IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 15 ... 25  Next
AutorWiadomość
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 7:52 pm




     Oglądanie uczuć, którymi kobieta darzyła Sina było bolesne. Przywołało do mnie momenty, w których to ja patrzyłam się tak na Dorthasa. Był silny, wysportowany i chociaż wszystkim wydawał się zimny, przy nim było mi najcieplej. Nawet ogień, który parzył nie mógł równać się z tym, jak się czułam przy swoim przyjacielu. I właśnie tę osobę straciłam, najbliższą memu sercu. Jedyną, która opiekowała się mną przez sympatię i więź, a nie dlatego, że byłam księżniczką. Widok Sina w objęciach jego żony był dla mnie torturą, więc skupiłam się na płomieniach tańczących w mroku. Niestety odruchowo podniosłam wzrok, kiedy usłyszałam głos wojownika. Nawet sekundę się na niego nie patrzyłam, od razu odwróciłam spojrzenie. Miałam ochotę zanieść się płaczem, ale jednocześnie byłam wściekła. Dlaczego?
     Z samego rana wcale nie czułam się lepiej i nie zanosiło się na to. Nie mogłam przestać spoglądać na tę dwójkę, czując narastającą w gardle gulę. Zazdrościłam im tego co mieli, bo ja nie miałam na to szans. Utraciłam to i to głównie przez Sina. Nawet to, jak ostatnio zaczęłam na niego patrzeć nie odpychało momentu, w którym przebił mężczyznę, którego kochałam. Jak mogłam wcześniej to ignorować i pozwolić sobie na takie otwarcie?
     Podniosłam się i poprawiłam ubranie. Kiedy podniosłam wzrok, dostrzegłam jedynie postać Sina lecącą w moim kierunku i złapałam go, ale tylko odruchowo. Gdyby dał mi chwilę na zastanowienie, zapewne pozwoliłabym mu upaść na ziemię.
     - Masz rację – powiedziałam zimno, pchając go tak, że stanął na nogach. – Musimy ruszać – żebym mogła zaszyć się w domku wysuniętym najdalej od reszty i stamtąd nie wychodzić. Rzecz jasna nikt nie usłyszał moich myśli, a ja sama nie miałam zamiaru mówić na głos. Puściłam pierwszą kobietę, za nią mężczyznę, a sama rozejrzałam się dookoła. Następnie podbiegłam do MAŁŻEŃSTWA i maszerowałam kawałek za nimi, chcąc jak najszybciej dotrzeć na miejsce i mieć w końcu święty spokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:06 pm


        Czułem od niej chłód, to nawet nie była już złość tylko chłód obojętności. Byłem pewien, że gdyby nie to w jakim jestem stanie zrzuciłaby mnie zaraz na ziemie.
        - Chodź, pomogę ci - Michelle podeszła do mnie i przerzuciła mi ramie przez szyje. W porównaniu do Adanthir była niesamowicie wysoka, metr siedemdziesiąt pięć. Przypomniało mi się sytuacja sprzed kilku dni, kiedy to księżniczka próbowała mi pomóc w ten sposób, szło jej bardzo nieudolnie, wcześniej nie potrafiłem docenić tego gestu, ale wtedy bardzo się o mnie martwiła, teraz...
Szliśmy tak w milczeniu cały dzień, Michelle próbowała od czasu do czasu zagadywać ale dałem jej do zrozumienia, że nie mam chęci na żadne rozmowy, a przynajmniej nie z nią. To z Adanthir chciałem porozmawiać, ale za każdym razem kiedy się do niej odwróciłem byłem lekceważony. Drażniło mnie to, cholernie mnie to drażniło.
         Michelle nasuwała niesamowite tempo, księżniczka ledwo za nami nadążała. Gdybym nie znał Michelle pomyślałbym, że robi to na złość Adanthir, a ona tymczasem pędziła do wioski żebym jak najszybciej został uleczony. Nie minęło nawet południe a my byliśmy już w górach, spojrzałem na drobne ciało dziewczyny trzęsące się na zimnie. Zatrzymałem się i wysunąłem do niej rękę, chciałem ją objąć i rozgrzać, niestety księżniczka spojrzała na mnie kątem oka i poszła dalej przed siebie. Poczułem mocne ukłucie w sercu, nie mogłem dłużej wytrzymać jej zachowania. Nie chciała porozmawiać, nie chciała niczego wytłumaczyć, jedyne co chciała to być jak najdalej ode mnie. Nawet nie zauważyłem jak słowa same wyszły z mych ust.
        - Radź sobie sama!-warknąłem, byłem wściekły, moje ciało całe buzowało z emocji. Czułem jak mój wewnętrzny mur spokoju pęka. Miałem ochotę krzyczeć, wrzeszczeć albo najlepiej w coś uderzyć.  Jak to możliwe, że w ciągu jednej chwili wszystko się posypało...
        Od nadmiaru emocji zaczęło kręcić mi się w głowię, Michelle nie była w stanie mnie utrzymać więc kucnęła i oparła mnie o siebie. Nie powiedziała nic, tylko wpatrywała się we mnie swoimi wielkimi niebieskimi oczami, pełnymi troski i czułości. To sprawiło, że poczułem się jeszcze gorzej, zaniosło mi się na kaszel więc przyłożyłem dłoń do ust. Cała była we krwi, musiałem mieć uszkodzone narządy wewnętrzne, kopniaki tamtego dzieciaka były cholernie mocne.
Michelle była przerażona, czułem jak cała się trzęsie.
        - Nic mi nie będzie, nie martw się. - wiedziałem, że moje słowa jej nie uspokoją, ale starałem się brzmieć w miarę naturalnie.
          Do wioski udało nam się dotrzeć przed zmrokiem, byłem naprawdę szczęśliwy, że w końcu wróciłem do domu. Po tym wszystkim co się ostatnio stało nawet spotkanie z Ojcem nie wydawało się straszne. Nasze plemię mieściło się w niskich górach na dość płaskim terenie. Cztery filary otaczające wioskę tworzyły magiczna barierę, która chroniła nas przed atakiem intruzów. Nikt nieuprawniony nie miał wstępu na nasz teren, dlatego każdy kto przekraczał barierę był automatycznie teleportowany na drugą stronę gór. Nie wiedziałem zbytnio jak to wszystko działa, to Ario zajmował się utrzymywaniem bariery przy życiu.
Zatrzymaliśmy się przed wejściem do wioski. Sen już na nas czekał. Dużo bym dał, żeby zobaczyć zdziwioną twarz Adanthir kiedy wojownik nagle pojawił się przed nami.
       - Długo ci zeszło szczęciarzu. - uśmiechnął się do mnie złośliwie. Sen zawsze mnie denerwował, pomijając jego głupie zaczepki stwarzał aurę człowieka, która wbiłby ci nóż w plecy. Na dźwięk jego słów Michelle posłała mu piorunujące spojrzenie. - Nie tak ostro księżniczko. - zaśmiał się. Postanowiłem go ignorować.
       Pomimo swoich wcześniejszych słów podszedłem do Adanthir , złapałem za ramiona i położyłem czoło na czubku jej głowy. Wypowiedziałem zaklęcie inicjacji i odszedłem od niej bez słowa. Dotyk sprawiał, że moje serce przyśpieszało, nie tamtym drobnym wybuchu nie byłem w stanie patrzeć jej w oczy.
       - No,no, księżniczko rośnie ci konkurencja - skomentował, lubieżnie lustrując ciało Adanthir, miałem ochotę mu przywalić.
        Wspierając się na Michelle przeszliśmy przez barierę i jak na zawołanie praktycznie wszyscy zbiegli się aby nas przywitać. W tłumie dostrzegłem Raana, który skrzyżował ręce na piersi i podszedł bliżej.
        - Wyglądasz jak siedem nieszczęść.
        - A czuje się co najmniej na czternaście. - oboje się uśmiechnęliśmy. Wziął mnie pod ramię odciążając Michelle i posadził na pniu.
        - Jak było na wakacjach? - zagadnął złośliwie.
        - Odwal się co ?- odpysknąłem.
        - Wydajesz się tak wypoczęty...
        - Zaraz naprawdę ci przywalę.
         Podbiegł do na mały Len. Wyglądał na bardzo zdenerwowanego. Machnąłem mu na przywitanie. Chłopak zatrzymał się ciężko dysząc a za nim szła Lailah. Spojrzała na mnie złośliwie.
        - Pięknie wyglądasz. - wszyscy chyba na cel obrali wyprowadzenie mnie z równowagi. Złapała mnie za rękę i kucnęła. Po moim ciele przeszedł miły dreszcz, czułem jak ciepło wypełnia mnie od środka. Magia lecznica była bardzo przyjemna. - Pozwolisz, że zabiorę twojego kochasia na trochę? Jest gorzej niż myślałam. - Michelle przytaknęła a Lailah pociągnęła mnie do swojego domu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:46 pm




     Może nagłe pojawienie się wojownika zrobiłoby na mnie wrażenie, ale nie w tej chwili. Byłam za bardzo wściekła, żeby zauważyć to, że wcześniej niczego nie widziałam oprócz obrazu gór. Chciałam jak najszybciej oddalić się od Sina. Jego obecność mnie drażniła, ale i jednocześnie raniła. Czułam się tak, jakby ktoś powoli miażdżył moje serce na małe kawałeczki. Najpierw zdrada ojca i brata, potem śmierć ukochanego, a teraz to… Kiedy już zaczynałam się otwierać, przywiązywać do niego, okazało się, że cały ten czas mnie okłamywał. To było cholernie bolesne i nawet nie starałam się zgłębić powodu, przez który tak było. Po prostu czekałam i gdyby mnie nie sparaliżowało dziwne uczucie, kiedy mężczyzna położył czoło na czubku mojej głowy, odepchnęłabym go od siebie. Tymczasem stałam jak zamurowana i drżałam, chcąc odegnać przyjemne ciepło, które pojawiło się z jego dotykiem. Zaraz potem błyskawicznie się odsunęłam na dystans i niemal wpadłam na wojownika, który nas przywitał. Nie umknął mojej uwadze wzrok, którym lustrował moje ciało. W ciągu ostatnich kilku dni zdążyłam poznać jego znaczenie i poczułam jak szlag mnie trafia.
     - Nie wasza liga! – warknęłam ostro i chociaż ostatnio często używałam podobnego tonu, ten nawet u mnie wywołał dreszcze. Był pełen jadu, wściekłości i przede wszystkim… nienawiści. Do każdego z nich. A celowo odezwałam się w liczbie mnogiej, żeby i Sin zrozumiał, że to był koniec jego widzi mi się, powodującego pocałunki. Niech wie, niech doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
     Nawet nie miałam ochoty na poznawanie moich nowych współlokatorów. Wyminęłam tłum, który zebrał się wokół mojego przewodnika i skierowałam się tam, gdzie podejrzewałam, że znajdę ojca. Emocje tak we mnie buzowały, że nawet nie myślałam o tym, co robię i po prostu chciałam wpaść do budynku. Niestety okazało się, że cholera jasna księżniczka nie ma do tego prawa! Wystarczyło, że pojawiłam się na horyzoncie, a już jakiś idiota mnie zatrzymał. No co jeszcze?!
     - Złaź mi z drogi! – wrzasnęłam równie piekielnym tonem, którym odezwałam się do tego zboczeńca. Ten mężczyzna natomiast, nic mi nie odpowiedział, odpychając niewielkim ruchem. Ni jeszcze czego! – Przepuść mnie ty pierdolony pionku! – nigdy bym się nie podejrzewała o taką moc w gardle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:46 pm


       - Rozbieraj się - rzuciła Lailah bez żadnych wstępów. Posłusznie wykonałem polecenie naszego medyka i usiadłem na łóżku. Domek był mniejszy niż większość, ponieważ Lailah nie została przydzielona do nikogo. Poczułem ukłucie zazdrości,  mogła robić co chciała, być z kim chciała, nie miała narzuconego partnera, z którym musiała mieć dzieci.
       Blondynka usiadła obok mnie i zaczęła oglądać moje rany. Czułem dotyk jej zimnych opuszków na moich plecach. Robiła to tak delikatnie, że aż przechodziły mnie dreszcze.
       - Miałeś ją tylko przyprowadzić a nie bić się z każdym kogo spotkasz - klepnęła mnie lekko w tył głowy. Normalnie dostałbym mocnej, ale mój stan mówił sam za siebie. - Twój symbol... - zamilkła. Musiało być naprawdę źle, Lailah nigdy nie była zbyt poważna i głównie miała ubaw z tego jak wyglądaliśmy po drobnych "sprzeczkach" - Sin... straciłeś piętnaście lat życia. - mówiła to takim tonem jakbym  był bliski śmierci. Zaskoczyło mnie to, ale również tłumaczyło dlaczego przez całą drogę czułem nieprzyjemne pieczenie i rozpychający ból. Mój symbol się powiększał.
        - Niedługo idę odwiedzić Ojca, więc możesz odliczyć kolejne pięć - zażartowałem, ale Lailah nie było wcale do śmiechu. - Hej, nie umieram jeszcze, nie rób takiej miny. - wpatrywała się we mnie niebieskimi oczami pełnymi zmartwienia. Byliśmy ze sobą blisko, pomagałem jej trenować swoją moc w podobny sposób w jaki pomagałem Adanthir, z tym wyjątkiem, że całując Lailah nie miałem przyśpieszonego pulsu. - Nie mów Michelle. Nie chcę żeby się zamartwiała bez potrzeby. - dziewczyna wyglądała teraz na oburzoną.
       - Bez potrzeby!? Za każdym razem gdy używasz pieśni skracasz swoje życie! - wstała i zaczęła chodzić po domku. - Dlaczego jedynie tobie się to zdarza? Jak to możliwe, że jako jedyny odczuwasz efekty uboczne? - zniknął ton wyrzutu i zastąpiła go bardziej naukowa ciekawość. Lailah zawsze lubiła eksperymentować i zgłębiać wiedze, chyba jako jedna z nielicznych zaglądała do ksiąg. Większość z nas wolała używać siły, tylko niektórzy działali strategicznie.
       - Lailah - przerwałem jej analityczny trans i zwróciłem uwagę na swoje  ciało. - Pomożesz? Boli jak cholera. - dziewczyna usiadła i zaczęła wypowiadać przeróżne zaklęcia, zazwyczaj nikt nie korzysta z zaklęć, ponieważ inkantacja trwła zbyt długo. Jesteśmy szkoleni w przelewaniu mocy w swoje bronie i wykorzystujemy krótkie komendy aby zwiększać ich moc. Talizmany, których używam to jedna z najprostszych funkcji wykorzystania darów, szybka i skuteczna a zarazem prosta.
       Po skończonej pracy pożegnałem się z medykiem i opuściłem jej mieszkanie. Na odchodne usłyszałem "Jak jeszcze raz użyjesz pieśni to własnoręcznie cię zabije." Martwiła się o mnie i naprawdę to doceniałem, ale wiedziałem, że nie uda mi się spełnić jej żądania.
        Czekało mnie najgorsze zadanie, zdanie raportu. Wolałem nawet nie wyobrażać sobie wściekłości Ojca, w końcu nie wywiązałem się poprawnie z powierzonej mi misji. Adanthir dotarła tu cała i zdrowa, ale zbyt wiele błędów zostało wykonanych po drodze, nie wspominając o używaniu naszych sekretnych technik w gronie setki świadków.
       Poszedłem okrężną drogą odwlekając to co nieuniknione. Próbowałem zebrać myśli w jakąś sensowną całość ale marnie mi szło. Denerwowałem się tym spotkaniem, obawiałem się również kary jaką mogę otrzymać. Ojciec nie należał do miłych staruszków, był surowy i wymagał stu procentowej lojalności. Jako nasz przywódca decydował o wszystkim i nie istniała sposobność aby mu sie przeciwstawić. Pewnie dlatego napawał serca wszystkich wojowników niepokojem. Nigdy nie wiadomo kiedy coś mu się nie spodoba.
       Byłem tak pochłonięty swoimi myślami, że nawet nie zauważyłem kiedy znalazłem się przed domem Ojca. Drzwi otworzył mi Ario, czyli najwierniejszy piesek naszego wodza. Przepuścił mnie w drzwiach bez słowa i śledził wzrokiem aż zniknąłem na schodach. Gabinet Ojca mieścił się w piwnicy, zawsze zastanawiałem się dlaczego. Czyżby chciał się odciąć od codziennych wrzasków?
       Zawahałem się nim otworzyłem drzwi do jego pieczary. Mimo wcześniejszych prób nie udało mi się wymyślić wiarygodnej wersji wydarzeń. Nie chciałem mu mówić prawdy, wiedziałem, że go rozgniewam. Nacisnąłem klamkę i drzwi puściły. Od razu poczułem chłód dobiegający z wnętrza pomieszczenia. Przełknąłem ślinę i wszedłem do środka i klęknąłem na jednym kolanie.
       - Ojcze wróciłem.- starałem się panować nad brzmieniem głosu ale czułem, że drży.
        - Wiem. - nie powiedział nic więcej. Nie widziałem jego wyrazu twarzy, bo miałem spuszczoną głowę, ale byłem przekonany, że nie jest zadowolony.
       - Proszę o wybaczenie, po drodze wystąpiły pewne komplikacje spowalniające nasz powrót. - uderzył pięścią w biurko i wstał. Złapał mnie za włosy i pociągnął do góry.
         - Całowanie mojej córki uważasz za "pewne komplikacje"? - ryknął i uderzył mnie w brzuch. Puścił moje włosy więc upadłem na podłogę. Byłem bardziej niż zaskoczony tym  co powiedział, skąd mógł wiedzieć takie rzeczy.
       - Uczyłem ją wykorzystywać moc, potrafi wysysać energię życiową dlatego na początku ważny jest intymny kon...- nie zdążyłem skończyć, poczułem jak krew spływa mi po szyi. Miałem dość głęboką ranę. Postanowiłem milczeć aby więcej nie prowokować Ojca.
        - Przynosisz wstyd naszemu plemieniu, jesteś bezwartościowym nieudacznikiem. Masz szczęście, że twoją partnerką jest Michelle inaczej już dawno skończyłbyś w rowie! - wysyczał pełnym pogardy tonem. - Nie pokazuj mi się więcej na oczy! - rzucił po czym zajął z powrotem miejsce za biurkiem. Ukłoniłem się i wyszedłem bez zbędnych słów.
         Wyszedłem na zewnątrz i dotknąłem swoje szyi, mogło być gorzej. Przycisnąłem ranę dłonią aby zatrzymać krwawienie. Wracając drogą do domu zobaczyłem niewielki tłum ludzi, podszedłem bliżej żeby zobaczyć co się dzieję. Już z daleka słyszałem krzyki księżniczki. Przecisnąłem się przez tłum złapałem Adanthir za nadgarstek i pociągnąłem ze sobą. Nikt nie odważył się aby za nami pójść.
         - Wyzywanie wszystkich od plebsu niewiele ci pomoże - powiedziałem. Wyraźnie słyszałem jej wywyższający ton głosu, dobrze go znałem, na samym początku nie słyszałem niczego innego. Westchnąłem. - Przepraszam, powinienem był powiedzieć ci wszystko na samym początku. To nie jest tak jak myślisz, decyzja nie należała do mnie. - chciałem wytłumaczyć jej wszystko, ale nie miałem okazji. Zresztą jak mogłem jej powiedzieć, że mam żonę, z którą musze się kochać aby spłodzić dzieci dla dobra naszego plemienia. Uznałaby mnie wtedy za wariata i tym bardziej nie chciała zaufać. - Tak naprawdę to... - przerwałem gdy usłyszałem kroki. W naszą stronę szedł Raan, miał paskudne wyczucie czasu.
         - Mogę wiedzieć co robisz z moją żoną? - to wcale nie brzmiało przyjaźnie, bardziej jak groźba. Dopiero po chwili dotarło do mnie znaczenie tych słów. Żona. Zamurowało mnie, nie wiedziałem co powiedzieć, Adanthir za to nie szczędziła w słowach. Kiedy Raan złapał ją za rękę i przyciągnął do siebie momentalnie puściły mi nerwy. Wyrwałem ją z jego objęć i schowałem za sobą.
         - Ona należy do mnie - na te słowa uderzyłem go w twarz. Zachwiał się i nie był mi dłużny. Niestety w porównaniu do niego ja byłem przygotowany na atak. Gdy tylko dotknął mojej pięści sparaliżowałem jego ciało. Przeliczyłem sie jednak, ponieważ to była tylko iluzja, dostałem w tył głowy i upadłem na ziemię.
         - Zazdrosny? - powiedział obejmując Adanthir. - Ależ ty zachłanny Sin, przecież już masz SWOJĄ ŻONE - podkreślił dwa ostatnie słowa. Dobrze wiedziałem o co mu chodzi, nie był jednym, który podkochiwał się w Michelle, która zawsze widziała tylko mnie. Teraz kiedy dostał szanse aby zabrać mi to czego ja pragnę, wykorzysta to bez skrupułów.  - Jestem Raan - zwrócił się do Adanthir i pocałował ją w rękę. - Powiedz mi, zależy ci na naszym "szczęściarzu"? Czy wolisz zostać ze mną?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:48 pm




     Nie wpuścił mnie, nieważne co mówiłam. Używanie przekleństw i określeń powszechnie uważanych za obraźliwe nie robiło na nim wrażenia. Był jak zwykła, nudna kłoda, trzymana tylko ze względu na swoją wysoką jakość. Nie chciałam się poddawać i nawet siłą próbowałam się dostać do środka, ale nic to nie dało. Nie ruszyłabym się z miejsca, gdyby ten białowłosy wojownik mnie do tego nie zmusił. Byłam pewna, że uścisk, którym złapał mnie za przedramię pozostawi po sobie okropny ślad, który nie zejdzie przez kilka dni. Naprawdę chciałam coś z tym zrobić, ale ból, który odczuwałam, otępiał mnie. Byłam ciągnięta jak szmaciana lalka, dopóki w końcu nie udało mi się wyrwać. Tylko cudem, kiedy mężczyzna na moment rozluźnił palce, jakby podejrzewając, że już nic nie zrobię. Mylił się, bo wystarczyła chwila pewności, a już stałam przed nim, wypluwając w jego stronę wszystkie obraźliwe przymiotniki, jakie przyszły mi do głowy. Moje wrzaski zwróciły na nas niepotrzebną uwagę, ale kij z tym. Nie przestawałam, dopóki nie poczułam kolejnego uścisku i nie zostałam odciągnięta od grona przez Sina. Nie wiedziałam, że jestem w stanie jeszcze bardziej się wkurzyć. Okazało się, że jednak mam taką możliwość, kiedy kolejna osoba zdecydowała się mnie potraktować jak jakąś marionetkę. Już się we mnie gotowało.
     - O co wam do kurwy nędzy chodzi??!! – ryknęłam, tupiąc nogą ze złością. Nikt nie słuchał. Ciemnowłosy wydawał się być bardziej zainteresowany reakcją mojego przewodnika, niż moimi słowami. Miałam ochotę płakać z wściekłości, ale nie byłam w stanie, bo za dużo emocji nie pozwalało mi na skupienie się na odpowiedzi na jedną z nich. – Czy zależy mi na „szczęściarzu?! – powtórzyłam za nim, jakby nie dowierzając w to, co mówił. Czy na moim czole było napisane „Niewinna dziewczynka. Obchodzić się zaborczo, bo nie wie czego chce”?? Ugh! Wzięłam głęboki oddech, spojrzałam na Raana i słodko się uśmiechnęłam. – Oh… – zaczęłam zaczepnym tonem, zbliżając się do niego i zgrabnie poruszając biodrami. Dłoń położyłam na jego torsie i zwinnie po nim przejechałam, naciskając tak, aby pomyślał, że wybrałam pozostanie z nim. – Jesteś taki kochany, że dajesz mi wybór… – zbliżyłam twarz do jego i pocałowałam go w usta. Zaraz potem poczułam jak jego siła życiowa, energia i wszystko, co pozwalało mu żyć, przepływają z niego do mnie, osłabiając wojownika. Byłam spragniona wyssania wszystkiego, czego oferował, ale jednocześnie potrafiłam to powstrzymać. Moja moc była jak narkotyk, z którym mogę sobie poradzić. Dlatego, kiedy on odwzajemniał pocałunek, ja swobodnie przejechałam dłonią przez jego bok, na plecy, przybliżając swoje ciało jak najbliżej jego. Będąc świadomą tego, w jakim jest stanie, wyciągnęłam sztylet zza swojego pasa, podcięłam mężczyznę, wykorzystując jego własny ciężar, a on poleciał na ziemię. Ja za nim i opadając na niego okrakiem oraz odsuwając usta od jego, przystawiłam mu ostrze do gardła i spojrzałam z nienawiścią w oczach. – Nie jestem i nie będę niczyją żoną! A już na pewno nie takiego ścierwa, jakim jesteś ty! – ryknęłam i jakby na potwierdzenie swoich słów, zostawiłam na jego szyi krwawy ślad, przecinając skórę. Następnie się podniosłam i ruszyłam przed siebie, nie bardzo wiedząc gdzie iść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:49 pm

       
       Wiedziałem co za chwilę się stanie. Mnie również w ten sposób oszukała, nie byłem tylko pewien, w którą część ciała mu się dostanie. Brzuch, krok, głowa? Raanowi zdecydowanie się należało, prowokował nie tylko mnie ale i ją, Adanthir nie należała do osób, które cieszą słowa typu "ona należy do mnie", jest zbyt dumna na tego typu słowa, to ludzie należą do niej a nie ona do nich.
          Myślałem, że szybko postawi go do pionu ale zrobiła coś co wyprowadziło mnie z równowagi. Zacisnąłem mocno pięści i odwróciłem wzrok. Nie mogłem patrzeć jak się całują, byłem wściekły na Adanthir, chciałem ją przeprosić a ona zrobiła coś takiego na moich oczach, z premedytacją. Raan padł na ziemię a księżniczka poszła sobie. Wcale nie miałem ochoty za nią iść, niech radzi sobie sama skoro uważa, że da radę.
        Podszedłem do Raana i przerzuciłem go przez ramię.
        - Ostra. -wyszeptał z bólem. Żartował sobie ale mi wcale nie było do śmiechu. - Nie rozumiem cię stary, masz najpiękniejszą i najseksowniejszą kobietę z całej wioski, która zrobi dla ciebie wszystko, a ty wolisz uganiać się za jakąś dzikuską.
        - Nie twoja sprawa - wysyczałem, nawet nie podejrzewałem się o taki ton, aż ociekał nienawiścią i wściekłością. Raan wyglądał na zszokowanego nie tyle moimi słowami, co sposobem w jaki je wypowiedziałem. To jednak nie powstrzymało go od kolejnego komentarza.
         - Całkiem nieźle całuje, dużo ćwiczyliście? - w tym momencie puściłem go i uderzył głową o ziemię, a ja ruszyłem dalej przed siebie. Nie miałem ochoty słuchać jego gadania. - Jeszcze będzie moja, zobaczysz! - krzyknął, ale nie zatrzymałem się. Dlaczego wszyscy objęli sobie mnie za cel?
         Stanąłem przed drzwiami swojego domu, Michelle na pewno na mnie czekała, ona jedyna zawsze na mnie czeka, zawsze mi pomaga, zawsze mnie kochała... Zawahałem się ale wszedłem do środka. Siedziała na łóżku, uśmiechnęła się na mój widok. Spuściłem wzrok. Stałem jak ten kołek wpatrując się w podłogę. Poczułem jej dotyk  na klatce piersiowej, jej palce delikatnie sunęły się w dół po moim ciele, przeszywały mnie dreszcze. Zaczęła całować delikatnie moją szyje i odpinać pasek moich spodni.
       - Michelle... - wyszeptałem. Oparła mnie o ścianę i zaczęła rozbierać. Całowała każdy fragment mojego ciała a ja nie byłem w stanie jej powstrzymać. Potrzebowałem tego, potrzebowałem bliskości, potrzebowałem seksu, ale czy chciałem?
       Złapałem ją za ramiona i odsunąłem od siebie. Wpatrywałem się w jej głęboko niebieski oczy, była piękna. Pocałowałem ją zsuwając z niej ubrania. Przygwoździłem ją do łóżka i namiętnie całowałem. Było już po północy, słyszałem zza okna odgłosy nocy. Michelle przycisnęła mnie do siebie i wyszeptała do ucha "Kocham cię". Po usłyszeniu tych słów nasza noc trwała jeszcze bardzo długo. To był właściwy wybór, przynajmniej taką miałem nadzieję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:50 pm




     Wiedziałam, że tej nocy nie będę musiała spać. Wyssałam wystarczająco dużo energii, żeby wytrzymać. Tak jak wspominałam, nie miałam zamiaru godzić się na traktowanie mnie jak żonę tamtego wojownika. Nie mogłam też zrozumieć, jak mógł mnie tak nazwać, skoro prawie w ogóle się nie znaliśmy. Zobaczyłam go pierwszy raz, a on już roszczył sobie  do mnie tak… intymne prawa. Jakby uważał, że dostanie mnie, bo tak sobie ubzdurał. Wykluczone! Nikt się do mnie nie zbliży!
     Kiedy się oddalałam naiwnie sądziłam, że Sin za mną pobiegnie, a to, że tego nie zrobił sprawiło, że poczułam się tak, jakbym straciła wszystkich, na których mogłam liczyć. Mężczyzna, który mnie wychowywał, okazał się nie być moim ojcem i się ode mnie odwrócił. Mój brat nawet nie próbował się ze mną skontaktować. Matkę straciłam kilkanaście lat temu. A wojownik, którego zaczęłam uważać za kogoś, na kogo mogę liczyć, opuścił mnie. W dodatku okazało się, że mój biologiczny ojciec jest tyranem, wszyscy w wiosce się go boją i nawet nie raczył przywitać swojej córki, po którą sam kogoś wysłał. Ten dzień był fatalny, a noc wcale nie zapowiadała się na lepszą. Mróz już mnie przeszywał i wiedziałam, że te kilka godzin na dworze będzie ciężkie. Byłam też świadoma tego, że poradzę sobie, mimo że to nie był mój żywioł.
     Usiadłam gdzieś pod jakimś drzewem, zwinęłam się w kłębek i nie ruszałam, obserwując księżyc. Nigdy nie zwracałam na niego uwagi, a teraz wydawał mi się być jedyną niezmienną rzeczą w moim życiu. Każdej nocy go widziałam i to się nigdy nie zmieni. Nieważne jak wiele lat minie, on zawsze będzie widoczny. Obiecałam sobie, że to będzie mój jedyny stały punkt. Jeśli się na nim skupię, inne nie będą mi potrzebne.
     Zaczęłam kierować się na trening w momencie, w którym zaczęły do mnie docierać ciche rozmowy mieszkańców wioski. Podniosłam się z ziemi, otrzepałam i sama ruszyłam w tamtym kierunku, uspokajając bicie moje serca. Nie wiedziałam czego się spodziewać i serce mi waliło zaniepokojone. Czułam się jak na pierwszym swoim balu, moim debiucie jako księżniczki. Tygodnie przygotowań wcale mnie nie uspokoiły. Wiedziałam, że ci wszyscy ludzie będą się patrzyli akurat na mnie. Będą oceniali czy nadaję się na księżniczkę i czy prezentuję się tak jak powinnam. Każdy jeden błąd mógł mnie kosztować nieprzychylną, powszechną opinią, a musiałam być osobą, która widnieje na ustach mieszkańców stolicy tylko i wyłącznie z pozytywnych powodów. Inne nie mogły mieć miejsca. Tutaj było tak samo i chcąc nie chcąc, stanęłam hardo pomiędzy wojownikami i czekałam na to, co się miało wydarzyć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:51 pm


        Ranek. Kolejny parszywy dzień. Pogłaskałem jeszcze śpiącą Michelle po głowię, wyglądała tak łagodnie i beztrosko, w ogóle nie przypominała Adanthir. Księżniczka była egoistyczna, wybuchowa i nie zależało jej na niczym. Wczoraj dała mi do zrozumienia, że mam ją zostawić w spokoju, nie zależało jej na mnie, byłem tylko narzędziem, które miała doprowadzić ją bezpiecznie do wioski. Zadanie zostało ukończone i nasza znajomość również.
       Wstałem z łóżka i poszedłem po nowe ubrania, stare nadawały się wyłącznie do wyrzucenia. Usłyszałem jak Michelle się budzi, uśmiechnęła się do mnie a ja do niej. Podeszła i pocałowała mnie w usta, najpierw delikatnie a potem z coraz większą namiętnością. Założyła mi ręce za szyje a ja objąłem ją w tali i przysunąłem bliżej siebie. Była naga więc na sobie jej delikatne ciało. Przerwało nam pukanie do drzwi.
       Otworzyłem je i ujrzałem Sen'a. Uśmiechał się z wyższością jak zwykle.
       - Czego chcesz? -zapytałem zirytowany. Jego głupkowaty uśmieszek tylko się powiększył.
       - Jeżeli nie chcesz aby naszą małą owieczkę pożarło stado wilków to radziłbym jak najszybciej zjawić się na treningu. - bezczelnie zajrzał w głąb domu i głośno gwizdnął kiedy zobaczył Michelle w kocu. - Widzę, że działasz na dwa fronty. - klepnął mnie w ramię i poszedł sobie. Zatrzasnąłem za nim drzwi ze złością. "Mała owieczka", musiał mieć na myśli Adanthir, w co ta idiotka znowu się wpakowała...
Poczułem dłoń na swoim policzku, Michelle wyglądała na smutną, pocałowałem ją delikatnie i przytuliłem. To nie moja sprawa co robi księżniczka, niech sobie radzi sama.
       Po dziesięciu minutach dołączyliśmy do reszty. Wcale nie byłem zdziwiony widząc wielkie zbiorowisko. Adanthir będzie w centrum uwagi jeszcze przez długi czas. Udało mi się przepchnąć przez tłum gapiów i to co zobaczyłem sprawiło, że serce  zamarło. Księżniczka była mocno poturbowana, ledwo trzymała się na nogach a Raan stał przed nią i się uśmiechał. Michelle ściskała mocno moje ramię, chyba czuła, że zaraz zrobię coś głupiego. Zaatakował ją ponownie i Adanthir upadła na ziemię. Usiadł na niej rozkrokiem i przytrzymywał jej nadgarski.
       - Wczoraj byłaś bardziej przebojowa. - powiedział i zaczął całować jej klatkę piersiową. Zabije go...
       Zacząłem się wyrywać, ale Michelle trzymała mnie mocno.
       - Sin! Przestań! - krzyknęła błagalnie. Nie mogłem pozwolić żeby Raan traktował ją jak zabawkę, zwłaszcza na oczach tych wszystkich ludzi. Chciał się zemścić za wczorajsze upokorzenie, ale to co robić przekraczało wszelkie granicę.
       - WYSTARCZY! - wszyscy nagle ucichli. Ojciec zabrał głos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:52 pm




     Nie przewidziałam tego, co miało się wydarzyć. Sin mógł mnie uprzedzić przed tym, że trening na samym początku wliczał brak używania swoich zdolności. Bez nich tak naprawdę nie potrafiłam niczego, oprócz wymyślania różnych przezwisk dla osób, których nie znosiłam, czy krzyczenia. Walka już od początku nie była wyrównana. Raanowi zależało na tym, aby dać mi w kość po tym, co wczoraj mu zrobiłam i wyszło mu świetnie. Nigdy wcześniej nie czułam się tak fatalnie, nigdy nie byłam tak poturbowana. I chociaż starałam się zrobić cokolwiek, to z moim wątłym ciałem, ciągle przeszkadzającymi włosami, brakiem siły fizycznej i zręczności, która charakteryzowała każdego z nich, nie miałam szans. Podczas gdy ja robiłam jeden ruch, jeszcze w dodatku z zamglonym obrazem, on zdążył wykonać co najmniej trzy. Od dziecka był szkolony na wojownika, a ja na delikatną księżniczkę. To nie ja miałam bronić własnego tyłka, to inni mieli to za mnie robić. Nawet te treningi, które prowadził dla mnie Dorthas, pod przymusem, nie mogły się równać z maszynami do zabijania. A Raan najwidoczniej nie znał pojęcia litości, bo jego uderzenia były cholernie silne. Jakby tego było mało, podsycała go świadomość przewagi. Wiedział, że wygra, nieważne jakich sztuczek użyje. Byłam na przegranej pozycji już od początku walki.
     Któreś z kolei uderzenie zwaliło mnie z nóg. Nie miałam siły się podnieść, całe moje ciało przeszywał ból, a on jeszcze nie skończył. To, co zaczął robić… Już widziałam prześmiewczy wzrok mieszkańców wioski, kiedy tylko zakończy to, o czym myślał. Na szczęście nie zdążył się nawet rozkręcić, kiedy zatrzymał go czyjś głos. Od jego brzmienia przeszył mnie mroźny dreszcz, jakby ktoś wyciął dziurę w zamarzniętym jeziorze i mnie pod niego wrzucił. Raan niemal od razu się podniósł, a zaraz za nim ja, chociaż z wielkim trudem. Nogi mi drżały, ale i tak się podniosłam, bo czułam, że zdobyta poprzedniego dnia energia dwóch wojowników zaczyna przyjemnie wypełniać moje ciało. Zgarnęłam z twarzy przylepione do niej za pomocą krwi kosmyki włosów i spojrzałam na mężczyznę, który jednym słowem uciszył. Wystarczyła chwila, żebym powiązała jego oczy z tymi, które widziałam w lustrze.
     - W końcu zdecydowałeś się stanąć przede mną? – spytałam, prostując się i spoglądając na swojego ojca. Jakoś wczoraj nie był chętny do jakiejkolwiek rozmowy z córką, po którą kogoś wysłał. Po co ratował mi życie, skoro i tak nic dla niego nie znaczyłam?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:52 pm


       Wszyscy się rozstąpili żeby zrobić Ojcu przejście. Raan wstał i uklęknął przed kiedy ten do nich podszedł. Myślałem, że uderzy go tak samo jak wczoraj mnie, ale nic takiego się nie stało. Rzucił mu tylko groźne spojrzenie i powiedział.
       - Oszczędzaj takie występy na nocne zabawy. - ścisnęło mnie w żołądku. Czy to właśnie dlatego kazał mi ją przyprowadzić? Chciał żeby została żoną Raana? Urodziła jego dzieci i wychowała je na zabójców? Sama ta myśl budziła we mnie odrazę, to była jego córka a on bez żadnych wstępów kazał jej się %$#%# z nowo poznanym facetem.
       - Tak jest Ojcze. - odpowiedział Raan i zszedł z drogi kiedy wódź zbliżył się do Adanthir. Patrzył na nią przez chwilę po czym uderzył ją z całej siły w policzek, księżniczka upadła na ziemię i przyłożyła rękę do obolałego miejsca, nawet stąd widziałem wielką czerwoną plamę.
       - Bacz na słowa dziewucho. - złapał ją za włosy i pociągnął do góry, w dłoni trzymał miecz. Serce mi stanęło, on chyba nie zamierza? Adanthir jęknęła z bólu sięgnęła po swój miecz i zamachnęła nim. To trwało tylko sekundę a księżniczka z powrotem siedziała na ziemi. Ojciec trzymał w dłoni pukiel włosów, które przed chwilą sobie odcięła. Jej piękne długie włosy, które pielęgnowała przez lata sięgały jej teraz do ramion. Wyglądała dojrzalej.
       - HAHAHAHAHAHAHAHA - śmiech Ojca rozniósł się po całej wiosce. - Widać po kim masz temperament dziecko. - ostrze jego miecza dotykało podbródka dziewczyny. - Pokaż na co cię stać. - uśmiechał się, pierwszy raz w życiu zobaczyłem uśmiech na jego twarzy, uśmiech dumy? - Sin! - kiedy usłyszałem swoje imię poczułem jak Michelle ściska mnie jeszcze bardziej. - Zademonstruj nam wszystkim moc mojej córki. - uścisk ustąpił a ja podszedłem do Adanhir, ukucnąłem i przyłożyłem dłoń delikatnie do jej policzka. Patrzyłem chwilę w jej oczy szukając w nich zrozumienia. Nie znalazłem go. Nachyliłem się aby ją pocałować ale w ostatnim momencie odsunąłem się.
       - Adanthir nie jest przedmiotem. - wyszeptałem ledwo słyszalnie. Cały czas patrzyłem się w niej oczy a ona w moje. - Adanthir nie jest zabawką. -powiedziałem tym razem głośno i wyraźnie. Wstałem i poczułem mocne uderzenie w tył głowy. Upadłem ziemię.
       - SIN! - zawołała Michelle i podbiegła do mnie, ale Ojciec ją zatrzymał. Szumiało mi w głowię, ale podniosłem się o własnych siłach. Tym razem kopnął mnie w plecy i znowu upadłem. Kiedy leżałem nadepnął na mnie z całej siły. Krzyknąłem z bólu.
       - Jeśli nie chcesz zginąć rób co mówię! - uderzył mnie jeszcze raz i jeszcze raz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:55 pm




     Nie wiem co było gorsze. Świadomość, że moja rodzina się ode mnie odwróciła czy to, że mój ojciec jasno zakomunikował, że po nim miałam temperament. To była dla mnie o wiele gorsza obraza niż to, że tak po prostu uderzył mnie w policzek, rozcinając skórę na nim. Miałam szramę, ale czy ona była pierwsza? Bolało jak cholera i nie mogłam powstrzymać drżenia swojego ciała, jednak nie było ono spowodowane strachem. Byłam w furii. Wszystkie negatywne emocje z ostatnich dni się skumulowały. Chciałam coś zrobić, ale nie mogłam, bo obok mnie pojawił się Sin. Jego dotyk był kojący, dlatego mimo złości, którą w sobie miałam, spojrzałam mu prosto w oczy, czekając aż w końcu zrobi to, co mu kazano. Zdziwiło mnie, że się zbuntował i byłam skłonna mu podziękować, ale powstrzymało mnie to, co mój ojciec z nim robił. Od tak po prostu go atakował, doprowadzając na skraj wytrzymałości. Nie mogłam na to patrzeć, a on się w to tak zagłębił, że zdawało się, iż zaraz go zabije. Nie zrobił tego, jakby coś go powstrzymywało i wystarczyło spojrzeć na Michelle oraz przypomnieć sobie słowa z początku tego zdarzy, aby zrozumieć co tutaj się działo. Dzieci. Zależało mu na dzieciach zrodzonych z par, które sam ustawiał. Dlatego mnie tutaj potrzebował, dla Raana.
     To było błyskawiczne. Ledwo zdążyłam wszystko poukładać, a mój sztylet już kierował się w stronę Raana. Bez problemu się przed nim obronił, ale stracił przez to na chwilę koncentrację, a ja momentalnie się przy nim znalazłam. Stanęłam za jego plecami i przystawiłam mu do gardła drugą broń. Dobrze, że wzięłam od wojowników armii królewskiej ekwipunek. Przynajmniej jego część. I dobrze, że miałam moc, która działała na mnie jak narkotyk.
     - Zostaw Sina, albo nie dostaniesz swojego cennego wnuka! – warknęłam w stronę swojego ojca, przyciskając ostrze bardziej do szyi Raana. Kopałam pod sobą dół, bo tymi słowami zadeklarowałam, że go dostanie, jeśli zostawi Sina, ale nie widziałam innego wyjścia. Patrząc na lidera tej wioski byłam pewna, że nawet bym się do niego nie zbliżyła. Jak nie on sam, to inni by go obronili, tylko po to, żeby mu nie podpaść. A walczyć nie umiałam, bo nikt nie zadbał o to, aby mnie nauczyć. – Jak sam wspomniałeś, mam po tobie temperament i z całą pewnością zdajesz sobie sprawę z tego, że jak nie dostanę tego, czego chcę, to spełnię postawiony warunek. Czy mam rację? – kontynuowałam, odpowiadając mu tym samym uśmiechem, którym obdarował mnie kilka minut temu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:55 pm


       Ojciec przestał mnie okładać widząc co robi Adanthir. Co za idiotka... Dlaczego nagle zaczęło ją interesować jak się czuje? Przecież jeszcze wczoraj pokazała, że nic się dla niej nie liczę. Litość? Czy to do mnie czuła? Nie chciałem litości, nie chciałem współczucia, chciałem żeby przestała robić mi wodę z mózgu.
       Nie otrzymałem kolejnego kopniaka, Michelle do mnie podbiegła i pomogła wstać, wsparłem się na jej ciele, czułem krew na języku i nawet nie chciałem myśleć o tym jak bardzo źle wyglądam. Wiedziałem, że Michelle jest wściekła, powinienem wykonać rozkaz Ojca i pocałować Adanthir. Na początku chciałem to zrobić ale... nie mogłem. Wszyscy traktują ją jak jakaś nową zabawkę, a ona jest człowiekiem tak samo jak każdy inny.
       Nagle coś zwaliło mnie nas z nóg i upadliśmy na kolana. Spojrzałem na Adanthir, ona również była przygnieciona do ziemi. Usłyszałem cichy świst i strzała przeleciała tuż przy moim uchu, rozcinając jego błonę. Stłamsiłem chęć jęknięcia mimo, że piekło jak cholera. Kolejny świst, kolejna strzała, tym razem rozbita na mieczu Michelle, który wyrósł tuż przed moją twarzą.  Ario... tym razem celował w środek mojej głowy.
       Ojciec machną ręka i zaraz obok niego pojawił się Ario. Zimne szare oczy i twarz nie pokazująca żadnych emocji. Perfekcyjny zabójca. Jego moc nadal trzymała nas przy ziemi.
       - Ojcze wybacz mi spóźnienie - stanął przed nim i klęknął. - Drale powrócił - na dźwięk tych słów wszyscy zaczęli szeptać. Drale... był chyba jeszcze bardziej niebezpieczny niż Ario.  Potrafił skopiować na chwilę czyjąś moc bez fizycznego kontaktu, wystarczyło, że pomyślał o twarzy tej osoby. Stan umiejętności i poziom kontroli, wszystko zgadało się w stu procentach z darem drugiej osoby. To była przerażająca umiejętność, walczyłeś sam ze sobą.
       - Tygrysy zostały wybite co do jednego. - Drale pojawił się z tuż przed Ojcem. Teleportacja, moc Sen'a. Ukłonił się, ale nie klęknął jak Ario, uważał się za kogoś ponad nami wszystkimi i okazywał to w każdy możliwy sposób.
       - Dobra robota chłopcze - pochwalił go Ojciec. Zajmij się nią, wskazał na Adanthir, która bezbronnie leżała na ziemi.  Drale do niej podszedł i złapał za podbródek przyglądając się jej twarzy. Puścił ją jak szmacianą lalkę i pod wpływem mocy Ario uderzyła z całej siły głową w ziemię. Uśmiechał się złowieszczo.
       - Ciekawa umiejętność... podstawa to wysysanie energii a efekt uboczny to kopiowanie mocy. - oczy wszystkich znacznie się powiększyły. Kopiowanie mocy? Była jak Drale? - Co zabawne, permanentne. - zaśmiał się. - Ciekawe czy działa w ten sposób... - kucnął przed Michelle i zaczął ją całować. Wzdrygnęła się i posłała wianuszek mieczy za Drale'm, który w ostatniej chwili odskoczył. Te same miecze nagle zaczęły lecieć w naszą stronę, na szczęście zatrzymały się tuż przed nami i zniknęły.  - Hmph cóż za niska kontrola mocy. - gdyby nie to, że Adanthir nie potrafi poprawnie korzystać ze swojego daru moglibyśmy być już martwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 8:59 pm




     Serce waliło mi jak oszalałe. Bałam się tego, co mogło być wynikiem mojego czynu i Raan na pewno to wyczuł. Trzymałam go blisko, żeby mi się nie wyrwał. Niemal leżał na moim ciele i takie wariacje nie mogły ujść jego uwadze. To nie było istotne tylko to, że mój argument zadziałał. Niestety nie przewidziałam, że wykorzysta do tego inną osobę i pomimo wszystko, będzie chciał zabić Sina. A już na pewno nie spodziewałam się tego, że zaliczę bliskie i bolesne spotkanie z ziemią. Byłam pewna, że wszystko będzie mnie bolało i długo nie przejdzie. Moja uwaga, jednak, była skupiona na dwóch osobach, które dopiero się pojawiły, w tym na jednej, której w ogóle nie znałam. I to właśnie ten mężczyzna do mnie podszedł po to tylko, aby złapać mnie za podbródek, podnieść go i potem puścić. Zderzenie z ziemią było bolesne i obraz mi zamajaczył przed oczami, ale nie straciłam przytomności. Uważnie słuchałam jego słów i sama się zdziwiłam tym, co umiałam. Gdybym mogła, spojrzałabym się w tym momencie na swoje dłonie i chciałam to zrobić, ale nie byłam w stanie. Na siłę starałam się poruszyć czymkolwiek w swoim ciele, ale nie potrafiłam. Nawet palców nie czułam. Byłam bezsilna i to było naprawdę okropne uczucie. Mogłam natomiast zrobić coś innego. To, co zrobiła Michelle, pomimo mocy, która nas trzymała, dało mi do myślenia. Nie byłam w stanie ruszyć własnym ciałem, ale może umysłem mogłam? Tamten Feniks… To on pokonał moc Sina. Czy mógł także pokonać inne moce? Zniwelować ich działanie? Warto było spróbować. No dalej Adanthir, przypomnij sobie co czułaś, kiedy pierwszy raz użyłaś swojej mocy. Byłaś zrozpaczona, przerażona i… wściekła. Kolejny raz dotyczył paniki, wściekłości… To wiązało się z samymi negatywnymi uczuciami. Kontrolowałam się, gdy czułam ciepło, tak jak przy jednym z ostatnich pocałunków Sina. Wykrześ.to.z.siebie!
     Nieważne jak bardzo się starałam, nic to nie dało. Ta moc nie mogła niwelować wszystkiego, a to sprawiało, że była bezużyteczna. Nigdy nie miałam zamiaru blokować umiejętności białowłosego, więc na co mi to było? Po co mi jakakolwiek moc, skoro mogę jedynie walczyć na dystans? Bliski kontakt nie będzie dla mnie dopuszczony, a to on jest w stanie pomóc mi górować nad innymi. Musiałam to zmienić, potrzebowałam treningu.
     Westchnęłam zrezygnowana i spróbowałam po raz kolejny się wydostać. Miałam po dziurki w nosie takiego traktowania i okazało się, że nie tylko ja miałam tego dość. W pewnym momencie ktoś zaczął śpiewać formułkę podobną do tej, której używał Sin. To zadziałało natychmiast. Mój ojciec błyskawicznie uciszył Michelle i kazał nas uwolnić przez co poczułam ulgę. Jakby ktoś ściągnął ze mnie jakiś okropny ciężar. Odetchnęłam z ulgą, a chwilę potem poczułam jak ktoś mnie podnosi. W pierwszej chwili spanikowałam, ale zaraz potem rozpoznawałam w tej osobie Raana, który bez żadnego problemu przerzucił mnie przez swoje ramię.
     - To ironiczne… – skomentowałam, pozwalając swojemu ciału na rozluźnienie i uśmiechając się smutno. – Całe życie przed tym uciekałam, a i tak jestem księżniczką, która potrzebuje ratunku… – dodałam ciszej zamykając oczy. – Przepraszam… – powiedziałam jeszcze, zanim zamknęłam oczy. Brak snu mi nie doskwierał, ale już efekt poturbowania owszem. Potrzebowałam odpoczynku, czy tego chciałam czy nie i najlepszym sposobem na to było odpuszczenie. Kiedy tylko wyrzuciłam z siebie te wszystkie emocje, które się we mnie kotłowały, moje ciało odczuło tragiczne skutki wybryków, a ja straciłam przytomność, wcześniej jeszcze zauważając kątem oka, że Michelle przejmuje pieczę nad Sinem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:00 pm


       Serce biło mi szybko, miecze zniknęły tuż przed moją twarzą. Dobrze wiedziałem, że celował we mnie, Michelle była zbyt cenna, nic nie mogło się jej stać. Dziwiłem się, że Ojciec jeszcze nie zareagował, pozwalał Drale'owi na zbyt wiele. Wiedziałem, że nie jestem jego ulubieńcem, a wręcz nienawidził mnie. Byłem pewny, że najchętniej wysłałby mnie do rowu.
       Powietrze wokół mnie zaczęło robić się gęste, spojrzałem na Michelle, która wyraźnie straciła cierpliwość. Usłyszałem jej piękny głos i początek naszej pieśni. Drale patrzył na nią z zadziornym uśmieszkiem na twarzy, jakby wyzywał ją na pojedynek. Czułem gniew bijący od niej. Zabije go.
       - Wystarczy! - Ojciec w końcu przerwał te farsę. Poczułem się o kilka centymetrów lżej, Ario musiał nas wypuścić. Michelle podniosła mnie i zaczęła oddalać się do domu Lailah.
       - Szkoda, a myślałem, że w końcu go zabije. - mówił to tonem pogawędki. Michelle się zatrzymała i posłała mu groźne spojrzenie, na co on tylko puścił jej oko i zaczął się śmiać. Nie znosiłem tego typka jeszcze bardziej niż Sen'a, był bezczelny i bezkarny.
       - Wystarczy Drale! - powiedział karcąco wódź na co wojownik wzruszył tylko ramionami i zniknął. Starszy zaczął oddalać się razem z Ario, Raan wziął Adanthir i ruszył za nami. Nie powiedział ani słowa i dziękowałem mu za to. W końcu to wszystko zaczęło się przez niego.
       Kiedy dotarliśmy do domu Lailah przywitała nas ze wściekłym wyrazem twarzy. Uśmiechnąłem się do niej porozumiewawczo i usiadłem na jej łóżku, na którym wcześniej Raan położył Adanthir. Wyglądała strasznie, była cała posiniaczona i brudna. Stróżka krwi spływała jej po policzku, odparłem chęć dotknięcia go, nie miałem do tego prawa.
       - Mój dom jest za mały na pięć osób. Wynocha. - powiedziała do Michelle i Raana. I zaczęła wypędzać ich rękami w stronę drzwi. Michelle nic sobie z tego nie zrobiła i usiadła na łóżku obok mnie. Położyła mi dłoń na policzku, miała smutne oczy.
       - Ok, Romeo powiedz swojej Julii aby w końcu stąd wyszła i pozwoliła mi pracować. - Lailah skrzyżowała ręce.
       - Nie martw się Michelle, Lailah jest z nimi więc twój ukochany Sin cię nie zdradzi. - wszystko co powiedział aż ociekało ironią. Wyszedł z domu trzaskając drzwiami. Michelle pocałowała mnie i wyszła. Lailah kręciła głową z niedowierzania. Usiadła obok mnie i zaczęła używać swojej mocy, powstrzymałem ją i wskazałem na Adanthir, jej bardziej należała się pomoc.
       - Cóż za dżentelmen - skomentowała, chytrze się uśmiechając. Kiedy zaczęła rozbierać księżniczkę odwróciłem głowę. - Chcesz mi pomóc ? - uśmiechnęła się zachęcająco.
       - Mam żonę.
       - Ta jasne. - przewróciła oczami. Adanthir leżała w samej bieliźnie a Lailah zajmowała się leczeniem jej ran. - Czyje to dzieło? - zapytała.
       -Głównie Raana. - próbowałem się uspokoić ale nadal byłem wściekły na przyjaciela. Jak mógł ją tak potraktować? Wiedziałem, że jest zazdrosny o mnie i Michelle, ale żeby aż tak?
       Lailah skończyła leczyć księżniczkę i zajęła się moimi ranami. Rozebrała mnie na szczęście tylko z koszulki i kurtki, dziwnie bym się czuł siedząc obok Adanthir w samym gaciach, zwłaszcza, że ona była tylko w bieliźnie.
       Po skończonej robocie poklepała mnie po ramieniu i dała dziwny wywar do picia, strasznie śmierdział, ale zapewniała, że to pomoże mi się uspokoić. Zadziałała aż nazbyt dobrze, ponieważ zrobiłem się senny. Zbyt senny... Ostatnie co pamiętałem zanim urwał mi się film to słodkie "dobranoc" od uśmiechniętej Lailah.
        Moja głowa była strasznie ciężka, a wizja odrobinę zamazana. Pomrugałem kilka razy żeby odzyskać ostrość widzenia, a to co zobaczyłem sprawiło, że puls mi przyśpieszył. Adanthir leżała naprzeciwko mnie z otwartymi oczami tak samo zszokowana jak ja.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:03 pm




     Mimo, że straciłam przytomność byłam pewna, że ktoś coś ze mną robi. Moje ciało samo się nie regenerowało aż tak szybko, nawet jeśli wysysałam energię życiową innych ludzi. Miałam ograniczenia i były one o wiele gorsze niż bym chciała. Wiedziałam, że musiałam podjąć się bardziej intensywnego treningu od reszty ludzi z wioski, jeśli chciałam posiadać umiejętność samoobrony. Nie mogłam wiecznie polegać na facetach. Do tego dążyłam niemal od dziecka. Chciałam być samowystarczalna, skoro mój ojciec kompletnie mnie ignorował i bezczelnie faworyzował mojego brata. Wypchnął mnie z kolejki po tron, mimo że to ja miałam pierwszeństwo. Już wtedy wiedziałam, że muszę nauczyć się samemu dbać o siebie, ale nigdy nie podejrzewałam, że trafię do wioski ukrytej pomiędzy górami, w której jedyne co będę robić to walczyć. Czułam się jak w zbyt realnym koszmarze, z którego coraz trudniej było się obudzić.
     Kiedy otworzyłam oczy, czułam już tylko lekki ból głowy. Wszystko inne gdzieś zniknęło, tak samo jak moje rany. Nawet ta na policzku, chociaż była naprawdę głęboka. Po żadnej nie było śladu, ale i tak pomacałam całe swoje ciało, szukając chociaż jednej. Niczego nie było i chociaż odetchnęłam z ulgą, nie trwało to długo. Kątem oka dostrzegłam Sina i miałam ochotę na niego nawrzeszczeć, ale powstrzymałam się, kiedy zobaczyłam w jakim byliśmy stanie. Błyskawicznie zeskoczyłam z posłania i zgarnęłam swoje ubrania, chcąc jak najszybciej je na siebie włożyć.
     - Czy my… – spytałam spanikowana nie mogąc się wysłowić. – Czy ty… – kontynuowałam, próbując ułożyć jakieś logiczne zdanie. – O bogowie. Przecież ty masz żonę – rzuciłam na koniec, jak najszybciej ubierając się. Brakowało mi czegoś i dopiero kiedy sięgnęłam do górnej części tułowia, zrozumiałam czego. Moje włosy. Kiedy tylko byłam cała ubrana, złapałam się za kosmyki, czując jak wiele ich straciłam i przypominając sobie tę całą sytuację. Tyle lat dbania o to, aby włosy były w jak najlepszym stanie. Tyle lat walczenia z niesfornymi kosmykami, a wystarczyło kilka minut, żeby to wszystko stracić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:09 pm


Adanthir w popłochy zeskoczyła z łóżka i zaczęła z drżącym głosem wypytywać co się stało. Pokręciłem tylko głową i głośną westchnąłem.
       - Miło wiedzieć, że darzysz mnie tak wielkim zaufaniem. - rzuciłem ironicznie i zszedłem z łóżka. Powinienem wiedzieć co knuje Lailah, dałem się złapać w niezła pułapkę. Sprytu to jej nie brakuje, ale dlaczego wszystko musi się zawsze tyczyć mnie? Miałem już tego serdecznie dość.
       - To Lailah nasza medyczka cię rozebrała i wyleczyła, nie dotknąłem cię nawet palcem. - założyłem koszulkę i kurtkę. - Nie interesują mnie szybkie numerki -poprawiłem kołnierzyk swojej kurtki i spojrzałem w końcu na Adanthir. - Ja mam żonę, a ty męża.- sprostowałem.
       Ruszyłem do drzwi i złapałem za klamkę. - Przepraszam, że cię wtedy pocałowałem. Musiałaś czuć ogromny niesmak i obrzydzenie. Mężczyzna, który zabił twojego ukochanego nagle przykleja się do twoich warg. - przerwałem na chwilę, te słowa bolały, bolała mnie prawda. Cieszyłem się, że księżniczka nie widzi mojej twarzy, musiałem wyglądać bardzo żałośnie, jak skrzywdzony nastolatek.  - Nie zależy ci na mnie... nie martw się, nie będę cię więcej nachodził. - pociągnąłem za klamke.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:15 pm




     Już od pierwszych jego słów czułam tę okropną atmosferę, która zapanowała pomiędzy nami i nie mogłam pozbyć się z głowy wizji naszej dwójki zanim nie dotarliśmy do wioski. Nie spodziewałam się wtedy tego, że tak szybko zepsują się nasze kontakty i strasznie mi się to nie podobało. Uwielbiałam towarzystwo Sina i to, że teraz było dla mnie niedostępne sprawiało, że czułam się okropnie.
     - Nie mam, nie uznam go za swojego męża, ani za kandydata na niego –odpowiedziałam oburzona tym, że mój ojciec miał czelność ściągać mnie do wioski tylko po to, abym urodziła Raanowi dziecko. To było gorsze niż śmierć, którą w tej chwili wolałam o wiele bardziej od tego życia. – Tak, to było obrzydliwe... – potwierdziłam jego słowa, ale zaraz potem odwróciłam się przodek do jego pleców. Nie podchodziłam bliżej, ale wiedziałam, że czuł na sobie mój wzrok. – ... na początku – dodałam jeszcze zanim wyszedł. – Potem to było... – przerwałam, bo to było o wiele trudniejsze do przekazania niż sądziłam. – Potem było przyjemne, a ja tak czy siak zachowywałam się jak zimna suka. Przepraszam za to – zakończyłam, sięgając po swój sztylet i spoglądając na jego zakrwawione ostrze. Ta posoka musiała należeć do Raana. Zaraz potem spojrzałam zaskoczona na Sina, wzdychając ze zrezygnowaniem. Nic dziwnego,że tak myślał. To wina mojego zachowania. – Myślisz, że jakby mi na tobie nie zależało to deklarowałabym przed mieszkańcami całej wioski, że jeśli cię zostawią to dam swojemu ojcu wnuka, na którym mu tak zależy? – spytałam spokojnie, bo nie miałam już siły na wściekłość. Ona i tak nic nie zmieniała, poza zdaniem innych osób na mój temat.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:17 pm


       Kiedy skończyła mówić uderzył pięścią w drzwi z taką siła, że całe się zatrzęsły. Krew buzowała w moich żyłach, czułem jak wściekłość zaczyna kontrolować moje ciało.
       - Nie chcę twojej litości! - krzyknąłem uderzając w drzwi jeszcze raz. Słyszałem swój ciężki oddech. Nie odwróciłem się, nie mogłem, gdybym zobaczył teraz jej twarz, nie wiadomo jak to by się skończyło. Nie byłem głupi, znalem te jej zagrywki, słysząc te wszystkie kłamstwa miałem ochotę ją uderzyć, jak mogła być tak okrutna.
       - Jeśli ci zależy to udowodnij to. - w końcu odwróciłem się do niej, spojrzałem w jej ciemne oczy, wyglądała na zdezorientowaną. Słowa nie opiszą tego jak bardzo zły byłem w tym momencie. Podszedłem do niej i przygwoździłem ją do łóżka. Przytrzymywałem jej nadgarstki, kolano włożyłem jej miedzy nogi i delikatnie nim poruszałem. Zacząłem całować jej biust tak jak wcześniej robił to Raan, przesuwałem językiem po jej ciele. Złączyłem jej ręce na głową i przytrzymałem jedną ręka, drugą zacząłem odpinać pasek u swoich spodni. Spojrzałem jej w oczy - To właśnie oznacza "być" z mężczyzną. - puściłem ją i wstałem, zapiąłem swój pasek i wyszedłem na zewnątrz trzaskając drzwiami. Padało. Stałem tak na deszczu przez dłuższą chwilę. Chciałem aby zmył ze mnie te wszystkie emocje i uczucia. Podniosłem głowę do góry, łzy zmieszały się z deszczem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:29 pm




     Jego wybuch mnie przestraszył. Spodziewałam się wszystkiego, ale akurat nie tego co zrobił. Chciałam współczuć mu bólu, który sam sobie zadał, ale nie mogłam, bo byłam zdezorientowana. Nie wiedziałam co on wyprawiał i dlaczego tak zareagował. A tym bardziej wytrącił mnie z równowagi, kiedy przygwoździł mnie do łóżka i zdecydował się udowodnić, że był dokładnie taki sam jak inni mężczyźni. Niczego nie zrobił, ale to i tak było okropne uczucie. Gorsze iż to, które towarzyszyło mi w poprzednich przypadkach takiego traktowania. Dla nich wszystkich byłam tylko zabawką. Do tej pory łudziłam się, że Sin traktował mnie inaczej, ale myliłam się. Nie miałam już siły, żeby go zatrzymać i pozwoliłam mu wyjść, podczas gdy sama z powrotem usiadłam na posłaniu.
     - To nie litość… – szepnęłam, po czym się podniosłam i nabrałam powietrza w płuca. – TO NIE JEST LITOŚĆ! – nie wiedziałam czy to usłyszał i przestało mnie to interesować. Nie rozumiałam jego zachowania. Kiedy go odpychałam i traktowałam jak zimna suka, całował, a kiedy go przeprosiłam i byłam miła, przyznając się do tego, że mi na nim zależy, wściekł się i oddalił. Nie miałam nawet ochoty na naprawianie naszych relacji, to nie miało sensu.  
     Stanęłam na nogach i zakryłam usta dłonią, żeby zdusić w sobie szloch. Oparłam się ręką o stolik medyczny i czekałam aż się uspokoję. Potem jeszcze chwilę tkwiłam w pomieszczeniu i dopiero wtedy zdecydowałam się wyjść, będąc pewną, że Sina już nie spotkam. Opuściłam więc punkt medyczny i zaczęłam bez celu krążyć po wiosce na deszczu. Mój stan zdrowia nie był w tym momencie istotny. To był koszmar, a nie rodzina czy dom.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:31 pm


       Trening już dawno się skończył, wszyscy wrócili do swoich domów, pogoda nie nadawała się do niczego. Chodziłem wyprany z emocji po deszczu, straciłem już rachubę czasu, zrobiło się całkiem ciemno, ale ja nie miałem zamiaru wracać do domu. Chciałem zakopać się pod ziemię i zgnić tak do końca swoich dni. Wstydziłem się tego co zrobiłem, wiedziałem przecież co przeszła i nadal.. uderzyłem pięścią w drzewo, ale nie poczułem się wcale lepiej. Uderzyłem kolejny i kolejny raz, aż ślady mojej krwi zostały na korze. Usiadłem i oparłem się plecami o pień i zamknąłem oczy. Chciałem umrzeć...
       - Sin, sin! - czułem jak ktoś porusza moim ciałem, znajomy głos wzywający mnie z powrotem do tamtego okrutnego świata. - SIN! - otworzyłem oczy i ujrzałem Len'a, wyglądał na zmartwionego. - Dzięki bogu! Myślałem, że coś ci się stało. Wszędzie cię szukałem. - wyciągnął do mnie rękę aby pomóc mi wstać, nie skorzystałem z tej oferty, nie miałem zamiaru się stąd ruszać. - Coś się stało? - pokręciłem tylko głową. Nie miałem siły nic powiedzieć.
       Usłyszałem w oddali zbliżające się kroki. Lailah stanęła przede mną zdyszana, musiała mnie szukać przez cały ten  czas. Złapała mnie za kurtkę i podniosła do góry. Uderzyła mną o drzewo raz, a potem drugi.
       - Lailah, proszę uspokój się! - próbował załagodzić sytuacje. Medyczka posłała mu groźne spojrzenie i chłopak się speszył. Uderzyła mną jeszcze raz o drzewo i krzyknęła.
       - Coś ty narobił!? - nawet na nią nie patrzyłem. Wkurzyła się i uderzyła mną po raz kolejny. - Ja możesz być tak głupi! - położyła czoło na mojej klatce piersiowej i jeszcze mocniej zacisnęła palce na kurtce. - Praktycznie wyznała ci, że cię kocha a ty robisz coś takiego!!? - płakała, wtuliła się bardziej w moje ciało. Len wyglądał na zdezorientowanego całą tą sytuacją, nie wiedział co się dzieje. - Chciałam... żebyś w końcu był szczęśliwy... nie zostało ci dużo czasu... dlatego ja.... - znalazłem w sobie siłę żeby pogłaskać ją po głowie.  Chciała nas pogodzić, ale wyszło jeszcze gorzej. Adanthir wcale mnie nie kochała... bawiła się mną tak jak wcześniej Raanem, nie zależało jej.
       Wróciliśmy do domu Lailah, dała mi suche ubrania i sama też się przebrała. Len wybiegł po Michelle, która też mnie szukała. Narobiłem wszystkim tylko kłopotów, znowu.
       - Masz, to cię rozgrzeję - podała mi kubek. - Nie martw się, tym razem to tylko herbata.- uśmiechnęła się przepraszająco. Wziąłem napar i pociągnąłem łyk. - Przepraszam, to moja wina. - siedziała skulona na łóżku obok mnie, była smutna. Nie odpowiedziałem. Siedzieliśmy tak w milczeniu dopóki do domu nie wpadła Michelle. Rzuciła się na mnie tak, że prawie rozlałem gorącą herbatę.
       - Wracamy! - zarządziła i praktycznie wyciągnęła mnie z domu siłą. Szliśmy tak przez deszcz bez słowa aż nagle Michelle się zatrzymała. - Kocham cię. - ile razy już słyszałem to z jej ust?
       - Wiem. -postarałem się uśmiechnąć ale kiepsko mi wyszło. Pocałowała i przytuliła się do mnie. Deszcz na nowo zaczął wsiąkać w moje ubranie.Czułem jej gorące ciało, jej oddech na mojej szyi.
       - Kochasz ją? - zaskoczyła mnie, nie wiedziałem co powiedzieć. - Powiedz mi prawdę Sin, kochasz ją?
       - Tak... - nie mogłem jej okłamywać, ona jedyna zawsze mnie wspierała, zawsze pragnęła mojego dobra. Odsunęła się ode mnie i poszła prosto do domu.
       - Teraz już znasz odpowiedź. - Zza rogu wyszła Adanthir.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:36 pm




     Nie powinnam była pozwolić się tutaj doprowadzić. Ten świat… to nie było dla mnie. Nie byłam przystosowana do takiego trybu życia. Trening, obowiązki, trening, obowiązki i tak w kółko. W zamku miałam wiele obowiązków, mnóstwo zajęć, ale znajdowałam też czas na przyjemności i rozrywkę, która nie wliczała łóżka i dwóch nagich ciał. Ja tutaj nie pasowałam, to nie było miejsce, w którym mogłam znaleźć swój dom. Poza tym nikt mi w tym nie pomagał, traktowali mnie jedynie jak zabawkę i szczerze mówiąc wolałabym już całkowitą ignorancję, którą oferował mi ojciec i brat. Jak moja matka mogła oddać się takiemu potworowi, jakim był przywódca tej wioski?
     Westchnęłam zrezygnowana, zatrzymując się gdzieś pomiędzy drzewami i spoglądając w niebo. Próbowałam zrozumieć, dlaczego to ja zostałam pokarana taką rodziną. Czy to było przez mój egoizm? Czy może przez dumę? Nie wiedziałam, ale czułam się z tym naprawdę okropnie. Poza tym w ogóle się nie rozpoznawałam. Nigdy się nie zachowywałam tak, jak w ciągu ostatnich dni. Zupełnie, jakbym chciała przelać swoją wściekłość na bogom winnego Sina, bo był najbliżej. Moja matka nie byłaby ze mnie dumna, ale z drugiej strony czy naprawdę dobrze bym się czuła, gdyby było inaczej?
     Zacisnęłam dłonie w pięści, po czym coś do mnie dotarło. Moje moce. Mogłam kopiować czyjeś zdolności, na stałe. Mogłam być naprawdę potężna i nie musieć się martwić o to, że któregoś dnia się nie obronię. Wcale nie potrzebowałam nikogo, na kim mogłabym polegać. Musiałam tylko…
     Poczułam szarpnięcie i dopiero wtedy zorientowałam się, że ktoś był w pobliżu. Michelle mnie gdzieś ciągnęła, a ja momentalnie się jej wyrwałam.
     - Czego chcesz?! – warknęłam do niej, odsuwając się.
     - Schowaj się za drzewem – rozkazała, po czym się oddaliła. Chciałam ją zatrzymać, ale nie mogłam i w ogóle nie wykonałam jej polecenia. Przynajmniej nie zrobiłam tego, dopóki nie zobaczyłam kogo prowadziła. Błyskawicznie ukryłam się za pniem i oparłam o niego plecami, chcąc stąd uciec. Niestety nie mogłam się ruszyć i poniekąd to nie było złe. Jego słowa… To było okropne. Potwierdził, że mnie kocha, a i tak mnie nastraszył. Zagroził mi gwałtem, zamordował Dorthasa i nie wiedziałam czy ja darzyłam go tymi samymi uczucia. Zależało mi na nim, ale czy aż tak? Prawdopodobnie bym pozostawiła to pytanie bez odpowiedzi i oddaliła się niesłyszalnie, ale Michelle zwróciła się bezpośrednio do mnie i już nie mogłam nic poradzić. Wyszłam zza drzewa, akurat wtedy, kiedy ona się oddalała i spojrzałam na Sina. Po prostu się wpatrywałam w niego w milczeniu. Co ja miałam teraz zrobić?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:41 pm


       To nie było zabawne, ani trochę, czułem się zdradzony przez jedyną osobę, której bezgranicznie ufałem. Czy to była kara za nieodwzajemnianie jej uczuć? Czy w końcu przestała to akceptować? Michelle weszła do naszego domu i zamknęła za sobą drzwi, pobiegłem za nią i pociągnąłem  za klamkę, zamknięte. Uderzyłem kilka razy ale odpowiadało mi echo. Wiedziałem, że Michelle jest oparta o drzwi, słyszałem jej oddech.
       - Błagam cię otwórz... -upadłem na kolana. Co niby miałem teraz zrobić? Jak miałem spojrzeć w oczy Adanthir po tym wszystkim, odegrałem się na niej gorzej niż Raan, czułem się potwornie. W dodatku słyszała naszą rozmowę, już wiedziała co do niej czuję. Cały czas wyzywałem księżniczkę od idiotek a  prawdziwym i jedynym idiotom jestem ja. Cholera!
        - Teraz możesz się śmiać, na co czekasz? Żałosny wojownik zakochany w księżniczce. Dobre prawda? - wstałem i ruszyłem w jej stronę. - Nie śmiejesz się? - usiadłem opierając się o pień, przy którym stała. - Mały, żałosny Sin zdradzony przez wszystkich - wyjąłem jeden ze swoich sztyletów i przystawiłem go ostrzem do klatki piersiowej. - Mały, żałosny Sin...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:53 pm




     Nie wiedziałam co zrobić. Byłam zdezorientowana i wszystko plątało mi się w głowie. Po prostu patrzyłam się jak idiotka, kiedy Sin próbował dostać się do domu, ich domu. To było naprawdę okropne oglądać go w takim stanie, nawet jeśli mocno mi zalazł za skórę. To było nic w porównaniu z tym, jak ja się czułam względem niego. Wszystkie negatywy były tłumione przez pozytywne uczucia, których nie rozumiałam.
     Spuściłam głowę dalej w milczeniu oglądając poczynania białowłosego. Gdyby nie wyciągnął ostrza i nie przystawił go do klatki piersiowej, pewnie dalej stałabym jak kołek. Ten ruch zmusił do jakiejkolwiek reakcji i błyskawicznie złapałam sztylet za metalową część, zaciskając na nim pięść, pomimo krwi, która zaczęła mi spływać po wewnętrznej stronie dłoni.
     - Sin – odezwałam się stanowczo, zwracając na siebie spojrzenie jego oczu. – Przepraszam, ale ja nie wiem czy cię kocham. Wiem natomiast, że jesteś jedyną osobą od naprawdę bardzo dawna, na której mi tak bardzo zależy – wyjaśniłam, puszczając w końcu broń i zaciskając palce tak, aby zatamować krwawienie. – Michelle cię szczerze kocha, to po niej widać. Nie mogę jej odebrać ukochanego, zwłaszcza że sama wiem jakie to uczucie go stracić – dodałam, chociaż słowa ciężko mi przechodziły przez gardło. Czy chciałabym go całować? Jasne, że tak. Czy chciałabym budzić się obok niego na łóżku? Nie wiem. Nie mam pojęcia na czym stoję, ale przynajmniej wiem, że pomimo tego jak się zachowywałam, on mnie pokochał. To było więcej niż cudowne uczucie. – Wbrew temu, co teraz robię, cieszę się, że oboje wiemy na czym stoimy – przybliżyłam usta do jego twarzy, ale pocałowałam go w policzek, nie w jego wargi. To było najlepsze wyjście. Nie chciałam zmuszać go do ucieczki i złamania zasad, których do tej pory nawet nie naruszał. To mogłoby kosztować go własne życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rencia

avatar

Liczba postów : 378
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 9:58 pm


       Zabrała mój sztylet żebym nie zrobił niczego głupiego, przez to była ranna, znów z mojej winy. Nie wiedziałem dlaczego nagle stała się miła i łagodna, pierw myślałem, że to podstęp, kolejna niewinna zabawa moim kosztem. Czułem, że mówiła szczerze, ale jej słowa wcale nie sprawiały, że czułem się lepiej. Odrzuciła mnie a to sprawiło, że serce pękło mi na tysiąc drobnych kawałków.
        Pocałowała mnie w policzek i chciała odejść ale jej nie pozwoliłem, złapałem ją za rękę i przyciągnąłem do siebie. Leżała teraz w moich objęciach. Przyjechałem dłonią przez jej krótkie włosy. Chciałem ją pocałować ale wyraźnie się określiła, nie miałem zamiaru działać wbrew jej woli.
       - Podoba mi się twoja fryzura - przeczesywałem jej włosy, delikatnie muskając jej szyje. - Lailah cię przenocuję. - odsunąłem ją od siebie i pocałowałem w czoło. - Dobranoc -uśmiechnąłem się. Nadal bolało, ale już nie aż tak jak wcześniej.
       Kiedy Adanthir poszła drzwi mojego domu były otwarte. Michelle siedziała dokładnie w tym samym miejscu co wczoraj, również się uśmiechała tylko, że tym razem w inny sposób. Smutek w jej lekko zaczerwienionych oczach od łez sprawiał, że momentalnie wybaczyłem jej wcześniejszą zdradę.
       Usiadłem obok niej i złapałem jej dłoń, nachyliłem się aby ją pocałować ale odwróciła głowę.
       - Byłam w stanie zaakceptować to, że nie darzysz mnie tym samym uczuciem co ja ciebie. Do tej pory nie przeszkadzało mi to, nie kochałeś mnie ale nie kochałeś też nikogo innego, ale teraz... nie chcę cię żebyś całował mnie z myślą o niej, nie chcę żebyś przytulał mnie z myślą o niej, nie chcę! - po jej policzkach pociekły łzy. Raniłem ją przez te wszystkie lata, a teraz wbiłem jej nóż w plecy. Po raz pierwszy widziałem jak płaczę i to z mojej winy. Myślałem, że pęknie mi serce, same patrzenie na nią sprawiało, że chciałem ją przytulić, ale czy mogłem to zrobić?
       Wstałem z łóżka i pociągnąłem ją ze sobą. Położyłem obie dłonie na jej policzkach i zderzyłem nasze czoła.
       - Dziękuję ci - wiedziałem, że przeprosiny nie wyleczą jej złamanego serca. - Zrobiłaś to dla mnie, ponieważ jestem dla ciebie kimś ważnym. Ty dla mnie również jesteś ważna. Poświęciłbym dla ciebie życie. - lekko głaskałem jej policzki. - Kocham cię, jesteś moją jedyną rodziną. - Michelle objęła mnie delikatnie ale czułem jak szybko bije jej serce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Raika

avatar

Liczba postów : 461
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Czw Mar 30, 2017 10:04 pm




Ciężko było nie rozpłakać się w tym miejscu. Zależało mi na nim, ale i tak go odrzuciłam. Wiedziałam, że robiłam to dla jego bezpieczeństwa. Przez moje zachowanie on cierpiał. Mój ojciec czerpał wyjątkową przyjemność z robienia mu krzywdy, a tego znieść bym nie mogła. Byłam świadoma, że robił to aby dać mi do zrozumienia jedną rzecz: tutaj wszystko działa według jego zasad. Zwykła pół-księżniczka nie ma nic do gadania i niczego nie zmieni. Wiedział gdzie uderzyć, żeby najbardziej bolało, dlatego to nie mnie okładał przed całą wioską tylko Sina. Jednocześnie naprawdę dobrze się czułam w ramionach białowłosego wojownika i zrobiłabym wszystko, żebym mogła w nich zostać. Musiał czuć, że całe moje ciało drżało, bo nawet nie próbowałam tego powstrzymać.
Kiedy odeszłam, chciałam iść do Lailah, ale zatrzymałam się kawałek od jej domu. Spojrzałam na budynek i przypomniałam sobie, co przywódca zrobił Sinowi, kiedy odważył się stanąć po mojej stronie i mi pomóc. Nie mogłam skazywać na coś takiego innych osób. Dlatego odwróciłam się i odeszłam, szukając swojego celu. Nie byłam gotowa na to, aby iść do Raana, ale jednocześnie nie wiedziałam, co innego zrobić. Odpowiedź pojawiła się w najmniej oczekiwanym momencie, kiedy zobaczyłam Ario, pilnującego wejścia do domu ojca. Przetarłam załzawione oczy, poklepałam się kilkakrotnie po policzkach i skierowałam w jego kierunku. Tak jak podejrzewałam, mężczyzna od razu stanął na mojej drodze, zagradzając przejście. Tym razem nie awanturowałam się, ani nie próbowałam na siłę go wyminąć. Poprzednim razem się to nie udało, więc i tym razem nie mogło. Dlatego stanęłam i podniosłam spojrzenie na jego twarz pozbawioną wszelkich emocji. Jak on mógł się tak kryć z uczuciami? Nie miał żadnej mimiki twarzy.
- Przekaż swojemu… – przerwałam, szukając odpowiedniego słowa. - … królowi, że mam dla niego propozycję. Nie ruszę się stąd, dopóki tego nie zrobisz – odezwałam się i stanęłam twardo na stopach, czekając aż się ruszy. Mogłam tak stać długo, nawet pomimo zmęczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   

Powrót do góry Go down
 
Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 5 z 25Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4, 5, 6 ... 15 ... 25  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: