IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wolves of Winter.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Wolves of Winter.   Pią Lis 18, 2016 7:45 pm







a i b są wieloletnimi przyjaciółmi. ich rodziny także od lat się przyjaźnią, a starsze rodzeństwo wiele lat przed nimi także kończyło razem hogwart. obydwaj a i b dzielą wspólne zainteresowania, pasję do muzyki, magii, a także inne, bardziej przyziemne rzeczy takie jak dormitorium, dom w hogwarcie czy pastę do zębów.
w końcu w życiu a jednak coś się zmienia. chłopak przyznaje sie do bycia gejem... i wiążę się z najbardziej możliwie ślizgońskim uczniem slytherinu jaki chodził w tej dekadzie po korytarzach szkoły.







chlopiec a - @voldemort
chłopiec b - @askella


____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Sob Lis 19, 2016 3:04 am





imiona   SALEM COLLA
nazwisko   WHELAN
wiek   SZESNAŚCIE LAT
data urodzenia   31 MAJA
dom   RAVENCLAW
status krwi   CZYSTA KREW
patronus   PIES PRZYPOMINAJĄCY WILKA
różdżka   12", OSTROKRZEW, WŁÓKNO Z SERCA SMOKA
animagiczna forma   CZARNY PIES RASY TAMASKAN



wzrost   183 CM
waga   65 KG
kolor włosów   CIEMNO BRĄZOWE WPADAJĄCE W CZERŃ
kolor oczu   NIEBIESKIE/ZIELONE (ZALEŻY OD RÓŻNYCH CZYNNIKÓW)
sylwetka   SZCZUPŁA, DUMNIE WYPROSTOWANA, Z DELIKATNYM ZARYSEM MIĘŚNI



¤ urodzony i wychowany w Irlandii ¤
¤ jego nazwisko tłumaczy się jako 'wilk' ¤
¤ pomiędzy byciem sarkastycznym, jest niesamowicie miły ¤
¤ nigdy nie miał dziewczyny, ani chłopaka ¤
¤ nigdy też nie zastanawiał się nad swoją orientacją seksualną ¤
¤ potrafi grać na skrzypcach, wiolonczeli, fortepianie oraz organach ¤
¤ oprócz angielskiego, posługuje się także irlandzkim gaelickim, francuskim, szwedzkim, rosyjskim, niemieckim; zna podstawy hiszpańskiego, oraz starą łacinę ¤
¤ ma starszego brata (Sinclair Coire Whelan); utrzymuje dobre stosunki z rodzeństwem swego przyjaciela Gilberta oraz kuzynką ze strony matki (Meara Nessa Banaghan) ¤
¤ raz w życiu wyczarował patronusa, a ze względu na jego formę publicznie twierdzi, że zwyczajnie nie umie ¤





____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Askella dnia Nie Lis 20, 2016 6:42 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Nie Lis 20, 2016 4:38 pm


  



IMIĘ G I L B E R T  M E L C H I O R
NAZWISKO L O W E L L - Z A Y E V
DATA NARODZIN T R Z Y D Z I E S T Y  P A Ź D Z I E R N I K A
ZNAK ZODIAKU S K O R P I O N
WIEK S Z E S N A Ś C I E  L A T
PŁEĆ M Ę S K A
ORIENTACJA H O M O S E K S U A L N A




FORMA ANIMAGICZNA B I A Ł Y  W I L C Z A K  C Z E C H O S Ł O W A C K I
STATUS KRWI C Z Y S T A

DOM R A V E N C L A W

RÓŻDŻKA 1 4  C A L I,  M O D R Z E W, 
P I Ó R O  P E G A Z A, 
N I E Z W Y K L E  Z G R A B N A
FORMA PATRONUSA W Ą Ż
   


KOLOR WŁOSÓW K A S Z T A N O W E
KOLOR OCZU Z I E L O N O - S Z A R E
WZROST S T O  S I E D E M D Z I E S I Ą T  C Z T E R Y  C M
WAGA S Z E Ś Ć D Z I E S I Ą T  D W A  K I L O
SYLWETKA A T R A K C Y J N I E  W Y S P O R T O W A N A,
P E W N A  S I E B I E, S Z C Z U P Ł A

ZNAKI SZCZEGÓLNE B R A K

  

● UJAWNIŁ SIĘ JAKO HOMOSEKSUALISTA W DNIU SWOICH PIĘTNASTYCH URODZIN ●
● JEST DRAŻLIWY NA PUNKCIE SWOJEGO WZROSTU ●
● MA DWOJE STARSZEGO RODZEŃSTWA I JEDNO MŁODSZE - DWUDZIESTOOŚMIOLETNIEGO BRATA(NESTOR SIGURD LOWELL-ZAYEV), DWUDZIESTODWULETNIĄ STARSZĄ SIOSTRĘ(CELESTE ECHO LOWELL-ZAYEV) I JEDENASTOLETNIEGO MŁODSZEGO BRATA(MARCELLO CIAN LOWELL-ZAYEV). ●
● JEST KAPITANEM DRUŻYNY QUIDDITHA I GRA NA POZYCJI SZUKAJĄCEGO ●
● OD NIEDAWNA SPOTYKA SIĘ Z NAJBARDZIEJ OSŁAWIONYM ŚLIZGONEM W SZKOLE - SEGINUSEM MANDRAKIEM. GILBERT JEST W NIM PO USZY ZAKOCHANY OD KILKU LAT (STĄD FORMA JEGO PATRONUSA). ●
● JEGO RÓŻDŻKA MA BARDZO KOBIECY RDZEŃ, KSZTAŁT, A NAWET JASNY KOLOR DREWNA. ●
● GILBERT JEST WIRTUOZEM I GENIUSZEM MUZYCZNYM. KOMPONUJE, GRA NA PIANINIE, SKRZYPCACH, WIOLONCZELI ORAZ FLECIE. JEST TAKŻE ZDOLNYM ŚPIEWAKIEM. ●
● MÓWI BIEGLE W PIĘCIU JĘZYKACH - FRANCUSKIM, WŁOSKIM, HISZPAŃSKIM, ROSYJSKIM ORAZ NIEMIECKIM. ZNA TEŻ ZNAKOMICIE ŁACINĘ. ●

   



____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Sty 21, 2017 3:44 pm, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Nie Lis 20, 2016 7:10 pm

Gilbert nie cierpiał towarzystwa, którym otaczał się Seginus. Trudno było mu się jednak przyznać na głos przed chłopakiem, że wszyscy jego znajomi są na tyle głupi, że nawet nie widzą jak Mandrake jawnie nimi manipuluje. W gruncie rzeczy – mącenie tym matołom w głowach to prościzna, a jego stać przecież na więcej.
 
Chłopak westchnął przeciągle, odkładając na łóżko w dormitorium swój futerał zawierający skrzypce. Gdy tylko to zrobił – sam opadł ze zmęczeniem na materac i przymknąwszy oczy, spróbował domyśleć się gdzie też mógł się o tej porze podziać Sal. Zanim jednak zdołał rozwikłać tę zagadkę – zasnął.
 
W jakiś czas później rozbudził go nieco hałas rozsuwanych kotar, szczoteczki trącej o zęby i kroków. Ledwo przytomny Gilbert uniósł się nieco do góry i rozchyliwszy delikatnie powieki – wbił swoje spojrzenie w plecy Salema, który właśnie miał zamiar zniknąć za kotarą swojego łóżka. Gilbert podniósł się jeszcze wyżej aż w końcu do siadu, z którego to wstał na równe nogi i zrobił kilka znacznych kroków w kierunku łóżka Salema.
Rozchylił zasłony jego łóżka i zaspanym spojrzeniem omiótł jego osobę.
  –Gdzieś ty był? –wybełkotał sennie chłopak i zanim w ogóle przyjaciel zdołał udzielić mu jakiejkolwiek odpowiedzi, Gilbert już wpełzał na materac czarodzieja, by po chwili także wturlać się pod jego kołdrę. –Nieważne. Daj mi spać –mruknął jeszcze i zamknął oczy, uderzając głową o poduszkę przyjaciela po czym błyskawicznie zasnął.
 
***
 
  –Mandrake! –warknął do chłopaka Gilbert i nagle znalazł się tuż przy nim, łapiąc gwałtownie brzeg jego szaty i odciągając go na bok, z dala od jego oddanej świty.
  –Miałeś pilnować swojego pieska Grishama –dodał równie niespokojnie, spoglądając w górę na twarz Seginusa. –Obiecałeś, że przestanie prowokować Sala.
  –Niczego ci nie obiecałem, Zayev. Powiedziałem tylko, że…
  –Tak. Że się postarasz –wszedł mu w słowo niższy chłopak.
Na twarzy Seginusa zagościł lekki, pewny siebie uśmieszek, gdy Gilbert zamilkł na chwilę, wpatrując się w niego tym poddenerwowanym spojrzeniem. Wiedział doskonale jak ważny jest dla niego ten jego kudłaty pupilek Whelan. Pewnie dlatego tak bardzo bawiło go ciągłe nasyłanie Grishama i jego bandy na Salema, a następnie odgrywanie scenki z pustymi obietnicami pełnymi słów „postaram się” i „zobaczę co da się zrobić”.
  –Jeżeli jeszcze raz zastanę go w pobliżu Sala to odeślę ci go w kawałkach, Mandrake –mruknął w końcu, nieco zrezygnowanym głosem.
  –Porozmawiam z nim –odpowiedział, uśmiechając się Seginus.
 
***
 
Znowu był psem. Nadal nie potrafił zrozumieć dlaczego tak trudno jest mu się przyzwyczaić do wyostrzonych psich zmysłów, nadal nie umiał jeszcze myśleć inaczej niż prostymi komendami, gdy był w tym ciele. Dlatego błąkał się po błoniach i po obrzeżach Zakazanego Lasu, obwąchując każde drzewo, zaznaczając teren. Gdyby miał kontrolę nad swoim ciałem – w życiu nie wysikałby się na dworze bez wyraźnego powodu… piętnaście razy.
 
Nagle Gilbert usłyszał coś, poczuł jego zapach, a kiedy zaś zobaczył ciemną sylwetkę tego drugiego psa – zerwał się w jednej chwili do biegu, by pomknąć ku zwierzęciu, rzucić się na nie w akcie przyjacielskiego przywitania, złapać za kark z nadmiaru wesołości toczącej krew w jego psim ciele.
Było mu tak dobrze. Mógł zostać w tym ciele już na zawsze.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Voldemort dnia Sob Sty 21, 2017 3:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Nie Lis 20, 2016 8:38 pm

Z początku fakt, że jego najlepszy przyjaciel spotyka się z Seginusem Mandrakiem przeszkadzał Salemowi jak jeszcze nic w jego krótkim barwnym życiu. Na daną chwilę przestało mu zależeć. Tak mu się przynajmniej wydawało.
Słysząc obrzydliwy głos Grishama, wołający jego nazwisko, przyspieszył kroku i znikł za zakrętem. Doszedł do niego tupot kilku par stóp, a zza rogu wyłoniła się tak samo obrzydliwa sylwetka chłopaka.
 
-Nie mam dzisiaj dla ciebie czasu, przykro mi – mruknął i wykonał obrót, obdarzając ślizgona najbardziej przepraszającym uśmiechem, na jaki umiał się zdobyć. Pora była zdecydowanie zbyt późna, by pałętać się po Hogwarcie, a krukon był zbyt zmęczony ostatnimi eksperymentami, by użerać się z bandą chłopaka jego przyjaciela.
 
Chwycił mocniej buty, które trzymał w ręku i gwałtownie skręcił w nikomu nieznany niewielki korytarz. Chłód kamiennej podłogi przebijał się przez czarne skarpetki i młode stopy zaczynały marznąć. Oczywiście, mógłby rzucić jakieś ogrzewające zaklęcie, ale to pozbawiłoby go całej zabawy.

Dotarłszy do dormitorium, zaraz po odbyciu standardowej wieczornej toalety, skierował się prosto do swojego łóżka, gdzie chwilę potem został zaatakowany przez Gilberta. Odmrożonymi stopami dotknął ciepłych kończyn przyjaciela, z radością obserwując jak się podrywa i uderza w jego ramię. Posławszy Zayevowi kuszące spojrzenie, odwrócił się i okrył kołdrą.
Chwilę później młodzieńcze stopy pokryły się futrem, a puszysty ogon poruszył się pod kołdrą. Czarny tamaskan ziewnął przeciągle.
 

Zdecydowanie lepiej czuł się jako pies. Piątkowy wieczór dawał o sobie znać grupkami starszych uczniów, tłumnie wybierających się do Hogsmeade. Wymijając znajome twarze, przyspieszył. Gill już na niego czekał, a Meara znowu zajmowała mu czas nieistotnymi w tej chwili rzeczami.
Wysoka szczupła sylwetka schyliła się, po czym przeobraziła w czworonożne stworzenie.
Salem wybiegł na górkę i zatrzymał, obserwując wschodzący księżyc. Zadarłszy głowę, rozkoszował się delikatnym wiatrem mierzwiącym jego czarną sierść. W oddali coś zaszeleściło i zwróciło uwagę animaga. Odwrócił głowę, czujnie wąchając wieczorne zapachy, aż wyczuł ten jeden. Ten, który go interesował. Ustawił się w pozycji gotowej do zabawy, gdy w jego stronę zaczął nadciągać inny czworonożny kształt. Złapany za kark przeturlał się i skoczył, oddając zaczepkę. Radośnie szczeknął, obskakując przyjaciela.
Podczas gdy Gilbert odbywał nocne schadzki ze ślizgonem, Salem pracował nad swoją animagiczną formą. Oczywiście, nie denerwował się, gdy Zayev odwoływał sesje na rzecz chłopaka, o którego względy starał się od długiego czasu. Po prostu wolałby, żeby większą część wieczorów spędzał z nim.
Nasze animagiczne zdolności byłyby na tym samym poziomie.

Znudzony tą samą zabawą, zaszczekał i ruszył w kierunku Zakazanego Lasu. Był on niebezpieczny tylko dla ludzi. Inne zwierzęta, zwłaszcza dwa młode i silne wilki, nie miały się czego obawiać, błąkając się samotnie w środku nocy. Chłopcy w psich ciałach dreptały koło siebie, mijając kolejne zjawiskowe rośliny i intrygujące zwierzęta. Słysząc znajomy szum niewielkiego wodospadu, mniej więcej na środku lasu, Salem przeszedł w sprint. Czując sapanie przyjaciela, zaczął biec jeszcze szybciej.

Przed dwoma psami ukazał się zachwycający widok. Wzbierający księżyc odbijał się w spokojnej tafli wody, burzonej jedynie przez opadającą ze skał wodę, która połyskiwała, przepuszczając przez swą przeźroczystość poświatę luny.
Whelan odwrócił głowę na przyjaciela i wyrzucił ze zmęczenia język, a na psiej mordzie dało się zauważyć coś w rodzaju uśmiechu.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Wto Lis 22, 2016 11:09 pm



Zatrzymał się tuż obok Salema, dysząc głośno i wystawiając długi język poza paszczę, łapiąc zachłannie powietrze i rozglądając się dookoła. Zniżył głowę, obwąchał ziemię pod ich łapami po czym  zrobił kilka kroków w kierunku jeziorka. Na chwilę zawahał się przed napiciem się wody jednak jego organizm domagał się gorączkowo ugaszenia pragnienia i dlatego też już po chwili Gil chłeptał wodę zachłannie z malowniczego zbiornika.  
 
Pozbywszy się potrzeby, zwrócił swoje lśniące bladym błękitem ślepia na przyjaciela. Podszedł do niego bliżej, by go obwąchać, trącić nosem ciemne futro. Psiej formie Gilberta wydawało się, że ten konkretny pies pachnie w sposób nieopisanie pociągający. Miękkie i czarne futro zaś wyjątkowo miło łaskotało go w psie nozdrza.
Biały pies trącił towarzysza po raz kolejny nosem w łeb, by okazać mu swoją sympatię. Następnie, by upewnić psiego przyjaciela w tym – liznął dodatkowo jego oko.  Gdy zaś czarny tamaskan się poruszył delikatnie – Gilbert odskoczył od niego zabawnie, a następnie zniżył przed nim łeb, w górze pozostawiając swój zad i merdający ogon.
Biały pies szczeknął jeszcze sympatycznie nim przewrócił się przed Salemem na plecy, nadal szaleńczo merdając ogonem.
Należę do twojego stada. Jestem twój.
 
***
 
Chłopak przekręcił się na drugi bok, gdy poczuł jak do jego oczu próbują dotrzeć kolejne promienie słońca. Nie przetoczył się jednak za daleko, czując pod dłonią ciepłe ciało pokryte gęstą sierścią.
Zdecydował się na powolne rozchylenie powiek. Jego zamglonemu spojrzeniu ukazał się czarny kształt o nieludzkiej formie.
Dłuższą chwilę zajęło Gilbertowi dotarcie do odpowiedniego wyjaśnienia jego sytuacji. Musiał jakimś cudem znaleźć się znowu w łóżku Salema, najpewniej jako swoja psia forma. Salem jednak kontrolował swoją zmiennokształtność dużo lepiej i dopóki nie zechciał się świadomie zmienić z powrotem w człowieka lub w psa – pozostawał w swojej stabilnej formie. Gilbert jeszcze nadal miewał pewne drobne trudności.
 
Nieco bardziej przebudzony nastolatek przysunął się bliżej do psiego kształtu. Pogłaskał zwierzę za uchem, a gdy to jedynie mruknęło coś sennie w odpowiedzi – chłopak przylgnął do psa nieco ściślej, mrucząc z rozkoszą, gdy poczuł na nagim torsie miękkie futro.
Musiał przyznać, że do Salema psia forma pasuje znacznie bardziej niż do niego samego.
  – Zostań już tak na zawsze… – wymruczał psu na ucho Gilbert, uśmiechając się sennie pod nosem na oburzone fuknięcie zwierzęcia.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Sro Lis 23, 2016 1:31 am

Nie przejmując się napierającym na niego nagim ciałem przyjaciela, Salem obrócił psią głowę, wtykając ją pod ramie chłopaka. Wiele razy wiedzieli się nago, zwłaszcza podczas pierwszych prób przemian animagicznych. Nagi tors ocierający się o miękką sierść w miarę oddychania był czymś normalnym. Przyjaciele byli bardzo blisko już od wczesnego dzieciństwa. Czarny pies po chwili spokojnego oddychania pod pachą przyjaciela, przeturlał się na plecy, a łapą uderzył Gilberta, sygnalizując prośbę o pieszczoty. 

Mimo prawie całkowitej kontroli nad psimi odruchami, ten jeden upodobał sobie do tego stopnia, że drapanie po ciele sprawiały mu przyjemność nawet w ludzkim ciele. Nie raz Gil albo Meara drapali go za uchem czytając książkę czy wykonując inną czynność. Stało się to normą przez ostatnie pare miesięcy. 

Tamaskan wyrzucił język, otrzymując upragnione pieszczoty. Usłyszawszy przyciszone rozmowy zza kotary, nastawił ucha. Gdyby się teraz przemienił, w jego łóżku znalazło by się dwóch nagich chłopaków. Musiał więc zaczekać, aż współlokatorzy opuszczą pokój. Musiało być już po śniadaniu, zważywszy na fakt, że dwóch kolegów zazwyczaj przychodziło na posiłek jako jedni z ostatnich. Poruszając na zmianę brwiami, przysłuchiwał się konwersacji o rudej gryfonce z ich rocznika. Najwyraźniej była bardzo seksowna, a przynajmniej tak opisywał ją jeden z kolegów. Salem nie kojarzył wspomnianej dziewczyny, drugi rozmówca zresztą też.  

Gdy koledzy w końcu wyszli, zapewne do Hogsmeade, czarny pies podniósł się, ziewnął i przeciągnął. Zamerdał na przyjaciela, posyłając mu jakby uśmiech i pomiędzy ciężkimi zasłonami zeskoczył na ziemię. 
Kończyny wydłużyły się, a kruczoczarna sierść zanikła. Uszy zniżyły się i zmalały, a ogon skrócił się, aż do całkowitego zaniknięcia. 
Salem stał teraz boso i nago na chłodnej posadzce. Czuł ten sam chłód, co gdy w samych skarpetkach przemierzał korytarze Hogwartu. Ochłodzona temperatura panująca wewnątrz grubych murów wywołała niewielki dreszcz na młodym karku, gdy schylał się po jedne z czystych boxerek. Nie lubił być całkowicie nago w ludzkiej formie. Nie czuł się wtedy bezpieczny. Futro dawało mu pewien komfort, którego nie potrafił osiągnąć bez niego. Chłopak radośnie rozsunął zasłony, by ujrzeć przysypiającego kapitana drużyny krukonów. 

-Oi, jestem głodny - powiedział, rzucając się na materac obok Gila. 

Rzeczywiście, z młodzieńczego żołądka rozległo się ciche burczenie. Mimo że oficjalne śniadanie już się skończyło, chłopcy zawsze mogli udać się prosto do kuchni, by podebrać świeżo przygotowane jedzenie. Takie sytuacje zdarzały się często. 
Wpatrując się pusto w sufit, powoli zamknął nagle ciężki powieki. Słysząc miły głos przyjaciela, zaczął wracać do krainy snów. 
Znów był psem, a obok niego stał Gil. Animagowie siedzieli na górce, obserwując okoliczne pagórki oraz z zainteresowaniem wypatrując ciekawych rzeczy. Jasny pies był teraz przed tym czarnym. Whelan nie kwestionował niczego, gdy Zayev zbliżył się do niego i trącił jego nos swoim. Salem podszedł do przodu i wtulił swój czarny łeb w kark przyjaciela. 
Chłopak agresywnie wyrwał się z sielankowego snu. Otworzywszy powieki, natknął się na twarz przyjaciela, wisząca tuż nad jego własną. 

-Nadal jestem głodny - powtórzył, jak gdyby nigdy nic, uśmiechając się przy okazji. 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Czw Lis 24, 2016 12:09 am


 –Skoro jesteś głodny to wstawaj…– mruknął do ciemnowłosego czarodzieja, wciąż leząc w jego łóżku. Jego słowa jednak nie dotarły do Whelana i ten zamiast się podnieść, ubrać do końca i pójść po coś do jedzenia – ponownie zasnął.

Gilbert przez chwilę obserwował z zainteresowaniem śpiące ponownie oblicze przyjaciela. Następnie położył głowę na poduszce tuż przed twarzą Salema, nadal wbijając w niego zainteresowane spojrzenie.
Whelan nie spał długo. W niespełna piętnaście minut później ponownie się obudził, tym samym przywołując do rzeczywistości Gilberta, który od razu po tym jak Salem się odezwał poderwał się do góry, wyskoczył z łóżka i ruszył ku własnemu kufrowi. Wyjął zeń potrzebne ubrania, porwał koszulę z wieszaka i nago pomaszerował w kierunku toalety, nic nie robiąc sobie z własnego stanu nieubrania.
Ostatni raz jeszcze spojrzał przez ramię w kierunku Salema, posyłając mu uśmiech i po chwili znikając całkowicie w łazience ich dormitorium.

***

 –Myślę, że bardzo ważnym elementem utrzymywania formy animagicznej jest kontrolowanie tego, jak długo to trwa –mówił do Whelana Gilbert, po raz kolejny roztrząsając jakiś problem natury naukowej, na którego odpowiedzi Salema wcale nie chciał słyszeć. Potrzebował po prostu pomyśleć na głos i dostrzec samemu rozwiązanie. –Zupełnie nie potrafię wyodrębnić w pamięci tego momentu kiedy się zmieniłem z powrotem. Musiałem zasnąć.

Trwało sobotnie popołudnie. Większość uczniów Hogwartu przebywało obecnie w Hogsmeade. Salem i Gilbert także się tam właśnie wybierali. Od razu po tym jak skończyli śniadanie – postanowili dołączyć do Meary, Tiberiusa oraz Silvera.

Ubrali się naprędce w ciepłe płaszcze, zarzucając szaliki w kolorach domu niedbale na szyję po czym ruszyli. I byliby właśnie znaleźli się niespełna metry od wyjścia z zamku, gdy nagle zza zakrętu wyszli Grisham i jego odrażająca banda pajaców.
Grisham był z nich wszystkich jednak najobrzydliwszy, niczym król najbardziej pryszczatych i najbardziej śmierdzących potworów tego zamku. I jak przystawało na króla – dumnie unosił w górę pryszczate lico wraz z zadartym nosem.  Starał się wyglądać na tak obrzydzonego, jak się tylko dało.
Niestety wychodziło mu tylko wyglądanie na obrzydliwego.

Gilbert nie zatrzymywał się, z początku nawet nie miał zamiaru zwracać na nich uwagi jednak, gdy do jego uszu dotarły słowa prosiaka – natychmiast zwolnił kroku.
 –Gdzie tak biegniesz, ciotko? ¬–warknął do Gilberta Ślizgon, zagradzając mu drogę. Gdy zaś chłopak to właśnie zrobił, na twarzy Zayeva pojawiło się pożałowanie i nie powstrzymywał się on nawet od przewrócenia oczyma.
 –Żałosny jesteś, Grisham. Zejdź mi z drogi –mruknął ze znudzeniem.
 –Tylko na to cię stać… pedale? –Gilbert nie miał zamiaru nijak komentować tego jednak jego dłoń odruchowo sięgnęła ku różdżce, a gdy zaś następnie niespodziewanie Grisham pchnął go lekko i zmusił do zareagowania… chłopak natychmiast wyciągnął różdżkę i skierował ją niedbale ku Grishamowi, łapiąc jednocześnie chłopaka za paskudnie zielony sweter i przyciągając jego sylwetkę i twarz niemalże na tyle blisko, by mógł powąchać różdżkę Gilberta.
 –Jak mnie nazwałeś, Grisham? –wycedził powoli prosto w jego pryszczaty ryj Zayev.
Grisham nie zająknął się ani słowem, a więc Gilbert uznając swój czas za cenniejszy – puścił chłopaka po kolejnych kilku sekundach i znów ruszył w kierunku wyjścia z zamku.
Nie spodziewał się jednak, że ku plecom jego i Salema pomkną dwa paskudne zaklęcia.

Gilbert natychmiast przechwycił obydwa i wściekle posłał w kierunku grupy ze wzmocnioną ich siłą. Gdy Grisham niezgrabnie się uchronił przed jednym – jego towarzysz dostał drugim. Chłopak poleciał do tyłu po czym upadł na ziemię i począł na niej wić się i krzyczeć z bólu, który sprawiały mu ugryzienia mrówek.
Doprawdy… –pomyślał Krukon i ponownie przewrócił oczyma po czym posłał w kierunku Grishama kolejne zaklęcie. To także Ślizgon odbił, tym razem nieco umiejętniej. Na szczęście już następnego czaru nie zdołał tak szybko przechwycić.

Kolana Grishama ugięły się pod nim , gdy jego bielizna zaczęła się nagle boleśnie na nim kurczyć.
 –Ża-łos-ny  jesteś, Grisham –powtórzył z okrutnym rozbawieniem Gilbert, schował różdżkę i  pociągnął ku wyjściu Salema, zostawiając Grishama samemu sobie.

Gdy wreszcie znaleźli się daleko od bram Hogwartu i ruszyli drogą ku wiosce – Gilbert ponownie się odezwał.
 –Pewnie dowiedział się, że na niego naskarżyłem Mandrake’owi – mruknął Zayev i wyciągnął z kieszeni płaszcza paczkę papierosów, z której wyjął dla siebie jednego i podał paczkę dalej do Salema.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Pią Lis 25, 2016 5:39 pm

Salem odwrócił się i obdarzył obrzydliwego nastolatka jedynie przeciągłym ziewnięciem. Podrapał się po szyi, udostępniając scenę swojemu przyjacielowi, który aż rwał się z miejsca. Znudzonym wzrokiem lustrował pozostałą dwójkę wazeliniarzy Grishama.
Ponownie odwrócił się dopiero na krzyk jednego ze ślizgonów, którego zastał wijącego się wśród niewidzialnych mrówek. Drapiąc się tym razem po szczęce, prezentował w jak zaawansowanym stopniu go to nudzi. Gdy zaś przywódczy ślizgon spojrzał na niego, ten posłał mu najsłodszy uśmiech, jaki potrafił wywołać, nie wzbudzając u siebie wymiotów. To wyraźnie zbiło chłopaka z tropu, bo nie uchronił się przed zaklęciem Gilberta. Na widok efektów czaru, Salem parsknął krótko i odwrócił się, zarzucając swoim niebiesko srebrnym szalikiem.
 
-Przecież jesteś pedałem.
 
Za bramą szkoły odebrał podarek od drugiego krukona i umieścił między wargami, niewerbalnie rozpalając ogień na końcu palca, by następnie zbliżyć go do końcówki papierosa.
 
-Ja myślę, że zwyczajnie jest o ciebie zazdrosny – mruknął, tajemniczo spoglądając w horyzont. – Spójrz na mnie: mądry, piękny, zabawny. Z pewnością chciałby się ze mną spotykać, ale ty stoisz mu na drodze – zakończył zdanie wyższym tonem, udającym irytację.
 
Dotarli do pierwszej zabudowy Hogsmeade i wkroczyli w tłum uczniów. Unikając rozbieganej młodzieży z niższych klas, skierowali się do Trzech Mioteł, gdzie najprawdopodobniej znajdowała się poszukiwana przez nich trójka. Stanęli w progu, rozglądając się po zajętych stołach, a gdy nie wypatrzyli znajomych twarzy, Salem skierował się do baru, wypytując o swoją kuzynkę. Otrzymawszy negatywną odpowiedź, wyszli z budynku.
 
-Coś mi mówi, że mogą być tam – brunet zmarszczył brwi, zatrzymując wzrok na opuszczonym domu na końcu miasteczka.
 
Wolno ruszyli w tamtą stronę, by za chwilę zatrzymać się. W polu widzenia pojawił się Mandrake ze swoimi ślizgonami. Whelan westchnął ze zrezygnowaniem i spojrzał w ziemię, gdy jego przyjaciel udał się na spotkanie ze swoim chłopakiem. Mimo tego, że jego przyjaciel był w nim zakochany, Salem nadal go nie trawił. Na daną chwilę irytowała go obojętność chłopaka w stosunku do Gila. 
Z wewnętrznej kieszeni płaszcza wyjął pojedynczy złamany papieros. 

-Reparo - wyszeptał, po czym włożył go do ust i rozpalił. 

Oparł się o ścianę najbliższego budynku i przymknął oczy. Mógł po prostu pójść dalej, zwłaszcza, że nie wiedział ile Gilowi zajmie spotkanie. Z drugiej strony, nie był pewien, czy Meara i chłopcy są w opuszczonej chacie. Gdyby ich tam nie było, mógłby wrócić i obmyślić nowe miejsce poszukiwania, ale jeśli tam są, to nie ma sensu biegać tam i z powrotem. 
Spojrzał ponownie na przyjaciela i jego chłopaka. Magowie stali z boku, rozmawiając o czymś. Salem znowu poczuł irytację. Wolał, żeby Gilbert wrócił do niego, a nie marnował czas na tego ślizgona. Niezaprzeczalnie krukon nie lubił Seginusa. Był rozdarty pomiędzy pragnieniem szczęścia swojego przyjaciela, a swoim szczęściem. Jego miłość była przecież całkowicie platoniczna, w związku z czym nie rozumiał swojego nieprzyjemnego uczucia, gdy widział ich razem. 
Po dwóch minutach podszedł do pary i oznajmił Gilbertowi, że idzie szukać swojej kuzynki, a jeśli nie wróci, to jest w opuszczonej chacie. 

Nie czekając na odpowiedz, stanowczym krokiem skierował się do celu. Szedł wystarczająco szybko, że kilka minut poźniej stał już przed drzwiami. Spojrzał w górę, nasłuchując jakichkolwiek odgłosów. Pokręcił klamką, rzucił alohomorę i delikatnie postawił stopę na skrzypiącej podłodze. 

-Meara? - krzyknął w pustkę. 

Odpowiedziało mu echo i nerwowe krzątanie w pokoju na końcu korytarza, a młode ciało zadrżało w równie nerwowym niepokoju. 

-Gil, idioto, chodź tutaj szybko - szepnął do siebie, sięgając po różdżkę. - Silver? Tiberius? 

Gdy i na to nie dostał odpowiedzi innej, niż ciężki oddech niedaleko, drżącą ręką skierował różdżkę przed siebie w ciemność. Niepokój nasilił się. Nikogo nie powinno tutaj być, drzwi były zamknięte. Równie dobrze to mogła być trójka krukonów, próbująca zrobić Salemowi żart. W końcu tylko Meara i Gilbert wiedzieli, jak bardzo Whelan boi się takich miejsc, ale jednocześnie jak bardzo ciągnie go do środka. 
Równie wolno, co i cicho wszedł do pokoju. Obejrzał się, celując różdżką w każdy zakątek, a ręka jego drżała niesamowicie. Próbował niewerbalnie zapalić światełko na końcu różdżki, ale stres blokował jego potencjał. 

-Lumos - wyszeptał ledwo słyszalnie, a niebieska poświata w końcu ogarnęła zagracony pokój. Znów usłyszał ciężki oddech, tym razem wyraźniej i bliżej. Cały zadrżał mocniej, gdy zimny dreszcz przebiegł po jego karku. Dźwięk dochodził zza drzwi. Ciekawość kierowała go do źrodła, ale reszta chciała uciec z budynku. Serce waliło mu tak głośno, że był pewien, iż rozchodził się echem. 

-Gibert, pośpiesz się.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Pią Lis 25, 2016 10:17 pm

Zanim się spostrzegł, już ruszał w kierunku Seginusa, zostawiając w tyle Salema, który z pewnością nie miał najmniejszej ochoty witać się z chłopakiem swojego przyjaciela. Dlatego też Gilbert nie ciągnął za sobą Salema wbrew jego woli.
 – Cześć – mruknął do Seginusa i posłał mu delikatny uśmiech po czym niespodziewanie, brunet nachylił się i pocałował go krótko w usta na przywitanie, a gdy się odsunął odpowiedział tym samym, sympatycznym uśmiechem.
Musiał być w dobrym humorze. Mandrake nigdy nie całował go przy ludziach, nigdy nawet nie stawał obok niego, gdy wokół znajdowali się jego cenni wyborcy. Tym razem jednak zrobił to przy czterech innych Ślizgonach, którzy nawet nie mieli na tyle odwagi by choć wyrazić jakkolwiek obrzydzenie, które z pewnością aż w nich kipiało.
Zbyt oszołomiony Gilbert nawet nie zauważył jak Seginus spogląda w przestrzeń ponad jego ramieniem, by dostrzec minę Salema.

 – Cześć – odpowiedział w końcu Seginus, nadal zaciskając swoją dłoń na pole płaszcza niższego chłopaka. – Gdzieś się wybierasz razem z Salemem?
 – Tak, szukamy Tiberiusa – odpowiedział błyskawicznie Gilbert, wymieniając  imię jednego z trzech przyjaciół. Tiberius bowiem także był uczniem Slytherinu i tylko właśnie jego z imienia kojarzył Seginus.
I już się miał Gilbert pożegnać krótkim pa po czym odejść, gdy  Mandrake jednak zdecydował za niego, że jeszcze się nigdzie nie rusza. Przyciągnął go za płaszcz bliżej siebie, sięgnął dłonią do jego luźnych kosmyków przydługiej grzywki, odgarnął je z oczu Gilberta i ponownie się odezwał.
 – Jak wrócisz, to do mnie zajrzyj – mruknął, wymownie spoglądając na usta niższego towarzysza.
Od tonu tego głosu nie jednemu i nie jednej odebrałoby mowę i nie inaczej było w przypadku Gilberta, który przez chwilę jedynie wpatrywał się zamglonym wzrokiem w chłopaka po czym jedynie gorączkowo skinął głową i spróbował opanować własną niepewną postawę. Kręciło mu się w głowie od nagromadzenia tych emocji.
A Seginus wyglądał na jak najbardziej usatysfakcjonowanego.


Gdy Zayev wreszcie odlepił się od Mandrake’a, Salema już dawno nie było tam, gdzie wcześniej zostawił go Gilbert. Szesnastolatek uznał zatem, że chłopak musiał zatem już dawno ruszyć w kierunku, który sobie obrali.
Tak znalazł się pod drzwiami opuszczonej chaty, do której wszedł powoli, cicho, szukając gdzieś światła różdżki Salema. W takich miejscach jak to, nawet w środku dnia panował przytłaczający mrok.
 – Psst…Sal – zawołał przyjaciela jednak nie dostał żadnej odpowiedzi z wnętrza chaty.  
Wszedł na piętro i tam rozpoczął swoje poszukiwania, zdając się na swój doskonały wzrok w ciemności i nie decydując się w pierwszym odruchu na Lumos.
Wówczas wpadł na niego niespodziewanie Salem, którego reakcja w związku z tym nieoczekiwanym spotkaniem… mogła być tylko jedna.

Głośny pisk rozległ się w całej chacie, różdżka chłopaka wypadła mu z dłoni, a sylwetka poczęła się odruchowo cofać, by po chwili – nie bacząc na ostrzeżenia Gilberta – wpaść stopą w dziurę w podłodze.
Salem poleciał do tyłu, a Gilbert pognał mu na pomoc.
 – To ja, ty idioto – warknął z nutą rozbawienia, klękając przy Salemie i próbując pomóc mu wstać. – Tym razem pobiłeś swój rekord. Mam wrażenie, że ogłuchłem na jedno ucho – poinformował chłopaka, ukazując mu swoje zirytowane oblicze w świetle różdżki.  

Salemowi udało się wstać i odnaleźć swoją różdżkę. Dopiero wtedy Gilbert usłyszał serię dziwnych dźwięków dochodzących zza drzwi, które tak badał uważnie Salem nim na niego wpadł.  Sądził wcześniej, że się przesłyszał, bo gdy był na dole, te nie brzmiały aż tak wyraźnie jak teraz.
Zayev natychmiast dopadł drzwi i celując różdżką przed siebie, otworzył je po czym wparował do wnętrza.

To, co zastał w środku przeszło jego najśmielsze oczekiwania.
 – Salem – zawołał chłopaka i postąpił krok do przodu po czym ukląkł i wyciągnął dłoń w kierunku ciemnego kąta, w którym to skryło się… szczenię.
Gilbert uśmiechnął się do zwierzęcia jednak to nadal pozostawało nieufne w stosunku do niego i powarkiwało cicho, gdy tylko chłopak nieco się poruszył.
 – Powinniśmy się zmienić – stwierdził Gilbert. – Skąd on się tu wziął? Nie możemy go tu zostawić, Salem. – Brzmiało to raczej jak prośba lub delikatna perswazja aniżeli faktyczny stan rzeczy. Nie wiedzieli skąd wzięło się tu szczenię, najpewniej wilcze, ani gdzie obecnie podziewa się matka góra miesięcznego szczeniaka.
Gilbert miał jednak nieodparte wrażenie wiszącego nad nimi widma odpowiedzialności za nowe znalezisko. Musieli stąd wynieść szczenię, a jeżeli nie znajdą jego matki – Gilbert także nie zdoła porzucić dziecka samego w lesie.

Już w następnej chwili Gilbert przybrał swoją animagiczną formę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Sob Lis 26, 2016 2:43 am

Niespodziewany Lumos zatrzymał wcześniej zawrotnie bijące serce. Różdżka, w akompaniamencie krzyku, opadła na deski i poturlała się pod gazety. Salem nie zanotował w jaki właściwie sposób znalazł się na podłodze, ale czuł ból z tyłu stopy. Schował głowę w ramionach, czując upokorzenie po niespodziewanym - nawet przez niego samego - pisku. Jego przyjaciel pojawił się przed nim i pomógł wstać. Ciężko oddychając, uklęknął znowu, by znaleźć różdżkę.
Chłopcy usłyszawszy odgłos, równocześnie spojrzeli w kierunku jego źródła. Whelan, wciąż na kolanach, skierował w tamtą stronę różdżkę, podczas gdy drugi krukon podszedł do drzwi. Chłopak o kręconych włosach podniósł się zawołany. Wykonał to jednak zbyt gwałtownie i ledwo złapał równowagę idąc w stronę przyjaciela. Zatrzymał się w pewnej odległości, widząc co kryje się w ciemności.
Nie czekając, aż Zayev dokończy wypowiedź, przemienił się w psa i powoli ruszył w stronę wilczego dziecięcia. Za nim słychać było pomruk drugiego chłopaka, gdy również przeobraził się w swą animagiczną formę. Po chwili dwa duże psy zbliżały się do trzęsącego się malca. Salem obejrzał się na towarzysza, po czym obwąchał szczeniaka.
 
 
-Musimy go zabrać do zamku – powiedział Whelan, spoglądając przez ramię na niewielkiego wilka. – Nie przypominam sobie żadnych takich zakazów. Pewnie jakieś są, ale co za różnica.
 
Dokończył szybciej i ciszej, wracając z powrotem do twarzy niższego krukona. Zmartwienie ustąpiło promiennemu uśmiechowi, gdy Gil zgodził się z nim. Chłopak czuł nadzwyczajną więź po zaledwie godzinie zabawy z malcem. Początkowo przez myśl przeszło mu codzienne odwiedzanie malucha, lecz szybko zbył ten pomysł, nie będąc w stanie wyobrazić sobie tego szczeniaka samego w równie zimnej, co ciemnej chacie.
 
-Możemy mu też nadać imię – mruknął, nim ponownie przybrał psią formę. Z językiem wywieszonym przez zęby, radośnie podbiegając do dzieciaka.

 
Z pewnej odległości obserwował, jak jego przyjaciel bawi się ze szczeniakiem. Już na pierwszy rzut oka można było dostrzec w tych czynnościach matczyną cierpliwość i subtelność. Chłopak zdecydowanie poczuł instynkt macierzyński. Salem jednak przeczuwał, że nie tyle zajęcie się nim, a samo przetransportowanie pieska do dormitorium będzie problemem. 

Whelan przeszedł się po pokojach, w poszukiwaniu odsłoniętego okna, by wyjrzeć na zewnątrz. Byli umówieni z Mearą i resztą, a nadal nie wiedzieli, gdzie mogą się znajdować. Równie dobrze trójka mogła ich szukać, a niewykluczone, że dotrą do opuszczonej chaty. Tylko piegowata kuzynka Salema wiedziała o zdolnościach chłopców. 
Z oddali zobaczył pojedyncze grupki młodzieży wracającej do zamku. Musiała się zbliżać
pora obiadu, a Whelan na myśl o jedzeniu poczuł subtelny ucisk w żołądku. 
Szczeniak z pewnością był bardziej głodny, co ustanowiło jego wyżywienie jako priorytet. Najważniejsze jednak było pytanie, co stało się z jego matką?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Voldemort

avatar

Liczba postów : 477
Join date : 06/07/2015
Age : 91
Skąd : Alaska

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Nie Gru 11, 2016 3:01 am

 – Zamknij drzwi, kretynie! – warknął do Salema i wyjął zza pazuchy przestraszone szczenię. Wilczek po drodze do zamku obsikał go kilka razy i próbował go pogryźć. Gilbert dzielnie to znosił, doniósł psa i spełnił obowiązek opiekuna. Postawił zwierzę na łóżku Salema i ruszył biegiem do łazienki, by jak najszybciej się przebrać. Po drodze udało mu się nawet wymyślić kilka nowych przekleństw, które to przychodzą do głowy jedynie w takich momentach jak ten – gdy ciepłe strumienie psiego moczu wlewają się za brzeg spodni.

Gilbert wziął szybki prysznic, nie używając mydła, ażeby nie odrzucić swoim zapachem zbytnio pieska. Luźny sweter z dużym dekoltem wisiał na Gilbercie w ten najbardziej pociągający sposób, gdy wydostał się z łazienki i ruszył w kierunku łózka, na którym spoczywał Gilbert wraz z wystraszonym szczeniakiem, który zbyt bał się, by podejść do Whelana i obecnie skulony tkwił na drugim końcu łóżka.
Jednak, kiedy tylko Gilbert zbliżył się do łóżka wilk skierował swoją uwagę na znajomą aurę.
Zayev zdecydował się wziąć zwierzaka na ręce, a ten nie oponował. Nastolatek wtulił czule w siebie zwierzę.
 – Co zabrałeś dla niego z kuchni? – spytał przyciszonym głosem Gilbert, uspokajająco głaszcząc szczeniaka.

***

Gdy nakarmili swojego nowego podopiecznego – ten wreszcie spokojnie i w cieple pościeli Gilberta poszedł spać. Gilbert już zupełnie zdążył zapomnieć o Mearze, Tiberiusie i Silverze, z którymi mieli się spotkać, a także o tym, że miał się zjawić u Seginusa po tym, jak wróci. Obecnie jego całą uwagę pochłaniał zwierzak, któremu chciał dostarczyć jak najwięcej dobrej woli, ażeby ten mu zaufał i czuł się bezpiecznie w towarzystwie jego i Salema, który zresztą był drugą rzeczą, która zawracała Gilbertowi głowę równie mocno, co szczeniak.

Jego głowa opadła na ramię Whelana, gdy już ten usadowił się obok Gilberta na ziemi, opierając się plecami o brzeg łóżka i wpatrując się wprost w rozległe okno ich wspólnego dormitorium.
 – Myślisz, że możemy go jakoś nazwać? – spytał przyjaciela i uniósł na jego twarz zainteresowane spojrzenie.  – Chyba możemy skoro jesteśmy nowymi rodzicami – dodał Zayev i uśmiechnął się lekko do Salema.
Wiele rzeczy w zachowaniu przyjaciela ostatnio go zastanawiało. Nie wiedział czy obecna chwila była odpowiednia ku temu, by zadać tych kilka pytań, które ciążyły Gilbertowi od pewnego czasu.
 – Mogę cię o coś spytać? – mruknął niepewnie Gilbert i swoją głowę oparł bokiem na brzegu materaca. Swój wzrok skierował zaś bezpośrednio na twarz Salema.
 – Przeszkadza ci to, że jestem z Mandrakiem? – spytał w końcu, spoglądając tym razem spod długich rzęs. Wiedział doskonale, że Salem od początku nie popierał jego związku z Seginusem. Miał podobne zdanie o Ślizgonie, co cała reszta szkoły – chłopak był podły i wykorzystywał każdego. Gilbert mimo, że jednak wiedział o tym – nadal nie potrafił nie czuć wobec Seginusa tego cholernego pociągu. Miał także nadzieję na to, że Mandrake wcale nie jest taki, jak wszyscy go postrzegają. Czasami faktycznie wykazywał sie zdecydowaną czułością względem Gilberta, bywał uprzejmy i bywał wyrozumiały. To wszystko sprawiało, że Zayev chciał wierzyć w lepszą stronę swojego chłopaka.

 – Nigdy nie rozmawialiśmy o tym, kto ci się podoba, wiesz? – zauważył z pewnym smutnym rozbawieniem Gilbert. – Nie mam nawet pojęcia, do której bramki grasz – dodał, uśmiechając się szerzej. Whelan nie wydawał się być nigdy specjalnie zainteresowany dziewczynami ani też chłopakami. Zayev nie zauważył niczego, co wskazywałoby na to, jakiej orientacji jest jego najlepszy przyjaciel.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Askella

avatar

Liczba postów : 103
Join date : 24/05/2016

PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   Czw Sty 19, 2017 12:56 am

Wyczerpany wizją opieki nad ukrywanym nowo adoptowanym dzieckiem, Salem leżał na wznak tuż obok niego. Miarowy oddech szczeniaka uspokoił go i oddalił w niepamięć wszelkie wątpliwości i obawy co do przyszłości malucha. Dopiero po kilkunastu minutach spędzonych na myśleniu o niczym, Whelan przypomniał sobie o plamie pozostawionej na jego koszulce przez szczenię. Swego czasu zdążył już nawet rozplanować, co na siebie założy, lecz zapach dzieciaka komponujący się z jego sennym świstem puścił to w niepamięć, zupełnie jak troski i zmartwienia. Teraz jednak, gdy przed oczami majaczyła mu plama na jego jasnej bluzce, nie potrafił się skupić na niczym innym.
Ledwo powstrzymał się od gwałtownego poderwania i nadzwyczaj powolnie podniósł się, najpierw do siadu, potem – do pionu. Dobrze wiedział, gdzie i czego szuka, więc jedynie otworzył swój kufer i pochwycił szarą koszulkę z nadrukiem. Swego czasu ukradł ją z kufra starszego brata. Począł więc zdejmować z siebie wszelkie bluzy i t-shirt, po czym skotłowane cisnął do uchylonej skrzyni. Niespecjalnie przejmował się badającym go wzrokiem przyjaciela. Nie raz bowiem widzieli się nago. I to nieco więcej, niż tylko torsy. Niespiesznie naciągnął na siebie ubranie, a w końcu ciężko opadł obok Gilberta, goszcząc jego głowę na swym ramieniu.

-To musi być zajebiste imię – wzrok, utkwiony w krajobrazie za oknem, przeniósł się na chłopaka obok.
Salem zatrzymał się na błękitnych oczach krukona, by po chwili stracić wątek. Uśmiech rozświetlający jego młodą twarz zaczął gasnąć, gdy zaczął przybierać mimikę intensywnego myśliciela. Ostatecznie zmarszczył brwi i przygryzając wargę, powrócił do obserwacji pojedynczego ptaka, prawiącego salta na zewnątrz.

Na pytanie Zayeva, jego znów gładkie zamyślone lico raz jeszcze przybrało wyraz zdradzający wewnętrzną gonitwę myśli.
Tak, przeszkadza. Jest dupkiem i nasyła na mnie tego ohydnego Grishama.
-Hm… chyba nie – wzruszył ramionami, mamrocząc ledwo wyraźnie w stronę okna. – Można powiedzieć, że się przyzwyczaiłem. Tak jakby...

Chłopak po krótkiej, acz zaciętej kłótni samego ze sobą, wybrał mniejsze zło – skłamanie. Nie chciał bowiem ranić najlepszego przyjaciela, wyznając mu, że nie toleruje jego związku z najbardziej zniesławionym ślizgonem w Hogwarcie. Zresztą, Gilbert powinien się tego i tak domyślać. Dobrze znał stosunki pomiędzy nimi. Gdy Zayev wyznał mu, z kim się spotyka, Salem jasno wyraził swoje zdanie, a ono nie zmienia się zbyt często. Tak więc, przez ten czas oschłość w kierunku ukochanego jego przyjaciela zdecydowanie nie zmalała, a Meara śmiała była twierdzić, że nawet wzrosła.

-Nie jestem pewien, czy w ogóle gram – mruknął w odpowiedzi na kolejne pytania. – Nikt mi się nigdy nie podobał do tego stopnia.

Zapadła chwila ciszy. Niezręcznej na tyle, by zmusić krukona o kręconych włosach do spojrzenia na towarzysza. Pożałował jednak, gdy uderzyło go spojrzenie sugerujące zatajanie prawdy.

-Naprawdę! – odepchnął się od materaca i usiadł po turecku, twarzą w stronę drugiego krukona. – Mówię prawdę!
Teoretycznie…
Ledwo uchronił się przed ciosem nadlatującym ze strony Gilberta, gdy zdał sobie sprawę ze swojego błędu. Nie powinien podnosić głosu. Nie aż tak. Zatroskanym spojrzeniem ogarnął szczeniaka. Ten na szczęście nadal spał, zupełnie nie przejmując się niczym dookoła. Prawdopodobnie pierwszy raz miał tak wygodne miejsce do spania, więc z pewnością nie baczył na hałasy.
Salem oparł się z powrotem o materac łóżka i zacisnął usta dłonią. Naburmuszony odgarnął włosy z czoła.
-Nie patrz tak na mnie, przecież śpi – wydukał przez rękę, na dolnej granicy zrozumialności wypowiedzi.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wolves of Winter.   

Powrót do góry Go down
 
Wolves of Winter.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: