IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Metro |2 os. | bn | yaoi|

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sro Wrz 21, 2016 6:37 pm

M E T R O
R O K   2 0 3 3

               

DRODZY  MOSKWIANIE  I  GOŚCIE  STOLICY!
MOSKIEWSKIE  METRO  TO  SYSTEM  TRANSPORTU,
KTÓREGO  UŻYTKOWANIE  WIĄŻE  SIĘ
Z  PODWYŻSZONYM  RYZYKIEM.

INFORMACJA W WAGONIE MOSKIEWSKIEGO METRA



"Cały świat leży w gruzach. Ludzkość niemal w całości zginęła. Promieniowanie sprawia, że na wpół zburzone miasta nie są zdatne do życia. A poza ich granicami podobno zaczynają się bezkresne wypalone pustynie i gęstwiny zmutowanych lasów. Ale nikt nie wie na pewno, co tam jest.

Minęło ledwie dwadzieścia lat odkąd  t o  się wydarzyło, ale człowiek nie jest już panem Ziemi. Epoka człowiek dobiega kresu. (…) To świat, w którym nie ma jutra. Nie ma miejsca na marzenia, plany, nadzieje. Uczucia następują tu instynktom, a najważniejszy z nich każe przeżyć. Za wszelką cenę przeżyć."
DMITRY GLUKHOVSKY, Metro 2034



Suicide | Dimitri Sorokin
Havoc | Aleksandr "Sasza" Aristow


Ostatnio zmieniony przez Havoc dnia Pią Wrz 23, 2016 4:18 pm, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sro Wrz 21, 2016 10:33 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

             


              Aleksandr : I M I Ę
              Sasza : Z D R O B N I E N I E
              Aristow : N A Z W I S K O                  
              mężczyzna  : P Ł E Ć                          
              26 : W I E K                                        
              1 października  : U R O D Z I N Y        
              homoseksualny : O R I E N T A C J A              
              Kitaj-Gord : S T A C J A
              Stalker/Przemytnik : Z A W Ó D                                                                                                                       

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -


| Ciało przyozdobione wieloma bliznami, największa początek swój ma na podbrzuszu, ciągnie się w górę w stronę serca i nagle skręca do łopatek. Ot, taka pamiątka po bibliotekarzu |

| Kolejną blizną, która rzuca się od razu w oczy, jest pozioma szrama na szyi, tym razem to jednak nie sprawka żadnych potworów, a jego kochanka, który przy ich pierwszym spotkaniu, miał ochotę poderżnąć mu gardło |

| Posiada ciemne, nieco przydługie włosy, które wolą pozostawać w nieładzie |

| Zamroczone czarne oczy, przyglądającemu się im uważnie, zdawać się mogą, że zieją pustką. Przyjrzyj się im jednak wystarczająco mocno, a może i dostrzeżesz iskrę niepoczytalności |

| Urodzony w Moskwie na powierzchni, wychowujący się do szóstego roku życia w sierocińcu. Cudem trafił do metra w sądny dzień |

| Walka wręcz to jego konik, nauczył się jej, dzięki uprzejmości organizatorów „Aren”, w których brał udział do czasu zostania Stalkerem |

| Nigdy nie interesował się co i gdzie ma dostarczyć, kiedyś wystarczyło mu odpowiednio zapłacić, a nawet głowę twojego wroga by przemycił bez pytania. Teraz było to słowo Arona, którego był prawą ręką oraz drugą połówką |

| Nie pamięta czasów, kiedy interesował się kobietami. Dokąd sięga jego pamięć pieprzył się tylko z facetami |

| Jak większość mieszkańców metra i on posiada swój amulet, przypominający mu o świecie przed katastrofą. Jest to pogniecione stare zdjęcie z 2012 roku, kiedy mając pięć lat był na wycieczce na Kremlu wraz z innymi dziećmi z jego sierocińca |

| Kiedy żył jeszcze na powierzchni uczył się czytać z książką „Mistrz i Małgorzata” Michaiła Bułhakowa, do tej pory wychodząc jako Stalker, poszukuje właśnie jej |

| Uwielbiał palić papierosy, kiedyś nie wytrzymałby chwili bez tytoniu, niestety dla niego, Aron nie podzielał jego zachcianek, używając swoich sposobów, namówił go do rzucenia, uzależniając go w zamian od czegoś innego |
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Dimitri Sorokin   Czw Wrz 22, 2016 11:56 am

Podstawowe dane:
 

Wygląd:
 

Umiejętności:
 

Bonus:
 

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pią Wrz 23, 2016 3:35 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

Utracić w swoim życiu można wiele, jednak nie to co posiadasz, a to jak reagujesz na stratę, sprawia, że poznajesz prawdziwego siebie. A on już sam nie wiedział, po raz który musiał pogodzić się ze stratą bliskich dla niego osób. Już lata temu powiedział sobie, że w świecie jakim żyje przywiązują się do innych tylko głupcy, gotowi oszaleć po ich odejściu. Mówił to jak mantrę, a jednak sam okazał się takim właśnie głupcem. Był to już czwarty rok, w ciągu którego żaden z ich piątki nie zginął, zaginął czy też nie został zamordowany. Był... teraz odliczanie można rozpocząć od nowa.


- To wszystko moja wina!? Jak zawsze, nie umiesz się przyznać do niczego! Jebany Aaron nigdy się nie myli. Jest przecież wszechwiedzący! – krzyczał Aristow. Teraz było już wszystko jedno, bestie zostały na uczcie daleko od nich i żadne dźwięki nie powinny zwabić ich z powrotem do wyjścia.
- To nie ja kazałem strzelać. Zwabiłeś je tam! - odparł wściekle jego towarzysz, pozostając kilka kroków za nim. Stalekrzy zazwyczaj nie dawali się ponosić emocjom, podejmowali najrozsądniejsze decyzje, które miały umożliwić im najskuteczniejsze osiągnięcie celu. A najważniejszym z nich było przeżyć. Za wszelką cenę przeżyć.
- Tak, ale rozkazałeś im tam zostać i czekać! Na co!? Na śmierć? Przecież wiedziałeś, że nie jest tam bezpiecznie, nikogo nie było na zwiadzie! - ciągnął dalej młodszy. Cztery lata, zawsze wracali wszyscy. Borys, Sem, Katya, Aaron i on. A teraz. Teraz wróci ich tylko dwójka.
- Ale ty też masz mózg, Sasza! Mogłeś coś powiedzieć, nie odezwałeś się słowem, a teraz nagle masz tyle do powiedzenia! - tak naprawdę, nie miał nic za złe swojemu chłopakowi, musiał odreagować. Wiedział, że ten ma racje, wina była ich wszystkich. Za szybko zachłysnęli się zwycięstwem, to był ich pierwszy błąd. Przestali być czujni, drugi. Dali się złapać w pułapkę, trzeci i ostatni.


- Pierdol się, Aaron – słowa wypowiedziane niemal w eter.
- Sasz... – chciał odpowiedzieć, jednak jego głos nagle został zduszony. Chociaż obrócony był do niego plecami, poczuł jak przez całe jego ciało przechodzi ten sam znajomy dreszcz. Nie widział, ale dobrze wiedział. Nie, nie, nie chciał wiedzieć, niech się pomyli. Niech ten raz nie ma racji i gdy spojrzy za ramię, nie będzie tam...
- ...a – dokończył za jego kochanka głuchy szept – Sasza – odezwał się ponownie, skrzecząc i sprawiając, że pod grubą warstwą kombinezonu, poczuł on chłód. Mężczyzna powolnie, jakby nigdzie się nie śpiesząc, obrócił się, by jego czarnym oczom ukazał się obraz, którego tak bardzo nie chciał widzieć. Przygarbiony stwór, pochylał się ociężale nad ramieniem Aarona, przypatrując się uważnie ruchom Stalkera. Światło księżyca, przeciskające się przez szczeliny ścian biblioteki, idealnie oświetlało ich sylwetki, pozwalając by Sasza dokładnie zapamiętał każdy szczegół tego makabrycznego obrazu. Ręka potwora, poruszająca szponami wewnątrz jego ciała... Stłumione jęki mężczyzny... Krew, która od kaszlu oblepiła całą maskę przeciwgazową, nie dając dojrzeć po raz ostatni jego spojrzenia... Pazury, całe w szkarłatniej cieczy...
A on nie czuł nic. Pustka zaczęła przeżerać jego ciało na nowo. Stał nieruchomo patrząc się w szmaragdowe oczy bestii jak zahipnotyzowany. To znowu się stało.
- Zabij... Sasza... Zabij sukinsyna – ustami bibliotekarza, wypowiedział wyrok, który miał zapaść nie tylko na niego.


Już nigdy więcej nie popełni tego błędu.
Nie przywiąże się do żadnego człowieka.


Ulice Moskwy jeszcze nigdy nie wydawały mu się takie puste. Nawet stworzone przez promieniowanie kreatury, nie chciały się do niego przyczepić. Szedł środkiem drogi w stronę Kitaj-Gordu, a może i Borowickiej. Całkowicie stracił orientacje oraz najmniejszą chęć powrotu do metra, nie interesowało go gdzie teraz zmierza. Mógł równie dobrze iść w stronę Kremlu, do tajemniczego stworzenia, przyciągającego każdego kto na niego spojrzy. Ale czy by tam doszedł? Słyszał jak po zakamarkach, niemal zburzonych budowli przemieszczają się ścierwojady, czekając tylko na to, kiedy padnie. A dużo mu wcale nie było trzeba. Jego prawa strona skafandra była niemal całkowicie przedarta, połamana maska przeciwgazowa została już dawno w tyle. Teraz pozostało mu już tylko czekać i zgadywać co dopadnie go pierwsze. Wykrwawienie się, czy może skrzydlata bestia krążąca nad nim od kilku minut.


Chyba jednak znalazł zwycięzce. Wielki sześcionożny potwór, nieprzypominający mu niczego co do tej pory znał, właśnie biegł w jego stronę, raczej nie w przyjacielskich zamiarach.


Ale on nie miał już siły... Ani nawet chęci... Padł na kolana... Przynajmniej wypruł flaki tamtym ścierwom z biblioteki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pią Wrz 23, 2016 11:40 pm

Niewyraźny szelest sprawił, że odwrócił się przez ramię. Ruslan, Władimir i Oleg zawahali się tylko na ułamek sekundy obserwując dowódcę, ale dostrzegłszy, iż ten nie daje żadnego sygnału, wrócili do poprzedniego tempa. Kilka metrów dalej rozdzielili się bez słów, Dimitri trzymając w pogotowiu karabin z noktowizorem skinął na Olega każąc mu zostać przy drzwiach. Jego najgorsze obawy ziściły się, najwyraźniej dzisiejszego dnia Biblioteka pochłonęła kolejne istnienia, a Bibliotekarze sprawili sobie ucztę. Nie był w stanie doliczyć się ciał, bo z tych nie zostało wiele.
    — Idź po nich. Wracamy.
Niski, chrapliwy szept został zniekształcony przez ściany maski, ale słowa zabrzmiały na tyle złowróżbnie, by Oleg zawrócił bez słowa. Dima uniósł broń do góry i spojrzał przez noktowizor próbując w zielonkawej poświacie dostrzec jakikolwiek cień.
         Pusto.
         Biblioteka oddychała spokojnie i miarowo tolerując chwilowo nowych intruzów. To jednak nie uśpiło czujności stalkera, doskonale wiedział, jakie konsekwencje może nieść ze sobą jedno potknięcie czy przypadkowy wystrzał. Budynek zbudowany przez ludzi dla ludzi odepchnął swych stwórców, dziurawymi oczami okien patrząc na koniec świata, jaki ściągnął na siebie człowiek. Stary świat nie zamierzał przebaczać ludzkości i pokazywał jej, że nie ma już tu dla niej miejsca.

         Coś się zatłukło. Dimitri zaklął i skierował się w stronę swych towarzyszy, którzy cali i bezpieczni czekali na niego przy wyjściu. Zwykle skorzy do kłótni i stawiania się, tym razem byli wyjątkowo cisi. Odór śmierci, choć niemożliwy do wyczucia przez ciężkie maski, zdawał się wwiercać w nozdrza z każdym oddechem. Nienasycone stwory, wciąż rozdrażnione poprzednim wtargnięciem, czaiły się w mroku gotowe do ataku.
    — Wlad tył. Oleg wschód. Rus zachód. Nie mniej niż pięć metrów.
Szybkie, szeptane rozkazy padły niczym seria z karabinu. Stalkerzy kiwnęli głowami na znak, że rozumieją. Gdy tylko znaleźli się na zewnątrz utworzyli najbardziej skuteczną formację - gdyby trzymali się w kupie, stanowiliby zbyt wyraźny, zbyt łatwy cel. W ten sposób mogli mieć oczy z każdej strony i odpowiednio zareagować. Sposób sprawdzał się dotychczas, ale, czy to zastany w Bibliotece widok czy myśli szybujące swobodnie w stronę gasnącego księżyca powoli ustępującego miejsca blademu słońcu, popełnili błąd.
Władimir nie zdążył nawet krzyknąć, gdy skrzydlaty stwór runął na ziemię niczym czarna płachta i złapał go rozszarpując ledwie ponownie wzbił się w powietrze. Dima zdążył wystrzelić serię, nim uświadomił sobie, że nie ma to najmniejszego sensu. Warknął pospieszając ocalałych i ruszył nie oglądając się za siebie. Mieli ledwie kilka, może kilkanaście sekund, nim zlecą się kolejne zwabione hałasem stworzenia. Proszę, w oddali krążył kolejny, jakby czekał specjalnie na nich.

    — Kurwa, Oleg, gdzie!
Jeden z pozostałych stalkerów złamał nagle szyk i Dimitri wycelował w niego z broni. Nie było wątpliwości, że wystrzeli, jeśli będzie do tego zmuszony, ale Oleg wskazał coś, czego próbujący mieć oczy dookoła głowy dowódca nie zdążył jeszcze dostrzec. Kilkadziesiąt metrów przed nimi coś się poruszało. Te zmutowane ścierwa rzadko tak jawnie wystawiały się na strzał, ale tym razem coś musiało je zaabsorbować.
    — Tam ktoś jest.
    — Przejdziemy bokiem.
    — Ale może to człowiek...
Oleg, mimo maski, oczyma wyobraźni widział drwiąco-pobłażliwe spojrzenie dowódcy i zamilkł. Rzeczywiście, wystrzelił z tym człowiekiem, jakby to w ogóle było możliwe. Ale miał wrażenie...
Wrażenie zmieniało się w pewność z każdym kolejnym krokiem. Dwa stwory krążyły wokół leżącej, z pewnością żywej istoty ludzkiej, a trzeci stał w przejściu między dwoma szkieletami budynków.
    — Niech mnie diabli... Ten ktoś żyje, Dim...!
Strzał był szybszy niż oddech. Dimitri, a za nim reszta gwałtownie padli na ziemię, gdy niepodzielny król przestworzy zapikował w dół rozjuszony strzałem. Ale pocisk trafił w coś, co zapewne było głową zmutowanego ścierwa: stworzenie z przerażającym skrzekiem padło na ziemię, a jego towarzysz wycofał się w cień budynków.
    — Do wejścia na Borowicką jest jakieś pięćset metrów. Nie zatrzymujemy się. Ruchy.
Dimitri nie zamierzał tracić cennych sekund na postać leżącą na samym środku popękanej, pełnej blizn czasu drogi. Jego zdaniem, nawet jeśli to faktycznie był człowiek, to i tak nie zostało mu zbyt wiele czasu. A oni nie byli ekipą ratunkową, o czym poinformował towarzyszy, którzy jednak zatrzymali się przy rannym.
     — Żyje! Ej, Dimitri, może to jeden z tych z biblioteki. Musimy...
Dowódca stanął nad leżącym i trącił go kolbą karabinu.
Młody.
Wyglądał na wycieńczonego, ale żył.
I pewnie nawet jego wnętrzności były radioaktywne jak sam reaktor. Nie mogli zabrać go ze sobą, Dimitri mógł jedynie skrócić jego męki, ale nagle zawahał się spoglądając na twarz nieznajomego. To był ledwie ułamek sekundy, ale Oleg zdążył poderwać broń i pocisk trafił w pobliską ścianę. Dima wymamrotał coś o marnowaniu cennej amunicji i przysłonił oczy patrząc na horyzont.
     — Nie zdążymy przed świtem — zakomunikował rozważając różne możliwości. Gdyby chodziło tylko o niego, zaryzykowałby szarżę w stronę wejścia do metra, ale nie był sam, dodatkowo mieli z sobą ciężkie plecaki pełne łupów, po które tu przyszli. Ledwie sami przebierali nogami, a te dwa gamonie trwały przy nieznajomym, jakby byli wysłannikami Czerwonego Krzyża. — Kurwa. Przeczekamy dzień w tym budynku.
Jako dowódca dobrze wiedział, jak ważne są morale w podobnych sytuacjach, a te po stracie towarzysza były wyjątkowo niskie. Nie oglądając się za siebie ruszył do wskazanego budynku sprawdzając wszelkie możliwe drzwi. Było czysto, mieszkania wyglądały, jakby czekały na swoich właścicieli pokrywając się smutną warstwą kurzu.
         Dimitri rzucił plecak na ziemię i z przyzwyczajenia zaczął przeszukiwać meble. Tymczasem Ruslan i Oleg, podtrzymując pod ramiona, wprowadzili nieznajomego. Dostał od nich maskę, jedną z tych zapasowych, które wzięli z sobą. Został mało delikatnie rzucony na kanapę, która zajęczała cicho sprężynami i wzięła w objęcia zmęczone ciało. Dima nań nawet nie spojrzał.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sob Wrz 24, 2016 11:05 am

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

Leżąc na ziemi, nie czuł już nawet bólu, czekał na stworzenie, które miało się nim zająć, jednak to wciąż nie nadciągało, jakby wcale mu się nie śpieszyło na ucztę. Ile jeszcze będzie musiał wyczekiwać, żeby trafić tam gdzie jego towarzysze. O ile jest gdzie trafiać. Sasza chciałby wierzyć, że życie po śmierci istnieje, tak jak uczyli ich kiedyś w szkółkach, niestety, nie był łatwowierny, żeby w coś uwierzyć musiałby to zobaczyć. Podział na niebo i piekło, jeśli już istniały to do pierwszego wstęp pozostawałby dla niego zamknięty, dla niego, jak i z pewnością dla całego metra. W podziemiach nikt nie był bez grzechu, nawet najczystsza duszyczka, pokryje się w końcu czernią, ciemną jak najdalsze ich zakamarki. A sam raj, z pewnością Bóg dawno już go opuścił, tak jak zrobił to z Ziemią, pozostawiając jego dawnych mieszkańców na pastwę jej nowych panów.

Niebo pomału zaczynało przybierać szkarłatne barwy, Sasza czuł jak oddychanie zaczyna sprawiać mu problemy. Nie leżał na twardej ziemi długo, lecz miał już dość. Powieki zaczęły robić się coraz bardziej ociężałe.
Zasypiał.
Coś go trąciło, zmuszając by ledwie przymrużył oczy. Czy w końcu szkarady zechciały się do niego dobrać? Nie widział wyraźnie, jednak sylwetki stojące nad nim, dziwnie przypominały ludzkie. Nie, to niemożliwe. Spotkanie człowieka na powierzchni, o tej porze, kiedy słońce zaraz wzejdzie graniczyło niemal z cudem. To pewnie ścierwojady, sprawdzają czy ich przekąska nadaje się już do spożycia.
- N...e zdą...my przed ...witem – usłyszał nagle niedokładnie. Czyli to naprawdę byli ludzie. Czy może jego zmysły płatają mu już figle? Poczuł jak ktoś pomaga mu wstać, nakładając na jego twarz maskę. Ledwo przebierał nogami, jednak znalazł w sobie jeszcze trochę sił, żeby dojść tam gdzie go prowadzili.
Kiedy tylko poczuł, że znowu gdzieś leży, odpłynął.

Minęła godzina, może dziesięć, a może tylko pięć minut. Ciężko mu było stwierdzić ile czasu upłynęło od kiedy, został tu przytargany. Ból, który przeszywał teraz jego ciało, nie dał mu jednak spać. Bolało go niemal wszystko, a jednak było mu to obojętne, co jakiś czas czuł jak przez jego ciało przebiegają niekontrolowane dreszcze, postanowił to jednak ignorować. Chciał dowiedzieć się kto ściągnął go z drogi, próbował się poruszyć, żeby zmienić pozycje na wygodniejszą, lecz nie było mu to dane. Kiedy tylko koślawo podparł się na ręce, poczuł jakby rozdzierano go na nowo, zaklął cicho pod nosem, opadając z powrotem na swoje miejsce. Jego zmysły wciąż były nieco otępiałe, zaczynały jednak stopniowo powracać do normy.
Jedyne na co było go obecnie stać, to przekręcenie głowy w stronę, jak się okazało pokoju.
Czyli jeszcze nie byli w metrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sob Wrz 24, 2016 4:36 pm

Już wcześniej zdarzało im się utykać w podobnych sytuacjach, więc nie było to nowością. Stalkerzy wyglądali na bardziej znudzonych niż jakkolwiek przejętych. Dimitri, uznawszy z niezadowoleniem, że w szafach i szufladach niczego cennego nie ma, bo musiała dotrzeć tu jakaś inna grupa, zajął miejsce przy zakurzonym i niemiłosiernie brudnym oknie. Szyba była popękana, ale wciąż jakimś cudem trzymała się na miejscu.
         Przetarł ją rękawicą i spojrzał w dół. Natychmiast tego pożałował, bo pierwsze promienie słońca zakłuły go w oczy. Mimo że żył w czasach, gdy ludzkość coraz śmielej spoglądała w twarz słońcu, tak teraz był jednym z tych, którzy zginali przed nim kark.
Przez moment nie widział zupełnie nic, dopiero po dłuższej chwili, mrużąc oczy, zdołał dostrzec kręcące się po ulicy stwory.
         Dimitri widząc miny swoich towarzyszy przesunął szafę zasłaniając okno i pozostałe szpary zatkał jakimiś rozlatującymi się, niemal przeżartymi przez pleśń gazetami. W pokoju znów zapadł swojski półmrok, tak dobrze znany mieszkańcom metra.
     — Chcesz się napić? — wychrypiał Ruslan widząc ruch na kanapie i natychmiast znajdując się przy rannym. Podał mu butelkę i sięgnął do specjalnego otworu w masce, ale wtem silna, męska dłoń uniemożliwiła mu jakikolwiek ruch. Dimitri spojrzał na towarzysza pustymi oczyma maski i powoli pokręcił głową.
     — Skazi wodę — powiedział wyciągając licznik Geigera i przysuwając go do nieznajomego. Ruslan odsunął się pokornie zdając sobie sprawę, że jeśli młodzieniec, którego tu przynieśli, jest zbyt mocno napromieniowany, to, niestety, zapewne przeszło i na nich, a on sam nie pociągnie nazbyt długo. Jednak licznik, terkocząc nisko, wskazał dość niską wartość; nie większą zapewne od ich własnej. — Pij.
         Dima popchnął butelkę mało delikatnie i odmierzał każdy łyk, nie pozwalając na to, by choćby kropla więcej trafiła do spragnionego gardła. Gdyby Władimir nie zginął, nie dostałby nic.
Oleg przysnął pod ścianą, a Ruslan wyglądał jak zwierzaczek, który przytargał do swojej ciemnej nory zabawkę i właśnie pyta matki czy może ją sobie zostawić, nawet jeśli jest brudna i zepsuta.
     — To wy byliście w Bibliotece? Wy obudziliście Bibliotekarzy? — Dimitri nie zamierzał mu dawać żadnej taryfy ulgowej. Widział w jak kiepskim stanie jest ich „pasażer na gapę”, ale to go nie interesowało. — Z której stacji jesteś, ile was było i co tam robiliście?
       Mężczyzna pochylił się nad rannym łapiąc przód jego nadwyrężonego, potarganego skafandra i szarpnął go. Był tak blisko, jakby próbował przez brudne szkła i panujący półmrok przedrzeć się  do samego wnętrza i uzyskać odpowiedzi na swoje pytania.
Tyle, że odpowiedź, jeśli w ogóle miała paść, została uprzedzona mocnym wstrząsem. I jeszcze jednym.
Moskwa budziła się do życia, jak każdego ranka, a wraz z nią nowi mieszkańcy.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Nie Wrz 25, 2016 11:33 am

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

Kiedy tylko mężczyzna do niego podbiegł, Sasza podjął kolejną próbę podniesienia się, przynajmniej do pozycji siedzącej. Zasyczał cicho, czując znajomy mu już dobrze ból, jednak tym razem nie opadł, chcąc przyjąć od nieznajomego wodę. Czuł metaliczny posmak krwi, którego pozbycie się było dla niego ważne, lecz gdy już miał dotknąć butelki, została ona od niego odsunięta. Z początku myślał już, że ten się z nim nie podzieli, lecz Stalker mu ją oddał. Nie przyłożył większej uwagi do tego jaki poziom skażenia posiada, teraz sam ku swojemu zdziwieniu zachłannie pił podarowaną mu wodę. Nie sądził, że był aż tak spragniony i kiedy tylko skończył przydzieloną mu porcje, pożałował tego, że nie racjonował jej rozsądniej.
Dopiero po oddaniu butelki, rozejrzał się uważniej po pokoju, w którym oprócz niego znajdowała się jeszcze trójka ludzi, a jeden z nich właśnie postanowił go przesłuchać. Zacisnął usta próbując nie wydać żadnego odgłosu, który mógłby pokazać jak zabolało go szarpnięcie.
- Kitaj-Gord, a misja była tajna... – zaczął, zastanawiając się chwilę nad tym co powiedzieć - … więc nie twoja sprawa – niemal wysyczał, zbierając siły, żeby odepchnąć ręce Stalkera. Miał gdzieś to, że go uratowali, niech wyślą go z powrotem na zewnątrz, nie będzie się spowiadał przed kimś kogo nawet nie zna. Zresztą co miałby im powiedzieć? Że wyszli, bo na to nalegał, że namówił Arona do zmiany daty misji. Że to on wystrzelił pierwszy, budząc jeszcze więcej szkarad. Że jeden z dowódców Kitaj-Gordu leży teraz martwy w Biblotece, a jego ostatnie słowa nie były nawet wypowiedziane jego ustami.

Wcale nie prosił się, żeby ściągać go z drogi, to że go przygarnęli było ich decyzją, więc niech od niego nie wymagają, że ten wszystko im wyśpiewa i będzie posłuszny jak piesek.

Stalker chciał już się odezwać po raz kolejny, gdy nagle zamknął mu usta silny wstrząs, a po nim kolejny. Obrócił się za szybko, jak na swój stan, w stronę drzwi, co spowodowało, że rany znów dały o sobie znać. Wstrząs powtórzył się jeszcze raz, zwiększając swoje nasilenie.
- Coś weszło do budynku – odezwał się drzemiący do tej pory Oleg, który w ułamek sekundy podniósł się na nogi. Po tym stwierdzeniu, jakby na zawołanie, uderzenia nagle ustały. Sasza zastygł w jednej pozycji, próbując nasłuchiwać, jakichkolwiek dźwięków nadchodzących od strony korytarza. Żadne jednak nie nadeszły.
- Chyba sobie posz... - zaczął Ruslan, Aristow uciszył go, przykładając sobie palec do maski gazowej w miejscu gdzie powinny znajdować się usta.
Trzy ciche stuknięcia do drzwi, imitujące pukanie. Zupełnie jakby w odwiedziny przyszedł do nich stary znajomy. Uciszony przed chwilą mężczyzna, ruszył ostrożnie w stronę wizjera, by przez niego spojrzeć. Odwrócił się w stronę reszty i wzruszył ramionami, kręcąc przecząco głową – Nic tam nie ma – wyszeptał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Nie Wrz 25, 2016 7:21 pm

Sorokin stanął obok młodzieńca na kanapie i zrobił coś, co jedynie świadczyło o powadze sytuacji, w jakiej się znajdowali. Włożył mu w ręce stary, sfatygowany, aczkolwiek wciąż świetnie się spisujący niewielki karabin i dwa magazynki.
     — Obowiązuje nas jedna zasada: każdy dba o siebie, po nikogo nie wracamy. — powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu, a jednocześnie najzupełniej obojętnym. Sam wyciągnął swoją broń i gdyby nie miał na twarzy maski, widać byłoby jaką rozkosz sprawia mu dźwięk odbezpieczania jej. Jeden z najsłodszych dźwięków świata. Plasujący się na tym samym miejscu, co agonalne rzężenie i skrzeki zmutowanych, nowych panów Ziemi.
     — Ruslan, odejdź od drzwi. — powiedział powoli, samemu postępując kilka kroków w kierunku wejścia. Ale Ruslan, najmłodszy z nich, młody, dwudziestotrzyletni Stalker, na którego w Polis czekała śliczna dziewczyna z dołeczkami na policzkach, wzruszył beztrosko ramionami.
     — Tam nic nie ma, Dimitri. Moskwa po prostu oddycha. Pamiętasz? Mówili nam o tym.
     — Odejdź. Od. Jebanych. Drzwi.
     — Odejdź od drzwi, zostaw tego kolesia — podbródkiem wskazał na dodatkowe towarzystwo na kanapie — nie patrz na Kreml. Same zakazy.
         Dima spiął się w jednej sekundzie nie tolerując nieposłuszeństwa i niesubordynacji. Wychodzenie na zewnątrz było serią zakazów i nakazów, należało im się bezwzględnie podporządkować. Punkt, w którym znaleźli się w tym momencie, był efektem złamania kilku zasad.
     — Ruslan, jeśli nie-
         Dima jeszcze nie skończył mówić, a w drzwi coś huknęło z całych sił. Potworny skrzek odbił się echem po klatce schodowej i wszyscy stanęli z bronią wycelowaną w wejście. I tak wystarczająco długo korzystali z gościnności porzuconych mieszkań. Oleg zaczął szeptać dziwne słowa modlitwy w sobie tylko znanym języku, a broń w jego ręku drżała jak u nowicjusza, choć był świetnym strzelcem. Ale inna sprawa być na otwartym terenie, na wybranej pozycji, a inna tkwić w ciasnej klatce na wysokim piętrze, bez możliwości jakiejkolwiek ucieczki. Tak usytuowane miejsca stanowiły świetną kryjówkę i zmniejszały ryzyko spotkania dziwnych stworzeń, a jednocześnie nie pozostawiały szans w przypadku stanięcia z nimi twarzą w twarz.
         Na klatce wszystko ucichło, więc Ruslan ponownie wyjrzał przez wizjer. I wtedy to się stało. Gwałtowne uderzenie rozsadziło drzwi, a ciało młodego Stalkera poleciało w stronę okna, przebijając się przez szybę. Dima nie miał wątpliwości, że towarzysz nie żyje, tkwiące w jego piersi odłamki nie pozostawiały złudzeń, więc nie wyjrzał nawet za nim na zewnątrz. W jednym odruchu mężczyzna uchylił się, a zebranie z sobą osoby na kanapie było najczystszym odruchem, nawet tego nie przemyślał. Koniec końców nieznajomy znalazł się nagle za kanapą razem z nim.
         W wejściu stało dziwne stworzenie – wyglądało jak istota humanoidalna o wielkiej masie, pozbawiona nóg. Nie miało oczu, ale dwie, spore szpary na czymś, co mogło być głową, wyglądało jak nozdrza, które wznosiły się w górę węsząc. Potworny ryk wypełnił  mały, zakurzony pokój. Oleg wybiegł ze swojej kryjówki ładując cały magazynek w potwora, ale każdy nabój zdawał się przezeń przelatywać jak przez wodę nie czyniąc żadnej szkody.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Wrz 26, 2016 3:45 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

Kiedy stwór stanął w framudze, oczom Aristowa ukazała się dziwnie znajoma sylwetka. Zupełnie jakby już kiedyś natknął się na tego mutanta. Tylko gdzie on go widział? Próbował zanurzyć się w odmętach swojej pamięci, aby znaleźć odpowiedź, która teraz mogłaby im uratować życia. Nadeszła ona jednak dopiero w chwili, gdy zobaczył jak Oleg, marnując amunicje, ładuje w jego ciało całą serię. Stworzenie zawyło jedynie złowrogo i rozszerzając swoje nozdrza, ruszyło na celującą w niego postać, jeszcze bardziej pobudzone.
Miał mało czasu, ignorując uciążliwą rękę, pochylił się przez kanapę i wycelował. Nie przepadał za bronią palną, więc jego cel też nie był tak dokładny jak snajperski, jednak teraz trzeba było zaryzykować, o ile dobrze pamiętał, ścierwo zaraz będzie martwe. Skupił się i nie tracąc chwili, wyprzedził jego ruch strzelając w obydwa czarne otwory. Nie trzeba było długo czekać na efekty. Potwór zaryczał w agonii, zatrzymując się w miejscu. Jego ciało pomału zaczęło się zmieniać, wyglądało to tak jakby się rozpuszczało, tworząc z siebie jedną wielką kałuże.
- Zaraz zejdzie się ich więcej – rzucił, podnosząc się, pomagając sobie ramieniem mężczyzny siedzącego obok niego.
- Tylko, nie dotknijcie niczego co z niego zostało... - nie zdążył nawet dokończyć, gdyż noga Olega znajdowała się już w sporej kałuży. Sasza już dobrze pamiętał, jak skończyli jego dawni towarzysze podczas spotkania z tym czymś. Spojrzał się na, jak się domyślał, dowódcę i pokręcił przecząco głową – To nie będzie miły widok – mruknął pod nosem. Co prawda mógłby skrócić cierpienia Stalkera, jednego z jego wybawców, ale czy w tej sytuacji byłoby dobrym wyjściem marnowanie amunicji?
- Ej, przecież nic mi nie jest – odparł lekceważąco Oleg, prychając pod nosem. Nie wiedział jeszcze, że stawiając kolejny krok w bezkształtną breje przyśpieszył tylko swój wyrok.
Aristow nie miał zamiaru się kłócić, sam był ledwo w stanie chodzić, na szczęście adrenalina dużo mu pomagała. Starając się nie myśleć o bólu, koślawym krokiem, ruszył w stronę drzwi. Ranna ręka przyłożona była do brzucha, natomiast zdrowa trzymała w pogotowiu karabin. Skupiając się na omijaniu wnętrzności, usłyszał jak mężczyzna, który go nie posłuchał zaczyna przeklinać. Przez jego skafander musiała zacząć przeżerać się silnie żrąca substancja. Zaraz na jego ciele pojawią się wrzody i nic ich nie zatrzyma. Dla martwych już Stalkerów, których znał Sasza, wystarczyła niecała minuta, by to coś pokryło całą ich skórę, uniemożliwiając chodzenie, a po chwili zamieniając ich ludzkie ciała w to, w co wdepnęli.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Wrz 26, 2016 5:08 pm

Dima sapnął tylko cicho. Miał do czynienia z tymi stworzeniami, a także z tym, co wydzielały. Kontakt był krótki i bezpośredni, ale głębokie, wciąż bolesne i cudem wyleczone oparzenie do dziś odcinało się blizną na jego skórze. Sądził jednak, że stwory te zostały wybite kilka miesięcy temu, gdy grupa Myśliwych zalała specjalnym, żrącym kwasem ich siedlisko. Najwyraźniej tamto gniazdo jednak nie było jedyne.
       Do diabła, zaklął mężczyzna widząc jak beztrosko Oleg ignoruje środki bezpieczeństwa. Przecież tyle razy powtarzał, by niczego nie dotykać, a już na pewno niczego, co w jakikolwiek sposób wiąże się z istotami zamieszkującymi ziemię. Ale pełen euforii Oleg nie pamiętał o tym w tej chwili, wywinięcie się z rąk śmierci wystarczyło, by się zachłysnął chwilowym zwycięstwem i jeszcze zanim nieznajomy, Stalker, z pewnością Stalker, bo któż inny miałby śmiałość opuścić metro, zdążył się odezwać, Dimitri już wiedział, że tym razem wróci do domu sam.
Poczuł nieprzyjemne, chłodne dreszcze, a lodowata obręcz zacisnęła się wokół jego płuc utrudniając oddychanie. Jak spojrzy w oczy ich żonom i dziewczynom? Jak wytłumaczy, że prosty, bezpieczny wypad zamienił się w rzeź?
        To trwało tylko chwilę, ułamek sekundy, w którym beztroskie mruczenie Olega zmieniło się w pełne bólu wycie.
     — Nie zostawiajcie mnie tu! Ej, ty, kurwa, to przez ciebie tu wylądowaliśmy. — Mężczyzna wołał do nieznajomego kierującego się chwiejnie w stronę wyjścia — Dimitri miał rację, żeby cię zostawić, a tak ja... Rus... To przez ciebie, STÓJCIE, DO CHOLERY!  ZABIERZCIE MNIE ZE SOBĄ!
Oleg nie mając już czucia w nogach upadł na ziemię łapiąc Dimę za but. Żrąca substancja dostała się w okolice maski w kilka sekund radząc sobie z plastikiem i gumą, a za moment także z gardłem mężczyzny. Już nie mógł krzyczeć, rzęził rzucając się rozpaczliwie, gdy Dimitri odtrącał nogą jego dłoń.
         — Wybacz, stary — Dima wycelował i nacisnął spust od razu pozbawiając go życia, które i tak zeń wyciekało niczym woda z pękniętego naczynia. Oby nie było momentu, w którym pożałuje tego naboju. Oleg zamilkł, a jego ciało powoli traciło swój kształt. Schowany w kieszeni dowódcy licznik promieniowania zaterkotał ostrzegawczo, ale został zignorowany. — A ty... Kurwa, stój. — złapał nieznajomego, za mundur i pchnął na ścianę. Nie obchodziło go w jakim jest stanie, że może czuć się winny, że nie dość, że stracił własnych towarzyszy, to naraził jeszcze ich. Że może być napromieniowany i poważnie ranny. Nie, to nie było ważne. Ważne było tylko to, że kimkolwiek ten Stalker by nie był, miał broń i umiał z niej korzystać. — Wychodzimy schodami przeciwpożarowymi.
          Jakby dla podkreślenia swoich słów, pchnął towarzysza w stronę zasłoniętego okna. Słońce skryło się za ciemnymi chmurami, ale wciąż było zbyt jasno dla kogoś, kto ostatnie lata spędzał w ciemności.
     — Dasz radę zejść? — Po raz pierwszy zainteresował się stanem chłopaka. Być może rozważał właśnie czy mu pomóc zejść czy zostawić w ramach przynęty.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Wrz 26, 2016 8:26 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

Słowa umierającego mężczyzny nie zrobiły na Stalkerze większego wrażenia, widział dzisiejszej nocy wystarczająco śmierci, by ta nie wzruszyła go nawet odrobinę. Nie chodziło o to, że nie miał uczuć, lecz metro uczyło obojętności oraz tego, że przeżyje tylko najsilniejszy, a takim się nie rodziło, nim trzeba było zostać. Oleg sam zesłał na siebie taki los, wystarczyłoby, że zrobiłby krok w prawo i by żył. Ta Ziemia nie jest dla ludzi, którzy tak łatwo dają się z niej zabrać. Cóż, to samo mógłby powiedzieć o jego dzisiejszych towarzyszach i o nim samym, który przeżył tylko jebanym cudem. Cudem, o jaki wcale się nie prosił... dlatego właśnie nie poczuł się winny dzisiejszej śmierci nieznajomych. Każdy odpowiada za swoje decyzje. Żyj albo umieraj.

Zacisnął zęby, kiedy mężczyzna pchnął go na ścianę, a później w stronę okna. Widać było, że to on jest dowódcą, a tego oddziału raczej był.
- Dam – odpowiedział krótko, nie było co przebierać w słowach, kiedy śmierć wisiała im nad ramieniem. Aristow sam nie wiedział skąd w nim znów wzięła się chęć przeżycia. Jeszcze parę godzin temu leżał, czekając na śmierć, a teraz? Znowu chce przetrwać, nawet jeśli Aarona ma przy nim nie być. Nie będzie najsłabszy i nie da się pokonać kreaturom, stworzonym przez promieniowanie. Jego były kochanek by się nawet do niego nie przyznał, gdyby wiedział jakie myśli chodziły mu po głowie po jego śmierci.
Zarzucił broń na plecy i wyjrzał przez okno, mrużąc mocno oczy. Światło nawet mimo chmur było zbyt jasne dla ich, nieprzyzwyczajonych do niego tęczówek.
- Gdzie właściwie jesteśmy? To droga na Borowicką? - zapytał, rozglądając się z niemal opuszczonymi powiekami. Chciał upewnić się jeszcze, że główną drogą nie przechadzają się przypadkiem jakieś wybryki natury. Ta okazała się być jednak pustą. Zaklął, tym razem dość głośno, czując jak przy przechodzeniu przez okno zahaczył pokiereszowaną ręką o wystający odłamek drewna. Nie zatrzymało go to jednak, trochę odpoczynku, świeża woda, nowa maska przeciwgazowa i przede wszystkim adrenalina, dodały mu teraz siły. Oby tylko starczyło mu jej na dotarcie do metra, tam niech sobie już zdycha, jego obecnym celem było dojście teraz do ruchomych schodów.

Zeskoczył ostrożnie na ziemie, próbując skupić cały ciężar ciała na zdrowej nodze. Usunął się, robiąc miejsce drugiemu Stalkerowi, automatycznie przygotowując broń do użycia. Jak na razie w zasięgu ich wzroku droga była opustoszała i właśnie to zaniepokoiło Sasze. Kiedy tylko Sorokin do niego dołączył, ten bez słowa wskazał na plamę krwi pozostawioną najprawdopodobniej przez ciało Ruslana, który wypadł przez okno. Ślad ciągnął się wzdłuż ściany, nagle gwałtownie skręcając, coś co go wzięło raczej nie było ścierwojadem, one nie lubiły ruszać swojego dania. Możliwe też, że jeśli zajęte było pożywianiem się ich byłym kompanem, nie zwróci na nich większej uwagi i bezpiecznie przejdą. Czujnym jednak zawsze trzeba pozostać, a dzisiejszy dzień jest idealną ku temu przestrogą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Wto Wrz 27, 2016 12:23 pm

Borowicka:
 

         Przez moment obserwował swojego przymusowego towarzysza z powątpiewaniem. Nie był w stanie dać mu gwarancji, że zostanie wpuszczony do Metra. Nie mógł mu dać gwarancji na cokolwiek, a tym bardziej zajmować stanowisko jego niańki. Najwyraźniej jednak z nieznajomym nie było aż tak źle, skoro był w stanie poruszać się o własnych siłach – dzięki temu Dimitri mógł z rzeczy Olega, z porzuconego przezeń plecaka, wyciągnąć magazynki, dwa granaty i kilka innych drobiazgów, które mogły okazać się przydatne. Z żalem spojrzał na zniszczony, przeżarty przez radioaktywną substancję karabin.
         Omijał przy tym wzrokiem ciało niedawnego kolegi, nie mając jednak złudzeń co do tego, że widok ten powróci w najmniej spodziewanym momencie – podczas samotnej wędrówki tunelami, albo kolejnej, ciemnej nocy, gdy będzie próbował uszczknąć dla organizmu choć parę należnych mu godzin snu.
Założył na swoją maskę przesłonki z popękanych, ciemnych butelek. Drugiego zestawu nie miał, Ruslan i Oleg również go nie posiadali, bowiem nie planowali zostawać na dzień na powierzchni. Przecież wychodzili w ten sposób setki razy. Gdyby nie maska, nieznajomy zobaczyłby złośliwy uśmieszek błądzący na ustach Dimy.
         Miał niewątpliwą przewagę.
         Poczekał aż tamten zejdzie na dół, przez cały czas obserwując najbliższą okolicę. Pustka. Moskwa zaczerpnęła tchu i ponownie zapadła w drzemkę nieświadoma intruzów. Dimitri pamiętał dokładnie sznur samochodów ciągnący się pełną blizn ulicą. Pamiętał pełne zniecierpliwienia podskakiwanie, gdy próbował dostać się na drugą stronę. Zmiana świateł trwała w nieskończoność.
Gorzkie wspomnienie rozpłynęło się w chwili, gdy ciężkie buciory zderzyły się z ziemią wzniecając kłąb radioaktywnego pyłu.
     — Tak. Zdziwiony?
Stalker znalazł się obok swego towarzysza niemal bezszelestnie i tak blisko, że gdyby nie maski, z cała pewnością czuliby na sobie swoje oddechy. Przez ciemne otwory przez moment można było dostrzec czujne oczy.
     — Jeśli się rozdzielimy, nie zbaczaj z drogi. Znajdziesz wejście, właz jest zaznaczony, na pewno go znajdziesz. Zamknij go za sobą i poczekaj na mnie w tunelu. Jasne? Dalej i tak cię nie wpuszczą, a możesz trafić do karceru. — oznajmił bezosobowo i klepnął towarzysza w ramię zupełnie jakby próbował mu dodać otuchy. Ignorował ślady krwi Ruslana.
Kurwa, lubił tego gnojka. Kurwa, Sonja przyjaźniła się z jego dziewczyną. Jak on im teraz spojrzy w oczy? Jak spojrzy w oczy sobie? Naciskał spust wiele razy, nie miał z tym problemów. Pozbawiał życia najróżniejsze kreatury i ludzi, którzy stawali mu na drodze. Którzy zagrażali małej społeczności, która usiłowała stanąć na nogi. Ale to zawsze miało sens.
     — Zamknij oczy i oprzyj się. Za moment będziesz całkiem ślepy, a ślepy w tym miejscu to prawie jak martwy. — Głos Dimy w tej chwili pozbawiony chrapliwej, agresywnej nutki, brzmiał niemal łagodnie. Chwycił tamtego pod ramię i szarpnął w stronę ścian budynków.
         …W których czaiło się cokolwiek.
         Ale chyba żaden z nich nie chciał dowiedzieć się, co dopadło Ruslana.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Wto Wrz 27, 2016 4:23 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

    Kiwnął tylko głową, co miało być odpowiedzią na pytanie, nie wiedział do końca, w którą stronę kierował się po wyjściu z Biblioteki, było mu to wtedy wszystko obojętne. Teraz jednak zaczynał pomału kojarzyć okolice. Co prawda jak do tej pory tylko raz zdarzyło mu się przemieszczać tą drogą, a na samej Borowickiej zawitał może dwa razy tyle. Jeżeli już odwiedzał wspaniałe Polis, to przeważnie była to Biblioteka im. Lenina, a i tam widziano go bardzo rzadko.
    Spoglądając w szkła maski mężczyzny, w miejsce gdzie pod nimi powinny znajdować się oczy, do których z niewyjaśnionych przyczyn próbował się przebić, pożałował, że wszystko co ze sobą wziął zostało w budynku, który powinien być jego grobowcem. Sam posiadał w plecaku okulary, takie jak te noszone obecnie przez Stalkera, dającego mu instrukcje.
     Potwierdził, że wszystko jest dla niego jasne i wiedział, że ten ma racje mówiąc o stanie jego wzroku. Nie chciał ufać osobie, którą dopiero co poznał i która, z tego co wywnioskował, chciała pozostawić go wcześniej na śmierć. Nie żeby miał mu to za złe, rozumiał go doskonale, lecz czy nie istniało ryzyko, że przy pierwszej lepszej okazji ten rzuci go jako przynętę albo zostawi, gdy ten nagle nie da rady dłużej iść?
     Musiał podjąć decyzje, a czasu było coraz mniej. Gwałtowne szarpnięcie mężczyzny oraz niepewne promienie słoneczne, palące jego spojrzenie, pomogły mu wybrać. Opuścił powieki, podążając teraz na oślep, będąc zdanym na łaskę, prowadzącego go Dimy.

     Przylgnął mocniej do ramienia Sorokina, czując jak niezgrabnie, potyka się o coś, nie chciał nawet domyślać się czym mogło to być. Drugą ręką wciąż zaciskał palec na spuście, by w razie zagrożenia, otworzyć oczy i wycelować. Choć jak na razie nic się nie działo, co chwila słychać było jedynie jakieś szmery, dochodzące od strony budowli, które powinny być opuszczone. Wiedząc jednak, że prowadzący go nie reaguje, poczuł się spokojniej, nie ryzykując, uchylaniem powiek.
Moskwa żyje, jak w każdy dzień, teraz jednak ktoś inny korzysta z jej uroków.
Przepraszam za posta...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Czw Wrz 29, 2016 12:27 pm

Prowadził ślepca przez poorane czasem ulice. Między pustymi budynkami, niemymi strażnikami miasta. Nieznajomy mu ciążył, Dima doskonale zdawał sobie sprawę w jakiej sytuacji to ich stawia. Ale nie pomagał mu z dobroci serca, a dla ewentualnych korzyści. Informacji.
         Miał w Polis wystarczające znajomości, by chłopak zgnił w karcerze na jedno jego słowo. Gdyby tylko zechciał. Chwilowo jednak nie rozważał tej opcji, bo najpierw trzeba było umieścić młodego w lazarecie, odseparować i upewnić, że nie wnosi z sobą żadnych świństw. Doprowadzić go do stanu używalności oraz opatrzyć rany.
Dimitri spojrzał na niego z ukosa, ale nie odezwał się jakby obawiał się, że najlżejszy szept może zbudzić jakieś niebezpieczeństwo. Złapał go mocniej, gdy ten po raz kolejny się potknął, a potem, bez najmniejszego ostrzeżenia, wepchnął go w wąskie przejście, przez specjalny właz, który pozostawili uchylony na wypadek szybkiej ewakuacji.
         Towarzysz poleciał do przodu, ale mógł już otworzyć oczy, bo znajdowali się w tunelu. Prawie w domu. Dima szarpnął ciężki właz i znów zapadła całkowita ciemność. Do chwili, gdy nie szczęknęła cicho słaba latarka i ciemność rozdarło drżące światło.
     — Nie ściągaj maski. Promieniowanie jest zbyt silne. — powiedział nie objaśniając mu niczego więcej. To wciąż był intruz, możliwy szpieg, mogący wykorzystać swą wiedzę w nieodpowiednim miejscu i czasie.

         Dima zdawał się być niezainteresowany towarzyszem, gdy schodzili długim tunelem w dół. Kiedy znajdowała się tu winda, pozostał po niej jedynie ziejący pustką czarny otwór gotowy pochłonąć każdego, kto weń zajrzy. Ale Stalker poruszał się pewnie, nieczuły na ciche wołanie tuneli. Nieczuły na obietnice. Każdy jego krok miał swoje dokładne miejsce wyznaczone setkami wypraw i powrotów.
Gdy przekroczyli drugi właz, Dima odwrócił się do nieznajomego.
     — Ściągaj ubranie — warknął i sam zaczął grzebać przy zapięciach swego skafandra. Latarką trzymaną w zębach, gdy tylko pozbył się maski, oświetlał drugiego Stalkera uniemożliwiając mu jednocześnie spojrzenie we własną twarz. Oczywistym było, że znajdują się u progu stacji Borowickiej, na której panowało nienormalne poruszenie. Od dłuższego czasu jej mieszkańcy skarżyli się na złe samopoczucie, a naczelnik rozważał możliwość oraz skutki ogłoszenia kwarantanny.
Mężczyzna odrzucił swój skafander i rozglądnął się wokół.
     — Mogę cię jedynie wprowadzić, ale nie ja zdecyduję co z tobą zrobić — powiedział, tym razem znacznie przyjemniejszym, niezniekształconym przez maskę głosem i przestał świecić tamtemu prosto w twarz, co od dłuższej chwili robił. Dlatego nieznajomy mógł dostrzec chłodne spojrzenie i wycelowany w siebie karabin.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Czw Wrz 29, 2016 2:47 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         Nie minęła nawet doba od chwili, gdy wyszedł na powierzchnie, lecz gdy tylko znów wkroczył w świat tuneli, poczuł się jakby tam na górze tkwił wieczność. Wieczność, która była dla niego za krótka. W końcu udało mu się już przyzwyczaić do powrotów, ale głęboko, wewnątrz, czuł się jak za pierwszym razem. Zduszony.
         Jako Stalker pierwszy raz wyszedł na powierzchnie mając dziewiętnaście lat, jako laik mając zdaje się czternaście. Może i nie żył długo w prawdziwej Moskwie, jednak nawet te sześć lat wystarczyły, by ściany metra sprawiały, że chłopak się dusił. Po pewnym czasie godzisz się z tym, starsza się nie myśleć, jednak nigdy, nigdy nie zapominasz.

          Bez słowa, zaczął ostrożnie ściągać swój rozdarty skafander, nie śpieszył się, nie miał zamiaru jeszcze bardziej pogarszać stanu swoich ran. Podniósł wzrok, chcąc zobaczyć twarz mężczyzny, który pomógł mu tu się dostać, jednak ten oślepiał go latarką. Oczy zaczynały z powrotem przyzwyczajać się do ciemności, a ten dupek musi go bezczelnie razić. Obrócił się do niego plecami, ściągając ostatnie warstwy ubrania i dopiero w chwili, gdy zauważył, że światło nie znajduje się już na wysokości jego wzroku, spojrzał na wybawiciela. Jego głos, choć wciąż władczy, bez zniekształcania go przez maskę gazową, wydawał się znacznie przyjemniejszy. Sasza zlustrował swojego towarzysza oziębłym spojrzeniem... można powiedzieć, że wyobrażał go sobie nieco inaczej, niemniej jednak ten wygląd podobał mu się o wiele bardziej, niż ten ukształtowany wcześniej w jego wyobraźni.
          Kąciki jego ust wygięły się w nieprzyjemnym uśmiechu, gdy tylko dostrzegł wycelowany w niego karabin. Nawet nie rozejrzał się w poszukiwaniu, gdzie zostawił swój, podarowany mu, zamiast tego zrobił pewny siebie, jak na jego stan, krok w stronę broni, sprawiając, że jej lufa wbijała się teraz w jego podbrzusze.
          - Przyprowadziłeś mnie tutaj, ryzykując nie tylko swoim życiem i miałbym uwierzyć, że teraz mnie zastrzelisz? - przekręcił głowę, spoglądając prosto w nieprzyzwoicie niebieskie oczy.
Chwila zawahania... Nie, to zbyt mało prawdopodobne, lecz przez myśl Aristowa przeszło, że już kiedyś wpatrywał się dokładnie w te same tęczówki. Odepchnął jednak tą myśl od siebie na tyle szybko, by nie zdążyła ona na stałe zagrzać sobie miejsce w jego głowie.
         - To na czyją łaskę będę zdany? - zapytał obojętnie, zupełnie jakby to nie o jego przyszłość teraz chodziło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Czw Wrz 29, 2016 4:47 pm

Dima prawie się uśmiechnął, a przynajmniej tak można by pomyśleć widząc unoszące się w górę kąciki ust. Ale nie był to przyjazny grymas, wręcz przeciwnie. Uniósł lekko brwi widząc bezczelność gnojka... Może dzieciaka? Nie wyglądał na dużo młodszego od samego Dimy, ale starszy z pewnością nie był, co dawało mu prawo do nazywania go w ten sposób.
         Warknął ostrzegawczo wpatrując się w ciemne, nieco szalone oczy, zbyt ciemne jak na kogoś, kto urodziłby się pod ziemią. Cień wspomnienia zasnuł na moment jego myśli, ale pogrzebał je natychmiast nie pozwalając, by sentyment i pamięć o przeszłości zachwiały jego pewnością.
Nauczył się tego już bardzo dawno. Mniej więcej wtedy, gdy opłakiwał starych przyjaciół i grzebał nowych, których wycięła jakaś zaraza. Kiedy człowiek strzela bliskiej osobie w serce, szybko uczy się budować mur wokół siebie.
     — Ryzykowałem życiem? To tamci zaryzykowali, dla ciebie. — Dimitri zmrużył oczy hamując złość. Hamując chęć odrzucenia broni i rzucenia się na tego tutaj i poczucia jak puls ustaje pod jego palcami. Zamiast tego odbezpieczył karabin. — Gdyby nie pozostali, byłbyś już truchłem rozszarpywanym przez ścierwojady. Gdyby teraz nam coś zagroziło zostawiłbym cię bez oglądania się za siebie, więc daruj sobie to patetyczne "ryzykowałeś życiem" — mówił cicho i spokojnie, ale ton ten nie wróżył niczego dobrego.
Nieznajomy przekonał się o tym chwilę później, gdy lufa już dość mocno wbijała się w jego brzuch.
     — Będziesz, skarbie, zdany na łaskę żony Olega i narzeczonej Ruslana. — Dima gwałtownie poderwał broń i kolbą z całych sił uderzył towarzysza w głowę, jednym sprawnym ruchem pozbawiając go przytomności. Złapał go nim upadł, zarzucił sobie na plecy i spokojnie podszedł do władu, za którym stali strażnicy. Zapukał w umówiony sposób, więc otwarto mu natychmiast.

         Dimitri Sorokin nie należał do najbardziej lubianych osób świata. Zazwyczaj jeśli się o nim mówiło, to mówiło się źle, jednak nikt nie mógł zaprzeczyć, że wiele razy znacząco przyczynił się do zaprowadzenia porządku. Metody miał niekoniecznie cywilizowane, ale... Skuteczne.
Kiedy tylko znalazł się na Borowickiej, rzucił na ziemię nieprzytomne ciało i dwóm żołnierzom wydał krótkie instrukcje.
     — Do lazaretu. Kiedy tylko się ocknie macie mnie zawołać.
Sam zaś poszedł do łaźni, by zmyć z siebie brud, krew i wspomnienie kolejnych poległych przyjaciół.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Czw Wrz 29, 2016 5:54 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         Ruslan i Oleg, a więc tak nazywała się pozostała dwójka, która przez niego nie wróci do swoich bliskich. Prychnął cicho, niemal niesłyszalnie, i po co im to było, głupcy, oni mieli do kogo wracać, a on, do czego wrócił? Nie miał już niczego, ani nikogo, na kim by mu zależało. Wszyscy byli już martwi, lata temu, albo jeszcze w tej nocy.
Wykrzywiony uśmiech nie schodził z jego ust, a w oczach dojrzeć można było nutkę szaleństwa, zmieszaną z dużą dawką obojętności. Poczuł jak lufa boleśnie wbija mu się w brzuch, naruszając przy tym jego pokiereszowane już wcześniej wnętrzności. Po jego wyschniętych wargach, zaczęła spływać wąska stróżka szkarłatnej cieczy, otworzył usta, żeby odpowiedzieć mężczyźnie, jednak jego wypowiedź została przerwana, gdy po raz kolejny dzisiejszego dnia przed jego oczami zapanowała ciemność, bardziej nieprzenikniona niż najciemniejsze zakamarki metra.

          Dawno nic mu się już nie przyśniło, podobnie zresztą jak teraz. Nie widział żadnych sytuacji męczących go, prześladujących go twarzy ludzi, którym pozwolił umrzeć, nawet nie dostrzegał Aarona, nie widział nic, nie czuł nic, był w stanie hibernacji, obojętności, nie mógł nawet myśleć. Spał, najzwyczajniej w świecie spał, pozwalając by jego organizm się powoli regenerował. Wbrew pozorom odpoczywał, pierwszy raz od dawna był spokojny.

        Otworzył oczy, spróbował się gwałtownie podnieść, jednak zrobił to zdecydowanie za szybko, co poskutkowało nagłym zawrotem głowy i ponowy powrotem do spoczynkowej pozycji.
- Gdzie? Co? - zadał bezsensowne pytania, na które nie miał mu kto odpowiedzieć, tym razem siadając w odpowiednim tempie. Pomieszczenie, w którym się znajdował było pozornie puste, wątpił jednak by Stalker, jaki go tu wysłał, zostawił go bez żadnego nadzoru. Czuł jak obolałe miejsca wciąż mu dokuczają, nie był to jednak ból na tyle duży, by nie mógł się poruszać... Wstał z zajmowanego przez niego do tej pory miejsca, ruszając w stronę, wydawać by się mogło wolnego przejścia. Ciekawy był jak długo był nieprzytomny, rany zdawałoby się, że nie ciążyły mu już tak bardzo jak na powierzchni, tak więc zapewne spędził tutaj więcej niż dobę, przynajmniej tak podejrzewał.
- Ej, Czarny, śpieszy Ci się gdzieś!? - usłyszał szorstki męski głos, w chwili, gdy stanął w progu, zza którego wynurzyła się męska sylwetka, wyższa od Saszy przynajmniej o dwie głowy.
- Właściwie to tak, chciałem jak najszybciej pozwiedzać wasze piękne Polis – wyprostował się poszkodowany, zadzierając głowę do góry, aby spojrzeć w oczy gorylowi. Widać było jak nieprzyjemny grymas pojawia się na jego twarzy, po wypowiedzianych przez Aristowa słowach.
- Pietra, leć powiadomić, że cwaniaczek się obudził i nie może usiedzieć grzecznie na tyłku – warknął do mniejszego od niego blondyna, który zaraz po tych słowach ruszył niemal biegiem, szukać Dimy. - A tobą w tym czasie zajmę się ja – dodał, pchając niższego w stronę najbliższej ściany – I tak nikomu nie będzie Cię szkoda, przez Ciebie nie żyje dwóch naszych. Wiesz... - przysunął się jeszcze bliżej - … przyjaźniłem się z Olegiem! - krzyknął, zaciskając pięść.
         Może i był nieco oszołomiony, w głowie mu szumiało, a jego rany nie wyleczyły się jeszcze w stu procentach, jednak jego zmysł go nie zawiódł. Gdy tylko ręka znalazła się niemal przy jego twarzy, chwycił ją i zwinnym ruchem wywinął ją do tyłu, obezwładniając tym oprawcę. Zbierając więcej sił, kopnął goryla jeszcze w żebra i puszczając, pchnął go na ścianę. Zasyczał czując jak obolała noga trafiła na jego twarde kości, wiedział jednak, że nie zatrzyma go to na długo, dlatego też nie tracąc czasu, ruszył w stronę wyjścia, słysząc przy tym jak olbrzym klnąc, próbuje się podnieść.  
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pią Wrz 30, 2016 6:59 pm

Dimitri nie zamierzał zaprzestać podróży na powierzchnię. Odczekał jeden dzień co chwila zaglądając do namiotu noszącego dumną nazwę „szpital”, a będącego zaledwie kilkoma poskładanymi ze stalowych rur konstrukcjami z twardymi materacami; ale nie doczekawszy się jakichkolwiek dobrych wieści postanowił znów wyjść. Ale nerwowa atmosfera stacji zaczęła udzielać się już dosłownie wszystkim i nie odstał zgody na opuszczenie Borowickiej.
         To znaczy nie.
         Dostał zgodę.
         Nie dostał ludzi i pozwolenia na powrót.
„Jeśli wyjdziesz w tej chwili, nie masz po co tu wracać, Sorokin. Widzisz co się dzieje, ludzie chorują, niektórzy mówią, że to wina stalkerów, którzy wychodzą na zewnątrz i przynoszą stamtąd różne gówna. Jeszcze chwila, a zaczną was traktować gorzej niż wszelkie stworzenia z powierzchni.”
         Odwracając się doń plecami naczelnik odmówił jakiejkolwiek dyskusji. Dima zrozumiał, że jeśli chce coś osiągnąć w tej chwili, musi się udać do Polis i porozmawiać z paroma osobami.
Do tego jednak nie było mu spieszno.
Z pogardą rzucił na biurko naczelnika łupy przyniesione z Biblioteki i kilku mieszkań – kilka starych, niedziałających urządzeń i stertę śmieci, z których kupcy zapewne wybiorą parę skarbów, by znów się wzbogacić. Tym razem nie wziął za to żadnej zapłaty.

         Po kilku dniach bierności, podczas których zwyczajnie, w swoim stylu, zapadł się pod ziemię, dał się bez problemu znaleźć Pietrowi, który przybiegł do niego z wieściami. Podążając w stronę lazaretu minął jasnowłosą, smukłą kobietę, która musiała niegdyś uchodzić za piękność, dziś zaś jej twarz poorana była licznymi zmarszczkami, a kąciki ust opadały w dół jakby kto przyczepił do nich ciężarki. Dima odwrócił od niej głowę, ona zrobiła to samo względem niego. Ktoś za ich plecami nerwowo zakaszlał i zaraz zamilkł czmychając za pierwszy lepszy filar.

         Zdążył na końcówkę przedstawienia zaserwowanego przez nieznajomego. Przez chwilę mógł podziwiać jego zapalczywość, wściekłość i skołowanie, zgrabne, mimo wciąż świeżych ran, kocie ruchy i brak zawahania; i odczuć coś na kształt podziwu.
Ale niestety, sam był dla nieznajomego przeszkodą, której nie da się tak łatwo powstrzymać. Szarpnął za długie kudły i momentalnie sprowadził młodego do parteru, dosłownie rzucając go na ziemię, by w następnej chwili samemu pomóc mu wstać.
     — Musimy porozmawiać.
Pochylając się nad nim, Dima nie mógł pozbyć się dziwnego wrażenia, że nie jest to ich pierwsze spotkanie, ale nie był w stanie przypomnieć sobie, by podobne miało kiedyś miejsce.
     — A jeśli spróbujesz stąd uciec zmienisz szpital na karcer i zostaniesz skazany za szpiegostwo. Wiesz co robią tutaj ze szpiegami? — Dimitri uniósł brwi wpatrując się w tamtego intensywnie. Nie zamierzał odpowiedzieć na pytanie, zaśmiał się tylko chrapliwie i klepnął nieznajomego w plecy, by ruszył za nim. — Mam tu swój kąt, nikt nam nie będzie przeszkadzał.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Sob Paź 01, 2016 11:52 am

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         Próbował iść najszybciej jak tylko mógł, jednak obolała noga, którą dodatkowo obił sobie sam przed kilkoma sekundami, przeszkadzała mu w tym boleśnie. Obrócił się za siebie sprawdzając czy goryl się podniósł, co powinien był zrobić już chwilę temu. To co zaserwował mu Sasza nie było raczej popisem siły, bo w całe przedstawienie włożył jej niewiele. Udało mu się go obezwładnić głównie dzięki zaskoczeniu, a to nie zadziała już po raz kolejny, tak więc chciał jak najszybciej zniknąć mu z pola widzenia.
Skupiony za bardzo na szpitalnym namiocie, nawet nie zauważył jak kolejna przeszkoda stanęła na wprost niego. Dopiero kiedy silne szarpnięcie sprowadziło go do ziemi, zdał sobie sprawę, że ucieczka mu się nie powiedzie. Zabliźniające się rany, dały o sobie znać po raz kolejny, gdy zderzyły się z chłodną posadzką. Rozprostował się na niej, mamrocząc coś pod nosem, wcale nie miał ochoty wstawać, nie chciał znowu dostać... i tak choć już w miarę wypoczęty, dalej jego stan nie był najlepszy. Wiedział, że w prawdziwym pojedynku, w obecnej chwili, nie miałby szans z olbrzymem ze szpitala. Gdyby był zdrowy, niech tylko by mu podskoczył, radził sobie już z groźniejszymi na arenie. Tam nie liczyła się sama siła, ważny tam był pomysł, zwinność i gra nieczysto, a w tym młody Aristow był niemalże nie do pokonania. Teraz jednak, umiał szacować swoje szanse, dlatego też gdy tylko zobaczył jak, nie goryl, a mężczyzna, z którym przybył tutaj z powierzchni podaje mu rękę, poczuł ulgę. Może i nie dałby sobie i z nim rady, ale ten wcale nie wyglądał na kogoś kto chciałby mu w tej chwili przyłożyć. Skorzystał z pomocy starszego i odwzajemnił jego przenikliwe spojrzenie... Znów to samo wrażenie, dokładnie to samo, które miał wtedy przy wejściu, jakby wpatrywał się w oczy bliskiej mu osoby albo znajomego. Wiedział jednak, że było to niemal niemożliwe, mimo wszystko nie zapominał on tak łatwo twarzy, a ta która się w niego teraz wpatrywała, zdecydowanie była warta by o niej pamiętać.
          - Nie musiałeś od razu mną rzucać o ziemie – wymamrotał, sycząc, czując jak Stalker klepie go w obite plecy. Wiedział dobrze jak kara się szpiegów, sam już nie raz miał z takimi styczność, tak więc wolał posłuchać słów Sorokina i ruszyć za nim, w jego, jak to nazwał kąt.

        Poczuł niespodziewanie jak ktoś gwałtownie szarpie go za rękę - Ej ty, zostaw go! On jesss... - zachrypnięty głos olbrzyma, urwał się nagle, gdy tylko dostrzegł, za kim właśnie podążał Aristow.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Paź 03, 2016 7:29 am

Nie zabrał młodego mężczyzny do swojego domu - na samo słowo w myślach roześmiał się gorzko wewnątrz siebie. Nie mógł go tak zabrać, nie w tej chwili, kiedy sam nie wiedział, czego się może po niej spodziewać. Spotkanie z Sonją nie było w tej chwili nikomu potrzebne, a już na pewno nie komuś, kto ledwie oprzytomniał i dopiero co stracił kompanów.
         Towarzysz Dimy mógł zauważyć ciekawe spojrzenia kierowane ku nim. Jego przewodnik wzbudzał niewątpliwy podziw i szacunek, choć na twarzach tych, którzy znaleźli się zbyt blisko można było dostrzec także lęk. Nikt nie reagował obojętnie - tutaj najwyraźniej każdy wiedział kim jest Dima i co mu zawdzięczają.
Śmierć Wlada, Olega i Ruslana.
Kurwa.
Ich kobiety opuściły Borowicką zamierzając osiąść na innej stacji, ku nieopisanej uldze Dimy i nieposkromionej wściekłości Sonji. Kobiety w tych czasach, niestety, nie nadawały się do niczego. Jeszcze te na WOGNie i końcowych stacjach, z tego co słyszał, uprawiały grzyby i pilnowały świń, ale pozostałe...? Były tylko cholernym utrapieniem od chwili, gdy przestawało chodzić tylko o seks.
Po chuj się rozmnażać? Po jaką cholerę hodować dzieci-szczury, które w przyszłości będą zjadać się nawzajem? Metro nie było miejscem dla nowych pokoleń. Dima nie miał zamiaru owocem swych lędźwi karmić głodnych tuneli.
     — Tutaj.
Zatrzymał się przed grubą, ciężką zasłoną, która doskonale spełniała funkcję drzwi. Stalker podniósł ją robiąc przejście drugiemu i uśmiechnął się nieco kpiąco wsuwając się do środka za nim.
Pomieszczenie było puste, na środku stał wydrapany stół z milionem gramów i jedno krzesło, na którym zasiadł Dima. Drugiemu mężczyźnie pozostało tylko stać, a jeśli choć pomyślał o ucieczce - przy kotarze bezszelestnie zajął miejsce żołnierz w poplamionym waciaku i z naładowanym karabinem.
     — Spokojnie, to nie oficjalne przesłuchanie. Od waszych odpowiedzi zależy wasz los — w nikłym świetle dwóch świec oczy Dimy błyszczały chorobliwie, a blizna przecinająca usta zdawała się być głębsza niż w rzeczywistości. Mężczyzna spiął włosy co nadawało mu jeszcze surowszy i dzikszy wygląd. Mówił z typową, wojskową manierą, od której człowiek natychmiast stawał na baczność i salutował. — Skąd jesteście, co robiliście w Bibliotece, co tam zaszło? — spytał spokojnie za jednym zamachem, niczym serię z karabinu, wystrzelając wszystkie pytania. — I jak się nazywacie?

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Pon Paź 03, 2016 8:39 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         Podążał bez słowa za mężczyzną, zauważając spojrzenia ludzi skierowane w jego stronę. Widać było, że wiedzieli kim był i że czuli wobec niego respekt oraz niewątpliwie lęk. Sasza, aż sam chciał dowiedzieć się, kim tak naprawdę był jego wybawiciel, bo o tym, że Stalkerem już sam zdążył się przekonać, jednak aż takich reakcji samo nim bycie, nie budzi. Dobrze to wiedział, bo sam doświadczył tego na własnej skórze. Na Kitaj-Gordzie mieszkańcy dobrze go znali, głównie dzięki byciu prawą ręką Aarona, lecz inni Stalkerzy wcale nie byli traktowani jak bohaterowie, przynajmniej nie tam. Może kiedyś, kiedy Sasza był jeszcze mały, jednak z czasem zaczęło się to diametralnie zmieniać, wraz z nadejściem nowej władzy.
Chyba, że tutaj było inaczej.
W metrze żadna stacja nie jest taka sama.

         Wszedł do namiotu niepewnym krokiem, od razu rozglądając się dookoła po surowym wystroju, o ile wystrojem można nazwać stół i krzesło. Jedno krzesło. Domyślił się, że to właśnie on będzie skazany na stanie, co po chwili potwierdził Sorokin, zajmując jedyne miejsce siedzące.
- Kitaj-Gorod – zaczął oschle odpowiadać na pytanie, spoglądając ukradkiem w stronę wyjścia, gdzie jak się okazało, przy kotarze stał uzbrojony żołnierz. Uśmiechnął się obojętnie w jego stronę i powracając wzrokiem na przesłuchującego, zbliżył się chwiejnym krokiem do stolika.
- Już wracaliśmy... - zamyślił się na chwile, sam nie był pewny co może powiedzieć, a czego nie - … Biblioteka była uśpiona, przynajmniej tak nam się wydawało. Kilku z naszych zostało w tyle, wpadliśmy w zasadzkę – nie widział sensu w tym, żeby się rozpowiadać na ten temat, nie chciał wracać do tej chwili, bo choć dokładnie pamiętał każdy szczegół tamtej nocy, to czuł, że jeśli teraz wypowie to wszystko na głos, to powróci.
Jeszcze mocniej.
Wyraźniej.
Po co?
         - Mi i Aaro... - przygryzł wargę, opuszczając na ułamek sekundy spojrzenie, jednak opanował się szybko, odnawiając kontakt wzrokowy z mężczyzną - … jednemu z naszych udało się uciec. Przy samym wejściu, tam go dopadli – kąciki jego ust wygięły się w nieprzyjemnym grymasie, który na pozór mógł przypominać uśmiech -... a ja dopadłem ich. - Zakończył.

         - Aleksandr Aristow – rzucił, przybierając obojętny wyraz twarzy. Spojrzał ponownie na strażnika i zrobił kilka kroków w jego stronę. Zauważył jak ten, z niewzruszoną miną, zaciska mocniej palec na spuście – Spokojnie, nigdzie się nie wybieram – zapewnił go Sasza, odwracając się ponownie w stronę Stalkera – A ty? Kim jesteś? - zapytał, licząc na to, że ten uraczy go odpowiedzią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Wto Paź 04, 2016 11:41 am

Dima w zamyśleniu wpatrywał się w twarz swojego dziwnego znajomego nieznajomego i nie mógł wyzbyć się wrażenie, że skądś kojarzy tę twarz. Wykluczał jednak, by spotkali się przez ostatnie dwadzieścia lat - zamknięci pod ziemią ludzie nie wpatrywali się sobie w oczy, tylko parzyli się pospiesznie, nie przywiązując wagi do romantyzmu, zabezpieczenia się, ani tego, czy ktoś patrzy.
         Życia przed metrem Dima praktycznie nie pamiętał. Pierwsze miesiące tutaj były istnym koszmarem, z którego wyleczył się dopiero grzebiąc swoje dotychczasowe życie. Znajomych, przyjaciół.
Nie pozwalał sobie pamiętać, więc teraz nie mógł wygrzebać z zahartowanego umysłu potrzebnych informacji.
Wrażenie nie znikało, co Dimę zaczynało coraz mocniej irytować. Nie, nie bywał w Kitaj-Gorodzie ostatnio, w ogóle był tam może raptem ze trzy razy, pomijając przemykanie ponad stacją. Przewrócił oczyma słysząc odpowiedź, do cholery, to nie było to, co chciał usłyszeć. Musiał upewnić się, że nie mają do czynienia z chorym czy szpiegiem. Czerwoni, naziści, Hanza. Wszyscy robili się coraz bardziej bezczelni ostatnimi czasy. Zakon miał pełne ręce roboty, jeszcze ten kryzys z wodą...
     — Pytam co tam robiliście. Po co poszliście do biblioteki? Nawet stalkerzy nie... — Dimitri wtrącił się w słowo nie zważając, iż rozmówca kontynuuje; słysząc jednak nazwisko, niejednokrotnie przecież obracane w ustach, wypluwane i chowane głęboko w sobie, zerwał się z miejsca przez ułamek sekundy myśląc jedynie o tym, by zabić tego tutaj, bezczelnego człowieka, który śmiał wybierać sobie gębę imieniem człowieka, który był Dimie, jeszcze nim to wszystko się zaczęło, bliższy niczym rodzina.
Skrzywił się lekko i odwrócił wychodząc za kolejną kotarę, ukrytą w ciemności. Wrócił po chwili popychając w stronę Aristowa chwiejne krzesło, które przesunęło się po podłodze z nieprzyjemnym skrzypnięciem.
     — Siadaj. — warknął powracając do zwyczajowego opanowania. — Masz jakąś wizę? Dokumenty? — spytał czekając aż Aristow usiądzie, ale w końcu machnął ręką, którą wyciągnął w stronę młodego mężczyzny. — Dimitri Sorokin. Niech mnie diabli wezmą, jeśli to nie ty, Sasza.
W jego głosie nie było ani radości, ani żadnych pozytywnych emocji. Dima zdawał się już o nich dawno zapomnieć, ale jednak jakieś rozluźnienie na jego twarzy pozwalało sądzić, że jest zadowolony w równym stopniu co zaskoczony. Dawniej rzuciłby się na szyję przyjacielowi, ale teraz między nimi był stół, krzesło, zagłada ludzkości i dwadzieścia lat żałoby. Teraz wpatrywał się w niego natarczywie nagle rozpoznając rysy twarzy, widząc w pociemniałych oczach przeszłość, od której się odciął, i o której chciał zapomnieć.

____________________________________________________________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Havoc

avatar

Liczba postów : 40
Join date : 31/08/2016

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Wto Paź 04, 2016 11:14 pm

A L E K S A N D R   A R I S T O W
" S A S Z A "  

         Zdziwił się widząc jak mężczyzna zareagował na jego imię. Uniósł jedną brew do góry w zapytaniu, patrząc jak ten znika nagle za ukrytą kotarą. Spojrzał się na strażnika, który był tak samo zaskoczony jak on, jednak po krótkiej chwili jego uwagę przykuł znów przesłuchujący, który jak się okazało wyciągał drugie krzesło, popychając je w stronę Aristowa. Posłuchał polecenia i zajął wolne miejsce, przysuwając się jak najbliżej stołu. Przysłuchiwał się uważnie pytaniom, będąc niezwykle podejrzliwym, ze względu na okazaną uprzejmość.
- Paszport, wiza, wszystko zostało w Bibliotece. Mam co prawda zapasowe w Kitaj-Gorodzie, ale nie śpieszy mi się tam – przyglądał się uważnie mężczyźnie, przez którego, po jego głowie ciągle chodziła uciążliwa myśl, że skądś go zna. I dopiero kiedy ten wyciągnął w jego stronę rękę, mówiąc swoje imię, na twarzy Saszy można było zobaczyć dziwną mieszaninę uczuć. Zaskoczenie, radość i strach, a możne nawet nie strach, a przerażenie.
- Dima? - zadał to pytanie bardziej do siebie, niż do mężczyzny naprzeciw niego. Spoglądał nerwowo, to na wyciągniętą w jego stronę dłoń, to na niebieskie oczy Sorokina. Nie chciał w to wierzyć, przecież już dawno pogrzebał wszystkich z jego dawnego życia i choć najciężej przyszło mu pożegnanie się z Dimą, z którego imieniem na ustach nie raz budził się w nocy, to w końcu, po latach udało mu się z tym pogodzić. Poznał Aarona, który pomógł mu zaakceptować panującą obecnie rzeczywistość i kiedy tak niedawno stracił i jego, obiecując sobie, że już nigdy nie sprawi by ktoś był dla niego ważny, nagle powraca on. Człowiek z jego przeszłości, zmartwychwstał.
         - Nie, to nie możesz być ty! - krzyknął, wstając od stołu i gwałtownie się odsuwając. Nie mógł oderwać zagubionego spojrzenia od twarzy mężczyzny, który mówił, że był Dimą, jego dawnym Dimą. Jednak z każdą sekundą, obrazy z sierocińca zaczynały się pokrywać z tymi przed jego oczami. Rysy twarzy młodego Sorokina zaczęły przypominać tego, który siedział z nim w tym samym namiocie.
          Chociaż chciał uścisnąć jego dłoń, dotknąć go, sprawdzić, że to rzeczywistość, a nie kolejny sen, którego tak dawno już nie miał, to nie zrobił tego. Stał nieruchomo, w tym samym miejscu, w którym odpowiadał na pierwsze pytania.
- Lepiej sobie ze mnie nie żartuj - wyszeptał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Suicide

avatar

Liczba postów : 133
Join date : 12/09/2015
Age : 101
Skąd : Fak ju.

PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   Czw Paź 06, 2016 9:40 am

Zaśmiał się cicho, chrapliwie, jakby gardło nieprzystosowane do wydawania podobnych dźwięków próbowało protestować z całych sił. Być może surowa, nienawykła do ludzkich uczuć, twarz Stalkera na to nie wyglądała, ale Dima był rozbawiony. Reakcją Saszy, jego gwałtownymi ruchami i nieco niezrozumiałą paniką. Sam był zaskoczony, ale bardziej się ucieszył na jego widok niż cokolwiek innego. Przez chwilę próbował sobie przypomnieć czy przypadkiem czegoś mu nie zrobił nim to wszystko się zaczęło, ale nie. Nic takiego sobie nie przypominał.
         Spojrzał na swoją dłoń wciąż zawieszoną w powietrzu i cofnął ją bez oporów.
     — Reakcja godna wstydliwej panienki — westchnął pobłażliwie i wyminął dawno przyjaciela dając mu chwilę na ochłonięcie. Podszedł do strażnika przy wejściu i szepnął mu coś do ucha. Mężczyzna spojrzał na niego zdziwiony, ale słowo Dimy miało tu wielkie znaczenie. Kiwnął głową i wycofał się pozostawiając dwóch Stalkerów samych.
         Dimitri powrócił na poprzednie miejsce i usiadł odczekując kilka kolejnych minut, pozwalając, by jego gość dokładnie mu się przyjrzał. Sam nie miał już wątpliwości. Co prawda odkąd widzieli się po raz ostatni minęło te dwadzieścia lat, ale to wciąż było buntownicze spojrzenie jego nieodłącznego niegdyś towarzysza.
Jemu również trudno było uwierzyć w podobne spotkanie. Sam wielokrotnie deptał czyjeś nadzieje i złudzenia, bo dawno wyzbył się własnych. Wspomnienia osłabiały ludzi. Nie pozwalały na zrobienie kroku w przód i Dima był przekonany, że dopóki człowiek będzie spoglądał za siebie i marzył o przeszłości, dopóty nie podniesie się z klęczek i nie uda mu się stworzyć sobie nowych warunków do życia. A teraz spotyka Saszę, którego omal nie zostawił na pastwę stworzeń z powierzchni.
     — Nie jestem typem, który żartuje, Sasza. — powiedział spokojnie i odgarnął włosy na plecy. Sonja kazała mu je skrócić, najlepiej całkiem, więc był to powód, by nic z nimi nie robić. — Siadaj wreszcie, pogadajmy jak starzy kumple, co? — na moment zawiesił głos jakby czekając na reakcję, ale zaraz kontynuował — Okazało się, że moja głupia ucieczka z sierocińca była najlepszą decyzją w życiu. Żałowałem, że nie zabrałem cię ze sobą, kurwa. Nie wierzę.
Dimitri sięgnął do szuflady, gdzie przygotowanych miał kilka skrętów wypełnionych dziwnie pachnącym suszem i odrobiną tytoniu. Słono płacił za taki luksus, jednak nie miał oporów przed poczęstowaniem drugiego Stalkera. Rozmowa dawno przestała być oficjalna, jednak styl bycia Dimy wciąż przywodził na myśl przesłuchanie.
     — Jeśli nie wierzysz, że ja to ja, mogę Ci przypomnieć jak szukałeś byle pretekstu, żeby przyjść spać do mnie. — Kąciki ust mężczyzny drgnęły nieznacznie w lekkim rozbawieniu, które ukrył wciskając między wargi papierosa i odpalając go domowej roboty zapalniczką. — A teraz opowiadaj. Jestem ciekaw, jak Ci się udało uratować, i co robiłeś przez cały ten czas.
Dał mu już wystarczająco dużo czasu na ochłonięcie - ponownie zaatakował go niespotykanie błękitnym spojrzeniem, w którym mogło się kryć dosłownie wszystko... Albo i nic.

____________________________________________________________________


Ostatnio zmieniony przez Suicide dnia Pią Sty 13, 2017 2:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Metro |2 os. | bn | yaoi|   

Powrót do góry Go down
 
Metro |2 os. | bn | yaoi|
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Escriptors :: Opowiadania grupowe :: Dwuosobowe-
Skocz do: