IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 221B [ 2 os. || bl || b.nab. ]

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: 221B [ 2 os. || bl || b.nab. ]   Nie Sty 29, 2017 4:58 pm



Olivier - @Rayline
Zachary - @Flakopożeracz


kontynuacja
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rayline

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 29/01/2017
Age : 20
Skąd : Forest

PisanieTemat: Re: 221B [ 2 os. || bl || b.nab. ]   Nie Sty 29, 2017 8:37 pm

Oliver Connor Beckett


           W naszym domu było jak zwykle, za wiele rzeczy które do niczego się nie przydadzą. Westchnąłem głośno w poszukiwaniu kilka praktycznych rzeczy. Nasza drewniana podłoga, która skrzypiała za każdym razem gdy tylko ktoś na niej stanął wydawała okropnie głośne dźwięki. Starałem się chodzić cicho, by nie obudzić Pani Hudson. Ostatnio i tak okropnie sypiała przez nasze hałasy. Jednak im ciszej chodziłem tym głośniej skrzypiało drewno pod moimi nogami. Jakbym stąpał po rozbitym szkle. W skórzanej brązowej torbie miałem już o wiele więcej przydatnych rzeczy dla Zacharego do szpitala oraz kilka książek i laptopa dla mnie. Na wypadek gdyby nie chciał spędzić całe dnia w moim towarzystwie lub usnął. Nie chce zostawiać go samego. Niczego nie pamięta i samotności może doprowadzić go obłędu czy myśli. A jeśli znów zakocha się w Ronie ? A co jeśli ten kretyn przyjdzie do niego po naszym spotkaniu? Widok swojego byłego chłopaka na pewni nie będzie pozytywny dla naszego związku. Przynajmniej nie pamięta naszych kłótni i to jest najlepsza wiadomość ze wszystkich jeśli chodzi o amnezje chłopaka. Najgorsza to nasza zagadka. On nic nie pamięta, a co jak ten tajemniczy kretyn skontaktuje się z nim? Chciał już go ratować, a raczej jego pamięć. Może to Zachary jest tym inteligentniejszym?  
               Westchnąłem głośno zapinając torbę a następnie ubierając swoje buty, narzuciłem ją na swoje ramię a następnie otworzyłem drzwi by wyjść na zewnątrz.
                Przywitało mnie zimne powietrze, od razu buchnęło mi w twarz. Pozwoliło mi się ożywić. Otworzyłem oczy szeroko, nabrałem powietrza w płucach. Wydawało się czystsze niż zwykle w Londynie. Wypuściłem parę z ust aby pójść szybszym tempem w stronę szpitala. Mógłbym zamówić taksówkę by nie nosić się z torbą ale szkoda mi wydawać pieniędzy. Mogę za to kupić kilka słodkości dla ukochanego lub parę gazet.
                Wtedy wpadłem na genialny pomysł. Wskoczyłem do kiosku gdzie zakupiłem kolorową prasę do której pisał Zachary. Kilka jego artykułów powinno odświeżyć mu komórki nerwowe. Zaraz później wróciłem na właściwą drogę  do szpitala. Droga była długa, a co gorszę kilka razy utknąłem na światłach. Robiłem również przystanki by zmienić ramię na której wisiała ciężka torba. Cały czas dyszałem, zwłaszcza po dziesięciu minutach drogi. Myślałem ile czasu zajmie mi dojście do obiektu. Trwało to o wiele dłużej niż się spodziewałem. Po czterdziestu pięciu minutach byłem już na miejscu. Oglądałem wejście do miejsca w którym kiedyś chciałem pracować. Dziś wolałem pracować w tym samym miejscu ale kilkanaście metrów pod budynkiem.
                  Wejście do środka obudziło mnie jeszcze bardziej. Słychać było hałasy oraz krzyki lub płacz. Widocznie właśnie zmarło jakieś dziecko, a to doprowadziło mnie do dreszczy. Gdy obudziłem się w tym szpitalu również zmarła młoda osoba. To jakieś przekleństwo. Zapominając o tym wbiegłem schodami na odpowiedni korytarz. Następnie szukałem sali lecz zostałem zatrzymany przez lekarza. Mimo zdaniem był to stażysta.
                   -Pan jest przyjacielem Zacharego?-Kiedy spytał mnie oto zacząłem się irytować. Nie mówi się do pacjenta na ty. Więc musieli już rozmawiać we dwójkę. A jego wygląd oraz sposób zachowania podpowiada, że Zachary mógł spróbować go uwieść.
                   -Nie...To mój chłopak.-Powiedziałem pewniejszym tonem, a to bardzo go speszyło. Podrapał się niepewnie po głowię.
                   -Ech...więc, pozwolono go Panu zabierać do baru. Może się poruszać, co do jego wyjścia nic jeszcze nie wiem. I szpital odpowie za dodanie mu niepotrzebnych środków.-Kiwnąłem łagodnie głową na znak zrozumienia a następnie minąłem go na korytarzu kierując się do drzwi. No proszę, załatwił mu wyjścia do baru. A może właśnie wracał od niego i chciał go zmusić do kawy czy herbaty? Nie miałem pojęcia co robili we dwoje ale zdenerwowało mnie to nadzwyczaj mocno.
                    Widząc odpowiedni pokój pchnąłem do niego drzwi a następnie mocną wszedłem. Nie spojrzałem w oczy Zacharego, jedynie rzuciłem na jego łóżko torbę z rzeczami a następnie stanąłem pod oknem. Chciałem się uspokoić.
                     -Nie ma mnie jakiś czas a ty już flirtujesz z lekarzami? Mówił Ci po imieniu, załatwił wyjście do baru...Może jednak odzyskałeś pamięć? Przypomniałeś sobie, że lubisz zarywać młodych mężczyzn.-A jednak wybuchłem mino dobrych chęci. Nie umiałem zachować się inaczej, zwłaszcza po doświadczeniach z nim. Podszedłem do niego na bezpieczny dystans. Oddychałem powoli a wzrok miałem spuszczony na ziemie.
                     -Przyniosłem Ci rzeczy. Gazety do których pisałeś...jeśli chcesz to pójdę. Nie będę zabierał ci czasu lub psuł miłych rozmów.- Moje słowa były rzucane na wiatr. Wiadomo, że chciałem by mnie zatrzymał. Pozwolił mi zostać, tego bardzo pragnąłem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: 221B [ 2 os. || bl || b.nab. ]   Sro Lut 01, 2017 5:42 pm

ZACHARY CROWLEY

Z braku lepszego pomysłu co mógłbym ze sobą zrobić udałem się do łazienki, gdzie wziąłem prysznic. Nie miałem żadnych ubrań, w które mógłbym się przebrać, dlatego zdjąłem jedynie spodnie i skarpetki pozostając w koszulce i bokserkach. W imię zasady, że sen jest lekarstwem na wszystko, postanowiłem go zażyć.

Otworzyłem oczy czując, że ktoś na mnie patrzy. Przetarłem powieki przeciągając się.
- Dzień dobry - powiedziałem próbując powstrzymać ziewnięcie.
- Dzień dobry. Ma pan dobrą temperaturę - oznajmiła pielęgniarka odsuwając termometr od mojego czoła. - Jak się pan dzisiaj czuje? - zapytała podając mi leki.
Włożyłem do ust tabletki przełykając je bez popijania.
- Dobrze - odpowiedziałem zdziwiony tym, że było to prawdą. - Czuję się znacznie lepiej niż wczoraj - dodałem podnosząc się na łokciach.
- To dobrze - przyznała pielęgniarka obrzucając pokój uważnym spojrzeniem. - Co prawda nie będzie dzisiaj obchodu, ale będzie miał pan badania o jedenastej - poinformowała mnie odwracając się w stronę drzwi. - Czy ktoś przywiezie dzisiaj panu rzeczy?
- Tak. Tak myślę - odpowiedziałem, choć nie byłem pewien czy Olivier faktycznie mnie dzisiaj odwiedzi.
Kobieta pokiwała głową uśmiechając się krzywo i, nie mówiąc nic więcej, wyszła z pokoju.
Opadłem z powrotem na poduszki przeciągając się. Skoro miałem przed chwilą mierzoną temperaturę, to musiała być szósta, maksymalnie siódma rano, a ja byłem już zupełnie wypoczęty i rozbudzony, a do badania było jeszcze parę godzin. Zapowiadał się kolejny, emocjonujący dzień.
Złożyłem kołdrę i poprawiłem poduszki. Co prawda nie miał mnie dzisiaj wizytować żaden lekarz, ale nie mogłem zostawić łóżka w takim stanie. I tak mieli mnie pewnie za brudnego ćpuna. Po co utwierdzać ich w tym przekonaniu?
Wyjąłem z szafki spodnie, które miałem na sobie wczoraj i pewnie też w dniu wypadku. Jeśli mam być szczery, to nie pachniały zbyt zachęcająco. Nie miałem przy sobie niczego innego, więc chcąc nie chcąc musiałem je ubrać. Obmyłem też twarz i opłukałem wodą zęby. Jeśli Olivier nie przywiezie mi pasty, to ucieknę z oddziału i ukradnę jedną ze sklepu.
Wyszedłem z łazienki i usiadłem na brzegu łóżka. Opuściłem wzrok na swoje bose stopy, z których wcześniej zdjąłem przepocone już skarpety.
Podniosłem wzrok słysząc, jak ktoś otwiera drzwi od mojej sali. Uśmiechnąłem się widząc, że to Olivier, a nie kolejna porcja leków.
- Cze... - zacząłem podnosząc się, ale widząc jego minę straciłem ochotę na dalszą rozmowę. Sposób, w jaki rzucił torbę utwierdził mnie w tym przekonaniu. Skoro to dla niego taki problem, żeby przywieźć mi czyste bokserki i pastę do zębów, to mógł od razu mi to powiedzieć, a nie zachowywać się teraz jak zirytowana królewna.
Przysunąłem do siebie torbę rozpinając zamek, jednocześnie słuchając tego, co mówi brunet. Spojrzałem na niego zaskoczony początkowo nie rozumiejąc o co mu chodzi, kiedy jednak oskarżył mnie o to, że flirtowałem z lekarzem, nie mogłem powstrzymać śmiechu.
- Jesteś zazdrosny? - zapytałem podnosząc się z łóżka. Stanąłem naprzeciwko Oliviera uważnie przyglądając się jego twarzy. - Nie masz o co. Z nikim nie flirtowałem - powiedziałem podchodząc bliżej.
- Poza tym mam dwadzieścia lat, więc nawet jeśli bym kogoś podrywał, to byłaby to właśnie młoda osoba, ale - przerwałem kładąc dłonie na jego biodrach. - Nic takiego nie miało miejsca. Nie masz powodów, żeby się na mnie złościć czy obrażać.
Przyciągnąłem Oliviera do siebie, żeby móc go przytulić.
- Nie chcę żebyś wracał. Możesz ze mną zostać?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rayline

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 29/01/2017
Age : 20
Skąd : Forest

PisanieTemat: Re: 221B [ 2 os. || bl || b.nab. ]   Sob Lut 04, 2017 7:56 pm

Oliver Connor Beckett


Wyrzucam mu z siebie wszystko co leży mi na wątrobie a on jak dawniej po prostu się uśmiecha i dochodzi do jednego wniosku. "Jesteś zazdrosny" zdanie to słyszałem już milion razy odkąd zaczęliśmy być oficjalnie parą. Wiadomo, że kiedy się spotykaliśmy to nie miałem prawda być zazdrosnym czy poirytowanym gdy spotykał się z innymi, lub za nimi rozglądał. Nie mieliśmy ślubu, ani planów, podobaliśmy się sobie, i raczej żaden z nas nie wierzył do końca, że będziemy parą. A jednak.
Spojrzałem w stronę swojego przystojniaka gdy przekroczył granice bliskości. Uwielbiałem słuchac jego głosu, uspokajał mnie, powodował odprężenie, dlatego mimowolnie uśmiechałem się na myśl, że za chwile wyląduje w jego ciepłych ramionach. Zamiast przytulenia poczułem ręce na swoich biodrach, ale nie przeszkadzało mi to w ogóle.
-Jestem lekko zazdrosny w końcu taki przystojniak z ciebie, poza tym wiem, że lubisz być w centrum uwagi...-Wyrzuciłem te słowa z nadzieją na pocałunek, lecz wtedy powiedział coś co lekko mnie podrażniło.
Uważał się za młodego, to prawda miał dwadzieścia lat, lecz co miało znaczy zdanie w którym uważał, że poznałby własnie młodą osobę. Młodszą od siebie czy w granicach jego wieku? Ten lekarz nie miał więcej niż 27 lat. A on uważa, że jest stary? Czy moje 21 jest dla niego zbyt straszę od niego?  Chciałbym mu zrobić awanturę, ale postawiłem dać mu szanse na wyjaśnienie tego wszystkiego.
Kiwnąłem ochoczo głową na tak, gdy spytał czy z nim zostanę. Zaplątałem swoje ręce na jego szyi, głowę położyłem na ramieniu a oczy przymknąłem na chwile. Ta chwila wystarczyła bym poczuł się jak w naszym domu pod numerem 221b. Tak bardzo chciałbym tam wrócić, jednak nie było to takie proste. Zachary nie pamięta ani mnie, ani mieszkania ani niczego związanego ze sprawą którą rozwiązaliśmy. Nie mamy również odpowiedzi od policji w sprawie nagrody czy po prostu porywaczy i złodziei. Zniknęliśmy bez śladów.
Otwierając oczy wróciła szara rzeczywistość. Ucałowałem usta ukochanego po czym chwyciłem za torbę. Siadając na jego łóżku zacząłem ją rozpakowywać. Na stoliku poukładałem butelkę pełną wody oraz sok, dodatkowo owoce oraz pieczywo, sztućce, kubek oraz szklankę. Zaraz później wyciągnąłem czystą bieliznę, parę spodni i koszulki, następnie ręczniki, szczoteczkę, pastę, żel, szampon,mydło. Oprócz tego gazety, krzyżówki i książki. Chciałem by miał zajęcie dlatego przywiozłem mu wiele rzeczy. Co prawda może się okazać, że jutro już wyjdzie ale mamy jeszcze trochę czasu by się nie nudzić.  
Skończyłem układać wszystkie rzeczy w jakieś półgodziny, później położyłem się na jego łóżku. Patrzyłem w sufit. Mogliśmy iść do baru, coś zjeść albo wypić choć z drugiej strony nie jesteśmy bogaci a ja przyniosłem jedzenie. Widząc telewizor włączyłem go na program wiadomości.
-Może pokażą coś ciekawego..-Usprawiedliwiłem się przed jego pytaniami a następnie wtuliłem w swojego chłopaka. Na ekranie widziałem prezenterkę która nie wyglądała na atrakcyjną i mówiła o nudnych podpaleniach oraz zagrożeniach gazem.
-Kiedy mówiłeś, że spotykałbyś się z młodszymi, to miałem na myśli młodszych od siebie?-Nie miałem złego zamiaru, po prostu zadałem mu proste pytanie. Chciałem jakoś zacząć rozmowę oraz poczekać na program z rozwiązaną zagadką kradzieży w bogatych dzielnicach. Jednak nie mówiono o niczym inny jak o pożarach, pewnie spowodowanych nieszczelnymi piecami lub głupotą ludzką. Często się to zdarzało w Londynie.

____________________________________________________________________
I tylko Ty jedna nie śpisz bo...
w śnie dręczą Cię stwory siejące zło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Flakopożeracz

avatar

Liczba postów : 43
Join date : 26/05/2016
Skąd : Klub 33-66

PisanieTemat: Re: 221B [ 2 os. || bl || b.nab. ]   Pon Lut 27, 2017 3:55 pm

ZACHARY CROWLEY

Przymknąłem oczy obejmując go mocniej w pasie, kiwając przy tym głową w geście zadowolenia na jego słowa. Nie to, żebym był próżny czy zaślepiony narcyzmem, po prostu to zawsze ja byłem zazdrosny o wszystko i wszystkich, choć starałem się tego w żaden sposób nie okazywać. Nikt nie chciałby mieć ze mną nic do czynienia, gdyby wiedział, jak bardzo irytuje mnie to, że oprócz mojej osoby inni ludzie spotykają się ze swoimi pozostałymi zbajomymi i nie zawsze jestem mile widziany w określonym towarzystwie.
Poklepałem go po plecach z zamiarem odsunięcia się, kiedy ułożył dłonie na mojej szyji z co najmniej błogim wyrazem twarzy. Chciałem mieć go przy sobie - to oczywiste. Ale jednocześnie cały czas obawiałem się, że jestem tylko niewiele znaczącą figurą w czyjejś grze, na czym ów ktoś korzysta teraz dwukrotnie przez mój zanik pamięci.
Uśmiechnąłem się krzywo, kiedy mnie pocałował. Nie krępowała mnie jego bliskość, z chęcią pozwoliłbym mu na więcej, ale czułem się jednocześnie jakbym go oszukiwał. Może po wyjściu ze szpitala i wypełnieniu dziur w mojej pamięci powinniśmy zrobić sobie krótką przerwę od siebie?
Usiadłem na wezgłowiu łóżka tak, żeby nie przeszkadzać Olivierowi i jednocześnie móc wygodnie wyciągnąć nogi. Z nikłym zainteresowaniem przyglądałem się przedmiotom, które wyciągął a następnie układał dookoła siebie. Z otępienia wyrwał mnie dopiero moment, w którym z wnętrza torby wydobył ubrania. Zerwałem się na nogi sięgając po pierwszy z brzegu komplet i nie zwlekając dłużej poszedłem się przebrać. Gdybym jeszcze parę godzin przechodził w swoich spodniach pewnie zesztywniałyby z zaschniętego brudu.
Już w nowych ciuchach, swoją drogą idealnie na mnie pasujących, przysiadłem na parapecie. Zza okna mogłem zobaczyć jedynie szczyty i dachy pozostałych budynków należących do szpitala i fragmenty ponurych bloków pomalowanych farbą w nieciekawym kolorze.
Kiedy odwróciłem wzrok zobaczyłem, że Olivier zdążył wygodnie rozłożyć się na moim łóżku. Rozbawiony podszedłem do niego przysiadając na materacu. Przekręciłem się na bok, żeby móc położyć się wygodnie obok.
Przełożyłem rękę przez jego klatkę piersiową przyglądając się przez chwilę w milczeniu, jak unosi się miarowo, kiedy oddycha.
- Hm? - mruknąłem nie mogąc zrozumieć jego pytania. - Znaczy... no, raczej tak. Ten lekarz czy student był całkiem niezły, ale wątpię, żebym się z nim umówił - przyznałem. - Poza tym jesteśmy razem, więc tym bardziej bym tego nie zrobił.
Ułożyłem się na plecach krzyżując ręce na piersi.
- Aż tak jesteś o mnie zazdrosny? - zapytałem uśmiechając się zaczepnie. - A, właśnie, muszę ci coś pokazać - powiedziałem wyjmując z kieszeni spodni zgiętą kartkę, którą dał mi wcześniej Ron. - "Do zobaczenia w Nowogrodzie" - przeczytałem jej treść zapisaną cyrylicą. - Wiesz co to może znaczyć?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rayline

avatar

Liczba postów : 4
Join date : 29/01/2017
Age : 20
Skąd : Forest

PisanieTemat: Re: 221B [ 2 os. || bl || b.nab. ]   Pon Kwi 03, 2017 2:45 pm

[Olivier Connor Beckett



Nie mogłem nie zauważyć, że nasze relacje odrobinę osłabły. Całowałem go, przytulałem, chciałem być blisko. Oczywiście dawniej nie było to takie proste, kiedyś gdy tylko się przytuliłem on uważał, że zależy mi jedynie na stosunku, a tak na prawdę ja miałem ochotę się do niego poprzytulać. Zachary nigdy nie wyglądał na osobę która potrzebuje czułości. Jednak kiedy stracił pamięć zależało mi by zauważył, że nas związek jest pełen miłości, namiętności oraz zaufania. Pokazałem to jednak z innej strony. Na wstępie mówię mu wprost, że jestem o niego zazdrosny jak nigdy. Rzucam mu się na szyje a on lekko się odsuwa, jakby nie był pewny naszych uczuć. Bałem się, że postanowi mnie zostawić.
Właśnie o tym myślałem leżąc na łóżku szpitalnym. Chciałbym by odzyskał pamięć, nawet jeśli ten chory koleś czy wypadek zawróciłby mu w głowię. Chce odzyskać swojego Zacharego. Nie było to jednak możliwe, nie teraz. Najgorsze jest to, że nie pamiętał mnie, a Rona zna doskonale.
Kiedy podszedł uśmiechnąłem się lekko. Nie umiem być sztuczny, od razu można wyczuć jakiś fałsz w moim zachowaniu, ale starałem się opanować. Podobało mi się gdy jego ręka leżała na mojej klatce piersiowej. Patrzyłem na nią jak powoli opada oraz się unosi. Nie mogłem oderwać od niej wzroku dopóki Zachary nie zabrał jej sam. Wtedy mój wyraz twarzy lekko posmutniał.
Powiedział, że lekarz był całkiem niezły. Kiedyś oznaczało to, że mógłby go przelecieć ale nie z nim chodzić. Nie wiedziałem jak odebrać to teraz.
-Kiedyś nie miałeś problemu by sypiać z kimś gdy byłeś w związku...Rona zdradzałeś ze mną, gdy się kłóciliśmy wychodziłeś na całe noce i nie wiem co robiłeś...-Może mogłem nie poruszać tego tematu, ale chciałem zadać mu szpilkę, że mimo jego złych cech charakteru ciągle go kocham. Może to nie był dobry pomysł, ale wszystko straciło sens gdy tylko przeczytał napis na kartce. Zabrałem ją od niego, ale nic mi nie mówiła,cyrylica jest dla mnie jak tajemnicza księga.
-Kto dał ci tą wiadomość ? Widziałeś jego twarz ? Mówił coś konkretnego ? Kiedy to było.-Podniosłem się nerwowo. Nie miałem pojęcia jak dużo czasu minęło, ale widocznie nasz tajemniczy mężczyzna był tu, wręczył kartkę Zacharemu.
Zacząłem się zastanawiać nad znaczeniem tych słów. "Do zobaczenia w Nowogrodzie", to miasto leży w Rosji, cyrylica to dodatkowo ułatwia. Do zobaczenia, czyżby ten osobnik kazał nam rzucić wszystko i wylecieć do Rosji ?
Wstałem, podszedłem do okna by spojrzeć na miasto. Patrzyłem jak na niebo latały samoloty, ale skąd mamy wziąć bilety ? Statek ? Może mamy płynąć statkiem, ale choroba morska niestety mnie zabije. Nie cierpię pływać, zaraz robi mi się nie dobrze. Najgorsze jest jednak to, że Zachary nie wie o co chodzi.
-Nasz tajemniczy gość każe nam jechać do Rosji. Widocznie zagadka nie kończy się na biżuterii. Może bomba to nie jego wina, tylko tych ruskich....Hm...-Cóż, widocznie trzeba się pakować.

____________________________________________________________________
I tylko Ty jedna nie śpisz bo...
w śnie dręczą Cię stwory siejące zło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 221B [ 2 os. || bl || b.nab. ]   

Powrót do góry Go down
 
221B [ 2 os. || bl || b.nab. ]
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: