IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pris au piège

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Pris au piège   Nie Gru 18, 2016 3:36 am




Here we are again
I feel the chemicals kickin' in
It's gettin' heavier





I wanna run and hide
I wanna run and hide
I do it every time



Ivan jako Enzo Maximillian Harvey
Voldemort jako Seraphine Balthazar Lusignan





You're killin' me now
And I won't be denied by you
The animal inside of you


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Gru 20, 2016 12:54 am, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Gru 18, 2016 2:27 pm





Enzo to nastolatek szczycący się urodą młodego, początkującego ćpuna. Ludzie z reguły postarzają go o jakieś dwa lata, prawdopodobnie przez rysy twarzy, które są dosyć ostre i twarde jak na dojrzewającego mężczyznę. Charakterystyczną cechą jego wyglądu są duże, ładnie wykrojone i pełne usta, które z reguły wykrzywiają się w luźnym uśmiechu, mogącym oznaczać dosłownie wszystko. Chłopak wyraźnie nie trwoni zbyt wiele czasu układając włosy, bowiem te zwykły pozostawać w całkiem miłym dla oka nieładzie, lekko opadając na prawy profil chłopaka. Gdyby się przyjrzeć, od czasu do czasu na ich czubku dojrzeć można odrosty w kolorze ciemnego blondu. Jego migdałowe kształtem oczy są niczym przepaści bez dna. Ich czarna barwa jest nieprzenikniona i tylko w bardzo jasnym świetle można próbować dostrzec, gdzie kończą się tęczówki, a zaczynają źrenice. Cerę ma bladą i nieznoszącą słońca, którego wyraźnie unika, w związku z czym nigdy nie pozwolił sobie na noszenie opalenizny. W jego przypadku zresztą nie wygląda ona ładnie, proszę wierzyć na słowo. Uważa, że jest niski, choć szczupła sylwetka i pewna siebie postawa sprawiają, że wcale się taki nie wydaje. Jest wyższy od większości kobiet i niższy od dużej części mężczyzn. Można powiedzieć, przeciętnego wzrostu. Jest posiadaczem bardzo ładnego uśmiechu, który dość często pokazuje światu. Wygląd ćpuna zaś nadają mu głównie podkrążone oczy i styl w jakim się nosi, a jedynym kolorem z którym ten ma do czynienia, jest czerń. Mniej rzucające się w oczy elementy jego wyglądu, o których warto wspomnieć, to zgrabne dłonie o długich palcach, kolczyki w obydwóch sutkach i niewielkie znamię na lewym pośladku. Posiada również bardzo wyraźnie zaznaczone, odstające obojczyki i kości biodrowe.



Pali Nie ćpaCzasem pijeLubi koty Psy też lubi Nie bierze życia na poważniePochodzi z rodziny łowców Odkąd pamięta szkolono go na łowcę wampirów Jest dość rozrywkowy Raczej lubiany przez wszystkichWystarczająco dojrzały Nie jest zwolennikiem przemocy Lubi adrenalinę Lubi ból Lubi zadawać ból za przyzwoleniem Ma trzech starszych braci Brak poważnego związkuDziewica lol Brak planów na przyszłość Wcale nie chce być łowcąDużo narzeka Bywa cynicznyNie umie i nie lubi gotować Nie pija piwaGra na gitarze Chodzi do liceum muzycznego Jest względnie normalny, nie licząc treningów przygotowawczych do mordowania wampirów



Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Gru 20, 2016 12:54 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Gru 18, 2016 7:20 pm






“Eternity is a long time to spend alone,
without others of your kind.”








SERAPHINE BALTHAZAR LUSIGNAN | ??? L. | FRANCUZ | PANSEKSUALISTA
WŁOSY CZARNE | OCZY SREBRNO - SZMARAGDOWE | 190 CM | 80 KG
CERA BLADA | DŁUGIE, CZARNE RZĘSY | CHŁODNA SKÓRA








Seraphine Lusignan jak większość czystokrwistych i długowiecznych wampirów cechuje się odurzającym pięknem i nadzwyczajną urodą. Urodził się około tysiąc lat temu w Paryżu jako syn ówczesnej elity kraju. Otrzymał solidne wykształcenie, którego zakres poszerzał przez całą resztę swojego długiego życia.

Jego ciało jest blade i zimne, a usta pełne i równie pozbawione żywego koloru, co reszta ciała. Tak u wszystkich wampirów oczy Serpahine'a zmieniają kolor, gdy ten wpada w szał zabijania, pożywia sie lub jest zdenerwowany. Wówczas także jego paznokcie przemieniają się w ostre jak ostrza łowieckiego noża szpony.

Seraphine to szczupły, wysoki i postawny mężczyzna. Każdy jego krok czy nawet ruch palca jest przepełniony gracją i eleganckim spokojem. Jego postawa, sposób w jaki sie porusza skutecznie wyróżnia go na tle wielu mężczyzn czy istot ludzkich, a także wampirów krwi o podobnej czystości co ta jego. Aparycję Seraphine'a podkreśla także fakt, że ubiera się elegancko w dopasowane koszule i garnitury.








» Jest czystokrwistym wampirem, co oznacza, że posiada umiejętność zmieniania ludzi w wampiry.
» Jest owocem kazirodczego związku dwojga kuzynów - swojej matki i jej męża. W czasach, w których się urodził takie związki były normą, a nawet niezbędnym środkiem do zapewnienia czystości krwi.
» Często pali i pije oraz zażywa opium.
» Stara się nie odstawać zbytnio od społeczeństwa, widuje się z ludźmi i spotyka się z nimi towarzysko, by nie uchodzić za zbytnio podejrzanego. Nigdy specjalnie nie lubił wchodzić niepotrzebnie w konflikty.
» Zna kilkanaście języków, a jego domowa biblioteczka to całe piętro rezydencji poświęcone jedynie półkom z książkami.
» Jest niejako zafascynowany współczesną kulturą, której nie rozumie.
» Ma niewyrafinowane poczucie humoru, które w rzeczywistości jest mało dyskretnym sposobem wyśmiewania wszystkich naokoło.
» Nie cierpi zwierząt domowych, ich sierści oraz zapachu.
» Wyjątkiem są konie, które trzyma w prywatnej stadninie kilka miast dalej.
» Posiada służbę, która składa się w pełni z przemienionych przez niego wampirów.
» Mieszka w rezydencji na obrzeżach lasu - *klik*

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Pią Gru 30, 2016 2:01 am, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Gru 18, 2016 8:19 pm

To miał być wielki dzień. Swego rodzaju uroczysta, albo i nieuroczysta ceremonia przejścia w dorosłość, przez którą przeszedł kiedyś każdy łowca. Rok wcześniej na miejscu Enzo był Xavier, jego starszy brat. Do domu wrócił z połamanymi rękoma, lekko pokiereszowaną twarzą i traumą na całe życie. Optymistycznym akcentem jest to, że przeżył. Co więcej, jego ręce szybko doszły do siebie, a on znów mógł chwycić za broń i ruszać razem z ojcem, braćmi, dziadkami, wujkami i żeńskimi odpowiednikami na polowanie. Bliznami na twarzy szczycił się, jakby były śladem po pełnej triumfu walce z krwiożerczą bestią. Nie były. A wampir był młody i słabo rozgarnięty. Xavier najwidoczniej też.
Przygotowania trwały od rana, głównie przez matkę Enzo, która łowczynią nie była i mogła jedynie pomóc, by wszystko dopiąć na ostatni guzik. Po zeszłorocznych eskapadach Xaviera, była nieco wyczulona, dlatego skakała przy Enzo jak pierdolnięta, na co chłopak mógł tylko dyskretnie wzdychać i wywracać oczami. A to porządne śniadanie, a to odpowiedni strój, a to właściwe ćwiczenia, a to ładnie umyte zęby. Żeby mógł powalić krwiopijcę swoim pięknym, śnieżnobiałym uśmiechem, a co.
Enzo był nastawiony do tego wszystkiego bardzo sceptycznie. Wcale nie miał ochoty na nocne wycieczki do lasu i uganianie się za wampirami. Ale nikt nigdy nie pytał go o zdanie, a gdy wygłaszał je niepytany, nikt nie słuchał. Urodził się jako łowca i miał pozostać łowcą. Nawet matka przekonywała go całym sercem, że nie ma innego wyjścia, a to, co robi ma przysłużyć się ludzkości i zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. Złe wampiry, straszne wampiry, mordercze wampiry, potwory i tak dalej. Podobnego pierdolenia nasłuchał się przez osiemnaście lat tak dużo, że mu się uszami i dupą wylewało.
Zapadał wieczór, a przełomowy moment w życiu Enzo zbliżał się nieubłaganie. Krytycznie spojrzał na ciężką kuszę, którą ojciec wepchnął mu do dłoni. W drugiej umieścił przytwierdzoną do paska buteleczkę, wypełnioną ciemnozielonym, mętnym płynem. Chłopak bez słowa założył pasek z fiolką, wciąż jednak nie był przekonany co do broni.
– Dałbyś mi normalny pistolet – mruknął w stronę ojca, patrząc na niego z widocznym pytaniem. Dlaczego kusza? Była ciężka, powolna i dużo mniej praktyczna niż spluwa.
– Nie. To twoje pierwsze polowanie, będziesz działał z ukrycia i wspomagał resztę. Wampir zajęty nami nie dostrzeże strzały. Dobrze wiesz, że nie lubią ich bardziej niż naboi. – Z ojcem nigdy nie było dyskusji, po co w ogóle próbował?
Skrzywił się nieznacznie, ale nic więcej nie powiedział. Jak dla niego, mógłby trzymać się z tyłu i nie robić absolutnie nic. Miał odmienne poglądy niż jego rodzina. Choć całe życie powtarzano mu, że wampir nie jest człowiekiem, tylko wynaturzeniem, które nie powinno istnieć, nie wyobrażał sobie, by miał któregoś zabić. Wiedział, że sama strzała tego nie zrobi, ale wciąż… Przecież oni wyglądali zupełnie jak ludzie. Dopóki im nie odpierdalało.
Zarzucił kuszę na plecy, pożegnał się z matką, przyjmując od niej talizman, w którego działanie zdecydowanie nie wierzył. Czasem czuł się, jakby jego rodzinka nie wyszła wciąż ze średniowiecza. A mógłby teraz pić z kumplami. Nie no, po co, przecież są ważniejsze sprawy. Ganianie i strzelanie do wampirów na przykład.
Westchnął ostatni raz nim przekroczył próg mieszkania i podążył za swoją najbliższą rodziną, w miejsce, gdzie czekała na nich nieco dalsza jej reszta. Dzisiaj mieli pozbyć się grupy dzikich wampirów ganiających po lesie nieopodal miasta. Enzo nieszczególnie się ekscytował, jednocześnie nieszczególnie się bał. Ich grupa była spora, każdy prócz niego doświadczony, a on sam przeszedł lata ciężkich treningów. Wiedział jak walczyć z wampirami, poza tym te nieopanowane były dużo łatwiejszym przeciwnikiem niż te myślące rozsądnie. To, że nie przepadał za rolą, jaką mu narzucono w dniu urodzin, nie znaczyło, że nie przykładał się do treningów. Pracował równie ciężko jak reszta, dlatego sądził, że nie ma się czego obawiać. Dreszczyk emocji i adrenalina obudziły się wraz z atmosferą, która towarzyszyła cichym, ostrożnym poszukiwaniom, strachem jednak nie można było tego nazwać. Enzo działał zgodnie z planem, który obmyślony został już dawno, z uwzględnieniem wszystkich możliwych scenariuszy.
Na trop natrafili dość szybko. Enzo tak jak mu kazano, ukrył się pomiędzy drzewami, obserwując z bezpiecznej odległości część rodziny, która weszła w sam środek wampirycznego szału. Czujnym okiem obserwując krwiopijców, powoli ściągnął z pleców kuszę. Zmrużył lekko powieki, dostrzegając osobnika, który zdawał się mniej zaangażowany w walkę z łowcami. Być może nie zdążył zauważyć ich obecności. Punkt, w którym znajdował się Enzo był nieco oddalony od miejsca, w którym zaczaili się łowcy. Uznał to za okazję.
Jego oddech był niemalże niesłyszalny dla niego samego. Spokojny i zrównoważony. Czuł się, jakby robił to milion razy, mimo że po raz pierwszy miał przed sobą prawdziwy, ruchomy cel. Srebrną grotę zamoczył w werbenie, po czym sprawnie załadował strzałę, wycelował z należną precyzją i po zaledwie kilkusekundowym wahaniu, wystrzelił. I wystrzelił celnie. A pewien był, że nasączony werbeną, srebrny grot załatwi sprawę, dopóki do zranionego nie dotrze reszta. O sekundę za późno zorientował się, że z tym jednym coś było zdecydowanie nie tak. Różnił się od innych. Strach ścisnął mu gardło dopiero, gdy zrozumiał kogo postrzelił.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Gru 20, 2016 12:55 am, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Gru 19, 2016 2:38 pm



Mieszkał samotnie już od przeszło trzydziestu lat odkąd pojawił się w niewielkiej miejscowości kilkadziesiąt kilometrów oddalonej od Londynu – miejsca, w  którym spędził swoją odległą młodość. Zdarzało się, że podróżował często w swoim życiu, ale tak samo często na kilkanaście czy kilkadziesiąt lat osiadał w jednym miejscu, by zaznać nieco tego spokojnego życia. Niestety zawsze tam, gdzie bywał dłużej – w końcu pojawiały się gromady innych wampirów, a z nimi także i łowcy. Łowcy wampirów.
 
***
 
Od dwóch miesięcy nękała go ich obecność. Nie dawali mu żyć. Co noc zakradali się pod jego dom, hałasować i prowokować go do tego, by wychynął z domu, by dał się zabić łowcom.  
Było ich kilkanaście już pod koniec poprzedniego miesiąca. Przybyli tu w liczbie większej, którą uszczuplił pewnej nocy Seraphine, znikając z miejsca własnoręcznej krucjaty na chwilę przed przybyciem łowców, którzy wybili jeszcze kilku spośród wciąż wielu.
Niewinni ludzie nadal mordowani byli jednak w dużej ilości w obrębie zaledwie kilku sąsiednich miast. Seraphine zaś dość miał łowców zaglądających mu do koszyka w supermarkecie. Postanowił sam załatwić to, czego łowcy najwidoczniej nie potrafili, a ponoć byli w tym dobrzy.
Tym razem miał jednak zamiar pozbyć się wszystkich szkodników na raz i dotrzeć do tego, który nimi najpewniej kierował – czystokrwistego.
Lusignan nie przypuszczał wszelako, że potoczy się to wszystko w ten sposób, którego nie przewidział.
 
***
 
Wampiry były bardziej ludzkie niż mogłoby się wydawać jakimkolwiek fanatykom Drakuli czy innych tekstów kultury opowiadających o wampirach umorusanych krwią, z kłami na wierzchu i w czarnych pelerynach. Tylko pod kilkoma względami wampiry różniły się nieco od ludzi. Nieśmiertelność była jedną z najznaczniejszych różnic między wampirami, a śmiertelnymi ludźmi. Kolejną był fakt, że wampiry potrzebowały krwi do tego, by zachować siłę oraz energię, która pozwalała im utrzymywać swoje ciało w nienagannym stanie. Czy chodziło o rany, czy o choroby – ciało wampira potrafiło samo się uleczyć przy pomocy życiodajnej krwi.
Wampiry były także nadzwyczaj utalentowane, silne i posiadały szereg umiejętności, które w pewnym stopniu można było nazwać nadprzyrodzonymi.
Łowcy znali wampiry jednak lepiej niż niektóre z nich same siebie. Doskonale wiedzieli jak zranić, unieszkodliwić, złapać czy zabić wampira. Byli niebezpiecznym przeciwnikiem dla wygłodniałego, zdziczałego wampira, którego inteligencja była ograniczona, a oczy czarne od szaleństwa.
 
***
 
Błąd, którego dopuścił się Seraphine stał się jego pewną zagładą.
Łowcy przybyli dużo wcześniej niż się spodziewał, a może to on nie zauważył upływu czasu, gdy już wpadł w trans, w którym tylko jedna myśl rozbijała się po jego głowie – zabić ich wszystkich.
 
Ciało młodej wampirzycy opadło bez życia na ziemię, gdy jej głowa została oddzielona od reszty ciała za pomocą wprawionych kłów istoty, której siły nie można było porównać z siłą młodych wampirów.
Jego oczy już dawno zaszły czernią wskutek szału zabijania, w który dał się wpędzić wampirzej naturze.
Świat się mienił w czerwieni.
I wówczas jego ramię niespodziewanie przeszył ból, nader ludzki.
Zawył zwierzęco, cierpiąc i zwrócił swoje spojrzenie na strzelca, który skrył się w zaroślach. Czuł jego zapach, słyszał bicie serca.
 
Ruszył w jego stronę i nacierał, nie dając się powstrzymać żądnemu krwi ostrzu łowcy, który wskoczył przed niego, gdy zechciał zastąpić mu drogę do postaci kryjącej się w gęstwinie.
Wampir wytrącił z dłoni mężczyzny nóż i nim dobył on kolejnego, jego głowa była już miażdżona przez szponiastą rękę bestii.
 
Seraphine odrzucił truchło łowcy na bok i dopadł prędko zrywającego się do biegu chłopaka.
Młody łowca uciekał szybko jednak nie na tyle, by zarówno zdążyć zamoczyć kolejny grot w werbenie i umknąć wampirowi na tyle daleko.
Bestia wytrąciła wycelowaną w siebie kuszę chłopakowi z dłoni i złapała szczupłą szyję w żelazny uścisk własnej ręki. Przyszpiliwszy dziecko do drzewa, zatopiła kilkucentymetrowe kły w jego barku.
 
Nie zdołał go zabić jadem ani rozszarpać bowiem pojawiła się odsiecz w postaci grupy doświadczonych łowców. Zostawił młodego łowcę pod tamtym drzewem, samemu uciekając w gęstą ciemność lasu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Gru 19, 2016 7:10 pm

Nie można go winić za to, że zesztywniał. Zdał sobie sprawę ze swojego błędu natychmiast, gdy tylko ujrzał spojrzenie wampira. Mimo to, nie potrafił natychmiast zareagować, pozwalając, by przez chwilę opanował go bezwład i ogarniające poczucie bezradności.
– Kurwa jego mać – szepnął pod nosem, ledwie przy tym poruszając wargami, wciąż wpatrując się tępo w wampira. Czystokrwistego, należy zaznaczyć. Nie no, bo przecież czemu miałoby go tutaj nie być? Armia dzikich wampierzy latająca bez smyczy po lesie, pierwsze polowanie i bonus w postaci rodowego. Luzik. Wypchaj się mamo tym talizmanem.
Drgnął dopiero, gdy wampir ruszył się ze swojego miejsca w celu, który dla Enzo był boleśnie jasny. Ocknął się jak za dotknięciem różdżki i puścił biegiem w przeciwną stronę, kątem oka dostrzegając jak ginie jeden z jego kuzynów. Był jednak zbyt przejęty własnym życiem, żeby opłakiwać jego. W sumie i tak nigdy się nie lubili.
Choć przywrócił zdolność rozsądnego myślenia, było już za późno. Zdążył jedynie wyciągnąć kolejną strzałę i ledwie zamoczyć grot w werbenie. W następnej chwili przyszpilony był do drzewa, próbując złapać powietrze. Chciał nawet podjąć się próby rozluźnienia atmosfery. Coś w stylu: „to nic osobistego mate, drobna ludzka pomyłka”, niestety nie był w stanie wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku poza mało eleganckim charkaniem.
W jednej z wielu książek napisanej przez jego przodków czytał, że akt pożywiania się przez wampira może być przyjemny również dla ofiary. Pamiętał rozdział, w którym wspomniano nawet o zmysłowości, erotyczności i paraliżującej przyjemności.
Enzo był sparaliżowany, ale przez ból. Czuł, jakby całe jego ciało było rozrywane z każdej możliwej strony. Nie był nawet w stanie określić, gdzie wbiły się ostre zęby wampira. Przez silną dłoń zaciśniętą na gardle, jego krzyki zamieniały się w nieudolne, niekontrolowane jęki. Obraz szybko zaczął rozmazywać się przed oczami. Podjął nawet próbę sięgnięcia po sztylet, który miał za paskiem, nie zdołał jednak ruszyć ręką. Szeroko otwartymi oczyma zerkał w dół, a jedynym co widział, był ciemniejący obraz wypełniony krwią i czarną czupryną, chowającą pod sobą twarz, której nie był w stanie dostrzec.
Łapczywie złapał powietrze, osuwając się bezsilnie po drzewie i odruchowo przyłożył dłoń do szyi. Wampir uciekł. Enzo zrozumiał dlaczego, gdy w oddali dojrzał grupkę łowców, którą krwiopijca musiał wyczuć wcześniej. Tępy ból nie przestawał przeszywać jego ciała, zimny pot wstąpił na czoło, a on sam był w stanie jedynie bezsilnie oprzeć głowę o drzewo, mocno przyciskając drżącą dłoń do rany.
– Enzo! – Wciąż w lekkim szoku, zorientował się, że ma przed sobą zatroskaną mordę najstarszego brata. Osiemnastolatek zmarszczył brwi w lekkim skonsternowaniu, odsuwając doń od zakrwawionej szyi, by móc spojrzeć na szkarłat spływający po długich palcach.
– Ciapnął mnie skurwysyn – odkrył błyskotliwie, unosząc brwi, jakby dopiero dotarło do niego, co tak właściwie zaszło. Starszy brat w zetknięciu z tą właśnie błyskotliwością, jedynie pokręcił głową, wzdychając cierpiętniczo i czym prędzej nakazał przynieść apteczkę.
Nim się obejrzał, wokół niego zgromadziła się niemal cała rodzinka. Najwidoczniej było już po akcji. Podczas, gdy damskie dłonie z wprawą opatrywały jego, jak się okazało, bark, Enzo zerkał spod powiek na ojca, który rozglądał się w zamyśleniu.
– Chybiłeś? – zapytał w końcu, wlepiając spojrzenie w syna. Enzo już otworzył usta, żeby odpowiedzieć, lecz na szczęście w porę wróciła jego zdolność myślenia. Pokiwał bezsilnie głową.
– Tylko go drasnąłem. – Wiedział, że strzała leży nieopodal, ubrudzona krwią wampira. Jakimś cudem dostrzegł moment, w którym ją z siebie wyciągnął. – Chyba go to lekko uraziło. – Syknął głośno, gdy przeszyła go nagła fala bólu. Dziewczyna, która go opatrywała przeprosiła szybko, a Enzo jedynie machnął ręką. Był odporny na ból jak każdy łowca. Inaczej już dawno by zemdlał, nie wspominając o możliwości mówienia. Nikt go jednak nie uprzedzał, że ugryzienie boli aż tak kurewsko mocno. Rwało i rozdzierało z każdej strony, jakby dupek odgryzł mu co najmniej ramię. A przecież jedynie wbił te swoje białe, urocze kiełki, więc jakim chujem?
– Rozumiem. Zbieramy się. – Po zgarnięciu ciał poległych, a właściwie poległego, oraz tachając rannego Enzo, wrócili do domu.

Po wysłuchaniu rozpaczy matki, zażyciu wszystkich możliwych leczniczych ziół i specyfików, mógł iść na drugie piętro do swego pokoju. Znajdował się on w lewym skrzydle ogromnej posiadłości, był daleko od reszty pomieszczeń i chwała bogu, nikt nie mógł go usłyszeć.
A darł się w niebogłosy. Nie wiedzieć kiedy, ból się spotęgował. Enzo nie był w stanie myśleć, drgnąć choćby małym palcem i poprawnie interpretować rzeczywistości. Jego ciałem wstrząsały dreszcze, straszliwie się pocił, drżał jakby dostał ataku padaczki i zwijał się z bólu, którego nie był w stanie pojąć zmysłami. Nie potrafił wezwać pomocy, nawet o tym nie myślał. O niczym nie myślał, bo i nie był do tego zdolny. Świat wirował, a jemu było coraz zimniej, mimo, że pot strużkami spływał po jego czole. Miał wrażenie, że się dusi. Zamarzał i było mu duszno.

Obudził się około południa, na co wskazywały bijące po oczach promienie słoneczne i wyjątkowo głośny ćwierkot małych glizdojadów. Podniósł się do siadu, natychmiast zerkając na bandaż, którym obwiązany był jego bark. Pomimo katorżniczej nocy, ból minął właściwie całkowicie. Najwidoczniej matczyne zioła działały lepiej niż talizmany.
– Wystarczy mi hapnięć na całe życie. Kurwa, myślałem, że umrę – odetchnął ze zrezygnowaniem, podnosząc się spokojnie z łóżka. Czuł się zaskakująco dobrze, w związku z czym utwierdził się jedynie w przekonaniu, że słusznie zrobił, nie mówiąc ojcu całej prawdy o tym, kto go ugryzł. Gdyby to zrobił, teraz zamiast korzystać z jakże pięknego dnia, męczyłby się pod kwarantanną w szczelnie zamkniętym pomieszczeniu, obserwowany dwadzieścia cztery na dobę. Nikt nie mógł podejrzewać, że natkną się na wampira czystej krwi, dlatego był pewien, że nikomu nie przeszło przez głowę, iż ktoś taki właśnie mógł ugryźć chłopaka. Najwidoczniej jednak nie było się czym przejmować. Enzo wyjątkowo zgrabnie ignorował całą swoją wiedzę, jaką posiadał na temat przemian i tego jak się odbywają. No przecież on tylko trochę pocierpiał, nic niepokojącego się z nim nie działo. Wciąż był człowiekiem. Koszmarnie głodnym człowiekiem.
O wczorajszej sytuacji już nie wspominali. Enzo nie szczycił się tak jak Xavier, gdy połamano mu ręce, a zamiast tego miał zamiar korzystać z życia, które mu oszczędzono, tak jak na dorosłego mężczyznę przystało. Jedząc. Lubił jeść. A dzisiaj lubił wyjątkowo mocno. Zjadł obfite śniadanie, wyjadł chyba połowę zapasów ze spiżarni, wypił litry wody i wciąż był głodny oraz spragniony. To nic. Stracił dużo krwi, przeżył ciężką noc, jego organizm upomina się o energię. To normalne. Ignorował fakt, że energii miał zaskakująco dużo jak na swój stan. Zrzucił to na kawę.
Ze względu na wczorajsze wydarzenia postanowił odpocząć w domu i nigdzie nie wychodzić do wieczora. Cały dzień spędził więc na obżeraniu się, graniu na gitarze, siedzeniu na fejsie i uspokajaniu matki. Po obiedzie miał dość jedzenia, a jednak wciąż czuł głód.
– Kurwa. – Opadł bezsilnie na łóżko, podkulając jedną nogę, by oprzeć na niej łokieć. Nerwowym ruchem przesunął dłonią po wargach, powoli dopuszczając do siebie myśl, że…
– O ja pierdolę. – Tym razem gwałtownie przykrył całe wargi, zaciskając zęby z bólu, jaki zaserwowały mu własne dziąsła. Dziąsła w dość strategicznym miejscu.
– Nie… – prychnął, kręcąc niedowierzająco głową, po czym zerwał się z łóżka, by stanąć przed lustrem. Uniósł górną wargę, a widząc zaczerwienione dziąsła nad własnymi kłami, które widocznie i w bolesny sposób zaczęły zmieniać strukturę, przeklął siarczyście.
– Wstrzyknął jad, żmija jedna – sapnął niedowierzająco, przesuwając palcami po bolących dziąsłach, rozrastających się na tyle, by zrobić miejsce kłom wskazanym dla drapieżników. W tym momencie był pewien, że nie mógł lepiej postąpić. Kłamstwo prawdopodobnie uratowało mu życie.
Dalej wszystko działo się zbyt szybko. Stojąc wciąż jak zaczarowany przed lustrem, mógł obserwować jak jego ciało przestaje radzić sobie z żądzą krwi, której istnienie przyjął w końcu do świadomości. Był głodny, co odczuł tylko mocniej, gdy jego kły ujawniły się w pełnej okazałości. Od tej chwili kwestią czasu było nim wpadnie w szał. I akurat, kiedy jego białka zaczęły zasnuwać się czernią, podczas, gdy tęczówki przyjmowały stopniowo coraz jaśniejszy, złoty kolor, w pomieszczeniu rozległo się pukanie do drzwi.
– Enzo, skarbie! – Głos matki odbił się echem w głowie chłopaka.
– O nie, nie, nie, nie , nie. – Okręcił się panicznie wokół własnej osi, zastanawiając się, co począć. Nie mógł się tak pokazać matce. Co gorsza, nie wiedział, jak to zatrzymać. – Schowajcie się. – Po zerknięciu w lustro zrozumiał, że jego zęby i wyjątkowo ładne teraz oczy, nie lubią słuchać rozkazów.
– Enzo?
– Jestem zajęty, co się stało? – Uświadomił sobie, że mu się trochę zasepleniło. Prychnął z rozbawieniem, nie mogąc się powstrzymać, nawet, jeśli zdawał sobie sprawę z powagi sytuacji.
– Mamy gości, zejdź proszę.
– Zaraz zejdę – obiecał, przeklinając gości, kimkolwiek byli.

Lata ćwiczeń własnego umysłu i ducha opłaciły się, bowiem Enzo dał radę chwilowo zapanować nad nową naturą, o którą wcale się nie prosił. Dał radę na tyle, że był w stanie godzinę posiedzieć z rodziną, używając potem byle wymówki, aby się zmyć. Wiedział, że nie jest w stanie nad tym zapanować. Znał wampiry od podszewki, zdawał sobie sprawę jak działa przemiana i żądza krwi. Tylko dzięki całej swojej wiedzy i zaufaniu, jakie posiadał względem własnej woli, nie popadał w panikę. Mimo to, wiedział, że w końcu kogoś zabije. Chciał tego uniknąć za wszelką cenę.
Całą noc, walcząc z bólem, o który przyprawiał go głód, szukał informacji o krwiopijcy, który go przemienił. Znalezienie tropu nie było łatwe, bowiem jakimś cudem, nigdzie nie podano informacji o jego płci. Imię bowiem nosił żeńskie, co swoją drogą, przyprawiło Enzo o niepohamowany napad śmiechu. Ostatecznie, choć niedowierzał, doszedł do wniosku, że Seraphine to jedyna osoba, która może tu teraz mieszkać i mogła go ugryźć poprzedniej nocy. Nie zwlekał. Wymknął się oknem, co nie było łatwe, biorąc pod uwagę, że mieszkał na drugim piętrze. Z wdziękiem słonia się poślizgnął, widząc już oczyma wyobraźni jak łamie mu się kręgosłup. O dziwo, zdążył obrócić ciało na tyle, że z gracją wylądował na nogach. Poruszywszy brwiami z podziwem dla samego siebie, gwizdnął triumfalnie, rozglądając się po okolicy. Wiedział, że jest noc, ale… Miał wrażenie, że wcale tak nie jest. Widział chyba nawet wyraźniej niż za dnia. Nie zdziwiło go to. Tak jak to, że w nozdrza uderzyły go intensywne zapachy, a uszy pękały od nadmiaru zbyt wyraźnych dźwięków. Bodźce, które drażniły jego zmysły sprawiły, że kły znów dały się we znaki, a oczy zaczęły się upiększać. Spuszczając głowę, puścił się biegiem do celu, nie chcąc napotkać na drodze żadnego człowieka. I gdy myślał, że mu się to udało, bowiem willa Seraphine, który był mężczyzną, stała już przed jego oczyma. I wtem usłyszał szepty dwójki ludzi, którzy najwidoczniej wybrali się na romantyczny spacer po północy, po jebanym, ciemnym lesie. Przystawił dłoń do nosa, próbując zatrzymać zapach. Walczył ze sobą zawzięcie, jednak… Gdy tylko zobaczył ludzi, stracił wszelkie panowanie. Mężczyznę odepchnął, sprawiając, że uderzył o drzewo, od razu tracąc przytomność. Kobiecie zatkał usta nim zdążyła krzyknąć, a spragnione kły zachłannie wbił w jej ramię, mało elegancko rozszarpując skórę. Krew trysnęła niepokojąco mocno, brudząc Enzo w każdym możliwym miejscu. Czuł się rozkosznie.
Oddychał szybko, wciąż przepełniony przyjemnością, jaką dało mu te kilka chwil. Z góry patrzył na ciało kobiety osuwające się na ziemię. Zakląwszy, przyklęknął przy niej, a upewniając się, że jeszcze dycha, rozciął własny nadgarstek, by przystawić go do jej ust. Zamiast obserwować, czy wszystko idzie tak jak powinno, zajął się kontemplowaniem swojego nadgarstka. Rozchodząca się po jego ciele świeża krew sprawiała, że rana w szybkim tempie zaczęła się zasklepiać. Gdy nie pozostał po niej żaden ślad, zerknął na kobietę, która w moment, gwałtownie poderwała się do ucieczki, znów otwierając usta do krzyku. I Enzo znów je zatkał, odwracając dziewczę przodem do siebie.
– Ok, znam teorię… – szeptał do siebie, zmuszając przerażoną nastolatkę do patrzenia w jaskrawo-złote oczy. – Zapomnisz o wszystkim, co się tutaj stało – zarządził spokojnym głosem, obserwując reakcję kobiety. Delikatnie odjął palce od jej ust, by zaraz gwałtownie je zakryć, gdy spomiędzy różowych warg wydał się urywany pisk. Enzo cmoknął ze zniecierpliwieniem, zaciskając dłoń na włosach kobiety.
– Przestaniesz ty się szamotać?! Nie dajesz mi się skupić! – jęknął oskarżycielsko, patrząc na umęczoną dziewczynę, jak na niedorozwiniętą. Przecież mogliby mieć to już za sobą. Widocznie wystraszyła się uniesionego głosu, bo nagle zesztywniała. No dobrze…
Zajrzał w błękitne oczy najgłębiej jak tylko mógł, wyciszając własny umysł i skupiając się na tej jedynej czynności.
– Zapomnij o tym spotkaniu – wyszeptał powoli, ważąc w ustach każdą sylabę. Widząc, jak spojrzenie dziewczyny opuszczają wszystkie gwałtowne emocje, a zastępuje je niezrozumienie, odsunął dłoń od jej ust. Nim zdążyła o cokolwiek zapytać, wprawnym, nieszkodliwym ciosem, pozbawił ją przytomności. Uśmiechnął się dumnie, wzdychając ciężko.
– No, nie tak źle, jak na pierwszy raz. – Usadził ciało kobiety pod drzewem, pod którym leżał również nieprzytomny młodzieniec. Jego także podniósł do siadu, ułożył dwójkę w jakże romantyczną pozę zakochanych i wyprostował się z cierpiętniczym westchnięciem. To było męczące.

Wytarłszy się jak tylko mógł dokładnie z krwi, załomotał do drzwi, za którymi znajdował się jego cel. Potem uświadomił sobie o istnieniu dzwonka, z którego też skorzystał na wszelki wypadek. Odetchnął powoli, zdając sobie sprawę, że nie ma żadnego planu. Szedł na żywioł.
Drzwi się otworzyły, a w nich stanął… Cóż, na pewno nie Seraphine. Enzo wywrócił oczami ze zniecierpliwieniem i lekceważąco odsunął na bok lokaja. No, spróbował odsunąć, bo o dziwo ten ani drgnął. Czarne tęczówki wbiły się w widocznie nieprzyjaźnie nastawionego chłopaka, uwidaczniając bolesny brak cierpliwości, która kończyła się młodemu łowcy. Nie miał ochoty na uprzejmości.
– Lubisz srebro, słodziutki? – zapytał z niewinnym uśmiechem, w następnej chwili zatapiając w smukłą szyję kolec, którym zakończony był jeden z jego pierścieni, zdobiących palce. Nie zwracając uwagi na lekko zaszokowanego wampira, wparował do domu jak do siebie.
– Seraphińciu! – krzyknął śpiewnie, rozglądając się po pomieszczeniu, które… Cóż, wprawiało w zachwyt. Wprawiałoby może mocniej, gdyby Enzo sam nie posiadał zapierającej dech w piersi posiadłości, ale wciąż. Nie był jednak tu, by zachwycać się wnętrzem. Podświadomie wiedział, gdzie szukać swojego utrapienia życiowego, dlatego też po krótkiej chwili znalazł się w kuchni.
– Wiem, że nieładnie z mojej strony i mogłem zapytać, ale…
Zatrzymał się w progu. Wbił spojrzenie w mężczyznę. Taki… Jakieś blisko dwa metry. Z blaszką w dłoniach. Z ciastem w blaszce.
Przez chwilę milczał.
Po chwili zaś, przystawił dłoń do ust, jednak nie zdołał powstrzymać parsknięcia. To nie było coś, czego się spodziewał w najśmielszych nawet wyobrażeniach. Uniósł wymownie brwi, wskazując na ów ciasto, walcząc wciąż z parskaniem, jakie wydobywało się z jego ust zamiast jednolitego śmiechu.
– Widzę, że mnie oczekiwałeś – tyle zdołał powiedzieć, nim poddał się spazmom śmiechu targającym jego ciałem. Swoją drogą, wciąż dusił go w sobie. A przynajmniej się starał.


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Wto Gru 20, 2016 12:57 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Gru 19, 2016 8:49 pm



To miała być szarlotka jego życia. Na przestrzeni całej swojej egzystencji niemal nigdy nie trudził swoich rąk pracami domowymi. Od samego dziecka znał jedynie wygody, służbę i wysługiwanie się ludźmi. Żył w dostatku. Zazwyczaj. Gdy zaś nie żył w tymże dostatku – żył w skrajnej biedzie, gdzie niekoniecznie miał czas na… pieczenie szarlotki.
Nie była to jednak jego pierwsza szarlotka, ale ta, której dostarczył najwięcej uwagi. To miała być smaczna szarlotka, dokładnie taka, jaką jadł kiedyś w Ameryce… ponad kilkaset lat temu.
Poza tym… miał wrażenie jakby to był odpowiedni wieczór na przyjęcie gości do domu.
A czym ugościć gościa, jak nie szarlotką?
 
***
 
Czuł jego ból, czuł jego głód, czuł jego… ulgę.
Seraphine przemieniał w swoim życiu stosunkowo niewiele razy. Jego służba składała się z dziesięciu przemienionych przez niego wampirów. Poza nimi pojawiło się jeszcze kilkadziesiąt przypadków, w których kogoś przemienił. Była to stosunkowo niewielka liczba jak na jednego czystokrwistego wampira. W związku jednak z tak niewielką liczbą wampirów należących pośrednio do Seraphine’a – odczuwał nadal tę specyficzną więź. Tę, która zaciera się przecież za setnym czy dwusetnym razem, gdy połączeń jest zbyt wiele.
 
Niektóre ze swoich tworów Lusignan czuł mocniej, gdy były blisko, a gdy zaś się oddalały – nie czuł ich w ogóle. Wówczas mogły nawet umrzeć i Seraphine, by tego nie zauważył. Pojawiały się także przypadki takie, gdy stwórca czuł swoje dzieło nawet, gdy to ukrywało się przed nim na drugim końcu świata. Miał wrażenie, że niestety także i ten młody łowca będzie jednym z tych nielicznych przypadków, gdy nawiązuje się nadzwyczaj silne połączenie między stwórcą, a nowonarodzonym wampirem.
Seraphine’a aż mdliło na tę ckliwą myśl. Zwłaszcza, że dzieciak był mu zupełnie obojętny… i był łowcą. Naprawdę niebezpiecznie spokojnym łowcą w wampirze postaci.
W dodatku z każdą chwilą zbliżał się do posiadłości stwórcy coraz bardziej.
Lusignan niemal słyszał jego myśli.
Nic jednak, nawet łowca wampirów, który jest wampirem, nie zdoła mu przeszkodzić w zrobieniu najpyszniejszej szarlotki w Anglii.
 
***
 
  – Czyli mówisz, że jak się nazywa? – zapytał znudzonym tonem Seraphine, ugniatając dłońmi ciasto.
  – Harvey, sir. Enzo Harvey. Jego ojciec… – Tutaj gestem został uciszony przez zniecierpliwionego właściciela majątku.
  – Jego ojciec mnie gówno obchodzi, Will – parsknął z gorzkim rozbawieniem Seraphine i po raz kolejny stęknął, wkładając swoją całą energię w energiczne ugniatanie ciasta.
Will zaś jedynie skinął mu głową i postanowił mężczyznę pozostawić samemu sobie na wypadek, gdyby to był ten dzień, w którym żadne argumenty nie docierają do Lusignan.
 
Właśnie wyjmował szarlotkę, gdy zamieszanie zapanowało przy drzwiach wejściowych. W powietrzu rozległ się zapach świeżego ciasta, tym mocniejszy, gdy to opuściło piekarnik oraz krwi, którą przyniósł na sobie jego gość – łowca wampirów.
 
Nie był wysoki, nader niski także nie. Z pewnością przeszedł przemianę i obecnie był…jego wampirem.
Przez chwilę wpatrywali się w siebie z zainteresowaniem – Seraphine trzymając blachę z ciastem w dłoniach, Enzo umorusany krwią i z formującym się na pełnych wargach rozbawionym uśmiechem.
 
Chłopiec nie zdołał powstrzymać parsknięcia na co Lusignan mimowolnie odpowiedział grzecznym uśmiechem. Ów przechodził w coraz bardziej wesoły i szczery z każdym kolejnym parsknięciem śmiechu młodego łowcy. W końcu pojawiła się także i uwaga, która popłynęła urywanie spomiędzy roześmianych ust Enzo.
  – Właściwie to tak – odpowiedział Seraphine, wzruszając ramionami i krzywiąc się lekko oraz potrząsając głową w potwierdzeniu. – Nie sądziłem jednak, że będziesz w tak wybornym humorze.
W wejściu kuchni pojawiło się kilka ciekawskich głów służby Seraphine’a. Uspokoił ich wszystkich jednym spojrzeniem, ale to nie o spokój tu chodziło. To zapach krwi przyciągnął ich tu bardziej niż strach o życie stwórcy.
 
Gdy Enzo nieco się uspokoił, a szarlotka odstawiona została to wystygnięcia na blat – Seraphine zrobił kilka kroków w kierunku Enzo, by stanąć tuż przed nim.
  – Jestem pełen podziwu dla faktu, że nie wymordowałeś jeszcze całej swojej rodziny czy też… że oni nie zamordowali ciebie, gdy rzuciłeś się na któregoś z nich – powiedział powoli Lusignan, lustrując ciekawskim i nieco nadal rozweselonym spojrzeniem gładką, nieskazitelną i przystojną twarz wampira.
 
W kolejnym ruchu przygwoździł biodra łowcy do brzegu blatu i odciął mu obydwie drogi ucieczki swoimi ramionami, a swoimi jasnymi oczyma zajrzał wprost w ciemne chłopca.
  – Ale nie przyszedłeś tu, żeby mi dziękować za to, że nienaumyślnie zamieniłem cię w bestię – mruknął, pochylając się nad twarzą łowcy. – Nie jesteś także zły, nie czujesz żądzy mordu… – mówił dalej, unosząc jedną z dłoni na wysokość talii Enzo i muskając ów ostrymi szponami, które kontrolowanie pojawiły się zamiast paznokci.
Na jego usta wpłynął lekki, nieco uwodzicielski uśmiech.
  – Powiedzieć ci co teraz właściwie czujesz? – spytał, niemalże szepcząc chłopakowi ów pytanie do ucha.
Następnie odstąpił łowcy, zrobił krok do tyłu i wyciągnął ku niemu w pełni ludzką dłoń, by ten mógł ją uścisnąć.
  – Nazywam się Seraphine de Lusignan, co zapewne już wiesz. – Kolejny uśmiech wykwitł na jego ustach. – Zjedz ze mną deser.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pon Gru 19, 2016 9:40 pm

Wiedział doskonale, że w rzeczy samej – wampir się go spodziewał. Enzo był pewien, że ten czuje to samo co sam osiemnastolatek, choć prawdopodobnie w mniejszym natężeniu. Chociaż tak naprawdę nie był pewien. Jest łowcą. Oczywiście łowcy nie różnią się tak diametralnie od ludzi jak wampiry. Są ludźmi z pewnymi… profitami. Żyją dłużej, gdyż potrafią dożyć stu dwudziestu, czasem stu trzydziestu lat, mają trochę inny organizm i inne stosunki z… wampirami. Całe życie poświęcają na trening ducha, umysłu i ciała. Na każdym kroku o siebie dbają, pilnując zdrowej diety, zażywając przeróżne lecznicze zioła i zioła, które mają specyficzne właściwości. A ród łowców jest niemal tak stary jak pierwszych wampirów, dlatego przez lata, przez specyficzny tryb życia i traktowanie organizmu, łowcy ze zwykłych ludzi na swój sposób ewoluowali, dzięki czemu są teraz tym, czym są. Nie do końca zwykłymi ludźmi, ale również niczym ponadto. W związku z tym właśnie, Enzo nie mógł być pewien, jaka dokładnie relacja może łączyć stwórcę z wampirem, który urodził się łowcą. Słyszał co prawda o przypadkach przemienionych łowców, ale…  Zabijano ich nim zdążyli w ogóle spotkać się ze swoim stwórcą. Istnieje zanotowany przypadek jednego z przodków Enzo, którego nie zabito od razu. Wierzono, że można stworzyć z niego broń przeciwko wampirom. Wampira, który może być jednocześnie łowcą. Coś doskonałego. I faktycznie, przez jakiś czas zdawało to test. Wszystko się zmieniło, gdy niegdysiejszy łowca natknął się na tego, który go przemienił. Nie zajęło mu dużo czasu, by wyrzec się rodziny i podążyć za stwórcą. Niestety nie nacieszył się długo życiem na wolności. Zarówno czysto krwistego jak i zbrukanego łowcę niedługo po tym zabito, a ród Harveyów nigdy więcej nie pokusił się na próby tworzenia łowcy doskonałego. Dlatego też nigdy nie zbadano tego, swego rodzaju podgatunku i Enzo nie wiedział, czego powinien się spodziewać. Nie miał też kogo zapytać, bowiem był jedynym tego typu mieszańcem, o którym mu wiadomo. Nie był jednak z gatunku tych rozwodzących się nad podobnymi rzeczami. Niedługo stopniowo się wszystkiego dowie.
Jego dobry humor najwidoczniej udzielił się przerażającemu, w-chuj-letniemu wampirowi, pieczącemu szarlotkę, bo na jego ustach szybko zabłądził nieszkodliwy uśmiech. Enzo zaś nie przestawał się podśmiechiwać. Uśmiechnął się z jeszcze większym rozbawieniem, przechylając na bok głowę, gdy usłyszał komentarz mężczyzny. Wyborny humor? Piekło przez ciebie przeszedłem ty szumowino nieczysta. Uśmiechnął się przesłodko, nie komentując tego w żaden sposób.
Uniósł lekko brwi i odwrócił się na chwilę tyłem do gospodarza, by ujrzeć za sobą zgraję zwabionych krwią wampirów. Enzo się wzdrygnął, przywdział na twarz lekki grymas, zastanowił się chwilę, po czym zaczął machać obydwiema rękoma, odpychając dłonie od siebie w stronę wampirów. Wyglądało to jakby ich odganiał niczym upierdliwe muchy.
– No macie, nawciągajcie się, pasożyty – westchnął i łaskawie pokierował jeszcze trochę metalicznego zapachu w stronę zainteresowanych. Potem, znudzony swoją dobrocią, wrócił spojrzeniem do pani domu. Westchnął przeciągle, przywdziewając na twarz luźny uśmiech, który zastąpił niepowstrzymany wcześniej śmiech.
Zamrugał oczyma, gdy w jednej chwili jego biodra przyszpilono do blatu, a ciało zamknięto w klatce dwóch silnych ramion. I przystojnego oblicza. Ani myślał uciekać spojrzeniem od pięknych oczu krwiopijcy. Poświęcił ten czas, by lepiej mu się przyjrzeć. A było na co patrzeć. Na jego usta leniwie wpłynął prowokujący uśmieszek, co więcej, wcale nie wydawał się być speszony bliskością wampira. Zamruczał gardłowo, czując na talii ostre szpony, przy tym wciąż zaglądając bezczelnie w wampirze oczęta.
– Ależ ty dużo gadasz bestyjko – wymruczał finezyjnym głosem, jednocześnie obnażając powoli swoje białe ząbki, nie mogąc powstrzymać nieustannego rozbawienia. Przymknął delikatnie oczy czując ciepły oddech na swoim uchu. Jeszcze kilka takich chwil i naprawdę by mu stanął. Minie trochę czasu nim przyzwyczai się do tego jak wrażliwy na wszelkie bodźce jest jako wampir.
Gdy tylko mężczyzna się odsunął, oderwał tyłek od blatu, posyłając mu swobodny uśmiech. Bez wahania ujął gładką, chłodną dłoń, zaciskając na niej swe długie palce.
– Enzo Maximillian Harvey. – Przedstawił się pełnym nazwiskiem, jak to od lat praktykowano w jego rodzinie. – Co również zapewne już wiesz. – Nieustannie uśmiechał się w ten figlarny, pół uwodzicielski, pół nacechowany żartem, sposób. – Z rozkoszą zjem z tobą deser – dodał łóżkowym tonem, by następnie wysunąć dłoń z objęć tej drugiej.
Skierował się za gospodarzem do jadalni, bez pytania zajmując miejsce na kanapie. Założył nogę na nogę, brodę zaś oparł na dłoni. W tejże pozycji, bezprecedensowo począł przyglądać się brunetowi.
– Przyszedłem tu, mój drogi panie „gdzie nie pójdę, tam ujebię”, bo wpakowałeś mnie w lekkie gówno – zaczął sam z siebie, wzdychając męczeńsko i rozkładając wolną rękę w geście bezradności. – Widzisz, ciężko mi trochę powstrzymać tę przeuroczą chęć zabijania, którą mi podarowałeś. A rzecz ma się tak, że ja do zabijania to tak nie bardzo. – Wzruszył ramionami, poprawiając się na siedzeniu. – I tu zaczyna się twoja rola! – dodał nieco wyższym głosem, posyłając wampirowi pełen entuzjazmu uśmiech.
Zrobił chwilę przerwy, by wpakować do ust kawałek ciasta.
– Dobche – skomentował nie przełknąwszy dobrze, przez co na chwilę wyszedł z roli. Po przełknięciu, wrócił do poprzedniej pozy.
– Twoja rola – powtórzył i odkaszlnął, marszcząc lekko brwi. Za sucho, jakieś mleko by się przydało. – Musisz mnie nauczyć, jak nad tym panować – obwieścił w końcu, posyłając wampirowi uroczy, porozumiewawczy uśmiech. – Naprawdę dobre. – Uniósł brwi z podziwem i wpakował w usta jeszcze jeden, większy kawałek ciasta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Wto Gru 20, 2016 1:36 am



Enzo – nader uroczy łowca. Seraphine po raz któryś obcował z łowcą i po raz pierwszy… współczuł mu tego, co go spotkało. Czyż w końcu wśród łowców nie jest zbyt powszechnym nie bycie wampirem? Gdy ostatnio Seraphine sprawdzał w tej kwestii nic się nie zmieniało od wieków. Być może jedynie na chwilę i tylko raz.
 
Podniecenie Seraphine mógłby wyczuć nawet nie wiążąc się relacją stwórcy i stworzenia. Ów miało specyficzny zapach, który drażnił wrażliwe zmysły wyczulonych wampirów.
Podobny zapach miał strach.
  – Masz coś przeciwko temu, ślicznotko? – spytał uszczypliwie, drocząc się z dzieciakiem w nieszkodliwy i niemalże czuły sposób.
Następnie zaś, gdy odsunęli się już od siebie i przedstawili sobie nawzajem – Lusignan ruszył po nieco już ostudzone ciasto, talerze oraz sztućce po czym nakazał gestem chłopakowi, by ten za nim ruszył do przestronnego salonu o wysokim suficie w kształcie kopuły. Ściany pomieszczenia niemal w zupełności pokrywały okna.
 
Starszy wampir zajął miejsce tuż obok Harveya na kanapie i z uwagą począł się przyglądać temu, jak chłopiec otwiera usta, by się odezwać.
Słuchając tego, co łowca miał do powiedzenia – odkroił mu kawałek ciasta i wręczył talerzyk z ów. Następnie słuchał dalej, pozwalając sobie na ciche parsknięcie, gdy Enzo wyraził swoją niechęć względem zabijania. Zupełnie bowiem ten opis nie pasował do żadnego ze znanych Seraphine’owi łowców – ludzi, którzy żyją z zabijania kogoś, kto ich zdaniem na miano człowieka nie zasługiwał. Wydało się to wampirowi interesujące. Enzo nie zapowiadał się wcale na łowcę gorszego niż jego przodkowie. Zwłaszcza, że Seraphine miał do czynienia właśnie z pradziadkami i jeszcze dalszymi protoplastami łowców z rodziny Harveyów. Wiedział zatem, co mówi. A raczej myśli.
 
Uśmiechnął się z rozbawieniem na widok wypchanych ust Enzo. Pełna buzia wcale nie powstrzymywała chłopaka od mówienia dalej, co tym bardziej śmieszyło przesyconego dobrymi manierami wampira.
Dzisiejsza młodzież.
 
Następne słowa nastolatka wywołały w mężczyźnie cichy chichot, który stawał się w końcu nieco głośniejszy i z nieszkodliwego oraz dyskretnego przerodził się w głośniejszy, jawny śmiech.
  – Chwila… moment… – Nie potrafił się nadal uspokoić i wysłowienie się utrudniało mu rozbawienie. Zasłonił usta dłonią, by nieco przywołać się do porządku.
  – Mam ci pomóc? – spytał się, po chwili znowu prychając z rozbawieniem. Wcale nie przeszkadzał mu fakt, że Enzo wydawał się wcale nie żartować.
  – Twoja rodzina od setek lat zabija moich pobratymców i kilkakrotnie powzięła zamach na moje życie w tym zeszłego wieczoru i ty, chłopcze, oczekujesz, że pomogę ci przeżyć?
To musiała być ta sławetna ironia losu, o której tak często było głośno.
  – Powiedzmy, że zgodzę się na to z czystej dobroci serca… nadal wówczas pozostaje kwestia tego, jak masz zamiar w ogóle ukryć przed swoją rodziną to, że jesteś krwiożerczym potworem? Nie wolisz, żebym cię po prostu zabił? – Jego rozbawienie nieco przygasło, a na jej miejsce wstąpiła ciekawość.
Gdyby chłopiec wybrał śmierć – ułatwiłby im obu nieco życie.
Łowcy z natury byli jednak uparci.
Ten konkretny łowca zaś uparł się, że zdoła przeżyć w ciele największego wroga swojej nacji.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Wto Gru 20, 2016 2:09 am

Ależ skąd, nie miał nic przeciwko. To, że wampir dużo gadał, rodziło nadzieję, że można się z nim dogadać ogólnie. Nie był złowrogo nastawiony, nie był w ogóle… złowrogi. Ani przerażający. Może to kwestia pichcenia ciasta, a może tak działał urok Enzo, w każdym razie, tak jak na wejściu czuł się nieco zestresowany, tak teraz cały stres odszedł w niepamięć. Nie był oczywiście naiwny, wiedział, że pan szarlotkowy wampir ma na sumieniu niejedno życie. Zresztą, Seraphine był doskonale znany łowcom.  Był też cholernie silny. I żadna grupa łowców nigdy nie zdołała go chociażby poważnie zranić. Być może również dlatego, że ogólnie ciężko było go znaleźć. Enzo zdawał sobie z tego wszystkiego sprawę, choć teraz próbował o takich rzeczach nie myśleć. Później przyjdzie martwienie się o to, z jaką łatwością Seraphine mógłby zmiażdżyć mu krtań. Albo znaleźć bardziej wyrafinowaną metodę zabójstwa.
Drugi kawałek ciasta jadł spokojniej, wpatrując się w wampira, od którego oczekiwał jakiejś reakcji. I otrzymał ją naturalnie. Mężczyzna zaczął się zwyczajnie śmiać, Enzo zaś zawtórował mu krótko, po czym zatrzymał na ustach całkiem sympatyczny uśmiech, z którym przeczekał ten atak rozbawienia. Z tymże uśmiechem i zupełnie niezmartwionym spojrzeniem, wpatrywał się w łowcę, słuchając każdego jego słowa bardziej uważnie, niż wskazywałaby na to jego postawa.
Wampir skończył mówić, zaś Enzo skończył ciasto. Westchnął męczeńsko, przejeżdżając dłonią po ustach w nijakim zastanowieniu. Przez chwilę wydawał się dobierać w głowie odpowiednie słowa, choć nie wyglądał na kogoś, kto praktykuje myślenie przed… czymkolwiek, co tyczyło się również mówienia. Podrapał się krótko po głowie, podnosząc oczy do sufitu. Gdy wrócił nimi do mężczyzny, na jego ustach znów zabłąkał się lekki, niewymuszony uśmiech.
– Moja RODZINA czasem cię trochę rozrusza a TY technicznie rzecz biorąc mnie zabiłeś – przypomniał, przejeżdżając powoli palcem po dolnej wardze. Był to jeden z wielu tików, które posiadał. Enzo zwykł być zbyt ruchliwym… człowiekiem, przynajmniej do niedawna. – Nie ma potrzeby, żebyś to powtarzał, lubię życie – zaznaczył z przekonywującym uśmiechem, poprawiając się zaraz w miejscu.
– Zresztą ta strzała to nic osobistego, wiesz, ciężko cię było odróżnić od dzikusów, kiedy tak szalałeś sobie między nimi. No właśnie! Moja rodzina nie robi nic, czego ty sam byś nie robił. Zabijałeś te wampiry, mylę się? – Przysunął się nieco do wampira, zaglądając swobodnie w jego oczy.
– Co ważniejsze – rozciągnął usta w szerokim uśmiechu – jak mi nie pomożesz, to zacznę zabijać. A ja naprawdę nie chcę zabijać. Wiesz, popadnę w rozpacz, może nawet zrobię sobie krzywdę, a ty będziesz to wszystko czuł razem ze mną. Popadniesz w depresję, zacznę cię obwiniać, nastawać na twoje życie. Szybko będziesz miał dość. Prościej będzie jak mi pomożesz. Rodzina się nie zorientuje. Na polowania wciąż będę chodził, a na co dzień nie muszą mnie widzieć. – Zrobił chwilę przerwy, odsuwając się od wampira. Rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu, wyrażając swoją miną uznanie dla wystroju. – Masz bardzo ładny dom. I na pewno dużo pokoi. Uwierz mi, że z daleka mogę być bardziej upierdliwy, niż jak będziesz miał mnie pod kontrolą. – Oczywiście nie zamierzał być pod niczyją kontrolą. Och… Kontrola. Mógłby przysiąc, że zbladł w momencie, w którym przypomniał sobie tę kwestię. Co jeśli Seraphine MA nad nim kontrolę? Przemienił go przecież.
Przełknął ślinę, uśmiechając się zaraz znowu, poruszywszy przy tym krótko brwiami. Nie łudził się, że wampir nie wyczuł tego krótkiego drżenia emocji, które nim zawładnęło przez moment. Udając, że nic takiego nie zaistniało, wpatrzył się w mężczyznę, czekając, aż coś powie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Wto Gru 20, 2016 4:32 pm



Wysłuchał uważnie wszystkiego, co ma do powiedzenia łowca, skinął głową, przyznając mu rację w niektórych momentach i odłożył pusty talerzyk po cieście na niewielki stoliczek obok kanapy.
Propozycja chłopaka brzmiała absurdalnie i Serpahine byłby gotów roześmiać się ponownie, ale zamiast salwy śmiechu zdecydował się na krótkie prychnięcie.
 
Poprawił się na kanapie i wygładził swoją białą koszulę, w której to obecnie był. Jego tak zwany domowy strój składał się zazwyczaj na zwykłą białą koszulę i garniturowe spodnie. Rzadko kiedy bardziej oficjalnie ubierał się tylko po to, by tkwić w domu. Mimo jednak także tego, że spodziewał się zawitania Enzo w swoim domu – nie miał zamiaru nakładać bardziej eleganckiego ubrania czy chociaż marynarki lub kamizelki. W zupełności swobodnie czuł się przy młodym, niedoświadczonym jeszcze zbytnio łowcy. Zwłaszcza, że od niedawna ów łowca był wampirem stworzonym za pomocą jego własnego jadu.
W jedną noc stali się dla siebie bliżsi niż Enzo mógłby się tego spodziewać.
Więź między twórcą, a nowonarodzonym wampirem była… zauważalna. Przede wszystkim widoczna była we wzajemnym stosunku. Obydwaj wiedzieli, że nie maja żadnego interesu w zabijaniu siebie nawzajem, a to był zazwyczaj krok w dobrym kierunku.
 
  – Nie pozwolę ci tu mieszkać jedynie przez wzgląd na fakt, że o to prosisz – zaczął wampir w zamyśleniu. Do czego mógłby wykorzystać tego chłopca?
  – Możesz mi jednak w czymś pomóc – odezwał się po krótkiej pauzie, która wystarczyła mu, by mógł obmyślić doskonałe zadanie dla chłopca. – Dawno temu łowcy odebrali mi coś, co chciałbym odzyskać. Ma wartość sentymentalną, oczywiście. – Na ustach wampira wykwitł nieco niepokojąco zadowolony uśmieszek. Dokładnie taki, jakiego nie powstydziłby się polujący drapieżnik z doskonałym wyczuciem własnej przewagi.
  – Ja w zamian za tę przysługę pozwolę ci tu zamieszkać i nauczę wszystkiego, co potrzebne ci będzie do przeżycia w nowym ciele, co ty na to? – Jego spojrzenie spłynęło na szyję i bark chłopca, który to obdarował zdecydowanie bardziej miękkim i współczującym spojrzeniem.
Udał także, że nie zauważył tej chwili zawahania, a być może cienia strachu przemykającego przez nieskazitelne oblicze nastolatka.
  – Pewnego dnia odpowiednio mi się odwdzięczysz – dodał jeszcze i z powrotem swoimi jasnymi tęczówkami powrócił do oblicza łowcy.
 
Chłopiec był inteligentny, bystry i zdecydowanie w pewnym kierunku utalentowany. Seraphine mógłby znaleźć dla jego każdego atutu zastosowanie, które mógłby wykorzystać na własną korzyść.
Enzo mógł jeszcze nie wiedzieć, w co konkretnie w jednej chwili swojej arogancji się wpakował. Seraphine nie kazał mu długo czekać na odpowiedź, a w te sytuacji – Enzo nawet dostrzegłszy podstęp, nie będzie miał innego wyjścia, jak zgodzić się na taki układ.
 
  – Will! – zawołał swojego lokaja Seraphine. Ten już następne kilka sekund później zjawił się przed swoim pracodawcą.
Był to inny wampir niż ten, którego ogłuszył na wejściu Enzo. Will miał wiele talentów i całkiem wyględną buźkę zdaniem Lusignan.
  – Czy ktoś się zajął tymi ludźmi, których smród przyniósł na sobie nasz gość?
  – Oczywiście, sir. Kazałem Ivesowi się ich pozbyć.
  – Fantastycznie. – Jego entuzjazm był szczery, a uśmiech tym szerszy, gdy jego wzrok uchwycił twarzyczkę Enzo w polu widzenia. – Odprowadź dziecko do wyjścia – polecił następnie wampirowi i podniósł się z kanapy po czym zwrócił się do Enzo.
  – Powiedz co trzeba rodzinie, spakuj się i… porządnie wyśpij – Posłał ku Enzo ostatnie wesołe spojrzenie i ruszył w kierunku wyjścia z salonu.
  – Do zobaczenia, ślicznotko – rzucił jeszcze ku łowcy, machając mu lekko na pożegnanie, by po chwili zniknąć w korytarzu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Wto Gru 20, 2016 6:00 pm

Nie brał po uwagę faktu, że wampir może mu odmówić. Wychodził z założenia, że czystokrwistemu wyjdzie to nawet na dobre. Co do robienia miał blisko tysiącletni wampir, poza rozprawianiem się z płotkami, systematycznym pożywianiem i dyrygowaniem swoimi przemienionymi? Seraphine nie mógł prowadzić zbyt ciekawego życia, dlatego Enzo rozważał siebie samego, jako niezły sposób na przerwanie wampirzej rutyny. No bo ile razy w życiu staremu Francuzowi zdarzyło się szkolić łowcę z wampirzym temperamentem? No właśnie.
Oczywiście nie mogło pójść też zbyt łatwo. Ale to dobrze, Enzo nie lubił się nudzić, oczekiwał nawet, że mężczyzna zechce czegoś w zamian. Miał jedynie nadzieję, że tym czymś nie będzie chęć wdrożenia go do swojej gromadki i zniżenia do poziomu pucybuta. To była jedna z niewielu opcji, której chłopak by nie przełknął i na którą z całą pewnością nie mógłby przystać. Z zainteresowaniem słuchał, co może zrobić dla swego najdroższego stworzyciela. I jedynie przez chwilę martwił się tym, czy to zainteresowanie jest naturalne, czy wpływa na to ich więź. W najbliższym czasie będzie musiał sprawdzić, jak bardzo jego wola ma ochotę podporządkować się woli krwiopijcy, bowiem nie widziało mu się słuchanie tego przystojnego dupka przez całą wieczność. I znów nie panikował, bo ufał swej ludzkiej naturze, którą tak sumiennie ćwiczył przez osiemnaście lat. Jeśli nawet więź wpłynęła na niego w taki sposób, postara się o to, by ją zerwać. Wierzył, że byłby w stanie to zrobić. Trening umysłu był czymś, czemu musiał poświęcać wyjątkowo dużo czasu w swym życiu. Tylko w ten sposób mógł uniknąć narażania się na hipnozę. Co w gruncie rzeczy na nic mu się nie zdało, bo nie jest na nią wrażliwy, jako wampir, ale… Cóż, może pomóc w razie, gdyby Seraphine zechciał zbyt mocno przemycać swoje zasady w życie chłopaka.
Chciał jedynie, by przyniósł mu coś, co należało do jego rodziny? To brzmiało zbyt łatwo i zbyt podejrzanie. Enzo jednak, jakby nie patrzeć, nie miał teraz zbyt dużego wyboru. Potrzebuje kogoś, kto pomoże uporać mu się z żądzą, inaczej nie pożyje długo, zamordowany przez swoją własną rodzinę. Nie mieliby skrupułów, więc czemu on miałby mieć jakieś przed zwinięciem czegoś, czymkolwiek to było, z posiadłości? Czy też innego miejsca, w którym rzecz ta się znalazła w przeciągu wieków.
Uśmiechnął się delikatnie, niemal niezauważalnie, gdy zauważył wzrok wampira błądzący po jego szyi i barku, w który niedawno został przezeń ciapnięty. Tym razem nie czuł lęku, żadnych ciarek, czy niepokoju. Był wampirem. Jego tętnica nie była dłużej interesującym obiektem dla Seraphine. Można byłoby zwątpić słysząc jego komentarz, następujący po tymże spojrzeniu, lecz Enzo zapewne słusznie założył, że wampir miał na myśli coś zgoła innego. Uśmiech Enzo się pogłębił.
– No, nie poszło nam tak źle – skwitował ze szczerym uśmiechem, podnosząc się niespiesznie z miejsca, uznając rozmowę za skończoną. Widział przecież wyraźnie, że wampir nie zamierza na razie zdradzać, czym była rzecz, którą miał mu przynieść Enzo. Pomimo swojej ciekawości, nie próbował nawet pytać.
Czarne tęczówki skierowały się na przystojnego służącego, który zawitał do pokoju. Uśmiech nie schodził z twarzy Enzo. Mieszkanie tutaj mogło mieć naprawdę wiele zalet. Ładne widoki zdawały się być jedną z nich i bynajmniej nie miał na myśli wspaniałego ogrodu za domem.
Zamrugał oczami słysząc, że napomknięto o jego przeszłych, niedoszłych ofiarach.
– Wiesz, że byli całkiem żywi, prawda? – Ściągnął w zastanowieniu brwi, by za chwilę unieść palec wskazujący i kiwnąć nim krótko w powietrzu. – Oczywiście, że wiesz – odpowiedział sam sobie, wzdychając z wymownym uśmiechem, po czym zrobił krok ku wyjściu z salonu. Zatrzymał się tylko na moment, by rzucić gospodarzowi pożegnalne spojrzenie, pełne wesołego rozbawienia.
– Do zobaczenia, bestyjko.

Nikt nie zauważył jego nocnego zniknięcia, dlatego niedzielnego poranka mógł swobodnie udawać, że jest wyspany i pełen sił. Gdy pytano go o ranę, mówił, że bardzo szybko się goi, a zioła działają cuda. W rzeczywistości rany już dawno nie było, a pozostał jedynie bandaż mający sprawiać pozory. Tego dnia Enzo jak co dzień, zjadł z rodziną śniadanie, po którym zaczął się pakować. Przy obiedzie postanowił wyjawić wszystkim swoje plany. Matka trochę ześwirowała, ojciec tylko wzdychał, a Xavier patrzył na niego, jakby mógł zabijać wzrokiem. Rozumiał brata, tylko on był w tej rodzinie po osiemnastce i wciąż mieszkał ze stukniętymi rodzicami, a teraz miał z tym zostać sam. Ale to przecież nie wina Enzo, że jest nieudacznikiem, który nie potrafi rozstać się z rodzinnym domkiem. Ojca też rozumiał, bo narzekań matki nie da się słuchać, bez zapowietrzenia się ciągłymi westchnięciami. Próbował nawet przemówić jej do rozsądku, że młodzież musi zaznać dorosłego życia, by zatęsknić za rodzicami. No ale cóż. Matka swoje. I to nie do końca rozumiał, bo przecież nie miała takiego problemu z wypuszczeniem z gniazda pozostałych synów. Fakt, że nastąpiło to trochę później i nie z dnia na dzień, ale…
Cóż, kobieta była zła, że jej nie poinformował. Żądała szczegółowych wyjaśnień, nazwisk i adresów, a tego Enzo nie mógł jej dać. Wmówił matce, że wynajmuje z kumplem mieszkanie w dużej posiadłości, a nie mówił nic wcześniej, by nie zapeszać. Według jego historii miał zamieszkać na przedmieściach, co dobrze wpłynie na jego pracę, jako łowcy. Przez to jak bardzo okrojone były jego wyjaśnienia, matka wyklęła połowę świata, a potem ledwie powstrzymała się przez wyklęciem drugiej, orientując się, że jej syn z trudem powstrzymuje śmiech. No i w końcu przestał go powstrzymywać.
Matkę zostawił wściekłą, ojca zrezygnowanego, brata z wyrzutami, a sam poszedł, by skończyć się pakować. Wieczorem był gotowy. Kilka walizek i toreb, z pomocą służby zapakował do swojego auta. Szofera odprawił nie chcąc, by ktoś nakablował rodzicom, gdzie dokładnie mieszka. Około dwudziestej zaparkował pod posiadłością Seraphine, a wytaczając część walizek, którą dał radę przytargać sam, dotarł do drzwi, tym razem od razu korzystając z dzwonka.
– Mam nadzieję, że przygotowałeś mi pokój – mruknął na wejściu, z figlarnym uśmiechem, bowiem ku jego zaskoczeniu, w drzwiach pojawił się gospodarz we własnej osobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Sob Mar 04, 2017 1:22 am

DWA TYGODNIE PÓŹNIEJ

Najdroższa Fifi,
Ostatnio rzadko do mnie piszesz, jeszcze rzadziej odpisujesz na wiadomości jednak to fakt, że już mnie nie odwiedzasz godzi mnie w serce najdotkliwiej.
Postanawiam zatem wysłać Ci ten list wraz z załączonym zaproszeniem na przyjęcie, które organizuje niebawem. Jestem pewien, że zechcesz się na nim pojawić, gdy dotrzesz do listy gości.
Jednak to nie oni powinni Cię interesować najbardziej. Atrakcją wieczoru będzie mój nowy towarzysz – Enzo. Wierzę, że rozmowa z tym młodym człowiekiem sprawi Ci prawdziwą przyjemność, tak jak mnie ją sprawia każda sekunda spędzona w jego towarzystwie.
Mam nadzieję na jak najszybsze spotkanie z Tobą, a także iż mój skromny list zastanie Cię w zdrowiu, ukochana Fifi.
Z wyrazami miłości
S. B. Lusignan



Ów list Seraphine wysłał kilka dni wcześniej, nie spodziewając się odpowiedzi, a jednak jej brak… nieco go zasmucił. Niespodziewanie – należy zaznaczyć.
Mógł mieć tylko nadzieję, że Fifi pojawi się na jego przyjęciu, które organizował dla swoich najdostojniejszych i najstarszych znajomych. Oczywiście, nie wątpił w to, że komuś takiemu jak Fifi to towarzystwo w ogóle nie odpowiada… jednak miał nadzieję, że kobieta pojawi się na nim tylko i wyłącznie, by poznać wyjątkową postać, której obecność w jego domu zaznaczył w liście. Nie tylko zresztą obecność, ale i sympatię wobec chłopaka Serpahine zaznaczył.
Fifi powinna się pojawić. Lusignan był dobrej myśli. Znał ją całe życie i wiedział, że ciekawość zaprowadzi ją wprost pod jego drzwi w dniu przyjęcia.

 – Enzo! – wydarł się Seraphine po raz kolejny, wołając chłopaka na dół. Pierwsza i druga delegacja złożona z jego służby wysłana do sypialni chłopaka – zawiodły. Nie było wcale nawet tak wcześnie, by chłopak nie potrafił się zwlec z łóżka… Zresztą – Seraphine go ostrzegał, że jeżeli nie będzie spał i jadł zbilansowanych mięsnych posiłków, później straci energię i będzie potrzebował snu jak nigdy wcześniej.

 – Cholerny….mały….gnojek – cedził przez zęby Seraphine, wspinając się na kolejne schodki.
Wkrótce znalazł się pod drzwiami sypialni Enzo i otworzył ją. Zrobił to najostrożniej jak mógł, bo wiedział jaki potrafił Enzo być, gdy coś go zbyt mocno zdenerwowało.
Minęły dwa tygodnie i Lusignan zdołał się dowiedzieć o chłopaku wiele, ale najbardziej interesującą spośród wszystkich ciekawostek o Enzo był fakt, że chłopak nawet nie zdawał sobie sprawy ze swojego ogromnego potencjału. Był nadzwyczaj zdolny i silny, a Seraphine’a przerażał fakt, że kiedyś ten chłopiec stanie się jeszcze potężniejszy.
Lusignan musiał zatrzymać go do tego czasu przy sobie.

Podszedł do łóżka Enzo i przysiadł na materacu z pewnym zawahaniem. Następnie swój wzrok opuścił na wystające spod pierzyny potargane kosmyki włosów chłopca.
Na jego usta wkradł się ciepły uśmiech.
 – Ma belle bête… – wyszeptał chłopcu niemalże na ucho, gdy ostrożnie się nad nim nieco pochylił. Enzo nie zareagował, a zatem Seraphine sięgnął do kołdry, by odchylić ją delikatnie i spróbować dostrzec zaspaną twarz chłopaka.
 – Może powinienem zbudzić cię pocałunkiem? – pomyślał na głos Lusignan i uśmiechnął się pod nosem złośliwie, gdy dopiero to wywołało w chłopcu pewne poruszenie.
Oczywiście, Seraphine’owi nie zajęło długo rozpoznanie preferencji Enzo. Za długo żył na tym świecie, żeby nie domyślić się tego, kim chłopiec jest, gdy ten tylko przekroczył próg jego domu po raz pierwszy.
Lusignan rzadko jednak żartował w ten sposób w towarzystwie ludzi tak młodych i przewrotnych jak Enzo. Za pierwszym, drugim i trzecim razem – Seraphine bawił się nader wyśmienicie, gdy za każdym razem udawało mu się zawstydzić nieco chłopaka. Ostatnimi czasy jednak odkrył w sobie, że perspektywa uzależnienia tego dziecka od siebie na podłożu seksualnym napawa go ogromną ekscytacją.
To było z kolei niepokojące.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Sob Mar 04, 2017 11:06 pm

– Enzo! Nie możesz zapominać, że masz DOM! – Skrzywił się, przewracając jednocześnie oczami, walcząc z chęcią rzucenia słuchawką. Jego matka potrafiła być naprawdę upierdliwa, a przecież w domu nie był raptem dwa tygodnie. DWA TYGODNIE. Wyjeżdżał w dłuższe podróże na wakacje, a się tak nie srała, tymczasem nawet nie opuścił kraju i po kilkunastu dniach dostaje gorączki. Zdecydowanie nie tęsknił za domem
– Dajże mu już spokój. – Usłyszał w tle głos swego ojca, by za chwilę westchnąć męczenniczo, gdy musiał słuchać jak ta wariatka obrała nowy cel narzekań. Współczuł swemu rodzicielowi, niezaprzeczalnie jednak wolał by wyżywała się na nim, Enzo miał już dość. Przeczekał jeszcze chwilę, z ulgą przyjmując fakt, że głowa rodziny przestała w końcu być taką cipką i wyrwała kobiecie telefon. Ulga trwała jednak bardzo krótko, bowiem ojciec nie był typem człowieka mogącym rozmawiać z dziećmi o pierdołach i ich codziennym, spokojnym życiu. Można powiedzieć, że był "pracoholikiem", jeśli łapanie wampirów nazwać można pracą.
– Enzo, będziesz musiał nas odwiedzić w przyszłą sobotę. Wybieramy się na większe polowanie. – Zerknął z ukosa na Seraphine, który pomimo dalekiej odległości ich dzielącej, z pewnością słyszał głos po drugiej stronie słuchawki.
– Żałoba po Samie już minęła? – prychnął, kręcąc ze zrezygnowaniem głową.
– Każdy łowca ryzykuje swoim życiem. Swój żal lepiej wyrazimy mordując krwiopijców. – Zawsze miał odpowiedź i nigdy nawet nad nią nie myślał. Brunet mógł co najwyżej westchnąć po raz kolejny, wznosząc oczy do sufitu.
–  Przyjadę więc –mruknął poddańczo, nie rozmyślając zbyt długo. Nie mógł odmówić.

Nie spodziewał się, że mieszkanie z czystokrwistym, który go przemienił, tak mocno przypadnie mu do gustu. Seraphine był wyjątkowo dobrym gospodarzem i kimś z kim wbrew pozorom, łatwo było się porozumieć. Być może charakter Enzo miał tu dużo do rzeczy, ale jakby nie było, te dwa tygodnie minęły mu bardzo dobrze. Poza momentami, w których ten cholerny wampir próbował go zażenować, było naprawdę znośnie. Seraphine tak jak obiecał, pomagał Enzo w trenowaniu własnej woli i uczył jak opanować rządzę krwi. Enzo był pojętnym uczniem, choć niezaprzeczalnie nie była to łatwa sprawa i po dwóch tygodniach, choć było mu łatwiej, wciąż miewał problemy z opanowaniem. Mógł jednak wrócić do szkoły i jako tako prosperować w społeczeństwie. Ciężej niż kontrola żądzy krwi i zabijania, przychodziła mu kontrola emocji. Wszystko odczuwał kilkukrotnie mocniej, a że nigdy nie przykładał się do trzymania czegokolwiek w sobie, bywał niezwykle agresywny, gdy dano mu do tego powód. Potrafił też złościć się całe dnie i wyżywać na wszystkich w koło. Na szczęście, nie zdarzało się to często, a Seraphine robił wszystko by podobnych sytuacji unikać. Między innymi dlatego był iście wspaniałym towarzyszem.

Lubił spać. Bardzo lubił. Seraphine szybko zrozumiał jak bardzo Enzo ceni sobie spokojny, przyjemny, nieprzerywany sen. Dlatego za każdym razem, gdy ktoś kazał mu się zwlec z łóżka o wczesnej godzinie, wypełniała go rządza mordu. Tymczasem godzina nie była wczesna, jednak chłopiec ani myślał odrywać głowę od poduszki. Gdy tylko słyszał pukanie i głos służby, jedynie przewracał się na drugi bok, naciągając kołdrę na głowę, wybierając to, zamiast przegryzienia im tętnic. Gdy do jego wrażliwych uszu z dołu dotarł głos Seraphine, również udawał, że nie słyszy i usilnie próbował zasnąć z powrotem. I już, prawie mus się to udało. Ale nie, cholerny Dracula musiał stawić się osobiście. Słysząc, jak przekracza próg jego pokoju, Enzo po prostu udawał, że śpi i miał zamiar podtrzymywać ten stan rzeczy aż sobie nie pójdzie. I choć ledwie powstrzymał drżenie, gdy poczuł oddech owiewający jego ucho, twardo trzymał się swego postanowienia, zupełnie ignorując obecność wampira w swoim pokoju. Gdy jednak usłyszał jego śmiałe pytanie, zmarszczył z rozdrażnieniem brwi. Czując zaś jego wzrok na swojej twarzy, powoli uchylił czarne niczym przepaści bez dna, oczy. Leniwie przewrócił się na plecy, w pełni ukazując swą przystojną twarzyczkę krwiopijcy.
– Lubisz molestować młodych chłopców, kiedy śpią, dziadku? – wymruczał, przeciągając się bez zaangażowania, zaglądając przy tym z jakąś przekorą w wampirze oczy. Piękna twarz Seraphine skutecznie sprawiła, że niechciana pobudka nawet nie rozdrażniła kapryśnego bruneta.
Podniósł się nieco na ramionach, sprawiając, że ich twarze znalazły się zaledwie kilka centymetrów od siebie. Uśmiechnął się bezczelnie, by po krótkiej sekundzie wysunąć ciało spod kołdry i zdjąć wzrok z błyszczących tęczówek. Ubrany był w bokserki i czarną koszulkę sięgającą ud. Pierwszą rzeczą, po którą sięgnął, były fajki leżące na jednej z półek. Otwarłszy okno, odpalił jedną z nich, przy tym znów kierując wzrok na Seraphine.
– Jakie plany na dziś, słoneczko? – przekrzywił głowę niczym szczeniak zainteresowany niezrozumiałym dla niego zagadnieniem i posłał mężczyźnie ujmujący uśmiech, jednocześnie wypuszczając z ust gryzący dym. – Oby usprawiedliwiały tę wczesną pobudkę – dodał, nie zważając na to, że na zegarku widnieje godzina wskazująca południe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Nie Mar 05, 2017 9:34 pm

Pierwsze pytanie Enzo, Seraphine puścił mimo uszu i jedynie posłał chłopakowi kolejny wymowny uśmiech.
Gdy zaś chłopak wstał, wyślizgnąwszy się spod kołdry i rozpoczął swoją wędrówkę po sypialni – Seraphine początkowo śledził jego ruchy uważnie, by następnie samemu także się podnieść i powędrować w ślad za chłopakiem.
 – Uznałem, że zechcesz spędzić dzisiaj rodzinnie czas – odezwał się wampir, posyłając Enzo kolejny rozbawiony grymas. – Jak dzieło ze swoim stwórcą – dodał, uśmiechając się jeszcze szerzej.
 – Chciałem, żebyś wybrał się ze mną na wycieczkę – wyjaśnił po chwili, przystając przy palącym papierosa chłopaku. Spojrzał na niego kątem oka i gdy tylko udało mu się złapać kontakt wzrokowy z czarnymi oczętami Enzo – jego własny wzrok przybrał na intensywności. Enzo mógł się domyślić tego, że na tę propozycję nie ma innej odpowiedzi niż zgoda.

Następnie spojrzenie Serpahine’a powędrowało ku szyi chłopaka – długiej, bladej i całkowicie odsłoniętej.
Lusignan chwilę walczył z pragnieniem dotknięcia jej i poczucia jej aksamitnej gładkości pod opuszkami lodowatych palców dłoni. W końcu poddał się i powoli począł unosić dłoń na wysokość ramion Enzo.
Ledwo dotykając szyi chłopaka, sunął opuszkami w jej górę ku wydatnej szczęce i zgrabnemu podbródkowi.
Gdy zaś znów znalazł się na szyi, tym razem drażniąc śmielszym dotykiem grdykę Enzo – odsunął dłoń i uśmiechnął się ledwo zauważalnie acz tak niewinnie, że sam byłby w stanie uwierzyć w swoje oszustwo.
 – Zejdź na śniadanie jak najszybciej – powiedział w końcu i zrobił krok w kierunku wyjścia z pokoju po czym następny i jeszcze ich parę, powolnych ruchów aż w końcu znalazł się na korytarzu.
Nie wiedzieć czemu nagle przypomniały mu się dawne czasy i ich przykry finał, którego skutki wciąż przypominały o swoim istnieniu wampirowi.
Ich młodość ukrócona została niespodziewanie i drastycznie lata temu, a on wciąż pamiętał tamte czasy, gdy mógł sobie pozwolić na błogosławieństwo niewiedzy.

***

Enzo w końcu pojawił się na śniadaniu, które jak zwykle zjedli sami w ciszy i spokoju takim, jakby w rezydencji wcale nie mieszkało około tuzina innych wampirów podobnych Harveyowi.

Siedzieli jak zwykle naprzeciw siebie – Seraphine u jednego szczytu stołu, a Enzo u drugiego. Jedli zazwyczaj prowadząc niezobowiązującą pogawędkę, uświadamiającą Lusignan znów i kolejny, jak interesującym dzieckiem bywał młody Enzo. Poza momentami, gdy chłopak był nieco niedojrzały, lekkomyślny i gwałtowny czy płytki – był także nadzwyczaj inteligentnym ludzkim pomiotem.
Seraphine’owi nawet udało się dowiedzieć o tym, jaki Enzo tak naprawdę miał stosunek do zostawania łowcą, a również tego, jak traktował przemoc.
Lusignan rzadko zdarzało się, że z takim zaintrygowaniem odkrywał kolejne płaszczyzny osobowości swoich produktów.
Nie trzeba mu było także dwa razy powtarzać, że Harvey jest wyjątkowy.

 – Skończyłeś jeść? – spytał mężczyzna sięgając po kieliszek soku i przysuwając go do ust, by dopić do reszty zawartość naczynia.
Chciał wyruszyć jak najszybciej. Najlepiej… teraz.
A gdzie miał zamiar zabrać swojego młodego nowonarodzonego wampira? To pozostawało oczywiście nadal niespodzianką dla Enzo.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Czw Kwi 13, 2017 4:42 pm

Na słowa wampira zareagował promiennym uśmiechem i wymownym poruszeniem brwiami, z ukosa zerkając na swego, jak to zostało powiedziane, „stwórcę”. Przez chwilę intensywnie wpatrywał się w nieznoszące sprzeciwu spojrzenie, myśląc o tym, jak łatwo byłoby mu odmówić. Tylko chwilę walczył z wrodzoną przekornością i nie wypowiadając słowa sprzeciwu, zaśmiał się krótko, wracając spojrzeniem do ogrodu. Zaciągnął się leniwie, nie mając najmniejszego zamiaru popadać w pośpiech.
Czuł jego spojrzenie dotkliwiej niż mógłby się spodziewać. Nie widział mężczyzny, a jednak podświadomie wiedział, gdzie spoczywa jego wzrok. Zdawał sobie sprawę z tego jak głęboki wyraz musiały przybrać wampirze tęczówki. Do tego stopnia, że w chwilę poczuł rozkoszne mrowienie w miejscu, do którego już po chwili dotarła chłodna dłoń. Uchylił usta wypuszczając gęsty dym, a przy tym z ukosa zerknął na mężczyznę, którego palce delikatnie sunęły po odsłoniętej skórze. Jego ciałem wstrząsnęły dreszcze, jednak tym razem zdobył się na prowokujący uśmieszek, mrużąc przy tym delikatnie swe ciemne oczęta. Nie da się temu skurwielowi bawić w nieskończoność swoją głęboko skrywaną niewinnością.
Spokojnie odwrócił wzrok, gdy dłoń wampira pozostawiła po sobie drażniącą pustkę.
Nawet nie zdążysz się stęsknić – mruknął w odpowiedzi na polecenie, zaraz po tym większość swej uwagi poświęcając papierosowi.

Wbrew temu co mówił, zebranie się pochłonęło trochę więcej czasu, w związku z czym zmusił swego obecnego mentora do lekkiego niecierpliwienia się. W jadalni pojawił się ze zwyczajowym uśmiechem, zajmując również swe zwyczajowe miejsce. Polubił zjadanie posiłków z kilkuwiecznym wampirem. Choć cały rytuał przypominał to co działo się i w jego domu, u Seraphine'a atmosfera wydawała się znacznie przyjemniejsza. Niezobowiązujące rozmowy przy naprawdę dobrym jedzeniu były czymś, czego nie sposób było nie polubić. Enzo zdążył już do tego nawyknąć. Nie myślał, że jego życie po przemianie będzie do tego stopnia bezproblemowe. Najwyraźniej nie brał pod uwagę tego, że minęły zaledwie dwa tygodnie, cóż takiego mogło się stać?
Odrywając wzrok od ekranu telefonu, w którym widniało okienko wiadomości, jakie wymieniał przez cały czas siedzenia przy stole, poświęcił swą uwagę wampirowi. Odłożył widelec na pusty już talerz i również dopił sok, przeciągając tę chwilę z przekornym uśmiechem.
Okrutnie się niecierpliwisz słodziutki – wymruczał, oblizując odruchowo usta z resztek cieczy, która na nich spoczęła. Schował telefon, westchnąwszy cicho. – Jestem gotowy. Mam dziś randkę, więc korzystaj póki możesz. – Posłał wampirowi swój firmowy uśmiech, odchodząc tym samym od stołu. Nie mógł się doczekać co też tym razem pokaże mu jego urocza bestyjka. Enzo wbrew temu co pokazywał był niezwykle zaaferowany światem wampira. Ciekawiło go odkrywanie osoby Seraphine'a i jego świata nieco bardziej bezpośrednio niż robił to dotąd. Bo choć przeczytał niezliczoną ilość książek i odbył jeszcze więcej treningów oraz szkoleń, nigdy nie miał tak bliskiej styczności ze swymi naturalnymi wrogami jak przez ostatnie dni. Cóż, czy nie był teraz jednym z nich?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Pią Kwi 14, 2017 10:41 pm

 – Randkę? Z kim? – zainteresował się Seraphine, wstając od stołu i ruszając w ślad za chłopakiem, by przygotować się jak najszybciej do wyjścia. – Wiesz co? Lepiej nie mów. Jeszcze zrobię się zazdrosny – dodał po chwili z rozbawieniem i zniknął z zasięgu wzroku Enzo.

W kilka minut później już był z powrotem na dole, ubrany w swój regularny elegancki strój, składający sie z wąskich garniturowych spodni, białej koszuli, szelek i płaszcza narzuconego na to. Mimo pewnej swobody stroju – Seraphine nadal prezentował się nienagannie.

Przystanął obok Enzo, by po chwili z chłopakiem u boku opuścić rezydencję i wsiąść w podstawiony samochód. Czekała ich dwudziestominutowa wycieczka samochodem do Londynu, gdzie mieli wysiąść i przejść się spacerem aż to ostatecznego celu ich podróży. W gruncie rzeczy – Seraphine nieszczególnie lubował się w chodzeniu pieszo. Gdy tylko mógł – jeździł wszędzie samochodem. Tym razem jednak pogoda była wyjątkowa, słońce świeciło i nie padało. Wszystko przemawiało za tym, by nieco odejść od dotychczasowych przyzwyczajeń. Zwłaszcza jeżeli oznaczało to dodatkowo nieco dłuższą chwilę spędzoną w towarzystwie Enzo.

 – Chodzisz jeszcze do szkoły, prawda? – spytał Seraphine, po chwili zatrzymując samochód. Wysiadł z niego, poczekał aż dołączy do niego na chodniku młodszy towarzysz, by następnie ruszyć przed siebie i odprawić jednym gestem szofera.
 – Wybierasz się na studia? – dopytywał wampir, sięgając po papierośnicę do kieszeni płaszcza. Otworzył metalowe pudełko, wyjął zeń pojedynczy wyrób tytoniowy i włożył ów między pełne wargi. Papierośnice zaś odłożył z powrotem do kieszeni, a koniec papierosa tkwiącego w ustach podpalił zapałką.
 – Twój pradziadek był doskonały w naukach ścisłych – odezwał się ponownie po pewnej chwili ciszy. – Zapewne dlatego nie dogadywałem się z nim najlepiej na płaszczyźnie postrzegania wszechświata. Zawsze byłem znacznie romantyczniejszy niż on i jego cyferki – powiedział i wzruszył ramionami. Serpahine’owi wielokrotnie zarzucano, że nie potrafi się dostosować do mody ustrojowej panującej w poszczególnych czasach. Jego „opóźnienie” zapewne miało swoje uzasadnienie w czasach, w których przyszedł na świat. Ówczesne ideały były dla niego ponadczasowym pięknem.

Umilając sobie drogę niezobowiązującymi, przyjemnymi pogawędkami – dotarli do celu. Ów celem okazał się być zakład krawiecki.
 – W przyszłą sobotę, wieczorem organizuję niewielkie przyjęcie dla najbliższego grona… przyjaciół – zaczął mężczyzna, przepuszczając Enzo w drzwiach lokalu i samemu następnie przechodząc przez nie. – Oczywiście, jesteś zobowiązany się tam pojawić. Spodziewam się, że stawisz się w domu na przyjęcie o siódmej – mówił dalej, obejmując Enzo ramieniem i nachylając się do jego ucha. Enzo nie mógł mu odmówić, a Seraphine pozwalał chłopakowi sądzić, że jednak ma cokolwiek do powiedzenia. W tej jednak kwestii – obecność na przyjęciu w domu wampira była ogromnie pożądana jeżeli chodziło o  Harveya.
 – Musisz się wówczas prezentować doskonale, więc oto jesteśmy. – Mówiąc to, Seraphine rozejrzał się po wnętrzu, a gdy jego wzrok odnalazł właściciela sklepu – twarz wampira się natychmiastowo rozpromieniła.
 – Wallace! – zawołał niemalże tak wesoło, jakby naprawdę cieszył się na widok starszego mężczyzny. – Dobrze wyglądasz. Co u Petera? – zagaił, wspierając się na ladzie. Starszy mężczyzna był wyraźnie uradowany na widok, jak można było się spodziewać, stałego klienta.
 – Mógłbyś zająć się chłopcem? – spytał Lusignan w końcu, zerkając znacząco na Enzo.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Sob Kwi 15, 2017 12:06 am

Już miał odpowiedzieć, gdy Seraphine uznał, że odpowiedź nie jest mu potrzebna i zwyczajnie opuścił pomieszczenie nim chłopak zdążył wydać z siebie jakikolwiek dźwięk. Uśmiechnął się z rozbawieniem i wzruszywszy ramionami, zawiesił swój wzrok na pozornie młodej kobiecie, zbierającej ze stołu to co zostało po śniadaniu. Wstał ze swojego miejsca i zaszedł dziewczę od tyłu, zarzucając swe ramiona na jej szyję.
Ty zmywasz, ja wycieram – mruknął teatralnie zalotnym tonem do dziewczęcego ucha, odrywając się zaraz od dziewczyny i przejmując z jej rąk naczynia. Odpowiedział uśmiechem na zdecydowanie nieszczery, zabójczy wzrok i pogwizdując udał się w stronę kuchni. Enzo dobrze dogadywał się ze służbą. Wystarczyło mu kilka dni, by choć trochę poznać każdego z nich, zapamiętać ich imiona i podstawowe informacje o tym co lubią, czego nie, kto z kim, jak i dlaczego. Musiał przecież robić coś pomiędzy treningami i użeraniem się z Panienką Seraphine. No i posiadał wyjątkową umiejętność zjednywania sobie ludzi, a jak się okazało, wampirów również. Większość bowiem uznawała jego ekscentryzm za bezpieczny, dość uroczy odchył od normalności. Przeprosił się nawet z biedakiem, któremu przyszło otworzyć drzwi za pierwszym razem, gdy zawitał w posiadłości czystokrwistego.
–Nie jesteś zajęty, Enzo? – Zerknął na piękne dziewczę, odkładając naczynia do zlewu i stając z suchą szmatą obok.
Spoko, moja cipka musi się jeszcze wypindrzyć, zdążę Ci pomóc.
–Enzo... – Zaśmiał się widząc nieukrywane zażenowanie w dużych oczach i westchnął, przejmując z delikatnych dłoni pierwszy umyty talerz. Ileana jest tak niewinnym dziewczęciem, że nawet Enzo musiał uznać to za urocze. Zmierzył się z pełnym dezaprobaty westchnięciem wampirzycy, odpowiadając swym zwyczajowym, niezobowiązującym uśmiechem.
– Więc masz dzisiaj randkę? – podjęła dziewczyna, chcąc zapewne przejść na mniej krępujący temat, niż nazewnictwo jej zwierzchnika, przez nieokrzesanego wampiro-łowcę, którego z niewiadomych względów ten darzył sympatią.
Taaaa... Z moją szurniętą rodzinką.– Na twarzy dziewczyny odbiło się lekkie zdziwienie, w następnej chwili zaś obdarzyła przestrzeń cichym śmiechem. – To nie jest zabawne, Il. To cierpienie, ból i męka. – Westchnął cierpiętniczo, przy okazji zwęszywszy zapach schodzącego na dół wampira. –Poproś Marcello, żeby  zostawił mi coś słodkiego na noc w lodówce. – Zmierzwił gęste włosy i nie zważając na oburzone fuknięcie, wyszedł na spotkanie z Seraphine.

Zerknął podejrzanie na mężczyznę, gdy ten zaczął wypytywać o edukację Enzo. Nim jednak zastanowił się nad odpowiedzią, brunet wspomniał o mężczyźnie, po którym osiemnastolatek nosił drugie imię. Pradziadek Maxwell. Na twarzy łowcy musiało się wymalować lekkie zdziwienie.
Znałeś dziadka Maxwella? – Było to oczywiście pytanie retoryczne. Wszystko wskazywało na to, że się znali. Enzo uczył się przez lata dużo o historii swej rodziny, wiedział więc wszystko to, co zostało udokumentowane na temat jego pradziadka. To prawda, że był wybitnym fizykiem i matematykiem, powiadano również, że był posiadaczem dość surowego charakteru. Nieraz spotkał się z sytuacją, gdy krewni zawieszali wzrok na nim samym i dziwili się, jak bardzo nie przypomina pradziadka. Z kolei Enzo nie rozumiał, dlaczego miałby mieć jego charakter. Przecież nigdy nie było dane im się poznać. Maxwell Alexander Harvey został zamordowany dużo przed narodzinami chłopca. – Zakazany romans, bestyjko? – rzucił nieco prześmiewczo, nie oczekując żadnej odpowiedzi. Dał to dobitnie do zrozumienia, wkładając w uszy słuchawki. W którymś momencie jednak poddał się urokowi wampira i poświęcił siły na rozmowę, odpowiadając ostatecznie na zadane wcześniej pytania. Wyjaśnił, że przystępuje w tym roku do matury i chciałby pójść na studia, mimo że jego rodzina nie bierze tej opcji pod uwagę. Pokładali w Enzo spore nadzieje, a studia przeszkadzały w całkowitym oddaniu się łowczym obowiązkom. Nie żeby samo bycie wampirem nie przeszkadzało wystarczająco.

Utkwił spojrzenie w szyldzie wiszącym nad wejściem, jednym uchem słuchając mężczyzny, a z każdym jego słowem, pochmurniał coraz bardziej. Pozwalając wampirowi na to bezsensowne udawanie, że faktycznie może go do czegoś nakłonić tym swoim przeuroczym, stanowczym spojrzeniem, owionął krytycznym wzrokiem zakład, ostatecznie takie właśnie spojrzenie wbijając w swego stwórcę.
Wychodzę – odparł krótko, ale jakże stanowczo, odwracając się na pięcie i nie zważając na nic powędrował do wyjścia. Nie miał NAJMNIEJSZEGO zamiaru stać tu kilka godzin dla cholernego widzimisię podstarzałego wampira, któremu ubzdurało się, że akurat Enzo ma ochotę brać udział w jakichś szopkach, które mają mieć miejsce w posiadłości. Przy tym zupełnie ignorował wampirze protesty. Skoro już tu są, zamierzał pozwiedzać stolicę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Sob Kwi 15, 2017 1:57 am

Zakazany romans.
Seraphine skrzywił się nieznacznie na brzmienie tych dwóch słów. To, co dzielił wraz z krewnym Enzo… można było określić różnie. Ale jak zwykle – Seraphine porzucił rozmyślania na ten temat. Ów był bowiem zbyt bolesny, żeby w ogóle podejmować się wspominania go.
Seraphine popełnił błąd w ogóle wymieniając imię Maxwella w towarzystwie jego wnuka.

Popełnił dwa błędy – pierwszy z nich, dotyczący pradziadka Harveya oraz drugi… cholernie elementarny w kwestii obchodzenia się ze współczesną młodzieżą. Z Enzo – w szczególności. Otóż… Lusignan nie powinien był w ogóle próbować rozkazywać dzieciakowi. Musiał się jeszcze wiele nauczyć o wychowaniu dzieci. Musiał także wiedzieć, że powinien być sprytniejszy niż one.
 – Enzo! – jęknął, niemalże, mężczyzna i ruszył za chłopakiem.

Dogonił go paręnaście sekund później, łapiąc chłopaka za nadgarstek i ciągnąc do tyłu. Nie miał pojęcia jak zacząć, by nie popełnić kolejnego faux pas.
 – Enzo… – ponownie zaczął, nadal ściskając chłopięcy przegub długimi palcami. – Chciałem powiedzieć, że… bardzo by mnie ucieszyło gdybyś ze mną poszedł… znaczy… przyszedł na przyjęcie.
Wampir puścił rękę chłopaka, cofając się o krok. Zdał sobie sprawę z tego, jak ogromnie zawstydzającej i eksponującej rzeczy się dopuścił.
Starał się zachować spokój, nie dać po sobie poznać, że wpędziło go to w niewymiernie ogromne zażenowanie.
 – Co mam zrobić, żebyś się zgodził, by Wallace zdjął miary i byś przyszedł w sobotę na przyjęcie? – spytał w końcu Seraphine, doskonale wiedząc, że konsekwencje tego, co powiedział będą go prześladowały do końca jego marnego żywota – znając poczucie humoru i ogrom złośliwości jakim dysponował Enzo.

Enzo zastanawiał się przez chwilę nad tym, jak urządzić piekło na ziemi dla nieśmiertelnego. W tym samym czasie Serpahine podjął decyzję o kolejnych krokach udobruchania młodego towarzysza.
 – Zastanowisz się nad tym przy winie – powiedział wampir i czym prędzej zatrzymał taksówkę. Jak tylko ta się zatrzymała, Seraphine nakazał gestem Enzo, by wsiadł, samemu udając się do drzwi z drugiej strony.
Mieli do przejechania kilka przecznic i mimo wcześniejszego postanowienia Lusignan – nie zamierzał on ryzykować odciskami.

W miejscu docelowym znaleźli się szybko. Usiedli przy stoliku z dala od większości dżentelmenów odwiedzających to eleganckie miejsce o tej porze.
Seraphine zamówił dla nich butelkę wina, której zawartość uznał za godną pochwalenia przed młodszym wampirem.
Po odejściu kelnera – ponownie zostali sami, siedząc naprzeciwko siebie.
Seraphine postanowił być pierwszym, który przerwie tę ciszę. Dzisiaj był wyjątkowo rozmowny.
 – Wymyśliłeś już? – spytał mężczyzna, pochylając się delikatnie w kierunku Harveya.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 559
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: Pris au piège   Sro Lip 05, 2017 4:32 pm

Zignorował proszące wołanie, które rozległo się za nim w moment po tym jak opuścił pomieszczenie. Fuknął pod nosem, hardym krokiem idąc przed siebie, przynajmniej dopóki chłodna dłoń Seraphine’a nie oplotła się wokół szczupłego nadgarstka.
Zatrzymał się i odwrócił przodem do mężczyzny, patrząc na niego wyczekująco, z uniesioną jedną brwią, bezczelnie ukazując swą przewagę w tej sytuacji. Choć był znacznie niższy, zdawał się patrzeć na mężczyznę z góry. I więcej było w tym teatralności niż faktycznego oburzenia, czy wywyższania się, ale obrazek ten z boku mógł wyglądać nieco karykaturalnie. Enzo uśmiechnął się zaledwie kącikiem ust, zakładając ramiona na siebie, gdy już jego stwórca przywrócił się nieco do porządku. Do jednej brwi dołączyła druga, gdy osiemnastolatek usłyszał pytanie. Jego humor widocznie w moment się poprawił. Pytał się go, co ma zrobić? Co on, zgłupiał?
W czarnych oczętach Enzo zatańczyły wesołe iskierki, niewróżące dobrze starszemu wampirowi. Ciemne tęczówki uniosły się do nieba, jakby ich właściciel zastanawiał się głęboko, jakie będzie najlepsze wykorzystanie tej sytuacji, lecz wróciły do krwiopijcy, gdy ten znów zabrał głos. Brunet nadzwyczaj posłusznie skinął głową, wsiadając ochoczo do samochodu.
Co powinien wybrać? Głowa Enzo wypełniła się tyloma kuszącymi pomysłami, że podzielenie się tym najlepszym graniczyło z niemożliwym. Powinien pójść do gejowskiego klubu tylko w skórzanych stringach? A może ogolić głowę i żebrać pod kościołem. Stanąć w godzinach szczytu w centrum miasta i wyć do słońca? Rozebrać się już teraz i chodzić tak przez resztę dnia? Śpiewać barkę przez cały dzień? Rozłożyć nogi przed ludzkim pomiotem?
Nim się obejrzał, byli na miejscu. Zasiadł przy stoliku z lekkim uśmiechem na ustach, patrząc z przychylnością na butelkę, z której kelner nalewał im wino. Enzo nigdy nie obnosił się ze swoją znajomością etykiety i wiedzą dotyczącą win oraz inną, która przystała młodemu, dostojnemu mężczyźnie. Prawda była jednak zgoła inna, bowiem jego rodzina była rodziną z długimi tradycjami i jeszcze dłuższą listą zasad. Musiał umieć się zachować w każdej sytuacji i wiedzieć wszystko, nawet to, co zupełnie nie było mu potrzebne i zupełnie go nie interesowało. Na swój sposób więc doceniał wybór wyśmienitego wina.
Skupił swe spojrzenie na towarzyszu, gdy ten zadał pytanie.
Właściwie to tak. – Upił łyk wina, szczerząc ząbki do piękności siedzącej naprzeciwko. Gdy jednak odstawił kieliszek, jego twarz z chwili na chwilę poważniała, aż przestała zupełnie przypominać zwyczajowego Enzo. Brunet nachylił się nieco nad stolikiem, by zajrzeć głęboko w oczy swego stwórcy. Gdy ciemne tęczówki chłopaka przybierały taki wyraz jak teraz, wydawało się to wręcz... Nienaturalne.
Powiedz, co chcesz wykraść od mojej rodziny – odparł bez cienia uśmiechu na twarzy, prostując się niespiesznie do poprzedniej pozycji. Pełne usta w moment wykrzywiły się w uroczym uśmiechu. – A na przyjęciu pokaż się w sukni. – Poważna atmosfera zniknęła szybciej niż się pojawiła, a Enzo z grymasem rozbawienia upił jeszcze jeden łyk wina, wbijając za chwilę spojrzenie w szkarłatną ciecz.
Koniecznie czerwonej– dodał mrukliwie, poruszając wymownie brwiami, jednocześnie kierując błyszczące, ciemne oczęta na Seraphine’a.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pris au piège   

Powrót do góry Go down
 
Pris au piège
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: