IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23, 24, 25  Next
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Maj 01, 2017 7:20 pm




     - Przyjmuję wyzwanie – Sin uśmiechał się w taki sam sposób jak ja, co tylko powiększyło mój grymas zadowolenia. Następnie ponownie mnie pocałował i chociaż na pewno oboje chcieliśmy dalej oddawać się tej przyjemności, nie mogliśmy. Eril i Ledoc nadal byli w niebezpieczeństwie, a ja powinnam podziękować tym, którym zawdzięczam życie i iść do bliźniąt. Na pewno nikt ich nie powiadomił o moim powrocie i dobrze, bo nie wiedziałam jak by zareagowali na mój stan, ale nadal powinni mnie zobaczyć. Nie chciałam myśleć o tym, jak się zachowywali podczas mojej nieobecności.
     Mężczyzna zsunął się ze mnie, a ja podniosłam do siadu. Potrzebowałam kąpieli, ale tym musiałam zająć się później. Czułam się… dziwnie spokojna? Zupełnie tak, jakby nic się nie stało. Całe napięcie ze mnie zeszło nie wiedziałam czy chodziło o seks z narzeczonym, czy może o bliską śmierć. Z resztą to nie było istotne. Czułam się dobrze i miałam nikłą nadzieję, że już tak pozostanie. Ostatnio miałam tak spięte mięśnie, że wszystkie czułam.
     - Sin? – dopiero po chwili zauważyłam zmianę jaka w nim nastąpiła. – Magicznie opanowałeś umiejętność ścinania włosów? – zapytałam, spoglądając na idealnie wyrównane kosmyki. Pamiętałam, że przed moim wyruszeniem różnica, jaka dzieliła prawą stronę od lewej była tak przerażająco wielka, że powodowała atak śmiechu. Talentu do fryzjerstwa to on nie miał.
     - Ledira je dla mnie ścięła - przysunął mnie do siebie i pocałował.
     - Ow… - Nic innego nie przychodziło mi do głowy. Jak miałam zareagować? Wpaść w histerię? Pokłócić się z nim? Po co?
     - Jesteś zazdrosna?
     - N… Nie – odpowiedziałam chyba zbyt szybko, bo… Sin się uśmiechnął.
     - Nie...? - objął mnie w talii. - Jesteś pewna? - polizał moją szyje, wyciągając ze mnie ciche mruknięcie. Ja z kolei pokręciłam przecząco głową, zaciskając usta.
     - Ani trochę…
     - Szkoda... - włożył jeden palec w moją kobiecość, przyprawiając mnie o przyjemne dreszcze i poruszył nim trochę. - Bo ja jestem szaleńczo zazdrosny... – przerwał, zostawiając mnie z uczuciem niezaspokojenia i wstał. Podszedł do szafy, wyjął bluzkę i rzucił w moją stronę.
     - Przydałyby się też spodnie… - odezwałam się z uśmiechem po założeniu górnej części ubioru. Była dużo większa ode mnie, ale nadal nie robiła za nic więcej niż bardzo króciutką sukienkę. – No chyba, że mam iść do Sena w takiej wersji… - dodałam, unosząc kącik warg jak do wyzwania.
     - Jeżeli chcesz iść do Sena to możesz zdjąć to co założyłaś - wkurwiony usiadł na fotelu, a ja przewróciłam teatralnie oczami. Był strasznie drażliwy na jego punkcie, ale mogłam się tego spodziewać. Spokojnie do niego podeszłam i nachyliłam się, podnosząc jego podbródek do góry tak, aby patrzył prosto w moje oczy.
     - Jeśli ci to poprawi nastrój to żałuję tego, co zrobiłam – puściłam go i sama podeszłam do szafy, żeby wyciągnąć jakieś dresy mężczyzny. Oczywiście kiedy je założyłam utopiłam się w nich, ale wolałam tak iść do Sena niż w zbyt… kobiecej wersji. Doskonale pamiętałam co powiedział, kiedy skończyliśmy i chociaż był to niesamowity komplement, jednocześnie uznałam, że jednak za bardzo mu się podobam. – I chciałabym, żebyś ze mną do niego poszedł, ale już zrobisz jak chcesz – zakończyłam, kierując się w stronę drzwi. Sin od razu dołączył, a kiedy znalazł się obok mnie, spojrzałam na niego kątem oka i uśmiechnęłam się pod nosem.
     Weszłam do swojego pokoju w celu zmiany ubrania, ale zastałam tam Sei i Lena. Dziewczyna leżała na łóżku, a chłopak jej pilnował tak, jakby miała zwiać. W sumie nic dziwnego, już raz to zrobiła. Chociaż z drugiej strony… On był wkurwiony… Dlaczego?
     - Sei… - nie podeszłam zbyt blisko. Nie miałam do niej takiego stosunku jak do Siggira czy innych bóstw. Zdążyła sprawić, że ją polubiłam, ale nadal miałam jej za złe to, że kazała mi okłamywać Sina. – Dziękuję za pomoc – mimo, że chciałam, wcale nie brzmiałam tak swobodnie. – I przepraszam, że tyle cię to kosztowało – dodałam, przyglądając się temu jak fatalnie wyglądała. Mówiłam szczerze, chociaż mogło się wydawać inaczej. Odwróciłam się więc, żeby wyjść, ale zatrzymałam w przejściu. Miałam cholerne wyrzuty sumienia za to, jak się zachowywałam, ale to było silniejsze ode mnie. Dlatego z powrotem na nią spojrzałam i podeszłam, nachylając się nad jej uchem. – Chciałabym być twoją przyjaciółką, ale wiesz doskonale dlaczego jest mi tak trudno… - szepnęłam na tyle cicho, żeby reszta tego nie usłyszała. W tym samym momencie przytłumiłam nieco słuch dwójki mężczyzn w pomieszczeniu. Nie chciałam, żeby to usłyszeli. – Odpoczywaj – uśmiechnęłam się do niej, niwelując działanie mocy klątw i wyszłam z pokoju, udając się do domu Sena w towarzystwie narzeczonego. Zapukałam do odpowiednich drzwi i już po chwili byliśmy w środku.
     - Chciałam ci podziękować… - zaczęłam, spoglądając na mężczyznę. – Gdybyś się nie pojawił zapewne już wąchałabym kwiatki od spodu – spuściłam głowę i przygryzłam niepewnie wargę, splatając palce za plecami. – I jeszcze coś…
     - Podziękowania? Uroczo, ale nie potrzebuje ich. Wezwałaś mnie więc przybyłem – dziwiło mnie, że chociaż zarzekał się, że tylko Sina słucha, w tym momencie wyglądało, jakby jednak i moje prośby niekiedy wykonywał. Przed… seksem zapewne by to zignorował, a teraz? Dlaczego tak poleciał pomimo swojej postawy względem mnie?
     - I jeszcze coś… - powtórzyłam, ponownie podnosząc na niego swój wzrok. – Przepraszam… - Nie byłam pewna czy powinnam o tym mówić przy Sinie, ale podejrzewałam, że raczej nie pozwoli mi być z nim sam na sam, nigdy. – Oboje byliśmy winni, a Sin skierował na ciebie całą swoją wściekłość i ból, wyrzucając z wioski, która jest bardziej twoim domem niż moim. Dlatego naprawdę cię za to przepraszam – zakończyłam szybko, bo nie chciałam, aby przywódca feniksów przerwał mi w połowie.
     - "Przepraszam". Zaraziłaś się tą straszną chorobą od Sina? - mrugnął do mnie. - To ja cię zmusiłem więc to moja wina. Koniec tematu, bo nie chce dostać po raz kolejny od twojego "narzeczonego" – otworzyłam usta, żeby coś dodać, ale zamknęłam je. I ja, i Sen wiedzieliśmy, że wcale mnie do tego nie zmusił. Sama go błagałam, mimo że nie chciałam.
     - Dotknij ją jeszcze raz, a następnym razem nie będziesz się w stanie ruszać. - Sin włączył się do dyskusji i uśmiechnął do Sena.
     - W takim razie dziękuje matce naturze za dar teleportacji... przynajmniej ucieknę w czas – nie dołączałam się do tej wymiany zdań, po prostu słuchałam, obserwując ciemnowłosego. Zaskoczył mnie. Albo mi się wydawało, albo chciał na siebie wziąć całą winę, żeby nie niszczyć mojej relacji z narzeczonym.
     - Sen... bo rzucę na ciebie klątwę impotenta...
     - Myślisz, że jakaś klątwa na to zadziała? - zaśmiał się.
     - Chcesz sprawdzić?
     - Przecież nie dotknąłem jej nawet...
     - I tak ma zostać. Idziemy – Sin odwrócił się, żeby odejść, ale ja jeszcze chwilę spoglądałam na drugiego mężczyznę. Zachował się… przyzwoicie. U niego to nie zdarzało się często, dlatego tak bardzo na mnie zadziałało. W jednej chwili zniknęła moja wściekłość za to, że mimo moich próśb i tak mnie przeleciał. Uśmiechnęłam się ciepło do niego i bezgłośnie powiedziałam dziękuję, wiedząc że to odczyta. Dopiero potem dołączyłam do przywódcy feniksów, mając jeszcze lepszy nastrój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Maj 01, 2017 11:42 pm



       Leżałam z Ledociem na podłodze i ciężko dyszałam po spełnieniu jakie mi zagwarantował. Jego dotyk tak bardzo różnił się od dotyku Vaynarda… kiedy mnie całował czułam nie tylko namiętność i pożądanie ale również miłość, którą mnie darzył i miałam nadzieję, że ode mnie czuł to samo.
       - Kocham cię… - powtórzyłam po raz kolejny i miałam zamiar to powtarzać przy każdej możliwej okazji. Jego „śmierć” tak bardzo mnie dotknęła, że dopiero wtedy zrozumiałam jak wiele mogłam stracić. Chcę żeby wiedział jak bardzo mi na nim zależy i że to nie jest jednostronne uczucie.
       - Eril… - pocałował mnie i przejechał dłonią po policzku. – Kocham cię i już nigdy cię nie puszczę. – czułam na sobie jego silne ramiona. Czułam się tak bezpiecznie kiedy mnie obejmował. Obecność Ledoca sprawiała, że zapominałam o tych wszystkich okropieństwach, których dzisiaj doświadczyłam. Wystarczył jeden jego uśmiech i złe chmury zastępowało słońce.
       - Eril! – Neraida podbiegła do mnie i przytuliła kiedy byłam jeszcze w objęciach Ledoca. – Jesteś ranna? Coś cię boli? – troskliwość bogini sprawiła, że łzy pociekły po moich policzkach. Nie były spowodowane smutkiem, żalem czy rozpaczą a radością, że mam tak wspaniałą przyjaciółkę. Znała mnie kilka dni a przybiegła mi na ratunek wiedząc, że czeka na nią pułapka. – Przepraszam… - pokręciłam tylko głową. Nie potrzebowałam przeprosin. Zrobili to aby mnie uratować. Poświęcenie Ledoca wiele dla mnie znaczyło. Czułam, że to zdarzenie jeszcze bardziej zbliżyło nas do siebie mimo, że powinno stać się na odwrót.
       - Zabierz nas stąd proszę… - bogini skinęła głową i złapała nas za ramiona. Sięgnęłam dłonią do kolczyka wiszącego na moim uchu. Zacisnęłam na nim pięści. Chciałam go mocno cisnąć przed siebie. Zapomnieć o tym potwornym królestwie, o odpowiedzialności o wszystkim… Ledoc widząc to zabrał moją dłoń z kolczyka i pokręcił głową. Wiedziałam co chciał powiedzieć. „Nie uciekaj”. Tylko jak mogłam tego nie robić kiedy wszystkie wspomnienia związane z tym miejscem to tortury…
       Neraida przeniosła nas do siebie. Dopiero teraz zwróciłam uwagę na to, że poza płaszczem Ledoca byłam całkiem naga. Zrobiłam się cała czerwona i owinęłam się nim ciaśniej. Bogini zaśmiała się i podeszła do szafy.
       - Może chcesz coś pożyczyć? – zapytała.
       - Wole ją w tym co ma na sobie. – objął mnie zadowolony, ale natychmiast odepchnęłam go zażenowana.
       - Ledoc! – krzyknęłam zawstydzona. Jak on mógł wygadywać takie rzeczy!? Mężczyzna podszedł do Neraidy i zerknął do szafy.
       - Masz coś seksownego? Albo z dużym dekoltem? – dziewczyna uśmiechnęła się i puściła mu oko.
       - Coś się znajdzie. – zaczęła grzebać z szafie zadowolona. – Może to? – wyjęła coś tak krótkiego, że zalałam się rumieńcami.
       - Neraida!! – krzyknęłam jeszcze bardziej zażenowana niż wcześniej.
       - Mnie się podoba. – pokiwał z aprobatą Ledoc. Podeszłam do nich i odepchnęłam mężczyznę od szafy.
       - Wynocha! Już! – odgoniłam go i westchnęłam. – Coś normalnego… błagam…
       - No już już… - zaśmiała się i pogłaskała mnie po głowię. Podała mi normalną prostą sukienkę, którą założyłam od razu. Zdziwiłam się po pasowała idealnie. Dopiero teraz zauważyłam, że faktycznie byłyśmy podobnej figury. Niskie i z wypukłościami.
       - Tamta podobała mi się bardziej. – zrobił smutną minę i objął mnie ramieniem.
       - Złośliwiec… - nadymałam policzki i skrzyżowałam ramiona. Neraida zaśmiała się widząc nasze zachowanie i zaczęła pakować swoje rzeczy. Nasze niestety zostały w zamku i nie miałam ochoty po nie wracać. Nie było tam niczego wartościowego.
       - Wioska feniksów. Ciekawe co to za miejsce. – Ledoc wziął jej bagaż. Zdziwiłam się. Wcześniej nie był zbyt przyjaźnie nastawiony… czyżby „to” ich zbliżyło? Poczułam lekkie ukłucie zazdrości ale zaraz odegnałam te myśl.
       - Gorące. – uśmiechnął się. – Zgrzejesz się w tych ubraniach. – to prawda. Bogini ubrana była od stóp do głów. Ta stylizacja nie była odpowiednia na nasze temperatury. Większość kobiet chodziła skąpo ubrana.
       - To nawet lepiej. – zaśmiała się. – Może jakiś przystojny młodzieniec je ze mnie zrzuci. – objęłam Ledoca mocno. Nie mogłam uwierzyć, że byłam zazdrosna. Teraz rozumiałam co czuł kiedy byłam blisko z Sinem… - Ruszamy. – zamknęłam oczy i przeraźliwe zimno zmieniło się w gorąc. Rozchyliłam delikatnie powieki chroniąc je przed rażącym słońcem.
       - Eril, Ledoc? – wokół nas zrobiło się zbiorowisko. Jednak w centrum zainteresowania a zwłaszcza męskiego grona była Neraida. – Zawołajcie Sina! – krzyknął ktoś z tłumu, a ja poczułam niepokój na dźwięk tego imienia. Sin… będzie wściekły. Ledoc opowiedział mi wszystko. Próbowali zlokalizować z boginią miejsce pobytu księżniczki i okazało się, że znajdowała się właśnie tutaj. Ktoś musiał ją uratować… tylko kto? Moce Neraidy były naprawdę potężne… nawet z tak dalekiej odległości wyczuwała jej stan zdrowia i nie był on najlepszy w tamtym momencie. Miałam nadzieję, że Sei się nią zajęła.
       Z oddali dostrzegłam sylwetkę naszego przywódcy. Nie wyglądał na zadowolonego. Przytuliłam się mocniej do mężczyzny. Nie chciałam zostać wygnana tak samo jak Sen… ale to była moja wina, że Adanthir była w poważnym stanie…on mi nie wybaczy… nigdy mi nie wybaczy…
       - Eril! – krzyknął i zaczął biec. Odsunęłam się od Ledoca i spuściłam głowę. Byłam gotowa na uderzenie ale to co poczułam na pewno nim nie było. Czy on… obejmował mnie? – Dzięki bogu nic ci nie jest… - nie był zły? Odsunął się i przytulił Ledoca. – Martwiłem się… - spojrzałam na ukochanego, a on na mnie. Oboje byliśmy zbici z tropu. Oczekiwaliśmy wyzwisk, krzyków ale nic takiego się nie stało. Sin przywitał nas ciepło i nie miał żadnych pretensji czy zarzutów.
       - Co z Adanthir? – zapytałam zdenerwowana.
       - Wszystko w porządku. Nic jej nie jest. – odpowiedziała Neraida zamiast Sina zwracając na siebie jego uwagę. Przywódca spojrzał pierw na mnie pytająco a potem na kobietę.
       -  Mogę wiedzieć kim jesteś? – zapytał zdenerwowany.
       - Nazywam się Neraida ale zwą mnie również Byakko. Jestem bóstwem tygrysów. – uśmiechnęła się radośnie. Sin spojrzał znów na mnie a ja złożyłam ręce jak do modlitwy i schyliłam głowę w geście przeprosin.
       - Nie martw się panie przywódco. Przyszłam odwiedzić przyjaciółkę i zawiązać z nią sojusz. Nie mam złych zamiarów.
       - Widzę, że nie próżnowaliście w tym Norgarcie… - westchnął. – Niestety musisz poczekać. – zwrócił się do bogini. – Seiryuu nie jest w dobrej kondycji na takie rozmowy. – spojrzał na mnie. – Eril musisz jej pomóc. – skinęłam głową i ruszyłam za Sinem do pokoju, w którym leżała moja współlokatorka. Mrugnęłam do Ledoca na pożegnanie więc posłał mi czuły uśmiech. – Eril… zamorduję cię… - Sin położył mi dłoń na głowie i poczochrał włosy. – Myślałem, że zejdę na zawał czekając na was… nigdy więcej was nie puszcze. Nie ważne jak bardzo będziesz na mnie wściekła za niedotrzymywanie obietnic to był pierwszy i ostatni raz kiedy wyruszyłaś na misje.
       - Dziękuje Sin i przepraszam za to co powiedziałam… wcale tak nie myślałam… nadal chcę być częścią twojej rodziny. – zatrzymaliśmy się przed drzwiami do pokoju gościnnego.
       - Cieszę się. Zależy mi na was… - położył mi łokieć na głowie. – No więc jak daleko zaszliście z Ledociem? – uśmiechnął się wrednie. Zrobiłam się cała czerwona. On wiedział… Adanthir mu powiedziała. Otworzyłam usta ale słowa nie wychodziły. Białowłosy się zaśmiał. – Urocza z was para. – otworzył drzwi i nie miałam szansy na żadną ripostę. Idiota!!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 11:10 am




     W trakcie drogi powrotnej wspomniałam Sinowi o tym, co zaszło pomiędzy Ledociem, a Eril. Nie był tym zaskoczony, ani nie był chętne do rozmowy. Szedł naburmuszony jak małe dziecko, któremu przerywa się zabawę. Zatrzymałam się więc i złapałam go za rękę, kiedy mnie wyminął. Pociągnęłam go w swoją stronę przekręcając i spojrzałam w oczy, unosząc głowę.
     - Przepraszam jeśli moja zaczepka cię zdenerwowała czy zraniła – odezwałam się, wzdychając ze zrezygnowaniem. Nie sądziłam, że mężczyzna może tak źle odebrać głupi żart, ale mogłam się tego spodziewać. Gdyby on rzucił do mnie taki tekst na temat Michelle, gdyby żyła i gdybyśmy byli razem pomimo tego, pewnie też bym się poczuła urażona. Działała na mnie jak płachta na byka, więc pewnie Sin tak samo reagował na Sena. – Idę się przywitać z bliźniętami – dodałam, puszczając jego dłoń. Podeszłam bliżej, stanęłam na palcach i pocałowała go w policzek, ciągnąć go za bluzkę w dół. – Widzimy się później – odwróciłam się i ruszyłam w stronę planu zabaw. Skoro nie było ich z Lenem, ani w naszym pokoju to nigdzie indziej nie mogli być. Nie myliłam się. Już z daleka zauważyłam swoje dzieci, które zamiast się bawić, siedziały na ławeczce ze spuszczonymi głowami. Żal ścisnął moje serce. Miałam wyrzuty sumienia, że ich tak zostawiłam. Stracili ojca, a ich matka wyruszał na niebezpieczną misję. Przecież gdyby nie ratunek w ostatniej chwili, ktoś by musiał im powiedzieć, że nie wrócę. Zostaliby sierotami, ja bym ich na to skazała. Mając dzieci nie powinnam myśleć o tak niebezpiecznych wyprawach. Zawiodłam jako matka.
     Lethy nachyliła się przed nimi i coś powiedziała, wskazując moją stronę. Lailah i Aldar od razu się odwrócili i wystrzelili z miejsca. Pierwszy raz widziałam, żeby biegli tak szybko. W ostatniej chwili kucnęłam.
     - Mama! – krzyknęli przez łzy, wpadając w moje otwarte ramiona. Oboje zawiesili ręce na mojej szyi, a ja mocno ich przytuliłam, całując oboje w głowę. Ściskali mnie tak mocno, jakbym zaraz miała zniknąć i niewiele brakowało, a sama bym się rozpłakała. Zostawiłabym ich, tak po prostu, samych. Straciliby oboje rodziców przez moją egoistyczną chęć przygody. Zachowałam się tak okropnie, że miałam ochotę samej sobie wymierzyć srogą karę.
     - Przepraszam was za to. Kocham was oboje – szepnęłam, całując ich wszędzie, gdzie tylko mogłam. Żadne z nich nie puszczało i wcale tego nie chciałam. – Trzymajcie się – dodałam, ustawiając oba przedramienia pod ich pośladkami i podnosząc do góry. Powolnym krokiem udałam się w stronę placu zabaw, wiedząc że Lethy mnie obserwuje. – Cześć.
     - Hej, cały czas na ciebie czekali – odpowiedziała dziewczyna i uśmiechnęła się z ulgą.
     - Dzięki za opiekę nad nimi – kiwnęłam do niej głową, po czym zajęłam miejsce na ławce, pozwalając bliźniętom usiąść tak jak im było wygodnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 2:48 pm


       Słyszałam dookoła siebie szepty i czułam wzrok dużej ilości osób. Nie miałam wątpliwości że byłam w centrum zainteresowania. Przestawiłam się jasno i czytelnie. Jestem bogiem więc radzę uważać. Ledoc miał racje, że ugotuje się w tych ubraniach i tak dokładnie było. Obserwując kobiety dookoła ilość ubrań wcale nie różniła się od pierwszej sukienki, której zaproponowałam Eril. Chodziły praktycznie gołe… jak im było nie wstyd, ale z drugiej strony sama chętnie zrzuciłabym z siebie te warstwy ubrań.
       Ciekawość mnie zżerała. Chciałam wiedzieć więcej o tej wiosce i ludziach. Wyglądali na przyjaźnie nastawionych i raczej nie mieli złych zamiarów. Ruszyłam więc w stronę grupki kobiet ale szybko zostałam powstrzymana przez Ledoca i zaciągnięta do jakiegoś domu. Zgadywałam, że jego.
       - Nie mam ochoty cię niańczyć więc siedź tu grzecznie i czekaj na Eril. – usiadł na łóżku i skrzyżował ramiona. Czułam jak bardzo był zmęczony ale w ogóle tego nie pokazywał. Zgrywał twardego.
       - To twój dom? – zapytałam mimo, że znałam odpowiedź.
       - A kogo innego? – odpysknął. Skoro tak chciał się bawić….
       - Świętnie więc wynocha. – wskazałam na drzwi. Ledoc zmarszczył brwi wkurwiony.
       - Chyba się przesłyszałem…
       - Dobrze więc wszystko powiem Eril… To jak chętnie zostałeś w pokoju kiedy chciałam się przebrać. – pokazałam język i zaczęłam zdejmować ubrania. Mężczyzna zerwał się jak poparzony i wyszedł z domu trzaskając drzwiami. – Pożyczę twoje ubrania! – krzyknęłam, bo czułam że podpiera drzwi.
Otworzyłam szafę i wyciągnęłam jakąś bluzkę. Dzięki bogu był dość wysoki więc sięgała mi do połowy uda. Wzięłam też jego pasek i obwiązałam się nim w tali. Stanęłam przed lustrem. Nie wyglądałam źle…
       - Ta da! – wyszłam z domu aby zaprezentować się Ledocowi. Tak jak myślałam przewrócił jedynie oczami ale zauważyłam, że się lekko uśmiechnął. – No dobra to teraz wycieczka. – złapał mnie za ramię i zaciągnął do domu.
       - Zlituj się… - położył się na łóżku i zakrył oczy ramieniem. – Dobrze wiesz, że nie czuje się najlepiej… - usiadłam obok niego i położyłam dłoń na jego przesyłając energię.
       - Wystarczyło poprosić a nie zgrywać bohatera.
       - Zamknij się… proszę… - uśmiechnęłam się pod nosem, bo udało mi się go trochę utemperować. Niestety byliśmy na siebie skazani czy tego chciałam czy nie.
Rozległo się pukanie do drzwi i do pomieszczenia wszedł chłopak w moim wieku.
       - Eril o was pytała. – wstałam powoli ale Ledoc zerwał się z miejsca i po chwili już go nie było. Zaśmiałam się. Doprawdy zakochany po uszy. Podeszłam do blondynka i wyciągnęłam dłoń na przywitanie. Uścisnął ją lekko speszony. Byłam więcej niż zaskoczona tym co poczułam.
       - Neraida.
       - Len. – nie puszczałam jego dłoni więc spojrzał na mnie zaniepokojony. – Coś nie tak?
       - Powiedz Len… kim byli twoi rodzice…? – zabrał szybko rękę.
       - Ludźmi.
       - Jesteś pewien?
       - Tak. – mierzyliśmy się wzrokiem. Niemożliwe żeby ludzkie dziecko było aż tak potężne. Wystarczyłaby odrobina jego energii a byłabym pełna na co najmniej miesiąc. Dorównywał nam siłą więc na pewno nie był człowiekiem.
       - Eril czeka. Chodźmy. – wyminęłam blondynka, który bacznie obserwował każdy mój krok. Chyba mnie nie polubił albo postanowił bratać się z Adanthir i Ledociem. Dotarliśmy do wielkiego domu. Zakładałam, że mieszkał w nim przywódca ze swoją rodziną. Białowłosy mężczyzna… byłam go bardzo ciekawa... Cala wioska skrywała wiele tajemnic. Weszłam do środka i spojrzałam na Ledoca trzymającego Eril na kolanach. Dziewczyna wyglądała strasznie... Podeszłam do niej natychmiast i złapałam za dłoń przesyłając energie. Księżniczka wyrwała się kręcąc głową. Nie chciała mojej pomocy? Dlaczego?
       - Byakko – odezwała się niebieskowłosa. – Miło cię poznać. – rozszerzyłam oczy ze zdziwienia. Osobą, która leżała na łóżku na pewno nie była moją przyjaciółką. Zmarszczyłam brwi niezadowolona ale postanowiłam przemilczeć ten fakt. Na razie…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 4:04 pm




     Bliźnięta w ogóle nie myślały o zabawie z Juniorem. Cały czas siedziały na moich kolanach i kurczowo się mnie trzymały, jakbym miała już w tej chwili ponownie ich zostawić i wyruszyć w kolejną podróż. Im dłużej się im przyglądałam, tym bardziej żałowałam, że w ogóle kiedykolwiek, od ich urodzenia, myślałam o braniu udziału w niebezpiecznych misjach. Każda mogła wiązać się ze śmiercią i doskonale o tym wiedziałam. Byłam, jednak, na tyle pewna siebie i dumna, że sądziłam, że jestem nienaruszalna, że nikt mi nic nie zrobi, bo miałam super moce. Fakt, były potężne, ale w ogóle nie potrafiłam ich właściwie wykorzystywać, więc tak naprawdę byłam bezsilna. A pokazał mi to stan bliski śmierci.
     - Podziękujesz mi kiedy indziej – Sen pojawił się tuż obok mnie na ławce z charakterystycznym dla siebie dwuznacznym uśmiechem. Przez moją głowę przebiegł obraz tej jednej nocy, którą z nim spędziłam i zażenowana spuściłam wzrok.
     - Chyba śnisz – warknęłam, zakrywając zarumienione policzki za kosmykami włosów, które po nich spłynęły.  
     - Nie wiem jaki obraz wykreował się w twojej pięknej główce, ale chętnie go spełnię. – Wcale nie poczułam się przez to lepiej. Policzki zaczęły mnie tylko piec jeszcze bardziej, chociaż żadnego obrazu nie wykreowałam. Jedynie sobie przypomniałam błąd, który popełniłam.
     - Jesteś zbyt pewny siebie. – Musiałam odwrócić kota ogonem, żeby nie czuć się tak, jakbym pierwszy raz przebywała w towarzystwie mężczyzny. – Mówisz tak, jakbym miała wykreować sobie obraz z tobą w roli głównej… Skąd wiesz, że się nie zawiodłam? – zapytałam, przenosząc na niego pewne spojrzenie.
     - Jeżeli twoje ciało tak reaguje kiedy jesteś zawiedzona to chętnie podszkolę się trochę i przyjdę sprawdzić różnice. – Kurwa, no nie mogłam go zagiąć, to on mnie przytłaczał i powodował kolejne rumieńce.
     - Oj, to musiałbyś się bardzo postarać. – Szczególny nacisk postawiłam na słowo „bardzo”, akcentując każdą sylabę. Usilnie starałam się ukryć czerwone policzki za pewnymi siebie zaczepkami. Serce mi dosłownie stanęło, kiedy poczułam jak obejmuje mnie ramieniem, ignorując obecność moich dzieci.
     - Czyli jednak mnie zapraszasz? - wyszeptał do mojego ucha, przyprawiając mnie o zawroty głowy. Gwałtownie się od niego odsunęłam, prawie upuszczając dzieci na ziemię. W ostatniej chwili je złapałam, żeby nie spadły z moich kolan.  
     - WYKLUCZONE! – krzyknęłam, paląc się ze wstydu. Najgorsze było to, że jego zachowanie zadziałało i on doskonale o tym wiedział.
     - Co wykluczone? - Sin usiadł obok mnie na ławce, a ja się poczułam tak, jakbym zrobiła coś złego.
     - Adanthir odrzuca moje zaloty. - Sen zrobił smutną minę, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. Sin mu groził, a on i tak przyznawał się do tego, że mnie podrywał. Czy z nim było wszystko w porządku?
     - Prawie mi ciebie szkoda. – Odetchnęłam z ulgą, widząc że mój narzeczony wcale nie ma zamiaru rozerwać go na strzępy. Bałam się, że zaraz zaczną się kłócić, a zamiast tego dyskutowali jak… Parsknęłam śmiechem.
     - Może zostawić was samych? – spytałam zaczepnie.
     - Wolałbym trójkąt. – Wcale nie zdziwiła mnie odpowiedź ciemnowłosego.
     - Łóżko któregoś z was nie odmówi.
     - Podoba mi się ten pomysł. Chętnie uduszę go pod materacem. – Rozluźniłam się przez obecność i docinki Sina. Niezbyt… korzystna atmosfera, jaka pojawiła się pomiędzy mną, a Senem nagle zniknęła.
     - Uwielbiam twoje poczucie humoru - zaśmiał się dowódca.
     - Nie żartowałem.
     - Żartowałeś.
     - Nie.
     - Tak – Sin westchnął, natomiast drugi mężczyzna podniósł się z ławki. – Chodź ze mną na chwilę – zaskoczona spojrzałam na wojowników, a niepokój objął moje serce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 5:06 pm



       Poszedłem za Senem mimo, że nie do końca chciałem. Nie mogłem opanować zazdrości i byłem przez to wściekły. Zachowywałem się jakbym nie ufał Adanthir… jakby zaraz miała mu znowu wskoczyć do łóżka…
       - Sin… - złapał mnie za ramiona i uderzył z całej siły swoim czołem o moje. Odepchnąłem go i rozmasowałem bolące miejsce.
       - Odbiło ci? – warknąłem.
       - Zderzenie czołowe… To oznacza, że boli mnie tak samo jak ciebie. Dlatego nie przeproszę za to. – uniosłem brwi zdziwiony. – Dzielimy ten sam ból… te samo cierpienie, ale to ty nie traktujesz nas równo. – tym razem to on rzucił mi karcące spojrzenie. – Musisz zdecydować Sin. Ufasz mi czy nie? – otworzyłem usta ale nie byłem w stanie niczego powiedzieć. Sen miał racje. Jeżeli nie miałem zamiaru ponownie mu zaufać to równie dobrze mogłem go w ogóle nie przepraszać. To ja otworzyłem furtkę i dałem mu nadzieję a to oznaczało, że to właśnie ja powinienem wziąć za to odpowiedzialność i podjąć decyzje. Wziąłem głęboki oddech i zacisnąłem mocno pięści.
       - Nie potrafię… - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. Nie potrafiłem ponownie mu zaufać.
       - Rozumiem… Wezwij mnie gdybyś potrzebował pomocy.
       - Zaczekaj! – zniknął. Cholera jasna… Co się ze mną działo… Dlaczego od pewno czasu tak łatwo pozwalałem wszystkim odejść? Nie zatrzymałem Adanthir, Sei, Eril a teraz Sena… kurwa!
       Wróciłem do księżniczki i usiadłem obok niej na ławce. Czułem się żałośnie. On ją uratował a ja nie potrafiłem mu za to podziękować…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 5:31 pm




     Sin wrócił szybko i nie wyglądał zbyt dobrze. Odruchowo spojrzałam w stronę, w którą się we dwójkę skierowali i nie zauważyłam tam Sena. Musiał się ulotnić, a skoro mój narzeczony siedział obok mnie w tak paskudnym nastroju, musieli się jakoś… zetrzeć. Nie fizycznie, ale psychicznie.
     - Idźcie proszę się pobawić, ja tutaj poczekam… - odezwałam się, ale oni tylko na mnie spojrzeli, mocno zaciskając ręce na mojej szyi.
     - Nie chcemy – Lailah odpowiedziała za nich dwoje, a Aldar tylko pokiwał głową na znak zgody z siostrą.
     - Mamusia musi porozmawiać o czymś bardzo ważnym. Idźcie się pobawić – tym razem mówiłam na tyle stanowczym głosem, że oboje niechętnie zsunęli się z moich kolan i oddali w stronę pozostałych dzieciaków. Przywódca feniksów wydawał się być nieobecny, a ja chciałam mieć pewność, że był ze mną szczery. Musiałam mu patrzeć w oczy, dlatego podniosłam się i zmuszając go do oparcia się na ławce, spojrzałam w jego złociste tęczówki. Usiadłam na nim okrakiem i objęłam ramionami, upewniając się, że bardzo dokładnie mnie widzi i słyszy.
     - Co się stało pomiędzy wami? – zapytałam, nie ruszając się z miejsca. – Bądź ze mną szczery – dodałam, wpatrując się cały czas prosto w jego oczy. Wiedziałam, że niektóre rzeczy na pewno chciał przemilczeć, ale nie powinien. Jeśli chciał, abym mówiła mu samą prawdę, sam musiał robić to samo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 6:02 pm



        Adanthir usiadła na mnie i dokładnie wiedziałem czego oczekuje. Wyjaśnień. Nic dziwnego, bo w końcu była świadkiem naszego starcia i tutaj i w domu Sena. To wszystko mnie przytłaczało. Moje myśli wirowały a ja nie potrafiłem sobie z nim poradzić. Najchętniej zaszyłbym się w swoim pokoju i z niego nie wychodził i to był właśnie mój problem. Uciekałem… cały czas uciekałem. Myślałem, że potrafię się zmienić ale to nie jest takie proste.
        Nigdy nie chciałem być przywódcą… w tamtym momencie byłem gotowy na śmierć ale się jej nie doczekałem. Nie zabili mnie tylko okrzyknęli swoim nowym panem… i tak od tamtego momentu próbuje i próbuje ale nie potrafię stać się kimś lepszym. Owszem zmieniam się… na gorszę.
        - Sen postawił mi ultimatum. Zostaje jeżeli mu ufam. Odchodzi jeżeli jest inaczej. Chyba widzisz po mojej minie, którą opcje wybrałem… Jestem naprawdę głupi i słaby. Kiedyś chociaż potrafiłem się postawić a teraz? Stałem się miękki jak wata i wstyd mi za siebie. – podniosłem się zmuszając Adanthir do zejścia ze mnie. Wziąłem głęboki oddech i zacząłem się rozciągać. – Wolałem siebie sprzed czterech lat. Beztroski i nieodpowiedzialny Sin, w takim się zakochałaś prawda? Wtedy byłem o wiele silniejszy niż teraz. Waleczny… potrafiłem się sprzeciwić losowi i napluć mu w twarz… nawet nie zauważyłem kiedy tak bardzo się zmieniłem… straciłem pazur… - złapałem Adę za rękę i przyciągnąłem do siebie. – Idź do Sena i poproś żeby został. – pocałowałem ją delikatnie. – Idę sprawdzić co z Sei i Eril. – puściłem księżniczkę i ruszyłem do swojego domu. Pierwszy krok ku zaufaniu…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 8:38 pm




     Wcale nie byłam zadowolona, kiedy zmusił mnie do zejścia z niego. Poczułam się tak, jakby w tej chwili nie chciał być blisko mnie i przez to pokierowałam swoje myśli na niewłaściwe tory. Co jeśli Sin winił mnie za to, jak popsuła się jego relacja z Senem? Co jeśli uważał, że to ja się do tego przyczyniłam, pozwalając sobie na noc z dowódcą? Nic nie mogłam poradzić na takie myśli, zwłaszcza kiedy tak po prostu odszedł, wysyłając mnie do mężczyzny, a samemu idąc do Sei. Zupełnie, jakby teraz wolał jej towarzystwo od mojego i to mnie zabolało, mimo że wiedziałam, że nie o to tutaj chodziło. Martwił się o stan dziewczyn i jednocześnie wiedział, że on nie będzie w stanie przekonać Sena do pozostania w wiosce.
     - Jasne… - rzuciłam do jego pleców i odwróciłam się na pięcie w stronę bliźniąt. Podeszłam do nich żwawym krokiem i przytuliłam, kiedy wpadli w moje ramiona. – Muszę pomóc pewnemu panu, Lethy się wami chwilę zajmie.
     - Nie! – zaprotestowali niemal równocześnie, wczepiając się w moje ramiona i ograniczając ruchy. Westchnęłam zrezygnowana i odsunęłam ich od siebie, spoglądając poważnie w oczy.
     – Wiem, że chcecie, abym była przy was cały czas, bo boicie się, że nie wrócę, ale tak się nie uda. Mam dużo rzeczy na głowie i nie zawsze będę mogła się wami opiekować – odezwałam się, a widząc łzy w ich oczach, sama miałam ochotę się rozpłakać. – W najbliższym czasie nie mam zamiaru nigdzie iść – nadal nie chcieli mnie puścić, więc na siłę się oddaliłam na niewielką odległość. – Złożę wam obietnicę – uśmiechnęłam się ciepło na co oboje przetarli oczy i wyciągnęli małe paluszki, drżącymi rączkami. – Obiecuję, że nigdy was nie zostawię, a przed wyruszeniem w każdą podróż upewnię się, że naprawdę mnie na niej potrzebują – zacisnęłam palce obojga i wyprostowałam się, spoglądając na Lethy. – Za niedługo wrócę.
     Nie byłam zachwycona tym, że zapamiętałam drogę do domu Sena, nawet jeśli to nie wiązało się bezpośrednio z seksem. Czułam się, jakbym szła do paszczy lwa. Zapukałam do jego drzwi i weszłam do środka.
     - Podobno chcesz odejść – odezwałam się, nie wiedząc jak inaczej zacząć tę rozmowę.
     - Nie chcę, odchodzę. - Uśmiechnął się smutno. - Będziesz za mną tęsknić? – Przygryzłam wargę i podeszłam bliżej niego. Siedział, więc uderzenie go w twarz nie stanowiło dla mnie problemu.
     - To za to, że zamiast rozwiązać konflikt, uciekasz – rzuciłam, po czym zajęłam miejsce obok niego. Przez chwilę milczałam, zbierając myśli. Dopiero po chwili spojrzałam na mężczyznę. – To co? Może pomogę ci się pakować? Wiesz, faceci raczej nie umieją zorganizować miejsca tak, żeby wszystko się pomieściło. To talent kobiet. Przy okazji pozbędę się tych twoich paskudnych zabawek, bo przecież nie zdołasz ich wszystkich przenieść za jednym razem, a ja specjalnie poczekam aż znikniesz, aby się do nich dobrać. – Podniosłam się z miejsca i podeszłam do jego szafy, otwierając ją i wyrzucając ze środka ubrania na wszystkie strony. – Najpierw trzeba zobaczyć co ty tutaj posiadasz… - Odwróciłam się i ku mojemu zadowoleniu mężczyzna miał rozbawioną minę, co wywołało u mnie szeroki uśmiech.
     - Chciałbym żebyś ze mnie tak je zrzucała. -  Wywróciłam teatralnie oczami i podeszłam do niego. Rękami mocno uderzyłam go nad kolanami, zostawiając je w tym miejscu i nachyliłam się spoglądając mu w oczy.
     - Sin wysłał mnie, abym cię zatrzymała. Nie chce, żebyś odchodził i ja z resztą też, bo zawdzięczam ci życie. – Odsunęłam się i stanęłam wyprostowana, czekając na jego odpowiedź.
     - Czyli mam jego przyzwolenie na zniewolenie cię? - Zapytał poważnym tonem, przyprawiając mnie o kolejne rumieńce.
     - Odbierz to jak chcesz, ale sam doskonale wiesz dlaczego przyszłam tu sama. – Spokojnie, nie masz co się przejmować jego zaczepkami. On wcale tego nie zrobi… Prawda? Na bogów… Co Sin sobie wyobrażał wysyłając mnie z taką… wiadomością? Naprawdę kazał mi tutaj przyjść, dając tym samym dowódcy pozwolenie na zniewolenie mnie? Na przelecenie? Co jeśli zaufanie, które w nim oboje pokładamy jest niczym w porównaniu z jego pragnieniem pieprzenia się z każdą kobietą, która znajdzie się w jego domu?
     - Oświeć mnie piękna. – Nie reaguj, bądź spokojna. Nic się nie stanie, Sen nie nadwyręży zaufania, jakie próbuje mu ofiarować przywódca feniksów. I wcale nie uśmiechaj się przez jego komplementy!
      - Sin tym gestem pokazał, że ci ufa. – Odwrót, odwrót, odwrót… Adanthir, wynoś się stąd, póki nie jest za późno. W odpowiedzi mężczyzna złapał mnie za policzki i zbliżył usta do moich.
     - A ty mi ufasz? – Dlaczego zależało mu na moim zdaniu? To białowłosy był jego przyjacielem, a nie ja. Poza tym co miałam odpowiedzieć? Naprawdę bałam się, że moja wizyta źle się skończy.
     - Nie wiem… - Nie było sensu go okłamywać. Na pewno widział w moich oczach niepewność.
     - Tak albo nie…
     - Mam wątpliwości. – To zadziałało chyba zbyt mocno, bo szybko się ode mnie odsunął ze smutnym wyrazem twarzy.
     - Jeśli masz wątpliwości to lepiej stąd uciekaj.
     - Nie – odpowiedziałam tak stanowczo, że nawet ja się zdziwiłam. – Może mam wątpliwości, ale to wcale nie znaczy, że to się nie zmieni. Ryzyko podejmę, bo jesteś tego wart. – Sen wrócił na łóżku i z powrotem usiadł.
     - Wart czego? Grzechu? - uśmiechnął się, a ja zmarszczyłam brwi. On był niemożliwy!
     - Nie zapędzaj się.
     - Usiądź obok mnie – uniosłam jedną brew ku górze, nie wiedząc o co mu chodziło, ale zrobiłam, zajmując miejsce przy nim. On natomiast objął mnie ramieniem.
     - Podczas ratowania pewnej piękności zostałem dość mocno poturbowany.
     - Mogę się tym zająć.
     - Będziesz mnie całować czy macać?
     - O to się nie martw. Ograniczę się dotykiem tylko do zranionego miejsca.
     - Mam pełno maluch zadrapań na całym ciele. – Doskonale wiedziałam o co mu chodziło, ale nie chciałam dawać mu satysfakcji z kolejnego przyprawienia o rumieńce.
     - Na takie drobiazgi wystarczy zwykły opatrunek.
     - Podobno kiedy się pocałuje ranę to mniej boli. – wymownie się do mnie uśmiechnął, a ja cały czas zachowywałam spokój, przynajmniej miałam nadzieję, że zachowywałam.
     - Najpierw musi boleć.
     - Ała... ała...
     - Oj biedaku, bardzo boli? – udałam przejętą jego cierpieniem. On z kolei zaczął udawać, że wije się z bólu, a ja z trudem powstrzymywałam parsknięcie śmiechem.
     - Ogromnie cierpię…
     - Podać ci może jakiegoś misia do przytulania? Zaśpiewać piosenkę?
     - Jedną przytulankę już mam… - Sen mocniej objął mnie ramionami, a ja przełknęłam ślinę.
     - Niestety nie wykona tego zadania tak dobrze jakby to zrobiła inna, więc musisz ją zastąpić…
     - Twoje cycki były bardzo miękkie więc nadajesz się świetnie… - zaczerwieniłam się, spuszczając głowę i wyswobodziłam z jego objęć, podnosząc z łóżka.
     - Powinnam wracać do bliźniąt. Mocno przeżyły moje zniknięcie… - Musiałam szybko zmienić temat, żeby ta sytuacja nie zabrnęła zbyt daleko. Byłam bardzo podatna na takie zaczepki.
     - Przekaż Sinowi, że byłem grzeczny.
     - Zostajesz w wiosce?
     - Nie mogę odmówić skoro tak ładnie mnie poprosiłaś. – Uśmiechnęłam się do niego szeroko i ciepło, jednak równie szybko to zniknęło. - Miałem idealny wgląd z góry kiedy rozmawialiśmy. – Uniósł dwuznacznie kąciki swoich warg, a ja odruchowo spojrzałam na dekolt i poczułam jak moja twarz płonie ze wstydu. On bardzo dokładnie widział… WSZYSTKO.
     - KRETYN! – pisnęłam i wybiegłam z budynku, odruchowo podciągając bluzkę Sina, która była zdecydowanie ZA duża. Powinnam była przed pójściem do Sena się przebrać. Cholera, jaka ja byłam głupia!
    Zwolniłam, kiedy to zawstydzenie i gorąc odpuściły. Złapałam oddech i udałam się w stronę placu zabaw, gdzie podejrzewałam znaleźć bliźnięta. Nie myliłam się, ale nie podchodziłam od razu. Stanęłam kawałek od nich i obserwowałam jak bawią się z Sinem, który w końcu wylądował na ziemi cały w piasku. Nawet Aldar na nim siedział i chociaż starał się nie zmieniać mimiki twarzy, w jego oczach widziałam, że był zadowolony. Zapewne z tego, że pokonał mężczyznę, przez którego jego mama "przestała kochać tatę".
     - Mama! - Lailah zauważyła mnie pierwsza i od razu ruszyła w moją stroną. Tym razem nie wskoczyła we mnie, a złapała za rękę i pociągnęła na miejsce zabawy. - Popatrz! Leży! - Roześmiałam się, wiedząc że w tym momencie chwaliła się swoim zwycięstwem.
     - No leży. Z wami nie ma szans - odezwałam się radośnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 9:29 pm


       Po rozmowie z Seiryuu wróciłam z Eril i Ledociem do jego domu. Ułożył księżniczkę delikatnie na łóżku i usiadł obok niej czule głaszcząc po głowie. Miło się na nich patrzyło, bo bardzo dobrze pasowali do siebie.
       - Mów co się dzieje. – zagaił mężczyzna. Spojrzałam na niego zdziwiona. Domyślił się?
       - Nic się przed tobą nie ukryje prawda? – zaśmiałam się i mrugnęłam do niego. - Masz racje… coś się „dzieje”. – oparłam się o ścianę i złapałam swój podbródek. Pomagało mi to w myśleniu. – Ta kobieta nie jest tą, którą znałam od stuleci. Seiryuu była zawsze dumna i elegancka. Biła od niej siła i nikt nigdy nawet nie pomyślał aby się jej przeciwstawić… natomiast ta… kobieta… jest… - zamilkłam by znaleźć odpowiednie słowo.
       - Odwrotnością. – pomógł mi Ledoc.
       - Dokładnie… ona jest łagodna, delikatna… zupełnie inna. Nie oznacza to oczywiście, że wam nie pomogę. Przybyłam tu aby nawiązać sojusz i pomimo, że ta kobieta nie jest tą, której oczekiwałam dotrzymam słowa. Wydaje się być godna zaufania… ale nadal chcę wiedzieć co się stało z „niosąca zniszczenie”…
       - Ledoc… - wyszeptała cicho księżniczka i złapała jego rękę. Serce mi się kroiło widząc jej stan. Tak bardzo chciałabym jej pomóc ale nie rozumiałam dlaczego odrzucała mnie za każdym razem. Zapewniała, że nie ma do mnie żalu z powodu tego co zrobiłam ale zaczynałam mieć wątpliwości. Bałam się, że część jej nienawidzi mnie…  - „Niosąca zniszczenie”… Czy nie tak nazywała się bogini, która odrodziła się po śmierci Sina? – Wojownik uniósł brwi do góry tak jakby właśnie przypomniał sobie coś ważnego.
       - Eril powiedz mi proszę wszystko co wiesz. – usiadłam na łóżku obok niej.
       - Kiedy nasz przywódca zmarł jego żona wpadła w histerie… Otoczenie zmieniło się diametralne. Nadeszły czarne chmury i zerwał się przeraźliwy wiatr. Pioruny uderzały dookoła. – z każdym słowem księżniczki robiłam się coraz bardziej pewna. Tak wyglądało odrodzenie niosącej zniszczenie, najpotężniejszej z nas. – Włosy kobiety zmieniły się na czarno a jej tęczówki na fioletowo. Wokół niej powstało tornado i większość z nas nie mogło ustać. Przestawiła się jako wysłanniczka z otchłani śmierci. Strażniczka ciszy. Niosąca zniszczenie… - to naprawdę była ona ale w takim razie dlaczego zniknęła…?
       - Eril wystarczy. Nie powinnaś… - pokręciła głową i uśmiechnęła się do niego.
       - Neraida potrzebuje tych informacji. Dam radę… - przytuliłam ją mocno. Ledwo była w stanie mówić a nawet przez chwile nie zawahała się mi pomóc.
       - Dziękuje. – uśmiechnęłam się z wdzięcznością. – Co było dalej?
       - Później wszystko ustało… poczułam przyjemne ciepło a kobieta wróciła fizycznie do normy. Na początku myślałam, że bogini zniknęła ale wtedy odezwała się druga… „Jestem wysłannikiem z otchłani bytu. Strażnikiem bramy życia. Zwą mnie niosąca stworzenie.” Seiryuu przedstawiła się nam w ten sposób.
       - Dwie boginie w jednym ciele… to niemożliwe… ciało człowieka fizycznie tego nie wytrzyma.
       - Eril nie kłamie. Tak właśnie było. Walczyłem z tą kobietą i nie miałem z nią żadnych szans. Cztery lata temu ledwo przeżyłem starcie z nią. Jej moc była potężna. Ostrza wyrastające z ziemi… tego nie dało się uniknąć. – nie mogłam uwierzyć. Wszystko się zgadzało ta ziemska kobieta… musiała być nią…
       - Pamiętacie może jak miała na imię? – zapytałam ze wzrastającą ekscytacją.
       - Wołali na nią… chyba Michelle…? – serce mi się zatrzymało.
       - Na pewno Michelle. – potwierdziła Eril. Zaczęłam się nerwowo śmiać więc spojrzeli na mnie zdziwieni. Wstałam i przeszłam się po pokoju. Nie wierze, nie wierze, nie wierze! Michelle zwykłym człowiekiem!? Jak to możliwe?
        Co się stało? – zapytała Eril zaniepokojona.
       - Zaraz wam wszystko wyjaśnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 10:56 pm




           - Adanthir... pomóż mi... proszę... – Sin wyciągnął rękę do góry udając, że cierpi, a ja się szeroko uśmiechnęłam, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
     - Nie ma na to szans… - odpowiedziałam, unosząc wysoko kąciki swoich warg. – Chętnie poobserwuję jak sobie radzisz z trójką dzieciaków… - rzuciłam, robiąc krok w tył i skupiając na nich swoją uwagę. Tak naprawdę chodziło mi tylko o obserwowanie ich. Wyglądali jak… rodzina i świadomość tego, że niedługo naprawdę nią będziemy sprawiała, że serce waliło mi jak szalone. Czułam się niesamowicie, a ciepło rozlewało się po całym moim ciele.
     - Nie widzisz? Idzie mi świe... - Junior rzucił mu piaskiem w twarz na co parsknęłam śmiechem. - ...nie... Sin... bratasz się z wrogiem! W nich syp! W te dwa demony! - Junior zaczął się śmiać i cała trójka dzieci zaczęła obsypywać Sina piachem. Zdziwiło mnie, że Aldar sam się tym razem włączył do zabawy i zdawało się, że… dobrze się bawił?
     - No widzę… Lepszego zawodnika to ja nie widziałam. - Sin natychmiast zerwał się do siadu i pomachał kilka razy głową, aby zrzucić z niej nadmiar piachu. Na jego twarzy nadal była piękna maseczka. - Wy małe... - po raz kolejny dostał od Aldara piachem w twarz. Wkurzył się i wziął chłopaków pod pachy, wstając. - No dobra... który pierwszy chce wylądować w jeziorze?
     - On! – Junior od razu wskazał na Aldara, który starał się wydostać z uścisku mężczyzny. Lailah momentalnie schowała się za moimi nogami, unikając schwytania. Ja tylko podążyłam za grupką, obserwując zachowanie syna, a potem patrzyłam jak przywódca feniksów wskakuje do wody, nie wypuszczając dzieci. Słysząc ich krzyki na temat zimnej wody, parsknęłam śmiechem.
     - Dokładnie się wypłucz – rzuciłam do mężczyzny. Maluchom widocznie się spodobało. bo po wynurzeniu się zaczęły chlapać w sina woda.
     - Koniec tego dobrego. - Wyrzucił ich na brzeg, ale sam został w wodzie. Pomogłam dzieciakom się podnieść i spojrzałam na narzeczonego, strzepując z chłopaków piasek.
     - Przebiorę ich, żeby się nie rozchorowali – powiedziałam, po czym odwróciłam się tyłem do brzegu, jakbym miała odejść. Popchnęłam Aldara i Juniora przed siebie, ale zamiast pójść za nimi od razu, odwróciłam się w stronę białowłosego i pobiegłam. Zanim zdążył się zorientować wskoczyłam na niego. Nie złapał równowagi i wylądował w wodzie, pół-leżąc na plecach i łokciach. – Zatopiony – uśmiechnęłam się i pospiesznie musnęłam jego wargi, by następnie wstać i skierować się do dzieciaków. Zanim, jednak, wyszłam, mężczyzna objął mnie w talii i bez zahamowań wsunął palce w spodnie, które miałam na sobie, a następnie…
     - Sin… - rzuciłam, czując jak moja twarz przybiera soczyście czerwony kolor. – Nie przy nich… - dodałam na siłę powstrzymując pomruki, które cisnęły mi się do ust i wyciągając jego rękę. A przynajmniej taki miałam zamiar, niestety mnie zatrzymał i przyspieszył ruchy. Musiałam mocno zagryźć wargę, żeby nie jęczeć, zwłaszcza w momencie, w którym jedna z jego dłoni powędrowałam w odbyt.
     - Dlaczego miałbym przerwać? Ja nie otrzymałem od ciebie pomocy. - Zacisnęłam powieki, czując jak zaczynam drżeć. Mimo, że nie chciałam, aby robił coś takiego na oczach dzieci, moje ciało było podatne na jego dotyk.
     – Sin, proszę… - wydyszałam, z trudem mówiąc każde słowo. – Wieczorem będziesz miał tyle okazji, na ile starczy ci sił, ale teraz… - znowu przygryzłam wargę, teraz niemal do krwi i zbierając w sobie wszelkie siły po raz kolejny spróbowałam się od niego odsunąć.
     - Nie... - wyszeptał mi do ucha i namiętnie pocałował, odchylając głowę, abym przestała gryźć wargę. Mimowolnie jęknęłam w jego usta, czując coraz większe zażenowanie. Dzieciaki patrzyły, a ja nie mogłam się sprzeciwić tej rozkoszy… Przywódca feniksów doskonale wiedział, co zrobić, żeby całkowicie mnie zniewolić.
     - Przestać czy chcesz dojść? - zatrzymał się, przyprawiając mnie o falę irytacji spowodowaną niespełnieniem.
     - Chcę… - Czułam jak jego mięśnie brzucha napinają się w uśmiechu. Pospiesznie zaczął poruszać palcami, stymulując mnie. Z mojego gardła wydostawały się stłumione jęki. Całkowicie nie mogłam ich uciszyć, bo doznania były zbyt silne, żebym była w stanie. Nie minęła długa chwila, kiedy przyjemność rozlała się po całym moim ciele, rozgrzewając je. Zaraz potem nastąpiła fala rozluźnienia, która odbierała mi władzę. Z trudem stałam na nogach, dlatego byłam wdzięczna mężczyźnie, że po wyjściu z wody pomógł mi opuścić jezioro. Nadal ciężko dyszałam otępiała po spełnieniu, ale przynajmniej mogłam normalnie iść. – Zamorduję cię kiedyś… - szepnęłam tak, żeby tylko on usłyszał.
     - Umarłbym wtedy szczęśliwy – rzucił, uśmiechając się szeroko.
     - Kretyn… - skomentowałam jego zachowanie, po czym spojrzałam na zdezorientowane dzieci. – Idziemy się przebrać, żebyście nie złapali jakiegoś choróbska.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Maj 02, 2017 11:41 pm



       Wszyscy oprócz Lailah byliśmy mokrzy więc ruszyliśmy do domu się przebrać. Jedną ręką obejmowałem Adę a drugą trzymałem Sina. Zatrzymałem się przed domem i podszedłem do studni. Wylałem na siebie kubeł zimnej wody i przemyłem twarz z piachu i brudu. Sin podbiegł do mnie i też chciał umyć rączki. Pomogłem mu a przy okazji wytarłem jego twarz i szyje. Był bardzo zadowolony, że poświęcam mu czas, bo podczas zerwania z Adanthir praktycznie tego nie robiłem i było mi z tego powodu głupio dlatego teraz codziennie staram się z nim choć chwile pobawić jak przed chwilą.
       Weszliśmy do domu i założyliśmy świeże ubrania. Odwiedziłem wcześniej Sei, która poprosiła żebym zaniósł ją do domu Eril. Nie chciała przeszkadzać ani Lenowi ani księżniczce a wiedziała, że różowowłosa zostanie na pewno u Ledoca więc tam będzie mogła w spokoju odpocząć.
       Zapukałem do pokoju Ady ale po chwili wszedłem bez zaproszenia. Akurat wstrzeliłem się na dobry moment, bo zdejmowała moją bluzkę. Dół niestety zdążyła już zmienić. Sin pobiegł do Lailah i Aldara aby się pobawić a ja podszedłem do swojej narzeczonej i zajrzałem do szafy.
       - Hmmm co my tu mamy. – Staliśmy tyłem do dzieci więc pozwoliłem sobie aby prawą ręką złapać za cycek i trochę po popieścić. Drugą przesuwałem wieszaki w szafie szukając ubrania. Skupiłem się najbardziej na jej sutku, który już wcześniej od zabawy w wodzie zrobił się twardy. Wyjąłem z wieszaka bluzkę na ramiączkach, która mogła sięgać najwyżej do pępka ale oceniając wymiary Adanthir założyłbym bardziej, że ledwo zakryje jej biust. – Podnieś ręce do góry. – polizałem jej szyje i ramie powoli wkładając bluzkę. Kiedy znalazła się już na ciele księżniczki odwróciłem ją do siebie przodem oceniając efekt. Miałem racje i koszulka sięgała jej ledwo za biust. Włożyłem więc pod nią dłoń i masowałem pierw delikatnie a potem agresywnie jedną pierś. Przysunąłem ją bliżej siebie żeby dzieci nie obserwowały tej zabawy dla dorosłych. – Udało ci się przekonać Sena? – zacisnąłem mocno palce na jej jędrnej skórze. – Poza głupimi zaczepkami nie zrobił niczego nieprzyzwoitego prawda? – ścisnąłem sutek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Maj 03, 2017 12:41 pm




     Zdusiłam mruknięcie, które wywołała jego zabawa. Moje ciało od razu się rozgrzało, a zęby zacisnęły na wargach. Nie miałam ochoty na przerywanie tej przyjemności, chociaż wiedziałam, że dzieci były kawałek dalej. Posłusznie wykonywałam polecenia Sina, czując jak moja twarz zaczyna piec od rumieńców.
     - Sin… przestań… - wydyszałam, ale najwidoczniej niezbyt przekonująco, bo po założeniu mi bluzki, mężczyzna wsunął pod nią rękę, kontynuując czynność. Bawił się moją piersią, zaciskał palce na sutkach, a ja ledwo rozumiałam, co do mnie mówił, próbując zahamować doznania, które mną wstrząsały. – Tak… i nie… - Nie znajdując innego wyjścia, przysunęłam się bliżej niego tak, aby moje usta znalazły się przy jego uchu, co nie było proste przez jego wzrost. Musiałam go lekko pociągnąć w dół za koszulkę. – Jeśli poczekasz do wieczora… - Przerwałam, żeby nie jęknąć zbyt głośno, ale straciłam prze to wątek, który zaczęłam. - … Pragnienie podsyci cierpliwość… - dodałam, licząc na to, że podziała. On natomiast uniósł brwi ku górze, udając niewiniątko.
     - A czy ja coś robię? – Spojrzałam na niego spod przymrużonych powiek i starając się zignorować jego czynności, zjechałam dłonią w stronę jego krocza, zatrzymując się na nim.
     - To tak, jakbym ja teraz powiedziała, że nic nie robię… - szepnęłam, nie mogąc mówić głosem ze względu na to, że jęknęłabym wtedy zdecydowanie zbyt głośno. – Poczekaj… proszę… do wieczora… Nie pożałujesz… - wydyszałam, czując jak moje ciało drży z pragnienia.
     - Jak dla mnie to możesz kontynuować... mnie to nie przeszkadza. - wyszeptał mi do ucha. - Mogę przestać jeśli chcesz... ale czy naprawdę chcesz? - polizał jego płatek, a mój oddech coraz bardziej przyspieszał. Kusiło mnie, żeby powiedzieć nie, ale jeśli teraz przerwiemy to oboje będziemy bardziej pragnęli kontynuacji i wieczór spędzimy dosyć intensywnie…
     - Tak, naprawdę… - powiedziałam, co prawda mało przekonująco, ale może wystarczająco. Zadziałało. Sin pocałował mnie w usta i puścił, a ja poczułam jak mój oddech próbuje się unormować.
     - Jak moja księżniczka sobie życzy. – Przez chwilę łapałam oddech, po czym podniosłam na niego wzrok i odsunęłam się z uśmiechem.
     - Muszę zajrzeć do Neraidy. Spojrzyj proszę na dzieci – odezwałam się i musnęłam jego wargi.
     - Jesteś pewna, że sama dasz radę? -  przygryzłam wargę, spuszczając wzrok. Bogowie nadal nie wzbudzali mojego zaufania, ale od czegoś trzeba było zacząć.
     - Muszę sama dać radę.
     - Nieprawda – mężczyzna mnie przytulił, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam na chwilę chowając w jego ramionach.
     - Sin, muszę to zrobić sama.  
     - Jeżeli tak uważasz... - odsunął się, a ja podeszłam do bliźniąt.
     - Muszę iść porozmawiać z pewną panią. Sin na was spojrzy – pocałowałam oboje w czubek głowy, po czym wyszłam z domu w poszukiwaniu kobiety. W pierwszej chwili pomyślałam o Eril i chciałam tam się skierować, ale coś mi mówiło, że znajdę ją u Ledoca. A gdzie ona tam i bogini, dlatego szybko zmieniłam kierunek. Kilka sekund później pukałam do drzwi, które otworzyła Neraida.
     - Ymmm… Mogę z tobą porozmawiać? – zapytałam, spuszczając głowę w dół. Ciężko mi było spojrzeć jej w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Maj 03, 2017 4:26 pm


       Kiedy skończyłam opowiadać swoją teorie wszyscy siedzieli w milczeniu, nawet Ledoc który uwielbiał podważać wszystko co powiem. Trawili informacje i coś czułam, że zaczynają być bardziej przychylni mojej wersji wydarzeń. Nie istniało żadne inne wyjście.
Usłyszałam pukanie do drzwi i wesoło do nich podeszłam. Mina mi niestety lekko zrzedła widząc Adanthir.
       - Przybyła moja fanka numer jeden. – skrzyżowałam ramiona na piersi. Szczerze powiedziawszy nie miałam ochoty na rozmowy z nią po tym co się wydarzyło. Nie lubiłam ludzi takich jak ona czy brat Eril… ludzi ślepo wierzących w swoją potęgę. – A mamy o czym? – odpysknęłam ale widząc jak spuszcza wzrok wyszłam z nią na zewnątrz zamykając za sobą drzwi. – Potrzebujesz mnie do czegoś?
       - W zasadzie to tak... - Adanthir nie podnosiła spojrzenia. Mówiła niepewnie, jakby się obawiała mojej reakcji. - Chciałam cię przeprosić za swoje zachowanie... – uniosłam lekko brwi do góry. No proszę… - Traktowałam cię okropnie, chociaż nie dałaś mi ku temu powodów i wstyd mi za siebie. – zakończyła a ja nie spuszczałam z niej wzroku. Zaskoczyła mnie ale to nie znaczyło, że jej wybaczę. Nie miałam ku temu powodów.
       - Eril została zgwałcona przez swojego brata… w dodatku na oczach Ledoca, którego wcześniej prawie zabiłaś… To nie mnie powinnaś przepraszać w pierwszej kolejności. Silna, niezwyciężona… pewnie tak o sobie wtedy myślałaś, prawda? Byłaś tak pewna siebie, że odrzuciłaś moją pomoc… gdybyśmy zawrócili do wioski i znaleźli kogoś kto złamie moją pieczęć a następnie wrócili zakończyć zadanie nic złego by się nie stało… Eril by mnie wtedy nie znienawidziła! – uderzyłam pięścią do ścianę domu. – Ale nie! Lepiej ślepo wierzyć w siebie niż poprosić o pomoc! – złość aż ze mnie kipiała.
       - Bałam się! - uniosła głos, podnosząc na mnie spojrzenie. - Bałam się ciebie! Boję się każdego bóstwa i doskonale o tym wiesz! Nie wiesz tylko dlaczego i bardzo chętnie cię uświadomię! - krzyknęła przez łzy i starła je, uspokajając oddech. Wrzeszczeniem nic nie zdziała, a dobrze wiedziałam, że nie chciała, żeby rozmowę usłyszał ktoś inny. - Cztery lata temu okazało się, że nie jestem córką króla i został za mną wysłany list gończy jak za zwykłym przestępcą. Po czterech latach pojawił się mój brat i naiwnie sądziłam, że przyszedł mnie przeprosić, dowiedzieć się czy wszystko w porządku i powiedzieć, że król wycofał list. Wycofał, ale z innego powodu... Mimo, że już miałam nowy dom, nową rodzinę, oni i tak roszczyli sobie do mnie prawa. Sprzedali mnie, tak po prostu. Mój brat pojawił się po to, żeby mnie porwać dla jednego z was, dla Genbu... Zabrał mnie do siebie i naznaczył. Łańcuchami przypiął mnie do ściany kościoła, zostawiając na 24h pod wpływem mocy, która podniecała, ale nie pozwalała na spełnienie. Po 24h w kościele zebrali się wysoko postawieni urzędnicy, niektórych znałam, szczególnie jednego, którym był mój brat... Genbu zgwałcił mnie, kilkakrotnie, na oczach tych wszystkich ludzi. Pozbawił mnie godności, prezentując w całej okazałości przed nimi wszystkimi, a mój brat nie zrobił niczego. Patrzył na to wszystko i nie kiwnął nawet palcem. W dodatku Sei każe mi okłamywać mężczyznę, którego kocham ponad wszystko. Nie potrafię wam zaufać i nie będę za to przepraszała. Przepraszam za to, że chociaż nie musiałam, i tak paskudnie cię traktowałam. Zrobiłam błąd, będąc tak pewną siebie, ale wyciągnęłam z niego wnioski i przyszłam cię przeprosić. Jeśli nie zaakceptujesz przeprosin to trudno, ale przynajmniej wiem, że próbowałam.
       Wyznanie Adanthir mnie zaskoczyło. Zawsze wiedziałam, że Genbu jest podły i zboczony ale nigdy nie sądziłam, że aż tak. Zrobiło mi się jej żal, bo wiedziałam jak się czuła. Gwałt nie jest czymś przyjemnym i sama byłam przerażona wtedy w lesie kiedy dopadli nas bandyci.
       - Nie wrzucaj wszystkich do jednego worka. – westchnęłam i chociaż nie powinnam po tym co powiedziała, przytuliłam ją. – Jestem taka sama jak ty. Mam ludzie ciało, wiele mocy a przede wszystkim jestem kobietą. – odsunęłam się. – Przeprosin nie przyjmę dopóki nie zobaczę, że mi ufasz. – otworzyłam drzwi zapraszając ją do środka. Nasza słodka parka przerwała pocałunek.
       - Hej... – Adanthir niepewnie spojrzała na dwójkę towarzyszy. - Chciałam was przeprosić za to, że zawiodłam – Nie patrzyła im w oczy tylko uciekała wzrokiem gdzie się da. Czyżby jej duma została aż tak bardzo nadszarpnięta przez porażkę? - Miałam wam pomóc w misji, a tylko przeszkadzałam. Nie zapobiegłam temu co się stało, w dodatku cię zraniłam – Ostatnie zdanie kierowała do Ledoca, który tylko machnął ręką.  - Mam tak wiele mocy, a w ogóle nie umiem z nich korzystać. Gdybym umiała może wszystko inaczej by się potoczyło... – na chwilę zapanowało milczenie, które przerwała Eril.
       - Adanthir - Wyciągnęła do niej rękę. - Podejdź proszę… - Kobieta zawahała się ale ruszyła w stronę księżniczki. Eril uśmiechała się zachęcająco i kiedy Adanthir podeszła na odpowiednią odległość przytuliła ją. - Tak się cieszę że nic ci nie jest. Myślałam, że zemdleje gdy powiedzieli mi, że jesteś ciężko ranna. Wszystko już w porządku? - zapytała troskliwie jak to miała w zwyczaju. Uwielbiałam to w niej. Nie ważne jak bardzo ucierpiała, jak bardzo było jej ciężko zawsze pierw myślała o innych. Adanthir chyba to wyczuła, bo rozpłakała się jak dziecko.
       - Jak możesz pytać mnie czy wszystko w porządku, skoro sama bardziej ucierpiałaś? Rany na ciele można uleczyć, ale rany na psychice... rany na sercu... Tego się nie da. – odwzajemniła uścisk i usiadła na łóżku. Eril głaskała ją po plecach i podobnie jak Adanthir zalała się łzami.
       - Już dobrze... – pocieszała. – Będzie dobrze…
       - Tak bardzo cię przepraszam. Nie mogłam nic zrobić...
       - Nie szkodzi... Ledoc i Neraida mnie uratowali... a ciebie? – odsunęły się od siebie. Sama się wzruszyłam patrząc na te scenę. Cieszę się, że lód w sercu Adanthir został skruszony przez drobną księżniczkę. Potrzebowała tego o wiele bardziej niż myślała.
       - Sen - przetarła łzy
       - Sen? - spojrzała na Ledoca. - Sen wrócił? - uśmiechnęła się. Wyglądała jakby spadł jej ogromny ciężar z pleców. Nie wiedziałam o kim mówi, ale na pewno był to blisko przyjaciel. - Mój brat nie żyje... - spuściła wzrok zapewne przypominając sobie to co przeżyła jeszcze chwilę temu. - Dziękuje wam, że poszliście ze mną.
       - Ja się nie przydałam, im dziękuj. – uśmiechnęła się do Ledoca a on do mnie.
       - Gdybyś nie przeniosła nas pod tamtą wieże to nigdy nie spotkalibyśmy Neraidy, która stała się naszym sojusznikiem w walce z królestwem Toran. - wtrącił się mężczyzna. - Więc chociaż do tego się przydałaś. – wzruszył ramionami.
       - Ledoc! - Eril uderzyła go w głowę. Parsknęłam śmiechem. Kobiety chyba tego nie zauważyły, ale wojownik robił sobie z nich żarty. Pomimo krótkiej chwili jaką z nim spędziłam poznałam jego poczucie humoru dlatego rozbawiało mnie to jak specjalnie drażnił swoją dziewczynę.
       - Eril, on ma rację. Nic więcej nie zrobiłam i gdyby nie dołączył do tej podróży, zapewne skończyłoby się jeszcze gorzej. – spuściła wzrok, a Ledoc zaśmiał się pod nosem.
       - Wyluzuj. – uśmiechnął się. – Przynajmniej wybyliśmy trochę ścierwa. – optymizm mężczyzny był niebywały. Aż ciężko było uwierzyć, że jeszcze kilka godzin temu wyglądał jakby stracił wszystko na czym mu zależało.
       - Niewystarczająco. – nie była zbyt przekonana. Postanowiłam przerwać rozmowę i wrócić ją na właściwy tor. Wcisnęłam się pomiędzy Ledoca i Eril aby zrobić mu na złość i objęłam dziewczynę ramieniem.
       - Skoro nasza cudowna drużyna jest w komplecie to w końcu mogę zacząć. – uśmiechnęłam się.
       - Powinienem się bać? – zapytał z zazdrosną miną.
       - Tylko troszeczkę. – zaśmiałam się. – Chodzi o Seiryuu. Ktoś z was musi wyciągnąć od niej pewne informacje. – spojrzałam na Adanthir. – Muszę wiedzieć dlaczego zmieniła Michelle w człowieka sama zajmując jej miejsce. Muszę to wiedzieć inaczej nie będę w stanie pomóc… - zauważyłam, że Adanthir spojrzała niepewnie na każdego z nas. Wiedziała coś… widziałam to w jej oczach, a to że przygryzła wargę tylko mnie w tym uświadczyło.
       - Mów co wiesz.
       - Nie wiem czy mogę... - zaczęła, robiąc kilka kroków do tyłu jakby miała zaraz uciec, co nie byłoby rozsądnym pomysłem. - Kiedy chciałam powiedzieć prawdę Sinowi... - przerwałaby, znowu przygryzając wargę i nie dokończyła.
       - Sin to wasz przywódca, tak? – wstałam i ruszyłam w stronę drzwi. – Przyprowadzę go. Również powinien o tym posłuchać. – złapałam za klamkę, ale kobieta mnie powstrzymała krzycząc.
       - NIE! ON NIE MOŻE! – w pokoju zapanowała cisza.
       - Dlaczego? Zdajesz sobie sprawę w jak ciężkim jest on stanie?
       - Sei zagroziła, że zniszczy moje królestwo jeśli powiem Sinowi prawdę... – westchnęłam ta bogini była niemożliwa…
       - Nie zrobi tego. Nie jest na tyle potężna. Tak naprawdę, to jest dużo słabsza od waszego blond chłopczyka. – zamiana ciał… co za idiotka. Nie odziedziczyła nawet jednej dziesiątej prawdziwej mocy bóstwa. Czy ona w ogóle dożyje następnego cyklu? – Jeżeli mi nie wierzysz to spójrz na nią. Nie ważne co zrobi po chwili traci całkowicie siły. Nie jest prawdziwym bóstwem i nigdy nim nie będzie. Genbu zdołał przeżyć już około szesnastu lat w świecie ludzi a to i tak nie jest zbyt imponujący wynik. W porównaniu z nim Seiryuu przeżyje przy dobrych wiatrach najdłużej miesiąc.
       - Jak to możliwe?
       - Z tego co dowiedziałam się od naszych gołąbeczków to Michelle wymieniła się ciałami z Sinem przy pomocy mocy nowej bogini. Jeżeli moja dedukcja jest prawidłowa to ta kobieta musiała być wcześniej strażnikiem… strażnikiem, który użył swojej wzmocnionej mocy i zamienił się z bóstwem miejscami. To by wyjaśniało dlaczego wygląda w ten sposób i dlaczego Eril tak bardzo cierpi po przekazaniu jej energii. Naznaczyłam Ledoca kilka godzin temu a wygląda milion razy lepiej… - westchnęłam. – Seiryuu nie potrafi dobrze korzystać ze swojej mocy wymiany i dlatego „przemiana” – specjalnie zaakcentowałam te słowo. – Nie wyszła tak jak powinna.
       - I przez to Sin jest... - westchnęła, puszczając moją rękę. - ... w tak tragicznym stanie. Wiem o tym, ale nie miałam pojęcia, że przez to i z Sei jest dużo gorzej.
       - Ta kobieta nie wie co robi i to jest jej problem. Muszę z nią porozmawiać i z waszym przywódcą też. – Adanthir spuściła smutno wzrok i przepuściła mnie.
       - Rób co musisz… - uśmiechnęłam się i poklepałam ją po ramieniu.
       - Nie martw się. Pomogę jej… i jemu. – wyszłam z pomieszczenia kierując się w stronę domu bogini.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Maj 03, 2017 5:13 pm




     Ta rozmowa była… ciężka. Z każdą kolejną minutą czułam się coraz gorzej, zwłaszcza że Eril myślała o mnie zamiast o tym, co sama przeżyła. Poza tym Neraida… Ona nic nie wiedziała, a chciała to zmienić. Wyciągnie wszystko z Sei i powie Sinowi, nie zmieni tego zamiaru. W rozmowie z niebieskowłosą powiedzenie mu prawdy wydawało się rozsądne, ale teraz… Kiedy pomyślałam o tym, jakie informacje do niego dotrą, miałam ochotę płakać. Co jeśli wybierze Seiryuu, a mnie zostawi? Co jeśli uczucia, którymi darzy tę kobietę przyćmią te skierowane do mnie? Co jeśli zerwie zaręczyny i odejdzie do niej? Wcześniej to nie wydawało się straszne, ale po tym, co się zdarzyło podczas misji… Nie chciałam, żeby to się tak zakończyło.
     - Powinnam iść… - odezwałam się do kochanków, kierując do drzwi. Nie dodawałam już nic więcej, bo wiedziałam, że głos by mi się wtedy załamał. Wyszłam od nich, ale zanim wróciłam do siebie musiałam ochłonąć. Powoli spacerując uspokajałam oddech i starałam się odzyskać nastrój, z którym wyszłam od Sina i dzieci. Inaczej wzbudziłabym jego podejrzenia, a skoro to mogły być moje ostatnie dni w tak błogiej atmosferze z tym wojownikiem, nie chciałam ich zmarnować na załamywanie się nieuchronną przyszłością.
     Kiedy weszłam do pokoju, Sin ganiał maluchy. Uśmiechnęłam się widząc tę zabawę i dołączyłam do pogoni za mężczyzną, stając po stronie całej trójki. Szybko zdecydowali się mnie przerzucić do przeciwnej drużyny i musiałam przed nimi zwiewać w towarzystwie narzeczonego. Chociaż na chwilę zapomniałam o tym, co nas wszystkich czekało.
     Po skończeniu Sun zabrał Juniora do spania, a ja zajęłam się bliźniętami. Przygotowałam ich do snu, położyłam i sięgnęłam po bajkę, siadając na posłaniu. Zanim, jednak zaczęłam czytać, Lailah niepewnie na mnie spojrzała.
     - Czy pan wujek będzie naszym tatą? – zapytała, a ja zaskoczona zamknęłam książkę. Aldar skierował na mnie swój wzrok i dokładnie widziałam w jego oczach ciekawość. To było ciężkie pytanie, bo nawet nie wiedziałam czy w ogóle dojdzie do naszego ślubu po tym jak pozna prawdę.
     - Pan wujek… - powtórzyłam za nimi, uśmiechając się ciepło. - … zostanie moim mężem. Owszem, może zostać waszym tatą, ale sami musicie o tym zdecydować. Nikt z nas nie będzie was do tego zmuszał. Sin nie chce zastąpić waszego prawdziwego taty, ale chce, żebyśmy tworzyli pełną rodzinę. Wszystko zależy od was – pocałowałam ich w czoła i uśpiłam. Kiedy tylko miałam pewność, że się nie obudzą i pogłębiłam ich sen, używając jednej z mocy, wyszłam po cichu z pokoju. Podeszłam do drzwi, za którymi mieszkał Sin i zapukałam. Wiem, że mogłabym po prostu wejść, ale chciałam zyskać kilka dodatkowych sekund, aby nie pokazać po sobie żadnych obaw czy wątpliwości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Maj 03, 2017 6:11 pm


       Usłyszałem ciche pukanie do drzwi więc wstałem delikatnie z łóżka całując Sina w policzek. Otworzyłem drzwi uśmiechając się do piękności, która za nimi stała. Nie powiedziałem ani słowa tylko złapałem Adę za rękę i zaprowadziłem na tyły domu. Przycisnąłem ją do ściany i namiętnie całowałem w akompaniamencie świerszczy i innych żyjątek. Włożyłem dłonie pod jej bluzkę kontynuując to co zacząłem w domu. Mocno ściskałem sutki tłumiąc pocałunkiem jęki wydobywające się z jej gardła.
       - Co powinienem z tobą zrobić… - zsunąłem spodnie i majtki Ady do połowy ud. Dotknąłem palcem perełki i lekko ją przyciskałem patrząc księżniczce w oczy. – Upokorzyć… zawstydzić… związać… na co masz ochotę? – polizałem jej wargi przytrzymując drugą ręką jej nadgarstki w górze. – Może chcesz aby ktoś nas przyłapał w tej pozycji? Nie jest późno dużo osób nadal kręci się po okolicy. – niespodziewanie wsunąłem palec do środka wydobywając głośny jęk rozkoszy z ust Adanthir. Wyjąłem go natychmiast wracając na łechtaczkę.
       - Wolałabym, żeby nikt... - jęk zagłuszył jej słowa. - ... nas nie widział - dokończyła ściszonym głosem, w którym słychać było podniecenie, jakie zawładnęło jej ciałem. Całą twarz miała czerwoną ze wstydu. Uwielbiałem kiedy miałem nad nią władzę taką jak w tej chwili. Zachowywała się wtedy zupełnie inaczej. Z uwodzicielskiej kocicy stawała się uroczą i niewinną dziewczyną co na maksa mnie kręciło.
       Podciągnąłem bluzkę księżniczki uwalniając cycki. Wszystkie intymne miejsca były odsłonięte co powodowało soczyste rumieńce na jej twarzy. Obiema rękami przytrzymywałem nadgarstki obserwując dokładnie nagie partie ciała narzeczonej. Uda Adanthir zaczęły zbliżać się ku sobie w reakcji na zbyt intensywne zawstydzenie.
       - Rozchyl je szerzej. – rozkazałem. Chciałem czerpać jak najwięcej przyjemności z upokorzenia, które jej serwowałem. Nie musiałem nawet dotykać księżniczki żeby podniecić ją do granic możliwości. Wystarczyły takie podłe zagrania i cała była mokra ze wstydu. Położyłem dwa palce na wejściu i szybko nimi ruszałem. Charakterystyczny odgłos chlapnięcia towarzyszył każdemu ruchowi. – Muzyka dla moich uszu. – wyszeptałem w jej usta.
       Ściągnąłem z niej bluzkę i związałem nią nadgarstki Adanthir przywiązując je do rury wystającej ze ściany domu. Ledwo dosięgała palcami ziemi co powodowało, że jej ciało było cały czas naprężone. Bez problemu zdjąłem z niej resztę ubrań i rzuciłem je na bok. Odsunąłem się kilka kroków podziwiając swoje działo. Idealne… Czułem jak kutas mocno naprężył się z wrażenia, ale nie mogłem go jeszcze zaspokoić. Pierw tortury potem przyjemności.
       - Pić mi się chcę… pomożesz mi? – kucnąłem i przejechałem język wzdłuż pochwy księżniczki. – Specjalność zakładu? – zacząłem namiętnie wylizywać wejście Adanthir zmuszając ją do głośnych jęków.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Maj 03, 2017 7:41 pm




     Zaciskałam wargi za każdym razem, kiedy kolejne intymne miejsca traciły swoje okrycie. Twarz i całe ciało paliły mnie ze wstydu. Odruchowo starałam się ukryć najczulsze części ciała, chociażby zaciskając uda, ale byłam jak marionetka Sina. Przytępił moje zmysły do tego stopnia, że robiłam dokładnie to, czego oczekiwał, dlatego już po chwili rozsunęłam nogi jak sobie tego zażyczył.
     - Sin… - mój głos drżał. Jęki przyćmiewały słowa, które starałam się ułożyć w zdanie. - … Przestań… - poprosiłam go, chociaż tak naprawdę nie chciałam. Byłam zażenowana swoim zachowaniem. Tak po prostu mnie obnażył na zewnątrz, mimo ryzyka, że ktoś nas zobaczy. Nie przejmował się tym. Podniecało go to, że ja byłam tak zawstydzona, że chciałam się ukryć w budynku, podczas gdy moje ciało pragnęło więcej uwagi. Zaprzeczałam sama sobie, a on doskonale wiedział, która strona była w tym momencie na zwycięskiej pozycji. – Co ty… - pociągnęłam nadgarstki, ale te były całkowicie unieruchomione. Nogami ledwo dotykałam ziemi, chociaż rozciągałam się ile mogę, żeby chociaż palcami się oprzeć. – Sin, nie… - Jeśli można było, to właśnie w tym momencie moja twarz zaczęła płonąć jak rozgrzany węgiel. Panicznie rozglądałam się dookoła, licząc na brak gapiów, a mężczyzna się tym w ogóle nie przejmował. – SIN! – Po raz kolejny starałam się go zatrzymać, ale nie było na to żadnych szans. Protesty zamieniły się w jęki rozkoszy, kiedy wojownik zajął się stymulowaniem językiem mojej kobiecości. Zacisnęłam oczy, poddając się doznaniom, które wstrząsały moim ciałem i chociaż starałam się tłumić odgłosy, nie mogłam. A kiedy tylko poczułam, że niewiele brakuje do orgazmu, przerwał. Pozostawił mnie z niedosytem, odsuwając się.
     - Ty chyba nie… - odezwałam się ledwo łapiąc oddech, ale przerwał mi pocałunkiem w usta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sro Maj 03, 2017 11:59 pm


      Zamknąłem jej usta namiętnym pocałunkiem. Mogła poczuć na moim języku resztki swojego smaku. Palce zacisnąłem na jędrnych piersiach ugniatając je agresywnie. Chciałem aby dokładnie poczuła jak bardzo cierpliwy jestem… w końcu to ona kazała mi tyle czekać.
      - Nie możesz dojść kolejny raz beze mnie… - zsunąłem język na sutki aby i to miejsce na jej ciele doprowadzić do rozkoszy. – Za taką księżniczkę warto oddać życie… - ostro ssałem prawy sutek i zabawiałem palcami lewy. – Jak myślisz za ile strażniczki przyjdą sprawdzić co to za jęki? – odpiąłem pasek i rozsunąłem rozporek wypuszczając swoją męskość na wolność. Podniosłem jedno udo do góry i przyłożyłem członek do wejścia. – Nie miałby nic przeciwko gdyby Sen nas teraz zobaczył… - zbliżyłem swoje wargi do jej. - … ale musiałabyś głośno krzyczeć moje imię. Jęczeć jak bardzo ci ze mną dobrze… - wolną ręką znów złapałem za cycek. Wepchnąłem kutasa do środka wsłuchując się w słodki jęk księżniczki. Kochałem barwę jej głosu… delikatna i ciepła. Wyjąłem męskość całkowicie i znów mocno wepchnąłem. Wchodził jak po maśle więc wyjmowałem go bardzo powoli i agresywnie wpychałem do środka. Wnętrze księżniczki za każdym razem nie chciało mnie wypuszczać i błagało bym został.
      Włożyłem jej język do ust i ostro całowałem. Brakowało mi tchu, ponieważ ani razu nie pozwoliłem nabrać nam powietrza. Zauważyłem, że przez to zwolniłem ruch bioder wiec odpuściłem całowanie i skupiłem się na szybkiej penetracji. Uderzałem w nią najmocniej jak mogłem. Pragnąłem aby poczuła mnie całego i już nigdy nie wpadła na głupi pomysł zerwania.
      - Podoba ci się…? Po jękach zakładam, że tak… ale chcę to usłyszeć… no dalej księżniczko… wykrzycz moje imię… - jeździłem językiem po jej uchu. – Krzycz dla mnie… - szeptałem. – Jęcz dla mnie… - po raz ostatni wykręciłem różowy sutek i podniosłem drugie udo do góry. – Obejmij mnie. – rozkazałem i kiedy wykonała polecenie przeniosłem dłonie na pośladki. Wbiłem w nie palce i agresywnie masowałem. Miała tak cholernie gorące i seksowne ciało, że po części rozumiałem Sena dlaczego się na nią rzucił. Wielkie i jędrne cycki, piękne długie nogi, kształtny tyłek i pełne wargi. Najchętniej oblewałbym ją swoją spermą całymi dnami ale nie mogłem pozwolić sobie na tyle wolnego czasu.
      - Jeżeli nie dojdziesz w tym samym czasie co ja… to jutro zrobimy to na środku dziedzińca… - jeden palec włożyłem w jej odbyt ale jeszcze bardziej ją podniecić. Czułem, że dłużej już nie wytrzymam i muszę spuścić napięcie. Nie chciałem tego robić w niej… chciałem oblać ją swoim nasieniem dlatego kiedy wiedziałem, że to mój limit wyciągnąłem kutasa i prysnąłem na jej brzuch i cycki. Musiałem oprzeć się o dłonią o ścianę aby ustać na nogach. Ciężko dyszałem ale byłem nawet bardziej niż zadowolony. Wyjąłem sztylet i rozciąłem węzy. Złapałem ją aby nie upadła na ziemię tylko w moje ramiona.
      - Będziesz wracała naga od pasa w górę ale nie martw się… - szeptałem prosto do ucha. – Nie martw się... zadbam o to aby nikt nic nie widział… - ścisnąłem mocno oba jej sutki ciągnąc je w każdą stronę. – Pojęcz dla mnie jeszcze chwilę… - przyparłem ją do muru. – Lubię słuchać twojego głosu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Maj 04, 2017 3:48 pm




     Bardzo, ale to bardzo mocno liczyłam na to, że żadna strażniczka nie zdecyduje się sprawdzić co to za jęki. Nadal czułam zażenowanie miejscem, do którego mnie zaciągnął, a raczej jego brakiem i gdyby ktoś nas przyłapał to chciałabym się zapaść pod ziemię. Nie wychodziłabym z domu zawstydzona tym, w jakiej sytuacji nas znaleziono. Jasne, wszyscy wiedzieli, że się pieprzyliśmy, w końcu byliśmy narzeczonymi, ale wiedza, a zobaczenie tego na własne oczy… To była zbyt duża różnica i wiedziałam, że na mnie zadziałałaby gorzej niż na nich.
     Głośno jęknęłam, kiedy w końcu poczułam go w sobie i nie zdołałam ukryć pomruku niezadowolenia, kiedy wyszedł całkowicie. Pragnęłam go całego. Pragnęłam, żeby mnie zerżnął jak tylko mógł. Byłam jak w transie. Wszystko było rozmazane oprócz dwóch ciał splecionych ze sobą i całkowicie się sobie oddających.
     - Tak… - wydyszałam, drżącym z podniecenia i rozkoszy głosem. Wcale nie musiałam odpowiadać, ale to było silniejsze ode mnie. W tym momencie byłam jego zabawką i mógł ze mną zrobić co tylko chciał. Wystarczyłoby jedno słowo, a miałby mnie przed sobą na kolanach.
     Posłusznie oplotłam jego biodra nogami, czując jak wchodzi coraz głębiej. Głos mi zachrypł od ciągłych jęków i niekiedy bliskich krzykom. Nie mogłabym wytrzymać dużo dłużej, ale kiedy zagroził, że jeśli nie dojdziemy razem, następnego dnia zabierze mnie na dziedziniec, przygryzłam wargę, żeby go nie wyprzedzić. Już od dawna zaciskałam dłonie w pięści, a teraz tylko bardziej wbiłam paznokcie w ich wnętrze, żeby wytrzymać. Rozkosz wstrząsała moim ciałem, a ja myślałam, że nie dam rady. W podbrzuszu mi wirowało tornado, a w kroczu pulsowało. Chwilę później pozwoliłam sobie na ten kulminacyjny krzyk, układający się w imię mężczyzny, kiedy sperma oblała mój brzuch. Na chwilę całkowicie straciłam czucie w całym ciele. Wszystkie mięśnie mi zwiotczały i opadłam w ramiona wojownika, dysząc ciężko i ledwo widząc. Miałam przymrużone powieki. Nie widziałam nic więcej oprócz jego twarzy. A on jeszcze nie skończył. Nie zdążyłam uspokoić oddechu, kiedy po raz kolejny zmusił mnie do jęknięcia. Gdyby nie był tak blisko mnie i nie miałabym oparcia za sobą, nie ustałabym na nogach.
     - Kocham cię, Sin… - Z trudem, ale udało mi się wydobyć z gardła zdanie. Efekt seksu bardzo powoli, ale ustawał. – Zaczekaj… - Poprosiłam, kiedy przywódca feniksów chciał się odsunąć i pociągnęłam go za bluzkę w swoją stronę. Jeszcze potrzebowałam oparcia, bo nogi nadal mi drżały. – To niesprawiedliwe… - naburmuszyłam się, kiedy w końcu mogłam normalnie mówić. – Ty widzisz wszystko, a ja nic...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Maj 04, 2017 5:13 pm


       Nie mogłem pozbyć się uśmiechu z twarzy kiedy złapała mnie za bluzkę wygłaszając swoje protesty. Aż tak bardzo pragnęła mnie zobaczyć bez ubrania?
       - Skoro tak ładnie prosisz… - ściągnąłem z siebie koszulkę i ponownie rozpiąłem pasek spodni pozwalając im razem z bielizną runąć do kostek. – Podziwiaj ile chcesz. – uniosłem nieznacznie kąciki ust i skrzyżowałem ręce na torsie. – Nigdy bym nie pomyślał, że sama o to poprosisz. Nadal ci mnie mało? - doskonale zdawałem sobie sprawę, że nie to miała na myśli, ale idealnie mogłem to wykorzystać. – Chcę poczuć na nim twoje cycki i język. Zadowól mnie księżniczko. Jestem cały twój. – Adanthir wyglądała na zawstydzoną moimi słowami ale posłusznie klęknęła i objęła biustem mojego kutasa. Zaczęła powoli nim ruszać ale chyba nie miała zbytnio pojęcia jak się do tego zabrać. Podpowiedział bym jej trochę ale wolałem patrzeć jak się męczy. Poczułem mrowienie w podbrzuszu kiedy użyła języka. Rozchyliłem usta aby dać księżniczce większą satysfakcje. Chciała mnie całego więc niech słyszy do czego doprowadzają jej cycki i wargi. Ssała penisa z wielkim zaangażowaniem, w końcu nie widzieliśmy się przecież około tygodnia więc miałem nadzieję, że brakowało jej mnie tak samo jak mnie jej.
       - Ada chyba ktoś się zbliża… - skłamałem, aby podniecić ją jeszcze bardziej. – Pośpiesz się, bo inaczej nas przyłapią… - księżniczka wpadła w moją pułapkę, bo zaczęła pracować bardziej intensywnie niż wcześniej. Głośno sapałem z każdym ruchem ust narzeczonej. To było tak cholernie przyjemne, że ledwo powstrzymywałem się od wytrysku. Chciałem aby ten moment trwał jak najdłużej, bo w końcu nie codziennie zdarza się taki widok. Seksowne ciało księżniczki błagające mnie o dojście, to było coś pięknego. – Smacznego… - przytrzymałem jej głowę kiedy nasienie wytrysnęło. Puściła cycki i złapała moje biodra zaskoczona tym co zrobiłem. – Smakuje? – Ada wydała kilka pomruków niezadowolenia. – Wolałaś żebym wytrysnął na twarz? Zapamiętam. – uśmiechnąłem się złośliwie nadal przytrzymując jej głowę nie dając szansy na ripostę. – Umyj do czysta… - puściłem i posłusznie wykonała polecenie.
       Pomogłem Adanthir wstać i musnąłem delikatnie jej wargi. Podciągnąłem bieliznę i spodnie z kostek na właściwe miejsce i poszedłem po bluzkę, którą rzuciłem kawałek dalej. Księżniczka założyła swoje dolne odzienie i nieudolnie próbowała zasłonić dłońmi wielki biust. Zaśmiałem się wkładając na siebie koszule.
       - Mieliśmy wracać w ten sposób. – pokonałem barierę z jej ramion i położyłem palce na sutkach mocno je ściskając. – Idziemy. -  Ada nie była zbyt chętna i powstrzymywała mnie przed postawieniem kolejnych kroków. – Żartowałem. – zaśmiałem się. – Nie bierz wszystkiego na poważnie. – zdjąłem z siebie bluzkę i podałem narzeczonej. – W nagrodę za ciężką pracę. – pocałowałem ją w policzek i złapałem za rękę. – Zadowolona? Teraz ja mam mniej ubrań na sobie.
       Wróciliśmy do domu i odprowadziłem księżniczkę pod drzwi. Pocałowaliśmy się bardzo namiętnie, ale nie miałem serca zostawiać jej w tym stanie. Czułem jak drżała. Musiała nieźle się podniecić kiedy ssała kutasa na dworze. Zsunąłem spodnie i majtki jednym pewnym ruchem i kucnąłem przekładając język do pochwy Adanthir.
       - Nie jęcz za głośno… dzieci śpią… - postanowiłem podrażnić ją trochę i bardzo delikatnie całowałem jej krocze. Położyła mi dłonie na głowie jakby próbowała mnie zmusić do szybszych ruchów. Nic z tego. Nadal drażniłem jej wejście wolnymi ruchami języka. Ściągnąłem z niej całkowicie spodnie i majtki aby ułatwić sobie zabawę na co w proteście usłyszałem cichutkie „nie”, które skruszyło moją barierę i wpiłem się wargami mocno w jej błony intensywnie wylizując wnętrze. Usłyszałem szepty strażniczek, które musiały usłyszeć hałas. Jednak po ostatnim ich wejściu i przyłapaniu nas na korytarzu postanowiły nie popełniać drugi raz tego samego błędu i po prostu przysłuchiwały się jękom Adanthir. Jęcz piękna… jęcz… zaraz poczujesz to czego tak bardzo w tej chwili pragniesz. Głośny jęk wydostał się z jej gardła kiedy spuściła na mój język całe swoje napięcie. Wziąłem do ręki dolną część garderobę i ściągnąłem z niej moją bluzkę. – Na pamiątkę… Dobranoc kochanie. – Zostawiłem ją całkowicie nagą na korytarzu i sam zniknąłem za drzwiami. Pamiętałem, że Len miał nocować u Sena ale czy księżniczka o tym wiedziała?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Maj 04, 2017 7:14 pm




     - Sin, oddawaj! – krzyknęłam szeptem za mężczyzną, ale ten zdążył zniknąć za drzwiami. Ja przełknęłam ślinę i spojrzałam na swoje, myśląc o tym, czy Len już spał, czy może coś robił. Pozostanie na korytarzu nie wchodziło w grę, bo ktoś mógł wejść i mnie zobaczyć, a w moim pokoju spał wojownik. Niepewnie złapałam za klamkę i nacisnęłam, lekko uchylając drzwi. W pomieszczeniu były tylko moje dzieci, nikt więcej. Nie słyszałam ani kroków, ani uderzeń, ani oddechu kolejnej osoby… Odetchnęłam więc z ulgą i wcisnęłam się do środka. W mgnieniu oka przebrałam się w koszulę nocną i ułożyłam pomiędzy bliźniętami. Oplotłam ich ramionami i przymknęłam oczy. Nie mogłam zasnąć. Próbowałam, ale cały czas myślałam o tym, czy to nie były nasze ostatnie… „zabawy”.
     Kręciłam się i wierciłam, ale dopiero po kilku godzinach przymknęłam oczy. Ledwie to zrobiłam, zasnęłam jak kamień i nie byłam pewna ile spałam. Obudziło mnie pukanie do drzwi. Aldar i Lailah dalej spali, a Lena nie było, więc podejrzewałam, że został na noc u kogoś innego. Może znalazł sobie jakąś kochankę… Na samą myśl o tym uśmiechnęłam się pod nosem, po czym podniosłam, słysząc kolejne stukanie. Już nie narzucałam na siebie szlafroka, otworzyłam drzwi w koszuli i od razu humor mi się popsuł. Neraida mogła przyjść tylko w jednym celu, więc spuściłam głowę i przygryzłam wargę.
     - Dzień dobry, musisz mi pomóc.
     - Dzień dobry, daj mi chwilę… - zaczęłam pół-szeptem, spoglądając kątem oka na śpiące dzieci. – Muszę się ubrać i ściągnąć do nich kogoś do opieki. – Zamknęłam drzwi i szybko znalazłam pierwsze lepsze ubrania w szafie. Pospiesznie je na siebie wsunęłam, po czym ponownie otworzyłam drzwi. – Wejdź proszę do środka i rzuć na nich okiem. Ja pójdę znaleźć kogoś, kto już nie śpi…  
     - Ojej... masz dzieci? - weszła cichutko do środka. Uśpiłam ich wieczorem na tyle mocno, że nie powinni się obudzić, ale miło było oglądać, że Neraida przejmuje się takimi drobnostkami. - A gdzie twój mąż? – Zesztywniałam na chwilę, słysząc jej pytanie. Rany po utracie Raana nadal się nie zagoiły, pomimo tego, że niedługo miałam wyjść za Sina.
     - Nie żyje… - odpowiedziałam, pilnując aby głos mi nie zadrżał. Nie chciałam tak bardzo przejmować się jego śmiercią, kiedy miałam założyć nową rodzinę.  
     - Przykro mi... Musi być ci ciężko samotnie je wychowywać... – Nie wiedziałam, co powinnam jej odpowiedzieć. Ostatnio nie poświęcałam im tyle czasu, ile powinnam. Tak naprawdę częściej ode mnie opiekę nad nimi  miewali Len czy Lethy. Teraz dopiero miałam zamiar to zmienić.
     - Nie do końca samotnie. Mam narzeczonego i już teraz się dołącza do ich wychowywania, zwłaszcza kiedy mnie nie ma… Poza tym Len i Lethy mi pomagają.
     - Narzeczonego? - zabłysły jej oczy. - Kogo, kogo? Przystojny? Musisz mi go pokazać. – Przygryzłam wargę i znieruchomiałam. Nie wiedziałam czy powinnam o tym wspominać, skoro za niedługo to się mogło skończyć.
     - Niedługo go poznasz… - powiedziałam wymijająco i wyszłam z pokoju. Chwilę mi zajęło znalezienie kogoś, komu ufałam na tyle, że mogłam go zostawić z dziećmi. Dopiero po kilku minutach wróciłam do pomieszczenia z pomocą, gdzie bliźnięta nadal spały. Może trochę przesadziłam? – Możemy iść… - rzuciłam do Neraidy, która podniosła się z łóżka, na którym siedziała, obserwując dzieci.
     - Uroczę te twoje pociechy jak mają na imię?
     - Lailah i Aldar. – Nie spieszyłam się do pokoju Sina, bo chciałam jak najbardziej przedłużyć ten moment.
     - Zazdroszczę. Też bardzo bym chciała mieć dzieci. – Zaskoczyło mnie to, co usłyszałam, bo akurat po niej się tego nie spodziewałam.
     - Masz teraz okazję.
     - Znalazłaś mi męża? - zaśmiała się, a ja mimowolnie do niej dołączyłam.
     - Mężczyzn w wiosce nie brakuje… - odpowiedziałam i zatrzymałam się przed odpowiednimi drzwiami. – To tutaj…
     - Jesteś tu dłużej niż ja więc podpowiedz mi, który najlepszy. - zapukała do środka. Nie minęło dużo czasu, zanim Sin nie wyszedł zdziwiony z pokoju.
     - Ada? Coś się stało? – Miałam ochotę odwrócić się na pięcie i odejść stąd, uciec jak najdalej, ale stałam w miejscu i spojrzałam na Neraidę.
     - Został jeszcze ktoś przystojny dla mnie? – Chciałam, ale nie mogłam się uśmiechnąć.
     - Junior śpi? – zapytałam mężczyznę, wzdychając ze zrezygnowaniem.
     - Teraz już nie. - uśmiechnął się, a ja spojrzałam przez szparę w drzwiach.
     - Zabierzemy na chwilę twojego tatę – zwróciłam się do chłopca.
     - Ciocia! – czterolatek zeskoczył z łóżka i podbiegł do mnie, a ja go mocno przytuliłam, biorąc na ręce.  
     - Ooo… kropla w krople. - Neraida uśmiechnęła się do Sina. - Uroda po tatusiu, a charakter?
     - Też po tatusiu. - zamknął drzwi. - Z kim zostawiłaś dzieci?
     - Z Shanty. Nie chciałam budzić ani Lena, ani Lethy.
     - Podrzucę do niej Sina. – spróbował go wyjąć z mojego uścisku, ale ten nie chciał puścić. - Bo będę zazdrosny! - Roześmiałam się i pomogłam narzeczonemu, co w końcu poskutkowało.
     - Widzę, że i duży i mały Sin nie mogą się od ciebie odkleić - dorzuciła Neraida. W międzyczasie przywódca feniksów zdążył odnieść syna i wrócić do nas. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej i zacisnęłam palce na przedramionach, wchodząc do pokoju.
     - Neraida chciała o czymś porozmawiać… - zaczęłam, starając się odwlec moment rozpoczęcia dyskusji.
     - Zamieniam się w słuch. - odpowiedział Sin.
     - Przyszłam naprawić twoje ciało. – Zdziwiona spojrzałam na dziewczynę, nie rozumiejąc co się właśnie działo. Wojownik też nie wyglądał, jakby wiedział co miała na myśli.
     - Jak to naprawić?
     - Połóż się na łóżku.
     - Najpierw wytłumacz mi wszystko. Nie myśl sobie, że po jednym dniu będziemy ci ufać.
     - Sin, ona chce pomóc... – wtrąciłam, chociaż sama nie dowierzałam temu, co właśnie robiłam.
     - Wymiana ciał jak sam już wiesz nie poszła prawidłowo. Masz w sobie obecnie dwa ciała, dwie moce. W dodatku jesteś strażnikiem i kluczem. Jeżeli pozostaniesz w tym stanie zbyt długo twoje ciało rozpadnie się. – Mimo, że wiedziałam, że nie było z nim dobrze, słuchanie o tym wcale nie było łatwe.
     - Ada... ufasz jej? – Przeniosłam spojrzenie na kobietę i chwilę milczałam. Sama nie byłam pewna, co na to odpowiedzieć.
     - Tak… - Neraida zrobiła wielkie oczy i na mnie spojrzała. Byłam co najmniej tak samo zdezorientowana jak ona. Sin tymczasem westchnął i wykonał polecenie.
     - Adanthir teraz twoje zadanie. - Neraida weszła na łóżko i usiadła okrakiem na Sinie, który miał skrzyżowane ręce i nie wygląda na zadowolonego. Sama też nagle pożałowałam tej decyzji. - Wokół mnie pojawi się okrąg. Nie będziesz widziała tego co się dzieje w jego środku, ale jeżeli zmieni swój kolor masz głośno krzyknąć. - Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Nie będę widziała? Co ona ma zamiar zrobić?
     - Co się będzie działo w środku? – Nie mogłam się pozbyć paniki, która zabrzmiała w moim głosie.
     - Będę się starała rozdzielić jego ciało na dwa...
     - Świetnie... - dodał Sin.
     - Jak chcesz to zrobić? – Spokojnie, to przecież nie może działać jak naznaczenie. Nie musi się z nim pieprzyć, żeby to zrobić. Prawda? Nie musi…
     - Przywódco bądź cicho. - Przyłożyła mu palec do ust, po czym spojrzała na mnie. - Wolisz nie wiedzieć..., ale obiecuje, że nie będzie bolało. – Z trudem powstrzymałam łzy. Moje całe ciało drżało. Tu nie chodziło o to czy będzie bolało czy nie. Tu chodziło o to, czy to nie wymaga zdrady… Nie zniosłabym tego, zwłaszcza jeśli w najbliższym czasie nasze relacje się… oziębią? Nie wiedziałam jak inaczej to nazwać. Tylko z drugiej strony… Inaczej umrze, a to by mnie zniszczyło jeszcze bardziej. Co ja miałam zrobić? Dlaczego to wszystko wymagało takiego poświęcenia? Czemu to nie mogło być prostsze?
     Odwróciłam wzrok i nic nie odpowiedziałam, bo nie miałam co.
     - Sin musisz zdjąć bluzkę albo choć trochę ją podwinąć. - Westchnął i zrzucił z siebie koszule.
     - Coś jeszcze? - wyglądał na zirytowanego.
     - Tak... pod żadnym ale to ŻADNYM pozorem nie otwieraj oczu dopóki ci nie pozwolę. Rozumiesz?
     - ... Tak ... - Neraida spojrzała na mnie jeszcze raz, ale ja na nią nie mogłam.
    - Zaufaj mi. Nie zrobię nic nieprzyzwoitego. – Pokiwałam głową, ale nie byłam przekonana. Cały czas zagryzałam wargę, powstrzymując jej drżenie, chociaż całe moje ciało się tak zachowywało. Kobietą dotknęła brzuch Sina. - Zaczynam. - Dookoła ich dwójki pojawił się okrąg wypełniony białym światłem. Naprawdę starałam się nie snuć czarnych scenariuszy, ale nie mogłam. Mój narzeczony był uwięziony w białej bańce z boginią, która nie chciała powiedzieć, co się tam wydarzy. Musiałam usiąść na jednym z krzeseł, żeby nie upaść i skupić się na kuli. Kiedy ta zmieniła kolor, krzyknęłam. Nie minęła chwila kiedy zniknęła, ukazując ich oboje w takiej samej pozycji, w jakiej straciłam ich z oczu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Maj 04, 2017 9:18 pm


       Leżałem z zamkniętymi oczami i cholernie nie podobało mi się to, że ta kobieta mnie dotyka. Nie dość, że siedziała w dwuznacznej pozycji to jeszcze kazała mi się rozebrać. Adanthir twierdziła, że jej ufa ale jej oczy mówiły co innego. Bała się Byakko i miała ku temu dobre powody. Dwójka bóstw, które miałem „przyjemność” poznać była niewżytymi seksualnie dupkami, a ta bogini jak na razie nie wzbudziła mojego zaufania. Byłem wściekły na Adanthir… zgodziła się na jej warunki zbyt szybko. Czy ona naprawdę nie była ani trochę zazdrosna o to co ta bogini mogła ze mną zrobić?  Mieliśmy być zamknięci w jakimś okręgu do cholery! Sami…
       Neraida zaczęła swój zabieg dotykając mojego brzucha. Poczułem jak w moim ciele wzrasta napięcie. Wiedziałem… kurwa wiedziałem, że nie powinienem jej ufać. Cholera… dlaczego odczuwałem taką przyjemność? O co chodzi… Dziwne obrazy zaczęły pojawiać się w mojej głowię. Widziałem Michelle ale… to nie była ta sama Michelle, którą znałem. Wyglądała inaczej ale czułem, że to ona. Płakała nad czyimś grobem… małym grobem…
       Nagle wszystko zniknęło kiedy usłyszałem krzyk Adanthir. Nie otworzyłem oczu, bo wolałem nie ryzykować.
       - Cholera… - poczułam jak bogini na mnie upada. – Możesz otworzyć oczy… - wyszeptała bardzo cicho. Rozchyliłem powieki i przestraszyłem się tego co zobaczyłem. Skóra Neraidy była cała w czerwonych ranach jak po oparzeniach. – Idiotka… nie powstrzymuj mnie… - wyszeptała jeszcze ciszej. Wyglądała jakby zaraz miała umrzeć.
       - Byakko…? – na początku bałem się jej dotknąć. Nie chciałem pogarszać stanu, w którym znalazła się przeze mnie, ale musiałem to zrobić. Delikatnie wstałem do siadu unosząc i boginie. Dziewczyna dotknęła mojego policzka.
       - Nie ruszaj się… - złapała tył mojej głowy aby nachylić mnie do przodu. Normalnie bym się wyrwał ale zobaczyłem w jej oczach taką determinacje, że postanowiłem jej zaufać. Wargi Neraidy były stanowczo zbyt blisko moich ale nie odsunąłem się, bo wiedziałem, że nie o to jej chodziło. Chciała zetknąć nasze czoła i pomogłem jej w tym. – Zablokuje przepływ energii w twoim ciele. To spowoduje, że nie będziesz w stanie używać swoich mocy a to ograniczy negatywne oddziaływanie na twoje ciało… - skinąłem delikatnie głową dając jej przyzwolenie i po chwili poczułem się całkowicie… pusty. – Przepraszam… Michelle jest zbyt silna… nie mogę się jej pozbyć… Muszę odpocząć… - chciałem zapytać co miała na myśli ale postanowiłem odłożyć to na później. Wyglądała strasznie i nie miałem zamiaru pogarszać jej stanu. – Skorzystam z twojego łóżka dobrze? – uśmiechnęła się lekko.
       - Jasne. Odpoczywaj. – ułożyłem ją delikatnie na posłaniu i przykryłem kołdrą. Mogło mi się wydawać albo zasnęła od razu po zetknięciu głowy z poduszką. Złapałem Adę za rękę i wyprowadziłem z pokoju. Nie miałem ochoty robić jej awantury ale złość roznosiła mnie od środka.
       - Czy jesteś o mnie choć odrobinę zazdrosna!? Ta bogini mogła ze mną zrobić co tylko chciała! Zaakceptowałaś to, że ona mogła mnie… - przytuliłem księżniczkę chowając twarz w jej włosach. – Walcz o mnie… nie oddawaj… czy ja naprawdę tak wiele wymagam… ?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Maj 04, 2017 9:46 pm




     Posłusznie podążyłam za Sinem. Moje ciało było sztywne i wcale się nie rozluźniło przez jego słowa.
     - Oczywiście, że jestem! – krzyknęłam, drżącym głosem. Po moich policzkach spływały łzy. – Nawet nie masz pojęcia jak bardzo drażnią mnie twoje relacje z Sei, jak bardzo jestem o nią zazdrosna, jak bardzo jestem zazdrosna o te wszystkie kobiety, które rzucają ci ukradkowe spojrzenia, ale Sin… ty mogłeś umrzeć… Twoje ciało mogło się rozpaść przez tę idiotyczną wymianę ciał, przez błąd, który popełniła Seiryuu. Nie zniosłabym tego, nie wytrzymałabym psychicznie, gdybyś odszedł z mojego życia. Nie wiń mnie za to, że chwytam się każdej deski ratunku, która może cię przy mnie zatrzymać… - końcówkę dodałam ciszej i tak samo jak on w moich włosach, tak ja schowałam się w jego torsie. Mocno objęłam go ramionami, a w dłoniach zacisnęłam materiał jego koszulki. – Kocham cię Sin… - szepnęłam, starając się wcisnąć w niego jak najbardziej. – Kocham cię całym sercem i duszą. Cały czas jestem zazdrosna, cały czas o ciebie walczę i nigdy nie przestanę, ale wiem, że mogę przegrać… - dodałam ledwie słyszalnie i szybko się zamknęłam. Powiedziałam zbyt dużo. Niemal zdradziłam to, czego starałam się mu nie rzucić. Jeszcze kilkanaście dni temu była pewna, że musi poznać prawdę, ale teraz się wahałam… Co jeśli prawda nas rozdzieli? Co jeśli negatywnie wpłynie na nasze relacje?
     Moje ciało się rozluźniło, kiedy dokładnie do mnie dotarło to, co powiedział. „Zaakceptowałaś to, że ona mogła mnie…” „…mogła mnie…”, „…mogła…”, co znaczy że tego nie zrobiła. Mogła, ale nie zrobiła. Poczułam się tak, jakby ktoś zrzucił z moich barków jakiś ciężar. Nie zrobiła tego, nie wykorzystała go. Z mojego ciała zniknęło cało napięcie, jakby ktoś wpompował w nie zbyt dużo wody, a potem zrobił dziurę, żeby wyleciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Maj 05, 2017 12:53 pm


       Kobiecie łzy zawsze mnie kruszyły. Potrafiłem wtedy wybaczy wszelkie przewinienia byleby tylko uspokoić dziewczynę i w tym przypadku było identycznie. Nie mogłem się na nią gniewać mimo, że powinienem.
       - Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. – złapałem księżniczkę za podbródek aby spojrzała mi w oczy. – Kocham cię Ada… Jesteś dla mnie tą jedyną i nic tego nie zmieni… - pocałowałem ją bez namiętności czy pasji. Chciałem przekazać jej moje uczucia, moją miłość i oddanie. – Kocham cię i nigdy nie przestane rozumiesz? Nie ma drugiej takiej jak ty na świecie… - uśmiechnąłem się przytulając księżniczkę mocno. Zdziwiły mnie jej słowa. – Przegrać…? Jak to przegrać? O czym ty mówisz? – złapałem ją za ramiona zaniepokojony. Już od dawna czułem, że i Ada i Sei nie mówiły mi całej prawdy i teraz ona wyskakuje z czymś takim? O co chodzi? Co to za wielka konspiracja. – Mówisz o Sei? Przecież nie mam z nią żadnych relacji… - przełknąłem ślinę przypominając sobie wczorajsze zachowanie bogini. Zaczęła mnie całować bardzo namiętnie a ja zamiast ją odepchnąć całowałem ją równie mocno. Było mi wstyd za siebie… To co wtedy czułem to było pożądanie… Tylko, że ja nigdy nie patrzyłem na Sei w ten sposób! Moje ciało zaczęło tak reagować samoistnie… nostalgicznie… Czy powinienem o tym mówić Adzie? Czy to nie wzbudzi w niej jeszcze większego lęku? Nie mogłem… musiałem to przemilczeć. – Sama wiesz, że czekałem na ciebie przez długie cztery lata…nie rozumiem dlaczego się o to martwisz…
       - Niedługo dowiesz się wszystkiego… - spuściła wzrok.
       - Chcę wiedzieć teraz Ada! Mam dość czekania… Chcę żebyś mówiła mi prawdę… mówiła wszystko… - cholerny hipokryta! Sam właśnie przemilczałem to co się wczoraj stało… Cholera…
       - Musimy poczekać aż Neraida dojdzie do siebie. – popchnąłem księżniczkę na ścianę i namiętnie pocałowałem.
       - Liczysz się tylko ty! - znów złączyłem nasze wargi. – Nie ważne co było wcześniej! Dla mnie liczysz się tylko ty…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pią Maj 05, 2017 1:26 pm




      Nie wiedziałam czy moje łzy były spowodowane obawą, że może kłamać, czy mu wierzyłam. Nie potrafiłam tego określić, bo serce łomotało mi w piersi jak oszalałe, nakręcone jego wyznaniami, a ciało drżało ze strachu, że po tym wszystkim i tak mnie zostawi. Jak mogłam konkurować z uczuciami, które rozwijały się w nim od setek, jak nie tysięcy lat? Ile mnie kochał? Cztery lata? Co to było z porównaniu z poprzednimi cyklami, w których takim samym oddaniem obdarzał Sei?
     - Niedługo się dowiesz wszystkie… - Nie mogłam dokończyć, przerwał mi tak stanowczo, że nawet nie myślałam o tym, że przerwałam wypowiedź.
     - Chcę wiedzieć teraz Ada! Mam dość czekania… Chcę żebyś mówiła mi prawdę… mówiła wszystko… - On nawet nie miał pojęcia jak bardzo chciałam powiedzieć mu wszystko, ale bałam się, że to nas poróżni, że jedno wyznanie prawdy rozwieje wszystkie jego zapewnienia o lojalności, wszystkie obietnice…
      - Musimy poczekać aż Neraida dojdzie do siebie. – Popchnął mnie na ścianę i namiętnie pocałował. Zaskoczona intensywnością wstrzymałam oddech, nabierając powietrza w płuca i odwzajemniłam to.
      - Liczysz się tylko ty! - znów złączył nasze wargi. – Nie ważne co było wcześniej! Dla mnie liczysz się tylko ty… - Łzy popłynęły po moich policzkach. Palce zacisnęłam na jego bluzce i przyciągnęłam go do siebie na tyle, na ile mogłam.
     - Kocham cię, Sin – odezwałam się, kiedy się od siebie odsunęliśmy. – Kocham cię i gdybym tylko mogła cofnąć czas zrobiłabym wszystko, żebyś był moim pierwszym, żeby bliźnięta były twoimi dziećmi. Większego błędu jak przy tamtym drzewie nigdy nie popełniłam i nigdy nie popełnię. Chcę każdego ranka budzić się w twoich ramionach, a wieczorami w nich zasypiać. Proszę, Sin… - szepnęłam, spoglądając w jego oczy. – Proszę… Pozwól mi być częścią twojego życia… - błagałam, podczas gdy ręce mi drżały z niepokoju.
     - Głupia... - przytulił mnie mocno. - Już jesteś najważniejszą częścią mojego życia... – Przymknęłam oczy, chowając się w jego torsie. Jego zapach był tak kojący, że uspokoiłam oddech i przestałam płakać. Chciałam zaufać jego słowom.

     Neraida obudziła się dopiero, kiedy nadszedł wieczór. Szybko się znaleźliśmy w jej otoczeniu. Cały dzień spędziłam z Sinem i dziećmi z uśmiechem obserwując, jak Aldar powoli przekonuje się do mężczyzny. Obawiałam się, że nigdy go nie zaakceptuje, ale najwidoczniej nie tylko kobiety ulegają jego zachowaniu i postawie, ale nawet małe dzieci, które boją się, że ich mama zapomni o tacie, bo będzie miała nowego męża.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   

Powrót do góry Go down
 
Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 22 z 25Idź do strony : Previous  1 ... 12 ... 21, 22, 23, 24, 25  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: