IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Don't lose your mind

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Don't lose your mind   Pon Sty 02, 2017 7:15 pm

+
Czyli @Suicide i @ Ivan jako nieokreślony płciowo, najniewinniejszy na świecie wróżek i grzesznie pociągający wampir, przy którym nawet zimny głaz rozłożyłby nogi.




Jedno z przyjemniejszych miejsc w Nantes, to nic, że w średnio bezpiecznej okolicy. Pub znajduje się bliżej obrzeża miasta niż centrum i, z ręką na sercu, nie jest zbyt popularny. To raczej miejsce, w którym gromadzą się stali klienci i przyjezdni, którym jeszcze chce się przejść wzdłuż uliczek i nie utknąć w pierwszym lepszym barze po drodze.

Wokół znajduje się mnóstwo ciemnych, nieoświetlonych uliczek i nieciekawych zaułków, okolica nie zachęca do zwiedzania, jednak sam pub jest dokładnie i porządnie oświetlony, i zachęca do wstąpienia na chłodne piwo i dania z różnych stron świata. Owszem, kuchnia serwuje nie tylko irlandzkie dania!

Długi i mocno oświetlony bar z mnóstwem przeróżnych alkoholi znajduje się w samym centrum wnętrza. Ściany ozdobione są przeróżnymi naklejkami, tablicami, dyplomami, galeriami i krótkimi legendami w różnych językach. Trzy różnej wielkości pomieszczenia urządzone są w przyjemnym i swojskim stylu; zamiast krzeseł - kanapy i miękkie fotele plus w bonusie obsługa znajdująca się przy kliencie zanim ten zdoła wstać lub zgoła o tym pomyśli.
To miejsce, w którym szefostwo doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że klientela, to nie tylko zwyczajni śmiertelnicy, wobec czego każdy wyskok jest tłumiony u źródła. Lepiej tutaj nie polować i nie szukać zwady, bo za maską uprzejmości i serdeczności kryje się... cóż. Ekscentryczny właściciel, który nie raz i nie dwa zbrudził sobie ręce. Miejsce to zwłaszcza upodobały sobie elfy oraz wróżki z tego względu, że pomimo okolicy, bywa tutaj niewiele niebezpiecznych ras.
Pub czynny w godzinach 15.00 - 6.00 (godzina wynoszenia za próg zwłok)
Można palić.


— — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — — —


Fabian ziewnął mało dyskretnie rozglądając się po wnętrzu pubu. Był zwyczajnie znudzony i to nie tylko dlatego, że od kilku tygodni było tutaj zwyczajnie nudno. Najwyraźniej mieszkańcy Nantes woleli spędzać wieczory na świeżym powietrzu niż w dusznym, zadymionym miejscu pełnym hałaśliwej muzyki i zachowujących się mało cicho klientów. W tej chwili żałował, że odrzucił propozycję wzięcia jakiegoś wolnego, mimo że spokojnie mógł je sobie zrobić; jakoś nie uśmiechało mu się siedzenie teraz w mieszkaniu. Trochę go nosiło.
Kawa w połączeniu z ciemnym piwem nie była czymś, co Fabian powinien pić zwłaszcza na początku dnia pracy, ale miał to gdzieś. Z doświadczenia wiedział, że im bliżej północy, tym mniej kontaktujący są klienci. Już nawet nie zwracał uwagi na gwizdy i czasami chamskie odzywki, lecące, o ironio, z ust śmiertelników. Elfy, wróżki i inne dziwne stworzenia były dużo bardziej eleganckie i ciche, na przestrzeni kilku lat Fabian nauczył się ich bezbłędnie rozpoznawać. I nie było to wcale trudne.

Niezbyt delikatnie rzucił tacę na półkę i skierował się na zaplecze, by wygrzebać z kieszeni skórzanej kurtki swoje ulubione czekoladowe papierosy. Nie miał najlepszego humoru i poważnie zaczynał zastanawiać się nad wolnym. Jakiś mało przyjemny klient klepnął go w tyłek rzucając rubaszną uwagę, że w takim miejscu kelnerzy powinni nosić kilt. Odwdzięczył mu się skiśniętym mlekiem do kawy, ale i tak niesmak pozostał.
Fabian czmychnął na tył zupełnie niezauważony i zakamuflował się w zaułku tuz za budynkiem. Z nieba leciała drobna mżawka, co jedynie pogorszyło mu nastrój i nawet papieros nie zdołał mu go poprawić.

Odkąd nie było Fabienne, czuł się okropnie samotny. Wszyscy byli nudni i nieciekawi i irytowali go. Ponadto nie mógł się pozbyć jakiegoś dziwnego uczucia niepokoju, które nie  opuszczało go od dłuższego czasu, a ku któremu nie miał absolutnie żadnych podstaw. Ale nawet pozostali kelnerzy zwrócili uwagę na to, że Clermont w ostatnim czasie jest bardziej nerwowy niż zwykle. Nie umiał tego wyjaśnić. Dziwne wrażenie bycia obserwowanym i podejrzliwe spojrzenia rzucane każdemu napotkanemu przechodniowi…
Miał chyba za mało prawdziwych problemów, skoro przejmował się podobnymi rzeczami.
…Ale na wszelki wypadek stał plecami do ściany, by uniknąć sytuacji, gdy ktoś stanąłby za nim.

Dopalił papierosa i rzucił namoknięty od deszczu niedopałek gdzieś w okolice wielkich śmietników. Na samą myśl, że czekało go jeszcze co najmniej siedem godzin użerania się z podpitymi klientami, dostawał białej gorączki. A wcale nie było gorzej niż zazwyczaj.
Wszedł do środka przeczesując palcami wilgotne włosy i sprawnym ruchem spiął je gumką ściągniętą z nadgarstka, układając je w niedbałego kucyka.
— Gdzie się plączesz, Fabian? Alec musiał obsłużyć Twój stolik, bo nie mógł cię znaleźć — Clermont wzruszył jedynie ramionami na uwagę jednego z kelnerów i powstrzymał cisnącą się uwagę o tym, ileż to razy on sam obsługiwał stoliki dla kogoś.
Od dłuższego czasu nie miał żadnego kontaktu z Fabienne i odrobinę go to niepokoiło. W ogóle nie wyczuwał jej obecności, ale w chwili, gdy wyszedł  z zaplecza poczuł lodowaty dreszcz. Niepokojące o tyle, że było całkiem ciepło. To będzie naprawdę długa noc…



Nicholas był na nogach już od wielu godzin, a mimo to nie czuł przesadnego zmęczenia. Dzień upłynął mu na pracy w studio i na jeździe konnej, a wieczorem musiał udzielić wywiadu w związku ze zbliżającą się gonitwą. Idąc teraz ciemną uliczką, zdziwił się, gdy w jednej z szyb ujrzał swoje odbicie, z goła nieprzypominające człowieka, którym jest na co dzień. Zatrzymał się na chwilę i zmarszczył brwi przyglądając się dojrzałemu mężczyźnie z kilkoma niewinnymi zmarszczkami na twarzy. Dopiero po dłuższej chwili przypomniał sobie, że nie wrócił do swojego wyglądu po udzielonym wywiadzie. Nim zdążył zorientować się, czy w pobliżu nikogo nie ma, uderzył dużą dłonią we własne czoło i z westchnieniem zrezygnowania wrócił do tej młodszej postaci.
- Znacznie lepiej - mruknął pod nosem, uśmiechając się lekko, nawet rozbawiony swoim roztargnieniem. Dłonią odgarnął z twarzy przydługie włosy i chowając dłonie w kieszenie luźnych spodni, ruszył dalej przed siebie. Przez długi czas nie spotkał ani jednej żywej duszy. Dopiero po kilku minutach bezcelowego spaceru w poszukiwaniu jakiegoś przyjemnego lokalu, którego jeszcze nie poznał, ujrzał poruszenie. Wygląda na to, że odnalazł cywilizację. Okolica, w której znajdował się Nicholas może nie wydawała się szczególnie zachęcająca, jednak mężczyzna w ciągu swego długiego życia odwiedzał dużo gorsze miejsca i wcale go one nie zniechęcały. Nie przeszkadzał mu zgiełk miasta, ale i na te spokojniejsze tereny wcale nie narzekał. Po męczącym dniu uznał, że przyda mu się chwila odpoczynku przy szklaneczce whisky i to niekoniecznie w jakimś głośnym, brudnym barze, z którymi zazwyczaj miał do czynienia. Tylko czy tutaj znajdzie coś zasługującego na odrobinę jego uwagi.
Z lekko znudzoną miną posuwał się na przód, przeklinając chłodny wiatr, który sprawiał, że włosy przysłaniały mu większość świata. Przemierzając uliczki wypełnione przeróżnymi spelunami, poczuł się nieco nieswojo. Miał wrażenie, że niewielu takich jak on zapuszcza się w to miejsce. Ale Nicholas nie byłby sobą, gdyby odszedł tylko dlatego, że komuś może nie pasować jego obecność. Przede wszystkim nie mógłby dopuścić do siebie takiej możliwości, w związku z czym rozwiał swoje wątpliwości nim jeszcze na dobre zdążyły się pojawić i dziarskim krokiem szedł dalej.
W końcu w jego oczy rzucił się oświetlony lokal, przy którym przystanął, rozważając wejście do środka. Nie zastanawiał się zbyt długo, gdyż nic lepszego do tej pory nie znalazł, a był już znużony ciągłym szukaniem. Przekroczył próg lokalu, odgarniając przy okazji włosy, dzięki czemu w końcu mógł normalnie widzieć. Jego oczy już od progu skierowały się na stojący w centrum bar, lecz zamiast zawiesić się na nim dłużej, Nicholas przeniósł wzrok na chłopaka stojącego za nim. Jego twarz przyozdobił lekki, charakterystyczny uśmieszek, gdy oczy szybko, lecz wystarczająco dokładnie zbadały postać pracownika. Bez wahania podążył w jego stronę, nie odrywając spojrzenia złotych tęczówek. Właściwie nawet nie pomyślał o tym, by ocenić wygląd wnętrza, czy choćby innych kelnerów. Ten jeden w dziwny sposób go przyciągał. Wyróżniał się na tle innych i Nicholas nie tylko to widział, ale również w jakimś sensie czuł. Zapragnął z bliska przyjrzeć się tej intrygującej postaci, więc pewnym krokiem podszedł do baru, swobodnie siadając na krześle i oparł łokcie o blat, wbijając nachalny wzrok w białowłosego.
- Whisky z colą. - Była to standardowa formułka Nicholasa, gdyż jeśli chodzi o alkohol, pił głównie whisky, czasem dodając do niego właśnie colę. Uśmiech na jego twarzy pogłębił się, a oczy lekko zmrużyły, gdy dostrzegł wyraz strachu w postawie chłopaka. To sprawiło, że zainteresował się nim jeszcze bardziej. Spojrzenie złotych tęczówek w jednej chwili podążyło na częściowo odsłoniętą szyję nastolatka (a przynajmniej wyglądającego jak nastolatek), wyrażając pożądanie tego typu, który odczuwać mogą tylko wampiry. Po krótkiej chwili jednak, przeniósł wzrok z powrotem na twarz jasnowłosego, zastanawiając się czy ten przypadkiem zaraz nie ucieknie. - Boisz się czegoś? - zapytał półszeptem, uśmiechając się znacząco, zupełnie jakby dawał do zrozumienia, że wróżek słusznie się obawia. Spojrzenie jednak wyrażało pewną pobłażliwość i wydawało się raczej delikatne. W końcu Nicholas nie miał żadnych złych zamiarów. On po prostu lubi bawić się czyimś kosztem i chociaż nie rozumiał dlaczego kelner tak bardzo spiął się na jego widok, to bynajmniej mu to nie przeszkadzało. Jeśli już, trochę rozbawiło.


Nie zdążył się otrząsnąć ze swoich wrażeń, kiedy został wepchnięty za bar. Prychnął cicho i poprawił rękawy białej koszuli. Podwinął je do łokci i zupełnie zapominając, że ma przewiązany w pasie mało męski, biały fartuszek, wśliznął się za bar, by odciążyć nieco drugiego chłopaka, który nie radził sobie najlepiej. Fabian nie wróżył mu zbyt długiej kariery w tym miejscu; zarobki były zajebiste, zwłaszcza gdy klienci przestawali panować nad częstym sięganiem do portfela, ale stres jednak był i to dosyć spory.
Ruchem głowy wygonił młodego na zaplecze i zabrał się za swoją robotę. Uśmiechnął się pod nosem widząc zdumioną minę jakiegoś faceta. Wiedział, że ludzie zawsze się dziwili, że ktoś tak niepozorny dyryguje innymi, na pozór znacznie starszymi. Poza szefostwem nikt z personelu nie wiedział kim Fabian jest, przez co ten musiał się bardzo pilnować. Zwłaszcza by ktoś nieopacznie nie zdmuchnął go na drugi koniec baru.

Był zbyt zajęty, by dokładnie przypatrywać się każdemu nowoprzybyłemu, ale napięcie i lekkie zdenerwowanie widać było w lekko drżących dłoniach.
Na tego faceta patrzył od dłuższej chwili. Kątem oka obserwował wysoką sylwetkę poruszającą się z gracją niedostępną śmiertelnikom i jego zdenerwowanie znacznie wzrosło. Obsłużył poprzedniego klienta dając sobie odrobinę czasu. KurwacholernyAleciwszyscymogłemwziąćtenurlop. Cały czas miał poczucie bycia obserwowanym. Wręcz czuł spojrzenie prześlizgujące się po całej jego sylwetce. Taksujące i oceniające. Liczył na to, że ktoś go zmieni, ale oczywiście nic takiego się nie stało, dopiero tutaj przyszedł. Nie pozostało mu nic innego, jak tylko zbliżyć się do klienta w celu wykonania jego zamówienia.

Moment — Zaklął pod nosem zauważając, że nie ma pod ręką ani coli ani lodu. Obrócił się z gracją i niemal nie dotykając stopami podłogi  podbiegł do lodówki, by wyciągnąć niezbędne składniki. — Siedem euro — rzucił w przestrzeń dbając o to, by ograniczyć kontakt z mężczyzną jak najbardziej. Ale i tak jego uwadze nie umknęła przystojna, atrakcyjna twarz i wygięte w niebezpiecznym uśmiechu usta. Demon. Jak nic. Inkub, Upadły. Albo wampir. Hybryda. Żywiołak. Z pewnością nie wróżka i nie elf, oni nie posiadali tak agresywnie męskiej urody. To nie wróżyło dobrze.
Nie pożałował whisky, bynajmniej jednak nie z sympatii, po prostu ręka mu drgnęła i miał szczerą nadzieję, że facet zaniesie swój świetny tyłek gdzieś dalej; dzisiejszego wieczora, zapewne przez pogodę, nie było znów aż tylu klientów i znalazłoby się nawet kilka wolnych stolików.
Nie, czego miałbym się bać? — Fabian podniósł zdumione spojrzenie na nieznajomego przy okazji rozlewając colę. Ta uwaga wytrąciła go z równowagi bardziej niż wszystko inne, jego fobie i lęki zostały solidnie nakarmione, a wróżek, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy, przez moment wyglądał, jakby zobaczył ducha. Odchrząknął, zgrabnie starł napój z blatu i przygotowany alkohol podsunął ciemnowłosemu mężczyźnie siedzącemu przy barze. — Nie wiem, co było przyczyną pańskiej uwagi, ale nie wydaje mi się, bym miał się czego obawiać — Chłopak posłał mu uroczy uśmiech, jeden z tych, które otwierały szerzej kieszenie klientów i chcąc sobie udowodnić, że rzeczywiście to tylko jego własne urojenia, pochylił się lekko w jego stronę. — Czy życzy sobie pan czegoś jeszcze? — spytał grzecznie walcząc z pokusą rzucenia wszystkiego. Nieistotne kim był ten facet, w tej chwili był tylko klientem i nic poza tym, a Fabianowi nic nie groziło, a w razie jakichkolwiek kłopotów, natrętem zająłby się już szef. Dlaczego w ogóle rozważał tę kwestię, przecież nic mu nie groziło!
Zajebiście by było, jakby jego umysł to pojął, bo chwilowo jakoś się nie zapowiadało. Westchnął i odsunął się, jasne włosy opadły mu na twarz zakrywając ją częściowo. Boże, a koleś wciąż się w niego wpatrywał. Nie żeby Fabian nie przywykł do spojrzeń nieznajomych. Zachwyt, niesmak, niechęć, podziw, do tego wszystkiego przywykł, to spojrzenie jednak przedstawiało coś innego, coś, o czym wróżek zupełnie nie miał pojęcia, a przez co kompletnie nie mógł się pozbierać.
Jeśli wolno, chciałbym zasugerować panu jakąś przekąskę albo kolację — wyrecytował z najbardziej uroczym i zarazem sztucznym uśmiechem świata, bo miał zwyczajnie nadzieję, że podczas składania zamówienia w kuchni, uda mu się czmychnąć i wkopać za bar kogokolwiek innego.


Naturalnie Nicholas ani myślał ułatwiać chłopakowi cokolwiek. Czuł jego obawy i chęć czmychnięcia gdzieś daleko, a przez to nasunęły mu się pewne wnioski. Słodki kelner musiał mieć świadomość tego, że w tym jednym kliencie czai się coś niebezpiecznego. Oznaczało to, że musiał wiedzieć o rasie Nicholasa. O tym, że mężczyzna nie jest człowiekiem. Skoro tak, sam białowłosy zapewne również nim nie był. Wampir w pierwszej chwili zapragnął to sprawdzić, używając swojej mocy telepatii. Na słabej, ludzkiej istocie zadziałałaby bez problemu. Na kimś innym już niekoniecznie. Powstrzymał się jednak, nie widząc większego sensu w zużywaniu cennych sił na takie głupoty. Obstawił więc, że chłopak, jeśli nie jest człowiekiem, musi być elfem albo wróżkiem, bo jaka inna rasa otoczona byłaby tak charakterystyczną aurą? No, mógłby jeszcze robić za jakiegoś aniołka, ale ta opcja wydała się Nickowi mniej prawdopodobna. Uwadze mężczyzny nie umknęły bezszelestne kroki jakie wykonywał jego uroczy barman, co jeszcze bardziej utwierdziło go w swych przekonaniach. Czuł, że dobrze zrobił, iż zatrzymał się akurat w tym lokalu. Drobna sylwetka w niebywały sposób go zaintrygowała.
Obserwując chłopaka z wyjątkowym rozbawieniem, oparł podbródek na jednej z dłoni, ukrywając tym samym uśmiech, którego nie potrafił stłamsić. Unikanie wzroku Nicholasa i trzymanie się od niego z daleka przez kelnera, było aż nader widoczne dla mężczyzny, którego coraz bardziej korciło, aby trochę bardziej ponękać chłopaka. Wolną dłonią wyjął z tylnej kieszeni spodni zmiętoszone dziesięć euro, kładąc je na blat przed sobą i wciąż wodził wzrokiem za krzątającym się chłopakiem.
Nie potrafił powstrzymać mało dyskretnego prychnięcia spod długich palców, gdy białowłosy zadał przepełnione zdziwieniem pytanie, jednocześnie rozlewając napój. Nicholas dostrzegł również jak wiele alkoholu znalazło się w szklance i wątpił, by było to spowodowane hojnością barmana. Pogłaskał się lekko po brodzie, zabierając w końcu dłoń i chwytając w nią podaną szklankę.
- To dobrze - mruknął, próbując zajrzeć w błyszczące oczy chłopaka i upił łyk mocnego, jak zawsze pysznego drinka. - Musiało mi się wydawać - dodał z tym samym wymownym uśmieszkiem, a w jego oczach wyraźnie odznaczały się iskierki rozbawienia. Białowłosy chyba na przekór sobie w końcu przestał unikać Nicholasa i zbliżył się, okazując należyte jego posadzie zainteresowanie.
- Tak. Popielniczkę. - Wampir uparcie patrzył w piękne oczy wróżka i czekając na spełnienie życzenia, wyjął z kieszeni paczkę fajek z zapalniczką, odpalając jednego z nich. Liczył na to, że zajmując sobie czymś usta, uniknie śmiechu, który się na nie cisnął.
Gdy barman znów się odezwał, proponując coś do jedzenia, spojrzenie i wyraz twarzy Nicholasa uległy zmianie. Intensywne spojrzenie złotych oczu zatrzymało się na jasnej skórze szyi, w której ten niemalże dostrzegał pulsującą tętnicę. Dwuznaczny uśmiech i przymrużone oczy świadczyły o tym, że przez kolację Nicholas rozumie zupełnie co innego, niż miał na myśli chłopak.
- Zabrzmiało jak zaproszenie - mruknął z tym samym uśmiechem, wypuszczając z ust gryzący dym mocnego papierosa. Upił kolejny łyk trunku, powoli przenosząc spojrzenie na delikatną twarz. Zrobił się dziwnie głodny, chociaż wcale nie tak dawno się pożywiał. Miał nieodparte wrażenie, że krew tego uroczego, pociągającego kelnera ma bardzo dobry smak. Chciał się o tym przekonać. Ale jeszcze nie teraz. Zastanawiał go strach białowłosego. W końcu Nicholas na pewno nie jest pierwszym wampirem, z którym ma do czynienia chłopak, a jednak spina się jakby miał przed sobą jakiegoś strasznego potwora. A przecież to, że ktoś jest niewinnym krwiopijcą, wcale nie znaczy, że rzuca się na wszystko co się rusza. Chociaż na tego słodkiego chłopaczka, Nicko bardzo chętnie by się rzucił...


Fabian potrafił wyczuć różne rzeczy. Nie musiał posiadać do tego jakichś specjalnych zdolności czy mocy. Może po prostu był dobrym obserwatorem. Albo zwyczajnie, zdołał wykształcić sobie porządny instynkt samozachowawczy i wyczuwał, kiedy powinien uciekać. No właśnie... powinien. Nie oznaczało to jednak, że pomimo ukradkowych spojrzeń rzucanych w stronę kolegów kelnerów, rzuci wszystko i zwieje. Nie. Mimo wszystko kiepsko mu wychodziło uciekanie i z namiętnym masochizmem pchał się dokładnie tam, skąd powinien wiać.
Mężczyzna przy barze intrygował go; Fabian był koneserem piękna i ciągnęło go do atrakcyjnych istot. A ten tutaj był więcej niż atrakcyjny; jeśliby zechciał, z pewnością miałby każdego. No nie, nie Fabiana przecież, każdego oprócz niego. On był na to zbyt wycofany i ślepy. I zbyt zajebisty, by ulegać głupim sztuczkom. Nie był swoją siostrą, która lepiła się ufnie do każdego nieźle wyglądającego faceta.
Cóż. Być może przesadzał ze swoją  nieufnością, ale przynajmniej jeszcze żył. To nie taka znów wysoka cena.

Wzruszeniem ramion skwitował odpowiedź. Wydawało mu się... więc po cholerę w ogóle się odzywał? Wróżek ugryzł się w język co prawda, by nie palnąć tego na głos, ale nie zamierzał robić nic ponadto. Sprawnie wydał resztę uśmiechając się słodko i odrobinę bezczelnie, rzucił monety na blat i patrzył jak się po nim turlają. Wolał przeprosić i potem wybierać je z przerw między płytkami niż w jakikolwiek sposób narazić się na najmniejszy kontakt fizyczny.
Bez słowa zniknął na moment na zapleczu i wrócił z popielniczką, pod ręką nie miał żadnej. I znów poczuł się nieswojo, tym razem wyłapał cel złotych tęczówek i przez moment nawet nie oddychał ze zdenerwowania.
Wampir.
Kurwa, wampir jak nic. Fabian zacisnął wargi i zasłonił włosami swoją szyję niby przypadkowym ruchem. I dopiero po dłuższej chwili wypuścił powietrze.

Zaproszenie? Nie. Propozycja — to wcale nie brzmiało bezpieczniej. Chłopak odkaszlnął pod wpływem dymu, który poleciał prosto na jego twarz, ale nic nie powiedział. Pożałował, że przed chwilą wyszedł na przerwę, bo chętnie by sobie również zapalił, byle znaleźć cel dla swoich rąk. — Każdemu proponujemy przekąski do alkoholu — Przywołał faceta do rzeczywistości, dając mu do zrozumienia, że nie jest nikim szczególnym. Nieważne jakiej rasy był i po co tutaj przyszedł, Fabian zamierzał zadbać, by dostał najlepsze drinki i tyle.
Na moment zniknął mu z oczu, by obsłużyć kolejnego klienta, którego obdarował dla odmiany zupełnie szczerym i flirtującym uśmiechem. Ten puścił mu oczko i zaprosił do stolika w głębi sali, jeśli tylko znajdzie chwilę.

Przez cały czas miał poczucie bycia obserwowanym, sam zresztą również zerkał w stronę mężczyzny co jakiś czas. Tak, wciąż tam był i wciąż wyglądał nieźle. Fabian westchnął i strzelił szyją powracając do niego. Nie miał zbyt wiele do roboty, wyciągnął papierosa i odpalił. Mało profesjonalnie, ale tutaj wszyscy palili. Jedna z niewielu knajp, w których jeszcze wolno było to robić wewnątrz.
Mogę, nie? — raczej stwierdził niż zapytał i wyciągnął smukłą dłoń po popielniczkę, którą przysunął w swoją stronę. Za wszelką cenę nie zamierzał pokazywać strachu. Ale ten był, trochę zbyt mocno nim kierował, Fabian wyraźnie się denerwował. Wspomnienie siostry zbyt mocno mu w tej chwili bruździło, a nie miał przecież żadnych podstaw, by kogokolwiek oskarżać o jej śmierć.
Chłopak syknął i porwał rękę zbyt gwałtownie. Potrącił szklankę z alkoholem, a ta, niestety podążając za prawami fizyki, wywróciła się i zsunęła z blatu rozbijając się. Na moment zrobiło się cicho, a Fabian zamarł z ręką tuż nad kilkoma kawałkami szkła.
Skaleczyłby się.

Przepraszam — uśmiechnął się bezczelnie jakby zdał sobie sprawę, że jeśli facet rzeczywiście jest wampirem, ucieszyłby się, gdyby zacisnął ręce na rozbitym szkle. Nie ma łatwo.


Uśmiechnął się lekko, kiedy dojrzał jak białe włosy opadają kaskadą na szyję, na której zawiesił swój wzrok. Ktoś inny faktycznie mógłby pomyśleć, że gest ten był zupełnie przypadkowy i niekontrolowany. Ale Nicholas był zbyt pewien silnych obaw kelnera, by uwierzyć, że ten nie zauważył jego wzroku na swojej szyi. Czuł jego strach. W końcu był drapieżnikiem, a każdy drapieżnik korzysta z instynktów, które reagują szczególnie intensywnie na szybkie bicie serca ich ofiar. Phoenix nie rozumiał tylko skąd ta obawa się wzięła. Wiedział, że nie wygląda może zbyt sympatycznie, ale nie wydawało mu się, by odstraszał swoim wyglądem do tego stopnia. Szczególnie, że uważał się za całkiem przystojnego osobnika. W pewnej chwili zaczął się nawet zastanawiać, czy może nie spotkał kiedyś tej słodkiej istoty. Może wyrządził mu dawniej jakąś krzywdę?
Zamyślił się lekko, patrząc na oblicze chłopaka. Za nic jednak nie mógł skojarzyć sobie jego twarzy, a ponieważ miał nieprzeciętnie dobrą pamięć, nie sądził, by coś mogło mu umknąć. Więc może powinien uznać, że młodzieniec jest zwyczajnie strachliwy? Ale przecież bojąc się wszystkich wkoło nie wybrałby pracy, w której ma nieustanną styczność z ludźmi. Z zamyślenia wyrwał go przyjemny, choć niewątpliwie dość oschły głos.
- Przekąski do alkoholu... - niemalże wymruczał, powtarzając słowa wypowiedziane przed chwilą przez chłopaka. Taksujący wzrok i wymowny uśmiech sprawiały, ze to samo zdanie w ustach Nicholasa nabierało zupełnie innego sensu. Wciąż prowadził swoją małą grę, a jego rozmówca nie miał jak się z niej wyplątać. Jakkolwiek nie będzie mówił o jedzeniu, Nicholas nada tej prostej czynności fizjologicznej głębsze znaczenie. Jego spojrzenie jasno mówiło o czym, a raczej o kim myśli, słysząc "przekąska". Ale to nie tak, że faktycznie nie potrafił myśleć o niczym innym niż krew i obiekty, które ją posiadają. Jego po prostu coraz bardziej bawił młody pracownik. Zresztą, Nicholas nie potrafiłby przejść obojętnie obok strachu chłopaka i się trochę nie podroczyć.
Gdy kelner odszedł by obsłużyć innych, Nicholas wciąż wodził za nim wzrokiem, popijając drinka. Mocno przypadła mu do gustu ładna sylwetka chłopaka, którą w końcu mógł ujrzeć w pełnej krasie, a nie od pasa w górę. Właściwie było w tej sylwetce coś dziewczęcego. Ale wciąż pociągał i to wyjątkowo mocno. Nicholas nie mógł odgonić od siebie wyobrażeń tego, jak chwyta chłopaka, zgina w pół i bierze tu, na tym barze, do którego właśnie wrócił. Jego wzrok odzwierciedlał to nagłe pożądanie. Pragnął pochwycić go w swoje ręce i dać nauczkę za to, że tak kokietuje innych. Niegrzeczny chłopiec... A jednak jego traktował inaczej. Z dystansem. To było aż nader widoczne.
- Możesz - potwierdził, słysząc krótkie pytanie, na które blondyn raczej nie spodziewał się odpowiedzi. Nicholas mimo to, od niechcenia jej udzielił. Sam właśnie dopalił swojego papierosa i wrzucając kiep do popielniczki, odstąpił ją barmanowi. Przypomniał sobie o monetach, które wciąż niedbale leżały na blacie, rzucone wcześniej tam przez chłopaka. Zebrał je i schował do kieszeni. Miał pieniądze, więc zazwyczaj zostawiał całkiem spore napiwki w lokalach, które odwiedzał, jednak w jego mniemaniu słodki chłopaczek jak na razie nie zasłużył na nic takiego. Choć za samą, miłą dla oka urodę, mógłby mu sypnąć co nieco.  
Porzucając zainteresowanie pieniędzmi, właśnie sięgał po szklankę z drinkiem, gdy ta dość nieoczekiwanie została strącona z blatu, rozsypując się na niezliczoną ilość kawałków. Nicholas uniósł brew widząc płyn rozlewający się swobodnie po drewnianej powierzchni. Na jego usta po chwili znów wstąpił drwiący uśmiech, a wzrok przeniósł się na przepraszającego barmana. Wcale nie wyglądał, jakby przepełniała go skrucha.
- Jesteś strasznie niezdarny jak na kelnera - odparł z wyrazem politowania na twarzy i przeniósł spojrzenie na dłoń chłopaka, wciąż spoczywającą nad tym, co zostało ze szklanki. - Nie skaleczyłeś się? - Oczywiście, że nie. Nicholas natychmiast poczułby krew spływającą po delikatnych dłoniach. A jednak, z udawaną troską, szybkim ruchem pochwycił w swoją dłoń tą mniejszą, delikatniejszą i wyjątkowo lekką. Wróżek.
Jego uchwyt był mocny i w jakiś sposób ostrzegawczy. Zajrzał w jasne oczy uśmiechając się drapieżnie. Wiedział, że chłopak cały czas unikał kontaktu i przede wszystkim nie chciał, by wampir w jakikolwiek sposób go dotykał. Ale Nicholas uwielbiał czynić na przekór. Jego zimna dłoń obejmowała delikatny nadgarstek chłopaka, niemal całkowicie pokrywając niewielką rączkę. Niewielką w porównaniu do tej Nicholasa. Czuł jego puls aż nazbyt wyraźnie. Robił się coraz bardziej głodny.
- Szkoda byłoby takich delikatnych dłoni - mruknął, poluźniając uścisk i przesuwając palcami po gładkiej skórze. Korciło go, by ją przeciąć. Wystarczył jeden ruch. Ale jako ponad stuletni wampir potrafił panować nad swoimi żądzami i pragnieniami, więc nie poczynił żadnych dalszych kroków. Uśmiechając się w ten charakterystyczny sposób, spokojnie czekał na reakcję wróżka.


Uwaga mężczyzny tylko napędzała strach Fabiana. Gdyby nie zwracał na niego uwagi, wszystko byłoby w porządku, wróżek by się nie zapętlił w swoich lękach, obsłużyłby go radośnie i poleciał zabawiać innych swoim towarzystwem. Ale to ciężkie, dziwne spojrzenie złotych tęczówek nie dawało mu spokoju. Brunet wyglądał jakby czegoś od niego chciał, a chłopak nie miał pojęcia cóż to może takiego być. Choć po spojrzeniu wbitym we własną szyję miał pewne podejrzenia. Potrząsnął głową przekonany, że zasłanianie się włosami w jakikolwiek sposób mu pomoże.
I ten gardłowy, przyjemny ton. Nie, kompletnie go to nie brało. Przynajmniej taką miał nadzieję, a już z pewnością miał zamiar głęboko w to wierzyć. Nie mógł przecież dać się zwieść istocie jego pokroju. Nie zamierzał skończyć jak Fabienne. Nie, nie i nie.
A jednak nie odszedł od baru, nie poprosił o zmianę, tylko pochylił się w stronę nieznajomego i zaciągnął papierosem z wyraźną przyjemnością. Podjął jego niezrozumiałą grę, mimo strachu i niepokoju wierząc, że drewniany, szeroki blat i otwarte na zaplecze drzwi będą w razie problemów wystarczającą ochroną.
Przez chwilę nawet miał ochotę podjąć niezobowiązujący flirt i zasłużyć na porządny napiwek, jednak zbita szklanka rozwiała jego nadzieje.
Zazwyczaj mi się to nie zdarza — wykonał ruch z zamiarem sięgnięcia po ścierkę, ale nagle jego dłoń znalazła się w objęciach większej. Fabian poczuł, jak w środku coś nim szarpnęło i niemalże wstrzymał oddech. Wpatrywał się to w mężczyznę, to w jego dłoń. Dużą, męską, chłodną. Nie zimną, a po prostu chłodną na tyle, by wróżkowi zrobiło się zimno. — Nie. — stwierdził sucho i zacisnął szczęki — Nic mi nie jest — Fabian miał wrażenie, że sklecenie tego krótkiego komunikatu zabrało mu wieczność, ale zdołał się odrobinę ogarnąć.
Dotyk był zadziwiająco przyjemny, a pozorny chłód szybko zniknął. A on sam jakoś nie kwapił się to tego, by zabrać rękę, przez co kilku klientów zaczynało zerkać na nich z głupawymi i ciekawskimi uśmieszkami.
Nic mi nie jest, proszę pana — powtórzył i speszył się lekko uświadomiwszy sobie, że od ładnych kilku minut obserwuje złączone dłonie. Uniósł wzrok na mężczyznę i uśmiechnął się z zakłopotaniem, które w obecnej sytuacji było całkowicie na miejscu — Naprawdę przepraszam za to zamieszanie — przełknął ślinę i gwałtownie szarpnął ręką zabierając ją i być może samemu raniąc wampirzą skórę idealnymi paznokciami. Zaczynało robić się naprawdę dziwnie, a Fabian, niestety, był znacznie bardziej rozkojarzony i rozstrojony niż przypuszczał.
Jego ruchy były dokładnie przemyślane; rozbite szkło zniknęło w ułamku sekundy, pozornie zmiecione do kubełka, jednak trwało to zbyt krótko, by mogło obejmować użycie miotełki i ściereczki. Fabian wiedział co robi i na pewno nie zamierzał po raz kolejny pozwolić na choćby najmniejszy kontakt fizyczny. Miał nadzieję, że mężczyzna szybko się zniechęci, po prawdzie nie obchodziło go, czy jego ofiarą padnie jakiś klient. Nim i jego siostrą również nikt się nie przejmował. Przywykł już do tego, że musi zająć się sobą sam. Fabienne nie mógł już pomóc.
Sięgnął po nową szklankę i zrobił kolejnego drinka, równie mocnego, co poprzedni. Kusiło go, by dorzucić do alkoholu coś jeszcze, ale nie ryzykował bycia przyłapanym, choć mógł użyć do tego swoich mocy. Zgrabnym ruchem położył szkło przed wampirem.
Na mój koszt — powiedział słodko na wszelki wypadek szybko porywając rękę z zasięgu jakiegokolwiek gestu. — Czy mogę jeszcze w czymś pomóc? — lekko zmrużył oczy i zaśmiał się — Kolega mnie zmieni, żebym nie rozlał panu kolejnego drinka — tak, to był najlepszy sposób. Fabian i tak wiedział, że długo tego mężczyzny nie wyrzuci z głowy, jednak wolał myśleć o nim… z daleka, nienarażony na bezpośredni kontakt. Bezpieczna opcja.
Zabrał z popielniczki swojego papierosa, którego przed całym tym zamieszaniem zdążył tam odłożyć. Niewiele go zostało, ale wystarczająco, by jeszcze raz mógł się zaciągnąć. Kłąb dymu zawisł między nim a domniemanym wampirem, więc Fabian bez zastanowienia dmuchnął, by go rozpędzić. — Jeśli zmieni pan zdanie co do przekąsek, mój kolega pana obsłuży — dodał jeszcze spoglądając na niego wyczekująco, myślami będąc już po zupełnie innej stronie pomieszczenia.


Gdy kelner pomimo wyczuwalnego dla wampira strachu, nachylił się nad blatem robiąc to w sposób zupełnie swobodny, ten miał już wrażenie, że czeka go miły wieczór. Że słodki, jasnowłosy chłopak jednak był w stanie przemóc ten dziwny, niezrozumiały dla Nicholasa niepokój i się trochę rozluźnić. Uśmiechnął się dość wymownie, gdy usłyszał odpowiedź mężczyzny. Skoro zazwyczaj mu się to nie zdarza, znaczy, że musi się naprawdę mocno stresować. Nico nie sądził do tej pory, że wywołuje u innych tak negatywne wrażenie, ale miast posmutnieć na to odkrycie, tylko coraz szerzej się uśmiechał, odbierając to jako dobrą zabawę. Gdy duża dłoń objęła mniejszą, a Nicholas wyczuł jeszcze większe zdenerwowanie chłopaka, oczekiwał, że ten spróbuje wyrwać swą rękę, a może nawet przestanie nad sobą panować. Nic takiego jednak się nie stało. Mężczyzna zawiódł się, gdy napotkał jedynie nudną reakcję w postaci oschłej odpowiedzi. Zainteresowało go jednak to, że kelner ostatecznie zareagował zupełnie inaczej, niż ten się spodziewał. Nie tylko nie wyrywał ręki, ale spokojnie pozwalał ją obejmować, przypatrując się jedynie temu drobnemu gestowi.
Uśmiechnął się wręcz wyrozumiale, gdy chłopak zmienił swoje nastawienie i w przemiły sposób naprostował swoją odpowiedź, przy okazji ją rozwijając. Chciał odpowiedzieć, lecz został lekko zbity z tropu, gdy drobna dłoń gwałtownie wysunęła się spod palców Nicholasa, przy okazji lekko raniąc delikatną skórę. Złote tęczówki zatrzymały się na lekkim rozcięciu, z którego powoli zaczęła wypływać krew. Nim jednak pojedyncza kropelka zdążyła ulecieć i pobrudzić czystą skórę wampira, rana zgrabnie się zasklepiła. Nicholas więc nie zwrócił na to większej uwagi i znów przeniósł ją na młodego wróżka błąkającego się za barem. Uniósł brew, gdy dostrzegł jak szybko zostały uprzątnięte strzępki szkła. Zastanawiał się jakiej też umiejętności użył chłopak, lecz możliwości było tyle, że sobie darował. No dobra, może były dwie, albo trzy, ale Nicholas jest leniwy, taka jego dola.
Z lekkim, charakterystycznym uśmieszkiem, który ani na moment nie schodził z twarzy wampira, obserwował bacznym wzrokiem poczynania młodego chłopaka, który zajął się przyrządzaniem drugiego drinka.
 - Zdziwiłbym się, gdybym musiał za niego płacić... - mruknął w odpowiedzi, gdy znów została przed nim postawiona kolejna szklanka. Miał nadzieję, że tą nacieszy się nieco dłużej, aczkolwiek nie miałby nic przeciwko, gdyby uroczy młodzieniec znów rozbił szkło i tym razem choć lekko się zranił. Sam zapach krwi mówi o jej smaku. Nicholas wiedziałby chociaż, czy faktycznie warto zawracać sobie głowię chłopakiem. W końcu jest wybredny i nie lubi pożywiać się byle czym.
Nie zdziwił się, gdy białowłosy z dupy zaczął nawijać o innym kelnerze, który go zastąpi. Nicholas oczywiście nie chciał żadnego zastępstwa. Młody barman przypadł mu do gustu i choć nie wiedział czemu, pragnął poznać go nieco bliżej. Można by rzec, że wręcz dogłębnie. Przez chwilę zastanawiał się, czy go po prostu nie zatrzymać, lecz zrezygnował z tego pomysłu, gdyż wiedział, że jeśli znów zapragnie porozmawiać z uroczym pracownikiem, jego życzenie się spełni. Nawet jeśli druga strona niekoniecznie będzie tego pragnęła.
- W porządku. Odpocznij sobie, musisz być przemęczony. - Zaśmiał się już zupełnie wymownie, dając do zrozumienia, że sam w ogóle nie wierzy w to rzekome przemęczenie. Obydwoje wiedzieli, że białowłosego rozpraszał strach, tylko żaden z nich nie wypowiedział tego głośno. Cóż, Nicholas próbował. Był też pewien, że kelner wie o rasie Nicholasa i z jakiegoś powodu boi się wampirów. Albo brunetów. Albo wysokich ludzi. Albo w ogóle ludzi.
Po tej krótkiej radzie, chwycił w jedną dłoń przed chwilą zrobionego drinka, w drugą zaś popielniczkę i podążył do jednego z wolnych stolików, rozsiadając się tam wygodnie. Odpalił kolejnego papierosa, popijając whisky. Z daleka obserwował swój nowy obiekt zainteresowania, a w między czasie zamówił całą butelkę. Po obaleniu jej, wciąż nie był pijany, lecz uznał, że brakuje mu towarzystwa wróżka, za którym przez większość czasu czujnie wodził wzrokiem. Miał świadomość tego, że jasnowłosy nie podejdzie z własnej woli, więc bez zastanowienia użył wabienia. Młody barman nie miał wyjścia, jak tylko zjawić się szybciutko przy stoliku wampira. Nicholas uraczył młodego wprost uroczym uśmiechem, gdy ten znalazł się już blisko.
- Usiądź, jeśli nie masz co robić. Raczej niczego nie wylejesz, butelka jest pusta. - Faktycznie była pusta, tak samo jak szklanka wampira. Miał ochotę domówić coś jeszcze, jednak odłożył to na później. Miał nadzieję umilić sobie czas luźną rozmową ze swą przeuroczą, niedoszłą ofiarą.


Miał tupet. Fabian, z nieco naburmuszoną miną, obserwował domniemanego wampira starając się udawać, że jest w pełni zajęty swoimi sprawami i towarzystwo nie sprawia mu żadnych problemów. W zasadzie to był klient jak każdy inny, wróżek nie miał żadnych powodów do obaw, ale coś wewnątrz niebezpiecznie okazywało niepokój. Czuł, jak cos zaciska się wokół jego żołądka, a krew krąży gwałtowniej, niemal bolał go brzuch ze zdenerwowania. Sam nie wiedział, dlaczego reaguje  w taki sposób: choć w knajpie spotykały się najrozmaitsze rasy, to wciąż panowała niepisana zasada nieatakowania nikogo. Wszyscy pili ze wszystkimi, rasowe uprzedzenia pozostawiając za progiem. Nikt nie używał mocy i nikt nikomu nie groził. Był w bezpiecznym miejscu, a jednak miał ochotę zmienić się w swą miniaturkę i zniknąć w jakiejś szczelinie.
Nie rozumiał, skąd to zainteresowanie. W przypadku kogoś innego zapewne byłby zachwycony tym adorowaniem, kochał znajdować się w centrum zainteresowania i być podziwianym. Zagryzł mocno wargę.
Tak, przepraszam, to zmęczenie — odetchnął z wielką ulgą, kiedy okazało się, że mężczyzna wcale nie ma zamiaru go zatrzymywać. Za dużo sobie wyobraził, wampir pewnie nawet nie miał pojęcia z kim ma do czynienia, a jego ewentualne zainteresowanie wywołane było tylko i wyłącznie nieporadnością kelnera. Każdy na jego miejscu poświęciłby temu uwagę, nie było żadnego powodu, by Fabian panikował. A jednak, z jakichś niezrozumiałych powodów był roztrzęsiony. Panicznie bał się momentu w którym mogliby zostać sami, bał się nawet spojrzeć w chłodne oczy. Wampiry potrafiły hipnozą zamraczać, doskonale pamiętał żart Fabienne na ten temat. Odetchnął, kiedy mężczyzna zabrał alkohol i popielniczkę udając się do stolika. Nagle przestało mu się spieszyć, z szerokim uśmiechem obsłużył jeszcze kogoś zupełnie nieświadom, że mimo zwiększonego dystansu wciąż jest bacznie obserwowany.
Sam wampirowi nie poświęcał uwagi. Z przyjemnością, nawet jeśli w jego mniemaniu był najpiękniejszą istotą na świecie, zapomniał o jego istnieniu. Przynajmniej do momentu, gdy pojawiło się… coś.
Nadal się obawiał. Nadal go paraliżowało. A jednak w którymś momencie pojawiło się nieodparte pragnienie jego towarzystwa. Z początku objawiło się jako niewinne kłucie w którejś części mózgu, ale w miarę upływu czasu, Fabian nie był w stanie skupić się na niczym. Przed oczami miał doskonałą sylwetkę i błyszczące, pełne podziwu spojrzenie, strach gdzieś czmychnął, pozostała fascynacja.
Miał odpocząć i poszukać zmiennika. Owego znalazł, ale odpoczynek nie wchodził w grę, chyba że nagle miał miejsce przy stoliku wampira. Fabian nawet nie wiedział, w którym momencie pozbył się uroczego fartuszka, podwinął rękawy koszuli i znalazł się obok mężczyzny. Nie był w stanie poskładać myśli, ani odpowiedzieć sobie na pytanie „po co w ogóle tu przyszedł?”

Ja… — rozchylił usta i zamrugał wpatrując się w wampira zupełnie skołowany — Chyba miałem… — wskazał za siebie, zobaczył drugiego barmana i został zbity z tropu zupełnie. — Nie wiem… Mogę… Mogę odpocząć i… — W jednym momencie nagle jakby otrzeźwiał z transu. Kelnerska powinność mocno w niego wrosła, więc na słowa „pusta butelka” zareagował zupełnie odruchowo i niekoniecznie z namysłem – z dużą szybkością godną kogoś, dla kogo grawitacja po prostu nie istnieje, skoczył po butelkę whisky i postawił ją na stoliku przekonany, że tego właśnie od niego oczekiwano i idealnie wykonał swoje zadanie. Nie wiedział, dlaczego miał ochotę tutaj zostać, strach nie minął, został upchnięty gdzieś we wnętrzu jego jestestwa.
Nie był w stanie odmówić na propozycję, bo jego mózg zwyczajnie zapomniał słowa „nie”. Odwrócił się i runął na kanapę tuz obok wampira. Runął – normalnego śmiertelnika przestraszyła by ta gwałtowność, ot, ze zwykłej, ludzkiej uczynności – mogło mu się coś stać, gwałtowne uderzenie mogło go potłuc, ale nie. Dla Fabiana jakby grawitacja nie istniała – wylądował na siedzeniu błyskawicznie i w dodatku z niespodziewaną gracją już prawie w locie zakładając nogę na nogę. Zawsze był przecież idealny.
Uśmiechnął się do klienta i nie zwrócił uwagi na to, że przy swoich ekscesach przebił ząbkami dolną wargę, nawet nie z wierzchu, po prostu od wewnątrz! Któż by to zauważył, kiedy nawet kropelka nie ukazała się ciekawskim spojrzeniom?

Gotów jestem pomyśleć, że zaprasza pan do stolika każdego nieporadnego kelnera, który rozlał panu drinka, żeby go potem w jakimś zaułku ukaraćoch. Fabian nie zapanował nad swoim języczkiem. Popatrzył spłoszony na mężczyznę i odsunął się od niego absurdalnie wręcz daleko, co było o tyle zabawne, że kanapa wcale nie była aż taka znów szeroka. — Um… P-Przepraszam, ja chyba… po co ja tu przyszedłem? — Fabian, gdyby mógł, wtopiłby się w swoje siedzisko. Nie mógł opanować sowich myśli i pragnienia zostania przy mężczyźnie: wpatrywania się w niego, miał wręcz ochotę…
Nabrał powietrze do ust.
Chryste.
Myśli, które pojawiły się w głowie niewinnego Fabiana były najbardziej niestosownymi myślami w jego życiu i kolejne sekundy wróżek spędził na gorliwym modleniu się do wszystkich znanych sobie bóstw, by wampir okazał się wyjątkiem i nie umiał w telepatię.



Zachowanie młodzieńca z każdą chwilą coraz bardziej intrygowało Nicholasa. Był pewien, że niczego sobie nie ubzdurał i chłopak, mimo, że nigdy wcześniej się nie spotkali, tylko do niego ma jakieś uprzedzenia. Wystarczyło, by zabrał swoje cztery litery kilka metrów dalej, a jasnowłosy natychmiast się rozluźnił i widocznie uspokoił. Co więcej tak bardzo chciał iść na przerwę, a jednak znalazł siły, by obsłużyć jeszcze jednego klienta. Na dodatek zrobił to całkiem sprawnie, bez rozlewania czegokolwiek i rozbijania kolejnych szklanek. Z pięknym, sympatycznym uśmiechem. Nico szybko zapragnął poznać powód, dla którego podobny uśmiech nie może być kierowany do niego.A kiedy czegoś pragnie, zazwyczaj to dostaje.
Uśmiechał się lekko, zupełnie rozbrojony skonsternowaniem kelnera, który najwidoczniej zupełnie nie wiedział co się stało i dlaczego przyszedł do osoby, której przecież tak bardzo się obawia. Nicholasowi przeszło przez myśl, że to całkiem słodkie. Zabawne, może nawet śmieszne, ale jednocześnie urocze, a przede wszystkim satysfakcjonujące. Jakikolwiek jest powód tego, że w oczach dzieciaka uważany jest za kogoś gorszego, czy też kogoś, kogo lepiej unikać, Nicholas nie pozwoli spławić się tak łatwo. Tym bardziej, że jest klientem i przecież nie ma nic złego w tym, że życzy sobie obsługi akurat tego konkretnego pracownika. A po cóż strzępić język, skoro mógł i bez tego sprowadzić go do stolika oraz napawać się swoim sukcesem oraz słodkim skołowaniem wróżka.
Uniósł brew, gdy białowłosy zgrabnie i wyjątkowo szybko poleciał do baru po jeszcze jedną butelkę, która już za chwilę znalazła się przed oczami Nicholasa. Nie prosił o to, ale nie zamierzał narzekać, bowiem tak się składa, że chętnie wypije jeszcze jedną, tym razem w przyjemnym - miał nadzieję - towarzystwie. Przy okazji może uda mu się dowiedzieć kilku rzeczy, oraz bliżej poznać chłopaka. Jego uroda nie pozwoliłaby Nicholasowi przejść obojętnie obok niego, a jego silne poczucie estetyki nakazywało podziwiać tą buźkę dłużej i intensywniej. Swego rodzaju marnotrawstwem byłoby opuszczenie knajpy bez zamienienia kilku niezobowiązujących zdań z chłopakiem, szczególnie, że ten niebezpiecznie mocno Nickiego zainteresował.
- Dziękuję - mruknął, z tym samym lekkim i charakterystycznym dla niego uśmieszkiem, odnosząc się do przyniesionej przez chłopaka butelki. Z tym samym wyrazem twarzy obserwował jak zgrabnie jasnowłosy zajmuje miejsce obok niego. Nie był zdziwiony wielką gracją, charakterystyczną dla wróżków, a o tym, że kelner przynależy do tej rasy przekonany był w niemalże stu procentach. Szybko dotarł do jego nozdrzy zapach krwi. Słodki, niesamowicie przyjemny zapach, którego nos wampira nie był w stanie zignorować. Położywszy łokieć na stole, oparł brodę o dłoń, a palec wskazujący pozornie przypadkowym, swobodnym gestem ułożył pod nosem, by załagodzić odczuwalność intensywnej woni. Jego złote tęczówki poczęły uporczywie wpatrywać się w usta, z których dochodził zapach. Zrobił się naprawdę głodny.
Wsłuchiwał się w słowa jasnowłosego mrużąc oczy. Miał bujną wyobraźnię i niemal natychmiast po usłyszeniu o ciemnym zaułku, wyobraził sobie jak zaciąga do niego chłopaka, aby gwałtownie wkłuć się w smukłą szyjkę i skosztować trochę tej pięknie pachnącej, słodkiej cieczy. Taka wizja niebywale przypadła mu do gustu. Zapragnął wręcz natychmiast ją urealnić.
Zaśmiał się widząc jak drobne ciało spiernicza na brzeg kanapy, jakby to miało mu w czymś pomóc. Nie przejął się tym gwałtownym zachowaniem. Zamiast tego sięgnął po butelkę i ją otworzył. W międzyczasie nalewania trunku do szklanki, zaczepił drugiego kelnera, prosząc o przyniesienie jeszcze jednej dla jego słodkiego towarzysza. Nie obchodziło go specjalnie to, że ten był w pracy.
Uznał, że najwyższy czas przestać się droczyć.
- Nie bój się tak, nie gryzę - prychnął, przyjmując od kelnera drugą szklankę. Nalał do niej whisky i podsunął pod nos wróżka. - No dobrze, czasem. Zraniłeś się i jeszcze żyjesz, to chyba dobrze o mnie świadczy? - posłał chłopakowi litościwe spojrzenie i spokojnie napił się ze swojej szklanki. - Potrafię nad sobą panować - zapewnił z lekkim, niewinnym uśmiechem. - Pij, przyda ci się. - Był milszy, wyrażał i zachowywał się swobodnie, jednak jego wzrok się nie zmienił. Wciąż był chłodny, pełen dziwnego pożądania i w pewien sposób niebezpieczny. Przeszywał ciało wróżka, jakby zaraz miał je pochłonąć.


...Najgorsze w tym wszystkim było to, z choć przerażenie wciąż się w nim tliło, delikatnie powiedziane zresztą, to i tak nie był w stanie zmusić swoich kończyn do jakiegokolwiek ruchu. Zupełnie jakby ktoś omotał go niewidzialnymi łańcuchami i przykuł do tej nieszczęsnej kanapy, z którą od kilku minut bezskutecznie próbował się stopić w całość. Siedział więc będąc przy tym absolutnym kłębkiem nerwów, choć na zewnątrz jak zwykle pozostawał nienaganny i prezentujący stosowny dystans. Nawet jeśli w tej chwili wymagało to nadludzkiego wysiłku, zaś lekkie drganie szczęki i nerwowo zaciskane w pięści było niemal niezauważalne dla oczu niewprawnego śmiertelnika. Nie rozumiał, dlaczego do mężczyzny go ciągnęło, CO go do niego ciągnęło, skoro krwiopijców nienawidził każdym milimetrem swojego jestestwa. A typ siedzący obok byl wyjątkowo bezczelny i bynajmniej Fabian nie miał tu na myśli mało grzecznego przejścia na "ty", choć i to dość mocno go drażniło.
To, że wyglądał młodo nie było usprawiedliwieniem, za kulturą i dystansem względem siebie lubił się chować.
Trochę szkoda co prawda... Wróżkowi od dawna marzył się wielki, ognisty romans, mógłby się nawet skończyć źle, ale, kurde! Przeżyć coś takiego...! Stuknął palcami o wargi w geście lekkiego niezadowolenia i zniechęcenia. Że też wampir...
Bez słowa patrzył na drugiego kelnera, który bez żadnego skrępowania przyniósł szklankę i dla niego. Na Fabiana nie patrzył, zapewne nie miał ochoty na pełne wyniosłej pogardy spojrzenie, którym wróżek go piorunował. Zamiast więc paść trupem pod wpływem tego wzroku, beztrosko zostawił szkło dla kolegi po fachu. Gdyby nie wyuczona uprzejmość, ze słodkich usteczek jasnowłosego bluznęłaby istna lawina rynsztokowych słów, których nie powstydziłby się pospolity pijaczyna.
Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w duże dłonie wampira, a potem podniósł na niego wzrok i speszył się widząc, że tamten cały czas go obserwuje. Miał nadzieję, że na pergaminowo jasnej skórze nie wykwitły szkarłatne rumieńce. Nie dziwił się, że tyle ofiar ulegało tym czarcim pomiotom. Ale on nie zamierzał!
...W końcu mógł odejść w każdej chwili.
Ale nie odchodził. Nie potrafił. Zamiast tego okrył drobnymi dłońmi szklankę whisky i nie skomentował ani słowem tego, że urżnąłby się trzema łykami.
- Nie powinienem pić w czasie pracy - oznajmił cicho i jakby na przekór napił się.
Zwykle nie pijał tak mocnych trunków. Jedno mohito i zachowywał się jak nastolatka, która podkradła swój pierwszy alkohol z barku rodziców pod ich nieobecność. Skrzywił się więc i odkaszlnął czując palący alkohol w gardle.
- Mam panu dziękować, że jeszcze żyję? - wlepił w wampira olbrzymie ślepia i lekko rozchyliwszy usta oblizał je. - Bardzo przepraszam, ale nie dałbym się ugryźć, bez względu na to, jakich sztuczek pan by użył.
Odruchowo pociągnął kolejny, solidny łyk i atak kaszlu nasilił się. Miał drobne, niemal nic nie ważące ciało, był delikatny i nawet tak niewielka dawka alkoholu sprawiła, że przestał być na twarzy tak biały, a w głowie lekko mu się kręciło. Niemal czuł jak krew w jego żyłach pulsuje, a sam robił się... bardziej śmiały.
Rozmowa chyba nie była czymś, co mogłoby mu zaszkodzić...?
- Wiem, że jest pan wampirem. Przyszedł pan polować? - nachylił się do wampira i zadał pytanie konspiracyjnym szeptem. Następnie odskoczył i zakrył dłonią lekki uśmiech. - Boże, jak pan to może pić? - spytał po kolejnym łyku i skrzywił się niemiłosiernie.
Spieprzaj stąd, Fabian.
- Iii... skąd pan wie, że się zraniłem? - Fabian zrobil lekkiego zeza na swój nos i przygryzł wargę do krwi. Zlizał ją samym koniuszkiem języka i przez chwilę trzymał go wysuniętego. - Fo fef fan fuje? - wyseplenił i obdarował wampira pięknym uśmiechem, zarezerwowanym specjalnie na okoliczności flirtu.
...Alkohol naprawdę szybko uderzał mu do głowy. I przestał budzić niesmak, wręcz przeciwnie: strach zniknął zastąpiony przez ciekawość i lekkie podekscytowanie. Dawno nikt nie zwracał na niego uwagi, więc czuł się wspaniale. I jebać konsekwencje.
Opróżniwszy szklankę do połowy wyciągnął rękę po dolewkę. Ani mu przez myśl nie przeszło, że stąpa po cienkim lodzie.
...Na szczęście zakrwawiony język schował zaraz po prezentacji, więc, w jego mniemaniu, czuł się całkowicie bezpiecznie, bo przecież tak doskonale nad sobą panował.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Don't lose your mind   Pon Sty 02, 2017 7:15 pm


Uśmiechnął się pod nosem, widząc jak wróżek pomimo swojego błyskotliwego spostrzeżenia, unosi szklankę do ust. To nie tak, że Nicholas chciał go upić. W żadnym wypadku. Po prostu zawsze lepiej jest pić w towarzystwie, niż samemu, szczególnie, że Nico ma z tym duży problem. Jego towarzysze zazwyczaj odpadają bardzo szybko w porównaniu do niego. W końcu zaczyna już drugą butelkę, a nadal jest trzeźwy. Niestety nie każdy ma taki talent i właściwie mężczyzna nie obraziłby się, gdyby i jemu ktoś go odebrał. Wolałby upijać się normalne, jak wszyscy, bo nie ma nic fajnego w trzymaniu pionu, kiedy każdy po kolei jest już na innej orbicie. Dlatego też nie oczekiwał od słodkiego kelnera, że urżnie się w pień, bo i po co? Gdyby Nicholas chciał mu coś zrobić, wcale nie potrzebowałby pomocy alkoholu i wydaje mu się to raczej całkiem oczywiste. Wróżek również powinien zdawać sobie z tego sprawę i może właśnie dlatego zdecydował się na sięgnięcie po whisky. Choć bardziej prawdopodobne jest to, że chciał się rozluźnić, bowiem każdemu w końcu zacząłby przeszkadzać własny, nieustający strach.
Powstrzymał śmiech, gdy białowłosy zakomunikował, iż nie dałby się ugryźć. Że jak? Nicholas zastanawiał się czy próbuje wmówić coś jemu, czy sobie. Pomijając dużą różnicę w posturze i wzroście... Jakie szanse przeciwko wampirowi ma wróżek, który na dodatek przepełniony jest swego rodzaju przerażeniem spowodowanym samą obecnością krwiopijcy? To oczywiste, że nie ma żadnych i uroczy barman musiał zdawać sobie z tego sprawę. Ale NIcholas nie zamierzał wypowiadać tej oczywistej prawdy głośno. Udawanie, ze ten maluszek faktycznie może mieć swoje zdanie wydało mu się całkiem dobrą zabawą. Świadomość tego, że gdyby chciał, mógłby zrobić z nim wszystko, dodawała mu humoru, który i tak był dzisiaj nienagannie dobry.
Uniósł delikatnie brew, gdy po każdym większym łyku, chłopak nie potrafił poradzić sobie z gryzącym smakiem alkoholu i dostawał napadu kaszlu. Wyglądało na to, że nie pił zbyt często. Nico nie potrzebował dużo czasu, by domyślić się dlaczego. Szybko pojawiające się rumieńce na policzkach i nagły przyrost spokoju świadczyły tylko o jednym - dzieciak w ogóle nie ma głowy do picia. Brunet zaś spokojnie popijał whisky ze swojej szklanki i z nieodgadnionym uśmiechem słuchał swego towarzysza. Nie mógł się nie zaśmiać, gdy ten poinformował o swojej świadomości i zadał to bezpośrednie pytanie. Bawiła go również nagła śmiałość, która pozwoliła chłopakowi na chwilowe choć przybliżenie się do niego.
- Gdybym przyszedł "polować", bylibyśmy już w tym zaułku - zauważył, samym swoim wzrokiem dając do zrozumienia, że ma przed oczami sytuację, o której mówił. On, ciemny kąt, piękny barman i jego słodka krew, to bardzo kusząca perspektywa. Nicholas nie miał zamiaru tego ukrywać. Tak jak powiedział - potrafi nad sobą panować, a samo to stwierdzenie świadczy o tym, że ta umiejętność bardzo mu się przydaje, tak jak na przykład teraz.
Jak może to pić? Nie był pewien, czy wróżkowi chodzi o alkohol, czy o krew. Właściwie mógł zakładać, że o jedno i o drugie. Zaś co się tyczy odpowiedzi... Może i lubi. W odczuciu innych krew smakuje zupełnie inaczej niż w odczuciu wampirów, więc był w stanie zrozumieć, że chłopaka nie kręci jej smak, ale w sprawie whisky już tyle zrozumienia nie miał. Uwielbiał, a może nawet kochał ten trunek i był pewien, że odczuwa jego smak tak samo jak inne rasy. Nie potrafił więc pojąć, jak ktoś może go nie lubić.
Był cierpliwy. Naprawdę bardzo cierpliwy. Z wewnętrznym spokojem przyglądał się czerwonej cieczy, która tym razem była zupełnie widoczna i to tylko za sprawą tego samego wróżka, który kilka minut temu bał się do niego zbliżyć. Tym czasem nie ma oporów przed wystawianiem na widok wampirzych oczu swojej własnej krwi, która nie dość, że zachęcająco wyglądała, to jeszcze niebezpiecznie mocno drażniła nozdrza Nicholasa. Krew, w której krąży przepyszne whisky to idealne połączenie i z każdą chwilą mężczyzna miał ochotę przekonać się jak wiele przyjemności mogłaby mu przynieść.
- Czuję. Bardzo wyraźnie, panie wróżku. Nie prowokuj mnie. - Pomimo ściszonego i zdecydowanie ostrzegawczego tonu, oraz ostrego spojrzenia, uśmiechał się tak delikatnie i przemiło, że zaczęło to tworzyć wręcz przerażający efekt. Nie wyglądał przyjemnie z uprzejmym uśmiechem i stanowiącym wyraźny kontrast, mrożącym krew w żyłach spojrzeniem, a na dodatek mówiąc tym szorstkim głosem. Nawet jeśli nie miał na celu ponownego wzbudzenia strachu w chłopaku, jego postawa wskazywała, że lepiej nie tracić czujności.
Z delikatniejszym już wyrazem twarzy obserwował jak ten dolewa sobie do szklanki. Bynajmniej nie zamierzał go powstrzymywać. Jest zdecydowanie lepszym towarzyszem po lekkiej dawce alkoholu. Po większej, zapewne będzie jeszcze ciekawszy.
- No więc? Jest jakiś konkretny powód, dla którego tak się nas boisz? Nie jesteśmy zwierzętami, między ludźmi jesteś raczej bezpieczny - prychnął, upijając kolejny łyk i odpalając następnego papierosa. Ten temat szczególnie go ciekawił. Jakieś złe doświadczenia? Trauma? A może to Nicholas wygląda dziś wyjątkowo nieciekawie? Oczekiwał, że dowie się tego od swego małego barmana.


Ciut się przysunął. Gwoli ścisłości - nawet więcej niż ciut, choć zapewne nawet sam nie zdawał sobie sprawy, w którym momencie z własnej, nieprzymuszonej woli siadł bliżej wampira. Bez skrępowania, dając się przedrzeć prawdziwej, ciekawskiej naturze przez gruby mur ostrożności i nieufności, wpatrywał się w twarz wampira, który był dla niego istną zagadką. Był zafascynowany jego oczami; zaczarowany pragnieniem w nich widocznym. Tym bardziej, że sam byl źródłem owego pragnienia. Mile łechtało to jego ego sowicie (marnie) podlane alkoholem. Wystarczyło kilka łyków i Fabian z zachwytem wpatrywałby się w koślawą krowę. Osobnik przy nim koślawej krowy ni w ząb nie przypominał, toteż przyjemność z patrzenia na niego wzrastała z każdą chwilą. Aż się wróżkowi odrobinę przykro zrobiło, że tak silne emocje budzi jedynie posoka płynąca delikatnymi żyłami układającymi się w delikatną siateczkę tuż pod skóra.
Westchnął niczym rasowa primadonna chcąca zwrócić na siebie uwagę.
Pan naprawdę brzmi jakbym miał być wdzięczny za to, że nie zaciągnął mnie pan do tego zaułka — rzucił sarkastycznie i odgarnął włosy do tyłu. Kpił czując się wystarczająco bezpiecznie i wdeptując w ziemię nieśmiałą myśl: "A szkoda."No więc dziękuję — dygnął prześmiewczo i pociągnął łyk alkoholu. Palił. Robił coś dziwnego z jego myślami, ciałem i granicami. Wróżkowi zaczynało być ciepło, więc rozpiął kilka guzików koszuli i pozwolił, żeby wzrok wampira zabłądził w okolice wyraźnych obojczyków i głębokiego, zachęcającego dołeczka między nimi.
Fabian, jakby się domyślając, iż ów wampir może uznać to za zaproszenie, uśmiechnął się odrobinę złośliwie i zakrył włosami to blade, nieskazitelne i nienaruszone niczyimi ustami miejsce. — Przecież nie jest pan zwierzęciem — podchwycił bezczelnie nawiązując do słów mężczyzny. — Nic mi nie grozi w miejscu pełnym ludzi. Pan umie nad sobą panować. — jego słowa brzmiały może jak prowokacja. Ale Fabian przywołując wcześniejsze wypowiedzi rozmówcy budował sobie bunkier z tych słów traktując je niczym przysięgę.
Dotąd cały czas wpatrywał się w wampira. Miał wrażenie jakby tonął w niebezpiecznej głębi jego niezwykłych oczu. Słabo się przed tym bronił.
Było dziwnie. Nie pamiętał, by ktoś do tego stopnia się nim interesował.
Fabienne nie żyje, bo zainteresował się nią wampir.[/color] Jasnowłosy momentalnie zesztywniał i uciekł spojrzeniem w bok. Na moment dał się zauroczyć. To było zbyt łatwe...!
Raczej... To zabawne, że porównujesz wampiry do zwierząt, które zabijają, by przeżyć, a nie dla zaspokajania chorych pragnień plugawych krwiopijców — nieprzyjemny uśmiech pojawił się teraz na twarzy Fabiana, który przez moment miał w dupie polecenie po premii za obrażanie klientów. Nie zamierzał się tłumaczyć ze źródła swojej niechęci do wampirów.
Wróżek podniósł szklankę i opróżnił ją do dna. Momentalnie zakręciło mu się w głowie.
Mam swoje powody, by was nie lubić. Nawet nie miałem ochoty z panem rozmawiać — wyznał zaskakująco szczerze. Nie wiedział, że stał się ofiarą mocy wampira i w pewnym momencie przestał mieć wpływ na kilka swoich decyzji. — Pańskie "raczej" to nie coś co powinno paść w naszej knajpie — wyciągnął palec i wycelował oskarżycielsko we wciąż coraz bardziej atrakcyjnego wampira. Smukły palec zatrzymał się centymetr od ust mężczyzny, a Fabian sięgnął po papierosa o zapachu wiśni i odpalił. Był zdenerwowany. Samo wspomnienie Fabienne zawsze wytrącało go z równowagi. — Myślę, że nie jest pan kimś, kto powinien tu przebywać. Proszę, by poszedł pan gdzie indziej z tym "raczej" albo wezwę kierownika. — Fabian podniósł się i zaraz klapnął z powrotem. Na tyle blisko, by odskoczyć gdy tylko poczuł intensywny zapach ciemnowłosego. Żaden tam odór śmierci jak zawsze się spodziewał. Mężczyzna nie dość że wyglądał, to jeszcze pachniał niczym model Armaniego. Nie mówiąc o głosie, pod wpływem którego Fabian miał ochotę robić sobie dobrze do białego ranka.
Idę... znaczy... pan idzie —zaplątał się w sensie własnych słów, ale był mocno wystawiony, by nie powiedzieć pijany. — Proszę... iść i omijać zaułki — papieros wypadł mu z ręki do pustej szklanki po alkoholu. Fabian spojrzał na mężczyznę bezradnie. [i] Nie ufaj nieznajomym.



Z iskierkami rozbawienia w oczach obserwował bacznie kolejne poczynania wróżka, który z sekundy na sekundę robił się coraz śmielszy. Przymrużył oczy, częściowo zakrywając błyszczące, złote tęczówki za powiekami, gdy białowłosy przysunął się znacznie bliżej niżby mógł, czy też chciał to zrobić przed jedną szklanką whisky. Przez chwilę zastanawiał się, czy wróżek robi to specjalnie, wiedząc jak działa na zmysły Nicholasa, czy może raczej nie zdaje sobie z tego sprawy i prowokuje go zupełnie nieświadomie. Brunet przychylał się bardziej ku tej pierwszej opcji, gdyż młody osobnik obok niego wcale nie wydawał się być niewinnym stworzeniem nieświadomym swoim wdzięków. Ale tak jak już było powiedziane, Nicholas jest cierpliwy. Nie jest łatwo go wyprowadzić z równowagi, chociaż gdy już się to komuś uda, lepiej żeby przygotował się na wszystko. Teraz wampir nie czuł nawet irytacji, gdyż zachowanie barmana bardziej go bawiło i może trochę intrygowało, niż zwyczajnie denerwowało. Zmienność nastrojów wróżka sprawiła, że mężczyzna podświadomie zaczął rozmyślać nad tym co jeszcze zaprezentuje mu chłopak. Ze względu na tą ciekawość, a także wyjątkowo nienaganny wygląd białowłosego, miał ochotę spędzić z nim więcej czasu. Tak właściwie w dziwny sposób zapragnął go poznać. Posmakować - to swoją drogą, ale także zagłębić się nieco w ten charakterek. Zagłębieniem się w samego chłopaka również by nie pogardził.
Uśmiechnął się lekko, gdy do jego uszu dotarła uwaga wróżka. Właściwie to tak, powinien on być wdzięczny Nicholasowi, że nie zaciągnął go jeszcze do żadnego zaułka. W końcu gdyby sam wampir tego chciał, bez problemu znalazłby się w podobnym miejscu razem z bezbronnym, a na dodatek pijanym kelnerem. To, że nic takiego jeszcze się nie stało, to tylko i wyłącznie za sprawą dobrej woli Nicholasa. Lecz z drugiej strony zdecydowanie za wcześnie jest, by dziękować. W końcu noc jeszcze długa, a brunet absolutnie nie może obiecać, że powstrzyma się przed realizacją takiego scenariusza. Właściwie to już gdzieś na dnie podświadomości zaczął układać plan związany z tym jak by tu stworzyć okazję do zatopienia swych kłów w tej pięknej smukłej szyjce. Cóż, to za pewne sprawka naturalnego wampirzego instynktu, którego choćby chciał, nie może powstrzymać. Inna sprawa, że wcale nie czuje potrzeby jego powstrzymywania.
Ależ proszę ― odparł z tajemniczym uśmiechem, zakrywając go po chwili szklanką wypełnioną whisky, które to Nicholas za każdym razem spożywał z wielką przyjemnością. Jego jaskrawe, złote oczy znów rozbłysły, lecz bynajmniej nie pod wpływem alkoholu. Stało się tak w wyniku tego co zrobił wróżek. Tak, zdecydowanie jest świadom swoich wdzięków. Nieprzeniknione spojrzenie przymrużonych delikatnie oczu samoistnie zsunęło się z twarzy białowłosego, powoli prześlizgując się po kuszącej szyi, aż w końcu dotarło do ładnego dołeczka między zaznaczonymi obojczykami. Nicholasowi od razu na myśl nasunęła się wizja tego jak całuje i przygryza to miejsce, by potem powoli zlizać płynący z niego szkarłatny płyn. Złote tęczówki przez chwilę gwałtownie pociemniały, nabierając nieco innej barwy, była to jednak zaledwie sekunda, po której wróciły do swego codziennego odcienia. W tym właśnie momencie barman postanowił zakryć to piękne miejsce, skłaniając Nicholasa do zwrócenia swego wzroku z powrotem na jego twarz. Na ustach wampira nie gościł już uśmiech. Jego wzrok przeszywał jeszcze bardziej i z pewnością wypełniony był pożądaniem. Jego brew niebezpiecznie zadrżała, gdy jasnowłosy dalej go prowokował swymi słowami, była to jednak jedyna oznaka lekkiego zirytowania, które wstąpiło w Nicholasa. Szybko się opamiętał i posłał chłopakowi uśmiech, prychając w geście rozbawienia. Pokręcił z dezaprobatą głową i posłał mu pobłażliwe spojrzenie.
Owszem, nic ci nie grozi. Potrzeba dużo więcej, bym stracił nad sobą kontrolę. ― Upił kolejnego łyka ukochanego złotego płynu, nie odrywając wzroku od barmana. Upodobał sobie patrzenie na to małe cudo. Zgrabny kelner, zarówno jego ciało jak i twarz podejrzanie mocno cieszyły oczy Nicholasa. Miał ochotę poznać myśli wróżka, przeniknąć przez te piękne oczy. Właściwie przymierzał się już do zajrzenia w myśli chłopaka, przyjmując, że w stanie upojenia alkoholowego nie będzie szczególnie bronił dostępu do nich. Rozproszyła go jednak nagła zmiana nastawienia barmana i jego pretensjonalny ton. W ciszy, z tym charakterystycznym, lekko obojętnym uśmieszkiem słuchał chłopaka popijając whisky.
Och, został nazwany plugawym krwiopijcą. Z drugim się zgadza, ale plugawy? Poczuł się lekko urażony. On w żadnym wypadku nie jest plugawy. Zresztą co złego jest w piciu krwi? Uroczy barman zdaje się myli pojęcie krwiopijcy z mordercą. To, że Nico lubi sobie od czasu do czasu, albo nawet częściej skosztować czyjejś krwi, wcale nie znaczy, że zabija. Nie mówi też, że nigdy tego nie robił, ale tego już wróżek wiedzieć nie musi.
Mężczyzna z całkowitym spokojem, powoli popijając swoje whisky oraz dolewając je w międzyczasie, wysłuchał wszystkiego co ma do powiedzenia wzburzony chłopak. Na koniec posłał mu kolejny z tych litościwych uśmiechów ukazujących jego wyższość nad rozmówcą. Nicholas nad tym nie panował. Nie musiał, w końcu żył z przekonaniem, że na każdym kroku to on jest tym ważniejszym i to jego zdanie liczy się najbardziej. Być może właśnie dlatego nakaz opuszczenia knajpy wywołał w nim takie pokłady współczucia dla wróżka, który naiwnie wierzył, że coś w ten sposób wskóra.
Skąd takie silne przekonanie co do tego, że wszystkie wampiry zabijają? ― Zaczął, gdy już młodszy chłopak skończył swoje wywody. Odstawił pustą szklankę na bok, znów wlepiając swe intensywne spojrzenie we wróżka. Naturalnie zignorował jego pożegnanie, gdyż wcale nie miał zamiaru wychodzić. ― Niektóre to robią, inne nie. Tak jak ludzie i wszyscy inni. - Skwitował, po raz kolejny napełniając szklankę.
Nie miałeś ochoty rozmawiać, a jednak tu przyszedłeś ― zaśmiał się swobodnie, wypełniając również szklankę białowłosego, wcześniej wyjmując z niej papierosa i wkładając go do swoich ust. Wcale mu nie przeszkadzało, że ten może zlać się w trupa. WCALE. ― I czy aby na pewno jesteś pewien, że chcesz iść po kierownika? Ty jesteś pijany, ja trzeźwy i na dodatek zupełnie grzeczny. Rozluźnij się. Nie jestem mordercą. ― Wyciągnął w stronę chłopaka swą dużą, chłodną dłoń. ― Nicholas ― przedstawił się, głównie dlatego, że sam chciał poznać imię swego towarzysza. Jego spojrzenie wciąż pozostawało czujne, nieprzeniknione i ostre, ale ono z reguły rzadko kiedy przybierało łagodny wyraz.


Fabian rozchylił usta wpatrując się w mężczyznę. Mało profesjonalne zagranie jak na barmana, ale nie potrafił mu się oprzeć. Miał wrażenie, jakby coś… ktoś inny kierował jego ciałem, pociągał za sznurki, a on, chcąc nie chcąc, musiał poddawać się z góry narzuconym ruchom. Nie chciał, cholernie nie chciał podobać się temu facetowi, nawet jeśli miło głaskało to jego ego…
Co za bullshit.
Podobało mu się to.
Kuszenie, obserwowanie jak złote oczy na zmianę jaśnieją i ciemnieją, w zależności od stopnia pożądania.
Dopóki wampir tylko patrzył, Fabianowi nic nie groziło. Jakoś nie dochodziło do jego ślicznej główki, że za moment skończy się alkohol, że noc ma granice, godziny otwarcia baru również. A potem znajdą się sami, jeśli tego nie przerwie, na drodze z zaułkami, z pustymi ulicami i obojętnymi przechodniami, o ile jacyś w ogóle się trafią.

Od razu czuję się… bezpieczniej… — jasnowłosy przeciągnął się i leniwie uśmiechnął wpatrując we własne szkło. — W takim razie co robicie? — spytał uspokajając się odrobinę, bo mężczyzna miał rację. Póki nie wszczynał żadnej burdy, nie atakował, był kryty. To raczej Fabian był tym złym, mimo lęku nie potrafił pozbyć się uwodzicielskich ruchów, a każdy gest zaplanowany był tak, by wampir dokładnie… go widział i czuł. Kropelka potu spływająca wzdłuż obojczyków, odrobina krwi z przygryzionej wargi, odchylony kołnierzyk koszuli i przyjemny zapach perfum zmieszany z owocowym szamponem do włosów. I zamglone spojrzenie, które co i rusz ślizgało się po smagłej postaci rozmówcy zaglądając niekoniecznie w miejsca, w które zaglądałby dobrze prowadzący się chłopiec.
Fabian westchnął i rozmasował skronie odsuwając się jeszcze odrobinę. I prawie się roześmiał na porównanie ludzi do wampirów. Ten tu miał tupet. Bezczelny typ.
Mało mnie bawi pańskie porównanie, naprawdę. A morderca nigdy nie przyznaje się do tego, że nim jest, ale to nie znaczy, że mówi prawdę, eee… — wróżek nagle zamilkł i zrobił dziwną minę. Nie panował nad słowami ani nad językiem; ten mu się plątał i mowę miał niewyraźną. Na dodatek obserwujący go mężczyzna skutecznie zbijał go z tropu i po chwili zapomniał sens swojej wypowiedzi.
A może po prostu był już schlany i ledwie siedział na miejscu.
Zawahał się patrząc na rękę i odruchowo wyciągnął własną – dużo mniejszą, wąską i niemal białą. Do bólu kobiecą, zaś w dotyku niczym jedwab. Palce drgnęły, ale Fabian odważnie schował je w ręce wampira przybierając na twarz delikatny uśmiech.

Nie sądzę, by ta informacja miała ci się do czegokolwiek przydać, ale… Fabian.
Uścisk dłoni być może trwał za długo. Ale wróżek nie mógł przejść obojętnie obok wrażenia, jakie ono wywołało. Poczuł się…
…jak mucha zaplątana w pajęczą sieć.
Odpędził myśl i czym prędzej porwał rękę z dłoni Nicholasa. Nie zamierzał dbać o znajomość, ani zapamiętywać jego imienia, szczerze powiedziawszy właśnie planował wyrobienie fałszywych dokumentów i ucieczkę z miasta.
Czy tak samo zaczęła się śmiertelna znajomość Fabienne?
Przypadkowo spotkany, skurwysyńsko czarujący wampir?
Romans godny Hollywood i bolesny koniec w rynsztoku?
Nie chciał się w to wszystko plątać, ale wciąż nie mógł wstać, odwrócić się i wyjść. Nie potrafił tego wytłumaczyć, zupełnie nie był świadom tego, że wampir użył na nim jednej ze swoich sztuczek zmuszających go po prostu do tego, by z nim został.

Bez pytania sięgnął po butelkę alkoholu i dolał sobie odrobinę. Nie pamiętał kiedy i czy w ogóle kiedykolwiek tyle pił, na delikatny organizm działała ilość wlana do naparsteczka, a tymczasem…!
Fabian pomacał się po kieszeniach i wyciągnął swoje czekoladowe fajki. Wsunął jedną w usta, ale nie odpalił. Ulokował ją w kąciku ust i bezmyślnie zaczął szukać zapalniczki.

Czym… Czym na co dzień zajmują się wampiry, kiedy nie polują na swoje ofiary? Jeśli w ogóle potrafią myśleć o czymś innym niż krew. Potrafisz, Nicholas, myśleć o czyms innym niż krew? — pijany Fabian był uroczo niebezpieczny. Balansujący na granicy, chaotyczny i nieprzewidywalny.
Wcześniej przygryzł wargę?
Dla tego pociemniałego spojrzenia, dla prowokacji, dla zabawy, zrobił to ponownie, tym razem mocniej, dużo mocniej. I przysunął się do Nicholasa, zupełnie jakby szukał pretekstu do zastania zaatakowanym i powodu, by wampira wyrzucić z knajpy. Zabarwiona szkarłatem warga znalazła się w odległości jakichś dwóch, trzech centymetrów od ust mężczyzny i zamarła tam nie zmniejszając dystansu.
Fabian z leniwą gracją otarł palcem wskazującym krew i z pijanym rozbawieniem przyłożył opuszek palca do wargi mężczyzny. Z bijącym sercem obserwując jego reakcję.



Nie rozumiał. Naprawdę nie był w stanie pojąć sposobu myślenia chłopaka, z którym właśnie rozmawiał. Jego uprzedzenie do wampirów to jedno, ale dlaczego uważał, że ci przez wzgląd na przynależność do swej rasy muszą robić coś wyjątkowego? Piją krew, oczywiście, głównie to wyróżniało ich wśród innych ras, ale przecież poza tym robią wszystko to, czym parają się również inni. Uczą się, pracują, bawią, rozwijają, nawiązują relacje, jednym słowem po prostu żyją. Nicholas nie wiedział więc za bardzo jakiej odpowiedzi miałby udzielić białowłosemu na to głupie pytanie. Krótko więc wygłosił oczywistą oczywistość.
Pijemy krew. ― Jeden z kącików jego ust uniósł się wymownie, podczas gdy złote oczy dosłownie na kilka sekund spoczęły na kuszącej szyjce chłopaka, przykrytej w małej części długimi włosami. Ten widok przypomniał mu o głodzie, który dawał o sobie znać już od jakiegoś czasu. Nie mógł również odsunąć od siebie myśli dotyczących zapewne pysznej krwi chłopaka, przede wszystkim dlatego, że doskonale słyszał jak intensywnie jego serce tą słodką ciecz pompuje. Wiedział, że alkohol zdążył już mocno dać się we znaki delikatnemu wróżkowi, a to sprawiało, że miał na niego jeszcze większą ochotę. Przyspieszone tętno i szybko krążąca krew wymieszana ze spożytym whisky niebywale kusiły Nicholasa do chwilowego odejścia od pewnych zasad i pochwycenia chłopaka w dłonie oraz skosztowania odrobinki jego krwi już teraz. Zdołał jednak przywrócić swój wzrok z powrotem na zarumienioną twarz, opanowując wszelkie żądze. ― To nie zabijanie ― dokończył, nawiązując do wcześniejszych słów chłopaka informujących o tym, że ten ma krwiopijców za morderców. Oczywiście Nico nie mógł zaprzeczyć, że wampiry nie zabijają. Wśród każdej rasy znajdą się zabójcy i faktycznie, wśród tej, do której należał on sam, ich odsetek był znacznie większy niż u innych. Brunet również nie miał czystego sumienia, bo i on kiedyś był młody, a w tamtych latach oderwanie się od czyjejś szyi nie było łatwym zadaniem. Nie miał umiaru i to skłoniło go do kilku pomyłek. Wierzył jednak, że są wampiry, które nigdy nikogo nie zamordowały, a że nie jest to jakoś przesadnie prawdopodobne, wolał już zachować dla siebie. Gdyby bez ogródek zaczął mówić prawdę, wróżek pomimo swego upojenia alkoholowego, z pewnością szybko znalazłby się na drugim końcu budynku, o ile nie poza nim. Dlatego tylko niewinny uśmiech pojawił się na jego ustach, gdy białowłosy dał znać o swoim niedowierzaniu. Nie zaprzeczał i nie potwierdzał, pozwalając chłopakowi na wypełnienie się domysłami. Zresztą był przekonany, że zbyt łatwo nie zmieniłby jego poglądów, skoro widocznie ma coś do wampirów i jest święcie przekonany o swojej racji co do tego, jak plugawymi osobami są przedstawiciele tej rasy. Zaśmiał się cicho, dostrzegając skonsternowanie kelnera, który już nie do końca panował nad tym co mówi.
Dłoń Nicholasa dosyć mocno zacisnęła się na jedwabiście delikatnych palcach Fabiana, zaś jego twarz przystrojona została w charakterystyczny uśmieszek, do którego jego towarzysz powinien się już przyzwyczaić. Wbrew temu co mówił wróżek, Nico był przekonany, że informacja, którą przed chwilą pozyskał do czegoś na pewno mu się przyda. Choćby do tego, by stwierdzić, że nawet imię barmana miało w sobie coś delikatnego i wyjątkowego. Tak jak i cała postać Fabiana, jego imię również przypadło do gustu Nicholasa.
Nie protestował, gdy drobna dłoń być może zbyt zamaszyście wysunęła się z objęć tej większej. Posłał mu tylko jeden ze swoich typowych uśmiechów i wciąż wpatrywał się w przystojną twarz przeszywającym wzrokiem, delikatnie mrużąc oczy. Podświadomie zaczął się zastanawiać, czy białowłosy zawsze tyle pali, czy to przez nerwy, których sam mu dzisiaj dostarczył. Nie, żeby to w jakiś sposób przeszkadzało Nicholasowi. Skądże, lubił przecież zapach tytoniu, którego sam sporo spożywał, a ponieważ fajki należące do jego towarzysza miały różne, słodkie zapachy, tym bardziej nie miał powodów do narzekań.
Z trudem powstrzymał śmiech słysząc słowa chłopaka. Doprawdy, kto napchał do jego głowy tak absurdalnych informacji na temat wampirów? Zdecydowanie powinien znaleźć lepszego nauczyciela. Nicholas chętnie nim zostanie. Z pewnością skupiliby się na praktyce zamiast krążyć wokół teorii.
Miał zamiar odpowiedzieć. Miał. Ale na zamiarze się skończyło, gdy wróżek zaczął prowadzić dość niebezpieczną zabawę. No dobrze, może raczej kontynuował, w końcu Nicholas już dawno zauważył, że większość gestów Fabiana miała go kusić, choć nie wiedział co próbował osiągnąć ten dzieciak. Igrał z ogniem pomimo swojego strachu i Nicholas nie sądził by działo się tak jedynie za sprawą whisky.
Zmrużył oczy, które za pozwoleniem właściciela poddały się żądzy i znacznie pociemniały, tym razem na dłużej niż ostatnio przyjmując ciemnozłoty, miejscami prawie czarny kolor. Usta mężczyzny wciąż wyginały się w lekkim, przygaszonym uśmiechu. Wpatrywał się w różowe usta ozdobione szkarłatem, a jego uśmiech z każdą chwilą się pogłębiał przyjmując zdecydowanie nieprzyjemny wyraz. Zajrzał w jasne oczy, gdy te poczęły się zbliżać razem z całym ciałem kelnera. Mroził go swoim gorącym wzrokiem, bez krępacji uchylając usta w lubieżnym uśmiechu, tym samym ukazując chłopakowi długie, nieskazitelnie białe i wyjątkowo ostre kły. Gdy to zrobił, dla Fabiana nie było już odwrotu. Długi palec spoczął w dłoni mężczyzny, lecz zamiast skończyć między spragnionymi wargami, został opuszczony wraz z dużą ręką wzdłuż ciała Nicholasa. Wampir nie dał chłopakowi możliwości na reakcję, gdy w jednej chwili jego duża dłoń chwyciła nadgarstek tej samej, drobnej ręki, przyciągając wątłe ciało gwałtownie do siebie. Wargi mężczyzny objęły miejsce, z którego powoli sączyła się krew, by po chwili lekko wbić kła i pogłębić ranę. Z przyjemnością zlizał przepyszną ciecz z warg chłopaka, wciąż mocno trzymając jego nadgarstek. Pyszny. Tak jak się oczekiwał. Przymknął oczy rozkoszując się wyjątkowo dobrym smakiem wróżkowej krwi. Dawno nie miał w ustach czegoś tak zaskakująco mocno satysfakcjonującego jego podniebienie. Pragnął zjechać niżej i zagłębić się w jego szyi, czego jednakże nie zrobił. Zamiast tego poluźnił uścisk na drobnym nadgarstku i powoli odsunał się od zaczerwienionych ust, przy czym z widocznym pożądaniem w swych złotych tęczówkach wpatrywał się w błyszczące oczy Fabiana. Na jego ustach gościł nieprzyjemny uśmiech, gdy oblizywał powoli chowające się kły.
Potrafię, Fabianie, myśleć o czymś innym niż krew ― wyszeptał gardłowym tonem, odsuwając się w końcu całkowicie oraz puszczając drobny nadgarstek i z pełną swobodą sięgnął po swoją szklankę, upijając łyk trunku. Musiał zabić czymś smak krwi, by przypadkiem nie stracić kontroli nad własnym pragnieniem. Do tej pory nad sobą panował i wolał, by tak pozostało. ― Nadal chcesz się bawić? ― Uśmiechnął się wymownie, przejeżdżając jaśniejącymi tęczówkami bardzo powoli od ust, poprzez szyję, kończąc na obojczykach wróżka. Ostatecznie wrócił spojrzeniem do jasnych tęczówek, spokojnie czekając na jakiś odzew.


Nie.
Było coś poza krwią? Poza obsesją płynącą w żyłach, odbierającą zmysły, uzależniającą, niszczącą?
Zdechnie. Jak ONA.
Oddech Fabiana zamarł. Zamarł on sam. Rozchylił usta wcale nie jak ktoś, kto nigdy wcześniej nie był całowany. Był zaskoczony śmiałością i bezczelnością mężczyzny. Jakoś nie potrafił dodać dwóch do dwóch i zrozumieć, że jego zachowanie jest cokolwiek dwuznaczne. Dotychczas ślizgał się po fizyczności, przemykał między pragnieniami i nie wiedział, po prostu nie znał konsekwencji swych poczynań.
Do teraz.
Konsekwencje. Ha.
Przestał oddychać w momencie, gdy jego rozpalona krew znalazła się w ustach wampira. Fabian, jeśli w ogóle protestował, to wyjątkowo słabo. Nigdy nie był tak blisko nikogo. Ale Nicholas nie mógł o tym wiedzieć. Że wchodzi na tereny niezdobyte przez nikogo z taką... łatwością. Westchnął tylko cicho czując wbijające się w wargę kły, naruszające ich nieskazitelność. Westchnął gorący oddech wpychając w usta wampira.
Oddałby mu się w tej sekundzie.
... Co.
Nigdynigdynig...
Fabian zamrugał szybko i oblizał wargi. Odsunięcie się było kwestią ułamka sekundy. Był jak powietrze. Niemal nie potrzebował czasu na jakikolwiek ruch.
- Nazywasz... to zabawą? TO? - zrobił minę pełną pogardy i napił się - Z przyjemnością patrzę, jak zaprzeczasz swoim słowom sprzed chwili - odgarnął włosy i przymrużył oczy. Nigdy by tu nie podszedł, ale jakaś dziwna niemoc ogarniała jego ciało jako tylko próbował odejść. Nie miał pojęcia co się z nim dzieje. Ani z jego ciałem, które wciąż, zbyt mocno pozostawało pod wrażeniem tego... cokolwiek to było! - Nie wiem za kogo mnie masz, ale się mylisz. Źle trafiłeś. Nienawidzę was - miał nadzieję, że Nicholas weźmie to sobie do serca, do czego? i sam odpuści. - Wampiry nie powinny istnieć. Jesteście...
Plugawe.
Brudne.
Złe.

Fabian na sekundę przymknął oczy i przeciągnął smukłymi palcami po szczęce wampira, jakby upewniał się, że on wciąż tu jest.
- Pomyłką jakiegoś szalonego boga - z powiedział niczym w transie. Chrapliwie. Łóżkowo. Seksownie. - Muszę... muszę iść. Nie przychodź tu więcej, proszę...
Wróżek chwiejnie podniósł się z miejsca. Otarł się o kolana Nicholasa i dzielnie ruszył dalej. Nie pamiętał, by kiedykolwiek aż tak kręciło mu się w głowie, chyba nigdy tyle nie wypił! Dla kogoś, kogo mógł zdmuchnąć silniejszy podmuch wiatru, to było naprawdę dużo! Bał się, a jednak z niezrozumiałych przyczyn był tak nieostrożny.
Chciał wrócić do domu, wziąć prysznic i iść spać.
Był nawet na dobrej drodze.
Zajrzał na zaplecze, pożegnał się i nie oglądając się na wampira, czmychnął tylnym wyjściem. Miał przed sobą długą, naprawdę długą drogę do domu. I czuł się okropnie dziwnie. Szkoda, że po drodze musiał minąć kilka ślepych zaułków. Te budziły w nim złe, acz nie do końca przerażone myśli. Większości się po prostu wstydził.
Nie był miły dla Nicholasa, ale, na bogów, wcale nie miał ochoty nawet z nim rozmawiać, więc tym bardziej nie pojmował swojego zachowania względem niego.
Oglądnął się za siebie jak zawsze. Dla pewności. Pijanej głowie nawet nie zaświtało, że mógł zmienić się we wróżkę i w maleńkiej postaci pokonać drogę do domu. Bezpiecznie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Don't lose your mind   Pon Sty 02, 2017 7:15 pm



Średniej długości wąskie przejście pomiędzy budynkami, których użytkowanie z czystym sumieniem można poddać wątpliwości. Nie licząc dogorywającej, mrugającej od czasu do czasu lampy, uliczka pogrążona jest w absolutnej ciemności. Zazwyczaj brak również żywej duszy. Dobry skrót dla leni i idealna miejscówka dla morderców, gwałcicieli oraz innych pojebów. Z dala od zgiełku miasta, z reguły panuje tu przeraźliwa cisza. Nocą lepiej unikać. Wciągu dnia też.

***

Uśmiechnął się bezczelnie, popijając ze swobodą złoty płyn ze swojej szklanki i nie odrywając spojrzenia jasnych oczu od wzburzonego wróżka. Tak, dla niego to była zabawa i bynajmniej nie on był jej inicjatorem. Przecież to słodki Fabian postanowił przetestować cierpliwość i granice Nicholasa, zachowując się w sposób co najmniej dwuznaczny, co widoczne było zarówno na pierwszy, jak i na drugi rzut oka. Wampir wiedział, a przynajmniej podejrzewał, że każdy gest chłopaka jest przemyślany i ma wywołać określoną reakcję, choć może sam białowłosy nie spodziewał się, że Nicholas tak ochoczo posunie się dalej niż z założenia powinien. Ale on tylko podjął się gierki kelnera, jedynie wprowadzając do niej własne zasady. Czy ten uroczy chłopiec naprawdę sądził, że Nico będzie trzymał łapki przy sobie i pozwoli mu bawić się samemu jego kosztem? Zważając na jego teraźniejsze nastawianie, chyba naprawdę sądził, że tak będzie.
Zmrużył delikatnie oczy, wpatrując się w srebrne tęczówki rozmówcy i słuchał jego słów, zastanawiając się nad ich słusznością, a raczej jej brakiem. Nicholas był odmiennego zdania, gdyż we własnym rozumowaniu jego czyny w żaden sposób nie świadczyły o hipokryzji, czy czymkolwiek tego rodzaju. W jego życiu nie liczyła się tylko krew i zdecydowanie potrafił myśleć o wielu innych rzeczach, co jak mu się wydawało, właśnie odzwierciedlił swymi czynami. Przecież zaledwie wkłuł się w te słodkie usta, kosztując kilka niewinnych kropelek wyjątkowo słodkiej, przepysznej krwi chłopaka. Wróżek mógłby mówić, że Nicholas zaprzecza swoim słowom, gdyby ten posunął się dalej, a nawet znacznie dalej. To co zrobił brunet świadczyło zaś o tym, że niemal perfekcyjnie panuje nad swoimi instynktami. Mógłby przecież zwyczajnie się na niego rzucić. Mógłby zrobić też wiele innych rzeczy, jednak wróżkowi nic się nie stało, a wampir w dalszym ciągu siedział całkiem spokojnie, monotonnie popijając whisky. To przecież o czymś świadczyło i z pewnością tym czymś nie był brak wiarygodności.
Z wygórowaną pobłażliwością wymalowaną na twarzy, wciąż przypatrywał się chłopakowi, cierpliwie wsłuchując się w każde jego zdanie. Nie brał sobie do serca uderzającej złości, bo ta zwyczajnie go bawiła, tak samo jak cała postawa niewątpliwie ładnie nabzdryngolonego dzieciaka. Od prawie minuty, nieustannie, nachalnie wpatrywał się w duże oczy. Hipnotyzował spojrzeniem swych jasnych, złotych tęczówek, a na jego ustach wciąż gościł lekki, niebezpieczny uśmiech. Z nienaturalną gracją i dozą drapieżności co i rusz wypełniał swe usta alkoholem. Słuchał, jednocześnie każdym skrawkiem swego ciała okazując wyższość nad unoszącym głos chłopakiem. Jego twarz pozostała niewzruszona, gdy wyczuł delikatny dotyk. Uśmiechał się, nie mówiąc absolutnie nic. Nie odpowiedział. Wszystko co zrobił, to odprowadził zgrabną sylwetkę barmana spojrzeniem błyszczących, jaskrawych tęczówek. Z wyrazem twarzy, którego wróżek nie miał okazji u niego jeszcze dostrzec, oblizał schowane kły, na których gościły resztki chłopięcej krwi. Był zbyt pyszny. Chciał więcej.
Dopił niespiesznie złoty płyn, wpatrując się nieobecnym wzrokiem w jeden punkt za oknem. Jego usta bezustannie wykrzywione były w charakterystycznym, niewróżącym nic dobrego, uśmiechu. Myślał o Fabianie, o jego krwi, o tym co mógłby mu zrobić. Myślał o tym jak mocno go zaciekawił. Od dawna nikomu się to nie udało. Czuł się niesamowicie zaintrygowany tym jak łatwo jego wątłe ciało i charakterek zwróciły na siebie uwagę Nicholasa. Nie mógł przepuścić takiej okazji do urozmaicenia nudnego, monotonnego życia. Jego nogi same podążyły w stronę, którą poruszał się białowłosy, lecz przed tym podszedł do baru, aby zapłacić za whisky i dać dla swego słodkiego kelnera pokaźny napiwek. W końcu w swej dobroci, może podarować mu coś w zamian za odegranie roli dzisiejszego posiłku.
Poruszał się zupełnie bezszelestnie. Obserwował każdy ruch Fabiana wyprzedzając go o krok, kryjąc się w cieniu uliczek, które przemierzał. Z przyjemnością zaciągał się zapachem krwi, który wciąż delikatnie otaczał postać wróżka. Napawał się jego widokiem i uczuciem pragnienia, przedłużając moment zaspokojenia. Wyczuwał lekkie napięcie w ruchach i oddechu barmana. Wiedział, że czegoś się obawia. Być może nawet czuł obecność Nicholasa. Miał ochotę potrzymać go dłużej w tej niepewności, dać złudną nadzieję na bezpieczne dotarcie do domu. Na opuszczenie nieoświetlonej, opanowanej przez grobową ciszę uliczki. Od cywilizacji dzieliło go zaledwie kilkadziesiąt metrów. Pozornie tak mało, w praktyce...
Czekał na moment mogący najbardziej usatysfakcjonować wyczulone zmysły. Uśmiechnął się pod nosem, odsłaniając nieskazitelnie białe kły, gdy zamglony wzrok chłopaka podążył w głąb uliczki, którą prawie w całości miał już za plecami. Obejrzał się za siebie, tym samym popełniając wielki błąd.
Wampirze usta delikatnie dotknęły karku drobnego chłopaka. Niewielkie, zgrabne ciało przylegało mocno do dużo wyższego i silniejszego, pozbawione jakiejkolwiek drogi ucieczki. Duża, zimna dłoń obejmowała szczupłą talię wraz z wątłymi ramionami w żelaznym uścisku. Druga niemalże pieszczotliwie, delikatnie unosiła jego podbródek, odchylając głowę na lewo. Głodnym wzrokiem wpatrywał się w pulsującą tętnicę, idealnie widoczną, doskonale wyczuwalną.
Niebiezpiecznie jest samotnie wędrować ciemnymi uliczkami, wiesz... – chłodne wargi muskały jasny płatek ucha. – ...Fabian? – Wibrujący, szorstki głos rozbrzmiał szeptem pieszczotliwie drażniąc delikatne miejsce. Przymknął oczy, zjeżdżając ustami niżej, przesuwając koniuszkiem nosa po ścieżce, wzdłuż której wędrowała pulsująca żyła. Mógłby jej skosztować. Mógłby zabić. Wystarczył jeden ruch. Nicholas od bardzo dawna nie czuł się tak podniecony podobną świadomością. Jego oddech był wyczuwalnie szybszy. Napawał się tą chwilą. Napawał się jego strachem. Jeden z jego kłów wbił się całkiem delikatnie w miejsce obok, a zwinny język z zaangażowaniem zlizał słodką stróżkę krwi. Ciało przeszły przyjemny ciarki. Wyjątkowo smaczny. Idealny.
Nie mógł dłużej czekać. Jego ramię zacisnęło się jeszcze mocniej. Palce wbiły boleśnie w podbródek, a razem z nimi, ostre, długie kły zagłębiły się w okolice szyi, sprawnie unikając tego zachęcającego, strategicznego miejsca. Nie był już gówniarzem, potrafił się oprzeć. Chciał tylko... więcej. Więcej tej pysznej krwi. Więcej Fabiana.
Przymknął pociemniałe oczy, powoli pijąc życiodajną ciecz. Rozkoszował się jej smakiem. Nie pozwolił swej ofierze nawet drgnąć. Jego uścisk był zaborczy, mocny, niepozwalający na ucieczkę. Nie miał najmniejszego zamiaru wypuszczać go ze swoich objęć. Mój.


Najpierw biegł. Zaraz, jak tylko opuścił knajpę, zmusił swoje ciało do podjęcia tego wysiłku. Pragnął jak najszybciej oddalić się od tego miejsca i znaleźć się we własnym domu, za bezpiecznymi drzwiami własnego mieszkania.
Jedna uliczka, druga, siódma.
Jakiś podejrzany facet palący papierosa na rogu.
Transwestyta w podartych pończochach.
Dziwka w podartych pończochach.
- Skarbie, może masz ochotę na zabawę? Dam ci zniżkę.
Fabian spłoszony pokręcił głową i zmusił się do przebiegnięcia jeszcze kilkunastu metrów, mimo że piekły go płuca, a w ustach zaschło.
Na moment się zatrzymał i oparł o ścianę z zamiarem złapania oddechu.
Szmer.
Wróżek poczuł, że serce mu niemal stanęło i zrobiło mu się niedobrze, a obrzydliwa panika wdarła się do jego głowy.
Oddychając zbyt szybko i zbyt ciężko znów ruszył przyspieszonym krokiem. Jeszcze tylko jedna uliczka.
Ostatnia.
Fabian przesunął palcami po własnych wargach - opuchniętych, smakujących... alkoholem, papierosami... Nicholasem. Nadal czuł jego ciężkie, szorstkie usta, zbyt gorące, wilgotne... namiętne.
"Kurwa, Fabian, ogarnij się. To nie było nic dobrego."
Latarnia nad głową Fabiana zamrugała i zgasła. Chłopak przestał oddychać, a przytłaczające uczucie bycia obserwowanym sprawiło, że nieomal się potknął. Bardzo chciał się zatrzymać i złapać oddech, ale nie miał odwagi. Otulił się cienką koszulą i oglądnął za siebie. Wydawało mu się, że ktoś za nim szedł. Nie słyszał niczego; nikogo nie widział, ale... był pewien. Może to wpływ alkoholu, może zmęczenia i bujnej wyobraźni, ale nie mógł się ogarnąć.
Błąd.
Żelazny uścisk, w jakim się znalazł, zamiast oddać, zabrał mu dech. Prawie umarł z przerażenia. Zadrżał i szarpnął się mocno, ale w tych ramionach prawie niezauwazalnie. Natychmiast poznał napastnika, nie musiał go widzieć. Zapachu nauczył się na pamięć przez kilkadziesiąt ostatnich minut. Albo godzin...?
Stracił rachubę. I poczucie rzeczywistości.
- Nicholas - poczuł gwałtowne mdłości - Wiedziałem...
Rozchylił usta i szepnął. Prawie zrezygnowanym tonem. Znowu zaczął oddychać, a serce przyspieszyło co najmniej dziesięć razy.
- Zabijesz mnie? - spytał, a w jego głosie słychać było autentyczne przerażenie, choć z całych sił starał się je ukryć.
Skończy jak Fabienne.
W ciemnym zaułku, sam. Z rozdartą szyją, rzygając resztkami krwi. Zapomniany.
- Tyle warte twoje zapewnienia i słowa? Tylko... arghh... - Wróżek syknął w momencie, gdy ostry kieł bez problemu przebił bladą niczym papier szyi. Umrze.
Zakrztusił się, a czerwona mgiełka przerażenia oślepiła go. Gdyby zostal puszczony - upadłby.
Czuł każdy łyk. Każdy, chrapliwy oddech Nicholasa. Wcisnął się w niego i odchylił szyję - co zabawne, nie był tego świadom. Gdy strach spowszedniał, obudziło się coś dziwnego. Gorąco. Ciepło promieniujące z okolic podbrzusza, bardziej otępiające niż sam alkohol.
- Nicholas... - szepnął drżąco i złapał jego ręce próbując je odjąć od siebie. Na nic. Nie potrafił. Za to akt picia krwi stawał się...
To było zbyt intymne. Podniecające. Nigdy czegoś takiego nie przeżył.
Nie mogąc się uwolnić, poddał się. Smukła dłoń zamiast odpychać, ułożyła się na ręce Nicholasa. Mimowolnie jęknął i... Jezu, co z nim było nie tak?
Był rozpalony. Cholerna dziewica, na której ktoś po raz pierwszy położył łapska. A starał się stać prosto. Udawać. Nie pozwolić, by wampir wziął go za niewinną cnotkę.
Nie od razu zrozumiał, że robi mu się słabo, ale kiedy mdłości i zawroty głowy nasiliły się... gwałtownie szarpnął głową.
Kieł rozorał szyję, a krew spłynęła w dół plamiąc ubranie Fabiana i Nicholasa.
Wróżek z przestrachem spojrzał na wampira, chwilę po tym jak korzystając z jego chwilowej nieuwagi, naćpania krwią, zdołał przekręcić się w jego ramionach. A potem osunął się po nim opierając czoło o jego tors. Było mu słabo. Nogi drżały i...
Kurrrrrwa, czy podniecenie może zostać wywołane piciem krwi? Leniwie sunącym językiem wzdłuż świeżej rany, zębami muskającymi skórę i rozpalonymi ustami zostawiającymi wilgotne ślady w tak wrażliwym miejscu?
Z ust chłopaka wyrwał się kolejny, zdradliwy jęk. Nie chciał go! Zawstydzony zamykał usta przytykając je do piersi wampira.
Był pijany, słaby i niemal nieprzytomny.



Napawał się jego strachem, gdyż ten skutecznie pobudzał wszystkie, uśpione do tej pory zmysły wampira. Gdyby tak nie było, być może wyprowadziłby wróżka z błędu i zapewnił, że nie ma zamiaru go zabić. Jednakże jego przerażenie, drżące ciało i niemiarowy oddech, spodobały mu się tak bardzo, że postanowił nic nie mówić. Zresztą, nie chciał psuć atmosfery, a przede wszystkim zabawy. Chłopak i jego strach mocno go podniecały, zaś wyjątkowy smak wróżkowej krwi sprawiał, że mógłby oszaleć na jego punkcie. Od bardzo dawna nie pił czegoś równie dobrego. Tylko jedna osoba mogła konkurować z tym smakiem. Ale jej już nie było, zaś Fabian... Pokochał smak jego krwi. Wciąż chciał więcej. Z początku nie miał zamiaru go zabijać, później również tego nie planował, lecz gdy myślał o oderwaniu się od smakowitej szyi, ogarniało go zwątpienie. Miał ochotę zabrnąć dalej. Za daleko.
Zamruczał niemalże, gdy wyczuł zmianę w emocjach Fabiana. To, co czuł obecnie wróżek nie odbiegało mocno od tego co wypełniało Nicholasa. Obydwaj odczuli wpływ tej atmosfery i podniosłość tego aktu. Dla Nicholasa picie krwi nigdy nie było tylko zwykłym posiłkiem. Zawsze wybierał fizycznie piękne ofiary i nie działo się tak bez powodu. Również nieprzypadkowo w znacznej większości byli to chłopcy. Wiedział, że to co robił wpływało w ten sposób również na jego ofiary. I choć Fabian bał się niemiłosiernie, nie mógł uciec od tego uczucia. Upojony whisky był zupełnie bezbronny. Podatny na uczucia, których niekoniecznie mógł się spodziewać przy swym nastawieniu do drapieżników typu Nicholasa.
Gdyby mógł, uśmiechnąłby się na dźwięk tak jednoznacznego jęku wydobywającego się spomiędzy ust jego małej ofiary. Był jednak zbyt zajęty spożywaniem krwi, która na jakiś czas całkowicie opanowała jego rozum. Dopiero po jakimś czasie był w stanie zwolnić. Uspokajał się i swoje żądze, przy czym podświadomie poluźnił ucisk swoich dłoni - zarówno tej na talii, jak i na podbródku. Przez to dał chłopakowi sposobność do nieprzemyślanego szarpnięcia głową, to zaś doprowadziło do większego rozlewu krwi. Wyjął kły i z lekkim uśmiechem zlizał cieknącą posokę, jeszcze zanim barman zdążył obrócić swe ciało.
Oblizał usta, patrząc z góry jasnozłotymi tęczówkami na białą czuprynę przylegającą do jego torsu. Wciąż obejmował talię wróżka, choć nie robił już tego z taką zawziętością. Mimo to, wciąż wydawał się zaborczy. Nawet jeśli wiedział, że chłopak nie ma siły, by choćby spróbować ucieczki. Ale dlaczego miałby uciekać? Podobało mu się to. Nicholas dobrze o tym wiedział, a ciche, powstrzymywane jęki jawiły się jako niezbity dowód. Nachylił się raz jeszcze, scałowując i zlizując z delikatnego karku wciąż płynącą, szkarłatną ciecz. Zwilżone usta uniosły się nieco, zahaczając o płatek wróżkowego ucha.
Jeszcze z tobą nie skończyłem, Fabian – wymruczał, chuchając ciepłym oddechem wprost na wrażliwe miejsce. Choć zawierało w sobie nutkę grozy, zabrzmiało to niczym obietnica dłuższej, większej przyjemności. Wyprostował się lekko, wciąż podtrzymując wątłe, słabe ciało swoim ramieniem i przy użyciu drugiej ręki, dość delikatnie, lecz zdecydowanie i stanowczo, uniósł podbródek chłopaka, zmuszając go do spojrzenia w jaskrawe, złote oczy. Posłał mu lekki, nieco drapieżny uśmiech, by chwilę po tym zatopić własne wargi w tych drugich, miękkich i słodkich. Wciąż nie chował kłów, za sprawą czego od początku namiętny i gwałtowny pocałunek zmienił się w szaleńczy, krwawy taniec. Dłoń z drobnego podbródka przesunęła się powoli po niezranionej części szyi. Sunęła w dół, a ostry paznokieć torował sobie drogę do aksamitnej, jasnej skóry, rozrywając materiał zakrwawionej koszuli. Opuszki palców śmiało drażniły swym dotykiem odsłonięty tors, wciąż zjeżdżając niżej. Nicholas niezauważenie robił lekkie kroki w kierunku zimnej ściany jednego z budynków, do chwili, w której plecy Fabiana nie oparły się o szare cegły. Nie przerywał pocałunku, czyniąc go coraz brutalniejszym. Nieadekwatnie do tego, długie palce wyjątkowo delikatnie zajmowały się obnażonym brzuchem, by za chwilę znów powędrować ku górze, gdzie napotykając różowy punkcik, lekko go trącić. Reakcje wróżka sprawiały, że miał ochotę bawić się z nim w nieskończoność. Gdyby nie wiedział czym to grozi, z wielką chęcią jeszcze raz przyssałby się do jego szyi. Tymczasem jednak zadowalał się równie smaczną krwią płynącą z rozoranych, napuchniętych warg.


Przestraszył nie tego, że Nicholas wypije z niego ostatnią kroplę krwi i pozbawi życia (choć zapewne i ów fakt nie pozostawał bez znaczenia), ale tego co czuł, gdy chłodne usta wampira łapczywie wysysały z niego życiodajną ciecz. Musiał być naprawdę pijany, skoro jedyne, o czym myślał, to przyjemność, niepojęte, nieznane dotąd ciepło rozlewające się z okolic podbrzusza na całe jego ciało.
Zwykle marzł, tym razem, mimo chłodu nocy, było mu koszmarnie gorąco. Miał wręcz wrażenie, że za moment się roztopi i utopi w ramionach tego mężczyzny. To nie tak, że był łatwy i każdemu pozwalał na podobne rzeczy; po prostu wampir nie był kimś, komu potrafiłby się oprzeć. Wdzięk i urok, wrodzony czy też nie, zwykła kuglarska sztuczka, odrobina manipulacji… Cokolwiek to było, wróżek tłumił jęki i wstydził się swoich westchnień.

Jej zawiedzione spojrzenie dostrzegł tylko przez ułamek sekundy, senna mara, wyobrażenie, wizja zniknęły równie szybko jak się pojawiły. Fabienne.
Fabian nie zdążył nawet uchylić ust; gwałtowny atak na własne wargi wybudził go z transu i wróżek przez krótki moment próbował odepchnąć od siebie Nicholasa. Miało to ten sam skutek, co pełne wściekłości połaskotanie go piórkiem, naprawdę, w podobnych chwilach jasnowłosy przeklinał swą zdolność, dzięki której praktycznie nic nie ważył.

Pozostało mu tylko ulec, nie miał przecież wyjścia. Nazbyt ochoczo jak na bycie zaatakowaną ofiarą, wysunął język z pewną dozą ciekawości i delikatności próbując skosztować warg mężczyzny. Onieśmielał go, a jakże.
Fabian nawet nie potrafił się całować, zdawał się na swój instynkt, acz do Sashy Grey było mu bardzo daleko. Czerpał z pocałunku dziwną przyjemność, z każdą chwilą zachwycając się nim bardziej. Sam niewiele Nicholasowi dawał, miał wrażenie, że sam jest nieporadny i mocno kiepski. Nie nadążał za nim, więc po krótkiej chwili sam miał okazję poczuć w ustach smak własnej krwi. I alkoholu wypitego przez wampira. Ale podobało mu się. Za bardzo. To gwałcenie jego ust, naruszanie przestrzeni osobistej i zabieranie wszystkiego, czego tylko mężczyzna chciał. Bez specjalnych oporów zainteresowanego.

Wróżek po raz pierwszy znajdował się w takiej sytuacji. Pocałunków z siostrą nawet nie zaliczał do jakichkolwiek pieszczot, zresztą, daleko mu było do tych doznań, które teraz tak wspaniale wywoływały zawroty głowy i sprawiały, że uginały się pod nim nogi. Pomijając już ów drobny fakt, że Fabian nie do końca rozumiał jeden fakt…
Że tak facet z facetem?!

Niech pan przestanie… Nie można… — wyjąkał cichutko między jednym wdechem a drugim. Znów przeszedł na "pan", zbyt onieśmielony, by zwracać się do niego inaczej. jakby picie krwi i jego język w fabianowych ustach zupełnie nic nie znaczyły.
Drobne, białe dłonie objęły kark mężczyzny, a Fabian stanął na palcach, by samemu nie musieć zadzierać głowy. Czuł się nieźle, zważywszy na to, że za plecami miał ścianę, za ramieniem Nicholasa połyskiwało widmo Fabienne, a on sam pchał się wprost w pułapkę wampira. Mógł stracić zdrowie i życie. Bo z dziewictwem to tam kij.
Ale kiedy koszulka została rozdarta, a dłoń bruneta stała się nazbyt natarczywa, wróżek nie wytrzymał. Rozchylił szeroko usta i spojrzał na mężczyznę szeroko otwartymi oczyma. Nie wiedział co się dzieje i wymagał co najmniej wyjaśnień. Myśli i odczucia przytłoczyły go. Nieznane dotąd pragnienia niemal zwaliły go z nóg. Jak miał sobie wytłumaczyć fakt, że nagle ma ochotę zrobić z tym facetem te wszystkie rzeczy, które w niewybrednych filmikach pokazywał mu szef i współpracownicy, zaśmiewając się przy tym do łez przy akompaniamencie słów, że „Fabian nigdy nie zamoczy, to niech sobie choć popatrzy”.

O Jezu, zrobił się mistrzem zaprzeczania i ucieczek. Przylgnął mocniej plecami do ściany, a smukłe ręce przyciągnęły mężczyznę mocniej do siebie. Ledwie stał na nogach, ledwie myślał – pijany i osłabiony nie panował nad sobą. Szkarłat na szyi i na wargach na tle papierowo bladej skóry sprawiał, że wyglądał co najmniej jak psychopata. Ale miał to gdzieś. Wydawać by się mogło, że to ofiara uzależniła się w jednej chwili od napastnika, choć w przypadku wróżkowej krwi powinno być na odwrót. Nicholas jednak zapewne nie przewidział, że ma do czynienia z nieoszlifowanym diamentem, którego nadmiar doznań oślepi w jednej chwili.
Złapał między zęby wargę wampira i pociągnął lekko chcąc w ten sposób przyciągnąć jego uwagę. A mając ją pokręcił głową. Jedną z rąk złapał nadgarstek mężczyzny w próbie odjęcia jego rąk od swojego ciała. To było zbyt… zbyt dziwne. Zbyt podniecające. Zbyt nowe. Tak naprawdę przecież wcale nie chciał przestawać, ale nie zamierzał oddać siebie… zbyt łatwo.
Och, czy nie za późno?



Z początku myślał, że wróżek nie chce odwzajemniać pocałunku. Dopiero później, gdy mniejsze usta zaczęły się nieśmiało poruszać, a język wykonywać lekkie manewry, zrozumiał, że po prostu robi to tak nieporadnie. Zupełnie, jakby nigdy wcześniej nie przeżywał czegoś podobnego. Oczywiście Nicholas domyślał się, że mógł nie mieć doświadczeń z wampirami, które z pocałunku potrafią zrobić swego rodzaju sieczkę, ale przecież musiał się już dawniej całować. A jednak wszystko wskazywało na to, że kelner zwyczajnie nie ma doświadczenia. Ta myśl nieco zszokowała wampira. Przecież chłopak jest niewątpliwie piękny i pomimo swojej delikatności, nie wygląda jak dziecko, w związku z czym z pewnością dojrzał już do robienia tego typu rzeczy. No tak, przecież jest wróżkiem, kij wie ile tak właściwie ma lat. Tym bardziej, powinien mieć już swoje doświadczenie. Z wampirami również, z bardzo prostego względu - przyciągał. Nicholas był pewien, że nie tylko jemu zapach i smak tej krwi mógł przypaść do gustu. Może dlatego był uprzedzony. Może często go atakowano. Cóż, jakkolwiek by nie było, Fabian nie wydawał się być temu tak bardzo przeciwny jak można było zakładać wcześniej. Choć to akurat może być wpływ alkoholu. I Nicholasa oczywiście.
Uśmiechnął się niemrawo pomiędzy pocałunkami, gdy usłyszał głos swej małej, uroczej ofiary. Zarejestrował, że ten znów przeszedł na "pan". Było to dość zabawne, zważając na to, że zazwyczaj, gdy kogoś atakuje lecą mało przyjemne epitety i na próżno doszukiwać się kultury. Oczywiście tylko do pewnego momentu. Do momentu ugryzienia i przyjemności, która uderza w każdego bez wyjątku. Niewykluczone, że Nicholas w pewien sposób pomaga swemu urokowi osobistemu. Ale to już mało ważne.
Nie przestawał. Oczywiście, że nie. Wbrew temu co cicho mówił wróżek, jego ciało pokazywało, że jednak można. A nawet, gdyby jasnowłosy tego nie okazywał, Nicholas doskonale mógł wyczuć jego podniecenie, które niezaprzeczalnie mocno tliło się wewnątrz wróżka. Tliła się w nim również masa innych emocji, ale te Nicholas zgrabnie ignorował. Tak naprawdę nie musiał przejmować się żadną z nich. Jest drapieżnikiem, nie pyta o zdanie, czy pozwolenie. Zawsze tak było. Tylko na chwilę oderwał się od poranionych ust. Ze znaczącym uśmieszkiem na ustach przyglądał się jasnej twarzy wykrzywionej w wyrazie... zdziwienia? Fabian go bawił. Intrygował. Wciąż. Wydawał się tak niewinny, nietknięty, że Nicholas zaczynał wierzyć, iż faktycznie nikt wcześniej nie traktował go w ten, czy podobny sposób. Choć to było mało prawdopodobne w oczach wampira, nie potrafił wytłumaczyć zachowania białowłosego w żaden inny sposób.
Zaskakiwał go. Był pełen sprzeczności, co wywoływało w nieśmiertelnym jeszcze większe zaciekawienie tą drobną osóbką. Wciąż trzymając jego talię, z tym samym, dość nieprzyjemnym uśmiechem przejechał językiem po wardze chłopaka, gdy jego zęby lekko zacisnęły się na jego własnej. Rzucił mu przekorne, przeszywające spojrzenie, czując wymowny dotyk na nadgarstkach i widząc gest wykonany wróżkową głową. Zaśmiał się mało radośnie, przez chwilę stojąc w bezruchu.
- Nie walcz z tym - wymruczał, nachylając się do częściowo pokrytego krwią ucha, by za chwilę gwałtownie chwycić w dłoń oba nadgarstki chłopaka i przyszpilić je do ściany nad jego głową. Trwało to mniej niż sekundę. Dla oczu zwykłego śmiertelnika było niezauważalne. Nicholas się niecierpliwił. Zaskakiwało go to jak bardzo zapragnął tego słodkiego barmana. Nie spodziewał się, że ktoś jeszcze kiedyś wzbudzi w nim takie pokłady pożądania. Nie rozumiał co sprzyjało zaistnieniu tego zjawiska, ale bynajmniej nie miał powodów do narzekań. Bez zbędnych dodatkowych słów, znów przywarł ustami do szyi Fabiana, składając na niej brutalne pocałunki i zlizując krew wypływającą z małych ranek. Jego wolna dłoń śmiało przesunęła się po odsłoniętym torsie chłopaka, a jedno z kolan wsunęło między jego nogi. Przeniósł zimną dłoń na plecy, sunąc paznokciami wzdłuż kręgosłupa. Jego palce delikatnie, lecz pewnym, stanowczym ruchem wsunęły się pod materiał spodni, by zaraz zacisnąć się boleśnie na jędrnym pośladku. Spragnione, zakrwawione usta nakreśliły szlak od szyi, poprzez obojczyki i żuchwę, aż znów skończyły na wargach wróżka, całując go zachłannie. Dłoń zaciskająca się na rękach chłopaka nawet przez chwilę nie zwolniła uścisku, przyprawiając delikatne nadgarstki o niemały ból. Pomimo swego wieku, Nicholas wciąż czasem tracił kontrolę nad własną siłą. Można powiedzieć, że nie miał wyczucia. Szczególnie w takich chwilach.


Fabianowi z sekundy na sekundę zmieniał się nastrój; złość i strach przeplatały się z jakimiś dziwnymi pragnieniami i uczuciem zadowolenia. A potem od nowa, jakby wszystko uzależnione było od dotyku Nicholasa. A biorąc pod uwagę fakt, że po raz pierwszy ktoś dotykał go w TAKI sposób, i nie była to jego siostra, która, jakby nie patrzeć i tak nie posuwała się tak daleko, czuł się kompletnie…
Skołowany. Nie nadążał za reakcjami swojego ciała, bo, och, chciał więcej pocałunków, a jednocześnie domagał się, żeby wargi mężczyzny znów zsunęły się na jego szyję. I niżej.

Cichym pomrukiem zaprotestował przeciwko tak brutalnemu traktowaniu nadgarstków – na tych pojawiły się od razu ciemne zaczerwienienia od mocnego uścisku, chociaż… nie… nie miał nic przeciw takiej pozycji. Słowem, był zachwycony.
Coraz bardziej pewnie odwzajemniał pocałunki, a w którymś momencie nawet pojawiły się przebłyski inicjatywy. Przylgnął mocniej do mężczyzny ułatwiając mu tym samym podróż dłońmi po własnym ciele. Ale był zbyt pijany i oszołomiony. Zbyt osłabiony utratą krwi, która choć nieznaczna, dla tak delikatnej istoty była mocno niebezpieczna.

W którymś momencie Fabian przestraszył się bardziej; serce mocniej zatłukło mu się w piersi, a on odsunął się gwałtownie uderzając potylicą o mur i nabijając sobie guza. Przez moment wpatrywał się w Nicholasa bez słowa, jakby nie potrafił zrozumieć, dlaczego jego dłonie tak bezczelnie sobie poczynają i wsuwają pod spodnie. Nie, żeby mu się to nie podobało. Bynajmniej. Ale… wampir… ta uliczka… to miejsce…
WAMPIR.
Przeleci i zabije, dobrze, że choć dzieci z tego nie będzie, zostałyby półsierotami… co.
Fabian szarpnął się nieudolnie i oczywiście nie udało mu się wyrwać, nie miał na to najmniejszych szans. Zapewne mężczyzna nawet nie zauważył tej bezsensownej próby.

Resztki opanowania prysnęły, gdy zdecydowana dłoń zacisnęła się na pośladku wróżka i w jego ocenie wcale nie zamierzała na tym poprzestać. Białowłosy szarpnął się jeszcze mocniej i nagle zniknął w chmurze ledwie dostrzegalnego pyłku. Ręce Nicholasa zderzyły się z zimnym murem i zacisnęły co najwyżej na próżni.
Przez chwilę wampir mógł się zastanawiać co się właśnie wydarzyło. Został sam, w ciemnej uliczce panowała całkowita cisza. Z ramion wysmyknęła mu się łatwiutka zdobycz, która mogła zaspokoić przynajmniej dwa z jego pragnień.
Jednak Fabian nie zniknął. Nadal tu był, chociaż nie od razu sam załapał co się stało, a kiedy sobie to uświadomił miał ochotę wydrzeć sobie co najmniej połowę włosów z głowy. No kurde, w takiej chwili… Za bardzo się skupił, albo wręcz przeciwnie – stracił poczucie kontroli. W każdym razie w tym momencie unosił się nad głową Nicholasa mierząc niecałe piętnaście centymetrów. Jeszcze nie panikował, spróbował powrócić do ludzkich rozmiarów, jednak zmęczenie i osłabiony organizm uniemożliwiły mu to.

Przepraszam… — jęknął powoli podlatując przed twarz Nicholasa. Miał naprawdę skruszoną minę, co było o tyle dziwne, że to on był ofiarą zaatakowaną w ciemnym zaułku.
…Najwyraźniej spodobała mu się ta rola.

Zabrakło mi sił na kontrolowanie ludzkiej postaci — wyjaśnił szybko i rozglądnął się wokół. Na szczęście wciąż byli sami. Na szczęście nie doszło między nimi do czegoś więcej. Fabian poczuł się nieco bezpieczniej. Zrobił kółko nad głową mężczyzny i po krótkiej chwili wahania usiadł na jednej z jego dłoni. Wciąż oddychał szybko i chrapliwie, podniecenie starał się ukryć z całych sił. W tej postaci nie wymagało to jednak wielkiego wysiłku. Nicholas…
Teraz miał więcej odwagi, by z bliska spojrzeć w jego twarz. Był piękny, pozbawił go złudzeń. Przecież te istoty właśnie dlatego były tak piękne, by zwabiać ofiary… jak przed chwilą Fabiana. A jednak wróżek wcale nie czuł się jakby wygrał los na loterii, przeciwnie… Opadła go jakaś dziwna nostalgia i zawód.
Momentalnie zaczęło mu brakować tego, w jaki sposób wampir na niego patrzył i jak go dotykał. Przecież dobrze się stało!
Niepewnie popatrzył na mężczyznę wyczekując jego reakcji. Miał prawo do wściekłości, acz Fabian liczył na to, że obejdzie się bez walki. Nieważne jak bardzo mu się wszystko podobało… no cóż… zawsze mógł po prostu wznieść się w górę i zwiać na skrzydłach, jakoś jednak jeszcze nie mógł się zdecydować na to wyjście. Ale ucieknięcie napalonemu wampirowi...


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Don't lose your mind   Pon Sty 02, 2017 7:16 pm


Podobało mu się to, jak strach i podniecenie mieszają się wewnątrz wróżka, paraliżując go i uniemożliwiając podjęcie jednej, konkretnej decyzji - czy chce, czy jednak nie. Nie to, żeby Nicholasa jakoś specjalnie interesowało zdanie Fabiana, bo w przeciwieństwie do dzieciaka, sam doskonale wiedział, czego pragnie. Wyglądało również na to, że i słodki barman zaczyna przechylać się bardziej ku jednej ze stron, poddając pożądaniu i miarowo niwelując strach. Nicholas był pewien, że ma go w garści i kolejne minuty mogą potoczyć się już w jeden tylko sposób, dlatego też musiał mieć bardzo głupią minę, gdy jego ofiara nieoczekiwanie zniknęła sprzed złotych oczu, a dłonie zderzyły się z zimnym betonem. Zamrugał oczami, rozprostowując palce i unosząc jedną z brwi, jakby sądził, że coś mu się przywidziało. Po krótkiej chwili zorientował się co właściwie zaszło. Z nieodgadnioną miną oderwał chłodne dłonie od ściany i wyprostował się, zadzierając nieco głowę, by dojrzeć małe stworzenie latające tuż nad nią. Nijak nie reagując, wysłuchał słów wróżka i dopiero po dłuższej chwili odetchnął, by zaraz po tym parsknąć niekontrolowanym, krótkim śmiechem. Z pełną pobłażliwości miną uniósł dłoń, oczekując, że wróżek na niej spocznie, co też faktycznie zaraz zrobił. Wampir patrzył na niego z pewnym zafascynowaniem i nieukrywanym rozbawieniem. Uśmiech błądzący na jego twarzy wyjątkowo sprawiał, że nie wydawał się już aż tak groźny jak zazwyczaj. Nawet nie był zły. Fabian ładnie go zaskoczył i dla bruneta było to po prostu zabawne. Inna sprawa, że jego bawiło wiele rzeczy, które być może nie powinny.
- Przepraszasz? - To też było dla niego wyjątkowo absurdalne. Zakładał, że schwytał w swoje ręce biednego, bezbronnego chłopca, tym czasem ten przepraszał go za swoją niesubordynację uniemożliwiającą dalsze napastowanie. Pokręcił głową, patrząc na chłopaka z pewną dozą współczucia. Wiedział już z całą pewnością, że gdyby podjął dalsze kroki, nie można byłoby tego nawet nazwać gwałtem. Fabian chciał tego, do czego to wszystko prowadziło, a Nicholas, choć czuł pewien zawód, że ostatecznie do niczego nie doszło, to jednak nie napełniał się irytacją. Westchnął bezsilnie, jednym palcem unosząc podbródek chłopaka do góry. Taki delikatny. Zapatrzył się na niego z zastanowieniem. Młody barman był po prostu uroczy.
- Odprowadzę cię do domu, zanim skończysz w paszczy jakiegoś wygłodniałego psa - mruknął, wciąż uśmiechając się jedynie kącikami ust i patrząc tym wielce rozczulonym wzrokiem. Być może byłby zgorszony, gdyby wcześniej się nie najadł, ale skoro wróżek zdołał nasycić jego głód i zaspokoić kubki smakowe, jest skłonny odpuścić mu to małe, nieplanowane nieposłuszeństwo.
Jak powiedział, tak też zrobił i skierował swe kroki ku wyjściu z alejki, nakazując białowłosemu informowanie go o odpowiednim kierunku. Nie musiał go odprowadzać, oczywiście, że nie. Chciał to zrobić, obawiając się zwyczajnie, że mocno osłabiony, a na dodatek pijany wróżek w tej postaci jest zbyt łatwym celem nie tylko dla zwierząt, ale także dla innych istot magicznych. Skoro już przyczynił się znacznie do wprowadzenia go w ten stan, wolałby, by nie stała mu się krzywda z innej ręki niż samego Nicholasa. W jakiś znikomy sposób, czuł się zwyczajnie odpowiedzialny za bezpieczny powrót Fabiana do domu, a ponieważ lubił nocne spacery i nigdzie mu się nie spieszyło, nie widział przeciwwskazań. I jakby nie było, wciąż chciał go poznać nieco bliżej. W końcu przecież pokazał, że nie jest tak zły jak wróżek przypuszczał. Mógł go zabić, a tego nie zrobił. Mógł też w przypływie złości uczynić mu niemałą krzywdę, tym czasem wybrał eskortę pijanego wróżka kosztem własnego czasu. Zasługiwał więc na trochę więcej zaufania.


Czekaj! — pisnął i czknął jednocześnie, co sprawiło, że na moment zupełnie stracił panowanie nie tylko nad torem swojego lotu, ale także nad ciałem. Które zdradziecko domagało się małej powtórki – paliło, mrowiło i wołało. Pierś wróżka unosiła się jak po morderczym maratonie, a on, głupi, po prostu po raz pierwszy w życiu poczuł takie prawdziwe podniecenie. Złapał włosy Nicholas i pociągnął kosmyk jakby to w jakikolwiek sposób miało umożliwić mu zatrzymanie dużego i dobrze zbudowanego mężczyzny.
Jedno było pewne – mianowicie to, że Fabian nie miał jeszcze zamiaru wracać do domu. To prawda, że stracił nad sobą kontrolę ze strachu, ale miał ku temu zupełne prawo. Jako istota z manią prześladowczą, siostrą zadźganą przez wampiry i mało odważną naturą skrzydlatej istotki, dla której mocniejszy podmuch wiatru potrafił być śmiertelnym wrogiem, miał do tego, do diabła, prawo.
W tej postaci nic mi nie grozi, naprawdę — zapewnił utrzymując się na wysokości twarzy wampira. — Nie wracajmy jeszcze, tylko… — Wróżek spuścił głowę i spojrzał na swoje majtające w powietrzu nogi. Kolejne czknięcie poskutkowało nieudanym fikołkiem, a Fabian po krótkiej chwili wahania wylądował na ramieniu mężczyzny. Złapał jego przydługie włosy i posiłkując się nimi niczym linami, podniósł i przytulił do szyi. Wzrost miał idealny, by akurat znaleźć się tu przy jego uchu. Otworzył buzię, ale nie wydusił życzenia, że chciałbyjeszcze, bo tamto dotykanie okropnie mu się podobało. I w spodniach go jakoś gniotło, co zniecierpliwiony własnym stanem prezentował wampirowi uparcie coraz mocniej przylegając do jego szyi. Łaskocząc. — Możemy posiedzieć jeszcze chwilkę, jeśli wrócę do normalnej postaci? — spytał przymilnie — Nie to, żebym przestał uważać cię za bezdusznego potwora, ale było mił… Nie mam planów na wieczór, a teraz wiem, że mogę ci zwiać w każdej chwili — oświadczył dumnie, a zdrowy rozsądek poszedł się pierdolić gdzieś w pizdu. Nadal chorobliwie Fabiana przyciągało do wampira i nie miał pojęcia dlaczego. Nawet nie podejrzewał działania jakichkolwiek mocy, po prostu chciał z nim pobyć jeszcze i nie było innej opcji.
No i stężenie alkoholu na zmniejszony nagle organizm było znacznie większe niż na dorosłego faceta, więc Fabian był zwyczajnie urżnięty w trupa. Gdyby istniała wróżkowa drogówka, uprawnienia do naruszania przestrzeni powietrznej za pomocą skrzydeł zostałyby mu odebrane na co najmniej rok. No ale on był sprytny. Użył wampira do transportu…
Znaczy…
Ale on nie chciał właśnie się transportować.
Nico… Chciałbyś jeszcze mnie skosztować? Mojej krwi? — chłopak zamarł na chwilę czekając na odpowiedź. Obawiał się tylko, że jak wyjdą z tego zaułka, to diabli wezmą i atmosferę i pewność siebie. No i musiałby się schować, by ludzcy przychodnie nie dostali na jego widok ataku paniki.
Groźnie nie wyglądał, ale wolał nie mieć do czynienia z kimś, kto mógłby pomyśleć, że ma niezłe zejście po prochach i weźmie go za obiekt wyobraźni i… pacnie jakąś gazetą, czy coś… — No stój, Nico — wróżek ześliznął się z ramienia i na moment zawisł na obojczyku mężczyzny. Dopiero teraz zaczynał być świadom jego męskości. Mógł dotykać i napawać się zapachem. Zupełnie bezkarnie. Przedtem też mógł, ale każda próba kończyła się zdradzieckim jękiem, bo Nicholas zbyt dobrze widział, jak bardzo się Fabianowi podobał.
Białowłosy nie miał pomysłu co zrobić, by zatrzymać wampira, a coraz bardziej zbliżali się do zdumiewająco ruchliwej jak na tę porę głównej uliczki… W akcje desperacji zsunął się pod koszulę mężczyzny. Z pewnością łaskotał jego skórę włosami i skrzydełkami. I to chyba było całkiem przyjemne. Raczej w przeciwieństwie do tego, że za moment kompletnie schlany Fabian zacisnął swoje ząbki na sutku wampira. Po czym beznadziejnie niekontrolowanie znów wylądował w dorosłej, ludzkiej postaci. To było tak nagłe i niespodziewane, że nawet praktycznie nic nie ważący wróżek zdołał przewrócić na ziemię mężczyznę i usiąść mu na klacie spowitej rozerwaną koszulą. Oj tam, wypadek przy pracy.
Chyba przestaniesz zaczepiać nieznajomych w barach — powiedział Fabian pociągając nosem i nie czując się zaistniałą sytuacją w ogóle zażenowany.


Szedł spokojnym, wolnym krokiem, nie zważając na kompletnie pijanego Wróżka, który z niewiadomego powodu próbował go powstrzymać. Nicholas chciał postąpić właściwie, nie narażając chłopca na dalsze niebezpieczeństwo. Najadł się, trochę pobawił i to mu na tę chwilę wystarczyło, szczególnie, że słaniający się na nogach - czy może raczej już na skrzydłach - wróżek, po prostu go rozczulał. Nie miał serca dłużej bawić się jego kosztem, narażając chłopca na kaca moralnego o większej intensywności niż to konieczne. Nie, właściwie to nie miałby skrupułów do zostania tu i dalszego wykorzystywania chłopca, gdyby nie to, że ten w dziwny sposób zaskarbił sobie sympatię Nicholasa i z tego właśnie powodu, wampir pragnął doprowadzić do kolejnego spotkania. Gdyby dziś przedobrzył, wróżek z całą pewnością nie miałby najmniejszej ochoty na pogłębienie znajomości, a to pokrzyżowałoby Nicholasowi plany. Co prawda nie były one zbyt skonkretyzowane, ale jednak chciał utrzymać się w ryzach i dać sobie szansę na bliższe poznanie barmana. Ktoś posiadający tak wyjątkowo smaczną krew i oryginalną, zachwycającą urodę nie może skończyć jako jednorazowy kąsek. Nie w dobrym sercu więc leżała rzecz, lecz w spontanicznie, ale dobrze przemyślanych zamierzeniach krwiożercy.
Uśmiechał się nieco przekornie, widząc wróżka przed swoją twarzą. Choć słyszał jego słowa, nie odpowiadał, trzymając się swego postanowienia związanego z bezpiecznym odstawieniem chłopaka do domu. Dzisiejszy dzień wolał zakończyć pozytywnie skoro już był tak rozbawiony zachowaniem barmana, który pomimo pierwotnego strachu i silnego uprzedzenia, sam szukał obecnie kontaktu. Jego przewrotność nie mogła pozostawić Nicholasa obojętnym i nie mógł nic poradzić, jak tylko uśmiechać się kącikami, kryjąc większość niemałego rozbawienia wewnątrz siebie. Nie mówiąc twardego "nie", pozwolił chłopcu na dalsze przekonywanie do pozostania w uliczce i spędzenia trochę więcej czasu razem. W końcu Nicholas nie należy do tych, którzy świadomie odejmują sobie szansę na trochę rozrywki, a zachowanie wróżka właśnie taką obecnie stanowiło.
Lekkie szarpanie za włosy mu nie przeszkadzało, lecz bliskość małego ciała Fabiana odczuł już znacznie wyraźniej i intensywniej. Miał wrażliwą szyję, uszy także, więc gdy chłopiec zaczął zbyt długo manewrować w okolicach tych miejsc, miał ochotę go stamtąd strzepnąć. Nie zrobił tego jednak, wciąż w opanowaniu sunąc naprzód. Uśmiechnął się nieco głębiej, gdy wyczuł w jakim stanie jest chłopak. Cóż, nie przypuszczał, że kiedykolwiek poczuje czyjąś erekcję w takim miejscu. Nie przypuszczał także, że jego niewinne pieszczoty doprowadziły chłopaka tak szybko do takiego stanu. Przynajmniej rozumiał teraz czemu ten tak bardzo nie chciał wracać do domu. Nawet przez chwilę rozważał możliwość małego podroczenia się z wróżkiem, zrezygnował z niej jednak szybko, bo choć go korciło, wiedział, że to może się zwyczajnie źle skończyć. Już pomijając odebranie sobie szansy na rozwinięcie tej intrygującej znajomości, wampir mógł po prostu stracić nad sobą panowanie, a przy tym zrobić swojemu towarzyszowi dość poważną krzywdę. Fabian jest posiadaczem naprawdę uzależniającej krwi i Nicholas nie miałby nic przeciwko skosztowaniu jej więcej. Wiedział jednak, że jeśli podda się swemu pragnieniu, zabije chłopaka, a wolał tego uniknąć. Nie lubił również sytuacji, w których jego żądza przejmowała nad nim kontrolę, więc nie chciał ich prowokować. Tłumacząc sobie to wszystko, był w stanie ignorować zaczepki chłopca i podążać przed siebie, czekając aż temu znudzi się proszenie i posłusznie zacznie wskazywać odpowiednią drogę.
Powstrzymał śmiech cisnący mu się na usta, gdy wróżek wygłosił swoje spostrzeżenie. Mylił się. Nie był w stanie "zwiać w każdej chwili". Wtedy Nicholas był zaskoczony i tylko dlatego pozwolił swej ofierze uwolnić się z jego rąk. Teraz, gdy wiedział do czego ten jest zdolny, mógłby szybko zareagować i migiem pochwycić malutkie ciało w swoją silną dłoń. Gdyby tylko chciał, nie dałby mu uciec, lecz i teraz postanowił nie wyprowadzać wróżka z błędu. Usilnie milczał, wzdychając pod nosem z lekkim zrezygnowaniem i nieustannie obdarowywał przestrzeń nikłym uśmiechem.
Westchnął nieco dosadniej, gdy usłyszał pełne rozochocenia pytanie chłopaka. Uświadomił sobie, że Fabian musiał być bardziej pijany niż mógł przypuszczać, skoro chciał dobrowolnie oddać więcej swojej krwi. Oczywiście rozumiał, że może pragnąć powtórki, ponieważ jak powszechnie (no może nie aż tak) wiadomo, akt spożywania krwi jest przyjemny zarówno dla wampira jak i jego ofiary. Ale każda z tych ofiar posiada instynkt samozachowawczy i z pewnością może wyczuć, kiedy przyjemność przekracza pewną granicę, zmieniając się w poważne zagrożenie. Zazwyczaj i tak jest im wtedy wszystko jedno ze względu na znaczne osłabienie, ale wróżek miał okazję trochę odsapnąć, dlatego też powinien wiedzieć, że gdy odda się drugi raz, źle się to dla niego skończy. Najwidoczniej wypity alkohol zbyt mocno przysłonił jego rozsądek. Nicholas poświęcił chwilę refleksji nad tym, od kiedy jest taki dobrotliwy. Dawniej zapewne bez chwili wahania dopełniłby swego dzieła, nie przejmując się niczym innym. Ale... Fabian był zbyt wyjątkowy. Zbyt ciekawy i przyciągający. Minęły długie lata odkąd ostatnio miał do czynienia z osobą wartą jego uwagi przez wzgląd na swoją fizyczność i smak. Nie chciał więc go zabijać. To byłoby marnotrawstwo.
Słysząc ponaglający głos wiercącego się wróżka, faktycznie się zatrzymał, zaniepokojony jego śmiałymi manewrami. W tym stanie mógł przecież bardzo łatwo spaść i się połamać, bo choć miał skrzydła, Nicholas nie wątpił, że może zwyczajnie zapomnieć o ich użyciu. Patrzył więc z góry na ruchliwego chłopaka, z podejrzliwością skrytą za złotymi tęczówkami. Pokręcił głową ze zrezygnowaniem i znów ruszył, tyle że wolniej. Obserwował poczynania chłopaka, by w razie czego zareagować odpowiednio szybko i nie pozwolić mu upaść.
Dalej już wszystko działo się zbyt szybko. Niesforny wróżek zsunął się po chłodnym ciele, przyprawiając bruneta o delikatne ciarki, a zaraz o silne skrzywienie wywołane osobliwym bólem spowodowanym przez zęby chłopaka, który dotarł już do tego momentu, w którym zaczynał być irytujący. Przede wszystkim dlatego, że Nicholas miał ochotę na to wszystko, do czego namawiał go chłopak i tylko dzięki doświadczeniu oraz silnej woli, wciąż nie spełnił jego życzeń.
Gdy nieoczekiwanie schowany pod materiałem wróżek zaczął rosnąć, miarka się przebrała. Obydwoje wylądowali na ziemi. To znaczy, Nicholas wylądował na ziemi, a Fabian na nim. Twarz wampira pozostała niewzruszona upadkiem, lecz wcześniejszy uśmiech gdzieś zniknął a on poświęcił zaledwie chwilę, by wziąć głęboki wdech i równie przeciągle odetchnąć. Uchylił przymknięte powieki, by spojrzeć na chłopaka. Jego brew zadrżała nerwowo.
W ciągu sekundy to Fabian znalazł się pod Nicholasem, który zawisnąwszy nad nim, chwycił pokrzywdzone już nadgarstki i znów umieścił je nad głową chłopaka. Tym razem jednak zrobił to brutalniej i znacznie boleśniej, tak jakby nie miał nic przeciwko połamaniu delikatnych kości. Zajrzał głęboko w oczy chłopaka i uśmiechnął się podle, obnażając śnieżnobiałe kły. Nie wyglądał już jak ktoś komu można zaufać. Wyglądał jak pospolity, wygłodniały wampir na polowaniu. Nachylił się mocno nad twarzą Fabiana.
- Tego chcesz? - wymruczał będąc kilka milimetrów od jego napuchniętych ust. Wolną dłonią przesunął po talii chłopaka, by zaraz zjechać niżej i nacisnąć na wyraźne wybrzuszenie w jego spodniach. - Mogę spełnić twoje życzenie - szeptał dalej, zaś jego palce poczęły śmiało poruszać się na materiale spodni, aż w którymś momencie chwyciły za zamek, śmiało pociągając go w dół. - Zerżnę cię tutaj. Mocno i brutalnie, bo tak jest najlepiej. Gdy będziesz miał już dosyć, a ja zaspokoję się twoim kosztem, znów skosztuję tej pysznej krwi, aż wyssę ją do ostatniej kropli. - Swe ciche przepowiednie szeptał skrajnie nieprzyjemnym, szorstkim tonem do ucha bezbronnego chłopaka. Po ostatnich słowach, jakby na ich potwierdzenie, przejechał językiem po śladach ugryzienia widniejących jeszcze na szyi kelnera. Dopiero po tym odsunął głowę, by móc jeszcze raz zajrzeć w jasne, przymglone oczy. - Umrzesz - obwieścił z tym samym, złowróżbnym uśmiechem i absolutną powagą w przenikliwym spojrzeniu. Dał chłopakowi chwilę na przemyślenie jego słów. - Ewentualnie mogę cię zabrać do domu i dać okazję do wytrzeźwienia. Co wolisz, Fabian? - Posłał mu zupełnie niewinne spojrzenie, uśmiechając się już nieco łagodniej, w oczekiwaniu na odpowiedź. Jego palce wciąż niemiłosiernie mocno zaciskały się na drobnych nadgarstkach, choć tym razem włożył więcej wysiłku w to, by wyważyć swą siłę i przypadkiem ich nie połamać. Choć mogłoby się wydawać inaczej, wcale nie stracił nad sobą kontroli. Wręcz przeciwnie, panował nad sobą wyjątkowo dobrze i tylko dlatego nie zrealizował jeszcze przepowiedni, którymi obdarzył wróżka.


Ocenianie sytuacji nie leżało teraz w zakresie możliwości wróżka. Zachowywał sie jak dzieciak, obłożony miękką i pokaźną poduszką zakazów rodzicielskich, wbrew którym i tak poszedł beztrosko bawić się na krawędzi przepaści, w każdej chwili ryzykując upadek. A ten nie skończyłby się paroma siniakami i zadrapaniami, tylko poważnymi obrażeniami, choć najprawdopodobniejsza z tego wszystkiego była śmierć. I Fabian igrał, bo mu się to spodobało to balansowanie na granicy. Przez tyle lat, ba, przez całe swoje życie był chodzącą ostrożnością. Nie zaczepiał nieznajomych, konwersację podtrzymywał tylko grzecznościowo i daleki był od manifestowania swoich uczuć i potrzeb. Te zresztą, jak mu się do dziś wydawało, nie istniały, albo były tak znikome, że sprawę mógł załatwić słodkim ciastkiem z kremem.
A teraz nie, pożądanie, które go owładnęło było gorzkie, cierpkie i palące. Nie można było go zastąpić byle czym, zwłaszcza że w tej kwestii czym zmieniało się na kim. Już parę godzin temu, w knajpie, gdy podszedł do wampira nie miał odwrotu, a co dopiero teraz, kiedy siedział na nim...
A raczej leżał. Fabian zdążył wydać z siebie dziwny jęk pomieszany ze zduszonym krzykiem, gdy wylądował na ziemi, a obiekt jego zainteresowania zawisł nad nim niczym czarna, burzowa chmura, przed którą nie sposób uciec. Rozchylił usta średnio zachwycony pozycją, bowiem czuł wręcz jak krew zaczyna odpływać z jego nadgarstków. Poruszył palcami i popatrzył na Nico z lekką złością nie wynikającą bynajmniej z jego zachowania, a tego, że nie pozwolił mu na to, czego wróżek chciał.
Wróżki już takie były - dumne i płochliwe, nie lubiły zmian i gdy coś nie szło po ich myśli. A Fabian jeszcze nie zdążył zauważyć, że nie wygra z silnym wampirem, który, nawet jeśli to dziwne, w jakiś sposób go pragnął.
— To wcale nie było moje życzenie — jęknął prezentując mężczyźnie w jaki sposób potrafił wygiąć ciało w łuk, byle z tej, pozostawiającej wiele do życzenia, pieszczoty, wziąć jak najwięcej. Zagryzł wargi maltretując je już do reszty. Rumieńce koloru wina mocno kontrastowały z bladą cerą i białymi niczym śnieg włosami, a błyszczące oczy z uwagą śledziły każdy ruch... drapieżnika. Gdzieś podświadomie Fabian czuł, że żarty się skończyły, gra zaczęła się na poważnie, a on już na samym początku dawał dupy. Cóż. W przenośni i dosłownie. — Ale tak tutaj...? — wyrwało mu się, chociaż był pewien, że słowa, które planował brzmiały zupełnie inaczej. Jak coś w stylu "Zostaw mnie, zboczeńcu", "Przestań", czy coś. Ale nie potrafił ich z siebie wydusić, a rozochocony wizjami swojej wyobraźni jedynie zaognił sytuację.
Słowa mężczyzny budziły nieprzyjemne dreszcze. On przecież groził, a Fabian... Nie bał się. Zamiast tego rozchylił usta pozwalając kilku chrapliwym oddechom opuścić gardło. To...
Zacisnął oczy lekko poruszając biodrami i ocierając się chaotycznie o rękę wampira.
— Nie umrę... — powiedział bez większej pewności topiąc się w płynnym złocie. Rzucał Nico wyzwanie, nie do końca gotów samemu je podjąć. To był zdecydowanie ciąg najgorszych decyzji w jego życiu. No, a on nie miał żadnej karty przetargowej, żadnego asa w rękawie. Żadnej wyjątkowej krwi - gdyby Nico miał trochę szczęścia, bez problemu znalazłby kolejną naiwną wróżkę; słowem, nie miał nic, co pozwoliłoby mu szafować obietnicami czy groźbami. A jednak.... Zachowywał się niepoważnie pewnie, jakby miał do wszystkiego prawo.
Nico wcale nie był gorszy ani lepszy od innych wampirów. Te polowały, zabijały... wspaniałomyślnie darowały życie swym ofiarom, które uzależniały się od bycia dziwkami krwiopijców służącymi... absolutnie do wszystkiego.
Czy tak los spotkał Fabienne?
Ta myśl była niczym siarczysty policzek. Fabian cofnął biodra i próbował się wyrwać. Nie byłoby to proste nawet gdyby ważył tyle, co przeciętny człowiek, a co dopiero, gdy kilkugramowe chuchro mógł zdmuchnąć mocniejszy podmuch wiatru.
— Puść... — szepnął z trudem poruszając zdrętwiałymi i lodowatymi palcami. — To boli — poskarżył się, jakby wampira miało to cokolwiek obchodzić. Przecież dostał możliwość odejścia w całości; pogardził nią, więc znalazł się w potrzasku. — Nie wiem... ja chcę... nie wiem. Zabiliście moją siostrę... — wymamrotał przymykając oczy i pozwalając, by pochłonął go mało przyjemny wir spowodowany nadmiarem alkoholu. Zrobiło mu się niedobrze. — Mogę umrzeć, jeśli masz na to ochotę... — odgiął głowę maksymalnie do tyłu podsuwając mężczyźnie długą szyję z pulsującą siateczką niebieskich żył pod sam nos. Tego akurat był świadom.
Działał bez namysłu, albo w jakimś chorym poczuciu udowodnienia, że wampiry to żadne krwi bestie nie liczące się z nikim i niczym. Nie, Fabian zdecydowanie nie był wyjątkiem.


Wróżek kompletnie nie zdawał sobie sprawy z tego w co się wpakował, Nicholas zaś był pełen podziwu dla tego, jak bardzo mogło nim zawładnąć pożądanie. Bo oprócz alkoholu, to przecież ono było główną przyczyną, dla której Wróżek nie próbował uciekać, ba, nawet nie przestraszył się szczególnie tych pogróżek. Wyginał się za to w zbyt zmysłowy sposób, ocierając przy tym o dłoń Nicholasa, jakby słowa Wampira zupełnie do niego nie dotarły. A przecież nie mógł wiedzieć, że ten nie mówi poważnie. Nicholas to wiedział, ale Fabian nie. Gdyby trafił na mniej dobrotliwego przedstawiciela tejże krwiożerczej rasy, to zaćmienie umysłowe mogłoby się dla niego bardzo źle skończyć. Wystawiał się jak na tacy, najwidoczniej nie myśląc o tym, że zaspokojenie żądzy może być niewarte tego, co nastąpi później. Jednak mimo całej pogardy, którą wzbudzało w Nicholasie obecne zachowanie bezbronnego chłopca, zachwycała go jego delikatność, czy może raczej zaskakująca czułość na dotyk. W końcu Wampir nie zrobił jeszcze nic śmielszego, a jego mała ofiara emanowała wręcz palącym pożądaniem, na tyle wielkim, by dla spełnienia ryzykować własnym życiem.
Nicholas nie mógł nie parsknąć krótkim śmiechem, gdy do jego uszu dotarło słabe pytanie szczerze zmieszanego wróżka. Jak to możliwe, że będąc w takiej sytuacji, tym o co najbardziej się martwił, było miejsce, w którym Nicholas zamierza go posiąść? Nie zrobiły na nim wrażenia pogróżki o tym jak bolesne może to być i jak swe dzieło może uwieńczyć krwiopijca, tylko akurat to, że nie jest to najlepsze miejsce do takich rzeczy. Westchnąwszy, pokręcił głową ze zrezygnowaniem i posłał chłopakowi pełne politowania spojrzenie.
Tutaj – odparł szeptem, maskując całe swoje rozbawienie i znów przystroił się w poważną minę, nie wróżącą świetlanej przyszłości dla leżącego chłopaka. Czując jak białowłosy wygina biodra, by znów przypomnieć domniemanemu oprawcy o swoim małym problemie, uśmiechnął się pod nosem, by powoli przejechać kciukiem po odsłoniętym materiale bokserek, wzdłuż silnie sterczącego członka chłopaka. Jeżeli ten stawiał tak sprawę, postanowił pobawić się trochę dłużej. Uświadomić chłopakowi czym grozi nieostrożność i wypieranie strachu w podobnych sytuacjach. Z drapieżnym uśmiechem nienależącym bynajmniej do grona tych przyjemnych, leniwie przejechał językiem po własnych wargach, wpatrując się przy tym dziko w szyję chłopaka. Droczył się. Tylko droczył. I nie brał pod uwagę tego, że może stać się ofiarą własnej zabawy. W końcu był przekonany o tym jak dobrze panuje nad swymi żądzami. Nie wątpił w siebie.
Jego dłoń sprawnie rozchyliła materiał spodni, by umiejscowić się wygodnie na wyczuwalnej wypukłości, przykrytej jeszcze cienkim materiałem bokserek. Złote tęczówki wciąż wpatrywały się z zaskakującym chłodem w te szare, a długie palce śmiało przesunęły się po chłopięcym członku, kończąc swą drogę głębiej pod materiałem spodni, aby zacisnąć się mocniej na jego jądrach. Słuchając niewzruszenie nagłych protestów chłopca, u którego w końcu wyczuł te bardziej pożądane, naturalniejsze emocje adekwatne do obecnej sytuacji, przesunął jeden z palców jeszcze głębiej, zatrzymując jego opuszek pomiędzy jędrnymi pośladkami. Z pojawiającym się podłym uśmiechem, nacisnął stanowczo na wejście chłopaka, wciąż chronione przez jedyną warstwę materiału.
Bezczelnie uniósł brwi w pełnym udawanego zaskoczenia i współczucia wyrazie, kiedy chłopak zaczął skarżyć się na ból. Z nieschodzącym uśmiechem, gładził jego dziurkę, czując jak i na niego zaczyna oddziaływać ta gra. Bezbronność chłopaka była... Podniecająca. Nim się zorientował, faktycznie zapragnął zatopić się między jego pośladki i wziąć tutaj. W końcu Fabian nie mógł mu uciec. Złote oczy nabrały niepokojącego wyrazu, którego nie można było odbierać jako udawany.
Nie patrząc na granice, jakie wcześniej sobie wyznaczył, już nachylał się nad chłopakiem, by złączyć ich wargi w pocałunku, podczas gdy jego dłoń przesunęła się ku górze i podważyła przeszkadzający materiał, mając zamiar wsunąć się pod niego.
Zatrzymał się kilka milimetrów przed wargami chłopaka, zawieszając dłoń w pół kroku.
Zabiliśmy? – powtórzył niemal niesłyszalnie po chłopaku, patrząc na niego w pewnym skonsternowaniu. Po chwili doszło do niego, że ten musiał mieć na myśli Wampirów. Więc dlatego tak się ich bał. Któryś z jego pobratymców odebrał mu siostrę. Cóż, nie była to szczególnie zaskakująca informacja, ani też coś mogącego zrobić na Nicholasie jakieś wrażenie. Śmierć była wszechobecna, codziennie ktoś umierał i często byli to ludzie na to niezasługujący. Nie potrafił współczuć, choć wiedział jak boli utrata kogoś bliskiego.
Wyraz jego twarzy pozostawał nieprzenikniony. Wyprutym z emocji wzrokiem przez chwilę wpatrywał się w całkiem odsłoniętą szyję Fabiana prowokującego w nazbyt bolesny sposób. Nie mówiąc nic, powoli począł przenosić swe usta znad twarzy Wróżka, w stronę jego szyi. Sekundy się dłużyły, gdy jego odsłonięte kły były coraz bliżej i bliżej świeżej jeszcze rany.
Miękkie wargi zatrzymały się na bladej skórze. Przelotny pocałunek był jak muśnięcie skrzydeł motyla. W przeciągu kilku następnych sekund bliskość Nicholasa zniknęła, a on sam nachylał się, by wziąć białowłosego w obydwie swe ręce. Przytulił go do siebie, nie chcąc nieopatrznie upuścić. Ważył tyle co nic, więc niemalże nie czuł jego ciężaru.
Siostrze byłoby przykro, gdyby widziała jak łatwo rezygnujesz z życia – odparł ze zrezygnowaniem i westchnąwszy krótko, ruszył przed siebie. – Ostatni raz pytam gdzie mieszkasz. – Jeżeli nie raczy odpowiedzieć, nie będzie miał wyjścia jak zabrać tego niesfornego, nierozsądnego barmana do siebie.


Nie mógł przecież wiedzieć, że trafił na bardziej doświadczonego wampira. Nie litościwego czy delikatnego, a po prostu doświadczonego. Potrafiącego panować nad sobą i swoimi instynktami. Dla własnej korzyści oczywiście. Inni tacy nie byli, ale Fabian nie miał porównania, bo prócz opowieści powtarzanych szeptem za drzwiami restauracji, nie miał do czynienia z żadnymi z przedstawicielami tej rasy.
Miał naprawdę dużo szczęścia, że doprowadzony do takiego stanu trafił własnie na niego. Choć z drugiej strony, gdyby nie Nicholas, zapewne absolutnie nic by się nie stało. Skończyłby pracę jak przyzwoitość nakazywała i w stanie idealnie trzeźwym dotarłby do własnego mieszkania.
A w tej chwili wróżek był lata świetlne od jakiejkolwiek przyzwoitości i nie chcąc się Nicholasowi oddawać w tym ciemnym zaułku, jednocześnie robił wszystko, by mężczyznę niewątpliwie nim zainteresowanego, do tego sprowokować. Uczciwie rzecz biorąc był spragniony zainteresowania, dotyku, kontaktu fizycznego. Dopóki żyła Fabienne, to mu wystarczało. Jednak gdy jej zabrakło chłopak zdał sobie sprawę, że nawet ona nie była w stanie była wypełnić wielkiej czarnej dziury w nim samym. Była doraźnym rozwiązaniem, plastrem naklejonym na głęboką ranę wymagającą interwencji kogoś bardziej doświadczonego. Więc może to wszystko było jedynie kwestią czasu? I Fabian mógł naprawdę nazywać się szczęściarzem, że wylądował właśnie z tym konkretnym wampirem...?
Nawet gdyby miał zostać zabity, to w tej chwili nie zależało mu na życiu znów tak bardzo...
Poddawał się dotykowi i drażnił Nicholasa całym sobą. Każdym oddechem, westchnieniem i zagryzaniem wargi. Wygięciem ciała pragnącego więcej. Dopiero słowa mężczyzny sprawiły, że nagle otrzeźwiał patrząc na niego wielkimi oczyma i trawiąc powoli informacje.
- Nico... - wróżek westchnął zrezygnowany. Sam nie wiedział czego chce i dziwił się, że wampir miał w sobie tyle cierpliwości, by znosić jego fochy i zmienne nastroje. Spowodowane oczywiście alkoholem, trzeźwy Fabian najpewniej spierdoliłby przy pierwszej nadarzającej się okazji, a potem robił te wszystkie złe rzeczy, których nie robią grzeczni chłopcy, podczas przeglądania stron internetowych oznaczonych krzyczącym na czerwono znaczkiem +18.
- Łatwo? Poucza mnie wampir? - zakpił cały się trzęsąc z niecierpliwości i pożądania, które coraz bardziej zdecydowanie wchłaniało go w siebie. Ogarnęło go głupie uczucie zawodu i bycia porzuconym. Przegiął i Nicholas stracił zainteresowanie nim? Przestał być atrakcyjny? Zerknął gdzieś w bok i i przygryzł wnętrze policzka. Pozwolił się mężczyźnie podnieść i objąć, przy jednoczesnej bierności ze swojej strony. Nawet jeśli w którymś odruchu miał ochotę zarzucić mu ręce na szyję.
Zabawne, że trochę zrozumienia i litości dostał od kogoś, kogo w życiu o coś takiego nie posądzał.
- W domku na drzewie - mruknął ruszając powoli, noga za nogą za Nicholasem. Teraz już chyba ostatecznie zakończyli dyskusję, a Fabian nie śmiał więcej drażnić wampira. Zmienił się we wróżkę i dogoniwszy mężczyznę siadł mu na ramieniu. Ostatni przystanek.
- Chyba powinienem nieco zmienić zdanie o twojej rasie - powiedział jakoś tak smutno ocierając się o jego policzek. Oparł o niego ręce i pocałował lekko, choć biorąc pod uwagę jego wagę i gabaryty wątpliwe było, by Nicholas cokolwiek poczuł. - Mam nadzieję, że jeszcze wpadniesz do naszego baru, do zobaczenia.
Nie potrzebował niańki.
Uniósł się w powietrze i rzucając wampirowi ostatnie spojrzenie zniknął mu z oczu unosząc się coraz wyżej i wyżej.
W cichości ducha miał nadzieję, że znów poczuje to coś, co każe mu znaleźć tego mężczyznę. Zmusi do przyjścia do niego i to nie będzie ich ostatnie spotkanie. Ale na tę chwilę lepiej było to zakończyć, nim Nicholas rzeczywiście byłby w stanie wykonać którąś ze swoich gróźb.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Don't lose your mind   Pon Sty 02, 2017 7:16 pm



Studio rodzeństwa Phoenix, o jakże oryginalnej nazwie (skąd ona się mogła wziąć?) mieści się na rogu dwóch ruchliwych ulic w centrum. Od frontu cała ściana jest przeszklona, dzięki czemu z zewnątrz widać zachęcającą swoim wyglądem recepcję. Nad drzwiami wisi rzucający się w oczy szyld z nazwą studio, zaś niżej małym druczkiem zapisane są imiona rodzeństwa, tj. Nicholas & Gabrielle. Wnętrze lokalu utrzymane jest w barwach czerwieni i czerni. Wchodząc do poczekalni połączonej wąskim korytarzykiem z recepcją, można umilić sobie czas przed telewizorem, lub czytaniem przeróżnych gazetek, których stos leży pod niewielkim stolikiem. Na wszystkich ścianach każdego z pomieszczeń wiszą obrazy, przedstawiające głównie tatuaże Gabrielle, a także klientów Nicholasa, którzy zechcieli na tychże ścianach zawisnąć. Z poczekalni można przejść do gabinetu tatuażystki, lub do miejsca pracy jej brata. Obydwa te pomieszczenia są zachowane w sterylnej czystości, a ich atmosfera jest całkiem przytulna i spokojna. Są to niewielkie pokoje, przeznaczone tylko i wyłącznie do wykonywania pracy rodzeństwa. Pomiędzy drzwiami prowadzącymi do tychże gabinetów, znajduje się wejście do luźno urządzonego pokoiku rodzeństwa, w którym to spędzają czas, gdy nie mają żadnych klientów. Oprócz tego można odnaleźć także drzwi do toalety, a obok telewizora w poczekalni automat z piciem i przekąskami.
Osoby korzystające z usług Nicholasa, bądź Gabrielle, skazani są na słuchanie muzyki utrzymanej w rockowych i metalowych klimatach. Próżno prosić któreś z rodzeństwa o zmienienie playlisty, gdyż obydwoje zgodnie uważają, że nie ma lepszej muzyki od tej, którą puszczają.
Oprócz rodzeństwa, w lokalu pojawia się czasem recepcjonistka zapisująca gości oraz dbająca o to, by czas oczekiwania upłynął przy dobrej kawce, lub herbatce. Częściej jednak w roli tej występuje Nicholas lub Gabrielle.
Aby skorzystać z usług oferowanych przez studio, należy zadzwonić i się umówić, bo z miejsca to raczej ciężko. Chociaż co poniektórym może się udać.

Nicholas nie należał do tego typu wampirów, które określało się mianem łagodnych. Powodem mogło być to, że tacy krwiopijcy rzeczywiście nie istnieli. Choć tego dnia zaciekle bronił swej rasy, sam najlepiej wiedział jak przedstawia się sytuacja. Cóż, dopuszczał do siebie myśl, że faktycznie gdzieś na tym świecie żyje sobie niewinny wampir, który nigdy nie zabił, a może nawet nie skosztował ludzkiej krwi, szczerze jednak w to wątpił. Walka z instynktami jest bardzo ciężką walką i niedoświadczony zawodnik nie może liczyć na wygraną. Gdy spotyka się wampira, można mieć prawie stuprocentową pewność, że ma na swoim koncie przynajmniej jedną zamordowaną ofiarę. Nicholas nie był wyjątkiem, nawet jeśli przy Fabianie wykazał się zaiste godnym podziwu opanowaniem. Nie zrobił tego jednak z dobrego serca. Chłopak był ciekawym obiektem, miał pyszną krew i ładne ciało. Nadawał się na dłuższą zabawę, nie na jedną noc, a nawet wystarczająco doświadczony wampir jakim jest Nicholas, mógł mieć trudności z wstrzymaniem się przed wypiciem tej niesamowicie dobrej krwi do ostatniej kropelki. Poczuł tę żądzę i wiedział, że zabicie tego malca byłoby najprawdopodobniejszym zakończeniem wieczoru, gdyby tylko dał się skusić na jego pijackie propozycje. Ale zachował zimną krew i pozwolił chłopakowi odlecieć, by zaraz po tym wrócić do domu, unikając po drodze ciekawskich spojrzeń śledzących jego nagą klatę.
Przez resztę nocy myślał o nowopoznanym wróżku i to z jego osobą w myślach zapadł w sen. W nim jednak pojawiła się druga osoba, której wspomnienie odświeżył ten wyjątkowy, zbyt dobry smak, jakiego skosztował gryząc wróżka. To mu przypomniało jak niebezpieczna bywa taka krew. Jak niepożądane jest wracanie do tego co było dawniej i czucie się tak, jak poczuł się przez krótką chwilę wtedy, przy Fabianie. Już dawno nie pozwolił swym żądzom kontrolować własnego ciała i umysłu, nie chciał więc ryzykować utraty swej równowagi. Dlatego właśnie, choć osoba barmana mocno go zaintrygowała i wzbudzała chęć bliższego poznania, nie szukał kontaktu. Nie odwiedzał baru, choć dobrze pamiętał zaproszenie chłopaka, nawet jeśli ten z całą pewnością żałował, iż w ogóle nim sypnął.
Mijały dni i tygodnie, a Nicholas zajmował się swym dotychczasowym życiem. Robił kolczyki, naprzykrzał się siostrze, utrudniał innym życie, zmieniał się w rześkiego czterdziestolatka i brał udział w zawodach, po których udzielał wywiadów. Nie zmieniło się nic oprócz tego, że jego głowa wciąż nie mogła wyrzucić z myśli pięknego obrazu, jaki stanowił delikatny wróżek o tak pociągającej, eterycznej urodzie. I jego smak. Pragnął skosztować go raz jeszcze, szczególnie, gdy okazało się, że inne pożywienie nie jest w stanie całkiem zaspokoić wampira.

Był środek tygodnia, co za tym idzie ruch w studio nie przyprawiał o zawroty głowy, szczególnie, że pogoda nie była nader piękna i mieszkańcy Nantes niekoniecznie czerpali z jej wątpliwych uroków. Nicholas użerał się z siostrą od rana, a na domiar złego, mimo że było już po trzynastej, odprawiał właśnie piątego klienta. Miał dużo wolnego czasu i niezbyt wiele do roboty, podczas gdy siostrze najwidoczniej się poszczęściło w związku z dużym projektem, który dziarała właśnie za sąsiednimi drzwiami.
Westchnął niewesoło, żegnając skinieniem klienta, by zaraz złapać za swoją kawę i powędrować do recepcji. Zajrzał do notesu, a widząc, że kolejna umówiona wizyta ma odbyć się za godzinę, pokręcił ze zrezygnowaniem głową i sięgnął po paczkę swych fajek. Jego dłoń zatrzymała się na czarnym pudełeczku leżącym na biurku, podczas gdy złote spojrzenie spoczęło na podobnej, lecz różowej, leżącej tuż obok. Truskawkowe papierosy należały do Gabrielle. Kolejna rzecz, która przypomniała Nicholasowi o tamtym spotkaniu. O tamtym smaku. O Fabianie.
Nie do końca świadomie, powoli oblizał wargi, mrużąc przy tym swe powieki. Nie zamierzał dłużej czekać. Dzień był ponury i nudny, a on potrzebował rozrywki. I krwi. Zabierając z biurka własne fajki, raz jeszcze posunął się do zwabienia białowłosego wróżka. Z lekkim, drapieżnym uśmiechem wychylił się na zewnątrz, by oparłszy plecy o framugę, odpalić papierosa. Wypatrywał swej słodkiej ofiary, mając nadzieję, że jedyne czego pożałuje to to, iż nie zrobił tego wcześniej.


Po bliższym spotkaniu z wampirem przyszedł czas na to, aby wytrzeźwieć. Fabian wytrzeźwiał, odleczył kaca, którego miał chyba po raz pierwszy w życiu i doszedł do momentu, kiedy rumienił się za każdym razem, gdy patrzył w lustro. Slady wampirzych zębów widniały tam niczym wyrzut sumienia przez dłuższy czas, nie pozwalając wróżkowi wmawiać sobie, że to był tylko sen. Skrupulatnie ukrywał rankę przed oczyma współpracowników i klientów. A wśród tych ostatnich uparcie wypatrywał wampira. Oczywiście z zamiarem natychmiastowego ucieknięcia na zaplecze. Jeśli Nicholas bywał w barze, to pod nieobecność Fabiana, a rotacje klientów były tak duże, że nikt nie potrafił mu odpowiedzieć, czy ktoś taki był. Nie to, żeby się jakoś specjalnie dopytywał.
Minęło sporo czasu, ale wróżek nie mógł wyrzucić z pamięci wampira. Nie podobało mu się to, tak samo jak fakt, że prawie mu się oddał w zaułku jak jakaś... kurtyzana! by nie powiedzieć gorzej. Fabian miał się za aseksualnego dotychczas, jednak od tego spotkania przyłapał się na tym, że dłuższe rozmyślanie o Nicholasie doprowadza go do... co najmniej podniecenia. Zaczął się zachowywać inaczej. Nie miał wciąż odwagi, by się upić i pójść uprawiać seks, więc tym bardziej... kilku klientów zdecydowanie zagięło na niego parol po tym, jak dal im do zrozumienia, że może zaoferować więcej niż drinka okraszonego barmańskim uśmiechem.
Różniej w ogóle stracił szansę na wypatrywanie wampira, bowiem szef widząc jego rozkojarzenie dał mu wolne.
Pragnienie przyszło w momencie, gdy Fabian wychodził spod prysznica. Znów to poczuł. Ciepłe, niewidzialne dłonie oplotły jego wnętrzności i zaczęły szarpać. Serce mu przyspieszyło, a oddech stał się chrapliwy. Obraz Nicholasa przed oczyma zrobił się tak wyraźny, że biedny Fabian musiał...
Z łazienki wyszedł po dłuższym czasie, ale napięcie nie zniknęło. Wręcz narastało. Gryzł wargi, niemal chodził po ścianach. Ostatecznie jednak postanowił złożyć mężczyźnie wizytę. W momencie, w którym nie mógł się już dłużej opierać, zebrał się do kupy. Postanowił jednak zmienić co nieco w swoim wyglądzie. Uznał, że wypełnienie klatki piersiowej i typowo kobieca bluzka oraz rekordowo obcisłe spodnie wystarczą, by zrobić z siebie istotę płci przeciwnej. Za pomocą odrobiny swojej mocy sprawił, że rysy jego twarzy stały się całkowicie dziewczęce. Różnica była minimalna, ale wyglądał jak jego siostra, Fabienne. Wciąż miał jej dokumenty, więc teraz zabrał je ze sobą.
Nie wiedział, co go ciągnęło i dlaczego. Nie miał także pojęcia, gdzie idzie, był jak w transie. Jakby ktoś obwiązał go sznurkami i za ich pomocą zmuszał do określonych ruchów. Ocknął się dopiero przed salonem tatuażu. zamrugał rozglądając się wokół. Nigdy wcześniej nie był w takim miejscu, ale...
— Dzień dobry? — wszedł do środka rozsiewając wokół swój słodki zapach. Nie wyglądał(a) zdecydowanie jak zwykły klient. Nie wiedział, nie skojarzył, że pracował tu Nico. Nie skojarzył tego pragnienia z tamtym, które odczuwał na jego widok w barze. Nie skojarzył, że to nie było nic naturalnego, i że był tylko marionetką, którą bawił się wampir.


Z pozornym spokojem dopalał papierosa, nieustannie rozglądając się niby to niedbale po otoczeniu. Nie zważał zupełnie na zainteresowane spojrzenia przechodniów, a głównie przedstawicielek płci pięknej. Przez długie lata swego względnie krótkiego życia, zdołał nawyknąć do ciekawskich spojrzeń i zalotnych uśmiechów. Często też nie pozostawał na nie obojętny, gdyż każdego człowieka należało rozpatrzeć pod kątem możliwości zostania następną ofiarą. Jednakże Nicholas był wybredny i właśnie dlatego rzadko kiedy brał kogoś "z ulicy". Kobiety miały tym bardziej utrudnione zadanie, gdyż mężczyzna w dużej mierze wolał męskie ciała. Jednak w tym jednym momencie interesowało go tylko jedno z nich i to właśnie jego wypatrywał. Gdy tak patrzył w przestrzeń, mrużąc delikatnie złote oczy i zaciągając się dymem, doszedł do niego donośny głos, który skłonił krwiopijcę do obejrzenia się przez ramię.
Nicholas! – Bursztynowe tęczówki dostrzegły dość wysokiego, szczupłego mężczyznę o bujnej blond czuprynie i twarzy wysadzonej okazałą ilością kolczyków. Wampir z niewybrednym uśmiechem zgasił papierosa, by zaraz skinieniem głowy przywitać XJ, zwanego powszechnie Exem. Nicholas nie znał prawdziwego imienia chłopaka, choć o samej jego osobie wiedział sporo. Temu zaś na chwilę udało się odwrócić uwagę Nicholasa od wyczekiwanego gościa, który uparcie wciąż nie nadchodził.
Masz wolną chwilę? – Przymilny uśmiech z reguły nie działał na Nico, lecz nie miał nic przeciwko wypełnieniu chwil oczekiwania krótkim zabiegiem, szczególnie, że stałemu klientowi, którego wyjątkowo darzył jakąś sympatią, nie czuł potrzeby odmawiania.
Zdziwiłbym się gdybyś nie trafił w moment Exe. – Zaprosił blondyna do środka, podążając krok za nim do pokoju zabiegowego. Ponieważ jego klient wywodził się z gatunku tych nieznośnie gadatliwych, brunet nie dostał żadnej sposobności do tego, by swymi myślami znów zabiec do pięknej postaci Wróżka. Słuchając nawijania nastolatka, starszego niż mógłby wskazywać na to jego wygląd, zabrał się za przekłuwanie grzbietu jego lekko przekrzywionego nosa. Po kilku minutach było po wszystkim, a obleczona w rękawiczkę dłoń wampira, sprawnie ścierała nieśmiało wypływającą ze świeżej rany krew. I wtedy poczuł jego obecność.
Fabian.
Rozliczymy się przy okazji, wygląda na to, że mam kolejnego klienta – rzucił do wstającego z fotela chłopaka, po czym nie poświęcając mu więcej uwagi, wychylił się z pokoju. Stanął jak wryty widząc przed sobą... kobietę. Przez nagłe otępienie ledwo poczuł smagnięcie Exe'a na swoim ramieniu i usłyszał rzucone niedbale podziękowanie z pożegnaniem. Złoty wzrok nie odrywał się od postaci kogoś, kto otaczał się aurą Fabiana a jednak...
To nie on.
Nie, no przecież czuję, że on.
Nie miał tak delikatnej twarzy.
Nie miał cycków.
Nie był...

No dobrze, był zniewieściały, ale nie... tak. Cóż, mina więcej niż stuletniego wampira musiała w tym momencie wyglądać wyjątkowo głupio. Przez chwilę nawet zwątpił, że wtedy, w tamtym barze poznał faceta. Ale potem uświadomił sobie, że miał niejedną okazję, by przekonać się co ten miał między nogami i nie były to zdecydowanie damskie narządy rozrodcze.
Czy to znaczy, że trafił na transa? No nie... Chyba był na za stary na takie dziwactwa.
Fabian – odezwał się w końcu z lekkim powątpiewaniem, unosząc wymownie brew. Wciąż był piękny. Wciąż zachwycał. Wciąż przyciągał i budził wampirze zmysły. Przez słodkie perfumy, wciąż przebijał się znajomy zapach. To musiał być Fabian.
Odchrząknął, pokręciwszy głową z coraz większym rozbawieniem. Poważnie?
Zbliżył się do chłopaka (?), a nachyliwszy się nad nim niebezpiecznie, powolnym ruchem odgarnął białe kosmyki ze szczupłego ramienia. Głodne, złote spojrzenie wbiło się w pulsującą tętnicę. Tak. To Fabian. Bez wątpienia.
Pełne wargi zwilżył lekko swym wprawnym językiem.
Nie zrobił nic niepokojącego. Po krótkich oględzinach powoli się odsunął, patrząc z góry na wydelikacone oblicze nie tak dawno poznanego barmana. Posłał mu znaczący uśmiech.
To ma jakiś konkretny cel, czy dorabiasz jako hostessa, mój drogi, wyjątkowo trzeźwy Wróżku? – Prychnął, zabierając dłoń z kosmyków chłopaka. I choć go nie dotykał, choć nie robił nic gwałtownego, choć był środek dnia, a oni znajdowali się w samym centrum miasta... Atmosfera wydawała się cięższa niż powinna. A oczy Nicholasa nie miały barwy czystego złota. Były ciemne. Ciemne i wbite z jednoznacznym wyrazem w oblicze zwabionej ofiary.


Zrozumiał do kogo przyszedł sekundę przed tym, jak z pomieszczenia wychynęła znana sylwetka. Fabian przełknął ślinę, ale myśl o odwrocie nawet nie przemknęła przez jego umysł, w którym szalał teraz chaos. Nagle wszystko zrozumiał. Wcześniej nie odbierał tego jak tak intensywną ingerencję w swoje myśli. Był pijany jak nigdy, a co za tym idzie zdolność postrzegania świata znacznie różniła się od tej zwyczajowej. Mógł sobie to wmówić i zaliczyć do romantycznych mrzonek – coś mnie do niego ciągnęło.
Tyle, że teraz był cholernie trzeźwy, cholernie skołowany i nieco przestraszony, bowiem potrzeba przyjścia tutaj pozbawiła go jakiejkolwiek świadomości i kontroli nad sobą samym. Skoro nie był w stanie oprzeć się potrzebie przyjścia tutaj, nie pamiętał kilku ostatnich minut, to… to wampir mógłby mieć go całego milion razy, a Fabian nawet nie byłby tego świadom.
Rozchylił usta i zamrugał spuszczając zarumienioną twarz, gdy mężczyzna zbliżył się do niego sprawdzając z kim ma do czynienia. Nie dał się oszukać, od razu go przejrzał.
— W kobiecej formie dostaję wyższe napiwki. Poza tym to mój prawdziwy wygląd. Jestem kobietą, która czasem zmienia się w chłopca. Ale przyznaj, słabo mi to wychodzi. — powiedział równie śpiewnie co kłamliwie i lekko przekrzywił głowę. Tylko uważny obserwator dostrzegłby, że delikatna twarz podjęła próbę otarcia się o tę chłodną, dużą dłoń, która bez większego problemu łamała fabianowe opory. Między nimi było tak gęsto od napięcia, że można było gryźć powietrze.
Chciał go zniechęcić.
Chciał go przyciągnąć.
Chyba nie do końca wiedział co robi i był rozdarty między pragnieniami a tym, co powinien. Wychodziło zabawnie i tylko dlatego Nico miał przed sobą słodką dziewczynkę zamiast napalonego chłopca, którym był w rzeczywistości. I któremu się w tych ciasnych spodniach robiło niesamowicie ciasno.
Wróżek uśmiechnął się pod nosem zanim nie podniósł głowy. Jego wzrok omiótł pomieszczenie, a ciekawska natura sprawiła, że zanim Nico się zorientował, kilka skrzydlatych gramów wpadło mu do pomieszczenia, w którym tatuował.
Zaglądał wszędzie, gdzie tylko się dało, oglądał sprzęt, szkice i różne wzory. Już niejednokrotnie przechodziła mu przez głowę myśl, że chciałby mieć tatuaż, ale nigdy jej nie zrealizował. Bał się, że będzie bolało. Ale skoro już się tutaj jakimś cudem znalazł, szkoda byłoby przegapić taką okazję. W którymś momencie odwrócił się do wampira, poddając się absurdalnej myśli, że ten mógłby go w tej chwili zjeść żywcem. Żywa dusza nie wiedziała, gdzie Fabian jest i pewnie przez dłuższy czas nikt nie dostrzegłby jego nieobecności.
— Masz dzisiaj dużo klientów? Bo może… — wróżek zawahał się lekko przesuwając dłonią po jakimś podłużnym przedmiocie na blacie. Totalnie bezmyślnie, ale w taki sposób… — Chciałabym się wytatuować. Tutaj.
Jasnowłosy momentalnie znalazł się obok wampira z zadartą głową. Wskazał na mocno odstający obojczyk, ale wyglądał jakby wpadł na znacznie ciekawszy pomysł. — Albo gdzie indziej… — dokończył cichutko nie zdradzając o jakiej części ciała mówi. W końcu wampir jeszcze się na nic nie zgodził, ale skoro go tutaj przywołał…
Bo tak, do Fabiana wreszcie dotarło, że to co w romantycznym uniesieniu nazywał przyciąganiem, tak naprawdę było kurewską, wampirzą mocą, które zresztą tamtego wieczora uległ zbyt mocno. Niestety niewiele pamiętał, albo raczej – miał nadzieję, że nie było nic do pamiętania. Postanowił więc odrobinę wybadać teren, jakoś zniechęcić do siebie mężczyznę, który najwyraźniej leciał na chętnych, napalonych chłopców, a nie na kobiety.


Jak zawsze, nie odrywał od niego wzroku. Zdawało się, że pieścił drobne ciało spojrzeniem niecodziennie ciemnych tęczówek, jednocześnie sprawiając mu ból nieznanej natury. W spojrzeniu Nicholasa nie było ni krzty normalności, choć sam mężczyzna z pozoru zachowywał się całkiem naturalnie. Dla niewtajemniczonego widza, nie rzucał nawet podtekstami ani nie próbował niczego wskórać poprzez sugestywne gesty. Wróżek jednak był wtajemniczony, a Nicholasowi wcale nie zależało na dyskrecji.
Uśmiechnął się szyderczo słysząc wyjaśnienie chłopca. Zamiast odpowiedzieć od razu, przetrzymał go w tej chwili milczenia, ograniczając się do intensywnego przeszywania wzrokiem wydelikaconej twarzy. Zdawać by się mogło, że może odczytać z niej wszelkie sekrety i myśli. Nie mógł, a przynajmniej nie starał się tego zrobić. Podobało mu się zaistniałe napięcie, chciał więc jak najdłużej się nim cieszyć. Robił to dopóki wróżek nie zainterweniował, burząc całą atmosferę i udając się w podróż po studio bez przyzwolenia właściciela. Wampir westchnął krótko, opierając plecy o blat w oczekiwaniu na powrót delikwenta. W międzyczasie uśmiechał się do siebie na skutek wyobrażeń reakcji Gabrielle na niezidentyfikowaną, latającą pipidówkę. Ponieważ tatuowała właśnie zwykłego człowieka, musiała udawać, że nic nie widzi. A śmiertelnikowi wmawiać, że coś mu się uroiło. Nicholas chciałby to zobaczyć.
Stał jednak w miejscu, przechodząc z myśli o skonsternowaniu siostry, na myśli o samym Fabianie. O tamtej nocy i o tym smaku. Mimo że nie patrzył w lustro, był świadom stanu w jakim się znalazł i tego, że kolor oczu zupełnie go zdradza. Był głodny, spragniony i podniecony. Z chęcią wziąłby wróżka tu i teraz, na tym blacie, posuwając go z jednoczesnym wysysaniem tej przepysznej, życiodajnej cieczy. Nieświadomie przejechał językiem po wardze, nader wyraźnie widząc przed sobą ten piękny obrazek . Dotkliwie dokuczało mu żywe jeszcze wspomnienie wspaniałego smaku.
Kontrola stała się cięższa niż mógł przypuszczać, dlatego gdy wróżek wrócił i zaczął eksponować swoje wdzięki... Z trudem powstrzymał się od zaznania się z nimi bliżej, choćby i bez zgody. Chłopak bezczelnie kusił, a był przecież trzeźwy. Nicholas mógł się tylko uśmiechnąć, zjadając jednocześnie wzrokiem delikatne ciało.
Nieświadomie przymrużył oczy, wpatrując się z głodem w wyeksponowany, ładnie zaznaczony obojczyk. Z dość niepokojącą miną uniósł dużą dłoń, by niczym w transie przejechać po delikatnej kości opuszkami palców. Z rozkoszą zaciągnął się słodkim zapachem, wyłapując w nim umiejętnie naturalną woń wróżka.
Miałem okazję zapoznać się z tym co masz w majtkach, chłopcze. – Jego głos był zachrypnięty jeszcze bardziej niż zwykle, gdy zaczął odnosić się do niedawnych słów wróżka. Przez chwilę zdawał się być nieobecny, a atmosfera tak gęsta, że niemal utrudniała oddychanie.
W jednej chwili zabrał rękę i wyprostował się, nabierając nieco przytomności. Wzrok swój przeniósł na przystojną, czy też ładną teraz twarz. Uśmiechnął się czysto uprzejmie, krzyżując ręce na piersi.
Nie tatuuję – odparł swobodnie, wciąż nie odrywając wzroku od barmana. – Mogę zrobić ci kolczyk. Tutaj... – raz jeszcze ułożył palce na wskazanym wcześniej przez białowłosego miejscu – ... albo gdzie indziej.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Don't lose your mind   Pon Sty 02, 2017 7:17 pm

Fabian nie zdawał się być speszony. Wzruszył ramionami wciąż kontynuując zaglądanie w każdą szparę w pomieszczeniu. Ekscytowało go to. Tak samo jak oznaczanie ciała. Wciąż miał ślady po zębach Nico, po jego nieostrożnych palcach. Patrzył na nie w lustrze i podobały mu się, podobało mu się bycie naznaczony, oznaczonym i podpisanym.
Podszedł do Nico kręcąc biodrami w zmysłowy, pociągający sposób i zarzucił mu ręce na szyję. Działał na niego. Och, zdawał sobie sprawę, tak samo jak z tego, że wpadł w pajęczą sieć, a każdy, choćby najostrożniejszy ruch wiązał się z mocniejszym skrępowaniem i głębszym wpadaniem w ciepłą, lepką sieć.
To właśnie dlatego zginęła Fabienne.
Uległa temu, a Fabian czuł, że i on by mógł ulec, że śmierć z rak wampira przyjąłby z ekstatyczną radością, mając świadomość, że doznania będą warte zamknięcia oczu na wieki. Tymczasem jedna był zbyt podekscytowany sterylnym wnętrzem, aurą wampira wypełniającą je i jego spojrzeniem, które za wróżkiem wodziło cały czas. Fabianowi to pochlebiało. Wiele razy był podziwiany, często przyjmował zachwyty, ale nikt nie miał prawa go dotykać, nikt nie zasługiwał na uwagę czy jakąkolwiek wzajemność. Dopiero Nico okazał się być istotą posiadającą to „coś”, do czego wróżek lgnął niczym ćma do światła.
Fascynację trudno było ukryć; koncentracja Fabiana leciała na łeb na szyję, więc i jego forma ulegała drobnym zmianom. I choć różnica nie była zbyt zauważalna, można było dostrzec, iż chłopiec znów jest chłopcem, bowiem gra znudziła mu się na tyle, że przestał wykazywać nią jakiekolwiek zainteresowanie.
— Nie mam żadnych tatuaży ani kolczyków. Nie znam się na tym, więc może doradzisz mi co sobie przekłuć? — Spojrzał na wampira i uśmiechnął się zalotnie. Przeciągnął palcami wzdłuż własnego obojczyka, wskazał wargę, nos, wystawił język. — Chodzi mi o dyskretne miejsce, by nic nie było widać na pierwszy rzut oka, ale takie, żeby… hmm… nie wiem. Żebym miał z niego korzyści. I inni. Słyszałem, że kolczyki w języku są fajne. Albo na sutkach. Albo na… — Głos Fabiana zadrżał, a jego policzki pokryły się czerwienią. Doprawdy grabił sobie i to porządnie. Zachowywał się wielce niestosownie, prowokując świadomie drapieżnika i bynajmniej nie czuł się z tego powodu winny. — Tyle że jestem wrażliwy na ból… — dodał ochryple wprost do wampirzego ucha, zanim odszedł sadowiąc się na rozłożystym, miękkim fotelu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Don't lose your mind   Sob Lut 18, 2017 3:51 am

Postać chłopca uległa nieznacznym zmianom, które zwykły śmiertelnik mógłby bez problemu zignorować, zupełnie tychże nie dostrzegając. Wprawne oko Nicholasa jednak bez problemu odnotowało moment, w którym rysy wróżka poczęły nabierać trochę więcej stanowczości. Choć wciąż były delikatne, niewątpliwie należały do mężczyzny. Ten widok Nicholas popierał zdecydowanie bardziej, bowiem nie ukrywał, że kobiety, choć potrafiły robić wrażenie, nie robiły go na nim. Być może jedynie pod względem estetycznym, gdy jednak mowa o fizycznym przyciąganiu – nie istniało ono dla wampira, gdy rzecz dotyczyła kobiet.
Nie odrywał, czarnych niczym otchłanie, oczu od swego gościa, czując się, jakby powoli tracił pełny kontakt z otoczeniem. Błędem mogło być to, że przywołał go do siebie, nie żywiąc się wcześniej choćby czymś ze średniej półki. Przy chłopcu nawet z pełnym żołądkiem z trudem zachował opanowanie ostatnim razem, co więc musiało dziać się z nim teraz, gdy był zwyczajnie wygłodzony? Cóż, tylko Nicholas mógł to wiedzieć, lecz nawet on nie byłby w stanie precyzyjnie opisać uczucia jakie niosło ze sobą to dotkliwe pragnienie. Pożądanie. Ocknął się z głębokiego zamyślenia, gdy poczuł znajome napięcie w okolicy dziąseł, z których wbrew jego woli poczęły wysuwać się ostre kły. Opanowując się na tyle, na ile mógł, schował je nim ktokolwiek mógłby dostrzec tę znaczącą zmianę.
Nie przykuwał wielkiej wagi do słów chłopca, bo i nie był w stanie się na nich skupić. Wszystko o czym teraz myślał, to jego ciało, pulsująca tętnica i smak, którym pragnął wypełnić usta choćby i w następnej sekundzie. Nie myśląc nad tym co robi, powoli oparł obie dłonie o podparcia fotela, na którym zasiadł wróżek. Hipnotyzującym spojrzeniem zaglądał w jasne tęczówki, jednocześnie zbliżając swą twarz coraz bliżej do chłopięcej.
Ostatnim, o czym teraz myślał, było robienie kolczyków.
– Fabian – jego głos był kontrastująco cichy i delikatny. Hipnotyzował równie skutecznie co głębokie spojrzenie. – Nie ruszaj się – choć cichy rozkaz zabrzmiał zupełnie niewinnie, wypowiedziany był w taki sposób, że nie było mowy o sprzeciwie. Wampir roztaczał wokół siebie niezachwianą aurę dominacji i choć w gruncie rzeczy nie robił nic złego, przyprawiał kończyny o wiotczenie, a ciało o paraliż.
Duża dłoń niespiesznie, delikatnie przejechała po szyi chłopca, by opuszkami odgarnąć opadające na nią włosy.
– Nie chcemy bałaganu... – wymruczał, wyjaśniając tym samym skąd wzięły się jego poprzednie słowa. Nie pytał o zgodę, nie wyjaśniał do czego zmierza. To było jasne. Po to go tu zwabił. Tęsknił za smakiem uzależniającej, chłopięcej krwi. Z jakimś namaszczeniem ucałował miejsce, w którym gwałtownie pulsowała wypełniona życiodajną cieczą żyła.
– Nie opieraj się proszę – szeptał, muskając wargami delikatną skórę. Paradoksalnie, choć był do bólu uprzejmy i delikatny, stworzył atmosferę, która zabierała zdolność swobodnego oddechu. W tym wydaniu był bardziej przerażający niż w każdym innym. Wewnętrznie przeraziło to także jego samego. Dawno nie stał na takim pograniczu świadomości. Wiedział, jak mało brakuje mu do utraty kontroli. Nie wróżyło to dobrze. – Jeśli zaczniesz to robić... Stracę kontrolę – mówił powoli, w międzyczasie wplatając drugą dłoń we włosy wróżka. Zaciskając dość gwałtownie swe palce, odchylił chłopięcą głowę na bok. Przymknął oczy, obnażając lśniące, białe kły. Nie mówiąc nic więcej, powoli zatopił je w odsłoniętej szyi, tym razem dobierając się do samej tętnicy. Jeden nieprzemyślany ruch Fabiana mógł przesądzić o jego życiu. Gdyby szarpnął się tak jak ostatnim razem... Cóż, nie spotkali by się już więcej, przynajmniej nie na tym świecie.
Wolną rękę wsunął pod bluzkę chłopaka, pazurami jeżdżąc powoli po gładkich plecach. Pił niespiesznie, mrucząc gardłowo, gdy sącząca się szkarłatna ciecz tak intensywnie drażniła jego kubki smakowe. Starał się nie tracić panowania i tylko dzięki doświadczeniu, szło mu to bardzo dobrze. Dopóki nie towarzyszyły temu gwałtowne emocje, nad wszystkim panował. Chciał się tylko w spokoju pożywić. Tylko trochę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Suicide

avatar

Liczba postów : 134
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Don't lose your mind   Czw Maj 11, 2017 3:13 pm

Wiedział po co tu idzie. Z całą pewnością jakaś jego część była tego świadoma. Mógł być naiwnym, nieobeznanym z życiem wróżkiem, ale poprzednie spotkanie nie pozostawiło wątpliwości. Powinien był postarać się zerwać tę więź czy poszukać pomocy. Kazać się pilnować, gdy zacznie iść, biec w jego stronę, by zatopić się niegasnącej przyjemności, tym bardziej podniecającej, że każde poddanie się jej mogło być ostatnią rzeczą w jego życiu.
Nachylił się do tej delikatnej pieszczoty i zanim się zorientował stał w ramionach Nico z zadartą głową i odchyloną szyją. Z jego ręką we włosach i drugą pod ubraniem, z szaleńczo bijącym sercem i ciałem, które było coraz chłodniejsze i słabsze, a tym samym lgnęło do drugiego, jakby wyczuwając w nim oparcie. Fabian przełknął ślinę, nie był zdolny do niczego. Ręce zdołał zarzucić wampirowi na szyję, ale w miarę jak mężczyzna pił, ręce wróżka słabły. Palce rozplątały się, a ramiona padły w dół, wzdłuż ciała. Był pod jego wpływem – ostatnim i teraźniejszym. Wspomnienia mieszały się ze snami i rzeczywistością, a wszystko to powodowało trudną do zniesienia mieszankę. Jedyną, żywą reakcją wróżka były jego raz po raz wyrywające się w przód biodra, drgające podbrzusze, powiększająca się wilgotna plama na spodniach i coraz większa sztywność w kroczu.
Nico pił krew w taki sposób, jakby się z nim kochał. Jakby to nie zęby w niego wsuwał. Przenikał go d szpiku kości całym sobą, pieprzył umysł własną obecnością i obaj nie byli w stanie tego przerwać.
Dziś Fabian był wyjątkowo cichy.
Jego serce uspokajało się powoli, krew tężała, płynęła coraz wolniej i wolniej. Oddech i tak z trudem łapany słabł z każdą chwilą bardziej i bardziej i…
— Nico, idziemy zapalić? Twoja siostra sko… ooooch, kuuurwaa. — Wysoki chłopak o dłuższych, krwiście czerwonych włosach z wygolonymi po bokach dziwnymi symbolami cofnął się w drzwiach, w które wszedł z impetem. Widok jaki ukazał się jego oczom pozbawiłby głosu każdego. Uniósł świeżo wydziarane ręce i zaczął się cofać.
Obcy głos i zapach przynajmniej po części wyrwał Fabiana z transu. Jęknął głośno, a zamglone tęczówki zaszły łzami. Dość długo nie mrugał. Świadomość powróciła nagłym uderzeniem serca poprzedzającym dziki galop. Z ust Nico i szyi wróżka trysnęła krew, a chłopak dodatkowo się szarpnął mając przy tym na tyle rozumu, że natychmiast przyłożył do krwawiącej tętnicy dłoń.
— Co tu się stało, ty… co wy kurwa robicie? Stary, co ty robisz temu dzieciakowi? — koleś najwyraźniej mocno wierzył w siłę swoich napompowanych syntholem mięśni. Ruszył do przodu z zamiarem uratowania biednego chłopca, tylko, ze…. Fabian nie potrzebował od niego niczego. Fabian… ba, Fabian w ogóle w tej chwili nie myślał. Skurczył się do niewielkich rozmiarów znikając wszystkim z oczu i półprzytomnie opadł gdzieś za fotel.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 562
Join date : 02/07/2015
Age : 22

PisanieTemat: Re: Don't lose your mind   Nie Wrz 17, 2017 1:35 am

Ciepła krew Fabiana pieściła jego język niczym najpożądliwszy z narkotyków, mogący pociągnąć za sobą najbardziej odporną na jego działanie istotę. Nicholas stracił poczucie rzeczywistości. Nie znajdował się dłużej w studio, zawędrował do wymiaru wypełnionego jedynie przyjemnością płynącą z pożywiania się, opanowanego przez intensywnie odurzający zapach krwi. Krew ta rozgrzewała całego jego wnętrze, czuł jak przesuwa się po gardle, doprowadzając niemal do ekstazy. Zupełnie stracił poczucie rzeczywistości. Niczym niedoświadczony głupiec, którym był dawniej. Przez ten czas nie wiedział nawet kogo ma w ramionach. Liczył się tylko ten smak, to dziwne, wszechogarniające podniecenie. W tym dzikim, acz niemożliwie zmysłowym akcie, zapomniał się do tego stopnia, że po kilku chwilach z jego gardła począł wydobywać się cichy warkot, mogący brzmieć dla mniej czujnych uszu niczym przymilne, pełne satysfakcji mruczenie. Przestał oddychać, byleby tylko nie pozwolić pojedynczej kropli na odnalezienie innej drogi niż ku spragnionym wargom, przyssanym zachłannie do bladej szyi.
Nie można było wyobrazić sobie większego głupstwa niż wchodzenie mu teraz w drogę. A jednak głupiec się znalazł.
Ostre jak szpikulce zęby powoli wysunęły się z ciepłego wnętrza chłopięcej szyi, a głowa wampira mozolnie zwróciła się ku intruzowi. Czarne niczym otchłanie tęczówki wbiły się w postać, której w swym amoku nie poznawał. Był teraz niczym jak tylko drapieżnikiem chroniącym swego terytorium. W czarnych jak węgielki oczach czaiła się jedynie dzikość, wrogość i żądza krwi. Po jego brodzie spływała obfita strużka szkarłatnej cieszy, wywołana gwałtownym ruchem Fabiana.
Nie rozumiał nawet słów, które do niego kierowano.
Mężczyzna bezmyślnie rzucił się w kierunku Nicholasa, lecz ten tylko machinalnie, nienaturalnie szybko wyciągnął przed siebie ramię, w sekundę zamykając krtań człowieka w objęciu długich palców. Z łatwością porównywalną do oddychania, uniósł pokaźny zbitek mięśni w powietrze, wsłuchując się w głośne rzężenie opuszczające męskie gardło.
To mogłoby się skończyć źle.
– NICHOLAS! – Trzask jaki przyjął na policzek z pozornie nieszkodliwej dłoni, prawie zwalił go z nóg. Zachwiał się lekko, puszczając odruchowo swą niedoszłą ofiarę i aż otworzył szerzej oczy poruszony impetem tegoż uderzenia. W ciągu ułamka sekundy odzyskał przytomność. Przez długą chwilę wpatrywał się w rozjuszoną siostrę niczym zagubione dziecko.
Czarnowłosa jednak zamiast na niesfornym bracie, skupiła swą uwagę na rudzielcu, który w panicznym pędzie właśnie próbował podnieść się z podłogi, nieprzyzwoicie głośno przy tym łapiąc oddech. Nim zdążył postawić pierwszy chwiejny krok w kierunku drzwi, przed jego twarzą znalazły się jasnoszare oczy Gabrielle. Przez chwilę po prostu stała sztywno, wpatrując się ze skupieniem w przestraszone oczy mężczyzny. Te zaś z chwili na chwilę zaczęły przysłaniać się lekką mgłą. Gdy znów zawitała w nie świadomość, rudzielec posłał dziewczynie luźny uśmiech.
– Dzięki Gab, do zobaczyska za tydzień. – Zbił z dziewczyną piątkę uśmiechając się swobodnie, po czym powędrował do wyjścia, nie odwracając się za siebie, zupełnie tak jakby w pomieszczeniu nie było nikogo poza nimi.
W ten sposób zostali we trójkę. Oswajający się z sytuacją Nicholas, rozdrażniona, ponad stuletnia wampirzyca i wróżek, dogorywający gdzieś w kącie, przypominając nieco większy pyłek kurzu.
– Czy ciebie do reszty pojebało? – Drobna dłoń z impetem chwyciła upaprany we krwi kołnierz nicholasowej koszuli, zaś oczy ciskające piorunami spod prosto ściętej grzywki jasno wskazywały na zamiar spuszczenia wpierdolu. Nicholas powoli dochodził do siebie. Jakby nie rozumiał co właśnie się stało. Gabrielle ta postawa widocznie aż skonsternowała, bo jej wzrok z wściekłego stopniowo zmieniał się w pełen politowania, aż w końcu pokręciła z westchnieniem głową i poklepała policzek brata z jakimś pełnym współczucia lekceważeniem. Brunet skrzywił się, lecz nie powiedział nic, bo w porę przypomniał sobie o leżącym na fotelu bezwiednie Fabianie. Obejrzał się przez ramię, a dostrzegając wróżka, poszedł w jego kierunku. Z lekkim mętlikiem w głowie wziął w dłonie malutkie ciałko.
– Nic mu nie będzie. – Głos Gabrielle dotarł do niego zza pleców, wraz z zapachem dymu tytoniowego mającego swe ujście w świeżo odpalonym papierosie dziewczyny. – Wróżki szybko się regenerują.
– Gabrielle, do czorta, co ty tu jeszcze robisz? – Obrócił się przodem do siostry posyłając jej pełne kpiny spojrzenie. Wywrócił oczyma widząc jak siostra bierze pełen oburzenia wdech.
– Bezczelny gówniarz. Posprzątaj tę całą krew, przez twój brak samokontroli będę musiała zamknąć studio wcześniej. Kretyn. Naucz się w końcu opanowania, nie masz już trzydziestu lat! Chcesz powtórki z rozrywki? – Dziewczyna zreflektowała się o chwilę za późno. Ciemniejące spojrzenie brata przyjęła z lekkim zakłopotaniem. – Nie chciałam...
– Nieważne. To tylko pożywienie, nic wielkiego się nie stało. Idź już. – Dziewczyna westchnęła, jednak posłuchała i z cichym westchnieniem, opuściła pomieszczenie.
Nicholas opadł na sofę, w obu dłoniach trzymając przystrojonego krwią wróżka. Złote oczęta wpatrywały się w niego z cichym wyczekiwaniem.
– Mały, ocknij się, nie mam przyszykowanego kojca dla wróżków, ani domku dla barbie. – Uśmiechnął się ironicznie, rozbawieniem kryjąc swój właściwy stan. Nie mógł go nigdzie położyć, bo jeszcze przez przypadek sprzątnąłby go razem z resztą nieczystości, więc jeśli miał leżeć, lepiej, żeby robił to w swojej ludzkiej formie.

Gabrielle:
 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Don't lose your mind   

Powrót do góry Go down
 
Don't lose your mind
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: