IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 13 ... 25  Next
AutorWiadomość
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:41 pm


       Widziałem jej twarz w ciemności, jej delikatny, promienny uśmiech, jest morskie włosy pofalowane jak ocean. Nie wiedziałem dlaczego to ona ukazała mi się w moich ostatnich chwilach, myślałem, że zobaczę twarz mojej matki, która opiekowała się mną kiedy byłem jeszcze mały, a potem zmarła zraniona podczas jednej z misji. Jednak nie daleko pada jabłko od jabłoni.
       Otoczony byłem przez nicość, było tak ciemno, że nie widziałem nawet swoich rąk. Czy to właśnie tak wygląda śmierć? Spędzasz resztę wieczności zatopiony w oceanie pustki i samotności? Czy to właśnie tym nazywają piekło? Nicość, która powoli ma cię pochłaniać, ty który masz czas na przemyślenie wszystkiego czego dokonałeś za życia? Nie chciałem tu być, nigdy wcześniej nie bałem się śmierci, ale nigdy też nie myślałem, że to właśnie tak będzie wyglądać. Bałem się... byłem przerażony, chciałem krzyczeć aż zedrę sobie całe gardło, ale nie mogłem... niczego nie było słychać... nie było tu niczego... nawet mnie.
       Zobaczyłem światło prześwitujące przez niewielkie szpary. Cienka biała stróżka światła. Nagle zrozumiałem, że było to światło lampionu, a cienkie stróżki światła były moimi zamkniętymi powiekami. Żyłem... wcale nie trafiłem do piekła, albo po prostu ktoś mnie z niego wyciągnął. Otworzyłem oczy z wielkim trudem, czułem się fatalnie, ale nadal czułem i to było najważniejsze. Moja ręka automatycznie powędrowała do miejsca, w którym został wbity nóż, było zabandażowane. Ona musiała mi pomoc, to znaczy, że pokonała resztę rycerzy, potrafiła zabić, ale nie zabiła mnie.
Jeszcze.
       Zobaczyłem jak siedzi skulona w rogu jaskini, w ręku trzymała miecz, zapewne należący do tego chłopaka. Wyglądała na zamyśloną, smutną. Zabiłem jej przyjaciela, nie było w tym nic dziwnego. Urata bliskiej osoby, zdrada bliskiej osoby i to wszystko w trakcie jednej chwili. Nawet nie byłem w stanie sobie wyobrazić tego co ona czuje. Podniosłem się powoli, wszystko mnie bolało, to nie wróżyło nic dobrego, zwłaszcza, że zużyłem swój jedyny eliksir. Udało mi się wstać, zrobiłem kilka kroków w stronę Adanthir, ona tylko spojrzała na mnie i wróciła do swoich myśli. Wyglądała jakby było jej już wszystko jedno. Usiadłem obok niej, blisko, tak że nasze ciała się stykały.
        - Dziękuję - wyszeptałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:44 pm




     Jedyne co zrobiłam, kiedy Sin się obudził, to przelotne spojrzenie. Nie uratowałam go po to, żeby go poznać czy dlatego, że mi zależało. Miałam u niego dług, a wiedziałam, że nie chciałam z tym żyć. Nie chciałam wisieć przysługi komukolwiek, a zwłaszcza komuś, kto zniszczył moje dotychczasowe życie. Wiedziałam, że to nie była jego wina, że chcieli mnie zabić, ale już wolałam śmierć od takiego funkcjonowania. Miałam być im wdzięczna za to, że straciłam wszystkiego najbliższe osoby? W dodatku mężczyzna, który był dla mnie najważniejszy, zginął na moich oczach. Za co tutaj dziękować?
     Kiedy usiadł obok mnie i zetknął nasze ciała, poczułam nieprzyjemne dreszcze, które przypomniały mi o tym, co zrobił i jak działał. Odtworzyłam w głowie każdą śmierć, którą spowodował i poczułam wściekłość, którą zdusiłam w sobie. Mimo wszystko miał mnie zaprowadzić w bezpieczne miejsce. Nie miałam jednak zamiaru zacieśniać z nim więzi, dlatego odsunęłam się od niego na dużą odległość i tam usiadłam na ziemi. Następnie odłożyłam miecz obok, położyłam się i nakryłam kurtką z herbem królewskim, która należała do Dorthasa. Nie wiedziałam, jakiej reakcji oczekiwał i nie interesowało mnie to. Najchętniej to znalazłabym kogoś z mocą kontroli czasu, cofnęła się i naprawiła to, co mogłam. Może nawet udałoby mi się doprowadzić do tego, że byłabym córką zarówno swojej matki, jak i króla. A zamiast tego musiałam żyć z myślą o tym, że nie miałam własnego domu. Miejsce, w którym się wychowałam okazało się być jedynie „poczekalnią”, a to, do którego zmierzałam nie mogło się nim stać, bo mieszkał tam mężczyzna, który w ogóle się mną nie interesował, mimo że był moim ojcem. Zamknęłam więc oczy i chciałam chociaż na chwilę oderwać się od rzeczywistości. Potrzebowałam snu, żeby móc to wszystko przyswoić i zaakceptować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:44 pm


        Adanthir odsunęła się kiedy tylko zdążyłem jej podziękować. Położyła się w drugim kącie jaskini, twarzą do ściany, nakryła się krótką jednego z rycerzy, ponieważ widniał na niej herb królestwa. Milczała, nie chciała ze mną rozmawiać, traktowała mnie jak obcego mężczyznę, który zabił jej ukochanego. W jej oczach musiałem być potworem, którego nienawidziła. Jednak może mi się wydawać, ale chyba przestała się mnie obawiać, nie byłem już dla niej niepokonanym porywaczem, byłem tylko człowiekiem, którego uratowała przed śmiercią. To trochę samolubne z mojej strony, ale ucieszyło mnie to. Nie uciekła więc musiała podjąć decyzje, że mi zaufa i pójdzie spotkać swojego ojca.
       Było mi jej żal, wiem jak to jest stracić kogoś kogo się kocha, wiem jaki ból musi czuć. Nie chciała mojego pocieszenia, w jej głowie byłem najgorszym z najgorszych, ale to mnie nie powstrzymywało. Byłem egoistą. Przysunąłem się do Adanthir, położyłem się blisko niej i objąłem ręką. Mocno, tak żeby nie mogła mnie w pierwszej chwili odtrącić. W obecnym stanie może i byłem słaby, ale w tym momencie o tym zapomniałem.
        - Wiem jaki masz dar Adanthir -szepnąłem jej do ucha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:49 pm




     Wstrzymałam oddech, kiedy tylko poczułam jak mnie obejmuje. W pierwszej chwili nie wiedziałam jak się zachować, bo z jednej strony zabił Dorthasa, ale z drugiej był jedyną żyjącą istotą, która mogła chociaż spróbować zrozumieć to, z czym się zmagałam w mojej głowie. Szybko jednak przypomniałam sobie scenę śmierci mojego przyjaciela i wyrwałam się z jego uścisku, sięgając po miecz. Wystarczyła chwila, żeby jego koniec znalazł się przy szyi Sina.
     - Co ty sobie wyobrażasz??!! – krzyknęłam, spoglądając na niego z takimi pokładami nienawiści, że nigdy nie podejrzewałabym, iż takie posiadam. – Zostałam tylko dlatego, że nie mam domu! Zostałam sama i muszę sobie z tym jakoś poradzić, a ty jesteś do tego najlepszym narzędziem! Zaprowadzisz mnie do wioski, w której będę mogła zacząć od nowa i tylko dlatego nie uciekłam! Nie mam zamiaru zacieśniać z tobą ŻADNYCH więzi, więc bądź tak miły i nie zbliżaj się do mnie w… w taki sposób! – zakończyłam, opuszczając miecz i odkładając go na bok. Nie ufałam mu, ale mogłam teraz liczyć tylko na niego i na to, że nie wyprowadzi mnie w pole. Nie podobało mi się to, ale wiedziałam, że sama sobie nie poradzę. Byłam zwykłą księ… dziewczyną, która zamiast uczyć się o tym jak przetrwać, wkuwała niepotrzebną historię. Wiedza, którą posiadałam nie była mi teraz do niczego potrzebna. Na litość boską, nie umiałam nawet sama niczego ugotować! Ani zapalić ogniska! No nic nie umiałam.
     – To zdradź mi jakież to cudowne pomysły masz w swoim dumnym łbie – dodałam, siadając znowu kawałek dalej, ale tym razem trzymając rękę na pulsie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:50 pm


       Rozgniewała się, znowu. Uśmiechnąłem się. Jednak potrafiłem ją podejść, na swój sposób ale jednak. Wolałem jej rozgniewaną wersje niż te smutną, ponieważ ta Adanthir przynajmniej potrafiła mówić. W jej oczach ujrzałem żar, wiedziałem jednak że nie był to żar nienawiści, chociaż pewnie ona uważała inaczej. Mogłem ją porównać do bezpańskiego psa, sporo szczeka, wydaje się jakby chciał ugryźć, ale tak naprawdę jest spragniony dobroci, czułości i własnego domu. Dlatego kiedy wycelowała we mnie ostrze miecza, złapałem je  i przysunąłem bliżej swojej szyi.
       - Jeżeli już dobierasz broni to licz się z konsekwencjami. - powiedziałem spokojnym lecz ostrym tonem. Miałem ochotę wyrwać jej miecz i cisnąć nim w drugą stronę jaskini. - Na co czekasz? - przysunąłem miecz jeszcze bliżej, poczułem, że strużka krwi spływa po moim ciele. Mógłbym przysiąc, że zauważyłem w jej oczach chwilowy błysk lęku. Nie jest w stanie nic mi zrobić. Potrzebuje mnie.
       Odrzuciłem miecz na bok i wstałem, nadal wszystko mnie bolało, ale teraz to się nie liczyło. Podszedłem bliżej mimo jej zakazu. Nie wiedziałem kiedy to się stało,  nie mogłem w to uwierzyć ale spoliczkowałem ją. Nigdy jeszcze nie uderzyłem żadnej kobiety. Tym razem czułem, że to ja mam wzrok pełen wyrzutów. Coś w środku mnie pękło i nie miałem pojęcia co.
        - Nie jestem twoim narzędziem. - nie spuszczałem z niej wzroku. - Potrzebujesz mnie, więc zacznij zachowywać się tak, żebym i ja pomyślał o tobie w ten sam sposób. Może i w pałacu nauczyli cię etykiety, jesteś wykształcona i zapewne posiadasz wiedze znacznie szerszą niż ja, ale nie pozwolę ci traktować mnie bez szacunku, zrozumiałaś? - stałem tak jeszcze przez chwilę, po czym położyłem się pod ścianą, Adanthir  usiadła po drugiej stronie jaskini.
       - Dobranoc - rzuciłem ignorując jej pytanie. Na razie nie zasługiwała na poznanie odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:51 pm




     Nie spodziewałam się takiej reakcji, ale jednocześnie nie zaskoczyła mnie. Ten mężczyzna już pokazał, że daleko mu było do takiego podejścia, jakim zazwyczaj raczyli mnie faceci. Do tej pory okazywano mi szacunek i respekt. Byłam mimo wszystko córką króla. Jednak teraz, ta ich aprobata wydawała mi się być sztuczna. Co jeśli wszyscy coś podejrzewali? Już na pierwszy rzut oka dostrzegało się brak podobieństw pomiędzy mną, a tym, kogo do tej pory uważałam za ojca. Albo wiedzieli wszystko? Teraz w nic już nie wierzyłam, a już na pewno nie w ich sympatię względem mnie. Jednak nadal nie spodziewałabym się takiego naruszania mojej prywatności przez zwykłego wojownika, chociaż w sumie jak inaczej miałby się zachowywać?
     - Jak chcesz, żebym okazywała ci szacunek, to na niego zapracuj! – warknęłam, ale nie odpowiadałam mu równie agresywnie, co on. Jaki w tym był sens? Ja wiedziałam swoje, on swoje i nasze zdania nas poróżniały. Nie było szans na to, abyśmy się dogadali, albo zaczęli traktować na równi. Na pewno ja nie miałam zamiaru zniżać się do poziomu zwykłego woja, bo chociaż moim ojcem nie był król, to moja matka była królową. I miałam takie samo prawo do tronu jak mój brat, a nawet większe, bo byłam od niego starsza. – Poza tym nie jestem do tego zobowiązana, bo i tak nic mi nie możesz zrobić. Najwidoczniej mój… „ojciec” – te słowa praktycznie wyplułam. – … pragnie, abym dotarła do niego w całości i to twoim obowiązkiem jest pilnować, abym została w jednym kawałku. A wygląda na to, że nie masz odwagi mu się sprzeciwić i zrobisz wszystko, aby wypełnić swoje zadanie, nawet jeśli przyszło ci eskortować kogoś, kogo nie znosisz – dodałam, po czym podniosłam z ziemi miecz Dorthasa i odeszłam w drugi kąt jaskini.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:52 pm


       Każde jej słowo sprawiało, że byłem coraz bardziej zirytowany, wolałem nawet nie myśleć o tym co będę w stanie zrobić kiedy naprawdę się zdenerwuję.
        - Jeżeli myślisz, że nie mam jaj to zapraszam, możesz sprawdzić. - odpowiedziałem na jej zaczepkę, uśmiechając się zadziornie. Wstałem i zacząłem wolno kierować się w stronę księżniczki, mówiłem powoli, ale w moim głosie dało się usłyszeć nutkę grozy - Jesteśmy sami ...w lesie..., w nocy - z każdym słowem stawiałem kolejny krok. - Mężczyzna i kobieta, tylko we dwoje. - ukucnąłem przed Adanthir. Nie lubiłem takich kobiet, egoistyczne, niewdzięczne, uważające się za lepsze od innych. - Ciekawe co zadziała szybciej, mój talizman paraliżujący, czy twój miecz. - wiedziałem, że przesadzam w tym momencie i na pewno będę tego żałował, ale miałem ochotę pokazać jej kto tu jest na łasce kogo. Musnąłem lekko jej nogę i całe ciało księżniczki było pod moim władaniem.  Złapałem Adanthir za brodę i przyciągnąłem do siebie. Miecz upadł na podłogę, a jego echo rozniosło się po całej jaskini.
       Czułem na ustach jej oddech, był zwolniony i nerwowy. Mogłem zrobić z nią co tylko chciałem, mogłem ją pocałować a nawet zgwałcić. Jej oczy wyrażały przerażenie, wmawiałem sobie, że tak powinno być, że nie powinienem okazywać jej dobroci ani litości tak jak to zrobiłem na początku. Powinna dostać nauczkę za to jak się zachowuję. Chciałem to zrobić ale nie mogłem. Puściłem ją i podniosłem miecz. - Zabieram to. - spojrzałem na nią pogardliwie. - Jeszcze zrobisz sobie krzywdę, KSIĘŻNICZKO - specjalnie podkreśliłem ostatnie słowo, podkreśliłem to kim nie jest, a kim chciałaby być. Żałowałem tego co się przed chwilą wydarzyło, ale trzeba było jasno wskazać granicę. To ja tu żądzę.
       - Radzę ci się wyspać. Od jutra już nie będę tak wyrozumiały. - zabrałem koc, miecz i torbę i położyłem się spać, noce były naprawdę zimne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:52 pm




     Z jednej strony się go bałam, ale z drugiej to nie było naprawdę intensywne. Jakby chciał mi coś zrobić, to już dawno by to zrobił. Miał na to niejedną okazję i wcale się do tego nie kwapił. Przyznam jednak, że zaniepokoiła mnie utrata kontroli nad własnym ciałem i chociaż próbowałam ją przezwyciężyć, to nie byłam w stanie. Zirytowało mnie to szczególnie w momencie, w którym zabrał miecz Dorthas.
     - Nie! – krzyknęłam i chociaż wiedziałam, że to nic nie da, dokładałam wszelkich wysiłków do tego, żeby się wyrwać z jego zaklęcia. Byłam wściekła, ale nie miałam jak tego ujawnić, bo paraliż mi to uniemożliwiał. – Zostaw to! – dodałam, bojąc się, że zniszczy tę pamiątkę. – Nie jego rzeczy… – skończyłam już załamana, bo mogłam teraz jedynie liczyć na to, że nie zniszczy tej broni. – Nie cierpię cię! – warknęłam w końcu zaprzestając swoich prób. I tak nie miałam żadnych szans na wyrwanie się z zaklęcia kogoś, kto już od dawna używa swoich umiejętności. Zamknęłam więc oczy, udając że zasypiam, ale nie mogłam spać. Wystarczyło, że na chwilę pozwoliłam sobie na drzemkę, a już śniła mi się śmierć przyjaciela. – Na pewno nigdy nie zależało ci na nikim oprócz samego siebie – dodałam jeszcze półszeptem, wiedząc że i tak to usłyszy. A niech słyszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:53 pm


       Wiedziałem, że mocno ją skrzywdziłem, ale jeżeli nie miała zamiaru traktować mnie jako towarzysza tylko jak swoje narzędzie to nie powinienem mieć wyrzutów sumienia za to co zrobiłem, nie powinienem... a jednak serce nieprzyjemnie mnie kłuło.  Zabolało mocno zwłaszcza wtedy kiedy wyszeptała, że nigdy na nikim mi nie zależało. Nie wiedziała o mnie nic a oceniła mnie jako bezduszną bestie. Bezduszna bestia, która prawie w obronie jej nie zginęła. Z pewnością byłem tutaj tym złym.
       Położyłem się spać nie zważając na jej ciche popłakiwanie w kącie, byłem wykończony, wszystko mnie bolało ale jednak postanowiłem wznowić wszystkie bariery, które postawiłem w lesie. Również tą, która otaczała naszą jaskinie. Nigdy nie mogłem być pewien czy w akcie buntu Adanthir nie zdecyduje się na ucieczkę.
       Nawet nie pamiętam kiedy zasnąłem. Musiałem być naprawdę bardzo zmęczony. Obudziłem się o świcie. Miałem wrażenie, że dopiero co zamknąłem oczy, a tu już nastał ranek. Rzuciłem okiem na drugą stronę jaskini. Adanthir była zwinięta w kłębek i kurczowo trzymała się kurtki jednego z rycerzy. Zarzuciłem na nią koc i położyłem miecz jej przyjaciela tuż obok. Wyszedłem na zewnątrz. Zdziwiłem się, bo nigdzie nie było ciał naszych przeciwników. Pochowała ich wszystkich? Sama? Zaskoczyło mnie to, nigdy bym nie pomyślał, że ma tyle siły.
       Postanowiłem pozbierać trochę drewna i zrobić ognisko. Było bardzo rześko, obstawiam, że temperatura wahała się między 4-8 stopniami. Czułem szron na liściach przy każdym stawianym kroku, w całym lesie unosiła się gęsta mgła. Niezbyt przychylne warunku na podróż, ale musimy dziś wyruszyć, nie było innej  możliwości, najgorsze było to, że kończyły nam się zapasy. Przydałoby się coś upolować i upiec.
       Ogień rzucał iskry na prawo i lewo. Zbliżyłem się do niego, żeby ogrzać swoje lodowate dłonie. Miałem nadzieje, że w jaskini szybko zrobi się ciepło. Wyjąłem z torby kilka warzyw, sakiewki z wodą i nóż. Uśmiechnąłem się na widok misek. Michelle pomyślała o wszystkim. Obrałem warzywa, dolałem trochę wody i zrobiłem prowizoryczną zupę, pachniała nawet ładnie. Usłyszałem za sobą ciche szemranie, to na pewno Adanthir budząca się ze snu. Spojrzałem na nią bez słowa i postawiłem miskę z zupą obok niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:54 pm




     Musiałam zasnąć chociaż na chwilę, bo kiedy rano otworzyłam oczy, byłam przykryta kocem, a obok leżał mieć Dorthasa. W zasadzie to on mnie obudził, bo natrafiłam ciepłym policzkiem na zimną stal i od razu się ocknęłam. Nie podnosząc się z miejsca, wysunęłam dłoń spod przykrycia i przejechałam palcami po lśniącym ostrzu. Ile bym dała, żeby ostatnie wydarzenia okazały się tylko intensywnym koszmarem sennym. Niestety to była bolesna rzeczywistość i musiałam sobie z nią poradzić. Nawet jeśli z całego serca pragnęłam od niej uciec.
     Chwila w bezruchu uświadomiła mi, że marzłam. Było mi cholernie zimno i nawet koc nie pomagał w zachowaniu ciepła. Zwinęłam się w pozycji embrionalnej i chuchnęłam zauważając parę wodną wydostającą się z moich ust. Mrozu nie było, ale w porównaniu z temperaturami, w których się wychowałam, to była katorga. Nic dziwnego, że kiedy poczułam gorące powietrze, od razu skierowałam się w jego stronę i niewiele brakowało, a wdepnęłabym w zupę. Na szczęście zauważyłam i podniosłam z ziemi, po czym nie zrzucając z siebie nakrycia, podeszłam do ognia. Od razu zrobiło mi się dużo lepiej i mimowolnie uniosłam kąciki warg ku górze, siadając przy płomieniach. To było zadziwiające, że Sin potrafił zrobić ognisko praktycznie z niczego. Nie spotkałam się jeszcze z czymś takim, chociaż słyszałam.
     - Jak daleko jest ta twoja wioska? – spytałam i chociaż byłam świadoma tego, że powinnam podziękować, nie mogłam. W tym momencie to było ponad moje siły i królewska duma mi w tym nie pomagała. Nadal był tylko zwykłym wojem, a ja wciąż miałam w sobie błękitną krew, nawet jeśli tylko połowicznie. Dlatego też nic więcej nie dodałam i czekałam na odpowiedź, zajadając posiłek. Jadłam lepsze, ale nie miałam zamiaru wybrzydzać, skoro i tak oddawał mi część swoich zapasów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:14 pm


      Żar z ogniska padał na wyczyszczoną z liści ziemie. Zjadłem prowizoryczną zupę, którą udało mi się przyszykować z tego co nam zostało. Nie mieliśmy też już prawie w ogóle wody co najbardziej mnie martwiło. Adanthir musiała zużyć sporą ilość żeby przemyć moją ranę, nie miałem jej tego za złe, ale to nie zmieniało niczego. MUSIMY znaleźć jakieś źródła. Możliwe, że księżniczka wiedziała gdzie moglibyśmy zacząć szukać, w końcu w zamku musieli uczyć się o terenie własnego królestwa, prawda? Pewnie widziała... ale nie miałem zamiaru o to pytać, zwłaszcza po wczorajszym.
       Dziewczyna szybko przybliżyła się do ognia, usiadła dość blisko mnie, same spojrzenie na nią sprawiało, że było mi zimno. Miałem ochotę usiąść obok niej i sam przykryć się kocem jednak wiedziałem czym to się skończy więc szybko odegnałem od siebie tę myśl. Zaczęła jeść zupę, nie oczekiwałem od tej egocentrycznej kobiety że mi podziękuje, wczoraj dowiedziałem się kim dla niej jestem. Narzędziem.
       - Mnie podróż zajęła około pięciu dni, ale tobie zajmie z półtora tygodnia - odpowiedziałem nawet się na nią nie patrząc. Wstałem i udałem się w głąb lasu zostawiając Adanthir samą przy ognisku. Oparłem się o jedno z drzew i dotknąłem swojej rany, bolała jeszcze bardziej niż wczoraj, miałem tylko nadzieje, że nie wdało się żadne zakażenie. Westchnąłem. Co powinienem teraz zrobić? Jestem zbyt słaby aby kontynuować przeprawę przez góry. Wątpiłem czy w obecnym stanie uda mi się wytrzymać tamte temperatury. Uderzyłem pięścią w drzewo kiedy przeszyła mnie kolejna fala bólu. Wytrzymasz, powtarzałem sobie za każdym razem, ale tak naprawdę miałem ochotę krzyczeć. Dopiero po chwili wpadła mi do głowy przerażająca myśl. Trucizna...
       Nie raz już byłem poważnie ranny, treningi, które odbywają się w naszej wiosce są bardzo rygorystyczne. Nikt tam nie używa atrap, wszyscy walczą prawdziwą bronią, która może zabić. Wystarczy jeden niewłaściwy ruch i lądowało się w mogile z całą resztą wojowników bujających w obłokach. Bycie rannym nie było więc mi obce, dlatego jedynym wytłumaczeniem jakie przychodzilo mi do głowy była trucizna, zatrute ostrze. Teraz jak o tym myślę, dlaczego ten chłopak nie zabił jej od razu, tylko czekał aż do nich wybiegnę? Minęła przecież dobra minuta zanim zdążyłem się podnieść. Czy to możliwe, że od początku chodziło im o mnie? Wiedzieli, że ją zasłonie? Chcieli wyeliminować mnie a dopiero później ją... to by miało sens, nie przewidzieli jednak tego, że Adanthir również potrafi walczyć, albo przewidzieli i taki był plan... dlaczego od wczoraj nikt po nas nie przyszedł? Nie mogłem w to uwierzyć... czyżbym wpadł w ich pułapkę?
       Usłyszałem jak po mojej prawej stronie pęka gałąź, od razu skierowałem wzrok w tamtą stronę. Poczułem ulgę kiedy moim oczą ukazała się księżniczka.
       - Czego chcesz? - zapytałem zimno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:15 pm




     Spodziewałam się, że da mi więcej czasu. Byłam księżniczką wychowaną w luksusach, której nauka skupiała się na teorii. Praktykę trenowałam z własnej woli i tylko po to, żeby czymś zadowolić swojego ojca. Teraz wydawało mi się to idiotyczne, bo nic, czego bym się nie nauczyła, nigdy nie byłoby wystarczające. Chciało mi się śmiać z tego, ale tylko dlatego, że byłam śmieszna z tymi swoimi nadziejami. Nie mogłam wiedzieć, że winą były podejrzenia, ale teraz wydawałam się sama sobie żałosna.
     Podniosłam wzrok na mężczyznę, kiedy podniósł się i zaczął oddalać. Z jednej strony cieszyłam się z tego, że wreszcie niczego ode mnie nie wymaga i pozwolił mi pozostać w takiej postawie, ale jednocześnie zaniepokoiło mnie to, że nagle stał się taki… obojętny? Nawet nie… Zupełnie, jakby nie miał siły na nic innego, ale nie przez samopoczucie. Uznałam jednak, że po prostu za dużo myślę i zajęłam się posiłkiem. Oddałabym wszystko za to, żeby siedzieć teraz w gorącej bibliotece na kolejnych zajęciach. Naprawdę chciałabym, żeby prawda nie była tak bolesna, i żeby tak nie wywracała mojego życia do góry nogami.
     Wpatrywałam się w płomienie i dopiero po jakimś czasie zwróciłam uwagę na upływające minuty. Sina nadal nie było, nawet nie czaił się nigdzie w pobliżu, bo widziałabym go, albo chociaż słyszała. Nie podejrzewałam, żeby mnie zostawił samą, ale jednak przestraszyłam się tą samotnością w otoczeniu lasu pełnego dzikich zwierząt. Zrzuciłam z siebie koc i zaczęłam krążyć po okolicy, przypominając sobie mapy, których musiałam się nauczyć. Nie szukałam zbyt długo i pożałowałam w pierwszej chwili, w której mnie zauważył. Nie wiedziałam co miałam mu odpowiedzieć, bo moje zachowanie było całkowicie instynktowne.
     - Długo cię nie było… – zaczęłam, przyglądając się jego zachowaniu. Czy on… cierpiał? Bolało go coś? – Wszystko w porządku? – spytałam, marszcząc brwi i świdrując go swoim spojrzeniem. Nie był wściekły na mnie, to okazywał zupełnie inaczej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:18 pm


       Ból niemiłosiernie przeszywał całe moje ciało, nie pozostawał nawet jednego nerwu w spokoju, wszystko, dosłownie wszystko mnie paliło. Adanthir stała wpatrzona we mnie, jej nagły przypływ życzliwości był dla mnie podejrzany.
      - A od kiedy to się mną interesujesz co? Boisz się, że twoje NARZĘDZIE zardzewieje? - rzuciłem ironicznie. Musiałem wyglądać tak samo źle jak się czułem, skoro nawet ona zaczęła się martwić. Wątpiłem aby jej uczucia były szczere, zapewne boi się, że jeżeli umrę to zostanie całkiem sama i nie będzie już miała nikogo kto się nią zaopiekuję.
      Starałem się wstać, pomagałem sobie podciągając się na drzewo. Od razu pożałowałem tej decyzji, moja wizja natychmiast się rozmyła a ja upadłem na ziemie. Adanthir natychmiast do mnie podbiegła próbując mi pomóc.
      - Nóz... był zatruty...- wyszeptałem ledwo słyszalnie. - Umrę... -ledwo przeszło mi to przez gardło, na samo wspomnienie tej wszechogarniającej ciemności przeszedł mnie dreszcz, nie chciałem tam wracać, w żadnym wypadku nie chciałem z powrotem trafić do tego miejsca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:18 pm




     To był odruch. Nie kontrolowałam swojego ciała, kiedy rzuciło się w stronę Sina, który opadał na ziemię. Nie dość, że jego stan przyprawiał mnie o atak serca, to jeszcze dołożył coś o truciźnie. Kompletnie nie miałam pojęcia jak działać w takich sytuacjach. Musiałam zdać się na instynkt, a pierwsze co mi do głowy przyszło to zawężenie możliwości. Powinnam wykluczyć jakiś zakres trucizn, tylko jak.
     Zamknęłam oczy i wzięłam kilka głębokich oddechów. Oczyściłam umysł i uniosłam powieki, przyglądając się mężczyźnie. Jeśli złośliwa substancja dostała się do organizmu przez rozcięcie to musiała dostać się do krwi. KREW! Prawdopodobnie reagowała w jakiś konkretny sposób na chemikalia, albo… A może nie? Z resztą nieważne! Można było się tego złapać i coś wymyślić!
     Przygryzłam wargę i jeszcze raz przyjrzałam się Sinowi. Zauważyłam u jego pasa broń i wpadłam na jakikolwiek pomysł. Wyciągnęłam jego broń i zaraz potem swoją, a raczej sztylet Dorthasa, który był nasączony trucizną. Odłożyłam na bok ten przyjaciela i złapałam wojownika. Otworzyłam wewnętrzną stronę dłoni i zmarszczyłam brwi, zdając sobie sprawę z tego, co miałam zamiar zaraz zrobić.
     - O bogowie… – skomentowałam i szybko wykonałam nacięcie, przejeżdżając nożem Sina po swojej skórze aż do krwi. Skrzywiłam się i syknęłam z bólu, ale zaraz potem nadstawiłam nadgarstek nad bronią Dorthasa, zacisnęłam pięść i patrzyłam jak moja krew kapie na srebrzyste ostrze. Ona musiała jakoś specyficznie reagować na tę truciznę, a to mogło mnie naprowadzić.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Nie Mar 26, 2017 4:18 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:18 pm


       Poczułem jak Adanthir wyciąga jeden z moich sztyletów. Pewnie marzyła o tym aby zanurzyć go w moim ciele i wykończyć mnie na dobre, ale potrzebowała mnie, nie mogła mnie zabić. Kątem oka obserwowałem co robi, użyła mojego sztyletu aby przeciąć swoją dłoń, poczułem zapach krwi, byłem na nią wyjątkowo dobrze wyczulony. Nie wiedziałem co próbuje zrobić, ale wiedziałem jedno, miała miecz  tego mężczyzny.
       - Daj mi jego nóz... - wyszeptałem ledwo słyszalnie, traciłem głos, to oznaczało, że ta trucizna działa na wszystkie zmysły, po kolei blokuje każdy z nich, to bolesny proces ale jakże efektywny. Adanthir posłusznie podała mi zatruty sztylet, resztkami swoich sił przerzuciłem skład trucizny na swój talizman, a następnie użyłem własną magie na siebie.
       Momentalnie mną rzuciło, czułem jak coś od wewnątrz rozdziera moje ciało, głos wrócił mi tylko na chwile po to abym mógł wydać z siebie rozpaczliwy krzyk agonii. Nigdy w życiu czegoś takiego nie czułem i już nigdy w życiu nie chciałem czuć. Po chwili moje ciało opadło i wróciło do normy. Dopiero teraz zauważyłem, że kilka osób przekroczyło przez mój zabezpieczony teren, nawet nie kilka, było ich ponad dwudziestka. Byli już zbyt blisko abym mógł zareagować, zresztą nie miałem siły aby chociażby ruszyć palcem, leżałem z pełną świadomością tego co się właśnie wydarzyło. Jeden z napastników złapał Adanthir i pociągnął ją do siebie, księżniczka próbowała się bronić, ale nie była w stanie, mężczyzna szybko ją ogłuszył i przerzucił przez ramie. Nie byłem w stanie nic zrobić, byłem głupi myśląc, że nie wyślą profesjonalnych zabójców w pogoni za księżniczka. Zamknąłem oczy, byłem zmęczony. Usłyszałem w dali rozmowę dwóch mężczyzn.
      - Dobić go szefie?
      - Nie ma co, niech się męczy ile wlezie, po co skracać mu męki?
      - W sumie racja, niech łajza stanie się nawozem dla ziemi, hahahahah.
      - Nie ma czasu, idziemy!
      Chwile po tym nie słyszałem już nic, czułem tylko chłód oszronionych liści przylepionych do mojego ciała. Adanthir zniknęła, nie byłem w stanie jej ochronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:19 pm




     Odskoczyłam przerażona, kiedy usłyszałam jego krzyk. Był tak głośny, że można by pomyśleć, iż ciało Sina jest rozszarpywane przez dzikie zwierzęta, a on nadal jest wszystkiego świadomy. Zaniepokoiło mnie to, bo to mogło oznaczać, że to, co zrobił nie zadziałało. A ja nie wiedziałam jak powinnam mu pomóc. Nie miałam nawet chwili na zastanowienie, bo usłyszałam trzask łamanej stopą gałęzi. Gwałtownie się odwróciłam i zamarłam, zauważając obecność kilkunastu dojrzałych mężczyzn. Błyskawicznie poderwałam się z miejsca z zamiarem ucieczki, ale nie zdołałam wykonać nawet kilku kroków, a już mnie złapali. Zupełnie tak, jakby się spodziewali takiej reakcji i ustawili kilku z nich w odpowiednich miejscach.
     - Nie! – wrzasnęłam, wyrywając się. – Puszczaj mnie! Natychmiast! To rozkaz! – w odpowiedzi jedynie parsknął śmiechem, a zaraz potem poczułam uderzenie w kark. Wystarczyła chwila, żebym straciła przytomność i kontrolę nad swoim własnym ciałem.

     Obudził mnie ból w prawym boku. Otworzyłam oczy akurat w momencie, w którym uderzałam o posadzkę całym swoim ciężarem. Jęknęłam z bólu i dopiero po chwili usłyszałam zamykane na zamek drzwi. Podbiegłam do nich i naiwnie pociągnęłam za klamkę, utwierdzając się w tym, że mnie uwięzili.
     - Wypuśćcie mnie! – krzyknęłam uderzając pięściami w drewno, ale odpowiedział mi tylko śmiech.
     - Jak to zrobimy, to będziesz błagała, żebyśmy cię z powrotem zamknęli… - odparł jeden z mężczyzn, a ja odsunęłam się drzwi. Gdyby nie to, że do tej pory nie robiłam nic więcej oprócz płakania, teraz też puściłabym łzy, ale zamiast tego, byłam wściekła. Nic nie zrobiłam, a traktowali mnie jak przestępcę, jak zwykłe ścierwo!


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Nie Mar 26, 2017 4:20 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:20 pm


       Obudziło mnie dziwne uczcie, jakby coś małego po mnie chodziło. Otworzyłem oczy,  leżałem w tym samym miejscu, w którym zemdlałem. Czułem się znacznie lepiej, ból minął. Cieszyłem się, że talizman zadziałał. Powoli wstałem, sprawiając, że ptaki urządzające sobie na mnie przytulne gniazdko odleciały. Zacząłem wracać do jaskini, przed udaniem się na misje kolejną misje ratunkową musiałem się przygotować. Przede wszystkim musiałem zmienić bandaże i przemyć ranę, może i pozbyłem się trucizny z organizmu, ale pozostawianie zatrutej krwi na materiale blisko otwartej rany było zbyt niebezpieczne.
       Dotarłem do jaskini i zająłem się swoimi ranami, moje myśli cały czas wracały do Adanthir, nawet po tym wszystkim co mi powiedziała nie mogłem jej tak zostawić. Na szczęście miała przy sobie mój sztylet więc dokładnie wiedziałem gdzie jest, wszystkie bronie naznaczyłem swoją magią. Nie byli zbyt daleko, jakaś godzina drogi stąd. Dzięki mojej mocy wiedziałem dokładnie gdzie są i ilu ich jest, około dwudziestki. W normalnych warunkach nie miałbym problemu w pokonaniu ich wszystkich ale... użyłem dwa razy pieśni i na dodatek jestem ranny, nie wyglądało to różowo.
      Minęło pięć minut i byłem gotowy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:22 pm




     Nie mogłam usiedzieć w miejscu. Chodziłam po piwnicy i szukałam jakiegokolwiek wyjścia, żeby móc się stąd wyrwać. Miałam dość tego, że nagle wszyscy, którzy do tej pory mnie uwielbiali, stwierdzili że pozbawią mnie głową, bo król sobie tego zażyczył. Ja nic nie zrobiłam, a to, że byłam bękartem to nie moja wina. Chociaż nie chciałam, to i tak za winowajcę uważałam swoją matkę oraz biologicznego ojca. Zwłaszcza na kobietę, która mnie urodziła, byłam cholernie wściekła. To ona skazała mnie na taki los.
     Nerwowo przygryzłam skórki w okolicach paznokci. Zmarszczyłam brwi i przyciskając przedramię drugiej ręki do biustu, myślałam nad tym, co powinnam teraz zrobić. Niby śmierć byłaby dla mnie teraz ratunkiem, ale byłam pewna, że ostrzeżenie jednego z mężczyzn nie było bezpodstawne. Dlatego, kiedy usłyszałam otwierane drzwi, to zamiast się cieszyć z tego, że miałam szansę na ucieczkę, zamarzłam. Nie mogłam się ruszyć i otrzeźwiałam dopiero, kiedy zobaczyłam jak zbliża się do mnie jeden z wojowników. Przełknęłam ślinę i puściłam się pędem w stronę wyjścia. To też przewidzieli i wpadłam prosto w łapska porywaczy.
     - Gdzie się tak spieszysz? – zapytał ten, który mnie złapał, przystawiając mi do gardła sztylet mojego dotychczasowego towarzysza. Złapał mnie mocno za ramiona i przejechał ostrzem w stronę podbródka, unosząc go do góry. Tym razem wiedziałam, że nie żartował. O ile Sin nie chciał mi nic zrobić, jeśli nie miał ku temu powodów, ich to nie powstrzymywało. – Zobaczymy co księżniczka ma do zaoferowania – dodał ironicznie i uśmiechając się niebezpiecznie pociągnął mnie w stronę jakiegoś pokoju.
     - Nie! – wrzasnęłam wyrywając się, jednak nic to nie dało. On miał o wiele więcej siły i niemal rzucił mną o łóżko w kącie pokoju. Materac się ugiął pod moim ciężarem, a ja czułam jak mężczyzna przystawia mi zimną stal do gardła jedną ręką, a drugą sięga do swoich spodni. Wściekłość momentalnie ze mnie uleciała, ustępując miejsca przerażeniu i łzom. Cała drżałam.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Nie Mar 26, 2017 4:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:22 pm


       Dotarłem do ich bazy w nie całą godzinę, miałem tylko nadzieje, że Adanthir daje im w kość tak samo jak mnie. Pomimo mojej całej niechęci do niej, nie chciałem aby coś się jej stało, była głupią i egoistyczną księżniczką, ale nie zasługiwała na śmierć. Nie miałem zamiaru pozwolić im ją skrzywdzić.
        Chata była otoczona, miałem przewagę, ponieważ nikt nie spodziewał się mojego przyjścia, każdy z nich myśli, że już dawno zdechłem w męczarniach. Widziałem trójkę mężczyzn od północnej strony, zamknąłem oczy i skupiłem się na swoim talizmanie, żaden z nich go nie miał, wyczuwałem jego obecność pod ziemią, piwnica. Pewnie tam trzymają Adanthir.
       Musiałem to mądrze rozegrać, rzucanie bariery na całe otoczenie może być zbyt ryzykowne, po pierwsze nie jestem w pełni sil, więc dodatkowe osłabienie siebie odpadało, po drugie ktoś z nich może mieć moc przeciwną do mojej, a  ostatnie o czym marzyłem to zostać zabitym przez własną moc. Została więc tylko jedna opcja, musiałem po  cicho się zakraść i wybić każdego z osobna. To ryzykowna opcja, bo w każdej chwili mogą posłużyć się Adanthir jako tarczą, ale nie miałem innego wyjścia.
        Ruszyłem szybko w stronę jednego, że strażników, było za późno dla niego na reakcje, złapałem go zanim padł na ziemie i położyłem go delikatnie. Z następnymi nie będzie tak łatwo, stoją parami. Podniosłem kamyk i rzuciłem go w pień drzewa, porywacze jak na zawołanie popatrzyli się w tamtą stronę. Mam was. Jeden z nich zdążył wydać z siebie krzyk, co zwróciło uwagę innych strażników.
       - Co się dzieje!??  - krzyknął jeden z nich. Usunąłem się w cień kiedy kolejna para zaczęła się zbliżać do martwych ciał. Kiedy zorientowali się, że za nimi stoję było już za późno.  Pięciu martwych, zostało piętnastu. Nie wyczuwałem już nikogo na zewnątrz, reszta z nich musiała ukrywać się w środku.
       Umieściłem kilka talizman paraliżujący w drzwiach chaty a następnie podniosłem kolejny kamień i rzuciłem nim w okno wybijając tym samym szybę, to spowodowało ruch i zaniepokojenie w środku. Kilku mężczyzn wybiegło z domu i natychmiast padło na ziemie. Inni zorientowali się chyba, że coś jest nie tak, bo nie zamierzali przekraczać progu. Nie miałem wyboru, musiałem wyjść im na przeciw. Stanąłem twarzą w twarz z resztą porywaczy.
       - Trochę się spóźniłeś - zadrwił jeden z nich. - Twoja dziewczyna spędza teraz upojne chwilę z szefem. - zaśmieli się wszyscy. Na te słowa krew zaczęła mi buzować, przestałem chyba trzeźwo myśleć, ponieważ rzuciłem się na nich bez zastanowienia. Wpadłem do domu tak szybko, że większość z nich była w szoku, nawet nie zauważyłem kiedy większość z nich była martwa. Czułem jak po twarzy spływa mi krew, musiałem nie zablokować jakiegoś ataku, o ile w ogóle cokolwiek blokowałem. Mężczyźni, którzy jeszcze żyli zaczęli zbiegać na dół, głośno krzycząc. Ruszyłem w ich ślady w dół schodów, wiedziałem, że najprawdopodobniej to pułapka, ale nie zależało mi na tym, musiałem znaleźć Adanthir najszybciej jak się dało. Sama myśl o tym, że jeden z tych obleśnych typów kładzie na niej łapska sprawiało, że byłem coraz bardziej nabuzowany.
        Zszedłem po kilku schodkach i poczułem słodkawy zapach, natychmiast poczułem jak moje ciało stało się cięższe. Oparłem się o poręcz i zasłoniłem nos i usta, nie mogłem wdychać tego specyfiku. Kątem oka zobaczyłem nóż lecący w moją stronę, odsunąłem się w ostatniej chwili a ostrze wbiło się w drewniane ściany. Powinienem użyć pieśni, ale jeżeli zrobię to w takim stanie to na pewno tego nie przeżyje. Kolejne ostrza leciały w moją stronę, tym razem dochodziły z dołu schodów, jedno z nich przecięło mi skore na policzku. Musiałem się ruszyć, nie mogłem tu stać wiecznie, ale ciało nie chciało mnie słuchać, zmusiłem się aby postawić kolejne kroki w dół schodów, miałem zawroty głowy, ale nie mogłem się teraz poddać. Musiałem uratować Adanthir... CHCIAŁEM uratować Adanthir.
        Pokonałem ostatni stopień i poczułem ruch z lewej strony, zablokowałem atak mężczyzny, na szczęście korytarz był wąski i nie działało to na korzyść moich przeciwników, sztylety łatwiej radzą sobie na krótkich dystansach niż miecze. Odepchnąłem porywacza i od razu zaatakował mnie kolejny. Traciłem cenny czas na te wygłupy, odepchnąłem kolejnego i odskoczyłem do tyłu, rzuciłem talizman w ich stronę, ledwo trzymałem się na nogach ale obawa o księżniczkę sprawiała, że mój poziom adrenaliny drastycznie wzrósł. Zabiłem swoich sparaliżowanych przeciwników i ruszyłem do drzwi na końcu korytarza. Wyważyłem je jednym kopnięciem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:23 pm




     Z innych pomieszczeń zaczęły docierać do nas dźwięki szarpaniny. W pierwszej chwili mężczyzna się zdekoncentrował przez co rozluźnił uścisk, ale potem szybko się zrekompensował, przypominając o tym, co miał zrobić. Krzyki i odgłosy walki zbliżały się do nas coraz bardziej, a ja zrozumiałam, że to mogła być moja ostatnia deska ratunku, o ile uda mi się kupić czas. Uspokoiłam się i podniosłam gwałtownie do góry.
     - Co ty wyprawiasz?! – warknął widocznie niezadowolony z tego, że znowu coś mu przerwało. – Oszalałaś?! – dodałam, odsuwając ostrze od mojego i tak już zranionego gardła. Nie zrobił tego, jednak, całkowicie. Dalej przystawiał mi stal do skóry, ale tym razem ostrożniej, zabezpieczając się przed kolejnym takim wygłupem. Wiedziałam, że zachowałam się lekkomyślnie, bo teraz krew spływała z rozcięcia na szyi, ale przynajmniej dzięki temu zyskałam kilka dodatkowych sekund. A to wystarczyło, żeby mężczyzna nie mógł mnie zgwałcić, bo już po chwili usłyszeliśmy huk. – Ani słowa! – rozkazał, podnosząc się i po cichu zbliżając di drzwi, które zaraz potem uderzyły o ścianę z hukiem. Widok Sina mnie uspokoił. Prawdopodobnie to był pierwszy moment, od opuszczenia zamku, w którym poczułam się bezpiecznie. Odetchnęłam z ulgą i tylko obserwowałam starcie pomiędzy nimi dwoma. Przez chwilę siedziałam na posłaniu bez ruchu, ale zaraz potem, zdając sobie sprawę z tego, jak głupio się zachowywałam, zeskoczyłam z łóżka i odsunęłam od niego tak, żeby znowu nie czuć tego zagrożenia. Te kilka minut, podczas których tliła się we mnie myśl o tym, co zaraz nastąpi wystarczyło, abym zrozumiała, że już nigdy nie będzie tak jak dawniej, ale to nie znaczyło, że będzie gorzej. Miałam luksusowe życie i byłam uwielbiana, ale to wszystko było tylko kłamstwem. Nikt tak naprawdę nie trzymał się mnie dlatego, że byłam fajną osobą, nawet Dorthas. Traktowali mnie z szacunkiem i sympatią tylko dlatego, że byłam księżniczką.
     Z daleka obserwowałam starcie, ale jednocześnie z każdą mijaną sekundą, obraz zdawał się być coraz bardziej zamazany. W jednej ręce trzymałam płaszcz Dorthasa, a drugą przyciskałam do krwawiącego paska na szyi. Rozcięcie nie było mocne, ale jednocześnie byłam zmęczona ciągłą walką.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:24 pm


       Adanthir siedziała na łóżku, wyglądała na przerażoną. Mężczyzna, który był z nią w pokoju momentalnie rzucił się w moją stronę. Zablokowałem jego atak ale przycisnął mnie do ściany, był o wiele silniejszy niż pozostali, jego wzrok mówił "ze mną tak łatwo ci nie pójdzie". Poczułem jak ciało zaczyna mi drętwieć, a w pokoju robiło się coraz zimniej, moc lodu - od razu przyszło mi na myśl. Sztylet zbliżał się coraz bliżej mojej szyi, na nieszczęście mojego przeciwnika również posiadałem asa w rękawie, bowiem broń, którą trzymał w ręku nie należała do niego, był to sztylet, który zabrała mi Adanthir i dzięki któremu tu teraz jestem. Każda z moich broni miała zapieczętowaną w sobie magie, którą mogłem kontrolować. Skupiłem się na moim ostrzu i po chwili wzrok porywacza diametralnie się zmienił, chyba zauważył, że coś jest nie tak, bo puścił mój sztylet i odskoczył do tyłu.
       Adanthir wstała z łóżka i wycofała się na ścianę, cieszyłem sie, że żyje. Dostrzegłem na jej szyi cienkie nacięcie to jeszcze bardziej wyprowadziło mnie z równowagi.
       - Zdychaj! - krzyknął celując we mnie lodowymi soplami. Odbiłem kilka z nich ale nie wszystkie, miejsca w których przecięły moje ciało parzyło. Zrobiłem kilka kroków do przodu, ale kolejne sople leciały w moim kierunku, znowu zostałem ranny. Kucnąłem z bólu i oparłem lewą rękę na zimnej podłodze, mężczyzna na ten gest uśmiechnął się w triumfie. Spojrzałem na niego pełnym nienawiści wzrokiem, moje spojrzenie musiało być naprawdę przerażające, bo przez chwilę dostrzegłem w jego oczach iskrę obawy. - To twój koniec!  -  otoczył się lodowymi pociskami i skierował ich ostrza w moją stronę, jego głośny i szaleńczy śmiech wypełnił pomieszczenie. - Trzeba było zdechnąć w lesie! - wysłał jeden sopel w moją stronę i przeciął nim moje prawe ramię. - Nie martw się, zostawię cie jak najdłużej przy życiu, nie skończę szybko naszej zabawy! -  Nie mogłem się ruszyć, moje ciało przymarzło do podłogi. Pociski powoli przecinały moje ciało, gdybym tylko położył prawą rękę na podłodze pewnie już bym nie żył, ale to lewa ręką była odpowiedzialna za wytarzanie mojej magii. Zamknąłem oczy i postanowiłem skupić się mimo bólu, który odczuwałem. Korzystając z analizy trucizny, której dzisiaj dokonałem aby stworzyć antidotum, wysłałem talizman z jej zalążkiem tuż pod nogi porywacza. Po kilku sekundach mężczyzna padł na podłogę i zaczął wić się z bólu, automatycznie poczułem jak w pokoju robi się cieplej. Wstałem i powoli zbliżałem się do konającego szefa porywaczy. Przykucnąłem przy nim i jednym szybkim ruchem posłałem go na tamten świat. Podniosłem się i spojrzałem na Adanthir stojącą pod ścianą. Nie powiedziałem ani słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:25 pm




     Nie wiedziałam czy powinnam reagować czy nie. Oglądanie tej walki z daleka i przyglądanie się temu jak Sin obrywał, było wyzwaniem. Chciałam coś zrobić, ale powstrzymywałam się, bo co mogłam? Nie umiałam kontrolować swojej mocy. Nawet nie wiedziałam jaką mam. Nie znałam się na walce, nawet jeśli Dorthas mnie trenował bez wiedzy mojego ojca i brata. Nie byłam wytrzymałam, a ciało miałam sparaliżowane chłodem. Kiedy oddychałam, widziałam parę wodną, która wydostawała się z moich ust i odruchowo oplotłam się ramionami, szukając ciepła. Niewiele to pomogło, ale przynajmniej na chwilę odwróciło moją uwagę od akcji, która rozgrywała się przede mną. Skupiłam się na niej dopiero wtedy, kiedy mój „bohater” opadł na kolana, wyczerpany. No naprawdę, byłam poza stolicą dopiero trzeci dzień, a zdążyłam doprowadzić go blisko do śmierci kilka razy, cudownie.
     Kiedy na mnie spojrzał w milczeniu, sama się nie odzywałam. Nie wiedziałam, co miałam powiedzieć. To nie była sytuacja spotykana codziennie i kompletnie nie przyswajano mi wiedzy na podobne tematy. Nie potrzebowałam tego. Inni mieli nadstawiać za mnie głowę praktycznie cały czas. Na tym polegało ich życie. Aż chciało mi się śmiać z tego, że poniekąd Sin zachowywał się dokładnie tak, jak powinien. Bez gadania ratował mi tyłek, mimo że nie odwdzięczałam mu się za to w żaden sposób. To było okropne z mojej strony, ale inaczej nie umiałam.
     Kryjówkę moich niedoszłych gwałcicieli opuściliśmy niemal na tych miast, oboje w milczeniu. Szybkim krokiem zaczęliśmy się od niej oddalać, ale dotarliśmy do jaskini półtorej godziny później. Od razu usiadłam na swoim miejscu i dopiero wtedy wszystko ze mnie uleciało. Obrazy z ostatnich godzin pojawiły się w mojej głowie niczym grom z jasnego nieba. Wszystko przeżywałam po raz kolejny i już nie miałam siły udawać, że to po mnie spłynęło. Czułam jak moje ciało drżało ze strachu, a łzy napływają do oczu, by zaraz potem naznaczać drogę po policzku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:26 pm


       Nie oczekiwałem od Adanthir podziękowań, w końcu i tak bym ich nie usłyszał, oczekiwałem tylko i wyłącznie posłuszeństwa, co na szczęście dostałem. Dziewczyna wyszła za mną z budynku bez słowa, również nie miałem zamiaru się odzywać. Uratowałem ją po raz kolejny, moje ciało było już na granicy wytrzymałości. Potrzebowałem odpoczynku i to solidnego.
       Podróż zajęła nam około półtorej godziny, kiedy dotarliśmy chciałem przemyć swoje rany ale przypomniałem sobie, że nie mieliśmy już w ogóle wody. Trzeba będzie czegoś poszukać w okolicy nie mówiąc już o polowaniu aby coś zjeść. Nie miałbym pewnie dużych problemów żeby przez kilka najbliższych dni nic nie zjeść ale wątpiłem, że Adanthir jest tak wytrzymała.
       - Zbieramy się - rzuciłem do dziewczyny, a gdy na nią spojrzałem zamurowało mnie. Płakała. Tym razem byłem pewien, że jej łzy są szczere, nie miała powodów by mnie okłamywać. Wątpiłem aby czegokolwiek ode mnie oczekiwała, dała wyraźnie do zrozumienia, że się mną brzydzi i jestem jej potrzebny jedynie jako narzędzie do przetrwania. Chciałem trzymać się swojego postanowienia i trzymać dystans, zaprowadzić ją do obozu i kontynuować swoje życie u boku Michelle, ale widok płaczącej kobiety skruszy każdego mężczyznę. Podszedłem do niej i objąłem ramionami. Zaczęła się wyrywać ale nie miałem zamiaru jej puszczać. Nie tym razem, przytuliłem ja mocnej, poczułem jak jej łzy spadają na mnie. Czułem przyśpieszone bicie jej serca.
       Rozluźniłem uścisk po chwili i spojrzałem w jej załzawione oczy, zanim się zorientowałem musnąłem jej usta w pocałunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 405
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:27 pm




     Do tej pory byłam w stanie się wstrzymywać, ale już nie mogłam. Emocje, które się we mnie nagromadziły w ciągu zaledwie kilku dni były zbyt silnie. Już nie potrafiłam ich kontrolować i po prostu wszystkie wypuściłam. Całą wściekłość, rozpacz, tęsknotę, gniew, nienawiść, wszystko… Płakałam i drżałam, a kiedy poczułam dotyk Sina wszystko się wzmocniło. Przypomniałam sobie to jak momentami mnie straszył, że mnie zgwałci oraz sytuację sprzed ponad godziny i zaczęłam się wyrywać.
     - Odsuń się! – wrzasnęłam, ale on się nie posłuchał i cieszyłam się z tego. Teraz nie potrzebowałam niczego oprócz uczucia, że jestem gdzieś bezpieczna. I chociaż nie czułam do niego tak naprawdę nic, to on mnie uspokoił. Przynajmniej na początku, kiedy mnie trzymał, miałam wrażenie, że przez chwilę jestem jak w domu. Nic się nie zmieniło, a ja po treningu dyskutowałam z Dorthasem na temat moich błędów. Ciągle powtarzałam te same, a on był cierpliwy. Zauważał je i pomagał mi zlikwidować. Zazwyczaj mu się to udawało. Szybko jednak cała przyjemna atmosfera uleciała. Pocałunek Sina sprawił, że znowu rozgorzały we mnie negatywne emocje. W pierwszej chwili jedynie narastały, kiedy mężczyzna trzymał swoje wargi na moich. Później jednak osiągnęły apogeum i nie wiem skąd zyskałam taką siłę, ale jednym ruchem udało mi się go odepchnąć. – Co ty wyprawiasz?! – warknęłam, wstając i wzmacniając swoją czujność. – Nie masz do tego prawa! Nikt nie ma! – podniosłam głos jeszcze wyżej, zmieniając swoją postawę. – Prawie zostałam zgwałcona, a ty… O bogowie, a ja myślałam, że jesteś inny… – rzuciłam, łapiąc się za głowę i załamując swoją własną naiwnością. – Czego ja się w sumie spodziewałam? Jesteś z wioski, jesteś facetem, jesteś… Ugh… Wychodzę! – dodałam, opuszczając jaskinię, ale nie szłam zbyt daleko. Nie miałam dokąd, więc po prostu odeszłam kawałek, usiadłam na trawie i podciągnęłam nogi pod klatkę piersiową. Zamiast mi pomóc, on tylko sprawił, że zapragnęłam jak najszybciej dotrzeć na miejsce, żeby tylko zniknął mi z oczu. Był taki sam jak oni, wszyscy byli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 322
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 4:28 pm


       Nie kontrolowałem tego co zrobiłem, ale nie żałowałem niczego. Adanthir bez problemu mnie odepchnęła, wróciła do dawnej siebie i zaczęła mnie poniżać. Przestało mnie to zaskakiwać, w końcu w jej małym świecie byłem nic nie wartym wojownikiem.
       - Czasami potrafisz być naprawdę urocza - odpowiedziałem na jej obelgi. Skrzyżowałem ramiona i uśmiechnąłem się. - Nie zostałaś zgwałcona dzięki mnie - zrobiłem krótką pauzę. - Nie jesteś na tyle dobrze wychowana żeby mi podziękować, dlatego nagrodziłem siebie sam. - to nie była prawda, nie zrobiłem tego specjalnie, poczułem wtedy, że to ją uspokoi. Nie raz widziałem jak kobiece zły znikały po pocałunku. W naszej sytuacji stało się zupełnie tak samo.
       Adanthir wyszła z jaskini nadąsana, westchnąłem. Spakowałem swoje i  jej rzeczy i również opuściłem nasz mały domek. Rozglądałem się chwilę szukając dziewczyny, siedziała skulona na środku drogi. Podszedłem do niej i rzuciłem jej koc na głowę, na pewno musiało być jej zimno, w odróżnieniu ode mnie nie wychowała się w górach więc niska temperatura musiała jej mocno doskwierać.
       - Pytałaś się ile czasu zajmie nam drogą do mojej wioski, jak będę musiał cały czas cię ratować to podróż potrwa miesiące. - rzuciłem aby trochę ją rozweselić. - Chodź, bo cię zostawię. - zacząłem powoli się oddalać, wiedziałem, że nie będzie za mną biec posłusznie jak piesek, nie była na tyle inteligentna aby zrozumieć, że jestem jedyną osobą stojąco po jej stronie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   

Powrót do góry Go down
 
Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 25Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 13 ... 25  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: