IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 4042 |2 os. | bn | yaoi|

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Sro Paź 26, 2016 9:34 pm

☾ AND THEN COMES THE DARKNESS ☽

           


ROK 4042

Świat, który znamy, już od dawna nie istnieje. Ludzka skóra przestała być odporna na promienie słoneczne, co spowodowało, że cała ludzkość przeniosła się do podziemnych metropolii, których sklepienia zdobi sztuczne niebo, rozświetlane ledowymi gwiazdami.

@Ivan || Hunter
@Havoc || Posiadacz genu
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Pon Paź 31, 2016 1:30 am



 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  g o d n o ś ć  ☩  SIERAFIN PROHOV
z n a n y   j a k o ☩  IRA
o f i c j a l n i e ☩  HUNTER
w i e k ☩  54
p o c h o d z e n i e ☩  UKRAINA // STOLICA
z a m i e s z k a ł y  ☩  ODESSA

 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
Dwudziestoczteroletni Sierafin to młodzieniec o smukłej, dość wątłej sylwetce, przybierającej prostą, pełną gracji postawę. Czysta, niemalże alabastrowa cera wyróżnia się na tle tłumu, szczycąc się wyjątkową nieskazitelnością, bowiem nie posiada choćby jednej blizny, czy znamienia. Kurtyna ciemnych rzęs tworzy ładny kontrast z jasną skórą, skrywając pod sobą głębokie, ciemnozielone tęczówki o stonowanym odcieniu i głębokim spojrzeniu. Poważny wzrok zdaje się odstraszać, mając w sobie coś nieprzyjemnie przeszywającego i odrzucającego. Ładnie wykrojone, różowe usta wykrzywiają się zazwyczaj w stonowanym, ironicznym uśmiechu. Pełnię młodzieńczej gracji podkreślają wzorowo ułożone włosy w kolorze kasztanowym, jedynie nieśmiało sięgając swymi końcówkami smukłej szyi. Ubiór mężczyzny jest schludny, formalny, bogaty, lecz bez przepychu. Bije od niego elegancja i prestiż, ma w sobie coś, co przyciąga ale i niepokoi. Z wysokości około 180 cm spoglądają oczy w wyrazie pełnym dwuznaczności, pewnej pogardy dla świata i przepełnione szyderstwem. Odrzuca, jednocześnie drażniąc w sposób wielce przyjemny wyrafinowane zmysły estetyczne obserwatora.
Pierwszym co rzuca się w oczy już z daleka jest wzrost. Atletyczna sylwetka o ładnie zarysowanych, lecz nieprzesadnie rozbudowanych mięśniach, rozciąga się na ponad dwa metry. Niewiele można powiedzieć o jej posiadaczu, bowiem z reguły skrywa się on za czarnym kombinezonem, zwanym uniformem. Znaczną część czasu jego głowę przystraja maska, będąca częścią uniformu, innym razem zaś przykrywa jedynie dolną połowę przystojnej twarzy. Gdy tak się dzieje, podchodząc bliżej, dojrzeć można, że Ira jest posiadaczem cery niestandardowo ciemnej jak na te czasy. Znad maski wyglądają oczy przyozdobione śladami wyglądającymi jak blizny. Szramy są czarne i przecinają obydwoje ciemnozielonych oczu. Czujny obserwator może odkryć, że spokojna barwa jest jedynie efektem soczewek przykrywających całość łowczych oczu.
Gdy duża dłoń skryta pod czarną rękawicą, użyje wyjątkowo długich, smukłych palców, by nacisnąć przycisk skryty w zagłębieniu szyi, maska rozstępuje się, ujawniając ostre rysy twarzy i kilka jasnych, małych blizn. Usta o barwie dziwnie ciemniej, można by rzec nawet czarnej, wykrzywiają się w charakterystycznym uśmiechu, jednak się nie otwierają. Tak jak rzadko kiedykolwiek ktokolwiek widział Irę bez dolnej choćby maski, tak nikt podobno nigdy nie był świadkiem, by odezwał się nie skrywając ust za materiałem.
Włosy jego są kruczoczarne, a sięgając za ramiona, zlewają się z czernią kombinezonu. Pozostają w pełnym drapieżności nieładzie, dodając mu tylko tej odrzucającej aury. Pełne dystansu i dominacji spojrzenie sprawia, że atmosfera wokół wydaje się cięższa, dusząca. Ira odpycha, wzbudza respekt i strach, nic przy tym w gruncie rzeczy nie robiąc.
 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
>> Pochodzi z powszechnie znanej, poważanej rodziny naukowców, wychowywał się w bogatej posiadłości w Kijowie, potem w Odessie.
>> Przez długi czas głową państwa był jego dziadek.
>> Jako członek elity otrzymywał prywatną edukację, a sposób w jaki chłonął wiedzę sprawił, że zaczęto określać go mianem geniusza.
>> Ludzie uważali go raczej za dziwaka. Ma osobliwy sposób bycia, bawią go rzeczy, które nie powinny i mówi takie, które potrafią przyprawić o ciarki. Po cichu określano go mianem socjopaty.
>> Fascynują go zwierzęta wszelkiego rodzaju, dlatego jego dom zawsze był nimi przepełniony. Nieopodal niego zaś posiadał przytułek dla bardziej egzotycznych gatunków.
>> Jego rodzina wynalazła coś, co ludzie nazywają sztucznym słońcem, które nie jest szkodliwe dla ludzi, a ma niemal wszystkie jego właściwości. Jest to jednak na tyle kosztowny luksus, że pozwolić sobie na niego może zaledwie mały odsetek społeczeństwa.
>> W wieku dwudziestu czterech lat trwał w sześcioletnim związku z córką dobrego przyjaciela ojca.
>> Zawsze miał tylko jednego przyjaciela, prowadził raczej samotny byt.

Informacje będą uzupełniane wraz z postępem opowiadania.
Spoiler:
 


Ostatnio zmieniony przez Ivan dnia Sro Mar 22, 2017 10:07 pm, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Sro Lis 02, 2016 6:55 pm



- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

                                  DEYAN GABRIJEL « «  imiona
                                  OKSETIJ « « nazwisko
                                  DANTE « « znany jako
                                  52 « « wiek
                                  2 października « « data urodzenia
                                  TELEKINEZA « « zdolność genu
                                  ODESSA « « pochodzenie
                                  JEDNOSTKA 21X « « przynależność
                                  HOMOSEKSUALNY « « orientacja

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


W wieku dwudziestu lat Deyan nie grzeszył wzrostem, czy też tęgą budową ciała. Sięgający ledwie metr sześćdziesięciu, o smukłej budowie młodzieniec, wyglądem przypominał prędzej porcelanową laleczkę, niż prawdziwego mężczyznę. Krótkie, kasztanowe włosy, zawsze nienagannie ułożone przez rodzinnego fryzjera, nigdy nie przysłaniały jego złotych tęczówek, bacznie, acz z obojętnością, obserwujących otoczenie. Jego niemal alabastrowa cera, nieprzyozdobiona żadnymi bliznami, czy tez niedoskonałościami, idealnie wpasowywała się w kanony panującego piękna, lecz goszczący na jego ustach nienaganny uśmiech, nie nosił w sobie krzty szczerości. Jego ubiór zawsze był stylowy, pasujący do okazji na jaką się udawał, dobierany przez wynajętego stylistę. Od razu poznać można było, że Deyan wywodzi się z bogatej rodziny, traktującej go jak oczko w głowie, spełniającej jego wszystkie zachcianki.
Nienawidził tego.


Długie, niemal czarne włosy, sięgające łopatek, zazwyczaj opadają swobodnie na jego smukłą twarz przyozdobioną dwoma kolczykami, znajdującymi się w jego dolnej wardze. Jego cera, wciąż niemal bez skazy, zmieniła swój odcień na oliwkowy, nienaturalny jak na czasy, w który ludzie żyją bez słońca. Ciemne oprawy oczu, skrywają w sobie wciąż złote tęczówki, które choć na pozór wydają się obojętne, to wciąż łakną poznania świata i wprowadzenia chaosu do codzienności szarych ludzi, których monotonność go odpycha. Czarny strój, którego góra zakończona jest obszernym kapturem jest dla niego niczym druga skóra, pod którą może skryć cechy, które ujawniają się przy uruchomieniu jego genu. Wątła niegdyś sylwetka, choć wciąż nie kulturystyczne umięśniona, posiada obecnie zarysy pracy nad swoim ciałem, które wzrostem sięga ponad metr osiemdziesiąt.
Podczas użycia telekinezy, smukłe palce chłopaka, nieznacznie się wydłużają, białka otaczające złote tęczówki, zakrywają się czarną mgłą, natomiast jego włosy wraz z cerą, zaczynają stawać się coraz jaśniejsze, niemalże białe. Cechą, która jednak najbardziej przykuwałaby uwagę gapiów, staje się para ostrych rogów, wyrastających z jego głowy.

WYGLĄD BEZ ZNAMION NOSICIELSTWA:
 

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


| Został adoptowany przez zamożną rodzinę, niemogącą doczekać się własnego potomka, który odziedziczyłby po nich fortunę oraz liczne centra naukowe |

| Nudziło go życie w luksusach, kiedy tylko mógł, wymykał się i znajdował rozrywki w najbiedniejszych dzielnicach Kijowa |

| Podobnie do swojego najlepszego przyjaciela, posiadał on bardzo specyficzne poczucie humoru, które pokazywał tylko w jego towarzystwie |

| Nigdy nie interesowały go stałe związki, choć wiele razy swatany przez swoją rodzinę, ani razu nie był blisko z żadną kobietą |

| Kiedy tylko uaktywnił się jego gen, przybyła po niego jednostka ruchu oporu. Kilka dni później zniknął bez pożegnania, nie zostawiając za sobą żadnych śladów |




Informacje będą uzupełniane wraz z postępem opowiadania:
 


Ostatnio zmieniony przez Havoc dnia Czw Lis 17, 2016 12:13 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Sro Lis 02, 2016 10:44 pm


              Złote tęczówki spojrzały niechętnie w stronę mężczyzny, podpierającego się o ścinę na zewnątrz baru. Biała stróżka dymu wydobyła się z jego ust, lecąc prosto w stronę Deya, który tylko wykrzywił usta w grymasie niezadowolenia.
- Wybacz, bez paszportu cię nie przepuszczą – wychrypiał, wyraźnie starszy mężczyzna, palący papierosa – Wiesz, że nie możemy dłużej czekać, zablokowali wszystkie wyjścia – dodał tak, jakby Oksetij nie wiedział jak wygląda jego obecna sytuacja.
- Pierdol się, Seth – wysyczał w jego stronę, wiedząc, że wyzwiska nic tutaj nie pomogą. Utknął w tym mieście, a cała jednostka nie mogła czekać, aż dostanie lewe papiery.
- Nie ja mam się pierdolić, tylko hunterzy – odpowiedział, gasząc fajkę w palcach i odpychając się od ściany, zrobił krok w jego stronę – Nie martw się, będziemy czekać na ciebie w Odessie – dodał jeszcze tonem nad wyraz opanowanym, wymijając go powolnym krokiem. Dey nie miał ochoty patrzeć w jego stronę, jego natura nie pozwalał mu na wybuch emocji, czy chociażby na ich nadmierne okazywanie. Sytuacja jak ta wydarzyła się już wielokrotnie, lecz pierwszy raz to on musiał zostać sam i ominąć kolejne zadanie, jakie mieli do wykonania. Samotność nigdy nie była dla niego problemem, jednak świadomość, że będzie tkwił tutaj bezczynnie, bez możliwości wyjścia na powierzchnie, sprawiała, że już czuł się coraz słabszy. Zacisnął pięść schowaną w kieszeni i poczuł jak krew zaczyna palić jego żyły. Nie myślał. Osłabiony dwu miesięcznym brakiem dostępu do promieni słonecznych, zapadał się sam w sobie, jego moc słabła, a on nienawidził być bezsilnym.

              Głośny wrzask wybudził go ze snu, którego tej nocy i tak nie zażył za wiele. Miejsce, w którym zatrzymywał się, przypominało najgorszą melinę, w każdym możliwym calu. Już dawno odzwyczaił się od luksusów jakie fundowała mu wspaniałomyślna rodzina, lecz krzyki i inne niechciane odgłosy, wcale nie były tym czego pragnął. Wstał z materaca i mozolnie ruszył w stronę kurtki, z której wyciągnął plastikową torebeczkę. Zaklął cicho pod nosem widząc, że został w niej już tylko jeden listek FSS, który po zażyciu miał mu dać namiastkę energii, dostarczanej dzięki promieniom słonecznym. Zostały mu jeszcze dwa tygodnie, lecz na takiej dawce długo nie da rady. Wiedział, że gdyby teraz byle hunter go zaatakował, pewnie ledwo by sobie z nim poradził.
              Słysząc kłótnie, docierającą do niego zza ściany, której wcale nie miał ochoty słuchać, wyszedł na balkon, chcąc odetchnąć chwile świeżym powietrzem, o ile to coś tutaj na dole, można było nazwać świeżym. Usiadł na składanym krześle, przyglądając się od niechcenia przechodniom i straganom, znajdującym się tuż naprzeciw jego pokoju. Noc wydawała się być nadzwyczaj spokojna, a zgiełk tłumów wcale nie taki głośny jak zazwyczaj, co sprawiło, że Dey gdy tylko między namiotami zaczął się robić zbyt liczny tłum, skupił na nim swoją uwagę. Krzyki i wyzwiska zaczęły sypać się jeden za drugim i gdyby nie fakt, że Oksetij był naprawdę znudzony, pewnie by nie wstał i nie zaczął się ubierać, aby zejść na dół i sprawdzić co się tam dzieje. Zazwyczaj nie interesowały go takie potyczki, jednak jego ostatnie dni, przepełnione były monotonią do tego stopnia, że nawet byle pierdoła potrafiła przykuć jego uwagę.
              Schodząc po schodach, do jego uszu dotarło coś jednak innego, głośny trzask, zbyt bardzo przypominający mu wybuch. Przyśpieszył swój krok, co sprawiło, że niemal zbiegł, a gdy tylko znalazł się na zewnątrz, jego oczom ukazał się tłum uciekających na wszystkie strony ludzi. Dookoła wszędzie unosił się pył, wyglądało to niemal tak, jakby niespodziewanie z sztucznego nieba, zaczął padać szary śnieg, znany teraz jedynie z podań. Dey, jednak nie stał w miejscu, zaczął przeciskać się przez obijający się o niego tłum, na który nie zwracał uwagi, będąc zbyt zaaferowanym zaistniałą sytuacją. A kiedy tylko dotarł do epicentrum zainteresowania, zrozumiał co wywołało taką reakcję i przestrach w oczach mieszkańców.
- Idioci – podsumował, spoglądając na sylwetki dwójki nieznanych mu posiadaczy genu, którzy stali naprzeciw siebie, gotowi by skoczyć sobie do gardeł.


Ostatnio zmieniony przez Havoc dnia Czw Lis 17, 2016 12:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Czw Lis 03, 2016 1:20 am


 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
Mieli za sobą pracowity dzień. Wbrew pozorom, takie dni nie składały się na codzienność. Oddział zerowy nie był stworzony po to, by latać w kółko za spuszczonymi ze smyczy mutantami, lecz po to, by radzić sobie tam, gdzie inni nie potrafią. Dużo o nich mówiono, jednak rzadko widywano. Nie byli liczni, za to zdecydowanie skuteczni. Chociaż wśród mniej przezornych nosicieli słyszało się, że Oddział Nul istnieje tylko w pogłoskach, stworzonych specjalnie, by poskromić narwaną naturę poszukiwanych, on naprawdę istniał. I dziś ten właśnie oddział pozbawił intruzów dużej liczby przejść. Prohov lubił nazywać ich szczurami, bo i jak szczury się zachowywali. Gdy tylko zamknęli im jeden tunel, ci tworzyli kolejny. Nabierali w tym coraz więcej wprawy, przejścia odnajdywano w coraz dziwniejszych miejscach i z coraz lepszymi zabezpieczeniami. Ale właśnie to robił Ira – kierował swoich ludzi tam, gdzie innym nie przeszłoby przez myśl, by zajrzeć. Myślał niestandardowo, dlatego był niebezpieczny.
Nie sądził, że czeka go jeszcze dzisiaj choćby najmniejsza akcja. Byli blisko Odessy, gdzie mieściła się ich główna siedziba. Z reguły żaden odmieniec nie był na tyle durny, by szaleć, będąc zaledwie trzydzieści kilometrów od stolicy powiatowej. W promieniu stu kilometrów od niego zawsze zachowywali ostrożność. Teraz musieli być jeszcze sprytniejsi, bo pozamykano wszystkie przejścia. Ci, którzy widnieli na liście gończym byli straceni.
Ciemne tęczówki skryte za czarną siatką maski, przejechały po czwórce nosicieli zakutych w specjalnie zaprojektowane łańcuchy. Ich usta przykrywała zimna stal, oczy jednak mieli odsłonięte. Ira nie potrafił odebrać sobie przyjemności z wpatrywania się w te oczy i analizowania emocji, które w nich szalały. Sprawiało mu to niezdrową satysfakcję. Pojmani jednak nie mieli tej przyjemności, by dostrzec w czyim posiadaniu się znaleźli. Jedynym, co przewijało się przed ich oczyma były czarne kombinezony i przylegające do głów, zabudowane maski. Hunterzy byli uzbrojeni od stóp do głów, jednakże wyglądali dość zgrabnie. Ich bronie w większości nie były widoczne.
Zatrzymamy się tutaj. – Głowa dowódcy, którego strój, jako jedynego, uwieńczony był czerwonymi, nie niebieskimi wstawkami, wskazała zajazd. Mieli własną noclegownię w każdym mieście, jednak wszyscy byli już zmęczeni, a do bazy pozostało kilka dobrych kilometrów. Nie brali zaś wehikułu powietrznego na tak krótkie odległości.
Gdy tylko weszli do wnętrza restauracji, pomieszczenie ogarnęła martwa cisza. Obecni poczęli zerkać na siebie w popłochu i z jeszcze większym strachem zahaczali wzrokiem o skutych mężczyzn i kobietę. Piątka odzianych w uniformy ludzi, ignorując znajome spojrzenia, skierowała się do loży, obowiązującej każdy lokal przeznaczony do użytku publicznego. Hunterzy mieli wiele przywilejów, to był tylko jeden z wielu.
Rozsiedli się, nosicieli stłaczając w kącie. Napojeni substancjami paraliżującymi nie musieli być nawet pod bronią. Ledwie kontaktując gdzie są, posłusznie siedzieli, walcząc z opadającymi głowami. Jednego z nich wspomógł czarny, ciężki but, lekceważąco odpychając męski podbródek.
– A gdzie dziękuję? – Rozbawione prychnięcie zdawało się ozdabiać w kobiecy głos. Już po chwili maska, rozstąpiwszy się, faktycznie ukazała duże, błękitne oczy i długie, blond włosy, które rozsypały się swobodnie po wąskich ramionach.
Ira nie odezwał się słowem. Jako jedyny nie odsłonił twarzy, wcale nie mając zamiaru jeść. Zamiast tego nachylił się nad złapanymi, leniwie zaglądając pod ich powieki. Nikt nie mógł dojrzeć uśmiechu, który gościł na pełnych ustach, gdy ci nieudolnie się wyszarpywali.
Nie rozleniwiajcie się. Niedługo dojdą do siebie, do tego czasu musimy wrócić. Kolejna dawka może ich zabić, a tego nie chcemy– westchnął męczeńsko, samemu również siadając na rozłożystym fotelu. Z obojętnością obserwował zaaferowaną kelnerkę, która skakała wokół jego ludzi i nieumiejętnie próbowała udawać, że nie interesują jej zupełnie przeciętnie wyglądający ludzie rzuceni w kąt, jak szmaciane lalki, którymi bawiły się dzieci kilka wieków temu. Ledwie zdążył wypowiedzieć swoje słowa, a do jego uszu dotarło znajome pikanie.
– Dowódco – zaalarmowany, spojrzał na mężczyznę, który roztoczył właśnie nad stołem hologramowy ekran. Ira przyjrzał się obrazowi, nie dowierzając w to, co widzi. Tak jawne korzystanie z genu, tak blisko Odessy nie było czymś częstym. Pełen linii i punkcików obraz zniknął tak nagle jak się pojawił.
Znaleźli czujnik. – Podniósł się z miejsca, co zrobiła także pozostała reszta, mając już z powrotem założone maski. To byłoby na tyle, jeśli chodzi o odpoczynek. – Nie zdołają uciec. Wy odprowadzicie tych tutaj do bazy, wy udacie się w pościg. Będę zaraz za wami. – Nie minęło nawet kilka sekund, a wokół Iry nie było już żadnego zamaskowanego. Tak samo jak skutego kajdanami.
Spokojnie podążył w kierunku wyjścia, trzymając dłoń przy uchu.
Zablokujcie granice, nie wypuszczajcie nikogo z Illinki. – Odjął dłoń od ucha. Pod maską czaił się lekki, niewymuszony uśmiech.

Pozwolił swoim ludziom udać się przodem, sam za to zawitał do miejsca, w którym odebrali sygnał. Wszedł w unoszący się wciąż pył, przyglądając się spłoszonym ludziom. Sygnał odebrali dwie minuty wcześniej. Ira rozpostarł palce prawej dłoni, by przesunąć nią powoli w powietrzu. Wibracje dałyby znać, gdyby dłoń natrafiła na osobnika, który przed chwilą użył swych mocy. Ci zawsze przesiąknięci byli nadnaturalną aurą.
Niech nikt się nie rusza – nakazał spokojnym, wcale przyjemnym tonem, przechadzając się wśród obecnych. Stanąwszy przed jednym z nich, zmrużył oczy w zastanowieniu. Opuścił dłoń, przyglądając się przystojnej twarzy, która miała w sobie coś…
Deyan – szepnął bezgłośnie, nie ukrywając zaskoczenia, gdy słuchawka w jego uchu wypełniła się głosem towarzysza. Uśmiechnął się do siebie, słysząc o postępach. To naprawdę niezwykle produktywny dzień.
Przyglądając się uważnie chłopakowi, przed którym właśnie stał, upewnił się w przekonaniu, że ma rację. Nie potrafił w to uwierzyć. Minęło tyle lat. Chłopak niezwykle się zmienił. Ale zwykł być zbyt ważnym dla Sierafina, by ten mógł go nie rozpoznać. Nawet z tymi zmianami.
Ty idziesz ze mną.  – Rozkazał, wiedząc, że ten nie może się sprzeciwić. Przeleciał spojrzeniem po reszcie obecnych, wskazując chłopakowi drogę do wyjścia. Jego głos wydawał się być jeszcze bardziej odrzucający niż wcześniej. Duża dłoń nagląco popchnęła plecy mężczyzny kierując go do wyjścia. Gdy już zaś znaleźli się pod rozgwieżdżonym niebem, z dala od ludzi, Ira dotknął własnej szyi, pozwalając by jego twarz rozświetliło sztuczne światło gwiazd. Zatrzymał się, torując chłopakowi dalszą drogę. Nie sądził, że ten go pozna. Nie wiedział też jak jego zachowanie mogło zostać odebrane przez chłopaka. Nie podejrzewał nawet przez chwilę, że może mieć przed sobą nosiciela. Ostry wzrok wyrażał co innego, niż zwykłą wrogość.
Będziesz się srogo tłumaczył słodziutki – ciemnozielone oczy zmrużyły się, a czarne usta wykrzywił bardzo charakterystyczny uśmiech, którego właścicielem mogła być tylko jedna osoba. Nikt nie uśmiechał się bowiem w tak podły sposób jak Ira.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Czw Lis 03, 2016 9:33 pm


                  Widział wyraźnie, że nie tylko on może dostrzec zmiany w wyglądzie fizycznym dwójki nosicieli. Nie potrafił jednak zrozumieć, co też mogło ich skłonić do użycia swoich mocy tak blisko jednostki głównej hunterów. Nawet 21X byli niezwykle ostrożni przebywając w miastach graniczących, a działający samotnie posiadacze genu powinni być tym bardziej. Nawet najsilniejszy z odmieńców nie był by w stanie dać sobie rady z całą grupą łowców.
                  Prychnął pod nosem, wiedział, że powinien im pomóc, w końcu tacy jak on zawsze trzymali się razem. Nie był jednak głupi, nie było tutaj już na co patrzeć, nie minęły dwie minuty, a uzbrojony oddział znalazł się na miejscu potyczki.
- Kurwa – wyszeptał, widząc jak ci wkraczają do akcji. Pochylił głowę chcąc ukryć się przed niechcianymi spojrzeniami. Nie mogli mu nic zrobić, nie używał mocy w ostatnim czasie, więc czujniki nic nie wykryją, a jedyny jego portret jaki krąży, to ten znany z opowiadań ludzi, który przetrwali ataki jego jednostki, opisujący go jako białego diabła. A mimo to i tak poczuł zagrożenie, chciał ulotnić się jak najszybciej z tego miejsca, lecz głos przyprawiający go o ciarki na całym ciele, go powstrzymał. Obserwował uważnie jak czarna sylwetka przemieszcza się wokół pozostałych gapiów, jego twarz natychmiast przybrała obojętny wyraz, gdy tylko stanęła naprzeciw niego. Był niemal przekonany, że usłyszał jak zza zakrytych za maską ust, wychodzi szept, nie dosłyszał jednak jego znaczenia, w przeciwieństwie do wydanego po chwili rozkazu.
                  Zastygł na chwile w bezruchu, powtarzając sobie w głowie, że to przecież niemożliwe aby go poznali, nie chcąc jednak wydać się podejrzanym, ruszył za hunterem. Jego dłoń odruchowo zagłębiła się w kieszeń, a gdy tylko dotarło do niego, że nie zabrał ze sobą kurtki z FSS, zaklął w duchu. Był w pułapce, wiedział, że jeśli miałby go pokonać, musiałby mieć wielkie szczęście, znaleźć się w odpowiednim otoczeniu, wykorzystać warunki panujące wokół niego. Dlatego też bacznie przyglądał się budynkom próbując znaleźć coś co pomogłoby mu w ucieczce, coś ciężkiego, wiszącego wysoko, co bez problemu mógłby zrzucić na przyodzianego w maskę i dopiero, gdy mężczyzna zastąpił mu drogę, odsłaniając swoją twarz, ten podniósł na niego swój wzrok. Otworzył szczerzej oczy, gdy wydawać by się mogło znajomy głos dotarł do jego uszu.
Odpędził jednak tą myśl od siebie najdalej jak tylko mógł, robiąc krok w jego stronę.
- A z jakich zarzutów? - zapytał, lekko otumanionym głosem, nie mogąc oderwać spojrzenia, od przyciągającej go twarzy mężczyzny. Prawie niczym w hipnozie, zrobił kolejny krok bliżej huntera, a gdy ten wykrzywił swoje ciemne usta, w podłym uśmiechu, coś do niego dotarło. Podniósł się niewiele na palcach, wyciągając rękę w jego stronę, jednak nie odważył się go dotknąć, zatrzymując ją milimetry od jego skóry.
- Ira? - i gdy tylko dotarło do niego co właśnie powiedział, poczuł jak przez całe jego ciało przechodzi niespotykany dreszcz. Miał ochotę odwrócić się i uciec jak najdalej stąd, jednak  zamiast tego odsunął jedynie rękę i odpowiedział mu podobny do niego uśmiechem, oczekując reakcji oraz potwierdzenia lub zaprzeczenia jego przypuszczeń.  


Ostatnio zmieniony przez Havoc dnia Czw Lis 17, 2016 12:14 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Nie Lis 06, 2016 12:45 am


 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
Nie był przygotowany na… to. Na spotkanie po trzech pieprzonych dekadach człowieka, którego twarz ledwie już pamiętał. A którego mimo to rozpoznał w przeciągu kilku nic nieznaczących sekund. Jednak dla niego te sekundy były bolesnym uderzeniem, czymś, z czym nie chciał się mierzyć. Trzydzieści jebanych lat bez słowa i spotyka go tu, w cholernej Illince, kilkadziesiąt kilometrów od miejsca, gdzie zwykli mieszkać w młodości, z którego odszedł nie mówiąc choćby słowa. Tu, podczas bójki Nosicieli, w samym środku zamieszania, wśród duszącego pyłu, sprawdzając, czy on sam nie jest jednym z nich. Po trzydziestu latach widzi się z nim, będąc w masce Huntera, nie poznając w nim człowieka, którego znał dawniej.
Od razu po tym jak odsłonił swoją twarz, jak wypowiedział te zupełnie odruchowe słowa, wiedział, że źle to rozegrał. Zaskoczenie i jakiś impuls wzięły nad nim górę. Nie powinien jednak się ujawniać, nie powinien od tak pozwolić mu odkryć przed kim stoi. Nie powinien mówić mu, że go rozpoznał. Nie powinien go tu w ogóle spotkać. W jednej chwili wyciszył emocje, pozwalając na przejęcie kontroli rozsądkowi. Bo czuł zbyt wiele sprzecznych emocji, by móc je opanować i podjąć racjonalne działania. Nie powinien mówić wielu rzeczy, które przeszły mu przez głowę. Ale Ira był kimś, kto wiedział jak sobie z tym poradzić. Ludzie nie pałali do niego sympatią i mieli ku temu dobry powód.
Uśmiech zniknął z jego twarzy, zastąpił go zimny dystans. Jego tęczówki z chłodem podążały uważnie za dłonią chłopaka, która uniosła się jakby ktoś kierował nią przy pomocy przeźroczystych linek. Nie zareagował w żaden sposób, gdy została zabrana. Swój wzrok ulokował w ładnej twarzy, próbując zrozumieć, w jaki sposób mogła się tak bardzo zmienić. Był chyba jednak ostatnią osobą, która powinna się nad tym dłużej rozwodzić. Sam… Cóż, zupełnie nie przypominał młodzieńca, którym był dawniej.
Jeden ruch dłoni sprawił, że twarz łowcy ponownie skryła się za ścianą maski.
Mam poważny dylemat. Zapytać, co robiłeś przez ostatnie trzydzieści lat, udawać, że mnie tu nie było, czy sprawić, że ta buźka będzie za chwile mniej śliczna… – wymruczał, zbliżając się powoli kilka kroków do chłopaka. W następnej sekundzie trzymał jego podbródek między czarnymi palcami, nachylając się nad złotymi tęczówkami. – Przekonaj mnie, bym nie wybrał ostatniej opcji, bo jak na razie, zdecydowanie zwycięża – warknął mało przyjemnym głosem, przesuwając mozolnie kciukiem po oliwkowej skórze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Wto Lis 08, 2016 4:07 pm


          Deyan nie potrafił zrozumieć dlaczego wciąż znajdował się w tym samym miejscu, wpatrując się uparcie w ciemnozielone tęczówki, jakby próbując znaleźć w nich coś, od czego uciekł trzy dekady temu. Gdy tylko mężczyzna, zasłonił na powrót swoją twarz, on był już pewny. Wiedział, że naprzeciw niego stał Sierafin. Sierafin przyodziany w uniform hunterów, jego największych wrogów. Pierwszy raz od lat poczuł się bezradny, jego umysł podpowiadał mu, że najwyższa pora uciekać, lecz ciało odmawiało posłuszeństwa. Lekko drgnął, czując jak dłoń, choć przez rękawicę, dotknęła jego podbródka. Nie cofnął się jednak, walcząc wewnątrz ze samym sobą. Chciałby wszystko mu powiedzieć, chciał już wtedy gdy dowiedział się o tym kim jest, a później na powrót, latami żałował, że tego nie zrobił. Odpychał od siebie jednak te myśli, zakopywał obraz Iry głęboko w swoim umyśle, lecz nigdy nie potrafił zapomnieć. To on odszedł, zostawił jego i całą swoją rodzinę bez słowa wyjaśnienia, mógł powiedzieć teraz cokolwiek. Wymyślić bajeczkę na poczekaniu, lecz czy mężczyzna by mu w cokolwiek uwierzył?
            Dobrze pamiętał ich ostatnią rozmowę, to ona trzymała go przy świadomości, że postąpił słusznie. Wiedział, że by go nie zaakceptowali. Tam gdzie spędził lata młodości, nie było miejsca dla takich jak on, żyłby w ciągłym strachu przed zdemaskowaniem. Był o tym przekonany, wmawiał to sobie... więc dlaczego teraz czuł, że coś przegapił. Stracił jakąś cząstkę siebie, zapomniał o niej i wrzucił w najgłębsze zakamarki podświadomości, a sama obecność Iry sprawiała, że na moment chciał tam sięgnąć i wszystko wygrzebać.
          - Co takiego niby miałbym zrobić? - ściszył głos, widząc jak blisko niego znajduje się mężczyzna, nie było w nim jednak strachu, bardziej dźwięczała w nim niepewność. Nie wiedział kim teraz był jego dawny przyjaciel, a uniform huntera, tylko pogarszał to, w jakim świetle mógł go widzieć. Przybliżył się do niego nieznacznie, wciąż czując jego dotyk na swoim policzku i sam ponownie wyciągnął rękę w jego stronę, tym razem jednak, odważając się go dotknąć. Skierował swoje smukłe palce na przycisk znajdujący się na jego szyi, zawahał się na chwile, po czym zaczął ostrożnie krążyć wokół niego.
- Jeżeli chcesz ze mną negocjować, to nie ukrywając się za tą maską – niemalże wysyczał, wciąż nie odrywając dłoni od miejsca, w którym ją pozostawił.


Ostatnio zmieniony przez Havoc dnia Czw Lis 17, 2016 12:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Wto Lis 08, 2016 6:35 pm


 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
Ledwie pamiętał ich ostatnie dni razem. Ostatnią rozmowę. Wiedział na pewno, że nie była przyjemna, a rzecz, o którą poszedł spór wydawała się wręcz absurdalna. Można powiedzieć, że jego bezpośrednią przyczyną byli odmieńcy i ich rola w społeczeństwie. Rodzina Prohov od zawsze prowadziła działalność wspomagającą rząd. Oksetijowie robili to samo, oczywistym więc było, że obie te rodziny są mocno zaangażowane w popieranie filozofii, głoszącej iż Nosicieli należy usunąć. Cóż… Nie do końca usunąć, a przynajmniej nie od razu, na pewno jednak zgadzali się co do tego, że nie mogą żyć sobie spokojnie wśród normalnych ludzi. Nie było dla nich miejsca w społeczeństwie i zarówno Sierafin, jak i Deyan zostali wychowani, by żyć w tym przeświadczeniu. Z jakiegoś powodu jednak młodszy z nich zaczął mieć wątpliwości. Wygadywać dziwne rzeczy, snuć teorie, łagodzić wizerunek Nosicieli. Dlatego się posprzeczali. Zbyt mocno. A potem Deyan uciekł, zostawiając Sierafina bez żadnego pożegnania. Wydawałoby się, że trzydzieści lat, to wystarczająco, by zapomnieć i wyzbyć się żalu. Ale, gdy Ira teraz patrzył na tę twarz, wszystko do niego wracało. Był zły, nie wiedział co myśleć, znów czuł się tak jak wtedy, gdy zrozumiał, że Deyan już nie wróci. Nie rozumiał go wtedy, a teraz miał okazję zapytać. Nie śpieszył się jednak. Wciąż na prowadzenie wysuwała się ochota na uczynienie mu krzywdy. Tak, najwidoczniej wciąż miał mu za złe.
Wpatrywał się intensywnie w niemalże obcą twarz, swe własne oczy skrywając skrzętnie za ciemną, nieprzyjemnie wyglądającą maską. Zmarszczył brwi, słysząc pytanie, Deyan jednak nie mógł tego dostrzec. Być może to dobrze. Na twarzy Iry czaiło się zbyt wiele emocji i zbyt wiele z nich było wyraźnie negatywnych.
Nie zadrżał nawet, gdy na swojej szyi poczuł dotyk. Nie martwił się o guzik, do którego chłopak zyskał dostęp. Nawet, gdyby go nacisnął, nic by nie osiągnął. Stroje hunterów były spersonalizowane, kryła się za nimi skomplikowana technologia i choć nie było tego po nich widać, miały wiele sekretów, które trzymano głównie na Nosicieli. Nikt nie mógł wiedzieć, że tylko ten, kto nosi strój, może obsłużyć przycisk, w końcu żaden ścigany nie był w stanie dotrzeć tak blisko ze swymi rękami.
Negocjować? – Jego szept był nieprzyjemny, niemalże warkliwy, choć ciężko stwierdzić, czy była to po prostu barwa jego głosu, czy raczej pełen niechęci ton.
Przesunął palcami po trzymanym podbródku, by w końcu całkiem go puścić. Prostując się, złapał nadgarstek drobnej ręki krążącej wciąż po jego szyi. Bez wysiłku odsunął ją od siebie, samemu przesuwając się krok do tyłu. Patrzył z góry na chłopaka, wyraźnie nie mając zamiaru ponownie odsłaniać twarzy.
Co robisz w Illince? – Zapytał rzeczowym tonem, zupełnie jakby nie mówił już do dawnego przyjaciela, a po prostu do przypadkowo spotkanej osoby, która wydała mu się podejrzana. – Nie powiesz mi przecież, że opuściłeś nas, żeby wieść spokojne życie na wsi. – Co prawda Illinka rozbudowała się przez ostatnie kilkaset lat i była tak samo skomputeryzowana jak reszta miast, jednakże nie można było nazwać jej inaczej, porównawszy do, chociażby, Odessy.
Czekając na odpowiedź, uniósł swój nadgarstek przed twarz, dosłyszawszy sygnał, który rozbrzmiał w jego uchu, a którego nie mógł dosłyszeć nikt poza nim. Wykonując ledwie widoczny gest jednym z palców uniesionej ręki, uruchomił urządzenie, które w chwilę rozpostarło przed nim hologramowy obraz. W powietrzu zawisła twarz kolejnego, zamaskowanego Huntera.
– Dowódco, melduję, że oddział dotarł do bazy. Misja zakończona sukcesem.
Dobrze. Znacie procedury, niedługo do was dołączę. – Ledwie zdążył skończyć zdanie, z głośników poczęły się wydobywać zdecydowanie nienaturalne dźwięki. Zupełnie jakby ktoś się dusił i kaszlał na przemian. Holograficzna postać obejrzała się przez ramię spokojnie. – Co tam się dzieje?
– Jeden z nowych najwidoczniej jest odporny na środki uspokajające. Ness się zniecierpliwiła.
Podajcie mu C10.
Osoba po drugiej stronie widocznie się zawahała.
– Może tego nie przeżyć.
Cóż, miejmy nadzieję, że jego odporność jest bardziej zdeterminowana niż samokontrola. – Kolejny ruch palca sprawił, że ekran zniknął. Ira opuścił ramię, znów kierując swą uwagę ku dawnemu przyjacielowi, tymczasowo odkładając na bok myśli o szczurze, którego kazał właśnie napoić roztworem z karfentanilu, jednego z najbardziej śmiercionośnych narkotyków znanych społeczeństwu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Sro Lis 16, 2016 4:15 pm


                     Nieprzyjemny uśmiech niemal od razu zniknął z jego ust, widząc jak Ira się od niego oddala. Nie wiedzieć czemu liczył na to, że ten jednak odsłoni ponownie swoją twarz, coś wewnątrz niego chciało znów się jej przyjrzeć, móc dokładniej zbadać zmiany jakie w niej zaszły pod wpływem trzech dekad. Czuł, że mężczyzna miał nad nim przewagę, ukrywając swoje oblicze, podczas gdy Deyan był całkowicie odkryty. Sierafin gdyby tylko chciał mógłby przejrzeć go na wylot, dostrzec każdą zmianę w jego mimice, co sprawiało, że znów poczuł się bezsilny. Przybrał na twarz maskę obojętności, starając się by ten jednak nic z niego nie wyczytał, samemu również cofając się o krok.
                     - To ma być jakieś przesłuchanie? - odpowiedział beznamiętnie, nie oczekując nawet odpowiedzi – Jeśli nie, nie widzę powodu, żeby miał ci na cokolwiek odpowiadać – dodał spoglądając na wyświetlający się hologramowy obraz. Gdy tylko do jego uszu dotarł stopień jakim zwróciła się do niego postać, automatycznie cofnął się jeszcze o krok. Nie mógł dopuścić do siebie myśli, że nie dość, że Ira jest pieprzonym hunterem, to zajmuje stanowisko dowódcy. Znał go kiedyś, bardzo dobrze, a ten znał jego jak nikt inny, jednak teraz, przypatrując się zamaskowanej postaci poczuł jakby stał przed zupełnie obcą osobą. Nienawidził łowców, pałał do nich żywą odrazą, a do tych, którzy nimi dowodzili z podwójną siłą. Wiedział jak bezwzględnym trzeba być, aby się nim stać oraz do jakich czynów być zdolnym. Sam nieraz nie był lepszy, lecz oddanie sprawie, w którą się wierzy, potrafi zniszczyć w tobie resztki sumienia.
                     Przysłuchiwał się uważnie rozmowie, starając się nie wykazywać, żadnych oznak zgorszenia, nie dać po sobie poznać, że gdy tylko padł rozkaz podania jednemu z nosicieli C10, miał ochotę rzucić się na łowce. Nie w miejscu w jakim byli. Nie w stanie jakim się znajdował.
                     - Nie wierze, że zostałeś jednym z nich – rzucił w jego stronę, gdy hologram rozpłynął się, a ten znów na niego spojrzał. Wiele razy zastanawiał się co się z nim dzieje, kim teraz jest, czy poszedł w ślady rodziny, czy wyjechał, czy znalazł sobie kogoś na stałe. Snuł różne scenariusze, nawet te, w których spotykali się po latach. Wiedział, że tak jak wszyscy Prohov, pałał odrazą do nosicieli, jednak nigdy nie przeszło mu nawet przez myśli, że znów zobaczą się, stojąc po przeciwnych stronach, prowadzonej obecnie cichej wojny.
                     Rzucił przelotne spojrzenie na jego sylwetkę, obracając się do niego bokiem, nie chciał tam dłużej stać, chciał wrócić do siebie, zaszyć się i spokojnie czekać, aż będzie mógł wyjść z powrotem na powierzchnie. Nie mógł jednak ponownie odejść bez słowa. Zostawić go i zniknąć. Nie miał też pewności, że ten go nie zatrzyma. Pytanie brzmiało tylko, czy na pewno chciał, aby Ira go nie zatrzymywał.


Ostatnio zmieniony przez Havoc dnia Czw Lis 17, 2016 12:17 pm, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Sro Lis 16, 2016 5:58 pm


 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
Nie czuł potrzeby, by udawać, że wszystko jest w porządku. Że są przyjaciółmi, czy choćby znajomymi. Ira nie zwykł ukazywać swojej twarzy nawet członkom zespołu, gdy nie było takiej potrzeby, czemu więc miał robić wyjątek dla kogoś, kto już dawno opuścił jego życie? Nie mógł się powstrzymać w pierwszym odruchu, ale gdy gwałtowna fala emocji opadła szybciej niż się pojawiła, sytuacja uległa zmianie. Nie widział sensu w spoufalaniu się z kimś, kto prawdę mówiąc, był dla niego zupełnie obcą osobą. Nie sądził, że Deyana zdziwi to nastawienie. Nie mógł przecież spodziewać się niczego innego, po tym jak potraktował swoją rodzinę i jego. Po tylu latach przyjaźni.
Mężczyzna nie mógł dostrzec twarzy łowcy, nie mógł więc też wiedzieć, że tak jest lepiej. Ira bowiem nosił na niej zimny dystans, a jego mimika stała się wyraźnie formalna. Nie było to coś, do czego Deyan mógł być przyzwyczajony w przypadku starszego. W końcu jego zachowanie nigdy nie przywodziło na myśl spokoju, teraz zaś wydawał się nienaturalnie cichy, małomówny i poważny. Nie trzeba było widzieć jego twarzy, by zrozumieć, że nie jest zadowolony z tego, czego właśnie doświadcza.
Nie widzisz powodu, hm? – powtórzył prawie że szeptem, prychając przy tym lekceważąco. Zmrużył oczy, widząc jak po swoich oschłych słowach, szatyn się cofa. Czuł, że i od niego bije niechęć, jakaś doza ukrywanej pogardy. W jego oczach nie potrafił dostrzec nic pozytywnego. Humor Iry z chwili na chwilę coraz mocniej się pogarszał.
Więc niech to będzie przesłuchanie – odparł znacznie głośniej, głosem, który nie znosił sprzeciwu. Takim, jakim władze zwykły odnosić się do niepoprawnych obywateli, nie zaś do starych przyjaciół. W jego głosie nie było ani krzty jakiejkolwiek emocji, tylko okrutny chłód i rzeczowość. – Pytałem, co tutaj robisz – przypomniał oschle, wlepiając czarne oczy maski w swego rozmówcę.
Gdyby sytuacja była inna, na komentarz Deyana dotyczący zawodu, którym parał się Ira, ten odpowiedziałby ironicznym śmiechem. Ktoś, kto dawniej znał go tak dobrze jak chłopak, mógł oczekiwać takiej reakcji. Z ust Prohova nie wydobył się jednak nawet urywany chichot.
Nie wierzę, że cię to szokuje. – W krótką chwilę znów zmniejszył dystans, który ich dzielił, tym razem jednak nie próbował dotykać chłopaka. Nie nachylał się również, tym samym patrząc na niego z góry, dominując w sposób, który widocznie przychodził mu naturalnie, za to z nienaturalną łatwością.
Nie zapytam trzeci raz. Odpowiedz. – Ton, którym mówił przesiąknięty był władczością, a treści, którą wygłaszał, zdecydowanie nie można było podciągnąć pod prośbę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Czw Lis 17, 2016 9:36 am


                     Obojętność i opanowanie jakie jeszcze chwilę temu starał się zachować, niemal się ulotniły z chwilą, gdy tylko usłyszał o przesłuchaniu. Nie dał się jednak ponieść emocjom i jedyne co można było zobaczyć na jego twarzy to wykrzywione usta, próbujące się nie uśmiechać oraz zmarszczone w geście zapytania brwi.
                     - Jakie masz podstawy, żeby robić z tego przesłuchanie? - powiedział, najbardziej opanowanym tonem, na jaki było go stać w danej chwili. Wcale nie spodobało mu się w jaki sposób ten się do niego zwrócił oraz to, że znów zmniejszył między nimi odległość. Ponownie podniósł spojrzenie na zamaskowaną twarz mężczyzny i poczuł jak jego ciało mimowolnie się prostuje, próbując nieudolnie uzyskać nad nim przewagę. Wiedział jednak, że nic to nie da, nieważne ile ciągnąłby ten temat i się wyplątywał to Ira nie pozwoliłby mu odejść bez odpowiedzi na jego pytanie. Chciałby móc mu wszystko powiedzieć, chciał już trzydzieści lat wcześniej, lecz teraz, gdyby prawda dotarła do Sierafina, mogłoby się to skończyć jednym z najczarniejszych scenariuszy.
                     - Miałem już dość – zaczął, próbując sprawić by słowa wypowiadane przez jego usta, brzmiały jak najbardziej szczerze – Pamiętasz naszą ostatnią kłótnie? Zacząłem ją, bo poznałem kogoś - wyciągnął rękę, aby poprawić włosy, opadające na jego oczy - Kogoś kogo moja rodzina i ty nie akceptowała i nigdy by nie zaakceptowała. Nie mogłem żyć w takim otoczeniu, dusiłem się tam, Ira. Chciałem z nim być, ale nie miałem odwagi ci o tym powiedzieć, a on musiał odejść. Powiedział, że mogę odejść razem z nim - przerwał, chciał zobaczyć reakcje Prohova, jednak maska uniemożliwiała mu wszystko, prychnął cicho pod nosem, odwracając twarz od tej należącej do huntera.
                     - Był nosicielem – ściszył głos, wpatrując się gdzieś przed siebie. Zamyślił się na chwile, po czym biorąc głębszy oddech, dodał – Tacy jak ty niedawno go znaleźli, zabrali mi go, a ja zostałem tutaj sam. Bez paszportu, bez pieniędzy, bez możliwości powrotu – kolejna pauza.
                     –  To chyba koniec przesłuchania? - zapytał, choć ton jego głosu wcale nie brzmiał jak pytanie. Nie wiedział czy Ira uwierzy w jego kłamstwo. Czy było wystarczająco dobre, aby zatuszować pozostawienie go bez słowa na tak długo, jego, jak i całej rodziny, wszystkich pałających odrazą do takich jak on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Czw Lis 17, 2016 9:51 pm


 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
Przemilczał pytanie Deyana, uznając je w sposób oczywisty, za czysto retoryczne. Każdy wiedział, że Hunterzy stali ponad prawem. Nikt nie mógł im zaszkodzić, posiadali samowolkę i jeżeli takie było ich życzenie, mogli przesłuchać oraz zamknąć każdego. Choćby pod pretekstem podejrzeń, że ten, czy tamten, jest nosicielem. Prohov nie musiał posiadać więc żadnych podstaw do przesłuchania i jego rozmówca musiał to wiedzieć. Dlatego czekał cierpliwie, aż uzyska odpowiedź, która nadeszła, tak jak się spodziewał.
Słuchał chłopaka w ciszy, ukrywając wszystkie swe reakcje za czarną, pozbawioną wyrazu maską, na którą nieprzyjemnie się patrzyło. Żaden z jego mięśni nawet nie drgnął i żaden dźwięk nie wydobył się z jego ust przez cały czas, gdy chłopak mówił. Przez te kilka chwil był jak martwy posąg, który zwiastuje nieszczęście, mogąc przebudzić się w każdej chwili. W nieskończoność można by się zastanawiać, jaki ruch wykona za chwilę, nie było jednak możliwym przewidzenie tego. Hunterzy przez swój uniform, nie zostawiający choćby skrawka odkrytego ciała, dla jednych mogli wydawać się bezpłciowi, bez wyrazu, jak rozmyte cienie. Dla innych budzili grozę, odpychali, byli tym, co wywoływało nieprzyjemne dreszcze przy bezpośrednim kontakcie. Na nikim jednak nie wywierali dobrego wrażenia. Przez sposób, w jaki żyli i przez bezwzględność, z jaką ich kojarzono, nawet władze starały się nie wzbudzać żadnych konfliktów. Dając im coraz nowsze wspomagacze, coraz lepsze dodatki i sprzęt, tworzyli żywe maszynki do zabijania. Tak przynajmniej głosiły szepty, gdy ktokolwiek odważył się poruszać temat łowców. Wszyscy jednak zgadzali się w kwestii tego, że są potrzebni. Oczywiście pomijając Odmieńców, których dzięki względnie licznym oddziałom, z dnia na dzień było coraz mniej.
Milczał przez dłuższą chwilę po tym, jak mężczyzna skończył mówić. W końcu jednak zza maski wydobył się szorstki, wyzuty z emocji ton.
Nie, to nie koniec. Dopiero teraz dałeś mi prawdziwe powody do przesłuchania. – Wyjaśnienia chłopaka brzmiały logicznie. Oczywiście, że Ira pamiętał ich ostatnią kłótnię. Nie mógłby jej przecież zapomnieć. Z początku, gdy Deyan nie wrócił przez kilka dni, obwiniał się o jego zniknięcie. Był jednak przekonany, że chłopak ochłonie i wróci, wszystko sobie wyjaśnią, unormują stosunki, a potem zapomną o całej tej niepotrzebnej wymianie zdań. Deyan jednak nie wracał, a Sierafin przestał rozumieć, dlaczego. Przecież jedna kłótnia nie mogła doprowadzić do jego ucieczki. Wyjaśnienia chłopaka były odpowiedzią na wszystkie pytania. Wyjaśniały skąd wziął się tamten temat i tamta kłótnia. Łatwo było uwierzyć w taką wersję wydarzeń. Zbyt łatwo. Być może Ira nie chciał przyjąć do wiadomości, że chłopak zostawił jego i całą swoją rodzinę na rzecz kogoś innego. W imię zauroczenia, które nie miało prawa bytu. Poświęcił całą ich przyjaźń dla jednego z tych, których nie dopuszcza do siebie społeczeństwo. Łowca był sceptyczny. Jak mógłby nie zauważyć, że jego przyjaciel spotyka się z nosicielem? Że spotyka się z kimkolwiek? Jak Deyan mógłby opuścić go bez słowa, bez żadnego żalu, żeby wpaść w ramiona jednego z nich? Te wyjaśnienia zupełnie nie satysfakcjonowały Iry.
Opuściłeś granice bez zezwolenia u boku Odmieńca. Współpracowałeś z nim, miast wydać. To przestępstwo, Deyan. – Jego ton był chłodny, lecz spokojny, zupełnie jakby tłumaczył dziecku kwestię, która wymagała wyczucia i odpowiedniego doboru słów. – Oni nigdy nie żyją sami. Poznałeś ich więcej. Pójdziesz teraz ze mną, porozmawiamy po drodze. – Dłonią wskazał ścieżkę, którą mieli się udać. Gdy chłopak ruszył z miejsca, Ira wyrównał z nim krok.
Nie jesteś więźniem, przynajmniej dopóki współpracujesz. Powiedz, jak nazywał się twój partner. – Na darmo było doszukiwać się konkretnych emocji w słowach Iry. Jego głos był nieprzenikniony tak samo, jak maska, którą nosił. Jeżeli był zły, nie okazywał tego w żaden sposób. Nawet, jeżeli nosił w sobie głęboko zakorzeniony żal, wydawać by się mogło, że ten wcale nie istnieje. Był spokojny, wydawałoby się, że zrównoważony. Zupełnie inny od tego, co mógł pamiętać Deyan. A to, jeżeli chłopak wciąż pamiętał dawne czasy, nie wróżyło dobrze. Ponieważ znał mężczyznę jak nikt inny, musiał rozumieć, że za całą tą obojętnością i pozorną równowagą, kryje się masa zupełnie negatywnych emocji, które w końcu będą musiały znaleźć swoje ujście. Było to zdecydowanie gorsze stadium od tego, w którym Sierafin był zdolny do krzyków, przemocy, czy histerycznych śmiechów. Deyan miał okazję dawniej poznać go z każdej strony, dlatego mógł mieć jedynie nadzieję, że mężczyzna po prostu się zmienił i w jakiś sposób znormalniał. Inna opcja była gorsza, oznaczała bowiem, iż ten jest na tyle wściekły, że dusi wszystko w sobie. Te sytuacje dawniej nigdy nie kończyły się dobrze dla innych, co Oksetij zawsze mógł obserwować tylko z boku, nigdy bowiem nie był źródłem tak dotkliwej złości starszego. Teraz sytuacja była inna, a co gorsza, nie byli dłużej przyjaciółmi. Co więc miało powstrzymywać Irę przed wszystkim, czego miał prawo się dopuścić? Otóż to, absolutnie nic.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Pią Lis 18, 2016 3:45 pm


        Słowa przez niego wypowiedziane nie były do końca kłamstwem. Może też dlatego mogły wydać się prawdziwe. W końcu naprawdę opuścił Odesse przez poznanie nosiciela. Nie zakochał się w nim, lecz mężczyzna zmienił jego podejście do świata, do tego co dzieje się za kurtynami wojny, prowadzonej między odmieńcami, a hunterami. Do czego posuwają się ci drudzy, aby zdobyć to co tamci posiadają. A przede wszystkim, pomógł mu zrozumieć, że nigdy nie dostanie akceptacji od bliskich mu wówczas osób, co jedynie potwierdziły ostatnie, wypowiedziane wtedy słowa Iry.
        Nie bał się, choć wiedział do czego może być zdolny stojący obok niego mężczyzna, Dey nie czuł strachu. Był zbyt zmieszany zaistniałą sytuacją, sytuacją, jaka nie powinna mieć miejsca. Bez słowa ruszył we wskazanym kierunku, starając się zachować odpowiedni dystans. Wciąż rozważał możliwości ucieczki, rozglądał się wokół szukając odpowiedniej okazji. Każda jednak nadarzająca się, wiązałaby się z użyciem jego daru, a tego nie mógł zrobić. Ujawnienie się przed dowódcą hunterów, tak blisko ich jednostki. Może i był w szoku, lecz potrafił zachować zimną krew. Nosiciele musieli się tego nauczyć. Odrzucali na bok sumienie, cele osiągając, idąc po trupach. W obecnym świecie, przy panujących zasadach, trzeba było robić wszystko co uznawało się za konieczne, aby przeżyć. Dla takich jak on, ukrywanie się nie było wyjściem. Prędzej czy później, każdy posiadacz genu musi zaczerpnąć dawki promieni słonecznych. Długotrwały brak ich dostępu jest zbyt ryzykowny i nie chodzi tutaj bynajmniej o to, że taki człowiek umrze. Efekty uboczne wiążą się z o wiele gorszymi konsekwencjami, o których Deyan nawet nie starał się obecnie myśleć. Im więcej mocy użył w ostatnim czasie, tym bardziej potrzebował światła, czuł, że czas mu się zaczyna pomału kończyć, a on tkwi w punkcie bez wyjścia.
Spojrzał na idącego obok niego huntera.
A co jeżeli wyjście istniało?
        - Nerve - powiedział po chwili ciszy, zwalniając kroku i patrząc przed siebie, tak aby włosy przysłoniły Irze możliwość spoglądania na jego profil - Dimitri Vasiliev, wasza jednostka złapała go cztery miesiące temu w Illince - przerwał. Tym razem z jego ust nie wyszło żadne kłamstwo, znał mężczyznę bardzo dobrze, byli razem w jednostce, gdyby Sierafin potrzebował potwierdzić jego tożsamość, wszystko by się zgadzało. Dey dobrze wiedział ile informacji może ujawnić, aby ten mu uwierzył.
        - Domyślam się, że więcej już się z nim nie zobaczę - dodał niemal szeptem, na tyle jednak głośnym, aby dotarł on do uszu łowcy. Próbował nadać swojej historii jak najwięcej wiarygodności, jeśli chciał aby ten mu świadomie, bądź też nie, pomógł. Zacisnął pięść, zatrzymując się gwałtownie.
        - Poznałem jeszcze kogoś - podniósł głowę, by zwrócić ją w stronę zamaskowanego oblicza - Jednostka 21X - rzucił obojętnie, niemal jakby podawał mu godzinę. Mówiąc o tym, wcale nie chciał wydać mu swoich ludzi, lecz czym innym mógł zainteresować swojego rozmówcę. Musiał posiadać informacje, za których przekazanie będzie mógł się na coś wymienić, coś cennego. Stąpał po bardzo cienkim lodzie, ryzykując niemal wszystko. Czuł, że Sierafin nie był już całkowicie tym mężczyzną, którego kiedyś znał, nie mógł mieć pewności jak postąpi. Czy będzie chciał pójść na układ, czy może raczej zastosuje metody hunterów. Na samą myśl o tym, w ustach zrobiło mu się sucho, przełknął ślinę, po czym pewnym siebie tonem, dodał - Dante go wystawił, a ja wiem, gdzie się obecnie znajduje - potrzebował argumentu, który sprawi, że nagła chęć wydania odmieńców, wyda się łowcy całkiem logiczna, przecież dlaczego ktoś kto zakochał się w jednym z nich, miałby nagle chcieć ich zdradzić.
- Powiem ci wszystko czego potrzebujesz, ale chce ugody.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Czw Lis 24, 2016 4:55 pm


 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
Czekał na odpowiedź, nie ponaglając, gdyż wiedział doskonale, że ta prędzej czy później nastąpi. Deyan musiał szybko zdać sobie sprawę z tego, że Ira nie traktuje go w żaden sposób ulgowo, dlatego też naturalną koleją rzeczy, nie mógł pozwolić sobie na unikanie pytań, lub co gorsza, odmowę udzielenia odpowiedzi. Słysząc krótkie słowo wychodzące spomiędzy ładnie wykrojonych ust, kątem oka zerknął na mężczyznę, czego ten nie mógł dostrzec przez zasłaniającą ciemne oczy maskę. Ta zaś bezustannie skierowana była w stronę, w którą bez pośpiechu szli.
Wbrew temu, czego można było oczekiwać, Sierafin nie odkrył kolejnej tajemnicy stroju, by uruchomić jakikolwiek mechanizm i wyszukać wspomnianego w bazie danych. Dobrze pamiętał tak niedawne przypadki i bez tego wiedział, że Deyan nie kłamie. Co prawda nigdy nie zwracał się względem złapanych używając nazwisk, lecz nie znaczyło to, że ich nie pamiętał. Wciąż miał w głowie numer, który przypisano rzekomemu partnerowi chłopaka, tak samo, jak wciąż plątała się po niej wizja tego, w jaki sposób umarł. Mimo to, nie skomentował jakże trafnych domysłów Oksetija. Zamiast tego, mniej gwałtowniej niż mężczyzna, zatrzymał się kilka kroków od niego, z wyczekiwaniem kierując nań puste, nieprzeniknione oczy maski.
Bez słowa słuchał dalszych słów chłopaka, mrużąc przy tym delikatnie oczy, co robił zawsze, gdy się nad czymś zastanawiał, bądź intensywnie analizował uzyskane informacje, łącząc przy tym fakty. I choć te faktycznie w jakiś sposób się łączyły, Irze zbyt wiele nie pasowało w tej wersji wydarzeń. Deyan znał nazwę jednostki, poznał ludzi, którzy do niej należeli, wiedział jaką godność nosi ten, kto nimi dowodzi, a także znał miejsce pobytu członka, którego nie odnalazł jeszcze oddział specjalny. Chłopak niezaprzeczalnie wiedział zbyt dużo, jak na przypadkowego kochanka jednego z martwych już odmieńców. To wydawało się zbyt proste, zbyt wyidealizowane i co najmniej zastanawiające. Dowódca jednak nie podzielił się swymi przemyśleniami. Jedyne co zrobił, to parsknął tak charakterystycznym dla niego śmiechem, gdy usłyszał ostatnie słowa. Odgłos ten wypełniony był kpiną, szyderstwem i jakąś nutą, która przywodziła na myśl tych biednych, obłąkanych ludzi zamkniętych w czterech ścianach, spowitych w białe kaftany. Śmiech ten, czy raczej chichot, był rzeczą rażąco nieprzyjemną.
Nie próbuj się ze mną układać. Wiesz, w jakiej jesteś sytuacji. – Skinął krótko głową, wskazując dalszą drogę, w którą to ruszył, nie spuszczając wzroku z chłopaka. – Wysłucham cię ze względów na dawną przyjaźń. I tylko dlatego – dodał po krótkiej pauzie, zatrzymując się dość nagle w miejscu, na pierwszy rzut oka zupełnie opustoszałym. Powoli uniósł dłoń w przestrzeń, zatrzymując ją na wysokości swego ramienia.
Odsłoń sztab centaura. – Minęła zaledwie sekunda jak przed ich oczyma pojawił się niemały budynek z szarej cegły, pozbawiony najmniejszego ogrodzenia. Niesprawiająca miłego wrażenia, bezosobowa, pozbawiona jakichkolwiek ozdób posiadłość, na pierwszy rzut oka miała dwa piętra, z czego najwyższe pozbawione było okien. Duże, tytanowe drzwi, które stanęły przed twarzami mężczyzn, zdecydowanie nie zachęcały do wejścia. Cały budynek sprawiał wrażenie ponurego, zimnego i całkiem pozbawionego duszy. Pasował idealnie do tego, co reprezentowali sobą łowcy. Nie łączył się jednak nijak z nazwą, którą mu nadano, bowiem z pewnością nie mogło być to miejsce z bajki, czy kolorowej powieści pełnej stworzeń, na których cześć nazwana została centrala.
Prohov zbliżył się o krok do drzwi, nachylając się nad niewielkim, prostokątnym panelem pozbawionym przycisków.  Jedyną ozdobą tegoż, była niewielka dioda przyjmująca w tej chwili kolor czerwony. Za sprawą krótkiego ruchu dużej dłoni, górna część maski łowcy rozstąpiła się, uwalniając włosy, które natychmiast rozlały się po jego, wciąż w połowie przykrytej, twarzy. Ledwie widoczna fala światła przesunęła się po przykrytych soczewkami tęczówkach. Zmianie koloru diody na czarny, a następnie zielony, towarzyszył urywany sygnał, po którym ciężka zasłona stworzona z ogromnych drzwi, poczęła się rozstępować. W międzyczasie maska Prohova wróciła na swoje miejsce.
Jednostka 21X… – mruknął pod nosem, wracając myślami do niedawno wypowiedzianych słów Deyana. – Wygląda na to, że spotkasz się ze znajomym. – Odwracając się przodem do chłopaka, wskazał dłonią pusty, biały korytarz za sobą, dając tym samym znak, by udał się w tę stronę. Tytanowe drzwi zamknęły się za nimi niemal natychmiast. Ira przyłożył dłoń do identycznego panelu, który istniał na zewnątrz, wykonując na jego powierzchni krótką sekwencję ruchów. Zaraz po tym pomieszczenie wypełnił pozbawiony emocji, kobiecy głos.
– Podniesiono osłonę zabezpieczającą.
Ira ruszył wskazanym wcześniej korytarzem, nie oglądając się już na Deyana. Nawet, gdyby coś mu odbiło i zechciałby uciec, nie miał takiej możliwości. Ten budynek, tak jak wszystkie pozostałe bazy, był więzieniem dla każdego, kto nie nosił śmiercionośnego, czarnego uniformu i beznamiętnych, złowrogich masek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Wto Lis 29, 2016 7:14 pm


              Nie wiedział czy mężczyzna mu uwierzył, nie mógł dostrzec najmniejszej reakcji, przez przeklęta maskę zasłaniającą wszystko, co ten chciałby ujrzeć. Żadne słowa nie wskazywały jednak na podejrzenia, lecz pewności nie mógł mieć całkowitej. W każdej chwili jego dawny przyjaciel mógł oskarżyć go o wybraną przez niego drobnostkę. Sam nie był pewny jak to się stało, że jeszcze chwilę temu siedział spokojnie na swoim balkonie, przyglądając się przypadkowym ludziom, a teraz, wraz z człowiekiem z jego przeszłości idzie w stronę niewiadomego. Gdyby tylko nie podkusiło go wyjście na zewnątrz, najprawdopodobniej czekałby dalej w ukryciu na swoje dokumenty, aby móc dołączyć do jednostki, która zapewne rozpoczynała właśnie misje w Odessie. Zdecydowanie wolałby teraz znajdować się wraz z nimi, niż być tutaj z dowódcą hunterów, który z pewnością nie pałał do niego najpozytywniejszymi uczuciami.
              - Gdzie właściwie mnie prow... – zaczął spokojnie, lecz słowa ugrzęzły mu w gardle, gdy tylko dotarło do niego, gdzie właśnie wchodzą. Przyglądał się jak pewnie Ira wchodzi do środka, sam jednak nie odważył się zrobić kroku naprzód. Poczuł jak coś ściska jego wnętrzności, a przez całe ciało przebiega nieprzyjemny dreszcz, pozostawiający po sobie gęsią skórkę. Nie chciał wchodzić do środka, wiedział, że zrobienie tego kroku będzie dla niego niczym samobójstwo. Znalezienie się w pojedynkę, w kwaterze łowców, było niemal samobójstwem. Gdyby tylko coś poszło nie tak, drobne potknięcie, a już nigdy nie opuściłby tego budynku, który równie dobrze mógłby okazać się jego grobowcem.
              Widział, że łowca po przekroczeniu progu przestał zwracać na niego większą uwagę. Zupełnie jakby dobrze wiedział, że nie ma stąd już ucieczki, a Deyan, będąc, czy nie będąc nosicielem, znajdował się w potrzasku. Po raz ostatni spojrzał na budynki znajdujące się na zewnątrz przez zamykającą się lukę, po czym próbując się opanować, pozostał kilka kroków za Prohovem. I w chwili, gdy już pomału poczuł jak zaczyna się przystosowywać, kolejny cios padł prosto w jego stronę.
              - Nie. Niemożliwe – wyszeptał niemal bezdźwięcznie, słysząc jak ten wymawia nazwę jego oddziału. Przecież powinni być już dawno w Odessie, nie powinno być żadnych problemów. Mieli wszystko, nie znano ich twarzy, fałszywe dokumenty najwyższej klasy. Do Deyana nie mogło dotrzeć to co przed chwilą usłyszał. A co gorsze - Spotkać? W jakim celu mam się z nimi teraz zobaczyć? – dorównując kroku hunterowi, tym razem wyraziście, rzucił w jego stronę. Jeżeli Ira nie kłamie, ku czemu nie ma powodów, to spotkanie z jednostką w tym momencie jest najgorszym co mogłoby się mu przytrafić. Ich moce są w tym miejscu z pewnością wygaszone, a oni nie znają jego wersji, co jeśli powiedzą o słowo za dużo. A co jeśli już powiedzieli.
              Zwolnił kroku, spoglądając pewnym siebie spojrzeniem, w stronę twarzy ukrytej za beznamiętną, czarną maską.
              - Powiedz mi gdzie idziemy i czego ode mnie chcesz – niemal wysyczał, zatrzymując się spokojnie. Jego oddech był opanowany, tak samo jak ruchy i spojrzenie. Jedyne czego chciał, to znać cel tej całej wycieczki - Po co mnie tu zabrałeś? Nie mogliśmy skończyć naszej rozmowy na zewnątrz? – dodał, czekając na jego reakcje. Choć chciał się rozejrzeć wokół, to wciąż wpatrzony był w jeden punkt. Już sam nie był pewny czy ktoś z jednostki go nie wydał, a celem Iry nie było sprowadzenie go spokojnie do centrali. Jeżeli taka była prawda, nie podda się bez walki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Wto Lis 29, 2016 9:41 pm


 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
Prohov wyraźnie usłyszał szept swojego towarzysza, a w tym, że nie wypowiedział tych słów głośno, zorientował się jedynie dzięki strukturze jego głosu. Nie była to jednak zasługa uniformu, choć ten faktycznie w wielu kwestiach wspomagał łowców, którzy ponadto zażywali przeróżne, przystosowywane pod nich dopingi. Sierafin słyszał wszystko, choć rzadko kiedy dawał do zrozumienia, że tak jest. Raczej niewielu wiedziało, jak bardzo należy pilnować się przy nim, czy to szepcząc, czy jedynie układając usta do szeptu. Szedł więc powoli dalej, ignorując przy tym słowa Deyana, pełne podejrzanego niedowierzania, świadczącego o tym, że wie coś, co każe mu sądzić, iż złapanie jednego z jego znajomych powinno być niemożliwe. Kątem oka zahaczył o oblicze mężczyzny, gdy ten znalazł się obok. Ich niemalże równe kroki odbijały się pustym echem o chłodne ściany wąskiego korytarza.
Szybko wychwycił zdenerwowanie Deyana. Ira był wyczulony na emocje ludzkie, był też wybitnym obserwatorem, co zdecydowanie pomagało mu w wykrywaniu kłamców i krętaczy. W tym przypadku nie trzeba było wiele, by zorientować się w stresie Deyana. Albo miał klaustrofobię, albo nie powiedział wszystkiego. Irze zdecydowanie nie przypadł do gustu ton, którym raczył go chłopak. Zatrzymał się przed kolejnymi drzwiami, rejestrując, że ten zwolnił krok i bez entuzjazmu odwrócił się „twarzą” w jego stronę.
Przez chwilę wisiało między nimi pełne napięcia, nieprzyjemne milczenie, przerwane w końcu spokojnym głosem dowódcy.
Mówiłem, że nie jesteś więźniem – przypomniał, jakby to miało być wystarczającym powodem do tego, by dawny przyjaciel wyzbył się wszelkich wątpliwości i obaw. Nie dzielił się z chłopakiem swoimi myślami, ani podejrzeniami, choć był już pewien, iż znalazłby się minimum jeden powód, by przetrzymać chłopaka tutaj wbrew jego woli. Zamiast jednak zrobić cokolwiek, mającego do tego doprowadzić, leniwym ruchem nadusił przycisk w okolicy karku, pozwalając Deyanowi na wgląd w ciemnozielone, niewiele wyrażające tęczówki. W intensywnym świetle, wyostrzonym dodatkowo przez nieskazitelną biel ścian, na twarzy Iry wyraźnie odznaczały się szczegóły, które ciężko było dostrzec na zewnątrz. Czarne znamiona przecinające obydwoje ciemnych oczu niknęły pod dolną częścią maski, jednak większa ich część stała się doskonale widoczna. Drapieżne spojrzenie przywodziło na myśl tego samego młodzieńca, którym był kiedyś, jednakże roztrzepane, przydługie włosy, które w tym świetle okazały się wciąż spowijać czernią, dodawały więcej charakteru i niesforności. Choć twarz Iry wciąż ukryta była pod połową maski, a spojrzenie nie wydawało się nader zachęcające, zdecydowanie lepiej patrzyło się na to, niż na martwą strukturę maski. Spojrzenie mężczyzny jednak pozostawało nieprzeniknione i nawet, jeśli na próżno było doszukiwać się w nim wrogości, nie inaczej sprawa miała się z jakąkolwiek sympatią.
Zamiast natychmiast udzielić odpowiedzi na wszystkie pytania, które padły, przyłożył dłoń do kolejnego małego panelu, na skutek czego drzwi o widocznie lżejszej strukturze niż poprzednie, rozstąpiły się. Oczom mężczyzn ukazało się wnętrze, które nie miało nic wspólnego z tym, co ujrzeli na wejściu. Podłoga przestronnego pomieszczenia wyłożona była puchatą, czekoladową wykładziną, z którą zgrywał się karmelowo-kawowy kolor ścian przystrojonych wyszukanymi ozdobami w postaci obrazów i kwiatów. Pomieszczenie rozświetlone było kilkunastoma punktowymi światłami przybierającymi różne kolory, a przestrzeń wypełniał dźwięk ostrych brzmień mających swe ujście w potężnych głośnikach. W przestrzeni zawisł ekran hologramowy wyświetlając niewybredne teledyski pełne golizny, narkotyków, alkoholu i tego, z czym kojarzyła się dobra zabawa. W rogu pomieszczenia zaszczytne miejsce zajmował okazały bar. Salon, bo tak można było nazwać to pomieszczenie, przypominał pokój spokojnej staruszki z syndromem zbuntowanego nastolatka. Jego wnętrze opanowane było jednak przez trójkę mężczyzn w sile wieku i jeden człon kobiecy.
Przyprowadziłem cię tu, żebyśmy mogli porozmawiać w normalnych warunkach. – Uprzedzony westchnięciem głos Iry przebił się płynnie przez dźwięki muzyki. – A spotkanie ze znajomym jest nieuniknione. Przeczuwałem, że ich nie zamkną. – Przewrócił oczyma, następnie kierując swoje spojrzenie na lewą część pokoju. W tejże części znajdowało się coś, co diametralnie przełamywało wystrój pomieszczenia i wesołą, luźną wtmosferę, która w nim panowała. Wzdłuż ściany rozpostarta była niebiesko-przeźroczysta poświata, stanowiąca swego rodzaju barierę, za którą znajdowało się siedem przegródek. W każdej z nich spoczywało ciało, bezwiednie oparte o ścianę, zwijające się na podłodze, lub próbujące wykorzystać własne siły do rzeczy, których nie było w stanie zrobić. Dwie dziewczyny i szóstka mężczyzn była widocznie naszprycowana różnymi środkami. Już z daleka widać było, że ich wzrok jest mętny, oddech ciężki i niestabilny, a na czole skrzą się iskierki potu. Tylko jedna przegroda gościła kogoś, kto wyglądał, jakby już był martwy. Jego powieki były zamknięte, a klatka piersiowa na pierwszy rzut oka wydawała się nie unosić. Obok niego za cienką, niematerialną ścianą był ten, którego Deyan znał jako Setha. Wydawał się trzymać lepiej niż pozostali. Był to jeden ze świeżo złapanych, w związku z czym uniknął całodziennego szprycowania narkotykami. Podano mu tylko środki uspokajające i wyciszające. Każdy z pojmanych miał na ustach mechaniczny knebel, a ręce skute zostały mosiężnymi kajdanami zajmującymi całe przedramiona.
– O, dowódca! – Przed imitacją pomieszczenia, goszczącą więźniów, po turecku siedziała piękna blondynka, która teraz, z szerokim uśmiechem oglądała się na przybyłych. Ubrana była jedynie w cienką, białą koszulkę, przez którą prowokacyjnie prześwitywały jej sutki, na nogach zaś miała krótkie szorty. Wyglądała jak co druga nastolatka, którą można spotkać na ulicach Odessy. Pozostała trójka rozrzucona była po pomieszczeniu. Za barem stał wysoki mężczyzna, wyglądający na najwyżej dwadzieścia pięć lat. Polewał wódkę, pogwizdując pod nosem, nie zaprzestając czynności, gdy zorientował się w tym, kto przyszedł. Kolejna dwójka siedziała na kanapie, trzymając w dłoniach szklanki z nieznaną zawartością. Żaden z obecnych nie miał na sobie uniformu, a najzwyczajniejsze w świecie, domowe ciuchy. Ich spojrzenia również skierowały się na Irę i jego towarzysza, którego dopiero po chwili zdali się zauważyć. Muzyka została zastopowana, Sierafin zaś dyskretnie westchnął. Jak podejrzewał, nie tego Deyan oczekiwał od kwatery siejących postrach łowców.
– Och, mamy gościa? – Ciszę przerwał zaciekawiony głosik niebieskookiej, która z niekrytym zainteresowaniem podniosła się na nogi. Goście nie byli częstym zjawiskiem w takich miejscach jak to. Męska część pomieszczenia również wyraźnie czekała na wyjaśnienia. Ira zaś ignorując ich pytające spojrzenia, utkwił swoje własne w bezsilnych, żałośnie bezbronnych nosicielach.
To nie ozdoby, odeskortujcie ich do cel – odrzekł stanowczym głosem, robiąc krok w głąb pokoju. – Oprócz tego tutaj. – Głową skinął na jednego z trójki świeżo pojmanych, należącego do wspomnianej przez Deyana jednostki. Łowcy spojrzeli po sobie z jakąś wątpliwością i niezrozumieniem, bez sprzeciwów jednak zabrali się za wykonywanie rozkazu. Drobna kobieta będąca najbliżej, bez zastanowienia zdjęła osłonę, pomijając część Setha. Rejestrując zaś pojedynczy ruch ramienia jednego z pojmanych, w ciągu sekundy sprawiła, że ten leżał u jej stóp zwijając się z bólu wywołanego silnym kopniakiem. Po jednym nastąpił kolejny. I kolejny. Dziewczyna z zaciętą, wykrzywioną wściekłością miną, sprzedawała bezbronnemu chłopakowi coraz więcej ciosów, wyglądając, jakby wpadła w niekontrolowaną furię.
– Zachciało się śmieciowi uciekać, kurwa – warknęła, wstrzymując nogę w połowie ruchu, gdy poczuła na swoim ramieniu dużą dłoń, należącą do nieco wyższego od niej blondyna, przystrojonego w widocznie znudzoną minę.
– Ness, wystarczy. Stracił przytomność. – Dziewczyna zerknąwszy na zakrwawionego chłopaka pod swymi nagimi stopami, uniosła wysoko brwi.
– Świetnie, teraz będę musiała go ciągać. – Splunęła z pogardą na bezwiedne ciało, by uraczywszy przestrzeń wściekłym fuknięciem, chwycić je za splątane włosy. W ten sposób wlokąc więźnia bez trudów po podłodze, zniknęła za jednymi z drzwi. Pozostali odeskortowani zmuszeni zostali do korzystania z własnych nóg, motywowani skutecznie przez łowców. Mężczyzna zza baru pokręcił z dezaprobatą głową, idąc w kierunku Iry, który przez cały czas jedynie przyglądał się całej tej scence. Przystojny rudzielec, zatrzymawszy się przed dowódcą, wysunął w jego stronę szklankę ze złotą whisky.
– Pobrudzili dywan – zauważył ze zgorszoną miną, zerkając na miejsce, w którym niedawno leżało zmaltretowane ciało.
Co z tamtym? – Ira zignorował uwagę partnera, skupiając swoją uwagę na nieprzytomnym dotąd nosicielu, którego jeszcze nie zabrano.
– Podaliśmy mu C10. Jeszcze dycha, ale trochę minie zanim się ocknie. O ile w ogóle. – Ira skinął krótko głową, przyjmując do dłoni szklankę. Rudzielec zajął się eskortą nieprzytomnego w dużo delikatniejszy sposób niż jego koleżanka, Prohov zaś w końcu skupił swą uwagę na Deyanie, w którego stronę wyciągnął dłoń trzymającą trunek, najwyraźniej nie zamierzając go spożywać.
Najpierw formalności. – Wskazał chłopakowi miejsce na kanapie, samemu zbliżając się do klatki więżącej nosiciela. – Powiedz jak się nazywa, jaką pełni funkcję w oddziale, jak długo go znasz i wszystko co wiesz o właściwościach jego genu. – Ciemnozielone spojrzenie wbiło się w Oksetija, nie wyrażając żadnych konkretnych emocji. Pytania te mogły być równie dobrze próbą zdobycia informacji, jak i testem sprawdzającym, czy Deyan mówi prawdę. Nie mógł bowiem wiedzieć, ile już w tej chwili zdołali dowiedzieć się hunterzy. Seth zaś nie miał możliwości podzielenia się swą wiedzą. Jego usta były zakneblowane, a podane stopery i silne środki uspokajające wykluczały użycie genu przez najbliższy czas.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Sro Lis 30, 2016 4:17 pm


              Nie odpowiedział na jego pierwsze stwierdzenie. Bo choć oficjalnie nie był więźniem, to właśnie tak się obecnie czuł. Nie uspokoiło go to nawet odrobinę, a jedynie bardziej wyczuliło jego zmysły i wzmogło ostrożność. Dopiero w chwili, gdy mężczyzna odsłonił swoje ciemnozielone tęczówki Dey, jakby na chwilę się zapomniał. W wyrazistym świetle, jakie padało w danym miejscu, o wiele dokładniej, niż poprzednio, mógł przyjrzeć się w połowie odsłoniętej twarzy dawnego przyjaciela. Nie była ona już taka jak kiedyś, a nawet mimo to, widząc ją, poczuł jak wyrzuty sumienia, które wydawało mu się, że już dawno zakopał głęboko w sobie, na nowo chciały dać o sobie znać.
              Odwrócił wzrok, chcąc zachować swoje opanowanie, lecz gdy tylko wkroczyli do nowego pomieszczenia, zaskoczenie jakie ukazało się na jego obliczu, było zbyt wyraziste. Zupełnie nie tego się spodziewał po centrum dowodzenia zimnokrwistych łowców. Wiedział, że też są lub raczej byli ludźmi, jednak jego wyobrażenie bardziej przypominało chłodną komnatę z kilkoma krzesłami, stołem do przesłuchań i miejscem, w którym znęcali się nad takimi jak on. Nigdy nawet przez najwęższe zakamarki jego wyobraźni, nie przebiłoby się wyobrażenie o takiej otoczce ich życia. Jego wzrok błądził po salonie, wyłapując coraz to nowsze szczegóły, między innymi, że wszyscy znajdujący się wewnątrz, nosili nieoficjalne stroje, wyglądali, zachowywali się... niemal ludzko... Nie tak jak kojarzył ich Dey, z bezosobowymi mordercami, którzy z zimną krwią potrafili zamordować nawet kilkuletnie dzieci, jeśli tylko przejawiły możliwość wystąpienia w ich DNA genu.
              Jednak cały obraz zwyczajnych łowców, niemal w mgnieniu oka, rozpadł się na drobne kawałki, gdy tylko do jego uszu dotarły kolejne słowa Iry. Poczuł jak ponownie zasycha mu w gardle. Siedem przegród, przypartych do ściany, ze znajdującymi się wewnątrz nich wyraźnie otumanionymi ciałami. Nie mógł powstrzymać się, aby nie wyobrazić sobie siebie samego pojmanego, trzymanego w takim właśnie miejscu. Ile by wytrzymał, czy powiedziałby cokolwiek. Tyle pytań krążyło teraz po jego umyśle, tyle wizji. Zacisnął pięść, włożoną do tylnej kieszeni spodni. Czuł się bezsilny, za dużo razy już dzisiaj przewijało się to przez jego myśli. Fakt, że nie jest w stanie nic zrobić. Nie jest w stanie wyciągnąć nosicieli z tego więzienia, gdzie sam czuł się osaczony. Niczym mysz, zamknięta w jednej klatce z wieloma kotami, które jeszcze nie zdają sobie sprawy z jej obecności. Ale gdyby tylko się ujawniła.
Rozszarpały by ją na strzępy.
              Stał bez słowa i ruchu za Prohovem, pozwalając by reszta łowców się mu bezczelnie przyglądała. Najwyraźniej goście tutaj bywali rzadkością. A przynajmniej tacy jak on. Słysząc jednak rozkaz mężczyzny, zbywający ich pytanie, poczuł niemałą ulgę. Widział niezadowolenie na ich twarzach, lecz żadnego sprzeciwu. Ira miał posłuch, od razu wiadomo było, że z jego decyzjami się nie dyskutuje.
              Przerzucił spojrzenie na drobną kobietę, która otworzyła blokady i gdy tylko jeden z pojmanych spróbował zrobić ryzykowny ruch, ta niemal w sekundę znalazła się przy nim, okładając go ciosami, wyglądającymi na znacznie brutalniejsze, niż można było się po niej spodziewać. Pięść w kieszeni spodni, zacieśniała się coraz mocniej. Praktycznie czuł, jak paznokcie próbują przebić jego skórę. Tak bardzo chciałby teraz coś zrobić. Wystarczyłby drobny ruch, a łowczyni leżałaby na ziemi ze skręconym karkiem, lecz czy miałby dość sił, aby powalić resztę hunterów. Czy raczej po chwili sam znalazłby się koło niej, albo co gorsze, w jednej z klatek.
              Nie odwracał głowy, przypatrując się całej sytuacji, przysłuchując się wszystkim słowom, gruntując swoją nienawiść jeszcze mocniej niż dotychczas i dopiero w chwili, gdy reszta opuściła pomieszczenie, dostrzegł on pozostałego wraz z nimi nosiciela. Trzymał się on wyraźnie lepiej niż jego byli towarzysze, a jego nieco omamione spojrzenie, zdawało się dostrzec postać Deyana już dużo wcześniej.
              Seth przeszło mu przez głowę, gdy tylko ich oczy się spotkały. Nie urywając kontaktu wzrokowego, zajął miejsce koło huntera, nie odpowiedział on jednak na jego formalności. Wiedział, że naszprycowany różnymi specyfikami nosiciel nie będzie w stanie posługiwać się swoją zdolnością, lecz mimo tego próbował. Próbował usłyszeć chociażby najmniejszy szept w swojej głowie, który mógłby dotrzeć do niego, dzięki telepatii mężczyzny. Panowała jednak głucha cisza. Oksetij widział, że ten również stara się skontaktować, lecz po chwili, otumanione tęczówki przerwały ich kontakt, a głowa Setha opadła w dół. Wtedy też Deyan otworzył swoje usta - To Seth, znam go od dwudziestu dziewięciu lat - zaczął, nie spoglądając nawet przez chwilę na oblicze łowcy.
- Resztę informacji już zapewne znacie, nie widzę sensu w tym, żeby wam je podawać - dodał po chwili milczenia. Jego twarz wyrażała teraz najzwyczajniejszą w świecie obojętność. Zupełnie jakby wszystko co miał w sobie nagle z niego uleciało, w chwili, gdy tylko uświadomił sobie, co stanie się z jego przyjacielem, zamkniętym teraz naprzeciw niego.
              - Nie przyszedłem tutaj mówić wam o kimś kogo już pojmaliście. Chce wydać wam Dantego i na tym koniec - spokojny głos, dał się bez problemu roznieść po całym pomieszczeniu, a gdy tylko dotarł do uszu Setha, ten jakby nagle ocucony, podniósł się gwałtownie na nogi, próbując coś wykrzyczeć, jednak knebel znajdujący się w jego ustach, blokował wszystkie słowa, chcące się z nich wydostać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Sob Gru 17, 2016 4:16 pm


 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
Przez cały czas kątem oka obserwował swojego gościa. Zauważał każdy najdrobniejszy gest, drgnięcie powieki, spięcie pojedynczych mięśni. Słyszał wyraźnie rytm jego serca. Nie reagując, obserwował jak ciało młodego uciekiniera spina się wyraźnie, gdy jeden z pojmanych przyjmuje ciosy od Inessy. Widział jak struktura materiału, pod którym trzyma dłonie, zmienia się. Szybko zrozumiał, że pięści jego przybysza zaciskają się boleśnie, jakby to miało pomóc w opanowaniu nerwów. Deyan widocznie współczuł temu odrzutkowi społeczeństwa, którego drobna dziewczyna w końcu wywlokła za drzwi. Jak bardzo tyle lat z nimi wpłynęło na chłopaka? Najwidoczniej wystarczająco, by z trudem powstrzymywał się od wejścia między łowcę a więźnia, mimo że prawdopodobnie nigdy nie widział tego konkretnego odmieńca na oczy. Nie byli z jednej jednostki. O ile można mówić o przynależności w przypadku Deyana, który przecież nie był jednym z nich. Czyż nie tak?
Deyan zżył się z nimi. Cała nienawiść do łowców zbyt wyraźnie odznaczała się w jego spojrzeniu. Sierafin na to spostrzeżenie mógł tylko zmrużyć delikatnie oczy i oswajać się z myślą, że teraz jest obiektem nienawiści. Z tego, co łączyło ich kiedyś, nie zostało już absolutnie nic. Na szczęście nie miał teraz czasu, by rozwodzić się nad dawnymi relacjami. Wciąż pracował. Właściwie jego życie było ciągłą pracą. Być może dlatego tak rzadko chował uniform.
Stał spokojnie również wtedy, gdy oczy młodszego mężczyzny wpatrywały się intensywnie w jedynego pozostałego w pokoju więźnia. Usta Sierafina wykrzywiły się w podłym uśmiechu, który wciąż zakrywała maska. Gdyby nie umiejętność opanowania, którą nabył przez lata, roześmiałby się gromko. No bo przecież! Te próby mentalnego połączenia, których ci tutaj się podejmowali, były przeurocze! I bezcelowe. Hunterzy doskonale wiedzieli jaką dawkę, jakiej substancji należy podać nosicielom, żeby na określony czas pozbawić ich umiejętności. Choć Ira nie był obecny przy wstrzykiwaniu więźniowi substancji, w tej kwestii ufał swoim doświadczonym ludziom. Był pewien, że te zacięte spojrzenia dwójki mężczyzn na nic się nie zdadzą. Jego uśmiech pogłębił się jeszcze mocniej, gdy ujrzał jak rzekomy Seth spuszcza poddańczo głowę. Oczywiście, nie mylił się.
W międzyczasie, gdy Deyan zastanawiał się, co powiedzieć, Sierafin ze spokojem spoczął na sofie, odstawiając szklankę z alkoholem na stolik obok. Oparł łokieć o podramiennik, zaś podbródek na dłoni. Wyglądał na dość znudzonego tym, jak wszystko się przeciągało. Dla niego to był element rutyny. Przesłuchania były nieodłączną częścią jego pracy.
Palce Iry swobodnie poczęły stukać o jego policzek, gdy Oksitiej zaczął w końcu mówić. Ciemnozielone spojrzenie intensywnie wlepiało się w mężczyznę.  Pozwolił mu mówić, nie zamierzając przerywać, nawet jeśli Deyan dał mu do tego powód, odmawiając odpowiedzi na wszystkie pytania. Spojrzenie Sierafina oderwało się od gościa dopiero, gdy z boku usłyszał paniczne próby wypowiedzenia zrozumiałych słów. Gwizdnął z podziwem, orientując się, że pojmany zdołał wstać. Uśmiechnął się lekko. Zaczynał się dobrze bawić.
Przez chwilę w pomieszczeniu zapanowała przeciągająca się cisza. W końcu Ira przymknął oczy, westchnął ciężko i rozłożył ręce w geście zrezygnowania. Zacmokał ze zniecierpliwieniem, podnosząc się z miejsca. Luźnym krokiem zbliżył się do swego gościa, by położyć zaskakująco zimne dłonie, obleczone w czarny materiał, na jego ramionach. Nachylił się delikatnie nad chłopakiem, zaglądając głęboko w jego piękne, złote tęczówki.
Słonko, to ja decyduję o tym, po co tu przyszedłeś – wyszeptał powoli, jakby objaśniał dziecku wyjątkowo skomplikowaną dla niego kwestię. Chrapliwy głos, zniekształcony dodatkowo przez maskę, przyprawiał o ciarki. – Odpowiedz na poprzednie pytania. – Poklepał chłopaka teatralnie pokrzepiająco po ramieniu, by za chwilę się odsunąć i niespiesznie podążyć w stronę zamkniętego nosiciela. Oczekując odpowiedzi od Deyana, zdjął zasłonę zamykającą drugiego mężczyznę w czterech ścianach.  Spokojnie przed nim przyklęknął, bowiem ten nie miał wystarczająco dużo sił, by wciąż stać na nogach. Przekrzywił delikatnie głowę pozwalając by część kruczoczarnych włosów przykryła jego twarz. Szczęśliwie dla wszystkich, okrutny, rozciągający się szeroko uśmiech obnażający śnieżnobiałe, przystrojone w ostre kły zęby, wciąż zakrywała maska.
Patrzcie no, jaki niecierpliwy – wymruczał z niepokojącą rozkoszą w głosie, kładąc swą dłoń na głowie mężczyzny. Wplótł palce w rozczochrane włosy, głaszcząc je zupełnie nieszkodliwie. – I na ciebie przyjdzie czas, o b i e c u j ę – szeptał hipnotyzująco, zagłębiając się w spojrzenie nosiciela. – Ale teraz mi przeszkadzasz. – W ciągu sekundy długie palce zacisnęły się mocno na włosach więźnia, a silna dłoń płynnym ruchem odepchnęła go od siebie z siłą, na którą nie wskazywał pozornie nieszkodliwy ruch. Głowa pojmanego uderzyła z hukiem o ścianę za nim, a ten nie miał nawet chwili, by wydać z siebie jakikolwiek dźwięk. Stracił przytomność.
Ira spokojnie podniósł się na nogi i powoli odwrócił przodem do Deyana.
To jak? Będziesz mówił, czy mam się zniecierpliwić? Wiesz przecież, że szybko się niecierpliwię – odparł głosem cierpiętnika, zupełnie jakby dawny przyjaciel był jedynym, który przyczynia się do wszystkiego, co robi Hunter, podczas, gdy on tego nie chciał. Po prostu nie lubił czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Czw Lut 02, 2017 6:44 pm


        Gdy tylko chłodne palce huntera spoczęły na ramionach Deya, ten nawet nie drgnął, odwzajemniając jedynie jego chłodne spojrzenie. Sam nie wiedział z jakiego powodu się tutaj znajduje, jaki cel niesie ze sobą to spotkanie po latach oraz dlaczego ma ono miejsce właśnie teraz, w takich okolicznościach. Dwie skłócone ze sobą strony, prowadzonej cichej wojny, a oni, po jej przeciwnych stronach. Kiedyś tak blisko, a obecnie najdalej jak to tylko możliwe. Czy gdyby dane mu było cofnąć czas, zrobiłby coś inaczej? Postąpił w inny sposób? Zapewne tak. Nie opuszczałby swojego małego poddasza, tylko po to, aby dowiedzieć się kim stała się najbliższa mu niegdyś osoba.
        Leniwie podążył wzrokiem za oddalającą się sylwetką Iry, wiedział, gdzie zmierza, dlatego gdy bariera oddzielająca ich od Setha opadła, nie dał po sobie poznać zdenerwowania. Przyglądał się jak palce huntera przeczesują włosy jego pojmanego kompana, by już w następnej chwili zadać cios. Butny nosiciel upadł na chłodną posadzkę nieprzytomny, lecz ciche bicie jego serca wciąż docierało do wyczulonych uszu Deya.
        - Był zwykłym zwiadowcą - zaczął niechętnie, podnosząc się z zajmowanego miejsca. Odwrócił swoje złote spojrzenie od ciała, rzucając je obojętnie w stronę przysłoniętej ciemnymi kosmykami twarzy.
        - Umiał czytać w myślach oraz wchodzić do umysłów innych. Tyle wiem - dokończył, stawiając kroki, zbliżające go ku zamaskowanej postaci. Miał już dość przebywania w tym miejscu. Oksetij domyślał się, że informacje, które teraz podaje zapewne są już dobrze znane Prohovowi, a nawet jeśli tak nie było, to prędzej czy później ten by je poznał. Nie czuł zdrady, wiedział, że jedynie możliwie oszczędził Sethowi kilku tortur, jakie szykowali dla niego łowcy, chcący wydobyć z niego cokolwiek.
        Jego największym pragnieniem w obecnej chwili było jedynie wyjście z tego pomieszczenia. Czuł, jakby ciemne ściany więzienia wysysały z niego resztki mocy, jaką w sobie chował, ogarniało go niespotykane poczucie senności i zmęczenia, jednak usilnie próbował utrzymać swoją pewną siebie posturę, starając się nie myśleć o potrzebnych mu obecnie promieniach słonecznych.
        - Wiesz już co chciałeś - głos wychodzący z jego ust był niespotykanie cichy i spokojny. Dey miał jednak pewność, że dotrze on do uszu mężczyzny, gdyż odległość dzieląca ich, zdawała się już niemal zatrzeć - Jeżeli nie masz innych powodów do przetrzymywania mnie w tym miejscu, może pozwolisz mi już stąd wyjść – dodał bez chwili zawahania, lecz ton jakim wymówił te słowa nie sugerował pytania, mogąc za to wydawać się nieco bezczelnym i niepasującym do pozycji w jakiej się obecnie znajdował. Był jednak zbyt wyczerpany, żeby móc się tym przejąć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ivan
Admin
avatar

Liczba postów : 532
Join date : 02/07/2015
Age : 21

PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   Nie Maj 28, 2017 3:04 pm


 ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼   ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  ▲  ▼  
W ciszy wysłuchał słów Deyana, potakując krótko głową. Faktycznie, informacje się zgadzały, lecz mężczyzna był pewien, że chłopak wie o tym tutaj, jak i o reszcie, dużo więcej niż chciał powiedzieć. Żył z nimi. Żył z nimi jak jeden z nich. Czy przeciętny człowiek mógłby zostać dopuszczony do jednostki odmieńców? To było zbyt ryzykowne. Nie ufali ludziom, bo jakże mogli, wiedząc, że w każdej chwili ci mogą ich wydać. Ludzie bali się konsekwencji, jakie niosło za sobą ukrywanie nosicieli, toteż tego nie robili. Nawet, jeśli zdarzały się jednostki, wierzące, iż ci nie stanowią zagrożenia i nie powinni być tak surowo traktowani, nie wychylali się ze swoimi opiniami. Nie mówiąc już o kontaktowaniu się z tymi. Sierafin delikatnie zmrużył oczy, zdając się przeszywać nimi na wskroś swego towarzysza.
Wiem, co chciałem? – wymruczał powoli, jakby się głęboko nad czymś zastanawiał. Powoli pokręcił głową, cmokając krótko. Był nieomal od wywrócenia oczami. – Czyż nie przyszedłeś tu wydać Dantego, stary przyjacielu? – oschły ton wskazywał na pytanie retoryczne. Hunter nie wyglądał na takiego, który był skłonny do wypuszczenia kogokolwiek z kwatery w najbliższym czasie.
Chodź ze mną – zarządził i nie czekając na odpowiedź podążył w stronę jednych z drzwi, w głębi pokoju. Zatrzymał się przed nimi upewniając, że chłopak idzie, a następnie przepuścił go przodem w przejściu. Pomieszczenie okazało się windą, która to po chwili zatrzymała się na ostatnim piętrze. Gdy drzwi się rozwarły, im oczom ukazał się wystrój, który znacznie bardziej pasował do tego, jaki można było sobie wyobrażać, myśląc o kwaterze łowców. Długi korytarz utrzymany w chłodnych barwach, bez żadnych okien, z tytanowymi ścianami, wypełniony był przyćmionym światłem, a zewsząd panowała głucha cisza. Postąpił kilka kroków do przodu, zatrzymując się dość nieoczekiwanie i wyciągnął dłoń w stronę jednej ze ścian, dotykając jej opuszkami, niemalże pieszczotliwie.
Zdradzę ci tajemnicę – odezwał się spokojnym tonem, kątem oka patrząc na swego gościa. – Ściany tego budynku są wyjątkowe. Specjalna technologia, stworzona na nosicieli. – Powoli odwrócił się w stronę dawnego przyjaciela, a jego wzrok nie mówił nic. Dłoń delikatnie zjechała po zimnej powierzchni, kończąc przy ciele Huntera.
Stopniowo, powoli wysysa z nich energię. Tracą zdolności, słabną, w końcu przestają rozsądnie myśleć. Im dłużej tu są, tym bardziej wariują. Wszystkim, co im towarzyszy, są te ściany. – Rozejrzał się po korytarzu z jakimś namaszczeniem. – Jedyny towarzysz śmierci. Klatka, która powoli zabija, odbiera wszystko, nawet świadomość. – Zielone spojrzenie utknęło w Deyanie. – Czyż to nie poetyckie? – Wyszeptał, zaśmiawszy się w chwilę po tym z istnym rozbawieniem. Mówił, jakby wiedział. Jakby chciał przekazać mu jego przyszłość. Lecz w rzeczywistości Ira nie chciał w to wierzyć. Próbował znaleźć racjonalny powód, dla którego człowiek został dopuszczony do odmieńców. Nie myślał o Deyanie, jak o jednym z nich.
Postąpił krok do przodu, przesuwając dłonią w jednym z miejsc, powodując, iż jedne z ogromnej ilości tytanowych drzwi zdobiących korytarz, rozstąpiły się. Prohov stając bokiem do wejścia, ręką zaprosił swego gościa do środka. Sterylne pomieszczenie, z kilkoma szafkami, stołem i dwoma krzesłami. Niemalże puste, ciche jak wszystko wkoło. Zamiary Iry były nieznane. A jedynym sposobem, by się o nich przekonać, było wejście do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora Online
Sponsored content




PisanieTemat: Re: 4042 |2 os. | bn | yaoi|   

Powrót do góry Go down
 
4042 |2 os. | bn | yaoi|
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: