IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 23, 24, 25  Next
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Maj 26, 2017 9:54 pm




           Drażniło mnie to, że tak bardzo podniecało mnie ryzyko nakrycia, bo wiedziałam, że Sin, zdając sobie z tego sprawę, będzie to wykorzystywał. A moja twarz aż piekła z zażenowania na samą myśl o tym, że ktoś mógłby nas zobaczyć. Nawet nie musielibyśmy o tym wiedzieć. I chociaż tak do tego podchodziłam, moje ciało pragnęło jeszcze więcej i jeszcze bardziej ryzykować. Czułam jak wstrząsają mną dreszcze podniecenia i jak zahipnotyzowana objęłam usta jego męskość. Intensywnie zaczęłam pieścić go językiem, pamiętając o poświęceniu szczególnej uwagi czubkowi. Stymulowałam go, jednocześnie sunąc opuszkami palców po miejscach nie wsuniętych w moje usta, dopóki Sin nie doszedł. Następnie poprosiłam go o doprowadzenie mnie do orgazmu, bo powinniśmy wrócić na wesele. Nie ukrywam, że nie chciałam rezygnować z tej zabawy, ale nie byłam pewna jak to odbiorą goście.

     Już z daleka widziałam Sena, stojącego obok naszej iluzji. Kiedy znaleźliśmy się dostatecznie blisko, zagwizdał przywołując na moją twarz intensywny kolor czerwieni. To jak Sen… frywolnie podchodził do seksu nadal mnie przytłaczało. Dla mnie rozmowa o tym była co najmniej krępująca, a dla niego to była norma…
     - Udana noc poślubna? – Zapytał, a ja przygryzłam wargę i spojrzałam na Sina.
     - Mogłaby być lepsza… - odpowiedziałam zaczepnie i puściłam oczko mężowi. Głównie chodziło mi o to, że wolałabym ją CAŁĄ spędzić w towarzystwie Sina. Mając w dupie gości, wesele i nawet dzieci. Tylko my dwoje i łóżko... Idealny trójkąt.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Maj 27, 2017 10:08 pm


       Wróciliśmy na wesele z uśmiechami na twarzy, co od razu podłapał Sen siedzący przy naszych iluzjach. Kąciki jego ust powędrowały ku górze, w dłoni trzymał kielich wina ale w ogóle nie wyglądał
       na pijanego. Trzymał się świetnie.
Zasiadłem przy stole zbywając komentarz dowódcy. Jednego zdążyłem się nauczyć: nie reaguj na jego zaczepki. Niestety Adanthir podjęła dyskusje na co zareagowałem jedynie westchnięciem.
       -  Może z Senem byłaby lepsza? – zapytałem z udawaną powagą. Dowódca spojrzał na mnie zaskoczony ale musiał wyczuć dowcip, bo szeroko się uśmiechnął.
       - To jak Adanthir idziemy do mnie? – mrugnął do niej.
       - Raczej nie sprostasz moim aktualnym oczekiwaniom - odpowiedziała także mrugając na co Sen głośno się zaśmiał.
       - Piękna… twoje wymagania są dość niskie skoro zadowalasz się naszym przywódcą. – spojrzał na mnie w prowokacyjny sposób. Postanowiłem przyjąć wyzwanie.
       - On ma racje Ada… musisz mieć naprawdę niskie oczekiwania od życia skoro związałaś się ze mną. Spójrz na Sena. Silny, mądry, przebiegły… i żadna go nie chcę. – dowódca dosłownie przez moment ale zrobił wielkie oczy ze zdziwienia co odebrałem jako swoje zwycięstwo.
       - Bo on nie chce się zadowolić tylko jedną - odpowiedziała. - Ty jesteś lojalny, troszczysz się o swoich bliskich i potrafisz zmienić swoje sposoby, żeby druga osoba była zachwycona, nawet jeśli są sprzeczne z twoim kodeksem. I za to wszyscy cię kochają, za to ja cię kocham - uśmiechnęła się i zajęła miejsce obok mnie złączając nasze wargi. Sen zagwizdał i upił łyk wina.
       - Przegrałem po całości. – zaśmiał się po czym na jego twarzy pojawił się ciepły uśmiech. – Po całości… - powtórzył i wypił wino duszkiem. – Gratuluje i bawcie się dobrze. – mrugnął do nas i oddalił się.
       - Kocham cię. – odpowiedziałem swojej żonie i czule ją przytuliłem. Trwaliśmy tak w uścisku dopóki nie usłyszeliśmy głośnego wiwatu, który zwrócił naszą uwagę. Na scenę weszła Ledira i Eril, które tańczyły w rytm muzyki. Wszyscy klaskali i byli zachwyceni. To nie było pierwsze wesele w naszej wiosce, ale stały punkt programu: „wielka scena” był niezmienny. Kobiety tańczyły i śpiewały, a muzycy grali przez całą noc, a przynajmniej do momentu kiedy nie upili się do nieprzytomności.
       Obserwowałem występ swoich dowódczyń jak zaczarowany. W tańcu kryła się jakaś magia, której nigdy nie potrafiłem poczuć. Tancerz był ze mnie fatalny.
       - Może dołączysz do nich? – zapytałem Adę zachęcająco.
       - A chciałbyś, żebym dołączyła? - zapytała wyzywająco.
       - W pałacu na pewno uczyli was tańczyć. Jestem ciekawy co potrafisz. – odpowiedziałem bez żadnych podtekstów. Mówiłem prawdę, byłem bardzo zaintrygowany jej umiejętnościami, jej stronami których wcześniej nie widziałem.
       - Koniecznie zajmij miejsce w pierwszym rzędzie - powiedziała radośnie i ruszyła na scenę. Natychmiast udałem się za nią i posłusznie przysiadłem się do jakiegoś stolika bardzo blisko miejsca występów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 30, 2017 8:54 pm




           Odpowiedziałam zdecydowanie zbyt szybko. Powinnam była najpierw pomyśleć i porównać tańce, z którymi miałam do czynienia do tych, które tutaj miały miejsce, a nie od razu biec na scenę. Jeszcze wszystko do mnie dotarło, kiedy już poprosiłam grajków o wolniejszy utwór. Tylko co ja miałam teraz zrobić? Nie miałam partnera, a nie sądziłam, żeby kobiety smoków lub feniksów znały układy, których się uczą księżniczki. Podeszłam więc do Eril i nachyliłam się nad jej uchem.
     - Wesprzesz mnie? – zapytałam szeptem, licząc na jej pomoc. Ona jako jedyna wiedziała na co się szykowałam.
     - Oczywiście. - uśmiechnęła się, a ja odetchnęłam z ulgą i we dwie skierowałyśmy się na scenę. Stanęłyśmy w odpowiedniej odległości od siebie i dałam sygnał grajkom, aby zaczynali. Chwilę później okolicę wypełniły spokojne dźwięki jednej ze znanych mi melodii, do których uczono mnie tańczyć. Od razu wróciły wspomnienia z mojej pierwszej lekcji tańca. Miałam może pięć lat?
     Obie się ukłoniłyśmy z uśmiechami na twarzy. Żałowałam w tym momencie, że nie miałam jednej ze swoich sukni. Ciekawe czy nadal były na swoim miejscu czy je spalono.
     Uniosłyśmy dłonie na wysokości brzucha, jedną z przodu, a drugą z tyłu. Palce wskazujące złączyłyśmy z kciukami, a reszta tworzyła z gracją schody. Wyprostowałyśmy sylwetki, wypięłyśmy pierś, a ja zamknęłam oczy i wypuściłam sporą ilość powietrza z płuc. Kiedy nadszedł moment na rozpoczęcie tańca obie ruszyłyśmy w prawą stronę przeplatając na zmianę nogi i jednocześnie prostując rękę. Po kilku dźwiękach wychyliłyśmy się bardziej w bok, zostawiając nogi w tym samym miejscu. W drugą stronę zrobiłyśmy to samo. Następnie zamieniłyśmy się miejscami, kreśląc w powietrzu falowaną linię rękami i wykonałyśmy obrót. Długa suknia w tym momencie zakręciłaby się tak jak to uwielbiałam. Wróciłyśmy na swoje miejsce i zrobiłyśmy to samo po drugiej stronie. Opuściłyśmy ręce wzdłuż tułowia i ruszyłyśmy do przodu w rytmie, unosząc ręce do góry, opadając nimi z boku i lekko przechylając tułów tak, aby ręce były równolegle do ziemi. Powtórzyłyśmy to na drugiej stronie. Przekręciłyśmy się profilem do gości i najpierw wyciągnęłyśmy górną część tułowia w ich stronę, ciągnąć go a falującymi rękami, a następnie w przeciwną. Energiczny ruch jedną ręką, a potem drugą, gwałtownie ją prostując pojawił się przy mocniejszych dźwiękach, które były wstępem do kolejnej części utworu.
     Stanęłyśmy na chwilę, bo muzyka umilkła, a kiedy goście chcieli klaskać, my to zrobiłyśmy, wiedząc że zaraz zacznie się dalsza część. Klasnęłyśmy trzy razy w swoje dłonie iż zrobiłyśmy kilka kroków w bok. Powtórzyłyśmy to jeszcze dwa razy, by następnie skoczyć do siebie nawzajem i znowu klasnąć trzy razy, ale tym razem w dłonie drugiej z nas. Odsunęłyśmy się od siebie i skoczyłyśmy za prawym ramieniem, przeplatając nogi. Najpierw zrobiłyśmy prawą nogą krok w bok, lewą przełożyłyśmy przed prawą, jednocześnie ją podnosząc i znowu stanęłyśmy na obu idąc dalej w bok, a na koniec skoczyłyśmy na obu w miejscu. To samo zrobiłyśmy z drugą stroną i odsunęłyśmy się, odwracając przodem do oglądających. Złapałyśmy się za ręce i szybko krzyżowałyśmy swoje nogi, kręcąc się wokół własnej osi. Po kilku taktach puściłyśmy jedne ręce i zaraz po tym obróciłyśmy się trzy razy za wolną ręką i znowu złapałyśmy się za ręce. Tyle samo ruchów wykonałyśmy w drugą stronę, ale kończąc w pozycji rozpoczynającej taniec.
     Przez cały taniec bawiłam się świetnie i znowu czułam się tą nastoletnią księżniczką, która uczyła się tańca, aby jakiś książę się mną zainteresował. Wpadłam w tak nostalgiczny nastrój, że na chwilę zapomniałam o tym, gdzie się znajdowałam i w jakiej sytuacji.
     - Oj… - zaczęłam, chcąc powiedzieć „Ojcze, widziałeś? Nie zrobiłam ani jednego błędu”, ale w porę się zatrzymałam, bo wszystko do mnie wróciło. Stanęłam więc bez słowa i ukłoniłam się z uśmiechem na twarzy, by następnie wrócić do męża. Nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak bardzo tęskniłam za życiem, które wiodłam do dnia swoich osiemnastych urodzin. Tęskniłam za tymi wszystkimi zajęciami, które wcześniej wydawały mi się nudne i niepotrzebne. Tęskniłam za miękkością pościeli, kiedy kładłam się wieczorem spać. Za aksamitnymi, jedwabnymi sukniami, setkami par butów, służbą, która mi się kłaniała, kiedy tylko mnie widzieli, nieważne czy pierwszy raz w danym dniu czy tysięczny. Tęskniłam za rozmowami z bratem, towarzystwem innych księżniczek, balami… Tęskniłam nawet za tą cholerną walką o uwagę i aprobatę króla, który nadal był dla mnie ojcem, mimo że się mnie wyrzekł i sprzedał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 30, 2017 10:06 pm


     Zabrało mi dech kiedy obserwowałem taniec dwóch księżniczek. Wyglądały przepięknie. Przepełniała je gracja i subtelność ale inna niż podczas naszych tańców. Wpatrywałem się w Adę jak zaczarowany, a serce przyśpieszyło kiedy nasze spojrzenia spotkały się na chwilę. Kochałem ją bardziej niż cokolwiek na świecie i chyba nadal nie mogłem uwierzyć, że dzisiaj zostaliśmy połączeni ze sobą na zawszę. W wiosce smoków nie istniały śluby ani podobne ceremonie, nikt nie żenił się oficjalnie. Ojciec wyznaczał małżeństwa i „tak miało być”. To były długie cztery lata, które miały skończyć się tragicznie. Miałem przegrać z przeznaczeniem i umrzeć ale tak się nie stało. Przeżyłem i zmieniłem bieg wydarzeń. Skrzywdziłem tym wiele osób, a przede wszystkim jedną, która kiedyś była dla mnie najważniejsza. Czy żałuje…?  Czy powinienem żałować… ? I czy będę…?
      - Nie. – odpowiedziałem sam sobie i uśmiechnąłem się na widok swojej żony, która schodzi ze sceny. Klaskałem jak wszyscy dookoła. Nawet nie myślałem, że nasze księżniczki zrobią taki pokaz. – Jesteś najpiękniejszą kobietą na ziemi. – nachyliłem się aby delikatnie pocałować Adę. – Zaczarowałaś mnie.
      - To nie pierwszy i nie ostatni raz. - puściła oczko odwzajemniając pocałunek. Byłem tak bardzo szczęśliwy, że zacząłem się zastanawiać czy to wszystko nie jest snem. Czy nie obudzę się samotnie w pokoju czekając na swoją śmierć. Nie mogłem uwierzyć, że wszystko układa się w ten sposób. Nareszcie byłem szczęśliwy.
      Wróciłem z Adą na nasze miejsca i oglądaliśmy dalsze występy. Tak bardzo chciałbym już zostać z nią sam na sam ale chyba zabiliby mnie gdybym nie wysiedział do końca. Feniksy miały jedną zasadę, wesele bez pary młodej to nie wesele dlatego wcześniej tak bardzo pragnąłem wymknąć się chociażby na chwilę. Wiedziałem, że jeżeli zauważą nasz brak nie dadzą mi spokoju.  
      Do moich uszu doszły szepty więc spojrzałem ponownie na scenę i zamarłem widząc kto na niej stoi… Seia…  Złapałem mocno Adanthir za rękę i wpatrywałem się w niebieskie oczy bogini przepełnione smutkiem i rozpaczą. Jej usta się otworzyły, a słowa piosenki sprawiły, że musiałem na chwilę złapać się za serce.
      - To może już ostatni raz widzę twój uśmiech. – wyciągnęła dłoń w moją stronę. Myślałem, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Dlaczego to brzmiało jak… jak pożegnanie?
      - Nawet te uśmiechy, które kierowałeś do innych były dla mnie ważnymi momentami.
      W świecie gdzie życie jest lekkie jak piórko.
      Ty jesteś powodem dla której żyje i dlatego cię odnalazłam!
– Wszyscy zamilkli wsłuchując się w pieśń naszej bogini. To nie brzmiało jak ostateczne pieśń ale była dokładnie tym co ona czuła od momentu kiedy się odrodziła. Przelewała tak swoje uczucia chwytając mnie za serce.
      - Ten ból smutku jest wartością dla mojego serca
      Szybujesz po niebie bez obaw o swoje życie
      Jesteś jak tęcza, która pojawia się po deszczu i równie szybko znika.
      Kocham cię ale nienawidzę tego ze nie udaje mi się do ciebie zbliżyć.
– podniosłem się z miejsca ale natychmiast na nie opadłem. Jakaś siła przybijała mnie do krzesła. Jej pieśń… co ona próbowała zrobić?
      - Zdołała aktywować pieśń w takim stanie? – usłyszałem obawę w głosie Neraidy. – I jest ją w stanie kontrolować…?
      - Co za piękna melodia… - wyszeptała Eril.
      - Seia… - Jeszcze mocniej złapałem dłoń Adanthir.  
      - Urodziliśmy się samotni i samotnie umrzemy… - bogini zamknęła oczy i zbliżyła dłonie do serca.
      - Jest w stanie dorównać Michelle…?!  - głos Neraidy drżał.
      - Jednakże nie możemy przeżyć naszych żyć samotnie. – otworzyła oczy i uśmiechnęła się czule wysuwając dłoń w moją stronę. Moje ciało zaczęło odczuwać efekty jej pieśni. Nie byłem w stanie opisać tego uczucia… co ona ze mną robiła…? Seia….
      - Dlatego poszukujemy siebie cały czas.
      Słowa które trzymałam tylko dla siebie... wypowiedziałam je!
      Łzy są wartością rozjaśniająca przyszłość
      Ulotne cząstki połączyły nasze serca
      Jesteś niczym iluzja we mgle serca.
      Zimny, intensywny i nieprawdziwy….
 – skończyła i wszystko ucichło. Nikt nic nie mówił. Nikt nawet nie drgnął. Nie czułem wiatru, nie słyszałem lasu, dosłownie wszystko zamarło. Czułem jakby czas stanął w miejscu i gdyby nie to, że trzymałem Adanthir za rękę pewnie uwierzyłbym w to nawet bardziej. Nie wiedziałem jak na innych zadziałała jej pieśń, ale ja czułem jej ból z każdym słowem. Przepełniał całe moje ciało… to było okropne… Czy to miało nam pokazać jak bardzo cierpiała? I jak będzie cierpieć przez resztę wieczności? Serce aż paliło mnie od środka. Miałem ochotę zwymiotować przez tę agonie…
      - Pokazała na co ją stać… - Neraida jako jedyna podniosła się z krzesła. Nikt inny nie był w stanie tego zrobić. Byliśmy sparaliżowani efektem jej pieśni. Czuliśmy przeszywający ból, cierpienie, strach, smutek rozpacz a jednocześnie miłość, oddanie, troskę… to było… piękne a jednocześnie potworne. Seia zeszła ze sceny i odprowadziłem jej sylwetkę prosto w ciemny las.
      - Seia…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Maj 31, 2017 9:45 pm




           Myślałam, że ta noc będzie piękna, ale znowu się myliłam. Wystarczyło, że zobaczyłam Seię na scenie, a już wiedziałam, że beztroska atmosfera całkowicie się zmieni. Modliłam się o to, żeby niczego nie robiła, żeby po prostu zeszła z tej sceny i nie niszczyła mojej radości, ale i tak to zrobiła. Zaczęła śpiewać, a ja poczułam się dokładnie tak samo jak wtedy, kiedy moc Ario się mi sprzeciwiła i zamiast mi pomóc zaczęła ograniczać przestrzeń w moich płucach. Zabrakło mi oddechu i chociaż chciałam płakać, nie robiłam tego. Seia cierpiała i czułam to, ale nie chwytało mnie to już za serce do tego stopnia, żebym się rozpłakała. Nie przekazała nam niczego, czego bym nie wiedziała, ale przypomniała uczucia, przez które byłam tak cholernie niepewna.
     Odruchowo zacisnęłam palce na dłoni Sina gotowa go zatrzymać, kiedy się podniesie, ale nie musiałam. Bogini sama to zrobiła. Nikt nie mógł się ruszyć i siedział jak sparaliżowany, ja także. Potem wszystko ucichło, a w okolicy panowała cisza. Nie byłam ani zdenerwowana, ani załamana. Byłam zmęczona… Po raz kolejny tego samego dnia zdałam sobie sprawę z tego, jak bardzo tęskniłam za tą pewną przyszłością, o którą król ciągle mi przypominał „Nie wyjdziesz za mąż z miłości tylko za księcia. Jesteś księżniczką i musisz się z tym pogodzić.” On doskonale wiedział, że byłam zakochana w Dorthasie i na każdym kroku przypominał mi o mojej coraz bliższej przyszłości, ale to było o wiele lepsze od walki z przeznaczeniem. Nie dało się go oszukać, nikt nie mógł, ani ja, ani Sin, nawet boginie…
     - Sin… - zaczęłam, zwracając na siebie jego uwagę. Widziałam, że chciał za nią pobiec. – Nie zatrzymam cię i nie będę miała ci za złe, jeśli za nią pójdziesz, ale musisz najpierw o czymś wiedzieć – westchnęłam zrezygnowana i złapałam w dłonie kieliszek wina, który nadal był wypełniony. Najwidoczniej dość często dolewali trunek. – Żadna z tych twoich akcji, które mają wesprzeć i pocieszyć Seię, nie pomaga… - podniosłam na niego swój wzrok. – Robiąc to, wyjaśniając, próbując dodać jej otuchy, pogarszasz jej stan. Przypominasz jej o tym, co utraciła, albo raczej… z czego zrezygnowała. Zwłaszcza wtedy, kiedy jesteście tylko we dwójkę.
     - Jak myślisz... po co to zaśpiewała?
     - Z miłości, Sin… - odpowiedziałam wracając spojrzeniem na czerwony napój. Przygryzłam wargę i przez chwilę milczałam. – Gdybym była na jej miejscu robiłabym wszystko, żebyś był szczęśliwy i miał to, o czym zawsze marzyłeś, idealne życie. Pomogłabym ci zdobyć serce kobiety, którą kochasz, zagwarantowałabym ci prawdziwe szczęście, idealny ślub, ale… - przerwałam, odstawiając kieliszek. - … ale potem nie mogłabym na to patrzeć. Odeszłabym, bo nie mogłabym znieść życia w twoim pobliżu, ale nie u twojego boku. Nie mogłabym znieść oglądania jak bardzo jesteś szczęśliwy z rodziną, do której ja się nie zaliczałam, i której ja z tobą nie tworzyłam.  
     - Kochasz mnie więc chcesz być przy moim boku... ona również mnie kocha ale nie chce mnie widzieć... zastanawiam się tylko czy mnie... czy nas...? – Spojrzałam na niego.
     - Myślę, że znasz odpowiedź na to pytanie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Cze 01, 2017 8:39 pm


       Nie mogłem zgodzić się z tym co mówiła Adanthir. Rozumiałem dokładnie jak się czuła Seia i byłem przekonany, że moja obecność nie powoduje smutku na jej twarzy a wręcz odwrotnie. Jeżeli kocha mnie choć odrobinę tak jak ja kochałem Adanthir przez te wszystkie lata to wiem, że jestem obecnie jedyną osobą, którą chcę zobaczyć.
       - Kocham cię Ada… - złapałem mocniej jej dłoń. – Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia, a moja miłość do ciebie przez lata jedynie narosła. Kiedy wróciłem i zobaczyłem cię tego dnia przy grobie Lailah moje serce zabiło z radości. Bolało mnie to, że wybrałaś Raana… że wybierałaś go za każdym razem… ale… to nie umniejszyło miłości do ciebie. Każda choć najkrótsza chwila jaką mogłem z tobą spędzić samotnie była dla mnie na wagę złota… i nie wymieniłbym jej na nic innego… nawet jeżeli wtedy nie mogłaś być moja…
       - Ona czeka… - nie powiedziała nic więcej a ja nadal nie miałem zamiaru ruszyć się z miejsca. Raz już popełniłem ten błąd i drugi raz tego nie zrobię.
       - Wiem, ale to ty jesteś dla mnie tą jedyną Ada. Liczysz się tylko ty, a kiedy widzę teraz twoje oczy doskonale wiem, że nie chcesz abym poszedł. – objąłem ją delikatnie aby pokazać, że nigdzie się nie wybieram.
       - Nie chcę, ale wiem, że musisz iść. Nic się nie stanie jak to zrobisz. – nie wierzyłem w ani jedno jej słowo. Doskonale wiedziałem, że to będzie dla niej okropny cios.
       - Ada nigdzie nie idę.
       - No dobra. To pozwól Seii wpaść w całkowitą rozpacz i samotnie płakać, myśląc o tym, że mężczyzna, dla którego wszystko poświęciła siedzi właśnie przy stole, u boku kobiety, którą właśnie poślubił, i z którą spędzi resztę życia, podczas gdy ona będzie martwa. – głośno westchnąłem i wstałem zrezygnowany.
       - Nie zrobiła tego tylko i wyłącznie dla mnie… ale i dla siebie… - ruszyłem w stronę ciemnego lasu, w którym Seia gdzieś czeka na mnie. Co tak naprawdę powinienem jej powiedzieć kiedy się spotkamy? Co zrobić? Przecież ona przed chwilą wyznała mi miłość przed całą wioską… w dodatku w dniu mojego własnego ślubu. Powinienem być wściekły ale nie byłem… nie umiałem być na nią zły…
       Nie wiedząc czemu dokładnie wiedziałem gdzie szukać bogini. Nogi same zaprowadziły mnie do miejsca, w którym czekała. Skraj jeziora. Niebieskie włosy świeciły w blasku księżyca, a blada karnacja jeszcze bardziej odbijała światło. Usłyszała mnie ale nie odwracała wzrok od wody. Nawet nie widząc jej twarzy wiedziałem, że płakała.
       - Nienawidzisz mnie prawda? – zapytała bardzo smutnym głosem. – Zniszczyłam waszą uroczystość… wasz dzień… przepraszam… - zaniosła się szlochem. – Moje ciało samo… - zasłoniła twarz dłońmi i głośno płakała.
       - To Adanthir należą się przeprosiny, a nie mnie. – odpowiedziałem zimno. – Myślisz, ze przeprosiny załatwią wszystko? Myślisz, że popłaczesz i wszystko będzie w porządku? Seia to co zrobiłaś Adzie było podłe… - Seia nadal klęczała nad brzegiem roniąc łzy. Nie odpowiedziała, a ja nie wiedziałem co miałem zrobić… te cała sytuacja zaczęła mnie przerastać.
       - Jest zła… ? - podniosła się i odwróciła w moją stronę. – Czy Ada… jest na mnie zła? – zapytała niepewnie ze łzami w oczach.
       - Nie sądzę żeby była zła, pewnie bardziej czuje się zdradzona. – wróciła wzrokiem na wodę.
       - Jestem podłym człowiekiem… robię dobrą minę do złej gry i ciągle okłamuje samą siebie. Wmawiam sobie, że chcę abyś był z nią szczęśliwy… że dla mnie liczy się tylko i wyłącznie twoje dobro… ale… ale tak nie jest! – krzyknęła i zacisnęła pięści. – Ten ślub powinien być nasz! To mnie powinieneś kochać! Ze mną mieć dzieci! To wszystko jej wina! Rozdzieliła nas! Chciałabym żeby w końcu zdechła!! – uderzyłem ją w twarz i wtedy zaczęła cała drżeć. Spojrzała na mnie z niedowierzeniem i objęła się ramionami. – Ja… ja… - jej głos drżał. Nie mogła złożyć całego zdania. – Sin… co się ze mną dzieje…? Dlaczego robię… i mówię takie straszne rzeczy… To nie jestem ja… ja nigdy… Ada to moja przyjaciółka… więc dlaczego…? Czuje jakby ktoś przejmował nade mną kontrole… to nie jestem ja… - przytuliłem dziewczynę, bo doskonale wiedziałem co teraz przeżywała. Kiedy straciłem Adanthir i całkowicie wymazałem siebie z jej pamięci miałem dokładnie to samo. Robiłem i wygadywałem potworne rzeczy, których normalnie nigdy nie przeszłyby mi nawet przez myśl.
       - Sin, kocham cię. – odsunęła i spojrzała mi prosto w oczy. – Kochasz mnie…? – zrobiłem wielkie oczy. Nigdy nie podejrzewałem że mogłaby nawet o to zapytać. Zabrakło mi więc jedynie pokręciłem głową. – Chcę to usłyszeć… proszę…
       - Nie kocham… - poczułem uderzenie w twarz.
       – Kłamca… - uśmiechnęła się przez łzy. – Przyrzekałeś mi wieczną miłość… - przetarła łzy. – Żegnaj Sin… zawsze będę cię kochać więc proszę… zapamiętaj mój uśmiech… - zrobiła krok do tyłu i zniknęła zostawiając mnie samego w lesie. Czy ona… umarła…?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Cze 01, 2017 9:49 pm




           Nie byłam w stanie tego powiedzieć. Nie mogłam mu powiedzieć „Sin, pozwalam ci za nią iść”. Nie chciałam, żeby szedł, ale wiedziałam, że musiał. Nie chciałam, żeby Seia się tak zachowywała, nie chciałam, żeby w ogóle istniała. Świadomość jej życia, ich przeszłości… To tylko sprawiało mi ból. Cierpiałam, patrząc na Sina, ale i kochałam go całym sercem. Właśnie dlatego to wszystko tak mocno na mnie działało. Nienawidziłam tego, że miał przeszłość, że wcześniej żył. Nienawidziłam tego, że kochał Seię i to, jak rozgrywała się ich historia. Wkurwiało mnie to, że mieli jakąś. Chciałam być jedyną kobietą w życiu Sina. Jedyną kobietą, która mogła go trzymać za rękę, całować czy nawet kłócić się z nim. On nie powinien mieć takich więzi z innymi. Dlaczego Seia musiała to zrobić? Dlaczego zaśpiewała taką pieść, wiedząc że i tak czuję się strasznie z tym, co się działo? Dlaczego to zrobiła, skoro mówiła, że jest moją przyjaciółką i nie chce Sina? Dlaczego wmawiała mi, że jest szczęśliwa, widząc że on się uśmiecha, a teraz tak się zachowała? Dlaczego mnie zdradziła? I dlaczego, do jasnej cholery, tak bardzo jej współczułam, skoro ona była dla mnie zagrożeniem i mnie zawiodła?!
     - Muszę się napić… - stwierdziłam i sięgnęłam po butelkę wina, która stała niedaleko mnie. Zaczęłam wlewać trunek do kieliszka, ale szybko przestałam. Spojrzałam na butelkę, na kieliszek, znowu na butelkę i odstawiłam kieliszek. Następnie podniosłam z butelką od stołu i ruszyłam w przeciwnym kierunku do tego, w którym poszedł Sin. Nie wiedziałam, gdzie się kieruję, ale szłam. Byleby z daleka od tych wszystkich ludzi i gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie zbyt szybko. Potrzebowałam samotności. Nie po to, żeby się wypłakać. Nie miałam na to ochoty. Nie byłam też zła. Po prostu… musiałam być sama. Wszystko dookoła mnie zbyt przytłaczało, a ja potrzebowałam chwili ciszy, chwili tylko dla siebie. Z daleka od ludzi, z daleka od dzieci, z daleka od Sina…
     Usiadłam gdzieś w cieniu drzew i upiłam kilka(naście) łyków wina z butelki. Nie było zbyt dobre, ale teraz wystarczające. Tego wszystkiego było zbyt wiele. Miałam dość wspomnień i wydarzeń, które wokół mnie krążyły, a one tylko się nawarstwiały. Było ich coraz więcej, jak na złość.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Cze 02, 2017 10:47 am



       Wróciłem do wioski ale nigdzie nie widziałem swojej żony. Wiedziałem, że tak będzie dlatego nie chciałem iść. Westchnąłem zrezygnowany i podszedłem do Neraidy.
       - Gdzie Ada? – zapytałem zirytowany. Nie odpowiedziała tylko po prostu wskazała kierunek. Zachowywała się dziwnie. Wyglądała na przestraszoną ale nie wiedziałem dlaczego. Podczas pieśni wspominała coś o Michelle, ale nie skupiałem się zbytnio na tym co mówiła i nawet teraz nie miałem do tego głowy. Pogadam z nią jutro jeżeli będzie trzeba, na razie muszę znaleźć Adę.
       Ruszyłem we wskazanym przez boginie kierunku i po chwili dostrzegłem księżniczkę opartą o pień drzewa. W lesie było ciemno i nieprzyjemnie ale na pewno cicho i chyba o to chodziło teraz Adanthir. O całkowity spokój.
       - Wątpię abyś miała tak mocną głowę jak Sen. – złapałem za butelkę, którą trzymała i upiłem łyk. – Chcesz być jutro nieprzytomna? – zapytałem żartobliwie. Ada nadymała uroczo policzki i sięgnęła po butelkę.
       - Lepsze to niż myślenie. Chociaż alkohol nie pomaga, i tak myślę. – odpowiedziała.
       - Jeżeli myślisz o tym co zaraz z tobą zrobię to może faktycznie, napij się jeszcze. – uśmiechnąłem się szeroko. Niestety Ada nie miała humoru na żarty, bo spojrzała na mnie poważnie.
       - To samo co robiłeś z Seią w każdym z waszych wcieleń? – te słowa uderzyły we mnie chyba dużo mocniej niż powinny, bo mój wewnętrzy spokój od razu zniknął. Złapałem za butelkę wina i cisnąłem nią o trawę. Szkło robiło się na tysiące małych kryształków, podczas gdy ja uderzyłem pięścią w drzewo. Nie odezwałem się tylko patrzyłem prosto w oczy Adanthir, a ona w moje. Po chwili jednak stanęła na palcach aby mnie więcej być ze mną na równi wzrostem. – Myślisz, że to jest dla mnie łatwe? – zapytała spokojnie tak jakby w ogóle nie przejęła się moim zachowaniem sprzed chwili.
       - Nie zmienię swojej przeszłości. Nie mam na nią wpływu Ada… To naprawdę bolesne kiedy cały czas patrzysz na mnie przez pryzmat poprzednich wcieleń. Żyje tu i teraz u twojego boku. Kocham cię… nie wystarcza ci to?
       - Sin, to nie jest takie proste. Każdego dnia jak na ciebie patrzę widzę mężczyznę, który ma za sobą bagaż wielu historii, przeżytych z jedną kobietą. Kobietą, która nie jest mną. Widzę mężczyznę, który przez setki lat kochał kobietę, która nie jest mną tak mocno, jak nigdy nie pokocha mnie. Widzę mężczyznę, na którego drodze pojawia się jedna kobieta, za każdym razem ta sama, za każdym razem oddana mu jak nikt inny nigdy nie będzie nikomu. Widzę mężczyznę, który by na mnie nie spojrzał, gdybym pojawiła się w wiosce smoków, będąc eskortowaną przez kogoś innego. Sin, możesz w to wierzyć lub nie, ale nigdy byś na mnie nie spojrzał, gdyby Seia nie poświęciła swojego szczęścia po to tylko, aby nigdy więcej cię nie zabijać. Nie spojrzałbyś na mnie, gdyby twoją żoną była Seia, nawet jeśli i tak zostałbyś wysłany po to, aby ściągnąć mnie do wioski. Sin, nie wątpię w to, że mnie kochasz, ale nie potrafię uwierzyć w to, że to uczucie jest silniejsze od tego, które łączyło ciebie i Seię. Nie pamiętasz tego, nie pamiętasz waszych historii, ale co by było, gdyby wszystkie wspomnienia do ciebie wróciły? Jakie znaczenie miałoby wtedy uczucie, które nas łączy w tej chwili?
       - Wiesz co mnie najbardziej irytuje? To, że cały czas twierdzisz, że moja miłość względem ciebie jest niczym w porównaniu z tym co czułem do Seii przez te wszystkie życia. Czuje się przez to jakbyś za każdym razem dawała mi z liścia w twarz… Ada ty nie rozumiesz jednej rzeczy… Poznałem Seie dość blisko kiedy odeszłaś do Raana. Była ze mną, wspierała mnie, zbliżyła się do mnie bardziej niż przyjaciółka… ale ja nawet na nią nie spojrzałem, bo widziałem tylko ciebie. Tylko i wyłącznie ciebie Ada.
       - Sin. Ja wierze, ze mnie kochasz i wiem, ze to silne uczucie, ale ja mam i zawsze Bede miała obawę. Niemiłosiernie wkurwia mnie to, ze masz z nią JAKAKOLWIEK historie. Chciałabym, żebyś tego nie miał, żebyś nie miał tej pieprzonej przeszłości w poprzednich wcieleniach, żebyś żył pierwszy i ostatni raz, żebyś był TYLKO mój, żeby żadna kobieta nie miała z tobą tego, co ja. To, ze sytuacja jest inna sprawia, ze jestem wykończona psychicznie.
       - A myślisz, że mnie nie wkurwia to, że straciłaś dziewictwo z Raanem? Że masz z nim a nie ze mną dwójkę dzieci?
       - Żałuję tego, ale czy ty żałujesz swojej przeszłości z Seia? Żałujesz uczuć, które was łączyły, a które na pewno się teraz w tobie pojawiają? – głośno westchnąłem i odsunąłem się od drzewa. To co mówiła było nieodpowiedzialne. Mogła żałować straty dziewictwa, mogła żałować tego, że mnie nie zaakceptowała kiedy miała na to szansę ale mówić, że żałuje się tego, że się w kimś zakochała ze wzajemnością jest… okrutne…
       - Nie mów tak… Kochałaś Raana a on kochał ciebie… i to dla ciebie… dla nas… poświęcił swoje życie… nie mów, że żałujesz tego uczucia, bo to nie w porządku… Raan na to nie zasługuje.
       - Kochałam go, ale okłamałam... i tego najbardziej żałuję. Wolałabym, żeby nasza relacja nie rozwinęła się do miłości, bo Raan tylko na tym ucierpiał. Żałuję, ze nie byłam dla niego odpowiednia kobieta. Zasługiwał na coś więcej niż dostał...
       - Pomimo tego, że nie znam swojej przeszłości mogę szczerze powiedzieć, że jej nie żałuje. – dotknąłem policzek księżniczki. – Nigdy nie będę żałował uczuć, których kogoś darzyłem. Ani tych do Seii, ani tych do ciebie… - pocałowałem ją delikatnie. – Seia była dla mnie kimś ważnym w poprzednich życiach ale teraz się nie liczy. Liczysz się ty i jestem pewien, że po odzyskaniu wspomnień również liczyłabyś się tylko i wyłącznie ty Ada. To normalne, że jesteś o nią zazdrosna tak jak ja byłem o Raana ale ona odeszła więc już nie masz powodów do obaw. – nie dałem jej dojść do słowa i pocałowałem bardziej zmysłowo. Nasze języki się połączyły i przez najbliższe minuty nie miałem zamiaru ich rozdzielać. Księżniczka odwzajemniła pocałunek i poczułem jak jedna pojedyncza łza spłynęła po jej policzku.
       Po tym wszystkim zabrałem Adanthir do domu. Tym razem wiedziałem, że nikt nie będzie nam miał tego za złe. Wesele i tak uważałem już za skończone. Nie miałem ochoty za zabawy czy śpiew. Chciałem po prostu spędzić noc w objęciach księżniczki. Czuć jej oddech, dotyk i zapach
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Cze 02, 2017 2:32 pm




           Zaczynałam coraz częściej myśleć, że chwile spokoju i naturalnego szczęścia nie były mi pisane. Od trzech dni liczyłam na to, że to będzie piękny dzień, którego nikt ani nic nie zepsuje. Myliłam się. Najwidoczniej jedyne na co zasługiwałam to wątpliwości i cierpienie. Wiedziałam, że patrzenie na Sina po tym wszystkim co się wydarzyło nie będzie już takie beztroskie. Zawsze będę widziała jego przeszłość i ten ciężar wspomnień, który nosił na swoich barkach. W całej historii życia nigdy nie miałam być kimś tak istotnym jak on, Seia czy ich wspólna przeszłość.
     Westchnęłam zrezygnowana i pozwoliłam się zabrać do domu. Nie spałam długo, ale przynajmniej tej jednej rzeczy nie żałowałam z dnia poprzedniego. Żałowałam, że pozwoliłam sobie na tyle alkoholu tuż przed snem. Od rana głowa mnie bolała tak, że każdy, nawet najcichszy dźwięk zdawał mi się być głośnym wybuchem. Jęknęłam w poduszkę i przewróciłam się na drugi bok, starając uniknąć słońca, która uparcie przebijało się przez zasłony w oknach i paliło oczy.
     - Niech zgadnę - zaśmiał się Sin zwracając moją uwagę. Ostrożnie podniosłam się na łokciach i spojrzałam na niego. - Głowa boli?
      - Taaa… - odpowiedziałam, po czym  powrotem opadłam twarzą na poduszkę, a drugą, zabraną spod głowy Sina, się nakryłam. Mężczyzna natomiast ją podniósł i pocałował mnie w usta, zakrywając nią nas oboje. Uśmiechnęłam się do niego.
     - Chyba powinnam dostać drugą dawkę tego lekarstwa, żeby było skuteczniejsze…
     - Znam o wiele lepsze lekarstwo - uniósł jedna brew do góry.
     - Oh, doprawdy? – przeciągnęłam samogłoski. – Jakie? Zdradzisz mi ten sekret? – zapytałam przyciszonym głosem, przystawiając usta do jego ucha.
     - Mogę zademonstrować... – Sin włożył palec pomiędzy moje uda, przyprawiając mnie o przyjemne dreszcze. Przesunęłam usta bliżej jego i pocałowałam go, łapiąc jego rękę i sunąc nią w stronę swojego krocza.
     - Chętnie poddam się temu doświadczeniu… - powiedziałam, przerywając pocałunek i docierając jego dłonią do celu i oddając się tej intensywnej przyjemności w całości, póki byliśmy tylko my dwoje.  

     - Powiedz, że nie musimy już dzisiaj zajmować się obowiązkami… - odezwałam się, zakładając przez głowę krótką sukienkę. Znowu zrobiło się gorąco.
     - Mam kłamać czy mówić prawdę? – to mi wystarczyło. Westchnęłam zrezygnowana i podeszłam do mężczyzny. Stanęłam na palcach i przelotnie musnęłam jego wargi. – Idę po dzieci – oznajmiłam i opuściłam pokój, kierując się tam, gdzie bliźnięta i junior mieli nocować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Cze 02, 2017 11:36 pm


       Oddałbym naprawdę wszystko żeby spędzić choć jeden dzień sam z Adanthir. Bez dzieci, bez wioski, bez obowiązków. Potrzebowałem odpoczynku już od dawna a jedyne co dostawałem to dodatkowe zmartwienia i problemy. Seiryuu odeszła… nie wiem czy umarła czy po prostu cierpienie ją przerosło i postanowiła złamać obietnicę. Jeżeli tak się stało musiałem jak najszybciej porozmawiać z Neraida i ustalić jakiś plan. W każdej chwili możemy zostać zaatakowani przez dwa pozostałe bóstwa i ich armię więc wolałbym być na to przygotowany. Mieć jakikolwiek plan.
       Westchnąłem i zamknąłem drzwi swojego pokoju. Nie wiedziałem gdzie szukać Neraidy ale postanowiłem zacząć od domu Ledoca. Zapukałem kilka razy i w drzwiach stanął mój dowódca.
       - Trzymasz się? – zapytał z udawaną troską na co parsknąłem śmiechem. Jak zwykle żartował w najmniej odpowiednim momencie ale za to właśnie lubiłem Ledoca. Był szczery.
       - Nie jest najgorzej. – uśmiechnąłem się. – Szukam Neraidy. – tym razem do Ledoc westchnął i otworzył szeroko drzwi wpuszczając mnie do środka. Na łóżku mężczyzny leżały dwie kobiety i patrząc na materac rozłożony pod ścianą to właśnie tam spędził całą noc gospodarz.
       - Eril ledwo zdołała ją uspokoić, bo była tak zdenerwowana. Chciała lecieć za Sei od razu po twoim powrocie. Nie wytłumaczyła nam niczego, a jedynie mamrotała coś o zniszczeniu. Jak chcesz możesz spróbować coś z niej wyciągnąć. – skrzyżował ramiona i oparł się o ścianę podczas gdy ja usiadłem na łóżku obok blondynki.
       - Neraida musimy porozmawiać. – powiedziałem ale żadnej reakcji. Eril obejmowała ją troskliwie wpatrując się we mnie smutno. Głośno westchnąłem i nachyliłem się do ucha bogini. – Michelle… - wyszeptałem i natychmiast poczułem uderzenie kiedy dziewczyna zerwała się do siadu. Złapałem się za obolałe czoło i delikatnie je przetarłem. – Ale masz zryw… - skomentowałem a Neraida uśmiechnęła się delikatnie. Ledoc miał racje, coś się działo. – Powiedz mi prawdę… co się wczoraj stało? – naciskałem. Musiałem znać odpowiedz.
       - Sei odzyskała swoje moce… - zrobiłem wielkie oczy.
       - Jak to odzyskała? – zapytałem, bo nie mogłem uwierzyć w to co mówiła. – Przecież miała zniknąć… Ledwo mogła chodzić… - kręciłem głową skołowany.
       - Sin, wiesz kim jest Len? – to pytanie mnie zdziwiło. – Kim naprawdę jest Len… - sprecyzowała więc  pokręciłem głową. – Len pół bóstwem smoków… synem Michelle. – wszyscy w pokoju wpatrywali się w Neraide z otwartymi ustami.
       - Synem Michelle… co…?
       - Technicznie urodzili go zwykli ludzie pochodzący z plemienia Seiryuu. Odrodził się jako człowiek i dopiero niedawno zaczął rozumieć kim jest. Jego ciało się zmieniło, symbol zniknął i zastąpił go wielki znak smoka. Dokładnie ten sam, który miała Michelle i Sei. Zrodzony z bogini zniszczenia, otrzymał boski zalążek. Jest naprawdę potężny i niebezpieczny ale ma jeden cel… utrzymać Seiryuu przy życiu. Jeżeli ona zniknie on razem z nią i właśnie dlatego wczoraj oddał jej bardzo dużą część swojej energii.
       - Dlatego Seia zachowywała się wczoraj tak dziwnie? – sam nie wiem dlaczego o to zapytałem. Próbowałem znaleźć dla niej usprawiedliwienie? Za to co zrobiła i powiedziała?
       - Jestem więcej niż pewna, że to było powodem. – przełknąłem głośno ślinę. – Sei nie panuje teraz nad sobą. Nad tym co robi i mówi…  Sei może zwariować… wpaść w furie… i tego najbardziej się obawiam. Jeżeli uczucia, które wczoraj przekazała były prawdziwe to rozpacz, którą ma w sercu może popchnąć ją do desperackich czynów… - bałem się, cholernie bałem się zapytać ale musiałem to zrobić.
       - Ja… jakich ?
       - Jeżeli spadnie na skraj rozpaczy to może chcieć wyeliminować źródło swojego cierpienia… - serce stanęło mi na chwilę. Nie mogłem oddychać i czułem jak w płucach zaczyna brakować mi powietrza. Źródłem jej rozpaczy jest…  - Len na pewno szuka jej wszędzie. W tym momencie jest jedynym, który może ją powstrzymać i znaleźć, ponieważ nawet ja nie jestem w stanie zlokalizować jej położenia. Cały czas jest pod wpływem jakiejś mocy, która blokuje moją. Jest źle Sin… ona wczoraj przewyższyła mocą Michelle. Powinniśmy się cieszyć, że nas wszystkich nie zabiła, bo była w stanie to zrobić. - Wstałem o ruszyłem do drzwi.
       – Neraida otocz barierą całą wioskę. Ledoc, Eril nie pozwólcie aby ktokolwiek oddalał się poza barierę. Znajdźcie Salvara i ostrzeżcie ludzi. Seia może już nie być sobą… informujcie mnie o wszystkim i Neriada… - spojrzałem bogini prosto w oczy. – Liczę na ciebie. – bogini kiwnęła głową. Żarty się skończyły. Jeżeli zostaniemy teraz zaatakowani przez całą trójkę bóstw to nie skończy się bez ofiar, a tego musiałem uniknąć za wszelką cenę.
       Pobiegłem prosto do domu Sena wiedząc, że tam na pewno znajdę Adanthir. Jeżeli to co mówiła Neraida jest prawdą była w niebezpieczeństwie. Przeze mnie…
       Odetchnąłem z ulgą widząc jak prowadzi dzieci za ręce do domu. Nie zmieniło to jednak mojej reakcji, ponieważ kiedy na nią wpadłem mocną ją przytuliłem.
       - Dzięki bogu nic ci nie jest… - wyszeptałem bardziej do siebie niż do niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Cze 03, 2017 6:33 pm




           Kiedy dotarłam do budynku, w którym powinny być dzieci, zapukałam zanim weszłam. Nie słysząc żadnej odpowiedzi, przekroczyłam próg i od razu zauważyłam Sena, wpatrującego się we mnie prowokacyjnie. W dłoni trzymał kieliszek, z którego upił kilka łyków.
     - Sin już Ci się znudził i przyszłaś do mnie? – soczyste rumieńce pojawiły się na moich policzkach na samą myśl o tym, do czego doszło pomiędzy nami.
     - Przyszłam po dzieci – odezwałam się i pewnie podeszłam do łóżka, na którym cała trójka spała. Zanim zdążyłam ich szturchnąć, żeby wstali, mężczyzna wstał i objął mnie w talii. Wzdrygnęłam się i nastroszyłam, odruchowo sięgając po sztylet, którego aktualnie nie miałam przy sobie.
     - Jakaś nagroda dla mnie za niańczenie? – zapytał zaczepnie, a ja się uśmiechnęłam pod nosem.
     - Co powiesz na to, że nie poeksperymentuję na tobie, sprawdzając skuteczność każdej z moich mocy?
     - Myślisz że się boję?
    - Mogę to bardzo łatwo sprawdzić…
     - Hmmm… kusząca propozycja... będzie bolało?
     - Zwłaszcza wtedy, kiedy Sin się dowie z jakiego powodu masz rany…
     - Nie pragniesz mnie już ani trochę Ada? - zbliżył usta do moich uszu, a ja przełknęłam ślinę.
     - Teraz bardziej pragnę rodziny, którą mam stworzyć z Sinem – odpowiedziałam, bo nie mogłam zaprzeczyć temu, że fizycznie byłam nim zainteresowana.  
     - Jeżeli sin nie będzie w stanie cie zaspokoić seksualnie to chętnie go zastąpię - jego dłonie znalazły się niebezpiecznie zbyt blisko biustu. Złapałam je i odsunęłam całkowicie od swojego ciała.
     - Sin szybko się uczy – odpowiedziałam z uśmiechem, odwróciłam się przodem do niego i odepchnęłam na bezpieczną odległość.
     - Wiesz gdzie mnie szukać. - mrugnął do mnie i uśmiechnął się dwuznacznie, po czym wrócił do wina. Ja wróciłam spojrzeniem na dzieci i obudziłam wszystkich, by następnie opuścić z nimi budynek. Zanim do nich dołączyłam podeszłam do mężczyzny, zabrałam kieliszek, upiłam trochę i oddałam mu naczynie.
     - Dzięki za opiekę nad nimi – powiedziałam, po czym wyszłam i złapałam ich za ręce. Bliźnięta szły razem trzymając mnie a jedną rękę, a Junior a drugą. Chwilę później poczułam jak Sin mnie obejmuje, wytrącając z równowagi. Była przestraszony, dlaczego? – Co się stało? – zapytałam go zaniepokojona tym zachowaniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Cze 04, 2017 12:08 am


         Wiedziałem, że zachowywałem się dziwnie ale byłem przerażony. Sama myśl o tym, że ktoś mógłby skrzywdzić Adanthir z mojego powodu przyprawiała mnie o dreszcze. To co się działo to była jakaś paranoja… Jak miałem jej w ogóle wytłumaczyć co się działo? Ufała Seii, była dla niej jak przyjaciółka i nagle…
         -  Przeze mnie możesz być w niebezpieczeństwie… - wyszeptałem nie wypuszczając jej z uścisku. Nie chciałem aby dzieci słyszały cokolwiek więc mówiłem prosto do jej ucha. – To co się wczoraj stało… to co zrobiła Seia… mogło niekoniecznie być tylko i wyłącznie jej winą. Dzięki Lenowi odzyskała moce zniszczenia, które zaczęły ją spychać na skraj ciemności. Jeżeli wpadnie w przepaść i całkowicie odda się swojej rozpaczy może chcieć cię skrzywdzić… przeze mnie…
         - Ja... - zadrżała, ale szybko się uspokoiła. - To nie ma znaczenia. Wierzę w to, że jest na tyle silna, aby pokonać tę ciemność. – pokręciłem głową.
         - Przepraszam Cię Ada ale… musisz zostać z Neraidą dopóki Seia nie umrze… Nie jestem w stanie cię obronić a nie zniósłbym gdyby….
         - Nie ma mowy. Dopiero co cię poślubiłam i mam zamiar z tobą zostać. Choćby miało mnie to kosztować życie.
         - To nie są żarty! – podniosłem głos zdenerwowany. Ada nie słyszała tego powiedziała Seia kiedy za nią poszedłem… ona nie wie jakie rzeczy wygadywała… do czego jest zdolna. – Zostajesz u Neraidy z dziećmi… bez dyskusji. – odparłem stanowczo.
         - Nie ma mowy! – wpatrywałem się w jej oczy pełne determinacji. Moje musiały wyglądać podobnie. Również nie chciałem się z nią rozstawać ale byłem tylko słabym mężczyzną bez mocy. Nie jestem w stanie ochronić nawet siebie a co dopiero innych.
         - Dlaczego zawsze jesteś tak uparta? Dlaczego nie możesz choć raz pójść na ustępstwo? Ada ona chciała twojej śmierci… wykrzyczała mi to w twarz… Nie widziałaś wtedy jej oczu ale ja tak… dlatego proszę… zrób co mówię.
         - Zostałam twoja zona nie tylko dla tytułu. Chcę, żebyś był moim mężem nie tylko z nazwy. Chce z wszystkimi problemami radzić sobie we dwójkę, z tobą. – westchnąłem zrezygnowany. Dzieci wpatrywały się naszej rozmowie z przejęciem. Pewnie myślały, że znowu się kłócimy. Cholera… dlaczego to wszystko musi być takie trudne… dlaczego…? Dotknąłem policzka swojej żony i delikatnie przejechałem po nim kciukiem.
         - W takim razie muszę odzyskać swoje moce, aby móc cię ochronić w razie niebezpieczeństwa…
         - Nie. Stracę cię wtedy, a tego nie zniosę. – uśmiechnąłem się i zetknąłem nasze czoła.
         - Nie dajesz mi wyboru. Również nie zniosę jeśli coś ci się stanie… Kocham cię ponad własne życie Ada. – przygryzła wargę i wpatrywała się we mnie w milczeniu. Miałem nadzieję, że w końcu zrozumiała powagę moich słów.
         - Najwidoczniej przeznaczenie robi wszystko abyś wrócił na ścieżkę z Seią… - odezwała się smutno, spuszczając wzrok a ja poczułem jakby wbiła mi nóż w serce. Odsunąłem się od niej i opuściłem ramiona zrezygnowany. Miałem dość… byłem już zmęczony ciągłym zapewnianiem jej o swoich uczuciach i odczuciach. – Gdzie mieszka Neraida? – zapytała również wzdychając ze zrezygnowaniem. Nie miałem już siły odpowiedzieć więc wskazałem po prostu na dom Ledoca.
         - Tatusiu…? Wszystko w porządku? – zapytał mój syn na co uśmiechnąłem się delikatnie.
         - Nie martw się. Tata zadba o wszystko. – pogłaskałem go po głowie. Okłamywałem już nie tylko samego siebie ale też i własne dziecko. Nic nie jest w porządku! Kiedy myślę, że gorzej być nie może dostaje podwójnego kopa w dupę…
         Ruszyłem za Adą w stronę domu białowłosego, a kiedy zapukałem do drzwi i zobaczył nas w progu zirytował się.
         - To nie dom schadzek! – burknął ale wpuścił księżniczkę i dzieci do środka. Sam zostałem na zewnątrz. Miałem wiele spraw do załatwienia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Cze 04, 2017 5:00 pm




           Czułam się tak, jakby ktoś kopał pode mną coraz głębszy dół. Wpadałam w niego, za każdym razem. Miałam dość tego wszystkiego, co się działo. Ja naprawdę jedyne czego chciałam to domu i spokojnego życia. Nie chciałam musieć ciągle walczyć ze wszystkim i wszystkimi. To było naprawdę ponad moje siły. Byłam zmęczona.
     - Przepraszam Ledoc… - odezwałam się, wchodząc z dziećmi do środka ze spuszczoną głową. Sin nie dołączył, więc westchnęłam zrezygnowana i usiadłam na wolnym krześle, podpierając się na łokciach na stole. Ledoc skrzyżował ramiona.
     - Nie mam zamiaru wpieprzać się w wasze sprawy, ale Sin wyglądał strasznie. – Uśmiechnęłam się pod nosem, może trochę zbyt szyderczo.
     - Okazuje się, że nawet samo przeznaczenie robi wszystko, aby Sin wrócił do Seii… - skomentowałam nieprzyjemnie.
     - Że on z tobą wytrzymuje... - rzucił i usiadł na materacu, a ja spojrzałam na niego gniewnie.
     - Co masz na myśli? – warknęłam. – To nie mój były myśli tylko o tym, żeby rozerwać na strzępy mojego męża.
     - Jesteś przeurocza. - dorzucił ironicznie.
     - Ledoc! - zganiła go Eril.
     - Nie uważasz, że Sin już jest zmęczony tym ciągłym ględzeniem?  Ciągłym załamywaniem się? Gdzie ta iskra, którą miałaś w sobie półtora miesiąca temu kiedy nas zaatakowałaś, co? - burknął.
     - Zgasła… - odpowiedziałam bez wahania.
     - Zgasła... - zaśmiał się. - Ducha walki też straciłaś? Rozejrzyj się dookoła i przestań skupiać się tylko na sobie.
     - Ledoc!! - Eril krzyknęła a białowłosy wyszedł z domu. - Przepraszam za niego. – wzruszyłam tylko ramionami.
     - Sin dobrze zrobił, że cię przyprowadził. Nad tym domem rozciągnięta jest moja bariera. Żadne bóstwo przez nią nie przejdzie. - dodała Neraida. - Trzymasz się?
     - Jak mogę się trzymać, kiedy wszystko stara się mnie rozdzielić z Sinem? Czuję się tak, jakbym była człowiekiem, którego istnienie jest przypadkowe.
     - Nikt cię nie próbuje z nim rozdzielić. Seia także... Ona jest pod wpływem mocy zniszczenia. Nie jest sobą... to dzięki niej miałaś piękny ślub, piękną suknie. Gdyby chciała zabrać Sina zrobiłaby to dawno temu.
     - Może ona nie, ale przeznaczenie dopomina się o swoje… Nie mogę teraz mieszkać ze swoim mężem, bo grozi mi to śmiercią. Ta cała walka już mnie męczy.
     - Od dziś to wam będę robiła za przyzwoitkę a nie Ledocowi i Eril. - uśmiechnęła się Neraida. - Nie martw się nie będę wam przeszkadzać.
     - Co masz przez to na myśli?
     - To, że przeprowadzam się do waszego pokoju. – Gdybym miała coś w buzi, zakrztusiłabym się.
     - Naprawdę  masz taki zamiar?
     - A zmieścimy się tu z trójka dzieci? – Odruchowo rozejrzałam się po pomieszczeniu.
     - Nie.
     - No właśnie. - uśmiechnęła się radośnie, a ja spojrzałam na dzieci. Cały czas mi się przyglądały, a ja nie byłam pewna jak im wyjaśnić o co chodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Cze 04, 2017 9:40 pm



       Chodziłem po wiosce i doglądałem wszystkiego. Martwiłem się, że Suzaku i Genbu mogą nas zaatakować skoro Seia zniknęła, a z drugiej strony obawiałem się również i jej ataku. W głowie miałem najczarniejsze scenariusze. Oczami wyobraźni widziałem jak Seia nawiązuje sojusz z pozostałymi bóstwami tylko i wyłącznie aby się na mnie odegrać.
       Biegałem po wiosce jak szalony a serce uderzało mi jeszcze szybciej. Fizycznie byłem wykończony i przeczuwałem, że niedługo zemdleje z nadmiaru emocji. Byłem spanikowany i przestraszony. Próbowałem racjonalnie myśleć ale wyobraźnia była silniejsza. Krew, martwe ciała, rzeź… tylko takie obrazy przechodziły przez mój umysł.
       - Zwolnił trochę. – Ledira złapała mnie za ramie abym się zatrzymał. Spojrzałem na nią i dostrzegłem w oczach troskę. – Znowu się przemęczasz. Odpocznij Sin. – pokręciłem głową.
       - Dziękuje, ale nie mam czasu na odpoczynek. – ruszyłem dalej ale ponownie mnie zatrzymała.
       - Co się dzieje Sin? Doskonale wiesz, że już dawno wszystko przygotowaliśmy. Dlaczego specjalnie się przemęczasz? Przed czym uciekasz? – uśmiechnąłem się do kobiety. Nie dość, że zawsze wiedziała gdzie jestem to również zawsze wie jak się czuję.
       - Nic przed tobą nie ukryje, prawda? – Ledira uśmiechnęła się szeroko.
       - Nic a nic. – odparła zadowolona. – Pokłóciłeś się z Adanthir? – zmieniła temat.
       - Nie nazwał bym tego kłótnią. – odpowiedziałem zgodnie z prawdą ale Ledira tego nie kupiła. Jej spojrzenie mówiło „nie kombinuj”. – Ada… - zacząłem ale przestałem. Czy naprawdę powinienem się z tego zwierzać? To była nasza spawa…
       - Sin… - Ledira złapała mnie za policzki na co zareagowałem krokiem w tył ale nie zdążyłem ponieważ mocno uderzyła w nie dłońmi.  – Polegaj na nas bardziej! Jesteśmy twoją rodziną… pomożemy ci… - uśmiechnąłem się i skinąłem głową. Miała racje, nie powinienem trzymać całego ciężaru na barkach, powinienem się komuś zwierzyć.
       - Ostatnio Ada bardzo często wmawia i sobie i mi, że powinienem być z Seią… że to jej jestem przeznaczony… - westchnąłem. – Nie ważne ile razy zapewniam ją o swoich uczuciach ona i tak wie swoje… Za każdym razem kiedy to słyszę boli mnie serce… czuje się jakby mi nie ufała… jakby pomimo całej mojej walki o nią ona… odpuściłaby mnie przy pierwszej lepszej okazji… to boli… - zacisnąłem mocno drżące palce i spuściłem wzrok. – A najgorsze jest to… że ona robi to celowo… wie, że oddałbym za nią wszystko a nadal wygaduje takie bzdury… - Ledira przytuliła mnie delikatnie.
       - Nie sądzę aby robiła to specjalnie. Może po prostu nie zdawać sobie sprawy z tego jak bardzo cię tym rani. – odsunęła się. – Porozmawiam z nią.
       - Nie! – wymsknęło mi się chyba zbyt szybko, bo kobieta zrobiła wielkie oczy ze zdziwienia. – Nie trzeba… - dodałem po chwili lekko się rumieniąc na co Lerdira parsknęła śmiechem.
       - Czasami jesteś tak uroczy, że przytulałabym cię jak misia całymi dnami. – zaśmiała się, a ja czułem się jeszcze bardziej zawstydzony niż wcześniej.
       - Nie martw się. Ostatnio dobrze się dogadujemy. – uśmiechnęła się pokrzepiająco. – Możesz na mnie liczyć. – odwróciła się na pięcie i ruszyła w stronę domu Ledoca. Cholera… w co ja się wpakowałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Cze 06, 2017 5:55 pm




           Rozmowa z Ledirą była… bolesna. Uświadomiła mi, że patrząc na swoje własne cierpienie, raniłam osoby, które kochałam całym sercem. Widziałam tylko swoje odbicie w lustrze, a inni nie mieli żadnego znaczenia, chociaż byli moją rodziną. Zabolało mnie to, bo chcąc poradzić sobie z własną rozpaczą, wywoływałam to samo u najważniejszych osób w moim życiu. Skupiłam się na sobie, zapominając że już dawno przestałam się liczyć jako księżniczka, wokół której wszyscy mieli skakać i oddawać chwałę.
     Trzecią noc z rzędu nie mogłam spać. Za dużo myślałam o tym, co się działo i jak powinnam była na to reagować. Byłam wykończona, ale chociaż próbowałam, nie potrafiłam się zrelaksować. Cały czas funkcjonowałam w stanie najwyższego czuwania. Każdy najcichszy szmer, każdy obcy głos usłyszany w nocy sprawiał, że sięgałam po sztylet schowany pod moją poduszką.
     - Oh, przestań już – skomentowałam do samej siebie nieco zbyt głośno, bo Sin poruszył się na posłaniu. Nie spojrzałam czy się obudził. Szybko się podniosłam i podeszłam do szafy, żeby ubrać. Najpierw musiałam wygrzebać z niej coś odpowiedniego, co wiązało się z włożeniem głowy do środka i przebieraniem materiałów.
     - Możesz zostać tak jak jesteś - zaśmiał się mój mąż, wywołując uśmiech na mojej twarzy. Zaprzestałam wykonywanej czynności i odwróciłam się przodem do niego. Podeszłam do łóżka i najpierw położyłam prawe kolano na posłaniu z przodu, a następnie lewe, podnosząc biodra do góry tak, że opierałam się prawie na czworakach z tym, że tylko trzy kończyny dotykały posłania. Ostatnią z nich, wolną rękę oparłam o tors wojownika i pchnęłam go na poduszki, całując w usta oraz opadając razem z nim.
     - Zostanę tak, jeśli ty zostaniesz ze mną w pokoju – odpowiedziałam po oderwaniu się od jego warg.  Sin położył dłoń na moim policzku.
     - Sama wiesz, że najchętniej w ogóle bym się od ciebie nie odklejał. - uśmiechnął się szeroko. – Niestety znając Ledoca wyciągnie mnie stąd siłą jeżeli nie wezmę się za robotę. – Przybrałam minę zbitego pieska.
     - A nie możesz tego trochę odwlec? – Zapytałam, spoglądając prosto w jego oczy. Sin uśmiechnął się widząc moją minę, przyciągnął do siebie i namiętnie pocałował.
     - Zależy jakie atrakcje mi zaproponujesz. - mrugnął zachęcająco.
     - Niedozwolone do lat 18 - odpowiedziałam tym samym.
     - Interesujące, mów dalej. - uśmiechnął się.
     - Zacznę od tego, że opuszkami palców zaznaczę trasę od twojej szyi aż po krocze - zaczęłam, jednocześnie wykonując wspomniane zadanie. - Powoli... - uśmiechnęłam się. - Co jakiś czas wbijając ci paznokcie w skórę... - pozostawiłam rysę na jego torsie. - ... by złożyć na nich łagodny pocałunek i zjechać ustami w dół... - ściszyłam glos i przystawiłam usta do jego skory, zostawiając na niej pocałunek. Potem po przejechaniu kawałka trasy zahaczyłam językiem wokół jego pępka i niżej.
     - Podoba mi się ta inscenizacja... kontynuuj. - Zatrzymałam sie i podniosłam, żeby pocałować go w usta, odwracając na chwile uwagę od dłoni, która zniknęła w jego majtkach. Delikatnie sunęłam palcami po jego męskości, czując satysfakcję z efektu jaki to dawało. Nie miałam, jednak, zamiaru od razu przechodzić do rzeczy. Kiedy oderwałam usta od jego warg wyjęłam także rękę spod bielizny. - Teraz na kolejne pocałunki musisz zasłużyć... - szepnęłam mu do ucha, mocniej zaciskając palce na jego przyrodzeniu, ale przez materiał majtek. - Wciąż błądząc paznokciami po twojej skórze, usiądę na tobie okrakiem, nie pozbywając sie ubrań - robiłam wszystko to, o czym mówiłam.
     - Zasłużyć? Hmmmm… Co powiesz na to, że pozwolę ci całkowicie przejąć inicjatywę? - przejechał palcem wzdłuż mojej żuchwy i szyi. Uchyliłam nieco wargi i przygryzłam w zębach lekko jego kciuka. Nie spuszczałam wzroku z jego cudownych oczu. Ręką zabrałam jego dłoń z ust i splotłam nasze palce.
     - Myślisz, ze to takie łatwe? - zapytałam zaczepnie specjalnie nachylając sie w taki sposób, aby swoim kroczem ukrytym za majtkami przejechać po jego.
     - Bardzo łatwe... właśnie to robisz. - Spojrzał na swoje krocze z uśmiechem. Uśmiechnęłam sie do niego wyzywająco po raz kolejny poruszając biodrami. - Skąd pewność, ze pozwolę ci się zaspokoić?
     - Pomyślmy... bo sama jesteś już mokra? - również uśmiechnął się prowokująco. Miał rację. Juz wszystko we mnie pulsowało, ale jego pewność kusiła do zaprzestania i zobaczenia, co z tym zrobi. Pocałowałam go więc po raz kolejny i błyskawicznie zsunęłam na posłanie obok, by w następnej chwili sie podnieść. Nic mu nie odpowiedziałam. Tylko szeroko sie uśmiechałam, bo wiedziałam, ze nie odpuści mi tak łatwo. Sin również podniósł się do siadu i uśmiechnął.
     - Już mam sobie pójść? Skończyłaś? – zapytał.
     - Tak – odpowiedziałam, podnosząc się z łóżka. Sin wtedy złapał mnie za ramie i popchnął z powrotem na łóżko. Rozchylił moje uda i podciągnął majtki do góry aby następnie lizać, ssać i całować wejście.
     - Jesteś pewna? - W pierwszej chwili pisnęłam zaskoczona gwałtownością jego ruchów, potem zmieniło to się w jęki, których nawet nie próbowałam zmusić.
     - Uwielbiam, kiedy jesteś tak zaborczy - odezwałam się, rozsuwając jeszcze bardziej uda i poddając sie tej rozkoszy.
     - Więc jak? – mężczyzna się do mnie szeroko uśmiechnął. - Pragniesz tego czy nie ?
     - Nawet nie masz pojęcia jak bardzo - odpowiedziałam szczerze starając sie jakoś pozbawić go majtek. Gorąc rozlewał sie po całym moim ciele.
     - Jestem cały twój... - wyszeptał mi do ucha, zanurzając się we mnie całkowicie. Głośno jęknęłam, oplatając udami jego biodra i oddając się wspólnemu tańcu erotycznemu.

     Najchętniej to bym to powtórzyła, ale Sin już się całkowicie ubrał, a ja właśnie zarzucałam sukienkę, która była ostatnim elementem mojego odzienia. Nienawidziłam obowiązków, które na nas ciążyły, bo nie mogłam nawet jednego, całego dnia spędzić ze swoim mężem. Podejrzewałam, że on czuł dokładnie to samo.
     - Mówiłam ci już jak bardzo nienawidzę naszych obowiązków? – spytałam i usłyszałam śmiech Sina. Następnie podszedł do mnie zapewne w celu pocałowania, ale nie dotarł. Opadł na łóżko, przyprawiając mnie o zawał serca. – Sin? – w pierwszej chwili myślałam, że sobie ze mnie żartuje, ale nie odpowiadał. – SIN! – krzyknęłam i zaczęłam szturchać go za ramię, z każdą sekundą coraz bardziej. Nie, nie, nie. To niemożliwe. Neraida przecież zablokowało jego moce. Jego stan miał być stabilny. Nic miało mu nie być. Nie, nie, nie. Jeśli go stracę… Jeśli on umrze… Zaczęłam szybko i nierówno oddychać, panikowałam.
     - Nie martw się – zesztywniałam, słysząc ten głos. Znałam go za bardzo… Farra… Co on tutaj robił? - Tylko słodko śpi – chciałam złapać Sina i nas przenieść do dzieci, a potem jak najdalej stąd. Chciałam użyć swoich mocy, żeby ochronić nas barierą, ale nie mogłam. Tak samo jak nie mogłam się w ogóle ruszyć, byłam sparaliżowana. Nie, tylko nie znowu… Błagam, ja tego nie zniosę. Zostaw mnie, błagam, zostaw… Byłam przerażona, że znowu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Cze 06, 2017 7:19 pm



        Wzrok kobiety był bezcenny. Przerażenie malowało się na jej twarzy przez co poczułem jak krew szybciej pulsowała w moich żyłach. Uwielbiałem ten widok, ten strach, tę obawę. Podniecało mnie cierpienie kobiet, uwielbiałem je poniżać i torturować. Są tylko nic nie wartymi dziwkami więc niech znają swoje miejsce.
        Byakko postawiła barierę dookoła tego domu myśląc, że uda się jej mnie pokonać. Głupota… w tej wiosce było mnóstwo pożytecznych mocy jak na przykład ta, która przebija się przez wszystko. Genbu już raz poczuł na sobie efekt tej mocy. Rana goiła mu się tygodniami.
        - Fajna jesteś… zupełnie taka jaką cię zapamiętałem. – zaśmiałem się lubieżnie i usiadłem naprzeciwko kobiety łapiąc za jej żuchwę. Przejechałem językiem przez policzek kończąc na zewnętrznym kąciku oka. – Radzę abyś była grzeczna i posłuszna… chyba, że nie interesuje cię życie twoich dzieci. – uśmiechnąłem się i zdjąłem z niej klątwę paraliżującą ciało. – Rozbieraj się dziwko.
        - Co im zrobiłeś? - zapytała drżącym głosem na co zareagowałem głośnym śmiechem.
        - Na razie nic… ale to może się zmienić jeżeli zaraz nie będziesz naga. – dodałem groźnie.
        - Proszę... nie każ mi tego robić... - cofnęła się o kilka kroków.
        - Które zabić pierwsze? Może małą dziewczynkę tak bardzo podobną do mamusi? – podniosłem rękę na góry aby aktywować klątwę uniemożliwiającą oddychanie.
        - Nie, stój! - wyciągnęła przed siebie ręce, jakby chciała mnie złapać i powstrzymać. – Zrobię to… - Opuściła je, przygryzła wargę i ze łzami w oczach ściągnęła sukienkę przez głowę. Widziałem jak jej ciało całe drżało i rozbawiło mnie to. Z Siggirem zabawiała się całą noc aż drżąc z podniecenia, a teraz udawała niewiniątko? Pieprzona dziwka.
        - Majtki też. – rozkazałem. Spojrzała na białowłosego mężczyznę, który wykiwał węża i z trudem, opornie wykonała polecenie. Popchnąłem kobietę na poduszki i gwałtownie rozchyliłem jej uda przyglądając się miejscu, które za chwilę będzie należało do mnie. Próbowała zasłonić się rękoma ale natychmiast je złapałem i przytrzymywałem na jej głową. Oblizałem się przykładając dwa palce do wejścia. Ciekawe czy dziwka jest już gotowa na ostrą penetracje czy nadal udaje cnotkę. Z każdym ruchem robiła się coraz bardziej mokra. Kobiety to głupie dziwki, które nawet podczas gwałtu robią się wilgotne. – Może obudzimy twojego faceta? Niech sobie popatrzy jak miękniesz przez palce innego?
        - Nie... błagam - odezwała się błagalnym głosem przez co wybrzuszenie w moich spodniach stało się jeszcze większe.
        - W takim razie… - puściłem ją i sam oparłem się o ramę łóżka. – Zabaw mnie śliczna. – wskazałem na swoje kroczę. Kobieta rozpięła rozporek uwalniając moją męskość. Zaczęła mnie stymulować dłońmi na co parsknąłem śmiechem. – Chyba żartujesz? Masz się nim zajadać ze smakiem. – nie spodobało mi się to co zobaczyłem. Wyglądała jakby zdusiła odruch wymiotny co potraktowałem jako swoistą obelgę dlatego kiedy tylko zamoczyła swoje usta zacząłem agresywnie poruszać jej głową. Widziałem w jej oczach wstyd. Nie patrzyła mi w oczy ale również ich nie zamknęła. Pierdolona szmata. Puściłem jej głowę i nakazałem kontynuować samemu. Robiła to dopóki nie usłyszałem znajomego głosu i nie poczułem ostrza na swojej szyi.
        - Ada wystarczy. Nic już im nie grozi. – odpowiedziała niebiesko włosa bogini. – Daje ci sekundę na opuszczenie tej wioski albo poczujesz ten sam ból co twój towarzysz kilka tygodniu temu… - zerwałem się z łóżka w ostatniej chwili. Ostrza zaczęły wyrastać z ziemi i zmierzać w moim kierunku. Wyskoczyłem przez okno i dołączyłem do Genbu. Nie mieliśmy teraz szans. Co nie zmieniało faktu, że swoją nagrodę już zabrałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Cze 06, 2017 9:15 pm




           Miałam ochotę się zapaść pod ziemię. Nie chciałam tego robić, nienawidziłam swojej bezsilności, ale nie zniosłabym poczucia winy za śmierć, któregoś z naszych dzieci, ani cierpienia, jakie by to we mnie ulokowało. Śmierć Lailah, Aldara czy Juniora byłaby dla mnie druzgocąca. Nie zniosłabym tego. Ich bezpieczeństwo było dla mnie o wiele ważniejsze od własnej dumy i psychiki. Tylko dlatego wykonywałam wszystkie polecenia bóstwa, tłumiąc w sobie chęć odgryzienia mu przyrodzenia i zrobienia wszystkiego, żeby jego sparaliżować i zmusić do oglądania jak pieprzę się z Sinem. Po to tylko, żeby pożałował tego, na co się zdobył. Nienawiść względem niego rosła z każdą sekundą, ale każda jej cząstka została zepchnięta na boczny tor przez wstyd. To mnie niszczyło, ale nadal się nie angażowałam. Robiłam wszystko w taki sposób, aby skończyć i zatopić się w rozpaczy.
     Natychmiast się od niego odsunęłam, kiedy usłyszałam głos Seii. Odskoczyłam do tyłu i obserwowałam jak mężczyzna ucieka przez mocą niebieskowłosej. Kiedy zostałyśmy same od razu nakryła mnie kocem i przytuliła, jakby to miało mi pomóc.
     - Tak bardzo mi przykro... Przepraszam, że nie przybyłam na czas... Przepraszam... za to co ci zrobiłam tamtego dnia... wybacz mi... – Chciałam się rozpłakać, ale nie mogłam. Zakopałam to wszystko w sobie, odrzuciłam myśli o tym. Nie mogłam znowu ranić Sina. Wiedziałam, że jeśli się dowie, nie wytrzyma tego. On już teraz czuł się bezsilny, a co dopiero wtedy, kiedy…
     Odsunęłam się od niej i błyskawicznie zebrałam z ziemi ubrania. Szybko wsunęłam majtki i sukienkę. Podeszłam do stołu, na którym stał wazon z kwiatami i zepchnęłam go na ziemię. Charakterystyczny trzask zbitego naczynia rozniósł się po pomieszczeniu, a ochlapałam się wodą z dzbanku, w którym stała ta do picia i ochłonęłam. Sin dalej spał prze co napięcie ze mnie zeszło, a ja odetchnęłam.
     - Niczego mu nie mów – odezwałam się, podchodząc do łóżka, na którym dalej leżał nieprzytomny. – Niczego o tym, co mnie spotkało. Absolutnie niczego… - spojrzałam na kobietę. Cały czas drżałam i miałam ochotę po prostu wpaść w histerię, ale nie mogłam sobie na to pozwolić. Sin nie mógł się o niczym dowiedzieć.
     - Nie mam zamiaru z nim rozmawiać. - podeszła do mnie i położyła delikatnie dłoń na moim ramieniu. - Pójdę już... przepraszam cię...
     - Seia… - zatrzymałam ją, podnosząc głowę. Nie wiedziałam jak ją zapytać o to, o co chciałam. – Dlaczego przyjaźń, która się pomiędzy nami tworzyła ci nie wystarczała? Ja naprawdę myślałam, że… Ehh… - westchnęłam się i przeniosłam wzrok na Sina. – Kogo ja oszukuję? Przecież zachowywałam się dokładnie tak samo…
     - Potrafię oszukiwać swój umysł, ale serca nie potrafię. Przepraszam, wiem że zachowałam się paskudnie... To co zrobiłam jest niewybaczalne... - spuściła wzrok. - Ada nie możemy już ze sobą rozmawiać... Z nikim nie mogę rozmawiać... muszę iść zanim stracę ponownie kontrolę nad sobą. Żegnaj moja pierwsza i ostatnia przyjaciółko.
     - Zaczekaj, Seia! Muszę… - Nie odpowiedziała mi, po prostu zniknęła, a naprawdę chciałam z nią porozmawiać o tym wszystkim. Chciałam, żeby znała moje uczucia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Cze 06, 2017 11:34 pm


        Obudziłem się z cholernym bólem głowy. Czułem się fatalnie i całe moje ciało było ciężkie. W ogóle dlaczego zasnąłem? Dlaczego leżałem na łóżku? Co się stało? Zmusiłem się do siadu i rozejrzałem po pokoju. Ada siedziała na posłaniu i wpatrywała we mnie. Złapałem się za czoło i odgarnąłem włosy, widziałem jak przez mgłę i dopiero teraz zaczynało do mnie docierać co się stało… Zostałem uśpiony… moją własną mocą… efekty uboczne były identyczne, ale… to nie mogła być Ada, ona by tego nie zrobiła. Zerwałem się na równe nogi czego pożałowałem od razu, bo zakręciło mi się w głowie i poleciałem na ścianę.
        - Gdzie on jest… ? – zapytałem. Ada od razu wstała i chciała położyć mnie z powrotem na łóżku ale odmówiłem.
        - Już go nie ma. – odpowiedziała, ale nie mogłem w to uwierzyć. Przyszedł i tak po prostu sobie poszedł? To niemożliwe…
        - Co się stało? Dlaczego nie ma tu Neraidy? Dlaczego nie ma bariery? Dlaczego tylko ja jestem w takim stanie?! – niemoc mnie dołowała, nie potrafiłem zrobić niczego… ochronić nikogo… KURWA!
        - Uspokój się, wszystko jest w porządku. Seia pomogła. – słowa Ady jeszcze bardziej mnie zdenerwowały. Nie dość, że odwiedził nas Suzaku to jeszcze Seiryuu. Jak miałem się uspokoić słysząc takie rzeczy… byłem przywódca do cholery!!
        - Ada… co się stało… ? Czy on cię…? – spojrzałem na nią smutno.
        - Nie, nie zgwałcił mnie. – pomimo tego co mówiła czułem, że coś się stało… była zbyt spokojna… Jakby grała.
        - Dlaczego nie odpowiadasz na moje pytania? Co próbujesz ukryć? – wpatrywałem się w jej oczy pozbawione wcześniejszego blasku.
        - Przecież ci właśnie odpowiedziałam. – coś we mnie pękło. Cała frustracja i zdenerwowanie zderzyły się ze sobą. Nie potrafiłem panować nad swoim ciałem i umysłem. Wszystko wirowało dlatego złapałem Ade za ramiona i przycisnąłem do ściany.
        - Nie rób ze mnie idioty… Zapytam po raz ostatni… co tu się stało? – nasze twarze były bardzo blisko siebie. Czułem jej przyśpieszony oddech na swoich ustach. Wpatrywałem się w oczy, które nie przypominały tych z rana. Chciałem wiedzieć…
        - Sin… przerażasz mnie – wyglądała na przestraszoną. Kurwa mać! Co ja wyprawiałem? Najgorsze raczej było to, że gniew nie pozwalał mi przerwać. Tak naprawdę chciałem ją przytulić i przeprosić ale moje ciało postanowiło zrobić co innego.
        - Zrobił ci coś, tak!? Dlatego unikasz odpowiedzi na pytania!? – uderzyłem z całej siły pięścią w ścianę. Nienawidziłem bezczynności a tym bardziej niewiedzy. Doprowadzało mnie to do szału… Czułem jak serce jej przyspieszyło a strach tylko się powiększył. Spuściła wzrok, bo nie chciała patrzeć w moje cierpiące.
        - Zagroził dzieciom... - zaczęła, zaciskając pięści. - Mogłam albo pozwolić im umrzeć... albo... - zatrzymała się i westchnęła zrezygnowana, drżąc. - ... albo robić co mi każe... – przez chwilę nie mogłem oddychać ale widok jej trzęsącego się ciało mnie ostudził. Natychmiast mocno ją przytuliłem chowając głowę we włosach.
        - Przepraszam... Ada tak bardzo cię przepraszam… Jestem bezsilny… nic nie mogę zrobić… nawet zagwarantować ci bezpieczeństwa… Jestem… nieudacznikiem…
        - Nie zgwałcił mnie... - powiedziała, jakby miało to jej pomoc zachować zimna krew, ale nic to nie dało, bo łzy zaczęły spływać jej po policzkach. Wtuliła się w mnie na tyle ile mogła. Boże czułem się tak fatalnie i żałośnie. Ona cierpiała przeze mnie… przez moją niemoc… zapewne liczyła na mnie… wołała w myślach moje imię… wołała żebym jej pomógł a ja… byłem nieprzytomny. Zaczynałem się zastanawiać czy nasz ślub to był dobry pomysł… miałem być jej wsparciem… chronić ją… ale nie potrafiłem zrobić ani tego ani tego.
        - Wybacz mi Ada… że jestem bezużyteczny mężczyzną… Nie zasługujesz na takie cierpienie…zasługujesz na szczęście… którego nie potrafię… - nie mogłem dokończyć, głos mi się łamał.
        - Nie, Sin - odpowiedziała podnosząc na mnie wzrok. - To nie twoja wina. Spójrz ile mam mocy a tez nic nie mogłam zrobić. Potrzebuje cię. To ty mnie trzymasz na powierzchni kiedy tonę. Bez ciebie sobie nie poradzę, wiec proszę, błagam, nie mów takich rzeczy. – pocałowałem ją delikatnie w usta i przyłożyłem dłoń do policzka.
        - Kocham cię. – uśmiechnąłem się. – Przepraszam, nie powiewem wygadywać takich rzeczy tylko po prostu… jesteś dla mnie całym światem i kiedy cierpisz czuje jak mi pęka serce. Czuje wściekłość i bezsilność kiedy nie jestem w stanie ci pomóc. Gniew przepełnia moje ciało kiedy ktoś inny cię dotyka. Jesteś dla mnie wszystkim i nie potrafiłbym bez ciebie żyć. – ponownie złączyłem nasze wargi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Cze 07, 2017 3:49 pm




           Potrzebowałam się wypłakać, ale nie mogłam, bo za każdym razem, kiedy zaczynałam, Sin zwalał wszystko na siebie i mówił okropne rzeczy. Musiałam wtedy wybijać mu to z głowy, zamiast pozwalać samej sobie na chwilę słabości. Powinien być cicho i po prostu mnie przytulić, a nie wygadywać głupoty, które tylko raniły nas oboje. Ale z drugiej strony… Czy ja nie zachowywałam się tak samo? Czy nie raniłam go każdym swoim słowem, kiedy przerażona myślą o przeznaczeniu, wyrzucałam z siebie wszystkie obawy? Co było gorsze?
     -Cicho bądź… - odezwałam się może zbyt chłodno. – Po prostu się ucisz i mnie przytul. Potrzebuję tylko tego – dodałam, żeby jakoś mu wyjaśnić swoje zachowanie.
     - Kocham cie - szeptał pomimo mojego zakazu. - Kocham... - przytulał najczulej jak umiał, ale ja o tym wiedziałam. Nie musiał mi teraz tego mówić.
     - Sin, proszę… - spróbowałam raz jeszcze, chowając twarz w jego torsie i pozwalając łzom płynąć. Jeśli się nie zamknie, nie będę w stanie płakać. Tym razem się posłuchał. Przestał gadać, a ja mogłam się wypłakać. Potrzebowałam tego po wszystkim, co się ostatnio działo. Kiedy przestałam, poczułam się tak, jakby jakiś ciężar zniknął z moich ramion i odetchnęłam.
     - Kocham cię – powiedziałam po uspokojeniu się i pocałowałam go w usta. – Muszę sprawdzić czy nic im nie jest… - dodałam, odsuwając się od niego i kierując do drzwi. Wierzyłam Seii, ale musiałam mieć pewność. A najlepszym sposobem na to było po prostu zobaczyć to na własne oczy. Zanim dotarłam do wyjścia, Sin mnie zatrzymał i jeszcze raz pocałował.
     - Seia cię uratowała? – zapytał, a ja pokiwałam twierdząco głową.
     - I zniknęła? Powiedziała ci coś?
     - Że nie będzie już z nami rozmawiać, bo straci kontrolę.
     - Coś jeszcze? – Sin zdawał się oczekiwać czegoś konkretnego.
     - Przeprosiła i się pożegnała.
     - Rozumiem... - uśmiechnął się i mocno mnie przytulił. - Muszę sprawdzić... - usłyszeliśmy głośne kroki tak jakby ktoś biegł i do pokoju wparowała Neraida. Spojrzała na nas i odetchnęła z ulgą.
     - Co z dziećmi? – spytałam zaniepokojona. Zostawiła ich samych? A co jeśli on wróci?
     - Nic im nie jest. Seia zdjęła klątwę...- spojrzała na Sina. - Kiedy wyszłam na chwilę zauważyłam, że wszyscy w wiosce leżą nieprzytomni - Sin się wzdrygnął. - Sekundę później zostałam zaatakowana przez Genbu. Zauważyłam wtedy jak Suzaku szedł w kierunku tego domu... – mężczyzna nic nie odpowiedział.
     - To dobrze… - odetchnęłam z ulgą.
     - Genbu chciał zabrać Eril, ale dzięki Ledocowi udało mi się go powstrzymać. Wcześniej tak o tym nie myślałam, ale dar Ledoca naprawdę jest potężny. Potrafi przebijać się przez każdy atak bóstwa... dlatego też Suzaku mógł bez problemu zniszczyć moja barierę... użył jego mocy  - podeszła do mnie i przytuliła. - Kiedy poczułam w okolicy Seiryuu myślałam o najgorszym. Bałam się, że zrobi wam krzywdę. Dzięki Bogu nie miała takiego zamiaru i powstrzymała Suzaku przed najgorszym. - odsunęła się ode mnie i uśmiechnęła do sina. - Na szczęście nic się nikomu nie stało.
     - To dziwne… - odpowiedziałam, starając się to zrozumieć. - Tak szybko uciekli… Ja rozumiem, że czuli się zagrożeni, ale po nich bym się tego nie spodziewała.
     - Na ich miejscu też bym uciekła... Seiryuu jest w pełni sił i nikt nie ma z nią szans. Dopóki się nie pokazała Genbu cały czas próbował, ale kiedy ją wyczuł uciekł gdzie pieprz rośnie. -zaśmiała się. - Zawsze był tchórzem.
     - Mam złe przeczucia… Poza tym bóstwo może naznaczyć tylko jedną osobę, prawda?
     - Tak. Dopóki naznaczona osoba nie umrze nie może naznaczyc kolejnej. Coś cię trapi?
     - Wiele rzeczy… - zamyśliłam się. – Po pierwsze dlaczego Genbu poszedł po Eril, a Suzaku przyszedł po mnie, skoro to Genbu mnie naznaczył, a przypuszczam, że Suzaku chciał naznaczyć Eril? Po drugie… Dlaczego Suzaku nie użył na mnie mocy Edsara? Wystarczyłby jeden pocałunek, żebym zrobiła wszystko, czego sobie życzył i poszła za nim pomimo rodziny, którą tutaj mam?
     - Nawet Genbu miał by problem z przebiciem się przez moją barierę. Pewnie dlatego wysłał po ciebie Suzaku, który mógł to zrobić bez problemu.
     - Nadal mi się to nie podoba... -  dodał Sin.
     - Znam ich i to bardzo dobrze. Nie rozkochał cie w sobie, ponieważ podniecało go twoje cierpienie... oni są okrutni...
     - I biorąc to pod uwagę tak szybko by odpuścił?
     - Nie miał szans z Lenem, a co dopiero z Seiryuu. Sądzę, że uczy się na błędach.
     - Ada ma rację... to podejrzane. Oni mieli jakiś plan... – Sin widocznie podzielał moje obawy.
     - Wszyscy są bezpieczni? - zapytałam.
     - Mam taką nadzieję. Eril i Ledoc się tym zajmują, ja przebiegłam od razu do was.
     - Dzięki… - odpowiedziałam i spojrzałam na Sina. – Idę do dzieci.
     - Dołączę do Ledoca i Eril. - uśmiechnął się do mnie. - Neraida zostań z nią. Nadal się martwię.
     - Widzimy się później – odezwałam się, pocałowałam go i ruszyłam do pokoju dzieci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Cze 07, 2017 10:56 pm



       Wyszedłem z domu i dostrzegłem wielkie poruszenie wśród mieszkańców. Wszyscy wyglądali na przestraszonych i zdenerwowanych. Nie mieli pojęcia co się stało, a to chyba najbardziej wywoływało w nich strach. Poległem… moje plany i zapewnienia poszły na marne. Nie mieliśmy z nimi szans. Bez problemu uśpili całą wioskę i gdyby nie Neraida i Seia zakończenie dnia mogło być tragicznie.
       Nie miałem pojęcia co chodziło po głowie Seii. Uratowała Adę przed gwałtem i byłem jej naprawdę wdzięczny ale dlaczego nie została? Dlaczego nie zostawiła mi żadnej wiadomości? Wiedziałem, że mnie nienawidzi. Zdradziłem ją nawet o tym nie wiedząc ale nie było mi z tego powodu przykro. Zrobiła to dla mnie ale głównie dla siebie. To ona nie mogła znieść rozpaczy i postanowiła temu zaradzić. To może zabrzmi ostro i niewdzięcznie ale sama się na to zdecydowała. Znam siebie i wiem, że jeżeli kochałem ją całym sercem to śmierć nie byłaby mi straszna.
       Po kilku godzinach wróciłem do domu wykończony. Zajrzałem do pokoju dzieci wiedząc, że tam znajdę swoją żonę i nie myliłem się. Siedziała na podłodze bawiąc się z dziećmi.
       - Tatuś! – Sin pobiegł do mnie i wyciągnął ręce żeby go podniósł. Zrobiłem to z przyjemnością i pocałowałem go w czubek głowy. Z dnia na dzień był co raz większy. Niedługo będzie musiał się pożegnać z noszeniem na rękach. Podszedłem do Ady i usiadłem obok niej. Chciałem ją pocałować ale Aldar wyglądał na niezadowolonego więc tylko objąłem ją ramieniem. Rozejrzałem się po pokoju ale nigdzie nie było Neraidy.
       - Bogini jest u nas? – księżniczka pokiwała głową uśmiechając się do mnie. Próbowałem się powstrzymać ale nie mogłem. Była tak piękna, że musiałem ją pocałować i dokładnie to zrobiłem.
       - Fuu! – skomentowały dzieci na co oboje się zaśmialiśmy. Wszystko było tak jak powinno być, ale moje serce nadal było pełne niepokoju. Coś było nie tak… czułem to, ale nie wiedziałem co.
       - Jak się czujesz? – zapytałem.
       - O wiele lepiej. – jej głowa leżała na moim ramieniu, a moja głowa opierała się o jej. Nadal czułem okropny ból po porannych wydarzeniach i w sumie ciężko mi uwierzyć, że to w ogóle stało. Marzyłem aby to był tylko i wyłącznie sen, z którego zaraz się obudzę. Zamknąłem więc oczy licząc, że tak się stanie.
       Kiedy otworzyłem oczy dostrzegłem sufit. Zabawne dlaczego tylko takie życzenia zawsze się spełniają? Usiadłem na łóżku wpatrując się w swoje ręce. To był ciężki dzień… nie sprawdziłem się jako przywódca czy strateg. Przegrałem bitwę zanim się zaczęła i to najbardziej ciążyło mi na sercu. Jedyne czego tak naprawdę chciałem to bezpieczeństwa wszystkich ale to nie było mi dane. Pech prześladował mnie od urodzenia…
       Za oknem było już ciemno więc musiałem przespać cały dzień. Co za wstyd… inni pracowali, wykonywali moją robotę a ja spałem. Dlaczego nikt mnie nie obudził? Dzieciaki leżały dookoła mnie, a Adanthir kawałek dalej. Wszyscy spali. Uśmiechnąłem się pod nosem na ten widok. Pierwszy raz od dnia ślubu mogłem nazwać nas rodziną. Niestety miłą atmosferę przerwało natarczywe walenie w drzwi. Obudziłem się, Ada także podobnie jak dzieci. Wstałem, otworzyłem drzwi i niemal straciłem równowagę kiedy Eril na mnie wpadła. Cała zalana była łzami.
       - Ledira zniknęła! – płakała, a ja spojrzałem pierw na Adę a potem na Ledoca, który stał w drzwiach.  – Nigdzie jej nie ma! Sen nie może się do niej przenieść… zabrali ją… Sin, pomóż jej… znajdź ją… - serce biło mi tak szybko i mocno, że Eril na pewno je czuła. Wtuliła się we mnie głośno płacząc, a ja stałem jak kołek sparaliżowany. Ada i Eril nie były ich celem… tylko Ledira… Suzaku chcę się na niej zemścić za te wszystkie cykle, w których był uwięziony.
       - Ledira jest strażniczką… nie da się jej naznaczyć… - powiedziała smutno Neraida, która właśnie pojawiła się obok mnie. Ile czasu minęło? Ile godzin od ich ucieczki? Dlaczego nikt nie zauważył jej zniknięcia wcześniej? Dlaczego JA nie zauważyłem jej zniknięcia wcześniej. Ona… mogła być już…
       - Sen! – krzyknąłem, a dowódca pojawił się tuż obok mnie. Wyglądał na zdenerwowanego tak jak my wszyscy ale to nie było do niego podobne, bo zazwyczaj zachowywał zimną krew w każdej sytuacji. – Weź jakieś ubrania Lediry i zanieś je do Saviera. Niech jej szuka. – Sen skinął głową i zniknął. Neraida zabrała ode mnie Eril i uśpiła ją. Ledoc zabrał ją do siebie, a ja nawet nie drgnąłem. Stałem w miejscu, bo bałem się postawić jakikolwiek krok. Bałem się, że jeśli to zrobię upadnę. Cało moje ciało się trzęsło. Jeżeli ona zginie… nigdy sobie tego nie wybaczę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Cze 10, 2017 3:21 pm




           W pierwszej chwili obserwowałam Sina, a w następnej obudziło mnie walenie w drzwi. Poderwałam się gwałtownie z miejsca, a mężczyzna zdążył już w tym czasie otworzyć. Słuchałam wszystkiego, co mówiła Eril z rozdziawioną buzią. Nie mogłam uwierzyć w to, że NIKT nie zauważył nieobecności Lediry. PRZECIEŻ PYTAŁAM DO KURWY NĘDZY CZY WSZYSCY SĄ BEZPIECZNI! NIKT DO JASNEJ CHOLERY TEGO NIE ZAUWAŻYŁ???!!! JAKIM KURWA CUDEM!
     - Jeśli chcesz, żeby coś było zrobione dobre, to sam to zrób – warknęłam do samej siebie, wkurwiona tym, że od tylu godzin, dopiero teraz zorientowali się, że brakuje jednej osoby. Przecież wszyscy doskonale znali Ledirę. To było co najmniej niemożliwe, a jednak… Z drugiej strony. Ja spałam, Sin spał, a oni wykonywali czarną robotę. Wkurwiłam się nie tylko na nich, ale też na samą siebie. Sama też mogłam dołączyć do poszukiwań, a tego nie zrobiłam. Dlaczego? Podniosłam się z łóżka i przeniosłam wzrok na dzieci, które wszystkiego słuchały. Nachyliłam się nad nimi i bliźnięta pocałowałam w czoło, po kolei Lailah i Aldara. Uśpiłam ich dwójkę i jednocześnie Juniora, by następnie podejść do Sina.
     - Sin? – zwróciłam jego uwagę, kładąc mu dłoń na ramieniu. Mężczyzna spojrzał na mnie, ale nic nie odpowiedział. Niewiele myśląc, przekręciłam go w swoją stronę i przytuliłam. Sama nie dodawałam nic od siebie. Doskonale wiedziałam, że w tym momencie żadne słowa mu nie pomogą, że potrzebuje jedynie czegoś pewnego, znajomego. Odwzajemnił mocno uścisk.
     - Zawiodłem… - odezwał się drżącym głosem, a ja westchnęłam zrezygnowana. Nie były mu teraz potrzebne żadne słowa pocieszenia, żadne kłamstwa, które miały go podnieść na duchu. Oboje doskonale wiedzieliśmy, że już nie znajdziemy żywej Lediry.
     - Nie, Sin… - odpowiedziałam, szczelniej oplatając go ramionami. – Oboje zawiedliśmy… - Już nie chciałam dodawać, że to była wina tego, jak bardzo zapatrzeni w siebie nawzajem byliśmy. Byliśmy tego świadomi. Chęć skupiania na sobie uwagi, nadrabiania utraconych lat i chwil była silniejsza od naszych przywódczych instynktów. Woleliśmy spędzać czas ze sobą, a wioskę zostawić samej sobie. Każda jej mieszkaniec był zdany na siebie przez naszą miłość. Byliśmy zbyt samolubni i inni na tym cierpieli.
     - Opowiedziała mi wszystko... odpowiedziała a ja... - nie był w stanie dokończyć, bo inaczej by się rozpłakał. Nie wiedziałam, co powinnam była mu powiedzieć w tym momencie. Po prostu objęłam go mocniej, a kiedy się jakoś uspokoił odsunęłam i spojrzałam na Neraidę.
     - Próbowałaś wzmocnić moc Sena i sprawdzić czy wtedy nie da rady się przenieść do Lediry? – zapytałam.
     - Niestety... - odpowiedziała i spuściła wzrok.
     - To nie możemy zrobić nic innego, oprócz czekania – stwierdziłam smutno. Nie miałam innego pomysłu. Chyba, że… - Neraida? Czy naznaczenie wiąże się z jakimś połączeniem, które gwarantuje odnalezienie tej drugiej osoby, gdziekolwiek ona się znajduje?
     - Tak, ale działa tylko jednostronnie. Wiem gdzie obecnie jest Ledoc, Seiryuu wie gdzie jest Eril a Genbu wie gdzie jesteś ty... – przygryzłam wargę.
     - Neraida... - Sin zwrócił na siebie jej uwagę. - Gdzie jest Seia? Wyczuwasz ją? - odpowiedział już bardziej pewnie pomimo swojego stanu.
     - Niestety zbyt mocno się maskuję, ale jestem pewna, że Len jest z nią.
     - W takim razie zdejmij moją pieczęć. - Bogini zrobiła wielkie oczy.
     - Nie ma mowy! – podniosłam głos.
     - Ada, musze z nim porozmawiać... Pomimo ryzyka Seia musi wrócić. - patrzył na mnie smutno i chociaż z jednej strony chciałam mu na to pozwolić, z drugiej nie mogłam ryzykować.
     - Nie pozwolę ci na to, nieważne jak poprosisz.
     - Ada oni ją zabiją... zabiją Ledire... – to był cios poniżej pasa. Wiedział, że ostatnio się zbliżyłyśmy i mi także zależało na jej bezpieczeństwie, ale jeśli mieli ją zabić, to już to robili. Mieli wystarczająco dużo czasu. Odsunęłam się więc od niego i podniosłam głowę, aby na niego spojrzeć.
     - Rób co chcesz… - rzuciłam i podeszłam do łóżka, gdzie wciąż siedziały dzieci.
     - Ada, przepraszam... - usiadł obok mnie i objął ramieniem. - Nie chciałem aby to tak zabrzmiało...
     - To jest zbyt duże ryzyko i nie wyrażam na to zgody, ale zrobisz co będziesz chciał.
     - Sin musisz nauczyć się odpowiedzialności. - powiedziała Neraida stając przed nami. - Życie przywódcy jest najważniejsze. Jeżeli Ledira umrze to będzie okropny cios dla wszystkich, ale nie tak okropny gdybyś to ty był na jej miejscu. - Kucnęła i złapała rękę moją oraz Sina. - Musisz się przede wszystkim uspokoić. - Uśmiechnęła się. - Przeżyłam wiele cykli i widziałam wielu przywódców, ale ty jesteś wyjątkowy. Nie wywyższasz się, nie traktujesz ich jak swoją armię, ale jak przyjaciół, rodzinę. Musisz myśleć o dobrze wszystkich Sin, musisz myśleć o sobie. - Wstała i ruszyła do drzwi. - Znajdę Lena i Seie, obiecuję. – Wyszła, a ja nie ukrywałam tego, że odetchnęłam z ulgą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Cze 10, 2017 8:18 pm


         Neraida wyszła zostawiając nas samych. W pokoju nagle zrobiło się tak cicho. Czułem się potwornie, bo zraniłem Adę swoimi słowami. Przecież ona martwiła się o Ledire tak samo jak ja. Pomimo fatalnego początku zaprzyjaźniły się ze sobą. Ledira nie miała łatwego charakteru, Ada również ale zawsze mogłem na nią polegać. Ze wszystkich dowódców byłem pewien, że ona nigdy mnie nie zdradzi nie ważne jak ciężko by było. Zawsze mnie wspierała w trudnych chwilach i została ze mną nawet kiedy zraziłem do siebie prawie całą wioskę. Zwierzała mi się i pomagała kiedy straciłem nadzieje… a ja byłem egoistą… byłem głupim egoistą… Schowałem twarz w dłoniach. Serce chciało wierzyć ale rozum podpowiadał co innego…
         - W każdym cyklu popełniała samobójstwo, aby uratować swojego brata Farraha… - zacząłem historię, którą mi opowiedziała. – Suzaku specjalnie wybrał jej brata na strażnika, bo chciał jak najszybciej opuścić jego ciało ale Ledira mu nie pozwalała… nie pozwalała zabić swojego brata i poświęcała się dla niego… Nie zważała na uczucia innych… po prostu się zabijała z zimną krwią wiedząc, że niedługo odrodzi się na nowo… Ten jeden raz postanowiła mi zaufać… postanowiła żyć, a ja… wiedząc o jej historii pozostawiłem ją bez ochrony… pozwoliłem ją zabić… - ledwo panowałem nad drżeniem głosu. Byłem roztrzęsiony tak jakbym już wiedział… że ona nie żyje… - Widziałem strach w jej oczach kiedy pierwszy raz zobaczyła Suzaku… czułem jak jej ciało drży… Bała się go… była przerażona…. A JA NAWET NIE POMYŚLAŁEM ABY ZAGWARANTOWAĆ JEJ BEZPIECZEŃSTWO! – wstałem i uderzyłem z całej siły w ścianę. Dobrze, że dzieci zostały uśpione przez Adanthir, bo wolałem aby nie oglądały mnie w tym stanie. – JESTEM BEZSILNY! NIE MAM MOCY! NIE MOGĘ WALCZYĆ! KURWA… kurwa… - osunąłem się na kolana nadal wbijając pięść w ścianę. – Dlaczego… dlaczego… - wyszeptałem bardzo cicho.
         - Bo jesteś człowiekiem, Sin. A ludzie nie są w stanie ochronić każdego. – wstałem i spojrzałem na Ade smutno.
         - Nie jestem zwykłym człowiekiem… jestem strażnikiem, grzesznikiem i kluczem… wszystkim na raz… Potrzebuje swoich mocy… potrzebuje… - klęknąłem przed Adą i złapałem za jej dłonie. – Rozumiesz mnie? Wiesz jak to jest być całkowicie pustym… słabym… bezbronnym… taki właśnie się czuję… - zmusiłem się do uśmiechu. – Chcę ich zabić… chcę aby poczuli co to znaczy ból… ale nie chcę ranić Ciebie… nie chcę żebyś płakała… - pocałowałem ją w usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Cze 13, 2017 7:56 pm




           Oglądanie go w takim stanie było ciężkie. Doskonale wiedziałam jak on się czuł. Ze mną było tak samo, za każdym razem, kiedy nie byłam w stanie kogoś uratować, ani ochronić. Straciłam wiele osób i zapewne na tym się nie skończy, skoro polowały na nas dwa bóstwa, ale nawet jak padł przede mną na kolana nie potrafiłam wyrazić zgody. Nie mogłam mu pozwolić na to, aby oddał życie za zemstę. Był zbyt ważny dla zbyt wielu osób.
     - Rozumiem, nawet nie masz pojęcia jak bardzo… - zaczęłam, zaciskając palce na jego rękach. Moje dłonie drżały. – I także chcę, aby poczuli ból, jakiego w życiu nie doznali i nie doznają, ale nie pozwolę ci się zabić – dodałam stanowczo, kiedy oderwał swoje wargi od moich. – Przykro mi… - zakończyłam, spoglądając mu prosto w oczy. Sin wstał i pociągnął mnie do góry, po czym mocno przytulił.
     - To wszystko mnie przerasta... Od dawna wiem, że nie nadaje się na przywódcę. Jestem na to zbyt słaby... nie potrafię dźwigać tak wielkiej odpowiedzialności,… ale za każdym razem kiedy chcę zrezygnować i uciec myślę o Tobie. Jesteś moją siłą do życia. Dlatego nie chcę cię stracić i wiem, że tak samo myślisz o mnie. Kocham cię - pocałował ją delikatnie. - Nie zrobię niczego głupiego.
     - Dziękuję – odpowiedziałam i tym razem to ja go pocałowałam w usta. – Kocham cię – dodałam, przytulając się do niego, po czym się odsunęłam. – A co do roli przywódcy… Sin, zapominasz o ważnej rzeczy – zwróciłam mu uwagę. – Nie jesteś w tym sam, a ja, w przeciwieństwie do ciebie, całe życie byłam przygotowywana do roli przywódcy. Pozwól sobie pomóc. – Mężczyzna się uśmiechnął.  
     - Niedługo to ja będę musiał pomagać tobie kiedy dojdzie Ci czwarty obowiązek. – Uniosłam kąciki swoich warg. Wciąż pamiętałam jego wyznanie po tym, jak dowiedział się, że Siggir mnie naznaczył.
     - Ja nadal czekam na twój symbol… - Puściłam mu oczko.
     - Staram się jak mogę. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej.
     - No ja nie wiem… - odezwałam się zaczepnie, chwytając go za bluzkę, którą miał na sobie, na wysokości torsu. – Mam wrażenie, że stać cię na więcej… - rzuciłam wyzywająco.
     - Chętnie ci zademonstruje na co mnie stać ale... nie teraz. - uśmiechnął się smutno i chociaż wcale tego nie chciałam, wiedziałam że teraz to nie był najlepszy moment. Westchnęłam więc zrezygnowana i przelotnie go pocałowałam.
     - Nie wiem jak ty, ale ja nie mam ochoty na sen – odpowiedziałam wcale nie mając tutaj na myśli seksu. Po prostu przespałam cały dzień i nie podejrzewałam się o to, żebym mogła spać przez jeszcze jakiś czas.
     - Jestem zmęczony ale wątpię czy będę w stanie zasnąć.
     - Więc to chyba ten czas, żeby zobaczyć jak to jest tylko leżeć obok siebie – uśmiechnęłam się i położyłam się na łóżku obok dzieci. Tym razem każdego z trójki pocałowałam w czubek głowy, bo Junior i tak nie mógł tego poczuć. Nie odważyłabym się tego zrobić, gdyby mógł się zorientować. Nadal nie byłam pewna czy podoba mu się wizja nowej „mamy”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 360
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Cze 15, 2017 12:18 am


        Nie wiem co bym zrobił gdyby nie było obok mnie Adanthir. Przeżyłem już raz stratę bardzo mi bliskiej osoby i nie było ze mną najlepiej. Nie potrafiłem sam się z tego pozbierać i czułem, że tym razem będzie podobnie. Bliskość księżniczki pomagała mi zachować spokój. Leżała w moich ramionach wspierając mnie fizycznie i psychicznie.
        Naprawdę chciałem zasnąć i odciąć się od swoich myśli ale nie mogłem. Niepokój zawładnął moim ciałem. Nie mogłem powstrzymać drżenia… byłem cały w strzępach. Bałem się… cholernie bałem się, że już więcej nie zobaczę Lediry żywej…
        Każda minuta była dla mnie jak godzina… noc dłużyła się strasznie przez co ledwo dawałem rade zachować spokój. Ile czasu już minęło? Co kurwa mać robi Savier, że tyle mu z tym schodzi!? Musiałem wstać i przejść się po pokoju. Ada nie spała tylko przyglądała mi się bacznie. Naprawdę chciałem wybiec z tego pokoju i przejść się do chłopaka ale wiedziałem, że to jedynie pogorszy sprawę. Z nadmiaru emocji mogłem na niego wrzeszczeć i wyżywać się a tego wolałem uniknąć. Nie jestem sobą kiedy coś się pieprzy. Mówię wtedy wiele rzeczy, których nigdy był nie powiedział. Nie potrafię nad sobą zapanować.
        - Muszę się przejść… - westchnąłem. – Nie wytrzymam tego czekania…  - ruszyłem w stronę drzwi.
        - Zaczekaj -  księżniczka i podbiegła do mnie, łapiąc za rękę. - Przejdźmy się razem. Ktoś zajmie się dziećmi.  – uśmiechnąłem się smutno.
        - Neraida jest obok… - teraz bałem się zostawić kogokolwiek samego bez opieki bogini. Wyszedłem z pokoju ciągnąc Adę za sobą. Nie chciałem rozmawiać ani się sprzeczać więc miałem nadzieję, że zaakceptuje moją decyzje.  W ciszy udaliśmy się do blondwłosej, która z chęcią zajęła się opieką nad dziećmi.
        Wyszliśmy na zewnątrz i poczułem na sobie zimne świeże powietrze. Pomimo upalnych temperatur w dzień, noce należą do chłodnych. Jest to miłe orzeźwienie po całym dniu pracy. Niestety dziś nawet to mnie nie otrzeźwiło. Moja głowa była ciężka z nadmiaru emocji a serce niemiłosiernie łomotało. Czułem się fatalnie…
        Krążyliśmy z Adą po wiosce przez całą noc. Ani na chwilę nie wypuściła mojej dłoni. Chciała żebym czuł jej wsparcie i gdybym go nie czuł na pewno zrobiłbym coś głupiego. Godziny mijały aż w końcu nastał wschód słońca. Cała doba… minęła prawie cała doba od jej zniknięcia… Savier i Sen nadal niczego nie znaleźli… Suzaku nie jest jak wymęczony przez siedemnaście lat Genbu. Jest świeżo po odrodzeniu i na pewno jego bariery są cięższe do przebicia… Cholera… cholera…
        Nagle poczułem jak oblewa mnie zimny pot. Przeczucie podpowiadało mi, że coś jest nie tak. Zanim zdążyłem się zorientować co tak naprawdę mnie zaniepokoiło Neraida przeniosła się do nas i ustawiła nad nami barierę. Nie zdążyłem nic powiedzieć i poczułem mocne uderzenie. Coś mną wstrząsnęło i gdyby nie to, że trzymałem Adę na pewno upadlibyśmy na ziemie.
        - Niezła reakcja! – zadrwił. Ten głos… doskonale wiedziałem do kogo należał. Odwróciłem się i zauważyłem Suzaku, a przez ramie miał przerzucone… zabrakło mi tchu… czułem jak się dusze… nie… nie… to niemożliwe… - Zawiodłem się. Nie wytrzymała nawet jednego dnia. – rzucił nagie ciało Lediry na ziemie. Cała była w ranach ciętych i siniakach. Upadłem na kolana. W gardle miałem wielką gulę i nie mogłem jej przełknąć. Zamknąłem oczy i zacząłem się modlić. Potrzebuje siły… mocy… chcę wgnieść tego robaka w ziemie… zamordować go i sprawić aby poczuł ten sam ból, który zadał Ledirze… moc… potrzebuje mocy…







        Sin wyglądał strasznie kiedy przyszedł prosić mnie o opiekę nad dziećmi. Nie miałam na to zbytnio czasu, ale zgodziłam się. Nie chciałam dawać mu kolejnych zmartwień a byłam jedyną osobą, która miała szansę w walce z bóstwem. Rozumiałam jego obawy. Dzieci i Ada były dla niego wszystkim. Gdyby coś im się stało… rozpadłby się na kawałki.
        Usiadłam na łóżku obok dzieci i nakryłam je dokładnie kocem. Małe aniołki spały i pewnie nie zdawały sobie sprawy z katuszy jakie przeżywają ich rodzice. Zazdrościłam im tej niewinności i czystości, spokoju ducha, którego mogą mieć jedynie dzieci.
        Otoczyłam nasz pokój silną barierą. Nikt nie będzie mógł przez nią przejść oprócz mnie. Jedyne co mogłam teraz zrobić to zagwarantować Sinowi i Adzie bezpieczeństwo ich pociech. Ułożyłam się obok nich na łóżku i  zamknęłam oczy. Czułam się winna… nie powstrzymałam ich przed zabraniem Lediry i może zabrzmi to potwornie ale wątpiłam czy jeszcze kiedyś zobaczymy ją żywą… sama myśl o tym powodowała ucisk w żołądku. Przywiązałam się do tych ludzi nawet nie wiedząc kiedyś… Eril, Ledira, Ada… one wszystkie były moimi przyjaciółkami.
        Leżąc poczułam jak ktoś nieuprawiony przekracza barierę, którą postawiłam dookoła wioski. Zerwałam się z łóżka i przeteleportowałam do Sina. Wiedziałam, że to on był ich głównym celem. Chcieli go złamać i zabić. Był dla nich zbyt niebezpieczny i w sumie nie dziwiłam im się. Gdyby nie moja bariera pewnie już dawno…
        Przeniosłam się do młodego małżeństwa i stworzyłam wokół nich barierę w ostatnim momencie. Miecz Suzaku odbił się od niej z hukiem i upadł na ziemie. Mężczyzna uśmiechnął się i zbezcześcił ciało Lediry rzucając nim o piasek jak worek ziemniaków. W tym momencie coś zagotowało się we mnie. Wewnętrzy mur pękł i ledwo dosłyszałam pytanie Adanthir odnośnie dzieci.
        - Zostały same. Przeniosłam się jak tylko go poczułam. Nie miałam czasu na szukanie zastępstwa. – Adanthir zaczęła uderzać w barierę pięściami i krzyczeć. Poznałam jej charakter podczas naszej wyprawy i nie spodziewałam się zmiany w przeciągu kilku dni.
        - Wypuść mnie stąd! – krzyczała a ja modliłam się aby Ledoc przybiegł jak najszybciej. Bez niego nie dam sobie z nimi rady, bo właśnie poczułam w okolicy obecność Genbu. Było źle… cholernie źle. Nie udało mi się znaleźć Seiryuu, a stawianie tak mocnych barier bardzo mnie osłabiło.
        - Aż tak bardzo chcesz mnie zadowolić maleńka? – rzucił do Adanthir lubieżnie się uśmiechając. Stanęłam przed Adanthir aby skupić jego wzrok na sobie. Kątem oka dostrzegłam stan Sina i wcale mi się nie podobał. Czy on się dusił? Dłonią obejmował serce i marszczył brwi. – Chcesz dołączyć do tamtej dziwki? Chętnie usłyszę jak wołasz imię swojego ukochanego. – zaśmiał się. – Sin! Sin! – krzyczała ale nikt nie przyszedł. Do ostatniej minuty miała nadzieje, że ktoś ją uratuje… no cóż… jak widać nikomu nie zależy na bezwartościowej dziwce. – znów się zaśmiał a ja stłumiłam ochotę rzucenia się na niego. Nie mogłam tego zrobić… nie miałam z nim szans.
        - Tutaj ukrywa się moja zguba? – Genbu dołączył do kolegi. Spojrzał lubieżnym okiem na Adę i zaczął iść w naszym kierunku. Bezczelny! Co on sobie wyobraża!? Myśli, że tak po prostu uda mu się mnie pokonać jak poprzednio? Wyciągnął rękę w moją stronę ale miecz przeszył jego ciało. Odskoczył do tyłu jak poparzony a Ledoc dołączył do mnie.
        - Spóźniłeś się! – zganiłam go. Mężczyzna jedynie uśmiechnął się pod nosem ale natychmiast przestał widząc ciało Lediry. Dosłownie sekundę później usłyszałam głośny krzyk. Eril upadła na kolana wpatrując się w martwą przyjaciółkę. Suzaku widząc bezbronną dziewczynę od razu ruszył w jej stronę, był strasznie szybki. Nie zdążyłam zareagować, a bydle już trzymało ją za ramie.
        - Eril! – krzyknął Ledoc, który ruszył w jej stronę. Genbu to wykorzystał i zaatakował białowłosego. Wszystko to działo się dosłownie w sekundę i nagle ucichło. Poczułam jak krew spływa po moim ciele. Japoński miecz Siggira przeszył mnie na wylot i wpadłam w objęcia Ledoca. Ostatkami sił odepchnęłam od siebie bóstwo. Nie miałam wystarczająco energii aby się zregenerować.
        - Neraida…? – wyszeptał kiedy moje ciało zaczęło powoli znikać. Cholera… jeżeli zaraz nie zabiorę jego siły duchowej umrę… zostawię ich wszystkich samych… Czułam jak wszystkie moje bariery znikają… nic już nie chroni Sin, Ady, wioski ani dzieci…
        - Ahhh! – Sin krzyknął z bólu. Suzaku puścił Eril i zaczął biec w kierunku przywódcy ale było już za późno… moje bariery… pękły… Adanthir kucnęła obok swojego męża spanikowana próbując mu pomóc, ale to nie miało sensu. Nic już jej nie powstrzyma.
        - Ada… uciekaj! – dookoła feniksa wytworzył się wir powietrza, który odepchnął wszystkich dookoła. Uderzyliśmy mocno o piasek i gdyby nie Ledoc pewnie poleciałabym jeszcze dalej. Wbił swój miecz w podłoże i przytrzymywał mnie ramieniem. Wicher był nie do zniesienia. Nic nie widziałam przez wirujący dookoła piasek. Ledwo byłam w stanie rozchylić powieki. Niebo zrobiło się czarne i słyszałam jak grzmoty uderzają dookoła. Spojrzałam na sylwetkę mężczyzny, który powoli podnosił się z ziemi. Nawet przez burze piaskową widziałam jak jego włosy zmieniają kolor z bieli na smolistą czerń. Jego tęczówki z bursztynowych stały się fioletowe. Pragnęłam tego uniknąć. Wiedziałam, że tak może się stać, ale nie podejrzewałam, że na taką skale. Jak to możliwe? Nikt z nas nie miał wątpliwości co właśnie się wydarzyło. Każde bóstwo dokładnie pamięta jak wygląda odrodzenie najpotężniejszej z nas… niosącej zniszczenie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 443
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Cze 16, 2017 12:17 pm




           Spanikowałam, kiedy zobaczyłam zachowanie Sina. Jego krzyk sprawił, że moja krew zamarzła w żyłach, a serce zaczęło walić jak szalone. Przerażona do niego podskoczyłam i spróbowałam zwrócić jego uwagę, ale nie zadziałało. Wystarczyła chwila, ułamek sekundy, żebym wylądowała kilka metrów dalej, czując wirujące wokół nas powietrze.
     - Nie… - szepnęłam doskonale wiedząc, co się działo. Pamiętałam jak wyglądało odrodzenie bogini zniszczenia. Ostatnim razem ledwo przeżyłam. Z trudem przebiłam się przez te ostrza. To nie było nic przyjemnego, a teraz znowu to się działo. Tylko dlaczego? Przecież strażnik już dawno nie żył. Jakim cudem ona znowu chodziła po ziemi? – Sin, przestań! – krzyknęłam, łudząc się, że mój głos do niego dotrze. Podniosłam się i ruszyłam w jego stronę, po raz kolejny walcząc z oporem powietrza. Na moim ciele ponownie pojawiały się szramy, ale kierowałam się potrzebą ratowania mężczyzny, którego kochałam. – Proszę, przestań! Zginiesz przez to! – Poczułam mocne uderzenie wiatru i musiałam zaprzeć się mocno nogami, wbijając je w ziemię, żeby nie polecieć do tyłu, co i tak nie powstrzymało cofnięcia mnie przez przeciwną siłę. Zapewne posunęłabym się bardziej do tyłu, gdyby ktoś mnie nie złapał i nie położył dłoni na moim ramieniu. Chwilę później poczułam znajome wiercenie w brzuchu i musiałam odejść kawałek dalej, żeby nie zwymiotować na Sena. Nienawidzę teleportacji.
     - On zginie… - szepnęłam, jakbym chciała przekonać mężczyznę, abyśmy tam wrócili i spróbowali ratować Sina zanim pójdzie z tym za daleko.
     - Twoje poświęcenie mu nie pomoże. - Odezwał się zimno i spojrzał w stronę zamieci. - Nic mu nie pomoże. – Z jakiegoś powodu spodziewałam się po nim czegoś innego.  Myślałam, że Sen zrobi wszystko, aby ratować, a on tak po prostu się gapił w stronę zamieci, za którą feniks walczył. Powinnam się w tym momencie rozpłakać, ale chyba to wszystko jeszcze do mnie nie docierało. Byłam przekonana, że to tylko sen i w najgorszym momencie się z niego obudzę. Tak, to nie mogło być nic innego jak paskudny koszmar. Muszę tylko przeczekać tę walkę i wszystko wróci do normy, ja się obudzę obok swojej rodziny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   

Powrót do góry Go down
 
Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 24 z 25Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 23, 24, 25  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: