IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 10:29 am


Ludzie popełniają błędy. Są bowiem ludźmi –wiele się im wybacza. Wybacza kłamstwa, morderstwa, kradzieże i ucieczki.
Ale czy i tym razem jednemu z bohaterów opowiadania zostanie zapomniana krzywda, której dopuści się wobec przyjaciela? Przyjaciela będącym kolegą z zespołu, odwiecznym powiernikiem wielu tajemnic, kimś dzielącym wspólny sukces do czasu, gdy w pogoni za sławą –przyjaźń zostaje wystawiona na próbę. Czy to także będzie podlegało wybaczeniu? Czy kiedykolwiek znów ten drugi spojrzy na kolegę w ten sam sposób?
Nawet jeżeli…
>miejsce akcji: Anglia, Londyn
▶@Judas jako złodziej
▶@Voldemort jako pokrzywdzony
>poprawność ortograficzna blebleb
>przestrzegamy odgórnego regulaminu
>dłuższa nieobecność jest poprzedzona informowaniem o tym
>nie chce widzieć odpisów raz na miesiąc tylko przynajmniej dwa razy na miesiąc
XD
>rzeczy typu pseudo, instrument na którym gra postać, narodowość itp mile widziane w KP


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Czw Lip 09, 2015 10:36 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 10:34 am




Jedną z dobrych stron seksu jest to, że można go uprawiać z wielu różnych powodów: żeby się podniecić, żeby scementować związek albo [...] żeby znów być dziećmi bawiącymi się w superseks.

~ Jonathan Carroll






I m i o n a ||  Dymitr, Logan
P r z e z w i s k a ||  Kociak, Devil
N a z w i s k o ||  Anderson
W i e k ||  21 lat
O r i e n t a c j a ||  Homoseksualny
P ł e ć ||   Mężczyzna
D a t a   u r o d z e n i a || 26 Marca
Z n a k  z o d i a k u ||  Baran
G r u p a   k r w i ||  Brh-
R o d z i n a ||   Maria - matka, Thomas - ojciec
M i e j s c e   z a m i e s z k a n i a ||  Anglia; Londyn

K . O c z u ||  Ciemna zieleń
K.  W ł o s ó w ||  Białe (Po farbowaniu)  Czarne (Naturalny kolor)
W z r o s t ||   183 cm.
W a g a ||   78 kg.
C e r a ||   Chorobliwie blada
Z n a k i  s z c z e g ó l n e ||  Kolczyki; w wardze.
Uszach; Standardowy, (w lewym) sztanga  (w prawym)

C i e k a w o s t k i
1. Mając dziesięć lat chodził wraz ze swą rodzicielką do opery. Marzył o wielkiej sławie. Z czasem jednak jego upodobania się zmieniły. Podbił świat prezentując swój głos, jednakże w zupełnie innym gatunku muzycznym. Oprócz prezentowania swych strun głosowych, pochwalić się może grą na gitarze elektrycznej.
2. W klasie podstawowej był piątkowym uczniem. W szkole średniej radykalnie spadł z ocenami. Nikt jednak nie zna powodu, nawet jego najlepszy przyjaciel.
3. Gitarę elektryczną kupił w wieku osiągnięcia pełnoletności. Grywał wcześniej na gitarze klasycznej, więc z oswojeniem się z czymś "cięższym", nie miał najmniejszego problemu.
4. Dymitr dwa razy w całym swoim życiu zadarł z prawem. Raz; za nielegalne sprzedawanie dragów. Drugi raz; za pobicie mundurowego. Uratowała go znajomość z tamtejszym policjantem.
5. Jest nałogowym palaczem. Kiedy nie ma przy sobie paczki papierosów, dostaje białej gorączki. Lepiej, żeby wtedy do niego nie podchodzić. No chyba, że ma się fajki.
6. Często spędzał czas z matką w kuchni, z nudów podpatrywał, jak gotuje. Z czasem sam zaczął to robić. Po kilku klęskach, to on przejął pałeczkę.
7. W całym swoim życiu tylko dwa razy był na Woodstocku, obiecał sobie, że jeśli nadarzy się ku temu sposobność, na pewno pojawi się na kolejnych.
8. Harleya Davidsona dostał od tatusia na dziewiętnaste urodziny. (Przed tym, jak ojczulek wyjechał do Afganistanu) Maszyna ma zaszczytne miejsce w garażu Andersona.

DeviantArt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 10:42 am


źródła: tumblr.com
entrepreneurial.deviantart.com +własna obróbka(zmniejszenie i przycinanie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 10:46 am


   
    Zgniótł niedopałek butem, w tym samym czasie wypuszczając dym z ust. Poprawił szalik oraz futerał, a następnie wszedł do pomieszczenia, miejsce zajmując w najciemniejszym koncie. Nie chciał, by ktokolwiek zwracał na niego uwagę. Gaspard jest na tyle mądrym mężczyzną, że bez żadnego problemu odnajdzie miejsce, które w tamtej chwili oblegane było przez Andersona. Co prawda niezbyt uśmiechało mu się oglądanie dzisiaj tego dupka, ale musiał z nim pozałatwiać parę ważnych spraw. I nie robił tego dlatego, że szanowny Ulliel mu kazał. Najzwyczajniej chciał mieć wolny weekend. Co prawda musiał przez to niespodziewane spotkanie przełożyć kilka ważniejszych spraw, jednakże nie oponował. Dymitr nie należał raczej do osób, które trzymają się ustalonych wcześniej godzin, jednakże tutaj musiał zrobić mały wyjątek. Od tego zależało... no cóż, niemalże wszystko. Westchnął, a skrzyżowawszy dłonie na dobrze wyrzeźbionym torsie, jeszcze raz - dokładniej - rozejrzał się po pomieszczeniu. Pomalowane na ciemniejszy odcień brązu ściany, panele i wielki bar z butelkami alkoholów. Kilka stolików, porządne oświetlenie i cholernie drogie głośniki. Właściciel lokalu zdecydowanie musiał wydać na nie kupę szmalu. Naprawdę robiły wrażenie. Anderson znał się na takich cackach. Dwa lata w Dead Pussy robiły swoje. Kiedy przypominał sobie ich początki, w jego oku mimowolnie kręciła się łezka. Nadal pamiętał ich nieporadne próby wymagające wielu poprawek. Zdecydowanie potrzebowali wtedy kogoś doświadczonego, kogoś kto nieco by nimi poinstruował. W rzeczywistości gówno dostali, działając na swoją rękę. I się wybili. Ba! czekała ich nawet trasa koncertowa, która niestety nie doszła do skutku. Nie po tym, co Devil odwalił... Ulliel przez to zawraca mu teraz gitarę, żądając rozmowy. Ach, nie, wyjaśnień. Dolly zadzwonił do niego osiem godzin wcześniej, akurat w chwili, kiedy Dymitr był naprawdę zajęty. Zażądał jak najszybszego widzenia. Jego wściekłość była wręcz namacalna. Oczywiście, Anderson znał przyczynę tak niespodziewanej chęci spotkania się z nim. I choć mógł uciec, nie zrobił tego. Tchórzem w końcu nie był, a z Gaspardem zawsze mógł porozmawiać. Choć w rzeczywistości nie mieli o czym. Gitarzysta nie zwrócił nawet szczególnej uwagi na to, kiedy ich czysto przyjacielska relacja zaczęła się psuć. Oczywiście Logan zdawał sobie sprawę z tego, że prędzej, czy później ich drogi się rozejdą, ale nie pomyślałby, że nastąpi to w tak szybkim czasie.
    Westchnął, z lekkim poddenerwowaniem stukając swym ciężkim butem o parkiet, tym samym pokazując coraz bardziej rosnącą irytację. Po kolejnych piętnastu minutach coś zaczęło w nim wrzeć, a kiedy drzwi otworzyły się, wpuszczając do środka, chłodne powietrze, już wiedział, kogo diabli niosą. Kliknął językiem, unosząc nieco podbródek, a kiedy przy stoliku pojawił się dodatkowy cień, swe zmęczone spojrzenie przeniósł na wysokiego mężczyznę. Blada cera, ciemne włosy sięgające połowy szyi, oraz ostre rysy twarzy zawróciłyby w głowie nie jednej babce.
    - Z kim się znowu spoufalałeś, że masz pół godziny spóźnienia? - zapytał na przywitanie, twarz wykrzywiając w szyderczym uśmiechu. Już Anderson wiedział, że tej nocy Gaspard nie leżał w łóżeczku, jak na grzeczne dziecko przystało. Pieprzył się. Znowu... To był chyba największy minus Ulliela. Pchał się do łóżka komu popadnie. Nawet do tego Devilowego. Francuz wokalistę jednak nie kręcił, nie pociągał. W ogóle, nie wiedząc dlaczego, miał do nich złe nastawienie. Po prostu za nimi nie przepadał. W dziwny sposób go irytowali.
    - Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać? Rozumiem, że nie jest to zwykła wymiana zdań. Nie śpieszyłoby ci się tak... - odparł, unosząc nieco prawą brew. Czuł, że Jerome nie ma względem niego czystych intencji. Sam wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego.
    W chwili, kiedy Gaspard najpewniej zastanawiał się nad odpowiedzią, Logan wyciągnął z kieszeni spodni paczkę papierosów, a zabrawszy jednego, pudełko podsunął pod nos przyjaciela. Z wielkim skupieniem wpatrywał się w chociażby najmniejszy ruch z jego strony, ze spokojem odpalając fajkę. Zaciągnął się nikotynowym dymem, a nachyliwszy się nad stołem, powolnie wypuścił powietrze z ust, oczekując odpowiedzi. Był spokojny, jednakże po kolejnych zagrywkach tego typu, jego dobry humor może się radykalnie zmienić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 11:13 am

Ze snu wyrwało go głośne dudnienie głośników w pokoju obok. No tak… Zasnął tam gdzie stał i dopiero teraz uzmysłowił sobie, że jest w jakiejś meliniarni, a wokół niego leżą inni, podobni jemu. Zepsuci, młodzi muzycy, pisarze i artyści wszelkiego pokroju. Teraz właśnie tym się stał –zepsutym i zgniłym. Przyjechał do Londynu z wielkimi nadziejami. Na studia, na założenie własnego zespołu, na zaznanie prawdziwego życia, z którym za dzieciaka się nie zaznajomił. We Francji inaczej ludzie podchodzili do edukacji, a może jedynie jego otoczenie wydawało się stać w miejscu, nigdzie się nie ruszać, mizernieć w oczach Ulliela. Nie znał innego życia, ale usilnie marzył o tym, by je poznać. Otóż –poznał. Z najgorszej możliwej strony. Poznał prawdziwe oblicze tego „życia”.
Podniósł się do siadu i momentalnie jego ciałem wstrząsnęły torsje. Zwymiotował parę metrów dalej, kiedy próbował dostrzec do kibla. Otarł usta wierzchem dłoni i wbił nienawistny wzrok w panoramę rozciągającą się za brudnym oknem.
Piep*ony Londyn, cholera jasna jego mać.
Godzinę później był w domu nareszcie. Nie był tutaj od kilku dni. A może był wczoraj? Nie miał pojęcia. W ogóle nie pamiętał co się działo przez ostatnie parę dób. A nie... Doskonale zapamiętał rozmowę z Devilem. Zadzwonił do niego jakieś pare godzin temu, konkretnie naćpany i wreszcie zażądał spotkania, które nie bardzo widziało mu się teraz -w świetle dziennym. Nawet jeżeli nie do końca jeszcze był trzeźwy...
Jakimś cudem udało mu się tu dotrzeć. Na miejscu oczywiście okazało się, że jego portfela ani widu, ani słychu. Telefonu także nigdzie nie było. Za to, w tylnej kieszeni portek poznaczonych licznymi dziurami, dilerka wypełniona czymś białym. Uśmiechnął się ironicznie na ten widok. Zrzucił z siebie spodnie, ciskając je do kosza na pranie, a woreczek kładąc na pralce. Po chwili pozbył się też cuchnącej potem, i czymś jeszcze, koszulki, która w ślad za spodniami wylądowała w koszu. Bielizna opadła na ziemię, a Gaspard wszedł pod prysznic już po chwili zmywając z siebie trudy nocy ciepłym strumieniem. Zajęło mu to więcej czasu, niż na początku stwierdził, że zajmie. Istniało ogromne prawdopodobieństwo, że spóźni się na umówione spotkanie. Spotkanie z jego BYŁYM kolegą z zespołu. Niejakim Dymitrem, powszechniej znanym jako Devil.
Westchnął jedynie przeciągle i nagi ruszył do niewielkiej sypialni. Tam otworzył szafę i wybrał z niej losowy t-shirt, spodnie i bieliznę. Wszystko założył na siebie, wysuszył włosy suszarką i postanowił się umalować. Cienie pod oczami tak strasznie odcinały się na bladej cerze mężczyzny, że uznał iż podkreślenie tego czarną kredką –da jeszcze bardziej karykaturalny efekt. Jak wymyślił –tak zrobił. Już po chwili wybierał się do baru, gdzie umówił się z Andersonem. Z przeciągłym jękiem spostrzegł, że nawet nie zamówi taksówki i znowu będzie musiał jechać obrzydliwym autobusem. Szczelniej opatulił się swoim eleganckim płaszczykiem i ruszył obolały na przystanek. Zastanawiał się także nad powodem swojego obolałego dupska…
Dotarł na miejsce pół godziny po czasie. Nie zdziwiłby się gdyby Devil zniknął już z lokalu, zbyt zmęczony oczekiwaniem na przybycie basisty swojego byłego zespołu.
Z ulgą przyjął fakt, że Dymitr nadal siedzi w miejscu ich spotkania. Ruszył do stolika, wyplątując po drodze swoją szyje z uścisku ciepłego szaliczka.
Słysząc jego głos, przewrócił swoimi pięknymi, jasnymi oczętami. Ten sam, wkurzający Anderson. Od pewnego czasu, Gaspard zastanawiał się jakim cudem kiedyś tak strasznie mu się podobał.
- Myłem się… –odparł słabo i zgodnie z prawdą. Zdjął z siebie szalik, a wraz z tym zamaszystym ruchem jaki temu towarzyszył, wokół Ulliela roztoczyła się czarująca woń perfum. To chyba zboczenie wielu francuskich kobiet.
Uśmiechnął się na ten swój odurzający, lisi sposób. Szkoda, że ten grymas nie działał na Devila tak jak na innych… A uśmiechnął się bowiem rozbawiło go pytanie drogiego kolegi. Zastanawiał się po co ta rozmowa? Gaspard z chęcią mu wytłumaczy. Jak ten będzie miał już dość tego, co przyszykował mu na tą specjalną okazję jasnooki.
- Po co od razu chcesz zaczynać nieprzyjemną część spotkania? –wzruszył ramionami jakby naprawdę Dymitr go zastanowił swoim posunięciem – Lepiej opowiedz mi jak tam się toczy twoja kariera solowa.
Przy tych słowach, brunet spojrzał wymownie w ciemnozielone oczy dwudziestojednolatka. Kiedyś tak przyjemnie działały na Ulliela. Czuł wtedy jak w jego podbrzuszu zaczyna go coś gilgotać. Szkoda, że nigdy nie miał szans u białowłosego…
Szybko dał sobie spokój z nim i każdym innym zauroczeniem. Skupił się na przyjemności –swojej i tylko swojej.
Pod jego zgrabny nosek została podsuniętą paczka papierosów. Po dłuższym zastanowieniu, wziął jednego z wielu i ujął go między palce.
- Nie mogę cię pozwać za kradzież praw autorskich, ale mogę cię opier**olić –powiedział w końcu i arogancko porwał zapalniczkę z dłoni Dymitra, kiedy ten już odpalił swojego fajka. Momentalnie przestał się słodko uśmiechać, a jego wyraz twarzy diametralnie się zmienił.
- Co ty sobie myślałeś, kiedy przywłaszczyłeś sobie moją piosenkę? –wycedził –Mieliśmy umowę, a jej warunki brzmiały następująco –każdy podpisuję się pod s w o j ą piosenką –dodał burzliwie i w jednej chwili spróbował się uspokoić bowiem jego wypowiedzi stawały się coraz bardziej niezrozumiałe przez ogromny wpływ francuskiego akcentu na brzmienie angielskich słów.


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Czw Lip 09, 2015 11:23 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 11:15 am


     
    Gdyby wcześniej ktoś  mu powiedział, że jego relacje z Gaspardem zejdą na tak parszywe tory, najpewniej by danego osobnika wysłał do diabła. Za czasów liceum byli naprawdę blisko. (Choć najpewniej nie na tyle, by satysfakcjonowało to Ulliela). Dymitr naprawdę nie zdawał sobie sprawy z tego, co czuł do niego ten parszywy gnojek. A może zdawał, ale umiejętnie to ignorował? Jakby nie patrzeć, Logan nie był głupi. W pewnym sensie wiedział, co młodemu basiście po głowie chodziło. Ale, cholera, byli przyjaciółmi. A Anderson zdecydowanie nie chciał przekraczać - wyznaczonej przez niego samego - granicy. Gdyby spróbował, konsekwencje byłyby zbyt wielkie. Sam najpewniej by sobie z nimi nie poradził. Twarz Dymitra niespodziewanie wykrzywiła się w szyderczym uśmiechu. Tak jak myślał, Gaspardowi chodziło tylko i wyłącznie o skradziony tekst. Nie rozumiał tylko, dlaczego basista chciał się z nim spotkać? Przecież równie dobrze mógł to załatwić przez telefon. Upiwszy łyk alkoholu, szklankę odstawił na blat stolika, nieśpiesznie zaciągając się szlugiem. Nigdzie mu się nie śpieszyło, a mało go obchodziło, czy Uliell miał tej nocy jakieś plany. Wypuścił dym, a bawiąc się zapalniczką, trzymaną w prawej dłoni, którą odzyskał kilka sekund wcześniej, swój wzrok utkwił w nienawistnym spojrzeniu  swego rozmówcy.
    - Moja kariera solowa ma się naprawdę dobrze. – odpowiedział, delikatnie  się uśmiechając. Anderson bardzo dobrze wiedział, do czego pił jego kolega.  Gaspard chciał się z nim spotkać tylko i wyłącznie w sprawie skradzionego tekstu. Pytanie; Dlaczego Logan okradł swego najlepszego przyjaciela? I dlaczego akurat tekst piosenki? No cóż, miał ku temu powodu. I na pewno nie miał najmniejszego zamiaru wyjaśniać  ich swemu drogiemu kumplowi. To i tak nie miałoby najmniejszego sensu. Anderson w ogóle nie mógł zrozumieć, dlaczego basista tak bardzo zawraca mu tyłek. Stało się, trudno.  Przecież zawsze mógł napisać nowy tekst, lepszy. On się jednak uparł. W pewnym sensie, Logan mógł pewne cechy charakteru Gasparda przypisać do zwierząt. Zdecydowanie był uparty, niczym osioł.
    - Więc to tu cię boli… - mruknął niby do siebie, po chwili wzruszając ramionami. Szczerze powiedziawszy nie obchodziło go, co Ulliel o tym wszystkim sądzi. Nigdy nie interesował się uczuciami innych, skupiając raczej na sobie. Matka zawsze powtarzała mu pewne zdanie, które wziął sobie do serduszka. „Umiesz liczyć, licz na siebie”.  No cóż, Logan chyba nie musiał mówić, że miała rację. Już nie raz się przejechał, ufając osobom, których wcześniej nazywał „przyjaciółmi”.
    Nawet na basiście się zawiódł. Można powiedzieć, że to właśnie z tego powodu odszedł z zespołu. Oczywiście było również parę innych spraw, które o tym zadecydowały, ale to było główną przyczyną podjęcia takiej, a nie innej decyzji.
Dymitr wzruszył ramionami, wcześniej grzecznie wysłuchawszy drogiego kolegi, który to dalej niepotrzebnie zawracał mu tyłek. Odczekał, aż ten się uspokoi, przy okazji wsłuchując się w ten specyficzny akcent. Logan naprawdę uwielbiał, kiedy ten się złościł. Głos basisty przybierał wtedy przyjemną, seksowną chrypę. Oczywiście na niego nie działała. W przeciwieństwie do niemalże wszystkich dziewczyn, jego majtki pozostawały suche.
    - Powiedz mi, co ci to da, Dolly? Jakby nie patrzeć, ja też mam cięty język,  a nie sądzę aby doszło do rękoczynów. Nie, kiedy jesteś w takim stanie. Później kolejny raz zostałbym przez ciebie zrugany. Zupełnie niepotrzebnie. – odparł, mrużąc przy tym powieki. Gaspard myślał, że Logan nie zdaje sobie sprawy z tego, co znowu robił? To było zbyt łatwe, a Anderson za długo go znał, by się nie domyśleć. Znowu sobie przyćpał, to było oczywiste. Nie rozumiał tylko jednego – Dlaczego tak bardzo chciał sobie zniszczyć zdrowie? Miał talent, gdyby był sprytniejszy, na pewno wiele by w życiu osiągnął. Najzwyczajniej trzeba sobie radzić.
    - Naprawdę nie mamy o czym rozmawiać. Chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że ta konwersacja nie dojdzie do oczekiwanych przez ciebie skutków, prawda? - zapytał, po chwili wstając z dotychczasowego siedziska. Musiał się napić, jeśli tego nie uczyni, zrobi coś czego później naprawdę będzie żałował. Może po wypitych procentach będzie spokojniejszy?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 11:24 am

Za czasów początku Dead Pussy, Gaspard naprawdę podziwiał Londyńczyka. Podziwiał białowłosego na każdy możliwy sposób. Był nim niezdrowo zafascynowany i każdy dostrzegał, że jest coś na rzeczy. Mimo aury, która emanowała od francuza, wciąż się przyjaźnili jak wtedy, gdy Ulliel przyjechał do Anglii. Od początku zainteresował go właśnie Dymitr, od samego pierwszego spotkania okazał mu żywe zainteresowanie. Gaspard czasem zdawał się być skrajnie arogancki i pewny siebie, ale doskonale wiedział przy tym czego chce i nie dawał się zaślepić tej pyszności. Był filarem zespołu, a czasami zbyt poważnie podchodził do tego. Kiedy zależało mu na wykonaniu roboty nad nagraniem kawałka czy czegoś temu podobnego, okazywało się, że potrafi naprawdę nieźle zaleźć za skóre tym, którzy nie skupiają się na robocie. Wiedział, że i tak będą mu dziękować. Kiedyś może będą, ale nie teraz i zapewne nie w tym zespole. Nie w tym, który się rozpadł przez jego przyjaciela.
Zapalając papierosa, rzucił zapalniczkę na stół. Zaciągnął się papierosem dokładnie w tym samym momencie kiedy Dymitr sięgnął po należący do niego przedmiot. Ulliel z nonszalancją opadł na oparcie krzesła. Po chwili jego uszu dotarła odpowiedź białowłosego, na dźwięk której jasnooki jedynie uśmiechnął się drwiąco. Ciekawe dzięki czemu ta kariera ma się tak świetnie?
Gaspard nie miał zbyt wiele okazji zastanawiać się nad tym „czemu” albo „co nim kierowało” dlatego też spytał się o to wprost. Bo nie wiedział. A może nie chciał sam dojść do jakichś niepokojących wniosków. Chciał sądzić, że Anderson ma dla niego jakieś wytłumaczenie, które przyjąłby ze zrozumieniem. Rozeszliby się w zgodzie i żaden niepotrzebnie by nie krzyczał na drugiego. W końcu, zespoły rozpadały się często. Nikt nie robił z tego zbędnego ambarasu.
Nadzieje Ulliela zostały jednak bezpowrotnie rozwiane. Sposób w jaki chłopak wzruszył ramionami, ton, którego użył. Nie ma szans, żeby Gaspard po czymś takim wybaczył. Jego zachowanie było gorsze niż same słowa. Przez wzgląd na dawną sympatię, nieco to bruneta ukłuło w martwe serce. Bywało między nimi gorzej ostatnio, ale Dolly nigdy w życiu by nie pomyślał, że kiedyś zostanie obrzucony takim wzrokiem przez faceta, którego podziwiał.
Kolejne słowa przyprawiły bruneta o nerwowe oblizanie zaschniętych ust. Nie otrzymał jednoznacznej odpowiedzi na swoje pytanie. Jego przyjaciel unikał tematu, dając mu w tym samym czasie sygnały, które świadczyły tylko o jednym –miał to gdzieś.
-Jakim stanie? –spytał pretensjonalnie jasnooki i wbił pytające spojrzenie w chłopaka. Był w normalnym stanie. Czuł się dobrze. No może „dobrze” to złe słowo. Nie czuł się gorzej niż zwykle. A skoro o rękoczynach mowa –z łatwością by białowłosemu dokopał aż by mu zadek spuchł. Byli bardzo podobnej postury jedynie Anderson był niezauważalnie, bo o dwa centymetry, wyższy od Gasparda. Jego aktualna kondycja pozwoliłaby mu na pokazanie Dymitrowi gdzie jego miejsce. Nawet jeżeli czuł się jakby zaraz miał zasnąć snem wiecznym, jakby jego mózg nie nadążał za światem i jakby ten stołek pod jego tyłkiem był zbyt twardy. Poruszył się, układając się na siedzisku wygodniej.
Przewrócił oczyma, kiedy dotarły do niego słowa chłopaka. Po raz kolejny przytknął papierosa do ust i wypuścił dym.
-Jeżeli przez skutek rozumiesz uzyskanie odpowiedzi na moje pytanie, to naprawdę nie rozumiem, dlaczego do takowego dojść nie mogę –powiedział i odprowadził chłopaka wzrokiem do baru. Jak ten może wypominać mu używki skoro sam nigdy praktycznie nie pozostaje trzeźwy dłużej niż pare godzin?
Jak to nie mieli o czym rozmawiać? Mieli mnóstwo rzeczy do obgadania. Między innymi –bruneta naprawdę interesowało co teraz z zespołem. Chciał uzmysłowić byłemu wokaliście, że doprowadził do rozpadu, że to co zrobił, było absolutnie nie fair.
Pozostawiony sam sobie, dopalił papierosa i skierował swa dłoń do kieszeni, klnąc cicho kiedy przypomniał sobie tym samym, że jego telefon zapewne teraz jest w dobrych rękach innego właściciela. Bardzo nie chciał wracać do domu autobusem. Może poprosi przyjaciela aby ten zamówił mu taksówkę? I zapłacił za nią?
Gaspard zaraz po powrocie do mieszkania oczywiście zablokował swoją kartę, ale nawet nie miał pojęcia kiedy portfel został mu zabrany. Mogło to się stać wczoraj wieczorem lub też poprzedniego dnia albo zaraz przed jego kolejnym przebudzeniem. Myślenie o trwającej kilka dni popijawie, przyprawiło go o chęć ponownego zwymiotowania. Rozejrzał się po lokalu, ostatecznie utkwił jednak swój wzrok w sylwetce Devila, czekającej przy barze na zamówienie. Może nie był już zakochany i pewnie nawet mógłby nie cierpieć białowłosego, ale bez trudu przyszło mu przyznać się przed sobą, że wciąż leci na tego chłopaka. Z tego samego powodu, momentalnie zdjął wzrok z mężczyzny i wbił go w okno, z którym rozciągał się przygnębiający widok szarej ulicy marcowego Londynu. Gdyby nie byli teraz obaj w stanie wojny, pewnie zastanawiałby się co kupić Dymitrowi na urodziny i gdzie zorganizować imprezę z tej okazji. Tymczasem, nie potrafił zwrócić swoich myśli na przyjazny tor. Miał wobec byłego przyjaciela same przykre odczucia.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 11:25 am



    Swoje dwudzieste drugie urodziny najpewniej spędzi sam, w pierwszym lepszym barze z paroma butelkami dobrej whisky. Nie był alkoholikiem, od czasu do czasu lubił łyknąć coś mocniejszego. W ogóle, wszelkiej maści trunki działały na niego nad wyraz uspokajająco. To dlatego tak często je pijał, a to, że Ulliel wielokrotnie robił mu za to jazdy, to zdecydowanie inna para kaloszy. Basista pod tym względem bywał naprawdę czepliwy, co z kolei Andersona niezwykle denerwowało. W końcu, to było jego życie, a on nie był małym dzieckiem, którego trzeba pilnować na każdym kroku. Jerome najwidoczniej był innego zdania. I choć wcześniejsze imprezy zawsze robił z byłym zespołem, teraz najzwyczajniej musiał się przyzwyczaić, że kolejne będzie spędzał sam.
   Wyciągnąwszy z tylnej kieszeni swych dżinsowych spodni portfel, zapłacił za dwie butelki whisky, oraz lód, który barman miał donosić automatycznie po opróżnieniu dwóch szklanek na jedną osobę. Zabierając wszystkie potrzebne mu do szczęścia rzeczy, ruszył do stolika, gdzie czekał na niego nadal zdenerwowany mężczyzna. W stanie, w jakim aktualnie byli nie mogliby załatwić tej sprawy w inny sposób. Dymitr był zbyt pijany – choć twierdził, że jest wręcz przeciwnie – natomiast Gaspard… No cóż, widać było że nie do końca wytrzeźwiał po ostatniej akcji. I choć wokalista kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego, gdzie odbywają się jego wszystkie nocne eskapady, wiedział że robił to co zwykle. Ćpał, lub chlał. Może nie pił tak notorycznie jak Logan, ale zdaniem Dymitra narkotyki były o wiele gorsze od alkoholu. Pomimo, że obie te rzeczy niszczyły zdrowie. Zignorował lubieżne spojrzenia paru pijanych kobiet, oraz mężczyzn, a minąwszy zgrabnie spocone od ciągłego wysiłku – ciała, usiadł na poprzednim miejscu. Nie obdarzywszy byłego przyjaciela spojrzeniem, podsunął mu pod nos jedną ze szklanek, samemu upijając porządny łyk ze swojej. Dopiero po odstawieniu jej na blat stolika, niechętnie spojrzał na twarz Gasparda. Wydawał się jeszcze bardziej zeźlony niż wcześniej. I Anderson mógł spokojnie stwierdzić, że to nie jego „mały wybryk” jest przyczyną. Basista był zły o wiele wcześniej. Coś się musiało wydarzyć, że jego najlepszy przyjaciel jest w tak parszywym stanie. Nie chciał być upierdliwy, więc najzwyczajniej nie pytał.
    Westchnął, a wkładając dłoń do kieszeni swych dżinsowych spodni, po chwili wyciągnął zeń paczkę papierosów. Wyjąwszy jednego wsadził go między wargi, odpalając końcówkę. Umiejętnie zignorował dźwięk telefonu, który począł mu brzęczeć w kieszeni skórzanej kurtki. Wzruszył jedynie ramionami, zaciągając się upragnioną nikotyną. Nie chciał odbierać. Bał się, że jeśli to zrobi, niepotrzebnie się zezłości. A to przyniosłoby naprawdę negatywne skutki. Wypuścił dym, wpatrując się w niego, dopóki ten całkowicie nie znikł. Zastanawiał się, co Gaspard jeszcze od niego chce. Zdaniem Logana wyjaśnili to co mieli sobie wyjaśnić, choć w gruncie rzeczy zupełnie tak nie było, więc basista mógłby dać mu już święty spokój. Naprawdę nie miał czasu, ani ochoty na  dalsze rozmowy. Oczywiście ciekawiło go, co Dead Pussy mają zamiar dalej z tym wszystkim zrobić, choć w gruncie rzeczy nie powinno. W końcu, to był zamknięty rozdział, a Anderson nigdy nie wracał do tego, co było. Wziąwszy ze stolika szklankę z whisky, przyłożył naczynie do warg, upijając porządny łyk. Mógł sobie pozwolić na chwilę rozluźnienia. Plany miał dopiero na popołudnie, a do tego czasu spokojnie zwalczy kaca tabletkami i snem.
    - Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? Jeśli nie, pozwolisz że wypiję, i zmyję się do domu. – odparł, mrużąc przy tym powieki. Wcześniej błagałby Ulliela by ten z nim został, dotrzymując mu towarzystwa. Nie był przyzwyczajony do samotnego picia. Jeśli nachodziła go ochota, zawsze dzwonił do basisty, spotykając się z nim w pubie, albo u któregoś w mieszkaniu z pokaźnym asortymentem zgrzewek piw. Najczęściej siadali wtedy na kanapie w pokoju, oglądając filmy akcji z dwoma pudełkami pizzy na kolanach. Bywało też tak, że zamiast alkoholu, Logan miał ochotę na seks. Wtedy jednak zamiast dzwonić do przyjaciela, szedł na imprezę. Nie miał problemów z wyrwaniem pierwszego lepszego tyłka. Problem pojawiał się dopiero wtedy, kiedy „tyłek” zaczynał być upierdliwy, myśląc że po jednym numerku w dziwny sposób będzie miał ochotę na kilkanaście. Owszem, miał, ale nie z tą samą osobą i nie notorycznie. Zgniótł kiepa w popielniczce, a opróżniając całą zawartość przeźroczystego naczynia, wstał z niewygodnego krzesła. Zachwiawszy się, mruknął pod nosem kilka słówek, o które własna matka by go nie posądziła, następnie zabierając swoją kurtkę. Pożegnał się, a zagarniając paczkę ze stolika, ruszył w stronę wyjścia. Cholera, jutro będzie musiał kupić fajki. Pół paczki mu nie wystarczy. Zgrabnie minął tańczący lud (a przynajmniej tak mu się wydawało), po kilkunastu sekundach wychodząc z ciepłego pomieszczenia. Od razu tego pożałował, czując na swojej twarzy zimny podmuch wiatru. Szczelniej owinął się swym szarym szaliczkiem, ruszając w stronę zaparkowanych niedaleko, żółtych taksówek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 11:35 am

Zastanawiał się jak spędzi swoje urodziny Dymitr. Może ma innych przyjaciół niż chłopaki z Dead Pussy? A co jeżeli pije z kimś innym niż Gaspard? Tak, za tym najprawdopodobniej będzie tęsknił najbardziej. Za pilnowaniem białowłosego jak własnego brata albo, jak kto woli, męża. No i za wygłupami po pijaku.. Kogo on oszukuje? Przecież właśnie dlatego, że brakowało mu przyjaciela, który znosiłby jego humory na każdym kroku, zaczął tyle ćpać. Nie przyzna się przed Dymitrem do tego bowiem chyba zabolałoby go to, że nic by to mężczyznę nie obchodziło. Pewnie tak właśnie teraz było –Anderson zostawił wszystko za sobą i nie obchodziło go to co się stanie z zespołem. Miał swoją karierę zbudowaną na kompozycji Ulliela. Był o to wkurzony, bo kto by nie był? Ale przecież, gdyby tylko porozmawiali o tym wcześniej –Gaspard zawczasu odwołałby trasę, znalazł kogoś na jego miejsce i nie gniewałby się tak bardzo na anglika. Tymczasem wszystko posypało się im na głowę, reszta chłopaków tez nie była zadowolona. Byli równie bardzo oburzeni zachowaniem Devila, co sam basista.
Coś nieprzyjemnie ścisnęło go w gardle.
- No tak, jeszcze rozpłacz się, idioto –mruknął sam do siebie i rozmasował skroń. Zmarszczył brwi w zamyśleniu, a gdy do stołu wrócił białowłosy, jakoś… nie potrafił na niego już spojrzeć. Potarł zmęczone oczy, rozcierając tym ruchem makijaż. Pociągnął krótko nosem i postanowił jednak skierować swoje spojrzenie ku Dymitrowi. Ten jednak nie patrzył na niego, a gdzieś w bok. W kierunku czarnowłosego posunięta po blacie została szklanka z jakimś burbonem. Zmarszczył brwi możliwie jeszcze bardziej i sięgnął dłonią do szklanki, muskając ją zaś jedynie koniuszkami palców. Drugą dłonią zaś w tym samym czasie przeczesał leniwie włosy. Nic się nie układało ostatnio po jego myśli i absolutnie nic nie sprawiało mu radości. Nie mogli koncertować, a czas przelewał mu się przez palce. Już dawno powinien był zacząć działać jakoś w kierunku poprawy. On tylko potrafił użalać się nad sobą…
Nieśmiało przesunął szklankę ku sobie i niepewnie uniósł ów do ust. Upił niewielki łyk i opuścił naczynie na stół. Nie wiedział co może jeszcze powiedzieć chłopakowi. Wszystko obmyślił w drodze na miejsce, dokładnie wiedział co ma mu powiedzieć i dać upust swojemu rozdrażnieniu. Tylko, że on już nie był zupełnie wkurzony. Owszem, marszczył brwi w podobny sposób, ale absolutnie nie chciało mu się krzyczeć. Chyba, że z przerażenia. Życie w tym kraju, z tymi ludźmi przerastało go co najmniej o całe lata świetlne.
Słysząc słowa Dymitra, jedynie pokręcił głową z niedowierzaniem i znowu ścisnęło go nieprzyjemnie w gardle. Spuścił głowę, opierając czoło na otwartej dłoni. Nie miał pojęcia czy daje tym samym przyjacielowi satysfakcje oglądania go w tak słabej postaci.
Brakiem odpowiedzi, dał mu do zrozumienia, że nie ma już właściwie nic do powiedzenia. Nie wiedział co mógłby jeszcze powiedzieć i czy w ogóle przeszłoby mu to przez gardło, w którym urosła pokaźna gula. Minęła dłuższa chwila, która pozwoliła białowłosemu dopalić papierosa i zgasić go w popielniczce. Dopiero wtedy Gaspard podniósł słabo głowę i wbił w nieco odurzonego alkoholem wokalistę swój zamglony wzrok.
Obserwował jak ten zabiera swoje rzeczy, rzuca mu krótkie pożegnanie i wychodzi. Parę sekund później, Dolly uznał, że nie ma co siedzieć tu bez żadnego powodu. Nie dopił nawet swojego whisky tylko idąc za przykładem Andersona, porwał swój szalik i wyszedł z lokalu. Ruszył do przejścia dla pieszych, a przed sobą dostrzegł majaczącą się niewiele dalej sylwetkę Dymitra. Szedł przez dłuższą chwilę w tym samym kierunku. Na wysokości, na której białowłosy skręcił w drodze na parking taksówek –francuz się zatrzymał. Zaczepił jakiegoś mijającego go przechodnia i zapytał czy nie ma mu pożyczyć papierosa. Ten pokręcił głową i szybko się oddalił. Gaspard wzruszył ramionami i zatrzymał w następnej kolejności jakąś licealistkę. Ta uśmiechnęła się do niego przymilnie i wyciągnęła z torby paczkę papierosów, wysuwając ów otwartą w jego kierunku. Brunet uśmiechnął się słabo i wyciągnął jednego fajka z paczki. Pozwolił sobie podpalić końcówkę i odszedł, żegnając się z dziewczyną mało wylewnie, ale za to puszczając oczko. Spojrzał jeszcze przez ramię na parking żółtych taksówek i przyśpieszył.
Nie pamiętał, żeby kiedyś z równie wielkim trudem przyszło mu się z kimś żegnać.

***

Ponownie znalazł się w swoim mieszkaniu. Bezsilnie zatrzasnął za sobą drzwi i rzucił szalik na kanapę w salonie, a także po chwili, przez oparcie został tez przewieszony płaszcz. Opadł gwałtownie na mebel i nie zdejmując butów, sięgnął znowu do kieszeni po telefon, którego po raz kolejny tam nie znalazł.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 11:38 am


   
    Gasparda znał od paru ładnych lat i szczerze powiedziawszy nadal nie wiedział, czego ma się po nim spodziewać. Raz sprawiał wrażenie miłego, otwartego na świat człowieka, zaś w chwilę później potrafił odstraszyć samymi słowami. Oschłymi, sprawiającymi że nawet Dymitra nie raz kuło, tam, po lewej stronie klatki piersiowej. Wiedział, że nie powinien się nimi przejmować, nie brać ich do swego zardzewiałego serca, jednakże nawet największy twardziel posiada swoją Piętę Achillesową. Nie inaczej było w jego przypadku.
    Opatuliwszy się szczelniej szalikiem, poprawił ciążący mu na ramieniu futerał. Naprawdę nie rozumiał, dlaczego wcześniej nie mógł wrócić do mieszkania? Gdyby wziął pod uwagę fakt, że nie będzie  stu procentowo trzeźwy, najpewniej zostawiłby gitarkę w spokoju, później wracając do domu bez dodatkowego obciążenia. Z drugiej strony powinien wiedzieć, że będąc w miejscu, gdzie dostępny jest alkohol, na pewno nie pozostanie w stanie w jakim przyszedł. Anderson zaczynał mieć problemy z nazbyt częstym piciem różnych trunków od czasu osiągnięcia pełnoletniości. A – jak to w gimbazie bywa – nie raz miał z nimi styczność będąc gówniarzem. Szpan przed kolegami przecież był najważniejszy. Oczywiście nie pił tak często, jak robił to od niecałych dwóch lat, jednakże już wcześniej dziwnie ciągnęło go do tego cholerstwa. Zdawał sobie sprawę z tego, że jeśli nie zmieni swego życia może tego pożałować, ale przecież wszystko co zakazane, lub niszczące zdrowie, smakuje najlepiej. Przez to że nie potrafił się powstrzymać, matka często robiła mu kazania, ostrzegając przed wyniszczającym zdrowie – potworem. Anderson nadal pamiętał czasy, kiedy był nad przepaścią nie popadnięcia w pijaństwo (Bo przecież teraz w ogóle nie jest uzależniony) i gdyby nie Jerome, najpewniej zacząłby się powoli staczać. Matka naprawdę nie miała już siły na notoryczne upominanie. Poza tym, wokalista był na tyle rozumnym człowiekiem, że potrafił oddzielić dobro od zła, szczęście od cierpienia. I choć bardzo często jego wybory zawsze kogoś raniły, albo w jakikolwiek sposób sprawiały, że popełniał błędy, w jego życiu była jedna taka osoba, której był naprawdę wdzięczny. Za co? Tak naprawdę za to, że w ogóle jest i dziwnym trafem wytrzymuje w jego towarzystwie, znosząc wszystkie humorki wokalisty. Dymitr najzwyczajniej powinien do niego podejść i szczerze podziękować za wszystko, co  dla niego zrobił. Zamiast tego wolał ukraść tekst nie swojego autorstwa, wmawiając, że jest inaczej. Chyba rzeczywiście był skończonym dupkiem nie posiadającym choćby krzty uczuć…
    Przygryzł dolną wargę w tym samym czasie wchodząc do nagrzanego auta. Starszy mężczyzna z niewielką siwizną na głowie, oraz nielicznymi zmarszczkami na twarzy, spojrzał na niego przez wsteczne lusterko, marszcząc swe krzaczaste brwi.
    - Trudny wieczór? Dziewczyna z panem zerwała? – zapytał, a przekręciwszy kluczyki w stacyjce, odpalił silnik, obie dłonie umieszczając na kierownicy.
    - To, gdzie jedziemy? – Dymitr pośpiesznie podał adres, skutecznie ignorując poprzednie dwa pytania. Nie miał ani siły, ani ochoty na jakąkolwiek rozmowę. Nawet na tą z taksówkarzem. Wiedział, że najpewniej za dobrze to on nie wygląda, ale w tamtej chwili naprawdę mało go to obchodziło. Pragnął kilka minut ciszy i spokoju na zwyczajne poukładanie myśli. Miał w głowie jeden wielki mętlik. Musiał się porządnie zastanowić nad tym, co zamierza dalej robić z całą tą zaistniałą sytuacją. To jednak nie było takie łatwe, jak na początku się wydawało…
    Kiedy żółte auto zatrzymało się przed jego mieszkaniem, odetchnął z ulgą, pośpiesznie wychodząc z pojazdu. Zabrawszy pokrowiec z gitarą, ruszył w kierunku mieszkania, ówcześnie płacąc za transport. Powłóczył nogami w stronę drzwi, zatrzymując się jednak w połowie drogi. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w trawę przed sobą, po kilkunastu minutach bardzo dokładnie rozglądając się po okolicy. Nikogo jednak nie dostrzegł, co mogło oznaczać jedynie tyle, że właściciel najpewniej nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego zguba nie znajduje się tam, gdzie być powinna. Z cichym westchnięciem pochylił się, a podniósłszy leżący na ziemi przedmiot, zrobił kilka kroków, następnie wchodząc do mieszkania. Odłożywszy Eleonorę (gitarę) na swoje miejsce, ściągnął kurtkę oraz szalik, a odwieszając obie te rzeczy ruszył do pokoju, ówcześnie ściągając brudne od błota - buty. Usiadł ciężko na kanapie, a wpatrując się nieobecnym wzrokiem w sufit, zastanawiał się czy jest w ogóle sens do niego dzwonić. Naprawdę nie miał najmniejszej ochoty na jakąkolwiek rozmowę. Ostatecznie, mruknął pod nosem parę przekleństw, a wyciągając swoją komórkę, wystukał numer telefonu stacjonarnego. Nacisnąwszy zieloną słuchawkę, przyłożył urządzenie do ucha, przy okazji przymykając ociężałe powieki. Po trzech sygnałach - po drugiej stronie - usłyszał dość podenerwowany głos mężczyzny.
    - Mam coś, co chyba należy do ciebie. – odparł, mocniej zaciskając palce na małym, prostokątnym urządzeniu. Automatycznie zerknął na tarczę zegara, krzywiąc się nieznacznie. Zbyt późno. Po chwili zdecydowanie pokręcił głową. - Będę u ciebie za pół godziny. – dokończył, a rozłączywszy się, pośpiesznie wstał z kanapy ponownie ubierając rzeczy, które ściągnął niecałe piętnaście minut temu. Wychodząc z mieszkania, zakluczył je, telefon Gasparda chowając do kieszeni swych dżinsowych spodni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 11:52 am

Sfrustrowany, spocony i zły, ale wreszcie go znalazł. Stary telefon. Przytaszczony jeszcze z domu rodzinnego –bardziej potrzebny w razie nagłej potrzeby, takiej właśnie jak zgubienie gdzieś telefonu albo gdyby chciał zadzwonić do ciotki. A nie chciał.
Odkurzył kartonowe pudełko i ostrożnie wyjął zeń archaicznie wyglądające urządzenie. Od razu uruchomił ów i odsapnął na sofie. Usiadł naprzeciw dziwnego ustrojstwa i począł się w nie wpatrywać. Nie sądził aby ktoś chciał do niego dzwonić, ale on potrzebował wykonać parę telefonów. W tym celu usiłował sobie przypomnieć numer do Kevina –klawiszowca Dead Pussy. Ten z kolei miał mu przypomnieć numer do ich agenta. Gaspard po prostu chciał być na bieżąco…

***
poprzedniego wieczoru

Dochodziła dość późna godzina. Ulliel poszedł w obieg i sam dokładnie nie wiedząc czy wciąż jest tą samą osobą –ruszył samotnie na miasto. Z początku myślą przewodnią był „wyszczać się i wracać”. Nie mógł sobie jednak odpuścić tak wspaniałej możliwości spaceru. W ten sposób, krążył po okolicy, którą skądś przecież kojarzył. Spoglądając w kolejną uliczkę za rogiem –od razu przypomniał sobie skąd. Zadarł głowę do góry i wbił swój nieobecny wzrok w okna budynku. Uśmiechnął się pod nosem z jakąś nieświadomą nostalgią. Ciekawe co by Dymitr powiedział na jego późnowieczorne odwiedziny. Kiedyś, nie było mowy, żeby brunet w ogóle ruszał się na jakąś imprezę bez białowłosego. Tymczasem, całkiem nieopodal, bawi się towarzystwo, które z chęcią przyjmuje w swoje progi każdego dzianego idiotę. Cóż, po jakimś czasie w sumie i tak nie jest już dziany ani żywy. Zastanawiał się czy i on, Dolly, skończy podobnie jak ci wszyscy zepsuci muzycy. Udusi się wymiocinami? Chyba mu już wszystko jedno.
W niewiadomy dla siebie sposób, czarnowłosy ruszył powoli w kierunku wejścia do budynku. Wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer. Nie zdążył nacisnąć ostatniej cyferki, gdy drzwi klatki otworzyły się gwałtownie, a telefon poleciał na trawnik obok. Syknął wściekle, łapiąc się za rękę. Facet począł przepraszać i błyskawicznie oddalać, byleby uniknąć nieprzyjemności z tak podejrzanym typem. Gaspard posłał mu nienawistne spojrzenie i głośno przeklął. Ponownie spojrzał w okna niewysokiego bloku i jakby za dotknięcie magicznej różdżki –oprzytomniał. Skąd on się tu wziął?

***
-Kev, podaj mi numer do tego całego Rogersa –zakomunikował, jak tylko w słuchawce usłyszał zaspane „halo”. Po chwili, przyjaciel z zespołu coś wydukał i upewniwszy się, że dzwoni do niego ten sam Ulliel –podał numer do menadżera Dead Pussy. Rozłączył się, żegnając się krótko.
Wbił wzrok w karteczkę z zapisanym nań numerem. Później zadzwoni. Rozmowy z tym gościem zawsze go wykańczały do granic możliwości. Odłożył więc świstek na stół i poprawił gitarę na swoich kolanach.
Przesunął kciukiem pieszczotliwie po strunie i chwycił odpowiedni próg, by nastroić ukochany instrument. Tak dawno nie trzymał go w swoich rękach. Częściej bowiem grywał na elektrycznej czy basie lub akustyku. Ta, była ich wszystkich swego rodzaju prekursorką.
Dostroił strunę na słuch i wziął się za następną, gdy odezwał się telefon. Spojrzał na niego z leksza oszołomiony. Przezwyciężył chwilowe otępienie i wyciągnął rękę po urządzenie. Z bliska ujrzał, czyj numer wyświetla się na ekraniku. Sapnął głośno. Przyłożył słuchawkę do ucha i warknął krótkie „halo”. Po drugiej stronie nie spodziewał się usłyszeć nikogo innego jak Devila. Pamiętał jego numer na pamięć –podobnie jak ten Kevina i Charliego. Charlie, a właściwie Charles, był perkusistą w zespole, do którego niegdyś należał także Dymitr. Był spokojnym gościem i chyba jako jedyny doceniał w jakiś sposób wysiłki Gasparda. Francuz znał go jeszcze na długo przez zapoznaniem się z pozostałą dwójką. Chodzili razem do klasy w liceum i siedzieli w jednej ławce. Nigdy jakoś specjalnie nie próbowali się zbliżyć do siebie bardziej niż to było potrzebne.
Gdy matka Charlesa odeszła i chłopak został osierocony –nieważne jak wielkie Ulliel próbował okazać mu wsparcie, ten odtrącał od siebie jakąkolwiek pomoc. W rezultacie, nie napisał matury i podobnie jak Gaspard, nie poszedł na studia. Miał jednak chyba najdłuższy staż w muzyce. Od dziecka grał na instrumentach i zdaniem francuza, był naprawdę wybitnym muzykiem. Długo zeszło mu na nakłanianiu przyjaciela by dołączył do ich zespołu jako brakujące ogniwo. Swoim pojawieniem się, wprowadził atmosferę pełni i niejakiej harmonii (o ile o takowej powinno się mówić, kiedy gra się ten rodzaj muzyki).
W osłupieniu wysłuchał tego co ma do powiedzenia Devil i nie mając żadnej szansy na wydukanie odpowiedzi, połączenie zostało ukończenie, a brunet pozostał dłużej w tej samej pozycji – z lekko rozchylonymi ze zdziwienia ustami i z telefonem przy uchu.
Poczęło mu świtać, że faktycznie, pojawił się zeszłego wieczoru pod domem przyjaciela i gdyby nie został znokautowany drzwiami –pewnie walił by mu o drugiej w nocy w drzwi. Momentalnie na jego policzki wstąpiły jaskrawe rumieńce.
Rzucił telefon za siebie, wiedząc że ten bezpiecznie wyląduje na obiciu kanapy. Wstał z miejsca, odkładając gitarę na bok i przeczesał włosy w zastanowieniu nad niewiarygodnością tej sytuacji.
Po chwili nie udało mu się powstrzymać palącej konieczności i zniknął w łazience, wpatrzony w swoje lustrzane odbicie. Ponownie przeczesał gęste, ciemne włosy, a te niesfornie rozsypywały się między jego palcami. Spoglądał tak na siebie jeszcze przez chwilę, gdy parsknął żałośnie i wyszedł szybko z łazienki jakby wszystko go tam paliło. Położył dłoń na wyłączniku światła i już miał nacisnąć go, gdy w jego oczy rzuciła się pozostawiona na pralce przed paroma godzinami dilerka. Porwał ją stamtąd momentalnie i dopiero wtedy zgasił światło w łazience. Jak sobie pociągnie dwie kreski, to przecież tylko na dobre mu wyjdzie. Dymitr i tak wie, że Gaspard ćpa więc powstrzymywać się nie musi, a może jedynie pomoże sobie przezwyciężyć blokadę spowodowaną zdenerwowaniem. I nie będzie się tak rozklejał jak wtedy w barze…
Pociągnął nosem, wycierając go z resztek białego proszku. Zgarnął też ze stołu na dłoń białe pyłki nienadające się już do użycia i wraz z pustą foliową torebeczką –wrzucił je do kosza. Jeszcze kilka razy spazmatycznie pociągnął nosem, kiedy usłyszał nieznośnie głośny dzwonek do drzwi. Ruszył do nich i spoglądając przez ramię za siebie, upewnił się, że wszystko należycie wysprzątał. W następnej sekundzie, otwierał drzwi przed białowłosym przybyszem. Na jego widok jak zwykle trochę odebrało mu mowę. Oblizał ze zdenerwowaniem pełne usta i przepuścił Andersona w wejściu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 11:54 am



    Gaspard najpewniej nie miał ochoty widzieć Dymitra. W końcu, dlaczego miałoby być inaczej, jeśli Anderson tak okropnie go potraktował? Co najgorsze, w ogóle nie żałował. Nie wykazywał choćby najmniejszej skruchy… Wokalista na jego miejscu stłukłby takiego na kwaśne jabłko, w ogóle nie żądając żadnych wyjaśnień. Tymczasem Jerome był na skraju załamania. Cholera, dupek o mało mu się w tym klubie nie rozpłakał. Anderson nie wiedział, czy naprawdę tak podle się czuł, że był w stanie się przed nim rozryczeć, czy może chciał w ten sposób sprawić, że Dymitrowi zrobi się głupio. W końcu, znał basistę i wiedział, że nie należy on od osób, które tak otwarcie odnoszą się ze swoimi emocjami. Tym bardziej takimi, które wskazywałyby na jakąkolwiek słabość psychiczną.
    Westchnął, a wkładając dłoń do kieszeni kurtki, wyciągnął z niej paczkę papierosów, a otworzywszy ją wziął jednego szluga do ust, odpalając końcówkę zapalniczką. Przymknął powieki, mocno się zaciągając, w tym samym momencie pudełko chowając ponownie do kieszeni. Jeśli tak dalej pójdzie, skończy się na tym, że jeszcze dzisiaj poleci do sklepu… Czuł, że Ulliel nie da mu spokoju i zamiast podziękować za przyniesienie zgubionego przez niego urządzenia – ponownie zrobi mu jazdę. Zupełnie niepotrzebnie. Dymitr wiedział, że źle zrobił. Najgorsze było jednak to, że w ogóle nie czuł się winny. Gaspard jak i reszta zespołu Dead Pussy najpewniej była do tego przyzwyczajona. W końcu znali Andersona od paru dobrych lat, więc nie powinno ich to dziwić.
    Zaciągnął się, rozglądając z zaciekawieniem. Musiał przyznać, że okolica nieco się zmieniła od jego ostatnich odwiedzin. Było to jakieś cztery miesiące temu, kiedy to, razem z Dolly, wracał z imprezy. Oczywistym było, że był tak pijany, iż prawie że nie mógł ustać na własnych nogach. Jerome robił mu wtedy za podporę, chociaż nie był w lepszym stanie. Poza tym, Dymitr spokojnie mógł stwierdzić, iż był w o wiele gorszym, niż on sam. Ulliel zawsze lubił sobie zaćpać i – gdy nadarzała się ku temu odpowiednia okazja -  robił to niemalże co chwilę. Oczywiście, że Loganowi w ogóle to nie odpowiadało, ale pod tym względem miał związane ręce. A przynajmniej tak sądził. O ile dobrze pamiętał, do domu weszli wpół do czwartej nad ranem. Gaspard nawet nie zdążył ściągnąć butów, pobiegł do łazienki, aby zwrócić to, co wlał – i wciągnął – w siebie niecałą godzinę wcześniej. Dymitr w tej samej chwili ruszył do jego pokoju, przygotowując mu łóżko, oraz butelkę wody mineralnej i dwie tabletki. Nadal nie wiedział, jak to zrobił. Umierający wtedy Gasp powiedział coś, co nawet teraz odbijało się echem w głowie Devila. ”Jesteś naprawdę porządnym kumplem, Dev. Wiem że zawsze mogę na tobie polegać. Obiecuję, że w przyszłości się odwdzięczę.” Oczywiście kompletnie nie przypominało tego słów, a raczej niemrawy bełkot, ale Anderson zrozumiał każde słowo. Zrozumiał i chłonął je niczym gąbka. W tamtej chwili był chyba najszczęśliwszym człowiekiem na Ziemi. A teraz nie było nawet mowy o zaufaniu. Nie po tym, co odwalił.
    Po tym wspomnieniu jakoś stracił ochotę na fajkę. Wykrzywił twarz w grymasie niezadowolenia, wyrzucając połowę papierosa, nawet nie przydeptując go butem. Wsadził dłonie do kieszeni kurtki, a złożywszy usta w cienką linię, przyśpieszył. Nie dziwiło go, że przez całą drogę nie spotkał żywej duszy. W końcu było dość późno na to, by spotkać w międzyczasie jakiegoś nastolatka, a co dopiero innych ludzi. Westchnął cicho, a skręciwszy w prawą stronę, wszedł po schodkach prosto pod drzwi basisty. Złapawszy w płuca głęboki wdech, wyciągnął jedną dłoń z kieszeni, pukając kilka razy. Jego ręce przybrały lekki odcień różu przez chłód, jaki panował na dworze, natomiast włosy sterczały niemalże na wszystkie strony przez bawiący się nimi – wiatr. Zgrabnym ruchem przejechał po nich swoimi palcami, chcąc je doprowadzić  do normalnego stanu. Pociągnął nosem akurat w chwili, kiedy Gaspard otworzył drzwi, następnie wpuszczając go do środka. Wszedł do domu, a wkładając dłoń do kieszeni swych dżinsowych spodni, wyciągnął zeń zgubiony telefon. Bez żadnego słowa wręczył go przyjacielowi, w kilka sekund później odpinając guziki od swej skórzanej kurtki, którą powiesił na wieszaku w przedpokoju. Wyplątawszy szyję z szalika, zrobił z nim to samo. Ściągnął buty, następnie kierując się do pokoju, gdzie ostatecznie usiadł na kanapie. Dopiero wtedy przeniósł wzrok na Dolly, uśmiechając się krzywo.
    - Nie zrobisz mi herbaty? – zapytał, następnie z zaciekawieniem rozglądając się po pomieszczeniu. Nic się nie zmieniło, wszystko było takie samo jak wcześniej.  
    Tak, jak to sobie zapamiętał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 11:57 am

Przełknął ślinę, tak jakby zaczerpnięcie powietrza było dla niego niemożliwe. Może się denerwował. Na pewno. Przecież to wcale nie widok zaróżowionych z zimna policzków oraz czubka nosa Dymitra czekającego pod drzwiami wprawił go w tak dziwny stan.
Nie gościł go u siebie od czterech miesięcy, a widział go dzisiaj, jakąś godzinę temu. Do tej pory nie otrząsnął się z emocji, jakimi był targany wtedy. Miał nadzieje, że narkotyki mu pomogą. Znieczulą, zamkną w sobie prawdziwego Gasparda, który przy każdej możliwej okazji wyrywał się z wewnątrz. Nawet w tej chwili. Czasami pod postacią przygryzienia wargi z zakłopotaniem, zaniemówienia lub nerwowego przeczesania czarnej grzywy. Na szczęście powstrzymywał się jeszcze jakoś przed obrzucaniem Andersona tęsknymi spojrzeniami.
Przepuścił białowłosego w drzwiach i zamknął je za nim bowiem nie wypadało rozmawiać przy otwartych. O ile w ogóle Devil miał zamiar zabawić tu dłużej niż trzydzieści sekund spożytkowane na oddanie mu ukochanego telefonu francuza i ewakuowaniu się stąd czym prędzej. Gaspard mimo wszystko –nie chciał, żeby tak zakończyło się to spotkanie wyglądające jakby było swego rodzaju kolejną szansą od losu. Ulliel lubił czasem uwierzyć w takie bzdury jak przeznaczenie czy horoskopy. Pomagało to na swój sposób utrzymać się przy nadziei, zaufać szczęściu, mieć zapasowe wyjście.
W chwili, gdy wrota mieszkania Gasparda zamknęły się za białowłosym, w ręce gospodarza wciśnięty został prostokątny przedmiot będący niczym innym, jak telefonem należącym do niego. Kliknął na okrągły przycisk i uśmiechnął się zarejestrowawszy, że jest całkowicie rozładowany. Podrapał się po karku rozbawiony swoim spostrzeżeniem. Mruknął cichutkie podziękowanie w kierunku chłopaka i z ulgą w tym samym momencie, jak tylko na niego spojrzał, zauważył iż ten rozpina swoja kurtkę.
Włożył telefon do czarnych rurek z dziurami na wysokości kolan i ruszył za przyjacielem do tak zwanego salonu. Kiedy Dymitr zajął miejsce na sofie, Gaspard chwycił swoją gitarę i położył ja na fotelu naprzeciw kanapy ażeby przypadkiem żaden z nich nie przewrócił instrumentu. Ponownie wrócił wzrokiem do swojego gościa akurat w momencie kiedy ten uśmiechnął się do niego i wytknął gospodarzowi solenny nietakt.
-Owocową? –spytał doskonale znając odpowiedź na to pytanie. Owocowe herbatki cieszyły się specjalnym miejscem w sercu Dymitra. Najlepiej jeżeli jeszcze pozwolono by mu wsypać do kubka z naparem kilkanaście łyżek cukru.
Nie czekając na odpowiedź ze strony mężczyzny, udał się w kierunku aneksu kuchennego, w którym to znajdował się elektryczny czajnik. Wlał do urządzenia wody i nacisnął specjalny przycisk. W oczekiwaniu na zagotowanie się wody, wyjął z szafki dwa kubki, które miały zostać przeznaczone do tego, by przyrządzić w nich ostateczną postać herbaty, gdy wrzątek będzie gotowy.
Oparł się biodrami o blat kuchenny i wbił zaciekawione spojrzenie jasnych tęczówek w przyjaciela. Po chwili także skrzyżował na piersi swoje ręce i nie zdejmując z Dymitra swojego wzroku, cicho westchnął.
-Brakuje mi ciebie –odezwał się nagle i zaraz pożałował, że w ogóle otwierał usta. Zasłonił je więc dłonią jakby miało to powstrzymać jakieś kolejne wstydliwe wyznania.
-Znaczy… –zaczął jednak znowu i odwrócił się przodem do blatu, o który oparł się tym razem ramionami.
-Szkoda, że się tak skończyło –dodał. W żaden sposób nie tłumaczyło to jego wyznania, ale w jakiś sposób może odwróciło to uwagę Andersona od tego co mu się wyrwało.
Woda w czajniku zagotowała się i Gaspard mógł przyrządzić herbatę. Dla siebie wybrał czarną bez cukru, a przed Dymitrem postawił owocową i dodatkowo podał mu niewielką miseczkę wypełnioną cukrem oraz łyżkę.
Po chwili zajął miejsce naprzeciw białowłosego czyli na fotelu, który do tej pory zajmowała gitara gospodarza, którą to oparł tym razem o stolik. Przez chwilę maltretował swoje sitko z czarną, liściastą herbatą, zanurzając je w wodzie raz po raz. Potem odstawił napój na stolik i sięgnął do swojej kieszeni po odzyskany telefon, by po chwili podłączyć go do ładowarki. Skąd ładowarka w salonie? Odpowiedź jest prosta. Francuz właśnie w tym pomieszczeniu spędzał najwięcej czasu. Zdawało mu się być odpowiednio naświetlone i jakieś przytulniejsze od sypialni, w której to jak na ironie, przyjmował swoich nocnych gości. Nie najlepiej się tam czuł za dnia, kiedy potrzebował się zrelaksować. Tak więc, większość najbliższych przedmiotów sercu bruneta znajdowało się właśnie w salonie. Rzeczy takie jak laptop, ładowarka, wygodne poduszki i zeszyty miały tu stałe miejsce.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 12:03 pm


   
    Jego wzrok mimowolnie skierował się na opartą o fotel – gitarę. Czyżby Gabcio jeszcze na niej grywał? Sam nie pamiętał, kiedy ostatnio męczył swoją. Jakby na to nie spojrzeć, od dobrego roku używał tylko Eleonory i raczej nie zamierzał się przenieść. Nawet na te liche piętnaście minut. I choć Wendy była o wiele starsza i Dymitr miał do niej pewien sentyment, to tylko ta elektryczna zajmowała zaszczytne miejsce w jego serduszku. Pomijając oczywiście Harleya Davidsona, którym w gruncie rzeczy mógł przyjechać. Zajęłoby mu to o wiele mniej czasu, niż przyjście tutaj na piechotę. Następnym razem zdecydowanie przyjedzie motorem. Oczywiście jeśli będzie na tyle trzeźwy, by był w stanie prowadzić. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się kierować żadnego pojazdu po spożyciu alkoholu i raczej nie zamierzał. Jakby nie patrzeć, zdrowie najważniejsze. Tak, gdyby Anderson brał to jeszcze pod uwagę… Chyba wszyscy jego znajomi byliby z niego dumni. Każda osoba, która zna, lub znała Devila, stwierdziłaby, że podchodzi do życia zbyt luzacko. Wokalista zawsze miał na wszystko czas, nigdy mu się nie śpieszyło i mając nawet porządnie zapchany grafik, zawsze znajdywał czas na chwilę rozrywki.  Ulliel miał niemalże takie samo nastawienie do świata. Może to dlatego rozumieli się z Dymitrem. Czasami nie musieli prowadzić między sobą jakiejkolwiek konwersacji. Rozumieli się bez słów. (W większości przypadków).
    Kiwnął na potwierdzenie głową, kiedy Gaspard zadał pytanie, które bardziej przypominało te retoryczne. Z jednej strony, Anderson nie wiedział, dlaczego Ulliel go o to pyta. Przecież nie znali się trzy dni, by ten nie wiedział, co pija. Z drugiej strony, jego kubki smakowe mogły ulec małej zmianie. W końcu, minęło sporo czasu od jego ostatniej wizyty. Przymrużył nieco powieki, swój wzrok zatrzymując na gospodarzu. Albo mu się wydawało, albo Dolly znowu wciągał jakieś cholerstwo. On naprawdę był uzależniony. Co prawda, Dymitr wiedział że basista ćpa, jednakże nie zdawał sobie sprawy z tego, że w tak dużych ilościach. Jeśli nie zbastuje, może się to naprawdę źle skończyć. Czy Devil się martwił? Ależ oczywiście że się martwił! W końcu, jakby na to nie spojrzeć, Gaspard był jego przyjacielem. Przed wybrykiem wokalisty naprawdę spędzali ze sobą sporo czasu. Podczas prób, czy to w czasie wolnym.
    - Znowu ćpałeś, prawda? – mruknął raczej do siebie, niźli do niego, po chwili cicho wzdychając. Naprawdę zastanawiało go, dlaczego to robi. Nie był jednak jego matką, a tym bardziej nim by o tym decydować. Jeśli chciał ćpać, niech ćpa. Tylko żeby później nie miał do kogokolwiek pretensji…
    Zmarszczył brwi, kiedy dotarły do niego słowa basisty. Tęsknił za nim? Dlaczego, do cholery? Gaspard powinien go nienawidzić z całego serca, gardzić nim, a nie za nim tęsknić. Nie po tym, co zrobił Anderson. Dymitr go najzwyczajniej okłamał, oszukał przywłaszczając sobie coś, co należało do gitarzysty. Przecież był na niego wściekły… Klął na niego, ledwo powstrzymując się od przywalenia. Więc dlaczego mówił mu takie rzeczy? Przecież to było absurdalne. Dymitr nie mógł tego pojąć. Gdyby to on był tu pokrzywdzonym, najpewniej na zawsze skreśliłby Dolly z listy bliskich mu osób, a on najzwyczajniej mówił, że mu go brakowało. Kłamcy i oszusta, który raz na zawsze powinien się od niego odczepić. Dać mu święty spokój, robiąc wielką karierę…
    - Jak mogło ci brakować takiego kogoś? Naprawdę, czasami cię nie mogę zrozumieć, Gaspard. – odparł, uśmiechając się pod nosem. Powędrował za nim wzrokiem, kiedy ten przyszedł do pokoju, stawiając na stole kubek po brzegi wypełniony gorącą, owocową herbatką. Mruknął pod nosem coś, co miało oznaczać „Dziękuję”, a złapawszy za łyżeczkę, włożył ją do cukierniczki, po chwili wsypując do kubka dwie łyżeczki cukru. Anderson – w porównaniu do basisty – od małego uwielbiał słodycze. Pod każdą postacią. Zamieszał metalowym sztućcem w kubku, a odłożywszy go na blat, dorwał naczynie w swe łapki. Z wielkim skupieniem począł dmuchać w gorący napój, następnie upijając kilka maluczkich łyczków. Ach, herbata Gasparda zawsze mu smakowała. Była wybitnie dobra w porównaniu do innych herbat.
    Skrzywił się nieco, a unosząc lekko podbródek, wskazał nim na naczynie przyjaciela.
    - Jak ty możesz pić to świństwo? Przecież to w ogóle nie jest dobre. – mruknął, krzywiąc się jeszcze bardziej. Nie lubił takich napoi. Toć to w ogóle smaku nie ma… Jest najzwyczajniej w świecie gorzkie.
    - Wypiję i grzecznie zmyję się do domu. Nie będę ci przeszkadzał. – odrzekł, podnosząc na niego wzrok. Tylko niepotrzebnie zawracał mu gitarę…
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 12:07 pm

Na pytanie czy ćpał, nie odpowiadał nic. Udał, że pytania nie słyszał bowiem ochoty nie miał na nie odpowiadać. Z prostej przyczyny. Dlaczego miałby się przyznawać do swoich kolejnych słabości? Zwłaszcza, że od tej strony Devil jeszcze Gasparda nie znał. Z tej załamanej, wykończonej, zmarniałej strony, której nikt nie powinienem oglądać. Chyba, że sam Ulliel w zaciszu swojego niewielkiego mieszkania. Zresztą, pytanie było na tyle oczywiste, że francuz nie znalazł jakiegokolwiek powodu, dla którego miałby uświadomić białowłosego w słuszności jego tezy.
Sam nie miał pojęcia dlaczego coś takiego wyrwało mu się z ust. Może poza wściekłością na samego wokalistę, krył w sobie też żale związane z tym, że nagle naprawdę zabrakło na świecie osoby, która go rozumiała. To z pewnością nie był prawdziwy powód wściekłości, a raczej… uzasadnienie dla jego aktualnego stanu. Tak cholernie nie rozumiał swojego narkotycznego ględzenia, że aż wątpił w to, czy kiedykolwiek Dymitr go naprawdę odbierał we właściwy sposób skoro on sam nie.
Uśmiechnął się z zakłopotaniem i cicho zachichotał pod nosem pod wpływem tego spostrzeżenia. No właśnie jak?
Na dźwięk własnego imienia trochę się wzdrygnął. Właściwie jedyną osoba, która używała jego pełnego imienia, siedziała w tej chwili na sofie więc zwyczajnie odzwyczaił się od brzmienia tego słowa. To nie tak, że pozwolił Dymitrowi w gestii wyjątku, a po prostu nie zdołał go w porę oduczyć. Trochę mu pobłażał, to fakt, ale w ustach Andersona jego imię zdawało się brzmieć jakoś wcale niezgorzej. Gdyby każdy wymawiał je w taki sposób, pewnie by go nie nienawidził aż tak bardzo.
-Sam nie wiem, dlaczego to powiedziałem… –odparł w odpowiedzi na jego słowa. Gaspard nigdy nie należał do osób specjalnie uzewnętrzniających się przy każdej napotkanej okazji. Wręcz przeciwnie –był zamknięty na własne uczucia i nigdy nie dopuszczał do sytuacji, w których uczucia przejmowały główny wyznacznik podejmowania jakichś decyzji. Ale powiedział prawdę. Tęsknił za tym gościem, bardziej niż był wkurzony o to jak go oszukał i zabrał mu utwór. A był kiedyś zdenerwowany, jakby nie patrzeć, do tego stopnia, że chciał rozszarpać wokalistę. Teraz był mu gotów wybaczyć każdą krzywdę, gdyby ten tylko przeprosił basistę i wykazał chęć odbudowania tego co zepsuł. Reszta zespołu pewnie chciałaby udusić Ulliela gdyby jego zamiary wyszły na jaw… Sam mógłby im pomóc się dusić, o wiele bardziej niż chwilę temu obrzydzony tym jaki stosunek do przyjaciela zrodził się w jego łbie.
Postawił przed przyjacielem kubek gorącego płynu, a gdy tylko ten rzucił się na niego wsypując doń całą masę cukru, Gaspard niemal sam poczuł to mdlącą słodkość na własnym języku.
Z pewnym namaszczeniem obserwował jak przyjaciel dmucha na swój napój i usiłuje upić nieco gorącego. Facet może wypadał jako twardziel przed ludźmi, którzy nie znali go tak dobrze jak Gaspard i zawczasu nie spędzili z nim niemal każdej minuty życia. Przed francuzem jednak obraz Dymitra widział mu się zupełnie inaczej. Wspaniałym przykładem będzie scena malująca się przed jego oczyma w tej chwili. A kiedy spojrzenie przyjaciela zwróciło się na bruneta, ten momentalnie przypomniał sobie o Bożym świecie i uświadomił sobie, że ten cały czas poświęcił na wpatrywanie się w zielonookiego.
Nim odpowiedział na pytanie chłopaka, pociągnął łyk tegoż świństwa.
-Jak dorośniesz, to zrozumiesz –mruknął tajemniczo po czym ponownie odstawił na stół swoją herbatę, wyjął z niej sitko i położył je na talerzyku obok bowiem napój nie potrzebował być już dodatkowo gorzki.
Na kolejne słowa Dymitra, gospodarz jedynie przewrócił oczyma i wbił w końcu wzrok na dłużej w mężczyznę. Cicho westchnął i zupełnie nie miał pojęcia jak ma się wysłowić na ten temat. Obecność Andersona wcale mu nie przeszkadzała… Ba, on głupi się nawet cieszył, że przez chwilę może być tak jak dawniej. Wiedział też, że w głębi serca, ma gdzieś tą piosenkę. Może niezupełnie było to po nim widać kiedy przeklinał przed wszystkimi Dymitra, ale w środku już dawno doszło do przebaczenia krzywdy. Tylko czy był gotów przyznać się do tego przed samym sobą?
-Nie przeszkadzasz –powiedział cicho, ale wystarczająco wyraźnie by mógł usłyszeć go gość zajmujący kanapę.
Kolejny impuls zmusił go do tego, by chwycić gitarę w swoje ręce. Jeszcze następny, by ledwo słyszalnie zacząć coś grać na instrumencie.
-A.. naprawdę podobała ci się tamta piosenka? –spytał, przerywając brzdąkanie i wlepiając pytające spojrzenie w twarz chłopaka sączącego herbatkę. Skoro ją zabrał, musiała być dobra technicznie, ale czy podobała się samemu Dymitrowi? Była inna od tego co pisali. Nie była zwykła, nie było w niej żadnego wersu o bezpośredniej nienawiści do świata ani ludzi, a jednak czuło się od niej tą niechęć. Cała odraza do życia zamknięta była inaczej niż w kompozycjach poprzednich. Nie zawierała w sobie ani śladu agresji i była swego rodzaju przełomem w autorskiej twórczości Gasparda.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 12:08 pm


   
    Puścił mimo uszu zgryźliwy komentarz na temat swej osoby, a upiwszy kolejny łyk owocowej herbaty, zmarszczył brwi usłyszawszy zdanie, jakie padło z ust Gasparda. Anderson był święcie przekonany, że Jerome był na niego wściekły. Sądził, że wyrzuci go za drzwi niemalże od razu po oddaniu telefonu, który teraz podłączony był do ładowarki. Tymczasem – po niegrzecznym wproszeniu się przez Logana – basista jakby nigdy nic zrobił Devilowi ciepły napój, mówiąc że wcale nie zawraca mu tyłka. Chociaż bardziej przypominało to szept jakiej nastolatki, kompletnie nie doświadczonej w wiadomych sprawach.  
    Na twarz byłego wokalisty Dead Pussy cisnął się mimowolny uśmiech, kiedy wracał wspomnieniami do czasów, gdy był jeszcze członkiem zespołu. Wszystkie imprezy robili razem. Podobnie było z urodzinami, czy też jakimikolwiek świętami. W pewien sposób traktowali siebie jak rodzinę, składającą się tylko i wyłącznie z samych facetów.
    W odmętach jego umysłu nadal krzątało się wspomnienie z ostatnich Świąt Bożego Narodzenia, kiedy to całą czwórką siedzieli u Jerome w mieszkaniu, chlejąc, paląc i ćpając. Pamiętał, że nawet mu zdarzyło się wciągnąć parę kresek – przez Ulliela, który truł mu dupę, aby spróbował ten jeden jedyny raz. Oprócz tzw. „świństw” na stole było kilka paczek chipsów, cztery duże – puste już – pudełka pizzy i dwie dwulitrowe butelki coli. O ile dobrze pamiętał, to grali nawet w butelkę… Wokalista chyba pierwszy raz nocował wtedy u Jerome. Był tak napruty, że Logan wolał go nie zostawiać samego. Nie wiadomo, co mogło takiemu wpaść do głowy. I choć na początku zamierzał wrócić do siebie w towarzystwie Kevina, ostatecznie został z Gaspardem. Pomimo, że nigdy się do czarnowłosego nie zbliżył, tak jak on by tego chciał, to właśnie basista był mu najbliższy z całej trójki. I – choć Ulliel najdłużej znał Charls’a – Devil odnosił dziwne wrażenie, że to właśnie z nim drogi Dolly jest najbardziej związany. Że to właśnie mu najbardziej ufał. I najpewniej byłoby tak nadal, gdyby nie cała ta sytuacja ze skradzionym tekstem.
    Z niemałym zaciekawieniem wpatrywał się w swojego przyjaciela, który odstawiwszy kubek na stół, wziął w swe łapki gitarę, przejeżdżając po strunach swymi długimi, oraz smukłymi palcami. Wokalista od kąt pamiętał uwielbiał wsłuchiwać się w to jak gra, przy okazji chwaląc się niemałymi umiejętnościami głosowymi. Teraz w bardzo szybki sposób mógł wrócić do tego, co było wcześniej. Może, gdyby poinformował Gasparda o tym, że chce użyć jego tekstu, a ten by się zgodził, możliwe że ich relacja nie uległa by tak radykalnej zmianie.
    Odetchnął, a dotknąwszy plecami oparcia, przymknął powieki, całkowicie się wyciszając. Uśmiechnąwszy się pod nosem, trwał tak do chwili, w której to Jerome nie zakończył swego małego pokazu. Anderson niechętnie otworzył oczęta, a dostrzegając ciemne cienie pod oczami Dolly, parsknął, w jednej sekundzie nachylając się nad stołem. Zgrabnym ruchem kciuka starł rozmazaną kredkę, następnie wpatrując się prosto w soczyście zielone oczy przyjaciela.
    - Rozmazałeś się… – wypalił szybko, a uśmiechnąwszy delikatnie, zabrał swą dłoń z przyjemnie miękkiej skóry na policzku. Gładziutka jak pupcia niemowlęcia ~
    Położył otwartą dłoń na blacie niewysokiego stołu, z niewiadomych sobie przyczyn nachylając się jeszcze bliżej. Nie wiedział czy robił to pod wpływem chwili, czy też do głowy począł mu uderzać wypity wcześniej alkohol. Najzwyczajniej w świecie robił to, co podpowiadał mu mózg, który to był skutecznie otumaniony przez spożyte wcześniej procenty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 12:11 pm

Byli dobrym zespołem. Od początku osiągali mnóstwo sukcesów i choć grali dopiero od dwóch lat –mogli się pochwalić naprawdę ogromną popularnością wśród młodzieży. Zupełnie przypadkowo zostali odkrycie, sami nie pchali się pod nos wytwórniom muzycznym. Grali na imprezach, po garażach, w klubach, barach i pubach, ale stopniowo zdobywali sobie coraz szerszą publiczność. Na niedługo po ich najhuczniejszym debiucie, nagrali płytę. Nie była specjalnie dobra. Można nawet powiedzieć, że była niemal średnia. Za drugim jednak podejściem, wywołali niemały szum na rynku muzycznym. Ów krążek zapewnił im trasę koncertową po Wielkiej Brytanii. Niestety, ta nie doszła do skutku z powodu rozpadu zespołu, do którego doszło tylko i wyłącznie za sprawą wybryku Devila. A Gaspard jak ostatni naiwny idiota –wybacza mu od tak. Godne pożałowania podejście. Basista doskonale wiedział o tym, dlatego, by zachować pozory przed samym sobą, przyklaskiwał nieprzychylnym komentarzom Kevina na temat byłego wokalisty. A Charles po prostu nie mówił nic, ale czuć było od niego jak bardzo przejął się rozpadem. Kelvin jak zwykle mnóstwo gadał, a tym razem gadał na Dymitra. Gaspard odcinał się stopniowo od umierającego zespołu i szukał zapomnienia snując się po klubach, wskakując wszystkim do łóżka i ćpając na umór. Najzwyczajniej w świecie się poddał, a Charles’owi nawet nie chciało się go wykopywać z tak głębokiego bagna mułu. Kevin zaś nigdy nie był specjalnie blisko z Gaspardem. Możliwe, że powodem było darzenie zainteresowaniem Dymitra przez nich obu w tym samym czasie? Panowała miedzy nimi wtedy cicha rywalizacja. Nie mieli czasu zbliżyć się na tyle, żeby stać się równie dobrymi przyjaciółmi jak Gaspard z Charlesem i Devilem. Zanim cokolwiek się zaczęło, skończyło się w najmniej odpowiednim momencie.
W chwili gdy ujął w swoje dłonie gitarę, poczuł przemożną chęć ponownego wkroczenia na drogę muzyki. Zrażony przeciwnościami losu, zniszczony, ale powstałby w końcu z popiołu. Może gdzie indziej. Szkocja była piękna i przystępna dla obcokrajowców. Mógłby zamieszkać w Edynburgu, tam nagrać jakąś sympatyczną płytę. Sam i bez zobowiązań znowu kroczyć ścieżką artysty, którym zawsze pragnął być. Odkąd wyrwał się z Francji i uciekł od ciotki z tą samą gitara, którą właśnie trzymał w dłoniach.
Przez pieszczotliwe muśnięcia strun palcami, w jakimś momencie przeszedł do wygrywania melodii. Całkowicie pochłonięty swoim zajęciem, nie zauważył jak jego brzdąkanie działało na przyjaciela, który całkowicie się rozluźnił.
Spojrzał na niego dopiero, gdy skończył grać fragment dobrze znanej, francuskiej piosenki o miłości. Ociekającej tandetą i frazesami, które tak bardzo umiłowała sobie tamtejsza kultura. Gaspard znał piosenkę doskonale i potrafiłby ją pewnie zaśpiewać na wyrywki, nie mówiąc o zagraniu kilku prostych akordów, z których składała się cała ballada.
Zbity z tropu nagłym parsknięciem śmiechu białowłosego, zmarszczył zabawnie brwi. Długo nie musiał wyczekiwać odpowiedzi niemego pytania. Zwalczył odruch uniknięcia kontaktu fizycznego z dłonią Andersona i poddał się jego dotykowi, uzyskując werbalne wyjaśnienie nagłej bliskości chłopaka po kilku sekundach. Ulliel momentalnie poczuł jak jego policzki odrobinę zapiekły. Nie zdążył się dwa razy zarumienić, a Dymitr znajdował się jeszcze bliżej niż chwilę temu kiedy ścierał mu rozmazany makijaż.
Przełknął nerwowo ślinę i z zawahaniem sięgnął ku twarzy Devila, na której policzku spoczywał zabłąkany kosmyk włosów. Odgarnął go chłopakowi delikatnie za ucho.
- J'ai soif de toi –udało mu się jedynie wydukać w ojczystym języku. Dzięki Bogu, mężczyzna, do którego kierował te słowa, nie znał francuskiego. I tak już wystarczająco płonął ze wstydu wywołanego nagłym przytłoczeniem osobą Dymitra. Nie podobało mu się to, w jaki sposób odurzył go człowiek, którego powinien darzyć szczerą niechęcią, a nie darzy. I mimo, że z jego ust wypłynęło dość bezpośrednie wyznanie, Gaspard pogubił się w tym, co mówi. Był oburzony swoją niedelikatnością i nawet jeżeli przyjaciel go nie zrozumiał, to czuł się winny okropnego czynu.
Odchrząknął cicho i zabrał dłoń z policzka zielonookiego, by umieścić ją na żuchwie i ująć po chwili między palce podbródek chłopaka.
-Wciąż jesteś pijany –powiedział starając się zabrzmieć przynajmniej w pewnym stopniu stanowczo. Zamiast jednak oddalić się na bezpieczniejszą odległość, sam przysunął się mimowolnie bliżej. Ich usta dzieliła w tym momencie tak niewielka odległość, że gdyby białowłosy nachylił się bardziej, jego wargi spotkałyby się z tymi należącymi do Ulliela.
-Dev, ja... -zaczął, ale w porę zamknął usta nie chcąc przypadkiem pod wpływem chwili powiedzieć czegoś niepotrzebnego.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Judas



Liczba postów : 22
Join date : 06/07/2015
Age : 17
Skąd : Erebor

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 12:13 pm



Dwa lata wcześniej

    Westchnął cicho, a przejechawszy zgrabnym ruchem palców po strunach, odłożył Eleonorę na miejsce, wstając z obitego w skórę – fotela. Rozciągnął się, a mrucząc pod nosem kilka niezrozumiałych słów, wzrok zatrzymał na – wiszącym nad szafką nocną w pokoju – zegarku. Przeklął siarczyście, rozumiejąc że jest spóźniony, w szybkim tempie obierając za cel łazienkę. Wszedłszy do niej, ściągnął z siebie brudne ubrania, rzucając je do kosza. Był wściekły. Gaspard jak i reszta zespołu najpewniej wyrywają sobie włosy z głowy, zastanawiając się co też się mogło stać biednemu Andersonowi… Gdyby ktokolwiek z  zespołu dowiedział się, że grywał na kochanej Eleonorze, mając wszystkich w tyłku, zabiłby go. Zabił i rzucił krokodylom na pożarcie. Sam Dymitr nie mógł sobie uwierzyć. Wszak nigdy wcześniej mu się to nie zdarzyło. Był zawsze na czas. W większości wypadków, to on czekał na resztę – oczywiście pomijając Gasparda, który musiał chyba przesiadywać w garażu dwadzieścia cztery godziny na dobę, przez siedem dni w tygodniu. Nie ważne kiedy, to Ulliel witał zespół i to on go żegnał. Dymitr przypuszczał, że w pewnym sensie stało się to rutyną.
    Zakręcił kurek, a rozsunąwszy przeźroczyste drzwiczki, stanął mokrymi stopami na zimnych kafelkach. Zabrawszy z wieszaka przyjemnie miękki, różowy ręcznik wytarł się nim, następnie nago ruszając w stronę pokoju. Przechodząc przez salon jego wzrok mimowolnie ponownie spoczął na zegarku. Świetnie, jeśli się pośpieszy może zdąży na ostatni autobus. Nie uśmiechało mu się wyciągania z garażu Harleya, tym bardziej jeśli po spotkaniu miał się zamiar napić. Oczywiście, nie miał w planach by się przysłowiowo najebać, ale nie zamierzał również wypić marnych trzech kieliszków. No i – jeśli mu się uda – nie wróci do domu sam ~
    Westchnął, a wyciągając z szafy czarne dżinsowe spodnie i tego samego koloru – bluzkę na krótki rękaw, włożył na siebie wszystkie te ubrania, w tempie ekspresowym schodząc na dół. Napisał do Gasparda, iż będzie za dwadzieścia minut, a zakładając buty, oraz skórzaną kurtkę, wyszedł z mieszkania zamykając je na klucz. Upewnił się, że wziął portfel i dokumenty, zmierzając w kierunku parkingu dla taksówek. Dolly go zabije… ~

***

    Drgnął, czując na swoim policzku przyjemnie ciepłą dłoń przyjaciela, która to poprawiając niesforny kosmyk włosów, zjechała na Devilowy podbródek, unosząc go nieco ku górze. Dymitr przymrużył powieki, a usłyszawszy zdanie, jakie padło z ust przyjaciela, ponownie prychnął, powstrzymując się od pokręcenia z zaprzeczenia – głową. Osoba trzecia bardzo szybko mogłaby uznać ową sytuację za dość dwuznaczną. Wokalista jednak nie widział w niej żadnych dwuznaczności, twierdząc, iż jest to zwykły wypadek przy „pracy”. Usłyszawszy zdanie, jakie padło z pięknie wykrojonych – w tamtej chwili – ust basisty, mruknął pod nosem coś, czego nawet on nie zrozumiał, po chwili cicho wzdychając.
    - Nie jestem pijany. Mam pełną świadomość swych czynów oraz myśli, Gaspi. Poza tym; Ile razy ci mówiłem, byś zwracał się do mnie wyłącznie po angielsku? Dobrze wiesz, że nie rozumiem twojego języka, a ja nie należę do osób, które – wróciwszy do domu – siądą ci przed biurkiem, doszukując się tłumaczenia w słowniku. Internet również nie wchodzi w grę… Dlatego; Tylko i wyłącznie angielski, yes? – zapytał, a uśmiechnąwszy się delikatnie, zabębnił palcami o blat stołu, co przyszło mu z niemałą trudnością. No cóż, pomimo iż Dymitr twierdził że pijany nie jest, nawet Charls, który pił naprawdę mało – powiedziałby że jest inaczej. Devil raczej do osób, które przyznają się do jakiegokolwiek uzależnienia nie należał, a co najlepsze – twierdził, że jest wręcz przeciwnie.
    Syknął, a uśmiechnąwszy się krzywo, przymrużył już i tak zmrużone powieki, tym samym ledwie widząc swego zdecydowanie podenerwowanego przyjaciela. Ulliel naprawdę dziwnie się zachowywał, tym samy wprawiając Dymitra w niemałe osłupienie. Ciekawiła go przyczyna… Może się zakochał? Albo miał małe problemy z policją? Nieważne, wokalista prędzej czy później to z niego wyciągnie. Jeśli będzie trzeba, użyje pięści. Brwi Andersona nieznacznie powędrowały ku górze, słysząc cichy głos Gaspiego, który ugrzązł w gardle w nawet nie połowie – zdania.
    - Co ty? – warknął zniecierpliwiony, a nie usłyszawszy odpowiedzi, mruknął pod nosem parę przekleństw, następnie cicho wzdychając. W takich sytuacjach naprawdę nie potrafił go zrozumieć. Ulliel był dla niego wtedy jedną, wielką zagadką nie do rozwiązania. I co on ma z nim w takich sytuacjach robić, by otrzymać żądaną odpowiedź? Westchnął cierpiętniczo, a uniósłszy nieco podbródek, otworzył usta, chcąc basiście zrobić długi, denny wykład niczym nazbyt upierdliwy ojciec. Zamiast potoku słów, zjechał dłonią z blatu w jednej sekundzie znajdując się na podłodze. Syknął z bólu, czując przesiąkającą herbatą – bluzkę. Wstając, zaklął pod nosem, biorąc w obie dłonie jej końce. Nic nie powiedziawszy, ściągnął z siebie mokry ciuch, niedbale rzucając go na kanapę.
    - Masz coś, w co mógłbym się przebrać? – zapytał, a przenosząc wzrok na rozbite kubki, złożył usta w cienką linię, ze zdenerwowaniem drapiąc się po karku. - No i sorry za ten bałagan. Zaraz to posprzątam. – dokończył. Jak może być tak cholernie wielką niezdarą? Godne pożałowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 517
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   Czw Lip 09, 2015 12:22 pm

Czegóż innego mógł się spodziewać po Dymitrze? Oczywiście, nie wziął go na poważnie. Gaspard jest idiotą jeżeli on dał się ponieść chwili, która praktycznie nie istniała. Po prostu znaleźli się zbyt blisko siebie, w dość niecodzienny sposób patrząc sobie prosto w oczy. Tylko, że Ulliel włożył w swoje spojrzenie zdecydowanie kapkę za dużo zaangażowania. To wszystko wina tego, co kiedyś czuł do Devila. Kiedyś, dawno, ale czuł. Czuł całym sobą, że facet go nie tylko pociąga, imponuje mu, ale też nie chce opuścić jego głowy. Nie doznał poczucia winy z tego powodu iż mimo, że są przyjaciółmi, on darzy białowłosego jakimiś niemoralnymi uczuciami. Francuz bowiem nie tylko znał siebie, ale również akceptował wszelkie tego typu odczucia. Nie znaczyło to wcale, że ów zakochiwał się z większą częstotliwością niż przeciętny młody mężczyzna. Gaspard z reguły taki właśnie był. Przyjmował zimne fakty i pozostawiał je równie chłodnemu osądowi własnego intelektu po czym w jego świadomości kodował się substrat jego kalkulacji. Tylko, że tym razem po prostu nie umiał określić tego, co się dzieje. Jednocześnie pożądał Andersona i żywił wobec niego niewątpliwą sympatię oraz, z drugiej strony, miał mu wciąż za złe, że odwrócił się od niego i jak gdyby nigdy nic –zakończył ich przyjaźń. Gaspard nie tylko czuł się z tym nieswojo, ale także najzwyczajniej w świecie szukał gdzieś powodu dla tego, jak zachował się białowłosy. Jednak, za każdym razem przychodziło mu jedynie kończyć rozmyślania w punkcie mało optymistycznym, który wyglądał mniej więcej tak, jakby naprawdę Anderson nigdy nie żywił wobec Dolly żadnych trwalszych emocji. Jakby dosłownie był w rękach wokalisty zwykłą, ludzką lalką, której przydatność skończyła się wraz z tą jedna piosenką. A może Dymitrowi obrzydło towarzystwo wszystkich trzech chłopaków?
Miał dość. Wreszcie nadarzyła się okazja, by spytać wprost dlaczego, a on marnuje ją na jakieś bezcelowe zaloty, które i tak nigdy nie zostaną właściwie odebrane.
Istotnie, Dymitr nawet nie zrozumiał przecież co przyjaciel miał na myśli bowiem po prostu użył języka, którego ten nie umie. Naturalnie –ulżyło to Gaspardowi. Znaczy, wiedział iż adresat jego krótkiego wyznania, owego nie zrozumie jednak wciąż targały nim pewne obawy, że może zbyt dosadnie zabrzmiał… Ale, na szczęście nie okazało się to być uzasadnionym lękiem.
Poza ulgą jaką odczuł, na jego twarz wstąpił blady uśmiech wraz z zapewnieniami chłopaka, że ten wcale pijany nie jest. Pokręcił lekko głowa z niedowierzaniem.
-Nie wątpię w prawdziwość twych słów i postaram się, aby nic z mojego ojczystego języka już nie opuściło tych ust, mon ami –zadrwił lekko z przyjaciela. Po chwili jego uśmiech się znacznie poszerzył bowiem zorientował się, jak bardzo zakpił tym samym z siebie używając zwrotu właśnie ami, które nieczęsto oznaczało także kochanka, a nie tylko przyjaciela. Oczywiście, nie bierzmy sobie tego do serca. To jedynie potoczności, ale w pewnym stopniu, Gaspard rozbawił sam siebie.
Za chwilę jednak, na jego twarz wrócił ten sam, dość poważny wyraz twarzy. Znowu mu się wyrwało. Po angielsku, ale znowu coś mimowolnie wypłynęło z jego ust. A przed chwilą próbował przecież przekonać samego siebie o irracjonalności własnego wczucia się w nieistniejący klimat sytuacji. Co on? Momentalnie przystał zwracać uwagę na chłopaka wiszącego nad blatem stołu, zagłębiając się we własnych myślach i szukając urwanej koncepcji. Co chciał powiedzieć? Jeżeli faktycznie coś pragną zakomunikować Dymitrowi, właśnie przepadło i jedynym śladem tego, było ciche westchnięcie rezygnacji, które spoczęło na lekko rozchylonych wargach bruneta.
Nie powstrzymywał podbródka Andersona, gdy ten wymknął mu się spomiędzy palców. Opuścił jedynie rękę na dół i położył ją sobie na udzie. Nie zdążył jednak usłyszeć od przejętego Dymitra nic więcej bowiem ten w jednej chwili nie trafił dłonią w stół i znalazł się z hukiem na posadzce Ulliela, tuż o b o k stołu. Nie dość, że cała herbata i niemal wszystko co stało na blacie, wraz z miseczką cukru, znalazło się na ziemi to też obryzgało to swoją siłą rozrzutu Gasparda. Gdy wzrok jego spoczął na postaci białowłosego, w tej samej sekundzie niemal parsknął niekontrolowanym śmiechem. Mężczyzna był cały w herbacie i pewnie też lepił się od słodkości cukru rozcieńczonego ciepłym napojem. To było ponad siły francuza, który ignorując słowa przyjaciela –zaczął krztusić się swoim rozbawieniem, zasłaniając usta by nie wybuchnąć śmiechem. Dopiero wtedy, gdy kątem oka dostrzegł, że w pewnej chwili Devil pozbawił się górnego odzienia, lekko się uspokoił. Był chyba zbyt zaabsorbowany widokiem cudownie prezentującej się postury chłopaka, by w dalszym ciągu śmiać się w ten sam sposób. Teraz chyba będzie dziękował losowi, a nie wybuchał mu rechotem prosto w twarz. Nie będzie kpił. To nie jest coś, z czego się kpi.
-Eee.. –zająknął się, kiedy w końcu coś przeszło mu przez gardło w odpowiedzi na słowa Andersona. Wstał niepewnie z kanapy i przestąpił nad potłuczonym szkłem, by stanąć obok białowłosego.
-Mam. Tam –pokazał gestem na sypialnię i wciąż skołowany, chwycił dwudziestojednolatka za nadgarstek. –Wybierzesz sobie.
Pociągnął go we wcześniej wskazanym kierunku, tak by znaleźli się w niewielkim pomieszczeniu, zawalonym książkami i kartkami oraz innymi rupieciami. W centralnej części pokoju stało obszerne łóżko, a tuż pod ścianą znajdowała się sięgająca sufitu –biała, błyszcząca modernistycznym wystrojem wnętrz, szafa. Znaleźli się w pokoju i stanęli naprzeciw mebla. Gaspard w swoim zamyśleniu nie otworzył szafy, a jedynie stał i wpatrywał się w nią, wciąż zaciskając dłoń na przegubie swojego gościa.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]   

Powrót do góry Go down
 
Voleur de rêves [2os; shounen-ai; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: