IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Metro |2 os. | bn | yaoi|

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pią Paź 07, 2016 12:51 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         Gdyby nie zachrypnięty śmiech Dimy, Sasza pewnie dalej stałby jak w transie, dokładnie analizując każdy szczegół wyglądu i ruchu Stalkera, próbując odeprzeć od siebie wrażenie, że to jest ta sama osoba, którą kiedyś znał. Opamiętał się jednak słysząc, jak ten przyrównuje go do wstydliwej panienki, na co jedynie prychnął cicho pod nosem. Czuł się zupełnie tak jakby znalazł się w dawno zapomnianym przez niego śnie, śnie z którego wcale nie chciał się budzić. Może i był naprawdę młody, kiedy to obaj się znali, ale nawet w pamięci dziecka ktoś kto jest dla ciebie jak rodzina, pozostaje tam na zawsze. Zupełnie tak jak sądny dzień, kiedy wszystko co znali się zmieniło, gdy wielka metropolia pełna życia, w kilka chwil przeobraziła się w zbiorowy grobowiec, a decyzje, które wtedy podjęli, choć jeszcze o tym nie wiedzieli, miały dramatyczny wpływ na ich przyszłe życia.

          Stopniowo się uspokajając, usiadł z powrotem na krześle, przysłuchując się temu, co mężczyzna ma do powiedzenia, a gdy tylko do jego uszu dotarła informacja o ucieczce, twarz Saszy przybrała nietypowy wyraz.
- Wolałeś Borysa – wzruszył ramionami na pozór obojętnie, lecz bez problemu można było dostrzec, że gdzieś głęboko czuł do niego o to nieuzasadniony żal. Wiedział, że nawet gdyby Dima chciał go wtedy z nimi wziąć, to i tak nie było takiej możliwości. Dalej pamiętał, choć obraz nie był już tak wyraźny jak kiedyś, jak siedząc w jednym z pokoi sierocińca wraz z opiekunem i dwójką ludzi, którzy chcieli nazywać się jego przyszłymi rodzicami, patrzy przez ubrudzone okno na dwójkę dzieci, wymykającą się z ich domu.
         Mimo, że wypowiedział tamte słowa, wciąż nie mógł przyswoić do siebie informacji o tym, że naprzeciw niego siedzi dokładnie ta sama osoba, którą ostatni raz widział uciekającą przez zapaćkane szyby przytułku. Gdyby teraz mu się uważnie przyjrzeć, wyglądał tak, jakby zobaczył ducha, od którego nie może oderwać swojego spojrzenia. Potrzebował czegoś co go utwierdzi w tym, że on to naprawdę on i gdy tylko padły słowa dotyczące jego nocnych wędrówek do łóżka Dimy, jakby nagle zrozumiał kto tak naprawdę się przed nim znajduje. Dojrzeć było można jak jego mięśnie wyraźnie się rozluźniają, a jego ręka sięga po podarowanego mu papierosa. Spojrzał na niego niepewnie, nie miał tego w ustach już dobrych kilka lat, jednak teraz znów było mu wszystko jedno, potrzebował po raz kolejny poczuć dym w swoich płucach.
         - Przyszła po mnie para, która chciała mnie przygarnąć – odpalił skręta i zaciągnął się lekko, nie chcąc, zacząć się dusić i kaszleć po tak długiej przerwie – Przed adopcją musieli spędzić ze mną trochę czasu. Wiesz, poznać się, stwierdzić czy mnie chcą. Pierdoły – złapał błękitne spojrzenie, na chwile się zapominając – Tego dnia postanowili, że pojedziemy do zoo, a że nie mieli samochodu to pojechaliśmy metrem. Głupi przypadek i zbieg okoliczności, że akurat kiedy wsiadaliśmy, wszystko się zaczęło. Opiekowali się mną po tym wszystkim kilka lat, ale później gdzieś przepadli. Nie wiem co się z nimi stało, obstawiam że się im znudziłem i po prostu mieli mnie już dość. Zresztą, kto chciałby wychowywać dziecko w takich warunkach. Chyba tylko skończony idiota by się w coś takiego pakował – uśmiechnął się z przekąsem, wypuszczając dym – Później – zamyślił się, nie będąc pewnym czy było się czym chwalić, lecz po chwili namysłu stwierdził, że i tak nie ma czego ukrywać – Później zacząłem przemycać drobne rzeczy, od stacji do stacji, wiesz Hanza i Linia Czerwona zaczynały pomału się kształtować, a ja jako mały chłopiec nie wzbudzałem dużych podejrzeń. Przez długi czas nie czułem się przynależny do żadnej stacji, aż na Kitaj-Gorodzie nie rozpoczęły się organizacje Aren. Tam zresztą poznałem Aarona – oderwał spojrzenie od niebieskich tęczówek, a jego głos nagle jakby się załamał – To on przekonał mnie do skończenia z tym i zostania Stalkerem – zgniótł w palcach końcówkę papierosa i biorąc głębszy oddech, znów spojrzał na Dimę. Dziwił się przed samym sobą, że tak łatwo opowiedział niemal wszystko, na pozór obcej osobie, nie wiedział kim teraz był i czy może mu ufać, a jednak...
- A co z tobą? Kim tutaj jesteś, że wszyscy tak się ciebie boją? - odbił temat od siebie, chcąc mimo wszystko dowiedzieć się jak najwięcej o jego dawnym przyjacielu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Nie Paź 09, 2016 10:36 am

Zmrużył lekko oczy wpatrując się w żarzącą się niepewnie końcówkę papierosa, który miał wstrętny, gryzący smak, ale Dima lubił to szorstkie drapanie w gardle i sinobury, gęsty dym. Opowieść Saszy brzmiała całkiem sensownie. Podobnie jak opowieści wielu innych, których spotykał na swojej drodze, i których albo nie chciał, albo musiał słuchać.
         Czujne spojrzenie ślizgało się po, całkiem przystojnej jak na pozostałych niedobitków, twarzy, z której Dimitri mógł wyczytać więcej niż z tembru głosu i samej opowieści. Tu drgnął mięsień na policzku, tam Sasza wziął dwa oddechy, tam żadnego, jakby chciał przeskoczyć słowo, a w jeszcze innym momencie lekko drgnęła mu powieka. Mimo półmroku dostrzegał takie rzeczy. Drobne cienie i załamania bynajmniej nie skrywane, a uwydatniane przez chwiejny płomień świecy.
Nie przerywał Stalkerowi cierpliwie czekając aż skończy. Tylko raz miał ochotę wpaść mu w słowo.
Areny.
Żałosna rozrywka kształtująca tych, z których Dima najczęściej robił sobie tarcze strzelnicze. Maszynki do zabijania wywołujące burdy i awantury. Niewielu z tym tak naprawdę zrywało. Tak samo jak z sektami i nazistami. To zawsze zostawało gdzieś na dnie w postaci demona gotowego wychynąć w najgorszym z możliwych momentów.
     — Od aren do Stalkera — mruknął odrobinę zjadliwie zastanawiając się ile blizn kryje się pod ubraniem Saszy. — Hmm... Przykro mi z powodu Aarona i reszty. Ale nadal nie odpowiedziałeś mi co tam robiliście konkretnie. To nie jest przesłuchanie — westchnął ciężko i podniósł się z miejsca wyglądając na zewnątrz czy przypadkiem ktoś ich nie podsłuchuje. — Muszę po prostu wiedzieć, by trzymać rękę na pulsie. Zdążyć zareagować. Znać ryzyko.
Przyzwyczajony do wydawania poleceń wyrażał się krótkimi, prostymi zdaniami. Niełatwo było mu to przeskoczyć.
     — Słuchaj, Aleksandr. Sasza. Borowicka nie jest w tej chwili dobrym miejscem. To ostatnia szansa, żebyś dostał się do Kitaj-Gorodu. Praktycznie już nikomu nie pozwalamy opuszczać stacji, ale ciebie jeszcze uda mi się przepchnąć.
Kiedy pokonał odległość od żałosnej kotary imitującej drzwi? Kiedy udało mu się niepostrzeżenie nachylić nad Aristowa, by jego słowa dotarły tylko i wyłącznie do niego?
Nie odpowiedział na żadne pytania, bo nie uznał, by było to w tej chwili konieczne. By w ogóle było ważne.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Nie Paź 09, 2016 10:33 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

                Wrócił na swoje miejsce, nieco zawiedziony tym, że mężczyzna zignorował jego pytanie, żądając w zamian od niego informacji. Oparł się wygodnie, o ile możliwe na tak twardym krześle i odwrócił głowę w stronę pochylającego się nad nim Dimy.
- Wymagasz, żebym powiedział ci szczegóły mojej misji, podczas gdy sam nie możesz odpowiedzieć mi na jedno pytanie – wyszeptał, zaglądając mu głęboko w oczy, czując jego oddech, muskający jego pokaleczone usta – Ale niech ci będzie. Skoro naprawdę musisz wiedzieć to szukaliśmy tam książki, jednej pierdolonej książki, przez którą wszyscy teraz nie żyją – przerwał, próbując dopatrzeć się czegokolwiek w błękitnych tęczówkach Dimy, przybliżył się nieznacznie w jego stronę, ściszając przy tym głos - „Mistrz i Małgorzata”, może kojarzysz, była u nas na półce jedynym co brałem do ręki. Miał to być rutynowy wypad, znaleźć najpotrzebniejsze rzeczy i wrócić. Aaron jednak był pewny, że tym razem wie gdzie ona jest i na te urodziny chce mi ją dać. Gdybyś go spotkał. Wiedziałbyś, że nikt tak nie potrafi przekonać ludzi, żeby zrobili co chce, jak on. Nie musiał nikogo długo namawiać, w końcu już nie raz wracaliśmy cali z Biblioteki. Idiota – tym razem, wspominając o swoim martwym kochanku, nie odwrócił wzroku, był zbyt wściekły, na Aarona, że wpadł na ten pomysł, na  Borysa, Sema, Katye, że tak łatwo dali się przekonać, na siebie. Był wściekły, że pod wpływem kilku słów, zapomniał o racjonalizmie i zdrowym rozsądku.
              - Jesteś zadowolony? - wyszeptał Dimie niemal do ust, odsuwając się powoli i odwracając wzrok – Nie ma żadnego ryzyka, to wszystko zwyczajnie nie powinno mieć miejsca – dodał wpatrując się ozięble w płomień świecy – Nie widzę sensu wracania do Kitaj-Gorodu – taka była prawda, nie miał po co tam wracać, do pustego namiotu, który zapewne byłby jeszcze bardziej chłodny niż zwykle. Sem i Katya byli parą, a Borys pieprzył wszystko co tylko się ruszało i było chętne, Sasza nie miał nawet komu powiedzieć o tym co zaszło na górze. Na pewno byli tacy, których interesował ich los, jednak nie był pewny tego jak zareagują na jego przybycie. Aaron nie żyje, władza jest teraz w rękach Zosima, a on nigdy nie przepadał za Aristowem i najprawdopodobniej gdyby ten tylko postawił nogę w Kitaj-Gorodzie, Zos nie zawahałby się skrócić go o głowę. W końcu teraz Aleksandr był dla niego jedynym realnym zagrożeniem, które mogłoby mu stanąć na drodze do przejęcia całkowitej władzy na stacji.
               - Tutaj też nie zostanę, możesz wypuścić mnie w stronę Polianki, stamtąd jakoś sobie poradzę – rzucił obojętnym tonem, zupełnie jakby to wszystko go nie dotyczyło,
jakby to nie z jego winy życie straciła niedawno szóstka osób,
jednak on dobrze o tym wiedział, nie chciał tego okazać, lecz oczy nie mogą oszukać, przypatrz się w nie wystarczająco mocno, a zobaczysz ogień, który trawi go teraz od środka, wypalając na zawsze obrazy konających ludzi w jego umyśle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Czw Paź 13, 2016 6:51 pm

Dima powstrzymał się przed wyrażeniem swych myśli na głos, co, jak na niego, było ogromnym postępem. Nie chciał jednak na wstępie zniechęcać do siebie przyjaciela z dzieciństwa. Tęsknota za nim minęła lata temu, ale był sentyment. Sasza przypomniał mu o życiu przed metrem, a Dimitri dał się zaskoczyć ciepłej fali wspomnień, których nie dopuszczał do siebie przez ostatnie dwie dekady. Nie mógł natychmiast z powrotem zamknąć tych drzwi.
     — Chcesz powiedzieć, że twoi towarzysze zginęli, bo poszliście po książkę dla ciebie? — spytał, choć nie tak napastliwie jak mógłby. Wbił palce w policzki Saszy, zmuszając go, by ponownie na niego spojrzał, i może właśnie przez to spojrzenie nieco złagodniał. W końcu nie z takich powodów ginęli Stalkerzy. Nie mógł potępiać go o coś takiego, samemu setki razy narażając własne i innych życia na niebezpieczeństwo dla byle błahostki. — Nie zmieniłeś się za wiele, co?
         Dima odsunął się klepiąc Aleksandra w policzek. Na powrót przyjął chłodną i pełną surowości postawę sięgając po wytartą, ale wciąż jeszcze nieźle wyglądającą kurtkę.
     — Polianka odpada. Nawet gdyby to nie był najgłupszy pomysł, o jakim słyszałem, to nie puszczą cię tam. Właściwie i tak daleko nie zajdziesz, bo...
Dima wyraźnie się zawahał. Borowicka była na granicy kryzysu, a wraz z nią całe metro. Od kilku dni Zakon próbował jakoś temu zaradzić, lecz na próżno. Zaczęło się od złego samopoczucia, mdłości i niewysokiej gorączki. Przedwczoraj zmarła pierwsza osoba, więc władze stacji postawiły przy tunelu do Polianki patrol, który nikogo nie wpuszczał i nie wypuszczał.
     — Druga osoba — Do pomieszczenia niemal niesłyszalnie wśliznął się ten sam mężczyzna, którego wcześniej odprawił Dima, ale Dimitri nie zdawał nie być zaskoczony ani jego obecnością, ani treścią słów.
     — Sprawdziliśmy filtry... — Dima urwał zerkając szybko na Saszę. Jaką miał tak naprawdę gwarancję, że można mu zaufać? Podrapał się w zamyśleniu po policzku pokrytym ledwie widocznym, jednodniowym zarostem. — Kurwa. Chodź ze mną, musisz mi w czymś pomóc. — Mężczyzna rzucił towarzyszowi niewielki, mocno zabezpieczony pakuneczek. — Trzymaj to przy sobie i nie otwieraj — polecił chłodno wskazując Saszy drogę do naczelnika stacji. Nikolaj Smirnow to największa szuja, z jaką Dima miał do czynienia w ostatnim czasie. Ściskał w rękach tajemnice, co mogło kosztować życie wielu mieszkańców metra.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pią Paź 14, 2016 4:31 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         - Bo? - zapytał, rozmasowując niechętnie policzki, w które jeszcze przed chwilą wbijały się palce Dimy. Odpowiedź jednak nie padła, gdyż nagle do pomieszczenia wśliznął się odprawiony wcześniej mężczyzna. Sasza popatrzył na niego pytającym spojrzeniem, nie rozumiejąc o co może chodzić, lecz dostrzegając obojętność na twarzy Sorokina, nie przejął się tym zbytnio i zaskoczony wziął do rąk pakunek, podarowany mu, bez słowa ruszając za towarzyszem we wskazanym mu kierunku.
         Idąc przez Borowicką, tym razem nieco wolniej, miał okazje dokładniej jej się przyjrzeć. Była ona pełna ludzi, jednak widać było, że coś jest nie tak. Gwar jaki zazwyczaj panował na tak dużych stacjach był tutaj niemal niesłyszalny, a mieszkańcy wyraźnie byli czymś zaniepokojeni.
- Co właściwie niosę? - wyrównał krok z Dimą, szepcząc w jego stronę. Zastanawiał się co takiego może być w tym niewielkim opakowaniu i dlaczego dał go właśnie jemu. - Co się tutaj w ogóle dzieje? - zapytał ponownie, widząc zatroskane spojrzenia, kierowane w stronę Stalkera, idącego obok niego. Aristow będąc niemal pewnym, że ten znów nie odpowie na jego pytania, zatrzymał się i stanowczym ruchem chwycił go za rękę, obracając w swoją stronę. - Może choć raz mi odpowiesz – wysyczał, ściskając jego nadgarstek swoimi chłodnymi palcami, starając się pokazać, że tym razem nie odpuści i nie da mu tego przemilczeć - Dim...
         - Dimitri! - nieprzyjemny głos, przyprawiający o ciarki, przyciągnął spojrzenie Saszy – Kto to jest? - odezwał się ponownie nieznajomy, jednak ton jego głosu wcale nie wskazywał na zainteresowanie oraz chęć uzyskania odpowiedzi. Aristow zlustrował rosłego mężczyznę w podeszłym wieku, idącego w ich kierunku i puszczając Sorokina, obrócił się w jego stronę.
- A ty kim jesteś? - odezwał się niemalże bezczelnym tonem, będąc zirytowanym, że ktoś mu przerywa oraz sprawiając, że ten dopiero teraz raczył spojrzeć na towarzysza Dimy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sob Paź 15, 2016 8:20 pm

Na sekundę Dima faktycznie nawet na niego spojrzał. Przez moment zdawało się, że to wciąż ten sam chłopiec z sierocińca, ale naraz jego jasne spojrzenie zaszło chłodem, a mężczyzna potrząsnął ręką próbując ja wyswobodzić z niechcianego uścisku.
     — Masz to mieć przy sobie, póki jesteś ze mną. Może się przydać — odpowiedział mu po chwili tak długiej, że Aristow mógł już stracić nadzieję na to, że w ogóle wydusi z niego jakąkolwiek odpowiedź. — Po prostu go schowaj, okej?
Ułamek sekundy, a Sasza leżałby na ziemi przygnieciony potężnym ciałem Stalkera, który z całą pewnością wykorzystałby sytuację, zbadał chętnie jak zmieniło się ciało, które przytulał w sierocińcu w burzowe noce. Jak twardy jest jego fiut, jeśli reaguje na szorstki, mocny uścisk męskiej dłoni.
Mężczyzna uśmiechnął się pod nosem i ospale odwrócił w kierunku apodyktycznego głosu; uwolnione ręce zakładając na piersi, robiąc z siebie barierę nie do przejścia. Jakby odruchowo zasłaniał Saszę przed jakimkolwiek bodźcem z zewnątrz. Jakby w ogóle nad tym pomyślał.
     — To jest naczelnik stacji, Sasza.
Dima miał w sobie coś takiego, że się go słuchało. Podszedł do Nikolaja Smirnowa i spojrzał mu prosto w oczy. Przez moment patrzyli na siebie bez słowa, w końcu starszy mężczyzna roześmiał się nieszczerze i poklepał Dimę po plecach.
     — Przyjaciele Sorokina to nasi przyjaciele.
     — Bez, kurwa, kitu. Wiesz, co się tu dzieje i oczekuję wyjaśnień. Młynarz mnie tu wysłał nie bez powodu.
     — A myślałem, że wróciłeś zająć się tym, czym większo...
Dima nie pozwolił mężczyźnie skończyć. Mimo iż ten pojawił się w towarzystwie dwóch uzbrojonych osiłków, złapał naczelnika stacji za kark i pchnął na najbliższy filar.
     — Moja cierpliwość jest na wyczerpaniu. Możesz sobie okłamywać mieszkańców, ale nie mnie. Widzę, że ta zaraz wychodzi od nas, tylko, kurwa, nie wiem czy przez powietrze, wodę czy szczury.
     — Nie wiem. Ludzie chorują, zamknęliśmy granice, a mimo inne stacje też łapią to świństwo... Porozmawiamy u mnie, chodźcie...
Nikolaj Smirnow odwrócił się na pięcie dając Stalkerom znak, by poszli za nim.
Od dłuższego czasu Borowicką trawiła jakaś zaraza; nie sposób było znaleźć jej źródła. Ludzie czuli się coraz słabsi, z dnia na dzień podupadali na zdrowiu. Na pobliskich stacjach było podobnie i sytuacja nie poprawiała się mimo zamykania granic i wzmożonych patroli. To nie ludzie coś roznosili, co oznaczało, że kryzys był poważniejszy niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sob Paź 15, 2016 10:48 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         Plecy Dimy przysłoniły mu pole widzenia, nie pozwalając uważniej przyjrzeć się starszemu mężczyźnie, który jak się okazało był naczelnikiem tej stacji, tym bardziej, gdy tylko Dima chwycił go za kark i pchnął w stronę ściany, Sasza poczuł coś dziwnego. Spojrzał na dwóch osiłków, którzy nawet nie drgnęli by ratować, jak domyślał się, ich przełożonego, a to sprawiło, że przez chwile Aristow zobaczył w Sorokinie Aarona. Pewność siebie, władczość i wyraźny szacunek, zmieszany z domieszką strachu w oczach innych, to właśnie to zawsze przyciągało go do mężczyzny i podniecało. Ale nie, o czym on w ogóle myśli! Dima to Dima, nieważne jak możliwie dobrze zbudowany, męski... Nie, teraz myślenie o jego byłym kochanku to najgorsze co może zrobić, jeszcze przyrównywać go do przyjaciela z dzieciństwa, którego na dobrą sprawę dopiero poznał. Nie, nie, nie. Odwrócił spojrzenie od rozgrywającej się obok sceny, lecz słysząc słowo zaraza, poczuł zaniepokojenie. Zerknął na podarowany mu pakunek, po raz kolejny, tym razem jeszcze bardziej, zastanawiając się co takiego może się w nim znajdować i czy ma to coś wspólnego z wspominaną wcześniej chorobą. Próbował zając tym swoje myśli całkowicie, wyganiając z głowy obrazy, które nie powinny w niej się znajdować.

         - O jakiej zarazie mówicie? - zapytał stanowczo Sasza, w chwili gdy tylko przekroczyli próg gabinetu naczelnika. Uważał, że miał prawo wiedzieć co takiego dzieje się na stacji, na której obecnie się znajduje. Aristow dopiero co uciekł z objęć śmierci i choć wówczas z własnej woli się w nie tulił, to teraz jego chęć przetrwania ponownie zaczynała brać górę, o czym świadczyło zaniepokojenie słowem na „z”. Dobrze pamiętał jak na jednej ze stacji, jeszcze gdy był nastolatkiem rozpętała się potworna epidemia. Trupy piętrzyły się jeden na drugim, na stacji, gdzie władza nie była jeszcze uformowana, panował chaos, chciano ich wszystkich wystrzelać, spalić, zalać. Wszystko co tylko było możliwe. Ludzie rzucali się sobie do gardeł, jeden mordował drugiego, usprawiedliwiając się, że to przez niego został zarażony, nie ważne było, czy jeszcze kilka dni wcześniej, razem przy jednym ognisku wyznawali sobie swoje najmroczniejsze sekrety. Bliska obecność śmierci sprawia, że wychodzą z nas potwory, które skrzętnie próbujemy ukryć w codziennym życiu i nie dopuścić do tego by przejęły kontrole.
I tylko pomyśleć, że to wszystko zaczęło się od jednego bezimiennego włóczęgi, który przybył na zawaloną już obecnie stacje, z wyglądającym na niegroźny kaszlem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Nie Paź 16, 2016 3:31 pm

Bóg trzyma nas za rękę, a diabeł czeka na nasz upadek.

         Sasza nie zasłużył sobie jeszcze na pakiet zaufania, który Dima miał na ograniczeniu. Naprawdę trzeba było czegoś więcej, by skruszyć mur nieufności mężczyzny i znaleźć sposób na wyciągnięcie od niego informacji niż znajoma twarz sprzed lat i teraźniejszy, ładny tyłek.
         Przewrócił oczami na pytania Saszy wchodząc do środka zaraz za nim. Pytania, ciągle pytania. Jak małe, ciekawe świata dziecko. Zaczynało go to niecierpliwić , irytować. Przywykł do wydawania poleceń, tylko i wyłącznie rozkazów, przemilczania pytań; ludzie, z którymi pracował nauczyli się tego już dawno i nawet nie próbowali czegokolwiek z niego wyciągać.
Nikolaj Smirnow klepnął w pupę własną żonę i zaśmiał się rubasznie wypędzając ją z gabinetu, który był stanowczo zbyt krzykliwie urządzony. Wszystkie obrazy z domów z okolicy zostały zgromadzone tutaj, tak samo jak wszelkie inne cenniejsze rzeczy. Pomieszczenie wypełniał kicz i bogactwo niegodne człowieka sprowadzonego do poziomu najzwyklejszego robactwa.
     — Dobra, to… — Naczelnik zawahał się i spojrzał na Saszę — To twój nowy człowiek?
     — Tymczasowo, dopóki nie dostanę nowych ludzi.
     — Skąd jest?
     — O co chodzi?
Sasza mógł odetchnąć; Dima nie zbywał tylko jego. Naczelnik westchnął i wyjął brudną chusteczkę ocierając pot z czoła i karku.
     — Podejrzewamy, że zepsuł się któryś z filtrów i zamiast oczyszczać wodę, przepuszcza brudną… to chyba nie jest promieniowanie, bo skutki byłyby znacznie poważniejsze, ale… Woda z okolic Borowickiej odprowadzana jest do pozostałych tuneli i…
     — Wieeem. Mówiłem o tym od dawna, ale nikt mnie, kurwa, nie słuchał. — Dimitri oparł się wygodniej i wyciągnął nogi. Uśmiechał się z satysfakcją, w ogóle nie zwracając uwagi na Saszę, choć przez cały czas był skupiony na jego obecności. Świadom każdego jego oddechu i drgnięcia mięśni. Sprawdzał go. Analizował. Testował.
     — Ktoś musi wyjść na zewnątrz i zobaczyć czy nie ma jakiegoś przebicia… sprawdzić…
     — Za ile?
Smirnow znów otarł pot i skrzywił się. Właśnie dlatego nie chciał mieszać w to Stalkerów, a już na pewno Zakonu. Nie chciał za nic płacić i nie mógł sobie pozwolić na utratę dobrej opinii. Borowicka była wszak jedną z najbardziej zadbanych stacji. Tuż przy Polis.
     — A niech cię szlag. Trzysta.
     — A dla niego? — Dima uniósł brwi w wyraźnym rozbawieniu widząc jak Smirnow zaczyna się gotować wewnątrz siebie. Uwielbiał dopinanie szczegółów i rozmowy o wynagrodzeniu. Uwielbiał, bo wiedział, na jak wiele go stać, zwłaszcza w sytuacjach podbramkowych. Szedł o zakład, że naczelnik najpierw zaproponował tę robotę wielu innym Stalkerom, ale wszyscy odmówili.
     — Teeeeż.
Dostał, czego chce. Choć był to raczej kaprys; planował wyjść na zewnątrz i bez prośby naczelnika. Zakon miał za zadanie dbać o metro i jego mieszkańców. Ale zmuszenie Smirnowa do próśb było przednią rozrywką.
     — Zapłata z góry.
Dima był nieugięty i bezczelny. Właśnie dlatego zaszedł tak daleko. Osiągnąwszy cel - skinięcie głową na znak zgody, odwrócił się do Saszy i wyszczerzył w typowy dla siebie sposób, zupełnie jak dawniej.
     — Widzisz? Teraz możemy iść się napić za stare dobre czasy.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Suicide dnia Nie Paź 16, 2016 6:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Nie Paź 16, 2016 6:34 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

          Może i rzucanie ciągle pytaniami mogło wydawać się dziecinne i irytujące, jednak brak otrzymywania odpowiedzi również nie należał do czegoś zadowalającego. Sasza nie lubił być niedoinformowany w sprawach otaczających go realiów, lecz gdy tylko usłyszał jak Dima zbywa również naczelnika, nieco się uspokoił i z krzywym uśmieszkiem zajął miejsce obok swojego dawnego przyjaciela. Przysłuchując się uważnie ich krótkiej konwersacji, rozglądał się dookoła po gabinecie, który urządzony nie był w jego guście, o ile był w czyimkolwiek guście. Za dużo przepychu i po prostu, za dużo wszystkiego, zupełnie jakby właściciel musiał pokazać osobom, które tutaj wejdą, że stać go niemal na kupienie całego metra.

          Trzysta poruszył niemo ustami, będąc zdziwionym ile jest w stanie dać za wyjście sprawdzające. Na stacji musiało być naprawdę źle skoro na głowę przypadała taka suma i był ją w stanie od ręki zaoferować osobie, którą pierwszy raz widzi na oczy.
- Jesteś widzę pewny, że wyjdę z tobą i wcale nie zwieje z nabojami – odpowiedział obracając się w stronę Dimy, nie żeby myśl o ucieczce nie przeszła mu przez głowę, lecz widząc jak na twarzy mężczyzny pojawia się uśmiech, który tak dobrze pamiętał, coś w nim pękło. Nie odwzajemnił go, tylko ścisnął mocniej pakunek, który został mu wcześniej podarowany i znów odwracając się plecami do Sorokina, ruszył pomału przed siebie. - W sumie przydałoby się napić – dodał, czując jak na jego twarzy pojawia się nieśmiały uśmiech, który już po chwili został przez niego zduszony. Sasza był na siebie zły, naprawdę zły, jeszcze chwile temu obiecał sobie, że do nikogo się nie przywiąże, a teraz wystarczy spojrzenie Dimy, a on już ma ochotę robić wszystko co ten mu rozkaże. Wiedział, że tak nie może być, że musi się od tego odciąć najszybciej jak tylko da radę, nie może sobie pozwolić, by kolejna osoba znów weszła mu do głowy i nie pozwalała działać racjonalnie, a czuł, że jeśli zostanie tutaj, z nim, jeszcze chwilę dłużej, to coraz ciężej będzie mu odejść i znów historia zatoczy koło.
Ale w sumie jedna kolejka to tylko chwila.
No może dwie.

          - Tutaj? - zapytał, przechodząc obok otwartego namiotu, w którym znajdowało się parę pustych stolików, a przy wejściu, coś na pozór mające przypominać bar. I choć zadał pytanie to tym razem nie oczekując odpowiedzi, ruszył do jednego z drewnianych krzeseł i zajmując miejsce, zauważył, że oprócz nich, przebywała tutaj jeszcze tylko trójka ludzi. Dwóch mężczyzn pijących po drugiej stronie pomieszczenia oraz zdaje się, że jedna kobieta z obsługi, która właśnie podeszła do ich stolika.
- Co takiego podać? - zapytała niemrawo, zupełnie jakby wszystkie siły z niej wyparowały.
- Najmocniejsze co tutaj macie – odpowiedział Sasza, długo się nie zastanawiając. Potrzebował tego, tak samo jak jeszcze jednej rzeczy. - Masz może jeszcze jednego papierosa? - spojrzał na Dimę, kładąc jedną rękę na stół, by móc podeprzeć na niej brodę.
- Nie sądziłem, że uda mi się jeszcze ciebie kiedykolwiek zobaczyć – wypalił nagle, sam siebie zaskakując, wcale nie miał ochoty tego powiedzieć, to jakoś samo wyszło z jego ust, pod wpływem spojrzenia błękitnych tęczówek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Nie Paź 16, 2016 7:04 pm

Bóg trzyma nas za rękę, a diabeł czeka na nasz upadek.

     — Nie jestem pewien, dlatego zapłata pójdzie do moich rąk, a ja wypłacę ci naboje, jeśli ze mną pójdziesz. I jeśli, oczywiście, wrócimy — powiedział gładko Dima. Zostając jeszcze nieco w tyle ustalił z naczelnikiem stacji czas zapłaty oraz wyjścia. Umówili się nazajutrz, Smirnow miał wtedy dostarczyć naboje i do tego czasu załatwić z odpowiednimi osobami, by wypuszczono ich ze stacji. — Jeśli masz jakieś opory, przypominam, że kilku moich przyjaciół nie żyje z twojego powodu.
         Jeśli Sasza sądził, że odzyskał dawnego towarzysza, który zmienił swoje postępowanie o sto osiemdziesiąt stopni z jego względu, to grubo się mylił. Dima był bezczelnym, aroganckim skurwielem, w pełni zasługiwał na wszystkie swoje opinie. Ponad nie miał jednak coś, czego nie mieli inni – rzetelność i brawurę. Jeśli odmawiali inni, on się nie wahał. Wiedział jak osiągać swoje cele, jak podkopywać pewność siebie przeciwnika i jak wymuszać posłuszeństwo. Może nie celowo, ale te same sztuczki serwował Saszy, który na moment stracił czujność i dał się zaskoczyć.
         To już nie była wspólna zabawa w piaskownicy. Nie bieganie z kijkiem udającym kałasznikowa, teraz kałasznikow był czymś co brano do rąk częściej niż sztućce, a o patykach można było jedynie marzyć.
     — Najmocniejsze co tutaj mają, to obleśną nalewkę o smaku grzybów i spirytusu z jakimś zielonkawym dodatkiem… wolę nie wiedzieć czego. Ale kopie jak chuj, mam nadzieję, że masz mocną głowę. — Dimitri rozwalił się na krześle i widać było, że nie jest tu pierwszy raz. Kobiecina, która podała im alkohol w nie do końca czystych szklankach wyciągnęła rękę, a Dima sypnął jej na dłoń siedem naboi.
         Puścił jej oczko, ona się zarumieniła i uśmiechnęła. Była potwornie zaniedbana, ale wciąż… ładna. A Dima przeciągłym spojrzeniem posłanym z góry na dół i wzrokiem zatrzymującym się na jej bujnej, falującej piersi, sprawił, że się autentycznie zawstydziła.
     — No no. Tylko się nie rozrycz, Saszka. — mruknął mężczyzna wciąż spoglądając za bujającymi się podczas chodu biodrami dziewczyny. Dopiero kiedy zniknęła za barem, przeniósł z powrotem wzrok na towarzysza. — Ja też nie, nigdy nawet mi to przez myśl nie przeszło. Sądziłem, że cały sierociniec zmiotło z powierzchni ziemi już na samym początku. Bo w końcu bomba… — zamilkł na moment w zamyśleniu przegrzebując kieszenie. Wyciągnął metalowe pudełeczko, które od biedy mogło uchodzić za papierośnicę i wyciągnął dwa przygotowane wcześniej skręty. Odpalił jednego Saszy, drugiego sobie. — Ale akurat Wołkowej nie żałuję. Nigdy nie lubiłem tej baby, jak stała nad nami z tą swoją linijka i prała po łapach, jeśli nie zjadłeś wszystkiego, brr.
Dima zaśmiał się, bo właśnie Nadia Wołkowa i jej linijka były głównym powodem, dla którego wtedy uciekł.
     — Opowiedz mi o arenach i Aaronie. I twoich znajomych.
To chyba był dobry temat dla obleśnej, wysokoprocentowej lury.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Nie Paź 16, 2016 8:04 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

        Sasza swojego czasu uwielbiał używki, wszystkie naboje jakie posiadał potrafił na nie wydać, czy to coś imitujące alkohol czy może skręty nie wiadomo skąd i z czego, ale od kilku lat można o nim powiedzieć, że był czysty. Aaron dobrze go pilnował i potrafił zastąpić sobą, wszystko czego Aristow kiedyś pragnął. Teraz jednak Aarona tutaj nie było, a Sasza naprawdę potrzebował czegoś co pomoże mu uciec myślami od wydarzeń ostatnich dni.
- O moją głowę nie musisz się martwić, D i m k a – spróbował się odgryźć, patrząc uważnie jak mężczyzna reaguje na ich kelnerkę. Podążając za jego wzrokiem, podniósł jedną brew do góry z lekkim niesmakiem. Nie przepadał za kobietami i nie chodziło tutaj tylko o sam fakt, że był stu procentowym pedałem, zwyczajnie nie przepadał za ich towarzystwem. Wolał otaczać się męskim gronem, a płeć podobno piękną pozostawiał swoim towarzyszom. Były oczywiście wyjątki, takie jak chociażby Katya, ale o takiej która była przed nią, nawet już nie pamiętał.
      - Wołkowa? - zamyślił się na chwile, by już w następnej zaśmiać się, przypominając sobie ową kobietę – No tak, kurwa, ile razy się u niej oberwało – dodał, przyjmując od Dimy już odpalonego papierosa – Ja znowu nie żałuje glonojada – wykrzywił się na wspomnienie dużo starszego od nich obu chłopaka – Nienawidziłem gnojka – zaciągnął się, odkopując nieprzyjemne wspomnienia związane z znęcającym się nad nim Klausem Repninem – Jego mam nadzieje, że nie uda mi się tutaj nigdy spotkać – chwycił w rękę nalewkę i po chwili namysłu podniósł ją do ust – Zdrowie – uśmiechnął się w stronę Dimy i wypił wszystko naraz. Poczuł jak mieszanka rozgrzewa jego ciało, pozostawiając po sobie nieprzyjemny posmak.
      - Nie wiem co mógłbym ci o nich opowiedzieć. Byłem wtedy młody, potrzebowałem naboi – zaczął, wygodniej rozsiadając się i czekając, aż używka zacznie robić swoje, choć nie oszukując, czuł, że dzisiaj będzie potrzebował jeszcze więcej – Podczas jednego przemytu poznałem mężczyznę, który mówił, że potrzebują takich jak ja, żeby rozkręcić pewien biznes. Oferta wydawała mi się dobra, naprawdę dużo płacili – zaciągnął się, przypatrując się uważnie Sorokinowi, zupełnie jakby próbował wyczytać z jego twarzy co o tym wszystkim myśli – Po pierwszej wygranej spodobało mi się to, dawali mi coraz cięższych przeciwników, no i coraz więcej naboi, a ja wciągnąłem się już w to całkowicie – urwał na chwile, zastanawiając się, czy powiedzieć więcej, nie chciał przyznawać się do tego na co wydawał to co zarobił. Nie było potrzeby mówienia wszystkiego – Później poznałem Aarona i resztę. Cztery lata temu, znalazł mnie w rozsypce, nie wiedziałem co się wokół mnie dzieje, a on pomógł stanąć mi na nogi. Był kimś w rodzaju naczelnika stacji, o ile można powiedzieć, że na Kitaj-Gorodzie jest naczelnik – zaśmiał się gorzko, dopalając papierosa – Był dla mnie jak – ugryzł się w język, nie wiedzieć dlaczego, nie chciał mówić Dimie wprost kim był dla niego Aaron, po co mu to było – Był dla mnie bardzo ważny. Oddałbym za niego życie – zakończył, chcąc zamówić kolejną kolejkę.
     - A ty, Dima? Może w końcu byś mi coś opowiedział o sobie – powiedział bardziej nakazującym tonem niż pytającym – W końcu cały czas ja mówię, a ty zbywasz moje pytania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Nie Paź 16, 2016 10:22 pm

Bóg trzyma nas za rękę, a diabeł czeka na nasz upadek.

         Jeśli Sasza potrzebował umiaru, to źle trafił. Dimie daleko było do Aarona, uwielbiał rozmaite używki i tęsknił za dobrym alkoholem, który jeszcze dziesięć lat temu krążył gdzieś po metrze. Teraz czasem też można było spotkać jakieś dobre wino czy whisky, ale astronomiczna kwota, jakiej żądali kupcy za taką przyjemność, skutecznie odstraszała potencjalnych nabywców.
Ten samogon był koszmarny w smaku, ale grzał i wypełniał szumem głowę, przeganiał myśli i pozwalał się rozluźnić. Dima był ciekaw jak szybko Sasza odpadnie i był nieco zaskoczony i rozczarowany, że nie od razu. Dolał więc i jemu i sobie.
     — Hahah, pamiętam. Jakbym teraz gnojka spotkał... — Mężczyzna zacisnął i rozluźnił pięść i zaciągnął się papierosem. Z jakiegoś powodu zainteresował go Aaron. A właściwie, może nawet niekoniecznie on, a to, co go z Aristowem łączyło. Przez moment poczuł się jak szczyl, jak wtedy, kiedy jako dzieciak był zazdrosny o to, że Sasza bawił się z innymi dziećmi. To było nic specjalnego, głupie wrażenie, ale wystarczyło, żeby uśmiech z twarzy Dimy zniknął na dłuższą chwilę.
     — Słyszałem o Arenach i o tym... Że ciężko odejść. — powiedział zduszając papierosa bezpośrednio na blacie stołu, na nierównym podłożu zostawiając kolejne sznyty. — Kilka razy miałem do czynienia z ludźmi, którzy tam walczyli. Zawsze... Sprawiali kłopoty.
         Dimitri dolał trunku i przesunął krzesło bliżej Aristowa. Miał minę, jakby właśnie ulegał natrętnym prośbom rozpieszczonego dzieciaka. Najwyraźniej jednak jakaś słabość do przyjaciela z dzieciństwa, albo alkohol zadziałał szybciej niż zazwyczaj. Co również było możliwe, bowiem Dima ostatnio praktycznie nie sypiał.
     — U mnie nie było tak interesująco. Dostaliśmy się tu z Borysem i trzymaliśmy się razem dopóki nie zginął, potem dostałem się do Polis, poznałem Młynarza... I zostałem. Tyle. — rozłożył ręce i znów się napił — Zadowolony?
Nie uznał za ważne wspominanie o Zakonie, o zleceniach, o znajomościach i o wszystkim, co powoli doprowadzało do upadku. Nie był gotów powiedzieć o niektórych rzeczach nawet samemu sobie, a co dopiero komuś. To zresztą było... Nieistotne.
Było natomiast sporo rzeczy, których miał ochotę dowiedzieć się o Saszy. Czy miał partnerkę? Może dziecko? Aristow był...
Och, kurwa.
Dima nieufnie spojrzał na szklankę z mętną lurą i pociągnął kolejny, głęboki łyk. A potem kolejny i siadł jeszcze bliżej, a jego udo otarło się o udo Saszy i to było takie cholernie... Dziwne.
    — A tak serio, jeśli nie chcesz, nie musisz jutro ze mną iść.  Nie potrzebuję pomocy — Znów ten chłodny, mało przyjemny ton.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Suicide dnia Wto Paź 18, 2016 11:22 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Paź 17, 2016 12:12 am

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

              Widząc nalaną kolejną kolejkę, Sasza bez wahania wlał w siebie nie najlepszy w smaku trunek, a po nim kolejny. Poczuł jak lekko zaczynało szumieć mu w głowie i liczył na to, że alkohol w końcu zacznie działać. Wcale dużo do upicia zapewne mu nie było trzeba, jego stan wciąż nie był najlepszy, a jak do tej pory nic jeszcze nie zjadł, żeby już nie mówić o jego czteroletniej abstynencji. Zauważając jak mężczyzna się do niego przysuwa, sam automatycznie zrobił to samo.
- Myślisz, że ja nie będę sprawiał kłopotów? - zapytał, posyłając w jego stronę jeden ze swoich ładniejszych uśmiechów. - Na pewno było bardziej interesująco, tylko nie chce ci się opowiadać – mruknął marudnie, i tak czując skrawek zwycięstwa i dumę, że choć w małej części udało mu się coś wyciągnąć ze zbywającego go wcześniej mężczyzny. W przyszłości jeszcze coś na nim wymusi, sprawi, że Dima się przed nim otworzy i... no właśnie, o czym on w ogóle myśli? Na dzisiaj miało się to wszystko skończyć. Nie będzie żadnego wyznawania, ani kolejnego razu, Sasza weźmie zapłatę i stąd zniknie.
Kolejna kolejka.
Zniknie i zapomni o tych niebieskich oczach, o tych ramionach, które kiedyś go obejmowały, gdy sam wchodził mu do łóżka. Co on by dał, żeby znowu...
Kolejne dwie.
              Samogon chyba zaczynał pomału na niego działać, nie pamiętał kiedy ostatnio czuł się tak jak teraz. Obraz wciąż był w dobrym stanie, nic mu się nie rozmywało przed oczami, język się nie plątał, ani nawet nie kręciło specjalnie mocno w głowie. Jedynie myśli jakie zaczynał do siebie dopuszczać przestawały być hamowane.
          - Pójdę z tobą – odpowiedział tonem podobnym do tego użytego przez Stalkera, spoglądając ukradkiem na ich stykające się uda. Chciał się odsunąć, jednak jego ciało nie reagowało, samoistnie łaknąc kontaktu fizycznego. Aristow czuł się znów podobnie jak kilka lat temu, wracał małymi krokami do punktu wyjścia, gdzie zatracał się w używkach i ciałach innych mężczyzn. Wiedział jednak, że z Dimą to nie wyjdzie, sam nie był nawet pewny czy chce żeby wyszło.
W jego myślach wciąż był Aaron, Sasza nie potrafił wyrzucić z głowy ot tak czterech lat swojego życia, a to co go przerażało najbardziej to fakt, że gdy tylko patrzył teraz na Sorokina to zapominał na chwile o swoim byłym kochanku, a jedynie rozsądek co jakiś dawał o sobie znać, przypominając mu właśnie o nim.

              Popatrzył na pełną lurę i po chwili namysłu, wlał ją w siebie. Nie przeszkadzał mu już nawet jej gorzki posmak. Musiał wygonić z głowy myśli, które nie powinny się w niej znajdować, musiał zapomnieć, chociaż na jeden wieczór, chciał wrócić do tego co było kiedyś, na długo przed tym jak poznał Aarona.
              - Gdzie właściwie będę mógł się przespać? - zapytał, starając się, by po jego głosie nie można było poznać, w jakim stanie zaczyna się pomału znajdować.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Paź 17, 2016 9:49 am

Bóg trzyma nas za rękę, a diabeł czeka na nasz upadek.

         Dima nieświadomie czerpał przyjemność z patrzenia na Saszę, nawet jeśli ten wciąż był blady, wymizerowany i coraz bardziej pijany. Automatycznie odpowiedział na uśmiech uśmiechem, tym szerszym, gdy widział, jak młody mężczyzna coraz częściej wychyla szklankę. Sam pił nieco wolniej i nieco mniej dając organizmowi działającemu na najwyższych obrotach odrobinę luzu.
    — Wierz mi, że potrafię sobie poradzić z problemami. — powiedział rozbrajająco, dzięki czemu nie zabrzmiało tak złowróżbnie jak w istocie powinno. — A z tobą zawsze dawałem sobie radę — dodał pewny siebie, zupełnie jakby tych dwudziestu lat nie było, jakby wciąż się znali. Dlatego pozwalał mu pić z całą świadomością tego, że wlewanie w siebie takich ilości tego świństwa nie może skończyć się dobrze. Z jakichś względów go to... Bawiło. Nawet jeśli nazajutrz okaże się, że musi wyjść na powierzchnię sam, bo Sasza nie będzie w stanie.
         Dyskretnie skinął na kobietę za pseudobarem i ta podeszła z kolejną butelką, jakaś taka bardziej rumiana i uczesana, czym zasłużyła sobie na pełne aprobaty spojrzenie błękitnych tęczówek. Na Borowickiej Dima słynął z powsciągliwości, choć bez wątpienia mógłby mieć każdą z urzędujących tam pań. Ale poza lekkim flirtem żadnej nie udało się do niego zbliżyć, przez co, z frustracji zapewne, zaczęto mówić, że jest impotentem lub pedałem.
     — Nie wiem, może wrócisz do szpitala... Choć nie, tam jest już stan najwyższej gotowości, ech.
Dima otworzył nową butelkę alkoholu, który okazał się być jeszcze bardziej obrzydliwy i mocny od poprzedniego. Pływały w nim kawałki czegoś, Dimitri zamierzał wierzyć, że grzybów, ale mimo to chlapnął sobie zdrowo.
Mężczyzna przez moment milczał, bawiąc się metalowym pudełkiem z papierosami, które wreszcie położył otwarte na stole między nimi zapraszając Saszę do częstowania się.
Przywykł do spania na ziemi, w kupie szmat. Do wiecznego czuwania z karabinem pod głową owiniętym kurtką i robiącym za poduszkę. Miał tu co prawda miejsce, które mógłby nazwać domem, ale... Wcale nie chciał tam iść. Tyle, że może właśnie nadszedł taki czas, że powinien.
     — Możemy pójść do mnie, jeśli nie przeszkadza ci spanie ze mną na jednym materacu — mruknął wiedząc, jak to się skończy, gdy śpiąca w drugim pomieszczeniu Sonja wyrwie się z objęć swoich świętych leków na sen zmieszanych z kwasem i zobaczy Dimę w zasięgu swoich rąk. Miał świadomość tego, że zasłużyłby na wszystko, co by zrobiła. — Dlaczego zostałeś stalkerem? Nie lepiej było siedzieć na dupie i bawić dzieci? — spytał tonem luźnej pogawędki — W ogóle masz kogoś?
Czuł się nieco niezręcznie zadając takie pytanie, ale byli kumplami. A kumple rozmawiają o pieprzeniu i zaliczeniu jakby brali udział w zawodach. Tym bardziej, że w dzisiejszych czasach nie było zbyt wiele innych rozrywek. A z Dimy proszę woli przebijała ciekawość, którą starał się tak uparcie hamować przez większość czasu. Cóż, i na niego zaczynał działać alkohol.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Suicide dnia Wto Paź 18, 2016 11:22 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Paź 17, 2016 1:49 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         Obejrzał się za kobietą, jednak ta wciąż, nawet pod wpływem alkoholu, nie wydawała mu się atrakcyjna. Kiedyś miał okres w swoim życiu, że próbował zainteresować się jakąś dziewczyną, odtrącić sprośne myśli o męskich ciałach, lecz wszystkie podejścia kończyły się fiaskiem, a on sam w końcu zaczął akceptować siebie i przestał się wstydzić swoich zboczeń. Więc dlaczego teraz nie chciał przyznawać się do nich Dimie. Nie było to przez Aarona, o nim chciał teraz zapomnieć i z każdym kolejnym łykiem udawało mu się to bardziej i bardziej.
         Skrzywił się lekko, widząc jak w nowej butelce alkoholu coś pływa, nie miał jednak zamiaru dzisiaj sobie darować. Nie obchodziło go w jakim stanie będzie się kładł spać, ważne żeby lura wypaliła na tę noc z jego głowy bolesne wspomnienia.
         - Jakby kiedykolwiek przeszkadzało mi spanie z tobą na jednym materacu – popatrzył na niego, lekko zamglonym już spojrzeniem i poczęstował się zaoferowanym mu papierosem. Nie odpalił go jednak, nie mogąc doszukać się nigdzie zapalniczki, więc na obecną chwile, postanowił potrzymać go w ręce i wypić kolejną kolejkę, zdecydowanie mocniejszą, niż poprzednie. - Co? - Sasza próbował powstrzymać się, żeby nie wybuchnąć śmiechem, nie chciał, żeby Dima pomyślał, że coś jest nie tak, ale jednak wyobrażenie sobie siebie z kobietą i dzieckiem, była dla Aristowa czymś co nawet nie przeszło mu nigdy przez myśl. - Nigdy nawet nie myślałem o założeniu rodziny - odpowiedział tłumiąc w sobie śmiech, a gdy jego wyraz twarzy stał się pozornie znów taki jak wcześniej, dokończył. - Siedzenie na dupie by mnie zabiło szybciej, niż zostanie stalkerem. Nie wytrzymałbym w jednym miejscu, zawsze kusiło mnie, żeby tam wrócić – skinął głową w górę, w stronę powierzchni, wlewając kolejną lurę w siebie, czuł jak trunek pali jego wnętrzności i zaczyna zacierać za sobą to o czym Sasza nie chciał, by dzisiaj krzątało się po jego głowie. - Więc kiedy tylko Aaron dał mi taką możliwość, bez wahania skorzystałem. - uśmiechnął się, zbliżając się nieznacznie w stronę Sorokina.
         - I nie, nie mam nikogo. - wyszeptał, będąc nieco zaskoczonym pytaniem, które na pozór było dość zwyczajne. - Już nie. - dodał po chwili, tak cicho, że żeby stalker go usłyszał, musiał naprawdę wysilić swój słuch. Aristow nie chciał jednak zagłębiać się w ten temat, przecież teraz pił po to, żeby o nim zapomnieć.
         - Odpalisz mi? - zapytał wciąż nie mogąc się doszukać ognia. Wkładając papierosa do ust, pochylił się nad Dimą, kładąc jedną rękę na jego udzie i nie mogąc się powstrzymać, zaczął po raz kolejny już dzisiejszego dnia, wpatrywać się w jego oczy.
- A ty, Dima? Jesteś szczęśliwym tatusiem? - zrobił krótką przerwę. - Mężem? - i kolejną, tym razem dłuższą, by jeszcze bardziej się przysuwając... - Kochankiem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Paź 17, 2016 4:44 pm

Bóg trzyma nas za rękę, a diabeł czeka na nasz upadek.

No dobra, i on odczuł skutek działania alkoholu, co najłatwiej było poznać po tym, że zupełnie zignorował godzinę policyjną i fakt, że zostali sami. Kobieta zza baru zniknęła zostawiając ich samych, nie wypraszając tylko dlatego, że znała Dimę. Jeśli chciał zostać i narobić sobie kłopotów, to jego sprawa, ona nie zamierzała narażać się w żaden sposób.
     — Przykro mi — głos wstawionego Sorokina brzmiał chrapliwie i niebezpiecznie. Czaiła się w jego tonie trudna do zidentyfikowania groźba i naprawdę nie powinien w ten sposób wyrażać współczucia, bowiem brzmiało to nieco fałszywie.
Ale naprawdę było mu przykro, dobrze wiedział, jak to jest kogoś stracić. Metro odbierało resztki tego, co zostało człowiekowi. Dlatego Dima wcale nie chciał niczego posiadać.
Dla niego było w porządku tak, jak było. Nigdy więcej nie chciał niczego komplikować, szkoda, że nie wszyscy to rozumieli.
Mężczyzna zmrużył oczy, gdy niespodziewanie ciepła dłoń pojawiła się na jego twardym, wyraźnie zarysowanym udzie. Mięśnie drgnęły jakby w reakcji na to, że ręką Stalkera znajduje się zbyt wysoko, a jego twarz tak blisko, że Dimitri mógł odgadnąć skład samogonu tylko po zapachu jego oddechu. Ale nie przeszkadzało mu to, wręcz przeciwnie, bardzo proszę.  Sam się nachylił, przez moment obaj wyglądali jak kochankowie.
         Sorokin powoli przeżuwał słowo, które zawisło w powietrzu jako ostatnie.
     — A co, zainteresowany? — Wstał gwałtownie szarpiąc Saszę za ciemne włosy, oplatając kosmyki wokół palców i ciągnąc jego głowę w tył. Siedzący stalker musiał automatycznie podnieść głowę do góry, zaś Dima pochylił się nad nim wcale nie zwalniając chwytu. — Chyba powinieneś skończyć picie na dziś, bo jutro będziesz w kiepskim stanie.
Dimitri kopniakiem rozsunął jego nogi i wszedł między nie, jeszcze bardziej zmniejszając dystans. Wtedy odebrał mu papierosa, wsunął do swoich ust, odpalił i kłąb dymu wepchnął prosto w usta Saszy, który pewnie z trudem łapał powietrze w tej pozycji.
     — Im mniej o mnie wiesz, Sasza, tym jesteś bezpieczniejszy — odepchnął go i wsunął między jego wargi papierosa z filtrem wilgotnym od własnej śliny.
Dima się nakręcił. Uwielbiał Saszę w dzieciństwie, zawsze podziwiał regularne rysy jego twarzy i ciemne, burzowe oczy. Teraz zmieniło się wszystko, prócz tej burzy w jego spojrzeniu, a Dimitri bardzo lubił taką... Pogodę.
Zastanowił się, co powstrzymuje go przed tym, żeby nie przelecieć Saszy tu i teraz.
Doszedł do wniosku, że nic, więc warknął z aprobatą dla swych wyobrażeń i siadł z powrotem tym razem już tak blisko, że mógł wsunąć kolano między jego kolana.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Suicide dnia Wto Paź 18, 2016 11:21 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Paź 17, 2016 7:52 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

            Nie wiadomo czy to przez trunek, działający coraz mocniej na młodego mężczyznę, czy przez jego skupienie na dawnym przyjacielu, Sasza nawet nie zauważył jak zostali tutaj całkiem sami. Czekał niecierpliwie na odpowiedź, jednak tego co zrobił Dima, się nie spodziewał. Zasyczał czując jak pod silnym pociągnięciem, wyrwane mu zostaje parę włosów i automatycznie chwycił jego nadgarstek, choć nic z nim nie zrobił. - Już jestem w kiepskim stanie – zaśmiał się chrapliwie, dając wyciągnąć sobie papierosa i odpalić go starszemu. Rozchylił usta, widząc co zamierza mężczyzna, jednak gdy tylko stróżka dymu wlała się do jego płuc, zakaszlał, szarpiąc jeszcze mocniej swoje włosy. Pozycja w jakiej się znajdował, sprawiała, że ciężko mu było oddychać, lecz ignorował to całkowicie, czując ciepło Sorokina, jego bliskość, tak dawno utraconą i od tak dawana pożądaną.
             - Im mniej o mnie wiesz, tym jesteś bezpieczniejszy – przedrzeźniał go, biorąc głębszy oddech, po czym zaciągając się, tym razem samemu, papierosem, przybliżając się, pozwolił Dimie rozchylić swoje kolana – Jakby ktokolwiek teraz był bezpieczny w metrze – mruknął, podnosząc się i gdy tylko stanął o własnych siłach, poczuł jak zawirowało mu w głowie. Uśmiechnął się pod nosem, w końcu naprawdę odczuwając działanie alkoholu, pochylił się nad mężczyzną, kładąc jedno kolano na jego krzesło, dokładnie pomiędzy jego uda i zaciągając się kolejny raz, odchylił głowę do tyłu, wypuszczając wszystko z płuc. Dima mógł teraz zauważyć, zagojoną już dawno bliznę, przecinającą jego szyje.
Pamiątkę.
Ostatnią jaka mu została.
             – Nie bądź taki skryty, Dimka – jego nieco już zachrypnięty głos, dało się słyszeć wyraźnie, podczas gdy niedopalonego papierosa, zgasił ostrożnie w palcach i odłożył na stół za siebie, aby można go było ponownie odpalić. Zbliżył się jeszcze trochę, siadając na jego nodze i odgarniając długie włosy, splótł swoje chłodne palce na jego karku.
- Przecież się przyjaźnimy – wyszeptał mu prosto do ucha, przyciągając się w jego stronę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Wto Paź 18, 2016 12:42 pm

Bóg trzyma nas za rękę, a diabeł czeka na nasz upadek.

         Istniały granice, do których nie należało się zbliżać zanadto. Dima wiedział o tym doskonale, a jednak pozwalał Saszy na igranie z ogniem. Ostatecznie nie był jego niańką, a on nie był już małym chłopcem, nad którym trzeba trzymać pieczę. Te czasy minęły bezpowrotnie, a Sorokinowi do empatii było jeszcze dalej niż do nich.
     — Mówię poważnie, Aleksandr — mruknął szczerze poirytowany tym przedrzeźnianiem, bowiem mało było ludzi, którzy śmieli podważać jego pozycję i kompetencje. Jego rolę. Kim więc był Sasza, by móc to robić? Nikim.
Widmem przeszłości, które zmaterializowało się dzisiaj, w miejscu, w którym nie miało prawa być. Dima warknął cicho zaciskając dłoń na szklance, zamiast na szyi drugiego Stalkera, choć, Bóg mu świadkiem, w tej chwili naprawdę miał ogromną ochotę to zrobić. To naprawdę nie było bezpieczne.
Uniósł brwi obserwując jego poczynania, które były nazbyt śmiałe, zbyt jednoznaczne, by… W głowie Dimy zapaliła się czerwona lampka, więc aby ja ugasić musiał po raz kolejny przechylić butelkę. Integrowanie się z dawnym przyjacielem szło mu znakomicie.
Rozchylił mocniej nogi, szczerze rozczarowany, że wcisnęło się między nie jedynie kolano, a nie głowa i tego pyskatego gnoja.
     — Nie mów tak do mnie — wyrzucił z siebie z agresją, która, tylko w jego przypadku, mogła być efektem podniecenia. Dima nie znał czystych, niewinnych bodźców. — Jeśli nazwiesz mnie Dimą, a tym bardziej Dimką przy kimś, będzie to ostatnie, co, kurwa, zrobisz w życiu — Zmrużył oczy, a jego mina naprawdę zniechęcała do żartowania i ponownego przedrzeźniania. Mówił poważnie. Aby to udowodnić Saszy, złapał go za kark i odszarpnął od siebie, bo Stalker wszedł za mocno w jego strefę osobistego komfortu. Bo śmierdział szpitalem, lekami i obleśnym samogonem. Bo mógłby mu zatkać gębę czymś więcej niż ręką i własnym językiem. — Nie przyjaźnimy się. Przyjaźniliśmy się kiedyś, ale minęło dwadzieścia pierdolonych lat i nie mogę mieć pewności, że nie jesteś szpiegiem Czerwonych czy kogokolwiek innego.
Gdyby. Tylko. Sasza. Wiedział.
     — Rozumiesz? Masz ograniczony kredyt zaufania, nie masz w tej chwili gdzie pójść, więc idziesz ze mną, ale spierdolisz coś, to nie zdążysz nawet przeprosić. Gdybym cię nie poznał kilku dawnych żołnierzy testowałoby właśnie na tobie swoje zabawki.
Dima był okrutny i bezczelny, nie obchodziło go nic. Wystarczyło lekko szarpnąć za pewne struny, a słowa wylatywały z jego ust. Jednocześnie mężczyzna złapał Aleksandra za szyję, drugą dłoń skierował na jego krocze, z satysfakcją ściskając jego fiuta.
     — Widzę, że wkurwianie masz we krwi.
Mocniej zacisnął palce dokładnie na bliźnie na szyi, po czym odepchnął go tak mocno, że Sasza spadł na ziemię.
     — Jak chcesz mi obciągnąć, to najpierw postaw mi kolację. A teraz idziemy spać, bo jutro czeka nas trochę roboty.
Dimitri Sorokin był skurwielem.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sob Paź 22, 2016 2:14 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         Aleksandr, dawno już nie słyszał jak ktoś zwraca się do niego tak oficjalnie. Normalnie wykrzywiłby się z niesmakiem, jednak jego stan upojenia mu na to nie pozwalał. Był świadom, że samogonem czuć od niego zapewne z daleka, miał to jednak daleko gdzieś. Nie potrafił się już kontrolować, ba, nawet nie chciał się już kontrolować, a mocne szarpnięcie za kark wcale tego nie zmieniło. Wyszczerzył usta, w szyderczym uśmiechu słysząc słowa starszego. Kim był, że miał prawo się tak odzywać do Dimy, kim? Nikim, taka była prawda, Aleksandr Aristow był teraz nikim.
Właśnie dlatego na niczym mu już nie zależało, nie miał już czego, ani nawet kogo stracić. W głowie czuł, że może wszystko, a jego butna natura dawała mu na wszystko przyzwolenie.
         - Skoro tak mi nie ufasz, trzeba było mnie im zostawić – wychrypiał słowa, pod naporem dłoni zaciskającej się na jego szyi i dopiero kiedy wyszły one z jego ust, poczuł jak druga dłoń mężczyzny zaciska się na jego przyrodzeniu. Uśmiech na jego twarzy jedynie się powiększył, chciał się zbliżyć, lecz silne ręce mu na to nie pozwalały, blokując do siebie dostęp. Poruszył się nieznacznie, nim jednak zdążył zrobić jakikolwiek ruch, Dima odepchnął go stanowczo. Otwarte usta, zacisnęły się, wraz ze zderzeniem o podłogę, a świeżo zagojona rana znów się otworzyła, powodując, że z warg Saszy spłynęła wąska stróżka krwi.
         Nie podnosił się przez dłuższą chwilę, próbując zahamować niekontrolowany śmiech. Sam nie był pewny co go tak rozbawiło, czy powaga na twarzy Sorokina, czy może słowa, które wypowiadał, a może jedno i drugie, pod wpływem alkoholu, tworzyły dla Aristowa mieszankę wybuchową.
         - Robota, robota – powtórzył, przewracając oczami, starając się zignorować komentarz o obciąganiu, który mimo tego nie uszedł jego uwadze. Podniósł się z ziemi, pomagając sobie stolikiem znajdującym się w pobliżu, a gdy już znalazł się w pozycji pionowej, usiadł na nim, naprzeciw Dimy. - Jak tak przeszkadza ci kontakt fizyczny ze mną oraz skoro jestem jakimś szpiegiem, to jakim cudem chcesz spać razem na jednym materacu? - zapytał nieodłącznie ze swoim uśmieszkiem oraz lekko zaczerwienionymi policzkami i podpierając się za plecami, wyciągnął język, by zlizać część szkarłatnej cieczy, spływającej mu po podbródku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pią Paź 28, 2016 8:17 pm

Chyba nigdy w życiu nie wywrócił oczyma tyle razy ile podczas tej rozmowy. Ale nawet jeśli nie było po nim tego widać, to rozmowa z dawnym towarzyszem, który przecież niegdyś był mu tak bliski jak rodzina, i którego do dziś nie mógł zapomnieć – poprawiła mu nastrój. Dimie niewiele rzeczy poprawiało nastrój, zatem to już było coś.
Mogliby znaleźć fajniejszy sposób na rozładowanie napięcia. Dimitri widział, że drugiego mężczyznę to kręci. Jakaś dziwna, niepoprawna myśl pojawiła się w jego głowie, ale kazał jej umrzeć nim dotarła do świadomości.
— Nie przeszkadza mi. — zanegował od razu, wpadając Stalkerowi w słowo, wciąż samemu się nie uśmiechając i nie rozumiejąc, co Saszę tak bardzo bawi. To, że go odepchnął, obraził? — A coś ty nagle taki wrażliwy? Nie zamierzam spać na ziemi tylko dlatego, że się pojawiłeś, więc doceń moje dobre serce, że i tobie nie każę spać na płytach. I tak jebiesz mniej niż większość mieszkańców.
Dima podniósł się ciężko z krzesła i zasunął je z nieprzyjemnym skrzypnięciem. Dopił swój alkohol i mimo ilości wlanej w siebie wyglądał całkiem trzeźwo. W ogóle wyglądał faceta, którego mało co mogłoby powalić. I z całą pewnością próbował obrzydliwej, procentowej lury częściej niż Sasza. Nad którym teraz się pochylił, samemu podpierając się rękoma na blacie i łapiąc go w klatkę swoich ramion. Tym razem jednak westchnął i szarpnął go za te nieszczęsne szmaty, jakie miał na sobie i przyciągnął do siebie.
— Moi ludzie zginęli, mógłbyś tu zostać, bo ciężko o dobrych strzelców. Wszyscy są ślepi albo zdychają od promieniowania.
Dima splunął na podłogę i odsunął się. Ruszył w stronę miejsc mieszkalnych, po kilku krokach odwracając się do Saszy.
— Idziesz czy nie?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Wto Lis 01, 2016 10:26 am

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

                Mimo braku uśmiechu na twarzy Dimy, ten z ust Saszy nie chciał zejść. Choć prawdę mówiąc bliżej niż do uśmiechu, było mu do grymasu zmieszania i niepewności, który powiększył się widząc jak mężczyzna zrywa się z miejsca. Automatycznie odsunął się nieco w tył, lecz mimo tego posunięcia, Sorokin zdawał się po raz kolejny tego wieczoru być nieprzyzwoicie blisko ciała drugiego stalkera. To co najbardziej uderzało w myśli Aristowa, to fakt, że ta bliskość wcale mu nie przeszkadzała, a można by powiedzieć nawet więcej, z każdą chwilą chciał jej coraz mocniej. Wmawiał sobie, że to alkohol tak na niego wpływa, a w połączeniu z ostatnimi wydarzeniami potrzeba bliskości, drugiego ciała, stawała się silniejsza z każdą chwilą. W umyśle Saszy powstawały obrazy, które nie powinny się tam pojawiać, a on odsuwał je od siebie jak najdalej, próbując na chwile sprawiać przy tym pozór trzeźwego; czując jednak oddech drugiego na sobie, nie wychodziło mu to najlepiej. Odczekał chwilę, gdy ten się odsunął i wstał ze stołu, dopiero w chwili, gdy Dima go ponaglił. Wytarł resztki krwi ze swoich warg i powolnie dorównał kroku starszemu.
- Oczywiście, przecież nie przegapiłbym możliwości tulenia się do ciebie – odpowiedział i choć chciał, żeby wyszło przyjemnie to jego zachrypnięty głos, nadał zdaniu gorzki, sarkastyczny wyraz. Wyprzedził mężczyznę i po kilku krokach zorientował się, że przecież nie wie gdzie tak naprawdę ma się kierować. Zatrzymał się i gdy znów byli koło siebie, poczuł jak zaczyna mu się na powrót kręcić lekko w głowie. Zachwiał się, chwytając się niepewnie ramienia starszego i uniósł spojrzenie w jego stronę – Prowadź.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sob Lis 05, 2016 7:55 pm

Dima miał mieszane uczucia, które chwilowo uciszył alkohol, ale które powróciły ze zdwojoną siłą, kiedy Sasza chwycił go za ramię i spojrzał w ten sposób, przez który Dimitri dawniej byłby w stanie zrobić dla niego absolutnie wszystko. Westchnął cicho i sam go złapał za rękę – w mało delikatny i dwuznaczny sposób, bardziej jak niesfornego dzieciaka. Ale to było dziwnie przyjemne, przynajmniej dla samego Dimy. Od dawna nie dopuszczał nikogo tak blisko i wiedzieli to wszyscy, tymczasem przychodził taki Sasza, duch z przeszłości, i nieświadom wchodził w strefę, do której wszyscy inni mieli wstęp wzbroniony. I wychodził z niej cały.
— A jako dzieciak byłeś taki uroczy — zauważył Stalker sarkastycznie i pchnął swojego towarzysza w stronę ziejącego czernią wejścia. — witam w swoim pałacu — mruknął zasuwając zasłonę za nimi i poprawiając drugą – po prawej stronie, sugerującą, że jest za nią jeszcze jedno pomieszczenie. Tymczasem Dima się tam nie wybierał i nie wyglądał jakby miał pozwolić Saszy na zaglądanie tam, a gdyby ten miał wątpliwości; popchnął go na zaskakująco miękki materac.
Dima lubił swoje łóżko tutaj, sporo zapłacił za komfort nie spania na podłodze czy na stercie zwiniętych szmat.
— Rozbieraj się. — mruknął mężczyzna ignorując zaskoczone spojrzenie drugiego Stalkera. Ale jakby ten miał wątpliwości – sam pozbył się swoich łachów układając je mniej więcej w jednej kupce, po czym całkowicie nagi i zupełnie nieskrępowany, widziany zresztą jedynie przez mdłe światło padające zza zasłony udającej drzwi, ułożył się na materacu naciągając na siebie trzy koce. Podparł się na ramieniu obserwując sylwetkę majaczącą w ciemności, z jakiegoś powodu żałując, że jest zbyt ciemno, aby mógł dokładnie przyjrzeć się ciału, które, niegdyś wątłe i delikatne, z całą pewnością wyglądało teraz bardziej imponująco.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Wto Lis 08, 2016 3:15 pm

A L E K S A N D R     A R I S T O W  
" S A S Z A "  

          Kiedy tylko silne ramię chwyciło to należące do niego, poczuł dziwnie przyjemne uczucie, które już w następnej chwili zaczęło zmieniać się w coś niedozwolonego. Wiedział, gdzieś głęboko w sobie, że nie powinien tak reagować na dawnego przyjaciela, który powrócił do niego z zaświatów, gdzie jego dziecięcy umysł sam go wysłał. Wciąż ledwo docierało do niego, że osoba, wpychająca go właśnie do namiotu to ten sam Dima, u którego zawsze znajdywał pocieszenie... jego jedyny przyjaciel.
          - Dalej potrafię być – prychnął, obserwując jak mężczyzna zasłania drugą kotarę wewnątrz, był ciekaw co się za nią skrywa, lecz gdy tylko zrobił krok w jej stronę, został pchnięty na materac, który choć okazał się zaskakująco miękki, sprawił, że gdy tylko się z nim zderzył, znów poczuł jak odzywają się jego gojące się rany. Miał już pytać o to czemu zakazane jest mu tam wejść, gdy do jego uszu dotarł rozkaz, wydany przez stalkera. Otworzył szerzej oczy, niepewny czy dobrze dosłyszał, jednak już w następnej chwili, jego wątpliwości zostały rozwiane, gdy tylko Sorokin pozbył się całego, dosłownie całego, swojego odzienia. Oczy Saszy nie mogły oderwać się od ledwo widocznego, w ciemnościach, ciała Dimy. Dorosłego Dimy. Nie tego, które widział w przytułku. To było dojrzałe, dobrze zbudowane, i choć światło nie dawało mu się przyjrzeć dokładniej, dojrzał wiele blizn oraz piękny tatuaż, ciągnący się przez biodro, następnie część piersi, aż po lewę ramię. Mężczyzna poczuł jak w ustach robi mu się sucho, wyciągnął język przejeżdżając po swoich wargach, chcąc je ponownie nawilżyć.
              Podniósł się, powtarzając czynność starszego. Nie czuł skrępowania, a to, w tym wszystkim, chyba najbardziej go przerażało. Od lat, nikt oprócz Aarona nie widział go kompletnie nagim, gdyby coś takiego miało miejsce, ten wydłubałby oczy, temu kto odważyłby się spojrzeć na Aleksandra. Jednak Aarona tutaj nie było... już nie.
- Co tam jest? - wyszeptał, wślizgując się pod koce, którymi okrył się Dima, wskazując na kotarę po prawej stronie. Nie chciał zbyt zbliżać się do dawnego przyjaciela, lecz nie obchodziło to jego pijanej podświadomości. Sama pokierowała jego dłońmi na klatę mężczyzny, sprawiając tym, że przyległ do jego pleców. Przymknął oczy czując przyjemne ciepło bijące od ciała mężczyzny, a całe zmęczenie, jakby nagle uleciało z jego organizmu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sro Lis 09, 2016 8:30 pm

Natychmiast zesztywniał i to nie w żadnym pozytywnym znaczeniu. Kiedy poczuł bliskość Saszy, jego ręce na sobie, ciepły oddech na plecach rozbijający się o linię kręgosłupa i kark. Zdał sobie sprawę, że w innych okolicznościach, w innym miejscu… Gdyby świat się nie skończył, chętnie wykorzystałby dzisiejszy nastrój swego towarzysza – jego zachowanie i gesty pobudzające wyobraźnię. To oblizywanie ust, ten dotyk, niby przypadkowy, a jednak…
Dima zganił się w myślach i złapał ręce Stalkera i odepchnął od siebie. Jego także od siebie odsunął i dopiero wtedy, ułożywszy się na krańcu materaca, zasnął.

Wstał po paru godzinach. Z niezadowoleniem stwierdził, że Sasza znowu tuli się do jego pleców oraz że jego własny fiut sterczy wyzywająco. Ubrał się pospiesznie i w pobliskiej łaźni umył się szybko przy okazji pozbywając się problemu. Ulżyło mu, dosłownie.
Jeśli chodziło o niego, czuł się doskonale po wczorajszej popijawie i pamiętał absolutnie wszystko. Wrócił do siebie i popatrzył na śpiącego. Przez moment walczył z chęcią poprawienia mu koca, skończyło się na tym, że rzucił mu na twarz nowe ubrania.
— Wstawaj, Sasza. Musimy iść na górę zanim wszystko się do reszty zjebie i zanim nas odetną całkiem.
Dimitri zignorował jakiś ruch za zasłoną i zaczął pakować do plecaka dokumenty, granaty, kilka zapasowych magazynków i naboi. Bardzo się starał, żeby nie spoglądać w stronę nagiego Saszy. Wciąż panował półmrok, stacja została bardziej rozświetlona niż parę godzin, ale tak naprawdę nie było wiadomo czy to faktycznie dzień czy noc. Wystarczyło, by osoby odpowiedzialne za oświetlenie straciły poczucie czasu, a nikt nie wiedziałby, że wieczór winien być porankiem i na odwrót. Dlatego Dimę ciągnęło na górę.
Lekceważąc zalecenia i przebieranie się za jedną parą żelaznych, grubych drzwi, założył skafander teraz, a przez pierś przewiesił sobie ukochanego Kałasznikowa.
— Pogadam jeszcze z tym dziadem i spotkamy się przy śluzie. Masz pięć minut.
Dima obrzucił spojrzeniem nagie ciało Saszy i wyszedł nie mówiąc nic więcej; skierował się do Smirnowa po przepustkę.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sro Lis 16, 2016 9:00 pm

A L E K S A N D R     A R I S T O W  
" S A S Z A "  

                  Jego pytanie już po raz kolejny tego dnia zostało zignorowane, sam nie wiedział czy rzeczywiście liczył na odpowiedź, czy zwyczajnie puścił słowa w eter, zaczynając pomału przyzwyczajać się do takich reakcji stalkera. Nie ciągnął tematu, był zbyt pijany by wykłócać się o najwyraźniej nieistotne błahostki, teraz jego myśli skupiły się całkowicie na ciele drugiego mężczyzny, znajdującego się tak blisko jego. Chciał przysunąć się jeszcze bliżej, lecz dane mu ciepło, zostało po chwili odebrane. Mruknął coś pod nosem, samemu dziwiąc się sobie, jak bardzo poczuł się zawiedziony oraz temu, że miał nadzieje na to, że znów będą mogli zasnąć tak jak kiedyś. W czasach, gdy promieniowanie, brak żywności, czy mutanty, nie zawracały ich niewinnych, dziecięcych myśli. W czasach, gdy wszystko było proste, gdy mógł bez problemu wkraść się do łóżka Dimy i spokojnie odpłynąć w jego objęciach.

                  Sen znów nie był mu jednak dany, spał mając przed oczami czarną otchłań, tak gęstą, że nawet nie słyszał w niej swoich myśli. Zwyczajna pustka, jak co noc, to wszystko na co mógł liczyć, żadne drzewa, czy też słońce już mu się nie przyśniły od lat.
Gwałtowne uderzenie sprawiło, że niespodziewanie się z niej wyrwał, niemal od razu podnosząc się do siadu. Spokojnie rozejrzał się po ciemnym namiocie, czując w ustach wyraźny smak samogonu. Kiedyś uwielbiał pić, bawić się i oddawać tego typu rozrywką, jednak po tak długiej przerwie, czuł teraz niesmak, a jego obraz wczorajszego wieczoru, choć nie całkowicie utracony, był chwiejny i rozmazany.
                  Na słowa Sorokina leniwie podniósł się z łóżka, zapominając całkowicie o tym, że nie ma na sobie niczego. Pozwolił aby koc, którym był okryty, swobodne opadł na podłogę, a on w tym czasie ubrał na siebie to co podarował mu mężczyzna. Poczuł jak jego organizm wciąż był zmęczony, co potwierdziło tylko stłumione ziewnięcie, które uniemożliwiło mu jakąkolwiek wypowiedź na to co powiedział Dima. Powędrował wzrokiem za jego oddalającą się sylwetką, po czym będąc już gotowym, sam udał się na zewnątrz namiotu, pozostawiając zagadkę prawej kotary niewyjaśnioną.
                  Gdy znalazł się już przy śluzie, nie było tam jeszcze stalkera, rozejrzał się więc wokół i widząc jednego z wartowników ruszył pewnym krokiem w jego stronę.
- Wiesz może kim dokładnie jest tutaj Dimitri Sorokin? - zapytał wprost, wiedząc, że ma mało czasu do przybycia osoby, którą jest zainteresowany. Domyślał się również, że skoro tamten mu nie powiedział to pewnie ten tutaj też nie ujawni żadnych informacji obcej osobie, jednak dlaczego nie spróbować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   

Powrót do góry Go down
 
Metro |2 os. | bn | yaoi|
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: