IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 The Art of Vienna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lawrison

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 05/09/2016
Age : 22

PisanieTemat: The Art of Vienna   Czw Sty 19, 2017 6:29 pm

The Art of Vienna


Akcja charytatywna na rzecz leczenia osób chorych na raka
W Wiedeńskiej Operze Narodowej w przyszłym tygodniu ma odbyć się koncert charytatywny na rzecz walki z nowotworem. Zyski osiągnięte ze sprzedaży biletów i emisji koncertu na kanałach telewizyjnych mają w całości trafić na konto ECCO. Wśród osobistości mających wystąpić znajdują się takie nazwiska jak Kirillov(...) [Więcej na stronie 9]

Bites odwołują trasę koncertową po Europie
Znana grupa muzyki alternatywnej po nieudanym wystąpieniu w Wiedniu wydała oświadczenie o odwołaniu trasy koncertowej zaplanowanej na bieżący rok. Wokalista odmawia komentarza, podczas, gdy manager Bites zapewnia fanów o zwrocie pieniędzy za bilety, które zostały wykupione w pierwszym tygodniu od ich udostępnienia. Szacuje się ogromne straty w zyskach zespołu. [Więcej na stronie 13]

____________________________________________________________________
Make post, not war
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.depesza.vhn.pl/forums.php
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: The Art of Vienna   Czw Sty 19, 2017 6:48 pm

Isaiah Kirillov || śpiewak operowy || nauczyciel śpiewu klasycznego || wdowiec

- Urocze dziecko. Jest zawsze taka... radosna. I dobrze wychowana, ustępuje miejsca starszym, nie kłóci się, uprzejma w stosunku do dorosłych. Takie dziecko to skarb.
- Tak, to prawdziwy skarb - uśmiechnął się smutno mężczyzna. - Bezcenny. Niestety miałem niewielki wkład w jej wychowanie. Od kiedy... - zaciął się. - Próbuję poprawić z małą kontakt, ale nie jest łatwo. Ciężko nadrobić osiem lat nieobecności.
- Jestem absolutnie pewna, że Neele nie ma panu nic za złe, panie Kirillov. Wręcz przeciwnie, teraz pana bliskość jest jej potrzebna. Po takiej tragedii...
Mężczyzna pokręcił głową, patrząc na wychowawczynię córki.
- Byliśmy przygotowani na jej śmierć. Wiedzieliśmy o jej chorobie od paru lat, to była tylko kwestia czasu.
- Nigdy nie jesteśmy gotowi na śmierć ukochanej osoby - powiedziała łagodnie kobieta, robiąc taki ruch ręką, jakby chciała położyć mu ją na ramieniu. Blondyn milczał przez dłuższą chwilę.
- Ma pani rację - odezwał się nagle, nawet nie próbując udawać, że cokolwiek jest w porządku. Odchrząknął. - Robi się późno, a ja jestem umówiony na wizytę.
- Napięty grafik? - uśmiechnęła się kobieta. Słabo odwzajemnił gest.
- Nie dadzą człowiekowi odsapnąć. - Już miał iść po córkę, ale spojrzał na nauczycielkę ostatni raz. - Dziękuję za tę rozmowę. Ostatnio nie miewam okazji normalnie z kimkolwiek porozmawiać.
- To zrozumiałe - odpowiedziała. - Czytałam w gazecie o zbiórce pieniędzy. Słyszałam, że był pan pomysłodawcą. To szlachetne z pana strony.
Uśmiechnął się.
- Nie mogłem uratować żony, ale jeśli te pieniądze mają pomóc komuś innemu... to nie jest szlachetność. To zobowiązanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lawrison

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 05/09/2016
Age : 22

PisanieTemat: Re: The Art of Vienna   Pią Sty 20, 2017 3:48 pm

Philip Cerny
W ciemnym mieszkaniu rozległo się donośne walenie do drzwi. Philip jedynie ściszył telewizor, upewniając się, że wszystkie okna ma pozasłaniane.
- Otwieraj Cerny, wiem, że tam jesteś - rozległ się natarczywy głos jego managera.
Philip spróbował ponownie skupić się na obrazach z telewizji. Leciały w niej wiadomości, których na ogół nie lubił oglądać. Ponowne pukanie do drzwi.
- Słyszałem telewizor, stary. Otwieraj, musimy porozmawiać.
Cerny westchnął z irytacją, przeczesując palcami tłuste włosy. Wiedział, że Karl prędzej wezwie policję, by wyważyła drzwi, wciskając jakiś kit o podejrzeniu samobójstwa, niż odpuści i sobie pójdzie. Wcześniej pisał już maile, wysyłał smsy i wydzwaniał do niego, póki wszystkiego nie powyłączał. Otworzył w końcu drzwi z naciągniętym na głowę kapturem bluzy. Mina Karla sprawiła, że poczuł tępe uderzenie w żołądek.
- Wyglądasz jak... siedem nieszczęść - stwierdził bezpardonowo wpychając się do środka - idź wziąć prysznic.

- Pierwsza rzecz, sprawa sądowa. Jeden z poszkodowanych trafił na wózek inwalidzki. Przypomniałeś sobie przebieg wypadku? - zagadnął Karl, otwierając kopertę z wezwaniem na rozprawę, gdy Cerny wyszedł już z łazienki. Mieszkanie już się wietrzyło, choć okna nadal były zasłonięte - siedzieli więc w półmroku, który Philipowi odpowiadał.
- Nie pamiętam - mruknął cicho i ledwo zrozumiale przez niedowład mięśni twarzy z jednej strony, którego się nabawił po wypadku. Doskonale pamiętał jak stracił przyczepność i uderzył z ogromną siłą wynikającą z prędkości w samochód z naprzeciwka. Nie chciał o tym mówić, więc uparcie trzymał się wersji, że niczego nie pamięta.
Karl wpatrywał się w niego przez chwilę, niesamowicie go pesząc przy tym.
- Masz jeszcze miesiąc na przypomnienie sobie. Druga sprawa. Tutaj masz listę specjalistów od wymowy.
- Umiem mówić - warknął Cerny, boleśnie świadom, jak bardzo źle brzmiała jego wymowa.
- W takim razie tutaj masz do wyboru nauczycieli śpiewu - Karl wydawał się być przygotowany. Litościwie nie powiedział nic o jakości jego wymowy.
- Śpiewać też potrafię.
- Ten jest wyjątkowy - Karl postukał palcem w ostatnie nazwisko na liście.
- Kirill... Przecież to śpiewak operowy - stwierdził Philip tonem głosu sugerującym, że sam ten fakt powinien zamknąć sprawę. Widział go w wiadomościach w ostatnim czasie.
- Zna techniki, których ty nie znasz i przede wszystkim zna się na nauczaniu.
Philip zabrał dla świętego spokoju kartkę ze stołu.
- Świetnie. Napiszę do niego. Idziesz już sobie?
Manager podniósł wzrok znad telefonu, w którym namiętnie chwilę temu pisał z lekkim uśmiechem.
- Wyręczyłem cię. Zostanę na herbacie.

____________________________________________________________________
Make post, not war
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.depesza.vhn.pl/forums.php
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: The Art of Vienna   Pią Sty 20, 2017 8:24 pm

To niedorzeczne, jak szybko mija pół roku. Krilillov miał tak zapchany grafik, że nawet nie miał czasu na porządną żałobę. Może i lepiej dla niego; pracoholizm zawsze brzmiał lepiej niż alkoholizm, w który z pewnością by popadł, gdyby nie mnóstwo prób, koncertów i spotkań. W wolnym czasie siedział przy biurku w swoim gabinecie, próbując zmusić szare komórki do współpracy przy libretto. Pół roku temu miał jeszcze pomysł na własną operę; miała mieć charakter komiczny (ah! Opera buffa, dzięki ci szkoło neapolitańska), opowieść o miłości mężczyzny i kobiety. Miała być uczczeniem dziesięciolecia jego małżeństwa.
Teraz, po śmierci żony, całkowicie stracił grunt pod nogami. Chciał napisać tę operę, miała być dziełem jego życia, lecz stracił na nią pomysł. Nie ma nic gorszego dla artysty niż brak pomysłu.
Było południe, niedziela, a on siedział przy fortepianie i rozczytywał nuty Requiem Mozarta, w zasadzie tylko po to, by się czymś zająć, bo znał swoją partię na pamięć (Kościół świętego Karola Boromeusza piętnaście lat temu, on jeszcze świeżo upieczony student dostał solówkę, ona była koncertmistrzynią). Mieli wystawić dzieło na dwusetlecie Konserwatorium Wiedeńskiego, w którym nauczał. Mogło się wydawać, że cztery miesiące to sporo czasu, ale wszystko miało być dopracowane i zapięte na ostatni guzik, a jak na razie poziom przygotowania prezentował się... biednie. Łagodnie mówiąc. Orkiestra była w rozsypce, a chór nie rozczytał nawet połowy utworu (co było winą Isaiaha, który miał go pod opieką). Wszystko wisiało na włosku, a Opera Wiedeńska jak zwykle robiła problemy z wynajmem sali.
Westchnął, przecierając oczy i uznając, że nie jest w stanie dłużej siedzieć i udawać, że robi coś produktywnego. Jego wzrok mimowolnie spoczął na zdjęciu zmarłej żony, oprawionym w złotą ramkę i zajmującym honorowe miejsce na biurku. Chwycił je w dłonie, odchylając się na fotelu obrotowym. Długo studiował je pustym wzrokiem, jakby kobieta miała lada chwila wyskoczyć z ozdobnej ramki prosto w jego ramiona. W końcu po długim czasie odłożył je na miejsce.
- Nigdy nie lubiłem Mozarta – posłał stwierdzenie w pustkę pokoju. Nikt mu nie odpowiedział.


Zakupy były męczarnią. Zawsze starał się odżywiać zdrowo, być świadomym konsumentem, ale od odejścia żony nie miał ani siły, ani chęci na dbanie o siebie. Samo pokazywanie się ludziom sprawiało mu fizyczny i psychiczny ból, a musiał to robić często (za często). Miał dość udawania, że już jest w porządku. Nie było.
Zatrzymał się przy półce z wysokoprocentowymi trunkami i przełknął ślinę. Miał świadomość, w jaką ruinę zmienił go alkohol kilka dobrych lat temu. To były złe czasy. A odwyk trwał bardzo długo. Zaprzepaszczenie całej tej męczarni przez jeden gorszy dzień było głupotą.
Wrócił do domu z butelką whisky i wyrzutami sumienia.


Odwiedziła go znajoma psycholog, doktor Petra Duerr.
- Nie pamiętam, żebym cię zapraszał – zauważył, mimo to wpuszczając kobietę do środka.
- Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek przychodziła zaproszona – odpowiedziała, rozglądając się  po hallu, jednocześnie zdejmując buty. Mężczyzna bez słowa podsunął jej kapcie, które przyjęła. Przeszli do salonu.
- Czemu zawdzięczam twoją wizytę? - spytał, samemu idąc do kuchni, oddzielonej od pokoju reprezentacyjnego półścianką. Nigdy nie miał dobrego gustu, jeśli chodzi o urządzanie domu, więc wszystko rozplanowała żona. Zawsze lubiła zielenie i głównie ten kolor przewijał się w mieszkaniu. Wstawił wodę na herbatę.
- Nie stawiłeś się na umówione spotkanie – odparła, krzyżując ręce i patrząc na niego oskarżycielsko, choć z pewną troską. - Rzadko ci się to zdarza.
- Dodatkowe próby – wyjaśnił krótko, stawiając przed przyjaciółką filiżankę i talerz z herbatnikami. - Mamy urwanie głowy z Requiem. Nie wiadomo, czy opera udzieli nam dostępu do sali. Miało być hucznie, ale ostatecznie pewnie wszystko odbędzie się w którejś z sal Kolegium.
- Przecież macie piękne sale – zdziwiła się.
- Chcieliśmy, by to odbyło się inaczej niż wszystkie eventy organizowane przez uniwersytet. W końcu to dwusetlecie.
- Okrągła data – przyznała. - Chyba będę musiała zaakceptować twoją wymówkę.
Uśmiechnął się delikatnie. Psycholog upiła łyk naparu, nie spuszczając z niego wzroku.
- Isaiah – westchnęła w końcu, zakładając nogę na nogę. - Znamy się nie od dziś. I nie jestem ślepa, wiem, kiedy nie jest z tobą w porządku.
- Nie do końca rozumiem, do czego dążysz.
- Przepracowujesz się. Znowu – spojrzała na niego znacząco.  - Nie przypomina ci to sytuacji sprzed paru lat?
Milczał.
- Isaiah, nie możesz... – urwała. - To jest poważna sprawa. Byłeś cieniem człowieka. Media szalały, twoja kariera była w ruinie. To, że z tego wypełzłeś, to cud. Nie chcę, żeby taka sytuacja się powtórzyła.
- Nie mam dwudziestu lat, Petro – warknął, wyprostowawszy się. - Byłem głupi, ale teraz jest w porządku. Potrafię o siebie zadbać.
- Wiesz, jakoś ci nie wierzę. Masz rację, jesteś dorosły. Nikt nie ma prawa cię kontrolować, ani śledzić. Po prostu nie mam zamiaru znowu chodzić po jakichś miastowych melina, zastanawiając się, co wyprawiasz i czy w ogóle jeszcze żyjesz.
Zacisnął usta i już miał coś odpowiedzieć, gdy jego telefon zaczął wibrować. Rzucił okiem na wyświetlacz. Wiadomość od nieznanego numeru.
- Jeśli pozwolisz... - skinęła głową, zabierając się za ciasteczka. Kirillov odczytał wiadomość, coraz bardziej unosząc brwi w niedowierzaniu. Kobieta przyglądała się mu z wyraźnym zainteresowaniem.
- Wyglądasz na zszokowanego – zauważyła.
- Trafna obserwacja – przyznał jej rację. Uśmiechnęła się cwanie.
- Nie każ mi czekać, kochany.
- Nigdy byś nie zgadła. - Jego herbata stygła nieruszona, postanowił więc przepłukać nią usta, zanim przekaże wieści. - Napisał do mnie manager Bites, wiesz, tej grupy grającej muzykę alternatywną. W sprawie wokalisty. Chce, bym udzielał mu lekcji.
- Żartujesz. - Teraz ona sama uniosła brwi.
- Słowo honoru, możesz sama przeczytać tę wiadomość, jeśli chcesz - podał jej telefon. - Nie rozumiem. To doświadczony muzyk. Czemu miałby pobierać nauki śpiewu klasycznego? - zastanawiał się na głos.
- Chyba jest tylko jeden sposób, żeby się przekonać.
Spojrzał na nią z niedowierzaniem.
- Sugerujesz, że mam się zgodzić? To będzie syzyfowa praca. Mówię to, bo wiem, jak wygląda nauka z osobami, które nigdy nie zwracały się ku klasyce. Trzeba uczyć wszystkiego na nowo, a takie jednostki bywają wyjątkowo... oporne.
- Skoro zwracają się do ciebie, to muszą mieć ku temu powód. Spójrz na to z drugiej strony, może będziesz w stanie postawić go na nogi.
- Pijesz do tej odwołanej trasy koncertowej? - spytał, znając odpowiedź. - Prasa o tym huczy cały czas. W zasadzie to współczuję temu zespołowi. Natrętni dziennikarze to najgorsza rzecz na świecie.
- Wiesz coś o tym – zauważyła. Nie skomentował. Wypuściła głośno powietrze nosem, dopijając herbatę i odstawiając filiżankę na spodek. - Nie chcę cię zmuszać do spowiedzi, ale uważaj na siebie. Nie rób głupich rzeczy. Masz mój numer, gdybyś miał problemy. I zgódź się chociaż na rozmowę z tym wokalistą.
- Mam napięty grafik – uczepił się ostatniej wymówki. Zbyła go machnięciem dłoni.
- Jakoś zawsze udawało ci się wszystko zmieścić w czasie. To słabe usprawiedliwienie. Po prostu to zrób, chociażby dla świętego spokoju.
Włożyła żakiet, a on ze zbolałą miną pokiwał głową. Wstał, by odprowadzić ją do drzwi.
- To do wtorku? - spytała, kładąc mu rękę na ramieniu i ściskając pocieszająco.
- Do wtorku.
Zostawszy samemu w domu sprawdził godzinę i z cichym prychnięciem odpowiedział na SMS-a, podając przykładowy dzień i godzinę spotkania. Dopił herbatę i poszedł ubrać coś bardziej wyjściowego, niż cienki szlafrok, dresy i sprany T-shirt. Musiał pojechać odebrać małą ze szkoły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lawrison

avatar

Liczba postów : 36
Join date : 05/09/2016
Age : 22

PisanieTemat: Re: The Art of Vienna   Czw Lut 23, 2017 12:15 am

Philip Cerny
„Pamiętaj o dzisiejszym spotkaniu.”
„Pamiętasz adres? Przykleiłem ci na lodówce.”
„Nie powinieneś jechać sam autem. Będę po ciebie o 8:30”

Philip resztkami woli powstrzymał się od rzucenia telefonem, który niczym karabin maszynowy wyrzucił z siebie ciąg dźwięków anonsujących odebranie sms-a. Była cholerna 6:52, czyli całe osiem minut przed budzikiem. Zwinął się z powrotem na posłaniu, próbując wycisnąć z pozostałego mu czasu resztki snu.
Gdy budzik w końcu zadzwonił, wstał z przekrwionymi oczami. W każdym razie z prawym - nabrał zwyczaju ignorowania lewej, pokiereszowanej w wypadku części twarzy. Była to o niebo lepsza taktyka niż wpatrywanie się w swoje odbicie, kiedy to znana sobie twarz nabierała obcości - zauważał wtedy boleśnie każdą zmianę w swoim wyrazie twarzy zniekształconym bezużytecznie oklapłymi mięśniami. Zanim się rozebrał, by wziąć prysznic, odtworzył w radiu The Swan autorstwa Saint-Saens. Nie uważał się za konesera muzyki klasycznej. Szczotkując zęby pod strugami wody zamknął oczy wsłuchując się w melodię. Próbował wykrzesać z siebie jakiś entuzjazm. Czuł się jednak jak w jakimś smętnym francuskim musicalu.
Bluza z kapturem i nie mający w sobie nawet krzty elegancji dres skutecznie przełamywały tę konwencję. Karl czekający na niego pod domem w samochodzie wytrzeszczył oczy na jego widok.
- Nie pomyślałeś, że tak się można ubrać po domu, ale raczej nie na spotkanie ze śpiewakiem operowym? - zagadnął go, gdy Philip już wsiadł do samochodu. Zaciskał dłonie na kierownicy, aż te stały się nienaturalnie białe.
- Nie chcę, by zwracano na mnie uwagę - odparł Cerny, naciągając kaptur na twarz, aż widoczne się stały jedynie jego włosy i czubek nosa.
- Gwarantuję ci, że tym ubiorem osiągniesz efekt dokładnie odwrotny.
- Weź ziółka na uspokojenie.
Musiał spiąć całe ciało, gdy Karl podenerwowany przygazował.
***
Zastukał w ladę namiętnie ignorującej go recepcjonistki. Zauważył kątem oka, że nieznacznie zbliżył się do nich ochroniarz. Na razie wychodziło na to, że Karl miał połowicznie rację.
- Słucham. O co chodzi? - spytała kobieta, patrząc na niego z ledwo skrywaną wrogością.
- Kirillov. Go szukam.
- Tak, można go dzisiaj znaleźć.
Philip spojrzał na nią wyczekująco spodziewając się więcej danych. Kobieta jednak wróciła do przeglądania maili. Cerny już czuł, że nie polubi tego miejsca. Trzasnął dłonią o blat stołu.
- Czy z twojej strony to taka wielka łaska, by wykonać swoją pracę i poinformować mnie, gdzie do cholery znajdę Isaiaha Kirillov, Kat?
Recepcjonistka otworzyła usta w szoku kładąc dłoń na przyczepionej do koszulki plakietce przedstawiającej jej imię - Katniss. Jej spojrzenie powędrowało gdzieś do tyłu i Philip poczuł, że chyba ma problemy chwilę przed tym, jak ktoś założył mu dźwignię i osadził go twarzą na blacie recepcji. Cerny poczuł przeszywający ból w mięśniach twarzy; przez kaptur, który nadal miał na głowie nie widział co się wokół niego dzieje. Ochroniarz chyba złożył raport do krótkofalówki, mężczyzna nic jednak nie zrozumiał, zamroczony bólem.
Ktoś znowu go szarpnął, ochroniarz puścił jego rękę i Philip po chwili został postawiony do pionu przez - jak się okazało - Karla. Manager zaczął coś rzeczowo wyjaśniać i już po chwili szli razem do sali, w której się znajdował Kirillov. Karl darował sobie o dziwo robienie wykładów.
- Gotów?
- Nie.
Nie zdziwiło go, gdy manager zapukał do drzwi i bezczelnie je otworzył, klepiąc go zachęcająco po plecach.
Nie było już wyboru, więc przekroczył próg drzwi ściągając kaptur. Czujnie spojrzał na twarz mężczyzny będącego Isaiahem - jego rysy lekko drgnęły jakby z zaskoczenia na widok blizny, lecz nawet tego nie skomentował. Przedstawił się, podchodząc do niego i wyciągając rękę na przywitanie. Philip uścisnął ją, mierząc go spojrzeniem. Był podobnego wzrostu i miał wypłowiałą urodę. Jasne włosy i oczy sprawiały, że wyglądał delikatnie jak na śpiewaka operowego. Philip słysząc o takich zawsze widział oczami wyobraźni mocnych mężczyzn o śródziemnomorskiej urodzie. W innych okolicznościach pewnie wykazałby się większym entuzjazmem, że poznaje muzyczną osobistość.
- Witaj, Philipie. Z tego, co napisał mi twój manager, jesteś tu, by pobierać lekcje śpiewu? - dość zręcznie ominął etap mówienia sobie nawzajem na "pan".
- Tak, manager uznał, że to ma mi pomóc wrócić na scenę - Philip słyszał siebie i doskonale wiedział, że nie można tego nazwać płynną mową. Na miejscu Isaiaha poważnie by wątpił, by z kogoś takiego dało się wycisnąć jakikolwiek śpiew. Schował obronnie ręce do kieszeni bluzy, patrząc na niego z niemalże wrogim oczekiwaniem. Nie zdziwiłby się, słysząc "Tu nic się nie da zrobić, do widzenia".

____________________________________________________________________
Make post, not war
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://www.depesza.vhn.pl/forums.php
Mietej

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 18/12/2016
Age : 17

PisanieTemat: Re: The Art of Vienna   Sro Mar 29, 2017 2:28 pm

Isaiah studiował plan zajęć, zastanawiając się, gdzie wcisnąć lekcje z Cernym, gdy ktoś zapukał w drzwi i otworzył je, nie czekając na zaproszenie. Do środka wszedł najpierw pewny siebie, uśmiechnięty mężczyzna, a za nim zakapturzona sylwetka - Kirillov uniósł brew na widok niewyjściowego stroju - która okazała się Philipem we własnej osobie.Wokalista zsunął z głowy kaptur, ukazując jego twarz. Lata doświadczenia wyuczyły Isaiaha ukrywania zaskoczenia, jednak widok przed nim naprawdę go zadziwił. Nie spodziewał się zobaczyć blizn, a szczególnie takich - ciągnących się przez całą lewą stronę twarzy, aż do żuchwy i fragmentu szyi. Rzucił krótkie spojrzenie, jak się domyślił, managerowi, chcąc przekazać w nim całą swoją dezaprobatę na brak takich podstawowych informacji, po czym podszedł do Cernego, wyciągając ku niemu dłoń.
- Witaj, Philipie. Z tego, co napisał mi twój manager, jesteś tu, by pobierać lekcje śpiewu? - przeszedł od razu na "ty". Cerny nie wyglądał na osobę czującą się komfortowo, "panując" sobie nawzajem.
- Tak, manager uznał, że to ma mi pomóc wrócić na scenę - usłyszał niezwykle niewyraźną odpowiedź. Z zaciekawienia przesłuchał kilka nagrań na YouTube z koncertów Bites i naprawdę nie mógł się doszukać, w czym miałby być jego problem. Nie licząc oczywiście słabej pracy przeponą, ale wielu wokalistów rozrywkowych nie używało jej wcale. Teraz wreszcie zrozumiał, dlaczego się do niego zwracali.
Philip patrzył na niego z niemym wyzwaniem. Spodziewał się, że Kirillov odmówi, zrezygnuje. On też się tego spodziewał. Wcześniej myślał, że nie będzie miał czasu ani chęci i planował go po prostu spławić, ale było w tym człowieku coś, obok czego nie mógł przejść obojętnie. Potencjał. Nawet z bliznami mógł wiele osiągnąć, i to było słychać, choć wymagałby to mnóstwa pracy i zaangażowania.
- Gdy miałem dwanaście lat, ortodonta przekreślił moją karierę śpiewaka ze względu na mój tyłozgryz - powiedział, patrząc się mężczyźnie prosto w oczy. - Później moja nauczycielka śpiewu oznajmiła, że dźwięk nie jest uzależniony od budowy szczęki, tylko pracy mięśni.
- Jakbyś nie zauważył, moje mięśnie twarzy nie chcą współpracować - rzucił Cerny, na co Isi uśmiechnął się szeroko.
- Więc trzeba je będzie tego nauczyć od początku. Rozumiem, że wolałbyś zajęcia w mniej zatłoczonym miejscu. Będą się odbywać w moim domu, we wtorki i czwartki wieczorem.
- A jeśli mi te godziny nie pasują?
- Pasują - odezwał się milczący dotychczas manager, odrywając się od ekranu smartfona i uśmiechając złośliwie. - Wysłałem panu Kirillov twój grafik.

Mężczyzna uniósł głowę, słysząc dźwięk dzwonka do drzwi roznoszący się po domu. Uniósł się ze swojego fotelu w gabinecie, odkładając zeszyt etiud Vaccaia na biurko. Poprawił czarny krawat, przejrzał się w lustrze (ignorował widoczne cienie pod oczami i zapadnięte policzki), poprawił niesforny kosmyk opadający mu na czoło i spróbował uśmiechnąć się pokrzepiająco. Nie wyszło. Westchnął.
Kolejny dzwonek, a po nim następny. Widocznie zniecierpliwiony Cerny w przypływie bezsilności zaczął maltretować biedny dzwonek.
Wywracając oczami poszedł szybkim krokiem w stronę drzwi, które zaraz otworzył w idealnym momencie, by zobaczyć Philipa z wyciągniętym palcem w połowie drogi do przycisku. Isi uśmiechnął się serdecznie, gdy mężczyzna odchrząknął, prostując się.
- Długo ci to zajęło - powiedział zamiast klasycznego "dzień dobry". Kirillov bardzo nieprofesjonalnie wzruszył ramionami.
- Czas to najlepsza cenzura, a cierpliwość najdoskonalszy nauczyciel - odparował, wpuszczając mężczyznę. - Fryderyk Chopin. A propos nauczania, myślę że nie warto tracić czas na pogaduszki i przejść do konkretów. Herbaty?
Philip zawahał się, rozwiązując sznurówki, ale pokiwał głową. Isaiah udał się do kuchni. W progu przywitała go mała dziewczynka, idealna kopia swojego ojca. Uśmiechnęła się do śpiewaka, wyciągając ku niemu dłonie ze skrzypcami.
- Nastroisz? - spytała.
- Skarbie, nie mam za bardzo czasu... - westchnął, słysząc za sobą, że Cerny wchodzi do pomieszczenia. Ada zrobiła naburmuszoną minkę, zaraz jednak zreflektowała się, widząc stojącego w progu gościa.
- Dzień dobry! - skłoniła się delikatnie, zaraz zwracając się do ojca, jeszcze bardziej wyciągając skrzypce. - Sama ich jeszcze nie nastroję - poprosiła.
Kirillov poddańczo ujął szyjkę instrumentu, przykładając go sobie do ramienia. Jak najszybciej nastroił skrzypce, starając się nie zerkać w stronę obserwującego i wyjątkowo milczącego Philipa. Skończywszy oddał zadowolonej dziewczynce instrument.
- Tylko nie graj jeszcze, muszę przeprowadzić lekcję! - zawołał za nią, ale ta już jak błyskawica popędziła schodami na górę. Odwrócił się do swego nowego ucznia z zakłopotanym uśmiechem. - Wybacz, córka skończyła wcześniej lekcje, a nie miałem co z nią zrobić.
Cerny pokiwał głową. Isaiah przygotował herbatę, po czym obaj udali się do jego gabinetu. Odłożyli filiżanki na biurko zawalone papierzyskami.
- Dobrze. Najpierw zacznijmy od ćwiczeń rozluźniających - powiedział, przechodząc od razu do lekcji.
Pierwsze pięć minut odbyło się bez problemów, potem zaczęły się schodki. Okazało się, że oddychanie przeponą u mężczyzny jest szczątkowe. Isi myślał, drapiąc się po brodzie, przenikliwymi niebieskimi oczami wpatrując się w sylwetkę mężczyzny.
- Dobrze, podejdź tu. Tak, nie bój się, nie zrobię ci krzywdy. - Philip podszedł, a Isaiah wziął jego dłoń i położył sobie na brzuchu. - Nie chodzi tutaj o nabieranie powietrza płucami, tak jak robisz to ty - tłumaczył i na pokaz wziął takiż oddech. - Czujesz? Przepona w ogóle u mnie teraz nie pracowała. Musisz wyobrazić sobie, że bierzesz oddech, który wypychasz niżej niż płuca, pracując brzuchem. - Również i to pokazał. Cerny otworzył szerzej oczy, gdy poczuł jak brzuch Isaiaha unosi się niczym kopuła pod jego palcami.
- Jak balon - porównał. Blondyn roześmiał się.
- Dokładnie! Dobrze, teraz twoja kolej. Jeśli mogę...
Role się odwróciły. Tym razem to Kirillov trzymał dłoń na brzuchu Philipa. Męczył go ćwiczeniami oddechowymi tak długo, aż nie był w miarę zadowolony z efektów.
- Znakomicie. Przejdźmy więc do rozśpiewania - zobaczył minę mężczyzny i skinął na niego dłonią uspokajająco. - Nie oczekuję, że od razu będzie idealnie. Długa droga przed nami, więc nie stresuj się.
- Nie jestem zestresowany - zaprzeczył Philip niezadowolony.
- Oczywiście. - Isaiah uśmiechnął się półgębkiem.
Tak jak Kirillov myślał, nie było dobrze. Prawdę powiedziawszy było fatalnie, ale obaj mężczyźni byli zdeterminowani, by dążyć do postępu, co wróżyło dobrze na przyszłość.
- Musisz podeprzeć dźwięk. Otwórz szerzej usta. Szerzej! Wspaniale. Nie zaciskaj szczęki, to nic nie pomaga. Włóż w to więcej odwagi. Nie bój się dźwięku.
Po godzinie technicznych ćwiczeń kazał Philipowi usiąść i wypić swoją herbatę (co o dziwo posłusznie zrobił, chyba tylko dlatego, że był wykończony), a sam zajął się wyszukiwaniem odpowiednich etiud. Nie namyślając się długo wybrał te najprostsze standardy Vaccaia, przy których zaczyna się przygodę śpiewu klasycznego.
- Na razie pobawimy się tymi etiudami - powiedział, wstając ze swojego siedziska i podchodząc z zeszytem nut do Cerny'ego, pochylając się, by wskazać wybrany utwór. - Pierwsza jest na wyćwiczenie łączenia nut i trzymania oddechu, druga zaś skupia się na wyraźnym artykułowaniu poszczególnych głosek. Umiesz czytać nuty?
- Masz mnie w ogóle za muzyka? - odparł urażony Philip. Isaiah uniósł dłonie.
- Tylko się upewniam, nie ujmuję twojej wiedzy. Więc może przejdźmy do fortepianu i spróbujmy rozczytać fragment?
Philip nie miał większych problemów z czytaniem nut, dzięki czemu blondynowi kamień spadł z serca. Ostatecznie przeczytali obie etiudy do końca, a po lekcji Isaiah usadził mężczyznę w fotelu, samemu grzebiąc po półkach wypełnionych egzemplarzami nut i podręcznikami do teorii muzyki.
- Czego szukasz? - zainteresował się Cerny.
- Twojej pracy domowej - zdjął zakurzoną książeczkę i zajrzał do jej wnętrza. Uśmiechnął się, obracając na pięcie i podając wokaliście przedmiot.
- Tu są wszystkie określenia muzyczne wraz z wyjaśnieniami. Twoje zadanie to wyszukać te, które znajdują się w etiudach i nauczyć się, które co oznaczają.
- Mówisz poważnie? - spytał niedowierzający Philip. Kirillov pokiwał głową.
- Całkowicie. Inaczej jedynka do dziennika. Nieprzygotowań nie przyjmuję. Jeszcze jedną herbatkę?
Cerny przytaknął.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: The Art of Vienna   

Powrót do góry Go down
 
The Art of Vienna
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: