IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:43 am


Stanął na nogi, a to ci niespodzianka. Liczyłem mimo wszystko na to, że będzie się czołgał, bądź coś w podobie. Cóż, jakkolwiek by nie szedł, dumnie wyglądać nie będzie. Uśmiechnąłem się niemalże z sympatią do chłopaka i ruszyłem przed siebie, w stronę komnaty, z której to przed chwilą przyszedłem.
- Chodź kundelku, chodź - obejrzałem się przez ramię z lekkim uśmiechem, wyglądając niemalże jak dobra duszyczka. Co jak co, ale mój wygląd przysuwa na myśl prędzej aniołka niż bezwzględnego tyrana, oczywiście dopóki nie zaczynam uśmiechać się niczym psychopata. W tym momencie wyglądałem raczej nieszkodliwie. Ależ te pozory mogą mylić!
Pomimo pewnych, oczywistych trudności dotarliśmy w końcu do mych komnat. Będąc już w środku otworzyłem drzwi do łazienki i wskazałem dłonią na wannę, z której nie tak dawno wyszedłem.
- Wejdź do środka - poleciłem. Woda kusiła swoim ciepłem i delikatnym, przyjemnym zapachem lawendy. Nie zaoferowałem chłopakowi jednak lekarza, w końcu to duży chłopiec, poradzi sobie z takimi ranami. Jeśli nie, nie jest wart mojego zachodu, albowiem mam co do niego pewne plany, o których to zaraz porozmawiamy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:44 am



W cudowny sposób utrzymywałem się w pozycji stojącej, nawet powstrzymałem swoje ciało od kiwania się. Może to wydawać się niewiele, ale byłem świadom, że przez upływ krwi przez pewien czas takie drobnostki będą sporymi sukcesami.
Wiele bym dał jeśli nie za pomoc lekarza to za jakikolwiek opatrunek. W końcu cztery lata przetrwałem, a kiedy wziął mnie do siebie ktoś taki jak cezar miałoby mnie wykończyć coś takiego w przeciągu niecałego miesiąca?
Zacisnąłem zęby na wardze, idąc za mym panem. Zmobilizowałem resztki sił, żeby dotrzymać mu kroku i jednocześnie stawiać nogi prosto, nie stracić równowagi ani nie ubrudzić niczego po drodze swoją krwią. Szło.... ciężko i upierdliwie powoli, ale jakoś udało mi się dowlec do komnat cezara.
Problem pojawił się w łaźni.
Usypiający zapach lawendy i znacznie cieplejsze powietrze nie pomagały utrzymać się na nogach, dlatego nie próbowałem na siłę dowlec się do wody. Poza tym... zawroty głowy skutecznie zatrzymały mnie przy stoliku z karafkami olejków, o który siłą rzeczy musiałem się oprzeć, żeby nie spotkać się z kafelkami posadzki swoją twarzą. I w sumie na tym by się skończyło. Zacisnąłem powieki, uciskając kąciki oczu.
Owszem, może i woda kusiła. Perspektywa zanurzenia w niej obolałego ciała, rozluźnienia się była nader ciężka do odrzucenia, jednakże wiedziałem, w jakim byłem stanie. Zdawałem sobie sprawę z tego, że wejście do tego basenik skończy się zabarwieniem jej na lekko czerwony kolor, zabrudzeniem. I może mój pan dał mi niejakie pozwolenie, bym się jednak w niej zanurzył, jednak wolałem nie ryzykować, skoro nie byłem całkiem pewien.



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:47 am


Chłopak słaniał się a nogach i wyraźnie musiał mocno się postarać by nie paść a zimne kafelki twarzą. Ja jedynie stałem i obserwowałem z lekkim uśmiechem. Normalna osoba już dawno straciłaby przytomność, więc poniekąd jestem dumny ze swego perskiego psa.
- No dalej, wejdź do wody - ponagliłem go, samemu stojąc dalej obok wanny. Nie zamierzałem zanurzać się w wodzie, w której siedzieć będzie zakrwawiony, brudny kundel. Oczywiście po jego kąpieli cała zawartość dołu zostanie wymieniona.
Gdy niewolnik spełnił polecenie postanowiłem uświadomić go nieco o moich planach względem jego osoby.
- Widzę, że jesteś wojownikiem - zauważyłem przysiadając w fotelu nieopodal wanny. - Gdy dojdziesz do siebie przetestuję twoje umiejętności. Jeśli dobrze ci pójdzie zaczniesz walczyć dla mnie na arenie. Jeśli będziesz wygrywał, twoje życie tutaj będzie lepsze niż kogokolwiek, pomijając naturalnie mnie. - Myślę, że moje słowa brzmiały dość zachęcająco. Mam nadzieję tylko, że chłopak nie jest na tyle zamroczony przez ból, że nie dociera do niego co mówię.
- Z kolei, jeśli przegrasz... - kontynuowałem. - Za każde niepowodzenie czeka cię kara. Mniejsza, lub większa. Nie myśl jednak, że pozwolę zginąć ci podczas walki, to byłoby zbyt proste. - Zakończyłem swój wywód patrząc z niesmakiem na wodę zabarwiającą się powoli na czerwono. Zmierzyłem chłopaka wzrokiem jeszcze raz i w końcu postanowiłem, że wezwę lekarza. Już jakiś czas temu zdecydowałem iż piesek będzie dzielił ze mną łóżko, a przecież nie chcę by i ono naznaczone zostało jego krwią.
Wyszedłem z łazienki bez uprzedzenia, dając niewolnikowi czas na przemyślenie moich słów i nakazałem jednemu ze strażników przyzwać lekarza, który pojawił się lada chwila. Nakazałem poczekać mu w sypialni, sam zaś wróciłem do pomieszczenia z wanną.
- Wychodź, doktor opatrzy twoje rany - rozkazałem, po czym nie czekając wróciłem do swej komnaty, gdzie zaraz pojawić się miał brunet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:48 am



Nie miałem pojęcia, ile czasu uciekło mi na samym staniu i próbach utrzymania równowagi. W pewnym sensie można też powiedzieć, że żałowałem, że polecenia mego pana nie mogłem na chwilę obecną wykonać tak sprawnie, jak bym chciał. Niemniej cezar w tym momencie czymś na kształt wyrozumiałości. Tak, wiem, może i określenie na wyrost,ale nieco przymioty umysł nie chciał współpracować.
Zacisnąłem jednak tylko zęby, skupiając się na dojściu do zbiornika i względnie wolnym zanurzeniu się w wodzie, która może i gorąca nie była, ale przez nieco wyższą temperaturę i dodatek lawendy wychodzi olejków szczypała - a w zasadzie prawie wypalała mi te rany na nowo.
To nic mruknąłem w myśli sam do siebie. W końcu zawsze mogło być gorzej.
Jakimś cudem udało mi się nie wydawać dziwnych dźwięków po drodze i oprzeć o te kilka stopni tak, by w razie czego nie utonąć. Acz słowa mego pana na chwilę dały mi całkiem zajmującą kwestię, na której mogły się skupić myśli.
Nie sądziłem, że cezar wpadnie na taki pomysł... a przynajmniej nie dzisiaj. Choć jeśli wyda taki rozkaz, będę walczył. Nie ukrywam, potrafię, ale to nie dlatego, że odbieranie komuś życia sprawia mi przyjemność. Wręcz przeciwnie, ale dość przywiązałem się do swojego, tak samo jak do ciała we względnie jednym kawałku. W dodatku resztki ego wręcz wyły o jakiekolwiek 'dopieszczenie', więc czemu nie? No i sam fakt dla kogo miałbym walczyć. Zawieść? Nie było opcji.
Drgnąłem lekko, orientując się nagle, że na chwilę utraciłem kontakt ze świadomością.
Moment... lekarz?
Skrzywiłem się lekko, z trudem wychodząc z wody, łapiąc powietrze głęboko i powoli. Problem pojawił się, kiedy trzeba było złapać pion, ustać tak i wyjść. To pierwsze jakoś wyszło. Po dłuższej chwili, w dodatku wciąż się chwiałem, ale dałem radę. Niemniej gdyby nie czyjeś ciało zapewne skończyłoby się na połowie kroku i wyłożyłbym się na kafelkach. Z opóźnieniem dotarło do mnie, że to zapewne pomocnik lekarza.
A potem? Po dwóch krokach nastała ciemność.

***

Dość młody - na oko siedemnastoletni - chłopak zachwiał się lekko pod wpływem ciężaru bezwładnego ciała. Chwilę nawet próbował dobudzić długowłosego, jednak kiedy wszelkie próby spełzły na niczym, chwycił go w miarę wygodniej i wywlókł do swojego mentora. Owszem, był jedynie jego własnością i nie liczył na inne traktowanie, a przynajmniej w towarzystwie. A już szczególnie w towarzystwie samego cezara.
W milczeniu i z wciąż opuszczoną głową, posłusznie uklęknął na polecenie lekarza, opierając na sobie młodego mężczyznę. Niemal z zachwytem przyglądał się pracy medyka, kiedy ten składał i zszywał skórę tam, gdzie się dało. Nie było wiele takich miejsc - igła do najcieńszych nie należała, a przecież jego zadaniem nie było dokładanie nowych ran, a opatrzenie ich. Dlatego na całą resztę opatrunek nakładali juz razem.
- Jeśli masz co do niego jakieś plany, lepiej by przez kolejne osiem-dziewięć dni się nie forsował, panie. To tylko zalecenie i zrobisz, co zechcesz, panie, ale nalegam, byś chwilowo odpuścił. - odezwał się w końcu usłużnie medyk, kończąc zawiązywać śnieżnobiały materiał. - Więcej nie mogę zrobić, panie. Gdzie go położyć? - wstał, wciąż lekko skłoniony w geście przepełnionym bardziej lękiem aniżeli szacunkiem, gotów do spełnienia polecenia cezara.



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:50 am


Mój dzielny wojownik zemdlał - ot co. Byłem skłonny mu to wybaczyć tylko dlatego, że wytrzymał na skrawku świadomości przez tak długi czas i w gruncie rzeczy nie mogę powiedzieć, żeby mnie zawiódł. Do pokoju przytachał go młody asystent doktora, a miał niewątpliwie ciężkie zadanie, bo ciało bruneta, mimo że chude, to jednak trochę ważyło z uwagi na mięśnie. Medyk w milczeniu zabrał się do roboty, zabierając głos dopiero gdy wszystkie rany mojej nowej zabawki były opatrzone.
Wysłuchałem jego słów, unosząc powoli brew. Jego słowa brzmiały bezczelnie i gdyby nie fakt, że doceniam jego talent medyczny, już straciłby rękę, albo dwie. No w końcu, zrobię jak chcę? Przecież to oczywiste że tak będzie! I nie "jeśli masz" tylko "jeśli ma pan" do cholery. Bezczelny człowiek. Zgromiłem go wzrokiem, dając tym samym do zrozumienia, że jeszcze jedno słowo a pożałuje, że się urodził. Jak śmie zadawać mi tak durne pytania?! To ja jestem od pytań, a on od odpowiedzi. Warknąłem pod nosem niekontrolowanie i wskazałem łóżko.
- Kładźcie go tu i won - odrzekłem nieprzyjemnie szorstkim tonem, a gdy już to zrobili i się ulotnili, usiadłem obok nieprzytomnego Ansima podziwiając jego spokojną w tym momencie twarz. Uśmiechnąłem się do siebie, nadal ciesząc z udanego zakupu. Zobaczymy na jak długo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:51 am



Mężczyzna skinął głową, świadom, czemu zawdzięcza fakt, że w ogóle jeszcze żyje. Był na tyle obeznany z władcą, że doskonale wiedział, kiedy ma się zamknąć. Nade wszystko znał przecież sam siebie. Krótkim ruchem głowy wskazał swemu pomocnikowi łóżko, samemu zabierając się za wszystkie rozłożone na podłodze rzeczy. Chłopak mimo pewnych problemów poradził sobie z bezwładnym ciałem naprawdę szybko układając je na boku i oboje po chwili - kłaniając się w progu w pas - opuścili komnatę swego pana.

**powiedzmy, że godzinę później**

Z czasem, kiedy zacząłem się budzić, zaraz za bólem rozlewającym się po całych plecach przyszła głupia myśl, że ostatnie cztery lata nie istniały. Gdy zacisnąłem dłoń na miękkim materiale zacząłem mieć nadzieję, że jestem po wypadku, że spadłem z konia, nadziałem się na coś i kilka dni leżałem nieprzytomny, a to wszystko było wynikiem bólu i zamroczonego umysłu.
Dobrze, że uchyliłem powieki nim zacząłem w to wierzyć.
Powiodłem wzrokiem po jasnym wnętrzu, po chwili zamykając oczy i niekontrolowanie wtuliłem się w poduszkę, chcąc najlepiej znowu stracić przytomność i nigdy jej nie odzyskać.



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:52 am


Lekarz wykonał polecenie i już w milczeniu nakazał swojemu pomocnikowi ułożenie kundelka na wielkim łożu. Patrzyłem na mężczyznę, którego teraz tak niewinne oblicze skryte zostało przez grube, miękkie poduchy, w których się zatopił, kątem oka zaś dostrzegłem jak doktor opuszcza komnatę. Przysiadłem na brzegu miękkiego materaca i z lekkim, wcale przyjemnym uśmiechem przejechałem palcami po szyi bruneta, zastanawiając się jak długo musiałbym je zaciskać, by wyzionął swój ostatni dech. To byłaby piękna, spokojna śmierć we śnie, a ja byłbym jego słodkim wybawcą. Tylko czy na pewno? Ponoć od śmierci gorsze jest niewolnictwo, a to pierwsze może stanowić ucieczkę i ratunek. Jeśli tak jest, każdy zniewolony powinien odbierać sobie życie, a istnieje tylko mały odsetek tych, którzy wybierają właśnie to wyjście. Do tego stopnia boją się zniknięcia z tego świata, czy może trzymają się nadziei, że kiedyś będzie lepiej? Ciężko zrozumieć istoty tak bardzo odległe swym rozumem od mego boskiego oblicza.
Zjechałem palcami niżej, patrząc na nagie ciało z pewnym pożądaniem. Jest ładne. Wychudzone, ale nie drobne, wyrzeźbione, ale nie masywne. Blade i naznaczone pięknymi bliznami, a każdą z nich mógłbym wylizać, przyprawiając moją zabaweczkę o doznania, jakich nigdy nie zaznał. Zjechałem dłonią niżej, zataczając kilka kółeczek wokół małego pępka, aż w końcu zatrzymałem dłoń na podbrzuszu chłopaka. Gdybym zechciał, wziąłbym go tu i teraz, a on nawet by o tym nie wiedział. Jednak to byłoby tak ujmująco nudne, że sama myśl o tym przyprawiała mnie o gorsze samopoczucie. Poczekam aż się obudzi, a wtedy zajmę się tym w dużo lepszy sposób.
Łaskawie nakryłem nagie ciało niewolnika pozłacaną narzutą i skierowałem swoje kroki do sali, gdzie musiałem się stawić by wysłuchać radców i wszystkich tych durni, którym wydaje się, że mogą równać się swoją inteligencją z cesarzem. Dobre sobie. Na spotkaniu usłyszałem głupoty o coraz odważniejszym buncie. Westchnąłem, zastanawiając się jak bardzo pozbawieni rozsądku muszą być ci głupcy, by przeciwstawiać się moim rządom. Rozkazałem pojmać ich i sprowadzić tutaj. Chcę być przy egzekucji, najwyższy czas pokazać innym co się dzieje gdy protestują przeciwko mnie, bo chyba ostatnimi czasy stałem się zbyt delikatny.
W końcu po z grubsza godzinie idiotycznych dyskusji mogłem wrócić do pokoju. Miałem nadzieję, że moja zabaweczka już otworzyła te piękne oczęta. Nie zawiodłem się, widząc uchylone powieki, które jednak zaraz znów się zamknęły. Musiał dopiero się przebudzić.
- Wstawaj kundelku - rozkazałem, stając nad łóżkiem i patrzyłem srogim wzrokiem na oblicze mężczyzny. Nie obchodzi mnie to, że powinien leżeć i leczyć rany. Niech nauczy się prosperować z nimi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:53 am



Błagałem w duchu wszystkie znane mi bóstwa o litość ze strony mego pana. Choć dzisiaj. Przynajmniej przez ten jeden dzień, żeby choć przestało aż tak boleć. Możliwe, , że prosiłem o zbyt wiele, ale przecież nie byłem tutaj jedynym sługą, prawda? Co za różnica, czy to ja byłbym na nogach czy ktoś inny. Zasadniczo ten 'ktoś inny' z pewnością lepiej zna cezara i rozłożenie pomieszczeń w tym kompleksie, więc byłoby to jak najbardziej praktyczne rozwiązanie. No i przede wszystkim ten 'ktoś inny' ma zapewne sprawniejsze ciało niż ja w tym momencie i lepiej radziłby sobie z wykonaniem polecenia.
Jak choćby z głupim wstaniem, kiedy wyszło na to, że nie ma, jak widać, 'kogoś innego'.
Zacisnąłem zęby na wewnętrznej stronie wargi, unosząc się nad wyraz powoli. Ale co ja mogłem, kiedy zawroty głowy i przede wszystkim ból jak najbardziej wolały zostać tak, jak były przez jakiś czas. W pozycji leżącej i co ważniejsze bez ruchu.
To nic takiego próbowałem sobie wmówić, podnosząc się na łożu do klęczek. Zmaltretowane ciało miało nieco odmienne zdanie, ale cóż... zapewne nie chciałoby powtórki. Dlatego odetchnąłem głębiej, stając w końcu przed mym panem w miarę stabilnie, nawet, jeśli posadzka zaczęła w dziwny sposób przechylać się na wszystkie strony.
Dopiero teraz dotarło do mnie, że byłem czymś przykryty. Wątpiłem, by mój pan nakrył mnie sam, więc najpewniej nakazał zrobić to lekarzowi. Choć... bądźmy szczerzy, nie mam pojęcia, co się działo od momentu, w którym pomocnik medyka musiał mnie łapać.



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:53 am


Westchnąłem z dezaprobatą, widząc z jakim trudem brunetowi przychodzi podniesienie się na nogi, na których w dodatku nadal się chwiał. Tak wiem, wiem, doktor nakazał, by leżał, ale spodziewam się pod swoim osobistym niewolniku więcej wytrwałości, poza tym miał już czas, żeby trochę pospać! Jednak będę łaskawy, bo nie znam się w gruncie rzeczy na leczeniu i muszę uwierzyć temu durniowi, dlatego też w swej dobroci nie zaprowadzę chłopaka od razu na plac treningowy. Spojrzałem na niego w zamyśleniu, uznając, że czas najwyższy na posiłek, którego ten mógł nie dostać nawet przez kilka dni, a już na pewno od lat nie jadł niczego dobrego. Musi trochę przytyć, wtedy będzie jeszcze piękniejszy i na pewno bardziej przydatny w walce, w końcu aby wypuścić go na arenę, muszę go najpierw trochę wyćwiczyć. Znaczy się, inni go wyćwiczą, bo o ile zawsze byłem trenowany na wojownika, o tyle nie lubię sobie brudzić rąk kiedy nie muszę. Poza tym to byłoby zbyt wielkie poniżenie, szkolić niewolnika.
Patrząc na jego ciało, bez słowa skierowałem się do garderoby, gdzie w głębi miałem stare szaty, jeszcze sprzed czasu swego władania. Były one oddzielone od reszty cesarskich ubrań, więc nie szło się pomylić.
- Chodź tutaj psie. To będą twoje ciuchy. Wybierz sobie coś na dzisiaj i pójdziemy do jadalni - oznajmiłem, ukazując mu masę ciuchów w przeróżnych kolorach. Chłopakowi mogło wydawać się dziwne, że udostępniam mu szaty z własnej garderoby, ale mi zależało na tym, by dobrze wyglądał, gdyż będzie moją słodką wizytówką. A ponadto musi wyróżniać się na tle innych zniewolonych, skoro on jest tym pierwszym i jedynym wybranym przeze mnie w tak odmiennym miejscu niż zawsze. Poza tym jest całkiem grzeczny i dopóki się to nie zmieni, może nawet będzie sobie całkiem dobrze żył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:58 am



Odetchnąłem głębiej, chcąc odgonić i mroczki sprzed oczu, i nudności, które choć słabe były irytujące. Przymknąłem powieki, ale... nie, to nie był dobry pomysł. Splotłem dłonie przed sobą, wręcz czując palący wzrok mego pana. Przez chwilę miałem głupią, bardzo, ale to bardzo głupią ochotę, by nim potrząsnąć i wydrzeć się zarzutem natrętnego gapienia bez słowa. A potem moja wyobraźnia zaczęła podsuwać cały szereg kar, jakie mogły mnie spotkać.
Nie widziała mi się bardzo, ale to bardzo powolna śmierć.
Dlatego wolałem pozostać w miejscu, dopóki cezar nie zawołał mnie do siebie. A stojąc tak przed tymi wszystkimi ubraniami... ostatni raz ktoś kierował do mnie takie słowa cztery lata temu. Delikatnie dotknąłem skrawka błękitnej tkaniny i momentalnie zrobiło mi się głupio. Odzwyczaiłem się od możliwości wyboru. Przeważnie moi właściciele dawali mi kilka sztuk identycznych tunik i na tym się kończyło. Na kilku prostych, białych tunikach, gdzie cudem było, jeśli różniły się od siebie choć minimalnie długością. A tymczasem, po czterech latach trafiam w ręce samego władcy, który stawia mnie przed zapewne swoimi starymi szatami i pozwala wybrać jakąś. Ba, stwierdza nawet, że będą moje. Można się chyba rozpędzić i nazwać to namiastką wolności.
Od niej chyba też się odzwyczaiłem.
Z wahaniem sięgnąłem po miękki biały materiał z fragmentami wyglądającymi na srebrne. Choć mając na uwadze, do kogo należały te ubrania, to zapewne słusznie myślałem. Próbowałem choć założyć to na siebie względnie szybko i ruchami mniej nerwowymi, niż to, co się działo w środku, ale... no cóż. Żywiłem nadzieję, że nie zajęło mi to znowu aż tak wiele czasu.
Lekko i w sumie odruchowo wygładziłem kilka fałdek i poprawiłem materiał na ramionach. Był... śliczny i nie powiem, ale przyjemny w dotyku.
- Dziękuję, panie. - rzuciłem cicho, kłaniając się lekko, żeby po chwili podejść posłusznie do niego.
Nie chciałem, żeby czekał jeszcze dłużej.




Ostatnio zmieniony przez Lizzy-san dnia Czw Lip 09, 2015 2:01 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 1:59 am


Patrzyłem z lekkim zniecierpliwieniem, jak chłopak przegląda piękne szaty, które mimo nieco starszego wieku, zachowały cały swój majestat. Nie spuszczałem z niego wzroku również kiedy zaczął pokrywać obandażowane ciało jedną z nich, która, musiałem przyznać, bardzo ładnie na nim leżała. Co prawda lepiej wyglądałby, gdyby miał trochę więcej ciałka, bo w tym momencie posrebrzana szata stała się jeszcze luźniejsza niż powinna, ale nabranie przez bruneta nieco więcej masy to tylko kwestia czasu i zdecydowanie pomoże. Ale aby doszło do czegoś podobnego, musielibyśmy w końcu udać się na późny obiad, o którym przed chwilą wspominałem.
Uśmiechnąłem się pod nosem widząc w pełni odzianego chłopaka i z westchnieniem spojrzałem na jego nagie stopy. Udostępniając mu starą część garderoby miałem na myśli również buty, oraz wszelkie inne dodatki, co chyba było dość oczywiste. Chociaż z drugiej strony, kiedy jasno nie powiedziałem z czego dokładnie może skorzystać, nawet jeśli mógł przypuszczać, to gdyby jednak zdecydował się sięgnąć po coś poza wspomnianym materiałem, gdybym tylko miał kaprys, bez sumienia, którego nie posiadam, nadałbym mu odpowiednią karę. Jednakże ten, być może słusznie, nie zrobił nic ponadto co mu rozkazałem, tym samym nie dając mi żadnych powodów, by znów obarczyć go bólem. Właściwie ja żadnych powodów nie potrzebuję, ale to już drugorzędna sprawa.
W związku z tym, że nie chciałem mimo wszystko, by do tych wszystkich ran doszło jeszcze przeziębienie, przez które mój kundel stałby się jedynie utrapieniem, sięgnąłem po najbliżej stojące, nieużywane już przeze mnie obuwie i rzuciłem je niedbale pod stopy bruneta.
- Zakładaj i chodź - rozkazałem, tym samym nieprzyjemnym głosem i bez większego entuzjazmu odwróciłem się do niego tyłem, zakładając, że wykona polecenie i za mną podąży. Lepiej również dla niego, żeby nie myślał po drodze mdleć, czy opadać na kolana, tyłek, cokolwiek, bo przestanę być tak miły.
Wychodząc z komnaty natychmiast zauważyłem zdziwione miny reszty niewolników, którzy, choć wiedzieli, że nie mają prawa patrzeć otwarcie na mój majestat, to jednak nie krępowali się, obserwując nowego "domownika", którego mieli okazję ujrzeć po raz pierwszy, a przynajmniej w sytuacji, w której nie wlókł się cały zakrwawiony i wycieńczony pod wpływem bólu. Raczej nie pomylę się, jeśli powiem, że w ich oczach oprócz widocznego zdziwienia, dostrzec można było również pewien podziw, bowiem sam muszę przyznać, że chłopak doprowadzony do porządku, z długimi lśniącymi włosami, w pięknych szatach i z tą charakterystyczną twarzą, prezentował się naprawdę dobrze. Oczywiście nie tak jak ja, ale jednak. Wszyscy od razu rozumieli, że mój nowy nabytek, nie będzie traktowany tak jak reszta, bo do tej pory, jeśli kogoś nie karałem, bądź nie zajmowałem się nim w swoim łożu, to nie poświęcałem żadnemu z niewolników choć drobnej uwagi. Tymczasem pojawił się mężczyzna, którego wziąłem z ulicy, dałem mu swoje stare ubrania i nawet zabieram na wspólny posiłek. Naturalnie to by było na tyle, bo o ile rozpieszczam go pod względem materialnym, to jednak nigdy nie będzie tyczyło się to emocji, które już zawsze pozostaną tak samo oschłe. Pies, to pies, jeśli mi się znudzi, prawdopodobnie pójdzie na śmierć.
Nie szedłem zbyt szybko, nie czując potrzeby pośpiechu i choć nie było moim zamiarem ułatwianie czegokolwiek brunetowi, to jednak działało to na jego korzyść, zważając na to, że ciężko przychodzi mu nawet stanie w pionie, co dopiero mówiąc o szybszym chodzeniu. Jadalnia nie była tak daleko, więc doszliśmy do niej po kilku minutach.
- Siadaj psie - nakazałem wskazując krzesło po prawej stronie długiego stołu, którego jeden z końców zajmowałem ja. Poza niewolnikami, byliśmy jedynymi osobami znajdującymi się w pomieszczeniu, a jednak stół wypełniony był mnóstwem przeróżnych potraw zachęcających swoim zapachem. Pozwoliłem jednej ze służek odsunąć swe, wyróżniające się krzesło, po czym zająłem miejsce, ze znudzeniem zerkając na nakładających dania ludzi. Zaraz jednak swą uwagę skierowałem ku brunetowi siedzącemu po mej prawej stronie.
- Twoje imię? - zapytałem w końcu, z powodu zwykłej ciekawości, a także dlatego, że jednak chciałbym wiedzieć, jak mógłbym go nazywać choćby w myślach, bez używania mało przyjemnych dla niego epitetów. To oczywiście nie znaczy, że zacznę owego umienia używać względem niego na głos. Tak jak mówiłem, dla mnie mógłby nawet żadnego nie posiadać, w końcu jakby nie patrzeć, jest nikim.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 2:02 am



Nieco nerwowo założyłem kosmyk włosów za ucho, nie mając pewności, czy aby na pewno mój wybór przypadł do gustu cezarowi. W końcu nawet, jeśli dał mi wolny wybór to liczyłem się z tym, że jeśli i memu panu się nie spodoba, może się stać w zasadzie wszystko. Zapewne dlatego drgnąłem lekko, kiedy coś wylądowało pod moimi nogami. Odruchowo poderwałem nawet głowę, tylko szczęściu zawdzięczając to, że mój pan tego nie widział. Niemniej jednak spróbowałem możliwie jak najszybciej wykonać polecenie, choć pojawił się problem przy wstaniu.
Nie wiem, naprawdę nie wiem, jakim cudem nie wyłożyłem się na zimnej podłodze, ale ktokolwiek ustawiał tu wszelkie meble, został moim prywatnym bogiem, gdy pod ręką znalazł się jakiś niewielki stolik. Nie czekałem na to, aż zawroty głowy ustąpią. Wystarczyła mi pewność, że utrzymam się na nogach. Jakimś cudem -pewnie z pomocą mojego boga - dogoniłem cezara, będąc mu wdzięcznym za tak wolne tępo. Ta wdzięczność tyczyła się również braku jakiejkolwiek uwagi z jego strony, bo tej miałem aż nadto od 'mieszkańców' pałacu. Spuściłem głowę możliwie jak najniżej, rozluźniając się dopiero w jadalni.
I tu kolejny szok - po drodze zdążyłem się nastawić, że mój pan zechce, bym mu usługiwał, ba! Byłem tego więcej niż pewien, bo w końcu po co zabierałby mnie ze sobą? Dlatego słysząc, że miałem zająć miejsce przy stole nie potrafiłem zrobić tego od razu. Do tego znowu doszło to dziwne uczucie, że I tak nie powinienem był tego robić. Przecież ktoś taki jak ja nie miał prawa nawet myśleć o podobnej sytuacji.
- Ansim, panie. - odparłem odruchowo, wbijając spojrzenie w brzeg jednego z talerzy.
Nie chcąc naprzykrzać się cezarowi w żaden sposób, nawet niechcący, przymknąłem nieco powieki, zaczynając dyskretnie rolować w palcach skrawek materiału. Nie przestałem również w momencie, w którym ktoś postawił przede mną talerz z pokaźną porcją chyba wszystkiego, co było na stole. Wolałem przyjąć, że zawsze tak robili, gdyby cezar miał ochotę na coś innego. Wiedziałem przecież, że mi nie wolno nic ruszyć z jego stołu.
Zacznijmy może od tego, że w ogóle nie powinienem przy tym stole zasiadać z moim panem..



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 2:02 am


Uniosłem ledwie zauważalnie brew widząc jak zaskoczony był chłopak, gdy obwieściłem mu, że ma usiąść. Co prawda swe emocje pokazywał jedynie przez ułamek sekundy, było to jednak wystarczająco dużo czasu, bym mógł je dostrzec. Nie powinno mnie jednak dziwić, że niewolnik nie spodziewał się zaszczytu, jakim niewątpliwie było pozwolenie, a nawet nakaz zasiadania przy jednym stole ze swoim panem. Nie tylko jego to dziwiło, bo reszta sługów w komnacie, nawet jeśli starali się to ukryć, również byli w nielekkim szoku. Jakby nie było, przez całe życie nie dopuściłem do sytuacji, w której podrzędna osoba, której nie nazwałbym nawet człowiekiem, mogła sprawiać na pierwszy rzut oka wrażenie całkiem dobrze usytuowanego jegomościa. W końcu brunet nie tylko był odziany w bogate, pokaźne szaty, ale również zajął miejsce po mej prawej stronie, a reszta śmieci serwowała mu godne króla dania. Jedynym co zdradzało jego pozycję, było zachowanie, jasno wskazujące, że nie czuje się komfortowo, a wręcz można rzec, jest przestraszony i bardzo się pilnuje, by nie zrobić żadnego głupstwa. Słusznie. W końcu to, że traktuję go inaczej niż resztę niewolników nie znaczy, że ma się czuć wyjątkowo. Nic nie zmieni tego, że jest jedynie nieszkodliwym, niegodnym poszanowania kundlem. Więc nawet jeśli ma pewne przywileje, co jakiś czas z pewnością dobitnie będę mu przypominał jakim jest zerem i jak bardzo jego życie jest zależne ode mnie. W końcu nie mógłbym dopuścić do tego, by zapomniał o tak ważnej sprawie.
Opierając swój policzek o dłoń nadal przyglądałem się chłopakowi, który nie tylko nie odwzajemniał mego spojrzenia, ale dodatkowo postanowił więcej uwagi poświęcić szacie, którą mu podarowałem. Skrzywiłem się, widząc jak się przedstawia, nadal patrząc w dół, tym razem najprawdopodobniej na podstawiony mu pod nos talerz.
- Nikt cię nie nauczył kultury, co psie? - warknąłem w ten sam nieprzyjemny sposób, w który odnosiłem się do każdego chwasta, z którym miałem do czynienia. Ostatecznie jednak nie zrobiłem nic ponadto, jedynie poprzez westchnięcie wyrażając swoje niezadowolenie i podnosząc głowę znad dłoni, by skosztować pierwszego kęsa dorodnego mięsa. Kątem oka zerknąłem na, jak się przed chwilą dowiedziałem, Ansima i znów na mej twarzy zagościł niewielki grymas.
- Żryj. Twoje wychudzone ciało jest tak obrzydliwe, że zbiera mi się na wymioty gdy na nie patrzę. - Moje słowa dość mocno mijały się z prawdą, bo choć faktycznie wolałbym, aby mężczyzna przybrał w odrobinę mięśni i tłuszczu, jego postura nadal nie była tragiczna, a samo ciało dość mocno przypadło mi do gustu. Tak samo jak pewna, dość duża ozdóbka na jego plecach. Nie tylko więc jego skóra, ale także oczy, oraz sam on sprawiał wrażenie jakiegoś egzotycznego towaru. Może dlatego tak przykuł moją uwagę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 2:04 am



Próbowałem jakoś się rozluźnić, nie chcąc nawet swym zdenerwowaniem przeszkadzać memu panu. Jakby nie patrzeć... nie znałem tego człowieka. Nie wiedziałem, na ile mogłem sobie pozwolić. W końcu równie dobrze mogłem swobodnie wygłaszać swoją opinię jak i zdenerwować go nieodpowiednim spojrzeniem. A że zdążyłem zauważyć, że kary są surowe...
Albo nauczę się wszystkiego na nowo w tempie ekspresowym, albo padnę wycieńczony za kilka dni i zbiorę kolejne baty.
Lub niekoniecznie to.
Drgnąłem nieco nerwowo, szykując się na uderzenie, nadal nie śmiąc podnieść wzroku. Brak kultury? Przecież... o co chodziło? Jeśli o spojrzenie... przecież nie mogłem na niego patrzeć jako mego pana jak i władcy całego Rzymu... może to ton? Sama odpowiedź? Postawa?
Zerknąłem kątem oka na cezara, kiedy po dłuższej chwili nic się nie stało. Czyli... czyli tym razem nic? Przepuści mi to? Mógłbym odetchnąć z ulgą, jednak nic takiego nie nastąpiło. Wolałem się powstrzymać... tak na zaś. Jednak nie miałem pojęcia, jak zareagować na kolejne polecenie.
Ja... ja nie mogłem... Nie z tego samego stołu, co mój pan...
Obrzuciłem stół nieco nerwowym spojrzeniem, będąc gotów nawet do protestu, ale koniec końców wcześniej zauważyłem ostrzegawcze spojrzenie blondynki stojącej koło kolumny z dzbankiem w dłoniach najpewniej wypełnionym winem.
Nie mogłem, wręcz nie miałem prawa wyciągać ręki po cokolwiek na stole. Ale jeszcze gorszym pomysłem byłby sprzeciw.
- Panie... dziękuję... - niemal szepnąłem, dosłownie wymuszając każdy ruch.
Znowu było mi zwyczajnie głupio, tak nieziemsko wręcz głupio, że cezar ot tak pozwalał mi na to wszystko, ba! Wręcz kazał mi to wszystko robić, tym bardziej, że nie wiedziałem, czym niby na to zasłużyłem. A potem nie było wcale lepiej.
To nie tak, że tamten 'właściciel' jakoś specjalnie nas głodził. Zwyczajnie spójrzmy prawdzie w oczy, czy tamto miejsce wyglądało choć trochę przyzwoicie? No właśnie. Facet próbował, ale szło mu nijak lub nawet gorzej. Nadto kolejny punkt - kto na jego miejscu troszczyłby się o naszą dietę? Bylebyście za szybko z głodu nie zdechli jak to któregoś razu stwierdził. Więc kiedy wsadziłem do ust pierwszy niewielki kawałek z naprawdę potężnej - jak na mój gust - porcji, musiałem się ostro postarać, żeby zachować całą kulturę. Po części przez towarzystwo, po części dlatego, że z doświadczenia wiedziałem iż w mojej sytuacji zjedzenie dużo i szybko było niezbyt szczęśliwym pomysłem...



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 2:04 am


Przez ułamek sekundy miałem wrażenie, że Ansim ma zamiar zaprotestować tym samym psując mój dobry nastrój i skazując się na dużo gorszą karę niż kilka lekkich batów. Nie mógłbym zagwarantować, że przeżyłby kolejną dawkę tortur, których niewątpliwie zasmakowałby po niewykonaniu rozkazu. Szczególnie, że poczułbym się wielce urażony. Ja tutaj temu nic niewartemu kundlowi daję swoje szaty (których oczywiście już nigdy nie przywdzieję), zabieram go do swojej jadalni i daję mu jedzenie przeznaczone dla mnie, a on jeszcze śmiałby odmówić? Niewdzięczny szczeniak.
Na szczęście mój nowy nabytek w porę zrozumiał co może go czekać przy odmowie i zamiast się jej podjąć, uraczył mnie słowem podziękowania. Tak lepiej.
- Dziękujesz? - prychnąłem pogardliwie, jasno dając do zrozumienia jakie znaczenie ma dla mnie to słowo. - Nie robię tego dla ciebie psie. - Taka była prawda. W końcu dla mnie ten wrak mógłby zdychać gdzieś pod stopami jednego ze strażników, a jego cierpienie zwyczajnie by po mnie spływało. Nie posiadam czegoś takiego jak troska, czy współczucie. Liczy się tylko to czego ja pragnę i czego oczekuję. A ja po prostu mam kaprys i chcę cieszyć się ładną zabawką.
Widząc, że chłopak zaczyna jeść, nic już nie dodałem, samemu również biorąc się za napełnianie żołądka, myślami zaś będąc w niedalekiej przyszłości i obmyślając swe plany co do Ansima.

---DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ---

W swej wspaniałomyślności, idąc za radą doktora pozwoliłem chłopakowi odpoczywać i dać mu szansę na wygojenie ran. W tym czasie dbałem o to, by jadł wystarczająco dużo, o co właściwie nie musiałem się martwić, bo wygłodzony kundel nie odmawiał jedzenia. A tylko by spróbował. Byłem zniecierpliwiony, bo nie lubię czekać, a jednak mając zabawkę, która bezużytecznie leży w łóżku przez czternaście dni, można się zdenerwować. Gdyby nie moje plany co do bruneta, pewnie i tak nie dałbym mu spokoju, ale że zależało mi na tym, by wrócił do zdrowia, starałem się powstrzymywać przed jakimikolwiek gwałtownymi działaniami. A nie było to łatwe, gdy spał obok mnie i na wyciągnięcie ręki miałem te słodkie ciałko. Ale cóż, dobrotliwie ograniczałem się jedynie do dotykania go bez zadawania jakiegokolwiek bólu. Czyż nie jestem wspaniały? Ależ jestem. Zauważył to oczywiście również mój jakże drogi doradca, który od tych dwóch tygodni truje mi tyłek na temat tego, że nie powinienem spoufalać się ze sługą. SPOUFALAĆ, ha! Oczywiście za to śmieszne określenie dostał swoją karę i tak się składa, że musi odpocząć sobie jeszcze kolejny tydzień. A jeśli spróbuje wyprowadzić mnie z równowagi jeszcze raz, zadbam o to, by już nie skończył "odpoczywać".
Stałem przy oknie, oparty niedbale o parapet, obserwując jak lekarz bada rany mego pupilka. Uśmiechałem się, bezczelnie patrząc na nagie ciało chłopaka, podziwiając swój własny sukces. Przez te dwa tygodnie zdecydowanie przybrał na wadze i wygląda o niebo lepiej. Prawie idealnie. Gdy zacznie trenować, będzie istnym okazem zdrowia i godnym tego, by faktycznie reprezentować cezara.
-
Rany się zagoiły, nie wdało się zakażenie. Blizny pozostaną, ale chłopak jest już w pełni zdrowy Panie - usłyszałem głos doktora, tym samym odrywając się od okiennicy i podchodząc do bruneta, bacznym wzrokiem obserwując jego plecy. Faktycznie, blizn było sporo, ale to tylko dodawało mu uroku, a już szczególnie w połączeniu z tym malunkiem. Powinien być mi wdzięczny za tą ozdóbkę.
- Świetnie. A teraz wynoś się. - Na moje polecenie już po chwili w sypialni znajdowała się tylko nasza dwójka. Chwyciłem chłopaka za ramię, gwałtownym ruchem obracając go w swoją stronę. Nie musiałem już dłużej być delikatny. Patrząc na przystojną twarz, przejechałem dłonią po jego torsie. Znacznie lepiej, gdy nie mogę przy tym liczyć jego żeber.
- Chętnie uczciłbym tą chwilę... - wyszeptałem, chwytając mocno podbródek niewolnika i zmuszając go do nawiązania kontaktu wzrokowego. - Ale do tego przejdziemy wieczorem. Teraz się ubieraj, pójdziesz poznać swojego trenera.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 2:06 am



Wygiąłem sie lekko do tyłu, mogąc wreszcie względnie swobodnie się poruszać. Ale to chyba jedyny plus. Juz nawet pominę niezbyt przyjemny moment wyciągania szwów, bo to dało się wytrzymać. Zwyczajnie miałem świadomość tego, że od tego momentu mój pan nie będzie miał żadnych powodów do łagodniejszego traktowania mnie.
Posłusznie stałem napięty jak struna, trzymając włosy, żeby nie przeszkadzały medykowi. Mając na uwadze to, że chyba było wszystko dobrze, nadzwyczaj ciężko było mi stać w takiej pozycji i w dodatku spokojnie przed cezarem.
Myliłem się, a przynajmniej taką miałem nadzieję, ale przez ostatnie dwa tygodnie jego dotyk był... co najmniej dziwny i w moim mniemaniu kompletnie nie na miejscu. Nie sprzeciwiałem sie, oczywiście, że nie, jednak pierwszej nocy już na poważnie zacząłem się obawiać tego, co zacznie się od... no od dzisiaj, bądźmy szczerzy. Nie byłem ślepy ani głupi i zdążyłem się domyślić, iż mój pan był niezbyt zadowolony z mojej dwutygodniowej bezużyteczności. Zdążyłem juz sobie wmówić, że to dlatego, iż zwyczajnie chciał mnie wystawić n arenie jak najszybciej. Mało, wierzyłem w to.
A mimo to usilnie uciekałem wzrokiem po posadzce, szczególnie, kiedy cezar znalazł się za moimi plecami.
Szkoda, że nie mogło tak zostać.
Nieomal straciłem równowagę, będąc zmuszonym obrócić się do mego pana i chcąc czy nie, patrząc w jego oblicze. I nie powiem, że tym razem byłem w stanie zachować spokój. Zdawałem sobie sprawę, że musiał widzieć dezorientrację i lęk, bo nagle przed oczami zaczęły mi stawać wszystkie możliwe scenariusze kryjące się za tak niepozornym słowem jak 'wieczór'.
Chciałem się mylić. Miałem nadzieję, że się mylę. Bogowie, ja na pewno się myliłem!
Prawda?
Wciąż nieco skołowany pochyliłem posłusznie głowę, znajdując w garderobie cezara ubiór, który kiedyś służył mu do treningów. Znaczy chyba. Była to dosc krótka, prosta tunika, trzymająca się sama siebie bardziej, niż te wszystkie wytworne szaty. Choć nawet i w niej musiały być złotawe dodatki.
W każdym razie, nie chcąc marnować czasu cezara, skierowałem się za nim na plac, gdzie już zdążyło się zebrać kilka ćwiczących osób.
Patrząc na nich... Nie twierdziłem nigdy, że jestem jakoś specjalnie potężny albo wręcz przeciwnie - że drobny. Naprawdę. Jednak widząc spore rozmiary potencjalnych przeciwników zacząłem się czuć niemal kobieco. Przesadzę trochę twierdząc, że byli dwa razy tacy jak ja, ale będzie w tym sporo prawdy. Lub tylko mi się tak wydaje.
Nieco nieświadomie wyprostowałem plecy, starając się nie okazywać niepewności.
Zbyt długo nie miałem broni w dłoniach... i nie mówię tylko o tych dwóch tygodniach. To trwało miesiącami, a mi jakoś nie widziała się porażka zanim na dobre wejdę na arenę.



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 2:06 am


Ansim, tak jak mu poleciłem, wybrał z szafy odpowiedni strój do ćwiczeń i przywdział go na siebie. Poczekałem cierpliwie aż skończy się przygotowywać, co na szczęście nie zajęło mu wiele czasu. Gdy chłopak gotowy był już do opuszczenia mych komnat, podążyłem przodem, zmierzając do wyjścia z pałacu. Szliśmy przez wielkie, piękne korytarze, których ściany przystrojone były w większości obrazami moich przodków. Ich twarze były dostojne, w większości młode, gdyż i za młodu poumierali. Jednym z takich portretów był ten przedstawiający mego starszego bratu, otrutego prawie rok temu, dzień przed koronacją. Uśmiechnąłem się pod nosem widząc błysk w jego błękitnych oczach, odzwierciedlony idealnie przez artystę. Augustyn niewiele różnił się wyglądem ode mnie. Posiadał tak samo jasne oczy, blond włosy, ładną sylwetkę. Tylko rysy jego twarzy były ostrzejsze od moich. Budził respekt samym swoim wyglądem. To doskonale pokazuje jak mylne bywają pozory. Mój kochany braciszek był dobrym wojownikiem, lecz łagodnym człowiekiem. Nie miał cech, które powinien posiadać prawdziwy władca. Cech, które posiadam ja, choć moja twarz przywodzi na myśl prędzej aniołka niźli bezlitosnego tyrana, jak to ponoć można usłyszeć we dworze. To określenie absolutnie mi nie przeszkadza. Tyrania jest dobrą metodą sprawowania władzy, w końcu to ja ją posiadam i to ja jestem bogiem tych marnych istot. Z jakiej racji miałbym im dawać sposobność do wyrażenia swoich opinii? To miasto jest moje. Niedługo cały świat będzie pod moim władaniem. Marny żywot tych, którzy zbyt głośno wyrażają swoje racje.
Odwróciłem wzrok od portretu starszego brata i podążyłem schodami w dół, skręcając później kilkukrotnie, by dotrzeć do wyjścia na dziedziniec. Już z oddali dało się słyszeć szczęk stali obijającej się o stal, sapanie gladiatorów, żołnierzy, a także wychwycić można było podniosły krzyk ich trenera. Swobodnym, a jednocześnie wyniosłym krokiem zbliżyłem się do tego ostatniego. Wszelki hałas ustał, a każdy z obecnych upadł na kolano w geście przywitania, tak też poczynił ten sprawujący kontrolę nad nimi wszystkimi.
-
Panie – przywitał się i podniósł, gdy ujrzał gest pozwolenia. Nakazałem również wznowienie ćwiczeń, więc odgłos uderzeń już po chwili znów się podniósł. – Co cię do mnie sprowadza?
- Ursus – również przywitałem swego własnego trenera, patrząc w otoczone zmarszczkami brązowe oczy. Mężczyzna miał około czterdziestu lat, lecz jego forma nie pozostawiała wątpliwości temu, jak dobrym wojownikiem jest. Jego sylwetka składała się można by rzec z samych mięśni, opalona skóra zaś przyozdobiona była milionem wyrazistych blizn. Twarz miał doświadczoną, oczy mądre i stanowcze, rysy ostre, a krótko ścięte włosy dopełniały tego wspaniałego obrazu. To Ursus szkolił mnie i mojego brata od najmłodszych lat, przelewając całą swoją szeroką wiedzę w nasze wątłe wtedy ciała. Wciąż pobieram od niego nauki, choć rzadziej niż wtedy, gdy to Augustyn miał zostać cesarzem, a ja wybitnym żołnierzem.
- Przyprowadziłem ci nowego ucznia – poinformowałem, chwytając swego niewolnika za ramię i sprawiając, że podszedł bliżej. Inteligentne spojrzenie ciemnych tęczówek Ursusa skierowało się na nieznajomego mu chłopaka, mierząc go od góry do dołu, jakby poprzez samą obserwację mógł stwierdzić na ile stać tegoż młokosa. Byłem w stanie uwierzyć, że jest do tego zdolny. – Zrób z niego dobrego gladiatora. Chcę, żeby szybko wszedł na arenę – dodałem tonem rzeczowym, ściągając tym samym uwagę wojownika z powrotem na siebie.
-
Jak sobie życzysz panie. - Usłyszałem, wciąż zaglądając w ciemne tęczówki. Coś mi w nich nie pasowało. Spojrzenie mężczyzny wydawało się być w pewien sposób inne niż przy naszym ostatnim spotkaniu. Jakieś ostrożniejsze, a wręcz miałem wrażenie, że coś ukrywa. Powstrzymałem się przed strwożonym zmarszczeniem brwi i chwilowo zignorowałem nachalne przeczucie.
- W takim razie zostawiam go w twoich rękach. Później kogoś po niego przyślę – oznajmiłem odwracając się od Ursusa i rzuciłem jedynie krótkie spojrzenie Ansimowi, po czym odszedłem w stronę swoich komnat, by przyszykować się na kolejne zebranie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 2:08 am



Odetchnąłem głębiej, próbując opanować nerwowe, ale i przyznaję, trochę ciekawskie spojrzenia. Nie udało mi się tego powstrzymać całkowicie - co i rusz uciekałem wzrokiem na boki, zainteresowany jakąś bronią czy postawą jednego z walczących. Patrząc na nich próbowałem sobie przypomnieć, jak odparować cios i wyprowadzić własny... W pewnym momencie uświadomiłem sobie, że chciałem znaleźć kogoś z włócznią. Choć jedną osobę, jednego wojownika. Nic. Same toporne miecze albo topory ważące setki kilogramów każdy.
Niedobrze.
To nie tak, że żadnej z tych rzeczy nie dawałem rady unieść. Dawałem, owszem. Jednak ich ciężar skutecznie spowalniał a nawet i krępował czasem ruchy. Poza tym, lanca była lżejsza, bardziej zwrotna i używanie jej nie sprawiało takich problemów jak topór. Jeśli nie będę miał wyboru w broni, będzie ciężko.
Przeniosłem spojrzenie na trenera, kiedy po krótkiej chwili ćwiczenia zostały wznowione. Ledwo wytrzymałem wzrok mężczyzny. Nie był nachalny czy przerażający, nie. Ale odniosłem wrażenie, że przeszywa mnie nim na wskroś, że własne w tej krótkiej chwili dowiedział się wszystkiego, co było mu potrzebne, by mnie wytrenować zgodnie z wolą mego pana. Ogółem ów mężczyzna wyglądał na osobę surową, ale nie okrutną. Zapewne był dobrym przyjacielem, ale respekt i szacunek pewnie towarzyszyły mu nawet wśród najbliższych.
I choć z jednej strony kontakt wzrokowy z tym człowiekiem był dziwnie nie na miejscu, z drugiej byłem w stanie przenieść oczy na mego pana dopiero, gdy wydał ostatnie polecenie. Niby nie powinienem, ale wręcz obróciłem się za nim w chwili kompletnego rozkojarzenia.
Do porządku przywrócił mnie dopiero głos mężczyzny.
- Walczyłeś już kiedyś? - spytał, a mnie wydało się to tylko zbędną formalnością.
- Tak, panie, choć stanęło tylko na treningach. Szczególny nacisk był położony na włócznie albo krótkie miecze. - odparłem, na odruchowo wymieniając z czym miałem kontakt.
Nie wiem, czy tylko mi się przewidziano, czy przez krótką chwilę na twarzy mężczyzny zagościł cień zdziwienia, jednak nie miałem jak tego roztrząsać. Poszedłem za nim, gdy nakazał to gestem, w kierunku broni, gdzie otrzymałem polecenie wybrania sobie czegoś. A było w czym wybierać.
Od sztyletów przez krótkie miecze nawet do lancy, nie pomijając toporów różnej wielkości i wszelakich kształtów. Ale nie to mnie interesowało. Niemal z westchnieniem ulgi spoojrzałem na rząd włóczni ustawionych od najmniejszej do największej. Zatrzymałem się gdzieś na środku, biorąc każdą po kolei i ważąc w dłoni. Do dwóch czy trzech pierwszych wybranych musiałem wrócić, ale tylko po to, by znów stwierdzić, że jedna była, jak na mnie, źle wyważona, a druga nijak nie leżała w dłoni. Z powątpiewaniem otaksowałem kilka sztuk w całości metalowych, ale z braku lepszego wyboru i z nimi musiałem się zapoznać.
Kolejne byłyby juz stanowczo za długie.
Ku mojemu zaskoczeniu to właśnie między nimi znalazła się 'ta właściwa'. Dla pewności przerzuciłem ją z jednej ręki do drugiej, obróciłem kilka razy. Odszedłem dopiero, kiedy wzrokiem nie napotkałem nic lepszego.
Znów posłusznie szedłem za trenerem, aż ten się zatrzymał i sugestywnie wskazał pole, gdzie był już ktoś inny, zapewne mój przeciwnik. Jak głupi liczyłem, że choć kilka minut pozwoli mi poświęcić na przypomnienie sobie czegokolwiek. Tymczasem kątem oka zobaczyłem, jak chłopak szarżuje na mnie w najlepsze, tnąc powietrze koło mojej twarzy. To było tylko ostrzeżenie, zmuszenie, bym oderwał się od Ursusa, a skupił na tym, co działo się na polu. Owszem, dotarło to do mnie, kiedy niezdarnie wywinąłem się ostrzu po raz drugi.
Kompromitowałem się przed samym sobą i wszystkimi wokół kiedy wciąż lekko zdezorientowany rzucałem się po polu, unikając ostrza. Dopiero kiedy udało mi się wyślizgnąć w róg i mogłem wreszcie normalnie spojrzeć na przeciwnika, dałem radę pojąć, co się dzieje. Wciąż nie atakowałem, ale uniki zaczęły bardziej przypominać to, czym były, niż szarpanie się uwięzionego zwierzęcia. Z czasem sobie przypomniałem. Po kilku dłuższych chwilach moje ruchy były bardziej oszczędne i szybsze, zacząłem odpychać od siebie jego oręż, wyprowadzać pojedyncze ataki. W pewnym momencie przestało się liczyć wszystko wokół. Coraz łatwiej przychodziło mi to wszystko, choć wiedziałem, że sporo musiałem sobie przypomnieć a jeszcze więcej nauczyć.
Ale to nic. Skoro udało mi się skończyć z kilkoma płytkimi nacięciami na twarzy i ramionach, to raczej nie będzie źle.



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 3:27 am


Nie zawracając sobie dłużej głowy kundlem i Ursusem, powolnym krokiem podążyłem w stronę swoich komnat. Życie cesarza jest takie nudne. Nim zmarł mój brat, wszystko było żywsze i ciekawsze, a przede wszystkim miałem co robić. Codziennie treningi, długie wyprawy, wojny - to było moje życie. Cały czas w ruchu, cały czas poza domem. Zamek był dla mnie jedynie miejscem, do którego mogłem wrócić w razie braku zajęć. Teraz jest zupełnie inaczej - przyrosłem do tego miejsca razem z korzeniami i rzadko kiedy wychylam głowę poza nie. Jedyną moją rozrywką są tortury i wymyślanie coraz to nowszych, okrutniejszych kar, a i to powoli robi się nudne. Wszystko z czasem się przejada. Na początku moich rządów coś się działo, było poruszenie, częste uczty pełne orgii całkiem nieźle umilały mi czas, a teraz jest to jedynie nieciekawa codzienność. Zaczynam zazdrościć mojemu bratu, że nie doszedł do swojego stołka. Jedynym plusem jest władza. Na to nie mogę narzekać. Mogę wszystko, jestem wszystkim, a wszyscy inni są niczym. Poczucie tego jest tak wspaniałe, że pomimo przejmującej nudy i upierdliwych formalności nie byłbym w stanie zrezygnować ze swojej roli. Nie dałbym również satysfakcji tym robalom, które tak narzekają na moje rządy. Są tylko kundlami, więc niech jak kundle się zachowują. Przecież to nie może być takie ciężkie.
Moja zabawka trenuje dzisiaj pierwszy dzień, więc chciałem, żeby Ursus go trochę wymęczył. Nie zamierzałem go sprowadzać do siebie po godzinie, czy po dwóch. Do wieczora nie mógł liczyć na chwilę wytchnienia. Niech poczuje co to znaczy ciężka praca dla swojego Pana. W końcu jego obowiązkiem jest teraz walczenie za mnie i lepiej dla niego, by robił to tak jak należy oraz docenił jaką szansę mu dałem. Doprawdy, jestem zbyt dobry.
Jak zawsze miałem zbyt dużo czasu dla siebie, więc dotarłszy do komnat, przebrałem się w zupełnie inne odzienie, nadające się do jazdy konno. Nakazałem nikomu nie podążać za mną i dosiadłszy swego rumaka podążyłem przed siebie. Nie pozwoliłem oczywiście, by mój koń wstąpił swym kopytem na brudną ziemię wszystkich tych szumowin, których ostatnio pełno jest w mieście. Jeżeli ludzie dalej będą oszpecać tak mój kraj, każę ich wszystkich wyrżnąć w pień. Co mnie obchodzi ich bieda, skoro to oni powinni dbać o mój dostatek? I przede wszystkim o moje poczucie estetyki, które jest nagminnie atakowane przez ich brudne mordy i podarte szmaty.
W każdym razie, podążyłem w stronę łąki za zamkiem. Musiałem stamtąd wyjść. Pełno panienek kręciło się teraz w pałacu, bo przecież cezar potrzebuje małżonki. Ludzie zdurnieli, jeśli myślą, że jakaś pinda będzie siedzieć u mojego boku i nie znudzi mi się na tyle, bym ją powiesił. Nie mówiąc już o tym, że żadna z nich nie zasługuje na to, by zginąć z moich rąk. Wszystko co potrafią to pinzdrzyć się i dawać dupy za dobre życie. Gorzej niż psy. Jak miałbym z taką zdzirą dzielić swoje łoże? Mógłbym co najwyżej nakazać budowę jakiejś budy. Och... To całkiem dobry pomysł. Zobaczymy jak mojej żonce spodoba się życie z psami. Potem ją zabiję i znajdzie się nowa. To mogłoby trochę urozmaicić moje wypełnione monotonią dni. Choć jak słowo daję, jeszcze jedna uczta wypełniona ich piskami i sztucznymi śmiechami, dla każdej znajdę inny sposób powolnej śmierci w męczarniach.
Do zamku wróciłem po trzech godzinach i od razu skierowałem swe kroki do komnaty, by wziąć kąpiel. Po drodze nakazałem sprowadzić do siebie Ansima, jednocześnie wspominając o tym, by był już czysty i wyglądał przyzwoicie. Nie zamierzałem dłużej pozwalać mu zajmować mojej wanny. Wystarczy, że wyleguje się w mojej jedwabnej pościeli. Swoją drogą, mam ochotę wypierdolić ten jedwab. Jest taki miękki... Zbyt miękki.
Na swego kundelka czekałem już w sypialni, ubrany w przewiewną tunikę. Leżałem spokojnie na łóżku, przypatrując się szarzejącemu niebu za oknem. Nie miałem nawet czym się zmęczyć, więc tym bardziej wyczekiwałem Ansima, który mi dziś w tym pomoże. Jego zmęczenie z kolei w ogóle mnie nie interesowało. Leżał dwa tygodnie zupełnie zaniedbując moje potrzeby, za co zresztą też powinienem go ukarać. Ale dzisiaj to sobie odbijemy. Jutro nie będzie w stanie usiąść, czy choćby wstać na nogi. Niech tylko tu przyjdzie, a pokażę mu jakie przywileje czekają na ulubionego pupilka cezara.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Czw Lip 09, 2015 10:07 am



Nie wiem, ile się to ciągnęło. Uderzenie przeciwnika, unik, próba zaatakowania, obrona, unik, drobna rana... i tak w kółko. Nie przeczę, że dobrze było znów poczuć w dłoniach oręż, spotkać się z przeciwnikiem, móc się z kimś zmierzyć. Ale na dłuższą metę to stawało się torturą. Owszem, liczenie na to, że cezar kogoś przyśle po godzinie było głupotą, jednak miałem nadzieję, że nie każe mi spędzać na placu całego dnia.
Myliłem się.
Pod wieczór zaciskałem zęby, żeby tylko nie zacząć wydawać z siebie dziwnych dźwięków przez zmęczenie i ból. Jakim cudem utrzymałem broń w dłoniach... cóż, sam chciałbym to wiedzieć. Pocieszałem się widokiem równie zmęczonego przeciwnika, ale widziałem, że znosił to o niebo lepiej. I kiedy nogi zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa, mężczyzna się zatrzymał. Odsunąłem się od niego niepewnie, kątem oka zerkając na trenera.
Jakaż była moja ulga, gdy zorientowałem się, że ten gestem nakazał zakończenie treningu i to nie tylko dla nas. Idąc odłożyć broń na swoje miejsce zorientowałem się, że ja i mój przeciwnik byliśmy jednymi z ostatnich na placu, ale twarzy pozostałych nie kojarzyłem nawet z mignięcia w tym tłumie.
Ale to już nie było ważne.
Odruchowo otrzepałem trochę tunikę, idąc posłusznie za chłopakiem z powrotem do pałacu. Nie powiem, nieco byłem zdziwiony tym, że cezar kazał, bym doprowadził się do porządku nie w swojej łaźni, ale nie mówiłem. Dopóki mogłem to zrobić nie miałem prawa narzekać, a skoro mój pan tak zadecydował - miał do tego prawo. Poza tym, niezależnie od tego, jaką to była woda, ulga byłaby taka sama i to jest w sumie jedyne, co mi nie odpowiadało. Tempo, jakie narzucił. Zaczynałem odnosić wrażenie, że mam chodzić jak martwy przedmiot - nie protestować, nie męczyć się, nie czuć. Nie dziwiło mnie to już, niby taka moja rola, ale wciąż... było ciężko.
Wyszedłem ze zbiornika tak szybko, jak tylko pozwoliło mi na to zmaltretowane ciało, zakładając na siebie lekką tunikę, identyczną jak ta, którą dostałem pierwszego dnia. Niemniej liczyłem choć na tyle czasu by zejść, dosłownie na chwilkę, do kuchni, napić się czegokolwiek. Zawiodłem się, idąc za tym samym chłopakiem, który mnie odebrał do komnat cezara. Przetarłem znów wysychające usta, na szybko przejeżdżając po nich językiem zanim wszedłem do pokoju mego pana.
Po części odruchowo, po części chcąc ukryć drżenie dłoni, splotłem je za plecami, niezdolny jednak ukryć niestabilności swoich nóg.
- Jakieś życzenia, mój panie? - spytałem po kilku sekundach, nie ruszając się jednak bez pozwolenia spod drzwi.



____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Sob Lip 11, 2015 1:58 am


Nie miałem zamiaru dawać swojej zabaweczce zbyt wielu możliwości odpoczynku. Nie był w końcu od tego, by wylegiwać się w słońcu, tylko od tego, by tańczyć tak jak mu zagram. A także od tego, by szkolić się na dobrego żołnierza, mogącego walczyć za mój kraj, czy może raczej po prostu za mnie. Nie mógł narzekać na swój los. W końcu nie każdy ma okazję do życia w pałacu, a już szczególnie do otrzymania takich przywilejów jakie otrzymał ode mnie. Dopóki mi się nie znudzi, może je zachowa. Powinien docenić zaszczyt, jakim go obdarzyłem. Samo to, że wciąż ma oczy pomimo tego, że nieraz odważył się unieść je na mnie, mówi samo za siebie. Czym więc jest całodzienny trening po zapewne dość długiej przerwie, w obliczu takiego zaszczytu? Właśnie - niczym. Co więcej, po przyjściu do moich komnat, chłopaka czeka trening nieco innego rodzaju. Ma szczęście, że byłem na tyle dobry, by nie przeprowadzić go, kiedy leżał ranny w MOIM łożu. Ja naprawdę jestem zbyt dobry. Powinienem wygnać go do komnat innych psów? Nie, oczywiście, że nie. W końcu Ansim to mój osobisty pupilek, którego mam zamiar trzymać blisko siebie. Nie mogę pozwolić mu dzielić sypialni z tymi brudasami. Cóż, niech śpi ze mną, w końcu sprawdza się jako maskotka. Jako moja mała kurwa, mam nadzieję, że również się sprawdzi. Inaczej marny jego los.
Uśmiechnąłem się nieprzyjemnie, gdy do moich komnat wreszcie dotarł czysty niewolnik, ubrany w cienką, przewiewną tunikę. Gdy drzwi za nim zostały zamknięte, podniosłem się z łóżka. Podszedłem powoli, już z bliska mierząc chuderlawe ciało swoim wzrokiem. Lekkie drżenie było bardzo dobrze widoczne. Wręcz wyglądało, jakby ledwie trzymał się na nogach. Tak, poniekąd rozumiem jego sytuację. Ja również, jako przyszły wojownik już jako dziecko od razu rzucony zostałem na głęboką wodę. Wyglądałem podobnie po swoich długich treningach, choć oczywiście w pewnych kwestiach dużo lepiej. Tym bardziej zadowalał mnie widok bruneta w tym stanie. Niech się męczy, niech daje z siebie wszystko, a może coś z niego będzie.
- Nie odzywaj się niepytany - zarządziłem sucho, gdy do moich uszu dotarł głos kundla, który najwidoczniej musi się jeszcze wiele nauczyć. Jego szczęście, że dzisiejszy dzień upłynął mi dość spokojnie i miałem dobry humor. Wycieczki konne zawsze mnie uspokajały. Inaczej zapewne wyrwałbym mu ten język. Chociaż nie... Ostatnio całkiem nieźle nim operował, więc może mu się jeszcze przydać nie raz i nie dwa. Chociaż lepiej, by zapamiętał sobie słowa wypowiedziane przeze mnie przed chwilą, gdyż następnym razem mogę nie być taki wyrozumiały.
Z niemałym zniesmaczeniem spojrzałem na suche usta, które najwidoczniej potrzebowały nawilżenia. Cóż, już niedługo będą miały go aż w zanadrzu.
- Nalej nam wina kundlu. Byle szybko- poleciłem, ścinając go spojrzeniem złotych tęczówek. Po chwili ciszy uniosłem jego podbródek, zmuszając by w nie spojrzał. Posłałem chłopakowi wymowny uśmiech, który również raczej nie wyglądał zbyt przyjaźnie. - Zrób to nago - dodałem ściszonym głosem, po czym zamaszystym ruchem odtrąciłem od siebie żuchwę mężczyzny. Sam swobodnym krokiem wróciłem na łóżko, siadając na nim i przyglądając się z tym samym uśmiechem Ansimowi zmuszonemu do zrzucenia z siebie ubrań.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Sob Lip 11, 2015 9:15 am



Przełknąłem nieco nerwowo ślinę, gdy przez dłuższy czas nie doczekałem się w gruncie rzeczy żadnej reakcji ze strony mego pana. Pomijając jego wzrok, ten palący wzrok, przez który - jak pierwszego dnia - wydawało mi się, że tunika jest przezroczysta, niepotrzebna. Nie pomagała obalić tego wrażenia opuszczona głowa.
Drgnąłem lekko, słysząc niemal jawną groźbę w tonie cezara. Zdusiłem w sobie chęć natychmiastowego przepraszania, gryząc się w język. Dosłownie. Będąc tak blisko cezara mogłem jedynie delikatnie skinąć głową by wiedział, że dotarło, z drugiej strony jednak widziałem, jak na jedno skinięcie jego dłoni ktoś pozbawia mnie języka. Tak po prostu. Nie 'jakby to było coś zupełnie normalnego', bo to przecież było normalne. Jakkolwiek okrutnie to nie zabrzmi, zdarzały się takie sytuacje. Sam zdążyłem poznać kilka osób,  które skończyły właśnie w ten sposób.
Odruchowo potarłem o siebie wargami, słysząc polecenie cezara. Dotarło do mnie, jak bardzo potrzebowałem czegokolwiek, co ugasiłoby pragnienie. Znów nieznacznie skinąłem głową, chcąc praktycznie od razu pójść po wino i dwa kielichy... co nie było mi dane.
Na ogół pilnowałem się, jak mogłem, by nie podnosić wzroku na mężczyznę. Zdarzało się to tak naprawdę tylko wtedy, gdy sam unosił na siebie moją twarz. W tych momentach może i czułem się nieco pewniej, ufając, że nie pozbawi mnie oczu. Z drugiej wiedziałem, że może to zrobić i zrobi, jeśli coś mu się nie spodoba, przez co odruchowo całe ciało stawało się spięte. Nawet mimo bólu. Nie ruszałem się jednak, dopóki tak mnie trzymał... Może tylko poruszyłem się nieco, trochę niespokojny przez polecenie. Jedyne, co było dobre w tej sytuacji to to, że moja głowa w nic nie trafiła,  kiedy została tak odrzucona.
Odetchnąłem głębiej, starając się uspokoić drżące dłonie i przy okazji samego siebie, kiedy względnie obojętnie zasuwałem z siebie wątły materiał.
Moją ostatnią ochronę,  tak naprawdę.
Z przyzwyczajenia do nie robienia bałaganu, złożyłem odzienie, odkładając na bok, będąc niejako przerażonym wizją pójścia tak po wino. Wycieczka po pałacu w takiej prezencji bynajmniej nie jawiła się jako coś przyjemnego i byłem gotów dziękować cezarowi z całą gorliwością, że miał to już w pokoju.
Odgarnąłem włosy do tyłu, podchodząc do dzbana i kielichów stojących na stosunkowo niewielkiej szafeczce, nalewając wina z tą samą beznamiętną miną, z którą podszedłem do cezara z oboma naczyniami. Powoli tylko irytowały mnie własne włosy, garnące się do wina.
- Panie...? - zacząłem cicho, z wahaniem, tym razem czekając na pozwolenie zabrania głosu. - Mógłbym, panie, związać czymś włosy? - spytałem cicho, wiedząc, że mogę.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Nie Sie 16, 2015 4:04 pm


Moje intensywne spojrzenie nieustannie utkwione było w Ansimie. Na ustach zagościł lekki uśmiech, gdy chłopak zabrał się za wykonywanie polecenia. Spojrzenie błękitnych tęczówek płynnie przejechało po całym wychudzonym, lecz zgrabnym ciele, skupiając się niebywale na każdym jego skrawku. Niepewność i zażenowanie mojego nowego nabytku sprawiało, że pragnąłem ujrzeć dużo więcej tego typu ekspresji na jego twarzy, bo przecież nic tak nie umila czasu jak obserwowanie skrępowanego, bezbronnego niewolnika, który grzecznie spełnia każde, nawet najgorsze polecenie. Zważając na to, że mogę mu rozkazać absolutnie wszystko, rozebranie się nie jest w żadnym stopniu uwłaszczające. Wręcz przeciwnie – zdecydowanie mu pochlebiam chcąc patrzeć akurat na to ciało, mimo że do ideału dużo mu jeszcze brakuje. Wszystko jest jednakże do zrobienia i kwestią kilku miesięcy jest to, by Ansim swoim wyglądem całkowicie zadowalał moje poczucie estetyki. W końcu nawet teraz nie wygląda źle, co jest naturalnie oczywiste biorąc pod uwagę fakt, że nie zadowoliłbym się byle gównem. Brunet na poziomie tego gówna stoi, ale nie wygląda porównywalnie źle, więc wszystko się zgadza. Wszystko oprócz jego ograniczonego mózgu, który wciąż nie potrafi pojąć znaczenia prostych poleceń.
Mój wyraz twarzy uległ zmianie, gdy te słodkie usteczka uchyliły się, by za chwilę uraczyć moje biedne uszy delikatnym głosem. Oczy wciąż nachalnie taksujące ciało bruneta, przymrużyły się, usta zacisnęły w wąską linię, a brwi niebezpiecznie ściągnęły ku sobie. Czy on naprawdę uważa, że jedno słowo mające zwrócić moją uwagę, można określić jako wyjątek od "nie odzywaj się niepytany"?  
Podszedłem bliżej chłopaka, przytakując mimo wszystko, by kontynuował. Słuchając jego pytania, powoli wyciągnąłem z jego dłoni napełnione kielichy, odstawiając je na półkę za sobą. Nie odpowiadałem. Bez pośpiechu przeniosłem dłonie na świecznik, wyjmując z niego jedną z kilku zapalonych świec i z nieodgadnionym wyrazem twarzy, znów zwróciłem się przodem do mężczyzny. Mój wzrok z pewnością nie wyglądał przyjemnie.
Stój prosto i ani drgnij — poleciłem, niezaprzeczalnie delikatnym ruchem unosząc podbródek chłopaka. — Patrz w moje oczy. Cały czas. — Moja twarz była napięta a wzrok wyjątkowo nieprzyjemny i ostry. Gdy fioletowe tęczówki utknęły w moich złotych, ruchem nieadekwatnie delikatnym do tego co zamierzałem zrobić, ująłem lewy nadgarstek bruneta w swoje palce. Uniosłem go nieznacznie, kierując otwartą dłoń grzbietem do góry. Wciąż wpatrując się w oczy chłopaka i ściskając mocniej jego nadgarstek, pod otwartą dłoń podsunąłem płomień świecy.
Nie ruszaj się — powtórzyłem szorstkim, nieco uniesionym tonem, gdy poczułem jak przypalana dłoń ludzkim odruchem chce uciec od zagrożenia. Moje palce już boleśnie wpiły się w drobny nadgarstek. Płomień wolnymi ruchami przesuwałem ruchem okrężnym, sprawiając, że nieustannie lizał delikatną skórę. — Zapamiętaj sobie dobrze to co teraz powiem. Nie odzywaj się, jeżeli cię o nic nie pytam. Nie myśl sobie, że możesz o czymkolwiek decydować. Gdybym chciał, żebyś związał te pieprzone kudły, rozkazałbym ci to. Zrozumiałeś Ansimie? — Ostatnie słowo niemalże wysyczałem, wymownie ruszając brwiami i jednocześnie przyciskając palący się knot do jego skóry. Płomień zgasł wypełniając przestrzeń cichym sykiem.
Puściłem nadgarstek chłopaka i uraczyłem go niewinnym uśmiechem, by za chwilę odłożyć świecę na jej poprzednie miejsce. Swe kroki skierowałem w stronę usłanego łoża, na które po chwili opadłem swym bożym tyłkiem.
A teraz podaj mi kielich i napij się ze swojego. Musisz być spragniony po całym dniu ćwiczeń. — Jeden kącik mych ust bezczelnie się uniósł, a dłoń wyciągnęła w oczekiwaniu na naczynie wypełnione pysznym winem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Lizzy-san

avatar

Liczba postów : 63
Join date : 08/07/2015
Age : 20
Skąd : Z Rudej Rzeczywistości

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Nie Sie 16, 2015 10:21 pm



Powinienem był się domyślić, że to może nie być mój najlepszy pomysł. Że mojemu panu może nie spodobać się ponowne usłyszenia mojego głosu. Niemniej jednak miałem nadzieję i niejakie przekonanie, że przecież zwrócenie uwagi mego pana na moją osobę będzie dopuszczalne. Do tej pory było. Do tej pory nawet, jeśli nie miałem prawa głosu, tyle mogłem powiedzieć.
W każdym razie bez słowa oddałem cezarowi kielichy, dyskretnie śledząc każdy jego ruch. Ukryłem zdziwienie, gdy zbliżył się do mnie ze świecą, posłusznie zamierając w bezruchu.
Zrozumienie przyszło po chwili.
Zacisnąłem nieco nerwowo zęby, jakimś cudem nie odrywając wzroku od oczu cezara. Domyślając się, co zamierza, odetchnąłem głębiej, starając się nie podejmować protestu. Spodziewałem się, że przyjdzie mi to łatwiej.
Nie wiem, czemu ból wydał mi się większy niż przy większości poparzeń, jakich zaznałem w życiu przez przypadek. Odruchowo szarpnąłem ręką chcąc wydostać ją z uścisku, prawie odwracając wzrok. Ale tylko prawie. Nie zdążyłem odwrócić spojrzenia, opamiętałem się w porę. W zamian zacisnąłem szczęki jeszcze mocniej, czując, jak każdy mięsień drży z powstrzymywanej chęci ucieczki. Odruchowo uniosłem głowę nieco bardziej, chcąc uniknąć pokusy spojrzenia gdzieś indziej, niż tylko w oczy mego pana i słuchałem. Wbrew pozorom naprawdę słuchałem i to całkiem uważnie, choć mogło to wyglądać inaczej, kiedy przybierałem zapewne niecodzienne wyrazy twarzy, ukrywając skrzętnie swój głos, teraz zapewne wyjątkowo nieprzyjemny. Byłem z siebie niejako dumny, że przetrzymałem gaszenie tej świecy jedynie z sykiem, choć chciałem wyć.
Teoretycznie mogłem to zrobić. Teoretycznie mogłem go odepchnąć, uciec od tego doznania. Ale wiedziałem, że nie mam prawa. Dlatego pozostałem nieruchomy jeszcze jakiś czas, delikatnie próbując zgiąć palce.
- Tak, panie... zrozumiałem... - odparłem niemal szeptem.
Tym razem mogłem. Mogłem, prawda? W końcu zapytał. W końcu przecież dokładnie zrozumiałem przekaz, dokładniej, niż bym chciał. Niż sam mogłem się spodziewać.
Odetchnąłem głębiej, mogąc wreszcie spuścić wzrok i ocenić szkody, jakie wywołał płomień. Nie były duże. Ślad zostanie co najwyżej po samym gaszeniu. No, może będzie drobny defekt, jeśli cezar nie pozwoli mi się tym zająć.
Nie liczyłem na to, że pozwoli mi już teraz schłodzić choć na chwilę naruszoną dłoń i da mi choć odrobinę ulgi. Ale później. Naprawdę, nie potrzebowałem dużo czasu, by znaleźć coś, co mogłoby jakoś uratować sytuację i sprawić, by ewentualne blizny zniknęły.
Rozluźniłem się odrobinę, w milczeniu podchodząc do półki i podając kielich cezarowi, po chwili wracając i biorąc swój. Ostrożnie przyłożyłem zaróżowioną dłoń, ledwie hamując ciche westchnienie ulgi.
Mimowolnie przed oczami stanął mi prawie niewinny uśmiech mego pana, kiedy wino zetknęło się z ustami. Wiedziałem, że grał. Miałem niejaką pewność, że zobaczę go jeszcze nie raz, że w pewnym sensie będzie przynosił odrobinę ulgi, zanim znów czegoś nie wymyśli. Obawiałem się jedynie momentu, w którym ten uśmiech będzie się wydawał przerażający, zacznie wywoływać nienawiść. Nienawiść w mojej sytuacji była nie na miejscu. Nie względem tej osoby. Względem cezara powinienem pozostać obojętny, wykonywać jego polecenia i tyle. Musiałem obejść niechęć i sympatię, żeby jakoś to wytrzymać.
Upiłem niewielki łyk słodkiego, ale jednak zbawczo chłodnego trunku, czując jak rozlewa się w moim wnętrzu. Nieświadomie przymknąłem na chwilę oczy, nie wiedząc, czy cezar był świadomy tej ulgi, na jaką mi pozwolił. Ja z kolei doskonale wiedziałem, że to jeszcze nie był koniec na dziś. Chciałem tylko zostać uświadomiony jak długo i po co mój pan miał zamiar dać mi spokój.
Ostrożnie znalazłem poparzoną dłonią chłodniejsze miejsce na kielichu, biorąc kolejny drobny łyk.
Cokolwiek cezar sobie wymyślił, nie miałem na to wpływu. Mogłem jedynie modlić się do wszystkich bogów, żebym mógł się jutro ruszać...


____________________________________________________________________
Zapraszam ~ Ginger
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   Pon Lis 23, 2015 6:01 pm


Byłem na swój sposób dumny ze swojego dzielnego pieska. Jakby nie patrzeć, był po wyczerpującym treningu i ledwie trzymał się na nogach, a jednak zdołał z dumą znieść okropny ból, jaki mu zadałem. W dodatku posłusznie stał prosto, nie zabierał lekko drżącej dłoni i tak jak nakazałem, nie wydawał żadnych dźwięków, mogących być oznakami bólu. Bardzo dobrze. Nawet jeśli z jednej strony żałowałem, iż nie dał mi konkretniejszych powodów do dalszej, ciekawej zabawy, posłałem mu uśmiech pełen aprobaty. Utrzymał się on również, gdy uzyskałem krótką, treściwą odpowiedź od swojej drogiej zabaweczki. Miałem głęboką nadzieję, że tym razem faktycznie zrozumiał i nie przyjdzie mu znów na myśl celowe nadszarpywanie moich nerwów. To, że traktuję go inaczej niż resztę oraz posiada pewne przywileje, nie znaczy, że będzie mniej przydatny bez oka, czy dwóch. Albo z oderwanymi paznokciami. Ewentualnie bez palców, ręki, czy innych niepotrzebnych kończyn, tudzież kości.
Przyglądałem się mu zawzięcie, siedząc wygodnie na łożu. Z lekkim, nic niemówiącym uśmiechem przyjąłem do ręki złoty kielich i wciąż nie spuszczając wzroku z niewolnika, upiłem łyka mocnego, czerwonego wina. Mój uśmiech pogłębił się nieco, gdy ujrzałem jak brunet rozkoszuje się ulgą, jaką przyniósł mu zbawienny napój. Nie umknęła mojej uwadze również desperacja, z jaką szukał nieco chłodu dla swej poparzonej dłoni. Urocze.
- Dam ci się położyć - wymruczałem gardłowym tonem i przywołałem ledwie zauważalnie drżącego chłopaka dłonią, dając tym samym znak, by podszedł. - Ale nie zasnąć - zaznaczyłem, przystrajając się w coraz bardziej jednoznaczny, agresywny uśmiech. Podniosłem się na nogi, nim ten jeszcze zdążył na dobre się zbliżyć. Swobodnym, niespiesznym gestem odchyliłem poły swej tuniki, sprawiając, że ta z cichym szelestem zsunęła się na ziemię. - Połóż się - rozkazałem niemalże szeptem, przeszywając drobne ciało palącym wręcz wzrokiem. - Na brzuchu - dodałemz tym samym nieprzyjemnym uśmiechem. Moja pieprzona dziewica. Cóż, jeszcze nie pieprzona. Jeszcze. Podniecałem się na samą myśl o tym jak ciasny musi być. Jak upokorzony się poczuje. O ile oczywiście nie skłamał. Jeśli da mi powody do tego, bym tak pomyślał, gorzko tego pożałuje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)   

Powrót do góry Go down
 
Młody bóg (shounen-ai, niewolnictwo)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: