IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]   Czw Lut 09, 2017 11:39 pm


  
Dwójka potężnych czarodziei i zarazem wieloletnich rywali 
łączy swoje siły w czasach politycznego kryzysu 
Świata Magii.
  

  
Czarodziej ze skłonnościami do manipulacji - @Voldemort
Czarodziej ze skłonnościami do 
wzbudzania rewolucji - @Flakopożeracz
  

 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]   Pią Lut 10, 2017 9:55 pm


Imię i nazwisko ▸ Cédric Yves Cahnnel
Płeć ▸ Mężczyzna ▹ Orientacja ▸ Homoseksualny
Wiek ▸ Dwadzieścia pięć lat ▹Data urodzenia ▸23.02
Pochodzenie ▸ Francja ▹ Czystość krwi ▸ Bien sûr

Kolor oczu ▸ Jasno zielony ▹ Kolor włosów ▸ Brązowy
Koloryt cery ▸ Blady ▹ Wzrost ▸ Metr osiemdziesiąt cm
Sylwetka Szczupła ▹ Waga ▸ Proporcjonalna do wzrostu
Znaki szczególne ▸ Piegi na twarzy, ramionach i plecach

▸ Naukę rozpoczął w Akademii Magii Beauxbatons, jednak na czwartym roku, z powodu awansu jednego z rodziców przeprowadził się z Francji do Anglii, gdzie kontynuował edukację w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie. W Beauxbatons należał do domu Ombrelune, a w Hogwarcie początkowo miał zostać przydzielony do Ravenclawu, ale ostatecznie trafił do Slytherinu.
▸ Jest osobą ambitną, działającą zgodnie z zasadą mówiącą, że cel uświęca środki. Można określić go mianem dość chłodnego i opanowanego.
▸ Jego ulubionym kolorem jest bordowy. ▹ Ma problem z wymówieniem litery "h". Oprócz tego, gdy jest zdenerwowany jąka się. ▹ Ma nawyk wyginania sobie placów, kiedy się nad czymś zastanawia. ▹ Bardzo lubi nosić garnitury, ale nie potrafi dobierać krawatów. Za to jego węzeł cavendish nie ma sobie równych. ▹ Używa intensywnych perfum z dodatkiem piżma i drzewa cedrowego. ▹ Gra na skrzypcach i fortepianie. ▹ Przez krótkie okres czasu był lekarzem w mugolskim szpitalu, jednakże porzucił to zajęcie na  rzecz prac naukowych przy tworzeniu eliksirów i zaklęć leczniczych. ▹ Ma słabość do mugolskich pringlesów. ▹ Zawsze musi mieć przy łóżku szafkę nocną ze szklanką wody, a w sypialni długie, ciężkie zasłony.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Flakopożeracz dnia Nie Lut 12, 2017 6:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]   Sob Lut 11, 2017 12:15 am


    
leontius roan valentine  |♕| leon |♕| 1.01  |♕|  koziorożec  |♕| dwadzieścia pięć lat  
mężczyzna |♕| biseksualny |♕|  czystokrwisty |♕| slytherin |♕| legilimenta/oklumenta
    


    
błękitne oczy |♕| złote, kręcone włosy |♕| sto osiemdziesiąt osiem cm |♕| siedemdziesiąt pięć kilo 
wyprostowana sylwetka; wyniosła postawa; ogromna pewność siebie |♕| blada cera pozbawiona skaz 

    



 

    
Różdżka wykonana z drewna osiki o rdzeniu z włosa ogona testrala. Jest to piętnastocalowa różdżka o nadzwyczajnym kolorze kości słoniowej, wierna swojemu właścicielowi jednakże momentami nieco kapryśna, lecz także obdarzona nadzwyczajną szybkością reagowania. 
    

 


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]   Pon Lut 20, 2017 5:06 am

Szczupła sylwetka odziana w ciemny, długi płaszcz sunęła przez hol Ministerstwa Magii w kierunku Departamentu Tajemnic. Podążały za nim oczy nieustannie ciekawskich czarodziei. Pracownicy zagadkowego oddziału Ministerstwa zawsze wzbudzali niepokój, ale także i zainteresowanie wszystkich pozostałych.

Nigdy nie chciał tu pracować. Zawsze o wiele bardziej pociągał go Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów, a najbardziej… profesja aurora. I mimo, że skończył Hogwart z doskonałymi ocenami – nigdy nie pozwolono zostać mu aurorem. Wylądował tutaj – w Departamencie Tajemnic razem z matką, która wydawała się nie chcieć go znać. 
Kobieta była upiornym stworzeniem, wiecznie wściekłym i bladym. Jej charakter doskonale zaś współgrał z zewnętrzną aparycją. Danae Valentine była równie ponura, oschła i odrażająca na zewnątrz, jak i wewnątrz. 
Leon czasami zastanawiał się jakim cudem ktoś taki jak ona jest z nim spokrewniony. Ale była i w dodatku zupełnie różniła się od reszty rodziny, co pocieszało nieco Leona. Nie zmieniało to jednak faktu, że tak samo jak on się wstydził jej… tak w ten sam sposób i z równie dużą zawziętością wstydziła się jej cała rodzina. Ojciec Leona nie był wyjątkiem.

Departament Tajemnic nie podlegał pod Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów tak jak reszta wydziałów, dlatego też posiadał inne szefostwo – zależne od Ministra Magii nieco mniej niż  mogłoby być, gdyby miało ten sam status, co inne wydziały. 
Jednakże każdy pracownik Departamentu Tajemnic czuł w kościach nadchodzące zmiany. Nie były one jednak pozytywne. Miała nastąpić zupełna przebudowa Ministerstwa w skutek niechybnego przejęcia urzędu Ministra Magii przez Evandera Topyasa. Mężczyzna płomiennymi mowami i obietnicami zmian na lepsze zaskarbił sobie rzeszę oddanych wyborców. Z początku była to niewielka grupka fanatyków. Ów rozrosła się jednak w armię gotowych oddać życie za okrutną ideę propagowaną przez popleczników Topyasa. Głosiła ona dawno zapomniany pogląd na dyskryminację mugoli, posuwając się o krok dalej. Wedle przekonań Topyasa to mugole byli odpowiedzialni za wzrastającą stopę bezrobocia wsród magów, a także udało mu się wbić do głów ślepych wyznawców, że planują oni przewrót przeciwko czarodziejom czystszej krwi. Sugeruje on, że pierwszym etapem tegoż przewrotu jest odebranie wszystkich wyższych stanowisk w Ministerstwie czystokrwistym magom. Ta zaś spiskowa teoria szczególnie przyjęła się wśród magów o czystym statusie krwi, bowiem kilka lat wcześniej w skutek pojawienia się paragrafu traktującego dyskryminację mugoli – wielu z nich dostało pracę w Ministerstwie w celach integracji i ze strachu przed protestami ludności mugolskiej. 
Obecny stan rzeczy pokrywał się z wizjami Topyasa, a zatem pozyskiwanie kolejnych zwolenników było tylko kwestią czasu. Wybory miały się odbyć za dwa miesiące. Rokowania sprzyjały Topyasowi.

Leon miał o wiele szersze spojrzenie na świat i dlatego zupełnie nie miał ochoty wspierać Evandera Topyasa – ofiary własnych kłamstw i manipulacji. 
Ojciec Leona zaś należał do magów starszej daty. Był zatem jednym z zagorzałych stronników Topyasa i zdaniem Leona – człowiekiem podatnym na propagandę. Mężczyzna nie miał zupełnie podstaw do nienawidzenia mugoli jednak pozwolił sobie skutecznie wbić do głowy, że takowe istnieją. Z pewnością gdzieś tam jakiś mugol właśnie planował jak ukraść starszemu Valentine’owi stanowisko grubej ryby wśród grona magicznych przedsiębiorców. 
Matka Leona zaś dla zasady nienawidziła mugoli i wspierała Topyasa. Robiła to jedynie z czystej złośliwości. Uwielbiała chaos. 

Evander Topyas choć wydawał się być jedynie nieszkodliwym gadułą – w końcu rozpoczął działania umacniające jego pozycję wśród zwolenników, a także stanowisko wobec mugoli, którzy zaczęli padać ofiarami przemocy i dyskryminacji. Zaczęły nawet powstawać stowarzyszenia bojówek anty-mugolskich. Gdy zaś mugole stojący u szczytów władzy poczęli nawoływać do opamiętania się i zaprzestania karalnych czynów – nastroje przeciwko nim wzrosły jeszcze znaczniej i gwałtowniej. Poglądy Topyasa stały się czymś tak popularnym w ciągu krótkiego czasu, że sam Topyas niemal wzniesiony został do gwiazd, zyskując status  celebryty. Twarz aktora rodem z filmów o szpiegach i czarnych charakterach wkomponowała się w nowy status Topyasa doskonale. 

Nowy Minister poza reformami w postępowaniu wobec mugoli planował także scalić Ministerstwo ażeby przejąć nad każdym z wydziałów władzę absolutną. Departament Tajemnic wcale nie miał być wyjątkiem takim, jak do tej pory był. Z tego tytułu – każdy pracownik tego wydziału był zagorzałym przeciwnikiem Topyasa. Żadnemu z nich nie uśmiechało się posiadanie takiego samego zakresu obowiązków, jak pracownicy pozostałych wydziałów. Oznaczało to mniejszą dyskrecję pracy, niższą płacę i większą ingerencję w działania Niewymownych. 
To było nie do przyjęcia nawet dla Leona – kogoś, kto i tak nienawidził pracy w Departamencie Tajemnic. Póki zaś zarządzał tym wydziałem, mógł jeszcze coś zrobić, by zapobiec katastrofie.

Gdy tylko dotarł do swojego gabinetu – opadł ciężko na fotel stojący pod oknem. Miał tyle pracy, a jego myśli bezustannie zajmowało tylko jedno – jak powstrzymać Evandera Topyasa przed przejęciem władzy?

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Pon Kwi 17, 2017 12:02 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]   Sro Kwi 05, 2017 7:22 pm

CÉDRICK

Z wnętrza kartonowego pudła wydobywało się ostrzegawcze stukanie szklanych pojemników i buteleczek o siebie za każdym razem, kiedy Cédrick przyspieszał kroku pokonując dwa schodki naraz. Przycisnął mocniej do piersi karton nie chcąc, aby jego praca cofnęła się do stadium gęstych mazi i cieczy w skutek uderzenia o przygarbione, bardziej posępne niż zazwyczaj sylwetki czarodziejów spieszących, podobnie jak on, do Departamentu Magii.

Fasada budynku nie wyróżniała się niczym szczególnym spośród wielu podobnych jej na ulicy, jednak sposób, w jaki personel pracujący tam dostawał się do środka  w hermetycznym, mugolskim świecie był conajmniej kontrowersyjny. Na Cédricku przestał jednak robić wrażenie, choć to, że muszle klozetowe były zawsze czyste, a woda nigdy nie moczyła mu butów i nogawek spodni, ekscytowało go w czysto akademicki sposób.

Wziął głęboki oddech stając na pewnym gruncie wyłożonym matowymi płytkami. Nienawidził teleportów, a szczególnie tego, co podczas takich podróży działo się z jego żołądkiem.
Opuścił wzrok zauważając, że sznurowadło przy jego ulubionych, niskich butach znowu się rozwiązało. Poruszył energicznie stopą, jak gdyby ta czynność mogła przywrócić nieposłuszne sznurowadła do pierwotnego stanu.

Na chwilę obecną jego większym problemem było jednak znalezienie czarodzieja, któremu miał dostarczyć leki, maści i mikstury własnej roboty. Nie miał pojęcia, które drzei były tymi właściwymi, dlatego problem rozwiązanego buta stanowił teraz kwestię podrzędną.

Rozejrzał się dookoła próbując odszukać wzrokiem tabliczkę informującą, gdzie powinien się udać, aby trafić na odpowiednie piętro. Chwycił pudło jedną ręką opierając je na biodrze, drugą zaś sięgnął do tylnej kieszeni spodni wyjmując z nich złożoną karteczkę z danymi personalnymi i numerem gabinetu, w którym miał się dzisiaj pojawić. Przebiegł wzrokiem po treści wizytówki, po czym na powrót wsunął ją do kieszeni.

Zakładał, że schody w których stronę się kierował prowadziły do gabinetu trzydziestego drugiego. Posatanowił, że dpóki nikt sam z siebie go nie zaczepi, nie zapyta o drogę. Nie miał zamiaru przyznawać się samemu przed sobą do tego, że zgubił drogę, a korytarz, na który wyszedł mieści tylko składziki i potężne, pancerne drzwi; a sytuacja, w której miałby zwierzyć się komuś obcemu z tego, że nie wie dokąd powinien teraz iść wydawała mu się absurdalna.

Cofnął się do miejsca, z którego przyszedł czując ogarniającą go irytację. Nie chciał marnować całego dnia na bezcelowe kluczenie pomiędzy pustymi pomieszczeniami, a brak jakiejkolwiek recepcji dodatkowo utrudniał mu orientację.

Postawił karton na podwyższeniuz marmurową głową jakiejś ważnej osobistości, która wydała mu się dziwnie znajoma. Jednak z racji tego, że większość czasu spędzał w swoim laboratorium lub pracowni pochłonięty obliczeniami i reakcjami, nie dziwił się samemu sobie, że nie miał czasu na dokładne zweryfikowanie kim ów mężczyzna był.
Oparł się plecami o ścianę kładąc rękę na pudle z naiwną nadzieją, że jego podświadomość wespnie się na intelektualne wyżyny i wskaże mu drogę prosto pod drzwi gabinetu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 518
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]   Pon Kwi 17, 2017 1:07 am

Nadchodziła pora lunchu, gdy młody Valentine kończył knuć swoje niecne plany przewrotu w przerwach od wypełniania dokumentów. Póki co – jego plan był prosty, pozbawiony istotnych szczegółów. Mimo, że jako czystokrwisty, wysoko postanowiony urzędnik miał trochę władzy – nadal miał jej zbyt mało. Musiał znaleźć sposób, by zgromadzić przeciwników idei Topyasa w swoim środowisku. Nie miał zbyt wiele mocy sprawczej w świecie politycznym… póki co.
Gdyby tylko był w stanie wykazać, że przez hasła Topyasa krzywda dzieje się nie tylko mugolom, ale także Ministerstwu? Czarodziejom różnej maści? Oraz… dzieciom? Oczywiście, edukacja młodych czarodziei także ulegnie reformacji. Podręczniki będą głosić ideę agresji i sprowadzą zagrożenie na mogolską część Anglii, bowiem kolejne z haseł kandydata na ministra głosiło koncepcję wyższości ponad niemagicznymi istotami oraz nawoływało tym samym do zaprzestania ukrywania się.
Valentine musiał to rozgryźć. Musiał znaleźć ludzi, którzy także są przeciwnikami Topyasa.

Leon wstał od biurka, ostatecznie decydując się na lunch w pobliskiej restauracji. Zdjął z wieszaka swój płaszcz i energicznie ruszył w kierunku drzwi, przez które to przeszedł i zamknął za sobą z trzaskiem. Następnie skierował się do wyjścia z Departamentu Tajemnic.

Zatrzymał się wpół kroku. Kątem oka zauważył postać, stojącą jak gdyby nic pośrodku ruchliwego holu. Wydała mu się ów postać znajoma, dlatego po kilku chwilach namysłu – ruszył w jej stronę.
Podszedł do mężczyzny od tyłu, łapiąc jego ramię w silny uścisk swojej dłoni. Postać zwróciła swą sylwetkę przodem do Leontiusa, z początku jedynie wbijając w jego twarz nierozumiejące spojrzenie.
 – Cédric Cahnnel – powiedział drwiącym tonem Leon. – Cóż za spotkanie – mówił dalej Valentine, uśmiechając się ku czarodziejowi z pewnym napiętym zdenerwowaniem, tuszowanym zręcznie złośliwością.
 – Nie widziałem cię tu wcześniej. Czego szukasz? – spytał, zerkając na kartonowe pudło, stojące tuż obok jego właściciela. – Czy to eliksiry dla Blane’a? – Był niemalże pewien, że tak. Był także niecierpliwym człowiekiem. Warknął zatem tylko krótkie chodź i nakazał Cédrikowi gestem, by ten podążył za nim.

Miejsce przeznaczenia eliksirów, które przyniósł mag znajdowało się w połowie bardzo ciemnego korytarza, sąsiadując z wejściem do Sali Śmierci. Faldo Blane uwielbiał… intymność.
Leon zapukał w masywne, metalowe drzwi pracowni i zarazem gabinetu mężczyzny. Otworzyła mu jego asystentka, witając przełożonego uprzejmym dygnięciem godnym damy, którą – zdaniem Leontiusa – nie była. Była mugolaczką.
Valentine uśmiechnął się do dziewczyny sztucznie, nie ukrywając pewnego zniesmaczenia.
Na szczęście prędko pojawił się Blane we własnej osobie, który zdawkowo przywitał się z szefem i dużo większym zainteresowaniem obdarzył Cahnnela.
Obydwaj mężczyźni rozmawiali przez chwilę czego cierpliwość Leontiusa ponownie nie mogła znieść.
 – Idziemy, Cahnnel – syknął niemalże blondyn do niższego czarodzieja i skierował jego sylwetkę ku drzwiom, żegnając się zdawkowo z mugolską asystentką oraz Blane’m.

 – Masz teraz chwilę? – spytał Leon, gdy obydwaj opuścili ciemny korytarz i dotarli z powrotem do punktu ich wcześniejszego spotkania. – Zjedz ze mną lunch, Cahnnel – powiedział, praktycznie żądając wykonania tego polecenia. Valentine miał przeczucie.
Swoje błękitne oczy wbił w te zielone Cédrika i wówczas wspomnienia z czasów szkolnych wróciły z całą swoją mocą.

***

 – Valentine! Gdzie się ukrywasz? Wychodź, wychodź! – wołał szyderczo szesnastolatek, powoli krocząc pustym korytarzem Hogwartu wraz z resztą swojej świty.
Usłyszał szmer i skierował w miejsce, z którego dobiegał swoją różdżkę. Wykrzyknął jakieś zaklęcie, które narobiło nieco hałasu i z kryjówki wybiegła jego przestraszona ofiara – drobnej postury, niski blondynek z szopą rozczochranych, złotych loków na głowie.
Dopiero po chwili chłopiec złapał za swoją różdżkę, którą upuścił ze strachu na ziemię i wyciągnął przed siebie, celując jej końcem w oprawcę. Jego ręka trzęsła się.
 – Tu jesteś Valentine… – wymruczał z rozbawieniem wyższy czarodziej. – Chłopaki, znaleźliśmy Leona – zwrócił się do reszty towarzystwa. – Jak myślicie, co teraz powinniśmy zrobić? – Złośliwy uśmiech na jego twarzy poszerzył się.


***

Leon zamrugał kilkakrotnie, gdy z powrotem powróciła pełna świadomość tego, gdzie się znajduje i z kim rozmawia.
Reagował tak na niemalże wszystkich ludzi, z którymi miał styczność po latach i znał z czasów szkolnych. Cédric nie byłby wyjątkiem, gdyby nie fakt, że… nim był.
Poczucie wstydu wypełniło Leontiusa całkowicie, dając się we znaki bardziej niż zwykle.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]   Pon Kwi 17, 2017 5:25 pm

CÉDRICK


Wskazówka sekundowa na zegarku zapiętym na lewym nadgarstku Cédricka poruszała się w miarowym tempie, zbliżając się do pełnej godziny. Spędził na bezsensownym wyczekiwaniu niecały kwadrans, ale on odczuwał to jako małą wieczność. Q tym bezpowrotnie straconym czasie mógł sprawdzać ile dni pozostało mu na spłatę kredytu na mieszkanie i sprzęt do laboratorium bez doliczania odsetek, których i tak miał niemało za ściągnięcie esencji z szaleju jadowitego prosto z Bułgarii. Z drugiej strony pełna świadomość ciążących zaległości była mniej przyjemna od sterczenia na środku Departamentu. Tak, sytuacja, w której się znalazł nie była aż tak zła.

Jednak mógł po prostu zaczepić przypadkową osobę i... nie, to nie wchodziło w grę. Musiał dostarczyć te specyfiki osobiście, nie mógł - niestety - posłużyć się osobą postronną zmieniając ją w posłańca za parę sykli. Chociaż ostatnio nawet czarodzieje woleli posługiwać się angielską, mugolską walutą.

Z zamyślenia wyrwało Cédricka zdecydowane szarpnięcie za ramię. Zaskoczony odszukał twarz swojego oprawcy w jednej chwili tracąc wszelkie resztki nadzieji na pomoc.

- Ach, Leon, co za miłe spotkanie - mruknął pod nosem, mając nadzieję, że ten, pochłonięty zaglądaniem do jego kartonu nie dosłyszy tych słów. Szczerze mówiąc spotkanie z Leonem po zakończeniu nauki nijak na niego nie wpłynęło - ot, odciął się od wszelkich wspomnień z nim związanych przenosząc się na bezpieczny, neutralny grunt.

Posniósł wzrok słysząc pytania mężczyzny, na które nie zdążył odpowiedzieć jednak ani słowem, bowiem rozkazał mu iść za sobą. Cédrick zmarszczył brwi decydując, że ten jeden raz może odsunąć dumę na bok stosując się do jego poleceń. Musiał w końcu dotrzeć do gabinetu Blane'a, a skoro ktoś zdecydował się mu pomóc, to nie wypadało narzekać. Chociaż gdyby towarzyszyć mu do laboratorium zdecydował się ktoś inny - byłby znacznie bardziej zadowolony.

Podążył za czarodziejem wgłąb ciemnego korytarza, którego wcześniej nawet nie zauważył. Uważnie rozglądał się na bokj próbując jak najwięcej zapamiętać z ich wędrówki, żeby - w razie, gdyby czarodziej znowu coś od niego zamówił - mógł dotrzeć tam samemu.

Po przekroczeniu progu gabinetu pierwszym, co rzuciło mu się w oczy była obecność kobiety - zapewne asystentki. Wydało się to Cédrickowi conajmniej dziwne - ilekroć spotykał się z nim poza murami Ministerstwa, mężczyzna zaznaczał, że najlepiej pracuje mu się w samotności. Czyżby zmienił zdanie? A może to jakiś nowy wymóg? Albo romans? W każdym razie koperta wypełniona pieniędzmi, którą wręczył mu mężczyzna wydała się Cédrickowi znacznie ciekawsza, niż życie prywatne jego zleceniodawcy.

- Co my tu mamy? - zapytał Faldo uważnie oglądając flakony pod intensywnym światłem sączącym się z lampy ustawionej na metalowym stole znajdującym się na środku pomieszczenia. - Niesamowite - wymruczał gestem dłoni nakazując kobiecie podejść bliżej. - W jaki sposób udało ci się uzyskać tak wysokie stężenie cykuty bez zmiany stanu skupienia? - zapytał Cédricka poprawiając okulary wierzchem dłoni.
Francuz przeczesał palcami włosy z zakłopotaniem.
- To nic wielkiego. Wystarczyła zmiana temperatury...
- Niemniej - przerwał mu Faldo - efekt jaki otrzymałeś całkowicie mnie zaskoczył. Bardzo prosiłbym cię, abyś nauczył mnie kiedyś przyrządzać ten eliksir. To doprawdy niebywałe, żeby te drobinki unosiły się w taki sposób!

Ponownie czarodziej nie zdążył zastanowić się nad odpowiedzią, kiedy został siłą wyciągnięty z gabinetu na korytarz. Rzucił wściekłe spojrzenie oddalającym się plecom Leontiusa, ale nie pozostało mu nic innego, niż dotrzymywanie blondynowi kroku. Kiedy z powrotem znaleźli się w miejscu, z którego wspólnie wyruszyli, towarzysz Cédricka zadał mu ostatnie pytanie, którego ten mógłby się po nim spodziewać. Ostatecznie przekuł zaskoczenie w krótki wybuch śmiechu całkowicie pozbawionego wesołości.

- Po pierwsze - zaczął mężczyzna, uspokoiwszy się - nie jestem twoim skrzatem domowym, żebyś mógł mi rozkazywać. Pomogłeś mi - doceniam to i dziękuję, ale nie oznacza to, że będę wykonywał twoje polecenia. - Poprawił rękawy marynarki. - Oprócz tego zwracaj się do mnie po imieniu, a jeśli tak bardzo podoba ci się moje nazwisko, to poprzedź je zwrotem "pan". Zresztą, wolałbym już chyba umówić się z Dementorem, niż pojsć gdziekolwiek z kimś tak wyniosłym jak ty, ale niech będzie, moja strata. To gdzie dokładnie chcesz iść?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]   

Powrót do góry Go down
 
Limerence. [boyxboy; HP AU; 2os.; bn]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Archiwum-
Skocz do: