - A już myślałem, że mam szanse... – mrugnął do mnie, a ja odwzajemniłam uśmiech.
     - Czy mógłbyś proszę zabrać stąd Ledoca i Salvara?
     - Wolałbym zabrać ciebie i nawet miałem taki plan, ale niestety, ktoś ożył i moje marzenia legły w gruzach - uśmiechnął się do Sina, a mężczyzna to odwzajemnił.
     - Komuś dawno nie obiłem twarzy - dodał mój mąż, na co Sen się ukłonił i zniknął z wojownikami.
     - Tera nasza kolej – odsunęłam się od niego lekko, wiedząc jak to się skończy, ale nie puszczałam jego dłoni. Przeniosłam nas na znajomą polanę, obrośniętą kwiatami. Pamiętałam co mówiła Seia o jego marzeniach i chciałam mu przekazać tę wiadomość jak najlepiej. Zanim jednak do tego doszło odbiegłam kawałek dalej, żeby zwymiotować. – Pamiętasz to miejsce? – Zapytałam go, odsuwając się i stając do niego tyłem kawałek dalej. – Oświadczyłeś mi się tutaj, a ja przyjęłam te oświadczyny. Obiecaliśmy sobie wspólnie założyć rodzinę i zawsze się wspierać. Sin… - spojrzałam w jego stronę. - …Kiedy dowiedziałam się, co łączyło ciebie i Seię byłam zrozpaczona. Poczułam się jak zastępstwo i nie mogłam przestać myśleć o tym, że gdybyś ją spotkał przede mną, to nie na mnie byś patrzył. Bardzo długo w to wierzyłam, mimo że mnie zapewniałeś, że się myliłam. Raniłam cię, wszczynałam kłótnie, bo byłam przerażona, że miałam rację. Bałam się, że kiedy poznasz prawdę, zostawisz mnie i cię odpychałam, żeby sobie oszczędzić tego bólu – spuściłam smutno wzrok. – Ale mnie nie zostawiłeś – podniosłam głowę i się do niego uśmiechnęłam. – Ratowałeś mnie, poświęcałeś się, żeby mnie uratować i znosiłeś moje zachowania, chociaż cię raniły. Mimo, że… - przełknęłam ślinę. - … zostałam zgwałcona, nadal trwałeś przy mnie i pocieszałeś. Dawałeś poczucie bezpieczeństwa. Pamiętasz jak to zrobiłeś? Co wtedy powiedziałeś? - Sin otworzył szerzej oczy.
     - Powiedziałem że... chce naznaczyć cię tak samo jak on... - mówił powoli, a ja się ciepło uśmiechnęłam, spoglądając mu prosto w oczy.
     - No cóż… - Zaczęłam i zrobiłam jeden krok w jego stronę. – Wygląda na to, że ci się udało…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#619PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Wrz 16, 2018 4:18 pm



        Wpatrywałem się w Adę w milczeniu, bo byłem tak mocno zszokowany, że nie mogłem wydusić z siebie ani słowa. Będę ojcem, tatusiem dla drugiego dziecka. Nie mogłem w go uwierzyć i chciałem żeby ktoś mnie uszczypnął, bo było tak piękne, że myślałem że śnie.
        Bez słowa mocno przytuliłem żone. Trwaliśmy tak przez dłuższą chwilę, ponieważ że szczęścia odjęło mi mowę.
        - Nawet nie wiesz jak bardzo tego pragnąłem. - powiedziałem nie wypuszczając jej że swoich objęć. - Marzyłem o tym przez cały ten czas. - wyszeptałem. - Przez ostatnie cztery lata umierałem z myślą że już nigdy Cię nie zobaczę... nie pocałuje... Myślałem że nigdy nie spełnia swojego największego marzenia: stworzenia rodziny właśnie z Tobą. - odsunąłem się od Ady i uśmiechnąłem. - Kocham Cię i nawet nie wiesz jaki jestem teraz szczęśliwy.
        - Mogę sobie to wyobrazić, bo sama czuje to samo. Kocham cię, Sin. - Dokonałem jej policzka i nachyliłem się, aby ja pocałować, lecz nie zrobiłem tego. Byłem mocno zmęczony, a wiedziałem że jeśli ją teraz pocałuje to nie będzie już odwrotu.
        - Zabierzesz nas do domu? Ledwo stoję. - uśmiechnąłem się delikatnie i pogładziłem policzek księżniczki.
        - Jasne - uśmiechnęła się. Po przeniesieniu Ada zachwiała się, łapiąc za brzuch i zakrywając usta. Znowu musiało zrobić się jej nie dobrze, ale tym razem nie zwymiotowała. Resztkami sił pociągnąłem ją za sobą do łóżka i przykryłem nas obydwoje kocem.
        - Dobranoc. - rzuciłem z uśmiechem na ustach.
        - Nie jestem chora ani wykończona - zaśmiała się. - Trzeba zająć się dziećmi - pocałowała mnie w policzek i podniosła się.
        - Oddźwięczę ci się za to wieczorem. - zamknąłem oczy i położyłem się spać. Byłem wykończony.
        - W to nie wątpię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#620PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Wrz 17, 2018 6:47 pm


   Bliźnięta nie dawały mi ani chwilę odsapnąć. Ciągle ciągali mnie do zabawy i wyglądali na naprawdę zadowolonych. Śmierć Sina wpłynęła na nich bardziej niż sądziłam, nawet na Aldara, który nie chciał, abym poślubiła kogoś, kto nie był Raanem. Polubił go i to było dla mnie czymś naprawdę niesamowitym. Bolało mnie tylko, że Junior wciąż trzymał mnie na dystans, jakbym robiła mu krzywdę swoją obecnością. Nie chciałam i nie miałam zamiaru zastępować jego matki, ale wolałabym, żeby chociaż pozwolił mi się do siebie zbliżyć. Z własnej woli, bo zmuszać go nie chciałam.
     - No już, dość! – Eril się wtrąciła, widząc jak bardzo mnie męczyli. – Mama musi odpocząć, pobawcie się sami! – Chociaż nie byli z tego zadowoleni posłuchali jej i z obrażonymi minami dołączyli do Sina. Księżniczka natomiast dołączyła do mnie. – Powiedziałaś mu? – Zajęłyśmy miejsce na jednej z ławek.
     - Tak, był zachwycony – uśmiechnęłam się, przypominając sobie jego reakcję. Dawno nie widziałam go tak szczęśliwego i siebie z resztą też nie. Wyglądało na to, że w końcu mogliśmy spokojnie zająć się sobą. Już nic nie mogło nam zagłuszyć ciszy i spokoju.
     - Uuuuu… - kobieta niemal pisnęła. – Tak się cieszę, że w końcu jego marzenie się spełni. Zawsze chciał założyć z tobą rodzinę.
     - Wiem, powiedział mi to.
     - Nie wyglądasz na szczęśliwą.
     - To nie tak. Jestem szczęśliwa, ale czekam aż coś się schrzani, tak jak cały czas do tej pory.
     - Oj Ada – księżniczka mnie przytuliła i nic więcej nie powiedziała. Wiedziała, że nie oczekiwałam pocieszenia. Musiałam się przekonać, że nic się nie zepsuje na własnej skórze. – Zamierzacie o tym powiedzieć ludziom w najbliższym czasie?
     - Jeszcze na ten temat nie rozmawialiśmy. W ogóle zauważyłam, że niewiele rozmawialiśmy od kiedy się poznaliśmy. To nie jest dobry znak…
     - To nie wasza wina. Ciągle coś się działo i nie mieliście jak, ale teraz macie szansę, więc ruszaj ten swój zgrabny tyłeczek i leć do niego – uśmiechnęła się, pchając mnie z ławki. – Idź z nim porozmawiaj, ja popilnuję dzieci.
     - Jesteś pewna?
     - Idź, zanim się rozmyślę – puściła mi oczko, a ja po krótkim dziękuję ruszyłam do pokoju. Miałam nadzieję, że te kilka godzin drzemki pomogło Sinowi i już się skończyło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#621PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Wrz 18, 2018 12:30 am



        Spałem do momentu, aż poczułem na ustach coś miękkiego. Zajęło mi chwilę zanim domyśliłem się, że to słodkie wargi mojej żony. Otworzyłem jedno oko uśmiechając się.
        - Słucham kochanie?
        - Czy jesteś na siłach aby porozmawiać?
        - Hymmm. – udawałem, że się zastanawiam. – Zależy, czy dostanę coś na zachętę… - uśmiechnąłem się znacząco do mojej pięknej żony, która siedziała na krawędzi łóżka.
        - Ooo… mówisz? – położyła dłoń na moim brzuchu i powoli zjeżdżała w dół, w stronę krocza. – Myślę, że da się zrobić. – uśmiechnęła się wsuwając dłoń w spodnie.

***

        Po cudownej godzinie, którą spędziliśmy ze sobą przyszła pora na poważną rozmowę. Musieliśmy wyjaśnić sobie parę rzeczy, a co najgorsze ustalić dalszy plan działania. Nie wiedziałem co księżniczka chciała teraz zrobić, kiedy wszystko ucichło. Miała swoich ludzi, którym chyba niezbyt podoba się wizyta u nas, ale nie to było głównym problem, ale jej królestwo. Bałem się, że ona zechcę do niego wrócić, aby odzyskać władze, a wtedy musiałbym wybierać, czy chcę być przy jej boku już na zawsze, czy może…
        - Objecaj mi jedno… - powiedziałem całując delikatnie jej usta. – Jeśli to będzie chłopiec, nie nazwiemy go Raan. – uśmiechnąłem się złośliwie wypominając jej oryginalność w nazywaniu dzieci.
        - Nie? Przecież to takie niespotykane imię. – odpowiedziała sarkastyczne, na co głośno się zaśmiałem.
        - Dziewczynę w takim razie nazwiemy Michelle, podoba ci się? – dokuczałem dalej, ponieważ uwielbiałem naburmuszoną minę mojej ukochanej żony.
        - Cudowne… - nie zmieniła tonu. – Masz jakieś inne propozycje?
        - Seia brzmi ładnie, Ledira zresztą też. – uśmiechnąłem się szeroko pokazując zęby.
        - Nazwałam córkę Lailah, ponieważ chciałam, żeby wyrosła na tak niesamowitą osobę jaką była moja przyjaciółka. Michella nazwała syna Sin, bo nie mogła pogodzić się z tym, że ją zostawiłeś, a wasz syn wygląda jak twoja kopia… - co do powodów Michelle to wcale nie byłem ich taki pewien. Ona jedyna nigdy nie przestała wierzyć, że żyje i wrócę, sama mi to powiedziała, kiedy spotkaliśmy się po latach, dlatego myślę, że powodem Michelle była chęć uzmysłowienia innym, że to co powiedziałem do Ojca, nie było moim ostatnim słowem. „Zapomniałeś o jeszcze jednym feniksie”, tymi słowami ostatecznie przeciąłem moje więzy z wioską smoków, a Michelle była pewna, że powrócę i wprowadzę mój porządek. Nie myliła się…
        - Uwielbiam, kiedy się złościsz. – pogłaskałem Adanthir po głowie, aby wrócić do tematu naszej rozmowy.
        - A ja tego nie lubię. – naburmuszyła się dokładnie tak jak chciałem.
        - Nie nadymaj policzków, bo ci tak zostanie. – zażartowałem śmiejąc się. – Więc? O czym chciałaś porozmawiać. – dodałem poważniejąc.
        - Ow… - spuściła wzrok i zaczęła bawić się prześcieradłem, którym była przykryta. – Nie wiem od czego zacząć…
        - Najlepiej od początku.
        - Sin... małżonkowie powinni się dzielić wszystkim. Swoimi obowiązkami, pragnieniami, obawami, a ty cały czas chcesz wszystko robić sam. Nie podoba mi się to, ani to, że nie mówimy sobie wszystkiego - spojrzała na mnie. - Ukrywaliśmy przed sobą naprawdę wiele i nie chcę powtarzać tych błędów. Bardzo mnie zraniłeś tym, że nie chciałeś mi dzisiaj powiedzieć, co się dzieje i gdzie się wybierasz.
        - Wiem, ale nie miałem czasu na wyjaśnienia. – nie chciałem też, żeby na mnie patrzyła, kiedy byłem w tak żałosnym stanie. Chciałem od teraz pokazywać się jej z lepszej strony. – Ada, to o czym rozmawiałaś z Lailah… Co miałaś na myśli? – zapytałem, mimo że znałem odpowiedź. Chciałem po prostu wiedzieć czy powie mi prawdę. Jeżeli mieliśmy poważnie porozmawiać to nie mogliśmy mieć przed sobą tajemnic, nawet tych najgorszych.
        - To, co słyszałeś. Nie zauważyłeś, ze te walki i problemy rozpętały się kiedy mnie uratowałeś z zamku? Mnie porwali zbójcy przez co użyłeś pieśni, mnie porwał bóg przez co zginął Raan, ja zmusiłam cię do opuszczenia wioski przez co zginęła Lailah, ja odwróciłam twoja uwagę od Eril pragnąc twojej całkowitej uwagi co ściągnęło na nas walki bóstw i śmierć Neraidy, Seii, Lena czy Lediry. To ja byłam brama, która otworzyliście przez co zginęła Michelle... – położyłem jej palec na ustach, przerywając jej w półsłowa. Chciałem teraz powiedzieć to co czułem właśnie w tej chwili.
        - Nie byłaś niczemu winna. Uratowałem cię, ponieważ chciałem to zrobić, bo zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Moje odejście z wioski wiązało się z panowaniem ojca i jego chorymi zasadami, których nie mogłem już dłużej znosić. - westchnąłem. - Można powiedzieć, że to ja byłem winny śmierci tych wszystkich ludzi, ponieważ to ja rozpocząłem wojnę, to ja zrobiłem pierwszy krok. - zamilkłem na chwilę i spojrzałem w sufit. - Obwiniałem się o to przez cały ten czas. Byłem pewien, że to wszystko zadziało się przeze mnie, ale teraz... - wziąłem głęboki oddech. - Mogę śmiało powiedzieć, że się myliłem. Każdy z nas jest kowalem swojego losu i to od nas zależy co zrobimy. Postanowiłem się zbuntować i to była moja decyzja, tak samo jak twoją decyzją było wybranie Raana. Decyzją feniksów było zaakceptowanie mnie, tak samo jak decyzją smoków zaakceptowanie ojca i jego zasad. Pomimo tego, że wielu moich przyjaciół zginęło jestem zadowolony ze ścieżki, którą wybrałem, ponieważ na samym końcu tej drogi moje największe marenie się spełniło. – uśmiechnąłem się do niej. – Nie można ruszyć do przodu, kiedy cały czas patrzy się za siebie. Zajęło mi całe cztery lata, żeby zrozumieć czy naprawdę jest życie i jakie powinienem podejmować decyzje. Jestem na siebie bardzo wściekło za to jak samolubny byłem. Chciałem wszystko załatwiać samemu, poświęcać się dla innych. Byłem zaślepiony swoim „świętym” celem i nawet nie zauważałem jak wiele ludzi przez to cierpi. Jesteśmy rodziną do jasnej cholery! Ja, ty, feniksy, smoki, więc dlaczego nie potrafiłem tego zaakceptować? Dlaczego nie potrafiłem walczyć z nim ramie w ramie, a nie próbować rozwiązywać wszystkie problemu samemu? Boże jaki ja byłem głupi! – zganiłem sam siebie i odetchnąłem głęboko. – Wiesz dlaczego taki byłem? – zapytałem kobiety, ale sam odpowiedziałem na własne pytanie. – Ponieważ czułem się winny. Myślałem, że swoim poświęceniem odpokutuje swoje winy, że dzięki temu poczuje się lepiej, ale nie było tak. Czułem się gorzej, bo widziałem jak wszyscy się o mnie martwią, jak cierpią widząc mnie w takim stanie. – westchnąłem. – Dlatego koniec z tym. Od dzisiaj postanowiłem przestać robić wszystko samemu. Po to mam przyjaciół i rodzinę, aby wspólnie iść przez życie wzajemnie się wspierając. Pytanie brzmi, czy ty również chcesz zrobić krok do przodu i przestać co chwilę odwracać się za siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#622PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Wrz 20, 2018 5:47 pm


  Z jednej strony miał rację, ale z drugiej naprawdę na niewiele się zdałam oprócz wciągania wszystkich w kłopoty. Nie chciałam, jednak się z nim o to kłócić, więc słuchałam, uśmiechając się pod nosem. To było naprawdę niesamowite słuchać, co teraz mówił i jak bardzo się zmienił. Chociaż przyznam, że niekiedy chciałabym, żeby nie był tak poważny i odpowiedzialny. Zdarzało się to zbyt rzadko.
     - Nie mam zamiaru odwracać się za siebie – odpowiedziałam bez wahania. – Ale musisz wiedzieć, że jest mi naprawdę ciężko. Możesz uznać mnie za idiotkę, ale tęsknię za swoim życiem przed osiemnastymi urodzinami – nie patrzyłam na niego tylko na prześcieradło. – Ojciec mnie chciał zabić, a potem sprzedał, ale oni nie mają znaczenia. W zamku miałam przyjaciół, a obywatele byli dla mnie naprawdę bliscy. Tęsknię za tym, jak ludzie się przede mną kłaniali, ale jednocześnie uśmiechali i traktowali naprawdę ciepło. Chociaż okazywali mi szacunek nadal byli dla mnie jak rodzina. Byłam tam bezpieczna i nie musiałam się bać, że zaraz ktoś mnie zaatakuje – spojrzałam na niego. – Walka jest okropna, nie chcę żeby na niej skupiało się moje życie. Sin leżał i milczał, bo próbował zebrać myśli.
     - Tęsknisz, czyli... - odpowiedział po dłuższej chwili. - ...jest ci tu źle?
     - Nie – powiedziałam bez wahania. – Nie jest mi tu źle, ale się boję, że zaraz znowu nas coś zaatakuje. Nie chciałabym, żeby nasze dzieci wychowywały się w otoczeniu ciągłej walki. Wiecznie bym się bała, że coś im się stanie. – Mężczyzna nade mną zawisnął i dotknął mojego policzka.
     - Nigdy nie pozwolę, żeby stała się im krzywda - powiedział pewnie. - Postawimy bariery, wzmocnimy ochronę więc proszę... - patrzył na nią błagalnym wzrokiem. - ... nigdy więcej nie mów, że chcesz tam wrócić. Nie zostawiaj mnie... - pocałował ją.
     - Nie powiedziałam, że chcę tam wracać. Sin, nie zostawiłabym cię nigdy w życiu – odezwałam się stanowczo. Sin się uśmiechnął i jego twarz złagodniała przez poczucie ulgi.
     - Co w takim razie planujesz teraz zrobić? Feniksy nie dogadują się ze smokami.
     - Nie będę ich trzymała na siłę. Dam im wybór. Jak będą chcieli to zostaną, a jak nie to pozwolę im odejść. Mam nadzieję, że nie wszyscy odejdą… - Byłam tym naprawdę zmartwiona, a mężczyzna pokiwał głową.
     - A co z naszą przyszłością? - zapytał uśmiechając się ponownie, a ja na niego spojrzałam. Chwilę musiałam się nad tym zastanowić.
     - Chciałabym, żebyś dzielił się ze mną swoimi obowiązkami. Mam wrażenie, że ty ciągle zapominasz o tym, że byłam wychowywana na przywódcę. Przez to, że wszystko robiłeś sam, mieliśmy dla siebie nawzajem mniej czasu. Prawie w ogóle ze sobą nie bywaliśmy i wcale mi się to nie podobało. Chcę cię wspierać nie tylko jako twoja żona, ale też jako drugi przywódca, bądź jak wolisz twój asystent. Chcę, żebyśmy się dzielili też obowiązkami w domu i uczyli nasze dzieci współpracy między sobą, żeby na sobie nawzajem polegali, żeby byli dla siebie wsparciem. I na pewno nie chciałabym się przemieszczać. Wolałabym, żebyśmy tutaj zbudowali coś więcej niż namiotu i na stałe się osiedlili.
     - Idealnie się składa, bo chciałem Cię prosić abyśmy od teraz wspólnie zajęli stanowisko przywódcy - podniósł się. - Tak naprawdę to nie chciałem zostać liderem, ale przez swoje czyny nie mogłem się wycofać - spuścił wzrok. - Pomimo tego co mówią inni uważam, że byłem najgorszym kandydatem na to miejsce.
     - To w takim razie musieli mieć niewielkie wymagania, skoro udało ci się zająć to miejsce – zażartowałam, puszczając mu oczko.
     - Sami kiepscy kandydaci więc decydowali wyglądem, a że jestem niesamowicie przystojny to nie miałem wyboru – roześmiałam się.
     - E tam, przeciętny. – Sin patrzył się na mnie przez chwilę.
     - Tak? W takim razie powiedz, kto twoim zdaniem by mnie pokonał. Sen? – Nie byłam pewna, czy nie czuł się urażony, więc w milczeniu się w niego wpatrywałam, szukając odpowiedzi w jego mimice. - A może Raan? - skrzyżował ramiona i nie dawał nic po sobie poznać, co mnie zaniepokoiło. Czy był zły? Nie potrafiłam tego określić. - Suzaku, Genbu? Który z nich był w twoim typie, żono? - ostatnie słowo powiedział z odrobiną goryczy w głosie. Wpatrywał się we mnie i kiedy już miałam go przepraszać, jego policzki i usta zaczęły drżeć, parsknął śmiechem.
     - Sin! – Pisnęłam pchając go lekko od siebie.
     - Miałaś piękną minę. - śmiał się dalej.
     - Przestraszyłeś mnie! – odwróciłam wzrok obrażona.
     - Czym ? – złapał mój podbródek i zmusił, żebym spojrzała mu w oczy.
     - Że cię znowu zraniłam.
     - Gdybym ci się nie podobał to nie zdradziłabyś ze mną męża - wyszeptał mi do ucha, a potem zaczął składać namiętne pocałunki na szyi, którą napięłam specjalnie po to, żeby czuć jego usta jeszcze intensywniej. - Wiem, kiedy podobam się kobiecie – uśmiechnęłam się i pchnęłam go na posłanie, siadając na nim okrakiem. Zgarnęłam włosy na jeden bok i nachyliłam się.
      - Cholernie się podobasz tej kobiecie – szepnęłam i złożyłam pocałunek na jego ustach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#623PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Wrz 20, 2018 7:17 pm




        Był wieczór, a wszyscy nadal wylewali z siebie siódme poty, żeby naprawić zniszczenia po ostatniej walce. Zdziwił mnie widok smoków, którzy brali czynny udział w odbudowie wioski. Uśmiechnąłem się sam do siebie, bo był to dobry znak aby połączyć nasze wioski w jedną.
        Odprowadziłem Adanthir do Eril, która razem z kilkoma innymi kobietami, bawiła się z dziećmi. Sin od razu podbiegł, kiedy mnie zobaczył i zażyczył sobie wzięcia na barana. Nie mogłem mu odmówić i ochoczo spełniłem jego prośbę. Bawiliśmy się wszyscy przez około pół godziny, ale to nie było celem mojego pojawienia się tutaj. Chciałem porozmawiać z Eril o naszej niezamkniętej sprawie.
        - Mogę cię prosić na słówko? – zapytałem, a kobieta pomimo początkowego zdziwienia pokiwała głową.
Zabrałem ją do siebie, bo nie chciałem, aby ktokolwiek nam przeszkadzał. Widziałem, że dziewczyna lekko się krępuje, co było dla mnie wielką nowością. Z Eril zawsze tryskała beztroskość, kiedy znajdowała się obok mnie.
        - Coś się stało? – zapytałem zaniepokojony.
        - Nie… - pokręciła głową. – Po prostu Ledoc nie lubi, kiedy jestem z tobą sam na sam. – rzuciła mi wymowne spojrzenia. – Nie powiedziałam mu gdzie idę, a nie chcę, żeby źle to zrozumiał. – spuściła wzrok. – Wiesz jaki on jest… - to mi przypomniało, że nadal nie przeprosiłem go, za to co wtedy zrobiłem. Za to co powiedziałem. Zachowałem się jak gówniarz i od tamtego momentu praktycznie ze sobą nie rozmawialiśmy. Z najlepszych przyjaciół zmieniliśmy się we wrogów, a nie chciałem, żeby tak zostało. Wystarczyło, że Raan znienawidził mnie i nie zdążyliśmy się pogodzić przed jego śmiercią.
        - Eril, co chcesz teraz zrobić? – zapytałem, a dziewczyna zrobiła zdziwioną minę, jakby nie zrozumiała o co mi chodziło. – Ze swoim królestwem. – dodałem, a ona znowu spuściła wzrok i zacisnęła pięści na materiale sukienki.
        - Chce ich zniszczyć. Zmieść z powierzchni ziemi. – odpowiedziała ze zdeterminowanym spojrzeniem. – Nienawidzę ich wszystkich. – w jej oczach tańczyły płomienie. – Wysłali mnie, żebym zabiła ciebie i twojego brata, a kiedy wróciłam potraktowali jak dziwkę… Nikt nie zaprotestował! Nikt! – wstała i złapała mnie za ramiona. – Zgwałcił mnie, na jego oczach. – głos zaczął jej drżeć, podobnie jak dłonie. – Nie chcę ich znać… Chce ich wszystkich… - upadła na kolana, a łzy płynęły po jej polikach. Głaskałem Eril po głowie, aby choć odrobinę ją uspokoić. Ada nigdy nie opowiedziała mi o tym, co się wydarzyło w królestwie Norgardu, a nie miałem za wiele czasu, żeby zapytać Eril. Nigdy bym nie pomyślał, że stało się coś tak potwornego. Byłem naprawdę głupi, że je tam puściłem, to było szaleństwo.
        - Sin… - powiedziała przecierając łzy. – Jestem w ciąży… tylko nie wiem czy z nim… co jeśli to nie jego… co jak mnie zostawi? – pomogłem jej wstać i przytuliłem mocno.
        - Ledoc nigdy cię nie zostawi i oboje o tym wiemy. – odsunąłem się i starłem łzy z jej policzków.
        - To takie dziwne. – zaśmiała się przez łzy. – Wiesz, że przez cały ten czas się w tobie podkochiwałam, a teraz myślę tylko o nim. – uśmiechnąłem się.
        - Wiem i cieszę się, że w końcu zrozumiałaś, że tylko Ledoc jest ciebie wart. – tym razem to ona się uśmiechnęła.
        - Jesteś beznadziejny, ale i tak cię kocham mój przywódco. – ukłoniła się. – Porozmawiam z nim. Dziękuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 531
Join date : 08/07/2015

#624PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Wrz 26, 2018 6:12 pm


 Chociaż wolałabym zostać w łóżku z Sinem, nie mogłam cały czas zrzucać na głowę Eril opieki nad dzieciakami. Ona na pewno wolała spędzać czas z Ledociem i nie dziwiłam się jej. Czasami przechodziły mi przez głowę myśli, jakby to było, gdybyśmy nie mieli dzieci. Szybko jednak odsyłałam te niewłaściwe myśli i zauważałam, jak cudownie było oglądać rosnących Aldara i Lailah. Żałowałam, że Raan nie mógł tego oglądać, ale nie chciałabym, żeby żył wiedząc, że jego żona kocha kogoś innego. To raniłoby każdego z nas, a zwłaszcza bliźnięta.
     - Pogadamy? – Siedziałam na placu zabaw, obserwując dzieci. Nie zauważyłam, że Sen się do mnie zbliżał, dlatego się przestraszyłam. Mężczyzna natomiast zapytał trochę zbyt poważnie jak na niego, co mnie zaniepokoiło. On nigdy nie był tak poważny, nawet w najbardziej kryzysowej sytuacji.
     - Jasne... - powiedziałam niepewnie i za nim podążyłam. - Wszystko w porządku?
     - Chodźmy - skinął głową na swoje lewo i poszedł pierwszy. Zatrzymał się, kiedy już był
pewny, że nikt nas nie usłyszy. Jego zachowanie nie wyglądało zbyt dobrze. Obawiałam się
tego, o co mu chodziło. - Królestwo, w którym panował Siggir wypowiedziało wojnę twojemu
– poczułam się słabo na nogach. Stałam, ale byłam pewna, że mi drżały. Nie wiem jakim cudem nie upadłam.
     - Skąd o tym wiesz? – Zapytałam niepewnie.
     - Podsłuchałem dwójkę osób z królestwa Genbu, a następnie udałem się do Highlandu, żeby to sprawdzić. Wszystko jest obstawione, to nie były plotki.
     - Wiesz czemu ich atakują?
     - Mam pewną teorie - zmierzył mnie wzrokiem, a ja poczułam jak serce mi pęka. - Nie domyślasz się?
     - To moja wina… - zasłoniłam twarz dłońmi. - Przeze mnie niewinni ludzie ucierpią… - dodałam drżącym głosem.
     - Wina twojej wioski, że nie potrafiła cię obronić - odpowiedział surowo. To było naprawdę miłe, że się tak zachowywał, że tak mnie bronił. Sądziłam, że nienawidził smoków, a ja byłam jednym z nich. - Uratowaliśmy cię dzięki Lenowi - podszedł i położył mi dłoń na ramieniu. - Wolałabyś tam tkwić tylko po to, aby ocalić nic nieznaczących dla ciebie ludzi?
     - Sen, to zwykła zawiść. Atakują ich, bo ja nie zostałam. Zapłacili za mnie, a król na pewno nie oddał tych pieniędzy. Nie zostałabym tam dla nich. Nie poświęciłabym się aż tak, ale nie mogę ich tak zostawić. Nie są przygotowani, nie mają szans. Z Sinem sobie nie poradzili… Nawet jeśli mój brat i król mnie sprzedali, całe państwo nie może za mnie ucierpieć -
skrzyżował ramiona na piersi.
     - Królestwo Genbu również sobie z nim nie poradziło - uśmiechnął się. - Nie wiem jak on to robi, ale zawsze ma asa w rękawie. Szczerze? - dodał po chwili. - Wątpię, żeby Sin zgodził się wyruszyć im na pomoc, ale zawsze warto zapytać - poklepał mnie po ramieniu. - Swojej ślicznej żonie możliwe, że nie odmówi.
     - Myślę, że po namowach Sin się zgodzi, ale nie wiem jak będzie z królem… - zamierzałam odejść, ale zatrzymałam się i powrotem spojrzałam na Sena. – Dziękuję. Nie musiałeś mi tego mówić i doceniam, że to zrobiłeś. Nie powinieneś ukrywać tego, że wbrew pozorom zależy ci na tym, aby ludzie dookoła ciebie byli zadowoleni i spokojni. Tym bardziej więc mi przykro, że nie masz tego, czego pragniesz – chciałam się oddalić, ale nie mogłam. Sen mnie złapał i przyciągnął do siebie.
     - Każdy informator potrzebuje zapłaty, myślałem, że o tym wiesz księżniczko - uśmiechnął się prowokująco, a ja wcale się nie bałam. Wiedziałam, że nie zrobiłby już czegoś takiego. Raz zrobił i miałam wrażenie, że poczucie winy będzie go prześladowało aż do jego śmierci.
     - Nie zrobiłbyś tego, Sen. Zależy ci na Sinie i nie zrobisz nic, co go zrani - Sen dotknął kilka razy mój policzek uśmiechając się.
     - Zapłata – powtórzył.
     - Wziąłbyś ją gdybyś naprawdę chciał – odsunęłam go od siebie. – Dlaczego próbujesz odepchnąć od siebie ludzi?
     - Wziąłbym, gdybyś nie była żoną tego potwora - przekrzywił głowę na bok. - Nie odpycham nikogo. Nawet nie wiesz ile kobiet pcha się do mojego łóżka.
     - Sen – zwróciłam mu stanowczo uwagę, mrużąc oczy. – Wiem, że odpychasz, a ty wiesz co mam na myśli. Dlaczego to robisz? - Położył rękę na moim ramieniu i pocałował w policzek. To było inne. Nie było w tym nic z poprzedniego razu. Nie było jego zaborczości stanowczości, tylko czuły gest. Byłam tym tak zaskoczona, że nieświadomie dotknęłam tego policka.
     - Powodzenia - powiedział i odszedł, a ja przez chwilę stałam bez ruchu.
     - Sen, nawet ty potrzebujesz bliskich! – podniosłam głos, żeby usłyszał i miałam nadzieję, że to do niego dotrze. Nie odwrócił się i niczego więcej nie zrobił, więc odwróciłam się z powrotem w stronę placu zabaw i westchnęłam zrezygnowana. Musiałam znaleźć stałą opiekunkę do dzieci, bo jeśli tak dalej pójdzie, będę zawracała głowę każdego, kto na pewno nie chciał spędzać swoich dni na niańczeniu czyichś dzieci. W okolicy nie było, ani Sina, ani Eril, ale był za to Ledoc. To jego musiałam poprosić o pomoc, dopóki Lethy nie upora się z cierpieniem po stracie Lena. Ciekawe czy to opieka nad dziećmi tak ich zbliżyła.
     - Sin, musimy… - weszłam do pokoju i stanęłam zaskoczona widząc łzy w oczach Eril. – Eril? Wszystko w porządku? – spytałam zaniepokojona, zbliżając się do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 449
Join date : 26/03/2017

#625PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Wrz 26, 2018 9:12 pm




        Nie wiedziałem zbytnio co powiedzieć, kiedy Adanthir zastała płaczącą Eril w moim pokoju. Nie zrobiliśmy nic złego, ale obawiałem się, że księżniczka może wyciągnąć złe wnioski z tej sytuacji. Chciałem szybko się wytłumaczyć, ale ona zapytała pierwsza.
        - Nic mi nie jest. Rozmawialiśmy o tym co się stało podczas naszej misji w Norgardzie, - przed wypowiedzeniem ostatniego słowa przełknęła głośno ślinę. – przetarła ponownie swoje łzy. – Pewnie wam przeszkadzam, pójdę już… - dodała i ruszyła w stronę wyjścia. Zanim jednak wyminęła Ade zatrzymałem ją łapiąc za ramie.
        - Adanthir może sprawdzić… - powiedziałem zerkając na swoją żonę, która wyglądała na zdezorientowaną. – Jeśli oczywiście chcesz. – miałem na to, którego z nich dziecko nosi. Wolałem nawet nie myśleć, co by było, gdyby faktycznie maluch nie należał do Ledoca. Eril na pewno wpadłaby w depresje, a tego wolałbym uniknąć, dlatego uwolniłem jej ramie i pokręciłem głową. – Zapomnij, to głupi pomysł. – lepiej, żeby nie wiedziała i pokochała je bez względu, kto jest ojcem.
        - Chce wiedzieć. – rzuciła pewnie. – Muszę wiedzieć, ale najpierw mu to powiem. – wyszła wymijając Adanthir zostawiając ją zdezorientowaną w przejściu.
        - Eril w Norgardzie została zgwałcona przez własnego brata. – powiedziałem, kiedy drzwi się zamknęły. – Przez cały ten czas udawała, że wszystko w porządku, ale tak naprawdę wiedziała, że zaszła w ciążę, tylko nie wie z kim. – opowiedziałem księżniczce po krótce przebieg naszej rozmowy i to, dlaczego Eril płakała. Bała się reakcji Ledoca, ale nie miała ku temu według mnie żadnych powodów, bo mężczyzna był zakochany w niej po uszy, tak samo jak ja w Adanthir. Zaakceptowałbym każde dziecko, które by urodziła.
        - Zmieniając temat. – uśmiechnąłem się delikatnie, żeby choć odrobinę poprawić atmosferę. – Co się stało? O czym chciałaś porozmawiać? – usiadłem na łóżku, zachęcając aby zajęła miejsce obok mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#626PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   

Powrót do góry Go down
 
Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 25 z 25Idź do strony : Previous  1 ... 14 ... 23, 24, 25

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: