IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 15 ... 25  Next
AutorWiadomość
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 10:10 pm


       Od tamtego dnia minęły prawie dwa tygodnie. Michelle przez ten czas praktycznie ze mną nie rozmawiała, już nie wspominając od przytuleniu lub pocałunkach, które miała w zwyczaju. Nasłuchałem się wielu plotek, począwszy od tego, że Michelle chcę mnie zostawić kończąc na tym, że mnie zdradza. Gdybym jej nie znał może bym nawet uwierzył, w którąś z tych bredni ale dobrze wiedziałem, że ona nie jest taka.
       Chyba nigdy nie czułem się tak dziwnie jak przez ten czas. Samotny to złe słowo, bo nie czułem samotności, po prostu nie miałem całymi dniami towarzystwa co było miłą odmianą. Miałem czas aby uspokoić serce i myśli i porządnie zastanowić się co powinienem zrobić, bo to co chciałem było poza moim zasięgiem. Czas leczył rany i to, że praktycznie nie widywałem się z Adanthir sprawiało, że moje emocje opadały.
       Postanowiłem wykorzystać ten moment wolności i potrenować swoje moce. Po ostatniej wyprawie zauważyłem, że nie sprawdzają się w wielu sytuacjach i na tym powinienem popracować. Postanowiłem uda się do lasu i potrenować na drzewach, nie miały ludzkiego instynktu, ale lepsze to niż nic.
Usłyszałem jak ktoś mnie woła, odwróciłem się i zobaczyłem biegnącą w moim kierunku Lailah. To by było na tyle z mojego treningu, znając ją znowu będzie chciała testować na mnie jakieś podejrzane mikstury. Wzięła mnie pod ramię i uroczo poprosiła o pomoc. Mała manipulantka. Nie wyraziłem nawet swojej opinii a już byłem ciągnięty w stronę jej domu.
       - Cieszę się, że interesuje cię moje zdanie. - zagadałem złośliwie.
       - Oh Sin, co ja bym bez ciebie zrobiła. - uśmiechnęła się zadziornie.
       - Czym otrujesz mnie tym razem? - zapytałem tym samym tonem.
       - Nie pamiętam żebym cię otruła. - przewróciłem oczami. - No dobra może raz... Ale to była twoja wina, mówiłam żebyś pił powoli.
       - Zapomniałaś chyba o...
       - Dobra, to stare dzieje! - przerwała mi. - Tym razem ci się spodoba, jestem przekonana.
      - Ostatnim razem mówiłaś to samo.- byliśmy już pod jej domem, otworzyła drzwi i wepchnęła mnie do środka.
       - Adanthir znalazłam ci ochotnika do ćwiczeń! -kiedy ją zobaczyłem serce mi przyśpieszyło, miała na sobie inne ubrania, te o wiele lepiej do niej pasowały. Lailah poprawiła również jej fryzurę. Nie mogłem oderwać od niej oczu. - Mówiłam, że ci się spodoba. - odwróciłem wzrok, czułem że robi mi się gorąco. - Rumienisz się? Jak słodko. - posadziła mnie na łóżku. Serce biło mi tak mocno, myślałem, że zaraz wyskoczy mi z piersi. Nie mogłem nawet na nią patrzeć, a co dopiero ją całować.
       - Lepiej jak zabijesz jego a nie mnie - zaśmiała się i złapała mnie za rękę. - Będę kontrolowała poziom jego energii i dostarczała mu to co zabierzesz. Możesz usiąść mu na kolanach jak chcesz - wyglądała jakby dręczenie mnie sprawiało jej niezłą frajdę. Adanthir usiadła obok mnie, dlaczego byłem tak cholernie zdenerwowany, przecież już nie raz się całowaliśmy?
       Czekałem, to był jej trening więc to do niej należał pierwszy ruch. Zerknąłem na nią ukradkiem, wpatrywała się we mnie w bezruchu, mój wzrok skupił się na jej wargach, były lekko rozchylone i cholernie kuszące.
       - Gołąbeczki nie mam całego dnia - rzuciła znudzonym tonem  Lailah. - Adanthir nadal ani drgnęła więc postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce. Nachyliłem się aby ją pocałować lecz w ostatniej chwili się wycofałem. Lailah uderzyła mnie w tył głowy, nie musiałem na nią patrzeć żeby widzieć jej wyraz twarzy. "Weź się w garść" mówiła. Położyłem dłoń na policzku księżniczki, była strasznie rozpalona, źle się czuła? Pocałowałem ją delikatnie, nie chciałem być nachalny. Pocałunek trwa około trzech sekund.
       - Mam iść po Raana? - w tym momencie to Adanthir mnie pocałowała, nigdy bym nie pomyślał że potrafi być tak agresywna, w tych sprawach. Całowaliśmy się namiętnie, czułem że moje ciało staje się jeszcze gorętsze. Jest źle, stałem się zbyt nachalny, zbyt łapczywy. - Adanthir może zrobiłabyś coś więcej niż podniecanie Sina? To nie o to tutaj chodzi. - przerwaliśmy pocałunek, czułem jej głośny oddech na swojej skórze. Odczekałem chwilę aby mogła złapać oddech i pocałowałem ją znowu, jeszcze bardziej nachalnie i łapczywie niż ostatnim razem, czułem jak wargi mi pieką od tych wszystkich pocałunków. Nie chciałem przerwać, chciałem więcej i więcej, aż poczułem jak coś mnie łapie za serce i ściska, w tym momencie moja energia ze mnie wylatywała. Powróciło to potworne uczucie. Moja głowa upadła na jej ramię, czułem jak moje ciało robi się coraz słabsze, gdyby nie złapała mojego ramienia upadłbym. Lailah zaczęła przesyłać swoją energie do mojego ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Sob Kwi 01, 2017 8:47 pm




     - To nie jest… – zanim zdążyłam dokończyć swoją wypowiedź, Lailah już zniknęła, zostawiając mnie w swoim domu. Mogłam śmiało powiedzieć, że znałam to miejsce jak własną kieszeń. W ostatnim czasie spędzałam tutaj wiele godzin, niemal połowę dnia. Te treningi były codziennością, która zaczynała mnie irytować. Jasne, chciałam być lepszym wojownikiem, ale ciągłe obrażenia zaczynały działać mi na nerwy. Co jeśli któraś z tych ran nie zniknie i zostawi swój ślad na mojej nieskazitelnej skórze? Naprawdę nie chciałam, żeby moje ciało było oszpecone takim czymś. A jeszcze, żeby tego było mało, to po fizycznych ćwiczeniach, musiałam jeszcze iść na kontrolowanie swoich mocy. Chociaż to mnie teraz bardziej interesowało. Skoro mogłam skopiować czyjąś moc na zawsze, to chciałam z tego skorzystać. W tej wiosce było wiele umiejętności, które mogły mi się przydać i mogłam śmiało powiedzieć, że na nie polowałam.
     - No gdzie ona… – zdenerwowana machałam stopą prawej nogi, leżącą na lewej i wpatrywałam się w drzwi. Nie spodziewałam się, że osobą, po którą skoczy medyczka będzie… Sin. Przez ostatnie dwa tygodnie nie widzieliśmy się i mimo, że to nie było przyjemne, to bardzo potrzebne. Mogłam się wdrożyć w to życie i… mieszkanie z Raanem, bez ciągłego myślenia o tym mężczyźnie. Najwidoczniej Lailah chciała zniszczyć to moją idyllę. Wcale nie chciałam ponownie budzić w sobie tych uczuć przez pocałunku, dlatego zalegałam z tym, ale w końcu musiałam. Ostatnią rzeczą, której teraz potrzebowałam, było to, aby Raan powiedział o ostatnich dwóch tygodniach Sinowi. Nie musiał o tym wiedzieć, dlatego w końcu pocałowałam białowłosego, żałując że się na to zgodziłam. Wystarczyło chwilowe zetknięcie naszych warg, aby wszystko do mnie wróciło i po raz kolejny torturowało. Smak jego ust był zbyt odurzający tak samo jak ta moc. Kiedy tylko poczułam jak jego energia przepływa do mnie, pobudziłam się. Jak za każdym razem zapragnęłam więcej i chociaż próbowałam to wyrzucić z głowy, i tak w pewnym momencie usiadłam mu na okrakiem kolanach, pogłębiając już i tak namiętny pocałunek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Kwi 02, 2017 4:11 pm


       Adanthir usiadła na mnie i nie przestała całować, czułem jak powoli tracę przytomność pomimo energii przesyłanej przez Lailah.
       - Wystarczy! Nie nadążam! - krzyknęła medyczka ale księżniczka nie ustępowała. Nie miałem już siły oddawać pocałunków, moje ciało stało sie słabe. Dopiero kiedy upadłem na łóżko wszystko ucichło. Nie miałem siły nawet ruszyć palcem, a co dopiero otworzyć oczu. Słyszałem tylko swój przygłuszony ciężki oddech.
       Straciłem rachubę czasu. Wydawała mi się, że minęła tylko chwila i znowu poczułem czyjeś wargi na swoich, tym razem smakowały inaczej. Lailah? Wypełniło mnie przyjemne ciepło, odzyskałem czucie w palcach, poczułem jak pocałunek staje się coraz głębszy. Co ona wyprawiała? Zebrałem w sobie siłę i złapałem ją za ramiona po czym odsunąłem od siebie. Otworzyłem oczy i ujrzałem niebieskie kosmyki falujące przed moją twarzą. Rozdziawiłem usta ze zdziwienia. Michelle?
Wstała ze mnie i pomogła mi usiąść. Byłem zdezorientowany, nie wiedziałem co się dzieje, co tu robi Michelle i dlaczego czułem jakby ktoś leczył moje ciało? Kiedy tylko chciałem coś powiedzieć pocałowała mnie znowu.
       - Nic nie mów. - dopiero teraz zauważyłem, że nie jestem już w domku Lailah tylko w naszym. Wpatrywałem się w nią w ciszy. Wyglądała tak jak dawniej, uśmiechała się do mnie ciepło, całowała i głaskała. Przez chwilę zastanawiałem się czy te dwa ostatnie tygodnie nie były tylko snem. Wstała i zaczęła się rozbierać, nie wiem dlatego ale odwróciłem wzrok. Usiadła na mnie okrakiem w samej bieliźnie, złapała moją dłoń i przyłożyła pierw do swojego policzka, potem przejechała przez swój biust a na koniec zatrzymała się na swoim brzuchu.
       - Miche- znowu mnie pocałowała. Kompletnie nie miałem pojęcia o co chodzi.
       - Kocham cię - popchnęła mnie z powrotem na łóżko i położyła się na mojej klatce piersiowej. - Jestem taka szczęśliwa. - co raz bardziej głupiałem. Chciałem żeby w końcu wyjaśniła swoje zachowanie.
       - Michelle, nic z tego nie rozumiem. - podniosła się i czule przejechała po moim policzku.
       - Jestem w ciąży - zaczęła całować mnie zmysłowo, nie mogłem uwierzyć w to co usłyszałem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Kwi 02, 2017 8:22 pm




     Nie zatrzymałabym się, gdyby ktoś mnie nie odciągnął. Dopiero kiedy oderwałam usta od warg Sina zauważyłam, że był nieprzytomny. Jak spłoszona odsunęłam się do tyłu, wpadając na szafkę i wpatrując się w to, co zrobiłam.
     - Próbowałam ci to powiedzieć! – krzyknęłam, podbiegając do mężczyzny i próbując zrobić coś, żeby to teraz moja energia przepłynęła do niego. A jak on umrze? Nie zniosłabym tego. – Ta moc to narkotyk! – dodałam i właśnie wtedy do pomieszczenia weszła Michelle, która od razu odepchnęła mnie od Sina.
     - Wyjdź stąd! – krzyknęła, a ja patrzyłam jak ona zajmuje MOJE miejsce. To ja powinnam być tą, która się nim opiekuje, a nie ona. To była dla mnie tortura patrzeć jak inna kobieta patrzy na niego w ten sposób i może cały czas być u jego boku. To powinno być dla mnie, ale jednocześnie… Przecież ona go kochała. – WYNOCHA!
     - Michelle, uspokój się. Nic mu… - wtrąciła się Lailah, a ja spojrzałam na to, co kobiety robiły. Nie udało im się ukryć tego krytycznego wzroku, a ja się poczułam jak mała dziewczynka, na którą tata nakrzyczał za to, że chciała mu pomóc. Dlaczego to musiało tak cholernie boleć?
     - Nigdy tego nie rób – zwróciłam się do medyczki. – NIGDY WIĘCEJ NIE KAŻ MI PRZEZ TO PRZECHODZIĆ! JA NIE MOGĘ PATRZEĆ JAK ON… JAK ONI… – nie byłam w stanie wykrztusić z siebie niczego więcej. Słowa uwięzły mi w gardle, a ja opuściłam dom kobiety, żeby udać się do lasu. Tam niewiele myśląc krzyknęłam z natłoku emocji i spojrzałam na jedno z drzew. W pierwszej chwili pomyślałam o zaatakowaniu pnia, ale to nic by nie dało. Byłabym jedynie jeszcze bardziej wściekła na to, że niczego nie osiągam. Kiedy zrobię jeden krok w tył, zaraz cofam się o dwa, jak nie trzy. Po co ja tutaj w ogóle zostałam? Nie mogłam tak po prostu odejść? Wyczują to, ale przecież miałam do dyspozycji cztery moce: swoją, Sina, tego z Feniksów i Raana. Moja własna ujawniała się jak byłam na granicy wybuchu emocji, teraz też tak było i chociaż mogłam tego nie kontrolować, na pewno by podziałało.
     Wzięłam kilka głębokich oddechów, po czym ruszyłam w stronę, z której tutaj przychodziłam. Liczyłam na to, że uda mi się stąd zwiać i konsekwencje mnie nie obchodziły. Jak mnie zabiją, to trudno. Przynajmniej nie będę musiała tego wszystkiego znosić, bo to mnie niszczyło od środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 8:42 am


       Zdjąłem z siebie Michelle i usiadłem na łóżku. To się nie działo naprawdę. Dlaczego właśnie teraz? Nie potrafiłem okazać tego co czułem, czy byłem szczęśliwy? Nie, obecnie byłem tylko zdezorientowany. Nie wiedziałem co mam zrobić, co jej powiedzieć, przecież miałem być Ojcem dziecka. Miałem się nim opiekować, a nie potrafiłem zaopiekować się nawet sobą.
       - Wolałbyś usłyszeć to od Adanthir prawda? - czułem wyrzut w jej głosie. Od czasu powrotu do wioski poznaje różne oblicza Michelle, których wcześniej istnienia nigdy bym nie podejrzewał. Zawsze była miła, łagodna i elegancka, a teraz widzę w niej tylko zazdrość, smutek i wrogość. Nie podobała mi się ta przemiana, czułem jak coraz bardziej się od siebie oddalamy.
       - Przestań wygadywać bzdury. - odpowiedziałem spokojnie. Potrzebowałem czasu aby zastanowić się nad tym co dalej. Jeszcze kilka dni temu oboje leczyliśmy złamane serca, co miałem niby powiedzieć?
       - Myślałam, że przynajmniej teraz mnie zaakceptujesz, ale myliłam się. Nic dla ciebie nie znaczymy - pogłaskała się po brzuchu i wstała. Złapałem ją za rękę, wszystko wymykało się spod kontroli.
       - Dobrze wiesz, że to nieprawda. -położyłem ją na łóżku i chciałem pocałować ale odwróciła głowę.
       - Nie chcę tych fałszywych pocałunków - jej głos drżał. - Nie chcę żebyś całował mnie myśląc o niej. - zbierało się jej na płacz - Nie zależy ci, ani na mnie ani na dziecko. Nie kochasz mnie.
       - Kocham...
       - Nie tak jakbym chciała! - przerwała mi. Miała racje, sam nie chciałem litości a właśnie to przez cały czas jej okazywałem. Robiła dla mnie wszystko, a ja nie potrafiłem się jej odwdzięczyć. Raan miał racje, nie zasługiwałem na nią. Nie powinienem dłużej tego ciągnać, to nie jest dobre ani dla niej ani dla dziecka.
       Michelle tłumiła płacz, zawsze była silna, nie chciała pokazywać swoich wad ani słabości. Dla wszystkich w wiosce jest wzorcem do naśladowania. Piękna, silna, mądra, wierna, niestety przeze mnie te wszystkie cechy zaczęły znikać i zmieniać się w coś strasznego. Wiedziałem jak bardzo cierpi, jak bardzo jest zraniona, ale nie potrafiłem nic z tym zrobić. Nie kochałem jej więc żadne moje słowa nie pomoga.
       - Odrzuciła cię, a ty nadal ją kochasz... nawet kiedy wybrała Ranna, akceptując go jako swojego męża... - poczułem jak coś we mnie właśnie umarło, łza spłynęła po moim policzku. Michelle zorientowała się, że powiedziała za dużo, próbowała coś powiedzieć ale przerwałem jej.
       - Oko za oko co nie Michelle? Dobrze się bawisz raniąc mnie? - jej oczy wypełniły się strachem
       - Sin, ja nie...
       - Owszem chciałaś. - znów jej przerwałem. Wstałem i zacząłem iść w stronę drzwi. Michelle wbiegła przede mnie i zagrodziła wyjście.
       - Przepraszam, to wyszło samo, nie chciałam cię zranić. - błagalny ton jej głosu może kiedyś by zadziałał, ale nie tym razem. Miałem dość, chciałem zakończyć to wszystko. Nie było tu dla mnie miejsca.
       - Z drogi.- rzuciłem zimno, wzdrygnęła się.
       - Proszę, uspokój się...
       - Z DROGI!!- sparaliżowałem ją i popchnąłem na ścianę. Wyszedłem trzaskają drzwiami. Ruszyłem w stronę domu Ojca,  na pewno będzie zadowolony z wieści, które miałem mu do przekazania. Adanthir mnie zdradziła, Michelle mnie zdradziła. Wszystkie ważne dla mnie osoby bawią się moim kosztem. Dlaczego całowała mnie w ten sposób skoro kochała się z Raanem, dlatego nic mi nie powiedziała mimo tego, że wie co do niej czuje. Cholera jasna!  Jestem naiwnym, żałosnym idiotom, przez ten cały czas myślałem że... myślałem że...
       Ario bez słów puścił mnie na spotkanie z Ojcem. Wszedłem do jego komnaty bez pukania ani be zbędnych uprzejmości. Patrzył się na mnie tymi czarnymi oczami, w tym nie różnił się od Ario, nie miałem zielonego pojęcia co mu chodzi po głowie.
       - Wykonałem misje. - uśmiechnął się na te słowa. Oparłem się ścianę i skrzyżowałem ręce. - Następna?
       - Chcesz zdechnąć? - zapytał nadal się uśmiechając.
       - Owszem, im szybciej tym lepiej. - wybuchnął śmiechem, podszedł do mnie, złapał za kurtkę i przybliżył do siebie.
       - W końcu pokazałeś, że masz jaja - byłem niezruszony, nie trzymało mnie tu już nic. Miałem dość tego życia. Nie było warte bólu, który cały czas czułem. Moi przyjaciele mnie zdradzili, wszyscy spiskowali za moimi plecami, nie mogłem już znieść tych wszystkich kłamstw, wykorzystywali mnie a potem porzucali.
       - Długo mam jeszcze czekać?
       - Podoba mi się to spojrzenie i ta bezczelność. Dawno jej nie słyszałem. - uderzył mnie pięścią w brzuch, skuliłem się i upadłem na podłogę. Nadepnął mi na głowę ale wbił jej w deski. - Jesteś śmieciem, nic niewartym słabym śmieciem. Nie jesteś nawet wart mojego czasu. - Zdjął buta z mojej głowy i kopnął mnie w brzuch. Ten ból był niczym w porównaniu do tego co miałem w sercu.
       - Boisz się mnie? - zapytałem, patrząc Ojcu prosto w oczy. - Boisz się, że mogę ci zagrozić? - uśmiech znikł z jego twarzy, zastąpiła go wściekłość. Zbliżał się do mnie powoli kiedy nagle cały pokój się zatrząsł. Ario? Ojciec wyglądał na zdziwionego tak jak i ja. Kolejny wstrząs. Musiałem podeprzeć się podłogi żeby nie upaść. Na chwilę wszystko ucichło. Wytężyłem słuch i skupiłem się na wyłapywaniu poszczególnych dźwięków. Nagle drzwi przy których siedziałem rozleciały się na milion kawałków. Do pokoju weszła Michelle. Ostrze wyrosło z podłogi i zatrzymało się przed twarzą Ojca.
       - Jeszcze raz go dotkniesz a zrównam te wioskę z ziemią - zagroziła. Złapała mnie za ramię i pociągnęła do góry. Byłem zmuszony wstać ale od razu się wyrwałem.
       - Wynoś się stąd. Nie wtrącaj się. - powiedziałem zimno. - To nie twoja sprawa - spoliczkowała mnie.
       - Kocham cię więc to jest moja sprawa! - krzyknęła. Odwróciłem wzrok, nie chciałem na nią patrzeć. Wzięła mnie po ramię. - Jeśli on zginie to ja pójdę w jego ślady. - pociągnęła mnie do wyjścia. Trzymała zbyt mocno bym mógł się wyrwać.
Na zewnątrz zebrała się chyba cała wioska. Ario leżał z mieczem wbitym w klatkę piersiową, stała przy nim Lailah ratując jego życie. Cały dom ojca i podwórze wyglądało jako przeszedł tędy huragan. Huragan Michelle.
       Kiedy weszliśmy do domu puściła mnie. Sięgnąłem po torbę i zacząłem się pakować.
       - To koniec.- mój głos był lodowaty. Michelle położyła mi rękę na ramieniu ale szybko ją strąciłem. - Wykonałem powierzone mi zadanie.
       - O czym ty mówisz? Nic nie rozumiem. - głos jej drżał.
       - Odchodzę.- przerzuciłem torbę przez ramię i ruszyłem do wyjścia. Michelle mnie powstrzymała, znowu.
       - Błagam cię uspokój się. Działasz pod wpływem chwilowych emocji, nie myślisz logicznie. - płakała. Ściskała moje ramie jakby bała się , że gdy tylko je puści to zniknę i miała całkowitą racje.
       - Nie kocham cię i nigdy nie pokocham. Puszczaj mnie.- zacząłem się wyszarpywać.
       -Przepraszam, naprawdę przepraszam! - wtuliła głowę w moje ramie, jej łzy zaczęły przesiąkać przez materiał. -Nie dam sobie rady bez ciebie, błagam cię Sin!
       - Raan się tobą zaopiekuję, jest w tobie zakochany do szaleństwa.
       - Sin! - udało mi się wyrwać więc szybko wybiegłem z domu. Michelle poszła w moje ślady. Wojownicy obserwowali wszystko z daleka, nikt chyba nie wiedział co dokładnie się teraz dzieję. Widziałem Raana biegnącego w moją stronę. Na szczęście wpadłem na Sena. Przyłożyłem mu sztylet do gardła.
       - Zabierz mnie stąd, natychmiast - wzruszył tylko ramionami i po chwili byliśmy już w lesie poza wioską.
       - Małżeńska sprzeczka? - zapytał żartobliwie. Nie miałem humoru na takie teksty. Położył mi rękę na ramieniu. - Gdzie się wybierasz?
       - Gdziekolwiek- - strąciłem jego rękę.
       - Mogę cię zabrać do twojej matki -odwróciłem się do niego natychmiast. Co on wygadywał. - Do twojej prawdziwej matki oczywiście. - uśmiechnął się.
       - Masz pięć sekund na wyjaśnienia zanim cię zabiję.
       - Hoho jakiś hojny.  -zbliżyłem sztylet do jego szyi. - Spokojnie, spokojnie. Wytłumaczę ci wszystko w wiosce feniksów, z której pochodzisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 6:22 pm




     Myślałam, że mi się uda wyjść, ale zatrzymałam się tuż przed barierą. Spojrzałam na okolicę i nie byłam pewna tego, co chciałam zrobić. Nie nadawałam się do życia samemu, nie umiałabym się obronić. Ledwo przeżyliśmy jak szliśmy tutaj z Sinem. Co bym miała zrobić samemu? Nie umiałam nawet kontrolować swoich mocy, a co dopiero przeżyć w górach na własną rękę. Tutaj było zimno, wiatr mógł w każdej chwili zrzucić lawinę, głośniejszy hałas także. Nie miałam wyostrzonych zmysłów, ani instynktu samozachowawczego. Już od początku zachodziłam za skórę Ojcu. Poza tym co z Sinem? Nadal mi na nim zależało i pragnęłam znaleźć się w jego ramionach. Chciałam budzić się obok niego, całować jego usta i płakać w jego ramiona. Poza tym Raan... Może zostałam zmuszona do tego ”małżeństwa”,ale udało nam się jakoś porozumieć. Był zimny, szorstki i zaborczy, ale gdyby miał mnie kompletnie w tyłku, to nie nosiłby mnie każdego dnia do Lailah. Zostawiałby mnie samej sobie i zmuszał do pójścia do medyka o własnych siłach.
 Westchnęłam zrezygnowana i wycofałam się, nie odrywając spojrzenia od gór za barierą. Co ja miałam zrobić? W tej wiosce nie czułam się dobrze. Już lepiej było w zamku, w którym mieszkałam do tej pory. Może tata mnie ignorował, mamy nie miałam, a brat był obojętny, ale to był mój dom. Król mnie wychowywał, nawet jeśli nie był z tego powodu szczęśliwy. W jakimś stopniu mu na mnie zależało. A teraz? Komu na mnie zależało? Tylko Sinowi, który miał żonę nie wiadomo od jak dawna i chociaż wyznał mi miłość, to go odrzuciłam. Dlaczego to zrobiłam skoro wychodziła na to, że i ja go kochałam? A może to nie było to? Inaczej się czułam niż przy Dorthasie. Czy to b znaczyło, że to w nim nie byłam zakochana?
   Plątaninę myśli przerwały mi czyjeś głosy. Bariera osłabła, czułam to, ale to nie było dla mnie najważniejsze tylko dwie sylwetki. Nie byli daleko, ale mnie nie widzieli. Rozmawiali i pragnęłam tego nie słyszeć. Ich słowa... Czy Sin miał zamiar odejść? Dlaczego?
    - SIN! – krzyknęłam, wybiegając zza bariery. Żaden z nich chyba mnie nie usłyszał, bo po prostu zniknęli. Odszedł... On faktycznie odszedł do feniksów.Musiałam o tym powiedzieć komukolwiek!
     Biegiem wróciłam do miejsca, w którym mieszkaliśmy.Od razu zauważyłam zbiór mieszkańców w jednym miejscu i Michelle... Zrozpaczoną? Co się działo kiedy mnie nie było? Zapewne długo bym się nad tym zastanawiałam, ale Ario leżał pół-żywy na ziemi i mogłam iść do przywódcy. Wyminęłam więc całe zbiorowisko i weszłam do budynku, kierując się do piwnicy. Nawet nie miałam jak zapukać do drzwi, bo były wywarzone,więc po prostu weszłam.
   - Sin i Sen udali się do wioski Feniksów – oznajmiłam obojętnie i bez przywitania. – Zamierzasz coś z tym zrobić? - spytałam, spoglądając na mężczyznę. Od mojego przybycia,ani razu nie okazałam mu szacunku i nie miałam zamiaru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 9:46 pm


       Momentalnie zrobiło mi się gorąco, zrzuciłem z siebie kurtkę, Sen zrobił to samo zdejmując jeszcze koszulkę.  Stałem w piachu na pełnym słońcu, nigdzie nie było roślin, nie wspominając już o skrawku cienia. Musiało być około trzydziestu stopni jak nie więcej.
       Słońce tak bardzo raziło w oczy, że ledwo widziałem gdzie idę. Sen prowadził nas przez środek pustyni, wątpiłem czy znajdziemy tu jakąś oazę. Było mi słabo od tego upału, stanowczo bardziej lubiłem nasz górski klimat. Kręciło mi się w głowię, czułem że zaraz stracę równowagę, wpadłem na Sena, który powstrzymał mnie przed upadkiem. Wypowiedział inkantacje i moim oczom ukazała się wioska feniksów.
       Wszędzie stały namioty i szałasy zbudowane z bambusowych tyczek. Przewiewne materiały stanowiły dachy mieszkań tworząc cień. Na środku wioski był niewielki zbiornik wody a dookoła wszędzie występowała roślinność. Wygląd tego miejsca diametralnie różnił się tego co było na zewnątrz. Cień dawał przyjemny chłód, nie było wilgotno ale powietrze było rześkie, od razu poczułem się lepiej.
       Sen złapał mnie za ramie i pociągnął przez wioskę. Wszyscy bacznie nas obserwowali, musieli ufać Sen'owi skoro znał zaklęcie ukazujące to miejsce. Prowadził mnie do największego namiotu pośrodku wioski. Musiał należeć do ich wodza. Ciekawe czy był tak samo srogi jak Ojciec.
       - Edsar wróciłem - dał mi znać abym poczekał na zewnątrz a sam wszedł do środka. Zdziwiła mnie jego bezczelność, jak mógł zwracać się do niego po imieniu? Może tu panowały inne zasady? Sen wyszedł i zaprosił mnie do środka.
       Na środku namiotu siedział mężczyzna niewiele starszy ode mnie. Uśmiechnął się na mój widok i wstał. W środku było jeszcze dwóch mężczyzn, jeden wyglądał bardzo poważnie(Salvar), a drugi zadziornie się uśmiechał(Ledoc). Edsar uścisnął mnie znienacka więc natychmiast go odepchnąłem i wyjąłem sztylet. Dwaj pozostali przygotowali się do ataku, ale białowłosy zbył ich ręką.
       - Spokojnie panowie. - powiedział jakby to, że wyjąłem broń nic nie znaczyło. - Mój brat jest po prostu zagubiony. - zamarłem, czy on powiedział "brat", spojrzałem na Sen'a pytająco. Uśmiechnął się i pokiwał głową. Miałem brata? Jakby mu się bliżej przyjrzeć to faktycznie wyglądaliśmy podobnie. - Usiądź Sin. - wskazał na miejsce obok siebie, po czym odwrócił się do mnie plecami. Czy on był normalny? Jak można odwracać się do kogoś z przeciwnego plemienia tyłem? Pragnął śmierci? Czy po prostu nie widział we mnie zagrożenia?
       Sen usiadł obok ciemnowłosego strażnika, natomiast ja nie ruszyłem się nawet z miejsca. Nie udałem Sen'owi, a już zwłaszcza tym ludziom. Wódz uśmiechał się cały czas, był niebezpiecznie wyluzowany, niepokoiło mnie to. Westchnął.
       - Ja jestem Edsar, ten w ciemnych włosach to Salvar, a ten w jasnych to Ledoc. Sen'a już znasz w końcu byliście w jednej wiosce przez długi czas. - dopiero teraz to do mnie dotarło. Sen był szpiegiem przez cały czas. To on wtedy uratował tę dwójkę feniksów przed Michelle, jak mogłem być tak ślepy i nie połączyć tych prostych faktów. To w końcu Sen wyszedł nam jako pierwszy na przywitanie, musiał wiedzieć, że się zbliżamy. Skarciłem siebie w myślach, byłem zbyt naiwny nie tylko do kobiet.
       - Wyluzuj się Sin, nie mam zamiaru zabijać własnego brata.
       - Gdzie nasza matka?- zapytałem groźnie, w końcu to dla niej tutaj przyszedłem, nie miałem zamiaru naprawiać braterskich więzi.
       - Niestety jeszcze nie wróciła. Tygrysy zostały całkowicie zniszczone przez jednego ze smoków więc Mama ustawia talizmany na całej pustyni. - "Mama", "talizmany" zbyt wiele znajomych słów. Próbował tym uśpić moją czujność? Nie mogłem rozgryźć tego faceta.
       Nagle znów zaczęło mi się kręcić w głowie, jeszcze nie odzyskałem energii, którą zabrała mi Adanthir. Musiałem kucnąć, bo inaczej bym upadł. Cholera jasna, dlaczego akurat teraz.
       - Salvar zaprowadź Sina do pokoju gościnnego. - ciemnowłosy podszedł do mnie i podał mi rękę, odtrąciłem ją i wstałem o własnych siłach, nie jestem jeszcze aż tak żałosny. Ruszyłem jednak za mężczyzna, nie chciałem denerwować Edsara. Nie znałem ich umiejętności ani mocy, oni za to pewnie wszystko wiedzieli o mnie i o naszej wiosce, nie miałbym szans w czołowym starciu z nimi, zwłaszcza że jeden z nich potrafi całkowicie blokować moją moc. Byłem w kropce i jedyne co mogłem to udawać że posłusznie wykonuje ich rozkazy.
       Salvar pokazał mi namiot, w którym mam się zatrzymać i odszedł. W środku siedziały dwie kobiety w skąpych ubraniach. Musiałem zamrugać kilka razy, jedna z nich łudząco przypominała Adanthir(Eril, była podobnego wzrostu, ten sam kolor włosów. Widząc mnie wstała i rzuciła mi się w ramiona. Instynktownie ją objąłem żeby utrzymać równowagę. Pocałowała mnie, a ja nawet nie zdążyłem zareagować. Odsunąłem ją od siebie, ale poczułem jak druga zaczęła sunąć językiem po mojej szyi(Ledira). Moje ciało zaczęło reagować na intymny dotyk. Zaciągnęły mnie na łóżko, różowo włosa usiadła mnie okrakiem i przybliżyła się tak, że czułem jak jej piersi ugniatają się na mojej klatce piersiowej, druga zrobiła to samo z tą różnica, że przyciskała się do moich pleców. Poczułem wzrastające napięcie i podniecenie. Całowały całe moje ciało. Było mi bardzo przyjemnie. Zaczynałem zapominać o Michelle, Adanthir o dziecku. O wiosce smoków i swoich przyjaciołach. Rozkosz, którą czułem sprawiała, że chciałem zostać tu już na zawsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 9:48 pm




     Milczał. Do jasnej cholery milczał! Kompletnie mnie ignorował jakby mnie tutaj nie było. Z sekundy na sekundę czułam się w tej wiosce coraz gorzej. Nikt nie robił niczego, żeby mnie tu zatrzymać. Wszyscy, a szczególnie wódz zakładali, że ja tutaj zostanę. I prawdopodobnie by mieli rację, gdyby nie jeden, mały szczegół.
     - Dobra, to twój wybór – rzuciłam, po czym opuściłam budynek. Ario i Lailah już nie było, więc z łatwością mogłam się domyślić, gdzie się znajdowali. To tam skierowałam swoje pierwsze kroki. Zanim, jednak, weszłam do środka, sięgnęłam po sztylet, który miałam przy sobie i spojrzałam na ostrze. Ugh… To będzie bolesne.
     Mocno zacisnęłam oczy, zadarłam głowę do góry, przystawiłam broń do ramienia i gwałtownie pociągnęłam, zostawiając na nim krwawy ślad. Szybko przetarłam stal, schowałam ją i tamując krwawienie weszłam do budynku, w którym kobieta od razu mnie przywitała.
     - Chyba powinnam ci dać kartę stałego klienta – rzuciła do mnie i zaprowadziła tam, gdzie zawsze, a gdzie teraz odpoczywał Ario. Idealnie.
     - Michelle go tak załatwiła? – spytałam, wskazując na mężczyznę, który zupełnie nie przypominał siebie. – Wolę go w takiej wersji… – dodałam, a medyczka jedynie uśmiechnęła się i odwróciła, żeby coś odłożyć. – Przepraszam za to… – szepnęłam, po czym uderzyłam ją w tył głowy rękojeścią sztyletu. – Mam nadzieję, że jak się obudzisz to mnie nie zamordujesz – dodałam i podeszłam do nieprzytomnego wojownika. Wzięłam kilka głębokich oddechów, kontrolując je jak najdokładniej, by zaraz potem go pocałować. Cały czas myślałam o opanowaniu, pilnując aby nie przesadzić i tylko dlatego oderwałam się od niego w odpowiednim momencie. Byłam pewna, że gdybym nie pozbawiła Lailah przytomności, nie pozwoliłaby mi na ten ruch. Następnie podeszłam do niej i ostrożnie przerzuciłam ją na plecy. – Twoja kolej… – nachyliłam się nad nią i pocałowałam. Mogłam śmiało powiedzieć, że po moich idiotycznych pomysłach, będę mistrzynią całowania.
     Kiedy się od niej odsunęłam wiedziałam, że niedługo się obudzi. Dlatego szybko opuściłam budynek i skierowałam się do swojego domu. Miałam jeszcze jeden cel, ale zanim mogło do niego dojść, musiałam się przebrać w wygodniejszy strój. Nie spodziewałam się, że zastanę tam Raana trzymającego za rękę… Michelle. Zabolało. Może nie tak bardzo jak sytuacja z Sinem, ale fakt, że tak naprawdę nie byłam aż tak bardzo ważna dla własnego męża był bolesny. Przez chwilę tak stałam i się wpatrywałam, czując na sobie wzrok obojga, po czym przygryzłam wargę i odwróciłam się w stronę szafy ze swoimi rzeczami. To nic takiego. Przecież zgodziłaś się na to tylko pod przymusem. Nie powinnaś się tym tak przejmować. Wiedziałaś, że on kocha Michelle, bo wielu to powtarzało. Tylko dlaczego ona musiała mieć wszystko, czego ja pragnęłam? Była pupilkiem wodza, który był moim biologicznym ojcem, a mnie olewał. Miała za męża mężczyznę, którego chyba kochałam i szacunkiem oraz miłością darzyli ją niemal wszyscy w wiosce. Ja to miałam w zamku, a zostało mi odebrane. Ona była tutejszą księżniczką, która zgarniała wszystko, i która przecież wiedziała, że Raan to mój mąż. Zaraz po wyjściu od Lailah to ją chciałam prosić o pomoc, ale nie byłam w stanie. A jedyną, inną osobą, która mogła mi pomóc, oprócz Lailah, która teraz pewnie mnie nienawidzi, był ten drań. W co ty się pakujesz?
     - Przyszłam tylko się przebrać… – odezwałam się i chociaż próbowałam zabrzmieć normalnie, to głos mi wyraźnie drżał i słychać w nim było to załamanie i zmęczenie tym, co się działo. Więcej już nic nie dodałam. Jedynie się przebrałam i ruszyłam do budynku, w którym widziałam, że znikał Drale. Niepewnie zapukałam i czekałam aż otworzy. – Pomożesz mi przy nauce kontroli własnej mocy? – spytałam, nie owijając w bawełnę. – Błyskawicznej… – mieliśmy podobne umiejętności, więc na pewno wiedział jak z nich korzystać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 9:48 pm


       Zasnął. To było prostsze niż myślałam, był jak małe dziecko spragnione miłości matki. Mogłam w nim czytać jak z otwartej księgi, dowiedzieć się o nim wszystkiego, o jego przeszłości, o jego mocy, o jego największych lękach jak i pożądaniach. Wiedziałam o nim wszystko w zaledwie godzinę. Pogłaskałam go po głowie, niech śni o swojej niespełnionej miłości.
       Zostawiłam mężczyznę i opuściłam namiot, na drodze niestety stanął mi Sen. Nienawidziłam tego typka, był śliski i dwulicowy. Nie miałam zielonego pojęcia dlaczego Lord Edsar trzymał go blisko siebie. Nie zdziwiłabym się gdyby w razie kryzysu wbił mu nóż w plecy.
       - Skończyliście się zabawiać? - bezczelnie gapił się w mój biust. - Może teraz przejdziemy się do mojego namiotu?
       - Spasuję. - wyminęłam go i ruszyłam do komnaty Edsara. Sen przyciągnął mnie do siebie i zaczął kłaść ręce tam gdzie nie powinien. - Puszczaj! - jego plugawe usta dotykały mojego ciała. Zamknęłam oczy, nie mogłam na niego nawet patrzeć, był odrażający. Odpychałam go ale był zbyt silny. Zaczął mnie rozbierać. - Zostaw!- byłam zaskoczona, że mnie posłuchał. Otworzyłam oczy i zobaczyłam jak białowłosy mężczyzna przystawia mu nóż do gardła. Strużka krwi spływała po jego szyi. Wojownik przycisnął  mocniej i wtedy Sen mnie puścił. Poczułam jak białowłosy obejmuje mnie ramieniem, nie oponowałam.
       - Następnym razem cię zabije - powiedział. Sen skrzywił się i zniknął. Byłem wdzięczna, za ratunek ale jednocześnie zaskoczona. Jak mu się udało wydostać spod mojego zaklęcia? Powinien być nieprzytomny przynajmniej jeszcze przez dwie godziny. Objął mnie mocnej, czułam jak chowa twarz w moich włosach, jego serce biło szybko. -Przepraszam. - szepnął mi do ucha, przeszedł mnie przyjemny dreszcz. - Znów ktoś chciał mi cię odebrać. - zaczął przesuwać językiem po moim uchu. - Nie pozwolę ci już więcej odejść. - pocałował mnie w taki sposób, że moje ciało zrobiło się gorące. Nigdy wcześniej nikt nie całował mnie z taką pasją i namiętnością. Umysł podpowiadał, że powinnam go odepchnąć ale ciało pragnęło więcej i więcej. Wróciliśmy do namiotu, położył się na mnie. Jego wzrok był pełen troskliwości i czułości. Znów nachylił się aby mnie pocałować, zanim to zrobił wypowiedział słowa, które całkowicie zbiły mnie z tropu.
       - Kocham cię, Adanthir.
       Nie powinien pamiętać jej pamiętać. Jak to możliwe?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 9:51 pm




     Nie mogłam się zgodzić na warunek Drale, nawet jeśli mogłam przez to szybko się nauczyć kontroli. To byłby cios poniżej pasa, dosłownie i w przenośni. Wtedy od razu by poszła plotka o tym, że wskakiwałam do łóżka temu, kto zaoferuje najwięcej. A i tak już nie miałam zbyt dobrego zdania po swoich początkowych akcjach.
     Zatrzymałam się gdzieś, gdzie nie było żadnych budynków i usiadłam na ziemi. W ogóle nie wiedziałam, co mam zrobić. Nie miałam pojęcia gdzie się znajduje wioska Feniksów. Nie umiałam kontrolować swoich mocy, ani walczyć. Mimo, że miałam potężne umiejętności, w ogóle nie umiałam nad nimi panować przez co byłam kompletnie bezużyteczna. Nie mogłam pomóc Sinowi, a to mnie niszczyło.
     - Ał! – zawołałam, czując cios od tyłu głowy. Odruchowo położyłam dłoń na potylicy i odwróciłam się zauważając Lailah. Mimowolnie przełknęłam ślinę, nie ruszając się z miejsca, kiedy zobaczyłam jej wzrok. – Zanim mnie zamordujesz zrobiłam to, bo chciałam pomóc Sinowi! – podniosłam ręce w geście obronnym, przyglądając się nachylonej i niezbyt zadowolonej twarzy dziewczyny. Zaraz potem się uśmiechnęła, a ja odetchnęłam z ulgą.
     - Świetny pomysł – rzuciła i usiadła obok mnie. Zdziwiło mnie, że nie odeszła i nie zostawiła mnie samej sobie. A zwłaszcza to, co zrobiła chwilę potem. Nawet nie miała pojęcia jak bardzo tego potrzebowałam. – Dlaczego tutaj tak siedzisz?
     - Kiedy wyszłam z twojego domu chciałam poprosić Michelle o pomoc w błyskawicznej nauce kontroli mocy. Najpierw poszłam się przebrać i przywitała mnie oraz Raan, siedzący na kanapie i trzymający się za ręce – zaczęłam, uśmiechając się smutno, bo nawet jeśli go nie kochałam, to czułam się naprawdę dobrze z tym, że jednak ktoś w jakimś stopniu mnie pilnował. – Zrezygnowałam więc z tego pomysłu i poszłam po pomoc do Drale, ale jego warunek był niemożliwy do spełnienia. Wcześniej widziałam Sina, który znikał z Senem i poszłam do ojca o tym porozmawiać. Całkowicie mnie zignorował, nawet na mnie nie spojrzał, jakbym nie istniała – wyjaśniłam, a zamiast normalnego pocieszenia znowu oberwałam w łeb.
     - Idiotka! – rzuciła medyczka, odsuwając mnie od siebie i spoglądając w oczy. – Masz moc Sina, moją, Raana i Ario, a zamiast ruszać tyłek i cokolwiek robić, siedzisz tutaj i użalasz się nad sobą. Za dużo myślisz o tym, żeby moc kontrolować! Ona jest częścią ciebie i kontrola musi wychodzić naturalnie. To jak przedłużenie twoich kończyn – dodała, podnosząc się z miejsca. – Wrócę za kilka minut – zakończyła, po czym się oddaliła, a ja znowu zostałam sama. Ja tymczasem się podniosłam i ruszyłam do domu, gdzie oczywiście, ta dwójka dalej siedziała.
     - Mógłbyś chociaż udawać, że jestem dla ciebie ważna – rzuciłam i chociaż byłam wściekła, nie czułam tego i mówiłam obojętnie, jakby znudzonym głosem, pakując rzeczy do plecaka. Michelle wyszła, a Raan się podniósł.
     - Nie jestem jak Sin – skomentował, a ja przerwałam wykonywaną czynność i poczułam jak łzy spływają mi po policzkach.
     - Ale jakoś nie miałeś nic przeciwko pieprzeniu się ze mną tak jak Sin z Michelle! – krzyknęłam, odwracając się do niego i nawet nie powstrzymując płaczu.
     - Sama tego chciałaś, nie zmuszałem cie.
     - A co miałam zrobić? Mieszkać na dworze?!
     - Mieszkać z Lailah.
     - I sprawić, że ojciec będzie się nad nią pastwił jak nad Sinem?
     - Poradziłaby sobie. Z resztą Sin także.
     - Ale ja bym sobie nie poradziła z tym, że ktoś przeze mnie cierpi!
     - A myślisz ze dlaczego odszedł? Zdajesz sobie z tego sprawę? Dowiedział się o nas – poczułam jak serce mi się kraja na miliony kawałeczków. Czułam się cholernie winna, ale to on tutaj okazał się największym egoistą. - Cały czas mówisz ze nie chcesz aby cierpiał, ale tak naprawdę to przez twoje decyzje zrobił to co zrobił.
     - A co ja mam powiedzieć??!! – ryknęłam na Raana. – Moja matka zginęła jak miałam osiem lat. Mój ojciec i brata próbowali mnie zamordować, a kiedy okazało się, że żyję, wysłali za mną list gończy jak za jakimś przestępcą! Sin zamordował pierwszego mężczyznę, w którym się zakochałam na moich oczach, a potem powiedział, że on odwzajemniał moje uczucia i dlatego dał się zabić! Mój biologiczny ojciec nawet na mnie nie patrzy, jakbym nie istniała! Mężczyzna, w którym się zakochałam miał żonę! Sprowadzono mnie tutaj tylko po to, żebyś mnie wykorzystał i zrobił dzieciaka! Jestem zwykłą zabawką w waszych rękach! Nikt mnie nie traktuje jak człowieka, którym jestem! A jedyne czego chciałam to jednej osoby, którą będę mogła uznać za swoją rodzinę! – wpadłam w histerię, ale to było ponad moje siły. – Biedna, skrzywdzona Michelle, bo Sin odszedł. Biedna Michelle, którą ojciec faworyzuje, a cała wioska kocha. Biedna Michelle, którą trzeba pocieszać, bo straciła jedną osobę! Ja straciłam całą swoją rodzinę! – jedyne co zyskałam to czerwony policzki po jego uderzeniu.
     - Przynajmniej ciebie ktoś kocha.
     - Mogłam cię pokochać, ale to ty mi na to nie pozwoliłeś – zakończyłam i błyskawicznie spakowałam resztę swoich rzeczy, by opuścić dom, ale zatrzymał mnie Raan. Nie spodziewałam się, że mnie pocałuje.
     - Mógłbym ale czy tego naprawdę chcesz?
     - I tak jesteśmy na siebie skazani, prawda? – spytałam z łagodnym uśmiechem, spoglądając mu prosto w oczy.
     - To prawda – myślałam, że mnie ponownie pocałuje, ale rzucił mnie na łóżko i chyba pierwszy raz naprawdę poczułam, że w tym momencie byłam gotowa się z nim przespać, jednak on pierwszy raz o tym nie myślał. Po prostu się na mnie położył.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Pon Kwi 03, 2017 9:52 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 9:51 pm


       Dłoń miałem całą we krwi. Cholerny dzieciak pokrzyżował moje plany. Miałem zamiar nieźle się dziś zabawić ale postanowił zgrywać bohatera. Żałosne feniksy, w tej parszywej wiosce nie ma nawet nikogo z porządną białą magią. Nic dziwnego, że wszystko jest tu pomieszane skoro każdy ^&*^ się z kim popadnie.
Zawołałem jakąś dziewczynę, nie dorównywała Eril pod żadnym względem, ale lepsze to niż nic. Zabandażowała moją szyje i nie ukrywała swoje oczarowania. Spędziłem z nią jakąś godzinę, nic specjalnego, zdecydowanie bardziej wole te, które się opierają. Czuje wtedy większe podniecenie.
       Było już późno ale wiedziałem, że Edsar jeszcze nie śpi, na pewno zabawia się z jakąś kobietom. Miałem z nim pogadać o tym jutro, ale po dzisiejszym wybryku Sina wolałem nie zostawiać go bez kontroli.
       Wszedłem bez zapowiedzi, akurat załapałem się na ciekawy moment. Dziewczyna spłoszyła się na mój widok, Edsar nie przestał jednak swojej zabawy.
       - Jestem trochę zajęty - zaśmiał się. - Czego chcesz?
       - Sin zaczął aktywować swoje moce, zaklęcia Eril nie do końca na nie podziałały.- Edsar zatrzymał się i spojrzał mi w oczy, był zaniepokojony.   - Myślę, że obudzi się wcześniej niż podejrzewaliśmy.
       - Co z drugim kluczem?
       - Wrócę po niego jutro, spodoba ci się.
       - Na to liczę - uśmiechnął się i oblizał wargi. - Przewidujesz jakieś problemy?
       - Raczej sama będzie błagać bym ją tutaj przyprowadził. - zaśmiałem się.  - Kto go pilnuje? - miałem na myśli młodego księcia.
       - Salvar go obserwuje. Od razu widać, że to mój brat, nie próżnuje.
       Zostałem w pomieszczeniu i obserwowałem poczynania Edsara, znów poczułem wzrastające napięcie, będę musiał zaprosić jeszcze jedną panią na noc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 9:54 pm




     - Nie jestem Sinem, nie chce się czuć tak jak Michelle. Nie pokochasz mnie, nie ważne co zrobię.
     - Skąd wiesz skoro nawet nie spróbowałeś?
     - Nie jestem ślepy, widziałem jak na niego patrzysz. Znam ten wzrok, widziałem go w kobiecie, którą kocham przez całe swoje życie. Tylko, że ten wzrok nie był skierowany na mnie.
     - Tylko, że to nie przez ciebie serce mi pęka, a przez niego.
     - Więc znajdź go i mu to powiedz.
     - Nie psuj tego. Pierwszy raz czuję, że kogoś tutaj znam – uśmiechnęłam się i odruchowo położyłam dłonie na jego plecach i głowie. Było mi naprawdę przyjemnie, bo udało mi się coś osiągnąć. Taka rozmowa na pewno nie była codziennością Raana.
     - Zrobiłabyś to samo gdyby on nas oglądał? – nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie, bo nie wiedziałam. Z jednej strony zależało mi na Sinie, ale chyba to samo tyczyło się Raana. Gdyby tylko przez te dwa tygodnie był taki otwarty to wszystko zupełnie inaczej by się potoczyło.
     - Nie wiem – odpowiedziałam nie chcąc go oszukiwać. To było naprawdę ciężkie pytanie, zwłaszcza w tej sytuacji. – Pokochałbyś mnie gdybym ja pokochała cie… – zaczęłam, ale przerwał mi widok Sina. – …bie? – dokończyłam, wpatrując się w chłopaka? Z jednej strony chciałam wstać i mu wpaść w ramiona, ale z drugiej nie chciałam ranić Raana, mimo że on to robił w stosunku do mnie. Co on tutaj robił? Czy nie uciekł z Senem?
     - Pokochałbym – nie wiem dlaczego, ale to jedno słowo wystarczyło, żebym poczuła się o wiele lepiej. Nawet gdyby on nie zaczął mnie całować i dotykać w najwrażliwszych miejscach, sama bym wpiła swoje usta w jego. Problemem był Sin, który wciąż się w nas wpatrywał.
     - Odsuń się od niej! – usłyszałam głos białowłosego, który przebijał się przez szum rozgrzanej krwi w moim organizmie. Tak naprawdę w tym momencie nie był tutaj w ogóle potrzebny. Sam sypiał z Michelle, a wielce mu przeszkadzało, że ja oddawałam się SWOJEMU MĘŻOWI? Tylko to, co powiedział Raan… Sin odszedł przeze mnie. Teraz wrócił. Czy ja naprawdę chciałam, żeby znowu znikał? Żeby znowu odchodził? Ale z drugiej strony. Naprawdę teraz byłam skłonna skupić się tylko na Raanie. Co ja miałam zrobić? Dlaczego to było takie ciężkie? Czy w ogóle miałam szansę na to, aby być z Sinem? Czy powinnam gonić za czymś, czego nie mogłam mieć? Odszedł, zamiast porozmawiać. W dodatku jeszcze śmiał zrobić to przeze mnie, wiedząc co mnie spotkało. Czy powinnam mieć nadzieję na związek z kimś takim? Raan przecież przyznał, że mógłby mnie pokochać, gdybym ja go pokochała, a to nie było niemożliwe. Dlatego pomimo obecności Sina, pocałowałam drugiego wojownika. Białowłosy wiedział, że zaakceptowałam czarnowłosego jako swojego męża. Ten, jednak przerwał pocałunek, a Sin w tym momencie zniknął. Zdziwiło mnie to, ale jednocześnie przypomniałam sobie jego moc i od razu połączyłam fakty. Prawdziwy wojownik dalej był w wiosce Feniksów. Raan następnie usiadł na łóżku, ciągnąc mnie za sobą.
     - Zajmiemy się sobą jak już sprowadzimy naszego szczęściarza – zaczął, podnosząc się z posłania. - Chyba, że lubisz jak Michelle podsłuchuje pod drzwiami – niemal zakrztusiłam się własną śliną, kiedy zobaczyłam, że kobieta faktycznie za nimi była i musiała wszystko słyszeć. Na mojej twarzy od razu pojawiły się rumieńce, a ja spuściłam wzrok.
     - Nie przeszkadzajcie sobie – odezwała się dziewczyna, a widząc że raczej na pewno tego nie dokończymy, kontynuowała. - Skoro już skończyliście swoje małżeńskie igraszki, skupmy się na odnalezieniu mojego Sina – przygryzłam wewnętrzną stronę policzka, żeby nie skomentować jej zachowania. Była cholernie zarozumiała i zaborcza. Jak niby miałam z nią konkurować o względy kogokolwiek?
     - Ty też idziesz? – spytałam i nie musiałam usłyszeć jej odpowiedzi, żeby wiedzieć, że niestety będę na nią skazana. Wyszła po niego jak kierowaliśmy się do wioski. Rzuciła się na Ario i ojca, kiedy przyszło im do głowy zabicie Sina. Mimo tych wszystkich nieznośnych cech, była mocno oddana i lojalna. – Podsłuchałam jak mówili gdzie się kierowali. Znajdziemy ich w wiosce Feniksów – rzuciłam tylko, wyminęłam oboje i wyszłam z domu, żałując że musieliśmy przerwać. Nawet sama rozmowa by wystarczyła, bo była szczera. Pierwszy raz poczułam się tak, jakby ktoś chociaż zaczął mnie szanować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 9:55 pm


       - Zabije ich wszystkich - szłam szybkim krokiem przed siebie, Len biegł za mną.
       - Uspokój się Lailah - próbował złagodzić sytuacje. Słowa nie opiszą tego jak bardzo wnerwiona byłam. Czułam jak krew buzuje mi w żyłach. Przeklęty Ario, przeklęty Drale, dlaczego zawsze musieli wszystko utrudniać. Drale jak zwykle myślał tylko o jednym a Ario zachowywał się jakby powiedzenie czegokolwiek bez wiedzy Ojca było grzechem. Chciałam wiedzieć tylko jednego, gdzie jest ta cholerna wioska feniksów.
       Wparowałam do mieszkania Ojca, było całkowicie zniszczone przez szał Michelle. Ta kobieta mogłaby czasami się opanować, ledwo udało mi się ocalić życie Ario. Gdybym przyszła kilka minut później cała wioska byłaby narażona na niebezpieczeństwo.
       Zapukałam dwa razy w framugę drzwi a raczej w to co z niej zostało. Usłyszałam krótkie "Wejść" i moim oczom ukazał się Ojciec w całej okazałości. Dawno z nim nie rozmawiałam, gdyby nie moja moc już dawno by mnie zlikwidował. Nie byłam głupia, doskonale zdawałam sobie z tego sprawę dlatego oszczędziłam sobie uprzejmości.
       - Fenisky wypowiedziały nam wojnę, zdajesz sobie z tego sprawę? -nie obchodziły mnie konsekwencje mojej bezczelności. - Zabrali Sina. - Ojciec nadal milczał więc kontynuowałam, będę atakować do momentu aż przebije się przez jego mur. - Myślisz, że nie zauważyłam, że jest kluczem?
       - Kluczem? - zapytał Len.
       - Jednym z czterech kluczy - sprecyzowałam. - Osoby będące kluczami..
       -MILCZEĆ! - krzyknął i rzucił we mnie nożem, który tylko odbił się od mojej bariery i z hałasem upadł na ziemie. Wpatrywał się we mnie tymi swoimi wielkimi, groźnymi, ciemnymi oczami. Jeżeli myślał, że uda mu się mnie nastraszyć to się grubo mylił.
       - Dobrze o tym wiedziałeś.- kontynuowałam. - Wiedziałeś, że Sin jest kluczem dlatego chciałeś się go pozbyć.- mój głos był o dziwo spokojny. - Bałeś się go.
       - Licz się ze słowami - trafiłam w czuły punkt. - Sin i tak nie przetrwa inkantacji i dobrze o tym wiesz. Ile mu zostało? Z piętnaście lat życia? - zaśmiał się, a ja poczułem narastający gniew. -Feniksy nie otworzą bramy, nie tym zardzewiałym kluczem. -pogarda w jego głosie sprawiła, że mój wewnętrzny mur pęknął. Powietrze w pokoju zaczęło wirować. Len złapał mnie za rękę i pokręcił głową. "Nie rób tego" mówiły jego oczy. Wzięłam głęboki oddech.
       - Gdzie jest wioska feniksów? - Ojciec tylko się uśmiechał ale nie powiedział nic. Adanthir miała racja, nie byłam Michelle, nie byłam ani Drale, ani Ario ani Isumwardem, nie byłam jego pupilem więc nie było szans żeby mi pomógł. Zacisnęłam pięści, czułam jak paznokcie wbijają się w moją skórę. Nie byłam w stanie mu pomoc... Sin...
       - Sin wrócił do swoich. Nie ma potrzeby go ratować. Wynoście się stąd. - jego słowa utknęły w mojej głowie. Sin był feniksem to wszystko wyjaśniało. Dlatego jako jedyny odczuwał efekty uboczne pieśni, dlatego wiecznie był osłabiony. Nie pochodził stąd, pytanie zatem brzmiało, jak się tu znalazł?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 10:00 pm




Gdzie mieliśmy iść? Skąd mogłam wiedzieć, gdzie się znajduje wioska Feniksów, jak ledwo co zapamiętałam trasę do Smoków? Dlaczego nikt, ani nic nie chciało mi ułatwić tego zadania? Ojciec naprawdę miał w nosie to, co się działo z jego ludźmi? Naprawdę nie obchodziło go czy przeżyją? Chciał być znany tylko z brutalności? Dlaczego? Czemu go to satysfakcjonowało?
Zatrzymała mnie Lailah, nadbiegając od strony domu mojego ojca i klepiąc mnie w plecy. Nie wyglądała na zadowoloną, wręcz kipiała złością. Ja wyglądałam tak cały czas? Nic dziwnego, że ludzie ode mnie uciekali, zwłaszcza wiedząc jaką posiadałam moc.
- Nic nie powiedział! – podniosła głos, a ja poczułam jak wszelkie moje nadzieje znikają. Jak ona nie dała rady wyciągnąć tej informacji od wodza to kto miał? Michelle, która rozwaliła mu pół domu? Raan? Do jasnej cholery, ktoś musiał nam powiedzieć prawdę! Drale… Na bogów, on musiał to wiedzieć. Ale jego warunek… Podejrzewałam, że nie będzie odmienny od tego, który postawił mi w zamian za naukę kontrolowania mocy. A ja nie miałam zamiaru zgodzić się na coś tak absurdalnego. Nie podejrzewałam także, żeby któraś z pozostałych kobiet do tego skłonne. No coś musiało zadziałać!
- Drale wie – rzucił Raan, a mnie cholernie kusiło, żeby wyrzucić im ten pomysł z głowy, ale czy mieliśmy jakiś inny wybór? To było jedyne wyjście, skoro Ario leżał nieprzytomny w domu medyka.
- To trzeba do niego iść – stwierdziłam i od razu skierowałam się w stronę odpowiedniego domu. Michelle zapukała, a mężczyzna jak tylko otworzył, uśmiechnął się arogancko w moją stronę.
- Zmieniłaś zdanie? – spytał, a ja jedynie wywróciłam teatralnie oczami.
- Nie – rzuciłam tylko i resztę sprawy zostawiłam w rękach władczyni stali.
- Gdzie jest wioska Feniksów? – zagadała prosto z mostu. Tak jak się spodziewałam, odmówił współpracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 10:01 pm


       Obudziłem się u boku kobiety, której imienia nawet nie znałem. Bezczelna dziewucha nadal spała, mimo że dawno powinna być na nogach i czekać na moje przebudzenie i kolejne rozkazy. Zrzuciłem ją z łóżka i uderzyła z hukiem o podłogę, natychmiast się obudziła więc złapałem ją za włosy i pociągnąłem na wysokość mojej twarzy. Splunąłem jej na twarz i rzuciłem na podłogę. Nawet nie przeprosiła, doprowadziło mnie to do furii, kopnąłem jak w brzuch i złapałem za gardło. Zacząłem ją podduszać.
       - Znaj swoje miejsce głupia puszczalska %^$^$. - puściłem i zaczęła łapać głębokie hausty powietrza.
       - Prze...pra...szam.... pro....sze...wy...bacz...mi.... - żałosna. Wziąłem swoje ubrania i ruszyłem do komnaty Edsara. Po drodze minąłem namiot Sina, kiedy zajrzałem do środka cały się zagotowałem. Eril leżała w jego objęciach całkiem naga. Miałem ochotę wejść do środka, zgwałcić ją i zabić. Ignorując jej błagania o litość, z drugiej strony pewnie gwałt by ją podniecił. Wszystkie kobiety to puszczalskie &#$#%$#.
       Przywitałem się z Edsarem i oznajmiłem swoje wyjście. Nie wiedziałem po co to robię, chyba przyzwyczajenia od tamtego starego dziada. Wyszedłem z wioski feniksów i za chwilę z pustynnego mój krajobraz zmienił się na górski. Wszedłem do wioski i zacząłem szybko się po niej przemieszać. W końcu trafiłem na swój cel. Klucz stał wśród grupki osób przed domem Drale, chciało mi się śmiać, byli tak bardzo żałośni. Przez całą noc nie udało im się zorganizować misji ratunkowej? A może po prostu nie zależało im już na małym księciu?
     - Yo - rzuciłem. Wszyscy od razu przyjęli formacje bojowe. - Cóż za miłe powitanie. - milimetr od mojej twarzy pojawiło się ostrze Michelle.
     - Gdzie on jest?- ostrze przysunęło się jeszcze bliżej. -Gdzie jest MÓJ Sin? - uśmiechnąłem się słysząc desperacje w jej głosie.
     - Tam gdzie jego miejsce, w wiosce feniksów.-
     - Gdzie jest ta wioska? - próbowała dalej, a ja tylko się zaśmiałem.
     - Chętnie cię tam zabiorę. - wysunąłem do niej rękę, była już skłonna ją złapać gdyby nie Lailah.
     - Myślisz, że tak po prostu ci zaufamy?
     - Na waszym miejscu bym się pośpieszył z decyzją. Nie macie dużo czasu. - Michelle wyminęła medyczkę i wysunęła do mnie dłoń.
     - Zabierz mnie do niego - złapałem jej dłoń czarująco się uśmiechając. Wszystko poszło po mojej myśli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 10:20 pm




     Nawet rozmowa z Michelle nie pomogła. Drale był nieugięty i wciąż powtarzał swój warunek, który jest karygodny. Tak jak podejrzewałam, żadna z nas nie chciała na niego przystać, chociaż przyznam szczerze, że zaczynałam mieć wątpliwości. Może tak byłoby lepiej? Może wtedy byśmy już byli w drodze zamiast liczyć na łut szczęścia? Niestety, albo i na szczęście, zanim zdołałam się namyślić, pojawił się przed nami Sen. Wszystko od razu przybrali pozycje bojowe, ale moją uwagę i tak znowu skupiły słowa Michelle. Cały czas starała się zaznaczać, że to był jej Sin i najgorsze, że miała rację. Jak mogłam konkurować z kimś takim?
     Nie spodziewałam się takiego biegu wydarzeń. Wystarczyło, że wróg powiedział dziewczyny to, co chciała usłyszeć, a ona już z nim poszła. Zignorowała nas, odrzuciła rozsądek i po proste poszła z wojownikiem. Raan był co najmniej tak samo zszokowany jak ja, a Lailah wyzywała niebieskowłosą od idiotek i kretynek. Nim ja zdołałam jakkolwiek zareagować medyczka ponownie kierowała się do Ojca, zapewne zawiadomić, że teraz musimy ratować także Michelle. Wróciła już z informacją o miejscu, w którym znajdziemy wioskę Feniksów. W końcu! Nie myśląc za dużo, biegiem ruszyliśmy we wskazanym kierunku. Chociaż lepiej, żebym powiedziała, że ja biegłam za nimi, którzy mnie prowadzili. Gór w ogóle nie znałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Pon Kwi 03, 2017 10:22 pm


       Obudziłam się w ramionach białowłosego. Ta noc... nikt nigdy nie kochał się ze mną w taki sposób. Jego dotyk sprawiał, że czułam czystą rozkosz, jego język dotykał najintymniejszych miejsc mojego ciała. Dokładnie wiedział co robi.
       Nadal spał, jego twarz była taka spokojna. Delikatnie wymsknęłam się z spod jego silnych ramion, nie powinnam była mu pozwalać na to wszystko. Powinnam go odepchnąć i wrócić do Lorda Edsara, który na pewno oczekiwał mojego raportu. Ubrałam się i po cichu ruszyłam do wyjścia, zawahałam się, chciałam jeszcze raz zobaczyć jego twarz. Nie zdążyłam tego zrobić, bo poczułam jak mnie obejmuje.
       - Nie odchodź - jego głos był smutny, mogłam tylko wyobrazić sobie cierpienie na jego twarzy kiedy odpowiedziałam, że muszę. Objął mnie jeszcze mocniej. -Błagam, nie zostawiaj mnie. - serce zaczęło mi się krajać, dlaczego? Nawet go nie znałam. - Kocham cię. - złapał mnie za podbródek i odchylił w bok tak żebym mogła go zobaczyć. Znów te oczy... pozwoliłam mu na pocałunek, ale po chwili skarciłam się w myślach. Co ja wyprawiałam? On jeszcze dziś miał zostać złożony w ofierze, jest tylko marionetką, którą miałam pozbawić wszelkich wspomnień. Więc dlaczego nie chciałam aby przestał?
       Na zewnątrz rozległy się krzyki. Odepchnęłam wojownika i chciałam wyjść na zewnątrz zobaczyć co się dzieję, powstrzymał mnie.
       - Załóż chociaż spodnie. - posłusznie wykonał moje polecenie i wyszliśmy sprawdzić co się dzieje. Z ziemi wyrastały ostrza, wiele namiotów leżało zniszczonych, wojownik złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą, a kiedy nagle się zatrzymał prawie na niego wpadłam. Moim oczom ukazała się niebieskowłosa kobieta walcząca z Iferem i Ledockiem, którzy praktycznie nie mieli z nią żadnych szans. Jej moc była przerażająca, nawet szybkość Ifera nie dawała mu przewagi. Podbiegł do nas Laf.
       - Zabierz go do niej! - rozkazał. Wzdrygnęłam się, był wściekły, wzięłam białowłosego pod ramie i zdąrzyłam zrobić tylko jeden krok gdy nagle Ledoc upadł na piasek dosłownie pół metra przed nami. Był poważnie ranny.
       - Ledoc!?- zawołałam, na szczęście poruszył się, żył. Odetchnęłam z ulgą. Kobieta zaczęła powoli iść w naszą stronę, wzrokiem szukałam Ifera i odnalazłam go leżącego na szczątkach namiotu z nie mniej poważnymi ranami. Ścisnęłam mocniej rękę wojownika i ruszyłam przed siebie. Kobieta nagle się zatrzymała, wypuściła broń z ręki i stała tak przez chwilę.
       - Sin? - powiedziała cicho. Czy to było jego imię? Sin? Spojrzałam na niego ale nic nie powiedział. Moje zaklęcie musiało działać skoro jej nie rozpoznawał. - SIN! - rzuciła mu się w ramiona, byłam zszokowana. Za nami usłyszałam głos Sena.
       - Mówiłem, że nic mu nie jest. - parszywy tchórz, przez cały czas chował się z tyłu, a to przecież on ją tu przyprowadził.  - Chodźmy, wódz czeka.
       - Nigdzie nie idziemy. - odpowiedziała kobieta. - Zabieram go do domu. - Sin wyglądał na zdezorientowanego, spojrzał na mnie szukając pomocy. Nie wiedziałam co mam robić. - Wracajmy - uśmiechnęła się do wojownika.
       - Nie - powiedział zimno i odepchnął kobietę, podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. - Zostaję tutaj. - było źle, kobieta spuściła wzrok, byłam pewna ze zaraz wybuchnie. - Nie znam cię, wynoś się stąd. - na te słowa policzkowała go. Cisza. Nikt nie odezwał się nawet słowem. Sin i ta kobieta mierzyli się wzrokiem.
       - Co się tu dzieje? - Edsar w końcu się pojawił. Miał groźną minę, nie spodobało mu się to co zobaczył. Dwóch jego ludzi ciężko rannych i pobojowisko dookoła.
       - Wystąpiły komplikacje - wyjaśnił Sen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Kwi 04, 2017 6:18 pm




     Drale dogonił nas kiedy byliśmy już spory kawałek od wioski. Nie był zadowolony, ale musiał wykonać rozkaz ojca, który dotyczył jego dołączenia do wyprawy. Miał nas przeteleportować w odpowiednie miejsce i chociaż nie chciałam tego przeżywać, i tak musiałam na to przystać i pozwolić się doprowadzić na miejsce. Nie spodziewałam się, że ten rodzaj magii miał takie tragiczne skutki. Wystarczyło, że dotarliśmy do celu, że się zatrzymaliśmy, a mój żołądek zawirował. Zakręciło mi się w głowie i musiałam odejść od grupy, żeby złapać oddech. To było okropne uczucie i mimo, że wiedziałam, że wystarczyło się przyzwyczaić, wcale nie chciałam tego powtarzać.
     - Taka słaba, a wysłali cię na misję ratunkową – rzucił Drale, a Lailah od razu dopytywała się czy wszystko w porządku. Poza tym, że miałam zawroty głowy, żołądek chciał zwrócić posiłek, a ciało mi drżało to chyba było dobrze. Przynajmniej jak na pierwszy raz i ostatni.
     Dopiero kiedy odzyskałam wyraźny pogląd zauważyłam pobojowisko. Nietrudno mi było zgadnąć, że winowajczynią była Michelle. Ostrza zniszczyły tę część, a dwoje pół-żywych ludzi jęczało z bólu. Musiałam zdobyć tę moc, ale nie teraz. W tej chwili mój wzrok padł na białowłosego wojownika.
     - Si… – przez chwilę myślałam, że krzyknę, ale powstrzymał mnie widok jego z żoną. Nie wiedziałam czy powinnam coś robić i czy w ogóle byłam tutaj mile widziana, skoro to przeze mnie opuścił wioskę. Poza tym jakiś obcy mężczyzna mroził nas wzrokiem, który coś mi przypominał… Nie wiedziałam tylko co. Następnie akcja się zaogniła, kiedy Raan i Lailah od razu rzucili się do ataku. Pierwszą rzeczą, którą zrobiła medyczka było pociągnięcie niebieskowłosej do tyłu, a ja w tym czasie stałam jak kołek. No co ja miałam tutaj zrobić? Przecież nie umiałam walczyć, ani korzystać ze swoich mocy! Jasne, trenowałam przez te dwa tygodnie, ale to było nic w porównaniu z całym życiem. Nie mogłam się też ruszyć przez Sina, który nie przypominał siebie. Czy on patrzył na Michelle tak, jakby ją widział pierwszy raz w życiu? Co się stało kiedy mnie nie było?!


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Wto Kwi 04, 2017 6:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Kwi 04, 2017 6:19 pm


    Nie podobało mi się to co widziałam. Sin miał dziwne spojrzenie i jeszcze ta kobieta, która praktycznie była do niego przyklejona. Nie wyglądała na groźną ale pozory zawsze mogły mylić. Poza tym, dlaczego Sin w ogóle nie reagował na nasz widok? Obojętność malowała się na jego twarzy, nawet kiedy zobaczył Adanthir.  Miałam złe przeczucia, nie wróżyło to nic dobrego.
     Raan odwrócił ich uwagę atakując Sena, w tym czasie pociągnęłam Michellem do tyłu i zapytałam co się stało. Nie odpowiedziała, wpatrywała się w Sina tęsknym spojrzeniem. Adanthir również wyglądała na zbitą z tropu, choć to samo mogłabym powiedzieć o sobie. Nie umiałam wytłumaczyć co się stało choć miałam już pewne podejrzenie.
     Kiedy Sen i Raan wymieniali się ciosami wysłałam groźne spojrzenie do Drale, który cały czas stał za nami ze skrzyżowanymi na piersiach rękami.  
     - Może byś pomógł z łaski swojej?- rzuciłam z wyrzutem, sama postawiłam wokół naszej czwórki barierę, nikt jeszcze nie ruszył aby nas zaatakować ale ostrożności nigdy za wiele.
     - Hmph... Moim zadaniem było uratowanie Michelle, która jest już bezpieczna - uśmiechnął się bezczelnie, testował moją wytrzymałość. Byłam wściekła, jak mógł w takiej chwili zgrywać cwaniaczka? - Poza tym - uśmiech znikł z jego twarzy. - Moja moc jest blokowana  przez jednego z nich. - na te słowa zaczęłam szukać źródła, które byłoby tego przyczyną. Za nim odnalazłam cokolwiek poczułam wielki wstrząs, o mało nie straciłam równowagi. Białowłosy mężczyzna kopał w moją barierę z taką siłą, że ledwie byłam w stanie ją utrzymać.
     - Zabije cię ty $#%# - krzyknął w stronę Michelle, ta jednak ani drgnęła, cały czas patrzyła się prosto w Sina. Co tu się do cholery jasnej stało!?
Traciłam kontrolę nad barierą. On był zbyt silny, Drale nadal nie zamierzał nic zrobić, Adanthir nie potrafiła walczyć a Raan był zbyt zajęty Senem.
     -Michelle! - kopnęłam dziewczynę wyprowadzając ją z transu. Natychmiast zaatakowała chłopaka, a ja skupiłam się na obserwacji. Musiałam znaleźć tego wojownika.
     - Trzysta metrów na wprost - powiedział Drale a ja spojrzałam we wskazanym przez niego kierunku, niestety na drodze stanął mi inny obraz, Sin obejmujący tamtą kobietę, w dodatku robił to z taką czułością i troską, że... pokręciłam głową, to teraz nie jest najważniejsze tłumaczyłam sobie w duchu. Ujrzałam mężczyznę, o którym mówił Drale i krzyknęłam do Raana aby się nim zajął.
     Kiedy ruszył w jego stronę Sin go zatrzymał i zaatakował swoim sztyletem. Myślałam, że chyba śnie... choć teraz wiedziałam, że to na pewno sprawka jakiegoś zaklęcia i byłam również całkiem pewna, że winowajczynią była ta kobieta. Nie było możliwości, żeby Sin atakował nas z własnej woli, to było wręcz niemożliwe.
     Pobiegłam w stronę Raana i Sina zostawiając Drale i Adanthir bez bariery, miałam tylko nadzieję, że ten zimny drań ruszy dupę jeżeli coś zagrozi księżniczce. Nie wybaczę mu jeżeli spadnie jej choć jeden włos z głowy. Byłam już bardzo blisko Sina ale nagle białowłosy mężczyzna rzucił się w moją strone, w ostatniej chwili stworzyłam tarczę jednak nie obyło się bez upadku. Naszego upadku. Leżał na mnie i trzymał sztylet w odległości mniej więcej 10 cm od mojego oka. Siłował się z moją mocą jeszcze przez chwilę, po czym uśmiechnął się lubieżnie i drugą rękę włożył pod moją sukienkę. Zaczął dotykać mnie tam gdzie nie powinien, a ja nie mogłam nic zrobić. Obie dłonie trzymałam nad twarzą tworząc barierę. Raana zobaczył to i próbował mi pomóc ale Sin nie odstępował go o krok. Od dotyku tego mężczyzny robiło mi się niedobrze, był brutalny i nachalny, a co najgorsze efektywny. Powoli traciłam siły ale na szczęście Drale postanowił w końcu ruszyć się z miejsca. Był szybszy od białowłosego i kopnął go mocno w brzuch zrzucając ze mnie. Pomógł mi wstać i przyciągnął do siebie.
     - Należy mi się za to nagroda. - powiedział
    - W twoich snach - odepchnęłam go. Usłyszałam kolejny krzyk. Michelle właśnie wykańczała swojego przeciwnika, nachyliła się aby zadać mu ostateczny cios ale zamarła w pół ruchu. Sin? Odwróciłam się w jego stronę, był nagi od pasa w górę dlatego nie uszło mojej uwadze to, że jego talizman świeci jasnym światłem. Tak nie powinno być... Raan zaatakował i zranił Sina w klatkę piersiową, z rany sączyła się krew, a on sam klęknął. Michelle zamiast wykończyć młodego feniksa biegła w stronę rannego.
     - SIN! - krzyknęła, nie Michelle lecz tamta kobieta. Michelle wiedząc to posłała w jej stronę ostrza, które zatrzymały się kilka milimetrów od ciała Sina, który chciał przyjąć na siebie atak. Pogłaskał kobietę po policzku.
     - Adanthir, jesteś cała? - słysząc to zamarłam. Czy on właśnie nazwał ją Adanthir? Nie mogłam w to uwierzyć... co oni mu zrobili... nie wybaczę im... nie wybaczę!!  Niestety Sin był szybszy niż ja, sparaliżował wszystkich poza mną i Drale'm, ponieważ akurat sekundę wcześnie postawiłam wokół nas barierę. Białowłosy, którzy przed chwilą mnie zaatakował zaśmiał się w niebogłosy. Również moc Sina go nie dosięgła, szedł teraz wolnym krokiem w kierunku Michelle. Miałam bardzo złe przeczucia. Postawiłam przed nią barierę ale rozbił ją jednym uderzeniem, cholera jasna, czyżby wcześniej się po prostu ze mną bawił? Czułam narastający gniew przez własną niemoc.. Mężczyzna ukucnął i złapał Michelle za podbródek.
     - Teraz będziesz już moja. - pocałował ją. Raan zaczął wykrzykiwać w jego stronę niepochlebne epitety, pod którymi całkowicie się podpisywałam.
     - Lailah jest źle... - wyszeptał Drale. Spojrzałam na niego, nigdy nie wiedziałam go z takim wyrazem twarzy. Jeżeli Drale był zaniepokojony to znaczyło kłopoty, ogromne kłopoty. Mój wzrok wrócił na tamtą dwójkę, mężczyzna wyraźnie się zabawiał całując ją w ten sposób, obrzydliwy sposób, jeździł językiem po jej ustach i cmokał ją cały czas. Co dziwniejsze Michelle nie oponowała, wyglądała na zachwyconą. - Jego moc... sprawia, że każda osobą, którą pocałuję jest w nim za zabój zakochana. - głośno przełknęłam ślinę. Drale nie może korzystać z mocy, Adanthir też nie, Raana wygląda już na zmęczonego a Michelle miała przejść na ich stronę. Oj tak... jest źle...
     Michelle i mężczyzna wstali i od razu ostrza poleciały w naszym kierunku. Moja bariera pękła w sekundę i gdyby Drale mnie nie przyciągnął do siebie to samo stałoby się ze mną. Białowłosy się uśmiechał, bawiła go ta sytuacja. Kolejny atak i kolejny, następny i następny. Traciłam siły. Na szczęście zbliżyliśmy się do Raana i Adanthir więc moc Sina została dezaktywowana.  Kolejny i kolejny atak. Cholera! Nic dziwnego, że to pupilka Ojca, ta moc była zbyt potężna, nie mogłam się z nią równać. Żadna z moich barier nie wytrzymała nawet sekundy ze starciu z jej ostrzami. Z ciężkim serem ale musiałam to przyznać. Przegraliśmy i to z kretesem. Nie przewidziałam, że mają takiego asa w rękawie. To wszystko moja wina... to przeze mnie wszyscy...Wzięłam głęboki oddech, spojrzałam na Sina, który nadal trzymał w objęciach fałszywą Adanthir, spojrzałam na Adanthir i Raana, nawet na Drale. Cierpienie, wszędzie widziałam tylko cierpienie.  To właśnie moim zadaniem było ich wszystkich chronić. To właśnie powinnam zrobić...
     OCHRONIĆ ICH.
     - Ogień, który płonie w moim sercu
Jest tym, którego nikt nie zgasi.
Nawet gdy moje ciało miałoby stanąć w płomieniach
Zginę dla ludzi, których pragnę ochronić.
- poczułam wewnętrzny ogień, symbol znajdujący się na moich plecach palił się jasnym blaskiem.
     - Drale, zabierz ich stąd.- uśmiechnęłam się do Adanthir i Ranna. To było pożegnanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Kwi 04, 2017 6:27 pm




     Wszystko działo się zbyt szybko. Drale w ogóle się nie dołączał na samym początku, stojąc jak kołek i wyjaśniając, że jedynym jego celem był uratowanie Michelle, SAMEJ Michelle. O Sinie już nie wspomniał, a i on nie wyglądał tak, jakby chciał ratunku. Serce mi się krajało, kiedy patrzyłam jak obejmował tę kobietę. To bolało, cholernie bolało. Myślałam, że już gorzej być nie mogło, ale myliłam się. W jednej chwili Lailah twardo stała na nogach, a w drugiej jakiś kretyn ją obmacywał i dopiero wtedy Drale łaskawie się ruszył. Jakby tego było mało Sin powstrzymał Michelle. Zatrzymał ją, jakby nie była dla niego nikim ważnym. Z każdą kolejną sekundą było tylko coraz gorzej, a ja czułam jak coś w moim wnętrzu narasta. Bardzo skutecznie i bardzo szybko. Niemal słyszałam huk, jaki wydawało moje serce, kiedy pękło na miliony kawałeczków, słysząc Sina, nazywającego wroga moim imieniem. Mimo, że nie walczyłam, zaczynało mi brakować oddechu. Płuca mi się kurczyły, ciało drżało, a ja traciłam tlen. W pewnym momencie zgięłam się w pół, czując ten ból, rozsadzający moją klatkę piersiową. A potem było tylko gorzej. Wzrok, który widziałam u Lailah był tym samym, który dostrzegłam w ostatnich sekundach życia Dorthasa. Ten ból, ta rozpacz, to pożegnanie… Nie mogłam już wytrzymać. Moja przyjaciółka, za którą uważałam Lailah miała zginąć. Mężczyzna, którego kochałam był w stosunku do mnie obojętny. Mój mąż bardziej przejął się tym, że ktoś całował Michelle niż tym, że ja przestawałam oddychać. A ja… Ja nic nie zrobiłam, żeby im pomóc. NIC, mimo że mogłam wiele.
     - Nie mo… – zaczęłam, zaciskając w dłoni materiał ubrania, które zakrywało mój biust. Serce waliło mi jak szalone, niczym dzwon oznajmiający narodziny pierworodnego potomka króla. Głośno, zagłuszając wszystko, co było dookoła. Cały kraj miał to słyszeć. – Nie… mogę… od… oddychać – wydukałam, opadając na jedno kolana i podpierając się wolną ręką o ziemię. Wielkimi haustami łapałam powietrze, ale ono zdawało się ode mnie uciekać. Nie było trudno zgadnąć czyja moc się we mnie uaktywniała. Tylko jedna osoba miała ją powiązaną z otoczeniem i ciałem. W końcu to Ario nas unieruchomił przy ziemi, podczas mojego pierwszego treningu.
     - Adanthir? – Raan w końcu się mną zainteresował, ale to już nie działało.
     - Odsuń się… – wydukałam, a on złapał mnie za ramiona.
     - Co ci jest?
     - ODEJDŹ!! – krzyknęłam w ostatniej chwili, błyskawicznie odpychając go ręką. Długo już nie mogłam wytrzymać. Czułam się tak, jakby własna moc mnie wsysała i to nie było nic przyjemnego. W tym momencie współczułam każdemu, kto poczuł na sobie moją umiejętność, bo to było tak, jakby ktoś wysysał z ciebie dosłownie wszystko, nawet krew. A ja nie umiałam tym razem tego zatrzymać. W pewnym momencie po prostu wybuchałam. Gwałtownie się prostując, wrzeszcząc najgłośniej jak umiałam, a to całe napięcie po prostu zniknęło. Jednocześnie przez zamglony wzrok widziałam jak wszyscy, którzy nas atakowali lądują na ziemi. Niestety więcej nie osiągnęłam, bo poczułam mocne uderzenie w brzuch i wszystko ucichło, a ja straciłam przytomność.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Wto Kwi 04, 2017 6:27 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Kwi 04, 2017 6:27 pm


       Już z pierwszymi wersami ostatecznej pieśni poczułam jak moje ciało się zmienia. Ostateczna pieśń, hah idealne określenie. Gdyby żyła moja matka to na pewno byłaby ze mnie dumna. Przez cały swoje życie ani razu nie uciekłam, ani razu nie okryłam się hańbą dlatego też i teraz zrobię wszystko by tego nie zmienić.
       - Nie pozwólcie im uciec! - krzyknął ich białowłosy przywódca. Po moim trupie...
       Michelle wysłała salwę ostrzy w naszym kierunku, ale wszystkie zniknęły kiedy tylko wystawiłam rękę przed siebie. Czułam jak cała moja życiowa energia kumuluje się dokładnie w moich palcach tworząc miliony małych barier, które chronią moje ciało. Kilka z nich wysłałam w stronę potężnego ataku naszej Michelle i zniknął on szybciej niż się pojawił.
       - Niemożliwe... - wysyczał znów białowłosy.
       - Nigdy, przenigdy nie ustąpię
niech każdy zapamięta me imię,
W imię sprawiedliwości wnoszę pieśń
dla siebie i dla tych co walczą ze złem.
-
       Powolnym korkiem szłam do ich przywódcy. To on był moim celem. Michelle tym razem pobiegła żeby mnie zaatakować ale odepchnęłam ją jednym ruchem ręki i z hukiem uderzyła w jeden z namiotów. Podobało mi się to, choć raz to ja byłam tą co rozdaje karty.
        Nie potrzeba za mną ronić łez,
gdyż odrzuciłam cały swój strach.
Dla ciebie i dla innych ocalę przyszłość
przyrzekam na moją dumę.

      Poczułam jak szabla przebija na wylot moje ciało. Odwróciłam się do tyłu i zobaczyłam jakiegoś młodego feniksa, mógł mieć nie więcej niż trzynaście lat. Nie chciałam go zabijać więc odepchnęłam go barierą tak samo jak Michelle a następnie wyjęłam miecz z mojego ciała. Rana zasklepiła się w niecałą sekundę. Strzepnęłam krew z rapiera jednym szybkim machnięciem.
       Podbiegłam do lidera ale zablokował mój atak, tym razem to ja się uśmiechałam. Czułam jak przeszywa mnie kolejne ostrze, tym razem Sina. Zawsze byłam tą która stała z tylu i przyglądała się jak inni walczą, nigdy sama nie potrafiłam tego robić, inaczej... bałam się to robić. Bałam się odebrać komuś życie, nie chciałam nosić tak ciężkiego brzemienia przez resztę moich dni. Dlaczego więc zdecydowałam się zostać ze smokami? Dlaczego nie odeszłam kiedy miałam szanse, w oczach innych byłam nic nie wartym śmieciem. Odrzutem bez wyjątkowej mocy. A teraz? Kim byłam teraz?
       - W imię czego mój głos rozbrzmiewa?
W imię czego istnieje moja pieśń?
Zdecydowałam że nikogo już nie stracę
moja moc jest tą, która zdziała cuda.

       Odepchnęłam mężczyzn od siebie, moje ciało ponownie uleczyło się w mgnieniu oka. Nie zostało mi dużo czasu ale należycie go wykorzystam. Całe swoje życie byłam pomiatana i niedoceniana tylko dlatego, że moja moc była słaba? Tylko dlatego, że moja moc nie służyła do zabijania? Żałosne. Naprawdę żałosne.
       Zaatakowałam lidera i szybkimi cięciami cięłam jego skórę, drobne czerwone rany, których tyle widziałam, których tyle uleczyłam. Doskonale wiedziałam gdzie uderzyć, nigdy nie byłam silna, ale zamiast płakać i użalać się nad sobą ciężko pracowałam. Nauczyłam się wielu rzeczy sama. Wiedziałam jak uratować komuś życie, ale również jak je komuś odebrać.
       - Cholera! - krzyknął i odskoczył, na jego miejsce wkroczyła Michelle uderzając mnie swoją glewią, odleciałam kawałek do tyłu ale nie straciłam równowagi. Miałam rozcięty brzuch, ale rana zniknęła tak szybko jak się pojawiła.
       Nigdy nie przegram wojny, którą toczę
Niech cały świat zaśpiewa, zaśpiewa na moją część.
Wywalczę dla was jutrzejszy dzień
dzień, którego nie dożyje mój płomień.

       Sin i Michelle cały czas mnie atakowali, nie chciałam im robić krzywdy dlatego przyjmowałam na siebie wszystkie ich uderzenia. Chciałam zabić białowłosego feniksa, ale nie wiedziałam, że nie dam rady. Może i byłam silniejsza i zwinniejsza, ale nadal miałam braki w warsztacie szermierskim. Udało mi się odepchnąć Michelle ale sztylet Sina wbił się w moje ciało.
       Nigdy nie przegram wojny, którą toczę
Niech cały świat zaśpiewa, zaśpiewa na moją część.
Wywalczę dla was jutrzejszy dzień
dzień, którego nie dożyje mój płomień.

       Białowłosy był zbyt daleko, zawiodłam... nie potrafiłam go zabić, nie potrafiłam uwolnić Michelle spod jej klątwy. Moja pieśń już dobiegała końca. Przynajmniej Drale i reszta uciekli. Wiedziałam, że Adanthir nigdy mi tego nie wybaczy, kiedyś może i była kimś kto chciał by ludzie walczyli poświęcali za nią swoje życia, ale to już dawno się zmieniło. Nie chciała ranić Sina, chciała walczyć sama, bronić się sama. Zmieniła się. Nie była już tą rozpieszczoną księżniczką, stała się dobrym człowiekiem, moją przyjaciółką.
       W końcu zdałam sobie sprawę
W końcu wszystko zrozumiałam.

       Sztylet Sina wbijał się coraz głębiej w moje ciało. W związku z tym nie zrobiłam nic, złapałam go tylko za ramiona i zbliżyłam nasze twarze.
       Śpiewam aby pokazać, że żyłam,
śpiewam aby nadać życiu sens!!!!!!!!!!!!

       Udało mi się, zrobiłam pierwotnie to co było moim celem. Znalazłam się blisko Sina, blisko jego ciała, blisko jego ust. Pocałowałam go, mimo że wcześniej nigdy nie zebrałam na to odwagi. Znalazłam pieczęć na jego pamięci i rozbiłam ją na tysiące małych kawałków.
       - SIIN!!- usłyszałam głos tej kobiety, poczułam jak łzy spływają po moich policzkach. To nie były moje łzy, tylko Sina.
       Nigdy nie poddam się bez walki,
niech każdy zapamięta me imię,
W imię sprawiedliwości wnoszę pieśń
dla siebie i dla tych co walczą ze złem.
Pozostanę w waszych wspomnieniach,
pozostanę tam już na zawszę.
Zapamiętajcie mój uśmiech,
zapamiętajcie mą pieśń
Zawsze podążałam za swoim sercem
przyrzekam na moją dumę.


Ostatnio zmieniony przez Rencia dnia Wto Kwi 04, 2017 6:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Kwi 04, 2017 6:30 pm




     Miałam zawroty głowy i było mi niedobrze, kiedy się obudziłam. Otworzyłam oczy i przez chwilę wpatrywałam się w sufit, dopóki nie poczułam tego… czegoś. Moje ciało wypełniło coś, co sprawiło, że wiedziałam, co się działo. Informacja o tym została mi podana jeszcze w wiosce Feniksów, ale dopiero w tym momencie do mnie dotarła. Kiedy niemal czułam ostatni oddech Lailah, a potem pustkę. Podniosłam się do siadu, złapałam za materiał ubrania w okolicach klatki piersiowej i zaczęłam drżeć. Już nie miałam siły tego w sobie trzymać. Te ostatnie tygodnie to była dla mnie katorga, a teraz jeszcze zginęła moja jedyna przyjaciółka. Nigdy nie miałam takiej osoby. Księżniczka musiała skupiać się na obowiązkach i tym, co powinna była umieć, a jeśli już się z kimś zadawać to tylko z rodami o tak samo wysokim statusie. Mogłam śmiało powiedzieć, że medyczka była moją pierwszą i jedyną przyjaciółką, a teraz jeszcze i ona dołączyła do coraz bardziej wydłużającej się listy bliskich mi osób, które zginęły. To było ponad moje siły i nawet próby udowodnienia Raanowi, że poradziłabym sobie sama, nie miały już znaczenia. Po prostu zaczęłam rzewnie płakać. Słyszałam, że na zewnątrz ktoś wpadł w furię, ale to się dla mnie nie liczyło.
     - Ona jest martwa – wydukałam w przerwach pomiędzy kolejnymi łzami. Raan spojrzał na mnie i zrobił jedyną rzecz, której teraz potrzebowałam, przytulił mnie. Po nim się tego nie spodziewałam, ale czy to miało jakiekolwiek znaczenie? Zrobił to, mimo że nie musiał, a ja się bardziej schowałam w jego torsie i pozwoliłam sobie na tę chwilę słabości. Przynajmniej raz miałam do tego prawo.

     Wcale nie zdziwiło mnie zachowanie ojca. Mogłam się spodziewać, że zdecyduje się wrócić z nami do wioski Feniksów, ale nie przewidziałam, że to nastąpi tak szybko. Wystarczyło, że Ario pojawił się przed nim w pełni sił i dołączył jakiś mężczyzna, a on już organizował kolejną wyprawę. Nie byłam na to gotowa, ale nie dał mi wyboru. Nie minęło wiele czasu, a ja po raz kolejny musiałam znieść mdłości spowodowane teleportacją. Dajcie spokój, miałam tego więcej nie robić! Tym razem przynajmniej nie zwymiotowałam.
     Wojownicy wrogiego plemienia spodziewali się każdego z nas. Białowłosy mężczyzna uśmiechał się wyzywająco, jakby dumnie wypinał pierś informując o śmierci Lailah. Nie musiał, doskonale o tym wiedziałam. Czułam to, chociaż nie mogłam zrozumieć dlaczego.
     Kiedy tylko postawiliśmy stopę na ziemi terenu feniksów, od razu nas zaatakowali. Nie próżnowali i na pierwszy front poszła Michelle. Nie zachowywała się jak ona, stanęła przeciwko smokom, mimo że to z nich się wywodziła. Ze skupieniem atakowała, jakby mogła przewidzieć, gdzie celować, aby było najskuteczniej. W pierwszej chwili nas wszystkich rozdzieliła. Prawdopodobnie po to, żebyśmy sobie nie pomagali. Różowowłosa zdzira się wycofała, chowając za plecami sprzymierzeńców jak tchórz, ale uważnie obserwowała każdego z nas. Jakiś pewny siebie mężczyzna robił dokładnie tak samo, a to ruszyło Raana, który wziął wskazaną dwójkę na siebie. W połowie drogi został zatrzymany przez czyje ostrze i gdybym nie kojarzyła… intensywności Michelle, pomyślałabym że to jej sprawka. Kiedy widziałam jak ten szpikulec celuje prosto w mojego męża, wstrzymałam oddech, przypominając sobie o śmierci Lailah i obiecując, że kolejna osoba już nie zginie.
     - Drale! – warknął mój ojciec, samemu biorąc się za tego, który zaatakował z bratem mnie i Sina w czasie drogi do wioski. Co dziwnie, wykorzystując moc samej  – Ario, chroń go! – dodał, a Drale wycofał się z pola walki i zaczął wszystkich bacznie obserwować. – Adanthir! Rusz się! – mimo, że szczerze go nienawidziłam, zareagowałam instynktownie. Przez chwilę kręciłam głową, szukając jakiegoś wyjścia, aż w końcu coś mi do głowy wpadło.
     - Nie tak! – zawołałam, bo atakowanie jeden na jednego nie miało sensu. Oni współpracowali i utrudniali to naszej grupie, a jako, że nie byliśmy ze sobą zbyt grani, dawało im to przewagę. – Ojcze, zatrzymaj tamtego sprintera! – krzyknęłam do mężczyzny, a ten tylko parsknął śmiechem, doprowadzając mnie do szewskiej pasji. – Ario, proszę, zatrzymaj go! – powtórzyłam, a on spojrzał na wodza, który stanowczo zaprzeczył. Miałam ochotę tupnąć nogą, ale nie było na to czasu i musiałam zareagować inaczej. Nie mogłam walczyć w starciu broni czy pięści, bo nie umiałam tego, ale mogłam doprowadzić do jak największej przewagi po naszej stronie. – Drale, jak sprawdzasz moce? – zapytałam szybko i rzeczowo.
     - Spojrzenie w cztery oczy – odpowiedział, a ja spojrzałam na ilość feniksów.
     - Poluj! – ryknęłam, a on zdawał się doskonale zrozumieć to, co starałam się mu przekazać. Stanęłam gdzieś z boku i skupiając się najbardziej jak umiałam, oraz przypominając to uczucie, które odebrało mi oddech jakiś czas wcześniej, wyrzuciłam z siebie wszystko na zewnątrz. Wiedziałam, że nie utrzymam tego zbyt długo, dlatego liczyła się szybkość z jaką Drale posprawdza kto jaką miał moc. To było niestety cięższe niż myślałam i już po kilku sekundach opadłam na jedno kolano, ciężej oddychając. Na szczęście Przeciwników nie było aż tak dużo i kiedy już czułam, że więcej nie wytrzymam, Drale wrócił na pierwotne miejsce i wyrecytował moce każdego z naszych wrogów. Przynajmniej mieliśmy teraz jakąś przewagę. Niestety oni nie byli dłużni i tylko fartem udało mi się uniknąć ostrzy Michelle, która była na mnie dosyć… ostra. Gdyby nie interwencja Isumwarda, którego imię usłyszałam przypadkiem podczas wali, prawdopodobnie byłabym już martwa. Na chwilę straciłam kontrolę nad swoim ciałem, a on zdołał mnie wyciągnąć z tych tarapatów i odseparować od niebieskowłosej, którą zajął się Drale. Wydawało się, że sprawiało mu to naprawdę ogromną radość. Jednocześnie zauważyłam, że Sin walczył oko w oko z moim ojcem, któremu udało się pokonać sprintera. Jakby to nie wystarczyło, Eril najwidoczniej wypatrzyła swój cel i dołączyła do białowłosego, prawdopodobnie mówiąc mu o zatrzymaniu Ojca, aby mogła zainterweniować. Widziała, że miał nad nami kontrolę i chciała mu ją odciąć. Ario w tym czasie ruszył na mężczyznę, który stał wcześniej z tyłu, co nie wyszło na zbyt dobre. Tamten zablokował mu moc i musieli się zmierzyć na poziomie umiejętności fizycznych. Do mnie natomiast zaczął się kierować białowłosy przywódca feniksów. Pamiętałam, że jego mocą było rozkochanie w sobie kobiet, a ja byłam jedyną po mojej stronie. Musiałam pamiętać, żeby nie dać mu się pocałować, a to było… ciężkie, biorąc pod uwagę moją moc. Miałam przymus wykorzystywania innych.
     - Zgaduję, że po dobroci nie podejdziesz… - bardziej stwierdził niż zapytał, a ja przybrałam pozycję obronną, zakrywając usta za ostrzem sztyletu Dorthasa. Przynieś mi szczęście, ja cię proszę.
     - Hej! – naszą uwagę odwrócił Len, który bez strachu stanął pomiędzy nami, co zdecydowałam się wykorzystać i wycofać. Miałam inny cel i już po chwili bacznie obserwowałam każdego, kto był po mojej stronie i kiedy widziałam jakiś groźny atak, starałam się ochronić daną część ciała mojego sprzymierzeńca przed może nawet śmiertelnym ciosem. Czułam się dziwnie. Mimo, że ta moc za bardzo nie była widoczna, dla mnie wyglądała jak sporej wielkości, jaśniejszy punkt w powietrzu, którym mogłam kierować. Wyglądał jak przezroczysta, bardzo mocna szyba z jakiegoś niezniszczalnego materiału. Niestety byłam świadoma też tego, że stawała się coraz mniejsza i nie wszystkie ataki na daną jednostkę udawało mi się zatrzymać. A już całkowicie zniknęła razem z innymi, które w sobie miałam, kiedy mężczyzna, który wcześniej stał z tyłu obok Eril, a potem walczył z Ario, każdą zablokował. Ario w tym momencie pomagał ojcu, który został zaatakowany przez Eril, ich lidera i Sina. Len leżał nieprzytomny na ziemi, Raan krwawił z rany na brzuchu, która skutecznie ograniczała jego ruchy, Isumward mierzył się z ostrzami Michelle. Wrogowie też nie byli w najlepszym stanie, ale ciężko mi było określić czy byli znowu na wygranej pozycji, czy przegranej. Nie miałam nawet jak, bo wystarczyła chwila nieuwagi, a widziałam jak Sin kierował się prosto na mnie, z mieczem nacelowanym na moje serce. Zaatakował mnie, a ja się obroniłam, co było dla mnie zaskoczeniem. Nie byłam od niego lepsza, a w tym ruchu zdawało się, że właśnie o to chodziło. Chwilę potem zrozumiałam dlaczego. Wystarczyło spojrzeć w jego oczy, żeby zobaczyć, że znowu był sobą. Dlatego wypuściłam z ręki sztylet tak, jakby mi go wybił i pozwoliłam mu na pozostawienie na moim ciele szerokiego, ale płytkiego rozcięcia dla pozoru, zanim nie poczułam na swoich ustach jego ciepłych, znajomych warg.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Wto Kwi 04, 2017 6:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Kwi 04, 2017 6:30 pm


       Smak jej warg, ich miękkość i intensywność, to wszystko sprawiało, że chciałem więcej i więcej. Kochałem ją, tak bardzo ją kochałem ale wiedziałem, że moja miłość nie ma szans na spełnienie. Ona nie była mi przeznaczona a ja nie byłem przeznaczony jej. Bolało, tak bardzo bolało.
       - Bramo, otwórz się - wyszeptałem po raz kolejny łącząc nasze wargi w pocałunku. Otoczyło nas jasne światło,  czułem się w nim bezpiecznie jak w ramionach matki. Ciepło powoli wypełniało moje ciało, łzy spłynęły mi po moich policzkach. Znajome ciepło, Lailah... zabiłem ją, odebrałem ostatnie tchnienie, robiła się coraz zimniejsza i zimniejsza w moich objęciach, nawet umierając się uśmiechała. To wszystko moja wina. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
       Michelle zaatakowała naszą poświatę ale jej ostrza rozbiły się na jej granicach. Przytuliłem Adanthir mocnej, bojąc się, że zaraz mnie odtrąci. Smoki otoczyły nas z każdej strony broniąc przed atakami feniksów. Nie wiedziałem co powinienem zrobić, byłem kluczem ale do całkowitego otwarcia bramy i uzyskania potężnej mocy potrzebny był jeszcze jeden. Michelle.
       Pomimo tego, że moja pamięć była zapieczętowana przez Eril pamiętałem wszystko co się wydarzyło. Pamiętam jak ją całowałem, pamiętam jak ją kochałem, pamiętam jak mnie przytuliła i przepraszała, jak bardzo płakała widząc jak trzymam ciało Lailah. W tamtym momencie Edsar nakazał jej po raz kolejny zapieczętować moje wspomnienia. Nie zrobiła tego, ale udawała, że tak właśnie było. Poczułem z nią wtedy więź, nic porozumienia.
       Dlatego teraz szedłem w stronę Michelle śpiewając, tak samo jak Eril uratowała mnie, ja miałem zamiar uratować Michelle. Byliśmy połączeni, jedne życie, jedna pieśń. Razem już na zawszę.
       - Przez wieczność, która wciąż powtarza swój bieg,
W ciemności nieograniczonej samotności.
Zawsze byłaś tą, której szukałem.
Przyciągała nas przysięga, nasza wieź.
- śpiewałem dla Michelle, nie aktywowałem swojego symbolu, chciałem obudzić jej serce, jej bezgraniczną miłość dla mnie. Feniksy były w każdej chwili gotowe do ataku, żaden jednak nie ruszył w moją stronę. Bali się? Moce Lafa nie działały, tak samo jak moce Salvara, nikt nie był w stanie powstrzymać mojego symbolu, którego światło przenikało przez skórę.
       Stanąłem na przeciwko Michelle, nie atakowała ale jej oczy nadal były puste. Powtórzyłem więc jeszcze raz.
       - Przez wieczność, która wciąż powtarza swój bieg,
W ciemności nieograniczonej samotności.

       - Byłeś tym, którego szukałam.
       - Zawsze byłaś tą, której szukałem. - wyciągnąłem do niej dłonie, nasze palce splotły się w sekundę i przysunęliśmy się do siebie bardzo blisko, nasze twarze prawię się stykały.
      Przyciągała nas przysięga, nasza wieź.
Nawet kiedy jesteśmy daleko siebie
łączy nas niewidzialna czerwona nić przeznaczenia.
- śpiewaliśmy razem.
       -Daleko poza czasem
       -Wypełnionym przez zgubny los.
       Stoimy tam teraz razem, czekając na swój koniec - dokończyliśmy. Michelle patrzyła na mnie tym pełnym miłości spojrzeniem. Pokonałem Edsara, pokonałem jego moc.
       -Niemożliwe! - krzyknął. Ojciec tylko się zaśmiał i rzucił do mojego brata z pogardą.
       - To moje dziecko, czego się spodziewałeś? - zaśmiał się. "Dziecko", na pewno mówił o Michelle. Sam nie wiedziałem jak to się stało, byłem gotów zginąć, zostać przebity jednym z jej ostrzy ale ona tego nie zrobiła. Musnęła moje wargi i zaczęła pieśń od początku, tym razem nasze symbole zaświeciły jasnym blaskiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 465
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Kwi 04, 2017 6:31 pm




     To było tak, jakbym weszła do chłodnej wody po całym dniu upalnych temperatur. Smak jego ust, dotyk dłoni, łzy, które czułam w ustach, moje i jego, zmieszane w jedno. A jednak nie trwało to długo. Było ciepło, cudownie, ale nietrwale. Mimo, że był szczery czułam, że to nie mogło być tak nie pięknie, że nie mogliśmy tego ciągnąć. Odsunął się i chociaż chciałam to zrobić, nie zatrzymałam go. Po prostu obserwowałam jak się oddala w stronę Michelle, jak na nią patrzy. Słyszałam słowa pieśni i mimo, że zakryłam uszy, ona nie ucichła. Nie mogłam tego słuchać. To było jak obserwowanie, jak własne serce powoli przestaje bić po tym, jak zostało usunięte przez medyków. To były najgorsze tortury świata. Ten tekst, tak pełen emocji, tak jednoznaczny. To było jego celem? To chciał osiągnąć? Tak bardzo mu się podobało krzywdzenie każdego, kogo miał w swoim otoczeniu? Czułam się tak, jakby mój własny, biologiczny ojciec, znęcał się nade mną, niszczył moje ciało, moje serce, moją duszę… Musiało mu to sprawiać przyjemność. Oglądać jak ludzie się łamią psychicznie, jak tracą swoją osobowość, jak po prostu zanikają. Chciał mieć wszystkich takich jak Ario i skoro tak bardzo mu się to podobało, to miałam zamiar mu to dać.
     - Zamknij się… – zaczęłam, słysząc jego komentarz. – Zamknij się! Zamknij się! ZAMKNIJ SIĘ! TY TYLKO NISZCZYSZ! WSZYSTKO! RODZINĘ, PRZYJACIÓŁ, MARZENIA, PRAGNIENIA, UCZUCIA… TY WSZYSTKO NISZCZYSZ! – krzyknęłam w stronę ojca, by chwilę potem zamknąć oczy. Miałam już tego dość. Nie byłam niezniszczalną, pustą skorupą, na którą nic nie działało. Nie byłam NIM. Przynajmniej nie do tej pory, ale już nie mogłam. To było dla mnie za wiele. Dlatego odszukałam tę jedną, konkretną moc, myśląc o tym jak ironiczne będzie wykorzystanie mocy ukochanego do zniszczenia samej siebie, ale ja już nie chciałam tak cierpieć. Inni mogli to wytrzymać, ja nie dawałam rady. Skupiłam się na tym jednym, co chciałam osiągnąć. Wyobraziłam to sobie jako sznurek, którym przewiązałam to, co najgorsze i po prostu pociągnęłam. Zrobiłam to, wizualizację odzwierciedlając w rzeczywistości i rzucając na samą siebie klątwę. Całą energię, którą wytworzyłam poprzez ten efekt zebrałam w dłoni, którą zaraz potem uderzyłam się w miejscu, w którym miałam serce. I nagle, wszystko to, co tak na mnie wpłynęło zniknęło. Po prostu zobojętniało. Jak w tym momencie spojrzałam na pocałunek Michelle i Sina, na ich bliskość… nie ruszało to mnie. Już nie. A moc, którą ciężko mi było kontrolować przez wyrzuty sumienia, nagle stała się dla mnie tak naturalna jak ręka. Nie miałam żadnych wyrzutów sumienia, kiedy wszyscy w moim pobliżu, i smoki, i feniksy zostały wgniecione w ziemię. Oglądanie ich ciał, które usilnie próbowały zwalczyć efekt też na mnie nie zadziałało. Po prostu patrzyłam i czekałam na to, kto ulegnie pierwszy. Kto pierwszy zacznie błagać o przerwanie i czy w ogóle ktoś się na to skusi. Czy może będą tak leżeć dopóki ja nie odpuszczę.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Wto Kwi 04, 2017 6:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 381
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Wto Kwi 04, 2017 6:32 pm


     Popatrzyłem na Adanthir kiedy zaczęła krzyczeć, chciałem ruszyć w jej stronę ale moc Ario przygniotła mnie do ziemi. To było silniejsze niż ostatnim razem ale udało mi się lekko unieść głowę i zdziwiłem się widząc leżącego ojca a obok niego wiernego psa. Nie mogłem wierzyć własnym oczom, Adanthir stała nad wszystkimi z tępym wyrazem twarzy, nie było w nim żadnych emocji, żadnych uczuć niczego.
       - Adanthir! - krzyknąłem ale nie było żadnej reakcji. Cholera, moje ciało zaczęło odczuwać przeciążenie spowodowane przerwaniem pieśni, wiedziałem, że Michelle czuje się podobnie. Pamiętałem słowa Lailah, pamiętałem to, że każda pieśń drastycznie skraca moje życie. Teraz przynajmniej wiedziałem dlaczego, nie byłem smokiem tylko feniksem. Moje ciało nie było przystosowane do smoczych technik.
       Skupiłem resztkę swoich sił aby podnieść swoje ciało ale bezskutecznie. Nie miałem wyboru, musiałem użyć pieśni, wiedziałem, że tym razem zginę ale przynajmniej przywrócę Adanthir do normalności. Zrobię dla niej to co Lailah zrobiła dla mnie. Ona odrzuciła strach, nie bała się konsekwencji a ja? Serce zadrżało mi na samą myśl o śmierci. Dlaczego musiałem być taki żałosny? Dlaczego!
Nagle poczułem się niebywale lekki, zerwałem się szybko na nogi i zobaczyłem jak Sen obejmuję Adanthir i próbuje ją pocałować. Miałem ochotę go zabić, rozerwać na strzępy.Zanim jednak zdążyłem cokolwiek zrobić on już znikł.
       Nie obchodziły mnie teraz feniksy ani żadna walka, podbiegłem do Adanthir i objąłem ją mocno, odpychała mnie ale nie miałem zamiaru puszczać. To moja wina, to wszystko moja wina. Użyła mojej mocy aby to siebie skrzywdzić, czułem się fatalnie, jakby ktoś wbił mi nóż w plecy nie raz a przynajmniej tysiące. Pocałowałem ją i mimo, że tym razem nie oddawała pocałunków nie przestawałem. Chciałem ją odmienić ale nie umiałem, nie potrafiłem niwelować własnych mocy....
       Niwelowanie mojej mocy... jest jedna osoba, która to potrafiła. Starszy z braci feniksów. Problem leżał w tym, że nie było możliwości aby zgodził się pomoc, nie po tym jak zabiliśmy jego młodszego brata. Myśl, myśl! W tym momencie podszedł do mnie Drale i odepchnął od księżniczki.
       - Wszyscy jesteście żałośni. Nie potraficie poradzić sobie z własnymi problemami i waszą jedyną drogą staje się ucieczka. Nie po to Lailah straciła swoje życie... - pocałował Adanthir a jego oczy wydawały się smutne, nie mogłem uwierzyć, że Drale tak bardzo przejął się śmiercią dziewczyny. Czy to możliwe, że była dla niego kimś więcej?
       Adanthir odepchnęła Drale kiedy tylko wróciła do siebie, on złapał ją za nadgarstek i przyciągnął blisko siebie. - Zrób tak jeszcze raz a przysięgam, że ... - zabrakło mu słów. Puścił ją i odszedł w stronę feniksów. -Zabije was wszystkich %^%$^ - na ogół spokojny i wyluzowany Drale stracił panowanie nad sobą, był to rzadki widok.
       Nie obchodził mnie jednak Drale i jego problemy, obchodziła mnie Adanthir. Objąłem ją i tym razem nie miałem zamiaru puszczać.
       - Myślałem, że cie straciłem- wyszeptałem jej do ucha. -Kocham cię, kocham cię, kocham cię. -przycisnąłem ją mocniej do siebie. Walka trwała w najlepsze ale ja nigdzie się nie wybierałem. Bałem się, że jeśli ją puszczę to znów zrobi coś przez co pęknie mi serce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   

Powrót do góry Go down
 
Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 25Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 15 ... 25  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: