IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24, 25  Next
AutorWiadomość
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Maj 05, 2017 3:22 pm



       Nie czułam się najlepiej po porannej porażce. Nie spodziewałam się, że nawet ludzkie ciało Michelle będzie tak ciężkie do pokonania. Nie udało mi się i o mało nie przypłaciłam tego życiem… Byłam głupia sądząc, że uda mi się go tak po prostu naprawić… wyrzucić z niego zalążek boski… owszem on zniknie ale dopiero ze śmiercią Sei. Pytanie brzmiało… czy do tego czasu przeżyje?
      Wyszłam z pokoju przywódcy ledwo trzymając się na nogach. Na szczęście moja skóra wróciła już do normy i nie będę straszyła wszystkich dookoła. Zapukałam do drzwi obok słysząc śmiech i krzyki dzieci. Otworzył mi nikt inny jak winowajca mojego stanu.
        - Dobry wieczór panie przywódco. – nie potrafiłam opanować drżenia ciała. Musiałam wyglądać dość komicznie trzęsąc się jak galaretka. Nie spodziewałam się tego co zrobi Sin ale wziął mnie na ręce i zaniósł na łóżko.  – Dziękuję…? –zapytałam zbita z tropu.
        - Nadal nie wyglądasz najlepiej. – troska? Czy obawa, że straci silnego sojusznika?
        - Ty to potrafisz prawić komplementy kobiecie. – zaśmiałam się. – Nic mi nie jest. Przejdzie z czasem.
        - Co to za pani? – maluch złapał tatę za nogawkę spodni. Był naprawdę uroczy aż nie mogłam uwierzyć, że to dziecko Michelle. Po niej spodziewałabym się czegoś ostrzejszego jak tamten naburmuszony chłopczyk w kącie.
        - To przyjaciółka cioci Sei. – małemu zabłysły oczy i podbiegł do mnie zadowolony. – Ej, Sin! – wzięłam go na rączki i poczułam jak ciągnie mnie za włosy. Skupiłam się na jego ciele. Musiałam wybadać czy posiadał ten sam boski zalążek, który miał jego ojciec. Jeżeli tak to mały będzie kwalifikował się jako półbóg. Próbowałam się skupić ale nie mogłam. On był niemożliwy… ciągnął mnie za włosy jak za sznurki i sprawiało mu to ogromną frajdę. Teraz już wiem dlaczego i tatuś i przyszła mamusia ścieli się na krótko.
        - Ty mały łobuziaku! – po gilgotałam go. – Przywódco poszedłbyś po Ledoca i Eril? Musimy porozmawiać… przy okazji przydałaby się opiekunka do dzieci. – mężczyzna spojrzał na Adę, która spuściła od razu wzrok ale skinęła głową.
        - Zaraz wrócę. – podszedł do narzeczonej i pocałował ją w policzek. – Bądź grzeczny! – zaśmiał się do syna, który pomachał mu rączką na pożegnanie. Wszedł i zostałyśmy same w pomieszczeniu razem z dziećmi.
        - Rozmawiałam wczoraj z Seiryuu ale nie chciała mi za wiele powiedzieć. Wpadła w histerie kiedy wspomniałam o tym, że opowiesz wszystko Sinowi. – westchnęłam i puściłam malucha na podłogę. – Przepraszam, że zmuszam was do tego ale nie mam wyjścia. Michelle była moją bliską przyjaciółką więc chcę znaleźć sposób na porozumienie z nią… Nie wierzę w to, że umarła… bogowie nie mogą tak po prostu umrzeć…
        Obserwowałam jak dzieci bawią się ze sobą. Były tak niewinne i bezbronne zupełnie tak samo jak on… Jak bardzo musiała wtedy cierpieć? Nawet nie sposób mi tego wyobrazić.
        - Jesteśmy. – do pomieszczenia wszedł przywódca wraz z Ledociem Eril i … Lenem. Chłopak wzdrygnął się na mój widok.
        - Wezmę dzieci do Sena… - szybko zabrał trójkę maluchów i uciekł. Nie pójdzie mi z nim tak łatwo jak z resztą… byłam tego pewna.
        - Neraida nic ci nie jest? – Eril podeszła i usiadła obok mnie na łóżku. – Słyszałam co się stało i martwiłam się… - posłałam jej radosny uśmiech.
        - Sin był strasznie nieznośnym pacjentem i tak wyszło. – spojrzałam na białowłosego, który skrzyżował ramiona i odwrócił głowę w bok szepcząc „Nie moja wina.”
        - Przestań żartować i mów czego się dowiedziałaś. – Ledoc przerwał moje znęcanie się i usiadł pod ścianą na podłodze. Zdziwiło mnie to, że nie przytulił się do Eril. Pokłócili się?
        - Seiryuu nie powiedziała mi wiele, ale znam działanie jej mocy i w sumie nie dziwie się, że popełniła tyle błędów… Wymiana życia… to nie jest moc, którą można trenować, ponieważ użycie jej zabija cię. W taki sposób Michelle umarła wymieniając życie z Sinem ale! Sin powinien odziedziczyć nie tylko życie i moc kobiety ale również i wizerunek fizyczny. Innymi słowy dusza przywódcy powinna wymienić ciało z duszą Michelle, a tak się niestety nie stało… Ciało Michelle zostało puste a ciało Sina wypełnione dwiema duszami. Seiryuu nie wiedziała jak działa jej moc i oto efekty… - wstałam i podeszłam do przywódcy odsłaniając jego czoło i swoje. – Pewnie tego nie widzicie ale obecnie zablokowałam przepływ energii w jego ciele. To całkowicie zniweluje negatywny efekt zamiany… w tym momencie to ja utrzymuje ciało Sina przy życiu. Jeżeli umrę przed zdjęciem pieczęci… chyba nie muszę kontynuować prawda? – wróciłam na swoje miejsce. – Przepraszam, że nie zapytałam cię o zgodzę ale uwierz mi twoje ciało jest w tragicznym stanie. Zrobiłam co mogłam żeby cię uratować przed nagłą śmiercią… a teraz… - spojrzałam na Adanthir. – Bardzo interesuje mnie motyw naszej bogini.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Maj 05, 2017 4:43 pm




     - Jasne… - odpowiedziałam raczej odruchowo, machinalnie. Wcale nie chciałam tego wyjaśniać, ale musiałam. Wiedziałam, że inaczej sojusz z nią mógłby być zagrożony. Może jako bogini uznawała taką zamianę za zbezczeszczenie boskości? Nieistotne. Ważne było to, że naprawdę obawiałam się, czy po tym wieczorze słowa Sina z popołudnia będą coś znaczyły. Panikowałam na myśl, że mógłby mnie opuścić.
     Kiedy pojawili się wszyscy obecni, a dzieci zostały zabrane, spojrzałam zdziwiona na zachowanie Ledoca i Eril. Wyglądali zupełnie inaczej niż poprzedniego wieczora i chociaż chciałam ich zapytać, co się stało, teraz inna rzecz była ważniejsza. Stanęłam więc obok Sina, złapałam go za rękę i słuchałam Neraidy, która wyjaśniała coś, co i tak było dla mnie czarną magią. Tylko odliczałam czas do mojej kolejki i kiedy nastąpiła, odruchowo mocniej zacisnęłam palce na dłoni narzeczonego. Chwilę później odsunęłam się od niego i odwróciłam wzrok, nie chcąc patrzeć na jego reakcje. Stanęłam do niego całkowicie tyłem, opierając dłonie na parapecie. Zacisnęłam dłonie w pięści i przymknęłam oczy, wydychając sporą ilość powietrza z płuc.
     - Sei kocha Sina… - zaczęłam, starając się zapanować nad drżeniem głosu. – Kocha go od setek lat… - zatrzymałam się i wbiłam paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Już chciałam się wycofać, a najgorsze było przede mną. – Od kiedy Sei została strażniczką, a Sin grzesznikiem… zawsze byli kochankami i za każdym razem Sei była zmuszona go zabijać. Nie chciała tego, nienawidziła tego, ale zabijała mężczyznę, któremu przyrzekała wieczną miłość. To ją niszczyło psychicznie i nie chciała znowu przez to przechodzić, nie chciała oglądać śmierci ukochanego, zwłaszcza kiedy ona sama ją zadawała. Z tego powodu w poprzednim cyklu modliła się o zamianę ciał z Michelle, która w niej mieszkała i jej się udało, przynajmniej tak myśli. – Zakończyłam i odwróciłam się w stronę białowłosego. – Właśnie dlatego nie zakochałeś się w Michelle. Nie zrobiłeś tego, bo ona nie była Sei… - Spuściłam wzrok, z powrotem patrząc w okno i stając do nich tyłem. Słyszałam tylko jak drzwi się zamykają, dwa razy i nie musiałam patrzeć, żeby wiedzieć kto się oddalił.
     - Zabijała go... dlaczego? – Kątem oka spojrzałam na Eril, która zadała pytanie.
     - Michelle przejmowała nad nią kontrolę. Nienawidzi ludzi od czasu... - Neraida zawahała się na końcu i już nie dokończyła, a ja jedynie uśmiechnęłam się smutno, przymykając oczy.
     - Mało mnie obchodzi dlaczego. Przez jej okrutne zachowanie zakochałam się w mężczyźnie, który nigdy nie był dla mnie przeznaczony… - Warknęłam, spoglądając na blondynkę niebezpiecznie. – Jestem tylko pierdolonym zastępstwem… - dodałam, opuszczając pokój. Nie mogłam i nie chciałam dłużej w nim siedzieć.
     - Adanthir! - Eril za mną wybiegła wbrew temu, że chciałam być sama. - To nieprawda! Nie jesteś zastępstwem... On cię kocha... Ciebie i tylko ciebie... – Zatrzymałam się i spuściłam głowę.
     - I myślisz, że byłoby tak samo, gdyby od początku jego żoną nie była Michelle tylko Sei? Myślisz, że wtedy by na mnie spojrzał tak jak teraz patrzy?
     - Tego nie wiem i ty też nie, ale to nie byłoby wykluczone. Nie istniałaś w cyklach, w których żyli... może gdybyś i ty tam była wtedy on zostawiłby Sei i spojrzał na ciebie. – Uśmiechnęłam się smutno i odwróciłam przodem do dziewczyny nawet nie ukrywając łez, które cisnęły mi się do oczu.
     - Eril… - Zaczęłam spokojnie, chociaż mój głos drżał. – On czekał na mnie cztery lata. Nie spojrzał nawet na inną kobietę, nie sypiał z żadną. Jeśli Sei kochał co najmniej tak mocno, a na pewno bardziej przez długą historię, która ich łączyła, to czekałby na nią nawet do śmierci… - Odwróciłam się i pospiesznym krokiem oddaliłam. Nie wiedziałam gdzie się kierowałam, ale szłam. Zanim opuściłam budynek, poczułam czyjeś ramiona. Księżniczka nic nie mówiła, po prostu mnie przytuliła, a ja schowałam się i zaniosłam płaczem. To było dla mnie zbyt ciężkie. Ja już naprawdę nie miałam siły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Maj 05, 2017 6:09 pm


        Stałem sparaliżowany słuchając tego co mówiła Adanthir. Byłem zakochany… w Sei…? Czyli te wszystkie wizje… wszystkie wspomnienia, które mi pokazała tamtej nocy… to nie była Michelle… tylko ona…? Okłamywała mnie przez cały ten czas, a ja jak głupi wierzyłem w każdej jej słowo… Pozwoliłem się jej zbliżyć. Ufałem jej… traktowałem jak bliską przyjaciółkę a ona… nigdy nie myślała o mnie w ten sposób… Byłem głupi! Dałem się oszukiwać i sterować. Byłem jak pieprzona marionetka!  
        Wybiegłem z pokoju trzaskając drzwiami kiedy Adanthir skończyła mówić. Wolałem nie znać prawdy! Wolałem dalej tkwić w przekonaniu, że robiła to z dobrego serca, a nie z miłości do mnie… Miłości, którą zniszczyła…
        - Sin! – Ledoc zatrzymał mnie łapiąc za ramie.
        - Puszczaj! – wyrwałem się i ruszyłem dalej. Nie zdążyłem postawić kilku kroków i znów mnie powstrzymał. – Czego kurwa chcesz!?
        - Ty pierdolony idioto! – zdziwił mnie jego wybuch. Złapał mnie za bluzkę i przyciągnął do siebie. – To nie do Seiryuu powinieneś teraz biec! To Adanthir powinieneś zapewniać, że kochasz ją i tylko ją! – otworzyłem usta ale nic nie powiedziałem. Miał racje… miał kurwa racje ale ja nie myślałem teraz o Adanthir… myślałem o tej idiotce, która zniszczyła sobie przeze mnie życie. – wyrwałem się z jego uścisku.
        - Wiem, ale… to skomplikowane… - W końcu zrozumiałem dlaczego wczoraj moje ciało reagowało na Seiryuu w ten sposób. Dlaczego mimowolnie czułem pożądanie i zazdrość kiedy Salvar ją całował. Nostalgia… już od dawna czułem to w jej obecności. Jak mogłem być tak głupi? Jak mogłem się nie domyślić? Dawała mi znaki cały czas a ja… Kurwa… zawsze byłem ślepy… - Zostaw mnie…
        - Będziesz później żałował… - Ledoc odwrócił się i odszedł. Spojrzałem w kierunku domu Eril… czy ona nadal tam jest? Pobiegłem i już z oddali słyszałem krzyki. Jej krzyki.
        - Sei! Uspokój się! – Len leżał na bogini kiedy wszedłem do pomieszczenia. Próbował ją przytrzymywać ale wyrywała się. – Sin pomóż mi!
        - Puść ją. – powiedziałem siadając na łóżku. – I wyjdź. – dodałem. Chłopak widząc moje wściekłe spojrzenie natychmiast się ulotnił. Bogini próbowała pójść w jego ślady ale złapałem ją kiedy wstawała. – Nigdzie nie idziesz. – rzuciłem groźnie wpatrując się w jej przerażone oczy.  
        - Sin… - odpychała mnie ale nie puszczałem. – Sin, proszę… - oczy zaszły jej łzami. – Proszę, puść mnie… błagam…
        - Dlaczego to zrobiłaś…? Dlaczego kurwa to zrobiłaś!? – popchnąłem ją na łóżko i usiadłem na niej okrakiem żeby nie uciekła. Zasłoniła twarz dłońmi więc złapałem jej nadgarstki i przycisnąłem je do pościeli. – Dlaczego pozwoliłaś mi kochać się z Michelle!? Dlaczego pozwoliłaś mi zakochać się w Adanthir!? Dlaczego mnie zostawiłaś do cholery! – kobieta nie odpowiedziała tylko zalała się łzami. – Znałaś mnie dobrze… wiedziałaś, że nieważne jak bardzo będę cierpiał i tak do ciebie wrócę! Skoro się kochaliśmy to dlaczego to zniszczyłaś!? Odpowiadaj!
        - Niczego nie rozumiesz… NICZEGO! Umierałeś… a ja... musiałam żyć samotnie przez resztę swojego życia! Twoja świadomość się urywała a ja cierpiałam przez cały ten czas! Kochałam cię bardziej niż wszystko inne na świecie! Oddałabym za ciebie życie! Ale to ty umierałeś a nie ja! Masz chociaż pojęcie jak to jest żyć przez kolejne 40 lat tęskniąc za osobą, którą się straciło!? Której już nigdy nie zobaczysz!? Nie dotkniesz!? Nie pocałujesz!? Cierpiałam Sin! Cierpiałam z miłości do ciebie! Aż w końcu nie wytrzymałam… coś we mnie pękło… wymieniłam się miejscami z boginią abyś ty mógł żyć! Abyś choć raz dożył szczęśliwego końca u boku kobiety, którą kochasz! Zrobiłam to dla ciebie! Dla ciebie!! – płakała tak głośno, że nie mogłem dłużej trzymać w sobie gniewu. Skruszyła mnie dokładnie tak samo jak Adanthir. Nachyliłem się i przytuliłem ją. Chciałem żeby przestała ronić łzy i się uspokoiła.
        - Przepraszam, że krzyczałem. Nie powinienem się unosić… przepraszam. – Sei objęła mnie mocno.
        - Kocham cię… tak bardzo cię kocham…  
        - Dlaczego nie powiedziałaś mi prawdy? Dlaczego to ukrywałaś? – zapytałem wycierając łzy z jej policzków.
        - Bałam się… - Nie mogłem ukryć zdziwienia. Bała się? Tego jak zareaguje? Że będę wściekły jak przed chwilą? – Bałam się, że… - powtórzyła niepewnie. – Znowu zakochasz się we mnie… - otworzyłem usta zaskoczony. Nie byłem w stanie wydusić nawet słowa… ona nie chciała żebym ją pokochał? Przecież to… - Kochałeś Adanthir, której nie było przy twoim boku… bałam się, że jeżeli przypomnisz sobie o nas to twoja miłość przekierowuje się na mnie…
        - Nie chciałaś żebym znów cię pokochał? Dlaczego? Przecież kochasz mnie… przed chwilą… - położyła mi palec na ustach przerywając wypowiedź.
        - Szczerze mówiąc to wtedy miałam nadzieję, że przypomnisz sobie wszystko kiedy cię pocałuje i pokaże nasze wspólne chwilę… ale ty nie wiedziałeś tam mnie… widziałeś Michelle… nie było sensu wyprowadzać cię z błędu… Ze mną i tak nie byłbyś długo szczęśliwy… ponieważ Sin ja… niedługo umrę… - moje serce zatrzymało się na moment. Cały świat zatrzymał się… „niedługo umrę”… co…? Nawet nie zauważyłem kiedy Sei pocałowała mnie. Nasze języki wirowały w tańcu, a ja nie potrafiłem jej odtrącić. Mój umysł nie pamiętał ale ciało aż płonęło z pożądania. Pamiętało każdy jej dotyk, pocałunek… wszystko. Poczułem jak po policzkach spływają mi łzy i wtedy Sei oderwała swoje wargi. Płakałem tak samo jak ona.
        - Przepraszam… ale ja niczego nie pamiętam… niczego… przepraszam cię Sei… - pogłaskała mnie po policzku.
        - Nie szkodzi… już dobrze… Pragnę tylko twojego szczęścia… Dlatego proszę bądź szczęśliwy u boku Adanthir, dobrze?
        - Sei… - przytuliłem ją na pożegnanie. – Obiecuję… dziękuję… - nie byłem już w stanie spojrzeć w jej oczy więc po prostu wyszedłem. Wpatrywałem się w gwieździste niebo a łzy nie przestawały płynąć.
        Kiedy się trochę uspokoiłem przetarłem oczy i pobiegłem w stronę w stronę domu. Musiałem jak najszybciej znaleźć Adanthir. Musiałem wyznać jej co czuje.  Dlatego odetchnąłem z ulgą widząc jak siedzi sama na ławce. Poczułem ukłucie w sercu. Wyrzuty sumienia spowodowane zostawieniem jej w niepewności. Podbiegłem do niej szybko i objąłem od tyłu ramionami.
        - Kocham ciebie i tylko ciebie… Kocham cię Ada… Kocham…Nie mógłbym bez ciebie żyć…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Maj 05, 2017 8:34 pm




     Kiedy przestałam płakać wyszłam z budynku. Poprosiłam ją, żeby za mną nie podążała. Potrzebowałam chwili samotności. Musiałam to wszystko przemyśleć, bo byłam zagubiona. Plątałam się pomiędzy uczuciami, potrzebami i tym, co powinnam zrobić z wiedzą, którą posiadałam. Usiadłam więc samotnie na ławce i podciągnęłam nogi pod brodę, opierając stopy na siedzeniu. Znalazłam się pomiędzy młotem a kowadłem. Plątałam się pomiędzy potrzebami serca, a rozumem i nie wiedziałam, w którą stronę powinnam iść.
     Westchnęłam zrezygnowana i wtedy go poczułam. Usłyszałam jego słowa, ale w tej chwili nie robiły na mnie takiego wrażenie jak dzisiejszego popołudnia. On wyszedł. Kiedy skończyłam mówić, wyszedł do Sei. Zostawił mnie z przeraźliwą myślą, że wybrał ją. To mnie mocno zabolało i do tej pory czułam wszystko.
     - Sin, usiądź tutaj… - odezwałam się, klepiąc miejsce obok siebie. Opuściłam kolana i usiadłam po turecku, przodem do mężczyzny, a prawym bokiem do oparcia ławki. – Musimy porozmawiać…
     - Kochasz mnie...? - usiadł tak, jak mu kazałam. Dziwiło mnie jego pytanie i nie ukrywałam, że zabolało. Mógł to dokładnie widzieć w moich oczach.
     - Kocham, Sin, całym sercem i duszą. – Zaczęłam spokojnie. – Dzisiaj po południu mówiłam prawdę. Każde moje słowo płynęło prosto z serca. Każdego wieczoru chcę zasypiać u twojego boku. Każdego ranka chce się budzić w twoich ramionach. Chcę urodzić twoje dzieci i odchodzić od zmysłów, kiedy będziesz spóźniał się do domu, ale Sin… - Chociaż z mojego głosu i postawy biła pewność, jednocześnie wydawać by się mogło, że mówiłam bez emocji. – Zraniłeś mnie. Mówiłeś, że mnie kochasz, że tylko ja się liczę, i że jestem najważniejszą częścią twojego życia… - Przygryzłam wargę, bo teraz przyszła pora na trudniejszą część.
     - Ada... kocham cię...
     – Ale kiedy ci wszystko powiedziałam, kiedy poznałeś prawdę to pomimo tego, że mówiłam ci, że się boję, że przegram, i że jestem zazdrosna o Sei, i tak pobiegłeś do niej. Zostawiłeś mnie z przeraźliwą myślą, że wybrałeś ją zamiast mnie… - Nie słuchałam go, bo wiedziałam, że jego słowa będą w stanie mnie przekonać. A nie powinny. To co zrobił... Nie wiedziałam, czy mogłabym mu to wybaczyć.
     - Jak mogłaś nawet myśleć, że zostawię cię dla niej? Ada... kocham Sei, ale nie jak kobietę... Tylko ciebie darze miłością... Dlatego...
     - Znam cię… - Przerwałam mu, uśmiechając się smutno. – Czekałeś na mnie cztery lata. Nie spojrzałeś na inną kobietę, z żadną nie spałeś, mimo że wiedziałeś, że ja sypiam z Raanem. Z Sei łączy cię o wiele dłuższa historia niż nas, o wiele więcej poświęceń, o wiele więcej cierpienia, bólu i… miłości. Kochaliście się przez wiele cyklów. Ten się różni jedynie tym, że poznałeś mnie przed nią. Gdyby to ona była twoją żoną, tak jak być powinno, a nie Michelle, nawet byś na mnie nie spojrzał…
     - Dlaczego zachowujesz się jakbyś chciała żebym do niej wrócił...?
    - To nie tak, że chcę, abyś do niej wrócił. Ja chcę, żeby twoje uczucia wychodziły od ciebie, z twojego serca. W tej chwili mam wrażenie, że jestem tylko zamiennikiem, że ulokowałeś we mnie uczucia, które czekały na pojawienie się Sei tylko dlatego, że byłam pierwszą kobietą, którą blisko poznałeś, a która nie była z twojego codziennego otoczenia. – Zaskoczona jego nagłym wybuchem, odskoczyłam do tyłu. Mężczyzna wstał i kopnął w ławkę, przyprawiając mnie o palpitacje serca. Wyglądał jak rozjuszony lew.
     - Za kogo ty mnie masz do cholery... Jeżeli nie wierzysz w moje uczucia... to możemy skończyć te rozmowę... Zamiennik... - zaśmiał się i po raz kolejny zaatakował siedzenie. - TO JA SIĘ CZUŁEM JAK ZAMIENNIK RAANA! – Mogłam się spodziewać, że wypomni mi to, ale i tak zabolało. Doskonale wiedziałam, że popełniłam błąd, którego nijak nie naprawię. Tym razem to ja się podniosłam, żeby choć trochę przybliżyć się do jego poziomu.
     - Raan był twoim zamiennikiem… - Nie miałam siły się z nim kłócić, krzyczeć czy rzucać wyzwiskami. To nigdy do niczego nie prowadziło. – W tamtym momencie czułam się wykorzystana. W trakcie podróży robiłam wszystko, żeby zachować dystans, ale ty na siłę się do mnie zbliżałeś. Rozkochałeś mnie w sobie, nie myśląc o tym, jak się poczuję, kiedy poznam prawdę. Kiedy pojawiła się Michelle… - Uśmiechnęłam się smutno. – To był cios prosto w serce. Nie uprzedziłeś mnie, tylko wrzuciłeś na głęboką wodę. Traktowałeś mnie w taki sposób, że naprawdę myślałam, że coś się ułoży w moim życiu, że coś zyskam. A potem pojawiła się twoja żona…
     - Zakochałem się... co miałem niby zrobić!? Ukrywałem prawdę, bo bałem się... nie chciałem cię stracić... - spojrzał w moje oczy. - Pragnąłem cię mieć tylko i wyłącznie dla siebie... dokładnie tak jak teraz... Miałem żonę, ale dobrze wiesz, że te małżeństwa były wymuszone i nic nie znaczyły... - usiadł zrezygnowany na ławce.
     - Wtedy nie wiedziałam. Widziałam tylko czyny, a twoje mnie skrzywdziły… - zajęłam miejsce obok niego i położyłam rękę na jego dłoni.
     - Sei też się nie liczy... Liczysz się ty... my... – Westchnęłam zrezygnowana i zacisnęłam drżące palce na jego nadgarstkach.
     - Pamiętasz to, co was łączyło?
     - Nic nie pamiętam i szczerze to nie chcę pamiętać.
     - A co jeśli sobie przypomnisz? Sin… - Zapytałam cały czas mówiąc spokojnym głosem. – Co jeśli któregoś dnia obudzisz się rano, pamiętając wszystko? Co jeśli wstaniesz, a uczucia, którymi darzyłeś Sei zastąpią te, które były ukierunkowane na mnie? Co wtedy zrobisz? Wiedząc, że to może być wasza jedyna szansa?
     - Moje uczucia nie są na tyle słabe żeby zastąpiły je inne Ada... Przestań we mnie wątpić.
     - Sin, nie wiesz… - Nie mogłam dokończyć, bo wojownik mi przerwał, gwałtownie wstając.
     - Powiedziałem, że kocham ciebie! Będę ci to potarzał tyle razy  ile potrzebujesz. Kocham cię... - złapał mnie za ramiona. - Kocham cię... - przysunął swoje wargi do moich. - Kocham cię. - Pocałował mnie, a ja poczułam się tak, jakby na siłę wypchnął moje obawy. Odwzajemniłam pocałunek, ale chociaż na zewnątrz zachowywałam się właściwie, w środku nadal wierzyłam swoim obawom. To było silniejsze ode mnie. Dlatego położyłam dłoń na jego torsie i odsunęłam go lekko od siebie, podnosząc wzrok na jego oczy.
     - Sin, nie wiem czy jestem na to gotowa, czy jestem gotowa na życie przepełnione strachem… Jeśli któregoś dnia wszystko sobie przypomnisz i wybierzesz Sei… Nie jestem pewna czy ja to zniosę. Nie jestem pewna czy będę wtedy w stanie zająć się swoimi dziećmi. Nie jestem niezniszczalna i coś takiego mnie wykończy. A nie może, muszę się zajmować bliźniętami. Straciły już ojca, nie mogę pozwolić, żeby straciły matkę.
     - To się nie stanie. Kocham cię Ada i nigdy cię nie zostawię. Nigdy, przenigdy rozumiesz? – Odwróciłam wzrok, bo nie mogłam na niego patrzeć. Odepchnęłam go od siebie i dopiero wtedy ponownie spojrzałam prosto w oczy.
     - Już to zrobiłeś Sin... Usłyszałeś prawdę i od razu do niej pobiegłeś. Zostawiłeś mnie w tamtym momencie, czy chcesz w to uwierzyć, czy nie. Byłam przerażona, płakałam, cierpiałam wyjawiając ci prawdę, ale nie widziałeś tego. Widziałeś tylko historię Twoją i historię Sei. Potrzebowałam twoich ramionach, twoich pokrzepiających słów, delikatnych pocałunków... Potrzebowałam mężczyzny, którego kochałam, a który kochał mnie, ale jego nie było i chociaż naprawdę chcę, teraz nie mogę uwierzyć w to, że kiedy wszystko sobie przypomnisz, sytuacja się nie powtórzy... Skoro tak bardzo martwisz się o Sei, to do niej idź. Ja muszę chronić swoje serce. Nie dla samej siebie, ale dla moich dzieci - zakończyłam, odwróciłam się i odeszłam, przecierając załzawione oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Maj 05, 2017 11:38 pm


       Westchnąłem zrezygnowany. To nie tak miało wyglądać, ale nie miałem już siły na sprzeczki i na ciągłe powtarzanie tego samo. Nie ufała mi i to bolało chyba najbardziej. Poszedłem do Sei ale to przez to, że byłem wściekły. Czułem się jak manipulowana marionetka i chciałem to wyjaśnić. Działałem pod wpływem emocji… jak zwykle, ale to nie znaczyło, że pobiegłem do niej wyznać jej miłość…
       - Ada jestem już zmęczony… - westchnąłem po raz kolejny. – Zmęczony tym, że pomimo moich zapewnień… pomimo wyznań ty nadal mi nie ufasz… Nadal twierdzisz, że zakocham się w kimś innym… Dlaczego? – spuściłem wzrok i ruszyłem w stronę domu Sena. – Zawiodłaś się na mnie… ale ja na tobie bardziej… Chodźmy dzieci czekają… - nie obejrzałem się czy szła za mną czy nie i w sumie czy powinienem się tym przejmować…? Miałem Sina… miałem Sei… miałem całą wioskę… nie powinienem czuć się samotny… więc czym była ta pustka?
       Otworzyłem drzwi do domu Sena i zobaczyłem jak razem z Lenem bawił się z dziećmi. To nie było do niego podobne ale jak widać każdy potrafi się zmienić.
       - Sin chodź do mnie. – mój głos był pozbawiony emocji i chyba wszyscy to zauważyli, bo spojrzeli na mnie pytająco. Maluch wykonał moje polecenie ale podszedł niepewnie.
       - Tatusiu coś się stało? - Ada w tym momencie weszła do pomieszczenia. – Jesteś smutny? – wziąłem go na ręce kątem oka obserwując co robi księżniczka.
       - Nic się nie stało… Chcesz iść ze mną do cioci Sei? – próbowałam sprawić aby mój głos nabrał choć trochę energii ale nie potrafiłem. Czułem się jak wrak… wyprany z emocji.
       - Ciocia Ada też pójdzie? – zakuło mnie w sercu. Jak miałem mu powiedzieć, że ciocia Ada już mnie nie chcę? Że jednak nie zostanie moją żoną? Przełknąłem gulę, która pojawiła się w gardle na samą myśl o odpowiedzi.
       - Ciocia Adanthir… chce żebym poszedł do cioci Sei…
       - Dlaczego? – cholera! Dlaczego on musiał być tak ciekawski. Weź się w garść Sin! Powiedz mu…
       - Ciocia Adanthir już mnie nie chcę… - maluchowi zebrało się na płacz i zaczął cichutko skomleć. – Nie wierzy w moja miłość… - dodałem patrząc na jej plecy.
       - Sin co ty wygadujesz!? Co się stało…? – Sen wstał i był w wyraźnym szoku.
       - Nie będę o tym rozmawiał przy Sinie… idę do Sei gdyby ktoś mnie szukał…
       - Sin! Co ty robisz!? Straciłeś rozum…? – Sen nie dawał za wygraną.
       - Nie… po prostu idę do tej, która jest mi „przeznaczona”… - specjalnie podkreśliłem ostatnie słowo. Wydawało mi się, że właśnie jego użyła Adanthir do podsumowania naszej relacji. Serce bolało mnie tak strasznie, że zaraz chyba zemdleje… - Nie płacz Sin… - pogłaskałem syna po plecach. - Nic nie poradzę, że jestem głupi… Dobranoc.
       - Sin… - Sen nie powiedział już nic więcej, ponieważ mu na to nie pozwoliłem. Wyszedłem i udałem się do domu Sei. Jeżeli Adanthir chciała mnie zatrzymać i odwołać swoje słowa to miała ostatnią szanse…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Maj 06, 2017 1:06 pm




     Nie rozumiałam Sina. Oczekiwał, że będę mu bezgranicznie ufała, ale cały czas dawał mi sygnały, że jednak nie powinnam. Zdawało mi się, że w ogóle nie docierały do niego moje słowa. Nie próbowałam zrozumieć, nie próbował postawić się na moim miejscu. On mi ufał, mimo że go odrzuciłam i zdradziłam, ale to była zupełnie inna sytuacja. Nie czułam nic do Sena, do Raana dopiero później zaczęłam, a on kochał Sei przez setki lat. Nie widział tego co ja. Nie widział tego, jak się przy sobie zachowywali. Cały czas sprawiali wrażenie, jakby nadrabiali miłość w relacjach, które jeszcze nią nie były. Ich wspólna opieka nad Juniorem, zabawy, zaczepki… To wszystko wyglądało tak, jakby byli parą, jeśli już nie małżeństwem.
     Bez słowa podążyłam za mężczyzną do jednego z dowódców. Wyminęłam go i podeszłam do bliźniąt, czując się tak, jakby teraz pozostał mi jedynie ból. Sin nie wyglądał lepiej. Z chwilą, w której przekroczyliśmy drzwi, w pokoju zrobiła się tak ciężka atmosfera, że aż przytłaczała.
     - Mamusiu? – Lailah spojrzała na mnie pytająco, a ja tylko pokręciłam przecząco głową, niemo prosząc ją o nie zadawanie pytań. Serce mnie coraz bardziej bolało z każdym kolejnym słowem mojego narzeczonego. ON NICZEGO NIE ROZUMIAŁ! Wymuszał… Tak cholernie wymuszał reakcje, które jemu odpowiadały i w ogóle nie brał pod uwagę moich uczuć. Doskonale wiedział jak zareaguję na to, co mi prezentował i może ni zdawał sobie z tego sprawy, ale grał na moich emocjach, na moim sumieniu.
     - Nie wiem co się stało ale na twoim miejscu bym za nim pobiegł... – Dziwiło mnie, że to Sen starał się mnie do tego namówić. Mimowolnie przygryzłam wargę, nie odwracając się przodem do niego.
     - Zostawił mnie… - odpowiedziałam, prostując się i łapiąc dzieci za ręce. – Potrzebowałam go, a on mnie zostawił…
     - Tak jak ty go wcześniej. – Miał rację, ale to nadal była inna sytuacja. Przez chwilę nawet myślałam nad tym, żeby mu to wyjaśnić, ale były tutaj bliźnięta, a im ta wiedza nie była potrzebna. W dodatku przypomniałam sobie o istotnej rzeczy… Nawet Aldar zaczynał się przekonywać do Sina. Polubił go wbrew sobie i teraz miałam im wyjaśnić, że to było niepotrzebne? Że nic z tego nie będzie?
     - Zaraz wracam… - Czułam się, jakbym robiła to na siłę, ale nasze dzieci nie powinny zostać wplątane w nasz konflikt, zwłaszcza że same chciały być z nami obojgiem. To był główny powód, który nakłonił mnie do podążenia za mężczyzną. – Dlaczego to zrobiłeś? – zapytałam, doganiając go i zatrzymując. – Kiedy skończyłam mówić, potrzebowałam cię, a ty pobiegłeś do Sei. Zostawiłeś mnie i poszedłeś do niej… Dlaczego do niej, a nie do mnie?
     - Wbrew temu co myślisz nie pobiegłem do niej rzucić się w ramiona... Byłem na nią tak strasznie wściekły... Miałem ochotę ją tam rozszarpać... ale się powstrzymałem... - puścił Sina. - Mówiłaś, że mnie znasz... powinnaś więc wiedzieć, że działam pod wpływem emocji... a wściekłość przyćmiła troskę...
     - Sin… - Zaczęłam, nie wiedząc jak to dobrze sformułować. – Nie obchodzi mnie po co tam pobiegłeś. Wróciłeś, więc domyśliłam się, że nie po to, aby się rzucić w jej ramiona. Obchodzi mnie to, że pobiegłeś do niej i mnie zostawiłeś… W tamtej chwili zostawiłeś mnie całkowicie rozbitą i zdruzgotaną. Zostawiłeś kobietę, której zarzekałeś się, że jest najważniejszą częścią twojego życia. Jak myślisz? Czy wtedy nią byłam? Czy po twoim zachowaniu możesz mnie zapewnić, że w tamtej chwili byłam najważniejszą częścią twojego życia?
     - Ada... - Sin wyjął sztylet przypięty do pasa i przyłożył ostrze do swojego serca. Moje na kilka sekund stanęło. - Byłaś najważniejsza... jesteś najważniejsza... i zawsze będziesz najważniejsza. - Jeżeli mi nie wierzysz to mogę to udowodnić w tej chwili... bo szczerze... nie wytrzymam kolejnego rozstania... – Ostrożnie do niego podeszłam i złapałam otwartą dłonią za ostrze, odsuwając je od jego torsu.
     - Spójrz co ty robisz… - Podniosłam wzrok na jego oczy. – Zamiast właściwymi czynami chcesz mnie zatrzymać na siłę przy sobie, zagrażając własnemu życiu. Czy naprawdę sądzisz, że inaczej nie uda ci się mnie zatrzymać? Że innymi uczynkami nic nie zdziałasz? Że musisz łapać się tak desperackich kroków, jak grożenie samobójstwem przy własnym synu?
     - Puszczaj... - chciał wyrwać mi ostrze, ale nie robił tego.
     - Tatusiu... - Junior zaczął płakać i doskonale go rozumiałam. Ja też płakałam. - Boje się...
     - Przepraszam... – przywódca feniksów kucnął, pogłaskał go po głowie i przytulił. - Naprawdę cię przepraszam...
     - Sin… - wtrąciłam się, zwracając na siebie jego uwagę. – Powiedzieć można wszystko, ale to czyny pokazują, czy słowa były szczere.
     - Ada - wziął głęboki oddech, podnosząc syna. - Nie będę zatrzymywał cię przy sobie na siłę. Masz racje... zachowuję się nieodpowiedzialnie. - Moje słowa nic nie znaczą... Dlatego nie będę już więcej mówił. – Mężczyzna podszedł do mnie i przytulił. Jego syn także i ten jeden gest wystarczył, żeby łzy popłynęły po moich policzkach.
     - Kocham was… - szepnęłam drżącym głosem. - …oboje. Proszę, nie rób więcej takich rzeczy…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Maj 06, 2017 10:08 pm



       Kamień spadł mi z serca kiedy Adanthir odwzajemniła uścisk. Wybaczyła mi moją głupotę i nieodpowiedni zachowanie. Czasami się zastanawiam jak to jest, że potrafię pokierować wioską, wymyślić taktykę obroną, przeprowadzić atak, przewodzić tym wszystkim ludziom a nie jestem w stanie rozumieć kobiet… byłem naprawdę beznadziejny pod tym względem.
       - Ada Kocham cię… - pocałowałem czubek jej głowy. – Kocham  Ciebie, Sina, Aldara i Lailah… Kocham naszą rodzinę… - przetarłem łzy z jej policzka, a następnie ze swojego. Słowa nie wyrażą tego co czuje, tego jak bardzo ich kocham. Byli dla mnie naprawdę wszystkim i bez wahania oddałbym za nich życie. Niestety czułem, że w sercu księżniczki nadal tkwiło ziarnko niepokoju. Mogła mówić co chciała ale wyczuwałem to. Dlatego zrobię wszystko… nawet wbrew sobie… aby rozwiać jej obawy. – Kocham cię… ale nie kłamałem mówiąc, że wybieram się do Sei… Nadal mam zamiar tam pójść… - wróciłem dłonią na jej policzek i delikatnie go pogłaskałem. – Chcę ci zapewnić bezpieczeństwo ale przede wszystkim stabilność, a nie osiągnę jej nie poświęcając tym siebie. Dlatego pójdę do Sei i poproszę ją aby pomogła przywrócić mi wspomnienia z naszego wspólnego życia… Chcę udowodnić nie tylko tobie ale również sobie, że moje uczucia względem Ciebie nie ulegną zmianie.
       - Nie puszczę cię samego… - przewidywałem taką odpowiedź ale i tak się uśmiechnąłem.
       - Jesteś pewna? – przytuliłem ją mocno. – Może nie skończyć się na trzymaniu za ręce… - poczułem jak księżniczka zesztywniała po moich słowach.
       - Tym bardziej nie puszczę cię samego… - postawiłem Sina ponownie na ziemi i złapałem oba policzki księżniczki. Włożyłem język w jej usta i namiętnie całowałem nie przejmując się obecnością syna. Pocałunek trwał kilka minut, bo nie mogłem się od niej oderwać. To jak bardzo była zazdrosna o mnie sprawiało, że kochałem ją jeszcze bardziej o ile w ogóle mogłem kochać ją mocniej niż teraz. Całowałbym Adę jeszcze dłużej, ale poczułem jak Sin łapie mnie za spodnie. Spojrzałem na syna, który był wyraźnie zawstydzony. Zaśmiałem się rozbawiony jego zachowaniem.
       - Powinniśmy chyba pierw położyć dzieci. – musnąłem znów jej wargi. – Chętnie zrobił coś jeszcze ale Sin ma chyba już dość pokazu. – Ada parsknęła śmiechem.
       - Bliźnięta dalej są u Sena. Powinniśmy po nie iść. – syn jedną rączką złapał mnie a drugą księżniczkę. Wyglądał na zadowolonego, że się pogodziliśmy. Serce mi się łamało kiedy przypominałem sobie jego załzawione oczy w domu dowódcy. Nigdy bym nie pomyślał, że polubi Adanthir aż do takiego stopnia… że kiedykolwiek zapomni i zaakceptuje kogoś innego niż Michelle na swoją matkę…
       - Szkoda… - Sen uśmiechnął się widząc nas razem. –  Miałem nadzieję, że w końcu zerwiecie i będę miał Adę całą dla siebie. – mrugnął do księżniczki.
       - Nie dla psa kiełbasa… - odpowiedziałem śmiejąc się. Dowódca podszedł i klepnął mnie po ramieniu szepcząc „Nie zjeb tego.” Księżniczka z uśmiechem podeszła do dzieci i objęła je czule. Maluchu od razu się ożywiły i pomachały radośnie na pożegnanie Senowi. O nie… tak nie będzie. Zagrodziłem drzwi wyjściowe.
       - Wolicie wujka Sena czy wujka Sina?
       - Uuuu ktoś tu jest zazdrosny. – dowódca zagwizdał i oparł się o ścianę.
       - Sin. – Ada upomniała mnie ale na jej twarzy gościł wielki uśmiech.
       - To bardzo ważne pytanie! – zaśmiałem się. – To ja wygrzebywałem piasek w włosów przez cały dzień.
       - I będziesz drugi - Lailah uśmiechnęła się niewinnie. Riposty to ma po mamusi…
       - Ktoś tu chcę wylądować w jeziorze… - przecierałem ręce patrząc na dziewczynkę.
       - Mama mnie schowa! – mocno objęła Adę.
       - Mamę też wrzucimy. – Sin podszedł do Sena i pociągnął go za spodnie.
       - Wujka też wrzucimy.
       - Sin zawsze byłem bardziej popularny niż ty. Pogódź się z tym. – uśmiechnął się zwycięsko.
       - Ada woli mnie od ciebie! – pokazałem mu język.
       - Mnie mówiła co innego… no popatrz. – Sen uśmiechał się chytrze. Spojrzałem na księżniczkę oczekując odpowiedzi.
       - Mnie w to nie wplątujcie. – wymigała się co nie do końca mi się spodobało. W takich momentach jak ten oczekiwałem od niej choć odrobiny wsparcia.
       - Dobra jak sobie chcecie. Sin idziemy. – udałem obrażonego i wyszedłem z domu.
       - Sin przestań obrażać się jak dziecko! – Ada dogoniła mnie wraz ze swoimi dziećmi. Odwróciłem się do niej i uśmiechnąłem szeroko. Pokazałem jej język i mrugnąłem dając do zrozumienia, że to ją łatwo oszukać jak dziecko. Księżniczka nadmuchała policzki, tupnęła ze złością i poszła do siebie. Nie mogłem powstrzymać śmiechu. Wyglądała tak strasznie uroczo.
       - Też cię kocham. – rzuciłem do jej pleców kiedy mnie wyprzedziła i coś mi się wydawało, że nadmuchane policzki zmieniły się w wielki uśmiech.
       Tym razem nie położyliśmy dzieci spać osobno. Wszystkie wylądowały w pokoju Ady i Lena. Nie chciałem zostawiać Sina samego, bo szczerze mówiąc nie wiedziałem ile potrwa to przywracanie wspomnień o ile w ogóle jest to możliwe. Len w międzyczasie zdążył wrócić więc nie musieliśmy się obawiać, że maluchy będą same. Wyszliśmy z pokoju na korytarz i wtedy zatrzymałem księżniczkę. Pocałowałem ją namiętnie przygwożdżając do ściany. Podwinąłem jej bluzkę tak aby cycki były na widoku i z warg przerzuciłem się na sutki. Pierw delikatnie je lizałem a następnie agresywnie ssałem i tak na zmianę.
       - To twoja kara, za nie poparcie mnie u Sena…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Maj 07, 2017 2:11 pm




     Jęknęłam, czując uderzenie w ścianę i ledwo złapałam oddech, zanim Sin nie zatkał moich ust swoimi w namiętnym pocałunku. Dreszcze przebiegły po moim ciele, kiedy pospiesznie podwinął bluzkę, którą miałam na sobie. Następnie mogłam już tylko mruczeć zadowolona z tego, co robił, dopóki nie przerwał.
     - W takim razie muszę częściej unikać odpowiedzi na takie pytania… - uśmiechnęłam się, odsuwając go od siebie i poprawiając bluzkę, aby zakryła to, czego odsłaniać nie powinna.
     - Kto powiedział, że zawsze będę cię karał kiedy nikt nie patrzy? – pocałował mnie, a ja znowu uniosłam kąciki swoich warg, kiedy skończył.
     - Mogę powiedzieć o tobie wiele… - zaczęłam, łapiąc go za bluzkę i przyciągając do siebie. - … ale nie to, że chcesz się mną dzielić publicznie… - mrugnęłam do niego okiem i musnęłam policzek. On się uśmiechnął i złapał mnie za rękę.
     - Idziemy? – kiwnęłam głową i podążyłam za nim bez słowa. Im bliżej celu byliśmy tym bardziej chciałam odwrócić się i odejść. Drżałam ze strachu, że jednak uczucia do mnie będą niczym w porównaniu z tymi, które dzielił z Sei. Ich związek rozwijał się setki lat, nasz nie miał nawet pół roku. Może byliśmy w sobie zakochani już wcześniej, ale dopiero niedawno bieg wydarzeń zbliżył nas ku sobie. Czy oni mieli te same problemy? Czy któreś z nich zostawiało to drugie, wiedząc że to go zrani, a jednak nie mogąc się inaczej zachować?
     Zatrzymałam się, bo nagle zdałam sobie sprawę, że było dokładnie tak samo. Byliśmy już w pokoju z boginią, ale to mi umknęło. Sei zostawiła wojownika, bo nie mogła znieść zabijania go. Ja go zostawiłam, bo myśl o tym, że mógłby być przeze mnie torturowany była przerażająca. Byłyśmy dokładnie takie same i dokładnie tak samo…
     - Sin, nie powinniśmy tego robić… - odezwałam się, kątem oka spoglądając na kobietę, która siedziała na łóżku i wpatrywała się w nas wielkimi oczami.
     - Ada... Jeżeli to dla ciebie zbyt ciężkie to proszę poczekaj na mnie na zewnątrz. – pogłaskał mnie po głowie, a je przeniosłam na niego swojego spojrzenie.
     - Nie o to chodzi… - podjęłam temat, kręcąc głową. – Jeśli sobie przypomnisz i wybierzesz mnie, zranisz Sei. Jeśli sobie przypomnisz i wybierzesz Sei, zranisz mnie… Żadna z nas na to nie zasługuje… - Przeniosłam wzrok na boginię.
     - Sin... o co chodzi? – dziewczyna nam przerwała, a ja spojrzałam na Sina. On miał jej wytłumaczyć czy ja?
     - Czy istnieje możliwość aby przywrócić moje wspomnienia? - zapytał wbrew moim prośbom, a ja westchnęłam zrezygnowana.
     - Istnieje, ale Sin... – kobieta złapała jego dłoń. - Nie potrzebujesz ich... - uśmiechnęła się. Mężczyzna spojrzał na mnie, ale ja nie byłam w stanie nic powiedzieć. Mogłam tylko odwrócić wzrok.
     - Potrzebuje... – przywódca feniksów usiadł na łóżku obok Sei. - Zwróć mi je.
     - Adanthir... proszę zabierz go stąd... – Chciałam, ale nie mogłam tego zrobić wbrew jego woli.
     - Sei proszę... - bogini pokręciła głową.
     - Sei, to jego decyzja, nie moja… - odpowiedziałam, chociaż pragnęłam go stąd na siłę zabrać.
     - Proszę... zrób to...
     - Adanthir musiałabym go pocałować... - nie patrzyła na Sina tylko ciągle na mnie.
     - Rób co musisz… Ja po prostu… - Przygryzłam wargę i odwróciłam się do nich tyłem. Nie chciałam na to patrzeć.
     - Ada. - mężczyzna wstał i mnie przytulił, ale ja nadal nie spoglądałam w ich stronę. – Sei, nie ma innego wyjścia?
     - Jest, ale... pocałunek wydaje się najmniej intymny...
     - PO PROSTU TO ZRÓB! – krzyknęłam wbrew sobie.
     - Nie. - Odwrócił mnie przodem do siebie. - Nie zrobię. Chodźmy... – Odetchnęłam z ulgą, ale miałam też wyrzuty sumienia.
     - Jesteś pewny? – Zapytałam.
     - Tak... - złapał mnie za rękę. – Się, nie przemęczaj się. Dobranoc.
     - Sin… - Zatrzymałam go i spojrzałam na dziewczynę. - … Zaczekaj na mnie na zewnątrz… Proszę. – Zrobił to praktycznie od razu, chociaż spodziewałam się protestów. Myliłam się i kiedy opuścił pomieszczenie usiadłam na łóżku obok bogini. Chwilę milczałam, zanim cokolwiek powiedziałam. – To co mu zrobiłaś… To było okropne. Zraniłaś go… i mnie też… - Westchnęłam zrezygnowana. – Doprowadziłaś do tego, że zakochałam się w mężczyźnie, który nigdy nie był mi przeznaczony…
     - Mnie również nie był... Byłam strażniczką a on grzesznikiem. Naszym przeznaczeniem było zabić siebie nawzajem... – Przerwała, po czym po chwili dodała dużo ciszej. - …a nie kochać...
     - Ciebie kochał przez setki lat, mimo że wasze przeznaczenie było inne. W tym cyklu ulokował we mnie uczucia, które były przeznaczone dla ciebie i czuję się jak zwykły zamiennik. Gdyby spotkał ciebie przede mną… nawet by na mnie nie spojrzał, ale Sei… - Podniosłam na nią swoje spojrzenie. - … rozumiem cię. Rozumiem, dlaczego zrobiłaś to, co zrobiłaś, bo ja zrobiłam dokładnie to samo… Wyznał mi uczucia już ponad cztery lata temu, ale w wiosce smoków… Wiedziałam, że gdybym nie zaakceptowała Raana i potajemnie widywała się z Sinem, Ojciec by go torturował, albo może nawet i zabił… Zostawiłam go i poszłam do Raana. Cztery lata z nim spędziłam, traktując go jak zamiennik Sina. Fakt, zakochałam się w nim, ale to nadal nie było tak silne uczucie, jak to, którym darzyłam Sina. Stąd wiem… - Przygryzłam wargę, podciągając nogi i siadając po turecku. - … że on cię kocha, nawet jeśli sam nie jest tego świadom. Byłam w podobnej sytuacji co on…
     - Przepraszam... – przytuliła mnie. - Przepraszam, że ci to wszystko opowiedziałam... ale byłaś jedyną osobą, którą mogłam uważać za przyjaciółkę... Niedługo zniknę i nie wiem czy odrodzę się po raz kolejny, ale Sin przynajmniej będzie bezpieczny...
     - Myślisz, że on kiedykolwiek chciał być bezpieczny? – Zapytałam, podnosząc drżące dłonie i oplatając nimi Sei. – Myślisz, że kiedykolwiek miał ci za złe to, że go zabijałaś? Cierpiał, ale jestem pewna, że gdybyś go nie zabijała, popełniałby samobójstwo tylko po to, żebyś ty nie cierpiała. To, co zrobiłaś… To zaprzeczenie wszystkiemu, czego on dla ciebie chciał. – Łzy popłynęły po moich policzkach, bo wiedziałam, że miałam rację.
     - Powiedział mi dokładnie to samo kiedy do mnie przyszedł. Byłam przerażona... - zaczęła płakać. - jego wzrok był pełen nienawiści... krzyczał... wrzeszczał... tak bardzo się bałam... Okłamywałam go i miał do tego prawo ale... nadal... – Mocniej objęłam dziewczynę, a ręką głaskałam jej plecy. Nie wiedziałam, co innego powinnam była zrobić.
     - Mylisz się… To nie była nienawiść. To był ból. Łączyła was silna więź, silniejsza niż kiedykolwiek będzie łączyła mnie i jego, a ty ją odrzuciłaś. Nawet jeśli zrobiłaś to, żeby go uratować, to Sin nadal widzi tylko bolesne rozstanie.
     - On umierał... jego świadomość się kończyła a ja... Musiałam żyć dalej bez niego... Moje serce krwawiło... Moja dusza była w strzępach... To nie było fair... on nie musiał tego przeżywać... wolałabym być na jego miejscu... martwa...
     - Wiem, uwierz mi, wiem… - Nie wiedziałam, co innego powinnam powiedzieć. Chciałam zerwać z Sinem z obawy o to, że kiedyś mnie zostawi i ucierpię na tym psychicznie. Sei była w dokładnie takiej samej sytuacji z tym, że u niej to nie były tylko obawy. Ona rzeczywiście to przeżywała i akurat tutaj nie mogłam powiedzieć, że ją rozumiałam, bo taki ból był dla mnie obcy. – Nie powiem, że w tym cię rozumiem. Nie przeżywałam tego, ale Sei… - Odsunęłam się od niej i zmusiłam do spojrzenia na mnie. Odruchowo przetarłam łzy z jej oczu. - … Nie torturuj samej siebie. Nie odcinaj się, nie unikaj kontaktu z innymi. Nawet jeśli… niedługo znikniesz, nie pozbawiaj się przyjemności życia. Nie poddawaj się tak łatwo, chociaż raz bądź egoistyczna i walcz o niego. Jeśli już masz zniknąć to niech Sin darzy cię wtedy innymi uczuciami, niż nienawiść, którą widziałaś w jego oczach… Może nie pamięta waszej przeszłości, ale czy to w takim razie nie daje ci szansy na zachowywanie się tak, jakbyś naprawdę tego chciała?
     - Ada... - pierwszy raz nazwała mnie w ten sposób. - Różnimy się od siebie... Moim największym szczęściem jest to kiedy Sin się uśmiecha... kiedy jest radosny... zdrowy... Jestem szczęśliwa kiedy on jest szczęśliwy... dlatego nie chcę zwracać mu wspomnień, ponieważ wiem... że wtedy jego szczęście zniknie...
     - Nie będę ukrywać, że nie chcę, aby sobie przypominał, bo się boję… - Podjęłam wątek, wzdychając. - … ale to jego wspomnienia. Powinnaś mu pozwolić samemu zadecydować o tym, czy ich powrót pozbawi go szczęścia.
     - On tu przyszedł dla ciebie... nie dla mnie... Gdyby chciał pamiętać poprosiłby mnie o nie za pierwszym razem... Tak jest lepiej Ada. Za kilka dni wasz ślub i będziemy się świetnie bawić dobrze? - uśmiechnęła się, a ja wypuściłam powietrze z płuc.
     - Sei… w tym problem… - Spojrzałam na nią smutno. – Nie jestem pewna czy będę mogła w pełni oddać się miłości pomiędzy mną i Sinem, wiedząc jak było i jak jest pomiędzy wami…
     - Jeżeli chcesz... mogę ci pokazać jak było... jak umierał... jak Michelle zabijała go moimi rękami...
     - Michelle? – Spojrzałam zaskoczona na kobietę. – To nie byłaś ty?
     -Oczywiście, że nie ja... Kochałam go... jak mogłabym go skrzywdzić?
     - W takim jest inna osoba, której powinnaś to pokazać. – Powiedziałam stanowczo i zacisnęłam palce na jej ramionach. – Nie pozwolę ci zniknąć, dopóki chociaż tego nie pokażesz Sinowi, czy ci się to podoba czy nie.
     - Ada przecież wiesz, że musiałabym go pocałować... albo zrobić nawet coś więcej... to jest dla mnie ciężkie a on nie potrzebuje tej wiedzy. Chcę ciebie i tylko ciebie... - uśmiechnęła się. - Widział jak zareagowałaś kiedy wspomniałam o pocałunku.
     - PRZESTAŃ GADAĆ GŁUPOTY! – Wrzasnęłam na nią podrywając się z miejsca. – POWINNAŚ SOBIE I JEMU DAĆ CHOCIAŻ TYLE! – ciągnęłam tak samo podniesionym głosem. – NIE POZWOLĘ WAM SIĘ ZE SOBĄ PRZESPAĆ I JEŚLI POCAŁUNEK NIE ZADZIAŁA TO TRUDNO, ALE CHOCIAŻ TYLE SOBIE DAJ! ZASŁUGUJESZ NA TO!
     - Co się stało? - zapytał zaniepokojony Sin, wchodząc do środka. Zapewne zwabiły go krzyki.
     - Adanthir powiedziała, że wychodzi i zostawia cię ze mną abym zwróciła twoja wspomnienia. - powiedziała Sei, a ja spojrzałam na nią zaskoczona. Czy ona właśnie mnie wyzywała? Chciała sprawdzić jak daleko się posunę? Czy mówiłam prawdę?
     - Będę z dziećmi – odezwałam się stanowczo i opuściłam pokój. Musiałam zaufać mężczyźnie. Musiałam uwierzyć w to, że się nie prześpi z Sei, że ona mi tego nie zrobi. Tylko dlatego wyszłam i pospiesznie skierowałam się do swojego pokoju. Kiedy tylko tam dotarłam spojrzałam smutno na całą trójkę i usiadłam na posłaniu, żeby obserwować jak śpią. To mogła być jedyna okazja, żeby przyglądać się całej trójce obok siebie i nie chciałam tego zmarnować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Maj 07, 2017 9:29 pm



       Wszystko działo się tak szybko, że nie zdążyłem zareagować. Ada wybiegła, a Sei złapała mnie za rękę powstrzymując przed ruszeniem za narzeczoną. O co w tym wszystkim chodziło? Przecież księżniczka nie chciała żebym odzyskiwał wspomnienia. Dlaczego nagle zmieniła zdanie i dlaczego zostawiła mnie samego z boginią? Czułem się… porzucony? Miałem mętlik w głowię… nie rozumiałem jej, zupełnie jej nie rozumiałem!
       - Sin… - Sei pociągnęła mnie w swoją stronę. – Usiądź proszę. – zrobiłem to mimo swoich obaw i ogólnego zamieszania. Nadal patrzyłem na drzwi, za którymi zniknęła Ada. Czy ona naprawdę chciała żebym całował się z kimś innym niż ona? Nie chciałem w to wierzyć… - Sin, spójrz na mnie. – dotknęła delikatnie mój policzek i przesunęła w swoją stronę. – Sin… - zbliżyła swoje wargi na co zareagowałem zerwaniem się z łóżka. Nie, nie, nie…
       - O co wam poszło? – zapytałem zdenerwowany. – Dlaczego nagle obie chcecie zwrócić mi pamięć!?
       - Sin… - Sei wstała ale zakręciło się jej w głowie i od razu poleciała na ścianę. Złapałem ją zanim w nią uderzyła i posadziłem z powrotem na łóżku. – Dziękuję. – uśmiechnęła się.
       - Musisz na siebie uważać. Ostatnio mocno się przemęczyłaś. – usiadłem obok niej.
       - Martwisz się o mnie?
       - Oczywiście… musisz nawet pytać?
       - Powinieneś przestać w takim razie. – położyła mi dłoń na kolanie, a ja rozszerzyłem oczy ze zdziwienia. Co ona… ? – Inaczej źle to odbiorę… - sunęła nią wzdłuż uda patrząc prosto w moje oczy. – Sin chcesz poznać prawdę? Chcesz zagwarantować Adzie, że nadal będziesz ją kochał? – przełknąłem głośno ślinę, bo szczerze nie wiedziałem już czego chcę. – Pocałunek nie zadziała… - wstrzymałem oddech kiedy zaczęła odpinać pasek moich spodni. Nie mogłem uwierzyć, że była zdolna do czegoś takiego… Zawsze uśmiechnięta, delikatna, radosna, troskliwa i opiekuńcza a teraz proponowała mi… zdradę… ? Nie… ona nie byłaby do tego zdolna… prawda…?
       - Sei… ? – spojrzałem na nią przerażony kiedy opięła guzik moich spodni i zaczęła delikatnie wsuwać dłoń do środka.
       - Kocham cię Sin… powinieneś być mój… nie jej… - musnęła palcami moją męskość i wtedy ją powstrzymałem. Widziałem wszystko jak przez mgłę, bo łzy wypełniły całe oczy.
       - Przestań… Dlaczego to robisz…? Dlaczego na siłę próbujesz sprawić żebym cię znienawidził…? Dlaczego Sei? Myślisz, że jestem głupi? Myślisz, że nie widzę smutku w twoich oczach? To nie jesteś ty… ty nigdy byś tego nie zrobiła… więc dlaczego…?
       - Ada… - zaczęła cicho szlochać. – Ona… - przyłożyła dłoń do ust i zaniosła się łzami. Przysunąłem się bliżej przytulając boginie. Wiedziałem, że jej zachowanie ma coś wspólnego z rozmową pomiędzy nią a księżniczką. Nie wiedziałem tylko o co chodzi. Dlaczego Sei posunęła się do aż tak desperackich kroków. – Powiedziała… że… - ledwo była w stanie mówić. Łkała tak mocno, że całym jej ciałem wstrząsały dreszcze. – Widzi… że jest coś… pomiędzy… nami… że… nie wie… czy…będzie… w stanie to… zaakceptować… - wyrzucała z siebie poszczególne słowa głośno płacząc. Głaskałem ja delikatnie po plecach. Chciałem żeby się uspokoiła, bo serce mi się krajało kiedy widziałem ją w takim stanie. Wydawała się być teraz tak krucha… tak delikatna, że każde najmniejsze wstrząśniecie mogłoby ją rozbić całkowicie. – Dlatego… chciałam… zrobić coś… czego nigdy byś… mi… nie  wybaczył… żeby zniszczyć… nasze… relacje… żeby Ada… nie miała… wątpliwości… - jej twarz leżała na moich kolanach. Sam ledwo powstrzymywałem łzy słysząc jej wyjaśnienia. Znowu chciała to zrobić. Znowu chciała się poświęcić dla mojego dobra.
       - Sei… już dobrze… - położyłem boginie na łóżku i spocząłem obok niej przytulając delikatnie. – Zostanę tu dopóki nie zaśniesz… nie płacz już proszę… - nie trwało to długo nim zasnęła. Odsunąłem się po cichu i nakryłem ją kołdrą. Nie pozwolę się jej znowu poświęcać… Zasługuje na lepsze życie niż to. Może i nie mogę odwzajemnić jej uczuć ale postaram się aby nie musiała spędzić reszty swoich dni w tych czterech ścianach. Nie chcę aby umarła w samotności… chcę aby spędziła je uśmiechając się do mnie i do innych. Chcę żeby była szczęśliwa.
       Wróciłem do domu po krótkim spacerze. Musiałem ochłonąć po tym co się stało. Zapukałem cicho do drzwi mają nadzieję, że Ada nie śpi. Księżniczka uchyliła lekko drzwi i tylko przez nie wyjrzała.
       - Wyjdź proszę. – nie chciałem rozmawiać w środku aby nie obudzić Lena i dzieci. Zrobiła to o co prosiłem więc złapałem ją za dłonie i splotłem nasze palce. – Dlaczego nagle zmieniłaś zdanie i chciałaś abym poznał przeszłość?
       - Nie powiedziała ci, prawda?
       - A co miała mi powiedzieć?
       - Zadziałało? – westchnąłem.
       - Odpowiedz pierw na moje pytanie.
       - Te dwie rzeczy... Odpowiedź na twoje pytanie i wspomnienia są powiązane. Czy zadziałało?
       - Nie. – tym razem to Ada westchnęła.
       - To nie Sei cię zabijała tylko Michelle. – nie zdziwiło mnie to ani trochę. Od razu się domyśliłem po usłyszeniu całej historii. Sei nie potrafiłaby zabić zwierzęcia a co dopiero mężczyznę, którego kochała ponad wszystko.
       - Co związku z tym?
       - Chciałam jej coś dać. Czuję się winna temu, że ona teraz tak bardzo cierpi.
       - Ada... przez to co jej powiedziałaś ona próbowała... zmusić mnie do zdrady... sprawić abym ją znienawidził... Chciała całkowicie zniszczyć nasze relacje… - puściłem jej dłonie. – Nie obwiniam cię, bo wiem, że chciałaś dla niej dobrze ale to ją zniszczyło… była przerażona kiedy powiedziałaś, że możesz nie zaakceptować naszych obecnych relacji. Płakała… zostałem z nią dopóki nie zasnęła i wróciłem. Do niczego nie doszło. – uśmiechnąłem się delikatnie i pocałowałem Adę w czoło. – Kocham cię. Dokończymy te rozmowę jutro dobrze? Musze przemyśleć kilka kwestii i omówić je z tobą jutro. Chodźmy spać. – objąłem księżniczkę ramieniem i znikliśmy za drzwiami jej pokoju.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Maj 08, 2017 4:16 pm




           Słuchałam jego słów, ale docierały do mnie głównie te negatywne. Słyszałam tylko to, że zniszczyłam Się, że chciała zmusić Sina do zdrady wbrew samej sobie i tylko po to, żebym nie miała obaw czy wątpliwości. Cały czas na siebie samą brała cały ból, ale to wcale nie znaczyło, że ja go nie czułam obserwując co się z nią działo.
     Z jednej strony mi ulżyło, że do niczego nie doszło. Nie miałam powodów, żeby temu nie wierzyć. Z drugiej strony poczułam się jak potwór. Chciałam jej coś dać, ale już nie wiedziałam w jaki sposób miałam to zrobić. Zamiast jej pomóc, zraniłam ją, skrzywdziłam, a wcale nie chciałam, żeby tak wyszło. Już nie miałam pojęcia jak powinnam się za to zabrać. Ta kobieta… Kochała Sina, ale nie chciała, żeby odwzajemnił te uczucia. Czego więc chciała? Jak mogłam ją wesprzeć, nie czując się przy tym jak zdrajczyni?
     - Jasne… - odpowiedziałam, podążając za mężczyzną. Zamknęłam za nami drzwi i ułożyłam się na łóżku, chowając w jego ramionach. Niestety, o ile on zasnął, ja nie mogłam. Byłam zmęczona, ale sen nie nadchodził i mogłam jedynie leżeć. Cały czas rozmyślałam o tym, co mogłabym dla niej zrobić. Czułam się jak czarny charakter. Ona teraz nie musiała go zabijać, a jednak nie mogła z nim być. Kochała go i on ją też na pewno, ale nie mogli dać temu ujścia. Niezależnie od tego jak się potoczy ten scenariusz któraś z nas ucierpi. Ja, kiedy on pójdzie do bogini, a ona, kiedy zostanie ze mną. Nie było wyjścia, w którym obie wyszłybyśmy z tego szczęśliwe. A może i było? Tylko nie potrafiłam go dostrzec?
     Westchnęłam zrezygnowana i położyłam swoją dłoń na tej, którą Sin mnie obejmował. Oplatał moją talię ramionami i równomiernie oddychał, co znaczyło, że spał. Zazdrościłam mu tego, bo sama potrzebowałam odpoczynku, którego nie mogłam dostać. Udało mi się zasnąć dopiero nad ranem. Było już chyba widno, bo ciemność nie uderzała w moje oczy. Zamknęłam je i po chwili spałam, zapewne wykończona wszystkimi wydarzeniami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Maj 08, 2017 7:55 pm



       Nie mogłem powiedzieć, że się wyspałem. Obudziłem się ze strasznym bólem głowy i miałem wyrzuty sumienia. Zostawiłem Sei samą mimo, że potrzebowała mojego wsparcia, ponieważ bałem się… Bałem się, że Adanthir źle to zrozumie a już naprawdę byłem zmęczony ciągłym zapewnianiem jej o moich uczuciach.
       Wstałem pierwszy pozwalając księżniczce jeszcze trochę pospać. Dziś nie obudził mnie śpiew ptaków czy promienie słońca tylko lęk… strach przed tym co będzie i czy to co chcę zrobić zostanie odpowiednio odebrane. Wyjrzałem przez okno i ujrzałem ciemne chmury. Zbliżał się ten jeden dzień w miesiącu kiedy zamiast upalnego słońca matka natura obdarowuje nas deszczem. Idealna pogoda na dzisiejszą rozmowę…
       - Sin…? – spojrzałem w stronę blondyna, który właśnie podnosił się z łóżka.
       - Dzień dobry. – skinął mi głową i wstał. Chyba po raz pierwszy widziałem Lena bez koszulki i coś dziwnego przykuło moją uwagę. – Len, co to za znak? – wskazałem na jego plecy. Chłopak momentalnie się speszył i zarzucił na siebie bluzkę.
       - Nic takiego… Co z Sei? – zmienił temat, ale nie dałem się zmylić. Widziałem już coś podobnego… na plecach Seiryuu.
       - Len nie zostałeś naznaczony prawda? Więc co to za symbol. – podszedłem do niego bliżej. Chłopak nie odwrócił wzorku jak to miał w zwyczaju tylko wpatrywał się we mnie pewnie. Ostatnio zachowywał się inaczej niż zwykle i nie wiedziałem jak to rozumieć. Stał się dominujący i stanowczy, co w ogóle do niego nie pasowało.
       - Zajmij się swoimi sprawami Sin. – otworzyłem szeroko usta słysząc tę odpowiedź. Co się z nim działo? Ubrał spodnie i przypiął broń do pasa. Wyglądał inaczej. Mężniej. – Na razie. – wyszedł zamykając cicho drzwi. Nadal byłem w szoku, bo nigdy nie spodziewałbym się po nim takiej riposty. Okres buntu w takim wieku? To już chyba trochę za późno.
       Usiadłem na łóżku obok Ady. Powinienem pójść w ślady Lena i narzucić na siebie jakąś koszule ale nie miałem siły. Przyglądałem się śpiącym dzieciom zazdroszcząc im niewinności i niewiedzy. Świat bez wielu problemów i trosk… bardzo bym pragnął do takiego wrócić. Ułożyłem się na powrót obok księżniczki wpatrując się w jej śpiącą twarz. Przyłożyłem dłoń do jej policzka i delikatnie go głaskałem. Ten gest sprawił, że moja piękna otworzyła oczy i uśmiechnęła się do mnie. Zrobiłem to samo przysuwając się bliżej aby pocałować ją w usta.
       - Kocham cię. – rzuciłem na powitanie.
       - Ja ciebie też kocham. – ucieszy mnie te słowa bardziej niż zwykle. Wczorajszy dzień był ciężki i nigdy nie chciałbym więcej przez to przechodzić.
       - Ada chciałbym sprostować kilka spraw… możemy porozmawiać? – widziałem, że moje słowa ją zaniepokoiły ale nie miałem wyjścia. Musiałem być ze sobą szczery i miałem nadzieję, że księżniczka zaakceptuje to.
       - Jasne… - odpowiedziała niepewnie.
       - Nie chciałem tego przyznawać ale Seiryuu jest dla mnie ważna… Zawsze była tylko nie rozumiałem dlaczego… Wczorajszy dzień był pełen emocji i nie potrafiłem racjonalnie podjąć odpowiedniej decyzji. Dziś natomiast już wiem co powinienem był zrobić a nie zrobiłem wczoraj. Kocham Sei inną miłością niż darze ciebie, ale nadal ją kocham. Jest moją przyjaciółką i nie wytrzymam więcej jej łez dlatego postanowiłem zrobić coś co ją uszczęśliwi.
       - Co masz na myśli? – Ada wyglądała na zmieszaną.
       - Chcę żeby się uśmiechała, żeby była radosna jak wcześniej dlatego postanowiłem spędzić z nią trochę czasu. Lubiła bawić się z Sinem i innymi dziećmi ale teraz nie może nawet wstać sama z łóżka. Siedzi samotna w zamknięciu przez cały dzień… teraz kiedy Eril jest z Ledociem nie ma nawet z kim porozmawiać…
       - Też tego chcę... – Kamień spadł mi z serca. Bałem się, że Adanthir źle mnie zrozumie. Ostatnio często się kłóciliśmy przez moje nieodpowiedzialne zachowanie i cieszyłem się, że akurat w tej kwestii nie powstały żadne nieporozumienia.
       - Sei nie chcę abym zapamiętał ją taką jaka była w przeszłości… ona chcę żebym zapamiętał ją taką jaka jest teraz… dlatego zrobię wszystko w mojej mocy aby ją uszczęśliwić… pomożesz mi?
       - Chciałabym pomóc, ale nie wiem jak. – uśmiechnąłem się i jeszcze raz przejechałem palcem po jej policzku.
       - Nie jestem ekspertem jeżeli chodzi o kobiety… ale wydaje mi się, że Sei teraz najbardziej potrzebuje przyjaciółki. – przygryzła wargę i spuściła wzrok.
       - Nie jestem pewna czy jestem odpowiednią osobą do tej roli… - zbliżyłem się na tyle aby zetknąć nasze czoła.
       - Jesteś jedyną osobą, której się zwierzyła. Nie ma lepszej kandydatki.
       - Do tej pory jedynie doprowadzałam ją na skraj rozpaczy.
       - Mówiłaś wczoraj, że „chciałaś jej coś dać, bo widzisz jak bardzo cierpi”. Przestań chcieć Ada… ona niczego nie potrzebuje od ciebie poza tym, że po prostu będziesz. Kiedy odeszłaś do Raana byłem w strzępach… nie potrafiłem sobie z tym poradzić. Robiłem i wygadywałem głupoty raniąc tym wszystkich dookoła… Sei nie próbowała mnie pocieszyć ani niczego dawać… po prostu była i dzięki temu wyszedłem na prostą. Ona potrzebuje tego samego ale nie ode mnie…
       - Mogę spróbować, ale nie wiem czy coś z tego wyjdzie...
       - Zaufaj mi… Rozmawiaj z nią o babskich sprawach. O ślubie, sukienkach, fryzurach… jestem pewny, że to ją ucieszy. – pokiwała głową. – O i zapomniałbym o najważniejszym. – Podniosłem się do siadu. – Zapytaj jak ma na imię. – Ada podniosła głowę do góry zaskoczona.
       - Słucham? – zaśmiałem się.
       - Chyba nie sądziłaś, że skrót od „Seiryuu” to jej prawdziwe imię? – zrobiła się cała czerwona ze wstydu i wtedy parsknąłem śmiechem. – Naprawdę Ada? – śmiałem się. – Jesteś czasami tak naiwnie urocza.
       - Dobrze wiedzieć, że moje zażenowanie sprawia ci radość... – nachyliłem się i pocałowałem ją w usta.
       - Ogromną radość. – uśmiechnąłem się i wstałem z łózka rozciągając mięśnie.
       - Pff… - prychnęła i narzuciła kołdrę na głowę na co znów uśmiechnąłem się szeroko.
       - Chodź do mnie. – złapałem ją i przyciągnąłem do siebie sprawiając, że kołdra upadła na podłogę. Ada zaśmiała się beztrosko. Objąłem moją piękną narzeczoną w tali i pocałowałem czule.
       - Znowu to robią… - powiedział Sin.
       - Bleh… - dodała Lailah. Spojrzałem na dzieciaki, które musiały wcześniej udawać, że śpią i podsłuchiwać naszą rozmowę. Małe spryciarze. Księżniczka parsknęła śmiechem słysząc ich reakcje.
       - Dzieci się nam gorszą. – uśmiechnąłem się.
       - Chyba oboje zasługujemy na karę za to. – mrugnęła do mnie.
       - Gorzej już chyba nie będzie prawda? – znów złączyłem nasze wargi tym razem w bardziej namiętnym pocałunku. Ada również włączyła się w nauczkę dla podsłuchiwaczy i ochoczo odwzajemniała pocałunki. Dzieci nie były tym zadowolone, bo zaczęły rzucać w nas poduszkami. W końcu księżniczka dostała jedną w twarz i odsunęła się ode mnie jak poparzona. Chwyciła za poduszkę.
       - Tak pogrywacie? – jak lwica zaczęła cisnąć w maluchy a one nie zostawały dłużne. Włączyłem się w bitwę i po chwili cały pokój był w pierzu.
       - Zastanawia mnie kto to posprząta…
       - Ja mam ważne zadanie do wykonania – wymigała się podbiegając do drzwi, aby uniknąć sprzątania pokoju.
       - No ja mieszkam obok... - wyszczerzyłem zęby w pięknym uśmiechu.
       - Oh, doprawdy? - zapytała zaczepnie. Podeszła do mnie z  gracją trzymając poduszkę w ręku i cisnęła mi ją w twarz. Usiadłem po turecku na podłodze i skrzyżowałem ręce na piersi.
       - Nadal mieszkam obok. – pokazałem jej język na co Ada uśmiechnęła się tak jakby coś kombinowała. Nie podobało mi się to, że cofa się do tyłu, bo spojrzała na dzieci w bardzo wymowny sposób.
       - Chyba nadal jesteście mu coś winni… - kiwała głową w moją stronę zapraszającym gestem. Oho… Dokładnie w tym samym momencie Sin na mnie skoczył a Lailah i Aldar rzucili mi kołdrę na twarz. Czułem jak ich małe paluszki szczypią mnie w brzuch i ramiona.
       - Moja krew... - skomentowała z dumnym uśmiechem. Jedna ze strażniczek słysząc hałas weszła do środka. Chyba nie tego się spodziewała, bo jej mina mówiła „przepraszam za kłopot”. Zerwałem się z miejsca zrzucając z siebie dzieci i pobiegłem w stronę dziewczyny. Schowałem się za jej plecami i wepchnąłem ją do środka.
       - Wybacz… kogoś trzeba złożyć w ofierze. – wybiegłem na korytarz słysząc stukot hordy małych nóżek biegnących za mną. Adanthir nie wytrzymała już ze śmiechu i leżała na podłodze. Wybiegłem z budynku mając za sobą sznur małych demonów. Ruszyłem w stronę jeziora słysząc głośne „nie dajcie mu dobiec do wody!”. Niestety maluchy… mam dłuższe nogi niż wy. Stanąłem na krawędzi jeziora i chytrze się uśmiechnąłem.  – No dalej! Który odważny? – Sin spojrzał się na Aldara, a Aldar na Sina. Pobiegli na mnie we dwoje ale nie ich atak został udaremniony. I jeden i drugi tkwili po moimi pachami machając energicznie rączkami aby się wyrwać. – Nie ma mowy!
       - Oszust!! – krzyczał Aldar. Wpatrywałem się w ostatnią różowowłosą ofiarę, które właśnie myślała nad planem działania. Widziałem błysk w jej oku i mała zaniosła się płaczem. Próbowała mnie tym zwabić? O nie… nie wpadnę w tak oczywistą pułapkę. Jej płacz był coraz głośniejszy i głośniejszy aż w końcu mieszkańcy zaczęli przyglądać się naszemu pokazowi.
       – Ty mała manipulantko… - dziewczynka przestała swój wymuszony płacz i naburmuszyła się.
       - Pójdę do wujka Sena! Jest fajniejszy! – to był cios poniżej masa. Pierw manipuluje a teraz wymusza. Pomyśleć, że ma dopiero trzy lata… to będzie potwór jako nastolatka… Podszedłem do niej nadal trzymając dwóch urwisów pod pachami. Kucnąłem i uśmiechnąłem się do dziewczynki.
       - Wolisz wujka Sena? – zapytałem smutno. Lailah była obrażona ale widząc moją minę chyba dostała lekkich wyrzutów sumienia. – Przykro mi. – dodałem, a dziewczynka spuściła wzrok.
       - Lubię też wujka Sina… - dodała zawstydzona bawiąc się materiałem sukienki. Uśmiechnąłem się, a ona zerkała na mnie niepewnie. Wstałem i podszedłem nad krawędź jeziora. Stałem do niej tyłem dając jej szanse na wepchnięcie mnie do wody. Usłyszałem cichy bieg i poczułem jak ktoś popycha… moje plecy… Głośny chlust i cała nasza trójka była mokra. Wynurzyłem się z chłopakami obserwując zadowolone twarze kobiet. Ada i Lailah przybiły sobie piątkę.
       - Solidarność kobiet? – zapytałem z uśmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 09, 2017 4:17 pm




     - Dziewczyny muszą się trzymać razem – skomentowałam, spoglądając na Sina. – Zwłaszcza, że jest nas mniej… - puściłam mu oczko, mając na myśli to, że w naszej przyszłej rodzinie będzie trójka facetów przeciw dwóm kobietom… Oj, trzeba będzie się postarać o pozycję matki, wzbudzającej niepokój, kiedy wpadną w kłopoty, albo coś przeskrobią. Już od dziecka trzeba ich tego uczyć…
     - Jeśli pozwolisz, to zabiorę dzieci do pokoju… Nadal są pidżamach, ja z resztą też… - stwierdziłam, podchodząc bliżej brzegu jeziora i wyciągając ręce po chłopaków.
     - Hmmm ale tu tak przyjemnie... nie chcesz dołączyć?
     - Niezbyt, a oni złapią jakieś choróbsko jak tak ciągle będziesz ich wrzucał do zimnej wody.
     - Nic im nie będzie. Mają silne ciała po rodzicach. - Wyrzucił ich na brzeg i sam wyszedł. Nie powiedziałabym, że Aldar czy Lailah mogliby odziedziczyć po mnie silne ciało. Nie było. Wychowywałam się w pałacu i starali się nie narażać mnie na ryzyko złapania jakiejś choroby. Obawiałam się o ich zdrowie, ale z Juniorem była zupełnie inna sytuacja.
     - Weź Juniora i go przebierz, ja zgarnę bliźnięta – uśmiechnęłam się do mężczyzny, by następnie pospiesznie udać się do pokoju i zmienić ubranie Aldarowi. Lailah zajęłam się po nim, bo ona nie była narażona na kąpiel. Sama się ubrałam na końcu i zabrałam dzieci do sypialni Sina. Zapukałam, ale weszłam zanim usłyszałam odpowiedź i podeszłam do wojownika.
     - Mam zamiar iść do Sei. Zostawiam ich pod twoją opieką… - uśmiechnęłam się, pocałowałam go i kucnęłam przy dzieciach. – Nie wykończcie go za bardzo – mrugnęłam do nich, pocałowałam oboje w czubek głowy i ruszyłam do miejsca, gdzie powinnam znaleźć boginię. Nie miałam pojęcia jak w ogóle zacząć rozmowę z nią. To wcale nie było łatwiejsze, mimo że już dwa razy zyskałyśmy porozumienie.
     Stanęłam przed drzwiami i wzięłam kilka głębokich oddechów. Niepewnie zapukałam i weszłam do środka, gdzie Sei odruchowo chciała się podnieść.
    - Nie rób tego… - powiedziałam, po czym rozejrzałam się po pomieszczeniu. Znalazłam jakieś krzesło i przystawiłam je sobie do łóżka, nie chcąc zajmować jej przestrzeni. – Chciałam z tobą porozmawiać… - Zaczęłam niepewnie i spojrzałam na nią, czekając na reakcję. Jeśli mnie wygoni to trudno.
     - Jesteś zła...? – Spojrzałam na nią zaskoczona i westchnęłam zrezygnowana.
     - Nie, czuję się winna… Ja tak naprawdę chcę ci pomóc, ale w ogóle nie wiem jak się za to zabrać. Nie znoszę tego, co się z tobą dzieje, nie znoszę twojego cierpienia.
     - Ada to nie twoja wina tylko moja. To ja nie potrafię stawić mu czoła. – Dziewczyna przysunęła się bliżej mnie, a ja przeniosłam na nią swój wzrok. - Ale dziękuję. - Uśmiechnęła się. - To miło, że się o mnie martwisz.
     - Ale zmuszając cię do czegoś, czego nie chciałaś, tylko cię zraniłam. Sei, proszę, powiedz mi jak mam ci pomóc, jak mam sprawić, żebyś przestała tak cierpieć.
    - Hmmm - przyłożyła palec do podbródka. - Nie wiem... poróbmy coś?
     - Zanim mi powiesz co, powiedz mi jedną rzecz. Sei to twoje imię? – Zaśmiała się i zabrzmiało to tak szczerze, że poczułam ulgę. Zupełnie tak, jakby zszedł ze mnie jakiś ciężar. Może obawa, że nic nie zdziałam, że jej nie pomogę, nieważne jak bardzo będę się starała?
     - Jak w takim razie masz na imię? – Zapytałam, rozluźniając się. – Tylko jeśli mi powiesz, że Michelle to daję słowo, że wyjdę z pokoju… - Uśmiechnęłam się, mimo że treść mogła tego nie sugerować.
     - Nie jest aż tak źle. - Parsknęła śmiechem. - Mam na imię Seia. - Nadal nie mogę uwierzyć, że skrót od mojego imienia i od nazwy bóstwa, którym jestem jest taki sam. Zabawny zbieg okoliczności.
     - To zdecydowanie brzmi lepiej niż Sei. – Uniosłam kąciki swoich warg, po czym wpadłam na pewien pomysł. – W takim razie, Seia, miło mi cię poznać. Jestem Adanthir Ifrith Hesja del Ancram. – To był pierwszy raz, kiedy użyłam pełnego imienia i nazwiska, jakie nadano mi przy narodzeniu od czterech lat. Ani Sin, ani Raan, ani nikt inny go nie znał i uznałam, że może to jakoś nas do siebie zbliży, skoro ja byłam jedyną osobą, której się zwierzyła.
     - Przepraszam Ada ale... nie ma możliwości abym to zapamiętała. - zaśmiała się. - Trochę za skomplikowane. Zgubiłam się w połowie.
     - Już zapomniałam jakim cudownym uczuciem jest oglądanie zmieszania każdej osoby, której się przedstawiam pełnym mianem – mrugnęłam do niej, ściskając jej dłoń.
     - Miło mi cię poznać. – Miałam wrażenie, że atmosfera pomiędzy nami się jakoś rozluźniła.
     - Skoro już formalności za nami, to na co masz ochotę?
     - Musisz mi powiedzieć. - złapała obie moje dłonie, mówiąc tak entuzjastycznie, że trochę się zmieszałam. - Jak to możliwe, że szaleńczo zakochana w Sinie Eril nagle jest z Ledociem? Ona nic mi nie chce powiedzieć!
     - Powiedzmy, że mam w tym swój udział… - Zaczęłam niepewnie, starając się wybrać co powinnam jej zdradzić. – Powiedziałam jej, żeby nie marnowała okazji, którą ma, bo później pożałuje, tak jak to było ze mną… - Przerwałam, nie dokańczając o co mi dokładniej chodziło. – Neraida też to popchnęła, rzucając się na niego zaraz po ratunku. Pierwszy raz widziałam kobietę, która ledwo uniknęła gwałtu, a która zaraz po wstaniu z ziemi całuje mężczyznę, który ją uratował… Zapewne też impulsem było jej pytanie czy może spać z Ledociem, kiedy dołączyła do naszej podróży. A to wszystko działo się w przeciągu kilku minut.
     - Tak się cieszę! Ledoc już od dawno próbował ale Eril była nieprzekonana.  - Złożyła ręce wniebowzięta. - Oni wyglądają tak uroczo... nie sądzisz?
     - Sądzę i zazdroszczę im tej… niewinności w związku? Świeżości? Nie wiem jak to nazwać…
     - Wydaje mi się, że również to mieliście z Sinem na początku. I byłaś BARDZO zazdrosna o Michelle. – Uśmiechnęła się chytrze, a ja spuściłam wzrok, czerwieniąc się na twarzy. Nie byłam… NADAL jestem.
     - Mieliśmy w trakcie podróży… Potem to zniszczyłam. – Westchnęłam zrezygnowana.
     - Według mnie nadal jesteście słodcy... i to wcale nie tak, że słychać was w nocy czy coś... - Zakryła usta dłonią aby ukryć uśmiech. Nie wiedziałam, że się da, ale moja twarz zaczęła jeszcze bardziej płonąć. Domyślanie się, że nas słychać to jedno, ale usłyszenie tego od osoby trzeciej… To już była zupełnie inna bajka.
     - Taaa… - Skomentowałam, uciekając wzrokiem na boki. – Może nadal jesteśmy, ale w inny sposób. Eril i Ledocowi zazdroszczę tego, że oni mogą się sobie nawzajem oddać w pełni. Nie mają na barkach innych obowiązków jak na przykład dzieci czy wioska do prowadzenia. Są tylko oni dwoje. Nie to, że bliźnięta mnie męczą, albo że nie chcę być przywódcą. Kocham obie te role, ale czasami mi brakuje tej… może trochę egoistycznej, ale samotności z Sinem.
     - Biorąc pod uwagę intensywność ich związku wkrótce i oni otrzymają nowe obowiązki. - uśmiechnęła się, a ja parsknęłam śmiechem. Możliwe, że miała rację. - Ada... nie chcę się wtrącać w twoje sprawy ale... - bawiła się palcami. - Może chciałabyś abym pomogła ci ze ślubem...? - uśmiechnęła się niepewnie.
     - Sama się jeszcze za to nie wzięłam, więc na pewno pomoc się przyda.
     - Może zbierzemy dziewczyny i wymyślimy coś razem? - Jej oczy błyszczały z podekscytowania. Zadziwiło mnie to, bo bardziej bym powiedziała, że będzie cierpiała, myśląc o moim ślubie z mężczyzną, którego i ona kochała. - Mam sporo pomysłów! Będzie pięknie i romantycznie!
     - Uważaj, bo patrząc na twój entuzjazm, to z lenistwa wszystko zrzucę na twoją głową. – Pokazałam jej język.
     - Wtedy przyszykuje ci tak skąpą sukienkę, że pożałujesz swojego lenistwa. - wyszczerzyła zęby, a ja wzdrygnęłam się, bo wiedziałam, że nie żartowała.
     - To od czego zaczniemy? – Zapytałam niemal od razu.
     - Od wyboru dnia? Wydaje mi się, że ślub wieczorem będzie bardziej romantyczny... co ty na to?
     - Od razu przy pełni księżyca – rzuciłam pół-żartem.
     - To za trzy dni...
     - Ja żartowałam… - spojrzałam na nią wielkimi oczami, a ona przyłożyła mi  palec do ust.
     - Nie, nie, nie! To świetny pomysł! Zapalimy świeczki w całej wiosce!
     - Seia! – spróbowałam jej to wybić z głowy, ale już się za bardzo nakręciła. – W trzy dni nie da się zorganizować całego ślubu! – Próbowałam to sobie wyobrazić, ale to było niemal niemożliwe.
     - Siedzę tu sama całymi dniami. To zajmie mi jedną noc. – Klasnęła w dłonie, a ja przełknęłam ślinę, bo wcale nie wątpiłam w to, że jej się uda.
     - Dobry boże… W co ja się wpakowałam?
     - Nie chcesz? – Zapytała smutno. Trochę jak bliźnięta, kiedy zabierałam im zabawki, Od razu poczułam wyrzuty sumienia.
     - Oczywiście, że chcę! – Zareagowałam od razu. – Ale trzy dni… To mnie trochę przytłacza. Już zaczynam się przez to stresować. – Trzy dni… To było tak szybko, że nawet nie zdążę się do tego psychicznie przygotować.
     - Ledira i Eril na pewno pomogą wybrać sukienkę… - Seia wyglądała tak, jakby była dzieckiem, które dostało nową zabawkę i od razu chciało się nią zająć. Ucieszyło mnie to. – Może nawet Neraida pomoże! Nie denerwuj się, Sin będzie zachwycony!
     - Właśnie zaczęłam jeszcze bardziej…
     - Spokojnie, znam jego gust. Wiem, co mu się podoba – Z szerokim uśmiechem nachyliła się nad moim uchem. – Im mniej na sobie tym lepiej… - Oddaliła się. - … prawda? – Poczułam jak moje policzki pieką. Jednocześnie zakuło mnie w sercu na samą myśl, skąd ona zna jego gust. To było idiotyczne. Byłam zazdrosna o coś, co miało miejsca w zupełnie innym życiu.
     - Najlepiej to, jakbym wiecznie chodziła nago…
     - Właśnie nie, kochana… Trzeba działać na zmysły. – Mrugnęła do mnie.
     - U niego nie jest z tym trudno…
     - Wiem, ale nie można mu dawać wszystkiego na tacy. – Uśmiechnęła się, ale już mniej radośnie. – Sin lubi walczyć, więc nie pozbawiajmy go tego. – Wyglądała na nieobecną, jakby przypomniała sobie coś z przeszłości. Mimowolnie przygryzłam wargę, odwracając wzrok. Nadal mi było z tym ciężko.
     - Seia? – Zapytałam niepewnie, zastanawiając się nad tym czy nie powinnam teraz wyjść.
     - Przepraszam. Zamyśliłam się. Wieczorem zbierzemy dziewczyny i wybierzemy sukienkę. – Wróciła do ciepłego uśmiechu, ale nie dałam się temu zwieść. Doskonale wiedziałam, jak się czuła. Znaczy, domyślałam się… Odstawiłam więc krzesło i usiadłam na łóżku, łapiąc ją za rękę.
     - Wszystko w porządku? – Zapytałam, spoglądając na nią. – Nie wiem jakie to dla ciebie ciężki, ale mogę się domyślać… Gdybym ja była na twoim miejscu… Gdybym planowała ślub mężczyzny, którego kocham z inną… To nie byłoby proste.
     - Ada, dziękuję, ale źle to odebrałaś. – Ścisnęła mocniej moje dłonie. – Uwierz mi bądź nie, ale naprawdę się cieszę waszym ślubem. To pierwszy raz kiedy Sin będzie miał taką ceremonię i jestem szczęśliwa, że mogę w niej pomóc. – Nie byłam pewna czy mówiła szczerze, ale westchnęłam.
     - Zrozumiałabym… - Odpowiedziałam. – Powiedz mi… Czy jest możliwość, żeby ci pomóc? Żebyś nie musiała tak ciągle leżeć?
     - Niestety jestem już na granicy zniknięcia. Neraida daje mi miesiąc, ale ja sobie jeszcze najwyżej tydzień… - Serce mi stanęło na samą myśl o tym, jak niewiele czasu jej zostało.
     - Nie da się temu jakoś zapobiec?
     - Nie da, ale cieszę się, że tym razem nie będę musiała oglądać jego śmierci. – Jej oczy zaszły łzami, a mnie coś ścisnęło w środku. – Nie zostawiaj go, dobrze? On bardziej niż ktokolwiek na świecie zasługuje, żeby żyć długo i szczęśliwie. – Chciałam powiedzieć, że znam osobę, która zasługuje bardziej, mając ją na myśli, ale czułam, że nie tego teraz potrzebowała.
     - Nie zostawię, obiecuję.
     - Chętnie bym porozmawiała dłużej, ale powinnaś wrócić do dzieci. Sin już pewnie jest cały pobity i pogryziony. – Zaśmiała się. – Dziękuję, że mnie odwiedziłaś. – Uśmiechnęłam się do niej, podniosłam z miejsca i ruszyłam do drzwi.
     - Jeszcze tutaj zajrzę… - Zaczęłam, łapiąc za klamkę. – Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz. – Dodałam z uśmiechem, wychodząc i zamykając za sobą drzwi.
     - Do zobaczenia! – Krzyknęła za mną, a ja z uśmiechem wróciłam do pokoju Sina, gdzie zostawiłam bliźnięta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 09, 2017 5:34 pm



        Włóczyłam się po wiosce bez celu. Dzisiejsza pogoda zdecydowanie różniła się od wczorajszej. Zerwał się potężny wiatr i całe niebo zasłoniły ciemne chmury. Wystawiłam dłoń w kierunku wcześniej widzianego słońca i zacisnęłam ją mocno. Dwóch grzeszników i strażnik w jednej wiosce… a w dodatku tajemniczy półbóg… to miejsce jest zdecydowanie zagadkowe i nie poddam się dopóki nie poznam całej prawy i nie zwrócę jej życia… poczekaj na mnie Michelle… znajdę sposób…
        Z nieba zaczęły spadać łzy. Co raz więcej i więcej aż wiatr całkowicie ucichł. Wrota zostały otwarte… pozostało czekać na nadejście końca wszystkiego.
        - Byakko… - rzucił groźnie półbóg. Uśmiechnęłam się do niego i opuściłam dłoń powoli wskazując na niego.
        - Seiryuu… umrze i nie zatrzymasz tego nie ważne jak bardzo będziesz się starał. Wkrótce znikniesz razem z nią. Obudziłeś się zbyt późno… nie da się już temu zapobiec. Nie uda ci się mnie oszukać. Doskonale wiem kim jesteś. Dlatego przyszłam złożyć ci propozycje. – otworzyłam dłoń zachęcając go do uściśnięcia jej.
        - Nie chcę twojej pomocy. – wyminął mnie i ruszył w stronę lasu.
       – To nie mnie powinieneś nienawidzić tylko ludzi… - rzuciłam do jego pleców. Zatrzymał się na chwilę po czym ruszył dalej i zniknął między drzewami. – Charakter po matce...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 09, 2017 7:01 pm




     - Mama! – bliźnięta, jak tylko zauważyły, że wchodzę do pokoju, od razu się na mnie rzuciły. Junior także dołączył, zmuszając mnie do kucnięcia przed nimi. Z uśmiechem ich przytuliłam i spojrzałam na Sina, który już siedział nad papierami zapewne związanymi z rozwojem wioski i współpracą pomiędzy smokami, a feniksami. Kiedy usłyszał, że weszłam, przerwał zajęcie i na mnie spojrzał.
     - Jak poszło z Sei? – zapytał, a ja spuściłam wzrok speszona i odruchowo zaczęłam drapać się po karku.
     - No tak, jakby… - Zaczęłam niepewnie, nie wiedząc jak mu powiedzieć o tym, co ustaliłyśmy, albo raczej co ona ustaliła. Mężczyzna w odpowiedzi kiwał głową, zachęcając do kontynuowania. - … Ustaliła datę naszego ślubu… - Podjęłam temat, podchodząc do niego. – Na pełnię księżyca… Za trzy dni.
     - Mogłem się tego po niej spodziewać. - złapał mnie za rękę zmuszając bym się nachyliła i pocałował w usta. - Nie cieszysz się?
     - Oczywiście, że się cieszę, ale zaczęłam się tak stresować, że ledwo stoję… - Odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Sin w tym momencie wstał i mnie przytulił.
     - Czym się tak stresujesz? - odgarnął włosy z mojej szyi i przybliżył wargi do moich. Odruchowo zamknęłam oczy i to odwzajemniłam.
     - Ja… w sumie nie wiem… - Zmieszałam się trochę. – Uczono mnie, że ślub to bardzo ważne wydarzenie i nawet jeśli biorę go z miłości, a nie tak jak mnie uprzedzano, że wyjdę za przyszłego króla, nadal czuję niepokój z tym związany. Na przykład, że się nie wyrobimy, że się wycofasz, że nie będę wyglądała odpowiednio…
     - Rozluźnić cię? – Przerwał mi, a ja spojrzałam na niego, uśmiechając się szeroko.
     - Zastanawiam się nad tym, czy cię nie przetrzymać przez te trzy dni na głodzie… - Odezwałam się, oplatając swoim oddechem jego ucho.
     - A mnie zastanawia kto będzie bardziej niezaspokojony... ja czy ty. - Złapał ręką mój pośladek, a ja mimowolnie pisnęłam zaskoczona tym nagłym gestem.
     - Czy to wyzwanie? – Zapytałam, łapiąc jego dłoń i zabierając ze swojego tyłka. Wojownik mnie wtedy puścił i wrócił do papierków, uśmiechając się wymownie. Odpowiedziałam mu tym samym, ale zamiast odejść, zawiesiłam się na jego plecach, celowo wciskając w nie klatkę piersiową i przerzuciłam mu ręce przez ramiona na tors. – A jaka będzie nagroda za zwycięstwo?
     - Nieczyste zagrywki... - Sin się lekko zarumienił czując mój biust na sobie. - Przegrany jest niewolnikiem wygranego przez jeden dzień?
     - Hmm… - Zamruczałam celowo przedłużając ten moment tuż przy jego uchu i poruszyłam się lekko. – Nie jestem pewna czy to się nie kwalifikuje do nagrody dla obojga, i przegranego, i wygranego… - Odpowiedziałam. – Ale stoi… - Dodałam po chwili i odsunęłam się od niego, rzucając na łóżko i układając wygodnie.
     - Kochanie. Twoje papierki stoją pod oknem. - uśmiechnął się złośliwie, a ja podniosłam się zaskoczona. Co z tego, że przy oknie stała sterta dokumentów? W mojej głowie odbijało się tylko to, jak mnie nazwał.  - Na szczęście ja już kończę. - uderzył kartkami o blat biurka. - Rozpadało się... Trudno, woda nam nie straszna, prawda Sin?
     - Idziemy do cioci Sei jak obiecałeś?
     - Tak. Robimy wyścig? - zapytałem zaczepnie.
     - Przegrasz. - Uśmiechnął się dumnie.
     - Zobaczymy, zobaczymy. - Sin zaśmiał się. - Zbieramy się. Do wieczora. - mrugnął do mnie i wyszedł. Ja nadal siedziałam i wpatrywałam się w drzwi, za którymi zniknął. Serce biło mi jak oszalałe, a ja miałam ochotę wpaść w głośny chichot. To było idiotyczne zachowanie, ale to jak mnie nazwał… To na mnie mocno podziałało i zaczęłam się niecierpliwić na nasz ślub, siadając przy papierkach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Maj 10, 2017 12:06 am


       Biegliśmy z Sinem przez wioskę. Wszyscy pochowali się w domach, bo nie byli przyzwyczajeni do takiej pogody. Mieszkałem całe życie w górach pokrytych śniegiem więc kilka kropel wody nie było mi straszne.
       - Wygrałem. – dotknąłem drzwi jako pierwszy i uśmiechnąłem się zwycięsko. Sin naburmuszył się i zacisnął piąstki. Chciało mi się śmiać, bo dokładnie tak samo wyglądałem kiedy byłem obrażony. Zapukałem do drzwi i usłyszałem głos Sei zapraszający nas do środka. Zdziwiła się widząc nas oboje.
       - Ciocia! – mały od razu pobiegł do bogini na przytulanki. Powinienem go skarcić za wchodzenia na łóżko w mokrych ubraniach ale widok tak szczerze uśmiechniętej kobiety sprawił, że postanowiłem to przemilczeć.
       - Też mogę się rzucić na łóżko? – zapytałem zaczepnie.
       - Sin ma specjalne przywileje, ty nie, prawda? Nie wpuścimy taty?
       - Nie wpuścimy! – zgodził się i ponownie przytulił do bogini. Uśmiechnąłem się na ten widok, ale to nie oznaczało, że pozwolę się tak traktować. Ściągnąłem buty i skoczyłem na łóżko. – Potwór! – krzyknął mały i rzucił się na mnie z rączkami. Sei próbowała mu pomóc ale tylko skończyła w moich objęciach.
       - Sin, przestań! Jesteś cały mokry! – uderzała we mnie pięściami i głośno się śmiała. Powaliłem ją na łóżko i trochę się na nim pokręciliśmy. Raz ona na górze, raz ja i po chwili prawie cało było mokre od naszych wygłupów. – Jesteś niemożliwy! – płakała ze śmiechu. – Nocuje dzisiaj u ciebie za kare! – ocierała łzy szeroko się uśmiechając.
       - Nie trzeba było bratać się z wrogiem. – pokazałem jej język, za co dostałem soczystego kopniaka w krocze. Zwiłem się z bólu w nogach łóżka. Sei i Sin przybili sobie piątkę na znak zwycięstwa.
       - Mój sojusz jest silniejszy niż twój. – wyszczerzyła się. – Władco. – ukłoniła się do malucha. – Zechciałbyś zasiąść na swoim tronie. – wskazała na mnie i Sin od razu to podłapał. Usiadł na mnie i zaczął podskakiwać.
       - Zabije was oboje… - wyszeptałem. Bogini nachyliła się i zgarnęła włosy za ucho.
       - Co mówiłeś? Nic nie słychać tu na górze. – uśmiechnęła się wrednie. Gdyby można było zabić wzrokiem to na pewno robiłem to w tym momencie. – Królu wystarczy. Nie wolno znęcać się nad jeńcami. – syn grzecznie zszedł i zajął miejsce na kolanach Sei. Ból powoli mijał i zaczynałem powoli podnosić się do góry. – Tak właśnie wygląda przegrany. – klasnęła w dłonie. Zabije… zamorduję…
       - Kobiety i ich nieczyste zagrywki…
       - Właśnie dlatego kobiety są najlepszymi strategami. – uśmiechnęła się dumnie. – Wy jesteście zbyt przewidywalni.
       - Doprawdy? – zerwałem się z miejsca i złapałem jej ramiona. Nachyliłem się jak do pocałunku i powoli zbliżałem swoje wargi do jej.
       - Sin… przecież wiem nie zrobisz tego… - odpowiedziała pewnie i wtedy popchnąłem ją na poduszki kładąc się na niej. Wyglądała teraz na zmieszaną i chyba nie była już taka pewna, że tego nie zrobię. Nie pocałowałbym jej ale ona również nie walczyła czysto. Byłem już naprawdę blisko, bo czułem jej przyśpieszony oddech. – Nie… - wyszeptała prosto w moje usta. – Poddaje się… - otworzyłem oczy i uśmiechnąłem się zwycięsko. – Jesteś okropny… - popchnęła mnie i skupiła się między poduszkami. Lewą ręką ściskała swoje przedramię a prawą dotykała ust. – Nie rób tego więcej… - czy ona była… smutna…? Zrobiło mi się głupio z powodu tego żartu. Nie myślałem, że weźmie go na poważnie.
       - Sei… przepraszam… nie chciałem… - wyciągnąłem do niej rękę a ona odwróciła wzrok.
       – Jesteś okrutny… - poczułem mocne wyrzuty sumienia. Mój żart zaszedł za daleko… - a przede wszystkim naiwny… - spojrzałem na nią zdziwiony i wtedy zobaczyłem zwycięski uśmiech na twarzy. Czy ona znów mnie załatwiła… ??? Tak po prostu wrobiła…? Chichrała się ze śmiechu.
       - Żebyś widział swoją minę. – złapała się za brzuch. – Bezcenna.
       - Ty mała manipulantko…  - rzuciłem się na nią i zacząłem gilgotać.
       - Sin pomóż mi! – syn ruszył do ataku i całą trójką wzajemnie się skubaliśmy i gilgotaliśmy. Po ciężkiej walce położyłem się na łóżku i głęboko oddychałem. – Dałeś się nabrać jak dziecko. – była bardzo uradowana.
       - Nie mogę uwierzyć, że znowu dałem się nabrać… - westchnąłem zrezygnowany.
       - Mówiłam, że kobiety są najlepszymi strategami. – klasnęła w dłonie.
       - Zwracam honor. – odwróciłem się na brzuch i spojrzałem dziewczynie prosto w oczy. – Więc jak masz na imię? – spojrzała na mnie uśmiechnięta.
       - Ta-je-mni-ca. – złączyła palec wskazujący z kciukiem i przesunęła nimi po ustach podkreślając, że nie piśnie ani słówka na ten temat. Adanthir powiedziała, a mnie nie chciała. Rozumiałem ją doskonale. Księżniczka była jej przyjaciółka, a ja… no właśnie kim ja dla niej jestem?
       - Sei… jakbyś nazwała nasze relacje? – otworzyła szeroko oczy zaskoczona tym pytaniem ale po chwili przyłożyła palec do brody zastanawiając się nad odpowiedzią.
       - Zakochana kobieta i mężczyzna z amnezją…? – teraz to ja zrobiłem wielkie oczy ze zdziwienia. Bogini widząc to zaśmiała się. – Taka jest prawda. – podwinęła kolana pod brodę i wpatrywała się we mnie. Poczułem się nagle dziwnie nieswojo. Zawsze przy niej czułem spokój i komfort a teraz… po wczorajszej rozmowie  to wszystko uległo zmianie. – Zastanawiałam się… czy powinnam zorganizować wam ślub, o którym zawsze marzyłeś i opowiadałeś? Mogłabym zrobić to czego pragnąłeś… ze mną…
       - Przestań! – przerwałem jej. Sei podciągnęła jeszcze mocniej nogi pod brodę i zaczęła wpatrywać się w punkt na podłodze. Sin widząc to podszedł i ją przytulił na co bogini delikatnie się uśmiechnęła i odwzajemniła uścisk.
       - Przepraszam… nie powinnam o tym wspominać… - odpowiedziała smutno.
       - Nie to ja niepotrzebnie się uniosłem… - trwaliśmy tak dłuższą chwile w milczeniu. Patrzyłem się w okno aby nie zerkać w jej stronę. Zrobiło się bardzo niezręcznie i chciałem jakoś pokonać te zaporę ale nie wiedziałem zbytnio jak. – Czujesz się lepiej? – to było jedyne co przyszło mi do głowy. Neutralny grunt.
       - Nie, bo już nie będzie lepiej. – spojrzałem na nią. Zdziwiło mnie to, że Sin zasnął na jej kolanach, ponieważ praktycznie w ogóle nie ucinał sobie drzemek w trakcie dnia. – Zniknę w przeciągu tygodnia… - wpatrywała się w mojego syna z czułością jak prawdziwa matka. Zastanawiało mnie czy kiedykolwiek MY mieliśmy dziecko…
       - Sei… przepraszam za to co powiedziałem u Sena… Znasz mnie pewnie o wiele lepiej niż ja sam siebie… Zachowałem się jak dupek i to przeze mnie jesteś teraz w takim stanie… - usiadłem obok niej i poczułem jak kładzie swoją dłoń na mojej.
       - Seia… - spojrzała mi w oczy. – Moje imię to Seia… - łzy napłynęły mi do oczy.
       - Seia przepraszam… to przeze mnie zostało ci tak mało czasu… - pokręciła głową.
       - Sin to nieprawda… nie obwiniaj się. – oparła swoją głowę o moje ramie. - Nawet nie wiesz jak bardzo się wtedy bałam… nie budziłeś się… myślałam, że nie żyjesz… - pod koniec jej głos strasznie drżał. – Nie zniosłabym twojej śmierci… - położyłem swoją głowę na jej.
       - Seia dziękuje ci za wszystko i przepraszam, że w przeszłości zostawiałem cię samą… - nie odpowiedziała więc również nie miałem zamiaru niczego więcej dodawać. Rytmiczne uderzanie deszczu o parapet i ogólnie pochmurna atmosfera sprawiły, że zrobiłem się strasznie senny. Zamknąłem więc na chwilę oczy aby odpocząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Maj 18, 2017 7:07 pm




     Nie było łatwo skupić się na dokumentach, kiedy dwójka dzieci biegała po pokoju, krzyczała i wyrywała sobie zabawki. Ilekroć jedno zajęło się jakąś, a drugie wzięło nową, tamto pierwsze też to chciało. A ja naprawdę chciałam jak najszybciej się uporać z tymi wszystkimi papierkami. Przydaliby się jacyś bardowie snujący magiczne opowieści. Byliby tak zasłuchani, że mogłabym spokojnie wszystko skończyć w mgnieniu oka.
     Po mniej więcej godzinie do pokoju wrócił Sin, niosąc na rękach Seię. Junior szedł u jego boku, a wszyscy byli cali przemoczeni. Deszcz lał jak z cebra, więc nie dziwił mnie ich stan, natomiast dziewczyna, zwijająca się ze śmiechu już tak. Woda lała się z niej, a ona się śmiała, jakby miała jakiś dziwny napad.
     - Idiota! Teraz i ja jestem mokra! - otarła łzy. - Ada powiedz mu coś! – spojrzałam na nich i mimowolnie sama się uśmiechnęłam.
     - Oj Sin… Ja ci rosołku nie zrobię, kiedy będziesz leżał chory w łóżku – puściłam mu oczko.
     - Hmmm poproszę w takim razem moją drugą żonę. Lena szykowała mi codziennie śniadania kiedy was nie było. – Nie wiedziałam jak się poczuć. Powinnam zwrócić uwagę na słowo „druga”, ale najbardziej skupiłam się na „żona”. Mężczyzna już teraz nazywał mnie swoją żoną, chociaż jeszcze oficjalnie nią nie była. Moje serce wykonało niekontrolowany obrót i prawie odebrało mi na chwilę oddech. Poza tym… O kim on mówił?
     -  Twoja żona musi być strasznie puszczalska, bo i mną się opiekuje – dopiero to mnie nakierowało o kogo chodzi.
     - Pobłogosławić wasz związek? – zapytałam, uśmiechając się szeroko. Zaraz potem przeniosłam uwagę na dziewczynę.
     - Rozbijasz nasz związek. – Sin udawał płacz, ale wychodziło mu to co najmniej tragicznie. Bliźnięta „płakały” bardziej przekonująco suchymi łzami.
     - Widać nie zaspokajasz jej odpowiednio. Uważaj, bo jeszcze Ada ci ucieknie. – Seia pokazała mu język. Natomiast wzrok i wredny uśmiech mężczyzny mówiły „Niech ucieka. Dopadnę ją wszędzie”. Czy to źle, że dokładnie to miałam ochotę zrobić w tej chwili? Zmusić go do pogoni za mną? O żesz… Zrobiło mi się gorąco na samą myśl o tym, co wtedy by mi zrobił. Nie mogłam oderwać od niego wzroku i wyglądało na to, że on czuła dokładnie to samo. Bogowie… Czy on musiał mnie tak nakręcać samymi słowami? Samym spojrzeniem? Ledwo mogłam oddychać!
     - Ada… Pożyczysz mi jakieś ubranie? – dopiero pytanie kobiety ściągnęło mnie z powrotem na ziemię.
     - Jasne – odpowiedziałam. – Zaraz wrócę – zakomunikowałam i pospiesznie udałam się do swojego pokoju, z którego wróciłam niosąc jakąś przewiewną sukienkę. Będąc z powrotem w pomieszczeniu, podniosłam jedną brew do góry, wpatrując się w twarz białowłosego. – Bądź tak miły i poczekaj na zewnątrz… - wskazałam palcem drzwi wyjściowe.
     - A kto mnie przebierze? - zapytał z udawanym smutkiem w glosie.
     - Twoja druga żona Lena… - rzuciłam i zaczęłam go wypychać z pomieszczenia. Kiedy znalazł się za jego progiem, zamknęłam drzwi i podeszłam do dziewczyny. – Wszystko w porządku? – zapytałam.
     - Trochę mi zimno, ale jak najbardziej w porządku. – uśmiechnęła się, a ja spojrzałam na nią i westchnęłam zrezygnowana.
     - Potrzebujesz pomocy? – nie wiedziałam tak naprawdę co zrobić. Miałam ją przebierać czy ona w tym sobie dawała radę?
     - Nie jest ze mną aż tak źle. Nie martw się.
     -To ja poczekam z Sinem za drzwiami. – Uniosłam kąciki swoich warg ku górze i wyszłam z pomieszczenia, dołączając do mężczyzny. Wróciłam po kilku minutach, mając pewność, że już skończyła i podeszłam do niej.
     - Powinnam chyba pożyczać ubrania od Lediry. Wszystkie jesteście za niskie. - ciągnęła sukienkę do dołu.
     - Wybacz… Mogę ci przynieść jakieś spodnie. - Zaśmiała się
     - Nie trzeba. – klasnęła w dłonie. - Poprosiłam Sina, żeby zaprosił do nas dziewczyny.
     - Teraz?
     - Przejmujemy jego pokój. - wyszczerzyła zęby. - Zaraz zabierze dzieci do Sena i po drodze zgranie dziewczyny. – Poprzednio się tym zestresowałam, ale teraz nie mogłam się doczekać tego ślubu, dlatego uśmiechnęłam się szeroko, może nawet zbyt… zachwycająco?
     - Od czego zaczniemy? – zapytałam.
     - Fryzura, sukienka a potem ceremonia i przyjęcie. Może być?
     - Nie mam nic przeciwko.
     - Hmmm Masz krótkie włosy więc wydaje mi się, że powinnyśmy odpuścić wiązania a skupić się na ozdobach.
     - Teraz żałuję, że je ścinałam…
     - Miałaś piękne włosy kiedy zobaczyłam cię po raz pierwszy. Nawet nie wiesz jaka byłam zazdrosna.
     - Widziałam wszystko to co widziała Michelle. Jeśli oczywiście chciałam.
     - Ow… - Pomyślałam o tym jak ja się wtedy zachowywałam i zrobiło mi się strasznie wstyd. Zadufana w sobie, głupia i naiwna księżniczka, która myślała, że wszystko się jej należy. Zażenowana podrapałam się po karku, odwracając wzrok.
     - Mnie też byś nienawidziła? Gdybym była na miejscu Michelle.
     - Nie wiem…
     - A gdybym chciała ci go zabrać teraz? – Spojrzałam na nią i usiadłam na brzegu łóżka.
     - Myślę… - Zaczęłam, zastanawiając się jak to przedstawić, żeby źle tego nie odebrała. – Wycofałabym się. – Nie owijałam w bawełnę, to i tak nie miało sensu. Seia zaczęła się we mnie przez chwilę wpatrywać.
     - Kłamiesz.
     - Nie chciałabym walczyć w przegranej bitwie. Nie chciałabym zrobić sobie nadziei, którą bym utraciła. Seia… - Spojrzałam na nią. – Nie jestem silna psychicznie. Gdybym myślała, że mam jakąś szansę, a potem okazałoby się, że nigdy jej nie miałam. Gdybym go utraciła, będąc pewną, że go mam… Nie wytrzymałabym tego. Może to trochę egoistyczne, ale wycofałabym się, żeby chronić swoje serce. Mam dwójkę dzieci, którymi muszę się zajmować, a nie potrafiłabym, gdyby wszystko się potoczyło tak, jak się tego obawiam. – Ból rozszedł się od mojego policzka, aż na całe ciało. Spojrzałam zaskoczona na Seię i przez chwilę się w nią wpatrywałam.
     - Obiecałaś mi, że go nie zostawisz! Nieważne co!
     - Przepraszam, ale Seia… Straciłam już dwóch mężczyzn, których kochałam. Ciężko mi jest uwierzyć, że nie stracę także trzeciego, a doskonale wiem, że to mnie zniszczy.
     - Nie przepraszaj mnie tylko walcz o niego, bo warto... - podciągnęła kolana pod brodę i wpatrywała się w martwy punkt. Uśmiechnęłam się pod nosem.
     - Wiem, że warto, widzę to. On jest niesamowitym mężczyzną. Oddanym, lojalnym, potrafi wybaczać nawet takie rzeczy, które mogłyby zniszczyć związek. Troszczy się o wszystkich i stara się aby każdy był zadowolony, nawet jeśli to jest wbrew jego naturze. Ale właśnie dlatego czuję się dla niego nieodpowiednia. Czy jego kobieta nie powinna być podobna do niego? Tak samo troskliwa, lojalna… oddana? Nie widzę tych cech u siebie, ale widzę je u ciebie.
     - Masz racje. Zdecydowanie lepiej bym do niego pasowała... gdybym była człowiekiem. - uśmiechnęła się smutno. Ja nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc milczałam, czekając na pojawienie się pozostałych dziewczyn.
     - Przykro mi… - westchnęłam po chwili. – Mam straszne wyrzuty sumienia przez to wszystko.
     - To moja decyzja. Nie powinno ci być mnie żal. – podeszła do mnie i dotknęła moich włosów. - Ładnie byś wyglądała w krótkim welonie przypiętymi spinkami z obu stron. – Chyba uważała, że to oznacza koniec naszej rozmowy. Naprawdę nie rozumiałam jej podejścia.
     - Czy gdyby sytuacja był odwrotna… - zaczęłam, nie chcąc tak szybko zmieniać tematu. – Czy gdyby nasze role były przeciwne. Ja bym była tobą, a ty mną… Czy potrafiłabyś ignorować to, co zrobiłam i jak bardzo przez to cierpię? Czy nie byłoby ci mnie żal?
     - Kocham Sina i uwierz gdybym była człowiekiem zabrałabym go od razu nie zważając na twoje uczucia.
     - Nie wierzę w to.
     - Różnimy się Ada. Ty i Sin uciekacie, a ja walczę. Nie odpuszczam jeżeli wiem, że mam szansę.
     - To się chwali…
     - Raan walczył o ciebie do ostatniej iskierki nadziei. Zrezygnował kiedy ją stracił i postanowił poświęcić się dla twojego szczęścia. Twojego i Sina. Jestem pod tym względem podobna do Raana. Wiem kiedy walczyć ale wiem również kiedy się poddać.
     - Przestań… proszę… - odezwałam się błagalnie.
     - Mam przestać niszczyć twój wykreowany wizerunek mojej osoby? Czy przestać wspominać o Ojcu twoich dzieci?
     - Zawiodłam go Seia… Okłamałam. Chciałam, ale nie byłam w stanie się w nim tak zakochać jak w Sinie, albo nawet bardziej…
     - On nie ma ci tego za złe i nigdy nie miał.
     - Ale ja się czuję jak zdrajczyni… Od kiedy opuściłam zamek tylko tak się czuję…
     - To jest nas dwie.
     - Sin to potrafi sobie wybierać kobiety… - odezwałam się ironicznie.
     - Zawsze miał kiepski gust. – Zaśmiała się, a ja do niej dołączyłam. Akurat w tym samym momencie do pomieszczenia weszły Ledira, Eril i Neraida. Miały ze sobą tyle sukienek, że mimowolnie przypomniałam sobie swoją garderobę w zamku. Tęskniłam za tą wygodą i poczuciem bezpieczeństwa.  
     - Mamy dużo krojów, możesz wybierać, a wybierać… - odezwała się Eril, a ja westchnęłam zrezygnowana. Wiele bym dała, żeby mój ojciec prowadził mnie do ślubu.
     - A ty którą wybierzesz na swój ślub z Ledociem? – wtrąciła Ledira.
     - Nie ma u nas żadnego ślubu… Daj mi spokój…
     - Wszystko w porządku? – zapytałam, wpatrując się w zrezygnowaną dziewczynę.
     - Ledoc to idiota. W ogóle nie zwraca uwagi na to, co czuję.
     - Co zrobił?
     - Uważa, że Neraida jest niebezpieczna i każe zostawać jej u nas na noc… - Spojrzała na boginię tygrysów kręcąc głową.
     - A potem robi coś nieprzyzwoitego? – Ledira uśmiechnęła się zaczepnie.
     - Mówiłaś mu jak to na ciebie działa? – ciągnęłam temat.
     - Ledira! – Eril podniosła zawstydzona głos. – Mówiłam mu, że źle się z tym czuję, ale on jest nieugięty. Najchętniej zostawiłabym go z Neraidą i wróciła do siebie.
     - Twój pokój jest wolny, ale nie radzę do niego wracać… - przerwała Seia.
     - To zaproś na noc jakiegoś chłopaka. Powiedz, że skoro nie chce zostawiać Neraidy samej to ten chłopak jej przypilnuje podczas gdy wy będziecie się sobą zajmować – zaproponowałam.
     - Próbowałam, uwierz mi… - odparła różowo włosa.
     - Wygląda na to, że Ledoc nie może beze mnie żyć – rzuciła luźno bogini, ale nie byłam pewna czy powinna była.
     - To mu nie dawaj, dopóki się nie zastanowi czy warto… - skomentowałam.
     - Tylko Sin jest na tyle dżentelmenem, aby wytrzymać taki reżim… - Ledira do mnie mrugnęła.
     - Teraz nie jestem tego tak pewna…
     - Sin wytrzymały? – Seia się zaśmiała. – Jak pozory mogą mylić…
     - Postaw sprawę jasno – dołączyła Neraida. – Albo ty, albo ja…
     - Nie chcę go zmuszać. – Eril westchnęła. – To powinno wyjść od niego, a nie ode mnie.
     - Sin nie postawił sprawy jasno i zobacz jak to się skończyło – wyjaśniłam.
     - On postawił… - Seia się wtrąciła. – Wyraził się jasno, ale ty nie.
     - Ledoc nie jest Sinem… - księżniczka Norgardu była uparta. – On nie dałby mi odejść.
     - To zamiast pozwolić mi odejść cztery lata temu powinien mnie zatrzymać, nawet siłą! – warknęłam na boginię smoków, może zbyt ostro, bo wstała z łóżka, podparła się o ścianę i wyszła z pokoju bez słowa. Byłam na nią wściekła, bo nie powinna była o tym wspominać. Popełniłam wiele błędów, których żałowałam, ale nie musiała mi o nich przypominać.
     - To nie był dobry pomysł… - podniosłam się i podeszłam do okna, wzdychając ze zrezygnowaniem.
     - Przepraszam, to ja zaczęłam temat… - Eril spuściła wzrok.
     - Nie martwcie się. Wróci jak tylko ochłonie – wtrąciła Neraida, ale ja nie byłam tego taka pewna.
     - To nie twoja wina – zwróciłam się do różowo włosej. – Przestań to na siebie brać. Nie cofniemy tego, co się już wydarzyło, choćbyśmy nie wiem jak bardzo chcieli.
     - Sei ostatnio zachowuje się inaczej… - odpowiedziała księżniczka Norgardu. – Jakby przestała się ograniczać.
     - Nie ma już nic do stracenia, to zrozumiałe.
     - Lubię ją bardziej taką, jaka jest tera. – Ledira podeszła do sukienek i podniosła jedną z nich. – Która ci się podoba?
     - Chyba już nie mam do tego nastroju… - Spoglądałam na ubrania. Seia przypomniała mi coś, czego nie powinna. Znowu dotarło do mnie jak wiele przegapiłam przez swój wybór. Chociaż był uzasadniony, przynajmniej tak mi się wydawało. Nie miałam kogo o to zapytać.
     - Czyli chcesz wyjść naga? Sin będzie zachwycony – Ledira wzięła jedną sukienkę i rzuciła mi na głowę. Powinnam to jakoś skomentować, ale nie miałam ochoty i zdjęłam materiał.
     - To wybierzmy i miejmy to z głowy – skomentowałam obojętnie.
     - To rozbieraj się. Przymierzasz wszystkie.
     - Mówisz poważnie? – Spojrzałam na nią zaskoczona.
     - Przecież musimy wiedzieć jak w nich wyglądasz.
     - Ale… - Jakoś nie miałam ochoty się przy nich rozbierać.
     - Wstydzisz się?
     - Nie o to chodzi… Znaczy… trochę tak… W zamku służba mnie ubierała w takie rzeczy, ale no… to było co innego… - Zaczęłam drapać się w kark, zastanawiając jak to najlepiej przekazać. – Nie jestem pewna czy ograniczasz się tylko do mężczyzn… - Ledira parsknęła śmiechem, a ja poczułam jak się czerwienię.
     - Jeżeli o to chodzi to Eril ma w tym większe doświadczenie niż ja.
     - Ledira! – Krzyknęła różowo włosa, a ja spojrzałam na nią zdziwiona.
     - No właśnie… Podczas podróży nie chciała, żebym spała z Ledociem tylko z nią… - dodała Neraida.
     - Neraida! Przestańcie mi dokuczać… Dobrze wiecie, że śpię z Sei żeby zabrała moją energię.
     - No już, już… - bogini podeszła do naburmuszonej Eril.
     - Moja moc na to nie działa? – Zapytałam.
     - Twoja nie, moja już tak… - blondynka głaskała po głowie obrażoną księżniczkę Norgardu. – Tylko, że nie mogę przekazać innemu bóstwu.
     - Przekazać? Bóstwa mogą przekazywać moce?
     - Nie moce, ale energię. Ledoc jest moim źródłem, ale dzięki jednej z mocy, którą otrzymałam ze swojego plemienia mogę mu zwracać energię, którą mi wysłał bez jej utraty.
     - Nic dziwnego, że widzi w tobie zagrożenie…
     - Nie musimy uprawiać seksu, a to najważniejsze, prawda? – Poklepała Eril po głowie. Wyglądały jak młodsza i starsza siostra. To porównanie sprawiło, że znowu mnie serce zabolało. Czy mój brat w ogóle zastanawiał się nad tym, co się ze mną działo?
     Westchnęłam zrezygnowana, przygryzłam wargę i podeszłam do ubrań. Sięgnęłam po pierwszą lepszą sukienkę, odwróciłam ją przodem do łóżka i zaczęłam się rozbierać. Nie czułam się z tym komfortowo, ale chciałam jak najszybciej mieć to z głowy. Ich towarzystwo mi nie przeszkadzało, ale tematyka rozmów co jakiś czas przypominała mi o mojej „rodzinie”. Seia w tym momencie wróciła, trzymając w dłoniach prześcieradło.
     - Zabrałam z szafy Lena. Jak zwykle druga żona Sina ma wszystko poukładane i pod ręką. - Ledira podeszła i wzięła je od Sei.
     - Do czego ci to potrzebne? - zapytała zaciekawiona. Ja sama byłam zainteresowana odpowiedzią bogini smoków.
     - Jeżeli żadna sukienka nie spodoba się Adzie to pomyślałam że moglibyśmy zrobić własny krój a potem uszyć. – Zakrztusiłabym się, gdybym miała coś w buzi.
     - Potrafisz szyć? - zainteresowała się Eril.
     - Zaczynam myśleć, że nie ma rzeczy, której Seia by nie umiała zrobić… - skomentowałam.
     - Gotowanie to nie moja bajka - zaśmiała się. - Gdyby nie Len to umarłabym z głodu. – mówiąc to, kierowała się w moją stronę. – Przepraszam, że wyszłam bez słowa... nie gniewaj się proszę. – Spojrzałam na nią zaskoczona. Bardziej podejrzewałabym, że to ona się na mnie wkurwiła.
     - Za co miałabym się złościć? – Zapytałam.
     - Za to, że wtrącam się w nie swoje sprawy.
     - To nic… - wzruszyłam ramionami.
     - Wyglądasz okropnie w tej sukience. – Spojrzałam na ubranie i pospiesznie je ściągnęłam, by następnie zarzucić kolejne. Przez kilkanaście minut czułam się tak, jakbym dalej była w zamku. W każdej kolejnej sukience czegoś brakowało, a Ledirze i Neraidzie szczególnie zależało na tym, aby założyła coś naprawdę skąpego. Sama się nad tym zastanawiałam, bo chciałam wyglądać jak najlepiej, aby Sin był zachwycony, ale nie widziałam niczego odpowiedniego.
     - Chyba jednak będziesz musiała zdać się na mnie - uśmiechnęła się Seia. - Wolisz dłuższą czy krótszą?
     - Taką, która zachwyci Sina i może też innych mężczyzn, tak przy okazji - puściłam jej oczko.
     - Sina zachwyci coś prostego i krótkiego... z wycięciami w okolicach biustu... ale jak zrobię ci taką sukienkę to zabije innych mężczyzn z zazdrości.
     - Nie zabije… Zrób taką. – Chciałam, żeby mu opadła szczęka, bo wiedziałam, że to tylko podsyci jego pragnienie, a podejrzewałam, że niezaspokojony zrobi się pazerny…

     Kiedy tylko skończyłyśmy robić krój, a ja z podziwem oglądałam jak Seia radzi sobie z taką czynnością (dla mnie szycie i inne kobiece zajęcia były czarną magią), położyłyśmy się spać. Zanim zasnęłyśmy, dosyć… mocno zaangażowałyśmy się w rozmowy, co było naprawdę miłą odmianą po ostatnich wydarzeniach. W końcu, jednak, zmogło nas zmęczenie i zasnęłyśmy w takich pozycjach, w jakich byłyśmy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Maj 18, 2017 8:40 pm


       Nie mogłem już nadążyć z liczeniem ile razy dziś byłem zmuszony się przebierać. Deszcz nie ustawał i zakładałem, że będzie tak trwał aż do rana. Nie chciałem narażać zdrowia dzieci dlatego Sen będzie zmuszony spędzić namiętną noc ze mną na podłodze.
       - Dlaczego i ja musiałem tu przyjść? – rzucił Ledoc, który był wyraźnie nie w sosie. Ostatnio zauważyłem, że nie byli z Eril już tak blisko jak na początku. Pokłócili się?
       - Eril zdążyła cię już spławić, że masz tak świetny humor? – Sen często pozwalał sobie na zbyt wiele tak jak w tym przypadku, ale postanowiłem nie wtrącać się w ich kłótnie, ponieważ sam byłem ciekawy co się stało. Kiedy przyszedłem dziś do nich leżał wkurzony na łóżku a księżniczka z boginią bawiły się świetnie. Nagle uderzyło coś we mnie… czy Ledoc nie był po prostu zazdrosny?
       - Odwał się… - oparł łokieć o kolano i dłonią podpierał brodę wpatrując się w podłogę. Usiadłem obok niego i poklepałem go po ramieniu. Skinął mi tylko głową i wrócił wzrokiem w martwy punkt.
       - Sin jak myślisz… Jeżeli teraz przeniosę się do twojego pokoju to wpadnę na odpowiedni „moment”? – rzuciłem mu groźne spojrzenie. Wiedziałem, że próbował rozweselić Ledoca ale wara od Adanthir. Jeżeli jeszcze raz ją dotknie w nieodpowiedni sposób to własnoręcznie go zabije.
       - Możesz sprawdzić czy cię nie ma na dziedzińcu i wrócić… - odpowiedziałem na jego pytanie.
       - Nie. – dorzucił Ledoc. – Spadasz na dziedziniec ale już tam zostajesz. – uśmiechnął się do Sena. Ulżyło mi trochę widząc go w nieco lepszym nastroju.
       - Trochę zaczynam się denerwować… - podjąłem temat ślubu. – Ledira i Seia knujące razem plany… to będzie zdecydowanie niezapomniane przyjęcie…
       - Dorzuć Neraide i masz trzy diabły w jednym pokoju. – spojrzałem na Sena a on na mnie. Bogini tygrysów nie wydawała się ani trochę niebezpieczna czy straszna. Przebiegła… to słowo określało ją najlepiej.
       - Nie pocieszasz… - dodałem wzdychając.
       - Przynajmniej są seksowne, zwłaszcza ta nowa bogini. Jaka jest w łóżku? – zagaił Ledoca.
       - Skąd mam wiedzieć. Idź i ją przeleć jak tak bardzo ci zależy. – oburzył się wzruszając ramionami. Neraida była tematem, który działał na niego jak czerwona płachta na byka. Ciekawiło mnie co takiego się stało.
       - Przecież z nią spałeś. Naznaczyła cię. – Sen był nieugięty i drążył temat. – Chętnie bym cię wyręczył gdybym nie był grzesznym. Za takie ciałko warto się poświęcić. – rozmarzył się, a ja głośno westchnąłem. W tym pokoju nadal były dzieci, które na pewno przysłuchiwały się naszej rozmowie. Zdążyłem już poznać te małe diabły dostatecznie dobrze by wiedzieć, że wścibskość to ich druga natura.
       - Z równą chęcią ci ją oddam. Niańcz ją cały dzień i wtedy pożałujesz swoich słów. – byłem coraz bardziej zaintrygowany tym co się działo miedzy nimi. – Nie ufam jej. Według mnie coś kręci… jest niebezpieczna. –  z ostatnim na pewno mogłem się zgodzić. Kobieta pokroju Neraidy to bardzo niebezpieczny typ. Słodka i urocza ale również bardzo sprytna i podstępna. Inteligencji jej nie brakowało i nie bez powodu od razu przyszła mi pomóc. Wątpiłem, że robiła to z dobrego serca. Bardziej byłem skłonny założyć, że czegoś tu szuka… tylko nie wiedziałem czego.
       Do domu Sena wtargnął przemoczony Len. Wszyscy na niego spojrzeliśmy nawet dzieci. Wyglądał jakby spędził na zewnątrz cały dzień. Kapało to mało powiedziane, z niego lała się woda. Praktycznie cały korytarz gospodarza zmienił się w sadzawkę.
       - Len… - zaśmiał się czarnowłosy. – Wyglądasz jak siedem nieszczęść. – wstał i wyjął z szafy kilka ręczników rzucając je w stronę chłopaka. – Wystraszysz dzieci.
       - Sin twój pokój zmienił się w kącik plotkarski. – zignorował Sena. – Dowiedziałem się, że główną atrakcja wieczoru będzie twoja głowa, a raczej jej czubek. – zmarszczyłem brwi. Nie podobało mi się do czego zmierzał. – Ledira postanowiła strzelać ognistymi strzałami w owoce, które będą stały na czubku twojego pustego łba. – Ledoc parsknął śmiechem.
       - Świetny żart… - odpowiedziałem zirytowany.
       - Proponuje konkurs na macanie cycków. Jeżeli odgadnie się do kogo należą można zabrać te dziewczynę na stronę. – Sen wrócił na łóżko i uśmiechnął się dwuznacznie. – Chyba zgarnę główną wygraną… - wziąłem jakiś przedmiot w zasięgu mojej ręki i rzuciłem nim w mężczyznę, który unikną ataku i uśmiechnął się jeszcze szerzej.
       - Doigrasz się kiedyś… - rzuciłem wkurwiony na jego zaczepki. Wiedziałem, że specjalnie mnie prowokował, bo lubił obserwować moje reakcje ale niedługo mogę puścić mi nerwy.
       - Słyszałem, że planujecie ślub za trzy dni. – usiadł obok Sena. – Podczas pełni księżyca. Romantycznie.
       - Seia zadecydowała i nie dała nam zbytniej szansy na sprzeciw. – oparłem głowę o ścianę i głośno westchnąłem. Trzy dni… mam się powstrzymywać przez trzy dni… chyba oszaleje… Zwłaszcza, że ledwo opanowałem swoje rządzę widząc jej podnieconą i zarumienioną twarz kiedy wróciłem z Seią… głupi zakład…

       Rozmawialiśmy z chłopakami jeszcze chwilę, ale dzieci były już zmęczone i położyliśmy je spać. Zdziwiło mnie to, że nawet Ledoc postanowił zostać i nie wrócił na noc do siebie. Cieszyło mnie to niewielkie wsparcie z jego stronu. Nadal nie miałem okazji przeprosić go za to co wtedy powiedziałem… wiedziałem, że nie powinien cały czas tego odkładać ale nie mogłem się przemóc. Zrobiłem głupotę i musiałem za nią odpowiedzieć…
Zasnąłem dopiero po dłuższej chwili. Nie potrafiłem przestać myśleć o Adanthir. Tortura… istna tortura…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Maj 18, 2017 10:26 pm




     Do tej pory nie wiedziałam skąd dziewczyny wzięły tyle białych kwiatów, żeby z ich płatków zrobić dywan prowadzący do „ołtarza”. Nawet nie zdążyłam się ich zapytać jak ten cel nazywają w wioskach, a one już wszystko zaplanowały. Nie zawsze prosiły mnie czy Sina o wyrażenie naszej opinii, chyba zapominając że to miała być nasza ceremonia, ale nie przeszkadzało mi to. Oglądanie jak każdy się angażował w wydarzenie, zapominając o tym, jakie niebezpieczeństwa na nas czyhały było tak cudowne, że nie miałam serca im tego odbierać. Zostawiłam to w ich rękach wiedząc, że nie pożałuję tego bardziej, niż zgodzenie się na tę suknię. Na początku wcale nie zapowiadało się na to, że będzie tak kusa. A jednak…
     Zanim przyszła pora na ślub, musiałam jeszcze coś zrobić, mimo że wiedziałam, że to może być niebezpieczne. Wbrew sobie poprosiłam Neraidę o towarzystwo głównie dlatego, że była silna i w razie czego mogłyśmy razem się wydostać z pułapki. Odwiedzenie grobu mojej matki było czymś, bez czego nie wzięłabym udziały w tej ceremonii. Nie zajęło mi to dużo czasu i na szczęście nie wpadłyśmy w żadne kłopoty, wracając niemal niezauważone. Podziękowałam za to dziewczynie i przebrałam się w suknię. Zaraz po tym dziewczyny wpięły mi we włosy krótki welon z ozdobami w kształcie kwiatów, a ja spojrzałam w lustro, uśmiechając się szeroko. W ogóle się nie stresowałam. Od kiedy trzy dni temu Sin zwrócił się do mnie „Kochanie” nie myślałam o niczym innym, jak tylko o jak najszybszym ślubie, dziękując w duchu Seii za taki wybór terminu. Trzy dni, chociaż się dłużyły, wcale nie trwały tak długo jak się obawiałam i byłam już gotowa do wejścia na zupełnie inną drogę.
     - Gotowa? – Spojrzałam na Eril i entuzjastycznie kiwnęłam głową.
     - Jak na nic innego – odpowiedziałam, po czym ruszyłam z nimi na miejsce ceremonii. Wybrałyśmy pobliże jeziora i godzinę, w której światło księżyca najmocniej odbijało się od tafli wody, aby imitowało ścieżkę oświetloną światłami, na którą król nie żałowałby prądu. Nadawało to wszystkiemu magiczny wyraz i czułam się trochę jak w baśni.
     Na początku smoki i feniksy się podzieliły. Jedni stali po prawej stronie, a inni po lewej. Dziewczynom sporo czasu zajęło przemieszanie ich tak, żeby tego nie zmieniali przez dyskomfort. Mieliśmy być jednym plemieniem i nie chciałam, żeby był wewnętrzny podział.
     Stanęłam na końcu drogi. Dywan z płatków kwiatów i promienie księżyca rozświetlały okolicę. Linia, która odgradzała środek od miejsc dla „gości” była po obu stronach wyznaczona zapalonymi świeczkami. Gdzieś w tle rozbrzmiewała śpiewana poezja wykonywana przez kobietę, którą można było śmiało nazwać współczesnym bardem. Dzieci moje i Sina stały przede mną z koszykami pełnymi czerwonych płatków róż, a kiedy ruszyliśmy rozsypywali je, mieszając z białymi. W ogóle się nie denerwowałam, bo całą uwagę skupiałam na mężczyźnie, czekającym na mnie u celu. Wokół panowała cisza, zagłuszana pieśnią i nocnymi zwierzętami. Słyszałam nawet wilka, ale to tylko nadawało lepszego wyrazu całej ceremonii. W ogóle nie rozpoznawałam osoby, które miała prowadzić ślub i widok podekscytowanej miny Seii zasugerował mi, że coś wykombinowała.
     - Przestań być taka piękna, bo nie wytrzymam – Sin zasłonił oczy, a moje serce zabiło szybciej na dźwięk jego głosu i znaczenia słów. Szeroko się uśmiechnęłam.
     - Będziesz musiał się do tego przyzwyczaić, bo nie mam zamiaru przestawać – puściłam mu oczko i złapałam za rękę wedle sugestii prowadzącego.
     - Kończmy te ceremonie... - wyszeptał mi do ucha, a ja poczułam intensywne mrowienie w okolicach podbrzusza. Te trzy dni bez seksu… To był świetny pomysł.
     - Możemy zaczynać – zwróciłam się do mężczyzny, który uśmiechnął się i położył swoje dłonie na naszych złączonych. Nieprzyjemny dreszcz przepłynął przez moją rękę, ale szybko zmienił się w delikatny strumień lekkiej przyjemności. Po minie białowłosego wywnioskowałam, że poczuł dokładnie to samo. Chwilę później nasze przedramiona rozświetlił srebrzysty sznurek, którego intensywność się zwiększała im bliżej dłoni oraz serca było. Czułam się tak, jakby świecący wąż rozchodził się po mojej ręce i jednocześnie żyłach. – Co to jest? – zapytałam, wpatrując się w to jak zaczarowana.
     - To energia życia każdego z was – zaczął wyjaśniać, obserwując wędrówkę strumienia. – Zdecydowałem się wykorzystywać swoją moc do ceremonii wiązania ze sobą dwóch osób.  – Jak oczarowana przyglądałam się temu zjawisku. Mój strumień był różowy, jego biały. Najpierw indywidualnie płynęły po naszych przedramionach, dopóki się ze sobą nie zetknęły. W tym momencie prowadzący odsunął dłonie i przekręcił je tak, że strumienie zaczęły tworzyć ze sobą naprzemienną spiralę. Czułam się tak, jakby nie tylko w przenośni nasz łączył w jedno, ale i dosłownie, kiedy promienie się plątały ze sobą, wędrując sobie wzajemnie do serca. Kiedy wsiąknęły w nasze ciała połączone w jeden, wzięłam gwałtowny oddech, bo towarzyszyło temu naprawdę cudowne uczucie. Mężczyzna w tym czasie zabrał swoje dłonie, ale my się nie puszczaliśmy. – Ofiarowaną mi przez bogów mocą splątałem wasze losy ze sobą. Konsekwencje czynów, które dokona jedno z was, odbiją się także na drugim. Jesteście teraz jednym ciałem i umysłem. Niech nic ani nikt nigdy wam tego nie odbiera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Maj 20, 2017 12:25 pm



      Ostatnie trzy dni to była istna tortura. Musiałem wykazać się anielską cierpliwością żeby czegoś nie rozwalić. Adanthir prowokowała mnie non stop ubierając się skąpiej niż zazwyczaj a do tego Ledira i Neraida mówiły, że to tylko przedsmak tego jak będzie ubrana na ceremonie. Moja głowa buzowała od myśli i emocji. Próbowałem wyobrazić sobie to co zaplanowały ale za każdym razem kiedy to robiłem byłem jeszcze bardziej podniecony i musiałem przerwać ze względów bezpieczeństwa. Nie chciałem przegrać tego głupiego zakładu i nie miałem zamiaru… wytrzymam do końca ceremonii choćby nie wiem co.
      - Zestresowany? – Sen poklepał mnie po ramieniu. – Nie martw się. Przygotowałem kubeł zimnej wody gdybyś zemdlał z wrażenia na widok Adanthir. – uśmiechnąłem się szeroko do przyjaciela.
      - Zazdrosny? – zapytałem złośliwie.
      - O Adanthir? Zawsze. – skrzyżował ramiona i uniósł kąciki warg. – Idziemy Panie? – ukłonił się teatralnie i wskazał na drzwi. Zaśmiałem się i wyszedłem a dowódca podążył za mną. Do tej pory trzymali mnie zamkniętego w pokoju i nie byłem w stanie zobaczyć nawet odrobiny przygotowań ale rozumiałem dlaczego. Zabrało mi dech w piersi kiedy ujrzałem jak wszystko jest przygotowane. Dziewczyny spisały się na medal i byłem pod wrażeniem ich pracy i pomysłów. Szedłem w towarzystwie Sena przez drogę wykreśloną przez białe płatki. Wszędzie rozpalone były świeczki i setki małych punkcików mieniło się w oddali. Dowódca zostawił mnie przy ołtarzu i odszedł a ja czekałem na swoją przyszłą żonę. Kiedy ją zobaczyłem prawie straciłem oddech… Neraida i Ledira cały czas mi dokuczały odnośnie sukienki ślubnej Adanthir mówiąc, że nie wytrzymam długo bez rzucenia jej i miały cholerną racje… zabije Seie... jak mogła uszyć księżniczce coś takiego… z drugiej strony jak Ada mogła się w ogóle zgodzić na taką sukienkę! Wyglądała pięknie i seksowanie ale tylko dla mnie powinna się tak ubierać. Chociaż z drugiej strony dzisiaj nasz ślub i zrobiła to dla mnie… CHOLERA! Mój mózg powoli zaczynał szaleć. Myślałem i chciałem tylko jednego dlatego kiedy podeszła dostatecznie blisko zasłoniłem oczy. Oddychaj Sin… oddychaj…
      Ada była pod wrażeniem samej „ceremonii”. To była dla niej nowość i widziałem w jej oczach, że była zachwycona. Przyjemność rozlewała się po moim ciele i czułem jak stajemy się sobie bliżsi. To było niesamowite i również byłem pod wrażeniem tej mocy. Stanowiłem z Adanthir jedność i to było najważniejsze. Nawet jeżeli bogowie twierdzą, że nie byliśmy sobie przeznaczeni, ja myślę inaczej. Wstąpiłem na ścieżkę jej przeznaczenia a ona mojego pierwszego dnia kiedy uratowałem ją z pałacu.  Nasze serca zostały wtedy połączone i to jest jedyne przeznaczenie, w które pragnę wierzyć.
      Po ceremonii pocałowałem delikatnie swoją żonę. Musnąłem czule jej wargi nie robiąc niczego bardziej intensywnego, bo wątpiłem czy zdołałbym się wtedy powstrzymać.
      - Kocham cię. – wyszeptałem uśmiechając się. Dookoła nas rozległy się głośne brawa i krzyki. Z tłumu zdołałem usłyszeć „gratulacje” i inne podobne słowa zwieńczające nasz ślub. Chyba nigdy nie byłem bardziej szczęśliwy niż teraz. Dzisiaj spełniło się moje marzenie a niedługo spełni się kolejne… nasze wspólne.
      Dotarliśmy do wioski gdzie czekało na nas przyjęcie. Stoły wypełnione jedzeniem po brzegi do tego scena dla tancerek i grajków i różne inne atrakcje dla dzieci i dorosłych. Byłem pod wrażeniem pracy wszystkich, a zwłaszcza Seii, która nadzorowała całe przyjęcie. Nie widziałem jej w tłumie a chciałem podziękować za ciężką pracę. Wiele osób przyszło złożyć nam gratulacje i wręczyć jakieś drobne upominki. Cieszyło mnie to, bo nawet smoki włączyły się z życzeniami. Czułem, że granica pomiędzy naszymi wioskami powoli zanikała i byłem z tego powodu nawet bardziej niż zadowolony.
      Siedzieliśmy z Adanthir praktycznie sami na dwóch „tronach” otoczeni jedzeniem z każdej strony. Stół był dość wysoki, bo zasłaniał nas praktycznie do połowy. Postanowiłem skorzystać z tej okazji i odegrać się na swojej żonie za to jak torturowała mnie przez ostatnie dni. Włożyłem do ust kostkę lodu i pocałowałem namiętnie księżniczkę. Cichutkie pomruki wychodziły z jej gardła kiedy nasze języki zmysłowo ocierały się o siebie. Zimno potęgowało doznania i księżniczka zaczęła jęczeć bardziej intensywnie. Sięgnąłem dłonią po kolejną kostkę i dotknąłem nią jej uda. Podskoczyła lekko do góry i czułem jak wstrząsają nią dreszcze. Sunąłem kostką coraz wyżej i wyżej aż dotknąłem nią jej perełki zasłoniętej sukienką. Jęknęła na tyle głośno, że byłem przekonany, że ktoś to usłyszał.
      - Nie powinnaś tak podnosić głosu… - wyszeptałem do jej ucha. – Ludzie patrzą… chyba, że chcesz aby wiedzieli… i widzieli… - odsunąłem się i wziąłem kolejną kostkę do ręki. Uwolniłem pochwę księżniczki zsuwając materiał na bok i powolutku jeździłem lodem po wejściu. – Ciii wszyscy patrzą… - szeptałem kiedy zaciskała wargi tłumiąc swój głos. Żałowałem, że nie byliśmy sami. Miałem naprawdę ochotę na coś więcej niż powierzchowne drażnienie jej ciała. Ledwo powstrzymywałem się przed zdarciem z niej tej sukienki. Sterczące sutki tylko wzmagały to pragnienie ale niestety musiałem poczekać aż będziemy sami, tylko że cholera jasna… robiłem się twardy od samych odgłosów, które wydawała. – Poddaj się… - wyszeptałem i wziąłem kolejną kostkę, ponieważ poprzednia zmieniła się w wodę. – Jeżeli przyznasz, że wygrałem to przestane… - przyłożyłem lód do wejścia Adanthir i wepchnąłem go w jej wnętrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Maj 20, 2017 9:57 pm




           - Ja też cię kocham – odpowiedziałam, uśmiechając się ciepło do niego. Tego uczucia nie dało się opisać. Czułam się naprawdę niesamowicie. Nie dość, że sam ślub zawsze wzbudza wiele emocji, teraz zostały spotęgowane formą ceremonii. Naprawdę poczułam się tak, jakbyśmy ja i Sin stali się jednością. W zupełnie inny sposób niż przez seks, bardziej… emocjonalnie czy nawet duszą niż fizycznie.
     Obserwowanie dwóch odmiennych wiosek, które razem ze sobą świętowały, wspólnie. Do tej pory nie potrafili współgrać, nie czuli się jednym plemieniem, a to jedno wydarzenie chyba zniszczyło mur, który postawili, odgradzając się od siebie.
     Mogłabym ich dłużej oglądać, ale Sin odwrócił moją uwagę pocałunkiem. Moje ciało, już i tak rozgrzane, przeszyły dreszcze, kiedy poczułam zimną kostkę lodu. Mruknęłam mu w usta, odwzajemniając czynność, dopóki się nie odsunął i nie skupił na czym innym. Podskoczyłam jak oparzona, kiedy poczułam lód na udzie, zwłaszcza że zaczął nim wędrować w górę. Mocno zacisnęłam wargę, czując jak w moim podbrzuszu zaczyna wariować tornado. Przez ostatnie trzy dni robiłam wszystko, żeby przegrał. Nosiłam ubrania, które zakrywały coraz mniej, przyciskałam do niego biust, kusiłam… Teraz on to robił i o wiele bardziej efektownie. Krew buzowała mi w żyłach, oddech przyspieszył… Dobry Boże, czułam się jak na kilkuletnim głodzie.
     - Sin, nie… - Ugryzłam się w język, żeby zbyt głośno nie jęknąć. Drżącą ręką próbowałam zabrać jego dłoń, ale nie było to skuteczne. Byłam zażenowana swoimi reakcjami. Wcale nie chciałam się tak zachowywać, kiedy byliśmy w miejscu publicznym, ale mężczyzna zdawał się doskonale wiedzieć, co robić, aby mnie nakręcić. Odruchowo zacisnęłam dłonie na brzegu stołu, jakby to miało mi pomóc się uciszyć. – Okej, okej… - wydukałam drżącym głosem. – Wygrałeś tylko przestań… Sin, przestań, proszę… - Błagałam zaciskając mocniej palce i powieki.
     - Na pewno chcesz abym przestał? – drażnił mnie dalej, a ja coraz mocniej zaciskałam dłonie.
     - Tak, chcę… Sin, proszę… - Próbowałam dalej.
     - Twoje ciało mówi co innego... - pocałował mnie, zmuszając do puszczenia brzegu stołu.
     - Ale wolałabym, żeby nikt inny nie oglądał mnie w takim stanie… - szepnęłam, bo jakbym używała głosu to źle by się to skończyło. Na szczęście tym razem przerwał, a ja odetchnęłam z ulgą, czując jego usta na swoim policzku.
     - Następnym razem ty będziesz musiała zacząć... – Uśmiechnęłam się do niego, uspokajając oddech.

     Po dwóch godzinach, czekało było nie do zniesienia. Nie tylko dla mnie, ale i dla Sina, u którego też wyraźnie widziałam jak ciągle zmienia rękę, którą się podpiera czy tupie nogą…
     - Kochanie, użyj iluzji i wynośmy się stąd… - mruknął do mnie, a ja spojrzałam na niego.
     - Myślisz, że jest potrzebna? – zapytałam, bo osobiście podejrzewałam, że każdy z nich zrozumie nasze zniknięcie.
     - Jak najbardziej potrzebna. – Spojrzałam na niego i w milczeniu się mu przyglądałam, po czym przeniosłam wzrok na „gości”. Wzięłam kilka głębokich oddechów, zamknęły oczy i użyłam mocy Raana.
     – Chodź – złapałam go za rękę i pociągnęłam za sobą, podnosząc się od stołu. Wyminęłam ludzi tak, żeby nikogo nie szturchnąć i po chwili znaleźliśmy się w pokoju mężczyzny. Zamknęłam drzwi i z szerokim uśmiechem odwróciłam się przodem do niego.
     - Myślałam, że nigdy o to nie poprosisz… - zaczęłam, podchodząc bliżej i chwytając w rękę materiał jego bluzki. – Czekanie było torturą… - dodałam i mocno pchnęłam go, dopomagając sobie mocą Ario. Wylądował na posłaniu, a czas, który poświęcił na zorientowanie się w sytuacji, poświęciłam na to, aby usiąść na jego biodrach i nachylić, aby go pocałować. Wsunęłam mu język w usta, a dłonią wędrowałam w stronę jego krocza, podnosząc się lekko do góry, aby nic nie blokowało przejścia. – To co? – Zapytałam, wsuwając mu dłoń w spodnie. – Mam cię nazywać Misiek? Kochanie? – nachyliłam się bliżej jego ucha i przygryzłam płatek. – Czy mój panie? – szepnęłam, oplatając ciepłym oddechem jego skórę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Maj 21, 2017 5:31 pm



        Podobało mi się to co robiła Adanthir dlatego nie oponowałem a wręcz poddawałem się jej ruchom. Nie miałem nic przeciwko pieszczotom jakie mi oferowała. Uwielbiałem smak jej pełnych i kuszących warg. Nasze języki idealnie zgrywały się w jedną harmonie.
        - Władco wystarczy. – uśmiechnąłem się uroczo w odpowiedzi na pytanie. Dłoń Ady zawędrowała w spodnie i delikatnie muskała moją męskość. Po trzech dniach bez seksu byłem cholernie podatny na jej dotyk. Głośno dyszałem od samych palców księżniczki. – Ada… - z wielkim trudem wyjąłem jej rękę ze swoich spodni i podniosłem się do siadu. Wpatrywałem się w nią przez chwile, bo wyglądała jeszcze piękniej niż zazwyczaj. – Zabije cię za te sukienkę. Tylko ja mam prawo oglądać cię tak ubraną… - włożyłem język w usta księżniczki i namiętnie całowałem. Złapałem za górę sukni i delikatnie zsunąłem ją na dół okrywając cycki, które zacząłem agresywnie ugniatać. Bawiłem się nimi wykręcając sutki na lewo i prawo. Ada coraz głośniej i głośniej jęczała ale nie uwalniałem ani jej ust ani biustu. Gdybym mógł zdarłbym z księżniczki całe ubranie ale musieliśmy jeszcze wrócić na przyjęcie.
        - Przegrałaś nasz zakład. – wyszeptałem do jej ucha i polizałem je. – Jesteś moją niewolnica na całą dobę… - mocno ściskałem sutki powodując salwę głośnych jęków. – Masz mówić do mnie „panie” i wykonywać wszystkie polecenia… - przejechałem językiem wzdłuż szyi. – Wstań i odwróć się do mnie tyłem. – Ada wstała i zrobiła to co kazałem. – Teraz się nachyl i wypnij tyłek. – kiedy to zrobiła zarzuciłem na jej plecy dół sukienki i odchyliłem materiał zasłaniający pochwę. Czułem, że był już trochę mokry ale „trochę” mnie nie zadowalało. – Masturbuj się. Chętnie popatrzę. – oparłem dłonie o łóżko odchylając się lekko do tyłu czekając na pokaz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Maj 21, 2017 6:30 pm




           Delikatnie masowałam jego męskość opuszkami palców, nie przerywając pocałunku. Gdybym tylko mogła całkowicie bym go uciszyła i zabroniła przerywać. Nie wiedziałam, które z nas było bardziej spragnione, on czy ja.
     - Ta sukienka to specjalnie dla ciebie – odpowiedziałam z uśmiechem. Fakt, może inni też mnie w niej widzieli, ale co z tego? Nie obchodziło mnie to. Najważniejsza osoba była tym zachwycona, a przez to ja także.
     Jęknęłam w jego usta, czując jak ugniata moje piersi. Przyjemność rozlała się po moim ciele, pobudzając kobiecość. W podbrzuszu czułam znajome pragnienie, a całą mną wstrząsało pragnienie. Przez ostatnie trzy dni świetnie się bawiłam kusząc Sina i oglądając jego usilnie wstrzymywanie się. Niejeden raz widziałam w jego spodniach pobudzoną wypukłość, ale był uparty. Przez to i ja się nakręcałam. Im bardziej do kusiłam, tym trudniej mi było się wstrzymywać. Pobudzając jego zmysły, pobudzałam i swoje.
     W pierwszej chwili myślałam, że chce we mnie wejść od tyłu, ale nie zrobił tego. Z trudem powstrzymałam niezadowolone mruknięcie, kiedy zażyczył sobie czegoś innego. Jednocześnie wiedziałam, że im dłużej będzie tak zagrywał, tym intensywniejsze doznania się potem pojawią, dlatego pomimo czerwonej ze wstydu twarzy, położyłam dłoń nad swoim kolanem. Palce skierowałam w stronę krocza, by w następnej chwili bardzo powoli sunąć wzdłuż uda aż do kobiecości. Celowo robiłam to bardzo powoli, błądząc opuszkami palców po skórze, dopóki nie dotarłam do upragnionego miejsca. Zaczęłam jeździć dłonią po wejściu, nie wsuwając jej do środka i pobudzając wszystkie nasze zmysły. Mruknęłam, przyspieszając, by w końcu wjechać do wnętrza i jęknąć. Moje ciało odruchowo się naprężyło. Powoli wsuwałam i wysuwałam palce, zatrzymując się na chwilę po każdym kolejnym ruchu, aby wszystko jeszcze bardziej zadziałało. Nie zapominałam o stymulowaniu łechtaczki w taki sposób, aby nie odczuwać największej przyjemności, ale wystarczającą. Tę największą chciałam zostawić dla Sina. Chciałam, żeby to on doprowadził mnie na skraj rozkoszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Maj 24, 2017 9:26 pm



        Podobało mi się to co robiła księżniczka. Dotykała się na moich oczach, bo tak jej rozkazałem. Kto by przypuszczał, że z tej speszonej, niewinnej dziewczynki zrobi się kobieta, w dodatku tak pociągająca. Obserwowałem jej wyczyny z uśmiechem na twarzy. Czułem jak wzrastało we mnie stłumione przez ostatnie dni pożądanie, a wybrzuszenie w spodniach tylko to potwierdzało. Pragnąłem ciała mojej pięknej księżniczki bardziej niż czegokolwiek dlatego kiedy wsunęła palec do środka słodko jęcząc zacząłem jej przeszkadzać. Wkładałem język pomiędzy jej palce i namiętnie lizałem wejście doprowadzając księżniczkę do podniecających dreszczy. Dłonie położyłem na pośladkach i agresywnie je masowałem. Woń jej mokrej pizdy nakręcała mnie jeszcze bardziej dlatego wylizywałem i ssałem całą pochwę Adanthir.
         - Jęcz dla mnie głośniej… - wbiłem paznokcie w pośladki swojej żony doprowadzając ją do krzyku. – Jęcz głośniej… - odsunąłem się przerywając czynności. – No jęcz… krzycz jak ci ze mną dobrze. – uderzałem ją otwartą dłonią raz w jeden pośladek raz w drugi cały czas obserwując jej kobiecość. Przy każdym uderzeniu soki kapały z mojej pięknej księżniczki ale nie zamierzałem przerywać torturowania, bo wiedziałem, że to ją podnieca. – Usiądź mi tyłem na kolanach zanurzając we mnie swoją przemoczoną pizde. – rozkazałem wypuszczając naprężoną męskość ze spodni. Ada wykonała polecenie i poczułem jak delikatnie we mnie wchodzi. Złapałem jej dłonie i położyłem na swoich biodrach. Sam chwyciłem za pokaźny biust bawiąc się nim. Delikatnie gładziłem sutki aby po chwili mocno je pociągnąć. Zbliżyłem usta do jej prawego ucha i specjalnie powoli oddychałem aby podrażnić ją jeszcze bardziej. Czułem jak błony księżniczki ostro pulsują ale nadal nie pozwalałem jej się ruszać co musiało doprowadzać ją do szaleństwa.
         - Złącz kolana i ładnie poproś… „Panie błagam pozwól mi zadowolić cię moją ciasną i mokrą pizdą.” – przejechałem językiem po szyi i mocno zaciskałem palce na sutkach czekając na słodką prośbę mojej niewolnicy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 444
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Maj 25, 2017 10:39 pm




           Całe moje ciało drżało jednocześnie z podniecenia i irytacji. Cholernie drażniło mnie to, że Sin dalej nie pozwalał nam się zadowolić. Czułam go w sobie, ale nie pozwalał na nic więcej, a tylko podkręcał już i tak intensywne pragnienie, które mną kierowało. Co gorsza, on doskonale wiedział jak na mnie działał w tym momencie i właśnie przez to bardziej się w to „angażował”. Coraz mocniej wbijałam paznokcie w jego biodra, czując że dłużej nie wytrzymam. Byłam skazana na jego łaskę.
     - P… panie… - Nie chciałam tego mówić. To brzmiało dla mnie tak idiotycznie, ale co innego miałam zrobić? – Panie, błagam pozwól mi zadowolić cię… - zagryzłam wargę, czując jak moja twarz niemiłosiernie piecze z zażenowania. - …moją ciasną i mokrą pizdą… - Gdybym mogła, spaliłabym się teraz ze wstydu.
     - Mógłbym się do tego przyzwyczaić…
     - Sin! – spuściłam wzrok, zaciskając powieki. To było nie do zniesienia.
     - Miało być "panie" - zaśmiał się, a ja poczułam jeszcze bardziej narastającą irytację.
     - To czas wracać na nasz ślub… - zaczęłam się podnosić z niego, ale mnie powstrzymał.
     - To ja tu rozkazuje – zakomunikował i zaczął całować mnie po szyi. Byłam w potrzasku i miałam pewność, że w końcu to ja się mu odpłacę a tą zabawę. - Tak szybko chcesz ode mnie uciec? Co za niegrzeczna niewolnica... - polizał moje ucho, wyciągając ze mnie zaskoczone mruknięcie i złożył przy nim kilka pocałunków. - Myślisz, że trzy dni zaspokoisz jednym razem? - złapał mnie za brodę i odchylił w swoją stronę. Uniósł brew do góry i uśmiechnął się. - Usiądź na mnie okrakiem, zabawiaj mnie, całuj... co tylko chcesz. – Czułam się tak, jakby rzucił na mnie jakiś cholerny czar. Nie mogłam mu odmówić, musiałam wykonywać jego polecenia chociaż starałam się to powstrzymać.
     - Chcę ciebie… - odezwałam się, drżącym głosem z przymrużonymi powiekami i przybliżyłam wargi go jego ust, składając na nich namiętny pocałunek. Wsunęłam język do środka i zaczęłam się bawić oboma.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 361
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Maj 26, 2017 9:18 pm



         Nasze języki namiętnie ocierały się o siebie. Ada nakręciła się chyba jeszcze bardziej niż ja. Usiadła na mnie okrakiem i najpierw powoli a później coraz szybciej poruszała biodrami. Zalała mnie fala przyjemnych dreszczy i pozwoliłem sobie upaść na łóżko. Księżniczka poleciała razem ze mną nadal nie odrywając naszych warg. Nie narzekałem, byłem wręcz zachwycony tym co robiła i jak się zachowywała. Lubiłem kiedy czasami przejmowała inicjatywę tak jak w tej chwili. Nie zwalniając stymulowała i mnie i siebie. Całą sobą pragnęła spełnienia tak samo jak ja. Nie mogłem już znieść narastającego napięcia dlatego wymieniłem nas miejscami nie zważając na to, że sukienką bądź fryzura Ady się popsuje. Złapałem ją mocno za kształtny biust i zacząłem delikatnie wysuwać członek z jej wnętrza aby następnie agresywnie go wepchnąć. Głośno sapałem przy każdym ruchu podobnie jak księżniczka. Powtarzałem czynność raz zwalniając a raz przyspieszając aż do momentu kiedy całe napięcie ze mnie wypłynęło.
         Leżałem na mojej żonie zadowolony z naszej „nocy poślubnej”. Doszedłem w niej po raz kolejny zaznaczając, że należy do mnie i tylko do mnie, ale nadal było mi mało. Penis nie zwiotczał tylko nadal był gotowy do akcji.
         Wyciągnąłem pasek ze spodni i związałem nim ciasno nadgarstki Ady za jej plecami. Miałem ochotę na bardziej zawstydzającą zabawę dlatego wyciągnąłem księżniczkę na zewnątrz i pociągnąłem w dość ustronne miejsce, ale z którego nadal dało się słyszeć śpiewy i muzykę weselną. Położyłem swoją żonę na trawie i szeroko rozstawiłem jej uda zdejmując z niej majtki i dolną część sukienki. Cycki nadal były na wierzchu, ponieważ nie trudziłem się z ukrywaniem ich. Wiedziałem, że nikt nas nie zobaczy ale możliwość „przyłapania” podniecała nie tylko mnie ale i Adanthir. Przyglądając się jej pochwie mogłem śmiało powiedzieć, że ją musi podniecać to jeszcze bardziej.
         - Co my tu mamy… - przyłożyłem dwa palce do wejścia i powoli nimi ruszałem. Słyszałem jak jej mokre błony odpowiadają mi przy każdym posunięciu. – No, no… - włożyłem mokre palce do swoich ust oblizując je. – Uwielbiam twój smak… - rozchyliłem uda jeszcze szerzej i zbliżyłem twarz do kobiecości. - … i zapach… - specjalnie mówiłem te wszystkie rzeczy żeby ją zawstydzić. Podniecało mnie kiedy miała niewinny wyraz twarzy. –  … kuszący aromat… nie mogę się oprzeć… - włożyłem język między jej błony i bardzo powoli jeździłem nim po pochwie. Chciałem aby błagała mnie o doprowadzenie jej do orgazmu, ponieważ bez prośby nie miałem takiego zamiaru. Ssałem i całowałem kobiecość doprowadzając księżniczkę do jęków i pomruków. Lizałem perełkę aby jeszcze bardziej ją nakręcić po czym przestawałem na chwilę i znów to robiłem. Drażniłem jej ciało rozkoszując się torturami jakimi ją obdarowywałem. – Od dziś należysz już tylko do mnie… dlatego zostawię na twoim ciele swoje znaki… - zacząłem od malinkach na udach, później przeniosłem się na brzuch i tam również pozostawiłem kilka, następnie biust, klatka piersiowa, szyja… naznaczyłem całe jej ciało po raz pierwszy i na pewno nie ostatni. Miałem zamiar codziennie dokładać po kilka aby nie zapomniała, że teraz to ja jestem jej mężem i kochankiem. – Kocham cię… - na końcu złączyłem nasze wargi i namiętnie całowaliśmy się przez chwile. Musiałem jednak przerwać, bo członek niemiłosiernie domagał się uwagi. Podniosłem Adanthir do siadu i wypuściłem kutasa ze spodni prosto przed jej twarzą. – Smacznego… - zarządziłem wiedząc, że mam nad nią pełną władzę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   

Powrót do góry Go down
 
Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 23 z 25Idź do strony : Previous  1 ... 13 ... 22, 23, 24, 25  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: