IndeksCalendarFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | 
 

 Pris au piège

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#26PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Cze 24, 2018 2:09 am

Spojrzenie mu drgało, a dłonie mu wtórowały i wściekał się jeszcze bardziej, że nie potrafi przezwyciężyć tak trywialnego uczucia jak strach. Na szczęście nim zdążył ów doskwierające uczucie przezwyciężyć, w pomieszczeniu pojawił się ten, który swą obecnością obecnie wywoływał w Enzo jedynie większe pokłady złości. Rozjuszone spojrzenie spoczęło na wampirze, gdy ten pozbawił chłopca ostatniej jego nadziei na powstrzymanie tego szaleństwa. Spomiędzy pełnych warg wydostało się niezadowolone fuknięcie. Być może gdyby był w lepszym stanie zauważyłby tę dziwną reakcję wampira na swoją własną krew i być może powiązałby to jakoś ze sobą. Ale w tym momencie nie dostrzegał nic, prócz własnej żądzy i wściekłości. Nie wiedział jakim cudem powstrzymał chęć wyrwania się, gdy Lusignan zrobił w końcu to co powinien zrobić od razu – pokierował ich w stronę wyjścia. Całą drogę przemierzyli tak szybko i gwałtownie, że Enzo właściwie ledwie mógł się połapać w przemijających przed oczyma obrazach. Dzięki tej prędkości jednak udało mu się nie zauważyć przechodzących ludzi, a w efekcie – uspokoić się na tyle, by kły się schowały, a tęczówki wróciły do swego normalnego stanu.
Wparowali do jakiegoś mieszkania z takim impetem, że brunet natychmiast pomyślał, iż nie powinno ich tu być. Pomieszczenie było dość obskurne i zdecydowanie nie wyglądało jak miejsce mogące należeć do kogoś takiego jak Seraphine, więc Enzo nie brał nawet pod uwagę takiej możliwości. Nie rozwodził się nad tym zanadto. Gdy tylko stanęli, gwałtownie wyrwał rękę z uścisku mężczyzny, wciąż nie potrafiąc pohamować złości. Na jego pięknej twarzyczce czaił się grymas głębokiego niezadowolenia.
– Gratuluje zapłonu, mam nadzieję, że dobrze się bawiłeś. – Musiał obwinić kogoś za całe to swoje cierpienie, więc obrał najłatwiejszą drogę. Przez własne wzburzone emocje wciąż nie dostrzegał, że z jego drogim towarzyszem, coś mocno było nie tak. – Gdzie jesteśmy? – Rozejrzał się niedbale po pomieszczeniu, odruchowo wycierając zakrwawioną dłoń w koszulę i wtedy zaczął to odczuwać. Tę dziwną atmosferę, napięcie i... Dlaczego Seraphine tak ponuro milczał? Ciekawość skłoniła Enzo na zwrócenie swych czarnych ocząt ku mężczyźnie, a widząc ten dziwny wyraz jego twarzy i oczu, uniósł z podejrzliwością brew.
– Co z tobą królewno? – Choć nie wyzbył się z tonu swej zwyczajowej wesołości i uszczypliwości, nie potrafił zignorować uczucia nagłego niepokoju, jakie nim targnęło. Zmarszczył lekko czoło nie mając pojęcia jak powinien zinterpretować tę gęstniejącą atmosferę i wrażenie, że owa skupia się w całości na nim samym. – Wiesz co, nieważne. Wracam do domu taksówką, mam jeszcze przed sobą spotkanie ze starszymi, przed którym muszę się doprowadzić do porządku. Bez twojej pomocy, i tak jest niewiele warta – skwitował, odwracając się na pięcie w stronę drzwi, które przed kilkoma chwilami przekroczyli, by się tu znaleźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#27PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Cze 24, 2018 2:51 am


Nie pamiętał kiedy ostatnio tak się czuł. Tak, jakby wszystko zależało od tego czy dzisiaj znajdzie wystarczającą ilość ofiar by zaspokoić swoją żądzę krwi i mordu…
Brak kontroli był wyzwalający i Seraphine czuł się najbardziej żywy od setek lat.
Był w końcu drapieżnikiem, ale cały ten czas trzymał tę część natury w uśpieniu, obawiając się tego braku kontroli.
Obawiał się, że będzie tak zaślepiony i tak głupi, jak młode wampiry.
Jak zwierzę.
Ale nie był niczym podobnym do żadnego z tych.
Był sobą….tylko, że cholernie głodnym sobą.

Pamiętał drogę do tego miejsca aż za dobrze, bo często błądził w tej okolicy, by choć z daleka spojrzeć na to miejsce i poczuć bolesne ukłucie w sercu na wspomnienie tych lat.
To miejsce…żyło nimi.
I choć od wielu, wielu lat stało zupełnie puste i nikt go nie używał – Seraphine zapewne zanurzyłby się w tym słodkim wspomnieniu w momencie, w którym by przekroczył próg tego gnijącego miłością miejsca.
Czuł się niemal winny wobec faktu, że miał zamiar je tak okrutnie zbrukać.
Maxwell by tego nie pochwalił…zwłaszcza, gdyby wiedział, że chodzi o jego prawnuka.

Lusignan zatrzasnął za nimi drzwi i zajął swoje miejsce w cieniu, z którego mógł bezpieczniej obserwować młodego chłopaka.
Enzo nadal był pokryty swoją krwią, której widok sprawiał, że coś przyjemnie zaciskało się w żołądku Seraphine’a.
Był podekscytowany.
Ale Enzo był zbyt zaślepiony gniewem, by zważyć na charakter tej sytuacji. Był zbyt lekkomyślny i zbyt nieostrożny.
Nie miał pojęcia, że nie opuści tego miejsca dopóki Seraphine mu na to nie pozwoli, o ile w ogóle pozwoli.

 – Enzo – syknął mężczyzna niebezpiecznie z cienia i powoli się wysunął ku promieniom światła, które wpadały do mieszkania spomiędzy ciężkich zasłon ogromnego okna. – Dość tej bezczelności – wymruczał niebezpiecznym i nadzwyczaj chrapliwym głosem.

Jego wygląd znacznie różnił się od codziennego.
Zazwyczaj wyglądał jak elegancki, wysoki i dystyngowany jegomość, ale żądza krwi ukazywała niebezpieczne oblicze wampira.
Jego oczy były czarne, szpony połyskiwały w świetle, cienie pod oczami pogłębiły się, nadając obliczu Lusignan surowości. Kły również odznaczały się między miękkimi i bladymi wargami Seraphine’a.

Ktoś mógłby powiedzieć, że wyglądał jak bestia, ale miał w sobie o wiele więcej z greckiej rzeźby niż ze zwierzęcia.

Gdy Enzo ruszył w kierunku wyjścia – Seraphine zastąpił mu drogę i jednym ciosem posłał jego ciało na spotkanie z podłogą, która niebezpiecznie trzasnęła, przyjmując ciężar chłopca.
 – Co jest w tobie tak wyjątkowego, że nie jestem w stanie się kontrolować? – wysyczał ledwo słyszalnie i szarpnął sylwetką Enzo do góry, by następnie przyszpilić go z hukiem do ściany.
Chłopak wisiał w powietrzu, a jego twarz znajdowała się dokładnie na wysokości oblicza Francuza.
 – Avec ton sang, c'est ton âme que j'implore – wymruczał, nachylając się nad twarzą chłopaka i zatrzymując się własnymi na milimetry od jego ust. – Maintenant…je suis parfaitement content de ton sang.
Następnie, te same kły, które przemieniły Enzo dwa tygodnie w wampira, wpiły się bezpośrednio w jego szyję z ogromną siłą i gwałtownością.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#28PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Cze 24, 2018 3:24 am

Zatrzymał się już w momencie, w którym usłyszał swoje imię. Seraphine brzmiał zupełnie inaczej niż zawsze, a Enzo dopuścił do głowy myśl, że ten jeden raz przegrał. Przymrużył oczy, nie odwracając się jednak, a serce jego przez moment zadrżało i nie wiedział czy w przestrachu czy przez rosnącą znowu ekscytację. Nie odnajdywał się w sytuacji i zupełnie nie wiedział co właśnie dzieje się między nimi, ale nie musiał tego wszystkiego rozumieć, by wciąż tak dotkliwie czuć na sobie palące spojrzenie i chłonąć ciężką, gęstą atmosferę przepełnioną czymś więcej niż tylko nutką grozy.
Stał w oczekiwaniu, zastanawiając się, dlaczego jego serce tak gwałtownie przyspieszyło bicie. Czyżby jego ciało wiedziało lepiej, w jakim położeniu się znalazło niż on sam? W gardle dziwnie mu zaschło, gdy zaś wampir, tak odmieniony, nagle znalazł się przed czarnymi oczyma, w pierwszym odruchu niemalże się cofnął. Ale nie zdążył wykonać żadnego ruchu, bo w chwilę później leżał już na ziemi, syknąwszy krótko w reakcji na ból, który dał się we znaki zaskakująco dotkliwie. Seraphine jest silny, a Enzo pierwszy raz odczuwał to tak wyraźnie.
Łypnął na mężczyznę bez zrozumienia, z jakimś wyrzutem w czarnych oczach. Wciąż nic nie rozumiał.
– Skarbie, jeśli cię uraziłem, możemy najpierw poro... – zwyczajowy, lekko szyderczy uśmiech zniknął z jego twarzy natychmiast, gdy tym razem plecami uderzył o ścianę, a w chwilę później stracił grunt pod własnymi nogami. Dawno nie czuł się aż tak bezsilny. I tym razem, z bliska widząc tę dziką żądzę w oczach mężczyzny, w jego spojrzeniu pierwszy raz faktycznie odbił się najprawdziwszy przestrach. Nie tylko przez to okropne traktowanie, a bardziej przez zupełne niezrozumienie tego, co się działo. O sekundę za późno zrozumiał sens zdań mrukliwie szeptanych do jego ucha. Szeptanych w taki sposób, że chłopcem wstrząsnął dreszcz wcale nienależący do tych spod miana nieprzyjemnych.
I w momencie, gdy nagle zrozumiał co się dzieje, zaciskał już gwałtownie oczy i zęby, czując przeszywający ból promieniujący od szyi – miejsca, w które niedelikatnie wbiły się kły wampira.
– Co ty... Ugh... – Zacisnął dłonie na ramionach mężczyzny, próbując go odepchnąć, lecz ten ani drgnął. Enzo nie rozumiał. Był wampirem. Dlaczego Seraphine to robił? – To... jebany... kanibalizm. Odsuń się... – szeptał bezsilnie, uchylając niepewnie oczy, czując jak ból w dziwny sposób zanika, zamieniając się w coś, co nie pozwalało mówić mu z należytą pewnością. Czuł jak jego własna krew opuszcza ciało, słyszał z jaką pasją pochłania ją wampir, czuł na sobie jego ciepłe usta i zerkając na niego spod przymrużonych powiek, nieświadomie rozluźniając ciało, poczuł to niespodziewane uderzenie gorąca. A po nim coś... Coś czego nie doświadczył jeszcze nigdy w swym krótkim życiu. Po bólu nie zostało choćby śladu. Enzo walczył z przyjemnością, która poczęła bez pytania rozchodzić się po jego ciele. Wiedział, że to nienaturalne. Nie chciał wcale się temu poddawać. Nie chciał być stawianym w podobnej pozycji.
– Seraphine – sapnął słało, być może niekierowany własną wolą nieco mocniej odchylając głowę. Czuł się niekomfortowo, gdy własne ciało w tak prymitywny sposób go zdradzało. Było mu... przyjemnie. Tak bardzo przyjemnie. Przymknął oczy przestając się szarpać zupełnie i poddał się wampirowi, który ani myślał przestać. Gdy zaś z rozchylonych warg Enzo wydostało się niekontrolowane, zbyt głośne westchnięcie, zaniepokojony i zażenowany, ostatkiem woli zacisnął usta, dusząc w sobie wszelkie jęki, zdradzające, jak bardzo działał na niego ten barbarzyński akt.
Enzo z odchyloną lekko głową, przymkniętymi oczyma spod których tylko delikatnie wyglądały błyszczące tęczówki, drżał na ciele i w tym momencie w żaden sposób nie przypominał buńczucznego łowcy, który dwa tygodnie temu zawitał w posiadłości Lusignana. I nienawidził się za to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#29PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Cze 24, 2018 4:02 am


Gwałtowny i brutalny atak powoli przemieniał się w wyrafinowaną pieszczotę i gdy tylko Seraphine zaspokoił pierwszy głód – poczuł jak ciało Enzo niemalże rozpływa się w jego ramionach.
Jego uścisk zmienił się z bolesnego w niemalże czuły, gdy pozwolił chłopcu się o siebie oprzeć. Dłonie mężczyzny zsunęły się na plecy i talię wampira, by jeszcze dotkliwiej samemu odczuć, jak działało to na nich obu.

Seraphine podczas swojego długiego i bogatego życia rzadko słyszał o przypadkach kanibalizmu i ani razu o przypadkach kanibalizmu między czystokrwistymi wampirami a produktami ich jadu.
Więc…co się działo między nim a Enzo?
Czy była to w jakiś sposób zasługa faktu, że chłopiec był łowcą?
Seraphine nie znał odpowiedzi na te pytania. Zapewne z czasem uda mu się odkryć coś więcej na ten temat, ale do tego będzie potrzebował Enzo, który powoli zaczynał odpływać w stan nieświadomości.
Lusignan musiał przestać teraz jeżeli nie chciał doprowadzić do częściowego obumarcia jego ciała.

Wysunął kły z delikatnej szyi chłopaka, zaczepiając o ranę językiem i muskając ją ustami w czułym  geście, którego charakter graniczył z romantycznym.
 – Dziecko… – szepnął, głaszcząc chłopca po policzku i przeczesując jego włosy.
Enzo ledwo stał i gdy Seraphine spróbował go puścić – ten stracił równowagę i mężczyzna ponownie porwał go w swoje ramiona, czując, że pod pewnym względem…było inaczej.
Szybko zorientował się o co chodziło i w pierwszym odruchu uniósł oczy do nieba. W kolejnym zaś…uśmiechnął się delikatnie.
To ugryzienie sprawiło, że odkrył zupełnie inną kategorię przyjemności.
Najwidoczniej…nie tylko on.

***

Po godzinie znaleźli się z powrotem w rezydencji na obrzeżach Londynu.
Will, który otworzył drzwi swojemu stwórcy, odruchowo zmarszczył brwi w zdziwieniu, gdy zobaczył go w towarzystwie Enzo pokrytego grubą warstwą własnej krwi i właściwie…prawie nieprzytomnego.
 – Przygotuj mu krew i kąpiel – polecił Seraphine, układając chłopaka na kanapie w przedpokoju. – I nie…nie pytaj – poprosił, widząc, że Willowi ciśnie się na usta jakaś wątpliwość, którą chciałby wyrazić na głos.
Lokaj skinął w odpowiedzi i czym prędzej ruszył w głąb domu, by wykonać polecenie.
Seraphine zaś pozostał przy Enzo, pozwalając sobie na rozważania.
Skoro krew chłopca była dla niego taką gratką…to czy krew wszystkich pozostałych wampirów stworzonych przez niego, będzie smakowała mu tak samo?
Będzie musiał się przekonać jak tylko upewni się, że Enzo odzyskał siły.

***

Gdy Lusignan doprowadził się do porządku – z głośnym westchnięciem opadł na jedną z kanap w swoim ulubiony przeszklonym salonie.
William, Ileana oraz Primrose obecnie zajmowali się Enzo, a zatem do jego dyspozycji pozostawał obecnie niewinny Thadeus i nieco zbyt cichy Percival.
Seraphine uznał, że ten drugi będzie lepszym wyborem, ponieważ musiałby być psychopatą by niepokoić tego anioła, którym jest młody Thadeus.
Zupełnie się różni od Enzo… – pomyślał.

 – Percival! – zawołał Lusignan i czekał aż chłopak do niego przyjdzie, by pozwolić swojemu stwórcy zaspokoić głód…wiedzy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#30PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Cze 24, 2018 1:23 pm

Seraphine poświęcił brutalność na rzecz leniwego, lecz niepozbawionego pasji pożywiania się młodym łowcą, którego ciało objął już zupełnie delikatnie, Enzo zaś wciąż zaciskał drżące dłonie na materiale jego koszuli, a będąc w wygodniejszej pozycji, z pomrukiem schował twarz w klatce piersiowej wampira. Jego palce rozluźniły się, gdy oddawał słabe westchnięcia w miękki materiał. Siły opuszczały go z chwili na chwilę, a podniecenie paradoksalnie rosło, doprowadzając chłopca do stanu, którego zwyczajnie się wstydził.
– Seraphine... – sapnął znów, czując jak słabo mu się robi, a jednocześnie wciąż tak wyraźnie odczuwał dotyk jego warg i kły zatopione nieustannie w swej szyi. I być może to przez myśli, które z braku sił opuściły jego głowę, miał ochotę... Nie chciał, żeby przestawał. Podświadomy strach wbrew wszystkiemu jedynie podjudzał tę dziwną, nienaturalną ekscytację. Kilka chwil później nie miał już siły by powiedzieć cokolwiek, a jak się okazało, także, by ustać o własnych siłach. Zamglone spojrzenie bez krzty wigoru patrzyło na wampira, gdy ten w końcu przestał, a sam Enzo nie był nawet w stanie doprowadzić do porządku wyrazu twarzy, która teraz lekko się rumieniła, tworząc wraz z przeszklonymi oczami i rozchylonymi wargami iście ujmujący obrazek.
Jakąś częścią podświadomości zauważając, że znów traci grunt, z cichym zażenowaniem wtulił twarz w mężczyznę, kurczowo łapiąc w dłoń materiał jego koszuli. Na w pół przytomny, to się budził, to zasypiał. Poruszenie, gdy dotarli do domu skłoniło go do otwarcia oczu, lecz niewiele rozumiał z wypowiadanych przez nich wszystkich słów. W końcu poddał się całkiem i zamknąwszy oczy albo stracił przytomność, albo zwyczajnie zasnął, wykończony ostatnimi wydarzeniami.

***

Jakże wybornie mu się spało, gdy w ten obudził go głośny dźwięk własnego telefonu. Uchylił gwałtownie oczy, natychmiast podnosząc się dosiadu, a dłonią przykrył tę stronę szyi, która w tak brutalny sposób została niedawno potraktowana.
Chwycił za komórkę a widząc na wyświetlaczu numer matki, przeklął cicho, natychmiast zwlekając się z łóżka. Odebrawszy ujrzał również godzinę i z jego pięknych ust wydarło się kolejne nieładne słowo. Odebrał, wysłuchując zaś krzyków matki traktujących o braku poszanowania i o tym, jak nieładnie się spóźniać, podjął kroki do łazienki. Wciąż słuchając wywodów rodzicielki, stanął przed lustrem, w zamyśleniu patrząc na swe czyste, schludne, odziane przez kogoś w czyste ubrania oblicze. Jego ręka przesuwała się po szyi, na której nie było śladu po kłach Lusignana, których jednak bliskość pamiętał zbyt dobrze, by móc uwierzyć, że tylko mu się przyśniło.
– Pojeb – mruknął sam do siebie, bez entuzjazmu wciąż patrząc w lustro.
– SŁUCHAM?! – Enzo westchnął zdając sobie sprawę, że matka była właśnie w trakcie mówienia o zdenerwowanym ojcu.
– Nic matko, to nie do ciebie. Jestem już w drodze, będę nim na stole zawita przystawka – mówiąc to rozłączył się i czym prędzej wyjął z szafy odpowiednie do okazji ciuchy. Zakładając czarne spodnie i granatową koszulę, którą w mig przystroił krawatem, a potem i marynarką, wciąż myślał o tym, czego dane mu było doświadczyć.
Był zdezorientowany, bo zupełnie nie rozumiał jak mogło do tego dojść. Był zawiedziony, bo po swojej królewnie spodziewał się więcej. Był zażenowany, bo wstydził się własnych reakcji. I był zły, bo nienawidził, gdy ktoś w tak bezczelny sposób ingerował w jego przestrzeń osobistą, wymuszając bliskość nie czym innym, jak tylko siłą i własną przewagą. Na tę myśl zrobiło mu się jeszcze gorzej. Miał do Seraphine’a ogromny żal.
Zebrany i zupełnie elegancki, w pośpiechu zszedł na dół, chcąc jak najszybciej znaleźć się w domu. Już z daleka usłyszał jak wargi Lusignana, nieopodal którego zdarzyło mu się przechodzić, uchylają się, by coś powiedzieć. Zatrzymał się, przybrawszy na twarz fałszywy, przesłodzony uśmiech i zwrócił czarne tęczówki w stronę wampira.
– Odezwij się do mnie choć słowem, a wyrwę ten twój cholerny język i włożę go tam, gdzie nie dochodzi ani światło, ani twoje pieprzone, wygłodzone kły, ty obrzydliwy... – jego telefon piknął dając znać o wiadomości, a chłopak przypomniał sobie, że nie ma na to teraz czasu, machnął więc krótko ręką, usuwając uśmiech na rzecz najprawdziwszej, ponurej złości – sam sobie dokończ. – Opuścił posiadłość trzasnąwszy głośno drzwiami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#31PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Cze 24, 2018 9:07 pm


Percival powoli wszedł do pomieszczenia i zatrzymał się na kilka metrów przed Lusignan, który siedział nadal na kanapie i uśmiechał się tajemniczo.
 – Mój panie? – odezwał się cicho chłopak, nie zdradzając żadnych emocji.
 – Podejdź bliżej, Percy – polecił mu miękko starszy wampir.
Percival zrobił posłusznie kilka kroków do przodu, a jego twarz nadal pozostawała beznamiętna.
Seraphine wyciągnął ramię i zerknął na swoją pustą dłoń.
Percival okazał nieco zdezorientowania, unosząc jedną brew do góry i czekając na wyjaśnienia.
Doczekał się ich w następnej sekundzie.
 – Podaj mi swój nadgarstek. – Na ustach mężczyzny nadal błąkał się tajemniczy uśmiech.
Nie widząc powodu, by odmówić swojemu stwórcy – młody wampir uniósł swoje ramię i włożył swój nadgarstek pomiędzy palce Serpahine’a.
 – Pamiętasz jak cię stworzyłem? – spytał Lusignan, doskonale wiedząc, że odpowiedź będzie twierdząca.
Percival należał do grupy najmłodszych wampirów w domu Lusignan i liczył sobie obecnie około trzydziestu lat.
Seraphine nadal doskonale pamiętał tego przestraszonego osiemnastolatka, którego spotkał paręnaście lat wcześniej.
Rodzina chłopaka zginęła w wypadku i był on jedynym, który przeżył. W rzeczywistości…nawet nie chciał żyć.
Dopóki nie poznał Willa.

***

DWANAŚCIE LAT WCZEŚNIEJ
NOWY JORK, USA

 – Doktorze! – zawołała kobieta, a za nią przez drzwi wtoczył się tabun ratowników, ciągnących nosze z pokrytą niemalże w całości krwią ofiarą.
Zawołany mężczyzna od razu dopadł młodej pielęgniarki, wydzierając z jej dłoni dokumentację.
 – Ofiara to Percival Crane, osiemnaście lat. Ma połamane trzy żebra, uraz głowy, złamaną nogę i rękę.
 – Co się stało? – spytał mężczyzna i pokierował ratowników do najbliższej wolnej sali operacyjnej.
 – Wypadek samochodowy. Pojazd zjechał z trasy i przekoziołkował kilkaset metrów. Cztery ofiary śmiertelne i jedna ciężko ranna…
Mężczyzna szybko włożył na siebie fartuch i w ciągu kilku minut był gotów do operowania.
 – Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby go uratować, Daphe – zapewnił pielęgniarkę i zniknął za drzwiami.

***

Powieki chłopaka powoli się rozchyliły, a jasne światło uderzyło jego oczy z ogromną siłą.
Nie zorientował się na początku, że przy jego łóżku ktokolwiek się znajduje.
Dopiero, gdy usłyszał kobiecy głos po lewej stronie domyślił się, że nie jest sam.
 – Obudziłeś się – odezwał się kolejny głos, tym razem męski i bardzo łagodny.
Percival zwrócił swoje oczy w stronę mężczyzny, ale był w stanie dojrzeć jedynie ciemne włosy i biały fartuch, bo obraz był rozmazany.
 – Jesteś silny – ponownie usłyszał ten sam głos. Sylwetka lekarza zwróciła się w stronę pielęgniarki. – Daphne, możesz nas zostawić samych.
Kobieta przez chwilę zwlekała, ale w końcu wyszła i zamknęła za sobą drzwi.
 – Gdzie…jeste..m? – wykrztusił z siebie. Jego gardło było wyschnięte na wiór i czuł ogromne pragnienie.
Poza tym…nie doskwierał mu żaden ból.
 – W szpitalu. Miałeś wypadek – zaczął mówić mężczyzna i przysiadł na brzegu łóżka. – Niestety…nie udało się uratować nikogo poza tobą. – Mówiąc to, doktor zawahał się przez chwilę, bowiem…wcale nie udało się utrzymać Percivala przy życiu.

***

OBECNIE
Percival źle przyjął swoją przemianę wówczas. Podjął wiele działań autodestrukcyjnych, chcąc jak najszybciej zakończyć swój nieśmiertelny żywot, a w tym celu sprowokował łowców.
Dopiero interwencja Williama pozwoliła mu się pogodzić z faktem utraty rodziny i kwestią życia wiecznego.

 – Pamiętam, mój panie – odpowiedział wampir i spróbował się uśmiechnąć, ale nie wyszło mu to najlepiej. Chłopak nie był najlepszy w okazywaniu emocji…
 – Więc mogę liczyć na to, że wyświadczysz mi te jedną przysługę i zostaniesz moim…eksperymentem? – spytał mężczyzna, zaglądając Percivalowi w oczy.
Chłopak skinął głową.
Następnie Seraphine wbił w jego nadgarstek zęby.

***

Lusignan zaniósł się kaszlem, krztusząc się ohydnie ciepłą krwią Percivala.
Wypluł wszystko na ziemię i rozważał zmuszanie się do wymiotów.
Krew wampira stawała mu w gardle i posyłała dreszcze obrzydzenia po całym jego ciele.
Seraphine przekonał się jednak, że to nie była kwestia jego zamiłowania do krwi wampirów tylko smaku i właściwości krwi Enzo.
Nie był kanibalem zatem, ale z pewnością Harvey nie był też normalnym nowonarodzonym.

W pomieszczeniu nagle pojawił się Will, zaalarmowany zapewne dziwnym zachowaniem Lusignan. Gdy zaś spostrzegł obolałego Percivala trzymającego się dłonią za krwawiące ramię i nieelegancko krztuszącego się stwórcę – w jego głowie musiały się pojawić najgorsze scenariusze.
 – Co się stało?! – zawołał, dopadając Percivala i oglądając jego rękę.
 – Nic… – odparł cicho młody wampir i z troską spojrzał na Seraphine’a. – Chciał spróbować mojej krwi.
Willem wstrząsnął dreszcz obrzydzenia i nie ukrył tego przed prostującym się powoli Lusignan, którego spojrzenie go dosięgło.
 – Uspokój się, Williamie – syknął `Francuz, a w jego głosie i oczach wyczuwalne było ostrzeżenie. – Nie masz o niczym pojęcia.

Musiał im wyjaśnić, bowiem w innym przypadku mieliby go za najgorszy sort wampirów, czyli za kanibala.
Czasami zdarzało się, że żądne krwi wampiry bywały na tyle agresywne, że atakowały własnych pobratymców. Zazwyczaj chodziło o kwestie terytorialne, ale istoty, które żerowały na własnym gatunku cechowały się ogromną prymitywnością.
Były niemalże zwierzętami.

Gdy Seraphine skończył wyjaśniać zawiłość swoich motywów – w przedpokoju pojawił się Enzo.
Seraphine podniósł się z miejsca i już otwierał usta, by zapytać się chłopca o jego samopoczucie, gdy ten…uznał, że Seraphine nie jest nawet godzien bycia wysłuchanym.
A potem wyszedł, zostawiając wampira z nadal otwartymi ustami i ogromnym mętlikiem w głowie.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#32PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Cze 24, 2018 10:23 pm

Ledwie zdążył przekroczyć próg domu, a został przywitany przez surowe oblicze ojca, który zaprosił go na bok, nim jeszcze zdążył spotkać się z którymkolwiek z gości. Gdy tylko weszli do pustego pokoju, a drzwi za nimi się zamknęły, Enzo musiał zmierzyć się z ciężką ręką ojca i udać, że jego głowa faktycznie samoistnie przekrzywia się w bok. Pozostając w tej pozycji, powoli wziął głęboki wdech, nie mogąc pozwolić sobie na nerwy. Dom, w którym się wychował, stał się dla niego teraz jedynie klatką i najbardziej niebezpiecznym miejscem, w którym mógł się znaleźć.
– Czy ty kiedyś spoważniejesz? Jak możesz tak bezczelnie okazywać brak szacunku dla nas i gości, którzy przyszli tu specjalnie, by uczcić TWOJE wejście w dorosłość? – Pełen wyrzutu, ostry ton ojca sprawił, że Enzo westchnął i powoli uniósł głowę. – To nie jest zabawa Enzo, stawiasz nas w bardzo złym świetle, myślisz, że takie zachowanie wiecznie będzie uchodzić ci płazem? Naucz się odrobiny odpowiedzialności.
I pomyśleć, że wszystko to przez ledwie półgodzinne spóźnienie. Brunet uśmiechnął się szeroko, jakby wcale nie był właśnie karcony.
– No już, już, to się więcej nie powtórzy. Nie denerwuj się tak ojcze, bo to wcale nieprawda, że mężczyznom ze zmarszczkami do twarzy. – Z rozbawieniem poklepał ramię ojca, ten zaś wzniósł oczy do nieba, z westchnięciem mrucząc coś o tym, czym sobie zasłużył na takiego syna.

***
Nieważne czego by nie robił, jakich opowieści by nie słuchał i z kim rozmawiał, wciąż wracało do niego wspomnienie Seraphine’a i jego uczynku sprzed kilku godzin, a gdy tylko ów wspomnienie go nawiedzało, niespokojnie pocierał szyję i czuł jak robi mu się gorąco. I bynajmniej nie była to wina wina, którego spożywał już któryś kieliszek. Jak się okazywało, wampiryzm pomagał w zachowaniu trzeźwości. Liczni goście rozeszli się po dużej sali, Enzo zaś wciąż wracał spojrzeniem do brata swego dziadka – Hermana – młodszego z dwójki synów Maximilliana, który jak na swój naprawdę pokaźny wiek, wciąż trzymał się całkiem nieźle. Co liczyło się dla Enzo najmocniej – jego umysł nadal pracował zupełnie jasno. Po krótkiej chwili namysłu udał się w stronę mężczyzny, posyłając mu ciepły uśmiech, który został odwzajemniony z niemniejszym zaangażowaniem.
– Enzo, chłopcze. Jak się czujesz, jako pełnoprawny członek swego rodu, hm? Wciąż pamiętam jak wczoraj, kiedy to mi wyprawiano podobne przyjęcie w tym właśnie domu. Kto by pomyślał, że dożyję dnia, kiedy najmłodszy wnuk mojego drogiego brata... – Wuj pogrążył się w nostalgii nim skończył mówić, a brunet przysiadł obok niego, wykazując jawną chęć do rozmowy.
– Nigdy nie przestanie mnie zachwycać fakt jak długą historię ma za sobą ta posiadłość – zauważył chłopiec, rozglądając się niespiesznie po przestronnym pomieszczeniu balowym, którego główny urok stanowiły kryształowe żyrandole i piękne, greckie kolumny.
– Zaiste, kawał historii zapisał się w tych ścianach. – Mężczyzna westchnął głęboko, podążając za wzrokiem młodego Harveya, zaraz jednak ulokował go wprost na nim. – A patrząc na ciebie, to zupełnie, jakby historia wcale jeszcze nie minęła. Jak dwie krople wody, mój drogi, jak dwie krople wody...
Enzo uraczył wuja delikatnym uśmiechem, przejawiając głębokie zrozumienie w swych oczach, choć tak naprawdę nigdy nie rozumiał jak ludzie mogą tak bardzo lubować się w porównywaniu go do pradziadka.
– Mowa o dziadku Maximillianie, jak mniemam. Słyszałem, że bardzo młodo umarł... – Był przeszczęśliwy, iż rozmowa bez jego wkładu tak płynnie zeszła na temat, który go interesował.
– Aaa... Tak. Nie umarł, chłopcze, nie umarł, a został brutalnie zamordowany. – Starzec pokręcił ciężko posiwiałą głową i znów się zamyślił. – Cóż to była za żądna krwi bestia... Nie wystarczył mu jeden poczciwy, młody łowca, a i po nas przyszedł niedługo po tym. Jak to dobrze, żeśmy sami wtedy nie byli, oj, jak dobrze. – Tym razem Enzo szczerze się zdziwił, pozwalając sobie na okazanie tego lekkim uniesieniem brwi.
– Czyżbyś mówił właśnie, że widzieliście mordercę dziadka na własne oczy? – Widząc ponure kiwnięcie głową, poruszył się niespokojnie.
– Nigdy nie zapomnę zieleni tych przepełnionych rządzą krwi oczu. Ta jego chorobliwie blada skóra, wszędzie ubrudzona krwią ojca. Taaaak. Krwi było pełno i niemal czuć było w tym okropne cierpienie. Przykry był to widok dla dwunastolatka... A i dla dorosłych niemniej. Każdy kochał ojca, zupełnie nie zasługiwał, by go tak zbrukano. Zupełnie. – Enzo milczał ponuro, przywołując na myśl jedyne oczy, których zieleń tak mocno utarła się już w jego pamięci i zawsze zachwycała, gdy ciemniała od złości.
– Słyszałem, że został pomszczony.
– Ach pomszczony – wuj machnął ręką niemal agresywnie, a na jego twarzy odbiła się złość. – Słuchaj tych cholernych sępów, a daleko nie zajdziesz, dziecko. Chwała ci, żeś nie najstarszy z synów, bo i na ciebie spadłaby klątwa tego zakłamania, tak, to może jeszcze się uchronisz. Pomszczony – odkaszlnął prychnąwszy. – Oddano kilka strzałów żeby odstraszyć tego barbarzyńcę i tyleśmy go widzieli. Jedyna nadzieja, że karma go dosięgła i gorszą miał śmierć niż ojciec.
Enzo obawiał się, że żadna karma wcale nie zadziałała. Zmarszczył brwi niezadowolony i również westchnął smutno. Milczeli tak dłuższą chwilę, aż emocje ostygły, a wuj posłał chłopcu uprzejmy uśmiech.
– Zawsze żeś mi go przypominał. Nawet kryliście się w tym samym miejscu za lat dziecięcych, pomyślałby, że ojciec ten mój drogi stróżuje ci w jakiś sposób. – Enzo wpatrywał się w dziadka z zupełnie już szczerym uśmiechem, zastanawiając się jaka jest szansa, że przypomni sobie, gdzie pozostawił kryjówkę, którą ostatni raz nawiedził być może w wieku siedmiu lat, nim ojciec nie uwiązał go na boleśnie krótkiej smyczy.

***
Następnego dnia nie wrócił do posiadłości wampira, a zawitał do mieszkania swego drogiego przyjaciela, nie chcąc ryzykować, że straci kontrolę przy rodzinie. Thomasowi mógł ufać na pewno mocniej niż rodzicielom, a w razie nieopatrznej pomyłki, zahipnotyzować.
– Słyszałem, żeś się zbuntował i wyprowadził? – Enzo zaśmiał się swobodnie, potwierdzając plotkę. Thomas urodził się jako łowca, lecz wyrzekł się rodziny na rzecz wygodnego życia. Poboczne gałęzie rodziny miały to do siebie, że łatwiej było wyrwać się spod jej jarzma. Enzo takiej możliwości nie miał.
– Facet? – mężczyzna znów zapytał, podając na stół wybornie pachnącą pizzę.
– Bardziej... opiekun. Jest mi do czegoś potrzebny, ale aktualnie, można powiedzieć, mamy ciche dni. – Nie zamierzał wracać do tego cholernego krwiopijcy, dopóki nie poczuje, że musi. Wiedział, że na razie zbyt mocno nie radził sobie z własną naturą, by móc pozostać długo daleko od Seraphine’a, ale miał nadzieję, że jego niezapowiedziana, dłuższa nieobecność, da wampirowi cokolwiek do myślenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#33PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Cze 24, 2018 11:18 pm



DWA DNI PÓŹNIEJ

Powiedzieć, że był wściekły to mało.
Seraphine był wściekły, gdy Enzo nie wrócił pierwszego dnia na noc, ale gdy nie pojawił się następnego wieczoru – mężczyzną zaczęło telepać.
Do zorganizowania było jeszcze całe przyjęcie, a Lusignan nie potrafił się skupić nawet na jednej rzeczy i ostatecznie porzucił własnoręczne przygotowanie czegokolwiek i zlecił to reszcie.

Dzisiejszej nocy w jego domu miało się pojawić około stu gości, którzy w większości byli wampirami lub zwolennikami nieśmiertelności. Jedyne piętnaście procent całego zgromadzenia wynosił odsetek wampirów czystokrwistych i w większości była to bliższa lub dalsza rodzina Seraphine’a.
I to właśnie ich obecność wzbudzała w mężczyźnie niepokój.
Dlaczego?
Odpowiedź była prosta – władza.
Wszyscy oni byli przekonani o swojej wyjątkowości i lepszości wobec pozostałych co sprawiało, że ich niezadowolenie mogło skutkować…zamieszkami.

Seraphine nie wytrzymał zgiełku i zamieszania panującego w całym domu i zamknął się w swojej sypialni, upewniając się też, że drzwi są zamknięte na klucz.
Męczył go okropny ból głowy, a wrażliwość na światło i dźwięk wzrosły na tyle ogromnie, że stało się to nie do wytrzymania.

Lusignan syknął z bólu, gdy spróbował się przewrócić na drugi bok w swoim łożu.
Co się z nim działo?
Pojawiły się dreszcze i fale zimna oraz gorąca.
Nie był pewien czy wampiry miewały gorączki, ale w obecnej kondycji nie był nawet w stanie racjonalnie tego zakwestionować.
Nie potrafił zrozumieć tego, co się z nim działo.
Czuł się jakby ktoś go otruł.
Czuł się…jakby miał umrzeć.

***

Rozległo się pukanie do drzwi.
Musiał być wieczór, bo spomiędzy zasłoniętych ciasno kurtyn na oknach nie przedostawały się żadne promienie.
 – Panie? – rozbrzmiało po drugiej stronie drzwi sypialni.
Znów pukanie.
Znów cisza.
Krótki trzask wyłamywanego zamka.
Kroki.
 – Panie!
Poczuł jak ktoś potrząsa nim za ramie, przykłada dłonie do jego policzków i czoła.
 – Kiedy ostatnio jadłeś? – usłyszał pytanie, ale nie był w stanie odpowiedzieć. William doskonale wiedział, że ostatnim jego posiłkiem był Enzo.
 – Co się dzieje? – Kolejny głos dołączył do pierwszego.
Seraphine doskonale wiedział do kogo on należy.
Znów kroki.
 – Powiedz Ileanie, że ma przynieść temu trupowi dwie torebki krwi – syknął polecenie, nieco wyższy niż ten Williama, głos.
Poczuł jak jego materac ugina się delikatnie pod czyimś niewielkim ciężarem.
Znów kroki i zatrzaskiwanie drzwi.
Williama już tu nie było.

 – Wilfred… – powiedział niemalże bezgłośnie i uniósł powieki, by spojrzeć na swojego przybranego syna.
Szesnastoletnie oblicze pochyliło się nad twarzą wampira i ucałowało jego czoło.
 – Witaj, ojcze – wymruczał Wilfred i wykrzywił swe usta w szyderczym uśmiechu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#34PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Cze 25, 2018 12:03 am

Podpierając brodę dłońmi, zerkał z góry na przyjaciela głęboko śpiącego na materacu u podnóży łóżka. Jego szyja była tak kusząco odsłonięte, że Enzo nie potrafił oderwać wzroku. Westchnął cierpiętniczo, rozumiejąc, że druga noc bez przyniesionej na tacy krwi i z całkiem kuszącym kąskiem pod nosem, to duże ryzyko. Odwrócił się w końcu tyłem do mężczyzny, zamykając oczy. Czy powinien jutro wrócić? Seraphine przecież organizował przyjęcie, na którym Enzo obiecał być. Nie mógłby sobie odpuścić widoku mężczyzny w krwistoczerwonej sukni. Tak, wróci. Nie musi przecież być z nim w dobrej komitywie, by pokazać się na przyjęciu.

***

– Jak dużo wiesz o przejawach kanibalizmu wśród wampirów? – zagaił Thomasa przy śniadaniu, zyskując tym zainteresowanie przyjaciela i jego lekkie zaskoczenie. Mężczyzna wydał z siebie przeciągły dźwięk świadczący, jakoby się nad tą kwestią głęboko zastanawiał i wzruszył w końcu krótko ramionami.
– Pewnie tyle co i ty. Nie ma za dużo odnotowanych przypadków, a kanibale wśród wampirów nie żyją raczej zbyt długo. Nawyki odżywcze znacząco obniżają ich status i prędzej czy później kończą martwi z ręki innego wampira, a ich truchła traktuje się gorzej niż przeciętny łowca zdziczałego krwiopijcę.
Enzo skrzywił się lekko, zastanawiając się nad tym, czy tak właśnie skończy Lusignan. Wzgardzony przez swych pobratymców, a w końcu zabity i bez nikogo, by choćby spalić jego piękne ciało. Wciąż nie potrafił zrozumieć co nim kierowało i jak to możliwe, że tak dostojny wampir jak on, dopuścił się tak obrzydliwego czynu.
– Słyszałeś kiedyś o kanibalizmie wśród czystokrwistych? – Thomas zdziwił się mocniej, udzielając odpowiedzi niemal od razu.
– Nie, z reguły tylko te zdziczałe wampiry, które zupełnie opanowała rządza krwi dopuszczają się podobnych występków. Czystokrwiści raczej są na to odporni. Czemu właściwie pytasz?
– To nic takiego, zwykła ciekawość. – Swego zmartwienia nie odzwierciedlił na twarzy.

***

Późnym południem zawitał do domu rodzinnego, by to tam przygotować się do przyjęcia. Ostatecznie krawiec, u którego byli nie miał okazji ściągnąć pomiarów z Enzo, jednakże chłopiec na szczęście miał zapas solidnych, drogich garniturów, wybrał więc jeden w kolorze klasycznej czerni i uwieńczył go czerwonym krawatem, mając przeogromną nadzieję, że będzie pasował odcieniem pod kolor sukienki gospodarza. Do posiadłości zawitał dwie godziny przed planowanym rozpoczęciem przyjęcia.
Przekroczywszy próg drzwi, zmarszczył brwi, zastanawiając się czy zwykłe przyjęcie może wywołać na twarzach służby tak wiele emocji i przestrachu, czy może coś się wydarzyło.
– Enzo! – Ileana biegła z naręczem torebek wypełnionych krwią, zatrzymując się tylko na chwilę, a chłopiec na ten widok uniósł wysoko brwi. – Chodź ze mną! – Bez protestów podążył a dziewczyną, będąc ciekawym co też się wydarzyło.
Zatrzymał się w progu, obserwując z zainteresowaniem swą królewnę, zupełnie niegotową na podjęcie gości, w towarzystwie jakiegoś dzieciaka, którego zupełnie nie kojarzył.
– Co jest misiu, zatrułeś się obiadkiem? A może to z tęsknoty za mną? – rzucił zgryźliwie, uśmiechając się na swój bezczelny sposób, choć w rzeczywistości gdzieś głęboko w sobie poczuł lekki niepokój. Martwił się? – Posuń się – rzucił niedbale do obcego chłopaka i bezceremonialnie wszedł przed niego, przyklękając przy swym stwórcy by z bliska przyjrzeć się jego słabemu obliczu. Will podał mężczyźnie krew, a Enzo z pożałowaniem patrzył jak ten się pożywia.
– Jesteś pewien, że to wystarczy twojemu wyrafinowanemu podniebieniu? – rzucił zgryźliwie, jednakże nie oczekiwał odpowiedzi. Swoje oczęta skierował na Willa. – Co się stało mojej bezmyślnej księżniczce? – zapytał, zaraz znów powróciwszy spojrzeniem do czystokrwistego. Zupełnie automatycznym odruchem było odgarnięcie z jego bezsilnie wyglądającej twarzy, zbłąkanego kosmyka. Później wróci do bycia złym. Seraphine w tym stanie był zbyt rozczulający. Jakkolwiek, miał nadzieję, że krew rzeczywiście mu pomoże, bowiem za nic nie chciał przegapić jego widoku w sukni, a żeby się w niej pokazać, musiał odzyskać siły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#35PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Cze 25, 2018 12:51 am


W swoim niepewnym stanie mógł zdobyć się jedynie na krótkie i ciche warknięcie pod adresem Enzo, który znalazł się niespodziewanie na miejscu Wilfreda.
Śledząc jego osobę zamglonym wzrokiem zrozumiał, że to właśnie z winy tego chłopca znalazł się w tym stanie.
Jak mógł od początku się tego nie domyślać?
To krew Enzo doprowadziła jego ciało do tego stanu i był prawie pewien, że żadna ludzka krew nie będzie mu w stanie tak szybko przynieść ulgi, jak ta należąca do Enzo.
Zaś wnioskując po minach służby i Wilfreda – nie mieli szczególnie wiele czasu.
Seraphine musiał się pojawić na przyjęciu…nieważne jak bardzo by tego nie chciał.

Poczuł jak jego udręczone oblicze zostaje muśnięte przez lodowatą dłoń Enzo. Zadziałało to na niego kojąco i podążył za dłonią, by jeszcze raz uświadczyć pożądanego dotyku.
Gdy zaś jego usta odnalazły nadgarstek i musnął wargami ów w miejscu, gdzie znajdowałby się puls, gdyby Enzo ów posiadał – jego oczy zabłyszczały niebezpiecznie.
Mężczyzna uniósł się delikatnie na łokciach, resztkami sił zaznaczając swój autorytet.
 – Wyjść – warknął na tyle głośno, by każdy go usłyszał.
Zdezorientowane spojrzenia podążyły do Enzo, którego obecność była jedyną oczekiwaną przez stwórcę.
Nie mieli jednak zamiaru się kłócić z Francuzem i czym prędzej wyszli.
Jako ostatni opuścił sypialnię Wilfred, który jeszcze zanim zamknął za sobą drzwi – zerknął przez ramię na Seraphine’a i Enzo.

Lusignan opadł na poduszki i zachłysnął się głośno powietrzem.
Jego błyszczące w ciemności oczy lustrowały siedzącą sylwetkę Enzo w sposób, który wyrażał zdenerwowanie jego nieobecnością oraz ulgę na jego widok, gdy po dwóch dniach wreszcie się zjawił.
 – Twoja krew… – wyszeptał. – To ona…
Miał nadzieje, że Enzo rozumiał jego bełkot i miał zamiar się zlitować nad wampirem.
Nie potrzebował jej wiele, bowiem najwidoczniej mechanizm ten polegał na zasadzie „im więcej krwi, tym dotkliwiej odczuwa się jej brak”.
 – Nie jestem kanibalem – wykrztusił słabo. – To ty – dodał tajemniczo.

Enzo nadal nie wyglądał na przekonanego. Nadal zapewne pamiętał bardzo wyraźnie ich ostatnie zbliżenie sprzed dwóch dni.
Seraphine również je doskonale pamiętał, z tą różnicą, że on wspominał ów bardzo dobrze.
Wiedział jednak, że Enzo nie jest najbardziej miłosiernym stworzeniem, więc i tym razem to Lusignan musiał ugiąć karku przed dzieckiem.

 – Błagam… – wymruczał słabo.
Zauważył niewielką zmianę w twarzy Enzo, a w kilka sekund później chłopiec uniósł niepewnie ramię do góry i począł je zbliżać ku wampirowi.
Seraphine delikatnie otoczył nadgarstek Enzo swoimi długimi palcami i nachylił się nad nim, zerkając Harveyowi w oczy.
Zanim zagłębił kły w miękkiej skórze chłopca – ucałował wnętrze jego dłoni.
W następnej chwili zatopił zęby w nadgarstku, ale ani trochę gwałtownie.

***

Seraphine odsunął się po kilkunastu sekundach leniwego ssania krwi i opadł na poduszkę, puszczając rękę Enzo.
 – Dziękuję – powiedział cicho, a gdy tylko rany na nadgarstku chłopca się zagoiły – na usta mężczyzny wpełzł lisi uśmiech.
Nim Enzo zdołał jakkolwiek zareagować – w jego kierunku wystrzeliła blada dłoń Francuza i zacisnęła się na jego szyi, a sam wampir podniósł się do siadu niewiarygodnie szybko.
Następnie przyszpilił ciało Enzo do łóżka i usiadł na biodrach nastolatka.
Nachylił się nad jego twarzą i zajrzał mu głęboko w oczy.
 – Jeszcze raz zostawisz mnie bez słowa, a nie tylko zerwę naszą umowę, a również cię zabiję – wysyczał niebezpiecznie.
Wisiał nad Enzo jeszcze przez chwilę, taksując głodnym spojrzeniem jego oczy, policzki, linię szczęki i…usta.
 – Nie masz pojęcia jak się o ciebie martwiłem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#36PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Cze 25, 2018 1:20 am

William najwidoczniej sam nie wiedział co się działo. Czyżby Lusignanem targnęły te wszystkie niepokojące objawy nagle i bez konkretnej przyczyny? Nie, przyczyna musiała istnieć. A skoro nigdy wcześniej coś podobnego się nie zdarzało, wydawała się ona oczywista.
Przyglądał się spod rzęs jak twarz mężczyzny szuka ciepła jego ręki i nie zabrał jej nawet, gdy poczuł na skórze lekko drżące usta. Patrzył się na to jak zaczarowany, wiedząc, że wampir nie zrobi nic na oczach tak wielu postronnych osób. Nic dziwnego więc, że  w końcu ich wyprosił. Być może chłopiec poczułby się teraz nieco niepewnie, ale wiedział, że w tym stanie Seraphine jest zupełnie nieszkodliwy.
Słysząc, że to sprawka jego krwi, uśmiechnął się bezczelnie. „Trzeba było nie zachowywać się jak dzikus” powiedział prawie, wcale nie żałując mężczyzny. To cierpienie należało mu się za czyn, którego śmiał się dopuścić kosztem nerwów i przestrzeni osobistej młodego łowcy. Następne słowa wampira jednak zaintrygowały Enzo. Co miał na myśli?
Wiedział czego oczekuje od niego wampir, a Enzo niekoniecznie chciał mu to dawać. Wciąż uważał, że to skrajnie nienaturalne, a odczuwał silny dystans do rzeczy, których nie znał i nie rozumiał. Chyba powinien pogodzić się z tym, że te będą od teraz na porządku dziennym. Bo jakby nie patrzeć jest jedynym chodzącym po świecie łowcą, który został wampirem.
Słysząc krótkie słowo błagania, jego brew mimowolnie delikatnie drgnęła. Uśmiechnął się lekko, niemalże ciepło, uznając, że dość już się napatrzył na tę godną politowania kondycję długowiecznego. Westchnąwszy krótko, podstawił pod chłodne wargi własny nadgarstek i ani na chwilę nie oderwał wzroku od pożywiającego się Lusignana. Znajome gorąco wróciło nieoczekiwanie.

Na podziękowanie zapewne i by odpowiedział, gdyby nie to, że wiedział, iż ten uśmiech dobrze nie wróży, a w następnej chwili dotkliwie się o tym przekonał, lądując na łóżku, z zimną dłonią zaciśniętą wokół szyi. Z jego ust wyrwał się stłumiony jęk ni to bólu, ni zaskoczenia, a dłonie odruchowo objęły przedramię mężczyzny, który zaskakująco szybko powrócił do pełni sił.
To, co odczuł całym swym ciałem – wiedział to na pewno – nie było strachem.
Patrzył odważnie w oczy mężczyzny. Z rozdrażnieniem, wyrzutem i... Czymś co świadczyło, że traktowanie, którego powinien nienawidzić sprawiało, że jeszcze kilka takich postępków i w elegancko wyprasowanych spodniach zrobiłoby się zdecydowanie za ciasno.
Nie można było jednak zapominać, że Enzo wciąż był zły i oburzony zajściem sprzed kilku dni, a od mężczyzny oczekiwał prędzej przeprosin, nie... tego.
Udał, że nie widzi spojrzenia błąkającego się po jego ustach. Nie chciał poddawać się teraz temu uczuciu i tej atmosferze. Wciąż był obrażony, a emocje Enzo niestety nie dawały się ostatnio kontrolować. Miał wrażenie, że wszystko odczuwał sto razy mocniej niż za życia.
– Zabijesz? – Wyszeptał, wpijając wysunięte przed chwilą pazury w jasną skórę czystokrwistego i wkładając coraz więcej siły w to, by odsunąć rękę od swojej szyi. Nawet jeśli mu się to nie udało, uścisk na krtani poluźnił się na tyle, że mógł swobodniej mówić. – No tak, masz doświadczenie w zabijaniu Harveyów, nieprawdaż?
Nigdy nie zapomnę zieleni tych przepełnionych żądzą krwi oczu.
Tak... Zdecydowanie, oczu, w które wpatrywał się właśnie Enzo, nie sposób było zapomnieć.
Odwrócił w końcu wzrok, prychając niczym rozjuszony kocur.
– Złaź już, wygnieciesz mi garnitur.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#37PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Cze 25, 2018 2:02 am


Z jego ciała na chwilę uciekło całe powietrze, a umysł wypełnił się niepokojącymi szeptami, które podpowiadały Seraphine’owi, by jak najszybciej oderwał chłopcu głowę.
Nie miał jednak zamiaru tego robić, bo i skąd Enzo miałby znać…całą historię? Nigdy nie usłyszał obydwu wersji, a o tej ciekawszej zapewne rozmawiał ostatnio z rodziną. Rodziną parszywych, okrutnych łowców.

Seraphine błyskawicznie puścił szyję chłopca, nie chcąc ryzykować, że zechce zacisnąć na niej dłoń mocniej, a potem zatopić ostre szpony w tej miękkiej skórze.
Równie szybko wstał z bioder Enzo i cofnął się o kilka kolejnych kroków, by móc z bezpiecznej odległości obserwować jak tamten się podnosi i również wstaje z materaca.
 – Wynoś się – powiedział krótko Seraphine głosem wypranym z jakiejkolwiek emocji. Gdy zaś Enzo nie usłuchał i nie drgnął nawet o centymetr – Seraphine podszedł do drzwi, otworzył je mocno i to tak, że trzasnęły o ścianę po drugiej stronie futryny, a następnie wskazał chłopcu drogę do wyjścia.

Przyjęcie miało się zacząć lada moment. Nie miał czasu na przekomarzanki z dzieckiem.
Seraphine, owszem, czuł się winny, ale w momentach takich jak ten, gdy Enzo za wszelką cenę próbował wykazać się w jakikolwiek sposób i obierał drogę na około, która w dodatku była błędna i donikąd go nie doprowadzała – wątpił w to, że Enzo jest jakkolwiek…dojrzały.
Ktoś mógłby pomyśleć, że Lusignan żałował przystania na warunki chłopca, żałował, że w ogóle obdarował dziecko darem nieśmiertelności, ale…Seraphine’owi ani razu nie przeszło to przez myśl.
Po prostu nadal szukał sposobu na dotarcie do Enzo.
Wiedział też, że pewnego dnia go znajdzie i chłopiec stanie się bezcennym towarzyszem jego wiecznego życia.

***

 – Za ciasno! – syknął wściekle wampir i posłał Florze spojrzenie pociemniałych oczu. Dziewczyna nie wydawała się być wzruszona tym faktem ani nawet nie wyglądała jakby miała współczuć stwórcy.
 – Nigdy nie miałeś na sobie gorsetu? – spytała, unosząc brew z niedowierzaniem na co w odpowiedzi Lusignan zmarszczył swoje własne w zirytowaniu.
 – Przepraszam, ale brzmisz, jakby cię to dziwiło – wycedził przez zaciśnięte zęby na co Flora pociągnęła za sznurki i gorset zacisnął się jeszcze mocniej, przyprawiając Seraphine’a o kolejny jęk bólu.
 – Połowa gości już jest na dole – mruknęła dziewczyna. – A gospodyni nadal nie raczyła się pojawić.
 – Mogą mieć to za złe temu szczeniakowi – wykrztusił z siebie, ledwie czerpiąc oddech.
Flora zawiązała gorset podała mężczyźnie suknię.
 – Poradzisz sobie sam? – spytała i nie czekając na odpowiedź, zniknęła.
Seraphine został sam z cholerną czerwoną sukienką, do której włożenia został przymuszony szantażem.
Teraz już było za późno, żeby się wycofać.

***

Rezydencja była wypełniona obficie krwiopijcami i byłaby to nie lada gratka dla oddziału łowców gdyby nie fakt, że w obliczu tak ogromnej ilości istot nadnaturalnych znajdujących się w jednym miejscu – drugie tyle stanęło na straży.

 – Gdzie on jest? – mruknął zaniepokojony William, zerkając na zegarek, a następnie odnajdując wzrokiem Enzo. – Nie ma go z nim.
 – Pan nie jest w nastroju, więc chyba się pokłócili – dodała od siebie Flora, kładąc szyderczo nacisk na pierwsze słowo, a następnie porywając z tacy kelnera, który ich minął, kieliszek szampana.
 – Uroczy jest… – powiedziała rozmarzonym tonem Olivia, przyglądając się Enzo.
Tuż za ich plecami nagle pojawiła się kolejna osoba.
 – Czyżbyś miała ochotę wgryźć się w jego kuszącą szyję, Olivia? – spytał i zaśmiał się ze złośliwym rozbawieniem, gdy dosięgło go rozjuszone spojrzenie Williama i nierozumiejący wzrok Olivii.

Nagle zapanowała cisza, ale podekscytowane szmery dało się słyszeć nawet na drugim końcu sali balowej.
Oczy niemalże wszystkich obecnych zwróciły się w jedną stronę, czyli na schody.
William dojrzał na niej wysoką i szczupłą postać, której sylwetka łudząco przypominała…
Oh, nie.
To nie mogło się dziać naprawdę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#38PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Cze 25, 2018 1:21 pm

Swoim przytykiem chciał lekko ugodzić w Seraphine’a, a jednocześnie dać znać, że wie doskonale, kto jest mordercą jego dziadka. Nie spodziewał się na pewno, że w mig po swoich słowach poczuje to, co prawdopodobnie czuje przeciętny człowiek w sytuacji zagrażającej życiu. Nie tylko Lusignan doskonale czuł emocje Enzo, chłopiec również był na nie wrażliwy i ten jeden, ostry impuls, który urodził się gdzieś w głowie wampira, poczuł bardzo dotkliwie. Był zdziwiony.
Wampir się odsunął, Enzo zaś bez zwlekania wstał i ulokował w nim swoje spojrzenie. Dlaczego wściekł się aż tak? Gdy mężczyzna rzucił w stronę chłopca słowa o tak nieprzyjemnym wydźwięku, ten tylko uniósł brew, mając nadzieję, że mu się przesłyszało. Dalsze poczynania Seraphine’a nie pozostawiały jednak wątpliwości, a Enzo po krótkiej chwili wahania, zmrużył ze złością oczy, lecz nic już nie mówiąc, spokojnym, niespiesznym krokiem opuścił pokój.

***

Ujście swojej przeogromnej złości dał dopiero we własnej sypialni, wściekle kopiąc pierwsze, co stanęło mu na drodze – niefortunnie było to wielkie łoże, w którym spał na co dzień. Mebel poważnie się połamał, a ścianie nie stało się nic tylko dlatego, że chłopiec w porę zatrzymał łóżko przed uderzeniem w nią.
– Co to było? – warknął do siebie, zamaszystym ruchem wyjmując fajki i przysiadł na parapecie, odpaliwszy niecierpliwie jednego. A więc tak? Ten drań zachowywał się jak skończony dupek, najpierw rzucając się na bezbronnego chłopaka ze swoimi kłami, czyniąc tym aktem coś zupełnie sprzecznego z wampiryczną naturą, potem znów pożywiając się krwią Enzo tylko dlatego, że ten okazał mu litość, a następnie traktując w ten sposób. I jeszcze groził, że zerwie ich umowę! Więc co, teraz Enzo jest tu więźniem? Prosił o trening, nie o przejęcie smyczy z rąk ojca. Mógł przecież wychodzić gdzie chce i na ile chce.
– Jeżeli się martwiłeś, mogłeś po mnie przyjść – mruknął pod nosem, zapatrzony w szarawe chmury, domyślając się, że to była rzeczywista przyczyna jego złości. Ale potem... Jak silna więź w rzeczywistości łączyła tego cholernego żabojada z dziadkiem Maximillianem, że zareagował tak ostro? Enzo westchnął, dopalił papierosa i uspokoiwszy się trochę sięgnął po gitarę chcąc zabić czas pozostały do rozpoczęcia przyjęcia.

***

Stanął przed lustrem, a po chwili zastanowienia pozbył się krawatu i zastąpił go muszką. Ponieważ umówiona godzina rozpoczęcia nieuchronnie się zbliżała, niedbale poprawił zmierzwione włosy i udał się w stronę schodów, u których szczytu stanął, stamtąd mierząc spojrzeniem gości. Tyle wampirów, cóż to za gratka byłaby dla ojca i całej rodzinki Harveyów.
Lusignan się spóźniał. Enzo zerkając na zegarek czekał spokojnie, nie zdejmując z twarzy tajemniczego uśmieszku. Oczywiście wciąż był zły i nie miał zamiaru tak łatwo odpuścić, ale dobre wychowanie i zasady, które wyniósł z domu zbyt mocno weszły mu w krew. Nauczył się już dawno, że przy ludziach należało udawać, iż wszystko jest w porządku. Co prawda nie sądził, by Seraphine zdzielił go po twarzy za brak współpracy podczas przyjęcia, ale wciąż nie chciał go na siłę psuć zachowując się jak naburmuszone dziecko. Do sprawy niesnasek między nimi wróci, gdy wszystko się skończy.
Tym czasem...
Ach jakże nie mógł się doczekać tego widoku.
I gdy tylko ujrzał swą piękność w pięknie wykrojonej, czerwonej sukni, pełnym makijażu i zjawiskowej peruce, w geście uznania wysoko uniósł brwi. Po jego ustach błądził szarmancki uśmiech, lecz w oczach igrało czyste rozbawienie. Och, czyżby jego królewna specjalnie dla niego przywdziała gorset? Był niemalże... wzruszony.
– Ma belle – wymruczał, unosząc łokieć, by Seraphine mógł ująć go pod rękę i usilnie starając się nie roześmiać pilnował, by kąciki ust nie drgały mu mocniej niż dotychczas. Z pełnią gracji, nie schodząc jeszcze, poprowadził swą nową towarzyszkę na środek, gdzie wygłosić miała mowę powitalną. – Jestem pod wrażeniem, bestyjko – szepnął z tym samym uśmiechem, z coraz większym trudem powstrzymując śmiech, gdy tak mówiąc to, patrzył na twarze wprowadzonych w osłupienie gości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#39PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Cze 25, 2018 3:29 pm


Na początku czuł wszechogarniające upokorzenie, które czuł jak wbija się w jego ciało niczym sztylety. Marzył o tym, by móc wykuć oczy wszystkim, którzy obecnie w jego stronę spoglądali.
Jedyne co mógł jednak w rzeczywistości zrobić to zachować maskę obojętności na twarzy i nie dać po sobie poznać, jak bardzo żałował swojej obecności tutaj.

W połowie schodów dotarło do niego, że większość zebranych, która mu się przyglądała…jest zbyt zszokowana tym widokiem, by zaszydzić z tego dostojnego, tysiącletniego wampira, którym był.
Seraphine doskonale wiedział, że taki wizerunek dziwnie mu pasuje i dlatego wstydził się jeszcze bardziej i zapewne poniósłby za chwilę klęskę i spuścił wzrok na swoje stopy, gdyby nie widok Enzo, który czekał na niego przy schodach.
Nieco dodał mu otuchy fakt, że Enzo był na tyle cholernie złośliwym człowiekiem, że nie odpuściłby takiej okazji.

 – Twoje skandaliczne zachowanie i nieodpowiednie słowa sprawiają, że ten wieczór staje się znośny – mruknął w odpowiedzi i zacisnął dłoń na rękawie Enzo.
Pozwolił się chłopcu odprowadzić na sam środek sali, a następnie ujął w dłoń kieliszek szampana, rozejrzał się po twarzach i dostrzegł, że większość z nich wyrażała umiarkowane rozbawienie faktem, że dystyngowany wampir czystej krwi upokorzył się tak na oczach setki innych stworzeń.
 – Moi drodzy… – zaczął, a na jego usta wkradł się uroczy uśmiech. Jego dłoń podążyła do ciemnych, falowanych włosów opadających na jego ramiona, które poprawiła. – Jestem zaszczycony mogąc gościć was w swoim domu w tym szczególnym dniu, który jest nie tylko oficjalnym zakończeniem Dożynek, ale również poprzedza o miesiąc obchodzony przez nas hucznie Samhain.

W tradycji długowiecznych istot Halloween było ważnym symbolicznie świętem, które obchodami różniło się nieco od tradycji sprzed wielu lat, ale przypominało o czasach, które dla większości wampirów były czasami obfitującymi w sławę i bogactwo oraz rozpasanie.
Kiedyś byli szanowani i się ich obawiano.
Dzisiaj Halloween było jedynie widmem tamtych dni.

 – Zapraszam was do zabawy, picia, rozmów i tańców, drodzy przyjaciele – dodał Seraphine i posłał widowni kolejny olśniewający uśmiech. Następnie skłonił się lekko i dał znak orkiestrze, by wznowiła grę instrumentów.
Sam zaś pozostał na środku sali, gdy ludzie zaczęli się rozpraszać po całym pomieszczeniu, spoglądając przez ramię kilkakrotnie na Lusignan, z którego już wyparował doszczętnie jakikolwiek wstyd.
Nawet duża dłoń, która ułożyła się władczo na jego talii i męski głos przy uchu go nie spłoszył.
 – Nie przypominam sobie, bym posiadał tak piękną kuzynkę – wymruczał po czym nachylił się by złożyć na policzku Seraphine’a krótki pocałunek i zaśmiał się, gdy w reakcji na to na ustach kobiety znalazł się grymas rozbawienia.
 – Fergus… – wymruczał zalotnie mężczyzna i zatrzepotał rzęsami. – Nie widzieliśmy się już tyle lat.
Kątem oka Lusignan zlokalizował Enzo, który również zgadywał gości.
Mężczyzna wsunął kosmyk włosów za ucho i począł się przysłuchiwać rozmowie wampirów, ale i nie dając po sobie poznać, że przestał słuchać Fergusa.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#40PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Cze 25, 2018 4:45 pm

Obserwował swego stwórcę z nieschodzącym z twarzy uśmiechem, gdy jednak zaczął przemawiać, odsunął się kilka kroków, by w spokoju raz jeszcze przejechać spojrzeniem po tłumie. Wytężył słuch, wyraźnie wyczuwając dziwne... Poruszenie. I miał wrażenie, że tym razem nie jest to sprawka czerwonej sukni.
– Kim jest towarzysz Seraphine’a? – Nie patrzył w stronę kobiecego głosu, który nie powinien był dotrzeć do jego uszu. Zadziwiony był jednak tym, że plotkują tak otwarcie wiedząc, że istnieje duże prawdopodobieństwo przyłapania na tychże plotkach przez głównego zainteresowanego.
– Może główne danie? – Odpowiedział męski głos z wyważonym rozbawieniem, Enzo zaś zmarszczył brwi i ledwie wstrzymał się przed odwróceniem głowy, by na własne oczy się przekonać kto też wygłasza podobne herezje. Bez przesady, nie są przecież na zlocie kanibalów.
– Ach, trzeba przyznać, że pysznie pachnie ten chłopiec. Ależ to zadziwiające, nie spodziewałabym się spotkać tu człowieka. Doprawdy... Cóż ten starzec dziś wyprawia. – Niemalże usłyszał jak kobieca głowa kręci się z niedowierzaniem, Enzo jednak zainteresowało co innego. Człowieka? Zmarszczył lekko brwi, dyskretnie przystawiając nozdrza do własnego ramienia i zaciągnął się delikatnie. Jaki do cholery zapach?
Czyżby myśleli, że jest człowiekiem? Och doprawdy... Niebywale zabawne.

Seraphine skończył przemawiać, więc Enzo swobodnie odwrócił się tyłem do niego, a przodem do stołu. W połowie swego manewru dostrzegł jednak tę jedną postać, na której stanowczo za długo zatrzymał oczy. Wysoki mężczyzna o kruczoczarnych włosach i nienaturalnie jasnych, niebieskich tęczówkach wpatrywał się wprost w niego. Roztaczał wokół siebie tę specyficzną aurę, która nie pozwoliła wątpić w jego szlachetne pochodzenie. Był... Piękny. I niepokojący. Enzo uśmiechnął się nonszalancko, krzyżując z wampirem spojrzenia i skinął grzecznie głową, by po tym podjąć swą drogę do stołu i bez zastanowienia chwycić jedno z winogron, które wkładał do buzi, jednocześnie odwracając się z powrotem. I jakież było jego zaskoczenie, gdy przed nim wyrosła sylwetka przystojnego mężczyzny, sekundę temu znajdującego się w końcu sali. Enzo zupełnie nie usłyszał jak się zbliża, a przez najprawdziwsze zaskoczenie niemalże udławił się tym cholernym winogronem. Zakasłał dyskretnie, zakrywając lekko usta i unosząc z cichym rozbawieniem brwi.
– Przepraszam – odparł, odkasłując jeszcze kilka razy, mężczyzna przed nim jednak nie wydawał się w żaden sposób zrażony. Na jego ustach gościł uśmiech, na który zapewne wyrwał nie jedną swoją ofiarę.
– To powinno pomóc. – Enzo z uprzejmym uśmiechem przejął z dłoni wampira kieliszek czerwonego wina i upił łyka, odejmując dłoń od twarzy. – Alastair de Rouvroy. – Mężczyzna wysunął swą dużą, ozdobioną sygnetem dłoń w stronę chłopca, ten zaś ujął ją bez wahania i udał, że nie dostrzegł spojrzenia przesuwającego się płynnie wzdłuż jego szyi.
– Enzo – odparł, a widząc pytanie w bladych tęczówkach, dodał: – po prostu Enzo.
Uścisk ich dłoni przedłużał się, gdy tak stali wpatrzeni w swe oczy.
– Enzo! Chodź, musisz kogoś koniecznie poznać! – wysunął dłoń z uścisku wampira, by zaraz ulokować swe pełne sympatii spojrzenie w drogiej mu Ileanie, która chwyciła przedramię chłopca i uprzejmie witając się z gościem przeprosiła za swój nietakt. Enzo znów spojrzał na nieustannie uśmiechającego się zdawkowo krwiopijcę.
– Żywię nadzieję, że uda nam się jeszcze porozmawiać dzisiejszego wieczoru, Enzo. – Nie wiedzieć czemu ton mężczyzny i dziwna iskierka w jasnych oczach sprawiły, że po plecach łowcy przemknęły ciarki. Uśmiechnął się niemniej dwuznacznie.
– Och, z pewnością. – Odszedł kierowany ręką towarzyszki, czując odprowadzające go, przeszywające spojrzenie. – Kogo to tak pilnie muszę poznać? – Dziewczyna uśmiechnęła się z widocznym zmieszaniem, rozglądając się krótko po najbliżej stojących osobach.
– O, tutaj! Enzo to jest... – jednym uchem słuchał jak kobieta przedstawia mu jednego z gości, oczy jego jednak uciekły w stronę Alastaira, który również rozmawiał już z kimś innym. Dlaczego dziewczyna nie chciała, by rozmawiali? Widział wyraźnie, że „przedstawienie kogoś” było tylko pretekstem, a od bezpośredniego pytania i równie bezpośredniej odpowiedzi powstrzymywały ich jedynie czujne uszy mogące wszystko dosłyszeć.
Wrócił spojrzeniem do przedstawianej mu wampirzycy i przywitał się uprzejmie. Przyjęcie zapowiadało się... ciekawie. Tym ciekawiej, że niemal wszyscy tu obecni najwidoczniej uważali go za potencjalny kąsek mogący umilić czas w przerwie od tańców. Enzo uważał, że to wspaniała okazja, by wykorzystać ich niewiedzę dla własnej uciechy i urozmaicenia wieczoru.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#41PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Cze 25, 2018 5:26 pm


Jej wzrok przesunął się badawczo po wszystkich obecnych w sali.
Dopiero przybyła i najwidoczniej miała znakomite wyczucie czasu, bowiem gospodarz właśnie wygłaszał swoją mowę powitalną, odprowadzany przez tajemniczą sylwetkę młodego chłopaka, samemu nosząc sukienkę.
Nie powinna była się dziwić. W tym domu działy się najbardziej niestworzone rzeczy, a jego ekscentryczny i szalony właściciel cały czas odnawiał swoją własną reputację w oczach dalekiej rodziny.
No i tej najbliższej.

 – Madame de Lusignan – usłyszała i zwróciła swoje spojrzenie w kierunku, z którego dobiegał głos. Jej oczy odnalazły Wilfreda, a usta wykrzywiły się w tej samej chwili w imitacji uśmiechu.
 – Willy – mruknęła szyderczo i wyszczerzyła się do wampira niebezpiecznie. Nie cierpiała tego gnojka.
Szesnastoletnia sylwetka zrobiła ku niej kilka kroków, a następnie podała jej ramię i odpowiedziała jej równie złośliwym grymasem.
 – Nie możesz odmówić bratu, prawda? – wycedził z okrutnym rozbawieniem i skłoniło to kobietę do przystania na warunki chłopaka.
Niechętnie chwyciła jego ramię.
 – Jeszcze raz nazwiesz swoją brudną osobę moim bratem, a przysięgam, że nie dożyjesz końca tego wieczoru. – Jej usta nadal wykrzywiały się w miłym uśmiechu, gdy w sekundę po tym, jak skończyła zdanie – skinęła głową na przywitanie jakiemuś innemu wampirowi.

Wieczór zapowiadał się wspaniale.
Dokładnie tak, jak ojciec pisał w liście.

***

Gdy tylko Seraphine zauważył przemykającego wśród gości Alastaira de Rouvroy – poczuł jak wzbiera w nim niechęć.
Jakim cudem znalazł się na liście gości?
 – Cholerna kanalia… – syknął na głos. Fergus spojrzał w kierunku, w którym podążył wzrok jego kuzyna.
 – Rouvroy? – upewnił się, że mają na myśli te samą kanalię. – Jakim cudem ten zdrajca nadal żyje? – zaśmiał się krótko i niewesoło Fergus po czym pociągnął łyk szampana.

Alastair de Rouvroy był jednym z niewielu czystokrwistych wampirów na tym przyjęciu, z którymi Seraphine nie miał nic wspólnego w kwestii genetycznej. Mężczyzna jednak nienawidził go bardziej niż większości swoich wujów i ciotek.
Rouvroy był po prostu zdrajcą, który jakimś cudem zawsze znajdował swoją drogę na powierzchnię ziemi, nieważne jak głęboko zakopać by jego truchło.

 – Ostatnio widziałem go osiemdziesiąt lat temu po stronie Niemców… – zamyślił się Fergus, ale szybko wyrwał się z tego stanu i zwrócił się w stronę Seraphine’a. – Chcesz żebym go wyprosił? Nie wiadomo czego tym razem spróbuje…
Seraphine odchrząknął delikatnie i poruszył w zirytowaniu brwiami.
 – Fergus, zdajesz sobie sprawę z tego, że nadal jestem facetem? – odezwał się nieco głębszym głosem i odrzucił na chwilę wizerunek „kobiety”.
Fergus jednak zdawał się nie rozumieć do czego zmierza Seraphine.
 – Sam mogę go wyprosić – naświetlił mu odpowiedź wampir i rzucił mu niedowierzające spojrzenie.
Nie czekając na odpowiedź, ruszył w kierunku Alastaira i zatrzymał się wpół kroku, gdy dostrzegł jeszcze bardziej mu znajomą sylwetkę Fifi.
Na jego usta błyskawicznie wstąpił szeroki uśmiech.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#42PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Cze 25, 2018 6:10 pm

Podłapał spojrzenie Ileany, gdy ta podnosiła ze stołu pustą tackę, zapewne po to, by udać się do kuchni i znów ją napełnić.
– Pomogę ci – zaoferował Enzo, dla pozorów również chwytając w dłonie jakąś misę i udał się za dziewczyną. Gdy już obydwoje znaleźli się za zamkniętymi drzwiami, odezwał się. – Co to była za akcja ratunkowa? – zaśmiał się przekornie, odstawiając ciężkie naczynie na blat.
– Że też ze wszystkich musiałeś dobrać sobie akurat takie towarzystwo. – Dziewczyna z zaaferowaniem pokręciła głową, układając na kryształowej tacce roladki. – Alastair de Rouvroy nie cieszy się dobrą sławą, właściwie nie mam pojęcia jakim cudem się tu znalazł, wszyscy wiedzą, że pan go nie znosi.
Enzo zaśmiał się z nieskrywanym rozczuleniem i matczynym gestem poklepał kobietę po włosach, wywołując tym jej lekkie zdziwienie i rozdrażnienie.
– Ależ ja wiem kim jest de Rouvroy. Czasem mam wrażenie, że wszyscy zapominacie skąd się tu wziąłem – przekrzywił głowę z niewinnym uśmiechem, widząc jak ciemnowłosa uchyla delikatnie wargi, zdawszy sobie sprawę, że faktycznie – chyba przez chwilę zapomniała, jaką wiedzę może posiadać Enzo.
– Moja rodzina długo się nim interesowała. A raczej jego skłonnością do... Hm, powiedzmy, że łatwo nawiązywał współpracę. – Porwał jedną z roladek, zaśmiawszy się krótko na brutalne trzepnięcie po dłoniach i szybko połknął swą zdobycz.
– Czy ty znowu chcesz zrobić jakąś głupotę?
– Pewnie tak. – Wzruszył ramionami z szerokim uśmiechem, wyprostowując dłońmi poły marynarki. – Fakt, że ta menda wciąż żyje jest mi bardzo na rękę. Wierzę, że dostanę dzisiaj odpowiedzi na co najmniej jedno z nurtujących mnie pytań – mruknął tajemniczo, chwytając uzupełnione naczynie i wrócił na salę w towarzystwie nieprzekonanej do zamiarów chłopca wampirzycy.

Rozejrzał się w poszukiwaniu swej pani, gdy zaś zobaczył ją w towarzystwie dwójki innych osób, skierował tam kroki. Gdy tak szedł w ich stronę, czarne spojrzenie ulokował na kobiecie tak łudząco podobnej do Seraphine’a, że gdyby nie fakt iż stali obok siebie, pomyślałby, że wampir na tyle upodobał sobie przebieranki, że aż zmienił suknię.
– Czy to mnie tak zawzięcie szukają twoje przecudowne oczka moje śliczności? – zwrócił się do mężczyzny, nie kryjąc już zupełnie szerokiego uśmiechu i stanął obok, poświęcając znaczną część swego zainteresowania przepięknej niewieście stojącej po prawicy chłopaka, którego widział jakiś czas temu przy łóżku Seraphine’a. – Gdybym nie wiedział co się kryje pod tą szkarłatną suknią, wziąłbym was za siostry – dodał, patrząc na nieznajomą brunetkę z niewymuszonym uśmiechem, tylko na chwilę w trakcie swej wypowiedzi odrywając wzrok, by podkreślić nim, o której sukni mówi. I czekał cierpliwie, aż któreś z nich wyprowadzi go z błędu, bowiem niemal natychmiast domyślił się, że to nie z siostrą Seraphine’a ma właśnie do czynienia.
No i w zasadzie... Nie mógł być pewien co dokładnie się pod tą suknią kryje. Ale w to już chyba nikt nie zamierzał wnikać.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#43PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pią Cze 29, 2018 12:40 am

– Ojcze – mruknęła dziewczyna, a na jej ustach nagle wykwitł olśniewający uśmiech, bardzo podobny zresztą do tego, który widniał na ustach starszego wampira.
Powiedz mi, moja droga, jeżeli się mylę, ale jestem niemal całkowicie pewien, że wypiękniałaś od poprzedniego razu, gdy cię widziałem. – Powiedziawszy to, porwał Fifi w swoje ramiona by uścisnąć ją krótko, ale czule.
– Wydaję mi się, że z naszej dwójki to ty…wypiękniałeś – odezwała się, gdy oderwała się od ojca i zlustrowała jego sylwetkę od stóp do głów. – Powinnam o czymś wiedzieć? – spytała rozbawiona.
Seraphine nie zdołał nijak jej odpowiedzieć, bowiem przy jego boku niespodziewanie wyrósł Enzo, który gdy tylko otworzył usta – rozpędził tym samym cały ten ulotny nastrój rodzinny.
Lusignan mógł jedynie przewrócić na te jego wypowiedź oczami.

Moja droga, mam przyjemność przedstawić ci Enzo – powiedział, wskazując na chłopca. – Enzo…poznaj moją ukochaną córkę – Josephine de Lusignan. – Jego spojrzenie nadal lustrowało piękną sylwetkę Fifi, która z gracją uniosła dłoń i włożyła ją w tę należącą do Enzo i którą to chłopiec ucałował subtelnie w następnej kolejności.
Dopiero po chwili Seraphine spostrzegł jak kilka kroków od kobiety trwa nieco podirytowany Wilfred.
Wilfredzie! – zawołał chłopca i nakazał mu się do siebie zbliżyć. – Nie miałeś okazji poznać się z Enzo, prawda? – spytał, doskonale jednak pamiętając, jak Enzo potraktował wcześniej Wilfreda.
Zachowanie Enzo nie uległoby zmianie nawet gdyby wiedział kim tak naprawdę był Wilfred.
Enzo… – Na usta mężczyzny wkradł się ciepły uśmiech. – …poznaj Wilfreda – moje młodsze dziecko.
– Adoptowane – syknęła Fifi i skrzywiła się nieco, gdy zerknęła na Wilfreda, który zachował na swojej twarzy perfekcyjny spokój.
Przez oblicze Serpahine’a również nie przemknęła żadna emocja.
Najwyraźniej coś takiego było na porządku dziennym w tej rodzinie.

Przez chwilę zapanowała między czwórką wampirów cisza, ale szybko przerwała ją Fifi, dopadając ramienia Enzo, a następnie się odzywając:
– Wybacz mi ojcze na chwilę, ale mam szczególną ochotę, by się przewietrzyć i pragnę, by twój nadzwyczaj intrygujący partner mi potowarzyszył.

Seraphine skrzywił się na słowo „partner”, bo nawet, gdy miał świadomość tego, że kobieta odnosi się do tego, że ubrał dzisiejszego wieczoru suknię – odczuwał znaczny niepokój. To słowo niosło ze sobą wiele odpowiedzialności, ale także równie duże pole do popisu dla wyobraźni Lusignan.
Śmiało – odpowiedział krótko Fifi, a gdy tylko ta pociągnęła za sobą Enzo w innym kierunku – on począł rozglądać się za kelnerem z tacą szampana.
Był tym w pełni zaabsorbowany do momentu aż usłyszał głos Wilfreda, który wyrwał go z tego transu.

– Zrobiłeś się miękki. – Ton wampira był oschły, a w jego głosie pobrzmiewała nutka zawodu. – Tylko dlatego, że dzieciak wygląda jak Max nie znaczy, że nim jest i jeżeli mam być szczery…nie jest do niego ani trochę podobny.
Kształtne brwi Lusignan zbiegły się w delikatnym skonsternowaniu.
Jeżeli zmierzasz do tego, do czego myślę, że zmierzasz…to w tej chwili przestań i już nigdy nie poruszaj tego tematu w mojej obecności, jeżeli życie ci miłe – odpowiedział kwaśno i zerknął kątem oka na Wilfreda. – Gdybym chciał znać twoją opinię na ten temat, to bym o nią spytał, Wilfredzie.
Następnie odmaszerował powoli w głąb sali, by odnaleźć kelnera.

***

Chłodne nocne powietrze przyjemnie połaskotało ją w twarz i odsłonięte ramiona.
Na jej usta wkradł się delikatny uśmiech, gdy na widok Enzo przypomniało jej się coś, co najwyraźniej ją rozbawiło nieco.
– Zapewne już to słyszałeś,… – zaczęła i przymknęła powieki, by rozkoszować się nocą. – ale…wyglądasz zupełnie jak on.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#44PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pią Cze 29, 2018 2:05 am

Z nieschodzącym z ust, charakterystycznym dla siebie uśmiechem, ucałował powietrze tuż nad dłonią wampirzycy, w następnej kolejności zaś zwrócił swoje spojrzenie na chłopaka, którego wcześniej potraktował może ciut nieładnie. Nie zależało mu wcale na tym, by zacierać złe wrażenie, jednakże nie miał także interesu w tym, by rzucać chłopcu wrogie spojrzenia. Enzo generalnie nie bywał raczej uprzedzony do ludzi nim ich poznał. Tym bardziej dziwiło go to, jaką niechęć wywiera w nim widok adoptowanego syna Lusignana. Miał wrażenie, że wampir zwyczajnie wytwarza wokół siebie dziwną, toksyczną atmosferę. Mimo wszystko uśmiechnął się krótko, a potem już ze szczerą chęcią dał się porwać przepięknej wampirzycy, w drodze do wyjścia łapiąc jeszcze za kieliszek wina z tacy.
Przechodząc przez potężne drzwi miał okazję wsłuchać się jeszcze w krótką rozmowę między ojcem a synem. Po chwili zaś pożałował, że podsłuchiwał, bowiem ta krótka wymiana zdań wywołała w nim zaskakująco nieprzyjemne emocje. Tylko dlatego, że dzieciak wygląda jak Max... Czy oni wszyscy się do cholery zmówili? Czy... Czy to możliwe, by zainteresowanie Francuza osobą Enzo miało jakiś związek z jego pradziadem?
Chłodne powietrze przyjemnie smagało skórę i dawało swoistą ulgę od całego zgiełku panującego wewnątrz. Enzo nie cierpiał takich zbiorowisk, sztywnych przyjęć, na których musiał grać według schematu i nienagannie się zachowywać, a w dodatku... Te ciuchy. Miał ogromną ochotę jak najszybciej się ich pozbyć. Wszystko tego dnia było nie tak, jak powinno. Jego nastrój z chwili na chwilę był coraz gorszy, a to wszystko przez tego cholernego, głupiego, niemyślącego, zapatrzonego w siebie, ubranego w sukienkę krwiopijcę.
Zwrócił czarne oczy na kobietę, gdy ta mówiła, w reakcji zaś zaśmiał się krótko, zaraz wypełniając powietrze swym teatralnym westchnięciem.
– Częściej niżbym chciał. Zaczynam żałować, że nie zaprzyjaźniłem się do tej pory z rodzinnymi albumami. – Upił łyk wina, pokonując kilka małych schodków do wnętrza altanki. Opierając się o balustradę, utkwił swe spojrzenie w czarnowłosej. – Znałaś dziadka Maxa? Moja przecudowna rodzinka nie jest skłonna do opowiadania gorących faktów z jego życia, a coś mi podpowiada, że to dość istotna kwestia w przypadku życia z twoim słodkim ojczulkiem. – Uśmiechał się swobodnie, popijając wino. Cieszył się, że mógł poznać Josephine, być może nie będzie musiał nawet za wiele robić, by dowiedzieć się trochę o pradziadku. Bo kto może wiedzieć lepiej w jakiej relacji był z Seraphinem, niż jego własna córka?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#45PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pią Cze 29, 2018 2:58 am

Z jej ust nie schodził delikatny i nieco zamyślony uśmiech, gdy słuchała młodego Enzo jak jej odpowiada.
Po samym tonie, tym jak się prezentował i jak poruszał była w stanie stwierdzić wiele rzeczy na temat tego chłopca, a zatem już dawno domyśliła się zarówno tego, co go łączy z jej ojcem i w jak szczególnym kierunku ich relacja zmierzała.
Nie było dla nikogo tajemnicą, że Seraphine uwielbiał piękne rzeczy. Kochał na nie patrzeć, podziwiać, trzymać w dłoniach i zamykać w swoim domu, by nikt więcej nie był w stanie dostać ich w swoje ręce.
Wiedziała, że w przypadku ludzi nie było inaczej, bo Enzo mógł być młody, ale już odznaczał się wyjątkowym pięknem.

Słowa chłopca wywołały uniesienie przez nią brwi w lekkim zdziwieniu tym, co wyszło z ust chłopca.
– Czyżby fascynacja tego starego durnia nie była jednostronna? – spytała, uśmiechając się nieco zaczepnie i zerkając na dziecko. Po chwili jednak jej grymas zelżał. Kobieta kontynuowała jednak swoją wypowiedź.
– Odpowiadając na twoje pytanie – tak, znałam twojego drogiego krewniaka. Nie był moim ulubionym młodzieńcem, ale udało mi się przyzwyczaić do jego obecności w życiu ojca.

Nie dziwił jej fakt, że Enzo był ciekaw tego, co łączyło jego dziadka z Seraphine’m. Miał uszy i miał oczy, a zatem widział i słyszał wszystko, co się działo na sali.
Mogło to oznaczać tylko jedno – Maxwell zaznaczył swoją obecność w życiu gospodarza.
Enzo chciał się zapewne dowiedzieć…jak?

– Mój ojciec obserwował Maxwella odkąd ten się urodził. Dużo o nim pisał w listach. Był nim niezdrowo oczarowany… – zaczęła i sięgnęła do swojej niewielkiej torebki po cygaretkę, z której wyjęła z gracją jednego papierosa i włożyła między pełne wargi. Przypominała ojca w każdym calu. Nawet poruszała się w sposób, który doskonale go naśladował.
Nie była jednak dokładnie taka sama, bowiem istniały znaczące różnice miedzy nią a ojcem.
Głównie światopoglądowe.

– Na nieszczęście ich obydwu – Maxwell odwzajemnił to uczucie, a przynajmniej udawał, że tak się stało – opowiadała dalej, zaciągając się dymem i wypuszczając go spomiędzy pomalowanych na intensywną czerwień warg.
Wyglądała jak doskonała rzeźba – blada, stoicka, doskonale zbudowana i z błyskiem w oczach, który mógł być zarówno groźbą jak i zaproszeniem do zabawy.
Seraphine mógł być równie piękny i równie dostojny, ale z pewnością jego wzrok nie był tak przenikliwy jak Josephine.
W jego oczach wszystko było doskonale widoczne, a każda emocja miała własną głębię.
W jej spojrzeniu kryła się tajemniczość.

– Byli nierozłączni do momentu aż nie wkroczyła rodzina łowców i nie dowiedzieli się prawdy. – Dziewczyna uśmiechnęła się z rozbawieniem i ponownie zmierzyła wzrokiem chłopca. – Nie mieli pojęcia o tym, że Seraphine de Lusignan to mężczyzna, więc wyobraź sobie ich twarze, gdy w dziewiętnastym wieku, w którym za aktywność homoseksualną groziła śmierć, okazało się, że Maxwell wodził cały klan za nos przez dziesięć lat. Byli wściekli na tyle, by zatuszować te hańbę i wycofać się z misji.

Przeszło jej przez myśl, że Enzo pewnie będzie ciekaw tego, skąd Jospehine wiedziała o „misji”, ale uznała, że to na tyle nieistotne, że Enzo będąc inteligentnym dzieckiem – również nie będzie zaprzątał tym sobie głowy.

– Twój dziadek był…inteligentny. Było mi go szkoda, gdy został zamordowany przez ojca, ale to jemu współczułam bardziej niż trupowi. – Dziewczyna wbiła wzrok w rozgwieżdżone niebo. – Okrutny jest los tych, którzy muszą zabijać i nienawidzić z miłości, chłopcze.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 584
Join date : 02/07/2015
Age : 22

#46PisanieTemat: Re: Pris au piège   Sob Cze 30, 2018 9:36 pm

– Cóż poradzę, ma kilka fascynujących atutów. – Jak na przykład groteskowa umiejętność zachowania gracji stojąc z blachą sernika w rękach, gdy jego dom nawiedza przemieniony w wampira łowca, czy też nieumiejętnie skrywane, zażenowane spojrzenie spod pomalowanych rzęs.
Enzo zupełnie nie wziął do siebie czegoś, co w intencji wampirzycy miała zapewne nacechować niewinna złośliwość. Właściwie, nie widział sensu w zaprzeczaniu. Chłopiec został wychowany wśród wyszukanych, pięknych rzeczy, zabytków, literatury i dostojnych ludzi, posługujących się wyrafinowanym słownictwem. Tak jak Seraphine – doceniał piękno i lubił się tym pięknem otaczać. Choć sprawiać mógł inne pozory, szybko można było dostrzec w nim tę cechę.
Co więcej, wiedział doskonale co dzieje się między nimi dwoma. Nie musiał mieć żadnego doświadczenia w tych sprawach, by niejednokrotnie wyczuć charakterystyczną, napiętą atmosferę, albo wychwycić zielone oczęta błądzące po jego wargach, szyi i ciele. To... Pochlebiało mu. Ale nic więcej.
Słuchał kobiety i sam również odpalił papierosa, nie przejmując się przy tym zachowaniem gracji charakterystycznej dla Lusignanów. Enzo lubił podobną postawę w swym uroczym stwórcy, ale nigdy nie widziałby siebie w podobnym wydaniu. Dziś ograniczał się do zachowania kultury w towarzystwie i już uważał to za spore poświęcenie, szczególnie po tym, co wydarzyło się jakiś czas przed przyjęciem.
Kobieta dużo wiedziała, a to dodawało jej wiarygodności. Fakt, że wspomniała o misji, sprawił, że jednocześnie zaczął podchodzić do jej słów z odrobinę większym zaufaniem. Z drugiej strony jednak, tylko przez moment, przemknęła mu przez głowę myśl, że ktoś, kto wie tyle o jego rodzinie, nie powinien długo chodzić po ziemi. Była to na tyle ulotna myśl, że nawet nie zdał sobie z niej sprawy. Zresztą, zaprzątanie sobie głowy naturalnymi instynktami powstałymi na skutek osiemnastu lat rygorystycznego wychowania i treningu nastawiającego tylko i wyłącznie na mordowanie, nie miało sensu. Bo cóż mógł wywołać pojedynczy impuls?
Pojedynczy impuls mógł sprawić, że Seraphine urwie mu głowę i powiesi nad łóżkiem, jako przestrogę dla tych, którzy zakpią z przeszłości, czającej się pod imieniem „Maximillian”. Och, nie wątpił, że wampir byłby do tego zdolny, choćby po to by podziwiać przez kolejne wieki twarz przypominającą mu o ukochanym.
Enzo... Cóż, nie mógł powiedzieć, by był mocno zaskoczony tym co usłyszał. Oczy tej jego słodkiej bestyjki mówiły wystarczająco, by informacje podarowane mu przez Fifi mogły być jedynie potwierdzeniem przypuszczeń. To, że tę dwójkę łączyła miłość, podświadomie wiedział od początku, gdy tylko temat pradziadka nawiedził ich rozmowy. Bardziej teraz ciekawiło Enzo zakończenie tej historii. Ciekawy wydawał się również fakt, że ostatni żyjący łowca mogący w pełni znać przebieg tamtej misji i prawdę się za nią kryjącą, odejdzie prawdopodobnie w ciągu najbliższych kilku lat. Doprawdy, jego urocza rodzinka była wyśmienita w maskowaniu faktów. Przynajmniej dopóki ktoś dociekliwy nie znajdzie tego, co tak bardzo chciał odzyskać Lusignan.
Czy to możliwe, że dzienniki nie zdążyły wpaść w ręce łowców i spłonąć pogrzebawszy wszelki dowód prawdy?
Milczał przed dłuższą chwilę, pozwalając trwać jeszcze przez moment lekko ponurej, nostalgicznej atmosferze, stworzonej przez ostatnie słowa kobiety. Choć sam wcale nie czuł się wprowadzony w tego typu nastrój. Nie miał pojęcia o miłości ani o nienawiści, a moment ten uświadomił mu, że wszystko co może rzec na ten temat, wyczytał w książkach. Wydawało mu się to całkiem zabawne.
– Fifi, mogę ci tak mówić, prawda? – Uśmiechnął się przeuroczo i nieszkodliwie, porzucając widok rozgwieżdżonego nieba na rzecz, zdawałoby się, wyrzeźbionej w porcelanie twarzy. – Powiedz mi, czy Seraphine od zawsze gustuje w krwi wampirów? – Wypalił zupełnie bezpośrednio, zaglądając w nieprzeniknione, kobiece oczy. Nie miał pojęcia ile wie kobieta i czy zdaje sobie w ogóle sprawę z tego, że Enzo w przeciwieństwie do dziadka – nie znalazł się tu przez miłość, a z powodu przemiany.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 633
Join date : 06/07/2015
Age : 92
Skąd : Alaska

#47PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Lip 02, 2018 1:32 am

 – Oczywiście – odpowiedziała Fifi i posłała Enzo elegancki uśmiech.
Przez chwilę analizowała drugą część wypowiedzi chłopaka, powstrzymując się od zmarszczenia swoich brwi. Tego typu insynuacja była pierwszyzną i nigdy by się nie spodziewała po swoim ojcu takiego…barbarzyństwa.
 – Nic mi o tym nie wiadomo – odparła krótko i w zamyśleniu zbliżyła do ust papierosa. – Być może powinieneś porozmawiać z samym zainteresowanym o jego…preferencjach. Jestem pewna, że dowiedziałbyś się wielu ciekawych rzeczy.
Zanotowała sobie w głowie, by się temu przyjrzeć później.
Następnie zerknęła przez ramię na salę, której drzwi prowadziły do ogrodu, którego nieopodal właśnie się znajdowali.
 – Chyba powinieneś wracać do środka – odezwała się po chwili ciszy, gdy jej wzrok zlokalizował sylwetkę gospodyni. Jej ojciec mógł być silnym i słynącym ze swojej potęgi stworzeniem, ale wiedziała, że wiele lat samotności odcisnęło piętno na jego umiejętnościach społecznych.
Zapewne dlatego tak łatwo przywiązywał się do swoich produktów, czego przykładem był Wilfred, który z pewnością nie zasługiwał na żadne względy Seraphine’a.
Był zepsuty, słaby i nie można było się po nim spodziewać lojalności.
Chłopak był oportunistą i za nic miał „ojca”.
Jospehine wiedziała o tym doskonale, ale mężczyzna zdawał się być zaślepiony miłością do chłopca już od wieli, wielu lat.

 – Jeżeli mogę ci coś doradzić… – zaczęła, gdy chłopak zrobił pierwszy krok w kierunku drzwi. – Staraj się nikomu w tym domu nie ufać. Wszyscy są zaślepieni miłością wobec Seraphine’a i ktoś może w końcu okazać swoją zazdrość.

***

Seraphine właśnie pił…któryś kieliszek szampana, gdy niespodziewanie kątem oka zarejestrował młodego Enzo, który najwyraźniej skończył ze spacerami po ogrodzie.
Najwyższa pora, bo Lusignan czuł się zupełnie tak, jakby się trochę za nim stęsknił.
Ruszył w stronę chłopca, po drodze zgarniając z tacy kieliszek czerwonego wina.

 – Dziecko! – zawołał, gdy wreszcie dopadł chłopca i wcisnął mu w dłoń wino. – Miałem nadzieję spędzić dzisiaj z tobą trochę czasu. – Mężczyzna przyłapał się na tym, że mówił to zupełnie szczerze. – Chodź ze mną – mruknął trochę ciszej, a jego usta wykrzywił tajemniczy uśmiech.
Nakazał chłopcu gestem, by ruszył za nim.

Gdy wyszli z sali i minęli niezauważeni pozostałą część przyjęcia, a także wspięli się po schodach na najwyższe piętro posiadłości – Seraphine zwolnił nieco kroku, dopijając swój napoczęty, zaledwie parę minut wcześniej, kieliszek szampana.
 – O czym rozmawiałeś z moją córką? – spytał z nikłym zainteresowaniem.
Był nieco zbyt wcięty, by się tym naprawdę przejąć.
Być może jutro, gdy wszystkie jego zmysły wrócą do normy i sprawności, uzna, że to kwestia godna uwagi…
Narazie wszystko było zbyt…fantazyjne. On w czerwonej sukni, która była zupełnie podobna do tej, którą miała na sobie Nicole Kidman w Moulin Rouge.
Oh…jak on kochał ten film…

 – I nie musisz kłamać – zaznaczył z delikatnym rozbawieniem. – Ona nie ma przede mną tajemnic. Mówimy sobie o wszystkim, bo inaczej bylibyśmy dla siebie zbyt obcy z tą rodzinną tendencją do odsuwania się od siebie dla dobra…swojego własnego.

Nadal nie zatrzymywał się i co chwila prowadził Enzo do innego ciemnego korytarza, wywołując wrażenie kręcenia się w kółko.
W końcu jednak Seraphine odnalazł jakieś tajemnicze drzwi i pchnął je mocno.
Ukazały się kolejne, dosyć wąskie i kamienne schody, po których wampir bez zawahania zaczął się wspinać.

Ów stopnie prowadziły na dach posiadłości.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




#48PisanieTemat: Re: Pris au piège   

Powrót do góry Go down
 
Pris au piège
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: