IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 13 ... 25  Next
AutorWiadomość
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:18 pm









Królestwo Highland to piękne majestatyczne miejsce, otoczone górami i jeziorami. Pierwsza córka króla właśnie kończy osiemnaście lat. Wszyscy z wyczekiwaniem oczekują aby ujrzeć piękny symbol na jej ciele. Znak pełnoletniości. Symbol, który jest połączeniem symbolów ojca i matki. Symbol, który sprawia, że ukryta głęboko moc się budzi. Niestety znak, który pojawił się na ciele księżniczki wraz w wybiciem godziny zero nie był tym, którego oczekiwał jej ojciec.





Raika - Adanthir
Rencia - Sin





Przestrzegamy regulaminu forum.









IMIĘ Sin
PŁEĆ mężczyzna
WIEK dwadzieścia jeden lat
POCHODZENIE plemię Seiryu
ORIENTACJA hetero
MOC klątwy


WZROST 190cm
WAGA dopasowana
SYLWETKA dobrze zbudowana, wysportowana
WŁOSY białe
OCZY złote
SYMBOL na szyi
BROŃ sztylety
ZNAKI SZCZEGÓLNE lewa ręka okryta talizmanami wspomagającymi klątwy

































Ostatnio zmieniony przez Rencia dnia Czw Mar 30, 2017 8:22 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:20 pm

Źródło




I m i ę || A d a n t h i r
W i e k || 18 l a t
U r o d z i n y || 12  p a ź d z i e r n i k a
O r i e n t a c j a || H e t e r o

W z r o s t || 155 c m
W a g a  || 45 kg
K. W ł o s ó w || R ó ż o w e
K. O c z u  || P i w n e


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Wto Kwi 04, 2017 10:22 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:22 pm




     W ciągu ostatnich kilku dni żyłam tylko z momentu na moment, czekając na swoje urodziny. Już jako dziecko wiedziałam, że kiedyś będę miała swoją indywidualną moc i od tamtej pory nie mogłam przestać o niej myśleć. Jaka będzie? Co będzie reprezentowała? Ciekawiło mnie to bardziej niż bym chciała, dlatego na miejscu ceremonii byłam jeszcze przed czasem. Byłam podekscytowana, ale jednocześnie się bałam. Nie wiem dlaczego, ale taki stres mnie zżerał, że chwilami miałam ochotę na ucieczkę. Chciałam się odwrócić i zniknąć, byleby tylko tego nie przeżywać i nie mogłam racjonalnie wyjaśnić tego przerażenia. Może bałam się, że zawiodę ojca, który i tak trzymał mnie na dystans od kiedy pamiętałam? Zawsze byłam spychana na bok, a głównym zainteresowaniem cieszył się mój młodszy brat. Można było śmiało powiedzieć, że byłam tylko dodatkiem, którego zniknięcia nikt by nie zauważył.
     Ceremonia zaczęła się idealnie o czasie, od dokładnego obmycia ze wszystkich nieczystości. Kąpiel w jakiś sposób ukoiła mój niepokój, ale jednak nie zniknął on całkowicie nawet wtedy, kiedy stanęłam przed kapłanem. Nie musiałam też czekać zbyt długo na ujawnienie się znaku. Poczułam moce ukłucie na wewnętrznej stronie nadgarstka i chwilę później pojawił się dziwny symbol. Wyglądał jak koło, w którego środku był shuriken o trzech ostrzach i nic więcej. Przyjrzałam się mu i to samo zrobił kapłan, jednak milczał. Wpatrywał się z niepokojem? Ze strachem? we wzór i intensywnie się nad czymś zastanawiał.
     - Wasza Świętobliwości? – spytałam niepewnym głosem, ale już kilka sekund później oddychałam z ulgą.
     - Wszystko w porządku, Wasza Wysokość. Możesz już iść do swoich komnat. Dobrze by było, gdybyś się wyspała, bo niedługo powinna ujawnić się twoja moc, Wasza Wysokość – uśmiechnęłam się, podziękowałam i niedługo potem byłam już pod kołdrą. Niestety nie czułam się tak dobrze jak myślałam. W zasadzie cała ta szopka nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Spodziewałam się czegoś więcej, a okazało się to tylko zwykłą… zabawą? W sumie nie różniło się to od chwili relaksu, poza obowiązkami i wymaganiami, jakie miały wobec nas inne osoby. Czułam się normalnie i z tą myślą zasnęłam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:24 pm



        Dotarłem do miasta szybciej niż się spodziewałem. Urodziny księżniczki mają miejsce dopiero za dwa dni. Dwie doby to aż nadto czasu aby zdobyć wszelkie potrzebne informacje. Udało mi się wejść do stolicy bez problemu. Ochrona tego miejsca jest jeszcze bardziej żałosna niż myślałem. Stolica nazywana jest fortecą lecz ja bardziej nazwałby ją statkiem opadającym na dno. Nie poczułem żadnych magicznych barier, to miasto aż prosiło się o atak ze strony wschodu. Mimo tego ulice tętniły życiem, wszędzie było pełno kupców, matek z dziećmi i upijającej się straży. Za dwa dni nie będzie im już tak wesoło.
        Wynająłem pokój w jakiejś obskurnej karczmie. Nie były to szczyty luksusu ale za to miałem bardzo dobry widok na zamek. Wyciągnąłem z torby lornetkę i obserwowałem budowle. Prosty zamek w stylizowany na potężno fortecę, aż śmiać mi się chciało kiedy znalazłem co najmniej dziesięć możliwości ucieczki  w niecałą minutę. To zadanie będzie jeszcze łatwiejsze niż mi się wydawało. Ojciec uparł się żebym to właśnie ja sam po nią poszedł. Chętnie zabrał bym ze sobą Michelle, jednak jej moc destrukcji zwróciłaby za dużo uwagi. Moja magia była więc najbezpieczniejsza do tego zdania.
        Zszedłem na dół do baru i zagadywałem tutejszych. Nie myliłem się, plotki na temat szlachty były podstawowym tematem wieśniaków. Wystarczyło wykazać się odrobiną sprytu i wszelkie informacje dostałem na tacy. Podobno codziennie rano służące robiły zakupy aby zaopatrzyć chłodnie na cały dzień. Przecież szlachta nie będzie jeść czegoś starego, to się nie godzi.
        Wróciłem do siebie i czekałem. Kiedy wybiła północ wyszedłem przez okno na dach i obserwowałem. Nawet w nocy ochrona tego miejsca była żałosna. Przebiegłem przez miasto zostawiając swoje talizmany na ścianach muru, nigdy nie wiadomo co może sie wydarzyć, wolałem być ostrożny.
        Kiedy nastał świt wyszedłem na targ, podobno służące miały na sobie wysokiej jakości materiały wiec nie trudno je rozpoznać. Możliwe, że mieli racje, ale już od rana targ był wypełniony ludźmi. Wszyscy jak te zwierzęta rzucali się na świeże produkty, aż trudno było się przedrzeć przez ten tłum. Kątem oka dostrzegłem jak nieśmiała dziewczyna w długiej szykownej szacie próbuje dostać się do straganu z jabłkami. Wielki mężczyzna odepchnął ją z taką siłą, że biedaczka poleciała do tyłu.
        - Wszystko w porządku? - powiedziałem najdelikatniej jak umiałem kiedy uratowałem dziewczynę przed upadkiem. Brunetka się zaczerwieniła ale nie śpieszono jej było wydostać się z mojego objęcia.
      - Nie, bardzo dziękuje - odpowiedziała nadal się czerwieniąc. Podszedłem do straganu i kupiłem kilka jabłek, po czym wręczyłem jej dziewczynie.
      - Bardzo dziękuje - uśmiechnęła się uroczo. Połknęła haczyk. Kolejną godzinę rozmawialiśmy robiąc zakupy. Wydawała się w niebo wzięta. Kiedy skończyliśmy odprowadziłem ją pod zamek do wejścia dla służby. Ciekawiło mnie ile jeszcze ukrytych wejść ma ta budowla. Może jednak nie jest tak bardzo żałosna jak myślałem wczoraj? Wszedłem za dziewczyną do środka, miała na imię Bianka. Odłożyliśmy zakupy do chłodni.
      - Sin, bardzo ci dziękuje za pomoc - uśmiech nie schodził z jej twarzy. - Odprowadze... - nie zdążyła dokończyć. Pocałowałem ją delikatnie. Nie mogłem pozwolić aby wygoniła mnie z zamku.
      - Sin... - powiedziała nieśmiale. Przygwoździłem ją do ściany i całowałem coraz mocniej, coraz namiętniej. Bianka nie oponowała. Po chwili znaleźliśmy się w jej pokoju. Mógłbym tak całować ją bez końca, ale ktoś zapukał do drzwi.
      - Bianka! Jesteś tam!? - zawołała jakaś kobieta. Bianka natychmiast zepchnęła mnie z siebie i szepnęła do ucha. - Zaczekaj tutaj - poczym szybko wyszła z pokoju poprawiając stargane włosy. Teraz wystarczyło zaczekać aż wróci. Wydobyć z niej informacje gdzie znajduje się komnata księżniczki i udać się tam w nocy.
      Spędziłem w pokoju Bianki praktycznie cały dzień. Słońce już dawno zaszło. Musiało być koło dziewiątej. Dziewczyna wróciła chwile później, nadal się uśmiechała mimo iż wyglądała na bardzo zmęczoną.
       - Przygotowania do ceremonii jak mniemam ?
       - Tak... Cały dzień sprzątałyśmy pałac z dziewczynami. Obecnie przygotowywana jest kąpiel oczyszczająca dla księżniczki. Będę musiała jeszcze później zanieść księżniczce suknie do komnaty.
        - To daleko stąd? - rzuciłem tonem pogawędki mimo, że naprawdę mi zależało na tej informacji.
       - Niestety... W wschodniej wieży na najwyższym piętrze. - uśmiechnąłem się słysząc to. Kobietami jednak łatwo jest manipulować. Postanowiłem dać jej nagrodę za te cenne informacje. Przysunąłem się do niej bliżej i dotknąłem delikatnie jej twarzy. Bianka znowu zrobiła się cała czerwona. Pocałowałem ją dobranoc i położyłem delikatnie jej głowę na poduszce. Musiała być naprawdę zmęczona, że zasnęła tak szybko. Normalnie moja magia działa dopiero po kilku sekundach.
       Wyszedłem po cichu z pokoju Bianki i udałem się na wschodnią wieże gdzie miał znajdować się pokój księżniczki. Na szczęście zamek jest tak samo źle strzeżony jak miasto, przynajmniej w jego wschodniej części. Rzuciłem talizmany pod nogi strażników, a ci po kilku sekundach padali na podłogę pogrążeni w głębokim śnie. Komnata księżniczki w ogóle nie była strzeżona co wydawało mi się bardzo podejrzane. Drzwi również nie były zamknięte. Wszedłem do środka. Pusto. Przypomniałem sobie słowa Bianki odnośnie jakiejś kąpieli oczyszczającej, może właśnie tam się udała? Postanowiłem poczekać. Schowałem się w cieniu w rogu pokoju.
       Po dwóch godzinach usłyszałem jak drzwi się otwierają. Typowo kobiece kroki. Sylwetka kobiety ustawiła lampion obok łóżka otoczonego kotarami, zgasiła go i schowała się w pierzynie. Szybko podbiegłem do łóżka i zakryłem księżniczce usta wcześniej już przygotowaną chustą. Rzuciłem na nią lekki czar usypiający więc powinno ją to chociaż trochę wyciszyć. Ściągnąłem ją z łóżka siłą, cały czas się szamotała. Nie miałem jej zamiaru nic tłumaczyć, jeżeli to co mówił Ojciec się sprawdzi, niedługo sama przejrzy na oczy. Wyciągnąłem ją na balkon i przybiłem do ściany tak żeby mogła widzieć to co się dzieje w środku.
       - Zamknij się i patrz. - po chwili do pokoju po cichu weszło pięć osób. Cztery z nich miały łuki i ubrane były w zbroje, musieli to być strażnicy tego zamku. Ostatnia postać wyglądała na starsza, ubrana była w szaty liturgiczne. Starszy mężczyzna machnął ręką i strzały poleciały w stronę łóżka księżniczki. Salwa po salwie, aż w końcu można było dokładnie zauważyć, że nikogo tam nie było.


Ostatnio zmieniony przez Rencia dnia Nie Mar 26, 2017 3:26 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:25 pm




     Nawet nie zdążyłam zasnąć, kiedy poczułam jak ktoś zakrywa mi usta dłonią. Spanikowałam i odruchowo zaczęłam się rzucać, nieudolnie próbując wyrwać się z łaps porywaczy, ale nie byłam w stanie. Zwłaszcza wtedy, kiedy z jakiegoś powodu zrobiłam się cholernie senna i chociaż dalej próbowałam się wydostać, to nie było już tak intensywne. Zaczęłam się naprawdę obawiać tego, kto mnie złapał, ale jednocześnie zdziwiło mnie, że zamiast od razu uciec, on kazał mi się patrzyć na swoją komnatę. Nie chciałam tego robić, ale mimo wszystko nie znałam go i nie wiedziałam, co mógłby ze mną zrobić, gdybym zrobiła coś, co mu się nie spodoba. Stałam więc bez ruchu, na tyle na ile pozwalało mi drżące z zimna i strachu. No przecież byłam w samej koszuli nocnej. Kiedy to do mnie dotarło, poczułam jeszcze dodatkowo wstyd i zażenowanie. Obca osoba była tak blisko mnie, kiedy ja nie miałam zbyt wielu warstw na siebie i w dodatku był to mężczyzna, który przycisnął mnie do ściany. Miałam ochotę uciec i schować się gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie.
     Kiedy do moich komnat wpadli strażnicy, odetchnęłam z ulgą. Sądziłam, że dowiedzieli się o intruzie i zdecydowali zainterweniować, ale wystarczyła chwila uwagi, żebym zdała sobie sprawę z tego, że nie przyszli na ratunek. Obserwowałam jak strzelają w moje łoże i nie mogłam pozbyć się z głowy wizji o tym, że gdybym tam została byłabym martwa. Oni chcieli mnie zamordować! Moja własna rodzina chciała się mnie pozbyć! Poczułam jednocześnie tyle emocji, że nie wiedziałam którą nazwać pierwszą. Byłam smutna, zrozpaczona, poczułam się porzucona, ale jednocześnie wezbrała we mnie wściekłość. Nie dość, że przez całe życie mnie odpychali. Nie dość, że zabrali mi tron, który należy się MNIE w pierwszej kolejności, bo byłam starsza od swojego brata. To teraz jeszcze chcieli odebrać mi życie. Miałam ochotę wrócić do zamku, puścić się pędem do sali tronowej i na oczach tych wszystkich osób zamordować własnego ojca. Jednocześnie czułam jak łzy spływają mi po policzkach.
     Nie zauważyłam, kiedy mężczyzna zniknął i zaatakował strażników. Widziałam, że chciał też wyrżnąć kapłana, ale ten zdążył wcześniej uciec i już podniósł alarm. Wszystko działo się tak szybko, że nie wyłapywałam szczegółów i wciąż tkwiłam w tym momencie, w którym dotarło do mnie, że moja rodzina pragnie mojej śmierci, a ja nie wiedziałam dlaczego. Nie dałam im ku temu żadnego powodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:26 pm


       Poczułem jak księżniczka mięknie mi w rękach, łzy spływały po jej policzkach, to był dla niej okropny cios, w końcu zdradza, a w dodatku zdradza przez osoby najbliższe nie należała do przyjemnych rzeczy. Poczułem ukłucie wyrzutów sumienia, zmusiłem ją aby była świadkiem czegoś tak potwornego, jednak nie miałem innego wyjścia. Ukrywanie tak oczywistej prawdy byłoby dla niej dużo gorsze, lepiej poznać prawdziwe oblicze swoich bliskich niż tkwić w przekonaniu, że wszystko jest piękne jak w bajce. Bajki to fikcja, a życie to rzeczywistość.
       Widząc zdziwione miny strażników i zniesmaczoną minę staruszka w długich szatach poczułem złość, powinienem zrobić to wszystko ostrożnie ale poniosły mnie emocje, miałem ochotę dać im nauczkę i tak zrobiłem. Później będę tego żałować ale liczyło się tu i teraz. Puściłem księżniczkę i wyjąłem dwa sztylety, które szybko powędrowały w szyje strażników, ich ciała padły na podłogę a ja szybko pobiegłem w stronę pozostałych dwóch uzbrojonych mężczyzn, podciąłem jednego z nich a drugiego uderzyłem w stopą w brodę. Wszystko działo się zbyt szybko. Staruszek w szatach zdążył tylko zamknąć za sobą drzwi i od razu poczułem potężną barierę nałożoną na nie. Cholera jasna! Błędy, błędy, błędy. Upomniałem się w duchu. Zachowywałem się jak jakiś nowicjusz.
       Szybko wróciłem się do dwóch martwych ciał i wyciągnąłem z nich swoją broń. W oczach jeszcze żywych strażników zobaczyłem strach, delektowałem się nim, jeżeli dobierasz broni to musisz się liczyć z tym, że ktoś cię zabije w walce, a w obecnej sytuacji to ja miałem przewagę. Czekałem jeszcze chwilę na ich błaganie o litość, chciałem wiedzieć czy mają w sobie chociaż odrobinę dumy, w końcu minutę temu strzelali do bezbronnej śpiącej kobiety. Nie mogłem im tego wybaczyć i nie zamierzałem.
       - B-b-b-błagam! O-o-o-o-szcz-ę-ę-ędź... - płaszczył się jeden z mężczyzn. Nie bałem się zabijać, pozbawiłem życia już wielu ludzi. Ciężko było wzbudzić we mnie litość.
       -Gińcie - wyszeptałem i rzuciłem sztylety prosto w ich serca. Poszedłem bliżej i uklęknąłem przy mężczyźnie, który wcześniej zabrał głos. - Jeżeli obawa przed śmiercią sprawiła, że zatraciłeś dumę, odmów modlitwę a może aniołowie nie ześlą cię w czeluści piekła. - wstałem i odwróciłem się w stronę księżniczki. Była przerażona, na pewno zagubiona i nie miała zielonego pojęcia dlaczego jej własny ojciec pragną zakończyć jej życie. Było mi jej żal, ale nie miałem czasu na wyjaśnienia, zwłaszcza, że przed chwilą usłyszałem dzwony świadczące o alarmie. Niedługo cały plac wypełnią rycerze, a ja nie miałem tyle czasu aby ich wszystkich zabawiać.
       Podszedłem do księżniczki, nie ma innej drogi ucieczki i musimy skakać. Obawiałem się jednak, że znajdujemy się jakieś sto albo i więcej metrów nad ziemią, co skutecznie uniemożliwiało szybkie wydostanie się z wieży. Kiedy tylko złapałem dziewczynę za rękę ona natychmiast się wyrwała.  Cholera, nie miałem na to czasu, spróbowałem ponownie ale reakcja byłą ta sama. Musiałem więc użyć siły. Złapałem ją za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie, drugą ręką przytrzymywałem ją w talii. Księżniczka szarpała się ale nie miała szansy na wygraną. Musimy skakać i to już.  Zauważyłem, że z lewej strony wieży zwisa gruba niebieska płachta materiału z herbem królestwa Highland. Nie mogłem uwierzyć we własne szczęście.
       - Radze się mocno trzymać, skaczemy na dół. - te słowa zadziałały jak płachta na byka i dziewczyna zaczęła się wić, bić i gryźć, lecz to mi nie przeszkadzało, była mniejsza i lekka jak piórko. Postawiłem stopę na balustradzie i już po chwili spadaliśmy w dół. Lewą ręką przytrzymywałem księżniczkę a drugą wbiłem sztylet w niebieską płachtę. Spadaliśmy w dół pod niewielkim naporem ze strony materiału i po chwili byliśmy tuż przy bramie.
       -Nie było tak źle - rzuciłem księżniczce na pocieszenie. Niestety moje szczęście chyba szybko się skończyło, bo przed bramą stała horda rycerzy. Dziewczyny nadal próbowała mi się wyrwać, jakby nie rozumiała, że w całym tym zamku tylko ja jestem jej sprzymierzeńcem. Zaczęła wykrzykiwać imię jednego z rycerzy, który szybko zaczął biec w naszym kierunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:27 pm




     Nie chciałam iść z tym mężczyzną, więc dokładałam wszelkich wysiłków do tego, żeby mu umknąć, ale był za silny, a ja zbyt słaba. Nie miałam szans na ucieczkę, ale to nie umniejszało moich prób. Nie spodziewałam się jednak tego, co zrobił i przyznam, że serce mi stanęło, kiedy wpatrywałam się w ziemię, która zbliżała się do nas w zastraszającym tempie. Czułam, jak żołądek wędrował mi w górę, aż do gardła i byłam w takim transie, że na początku nie wiedziałam co się dzieje. Dopiero w momencie, w którym zobaczyłam grupę żołnierzy, a wśród niego tego jednego, uderzyła we mnie rzeczywistość. Jakiś obcy mężczyzna miał zamiar mnie porwać, ojciec chciał się mnie pozbyć, a ja zachowywałam się jak głupia nastolatka. W zasadzie to teraz tak się właśnie czułam i nie chciałam tego zmieniać w najbliższym czasie.
- Dorthas! – krzyknęłam do jednego z członków armii i chciałam do niego podbiec, ale wtedy zdałam sobie sprawę z tego, co miało zaraz nastąpić. Dostrzegłam, jak mój porywacz sięga po te cholerne sztylety i przeniosłam wzrok na zbliżającego się chłopaka, na którym mi zależało bardziej niż bym chciała. Był jedną z osób, która zwracała na mnie uwagę nie tylko jak na księżniczkę, ale jak i na zwykłą osobę. Kiedy ojciec mnie spychał na bok, a brat nie reagował, to do niego biegłam, żeby się uspokoić. To on uczył mnie jak mam zadbać o własne bezpieczeństwo. Chciał mi przyswoić umiejętności, dzięki którym moja egzystencja nie będzie zależna tylko od mężczyzn. Nawet nie wiem, kiedy zaczęłam się w nim podkochiwać i chociaż wiedziałam, że powinnam przez to się zdystansować, nie zrobiłam tego. Wręcz łaknęłam jego obecności i cholernie żałowałam każdej chwili, w której udawałam, że traktuję go jedynie jak przyjaciela. Nawet nie pamiętam jak wiele razy chciałam mu powiedzieć o swoich uczuciach, ale po prostu nie mogłam. – Nie waż się! – warknęłam na białowłosego wojownika i wskoczyłam mu na plecy, uniemożliwiając mu tym samym zaatakowanie Dorthasa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:28 pm


      Dorthas - tak brzmiało imię rycerza, który biegł w naszą stronę. Wątpię aby to był kolejny z wojowników wyznaczonych do eliminacji księżniczki, ale to nie miało znaczenia, jeżeli postanowi mi przeszkodzić to zginie. Nikt na terenie zamku nie jest godnym przeciwnikiem dla wojownika z plemienia Seiryu, jesteśmy błogosławieni przez samego smoka, co czyni nas potężniejszymi od zwyczajnych ludzi. Mogę nawet stwierdzić, że jesteśmy jedynymi ludźmi mogącymi obudzić nasze samotne pieśni i wskazać symbolom ich drogę.
       Przygotowałem do ataku kiedy nagle księżniczka rzuciła się na mnie, grożąc i krępując moje ruchy.
       - Księżniczko Adantir! - krzyknął ciemnowłosy rycerz, był już coraz bliżej. Nie miałem wyboru musiałem ją uśpić, później mi za to podziękuje. Aktywowałem talizman na mojej lewej ręce i poczekałem aż księżniczka zelży uścisk. Złapałem ją w ostatniej chwili, miałbym poważny problem gdyby coś jej się stało, poza tym nie miałem zamiaru jej robić krzywdy, miała zostać jedną z nas, moją siostrą.
       W tym samym momencie Dorthas zaatakował, ledwo zdążyłem zablokować jego miecz. W lewej ręce nadal trzymałem śpiącą księżniczkę, była lekka ale każdy, nawet najmniejszy ciężar powodował spowolnienie moich ruchów a co za tym idzie zmniejszenie mojej przewagi.
       - Puszczaj ją! - krzyknął ponownie. Skoncentrowałem swoje myśli na talizmanie i pozwoliłem aby jego moc przepłynęła przez moje ciało i skupiła się w ostrzu mojego miecza, odepchnąłem rycerza i zaatakowałem go starając się żeby powstał rezonans między naszymi mieczami. Chyba mi się to udało, bo siła przeciwnika zaczęła słabnąć, tym razem nie zastosowałem usypiania, postanowiłem go sparaliżować. Odepchnąłem go i kopnąłem w brzuch, przeturlał się kawałek do przodu. Nie miałem jednak czasu aby świętować, horda żołnierzy była już co raz bliżej, a co gorszę księżniczka zaczęła się powoli wybudzać. Chciałem tego uniknąć ale nie zostawili mi wyboru. Położyłem księżniczkę na ziemi i zamknąłem oczy. Postanowiłem użyć pieśni, dobrze, że zachowawczo porozwieszałem w całym mieście swoje talizmany, to jeszcze wzbogaci efekt mojego ataku. Wysunąłem lewą rękę przed siebie i pozwoliłem pieśni zawładnąć mym ciałem.
       Przez tysiące zachodów słońca,
       mknie ciepły wiatr
       wzywając wieczność...

       Poczułem jak słowa same wydostają się z mych ust, mój symbol zaczął płonąć jasnym ogniem. To było dziwne uczucie, którego nigdy nie lubiłem, nie byłem do tego przyzwyczajony, to zawsze Michelle z naszej dwójki śpiewała...
        Tak jak stoję tu i trzymam ostrze swe,
       patrząc na noc, którą zgładziły me ręce,
       rozważam wszelkie decyzje, których dotąd dokonałem

       Nigdy nie mogłem zrozumieć słów tej pieśni, jej logika była poza moim zasięgiem, nie należałem do wybitnie inteligentnych osób, ale wydawało mi się, że to wszystko nie ma sensu.
       Tak jak lekki wiatr, ostrzegający nas
       przed delikatną, lecz niebezpieczną nocą
       stworzyłem więź lecz bez ciebie niczego nie osiągnę

       Wraz z ostatnimi słowami odzyskałem władzę nad ciałem, przepełniała mnie energia, czułem jak wiatr zebrał się wokół mnie. Otworzyłem oczy i machnąłem ręką, pierwszy rząd rycerzy poleciał na swoich braci z tyłu. Tak jak się spodziewałem w zamku znajdowali się również "magowie", czyli ludzie posiadający moce żywiołów. Skierowałem w nich swoją rękę tym samym blokując ich mowę, jeżeli nie dadzą rady nić powiedzieć, nie będą w stanie użyć żadnego zaklęcia. Taka była moja moc, klątwy powodujące różne stany umysłu i ciała, a dzięki pieśni jestem w stanie ich używać nie tylko w bezpośrednim starciu. Wiedziałem jednak, że długo nie wytrzymam więc dotknąłem ręką podłogi i aktywowałem wszystkie talizmany znajdujące się w mieście, stworzyły coś w rodzaju bariery, która sprawiła, że całe miasto zaczęło powoli zapadać w sen. W tym samym czasie księżniczka złapała mnie za kurtkę unikając działania mojej mocy. Wolałem chyba jednak kiedy spała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:29 pm




     Liczyłam na to, że grupa wojowników da radę pokonać jedną osobę. Nie chciałam opuszczać swojego miasta, nawet jeśli rodzina pragnęła mojej śmierci. Z resztą teraz oni byli najmniej ważni. Najbardziej liczył się Dorthas, a nie chciałam być od niego odizolowana. Nawet jeśli traktował mnie jedynie jako swoją przyjaciółkę, jego obecność była dla mnie naprawdę ważna. Nie zdołałam jednak zanotować efektu jego ataku, bo nagle poczułam jak ogarnia mnie nieopisane zmęczenie. Próbowałam z tym walczyć, ale nieważne jak bardzo się do tego przykładałam, nie dałam rady. W końcu musiałam się poddać i nastąpiło to tak błyskawicznie, że wiedziałam, iż winnym tej sytuacji był mój porywacz. To musiało wiązać się z jego mocą, więc też musiał być już pełnoletni. Nie wyglądał na dużo starszego, ale w sumie czego ja się spodziewałam? Poza tym nie rozumiałam czego mógł chcieć od księżniczki, której ojciec najwidoczniej nienawidzi.
     Mój sen najwidoczniej nie był zbyt długi, bo kiedy się ocknęłam i odruchowo złapałam oprawcę za kurtkę, zauważyłam że cała armia nagle upada na ziemię. Dosłownie wstrzymałam oddech, obawiając się, że byli martwi, ale chwila skupienia na ich klatkach piersiowych udowodniła mi, że po prostu spali. Nie mogłam się więc za bardzo mylić, winiąc za to wszystko mężczyznę. Jednocześnie nagle zdałam sobie sprawę z tego, że byłam skazana na siebie. Błyskawicznie odskoczyłam od chłopaka i to był mój błąd, bo zapomniałam o jego umiejętności. Wystarczyło kilka sekund, żebym zaczęła chwiać się na nogach i widzieć rozmazane otoczenie. Próbowałam go ponownie złapać, żeby uniknąć kolejnej drzemki, ale nie zdołałam do niego dojść. Straciłam grunt pod stopami i znowu wpadłam w sidła Morfeusza. Tym razem trwało to o wiele dłużej, bo kiedy otworzyłam oczy, byłam otulona kocem i w jaskini. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że już nie byłam w mieście, bo zamiast rozmów mieszkańców i dźwięków, wydawanych przez zwierzęta hodowlane, słyszałam wiatr, drzewa i jakieś ptaki, których nie rozpoznawałam. A takie, które występowały na terenie stolicy, miałam w najmniejszym paluszku, bo musiałam się ich wyuczyć.
     - Kim ty do cholery jesteś??!! – warknęłam, wyskakując z posłania i zauważając to, że nie byłam związana. Dlaczego? Przecież mnie porwał, prawda? Z resztą nieważne…
     Przyglądając się sobie samej w tej przeklętej koszuli nocnej i nie zauważając żadnego wiązania, uciekłam. To była pierwsza myśl jaka wpadła mi do głowy i chociaż idiotyczna, bo jak miałam wytrwać w lesie, kiedy całe życie mieszkałam w luksusach, to nie mogłam nic na nią poradzić. Usłuchałam się i po prostu zaczęłam biec, gdziekolwiek mogłam. To było lekkomyślne, ale lepsze niż maszerowanie za kimś, kto mnie uprowadził z domu.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Nie Mar 26, 2017 3:30 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:29 pm


       Czułem zmęczenie. Wykorzystałem bardzo dużo duchowej energii, może i moja zdolność nie jest czymś specjalnym ale całkiem nieźle sobie poradziłem. Wiedziałem, że czeka mnie poważna kara za aktywowanie symbolu i to w dodatku w stolicy pełnej świadków. Wolałem nawet nie myśleć co powie Ojciec kiedy się o tym dowie, a dowie na pewno. Nadal czułem palący żar na szyi, musiałem być nieźle zraniony, odruchowo dotknąłem obolałego miejsca, poczułem lepką substancje. Krew. Nie było dobrze.
       Księżniczka już całkowicie się ocknęła, pierw była przerażona widokiem setki rycerzy leżących na placu, ale po chwili chyba zrozumiała, że nie pozbawiłem ich życia a jedynie uśpiłem. Kiedy tylko zauważyła, że na nią patrzę odskoczyła przerażona tym samym padając ofiarą nadal unoszącej się bariery. Zasnęła.
       Może to i lepiej, nie czułem się za dobrze a siłowanie się z dziewczyną na pewno nie poprawiłoby mojego stanu. Schowałem broń i podszedłem do księżniczki, kiedy spała wyglądała tak spokojnie i niewinnie. Ciężko mi było opanowywać swoje rządze, była bezbronna i piękna, nie wspomnę nawet o jej ubiorze.... skąpa koszula nocna. Potrząsnąłem głową. Weź się w garść.
       Zarzuciłem dziewczynę na plecy i powoli kierowałem się do wyjścia. Miałem mroczki przed oczami i czułem jak lekko się kołysze. Księżniczka nie należała do ciężkich więc obawiałem się, że zaczynam powoli tracić zmysły. Efekt uboczny używania pieśni. Skarciłem się w myślach, to wszystko przez jeden głupi błąd na początku, gdybym tylko nie dał się ponieść chwili uciekłbym z miasta nawet nie zauważony.
        Udało mi się przekroczyć bramę miasta. Przeszedłem jeszcze kilka kroków i poczułem ostry ból w klatce piersiowej, cholera, a już myślałem, że jest coraz lepiej. Przykucnąłem i  czekałem aż ból minie. Miałem płytki oddech, czułem też podwyższoną temperaturę ciała. Nie miałem wyboru, wyjąłem z torby mały flakonik i wypiłem jego zawartość. Ból zaczął stopniowo mijać a ja odzyskiwałem siły. Miałem tylko jeden, muszę od teraz bardziej uważać, koniec z głupimi błędami.
        Wstałem i udałem się do lasu, skrupulatnie zacierając za sobą ślady. Wcześniej, zanim jeszcze dotarłem do miasta przygotowałem jaskinie, w której zostawiłem zbędny balast, w tym prowiant i ubrania. Uśmiechnąłem się do siebie kiedy ukazała mi sie w całej okazałości. Wszedłem do środka i położyłem śpiącą królewnę przy ścianie, z torby wyjąłem koc, którym ją przykryłem, dla siebie wyjąłem jabłko i wodę, może i odzyskałem siły, ale nie miałem zamiaru się zaniedbywać. Usiadłem po drugiej stronie, naprzeciwko księżniczki i czekałem aż się wybudzi. Dotknąłem ponownie swój symbol, krew zdążyła już zaschnąć a rana się zasklepiła. Miałem dużo szczęścia, że Michelle oddała mi swój eliksir, bez niego nie dotarłbym tutaj tak szybko.
        Nie wiedziałem ile godzin minęło, ale zaczynało już świtać. Moja bariera już dawno zniknęła, a księżniczka nadal była pogrążona we śnie. Dużo się wydarzyło, musiała być po prostu zmęczona, a jeśli o zmęczeniu mowa to sam bym się przespał kilka godzin. Niestety nie było to możliwe, przynajmniej na razie. Nie wiedziałem jak panienka zniesie to co mam zamiar jej powiedzieć, możliwe, że zacznie krzyczeć i uciekać, wołać o pomoc i żądać uwolnienia. Usłyszałem nagle ton pełen wyrzutu. Spojrzałem na dziewczynę, która już nie spała, a bardziej wstała z bojowym nastawieniem.
        - Mam na imię Sin, jestem.... - nie zdążyłem dokończyć, bo księżniczka wybiegła z jaskini. Westchnąłem. Nie miałem najmniejszych chęci bawić się w kotka i myszkę, jednak wybiegłem za nią. Widziałem jak się oddala, była całkiem szybka, ale na pewno nie szybsza niż ja. Dogoniłem ją bez problemu i złapałem za ramie. Przyciągnąłem ją do siebie nie zważając na krzyki i wyrywanie się.  Pocałowałem ją szybko, ale mocno, blokując tym samym jej zdolność mówienia. Jeszcze tego mi brakowało, żeby zwróciła swoim krzykiem uwagę leśniczych i grzybiarzy. Przerzuciłem ją przez ramie i zacząłem wracać do jaskini. Wiła się jak ryba złapana na haczyk, biła i kopała gdzie popadnie.
       Kiedy znaleźliśmy się z powrotem w jaskini puściłem ją i zanim zdążyła uderzyć mnie po raz kolejny chwyciłem za torbę i rzuciłem jej ubranie.
       - Uspokój się wreszcie - rzuciłem tracąc resztki cierpliwości. - Przebierz się.- wskazałem na rzeczy, które jej dałem. Księżniczka spojrzała na mnie wymownie. Jej wzrok mówił "wyjdź stąd!", ale ja nie miałem takiego zamiaru. Gonienie za kobietami po lesie nie było czymś co lubię robić z samego rana, nie mogłem jej spuścić z oka nawet na chwile.
       - Nie jesteś pierwszą dziewczyną, którą zobaczę nago, nie zrobi to na mnie większego wrażenia. - rzuciłem aby ją uspokoić, jednak po chwili zdałem sobie sprawę, że tylko bardziej ją rozwścieczyłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:31 pm




     Nie uciekłam zbyt daleko. Nawet przewaga w postaci tych kilku sekund, nie zostawiła w tyle tego mężczyzny. Dogonił mnie tak, jakbym normalnie szła. A co z tymi ciągłymi treningami? Dorthas mnie przecież uczył jak zadbać o samą siebie. Nie chciał, ale byłam uparta. Miałam tę wewnętrzną potrzebę zaimponowania swojemu ojcu. Chciałam, żeby mnie zauważył, żeby mnie chociaż raz pochwalił. Chwalił mojego brata, więc uznałam, że wytrenowanie typowo męskich umiejętności mogłoby zwrócić jego spojrzenie w moją stronę. Byłam naiwna, ale jako dziecko chciałam, żeby mój rodzic był ze mnie dumny. Dopiero niedawno zauważyłam, że to nie miało sensu, ale już tak polubiłam treningi fizyczne, że nie mogłam się bez nich obejść. Nie działały jednak na takiej zasadzie jak u członków armii. Robiłam to, żeby się wyżyć i zmęczyć. Bez tego nie mogłam zasnąć. A jednak teraz nic mi one nie dały. Porywacz bez problemu mnie złapał i uciszył, jednym pocałunkiem. Zagotowało się we mnie, ale nie mogłam krzyczeć, bo nie miałam głosu. To mnie tak cholernie irytowało, że wariowałam tak, jakby mnie atakował. Kopałam, biłam, wierciłam się i nic. Był cały czas tak samo niewzruszony, więc zrozumiałam, że takie sztuczki na niego nie zadziałają. Musiałam użyć czegoś innego. Uspokoiłam się więc, wzięłam kilka oddechów i złapałam ubranie, które mi rzucił. CO TO MIAŁO ZNACZYĆ??!! MIAŁAM SIĘ PRZY NIM PRZEBRAĆ?! TAK PO PROSTU?! KSIĘŻNICZKA PRZED JAKIMŚ PIERWSZYM LEPSZYM WOJEM??!!
     Nie, spokojnie. Musiałam zaleźć inne rozwiązanie. Zwykła ucieczka nie wchodzi w grę. Nieważne jak bardzo się postaram, nie zwieję mu kiedy ma siły. Trzeba było najpierw go osłabić, tylko w jaki sposób? Skoro widział nagie kobiety to na pewno jest w stanie wyczuć, kiedy używa sztuczek, aby go zwieść. Przystawianie się do niego nic nie da, zwłaszcza że miał okazję mnie posiąść kiedy byłam nieprzytomna, a tego nie zrobił. Umiał powstrzymać swoje rządze, ale na pewno nie umiał opanować innej rzeczy. Mężczyźni zawsze się na to nabierali. Często oszukiwałam z tym Dorthasa po to tylko, aby go zdezorientować, kiedy miałam dość ciągłego przegrywania z nim. To mogło zadziałać, nawet użyte na moim ojcu czy bracie dawało określone efekty. To już raz zadziałało na tym facecie, kiedy rzucił się na tych, którzy mieli mnie zabić.
     Spuściłam głowę, zasłaniając swoje oczy. Zaczęło cicho szlochać, drżąc na całym ciele i zwiększając natężenie z każdą kolejną sekundą. Mogłam to pokierować tak, że wydawało się, jakbym walczyła z tą ochotą na płacz. Dla większego efektu mocno zaciskałam dłonie na materiale ubrań i podniosłam go, chowając twarz. Teraz czekałam tylko na skutek i liczyłam na to, że będzie on taki, jaki przewiduję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:31 pm


       Zdziwiłem się, dziewczyna po nieudanej próbie ucieczki postanowiła zacząć płakać. Zaskoczenie malowało się na mojej twarzy, nie miałem bladego pojęcia dlaczego roniła łzy, na pewno było jej ciężko, w końcu jej własna rodzina próbowała odebrać jej życie podczas snu. Kobiece łzy źle na mnie działały, zresztą chyba jak na każdego mężczyznę. Mimowolnie zrobiło mi się jej żal, chciałem podejść i ją objąć ale wiedziałem, że tego nie chcę, dała mi to wyraźnie do zrozumienia swoją ucieczką. Nie pozostało mi nic jak czekać aż się uspokoi.
       - Jestem Sin, a ty? - zacząłem słyszeć jej delikatnie łkanie, to znaczy, że efekt mojej klątwy powoli przestawał działać. Czułem się dziwnie, niezręcznie, a to rzadko mi się zdarzało, Michelle nigdy nie płakała, była silna a zarazem kobieca i elegancka. Nawet kiedy byliśmy jeszcze dziećmi, nie uroniła ani jednej łzy, ja za to płakałam jak głupi, nie ważne czy spadłem z drzewa, czy się zraniłem, płakałem i płakałem a ona zawsze mnie uspokajała i pocieszała, teraz kiedy o tym myślę czuje wstyd... Michelle od zawsze była dla mnie wsparciem, była mi przeznaczona od momentu kiedy się urodziłem, mimo to nadal czułem, że nie byłem jej godny i nie potrafiłem tego zmienić.
        Księżniczka nadal nie przestawała szlochać, zaczęło wydawać mi się to dziwne, bo nie chciała nawet na mnie spojrzeć, robiła tylko smutną minę i zasłaniała twarz dłońmi. "Pułapka" przeszło mi przez myśl, co jeżeli tylko udaje żeby wzbudzić moje współczucie, osłabić moją czujność? Z drugiej strony, co mogłaby na tym zyskać? Nie miała żadnej broni, wiedziała też, że nie ucieknie zbyt daleko, miałem nad nią przewagę fizyczną, posiadałem silną moc, a ona nawet nie wiedziała jaki dar otrzymała. Nie mogła mnie w żaden sposób pokonać wiec dlaczego miałaby udawać płacz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:32 pm




     Kątem oka widziałam, że to go ruszało. Tak samo jak każdy mężczyzna w tej sytuacji, nie wiedział co zrobić, a to dawało mi przewagę. Czułam się przez to bardziej pewna tego, że byłam w stanie sobie z nim poradzić. Wystarczyło tylko go dobrze podejść, a na razie odnosiłam w tej kwestii sukces. Może nie powinnam się z tego tak cieszyć, ale ta przewaga, którą czułam przysłaniało mój rozsądek. Chciałam poczuć jej jeszcze więcej, dlatego niepewnie wstałam i opuściłam dłonie, uciekając wzrokiem po jaskini.
     - Adanthir – odpowiedziałam, zachowując pozory i powoli podeszłam do wojownika tak, jakbym się go bała. Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie chciałam się zatrzymywać, bo czułam ekscytację na samą myśl o tym, że miałam szansę na ucieczkę. Wystarczyło tylko zachować ten stan. – Mogę ci zadać jedno pytanie? – spytałam, zaplatając palce prawej ręki nad łokciem lewej i spoglądając gdzieś w prawo, ale w dół. Zatrzymałam się tuż przed nim i przygryzłam wargę, tak jakbym próbowała uformować słowa tak, aby pytanie było jak najbardziej zrozumiałe. Następnie musiałam działać szybko. Błyskawicznie zamachnęłam się nogą, trafiając w krocze, a kiedy skulił się tak jak powinien, powaliłam go na ziemię od góry, uderzając łokciem w potylicę. Dalej już w ogóle nie myślałam i po prostu wybiegłam z jaskini, licząc na to, że zyskam przewagę na tyle dużą, że mnie nie dogoni. Nie chciałam iść tam, gdzie mnie zabierał. Nie chciałam towarzyszyć mu w tej wyprawie. Porwał mnie! No do jasnej cholery! Porwał mnie z mojego własnego domu! I nieważne, że jednocześnie uratował mi życie, za co powinnam była mu podziękować. Były na to zupełnie inne sposoby! Nie musiał zakradać się do moich komnat i zabrać w ostatniej chwili! Tak trudno mu było porozmawiać?! Poznać mnie?! Sprawić, że mu zaufam?! Tylko tak od razu przez ramię i wiśta wio??!! Z KOBIETĄ TRZEBA OBCHODZIĆ SIĘ DELIKATNIE!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:33 pm


       Poznałem jej imię. Adanthir brzmiało delikatnie a zarazem silnie, w rodzinie królewskiej było to chyba normalne aby nazywać dzieci poważnie, w końcu kiedyś miały się stać głowami narodu, reprezentantami królestwa, nie mogli mieć pospolicie brzmiących imiona, takich jak my używamy. Ciekawiło mnie czy kiedykolwiek usłyszała zdrobnienie swojego imienia. Ada, anthir, było wiele możliwości.
       Nagle zaczęła się powoli do mnie zbliżać, wydawała się zagubiona i przerażona, może faktycznie taka była. Nie powiem wyglądała strasznie uroczo i pociągająco, chyba każdego faceta podniecił by widok takiej dziewczyny, ale ja nie mogłem sobie na to pozwolić, musiałem zachować zimną krew, do cholery jasnej miałem być jej ochroniarzem i eskortą.
        - Śmiało - odpowiedziałem. Unikała kontaktu wzrokowego, wyglądała jakby chciała zebrać słowa i ułożyć je w sensowne pytanie. Zapomniałem całkowicie o tym co jeszcze chwile temu przeszło mi przez myśl. Niestety kiedy się zorientowałem było już za późno, dziewczyna przywaliła w moją męskość a następnie uderzyła mnie w potylice, a przynajmniej tak się jej wydawało. Nie miała tyle siły aby wycelować dokładnie w miejsce, które by mnie obezwładniło, w końcu nawet schylony byłem wyższy niż ona. Jeżeli tak chcę się bawić, to rozegram to po jej myśli. Kucnąłem udając cholernie obolałego, owszem bolało ale nie aż tak żebym nie mógł się ruszyć. Dam jej czas, niech sobie chwile ucieknie, nawet nie zda sobie sprawy kiedy wpadnie w moją pułapkę. Nie byłem na tyle głupi żeby się nie ubezpieczyć przed atakami z zewnątrz, praktycznie 2 km lasu były otoczone moimi talizmanami i barierami, jeżeli przebiegnie przez którąś z nich od razu będę wiedział gdzie jej szukać. Byłem wściekły, nie na nią ale na siebie, powinienem od razu wyczuć, że coś jest nie tak, przez ostatnią dobę popełniłem tyle błędów, że to do mnie nie podobne.
       Poczułem ruch jakieś 500 metrów na południe, głupia, nawet nie wie, w która stronę biec. Uciekać byle uciec, taki był jej plan. Wybiegłem z jaskini kierując się w miejsce aktywności talizmanu, byłem szybki, dużo bardziej szybszy niż ostatnim razem, może to kwestia zdenerwowania sprawiała, że dostałem większego przypływu adrenaliny. Już ją widziałem, była w zasięgu mojego wzroku, nie miała butów, biegła po liściach, gałęziach i kamieniach, to na pewno sprawiało jej ból a co najważniejsze spowalniało ją. Kiedy ją dogoniłem, od razu przycisnąłem ją do drzewa, złapałem za nadgarstki i przysunąłem się na tyle blisko żeby widziała złość w moich oczach.
       Milczałem, skoro ona ze mną pogrywa to nie miałem zamiaru być jej dłużnym. Włożyłem kolano między jej uda i powoli kierowałem je ku górze. Nachyliłem się nad jej uchem i zacząłem delikatnie przesuwać językiem po jego krawędzi, dziewczyna stała jak osłupiała, nie była w stanie nic wykrzyczeć a nawet nie zablokowałem jej mowy. Poczułem jak rozkosz lekko wstrząsa jej ciałem.
        - Naprawdę nie chcesz żebym przerwał? - szepnąłem jej do ucha. - Lepiej coś powiedz jeśli tego nie chcesz - pocałowałem jej szyje przy uchu i zacząłem powoli zjeżdżać językiem w dół. Pocałowałem jej ramie, obojczyk, mostek aż dotarłem do jej biustu, musnąłem go po czym spojrzałem księżniczce w oczy. - To był ostatni raz, rozumiesz? - powiedziałem stanowczym tonem. Odnosiłem się do jej ucieczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:34 pm




     Głupia. Głupia. GŁUPIA! Jak mogłam chociaż przez chwilę pomyśleć, że zwykła księżniczka jest w stanie uciec wytrenowanemu wojownikowi? Przecież to było naiwne i aż się sobie dziwiłam, że to się we mnie ujawniło. Zawsze dużo myślałam i kalkulowałam konsekwencje. Musiałam, bo ciągle szukałam rozwiązania. Ciągle starałam się znaleźć sposób na zwrócenie na siebie uwagi, a teraz robiłam wszystko instynktownie. No, ale jednocześnie czego można było się spodziewać po porwanej kobiecie? Nie chciałam, żeby moje życie zależało od tego czy będę posłusznie wykonywała rozkazy innych. To ja miałam wydawać rozkazy! Do tego powinnam była być szkolona!
     Wstrzymałam oddech, jakby to miało mi pomóc odciąć się od jego dotyku. Nie wiedziałam co powinnam zrobić i po prostu stałam jak osłupiała, walcząc z dreszczami, wstrząsającymi moim ciałem. Do tej pory mi to nie doskwierało, ale teraz naprawdę zaczęłam się bać. W myślach błagałam o to, żeby Dorthas się nagle pojawił i pomógł mi wrócić do domu, bezpiecznie. A zamiast tego czułam tylko obrzydzenie do tego mężczyzny i samej siebie, jakbym to ja była winna temu, w jakiej sytuacji się teraz znajdowałam.
     - Czego ty ode mnie chcesz?! – warknęłam, wyrywając się, a przynajmniej próbując. Nie miałam szans z siłą swojego napastnika. Był wytrenowany, ja nie. Mogłam sobie wmawiać, że umiem zadbać o siebie, dzięki treningom swojego przyjaciela, ale to nie była prawda. Umiałam zaledwie skrawek tego, co on, a nie był ode mnie starszy o zbyt wiele. – Dlaczego zabrałeś mnie z domu?! Co ci to da, skoro mój ojciec nie zapłaci okupu?! – spróbowałam wyrwać się jeszcze mocniej, ale nadal nic mi to nie dawało. Moje całe ciało drżało ze strachu, ale jednocześnie duma nie pozwalała mi powiedzieć, że więcej nie ucieknę. Jak by to o mnie świadczyło? To ja powinnam rozstawiać karty, nie on. Do jasnej cholery kiedyś zostanę królową!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:35 pm


       Nie byłem dumny z tego co zrobiłem ale nie zostawiła mi wyboru, bycie dla niej miłym nie dawało żadnych pozytywnych efektów a wręcz przeciwnie, nabiegliśmy się jedynie po lesie. Nie oczekiwałem od niej, że będzie posłusznie wykonywać moje polecenie, że od razu zrozumie, że jestem jej sprzymierzeńcem a nie wrogiem, ale ona nawet nie dała mi szansy, skreśliła mnie na starcie, wrzuciła do szufladki porywacz a nie wybawca. Nie miałem wpływu na to jak mnie oceni, ale mogła przynajmniej mnie wysłuchać, dowiedzieć się o co w tym wszystkich chodzi, czego od niej chcę.
       Nie odpowiedziałem na jej pierwsze pytanie, wiedziałem, że należy bardziej do tych retorycznych, a sposób, w który je zadała tylko mnie w tym uświadczył.
       - Gdybyś tylko na samym początku była taka rozmowna to nie skończyłoby się w ten sposób - rzuciłem zamiast odpowiedzi, księżniczka cały czas próbowała się wyrwać ale to było niemożliwe, była słaba, krucha i delikatna. Trzęsła się ze strachu ale też i zimna, w nocy w lesie temperatura spadała do pięciu stopni, a w górach była poniżej zera. Puściłem ją w końcu, widziałem w jej oczach, że nie odważy się na ucieczkę, zdjąłem kurtkę, którą miałem na sobie i przykryłem nią dziewczynę.
        - To nie jest miejsce na rozmowy - ponownie zbliżyłem się do dziewczyny, ale tym razem wziąłem ją na ręce, nie chciałem żeby poraniła się jeszcze bardziej, już wystarczy, że cała jest w zadrapaniach. Miałem ją chronić a sprawiłem tylko, że była ranna. Kiepski ze mnie ochroniarz.  Byłem zdziwiony tym jak spokojna była, wątpiłem żeby się wstydziła, raczej ukrywała swoją dumę, w końcu jest księżniczką a to zobowiązuję prawda? Zresztą nawet niosłem ją jak prawdziwą księżniczkę, nie miała powodów do narzekania na złe traktowanie.
- Przebierz się. - powiedziałem przed wejściem do jaskini. - Poczekam tutaj - miałem dość kłótni i zabaw, chciałem z nią porozmawiać jak z człowiekiem. - Adanthir jestem po twojej stronie. - szepnąłem kiedy wchodziła do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:35 pm




     Wcale nie poczułam się bezpieczniej, kiedy się odsunął i zarzucił mi kurtkę na ramiona. Nie miałam jednak już siły na kolejną ucieczkę, bo to i tak nic mi nie dawało. On był zbyt szybki i za silny, żebym mogła mu zbiec. Na pewno przygotowywał się na taką ewentualność, nie robił niczego na hop siup. Poczułam się przez to tak, jakbym znalazła się w pułapce bez wyjścia. A świadomość tego sprawiła, że kompletnie straciłam chęci na jakąkolwiek inicjatywę. Po prostu nie chciałam już nic robić.
     Nie mówiąc ani słowa weszłam do jaskini i spojrzałam na ubrania, które mi wręczył. Diametralnie różniły się od tych, które zwykłam nosić. To nawet nie przypominało sukni z miękkiego i delikatnego materiału. Były elastyczne, ale jednocześnie szorstkie i chociaż wizja założenia czegoś takiego była ostatnią, której potrzebowałam, nie mogłam biegać po lesie w niczym nimfa z opowieści. Upewniając się więc, że Sin faktycznie stoi na zewnątrz i nie wchodzi, zrzuciłam koszulę nocną i spojrzałam na swoje zarysowane ciało. Skrzywiłam się, widząc te wszystkie rysy, ale byłam sama sobie winna, więc po prostu sięgnęłam po nowy ubiór. Powiedziałabym, że to wyglądało jak gorset zszyty z majtkami i trzymający się na zawiązywanych ramionach. Dekolt był co najmniej wyzywający i gdyby nie to, że znajdowałam się w sytuacji bez wyjścia, w życiu bym tego na siebie nie założyła. Plusem tego stroju było to, że nie miał wielu elementów, bo poza tym… kompletem, był złożony jedynie z rękawiczek bez palców, butów usztywnionych na stopach, a dalej wyglądających jak zwykły materiał oraz kurtki. Pomimo tego, że w ogóle nie czułam się w nim komfortowo, na pewno wyglądał na mnie całkiem nieźle, bo przylegał tak, jakby był drugą skórą i nie krępował ruchów. Chociaż ten zielono-brązowy kolor w ogóle nie pasował do moich różowych włosów.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Nie Mar 26, 2017 3:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:35 pm


       Nasłuchiwałem, musiałem mieć pewność czy znowu czegoś nie planuje. Może i wyglądała na delikatną i słodką dziewczynę ale zdążyłem się przekonać, że upartości jej nie brakuję. Słyszałem odgłosy szemrania ubrań, uderzania obcasów o podłoże i ciche jęki świadczące o wysiłku fizycznym. Czekałem jeszcze chwilę kiedy wszystko ustało, ale księżniczka nic nie powiedziała, nie było żadnego "możesz wejść", nic, dlatego postanowiłem sam się wprosić, rzuciłem ciche "Wchodzę" i po chwili byłem już w środku. Adanthir stała przy ścianie ubrana w rzeczy, które jej dałem, nie wyglądała w nich źle, ale zielony trochę kłócił się z różowymi długimi włosami. Będę musiał poprosić Michelle żeby dała jej ciuchy w innym kolorze.
       - Usiądź - rozkazałem wskazując miejsce przy ścianie. Dziewczyna wykonała polecenie a ja mogłem zacząć opowiadać o co w tym wszystkim chodzi. - Zacznę od początku, jeżeli nie zapamiętałaś to mam na imię Sin, pochodzę z plemienia Seiryu, które zamieszkuje pobliskie góry. Jesteśmy wykwalifikowanymi wojownikami o bardzo wysokiej energii duchowej. Pominę na razie ten temat, bo wątpię aby w tej chwili to cię najbardziej interesowało. - usiadłem po przeciwnej stronie jaskini, dokładnie tam gdzie siedziałem na samym początku kiedy się obudziła. Dystans na pewno sprawi, że nie będzie się czuła skrępowana.
       - Sam nie znam za wiele szczegółów, ale król Highlandu nie jest twoim biologicznym ojcem. Wydaje mi się, że podejrzewał to już od bardzo dawna, dlatego czekał do momentu pojawienia się twojego symbolu aby się o tym przekonać. Wszystkim w królestwie są znane symbole rodziny królewskiej, a twój nie jest połączenia symbolu króla i królowej. Spójrz na niego uważnie, twój ojciec ma znak przypominający drzewo, a twój symbol jest okrągły i zamknięty. - dziewczyna zaczęła oglądać swój nadgarstek, chyba dopiero teraz do niej dotarło, że faktycznie jest coś z nim nie tak.
        - Twoim biologicznym ojcem jest starszy naszego plemienia, dlatego moją misją było uratowanie cię śmiercią i bezpiecznie przetransportowanie do naszego obozu. Nie mogę ci pozwolić na powrót do stolicy, to by było równoznaczne z twoją śmiercią. Zapewne wszyscy już huczą o tym, że księżniczka została porwana i istnieje nagroda za odnalezienie cię i zwrócenie do zamku, tyle że, to tylko po to aby cię zabić. Cała straż na pewno dostała już rozkaz przeszukiwania pobliskich terenów, a jeżeli cię znajdą mają skrócić cię o głowę. - wiedziałem, że brzmiało to bardzo strasznie, Adanthir musiała być przerażona, ale taka była prawda, gdybym pozwolił jej uciec na pewno by już nie zyła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:36 pm




     Mimo, że się spodziewałam czegoś okropnego, nigdy nie pomyślałabym, że chodzi o to, iż byłam bękartem. Nie byłam biologiczną córką króla i to mi wiele wyjaśniło. Do tej pory nie wiedziałam dlaczego traktował mnie w tak okrutny sposób, a teraz to się wyjaśniło. Tylko to wcale nie było tym, czego oczekiwałam. Mimo tego, że mnie spychał na bok i nawet nie brał pod uwagę w kolejce do tronu, mimo że byłam starsza od swojego brata, to nadal był mężczyzną, który mnie wychował. Nie wyrzucił mnie z zamku, mimo że podejrzewał, iż mnie nie spłodził i uczył tego, co powinien.
     Zacisnęłam dłonie w pięści, ale nie odezwałam się ani słowem. Nie miałam nic do powiedzenia. Prawda mnie przytłoczyła i zaczęłam się zastanawiać czy moje relacje z Dorthasem na tym nie ucierpią. Byliśmy naprawdę bliskimi przyjaciółmi, potrafiliśmy się dogadać. A teraz nie wiedziałam czy on w ogóle uznawał mnie za kogoś, z kim warto się zadawać. Utrata jego przyjaźni byłaby dla mnie o wiele bardziej bolesnym ciosem niż własna śmierć.
     - Cudownie… – warknęłam po chwili ciszy, krzywiąc się z niesmakiem. – Zostałam porwana przez jakiegoś faceta tylko dlatego, że jak się okazało, mój biologiczny ojciec przypomniał sobie nagle o swojej córce i stwierdził, że należy zacieśnić rodzinne więzi, a mój „nieojciec”, który mnie wychował zdecydował się skrócić mnie o głowę, bo mam inny znaczek niż on – stwierdziłam i poderwałam się z ziemi. Siedzenie w tej sytuacji nie wchodziło w grę. Mimo, że wcześniej byłam podekscytowana tym, że zyskam moc, teraz żałowałam, że skończyłam te osiemnaście lat.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Nie Mar 26, 2017 3:37 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:36 pm


       Milczałem, nie było sensu nic więcej mówić, księżniczce zbierało się na płacz, tym razem na pewno nie był on udawany. Nawet nie wie jakie miała szczęście, że Ojciec przez te wszystkie lata pozwolił jej zostać na zamku, z plotek, które miałem okazje usłyszeć dowiedziałem się, że matka Adanthir nie zgadzała się aby zabrać ją z zamku, sama należała do naszego plemienia i wiedziała, że życie tam nie jest łatwe, codzienne ciężkie treningi, brak własnego zdania, surowa dyscyplina i narzucanie przyszłości. To właśnie tym był nasz obóz.
        - Wiem, że to trudne ale uspokój się. - powiedziałem delikatnie kiedy dziewczyna zerwała się z miejsca. Sam również się podniosłem, byłem gotowy gdyby zamierzała zrobić coś głupiego. Podszedłem do niej bliżej i położyłem jej rękę na ramieniu w geście pocieszenia. - Wiesz może jaką masz moc? -zmieniłem temat. Była jedną z nas więc nie powinna mieć większego problemu z odkryciem swojego daru. Może i nie trenowała tak ciężko jak my, ale jej symbol był kompletny, jej moc bez wątpienia była potężna, zresztą każda moc jest silna jeżeli dobrze się ją wykorzysta. Pamiętam, że wszyscy mnie  wyśmiewali, twierdzili, że klątwy nie są w stanie nic nikomu zrobić, że tylko prawdziwe potężne moce, takie jak ma Michellle są czegoś warte. Wyzwali mnie wiec na pojedynek, byłem sam przeciwko trójce. Mimo, że uważali moją moc za "śmieciową" każdemu z nich brakowało odwagi aby sprawdzić to w walce jeden na jeden. Wystarczył tylko jeden rzut talizmanem, a cała trójka była sparaliżowana. Widziałem strach w ich oczach i bawiło mnie to. Miałem ochotę ich skopać i pobić, ale ostatecznie odszedłem nic im nie robiąc, to było dla nich większym upokorzeniem niż zbicie ich na kwaśne jabłko. Po tym zdarzeniu nigdy więcej mnie nie zaczepili.
       Nagle poczułem, że ktoś przekroczył moją barierę, nie była to jedna osoba, wyczuwałem obecność co najmniej sześciu ludzi, zbliżali sie do nas w zastraszającym tempie, tak jakby doskonale wiedzieli, w którym miejscu jesteśmy. Mogli to być ci sami rycerze, w końcu któryś z nich mógł posiadać taką umiejętność. Nie wiedziałem co miałem zrobić, mogłem wyjść im na przeciw albo zabrać stąd Adanthir i uciekać, problem w tym, że ona mnie spowolni i nie damy rady im uciec, zresztą nadal nie mogę jej ufać, nikt nie powiedział, że będzie grzecznie za mną biec kiedy jej rycerze są tuż tuż. Nie myślała teraz logicznie a ja nie miałem czasu na pokazanie, że jestem godny zaufania. Została mi tylko jedna opcja.
       Popchnąłem księżniczkę na ścianę i przysunąłem się bardzo blisko. Lewą rękę z talizmanem oparłem o ścianę jaskini, wskazujący palec prawej ręki położyłem na ustach Adanthir, potrzebowałem ciszy, musiałem się skupić, otaczałem naszą jaskinie bariera paraliżującą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:38 pm




     Łatwo mu było powiedzieć, żebym się uspokoiła. To nie jego życie skończyło się w momencie, w którym tak naprawdę miało się dopiero zacząć. To wszystko miało wyglądać zupełnie inaczej. Wyobrażałam sobie jak moja potężna moc się aktywuje i nagle zmienia zdanie mojego ojca na mój temat. Chociaż wygląda na to, że jednak nie mojego. Miał zacząć się mną interesować i w końcu traktować tak jak powinien swoją własną córkę. A tymczasem pragnął mojej śmierci, podczas gdy mój biologiczny ojciec nagle zapragnął mieć mnie obok siebie. Nie wierzyłam, żeby robił to bez powodu. Czegoś ode mnie chciał, a ja chyba nie chciałam widzieć czego.
     - Nie mam pojęcia! – podniosłam głos, rzucając rękami zaciśniętymi w pięści, w dół. – Gdybym wiedziała to już by mnie tu nie było! – dodałam tak samo ostro i odsunęłam się, zrzucając jego dłoń z mojego ramienia. Tak samo bardzo jak nie chciałam tutaj być, pragnęłam cofnięcia czasu. Za nic w świecie nie miałam zamiaru oddawać swojego luksusowego życia na rzecz jakiejś meliny w górach. Pochodziłam ze stolicy i tam wrócę. Nieważne jak, ani kiedy, ale wrócę.
     Wszystkie myśli całkowicie zniknęły z mojej głowy, kiedy znalazłam się na ścianie. Zastąpił je obraz z lasu, o którym chciałam zapomnieć. Znowu pojawił się ten strach o to, co mógł zrobić i wypominanie sobie tego, jak mogłam być tak nieuważna. Zdziwiło mnie więc, kiedy jedyne co zrobił, to nakazał mi milczenie. Wyglądał… zupełnie inaczej niż przy tamtym drzewie i nie wiedziałam czy się z tego cieszyć czy nie. Chwilę potem dotarł do mnie szczęk zbroi, tętent kopyt i męskie, harde głosy. Żołnierze mojego ojca. Znaczy króla…


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Nie Mar 26, 2017 3:38 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:38 pm


        - Adanthir!! - usłyszałem wołanie jednego z rycerzy.
        - Adanthir przyszedłem po ciebie! - kontynuował. Zagrodziłem księżniczce przejście kiedy zobaczyłem błysk w jej oku. Nic do niej nie dociera, nawet to jak jej powtarzam, że to nie są jej przyjaciele, już nie.
        - To pułapka, nie bądź głupia! - krzyknąłem. To bym chyba pierwszy raz kiedy podniosłem na nią głos. Nie lubiłem krzyczeć, zwykle nie miałem też powodów aby to robić. Dziewczyna niestety nie zważała na moje słowa, próbowała mi się wyrwać najbardziej jak tylko mogła. Miałem ochotę ją puścić aby sama się przekonała o prawdziwości moich słów.
        - Jesteście otoczeni! Wypuść księżniczkę Adanthir a nikomu nie stanie się krzywda! - kontynuował znowu ten sam rycerze, teraz jak o tym myślę to pamiętałem jego glos. To był ten sam mężczyzna, który jako pierwszy rzucił się na mnie w zamku. Powodowało to, że tym bardziej nie miałem ochoty jej puścić. Księżniczka zaczęła wołać jego imię a ja przytrzymywałem ją najsilniej jak mogłem.
Nagle przeszedł mnie dreszcz, poczułem jak tracę siły, miałem mroczki przed oczami, nie wiedziałem zupełnie co się dzieje, nie wyczuwałem żadnego zaklęcia  więc to nie mógł być żaden z rycerzy. Czy to możliwe?
       Puściłem dziewczynę i upadłem na kolana. Adanthir wybiegła z jaskini. Kręciło mi się w głowie, czułem jak cała energia życiowa ze mnie wyparowała. Musiałem jednak wstać i ją ratować, nie mogłem pozwolić aby ją zabrali, to byłoby jak spisanie nad nią wyroku śmierci. Wstałem i od razu poleciałem na ścianę przede mną, moje ruchy były wolne i ograniczone, kołysałem się z każdym krokiem. Wychyliłem głowę z jaskini i zobaczyłem jak czarnowłosy mężczyzna obejmuję i uspokaja księżniczkę. Trzymał nóż na jej plecach.
       Resztką moich sił rzuciłem w niego talizman paraliżujący, ale efekt nie trwał zbyt długo. Adanthir zobaczyła, że jej rycerz miał wymierzony nóż prosto w jej plecy, ale nie zdążyła odskoczyć, ostrze noża wbiło się głęboko w moje ciało kiedy w ostatniej chwili zasłoniłem dziewczynę. Na szczęście nie byłem mu dłużny, bo dokładnie w tym samym czasie dostał cios ode mnie. Upadłem na księżniczkę, na zimną ziemie pokrytą grubą warstwą liści. Nie czułem się dobrze, nóż tkwił w moim boku.
        Adanthir była przerażona, dotknąłem dłonią jej policzka. - Obronie cię... - wyszeptałem praktycznie bezgłośnie, nie byłem w stanie powiedzieć tego głośno i wyraźnie. Ta deklaracja musiała brzmieć strasznie żałośnie biorąc pod uwagę mój obecny stan.
       Podniosłem się, ciemnowłosy mężczyzna zrobił to samo. Musiał mieć naprawdę żałosnych towarzyszy, bo nie ruszyli się nawet o milimetr mimo, że powinni mnie wykończyć kiedy jeszcze leżałem na księżniczce. Nie miałem zamiaru puszczać ich wolno, nawet pomimo mojego stanu.
       Tak jak stoję tu i trzymam ostrze swe,
        patrząc na noc, którą zgładziły me ręcę,
        rozważam wszelkie decyzje, których dotąd dokonałem

        Zacząłem swoją pieśń, nie obchodziło mnie, że mogę tego nie przeżyć. Nie odpuszczę. Widziałem strach w ich oczach, wiedzieli co zamierzam zrobić. Ciemnowłosy mnie zaatakował, był jedynym który postanowił mnie powstrzymać. Zablokowałem jego atak, dokładnie tak samo jak wtedy.
        Tak jak lekki wiatr, ostrzegający nas
        przed delikatną, lecz niebezpieczną nocą
        stworzyłem więź lecz bez ciebie niczego nie osiągnę

        Odepchnąłem go nową energią, którą otrzymałem. Tym razem nie zamierzałem ich tylko uśpić. Sparaliżowałem ich wszystkich, wyjąłem swój drugi sztylet i podszedłem do dowódcy. Moje spojrzenie musiało być zimne jak lód.
        - Posmakujesz dokładnie tego, co chciałeś zrobić jej. - wbiłem mu sztylet w plecy. - Atakować kogoś, kto ci zaufał, kto błagał cię o ratunek. Zasługujesz na karę gorszą od śmierci!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:40 pm




     - Puszczaj! – wyrywałam się z rąk Sina tak intensywnie, że w pewnym momencie poczułam przypływ nieznanej energii. Nagle całe moje zmęczenie zniknęło, ustępując miejsca energii, której nigdy nie posiadałam. W tym samym czasie poczułam, jak ramiona wojownika rozluźniają uścisk tak, jakby nagle stracił całą siłę, którą miał. Udało mi się wyrwać i niemal od razu znalazłam się w uścisku żołnierza, ciesząc się, że w końcu mogłam wrócić do domu. Nie zdołałam się jednak tym nacieszyć. Coś uderzyło w naszą dwójkę i nagle wszystkie mięśnie Dorthasa się spięły. Niestety nie trwało to długo, a gdy tylko zorientowałam się, co się dzieje, nie miałam już jak uciec. Nawet nie chciałam. Ten cios, w tym momencie, byłby moim błogosławieństwem. Nie musiałabym żyć z tą wiedzą, która kruszyła moje serce. Całe ciało mi drżało, a ja nawet nie zauważyłam, że ostrze dosięgło Sina zamiast mnie. Stałam jak sparaliżowana, patrząc jak osoba, która była najbliższa memu sercu, traci swoje życie po tym, jak mnie zdradziła. To było tak bolesne doznanie, że miałam ochotę sama rzucić się na sztylet, byleby tylko nie musieć żyć ze świadomością, że straciłam osobę, na której zależało mi bardziej niż na własnym życiu.
     Nie bacząc na obecność wrogich wojsk wokół nas, niepewnie stawiałam kroki w stronę ciała Dorthasa. Stanęłam tuż nad nim i poczułam jak tracę grunt pod nogami. Całym swoim ciężarem opadłam na kolana tuż obok mężczyzny, a drżącą dłonią dotknęłam jego policzka. Nie wiem co było gorsze, czy jego śmierć, czy zdrada. Wiedziałam, że moja reakcja była daleka od tej, którą sama po sobie oczekiwałam. Łzy znaczyły drogę po moich policzkach, kończąc wędrówkę na twarzy wojownika.
     - Zdradziłeś mnie. Chciałeś mnie zabić… – wyszeptałam w jego stronę, mimo że już niczego nie słyszał. – Więc dlaczego nie mogę cię znienawidzić? Dlaczego wciąż cię kocham? – spytałam, nachylając się nad nim i sunąc kciukiem po jego szorstkich ustach. W kolejnym odruchu zabrałam palce, a swoje wargi zetknęłam z jego w pocałunku. Chociaż raz chciałam móc skosztować smaku, który nigdy nie był dla mnie przeznaczony. Trwałam więc tak kilka sekund, jednak wiedziałam, że to nie mogę tego robić wiecznie. Dlatego w końcu przerwałam, odsuwając się od niego. Chciałabym móc stanąć z nim twarzą w twarz, z nim jako żywym człowiekiem i powiedzieć to, czego nigdy nie byłam w stanie. Chciałam, żeby jakimś cudem odzyskał życie i wysłuchał wszystkiego, co miałam mu do powiedzenia, ale wiedziałam, że to nie było możliwe. Zabrałam więc z jego ręki sztylet, który podarowałam mu w dniu, w którym awansował na generała, a którym chciał mnie zabić i złapałam jego broń. Wyciągnęłam miecz z pochwy, chowając krótsze ostrze za pas, odrzuciłam ją na bok i wzięłam kilka oddechów, uspokajając się. Dorthas zginął, więc nic więcej nie trzymało mnie przy rodzinnym mieście. Nic, oprócz tronu, który miałam zamiar odebrać. Przypomniałam sobie wszystkie treningi z przyjacielem i ruszyłam na żołnierzy, czując jak rozpiera mnie nienawiść, dodająca sił. Siła, którą zyskałam w jaskini nie zniknęła, a jedynie się zwiększyła. Pewnie trzymałam miecz i stawiałam stopy na ziemię. Krew buzowała mi w żyłach, a ja sama pragnęłam gdzieś ulokować wściekłość, która się we mnie tliła. Atakowałam, żeby zabić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Rencia

avatar

Liczba postów : 395
Join date : 26/03/2017

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:40 pm


       Kiedy rycerz umarł Adanthir podeszła aby go pożegnać, musiałby dla niej kimś bardzo ważnym, skoro postanowiła opłakiwać kogoś kto bez wahania chciał ją zabić. Poczułem lekkie ukłucie zazdrości kiedy powiedziała, że nie potrafi go znienawidzić, ponieważ go kocha. Byłem zazdrosny o to, że potrafi być tak dobra, ja nie potrafiłbym wybaczyć zdrady nawet komuś kogo kochałem.
       Poczułem jak kręci mi się w głowie, tym razem nie zaśpiewałem całej pieśni, więc efekt jej działania był stanowczo krótszy, symbol palił moją skórę, gorąc przeszywał całe moje ciało. Nawet nie zauważyłem kiedy padłem na ziemie. W ustach czułem smak krwi, praktycznie niczego już nie widziałem, ani niczego nie słyszałem, powoli traciłem wszystkie zmysły. Jak przez mgłę zobaczyłem postać księżniczki, było mi wstyd, że nie mogłem jej ochronić, nie byłem w stanie nawet uratować samego siebie. Kątem oka zobaczyłem jak Adanthir wstaje dzierżąc miecz i atakując pozostałych strażników. Głupia... Powinnaś uciekać... Powieki musiały ważyć tony, walczyłem z nimi chwilę ale w końcu dałem za wygraną. Zamknąłem oczy i jak przez tubę słyszałem odgłosy uderzających o siebie mieczy. Po chwili nawet to ustało i nie słyszałem już nic. Ciemność, cisza, strach i śmierć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Raika

avatar

Liczba postów : 478
Join date : 08/07/2015

PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   Nie Mar 26, 2017 3:41 pm




     Wszystko było dla mnie zamglone. Wpadłam w pewnego rodzaju trans. Moim partnerem w tym tańcu był jedynie instynkt i płynne ruchy bronią, próbującą przecinać przeciwników. Słuchałam szczęku metalu, który uderzał od siebie, płytkich oddechów i sama starałam się tak działać. Nie byłam wprawiona w walce, nawet pomimo treningów z Dorthasem, ale skupiając się na tym, jak moi przeciwnicy działali, uczyłam się tego na bieżąco, jakbym była księgą, którą ktoś zapełnia. Nie wiem nawet kiedy udało mi się zakończyć to starcie i albo powalić przeciwników, albo spłoszyć ich. Nie byłam pewna co tutaj się zadziało, ale to nie było istotne. Miałam teraz szansę na ucieczkę.
     Byłam gotowa już odejść, ale zablokowałam się. Mimo tego, że Sin mnie porwał, to już dwa razy uratował mi życie i nie oczekiwałam w zamian niczego oprócz ruszenia za nim. Chciałam go tak zostawić i znaleźć swoje miejsce, ale nie byłam w stanie. Ilekroć robiłam krok, coraz bardziej przygryzałam wargę. Podniosłam w końcu z ziemi pochwę, umocowałam ją na swoich biodrach, schowałam miecz i podeszłam do rannego porywacza.
     - Pożałuję tego… Oj na pewno… – stwierdziłam, ciągnąc go w stronę jaskini. Struga krwi ciągnęła się od miejsca, w którym padł, aż do środka góry, ale wcześniej na to nic nie mogłam poradzić. Zajęłam się natomiast jego ranami jak tylko wygrzebałam z plecaka potrzebne rzeczy. Musiał się spodziewać takiej akcji, bo miał cały zapas. Od jak dawna planował to przedsięwzięcie?
     Zagryzając w sobie chęć dobicia go, zajęłam się jego ranami. Zajęło mi to o wiele więcej czasu niż chciałam, ale w kocu skończyłam. Opuściłam więc jaskinię i podeszłam do martwych ciał, zabierając od nich wszystko, co mieli przy sobie, a co mogło się przydać podczas wyprawy. Do Dorthasa podeszłam jako do ostatniego i zanim zdobyłam się na odwagę, aby go dotknąć, stałam nad nim i wpatrywałam się w jego twarz, mając nadzieję, że w pewnym momencie otworzy oczy i to wszystko okaże się tylko koszmarem. Niestety nic takiego nie nastąpiło, a ja w końcu musiałam się przemóc. Zdjęłam z niego wierzchnie okrycie i odrzucając to, które miałam na sobie, narzuciłam na ramiona. Następnie zaczęłam szukać czegoś, czym mogłabym wykopać dla niego grób, bo nie chciałam go zostawiać w takim stanie. Nikogo z nich nie chciałam, więc czekało mnie dużo roboty, ale ich poświęcenie w imię królestwa, nawet jeśli po nieudolnych próbach pozbawienia mnie życia, nie mogło zostać zszargane przez dzikie zwierzęta. Musiałam im zrobić pochówek taki, na jaki zasługiwali żołnierze.


Ostatnio zmieniony przez Raika dnia Nie Mar 26, 2017 3:42 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]   

Powrót do góry Go down
 
Symbols [romans, fantasy, sceny 18+]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 25Idź do strony : 1, 2, 3 ... 13 ... 25  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: